Page 42

podobnie jak brak światła. Miał wrażenie, że gdzieś w cieniu czyha na niego niebezpieczeństwo; mrok go przytłaczał, zagrażał mu. Już dawno temu doszedł do wniosku, że nigdy nie będzie umiał spędzać weekendów w letnich domkach gdzieś w środku lasu, co było ulubionym zajęciem jego szwedzkich kolegów. Już na samą myśl, że miałby zamienić miasto na bez​lud​ny las, za​czy​nał źle się czuć. Shahram dochodził właśnie do Frescativägen, kiedy nagle z krzaków po prawej stronie dobiegł go jakiś szelest. Nie przejął się nim i poszedł dalej. „Pewnie jakiś ptak albo małe zwierzę” – pomyślał. I w tym momencie jego głowa eksplodowała. Usłyszał jeszcze głośny huk, a po​tem ja​kaś po​tęż​na, nie​zna​na mu siła rzu​ci​ła go na zie​mię. Wiele lat później próbował opisać dokładniej to, co wtedy czuł. Nawet nie pomyślał, że ktoś mógłby do niego strzelać. Był przekonany, że trafił go kamień. Ale siła, która rzuciła go na zie​mię, nie pusz​cza​ła. Pró​bo​w ał wstać, ale nie był w sta​nie. W jego głowie pojawiły się sceny z hollywoodzkich filmów, w których czarni są nękani przez białych. W ogóle kolorowi, Azjaci. Kolejne sceny przewijały się w jego głowie. Zbierający bawełnę niewolnicy w Missisipi w ogniu, płonące domy w Przeminęło z wiatrem, mężczyźni w bia​łych pe​le​ry​nach w Ko​lo​rze pur​pu​ry. – To było bardzo dziwne – mówił. – Nie miałem pojęcia, że padłem ofiarą rasistowskiej na​pa​ści, a jed​nak w mo​jej gło​w ie po​ja​w ia​ły się wła​śnie tego ro​dza​ju ob​ra​zy. Shahram nie wie, jak długo leżał na ścieżce. Nie wie też, czy stracił wtedy przytomność, czy nie. Jego pierwsze wspomnienie to twarz pochylonego nad nim młodego studenta. Pamięta też, jak nadjechała karetka na sygnale i ratownicy położyli go na noszach. A także jak dostał napadu kaszlu, tak ciężkiego, że miał wrażenie, że się dusi. Nie chciał być niegrzeczny, więc zasłonił usta. Kiedy otworzył dłoń, zobaczył duże ilości flegmy wymieszanej z krwią. I z ka​w ał​ka​mi me​ta​lu. – Co to jest?– spy​tał prze​stra​szo​ny, wy​plu​w a​jąc ko​lej​ne ka​w ał​ki me​ta​lu. – Proszę się nie niepokoić. To pańskie plomby, resztki amalgamatu – uspokajał go sa​ni​ta​riusz w ka​ret​ce. Dopiero wiele godzin później, kiedy lekarze na pogotowiu powiedzieli mu, co się wydarzyło, Shahram zdał sobie sprawę z tego, że został postrzelony. Kula weszła przez prawy policzek, trafiła w ząb mądrości i zmiażdżyła go. Personel karetki był przekonany, że Shahram pluje amal​ga​ma​tem, a to były ka​w ał​ki po​ci​sku. Miał niewiarygodne szczęście. Gdyby kula trafiła kilka milimetrów obok, naj​praw​do​po​dob​niej już by nie żył. Kie​dy w koń​cu po​jął, co mu się przy​tra​fi​ło, jego pierw​sze py​ta​nie brzmia​ło: – Kto do mnie strzelał? Nie mam wrogów. Nie znam nikogo w Sztokholmie. Jestem zwykłym stu​den​tem pierw​sze​go roku an​tro​po​lo​gii. Dla​cze​go ktoś miał​by do mnie strze​lać?

Mężczyzna z laserem historia szwedzkiej nienawiści  

Pod koniec roku 1991 na ulicach Sztokholmu pojawił się zabójca — mężczyzna uzbrojony w karabin z laserowym celownikiem. Aż jedenaście razy p...

Advertisement