Page 94

Wymarzone futro Uwielbiała futra uszyte ze świeżo rżniętych zwierząt. Sama hodowała futrzaki, które własnoręcznie oprawiała. Ważne, by pluszaki jeszcze żyły, wówczas okrycie dodatkowo grzało. Otoczona zwierzęcym strachem i cierpieniem, czuła się usatysfakcjonowana. Ale jeszcze nie spełniona. Potrzebowała czegoś więcej, bardziej, mocniej! Na futro łapała każdego samca. Kochali się wtulać. A ona uwielbiała ich prowokować, przywłaszczać sobie, zdzierać ubrania i skórę z nabrzmiałych penisów. Szyła wymarzone futro z moszen i napletków. We właściwych miejscach zostawiła członki nietknięte, erekcyjne: drażniąc, wypełniały odpowiednie otwory w jej ciele. Głowę zakryła kapturem, twarz otuliła futrzanym szalem, którego wypustki mogła ssać, wdychając do woli nie stygnący zapach spermy.

Sraka pełna gaci Ze strachu zeszczał się i zesrał. Sam na sam z niemowlęcą psychiką. Anioł Stróż próbował interweniować, zapobiec obłędowi. Nadaremnie. On był sprytniejszy, bardziej perwersyjny. Wypatroszył niemowlaka jak kurczaka. Długo się rozładowywał. Dłużej od matczynej rozpaczy, którą przerwała pętla stłumionego krzyku. Zuchwale podbiegał do wózka, porywał obiekt, obierał ze skóry, pogłębiał wrażenia zagłębiając się bezlitośnie w miękkie doznania samozaspokojenia. Mocz, odchody, zjełczałe nasienie. Ciałko skurczyło się do wielkości niemowlęcej zmazy - skazy na jego człowieczeństwie. Ale nie mógł przestać się zaspokajać. Z odchodów, rzygowin uformował niemowlę. Ale to nie było to. Nie mógł posuwać martwej kupy. Potrzebował żywych fekaliów w żywej kołysce...

W odbiciu rozkoszy Podłoga, ściany i sufit wyłożone płytkami z lustrami. W zasadzie tworzyły jedno wielkie trójwymiarowe lustro. Uwodząca kobieta pieściła swoje odbicie, lizała własną twarz, kochała się z wijącą się pod nią kotką. Taki też nosiła strój: lateksowej kocicy. Odbicie lepiło się do niej, pragnęło wyłączności, wymagało bezwzględnego oddania się. Kotka wbiła w siebie ogon zawieszony na skórzanym pasku. Odbicie jęknęło, wciągnęło jej orgiastyczny krzyk, zatrzęsło się spazmami płynnego lustra. Lateksowa kocica połączyła się z własnym odbiciem. Po drugiej stronie rozkoszy zwierzyniec ludzki wił się, zwijał się i rozwijał w kolejnych konstelacjach, w umierających, rodzących się ponownie i rozmnażających się ekstatycznie wcieleniach.

Grabarz Polski - Nr 30  

5 maja 2011

Grabarz Polski - Nr 30  

5 maja 2011

Advertisement