Issuu on Google+


Rozpoczął się kwiecień i wszyscy z niecierpliwością czekają na prawdziwą i ciepłą wiosnę. W tym czasie oddajemy w Wasze ręce kolejny numer „Gołębnika”. Znajdziecie w nim to, co zawsze ale również coś nowego… Możecie przeczytać krótkie obserwacje Joanny Rataj z podróży do Turcji. Polecamy oczywiście dział Na radarze z relacjami z ważnych wydarzeń kulturalnych w Krakowie i na naszym Wydziale. Czerwiec to intensywny miesiąc dla każdego studenta. Wtedy też ukaże się ostatnie w tym roku akademickim wydanie „Gołębnika”. Zachęcamy Was do przesyłania tekstów i wierszy, a także zdjęć. Mamy nadzieję, że czasopismo, nad którego tworzeniem pracujemy, staje się dla czytelników miejscem, w którym mogą zaprezentować swoją twórczość i efekty pracy.

Agnieszka Dybaś Szefowa redakcji czasopisma „Gołębnik”


04.

POEZJA: MARTA RÓŻAŃSKA

08.

POEZJA: KAROLINA GÓRNIAK

12.

ESEIK PRZEWROTNY: KACPER OWIŃSKI JAK ODNIEŚĆ SUKCES, GDY NIE MA PRACY

16.

REPORTAŻ: BARTOSZ DYBAŁA RAP NIE UMARŁ, RAP MA SIĘ DOBRZE

22.

JOANNA RATAJ NOTATKI Z TURCJI

36.

WYJĄTKOWY WIECZÓR W PIWNICY POD BARANAMI

40.

DRUGIE ŻYCIE W GOŁĘBNIKU

44.

AGNIESZKA DYBAŚ PKS FESTIWAL PO RAZ DZIESIĄTY

46.

MARTYNA DZIUBAŁTOWSKA WASZEJ PAMIĘCI, ŻOŁNIERZE WYKLĘCI

48.

AGA WESOŁOWSKA OKO NA BAŁKANY

50.

WYDARZENIA PRZYSZŁE

52.

FOTO: PATRYCJA WRÓBEL


Marta Różańska - studentka III roku polonistyki, pochodzi z Czeskiego Cieszyna na pograniczu polsko-czeskim. Jest autorką zbioru Na tchnienie. W czasie wolnym lubi pisać wiersze oraz dziennik. Uwielbia czasopisma literackie, herbaty, cienko piszące długopisy i zwierzęta.


MARTA RÓŻAŃSKA

JA TO KTOŚ INNY

kto inny pisze wiersze nie ja nie moja osoba kto inny podpełza mi do gardła kładzie zimny nożyk kto inny rozognia długopis jestem tylko wiązką słomy porzuconą żagwią odłamkiem wielkiej przeszłości tylko głosem przechodnia sznurówką buta zapomnianą w drzwiach kto inny pisze wiersze nie ja za mnie we mnie wkłada słowa obłe i śliskie kalorie drugiej świadomości odkrywane w snach i staję się pełna ważona na wadze by nie okazać się – słowami zbyt lekka


MARTA RÓŻAŃSKA

BRODZĄCY PTAK

Czas to mijanie samego siebie na uliczkach pełnych mgły trwając w czasie tylko się przyglądasz to tylko magia cielesności dobrotliwość tego co ukryte w substancji że nie dostrzegasz szlamu nie wiesz że czas ma konsystencję błota i roztopionej świecy a ty – brodzący ptak – ukrywasz swoją ślepotę chwaląc się że widzisz za dnia a to noc tak naprawdę jest rodzicielką czasu poprawia go i odnawia przygotowuje na spełnienie na ukończenie w tobie który jesteś wyznacznikiem i zalążkiem a ty – ptaku brodzący w nocy ciemny jesteś przed i za powiekami i wolisz zasnąć (a sen jest jak śmierć) niż przyznać się do rozgrzebywania błota


KAROLINA GÓRNIAK – ur. 1990 r. w Kielcach, studentka I roku SUM polonistyki-komparatystyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Laureatka III miejsca w XXXVII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim "Jesienna Chryzantema" i III miejsca w kategorii „poezja” w XII Ogólnopolskim i Polonijnym Konkursie Literackim im. Leopolda Staffa. Otrzymała wyróżnienia w XI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Złotą Wieżę Piastowską” i w XIII Ogólnopolskim Konkursie o Srebrny Liść Chmielu. Stypendystka Funduszu Stypendialnego im. Stanisława Estreichera dla studentów UJ. Autorka trzech tomików poezji, wydanych w Kielcach: Ciernie słońca (2005), Hegemonia liryki (2007) i Kryształowy dom (2009).


KAROLINA GÓRNIAK

ŁAGODNA

zostawił dwa papierosy trochę czekolady to za mało by napisać powieść teraz jest tylko ciałem przez które przechodzi świat w postaci kobiecego ciepła potem stanie się samą podróżą biletem z miejscówką hotelową pościelą mój drogi rozpłynie się po drodze droga nie zapamięta śladów ja wciąż będę chować w płucach jego powietrze układać włosy posłusznie według jego dłoni aż do granic łagodną stanę się pamięcią


KAROLINA GÓRNIAK

NIEZBUDZONA

minęły dni wieki parę snów miasto jak wówczas skulone pod lodem zima kwitnie ja leżę wciąż niezbudzona na brzegu powietrza mętnej bańki głaszczę ją w locie lecz nie pęka świat jest zamknięty i wszelkie wyjścia są pełne tych co byli tam przed tobą i dziś żałują że kochali


KACPER OWIŃSKI JAK ODNIEŚĆ SUKCES, GDY NIE MA PRACY. ESEIK PRZEWROTNY

Chodzę sobie spokojnie ulicą Gołębią tam i z powrotem. Nie nadużywam gościnności krakowskich chodników, biorę dla siebie tylko tyle przestrzeni, by zmieścić stopy i się nie przewrócić. Powietrza też nie potrzebuję wiele, zresztą krakowskim i tak nie warto oddychać, tyle w nim trujących gazów. Pod pachą dzierżę kilka książek, w tym ulubionego świętego Augustyna. Trwam w skupieniu, nie wypuszczając myśli spod kontroli. Właśnie nad sobą pracuję. Dzień jak co dzień, w morderczym trudzie wykluwam się jako nowy człowiek. Słowa przekuwam w postawy, a zdania formuję w czyny. I z każdym dniem jestem lepszy. O, ktoś się uśmiechnął. Odnoszę sukces. Mój sukces. W dzisiejszym świecie wszystko ciąży ku mierzalności. W dzisiejszym świecie wartość życia mierzy się skalą sukcesu. Skala sukcesu jest wypadkową materializmu, głupoty i milczącego przyzwolenia. Wierzę w skalę sukcesu, muszę jej sprostać. Moje zadanie to odnieść sukces. Ponoszę porażkę, moje życie nie znaczy nic.

Nie da się ukryć, że żyjemy w czasach propagandy sukcesu. Naszą wartość jako ludzi odmienia się przez specyficzne przypadki: jakie przydatne społeczeństwu kwalifikacje posiadamy, jakim dyplomem z informatyki lub nanotechnologii możemy się pochwalić, ile zagranicznych staży odbyliśmy przed ukończeniem osiemnastki i dlaczego tak bardzo upieramy


społeczeństwu kwalifikacje posiadamy, jakim dyplomem z informatyki lub nanotechnologii możemy się pochwalić, ile zagranicznych staży odbyliśmy przed ukończeniem osiemnastki i dlaczego tak bardzo upieramy się przy życiu, skoro i tak nie ma pracy? U progu dorosłości obieramy drogę ku własnemu szczęściu. Świat powinien stać przed nami otworem. Może i stoi, może i czeka. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że jego ogarniające całą ludzkość wyrozumiałe ramiona są zablokowane przez to, co określamy jako rzeczywistość medialną. Prasa, radio, telewizja i król Internet działają rzekomo dla naszego dobra. Z niepojętą szybkością donoszą nam o każdym spadku kursu franka, wybierają papieża, a manipulacja wychodzi im coraz udatniej. I tu zaczynają się schody. Media kreują bowiem rzeczywistość rządzoną przez swoiście rozumiane pojęcie sukcesu, które zabrania mi niejako prawa do życia. Na to nie zamierzam się godzić. Jestem młody, mam zdrowy kręgosłup własnych wartości i pełne pasji serce. Widzę dla siebie miejsce na tym świecie, wypełniam lukę, której nie mógłby wypełnić nikt inny. Sądzę, że spełniam wszystkie warunki, by się komuś do czegoś przydać, kogoś czegoś nauczyć, czyjś świat zmienić. Rozwijam się, choć po swojemu i w swoim tempie, a efektów mojej pracy nie można obiektywnie zmierzyć lub nawet zauważyć. A tak w ogóle to przecież żyję, mam prawo tu być. Nie. Jestem polonistą. Jestem darmozjadem. Nic nie robię.

A w szkole to nie ma etatów, łaskawy Panie. Człowieku, dziś nigdzie nie ma pracy! TESCO (kropka, wielokropek, pytajnik, wykrzyknik, pytajnik i wykrzyknik – jak chcesz)

Sukces to prestiż i płaszcz ze skóry. Sukces to znajomości i sportowe fury. Sukces to wpływy i najnowsze komóry. Wyliczaj dalej, na pewno wiesz, jak to idzie

A ja wierzę w swój świat. Dlatego zamierzam bezczelnie siedzieć pod rozłożystą czereśnią, czytać wiersze i liczyć szanse, jakie oferuje los. Nie będę się przejmował, że nie przyczynię się do wzrostu PKB w danym roku. Uśmiechnę się szeroko, kiedy zasłyszę gdzieś: „Tak dobrze się zapowiadał, a nie odniósł sukcesu”. Zapewne kosmiczne pieniądze i wielki prestiż ominą mnie szerokim łukiem. Co z tego! Mój sukces to moje człowieczeństwo. Słodko niemierzalne, bosko niematerialne i jak szalenie satysfakcjonujące! O każdy dzień pokory, o każdą godzinę zrozumienia, o każdą minutę ciszy, o każdą sekundę miłości, o każdą chwilę zawieszoną w czasie, paradoksalnie nigdzie nie gnającą O taki sukces walczę. A zatem, zanim znowu dojdziesz do wniosku, że nigdzie nie ma pracy, przypomnij sobie, że jest taka jedna, absolutnie szczególna instytucja, w której zawsze czeka na Ciebie wakat. TY SAM. Życzę samych sukcesów!


KACPER OWIŃSKI – rocznik 1992, student polonistyki. Gdyby był lepszy z matematyki, pewnie zostałby kryptologiem. Ponieważ nie jest, zadowala się wygrywaniem każdej partii kalamburów podczas rodzinnych podwieczorków Na co dzień zajmuje się logicznym myśleniem, piciem kawy, obserwacją ludzi i złorzeczeniem na krakowską pogodę.


BARTOSZ DYBAŁA RAP NIE UMARŁ, RAP MA SIĘ DOBRZE

Obecnie rap znajduje się na wysokim poziomie, ale media nie chcą go promować. Wyławiają jedynie rzeczy, które dobrze się sprzedają, a rap uznali za chwilową modę. Kiedy spotykamy się po raz drugi, Piotrek wygląda na bardziej zmęczonego niż ostatnio. Opowiada o urodzinach kolegi, które zorganizował u siebie. Zaprosił wielu zaufanych znajomych. Niestety, spolegliwi okazali się jedynie z pozoru. Po tym, jak goście opuścili mieszkanie, wyszło na jaw, że zniknął twardy dysk z całą twórczością Gargamela.

WKRĘCENI W RAP „Dla was to chwila rozrywki, a dla mnie ten rap po prostu jest wszystkim. Rap jest całym moim życiem, bez niego mnie nie ma, bez niego nie istnieje, jestem jak duch niewidzialny.” Piotrek miał zaledwie trzynaście lat, kiedy ojciec porzucił rodzinę. Pamięta bardzo dobre czasy, kiedy tata zarabiał duże pieniądze jako kierownik na kolei. Później forsa uderzyła mu do głowy i odszedł. Zostawił żonę i dwóch synów, w tym Piotrka. Rap okazał się odtrutką na życiowe komplikacje chłopca. Kiedy usłyszał pierwszą płytę Liroya, zachwyciła go szczerość tej muzyki. Jak lubi powtarzać, płynie ona z serca. Na początku muzyka była moją ucieczką od problemów. Z czasem stała się jak narkotyk.

Pierwszy tekst powstał na szkolnej ławce. Gargamel (ksywa Piotrka) nie pamięta już na jakiej lekcji, ale bardzo się wtedy nudził. Wziął kartkę i długopis, zaczął pisać. Tekst miał tytuł „Życie”. Niestety nie zachował się, jedynie gdzieś w odległych zakątkach pamięci zapisane ma niektóre fragmenty. Mama Piotrka, która jest opiekunką w fundacji im. Anieli Salawy, do dzisiaj nie wierzy, że syn zdoła wyżyć z muzyki. Rynek jest bezlitosny i nie łatwo się przebić, a jeszcze trudniej na nim utrzymać. To akurat słowa Piotrka, ale on nie traci nadziei. Na początku nikt Gargamelowi nie pomagał. Sam dawał radę. Parę lat później spotkałem na ulicy znajomych z podstawówki. Okazało się, że oni też wkręcili się w rap. Wtedy ta muzyka robiła się popularna. I zaczęliśmy razem tworzyć.

PRZEBIĆ SIĘ, ZNACZY WYGRAĆ ŻYCIE „Tak patrz brat ile lat ja robię ten rap, bo taki jest fakt że podkładam te ładunki. Podkładam pod serca, które mają w sercu serce bo tam jest serca miejsce, bawię się dziś w mordercę, co zabija słowem, powoli i namiętnie.” Gdynia liczy blisko dwieście pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców. W tym nadbałtyckim mieście miejsce znalazł również znany raper


N

z Kielc. Przygoda Gargamela z rapem zaczęła się właśnie od jego płyty. Nie każdy miał jednak tyle szczęścia, aby rozmawiać z Liroyem na osobności. I to pod domem muzyka. Piotrek przyjechał do Gdyni, żeby odwiedzić kuzyna. Pierwszy dzień pobytu okazał się pozytywnym zaskoczeniem. Wieczorem chłopak dowiedział się, że w okolicy mieszka Liroy. Nie tracąc czasu, zaczął pisać tekst. Nim wstał świt, kartkę zapełniały rymy. Pełen zapału, ale również niepokoju, postanowił pokazać tekst muzykowi. Nie miał zbyt wielkich nadziei na to, że uda mu się zasięgnąć rady doświadczonego artysty. Liroy miał już wtedy kilka płyt na koncie i wyrobioną renomę. Chłopak zebrał się jednak na odwagę. Kuzyn wskazał Piotrkowi ulicę, przy której znajduje się dom rapera. Sam nie wiedział dokładnie, który to, ale szczęście im sprzyjało. Spotkali Liroya, kiedy wracał z zakupów. Muzyk niósł siatkę, którą wypełniały świeże bułki. Nic więcej w niej nie było. Kiedy Piotrek wspomina o tym szczególe, wybucha śmiechem. Jednak w tamtej chwili wcale mu do śmiechu nie było. Spodziewał się, że artysta skrytykuje jego utwór. Jakież było jego zdziwienie, kiedy raper tego nie zrobił. Poradził mu, żeby nagrał demo na jamniku i rozsyłał po wytwórniach. Żeby wytwórnia zainteresowała się wykonawcą, musi on mieć ciekawą przeszłość artystyczną, kilka koncertów na koncie i grono oddanej publiczności. Jego nazwisko czy ksywa powinny być kojarzone przez ludzi. Jeśli powiesz, że Gargamel nagrał nowy kawałek, druga osoba już powinna wykrzyknąć: a tego to ja znam! Większe wytwórnie patrzą jedynie na to, aby zarobić na artyście. Z wydania płyty

wykonawca dostaje marny tantiem. Z tego co słyszałem, około czterech procent. Śmiech na sali. Ktoś w końcu pomyślał i zaczęto tworzyć programy, które promują początkujących wykonawców. Chociażby „Must be the music”, w którym sam brałem udział. Poniekąd również „Mam talent”. Wiele jest również niezależnych rozgłośni radiowych. Podobnie sytuacja ma się ze studiami nagrań, które organizują konkursy na teksty hip hopowe. Zwycięzca może nagrać utwór w profesjonalnym studiu. Plus nakręcić teledysk. Daje to wielką szansę na rozgłos. Wykonawcy, którzy się przebili, również próbują pomagać początkującym. Młodzi wysyłają do nich nagrania, a oni spośród nich wyławiają perełki. Świetną okazją są również nagrody w postaci występów przed znanymi gwiazdami. To znaczy artystami. Gwiazdy są na niebie. Tak naprawdę później wszystko zależy od osoby, która dostanie szansę. Czy nadal będzie zdeterminowana w dążeniu do celu. Czy będzie walczyła i starała utrzymać się na rynku. A może okaże się, że to chwilowa przygoda i szybko się zakończy. Konkursów, które pozwalają wybić się młodym wykonawcom jest coraz więcej. Wbrew temu, co mówią media, rap nie umarł. Rap ma się dobrze. Rap się rozwija. A jeśli na dobre wciągniesz się w tę muzykę, już się od niej nie uwolnisz. A czasami przebić się znaczy wygrać życie. Rap to muzyka, która wielu ludziom pomogła. Dzięki niej mnóstwo osób zamiast dilować i kraść, spełnia się i gra koncerty.


NIECHCĄCY MOŻNA PRZEKROCZYĆ GRANICĘ „Dlaczego tak trudno jest udowodnić swoją wartość ? Gdy masz kasę i sławę to ludzie do ciebie garną, jak muchy do gówna, dlatego muszę używać takich porównań.” Monotonia osiedlowego życia. Wypełnia się ją z reguły spotkaniem z kumplami i kilkoma puszkami piwa. Wraz z kolejnymi łykami wlewanego w siebie trunku do głowy napływają fascynujące pomysły. Czasami przeradzają się w mniej lub bardziej szkodliwe wybryki. Dla Piotrka, Michała i Grześka podobne spotkanie zakończyło się założeniem zespołu PMG. Totalna amatorka, ale zaczęli nagrywać. Niektórym wydawało się, że łatwo jest się wybić w ciągu dwóch, góra trzech miesięcy. Że wyślemy demo do wytwórni i staniemy się artystami wielkiego formatu. Że zaczniemy żyć z muzyki. Jednak tak kolorowo i łatwo niestety nie jest. Słomiany zapał kolegów Piotrka nie pozwolił na długie istnienie zespołu. Rap okazał się dla nich chwilową „zajawką”. Bardzo chcieli nagrywać, tworzyć, ale zabrakło i cierpliwości i asertywności. Później jeszcze Reza, czyli Michał, poznał dziewczynę, zakochał się i kompletnie wycofał się z tego świata. Gargamel znowu nagrywał sam, dopóki nie założył z kolegą z Kazimierza Krakowskich dusz. Hardkorowy, uliczny rap im nie odpowiadał. Projekt opierał się na łagodnej, spokojnej odmianie tej muzyki. Piotrek zajął się tworzeniem podkładów. Wykorzystał jeszcze umiejętności taneczne zespołowego

Zespołowego partnera i w przerwach, kiedy nie rapowali, a w tle leciała jedynie muzyka, kolega tańczył elektro. Z Krakowskimi duszami Gargamel nagrał jedno demo. W Dworku Białoprądnickim, w jeden z darmowych piątków. Zdążyli dokończyć trzy utwory oraz intro. Fatalna sytuacja finansowa motywowała mnie do intensywnego tworzenia. Ale w pewnym momencie już nie wyrabiałem I uzależniłem się od amfetaminy. Chciałem dużo pisać, nagrywać. Wydawać płyty i grać koncerty, żeby zarabiać i pomagać mamie. Pewnego poranka zdałem sobie sprawę, że moje życie wygląda jak jedno wielkie bagno i że dłużej być tak nie może. Że trzeba skończyć z narkotykami. Moja ciężka praca szła na marne, a sytuacja w domu jeszcze bardziej się pogarszała. Po amfetaminie człowiek jest rozdrażniony. Zamiast pomagać, doprowadzałem do niepotrzebnych awantur. Bogu dziękuję, że udało mi się samemu wyrwać z nałogu. I o tym piszę w tekstach. Że nikt nie jest doskonały i każdy popełnia błędy. Jeden większe, drugi mniejsze. Ktoś ich żałuje, inny nie. Próbuję przekonać młodych ludzi, żeby nie powtarzali moich potknięć. Teksty, które piszę, są w pewnym sensie ostrzeżeniem dla tych, którzy chcą szaleć, bawić się, a nie zdają sobie przy tym sprawy, że przychodzi w końcu taki moment w życiu, że niechcący można przekroczyć granicę. I trudno jest później zza niej wrócić. Wycofać się z pewnych decyzji. Takim przykładem są narkotyki.


N

JAK WAM SIĘ NIE PODOBA, TO MNIE ZASTRZELCIE „Zastrzel mnie, bo jestem niebezpieczny, robię dobry rap, zamiast głupoty tutaj pieprzyć. Zastrzel mnie za zwrotki, zastrzel za pętlę, zastrzel za sample i za każdą nową puentę. Zastrzel mnie za prawdę, którą daję tutaj w tekstach, zastrzel mnie za to, że pisać nie mogę przestać. Strzelaj, strzelaj i traf najlepiej w serce, tak jak ja trafię publikę każdym nowym wersem.” Nie można pisać za kogoś. Rap to są teksty, które mają odzwierciedlać duszę osoby, która tworzy. W swoich tekstach Piotrek pisze o życiu, po prostu.

Piszę o tym, co mnie drażni. O ludzkiej głupocie, ciągłej pogoni za pieniędzmi. Wiadomo, że są one potrzebne. Pomagają spełniać marzenia, ubrać się, opłacić czynsz. Ale żeby zdobywać je za wszelką cenę? Piszę o tym, co nie podoba mi się w młodych ludziach. O tzw. szybkim, niebezpiecznym życiu. Nie powiem, też robiłem różne głupoty, ale historie, które czasami słyszę od znajomych nie mieszczą się w głowie. Przeraża mnie ich brak odpowiedzialności. Szukają jedynie okazji, żeby chwilę się zabawić. Nie zwracają uwagi na konsekwencje. Wyobraź sobie: młoda dziewczyna, piętnaście, góra szesnaście lat, wychodzi na imprezę. Wleje w siebie za dużo alkoholu, przygodny chłopak to wykorzysta. Ona zachodzi w ciążę, a po nim ślad ginie. Rodzina wypiera się córki, a jej wali się cały świat. Piszę o szczerych uczuciach. wartościach, które ludzie dziś zatracili.

O


Piszę o szczerych uczuciach. O wartościach, które ludzie dziś zatracili. Piszę o tym, co chciałbym, żeby zmieniło się w naszym kraju. O tym, co chciałbym zmienić w swoim życiu.

Marzy mi się budowa gigantycznego kompleksu sportowo – muzycznego. Na jego terenie powstałyby wielka sala do występów, skatepark, a także muzeum poświęcone subkulturze hip hopowej. Ludzie mogliby zobaczyć jak to wszystko się zaczęło i w jakim kierunku zmierza.

Piszę o marzeniach. Piszę o nadziei. Piszę o sobie. Spojrzenie na rap w Polsce zmieniło się, aczkolwiek wciąż niektórzy postrzegają ludzi tworzących tę muzykę jako wykolejeńców losowych. Patrzą na nich, jakby robili coś złego. Wydaje się, że paradoksalnie to właśnie szczerość wyłaniająca się z ich tekstów, jest tego przyczyną. Ale również multum chamskiego rapu, w którym jest niezliczona ilość wulgaryzmów, a tematy krążą jedynie wokół narkotyków i alkoholu. A ja nikomu nie szkodzę. Idę przez życie swoim tempem, cicho i spokojnie. Spełniam po prostu swoje marzenia, realizuję się. To, co robię, daje mi satysfakcję. A jeśli komuś przeszkadza to, że chodzę w nieco luźniejszych ubraniach, to, że jestem szczery i opisuję co w Polsce mi się nie podoba, niech mnie zastrzeli. NAPRAWIĆ SYSTEM „Czasem mam wrażenie że to wszystko jest bez sensu, że każdy nowy tekst trafi do kredensu, lub trafi do szuflady, bo ja nie dam rady. Poddam się za szybko a szlag trafi marzenia, szlag trafi to wszystko czego może nie doceniam.” Marzy mi się budowa gigantycznego kompleksu sportowo – muzycznego. Na jego terenie powstałyby wielka sala do występów, skatepark, a także muzeum poświęcone

Pytam Piotrka, początkującym.

jakie

rady

dałby

Nie słuchajcie ludzi, którzy nie znają się na muzyce. Nie przejmujcie się drobnymi porażkami. Próbujcie w muzycznych programach. Żaden to obciach. Każda szansa się liczy. Wierzcie w swoje marzenia. Nie podoba mi się, że wielu młodych Polaków wyjechało za granicę w poszukiwaniu pracy. W naszym kraju nie widzą warunków do życia. Żeby przeżyć w Polsce, trzeba być silnym człowiekiem. Przez muzykę chciałbym zmienić szarą rzeczywistość. Naprawić system. *** Sączymy piwo w jednym z krakowskich pubów. Jednak zamiast Gargamela, na wprost mnie siedzi GRG. Nowe, udoskonalone wcielenie człowieka, który przeszedł długą drogę i wciąż prze na przód. W przeciągu tego czasu miał problemy z amfą, kłopoty finansowe, trudności ze znalezieniem pracy, zaliczył przeprowadzkę, zmienił mieszkanie na mniejsze i stracił dziewczynę. Poczynił przy tym ogromny progres. Stąd nowa ksywa. Ale to wciąż ten sam, zdeterminowany i wkręcony w rap facet, z którego oczu nadal emanuje chłopięca fascynacja i wiara, że marzenia się spełniają. Trzeba tylko umieć o nie zawalczyć.


JOANNA RATAJ NOTATKI Z TURCJI

Odkąd pamiętam, zawsze chciałam pomieszkiwać w różnych zakątkach świata. Przełomowe okazały się zeszłoroczne wakacje, kiedy udałam się na dwumiesięczny staż do tureckiej miejscowości Izmit. Pracowałam tam jako nauczycielka języka angielskiego i wychowawca grup przedszkolno-szkolnych. Oprócz wypełniania codziennych obowiązków znalazłam też czas na zwiedzenie kilku miejsc w Turcji oraz przeprowadzenie obserwacji społeczeństwa kraju stojącego w geograficznym rozkroku pomiędzy Europą a Azją. Oto kilka wybranych notatek przybliżających kulturę i naturę Turków i Turczynek. „Przewróciło się, niech leży, Allah jak zechce, podniesie”, czyli preferowany styl życia Turków Zawody. Jak zauważyłam, każdy z nich najchętniej byłby: sprzedawcą w sklepie (najlepiej z jedzeniem), kelnerem, pracownikiem lokanty z gastronomią albo kierowcą – obojętnie czego. Turcy kochają jeść i kochają jeździć samochodami, kiedy siedzą za kółkiem, są w swoim żywiole. Szaleją po dziurawych drogach, zbudowanych chyba na wzór piramid, uwielbiają używać klaksonu, aby się pozdrowić, zwrócić na siebie uwagę albo wyrazić swoje zdenerwowanie lub zainteresowanie. Ścigają się tak, jak kierowcy autobusów, którymi jechaliśmy do Safranbolu – w każdym autokarze po 35 TRANJNFJENJE

osób, godzina 23, a oni urządzają sobie zabawę, wyprzedzając się i trąbiąc na siebie, gdy któryś w danej chwili prowadzi w wyścigu. Środowisko, otoczenie, brak porządku, porozwalane drogi, walające się kartony, gruz, kostka brukowa, kawałki chodników lub elementy sprzętów domowych obok sklepików, stoisk i domów. Nikt nie zadaje sobie trudu, żeby to uporządkować, no bo po co? Dobrze jest, jak jest, nie trzeba niczego zmieniać. Prawdziwe życie toczy się na ulicy, już od wczesnych godzin porannych każdy chce się znaleźć bliżej innych ludzi, na świeżym, zakurzonym powietrzu. Każdy sklepikarz wystawia na zewnątrz swoje bogactwa, siada na krzesełeczku obok i, popijając czarną słodzoną herbatę, rozmawia z sąsiadami i przekonuje przechodniów do zostania jego klientami. To dlatego centrum miasta sprawia wrażenie takiego zatłoczonego i przesyconego kolorami, wzorami i zapachami. Ignorancja i zupełny brak społeczeństwa obywatelskiego. O cokolwiek związanego z życiem kulturalnym czy gospodarczych miasta nie zapytasz, jest jedna odpowiedź i niedowierzanie. Nigdy nikt nic nie wie! Naprawdę w naszym mieście, w którym żyjemy od 20 lat, jest aquapark? Naprawdę jest bezpłatny koncert Tarkana w Izmicie? Naprawdę istnieje autobus kursujący do tamtej czy owej dzielnicy spod mojego okna? Ochrona środowiska. A co to takiego? Spożywcze foliowe siatki rozmiaru torebki dają ci nawet przy zakupie spinki do włosów, odpadki ze śmietników wołają: posegreguj mnie! Dzieci z przedszkola po zjedzeniu cukierka wyrzucają papierki za płot albo prosto na ulicę, mimo wszędzie widocznych cgfvbhjnmfgvbhjnm


prowizorycznych napisów „Dbajmy o nasze otoczenie” oraz „Proszę nie rzucać śmieci na ziemię”. Dzieci i ich wychowanie. Można je określić jednym słowem: bezstresowe. Albo trzema: bezstresowe, ludzkie i naturalne. Dzieci każdego dnia uśmiechają się, cieszą, uwielbiają się przytulać, zagadywać i mówić ciepłe słowa, są uczuciowe i takie radosne od środka. Oczywiście też krzyczą, niektóre zapłaczą, a czasami im się oberwie od nauczycieli za zachowanie. Nie złoszczą się wtedy znacząco, a co mnie najbardziej zaskoczyło, przy porażkach czy przegranych grach, jak przy kręglach czy zwykłych zawodach komputerowych w czasie lekcji angielskiego,

Fot.1 W Turcji tradycja miesza się w nowoczesnością – obok grona zakrytych od stóp do głów nastolatek na tej samej ławeczce randkuje para młodych ludzi.


znacząco, a co mnie najbardziej zaskoczyło, przy porażkach czy przegranych grach, jak przy kręglach czy zwykłych zawodach komputerowych w czasie lekcji angielskiego, nie ma smutnych minek czy płaczu. Przyjmują to z życiową mądrością, nie przejmując się kompletnie. Znajdują za to przyjemność w jedzeniu słodyczy, których pochłaniają naprawdę mnóstwo. Cukier nie jest z UE, więc ceny słodkości są (zatrważająco ze względu na nadwagę) niskie. U dorosłych widać efekty metod wychowawczych w postaci totalnego braku stresu, żadnych europejskich spięć typu „Uuups, przepraszam! Tak bardzo nie chciałem”. Najlepszy przykład to zachowanie dyrektora podczas spotkania z nauczycielami. Piliśmy wszyscy herbatkę w tradycyjnych tureckich szklaneczkach, które mają metalowe podstawki. W pewnym momencie talerzyk od herbaty dyrektora przykleił się do szklanki i wydał głośny dźwięk upadając na stół. Niewzruszony dyrektor pociągnął łyk napoju, po czym zupełnie swobodnie rzucił pojedyncze „pardon” i kontynuował przemowę. Szalone zabawy nauczycieli przy stole z jedzeniem, słoiczkami z papryką chili i solniczką również zaskoczyły mnie swoją frywolnością i swobodą: spontanicznie zaczęli rzucać do siebie stojącymi na blacie szklanymi pojemniczkami, kompletnie nie przejmując się, gdy coś upadło. W końcu to takie śmieszne, a życie trzeba sobie urozmaicać, czyż nie?  Narodowe cechy charakteru. Wszyscy Turcy są bardzo pomocni i mili, wręcz bezproblemowi. Gdy weszłam do sklepiku ze starymi urządzeniami. chcąc kupić telefon. i próbowałam dogadać się ze sprzedawcą, on starał się jak mógł, żeby podana mu przeze mnie karta SIM

zadziałała w tej komórce. Nie zastanawiając się nad niczym, zamknął sklep, wyszedł ze mną do punktu obsługi i poprosił serwisanta, żeby sprawdził, co jest nie tak. Do tego dołożył nową baterię i ładowarkę oraz obniżył ostatecznie cenę do 20 lirów. Szukając polecanej przez znajomą Finkę herbatki o smaku kiwi, wstąpiłam, zgodnie z jej radami, do sklepiku z nargilami (fajkami wodnymi). Sklepikarz, niestety, nie posiadał tego smaku, więc zawołał od razu kolegę, aby popilnował mu sklepu, i obszedł ze mną po kolei wszystkie stoiska, pytając, kto ma tę herbatę w sprzedaży. „Kısmet, czyli przeznaczenie. Vakit, czyli czas” Doskonale dałoby się te dwa pojęcia w tureckim myśleniu zamknąć w powiedzeniu: „Ne olursa, olsun”. Co ma być, to będzie. To dlatego, mimo że Turek bardzo chce pojechać na stypendium Erasmus za granicę, odwiedzić Moskwę czy znaleźć lepszą pracę, nie mówi „Zrobię to”, tylko „Zobaczymy, wszystko zależy. Kısmet zadecyduje”. Jeśli coś ma się wydarzyć, to się wydarzy. Jest w tym sposobie myślenia pogodzenie się z losem i całkowite oddanie mu się, powierzenie swojej przyszłości. Przyszłość jest nieznana, przyszłość jest niewiadoma, chwile które mają znaczenie, właśnie spokojnie się toczą, płyną w nieokreślonym kierunku. To dlatego nigdy nie usłyszy się od Turka, zapytawszy o jego wiek, liczby liczonej rocznikowo. Co z tego, że za trzy dni ma urodziny, w chwili odpowiadania na pytanie jest młodszy o rok. Prawdziwy Turek nigdy nie wyprzedzi czasu. Z tego samego powodu rozkładów jazdy autobusów w Turcji nie szukajmy, bo i tak nie znajdziemy. Autobusy jeżdżą o której przyjadą, jeśli Allah pozwoli, ale jest ich tyle, że sznurki „ogórów” rozciągają się po całym mieście, nadając mu rytmiczny


bo i tak nie znajdziemy. Autobusy jeżdżą o której przyjadą, jeśli Allah pozwoli, ale jest ich tyle, że sznurki „ogórów” rozciągają się po całym mieście, nadając mu rytmiczny gwar.

Fot. 2 Autorka tekstu ze swoimi podopiecznymi z izbickiej szkoły letniej Bilgiküpü


„Tykanie zegara i chlupot fontanny – dźwięki pozwalające dojrzeć nasz wewnętrzny świat, nie tylko to, co doczesne. Czasomierz, rozkład jazdy – pośredniczy w drodze do Allaha a nie jest – jak na Zachodzie – narzędziem pomagającym nadążyć za światem.” Orhan Pamuk „Nowe życie”

Do tego wszystkiego dodać można również brak jakichkolwiek planów B. Takowe nie istnieją, po co coś z góry rozliczać, lepiej poczekać, aż samo się zrobi. Tak jak w przypadku szkolnego piątkowego pikniku, który nie odbył się, gdyż cały dzień intensywnie lało. A wydawało mi się, że tylko w Polsce pogoda zawsze wszystkich zaskakuje… Tytułowanie się. Szalenie ważne dla Turków, wpisane w gadatliwą naturę poszanowania drugiego człowieka. Zależnie od sytuacji do nieznanej kobiety można powiedzieć Bayan lub Hanim (tur.‘kobieta, pani’), do starszej Teyze (tur.‘ciotka’), do starszej od siebie, znanej Abla(tur.‘starsza siostra’), natomiast do mężczyzny Hoca lubBey (tur.‘pan’), a gdy jest starszy wiekiem – Amca (tur. ‘wujek’) lub Abi (tur.‘starszy brat, znajomy’). Podobnie zwroty grzecznościowe mające na celu zainicjowanie rozmowy, otworzenie ust w celu zagajenia, uprzejmego zainteresowania się i poznania. W języku tureckim istnieje miliard sposobów na powiedzenie tego samego: „dzień dobry”,

„witajcie”, „cześć”, „jak się masz?”, „co słychać?”, „jak leci?”, „czuj się pozdrowiony”, „miło spotkać”, „dobrze, że przyszedłeś”, „dziękuję”, „dzięki”, krótkie „dziękuję”, długie „dziękuję”. W tym prościutkim sposobie jest metoda: powtarzanie po kilkanaście razy dziennie „mam się dobrze, wszystko świetnie” kieruje psychikę na pozytywne myślenie, a wraz z wypowiadanymi na głos słowami zaklina się rzeczywistość. Dlatego nikt nawet nie wpadnie na to, by zejść z drogi i pomyśleć innymi, pesymistycznymi torami. Nieustanny kontakt ze słońcem dodatkowo sprzyja afirmacji i pozytywnym schematom postrzegania świata. My, Polacy-Ponuracy, uczmy się radości życia od Turków ;)

JOANNA RATAJ – studentka turkologii oraz kulturoznawstwa na UJ. Pasjonatka szeroko pojętej różnorodności kulturowej, języków obcych oraz podróży małych i dużych. Lubi zieloną herbatę, truskawki i książki.


6 kwietnia odbyły się jawne obrady jury i już wiemy, kto został laureatem konkursu fotograficznego IKON 2012/2013, czyje prace zawisną na wystawie w Galerii 3 Okna, które z nich zostaną opublikowane w albumie pokonkursowym oraz kto dostanie wyróżnienie od Fundacji Babel Images! Tego wszystkiego dowiemy się na wernisażu wystawy, który odbędzie się:

oficjalnym

28 kwietnia 2013 roku o godzinie 19.00 w Galerii 3 Okna (Artefakt Cafe, ul. Dajwór 3). Do zobaczenia!

STRONA WWW: www.konkurs-ikon.blogspot.com FACEBOOK: www.facebook.com/konkurs.ikon LINK DO WYDARZENIA: www.facebook.com/events/372980882796729


A TY ODWIEDZIŁEŚ NAS JUŻ NA FACEBOOKU?


WYJĄTKOWY WIECZÓR W PIWNICY POD BARANAMI

Znane przeboje wielkich polskich artystek zabrzmiały w Piwnicy pod Baranami. Występujące na scenie studentki naszego Wydziału i towarzyszący im pianista zaczarowali obecną publiczność i przypomnieli słynne i lubiane piosenki. 24 marca w Piwnicy pod Baranami odbył się koncert zatytułowany Wielkie damy polskiej piosenki. Studentki Wydziału Polonistyki – Regina Bogacz, Anna Jankowska, Halina Stawarz, Karolina Mytkowska i Agnieszka Dybaś – wykonały utwory z repertuaru m.in. Anny Jantar, Hanny Banaszak, Grażyny Łobaszewskiej i Ewa Demarczyk. Przy fortepianie towarzyszył im Janusz Wierzgacz. Odmienne głosy wokalistek oraz ich interpretacje znanych piosenek oczarowały przybyłą publiczność. Magia Piwnicy pod Baranami i dźwięki muzyki zrobiły swoje… W tle uśmiech Piotra Skrzyneckiego Piwnica pod Baranami obrosła w legendę. To historyczna już krakowska grupa artystyczna, z którą związanych było wielu wybitnych artystów. Atmosfera tego wyjątkowego miejsca udzieliła się chyba wszystkim, zarówno występującym, jak i słuchającym. Towarzyszył im roześmiany Piotr Skrzynecki, którego zdjęcie znajdowało się w tle. Podczas trwającego niecałą godzinę koncertu publiczność usłyszała 11 utworów, m.in. Czas nas uczy pogody Grażyny Łobaszewskiej, Groszki i róże Ewy Demarczyk, Na pierwszy znak Hanny Ordonówny czy Modlitwę o miłość prawdziwą Krystyny Prońko. Zwieńczeniem wieczoru było wspólne wykonanie przez wszystkie wokalistki piosenki z repertuaru Anny Jantar Radość najpiękniejszych lat. I rzeczywiście – radości nie było końca… Uśmiech gościł na twarzach zarówno

prawdziwą Krystyny Prońko. Zwieńczeniem wieczoru było wspólne wykonanie przez wszystkie wokalistki piosenki z repertuaru Anny Jantar Radość najpiękniejszych lat. I rzeczywiście – radości nie było końca… Uśmiech gościł na twarzach zarówno występujących, jak i przybyłych gości. Publiczność oklaskami domagała się bisu. I tak też się stało. Studentki i pianista po raz kolejny pojawili się na scenie. Po koncercie można było usłyszeć wiele ciepłych i miłych słów, które padały w kierunku organizatorów. Wiele osób chwaliło wspaniałą organizację oraz ciepłą, rodzinną atmosferę, która panowała w Piwnicy. Z miłości do polskiej muzyki Pomysłodawczynią i organizatorką wydarzenia z ramienia Wydziałowej Rady Samorządu Studentów była Agnieszka Dybaś. Pomysł koncertu zrodził się z miłości do muzyki. Wieczór spędzony w Piwnicy pod Baranami miał na celu przypomnienie znanych i lubianych utworów wielkich artystek, które na stałe zapisały się w historii polskiej muzyki. Cel został osiągnięty. A być może za rok odbędzie się kolejny koncert…

Więcej zdjęć zobaczysz tutaj: https://www.facebook.com/Samorzad. Polonistyki?ref=hl

awień z całego kraju, opartych na tekstach klasycznych (w tym roku świetne realizacje Szekspira), ale i nowych, podejmujących nierzadko kontrowersyjne tematy. Dziewięć dni


DRUGIE ŻYCIE KSIĄŻKI W GOŁĘBNIKU

Za nami druga w tym roku wymiana książek, zorganizowana w Gołębniku (Wydział Polonistyki UJ) w ramach akcji Drugie Życie Książki. Akcja trwała 20 marca 2013 od godziny 10.00 do 20.00. Jak zwykle nie zawiedli uczestnicy – tłumnie stawili się nie tylko studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale także z innych uczelni, uczniowie liceów oraz –

co szczególnie cieszy – mieszkańcy Krakowa i turyści. Nowego właściciela znalazło ponad 300 książek. Na następną wymianę zapraszamy 15 maja!

Czytajcie nas na bieżąco: http://www.facebook.com/events/2 92534490851526/?fref=ts


AGNIESZKA DYBAŚ PKS FESTIWAL PO RAZ DZIESIĄTY

Kolejna edycja Przeglądu Kapel Studenckich przeszła do historii. Podczas trzech dni trwania imprezy odwiedzający Klub Rotunda posłuchać mogli kilku dobrych i ciekawych zespołów, z których każdy zaprezentował coś innego. W niedzielę wieczorem ogłoszono wyniki. Jury, w którego skład wchodzili m.in. z Piotr Maślanka oraz dziennikarz radiowy Rafał Żagiel, zdecydowało o przyznaniu Nagrody Głównej metalowemu zespołowi Inverted Mind. Tworzy go zaledwie trzech chłopaków. Jak jednak się okazuje, nie liczba muzyków świadczy o poziomie kapeli. Zwycięzcy otrzymali pamiątkową statuetkę. Ale to oczywiście nie wszystko. Wygrana oznacza także możliwość dwutygodniowej współpracy ze studiem nagraniowym Katofonia. Krakowscy fani zespołu będą mieli szansę zobaczyć go podczas tegorocznych Juwenaliów. Niespodziankę nagrodzonym chłopakom sprawiła członkini jury Ilona Wronkowska, która jako manager słynnej warszawskiej Stodoły zaprosiła ich do zagrania w klubie. Dla zespołu Inverted Mind zwycięstwo w Festiwalu stwarza warunki do rozwoju i zaprezentowania się szerszej publiczności. Do finału przeszło siedem zespołów, m.in. Dżindżer Projekt, Duch, Black Jack, czy Tape Reels. W dwóch pierwszych występują studentki naszego Wydziału. Jury przyznało nie tylko pierwsze miejsce. Niespodziewanie wyróżniono także Studium Instrumentów

pierwsze miejsce. Niespodziewanie wyróżniono także Studium Instrumentów Muzycznych. Liczna grupa muzyków została zaproszona ponownie do Krakowa. Wystąpi ona w Klubie Rotunda podczas cyklu koncertów Złota Karrota. Również widzowie wybrali swojego faworyta. Nagroda Publiczności powędrowała do zespołu Duch. Po ogłoszeniu wyników dwaj laureaci Festiwalu zaprezentowali się na scenie. Całość imprezy zamknął koncert Kapeli ze Wsi Warszawa. W ciągu dwóch poprzednich dni także można było posłuchać gwiazd. W piątek bawiono się przy muzyce Power of Trinity. W sobotę zaś zagrały dwa zespoły: KaCeZet & Fundamenty oraz słowacka grupa Polemic. PKS – czyli Przegląd Kapel Studenckich – powstał w 2003 roku. Od tego momentu rozwijał się intensywnie. Obecnie jest już projektem międzynarodowym. Organizatorzy kierują swoją ofertę do kapel studenckich. Za cel stawiają sobie wspieranie i promocję twórczości młodych zespołów, którym udział w tego typu imprezie może pomóc zaprezentować swoją twórczość. PKS chyba już na stałe wpisał się w kalendarz studenckich i krakowskich wydarzeń kulturalnych i muzycznych. Już za rok kolejna edycja, a wraz z nią na pewno ciekawe i ambitne zespoły oraz koncerty. www.pksfestival.com


MARTYNA DZIUBAŁTOWSKA WASZEJ PAMIĘCI, ŻOŁNIERZE WYKLĘCI

Na początku marca tego roku mieszkańcy Małopolski mogli uczestniczyć w obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, przygotowanych przez krakowski oddział stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej. Organizacja działająca w sześciu miastach Polski skupia studentów i absolwentów, którzy chcą pracować dla swojej Ojczyzny. Poza włączaniem się w bieżące życie publiczne, młodzi upominają się także o pamięć historyczną, czego przykładem był projekt „Waszej Pamięci, Żołnierze Wyklęci”.

„Bądź wierny. Idź!”

O wszystkich wydarzeniach zorganizowanych w ramach projektu „Waszej Pamięci, Żołnierze Wyklęci” można przeczytać na stronie internetowej www.studencidlarp.pl oraz na fanpage’u stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej na Facebooku. Jednocześnie zachęcamy do zapoznania się z innymi inicjatywami organizacji. Linki: Facebook – STUDENCI DLA RP www.studencidlarp.pl

Rok 1945 zamiast upragnionej wolności przyniósł Polsce nową okupację. Żołnierze podziemia niepodległościowego wystąpili przeciw niej, organizując antysowieckie powstanie. „Musimy przygotować się i przystąpić do walki w odmiennej, nowej formie, o niezmienne, podstawowe cele, o pełną suwerenność, rzeczywistą demokrację w duchu zachodnioeuropejskim” – tak pisali w dokumencie programowym żołnierze wstępujący do zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Za stawiany opór bestialsko mordowani, potajemnie chowani, opluwani, mieli zostać wyklęci ze zbiorowej pamięci Polaków. Tak fałszowana legenda przetrwała długie lata PRL-u a także…wolnej Polski. W 2011 roku Sejm RP podjął uchwałę o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W tym roku po raz trzeci, pierwszego marca w dzień rozstrzelania dowódców IV komendy WiN-u, przeżywaliśmy święto naszych narodowych bohaterów.

pierwsze miejsce. Niespodziewanie wyróżniono także Studium Instrumentów


Bo wiemy, że to słuszne! Tego dnia z samego rana do jednej z obecnych na krakowskim rynku organizatorek obchodów święta ku czci Żołnierzy Wyklętych podbiegły trzy gimnazjalistki z kolorowymi wlepkami, na których widniała uśmiechnięta twarz i napis „smile”. „Wie pani, że dzisiaj jest dzień uśmiechu? Wyszliśmy ze szkoły z całą klasą i namawiamy ludzi, żeby się uśmiechali.” – zagadały. Gdy usłyszały pytanie o Żołnierzy Wyklętych, milczały, spoglądając na siebie z zakłopotaniem. Nigdy wcześniej nie słyszały tego określenia, nie wiedziały nic o przypadającym pierwszego marca święcie narodowym. Kilka godzin później, wczesnym wieczorem, przez Stare Miasto przechodził pochód pamięci. Na skrzyżowaniu Szewskiej i Jagiellońskiej stał wsparty na kulach mężczyzna w podeszłym wieku. Miał na sobie mundur żołnierski, jego ramię opinała opaska AK. Salutował mijającemu go białoczerwonemu tłumowi, a po jego policzkach płynęły łzy. Te dwie sytuacje, dwa obrazy mówią wszystko o sensie realizacji projektu „Waszej Pamięci, Żołnierze Wyklęci”. Organizatorom zależało po pierwsze na tym, by upamiętnić heroiczną postawę walczących o prawdziwie wolną Polskę. Upamiętnić tych, którzy w starciu nierównych sił polegli, ale także tych, którzy ocaleli i przez całe swoje życie znosili wykluczenie, uciski i szykanowanie. Po drugie, projekt był sposobem na zainteresowanie młodych (i nie tylko) ludzi losami naszych narodowych bohaterów, próbą dowiedzenia, że w świecie upadku wartości i kryzysu moralności można odnaleźć prawdziwe, pewne i niezachwiane autorytety. Temat Żołnierzy Wyklętych rzadko pojawia się na lekcjach historii w szkole, a w potocznym odbiorze bywa nieprawidłowo rozumiany bądź jest zupełnie pomijany. Dla organizatorów ważne było to, by Polacy zaczęli łączyć dzień pierwszy zbiorowej pamięci.

marca ze świętem bohaterów podziemia antykomunistycznego, by wreszcie ci żołnierze przestali być wyklętymi z naszej zbiorowej pamięci. Tydzień pamięci o Żołnierzach Wyklętych w Krakowie W ramach projektu „Waszej Pamięci, Żołnierze Wyklęci” odbyły się sesje naukowe i spotkania poświęcone Żołnierzom Wyklętym, koncerty patriotyczne, pokazy filmów, biało-czerwony Marsz Pamięci oraz uroczystości pod pomnikami bohaterów w Parku im. Henryka Jordana. Żywe zainteresowanie wydarzeniami świadczy o tym, że Polacy sami poszukują okazji do słuchania o bohaterskich żołnierzach, że chcą oddać im cześć. Wszystkie te wydarzenia przyciągnęły – i nie będzie to powiedziane przesadnie – tłumy zainteresowanych. Na spotkaniu poświęconemu historii legendarnego żołnierza z Podhala, Józefa Kurasia „Ognia”, liczba chętnych słuchaczy zdecydowanie przekroczyła możliwości Sali Wystawowej Auditorium Maximum. Część z gości słuchała rozmowy, stojąc na korytarzu. Pierwszego marca w Marszu Pamięci wzięło udział ponad tysiąc osób, które z dumą niosły biało-czerwone flagi albo portrety Wyklętych. Nie zostały użyte żadne symbole polityczne czy znaki poszczególnych organizacji, skandowane były wyłącznie patriotyczne hasła na cześć Żołnierzy Wyklętych. Ideą marszu było wzniesienie się ponad różnego rodzaju podziały i połączenie w duchu narodowej jedności. Organizatorzy, chcąc dotrzeć do jak największej liczby osób a zarazem uatrakcyjnić sposób przekazu informacji, ustawili na Rynku Głównym telebim, na którym pierwszego marca wyświetlane były filmy prezentujące sylwetki dowódców IV komendy WiN-u. Przez cały dzień przechodnie mogli otrzymać ulotki informacyjne a także przyglądać się powstającemu patriotycznemu graffiti.


AGA WESOŁOWSKA OKO NA BAŁKANY

Jeśli ktoś zastanawiał się, czy jest co robić w Krakowie w przerwie międzysemestralnej, to Fundacja Cinemania mogła mu zapewnić tydzień rozrywki i doznań filmowych na wysokim poziomie. W dniach 15-21 lutego w kinie KIKA na Podgórzu odbyła się bowiem krakowska odsłona przeglądu „Oko na Bałkany”. To pierwsza edycja cyklu, który ma przybliżać widzom najnowszą kinematografię poszczególnych krajów półwyspu bałkańskiego, poświęcona Serbii. Impreza miała swoją inaugurację w styczniu w Warszawie, a jednym z wydarzeń towarzyszących był koncert uznanego serbskiego zespołu Veliki Prezir. Następnie „Oko” rozpoczęło tournée po Polsce, zaglądając także do Krakowa. Inicjatywa spotyka się w kolejnych miastach z ciepłym przyjęciem, nie inaczej było także w kinie KIKA. Trudno się dziwić, tematyka okołobałkańska nie jest przecież polskiemu odbiorcy kultury obca, można wręcz powiedzieć, że zainteresowanie kulturą tego regionu systematycznie wzrasta. Na przegląd zdecydowanie warto było się wybrać, kto jednak tę edycję przegapił, tego zachęcam do śledzenia informacji o przyszłych, które dotyczyć już będą innych krajów. Ta odsłona pozwoliła nie tylko powierzchownie zapoznać się z nowym kinem serbskim, ale także (a może przede wszystkim) spojrzeć na Serbów ich własnymi oczami. Wybór filmów był niezwykle różnorodny – od dużych, mainstreamowych produkcji, do eksperymentalnego kina niskobudżetowego. Od prac poruszających ważne z punktu widzenia społeczeństwa i człowieka kwestie, do tych lekkich i nieproblematycznych w odbiorze. Widz mógł wybierać spośród produkcji krótkoi długometrażowych, dramatów, dokumentów i komedii. Najlepiej było wybrać, ale się i to na wszystko. Dopiero wtedy można zyskać szerszy kina serbskiego. Oczywiście niektóre z filmów były ciężkie w odbiorze, jak chociażby postapokaliptyczny

dramatów, dokumentów i komedii. Najlepiej było wybrać, ale się i to na wszystko. Dopiero wtedy można zyskać szerszy kina serbskiego. Oczywiście niektóre z filmów były ciężkie w odbiorze, jak chociażby postapokaliptyczny dramat „Areneum” (ale i on zwraca uwagę niezwykle klimatyczną ścieżką dźwiękową). Inne znowuż rozśmieszały do łez, jak niespełna półgodzinny „Yugo”, opowiadający historię kultowego, jugosłowiańskiego samochodu. Ogółem z całej mieszanki pokazywanych w ramach przeglądu filmów wyłania się interesujący obraz współczesnej serbskiej kinematografii, która podejmuje próbę uchwycenia w kadrze dynamicznie zmieniającego się kraju i jego obywateli. Problemy, z którymi mierzą się ekranowi Serbowie nie są jednak jednostkowe, pytania natury egzystencjalnej, czy uczuciowej, które sobie zadają, nie różnią się właściwie od pytań ludzi należących do innych, niekiedy bardziej stabilnych społeczeństw. To sprawia, że niekiedy próba ukazania dzisiejszego Belgradu staje się próbą uchwycenia kondycji dynamicznej współczesności. Przy tym widać odwagę serbskich twórców w doborze środków filmowego przekazu. Przegląd był właściwie jedyną okazją obejrzenia większości tych filmów na dużym ekranie. Nie jest to bowiem kino popularne, sprzedawalne. I to tyczy się nie tylko produkcji serbskich, ogromna część nieanglojęzycznego kina europejskiego pozostaje niszowa. Tym bardziej warto korzystać z takich okazji i wybrać się na następne edycje, które mają być poświęcone już innym krajom półwyspu bałkańskiego. A absencję na lutowym „Oku na Bałkany” będzie można niedługo trochę nadrobić. W połowie kwietnia bowiem na ekrany kin studyjnych wchodzi „Śmierć człowieka na Bałkanach” – czarna komedia, jedna z najlepszych ostatnich lat, która rozpoczynała krakowską edycję przeglądu i została świetnie przez widzów przyjęta. W oczekiwaniu, warto pochylić się nad bałkańską kinematografią. A serbskie kino nie kończy się na Kusturicy, ono tam się dopiero zaczyna.


OFF PLUS KAMERA – FESTIWAL KINA NIEZALEŻNEGO 12 – 24.04.2013 www.offpluscamera.com

DRUGIE ŻYCIE KSIĄŻKI W GOŁĘBNIKU Kolejne edycje odbędą się: 15 maja 2013 16 października 2013 11 grudnia 2013 www.drugiezycieksiazki.pl

KRAKOWSKI FESTIWAL FILMOWY 26.05 – 02.06.2013 www.krakowfilmfestival.pl/pl/


PATRYCJA WRÓBEL

Aparatka z głową w chmurach. Robi to, co kocha studiuje teatrologię, fotografuje, pływa, czasem pojawia się na scenie. W życiu kieruje się emocjami i sercem, nie myśli racjonalnie. Odnajduje się w tzw. "artystycznym nieładzie”. Fotografia skradła jej serce ponieważ dzięki niej może spojrzeć na świat głębiej i szerzej, uczynić go lepszym lub po prostu odzwierciedlić rzeczywistość. Ważne są dla niej historie, które towarzyszą każdorazowemu aktowi stwarzania kadru i które nigdy nie są takie same.

Więcej zdjęć Patrycji znajdziesz tutaj: http://fototime.blox.pl/html http://www.clueonline.pl/tag/fot-patrycja-wrobel/ https://www.facebook.com/pages/Fotografia-PWr%C3%B3bel/447296408680549


CHCESZ ZADEBIUTOWAĆ W MAGAZYNIE KULTURALNYM STUDENTÓW WYDZIAŁU POLONISTYKI UJ? PISZESZ? FOTOGRAFUJESZ? LUBISZ ROZMAWIAĆ Z LUDŹMI? TRWA NABÓR TEKSTÓW DO CZERWCOWEGO NUMERU! NAPISZ: GOLEBNIK57@GMAIL.COM


szef: Agnieszka Dybaś redakcja: Agnieszka Wesołowska korekta: Marta Błaszkowska skład | grafika: Kamila Boruc promocja: Aleksandra Skórzak

siedziba: ul. Gołębia 14, sala 57 kontakt: golebnik57@gmail.com facebook: www.facebook.com/golebnik czytaj online: www.issuu.com/golebnik57



GOŁĘBNIK #3 KWIECIEŃ 2013