Page 1

4

#

THE FOG KRWAWE LATA OSIEMDZIESIĄTE WYWIAD Z ŁUKASZEM ŚMIGLEM ŁUKASZ ŚMIGIEL - DEMONY A L’INTERIEUR MAREK ŚWIERCZEK - BESTIA TIMBER FALLS OBLICZA DRAKULI EXTE: HAIR EXTENTIONS DEAD MAN’S SHOES K. T. DĄBROWSKI - ZMAŁPIENIE (OPOWIADANIE)


THE FOG MGŁA USA 1980 Dystrybucja: Vision

X X X

Text: Maciej Muszalski

X X

2

wuje się do obchodów stulecia swojego powstania. Po pewnym czasie dowiadujemy się, że ta rocznica ma związek z tragedią. Trędowaty bogacz Blake, plaReżyseria: nował za własny majątek założyć koloJohn Carpenter nię chorych. Przyszli założyciele Anchor Bay udając chęć pomocy uknuli spisek, Obsada: który pozwoliłby za jednym zamachem Adrienne Barbeau pozbyć się trędowatych i posiąść ich złoJamie Lee Curtis Janet Leigh to. Korzystając z faktu, że w ciemności John Houseman zaległa gęsta mgła, rozpalili ogień, który sprowadził statek na skały, gdzie czekała lodowata śmierć. Miejscowi opowiadają, że kiedy mgła powróci do zatoki, rozbitkowie wstaną z dna morza i ruszą Większa część „Mgły” rozgrywa się nocą na poszukiwanie zdrajców. Niebawem w ciężkiej, niemal odrealnionej atmosfe- tak właśnie się stanie. rze. Niczym w twórczości Poego bardziej niż epatowanie przemocą liczy się Biorąc pod uwagę niski budżet filmu, konsekwentne budowanie nastroju gro- należy pochwalić twórców za konsezy poprzez snucie opowieści, w której kwentne poleganie właśnie na mgle jako rozmaite pozornie nieistotne szczegóły środku budowania napięcia. Choć sama nagle zaczynają nabierać przerażające- nie jest ona siłą sprawczą śmierci, zago wydźwięku. W pierwszej scenie stary zwyczaj poprzedza i zapowiada jej namarynarz opowiada grupce zebranych dejście stając się jednym z bohaterów. wokół ogniska dzieci tragiczną histo- Carpenterowi udało się wyeksponować rię rozbitków. Tymczasem miasteczko, jej upiorną bezcielesność: choć okrywa w którym rozgrywa się akcja, przygoto- wszystko, nie można jej dotknąć, ani na-

Film otwiera fragment wiersza „Sen we śnie” E. A. Poe: „Co widzimy, co się zdaje, snem we śnie wciąż pozostaje”. Trzeba przyznać, że motto dobrze oddaje charakter filmu.


wet przewidzieć jak się zachowa. Sceny gdy widziana ze szczytu latarni morskiej, dziwnie świecąca, zbliża się wchłaniając wszystko po drodze, albo jak przez szparę pod drzwiami nieproszona wdziera się do mieszkań, nie straciły elektryzującej mocy. Nieco gorzej wypadają postaci umarłych, ale choć są dość anachroniczne, ich kilkukrotne nagłe pojawienie się może sprawić, że podskoczymy ze strachu. Opowieści, której sukces tak bardzo zależy od atmosfery, gęstniejącej jak tytułowa mgła i podbijanej jeszcze niepokojącą elektroniczną muzyką autorstwa samego Carpentera, przydałoby się jednak bardziej wyraziste aktorstwo. Brak zaangażowania widoczny u większości obsady uniemożliwił mi kibicowanie którejkolwiek z postaci i w gruncie rzeczy było mi obojętne kto przeżyje, co raczej nie jest optymalną reakcją na film

grozy. Drażnić mogą również luki fabularne oraz mało wyszukana i nierzadko przewidywalna historia z niezbyt satysfakcjonującym zakończeniem. Klasyk Carpentera choć nie wszystkich już dzisiaj przestraszy, a wyznawców zasady, że w horrorze powinno być szybko i krwawo zwyczajnie znudzi, powinien przypaść do gustu miłośnikom klasycznych opowieści z dreszczykiem opowiadanych tuż przed nastaniem godziny duchów.

3


Przedostatnia dekada ubiegłego stulecia jawi się w wyobraźni widzów jako złota era horroru. Czy tak jest w istocie?


Trudno przyjąć jedną metodę, opisując filmy tego okresu. Narodziły się wówczas nowe odmiany, stare poddano liftingowi, a twórcy wprost prześcigali się w poszukiwaniu oryginalnych (niekoniecznie dobrych) rozwiązań. Nie da się ukryć, że na jedną wyjątkową pozycję przypadało kilkanaście - jeśli nie kilkadziesiąt - kiepskich. Pomińmy jednak na moment walory estetyczne, przyjrzyjmy się natomiast bliżej tytułom (a nie brak tu takich), które stale elektryzują fanów gatunku. Już rok 1980 zaprezentował widzom wszystko, co w horrorze najlepsze: przez monster movies i animal attack, przez kino grozy, zombie movies, filmy satanistyczno-religijno-okultystyczne, po ghost stories i inteligentne thrillery, giallo i horrory psychologiczne. Nawet gore, chociaż jeszcze nie przybrało tak potężnych rozmiarów, już coraz śmielej odciskało piętno na kolejnych produkcjach. Jednak królem tej epoki stał się slasher i jego naczelny przedstawiciel - Jason Voorhees. Choć we „Friday the

13th” (1980) pojawił się tylko na moment, w kolejnych odsłonach (powstających niemal co roku) mordował kolejne grupy nastolatków, a do końca lat 80. udało mu się aż osiem razy pokazać na dużym ekranie. Z roku na rok jego efektyw-

Text: Łukasz Radecki

Przecież we wcześniejszych latach również nie brakuje tytułów, które w znaczący sposób odcisnęły swoje piętno na rozwoju gatunku. I to właśnie te wcześniejsze lata przyczyniły się do tego, że w latach 80. horror przeżył swój największy rozkwit... i upadek. Oto krwawe lata 80.

ność i widowiskowość spadała, a seria radośnie dławiła się własnym ogonem, jednak do dziś zabójca w masce hokejowej pozostaje jedną z największych ikon horroru. Inni psychopaci nie zamierzali jednak zostawać w cieniu, a ich poczynania mogliśmy śledzić choćby w „The Burning”, „Prom Night”, „Motel Hell” (wszystkie wymienione to rocznik 1980) czy w mniej udanych seriach „Sleepaway Camp” i „Slumber Party Massacre”. O dziwo, nie powiodło się bohaterom z poprzedniej dekady - „The Texas Chainsaw Massacre 2” (1986) czy „The Hills Have Eyes 2” (1985) - i nawet znakomity Michael Myers pogubił się nieco w kontynuacjach swej misji i dopiero przy czwartym wejściu, w „Halloween

5


IV” (1988), zagroził i tak coraz gorszej pozycji Jasona. Prawdziwą furorę wywołał jednak Freddy Kruger, który dzięki Wesowi Cravenowi mógł od 1984 roku straszyć na ulicy Wiązów („A Nightmare on Elm Street”). W stanie spoczynku nie pozostali też bardziej klasyczni mordercy, tacy jak Norman Bates w „Psycho 2” (1983) i „Psycho 3” (1986) czy zabójcy w stylu giallo w „Dressed to Kill” (1980), „Blade in the Dark” (1983) i „Black Cat” (1981). Piękne to były lata. Nie próżnowały w tym czasie żywe trupy, które co roku przypuszczały kolejny marsz na ekrany kin, przybierający coraz bardziej kuriozalne formy. Pojawiły się więc zombie-wampirzyce ze skłonnościami ekshibicjonistycznymi w „Living Dead Girl” (1982), zombie-erotomani w „Erotic Nights of the Living Dead” (1980) czy też zombie-najemnicy w „Revenge of the Living Dead Girls” (1987). Młodziutka jeszcze wówczas Troma

6

w żenujący sposób próbowała straszyć zombie-wieśniakami w „Redneck Zombies” (1987) i zombie-idiotami w „Igor and the Lunatics” (1985). Na szczęście nie zabrakło świeżego spojrzenia na kwestię żywych trupów w „Dead and Buried” (1981) czy bardziej humorystycznego ich wizerunku w filmach jak „Reanimator” (1985), „Return of the Living Dead” (1985) czy „Dead Heat” (1988). Swoje trzy grosze do tematu dołożyli

też klasyczni twórcy: George Romero w „Day of the Dead” (1985) i Lucio Fulci w „House of Clocks” (1989) czy „The Beyond” (1981). Wisienką na torcie dla fanów zombie było klasyczne i oparte na faktach podejście do tematu w „The Serpent and the Rainbow” (1987). Przy takim natłoku zombie nieco w odwrocie zostały wampiry, ale i one przypomniały o sobie w „Dracula’s Widow” (1989), „Return to Salem’s Lot” (1987) czy bardziej udanych „Lost Boys” (1987) i „Vampire’s Kiss” (1989). W mniejszości znajdowały się też inne potwory, choć i ich obecność na ekranach była konsekwentnie zaznaczana - przykładem niech będą filmy „Hiruko the Goblin” (1989), „Dawn of the Mummy” (1981), Pumpkin Head” (1989) czy „Troll” (1986). Ciekawe jest także to, że w latach 80. powstały cztery jak dotąd najlepsze produkcje traktujące o wilkołakach - z tego


aż trzy w roku 1981: „The Howling”, „An American Werewolf in London” i „Wolfen”. Mimo późniejszych licznych kontynuacji czy nawiązań żaden z filmów o lykantropach nie zbliżył się nawet do wyznaczonego przez nie poziomu. Jedynie poetycki obraz „Company of the Wolves” (1984) zaprezentował się intrygująco. Wściekłe bestie szalały już wcześniej, ale i w tej dekadzie nie zrezygnowały ze swoich upodobań i potrafiły przypuścić śmiertelne ataki. Powróciły więc rekiny w kolejnych częściach „Jaws”: „Jaws 3D” (1983) i „Jaws: The Revenge” (1987), a także w „Last Shark” (1981), wspomagane piraniami w „Piranha 2” (1981) i aligatorami w „Aligator” (1981). Nie zabrakło też szczurów, jak w filmie „Rats Night of Terror” (1984), a nawet ślimaków z filmu „Slugs” (1987). Znakomitą formą wykazały się również dzikie plemiona kanibali, które co chwilę prezentowały

swoje ogromne apetyty na ludzkie mięso - „Cannibal Apocalypse”, „Eaten Alive!”, „Mondo Cannibale”, „Long Island Cannibal Massacre” (wszystkie z 1980 roku), „Cannibal Terror” (1981), „Cannibal Ferox 1” (1981) i „Cannibal Ferox 2” (1985). Swoją obecność krwawo manifestowali również kosmici - raz kuriozalnie jak w „Alien Dead” (1980), „Critters” (1988) czy „Killer Clowns from Outer Space” (1988), innym razem widowiskowo i poruszająco jak w „The Blob” (1988) czy „Aliens” (1986). Mordercze skłonności odkryły w sobie lalki w serii „Child’s Play” (1988) czy filmie „Puppet Master” (1989). Nie zabrakło kolejnych manifestacji sza-

tana i zgrai demonów. Tu z ciekawszych tytułów warto wymienić dwie pierwsze części z serii „Evil Dead” (1981 i 1987), filmy „Seventh Sign” (1988), „Angel Heart” (1987), „Demons” (1985) i „Night of the Demons” (1989). Zaprawdę, w latach 80. ekrany spływały krwią. Zadbano także o zwolenników grozy bardziej wysublimowanej. Duchy i zjawy dały nam się poznać dzięki drugiej, trzeciej i czwartej części serii „Amityville”: „The Possession” (1982), „The Demon” (1983) i „The Evil Escapes” (1989), oraz filmowi „Poltergeist” (1982) wraz z jego kontynuacjami - „Poltergeist II: The Other Side” (1986) i „Poltergeist III” (1988). Jednak najbardziej wstrząsający

7


(bo oparty na faktach) był obraz zatytułowany „Entity” (1981). Mistrzostwo osiągnął zaś Stanley Kubrick w swojej ekranizacji kingowskiego „The Shining” (1980), w Polsce znanego jako „Lśnienie”.

Koniecznie należy wspomnieć też o filmach z Kraju Kwitnącej Wiśni. Prawdziwy rozgłos na scenie horroru miał dla Japonii dopiero nadejść, ale już w latach 80. potrafiono tam szokować obrazami, w których brutalny horror spotykał się z mocną erotyką. Takie są właśnie pierwsze odsłony „Za ginipiggu” („Guinea Pig”) oraz serie „Shojo no harawata” („Guts of a Virgin”) i „Hana to hebi” („Flower and Snake”), a przede wszystkim niesławny „Ryôjoku mesu ichiba - kankin”, czyli „Female Market” (1986). Natomiast filmami „Shiryo no wana” (1988), znanym również jako „Evil Dead Trap”, oraz „Tetsuo” (1988) Japończycy udowodnili, jak odmienną mają od nas kulturę i jak wiele już wkrótce nauczą innych o straszeniu.

8

Powyższa wyliczanka to jedynie wierzchołek góry lodowej, jednak jakże wiele mówi nam o krwawych latach 80. Zastanawiać może, dlaczego tak mocno ceniona jest epoka, w której kwitł epigonizm i w której już początkowych latach nie brakowało pastiszów ośmieszających wtórność gatunku, jak w przypadku „Student Bodies” (1981) czy „Bloodbath at the House of the Death” (1984)... Odpowiedź jest prosta i zawiera się w trzech literach: VHS. W latach 80. nastąpiła szeroka dostępność różnorodnych filmów właśnie dzięki rozwojowi tej gałęzi techniki (co zostało skomentowane w filmie „Videodrome” z 1986 roku). W przypadku horroru zaleta była podwójna. Przede wszystkim za sprawą magnetowidów wiele produkcji przeżywało drugą młodość - niektóre nawet omijały wielki ekran i od razu wędrowały do różnorodnych wideotek, gdzie nikt nie przejmował się nadmierną brutalnością obrazu. To tam większość fanów poznała pierwsze filmy i zapałała miłością do gatunku. Obecny rozwój Internetu i niskie ceny DVD sprawiają, że sytuacja zaczyna się powtarzać i tu uwidacznia się druga z korzyści dla horroru - podobnie jak niegdyś w przypadku VHS-ów rodzice nie byli w stanie skontrolować, co rzeczywiście oglądają ich pociechy, tak i teraz mają o tym mgliste pojęcie. Wiadomo zaś, że zakazany owoc smakuje najlepiej. I najbardziej kusi.


Parę tygodni temu na półki księgarń trafiła debiutancka książka Łukasza Śmigla zatytułowana „Demony”. Słyszał już o niej chyba każdy fan horroru bo autor poprowadził prawdziwie „zachodnią” – i iście demoniczną – kampanię promocyjną prowadzoną w Internecie i salonach sieci Empik. Można więc było posłuchać wypowiedzi samego twórcy, ale też sprawdzić jak jego dzieła interpretują inni oglądając zestaw filmów osadzonych w opisywanych przez Śmigla światach oraz słuchając kilku mrocznych słuchowisk radiowych. Z troski o pisarza postanowiliśmy sprawdzić czy potężna kampania go jeszcze nie wykończyła. Na pytanie, dlaczego opowiadam takie historie, a nie inne, mogę odpowiedzieć cytatem z trzeciej części filmu „Blade”. W jednej ze scen dziewczynka pyta tam głównego bohatera: Why can’t you just be nice? A on odpowiada: Because the world isn’t nice... No dobra... Może trochę przesadzam. W końcu moja deNo wiesz? Jak możesz! Spędziłem go- biutancka powieść, która pojawi się na dziny na ćwiczeniu mojego jedynego, rynku za kilka miesięcy jest romansem strasznego spojrzenia, które oglądać obyczajowym, a nie horrorem. można na zdjęciach promocyjnych. Nie martwisz się, że co bardziej patrioA co do niewinności... Groza, z którą tyczni recenzenci będą Ci wytykali, mamy do czynienia w życiu, nie jest że używasz w swoich opowiadaniach niestety wynikiem działań kosmatego zagranicznych imion i zamorskich lopotwora. Zwykły, niewinnie wyglądający kalizacji? człowieczek może trzymać w swoim garażu dziewczynki, które jutro wrzuci do Recenzenci już to zauważyli. Pytanie tylbasenu pełnego świńskiej krwi, a później ko, czy powinienem traktować to jako zaposzczuje je dobermanem... I nikt się o rzut. Chciałem spróbować napisać opotym nie dowie. Nikt się tego nie spodzie- wiadania grozy, które byłyby wolne od wa. To jest realna groza. Takie rzeczy polskich realiów. To było celowe zamiedzieją się naprawdę! A wszystko dlatego, rzenie. Chciałem się zabawić konwencją że świat nie jest fajnym miejscem. Groza i najczęściej to same historie podsuwały powinna nam o tym przypominać. mi pomysł na realia, w których te opo-

Rozmawiał: Bartłomiej Paszylk

Taki wesoły, elegancki, niewinnie wyglądający chłopak a pisze horrory! Ludzie są pewnie zdziwieni kiedy dowiadują się, że wszystkie te krwawe historie wysmażył dla nich ktoś kto nie pachnie siarką, ani nawet nie posiada obłąkanego spojrzenia?

9


wieści powinny się rozgrywać. Trudno mi sobie wyobrazić, aby takie opowiadania, jak „Klątwa z o.o.” albo „Bestseller” czy „Nigdy więcej” rozgrywały się w Polsce. Nie chciałbym tego, to odarłoby te historie z filmowości i komiksowości. Na dodatek, przyznam się szczerze, że czytam bardzo dużo, przynajmniej książkę tygodniowo i raczej unikam polskiej literatury, właśnie dlatego, aby odejść od schematów i zaproponować coś nowego. Czytelnicy, którzy mieli już do czynienia z moimi tekstami wiedzą, że w wielu z nich polskie realia grają pierwsze skrzypce. To samo dzieje się w przypadku dwóch książek, które mam nadzieję wkrótce się pojawią – „Muzykologii” oraz „Cmentarzyska”.

lubisz najbardziej to pewnie odpowiedziałbyś, że wszystkie równo. Spytam więc tak: czy zdążyłeś już zauważyć, że któreś z tych opowiadań podoba się najbardziej Twoim czytelnikom? Cały czas staram się gromadzić dane na ten temat. Obecnie w rankingach prowadzi „Dekathexis”, między innymi dlatego właśnie zdecydowałem się przyspieszyć napisanie kolejnych opowiadań w tym świecie. Pierwsze z nich można będzie przeczytać w następnym numerze Grabarza.

Jak to jest z tymi tekstami piosenek, których fragmenty zamieszczasz potem w formie motto - czy naprawdę po przesłuchaniu np. „One” Savatage od Lubisz sięgać do ważnych wydarzeń razu wpadłeś na pomysł żeby napisać historycznych, ustawiając jako tło dla horror o dziecku? swoich horrorów np. I czy II wojnę światową. Czy możemy się spodzie- To nie takie proste. Zazwyczaj po napiwać, że niedługo powalczysz z mo- saniu opowiadania mam wrażenie, że nopolem Jacka Komudy i wydasz peł- idealnie koresponduje ono z tekstem nowymiarową historyczną powieść pewnej piosenki. Słucham jej i okazugrozy? je się, że miałem rację, że oba utwory – literacki i muzyczny – w jakiś sposób Brzmi przerażająco... (śmiech) Kiepski się uzupełniają. Akurat w przypadku ze mnie historyk, jestem bardzo roztrze- opowiadania „Nigdy więcej” pomysł pany i prawie na pewno przekręciłbym ja- z cytatem z Savatage podsunął mi dobry kiś historyczny fakt. Dlatego też powieść przyjaciel, który zadzwonił koło drugiej w historyczną będę raczej omijał z daleka. nocy i rozemocjonowany wykrzyczał do Kolejny horror, który piszę – „Cmenta- słuchawki, że to opowiadanie i ta piosenrzysko” – ma za to w sobie wiele z klima- ka muszą pojawić się obok siebie. tu „Klubu Dumas” i również pojawiają się w nim odniesienia do ważnych wydarzeń Wnioskuję z jednego z opowiadań, historycznych, między innymi także do że zaczytywałeś się kiedyś w pozamachu na Hitlera (niedługo w kinach wieściach Jonathana Carrolla. Jak pojawi się film „Valkiria”). Korzystam myślisz, co się stało, że jego najnowz historii tylko wtedy jeżeli z jej pomocą szych książek nie da się strawić? mogę ubarwić daną opowieść. W życiu Jaka jest ostatnia książka Carrolla, codziennym hołduję raczej zasadzie: Hi- która przypadła Ci do gustu? story will teach us nothing. Lubię opowiadania Carolla ze zbioru Gdybym Cię spytał które z opowiadań „Cylinder Haidelberga”, no i co w pewien wchodzących w skład „Demonów” sposób oczywiste – „Krainę Chichów”,

10


ale nie jest to pisarz, którego powieści wyjątkowo sobie cenię. Znacznie bardziej lubię takich autorów, jak Amis czy Lodge. Przepadam za książkami Michaela Chabona oraz za komediami Toma Sharpe’a. Kręci się film na podstawie opowiadania „Głowa do kochania”, które napisałeś z Kazkiem Kyrczem Jr. Byłeś na planie? Jak się to prezentuje? Ze względu na to, że zdjęcia były kręcone w Krakowie, Kazek panował nad wszystkim bardziej niż ja. Na planie niestety nie byłem, mocno ograniczony pracą we Wrocławiu, ale jestem w stałym kontakcie z reżyserem, od czasu kiedy powstały pierwsze storyboardy i powiem szczerze, że czuję ogromną radość widząc, jak ktoś przenosi do filmu moje drobne pomysły, które rodziły się kilka lat temu w bólach (ciężko chorowałem na półpasiec, a żeby nie myśleć o bólu, zacząłem wtedy pisać kolejne opowiadanie w duecie z Kazkiem Kyrczem). To niesamowite, ale Mino wygląda dokładnie tak, jak chciałem, a jego ślepa córeczka (grana zresztą przez wnuczkę Peszka) pije pomidorowy sok z wysokiej szklanki... Film trzyma poziom i widać w nim amerykański styl oraz amerykańskie pieniądze. Mam nadzieję, że finalny projekt będzie bardzo udany i wszyscy dostaniemy szansę trzymania go na półce z innymi filmowymi horrorami.

zostaje zauważona przez Czytelników, bo faktycznie był to dla mnie spory eksperyment. Pisząc to opowiadanie chciałem stworzyć lekki, sensacyjny thriller oparty na zasadzie filmowego scenariusza: postać A chce zabić postać B, aż tu nagle okazuje się, że A&B chce zabić C... Taki sam układ fabularny można zauważyć np. w filmach Tarantino. Nie miałem pojęcia, czy eksperyment się uda. W trakcie pisania trafiłem na esej Łysiaka na temat Św. Wojciecha oraz ikony świętego z głową psa i już wiedziałem, że muszę zaryzykować i możliwie najbardziej zakręcić tę opowieść, zamieszać, jak łychą w kotle. Gdyby nie „Śmierć Prokris” nigdy nie powstałoby kryminalne opowiadanie grozy pt. „Noc wszystkich trupów”, które najprawdopodobniej znajdzie się w antologii RH („Diabeł”) i pierwszy raz wprowadza duet bohaterów z powieści „Cmentarzysko” młodego antropologa śmierci, Ernesta Alta oraz wspomagającego go w rozwiązywaniu zagadek, podstarzałego komisarza policji, Ksawerego Dumę, który zarabia krocie na pisaniu kryminałów... Cały czas chcę eksperymentować i uczyć się pokazywać grozę w niekonwencjonalny sposób. Bardzo mi miło, że te próby, jak w „Śmierci Prokris” są doceniane.

Duże wrażenie robi też „Fotel”. To chyba takie opowiadanie, gdzie główny pomysł na fabułę pojawia się nagle, w jednym momencie, a nie jest Osobiście za jedno z najlepszych opo- efektem jakiegoś dłuższego procesu, wiadań w zbiorze uważam „Śmierć co musiało mieć miejsce np. w przyProkris” oparte na nieustannych za- padku „Dekathexis”... krętach fabularnych. Nie bałeś się, że dla niektórych czytelników będzie „Fotel” to opowiadanie, które wiele przeono jednak zbyt chaotyczne i ekspe- szło. Najstarsze w tym zbiorze (polecam rymentalne? posłuchać podcasta i poczytać historię jego powstania na www.dobrehistorie. Bardzo się cieszę, że „Śmierć Prokris” com.pl). Pisałem je zaraz po debiucie

11


w „Magii i mieczu”. Zaczęło się od tego, że miałem ochotę zamordować w jednej ze scen mojego chemika z liceum. Później mój ojciec pokazał mi bardzo stary fotel, który miał zamiar odnowić i widząc ten mebel już wiedziałem, że morderca musi posadzić w nim swoją ofiarę. Reszta historii to odpowiedź na pytanie, czy jedno zło może kreować jeszcze większe zło. Pamiętam, że po przeczytaniu pierwszej wersji tego tekstu kochana mama, kazała mojemu bratu porozmawiać ze mną poważnie i dowiedzieć się, czy aby na pewno wszystko ze mną dobrze, czy mi się nie pomieszało pod czerepem. (śmiech) Lubisz ostre zwroty akcji. Szczególnie podoba mi się ten w „Pełnej kieszeni”, po którym okazuje się, że wcześniej czytelnik nie miał tak naprawdę pojęcia o co chodzi w całej historii. Od początku miałeś taki pomysł na to opowiadanie czy zwrot akcji wymyśliłeś kiedy już zacząłeś je pisać?

pisania. Pierwsza wersja „Kieszeni” miała jednak dużo faktograficznych błędów i późniejszy, kilkumiesięczny szlif, wyszedł tej historii na dobre. Miałeś jakiś wpływ na układ opowiadań w zbiorze? Tak, RH stawia na sprawną współpracę z autorem. Sam proponowałem układ tekstów i wspólnie ustalaliśmy, które z opowiadań nie bardzo pasują do tego zbioru. Punktem wyjścia jeśli chodzi o planowanie zawartości była różnorodność, tak aby poszczególne historie poznawało się trochę, jak serial telewizyjny.

Więcej energii kosztuje Cię pisanie tekstów czy prowadzenie kampanii promocyjnej książki? Żaden inny wydany u nas horror nie miał takiej oprawy - w końcu nie chodzi tu tylko o Twoje wizyty w Empikach w różnych częściach kraju ale też o filmy i słuchowiska radiowe, które pojawiaZwykle zaczynam pisać opowiadanie ły się na promocyjnych spotkaniach mając w głowie jedną filmową scenę. i w Internecie. „Pełna kieszeń” zaczęła powstawać na jednym ze spacerów z psem po Zdecydowanie promocja jest bardziej grabiszyńskim parku, który kiedyś był pracochłonna niż pisanie. Wraz z przyjacmentarzem. W jednej chwili miałem ciółmi, którzy bardzo mi pomagają zdew głowie scenę, w której schludnie ubra- cydowaliśmy się wprowadzić w życie to, ny morderca niczym magik, wyciąga o czym marzyłem już od dawna – atrakz powietrza najbardziej płaskie ostrze cyjną promocję, inną od tego, co do tej jakie można sobie wyobrazić... Kiedy pory robiono w Polsce. Praca pisarza nie miałem już wyraźnie naszkicowaną sce- kończy się na napisaniu książki. Można nę, przypomniało mi się jak kiedyś czy- powiedzieć, że prawdziwa robota dopietałem o fizycznej teorii między wymia- ro wtedy się zaczyna i tak powinno być! rowych płaszczaków. „Pełna kieszeń” Do czytelnika trzeba dotrzeć, trzeba go powstała w kilka dni. Najpierw miałem zainteresować, uwodzić nowymi pomyscenę, następnego dnia zarys historii, słami, sprawiać, aby dobrze się bawił, to który opowiedziałem przyjacielowi (za- równie naturalne co wyjazdy muzyków wsze męczę go opowiadaniem szkiców w trasy koncertowe. Cały czas szukam opowiadań). Jako, że ojciec przyjaciela nowych pomysłów na opowiadanie jest fizykiem, pożyczyłem od niego kilka o książce. Szykujemy coś ekstra na książek i jak w amoku zabrałem się do Boże Narodzenie. Mam nadzieję, że uda

12


się wciągnąć do zabawy coraz więcej osób i rozbić ten skostniały układ klasycznej promocji. Grupa „Fall Out Boy” potrafi udzielić 72 wywiadów dziennie, bo wie, że mamy wolny rynek i do odbiorcy trzeba wyjść z czymś ciekawym, może nie stawać na głowie, ale przynajmniej się pokazać. Pisanie to dla mnie przyjemność, promocja to przyjemność i praca. Chodzą słuchy, że nie najlepiej układała Ci się współpraca z Łukaszem Orbitowskim, który zajmował się redakcją „Demonów”. Prawda to czy tylko plotki? Eee... No to zabiłeś mi klina... Jeżeli coś jest nie tak, to dowiaduję się tego od Ciebie. Z Łukaszem pracowało się bardzo fajnie, to znakomity autor, świetny fachowiec, który potrafi wiele rzeczy podpowiedzieć, nauczyć czegoś nowego. Po zamknięciu „Demonów” przestaliśmy ze sobą korespondować, ale w sposób zupełnie naturalny. Każdy zajął się swoimi sprawami. Doprawdy, nie wiem co to za ploty. Ze swojej strony dementuję je jasno i otwarcie. Łukasza Orbitowskiego szanuję i znam tylko na stopie zawodowej (robiłem z nim kilka wywiadów dla radia). Gdybym go czymś wkurzył zapewne nie napisałby polecajki-notki dla „Demonów”. Czy uważasz, że autorowi horroru wszystko wolno czy raczej starasz się unikać zbyt makabrycznych opisów? Zdarzyło Ci się kiedyś cofnąć rękę przed napisaniem czegoś, co mogłoby za bardzo wstrząsnąć czytelnikami? Wydaje mi się, że wszystko zależy tu od autora. Każdy ma swój własny sposób kreowania świata. Osobiście lubię dosłowną przemoc, mocne opisy, ból

i dosłowność, bo przemoc taka właśnie jest. Każdy, kto raz w życiu złamał nogę potrafi coś o tym powiedzieć. Horror ma moim zdaniem przypominać o tym, że w życiu trzeba na wiele rzeczy uważać – nie wkładać paluchów do ognia, bo się popalą. Odbiorca będzie o tym pamiętał na dłużej, gdy otrzyma fest ostry opis palących się paluszków, na których paznokcie pękają od temperatury, a na zwijającej się, jak kartki papieru skórze wyskakują piekące bąble. Wyobraźnia pracuje. Nasz mózg symuluje groźne sytuacje i chroni nas przed nieszczęściami. Mamy teraz piękny czas dla polskiego horroru, swoje książki wydaje nagle całe mnóstwo młodych autorów: Łukasz Orbitowski, Jakub Małecki, Jakub Ćwiek, Mariusz Kaszyński i wielu innych. Pojawiają się też zbiory opowiadań, w którym jest całe mnóstwo ciekawych debiutanckich tekstów, no i pojawia się coraz więcej ciekawych pozycji z całego świata – nie jesteśmy już skazani wyłącznie na Kinga, Mastertona i Koontza. Mówiłeś wcześniej, że nie czytasz zbyt dużo polskiego horroru, ale masz pewnie jakąś ulubioną książkę wydaną u nas w ostatnim roku? Jeśli chodzi o beletrystykę to znakomicie bawiłem się przy „Arcydziełach czarnego kryminału” oraz przy „Elektryzujących historiach” – to dwa znakomite zbiory opowiadań. Od roku nie jestem w stanie oderwać się także od „Boga urojonego” Richarda Dawkinsa, który został wydany chyba jakoś na koniec 2007. Dawkins pisze książki, które otwierają głowy i uczą dystansu do tak zwanych fundamentalnych zasad życia moralnego i za to bardzo go cenię. Jego książkami zachwycał się także mój ukochany Douglas Adams.

13


O

N


-------------------------------------- Ocena: 4/6 Wydawca: Red Horse 2008 Ilość stron: 3l8

Po debiutancki zbiór opowiadań Łukasza Śmigla sięgnęłam z pewną obawą, nieco przytłoczona bardzo profesjonalną, acz na mój gust nazbyt intensywną kampanią reklamową. Zastanawiałam się, czy kryje się za nią produkt wart uwagi, czy tylko zdolny PR-owiec.

który schronienie znajduje u tajemniczego mężczyzny, zdającego się żyć poza realiami wojny, czy „Bohatera 1916” przenoszącego nas tym razem w okopy I wojny światowej, ukazując samotność pojedynczego żołnierza na froncie. Znajdziemy też kilka opowiadań przyzwoitych, choć bez oczekiwanej dawki grozy - jak groteskowa, pełna czarnego humoru, ale do bólu przewidywalna „Klątwa z o.o.” czy bardziej niesamowita niż przerażająca „Pełna kieszeń”. I tu, obok tych bardzo dobrych i tych po prostu dobrych tekstów, trafiamy na kilka zdecydowanie słabszych. Do nich zaliczyłabym „Przyjdzie i po ciebie...” - rzecz o zakompleksionym młodzieńcu szukającym zemsty na dawnych prześladowcach oraz sztampowy i nieco nudny „Imago”. Niedosyt pozostawia „Dekathexis”, aczkolwiek tym razem w sposób pozytywny. Opowiadanie to najchętniej wyrzuciłabym z antologii pod tytułem „Demony”... ale tylko po to, by przenieść je do zbioru opowiadań, w którym fabuła toczyłaby się wyłącznie w opisywanej tu krainie śmierci. Bo w „Demonach” otrzymujemy tylko jej fragment, a dla mnie to trochę za mało chciałabym wiedzieć coś więcej o religii, ustroju i obyczajach tam panujących.

Text: Jagoda Skowrońska

ŁUKASZ ŚMIGIEL - Demony

”Demony” to zbiór dwunastu historii, osadzonych w różnych realiach i klimatach, ukazujących różne oblicza grozy. Większość opowiadań dzieje się „tu i teraz”. W życiu przeciętnego człowieka - profesora anglistyki, redaktora wydawnictwa czy prezentera radiowego - zdarza się coś, co sprawi, że świat już nie będzie taki jak dawniej. Szkoda tylko, że owo „tu” oznacza w tym przypadku „za Wielką Wodą”, choć z równym powodzeniem wszystko to mogłoby dziać się TU w Polsce. Czyżby wynikało to z obawy, że polski czytelnik tak przywykł do horrorów „made in USA”, że groza w rodzimych realiach nie zrobi już na nim wrażenia? A może autor nastawił się już na międzynarodowego odbiorcę? Jednak oprócz wspomnianych już „tu i teraz” pan Śmigiel przenosi nas też w inne światy i w inne czasy: w realia wojenne; do międzywojennego Wrocławia; do świata, w którym religią jest śmierć; do nieodległej przyszłości, w której Ziemię opanowują inteligentne... pingwiny. W pięknym i nowoczesnym opakowaniu otrzymałam więc może nie nadzwyczaj„Demony” to nie tylko różnorodność re- ny, ale za to dobry produkt. I nadzieję, aliów i klimatów - to niestety także róż- że skoro debiutancka książka tak wynorodność poziomu opowiadań. Zatem gląda, a autor wie już, jak budować namamy tu doskonale stworzone, klima- strój grozy, to kolejna pozycja Łukasza tyczne historie - „Opowieść chłopca” Śmigla może stać się jedną z perełek o uciekinierze z likwidowanego getta, w mojej biblioteczce.

15


A L INTERIEUR A L’INTERIEUR Francja 2007 Dystrybucja: Brak Reżyseria: Alexandre Bustillo Julien Maury Obsada: Beatrice Dalle Alysson Paradis Nathalie Roussel Jean-Baptiste Tabourin

X X X X

Text: Kamil “Skolmon” Skolimowski

X

16

“A L’Interieur” to szalone i bezpardonowe apogeum okrucieństwa, jazda bez trzymanki, która miażdży po drodze wszelakie tabu, a cenzurze śmieje się prosto w twarz. Wewnątrz niejakiej Sary Scarangelli rośnie upragnione dziecko. Niestety, mniej więcej w szóstym miesiącu ciąży los - jakby dla kontrastu z radością przyszłego macierzyństwa - nasyła na dziewczynę wypadek samochodowy, w której ginie jej ukochany mąż. Ona sama wychodzi z kolizji mocno poturbowana - zarówno na ciele, jak i psychicznie. Po wypadku utrzymuje ciążę, ale trzy miesiące pozostałe do rozwiązania spędza w samotności i otępieniu. Nadchodzi wigilijny wieczór. Wieczór, który zmieni wszystko. Do domu Sary wdziera się tajemnicza Kobieta W Czerni. Bezpardonowo atakuje Sarę podczas snu

i wbija w jej nabrzmiały brzuch długie nożyczki. A to będzie zaledwie preludium do istnej erupcji krwi, którą jeszcze nieraz tej wigilijnej nocy zostaną zbryzgane ściany domu Sary Scarangelli. Nie wszystkim można polecić ten film. Już pierwsze sceny “A L’interieur” pokazują nam, że będziemy mieli do czynienia z filmem bezkompromisowym, dosadnie pokazującym każdy pojedynczy upust krwi. Charakteryzacja stoi na wysokim poziomie, wszelakie rany cięte, rąbane czy szarpane pokazane są nam z nieznośną precyzją i realizmem. Przyczepiłbym się do efektów specjalnych.

Cholera, Francuzi potrafią! Współczesny horror znad Sekwany ma się nadzwyczaj dobrze i daleko mu do tendencji spadkowej. Oto kolejny twardy zawodnik, który po paru poprawkach mógłby śmiało pretendować do tytułu najlepszego europejskiego horroru 2007 roku.


Ujęcia płodu pokazane w tragicznej technice CGI po prostu niepotrzebnie psują klimat filmu. Natomiast atmosfera w “A L’Interieur” jest po prostu rewelacyjna. Bardzo pomaga tu hipnotyzująca muzyka - dosłownie wwiercające się w czaszkę elektroniczne brzęczenie w najcięższych scenach filmu perfekcyjnie komponuje się z subtelną grą kwartetu smyczkowego w momentach odetchnięcia. Pisząc o “A L’Interieur”, grzechem byłoby nie wspomnieć o cudownej Beatrice Dalle, czyli odtwórczyni psychopatycznej Kobiety W Czerni. Przed jej szatańskim urokiem schowałby sie sam Hannibal Lecter. Dalle jest rewelacyjna, perfekcyjnie operuje mimiką twarzy i balansuje między emocjami. Ma do dyspozycji nie tylko oryginalną urodę, ale i naprawdę wielki talent. Ostatnia scena z jej udziałem to niemalże poetycki majstersztyk.

Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że scenarzysta na siłę wpakował do historii mnóstwo mięsa do pokrojenia, czy też - jak wolicie - ofiar. Kolejni bezpłciowi bohaterowie trafiają do domu Sarah tylko po to, by w niedługim czasie stać się zródłem tryskającej na lewo i prawo posoki. Zupełnie niepotrzebna jest też metamorfoza Sary pod koniec filmu, kiedy staje się zacietrzewiona, obowiązkowo groźnie łypiąca spode łba do kamery i gotowa do boju niczym Lara Croft.

17


-------------------------------------- Ocena: 4/6 Wydawca: Wydawnictwo Otwarte Ilość stron: 320

Marek Świerczek to autor młody i nieznany szerszemu gronu czytelniczemu. Zajął II miejsce w konkursie na opowiadanie grozy organizowanym w 2006 roku przez „Nową Fantastykę”, a w 2007 roku Wydawnictwo Otwarte opublikowało jego debiutancką powieść „Bestia”. Jest to opowieść utrzymana w konwencji powieści gotyckiej, czemu sprzyja osadzenie akcji w realiach Polski u schyłku powstania styczniowego. Główny bohater, polski oficer służący w carskiej armii dostaje karną misję - wyjaśnienie zagadki tajemniczych morderstw dokonywanych na rosyjskich żołnierzach. Ofiary mordów wyglądają jak rozszarpane przez dzikie zwierzę... Autor użył jako osi fabularnej w swej powieści motywu wilkołaka, a że jest to temat wyeksploatowany i stosunkowo przewidywalny, książka nie tchnie oryginalnością. Tajemnica nie jest z pewnością tak niezwykła, jak być powinna, fabuła jest klarowna i w pewnym momencie dość oczywista, a bohaterowie - mimo, że barwni i dobrze wykreowani, jednak nieco monotonni i przewidywalni w swych zachowaniach. Ale nawet biorąc pod uwagę wszystkie te wady, nie sposób nie uznać książki Świerczka za udaną. Czytelnik nie powinien czuć się zawiedziony, ponieważ otrzymuje książkę naprawdę solidną warsztatowo, napisaną niezłym stylem, próbującą wyrwać się poza sztywne ramy gatunku. A jednocześnie “Bestia” nie pretenduje do miana literackiego arcydzieła: to powieść, którą świetnie się czyta, która jest wciąga-

jąca i intrygująca. W pewien sposób również zaskakuje, choćby poglądami głównego bohatera, który bynajmniej nie jest sprzedawczykiem i rosyjskim sługusem, ale utrzymuje, że jest polskim patriotą!

Text: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

MAREK ŚWIERCZEK - Bestia

Brak w książce makabry czy krwawych opisów popełnianych zbrodni, więc ktoś, kto tego poszukuje, nie powinien po nią sięgać. Za to ci, którzy oczekują klimatycznej atmosfery, powinni „Bestię” przeczytać. To powieść, gdzie wszystkie niedostatki fabuły niweluje świetnie wykreowane tło i relacje pomiędzy bohaterami, z którymi możemy się w myślach kłócić, ale jednocześnie łatwo nam się z nimi związać emocjonalnie. A to pomaga „zawiesić niewiarę” i mimo, że od początku czekamy na wilkołaka, to jednak nie możemy sobie odmówić przeczytania kolejnej strony, kolejnego akapitu, zachwyceni opisem powieściowych realiów oraz zdarzeń niekoniecznie związanych z główną linią fabuły, ale ważnych do stworzenia atmosfery. Paradoksalnie - to, co stanowi podstawową wadę “Bestii”, jest jednocześnie jej zaletą. Brak pędzącej naprzód fabuły pozwala nam delektować się całą resztą - postaciami, realiami kreowanego świata, a także skupić się bardziej na historycznych przemyśleniach autora, które wplata on umiejętnie w dialogi i zdarzenia. Autor „Bestii” serwuje nam dobre czytadło i miejscami trochę intelektualnej rozrywki w postaci rozważań nad naszą historią. Słowem - książka w sam raz na jeden, dwa jesienne wieczory i dobra zapowiedź młodego autora.

19


TIMBER FALLS OFIARA SPEŁNIONA USA 2007 Dystrybucja: Carisma Reżyseria: Tony Giglio Obsada: Josh Randall Brianna Brown Nick Searcy Sasha Rosemann

X X X

Text: Łukasz Radecki

X X

„Ofiara spełniona” to historia jakich wiele - dwoje młodych ludzi wybiera się na wycieczkę w góry, gdzie przyjdzie im się zmierzyć niewyobrażalnym koszmarem i okrucieństwem. Mike i Sheryl to typowe mieszczuchy, które chcą spędzić sympatyczny weekend w malowniczym górskim terenie. Sympatyczny szeryf udziela im wskazówek co do trasy, równie

sympatyczna kobieta spotkana na szlaku modyfikuje ich szlak na bardziej malowniczy, a wędrujący po lesie autochtoni terroryzują ich i poniżają. Sytuacja na szczęście kończy się polubownie, a para zakochanych może zrelaksować się nocą w namiocie i porozmawiać o tym, dlaczego jedno z nich nie chce dziecka i ślubu, podczas gdy drugie o tym marzy. Rankiem dziewczyna udaje się nad jezioro, by zażyć odświeżającej kąpieli, a Mike znajduje tylko jej medalion. Od tego momentu radosny weekend zmienia się w śmiertelną rozgrywkę. Już początek filmu informuje nas, że będziemy mieli do czynienia z filmem krwawym, a pierwsze sceny nie pozostawiają miejsca na wątpliwości, z jakiego typu kinem przyszło nam obcować. Okaleczona para w piwnicy, torturowana przez zdeformowanego osobnika uzbrojonego w ciekawą wariację na temat sierpa przywodzi na myśl najlepsze wzorce. I tak

W kwestii survival horroru powiedziano już niemal wszystko, a jeśli nie, to długo przyjdzie nam chyba czekać na powiew świeżości. Niemniej jednak od czasu do czasu warto zobaczyć coś, co może nie przełamuje barier, ale całkiem sympatycznie prezentuje się w gatunkowych ramach.

20


naprawdę w żaden sposób nie rozczarowuje. Choć wszystko jest tu szyte grubymi nićmi, a zawiązanie intrygi nie należy do subtelnych, widać, że twórcy odrobili zadanie domowe i postarali się choćby minimalnie pokomplikować wydarzenia, tak by od razu nie było wiadomo, kto jest kim. Inna sprawa, że nie potrzeba zbytniej inteligencji, by przewidzieć kolejne wydarzenia czy zachowania poszczególnych postaci. Warto jednak wspomnieć, że aktorzy - szczególnie pierwszoplanowi - grają z zapałem większej sprawy i wyciskają z szablonu więcej, niż można by oczekiwać. Na szczególną uwagę zasługuje Josh Randall jako Mike, który przechodzi kolejne fazy przemiany - od turysty, przez ofiarę, po mściciela. Robi to jednak na tyle naturalnie, że nie sposób mu nie wierzyć. Szczególnie, że scenarzyści zadbali, by już od początku zaznaczyć jego twardy charakter.

„Ofiara spełniona” to film, który powinien zadowolić sympatyków „Drogi bez powrotu” czy „Teksańskiej masakry piłą łańcuchową”, ale pod warunkiem, że nie będą oczekiwali filmu przełomowego czy wyjątkowego. Mimo dobrej realizacji (wspaniałe zdjęcia i stosowna choć niewyszukana muzyka) jest to film dość sztampowy i oczywisty. Ale jednak ogląda się go z zaciekawieniem. Czy trzeba więcej od tego typu wydawnictwa?

21


Oblicza

Drakula dziś najczęściej kojarzy się z bohaterem lepszych lub gorszych filmów grozy, choć od czasu pojawienia się na ekranach kin filmu Francisa Forda Coppoli „Drakula Brama Stokera” coraz więcej osób zaczęło kojarzyć postać krwiożerczego wampira z powieścią Irlandczyka Brama Stokera. Czytając zaś większość recenzji czy omówień tejże powieści, dowiedzieć się można, że stokerowski wampir inspirowany był postacią hospodara wołoskiego Włada III Drakuli, który wsławił się wyjątkowym okrucieństwem, a z powodu upodobania do uśmiercania ludzi poprzez wbijanie na pal zyskał miano Tepes - Palownik. Szukając bliższych informacji na temat Włada Palownika, obok szczegółowych opisów jego okrucieństw można spotkać też opinie, że Wład III Tepes był władcą tyleż okrutnym, co i sprawiedliwym, broniącym wiary chrześcijańskiej przed nawałą turecką. Kim więc tak naprawdę był Drakula? Wampirem, krwawym tyranem czy władcą żyjącym w trudnych czasach i tak dobrym, jak w tamtych czasach i okolicznościach można było być? Na naszym rynku w ostatnich latach ukazały się dwie książki, których autorzy starają się udzielić wyczerpującej odpowiedzi na te pytania. Pierwsza z nich to pozycja autorstwa specjalizującej się w historii późnośredniowiecznej i wczesnonowożytnej profesor Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu Ilony Czamańskiej „Drakula. Wampir, tyran czy bohater?”, wydana w 2003 roku

22

nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. Druga to „Drakula” autorstwa badacza z paryskiego École pratique des hautes études Matei Cazacu, wydana w Polsce w 2007 roku nakładem PIW w serii „Biografie sławnych ludzi”. Tytuły wspomnianych książek raczej nie mówią, o którym Drakuli ma być mowa. O tym, czego możemy się spodziewać po zawartości, informują autorzy we wstępie. Ilona Czamańska, wyjaśniając cel swojej pracy, pisze: „W jaki sposób i czy rzeczywiście można [Stokerowskiego Drakulę] łączyć z którymś z książąt woło-


część 1

srebrnego ekranu - od czasów Nosferatu Murnaua aż po dzień dzisiejszy. Reasumując, opowiemy o bohaterze i jego czasach, tyranie i jego poddanych, wampirze i księstwie ciemności.” Jak widać żadna z książek nie opisuje jakiegoś jednego Drakuli. Obie książki raczej starają się przedstawić wszystkie osoby - czy to prawdziwe, czy fikcyjne, które znane są pod tym przydomkiem. Zarówno Czamańska, jak i Cazacu starają się też oddzielić postać Włada III Drakuli od mitów, jakie wokół jego osoby zdążyły narosnąć.

Dla Matei Cazacu głównym celem jest „przedstawienie mało znanej postaci historycznej Włada III zwanego Palownikiem. Nie zapomnimy tu, rzecz jasna, o tyranie Drakuli, który został odmalowany w łacińskich, niemieckich, rosyjskich Przyjrzyjmy się zatem jaki obraz Drakuli i bałkańskich opowieściach. [...] Będzie- wyłania się po lekturze wymienionych my także mówili o wampirze Drakuli książek. jako o postaci literackiej i o bohaterze

Transylwania i Wołoszczyzna

Krainy nieodmiennie kojarzone z Drakulą Nim jednak zaczniemy przeglądać galerię postaci znanych jako Drakula, zatrzymajmy się na chwilę przy krainach i czasach, z jakimi są oni kojarzeni, czyli XV-wiecznej Wołoszczyźnie i Transylwanii. Wołoszczyzna, dziś południowa część Rumunii, to kraina położona między Dunajem a Karpatami. W XV wieku państwo wołoskie miało dwóch potężnych przeciwników, ale i potężnych protektorów: Węgry i Turcję. Elastyczna polityka hospodarów wołoskich sprawiała, że choć państwo nigdy nie cieszyło się

pełną niezależnością, nie zostało wchłonięte przez żadnego ze swoich sąsiadów, wciąż zachowywało odrębność. A właściwie - wciąż walczyło o jej zachowanie, prowadząc liczne wojny z Turkami. Jednak dla sytuacji Wołoszczyzny bardziej niebezpieczne od potężnych sąsiadów były wewnętrzne walki o panowanie. Po śmierci Mirczy Starego w 1418 roku rozpoczął się trwający dziesięciolecia okres walk o tron wołoski pomiędzy przedstawicielami dwóch gałęzi dynastii Besarabów: potomkami Mirczy Starego i potomkami jego starszego brata - Dana I.

na podstawie opracowań I. Czamańskiej i M. Cazacu

skich? [...] Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzyjmy się bliżej wspomnianym postaciom historycznym, nie zapominając też o powstałej wokół nich legendzie, która aczkolwiek nie odegrała najważniejszej roli w stworzeniu postaci krwiożerczego księcia z siedmiogrodzkiego zamku, zakorzeniła się jednak na trwałe w kulturze Rumunii i krajów ościennych.”

Text: Jagoda Skowrońska

Drakuli

23


Do połowy XV wieku charakter narodowościowy Wołoszczyzny był wyraźnie rumuński. Najliczniejszą, wyraźnie odróżniającą się grupą etniczną byli Cyganie, którzy odgrywali rolę podstawowej siły roboczej w większych majątkach ziemskich. Jednak w drugiej połowie XV wieku oblicze narodowościowe Wołoszczyzny na skutek napływu innych ludów zaczęło ulegać zmianie. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Transylwanii. W XV wieku była ona prowincją węgierską, jednak zdecydowanie odmienną od pozostałych ziem Królestwa Węgierskiego. Charakter narodowościowy Transylwanii, w przeciwieństwie do Wołoszczyzny, był mocno

zróżnicowany. Najwyżej w hierarchii społecznej stała szlachta węgierska, która w znacznej swej części zaliczana była do elity swojego kraju. Przed atakami koczowników, a później przed Turkami osmańskimi granic Transylwanii strzegli żołnierze szeklerscy - mówiący także po węgiersku, ale pod każdym innym względem odróżniający się od Madziarów. Większe miasta zamieszkiwali Niemcy, zwani tu Sasami, którzy trudnili się głównie kupiectwem. Najniższą warstwę społeczną stanowili chłopi, głównie pochodzenia wołoskiego. Mieszanka wszystkich tych narodów tworzyła w Transylwanii klimat zgodnego współżycia różnych religii, narodowości i kultur.

Wład Drakul

Ten najbardziej sympatyczny Pierwszą znaną postacią noszącą przydomek „Drakula” - a właściwie „Drakul” - był hospodar wołoski urodzony ok. 1385-1390 Wład II, syn Mirczy Starego z dynastii Besarabów. Wychował się on na dworze króla węgierskiego, a później i cesarza niemieckiego Zygmunta Luksemburskiego (czy raczej - jak pisze Cazacu - spędził młodość jako zakładnik Zygmunta Luksemburskiego), co pozwoliło mu zdobyć ogładę i wykształcenie typowe dla europejskiej arystokracji. Starając się zdobyć tron wołoski, Drakul usiłował wyjechać z Węgier, by znaleźć nowego protektora w osobie króla polskiego Władysława Jagiełły. Ambitny plan się jednak nie powiódł - Wład został schwytany i siłą zmuszony do powrotu na dwór króla.

grudnia 1408 roku Zakonu Smoka - mającego na celu obronę wiary chrześcijańskiej. Jednocześnie z przyjęciem do zakonu Wład został koronowany na księcia Wołoszczyzny. Jednak nie dane mu było objąć władzy, ponieważ nim dotarł na Wołoszczyznę, Turcy zdążyli osadzić na tronie nieślubnego syna Mirczy Starego Aleksandra Aldeę, któremu szybko udało się zdobyć też poparcie Zygmunta Luksemburskiego. Czekając na korzystniejszy dla siebie obrót sytuacji politycznej, Wład osiadł wraz z rodziną w Transylwanii, w mieście Segesvar (Sighişoara). Tam powierzone mu zostały: nadzór nad mennicą w Sighişoarze oraz obowiązek obrony południowej granicy Transylwanii przed Turkami.

W 1436 roku zmarł Aldea - wówczas Chcąc bardziej związać ze sobą Włada, Wład Drakul przy wsparciu Zygmunta Zygmunt Luksemburski na początku Luksembusrkiego zdołał w końcu osiąść 1431 roku przyjął go do utworzonego 12 na wołoskim tronie. Chcąc jednak utrzy-

24


mać władzę, zmuszony był zawrzeć król węgierski Władysław, pod naciskiem traktat pokojowy z sułtanem Muradem II legata papieskiego, zerwał pokój i obiei płacić Turcji haracz. cał wyruszyć we wrześniu na świętą wojnę przeciwko Turcji. Mimo że Wład był W 1438 roku cesarzem niemieckim niechętny tej wojnie, ofiarował królowi 7 został Albrecht Habsburg. Korzystając tys. (albo - według Czamańskiej - 4 tys.) z tego, że nowy cesarz zainteresowany jeźdźców pod dowództwem swojego najsytuacją w Czachach zlekceważył za- starszego syna Mirczy. 10 lipca doszło grożenie ze strony potęgi osmańskiej, do klęski wojsk królewskich pod Warną. sułtan Murad II postanowił zaatakować W bitwie śmierć poniósł król Władysław stolicę Węgier - Budę. Ponieważ na sku- (w ten sposób przeszedł do historii jako tek gwałtownej zmiany pogody nie był Władysław Warneńczyk). Mircza, który w stanie zrealizować tego planu, posta- do tej pory brał udział w walkach, pod nowił skierować uderzenie na Transyl- wpływem gróźb sułtana, że zabije jego wanię. Szantażowany przez Murada II, braci, wycofał wojska wołoskie z pola Wład zgodził się na przemarsz przez te- bitwy. rytorium Wołoszczyzny ekspedycji tureckiej, a nawet poprowadził jej oddziały. Wład, przekonany, że jego młodsi synowie już nie żyją, a więc już nie hamowaNiedługo po tych wydarzeniach Wład ny troską o ich życie, w 1445 roku zdecywraz z rodziną został uwięziony przez dował się wziąć udział w wyprawie floty Murada II (Czamańska podaje, że w zi- burgundzko-papieskiej nad dolny Dunaj. mie 1438, Cazacu - że na przełomie lip- Wyprawa miała na celu odzyskanie ca i sierpnia 1442), by po niedługim cza- utraconych przez chrześcijan zamków sie (i tu znów mamy dużą rozbieżność naddunajskich. Po zakończeniu działań w datach: Czamańska podaje rok 1439, wojennych Drakul został osamotniony Cazacu - styczeń 1444, jednak niewy- - Burgundczycy wycofali swoje floty, kluczone jest, że rozbieżności te wiążą Węgrzy zaś udali się do Transylwanii. się z tym, że Wład mógł być dwukrotnie Szczęśliwie dla Włada Murad II stracił więziony przez sułtana) przy wsparciu chwilowo zainteresowanie Europą i wysułtana powrócić na tron wołoski, po- cofał się do Azji Mniejszej. zbawiając życia aktualnego hospodara - Besaraba II. W 1447 roku Wład ponownie zawarł pokój z Turcją, na warunkach identycznych W czerwcu 1444 przedstawiciele Węgier jak te z roku 1444. Tymczasem w czerwi Serbii zawarli w Adrianopolu traktat po- cu 1446 Jan Hunyady został mianowany kojowy z sułtanem Muradem II. Traktat regentem Węgier, panującym w imieniu ten obejmował także Włada Drakula, małoletniego Władysława Pogrobowca. który zobowiązany został płacić sułtano- Jako regent zaczął szykować wyprawę wi daninę oraz wysłać mu zakładników. przeciwko Turcji, a odstępstwo Drakula W charakterze zakładników Drakul wy- - jako kolejna oznaka usamodzielniania słał swoich dwóch młodszych synów: się hospodara - zaogniło ich wzajemną Włada i Radu. niechęć. A przyczyn tej niechęci było jeszcze trochę: Wład walcząc z ujemnyNiespełna tydzień po zawarciu traktatu mi dla Wołoszczyzny skutkami dewalu-

25


acji pieniądza na Wołoszczyźnie zaczął bić własną monetę, zawierającą więcej srebra niż węgierska, co godziło w interesy Węgier. Zaangażował się on także w wojnę domową w Mołdawii - wsparł w walce o tron mołdawski związanego z dworem polskim Eliasza, a później jego syna Romana. Na to zbliżenie Mołdawii do Polski Jan Hunyady także pa-

trzył niechętnym okiem. Żeby odzyskać wpływ na sytuację na Wołoszczyźnie, zimą 1447 zorganizował kampanię na południu Karpat, podczas której śmierć ponieśli Wład Drakul i jego najstarszy syn Mircza. Rządy na Wołoszczyźnie objął kandydat „namaszczony” przez Hunyadyego - Władysław II.

Skąd ten demoniczny przydomek? Wład Drakul postrzegany był w ówczesnej Europie jako postać jak najbardziej pozytywna. Przeszedł do historii jako dzielny wojownik wspierający chrześcijan w walkach z Turkami. Skąd więc taki demoniczny przydomek? Do dziś kwestią sporną jest jego pochodzenie. Wielu badaczy wiąże przydomek Włada z jego przynależnością do Zakonu Smoka. Do badaczy tych należy także Czamańska, która w swojej pracy pisze: „W związku ze stałym używaniem smoka jako godła zaczęto Włada nazywać Smokiem, co po łacinie brzmi Draco. Po dodaniu rumuńskiego rodzajnika męskiego ul przydomek ten zmienił się na Dracul, co jednak zmieniło też jego sens (po rumuńsku Dracul znaczy diabeł). W Europie jednak za życia Włada kojarzono wyłącznie ze smokiem i nazywano: Dragol, Dragul, Dragulia, Trakol.” Zupełnie inaczej pochodzenie przydomka widzi Cazacu. Przychyla się on do interpretacji byłego konsula angielskiego w Rumunii - Williama Wilkinsona, który na początku XIX wieku pisał: „W języku wołoskim Drakula oznacza diabła. W tamtych czasach Wołosi mieli zwyczaj, który zresztą przetrwał po dziś dzień, by nadawać to imię wszystkim osobom wyróżniającym się odwagą, okrucieństwem swych czynów i sprytem”.

26

Która z powyższych interpretacji bliższa jest prawdzie? Trudno jednoznacznie orzec, gdyż obie brzmią jednakowo prawdopodobnie. Właściwie to i obie mogą być prawdziwe. Interpretacja Cazacu zdecydowanie bardziej niż do Włada II Drakula zdaje się pasować do jego syna Włada III Drakuli, który do historii przeszedł również jako Wład Tepes (Palownik). Ale o nim następnym razem...


27


EKUSUTE EXTE: HAIR EXTENSIONS Japonia 2007 Dystrybucja: Brak

ruje, jest naznaczony klątwą okrutnie zamordowanej dziewczyny, zatem kontakt z nim oznaczać może tylko śmierć.

Reżyseria: Sion Sono

X X X

Text: Krzysztof Gonerski

X X

„Exte: Hair Extension” to pastisz azjatyckich ghost story, nie do końca jednak Obsada: udany. Przede wszystkim za sprawą Chiaki Kuriyama dramaturgicznego pęknięcia filmu. Ren Osugi W obrazie Sono wiele miejsca zajmuje Megumi Sato wątek obyczajowy kilkuletniej dziewTsugumi czynki, którą zaczyna opiekować się główna bohaterka, Yuko. Dziewczynka jest urocza, jej los przejmujący, a wzajemne relacje z Yuko, w której rodzi się macierzyński instynkt, dzięki przekonuZ góry należy ostrzec, ze balansująca jącej grze aktorek, nawet wzruszające. często na granicy kiczu, japońska groza Tyle tylko, że w horrorze nie o wzruszenie jest ofertą skierowaną do masowego nie chodzi najbardziej. widza. Tak też jest w omawianym przypadku. Film Sono opowiada o szaleń- Na szczęście wszelkie niedostatki wycu, który sprzedaje doczepiane włosy, nikające z rozbudowanego wątku małej kobietom nieświadomym grożącego im Mami, rekompensuje nam horror, który niebezpieczeństwa. Produkt, który ofe- nieco zepchnięty na dalszy plan, jest jed-

Horror nauczył swych fanów, że narzędziem zbrodni może być dosłownie wszystko. Jeśli przedmiotem sprowadzającym na filmowych bohaterów okrutną, acz efektowną, śmierć, może być kartka papieru (koreański „Voice Letter”) albo rzucona z ogromną siłą futbolówka („Deadly Friend”), to dlaczego nie mogą nimi być... włosy? Zwłaszcza, że to całkiem popularne narzędzie zbrodni w azjatyckich horrorach.

28


nak obecny w obrazie Sono. Horrorowe atrakcje, które przygotowali dla widzów twórcy filmu to, najkrócej rzecz ujmując, włosy. Nade wszystko włosy! Włosy szczelnie wypełniające kontener, mieszkania, wyrastające w szalonym tempie z ust, oczu, ran na ciele, ale też włosy zabijające. Sceny uśmiercania przez tego niezwykłego mordercę, mimo iż obficie korzystają z efektów komputerowych, sprawiają niesamowite wrażenie. Pełne są surrealistyczno-groteskowych pomysłów w rodzaju nagle eksplodującej fryzury jednej z bohaterek, czy pełzających niczym węże włosów. Wszystkie jednak te niezwykłe sceny bledną wobec finału - zdumiewającego kolażu groteski, surrealizmu i kiczu. To naprawdę trzeba zobaczyć!

dzięki porzuceniu śmiertelnej powagi w opowieści o morderczych włosach, ogląda się całkiem przyjemnie. I to nawet jeśli wątek obyczajowy zgrzyta w tym horrorze niczym piasek w zębach, a oczywiste wygłupy Rene Osugiego w roli szaleńca Yamazakiego, nieznośnie irytują. Nie polecałbym jednak „Exte: Hair Extension” widzom nie obytym z szalonymi pomysłami japońskich twórDziwaczny film Sona (nota bene twórcy, ców, za to dla wielbicieli filmowych dzinie mniej dziwacznego „Sucide Circle”), wolągów - pozycja obowiązkowa.

29


TRUPOJAD & POKÓ Dworek Białoprądnicki w Krakowie, świetnie wybrany na spotkanie z twórcami antologii Trupojad i Pokój do wynajęcia, jest miejscem o bogatej historii. Już w 1549 roku przebywający w Prądniku Augustinius Rotundas napisał w liście do kardynała Hozjusza: Jestem pod urokiem tajemniczych budowli oraz ich otoczenia…

Nowa karta dworu na Białym Prądniku rozpoczyna się w XX wieku, kiedy przeznaczono bardzo zaniedbany i zniszczony zespół podworski na cele kulturalne. W 1975 roku pracownica Dworku zanotowała: „Budynek główny, zasłonięty jeszcze rusztowaniami, w dalszym ciągu przechodził proces rewaloryzacji, lecz mimo to wydał nam się obiektem wspaniałym, a samo miejsce posiadało pewną dozę tajemniczości, w którą spowija stare budowle legenda i wyobraźnia ludzka.” To tyle wstępu. A co do samego wieczoru…

że spotkanie odbyło się w kulturalnej stolicy Polski – Krakowie. Nie wiem jakimi względami kierowano się przy doborze zaproszonych gości, stawiam jednak na popularność, bowiem zabrakło kilku zaproszonych debiutantów. Głównym wabikiem była niewątpliwie osoba Łukasza Orbitowskiego, wspartego przez krajana Kazimierza Kyrcza Juniora. Ze stolicy wielkopolski przybył Robert Cichowlas, Pomorze reprezentował natomiast Łukasz Radecki. Długi weekend, dzień poprzedzający Święto Odzyskania Niepodległości, oraz niewątpliwe czynniki niezależne odbiły się na frekwencji, z drugiej strony, biorąc pod uwagę ilość czytelników w naszym kraju nie ma się co dziwić. Cieszyć powinien jednak fakt zróżnicowania wiekowego.

Antologie grozy Trupojad i Pokój do wynajęcia wydane niedawno przez wydawnictwo Red Horse spotkały się z ogromnym zainteresowaniem czytelników, nic więc dziwnego, że postanowiono zorganizować spotkanie z autorami, promujące oba zbiory. Przy Od początku ujmująca okazała się katak dużej ilości tekstów trudno byłoby meralna i niemal rodzinna atmosfera zebrać wszystkich pisarzy, tym bardziej, spotkania, która sprzyjała zarówno spokojnej rozmowie jak i zaciekłej dyskusji, która wkrótce rozgorzała.

TRUPOJAD &

POKÓJ DO W

YNAJĘCIA

torskie Spotkanie au aków) Kr 8 00 1.2 (10.1 wski Łukasz Orbito z Jr. rc Ky Kazimierz las ow ch Ci rt be Ro i ck de Łukasz Ra


Choć w założeniu spotkanie miało służyć jedynie promocji Trupojada i Pokoju do wynajęcia, to stało się jednocześnie warsztatami literackimi, rozmową na temat pozycji horroru w Polsce i debatą o gatunkach literackich. Szczególnie ta ostatnia wzbudziła spore emocje, zarówno wśród gości (zwłaszcza stałych bywalców, niezbyt zorientowanych w temacie), jak i samych autorów, którzy choć wzajemnie uprzejmi, to jednak nie kadzili sobie, często spierając się zarówno w przypadku klasyfikacji gatunkowych jak i popularności horroru. Tu szczególnie zaciekle spierali się Orbitowski z Radeckim, niemniej sprawę zakończono polubownie, bez rozlewu krwi. Autorzy opowiedzieli jak doszło do pojawienia się ich opowiadań w antologii oraz samodzielnie reklamowali zarówno teksty własne i całe zbiory. Mogliśmy również usłyszeć o tym jakie mają plany wydawnicze, które zresztą okazały się wielce obiecujące, bowiem w pierwszej połowie przyszłego roku powinny ukazać się zbiory opowiadań i powieści każdego z obecnych, ponadto wszyscy w trudzie i znoju pracują już nad kolejnymi utworami. Poruszono także kwestię plusów i minusów tworzenia tekstów w duecie, czym jak wiadomo parają się wszyscy członkowie Fantastycznej Czwórki, sorry - Groźnej Czwórki. Znakomita atmosfera prowadzonego przez Heńka Pluwaka spotkania uległa rozluźnieniu po pierwszej godzinie (optuję, że przyczyniły się do tego dyskretnie serwowane napoje chłodzące, tudzież wywody Radeckiego, względnie

milczenie Cichowlasa). Już wcześniej jednak autorzy odkryli, że wśród gości znajduje się Aleksandra Zielińska, debiutantka, której teksty znalazły się także w obu antologiach. Początkująca autorka natychmiast została zobligowana do dalszych wypowiedzi i uzyskała możliwość zajęcia stanowiska w poruszanych tematach.

Text: A. Orliński

ÓJ DO WYNAJĘCIA Oficjalne spotkanie zakończyło się po blisko dwóch godzinach, jednak wytrwali udali się wraz z autorami i ich świtą na mniej oficjalne spotkanie, gdzie przy góralskiej muzyce, michach pierogów i smalcu z boczkiem można było porozmawiać już całkiem prywatnie. Tam też dowiedziałem się o niezwykłym obiedzie, który tego dnia Cichowlas i Radecki zjedli nieopodal Starówki, gdzie kulki ziemniaczane okazały się być kauczukowymi, a domniemane schabowe... plackami ziemniaczanymi. Na koniec warto wspomnieć o następnym wydarzeniu kulturalnym. Na początku grudnia w Jastrzębiej Górze odbędzie się poświęcony horrorowi konwent Nordcon 2008. Wśród gości będzie także Robert Cichowlas i Kazimierz Kyrcz Jr. Poprowadzą oni panel dyskusyjny pod wielce obiecującym tytułem: Sprawa polska a wampiry, koncentrując się przy tym głównie na omówieniu antologii Trupojad i Pokój do wynajęcia. Co ciekawe, wspomniani autorzy napisali specjalnie na tę okazję opowiadanko, które zostanie opublikowane w informatorze konwentowym.

iesz się na forum ym horrorem dow iązanych z krajow zw h iac zen dar O bieżących wy t/forum/ prez i rzeszą o: http://grabarz.ne organizatorami im Grabarza Polskieg ty abarza, pisarzami, Gr mi rca h (do wygrania: pły sac z twó ji kur kus kon h dys nyc do y w licz Zachęcam zy, a także do udziału kinowe oraz inne imprezy). gro li cie lbi wie h zapalonyc u na seanse zulki i bilety wstęp DVD, książki, kos

31


DEAD MAN S SHOES DEAD MAN’S SHOES Wielka Brytania 2004 Dystrybucja: Brak Reżyseria: Shane Meadows Obsada: Paddy Considine Toby Kebbell Gary Stretch Stuart Wolfenden

X X X X

Text: Kamil “Skolmon” Skolimowski

X

32

Powalające na kolana brytyjskie dzieło Shane’a Meadowsa “Buty nieboszczyka” stanowi odpowiedź jak najbardziej twierdzącą. Historia ma miejsce w czasach nam współczesnych, gdzieś w zapomnianym przez Boga małym miasteczku, gdzie życie płynie leniwie wśród stonowanej zieleni angielskich wzgórz. Richard, jeden z głównych bohaterów

opowieści, wraca z wojska, by dowiedzieć się o krzywdzie, jaką jego upośledzonemu bratu Anthony’emu wyrządzili tutejsi pseudogangsterzy. Grupka domorosłych przestępców wydaje się tak naprawdę mało szkodliwa, jednak Richard nie zamierza im popuścić. Wściekłość aż w nim wrze - mimo że na zewnątrz stara się zachować stoicki spokój. Z przerażającą determinacją i godną podziwu precyzją realizuje swój diabelski plan, który zaprowadzi wszystkich do przewrotnego i tragicznego końca.

Wydawałoby się, że w kinie grozy łatwo wykorzystać motyw zemsty. Ot, wystarczy wysmażyć prostą historyjkę o zamaskowanym zabójcy, który - powiedzmy bierze odwet na rówieśnikach za krzywdy doznane w liceum... Powstaje pytanie: czy motyw zemsty tak gęsto wykorzystywany w największych nawet klasykach horroru może być jeszcze przedstawiony w sposób świeży i oryginalny?


Brytyjski reżyser mistrzowsko przeplata ze sobą elementy swoistej groteski, typowo angielskiej melancholii, przerażającego horroru i chwytającego za serce dramatu. “Buty nieboszczyka” otwierają nostalgiczne retrospekcje ukazujące nam dzieciństwo i dorastanie Richarda i chorego na porażenie mózgowe Anthony’ego. Przybrudzona taśma filmowa i stonowane kolory razem z delikatnymi dźwiękami gitary akustycznej subtelnie wprowadzają nas w klimat tego niezwykłego filmu. Sceny spaceru dorosłych już Richarda i Anthony’ego to po prostu mistrzostwo. Usypiająca atmosfera pozornej sielskości została tu oddana idealnie. Cała akcja filmu często jest przeplatana niesamowitymi w swej prostocie rozmowami braci na tle zimnego i nieco wyblakłego krajobrazu Anglii. Senna atmosfera co i rusz przerywana jest jednak przez mocne uderzenia,

kiedy to Richard realizuje swoją zemstę. Domagacie się zamaskowanego zabójcy? Pojawi się i ten motyw, wystarczy cierpliwie poczekać. Złaknieni paru krwawszych scen? I te znajdą się w “Butach nieboszczyka”. Jednak nie o tanie chwyty w postaci lejącej się posoki i wymyślnego przebrania mordercy w filmie Meadowsa chodzi. Reżyser pokazał nam, jak wykrzesać nutę refleksji z gatunku, który ma odgórne zadanie straszyć tudzież wywoływać dreszcze. Pokazał ciekawą realizację koncepcji “Po zemście zostaje tylko pustka”. Minimalizm, jaki przy tym zastosował, pojawia się nie tylko w obrazie, ale i w muzyce. Delikatna gitara akustyczna plus lekko zachrypnięte wokale, a także wywołujące ciarki na plecach zaśpiewy chóralne pod koniec filmu to strzał w dziesiątkę.

33


XXXXOLDPNQM

6WDUR]\WQLERJRZLHZUDFDMD 6ZLDWVWRLXSURJX]DJODG\ 5R]SRF]\QDVLHZDONDRWDMHPQD.VLHJH

PATRONI MEDIALNI


[ Krzysztof T. Dąbrowski - Zmałpienie ]

Krzysztof T. Dąbrowski Zmałpienie - On się pieprzy z Martą! - załkała Beth. Zrobiłem zatroskaną, skupioną minę. - Mów, dalej - zachęciłem łagodnie. Tak naprawdę to miałem głęboko w dupie jej problemy małżeńskie. Zobojętniałem - dostałem znieczulicy. Ile razy w tygodniu można być w takiej samej bądź podobnej sytuacji? A biorąc pod uwagę, że mam pięcioletni staż - tylu się takich historii nasłuchałem, że to głowa mała! On z jej najlepszą przyjaciółką, z sekretarką, tuż po ślubie, przed ślubem, “W MOIM WŁASNYM ŁÓŻKU!”, “w slipkach, które mu dałam na urodziny” (drań!). STOP! Cięcie! - jakby to wykrzyknął reżyser. Ile można? No ile? Powiecie, że jestem bezduszny? W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy. Czy idąc ulicą, zatrzymasz się przy wychudzonym, przemarzniętym żebraku? Nie. Większość z nas przyspiesza kroku, udając, że nie widzi tego człowieka. CZŁOWIEKA. A więc, moi drodzy... kto jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamień! Ostatnio doszedłem do wniosku, że jestem w stanie zrozumieć znieczulicę chirurgów - ludzi robiących po kilka operacji dziennie. Z jednej strony - są w podobnej, lecz dużo mniej komfortowej sytuacji. A z drugiej - nie mają czasu na nudę. Nie mogą rozmyślać o niebieskich migdałach, bo by wycięli nie tę nerkę, co trzeba, albo zaszyli tampon w ciele pacjenta (dobra, przyznaję, tam też się zdarzają marzyciele - skąd by się inaczej brały te wielomilionowe pozwy?). A ja? Ja mogę odbić co jakiś czas od rzeczywistości, poszybować wysoko w chmury - do innego, lepszego świata. W końcu gdy tylko słyszałem takie: “On się pieprzy z Martą”, to momentalnie wiedziałem, jakimi torami się to dalej potoczy. Z niemal stuprocentową pewnością mogłem przewidzieć, co taka pacjentka powie. Mógłbym robić zakłady i nieźle na tym zarabiać (oczywiście nudząc się jak mops jako psycholog od zmanierowanych, nowobogackich panienek też nieźle zarabiałem). A gdyby pacjentka wypadła nagle z takiego łzawego słowotoku, to zrobiłbym bardzo BARDZO skupioną minę, pokiwałbym głową i głębokim, spokojnym głosem powiedziałbym, że muszę to na spokojnie przeanalizować. Potem tylko zręcznie zmieniłbym temat i - voila! Łzawe słowotoki miały to do siebie, że były niesamowicie chaotyczne; tematy się rwały - pacjentka wciąż przeskakiwała z jednego na drugi. Raz oskarżała siebie, raz partnera, innym razem żadne z nich nie zawiniło (tylko ta “SZMATA OBŁUDNA” jej mężusia otumaniła). Beth rozszlochała się na dobre. Jej spocony, drugi podbródek zadrżał jak galareta. Podałem jej chusteczki, myśląc, że jestem w stanie zrozumieć jej męża, że nie chce już z nią robić riki-tiki. Doprowadziła się do takiego stanu, że tylko fetyszysta

35


[ Biblioteka Grabarza Polskiego ]

- lubujący przygważdżanie przez ogromny ciężar - mógłby się podniecić. Brutalne? A i owszem, ale jak dla mnie prawdziwe. Otarła zwisającego z nosa jasnozielonego gluta, siąknęła jeszcze ze dwa razy i spojrzała na mnie wyczekującym cielęcym wzrokiem. Wyglądała jak worek z mąką, bo prócz tego, że była gruba, to jeszcze potwornie blada - by nie powiedzieć, że szara - na twarzy. Podkrążone oczy świadczyły o tym, że nie sypia najlepiej. Na dodatek zalatywało od niej potem - jakby to babki z taką kasą nie było stać na dezodorant. A może ona już generalnie postanowiła sobie, że (Nikt mnie nie lubi! Nikt mnie nie kocha!) nie warto się starać, że jest bezwartościowa. - Słuchaj Beth, muszę cię na chwilę wprowadzić w trans hipnotyczny. Pokiwała skwapliwie głową, jakbym był jej ostatnią deską ratunku - szkoda, że nie rozumie, że to ONA jest NIĄ dla siebie. Ja mogę Beth tylko nakierować, ale to ona sama musi to pojąć. Już wiele razy pracowałem nad jej samooceną, motywowałem ją, żeby zaczęła uprawiać jakiś sport, żeby o siebie zadbała. I owszem, wychodziła z mocnym postanowieniem... które znikało, zanim szofer zdążył dowieźć jaśniepanią do domu (jakby nie mogła choć raz pójść na piechotę, jakby nie mogła spalić tych kilka kalorii!). Opuściłem rolety, odgradzając nas od pięknego lipcowego dnia - zapadł mrok, jak w grobowcu. - Połóż się - poleciłem łagodnym tonem. Leżanka zgrzytnęła żałośnie pod kładącą się Beth. - Poleż przez chwilę i postaraj się o niczym nie myśleć. Skup się na oddychaniu. Oddychaj powoli, bardzo powoli. Zapadła cisza, zrobiło się naprawdę jak w jakimś grobowcu, tym bardziej, że nieruchome ciało kobiety wyglądało jak groteskowa rozdęta mumia, która za chwilę może się przebudzić. Odczekałem minutę - co relaksującemu się człowiekowi wydaje się często kilkoma minutami - w końcu nie chciałem, żeby pani Halligan zamieniła się w śpiącą królewnę w wersji XXL. Biorąc pod uwagę fakt, że społeczeństwo robi się coraz grubsze, niewątpliwie wkrótce pewnie nakręcą taką wersję. Ot, bajeczka ku pokrzepieniu serc - skoro nawet królewna ma na brzuchu kilka wałeczków, to przecież wszyscy inni też mają do tego prawo i nikt nie może mieć pretensji. Ukojeni tą myślą widzowie nadal będą wcinać na śniadanie hamburgery i frytki. Zapewne za kilkanaście lat kanonem piękna staną się niewiasty o gabarytach szafy trzydrzwiowej. Ech, kłamstewka, słodkie kłamstewka! Zrobiłem standardowe odliczanie. Nim doszedłem do piątki, Beth była już w głębokim transie. Bardzo łatwo można rozpoznać ten stan - gdy człowiek weń wchodzi, wiotczeją wszystkie mięśnie twarzy i pacjent zaczyna wyglądać - delikatnie mówiąc - trochę... trupio. Postanowiłem zrobić coś, co nie jest do końca etyczne; zamiast dalej kopać w psychice Beth w poszukiwaniu głęboko zakorzenionych problemów - mających

36


[ Krzysztof T. Dąbrowski - Zmałpienie ]

swe podłoże zapewne jeszcze w dzieciństwie - zamiast przez długie miesiące prowadzić żmudną terapię, postanowiłem załatać problem powierzchownie. Uznałem, że musi szybko zobaczyć jakieś pozytywne efekty terapii. Nieważne, że za miesiąc wszystko wróci do normy, ale teraz... TERAZ! potrzebowałem wyników. Nie chciałem przecież, żeby zrezygnowała. O nie, nie ma mowy! Potem wydarzenia potoczyłyby się jak lawina - byłoby “jedna pani drugiej pani”, a w tych plotkach wszędzie wybrzmiewałoby paskudne określenie: NIESKUTECZNY! Nie mogłem sobie na to pozwolić. Tylko dzięki tym rozkapryszonym damulkom z problemami mogę żyć, opływając w luksusy. Tylko dzięki nim. Kołem ratunkowym w tej awaryjnej sytuacji było niezbyt etyczne przeprogramowanie jej podświadomości. Musiałem zakodować w jej umyśle kilka ważnych sugestii, które po miesiącu świadomość w końcu odrzuci - będą w konflikcie z nieuleczonymi problemami z dzieciństwa. Można by powiedzieć, że przez chwilę będę takim nietypowym informatykiem grzebiącym w jej duchowym Windowsie. Kobieta leżała w bezruchu, jak woskowa figura. Po histerycznych szlochach nie było już ani śladu - była grzeczna jak aniołek. Policzki jej obwisły, a z kącika ust pociekła strużka śliny. - Beth, słyszysz mnie wyraźnie? - Tak - odpowiedziała jak automat, niemal nie otwierając ust. - Będziesz mnie teraz bardzo uważnie słuchać. Wykonasz wszystkie moje polecenia. Rozumiesz? - Tak. Zadziwiające, jaki bezbarwny, nieludzki głos ma zahipnotyzowany człowiek. - Czujesz się bezpiecznie. Jest ci przyjemnie. Na co dzień masz poczucie, że świat cię kocha. Otaczający cię ludzie są życzliwi, przyjaźnie nastawieni. Lubisz siebie taką, jaką jesteś. Starasz się dążyć do doskonałości. Z łatwością wybaczasz najbliższym ich błędy - Gdyby się nagle rozwiodła, kto by jej finansował terapię? A na dodatek padłaby na mnie klątwa “NIESKUTECZNY”. Sypałem lukier w odmęty jej umysłu przez dobrych dziesięć minut i już miałem ją wyprowadzić z tego stanu, gdy coś mnie podkusiło na mały eksperyment. - Kim jesteś? - spytałem. Zawsze chciałem o to spytać człowieka w tym stanie, ale do tej pory jakoś ciągle o tym zapominałem. - Człowiekiem - odparła głosem tak metalicznym, szorstkim, jakby była robotem. - Kim jeszcze? W półmroku twarz Beth wyglądała demonicznie, jakby była jakimś widmem gotowym rzucić się na mnie znienacka. - Jest kobietą! Zadziwiła mnie ta odpowiedź. Dlaczego jej podświadomość odpowiedziała “jest”? Mogła odpowiedzieć tylko: “kobietą”. Ta odpowiedź zasugerowała mi szaloną myśl, że jestem bliski dokonania jakiegoś odkrycia.

37


[ Biblioteka Grabarza Polskiego ]

ODKRYCIA! Odkrycie - słowo marzenie każdego człowieka nauki. Czułem, że jak umiejętnie to rozegram, to wejdę na teren, na który przede mną jeszcze nikt się nie zapuścił. Będę pionierem. “JEST KOBIETĄ” nie brzmiało jak szczera prawda. Brzmiało jak odpowiedź mająca wprowadzić odbiorcę w błąd - ale ja przecież jestem bystrzak! Mnie nie tak łatwo zbyć byle czym. - A kim TY jesteś? Zapadła grobowa cisza, jakby jej umysł - jej duchowy system - się zawiesił. Dostała lekkich drgawek, co wyglądało jak początek ataku padaczki. Poczułem, jak w moje serce wbija się lodowaty szpikulec. Żołądek skurczył się do rozmiarów orzeszka i stwardniał na kamień. Musiałem się chwycić stolika, bo jeszcze chwila, a bym upadł. Spieprzyłeś - coś krzyczało w mi głowie. - Spieprzyłeś kobiecie umysł! O Boże! Byłem święcie przekonany, że zapadła w śpiączkę i przez resztę życia będzie warzywem, a mnie oskarżą o błąd w sztuce. Już niemal dostałem sraczki ze strachu, gdy nagle przemówiła - a raczej przemówiło, bo głos ten w swym brzmieniu ani trochę nie przypominał ludzkiego. To nawet nie był głos, to było tak, jakby z jej ust wystrzelił myślowy piorun, który z hukiem eksplodował w mojej głowie. A jednak zrozumiałem przekaz: - Jesteśmy, jestem gośćmi. Nogi miałem jak z waty, opadłem na kolana. - Gośćmi? - wymamrotałem. Kolejna króciutka eksplozja wewnątrz mej czaszki potwierdziła ten fakt. Poczułem lekkie łaskotanie, gdzieś w środku głowy, jakby coś obmacywało najgłębsze zakamarki mej duszy. Mimo nieprzyjemnych doznań byłem niesamowicie podniecony i ciekawy, czego jeszcze się dowiem. Postanowiłem za wszelką cenę drążyć ten temat: - Dlaczego gośćmi? Seria huków. Coś jakby lekko ścisnęło mój mózg, ale przekaz dotarł: - Między gwiazdami... - Niezrozumiały szum. - Wędrujemy, między wymiarami wędruję. - Trzaski, jakby ktoś zmieniał stacje radiowe. - Byliście ciekawi... My, ja, postanowiliśmy w was pogościć. Dokładnie tak, powiedziało: “pogościć”. Mimo że przed oczyma miałem już mroczki, jakie się często widzi tuż przed omdleniem, zmusiłem się, by brnąć w to dalej. - Dlaczego pogościć? - wymamrotałem niemal bezgłośnie. Wewnątrz mej głowy rozległa się taka kanonada, jakbym trafił na festiwal obłąkanych perkusistów! Cały dygotałem. Oblizałem spierzchnięte wargi. Na języku czułem metaliczny smak. Dotknąłem nosa. Cała dłoń została zalana krwią. Zacząłem się bać, naprawdę bać! Postanowiłem, że muszę to przerwać. Natychmiast, bo to coś mnie zniszczy. Niestety, nie byłem w stanie nic powiedzieć. Nie miałem już czucia w ciele. Kanonada w głowie nadal trwała - a co gorsze: nasilała się. Moje bezwładne ciało osunęło się i upadło na dywan. Jeszcze byłem świadomy. Przerażająco świadomy tego, że zaraz mogę umrzeć, a jeśli jakimś cu-

38


[ Krzysztof T. Dąbrowski - Zmałpienie ]

dem przeżyję... O Boże, Boże, nie! ...będę kaleką! KALEKĄ Rozpacz zalała mnie żrącą falą, lecz po chwili została zagłuszona przekazem piekielnej istoty - zupełnie jakby w mej głowie siedział cholerny tłumacz, który - nieczuły na rozgrywający się dramat - z podziwu godnym uporem dalej robił swoje: - Nadaliście się jako nosiciele, dla my, dla ja, ale my, nudzę się - i zupełnie jakby przewidziało, że gdybym był w normalnym stanie, to zapytałbym: “dlaczego ja i jednocześnie my?”, to coś odpowiedziało: - Jesteśmy jednością. Jesteśmy umysłem rozproszonym w świadomościach. Bytujemy w was, bym doświadczał. Musimy się uczyć, bym był doskonalszy. Wasz świat się wyczerpuje. Wyssałem już większość doświadczeń, będąc wami. Teraz wiesz, bo chciałeś, mimo że też jesteś nami, mną. Mimo że siedzimy, siedzę w tobie. Jestem waszymi duszami. Umysł ludzki (ludzki?) jest przedziwny - niespodziewanie w tej przerażającej chwili przypomniały mi się słowa Kate - mojej przyjaciółki, a przez kilka miesięcy też kochanki (gdy akurat miała klimat na bycie singielką). Kate, zagorzała buddystka, wiele razy próbowała mnie namówić do tych swoich medytacji. Nawet chciała mnie wziąć podstępem, mówiąc: - Chłopie, a wiesz jak to działa na potencję?! Gdy ją czasami pytałem, co ona w tym wszystkim widzi, odpowiadała ze śmiertelną powagą, że wtedy łączy się z jednością, że gdy wejdzie się na wyższy poziom czegoś tam i osiąga się ten stan, który bardziej kojarzy mi się z zespołem grającym grunge niż ze stanami ducha, to wtedy człowiek łączy się ze zbiorową świadomością. Kolejne bolesne łupnięcie wewnątrz głowy: - A teraz muszę cię unieszkodliwić. Ostatnią myślą, jaką zarejestrował mój (jeszcze MÓJ) przygasający umysł wcale nie było błaganie o litość czy próba oporu. Nie była to też pośpieszna próba rachunku sumienia. Ani nawet modlitwa do Boga. Przez myśl przemknęło mi tylko to, że we wszystkich religiach jest dusza, uznawana za tchnienie Boga. Tyle tylko, że Bóg okazał się odrażającym bytem, który ma w głębokim poważaniu swych podopiecznych! Po chwili zapadłem się w nieprzeniknioną ciemność. Przestałem istnieć jako człowiek, jako pan Adams, psycholog. Stałem się Istotą - jej częścią. Stałem się częścią pradawnej wszechświadomości. Wszechdoświadczałem! Poczułem wdzięczność do Istoty. Istoty, której byłem częścią. Wdzięczność za uwolnienie z okowów cielesności... z klatki ograniczającej umysł! ---

39


[ Biblioteka Grabarza Polskiego ]

Notatka prasowa z New York Timesa z dnia 01.07.2010: “Wczoraj rano w gabinecie znanego psychologa Johna A. znaleziono jego zwłoki oraz nieprzytomną żonę znanego przemysłowca Marka H. Po gruntownym przebadaniu kobiety lekarze orzekli głęboką śpiączkę. W chwili obecnej nie są znane przyczyny tragedii. Sprawę bada policja.” --Trzy lata później. Nowy Jork, USA. Rozległ się potworny huk. Ogromny Boeing zawadził skrzydłem o drapacz chmur. Połowa skrzydła ułamała się i razem z deszczem szkła zaczęła spadać na zatłoczoną ulicę. Nikt nie zareagował. Nikt nie spoglądał do góry - na dole panował taki rwetes, jakiego świat jeszcze nie widział. Samochody płonęły posczepiane w metalowych pocałunkach. Płonęły kamienice, w które powjeżdżały rozpędzone pojazdy. Kierowcy, którzy przeżyli, byli w tej chwili zajęci zupełnie czym innym niż rozpaczanie nad wgniecioną maską ukochanego czterokołowego pupila. Chłopczyk, który jeszcze przed chwilą prowadził swego ukochanego mopsika na spacer do Central Parku, teraz wgryzał się zachłannie w trzewia coraz ciszej skamlącego zwierzęcia. Gwałtownym szarpnięciem oderwał kolejny ochłap. Nagle rzuciła się na niego staruszka. Wyrwała mu pieska, rozwlekając przy okazji po chodniku zawartość jego trzewi. Zaczęła uciekać, komicznie kuśtykając. Chłopiec zawarczał nienawistnie, gotując się do pościgu. Już miał wstać, gdy został zmiażdżony odłamanym fragmentem skrzydła samolotu. Okładający się na oślep pięściami, warczący i gryzący tłum został zbombardowany odłamkami szkła. Na ulicę posypały się poucinane kończyny. W mgnieniu oka niemal wszyscy zbryzgani zostali posoką, własną i przeciwników. Rozległo się obłędne wycie rannych. Tymczasem samolot pikował w dół. Był coraz niżej i niżej, po czym z potwornym impetem wbił się w kamienicę. Nad ulicą wyrósł wielki ognisty grzyb. Kozienice Dolne, Polska. Adrian jeszcze przed chwilą tańczył, lubieżnie pieszcząc oczyma niezwykle zgrabną dziewczynę. Światła szalały, wykonując chaotyczne zygzaki. Muzyka łupała rytmicznie. W jednej chwili to wszystko stało się dla niego zupełnie obce. Muzyka, którą lubił, stała się drażniącą uszy bezładną mieszaniną dźwięków. Czuł pożądanie, tak silne, że nie mógłby nad nim zapanować - ale nie miał już żadnych oporów. Nawet nie wiedział, jak się nazywa ani kim jest. To wszystko przestało się liczyć. Liczyło się tylko jedno - kopulować z tą samicą! Chłopak rzucił się na dziewczynę. Ta upadła na brzuch, lecz zamiast się bronić, zaczęła prowokująco wypinać tyłeczek - zupełnie nieświadoma tego, że za ułamek sekundy będzie martwa. Nie zauważyła, że tańczący jeszcze przed chwilą obok niej mężczyna niespodzie-

40


[ Krzysztof T. Dąbrowski - Zmałpienie ]

wanie podskoczył, wydając głośny gardłowy okrzyk. Teraz, gdy opadł, jego buciory zmiażdżyły jej głowę. W ułamku sekundy jej twarz stała się miazgą, mieszaniną szarej brei - będącej przed chwilą mózgiem - pokruszonej czaszki i włosów. Temu, który jeszcze przed chwilą był Adrianem, w niczym to nie przeszkadzało - nawet tego nie zauważył. Wczepił się kurczowo w dygoczące ciało. Próbował kopulować, lecz uniemożliwiło mu to coś szorstkiego opinającego jego ciało poniżej pasa. Zawył wściekły, nie mając pojęcia, że to tylko spodnie. Jego wycie znikło niezauważone w obłąkanym chórze warczeń, krzyków i charkotów. Na parkiecie było coraz więcej krwi... Niedziela, krwawa niedziela! Giełda w Tokio, Japonia. Dzień miał się już powoli ku końcowi. Zbliżało się zamknięcie ostatniej sesji. Kurs większości akcji jak szalony szybował w górę. Wszystkie ekrany wręcz promieniały zielenią. Każdy chciał wykorzystać tę chwilę - cudowny moment, gdy po wielu dniach, przesyconych posępną czerwienią, nastąpiło odbicie od dna. Rwetes był niesamowity. Każdy przekrzykiwał każdego. Wszyscy wymachiwali plikami kartek kurczowo ściskanymi w dłoniach. Nagle Yien, który jak zwykle zachowywał stoicki spokój - przez co koledzy czasami żartobliwie nazywali go “mnichem” - z całej siły uderzył pięścią w głowę Chonga - swego najlepszego przyjaciela. Uderzony odwrócił się, szczerząc zęby w nienawistnym grymasie, lecz nie zdążył oddać koledze ciosu. Ten wbił mu rozczapierzone palce w zagłębienie między oczyma a brzegiem oczodołów i silnym pociągnięciem dosłownie zerwał twarz. Skóra, puszczając, wydała taki odgłos, jaki wydaje rozdzierana kartka papieru. Twarz Chonga żałośnie zwisała z zaciśniętej pięści Yiena. Nikt nie zwrócił uwagi na drobną potyczkę starych przyjaciół - wokoło akcjonariusze rzucali się na siebie w morderczym amoku, krzycząc wściekle - jak samuraje przed dokonaniem rytualnego seppuku. Tego wieczoru końcowkę sesji ponownie zdominowała czerwień... --Gdyby ktoś teraz podziwiał Ziemię z powierzchni księżyca, spostrzegłby ze zdumieniem, że oddziela się od niej ogromna, dorównująca wielkością planecie, świetlista chmura. Chmura mieniąca się wszelkimi możliwymi barwami z tak niebywałą intensywnością, że obserwator oszalałby z wszechogarniajacej go radości. Chmura zbiła się w kulę wielkości księżyca. Trwała chwilę nieruchomo, podczas gdy w czerni wszechświata powstała niewielka szczelina. Promieniowała niesłychaną jasnością - zdolną wypalić źrenice, gdyby ktoś oglądał ten spektakl. W mgnieniu oka było po wszystkim - szczelina wchłonęła wielobarwny twór niczym stęskniona matka biorąca w objęcia dawno niewidziane dziecko. I zasklepiła się. On... Oni... Istota... opuścił, opuścili Ziemię. Coś się skończyło, by gdzieś daleko, w innym wymiarze, mogło się rozpocząć coś nowego...

41


[ Biblioteka Grabarza Polskiego ]

Krzysztof T. Dąbrowski - Naśmierciny Wyobraź sobie świat, w którym czas się cofa, i wszechświat, który gdzieś się kończy - ciekawe, co jest poza nim... Pomyśl o tym, co może czekać na ateistę po śmierci i jaki może być świat widziany oczyma inteligentnego Psa. Odkryj tajemnicę nawiedzonego domu i straszną prawdę o tym, kto naprawdę rządzi światem i do czego zmierza... A może chcesz sprawdzić co cię czeka, gdy zakupisz przeklęty portret? Odpowiedzi na te intrygujące pytania znajdują się w debiucie książkowym zbiorze opowieści niesamowitych autorstwa Krzysztofa T. Dąbrowskiego pod interesującym tytułem „Naśmierciny”. Całość składa się z 12 opowiadań: Naśmierciny Tam gdzie gasną gwiazdy Zemsta Franciszka Brrraciszek 010010101 podryw Non omnis moriar Aniouuu Było sobie życie 0-700 Widziadło Misja Portret „Naśmierciny” ukazały się w październiku 2008 nakładem wydawnictwa Armoryka.

OD REDAKCJI

W trzecim numerze Grabarza Polskiego zamieściliśmy niewłaściwą informację o autorze recenzji filmu „Plaga”: jest nim nie Grzegorz Fortuna Jr. ale Mariusz „Orzeł” Wojteczek. Obu recenzentów bardzo przepraszamy za pomyłkę, obiecujemy poprawę.

GRABARZ POLSKI Grabarz Polski #4 Korekta: Wojciech Lulek Grafika, skład, łamanie: Tizzastre Bizzalini Reklama, Patronaty i Współpraca: Bartek@grabarz.net | Wojtek@grabarz.net

Chcesz współtworzyć Grabarza? Napisz do nas! www.Grabarz.net | www.Grabarz.net/Forum

42

Grabarz Polski - Nr 4  

14 listopada 2008