Page 76

Clayton Howard narodził się wcześniej? W 7. numerze magazynu „Kolektyw” ukazał się szort pod tym właśnie tytułem. Czy taki właśnie był początek historii „Scientii...”? Nie, nie, nie. To miało być tylko i wyłącznie takie przypomnienie, że „Scientia...” jednak zostanie wydana, że razem z Robertem coś robimy, bo początki „Scientii” sięgają daleko wstecz. Chyba półtora roku, czy dwa lata temu zaczęliśmy go robić jako komiks internetowy. I to już wtedy Robert miał całą historię w głowie, część plansz rozpisanych bardzo dokładnie, scenariuszowo i to od tamtej pory to się ciągnęło. Czyli bardzo długo, przerywane innymi projektami, bo robiliśmy w międzyczasie m.in. „Recours” do „Kolektywu”. Tak więc szorcik w „Kolektywie” to był tylko taki dodatek, aby pokazać, przypomnieć ludziom, że niedługo wychodzi nasz album. No właśnie. Robert. Znacie się od dawna i od dawna współpracujecie. Obecnie m.in. przy serii „Recours”, o której wspomniałeś. Pamiętasz początki? Wasz pierwszy wspólny komiks? Chyba nie pamiętam... Chyba zaczęliśmy od „Mój martwy współlokator”. To był taki komiks Roberta, który on sam z początku nawet rysował i w którymś „Kolektywie”, jednym z pierwszych, zrobił krótki szort, raptem kilka plansz i to właśnie ja byłem rysownikiem tego komiksu. Ale to dość szybko zniknęło w Internecie, bo ja byłem wtedy jeszcze bardzo „słabiutki” w rysowaniu i teraz już nie pamiętam, jak się zakończyła historia tego komiksu, czy on go przestał pisać, czy ja go przestałem po prostu rysować. Ale wydaje mi się, że to ten komiks był pierwszy, chyba tak. To było pierwsze. „Mój martwy współlokator”.

zarówno przez krytykę, jak i fandom? Czy spodziewałeś się tego? Czy jesteś może zaskoczony, bo rzadko się zdarza, aby krytyka, jak i fandom tak ochoczo chwalili, w dodatku tak jednogłośnie? O rany, to chyba widziałeś więcej recenzji, niż ja, bo ja znam - jak na razie autentycznie cztery recenzje. Ale to fakt - one są bardzo pozytywne. Wiadomo, że w jakiś sposób na to liczyłem, może też w jakiś sposób wręcz arogancko tego oczekiwałem, ale mimo wszystko jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Po raz pierwszy mam okazję spotkać się z taką formą oceny mojej pracy. Oczywiście, po publikacjach w „Kolektywie” też pojawiają się recenzje, też jesteśmy w jakiś sposób wyróżniani, że ktoś narysował tak i tak. Ale recenzja albumu, to coś zupełnie innego, poważniejszego, bo sam album jest dokonaniem poważniejszym. I to zdarza się – w moim przypadku - po raz pierwszy. Rzeczywiście jest bardzo ciepłe przyjęcie w gronie znajomych, wśród tych, którzy interesują się komiksami i album czytali i tu jest bardzo pozytywne przyjęcie, ale teraz czekam na takie pierwsze „kopnięcie”, pierwsze „zjechanie z góry na dół”, bo to w końcu musi nastąpić, a na razie się cieszę. No rany, to jasne, że się cieszę. Trudne pytanie, wiem, że go nie lubisz. Nie jesteś z wykształcenia rysownikiem. Czy często odczuwasz brak formalnego wykształcenia artystycznego? Czy trudno jest „amatorowi” na polskim rynku komiksowym? Jak się to przekłada na traktowanie cię, np. przez wydawcę?

Wiesz, powiem ci szczerze, że jeszcze nie spotkałem się z czymś takim, aby to ktoś, bardziej niż ja sam, wytykał mi mój brak „Scientia” zdobywa dużo pozytywnych dyplomu. Nigdy nie spotkałem się z tym, recenzji. Jak oceniasz jej przyjęcie by ktokolwiek pytał mnie o wykształcenie

76

Grabarz Polski - Nr 30  

5 maja 2011

Grabarz Polski - Nr 30  

5 maja 2011

Advertisement