Page 1

1


2


TEKST Piotr Dabov Tomek Brzozowski Wiktor Skok Exgirls Bartek Ressel Rafał Zelek Maciek Rzankowski ----------------------------------------------------------------------GRAFIKA hakobo.art.pl ----------------------------------------------------------------------KOMIKS Marcin Pryt ----------------------------------------------------------------------FOTO Bartek Ressel tomekbrzozowski.com yarrekphoto.com rafalwielgus.com fabjanski.com hakobo.art.pl znowu Dabov? ----------------------------------------------------------------------MÓZG OPERACJI Piotr Dabov ----------------------------------------------------------------------NIE TYLKO OD WCISKANIA SPACJI Jakub Stępień ----------------------------------------------------------------------KONTAKT pogo@pogoskate.com ---------------------------------------------------------------------DIZASTER zero sześć czyli zrób gazetę potem nie będziesz miał co jeść ----------------------------------------------------------------------Ten smakowity numer złożyliśmy pod koniec czerwca 2006 roku. ----------------------------------------------------------------------Następny numer pewnie kiedyś jeszcze wyjdzie. Idź na deskę już.

Wziąłem psa. Wyszedłem na spacer. A tam pani ze sklepiku co ma marże dużą bo mały sklep to musi się uśmiechać, trochę plastik ale miły piesek mówi,ale nie dam Jingi pogłaskać bo wyszła ze schroniska Moja psina, suka po przejściach,kocham ją. Już mi imprezki zbrzydły alko też a trawka hhihhhihi raczej nużąca z helem mieszana, Bojler ci powie że można tylko zapaści dostać, zresztą jak Straight edge to lepiej się tego trzymam. Mózg od wódy i dragów i od tych tysiąca gleb na desce jaskółce tak przekatowany jak mózg boksera po paru nokautach, a zresztą... Obgadują i obgadują. Piszczą coś i piszczą za plecami, i myslą że się przejmę. Żal mi bidulków. Chociaż nie wiadomo jak będziesz krystalicznie czysty to i tak będą lepić Cię gównem. Chciałem sobie zrobić koszulkÍ z napisem TO TERAZ WYMYŚL NA MNIE JAKĄŚ PLOTK Ę. ale po co? POCO? POGO? Wspieraj ten burdel bo to naprawdę czysta sprawa a nie półeczki z supermarketu czy

Jasiu w rapowych ciuchach udający czarnego z getta. Getto to my mamy cały czas, po co kopiować plastik Ameryczkę? Za dużo MTV? Mimo że czasem moje próżne ja chce być świnką doświadczalną w MTV, to w domu nie mam telewizora Bo propaganda ważna, nie chcesz wiedzieć ile czasu i kasy kosztuje mnie wydanie tej szmaty. Po co piszę te smęty, słowa, skręty, hihy, proroctwa? Żeby dziecinki na oczy przejrzały!! A ci ci ciii! ...kiedyś rap był u mnie tak ciężki jak skun dżordża, na szczęście w finałowym momencie katapultowałem się. Ale dzieciaki lubią mieć wzór jakiś, najlepiej Johnego Karka co bluzgi napierdala tak że chuj. Dopiero po paru latach uśmiałem się z moich wzorów, lęków, wolę patrzeć czy urodzi mi się syn czy córeczka? Jak myślisz? Dabov

3


Jeździsz trochę na deskorolce? To powinieneś znać tego gościa! Właśnie dzięki niemu wychodzi magazyn ”o deskorolce i tylko o deskoroce”, czyli INFOMAGAZINE! Andrzej Skrobański to nie tylko szczęsliwy podwójny tata, to również fajoski kamerzysta, fotograf no i oczywiście... skejt od zawsze! W naszym wypasionym dziale “pod grajndobiciem pytań” postanowiliśmy sprawdzić jego wiedzę o deskorolkowym światku.

4


Andrzejek zdałby egzamin z wiedzy o deskorolce nawet do najlepszej skejt uczelni

ocena: bdb+ !! 5

Odpowiedzi; 1b 2b 3e 4b 5c 6a 7c 8c 9bcd 10d 11a 12ad 13b 14b 15a 16c 17c 18d 19a 20abcd


No i zrobiłem z nimi wywiad. Pijalka na Bałutach. Gadaliśmy coś i gadaliśmy. Obok dziecko puszczało melodyjki. Nagrywałem. Nawet jest to przepisane gdzieś. Kurwa, ich muzyka jest tak dobra że ten mój wywiad to jak melodyjka z tej zabawki. Są bardzo dojrzałym zespołem Nie dla każdego Mistrzowskie na żywo organy, gitary, perkusja to wszystko jest tłem dla słów Żyjące wiersze, kominy, samoloty i stare obszczane kamienice. Czuć w tym szarą, piękną Łódź,a z drugiej strony coś uniwersalnego. Kuba powiedział że to dobre. Chłopaki nie pałują się pod coś tam, robią swoje. Wejdź na 19wiosen.net

Historia zespołu 19 WIOSEN Projekt zespołu 19 Wiosen powstał w październiku 1989 roku, w pociagu relacji Łódź-Wrocław. Autorami pomysłu byli dwaj fani muzyki punk i etc (np. the stooges, New York Dolls i MC5 ) Franek i Marcin, po znalezieniu klawiszowca i fana Chaos UK, Fagota postanowili zacząc nagrywać swoje ulubione utwory ze świata (piosenki Drupiego, Alphaville, Stooges, Kansan, Garbo) i z kraju ( przeboje Hanki Ordonównej, Piotra Szczepanika, Blackout i Filipinek). Zaczęli uzywać pseudonimów: Franciszek M.-gitara, bas, Zygmunt Waleczny- organy, perkusja, Henryk Ulik-wokal plus texty. Pierwsze nagrania wydawali własnym sumptem w 1993- materiał pt CO KAŻDĄ CHWILĘ i jeszcze w tym samym roku ZMARNOWANY KWIAT. Na tej drugiej taśmie do zespołu dołączyła wokalistka Anna Bursztyn. Archiwalne nagrania z tamtego okresu wydał na Cd Paweł Dunin Wąsowicz w piśmie LAMPA w numerze 7 z października 2004 roku pt 6

„CO KAŻDĄ CHWILĘ. ZMARNOWANY KWIAT” (www.lampa.art.pl). Od 1994 roku do składu dołączają Ireneusz Janik (Pogłos)-perkusja i Marcin Czerniak (Czesław Mak)-bas. Zespół zaczyna koncertować, dając sporadycznie koncerty głównie w Łodzi i Warszawie ale także w Toruniu Świdniku i Tłuszczu. W 1996 roku Lagart Factory wydaje im kasetę z materiałami z koncertów i dwóch pierwszych repertuarów pt: „1993,1995/1996” W 1997 roku nagrywaja winylowy split LP z zespołem STARZY SINGERS w wytwórni MALARIE RECORDS tu na basie gra Anna Bez. Płyta wychodzi dopiero po dwóch latach w sierpniu 1999 roku w momencie kiedy 19 Wiosen zawiesiło działalność. W 2001 doszło do próby reaktywacji grupy w przenośnym studio URYNABOX ( wtedy na ulicy Węglowej w Łodzi) udaje im się zarejestrować przekrojowy materiał z czasów poprzedniej

działalności koncertowej,który zostaje wydany w wytwórni NIKT NIC NIE WIE w grudniu 2004 roku. Płyta „11 zim” to przegląd historii zespołu w starym składzie (1993-2004). Od marca 2004 roku zespół postanawia ponownie sie reaktywować: Franek M - chwilowo zrezygnował z udziału w nowym wcieleniu zespołu polecając na swoje miejsce Konstantego Usenko znanego z takich zespołów jak SUPER GIRL & ROMANTIC BOYS, Ameba, THE LESZCZERS. Doszła tez sekcja rytmiczna z industrialnej grupy JUDE. Łukasz Franek - bas i Szymon Janiaczek - perkusja. Oprócz nich zespół tworzą już pod właściwymi nazwiskami Grzegorz J. Fajngold (dawniej Z.Waleczny)-klawisze i Marcin Pryt (H.Ulik)-wokal i teksty. W nowym stricte męskim składzie grupa zdążyła dać serię koncertów w 2004 roku w Warszawie , Łodzi ( z elektro girllz punk bandem MASS KOTKI), Wrocławiu ( na squacie przy ul.Kromera), Poznaniu (Rozbrat). Wystąpiła na międzynarodowym festiwalu kultury niezależnej w Białorusi „No culture without Subculture) w dniach 17-20 listopada wystąpili tez wspólnie z SUPER GIRL & ROMANTIC BOYS na decentrum w Białymstoku. W grudniu wystapili na imprezie pisma Lampa wspólnie m.in. z grupą Andy. Potem ruszyli na mini tour do Niemiec występując w klubie Subversive w Berlinie i w budynku spalonego teatru


Rote Flora w Hamburgu. W grudniowym numerze pisma lampa (WWW.lampa.art.pl) na składance Cd Radio Lampa ukazała się ich nowa piosenka „Bez matki” oraz utwór PROCESORA PLUSA (solowego elektro punk projektu Fagota) i PUSTOSTATORA „Nie rozumiec słów” (zespół Franka M.) Zima i wiosna 2005 roku to koncert w Krakowie i w Łodzi ( rekordowa frekwencja 224 sprzedane bilety!!!) oraz tworzenie materiału na ep “Piękno”. W czerwcu 2005 w studio “Kaukaz” ( na ul. Kaukaskiej) w Warszawie następuje nagranie nowych piosenek i kilku starszych w nowych aranzacjach całość będzie wydana najwcześniej w styczniu 2006 roku najpóżniej na wiosnę. (Trwają poszukiwania wydawcy) W sierpniu 2005 roku Marcin Pryt wydaje tomik swoich wierszy, piosenek i rysunków w wydawnictwie Lampa i Iskra Boża pod tytułem “Szpital Heleny Wolf” Pismo “Lampa” ponownie zamieszcza na swoich składankach “radio Lampa” piosenki 19 Wiosen : “Struktura” ( numer czerwcowy) i “Piękno” ( numer grudniowy).

19 września 2005 w programie Poza Kontrolą na TVP Kultura wyemitowany zostaje 21 minutowymateriał z występem grupy w reż. Żurka. Co jakiś czas pojawia sie jego powtórka na antenie. Listopad i grudzień 2005 to walka o przetrwanie grupy i szukanie niezależnego od niczego i nikogo miejsca na tworzenie nowych dźwięków. Zespół jest rozdarty między Edynburgiem, Gdynią, Warszawą i Łodzią. Dramatyczna sytuacja nie powoduje jednak spadku morale. Czy uda się znależć własne miejsce? Czy powstanie nowa długogrająca płyta? Czy zespół przeżył zimę stulecia 2005/2006?

O wszystkim na stronie www.19wiosen.net będziemy informować na bieżąco. tekst: C. Novembre 7


8

BEZ MATKI

PEDOFIL

Spaliłem szpital. Zburzyłem kościół. Z głowy strzepnąłem popiół. Po długiej ciszy blask przed oczami wyzwolił śmiech miedzy zębami. Znalazłem na pustyni wodę, zwilżyłem usta obmyłem twarz. Spojrzałem w taflę podniosłem głowę Wdeptałem w piach swój strach. Bez matki! Bez ojca! Nareszcie sam do końca! Suburbia i lotniska natychmiast Stały się dla mnie dostępne Mogę odwiedzać tysiące miast Nie dbając o liczby bezwzględne Pociąg, autobus, tramwaj czy metro, TV, internet sygnał z komórki, już nie zagłuszą i nie odwleką zabicia we mnie syna i córki. Bez matki! Bez ojca!

Myślano, że skończyłeś jak pedofil w więzieniu. Nie stawiano na ciebie ani jednego euro. Szykowano formalinę na twój mózg Wysyłano w dupę ciemną. Wszystko jednak okazało się przegraną chwilową Lekkim jebnięciem z Niemca w tył głowy. Średnio trudną krzyżówką gazetową Za którą nie dostałeś rzeczowej nagrody. Może i jesteś albatrosem ze złamanym skrzydłem Albo chroma kozą u wodopoju Lub zmieniającym się z czasem malowidłem Nie mogącym zaznać spokoju. Może kiedy przyjdzie pora deszczowa Nie uchroni cię nawet rynna Mimo to spójrz w górę i zobacz Słońce wychodzi zza chmur i to ty przetrwasz.

CO KAŻDĄ CHWILĘ Skurwysyństwa to ile dzieje się wszędzie co chwilę. Ilu ludzi to zapładnia każdego wieczora i dnia. Ile to małych oczek ze wstydu się zamyka a gdy się trzeba przyznać jak się przed tym umyka. skurwysyństwa to ile dzieje się wszędzie co każda chwilę... najbardziej to hujowo jak bliżsi zrobią cię zdrowo wtedy nic już nie poradzę nad sobą tracę władzę najbardziej to hujowo jak bliżsi zrobią cię zdrowo twarz mi się w łzę zamienia i tak jakbym oniemiał skurwysyństwa to ile wśród mnie jest co każdą chwilę...


ZMARNOWANY KWIAT Dziwka Magdalena, 19 lat pisano o niej już w gazetach. Dziwka Magdalena:” Zmarnowany kwiat” z dziwki Magdaleny piękna jest kobieta. Dziwka Magdalena w noc tę znów go zdradzi Dziwka Magdalena z innym będzie spać Dziwka Magdalena da innemu wsadzić innemu miejsce w swoich ustach da. On będzie czekał na nią do rana na stole będzie szklić się wino. Ona przy innym wyczerpana. Ubierze się bo czas już minął. O świcie w cichym ulic porodzie. Zmiętą spódnicą osłoniona do jego twarzy powoli dojdzie i wtuli się w jego ramiona. Będą kapały wtedy łzy. Moczące obrus i banknoty. on na nią wcale nie będzie zły, i pójdzie rano do roboty. Dziwka Magdalena, 19 lat pisano o niej już w gazetach. Dziwka Magdalena:” Zmarnowany kwiat” z dziwki Magdaleny piękna jest kobieta.

Foto: Monix

9


Z perspektywy czasu oceniam Dizaster Tour 2005 jako szalone przedsięwzięcie Dziesiątki godzin w autach versus dziesiątki godzin na desce. Dizaster Tour 2005 nazwałbym raczej Paryż-Dakar CZiks On Spid tour. Głównymi mordercami byli Bartek Pochylski i Tommie Zanders. Jeździł również Piotrek Dabov, Michał Grzywacz, Sławek Gliński i co najśmieszniejsze, wzięty totalnie “z łapanki” nieznany wtedy nikomu Szymon Kuś czyli Szaban. W tym roku, pod koniec Sierpnia też pojedziemy. Znasz jakąś fajną miejscówkę?

Morderczy front flip w Olsztynie To chyba najlepsze zdjęcie z tego touru. Jego Wysokość Bartek Pochylski. Niestety super klejony front flip przy konfrontacji z kostką brukową musiał przegrać. Wynik; wylądowany, ale nie wyjechany supertrik i zdarta ręka. 10

Foto: www.yarrekphoto.com


Promodel Bartek Pochylski Alcomats Crew! Szerokość 19 centymetrów czyli 7 1/2 cala w sam raz na potrzeby stritrajdersów!

Pomiędzy Pochylszczakiem a Czachą jest Elektyzująca 7.625 czyli coś lekko ponad 19cm miodzik dresczyk z duzym noskiem hihhihhhi!

KÓŁKA POGO CZACHA 52MM 100A Street-owe kółkeczka cały czas bluntslide i sieczka!

11


Nie bierz macha tylko POGO CZACHA Szerokość 19.5 centymetrów czyli 7 3/4. Twoja ulubiona deska?

TRUCKERKA PLUS PIN Unikalny wzór materiału z zasłony do trumny Jacka. POGO Czacha!

TS POGO GWIAZDY Klasyk ziomuś klasyk. Dostępne również w wersji dla pięknych kobiet.

12

TS DIZASTER. Podoba Ci się gazetka? Więc wspieraj naszą szmatę!


Tommie Zanders i chmury? Niee, to Pałac Kultury! Pierwszy dzień touru i kicflip za pierwszym. Szpital w Łodzi Tommie jako młody lotnik z Holandii dawał ostro czadu. Można mu tylko poaazdrościć skuteczności i pewności. Foto: www.yarrekphoto.com

13


Grzywi beksajd fiftak na spidzie. Zderzenia po lądowaniu z sygnalizacją świetlną nie przeszkodziły mu sieknąć fiftaka na znanym już z Bomba Tour, mało przyjaznym dla traków murku w Ełku. W tle Hindus zbierający materiał do “POGO JUTRO” 14

Foto: www.yarrekphoto.com


TS PASKI GIRLS. Paseczki są modne? Chłodne? Głodne? Piękne! Dla Boys i Girls!

POGO GIRLS BEZRĘKAWNIK Jak już się znudzą zwykłe bluzy spróbuj tego!

POLAR ELEKTRO Nie kocyk z Alpiniusa a lekki, ciepły polar. Wielkie wprasowane LOGO na plecach yeah! Boys i girls.

POGO JEANS Długo pracowaliśmy nad tym miodem. Najlepszy jeans. Czacha POGO wyszyta na tylnej kieszeni. Dostępne od września. 15


Old Skool Klasyczne, miejskie buty Vans.

Skate HI Jedne z najbardziej klasycznych butów Vans. Podeszwa “Waffle Grip” oraz charakterystyczny kołnierz chroniący kostki.

Half Cab Jedne z najbardziej klasycznych butów Vans’a do jazdy na desce, z klasyczną podeszwą “Waffle Grip”. Zapewniają dodatkową ochronę kostek.

Low Cab “Niższa” wersja butów Half Cab

Slip On Najbardziej klasyczne Vans’y produkowane już od 1979 praktycznie bez żadnych zmian. Niezliczona ilość wersji kolorystycznych.

No Skool Kolejne buty do jazdy na desce firmowane przez Dustina Dollina - raidera Vans’a

Bucky Lasek Znakomite buty do jazdy na desce firmowane przez jednego z najlepszych riderów Vansa. Mocne, wytrzymałe w wersjach ze skóry i z nubuku.

16

Dabov kocha pion. A jeśli bonusem jest przejechanie nad dziurką... może dojść tylko do ekstazy tuż pod sufitem! Hell ride w Kinepolis


Foto: www.yarrekphoto.com

17


18


Każda obserwacja świata, doprowadza nas z powrotem do umysłu. Jedynie on jest nieustannie i naprawdę obecny, nie jest jednak rzeczą. Ten, który postrzega, jest w swej istocie niezmienny i ponadczasowy jak przestrzeń, podczas gdy to, co jest postrzegane – stany wewnętrzne, a także otaczający nas świat – ulega ciągłym przemianom. Tylko sam przeżywający jest obecny zawsze i wszędzie. Esencja buddyzmu Diamentowej Drogi - Wielka Pieczęć (skt. mahamudra) – oznacza pełne przebudzenie umysłu i przypieczętowanie jego oświecenia. Prowadząca do niego droga staje się coraz bogatsza. Radość, która po osiągnięciu oświecenia już nie odchodzi, ukazuje swój urok w momentach, gdy nie rozpraszają nas żadne nawyki ani oczekiwania. Niektórzy odczuwają przedsmak mocy tego stanu w czasie swobodnego opadania, zanim otworzy się spadochron, lub też wchodząc w zakręt na motocyklu, inni - w chwili stopienia się w jedno w miłości. Ukazuje się on na mgnienie oka w czasie kichania, jako pełne radości „aha” w chwili doznawania nowego wglądu, lub też wtedy, gdy cieszymy się szczęściem innych. Ten, kto podąża buddyjską drogą, może w czasie jednego życia przekształcić owe chwile w trwały stan. Metody Diamentowej Drogi pozwalają bez niepotrzebnego teoretyzowania i sentymentalizmu zobaczyć, że zarówno ostateczne, jak też uwarunkowane poziomy są same w sobie pełne radości. Na tle pozbawionych jakiegokolwiek smaku duchowych „dań gotowych”, nauki te posiadają coraz większą siłę przyciągania. Oświecenie jest pełnym rozwinięciem wszystkich doskonałych właściwości i zdolności istot, włączając w to również niezbędny zdrowy rozsądek. Dlatego też droga prowadząca do tego poziomu nie może zawierać niczego, co byłoby niezrozumiałe lub dziwaczne. 17 Karmapa Taje Dordże - głowa naszej szkoły - to wie. Znaczenie słów Karmapy można w pełni odkryć jedynie dzięki krytycznemu śledzeniu jego myśli. Każdy buddyjski rozwój rozpoczyna się od gruntownego zbadania położenia wyjściowego. Dzięki temu możemy najpierw zrozumieć, że warunki, w jakich żyjemy, dają nam zdumiewająco rzadką i w najwyższym stopniu drogocenną możliwość: możemy rzeczywiście świadomie wykorzystać je na ścieżce do wyzwolenia i oświecenia. Tylko bardzo niewielu posiadając wykształcenie, wolność i odpowiednie zdolności ma okazję spotkać naukę Buddy w całej jej pełni, jeszcze mniej zaś jest tych, którzy wykorzystują tę szczęśliwą sytuację. Drugie rozmyślanie dotyczy przemijalności. Wszystko, co zewnętrzne i wewnętrzne, nieustannie się zmienia. Jedynie przestrzeń umysłu istnieje zawsze i wszędzie. To czyni umysł tak ważnym. Rozumiemy, że powinniśmy wykorzystać czas właśnie teraz, nikt nie wie bowiem, jak długo będzie żył. Trzecia obserwacja pokazuje prawo przyczyny i skutku. Nasze obecne myśli, słowa i działania określają naszą przyszłość. Sami zasiewamy nasiona naszych przyszłych przeżyć i warto być tego naprawdę bardzo świadomym! Jeśli nie pozbędziemy się z umysłu szkodliwych wrażeń, dojrzeją one jako doświadczenia

przeniknięte tymi samymi uczuciami, które doprowadziły do powstania ich przyczyn! Wreszcie rozumiemy, dlaczego naprawdę warto się rozwijać. Widzimy, jak wszyscy dążą do krótkotrwałego szczęścia i jednocześnie pragną uniknąć cierpienia. Oświecenie jest jednak największym szczęściem, jakie istnieje. Nie może ani przeminąć, ani zniknąć. Ten, kto sądzi, że jest swoim ciałem i posiada rzeczy, w obliczu starości, choroby, utraty i śmierci będzie pozbawiony jakiegokolwiek oparcia. Na skutek tego nie będzie miał również siły, by pomagać innym. Te cztery rozmyślania prowadzą do poszukiwania wartości godnych zaufania. Tutaj istnieje tylko jedna rzecz, która zawsze i wszędzie jest obecna: przestrzeń. Mimo, że często jest ona postrzegana jako nicość lub pewien brak, w rzeczywistości nie jest czarną dziurą, lecz raczej pojemnikiem, który wszystko łączy, umożliwia i ogarnia. Jej istotą jest bezpośrednio powstający wgląd, doświadczeniem- wibrująca różnorodność i radość, a wyrażeniem się- aktywna miłość. Przynosi ona pożytek innym uspokajając, pomnażając, inspirując lub ochraniając. Ponieważ oświecenie przekształca dodatkowo wszystkie przeszkadzające uczucia w mądrości – podobną zwierciadłu, równości, rozróżniającą, doświadczenia i wszechprzenikającą – przestrzeń promieniuje wszystkimi mocami umysłu. Budda ucieleśnia cały ten rozwój. Dlatego jego stan jest pierwszym Schronieniem. Drugim Schronieniem jest droga prowadząca do tego poziomu. Jego nauka (skr. dharma, tyb. czie) składa się z osiemdziesięciu czterech tysięcy metod pomocniczych zawartych w stu ośmiu grubych książkach. Umożliwiają one każdemu dotarcie do celu z taką prędkością, z jaką sobie życzy.

właściwości: jego zdolność do działania, wiedzenia i wczuwania się. Chociaż na Drodze Metod źródłem energii jest przeżywanie przestrzeni jako radości, na Drodze Wglądu powstaje doświadczenie jego nieograniczoności, a na Drodze Inspiracji podstawę stanowi zdolność do rozwinięcia oddania i zaufanie do własnej natury buddy – wszystkie trzy ścieżki znajdują ukoronowanie w oświeceniu. Lama Ole Nydahl

Trzecim Schronieniem – przyjaciółmi na drodze (sanskr.: „sangha”, tyb.: „gendyn”) – są znani i nieznani bodhisattwowie, z których pomocą się rozwijamy. W każdym ośrodku Kagyu można z pewnością spotkać wielu z nich. Wreszcie w Diamentowej Drodze potrzebujemy czwartego Schronienia. Łączy ono ze sobą trzy pierwsze i osadza je w życiu. Jest nim nauczyciel (sanskr.: „guru”, tyb.: „lama”). Każdy powinien być w stanie wyraźnie stwierdzić, czy prowadzi on życie mnicha, człowieka świeckiego, czy też jogina. Nauczyciel musi utrzymywać swoje związki, mieć życiowe doświadczenie i rozsądnie reprezentować ciało, mowę i umysł Buddy. Prócz tego powinien przekazywać inspirację i błogosławieństwo, umieć stosować szczególne środki Diamentowej Drogi, a także mieć związek z polem mocy oświeconych strażników, które chroniłoby jego uczniów i zmieniało każde ich doświadczenie w krok na ścieżce. Taka zamiana własnych wartości – tego, co uwarunkowane i przemijające na to, co ostateczne i ponadczasowe – jest drugim krokiem potrzebnym na drodze Buddy. W ten sposób praca z umysłem może się rozpocząć pełną parą i będzie w przyszłości zabezpieczona. Jak działają te metody? Wykorzystują one trzy zawarte w umyśle

W czasie swojej podróży poślubnej przez Nepal w 1969 roku Ole Nydahl i jego żona Hannah spotkali XVI Karmapę, duchowego zwierzchnika Kagyu - jednej z linii buddyzmu tybetańskiego. Po pełnych przygód latach nauki w Himalajach, zaczęli jako pierwsi ludzie Zachodu wprowadzać na jego prośbę naukę Buddy do naszego kręgu kulturowego. W ten sposób a w ciagu ostatnich 30 lat powstała sieć ponad 400 ośrodków medytacyjnych na całym świecie. 19


część pierwsza pt “Alkohol” Jak schudnąć? Jak przylgnąć do Marzeny w żakiecie? A może jak ugotować kreta? A czy w tym momencie czytasz Wysokie Obcasy? Cosmopolitan? Playboya? Wóda. Browar. Wino. Nalewka. Dzięcioł. Wściekły. Rzyganie. Urwany film? Kac. Moralniak. Czy wyżej wymienione napoje i czynności nie są Ci obce? Więc, Drogi Czytelniku ten cudowny artykuł jest dla Ciebie!

alam z siusiakiem na wierzchu gdzieś po centrum Łodzi udając króla Piotrkowskiej, albo żołnierza Legii Cudzoziemskiej. Alko właśnie powolutku wnika do krwi. „Red red wine... stay close to me...”

Psychomoralna potrzeba chlania. Od samego początku. Podstawówka, początki liceum i chlanie bez kontroli. Pierwsze pół literka. Potem lata nieustających melanży, najebek. Chuliganki. Tysiąc jeden nocy, tysiąc jeden pijackich historii. Było fajnie? Zajebiście? Opłacało się tak chlać? Męczyć wątrobę, mózg? Ale przeciez była zabawa! Te tysiąc jeden historii! Bez alkoholu nie wydarzyłyby się? Czy jesteś sobie w stanie przypomnieć, chociaż jedną fajną imprezę gdzie nie było alkoholu? Zabawa powoli przestaje być zabawą. Staranie utrzymania huśtawki emocji między piciem a piciem. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że pokręcone stany emocjonalne to brak alko we krwi. Powody picia bardzo różne, rodzina, dziewczyna, malina. Często nawyk młodzieńczego picia z kolegami po szkole, przez kolejne lata zamienia się w potwora, który złym chichotem niszczy wszystko dookoła. Picie na „złamane serce”... po co? Żeby ukoić ból, smutek? Totalnie bez sensu. Samonakręcająca się zabawka. Klaskający klown z szyderczym uśmiechem. Chciałbym nie pić. A może, gdyby wóda nie byłaby narodowym napojem byłoby inaczej? Tysiąc jeden spiskowych teorii snutych na etapie gawędziarstwa... to Hitler nasłał na Polaków wódę aby ich zniszczyć? Jedyna legalna używka, stworzona w tajnych laboratoriach, aby pozwolić funkcjonować nieprzystosowanym w społeczenstwie? Diabeł w wódce? Powszechnie aprobowany narkotyk? Bla bla bla sratatata.

Gdy rzygam, o ile nie mam urwanego filmu, zawsze przypomina mi się pewien stary git spod mojej klatki. Git teraz pewnie zapił się już na śmierć, ale co pamiętam to; wąs, smród uryny, jego połamane nogi, kule i ćwiarteczka. Siedzi na ławeczce. Bierze łyka. Mijam go. Rzyga. Wchodzę do klatki. On pije dalej krztusząc się rzygami.

No dobra. Trzecia nad ranem. Czwartek. Tym debilom z Hiro muszę na jutro oddać tekst. Zawsze myślałem, że jestem tylko weekendowym alkoholikiem, a tu przed piątkiem rozklejam się. Podkradziona flaszka z barku. Komputer. Klawisze. Otępiały jestem. Jak tu dojść do jakiś konstruktywnych wniosków? Pić? Nie pić? „Chateau Gres des Oliviers” hmm, kurwa, nie jest całkiem takie złe/ Żołądkowa byłaby lepsza. No i co? Topię smutki? Jest mi źle? Sam nie wiem. Po prostu piję se. Nic nie będę poprawiał, nic nie będę redagował. Próba analizy, czemu to robię to totalne zapętlenie. Złamane serce? Brak perspektyw? Każdy alkoholik wynajdzie sobie inny wytarty wątek. Dobrze, że przynajmniej siedzę na dupie, a nie zapierd20

Te wszystkie próby przestania picia. No i co? Środki zastępcze? Trawka? Jakaś inna sprawka? Ja na to fenkju. Hołduję klasyce. Klaasyka.

Wóda wnika w ciało jak w gąbkę. Każdy, kto pije codziennie, chociaż przez pewien okres czasu jest nasiąknięty. Gdyby wycisnąć napuchnięty ryj polałaby się ćwiarteczka. Chciałbym móc pierdolić słabe gatunkowo alkohole. Po cienkiej wódzie jestem ciężkim bombowcem nad Berlinem. Rano wątroba obkręca się wokół jelit, głowa wciśnięta w imadło. To wszystko ta destylacja. Przy dobrym alko jestem wesoły Romek w dupie mam wszystkie depresje, hip hip hurra! Twarz nad ranem tylko wykrzywiona w dzikim spaźmie ni to uśmiechu ni to w orgaźmie. Joł! Picie na pusty żołądek może mieć swoje dobre strony. Jest bardzo ekonomiczne. Na pełen żołądek, to chyba każdy wie; patrz; wigilia. Wlewać można wlewać i co? Idę na pasterkę. Jest marcowa noc. Kobiety. Uroda jest wprost proporcjonalna do wypitego alko. No tak. Nic mądrego nie napisałem No i chuj. Podobno alkoholikiem zostaje się na całe życie. Kiedyś w liceum przyszła jakaś pani. Gadała i gadała o alkoholu rzeczy, które każdy szanujący się licealista powinien wiedzieć. Nie słuchałem zbytnio, byłem zapatrzony w swoje ego i trochę w moją szkolną miłość z ławki. Nie wzruszyłem się, gdy kobieta zaczęła płakać. O kobietach to ja jeszcze nie skończyłem. Czy analizowaliście, w którym momencie pojawia się miłość? Moja pojawiała się jedynie, gdy John miękkie kolanko. Alkohol jako przyspieszacz kontaktu. Tylko gdy dochodzi (dla pijanego zazwyczaj nad wyraz niespodziewanie) do upragnionego kontaktu, to co się dzieje? Koniec romantyki szoł? Flaczek i ciężkie heblowanie. Miłość pojawi się ewentualnie dopiero na kacu.

Marysią mówi, że rano będąc jeszcze pijanym dużo przytulam i całuję. Gdy trzeźwieję to znikam. Ludzi można podzielić na dwa typy pod względem urwanego filmu. Typ pierwszy/ mało interesujący; spanie połączone z rzyganiem. Typ drugi/ zdecydowanie bardziej interesujący przypadek; wyjebany zastrzyk adrenaliny na urwanym filmie, trwający czasem nawet parę ładnych godzin. Chuliganki, gadanie głupot, etap bezprecedensowych zwierzeń. Kurwa, ja na urwanym filmie wyglądam na przytomnego! To wcale nie jest śmieszne. Przychodzi moralniak. Może ten cały teks to jeden wielki moralniak pierdolniętego ekhibicjonisty. Sam nie wiem. Niekończąca się historia. Moralniak. Kac moralniak. Wielkim jego przyjacielem jest alka-seltzer i ibuprom. Zazwyczaj przebywanie w zaświatach z powolnym przypominaniem sobie, co poprzedniej nocy zaszło. Z telefonów znajomych dowiadywanie się, że raczej nie było dobrze. Wiadomości z dreszczykiem; Ja? Ja nic takiego nie robiłem! Obsikałem wóz policyjny? A potem z nią? Nie... Potem telefoniczne puzzle układa się w logiczną całość. Obiecanki o nie przychodzeniu do tego i tego klubu. Przyrzeczenia o rzuceniu nałogu. Obiecanki cacanki. Niech tylko przyjdzie piątek. W poniedziałek szare ryje na przystanku, chujowa ekspedientka, sąsiad nie odpowiedział na „dzień dobry”. Nie wyrobię, nie wyrobię. Jest mi źle. Świat jest zły. Nie widać sensu. To co? pijemy?


21


Dominik Wr贸bel backside heel 22


Pewnego zimowego poranka jadąc samochodem, trasą którą przemierzam niejednokrotnie, dostrzegłem pomiędzy drzewami ogołoconymi z liści, jasną nawierzchnię schodzącą w dół. Była na tyle daleko, że ledwo zauważalna, widać było zaledwie mały skrawek w oddali za konarami, jakimś płotem – gdzieś na polach, pomiędzy zabudowaniami. Nie spodziewałem się, że będzie dało się tam jeździć, sprawdzić warto, pomyślałem. Któregoś pięknego, letniego dnia jadąc wspomnianą trasą, przypomniałem sobie o moim odkryciu, nie informując pasażerów ( deskorolkowców ) zjechałem z drogi w kierunku magicznego białego kawałka, którego tym razem nie było już widać przez otaczającą go zieleń . Gdy doszliśmy do wspomnianego płotu, naszym oczom ukazała się potężna, wspaniała miejscówka. Wszystkim zabłysnęły oczy, nie do wiary, taki spot, tak niedaleko. Miejsce posiada wspaniałe, ogromne banki które można wykorzystać w dowolny sposób. Najpopularniejszy to triki na banku rozpędzając się z drugiego. Można je robić na różnych wysokościach, zależnie od miejsca rozpędu – wysokości, z jakiej ruszymy na przeciwległym banku. Zaręczam, że zjazd z samej góry nie jest sprawą najprostszą, przyczyniają się do tego głównie trzy czynniki, prędkość, nawierzchnia na dole (nierówny beton) oraz kanał na środku – pozostaje położyć na niego jakąś blachę i lepiej w nią trafić! Można jeszcze skakać z góry w kąt , jest to jednak nieco utrudnione, ponieważ, oprócz wcześniej wymienionych „mankamentów”, trzeba robić to z chodniczka szerokiego na dwie płytki... Jak na razie mnie i Dominowi ( patrz foto ) udało zrobić się w ten sposób „tylko” olle. Innych trików z góry jak na razie nie próbowaliśmy – może kiedyś... .

Trzeba sobie to wszystko dobrze w głowie ułożyć i zrobić 100% inaczej może się to źle skończyć. Bardzo chętnie zobaczyłbym tam coś nowego ( i uwiecznił ;) ), wysoki level lecz wiem że się da. Jeżeli czujesz się na siłach lub po prostu chcesz pojeździć pisz na maila z mojej strony. Nie jest to spot który zawsze czeka, jest gładki i wysprzątany. Jest to osadnik w którym da się jeździć tylko w niektórych okresach, gdy na okolicznych terenach nie ma zbyt wiele wilgoci która w postaci wody spływa, zalewając dno. Kiedy ta opadnie, trzeba sprzątać nawierzchnię z naniesionego mułu. Nie jest to jak widać miejsce na co dzień, trzeba w nie włożyć trochę pracy by to odwdzięczyło się po stokroć. Miejsce wymagające, kreatywne, magiczne...

23


24


25


Kiedyś w Polsce esencją kreatywności dla skatera było wybudowanie skrzynki, później nazwanej paletówką. Teraz skrzynki i murki to codzienność a jazda na kątach to u nas coś nowego. Zobacz jak robią to gdzie indziej... Nie potrzeba do tego pieniędzy.

26

Foto: tomekbrzozowski.com


Buty Emerica 06 Kirchart 4 (black/red)

Buty Emerica 06 Kirchart 4 (black/gum)

Buty Emerica 06 Felt (black/dark grey/gum)

Buty Emerica 06 Heritic2 (black/black/white)

Buty Emerica 06 Heritic2 (tan/white)

Buty Emerica 06 Crass (black/pink)

27


28


Czym jest policja? Jakie skojarzenia wywołuje? Jakie treści? Jakie obrazy? Stały element krajobrazu współczesnego miasta. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych znaków kultury. Policja to fakt zobrazowany w naszej świadomości poprzez tysiące dostarczanych codziennie obrazów i informacji. Ludzie-roboty w kaskach z jednostek do zwalczania tłumu (dawne ZOMO) i stereotypowy polski obraz wąsatego, leniwego policjanta narzekającego na niskie zarobki i biurokrację. Robo-Cop, i nieumundurowany tajniak. Co czujesz, kiedy widzisz na ulicy radiowóz, mundur z literą P, fluo kamizelki lub czarne kombinezony z napisem na plecach? Czy wywołują w tobie niepokój, niechęć, nienawiść? Co robisz, gdy zostajesz napadnięty i okradziony? Co dla ciebie oznacza policja? Pałka i kajdanki to jedyne skojarzenie? Policja to: Służba? Przywilej? Instytucja? Usankcjonowane prawo do przemocy? Metafora kontroli, ucisku zniewolenia, prewencji, hamowania? A może raczej gwarancja spokoju i bezpieczeństwa? Ile wolności, a ile bezpieczeństwa potrzebujemy? Jak wiele niegdysiejszej milicji w dzisiejszej policji? Projekt POLICJA to konfrontacja różnych wizerunków policji i policjantów. POLICJA to wystawa w krakowskim Bunkrze Sztuki, na przełomie września i października 2006. CHWDP czy Popieraj swoją policję? POLICJA chce stworzyć przestrzeń zarówno dla wypowiedzi jednoznacznie kontestujących policję oraz system, który policja chroni i reprezentuje, jak i takich, które afirmują pozycję policji lub tylko stwierdzają konieczność jej istnienia.

Policja, masz coś do dodania? Daj znać! ---------------------------------------------------wiktor skok wiktor@jude.org.pl ---------------------------------------------------kamila wielebska kamila_wielebska@poczta.onet.pl 29


Felek Wesoła piramidka grab 30

Foto: tomekbrzozowski.com


Tam to wogóle wiesz, panuje całkiem inna atmosfera....Oni są blisko natury, gór, grzybów... Moja babuszka pochodzi z Chrzanowa, ale i nie tylko, Trzebinia, Krzeszowice to też miejsca pobytu Bin Ladenów. Nie wiem o co chodzi, ale chłopaki mają tam luźne ścięgna, ciepłe serca, pływają po kątach zaserwowanych przez Beton Bytom. Cały park jest lekko pod kątem, w ten sposób, że raz jedziesz z górki a raz pod górkę. Trzeba się nieźle napedałować aby porobić triki po całym parku. Wysuszane kilogramy stąd i spowrotem. Jest tam rów-

Cooltowe czapki Emerica.

nież pewna tabliczka, którą można uważać za wallride, a nawet mega wallride na którym każdy szanowany betonowy surfer powinien zawrócić chociaż lekkiego obertaska. Jak ktoś nie wie jak to zrobić korepetycje niech weźmie u Felka. Park jest za pływalnią, na przedmieściach, jest cicho, dużo zieleni. Lubię tam być. Jedyne co brakuje w parku to jakiaś skrzynka, poręcz, zresztą, phih....właściwie samo pływanie

Dla hardcorowych deskorolkowców duży wybór koszulek.

po kątach i niezły corner dają smak. Donio klik klik i Tomo foto flip również dają smak. Podobno gdzieś tam jest jakieś wybetonowane koryto jakiejś rzeki...z ostrym kątem? Nie wiem...Felek na pewno wie jak tam się robi flipa. Jednak największym kąskiem dla miłośników kątów jest zbudowana gdzieś przy drodze 22? na składzie budow-

Super pasek w paski Emerica do spodenek.

lanym minirampa w miejscowości Trzebinia. Musisz mieć kontakty u gości żeby pojeździć na tej malutkiej stylowej rampie z największą proporcją kąt a płaskie. Gdy robisz dropsa z góry rampa jest tak krótka, że nie mrugniesz okiem już wypadasz z trasy na copingu z drugiej strony... Myjnia ta schowana pod prowizorycznym a jakże pięknym zrób-to-sam daszkiem z folii jest jedną z najtrudniejszych jakie mogą być!

Dla odważnych skateów szorty i spodnie Emerica.

Ale właśnie w tym tkwi urok. Szarpane sekwencje jak na przyspieszonym filmie... Yeah! Wśród zieleni traw, pagórków oddycham... właśnie tam chciałbym być....

Wypaśny portfelik Emerica 31


Pitu pitu środek lata. Jestem na deskorolce w Zakopanem. Wieczorem patrzę na Giewont. Ciesze sie bo okazało się, że znalazło się dwóch takich którzy stamtąd zjechali. Jednak jest ktoś, kto potrzebuje sprawdzić się w naprawdę ciężkich sytuacjach. Duszę się na wąziutkich trasach. Wyciągi, jibbing, cały ten lans to dla mnie jak Krupówki w sezonie, złoty łańcuch, brak przestrzeni, brak puenty.

Puenty szukam w oczach pieknej kobiety. W zakręcie na świeżym puchu, w zrobieniu śladu tam gdzie jeszcze nikt go nie zrobił. Nie mam nastu lat, nie mam słuchawek na uszach, ale i tak jestem od lat na desce. Mimo poskładanych barków, cały czas chcę więcej. Chcę puchu, przestrzeni. Chcę pionu. Eryk i Wiktor też chcą więcej. Jesteśmy tak naprawdę bandą pierdolniętych indywidualistów, naprawdę ciężkich charakterów. Wszyscy chcemy wejść i zjechać z Mont Blanc, ale każdy tak naprawdę ma inny powód. Zmontowanie takiej wyprawy to ciężka robota. Zorganizowanie sponsorów, sprzętu to setki telefonów, maili, stres. Nie sądziłem że to aż tyle pracy, muszę być ułożonym chłopcem marketingowcem aby zrealizować swoje marzenia. Sponsorzy dopisują, oddycham z ulgą. Jako czwarty na wyjazd jedzie z nami Paweł, kamerzysta który zazwyczaj nie rusza się zbytnio od swoich skejtujących ziomów na warszawskim Bródnie. Bierzemy go bo nie chcemy obcej osoby w tak intymnym przedsięwzięciu. W górach wychodzą wszystkie brudy. Lepiej więc aby wyszły brudy z Bródna.

Eryk nie ma paszportu. Musimy ominąć Szwajcarię. Zamiast nastu godzin jazdy, mamy dwadzieścia sześć godzin jazdy. Falujemy z nastrojami, ale przynajmniej nie zasypiamy dzięki tonie sponsorskich RedBulli. Dzięki Wojtek. Chamonix wita nas ciężko zawieszonymi chmurami i ponurymi minami. Wśród starych zabudowań czuję się jakby właśnie hitlerowcy wkroczyli do Francji. Znajdujemy tani motelik, i po negocjacjach z piekną właścicielką zasypiam szybko. Nie wierzę że jest śnieg. Wszędzie jest ciemno szaro. Chłopaki mówią że wejdziemy nad chmury. Nad chmury? Niee, no co Ty? Nastepnego dnia wjeżdżamy kolejką za 32eurasie od osoby na Augille du Midi. Wynurzając sie spośród chmur powyżej 3500 jest piękne czyste niebo. Tylko my mamy deski, kurtki zimowe, gogle. Chcemy trochę pojeżdzić, rozgrzać się. Wyciągowi patrzą na nas z krzywą miną. Kolejka podjeżdża pod cztery tysie. Rzeczywiście powietrze jest rozrzedzone, a stacja końcowa to Orle Gniazdo, albo jakaś baza terrorystów zawieszona na skałach z filmów z Jamesem Bondem. Jestem miłosnikem pionu, ale to co tam widzimy tworzy w moim ciele lęk. Eryk wyznacza trasę zjazdu, coś tam pokazuje palcem. Widać szczeliny, które z daleka wyglądaja jak zarysowania na płycie kompaktowej, a tak naprawde są kilkunastometrowymi szyderczymi demonami otchłaniami. Chociaż na wylansowanych zdjęciach z Augille du Midi mamy dobre miny do złej gry każdy z nas zaczyna się bać. Ze stacji można wyjść na dwa sposoby; albo z osprzętem wspinaczkowym po ostrych skałach jak Sylwester Stallone w Clifhangerze, lub wąziutką, szeroką na metr ścieżynką po grzbiecie górki, gdzie wyjście sygnalizuje coś jakby bramka startowa. Bramka startowa na śmierć. Hhhih. Być może zimą, przy

32

świeżym puchu nachylenie 45% to nic trudnego, jednak gdy patrząc na lewo i prawo widzisz nie tylko spadek, ale tak naprawdę wielką kilkunastokilometrowa połać lodu, gdzie upadek to zsunięcie w otchłań wielkich przepaści zaczynasz srać pod siebie. No chyba że ma się czekan. Niestety spodziewające sie lajtowych sytuacji prawdziwe Polaczki nie przewidziały opcji pokrywy z lodu. Miotaliśmy się jak myszy w pudełku, stąd i spowrotem czekając na przyjazd kolejki. Nigdy w życiu nie czułem się bardziej jak pozer, zjeżdżając w dół z nowiutką deską w tłumie wesołych,spoconych alpinistów. Chłopaki poszli pić. Znam te wszystkie kluby, francuski haszysz wcale aż tak mnie nie pociąga. Wyludnione Chamonix również. Już snię o ciepłych mokrych różo... Eryk wchodzi przez balkon do hotelu. Najebany wspinacz taak? Szybko zasypiam jeszcze raz. Tym razem budzi mnie piękna właścicielka. Zapowiada sie niezłe porno. Ale to może tylko moja wyobraźnia. Poza tym serce mam zajete. Nie przypominam sobie kiedy chłopaki wracają. A więc nadszedł pierwszy dzień podejścia. Na parkingu wywalamy wszystkie bibeloty. Próbujemy jakoś rozmyślnie zapakować tonę sprzętu do małych plecaczków. Po dwóch godzinach


pieprzenia się z klamerkami, przyciskami, paskami jedziemy kolejką linową w górę. Mamy ponure miny. Potem przesiadka do najsłynniejszej kolejki jadącej w kierunku Mont Blanc. Jadąc tramwajem widzę opuszczony budynek, cos jak squat, chyba ktoś tam nocuje. Chętnie spędziłbym reszte swojego życia w takim miejscu. Jedziemy we mgle? Nie, oj nie to są chmury! Po wysiadce z tramwaju, już nad chmurami kolejne drobne przepakowanie. Nie mam miejsca w moim małym plecaczku aby przymocować deskę pionowo. Wybieram old schoolowe rozwiązanie włożenia deski poziomo tzn. pomiedzy plecy a plecak. Zaczynamy podchodzić. Idę jako ostatni, podziwiam góry. Po latach najebek, ćpania, muzyki w uszach, skoków, snowparków... właśnie tego potrzebuję; Iść w ciszy. Wszystko na czym się koncetruję to aby nie potknąć się, czy też nie zwichnąć sobie kostki. Kozice są takie wolne. Gapią się na nas. Ciężko uzbrojone wojska rebeliantów koalicji podchodzą.Krok za kroczkiem. Przeplata mi się tysiąc myśli, przechodzę przez tysiące różnych stanów psychicznych,“a może jesteśmy odkrywcami po wojnie atomowej ktorzy...”

Zaczynają się skały, pierwsze poręczówki. Jest też trochę śniegu. Pomysł z przełożeniem deski w poziom to mały błąd przy podejściu na Kasprowy ale gdy trzeba iść bokiem po wąziutkiej oblodzonej ścieżce w butach snowboardowych to już stres. Góry nie wybaczają błędów, w górach człowiek sie szybciutko uczy. Schroniska we Francji to jak ich tanie Hotele Formula1. Wszystko troszkę tandetnie plastikowe, dziwne, jak w grze komputerowej. Nie zaskakuje nas fakt gaszenia światła i ciszy nocnej, ale brak wody do mycia plus brak ogrzewania i prądu w wielkich wieloosobowych sypialniach to nowość dla Polaczków w podróży. Rano jemy pospieszne śniadanko, jakaś starsza pani przeprowadza z nami wywiad, to dziennikarka na emeryturze z Izraela, rozmawiamy jeszcze z jakimś Irańczykiem dowiadując się że w Iranie są bardzo dobre miejsca do freeride, a szef schroniska, typowy mały francuzik na pożegnanie zamiast życzeń stanowczo odradza nam podejście w butach snowboardowych. Jebany żabojad i jego małe okularki z małym pyszczkiem i ten co kurwa nie umiał karty obsłużyć..... Wszystkie rozmowy, uśmiechy, wszystko ginie jak ból po zjedzeniu tabletki przeciwbólowej. Wszystko zagłusza wielka ściana. Kuluar śmierci. Grań skalna o dość dużym nachyleniu. Trzeba naprawdę odchylić głowę do góry aby zobaczyć niewinnie wystającą dupę schroniska Gouter, naszej ostatniej przystani przed atakiem szczytowym. Nie myślę o Gouter, nie myślę o Mont Blanc, jestem naprawdę obsrany ze strachu. Na lewo przepaść na prawo przepaść. Na podejściu jest tłoczno, grupy alpinistów wyglądających jak zołnierze jednostek specjalnych na treningu mijają nas z krzywymi minami. Czasem zdarza się ktoś, kto naprawdę życzy nam powodzenia. Eryk i Hindus idą w pierwszej parze, ja idę z Wiktorem, bardzo wyrozumiałym względem moich leków. Każdemu życzę takiego podejscia. Wtedy docenia się wartość własnego życia. Liczy sie tylko tu i teraz. Krok wyżej. Patrzę w oczy śmierci. Podciągam się i drę spodnie na kolanach. Ona usmiecha się. Podchodze wyżej i wyżej. Zaczynam odczuwać lekki problem z tlenem.Tuż pod schroniskiem jest naprawdę pionowo. Rysuję nowiutką deskę o skały. No i co z tego? Euforia w schronisku.

33


Czujemy że najgorsze już za nami. Odbieram jutrzejszy kilkugodzinny atak szczytowy jako niewinny spacerek. Wszyscy śpią w jednym spoconym pokoju. Zapomnijcie o łazience. O czwartej ruszają pierwsi alpiniści. Jestem na wojnie, batalia pod Verdun właśnie sie rozpoczęła. Początkowo idziemy spięci liną w czterech. Niestety każdy ma inne tempo. Zaczynamy podchodzić na Gouter, czyli szczyt tuż przed Mount Blanc. Pokonujemy wysokość czterech tysięcy. Jestem ostatnim żółwikiem. Chłopaki czekają już na szczycie. Moje tempo to czterdzieści małych kroczków. Tak około trzydzistego kroczku organizmowi zaczyna brakować tlenu, czuje mega zakwas plus uczucie braku złapania powietrza jak po ostrym sprincie. Serce kołacze jak szalone, ale wraca do normalnego rytmu już po 60sekundach odpoczynku. Na sniegu leży duża czarna mrówka, zamarzła czy co? Gdzie ma mrowisko? Dopiero po chwili zastanowienia dociera do mnie; Acha, halucynacje... Na Gouterze wpinamy deski aby pokonać przełęcz dzielacą nas od ostatniego, kilkusetmetrowego podejścia. Widać juz dokładnie szczyt, na niebie żadnej chmurki. Kilkudziesięciometrowa lodowa ścianka okazuje się być rzeźnią bo mamy przecież tylko buty snowboardowe. Potrzebne są raki... a mamy dokładnie wszystko prócz nich! Na czekanach i kijkach nie dajemy rady wyżej niz 4500. Rozbijamy się obok metalowego pudełka. To jest schron Vallot, w razie gdy natrafia sie na złą pogodę, taki kawałek metalu, coś jak kontener, ratuje życie. Eryk rzyga, nie podejdzie już wyżej. Wiktor ze swoją wytrenowaną przez tysiące kilometrów biegu kondycją bierze dwa czekany i próbuje podejść wyżej. Po podejściu kilkuset metrów wyżej jest juz tylko lód. Wpina deskę. Ta mała czarna mróweczka zsuwa się spod szczytu. Deska na lodosztreniu wydaje taki dźwięk, jakiego nikt ze snowboarderów nie chce słyszeć. Wiktorowi puszcza krawędź, zaczyna nabierać prędkości... ale na szczęście ratuje się trzymanym w ręce czekanem... Uśmiechnięty dojeżdża do nas. Kurwa, teraz kolej na mnie. Może jako alpinista jestem cipką ale na desce czuję się chyba pewniej niż na nogach. Obmyślam starannie trasę zjazdu. Hindus schodzi trochę niżej aby skręcić po kolei wszystkich zjeżdżających. Wpinam deskę. Ślinię się myśląc o zjeździe z pięknej ścianki. Jest bardzo szeroko, potem płasko, przepaście i szczeliny są dość daleko. Czekan zostawiam przypięty do plecaka. A kask? Kask został dawno w schronisku. Skręt w lewo, skręt w prawo i nagle, zjeżdżjąc na backside czuję jak tracę krawędź! Przytulony kochanek ze ścianą lodu zsuwa się. Ściana jednak mnie nie kocha. Zaczynam bardzo przyspieszać!

34

Ułamki sekund, skok adrenaliny. Jakiś wypracowany przez lata doświadczeń odruch, a być może tylko odruch zwierzęcia walczącego o przetrwanie każe paradoksalnie odepchnąć się ze wszystkich sił aby złapać równowagę! Udaje się! Łapię kontrolkę i napieprzam w dolinę na kreskę nie wierząc w to co się stało. Jako drugi zjeżdża Eryk. Reprezentuje całkiem inny styl, kontroluje sytuację Asekurując się czekanem zjeżdża tuż przy szlaku, nabiera konkretnej prędkości w dolinie. Jako trzeci zjeżdża nie kto inny jak nasz kamerzysta! Chciałbym nadmienić iż pan Hindus deskę snowboardową miał może z parę dni na nogach. Mimo iż reprezentował styl opadającego liścia, ratował go wrodzony spokój i umiejętności z deskorolki. Szalony respekcik dla niego, Elo! Jako czwarty zjeżdżał nasz mały bohater któr podszedł najwyżej szczytu, czyli Wiktor. Próbując zwolnić na zdradliwej scianie zostawił czekan. To, jak udało mu się po niego wejść i dlaczego nie lubi francuskich alpinistów, to już całkiem inna historia. Przy zejściu z góry byliśmy lżejsi. Dosłownie i w przenośni. Pogoda dopisała, wieść o Polskich freeriderach rozniosła się po dolinach. Mimo iż nie bylismy dokładnie na samej górze, im badziej oddalałem się od szczytu, tym bardziej zaczęło docierać do mnie co dokonaliśmy. Życzę każdemu takich przygód jakie mieliśmy. To szkoła życia, prawdziwe i zdrowe emocje w połączeniu z naturą a nie plastikowy zaćpany świat z miejskiego supermarketu. text: Piotr Dabov


Zamykam oczy. Wziąłem od Eryka książkę. Rysy, Pik Lenina,Kukuczka Sława? Samorealizacja? Zaraziłem się wchodzeniem. Moja matka płacze. Everest? Już niedługo Śmierć? Usmiechneła się, głaszcząc go po głowie. śmiej się teraz.

Podziękowania: Coalition za ubrania, Brenda za gogle i okulary, Skip za wiązania, Redbull za wiadomo co, Mtv i Rakiety.pl za wsparcie.

35


No i stało się. Po latach starań wylądowałem na Jamajce. po zwolnieniu do tempa przeciętnego jamajczyka zaczołem premierzać wyspę w poszukiwaniu “korzeni”. Pierwszym miestem jakie ujżałem było Kingston, miastogetto. Ze względu na złą sławę tego miejsca postanowiłem udać się do Port Antonio a z tamtąd do Nine MIles, Ochio Rios i Negri gdzie w sielance spędziłem parę tygodni. Celem wyprawy jednak okazało się Kingston gdzie skupiony jest cały przemysł muzyczny. Udało mi się dotrzeć do miejsc i spotkać osoby które stanowią muzyczną legende tej wyspy. Często nie było to łatwe ze względu na liczne niebezpieczeństwa czychające na tzw. “białasa”. Parokrotnie widziałem nóż lub maczetę w bliskości mego brzucha a nieraz dochodziło do zastraszania bronią. Po mimo takich incydentów brnołem dalej spotykając kolejne osoby i widząc urocze miejsca których widokiem chciałem się z wami podzielić. Głównym celem już dwóch wypraw było zdobywanie muzyki, kontaktów i wiedzy. Zaowocowało to otwarciem dystrybucji płyt winylowych i gadżetów związanych z Jamajką. Rasbass.com Osobiście wyszukuję i przywożę dla was rarytasy muzyczne zarówno stare jak i nowości. Dla osób które chciałyby poczuć Jamajkę organizujemy liczne imprezy soundsystemowe które cieszą się dużą popularnością. W skład Ras Bass Sound System wchodzą: RasBa-selektor, nawijacz Dr What- selektor, dub master STB - selektor Człowiek Gawron - nawijacz A wszystko w imię jedności, Jah Rastafari - One Love tekst+foto: Bartek Ressel

1

36

1.prawdziwy rasta w swoim dawnym domu / 2.Big Up! to General Degree / 3. wielkie spotkanie z Prnice Jazzbo Tuff Gong Records / 4.Jah Jerry żywa histora muzyki jamajskiej / 5. Love Peace and Unity / 6.6 rano - lekka zwałka u Bennie Mana na koncercie / 7.Ricky Chaplin w opentanym transie / 8.Leego ze swoimi ziomami na podwórku w Tuff Gongu / 9.przepastne magazyny w Studio One / 10.Jah Rastafari ! Gabriel Selassie / 11. mały przydrożny kramik w Kingston / 12.z chłopakami w studio nagraniowym / 13.Mo Fire - Capleton na scenie / 14.Syn Burning Speara - Junior Spear / 15.chłopaki dają czadu / 16.Soundsystemowe gadżety / 17.no to co tłoczymy- prasa do winyli w wytwórni Penthouse /


4

5

2 3

9

6

7 8

16

17

11 10

15

12

13

14

37


1

2

6

7

8

38

12

13


5

4

3

10

9

15

11

16 14

1.lokalny sklepik z płytami w Ochio Rios / 2.sprzedawcy na lokalnym jarmarku w Ochio Rios / 3. Tade w swoim ogródku / 4.smoke and meditation man / 5. Ras-I wita w Lions Den - Ochio Rios / 6.Figowiec na horyzoncie / 7.wioska rybacka nie daleko Mo Bay / 8.Bracia z getta w Stear Tow / 9.lokalna drukarnia labeli jamajskich / 10.Lions Den yard / 11. daj mi banana / 12.z wizytą w pierwszej wytwórni Studio One / 13.a biznes sie kręci / 14.Bratha inna di yard - spotkanie w mauzoleum Boba Marleya - NIne Miles / 15.A1 droga w dżungli wytyczona przez Krzysztofa Kolumba / 16.Ire FM Sound System na 61 urodzinach Boba /

39


40

REASON TO BELIVE

KING OF THE ROAD 2005

STREETS ON FIRE 1989

Film Joela Dembowskiego ( chyba trochę polskie nazwisko) stworzony dzięki Faith Skate Suply, Zero, Fallen, BlackLabel i Destructo. Jeżdżą tu bardzo znani jak mniej znani skaterzy o mocno hardcorowo-punkowym stylu. Wszystko zaczyna się fajnym delikatnym intro, ale już chwile później wszystko się zmienia, troszkę mocnych przewrotek i mocna jazda na prędkości. Pierwszy jeździ James Hardy super fs crooks na railu, po nim jeździ Justin Holmes przez cały przejazd ma super styl, następny to Peter Karvonen który robi fajnego dropa do wody. Następnie paru dobrych znajomych i parę dobrych tricków. Później w swoim niepowtarzalnym stylu jeździ Pat Rakestraw ,a potem starszy i ciągle dobry Jamie Thomas. Ostatni z jeżdżących przy spokojnej muzyce i na wielkich railach Ben Gilley. Film jest zrobiony w punkowym klimacie przy dobrej muzyce. Film naprawdę bardzo fajnie się ogląda. tekst: Rzankoś

Kolejna edycja znakomitej serii Thrasher King Of The Road 2005 , tym razem przez 2 tygodnie po całej Ameryce zbierając punkty jeżdżą takie teamy jak: Element – Jeremy Wray, Mike Vallely, Brent Atchley, Tosh Towned, Colt Cannon; Habitat – Fred Gall, Silas Baxter, Stefan Janoski, Kerry Getz, Danny Garcia; Flip – Geoff Rowley, Bastien Salabanzi, Shane Cross, Arto Saari, Alex Chalmers i zeszłoroczny zwyciężca Zero – Jamie Thomas,Chris Cole, Garret Hill, John Rattray, Tommy Sandoval. Teamy mają za zadanie zdobyć jak najwięcej punktów wykonując przeróżne zadania takie jak np. zjadanie żywych krabów ,lizanie się ze starymi babami (całowanie kobiet powyżej 40 roku życia), ollie z auta, wąchanie butów, znalezienie tajnych gości i bardzo różne tricki min. switch flip wallride, 5-0 nosegrab itp. W salonach tattoo np.wytatuowanie sobie napisu lub logo firmy Thrasher.Te wszystkie zadania wydają się niczym gra w Tony Hawk Pro Skater tylko że na żywo. Film ma kompletnie inną formę niż normalne filmy skateboardowe przez co bardzo fajnie się to ogląda. Do tego wszystkiego przez cały czas leci muzyka typowa dla firmy Thrasher, zespoły takie jak: The Accidents, Bad Wizzard, Dark Buster, Laddykillers, Vailent Thorr i inne. Szczególną uwagę zwraca na siebie Chris Cole i jego monstrualne tricki. Sam Chris zarobił więcej punktów niż niektóre teamy w poprzednich edycjach.Gorąco polecam ten film i jak i poprzednie edycje.

Klasyk. Oglądam ze łzami w oczach. Recenzja tego filmu to skok w przeszłość. Punkrock. Trampki. Bonelessy, handplanty. Jazda w bowlach i ulice w ogniu. Naprawdę w ogniu. Podejście, wygląd, triki mogą teraz wydać się śmieszne, albo zaczną być modne? Ale to prekursorzy. Szczególnie przejazd Natasa Kaupasa, czyli pana, dzięki któremu teraz na streecie takie triki jak kickflip, slide, smith grind, backside to standard. Ale wtedy...? Czy w 1989 roku wiedziałeś, że istnieje ollie? Od początku skateboardingu do 1989 powstało tyle filmów związanych z deskorolką, ile teraz w rok. Kręcone były przez dwie największe wtedy firmy, czyli Powell&Peralta i Santa Cruz. Trzynaście lat temu robili filmy całkiem, całkiem inaczej. Film ma fabułe. Jason Jesse ląduje w więzieniu za... no za co? i....wtedy...i.... Wytrawni oglądacze filmów skejtowych, jeśli wyczarują skądś ten film to znajdą wiele smaczków. Oglądacze filmów skejtowych tylko dla triczków, będą wkurwieni przewijać przez 45 minut. A poza tym...

Foto: fabjanski.com

Ps. Ciekawe jakby zorganizować taki tour polskich teamów w naszych warunkach i jakby to wszystko wyglądało.Może dojdzie kiedyś do takiej rywalizacji. tekst: japcok

I like to fall on my face SKATEBOARDING IS NOT A CRIME Santa Cruz. “Streets on fire”. A Scott Ditrich Films Production. 1989. Rządzą; Steve Alba, Natas Kaupas, Jeff Kendall, Claus Grabke, Jeff Grosso, Corey O’Brien, Jeff Hedges, Rob Roskopp. tekst:Dabov


MUZYKA MUZYKA Tyle tego panie dzieje się że rady nie można dać. Produkowane elektroniczne pierdy i plastikowy rap w telewizji już nawet przestał śmieszyć. Odbiera też jakieś MTV2 gdzie lecą tylko gitarowe rzeczy. Chociaż jęczą tam tylko angole w potarganych fryzurkach czasem coś dobrego się zdarza. Tymaczasem w drugim obiegu (czytaj. prawdziwa muzyka) KOMETY dają tak czadu na koncertach że aż łezka się kręci, zaczeły nawet lecieć często w stacjach radiowych. Elvis żyje.

Jak Cię nie było, żałuj gdyż wydarzały się tam rzeczy które nie dzieją się codziennie. Pitu pitu. Tak naprawdę “era rapu wszędzie” się skończyła. DJe i klubowicze też już po troszku dogorywają w swoim plastokowym sosie. Ludzie potrzebują muzyki na żywo, z żywymi ludźmi grającymi na żywych instrumentach. To czuć w powietrzu. Koncertów jest coraz więcej. Napiszę o tym nastepnym razem.

Jakiś gruby ekstremalny rowerzysta powiedział że Analogsi to skini. Skini jak skini ale głos ulicy daje czadu i czy Analogsi i rowerzysta chcą tego czy nie coraz więcej ludzi słucha... Jeszcze w tamtym roku 15 grudnia na POGONIGHT okazało się że zmiksowanie dzieciaków skejciaków, minirampy, czasem gniewnych skinheadów plus 2 modelki muszelki plus bramkarze nie znający pogo dało razem wybuchową mieszankę 700 osób. W starym kinie Przedwiośnie było przez chwilę jak w 1993. Z powodu chaosu, dużej ilości kapel i filmu na deser imprezy nie da się zapomnieć.

41


42

Komiks / rys: Marcin Pryt


Komiks / rys: Marcin Pryt

43


Tak od piętnastego sierpnia Zapakujemy furki. Weźmiemy namioty, chyba że nas przenocujesz? Będziemy jeździć na deskach po całej Polsce. Steve,Pochylszczak,Dabov,Słowik,Grzywi,Szaban, Dominik, Tomo i Ty? Do zobaczenia! 44


Gdzie jest Kacper Ustarbowski? Czy król flipperów żyje? Może zamieszkał w Hiszpanii? Czy siedzi cichutko w Trójmieście? Foto: rafalwielgus.

45


46

/w następnym numerze lista sklepów w których nie warto.../


47


48

DIZASTER#2  

Dizaster Ultrazine by Pogo Skateboarding

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you