Page 1

Numer 58, Październik 2016

Młodzież wybrała swoją Radę

Od 3 do 7 października odbywały się wybory do Młodzieżowej Rady Gminy. Rozpoczyna się więc druga dwuletnia kadencja młodzieżowego samorządu. Nowa Rada liczy 13 osób.

Zgodnie z uchwałą Rady Gminy Młodzieżową Radę wybiera się co dwa lata. Kandydatami do niej mogą być osoby w wieku od 13 do 20 lat. W zakończonych właśnie wyborach startowało 21 kandydatów. Reprezentowali gimnazja i szkoły ponadgimnazjalne. Wśród nich było: dziewięciu 13-latków, trzech 14-latków, sześciu 15-latków i trzech 16-latków. Gmina podzielona została na dziewięć okręgów wyborczych. Zgodnie z liczbą osób uprawnionych do głosowania w danym okręgu wybierano pięciu, dwóch lub jednego radnego. W Święciechowie o mandat ubiegało się 8 kandydatów, w Długiem Starem 1, w Lasocicach - 3, w Przybyszewie - 4, w Gołanicach - 1, w Długiem Nowem i Trzebinach - 2, w Piotrowicach i Niechłodzie - 1, w Strzyżewicach, Henrykowie i Książęcym Lesie - 1. Swoich kandydatów nie zgłosił okręg nr 3, czyli wyborcy z Krzycka Małego. Ta wieś nie będzie więc miała swojego radnego. W przypadku pojedynczych zgłoszeń kandydat został automa-

tycznie radnym. Dotyczyło to więc: Gołanic, Piotrowic i Niechłodu, Długiego Starego oraz Strzyżewic, Henrykowa i Książęcego Lasu. Nowa Młodzieżowa Rada Gminy liczy 13 osób. Po przeliczeniu wszystkich głosów ogłoszono jej skład. Oto wybrani młodzieżowi radni: Aleksandra

Groblica z Piotrowic, Natalia Rychwalska ze Strzyżewic, Stefania Bartkowiak z Gołanic, Joachim Piwek z Długiego Starego, Dominika Bożkiewicz z Długiego Nowego, Emilia Kostaniak z Przybyszewa, Bianka Frąckowiak i Konrad Żukowski z Lasocic Agata Łowicka, Patryk

Mroziński, Weronika Przybyła, Maksymilian Tulewicz, Emilia Żukowska, wszyscy ze Święciechowy. Młodych radnych przedstawiamy na zdjęciu. Wkrótce napiszemy o pierwszym posiedzeniu MRG. Wówczas wybrani zostaną jej funkcyjni członkowie.


[2]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Nowy plac zabaw

Już w najbliższych dniach otwarty zostanie plac zabaw w szkole w Święciechowie. Do tej pory placówka nie dysponowała takim obiektem. Na jego urządzenie wykorzystano teren tuż obok boiska. Trzeba go było jednak zniwelować, przeprowadzić prace melioracyjne, nawieźć ziemi, ogrodzić. Dziś jest to ładny, kolorowy plac, który wyposażony też będzie w ławeczki i stoliki. Całość sfinansowali wspólnie: Rada Rodziców, Rada Sołecka Święciechowy i szkoła. Pieniądze

Gdy sakramentalne "tak" ma powiedzieć jeden ze strażaków, może on liczyć na wyjątkową oprawę przygotowaną przez kolegów. W piątek, 30 września, stan cywilny zmienił strażak Ochotniczej Straży Pożarnej w Święciechowie. Na ślubnym kobiercu w kościele pw. św. Józefa w Lesznie stanął Kamil Kowalski z Joanną Szymanowską. Uroczystości kościelnej towarzyszył szpaler utworzony przez strażaków, pod którym - przy dźwiękach uderzeń toporków - przeszła Młoda Para. Kamilowi oraz jego małżonce życzymy wiele miłości i wszelakiej pomyślności na nowej drodze życia.

na realizację  zadania pochodziły z Funduszu Sołeckiego, budżetu gminy oraz od Rady Rodziców. Na placu znalazły się: karuzela, trzy huśtawki, koniki oraz duży przyrząd wielofunkcyjny ze zjeżdżalniami. Wszystkie urządzenia mają certyfikaty i są bezpieczne dla dzieci. A na placu nauczyciele prowadzić też będą zielone lekcje, zajęcia sportowe na świeżym powietrzu, a także "praktyki" przyrodnicze. Obok placu znajdzie się bowiem wydzielona część dla różnych roślin.

Szczere wyrazy żalu i słowa otuchy Wójtowi Markowi Lorychowi z powodu śmierci

ojca

składają

Pracownicy Urzędu Gminy Święciechowa

Łączymy się  z rodziną w żałobie

Wójtowi Gminy Święciechowa Markowi Lorychowi oraz jego najbliższym wyrazy szczerego żalu i współczucia z powodu śmierci

ojca

składają: Dyrektor i pracownicy Samorządowego Ośrodka Kultury w Święciechowie oraz Redakcja Kuriera Święciechowskiego


Inwestycje * Inwestycje * Inwestycje KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

[3]

Długie Stare

Zakończyła się przebudowa chodnika na ul. Wiosennej. Prace prowadził powiat, ale gmina uczestniczyła finansowo w tej inwestycji. Całość, a więc dwa etapy budowy kosztowała 228.000 zł. Dofinansowanie ze strony gminy wynosiło 75.000 zł. Roboty wykonywała firma Wiler-Bud z Nowej Wsi.

Krzycko Małe

Szczegółowo pisaliśmy o budowie kanalizacji sanitarnej dla tej wsi. W tym roku realizowany jest pierwszy etap tej inwestycji. Powstaną 2 km sieci oraz 54 przyłącza. Przy tak dużym zakresie robót nieuniknione są utrudnienia dla mieszkańców. Właśnie teraz zamknięto główną ulicę prowadzącą przez Krzycko Małe. Nieprzejezdna będzie do 30 listopada. Wykonawca w uzgodnieniu z powiatem oraz policją wyznaczył objazd. Objazd do Krzycka Wielkiego prowadzi przez Jezierzyce, Krzyżowiec, Włoszakowice, Bukówiec i Sądzię. Objazdy są dobrze oznakowane.

Jak załatwić sprawę

W URZĘDZIE GMINY?

Szanowni Państwo W ubiegłym miesiącu weszła w życie tzw. ustawa dekomunizacyjna. Jest to ustawa o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, w tym: dróg, ulic, mostów i placów. Na jej mocy jednostki samorządu terytorialnego nie mogą nadawać takich nazw, a nazwy obecnie obowiązujące muszą być zmienione w ciągu roku od jej wejścia w życie. Oznacza to, że w najbliższym czasie nazwy niektórych ulic w naszej gminie zostaną zmienione. Jakie będzie to rodzić skutki dla mieszkańców tych ulic? Otóż zmiana nazwy dokonana na podstawie ustawy nie ma wpływu na ważność dokumentów zawierających nazwę dotychczasową. Zatem nie wymaga się od mieszkańców zmian lub wymiany dokumentów. Zgodnie z prawem dokumentów będzie można używać tak długo, aż stracą ważność. Natomiast pisma oraz postępowania sądowe i administracyjne w sprawach dotyczących ujawnienia w księgach wieczystych oraz uwzględnienia w rejestrach, ewidencjach i dokumentach urzędowych zmiany nazwy dokonanej na podstawie ustawy są wolne od opłat. Niestety, ustawa ta niesie za sobą koszty, których nie da się uniknąć. Mogą one być związane m. in. ze zmianą szyldów, wizytówek, papieru firmowego, ogłoszeń czy reklam. Jakie nazwy ulic muszą być zmienione? Wszystkie te, które upamiętniają lub propagują osoby, organizacje, wydarzenia lub daty symbolizujące komunizm lub inny ustrój totalitarny. Wiele jednak ulic nosi nazwę osób czy organizacji niejednoznacznych w historii Polski. Zmiana nazwy może więc budzić wątpliwości i trudności interpreDRUK: Drukarnia Leszno tacyjne. Istotną rolę w tym zakresie będzie więc spełniał Instytut Pamięci KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI Miesięcznik Samorządowy Gminy Święciechowa Narodowej, który szacuje, że nawet półtora tysiąca ulic w skali kraju będzie musiało zmienić swoje nazwy. W przypadku niewykonania obowiązku Wydawca: Samorządowy Ośrodek Kultury w Święciechowie Red. naczelny: Marek Tulewicz. Kontakt do Redakcji: tel. 65 5330691 zmiany nazwy ulic przez gminę, tj. braku podjęcia odpowiedniej uchwały przez Radę Gminy do 2 września 2017 r., zmiany takiej dokona wojewoda Redaktorzy: Halina Siecińska i Ewelina Konieczna (w ciągu trzech miesięcy), wydając Zarządzenie zastępcze. Redakcja: SOK w Święciechowie, ul. Śmigielska 1A, 64-115 Święciechowa O planowanych zmianach nazw ulic w naszej gminie będziemy PańInternet: gazeta@swieciechowa.pl stwa na bieżąco informować. Skład: Halpress - www.halpress.eu Zastępca Wójta Przesyłanie materiałów i numery archiwalne: www.swieciechowa.eu Patryk Tomczak


[4]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

W niedzielę, 9 października zmarł

nasz kolega druh Zdzisław Lorych

Jego bliskim składamy najszczersze wyrazy współczucia

Strażacy OSP Święciechowa

Wójtowi Markowi Lorychowi praganiemy złożyć szczere wyrazy współczucia i żalu z powodu śmieci

ojca

Zdzisława Lorycha

wieloletniego sołtysa wsi Święciechowa Przekazujemy nasze kondolencje rodzinie i bliskim

Rada Gminy Święciechowa

Najszczersze kondolencje

Wójtowi Markowi Lorychowi z powodu śmierci

ojca

składają Sołtysi wszystkich wsi gminy Święciechowa

Łącząc się w smutku po śmieci

ojca

składamy wyrazy współczucia

Wójtowi Gminy Święciechowa Markowi Lorychowi i jego rodzinie

Dyrektorzy i pracownicy szkół, przedszkola, Ośrodka Pomocy Społecznej

W październiku

imieniny obchodzą

ALDONA - 11 X

Aldona jest imieniem rzadkim, ale ostatnio nadawane jest dziewczynkom coraz częściej. Aldony dobrze radzą sobie w życiu. Są wdzięczne, sprytne i energiczne. Znaną Aldoną była królowa Polski, córka litewskiego księcia i pierwsza żona Kazimierza Wielkiego. Jej kolorem jest szary, rośliną stokrotka, zwierzęciem wiewiórka, liczbą dwójka, a znakiem zodiaku Byk. Imieniny obchodzi również 10 września i 7 października. W gminie Święciechowa mieszka 18 pań o tym imieniu. W Święciechowie jest ich 8, w Gołanicach - 3, po dwie w Strzyżewicach i Długiem Starem, a w Krzycku Małym, Lasocicach i Książęcym Lesie - po jednej. Wszystkim Aldonom życzymy, by każdy dzień przynosił im radość, by cie-

REMIGIUSZ - 18 X

Remigiusz to imię wywodzące się od łacińskiego wyrazu remigium, czyli wiosło. Zatem pierwotnie oznaczało wioślarza lub mężczyznę wyrabiającego wiosła. W Polsce występuje od XIV wieku, chociaż nigdy nie zdobyło większej popularności. Remigiusz to mężczyzna obdarzony sprytem i inteligencją. Najczęściej jest zrównoważony i spokojny, jednak w pewnych sytuacjach potrafi walczyć i dokonywać śmiałych czynów. Jest panem własnego losu. Lubi wygodne życie, dobre towarzystwo i smaczną kuchnię. Jest ambitny, przepełnia go pomysłowość i ciekawość świata. Podoba się kobietom, ale niechętnie zakłada rodzinę. Imieniny obchodzi także: 13 stycznia, 20 lipca i 1 października. W gminie Święciechowa mieszka tylko sześciu Remigiuszów. Dwóch w Święciechowie i po jednym w Gołanicach, Przybysze-

Aldona Bela z Gołanic

szyły się pomyślnością i zdrowiem. Najstarsza Aldona ma 58 lat i mieszka w Święciechowie. Natomiast najmłodsza jest 11-letnia Aldona z Gołanic.

Remigiusz Kałmuczak ze Święciechowy

wie, Lasocicach i Długiem Starem. Najstarszy mieszka w Długiem Starem i skończy w tym roku 50 lat, a najmłodszy - 29-latek jest mieszkańcem Święciechowy. Wszystkim Remigiuszom życzymy pomyślności i zdrowia oraz tego, by mogli realizować swoje marzenia.

POŻEGNANIE

W ostatnich tygodniach odeszli od nas:

06.09 - Genowefa Firlej (1957), Krzycko Małe 06.09 - Henryk Sobkowiak (1948), Trzebiny 07.09 - Wiktoria Domin (1937), Niechłód 12.09 - Jerzy Przydrożny (1974), Święciechowa 25.09 - Helena Wójcik (1940), Przybyszewo 06.10 - Mieczysława Danek(1926), Święciechowa 09.10 - Zdzisław Lorych (1934), Święciechowa


Pani Elżbieta na emeryturze KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

[5]

Przed miesiącem na emeryturę przeszła Elżbieta Cielińska, sekretarka w Urzędzie Gminy w Święciechowie. Na tym stanowisku przepracowała 30 lat. Panią Elżbietę żegnali: koleżanki i koledzy z pracy, szefowie Urzędu, kierownicy jednostek administracji publicznej. Dziękowali za pracę, za rzetelność, za spokój, jaki wnosiła do często zabieganej codzienności. A znało ją w gminie bardzo wiele osób.

Pani Elżbieta pochodzi z Leszna. Tu się urodziła, tu zdobyła zawód cukiernika i tu ukończyła szkołę  średnią. Pracowała w sklepie w Lipnie, w Lesznie, potem jako telefonistka w WSS Społem. Kiedy wyszła za mąż i urodziła trójkę dzieci, zdecydowała się na urlop wychowawczy. Do pracy wróciła, gdy miała 31 lat. I przyszła do Urzędu Gminy w Święciechowie. - Od razu trafiłam do sekretariatu - mówi Elżbieta Cielińska. To było w 1986 roku w lutym. Przez wszystkie te lata siedziałam w niewielkim pokoju, naprzeciw schodów. Czułam się tam dobrze. Przez sekretariat przewijały się setki osób, przychodzili mieszkańcy, ale też goście z zewnątrz z powiatu, z województwa, inwestorzy, delegacje z zagranicy. Poznałam bardzo wiele osób. Elżbieta Cielińska pracowała tylko z dwoma wójtami. Do pracy przyjmował ją Marian Mielcarek, a żegnał Marek Lorych. Pamięta wszystkie samorządowe i parlamentarne wybory. Było ich około dwudziestu. Zawsze wtedy odpowiadała za zabezpieczenie ich od strony administracyjnej, za materiały potrzebne komisjom. Pracowało się wtedy także w soboty i niedziele.

Na co dzień w sekretariacie zawsze było co robić. Urząd Gminy nie jest dużym zakładem pracy, urzędnicy mają więc przydzielone spore zakresy zadań. Pani Elżbieta odpowiadała za prowadzenie spraw kadrowych, za archiwum, inwentaryzację, za zakupy materiałów biurowych, a także za zgłaszanie wszelkich napraw sprzętu, urządzeń, pomieszczeń. No i za kierowanie interesantów do urzędników i władz gminy. - Sekretariat wymaga uporządkowania i systematyczności - dodaje pani Elżbieta. - Tutaj nie można odkładać spraw na później. Wiele jest terminowych, ważnych. Rocznie wysyłałam około siedmiu tysięcy sztuk korespondencji. Wiele z nich bezpośrednio dotyczyło mieszkańców. W sekretariacie trzeba więc też być dyskretnym, spokojnym. Elżbieta Cielińska codziennie dojeżdżała do pracy z Leszna. Kiedy najmłodszy syn był mały, przywoziła go do przedszkola w Święciechowie. Mówi, że po równo swoim życiem obdzieliła te dwie miejscowości. I w Lesznie, i w Święciechowie czuła się jak w domu. Nigdy nie żałowała, że wybrała ten zawód. Lubiła być wśród ludzi, lubiła codzienny ruch i to, że zawsze działo się coś innego. Tak

naprawdę, to zastanawia się, kiedy te wszystkie lata minęły. W końcu w jednym miejscu spędziła aż 30 lat. Jak zatem wypełni sobie czas na emeryturze? Pani Elżbieta jest babcią. Razem z mężem opiekują się dwójką najmłodszych wnuków. To będzie ich główne zajęcie - dom, wnuki, spacery. Ale pani Elżbieta zawsze lubiła dużo czytać. Właściwie każdą wolną chwilę poświęcała książkom. Dla tej pasji będzie

teraz miała dużo czasu. Ma też jeszcze rodziców, przychodzi do nich, opiekuje się. To były i są dobre chwile. No a poza tym może razem z mężem gdzieś wyjadą, odpoczną. Zawsze o tym myśleli. Pani Elżbieta także podziękowała wszystkim za współpracę. Odchodzi zadowolona i spełniona zawodowo. Życzymy więc jej, aby teraz robiła tylko to, co sprawia jej radość. Aby cieszyła się chwilą i aby zawsze była zdrowa i uśmiechnięta.

Dorocie Wróbel

wyrazy szczerego współczucia z powodu śmierci

ojca

składają: Dyrektor i pracownicy Samorządowego Ośrodka Kultury w Święciechowie

Przez trzy dni uczniowie klas I - III ze Święciechowy wraz z wychowawcami wyjeżdżali do Górska, gdzie zwiedzali Galerię Ptaków. Artysta Marian Murek zgromadził w niej swoje prace, czyli niezliczone ilości rzeźb przedstawiających naturalnej wielkości ptaki, pomalowane i usytuowane w aranżacjach przypominających typowe warunki ich bytowania. Maluchy miały okazję podpatrzyć też warsztat rzeźbiarza, ponieważ artysta na ich oczach wystrugał małego ptaszka z drewna lipowego. Trzecie klasy dodatkowo wspięły się na wieżę widokową w Olejnicy, natomiast młodsi zakończyli wycieczkę baraszkując na plaży w Boszkowie.

Dorocie Śmiglewskiej

najszczersze wyrazy współczucia z powodu śmierci

męża

składają: Dyrektor i pracownicy Samorządowego Ośrodka Kultury w Święciechowie


Diamentowe gody [6]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Obiecywaliśmy naszym czytelnikom, że odwiedzimy wszystkie pary w gminie, które w tym roku obchodzą 60. rocznicę wspólnego życia. Dziś więc wizytę składamy Halinie i Marianowi Tomczakom z Przybyszewa. Małżonkowie wzięli ślub cywilny 1 września 1956 roku, a kościelny 24 października. Właśnie teraz obchodzą więc obydwa jubileusze. Poprosiliśmy ich o opowieść o swoim życiu, o wspomnienia o tym, co dobre i ładne, ale i co trudne. Bo taka przecież jest codzienność.

Na początek również powiedzmy, podobnie jak poprzednio, że zdjęcie, jakie nam przekazali państwo Tomczakowie, pochodzi z ich złotych godów. Wtedy zrobili je w swoim ogrodzie, przy domu. Z uśmiechem mówią, że niewiele się postarzeli, to przecież tylko 10 lat. W sercu są tacy sami. Dzieciństwo i młodość pana Mariana przypadła na trudne lata. Urodził się w 1936 roku. Mieszkał z rodzicami i bratem w jarocińskim. Kiedy wybuchła wojna, ojciec poszedł na front. Nigdy więcej go nie zobaczył. Prawdopodobnie tata zginął, ale bliscy nie wiedzą, gdzie znajduje się jego grób. Potem mamę i chłopców wywieziono do pracy w gospodarstwie u Niemca - między Środą a Wrześnią. Mama była kucharką, pracowała w polu, chłopcy paśli krowy. - Obok pracował Polak, który pochodził z Lasocic - wspomina pan Marian. - Kiedy kończyła się wojna, zaproponował mamie przyjazd w te strony. Zgodziła się. Przez rok pracowaliśmy w gospodarstwie jego ojca. Kiedy okazało się, że tata nie wróci, mama wyszła za tego Polaka. I poszli na swoje, do Przybyszewa. A pani Halina właśnie z Przybyszewa pochodzi. Jest o dwa lata młodsza od pana Mariana, ale jako dzieci trafili do tej samej klasy w Lasocicach. Znali się więc niemal od zawsze. Nic dziwnego, że zaczęli ze sobą chodzić, pokochali się i pobrali. A ciekawostką jest to, że tuż po ślubie - na drugi dzień pan Marian rozpoczął służbę wojskową. Był w Warszawie w batalionie zmotoryzowanym. Trafił tam zapewne dlatego, że już od dwóch lat miał prawo jazdy i że pracował w POM-ie w Lesznie jako pomocnik traktorzysty. Z motoryzacją miał więc trochę wspólnego. Zawodowa droga obojga małżonków nie była łatwa. Pani Halina przed ślubem nie pracowała. Uczyła się szycia, umiała robić na drutach, szydełkować, haftować. To wszystko przydało się potem, gdy na świat przyszły dzieci. Po ślubie najpierw wychowywała córkę i syna. Później - przez 15 lat - pracowała w

Palarni Kawy. - Jedyne, co w tej pracy było dobre, to fakt, że palarnia znajdowała się w Przybyszewie - mówi pani Halina. - Praca była więc na miejscu. Ale to było akordowe zajęcie. Pakowałyśmy kawę, pieprz, kakao, liście laurowe, rodzynki. W siedmioosobowych zespołach sortowałyśmy towar, ważyłyśmy i zapakowany nosiłyśmy na piętro. Bez windy, na plecach, do magazynu. Zdarzało się, że mąż przychodził mi pomóc. Dziś nikt na taką harówkę by się nie zgodził. Po ślubie młodzi krótko mieszkali u rodziców pani Haliny. Ale

PKP. Najpierw w Lasocicach uczył się na nastawnicznego i po zdanym egzaminie zdobył taki zawód. Potem przeniósł się do Leszna, do drużyny konduktorskiej. Przeszedł szkolenie na pociągach towarowych i został konduktorem rewizyjnym. Kolejny kurs dotyczył już pracy na pociągach osobowych i pośpiesznych. Z konduktora został więc kierowcą lokomotyw spalinowych. Na lokomotywie jeździł 24 lata. Był jeszcze kierownikiem pociągu, a na końcu, ze względu na stan zdrowia, przyjął pracę konduktora, rozdawcy bagażu. Przepracował łącznie 49 lat i 3

kiedy gmina sprzedawała działki, razem postanowili jedną kupić. Na niej budowali swój dom. Na początku był dla wszystkich - dla rodziców, brata z żoną i dla nich z dziećmi. Potem pomagali budować bratu, tuż obok, po sąsiedzku. W tym swoim zamieszkali w 1960 roku. A mama pomagała pani Halinie wychowywać dzieci, prowadzić dom, uprawiać ogród. Dla pana Mariana ten dom był jedenastym miejscem do życia. Już wtedy wiedział, że na zawsze. Dobrze im się tu mieszka. A wracając do pracy, to pan Marian może sporo opowiedzieć o kolei. Kiedy bowiem przenieśli POM do Kąkolewa, zwolnił się i zaczął swoją zawodową drogę na

miesiące. Bez przesady można powiedzieć, że praca na kolei nie ma dla niego tajemnic. - Ciągle w terenie, często poza domem, niekiedy w kilkudniowych turnusach. Tak wyglądało życie kolejarza - mówi pan Marian. - Nie zawsze mogłem pomóc rodzinie, bo po prostu nie było mnie na miejscu. Ale kiedy miałem wolne, zajmowałem się też przydomowym gospodarstwem. Hodowaliśmy owce, świnie, króliki, kury, mieliśmy także konie, dzierżawiliśmy ziemię. Naprawdę było co robić. A na kolei pełniłem również funkcję męża zaufania na stacji Wschowa. Pan Marian chętnie opowiada też o swoim hobby. Od lat siedem-

dziesiątych pasjonował się myślistwem. Należał do Koła Sokół w Babimoście. Jeździł na polowania po okolicznych lasach. Umiejętność strzelania przydała mu się, kiedy już na emeryturze został woźnym w III LO w Lesznie. Tam przyłączył się do działalności młodzieżowego klubu strzeleckiego. Chętnie bywał trenerem. A do tego jeszcze bardzo lubił wędkować. O panu Marianie mówią "złota rączka". Potrafi naprawić rower, motor, jak trzeba zajmie się murarką, postawi coś z drewna, umie wykosić rowy. Ma swój warsztat w podwórzu. Spędza w nim sporo czasu. Zawsze przecież jest coś do naprawy. A przez lata swój dom nieraz remontowali. Postawili chlewik, warsztat, garaż, w domu powiększyli łazienkę, malowali. Na wczasach byli tylko dwa razy w życiu. Jubilaci wychowali córkę i syna. Dzieci założyły swoje rodziny. Córka mieszka z mężem w Lesznie, a syn z żoną i dziećmi w Przybyszewie. Rodzina jest więc blisko. Bardzo często odwiedzają rodziców i dziadków. A jeden z wnuków zamieszkał z dziadkami na stałe. To syn córki, który mieszka u dziadków z żoną. Pani Halina i pan Marian mają więc pewność, że nigdy nie będą sami. To ważne, zwłaszcza jeśli zdrowie zacznie szwankować. Póki co czują się dobrze i ciągle krzątają się w obejściu i ogrodzie. Pani Halina uprawia kwiaty, ma dużo warzyw, owoców, robi zaprawy. Pan Marian pracuje w ogrodzie, hoduje kury, pali w piecach, majsterkuje. Pomaga dzieciom, wnukom. A mają państwo Tomczakowie pięcioro wnucząt i czworo prawnucząt. Naprawdę jest kogo kochać. Jubileusz 60 lat wspólnego życia to piękna uroczystość. Chciałoby się powiedzieć, że “szmat życia" jest za małżonkami. Ale my dodamy do tego, że dużo ciepłych i słonecznych dni ciągle czeka na panią Halinę i pana Mariana. Życzymy im spokoju, zdrowia, miłości bliskich oraz tego abyśmy się spotkali na kolejnych leciach, najpierw na żelaznych godach, potem na kamiennych i tak dalej.


KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Przy pięknej pogodzie odbył się Jesienny Marsz Pokoleniowy, który zorganizowała Grupa Aktywny Senior ze Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Święciechowie. Marsz odbył się w sobotę, 10 września. Na wspólne spędzenie kilku godzin na świeżym powietrzu zdecydowało się prawie 50 osób. Wszystkich na polanie Hubertus serdecznie przywitał leśniczy. Uczestnicy marszu przeszli około 6 km przez urokliwe ścieżki w lesie. Szli w tempie turystycznym, bez pośpiechu i ścigania się. Celem imprezy był przecież wypoczynek i integracja pokoleń. I to się wspaniale udało. Na zakończenie marszu wszyscy bawili się przy ognisku i kiełbaskach z grilla. Była też kawa i ciasto. A patronat nad wycieczką sprawowali wójt gminy i starosta powiatu.

Niebezpieczne materiały w domu

Dwaj mieszkańcy gminy Święciechowa posiadali niebezpieczne materiały wybuchowe. Taki fakt ustalili policjanci z Zespołu Dzielnicowych w Święciechowie. W piątek, 9 września, przeszukali więc miejsce ich zamieszkania. U jednego z nich znaleźli cztery laski dynamitu oraz zapalniki do przeprowadzenia wybuchu. Na miejsce natychmiast dotarli policjanci z grupy minersko - pirotechnicznej i przewodnicy psów z Komendy Powiatowej Policji w Rawiczu. Przybyli też strażacy oraz funkcjonariusze biorący udział w akcjach o najwyższym stopniu ryzyka z Samodzielnego Podod-

działu Antyterrorystycznego Policji Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. Ci ostatni zabezpieczyli znalezione materiały wybuchowe i zapalniki. Natomiast właściciel posesji, w której był dynamit, został zatrzymany do wyjaśnienia. Jeszcze tej samej nocy na poligonie wojskowym w Biedrusku zdetonowano dynamit i sprawdzono sprawność zapalników. Niebezpieczne materiały posiadali 44- i 50-letni mieszkańcy gminy. Obydwaj usłyszeli zarzut posiadania substancji i przyrządów wybuchowych bez wymaganego zezwolenia. Sprawę prowadzą policjanci z Leszna. Ustalili oni, że dynamit i zapalniki

Od kilku tygodni mamy w Święciechowie tor do gry w boules. Znajduje się obok boiska Orlik. Każdy może więc zagrać partię ze swoimi znajomymi, z rodziną, przyjaciółmi. Grać można bowiem zespołowo lub jeden na jednego. Gra jest tak prosta, że adresujemy ją zarówno do dzieci, jak i osób starszych, także emerytów. Zapewnia dobrą zabawę oraz pobyt na świeżym powietrzu. Bule znajdują się u animatora sportu na Orliku - w godzinach otwarcia boiska. Ich wypożyczenie jest oczywiście bezpłatne. Przy torze znajdują się ławki, można więc również odpocząć lub po prostu obserwować, jak grają inni. A zasady są naprawdę proste. Do gry trzeba mieć 6 metalowych kul oraz tzw. świnkę, czyli kulkę z drewna lub plastiku. Każdy gracz

otrzymuje 3 kule. Pierwszy rzuca świnkę na odległość od 6 do 10 m. Potem z wyznaczonego miejsca, np. kółka o średnicy 40 cm wyrzuca swoją pierwszą kulę. Stara się, by kula była jak najbliżej świnki. Podczas rzutu obie nogi gracza muszą mieć kontakt z podłożem. Następnie przeciwnik rzuca swoją kulę, tak aby znalazła się bliżej świnki niż kula osoby rozpoczynającej rozgrywkę. Można umieścić swoją kulę bezpośrednio bliżej świnki lub wybić kulę przeciwnika. Można też przesunąć świnkę, ale to jest zagranie "świńskie". Stąd nazwa kulki, w którą się rzuca. Chyba że to przesunięcie zdarzy się przypadkowo. Kolejne rzuty wykonuje osoba, której kula jest dalej od świnki. Rzuca do momentu umieszczenia swojej kuli bliżej świnki lub do skończenia zapasu wolnych kul do rzutu. Gdy

[7]

młodszy z mężczyzn znalazł na terenie posesji nieżyjącego kuzyna. Kuzyn 30 lat temu odbywał wojskową służbę zastępczą na terenie kopalni. Policjanci przeszukali posesję

50 - latka, a także nieżyjącego kuzyna oraz inne wytypowane miejsca. Nie znaleźli więcej niebezpiecznych przedmiotów. Prokuratura Rejonowa w Lesznie zastosowała dozory policji wobec obydwu podejrzanych. Grozi im do 9 lat więzienia. Zdjęcie i informacja pochodzą ze strony internetowej Policji.

umieści swoją kulę bliżej świnki, do gry wraca przeciwnik. Rozgrywka toczy się do wyrzucenia wszystkich kul przez graczy, przy zachowaniu zasady przemienności rzutów po umieszczeniu swojej kuli bliżej świnki. Rozgrywkę wygrywa

osoba, która umieściła swoją kulę lub kilka kul bliżej świnki. Za każdą otrzymuje punkt. Mecz wygrywa ten zawodnik, który pierwszy zgromadzi 13 punktów. A zatem zapraszamy do gry i życzymy miłej zabawy.

Grajmy w boules


Pasja pana Mariu [8]

KURIER ŚWIĘ

Mariusz Derda mieszka w Lasocicach. Rodzice kupili ten dom w 1970 roku. Tutaj więc spędził dzieciństwo i młodość. Potem ożenił się, przeniósł do Leszna, prowadził sklep jubilerski i lombard, handlował surowcami. Rok temu wrócił "na stare śmieci".

- Dla mojego hobby to najlepsze miejsce z możliwych - mówi Mariusz Derda. - Mam duży teren przed domem, duży garaż, łąki w pobliżu. Wszystko, co potrzebne jest do modelarstwa. Mariusz Derda buduje modele samolotów sterowane radiem. Zainteresował się tym już dawno i wtedy z sąsiadem składali małe szybowce. Potem na kilka lat porzucił to zajęcie, ale - jak mówi z uśmiechem - w roku 2000 znowu go "coś naszło". Wrócił więc do swojej pasji i odtąd zajmuje się modelarstwem na poważnie. Buduje i oblatuje modele samolotów. Pisze też o tym teksty do "Przeglądu Modelarskiego" i "Modelarza". Samoloty pana Mariusza to modele RC, czyli radio control, a więc kontrolowane radiem. Są w skali 1:6 i latają jak prawdziwe. Aby wzbiły się w powietrze, muszą mieć wyważony środek ciężkości i odpowiednie kąty skrzydeł względem statecznika poziomego. Mają napęd elektryczny lub spalinowy. - Pierwsze modele robiłem z gotowych zestawów - wyjaśnia pan Mariusz. - Można takie kupić już za 500-600 złotych. Najczęściej wykonane są z lekkiego drewna - z balsy. Wystarczy model zmontować i uzbroić go. To nie jest takie trudne. No i nie zajmuje tak dużo miejsca. Rozpiętość ich skrzydeł wynosi około półtora metra. Pan Mariusz miał w Lesznie działkę ogrodową. Tam w altance urządził modelarską pracownię. Później postawił obok garaż i mógł już przechowywać modele. Bo oczywiście powstawało ich coraz więcej. No i zaczynały być większe. W 2009 roku zrobił swój pierwszy model o napędzie spalinowym. Budował go przez trzy miesiące. - To była już moja konstrukcja mówi pan Mariusz. - Plany znalazłem w czeskim czasopiśmie. Powiększyłem je i przystosowałem do własnego pomysłu. Kadłub robiłem z balsy, a skrzydła ze styropianu. Wszystko okleiłem folią. Pan Mariusz z pasją opowiada o każdym detalu konstrukcji. Silnik

przerobił z miniquada. Obcinał niepotrzebne detale, dorabiał części z aluminium. Zamontował kamerę, a zimą także narty, by samolot wystartował z działki. Kiedy wzbił się w powietrze, wyglądał pięknie. I nagrał widok na drzewa, ogród, w oddali miasto. Model samolotu może maksymalnie ważyć do 25 kg. Teoretycznie wzbije się na 3 km w górę. Modelarze puszczają jednak swoje samoloty na około 500 m. Wyżej by ich po prostu nie widzieli. A przecież całą przyjemność czerpie się z tego, że prowadzi się model, obserwuje jego lot, koryguje błędy, bezpiecznie sprowadza na ziemię. - Mnie najbardziej cieszy to, że od początku do końca sam robię

m.in. pan Mariusz pokazał go na corocznym zlocie modelarskim w Wilczych Laskach koło Szczecinka. Dziesiątki osób podziwiało to dzieło. Ten samolot ma trzy silniki. Na skrzydłach są przerobione silniki od pił spalinowych, a na kadłubie mniejszy silnik od odkurzacza do liści. Sprawdziły się wspaniale. Cały model pokryty jest blachą aluminiową, którą pan Mariusz dostał z drukarni i którą przerobił na falowaną przy pomocy maszynki do cięcia płytek. Ale musiała być taka, bo taką miał oryginał. Podobnie jak kolor czerwono - kremowy. Tylko jeden typ Junkersa malowany był w takich barwach. I właśnie tego na swój model wybrał pan Mariusz.

dele. Pan Mariusz mówi, że samodzielna budowa daje też sporo satysfakcji. Dużo się przy tym można nauczyć. Trzeba przecież poznać zasady mechaniki, elektroniki, aerodynamiki, obróbki itd. A ciągle wchodzą nowe technologie. Modelarz śledzi nowości, czyta, szuka informacji w internecie, dyskutuje o problemach z innymi pasjonatami na modelarskich fo-

model i że on leci nad łąką, nad polem - zwierza się pan Mariusz. Szefowie lotniska pozwalają nam też oblatywać modele na swoim terenie. Nie ma tygodnia, abym nie wypuścił któregoś ze swoich modeli. Choćby te najmniejsze, na łące za domem. Wiosną 2010 roku Mariusz Derda pokazał swój największy model. To jest replika Junkersa JU52. Rozpiętość jego skrzydeł wynosi 4,5 m. Do dziś nikt w Polsce nie zbudował większego modelu. Wielu hobbystów uważało, że taki kolos nie podniesie się z ziemi. Robili nawet zakłady. A jednak się wzbił - na lotnisku w Lesznie. A potem w wielu innych miejscach,

Budował go pół roku. Aby go przewozić, zrobił też trzymetrową przyczepkę do auta. Potem powstał jeszcze model Wilgi, a także helikopter spalinowy i replika międzywojennego myśliwca P - 11 oraz kilku innych. W garażu wkrótce zabraknie dla nich miejsca. Tymczasem pan Mariusz już myśli o następnym. Na pewno rozpocznie budowę polskiego przedwojennego bombowca dwusilnikowego Łoś. Ten model będzie miał rozpiętość skrzydeł około 4 m. Modelarstwo nie jest tanim hobby. Materiały do budowy samolotów sporo kosztują. Nie ma co prawda problemów z ich zakupem, ale taniej jest samemu tworzyć mo-

rach. To naprawdę rozwija. - Najdroższy jest nadajnik - dodaje pan Mariusz - Kosztuje od 1500 zł do 6000 złotych, ale służy już na zawsze. To jest mały komputer, który prowadzi model w powietrzu. Trzeba go dobrze opanować, aby potem nie zrzucić samolotu na ziemię. A zdarza się, że spadnie. Też mam takiego pecha na koncie. Na swoją modelarską działalność można wykupić polisę ubezpieczeniową. A sam samolot wyposażyć w najróżniejsze elementy. Można dodać mu światła, anteny kierunkowe, kamery, żyroskopy, można ciągnąć reklamy, zrzucać "skoczków", dorobić narty. Co tylko się komu zamarzy. W komputerze da się ustawić każdą potrzebną funkcję. Mariusz Derda jest członkiem Aero-


usza

CIECHOWSKI

klubu Poznańskiego. Co roku jeździ na zjazdy modelarzy, na pikniki. Poznaje nowych ludzi, dzieli się doświadczeniem. Cztery lata temu założył klub modelarski. Wydzierżawili nawet łąkę, urządzili miejsce do spotkań. Niestety, nie wszyscy znajdowali czas na to, by wspólnie tam pracować i prowadzić organizację. Po dwóch latach klub zaprzestał działalności. Ale teraz jest szansa na “rozwinięcie skrzydeł” w samych Lasocicach. Pan Mariusz już zaraził pasją dwóch mieszkańców wsi. Może przyłączą się też inni? Może znajdzie się kawałek pola czy łąki, na której da się oblatywać modele? Byłaby to niecodzienna atrakcja dla gminy. A powiedzmy, że modele, które wykonuje pan Mariusz, nie są makietami oryginalnych samolotów. Makieta wymaga zamontowania jak największej ilości szczegółów. To inna dziedzina modelarstwa. Ta, którą uprawia pan Derda, polega na zewnętrznym powtórzeniu ory-

[9]

ginału, w którym liczy się napęd i właściwości lotnicze. Dlatego na piknikach bierze udział w zabawach na celność lądowania, przelot między słupkami itp. Nie startuje w żadnych zawodach. Modelarstwem po prostu się bawi. - Dopóki sprawia mi to radość, będę robił kolejne modele - dodaje.

Protest w sprawie żwirowni

Na adres wójta gminy Święciechowa w dniu 26 września dotarło pismo mieszkańców osiedla dotyczące wydobywania kruszywa ze złoża Święciechowa II. Podpisało się pod nim 126 osób mieszkających w rejonie planowanej inwestycji, jak również poza tym obszarem. Domagają się one zaniechania i zaprzestania jakichkolwiek działań w tym zakresie. W piśmie argumentują sprzeciw głównie względami pogorszenia się komfortu życia, możliwością zwiększenia dolegliwości zdrowotnych wywołanych zapyleniem i hałasem a także zmniejszeniem wartości nieruchomości, spowodowaną tak uciążliwym sąsiedztwem. Podkreślają, iż wydobycie kopalin w bezpośrednim sąsiedztwie domów jest zagrożeniem ich prawa do należytego korzystania ze swojej własności. Powiedzmy więc, o jakie wydobycie kruszyw chodzi. Od wiosny tego roku na terenie naszej gminy rozpoczęła się budowa drogi krajowej S5 na odcinku Radomicko - Kaczkowo. Na wykonanie tej części trasy potrzeba 7 milionów ton żwiru. Inwestorowi zależy, aby żwir przywozić z jak najbliższej odległości. Spore zasoby tego kruszywa są właśnie na święciechowskiej działce nr 1226/74, która znajduje się na dwóch polach wydobywczych A i B po obu stronach budowanej drogi. Jest to obszar 21, 5 ha należący do Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej, który ma zapewnić wydobycie 526 914 Mg żwiru. Zgodnie z obowiązującym prawem inwestor złożył w Urzędzie Gminy dokumentację opisującą całość zdarzeń, jakie będą miały miejsce na terenie przyszłej żwirowni. Wymienił urządzenia, które pojawią się na miejscu wydobycia, podał dane o jakości piasku, jego rodzaju i zasobach, przedstawił analizy dotyczące hałasu oraz zapylenia powietrza itd. Tę

dokumentację w Urzędzie szczegółowo przeanalizowano. - Uznaliśmy, że jest ona niepełna, w niektórych elementach nierzetelna i nieuwzględniająca najbardziej niekorzystnych dla mieszkańców sytuacji przy zbliżeniu się frontu robót do ich domów - wyjaśnia wójt gminy Marek Lorych. - Inwestor przyjął, że najbliższe zabudowania znajdują się sto metrów od przyszłej żwirowni, a w rzeczywistości jest to dwadzieścia metrów od granicy z działką. Nie pokazał też negatywnego oddziaływania planowanych robót na jakość powietrza, na wtórną emisję pyłów spowodowaną przez transport. Biorąc pod uwagę lokalizację przedsięwzięcia, jego rodzaj i zastosowane rozwiązania technologiczne, wydaliśmy 31 sierpnia postanowienie stwierdzające obowiązek przeprowadzenia oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko (zgodnie z art. 63 Ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziały-

wania na środowisko) oraz określające zakres opracowania raportu tego oddziaływania. Raport musiał zawierać analizę zagadnień z zakresu hydrogeologii, ochrony przed hałasem, ochrony przyrody i bioróżnorodności oraz ochrony klimatu. Szersze opisy tych wymagań można znaleźć na stronie internetowej Biuletynu Informacji Publicznej (bip. swieciechowa. pl, zakładka: ochrona środowiska/decyzje środowiskowe). Raport inwestora dotarł do Urzędu Gminy w połowie września br. 16 września wójt wydał obwieszczenie o przesłaniu raportu do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Poznaniu. Tego samego dnia raport oraz wniosek inwestora wraz z załącznikami i informacją o przeznaczeniu terenu inwestycji w miejscowym planie zagospodarowania inwestycji Urząd przesłał do RDOŚ. Od tego momentu mieszkańcy gminy mogli przez dwa tygodnie, na miejscu w Urzędzie, zapoznawać się z treścią raportu i wszelkimi szczegółami dotyczącymi

- Chętnie podzielę się tą pasją z innymi. Cieszy mnie, że modelami już interesuje się moja dwuletnia wnuczka. Kto wie, może kiedyś razem wyprowadzimy samolocik w niebo. HALINA SIECIńSKA

działań zmierzających do ewentualnego utworzenia odkrywkowej kopalni żwiru. A powiedzmy jeszcze, że inwestor planuje po eksploatacji kopalni zrekultywować teren i przywrócić go do stanu pierwotnego. Nie zamierza budować tam zbiornika wodnego. Takie zapewnienia w żaden sposób nie uspokajają jednak rodzin, które będą musiały w 2017 roku funkcjonować obok czynnej żwirowni. Poza już wymienionymi skutkami planowanej inwestycji zwracają też uwagę, że może dojść do uszkodzeń budynków, do zmian układu glebowego i zagrożeń epidemiologicznych, do strat finansowych. - Czekamy na postanowienie Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska i odpowiedź na pytanie, czy raport inwestora zapewnia wypełnienie wszystkich warunków inwestycji wyjaśnia wójt gminy. - Jeśli tak, to koncesję na wydobycie żwiru ostatecznie wydaje marszałek województwa. Przedtem jednak Urząd Gminy przekazuje marszałkowi swoją opinię dotyczącą tego przedsięwzięcia. Na pewno zawrzemy w niej wszystkie nasze zastrzeżenia i uwagi. A chciałbym jeszcze podkreślić, że zarówno na terenie naszej gminy, jak i gmin sąsiednich są złoża żwiru, których wydobywanie nie wzbudzi takiego sprzeciwu ze względu na ich odległość od terenów zamieszkanych. Z działalności kopalni żwiru właściciel działki zapewne kalkuluje korzyści finansowe, a gmina Święciechowa poza ewentualnym podatkiem, którego do budżetu nie planuje, skorzystałaby z mniejszej degradacji swoich dróg i trudności komunikacyjnych związanych z dowożeniem żwiru na budowę drogi S5.


[ 10 ]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

“Sprzątanie świata - Polska" jest częścią międzynarodowego ruchu na rzecz ochrony środowiska. Pomysł wywodzi się z Australii, a zapoczątkowany został w 1989 roku przez Ina Kiernana. W ruchu tym uczestniczy blisko 40 milionów wolontariuszy z ponad czterdziestu krajów na całym świecie. Jej celem jest promowanie ochrony środowiska. W tym roku szkolnym w tej ogólnopolskiej akcji uczestniczyli m.in. uczniowie I i II klasy Gimnazjum oraz III i V klasy Szkoły Podstawowej w Lasocicach.

PODZIĘKOWANIE

W poprzednim wydaniu „Kuriera…” Sołtys i Rada Sołecka wsi Trzebiny podziękowali wszystkim, którzy fizycznie i materialnie wsparli organizację Dożynek Parafialnych. W podziękowaniu zabrakło kilku osób i firm, którzy również wsparli tę imprezę. Dziękują więc również: Radiu Elka, Wielkopolskiej Lokalnej Grupie Działania KRAINA LASÓW I JEZIOR, a także Andrzejowi Stróżykowi z firmy ASTROMAL, Janowi Botowi z firmy BOTT i Justynie Wleklik ze Sklepu Wielobranżowego.

ZEBRANIA WIEJSKIE

W październiku we wszystkich wsiach gminy odbędą się zebrania wiejskie. Wójt gminy zaprasza mieszkańców na rozmowy o problemach swoich środowisk. Poniżej podajemy terminy i godziny tych zebrań. 17.10 (poniedziałek), godz. 17.00 - Henrykowo, godz. 19.00 - Strzyżewice 18.10 (wtorek), godz. 17.00 - Krzycko Małe 19.10 (środa), godz. 19.00 - Przybyszewo 20.10 (czwartek), godz. 19.00 - Lasocice 21.10 (piątek), godz. 19.00 - Długie Stare 24.10 (poniedziałek), godz. 17.00 - Długie Nowe, godz. 19.00 - Trzebiny 25.10 (wtorek), godz. 17.00 - Piotrowice, godz. 19.00 - Niechłód 27.10 (czwartek), godz. 19.00 - Gołanice 28.10 (piątek), godz. 19.00 - ŚwięciechowA

Powitali jesień

Dorocie Wróbel

szczere wyrazy współczucia oraz słowa otuchy z powodu śmierci Uczniowie klas II i III szkoły w Długiem Starem po raz pierwszy wyjechali na zieloną szkołę do ośrodka wypoczynkowego Karczemka w Boszkowie. Czas pobytu wybrany był nieprzypadkowo i nazwany "Powitaniem Jesieni". Uczniowie zdobywali wiedzę i umiejętności w terenie, poznali cechy miejscowości wypoczynkowej, z uwzględnieniem jej walorów przyrodniczych, kulturowych, turystycznych i rekreacyjnych. Na terenie obiektu i poza nim stosowali się do zasad bezpieczeństwa. Dostrzegali zmiany w przyrodzie w związku z nastaniem jesieni. Od-

byli szereg pieszych wycieczek po okolicy i nad jezioro. Po spacerach wspaniale dopisywały im apetyty. Dzieci miały okazję nawiązać bliższe przyjaźnie, dbały o siebie nawzajem i respektowały prawo do wypoczynku. Pod opieką wychowawczyń - Hanny Dekiert, Marii Ścieglińskiej, Moniki Hyżyk i Ilony Sobkowiak - bawiły się, słuchały bajek, książek, a wieczorem wspólnie piekły kiełbaski na ognisku. Dwa dni września spędzone poza domem dostarczyły wszystkim niezapomnianych wrażeń i były prawdziwym sprawdzianem samodzielności.

ojca

składają: Wójt oraz Rada Gminy Święciechowa

Dorocie Wróbel szczere wyrazy żalu z powodu śmierci

ojca

składają: Koledzy sołtysi z gminy Święciechowa


Ciemna strona gminy KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

[ 11 ]

Śmiertelny postrzał podczas polowania, śmierć w czasie nielegalnej aborcji, przemyt czy wypadek na drodze. Jak wszędzie, tak i w gminie Święciechowa nie brakowało tragedii. Tu przypominamy te, które wydarzyły się w okresie międzywojennym. Pamięć o nich przechowały dla nas ówczesne gazety.

Cofając się najbardziej w czasie, przedstawiamy wydarzenia, do jakich doszło 29 listopada 1924 roku. Kilku panów postanowiło zapolować w lesie pod Niechłodem. Jednym z polujących był mieszkaniec Niechłodu Jerzykiewicz. Wraz z kolegami strzelał do zajęcy. Towarzyszył mu woźnica Kazimierz Morel, który trzymał psa Jerzykiewicza. Lecz pies stale się denerwował i próbował wyrywać. W pewnym momencie zniecierpliwiony Jerzykiewicz postanowił skarcić go, lekko uderzając lufą karabinu. Niestety, w tym momencie karabin wystrzelił, a kula przebiła udo Kazimierza Morela. Było to około południa. Natychmiast wezwano lekarza z Leszna, który dość szybko przyjechał samochodem. Jak się okazało, rana była śmiertelna i mimo pomocy lekarza Kazimierz Morel zmarł o godz. 15. 30. Przed śmiercią zdążył jeszcze przyjąć ostatnie namaszczenie. Jego ciało przewieziono do Leszna do kostnicy miejscowego szpitala. Wkrótce potem wszczęto śledztwo, które miało wykazać, kto był winien tej tragedii. Zmarły miał 43 lata, mieszkał w Lesznie przy ul. Dworcowej (obecnie Słowiańska) zostawił żonę i czwórkę dzieci. Zmarła podczas zabiegu Wówczas wszystkie aborcje były nielegalne, bowiem przedwojenne prawo nie pozwalało na przerywanie ciąży. Mimo to nie brakowało kobiet, które poddawały się takim "zabiegom." I co brzmi z dzisiejszej perspektywy wręcz makabrycznie, aborcji z reguły dokonywali zupełni amatorzy, nie mający żadnego wykształcenia medycznego. Wśród nich były Maria i Janina Markowskie z Leszna. Do nich to pojechała mieszkanka Święciechowy Franciszka Białas. Niestety, podczas "zabiegu" kobieta zmarła. Nic więcej o tej tragedii nie wiemy. Dlaczego postanowiła zabić swe dziecko, czy też kiedy to się działo? I kim dla siebie były panie Markowskie? Siostrami, a może matką i córką? W każdym razie pod koniec marca 1937 roku przed Sądem Okręgowym w Lesznie stanęły obie. Postawiono im zarzut dokonywania "nielegalnych zabiegów". Rozprawa odbyła się przy drzwiach zamkniętych. Janinę

Markowską skazano na dwa i pół roku więzienia, a Marię Markowską na dziesięć miesięcy w zawieszeniu. Strzelali do biednych ludzi Z kolei pod koniec marca 1937 roku zginął mieszkaniec Długiego Starego Leon Chałupka. Mężczyzna przekraczał nielegalnie granicę. Czy był przemytnikiem? To oczywiście możliwe. Mógł też być tzw. zwykłym obywatelem dorabiającym przerzucaniem od czasu do czasu przez granicę różnych towarów. Zapewne już nigdy nie dowiemy się, jak było w przypadku Leona Chałupki. Wiemy za to, że zastrzelili go niemieccy strażnicy graniczni. Jeden z nich trafił go w brzuch. Mężczyzna był ranny, przewieziono go do szpitala w Lesznie, gdzie zmarł po kilku dniach. Przy czym nie ma co na siłę dorabiać ideologii o Niemcach czy hitlerowcach strzelających do Polaków tylko za to, że byli Polakami. Bowiem w tamtych czasach równie bezlitośni jak niemieccy byli również polscy strażnicy. I oni nie wahali się strzelać, gdy widzieli ludzi nielegalnie przekraczających granicę. Należał do złodziejskiej szajki Przestępca z terenu gminy Święciechowa wraz z kompanami dokonał napadu. Lecz zarówno napad, jak i łup, który zrabowali, można określić jednym słowem żałosny. Wcześnie rano w niedzielę, 17 czerwca 1934 roku, do domu jednego z rolników we wsi Sepno w powiecie grodziskim przyszedł młody mężczyzna. Rolnika ani jego rodziny nie było, bowiem wyjechali. Natomiast była ich gospodyni. Gdy zobaczyła mężczyznę, wyszła przed dom. Ten zaczął ją pytać, czy jej gospodarze nie potrzebują parobka, bo on szuka pracy. Później poprosił o szklankę wody. Gdy dziewczyna odwróciła się, by wrócić do domu, doskoczył do niej i uderzył ją w twarz. Lecz zdołała mu się wyrwać i wbiec do środka. Tam zobaczyła dwóch innych mężczyzn plądrujących dom. Byli to wspólnicy "parobka". Gdy on ją zagadywał, oni weszli tyłem i próbowali kraść. Próbowali to najlepsze określenie, bowiem na

widok dziewczyny, która zaczęła przeraźliwie krzyczeć, uciekli. Zabrali ze sobą jedynie 40 złotych, sumę porównywalną do dzisiejszych 500 złotych. Jeszcze w tym samym dniu wszystkich trzech ujęto. Byli to: Roman Wojtkowiak, mieszkaniec Bojanowa w powiecie rawickim, Jan Słomiński z Krzycka Wielkiego oraz Tomasz Wawrzyniak z Przybyszewa. Ostatnia droga listonosza Nazywał się Jan Stemplewski, pracował jako listonosz w święciechowskiej agencji (czyli oddziale) Poczty Polskiej. W niedzielę, 6 sierpnia 1939 roku, wybrał się na przejażdżkę rowerową. Wyjechał ze Święciechowy, kierując się w stronę Leszna. Lecz stamtąd jechał swoim samochodem osobowym Ferdynand Lipski z Rawicza. Gdy auto dojeżdżało do Stemplewskiego, ten gwałtownie skręcił, chcąc uniknąć zakurzenia. Kierowca nie zdążył zahamować i z całym impetem uderzył w rowerzystę, który wpadł na maskę auta, uderzył w ramę przedniej szyby, rozbijając sobie czaszkę. Lipski od razu umieścił nieprzytomnego mężczyznę w samochodzie i zawiózł do szpitala w Lesznie. Niestety, na wszelką pomoc było już za późno, w szpitalu Stemplewski zmarł. Miał dopiero 31 lat. Jego pogrzeb odbył się w środę, 9 sierpnia. To było straszne gradobicie Na koniec wydarzenie, na które ludzie nie mieli żadnego wpływu. Nieprawdą jest, że żyjemy w czasach anomalii pogodowych. Anomalie zdarzały się zawsze. Mogli się o tym, na swoje nieszczęście, przekonać choćby mieszkańcy

gminy Święciechowa. Najgorzej ucierpieli tutejsi rolnicy, którzy stracili dużą część plonów. Grad nie jest czymś niezwykłym, lecz nie taki, jaki przeszedł nad naszą częścią Wielkopolski 3 czerwca 1938 roku. Ulewa rozpoczęła się około godz. 20. Przez dwadzieścia minut padał grad wielkości dużych orzechów! Burza nadeszła z południowego zachodu, a później posuwała się dalej w kierunku Poznania. W Lesznie uszkodziła część dachów. A na ulicach miasta utworzyło się regularne lodowisko ze zwału zbitego gradu. Przez kilka godzin leszczynianie, jeśli wyszli ze swych domów, chodzili po lodzie, który zastygł na ulicach i chodnikach. Lecz chyba najbardziej poszkodowani byli okoliczni rolnicy. Najgorzej z Wilkowic, tam grad zniszczył 75 do nawet 100 proc. zbóż i innych upraw. Kolejni w tej smutnej statystyce byli rolnicy ze Święciechowy. Oni stracili połowę swych upraw. Nieco mniejsze straty były w okolicach Lipna, Mórkowa i Żakowa. Niestety, duża część pól należała do rolników małorolnych, z których wielu nie było ubezpieczonych. Straty spowodowane gradobiciem mieli oszacować pracownicy Starostwa Powiatowego w Lesznie. Nie był to pierwszy taki przypadek w Lesznie i okolicach. Podobna burza przeszła tu pod koniec maja 1936 roku. DAMIAN SZYMCZAK

Źródło: Głos Leszczyński, nr 278 z 1924 r., Orędownik, nr 74 z 1937 r., Orędownik, nr 138 z 1934 r., Gazeta Powszechna, nr 180 z 1939 r., Głos Leszczyński, numery: 127.130 z 1938 r.

Wokół szybowca

Grupa uczniów z Zespołu Szkół w Święciechowie wzięła udział w drugiej edycji Biegu Wokół Szybowca, który odbył się w sobotę, 17 września, na leszczyńskim lotnisku. Chłopcy ze Święciechowy zdominowali kategorię do lat 15, zajmując trzy pierwsze miejsca w biegu na 1500 m. Zwyciężył Jakub Brzezewski przed Maciejem Lasi-

kiem i Maksymilianem Tulewiczem. W tej samej kategorii wśród dziewcząt trzecie miejsce zajęła Nikola Dąbrowska. W biegu wzięli też udział: Julia Kapała, Norbert Wrotyński i Adam Malesiński. Opiekun grupy - Adam Tyrała zajął czwarte miejsce w biegu głównym na 10 km.


Prawdziwe historie [ 12 ]

Dawni koledzy ze szkoły podstawowej zorganizowali zjazd klasowy. Minęło dokładnie pięćdziesiąt lat, jak opuściliśmy mury podstawówki. Łatwo obliczyć, że mamy już po sześćdziesiątce. Z niektórymi nie widziałam się od tamtego czasu, innych spotykałam rzadko. Prawie wszyscy rozjechali się gdzieś po Polsce, a kilkoro trafiło za granicę. Wiem, że troje z nas odeszło już na zawsze. Zjazd był naprawdę udany. Z radością się rozpoznawaliśmy, jeden drugiemu opowiadał o swoim życiu, wspominaliśmy, bawiliśmy się do białego rana. Na zjazd przyjechała też Janka. A z nią oczywiście tamta stara historia. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że ciągle ma wpływ na jej życie. Z Janką mieszkałyśmy przy tej samej ulicy. Ja w podwórzu, ona na parterze w domu obok. Do dziś pamiętam, że okna jej pokoju znajdowały się prawie przy chodniku i często wprost z ulicy wchodziliśmy

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

przez nie do mieszkania. Rodzice Janki nigdy się o to nie gniewali, wręcz przeciwnie, jak tylko zobaczyli gromadkę dzieciaków w domu, przynosili nam słodycze i picie. Lubiłam te zabawy u Janki. Mama Janki, pani Zosia, dobrze znała się z moją mamą. W tamtych czasach sąsiedzi żyli jakoś bliżej ze sobą niż teraz. Często przychodziła do nas - albo do domu, albo do ogrodu. Wpadały też inne sąsiadki, rozmawiały, pilnowały młodszych dzieci. Mam to przed oczami do dziś. Już wtedy wiedziałam, że pani Zosia ma jakąś tajemnicę. Opowiadała o niej mojej mamie. Przerywały, jak wchodziłam, mówiły cicho, pani Zosia czasem była smutna. Ale to nie było moje zmartwienie. W końcu miałam dopiero dziesięć lat. Do dziś zapamiętałam ogromną miłość pani Zosi do córki. Janka była jedynaczką, a rodzice świata poza nią nie widzieli. Janka miała wszystko, o czym zama-

rzyła. Kupowali jej piękne stroje, zabawki, książki. Byli z nią wszędzie, odprowadzali do szkoły, jeździli na wycieczki, chodzili do kina. Janka miała wspaniałe dzieciństwo. Ogromnie przeżyła śmierć ojca. Odszedł na zawsze, gdy chodziłyśmy do szóstej klasy. To był najtrudniejszy czas w jej życiu. Wiedziała, że straciła kogoś najważniejszego. Może wtedy zaczęła się zmieniać? Wówczas tego nie widziałam, ale teraz myślę, że tak właśnie było. No a potem do Janki trafiła ta skrywana wiadomość. Nie od mamy, nie od bliskich z rodziny, ale od kogoś “z ulicy". Po prostu któreś z dzieciaków wykrzyczało do niej, że pani Zosia nie jest jej prawdziwą mamą. Pewnie usłyszeli o tym w domu, może dorośli na ten temat dyskutowali. Dla Janki to był ogromny cios. Dziś nikt nie robiłby z tego problemu, ale wtedy, prawie sześćdziesiąt lat temu, adoptowane dziecko było jakby inne, gorsze. Janka nagle stała się naznaczona. Zwłaszcza wśród rówieśników. Nie rozumiała tego, nie chciała na ten temat rozmawiać. Tylko raz zapytała mnie, dlaczego tata jej o tym nie powiedział. Przecież kochałaby go tak samo, pożegnałaby jeszcze mocniej, mogłaby podziękować za to, że miała rodzinę, że dał jej więcej niż ktokolwiek inny. Później w życiu Janki i pani Zosi nastąpiły złe dni. Nie wiem, jakimi ścieżkami wędrowały uczucia Janki, ale wiem, że wybrała najgorszą z dróg. Wymyśliła sobie, że musi ukarać swoją mamę. Wiedziała, że pani Zosia kocha ją bezgranicznie i że każda trudna chwila w życiu córki bardzo ją zaboli. Więc robiła wszystko, by tych chwil było jak najwięcej. Przestała się uczyć, znikała popołudniami, czasem coś wynosiła z domu. Zdarzało się, że specjalnie ukradła coś sąsiadom. A pani Zosia wszystko wybaczała, tłumaczyła córkę, naprawiała jej błędy. No i cierpiała. Najgorsze przyszło później, gdy już skończyłyśmy szkołę. Nasze kontakty trochę się rozluźniły, ale pani Zosia ciągle przychodziła do mojej mamy. Żaliła się, żałowała

że o adopcji nie powiedziała Jance wcześniej. Ale przecież chciała ją chronić, chciała dać dom, jaki miały inne dzieci. I w tym domu pewnego wieczoru Janka próbowała popełnić samobójstwo. Tak naprawdę to wcale nie chciała odejść, ona tylko zamierzała nastraszyć mamę. Żeby było jej jeszcze trudniej, jeszcze smutniej. Ale przesadziła. Na sygnale wieźli ją do szpitala. Pani Zosia siedziała przy jej łóżku dzień i noc. I chyba wtedy Janka obudziła się. Po roku wyjechała z naszej miejscowości. Sama. Moja mama często opowiadała mi, jak potem wyglądało życie pani Zofii. Nie miała nikogo, nie wiedziała, gdzie mieszka córka. Znikała w oczach. Po kilku latach zamieszkała z nią daleka kuzynka. Obie były staruszkami. I obie modliły się o powrót Janki. Musiały naprawdę żarliwie prosić Pana Boga o pomoc, bo Janka rzeczywiście wróciła. Była wtedy jeszcze panną, ale wkrótce wyszła za mąż. Może fakt, że chciała założyć rodzinę, nareszcie zmienił coś w jej życiu? A może miała wyrzuty sumienia? Albo zwyczajnie tęskniła do mamy? Bo przecież pani Zosia była najprawdziwszą mamą pod słońcem. Na szczęście kiedy odchodziła na zawsze, nie była już sama. No więc wracam do mojego szkolnego zjazdu. Janka też przyjechała. Poznałabym ją zawsze. Ciągle ten sam uśmiech, zadbana, dobrze ubrana. Jak w dzieciństwie. Tamto mieszkanie na parterze sprzedała po śmierci pani Zofii. Teraz przyjeżdża tylko na grób rodziców. Wspomina i nie może sobie wybaczyć, że zafundowała swojej mamie kilka bardzo trudnych lat. Że nie potrafiła jej tak kochać, jak na to zasługiwała. Że nie znalazła słów, aby ją za wszystko przeprosić. I z tym musi teraz żyć. Świadomie nie zdecydowała się na dzieci. To też jest wybór, którego dokonała po tamtej historii. Mówi, że straciła nie tylko kilka lat z mamą, ale i macierzyństwo. SPISAŁA HALINA SIECIńSKA


KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

HOROSKOP KRZYŻÓWKA Z NAGRODĄ

Baran 21.03-19.04 To jest dobry czas, by zająć się finansami. Może warto pomyśleć o własnej firmie? W domu podziel obowiązki między bliskich. Nie musisz wszystkiego robić sama. Nie żałuj sobie drobnych przyjemności. Byk 20.04-20.05 Otrzymasz wsparcie od osoby bliskiej sercu. To znak, że powinnaś otworzyć się na tę miłość. Gwiazdy sprzyjają długofalowym inwestycjom. Zaplanuj coś dla Ciebie ważnego. Bliźnięta 21.05-21.06 Poczujesz nagły przypływ energii. Załatw więc wszystkie zaległe sprawy. W uczuciach trochę zawirowań. Chyba czas na poważną rozmowę z partnerem. Skontroluj zdrowie. Rak 22.06-22.07 W domu więcej radości. Bliscy zaskoczą Cię pewną propozycją. W pracy niewielka reorganizacja. Na pewno na niej skorzystasz. Warto trochę pooszczędzać. Lew 23.07-22.08 Czeka Cię dużo obowiązków domowych i rodzinnych. Nie bierz wszystkiego na siebie. Pod koniec miesiąca ktoś dawno niewidziany złoży Ci wizytę. Będą wspomnienia. Panna 23.08-22.09 Możesz liczyć na wspaniały prezent od kogoś bliskiego. W pracy również pozytywne zaskoczenie. Nie przejmuj się związanymi z tym plotkami. Uważaj w podróży. Waga 23.09-22.10 Ważni okażą się teraz przyjaciele. Dzięki nim doprowadzisz pewne sprawy do końca. Na początku miesiąca miłe spotkanie i trochę zaskoczeń. Skorpion 23.10-21.11 To będzie bardzo dobry miesiąc. Dowiesz się o czymś niezwykle ważnym. Przyjaciele zaproponują Ci też wspólny wyjazd. Warto wziąć kilka dni urlopu. Strzelec 22.11-21.12 To będzie miesiąc, o którym można powiedzieć trochę dobry, trochę zły. Dobry, bo gwiazdy wróżą przypływ gotówki. Zły, bo może "nawalić" zdrowie. Wybierz się na kontrolne badania. Koziorożec 22.12-19.01 Nie bierz odpowiedzialności za cudze błędy. Każdy jest kowalem własnego losu. W domu dawno oczekiwane zmiany. Będziesz szczęśliwa. Finanse w normie. Wodnik 20.01-18.02 Wszystko będzie dobrze, ale mogą denerwować Cię bałagan i spóźnienia. Musisz coś z tym zrobić, zwłaszcza w pracy. Nie bagatelizuj oznak zmęczenia. Wysypiaj się i odpoczywaj. Ryby 19.02-20.03 W związkach możliwe tarcia i wzajemne pretensje. Spróbuj porozmawiać z partnerem. U singli rozstania. Jest szansa na przypływ gotówki. Pamiętaj, jak ważna jest zdrowotna profilaktyka.

Aby rozwiązać krzyżówkę, trzeba wpisać w poziome rzędy znaczenie słów. Potem z oznaczonych liter ułożyć hasło.Prawidłowe hasło należy przesłać pod adresem redakcji lub na e-mail: gazeta@swieciechowa.pl (prosimy podać adres zamieszkania). Rozwiązaniem konkursu ogłoszonego w ostatnim numerze „Kuriera...” było hasło: NA WRZEŚNIOWY SPACER.

3

1 2 3 4

9

6

7

5 7 8 9

10 11

10 16

J L 4

Ż

I

D

13

R 12 8

9

18

2

A 14

12

7

B

1

2

8

N

17 1

3

6

11

L

15

Ł

R 5

6

10 11 12 13 14 15 16 17 18

1. Naftowy zakład 2. Polak w Konstytucji 3. Alina, polska aktorka 4. Synonim przesądu 5. Żartobliwy wiersz 6. Imieniny obchodzi 1 IV

Do drobiu

Mięso drobiowe często gości na naszych stołach. Cienimy je za smak i wartości odżywcze. Warto więc pamiętać, że smak najlepiej podkreślą aromatyczne zioła. I tak, do kurczaka pieczonego w całości dobrze jest dodać rozmaryn. Bazylia świetnie pasuje do makaronów i zapiekanek z dodatkiem drobiu. Natka pietruszki i czosnek poprawią smak dań z mielonego mięsa, np. klopsów. Szałwia jest wyborna do pieczonego kurczaka, np. udek czy skrzydełek, a także do mięsa duszonego w potrawkach.

Sezonowe

maseczki

Maseczki z warzyw i owoców odświeżają, chłodzą i dostarczają skórze tego, co najważniejsze. Warto więc zrobić je w domu z produktów, które mamy w lodówce. Do cery tłustej: Na drobnej tarce ucieramy średniego ogórka. Z powstałej papki odciskamy sok. Wstawiamy go na kilkanaście minut do lodówki. W tym czasie przygotowujemy gazę, w której wycinamy otwory na oczy, nos i usta. Potem gazę moczymy w soku i nakładamy na twarz płynem micelarnym. Do cery dojrzałej, suchej: Średniej wielkości brzoskwinię należy umyć i pokroić na kawałki. Przełożyć do blendera i zmiksować z niewielką ilością zimnego jogurtu naturalnego. Papkę położyć na twarz i przykryć kawałkiem wilgotnej gazy. Po 15 minutach spłukać twarz letnią wodą i posmarować kremem.

Sałatka na sen

5

4

[ 13 ]

7. Karciana wróżba 8. Tajniki wiedzy 9. Biały kruk w zbiorze 10. Ogromne warzywo 11. Ogół pojazdów 12. Kuzyn żurawia

Czy wiesz, że...?

* tygrys widzi w ciemności 5 razy lepiej niż człowiek? * około 90 % wszystkich stworzeń żyje w oceanie? * ośmiornica posiada 3 serca? * pszczoły mogą latać z prędkością 80 km/h? * najdłuższa jaskinia na świecie ma ponad 565 km? * jedzenie marchewki poprawia jedzenie w ciemności?

Ta sałatka ma mało kalorii, za to dużo witamin i mikroelementów. Działa uspokajająco i nasennie. A składa się głównie z sałaty, która zawiera lekko gorzką substancję - laktuarium. To właśnie ta substancja działa podobnie jak opium, jednak jest nietoksyczna i nie uzależnia. Do sałaty dodać możemy rzodkiewkę, marchewkę, cebulkę. Solidna porcja sałatki z sałaty zjedzona krótko przed snem pozwoli w naturalny sposób pozbyć się napięcia po męczącym dniu. No i szybciej zaśniemy.

(: (: HUMOR :) :)

- Poproszę jeszcze jedną kostkę cukru do herbaty. - Ale wrzuciła już pani 10 kostek! - Tak, ale wszystkie się rozpuściły. *** - Imię greckiego boga czystości? - Domestos. *** Kłócą się ze sobą dwie ameby. Jedna mówi do drugiej: - Uważaj, bo zaraz cię kopnę! - A niby czym?! - Nibynóżką! *** - Nie rozumiem, jak jeden człowiek może robić tyle błędów? - dziwi się polonistka, oddając pracę domową uczniowi. - Wcale nie jeden odpowiada uczeń - Pomagali mi mama i tata.


[ 14 ]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Święciechowskie Koło Gospodyń Wiejskich zorganizowało wycieczkę w Tatry. Z możliwości wspólnego wyjazdu skorzystało 31 osób. Przez cztery dni zwiedzali Radzionków, Ludźmierz, Park Tatrzański i Zakopane. Przy pięknej słonecznej pogodzie doszli do Rusinowej Polany, wzięli udział w spływie Dunajcem, spacerowali po Zakopanem. W Radzionkowie zwiedzili Muzeum Chleba, w Ludźmierzu - Sanktuarium Matki Bożej Królowej Podhala, a w drodze powrotnej skały wapienne i kościółek na wodzie w Ojcowie. Atrakcji było naprawdę sporo, bo uczestnikom wycieczki zaproponowano też przejazd do Słowacji i zwiedzenie niezwykłej jaskini. Niektóre panie skorzystały z term, a wszyscy zobaczyli góralskie wesele. Wycieczka udała się wspaniale i Koło Gospodyń Wiejskich już myśli o kolejnej. Do tej pory zorganizowało m.in. wyjazd w Bieszczady, nad morze i w inną niż teraz część Tatr. Chętnych na takie wyjazdy nie brakuje.

Już po raz szesnasty członkowie Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów ze Święciechowy wybrali się do Świnoujścia. Spędzili tam udane dwa tygodnie. Na wczasy wyjechało 37 osób. Od dziesięciu lat mieszkają zawsze w tym samym ośrodku. Właściciel obiektu przyjeżdża po nich do Święciechowy i odwozi ich. W ramach opłaty organizuje także objazdową wycieczkę, wieczorek taneczny, spotkanie przy grillu. W tym roku zwiedzili Międzyzdroje, a tam Aleję Gwiazd i molo, byli w latarni morskiej oraz nad Jeziorkiem Turkusowym, obejrzeli gazoport w Świnoujściu. W ciągu tych dwóch tygodni organizowali sobie mnóstwo innych zajęć, m.in. płynęli statkiem po Zalewie Szczecińskim, zwiedzali okolicę, bawili się. Wszyscy zgodnie potwierdzają, że ośrodek zapewnił im bardzo dobre wyżywienie, opiekę lekarską i… pogodę. Bo rzeczywiście pogoda była wspaniała.

Zespół Śpiewaczy Wiola swoje muzyczne warsztaty od 8 do 10 września zorganizował także w Tatrach. Uczestnicy wyjazdu byli zakwaterowani w Białym Dunajcu i stamtąd organizowali wypady turystyczne. Byli oczywiście w Zakopanem i wyciągiem krzesełkowym wjechali na Polanę Szymoszkową Gubałówkę. Wybrali się do Nidzicy. Płynęli statkiem wokół Jeziora Czorsztyńskiego i zwiedzili zaporę wodną. W Ludźmierzu obejrzeli Sanktuarium Matki Bożej, a w Radzionkowie Muzeum Chleba. Tam wspólnie robili ciasta i chałki i chętnie je potem zjadali. Odpoczywali też w Szaflarach, gdzie można korzystać z saun i basenów. W czasie pobytu w górach członkowie zespołu codziennie organizowali muzyczne próby. Wspólnie śpiewali przy ognisku, grillowali, zaprosili do spotkania z piosenką także mieszkańców z województwa mazowieckiego. A po powrocie do domu wzięli udział w II Regionalnym Przeglądzie Chórów i Zespołów Śpiewaczych w Rydzynie.


Wyjazdowe koncerty Maryni KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

[ 15 ]

Tancerze z Zespołu Pieśni i Tańca Marynia ze Święciechowy nowy sezon taneczny rozpoczęli bardzo intensywnie. Zaczęły się już zajęcia we wszystkich ośmiu grupach. Tancerze mają też za sobą pierwsze koncerty. We wrześniu wzięli udział w I Międzynarodowym Festiwalu Muzyków Ludowych im. Bolesława Kupczyka i Mieczysława Lipnego w Sarnowie. Do udziału w festiwalu zaproszono muzyków wykonujących tradycyjną muzykę ludową oraz muzyków i tancerzy inspirujących się tradycyjną kulturą muzyczną. Celem festiwalu była promocja polskiej i europejskiej muzyki ludowej. W czwartek, 8 września, w Smyczynie cztery grupy zaprezentowały się przed publicznością podczas XX - lecia powstania REGIONU IPA - MIĘDZYNARODOWEGO STOWARZYSZENIA POLICJI przy KMP w Lesznie. Natomiast w niedzielę, 18 września, zespół wziął udział w XV Międzynarodowym Festiwalu Muzyki i Folkloru w Lesznie, organizowanym przez Polski Związek Chórów i Orkiestr. Tancerze wystąpili przy Centrum Handlowym Manhattan w Lesznie oraz podczas Koncertu Finałowego w Miejskim Ośrodku Kultury w Lesznie.


Witamy pierwszoklasistów! [ 16 ]

KURIER ŚWIĘCIECHOWSKI

Zawsze na początku roku szkolnego na łamach naszego miesięcznika witaliśmy pierwszoklasistów. Zwykle było ich ponad 100, bo klasy pierwsze organizowano we wszystkich szkołach w gminie, w niektórych po dwa oddziały. W tym roku jest inaczej. Do klas pierwszych zapisano tylko 12 uczniów w Długiem Starem i 12 uczniów w Święciechowie. Nie ma natomiast klasy pierwszej w Lasocicach. Wśród pierwszoklasistów jest 11 sześciolatków i 13 siedmiolatków. Całej grupie małych uczniów życzymy zatem sukcesów w nauce i radości z rozwijania swoich pasji. Życzymy szóstek na świadectwach, poznawania regionu i kraju oraz nawiązywania nowych przyjaźni. Jesteśmy pewni, że już wkrótce dzisiejsi pierwszoklasiści będą czytelnikami “Kuriera Świeciechowskiego”. Na pewno na naszych łamach nieraz będziemy przedstawiać ich sukcesy.

Święciechowa

Wychowawczyni: Katarzyna Malcherek

Uczniowie: Patrycja Glapiak, Julia Halasa, Magdalena Homska, Antonina Liwoch, Maja Masztalerz, Wojciech Mieszkowicz, Oliwier Pejski, Dawid Prozorowski, Rozalia Raszewska, Kuba Rokosiewicz, Gabriela Sobkowiak, Anna Zielińska.

Długie Stare

Wychowawczyni: Rozaneta Janczewski

Uczniowie: Łukasz Antoniak, Wiktor Antoniak, Nadia Czołgosz, Filip Kamiński, Karolina Kamińska, Krystian Krzyżowski, Lena Linka, Szymon Matuszczak, Daria Przybylska, Eryk Przybylski, Kacper Stachowski, Igor Tomaszewski. W słoneczną sobotę, 3 września, prawie 100 mieszkańców Gołanic wyjechało autokarami do Parku Rozrywki Nenufar w Kościanie. Całe popołudnie spędzili wspólnie, korzystając z atrakcji, jakie oferuje to miejsce. Były przejażdżki tratwami, kajakami, były wspólne spacery, wspólne biesiadowanie w ramach integracji rodzin. Najszczęśliwsze były dzieci, które mogły korzystać z nietuzinkowych atrakcji: był wymyślny plac zabaw, wspinaczki, bajkowa kraina, jazda wózkami, była wioska indiańska. W bardzo dobrych humorach i na wesoło wracali do Gołanic. Pobyt w Parku Rozrywki sfinansowano z funduszy Rady Sołeckiej, a przejazd autokarami opłacili uczestnicy.

Kurier Święciechowski - numer 58 - Październik 2016  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you