Page 30

(odgłosy przedzierania się przez pajęczyny)

Uch, długo mnie tu nie było. Nerwowo rozglądam się i zastanawiam, czy ktoś jeszcze czeka tutaj na kolejny tekst. Fakt, zaniedbałem kącik, co było spowodowane między innymi skomplikowaną sytuacją życiową i natężoną pracą nad książką, którą wraz z Robertem Cichowlasem wreszcie skończyliśmy. Ale postanowiłem powrócić, do czego skłoniła mnie między innymi jedna z ostatnich kinowych premier. Przemyśleniami na jej temat postanowiłem się z Wami podzielić właśnie tutaj, gdyż w jej recenzji (też w bieżącym numerze) nie ma aż tyle miejsca.

11 lat oczekiwania zakończyło się z dniem 15 kwietnia, kiedy to premierę miał najnowszy film Wesa Cravena – „Krzyk 4”. Od czasu części trzeciej, która odwiedziła kina w roku 2000, przelało się już wiele wody, przeczytało i obejrzało setki horrorów, tych lepszych i tych gorszych, tych strasznych i tych śmiesznych w swoich bezskutecznych próbach wrzucenia widzowi/czytelnikowi na plecy chociaż malutkich ciareczek. Seria z mordercą w masce ducha jest niezwykle zacna i zasłużona dla gatunku, toteż powrót do tematu jawił się jako istna mekka, oaza, światełko w tunelu, marchewka na kiju i nie wiadomo jakie zbawienie.

Robimy kolejną część. Im głupsza, im więcej wybuchów i strzelanin, tym lepiej. To samo dzieje się z grami komputerowymi i to samo dzieje się z horrorem. Widzowie nie chcą myśleć, tylko oglądać jak maniak z piłą mechaniczną tnie na małe kawałeczki kolejną półnagą blondynkę. Sex sells. Krew też. Każda seria, która nawet miała górnolotne początku, jak „Piła”, czy „Hellraiser”, z każdym kolejnym sequelem niebezpiecznie zbliża się do poziomu dna. Zmienia się reżyser (zazwyczaj na kogoś, kto wcześniej robił jedynie teledyski dla MTV), zmienia się scenarzysta (zazwyczaj na kogoś, kto wcześniej robił scenariusze programów z cyklu „jak w 12 odcinkach umówić się na seks bez zobowiązań z własną matką” w MTV) zmienia się obsada (zazwyczaj na kogoś, kto wcześniej robił loda komuś z MTV) i zmienia się generalna koncepcja. Oczywiście na gorsze.

Trendy we współczesnym horrorze zmieniły się bardzo i niekoniecznie na korzyść. Wszystko jest teraz proste, ogłupione, nieświadomie zabawne, takie popcornowe. Czyja to wina? Samych widzów, ponieważ dostajemy to, co chcemy dostać, ponieważ mamy głos. Chociaż nawet nie my, a nasze skórzane portfele. Sprzedają Tymczasem Wes Craven wydaje się nie się „Piraci z Karaibów”? Robimy kolejną dostrzegać tego trendu, albo go wyraźnie część. Sprzedają się „Szybcy i wściekli”? ignorować. Nie dość, że nie odstąpił ni-

30

Grabarz Polski - Nr 30  

5 maja 2011

Grabarz Polski - Nr 30  

5 maja 2011

Advertisement