Page 60

[ Biblioteka Grabarza Polskiego ]

dziecko. Dziwnie czuła się w tym wielkim domu, teraz, w tej ciszy. Bardzo szybko przyzwyczaiła się do wszędzie zapalonych świateł, muzyki i głosu bogacza, który ugościł ją jak królową i zapłacił z góry. Bez tych wszystkich elementów przybyło jakby metrów kwadratowych, cieni... i sekund w minucie. W kuchni zastała go siedzącego przy stole, akurat przykładał coś do twarzy, jakby wycierał krew z nosa. Był strasznie rozczochrany, jego włosy wyglądały tak, jakby na dodatek utrwalił ich nieład jakimś lakierem, może brylantyną. Siedział tyłem do drzwi, więc nie widział jej stojącej w progu i lustrującej go śniętym wzrokiem dziwki, która straciła kontrolę nad całą zabawą. Bo tak właśnie było. Przebywała tu zbyt długo i była wykończona, już dawno się tak nie czuła. Miała zrobić kolejny krok do przodu, gdy nagle kolano wymknęło się spod kontroli i zgięło za wcześnie. Jęknęła cicho i chwyciła się klamki, robiąc trochę hałasu i ledwo łapiąc równowagę. Roman uniósł głowę, ale nie obrócił się. – Dlaczego mnie wcześniej nie obudziłeś? – zapytała, masując udo. Nie miała w nim czucia, w ogóle zrobiło jej się słabo. Chwila ciszy. – A na co nam pośpiech? Ledwo go zrozumiała. Miał gardłowy głos, jakby mówił ze zbyt ciasnym gorsetem usztywniającym szyję. – Wszystko w porządku? – Dodała głośno kolejne pytanie do wielu innych, których lista tworzyła się w jej głowie i dokuśtykała do stołu, nie mogąc uchwycić wzrokiem jego twarzy. – Kochanie? Na to magiczne słowo obejrzał się na nią. Przez usta, które szeroko otworzyła, uszły wszelka świadomość i rozsądek. Miała wrażenie, że jego krwistoczerwone oczy rzuciły na nią snop obezwładniającego światła, bo nagle nie mogła się ruszyć. Strasznie posiniał od czasu, kiedy ostatni raz go widziała. Na nienaturalnie wysuniętej szczęce zagościł koślawy uśmiech, bardziej pęknięcie w twarzy niż ludzki grymas. Jego czaszka ledwo mieściła się pod skórą i miał problemy z mruganiem. Wygląda, jakby poraził go prąd, pomyślała. – Ja już zapłaciłem – powiedział i zobaczyła, że to ogromne, wilcze kły wypełniają

60

Grabarz Polski - Nr 30  

5 maja 2011

Grabarz Polski - Nr 30  

5 maja 2011

Advertisement