Page 1

Nr 54

Czerwiec 2015

ISSN 2082-7679

Cena 1,50 zł

www.poniec.eu

więcej na str. 2

GŁOSUJ NA NASZE PRZEDSZKOLE - czytaj str. 10


[2]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Zapraszamy na obchody Dni Ziemi Ponieckiej, które odbędą się w dniach 17 - 19 lipca. To już jedenasty raz, kiedy to Urząd Miejski w Poniecu wraz z Gminnym Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji ma przyjemność zorganizować największą w roku imprezę dla mieszkańców gminy i okolic. Nie zabraknie atrakcji. W sobotę, 17 lipca, od godz. 14 na pewno wiele emocji wywoła Sołtysiada, czyli turniej, w którym o ciekawe nagrody w najbardziej wymyślnych konkurencjach walczyć będą ze sobą niemal wszystkie sołectwa gminy Poniec. Odbędą się widowiskowe pokazy Freestyle Motocross, a dla najmłodszych będą radosne występy przedszkolaków i darmowy park rozrywki. O godz. 20.30 na scenie wystąpi zespół BRATHANKI, a o godz. 22.30 gwiazda wieczoru - zespół WILKI. W niedzielę, 19 lipca, kolejny raz będziemy mogli uczestniczyć w Parafiadzie, która została połączona z 25 - leciem działalności Dziecięco - Młodzieżowej Orkiestry Dętej GCKSTiR w Poniecu.

Z okazji Dnia Dziecka GCKSTiR w Poniecu 29 maja zorganizowało przedstawienie teatralne pt. "Legenda o smoku wawelskim". Uczniowie klas I - III Szkoły Podstawowej w Poniecu licznie przybyli do sali widowiskowej, by obejrzeć spektakl. Przedstawienie cieszyło się dużym zainteresowaniem. Dzieci chętnie uczestniczyły w widowisku: odpowiadały na pytania, niektóre nawet pomagały naprawić szewczykowi pantofelek, inne zaś razem z bohaterami tańczyły krakowiaka. Po przedstawieniu widownia podziękowała aktorom gromkimi brawami. GCKSTiR

Grupa pań z Koła Gospodyń Wiejskich w Waszkowie 24 maja z okazji Dnia Matki wybrała się do leszczyńskiego kina na film pt. "Apartament". Film ten powstał z niepublikowanych nigdy wcześniej materiałów o życiu Jana Pawła II. Opowieść wywołała wiele emocji, uśmiech przeplatany był łzami. Po seansie panie udały się na kawę, by wspólnie cieszyć się ze swego święta. MK

Uczniowie klas czwartych ze Szkoły Podstawowej w Poniecu uczestniczyli w jednodniowej wycieczce w Góry Sowie. 25 maja wyruszyli wczesnym rankiem, by zobaczyć i zwiedzić jak najwięcej miejsc. Rozpoczęli od poznania jednego z najstarszych zamków w Sudetach - zamku Grodno. Następnie udali się do podziemi walimskich, gdzie w czasie II wojny światowej powstawały potężne, odporne na bombardowanie pomieszczenia dla Hitlera. Kolejnym punktem programu było zdobycie Wielkiej Sowy. Uczniowie zwiedzili też kopalnię węgla kamiennego w Nowej Rudzie. Mimo zmęczenia wszyscy wrócili zadowoleni. MK

W niedzielę, 24 maja, członkinie Stowarzyszenia "Maryśki" z Łęki Wielkiej z okazji Dnia Matki oraz zbliżającego się Dnia Dziecka wyjechały wraz z rodzinami na Festyn Zielonoświątkowy do Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno - Spożywczego w Szreniawie. Członkinie stowarzyszenia miło spędziły czas oglądając zasoby muzeum, występy zespołów ludowych, wyplatając wianki, wiklinę oraz biorąc udział w wielu innych atrakcjach. Największym zainteresowaniem cieszył się rower pochodzący z Łęki Wielkiej, który jest w zasobach muzeum. MK

Wyjazd do Arboretum w Wojsławicach Śląskich 7 czerwca zorganizowało Gminne Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji w Poniecu. Uczestnicy wycieczki mieli możliwość podziwiania kwitnących w czerwcu: rododendronów, róż, funkii, piwonii i wielu różnokolorowych żurawek i traw. Poza miłymi chwilami spędzonymi w ogrodach pośród kolorowo kwitnących roślin można było posłuchać na dziedzińcu arboretum występów kapeli ludowych podczas XIV Dolnośląskiego Przeglądu Folklorystycznego. Pięćdziesięcioosobowa grupa miłośników przyrody spędziła niedzielę przy wspaniałej pogodzie, przywożąc ze sobą wiele wrażeń z wyjazdu. Miała też możliwość zakupu sadzonek krzewów, które z pewnością ozdobią niejeden przydomowy ogród. GCKSTiR


Sylwetki nowych sołtysów WIEŚCI Z GMINY PONIEC

MARCIN PERDON, sołtys Rokosowa, stolarz, 28 lat, ojciec jednego syna. Od urodzenia związany z Rokosowem. To tutaj wychowywał się wraz z młodszym bratem. Zawód stolarza zdobył w Zespole Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Krobi. Praktyki wykonywał w Zakładzie Stolarskim Andrzeja Sierakowskiego w Poniecu. Następnie przez dwa lata pracował w Krobi. Teraz jest kierowcą - brukarzem w firmie brukarskiej Wit - Bud w Gostyniu. Pan Marcin ma dwuletniego syna Kacpra. Na sołtysa, w marcowych wyborach, został wybrany po raz pierwszy. Jego poprzednikiem był jego wujek, Andrzej Kluczyk. Pan

Marcin jest najmłodszym sołtysem w naszej gminie i to właśnie młodzi mieszkańcy Rokosowa namawiali go, by stanął do wyborów. Jak mówi, nie chce wiele obiecywać, tylko działać, i to czas pokaże, co uda się osiągnąć. Jak na razie, przy udziale miejscowej młodzieży i niektórych gospodarzy, zajął się uporządkowywaniem wsi. Przycięto drzewa, zajęto się terenem boiska, wyrównano polne drogi, na których będzie kładziona nawierzchnia. Celem, jaki obrał sobie nowy sołtys, jest wyrównanie głównej drogi oraz zrobienie chodników. W planach jest też wybudowanie boiska do siatkówki przy Świetlicy Wiejskiej oraz placu zabaw. W najbliższym czasie w przyzamkowym parku odbędzie się impreza z okazji Dnia Dziecka, a w lipcu mieszkańcy Rokosowa będą mogli wybrać się na rowerówkę. Pan Marcin jest zadowolony z funkcji, jaką mu powierzono. Wierzy, że wraz z mieszkańcami wsi, jak i radnym Piotrem Jańczakiem, uda mu się wiele dobrego zrobić, by spełnić pokładane w nim nadzieje tych młodszych, jak i starszych mieszkańców Rokosowa.

Grupa Motylków w Oddziale Przedszkolnym w Sarbinowie 27 maja miała swoje święto. W związku z tym wszystkie dzieci zamieniły się w motylki poprzez malowanie twarzy. Nie zabrakło cukierków i zabaw tanecznych. Święto starszaków wesoło obchodziły również młodsze dzieci. MK

Z okazji Dnia Dziecka również Biblioteka GCKSTiR Oddział dla Dzieci i Młodzieży przygotowała atrakcje dla najmłodszych. Większość przedszkolaków pierwszy raz była w bibliotece i to już było dla nich dużym wydarzeniem. Dodatkowo zorganizowano zajęcia pod hasłem "Misiu na patysiu", podczas których maluchy wykonywały kukiełki misia. Wiązało się to z dobrą zabawą, dlatego też dzieci z uśmiechami wracały do przedszkola. MK

MARIAN LORENC, sołtys Szurkowa, rolnik, 57 lat. W Szurkowie mieszka od urodzenia. Rodzice pana Mariana prowadzili gospodarstwo i naturalną rzeczą było, że on również wykształci się w tym kierunku. Szkołę Rolniczą ukończył w Kosowie koło Gostynia. Dziś gospodarstwo po rodzicach prowadzi razem z bratem. Pan Marian od wielu lat pełni funkcję naczelnika OSP w Szurkowie. Z dumą opowiada o działających tutaj drużynach pożarniczych, które już kilkakrotnie zajmowały pierwsze miejsce na Zawodach Strażackich w Poniecu. Sołectwo objął po raz pierwszy.

[3]

Jego poprzednikiem był Feliks Dudkowiak, który cieszył się zaufaniem mieszkańców Szurkowa przez kilkadziesiąt lat. Nowy sołtys wraz z młodą Radą Sołecką, Kołem Gospodyń Wiejskich, strażakami ochotnikami i mieszkańcami wsi chcą działać. Mają wiele pomysłów, jednak wszystko zależy od funduszy. Chcieliby wyremontować Świetlicę Wiejską oraz plac przed nią. Już posadzono kwiaty. Chcą doposażyć plac zabaw, który w tej chwili jest bardzo skromny. Tuż obok świetlicy jest też boisko, które planują odświeżyć, m. in. dosiewając trawę. W planach jest oczyszczenie stawu. Głównym zmartwieniem pana Mariana jest stan głównej drogi we wsi. Ze względu na budowę wiatraków w okolicy miejscowa droga jest bardzo zniszczona. Czekają do końca roku na zakończenie inwestycji i naprawę jezdni. Mają też być wybudowane nowe chodniki oraz przejście nad "kanałem", które wcześniej zostało pominięte. Sołtys wierzy, że wspólnymi siłami - swoimi, jak i mieszkańców uda się zrealizować te plany. Zdaje sobie jednak sprawę, że nie wszystko zależy tyko od chęci, ale i od funduszy, jakie będą przeznaczone na te cele. MK

Uczniowie klas drugich Szkoły Podstawowej w Poniecu udali się na wycieczkę do Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Trzebani. 21 maja, dzięki uprzejmości pracowników ZZO, poznali procedury przetwarzania odpadów, które trafiają wprost z naszych domów. Przy okazji mogli utrwalić swoją wiedzę na temat segregowania śmieci. Następnie obejrzeli zakład z bliska i dosłownie wcielili się w rolę pracownika. Mieli też możliwość udania się na stanowisko segregatora, by obejrzeć, jak odbywa się końcowa segregacja i gdzie trafiają nasze odpady. Dzięki tej wycieczce młodzież wie już, jaki jest sens segregacji i jak te działania wpływają na nasze środowisko. MK

Wieści z gminy Poniec

Wydawca i redakcja: Gminne Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji w Poniecu,

ul. Szkolna 3, tel. 65 5731169 Redaktor naczelny: Paweł Klak Przesyłanie materiałów do gazety i archiwum PDF: www.poniec.eu Druk: Drukarnia HAF LESZNO Skład: HALPRESS, Leszno - www.halpress.eu


[4]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Z bukietem kwiatów do...

Konie i Powozy Po raz kolejny miłośnicy koni i pasjonaci sportów jeździeckich spotkali się 13 i 14 czerwca w Rokosowie na imprezie hippicznej "Konie i Powozy". Dwudniowa parada odbyła się tradycyjnie na terenie parku położonego przy rokosowskim zamku, gdzie przeprowadzono zawody w powożeniu bryczek oraz zorganizowano szereg atrakcji dla widzów. Oprócz sportowej rywalizacji, jak zwykle, nie zabrakło innych at-

rakcji przygotowanych specjalnie na tę okazję. Były pokazy koni i bryczek, był koncert Orkiestry Dętej i pokaz mażoretek, można było podziwiać militaria, jak i bawić się przy koncercie gwiazdy wieczoru, którą był zespół CETI. Organizatorami głównymi imprezy "Konie i Powozy" byli: Ośrodek Integracji Europejskiej w Rokosowie oraz Związek Hodowców Koni Wielkopolskich, który obchodzi swoje 120 - lecie. MK

Żegnaj szkoło!

Zbliża się koniec roku szkolnego. Uczniowie cieszą się z nadchodzących wakacji i niecierpliwie czekają na ostatni dzwonek. Jest jednak grupa uczniów, dla których ten ostatni dzwonek oznacza zakończenie pewnego etapu w ich życiu. Szóstoklasiści ze Szkoły Podstawowej w Poniecu w kilku słowach opisali co czują w związku z opuszczeniem szkolnych murów. Większość z nas, opuszczając szkolne mury, ma mieszane uczucia. Z jednej strony cieszymy się, że pójdziemy spróbować czegoś nowego, poznamy nowych ludzi, a z drugiej - boimy się, bo nie wiemy, jak tam jest, czy sobie poradzimy z nowymi obowiązkami. Każdy z nas 26 czerwca wyniesie ze szkoły wiele pozytywnych wspomnień, zapamięta na zawsze tych nauczycieli, którzy zaczynali i kończyli lekcję z uśmiechem na twarzy i potrafili zamienić zajęcia we wspaniałą, pouczającą zabawę. Czas biegnie nieubłaganie… i pomyśleć, że zupełnie niedawno rozpoczynaliśmy naukę w pierwszej klasie - Anna Nowak i Zofia Woźna,kl. VI a. Mogłoby się wydawać, że minął jeden dzień, a upłynęło sześć lat. Były chwile miłe, ale bywały też i gorsze. To właśnie w podstawówce stawialiśmy pierwsze kroki w swojej edukacji. Wiele się nauczyliśmy, za co jesteśmy wdzięczni naszym nauczycielom i wychowawcom. Może nie zawsze dało się z nami wytrzymać, ale mamy nadzieję, że będzie się nas miło wspominało. Z czystym sumieniem możemy stwierdzić, że szkoła nie jest taka zła podobno najgorsze jeszcze przed nami. Teraz cieszymy się z powodu wakacji, lecz w głębi serca odczuwamy smutek. Żegnamy się z nauczycielami, których polubiliśmy. Żegnamy miejsca, do których już nie wrócimy i nie usiądziemy przy tych samych ławkach - na pewno zatęsknimy - Oliwia Ratajczak, kl. VI a. Uczniowie klas szóstych zabierają ze sobą dobre, jak również złe wspomnienia. Bardzo chcieliby jednak, aby nauczyciele zapamiętali tylko te dobre. Przez sześć lat spędzonych w murach podstawówki nauczyli się wielu rzeczy. Pedagodzy wpoili im nie tylko podstawy wiedzy, ale i właściwe zachowanie i wartości moralne. Mimo oporów uczniów, częstych sprzeciwów i złośliwości, belfrowie nie poddawali się. Na lekcjach bywało różnie - czasem wesoło, gdy prowadzili dyskusję i ktoś coś śmiesznego powiedział, a czasem smutno i nerwowo, kiedy były kartkówki albo sprawdziany. Udało się szczęśliwie dobrnąć do końca. Teraz się cieszą, że kolejny etap za nimi, ale jeszcze wielokrotnie z tęsknotą będą wspominać. Życzymy im powodzenia na nowej, edukacyjnej drodze - Zuzanna Ratajczak. MK

Jagody - 2 VII

Jagoda to imię żeńskie, powstałe jako zdrobnienie od Jagi, ta zaś stanowi formę zdrobniałą od Jadwigi. Jagoda to kobieta przebojowa, pełna energii, z wielkimi ambicjami. Bardzo mocno angażuje się we wszystko, co robi. Jest osobą uczuciową i wrażliwą. Łatwo się zaprzyjaźnia. Jest odważna w wygłaszaniu swoich przekonań, nie lubi ustępować innym i zaciekle broni własnych racji. Jagoda lubi chodzić własnymi ścieżkami i pragnie być panią swojego domu. W życiu kieruje się intuicją i dzięki temu rzadko się myli. Marzy o wielkich podróżach. Miłość zwykle przychodzi do niej nieproszona i zostaje na zawsze. Pilna i zdyscyplinowana w pracy, jaką wykonuje. W pracy Jagoda może liczyć na uśmiech losu i silnych sprzymierzeńców, a mądrość i uczciwość będą dewizą zawodową. Jej kolorem jest granatowy, liczbą 2, a kamieniem Noc Kairu. Jagoda imieniny obchodzi tylko 2 lipca. W naszej gminie mieszka 28 ko-

Jagoda Skrzypczak z Ponieca

biet o tym imieniu. Jedenaście z nich żyje w Poniecu, po 3 w Łęce Wielkiej i Żytowiecku, 2 mieszkają w Dzięczynie a po jednej w: Bączylesie, Sarbinowie, Grodzisku, Drzewcach, Janiszewie, Czarkowie, Śmiłowie, Szurkowie i w Teodozewie. Najstarsza Jagoda w naszej gminie ma 29 lat, natomiast najmłodsza w październiku skończy 4. Obie są mieszkankami Ponieca. MK

Henryka - 13 VII

Henryk to imię męskie pochodzenia germańskiego. Wywodzi się od słowa oznaczającego "potężny", "możny" lub "bogaty". Henryk to mężczyzna bardzo pewny siebie i mający odwagę podejmować działanie nawet w wybitnie niesprzyjających dla niego okolicznościach. Uparcie dąży do każdego celu, jaki sobie wyznaczył. Często spotyka na swej drodze rozmaite przeszkody i z niektórymi bardzo trudno jest mu się uporać, ale i tak nie zatrzymuje się na dłużej, lecz ciągle prze naprzód. Nierzadko przejawia zdolności artystyczne. Częściej jednak pozostaje to jedynie w kręgu jego zainteresowań, zaś zawodowo zajmuje się bardziej prozaicznymi czynnościami. Jest zwolennikiem postępu. Jego kolor to koniakowy, liczba 9, a kamień to bursztyn. Henryk swe imieniny może świętować również: 19 stycznia, 2 marca, 10 kwietnia i 10 czerwca. W gminie Poniec jest 63. Henryków. W samym Poniecu mieszka

Henryk Skrzypczak z Ponieca

ich aż 23. Jedenastu żyje w Łęce Wielkiej, 5 w Szurkowie, po 3 w Żytowiecku, Grodzisku i Śmiłowie, po 2 w Czarkowie, Janiszewie, Sarbinowie, Dzięczynie i w Rokosowie. Natomiast po jednym w Bączylesie, Łęce Małej, Waszkowie, Kopani i Drzewcach. Najstarszy z Henryków ma 83 lat, a najmłodszy - 35. Obaj są mieszkańcami Ponieca. MK

POŻEGNANIE

W maju na zawsze odeszli od nas :

02.05 - Marian Maślankowski (1934), Poniec 05.05 - Antoni Wojciechowski (1939), Łęka Wielka 29.05 - Maciej Olejniczak (1949), Poniec 30.05 - Jadwiga Majewska (1926), Teodozewo


WIEŚCI Z GMINY PONIEC

[5]

Najstarsi w gminie

W Szkole Podstawowej w Sarbinowie 27 maja odbył się finał II Gminnego Konkursu Wiedzy o Ochronie Środowiska. W konkursie wzięła udział pięcioosobowa reprezentacja uczniów szkół podstawowych z Ponieca, Żytowiecka oraz Sarbinowa. Cała piętnastka wykazała się dużą wiedzą z zakresu ochrony środowiska. W skład jury konkursu wchodzili: przedstawiciel KZGRL Robert Lewusz oraz reprezentanci gminy Poniec - Magdalena Grylewicz i Jan Stachowiak. Nagrodami były książki i gry edukacyjne o tematyce przyrodniczej. Pierwsze miejsce zajęła Aleksandra Urbańska, drugie Zofia Gluma, a trzecie ex aequo Oskar Twardy i Martyna Urbaniak. MK

Władysława Jasińska 24 czerwca skończyła 90 lat i jest jedną z najstarszych mieszkanek naszej gminy. Pani Władysława urodziła się w Żytowiecku w 1925r. i to tutaj mieszka całe życie. Miała dwanaścioro rodzeństwa. Dziś ze wszystkich nich została sama. Zaraz po wojnie, w 1946 r. w wieku 21 lat wyszła za mąż. Jej wybrankiem był mieszkaniec Żytowiecka Franciszek Jasiński. Po ślubie mał-

Policjanci podsumowali rok

Teren gminy Poniec, a nawet cały powiat gostyński należą do bezpiecznych z punktu widzenia policyjnych statystyk. Przestępczość w liczbach bezwzględnych w gminie jest porównywalna do przestępczości w innych gminach powiatu gostyńskiego. W ubiegłym roku było ich 16, w 2013 - także 16, w 2012 - 9, a w 2011 - 14.

W 2014 r. na terenie gminy Poniec odnotowano 16 przestępstw kryminalnych, oznacza to, że było ich tyle samo co w 2013 r. Były dwie kradzieże zwykłe, dwie kradzieże z włamaniem, jeden rozbój, 4 uszkodzenia mienia, 1 uszkodzenie ciała i aż 6 przestępstw narkotykowych. W Poniecu odnotowano 11 przestępstw, natomiast 5 pozostałych na terenie gminy. Włamywano się w Poniecu do stacji paliw, łupem przestępców były głównie papierosy. Kradziono natomiast elektronarzędzia w Grodzisku, elementy transformatora w Łęce Wielkiej. Ponadto sprawcy

Na zaproszenie Biblioteki GCKSTiR w Poniecu 3 czerwca, w sali widowiskowej gościł Arkady Paweł Fiedler, wnuk pisarza, podróżnika i dziennikarza Arkadego Fiedlera. Podróżnik opowiedział ponieckim gimnazjalistom o swojej podróży małym fiatem po Afryce, która trwała 3,5 miesiąca. Podróżnik pokonał trasę 16.200 km i odwiedzili 11 krajów. Podczas swojej wyprawy walczył z upałem w Sudanie, błotem w Ugandzie, kurzem i afrykańską "tarką" w Tanzanii. Fiat 126p wzbudzał wielkie zainteresowanie i zachwyt wśród afrykańskich tubylców. Pan Arkady dokumentował swoją opowieść ciekawymi zdjęciami i krótkimi filmami. GCKSTiR

dokonywali uszkodzenia mienia, m. in. w miejscowości Bączylas zdemolowano przystanek autobusowy, a w Poniecu doszło do 3 uszkodzeń mienia, m. in. figurki rzeźby oraz do podpalenia domu mieszkalnego. Policjanci Posterunku Policji w Poniecu zatrzymali 3 poszukiwane osoby. Na gorącym uczynku przestępstw zatrzymali 22 sprawców, w tym 7 kierujących pojazdami w stanie nietrzeźwości, 5 sprawców przestępstw przeciwko ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii, 1 sprawcę uszkodzenia ciała, 4 sprawców uszkodzenia mienia i 5

sprawców innego typu przestępstw. Policjanci na terenie gminy Poniec ujawnili 273 wykroczenia. Na sprawców nałożyli łącznie 227 mandatów karnych (192 mandaty drogowe i 35 porządkowych), zastosowali 41 pouczeń i skierowali 5 wniosków o ukaranie do sądu.

żeństwo zamieszkało samo i dochowało się trojga dzieci: Haliny, Stanisława i Marii. To właśnie na barkach pani Władysławy spoczął obowiązek wychowania dzieci. Pan Franciszek na co dzień pracował w miejscowym PGR, a pani Władysława, w sezonie zbiorów, zatrudniała się tam dorywczo. Dziś mieszka z synem Stanisławem i jego żoną Danielą. Małżeństwo, po śmierci pana Franciszka, zdecydowało się na przeprowadzkę z niedalekiego Potrzebowa i zaopiekowanie się matką. Nasza jubilatka ma siedmioro wnuków i jedenaścioro prawnuków. Pani Władysława jest osobą o radosnym usposobieniu, często się uśmiecha i żartuje. Nie narzeka na swoje zdrowie i może pochwalić się doskonałym słuchem. W wolnym czasie spaceruje wokół domu. Jubilatce życzymy kolejnych lat w zdrowiu i jeszcze więcej powodów do uśmiechu. MK

Miejscowi policjanci przeprowadzili 92 interwencje (14 interwencji domowych, 5 w miejscu publicznym i 73 tzw. inne interwencje). Na terenie gminy Poniec zanotowano 4 wypadki drogowe i 36 kolizji. Zatrzymanych zostało 7 nietrzeźwych kierowców i 3 po użyciu alkoholu. W pięciu przypadkach na kierujących sporządzono wnioski o ukaranie do sądu. W 2014 r. na terenie gminy Poniec nie odnotowano czynu karalnego, którego dopuściłby się nieletni. W analogicznym okresie czasu nie było problemów z domokrążcami. MK

Konkurs językowy pt. "Superscenka" odbył się w poniedziałek, 8 czerwca, w Zespole Szkół w Żytowiecku. Wzięli w nim udział uczniowie klas czwartej i piątej. Uczniowie, w ramach konkursu, musieli wykazać się znajomością języka niemieckiego oraz umiejętnościami aktorskimi, odgrywając scenki rodzajowe, poświęcone m. in. wakacjom, hobby, meczowi piłki nożnej czy wizycie u lekarza. Zwycięskie zespoły otrzymały nagrody ufundowane przez Radę Rodziców oraz znajdujący się w Rokosowie Ośrodek Integracji Europejskiej. Dodatkowo przyznano nagrodę za najbardziej oryginalne przebranie oraz zaprezentowanie podczas występu wielu rekwizytów, którą odebrał Szymon Paszkowiak. MK


Mała wieś z dużą historią [6]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Jak sama nazwa wskazuje, Łęka Mała nie jest duża. Za to ma bardzo bogatą historię. Sięga ona aż czasów starożytnych. A w jej najnowszych dziejach nie brakuje wydarzeń, które warto opisać. Najstarsze ślady człowieka pochodzą tu z epoki brązu. Na terenach Polski datuje się ją na okres od 220 r. przed Chrystusem do około 1000 r. przed Chrystusem. Co więcej, teren dzisiejszej wsi był zamieszkany także w okresie rzymskim. Wreszcie pierwsza data historyczna, czyli zapisana, to 1281 r. W kolejnych wiekach miejscowość należała do rodu Wyskotów. W 1431 r. jej właścicielem był Paweł Wyskota. Tyle że nigdy nie było tu żadnej szlacheckiej siedziby. To z kolei oznacza, że później długo brakowało informacji o wsi. Pojawia się dopiero w 1798 r. Mieszkało tu wówczas 26 rodzin. Z kolei w 1818 r. domów było 13, a mieszkańców 121. Funkcjonowała karczma oraz wiatrak. Łęka Mała podlegała wówczas pod Żytowiecko. Strażacy, drezyny i różne instytucje

Przed wojną istniała tu oberża, której właścicielem był Jan Klupś. We wsi mieszkała między innymi rodzina obecnego sołtysa Henryka Machowskiego. Brat jego ojca stworzył drzewo genealogiczne. Udało mu się dotrzeć do dziewięciu pokoleń wstecz. I przez cały ten czas Machowscy żyli w Łęce Małej. Chyba najlepsze lata dla wsi nadeszły po II wojnie światowej. Swą siedzibę miała tu Gromadzka Rada Narodowa, którą zlikwidowano w 1967 r. Była też Biblioteka Gromadzka oraz Urząd Pocztowy. Przez wiele lat działała także zlewnia mleka, które oprócz miejscowych rolników zwozili mleczarze z całej okolicy. Do tego dodamy jeszcze czteroklasową Szkołę Podstawową. Pracował w niej jeden nauczyciel Franciszek Wendzonka. Miejscowe dzieciaki naukę kontynuowały w Żytowiecku. Ochotnicza Straż Pożarna powstała w roku 1957 r. - To było po wielkim pożarze, jaki wybuchł w naszej wsi - wspomina Henryk Machowski. - Pamiętamy go w rodzinie do dziś, bowiem spłonęła stodoła mojego ojca. Wówczas wszyscy mieszkańcy doszli do wniosku, że straż musi być. Od tego czasu jednostka rozrosła się znacznie. Przez wiele lat kierował nią prezes Stanisław Ja-

kubowski. Obecnie należy do niej 31 osób wspierających oraz 19 strażaków czynnych. Prezesem obecnie jest Ireneusz Maćkowiak, a jego zastępcą Henryk Machowski. Wracając jeszcze do dawniejszych dziejów: w XIX wieku wybudowano tu kolejkę, która woziła pasażerów, a przede wszystkim produkty rolne. Ostatecznie zlikwidowano ją w latach 60. Przez jakiś czas był tam jeszcze kawałek toru ze sprawną drezyną, którą tam i z powrotem jeździły okoliczne dzieciaki. Dziś po torowisku nie ma już

bliżej nie było można bowiem dostać wielu niezbędnych elementów, jak choćby rur czy cementu, który był w Lasocicach. - I tak jeździliśmy, wiele osób jeździło, w dodatku bardzo chętnie i nikt nie narzekał - wspomina Henryk Machowski. - Inna sprawa, że w tamtych czasach ludzie nie musieli tak gonić za pieniądzem ani za bardzo przejmować się pracą, więc mieli więcej czasu. Pod tym względem było wtedy łatwiej coś społecznie robić. Jeszcze jedna historia, z dzisiejszej perspektywy czasu trudna

Sołtys Łęki Małej z żoną Angeliką.

śladu. Choć został dawny budynek kolejowy, w którym mieszka jedna rodzina. Przy domu wkopano kawałek szyny kolejowej. Jest na niej wytłoczona data 1886. Budowali sami mieszkańcy Sołtys wspomina, że do lat 60. praktycznie wszystkie stodoły we wsi były gliniane. Na przełomie lat 70. i 80. przystąpiono do realizacji największej inwestycji w tutejszych dziejach, czyli budowy Świetlicy Wiejskiej. Obiekt w dużej mierze wybudowali sami mieszkańcy. Zawiązali wówczas Społeczny Komitet Budowy Świetlicy. Kierował nim ówczesny wieloletni sołtys Edmund Chudy. Henryk Machowski, który przez siedemnaście lat stał na czele Rady Sołeckiej, zajmował się tam sprawami ogólnoorganizacyjnymi. Co to oznaczało w praktyce? Na przykład to, że jeździli po materiały do Włoszakowic. Nigdzie

do uwierzenia. We wsi nie ma kościoła, podlega pod parafię w Żytowiecku. W latach 70. miejscowy proboszcz Wacław Jesse starał się o to, by w Łęce Wielkiej wybudować kaplicę, a de facto mały kościółek. Popierali go mieszkańcy. - Wówczas władze stwierdziły, że zgodzą się pod warunkiem, że mieszkańcy naszej wsi przygotują podłoże pod drogę z Żytowiecka do Krobi - wspomina sołtys. Każdy chętnie się zgodził. Przychodziły całe rodziny, na każdą wypadło do przekopania po około dwadzieścia pięć metrów. I kopali, w dodatku chętnie, wszyscy traktowali to trochę jak piknik. Jeszcze jedna stara historia, jak najbardziej autentyczna. Zaraz po wojnie jeden z sowieckich żołnierzy, kręcących się po okolicy, podrywał miejscową dziewczynę. Ta jednak wolała Polaka. Wów-

czas tamten go zastrzelił. Wkrótce żołnierza aresztowali inni czerwonoarmiści. Trafił przed sowiecki sąd, a ten wydał na niego za to morderstwo wyrok śmierci. Wykonano go, żołnierz został rozstrzelany. Miejsce do zabawy nad wodą

We wsi mieszka około dwustu osób. Jak wszędzie, tak i tu zmieniło się wiele, gdy na początku lat 60. podciągnięto prąd. Wcześniej mieszkańcy na zmianę, co tydzień, spotykali się po kolei we wszystkich domach. Mieszkał tu pan, który grał na skrzypcach oraz drugi, który potrafił grać na harmonii. Te dwa instrumenty wystarczyły, by urządzać zabawy. Gdy zabłysły elektryczne światła, ten zwyczaj powoli zaniknął. Choć jak podkreśla sołtys - i tak mieszkańcy są zgrani. Jeśli chodzi o prąd, to kolejna ciekawostka, tym razem z najnowszych lat. Trzy lata temu wyłączono go na dłużej. Wówczas sołtys uruchomił agregat i jak wspomina, wszyscy przychodzili do niego ładować telefony komórkowe. Wieś leży przy ruchliwej drodze z Ponieca do Gostynia. Był czas, gdy jeździły przez nią aż 54 autobusy PKS. Obecnie kursuje ich tylko kilka. W Łęce Małej nigdy nie było majątku, to powodowało, że większość mieszkańców musiała dojeżdżać do pracy w innych miejscowościach. Obecnie działają tu dwa sklepy oraz zakład krawiecki, są też dwie przydrożne figury. Na koniec marzenie sołtysa i mieszkańców Łęki Małej - to odzyskanie tutejszego stawu. Kiedyś, gdy zamarzał, dzieciaki bawiły się na nim w tzw. kobyłę. Wbijano w lód pal, przywiązywano do niego linkę i ślizgano się wokół pala. Staw należy do Agencji Rynku Rolnego. Trwają starania o jego zwrot na rzecz wsi. - Gdyby do tego doszło, to wykarczujemy trzciny, bo zbiornik jest mocno zarośnięty, a później go zarybimy i pobudujemy stanowiska na grilla i w ogóle do zabawy. To ma być miejsce, gdzie w ciepłe dni spotykać się będą wszyscy mieszkańcy - kończy Henryk Machowski. DAMIAN SZYMCZAK


WIEŚCI Z GMINY PONIEC

[7]

II Powiatowa Spartakiada Lekkoatletyczna

Reprezentacja gminy Poniec, składająca się z młodzieży szkolnej, szkół podstawowych oraz gimnazjalnych, 2 czerwca wzięła udział w II Powiatowej Spartakiadzie Lekkoatletycznej dla Dzieci i Młodzieży Szkolnej,

zorganizowanej na stadionie miejskim w Borku Wielkopolskim. Do rywalizacji stanęło ponad 600 młodych zawodników ze szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych z terenu powiatu gostyńskiego. Podczas spartakiady łącznie rozegrano 76 konkurencji. Uczniowie przez kilka godzin rywalizowali między innymi w takich konkurencjach lekkoatletycznych, jak: biegi, skok w dal czy rzut piłeczką palantową. W kategorii gmin (szkoły podstawowe i gimnazja) uczestniczyło 7 gmin powiatu gostyńskiego, natomiast w kategorii szkół ponadgimnazjalnych udział wzięły następujące szkoły: Zespół Szkół Zawodowych w Gostyniu, Zespół Szkół Ogólnokształcących w Gostyniu, Zespół Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Krobi, Zespół Szkół w Borku Wlkp., Zespół Szkół Rolniczych w Grabonogu, Zespół Szkół Ogólnokształcących i Zawodo-

Dominik Szmajda, fotograf i podróżnik, 9 czerwca spotkał się z czytelnikami w gostyńskiej bibliotece. Autor książki i wielokrotnie nagradzanego na festiwalach podróżniczych filmu pt. "Rower góral i na Ural" opowiadał o swojej samotnej wyprawie rowerowej na Ural Polarny w 2012 r. W spotkaniu uczestniczyły również czytelniczki biblioteki w Żytowiecku.Gość opowiadał o trudach swej podróży na Ural, o wielodniowej samotnej wędrówce po dalekich bezdrożach, niespodziewanych przygodach, przygotowywaniu posiłków oraz o przeprawach przez rwące górskie strumienie. Pokazał filmy dokumentujące piękno dzikiej przyrody, odludne miejsca w tundrze, spotkania z koczownikami z ludu Chantów i Nieńców. Odpowiadał na liczne pytania uczestników spotkania dotyczące jego wypraw w inne odległe miejsca. Zdradził też plany następnych podróży. GCKSTiR

wych w Pogorzeli. Młodzież z terenu gminy Poniec dzięki ogromnemu zaangażowaniu oraz poświęceniu wielokrotnie stawała na podium, co

Rozśpiewane dziewczyny

W auli Przedszkola Samorządowego w Poniecu odbyły się Powiatowe Eliminacje do XX Wojewódzkiego Festiwalu Piosenki Przedszkolaków “Czerwonak 2015”. W konkursie zorganizowanym

przez Gminne Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji oraz Przedszkole Samorządowe w Poniecu udział wzięło 20 dzieci reprezentujących przedszkola z Krobi, Gostynia, Pudliszek, Łęki Wielkiej, Karolewa i Borku Wlkp. Z

Ponieca do etapu rejonowego awansowała Maja Brink. Nie zabrakło przedstawicielek Szkoły Podstawowej i Gimnazjum w Poniecu śpiewających w zespole Humoreska na XXIV Ogólnopolskim Przeglądzie Piosenki

w rezultacie dało jej trzecie miejsce w łącznej klasyfikacji gmin. Zwycięzcy zostali uhonorowani nagrodami. MK

Religijnej “Śremsong 2015”, który odbywał się od 18 do 21 maja. Dziewczyny dały z siebie wszystko, co zostało docenione również przez jury. Wyróżnione zostały Natalia Gol i Natalia Szynka. Wszystkim wokalistkom gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów. MK


Swój do swego...m [8]

WIEŚCI Z G

Nasze miasto i gmina mogą pochwalić się tym, że od zawsze były regionem, w którym prężnie rozwijał się przemysł mięsny. Było wiele gospodarstw, w których hodowano zwierzęta. Były to duże gospodarstwa z bydłem, trzodą chlewną czy też mniejsze z hodowlą przyzagrodową.

Ubój to zabijanie zwierząt rzeźnych przez wykrwawienie w sposób uregulowany przepisami prawa. Można wyróżnić: ubój przemysłowy, który jest dokonywany w rzeźniach, ubój gospodarczy, dokonywany przez hodowcę w celu pozyskania mięsa na potrzeby własne lub jego sprzedaż oraz ubój rytualny, tzw. szechita, przeprowadzany zgodnie

Koniecznego, przy ul. Gostyńskiej do pana Nawrockiego oraz przy ul. Śliwińskiego do pana Konstantego Krysia. Starszym Cechu Rzeźnickiego, który reprezentował rzeźników, był pan Franciszek Bartkowiak, którego masarnia mieściła się przy ul. Małozamkowej. W mieście były trzy niemieckie rzeźnie. Pierwsza to "Rzeźnictwo Terpitz", które znajdowało się przy ul. Kościelnej (dziś jest tam cukiernia), właścicielem drugiej, na rogu ul. Drożdżyńskiego i ks. Respądka, był pan Zabierz, a kolejnej, przy ul. Śliwińskiego - pan Morchel. Jak wspomina jeden z mieszkańców Śmiłowa pan Franciszek Jankowski, właściciele bardzo się szanowali i żyli w zgodzie. - Ceny w sklepach były podobne, zaopatrzenie też było zbli-

ksiądz uważał za słuszne, by nam o tym przypominać - mówi pan Franciszek. - Jednak kiedy przyuważono gosposię księdza na zakupach u Niemców, na murze przy kościele pojawił się napis "Swój do swego, a ksiądz proboszcz do Terpitzego". Świeży towar był również dostępny dla mieszkańców okolicznych miejscowości. - Niektórzy rzeźnicy załadowywali towarem wóz. Był on zasłonięty budą, która miała chronić mięso przed słońcem i deszczem - dodaje pan Jankowski. Staropolska lodownia Przedwojenne wyroby różniły się od współczesnych wyglądem, smakiem, a przede wszystkim trwałością. Technologia ich wyrobu była zupełnie inna. Mięso i kiełbasy były zaprawiane solą i saletrą. Mogły wisieć na strychu nawet miesiąc. Natomiast przetwory pasteryzowano w słoikach. Świeżość produktów wytwarzanych w ponieckich rzeźniach mogła być również zachowana dzięki działającej na terenie miasta lodowni. Mieściła się ona przy ul. Szkolnej. Lodownia była to chłodnia, w której efekt chłodzenia uzyskiwało się za pomocą lodu. Było to pomieszczenie posiadające podwójne murowane ściany, pomiędzy które wykładano dla izolacji słomę. Sklepienie lodowni pokryte było ziemią.

Otoczona była liczną roślinnością, która dawała cień. Do lodowni prowadziło dwoje drzwi, aby powietrze i światło miały jak najmniej dostępu. - Świeży lód zwożono najczęściej w styczniu, w najostrzejsze mrozy, ze stawu przy ulicy Gostyńskiej - opowiada pan Franciszek. - Wycinało się kafle grubości około 40 cm, załadowywało na sanie i transportowało do lodowni. Tam wykładano je, polewano gorącą wodą, by lód zmienił się w jedną zlodowaciałą bryłę. Temperatura w środku lodowni wynosiła ok. 4 - 5 stopni Celsjusza i podlegała niewielkim wahaniom w ciągu całego roku. Lodownia przy ul. Szkolnej była jedynym takim miejscem w mieście i po lód do niej mógł przyjść każdy. - Miejscowi rzeźnicy, jak i niektórzy mieszkańcy mieli lodówki - wspomina pan Franciszek. - Były to metalowe skrzynki na nóżkach, obite drewnem, wewnątrz których było miejsce na lód. W czasie okupacji polskie masarnie były zamknięte, prowadzono tylko te niemieckie. Po wojnie Polacy ponownie rozpoczęli produkcję, a w 1947 r., gdy wprowadzono nową politykę i nadeszły zmiany, Niemcy wyprowadzili się, a zakłady po nich przejęli Polacy. Po Zabierzu Edmund Olsztyński, po Morchlu pan Szulc z Czarkowa, a na miejscu Terpitza powstała masarnia Gminnej Spółdzielni. Ręce pełne roboty Lata powojenne to wzrost hodowli

Masarnia Konstantego Krysia - ul. Śliwńskiego, obecnie nr 5.

z przepisami niektórych religii. Natomiast rzeźnictwo to dziedzina przemysłu zajmująca się ubojem i przetwarzaniem zwierząt rzeźnych w celu pozyskania tuszy mięsnych. Do Polaka i do Niemca Już przed wojną na terenie Ponieca działało kilka prywatnych rzeźni, których właściciele prowadzili również sklepy. Małe zakłady mieściły się zazwyczaj na zapleczu tegoż sklepu. Należały one do Polaków, jak i Niemców. Polskimi właścicielami byli: pan Śliwiński, który swój sklep i zakład miał na rynku (w miejscu gdzie, dziś jest piekarnia pana Gilla), przy ul. Wolności rzeźnia należała do pana Maksymiliana

żone - mówi pan Franciszek. Sklepy były otwarte codziennie, nawet w niedziele, do godziny 12 13, kiedy to mieszkańcy miasta wracali z kościoła i mogli się zaopatrzyć w świeże mięso. Nie było rywalizacji między sprzedawcami. Każdy szedł to tego, do którego miał najbliżej. Do dziś pan Franciszek wspomina sytuację sprzed lat, kiedy to ówczesny proboszcz naszej parafii, ksiądz Józef Sztukowski, z ambony namawiał mieszkańców Ponieca, by po zakupy chodzili do polskich sklepów. - Polacy mieli się nawzajem wspierać, dawać zarobić swoim i

Masarnia Teodora Śliwińskiego - środkowy, szczytowy dom, Ryn


mięsnego

GMINY PONIEC

Lodownia mieściła się przy ul. Szkolnej,teraz jest to nr 2b i mieszkają tam państwo Rosikowie.

przydomowych. Mięso stawało się towarem coraz bardziej pożądanym. W związku z tym zwierzęta były ubijane i przerabiane w domach. Zajmowali się tym mistrzowie rzeźniccy. W latach 40. 50.zeszłego wieku byli to: Józef Nawrocki, Stanisław Mietliński, Edmund Konieczny i Stanisław Kaczmarek. Od lat 60.do 70.trudnili się tym: Stanisław Dudka, Jan Sobasik, Marian Konieczny, Franciszek Dolata oraz Mieczysław Malczyk. W latach 70. - 80.: Zdzisław Kistowski, Zygmunt Sobkowiak, Andrzej Józefowiak, Kazimierz Ptaszyński. Natomiast od lat 80. Bernard Rakowski oraz mistrz Ryszard Kubacki. Do lat 70.prowadzono także tzw. tanią jatkę. Był to ubój zwierząt z "konieczności" - jeśli zwierzę było po wypadku lokomocyjnym, po złamaniach lub nie rokowało na wyleczenie, zabijano je, a

nek 20. Obecnie piekarnia Gilla.

mięso po badaniach weterynaryjnych było przeznaczone do spożycia. Badanie mięsa w kierunku włośni przeprowadzali tzw. oglądacze: Maria Wierzbińska - Goldman i Józef Piotrowski. Badaniami poubojowymi zajmowali się lekarze weterynarii pracujący w PZLZ w Poniecu: panowie Zieliński, Szymański, Kaczmarek i Kunasiewicz. Masarnia przy kościele Oprócz działalności indywidualnej związanej z przetwórstwem mięsa na terenie miasta działała masarnia Gminnej Spółdzielni przy ul. Kościelnej. Dokonywano w niej uboju bydła i świń oraz przerobu mięsa, którym zajmowali się wysokiej klasy masarze: Stefan Dudka, Jan Sobasik i Stanisław Jokś. Kiełbasy oraz inne przetwory sprzedawano w przyzakładowym sklepie, w którym ekspedientką była pani Stanisława Kędziora. Przez ponad 30 lat kierownikiem masarni był Franciszek Antkowiak. To pod jego kierunkiem w zawodzie rzeźnika i masarza wykształciło się wielu ponieckich mistrzów rzeźnickich: m. in. Czesław Jędryczka, Kazimierz Ptaszyński, Bolesław Rosik, Zdzisław Kistowski, Henryk Hondzlik, Andrzej Śliwiński, Zygmunt Sobkowiak i Ryszard Kubacki. Od połowy lat 70.do zakończenia działalności w latach 90.kierownikiem GS-owskiej masarni był Andrzej Śliwiński. MARTA KOPANIA

Turbokozak [9]

W dniu 29 maja z okazji cyklu imprez na Dzień Dziecka w GCKSTiR w Poniecu odbyły się na ponieckim kompleksie Olik zmagania w popularnego piłkarskiego Turbokozaka. Na co dzień swoje umiejętności w tej rywalizacji sprawdzają zawodnicy reprezentujący ekstraklasowe zespoły w naszym kraju. Tym razem w tych zmaganiach mogli uczestniczyć i sprawdzić swoje umiejętności wszyscy chętni ze szkół podstawowych i gimnazjalnych. W trzech kategoriach wiekowych adepci piłki nożnej rywalizowali o miano najlepszego Turbokozaka. Zawodnicy sprawdzić się musieli w konkurencjach sam na sam z bramkarzem, rzutach karnych, także z zawiązanymi oczami, rzutach wolnych, wkręcaniu piłki z rogu, strzału z połowy boiska, odbijaniu piłki o poprzeczkę i podbijaniu. Jak widać, konkurencje wymagały sporych

umiejętności, a zawodnicy, którzy próbowali swoich sił, na pewno je posiadali. Najwięcej punktów w poszczególnych kategoriach zdobyli: Kategoria I - III SP I miejsce - Szymon Kubacki 81 pkt

Kategoria IV - VI SP

I miejsce - Dawid Pacewicz 83 pkt

Kategoria Gimnazjum

I miejsce - Maciej Maj 70 pkt

Najlepsi zawodnicy w konkurencjach piłkarskich Turbokozaka otrzymali pamiątkowe nagrody oraz dyplomy ufundowane przez GCKSTiR, a wszyscy po wyczerpujących zmaganiach mogli posilić się słodkim poczęstunkiem. Serdeczne podziękowania dla bramkarza Piasta Poniec Alberta Gałki, który przez kilka godzin, pomimo zmęczenia, świetnie spisywał się pomiędzy słupkami bramki. MK

Natomiast uczniowie klas I - III Sportowy Dzień Dziecka spędzali w Dzięczynie. W zabawie uczestniczyli wychowawcy, pani dyrektor oraz rodzice, którzy zorganizowali całą imprezę. Dla dzieci przygotowano ciekawe zadania do wykonania, za które nagradzano słodyczami. Wspólna zabawa dzieci, rodziców i nauczycieli, atrakcyjne pomysły, piękna pogoda - to wspaniały prezent dla dzieci z okazji ich święta! MK


Prawdziwe historie [ 10 ]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Mój brat jest ode mnie aż o czternaście lat starszy. Kiedy on dorastał i kończył szkołę, ja byłam małą dziewczynką. Nic dziwnego, że nigdy nie traktowałam go jak braciszka do wspólnych zabaw czy nauki, a raczej jak drugiego tatę. Tym bardziej że nasz tata bardzo wcześnie odszedł na zawsze. Mnie wychowała mama.

Nie wiem, dlaczego Janek tak szybko opuścił dom. Pamiętam, że planował ukończyć szkołę średnią, potem marzył o pomaturalnym studium fotograficznym. Chciał robić zdjęcia, wysyłać je do gazet, kiedyś urządzić wystawę. Był w tym dobry. Nauczyciele mówili, że jak będzie się uczył i rozwijał tę swoją pasję, może zajść daleko. Mama też o tym marzyła. Ale Janek dość nieoczekiwanie zmienił zdanie. Postanowił wyjechać i szukać szczęścia gdzieś w Polsce. Ja chodziłam wtedy do szkoły podstawowej, a on uważał, że jest tak dorosły, iż może zaczynać wszystko od początku. I pojechał. Aparat fotograficzny, kupiony jeszcze przez tatę, został oczywiście w domu. Nigdy więcej Janek nie wspomniał, że mógłby być dobrym fotoreporterem. Mój brat bardzo rzadko odzywał się do nas. Nie miał jeszcze wtedy telefonu komórkowego, a listów nie lubił pisać. Widywaliśmy się w święta, czasem w wakacje. Właśnie w jedne z kolejnych wakacji przyjechał z dziewczyną. Oznajmił bez ogródek, że będzie ojcem i że za kilka tygodni biorą ślub. Bratowa była bardzo młoda i trochę przestraszona tą sytuacją. Polubiłyśmy się jednak, a mama przyjęła ich z otwartymi ramionami. Znowu miała synka w domu. Wkrótce urodziły się bliźniaki, a potem jeszcze dziewczynka. Nagle mieliśmy dużą, chyba szczęśliwą rodzinę. Przynajmniej tak nam się wydawało. Ja także wyszłam za mąż. To było prawie dziesięć lat temu. Mam dwoje dzieci, dobrego męża, pracę. Odremontowaliśmy stary

dom po babci męża i jesteśmy na swoim. Nie przelewa nam się, nie na każdy luksus nas stać, ale dzieci chodzą do szkoły, co roku jeździmy na wakacje, czasem pomagam mamie. I właśnie o mamie chciałam opowiedzieć w tej historii. A dokładnie o moim bracie i mamie. Któregoś roku brat zdecydował, że wyjedzie za granicę. Uznał, że musi zarobić na mieszkanie, a w kraju nie mógł znaleźć dobrej pracy. Nie pytał o zdanie żony, a już tym bardziej mamy. Znowu wyjechał, a ja miałam wrażenie, że uciekł. Dzieci zostały oczywiście w kraju. Po roku rzeczywiście przywiózł trochę gotówki, ale to ciągle było za mało na jakikolwiek własny kąt. No więc zaproponował, by do pracy za granicą pojechała także żona. Dzisiaj wiem, że ją wręcz do tego zmusił, a ona jak zawsze nie miała odwagi mu się sprzeciwić. Z trójką małych dzieci pozostała moja mama. Jak bardzo było jej ciężko, wiedzą tylko ci, którzy obserwowali jej życie - nauczycielki w przedszkolu, sąsiedzi, lekarze, bo chodziła i do nich. No i ja, ale wtedy już mieszkałam prawie dwadzieścia kilometrów dalej. Nie wszystko widziałam i nie o wszystkim wiedziałam. Przede wszystkim nie zdawałam sobie sprawy, że brat nie daje pieniędzy na utrzymanie dzieci. Brat z bratową kupili w końcu to swoje wymarzone mieszkanie. Nieduże, zaledwie dwupokojowe, ale bardzo ładne. Dzieci mają swój pokój, oni swój. No i mieszkają w tej samej miejscowości, co mama. Czasem myślę, że z bardzo konkretnych powodów wybrali tę

naszą rodzinną mieścinę. Oni nie potrafią żyć bez pomocy mamy. A to stało się ostatnio wręcz "niezdrowe". Codzienność mojej mamy wygląda bowiem tak, że już po szkole wnuki przychodzą do niej. Mama gotuje dla nich obiady, pomaga odrabiać lekcje, jeszcze odprowadza je do domu. Zdarza się, że w tym czasie brat jest u siebie, ale odpoczywa. Tłumaczy, że jest zmęczony, zestresowany. Nawet w niedzielę podrzuca dzieci do babci. Patrzę na tę moją mamę i nie mogę uwierzyć, że pozwoliła, by młodzi tak bardzo ją wykorzystywali. Jest coraz szczuplejsza i coraz bardziej zmęczona. Nie żali się, nie dyskutuje na ten temat, nie zgadza się, bym szczerze porozmawiała z bratem. Bo przecież kocha wnuki. Niedawno mama poprosiła mnie o pożyczkę. Zdziwiłam się, bo ma dosyć dobrą emeryturę i

dotąd nigdy nie potrzebowała pieniędzy. Przywoziłam jej często a to owoce, a to kawałek mięsa, to jajka, bardziej jednak jako podarunek, nie konieczność. Tymczasem mamie zaczęło brakować na życie. Nie mogłam w to uwierzyć. To przecież znaczyło, że mój dorosły brat oddał całą trójkę dzieci mamie na utrzymanie. Robi to bez skrupułów, jako coś oczywistego, coś, co mu się należy. Nie jestem pewna, czy bratowa wie, że aż tam zaplanowali codzienność mamy. Tak nieodpowiedzialnie i tak niesprawiedliwie. Zatęskniłam do czasów, gdy Janek biegał z aparatem po okolicy i marzył, że zrobi najpiękniejsze zdjęcia. Do tego Janka, który czasem zastępował mi tatę. Kto go tak zmienił? Nieodwołalnie postanowiłam zabrać mamę do siebie. Chociaż na kilka miesięcy. Muszę ją jeszcze przekonać, że świat Janka się nie zawali i że dzieciom nie stanie się krzywda. Na razie nie chce o tym słyszeć. A przecież u mnie też są jej wnuki i zwyczajnie tęsknią za babcią. Może one sprawią, że podzieli się miłością z całą piątką wnucząt. Tak bym chciała, aby odpoczęła. SPISAŁA

HALINA SIECIŃSKA

GŁOSUJ NA NASZE PRZEDSZKOLE

Zabytkowy kompleks przedszkolny w Poniecu został zgłoszony do konkursu “Modernizacja Roku”. Jest to ogólnopolski konkurs pod patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, który ma na celu zaprezentowanie najciekawszych dokonań polskich inwestorów, projektantów oraz budowlańców w zakresie modernizacji, remontów, renowacji czy adaptacji. Realizacja naszej inwestycji odbyła się w ramach projektu „Odnowa i nadanie nowych funkcji zdekapitalizowanym budynkom poszpitalnym poprzez stworzenie Przedszkola Samorządowego w Poniecu”. W nowo powstałym przedszkolu utworzono 7 oddziałów po 24 - 25 dzieci w każdym, co daje łącznie możliwość przyjęcia około 175 dzieci. W ramach projektu zakupiono do przedszkola pomoce dydaktyczne i zabawki, wyposażono kuchnię, założono monitoring i sprzęt multimedialny w poszczególnych salach. Realizacja projektu została sfinansowana ze środków w ramach inicjatywy JESSICA. Zachęcamy wszystkich mieszkańców do oddawania głosów na nasze przedszkole.

Swój głos można oddać na stronie www.modernizacjaroku.org.pl/plebiscyt


WIEŚCI Z GMINY PONIEC

[ 11 ]

Puchary Przewodniczącego Rady Miejskiej Ponieca rozdane

Kusz. Poniżej najlepsza 10 zawodów :

Puchar Przewodniczącego Rady Miejskiej Ponieca to coroczne zawody z cyklu Grand Prix Koła PZW Perkoz Poniec w kategorii spławik. W tym roku impreza odbyła się w pierwszą niedzielę czerwca. Jak przystało na czerwiec, pogoda była dość parna i burzowa. Mimo że po sobotnich upałach temperatura w niedzielne przedpołudnie oscylowała w granicach 20 stopni Celsjusza, to w okolicach Dzięczyny, gdzie rozegrano te za-

wody, było słychać odległe grzmoty. Na szczęście żaden kataklizm nie pokrzyżował planów i rywalizację można było rozegrać od początku do końca. Ochłodzenie o ponad 10 stopni w ciągu kilkunastu godzin nie wróżyło, niestety, nic dobrego w braniach ryb. Prawie wszyscy, którzy nastawili się na łowienie większych ryb, nie doczekali się odpowiedniego finału. Ryby brały dość grymaśnie i tylko nieliczni potrafili w tym dniu przekonać okazałe karasie i lesz-

cze do połknięcia przynęty z haczykiem. Najlepiej z taką sytuacją poradził sobie Józef Idowiak z Ponieca, który złowił prawie 4,5 kg ryb. Pan Józef - mimo że w zawodach bierze udział dość rzadko to dzięki swojemu kilkudziesięcioletniemu doświadczeniu w wędkowaniu nieraz uciera nosa aktywnie startującym zawodnikom. Zgodnie z coroczną tradycją puchary dla trzech najlepszych i nagrody wręczał ich fundator - przewodniczący Rady Miejskiej Ponieca Jerzy

Dzięki wspólnej inicjatywie Ponieckiego Stowarzyszenia Wędkarskiego Perkoz i Koła PZW Perkoz Poniec zorganizowano zawody wędkarskie z okazji Dnia Dziecka. Ze względu na inne zawody impreza dla najmłodszych odbyła się w sobotę, 6 czerwca, na stawie sportowym w Dzięczynie. Do wspólnego łowienia z opiekunami stawiło się 20 adeptów wędkarstwa. Łowienie trwało od godz. 14.30 do 16.30. Każdy szukał sposobów na złowienie największej ilości ryb. Jedni łowili batami, a inni na wędki z kołowrotkami. Na haczyki najczęściej trafiały małe płocie, wzdręgi, leszcze i krąpie. Przynętą były białe robaki, ciasto i kukurydza. Co chwilę wrzucano kulki zanęty, które miały przywołać ryby na stanowiska. Brały one dość dobrze i żadne dziecko nie miało pustej siatki. Komisja sędziowska szybko przeprowadziła

ważenie, a ryby wróciły do wody. Po podliczeniu wyników ogłoszono zwycięzców. Troje najlepszych w tym dniu otrzymało pamiątkowe puchary, a wszystkie dzieci takie same nagrody, które zapewnili organizatorzy i osoby prywatne. Przez dwie godziny najlepiej z wędką i rybami poradziła sobie Maja Nowacka z Drzewiec, która pod okiem taty Romana i dziadka Mieczysława Michalaka zdołała złowić ponad półtora kilograma ryb. Drugie miejsce zajął Korneliusz Zieliński, a trzecie - Wiktoria Piaszczyńska. Przy ognisku każde dziecko mogło podzielić się wrażeniami z zawodów. Co ciekawe większość z nich łowiła po raz pierwszy w życiu, a widząc na ich zapał - na pewno nie po raz ostatni. Organizatorzy podziękowali wszystkim za przybycie i wyrazili chęć organizacji zawodów za rok. NORBERT LINDNER

Koło Wędkarskie z Żytowiecka zorganizowało 24 maja zawody wędkarskie na stawie w Żytowiecku. Frekwencja dopisała, połowy były różne. Główni organizatorzy ufundowali nagrody dla najlepszych wędkarzy. Pierwsze miejsce zajął M. Sikora, drugie - D. Małecki, a trzecie - A. Nowacki. Na koniec zawodów wszyscy mogli skorzystać z gorącego poczęstunku. MK

1. Józef Idowiak 2. Jacek Tórz 3. Paweł Sibiński 4. Kamil Ślęzak 5. Eugeniusz Dziewiątka 6. Marek Wrotyński 7. Jan Krzyżoszczak 8. Karol Bogusz 9. Piotr Musielak 10. Wojciech Przybylak

Wędkarski Dzień Dziecka w Dzięczynie

NORBERT LINDNER


Szkoła w pastorówce [ 12 ]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

część 1

Waszkowo jest wioską o ciekawej historii. Jej ważnym elementem są dzieje miejscowej szkoły. Zostały one dobrze udokumentowane dzięki zachowanej kronice z lat 1945 - 1974.

Jednak tradycje szkolnictwa w Waszkowie sięgają czasów przedrozbiorowych. Robert Grupa podaje, że przy zborze luterańskim szkoła istniała już w XVIII wieku. Niewykluczone jednak jest istnienie placówki szkolnej w czasach wcześniejszych. Protestanci przywiązywali bowiem dużą wagę do oświaty, a szkoła w Waszkowie służyła nie tylko dzieciom miejscowym, ale również z okolicznych miejscowości, np. Ponieca. Szkoła istniała również w wieku XIX, o czym świadczy pierwszy wpis w kronice z kwietnia 1945 r., przy którym znajdują się dwa zdjęcia budynku. Wynika z nich, że szkoła mieściła się w budynku do dziś istniejącym, obok kościoła. Obecnie służy jako budynek mieszkalny. Szkoła posiadała pole w trzech kawałkach o łącznej powierzchni 2, 32 ha, ogród o powierzchni 18 arów oraz dwa budynki gospodarcze. Po I wojnie światowej szkoła została zlikwidowana. Dzieci polskie wyznania katolickiego uczęszczały do szkoły w sąsiednim Janiszewie, natomiast dzieci niemieckie wyznania ewangelickiego do szkoły znajdującej się w Poniecu przy ul. Krobskiej. Dokładna data likwidacji szkoły nie jest znana. Można przypuszczać, że wiązała się ona z ostatecznym przeniesieniem siedziby pastora do Ponieca i zmniejszeniem liczebności ludności niemieckiej, której część po odrodzeniu Polski w 1918/1919 r. opuściła granice państwa polskiego. W tej sytuacji utrzymywanie odrębnej szkoły dla garstki dzieci nie miało uzasadnienia. W czasie II wojny światowej Niemcy wznowili działalność szkoły. Naukę rozpoczęto w maju 1940 r. w dawnym budynku szkolnym. Po kilku dniach uznano jednak, że jest on niewystarczający. Szkoła została przeniesiona do budynku pokościelnego, tzw. pastorówki (obecnie numer 22). Szkoła była przeznaczona dla dzieci niemieckich. Polskie uczęszczały do szkoły w Poniecu, istniejącej w obecnym Domu Katolickim. Z ustnych relacji byłych mieszkańców Waszkowa wynika, że obok szkoły w Waszkowie przez pewien okres funkcjonowała ochronka. Liczba uczniów szkoły w Waszkowie w czasach okupacji nie jest

znana, niewykluczone jednak, że mogła wykazywać tendencję wzrostową. Była ona wynikiem wzrostu liczby ludności niemieckiej w Poniecu i okolicach. Do Waszkowa sprowadzono wówczas pewną liczbę tzw. Niemców czarnomorskich. Z zapisów w kronice wynika, że dwie rodziny przesiedleńców ulokowano w budynku szkolnym na parterze, gdzie również mieściła się klasa. Mieszkanie nauczyciela znajdowało się natomiast na poddaszu. Przesiedleńcy byli dość uciążliwymi lokatorami. Między rodzinami wybuchały ustawiczne kłótnie, w związku z czym trzeba było wykonać osobne wejście do budynku dla każdej z nich.

styczniu 1946 r. zlikwidowano bowiem klasę I przyśpieszoną, a jej uczniów przeniesiono do klasy II. Od tej pory, aż do chwili likwidacji, szkoła podstawowa w Waszkowie była szkołą czteroklasową. Od klasy V uczniowie pobierali naukę w Poniecu. Ze względu na niewielką liczebność szkoła w Waszkowie posiadała zawsze tylko jednego nauczyciela, który - jako tzw. nauczyciel kierujący - odpowiadał za całość spraw związanych z funkcjonowaniem szkoły. Nauczanie odbywało się zazwyczaj w klasach łączonych. Klasa pierwsza uczyła się z drugą a trzecia z czwartą. Dla przykładu można podać, że w la-

Przesiedleńcy doprowadzili do dewastacji zajmowanych mieszkań, gdyż trudnili się wyrobem samogonu. Dewastację pogłębili żołnierze radzieccy, którzy przez pewien czas stacjonowali w budynku po wypędzeniu Niemców w styczniu 1945 r. Niecałe dwa miesiące po ucieczce Niemców, 17 marca 1945r., do Waszkowa przybył nauczyciel Franciszek Demuth. Dwa dni później szkoła rozpoczęła działalność. Do klasy I zapisano wówczas 30 uczniów, do I przyśpieszonej 11, do II - 9, a do klasy III - 4 uczniów. Dużą liczbę uczniów w klasach pierwszych wytłumaczyć można tym, że większość dzieci posiadała poważne zaległości w nauce z okresu okupacji. Z czasem uznano, że zaległości te zostały częściowo nadrobione. W

tach 40.klasa I połączona z II miała tygodniowo 15 godzin lekcyjnych, natomiast klasy III i IV wspólnie uczyły się przez 21 godzin tygodniowo. Pod koniec lat 50.klasy I i II miały 17 godzin lekcyjnych, a klasy II - 19 godzin w tygodniu. Z powodu zmniejszenia się liczby uczniów od lat 60.rozważano możliwość likwidacji szkoły. Pierwsza wzmianka na ten temat pojawia się na kartach kroniki w 1968 r., kiedy to w związku z przeniesieniem jednej rodziny do Kaczkowa liczba uczniów zmniejszyła się do 16. Możliwość likwidacji szkoły w tym czasie była coraz bardziej brana pod uwagę, gdyż w Poniecu budowano wówczas nowy gmach szkolny. Nauczyciel Wiktor Baumann z niepokojem pisał we wrześniu 1969 r., że być może jest to ostatni rok nauki, gdyż z początkiem roku szkolnego 1970/1971

pozostanie w szkole tylko 14 uczniów. W myśl ówczesnych przepisów likwidacja szkoły mogła mieć miejsce, gdy liczba uczniów spadła poniżej 15. W. Baumann likwidację szkoły przewidywał na rok 1971/1972. W rzeczywistości skończyła funkcjonować w 1974 r. Pod datą 8 października 1945 r. znajdujemy w kronice wpis nowego nauczyciela Franciszka Stróżyńskiego. Na temat odejścia F. Demutha zamieścił on wzmiankę: "Poprzednik mój Demuth zbiegł niespodziewanie z granic Polski, mając do tego ważne powody". Brak wyjaśnienia tych powodów. Można tylko snuć domysły na temat ucieczki pierwszego nauczyciela w Waszkowie. Niemieckie brzmienie nazwiska nasuwa podejrzenie, że mógł w czasie okupacji podpisać tzw. volkslistę. Brak jednak na to dowodów. Inna hipoteza, stawiająca uciekiniera w korzystniejszym świetle, mówi, że mógł on być zamieszany w działalność podziemia niepodległościowego, wskutek czego ścigały go władze komunistyczne. Franciszek Stróżyński prowadził szkołę w Waszkowie do 1 lipca 1951 r. Po jego odejściu stanowisko nauczyciela objął Mieczysław Misiewicz, dotychczasowy kierownik szkoły w Gościejewicach. Szefował on szkole w Waszkowie do 1960 r., kiedy to odszedł w stan spoczynku. Z dniem 1 lipca tegoż roku nowym nauczycielem został Czesław Gąsiorek, dotychczasowy nauczyciel w Szkole Podstawowej w Potarzycy. Urzędowanie rozpoczął w dniu 25 sierpnia 1960 r. Gąsiorek pracował w Waszkowie do 12 marca 1965 r., kiedy to odszedł "do szkoły wyżej zorganizowanej". Jego następcą został w dniu 1 kwietnia 1965 r. Wiktor Baumann, dotychczasowy kierownik Szkoły Podstawowej w Rusiborzu w powiecie średzkim. Pełnił funkcję aż do chwili likwidacji szkoły w 1974 r.

Źródło; Kronika Szkoły Podstawowej w Waszkowie, 1945 - 1974 Informacje zawarte w artykule publikowałem również na łamach "Nowej Gazety Gostyńskiej" w 2009 r.

GRZEGORZ WOJCIECHOWSKI


WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Kalendarium ponieckie Działo się w Szurkowie Część 1:

1310 - Henryk II książę wielkopolski i głogowski ustanowił dystrykt w Poniecu: w jego granicach znalazła się m. in. wieś Szurkowo. 1409 - Biskup poznański Wojciech Jastrzębiec dał Szurkowo Tomisławowi, Wojciechowi i Stanisławowi oraz ich matce Jafroszce w zamian za Bukownicę koło Krobi. Odtąd bracia przez szereg lat wspólnie posiadali wieś Szurkowo. 1409-26 - Wojciech Szurkowski, syn Marcina, brat Stanisława i Tomisława, herbu Wężyk, wicepodsędek w Kościanie w latach 1424 - 26. W 1412 toczył procesy z Hanką z Łaszczyna jako pełnomocnik Szymona i Wilina z Gostkowa o 30 grzywien poręki. Sam pozwał Hankę w sprawie Wawrzyńca z Łaszczyna o podział Łaszczyna. Występował w procesach swego szwagra Pichoty i Heleny o posiadane przez nich dobra, Sławka i Agnieszki Łaszczyńskiej o niezwrócenie trzech dokumentów. W 1418 ręczył za Hanczla sołtysa z Dzięczyny. W latach 1422 - 23 był asesorem sądowym. W 1424 ręczył za Szczepana Rydzyńskiego. W 1425 toczył spór z Pępkiem, mieszczaninem z Kościana o 8 skór. W 1425 wspólnie z Piotrem Gościejewskim miał proces z Henrykiem Wyskotą z Rusocina i Bylęcina. W 1425 zastępował w sądzie Szczepana Rydzyńskiego. W dokumentach z lat 1428 - 29 jest wzmiankowany już jako zmarły. Wymieniana jest wdowa po nim Małgorzata [zapewne z Sierakowa] i syn Klemens. 1409-30 - Drugi z braci Szurkowskich - Stanisław (Stachnik), wicesędzia w Kościanie, podsędek latach 1419 - 24, podsędek poznański w latach 1424 - 30. 1409-29 - Trzeci z braci Szurkowskich - Tomisław. O jego życiu najmniej wiadomo. Prawdopodobnie był człowiekiem konfliktowym. W 1428 Mikołaj Położejewski i Jan Trzebiecki ręczyli za niego, że będzie żył w pokoju z Wojtkową z Szurkowa i jej dziećmi. W 1429 toczył proces z Małgorzatą Sierakowską, wdową po bracie Wojciechu, jej synem Klemensem i innymi dziećmi. Obiecał, że nie będzie jej niepokoić w należącej do niej połowie Szurkowa, aż do czasu rozsądzenia sprawy i wykupienia tych dóbr. W latach 1418-30 występował w sądzie w imieniu licznych osób. W 1424 brał udział w rozgraniczeniu Nowej Marchii od Królestwa Polskiego. W 1424 przegrał proces z Borkiem Gryżyńskim o prawo bliższości do części Łęki Małej, którą Gryżyńskiemu sprzedał Maciej z Łęki Małej. Toczył spory sądowe: 1425 z Wojciechem, sołtysem z Łęki Wielkiej, 1427 - 28 z Tyfanem z Osieka i Szymanowa o to, że Tyfan wziął udział w napadzie i obrabowaniu domowników (familiares) Szurkowskiego przez Staszka Sulewskiego, zw. Starostą. Tyfan zaprzeczał oskarżeniom Szurkowskiego. Występował także jako pełnomocnik (tutor) klasztoru w Lubiniu. W latach 1428 - 29 zastępował w sądzie Mikołaja, opata z Lubinia. W 1428 wraz z Marcinem, sołtysem z Dupina, toczył spór z Bartoszem Ponieckim, który pozwał ich dokumentami królewskimi. Zmarł 30 marca1430. 1427 - Marcin, Jan Krupka i Piotr, kmiecie z Szurkowa, toczyli proces z Piotrem i Janem Gościejewskimi z Gościejewic. 1429-52 - Właścicielem Szurkowa był Klemens, syn Wojciecha. W 1444 toczył spór z Katarzyną z Krajewic i Janem Dłońskim, a w 1447 ze szlachcicem Mikołajem Burałowskim z Ponieca. W 1449 zapisał żonie Małgorzacie po 70 grzywien posagu i wiana na części Szurkowa i 1 łan w Łaszczynie. Jego synami byli: Szymon, Wincenty i Jan.

Źródło: Słownik historyczno - geograficzny ziem polskich w średniowieczu Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk http://www.slownik. ihpan. edu. pl/search. php?id=26657&q=Szurkowo&d=0&t=0 (dostęp 11.06.2015) GRZEGORZ WOJCIECHOWSKI

[ 13 ]

Lekarz weterynarii Roman Szymański radzi...

Kokcydioza świń - jest to jedna z chorób pasożytniczych, która czyni wielkie spustoszenie w hodowli trzody chlewnej. Najczęściej występuje u prosiąt i warchlaków w wieku 2 - 12 tygodni. Niestety, znaczenie kokcydioz jest w Polsce niedoceniane. Zarażenie osesków szeregiem gatunków kokcydii doprowadza do wystąpienia objawów choroby w postaci biegunki u prosiąt przebywających w chlewniach o niskim standardzie zoohigienicznym (wysoka wilgotność, wysoka temperatura sprzyjają rozwojowi tych pierwotniaków. Zakażenie następuje przez spożywanie przez prosięta oocyst (formy rozwojowe pierwotniaka) wraz z zanieczyszczoną kałem karmą. W przewodzie pokarmowym z oocyst uwalniają się sporozoity(formy chorobotwórcze pasożyta) i wnikają do komórek nabłonka w przedniej części jelita czczego. Oocysty w kale mogą być stwierdzane u prosiąt między 8. a 14. dniem po urodzeniu. Wydalone z kałem oocysty szybko ulegają przemianom i rozwojowym i po 48 godzinach mogą być źródłem inwazji. Kliniczne objawy choroby ujawniają się u młodych 5 - 20-dniowych prosiąt, które zarażają się w pierwszych dniach życia oocystami. Okres inkubacji choroby wynosi od 2 do 20 dni. Rozwijające się w jelitach kolejne pokolenia pasożytów uszkadzają w znacznym stopniu nabłonek jelitowy, co prowadzi do zaburzeń we wchłanianiu jelitowym i gospodarce elektrolitowej organizmu. Intensywne zarażenie 5 - 15-dniowych prosiąt może prowadzić do znacznych - sięgających 20 proc. padnięć prosiąt. Kokcydioza może przebiegać bez objawów klinicznych, może jednak wpływać ujemnie na przyswajanie pokarmu, co uwidacznia się w zmniejszonych przyrostach masy ciała. Objawem klinicznym kokcydiozy jest biegunka pojawiająca się u prosiąt między 5 - 15 dniem życia W zależności od intensywności inwazji proces chorobowy może mieć przebieg mniej lub bardziej ostry. W przypadku ostrym kał jest wodnisty, kremowy czasem z domieszką krwi o bardzo przykrym zapachu, a dotknięte chorobą prosięta są wychudzone i odwodnione. Często padają. Leczenie i profilaktyka Pobrać należy kał do badań koproskopowych - pobiera się świeże próbki kału od prosiąt z objawami biegunki. Profilaktyka Lochom w okresie 7 - 10 dni przed porodem należy podawać środki przeciw kokcydiozie, prosiętom zakażonym jak najwcześniej podać podobne środki. Leczenie jest stosunkowo łatwe i dające szybkie pozytywne rezultaty. Ale najważniejsza jest profilaktyka.

Tegoroczny Dzień Dziecka był jak co roku również Dniem Sportu. 1 czerwca wszyscy uczniowie klas IV - VI Szkoły Podstawowej w Poniecu spotkali się na miejskim stadionie, gdzie rywalizowali w konkurencjach sportowych, zdobywając punkty dla swojej klasy. Członkami komisji sędziowskich w poszczególnych konkurencjach byli nauczyciele. Trwała wspaniała zabawa, dominował dobry humor i śmiech. MK


[ 14 ]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

HOROSKOP KRZYŻÓWKA Z NAGRODĄ Dobre rady

Baran 21.03-19.04 Na razie nie masz szans na rozpoczęcie poważnego związku. Bardziej prawdopodobny jest krótki romans. W stałych związkach dobre relacje. Znajdziesz czas, by zadbać o urodę przed wakacyjnym wyjazdem. Finanse nieco lepsze. Byk 20.04-20.05 Tegoroczne wakacje przyniosą Ci odnowę uczuć w związku lub nową miłość. Będziesz naprawdę szczęśliwa. W pracy nieco przystopuj, bo zbyt wiele bierzesz na siebie. Skontroluj zdrowie. Bliźnięta 21.05-21.06 Właśnie teraz przyjdą Ci do głowy najlepsze pomysły, zwłaszcza zawodowe. To może być okazja do awansu. Bliźnięta będą brylować w towarzystwie, mogą poznać nowych przyjaciół. Ostrożnie gospodaruj pieniędzmi. Rak 22.06-22.07 Gwiazdy niosą Ci powodzenie. Z łatwością zrealizujesz to, co sobie planowałaś. Musisz jednak oddzielić to, co naprawdę ważne, od spraw drugorzędnych. Szykuje się romans. No i nieoczekiwany przypływ gotówki. Lew 23.07-22.08 Najbliższe dni przyniosą Ci znaczną poprawę nastroju. Będzie to więc dobry czas na rozrywki, spotkania, urlop. W pracy warto zgodzić się na drobne ustępstwa. Koledzy to docenią. Panna 23.08-22.09 Gorący okres. Wiele drobnych spraw zwali Ci się na głowę, bez pomocy bliskich się nie obejdzie. W czasie urlopu poznasz kogoś interesującego. Napisz do przyjaciół. Waga 23.09-22.10 Szybkie tempo życia zacznie Cię męczyć. Zechcesz poświęcić więcej uwagi domowi i najbliższym. Wybierz się choć na krótki urlop. Pod koniec miesiąca spodziewaj się dobrej wiadomości. Skorpion 23.10-21.11 Wokół Ciebie nowe twarze. Możliwe, że wejdziesz w nowe towarzystwo. Pamiętaj, że nie każdemu można zaufać. Wkrótce czeka Cię spotkanie z dawną miłością. Będą wspomnienia i mnóstwo radosnych chwil. Strzelec 22.11-21.12 Sprawy sercowe zejdą teraz na dalszy plan. Skupisz się na pracy, tym bardziej że otrzymasz bardzo ważne zadania do wykonania. Może czeka Cię podwyżka? Koziorożec 22.12-19.01 Pomyśl więcej o sobie. Odpocznij, wybierz się do fryzjera, kosmetyczki, na zakupy. Ktoś czeka na znak od Ciebie i marzy o spotkaniu. Finanse lepsze. Wodnik 20.01-18.02 Pojawi się szansa na nawiązanie nowych znajomości, które okażą się miłe i pożyteczne. W domu trochę nieoczekiwanych wiadomości, niektóre Cię wręcz zaskoczą. Uważaj z wydatkami. Ryby 19.02-20.03 Łatwo nawiązujesz kontakty, więc towarzyski sukces masz zapewniony. Przyda Ci się w czasie wakacyjnych wojaży. Właśnie teraz powinnaś wyjechać na urlop. Skontaktuj się z dalszą rodziną, czekają na sygnał.

Dziś proponujemy czytelnikom wpisanie do diagramu znaczenia 10 kolejnych słów. Rozwiązanie znajdzie się w pionowym zaznaczonym rzędzie. Aby wziąć udział w losowaniu nagrody, należy odgadnąć hasło ukryte w krzyżówce.Prawidłowe rozwiązanie trzeba przepisać na kartkę i wysłać lub dostarczyć do Gminnego Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji w Poniecu. Rozwiązanie można też przesłać e-mailem na adres krzyzowka@gck.poniec.eu. Prosimy pamiętać o podaniu imienia, nazwiska i adresu zamieszkania. Wśród nadawców prawidłowych odpowiedzi wylosujemy nagrodę. Na rozwiązania czekamy do 10 lipca. Rozwiązanie poprzedniej krzyżówki brzmiało: ROWEREM PRZEZ POWIAT. Nagrodę wylosowała Katarzyna Majchrzak z Ponieca. Zapraszamy do GCKSTiR po odbiór nagrody.

1. Sposobność

2. Na pięciolinii

3. Obchodzi imieniny 27.06 4. Wezwanie na pocztę 5. Z kropką na końcu

6. Szybka karetka

7. Kolizja kilku pojazdów 8. Kuzynka brzozy

Dobre na lato

9. Łódka na górski spływ 10. Tłuszcz lizusa

KREM Z KURCZAKA Składniki: 1 duża pierś kurczaka (pojedynczy filet), 2 - 3 duże ziemniaki, 1 cebula, 1 l bulionu drobiowego, 100g śmietany kremówki, sól, pieprz, mielona słodka papryka, masło. Jak to zrobić? Cebulę obierz, pokrój w kostkę i zeszklij na maśle. Przełóż do garnka. Obrane ziemniaki pokrój w kostkę. Pierś kurczaka podziel na kilka mniejszych części. Razem z ziemniakami włóż do garnka z cebulką i zalej bulionem. Gotuj pod przykryciem na wolnym ogniu około pół godziny. Zupę zdejmij z ognia i zblenduj na gładko. Dodaj śmietankę, przyprawy według uznania i gotuj jeszcze chwilę. Podaj z grzankami lub groszkiem ptysiowym i ewentualnie natką. PIANKA Z RABARBAREM Składniki na 4 porcje: 25 dag rabarbaru, 15 dag cukru, 1 laska wanilii, 2 laski cynamonu, 3 cienkie plasterki świeżego imbiru, 5 dag malin (świeżych albo mrożonych), 3 łyżeczki żelatyny, 20 dag mielonego twarogu, 2 białka, 25 dag śmietany kremówki, 2 łyżki likieru pomarańczowego. Jak to zrobić? Dzień wcześniej rabarbar oczyść, opłucz, pokrój na kawałki. Przełóż do garnka, dodaj 50 ml wody i połowę cukru, zagotuj mieszając. Laskę wanilii rozetnij, czubkiem noża zeskrob rdzeń. Wrzuć do rabarbaru. Dodaj też imbir, laskę cynamonu i maliny. Garnek przykryj folią aluminiową i wstaw do piekarnika rozgrzanego do temp. 175 st. Piecz przez 25 minut. Wyjmij i odstaw na noc do wystudzenia. Następnego dnia namocz żelatynę. Twaróg utrzyj z 2 łyżkami cukru. Białka ubij powoli dosypując pozostały cukier. Ubij także śmietanę. Żelatynę rozpuść, podgrzewając, wymieszaj z twarogiem i likierem. Do masy domieszaj pianę z białek oraz bitą śmietanę. Krem przełóż do 4 szklaneczek. Schładzaj przez 4 godziny. Przed podaniem na wierzch każdej porcji deseru połóż trochę masy owocowej.

* Aby upieczone ciasto było bardziej apetyczne, zamiast bułką możemy formę posypać kakao. * Przypalone mleko uratujemy, przegotowując je ze szczyptą soli. * Budyń nie przypali się podczas gotowania, jeśli przedtem dno garnka nasmarujemy masłem. * Aby szybko i skutecznie usunąć piasek z grzybów, należy je umyć w osolonej wodzie. * Do ciasta, do którego nie dodajemy drożdży, warto wlać odrobinę octu, a będzie bardziej chrupkie * Słoik z dżemem lub kompotem łatwo otworzyć bez naruszania zakrętki, jeśli na chwilę wstawimy go do gorącej wody.

Regenerujemy włosy

Jeśli często używamy suszarki lub prostownicy, warto przynajmniej raz w tygodniu wzmocnić włosy. Na 30 minut nakładamy na nie regeneracyjne maseczki, zrobione z naturalnych produktów. Oto trzy do wyboru: * Miodowo - jajeczna: Żółtko jajka połącz z łyżka miodu. Mieszankę utrzyj z 2 łyżkami oliwy * Rycynowo - cytrynowa: Łyżkę soku z cytryny zmieszaj z 2 łyżkami olejku rycynowego i żółtkiem jajka * Aloesowo - mleczna: 4 liście aloesu zmiksuj z 4 łyżkami ciepłego mleka, łyżką miodu, 2 łyżkami oliwy. Po zmyciu masek spłukujemy włosy zimną wodą z sokiem z cytryny.

(: HUMOR :) Dwaj znajomi spotykają się po latach:

- Ożeniłeś się? - No, sześć lat temu. - Nie jesteś czasem zazdrosny? - Cały czas. Zazdroszczę kawalerom... ***

Jasiu mówi do mamy:

- Mamo, dzisiaj rano, kiedy jechałem autobusem, tata kazał mi wstać i ustąpić miejsca kobiecie. - To bardzo ładnie.

- Ale mamo, ja siedziałem na taty kolanach. ***

- Moja dziewczyna postanowiła, że powinniśmy zostać najlepszymi przyjaciółmi. A więc otworzyłem wino i zacząłem jej opowiadać o tym, jak moja dziewczyna ostatnio przytyła.


WIEŚCI Z GMINY PONIEC

[ 15 ]

W Zawadzie Dzień Dziecka zorganizowano 6 czerwca. W tym dniu na dzieci czekały liczne atrakcje. Największe zainteresowanie wzbudziła Księżniczka, przejażdżka bryczką oraz jazda kucykiem. Pociechy miały również okazje poznać żużlowca drużyny "Łączyńscy - Carbon Startu" Gniezno Norberta Kościucha. Zabawę zakończyło wspólne grillowanie. MK

Dzieci z sołectwa Waszkowo z okazji Dnia Dziecka 7 czerwca wyjechały do Bajkolandii w Lesznie. Malowanie twarzy, poczęstunek czy słodkie upominki - to tylko nieliczne atrakcje przygotowane przez gospodarzy obiektu. Dwugodzinny pobyt minął na wyśmienitej zabawie. Dzieci zmęczone i zadowolone z uśmiechem na twarzy wracały do domu. MK

W ramach obchodów Dnia Dziecka w kawiarence internetowej GCKSTiR w Poniecu 5 czerwca rozegrany został komputerowy Turniej FIFA 15. W imprezie uczestniczyło ośmiu chłopców, którzy na czas turnieju kierowali najsłynniejszymi klubami Europy. Walka trwała przez kilka godzin. Po zaciętych zmaganiach zwyciężył Real Madryt - czyli Maciej Maj, drugie miejsce zajął Arsenal - czyli Damian Ratajczak, a trzecie miejsce przypadło klubowi FC Barcelona - czyli Erykowi Offertowi. MK


[ 16 ]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Grupa 60 rowerzystów wzięła udział w rajdzie rowerowym do Rydzyny, przygotowanym przez GCKSTiR w Poniecu oraz Organizację Turystyczną "Leszno-Region". Cykliści wyruszyli w drogę 13 czerwca o godz. 11 z placu pod GCKSTiR, by jadąc przez Nową Wieś i Dąbcze dotrzeć do Zamku w Rydzynie. Na miejscu na uczestników rajdu czekały liczne atrakcje i konkursy przygotowane przez "Leszno-Region" oraz przewodnik, który oprowadził ich po okolicach zamku. Mimo upału, jaki panował w tym dniu, grupa z uśmiechem przejechała 35 - kilometrową trasę. MK Koło Gospodyń Wiejskich w Dzięczynie, radny i sołtys zorganizowali Festyn Rodzinny. Impreza odbyła się 14 czerwca na Dzięczyńskim Kompleksie Rekreacyjnym. Atrakcje, jakie zostały przygotowane przez organizatorów, przyciągnęły mnóstwo mieszkańców naszej gminy i okolic. Uczestnicy mogli brać udział w licznych konkurencjach sportowych, podziwiać pokaz skoczków spadochronowych czy też postrzelać z wiatrówki. Jednak największym zainteresowaniem cieszyła się loteria fantowa, w której główną nagrodą był skuter. MK

Na placu zabaw przy Sali Wiejskiej w Janiszewie 31 maja odbyła się impreza z okazji Dnia Dziecka. Sołectwo wraz z Kołem Gospodyń Wiejskich zorganizowało szereg atrakcji, m. in.: malowanie twarzy, przejażdżki na kucyku i bryczką, gry i zabawy z animatorem. Był też klaun, który rozdawał dzieciom baloniki oraz słodycze. MK

Wieści z Gminy Poniec - nr 54 - Czerwiec 2015  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you