Issuu on Google+


Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. (J 11, 25)

Na czas Świętego Triduum Paschalnego i świąt Wielkanocy życzymy, by Pan żyjący na wieki napełniał Wasze serca pokojem i radością, a apostolska gorliwość w głoszeniu faktu pustego grobu, stała się źródłem ożywczej siły, głębokiej wiary i nieustannej nadziei.

Redakcja gazety Good


Drogi Czytelniku! Ktoś mądry zauważył, że dziś zbyt wiele ludzi pisze, a za mało czyta. W dobie Internetu każdy może przedstawić swoje zdanie szerokiemu gronu odbiorców. Wystarczy tylko chwila by zza ekranu komputera, często anonimowo, stać się autorem opinii, która lotem błyskawicy zdobędzie poparcie lub sprzeciw większej ilości osób. Dominują dziś teksty krótkie, wyraźne i błyskotliwe. Coraz mniej osób zachwyca się kunsztem autorów dobierających trafne słowa, wyszukane metafory lub harmonijne formy literackie. Na tym oceanie informacji jak mała łódeczka dryfuje sobie nasza gazeta GOOD. Nie posiadamy wielkich żagli, ani supernowoczesnego silnika odrzutowego, ale mamy coś, co sprawia, że warto sięgnąć po kolejny numer naszego czasopisma. To coś, to serce do pisania. Tworzymy to pismo specjalnie dla Ciebie. Może jesteś naszym kolegą lub koleżanką, może nauczycielem ciekawym naszej opinii, a może kimś kto darzy nasz Wydział sympatią i interesujesz się jego życiem. Dla nas jesteś najważniejszy – pamiętaj o tym czytając ten numer gazety, tak jak my nie zapominamy podczas pisania o Tobie. W imieniu swoim i redakcji Grzegorz Węglarz

Spis treści: Alle... o co chodzi?..........................................4

wielkanocny komercjalizm.....................6 weekbóg oczami MAGDY krawiel...........7 Za grosze po świecie......................................10 Betlejemska gwiazda....................................12 święta rita - patronka spraw najtrudniejszych...15 Szkoła nowej ewangelizacji emaus.....17 Czasami wołam w niebo - RECENZJA......19 muffiny z truskawkami - PRZEPIS...........20 Spotted - zabawa CZY zagubienie?.........21 gorączka tulipanowa.................................23

Redaktor naczelny: REDAKCJA: Aleksandra Włodyka Grzegorz Węglarz Danuta Kędziorska Dominika Symulewicz Redaktor techniczny: Janusz Ruciński Norbert Dziaros Karolina Raczko Łukasz Rogalewski Opiekun gazety: Maciej Mikołajczyk Ks. dr Karol Jasiński Magdalena Pasieka Martyna Falkowska


Alle… o co chodzi?, czyli rzecz o „Wesołym Alleluja”! Jak ten czas pędzi na przód… Niedawno zasiadaliśmy do wigilijnego stołu, dzieliliśmy się opłatkiem, śpiewaliśmy kolędy, a tu już za niespełna tydzień będziemy obchodzić najważniejsze i najstarsze chrześcijańskie święto – Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, czyli Wielkanoc. Jednak w czasach, w których przyszło nam żyć Wielkanoc dla wielu została ograniczona do Niedzieli Wielkanocnej i „lanego” poniedziałku, inaczej zwanego śmigusem dyngusem. Nawet spece od marketingu i reklamy mają z nią nie lada problem, bo jest mniej atrakcyjna od Bożego Narodzenia. Przecież Boże Narodzenie to św. Mikołaj i jego renifery, choinka, kolędy, „świąteczne” piosenki nadawane przez stacje radiowe od połowy listopada, no i w końcu Boże Narodzenie to PREZENTY. Nawet stajenka licha z ubogim żłóbkiem, jest przedstawiana tak pięknie i słodko, że atmosferę w niej porównać można do tej, jaka panuje na gali VIVA N a j p i ę k n i e j s i . Skojarzenia, które p o w o d u j ą , że nawet starsi ludzie 4

czują się jak dzieci. A co z Wielkanocą, która była pierwszym i największym świętem chrześcijan? No cóż, po dwóch tysiącach lat, dla wielu została ona już tylko ubogą, starszą siostrą Bożego Narodzenia. Nie jest ona z zewnątrz tak atrakcyjna, komercyjna i pięknie opakowana, aby móc konkurować z Bożym Narodzeniem.

Bo, co tu pokazać? Kolorowe pisanki, małe żółte kurczaczki, puchatego zajączka lub króliczka, czy wacianą owieczkę? Fakt, może i kojarzą się one z Wielkanocą, jednak nie wywołują w ludziach aż takich sentymentów jak symbole bożonarodzeniowe. I ta data, która co roku jest inna. Wielkanoc na pierwszy rzut oka nie pociąga tłumów.


I właśnie dlatego, że jesteśmy przyzwyczajeni, że wszystko musi być dziś obrazowe, jasne i niejako podane na tacy wprost pod nasz nos, sprawia, że stajemy się coraz bardziej leniwi i nie doszukujemy się głębszego sensu Wielkiego Postu, Triduum Paschalnego i Niedzieli Wielkanocnej. Przeżywanie tych wielkich dni obwarowaliśmy sobie zakazami i nakazami, które stają się „wielkim utrapieniem”. Bo w końcu w Wielkim Poście nie można pójść na dyskotekę, trzeba iść do spowiedzi, powinniśmy zdobywać się na wyrzeczenia i do tego ta Środa Popielcowa i Wielki Piątek, w które nie można jeść pysznej wędlinki, bo babcia będzie krzyczeć jak się dowie. Natomiast Wielki Tydzień stał się dla nas tygodniem „wielkiego sprzątania” i „wielkich zakupów”. Od Wielkiej Soboty wieczorem skrzynki odbiorcze w telefonach komórkowych zapełniają się iście wyszukanymi życzeniami: „WESOŁEGO ALLELUJA!”, „SMACZNEGO JAJKA”, „MOKREGO DYNGUSA” oraz „BOGATEGO ZAJĄCA”. Tak… „Wesołe Alleluja!” Już samo Alleluja jest tak wielkim i podniosłym okrzykiem radości ze Zmartwychwstania Pana, że weselsze już być nie

może. No bo jak okrzyk po równywalny z „hip, hip hura!” może być smutny, albo jeszcze bardziej wesoły? (Drodzy czytelnicy wyobraźcie sobie teraz, że wasze miny gdy byście otrzymali świąteczną kartkę z napisem „Wesołego hip, hip hura!”. Od razu będziecie podejrzewać grafika, który ją stworzył, że był na babcinym syropie na kaszel). Podobnie jest ze „Smacznym jajkiem”. Jeśli ktoś nie lubi jajek to choćby nie wiadomo jak były szczere nasze życzenia, jajko będzie źle kojarzone. „Mokry dyngus”, no w tym roku to co najwyżej śnieżny, a jeśli ktoś lubi w mrozy stać się miss mokrego podkoszulka nie zabraniamy. I „bogaty zając”, mały, puszysty, skoczny, wiosenny pomocnik świętego Mikołaja, bo w końcu ktoś prezenty dostarczyć musi. Rozumiem, że wszystkie powyższe życzenia są związane z jakąś tradycją, że w święta chcemy mieć pięknie wysprzątany dom, ale skupiając się na kwestiach pobocznych zapominamy o kwestiach najważniejszych. To nie prezenty od zająca i wiadro wody na głowę, nie czyste okno i wytrzepany dywan winny być kluczem do naszej radości przeżywania świąt Wielkiej Nocy. Radość ta powinna być czerpana z przeświadczenia, że „Jezus zwyciężył, to wyJanusz Ruciński

konało się! Szatan pokonany, Jezus złamał śmierci moc!”. Pełne przeżywanie Wielkanocy i dostrzeżenie w niej sensu staje się bardziej możliwe dzięki dobremu przeżyciu Wielkiego Postu oraz uczestniczeniu w Triduum Paschalnym, ale Drogi Czytelniku na ile możesz i potrafisz, na ile jesteś zdolny. Oderwijmy się od banału i dajmy sobie możliwość uczestniczenia w wielkim wydarzeniu, które powtarza się od dwóch tysięcy lat. Wydarzenie, na które wszyscy otrzymaliśmy karty wejściowe V.I.P i możemy z nich skorzystać dzięki temu, że Chrystus, od którego je otrzymaliśmy, za nas wszystkich umarł i zmartwychwstał, dla nas wszystkich pokonał śmierć. Radosnego uczestniczenia w Zmartwychwstaniu Jezusa, aby ta Wielkanoc nie była wielkim telewizyjno-komercyjnym kiczem, Wam Drodzy czytelnicy, każdemu z osobna (i Tobie, i Tobie… i Tobie) i sobie również życzę!

5


WIELKANOCNY KOMERCJALIZM

Danuta Kędziorska


WEEKBÓG OCZAMI MAGDY KRAWIEL

Martyna Falkowska

Przeprowadziliśmy wywiad z Magdaleną Krawiel, studentką naszego wydziału na II roku prawa kanonicznego , na temat rekolekcji „weekBÓG”, które odbyły się 8-10 marca 2013 r. w Głotowie. Rekolekcje zorganizowało Koło Naukowe Prawa Kanonicznego ”PRO FAMILIA”, którego opiekunem jest ks. dr Jan Cymbała. Nasza koleżanka była zarówno uczestniczką jak i jedną z organizatorek tego wydarzenia. Trzeba podkreślić, że to pierwsze takie rekolekcje, których organizatorami są studenci (sic!) z naszego wydziału. Redakcja: MAgdo, zacznijmy od pierwszej zastanawiającej sprawy. Skąd się wzięła nazwa dla tych rekolekcji – „weekBÓG”? Kto ją wymyślił? Magdalena Krawiel: Pełna nazwa tej edycji to „weekBóg- przeżyj Wielki Post inaczej”. Nazwa miała być chwytliwa, pasująca do kolejnych edycji i łatwo kojarzona z naszym Kołem. Miała się wiązać z weekendem i Bogiem, więc człon „week” nie oznacza angielskiego tygodnia, ale po-

Łukasz Rogalewski

chodzi od wyrazu „weekend”. Nazwa powstała w styczniu, przez telefon (śmiech). Wydaje mi się, że Patrycja jest autorką nazwy w obecnej formie.

Kamińska, Alicja Kondratowicz, Ania Krebs, Maciej Mikołajczyk i pomagała nam Basia Kowalik. Główną inicjatorką i koordynatorem była Patrycja Hermańska.

Skąd w ogóle wziął się pomysł, by zorganizować rekolekcje? Przyznam, że to dość nietypowe, aby koło prawnicze organizowało coś takiego.

To było pierwsze tego rodzaju przedsięwzięcie Koła Prawa Kanonicznego ”PRO FAMILIA”. Co wam sprawiało największą trudność przy organizacji tych rekolekcji?

Pomysł padł na spotkaniu zarządu z naszym opiekunem – ks. dr Janem Cymbałą oraz z prof. Lucjanem Świto z pierwotnym przeznaczeniem dla naszego koła. Okazało się jednak, że wszyscy nie mogli by wziąć w tym udziału. Postanowiliśmy więc rozszerzyć te rekolekcje na cały wydział, a w końcu szkoda nam było uniemożliwić w nich uczestnictwo osobom spoza niego i ich znajomym, którzy już nie są studentami. Ustanowiliśmy wobec tego jedynie górną granicę trzydziestu lat.

Pierwszą ścianą z którą się zderzyliśmy było wybranie miejsca. W województwie jest bardzo dużo atrakcyjnych miejsc, gdzie można zorganizować tego typu inicjatywę. Niestety był to czas, gdzie albo większość z nich była zajętych albo ceny były wygórowane jak na kieszeń studenta, pomimo licznych upustów jakie nam oferowano. Problemem także było zaproszenie gości. Zapraszaliśmy ich już w styczniu, ale niestety niektórzy z nich mieli zaplanowane dużo wcześniej rekolekcje. Na szczęście te Kto brał udział w osoby, na których nam najbarprzygotowaniach? Kto dziej zależało zaszczyciły nas swoją obecnością. BYł waszym liderem? Organizatorami poza mną byli: Patrycja Hermańska, Asia

7


Czy mieliście już jakieś wcześniejsze doświadczenia w przygotowywaniu tego rodzaju wydarzeń?

mam nadzieję, że w waszych sercach zapaliło się światełko. W moim sercu też zapaliło się takie światełko i teraz zależy ode mnie, czy będę chciała podsycić ten ogień czy pozwolę mu zgasNiektóre osoby tak, brały już nąć. udział w organizowaniu rekolekcji, spotkań ewangelizacyjnych albo innych niewyznaniowych przedsięwzięć na większą skalę, np. organizowanie konferencji, symulacji prawniczych. Miały więc doświadczenie w promowaniu, smykałkę do tego. Wiedziały dobrze, gdzie należy i do kogo pójść by pewne sprawy pozałatwiać. To była pierwsza edyCzy dla Ciebie organi- cja weekBÓGa. Co plazacja „weekBÓGa” była nujecie na kolejną? czymś nowym? Kiedy można się jej spodziewać i gdzie? Tak, dla mnie było to coś nowego. Niedobrze by było, gdybym zdradziła teraz jakiekolwiek plaCo Tobie dały te re- ny. Nie chcę się na ten temat wykolekcje jako uczest- powiadać (śmiech). Wolałabym niczce? Co zmieniły w to zostawić jako niespodzianTwoim życiu? kę. Szczerze, musimy po prostu nabrać sił. Od 2 stycznia były Szczerze, nie nastawiałam się na to trzy miesiące intensywnego to, że cokolwiek z nich wyniosę przygotowywania, gdzie żyłypoza doświadczeniem organiza- śmy tymi rekolekcjami nawet cyjnym, w chwilach odpoczynku. Musipoznaniem nowych ludzi oraz my też skupić się na działaniach ogromnym zmęczeniem. Oka- koła, które są zaplanowane do zało się, że skutki tych rekolekcji końca czerwca, a potem będzieprzeszły moje najśmielsze ocze- my myśleć o kolejnym weekBÓkiwania, ponieważ jeśli chodzi Gu. o stronę duchową też zyskałam wiele. Na ich zakończenie, przy Dlaczego warto wypodziękowaniach mówiłam, że brać się na kolejną 8

edycję? Co wyróżnia te rekolekcje spośród innych? Postawiliśmy na rozwój nie tylko relacji z Bogiem, ale i z drugim człowiekiem. Nie chcemy się skupiać tylko na rozwoju duchowym pod względem wiary, ale też na rozwoju duchowym poprzez to, jak postrzegamy drugiego człowieka. Przez pogłębienie wiary zmieniamy się dla innych ludzi, a gdy zmieniamy się dla innych ludzi też nasza wiara się wzmacnia. To dwa aspekty, które są ze sobą nierozerwalnie złączone. Ładnie to określiła pani Elżbieta Sujak: „miłość człowieka jest zawsze odpowiedzią – odpowiedzią na miłość Boga”. Poprzez pogłębienie relacji z samym sobą, z drugim człowiekiem chcemy pokazać, że w tym momencie też pogłębiamy relację z Bogiem. W jaki sposób dokonało się pogłębianie tych trzech relacji na rekolekcjach? Pragnęłyśmy, aby poprzez nasze warsztaty, Kalejdoskop Relacji, Kwadrans uczestnicy uświadomili sobie jak bardzo ważny jest dla nich drugi człowiek, przyjaciel i czy sami są prawdziwymi przyjaciółmi dla innych. Nikt nie potrafi żyć samotnie, zawsze do pełni szczęścia potrzebna jest druga osoba i niestety we


współczesnym świecie pełnym erotyzmu, zaganiania, dążenia do doskonałości w znaczeniu materialnym – człowiek potrafi zagubić się w tym, czego tak naprawdę pragnie i nie potrafi przejrzeć na oczy, że ta osoba, która da mu szczęście jest tak naprawdę tuż obok. Dążąc do ciągłego doskonalenia się, do posiadania coraz więcej, gubimy sens naszego życia . Poprzez odnalezienie swojego sensu na ziemi, tego, że pełnię szczęścia daje komunia z drugą osobą, odnajdujemy Boga. Pogłębieniu relacji z Bogiem na rekolekcjach służyły pomocą przede wszystkim słowa wygłoszone przez naszych gości. Punktem kulminacyjnym była modlitwa przebaczenia przeprowadzona przez ks. dr Wojsława Czupryńskiego, na której wiele przemian się w ludziach dokonało. Całą noc trwała Adoracja Najświętszego Sakramentu. Po czym mogłaś te przemiany poznać? Czułam, że coś się zmieniło. W piątek jak przyjechałyśmy wiał silny wiatr, który wszystko nam wyrywał z rąk, ale wieczorem, jak poszliśmy na Drogę Krzyżową, na Kalwarię – wszystko ucichło. W sobotę, jak działy się najróżniejsze przemiany w ludziach, całą noc była wichura. Moim zdaniem było to takie powiedzenie – tu się coś dzieje. Pod tym dachem dzieją się rzeczy niesamowite, nasze własne małe cuda. Ten wiatr był dla mnie symbolem tego, że coś się tu działo naprawdę ważnego. Ks. dr Hubert Tryk powiedział,

że Bóg to nie jest ten wicher co wszystko przewraca, niszczy, tylko to jest ten delikatny wietrzyk, do którego z chęcią wystawiamy swoją twarz, aby poczuć jego ciepło. Ten wicher to był znak, że dzieje się tu coś dobrego, ponieważ Zły dał znać – tu jest coś nie tak. W wielu osobach się coś odmieniło, mogliśmy się dowiedzieć o tym z ich świadectw. U mnie też stał się mały własny cud, bardzo ważna zmiana,

pewną rzecz w sobie odkryłam. Jak tworzyć relację z Kościołem? Wydaje mi się, że relacja z Kościołem jest to relacja z drugim człowiekiem. Chrześcijanie tworzą Kościół. Nie chodzi tu tylko o budynek, cztery ściany w których się modlimy. Pomodlić można się i na rogu ulicy albo siedząc w autobusie, a tu chodzi o przeżywanie wspólnoty, tego że jesteśmy razem i możemy wspólnie wielbić Boga

naszych inicjatyw. Dlaczego warto pojechać na kolejną edycję „weekBÓG” ? Jest to okazja do spotkania niesamowitych, wartościowych ludzi i poznania siebie. Są to rekolekcje wyjazdowe. Przebywając z konkretnymi osobami nawiązujesz z nimi więź. Jak miało się kryzys, ktoś obcy podchodził i cię obejmował. Przy Drodze Krzyżowej podawał ci rękę i pomagał przejść przez wyboistą i ciemną drogę. To było dla mnie niesamowite. W parafii takiej wspólnoty się nie poczuje. Za każdym razem siedzimy obok kogoś innego. Często są to ludzie przy których boisz się głośno śpiewać. Jeżeli ktoś miał ochotę zapłakać - czuł wsparcie innych. Można było podzielić się swoimi emocjami, wątpliwościami, strachem albo po prostu pójść do kogoś i się przytulić. Kryzys jednej osoby wpływał na innych. Z drugiej strony były chwile, kiedy siadało się w samotności na czuwaniu i przeżywało relację z Bogiem. W kościele nie ma takiej możliwości. Nie czuło się badającego wzroku innych, miało się swobodę w przeżywaniu tych rekolekcji. Dlatego też jeśli chcecie poczuć się w pełni akceptowanymi i pragniecie wartościowo spędzić weekend, zarówno z Bogiem jak i z drugim człowiekiem – zapraszamy na „weekBÓG”!

Co planuje na najbliższy czas Koło ”PRO FAMILIA”? Już niedługo rusza PRO FAMILIA.TV. Zapraszamy do zagląDziękujemy Magdaledania na naszą stronę internetową. Tam na bieżąco podajemy no za rozmowę. najświeższe informacje nt. 9


Za grosze po świecie Lato tuż za rogiem, chociaż patrząc za okno ciężko w to uwierzyć. Nadchodzi czas aby zatracić się w gorących, upragnionych promieniach słońca, rozpalić grilla na działce, czy wskoczyć do jeziora z przyjaciółmi... Brzmi rewelacyjnie, ale co powiesz na gorące greckie słońce, orzeźwiający kanaryjski wiatr, czy złociste egipskie piaski? Czy myślałeś kiedyś o szalonej podróży, która otworzyłaby przed Tobą nowe horyzonty i nieskończoną ilość przygód, a czas tam spędzony zostałby na zawsze w Twojej pamięci i sercu? Być może prędzej czy później pojawiają się nurtujące myśli, że przecież nie mam na to pieniędzy, nie mogę sobie na to pozwolić i wątpliwości, czy w ogóle dam sobie radę... I zaraz ze smutną miną wy-

10

rzucasz marzenia do kosza. Z tego powodu postaram się rozwiać tego typu problemy i podzielę się z Tobą wskazówkami, w jaki sposób najtaniej podróżować po świecie.

PO CO KOMU PIENIĄDZE ? Otóż to! Choć mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, okazuje się, że są one naszym największym problemem. Niestety każde wakacje, czy to w kraju, czy za granicą wiążą się z ich posiadaniem. Od tego nie uciekniemy. Zastanów się, w jaki sposób uzbierać wystarczającą ilość środków? Może praca w weekendy oraz sumienne odkładanie wyznaczonej kwoty do przysłowiowej świnki skar bonki? Czy może warto zasta nowić się nad kolejnym, wyrzuconym groszem na zbędną

bluzkę, czy paczkę papierosów? Zauważ, że paląc dwie paczki tygodniowo wydajesz średnio 1050 zł rocznie! Możemy również zmniejszyć koszta naszych wczasów, rezygnując z drogich biur podróży, ofert all inclusive czy tzw. package holidays i wybrać się do Chorwacji za te same pieniądze, które wydalibyśmy na pobyt na Helu. Najlepszym sposobem jest znalezienie najbardziej odpowiadającej nam oferty osobiście. Zadbaj o wszelkie formalności samemu. Uwierz: samo szukanie ofert spełniających nasze wymagania, może być świetną zabawą! Rodzi się pytanie: Gdzie tego szukać i skąd mam pewność, że nie będę oszukany ? W internecie znajduje się szeroka oferta stron internetowych zajmujących się wyszukiwaniem


hoteli, ciekawych miejsc podróży oraz wszelkich niezbędnych informacji, chociażby takich jak w jakiej cenie kupisz w danym kraju puszkę coca-coli.

DO DZIEŁA ! Twój pierwszy krok polega na tym, że musisz wybrać miejsce w którym marzysz spędzić te jedyne w swoim rodzaju wakacje. Hiszpania? Bułgaria? A może Ameryka Południowa? Gdy już zdecydujesz odwiedź stronę internetową : www.booking.com. Następnie wpisz w wyszukiwarkę kraj przez siebie wybrany i delektuj się szeroką gamą ofert zakwaterowania. Zaczynając od schronisk młodzieżowych kończąc na pięciogwiazdkowych hotelach. Warto dodać, że rezerwacja zakwaterowania na powyższej stronie jest darmowa. Możesz również w każdej chwili zrezygnować z rezerwacji bez podawania przyczyny. Nie ponosisz przy tym żadnych konsekwencji. W profesjonalnych biurach podróży jest inaczej. Za każdą rezerwację masz obowiązek uiścić pewną kwotę. Dodatkowo po rozwiązaniu umowy tracisz wszystkie wpłacone pieniądze. Gdy już wybrałeś satysfakcjonujący Cię Hotel , dobrze jest sprawdzić opinię innych ludzi na jego temat. Tu pomoże Ci strona internetowa: pl.tripadvisor.com NA HULAJNODZE PRZEZ ŚWIAT. Wspaniale! Kwestię zakwaterowania mamy już za sobą. Niestety kolejnym prob-

lemem jest transport. Jak dostać się na wymarzoną wyspę ? Jeżeli nie ma bezpośrednich połączeń autokarow ych do miejsca Twojego pobytu, których rozkład możesz sprawdzić na dworcu w mieście w którym mieszkasz, pozostaje nam podróż samolotem. Jest ona często najlepszym i najbardziej komfortowym rozwiązaniem. Odpowiednio szybka rezerwacja biletu bywa nierzadko tańsza od innych środków transportu. Przelot możesz zarezerwować poprzez stronę internetową www.esky.pl, która wyszuka Ci wszystkie możliwe połączenia, każdej linii lotniczej. Wyjeżdżając za granicę warto ubezpieczyć siebie, jak również warto ubezpieczyć swój bagaż. Najlepszym rozwiązaniem jest wykupienie studenckiej karty EURO24, którą możesz wyro bić m.in. w biurze środków transportu na Dworcu PKP w Olsztynie. Koszt takiej karty waha się między 25-30 zł. Karta jest ważna przez okres 12 miesięcy od momentu zakupu. Dzięki niej masz nie tylko ubezpieczenie, ale dodatkowo posiadasz liczne zniżki studenckie na terenie krajów UE. Teraz masz już wszystko: zakwaterowanie, transport, ubezpieczenie. Pozostało Ci Karolina Raczko

już tylko doszlifować ostatnie elementy podróży. Poczytaj trochę o historii miasta do którego jedziesz, poszukaj zabytków, które warto odwiedzić, a przynajmniej zobacz na mapce najbliższe dyskoteki i bary, które z pewnością odwiedzisz! W taki sposób rozwiązaliśmy wszystkie problemy. Okazuje się, że być może wcale ich nie było, że prawdopodobnie jedynym Twoim problemem jest brak wiary w swoje możliwości. Czas to zmienić. Przestań narzekać i zazdrościć innym, którzy się realizują i spędzają wspaniałe chwile. Zacznij działać. Pamiętaj, że nikt nie jest w stanie odebrać Ci tego, co przeżyłeś. Mam nadzieję, że Twoje wakacje okażą się rewelacyjną przygodą. Pozostaje mi już tylko życzyć Ci słonecznej pogody ! Powodzenia!

11


BETLEJEMSKA GWIAZDA Grzegorz Węglarz

Wywiad z Łukaszem Pisarzewskim, studentem Nauk o rodzinie, zawodnikiem Betlejemskiej Gwiazdy

Wiele osób o niej słyszało, ktoś podobno widział w akcji, ale większość kojarzy jedynie z Bożym Narodzeniem. Czym tak naprawdę jest Betlejemska Gwiazda? Łukasz Pisarzewski: Betlejemska Gwiazda to nazwa drużyny reprezentującej nasz wydział w turniejach piłkarskich organizowanych przez 12

UWM. Gramy wspólnie już od ponad 4 lat i mamy na koncie sporo sukcesów. Myślę, że każdy kto interesuje się studencką piłką nożną w Olsztynie poznał się już na klasie naszej drużyny.

medale. Z tego co sobie przypominam do tej pory 3-krotnie zwyciężyliśmy w Lidze Piłkarskich Piątek rozgrywanej corocznie na hali Startu oraz 2-krotnie zawody o Puchar Rektora UWM. Poza tym wielokrotnie znajdowaliśmy się na podium takich rozgrywek jak R-Gol Cup oraz Puchar Tysiąca Jezior. Najbardziej chcemy teraz zwyciężyć w Międzywydziałowych Mistrzostwach UWM, bo za każdym razem zajmuje my w nich II lub III miejsce.

Skąd wzięła się tak oryginalna nazwa? Wymyślił ją najprawdopodobniej Adrian Steć, nasz były zawodnik i można powiedzieć jeden z założycieli ekipy. Jest krótka, ciekawa i wpada w ucho więc łatwo się przyjęła. Kibice też ją lubią. Ich ulubioną przyśpiewką jest: Jazda, jazda, Macie jakiegoś jazda! Betlejemska Gwiazda! trenera, gwiazdy? Nie mamy trenera. Jesteśmy Jak to wszystko się za- przede wszystkim zgraną druczęło? żyną. Na boisku dobrze się roMniej więcej 4 lata temu na na- zumiemy, wspólna gra sprawia szym wydziale Adrian Steć i nam przyjemność a sukcesy Łukasz Zawadzki zebrali ekipę jeszcze bardziej motywują nas na któryś z turniejów pod pa- do dobrych występów. Trzymatronatem UWM. Występy pod my się razem także poza boiszyldem Betlejemskiej Gwiazdy skiem, więc siła zgrania naszej okazały się sukcesem, więc po- drużyny jest mocno zauważalna. stanowiliśmy pójść za ciosem i w kolejnych latach wspólnie grać GRACIE W JAKICHŚ DRUi reprezentować nasz wydział. ŻYNACH POZA BETLEJEMSKĄ GWIAZDĄ? Co to za sukcesy? Nie pamiętam wszystkiego, mu- Większość chłopaków, w tym i siałbym dokładniej przeliczyć ja, gramy i trenujemy w klubach


z okolic Olsztyna. Daniel Chiliński na przykład jest zawodnikiem III ligowego Huraganu Morąg, Piotrek Wobolewicz gra w DKS Dobre Miasto a Sebastian Zajączkowski w GKS Wikielec. Występuje z nami też Maciek Pichłacz, który jest z kolei libero w siatkarskiej drużynie AZS UWM Olsztyn. Niezła ekipa… …a jest jeszcze reszta chłopaków. Artur Jarmicki, Michał Morgaś, Bartek Kaczmarczyk, Paweł Andrzejewski, Grzegorz Sroka… O klasie naszych zawodników świadczy fakt, że w drużynie na tegoroczne Akademickie Mistrzostwa Polski w reprezentacji naszej uczel-

ni było 4 zawodników z Betlejemskiej Gwiazdy. Byłoby jeszcze więcej ale reszta była akurat kontuzjowana bądź zajęta czymś innym i nie mogła jechać. Jak wam poszło? Zajęliśmy w Lesznie II miejsce wśród uniwersytetów w Polsce i VII miejsce w Polsce wśród 256 uczelni wyższych.

obecni w reprezentacjach naszego wydziału w siatkówkę, koszykówke i piłkę ręczną. Na meczach wszystkich tych drużyn da się usłyszeć kibiców dopingujących Betlejemską Gwiazdę. A propos reprezentowania wydziału: macie jakieś koszulki lub stroje? Niestety jeszcze nie, choć słyszałem o jakimś tam inicjatywach tej sprawie. Na razie stroi nie mamy, aczkolwiek nie wykluczone że będziemy je mieli… Wiara czyni cuda.

NO TO GRATULACJE! Z TEGO CO WIEM, NIE OGRANICZACIE SIĘ DO GRY W PIŁKĘ NOŻNĄ. Betlejemska Gwiazda zdobyła już złoty i brązowy medal rozgrywek Waterpolo w olsztyń- Macie duże skiej Aquasferze. Poza tym po- grono kibiców? szczególni zawodnicy są też

13


Można zawsze przyjść wam pokibicować? Jasne. Każdy jest mile widziany na meczach. Zapraszam jak ktoś tylko ma ochotę i czas.

Może nie ma ich dużo, ale nie da się obok nich przejść obojętnie. Nasi kibice są widoczni i słyszalni praktycznie na każdym meczu drużyny. Dużo pozytywnego zamieszania na trybunach lubi robić nasz „były prezes” Adrian.

14

Podobno jesteście rozpoznawalni także poza Uniwersytetem. Wystąpiliśmy w paru turniejach niezwiązanych z uczelnią. O grze naszej ekipy najlepiej niech świadczy to, że UWM na Wojewódzkich Mistrzostwach Uczelni Wyższych wystawił dwie drużyny: Betlejemską Gwiazdę w całości oraz zbieraninę z reszty wydziałów. Wydziałowa gablota z pucharami aż się ugina. Nie wszystkie są zdobyte przez nas, ale duża część na pewno. Zazwyczaj oddajemy zdobyte puchary w ręce ks. Dziekana.

Macie aktualnie jakieś marzenia, plany lub zadania do wykonania? Teraz walczymy o czwarte już zwycięstwo w Lidze Piłkarskich Piątek. Finały odbędą się już 25 marca. Bardzo liczymy też na zwycięstwo w Międzywydziałowych Mistrzostwach UWM, które odbędą się na wiosnę. POWODZENIA NA BOISKU! Zostań fanem Betlejemskiej Gwiazdy na Facebooku! Możesz tam znaleźć wydarzenia i turnieje w których bierze ona udział, a także bogatą galerię zdjęć. http://www.facebook.com/betlejemska.gwiazda?fref=ts

UWAGA!!! 25 marca (po zamknięciu numeru) Betlejemska Gwiazda po raz 4 zwyciężyła w Lidze piłkarskich piątek! Gratulujemy kolejnego sukcesu!


Święta Rito , patronko spraw najtrudniejszych – bądź nam Opiekunką! Maciej Mikołajczyk

Na wstępie swoich rozważań chciałbym Wam, Drodzy Czytelnicy, przybliżyć postać Świętej Rity. Z pewnością nie jeden/na z Was zastanawia się, który moment jej życia sprawił, że została okrzyknięta Orędowniczką w sprawach trudnych i beznadziejnych. W tym celu wykorzystam informacje pochodzące z różnych źródeł historycznych. Święta Rita urodziła się w miejscowości Roccaporena (Włochy) usytuowanej niedaleko Cascia. Na chrzcie otrzymała imię Małgorzata (Margarita), częściej nazywano ją jednak Ritą. W wieku 12 lat uległa woli rodziców i wyszła za mąż.

Wybranek okazał się mężczyzną o trudnym i gwałtownym charakterze. Nie ulękła się jednak Rita i swoją dobrocią oraz łagodnością odmieniła zatwardziałe serce męża. Został on zamordowany, jednak zdążył pojednać się z Bogiem. Tragiczną śmierć ojca chcieli pomścić dwaj synowie Rity i Paola. Gorliwa modlitwa kobiety udaremniła niecne zamiary mężczyzn. Zmarli oni niebawem z powodu zarazy jaka nawiedziła ich okolice. Zanim zabrała ich śmierć święta matka zdołała ich jeszcze skłonić do żalu za grzechy, w tym za niedopełnioną zbrodnię jakiej się chcieli dopuścić. Po śmierci męża i synów Rita, mająca wówczas około 36 lat, zapragnęła zrealizować swoje marzenie o wstąpieniu do klasztoru. Konwent augustianek, do którego chciała być przyjęta nie przyjmował jednak wdów. Odmówiono jej dwukrotnie. Trzecia próba była cudem – jednym z wielu w życiu Świętej. W nocy ukazali jej się trzej święci, u których najczęściej prosiła o łaski: św. Jan Chrzciciel, św. Augusty oraz św. Mikołaj z Tolentino. Wprowadzili ją do klasztoru, ciężka żelazna brama

rozwarła się i mniszki zdecydowały się ją przyjąć. W klasztorze św. Rita nie miała lekko. Należała do grona sióstr konwersem, a więc tych, które wykonywały cięższe prace. Nigdy się jednak nie skarżyła. Oddawała się umartwianiu i pokucie, rozważała stacje Drogi Krzyżowej, podczas których gorąco prosiła Syna Bożego, aby pozwolił jej uczestniczyć w Jego Męce. Została wysłuchana. W czasie adoracji krzyża poczuła nagle w głowie silne ukłucie, był to tkwiący w czole cierń z korony cierniowej. Aby jednak uniknąć sensacji, Rita prosiła Chrystusa, by rana była ukryta, ale by pozostały cierpienia. Znosiła je przez 15 lat, aż do śmierci. Święta Rita odeszła do Pana 22 maja 1457 roku. Do dnia dzisiejszego zachowało się ciało Świętej, wraz ze śladem rany cierniowej. Spoczywa w szklanej trumnie w kościele w Cascia. Symbolem jaki towarzyszy Ricie jest róża, przypominająca o różach, które ona otrzymała podczas ostatniej zimy swego życia. Bóg potwierdził świętość Rity tak za życia, jak i po śmierci. Szczegółowe przybliżenie jednak wszystkich cudów z jej udziałem 15


wymagałoby co najmniej kilku numerów wydziałowej gazetki. Z uwagi na ten fakt zachęcam do samodzielnych poszukiwań. Święta Rita jest uosobieniem pokory, skromności, całkowitego oddania Bogu i anielskiej cierpliwości. Ilu z nas potrafiłoby nosić tak ciężkie brzemię przez tyle lat? Ilu nie podjęłoby się takiego udręczenia? Rita zaufała Chrystusowi, wzięła na siebie ciężar Jego krzyża. W ten sposób pokazała każdemu z Nas ogrom tkwiącej w niej miłości do Zbawiciela. Niewątpliwie pojawiały się w jej życiu również chwile zwątpienia, słabości. Dzięki gorącej modlitwie, adoracji, wierze nigdy nie zwątpiła. Każdego dnia podejmowała krzyż swojego życia na nowo. Zastanów się czy i Ty możesz pochwalić się taką bezwarunkową miłością? Czy gdy przychodzi chwila słabości, rozczarowania nie poddajesz się jednak zbyt szybko? Czy nagle nie przestajesz dostrzegać dla siebie szansy, pozytywnej perspektywy? Może to właśnie dobry moment, żeby się chwilę zastanowić, zamknąć oczy i przywołać wstawiennictwa Świętej Rity. Pozwól, aby stała się Twoją podporą, towarzyszką w przezwyciężaniu trudności i przeciwności życia codziennego. Zachęcam Cię Czytelniku/ ko, niezależnie od pory dnia bądź nocy, odmów Modlitwę do Świętej Rity – patronki spraw trudnych i beznadziejnych. Nie dam gwarancji, że za 30 sekund modlitwa zdziała cuda, ale jestem przekonany, że regularne powracanie do tej 16

modlitwy pomoże każdemu. Sam jestem jej gorliwym praktykiem. Zostawiam Cię sam na sam z tą piękną modlitwą. Może to właśnie Ty będziesz uczestnikiem kolejnego cudu Świętej Rity? Nie zwlekaj. Sprawdź.

MODLITWA DO ŚWIĘTEJ RITY O potężna i sławna Święta Rito, oto u twoich stóp nędzna dusza potrzebująca pomocy, zwraca się do ciebie z nadzieją, że zostanie wysłuchana. Ponieważ jestem niegodny z tytułu niewierności mojej, nie śmiem spodziewać się, że moje prośby będą zdolne ubłagać Boga. Dlatego wyczuwam potrzebę, aby mieć za sobą potężną orędowniczkę, więc ciebie wybieram sobie, Święta Rito, ponieważ ty właśnie jesteś niezrównaną Świętą od spraw trudnych i beznadziejnych. O droga Święta, weź do serca moją sprawę, wstaw się do Boga, aby uprosić mi łaskę, której tak bardzo potrzebuję i o którą tak gorącą proszę (tutaj wyrazić łaskę, o którą się prosi) Nie pozwól mi odejść od ciebie nie będąc wysłuchanym. Jeżeli jest we mnie coś, co byłoby przeszkodą w otrzymaniu łaski, o którą proszę, pomóż mi usunąć tę przeszkodę: poprzyj moją prośbę swymi cennymi zasługami i przedstaw ją swemu niebieskiemu Oblubieńcowi, łącząc ją z twoją prośbą. W ten sposób moja prośba zostanie

p r z e d s t a w i o n a przez ciebie, wierną oblubienicę spośród najwierniejszych. Ty odczuwałaś boleść Jego męki, jak mógłby on odrzucić twą prośbę i nie wysłuchać jej? Cała moja nadzieja jest więc w tobie i za twoim pośrednictwem czekam ze spokojnym sercem na spełnienie moich życzeń. O droga Święta Rito, spraw, aby moja ufność i moja nadzieja nie zostały zawiedzione, aby moja prośba nie była odrzuconą. Uproś mi u Boga to, o co proszę, a postaram się, aby wszyscy poznali dobroć twego serca i wielką potęgę twego wstawiennictwa. O Najsłodsze Serce Jezusa, które zawsze okazywało się tak bardzo czułe na najmniejszą nędzę ludzkości, daj się wzruszyć moimi potrzebami i nie bacząc na moją słabość i niegodność, zechciej wyświadczyć mi łaskę, która tak leży mi na sercu i o którą prosi Cię dla mnie i ze mną Twoja wieczna oblubienica, Święta Rita. O tak, za wierność, jaką Święta Rita zawsze okazywała łasce Bożej, za wszystkie zalety, którymi uhonorowałeś jej duszę, za wszystko co wycierpiała w swym życiu jako żona, matka i w ten sposób uczestniczyła w Twej bolesnej męce i wreszcie z tytułu nieograniczonej możliwości wstawiania się, przez co chciałeś wynagrodzić jej wierność, udziel mi Twej łaski, która jest mi tak bardzo potrzebna. Amen.


SZKOŁA NOWEJ EWANGELIZACJI EMAUS „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii...” ( 1 Kor 9, 16b) „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” ( Mt 28, 19 )

Kim jesteśmy? Jesteśmy Szkołą Nowej Ewangelizacji Emaus działającą przy parafii Chrystusa Odkupiciela Człowieka w Olsztynie Co robimy? Odpowiadamy na wezwanie Jezusa, żeby nieść Ewangelię, aż po krańce ziemi i chcemy, żeby Jego Słowo dotarło do każdej osoby. Jak to robimy? Przez kursy ewangelizacyjne, przesz szkolenie ewangelizatorów, podejmowanie inicjatyw takich jak Wieczory Chwały czy SnB, czyli Sms niosący błogosławieństwo” O tym kilka słów…

17


Wieczory Chwały organizowane przez Szkołę Nowej Ewangelizacji EMAUS są duchowym owocem rekolekcji z p. Lechem Dokowiczem. Jeszcze żywe są słowa które słyszeliśmy w czasie tych rekolekcji, pragniemy przez te nasze czuwania prze dłużyć ten piękny czas wspólnej modlitwy, uwielbienia Jezusa i bycia we wspólnocie Kościoła. Czym są te Wieczory Chwały? Są przede wszystkim doświadczeniem Kościoła który jest żywy, to szczególny czas bycia we wspólnocie sióstr i braci, którzy odnaleźli Boga ale także i tych, którzy jeszcze Go poszukują. Ideą tych spotkań są słowa Jezusa z Ewangelii Mateusza „...gdzie dwaj, albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20). Zapraszamy Cię do wspólnej modlitwy i otwarcia się na działanie żywego Boga. Kilka słów o SnB… SMS niosący Błogosławieństwo jest odpowiedzią na wezwanie do czynienia dobra! Które mocno wybrzmiewa w liście do Rzymian (12, 14)

BŁOGOSŁAWCIE tych którzy was prześladują, BŁOGOSŁAWCIE, ale nie złorzeczcie. Pomysł i pragnienie zrodziło się w Kapłańskim sercu ks. Karola Krukowskiego - pasterza naszej Wspólnoty, aby Bóg po przez Błogosławieństwo dotykał swoją łaską ludzi każdego dnia, w czasie i chwili w której się w danym momencie znajdują. SMS niosący Błogosławieństwo to niekomercyjna inicjatywa , polegającą na wysyłaniu każdego dnia kapłańskiego Błogosławieństwa, myśli świętych oraz informacji związanych z dziełami Szkół Nowej Ewangelizacji. Szczegółowe informacje o projekcie można znaleźć na stronie www.blogoslawionysms.pl W najbliższym czasie w naszej wspólnocie będzie odbywać się m.in. Kurs Emaus oraz Kurs Akwila i Pryscyla.

Kurs odbędzie się w dniach 12-14 kwietnia 2013 r. Zapisy na www.sne.olsztyn.pl W maju odbędzie się także kurs Akiwila i Pryscylla. Jest to kurs skierowany do małżeństw. Mówi on o jedności małżeńskiej i pokazuje, że można i trzeba będąc małżeństwem ewangelizować w bardzo jednoznaczny sposób - korzystając z bogactwa darów udzielonych w dniu składania przysięgi małżeńskiej. O tych i o innych kursach, naszych inicjatywach i naszej działalności można przeczytać na stronie www.sne.olsztyn.pl. Serdecznie zapraszamy!

SZKOŁA NOWEJ EWANGELIZACJI „EMAUS” Kurs Emaus - celem ul. kard. Stefana tego kursu jest spotkać się z Wyszyńskiego 11 Jezusem w Słowie Bożym i w 10-456 Olsztyn Nim się zakochać. Jeśli odkryłeś Biblię i pragniesz ją nie tylko czytać ale i rozumieć, to ten kurs jest dla Ciebie.


CZASAMI WOŁAM W NIEBO Tamara Zwierzyńska-Matzke Sven Matzke Jak to jest dowiedzieć się w wieku 30 lat, że ma się raka? Osoba w tak młodym wieku nie zastanawia się przecież nad śmiercią. Myśli, że coś takiego nie może jej spotkać. Główna bohaterka, a zarazem współautorka książki była polską dziennikarką. Przez pewien okres pracowała nad dokumentem „Szpital Dzieciątka Jezus”. Nie mogła znieść cierpień innych, szczególnie młodych ludzi, których los tak srogo doświadczył. Wtedy nadarzyła się okazja i Sven wraz z Tamarą wyjechali do Brukseli. Ich związek był pełen miłości. Poznali się na uczelni, zakochali, a następnie pobrali. Ślub cywilny odbył się w Niemczech, natomiast kościelny w Zielonej Górze, mieście rodzinnym autorki. 17.12.1999 roku w Belgii, lekarze wykryli u Tamary raka jajników. Leczenie odbyło się natychmiast. Przeprowadzono operację, a następnie bohaterka musiała poddać się chemioterapii. Sven był cały czas przy niej. Pocieszali się nawzajem, nie opuszczali się w trudnych sytuacjach, wspierali się i zawsze mogli na siebie liczyć. W ich sytuacji nie zawiedli także przyjaciele i rodzina, na których wsparcie i pomoc mogli zawsze liczyć. W maju 2000 roku lekarze świętowali zwycięstwo nad chorobą. Wszystkie wyniki były dobre. Nie wykryto żadnych komórek rakowych w organizmie Tamary. Wtedy to dla autorki najgorszym było, że nigdy nie będzie mogła zostać matkę, że nie urodzi swoich

Dominika Symulewicz wymarzonych maluszków, które będą nosiły okulary tak jak ich tata. Ale oczywiście niezawodny okazał się ukochany mąż, dla którego największym szczęściem okazał się powrót do zdrowia żony. Przekonujące argumentował, że przecież mogą adoptować dzieci, gdyż będą je kochać i uważać za własne. Po wygranej walce z nowotworem para wyjechała na wakacje z rodzicami Svena. Tamara była pełna energii, wszystko ją interesowało i wszystkiego chciała spróbować. Zdała państwowy egzamin znajomości niemieckiego i dostała się na staż do Parlamentu Europejskiego, który miała zacząć od października. Była szczęśliwa. Podczas wyjazdu znów odczuwała bóle. Po powrocie zgłosiła się do szpitala i wtedy cały świat po raz kolejny jej się zawalił. Lekarze wykryli pod nerką raka, który w zastraszającym tempie się powiększał. Tamara nie chciała leczyć się ponownie w Belgii, dlatego musiała dojeżdżać do szpitala, który znajdował się w Niemczech. Nie przeprowadzono kolejnej operacji, tylko zastosowano kolejną chemię, tym razem bardziej agresywną. Tamara cały czas walczyła, nie poddawała się, wierzyła, że pokona chorobę. Sven, przyjaciele i rodzina byli jej oparciem. Odwiedzali ją, pomagali we wszystkim, cieszyli i cierpieli razem z nią. Jednak życie nie zawsze zakończone jest happy endem. Po ciężkiej walce, po straszliwych bólach dla Tamary nie

było już lekarstwa. Autorka zmarła 2 grudnia 2000 roku w szpitalnym łóżku, po tym jak jej ukochany mąż przysnął trzymając ją za rękę. Książka ta składa się z fragmentów dwóch pamiętników autorów ułożonych w kolejności chronologicznej, a także listów i e-maili rodziny, przyjaciół i bohaterów. Nie jest to tylko historia o bólu, cierpieniu i umieraniu, ale także radości, miłości, walce i nadziei, która towarzyszyła im aż do końca. Chociaż historia wydarzyła się naprawdę, nie da się przejść obok niej obojętnie, zawsze będzie się do niej wracać, i prawdopodobnie na koniec większości czytelników zakręci się łezka w oku. Niezwykła historia godna uwagi. Gorąco polecam!

19


Muffiny z truskawkami

Magdalena Pasieka

Od kilku dni cieszymy się wiosną, chociaż aura za oknem na nią nie wskazuje… A jeśli wiosna, to są i truskawki! Składniki na około 15 muffinek: - 2 szklanki mąki pszennej - 3/4 szklanki cukru - 1 łyżeczka proszku do pieczenia - 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej - 1/4 łyżeczki soli - 2 jajka - pół szklanki oleju - ¾ szklanki mleka - 1,5 szklanki pokrojonych truskawek (można użyć mrożonych) Kruszonka sezamowa: - 50g mąki - 50 g sezamu - 20 g masła - 3 łyżeczki cukru

20

Przygotowanie: W jednym naczyniu połączyć suche składniki: mąkę, cukier, proszek, sodę, sól. W drugim składniki mokre: jajka, mle- Piec około 25 minut w 190ºC. ko, olej. Wymieszane mokre składniki wlać do suchych i lekko wymieszać, tylko do połączenia się składników. Dodać truskawki i wymieszać. Formę do muffinek wyłożyć papilotkami, wypełnić ciastem. Posypać kruszonką. Kruszonka: wszystkie składniki połączyć, Źródło rozcierając palcami. www.mojewypieki.com


„Spotted”: zabawa, zagubienie w wirtualnym świecie czy sposób na znalezienie miłości?

Aleksandra Włodyka

Większość młodzieży, studentów wyznaje dziś zasadę: „ nie masz facebook’a - nie istniejesz”. Idąc za tą myślą, chcąc być na bieżąco w wydarzeniach z życia swoich znajomych, nie rozstają się z telefonami, tabletami, notebook’ami. Facebook stał się jeszcze atrakcyjniejszy, odkąd powstały strony „spotted”. Co to jest? Tak zwani spotterzy i spotterki wysyłają anonimowe wiadomości, które są publikowane na stronie. Co znajduje się w tych ogłoszeniach? Zobaczcie sami:

Linią nr 2 z Nagórek często podróżuje pewna piękna brunetka, prawdopodobnie do szkoły, ponieważ jeździ po godzinie 7 i wysiada na ulicy Kołobrzeskiej. Zazwyczaj towarzyszą jej dwie koleżanki. Bardzo chciałbym poznać Twoje imię. Wiem, że trochę mało szczegółów, no ale niestety, tylko takie posiadam informacje ;[ Miejsc, w których możesz zacząć flirt z dnia na dzień powstaje coraz więcej. Mamy między inny mi: spotted UWM, spotted ZKM, spotted Olsztyn, spotted Alfa.

Zastanówmy się teraz czy te strony to żart czy faktyczne „miejsce”, które daje możliwość poznania drugiej połówki. Dla wyalienowanej części społeczności, która czas spędza głównie przed ekranem komputera, może stanowić to szansę na poznanie kogoś ciekawego, jednak skąd pewność, że osoba po drugiej stronie myśli o tym poważnie...? Na ów stronach widzimy

autora. Znalazłam jednak kilka sytuacji, gdzie facebook’owa społeczność pomogła spotterowi odnaleźć jego wybrankę, dokładnie opisaną w wiadomości (teraz zgadnijcie gdzie ja odnaleziono - tak, tak na facebook’u). Czy jest to normalne, że dwie osoby siedzące na przeciwko siebie w autobusie, zapatrzone w ekraniki swoich smartfon’ów, właśnie zaczynają o opisywać siebie nawzajem, a w następstwie rozmawiać w wirtualnym świecie „spotted zkm”? Czy tak trudno na siebie spojrzeć i się odezwać? Patrząc jeszcze z innej strony czy nie prowadzi to do jakiegoś obłędu, zaburzeń? Czy normalne jest obserwowanie kogoś przez tygodnie, gdzie wsiada do autobusu, gdzie wysiada, obsesyjne szukanie informacji o tej osobie? Rozmawiając z kilkoma osobami na ten temat usłyszałam różne opinei: „myślę, że to jakaś desperacja „ lub „to trochę żenujące” albo „to zabawa, w jakich czasach Ty żyjesz?” No właśnie, ja chyba żyję w innych czasach....

wiadomości, które jednoznacznie świadczą o tym, że jest to tylko i wyłącznie zabawa, jednak można znaleźć też takie, które prawdopodobnie traktowane są poważnie. Przy tych ostatnich najczęściej komen- A Wy? tarze internatów wyśmiewają Co myślicie na ten temat?

21


„Obfitość dóbr i potęga państwa sprawiają, że naród staje się zepsuty i nieprzezorny. Bieda natomiast i braki sprawiają , że ludzie stają się mądrzy i skrzętni.” Tomasz Mun

Gorączka tulipanowa

Łukasz Rogalewski

Pan Bóg stworzył świat, ale Niderlandy stworzyli Holendrzy, a dokładniej Flamandowie. Osuszyli znaczne obszary tworząc grunt doskonały pod uprawę. Owocem pracy ludzkiej i wspaniałych wiatraków były poldery. Dzięki wyprawą zamorskim wiek XVII stał się wiekiem Holendrów. Królowali na morzach. Od Japonii przez Chiny, aż po atlantyckie wybrzeże Ameryki. Olbrzymim nakładem drukowali książki i gazety. Niewielu z nich było analfabetami. Wtedy to Rembrandt malował Lekcję anatomii doktora Tulpa, a na Fajanse z Delft przedstawiono Eliasza (porcelana). Amsterdam stał się Ziemią Obiecaną heretyków, filozofów i uczonych. Mawiano wówczas: „żyj i pozwól żyć innym”. Nieco wcześniej w XVI stuleciu szlaki kupieckie wiodły przez Antwer 22

pię, Flandria). Powstała tam gigantyczna giełda towarowa. Przewijały się przez okolicę setki towarów, które przypływały z odległych krajów. Dochodziła tam poczta z całego świata. Tu kupowano hurtowo azjatycki pieprz i angielskie sukna. Tam też trafiało polskie zboże. Powstały wówczas gigantyczne magazyny. W konsekwencji doprowadzi

ło to do powstania rynku finansowego. Udzielano kredy tów możnym (m.in. królowej Elżbiecie I Tudor) i dokonywano transakcji wekslowych. Chociaż we Włoszech obracano już od setek lat papierami wartościowymi. Dopiero amsterdamska giełda bliżej przypominała nam współczesną, powiązaną ściśle z bankowością.


Holendrzy na żyznej ziemi hodowali rozmaite rośliny. Dominowały jednak kwiaty. Tworzyli i sprowadzali odmiany z całego świata. Ugruntowaną pozycję miała na rynku róża. W XVII wieku na tronie w Wersalu zasiadł Ludwik XIII - wielki miłośnik tulipanów. Ogrodnicy z pasją zaczęli zajmować się hodowlą tych kwiatów. W niemal każdym ogródku niderlandzkim zagościła cebulka tej rośliny. Różniły się barwą, zapachem, a czasem i kształtem. Za modą, która przyszła z Francji podążyli kupcy. Wielu z nich nie miało pojęcia o ogrodnictwie. Szał ogarnął cały naród! W Hoorn pod koniec 1636 roku sprzedano dom za trzy rzadkie cebulki. Zimą oferowano kwiaty namalowane w katalogach. Zdarzało się, że jedna cebulka zmieniała właściciela 10 razy w ciągu jednego dnia. Najwyższą cenę osiągnęła słynna cebulka Semper Augustus, która została kupiona za 1250 florenów w Haarlemie (równowartość 200 dorodnych świń). Nikt już nie chciał jej kupić. Przyszedł krach bańki spekulacyjnej. Wielu ludzi zostało z cebulkami, wartymi ułamek ceny zakupu. 24 lutego 1637 roku zebranie kwiaciarzy uchwaliło, że płacić mają ci, którzy transakcje zawarli przed 30 listopada. Inni po zapłaceniu 10% odszkodowania mogli zwrócić cebulki. W ten

sposób uchroniono kraj przed totalnym chaosem, a niejeden człowiek nie popełnił dzięki temu samobójstwa. Ceny gwałtownie spadły. Wielcy inwestorzy zbankrutowali, bo chcieli jak najwięcej zarobić. Nieliczni dorobili się wielkiego majątku na tulipanomanii. Holandia na zawsze pozostała krajem tulipanów. Gorączka tulipanowa była lekcją pokory dla uczestników rynku. Wielu nauczyła skrupulatności handlowej. Umocniony został duch gospodarności. Niewywiązywanie się kontrahentów ze zobowiązań wynikających

z kontraktów gwarantujących zakup cebulek po określonych cenach w przyszłości dobitnie przypomina współczesne kontrakty terminowe. Z całej historii wypływa bardzo uniwersalna przestroga. W najtrudniejszym położeniu znaleźli się kupujący tulipany na kredyt. Stali się nie wypłacalni i przez wiele lat spłacali długi. Nie inwestujmy, więc nie swoich pieniędzy w ryzykowne przedsięwzięcia! Historycy są zgodni nigdy nie było przedtem, ani potem, kraju takiego jak Niderlandy wieku XVII. 23



Good 2/2013