Page 1

Nr 56

UPALNE ŻNIWA Sierpień 2015

ISSN 2082-7679

Cena 1,50 zł

www.poniec.eu

Sierpień to czas żniw. Tegoroczne były wyjątkowo ciężkie, gdyż rolnicy musieli pracować przy bardzo wysokich temperaturach, jakie panowały w ostatnim czasie. Jednak upał płynący z nieba nie przeszkodził w zbiorach. Susza wręcz przyśpieszyła tempo prac i spowodowała, że bardzo szybko zakończono zbiór plonów. W całej gminie odbyły się dożynki, w których rolnicy podziękowali za owoc swej ciężkiej pracy. Krótka relacja na str 2. MK


DOŻYNKI *** DOŻYNKI *** DOŻYNKI [2]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Łęka Wielka

Na dożynkach w Łęce Wielkiej, kiedy dorośli bawili się przy muzyce, wszystkie dzieci brały udział w wyścigach w powożeniu.

Janiszewo

MK

25 lipca odbyły się dożynki w Janiszewie. Mimo iż pogoda nie sprzyjała zabawie, wszyscy byli w wyśmienitych nastrojach. W Świetlicy Wielskiej przygrywała kapela. Można było tańczyć, śpiewać i bawić się do białego rana. Koło Gospodyń Wiejskich przygotowało dla gości placek drożdżowy i kawę. MK

Grodzisko

Na dożynki w Grodzisku, które odbyły się w ostatnią sobotę lipca, zapraszała urocza gospodyni, stojąca przy drodze prowadzącej do wsi... MK

Żytowiecko

Mieszkańcy Żytowiecka zakończenie żniw świętowali 14 sierpnia. Nie zabrakło zabawy, atrakcji dla dzieci, konkursów i atrakcyjnych nagród. Wszyscy spędzili czas w doskonałych humorach. MK

Szurkowo

Uwieńczeniem prac żniwnych w Szurkowie były dożynki, które odbyły się 9 sierpnia. Impreza była zorganizowana tak, by atrakcji nie zabrakło dla dzieci, jak i dorosłych. Były dmuchańce i zabawy z animatorem zabaw, losowanie wieńca żniwnego oraz zabawa taneczna. MK

Rokosowo

... a na dożynki do Rokosowa zapraszał gospodarz z krową. MK


W drodze na Jasną Górę WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Jak co roku do Ponieca zawitała Salezjańska Pielgrzymka Ewangelizacyjna. Tegorocznej, XXIV, przyświecało hasło "Chodźcie stopami po ziemi, a sercem mieszkajcie w niebie". Grupa około 260 pielgrzymów wyruszyła 30 lipca ze Szczańca w województwie lubuskim by do Częstochowy dotrzeć 15 sierpnia. Nie przeszka-

Dyżury

radnych

W każdy pierwszy poniedziałek miesiąca poszczególni radni Rady Miejskiej Ponieca pełnią swoje dyżury od godziny 14 do 16 w pokoju nr 14 Urzędu Miejskiego.

dzały im straszliwe upały i codziennie pokonywali około 25 km. Najliczniejszą grupą była młodzież, choć nie zabrakło ludzi starszych, którzy w pielgrzymce uczestniczyli już po raz kolejny. Po tylu latach w Poniecu czują się jak u siebie w domu. Najmłodszym uczestnikiem pielgrzymki był pięciomiesięczny Krzyś, dla którego była to już druga

Można wówczas zgłaszać wszelkie problemy i sprawy, które wymagają zainteresowania władz gminy. Dnia 7 września 2015 roku dyżur będą pełnili Łucja Markowska i Dariusz Kieliś. Ponadto pod numerem telefonu biura Rady 65 573 - 14 - 33 zawsze w godzinach pracy można umówić się na rozmowę i spotkanie z dowolnym radnym, który nie ma zaplanowanego dyżuru w najbliższym czasie.

Na początku sierpnia zostały wymienione okna w Świetlicy Wiejskiej w Szurkowie. Firma Arwak z Dzięczyny zamontowała siedem nowych okien wraz z parapetami wewnętrznymi oraz zewnętrznymi. MK

[3]

wyprawa, gdyż pierwszą odbył jeszcze przed narodzinami. Mieszkańcy Ponieca mogli uczestniczyć we wspólnej modlitwie i zabawie zorganizowanej na ponieckim rynku. Następnego ranka, po mszy świętej, pielgrzymi wyruszyli w dalszą drogę, by po kilkunastu kilometrach dotrzeć do Szurkowa na posiłek i krótki odpoczynek zorganizowany przez mieszkańców wsi. MK

Wakacje z Mikołajkiem

Miło i ciekawie wakacyjny czas spędzała grupa dzieci uczestniczących w zajęciach literacko - plastycznych, zorganizowanych przez filię biblioteki w Żytowiecku pn. "Wakacje z Mikołajkiem". Zajęcia wypełnione były zabawą, polega-

jącą na głośnym czytaniu książek z cyklu "Mikołajek", przeplatanym elementami dramy, konkursem plastycznym dotyczącym wakacyjnej przygody Mikołajka oraz projekcją kinowego hitu - filmu pt. "Mikołajek". GCKSTiR

W pierwszą niedzielę sierpnia w kościele w Łęce Wielkiej została odprawiona msza dziękczynna za tegoroczne zbiory. Jako podziękowanie mieszkańcy Bogdanek, Łęki Wielkiej i Kopania przynieśli do świątyni wieńce żniwne. Piękne wiązanki żniwne przez jakiś czas będą zdobiły wnętrze naszego kościoła. MK


[4]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Z bukietem kwiatów do... Edyty - 16 IX

Edyta to imię pochodzenia starogermańskiego, od staroangielskich słów "ead" i "gyth", oznacza: bogata dzięki walce lub walcząca o majątek, bogactwo. Edyta to kobieta o złożonym charakterze, który pozwala jej właściwie osądzić wiele sytuacji. Do jej dominujących cech należą: wrodzona intuicja, duża wyobraźnia, wytrwałość. Zazwyczaj miła i uśmiechnięta Edyta łatwo wpada w złość. Potrafi przy tym długo rozpamiętywać zadany jej ból i rany. Edyta ma skłonności do idealizowania swoich partnerów, przez co często popada w problemy sercowe. Potrafi dać drugą szansę, ale jak już porzuci, to bezpowrotnie. Edyta nie znosi nudy i potrzebuje być w ciągłym ruchu. Bije od niej wewnętrzne ciepło i chętnie pomaga innym, dzięki czemu ma wielu oddanych przyjaciół. Umie i lubi wysłuchiwać innych, lecz rzadko kiedy dostaje w rewanżu to samo. Kobieta nosząca to imię świetnie odnajduje się w pracy i potrafi wywiązać się z każdych nałożonych na nią obowiązków. Umie pracować pod presją. Niepowodzenia bardziej ją złoszczą niż zniechęcają. Wro-

Edyta Dawid z Ponieca

dzona aktywność preferuje ją do takich zawodów, jak: reporterka, pielęgniarka lub księgowa. Jej kolorem jest niebieski, liczbą 1, a kamieniem turkus. W naszej gminie mieszka 12. kobiet o tym imieniu. 5 z nich w Poniecu, po 2, w Szurkowie i Drzewcach oraz po 1, w Łęce Wielkiej, Żytowiecku i Rokosowie. Najstarsza Edyta w naszej gminie ma 71 lat i mieszka w Miechcinie, natomiast najmłodsza ma lat 14 i jest mieszkanką Ponieca.

Stefana - 2 IX

Stefan to jedno z imion "królewskich" - podobnie jak Karol, Edward czy Ludwik - znaczenie ma również odpowiednie, znaczy bowiem po grecku: ukoronowany. Tak miał na imię pierwszy król Węgier, uznany przez Kościół za świętego i od jego czasów królestwo węgierskie jest zwane Koroną św. Stefana. Stefan z natury jest dość tajemniczy i nie lubi się zwierzać ze swoich problemów. Często zamyka się w sobie, by przemyśleć ważne dla niego kwestie, przez co jest odbierany jakby był w złym humorze. Cechuje go inteligencja, pracowitość, ambicja, wytrwałość i zdolność przystosowania się do sytuacji. Jest bardzo konserwatywny w swoich poglądach, a najważniejszą wartość stanowi dla niego rodzina. Stefan jest zawsze bardzo kulturalny i uprzejmy. Nawet jeśli ktoś źle go traktuje, on zawsze zachowuje klasę. Ludzie często zgłaszają się do niego po pomoc, gdyż jako człowiek mądry zawsze potrafi doradzić w kwestiach rozwiązania danego problemu. Mężczyzna o tym imieniu źle znosi porażki. Bywa, że ciężko przyswaja proste rzeczy, natomiast z tymi trudnymi i bardziej złożonymi radzi sobie bardzo dobrze. Sumiennie i starannie wykonuje powierzone mu zadania. Jego liczba to 11, kolor biały, a kamień

Zgodnie z zapowiedziami sołtysa Szurkowa Mariana Lorenca miejscowy plac zabaw został doposażony w nowe zabawki dla dzieci. Zakupiono nowe bujaczki oraz kosz do rzucania piłek. Dzięki temu w długie, letnie dni dzieci mogą spędzać czas na radosnej zabawie. MK

Już po raz drugi na terenie Kompleksu Rekreacyjnego w Dzięczynie została odprawiona polowa msza św. w intencji mieszkańców wsi. Po mszy odbył się plażowy turniej piłki nożnej o Puchar Burmistrza Ponieca między drużynami z Zawady, Sarbinowa, Śmiłowa i Dzięczyny oraz KPP w Gostyniu. MK

POŻEGNANIE

W lipcu na zawsze odeszli od nas :

Stefan Fiebig z Janiszewa

to diament. W ciągu roku Stefan może obchodzić swoje imieniny również 8 marca, 29 marca, 9 maja, 6 sierpnia. 15 sierpnia, 7 października, 10 listopada, 14 listopada i 11 grudnia. W gminie Poniec jest 37 mężczyzn o tym imieniu. W Łęce Wielkiej mieszka ich 11, w Poniecu 7, 4 w Żytowiecku, 3 w Śmiłowie, po 2 w Drzewcach, Janiszewie, Łęce Małej i Miechcinie, a po 1 w Bączylesie, Bogdankach, Dzięczynie i we wsi Kopanie. Najstarszy Stefan ma 89 lat i mieszka w Żytowiecku, natomiast najmłodszy jest mieszkańcem Drzewiec i ma lat 35.

04. 07 - Ewa Kolańska (1950), Poniec 04. 07 - Marian Szymanowski (1935), Śmiłowo 05. 07 - Henryk Idziak (1946), Grodzisko 08. 07 - Jacek Bartkowiak (1983), Poniec 17. 07 - Cecylia Chudzińska (1927), Śmiłowo 17. 07 - Ryszard Markowiak (1950), Śmiłowo 23. 07 - Genowefa Fornalik (1931), Szurkowo 26. 07 - Wanda Rosik (1936), Poniec 27. 07 - Franciszka Brylczak (1915), Szurkowo 31. 07 - Stanisława Poprawska (1927), Dzięczyna Wieści z gminy Poniec

Wydawca i redakcja: Gminne Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji w Poniecu, ul. Szkolna 3, tel. 65 5731169 Redaktor naczelny: Paweł Klak Przesyłanie materiałów do gazety i archiwum PDF: www.poniec.eu Druk: Drukarnia HAF LESZNO Skład: HALPRESS, Leszno - www.halpress.eu


WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Jaki ojciec, taka córka?

Jedną z trzech kobiet w naszym regionie zajmującą się łowieniem ryb jest piętnastoletnia Natalia Mikołajczak z Ponieca. Ta niepozorna blondynka, dzięki swojemu tacie, który zabierał ją nad stawy już od najmłodszych lat, połknęła wędkarskiego bakcyla. Z roku na rok nabierała coraz większego doświadczenia, aż zaczęła próbować swoich sił w okręgowych zawodach wędkarskich. To dzięki zdobyciu mistrzostwa okręgu we Wschowie, gdzie nie miała sobie

równych, udało jej się wyjechać na XXX Mistrzostwa Polski Kobiet w Wędkarstwie Spławikowym. Natalia była tam jedyną reprezentantką okręgu leszczyńskiego. W zawodach, które odbyły się 17 - 19 lipca 2015 r. na Zalewie Nowa Huta w Krakowie, wzięło udział 37 zawodniczek, wśród nich również członkinie wędkarskiej kadry Polski. Tam Natalia zajęła 28. miejsce, wyprzedzając dwie zeszłoroczne wicemistrzynie. MK

VIII Turniej Piłkarski

Tradycyjnie minutą ciszy oraz złożeniem kwiatów na grobie Jana Dopierały rozpoczął się VIII Turniej Piłkarski imienia tego wielkiego działacza społecznego i sportowego. W rozgrywkach, które odbyły się w ostatni weekend lipca na stadionie sportowym w Poniecu, wzięły udział następujące drużyny : Kłos Rokosowo, KS Ludwinowo, MAS ROL Spławie oraz Korona Wilkowice. Odbyło się losowanie, po którym drużyny rozegrały cztery mecze: 1. Wilkowice - Ludwinowo 1:1, rzuty karne 5:4 2. Rokosowo - Spławie 2:0 3. Mecz o trzecie miejsce Ludwinowo - Spławie 3:0 4. Mecz finałowy Rokosowo Wilkowice 0:0, rzuty karne 3:2 Zwycięzcą turnieju została dru-

żyna KŁOS Rokosowo. Tuż za nimi była Korona Wilkowice, trzecie miejsce należało do KS Ludwinowo, a czwarte do drużyny MAS ROL ze Spławia. Królami strzelców zostali: Miłosz Urbański (KS Ludwinowo) oraz Krystian Jędryczka (KŁOS Rokosowo). Najmłodszym zawodnikiem był Bartosz Ptak (KS Ludwinowo), a najstarszym Rafał Dudka (KŁOS Rokosowo). Z przyczyn atmosferycznych mecze finałowe zostały skrócone, a wręczanie nagród i pucharów odbyło się w ulewnym deszczu. Drużyny otrzymały atrakcyjne puchary, statuetki, medale oraz nagrody - sprzęt sportowy. Patronat nad imprezą objęli: burmistrz Ponieca oraz Gminne Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji w Poniecu. MK

[5]

Dla strażaków z Ochotniczej Straży Pożarnej w Szurkowie zakupiono nowe stroje, m. in: mundury, dresy, hełmy strażackie oraz buty. Zakup ten został sfinansowany z pieniędzy z Funduszu Sołeckiego oraz dzięki pomocy gminy. MK

VI Eko Biegi w Lesznie

15 sierpnia 2015 r. w Lesznie odbyły się VI Eko Biegi Sporting Maraton Leszno. Pomimo lejącego się z nieba żaru i przeszło trzydziestostopniowego upału na starcie imprezy stanęło blisko 600 zawodników, którzy mieli do wyboru start na trzech dystansach ćwierćmaratonu, półmaratonu i maratonu. W zawodach udział wzięło również sześciu członków sekcji biegowej GCKSTiR w Poniecu.

Pięcioro z nich - Jolanta Adamczak, Jolanta Nowak, Katarzyna Olejniczak, Karolina Sobczyk i Łukasz Brink - zmierzyło się z dystansem 10 km, natomiast Łukasz Idowiak wziął udział w biegu na 21 km. Wszyscy startujący dotarli do mety, gdzie zostali nagrodzeni okolicznościowymi medalami. Zawodnikom gratulujemy i życzymy sukcesów w kolejnych imprezach. GCKSTiR

Od lipca na specjalnym podeście i pod zadaszeniem przed Świetlicą Wiejską w Śmiłowie stoi zabytkowa sikawka konna. Dzięki staraniom miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej i dofinansowaniu z programu grantowego “Działaj Lokalnie” mogła zostać odrestaurowana i wystawiona jako eksponat. MK


Razem przez życie [6]

Marianna i Sylwester Biegałowie z Łęki Wielkiej we wrześniu będą obchodzili diamentowe gody pożycia małżeńskiego. Ślub kościelny wzięli 7 września 1955 r. w kościele w Żytowiecku, a ślub cywilny, dwa dni później - w Radzie Gromadzkiej w Łęce Małej. Pani Marianna dziś ma 78 lat, a pan Sylwester 84. Oboje urodzili się i wychowali w Łęce Wielkiej. Mieszkali też nieopodal siebie. Pan Sylwester przez pierwsze lata nauki uczył się w szkole niemieckiej, a pani Marianna uczęszczała do szkoły w Łęce Wielkiej. Czas wojny

Parą, która swoje złote gody obchodziła w sierpniu, są państwo Teresa i Marian Jędryczkowie z Szurkowa. Rocznicę ślubu kościelnego, który odbył się w kościele w Nieparcie, świętowali 13 sierpnia. Jak wspominają, do ślubu jechali bryczkami, a wesele, na którym bawiło się około 60 osób, trwało do późnych godzin popołudniowych następnego dnia. Inaczej się miała sprawa ślubu cywilnego. Do Rady Gromadzkiej w Sarbinowie jechali rowerami 28 sierpnia 1955 r. a ich świadkami byli urzędnicy z Rady. I jak mówią, dzięki rowerom się poznali. Pani Teresa urodziła się w Szurkowie i tutaj mieszkała od najmłodszych lat. Do szkoły uczęszczała w Sarbinowie. Natomiast pan Marian pochodzi z oddalonego o około 15 km Posadowa. I kiedy to właśnie, ponad pięćdziesiąt lat temu, przyjechał rowerem do rodziny do Sarbinowa, spotkał panią Teresę. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Później już te piętnaście km przemierzał wiele razy. Miał też towarzysza, gdyż jego kolega upodobał sobie koleżankę pani Teresy. Narzeczeństwem byli blisko dwa lata.

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

spędzili na miejscu. Pamiętają dzień, kiedy to na gospodarstwo, które było w sąsiedztwie szkoły, spadła bomba i zabiła ich koleżankę. Pan Marian służbę wojskową spędził w Krośnie Odrzańskim. Gdy po ponad dwóch latach, w 1954 r. opuścił koszary i wrócił do rodzinnej wsi i zaczął spotykać się z panią Marianną. Narzeczeństwem byli przez rok. Po ślubie zamieszkali w rodzinnym domu pani Marianny. Po roku na świecie pojawił się ich jedyny syn Krzysztof. Państwo Biegałowie przez całe

Po ślubie zamieszkali w domu rodzinnym pani Teresy i zajmowali się gospodarstwem odziedziczonym po rodzicach. Na gospodarstwie w Posadowie został brat pana Mariana. Dochowali się sześciorga dzieci: trzech synów - Henryka, Piotra i Marcina oraz trzech córek - Krystyny, Wandy i Zofii. Przez wiele lat pan Marian służył w Ochotniczej Straży Pożarnej, najpierw w Posadowie, później w Szurkowie. Po latach pracy w gospodarstwie odpoczywają. Jeździli na wycieczki, kilkakrotnie wyjeżdżali też do sanatorium. Zajmują się prawnukami, będącymi dla nich największą radością. W wolnych chwilach lubią pospacerować po okolicy, porozmawiać z sąsiadami. W domu rodzinnym pozostał syn Piotr z rodziną. Mieszka również z nimi wnuk Łukasz z rodziną. Dom jest duży, wciąż pełen radosnych głosów dzieci. A mają 19 wnuków i aż 21 prawnuków. Jubilatom życzymy dalszych lat w zdrowiu, pociechy z wnuków i - jak dotąd - samych radosnych dni. MK

życie pracowali w Państwowym Gospodarstwie Rolnym w Łęce Wielkiej. Po kilku latach przeprowadzili się do mieszkania w bloku, w którym mieszkają do dziś. Dzięki temu, że wciąż mieszkają z synem i jego rodziną, mogą liczyć na pomoc i opiekę w codziennym życiu. Mają troje wnuków i dwoje prawnuków, którzy chętnie odwiedzają

dziadków. Pan Sylwester najchętniej odpoczywa w ciszy i spokoju. Natomiast pani Mariannie zdarza się jeszcze wyjechać na krótką wycieczkę rowerową po okolicy. Radość sprawia jej praca w przydomowym ogródku. Jubilatom życzymy dużo zdrowia, życzliwości od bliskich i jeszcze wielu szczęśliwych lat. MK

Władysława i Stefan Kaczmarkowie 18 września będą obchodzili 50. rocznicę ślubu cywilnego, który zawarli w Urzędzie Stanu Cywilnego w Poniecu. Rocznicę ślubu kościelnego, który odbył się w kościele w Żytowiecku, świętować będą cztery dni później, 22 września. Pani Władysława ma 75 lat, a pan Stefan 76. Oboje od urodzenia mieszkali w Żytowiecku, nieopodal

siebie. Jak to bywało dawniej na wsiach, wszyscy się znali i jako dzieci, wspólnie ze swoim rodzeństwem, bawili się na swoich podwórkach. Pani Władysława, jak i jej mąż byli najmłodszymi dziećmi w swoich domach. Oboje wspominają czasy wojny, kiedy to całymi rodzinami zostali wywiezieni z Żytowiecka.

dok. na str. 7


dok. ze str. 6

Rodzina pani Władysławy przez kilka dni w bydlęcym wagonie jechała do Niemiec. Przez ten czas jej mama karmiła szóstkę swoich dzieci czarną kawą. Na miejscu ojciec pracował w dużym gospodarstwie niemieckim. Mama również chodziła tam do pomocy przy opiece nad zwierzętami. Wówczas opiekę nad dziećmi przejmowało najstarsze rodzeństwo. Ojciec Pana Stefana, w wieku 13 lat, wraz ze swoim ojcem wyjechał do Westfalii. Dzięki temu znał bardzo dobrze język niemiecki. Został zaciągnięty do wojska i przez dwa lata służył w armii niemieckiej podczas I wojny światowej. Po zakończonej wojnie wrócił na nasze tereny. Miał doświadczenie i kwalifikacje, by być dowódcą oddziału powstańczego w okolicach Pawłowic. Za swoje osiągnięcia otrzymał order Virtuti Militari. Podczas II wojny światowej pan Stefan i jego rodzina wywiezieni zostali na Lubelszczyznę. Ojciec pana Stefana pracował tam w kamieniołomach. Po dwóch latach, z pomocą ciotki, wrócili do Zaborowic koło Bojanowa i tam spędzili resztę wojny. Jak wspominają, całe młodzieńcze lata przebywali w swoim towarzystwie. Zawsze było im do siebie bliżej niż dalej. Na poważnie zaczęli spotykać się ze sobą, gdy mieli już ponad 20 lat. W związku z tym, że pan Stefan przejął gospodarstwo po wcześnie zmarłym ojcu, nie poszedł do wojska. Rodzinę postanowili założyć po trzech latach związku. Pani Władysława miała wówczas 25 lat, a pan Stefan 26. Po ślubie zamieszkali w domu rodzinnym pana Stefana. Z biegiem lat dochowali się czwórki dzieci: Krzysztofa, Grażyny, Zbigniewa i Marcina. Wspólnie pracowali na gospodarce, a w wychowaniu dzieci pomagała im mama pana Stefana. Razem wybudowali nowy dom. Starali się, by gospodarstwo było nowoczesne. Dziś, gdy obejście zapisali już synowi, to oni mu pomagają. Cały czas są bardzo aktywni. Pani Władysława wspaniale odnajduje się w kuchni. Zwłaszcza teraz, w okresie letnim, w całym domu roznosi się zapach własnoręcznie robionych przetworów. Poza tym pasją pani Władysławy jest ogródek i kwiaty. Pan Stefan żartuje sobie czasem z żony, że "powinna się nazywać Kwiatkowska". Wspólnie pomagają też w opiece nad wnukami, a mają ich czwórkę - trzy wnuczki i jednego wnuka, z których są bardzo dumni. Jubilatom życzymy dużo zdrowia, samych pogodnych chwil i wiele życzliwości od wszystkich ludzi. MK

Obóz harcerski w Lginiu WIEŚCI Z GMINY PONIEC

[7]

W lipcu odbył się obóz harcerski, w którym uczestniczyły po raz pierwszy: poniecka Gromada Zuchowa Leśne Skrzaty oraz poniecka 6. Drużyna Harcerska Dziupla.

Zuchy i harcerze przez dwa tygodnie mieszkali pod namiotami w różnych warunkach atmosferycznych. Było to dla nich nie lada wyzwaniem, ale zarazem ogromną frajdą. Sami zbudowali obóz, otoczyli teren płotem. Tematem przewodnim obozu byli Indianie i Słowianie. Po zapoznaniu się z ich obrzędowością wszyscy wykonali stroje i amulety, a także totemy, nazwy i okrzyki swoich plemion. Poznali również tajniki obozowej pionierki oraz uczestni-

czyli w wielu zajęciach metodycznych. Wszystkie zdobyte umiejętności zaprezentowali podczas Biegu Harcerskiego. Nie zabrakło również Olimpiady Obozowej, podczas której rozwijali sprawność fizyczną oraz współpracę w grupie. Poznali okoliczne tereny i zwiedzili wolsztyńską parowozownię oraz skansen wielkopolskiego budownictwa ludowego. Wszyscy wzięli też udział w chrzcie, który uczynił z nich obozowych wyjadaczy. Obóz stał się

najlepszą okazją do otwarcia prób na stopnie i zdobycia wielu sprawności. Przez cały pobyt w lgińskiej stanicy wszystkim dopisywały świetne humory. Śpiew, tańce i świetna zabawa były okazją do integracji, która z pewnością przyczyniła się do zawarcia przyjaźni na długie lata. Zuchy i harcerze wrócili do domów z pełnym bagażem wspomnień i wrażeń. Z niecierpliwością czekają na dalsze przygody. MK


Pasjonaci motoc [8]

WIEŚCI Z G

Jedni zbierają znaczki lub hodują rybki, a rodzina państwa Gierów z Dzięczyny pokochała motocykle.

Miłość do motocykli trudno wytłumaczyć, to się po prostu czuje. Motocykle mogą być pasją, która raz na zawsze odmieni życie ich użytkowników. I tak właśnie było z przypadku pana Piotra Giery. Budowlaniec z zawodu i zamiłowania nagle zapałał miłością do jednośladów.

Pierwszy motor w domu Pani Aneta Giera to niepozorna kobieta, która motocykle w sercu miała prawdopodobnie od zawsze. Jak mówi pan Piotr: - Teść posiadał motory i to dzięki niemu żona, już jako mała dziewczynka, żyła w charakterystycznym otoczeniu.

czyła jedna chwila, jedna przejażdżka, by pozostali członkowie rodziny zaczęli pragnąć swoich dwóch kółek. Nie trzeba było długo czekać. Jeszcze tego samego roku, na Boże Narodzenie, ze

Pub STOP RIDERS.

Pani Aneta, kiedy była już żoną i matką dorosłego syna, postanowiła spełnić swoje skryte marzenie i kupić swój pierwszy motocykl. Był 2010 r. kiedy to w garażu państwa Gierów pojawiła się Honda VTX. - I jak to najczęściej bywa, maszyna oczarowała wszystkich wspomina Piotr Giera. - Wystar-

WSK-a ojca pani Anety.

Stanów Zjednoczonych dotarł wymarzony Harley Electra. Następnym był jednoślad dla syna - Harley Night Rod. Dziś w garażu państwa Gierów są cztery motocykle. Ten pani Anety, pana Piotra, syna Dawida i umiejscowiona w honorowym miejscu - na frontowej ścianie - WSK-a ojca pani Anety. - Motocykl ten jest pamiątką i symbolizuje początek rodzinnej fascynacji dwoma kółkami - opowiada. W drodze Dziś cała rodzina wspólnie może realizować swoje pragnienia związane z podróżami. - Sezon rozpoczynamy wczesną wiosną, a kończymy późną jesienią. mówi pan Giera. - Ze względu na pracę zawodową wyjeżdżamy tylko w weekendy. Choć zdarzają się kilkunastodniowe wyprawy. Na swoich maszynach przejechali tysiące kilometrów. Polskę poznali wzdłuż i wszerz. Zwiedzili linię brzegową Morza Bałtyckiego, Mazury oraz ziemię lubel-


cykli

[9]

GMINY PONIEC

ską i Podkarpacie. Przejechali też wiele dróg w Czechach i Słowacji. W planach mają podróż do Chorwacji i Czarnogóry. - W sezonie przejeżdżam średnio 12 tysięcy kilometrów, a żona około 8 ty-

Państwo Gierowie w trasie.

Koncert w klubie.

sięcy - opowiada. Bardzo często wyjazdy państwa Gierów powiązane są ze zlotami motocyklowymi, które odbywają się w całym kraju i poza nim. To właśnie takie zloty miłośników jednośladów to doskonała okazja do nawiązania wielu niezwykle interesujących znajomości, wymienienia się doświadczeniami lub wspólnego zaplanowania kolejnej wyprawy. Swoje miejsce Zloty motocyklowe to przede wszystkim imprezy na świeżym powietrzu, połączone ze wspólnym biesiadowaniem oraz koncertami ulubionych zespołów. Nie zawsze jednak warunki i pora roku sprzyjają tego typu rozrywce. Wówczas zloty organizuje się w motor klubach. Jako że w obrębie blisko 100 km nie było takiego

miejsca, pan Piotr wraz z małżonką postanowili stworzyć taki lokal w Dzięczynie. - Rok temu podjęliśmy decyzję o rozbudowie małego baru, jaki prowadziliśmy od 1994 roku - opowiada właściciel. - Powstał projekt stylem nawiązujący do amerykańskich pubów, tak uwielbianych przez wszystkich motocyklistów. W październiku rozpoczęto budowę, którą zakończono wczesną wiosną tego roku. Koniec prac i otwarcie klubu zbiegło się z otwarciem tegorocznego sezonu motocyklowego. 11 kwietnia w Lesznie odbyło się święcenie motocykli i po tej uroczystości kolumna motocyklistów przyjechała na piknik do "Stop Riders 66" w Dzięczynie. - Było to nie lada wydarzenie dla nas i okolicznych mieszkańców - wspomina pan Giera. - Dopisała

pogoda, każdy mógł przyjść i zobaczyć z bliska motocykle. Nierzadko nawet usiąść i zrobić sobie zdjęcie. Rozmowy i wspólna zabawa trwały bardzo długo. Wieść o takim miejscu bardzo szybko rozniosła się i dziś do Dzięczyny przyjeżdżają goście z odległych miejscowości z całego kraju. Nigdy nie jest za późno Państwo Gierowie są doskonałym przykładem na to, że mimo szaleńczego tempa życia i napiętego grafiku można znaleźć czas na swoje hobby. Jeszcze piękniejsze jest to, że to hobby nie dzieli, a łączy i wspólnie mogą cieszyć się niczym nieskrępowaną wolnością, kiedy przemierzają kolejne kilometry. MARTA KOPANIA

Zlot motocyklowy w Dzięczynie.


Prawdziwe historie [ 10 ]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Moi rodzice bardzo się kochali. Byli dziećmi wojny, więc doskonale wiedzieli, co to bieda i dobijanie się o każdy grosz. Ojciec pracował na etacie, ale po południu zawsze chodził na fuchy. Pamiętam, że kosił łąki, malował mieszkania, pomagał w warsztacie sąsiada. Tak było, dokąd nie zachorował. Kiedy zaczęłam chodzić do szkoły, tata już zawsze leżał. Dziś myślę, że miłość rodziców wtedy sprawdzała się najbardziej. Mama ciągle była przy łóżku taty, nie mówiła do niego inaczej niż kochanie, głaskała go, całowała. Dla mnie to było normalne. Wychowałam się w domu, w którym uczuć nie trzeba było nazywać. Rodzice po prostu byli dla siebie stworzeni.

To był najpiękniejszy czas w moim życiu. Nie mówię oczywiście o chorobie taty, bo jego cierpienia bardzo nas bolały, ale o całej naszej trójce. Byłam jedynaczką, więc wszystko, co dobre, trafiało do mnie. To mnie tata opowiadał bajki, dla mnie wypożyczał w bibliotece książki, kiedy wracał z robót, mnie kazał szukać słodyczy w kieszeniach. Tak to pamiętam. Mama ciągle powtarzała, że jestem jego oczkiem w głowie. I chyba byłam. To naprawdę był szczęśliwy czas, nawet wtedy gdy tata już leżał. Ani mama, ani ja nie brałyśmy pod uwagę, że może odejść. Po prostu był mniej sprawny i już. A jednak tata zmarł. Miałam wtedy szesnaście lat. Mówiąc o moim dzieciństwie, mówię o miłości rodziców, bo jestem pewna, że zdecydowała ona o całym moim późniejszym życiu. Mama została bardzo młodą wdową. Po śmierci taty nie mogła się pozbierać. Przez pierwszy rok prawie ciągle płakała, zamykała się w pokoju, nie chciała ze mną rozmawiać. Ja też cierpiałam, a jednak mama w tym swoim bólu jakby tego nie widziała. Dziś wiem, że z tego właśnie powodu musiałam nagle dorosnąć. To ja byłam tą, która pociesza, przytula, tłumaczy. Wtedy bardzo do siebie przylgnęłyśmy. Cieszyłam się, gdy mama zaczęła się przede mną otwierać, dzielić wspomnieniami, gdy w końcu zapytała o moje sprawy. Mówiłam mamie o wszystkim. W szkole średniej dobrze się uczyłam, więc często pomagałam koleżankom. Przychodziły do mnie do domu i razem odrabiałyśmy lekcje. Mama wtedy robiła nam podwieczorki, przygotowywała lody, słodycze. Czasem siedziała z nami i słuchała naszych ploteczek. Nic dziwnego, że wiedziała o każdej mojej sprawie. Wtedy lubiłam jej się zwierzać, niekiedy pożalić, zawsze poradzić. Koleżanki zazdrościły mi takiej przyjaciółki. A ja znowu byłam szczęśliwa. Już wtedy powinnam zauważyć, że mama zrezygnowała z własnego życia i cały swój czas poświęcała mnie. Była młoda, nie skończyła jeszcze pięćdziesiątki, a

zrezygnowała z przyjaciół, znajomych. Nigdzie nie wychodziła z domu, chyba że ze mną. Nie zastanawiałam się, dlaczego tak jest, ale chyba było mi z tym wygodnie. Mama sprzątała, prała, gotowała. Ja przychodziłam na gotowe. Pierwszy sygnał, że coś jest nie w porządku, odczułam w momencie, gdy poznałam chłopaka. To nie była jeszcze miłość na życie, ale bardzo się lubiliśmy. Zapraszałam go do domu. Zawsze po jego wyjściu słuchałam, że jest mało przystojny, że się źle ubiera, że ma zły zawód. Zerwałam tę znajomość. Potem był drugi chłopak i trzeci. Mamie nie podobał się żaden. Nie chciała nikogo zaakceptować, kto mógłby mnie jej zabrać. Wtedy myślałam, że się o mnie martwi, że chce dla mnie jak najlepiej. Dziś wiem, że bała się o siebie. Za bardzo ją kochałam, by to przerwać. Wracam więc do miłości moich rodziców. To było naprawdę wspaniałe małżeństwo. Gdyby doczekali wspólnej starości, byliby na pewno najlepszymi na świecie dziadkami. Bóg jednak chciał inaczej. Tata odszedł, a mama na tym pustym miejscu po ukochanym mężu posadziła mnie. Czasem wydawało mi się, że wręcz nim jestem. Całą miłość do taty mama przelała na mnie. Moglibyście powiedzieć, że to dar od losu tak być kochaną, że powinnam być wdzięczna za opiekę, za pomoc, za przyjaźń mamy. Jestem. Tyle tylko, że czuję się samotna. Po latach kupiłam sobie małe mieszkanie. To była prawdziwa przeprawa przekonać mamę, że mogę mieszkać sama. Ale wyprowadziłam się. Już na wstępie musiałam mamie dać klucz do mojego "M". Tłumaczyła, że może mi się coś stać, że chce mnie odwiedzać, że czasem coś przyniesie. Nie powinnam się zgodzić, ale żal mi było, gdy widziałam, w jakiej jest panice. No więc przychodziła o szóstej rano, w południe, o dziesiątej wieczorem. Kiedy tylko chciała i z czym chciała. Na początku nawet z obiadkami. Musiałam wykupić sobie obiady w stołówce, aby przekonać mamę, że nie musi dla mnie gotować. Nie było łatwo. Przez pierwsze miesiące próbowała namówić mnie,

abym wróciła, mówiła, że mieszkanie można wynajmować, że warto na nim zarobić. Całe moje życie kręciło się wokół mamy, wokół jej decyzji, jej propozycji, jej rozmów. Boże, jak ja tęskniłam do taty i dzieciństwa. W końcu zmieniłam zamki w drzwiach. Mam ponad pięćdziesiąt lat, mama przeszło siedemdziesiąt. Zrozumiałam, że muszę zdecydować za nas obie. Mama nie może codziennie biegać do mojego mieszkania. Pomijam już, że ogranicza mi moją swobodę, ale zwyczajnie jest jej już ciężko. Na szczęście nie choruje, ale przecież męczy się, nie ma czasu na odpoczynek, wydaje też swoje pieniądze. Wiem, że brak jej znajomych, przyjaciół, że beze mnie jest zupełnie sama. Ale przecież nie zostawiam jej gdzieś na końcu świata. Mieszkamy w tej samej miejscowości, codziennie po pracy wpadam do niej na godzinkę, dzwonimy do siebie. Ale mama nie jest szczęśliwa. A ja mam coraz większe poczucie winy. I coraz częściej zastanawiam się, dlaczego na to pozwoliłam. Gdybym wyszła za mąż, miała rodzinę, dzieci, mama byłaby wśród naj-

bliższych. Mogłaby się spełniać jako teściowa, babcia, przyjaciółka dla wnucząt. Ja też jej to zabrałam. A przecież trafiłam na prawdziwą miłość. Mój chłopak przez kilka lat czekał, czy zdecyduję się odejść od mamusi. Nie odeszłam. Mam bliskiego przyjaciela. Nie planujemy małżeństwa, ale kto wie - może kiedyś powiemy sobie to najważniejsze "tak". Obydwoje jesteśmy wolni. Mama jeszcze go nie poznała, ale wybierzemy się do niej z wizytą. Nie będę pytała, czy się jej podoba i nie wysłucham żadnych krytycznych uwag. Chciałabym jednak, żeby go polubiła. To dobry człowiek. On zresztą twierdzi, że mamę trzeba kochać bez żadnych warunków. Tak naprawdę, to nie wiadomo, czy w przyszłości znowu nie zamieszkamy razem. Tyle że wówczas już w trójkę. Nie zostawimy mamy, gdy będzie potrzebowała naszej pomocy. Ona przecież tylko za bardzo mnie kocha. SPISAłA

Pomóżmy Marcelkowi Maleńki Marcel Wawrzyniak z Krzemieniewa czeka na nasza pomoc. Chłopczyk urodził się 5 sierpnia w szpitalu w Lesznie. Jest wcześniakiem a lekarze zdiagnozowali u niego niekrzepliwość krwi. Natychmiast przewieziony został do szpitala w Poznaniu, gdzie przetłaczają mu krew. Krew jest więc dla niego prawdziwym darem życia. Potrzeba jej dużo i codziennie. Każdy z nas może się tym darem podzielić. Każdy z nas może się tym darem podzielić z chłopczykiem. A powiedzmy jeszcze, że przy porodzie zmarła mama Marcelka. Tragedia rodziny jest więc ogromna. Tata chłopczyka, Piotr Wawrzyniak, prosi o oddawanie krwi dla Marcela. Można to zrobić w najbliższym oddziale krwiodawstwa, na przykład w szpitalu w Lesznie. Ważne, aby podać dla kogo jest ona przezna-

HALINA SIECIńSKA

czona. A zatem dopisać należy Marcel Wawrzyniak, Katedra i Klinika Neonatologii, ul. Polna 33. Poznań, Intensywna Terapia. Grupa krwi nie ma znaczenia. Piotr Wawrzyniak jest zawodowym strażakiem. Wiele razy pomagał ludziom w potrzebie. Jego przyjaciele, a zwłaszcza sołtys Krzemieniewa postanowili więc ułatwić oddawanie krwi dla jego synka mieszkańcom naszej gminy. Każdy kto będzie chciał i mógł oddać krew może to zrobić w poniedziałek, 7 września, od godz. 9 do 14. Przed Gminnym Centrum Kultury w Krzemieniewie stanie specjalistyczny samochód poznańskiej kliniki. Fachowcy pobierać tam będę krew dla Marcelka. Jesteśmy pewni, że wielu naszych czytelników odpowie na apel pana Piotra. Razem mogą uratować życie Marcelka.


Puchar Oldboy 55+ WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Zwycięzca Tadeusz Jurkiewicz holuje kolejnego karasia.

26 lipca na stawie sportowym w Dzięczynie odbyły się coroczne zawody wędkarskie dla najstarszych amatorów wędkowania. W imprezie, zorganizowanej przez Ponieckie Stowarzyszenie Wędkarskie Perkoz przy współpracy z PZW Perkoz Poniec, wystartowało 33 zawodników. Prawo startu

miały osoby, które ukończyły lub ukończą w tym roku 55. rok życia. Dodatkowo podzielono ich na 2 podkategorie: 55 - 65 lat i 66 - 100. Do pierwszej kategorii zaliczono 19, a do drugiej 14 nestorów wędkarstwa. Najstarszym uczestnikiem był Stanisław Goldmann, który urodził się w 1931 r. Rywali-

zacja trwała od godz. 8 do 12. Pogoda w tym dniu była łaskawa i nikt nie narzekał na upały. Niestety, rybom ta aura niezbyt odpowiadała, bo brały dość delikatnie. Złowiono 3 karpie, a około 10 sztuk odczepiło się w czasie holowania do brzegu. Na szczęście dopisały duże karasie srebrzyste. Zwycięzcy obu kategorii mieli ich w siatkach po kilka. Oprócz tego brały małe wzdręgi, płocie, okonie i krąpie. Po czterech godzinach łowienia okazało się, że najwięcej ryb złowił Tadeusz Jurkiewicz z Pudliszek. Jego wynik wśród roczników 55 - 65 lat to ponad 4 kg. Najlepszym spośród najstarszych okazał się Mieczysław Michalak z Drzewiec z wynikiem prawie 3,5 kg. Po zawodach każdy mógł skosztować kiełbasy z ogniska. Na koniec nagrody i puchary wręczał prezes PSW Perkoz Mieczysław Matuszewski. Poniżej wyniki naj-

[ 11 ]

lepszych w Pucharze Oldboy 55+. Kategoria 55 - 65 lat. 1. Tadeusz Jurkiewicz - 4,240 kg 2. Eugeniusz Dziewiątka - 3,500 kg

3. Mieczysław Matuszewski - 2,900 kg Kategoria 66 - 100 lat.

1. Mieczysław Michalak - 3,320 kg

2. Czesław Dechnik - 1,320 kg

3. Józef Idowiak - 1,280 kg

NORBERT LINDNER

Zawody Karpiowe w Dzięczynie

W pierwszy dzień sierpnia 27 najlepszych karpiarzy spotkało się w Dzięczynie, aby rozegrać drugą turę karpiowego Grand Prix członków PSW Perkoz i PZW Perkoz Poniec. Tym razem rywalizacja trwała od wieczora godz. 17 do 10 rano w niedzielę 2 sierpnia. Pogoda w tym dniu i podczas nocy była dość łaskawa dla łowiących. Wiał lekki wiatr ze wschodu i było ciepło. Co prawda świecący dość jasno księżyc nie sprzyjał braniom, ale doświadczeni wędkarze potrafili przechytrzyć ryby. Do klasyfikacji były liczone tylko karpie o masie powyżej 2 kg i amury. Po wieczornej fali brań na prowadzenie wysunął się Bolesław Dykier, który złowił dwa karpie o masie ponad 7 kg. Oprócz niego złowiono jeszcze kilka pojedynczych karpi. W nocy ryby też brały, choć brania były rzadsze. Po zmroku kontakt z dużymi cyprinusami miało kilku za-

wodników, ale jak zwykle te największe zostały w wodzie. Na szczęście po wschodzie słońca znów zaczęły się lepsze brania. Po raz kolejny najlepiej wykorzystał je pan Bolesław, który łowiąc karpia o masie 7 kg, który był również największą rybą zawodów, przypieczętował zwycięstwo w całej rywalizacji. Dzięki udanemu finiszowi na drugie miejsce wskoczył Błażej Foriasz, który nad ranem złowił 2 karpie o masie ponad 7 kg. Wyprzedził on o tak zwaną rybią łuskę Macieja Adamczaka, który również złowił 2 ryby. Nagrody ufundowane przez PSW Perkoz i Centrum Wędkarskie Maniak wręczał prezes ponieckiego stowarzyszenia Maciej Matuszewski. Wśród nagrodzonych znalazła się najlepsza trójka i łowca najmniejszego karpia Mieczysław Michalak. Poza tym rozlosowano cztery nagrody pocieszenia wśród

wszystkich uczestników. Kolejne, ostatnie zawody z tego cyklu odbędą się 5 września i będą to również zawody nocne. Na koniec każdy uczestnik mógł podzielić się wrażeniami z 17-godzinnego wędkowania, smażąc kiełbaski przy ognisku. Poniżej pełne wyniki : 1. Bolesław Dykier - 15 kg (3 karpie)

2. Błażej Foriasz - 7,81 kg (2 karpie)

3. Maciej Adamczak - 7,41 kg (2 karpie)

4. Sławomir Brodzaik - 5, 81 kg (1 karp)

5. Andrzej Foriasz -5,15 kg (1 karp)

6. Ryszard Gubański - 5,10 kg (1 karp) 7. Jan Brink - 4,79 kg (1 karp)

8. Hubert Glabś - 3,23 kg (1 karp)

NORBERT LINDNER

Zwycięzca z jednym ze swoich karpi.


Szkoła w pastorówce [ 12 ]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

część 2

W czerwcowym numerze "Wieści..." zamieściłem tekst na temat nieistniejącej już Szkoły Podstawowej w Waszkowie. W bieżącym numerze dalsza część informacji uzyskanych na podstawie kroniki szkolnej.

Początkowo do obwodu Szkoły Podstawowej oprócz Waszkowa należały sąsiednie wioski: Zawada i Potrzebowo. Jednak już w grudniu 1945 r. z powodu złego stanu drogi dzieci z Potrzebowa zostały przeniesione do szkoły w Gościejewicach. W 1958 r. część wioski Zawada położona na wschód od drogi Bojanowo - Poniec została przydzielona do obwodu Szkoły Podstawowej w Poniecu, wskutek czego liczebność szkoły zmniejszyła się o 7 uczniów. Liczba uczniów wahała się w poszczególnych latach. Wykazywała jednak tendencję spadkową. Pod koniec swojego istnienia szkoła w Waszkowie stała się jedną z najmniejszych wśród szkół czteroklasowych, co ilustruje zestawienie: Liczba uczniów Rok szkolny / Liczba uczniów / Rok szkolny / Liczba uczniów 1945 (19 III -14. VIII) /43 /1960-1961/31 1945-1946 / 50 / 1961-1962 / 33 1947-1948 / 40 / 1962-1963 / 31

1952-1953 / 15 / 1964-1965 / 19 1953-1954 / 17 / 1965-1966 / 17

1954-1955 / 27 / 1966-1967 / 17

1955-1956 / 30 / 1967-1968 / 18

1956-1957 / 38 / 1968-1969 / 19

rząd Gminny w Bojanowie (Waszkowo należało w tym czasie administracyjnie do gminy Bojanowo, pow. rawicki) był w stanie przeznaczyć większe środki finansowe na utrzymanie szkół. Dalsza poprawa warunków nastąpiła w 1947 r. Prowadzący kronikę podkreślał, że trzeci rok szkolny po wojnie rozpoczął się w lepszych warunkach, gdyż już w pierwszych dniach nauki "dziatwa mogła dostatecznie zaopatrzyć się w podręczniki i inne przybory szkolne. Również programów szkolnych i druków władze dostarczyły na czas". Zakłócenia w pracy szkoły powodowały niekiedy warunki pogodowe. Zimą 1947 r. temperatura w klasie mimo intensywnego opalania osiągnęła zaledwie 8 stopni. Część dzieci nie chodziła wówczas do szkoły, ale zajęcia nie zostały przerwane. W styczniu i lutym 1963 r. z powodu silnych mrozów nauka została przerwana, wskutek czego rok szkolny został przedłużony do 29 czerwca. Zajęcia przepadały także z powodu choroby nauczyciela. Na przełomie października i listopada 1950 r., zajęcia szkolne nie odbywały się przez dwa tygodnie, po-

Mieczysław Misiewicz i uczniowie klasy I, czerwiec 1958 r.

powodu, aż do przybycia nowego nauczyciela Wiktora Baumana, w marcu i kwietniu 1965 r. dzieci z Waszkowa uczęszczały do szkoły w Janiszewie. Aby zapewnić odpowiednie warunki większej liczbie uczniów, szkoła w Janiszewie musiała wypożyczać sprzęt szkolny. Razem z uczniami z Waszkowa powędrowały do Janiszewa ławki. Przypomnijmy, że w roku szkolnym 1964/65 szkoła liczyła 19 uczniów. Co ciekawe, w tej liczbie były tylko 3 dziewczynki. Zmniejszająca się z każdym ro-

1957-1958 / 40 / 1969-1970 / 18

1958-1959 / 36 / 1970-1971 / 14 1959-1960 / 36

Źródło:Kronika Szkoły Podstawowej w Waszkowie z lat 1945 - 1971

W pierwszych latach powojennych warunki nauczania były trudne, o czym świadczy między innymi zapis w kronice z października 1945 r.: "Nauczanie odbywa się w niezwykle trudnych warunkach, a to z powodu braku podręczników dla dzieci i nauczyciela, braku ministerialnego programu nauczania, dziennika lekcyjnego oraz różnych wytycznych, wskazówek i instrukcyj". Nauczyciel Franciszek Stróżyński uskarżał się również na niską płacę. Twierdził, że "z miesięcznych poborów można wyżyć najwyżej tydzień. O kupnie odzieży, opału i światła mowy być nie może". Dopiero ostatni kwartał 1946 r. przyniósł pewną poprawę stanu materialnego szkoły dzięki nowej ustawie o podatku gruntowym. Za-

Nauczyciel kierujący Mieczysław Misiewicz z uczniami klasy IV, czerwiec 1958 r.

nieważ władze szkolne nie przysłały nikogo do Waszkowa w miejsce chorego nauczyciela. W 1964 r. rozwiązano jednak problem inaczej. Przez cały wrzesień i część października, kiedy nauczyciel Czesław Gąsiorek chorował, dzieci z Waszkowa chodziły do szkoły w pobliskim Janiszewie. Podobnie sprawę rozwiązano, gdy Gąsiorek przeszedł w czasie roku szkolnego do innej pracy. Z tego

kiem liczba dzieci powodowała, że gry i zabawy sportowe organizowano wspólnie ze szkołą w sąsiednim Janiszewie. Problem był również z wysoką absencją uczniów, szczególnie jesienią - z powodu licznych prac polowych. W pierwszych latach powojennych nie były uregulowane stosunki własnościowe. Do poniemieckiej własności Kościoła ewangelickiego w Waszkowie

zgłosił pretensje Kościół katolicki. Majątek pozostawiony przez ewangelików był nie do pogardzenia: 68 ha ziemi ornej, budynek i zabudowania gospodarcze byłej pastorówki, w której mieściła się szkoła, oraz ogród o powierzchni ponad 75 arów. Władze kościelne zakwestionowały więc przejęcie tego majątku przez Zarząd Gminny w Bojanowie. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Poznaniu, który całość majątku poewangelickiego, z wyjątkiem budynku szkolnego, przekazał Kościołowi. Na tej podstawie proboszcz parafii w Poniecu 18 grudnia 1945 r. dokonał formalnego przejęcia przyznanego majątku. Decyzja sądu stworzyła dziwną sytuację. Szkoła nie posiadała odtąd własnego ogrodu, podwórza, boiska, budynków gospodarczych ani nawet dojścia do drogi odległej o 25 m, ponieważ grunt, na którym stała, również nie był jej własnością. W celu wyjaśnienia tej sytuacji 24 września 1946 r. szkoła była wizytowana przez starostę rawickiego. Zmiana nastąpiła dopiero po kilku latach. Ziemia i nieruchomości przejęte przez Kościół katolicki w 1945 r. na mocy decyzji z 5 marca 1950 r. wróciły pod Zarząd Starostwa Powiatowego w Rawiczu. Zapis kronikarski nie wyjaśnia sprawy dokładnie, ograniczając się jedynie do stwierdzenia: "Według tymczasowego orzeczenia czynnika decydującego cały obiekt byłej pastorówki przeznacza się na cele szkolne". GRZEGORZ WOJCIECHOWSKI


WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Kalendarium ponieckie Działo się w Szurkowie Część 3:

1502 - Mikołaj Szurkowski sprzedał z zastrzeżeniem prawa wykupu Michałowi z Kuczyny 2 łany osiadłe w Szurkowie za 20 grzywien, a w 1505 sprzedał z zastrzeżeniem prawa wykupu Mikołajowi Pakosławskiemu 2 łany w Szurkowie za 22 grzywny. 1510 - W źródłach jest wymieniony folwark Baczkowski w Szurkowie. 1514 - Dokumenty podają nazwę łąki w Szurkowie: Kopanina. W dokumencie pięć lat późniejszym (1519) wymienione są dwie łąki o tej nazwie. 1513 - Kolejna transakcja dokonana przez Mikołaja Szurkowskiego, który sprzedał swemu bratu stryjecznemu Maciejowi Szurkowskiemu, zwanemu Klawek, półtora łana osiadłego w Szurkowie za 8 grzywien. 1513 - Sędziwój, brat stryjeczny Mikołaja Szurkowskiego, został pozwany przez Tomasza Lutogniewskiego z Marszowa. 1519 - Sędziwój sprzedał z zastrzeżeniem prawa wykupu 2 kopy groszy czynszu dla nowo fundowanej altarii w kościele w Zakrzewie koło Miejskiej Górki za 30 grzywien. 1520-1533 - W dokumentach z tych lat pojawiają się następujące obiekty, miejsca i nazwy miejscowe na terenie Szurkowa: rola, na której kiedyś był wiatrak, łąka obok granicy z Roszkowem w końcu Dzierżkowej Niwy, las Kosicze (Cosycze) obok granicy z Kawczem, dwie łąki zwane Kopaniny, wiatrak, role zwane Niwa i Pośrednia Niwa, Młynisko, zagroda Młynarska, łąka zwana Wielkie przy granicy z Roszkowem, droga do Przyborowa, miejsce zwane Królicze. 1521 - Bartłomiej Konarzewski zakupił w Szurkowie 2 1/2 łana osiadłego i 2 łany opustoszałe zwane Jaczkowski i Szurkowski, łąkę obok granicy z Roszkowem w końcu Dzierżkowej Niwy, las zwany Kosicze (Cosycze) w Szurkowie obok granicy z Kawczem oraz zagrody w Szurkowie z zastrzeżeniem prawa wykupu za 90 grzywien. Wszystkie te dobra nabył od Mikołaja Szurkowskiego. 1524 - Mikołaj Szurkowski sprzedał z zastrzeżeniem prawa wykupu Wojciechowi Zakrzewskiemu czynsz w wysokości 3 grzywien 12 groszy na Szurkowie, a następnie oprawił swej żonie Małgorzacie, córce zmarłego Marcina Krzelewskiego, po 100 grzywien posagu i wiana na części Szurkowa. Rok później Mikołaj sprzedał z zastrzeżeniem prawa wykupu Wojciechowi Zakrzewskiemu 3 1/2 łana osiadłego w Szurkowie za 64 grzywien, za co Wojciech Zakrzewski skwitował go z 40 grzywien długu.

Źródło: Słownik historyczno - geograficzny ziem polskich w średniowieczu Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk http://www.slownik.ihpan. edu. pl/search. php?id=26657&q=Szurkowo&d=0&t=0 (dostęp 11. 06. 2015)

GRZEGORZ WOJCIECHOWSKI

Spektakl pod nazwą "W poszukiwaniu Kopciuszka" wystawiła grupa teatralna działająca przy bibliotece filialnej w Żytowiecku podczas festynu rodzinnego z okazji Dnia Dziecka w świetlicy w Teodozewie. Ze względu na humor zawarty w scenariuszu, barwne stroje, dekoracje, morał i trafną puentę przedstawienie z przyjemnością obejrzeli widzowie w każdym wieku. GCKSTiR

[ 13 ]

Lekarz weterynarii Roman Szymański radzi...

Związek Hodowców Koni Wielkopolskich to organizacja, której tradycje sięgają 1895 r. Wtedy to, w zaborze pruskim, powołano Poznańskie Towarzystwo Zapisywania Klaczy w Księgi Rodowodowe. Pierwszy przegląd klaczy, odpowiednich do zapisywania w księgi rodowodowe, odbył się u pana Gierłachowskiego w Gierłachowie pod Bojanowem. Najlepsze lokaty otrzymały klacze pana Modlibowskiego z Czachorowa, hrabiego Mielżyńskiego z Pawłowic i łęki Wielkiej, księcia Czartoryskiego z Rokosowa i hrabiego Mycielskiego z Wydaw. Hodowcy koni robili wszystko, aby doprowadzić do założenia organizacji hodowców konia rasy wielkopolskiej, z charakterystycznym znakiem skrzydła orła. Wiadomo, że herbem wielkopolski jest orzeł i nie ma wątpliwości, że wybór takiego właśnie piętna dla koni poznańskich był zakamuflowanym przed Niemcami przejawem patriotyzmu hodowców wielkopolskich, co w epoce bismarckowsko - hakatowskiej, mającej na celu zniszczenie gospodarki Polski i Polaków, było nie lada wyzwaniem. Jaka musiała być determinacja, w działaniu naszych przodków, którzy potrafili przekonać radcę Sasego, będącego hodowcą i znawcą koni, o zasadności problemu. Palenie to przetrwało do dziś w Wielkopolskim Związku Hodowców Koni, choć z pewnymi zmianami w różnych okresach na przestrzeni tych 100 lat od jego postanowienia. Co najciekawsze, Niemcy, w okresie okupacji, w latach II wojny światowej od 1939 - 1945 r. też używali tradycyjnego palenia poznańskiego w postaci skrzydła orła. Uzyskanie zgody władz pruskich na zakładanie zrzeszeń hodowców koni było łatwiejsze tam, gdzie popierano produkcje koni dla wojska. Konie remontowe, dla wojska, dawały hodowcom znaczne dochody. Tak było w zaborze pruskim - władze pruskie uznały Wielkie Księstwo Poznańskie za okręg, który w razie wojny ma dostarczać duże ilości koni dla armii. Poznańskie dostarczało dużo koni remontowych dla armii i coraz więcej ich władze wojskowe u rolników kupowały. Okazało się, że Wielkopolska stała się, po Prusach Wschodnich i Hannoverze, największym zagłębiem końskim w Niemczech. W 1829 r. stworzono stado ogierów w Sierakowie. Nieco później stado ogierów w Gnieźnie. Reproduktor do tych stadów, sprowadzano z całych Niemiec i Europy Zachodniej. Były to ogiery rasy wschodniopruskiej, hanowerskie z Oldenburgu, z Holsztynu oraz ogiery fryzyjskie. Wśród właścicieli klaczy przeznaczonych do reprodukcji byli Polacy i Niemcy - zarówno ziemianie jak i chłopi. A co to są palenie albo piętno? To nic innego jak piętna wypalone na ciele konia. Pozwalają one bez trudu określić rasę dla koni rasy wielkopolskiej. Lewe udo to księga główna, lewa strona szyi to księga wstępna.

Palenie rasy wielkopolskiej - księga wstępna i księga główna

Dawny herb Związku Hodowcow Koni Wielkopolskich


[ 14 ]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

HOROSKOP KRZYŻÓWKA Z NAGRODĄ Robimy dżem

Baran 21.03-19.04 To będzie miesiąc dobrych wiadomości. Dostarczą je najbliżsi, ale i zakład pracy. Może jeszcze wyjedziesz na kilka dni. Baw się dobrze. Ale ogranicz wydatki. Byk 20.04-20.05 Jest szansa, aby poprawić swoją sytuację finansową. Może to będzie dodatkowa propozycja pracy, a może wygrana. Nie unikaj spotkań z przyjaciółmi. Skontroluj zdrowie. Bliźnięta 21.05-21.06 Uporządkuj zaległe sprawy i zrób sobie kilka dni wolnego. Może warto odwiedzić krewnych, którzy od dawna na Ciebie czekają. Zacznij uprawiać sport, to ukoi Twoje nerwy. Rak 22.06-22.07 Zwolnij nieco obroty i więcej uwagi poświęć bliskim. Spodziewaj się dobrej wiadomości od znajomych. Może to zmienić Twoje plany zawodowe. Finanse lepsze. Lew 23.07-22.08 Gwiazdy mówią, że czekają Cię niezwykłe chwile we dwoje. Słuchaj serca, bo rozsądek nie zaprowadzi Cię do szczęścia. W pracy trochę zmian i nowych zadań. Panna 23.08-22.09 Poczujesz przypływ energii, więc to najlepszy czas na zmiany. Może warto przyjąć propozycję nowej pracy. W domu zwróć uwagę na problem jednego z członków rodziny. Razem go rozwiążecie. Waga 23.09-22.10 Można na Tobie polegać, nie zdziw się więc, że ktoś poprosi Cię o pomoc. Nie odmawiaj. W połowie miesiąca poznasz interesujące osoby i przeżyjesz miłe towarzyskie chwile. Czekaj na ważny list. Skorpion 23.10-21.11 Życie towarzyskie i uczuciowe nabierze rumieńców. Poznasz osobę, która być może okaże się Twoją drugą połówką. W stałych związkach zaiskrzy. Finanse nieco lepsze. Strzelec 22.11-21.12 Przypadkowe spotkania z dawnymi znajomymi wprowadzą Cię w dobry humor. Wrócą wspomnienia i pewien niezrealizowany pomysł. Pod koniec miesiąca nieoczekiwany przypływ gotówki. Koziorożec 22.12-19.01 Pomyśl, co możesz zmienić w swoim życiu i co naprawić. Zaufaj bliskim i przeprowadź ważne rozmowy. Nie wyolbrzymiaj jednak problemów. I nie pożyczaj pieniędzy. Wodnik 20.01-18.02 Czeka Cię czas trudnych decyzji. Uważaj na pułapki, które mogłyby Cię pogrążyć. Zwłaszcza nie ryzykuj w sprawach finansowych. W uczuciach dobre zmiany. Będzie miłość. Ryby 19.02-20.03 Twoje oryginalne rozwiązania pomogą wielu osobom. Dzięki nim załatwisz także zaległe sprawy w pracy. Czekaj na wiadomość od kogoś, kto Cię naprawdę kocha.

Aby rozwiązać krzyżówkę, trzeba wpisać w poziome rzędy znaczenie słów. Potem z oznaczonych liter ułożyć hasło. Prawidłowe rozwiązanie należy przepisać na kartkę i wysłać lub dostarczyć do Gminnego Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji w Poniecu. Rozwiązanie można też przesłać e-mailem na adres krzyzowka@gck.poniec.eu. Prosimy pamiętać o podaniu imienia, nazwiska i adresu zamieszkania. Wśród nadawców prawidłowych odpowiedzi wylosujemy nagrodę. Na rozwiązania czekamy do 15 września. Rozwiązanie poprzedniej krzyżówki brzmiało: SIERPIEń. Nagrodę wylosowała Jolanta Nowacka, Śmiłowo. Zapraszamy do GCKSTiR po odbiór nagrody.

S

Terytorialny… działa na terenie gminy Kieruje mżawkę na trawę

23

2

3

6

Nie mają 18 lat

11

4

17 10

Sprawka figlarza

5 16

Opiekun z sądu

21

Filmowy pułkownik Kwiatkowski

24 18 12

Libma

Imieniny

9

7

Ciemna w rogu

Popularna choroba

13 19, 15 25

20

Odnawia fotele

22

E

8

14 1

Potrzebne nawilżanie obchodzi 25 marca

Nasza skóra nieustająco potrzebuje wilgoci. Powinniśmy więc jej dostarczać, zwłaszcza że kosmetyki nawilżające możemy zrobić w domu same. Nakładamy je na twarz na kilkanaście minut. Oto kilka z nich: Kremik winogronowy. Kilka winogron obieramy ze skórki, usuwamy pestki. Rozgniatamy i ucieramy z 1/2 łyżeczki naturalnego (płynnego) miodu oraz odżywczego kremu. Nakładamy jak maseczkę, najlepiej dwa razy w tygodniu, omijając okolice oczu. Usuwamy po około 30 minutach. Odżywczy miks. Po pół obranego jabłka i marchewki ścieramy na drobnej tarce. Zagęszczamy odrobiną twarożku i dodajemy kilka kropli wit. A+E. Nakładamy na buzię, omijając

gruszkowy

okolice oczu. Trzymamy 15 - 20 minut. Zmywamy letnią wodą. Lotion ogórkowy. Obieramy i ścieramy pół ogórka. Odciskamy z niego sok. Dodajemy sok z połowy cytryny, 10 łyżeczek soku z marchwi (świeżo przygotowanego) i 6 łyżek olejku ze słodkich migdałów. Zlewamy do buteleczki i wstrząsamy przed każdym użyciem. Stosujemy jak tonik po demakijażu. Płyn trzymamy w lodówce. Ziołowy kompres. Łyżkę szałwii i dwie łyżki kwiatów nagietka zalewamy 1/2 l gorącej wody. Przykrywamy i zostawiamy do naciągnięcia. Odcedzamy. W letnim płynie moczymy płatki gazy i kładziemy na twarz na kilkanaście minut. Okład stosujemy samodzielnie albo kładziemy na krem, co wzmocni jej działanie.

Przepis na 6 porcji. Składniki: 2 kg gruszek, 200 g cukru, 1 sparzona wrzątkiem limonka, 8 goździków, 2 gałązki melisy, laska wanilii, laska cynamonu. Sposób przyrządzenia: gruszki obierz ze skórki. Przekrój na połówki i usuń gniazda nasienne. Pokrój w kostkę. Zasyp cukrem i odstaw na kilka godzin, by gruszki puściły sok. Następnie przełóż je na patelnię. Dodaj cynamon, goździki oraz sok wyciśnięty z limonki. Dołóż też ziarenka wyłuskane z laski wanilii. Smaż na średnim ogniu, aż sok trochę odparuje, a dżem nabierze gęstej konsystencji. Pod koniec smażenia włóż listki melisy. Dżem od czasu do czasu wymieszaj. Wyjmij z niego laskę cynamonu oraz goździki i melisę, jeśli się uda. Gorący dżem przełóż do 6 sparzonych słoików o pojemności 200 ml. Zakręć i odwróć do góry dnem.

(: (: HUMOR :) :)

- Ten pani piesek jakiś taki chudy. Jak się wabi? - Anoreksio. ** - Baco, a co trzeba zrobić, jak się w górach spotka głodnego niedźwiedzia? - Nic nie musita robić, on już syćko za wos zrobi… ** Niedźwiedź złapał zajączka. Zajączek się drze: - Jak mnie zaraz nie wypuścisz i nie przeprosisz to, to.. - To co? - To trudno. ** Idzie myśliwy przez las i śpiewa: - Na polowanko, na polowanko! Z tyłu wychodzi miś, klepie go po ramieniu i pyta: - Co, na polowanko? - Nie! Jak Boga kocham, na ryby!


WIEŚCI Z GMINY PONIEC

[ 15 ]

Drzewce

Żytowiecko

Kolejna edycja Zielonych Wakacji za nami. Zajęcia dla najmłodszych zorganizowane zostały w większości miejscowości w naszej gminie. Były zajęcia taneczne prowadzone przez wykwalifikowanych instruktorów tańca, nie brakowało gier i zabaw, podczas których dzieci rozwijały swą zwinność, refleks i poczucie rytmu. W programie znalazły się także zajęcia sportowo - profilaktyczne, turnieje boules i unihokeja oraz warsztaty plastyczne. Podczas codziennych zajęć dzieci miały zapewnioną opiekę oraz poczęstunek. Na zakończenie turnusu zorganizowana została wycieczka do Poznania, podczas której uczestnicy odwiedzili stadion INEA oraz Termy Maltańskie. MK

Bogdanki

Dzięczyna

Poniec

Czarkowo


[ 16 ]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

łęka Mała

łęka Mała

łęka Mała

Szurkowo

Szurkowo

Szurkowo

Wieści z Gminy Poniec - nr 56 - Sierpień 2015  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you