Page 1

LIBERTA numer 22

maj 2012

Pismo uczniów Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Sióstr Urszulanek SJK w Pniewach

Arbiter elegantiarum

~ Mistrz dobrego smaku

W numerze: 

FELIETONY

 AKTUALNOŚCI  POEZJA  POLEMIKA 


Wstępniak

Spis treści

Witajcie drodzy Czytelnicy!

Idealne połączenie .................................... 3 Smaki życia ...............................................4 Majstyr dobry smaki ................................. 5 Kto połyka słodkie słówka... . .................... 5 Mistrz sam w sobie....................................6 Polemika... ............................................. 7-9 Nie taki diabeł straszny jak go malują .......9 Konstytucja 3 maja ................................. 10 Patriota do potęgi trzeciej ...................... 11 15 czerwca .............................................. 12 Międzykontynentalne brzmienie ............ 13 Do kina? .................................................. 13 „Drive”, czyli ... ....................................... 14 Cudze chwalicie... – Gdynia Film Festival . 15 Wybierasz? ............................................. 16 Salve! Come stai? .................................... 16 Poezja ..................................................... 17 W 80 dni po greckiej kuchni .................... 18 Zdeterminowana brakiem prądu ............ 19 Felieton z „brzuszkiem” .......................... 20 Redaktor naczelna: Zuza Stoińska Redakcj@ Mateusz Herrmann, Celina Jerzyńska, Julia Jęch, Tomek Kolanoś, Żaneta Kurowska, Zosia Ochla, Maciej Stępniak, Zuza Stoińska, gościnnie Kuba Majchrzak, Marika Targowska Nauczyciele: p. Ewa Genge-Korpik, p. Krzysztof Puk, s. Danuta Sakowicz Opieka merytoryczna: s. Bogusława Belok Skład: p. Kamil Kiereta Projekt okładki: Anna Erdman Wydawca: Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych Sióstr Urszulanek SJK w Pniewach 2

LIBERTA

maj 2012

Salutuje Wam nowa redaktor naczelna „Liberty”! Za oknami coraz piękniej – jaśniej, cieplej, słoneczniej – niewątpliwy znak, że lato zbliża się do nas wielkimi krokami. Tymczasem Wy trzymacie w rękach nowiutką, świeżuteńką „Libertę”. Mam nadzieję, że ten numer szkolnej gazetki przypadnie Wam do gustu – liczę na to tym bardziej, że jest to pierwsze wydanie wychodzące spod mojej ręki. Życzę miłej lektury! Jeśli już jesteśmy przy nowościach, pragnę wszystkich poinformować, że nowym opiekunem „Liberty” została siostra Bogusława (z którą – tak na marginesie – świetnie mi się współpracuje). Do redakcji zawitały również nowe twarze – albo raczej świeże pióra! Mam nadzieję, że przyjmiecie ich cieplutko, a ich teksty będziecie czytać z uśmiechem na twarzy. Nowicjuszom z kolei życzę jak największej satysfakcji z widoku własnych, opublikowanych(!) prac. Miętolony przez Was egzemplarz „Liberty” został stworzony pod hasłem: „Arbiter elegantiarum”, czyli „po polskiemu” – „Mistrz dobrego smaku”. Na samym początku coś dla łakomczuchów, czyli artykuł tytułowy – „Idealne połączenie”. Dalej, felietony, felietony – sentymentalne, refleksyjne, melancholijne, gwarowe(!). W tym numerze także zakończenie wstrząsającej walki, która poruszała społeczność szkolną przez calutki rok, zderzenie damsko-męskich poglądów, czyli POLEMIKA! – już ostatnia. Nie zabraknie też komentarza do aktualnych wydarzeń. Jakich? Przeczytajcie sami. Następnie czeka Was spotkanie z kulturą – tam jak zwykle teksty z wyższej półki. Dalej coś dla poliglotów, i jeszcze dalej – nasza własna, unikalna poezja. Na samym końcu – teksty nie na temat, czyli „Z innej beczki” oraz „Felieton z brzuszkiem”. Ten ostatni wyszedł z małym opóźnieniem, ale ogromnie się cieszę, że w ogóle ujrzał światło dzienne. Tak więc widzicie – dla każdego coś miłego! Muszę już kończyć, ale jeszcze dodam coś BARDZO WAŻNEGO: Zachęcam wszystkich zainteresowanych do wstąpienia w szeregi redakcji „Liberty”. Jednocześnie zapewniam, że nie gryzę (pomimo tego, że jestem trochę wredna), więc można ze mną spokojnie porozmawiać na temat ewentualnego przystąpienia do zespołu. Nie twierdzę, że praca w gazetce jest sielanką, bo rzeczywiście – trudno jest się „spiąć” i zrobić coś dodatkowego, gdy na głowie pełno obowiązkowej nauki. Jednak satysfakcja z trudnej, pełnej potu i krwi, wyczerpującej pracy, jest nie do opisania. Teraz już się naprawdę żegnam. Jeszcze raz życzę miłej lektury oraz wielu sił i wytrwałości w walce o oceny, bo termin wystawienia not tuż tuż. Uśmiech! Zuza Stoińska – redaktor naczelna


Felieton

Id e a l n e p o łą c z e n ie

Fot. Internet

CO

LUDZIOM SPRAWIA NAJWIĘKSZĄ PRZYJEMNOŚĆ? WEDŁUG BRYTYJSKICH BADAŃ NAJPRZYJEMNIEJSZY JEST ŚMIECH. NA NASTĘPNYCH MIEJSCACH UPLASOWAŁO SIĘ SPOTKANIE Z PRZYJACIÓŁMI I PRZYTULANIE. KOLEJNE LOKATY TO UCZUCIE CIEPŁA PROMIENI SŁOŃCA NA TWARZY, CZYTANIE DOBREJ KSIĄŻKI I SEN W ŚWIEŻO WYPRANEJ POŚCIELI. WŚRÓD RZECZY, KTÓRE DAJĄ SZCZĘŚCIE, ZNALAZŁO SIĘ RÓWNIEŻ PODZIWIANIE ZACHODU SŁOŃCA, WSPOMNIENIA PODCZAS PRZEGLĄDANIA STARYCH FOTOGRAFII I ZAPACH SKOSZONEJ TRAWY. JEDNAK JEST JESZCZE POŁĄCZENIE, KTÓREGO NIE MOŻE ZABRAKNĄĆ NA POWYŻSZEJ LIŚCIE. CZEKOLADA I KAWA. KAWA I CZEKOLADA.

Zaryzykuję stwierdzenie, że czekoladę lubią wszyscy – gorzką, mleczną, białą, z orzechami, owocową, toffi, firmy tej czy tamtej. Krótki opis? Źródło energii, witamin, pierwiastków niezbędnych dla naszego organizmu, niebiański smak. Z tym niebiańskim smakiem wiążą się ciekawostki, o których nie każdy wie. Czekoladzie nie sposób się nie oprzeć – rozbudza naszą pokusę dzięki zawartości alkaloidów. Ma miano afrodyzjaku ze względu na obecność fenylotalminy, bo właśnie ta substancja jest wytwarzana w mózgu osoby zakochanej. Ta substancja daje uczucia odprężenia, szczęścia, aż do euforii. Ma więc działanie przeciwdepresyjne, przeciwstresowe, zmniejsza też podatność na choroby układu nerwowego, np. schizofrenię. Zwiększa poziom endorfiny i serotoniny w mózgu, co pobudza ludzki organizm. Jest obowiązkowym dodatkiem w małej kieszonce żołnierza, astronauty czy alpinisty, ponieważ jest wysokoenergetyczna. Nie bez powodu więc w trzeciej części Harrego Pottera profesor Lupin częstuje osłabionego Harrego czekoladą. Czekolada jest bogata w minerały – głównie magnez i wapń, także miedź, żelazo – mikroelement, wspomagający produkcję czerwonych krwinek, odpowiedzialnych za „dotlenianie” naszego organizmu. Zawiera też bukiet witamin oraz tłuszcz roślinny, eliminujący zły cholesterol. Kolejnym składnikiem jest teobromina, wspomagająca pracę nerek oraz flawonoidy, zwiększające odporność na infekcje. Czekolada = „napój bogów” – bo to właśnie oznacza łacińska nazwa drzewa kakaowego „theobroma cacao”. Ale dość już o zawartości i działaniu, ważne są doznania i słodka niespodzianka, która pojawia się z każdym sięgnięciem po kostkę czekolady. Zresztą nie tylko kostkę czekolady, bo kakaowy smak znajdziemy też w ciastkach, cukierkach, batonikach, bombonierkach itp. Powiedzmy, że dostajemy pudełko pełne małych, kolorowych pastylek. Czyż nie jest to wspaniałe uczucie segregować cukierki według barw, a potem kolejno je jeść? Albo tworzyć kolorowe szlaczki i figury? Najbardziej rozczarowujące uczucie? Sięgać po kostkę czekolady i następną, i następną, i… koniec! Z tabliczki zostają same okruszki – to się nazywa zawód. Kawę lubią wszyscy. Dobra, przesadziłam – niektórzy. Ma niezwykły aromat, który jednych przyciąga jak magnes, drugich odpycha. Jest jedną z najpopularniejszych używek na świecie. Pobudza, orzeźwia, zwiększa sprawność myślenia i przyspiesza przemianę materii. Zawiera przeciwutleniacze (słowo to jest ostatnio bardzo modne, jednak nie wszyscy wiedzą, czym one są), które wspierają naturalne mechanizmy obronne komórek człowieka. Niestety, kawa może być szkodliwa dla zdrowia. Zawarta w kawie kofeina blokuje wchłanianie niektórych witamin i minerałów, np. wapnia, żelaza czy magnezu. Patrząc z punktu ekonomisty, kawa jest jednym z podstawowych artykułów spożywczych i najważniejszych towarów handlowych na świecie. Dowód? Co roku ludność całego świata pije około 400 miliardów filiżanek kawy! Pijemy różne napoje kawowe – robimy je sami lub używamy inteligentnych urządzeń pod tytułem: ekspres do kawy. Rozpuszczalna, sypana, z cukrem lub bez, czarna, biała, latte macchiatto, espresso – każda jest wyjątkowa. Jednak nie ma jak to dotknąć… Właściwie co tam „dotknąć’, POWĄCHAĆ! (bo to właśnie zmysł węchu jest ważniejszy przy ocenie kawy niż dotyk, czy nawet smak) ziarna kawy i mielić własnoręcznie w młynku. To się dopiero nazywa kawa! Tu mogę nawiązać do jej przechowywania, bo fakt jest taki, że palone ziarna kawy utrzymują swój aromat przez około 2 tygodnie, przy czym mielona tylko przez godzinę! A w Polsce właśnie 75% sprzedawanej kawy to kawa mielona, przy czym dla porównania w Wielkiej Brytanii tylko 10%. Połączenie czekolady i kawy? Pyszne! Ale poza tym świetnie się uzupełniają. Czekolada działa zniewalająco na smak, kawa aromatem urzeka nasz węch. Czekolada – źródło minerałów (żelaza, magnezu, wapnia), kawa – blokada we wchłanianiu żelaza, magnezu, wapnia. Razem – zwycięstwo w konkurencji MISTRZ DOBREGO SMAKU! BENTLEY

LIBERTA

maj 2012

3


Felieton

Smaki życia KAŻDY

Fot. Internet

Z NAS MUSIAŁ KIEDYŚ PRZEJŚĆ ETAP NAUKI BIOLOGII, KTÓRY NOSI NAZWĘ UKŁAD POKARMOWY. NIEKTÓRZY Z WIĘKSZYM, INNI Z MNIEJSZYM ZAINTERESOWANIEM SŁUCHALI O FASCYNUJĄCYCH ETAPACH TRAWIENIA BIAŁEK I KWASÓW TŁUSZCZOWYCH. Z PEWNOŚCIĄ BYŁ OMAWIANY RÓWNIEŻ PEWIEN ZMYSŁ, MIANOWICIE SMAK. WEDŁUG WSZECHWIEDZĄCEJ WIKIPEDII JEST TO JEDEN Z PODSTAWOWYCH ZMYSŁÓW DOSTĘPNYCH ORGANIZMOM, SŁUŻĄCY DO CHEMICZNEJ ANALIZY SKŁADU POKARMU. SMAKIEM MOŻEMY RÓWNIEŻ NAZWAĆ „POCZUCIE PIĘKNA” ORAZ KWINTESENCJĘ ŻYCIA BĄDŹ DANEJ CHWILI. CZY MOŻLIWE JEST POŁĄCZENIE TYCH WSZYSTKICH DEFINICJI? PORYWAJĄC SIĘ Z MOTYKĄ NA SŁOŃCE POSTARAM SIĘ TO ZROBIĆ, ODNOSZĄC SIĘ RACZEJ DO SMAKU NASZEGO ŻYCIA.

Wracając do fizjologicznego znaczenia tego zmysłu, możemy podzielić go na pięć rodzajów: słodki, słony, kwaśny, gorzki oraz umami. Przełóżmy teraz tą teoretyczna wiedzę na naszą codzienność ( i nie chodzi mi tutaj o rozpoznawanie tychże smaków). Smakiem słodkim możemy nazwać wszystkie sytuacje, które są w naszym mniemaniu pozytywne i dające nam radość, np. dla wszystkich uczniów z pewnością będą to wakacje (do których jest coraz bliżej). Smak słony można odnieść do wydarzeń, które wydają się mało znaczące, ale tak naprawdę mają ogromny wpływ na nasze życie („doprawiają je”). Będzie to na przykład środowisko, z którego się wywodzimy, a o którego znaczeniu dowiadujemy się dopiero w późniejszym wieku. Smakiem kwaśnym są pojedyncze sytuacje, których nie lubimy, ale zmuszają nas one do bycia elastycznym w niektórych sprawach (tak jak nasza twarz jest „plastyczna”, gdy wypijemy trochę soku z cytryny). Są to chociażby wszystkie kompromisy, ponieważ zobowiązują nas do zrezygnowania z części tego, co chcieliśmy. Smak gorzki, który kojarzy się raczej negatywnie, można odnieść do wszystkiego i wszystkich, którzy nas zranili – jest to odczucie bardzo subiektywne, więc nawet niepotrzebne są tutaj przykłady, bo każdy z nas doznał kiedyś tej goryczy życia. A smak umami? Moim zdaniem można go odnieść do sytuacji z worka: „adrenalina”, np. skok ze spadochronem i wszystko co „zaostrza” nasze życie. Idąc dalej, można stwierdzić, że nawet rozłożenie receptorów smakowych nawiązuje do naszego podejścia do danych sytuacji z życia. Na samym czubku języka znajduje się miejsce czułe na słodycz, a nie możemy zaprzeczyć, że do przeżywania radosnych chwil jesteśmy zawsze chętni – stawiamy to na wierzchołku naszych pragnień. Smaki kwaśny i słony są umiejscowione po bokach języka, czyli tak jak w naszym życiu – potrzebujemy takich sytuacji, ale nie stawiamy ich w centrum. Kubki smakowe wrażliwe na smak gorzki znajdują się w tyle języka – unikamy kontaktu z tym smakiem i z wydarzeniami, do których można go odnieść. Sądzę, że powinniśmy umiejętnie łączyć wszystkie rodzaje smakowe. Odnosi się to i do kulinarnych porywów, i do codziennego życia, w którym nie powinno zabraknąć żadnego z jego aspektów – smaku radości, porażki, zranienia i adrenaliny. Tylko dzięki odpowiedniemu doborowi składników można uznać się w pełni za MISTRZA DOBREGO SMAKU. K.

4

LIBERTA

maj 2012


Felieton

Majstyr dobry smaki SKORO

DOSTAŁEM WOLNĄ RĘKĘ CO DO TEMATU MOJEJ PRACY W TEMATYCE: „MISTRZ DOBREGO SMAKU”, WPADŁEM NA POMYSŁ WYTŁUMACZENIA TEGO POJĘCIA.

Fot. Internet

Kim teros jest tyn miszcz dobry smaki? Ktośik bydzie godoł, że to taki, co wi, ile sol czy jakiś innych pierdół do zupy. Ktoś bydzie godoł, że to jest miszcz gotowanio, który nie ważne co robi, każdymy jednymu z osobna smakuje. Ale jo wom powim, że miszcz dobry smaki to taki majster, co wi kiedy trza coś powidzieć albo zrobić. Ale to nie jest te cołkie sawre wawre, ino umijintność wyczucio momentu, kiedy chce un coś powiedzić abo i nie. Bo klepać pierdoły to każdy może, ale trza umić nad tym zapanować, a to najlepi robi miszcz dobry smaki. Taki majster wi tyż, co wypado, a co nie w towarzystwo cołki famuły czy kole swojego majstra, ale tygo prawdziwygo. Bo to przeciż ni można przyleźć do roboty ta jak Pan Bó nos stworzył, ino odpowidnio do zajmowanygo mijsca. Majunc te umijentności kożdy z nos może być miszczem dobry smaki. POZNAŃSKA OFENSYWA

Kto połyka słodkie słówka, odczuje z czasem ich gorzki smak.

Fot. Internet

Po okresie chodzenia z głową w chmurach w końcu przejrzałam na oczy. Idealne scenariusze są tylko dla marzycieli, ślepo ufających romansom zza oceanu. Pamiętam, kiedy leżeliśmy razem na łące. Było przyjemnie ciepło – na zewnątrz i na sercu. Ja – oparta o Twoje ramię, Ty – muskałeś palcami moje czoło. Oglądaliśmy razem zabawnie wyglądające obłoczki. Co następny, to o bardziej wymyślnym kształcie. Czułam się jak jedyna kobieta na ziemi. Byłam naiwna. Wiedziałeś, jak bardzo kocham truskawki. Przecież tak się poznaliśmy. Plaża, kapelusz z dużym rondem, nowa, zwiewna sukienka, koszyk z owocami i wrodzona, a może jednak nabyta niezdarność… Resztę dopisało życie. Mając prawdę przed oczyma, pieczołowicie przędę swoje serce skamieniałymi nićmi, aby uodpornić je na okrutny świat. W głębi duszy jesteśmy małymi, bezbronnymi dziećmi, a zmienia się tylko nasza fizyczność. Moje idealne plany stopniowego usuwania wspomnień z naiwnego umysłu idą na marne, kiedy Ty chociaż oddechem pojawiasz się w moim życiu. Wówczas dochodzę do punktu wyjściowego, nie idę dalej. Nadal nie wiem, co robić. Może lepsze byłoby nie dostać nic niż dostać tylko kawałek… Czy warto cierpieć dla szczęścia? Dusza byłaby spokojniejsza i nie ulatywała z każdym następnym oddechem. Zostałam sama niczym dziewczynka o kręconych, potarganych włosach, z podartymi rajstopami, chodząca po brzegu klifu z całym swym dobytkiem – małym sercem na dłoni. Ten stan ciała jest zdecydowanie niebezpieczny. Boję się, że popełnię błąd, który trwale zostawi po sobie ślad. Posłucham złej strony na moim już tak nieufnym ramieniu i otworzę się dla „natychmiast”, a nie dla „na zawsze”… Po kilku miesiącach usłyszałam, że truskawki to jeden z Twoich najlepszych sposobów na „miłość”. Życzę jej chociaż minuty pozornego szczęścia, jakiego doznałam ja. Kochanie, jesteś bezkompromisowym mistrzem dobrego smaku… TRUSKAWKA95

LIBERTA

maj 2012

5


Felieton

Mistrz sam w sobie „JESTEM JAKA JESTEM. NIEPOJĘTY PRZYPADEK, JAK KAŻDY PRZYPADEK” – POWIEDZIAŁA WISŁAWA SZYMBORSKA. KAŻDY Z NAS JEST WYJĄTKOWY, NIEPOWTARZALNY. JEDNAK CO DECYDUJE?

KIEDYŚ O TYM

Fot. Internet

Już z chwilą narodzin (czy nawet wcześniej – jak kto woli) jesteśmy osobami wyjątkowymi. Szczególnie zachwycają się nami rodzice i bliscy, czasem lekarz (przy badaniu USG lub narodzinach), ale tylko czasem. Przeskakując trochę w czasie: jesteśmy już starsi, zdobyliśmy i zdobywamy wiedzę, poszerzamy horyzonty. Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się poniżony, jeśli porównam człowieka, a raczej jego osobowość, do pudełka. Wszyscy ludzie mają takie pudełka, są one takiego samego rozmiaru, tak samo wyglądają. Kufer jest przestrzenny i tylko czeka, żeby go zapełnić. Czym więc się będzie różnić moja skrzynia od skrzyń innych? Zawartością. Niektórzy wrzucają tam wszystko co popadnie – robi się więc bałagan, chaos, wręcz wysypisko śmieci. Inni starannie dobierają wystrój pudełka. Można tam znaleźć ulubioną muzykę, najlepsze filmy, przeczytane książki – wszystko według indywidualnego gustu. Te wszystkie rzeczy świadczą o naszym poczuciu piękna, wrażliwości, delikatności, itp. W pudełku znajdziemy też albumy upamiętniające ważne dla nas wydarzenia i osoby, które w większym lub mniejszym stopniu nas ukształtowały. Są tam takie przedmioty jak ukochany kocyk/maskotka/jasiek (właściwe wybrać) z dzieciństwa. Są także przyjemne odczucia, np. zapach domu, perfumy mamy, aromat pieczonego ciasta; także szum morza, szorstkie ziarna piasku na plaży i wiele, wiele innych. Jednak jak to się dzieje, że do skrzyni zaczynają trafiać coraz to nowe rzeczy? Jak to jest, że niektóre przedmioty już do nas nie pasują i trzeba je wyrzucić? Odpowiedź? Rozwój. Człowiek cały czas się rozwija. W dzieciństwie poznajemy nasze talenty, rozwijamy zainteresowania. Po pewnym czasie z brania udziału w rozmaitych konkursach, zawodach, uczestnictwa w różnych zajęciach zostają tylko nieliczne. Niektórzy od razu znajdują swoją pasję i doskonalą się w danej dziedzinie (tak dojrzewają geniusze, mistrzowie, zwycięzcy – wybitni), inni – długo szukają i niekiedy nie odnajdują swoich zamiłowań (stąd tyle samobójstw, nałogów). I tak z wiekiem zmieniają się nasze pasje, cele, ambicje. Porzucamy zabawki na rzecz gadżetów elektronicznych. Szkoła zostaje zamieniona na pracę. Z pierwszych zakochań dochodzimy do wielkiej miłości. Porzucamy ukochany dom rodzinny, zakładamy nowe gniazdo. Jednak całe życie nie jest takie uprzedmiotowione. Jest pełne relacji z ludźmi, marzeń, idei. Na koniec cytat z filmu „Mr. Nobody”: Wszystko, co widzimy, istnieje. Możemy to zobaczyć. Widzę oczy mamy, ale nie mogę zobaczyć moich. Małe dziecko może zobaczyć swoje dłonie, ale nie może zobaczyć siebie. Więc czy to wszystko naprawdę istnieje? BENTLEY

6

LIBERTA

maj 2012


Polemika

Kilka słów wyjaśnienia... Z NIEZROZUMIAŁYCH DLA MNIE PRZYCZYN POMINIĘTO MÓJ TEKST W OSTATNIM NUMERZE „LIBERTY”. WYDRUKOWANO NATOMIAST POLEMIKĘ PIDŻAKA, KTÓRA BYŁA ODPOWIEDZIĄ WŁAŚNIE TEN ARTYKUŁ, KTÓREGO –DRODZY CZYTELNICY – NIE MOGLIŚCIE PRZECZYTAĆ. W ZWIĄZKU Z TYM DZIŚ DRUKUJEMY MÓJ TEKST, NA KTÓRY ODPOWIEDZIAŁ PIDŻAK ORAZ MOJE UZUPEŁNIENIE CO DO JEGO ODPOWIEDZI.

Autostrada Pidżaka niczym polskie drogi… OD JAKIEGOŚ CZASU PIDŻAK NA ŁAMACH „LIBERTY” PRÓBUJE PRZEKONAĆ CZYTELNIKÓW, ŻE KOBIETY NIE POWINNY POSIADAĆ PRAWA JAZDY. JAK WIDAĆ – Z MARNYM SKUTKIEM...

Fot. Internet

Drogi Pidżaku, absolutnie nie rozumiem Twojego argumentu, jakobym „przygniotła swój tekst niepotrzebnymi liczbami”. Stwierdzasz, że „przekazywałeś fakty, a nie stereotypy”, co jest oczywiście nieprawdą i co ja udowodniłam właśnie tymi statystykami, dlatego sądzę, że były one jak najbardziej potrzebne. Jeśli chcesz rzetelnej dyskusji, to opieraj się na faktach, a nie przypuszczeniach, które do niej nic nie wnoszą. Twierdzisz jednak, że chcesz, aby Twój tekst był „łatwy do przyjęcia”. Czy zatem sądzisz, że podparcie kilkoma statystykami na tyle obciąża tekst, że dla czytelnika staje się on trudny do przyjęcia? Widocznie mam o wiele lepsze mniemanie o naszych Czytelnikach. Prosisz mnie, abym „była tak miła i podawała pełne dane”. Nie rozumiem, jak śmiesz mi to zarzucać, skoro sam nie podajesz ŻADNYCH danych. A więc uzupełniając moje „niepełne” dane „czuwasz, aby czytelnik miał pełne światło na sprawę” i uprzejmie informujesz, że 70% kierowców to mężczyźni. Mijasz się z prawdą, bo jest Was 60% według Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. A każdego roku liczba kobiet za kółkiem rośnie o 1%. Zgodnie z Twoją prośbą uwzględniłam dysproporcje płci. Obliczyłam, korzystając z danych CEPiK z 2009 roku, że na jednego mężczyznę przypada 0,014 przestępstw, podczas gdy na jedną kobietę – 0,001. Nie sądzę więc, aby mój argument stracił na impecie. Zarzucasz mi, że mój tekst nie zawiera dowcipu – najwidoczniej nie zauważyłeś, że właśnie argument o daltonizmie, jakkolwiek prawdziwy, był pisany z przymrużeniem oka. Jednak odpowiem na Twoją bezsensowną ripostę. Pragnę zauważyć, że nie wymieniałam chorób typowych dla mężczyzn, jak rak prostaty, co zrobiłeś Ty, odnosząc się do kobiet i podając jako przykład raka piersi lub raka szyjki macicy. Te choroby nijak wpływają na jakość prowadzenia samochodu. Daltonizm natomiast dotyczy problemu z rozpoznawaniem barwy zielonej i czerwonej, więc stanowi utrudnienie w rozpoznawaniu barw sygnalizacji świetlnej. Co do „badań” Pogromców Mitów... Krótko ujmując – jest to śmieszne. Próba badawcza – aż dwie osoby! Jedna kobieta i mężczyzna. Jak podaje portal internetowy pentor.pl próba badawcza to „grupa respondentów uczestnicząca w badaniu ilościowym, reprezentująca określoną zbiorowość” – tak dla jasności. Na podstawie uzyskanych wyników można dopiero wyciągać wnioski, charakteryzujące daną zbiorowość, w tym przypadku płeć. Nie wiem, jak w ogóle można uznać badanie na dwóch osobach za wiarygodne! Dla przykładu: moglibyśmy tak „zbadać”, czy mężczyźni (generalnie) są wyżsi od kobiet. Załóżmy, że w tej próbie badawczej kobieta przewyższa wzrostem mężczyznę. Wobec tego czy uwierzysz, że to jednak kobiety na całym świecie są wyższe od mężczyzn? I ostatni argument: sam przyznajesz, że mężczyźni jeżdżą niebezpieczniej (tak w ogóle to radykalnie zmieniasz swoje zdanie – ostatnio narzekałeś na kobiety, które stanowią zagrożenie na drodze), jednocześnie twierdząc, że jeżdżą lepiej. Jedno wyklucza drugie. Według Twojej logiki za to, że mężczyźni częściej powodują wypadki ze skutkiem śmiertelnym, przysługuje im zaszczytny tytuł „lepszego kierowcy”. Za to, że są bardziej nieodpowiedzialni, bo częściej prowadzą w stanie nietrzeźwym oraz częściej przekraczają prędkość, częściej ryzykują, stwarzając niebezpieczne sytuacje na drodze powinniśmy stawiać ich na piedestale? Nie sądzę. Rzeczywiście, Twoja „autostrada do kobiecych mózgów” nigdy nie będzie zbudowana, bo do jej budowy użyto wyjątkowo nielogicznych fundamentów. ZOSIA OCHLA

LIBERTA

maj 2012

7


Polemika

A teraz kilka słów na zakończenie polemiki... Drogi Pidżaku, Nie musisz mi niczego rysować, bo doskonale Cię rozumiem. Jednak okazuje się, że to Ty nie rozumiesz tego, co wyliczyłam. Otóż w matematyce istnieje coś takiego jak PROPORCJA i właśnie z niej skorzystałam, licząc, ile przypada popełnionych wypadków na kobiety, a ile na mężczyzn. Przypomnę: „na jednego mężczyznę przypada 0,014 przestępstw, podczas gdy na jedną kobietę – 0,001”. Nie rozumiesz tego, że uwzględniłam dysproporcje płci. Nieważne, czy mężczyzn jest mniej, czy więcej na drodze. I TAK CZĘŚCIEJ POWODUJĄ WYPADKI! Dlatego nie opowiadaj mi bzdurnych bajeczek o wiewiórkach, bo tym samym ośmieszasz siebie, proporcje przecież ma się już w gimnazjum... Znów przytaczasz mi historie z życia wzięte, które – powtarzam – dla mnie nie są żadnym dowodem, tym bardziej, że na jedną Twoją „przygodę”, jak to kobieta nie włączyła kierunkowskazu, ja mogę Ci opowiedzieć wiele innych, gdzie to mężczyzna popisał się brakiem umiejętności w prowadzeniu samochodu. Jesteś zabawny skoro poddajesz w wątpliwość „wiarygodność moich źródeł”, podczas gdy sam powołujesz się na własne doświadczenie. To ja się pytam – niby na jakiej podstawie mam wierzyć w Twoje historie? Przykro mi, ale bardziej ufam CEPiK. I nie rozumiem, jak można wierzyć, że mężczyźni są lepszymi kierowcami, mając świadomość, że przez nich ginie na drogach więcej osób. I na koniec: z łaski swojej zajmij się swoim zbawieniem, bo o swoje się zatroszczę. O to się nie bój, bo tak się składa, że ja po prostu odpieram atak (mam Ci przypomnieć, kto rozpoczął dyskusję tekstem próbującym udowodnić, że kobiety się nie nadają na kierowców?). ZOSIA OCHLA

P.S. Tak na przyszłość – może warto zacząć pisać bajki, a skończyć z artykułami, bo one coś Ci nie idą...

KONIEC

Zawieszenie broni Droga Z.O., cieszę się, że mnie rozumiesz. Cieszyłbym się jednak bardziej, gdybyś zrozumiała, że zgadzam się z Twoją opinią, potwierdzoną licznymi statystykami, która głosi, że mężczyźni popełniają większą ilość wypadków. A pełnię szczęścia bym osiągnął, gdybyś doczytała droga, Z.O., że dla mnie to nie dowód. Cieszę się, że odpowiadając na moje polemiki, sięgałaś do oficjalnych danych, sprawdzonych statystyk itd. Mam jednak nadzieję, że oprócz szukania coraz to nowych klinów, jakie mogłaś mi wbić, znalazłaś w tych tekstach coś dla siebie. Mocno podkreślałem to, że umiejętności jazdy samochodowej nie można zmierzyć ilością wypadków popełnianą przez którąś z płci. Przedstawiałem to zagadnienie z psychologicznej strony. Podając w wątpliwość Twoje źródła, nie niszczę Twojego argumentu, ani nie odbieram mu słuszności. Pytasz, na jakiej podstawie możesz wierzyć w moje historie? To ja zapytam, na jakiej podstawie mogę wierzyć Twoim danym? Ludzie siedzący na górze mogą grzebać w wynikach statystyk lub przedstawiać je na swoją korzyść. Historie z życia dzieją się obok nas i bardziej dotykają. Co do Twojego czy mojego zbawienia – „jedni drugich brzemiona noście…”. Tak się akurat składa, że o Twoje zbawienie jestem bardzo spokojny. Za tę możliwość zmierzenia się dwóch teorii, możliwość przyjęcia krytyki i świadomość, że kogoś moje teksty obchodziły – Dziękuję. I tak na koniec – pisałem już bajki. Cieszyły się sporym powodzeniem!

Drogi Czytelniku, byłeś świadkiem starcia dwóch umysłów. Umysłu analitycznego i umysłu holistycznego, doznaniowego. Umysłu matematyka i umysłu psychologa. I co najważniejsze – umysłu Kobiety i umysłu Mężczyzny. Matematyka nie widzi problemu, jednak psychologia wychodzi nam naprzeciw mówiąc, że różne typy umysłów, choćby mówiły o tym samym, nie dojdą do porozumienia bez mediatora. Bądźcie zatem naszymi mediatorami. Ja uważam, że ten spór nigdy nie będzie zamknięty. Nie ma takiej możliwości. Od początku pisania byłem pewien, że druga strona nie da za wygraną, ale i że ja nie złożę broni. I dobrze. Co wybierzecie – Wasza sprawa. Zapamiętajcie jedno – jedźcie bezpiecznie i myjcie zęby po każdym posiłku. A co do kobiet… ach, te kobiety. Zawsze będą tymi piękniejszymi… I dobrze. PIDŻAK 8

LIBERTA

maj 2012


Aktualnie

Nie taki diabeł straszny jak go malują MATURA –

TO SŁOWO CZĘSTO SPĘDZA SEN Z POWIEK NIEJEDNEMU UCZNIOWI NAJSTARSZEJ KLASY LICEUM LUB TECHNIKUM. CZY JEDNAK TZW. EGZAMIN DOJRZAŁOŚCI, CZĘSTO TRAKTOWANY JAKO ZŁO KONIECZNE, MOŻE OKAZAĆ SIĘ CAŁKIEM CIEKAWYM DOŚWIADCZENIEM? W NERWOWYCH OKOLICZNOŚCIACH JESZCZE TRWAJĄCYCH USTNYCH EGZAMINÓW, SIEDZĄC NA SZKOLNYCH FOTELACH, ROZMAWIAŁAM O TYM Z DWIEMA MATURZYSTKAMI Z TECHNIKUM, KTÓRE PODZIELIŁY SIĘ SWOIMI ODCZUCIAMI, PLANAMI NA PRZYSZŁOŚĆ ORAZ WSPOMNIENIAMI DOTYCZĄCYMI NASZEJ SZKOŁY.

Na początku chciałabym zapytać o Wasze wrażenia po tegorocznych egzaminach. R-dman: Myślę, że tegoroczne egzaminy sprawiły nam na początku wiele trudności, zwłaszcza, że zaczynaliśmy od języka polskiego. Ale myślę też, że to był tylko taki początek. Kiedy przyszło do matematyki, stres już opadł i wszystko to, co dalej, było lekkie i przyjemne. Chciałabym jeszcze dodać, że przez czas matur czułam się tutaj w klasztorze jakbym po prostu przyjechała na wakacje, gdyż jak już wcześniej wspomniałam – był to czas lekki i przyjemny. Magda: W moich odczuciach egzaminy nie były takie straszne, jak by się wydawało i na co wskazywałyby opinie nauczycieli. Jednakże nie będę nic mówić, poczekam na wyniki, żeby się nie rozczarować. Którego egzaminu najbardziej się obawiałyście? R-dman: Najbardziej obawiałam się matematyki oczywiście, gdyż nie jestem umysłem ścisłym. Bardziej przejawiam postawę humanistki. I myślę, że kiedy byłam już po matematyce, cały stres opadł. Jak się okazało, matematyka była łatwa. Magda: Ja się cały czas obawiam, ponieważ jutro piszę geografię, której bardzo nie lubię i boję się strasznie. Więc w jakim celu ją wybrałaś? Magda: Geografię wybrałam, ponieważ jest mi potrzebna na studia. Była to jedyna możliwa opcja, ponieważ nie byłabym w stanie napisać rozszerzonej matematyki. Tak więc musiałam się zmierzyć z geografią. Boję się niezmiernie, mam jednak nadzieję, że wynik egzaminu będzie przyzwoity. Czyli wybierałyście egzaminy w związku z Waszymi planami na przyszłość, tak? Magda: Ja tak. R-dman: Jeśli chodzi o mnie, to początkowo było to jedną wielką niewiadomą, natomiast w trakcie matur, już w zasadzie pod koniec, moje wątpliwości zostały rozwiane. A jak wyglądały Wasze przygotowania do matury? Magda: Starałam się bardzo pilnie uczyć. Różnie to wychodziło w towarzystwie moich koleżanek z pokoju. Czasami bywały sytuacje, powiedziałabym nietypowe, kiedy nie uczyłyśmy się albo robiłyśmy wszystko, co możliwe, by się tylko nie uczyć. Jednakże myślę, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, aby przygotować się jak najlepiej. R-dman: Jestem zupełnym przeciwieństwem koleżanki, gdyż nie przykładałam się za bardzo do nauki. Postanowiłam podejść do sprawy eksternistycznie i potraktować czas matur jako lekki i przyjemny. Jakie rady dałybyście przyszłym maturzystom? Magda: Przede wszystkim nie wierzyć w sianą ze wszech stron propagandę, że matura to takie zło, że jest bzdurą. Nie jest bzdurą i nie jest tak straszna, jak ją wszyscy przedstawiają. No i bez nerwów. R-dman: Popieram wypowiedź koleżanki. Jeżeli chodzi o egzaminy ustne, mam tutaj na myśli język polski, to proszę nie wierzyć wszelkim mitom, które krążą na temat egzaminatorów. Tak naprawdę nie taki diabeł straszny, jak go malują. Sama się o tym przekonałam i myślę, że jak już wcześniej koleżanka wspomniała, nie należy podchodzić nerwowo do sytuacji. Trzeba być jak najbardziej wyluzowanym, ponieważ wtedy wszystko jest w stanie pójść pomyślnie. A czy wiecie już, gdzie i co będziecie studiować? R-dman: Jeżeli chodzi o moje plany na przyszłość to zupełnie niedawno, tak naprawdę w momencie, kiedy matury zaczęły dobiegać końca, wpadłam na pewną myśl, która mam nadzieję wejdzie w życie. LIBERTA

maj 2012

9


Aktualnie Magda: Ja chciałabym bardzo twardo stąpać po ziemi, dlatego też wybieram się na zarządzanie. Myślę, że będzie to Poznań, aczkolwiek jeszcze dokumentów nigdzie nie złożyłam, więc nie mówię nic konkretnego. Jak będziecie wspominać naukę w tej szkole? R-dman: Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że nauka w tej szkole to była niezmierna przygoda dla mnie. Oczywiście wspomnienia, jakie będę miała z tego czasu, są niezwykle barwne, zwłaszcza dzięki klasie, z jaką miałam okazję obcować. Dziękuję tutaj w dużej mierze Panu Bogu, który posłał mnie właśnie tutaj i dzięki Niemu miałam okazję poznać takich ludzi. Dziękuję Mu właśnie za to, że postawił tak wspaniałych ludzi na mej drodze, gdyż dzięki nim moje życie nabrało kolorów i dzięki nim stałam się innym człowiekiem. Ta szkoła to jest bardzo dobry wybór i oczywiście myślę, że będę polecała tę placówkę każdemu młodszemu pokoleniu. Magda: Ja podobnie – uważam, że był to czas bardzo barwny, nigdy go nie zapomnę. Jeśli chodzi o naukę, to naprawdę ciekawe perspektywy otwierają się po wyjściu z tej szkoły, więc to rewelacyjna sprawa. Wspomnienia w głównej mierze dotyczyć będą ludzi, których tu poznałam i przyjaźni, które tutaj zyskałam. A jak miałybyście w jednym zdaniu powiedzieć, co najważniejszego dała Wam ta szkoła? Magda: Ja mogę jednym słowem – przyjaciół. R-dman: Ja bardzo podobnie. Zyskałam przede wszystkim prawdziwego człowieka. I nie chodzi tutaj o mnie. Jest to nawiązanie do przedstawienia p. Karoliny Cichockiej pt. „Nieczas”. Dziękuję bardzo za rozmowę. K.

Konstytucja 3 maja KONSTYTUCJĘ 3 MAJA UCHWALONO W 1791 ROKU W SALI SENATORSKIEJ ZAMKU KRÓLEWSKIEGO W WARSZAWIE. PROJEKT USTAWY ZASADNICZEJ ZOSTAŁ OPRACOWANY GŁÓWNIE PRZEZ STANISŁAWA AUGUSTA PONIATOWSKIEGO I IGNACEGO POTOCKIEGO. LICZONO SIĘ Z FAKTEM, ŻE KONSTYTUCJA NIE ZOSTANIE PRZYJĘTA I CELOWO TERMIN GŁOSOWANIA USTALONO NA OKRES FERII WIELKANOCNYCH, CO POCIĄGNĘŁO ZA SOBĄ NISKĄ FREKWENCJĘ GŁOSUJĄCYCH. W SEJMIE BYŁA TYLKO JEDNA TRZECIA POSŁÓW I SENATORÓW. KONSTYTUCJA ZOSTAŁA PRZYJĘTA PRZEZ WIĘKSZOŚĆ POSŁÓW, PRZY POPARCIU ZEBRANEJ PRZED ZAMKIEM LUDNOŚCI WARSZAWY.

Fot. Internet

Mocą konstytucji została zniesiona do reszty odrębność Korony i Litwy. Zlikwidowano wolną elekcję. Po śmierci Stanisława Augusta Poniatowskiego tron miał być dziedziczony przez dynastię Wettinów. Zniesiono liberum veto, jednak przywileje szlachty zostały zachowane. Mieszczanie uzyskali prawa zapisane w „Ustawie o miastach królewskich”, chłopi zostali wzięci pod opiekę państwa. Wprowadzono trójpodział władzy. Władza ustawodawcza należała do dwuizbowego parlamentu, a władza wykonawcza do króla i Straży Praw, natomiast władzę sądowniczą sprawowały niezawisłe sądy, których działalność ulepszono. Konstytucja zyskała uznanie wielu posłów, nieobecnych podczas jej uchwalenia. Została również przyjęta przez sejmiki ziemskie. Niestety, ponad rok później, po przystąpieniu ówczesnego króla Rzeczypospolitej do konfederacji targowickiej (24 VII 1792 r.), pierwsza konstytucja w Europie została zlikwidowana. Zarazem pogrzebano nadzieję Polaków-patriotów na nowoczesną i silną Polskę. Stanowiła ona znakomite połączenie oświeceniowych idei z polską tradycją. Taki polityczny „dobry smak”. T.K. 10

LIBERTA

maj 2012


Aktualnie

Patriota do potęgi trzeciej MAJA 2012 ROKU. DZIEŃ NIEZWYKŁY. JEDNAK CZY DLA WSZYSTKICH? CZY WSZYSCY WIEDZĄ, JAK WAŻNY JEST TEN DZIEŃ? 3 MAJA – DZIEŃ NIEZWYKŁY, NIEZWYKŁY JAK CO ROKU. PONIŻEJ KILKA SUBIEKTYWNYCH REFLEKSJI – POZYTYWNYCH I NEGATYWNYCH – PRZY OKAZJI OBCHODÓW TRZECIOMAJOWEGO ŚWIĘTA.

Fot. Internet

3

3 maja 2012 roku – budzisz się, dzień jak co dzień. „Nie, jednak nie. 3 maja to dzień wolny od pracy, czyli super, bo mogę się jeszcze powylegiwać w łóżku. Budzik nie trajkocze, tym samym nie mam ochoty skrócić czasu jego niezbyt

fascynującego życia.” 3 maja 2012 roku – idziesz na spacer. Miasto jakieś dziwnie spokojne. Na wielu domach powiewają biało-czerwone flagi. Myślisz: „No tak, Święto Narodowe”. Dalej myślisz: „Czy ja wywiesiłem ten świstek materiału?”. 3 maja 2012 roku – dalsza przechadzka. Spotykasz ludzi – są elegancko ubrani. Jednak czy jest to odświętny strój, czy kostium krzyczący: „zastaw się, a postaw się!”? 3 maja 2012 roku – idziesz kolejnymi ulicami. Dziwnie spokojnie. Sklepy pozamykane – i całe szczęście! Wystarczająco przytłaczający jest codzienny gwar miejskiego życia. Niedzielny konsumpcyjny chaos, zamieniający ludzi w nieokiełznane monstrum, podcina żyły mojej wrażliwości. 3 maja 2012 roku – włączasz telewizor z nadzieją, by zobaczyć coś pożytecznego. Widzisz polityków. Od razu narzucają Ci się myśli o aferze z brakiem orzełka na koszulkach sportowców – teraz już jest obowiązkowy; o nowo otwartych wystawach, które mają uczyć patriotyzmu; o wczorajszym Dniu Flagi, obchodzonym pod hasłem jednoczenia się; o świeżo wręczonych odznaczeniach dla wybitnych, przypominających o niezwykłych zasługach. 3 maja 2012 roku – dalej oglądasz obchody Święta Narodowego. Po tak patetycznych wydarzeniach jak odczytanie preambuły Konstytucji, salwach armatnich, wręczeniu odznaczeń, przemówieniu Prezydenta, wbiegają dzieci ubrane w biało-czerwone stroje, przypominające o zbliżających się nieubłaganie Mistrzostwach Europy w piłce nożnej. Teraz myślisz już tylko o rzuconych w pustą przestrzeń słowach polityków o tym, jakie to pozytywy dla państwa wynikają z organizacji Euro. Do głowy przychodzi Ci tylko, że to gra polityczna, wykorzystanie sportu, byle tylko podbić sobie procenty w notowaniach. Zapewnienia, że wszystko jest przygotowane, że o autostrady toczyć się będzie walka do ostatniej chwili, obijają się echem w Twojej głowie. Politycy, tak wyalienowani na co dzień, teraz próbują zjednoczyć się z narodem, kibicując polskiej reprezentacji. Kolejna myśl: jak można być takim hipokrytą i jednocześnie tak się upokarzać: najpierw walczyć z rzekomymi kibolami, a teraz zgrywać zapalonych miłośników sportu. Jednocześnie myślisz o hicie ostatnich tygodni, od którego zbiera Ci się na wymioty, a jednocześnie melodyjnie mruczysz pod nosem „Koko, koko, Euro spoko”. Zresztą Euro nie jest wykorzystywane tylko przez środowisko polityków. Gdzie nie pójdziesz, gdzie nie spojrzysz – tam Euro. Przepych konsumpcyjny, komercyjny doprowadza do całkowitego zniesmaczenia, podczas gdy Ty tylko chcesz obejrzeć znakomite widowisko sportowe. Oczekiwanie na piłkarskie święto zamienia się w katorgę. 3 maja 2012 roku – pytanie: „Czy jesteś patriotą?”. Odpowiedź: „Oczywiście!”. Myślisz: „Czy aby na pewno?”. 3MAJCIE SIĘ! BENTLEY

LIBERTA

maj 2012

11


Aktualnie

15 czerwca

W społeczeństwie, w którym coraz szybciej rozwija się technika i informatyka, w którym pochłonięci jesteśmy tysiącem często sprzecznych dążeń, człowiek może zagubić centrum - centrum samego siebie. Ukazując nam swoje Serce, Jezus przypomina przede wszystkim, że właśnie tam, we wnętrzu człowieka rozstrzyga się los każdego, wybór między śmiercią a życiem w wymiarze ostatecznym. ~ bł. Jan Paweł II, Anioł Pański, 2 lipca 2000 r.

SERCE

TO SYMBOL WPISANEJ W GŁĘBIĘ KAŻDEGO Z NAS TĘSKNOTY ZA TYM, ABY BYĆ KOCHANYM I ABY KOCHAĆ. BYWA, ŻE OWA TĘSKNOTA W NAS KRZYCZY, BYWA, ŻE NIEŚMIAŁO PRÓBUJE DAĆ O SOBIE ZNAĆ. ZAWSZE JEDNAK PRAGNIE SPEŁNIENIA. PRZEŻYWAMY TO BOLEŚNIE, ZWŁASZCZA W CHWILACH ZNIECHĘCENIA, POCZUCIA ODRZUCENIA, UPOKORZENIA, „ZŁAMANEGO SERCA”, DOŚWIADCZENIA ZAWODU CZY WRĘCZ ZDRADY ZE STRONY KOGOŚ BLISKIEGO.

15 czerwca br., jako społeczność szkolna, zamierzamy wszystkie tęsknoty naszych serc, wszystkie dobre projekty, marzenia, ale także niepokoje, troski, wewnętrzne cierpienia powierzyć Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, które jest niewyczerpanym źródłem miłości. Serce Jezusa płonie miłością i może zaspokoić nawet największe pragnienia. Akt zawierzenia temu Sercu jest przede wszystkim znakiem zaufania, a zaufanie najpiękniejszym darem, jaki człowiek może ze swej kruchości założyć Bogu. I nie chodzi tylko o jednorazową uroczystość, jakąś specjalną celebrację, ale o świadome oddanie siebie z wiarą, że Jezusowe Serce nas kocha, dobrze zna, uleczy wszelkie rany i poprowadzi pewną drogą ku temu, co dla nas najlepsze i najpewniejsze w pełnym rozwoju człowieczeństwa. Od początku tego roku szkolnego przygotowujemy się do tego wydarzenia w ramach cotygodniowych apelów i Mszy pierwszopiątkowych. Jednakże warto, aby każdy z nas indywidualnie zatrzymał się i osobiście przemyślał, co to dla niego oznacza – oddać siebie, zawierzyć siebie Sercu Jezusa. Zapewne niesie to ze sobą niemałe przywileje, ale zawsze proporcjonalnie do daru wzrasta zadanie. Zatem, zawierzenie Jezusowemu Sercu to, poza zaufaniem, decyzja o życiu na miarę ucznia Jezusa, to decyzja o życiu szlachetnym, zaangażowanym, pracowitym, oddanym na rzecz budowania Jego Królestwa tu na ziemi, w rodzinie, w szkole, wśród przyjaciół i znajomych. Nie jest to łatwe zadanie, ale wykonalne, możliwe, dzięki łasce, jaką Serce Jezusa obdarza swych wyznawców i czcicieli. Pozostaje nam wzajemne wspieranie się, także w modlitwie, i życzenie, abyśmy uwierzyli Miłości, Jej zawierzyli i podjęli odważne decyzje. Wierzę w miłość Serca Jezusa ku mnie, bo On mi tę miłość okazał pracą i cierpieniem, i swoją śmiercią. Wierzę, bo miłość Boskiego Serca otworzyła mi niebo. Łączę miłość mego biednego serca ku Tobie, o Serce Jezusa, z wiarą w miłość Twą ku mnie. I dlatego kocham Cię, o Boskie Serce, i kochać pragnę coraz więcej. (z Medytacji czerwcowych św. Urszuli Ledóchowskiej) Z troską i zapewnieniem o pamięci w modlitwie S. DANUTA

12

LIBERTA

maj 2012


Muzyka / Do kina?

Międzykontynentalne brzmienie WYSUBLIMOWANE

DŹWIĘKI, TAKIE, KTÓRYCH JESZCZE NIE ZNACIE. PROSTE, KOLORUJĄCE, NADAJĄCE INNY OBRAZ OTACZAJĄCEMU NAS ŚWIATA. PROSTA FALA SKOMPLIKOWANEGO KLAWISZA FORTEPIANU SCHUBERTA. IDEALNE WARIACJE HÄNDLA, A MOŻE SKROMNOŚĆ WOLFGANGA AMADEUSZA MOZARTA PRZEMÓWI DO NASZYCH MAŁYCH, NIEDOKSZTAŁCONYCH MUZYCZNIE MÓZGÓW?

Mamy w czym wybierać. Posiadamy tyle „dobrych smaków” muzyki klasycznej i często nie zdajemy sobie z tego sprawy, że to one stanowią podstawę tego, czego dziś słuchamy. Rozpoczynając od jazzu poprzez hard rockowe brzmienia, aż do hip-hopu. Każdy dźwięk ma swoją niepowtarzalną historię. W pięciu różnych melodiach możemy znaleźć dziesięć, a nawet kilkadziesiąt tych samych nut. Pamiętajcie! Klasyka stała się kolebką muzyki i może się w niej odnaleźć każdy z nas. Na początek polecam: Schubert: – „Andante” – „Scherzo Presto” Czajkowski: – „Walc Kwiatów” – „Taniec Łabędzi” Bach: – „Menuet I” – „Adagio ma non troppo”

Muzyka jest większym odkryciem, niż cała mądrość i filozofia. ~ Ludwig van Beethoven

C.

Do kina? CZYM

TO SIĘ JE? OTÓŻ W ZWIĄZKU Z APROBATĄ SIŁ WYŻSZYCH OTRZYMAŁEM ZGODĘ NA ROZPOCZĘCIE NOWEJ SERII, W KTÓREJ SPRAWDZĘ (NIE BEZ PRZYJEMNOŚCI) NA CO WARTO, A NA CO NIE WARTO IŚĆ DO KINA.

„Nietykalni”

Fot. Internet

Moja opinia: wielkie WOW! Film trafił do nas stosunkowo późno – w innych cywilizowanych (zachodnich) krajach pojawił się już we wrześniu zeszłego roku. Jest to film francuski, a więc z kręgu kultury wysoce kontekstowej. Więc jeśli nie jesteście fanami kina francuskiego, to idźcie właśnie na ten film. Jest on świetnym przykładem, jak stworzyć porządną, niegłupkowatą komedię. Sama fabuła wydaje się być oklepana, jednak film zachowuje dużą dozę oryginalności. O czym jest to film? Zobaczcie sami. Odpowiedzialność biorę na siebie. Czekamy na: „Prometheus” – 20 lipca „The Dark Knight Rises” – 27 lipca WIATRAKOKSZTAŁTNY

LIBERTA

maj 2012

13


Film

„Drive”, czyli dlaczego chciałbym mieć forda mustanga KOLEJNY WIECZÓR W L.A. BANDYCI NAPADAJĄ NA BANK. PRZED NIM CZEKA PODSTAWIONY SAMOCHÓD. KIEROWCA

Fot. Internet

JEST UBRANY W BIAŁĄ KURTKĘ ZE SKORPIONEM NA PLECACH. DŁONIE W SKÓRZANYCH RĘKAWICZKACH SPOKOJNIE OPIERAJĄ SIĘ NA KIEROWNICY. „DRIVER” SPRAWIA WRAŻENIE ZRELAKSOWANEGO, NA SWOIM MIEJSCU. PO CHWILI Z BANKU WYBIEGA GANGSTER I RZUCA SIĘ DO DRZWI SAMOCHODU. ZACZYNA SIĘ UCIECZKA, JAKIEJ W KINIE NIE WYŚWIETLONO OD LAT. NIE MA WYBUCHÓW, KARKOŁOMNEJ JAZDY I STRZAŁÓW. JEDNAK NAPIĘCIE SIĘGA ZENITU.

Fot. Internet

Mowa o filmie „Drive”, zwycięzcy złotej palmy w Cannes. Jest to film o gangsterach, brutalny, szczery, ale jednocześnie hipnotyzujący, nietuzinkowy i inteligentny. W rolę głównego bohatera wcielił się Ryan Gosling. Sprawia wrażenie wycofanej, skrytej i małomównej osoby. Jednak ten kolejny amerykański twardziel wydaje się być autentyczny. Bohater w dzień pracuje jako kaskader, a nocą jest przewoźnikiem dla gangsterów. Balansuje ciągle na cienkiej linie. Nadzieję na „normalniejsze” życie uosabiają Irene i jej synek, którymi bohater opiekuje się pod nieobecność męża kobiety, Standarda, odsiadującego wyrok w więzieniu. Między bohaterem a Irene pojawia się ogromne uczucie. Po wyjściu na wolność okazuje się, że Standard jest winny pewnym ludziom okrągłą sumkę pieniędzy za protekcję w więzieniu, przez co zarówno on, jak i jego rodzina narażeni są na śmiertelne niebezpieczeństwo. Driver postanawia pomóc Standardowi, a gdy ten ginie w dziwnych okolicznościach, okazuje się, że nie wszystko było tak proste, jak wyglądało na pierwszy rzut oka. Cały film jest urzekający. Reżyser zwalnia wręcz akcję, ale napięcie i dynamika na tym nie tracą. Klimat przypomina ten z filmów z lat 80. Świat dźwięku w filmie jest bardzo specyficzny. Słychać oddech kierowcy, głos policji w CB, cicho grające radio i pomruki silnika. Muzyka jest dobrana perfekcyjnie. Utwory retro mieszają się tu z kawałkami elektro-popu, bezpretensjonalnie wbijając się w stylistykę ujęć. Film sprawił na mnie ogromne wrażenie i prawie ściągnął na drogę kariery kaskaderskiej. Przypomina on nieco kultowego już „Taksówkarza”, jednak wciąż jest oryginalny. Osobiście liczę na to, że film nie utonie w morzu podobnych produkcji. Być może narażę się na atak ze strony antyfanów, ale martwi mnie to, że produkcje typu „Szybcy i Wściekli”, „Szybko i Wściekle” czy „Szybciej i jeszcze bardziej Wściekle” zdobywają przewagę na tym polu. Być może jest to wina inności klimatu „Drive” lub zbyt małej promocji. Mam nadzieję, że „Drive” stanie się filmem kultowym, a każda „knajpka” z plakatem tego filmu z miejsca zyskuje moją sympatię. WIATRAKOKSZTAŁTNY

14

LIBERTA

maj 2012


Film

Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie*, czyli 37. Gdynia Film Festival 12 MAJA 2012 ROKU ODBYŁ SIĘ FINAŁ 37. EDYCJI FESTIWALU POLSKICH FILMÓW FABULARNYCH. CEREMONIA TRANSMITOWANA BYŁA PRZEZ TELEWIZYJNĄ DWÓJKĘ, JEDNAK CODZIENNE RAPORTY (OD 7.05 DO 12.05) DOSTĘPNE BYŁY RÓWNIEŻ NA KANALE TVP KULTURA.

Fot. Internet

Jednak festiwal to nie tylko wieczorna gala rozdania nagród. To kilka dni spędzonych na poznawaniu polskiego kina. Podczas imprezy mamy okazję nie tylko zapoznać się z filmami Konkursu Głównego, ale także z dziełami Konkursu Młodego Kina, Przeglądu Polskiego Kina Niezależnego czy tzw. Retrospektyw, czyli przypomnienia filmów sprzed kilku lub kilkunastu lat. Oprócz tych kategorii znajdziemy na Festiwalu również propozycje kinematografii rumuńskiej czy filmy będące produkcją Polonii. Nie zabrakło miejsca także dla lokalnych artystów – tu: Filmy z Gdyni. Z jednej strony przygotowane zostały pokazy dla dzieci, z drugiej – pokaz Czystej Klasyki (tu np. komedia „Nie lubię poniedziałku”, jedna z moich ulubionych, jeśli chodzi o starsze, polskie kino, chociaż i tak nic nie przebije filmu „Vabank” – gorąco polecam!). Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Przedstawiłam tylko niektóre propozycje filmowe. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, a co najważniejsze – kto, jakie nagrody zdobył – zachęcam do odwiedzenia strony internetowej Festiwalu. Tymczasem chcę podzielić się z Wami ideą owego przeglądu – tu: tekst, zaczerpnięty ze strony głównej Festiwalu [www.fpff.pl]: Festiwal Polskich Filmów Fabularnych to jedna z największych imprez filmowych w Polsce i jedyna, która na tak wielką skalę promuje polską kinematografię. Co roku o Wielką Nagrodę Złotych Lwów walczą w Gdyni najnowsze polskie filmy. Festiwal w Gdyni to przede wszystkim wizytówka polskiego kina – najlepsze filmy roku, najważniejsi twórcy, najgorętsze tematy. Współczesność spotyka się tu w dialogu z historią: nowe pokolenia filmowców konfrontują się z mistrzami, a nowe pokolenia krytyków reinterpretują klasykę polskiego kina. Ale dziś, kiedy zmienia się krajobraz kina europejskiego, a wraz z nim widownia, festiwal w Gdyni powinien też pełnić funkcję edukacyjną: uczyć nas kina, przypominać klasykę, prezentować nasze filmy w kontekście dokonań innych twórców w tej części Europy. Spotkanie w Gdyni powinno być okazją nie tylko do wspólnego seansu, ale i wspólnej rozmowy. Każdy, kto interesuje się kinem – nie tylko polskim, ale w ogóle kinem Europy Wschodniej – powinien tu być. Na koniec, zachęcam do poznawania polskiej kinematografii, która niczym nie odstaje od zagranicznych produkcji. Mamy wspaniałych artystów działających w branży filmowej. Zachęcam również do tworzenia – może akurat ktoś z Was, czytających w tym momencie ten tekst, ma to coś i czuje pociąg do kinematografii? Kto z Was nie chciałby, aby na Waszej półce stał taki piękny, lśniący Złoty Lew, hm? Więc… Do roboty!

BENTLEY

* Słowa Stanisława Jachowicza, pochodzące z wiersza „Wieś”, które weszły do języka codziennego i znane są jako przysłowie. Stanisław Jachowicz – XIX-wieczny poeta polski, czołowy bajkopisarz, autor znanej bajki „Chory kotek” [„Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku (…)”] LIBERTA maj 2012 15


Książka / Język włoski

Wybierasz? PRZEGLĄDAŁEM INTERNET. JAK CO DZIEŃ. TE SAME STRONY, TE SAME PORTALE. NAGLE MOIM OCZOM UKAZAŁA SIĘ REKLAMA NOWEJ KSIĄŻKI. „HOŁOWNIA – MOŻE BYĆ CIEKAWE” – POMYŚLAŁEM. POWIEDZIAŁEM ZNAJOMEMU, ŻE MUSZĘ JĄ MIEĆ I JUŻ PO TYGODNIU (NIE ZA MOJĄ SPRAWĄ) ZNALAZŁA SIĘ NA MEJ PÓŁCE. Fot. Internet

Bóg, kasa i rock‘n’roll, bo o tej książce mówię, zaskakuje tytułem, opiniami, no i samym faktem tego, kto jest autorem. Szymon Hołownia nie pierwszy raz ukazuje się w roli autora, jednak Marcin Prokop, przynajmniej dla mnie, w tej odsłonie jest całkowitą nowością. Dwaj dobrze znani panowie, razem w jednej książce o ciekawym tytule. To pierwsza rzecz, która skłania do tego, żeby tej pozycji poświęcić trochę czasu. Czytając ją, znajdujemy tych powodów dużo więcej. Książka, jak mówią o niej autorzy, jest: „zderzeniem dwóch odmiennych spojrzeń na religię, kulturę i świat mediów”. Cała książka napisana jest w klimacie dyskusji, pomiędzy dwiema różnymi stronami, różnymi zdaniami. Zapewne domyślacie się, kto po której stronie barykady stoi. Przyjemny jest fakt, że żadna ze stron nie atakuje drugiej. Pomimo tego, że p. Hołownia i p. Prokop mają zupełnie różne spojrzenie na poruszane przez nich tematy, nie dają się ponieść emocjom i traktują swoich rozmówców, jak i ich przekonania, z szacunkiem. Obaj nie obrzucają się argumentami typu: „nie, bo nie” lub innymi tego rodzaju. Wymieniają swoje poglądy, podpierając je doświadczeniem i odpowiednią wiedzą. Minusem tej książki jest to, że żeby ją do końca przyjąć, tak całkowicie, trzeba by przeczytać wiele innych opasłych pozycji z cyklu: Filozofia wszechrzeczy. Zarówno Prokop, jak i Hołownia, podpierają się na nazwiskach wielu filozofów, myślicieli, zarówno dawnych, jak i współczesnych, przez co książka może doprowadzić niejednego do przegrzania obwodów mózgowych. Jednak pomimo tego książkę warto przeczytać. W dyskusji prezenterów Mam Talent możemy znaleźć przystępne odpowiedzi na nurtujące nas pytania dotyczące wiary, życia, czy tzw. mass mediów. Pomimo tego, że wiele jest w niej wzniosłych myśli i teorii, można zauważyć, że nie są to treści odległe, a wręcz przeciwnie, bardzo bliskie temu, co nas może nurtować. Po przeczytaniu pozostaje już tylko opowiedzenie się po jednej ze stron. Która to będzie, to już Twoja sprawa. Wybierasz? PIDŻAK

Salve! Come stai? DZISIEJSZY TEMAT LEKCJI TO: ESPRESSIONI DO CONTENZA ED APPREZZAMENTO – WYRAZY ZADOWOLENIA I APROBATY ALLORA: – A WIĘC: Sono molto contento(-a) [kontento] – Jestem bardzo zadowolony(-a) Sono felice [felicze] – Jestem szczęśliwy(-a) Qui [kłi] mi trovo bene – Jest mi tu dobrze Mi sento come [kome] a casa mia [kaza mija] – Czuję się jak u siebie w domu Bene – Dobrze, Molto bene – Bardzo dobrze, Benissimo – Świetnie E’ una magnifica [magnifika] idea. – To wspaniały pomysł Eccelente! [eczczellente] – Wspaniały! Wspaniale! Splendido! Perfetto! – Znakomity! Straordinario! – Nadzwyczajny! ARRIVEDERCI!!! ZOSIA 16

LIBERTA

maj 2012


Twórczość

Poezja Piękności życia za dnia z kielicha Widziałam oczy duże, zielone. Widziałam usta, nic nie mówiące. Widziałam dłonie, zwykłe, niezwykłe.

W ziemi kreta grzebiesz

Widziałam też mewę w burym kolorze. I jeszcze lisa, przebiegającego mi drogę.

Ty, co w okno stukasz silniej niż ktokolwiek; zadzwoń pilnie pod ten numer, wykręciłaś go, więc znasz go. Nie mów, że ci ciężko, że choroba ścięła z nóg. Niedoszłe nasze dzieci śmiałyby się pewnie z ciebie, bowiem w ziemi kreta grzebiesz.

Ty, co w bęben bijesz mocniej niż ktokolwiek; zanim spoczniesz, spróbuj dojrzeć gdzieś w suficie odcień bieli charakteru, tego, który już sowicie mnie nagrodził – moją szczerość, moją dobroć, dobroć duszka, który poznać chce Kopciuszka.

Widziałam ocean i błękitne morze

G.

Widziałam zjawę, wśród tysięcy ludzi Chodzących po stole.

Natchnienie

Widziałam tyle, że nie zdołam opisać! Zamknę się z telewizorem i pustym pokojem. I samozniszczeniem chandry wieczorowej.

A natchnienie ??? – jak natchnienie – nosi na swej głowie wieniec, z ważnych przeżyć upleciony. Czy doczeka się korony? G.

221

Tyci czas trwałości *** Kalifornijskie maki, podchodzące pod stoły, rosnące na polach w złocistym świetle nocy! 221

Jeślibyś się częściej taka mi przyśniła, jak dzisiejszej pierwszej nocy lata, miła byłaby mi bardziej, aniżeli wszystko, Twa osoba. Tam gdzie fruwa Trwałość nisko zabrałbym Cię; potem czekał aż nadleci błyskawicy lotem Trwałość w swojej rzedzi. I jeślibym zdążył za jej ogon chwycić, mógłbym z Tobą pożyć jak w śnie – choć czas tyci. G.

LIBERTA

maj 2012

17


Kulinaria

W 80 dni po greckiej kuchni W STAROŻYTNOŚCI BOGOWIE GRECCY ŻYWILI SIĘ NEKTAREM I AMBROZJĄ. WSPÓŁCZESNYM NEKTAREM ZDECYDOWANIE JEST WINO. AMBROZJI NATOMIAST MAMY KILKA. OTO ONE… Oliwki można znaleźć w prawie każdym greckim daniu, toteż jeśli ktoś nie jest miłośnikiem oliwek, to grecka kuchnia raczej nie jest dla niego. Kuchnia grecka, jak większość kuchni śródziemnomorskich, charakteryzuje się dużą ilością warzyw, baraniny, jagnięciny oraz owoców morza. Suszące się ośmiornice to częsty widok przy tawernach. Mousaka określana jako „sztandarowe danie kuchni greckiej”. Zapiekankę na bazie bakłażanów i mięsa mielonego z sosem beszamelowym podaje się pokrojoną w kostki lub w małych miseczkach. Bardzo syte danie, którego turyści mogą spróbować w każdej greckiej tawernie. (Jeśli ktoś będąc w Grecji nie spróbował tej potrawy, raczej nie powinien się do tego przyznawać). Sałatka grecka O sałatce greckiej chyba nie muszę nic mówić. Może poza jednym. Bez względu na to, jak bardzo byśmy się starali w Grecji smakuje zupełnie inaczej – lepiej, oczywiście. Kawa po grecku wersja na zimno (Frappe) i na ciepło podawana w małych filiżaneczkach. Tego przysmaku (zwracam się tu przede wszystkim do smakoszy kawy) spróbować można w licznych kawiarenkach, w których przesiadują zmęczeni turyści oraz Grecy, którzy wieczorną porą przychodzą całymi rodzinami, razem ze znajomymi oraz pewnie najbliższym sąsiedztwem, żeby wspólnie spędzić czas, żywo dyskutując, żartując i dobrze się bawiąc. A na deser lody bananowe, które po raz pierwszy jadłam właśnie w Grecji. Co ciekawe w kawiarniach greckich zwykle jest dość ograniczony wybór smaków (najwięcej mogłam wybierać spośród czterech). Nocą kwitnie życie towarzyskie pośród aromatycznych potraw, śmiechu dorosłych i pokrzykiwań bawiących się wokół dzieci. Trudno powiedzieć, skąd Grecy biorą na to czas, przecież następnego dnia muszą rano wstać do pracy, przyszykować dzieci do szkoły… Po części jest to pewnie zasługa ciepłego klimatu, gdy dni są słoneczne i długie, ludzie mają w sobie więcej optymizmu. Chyba jednak najważniejszy jest styl życia. Grecy poza tym, że lubią dobrze zjeść, potrafią cieszyć się życiem i są otwarci na innych. Może tego właśnie powinniśmy się od nich nauczyć? Z pewnością nie byłabym przeciwna zmniejszeniu codziennej dawki stresu do minimum. Jak mówi przysłowie greckie: Umiejętność życia jest największą sztuką i tej zasady się trzymajmy! MIT

18

LIBERTA

maj 2012


Z innej beczki

Zdeterminowana brakiem prądu KAŻDY

WIE, ŻE W DZISIEJSZYCH CZASACH BRAK PRĄDU TO TRAGEDIA. GDY PANOWIE Z ELEKTROWNI POSTANOWIĄ ZROBIĆ PSIKUS, RODZINA MUSI ODEJŚĆ OD KOMPUTERA, TELEWIZORA I ZACZYNA SIĘ… ROZMOWA. ZDETERMINOWANA NIEDAWNYM, WIECZORNYM BRAKIEM PRĄDU I ZWIĄZANYMI Z TYM NIEOCZEKIWANYMI ZDARZENIAMI KOŃCA DNIA, POSTANOWIŁAM NAPISAĆ TEN OTO FELIETON.

Fot. Internet

Brak prądu zaskoczył mnie niespodziewanym zgaśnięciem telewizora, gdy dopiero co zdążyłam usiąść w fotelu po ciężkim dniu pracy. Moje plany na wieczór uległy zniszczeniu – zamierzałam szybko się wykąpać i zaraz usiąść do laptopa i popracować nad Libertą. Zdenerwowałam się niemiłosiernie, bo jak tu wziąć prysznic w ciemności?! Ktoś powie: mamy wiosnę, zbliża się lato, mamy coraz dłuższe dni. Niestety, w mieszkaniu zapanował półmrok, w łazience – ciemność. Moja łazienka w dodatku nie posiada okien, jest na nieszczęście mała i co więcej, mało przestrzenna*. Jednak nie poddałam się – zaczęłam poszukiwanie świeczek – twilightów. Po wnikliwym szperaniu we wszystkich możliwych szufladach odnalazłam moje zguby. Tu zaczyna się właściwa część tekstu. Po zapaleniu woskowych tworów (a było ich trochę), łazienka rozświetliła się niezwykłym blaskiem. Pomieszczenie stało się przytulne i nastrojowe, że nie wspomnę o niesamowitym obrazie ludzkiej twarzy, która nabiera nadzwyczajnego wyglądu. Jaki z tego wniosek? Naturalne światło, czyli ogień, jest drobiazgiem, który potrafi doprawić każdy, nawet najmniejszy moment. Myślę, że płomień stał się zapomniany. Któż nie lubi siedzieć przy ognisku, delektując się ciepłem i migotaniem tańczących iskierek? Która kobieta nie marzy o kolacji przy świecach? Wracając do mojego wieczoru. Wzięłam nastrojowy, sentymentalny prysznic. Polecam, oczywiście! Dobra, ale co dalej? Pracować na laptopie nie mogę, książki też nie przeczytam. Powłóczyłam się trochę po domu, to usiadłam, to znowu się powałęsałam. W końcu nie wytrzymałam i warknęłam, że nic mnie nie obchodzi i natychmiast potrzebuję prądu. Nagle słyszę charakterystyczny klik włączanego telewizora – włączyli prąd! Z moich ust wydobył się okrzyk euforii, zaraz potem – dźwięk westchnienia, bo tak jak szybko szklane pudło się włączyło, tak szybko zgasło. Żeby odreagować wyszłam na balkon. Widok miasta – zazwyczaj wypełnionego światłem latarni, teraz – pogrążonego w szarości, całkowicie mnie zauroczył. Wbrew pozorom, widoczność nie była zbyt dobra. Niesamowite jest to, że gdy zapanuje półmrok, to towarzyszy mu cisza. Głosy wydobywające się znikąd. Co jakiś czas przejeżdżające samochody, które odkrywają tajemnice zagłębionych w szarości ulic oraz sekretne twarze właścicieli owych zawieszonych w przestrzeni głosów. Z zadumy wybiło mnie nagłe włączenie prądu, skutkujące rozświetleniem się miasta. Z moich ust znów wyrwał się okrzyk radości, a potem znów jęk rozczarowania. Tym razem zdenerwowałam się bardziej na siebie niż na panów z elektrowni i obiecałam sobie, że następnym razem powstrzymam się od ataków zachwytu. Teraz po głowie chodziły mi tylko myśli o tym, jak mam wypełnić dalszy czas oczekiwania. Postałam jakiś czas na balkonie, jednak widok miasta nie działał już na mnie tak magicznie. Pewnie przez moje zdenerwowanie lub niecierpliwość, nudę albo zimno. Potupałam parę razy nogami, żeby odreagować i wróciłam do domu. Znów poszwendałam się po domu, w końcu zrobiłam sobie herbatę i usiadłam w fotelu, teraz już spokojnie czekając na litość panów elektryków. Uwierzcie mi lub nie, ale prąd wrócił do kabli, a ja przyjęłam to z zimną krwią. Po dwóch sekundach niecierpliwie czekałam z ironiczną miną na twarzy, aż mój ukochany, tak upragniony prąd znów mnie opuści. Jednak… prąd pozostał na swoim miejscu, to jest właściwym miejscu i teraz mogłam już pracować na laptopie, a efekt tej pracy trzymacie w rękach. BENTLEY

* mało przestrzenna – tu: eufemizm, zamiast: zagracona (nie wypada użyć słowa zagracona, ponieważ znajdują się tam same niezbędne sprzęty) LIBERTA maj 2012 19


Z innej beczki

Felieton z „brzuszkiem” MÓJ

OSTATNI POBYT W SZKOLE WSPOMINAM Z UŚMIECHEM. I CHOĆ BRZMI TO NIEZWYKLE BANALNIE, TO UWIERZCIE MI, ŻE POD SŁOWEM UŚMIECH, KRYJE SIĘ WIELE PRZYMIOTNIKÓW NIEKONIECZNIE ZE SOBĄ SPÓJNYCH. MIANOWICIE…

Podczas wigilijnej kolacji siedziałam w doborowym towarzystwie. Słowo „doborowym” celowo wytłuściłam, bo jak tu nie czuć się doborowo, kiedy wokół jednej kobiety siedzi aż czterech mężczyzn, a każdy z nich stara się być tym najbardziej potrzebnym, najbardziej zabawnym, po prostu „naj”. Nawiasem mówiąc, mój lekarz ginekolog miał racje twierdząc, że nic

Weźmy na przykład Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, który podczas wizyty w Polsce pary królewskiej ze Szwecji, na uroczystym obiedzie wydanym w Pałacu Prezydenckim, wznosił toast zamiast swoim kieliszkiem, kieliszkiem królowej Sylwii. Żona Karola XVI Gustawa w porę zorientowała się w pomyłce i chwyciła kieliszek Prezydenta.

tak nie działa na mężczyzn jak kobieta z brzuszkiem.  Szkoda tylko, że egzaminy na logopedii zdaję u samych kobiet. Wróćmy jednak do meritum… Panuje przemiła atmosfera. W powietrzu unosi się swąd palonej świeczki. (To zapewne przez mój super wyczulony nos. Wówczas byłam w 7 miesiącu ciąży, a to ponoć normalne). Aż tu nagle jak grom z jasnego nieba pada pytanie: „Kiedy Państwo rodzicie?” Początkowo nie

Amerykanie nie są wcale lepsi. Wystarczy wspomnieć wpadkę Pierwszej Damy Michelle Obamy, która podczas oficjalnego spotkania z królową Wielkiej Brytanii Elżbietą II nie założyła kapelusza. Świat był oburzony. Tymczasem w Polsce gafę popełniają Ci, którzy wręczają komuś parzystą liczbę kwiatów (liczba ta przeznaczona jest na wiązanki pogrzebowe), z kolei w krajach skandynawskich noże dawane na prezent oznaczają „przecięcie przyjaźni”.

zareagowałam, bo rzadko zwraca się do mnie per „Państwo” (zapewne młodo wyglądam, choć znam też takich, którzy mają jeszcze gorzej. Na przykład mój dobry znajomy przy kupowaniu „Piccolo” musiał pokazać dowód osobisty). Po chwili jednak spojrzałam uroczo na mojego Towarzysza z lewej strony, uśmiechnęłam się subtelnie, po czym odpowiedziałam: „W marcu”. No bo co w tym dziwnego, że ja w marcu zostanę mamą, a mój przemiły Towarzysz dziadkiem?! Nie da się ukryć, że pytający popełnił faux pas*,

Przykłady można mnożyć. Wnioski nasuwają się same: świat ma wielkie oczy i nic się przed nim nie ukryje. Z kolei sztucznie prowadzone rozmowy do niczego dobrego nie doprowadzają. Sztuczne to może być nawadnianie. Wiem to najlepiej. W końcu jestem żoną hydraulika. Ot co!

które nas co prawda rozbawiło niemal do łez, ale czy zawsze jest tak samo śmiesznie? * faux pas (z fr. "fałszywy krok", wym. "fo pa"), oznacza nietakt, gafę, pogwałcenie niepisanych reguł danej społeczności. To co jest przyjęte w jednej kulturze może być uznane za gafę w innej. 20 LIBERTA maj 2012

Z SERDECZNYMI POZDROWIENIAMI EWA GENGE-KORPIK

P.S. Pozdrowienia dla „towarzystwa stolikowego”, a szczególnie dla Towarzysza z lewej strony.

Liberta 22  

maj 2012

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you