Page 1

Numer 56, Sierpień 2016

Jak co roku w Gołanicach odbył się Turniej Piłki Plażowej o Puchar Sołtysa Wsi. Tym razem do rywalizacji przystąpiły cztery drużyny. Pogoda dopisała, więc zabawy było naprawdę sporo. A nie zawiedli również widzowie. Ostatecznie zwycięzcą została drużyna " Dzikie kuny w agreście" ze Święciechowy - Miłosz Gorwa, Łukasz Gorwa, Adam Tyrała, Robert Makałowski. Drugie miejsce zajęła drużyna "Wajper" z Przybyszewa, a trzecie - "Lewusy" z Gołanic. Poza podium znalazły się "Turbo Dziki". Zwycięzcy odebrali puchar sołtysa wsi, a wszystkie drużyny upominki. Turniej odbywał się już po raz piąty.

Turniej Piłki Plażowej w Gołanicach


odnowy wsi [2]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Warsztaty w sprawie

Na dwudniowych warsztatach spotkali się w Święciechowie członkowie tzw. Grupy Odnowy Wsi. Takie grupy powstały kilka lat temu we wszystkich miejscowościach gminy. Należą do nich zarówno sołtysi, członkowie rad sołeckich, jak i mieszkańcy. Każda wieś wybrała osoby, które miały określić, a potem ewentualnie realizować zadania zmieniające wsie. Głównym zadaniem Grup Odnowy Wsi było opracowanie planu odnowy swojej miejscowości. W naszej gminie zrobiły to Święciechowa i Gołanice. Stworzenie takiego dokumentu wymaga zarówno fachowych analiz, jak i pieniędzy. Urząd Marszałkowski zdecydował się przeznaczyć fundusze na ten cel, pod warunkiem, że gminy dołożą po 500 zł dla każdej wsi. Urząd Gminy wyraził zgodę na te dopłaty i w tym roku plany powstają dla: Długiego Starego, Lasocic, Przybyszewa i Strzyżewic. Rozważa

się jednak możliwość poszerzenia tego działania na wszystkie wsie, już za budżetowe pieniądze. W ten sposób wszystkie miejscowości miałyby aktualne i rzetelne plany dotyczące odnowy wsi. Właśnie na ten temat odbywały się warsztaty w Święciechowie. Prowadzący zajęcia wcześniej odwiedzili pierwsze cztery wsie, poznali ich uwarunkowania komunikacyjne, budowlane, społeczne. Rozmawiali z ludźmi, oceniali stan obiektów kulturalnych, sportowych, oświatowych itd. Potem zorganizowali warsztaty. W trakcie zajęć m.in. dokonywali inwentaryzacji wsi, pokazywali silne i słabe strony miejscowości, wskazywali na najpilniejsze zadania do wykonania. Wspólnie przygotują plany odnowy wsi. A powiedzmy jeszcze, że posiadanie tego dokumentu jest warunkiem uzyskiwania pieniędzy z różnych programów pilotowanych przez Urząd Marszałkowski.

ZAPROSZENIE NA DOŻYNKI

W sierpniu w kilku wsiach gminy odbędą się dożynki. Imprezy organizują rady sołeckie oraz sołtysi poszczególnych miejscowości. Do udziału w tych uroczystościach i zabawach zapraszamy wszystkich mieszkańców gminy. A oto daty dożynkowych obchodów: 14 sierpnia - Dożynki Parafialne w Krzycku Małym 20 sierpnia - Dożynki w Trzebinach 20 sierpnia - Festyn Dożynkowy w Gołanicach 21 sierpnia - Dożynki Parafialne w Przybyszewie 27 sierpnia - Dożynki Wiejskie w Święciechowie I jeszcze jedno ważne zaproszenie. Po raz szósty odbędzie się Pielgrzymka Rowerowa do Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Górce Duchownej. Jak zawsze organizują ją wspólnie Stowarzyszenie ZMW Przybyszewo i Zespół Pieśni i Tańca Marynia. Pielgrzymka odbędzie się we wtorek, 23 sierpnia. Jak zawsze ruszy z parkingu przy kościele w Lasocicach, a pielgrzymi dołączać będą jeszcze w Święciechowie.

Strażacki festyn Zawsze w lipcu Krzycko Małe organizuje festyn dla mieszkańców. Do wspólnej zabawy i wypoczynku zaprasza miejscowa OSP. W tym roku festyn odbył się w sobotę, 16 lipca. Piękna pogoda pozwoliła na świętowanie na świeżym powietrzu. Przyszło sporo osób. Dla wszystkich, a więc małych i starszych organizatorzy przygotowali mnóstwo gier, zabaw i

konkursów. Za udział w nich każdy otrzymał nagrody i drobne upominki. A ponadto uczestnicy oglądali taekwondo, żużlowy sprzęt sportowy i stare amerykańskie auto. Kto chciał, mógł odbyć przejażdżkę powozem konnym oraz zrobić sobie zdjęcia przy motorach i samochodzie. Wieczorem mieszkańcy bawili się na zabawie w plenerze. DRUK: Drukarnia Leszno

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI Miesięcznik Samorządowy Gminy Święciechowa Wydawca: Samorządowy Ośrodek Kultury w Święciechowie Red. naczelny: Marek Tulewicz. Kontakt do Redakcji: tel. 65 5330691 Redaktorzy: Halina Siecińska i Ewelina Konieczna Redakcja: SOK w Święciechowie, ul. Śmigielska 1A, 64-115 Święciechowa Internet: gazeta@swieciechowa.pl Skład: Halpress - www.halpress.eu Przesyłanie materiałów i numery archiwalne: www.swieciechowa.eu


Największa inwestycja w gminie KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

[3]

Rozpoczęła się budowa kanalizacji sanitarnej dla wsi Krzycko Małe. To największa inwestycja gminna realizowana w tym roku. Do przetargu na wykonanie tego zadania stanęło aż 14 firm. Wygrała firma Strabag z siedzibą w Pruszkowie. Inwestycja w Krzycku Małym przewidziana jest na dwa lata. W tym roku realizowany jest jej pierwszy etap.

Krajowy Program Oczyszczania Ścieków zobowiązuje gminy, które są wpisane w obszary aglomeracji sanitarnej do przyłączenia wsi do kanalizacji. Ten program ma się zakończyć w 2018 roku. W naszej gminie o rozwiązaniu problemu ścieków pomyślano już wiele lat temu. W roku 2013 wybudowano rurociąg tłoczny prowadzący od Święciechowy do Gołanic. Na etapie projektowania tego zadania okazało się, że zbyt mała jest przepompownia ścieków na tzw. Czarnej Drodze w Święciechowie. W następnym roku gmina przystąpiła więc do przerobienia tej przepompowni i zwiększenia możliwości przyjmowania ścieków. W tym samym 2014 roku rozpoczęto już kładzenie rurociągu do Gołanic. Dokończenie tego zadania przypadło na rok 2015. Dziś Gołanice mają kanalizację, a mieszkańcy mogą przyłączać się do sieci. W tym miejscu powiedzmy więc, że istnieje obowiązek przyłączenia swojej posesji do sieci kanalizacyjnej. Część mieszkańców Gołanic już to zrobiła, natomiast pozostali muszą doprowadzić przyłącza jak najszybciej. Zwolnieni z tego mogą być tylko ci właściciele budynków, którzy wcześniej postawili przydomową, udokumentowaną technicznie, oczyszczalnię ścieków. W bieżącym roku rozpoczęła się właśnie ostatnia część projektu pn. “Kanalizacja sanitarna w gminie”. Na ten cel każdego roku samorząd przeznaczał większość budżetu zapisanego dla inwestycji. Tyle samo przeznaczy i w tym roku. Tegoroczne zadanie w Krzycku Małym kosztować bowiem będzie gminę około 1. 800.000 zł. Do tej pory, realizując program

kanalizacji gminy, można było ubiegać się o pieniądze unijne. Odkąd jednak zmieniły się  przepisy dotyczące aglomeracji sanitarnych, jest to niemożliwe. Nie ma też szans na uzyskanie funduszy z Programu Infrastruktura i Środowisko, do którego można aplikować, ale który ogranicza możliwość dofinansowania inwestycji ze względu na liczbę mieszkańców przypadającą na kilometr sieci. Tak więc gmina to zadanie musiała finansowo w całości przejąć na siebie. Na tegoroczną inwestycję w Krzycku Urząd zaciągnął 800.000 zł pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Poznaniu. Koszty tej pożyczki są minimalne, a istnieje jeszcze możliwość jej umorzenia do 25 proc. wartości inwestycji. Do tej budowy przyłączyło się też Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Lesznie. W tym roku finansowy wkład spółki wyniesie 115. 000 zł. Warto dodać, że Przedsiębiorstwo od kilku lat inwestuje w program kanalizacji w gminie. Między innymi wybudowało odcinek sieci pomiędzy Przybyszewem a Długiem Starem, który pozwolił na włączenie tej wsi do sieci przesyłającej ścieki do Henrykowa. W przyszłym roku dofinansowywać też będzie inwestycję w Krzycku Małym. Tegoroczny zakres rzeczowy budowy kanalizacji sanitarnej w Krzycku Małym jest rzeczywiście duży. Powstaną 2 km sieci, 54 przyłącza o łącznej długości pół kilometra oraz dwie przepompownie. MPWiK położy też rurociąg tłoczny na długości 800 m. Musimy jednak powiedzieć, że już przy pierwszych robotach wykonawca natknął się na ogromne problemy z poziomem

Dnia 3 lipca 2016 r. odszedł od nas

śp. Hieronim Jamroziak

Wszystkim, którzy uczestniczyli w ostatnim pożegnaniu: księdzu Andrzejowi Pajzderskiemu, organiście, pocztom sztandarowym i delegacjom, mieszkańcom Gołanic i okolicznych wiosek

podziękowania składa rodzina

wód w wykopach. Prawdopodobnie będzie ją musiał wypompować, co może wiązać się z opóźnieniami w realizacji inwestycji. Kanalizacja w Krzycku Małym będzie zakończona w przyszłym roku. Gminie pozostanie więc rozwiązać problem czterech wsi, które do tej pory pozostają bez kanalizy. Są to: Długie Nowe, Trzebiny, Niechłód i Piotrowice. Do tych części gminy główna sieć kanalizacyjna nie będzie prowadzona. Od kilku lat natomiast gmina wspiera finansowo budowę przydomowych oczyszczalni ścieków. Dofinansowuje zarówno oczyszczalnie w budynkach jednorodzinnych, jak i wielorodzinnych. Aktualnie dopłaca 3500 zł do jednej oczyszczalni lub 4000 zł do jednego pionu kanalizacyjnego w budynkach wielorodzinnych. Przydomowe oczyszczalnie

ścieków ma już około 30 proc. zabudowań w tych wsiach. Czy gmina zdecyduje się na inne jeszcze rozwiązanie, zobaczymy za rok - po zakończeniu krzyckiej inwestycji. Na pewno problem kanalizacji musi być rozwiązany w całej gminie. To największe inwestycyjne zadanie zapisano w programie już wiele lat temu. I konsekwentnie się je realizuje. I jeszcze jedna informacja. Co roku w budżecie gminy około 200.000 zł przeznacza się też na rozbudowę sieci kanalizacyjnej i wodociągowej. We wsiach powstają bowiem kolejne domy i sieci trzeba doprowadzić do nowych osiedli. Część tych robót realizowana jest w ramach inicjatywy lokalnej. Mieszkańcy dopłacają do kosztów budowy najmniej 15 proc. jej wartości.

Każdego roku gmina realizuje jedną większą drogową inwestycję. Dwa lata temu remontowano ul. Rolną w Długiem Starem, w ubiegłym roku ul. Kościelną w Lasocicach, a w tym roku ul. Stawową w Gołanicach. Te inwestycje rozwiązują kompleksowo problemy ulic. Zakładana jest bowiem kanalizacja deszczowa, nową nawierzchnię otrzymuje jezdnia i ciąg pieszo - jezdny, powstają nowe chodniki i wjazdy do posesji. Tak właśnie prowadzone są aktualnie roboty w Gołanicach. Do przetargu na tę inwestycję stanęło sześć firm. Wygrała firma Żak Roboty Drogowo - Mostowe Transport z Leszna. Koszt inwestycji wynosi 460.000 zł. Tę kwotę gmina przeznaczyła na ul. Stawową z nadwyżki budżetowej. Całość robót ma być gotowa pod koniec października. A powiedzmy jeszcze, że do budowy ulicy potrzeba było 2586 m2 szarej kostki betonowej na jezdnię, 380 m2 czerwonej kostki na chodniki i ponad 200 m2 kostki na wjazdy oraz 900 m krawężnika.


Bieg Przyjaźni [4]

Bardzo ciekawie zapowiada się Bieg Przyjaźni, który organizują: wójt gminy, Rada Sołecka wsi Święciechowa oraz Samorządowy Ośrodek Kultury. Impreza odbywa się z okazji Dni Święciechowy oraz dożynek. Bieg Przyjaźni będzie miał miejsce w sobotę, 27 sierpnia. Start i meta usytuowane zostaną w Święciechowie obok Sali Wiejskiej. Początek pierwszego biegu przewidziano na godz. 11. Kolejne biegi startować będą co 20 minut. A będzie ich cztery. Uczestników podzielono bowiem według kategorii. Na dystansie 300 m pobiegną dzieci z rocznika 2006 oraz młodsze. Dystans 1000 m pokonywać będą biegacze z roczników 2003, 2004 i 2005. Na dystansie 1400 m zobaczymy dziewczęta i chłopców z roczników 2000, 2001, 2002. Natomiast kategorię open kobiet i mężczyzn przewidziano na dystansie 2000 m. Zapisy do poszczególnych biegów odbywać się

będą w dniu imprezy od godz. 9 do 10. 45 w Sali Wiejskiej w Święciechowie. Dzieci i młodzież poniżej 16. roku życia mogą brać udział w rywalizacji tylko za zgodą rodziców. Natomiast osoby dorosłe biegną na własną odpowiedzialność - po podpisaniu dokumentu o braku przeciwwskazań do udziału w biegu. Impreza jest ogólnodostępna, a wszyscy jej uczestnicy otrzymają pamiątkowe medale. Organizator zapewnia też wodę. W każdej kategorii nagrodzeni zostaną trzej najlepsi biegacze wśród dziewczynek i chłopców oraz kobiet i mężczyzn. Dzieci oraz młodzież odbiorą medale, a dorośli puchary. Przewidziano też dyplomy dla sześciorga spośród wszystkich zawodników z najlepszymi czasami w swoich kategoriach. A więc zapraszamy do jak najliczniejszego udziału w Biegu Przyjaźni.

W Niechłodzie oddawali krew Akcje oddawania krwi w Niechłodzie prowadzone są od lat. Zawsze organizuje je Straż Pożarna. Strażacy rozpropagowują akcję, zapraszają do jej udziału mieszkańców wsi oraz znajomych z innych miejscowości. Przychodzi sporo ludzi, by podzielić się tym

W s i e rpni u

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

szczególnym darem życia. Ostatnia akcja miała miejsce w niedzielę, 24 lipca. Wtedy krew oddało 29 osób. Uzyskano 13,05 litra cennego leku. Organizatorzy dziękują wszystkim, którzy krew oddali oraz tym, którzy pomogli akcję zorganizować.

imieniny obchodzą

SANDRA - 26 VIII

Sandra jest to imię żeńskie, pochodzenia włoskiego, będące skróconą wersją imienia Aleksandra. Sandra jest zaradna i kreatywna. Radzi sobie ze wszystkim, czego się podejmie. Jest przy tym bardzo pewna siebie. Nie wywyższa się, za to z przyjemnością pomaga. Cieszy się opinią osoby sympatycznej i życzliwej. Jest kobieca, kokieteryjna i zmysłowa. Potrafi się ubrać i promienieje pogodnym nastawieniem do świata. Swoją rodzinę wspiera i dba o jej dobro. NIestety, nie bardzo lubi się uczyć, ale to nie przeszkadza jej w karierze. Najbardziej odpowiadają jej zawody związane z tańcem, rehabilitacją, dziennikarstwem. Imieniny obchodzi także 18 maja i 2 czerwca. W naszej gminie mieszkają 22 panie o imieniu Sandra. Najwięcej jest ich w Długiem Starem - 7, następnie w Święciechowie - 5, w

NIKODEM - 3 VIII

Imię Nikodem pochodzi z Grecji i jest synonimem Mikołaja. Dosłownie jest kimś, kto zwyciężył dla swojego ludu. Nikodem jest krytyczny, nieco wyrachowany, doskonały organizator, wyposażony przez naturę w niezwykłą wprost intuicję. Jest energiczny. Ma rozległe znajomości i wielkie predyspozycje pedagogiczne. W decydujących, podbramkowych sytuacjach można na niego liczyć, choć na co dzień bywa nazbyt drobiazgowy. Jego kolorem jest biel, rośliną oset, zwierzęciem ryś, liczbą ósemka, a znakiem zodiaku Rak. Imieniny obchodzi także 1 czerwca i 15 września. W gminie Święciechowa mieszka 15 panów o imieniu Nikodem. Najstarszy ma 36 lat i mieszka w Święciechowie, najmłodszy urodził się w tym roku w Długiem Starem. Najwięcej Nikodemów

Sandra Szmanda ze Święciechowy

Przybyszewie - 3, w Gołanicach i Lasocicach - po 2 oraz w Trzebinach, Strzyżewicach i Henrykowie po jednej. Najstarsza Sandra w gminie ma 33 lata i mieszka w Święciechowie, natomiast najmłodsza ma 6 lat i jest mieszkanką Henrykowa. Wszystkim paniom życzymy zdrowia, radości i uśmiechu na twarzy.

Nikodem Szkudlarczyk z Gołanic

mieszka w Święciechowie i Gołanicach - po 4, w Długiem Starem - 3, a w Lasocicach, Henrykowie, Strzyżewicach i Krzycku Małym - po jednym. Wszystkim Nikodemom życzymy pogody ducha i zdrowia.

POŻEGNANIE

W ostatnich tygodniach odeszli od nas: 01.07 - Jagoda Grygier, Święciechowa 03.07 - Hieronim Jamroziak, Gołanice 06.07 - Franciszek Galik, Gołanice 13.07 - Anna Hoffman, Krzycko Małe 19.07 - Łucja Bajon, Ogrody 20.07 - Maria Mosiek, Święciechowa


Sportowe marzenia Ani KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

[5]

Ania Maciejewska ze Święciechowy opowiada o sporcie z wielką pasją. Mówi, że zaszczepili go jej rodzice, zwłaszcza tata, który zabierał rodzinę na wyprawy kajakowe, na rowerowe rajdy, na narty. Sam prowadzi korty tenisowe, więc także tenis stawał się ich codzienną rozrywką. Była też koszykówka, snowboard, świeże powietrze. To może uzależnić. Ania mówi, że ma najzdrowsze uzależnienie na świecie - kocha sport.

Ania Maciejewska ma 16 lat. Ukończyła Gimnazjum w Święciechowie i rozpocznie naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Lesznie. Wybrała profil humanistyczno - prawny, bo bardzo lubi historię, język polski, wiedzę o społeczeństwie. Jej średnia ze wszystkich przedmiotów to 4,5. A sportowy sukces - I miejsce wśród sportowców w szkole w bieżącym roku szkolnym. Odebrała statuetkę i gratulacje. - Nie wyobrażam sobie życia bez sportu - zwierza się Ania. - Na nartach zaczęłam jeździć, gdy miałam cztery latka. Na rowerze jeżdżę od zawsze, odkąd tylko sięgałam do pedałów. W szkole grałam w drużynie piłki nożnej. W

wyszkoleniu technicznym, ale także ogólnorozwojowym, siłowym. Ania ćwiczy z prętami, pcha kulę, chodzi na siłownię. Nawet kiedy nie może być na treningu, dostaje rozpiskę, jakie ćwiczenia danego dnia są dla niej obowiązkowe. I wykonuje je - solidnie, z pasją. - Lubię sporty indywidualne mówi Ania. - Każdy sukces, ale i każdą porażkę zapisuję na swój rachunek. Nie zawiodę drużyny czy koleżanek, a wyłącznie siebie. I sama muszę dążyć do lepszej dyspozycji, lepszego wyniku. Oczywiście pod okiem trenerki i przy jej pomocy. Ania jest zawodniczką kategorii junior młodszy. Rzuca oszcze-

kości. Na treningu idealny rzut zdarza się zaledwie kilka razy. Niestety, często są rzuty spalone, oddane za linią lub wyrzucone zbyt szybko. Ważne, by ten udany trafił się właśnie na mistrzostwach. Dlatego tak intensywnie trenujemy. Myślę, że jestem dobrze przygotowana. Na swoim koncie Ania ma III miejsce na Mistrzostwach Wielkopolski w rzucie oszczepem oraz I miejsce na Mistrzostwach Powiatu Leszczyńskiego w rzucie oszczepem. Oba te sukcesy odnotowała w bieżącym roku. Dwa lata temu zajęła pierwsze miejsce w narciarstwie zjazdowym, a w ubiegłym roku drugie miejsce zajmowała w narciarstwie zjazdowym i piłce nożnej. Ma naprawdę o czym mówić. A przekonuje, że sport daje jej nie tylko radość ze zdobytych medali. Lubi wyjazdy na zawody, chce integrować się z członkami klubu, cieszą ją nowe znajomości i przyjaźnie. W liceum z satysfakcją będzie reprezentować szkołę.

A o czym marzy? W ciągu najbliższych miesięcy i lat chciałaby znaleźć się w pierwszej dziesiątce zawodniczek w Polsce w rzucie oszczepem. A kiedyś - być może olimpiada… to byłaby wielka radość dla niej i rodziny. My uważamy, że także dla kibiców.

Jak załatwić sprawę

W URZĘDZIE GMINY? DARMOWE PODRĘCZNIKI DLA UCZNIÓW

klubie uprawiałam koszykówkę. Sport wypełnia mi czas wolny, daje radość, sprawność. Ania opowiedziała nam, że z powodu kontuzji musiała zrezygnować z koszykówki. Wtedy poszukiwała innej dyscypliny, wybrała lekkoatletykę. Chciała skakać w dal, więc trafiła do UKS-u Achilles w Lesznie. Tam trenerzy zauważyli, że ma odpowiednią budowę ciała do uprawiania sportów rzutowych. Zaproponowali jej oszczep. Spróbowała, choć o tym sporcie nie wiedziała nic. Po sześciu treningach "załapała" jednak o co chodzi. Mało tego, polubiła oszczep. Ania trenuje rzut oszczepem od zaledwie dziewięciu miesięcy. Jej trenerką w klubie jest Hanna Górska. Trenuje sześć razy w tygodniu, czasem indywidualnie. Ćwiczenia polegają nie tylko na

pem o wadze 500 gramów. Chciałaby zostać  członkiem kadry Wielkopolski. Ze swoim wynikiem zajmuje czwarte miejsce w Wielkopolsce. Na Mistrzostwach Wielkopolski rzuciła 35,45 m. To wspaniałe osiągnięcie. Nic dziwnego, że będzie reprezentować klub na Lekkoatletycznych Mistrzostwach Polski, które odbywają się właśnie teraz - od 3 do 6 sierpnia. Ania marzy, aby rzucić oszczepem na odległość 38 m. Wie, że ją na to stać. A z klubu na mistrzostwa jadą też: młociarka, biegaczka na długie dystanse oraz dwóch sprinterów. Każdy chciałby "przywieźć" do Leszna jak najlepszy wynik. - Sam rzut technicznie nie jest trudny - wyjaśnia Ania. - Najważniejsze to opanować przeskoki, aby na wyrzucie nie stracić pręd-

W nowym roku szkolnym 2016/2017 kolejne klasy otrzymają darmowe podręczniki. Reforma, która miała zapewnić podręczniki szkolne za darmo wszystkim uczniom klas podstawowych i gimnazjalnych, jest wprowadzana etapowo. W zeszłym roku darmowe książki do nauki otrzymały dzieci w klasach I, II i IV szkoły podstawowej oraz I klasy gimnazjum. Od nowego roku szkolnego komplet darmowych podręczników zapewniony będzie w szkole podstawowej w klasach od I do V i w gimnazjum w klasach I i II. W roku szkolnym 2017/2018 komplet darmowych podręczników otrzymają wszyscy uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów. Uczniowie wszystkich klas objętych dotacją dostaną komplet książek do nauki w poszczególnych klasach, w tym podręcznik i ćwiczenia oraz podręcznik do nauki języka obcego. Uczniowie klas I, II, IV szkoły podstawowej i I klasy gimnazjum otrzymają podręczniki wieloletnie (z poprzedniego rocznika), w tym Elementarz MEN oraz podręcznik do języka obcego. W tym roku nowe będą tylko ćwiczenia, które - tak jak w roku poprzednim - będą własnością ucznia. Jedyny koszt, który obciąży rodziców, będzie dotyczył zakupu podręczników do nauki przedmiotów nieobowiązkowych (np. religia, dodatkowy język obcy). Uczniowie klas III i V szkoły podstawowej oraz klasy II gimnazjum także otrzymają komplet podręczników szkolnych za darmo, w tym podręcznik MEN i ćwiczenia oraz podręcznik do nauki języka obcego. Będą to książki zupełnie nowe, wieloletnie, które posłużą w przyszłych latach kolejnym rocznikom. Rodzice uczniów tych klas będą musieli pokryć ewentualne koszty podręczników do nauki przedmiotów nieobowiązkowych. ZASTĘPCA WÓJTA PATRYK TOMCZAK


[6]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Młodzieżowa Rada Gminy przed wyborami

Rozmowa z Mikołajem Kostaniakiem, przewodniczącym Młodzieżowej Rady.

- Dwa lata temu po raz pierwszy w gminie powołano Młodzieżową Radę Gminy. - To prawda. Młodzieżowa Rada rozpoczynała działalność bez wcześniejszych doświadczeń. Wszystkiego się uczyliśmy. Nie ukrywam, że szukaliśmy w Internecie informacji o pracy podobnych samorządowych organów w innych gminach, rozmawialiśmy z członkami takich rad w naszym regionie, zapraszaliśmy na spotkania doświadczonych samorządowców. Zwyczajnie poznawaliśmy działalność młodzieżowej i "dorosłej" Rady i szukaliśmy odpowiedzi na pytania, co my, młodzi, możemy dla gminy zrobić. - Ilu członków liczy Młodzieżowa Rada Gminy? - Statut mówi, że może nas być piętnastu. Kandydatami są osoby, które nie przekroczyły 20. roku życia. A swoich przedstawicieli powinna mieć każda wieś w gminie. Ponieważ jednak nasza Rada powstała po raz pierwszy, nie wszystkie młodzieżowe śro-

dowiska wzięły udział w wyborach. Ostatecznie jest nas tylko dziesięciu i na przykład Krzycko Małe czy Długie Stare nie mają swoich radnych. - Rozumiem, że teraz, gdy zbliżają się kolejne wybory, łatwiej wam będzie rozpropagować cele działalności Młodzieżowej Rady. - Kadencja naszej Rady trwa dwa lata. A zatem już we wrześniu lub w październiku wybierać będziemy nowych radnych. Jak tylko rozpocznie się nauka w szkołach, zorganizujemy spotkania z uczniami. Będziemy im przedstawiać działalność Rady, dzielić się doświadczeniami, przekonywać zarówno do startowania w wyborach, jak i do udziału w głosowaniach. Teraz mamy już o czym mówić. Potrafimy też pokazać, że nasz głos coś znaczy, że uczymy się odpowiedzialności, że możemy zmieniać środowiska. - Co więc zrobiliście przez dwa minione lata? - Zaczęliśmy od akcji "Paczka

pod choinkę". Kiedyś taki pomysł realizowała parafia w Lasocicach. My przenieśliśmy ją na całą gminę. W pierwszym roku rozdaliśmy potrzebującym 130 paczek. A radość z tego przeżywali zarówno dający, jak i obdarowani. Akcję kontynuowaliśmy w kolejnym roku i zapewne będziemy organizować ją nadal. Potem przeprowadziliśmy "Dzień Młodzieży" w gminie. To była wspaniała gra uliczna dla dziesiątków młodych ludzi. Zintegrowała środowiska, pozwoliła na dobrą zabawę. W tym roku zaproponujemy podobną grę w czasie Dni Święciechowy. Promowaliśmy naszą gminę na Targach Ekonomii Społecznej, pomagaliśmy przeprowadzić rajd MTB w Przybyszewie, byliśmy wszędzie, gdzie nas zaproszono. Poznaliśmy wielu ludzi, dowiedzieliśmy się sporo nowych rzeczy. Nie przesadzę, jeśli powiem, że praca w Młodzieżowej Radzie rozwija, uczy społecznego zaangażowania. Kto wie, czy nie jest początkiem późniejszej aktywności

samorządowej. - Jesteś przewodniczącym Rady, Miłosz Tulewicz został wiceprzewodniczącym, a Izabela Zawadzka sekretarzem. Wszyscy musicie zrezygnować ze swoich funkcji. - Miłosz i Izabela ukończyli 20 lat, a zatem nie mogą już startować do Młodzieżowej Rady Gminy. Ja będę  miał 20 lat w grudniu. Podjąłem więc decyzję, że również  nie wystartuję. Liczymy zatem na następców. Wiem, że siódemka pozostałych radnych zamierza startować po raz drugi, ale zachęcam, by w pracę Rady zaangażowała się większa grupa osób. Może nas przecież być piętnastu. A powinniśmy reprezentować wszystkie wsie. Na pewno nowi radni wymyślą kolejne akcje, określą potrzeby swoich środowisk, będą mogli głośno mówić, co chcieliby zmienić, do czego się przyłączyć. To jest swego rodzaju przygoda. Ja cieszę się, że działałem w Młodzieżowej Radzie. - Dziękujemy za rozmowę.

formacje znalazły się dotąd w Gminnej Ewidencji Zabytków Archeologicznych. W trakcie dotychczasowych badań odkryto stanowiska archeologiczne z szerokiego przedziału archeologicznego od mezolitu i neolitu poprzez okres epoki brązu i żelaza do czasów historycznych: z wczesnym i późnym średniowieczem i nowożytnością. Obiekty dwóch kategorii zaliczone są do obiektów płaskich. W

większości są to obozowiska i osady, w tym dwie produkcyjne z epoki wpływów rzymskich. Cmentarzysko odkryto jedynie na gruntach Lasocic/Ogrodów. Tam również zlokalizowane jest cmentarzysko nowożytne z okresu wojny północnej/poza ewidencją/. Odrębną kategorię stanowi historyczny układ urbanistyczny Święciechowy, ze zlokalizowanym w pobliżu rynku grodziskiem oraz datowanymi od średniowiecza do XIX wieku cegielniami polowymi. GEZA obejmuje 20 zespołów stanowisk archeologicznych i 9 gminnych kart stanowisk. Prowadzone w ostatnich latach inwestycje, z którymi wiązał się nadzór archeologiczny oraz badania wykopaliskowe - obwodnica Święciechowa, gazociąg Kościan Polkowice, kanalizacja Święciechowy, prace związane z rewitalizacją rynku w Święciechowie pozwoliły zweryfikować dotychczasową wiedzę. Wszystkich amatorów "dzikich" badań archeologicznych z wykrywaczem metali informujemy, że TAKA DZIAŁALNOŚĆ JEST NIELEGALNA.

Tajemnice ukryte w ziemi

Przed kilkoma tygodniami rozpoczęła się budowa drogi ekspresowej S5. Wykopy przecinają naszą gminę od granicy do granicy. Takiej inwestycji zawsze towarzyszą badania archeologiczne. One są po prostu częścią takiego zadania. Przy okazji inwestycyjnych drogowych robót można bowiem liniowo, a nie tylko punktowo spojrzeć na przeszłość. Jest to więc wyjątkowa okazja do nau-

kowego zbadania najstarszej historii gminy. Badania wykopaliskowe prowadzi się więc także przy okazji budowy drogi S5. Kieruje nimi mgr Sławomir Żółkowski z Wrocławia, a nadzór archeologiczny sprawuje Mikołaj Nowakowski ze Strzyżewic. My zrobiliśmy zdjęcie Mikołajowi Kostaniakowi, który pracuje bezpośrednio przy wykopaliskach. Dorota Wróbel przekazała nam tekst mówiący o tym, jakie in-


Policyjne wspomnienia KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

[7]

Gdy Polska odzyskała niepodległość, a Święciechowa wróciła do macierzy, tutejsi policjanci przejęli posterunek po swych niemieckich poprzednikach. Było tam też służbowe mieszkanie, do którego wprowadził się wraz z rodziną nowy komendant, ojciec bohaterki tego tekstu. W latach dwudziestych w ówczesnym miasteczku służyło pięciu funkcjonariuszy. To była ciężka praca, choćby z jednego powodu. Ich środkiem transportu były rowery. Stanisław Augusiak urodził sie w 1885 roku w Baborowie koło Szamotuł. Policjantem został późno, bo po trzydziestce. W 1920 roku skierowano go do Święciechowy na stanowisko komendanta tutejszego Posterunku Policji Państwowej. Posterunek mieścił się przy ul. Ułańskiej 23. Tam też zamieszkał wraz z rodziną. W tym z córką Ireną Świerz, która urodziła się w roku 1923 właśnie w Święciechowie. I to jej wspomnienia, przekazane przez starszego brata, tu prezentujemy. Na komisariacie i nad granicą - Mieszkanie składało się z przedpokoju, trzech pokoi, kuchni, spiżarni - opowiada Irena Świerz. - Sam posterunek był niewielki, to jeden pokój. Miał dwa wejścia.

Pierwsze, oddzielne, z klatki schodowej, lecz do pomieszczenia posterunku można było wejść także z jednego z naszych pokoi. Dodam, że wcześniej, czyli w czasach zaboru, ten lokal zajmował miejscowy komendant żandarmerii. Nie jest pewna, w którym miesiącu rodzina przeniosła się czy mówiąc ściślej - przydział służbowy dostał jej ojciec. Na pewno w roku 1920, najprawdopodobniej we wrześniu. Stanisław Augusiak był absolwentem Szkoły Policyjnej w Poznaniu. Gdy trafił do Święciechowy, miał pięcioro dzieci. Później doszła jeszcze dwójka, urodzonych już tu, w tym najmłodsza z rodzeństwa, czyli pani Irena. Warunki, w jakich przyszło im

żyć, były ciężkie, choć tak żyła wówczas większość Polaków. W domu nie było ubikacji. Ubikacja, czy mówiąc po prostu wychodek, znajdowała się na podwórzu. Nie było też prądu, gazu ani kanalizacji. - Ojciec w Święciechowie jawi mi się zawsze z rowerem - wspomina pani Irena. - Latem był zakurzony, jesienią czy wiosną przemoczony, a zimą zmarznięty. To była ciężka służba, przede wszystkim właśnie z tego powodu, że ciągle musiał jeździć rowerem. Nie pamięta ojca w komisariacie. Wkrótce bowiem został oddelegowany jako funkcjonariusz policji na przejście graniczne w Długiem Starem. - Zdecydował o tym fakt, że doskonale znał język polski, a przede wszystkim potrafił dobrze pisać po polsku, co wówczas raczej należało do rzadkości - mówi. - Do tego równie dobrze radził sobie z językiem niemieckim. Miał też dużą wiedzę historyczną, głównie na temat obu naszych narodów, a także znał dobrze niemiecką psychikę. Słowem - był predestynowany do tej pracy. Funkcjonariusze czynni i na emeryturze Ojciec często do domu przyjeżdżał z innym funkcjonariuszem. Był nim wilczur, również "etatowy pracownik" straży granicznej. Pani Irena pamięta nazwiska funkcjonariuszy, którzy wówczas pracowali na Posterunku Policji Państwowej w Święciechowie, a także tych, którzy przeszli już na emerytury. Ci czynni to: Michał Kaczmarek (mieszkał na rynku), Franciszek Nowak (ul. Ułańska), oraz Giera, którego imienia i adresu nie znała. Pracował tam jeszcze jeden policjant o nazwisku Nowak. Był młodszy od tego pierwszego. Nie pamięta jego imienia ani adresu. Do tego dochodził jej ojciec z rodziną. Z kolei dwóch funkcjonariuszy było już na emeryturach. To Kaczmarek, który mieszkał przy ul. Ułańskiej oraz Jankowiak, jego adresu też już sobie nie przypomni. Podsumowując, w latach dwudziestych w ówczesnym miasteczku mieszkało pięciu czynnych funkcjonariuszy oraz dwóch emerytowanych.

Kultywowali dawne tradycje Irena Świerz spisała swe wspomnienia z tamtego okresu. Dużo miejsca zajmują tu szczegółowe opisy umundurowania ówczesnych policjantów. Ponieważ jednak były one w całym kraju takie same, więc nie będziemy ich przytaczać. Z jednym charakterystycznym wyjątkiem, związanym ze Święciechową. Pamięta, że przy okazji różnych uroczystości i świąt policjanci do galowych mundurów przypinali przez ramię i plecy do pasa niezbyt szeroki pasek (określano go potocznie jako "koalicyjka"). Na tym pasku wisiała srebrzysta szabla. - Te szable u policjantów pamiętam tylko ze Święciechowy opowiada. - To jedno z moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa, jeszcze z lat dwudziestych. Później przeprowadziliśmy się do Leszna. Tam już żaden funkcjonariusz nie zakładał szabli. Jak widać, tu bardziej kultywowano tradycje. W Lesznie zamieszkali 30 grudnia 1929 roku. Wówczas to opuścili swe dotychczasowe święciechowskie mieszkanie. Dostali nowe w wilii na Tamie Kolejowej. Stanisław Augusiak ponownie zajął się pracą policyjną. Przeprowadzka oznaczała dla niego ogromną ulgę. Do Komendy Powiatowej Policji, która znajdowała się przy ul. Dworcowej (dzisiejsza Słowiańska), miał dwieście metrów. Poza tym mieszkanie było zelektryfikowane, ogrzewane. Co więcej, znajdowała się tam łazienka z ubikacją. Poza tym o przysłowiowe parę kroków był dworzec kolejowy. Do tego dochodziły leszczyńskie sklepy, szkoły i kino. Nic więc dziwnego, że dla całej rodziny ta przeprowadzka oznaczała znacznie łatwiejsze i wygodniejsze życie. A wracając jeszcze do święciechowskich wspomnień Ireny Świerz, to odtworzyła je wyłącznie z pamięci. Wszystkie rodzinne dokumenty i materiały stracili podczas kampanii wrześniowej 1939 roku. Wielka szkoda, dobre jednak i to, co przechowała dla nas jej pamięć o dawnych miejscowych policjantach. DAMIAN SZYMCZAK


W pasiece pana Hieronima [8]

KURIER ŚWIĘ

Hieronim Borowczak ze Święciechowy z pszczołami obcował od dzieciństwa. Kiedy był mały, obserwował pasiekę, którą miała jego babcia. W Technikum Rolniczym w Bojanowie odbywał praktyki przy hodowli pszczół. Potem, gdy pracował już w SKR-ze, obowiązkowo zakładali pasieki. Wreszcie, w latach siedemdziesiątych, poznał swoją przyszłą żonę. Jej ojciec, specjalista w zakresie pszczelarstwa, miał około sześćdziesięciu uli. Pan Hieronim pomagał mu w pasiece. Nic dziwnego, że w końcu sam postanowił zostać pszczelarzem. Swoją pasiekę razem z żoną założyli w 1978 roku. A ciekawostką jest fakt, że Elżbieta Borowczak ukończyła Technikum Pszczelarskie w Pszczelej Woli koło Lublina, jedyne takie w kraju.

Hieronima Borowczaka zna bardzo wielu ludzi w gminie. Tu się urodził, w Lasocicach chodził do szkoły podstawowej, a po ukończeniu technikum odbywał staż w Przedsiębiorstwie Rolnym Długie Stare. Przez jakiś czas pełnił obowiązki kierownika gospodarstwa w Trzebinach. Później sześć lat kierował Zakładem Usług Chemicznych w SKR-ze. Następnie przeszedł do Gminnej Spółdzielni, gdzie zajmował się usługami w warsztacie wielobranżowym. W 1991 roku razem ze wspólnikiem ten warsztat wydzierżawili, a później kupili. Do dziś razem go prowadzą i naprawiają sprzęt rolniczy. Właśnie taka zawodowa kariera sprawiła, że pan Hieronim ma kontakty z wieloma ludźmi. A kiedy dodać do tego pszczelarską pasję, krąg znajomych jeszcze się poszerza. - Tylko w naszym kole jest aktualnie ponad dwudziestu członków - mówi Hieronim Borowczak. Kiedyś było nas więcej. Dobrze się znamy. Spotykamy się, dyskutujemy o problemach pszczelarstwa, wyjeżdżamy na wycieczki i imprezy, jak choćby Dni Pszczelarza czy Święto Wina i Miodu. Działamy w Związku Pszczelarskim. Hieronim Borowczak jest od 1995 roku prezesem Koła Pszczelarzy w Święciechowie. Przejął pałeczkę od Antoniego Grzelew-

skiego. Przez dwie kadencje był też skarbnikiem Rejonowego Związku Pszczelarskiego w Lesznie. Ma Brązową, Srebrną i Złotą Odznakę Pszczelarską oraz Medal Dzierżonia. Z uśmiechem mówi, że brakuje mu już tylko najwyższego odznaczenia pszczelarskiego - Statuetki Dzierżonia. Dodaje jednak, że nie dla wyróżnień zajmuje się pszczołami. Swoją pasiekę pan Hieronim założył w Lasocicach. Wtedy z rodziną mieszkał w tej wsi. Zaczynał od 20 uli. Później miał ich 60, a w pewnym okresie nawet 100. Pasieka jest w lesie, tuż obok plantacji rzepaku. Nieopodal są też drzewa akacji i lipy. W sezonie ma więc trzy zbiory miodu. Kiedy odwiedziliśmy go w pasiece, zakończył właśnie miodobranie rzepakowe. W tym roku zebrał 800 kg miodu rzepakowego. Nam wyjaśnił, że jest on bardzo dobry dla osób chorujących na cukrzycę. Ale miód ma ogromne znaczenie w całej medycynie naturalnej. Doceniany był już w starożytności. Pan Hieronim dodał, że w 90 proc. złożony jest z węglowodanów, reszta to substancje mineralne, związki azotowe, olejki eteryczne i witaminy. Miód jest wolny od zanieczyszczeń, ponieważ pszczoły są bardzo wrażliwe na toksyny. Jest produktem łatwo przyswajalnym,

całkowicie trawionym w bardzo krótkim czasie. Poleca, by jeść go codziennie. Jeden ul to jedna pszczela rodzina. W naszym regionie jest około 536 pszczelich rodzin. Siła rodziny zależy od ilości pszczół w ulu. Im ich więcej, tym lepiej. W ulu jest średnio 7 kg pszczół. A w każdym kilogramie około 10 tysięcy pszczół.

Aby uzyskać 100 gramów miodu, pszczoły muszą zebrać nektar z około miliona kwiatów i pokonać odległość tysięcy kilometrów. Pan Hieronim mówi, że zapracowują się na śmierć. Po dwóch miesiącach takiej pracy, giną. O pszczołach pan Borowczak może opowiadać godzinami. Dla osób, które niewiele wiedzą o ich hodowli, wszystko jest niezwykłe. W czasie naszej wizyty


Sonia wśród

CIECHOWSKI

[9]

najpiękniejszych

Niecodzienną przygodę przeżyła Sonia Kłodnicka ze Święciechowy. Przed kilkoma tygodniami wzięła udział w konkursie Miss Nastolatek. Została III Wielkopolską Wicemiss Nastolatek 2016.

właśnie odebrał pszczoły matki. Dostarczono je w małych pudełkach, razem z pszczołami robotnicami, które cały czas dokarmiają matkę. Matki są opalitkowane, a więc naznaczone odpowiednim kolorem na główce. W tym roku jest to kolor biały. Pan Hieronim wymieni je z poprzednimi matkami w ulu. W każdym może być tylko jedna matka. - Co dwa lata wymieniam matki - wyjaśnia pan Borowczak. - Sam ich nie hoduję, ale sprowadzam od hodowców z naszego terenu. Cały czas muszę też obserwować, jak zachowuje się pszczela rodzina. Czy matka nie jest uszkodzona, czy rodzina nie bywa zbyt agresywna, czy nie powstały dodatkowe mateczniki, które trzeba zerwać. Pszczela rodzina jest od wiosny w ciągłym ruchu. Wtedy właśnie robi miód. Z jednego ula przeciętnie otrzymuję 30 kilogramów miodu. Ale wymaga to codziennego nadzoru, obserwacji, pracy. Zbiory miodu zależą od bardzo wielu czynników - od pogody, od siły rodziny, od tego, czy nie dotkną ich choroby, także od ilości oprysków na rolniczych polach. I zebrać go trzeba w odpowiednim momencie. Wartościowy dojrzały miód nie może mieć za dużo wody. Zbiera się go od maja do początków lipca. Właśnie teraz zakończono miodobranie. Tę pracę wykonuje kilka osób przez cały dzień. U pana Hieronima pomaga żona, dzieci, wujek. Pasieką już interesują się wnuki. A jeden z synów założył własną. Nie ma więc przesady w powiedzeniu, że pszczelarstwo w tej rodzinie przechodzi z pokolenia na pokolenie. Od 30 lat Elżbieta i Hieronim Borowczakowie mieszkają w Święciechowie. Wspominają, że w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych produkcja miodu była bardzo intratnym zajęciem. Miód odbierały centrale ogrodnicze i same zajmowały się jego sprzedażą.

Ceny skupu pozwalały na dobry zarobek. Dziś miód trzeba sprzedać samemu. Najczęściej więc dostarcza się go rodzinie, znajomym, czasem wystawia na targowiskach. A klienci szukają miodu rzepakowego, bo pomaga na krążenie i wzmacnia serce, akacjowego, gdy mają problemy z wątrobą, przemianą materii, a lipowego na przeziębienia. Pan Hieronim ma je wszystkie. I poleca stosować zamiast cukru położyć na kromkę chleba lub dodać łyżkę do mleka na noc. Poczujemy się lepiej. Teraz, po miodobraniu, przyjdzie czas na dokarmianie pszczół. Na jedną pszczelą rodzinę trzeba od 13 do 15 kg cukru. Można też stosować gotowe pasze. Dokarmiać będzie się do połowy września. Jeśli trzeba, to właśnie w tych miesiącach odymia się ule, walcząc ze szkodnikami i chorobami. Potem przygotowuje się ramki, naprawia ule, czasem łączy dwie słabsze rodziny. - Pszczelarzem jest się cały rok - przekonuje pan Hieronim. - I cały rok jest co przy nich robić. Ale dla mnie to hobby, pasja, sposób na wypełnienie czasu wolnego. Poza pracą jeździmy też po kraju, za granicę. Oglądamy inne pasieki we Włoszech, Chorwacji, Francji. Uczymy się wszystkiego, co nowe. I martwi mnie, że w naszym regionie jest coraz mniej pasiek. Pszczoły nie tylko przecież dają miód, ale zapewniają istnienie jednej trzeciej roślin na ziemi. Nie bez powodu Unia Europejska dopłaca do hodowli pszczół. Kto wie, może w ten sposób zachęci do tworzenia nowych hodowli. Zapewniam, że to może być fascynujące zajęcie.

Sonia ma 16 lat. Od września uczyć się będzie w drugiej klasie Liceum Ogólnokształcącego w Lesznie. Wybrała profil biologiczno chemiczny. Interesuje się bowiem kosmetologią. W przyszłości chciałaby zostać kosmetologiem lub lekarzem medycyny estetycznej. - O konkursie miss dowiedziałam się z Internetu - mówi Sonia. Wypełniłam formularz i wysłałam zgłoszenie. Nie liczyłam na sukces. Zwyczajnie chciałam się sprawdzić i jeśli to możliwe, zobaczyć, jak wyglądają kulisy takiej imprezy. O tym, że wysłała zgłoszenie do tak nietypowej rywalizacji, powiedziała tylko rodzicom i chłopakowi. Nie mieli nic przeciwko, wręcz przeciwnie - wspierali ją. No i pomagali, bo kiedy rozpoczęły się przygotowania do finału, trzeba było jeździć do Poznania. Zawsze byli tam razem. Sonia nie wie, ile dziewcząt kon-

kursowa komisja wybrała do castingów. Ostatecznie w finałowej gali wzięło udział 13 nastolatek i 20 dorosłych pań. Wszystkie musiały odbyć wiele prób, spotkań, rozmów z organizatorami. Ale miały też możliwość uczestniczenia w kilku pokazach mody. To było niesamowite przeżycie. Piękne stroje, wybiegi, publiczność. Dziewczęta prezentowały stroje znanych projektantów i firm. Między innymi: Agnes Wuyam, bieliznę francuskiej projektantki, sukienki, bluzki i spodnie firmy Zalla by Sara Zalewska, Mia Stilo Agnieszka Bonisławska czy www. Devu. com. pl, a eleganckie buty od Valentovitch. Czuły się jak damy. - Na te przygotowania i pokazy poświęciłam tylko kilka weekendów

- dodaje Sonia. - Nie czułam stresu, nawet przed finałem. Nie liczyłam na żadną z szarf. W mojej kategorii było wiele pięknych i ułożonych dziewczyn. Każdej mogło przypaść któreś z miejsc. Dopiero kiedy dostała się do finału miss, powiedziała o tej przygodzie rodzinie i przyjaciołom. W rozmowie z nami wiele razy podkreślała, że właśnie rodzina jest dla niej najważniejsza. Lubi wolny czas spędzać z rodzicami, starszym bratem, na wycieczkach, ale i w domowym zaciszu. A odkąd poznała Darka, dzieli z nim także jego pasję - wędkarstwo. Właśnie najbliższym dziękowała za wsparcie, za radość jaką okazywali jej po zdobyciu szarfy wicemiss, za gratulacje. - Konkurs był dla mnie swego rodzaju lekcją - wyjaśnia Sonia. Dał mi pewność siebie, pokazał, jak wygląda życie modelki. Samym tytułem wicemiss byłam zaskoczona. A dostałam się także do grupy TOP10 International, która miała jechać na pokazy do Paryża. Zrezygnowałam z tej propozycji. Są rzeczy ważniejsze niż modeling. Sonia zaledwie "dotknęła" pracy modelki. Zobaczyła ją od zaplecza. Wie, że to ciągły pośpiech, wyjazdy, dieta, wyrzeczenia. Nie chciałaby tak żyć. Radość można czerpać z wielu innych rzeczy. Właśnie teraz pojechała do Francji. Ale udziału w konkursie nie żałuje. To naprawdę była fajna przygoda. Znaleźć się w gronie pięknych dziewcząt w Wielkopolsce daje satysfakcję. Ale nie na tym będzie budować swoją przyszłość.


Poznawaliśmy decoupage [ 10 ]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Co to takiego decoupage? Ewelina Sztor, która prowadziła zajęcia w bibliotece w Święciechowie, mówi, że to wspaniała zabawa, pomysł na spędzenie wolnego czasu. To sposób na udekorowanie domu, ogrodu, biura.

Pani Ewelina zainteresowała się tą techniką dekoracji przez przypadek. W Anglii pracowała z szefem, który odnawiał stare meble. Spodobał jej się pomysł, by starym, czasem zniszczonym przedmiotom nadać drugie życie. Dzięki decoupage można to robić szybko, bez większych artystycznych umiejętności. Także tanio. Metody decoupage nauczyła się

więc sama. W czwartkowe popołudnie 28 lipca przekazała wiedzę o dekorowaniu tą metodą paniom z Koła Rękodzieła Artystycznego w ramach stałego cyklu "Ocalić od zapomnienia". Do tej pory panie tworzyły piękne obrusy, serwetki, poduszki i ozdoby z nici, wełny, wstążki itp. Tym razem poznawały decoupage.

Powiedzmy więc na początek, co do tego zajęcia jest potrzebne. Na pewno trzeba mieć serwetki z ładnymi wzorami, farbę akrylową, klej i lakier. Należy też przygotować przedmiot, który chcemy ozdobić, wodę, a także parę dodatkowych elementów, np. koraliki, koronkę, piórka. Na czwartkowych zajęciach ozdabiano drewniane kuchenne deseczki. Ale decoupage kładzie się też na plastiku, metalu, szkle, a nawet styropianie. Najpierw więc deseczki malowano białą akrylową farbą. Pani Ewelina radziła robić to gąbką. Można oczywiście do białej farby dodać kolorowy pigment: żółty, niebieski, zielony - w zależności od kompozycji. Farba musi wyschnąć. W tym czasie wycinamy serwetkowe wzory i przygotowujemy obrazek, który chcemy nanieść na deseczkę. Z serwetki

Z Kroniki Święciechowy 1982 rok - ROK STANU WOJENNEGO W POLSCE

Społeczeństwo gminy Święciechowa pracuje w spokoju, intensywnie, aby pomóc w wyciągnięciu kraju z głębokiego kryzysu gospodarczego. Trwa nadal, mimo trudności materiałowych, budowa Ośrodka Zdrowia w Święciechowie. Budową zajmuje się nadal Urząd Gminy w Święciechowie - technik budowlany Leszek Peljan czuwa nad całością zaopatrzenia. Od marca 1982 r. zniesiono ograniczenia w poruszaniu się między województwami w Polsce w okresie stanu wojennego. Od 13 grudnia 1981 r. do 28 lutego 1982 r. wydano 627zezwoleń z decyzją wyjazdu od Naczelnika Gminy mgr. inż. Stanisława Wojciaka do innych miejscowości i województw dla mieszkańców gminy Święciechowa.

8 marca 1982 r. - Uroczyste otwarcie Świetlicy Wiejskiej w Lasocicach. Oddanie do użytku mieszkańcom wsi Lasocice, Przybyszewo, Ogrody sali, sklepu, biblioteki, kuchni, pokoju KGW, pokoju ZMW i innych pomieszczeń Świetlicy Wiejskiej. Wybudowana przez Urząd Gminy Święciechowa z pomocą GSSCh Święciechowa, oraz czynną pomocą mieszkańców wsi Lasocice, Ogrody i Przybyszewo. Świetlicą opiekuje się Koło Gospodyń Wiejskich w Lasocicach Ob. Urszula Poliwczak, Związek Młodzieży Wiejskiej - Ob. Zygmunt Solski, Ob. Elżbieta Feler, sołtys wsi Lasocice - Zygmunt Andrzejewski, sekretarz POP - tow. Wacław Feler. Na gospodarza - palacza zatrudniono Ob. W. Cielebąka . Mimo stanu wojennego w kraju życie spo-

łeczeństwa toczy się dalej. Poprawia się zaopatrzenie w środki pierwszej pomocy. Poprawiło się też pokrycie na wydawane nadal kartki zaopatrzenia - żywność, obuwie, odzież, bieliznę dla dzieci, środki piorące i myjące itp. Organizuje się również imprezy rekreacyjno - sportowe, kulturalne, kolonie i obozy. Osoby starsze wyjeżdżają na wczasy z własnymi kartkami żywnościowymi. Seniorzy z gminy Święciechowa wyjeżdżający do Boszkowa na wczasy otrzymują dożywianie organizowane przez Zarząd Wojewódzki Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej w Lesznie, z darów "CARO" i innych. 1 maja 1982 r. - zabawa ludowa na stadionie w Święciechowie. W godzinach popołudniowych Turniej

bierze się tylko pierwszą cienką warstwę z wzorem. Aby łatwiej było obrazek przygotować, można pomóc sobie pędzelkiem zanurzonym w wodzie. Kiedy farba wyschnie, nakładamy serwetkę na deseczkę i przeciągamy całość pędzelkiem z klejem. Wszystko pokrywamy potem lakierem. Niektóre panie doklejały też ozdobne sznureczki, małe kokardki z wstążek, cienką koronkę. Prace były piękne. Wystarczyły dwie godziny, by poznać technikę decoupage, która tak naprawdę znana była już w XII wieku. Z dalekiej Azji przywędrowała do Europy i rozwinęła się we Francji. Historia potwierdza, że za czasów Ludwika XV bardzo cenne obrazy dzielono na części i naklejano na meble oraz inne przedmioty codziennego użytku. W naszych czasach decoupage robimy po prostu z serwetek. Pani Ewelina przyniosła kolorowo ozdobione tacki, butelki, pudełka, konewki, jajka wielkanocne, bombki i oczywiście kuchenne deseczki. Na pewno już wkrótce podobne cacka znajdą się w domach uczestniczek czwartkowego spotkania. Może nauczą tego także swoje dzieci i wnuki.

Piłki Nożnej drużyn zakładów pracy z terenu gminy. Udział brały: PGR Niechłód, PGR Strzyżewice, RSP Święciechowa, GSSCh Święciechowa, SKR Święciechowa, Urząd Gminy Święciechowa. Zb. Sz. Gm. Święciechowa. Pierwsze miejsce i Puchar Naczelnika wywalczyła drużyna PGR Strzyżewice, II miejsce GS Święciechowa, III miejsce PGR Niechłód. 30.V. 1982 r. Turniej piłki nożnej drużyn kół LZS gminy Święciechowa z okazji Święta Ludowego. Udział - LZS Niechłód, Święciechowa, Krzycko Małe, Długie Stare, Lasocice. 9 maja 1982 r. - BIEGI ZWYCIĘSTWA młodzieży szkolnej w Święciechowie z okazji Dnia Zwycięstwa. Najwięcej pierwszych miejsc w grupach wiekowych zdobywa młodzież /dziewczynki/ z Niechłodu. 13 maja 1982 r. - Nie było w tym roku "zimnych ogrodników". Brak opadów. Piękna pogoda od 2 maja trwa nadal.


Lubi piłkę, biegi i skoki KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Maciej Lasik ze Święciechowy ukończył właśnie szkołę podstawową. Na zakończenie roku szkolnego otrzymał statuetkę za zajęcie II miejsca w plebiscycie na dziesięciu najlepszych sportowców szkoły w roku 2015/2016. To naprawdę duże osiągnięcie, zważywszy, że Maciej ma dopiero 13 lat.

- Sportem interesuję się już od czwartej klasy - mówi Maciej. Wtedy zapisałem się do drużyny piłki nożnej. Razem z chłopakami w ubiegłym roku zajęliśmy pierwsze miejsce w Halowych Mistrzostwach Powiatu Leszczyńskiego, a w tym roku trzecie miejsce w Mistrzostwach Powiatu Leszczyńskiego. Maciej dodaje, że bardzo lubi grać w piłkę. W czasie roku szkolnego odbywają treningi raz w tygodniu, ale na Orliku grają niemal codziennie. Uczestniczą w turniejach między szkołami, rywalizowali z Kaczkowem, z Lasocicami i innymi zespołami w ich kategorii wiekowej. Trenerem jest Tomasz Wołowicz. Piłka nożna będzie więc pasją Macieja, choć raczej dla przyjemności, a nie dla wielkich sportowych sukcesów. Piłka była jednak pierwsza. Ostatnio Maciej realizuje się w lekkoatletyce. Tą dyscypliną sportową zainteresował go nauczyciel wychowania fizycznego Adam Tyrała. Treningi rozpoczął w piątej klasie, a więc dwa lata temu. Zaczął biegać i skakać w dal. - Ćwiczymy także na dodatkowych zajęciach po lekcjach - mówi Maciej. - Pan Adam przygotowuje

nas do wszystkich zawodów. Organizuje nasze wyjazdy, zgłasza nas do turniejów i mistrzostw. Na pewno będę trenował lekkoatletykę dalej, także w gimnazjum.

Maciej pokazał nam mnóstwo dyplomów i medali, jakie zdobył w ciągu minionych dwóch lat. Drużynowo mieli III miejsce w Sztafetowym Biegu na Przełaj i II

PIKNIK W STRZYŻEWICACH

[ 11 ]

miejsce w Igrzyskach Młodzieży Szkolnej Powiatu Leszczyńskiego. Ale indywidualnie tych wyróżnień jest dużo więcej. Warto wymienić chociaż kilka: I najlepszy wynik indywidualny w Mistrzostwach Powiatu Leszczyńskiego w czwórboju lekkoatletycznym w 2016 roku, I miejsce w biegu na 900 m. w Crossie Wagarowicza w Pawłowicach w bieżącym roku, III miejsce w Mikołajkowym Konkursie Skoku Wzwyż Szkół Podstawowych w 2015 roku, II najlepszy wynik indywidualny w czwórboju lekkoatletycznym Mistrzostw Powiatu w 2015 roku i jednej czwartej finału wojewódzkiego Igrzysk Młodzieży Szkolnej, I miejsce w biegu na przełaj w 2015 roku i III, a także III miejsce w finale wojewódzkim biegów przełajowych w minionym roku. Wszystkie te medale i dyplomy bardzo Macieja cieszą. - W tym roku pobiłem kilka swoich i szkolnych rekordów - dodaje Maciej. - W biegu na 60 metrów miałem czas 7,9 sekundy. W biegu na 1000 metrów osiągnąłem wynik 3,09 minuty. Natomiast w dal skoczyłem 4,87 metra. W kolejnych latach będę się starał uzyskać jeszcze lepsze wyniki. A poza sportem Maciek interesuje się rolnictwem. Tata pracuje w tym zawodzie i wszystkiego go uczy. Teraz - w czasie wakacji Maciek często jeździ z nim do pracy. Lubi obserwować jazdę na kombajnie, naprawę maszyn rolniczych, uprawę roślin. Kto wie, może kiedyś będzie rolnikiem i sportowcem.

Po raz kolejny pojechaliśmy na piknikowe spotkanie do Strzyżewic. Jak zawsze odbywało się ono przy domu Henryka Maćkowiaka. Przybyło około 50 osób, a każda coś przyniosła. Były więc ciasta, owoce, soki, kawa, herbata. Tę imprezę rodzice zrobili dla swoich niepełnosprawnych dzieci. Chcieli, aby ich pociechy się spotkały, wspólnie bawiły, przeżyły radosne popołudnie. I wspaniale się to udało, bo oprócz poczęstunku rodzice zapewnili im również kąpiel w basenie, przejazdy motocyklami, dyliżansem, dużym traktorem, a także zabawy z piłką i kiełbaski z grilla. Pogoda dopisała, więc było wspaniale. A przy okazji powiedzmy, że rodzice i nauczyciele tej grupy dzieci założyli w październiku ubiegłego roku Stowarzyszenie na rzecz Osób Niepełnosprawnych Nasz Dom Nasz Świat. Dziś skupia ono 32 członków, ale formuła jest otwarta. Prezes Wojciech Otto mówi, że celem organizacji jest wspieranie osób niepełnosprawnych, szczególnie dorosłych. Podopieczni tego Stowarzyszenia mają około 20 lat i więcej. Zadaniem najważniejszym jest więc ich rozwój intelektualny, społeczny, przygotowanie tych młodych ludzi do samodzielnego funkcjonowania, kiedyś wdrożenie na rynek pracy. Z radością organizują więc dla nich zajęcia plastyczne, wyjazdy, imprezy integracyjne, a ostatnio także spektakl teatralny z ich udziałem. Stowarzyszenie ma wiele ambitnych planów, docelowym jest stworzenie i prowadzenie w Lesznie Warsztatów Terapii Zajęciowej dla dorosłych niepełnosprawnych. Wierzą, że im się uda - mają przyjaciół, pomagają wolontariusze, oddani są rodzice i bliscy. A internetowy adres Stowarzyszenia to: www.ndns.pl


Prawdziwe historie [ 12 ]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Czytałam kiedyś na waszych łamach historię dziewczyny, której ojciec wyjechał za granicę, a teraz po latach chce z nią z powrotem nawiązać kontakt. Czytałam i zastanawiałam się, czy po części nie jest to moja historia. Bo mój ojciec też mnie teraz szuka i też chce, abym go odwiedzała, a przynajmniej mu wybaczyła. A przecież nie tęsknił do mnie przez całe lata, a co najgorsze - stworzył mojej mamie piekło.

Pochodzimy ze wsi. Moja mama tam się urodziła i tam poznała swojego przyszłego męża. Po ślubie zamieszkali u mojej babci. Na wsi urodził się najpierw mój brat, a potem ja. Piszę o tej wsi i domu mojej babci, bo tylko tam byliśmy szczęśliwi. Do dziś pamiętam zabawy na podwórzu, namioty robione ze starych koców i mnóstwo zwierząt. Zawsze były tam psy, kilka kotów i kury, które wchodziły nawet na próg domu. Dziś wydaje się to takie zwykłe i takie skromne, ale wtedy był to nasz cały świat. Bezpieczny świat. Później nieraz do tego świata uciekaliśmy. Kiedy miałam osiem lat, rodzice

przeprowadzili się do miasta. Po raz pierwszy mieliśmy swoje mieszkanie z łazienką. Brat był tak szczęśliwy, że każdego dnia przyprowadzał innego kolegę, żeby mu pokazać swój własny pokój. Bo miał swój tapczan, swoje biurko, potem nawet swój magnetofon. Wydawało się, że tak będzie już zawsze. Ale zło miało się dopiero zacząć. A przyszło razem z wódką. Tata zaczął pić. Na początku nawet nie tak często, może raz, dwa razy w miesiącu. Później już co tydzień, czasem przez kilka dni. Mama nie miała siły się buntować. Kiedy nie pracowała, ciągle czekała na tatę, czasem do późnej nocy. Zawsze miał obiad, wyprane

rzeczy, pełną lodówkę. A kiedy poszła do pracy, bo przecież zaczęło brakować pieniędzy, uciekała z domu. Mówiła, że ma nadgodziny, że przyjęła jakąś dodatkową pracę, że musi zostawać w firmie dłużej. Myślę, że się go bała. Na pewno nie chciała z tatą spędzać zbyt wiele czasu. Ale my z bratem nie mieliśmy dokąd uciekać. Po szkole wracaliśmy do domu, w którym było coraz gorzej. Tata nas bił. I właśnie wtedy najbezpieczniejszym miejscem na ziemi był domek naszej babci. Wiele razy pakowaliśmy rzeczy wieczorem i ostatnim autobusem jechaliśmy na wieś. Mama oczywiście z nami. Babcia zawsze nas przyjmowała, nawet jeśli był środek nocy. U niej nigdy nie bałam się przed snem. Chyba dlatego tak tę wieś kocham. Babci już oczywiście nie ma, ale jej mieszkanie na wsi zostało. Tam mieszka moja mama. Wyprowadziła się od taty wiele lat temu, gdy babcia jeszcze żyła. Zamieszkały razem. Teraz mama jest sama i ani myśli wracać do miasta. Mówi, że nie potrafi zapomnieć tego całego zła, które jej przyniosło. Tak naprawdę to nie miasto jest winne, tylko tata i alkohol, ale mama wiąże swój los z wyprowadzką. Mówi, że gdyby kiedyś nie wyjechali z rodzinnej wsi, ich życie potoczyłoby się inaczej. Kto wie, może ma rację? Brat bardzo szybko wyszedł z domu. Najpierw był w wojsku, potem spotkał dziewczynę, ożenił się, nie wrócił do domu. Oczywiście przyjeżdża do mamy i do mnie, ale z tatą nie utrzymuje kontaktów. Twierdzi, że ciągle czuje te razy, które odbierał w dzieciństwie. A trafiały gdzie popadło - w głowę, w twarz, w plecy. Tego nie da się zapomnieć przez całe życie. On był najbardziej skrzywdzony. Mnie ojciec trochę oszczędzał. W końcu i ja zostawiłam dom. Zabrałam tylko osobiste rzeczy i wyjechałam. Nie chcę pisać, co się ze mną działo i dlaczego nie za-

trzymałam się u mamy, bo to zbyt osobiste sprawy, ale tatę pożegnałam na zawsze. Obiecałam sobie, że nigdy mu nie wybaczę. Uznałam, że go nie mam, że odszedł, że moje dzieci nie będą miały dziadka. I teraz właśnie doszłam do miejsca, w którym moja historia jest taka jak tamtej dziewczyny, która pisała do was. Mój ojciec parę miesięcy temu odezwał się do mnie. Cały czas wiedział, gdzie mieszkam, bo wcale tak daleko nie wyjechał, ale przez wiele lat milczał. Nie wiem, czy długo jeszcze pił, czy stracił wszystko, co mu zostawiliśmy, czy ma ciągle pokój mojego brata? Nie wiem, bo też nie szukałam kontaktu z nim. Tak trudno mi uwierzyć, że tata tęskni do mnie. A właśnie tak napisał, że tęskni i chce się ze mną zobaczyć. To może jednak się zmienił? Niejeden wieczór przegadałam z mamą i bratem. Do nich tata się nie odezwał, tylko do mnie. Myślę, że jest samotny. Ma sześćdziesiąt lat i nikogo bliskiego przy sobie. Co ja mu powiem, jak się zobaczymy? Bo zobaczymy się na pewno. Ja muszę jeszcze tylko trochę pomyśleć, "przeżyć" tamte wspomnienia, o niektórych zwyczajnie zapomnieć. A mama mówi, że ojciec zawsze nim będzie. SPISAŁA HALINA SIECIŃSKA


KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

HOROSKOP KRZYŻÓWKA Z NAGRODĄ

Baran 21.03-19.04 Nadchodzi dobry czas na przeprowadzenie zmian, które od dawna chodzą Ci po głowie. Przed podjęciem decyzji omów wszystko z bliskimi. Nie rezygnuj z propozycji wyjazdu. Lepsze finanse. Byk 20.04-20.05 Najbardziej udany urlop to ten w mniejszym gronie. Warto jeszcze teraz wybrać się na kilka dni gdzieś na wieś lub do przyjaciół. Uważaj na finanse, zbyt duże wydatki mogą wpędzić Cię w długi. Bliźnięta 21.05-21.06 W najbliższych dniach możesz odczuwać zmęczenie. Zbyt dużo obowiązków wzięłaś na siebie. Poproś o pomoc bliskich. Oczekuj też dobrej wiadomości od współpracowników. Rak 22.06-22.07 Nad Twoim związkiem jasno świeci słońce. Partner miło Cię zaskoczy. W pracy trochę zmian, ale będziesz zadowolona. Zakończysz sprawę, na której bardzo Ci zależy. Lew 23.07-22.08 Najbliższe tygodnie będą bardzo spokojne. Może to dobry czas, aby zająć się sobą. Pomyśl o odpoczynku, zmianie fryzury, drobnych zakupach. Czeka Cię też miłe spotkanie. Panna 23.08-22.09 Będziesz pełna życzliwości. Znajdź więcej czasu dla rodziny i przyjaciół. Nie rezygnuj z zaproszeń. Gwiazdy wróżą pewne zmiany. Może to będzie nowa propozycja zawodowa. Waga 23.09-22.10 Jeśli w Twoim związku coś zaczyna zgrzytać, zacznij działać. Rozmowa dużo wyjaśni. Warto też wspólnie gdzieś wyjechać. Ktoś z przyjaciół potrzebuje Twojego wsparcia. Skorpion 23.10-21.11 Gwiazdy zapowiadają dynamiczny miesiąc jeśli chodzi o finanse. Pojawi się możliwość dodatkowego zarobku. Zadbaj o zdrowie, zwłaszcza serce. Strzelec 22.11-21.12 Planety mówią, że wkrótce będziesz miała dużo okazji do świętowania. To także czas na rozwianie rodzinnych niedomówień. W pracy możesz wykazać się pomysłowością. Ktoś to doceni. Koziorożec 22.12-19.01 Przed Tobą wiele spotkań w kobiecym gronie. Wrócicie wspomnieniami do przeszłości. Uważaj w czasie podróży, gwiazdy wróżą jakieś perturbacje. Pod koniec miesiąca wiadomość z pracy. Wodnik 20.01-18.02 Jeszcze teraz warto wziąć kilka dni urlopu. W gwiazdach zapisano nowe znajomości, a może nawet nowe uczucie. W pracy unikaj plotek i konfliktów. Finanse w normie. Ryby 19.02-20.03 Wkrótce mogą skomplikować się codzienne sprawy. Będziesz musiała poprosić przyjaciół o wsparcie. Ktoś z rodziny czeka na spotkanie. I nie lekceważ złego samopoczucia.

Aby rozwiązać krzyżówkę, trzeba wpisać w poziome rzędy znaczenie słów. Potem z oznaczonych liter ułożyć hasło.Prawidłowe hasło należy przesłać pod adresem redakcji lub na e-mail: gazeta@swieciechowa.pl (prosimy podać adres zamieszkania). Rozwiązaniem konkursu ogłoszonego w ostatnim numerze „Kuriera...” było hasło: DOBREGO LETNIEGO WYPOCZYNKU. W drodze losowania wyłoniliśmy zwyciężczynię. Jest nią Paulina Marcinkowska ze Święciechowy. Nagrodę można odebrać w Samorządowym Ośrodku Kultury w godz. od 8 do 15. Gratulujemy. Na rozwiązania czekamy do 30 sierpnia.

1

19

2 3

6

4

3 8

5 6 7

1

9

5

8 10

17 4 7

11

12 13

1

11

14

2

12

10

3

13

11

2

4

14

20

13

18

16

5

15

1. Martwi maklera i graczy 2. Założył go Kotański 3. Numer nadany firmie 4. Reżyser filmu "Ryś" 5. Powóz dla króla 6. Nie zawsze ulgowa 7. Niepowetowana szkoda

Dobre rady

- Zupa nie wykipi, jeśli na garnku, w którym ją gotujemy, położymy długą drewnianą łyżkę. Łyżka łączy brzegi garnka i przebija pęcherze gotującego się płynu. - Kiedy nie mamy specjalnej tacki do pieczenia ryb na ruszcie, możemy położyć ją na plastrach cytryny. Ryba nie tylko dobrze się upiecze, ale zyska też niepowtarzalny aromat i smak. - Masło wyjęte z lodówki nie zjełczeje nawet podczas upałów, jeśli włożymy je do pojemnika, zalejemy zimną wodą i przykryjemy.

12

15

6

16

7

17

8

18

9

9

19

10

[ 13 ]

Z cukinii

Właśnie zbieramy dorodne cukinie, więc warto zrobić z nich pyszne kotleciki i paluszki. Oto przepisy na te dania. DELIKATNE KOTLECIKI Składniki: Podwójny filet z kurczaka, 10 dag żółtego sera, 10 dag pieczarek, mała młoda cukinia, jajko, tarta bułka do panierowania, sól, pieprz, olej do smażenia. Wykonanie: Mięso posiekać razem z serem oraz pieczarkami (można je zmiksować). Dodać startą na tarce cukinię, potem jajko, sól, pieprz. Wymieszać, a w razie potrzeby zagęścić bułką tartą. Uformować małe kotleciki, obtoczyć w tartej bułce, smażyć na rozgrzanym ogniu. PALUSZKI Z SEREM Składniki: Duża cukinia, opakowanie fety, 2 cebulki ze szczypiorkiem, 1/2 pęczka kopru, 2 jajka, 2 łyżki mąki, pieprz ziołowy, olej do smażenia. Wykonanie: Cukinię umyć, zetrzeć na tarce i dobrze odcisnąć. Dodać do niej rozdrobnioną fetę, posiekany koperek, a na końcu roztrzepane jajka i mąkę. Dokładnie wymieszać, doprawić pieprzem. Uformować placuszki i smażyć na rozgrzanym oleju z obu stron.

KOLOROWANKA

20

8. Przerwa między aktami 9. Podłokietnik 10. Urządzenie do cięcia blachy, papieru 11. … Hanin, aktorka 12. Antonim świtu 13. Wytyczna działania

Łatwiej też się rozsmaruje. - Koszyków i tacek z wikliny nie należy myć wodą z mydłem, bo tracą kolor. Zamiast tego można przetrzeć je ściereczką zwilżoną w mieszaninie 1 litra wody i 4 łyżek wody utlenionej. Gdy wyschną, dobrze jest przetrzeć je kosmetyczną oliwką dla dzieci. - Nie będziemy płakać przy krojeniu cebuli, jeśli zamoczymy ją w zimnej wodzie, a potem przez 30 minut potrzymamy w zamrażarce lub 2 godziny w lodówce. Zmarzniętą cebulę łatwiej się szatkuje. - Lukier, którego używamy do polewania ciast, będzie idealnie kremowy i wyjątkowo gładki, jeśli cukier puder dokładnie utrzemy z mlekiem.

Czy wiesz, że..?

Restauracji w Nowym Jorku jest tak wiele, że wystarczy, by każdego wieczoru przez 54 lata jeść kolację w innej. *** LEGO jest największym producentem opon na świecie. Corocznie produkuje ich 306 mln (do samochodów z klocków). *** Gdybyś chciał czytać wszystkie podpisywane "warunki umowy" (także te na stronach www), zajęłoby ci to 600 godzin rocznie. *** Psy i koty mają dominującą łapę. Samce zwykle są lewołapne, a samice - prawo.


Lektury na lato [ 14 ]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Urlop to dobry moment na nadrobienie zaległości w czytaniu, a także relaks z nieco lżejszą, choć bardzo wciągającą lekturą. Poniżej polecamy naszym czytelnikom propozycje książek, które warto zabrać na wakacje. Z pewnością znajdą wśród nich coś dla siebie fanki romantycznej historii, wielbiciele pięknej polskiej wsi czy fani powieści o złożonych relacjach ludzkich.

Pierwsza przychodzi miłość – Emily Giffin Josie i Meredith to siostry. Josie jest bezdzietną singielką, Meredtih ma męża i córkę - ale żadna z nich nie jest szczęśliwa. Josie robi to, co chce, a Meredith to, co należy. Kiedyś miały brata. "Miały", dlatego wszystko jest teraz takie pokręcone. Wydaje ci się, że znajdziesz szczęście, spełniając swoje marzenia? A może będziesz szczęśliwa, jeśli naprawdę pokochasz? Miłość nie zawsze przychodzi pierwsza, ale jest najważniejsza. Takie prawdy daje się wyczytać z tej lektury.

Piętno Midasa – Agnieszka Lingas-Łoniewska Brudne podwórka wrocławskiego Trójkąta Bermudzkiego. Chłopak, który urodził się w niewłaściwej rodzinie i człowiek, który dał mu szansę. Tylko… na co? Jakub Rojalski, zabójczo przystojny pasjonat fotografii, podczas przyjęcia weselnego poznaje inspektor Karolinę Linde, szefową Wydziału Śledczego wrocławskiej policji. Kobieta jest sfrustrowana i przemęczona, ponieważ docho-

dzenie w sprawie płatnego zabójcy utknęło w martwym punkcie. Tymczasem Midas uśmierca kolejne ofiary. Wbrew woli obojga jednorazowy incydent powoli zamienia się w romans, a Jakub uświadamia sobie, że nie potrafi dłużej żyć, tłumiąc w sobie wszelkie emocje. Jednocześnie w jego życiu pojawia się Anka, magister farmacji i maltretowana żona gangstera, marząca o zemście na mężu. Któregoś dnia okazuje się, że Jakub potrafi jej pomóc… Ta książka ma dwa alternatywne zakończenia. Wybierz swoje.

nie wykonali swoje zadanie i nakłonili Sophie, aby rzuciła męża, rodzinę i pracę i wyjechała do Rakki - stolicy Państwa Islamskiego. W tajemnicy przed wszystkimi ucieka razem z czteroletnim synkiem. Dopiero na miejscu przekonuje się, że wszystko, co jej mówiono, jest ohydnym kłamstwem. Z dnia na dzień z wolnej, niezależnej kobiety staje się niewolnicą Daeshu (ISIS), której w każdej chwili grozi śmierć. Sophie przeszła wiele, poznała przemoc, przerażającą brutalność i bezwzględność - prawdziwe życie wyznawców Państwa Islamskiego. Tylko dzięki niesamowitej determinacji udało jej się uciec z tego piekła. Pochodząca z katolickiej rodziny 33 - latka z Paryża wyjechała do kalifatu, by wspierać islamskich bojowników. Jest jedną z niewielu kobiet, którym udało się stamtąd wrócić.

Piekło ISIS. Opowieść jednej z niewielu kobiet, którym udało się uciec z Państwa Islamskiego - Sophie Kasiki

Kim jest kobieta, która ze swoim czteroletnim synem wyjeżdża do Państwa Islamskiego? Co spowodowało, że rozsądna, wykształcona kobieta ulega terrorystom? Sophie Kasiki jest imigrantką, jako mała dziewczynka przyjechała do Paryża z Kamerunu, pochodzi z katolickiej rodziny. Ukończyła studia, wyszła za mąż, urodziła synka. Pracuje jako pedagog w ośrodku pomocy dla rodzin mających kłopoty adaptacyjne. Jej podopiecznymi są głównie dzieci imigrantów. Kiedy pewnego dnia trzech z jej podopiecznych ucieka z kraju i dołącza do syryjskich dżihadystów, Sophie próbuje przekonać ich do powrotu. Nawet obecnie, po przeżyciu prawdziwego koszmaru, Sophie nie potrafi odpowiedzieć, w którym momencie z osoby przekonującej stała się osobą przekonywaną. Jej młodzi podopieczni świet-

ZOO - James Patterson

Los Angeles. W zoo ginie jeden z opiekunów zwierząt zaatakowany przez parę lwów. Wygląda to na nieszczęśliwy wypadek, ale nie dla Jacksona Oza, młodego biologa, który od pewnego czasu obserwuje zagadkowy wzrost agresywnych zachowań zwierząt. Choć to dziwne zjawisko potwierdzają statystki, nikt nie traktuje poważnie głosu naukowca, usiłującego przekonać świat nauki i polityki, że z przyrodą dzieje się coś złego. Tymczasem na całym świecie zaczyna dochodzić do coraz częstszych ataków zwierząt na ludzi. Świat staje na krawędzi wojny - totalnej konfrontacji przyrody z cywilizacją. Co do niej doprowadziło? Czy to tajemniczy wirus atakujący wszystkie ssaki na

Ziemi z wyjątkiem ludzi? Zjawisko kosmiczne czy geologiczne? Działalność człowieka, który przez stulecia dokonał wielu nieodwracalnych zmian w środowisku naturalnym? Oz przypuszcza, że jest na właściwym tropie, ale los świata będzie zależał od tego, czy jego przywódcy będą skłonni go wysłuchać. A rozwiązanie nie będzie łatwe dla nikogo… Jackson z pomocą ekolog Chloe Tousignant rozpoczyna wyścig z czasem. Chce ostrzec światowych przywódców, zanim będzie za późno. Ataki stają się bowiem coraz bardziej zaciekłe, przebiegle zaplanowane... i może się okazać, że wkrótce dla ludzi nie będzie już bezpiecznego schronienia.

Listy z dziesiątej wsi – Agnieszka Olszanowska

"Bóg opuścił mnie na worku z mąką" - tak zaczyna opowieść o swoim życiu Beata, bohaterka "Listów z dziesiątej wsi". Jej mąż Michał opuszcza ją dla innej kobiety i wyjeżdża do Londynu, a ona zostaje sama z dwoma synami - bez pracy i środków do życia. Ta sytuacja zmusza ją do powrotu do rodzinnego domu na wsi, w którym mieszka jej brat Kuba. Zwierzyniec był przed laty piękną polską wsią. Teraz zmienia się w plantację kukurydzy. Znikają drzewa, sady, kwiaty, bo kukurydza przynosi największe dochody. Beata buntuje się, pragnie zachować choć cząstkę dawnego świata. Bierze pod opiekę zdziczały i zarośnięty Stary Park. Poznaje syna zarządcy dawnego dworu, właściciela Starego Parku. Dostaje u niego pracę i razem z nim przywraca dawną świetność temu miejscu. I po raz pierwszy w życiu sama na siebie zarabia. Pewnego dnia na strychu znajduje pakiet pożółkłych listów. Dzięki nim śledzi dramatyczną historię życia swojej babki, która - nieszczęśliwie wydana za mąż trwała wiernie u boku niekochanego mężczyzny. Przez całe życie wymieniała listy z tajemniczym Stachem. Z tych listów Beata poznaje wstrząsające rodzinne wydarzenia z okresu wojny i po wojnie, z pobytu Stacha w areszcie na Rakowieckiej. To niezwykły przyczynek do historii przemian powojennych. Lektura tych listów - niczym układanie puzzli - odkrywa przed bohaterką wiele tajemnic i stopniowo z zagubionej kobiety czyni świadomą swej siły Beatę ze Zwierzyńca.


W Długiem Starem potrafią KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

To zaproszenie na osiedle do Długiego Starego bardzo nas ucieszyło. Okazało się, że mieszkańcy jednego z bloków przy ul. Rolnej zgodzili się opowiedzieć o tym, jak sami zadbali o swoje miejsce do życia. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, przecież sąsiednie bloki też są ładne i zadbane, gdyby nie to, że akurat ten blok miał przez lata kłopoty. Lokatorzy borykali się z płatnościami za czynsz i wodę, zepsuty był dach, nie było pieniędzy na odnowienie ścian. A dwanaście rodzin z tego budynku założyło wspólnotę, więc tak naprawdę wzięli odpowiedzialność za finanse i bezpieczeństwo mieszkańców. Teraz wszystko jest inne. - To wielka radość móc pokazać, jak bardzo zmieniliśmy nasz dom - mówi Mirosława Rozwalka, przewodnicząca Wspólnoty Mieszkaniowej. - Pracowaliśmy na to przez ostatnie kilka lat. Najpierw uporać się musieliśmy z długami, potem powstała

kotłownia, a na końcu wyremontowaliśmy dach. To były najpilniejsze sprawy. Wszyscy lokatorzy zgodzili się na taką kolejność wydatków, a potem na oszczędzanie pieniędzy. W wypowiedziach mieszkańców dało się wyczuć, że najbardziej cieszy ich to, że w sprawie bloku lokatorzy się porozumieli. Razem podejmują decyzje, razem dbają o otoczenie, każdy urządza swój kawałek ogródka. Pomagają sobie i wspierają się. Doskonale wiedzą, że tylko w ten sposób Wspólnota Mieszkaniowa osiągnie sukces. A właśnie w tym roku naprawdę pokazali, co potrafią. Stary blok, który nie był remontowany od lat osiemdziesiątych, wymagał ogromnej ilości robót. Poza dachem i kotłownią trzeba było wymienić wszystkie instalacje, założyć okienka do piwnic, ocieplić, pomalować… Zrobili to. Wzięli kredyt, dołożyli swoje pieniądze i zlecili wykonanie generalnego remontu. Mówią, że wystarczy na kolejne trzydzieści lat. Natomiast

od czerwca wzięli się za otoczenie budynku. Aż trudno uwierzyć, że przez dwa miesiące powstały chodniki, gazony z kwiatami, trawa za budynkiem, są też pięknie zagospodarowane okna lokatorów, a w ogrodzie huśtawki, piaskownice, baseniki. Wydaje się, że to zupełnie inne miejsce.

[ 15 ]

Z przyjemnością odwiedziliśmy zadowolonych mieszkańców bloku przy ul. Rolnej w Długiem Starem. Zrobili dobrą robotę, a my po prostu im pogratulowaliśmy. No i pokazujemy na zdjęciach efekt tych wysiłków. Nikogo nie trzeba przekonywać, że jest tam ładnie i kolorowo.

Pielgrzymi Światowych Dni Młodzieży w Gołanicach

To było niecodzienne spotkanie. Do Gołanic przyjechała grupa 70 młodych Hiszpanów, którzy udawali się na Światowe Dni Młodzieży. W tej wsi spędzili kilka godzin. Byli nad jeziorem, ratownicy przewozili ich łódkami, w Sali Wiejskiej skorzystali z poczęstunku, bawili się, odpoczywali. A gościli ich mieszkańcy Gołanic. Wśród gości byli prymas Hiszpanii oraz biskup Toledo.


Przydrożne kapliczki i krzyże [ 16 ]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Po raz drugi jesteśmy w Przybyszewie. Pokazujemy tu kapliczkę Matki Boskiej, o której losach opowiedziały nam Agnieszka Sprutta i Łucja Szczepańska. Potem odwiedziliśmy Lasocice. W tej wsi jest jeden krzyż i nietypowa kapliczka na jednym z domów. Figurę Matki Boskiej wieś ufundowała w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Zamówiono ją w Krakowie i w skrzyni pociągiem przywieziono do Przybyszewa. Ze stacji wozem zaprzężonym w woły pod szkołę dostarczył ją Wawrzyn Wasiółka. Tam stanęła na wysokim okrągłym postumencie. Niestety, w czasie wojny Niemcy rozkazali ją zniszczyć. Jeszcze dziś niektórzy pamiętają, jak przywiązywano łańcuchy do postumentu i ściągnięto figurę na ziemię. Na szczęście, mimo że zdemolowano cokół, figura pozostała w całości. Do domu zabrał ją Antoni Palutka. U niego stała aż do wyzwolenia. Kiedy Antoniego Palutkę wywieziono, Matka Boska po prostu we wsi została. Już w 1946 roku mieszkańcy zdecydowali, że wróci na swoje miejsce, obok szkoły. Zbudowali cokół, odnowili figurę, zorganizowali poświęcenie w czasie dożynkowych uroczystości. A potem, zawsze w maju, gromadzili się przy niej na majowych nabożeństwach. Tak jest do dziś. Przez wszystkie powojenne lata mieszkańcy dbali o tę figurę, kilka razy ją malowali, ostatnio Grzegorz Matuszewski. Zawsze też sadzą przy niej kwiaty. Matka Boska na stałe więc wróciła do Przybyszewa.

Ta kapliczka jest bardzo nietypowa. Znajduje się bowiem na ścianie domu Walerii Paczkowskiej w Lasocicach. W tym miejscu jest dokładnie 70 lat. Pani Waleria mówi, że wmurowano ją prawdopodobnie w 1946 roku. Zaraz po wojnie do tego domu wprowadzili się jej przyszli teściowie Maria i Jan Paczkowscy. Przyjechali z Bieszczad, przywieźli ze sobą figurkę Matki Boskiej Różańcowej. Kiedy tynkowali dom, postanowili tę figurkę umieścić w małej wnęce na głównej ścianie. Pracę wykonał ich syn, brat męża pani Walerii. Nie wiadomo na pewno, jaka była intencja tego czynu, ale pani Waleria myśli, że w ten sposób dziękowali za powrót pana Jana z wojny i za pokonanie jego ciężkiej choroby. Matka Boska była więc z nimi przez całe życie. A kiedy do domu w 1961 roku wprowadziła się pani Waleria, to już ona z mężem opiekowała się figurką. Kilka razy była malowana, dwa razy niestety - ktoś ją uszkodził, później zamontowali przy niej drzwiczki. W czasie świąt kapliczka jest oświetlona i pięknie dekorowana. Na co dzień zawsze są przy niej kwiaty. Przechodnie zatrzymują się, czasem przeżegnają, pokłonią. Pani Waleria zapewnia, że figurka będzie tu zawsze.

Ten krzyż znajduje się przy szkole w Lasocicach tuż obok głównej drogi do Głogowa. Jeszcze kilka lat temu stał parę metrów dalej - na terenie dzisiejszego placu zabaw. Za zgodą mieszkańców oraz księdza został przesunięty i nieco skrócony. Krzyż w Lasocicach prawdopodobnie był jeszcze przed wojną, choć nie ma już osób, które by to pamiętały. Pani Waleria Paczkowska wspomina jednak, że jej ojciec zaraz po wojnie znalazł gdzieś w ogrodzie figurkę Pana Jezusa z tego właśnie krzyża. Natomiast Teofil Zdral opowiadał rodzinie, że kiedy po wojnie stawiali nowy krzyż, a on został jego chrzestnym, odnaleziono zakopaną pod nim butelkę. To wszystko może świadczyć o tym, że krzyż stał obok szkoły jeszcze przed wojną, a Niemcy go zniszczyli.

W powojennej historii są trzy rozdziały dotyczące krzyża. Zaraz po wojnie mieszkańcy go odtworzyli. Ponoć drewno przygotował pan Kasperski z Przybyszewa, a pasyjkę naprawili i przytwierdzili do krzyża Władysław Zamelski z kolegami. Stał tak do roku 1974, gdy spróchniał i zaczął się przechylać. Pani Łucja Kluj powiedziała nam, że wówczas grupa osób, a w tym głównie Matki Różańcowe, postanowiła wymienić drewno krzyża. Zrobiono to poza wiedzą władz, niemal po kryjomu. Krzyżem przez lata opiekowały się panie z Koła Gospodyń Wiejskich. Chyba najwięcej serca wkładała w to Urszula Poliwczak. Krzyż zawsze był przystrojony kwiatami, a w czasie różnych uroczystości - wstążkami. I to właśnie pani Ulka zaproponowała, aby po raz trzeci krzyż odnowić. A zrobił to jej wnuk Andrzej Opaska, który uczył się u stolarza. Wtedy wykonano krzyż z nowego drewna, postawiono drewniany płotek, umieszczono

datę na metalowej obejmie postumentu - rok 2005. A potem, o czym już mówiliśmy, krzyż o kilka metrów przesunięto. Dalej znajduje się na szkolnej posesji, ale należy do całej wsi. Kiedy zabrakło pani Ulki, opiekuje się nim Ewa Jaroszewska.

Kurier Święciechowski - numer 56 - Sierpień 2016  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you