Page 1

LIBERTA numer 11

kwiecień 2010

Pismo uczniów Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Sióstr Urszulanek SJK w Pniewach

3B w ych. p. Karolina Dybizbańska

3A w ych. p. Anna Turek

4TGH w ych. s. Agnieszka Derengowska


Wstępniak

Spis tr eści Odeszli do Domu Ojca ............................... 3  Co się działo ........................................... 4‐5  Jest taki dzień ............................................ 6  Życie jak diament ...................................... 7  Lotnicze impresje .................................. 8‐9  Alleluja i do przodu .................................. 10  Dwugłosem .............................................. 11  Spragnieni zabawy .............................. 12‐13  Z pamiętnika maturzysty ......................... 14  Recenzje… .......................................... 15‐18  Opinia ...................................................... 19  Opowiadania ..................................... 20‐22  Poezja ................................................. 23‐25  Twórczość ................................................ 26   Wiosennie / Plebiscyt ............................... 27   Rozrywka ........................................... 28‐29  Transplantacja ......................................... 30  Post Scriptum .......................................... 31  Maturzyści ............................................... 32    Redaktor naczelny  p. Ewa Genge‐Korpik    Redakcj@  klasa 1a LO  Emilia Dziubańska, Ilona Grzeszkowiak,  Luiza Nadstazik, Jakub Nowak,  Paulina Pawlak, Anna Siuda, Łukasz Sułek,  Mateusz Śródecki, Marika Targowska,  Anna Wanat, Agnieszka Werner    klasa 2 LO  Zuzanna Brodowska, Jakub Idzik,  Inez Sikorska, Agnieszka Stańko,  Jan Szymanek, Joanna Wicher    Skład  p. Przemysław Szulc,  p. Kamil Kiereta    Wydawca  Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych  Sióstr Urszulanek SJK  w Pniewach 

2

LIBERTA

kwiecień 2010

Wstępniak Witajcie! Wreszcie przyszła. Ona. WiOsNA. I choć kwiecień – plecień na pewno jeszcze przemyci kilka zimnych dni, wszystkim naszym czytelnikom życzę, aby wraz z wiosną nadszedł optymizm, zapał do nauki i chęć walki o oceny końcowe. Z okazji Wiosny życzę wszystkim zakochanym, aby dni przepełnione

ciepłem

pierwszych

promieni

słonecznych

sprzyjały rozwojowi Waszego uczucia, które niech pachnie tulipanami, żonkilami, a w maju pierwszymi truskawkami. Z kolei tym, którzy na miłość czekają i uparcie jej poszukują życzę, aby Wiosna rozśpiewała Wasze serce w kierunku Tego wyjątkowego. W kwietniowym numerze znajdziecie nietuzinkową rozmowę ojca z synem, wywiad z nowymi nauczycielami, ostrą polemikę, humor i rozrywkę, a także rozrastający się w tempie ekspresowym dział Poezji. Po raz pierwszy na łamach Liberty opowiadanie w odcinkach i konkurs na… nauczyciela. Ponadto jednoczymy się z całą Polską, która jeszcze tydzień temu pogrążona w żałobie wspominała 96 wybitnych przedstawicieli naszego narodu. Katastrofie w Smoleńsku poświęciliśmy stronę 3. Obok takich wydarzeń nie sposób przejść obojętnie… Z serdecznymi pozdrowieniami Ewa Genge-Korpik


Żałoba narodowa

Odeszli do Domu Ojca 2 KWIETNIA 2005 R. O GODZINIE 21:37 ODSZEDŁ NASZ RODAK, PAPIEŻ JAN PAWEŁ II. PIĘĆ LAT PÓŹNIEJ, 10 KWIETNIA O GODZINIE 8:56 ODESZŁO Z TEGO ŚWIATA 96 WYBITNYCH PRZEDSTAWICIELI NASZEGO KRAJU.

Odszedł niezmordowany orędownik pokoju, Świat utracił obrońcę wolności. To tylko niektóre ze stwierdzeń, jakie pojawiły się po śmierci papieża, którego życie przepełnione było modlitwą i czynieniem dobra. W tym roku obchodziliśmy już 5 rocznicę Jego śmierci. Odszedł w Wigilię Miłosierdzia Bożego, święto, które sam ustanowił. 5 lat później, również w Wigilię Miłosierdzia Bożego, odeszło z tego świata 96 osób. Wielka tragedia dotknęła nasz kraj z powodu katastrofy samolotu prezydenckiego. Ponownie „zostaliśmy osieroceni”. Zginał nasz prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką oraz wielu wybitnych przedstawicieli naszego kraju. Polska po raz kolejny pogrążyła się w smutku i żałobie. 5 lat temu opłakiwaliśmy odejście papieża, dzisiaj opłakujemy smoleńską tragedię. Być może wielu z nas nie mówiło dobrze o tych, którzy Sam o l o t d o R aju zginęli, być może często 10 kwietnia 8 50 i minut sześć, rzucaliśmy pod ich adresem Granice mej Polski przekroczyła druzgocząca wieść. bezpodstawne obelgi, być może Żałobna czerń przeszła przez ulice kraju, dzisiaj tego żałujemy… Gdy prezydencki samolot, odleciał do raju. Zarówno 5 lat temu, jak i teraz Przypadek? Może, lecz wypełniony sensem, cały świat zjednoczył się z nami Przekonuje się co dnia, z każdym nowej prawdy kęsem. - Polakami. Nie zostaliśmy sami W jednym miejscu, zginęło tylu pięknych ludzi, pośród tak wielkiej tragedii i to Zapadli w wieczny sen, by z martwych wstać, się obudzić. należy docenić. Nie pytajmy, odpowiedź może nas podzielić, Pokażmy solidarność przybraną w czerwieni i bieli. Z pewnością dla każdego Złóżmy mentalny hołd, jeżeli się z tym liczysz, z nas była to trudna lekcja Weź pomyśl, weź się pomódl, weź muzykę przycisz. patriotyzmu. Warto zapamiętać Płaczą ludzie w willach i ci oblegający dworce, z niej jak najwięcej i wyciągnąć Widząc karawan z prezydentem, chylą głowy jak przed ojcem. wnioski na przyszłość. Przecież Patrząc na ten świat oczami przez łzy, każdy z osobna jest Niejeden pyta: No jak nie być na los złym? odpowiedzialny za swoją Teraz proszę szczerze apelem do Was wszystkich, Ojczyznę i powinien zabiegać, Kolegów, polityków, nieznajomych i bliskich. aby panował w niej pokój. Pamiętajmy zawsze nie w tej chwili, niech to będzie bliskie sercu, Agnieszka Stańko

Jeżeli nie wiesz dlaczego, to wróć do pierwszego wersu. Mateusz Śródecki

LIBERTA

kwiecień 2010

3


Co się działo

Pierwszy i być może nie ostatni krok w naszej szkole

Drzwi otwarte 2010 Każdy, kto 13 marca przybył aby obejrzeć szkołę, mógł zobaczyć wiele atrakcji przygotowanych z okazji „Drzwi otwartych”. Nasi uczniowie zaprezentowali swoje umiejętności z dziedziny tańca, aktorstwa i gastronomii. Było wiele do oglądania, co oznacza, że podołaliśmy zadaniu i myślę, że nikt nie żałował czasu spędzonego w naszej szkole. Na pozostałe efekty trzeba będzie poczekać do września, kiedy okaże się, czy zainteresowani zechcą do niej powrócić na trochę dłużej. Agnieszka Stańko

„Bądźmy świadkami miłości…” Właśnie pod takim hasłem odbyły się tegoroczne rekolekcje w naszej szkole. Prowadził je ks. Jan Bagiński oraz nauczyciele z Wrocławia. Był czas na modlitwę, refleksję oraz zabawę, choć tej ostatniej było raczej najwięcej. Każdego dnia odbywały się konferencje dotyczące m.in. miłości, czy też działania naszych zmysłów. Został także przedstawiony spektakl pt. „Pasja” przygotowany przez p. Karolinę Cichocką, w którym udział wzięli nasi uczniowie. Tymczasem maturzyści (jak co roku) modlili się na Jasnej Górze w intencji tegorocznego egzaminu. Mówią, że były to najlepsze rekolekcje w jakich uczestniczyli. Agnieszka

Rekolekcje to okres poświęcony odnowie duchowej poprzez modlitwę, konferencje oraz spowiedź. Rekolekcje są dla nas niepowtarzalną okazją, aby się wewnętrznie wyciszyć. Są okresem przemyśleń, zastanowienia nad sobą, swoim życiem. Jest to nadzwyczajny moment spotkania z Bogiem i poznania Go na nowo. Rekolekcje to czas, w którym możemy doświadczyć miłości Boga, poznać siebie w świetle Słowa Bożego, pokonać wszystkie nasze zranienia, zagubienia, zakłamania, pokonać to, co odbiera nam radość życia. Rekolekcje to wyjątkowa możliwość pojednania z Bogiem, co dla nas chrześcijan ma ogromną wartość. ILA

4

LIBERTA

kwiecień 2010


Co się działo

Skifahren każdy może 17 stycznia, z Dworca Głównego PKP w Poznaniu, urszulańska grupa w składzie: s. Teresa, p. Karolina, Karolina S., Natalia H., Magda Z., Emilia Dz., Luiza N., Natalia K., Kasia R., Magda R., Olga Sz., Maja S., Natalia O., Joachim Dz., Mateusz Ś., Kuba I., wyruszyła do ZAKOPCA! Codziennie chodziliśmy na stok. Prawie zawodowcy tylko szlifowali swe umiejętności, początkujący z mozołem wstawali po „glebie”, aby za chwilę znów ją zaliczyć. Jednakże opłacało się. Do wyjazdu wszyscy mieli opanowaną tę zimową sztukę. We wtorek wjechaliśmy wyciągiem krzesełkowym na Zgorzelisko, by poobserwować widoki i innych miłośników zimowego szaleństwa. Obowiązkowa była także szarlotka, choć nie wszystkim przypadła do gustu. W środę kilka godzin spędziliśmy w Zakopanem. W czwartek wybraliśmy się na Wiktorówki i Rusinową Polanę. Towarzyszyła nam Siostra Dyrektor, które na krótko przyjechała nas odwiedzić. Wieczorem mieliśmy ognisko, przy którym każdy mógł zaprezentować swój wokal i zjeść tłuściutką kiełbaskę. Piątkowy dzień był szczególnie udany, pomimo pobudki o 6.00, gdyż z Kuźnic udaliśmy się kolejką linową na Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.). Pogoda cudna, ludzi niewiele i te widoki! Po południu wszyscy byliśmy na mszy w kameralnym kościółku w Małym Cichym, później odbył się kulig z pochodniami. Ostatnie zjazdy ze stoku, usilne próby zapięcia walizek, plecaków i znów powróciliśmy do Zakopanego. W niedzielę ok. 8.40 zajechaliśmy do Poznania. Zadowoleni i zmęczeni udaliśmy się do domów, by poleniuchować przez ostatni tydzień ferii. Bona fide

Dzień Kobiet Z punktu widzenia większości panów 8 marzec to dzień jak co dzień. Tymczasem kobiety starsze czy młodsze, oczekują od mężczyzny choćby miłego słowa. Tak też i było w naszej szkole. Choć Dzień Kobiet odbywał się bezpośrednio w klasach, uśmiechniętych chłopów składających życzenia i ofiarujących kwiaty można było zobaczyć na każdej przerwie, zwłaszcza pod pokojem nauczycielskim. Za miłe słowa i upominki serdecznie dziękujemy! Paulina

LIBERTA

kwiecień 2010

5


Jest taki dzień

Dziedzictwo językowe, które należy chronić 21 luty to ustanowiony przez UNESCO w 1999 roku Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Obchodzimy go na pamiątkę wydarzeń w Bangladeszu, kiedy to w 1952r zginęło pięciu studentów tylko dlatego, że domagali się nadania językowi bengalskiemu statusu języka urzędowego. W tym roku Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego był obchodzony w ramach Międzynarodowego Roku Zbliżenia Kultur. W Polsce odbyło się Dyktando Mistrzów. Szesnaścioro dotychczasowych mistrzów i wicemistrzów polskiej ortografii, wyłonionych w 14 zorganizowanych dotąd w Katowicach Ogólnopolskich Dyktandach, po raz kolejny zmierzyło się 21 lutego, rywalizując o tytuł arcymistrza języka polskiego. Istnieje jednak obawa, że święto to zostanie wkrótce równie zapomniane, jak języki narodowe. Jak podaje UNESCO, ponad połowie z 6 tysięcy języków grozi zniknięciu w przeciągu kilku następnych pokoleń. Od 2006 roku, który został ogłoszony Rokiem Języka Polskiego, niewiele się zmieniło. Większość ludzi nie interesuje się już dbałością o poprawność języka ojczystego. Wielu z nas mówi niedbale, a wśród tych, od których należałoby wymagać dbałości o język, jak np. wśród pracowników mediów i ich gości, coraz mniej osób przykłada wagę do formy języka. W Dniu Języka Ojczystego zastanówmy się, czy naprawdę chcemy, aby język polski, nasze dziedzictwo kulturowe, został zapomniany i zastąpiony zapożyczeniami z innych języków, a także coraz częściej stosowanymi w ramach przerywników wulgaryzmami, zarówno w codziennej rozmowie, jak i w mediach. Anna Wanat

Teatr – odwieczna sztuka Międzynarodowy Dzień Teatru ogłoszono z inicjatywy Międzynarodowego Instytutu Teatralnego (ITI - UNESCO) 27 marca 1961 r. dla upamiętnienia otwarcia pierwszego sezonu Teatru Narodów w Paryżu w 1957 r. Od tej pory święto to obchodzone jest co roku właśnie 27 marca. W tym roku hasłem Międzynarodowego Dnia Teatru są słowa współczesnego niemieckiego dramatopisarza Tankreda Dorsta: Teatr zdobyczą ludzkości – jak koło i ogień. W ramach obchodów święta teatru w całej Polsce odbyły się premiery teatralne, wystawy, konferencje, a także cykl spotkań literackich skierowany do dzieci i młodzieży. Teatr towarzyszył ludziom od zarania dziejów. Bywał tanecznym obrzędem mającym sprowadzić deszcz, pomyślne łowy, czy zwycięstwo. Bywał między innymi dworską fetą karnawałową, albo też kazalnicą moralizatorów. Przez lata zmieniał się, ewoluował, jednak cały czas pozostając dla ludzi. Dziś mówi się nawet o kryzysie teatru. Tej odwiecznej sztuce grozi wyparcie przez film i telewizję, które go wyręczają. Frekwencja w teatrach spadła, prestiż teatru również. Teraz młodzi ludzie wolą usiąść przed telewizorem, czy pójść do kina, niż do teatru. Jednak czy to oznacza, że niedługo będzie on niepotrzebny, że już nikt nie będzie chciał do niego chodzić? Nie. Bo jak pisze Ludwik Flaszen, krytyk, pisarz i człowiek teatru: Po okresie fascynacji ekranem, widownie w teatrach wypełniają się na nowo, człowiek powraca chyłkiem do teatru. Widocznie ekran nie zastąpi mu rozkoszy zbiorowej ekscytacji. W Międzynarodowym Dniu Teatru zbratajmy się wszyscy we wspólnej trosce o los tej starej, wiecznie młodej sztuki. Anna Wanat

6

LIBERTA

kwiecień 2010


Wywiad

Życie jak diament… CIESZY

SIĘ

ŻYCIEM,

LUBI

TOWARZYSTWO

LUDZI,

WSPÓŁPRACUJE Z MŁODZIEŻĄ I NIE ZNOSI IMPERTYNENCJI… TAKI?

CHĘTNIE

KTÓŻ TO

PANI WANDA GOMUŁA, NAUCZYCIELKA JĘZYKA ROSYJSKIEGO

ZASILAJĄCA

SZEREGI

GRONA

PEDAGOGICZNEGO

OD

PONAD

1,5 MIESIĄCA. Ulubiony kolor… hmm… jest ich wiele, ale wolę te pastelowe. Ulubiona potrawa… lubię wszystko, lecz najbardziej różnego rodzaju zapiekanki. Interesuję się… sportem, ale moją pasją jest rozwiązywanie krzyżówek i czytanie. Praca w szkole... jest dla mnie przyjemnością, ponieważ lubię pracę z młodzieżą. Moje marzenia… wiele z nich się już spełniło, jednak ciągle marzę o tym, aby zdrowie dopisało mi jak najdłużej . Oglądam… najczęściej „Wiadomości”, sporadycznie seriale. Moim autorytetem jest… mam ich wiele, to jednak szczególnie ważny jest dla mnie Jan Paweł II. Kocham… życie i ludzi. Satysfakcję daje mi… rodzina, również praca. Moje motto… „Życie przypomina diament: jest twarde, piękne, drogie... tylko rzadko błyszczy więc starajmy się, aby jak najczęściej błyszczało." Nie lubię… kłamstwa, nieuczciwości. Nienawidzę… bezczelności. Żałuję… właściwie niczego nie żałuję, bo to co osiągnęłam w życiu było spełnieniem moich marzeń. Myślę o sobie… że jestem dobrze postrzegana, bo staram się być wrażliwa i życzliwa dla ludzi, chociaż być może są tacy, którzy mnie nie akceptują, bo przecież jak każdy mam swoje wady i słabości. Rozmowę przeprowadziły Emilia Dziubańska i Luiza Nadstazik

LIBERTA

kwiecień 2010

7


Wywiad

Lotnicze impresje TO NIECODZIENNY WYWIAD Z NIETUZINKOWYM CZŁOWIEKIEM. ZRESZTĄ DZIENNIKARZ TEŻ NIE JEST PRZYPADKOWY. O LATANIU, SZYBOWCACH I WIDOKACH, KTÓRYCH SIĘ NIE ZAPOMINA - ZE SWOIM TATĄ ROZMAWIAŁ ŁUKASZ SUŁEK. 1. Tato, czy dla ułatwienia rozmowy mogę się do Ciebie zwracać w drugiej osobie? Jak najbardziej, przecież znamy się tyle lat… 2. Przez prawie trzydzieści lat byłeś związany z lotnictwem wojskowym. Był to świadomy wybór? Psychologowie uważają, że w wieku piętnastu lat trudno mówić o świadomym wyborze, raczej jest to fascynacja. W moim przypadku, wbrew temu twierdzeniu była to fascynacja świadoma. 3. Skąd wzięła się ta fascynacja? Jak dobrze pamiętam, to w piątej lub szóstej klasie szkoły podstawowej zainteresowałem się historią drugiej wojny światowej. Tam zetknąłem się z bohaterskimi polskimi lotnikami, którzy walczyli i byli podziwiani za swoje umiejętności na wszystkich frontach wojny. Z początku traktowałem to jako ciekawy przyczynek do historii. Dopiero później doszła do tego historia lotnictwa, literatura fachowa i modelarstwo. Efektem tego wszystkiego była chęć wzbicia się w powietrze. Wtedy zacząłem szukać możliwości realizacji tego pomysłu. 4.I w ten sposób trafiłeś do Liceum Lotniczego? W tamtych czasach wcale to nie było takie proste. Dęblińskie Liceum Lotnicze było szkołą elitarną, jedyną taką placówką w kraju. Funkcjonowała dopiero od ośmiu lat i co roku były tysiące chętnych.. Największą barierę stanowiły badania lotniczo – lekarskie, które trwały trzy dni. Było to sito, które przepuszczało nielicznych. Mnie się udało. Do osiągnięcia celu pozostał tylko egzamin wstępny, który też udało mi się zdać. 5. I co dalej? Dalej rozpoczęła się moja przygoda z lataniem. Najpierw był obóz spadochronowy, później szybowcowy. 6. Obóz spadochronowy, czyli skakanie ze spadochronem? Tak. Skoki spadochronowe były elementem potrzebnym, by przejść do kolejnego etapu, czyli latania na szybowcach. Każdy pilot musi umieć w sytuacji awaryjnej opuścić statek powietrzny przy pomocy spadochronu.

8

LIBERTA

kwiecień 2010


Wywiad 7. Jak wyglądał Twój pierwszy skok? Jakie miałeś odczucia? Samolot wyniósł nas na wysokość 800 metrów. Nadlatując nad lotnisko instruktor otworzył drzwi w samolocie, a my po kolei "wysypaliśmy" się z niego. W momencie opuszczania samolotu nastąpiło zderzenie z silnym pędem powietrza. To było tak niespodziewane, że na moment nastąpiła utrata świadomości. Do rzeczywistości wróciłem, gdy poczułem mocne szarpnięcie i ujrzałem nad sobą czaszę otwartego spadochronu. Wtedy dopiero spojrzałem na ziemię i popadłem w euforię. Poczułem się wolny, a cisza, która zapanowała, aż kłuła w uszy. Przepiękne widoki zapierały dech w piersiach. 8. Bałeś się? Pewnie, że się bałem. Nie znam osoby, która by się nie bała. Strach jest ludzkim zaworem bezpieczeństwa, który nie pozwala wystawiać życie na niebezpieczeństwo i popadać w zgubną rutynę. Oczywiście można nad nim zapanować i go kontrolować. 9. A gdyby spadochron się nie otworzył? Myślałeś o tym? To jest jeszcze zapasowy. Każdy skok szkolny musi być wykonywany ze spadochronem zapasowym, który jest mocowany na brzuchu. Nie otwarcie się spadochronu głównego jest naprawdę rzadkim zdarzeniem. 10. Z tego wynika, że najbezpieczniejsze jest lądowanie. To nie jest tak do końca prawda. Uderzenie w ziemię jest takie jak przy skoku z wysokości trzech metrów. Niby nic takiego, ale w rzeczywistości dochodzi jeszcze siła wiatru. Trzeba przed lądowaniem umieć określić jego kierunek i siłę, aby móc odpowiednio się do niego ustawić i ułożyć prawidłowo nogi. Inaczej można się połamać! 11. Miałeś jakieś ciekawe przygody? Raczej były to rutynowe skoki, chociaż każdy z nich zawsze był inny. Przy którymś z kolejnych skoków, już po opuszczeniu samolotu a jeszcze przed otwarciem czaszy, zerknąłem w dół i zobaczyłem, że spadam na sam środek cmentarza. Nie było to miłe uczucie. 12. A czym jest latanie na szybowcach? Przyjemnością, sposobem na życie, sztuką i wyzwaniem jednocześnie. Ta „machina” nie posiada silnika. Zdany więc jesteś tylko i wyłącznie na siebie samego i swoje umiejętności. 13. Latanie może sprawiać przyjemność? Oczywiście że tak. Jest to wspaniałe przeżycie. Wyobraź sobie, że jesteś na wysokości tysiąca pięciuset metrów sam, cisza i spokój, przepiękne widoki. Wtedy czujesz się władcą przestworzy, który posiada ogromną moc. Kiedyś wyleciałem tuż po przejściu chłodnego frontu burzowego. Po wyczepieniu się na podobnej wysokości ukazał mi się przed oczami niesamowicie bajeczny widok. Wypiętrzone chmury wyglądały jak Himalaje, a promienie słoneczne utworzyły mozaikę kolorów, od głębokiej piekielnie czerni, aż po wściekłe odcienie czerwieni. Nie mogłem oderwać wzroku od tego niecodziennego zjawiska. Nigdy czegoś podobnego już w swoim życiu nie widziałem. 14. Skakanie, latanie – to chyba nie bardzo bezpieczna fascynacja? Myślę, że jest ona bardziej bezpieczna niż chodzenie po chodniku w dużym mieście. 15. A dziś, co po tym wszystkim pozostało? Uczucie spełnienia, ogrom wspomnień i przyszły zawód. Ale to akurat historia na oddzielną rozmowę. Rozmawiał Łukasz Sułek

LIBERTA

kwiecień 2010

9


Wywiad

Alleluja i do przodu!

NIE LUBI CHAMSTWA, CWANIACTWA I WAZELINIARSTWA. UWIELBIA NAUKĘ JĘZYKÓW OBCYCH I OBSŁUGĘ SYSTEMÓW OPERACYJNYCH. PRZYGODĘ W NASZEJ SZKOLE ROZPOCZĄŁ NIEDAWNO, ALE NIEKTÓRYM ZDĄŻYŁ JUŻ POKAZAĆ NOWE OBLICZE JĘZYKA NIEMIECKIEGO. MOWA O PANU KAROLU KRZYCZKOWSKIM. Najbardziej stresujący moment w moim życiu… do tej pory nie wiem, czy był to egzamin praktyczny na prawo jazdy, czy też obrona pracy magisterskiej (zupełnie nie wiem dlaczego). Moje

hobby to…

nauka

języków

obcych i komputer, w szczególności zaś obsługa systemów operacyjnych, w tym Linuxa, którego uwielbiam. Nie lubię… chamstwa, cwaniactwa, wulgarności i wazeliniarstwa. Chciałbym zmienić… to, by Polacy zaczęli nareszcie uczyć się języków obcych, by nie było trzeba wstydzić się za ziomali za granicą… Najzabawniejsza

chwila

w

moim

życiu… chyba podróż z Bangkoku do Warszawy, która trwała dwukrotnie krócej niż z Warszawy do domu… Wiem, że… nic nie wiem. Od życia oczekuję… wszystkiego po trochu…, w nim na wszystko przychodzi odpowiednia pora. To, co mnie najbardziej zaskoczyło w szkole Sióstr Urszulanek… nie będę ukrywać, że sposób zwracania się do grona profesorskiego… Jestem nauczycielem, ponieważ… tak wybrałem. Lubię pracę z młodzieżą i lubię dzielić się swoją wiedzą. Moje największe marzenie… to spełnić się jako człowiek, chrześcijanin, mąż, ojciec i nauczyciel… Według mnie koniec świata… jest w rękach Boga, a nie kalendarza Majów! Nie lubię ludzi, którzy… kierują się stereotypami! W trudnych momentach mówię sobie… alleluja i do przodu! Nie potrafiłbym żyć bez… Boga, pracy, rodziny i bez prądu. Do furii doprowadza mnie… twierdzenie, że język niemiecki jest trudny, bo to bzdura! W życiu chciałbym spotkać… samych dobrych ludzi. Gdybym mógł wprowadzić święto, byłoby to… Fanlpilzfest (Święto Leniuchów), każdemu czasem się należy! Nie mógłbym mieszkać pod jednym dachem z… kimś, kto nie potrafi być tolerancyjny. O dzisiejszej młodzieży myślę, że… jest bardzo spolaryzowana. Z jednej strony ci, z którymi praca jest czystą przyjemnością, z drugiej, absolutni ignoranci. Jestem tu dlatego, że… lubię się sprawdzać w różnych sytuacjach życiowych. Rozmowę przeprowadziły Inez Sikorska i Agnieszka Stańko 10

LIBERTA

kwiecień 2010


Pamiętnik

Dwugłosem DŁUGO ZASTANAWIAŁAM SIĘ, CZY TA POLEMIKA POWINNA UJRZEĆ ŚWIATŁO DZIENNE. Z JEDNEJ STRONY POKAZUJE ONA W NASZYM PIŚMIE INNY NIŻ DOTĄD WYMIAR DZIENNIKARSTWA, Z DRUGIEJ ZAŚ, ZACZYNA WYTWARZAĆ SIĘ PŁOMIEŃ, Z KTÓREGO KIEDYŚ MOŻE WYBUCHNĄĆ POŻAR…POŻAR ARGUMENTÓW RZECZ JASNA. SĄ BOWIEM WŚRÓD WAS OSOBY, KTÓRE NIE TYLKO SKRUPULATNIE CZYTAJĄ LIBERTĘ, NIE TYLKO SĄ AMBITNI I ZAANGAŻOWANI W TO, CO ROBIĄ, ALE PRZEDE WSZYSTKIM CHCĄ MÓWIĆ PEŁNIĄ GŁOSU. I TEN ARGUMENT EKG PRZEWAŻYŁ.

Z pamiętnika kociaka

Z pamiętnika psa

Już tyle czasu jestem w tej szkole, jak to wszystko szybko przemija. Poznałam wszystkie (prawie!) zakamarki w "budzie", nawiązałam nowe znajomości. Szkoła jest super, bo jak wiadomo tworzą ją uczniowie, ale niestety znajduje się tu dość sporo kompletnych ignorantów, którzy panoszą się po szkole i uważają swe idee za kompletnie cool. (Czy to przypadkiem nie wyszło już z mody?). Hmmm. Życie. Nic nie jest idealne; jest jednak jasne, że niektórym wiatr w oczy wieje i piach pod nogi rzuca, dlatego trzeba coś zmienić. Czyżby to miała być "cudowna" przemiana z milutkiego kociaczka w drapieżnego tygrysa? Czas pokaże.

Nie rozumiem idei tego tworu. Autorka chciała na siłę się odkuć za ostatnie traumatyczne przeżycia. Po co porywać się z motyką na słońce? Strzał samobójczy. Raz mówi, że szkoła do bani, a następnie super. Niezdecydowanie czy kłamstwo? Twórczyni ubliża mi w sposób bezpośredni (ironiczna przenośnia wyszła w sposób fatalny!) mówiąc na mnie kompletny ignorant. Do tego panosze się po szkole. Moje idee są mówiąc nie po polsku kompletnie cool. Skąd osoba, która nawet nie wie jaką filozofią się kieruje ma wiedzieć, jakie są moje idee i rozważania? Stwierdzenie „trzeba coś zmienić” rozwaliło mnie. Nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać z żałości. Chcesz mnie zmienić? Wymienić na lepszy model? Wybacz Słonko, skoro ty jesteś drapieżnym tygrysem to ja z psa przemieniłem się w Alfę i prowadzę całą watahę gniewnych zdań. PS. Czy przypadkiem nie rzuca się kłody pod nogi?

LIBERTA

kwiecień 2010

11


Połowinki

Spragnieni zabawy Połowa szkoły już z nami. Powód do radości czy smutku? Z jednej strony coraz bliżej do upragnionej dorosłości i studenckiego życia, z drugiej obawa przed maturą, egzaminami na studiach i samodzielnością. Na szczęście nie musimy się tym martwić na co dzień, a już zwłaszcza nie przejmowaliśmy się w połowinkową noc z 13 na 14 lutego. W obecności Siostry Dyrektor, siostry Edyty Pszczoły i siostry Anny Papierz, my, uczniowie klas drugich pod okiem czujnych rodziców i niezastąpionych wychowawców, miło się bawiliśmy. Tańczyli prawie wszyscy, niektóre dziewczyny pogubiły nawet buty. Dobrego jedzenia było potąd (sięgam ręka ponad głowę) i zostało nam go jeszcze na klasowe poprawiny. Zorro

12

LIBERTA

kwiecień 2010


Połowinki

LIBERTA

kwiecień 2010

13


Pamiętnik

Z pamiętnika maturzysty… O ULUBIONYCH LEKCJACH, NAUCZYCIELACH, KARTKÓWKACH I PRZYSZŁOŚCI Z TEGOROCZNYMI MATURZYSTAMI ROZMAWIAŁA AGNIESZKA STAŃKO. OKAZUJE SIĘ, ŻE NIE TAKA GEOGRAFIA STRASZNA JAK JĄ MALUJĄ.

Najbardziej ze szkoły zapamiętam lekcje geografii, gdzie Pan Profesor Piechota z uśmiechem na twarzy, robił nam niezapomniane kartkówki. My jednak nie byliśmy z tego powodu tak bardzo szczęśliwi, jak On. W naszych oczach można było zauważyć przerażenie i strach, ale to nic w porównaniu z ocenami z owej kartkówki… Porażka.

Będę miło wspominał lekcje z Panią Profesor Karoliną Cichocką oraz lekcje wychowania fizycznego z Panem Profesorem Plucińskim. Na początku mojej przygody z tą szkołą, było ciężko, jednak z czasem przyzwyczaiłem się do takiej codzienności. Teraz, kiedy zostało mi już niewiele chwil w tej szkole, jestem bardzo ciekawy mojej przyszłości, nowych wrażeń, które ona przyniesie. Klasa maturalna do łatwych nie należy, ale warto skupić się na intensywnej pracy, ażeby później z satysfakcją móc zbierać jej obfite owoce.

Najlepsza chwila w tej szkole, to moment, kiedy mogłam zobaczyć kabaret z Pawłem, Alanem i Achimem w roli głównej. Najgorsza chwila tutaj … hmm … to chyba, ten dzień, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Marcelinę.

Będę bardzo tęsknić za szkołą, za atmosferą, która tu panowała i za ludźmi, których mogłam poznać. Będzie mi brakować niezmiernie ciekawych lekcji geografii, które wykładał Pan Profesor Piechota. Kiedy przyszłam do tej szkoły, byłam przerażona. Myślałam, że nigdy nie przyzwyczaję się do panujących tu reguł. Jednak dzięki moim kochanym kolegom, Michałowi i Przemkowi, udało mi się przetrwać ten trudny czas. Teraz jest jeszcze niepewność, co dalej. Trzeba być dobrej myśli i czekać na rezultaty trzyletniej pracy.

14

LIBERTA

kwiecień 2010


Recenzje

PŁYTA

PINK FLOYD‐ THE DIVISION BELL  Na "The Division Bell" Pink Floyd zaprezentował rewelacyjną formę. Generalnie jest to muzyczny powrót do własnej, chlubnej przeszłości, ale też zespół zaskoczył pewnymi nowinkami. I po raz kolejny potwierdził, że w prostocie tkwi doskonałość. Weźmy tylko "Cluster One", pojedynczy dźwięk klawiszy, leniwe gitarowe frazy i już robi się magia. Ten instrumentalny numer powoli rozwija się, płynie, wreszcie przechodzi w "What Do You Want From Me". Jak na ten zespół to ostra rzecz: Gilmour dopełniający swą partię wokalną kąśliwymi zagrywkami gitary, potężne uderzenia bębnów, żeńskie głosy, mocny refren. "Marooned" to z kolei genialny instrumentalny numer. W zasadzie długie, gitarowe solo Gilmoura, dyskretnie prowadzone klawiszami Wrighta. Pisk mew i odgłosy fal potęgują relaksujący nastrój. Kolejny killer to "Keep Talking", z długim, klimatycznym wstępem, z którego wyłania się głos wygenerowany z syntezatora przez Stephena Hawkinga. Gdy nietypowe intro (sparaliżowany fizyk nie może sam mówić)kończy się słowami: Nauczyliśmy się rozmawiać, dołącza Mason, rozpoczyna się frapujący dialog Glimoura ze śpiewającymi paniami, przy solówce zaś następuje ciekawe przyspieszenie. Nie sposób nie wzruszyć się słuchając "Wearing The Inside Out". W tym wolnym numerze z saksofonem Parry’ego głównym wokalistą jest Wright. "A Great Day For Freedom" zaczyna się od śpiewu Glimoura na tle fortepianowego akompaniamentu, potem wchodzą nuty orkiestry i nareszcie gitarowe solo. Całość utworów zamyka "High Hopes", napisany przez Glimoura wraz z towarzyszka życia, Polly Samson. Dźwięk pękniętego dzwonu jako alegoria naszego życia, podniosły refren. Do tego jeszcze łkające solo gitary i tekst o upływie czasu – smutne wspomnienie, "gdy trawa była zieleńsza, światło jaśniejsze, smak słodszy". To płyta, która idealnie zwieńcza studyjną działalność bezapelacyjnie najważniejszego Beorn zespołu świata. PŁYTA

ARTROSIS‐ Ukryty Wymiar  Grupa Artrosis to jedna z najwybitniejszych załóg grająca gotyk w tej części świata. Kiedy zespół wydał swój debiutancki album "Ukryty Wymiar" pojawiły się głosy jakoby narodziła nam się polska Lacrimosa. Osobiście uważam takie twierdzenie wręcz za obraźliwe dla muzyków. Artrosis to grupa, która posiada własną tożsamość a późniejsze ich albumy potwierdzają to zdanie w 100 procentach. Pierwszy utwór, a właściwie intro, to "Lisa", kompozycja ciekawa z interesującymi wokalem Medeah. "Czarno-białe sny" to wspaniała rockowa kompozycja z porywającym tempem. Zachwycają polskie teksty, które tworzą naprawdę ciekawy klimat. "Taniec" to świetny wstęp rozegrany na klawisze i perkusję (a dokładniej na automat perkusyjny). Do tego dodajmy melodyjne gitary w zwrotce i refrenie, i mamy gotowy przepis na przebój. Rzeczywiście ten kawałek świetnie zdał by egzamin na singiel. Muzycy wybrali jednak do tej roli inny utwór, ale o tym później. "Nazgul" to jedna z najlepszych kompozycji na płycie i w całej dyskografii zespołu. Świetna rytmiczna gitara od razu skłania do potakiwania głową, ewentualnie podrygiwania w takt muzyki. Genialny drapieżny wokal, no i tekst nawiązujący naturalnie do prozy mistrza Tolkiena. Kawałek genialnie sprawdza się na żywo i to niekoniecznie w wykonaniu oryginalnym. Mówiąc prościej - "Nazgul" to świetny materiał na cover. Tak właśnie potraktowała go kultowa w pewnych kręgach grupa Fobia, ale o tym może innym razem. "Siódma Pieczęć" to kolejny genialny wstęp i kontrast ciężkich gitar oraz wysokiego śpiewu Medeah. "Rzeka Istnień" to kompozycja idealnie wpasowana w klimat całego albumu. "Żywiołom spętanym" to najdłuższy kawałek na płycie (ponad 6 minut). Zaskakują brzmienia we wstępie (flet i instrumenty perkusyjne). "Epitafium" to kolejny bardzo dobry utwór, wyróżniający się jednak intensywniejszą niż we wcześniejszych kawałkach dawką mroku... "Góra Przeznaczenia" to utwór inspirowany Tolkienem. I na koniec dostajemy singiel oraz pierwszy "przebój" Artrosis - kawałek pt. "Szmaragdowa noc". Podsumowując - debiut Artrosis to jedna z najlepszych gotyckich, polskich płyt. Tym bardziej, że zespół wydał ten album również na Zachodzie. Anglojęzyczna wersja "Ukrytego Wymiaru" ukazała się pod szyldem Hall Of Sermon, wytwórni, której właścicielem i szefem jest niejaki Tilo Wolf, znany lider Lacrimosy. Kolejny album Artrosis zatytułowany "W Imię Nocy" sprostał oczekiwaniom jednak nie poczynił większego postępu w karierze grupy. Niniejszym "Ukryty Wymiar" polecam wszystkim fanom klimatycznego rock/metalu. Goth Lolita

LIBERTA

kwiecień 2010

15


Recenzje KSIĄŻKA

Jedna książka może zmienić życie człowieka...  „Wciąż pamiętam ów świt, gdy ojciec po raz pierwszy wziął mnie ze sobą w miejsce zwane Cmentarzem Zapomnianych Książek. Szliśmy ulicami Barcelony. Były pierwsze dni lata 1945 roku. Miasto dusiło się pod naporem szarego jak popiół nieba i słonecznego żaru, zalewającego Ramblę Santa Monica strumieniem płynnej miedzi. Recenzje Danielu, to, co dzisiaj zobaczysz, masz zachować wyłącznie dla siebie - ostrzegł mnie ojciec - Nikomu ani słowa. Nikomu. Nawet twojemu przyjacielowi Tomasowi. Nawet mamie? - spytałem cichutko. Nie, oczywiście, ze nie- odparł, spuszczając głowę.- Przed nią nie mamy tajemnic. Mamie możesz mówić wszystko.”

Cień wiatru, Carlos Ruiz Zafón  Szukasz dobrej, porywającej książki? Jeśli tak, to sięgnij po Cień Wiatru. Jest to bestseller hiszpańskiego pisarza Carlosa R. Zafona przetłumaczony na 40 języków, wydany w ponad 50 krajach. Nie tylko dla miłośników książek! Przekonaj się! Zorro

KINO

Oświadczyny po Irlandzku  Według starej irlandzkiej tradycji, jeśli kobieta oświadczy się swojemu wybrankowi 29 lutego, musi on powiedzieć "tak". Z tego powodu Amerykanka z Bostonu ma zamiar dotrzeć do Dublina, żeby oświadczyć się swojemu chłopakowi . Jej plany krzyżuje zła pogoda, kobieta jest jednak zdecydowana dotrzeć do Irlandii na czas. Pomaga jej w tym przypadkowo poznany barman. Anna i Dechan początkowo się nie znoszą, z czasem jednak relacje między nimi się zmieniają. MIT

SERIAL

KUROSHITSUJI Akcja dzieje się w Londynie. Historia opowiada o tajemniczym i przystojnym lokaju - Sebastianie Michaelisie, który jest na usługach młodego panicza Ciela Phantomhive'a. W dniu, gdy rodzice Ciela zostali zamordowani, chłopak zawarł pakt z demonem i od tamtej pory ów demon nie odstępuje go ani na krok, będąc ciągle pod przykrywką idealnego wzoru lokaja. W zamian za pomoc „piekielny lokaj posiądzie dusze Ciela po jego śmierci. Do niezliczonych zalet Sebastiana należy niezwykłe opanowanie. Potrafi wybrnąć z najczarniejszej sytuacji, do jakiej gotowi są doprowadzić jego "zdolni" podwładni. Ma ich kilku, a każdy jest mistrzem w psuciu wszystkiego, czego się dotknie. W pierwszym odcinku włoski gość, który zawitał do rezydencji (nie miał za uczciwych intencji) został spalony (a raczej upieczony) w piecu. Trzeba również dodać, iż rodzina Phantomhive’a od wieków była na usługach królowej Wielkiej Brytanii i miała za zadanie powstrzymywanie czarnego rynku oraz różnych przekrętów elit etc. A jako że Ciel jest jedynym dziedzicem tej rodziny, nie pozostaje mu nic innego jak wypełniać rolę powierzoną mu przez głowę państwa. Oczywiście z pomocą Sebastiana. Magda

16

LIBERTA

kwiecień 2010


Recenzje

SERIAL

MUSHISHI Mushi. Jedyne co można o nich powiedzieć to, że bez wątpienia są żywymi tworami. Nie organizmami, bo słowo "organizm" implikuje pewien stopień uporządkowania, jakąś zrozumiałą strukturę. Mushi żyją, ale to jedyne, co łączy je z roślinami i zwierzętami. Są obcymi bytami, łatwo uznawanymi za nadprzyrodzone i niewytłumaczalne. Mogą egzystować w każdym miejscu: w morzu, w lesie, na niebie albo w ludzkich snach. Nie wszyscy są świadomi ich obecności, tylko nieliczni ludzie mają dar ich dostrzegania. Ale skutki działania mushi mogą być odczuwalne także przez zwierzęta, a kontakt z nimi może być niebezpieczny. Wtedy potrzebna jest pomoc specjalisty, czyli mushishi. Właśnie ten zawód uprawia Ginko. Jest on po trochu wędrownym lekarzem, po trochu sprzedawcą rzeczy związanych z mushi, ale przede wszystkim ich niestrudzonym badaczem. Jego praca polega na zrozumieniu tych przedziwnych stworzeń. Twórcy anime dokonali niemal cudu, tworząc z tak prostej i wręcz oklepanej fabuły prawdziwe, pełne niepowtarzalnego klimatu arcydzieło, które zachwyca dosłownie wszystkim: od ciekawie skonstruowanych wątków fabularnych i wnikliwych portretów psychologicznych po zdumiewającą szatę graficzną i niesamowitą muzykę. Seria składa się z 26 odcinków, z których każdy stanowi odrębną historię, łączy je tylko postać głównego bohatera. Wszystkie skonstruowane są z jednakową starannością. W każdym, widz ma do odgadnięcia pewnego rodzaju zagadkę, poznaje coraz to nowe gatunki Mushi, coraz to inne obszary ich działania, a także rozmaite ludzkie historie. Dlatego mimo pewnego schematu (Ginko odnajduje nowy dom, bada zaistniałą sytuację, zbiera informacje, by w końcu rozwiązać problem), żaden z odcinków nie razi nudą czy powtarzalnością. Wystawiam "Mushishi" maksymalna ocenę (10/10). Dlaczego? Może choć trochę i choć na chwilę zmienić coś w naszym życiu na lepsze. Nie twierdzę, że ci którzy je obejrzą, uwierzą w istnienie Mushi i zaczną szukać ich pod kloszem lampy, między książkami na półce czy na klawiaturze komputera. Ale być może popatrzą komuś bliskiemu szczerze w oczy, zatkają uszy dłońmi, by posłuchać dźwięku własnego ciała, kładąc się wieczorem do łóżka spojrzą na poduszkę nie jak na martwy przedmiot, ale jak na przechowalnię snów i duszy, a odpowiedzi na dręczące ich pytania poszukają w leśnej ciszy. I choć drobniutką część świata odkryją na nowo. Strach na wróble

MUZYKA

THE DEAD WEATHER  Niespełnione marzenie z dzieciństwa: zostać rockmanem. Grać ognistego rocka dla piszczących pod sceną i rzucających w ciebie bielizną dziewczyn. Jeździć w dalekie trasy i zapełniać największe sale koncertowe. Nosić długie włosy, przetarte dżinsy i mnóstwo blizn na ciele. Dzięki płycie "Horehound" stajesz się wytatuowanym wokalistą w przegniłej, śmierdzącej papierosami knajpie. Może kilka słów o niesamowitej ekipie z "Martwej Pogody". Na wokalu i gitarze uświadczymy Alison Mosshart z The Kills, która okazała się znakomitym damskim odpowiednikiem White’a, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę podobieństwo ich głosów. Gitara, syntezatory i pianino to Dean Fertitaz Queens Of The Stone Age - stojący w swojej macierzystej grupie raczej z boku, tutaj mógł w końcu w pełni się wyszaleć. Z kolei bas i chórki są działką Jacka Lawrence’a, bardzo utalentowanego multiinstrumentalisty znanego z The Raconteurs i The Greenhornes. No i w końcu jest też sam Jack White, robiący w „Martwej Pogodzie” za perkusistę, który nie przepuścił okazji do wspomagania swoim śpiewem Alison. Przyznajcie sami, chyba nikt po takiej ekipie nie spodziewałby się słabej płyty? Otwierające album „60 Feet Tall" to znakomita wizytówka reszty materiału. Bluesowa monotonia łączy się tu z rozpasanymi solówkami, przesterowane gitary ściągają się z perkusją w surowości brzmienia.Potem mamy chwytliwe „Hang You From The Heavens", które od początku zachwyca rytmem wybijanym na werblu i hi-hacie prowadzącym całość. Fertita miał okazje się popisać w „I Cut Like a Buffalo", bowiem zostało ono oparte na melodyjnych partiach keyboardów. I nie ma co się oszukiwać, że jest to najbardziej różnorodny stylistycznie krążek, jaki usłyszycie w życiu. Ale nie zmienia to faktu, że znalazło się na nim kilka zacnych pomysłów. „New Pony", cover Boba Dylana, jest posiadającą porządnego rockowego kopa piosenką, świetnie ukazującą talent całej czwórki do aranżowania klasyków na swój własny sposób. Innym mocnym punktem płyty jest westernowe „Rocking Horse". „Horehound" to przede wszystkim brzmienie lat 50. i 60., bluesowa chropowatość i rockowa zadziorność. I choć nie jest to tak dobre dzieło, jak dokonania The Raconteurs - brak w nim większej ilości inspiracji - to stanowi ono piękny hołd złożony wszystkim ojcom, dziadkom i pradziadkom gitarowego grania. Strach na wróble

LIBERTA

kwiecień 2010

17


Recenzje FILM

ELFEN LIED  Elfen Lied to anime dla wszystkich tych, którzy mają stalowe nerwy i umieją zachować zimną krew (zdecydowanie nie polecam młodszym odbiorcom). Jest to serial o nowej rasie (Diclonius - Dwurożny człowiek), którą wyhodowali ludzie. Naukowcy zabijali wszystkie dzieci, które się takie rodziły - jednak pozostawili przy życiu trzy osobniki: Lucy, Nanę i Marikę dla "celów naukowych". Pewnego dnia z laboratorium urywa się Lucy i pozostawia po sobie spory stos trupów. Podczas ucieczki zostaje postrzelona przez snajpera i pod wpływem siły strzału spada ze skarpy do morza. Rankiem następnego dnia znajduje ją pewna para przyjaciół (kuzyni Kouta i Yuka). Kouta przyjmuje Lucy do domu, choć nie wie kim ona naprawdę jest. Daje jej na imię Nyu, ponieważ pierwsza osobowość (ta dobra) nie potrafiła wiele mówić. Jedyne słowo, które umiała wypowiedzieć było "nyu". Więcej z fabuły nie będę zdradzać. Dodam tylko tyle, że Kouta w domu będzie gościł jeszcze dwie dziewczynki: Nane i Mayu. Muzyka ogranicza się do smutnych melodii. Opening śpiewany po łacinie jest ładny i dopasowany do klimatu. Ending, według mnie trochę rozprasza cały smutny i melancholijny temat anime. Chociaż może to i dobrze. W "Elfen Lied" dominuje melodia openingu w różnych wersjach (ładne wykonanie chóralne oraz instrumentalne). Poza tym reszta już dopasowana do akcji. Co do kreski... stoi na wysokim poziomie, jednak niczym specjalnie nie zaskakuje. Wielkie wrażenie wywarła na mnie postać Lucy i jej doskonale ukazana sylwetka kobieca. Małe oczy, które oznaczają, że jest teraz w niej zła osobowość, a duże oczy, które symbolizują miłą bezbronną

Nyu

fenomenalne.

Autorzy

perfekcyjnie

manipulują naszymi uczuciami, ponieważ gdy Lucy zrobi spektakularną bijatykę, a po chwili zmienia się w Nyu, po prostu nie da się jej nie lubić w "bezbronnej" formie. Podsumowując: choć jest to anime nie pozbawione (nawet dość licznych) wad, to sądzę, że jest produkcją powyżej przeciętnej. EL oglądałem dwa razy (z około dwu miesięczną przerwą), ale seria niewiele straciła w moich oczach. Czy mówimy o Elfen Lied dobrze czy źle, jedno mogę stwierdzić na pewno - zapada w pamięć w dobrym lub złym znaczeniu tego słowa. Jak pisała Zofia Nałkowska: "To ludzie ludziom zgotowali ten los". Magda 18

LIBERTA

kwiecień 2010


Opinia

"Być może istnieją czasy piękniejsze, ale te są nasze." (Jean Paul Sartre) Być może w renesansie ludziom żyło się lepiej, ciekawiej, chociaż to wcale nie jest takie pewne, bo co prawda nie mieli takich problemów jak my, ale mieli inne. Mniejsza z tym. Jeśli nawet ktoś by doszedł do wniosku, że w tym przykładowym renesansie (równie dobrze może to być barok, starożytność czy średniowiecze chociaż średniowiecze może jednak niekoniecznie) żyło się ludziom lepiej, to co z tego? Jakie to ma dla nas znaczenie ? Przecież nie przeniesiemy się w czasie i nie będziemy żyć w renesansie. Będziemy żyć nadal w XXI wieku, a jeśli chcemy, żeby nasze życie było lepsze, musimy sami o to zadbać, ponieważ nikt inny tego za nas nie zrobi. MIT

zaKOCHAnie Czym jest miłość? Jaki jest jej cel? Czym jest zakochanie? Fakt, że możemy kochać jest darem, a może przekleństwem? Właśnie. Dlaczego lubimy rozmawiać o miłości? Spada na nas jak grom z jasnego nieba. Nikomu nie udało się zbadać, dlaczego serce tak gwałtownie reaguje na widok osoby, w której odnajdujemy bratnią duszę. Wiadomo tylko, że to nie strzały Amora, tylko hormony działają jak narkotyk. Sprawiają, że z nadmiaru szczęścia odchodzimy od zmysłów. Często poruszamy temat miłości i zakochania, bo po prostu lubimy o tym rozmawiać. O miłości rozmawialiśmy nawet podczas rekolekcji. Nie ma osoby, która nigdy nie poczuła szybszego bicia serca, szybszego krążenia krwi, czy drgawek na całym ciele na widok KOGOŚ, kogo kocha. Miłość niesie ze sobą ogromną siłę, a zakochanym pozwala przenosić góry. Zakochanie można nazwać efektem różowych soczewek, bo w tym stanie wszystko wydaje nam się piękne i idealne. Jeżeli zakochanie jest dla Ciebie okazją do przeżycia stanu euforii, to nie zbudujesz trwałego związku, więc nie mów zbyt pochopnie, że kochasz, bo te słowa również potrafią ranić. Nikt niestety nie stworzył definicji udanego związku. Zostaliśmy tak stworzeni, by kochać i kochać od nowa. Jeżeli w drugiej osobie karmi się Twoja dusza, to ucz się pielęgnować Wasz związek. Wyrażaj miłość tak, by kwitła. pINEZka

LIBERTA

kwiecień 2010

19


Opowiadanie

Zjawa w granatowej bluzie W ubiegłym roku wakacje spędziłam na wsi u kuzynki. W pewne pochmurne popołudnie wybrałyśmy się na spacer. Zawędrowałyśmy daleko tam, gdzie nigdy jeszcze nie byłyśmy. Doszłyśmy do tunelu. Tuż przed wejściem leżała granatowa męska bluza z kapturem. Zdziwiłyśmy się, bo niby kto i po co miałby ją tam zostawić? Gdy o tym rozmawiałyśmy, dreszcz przeszedł mi po plecach. Zastanawiałyśmy się, czy iść dalej. Tymczasem ja wyraźnie czułam, że muszę zobaczyć co jest po drugiej stronie tunelu. Było ciemno. Nagle na końcu tunelu dostrzegłam postać. Stał tam oparty o ścianę chłopak, który przenikliwe się nam przyglądał. Ociekał wodą, chociaż nie padał deszcz. Zamarłyśmy! On postał tak chwilę a potem odwrócił się i poszedł. Miał na sobie tę samą bluzę, która leżała przed tunelem. A przecież żaden człowiek nas nie mijał. Jak na komendę popędziłyśmy do domu. Wybiegając z tunelu, spojrzałam na miejsce, w którym leżała bluza. Ubrania nie było. Serce waliło mi jak oszalałe. Nikomu nic nie powiedziałyśmy. Dwa dni później przeczytałam w gazecie, że odnaleziono ciało Krzysztofa A. (17 l.), który skoczył do jeziora położonego obok tunelu i zabił się na miejscu. Została po nim tylko granatowa bluza z kapturem. Dlaczego to zrobił? EMI

Patyk Pewnego letniego  wieczoru,  gdy  spacerowałem  po  parku,  moim  oczom  ukazał  się  patyk.  Był on długi na dwie stopy, porośnięty mchem. Podniosłem go i poczułem moc przenikającą moje  mięśnie. Mistyczne obrazy zaczęły ukazywać się przed moimi oczami, a na każdym z nich ten oto  patyk.  Pierwszy  człowiek,  który  wynalazł  ogień,  machał  nim.  Mojżesz  za  pomocą  tego  kawałka  drewna  rozstąpił  morze.  Kopernik,  za  pomocą  patyka  opracowywał  swoją  teorię.  Dzielny  Napoleon popędzał nim swoje wojska. Był on użyty do niszczenia muru berlińskiego.   Nagle  ocknąłem  się  i  stwierdziłem,  że  teraz,  gdy  go  mam  będę  wielki.  tylko  ciekawe  co zrobię? Czy to się dla mnie dobrze skończy? Poszedłem więc do domu i położyłem mój patyk na  honorowym miejscu… na strychu.  Szamotulanin

20

LIBERTA

kwiecień 2010


Opowiadanie

Chciałabym, by ktoś mnie czasem odwiedził, porozmawiał, przekonał, że pomimo absurdu codzienności najważniejszy jest fakt istnienia. (Barbara Rosiek) PROLOG Budzę się rano i nie widzę sensu ruszenia się z łóżka. Zakrywam głowę kołdrą i analizuję wszystko na spokojnie. Zadaję sobie milion głupich pytań i w końcu wstaję, mam przecież dziś tyle do zrobienia. Standard: szafa - łazienka - kuchnia i gorzka kawa. Zgarnęłam wszystkie projekty do teczki, spakowałam laptop. Popatrzyłam na swoją szarą twarz w lustrze, odruchowo poprawiłam grzywkę. Założyłam kozaki, zamknęłam na klucz drzwi mieszkania i poszłam na parking. Minęłam dozorcę, który patrzył na mnie spode łba za to, że wykupiłam jego miejsce parkingowe. Wsiadłam do swojej Alfy i pojechałam do agencji. Zanim znalazłam klucze minęło dobre dwadzieścia minut. Torebka to jedyne miejsce, w którym nie potrafię utrzymać porządku. No, może poza moim życiem. W amerykańskich filmach jest tak, że szef przychodzi zawsze później. Albo to tylko filmy, albo tylko ja jestem taką kretynką, że przychodzę pierwsza i wychodzę ostatnia. Kiedy byłam w liceum moim marzeniem było pracować w agencji reklamowej. I oto moje marzenie się spełniło. Nawet przerosło moje oczekiwania mam własną firmę, która w dodatku nieźle prosperuje. Nie mam już życia osobistego. Za tydzień zjazd z okazji 6 rocznicy matury. Każda koleżanka przyjedzie z facetem, mężem, dzieciakami. Zabiorę psa. Och, nie zabiorę, bo przecież nie mam czasu na to, by go mieć. Nie mam nawet przyjaciela, który zgodziłby się udawać mojego narzeczonego. Nie pójdę, już postanowiłam. Siadam za biurkiem i zabieram się do pracy. Mamy już listopad i cztery projekty reklam świątecznych do zrealizowania. Coca-cola, Citroen, biżuteria Yes, tabletki odchudzające. - Dzień dobry pani Agatho. - przyszła Katy, moja sekretarka. - Napije się pani kawy? - Dzień dobry. Nie, dziękuję. Wróciłam do pracy, jest jeszcze tyle do zrobienia. Miałam jakieś problemy z serwerem i dopiero po 40 minutach udało mi się zalogować na pocztę. Ludzie zaczęli się schodzić do pracy. Wpadł Matt, zostawił projekt reklamy biżuterii i wyszedł na spotkanie do miasta. Swoją drogą on jest chyba moim najlepszym pracownikiem, powinnam mu dać podwyżkę. Przejrzałam wstępnie jego prace i stwierdziłam, że później się tym zajmę, zadzwonił mój telefon. - Słucham? - Dzień dobry. Nazywam się Mathieu Perron, rozmawialiśmy już kiedyś przez telefon, pamięta mnie pani? Jestem przedstawicielem Citroena i akurat przebywam w Budapeszcie. Mógłbym liczyć na spotkanie? - usłyszałam w słuchawce. Matko, modliłam się aby Citroen zmienił termin tego projektu, wydłużył nam czas pracy, a tu nic. Dzwoni ten Francuzik i prosi o spotkanie. Och, Agatha, weź się w garść. - Tak, tak, pamiętam. Oczywiście, kiedy panu pasuje? - Zaraz. To znaczy, za jakieś pół godziny w hotelu Ramada Plaza? Bardzo by mi zależało na szybkim spotkaniu, ponieważ pewne okoliczności uległy zmianie... - ponaglał mnie ten facecik. No cóż. Ciekawe tylko czego chce. Bo przecież jeżeli zamierzali zrezygnować z naszych usług to wystarczyło napisać maila albo zadzwonić, po co się spotykać? Może mają jakąś swoją koncepcję, albo sama już nie wiem. LIBERTA

kwiecień 2010

21


Opowiadanie - Dobrze. Za pół godziny w Ramada Plaza. Do zobaczenia. Rozłączyłam się. Wzięłam się za szukanie jakichkolwiek wstępnych projektów, chociażby początków, pomysłów, które mogłabym mu pokazać. Nienawidzę być nieprzygotowana, ale tym razem muszę się do tego przyznać, nie mam praktycznie nic. I nie mogę również liczyć na swój urok osobisty, ponieważ w ciągu minionego roku wyparował on kompletnie. Spakowałam jakieś papiery do aktówki, zarzuciłam na siebie płaszcz. Wychodząc z biura rzuciłam tylko do Katy: - Wychodzę, mam spotkanie z Citroenem, nie wiem kiedy wrócę. Cześć. Opowiadanie Spodziewałam się korków, dlatego szybkim krokiem skierowałam się w stronę parkingu. Nie myliłam się. Dojechanie na miejsce spotkania zajęło mi nieco ponad pół godziny. Mój rozmówca już czekał. Wchodząc, zdjęłam płaszcz i od razu podeszłam do stolika przy którym czekał. - Witam. - Podał mi rękę. Był to wysoki brunet około czterdziestki ubrany w oliwkowy garnitur i seledynową koszulę. Uścisnęłam jego dłoń i usiadłam na miejsce. - Więc, co to za okoliczności, które uległy zmianie? - podszedł kelner, zamówiłam sok pomarańczowy a Mathieu kawę. - Widzi pani, wstępnie po prostu umówiliśmy się na reklamę samochodu bez żadnych ustaleń. Mieli państwo od a do z nakręcić spot... - wydaje mi się, że zbladłam. Czułam, że facet zaraz na mnie naskoczy za to, że jeszcze nic nie przygotowaliśmy. Na szczęście chyba nie zauważył mojego podenerwowania i kontynuował. - Mam nadzieję, że jeszcze nie zaczęli państwo kręcić tej reklamy, bo szkoda by było zmarnowanej taśmy... - W sumie mieliśmy niedługo zaczynać, ale czemu? Chcecie zerwać z nami umowę? - coś mi tu nie pasowało. Zamierzałam jak najszybciej dowiedzieć się co jest grane, wrócić do biura i zabrać się do pracy. - Nie! Ależ oczywiście, że nie! Tylko chodzi o to, że mamy tak jakby swojego aktora, wie pani, kogoś, kto będzie promował... - uff! Czyli nie żadna w tym moja wina, a w sumie nawet dobrze, że się jeszcze do tego nie zabrałam. - Mhm... Rozumiem, nie ma sprawy. Tylko prosiłabym, żeby ta osoba nawiązała z nami kontakt, najlepiej osobiście. - To nie podlega dyskusji, szczególnie kwestia osobistego spotkania... - zauważyłam, że mój rozmówca zaczyna się gubić, ale pozwoliłam mu kontynuować. - Pani jest prezesem, prawda? - Tak, jestem. Ale o co panu konkretnie chodzi? - Chodzi o to, że nasz "aktor" wyraźnie zażyczył sobie, że chce współpracować tylko i wyłącznie z prezesem. Ceni się, aż za bardzo. I wcale bym się nie zdziwił gdyby pani zerwała współpracę, bo sam mam z tym typem niezłe przejścia... - Przepraszam, czy my tu mówimy o królowej Anglii? Nie wydaje mi się, żebym miała jakieś straszne problemy, żeby się dogadać z klientem. Skoro zażyczył sobie współpracować z prezesem, to nie ma sprawy. A może mi pan zdradzić kto to będzie? - Mam tylko nadzieję, że uda się pani zakończyć ten projekt z uśmiechem. Oczywiście, że mogę. To... Ania Siuda

Kim jest tajemniczy „aktor”? Jak potoczą się dalsze losy przedsiębiorczej właścicielki agencji reklamowej? Ciąg dalszy na łamach kolejnego numeru Liberty.

22

LIBERTA

kwiecień 2010


Poezja

Konstruktywna opozycja Pływam nad pustymi ulicami kościoła Chodniki, tablice, śmieci Daleko od bólu, daleko od pijanego anioła Módlcie się byście dotrwali do nocy W starej, przegniłej kaplicy Bóg wypuszcza baty swojej przemocy Budowle spadają, dusze wysychają Obserwuje was śpiących Widzę, że wasze serca oziębły Pozwólcie mi marzyć I Boga w jego niecne łapy parzyć Zapomnieliście o prawdziwej wierze Kupujecie sobie dziwki i gejsze Skłaniam swoją głowę we wstydzie I staram się ocalić moje niecne życie Nie ma w nim miejsca dla Boga Zapytasz, Dlaczego? Dla mnie liczy się miłość i nauka A nie wyimaginowana, bezcielesna sztuka gówna. Ate-ta.

Powrót do kaplicy Te rzeczy przeniosły mnie gdy przekręciłem swój grzbiet Teraz wracam z otwartymi rękami, po tobie Zaniosę światłu tę wskazówkę do sanktuarium Gdzie dzieci śpiewają, a pielgrzymi chodzą w żałobie Zgubiłem się, ale nie sam Z daleka oni zmartwychwstają Chodząc we śnie przez Wielkie Równiny Ludzie o wierze zapominają Poszukując schronienia w jej uścisku Klęczałem na obolałych kolanach Płakałem jak małe dziecko I pływałem w radości oceanach. Blanka

LIBERTA

kwiecień 2010

23


Poezja

Błysk na twojej szalonej plaży Do znudzenia pamiętamy kim albo czym staliśmy się przed tym cennym momentem  Wybieramy bycie teraz, w tym czasie  Trzymamy się, pozostajemy wewnątrz, w tym pędzie   Ta święta rzeczywistość, to święte doznanie  wybór bycia tu, to dygotanie.    To ciało, to ciało mnie trzyma  Przypomina mi ,że nie jestem w nim samotny  To ciało trzyma mnie, czuję wieczność  Cały ten ból jest tylko iluzją, nie jest istotny.    Żyję  W tej świętej rzeczywistości.  Kręcąc się dookoła ze znajomą duszą  Wirując, wyczerpując cyklicznie nowe  doświadczenia.  Rozpoznając to jako prezent  życia  I grzesznego długu spłacenia.    Zostawić wszystko i pokochać nowy dzień Gabriela Zapamiętać dobre chwile i zapomnieć te złe Już się nie boje wierzyć i kochać Oddawać się swym pragnieniom i poznawać siebie Zobaczyć ile straciłam postępując pochopnie Odzyskać to co straciłam i nigdy nie stracić Pokochać samą siebie i spojrzeć sobie w oczy Uwierzyć że jestem kimś i dla mnie warto żyć Guśka

Zagubiona tratwa Zagubiona tratwa na oceanie myśli i uczuć To ja Którą stroną podążyć aby znaleźć szlak Czy to będzie droga przez ból i cierpienie Czy obojętność do życia Zależy ode mnie Przez cierpienie człowiek dojrzewa Rozumie szybciej czego chce Rozumie jak ważne jest Żeby ułożyć życie z kimś Kto nie zada cierpienia Guśka

24

LIBERTA

kwiecień 2010


Poezja

Nadzieja Za którym razem ujrzałeś Która z dróg jest najlepsza Błądziłeś po świecie szukając prawdy Choć sam często kłamałeś Za którym razem zrozumiałeś Że kłamstwo nie pomoże Gdy było już za późno Potem było gorzej Upadałeś i wstawałeś Ciężar kłamstw Cię przygniatał Ale Ty nadal wierzyłeś Że jest z Tobą nadzieja Guśka

.

Dziewczyna bez sumienia Wypalona jak cegła Dziewczyna bez sumienia Przez życie swe biegła Zawsze bez wytchnienia Zostawiając swe ślady Na tej starej ziemi Zawsze bez ogłady Nawet miłość jej nie zmieni Myślała że wygra Lecz tym razem się nie udało To była śmiertelna gra Coś się nie poukładało Teraz tam leży mogiła A na niej małe zdjęcie Ona tu kiedyś żyła I nie zniknie z naszej pamięci Guśka

Anima vilis. Każdy z nas? Każdy ma swój świat, powiedz: "Swoje kredki". Jaka to różnica: biały, czarny, łysy albo gruby? Mała? Kolosalna? A może ci to "zwisa"? Czemu dręczysz innych? Zazdrość, pycha, niezrozumienie, pustka, zmienia to twe serce Chwila radość- mieszam go z błotem. A co potem? -Nic idę dalej, to fajne, takie "debeściarskie". -Coraz gorzej, nie rozumiem siebie, ludzi, świata. Mam wątpliwości: Czy warto żyć? Ale jak? Daj odpowiedź, Jesteś Który Jesteś, Ty wiesz Wszystko trudne jest? -Ale najprostsza rada: Rozejrzyj się. Nie, nie wokół. Już rozumiesz? L.

LIBERTA

kwiecień 2010

25


Twórczość

ROZKWIT?

Śmieszne?

Siedzę i tak, Kolejny wers wypełnia mnie do syta, Ta płyta, która czeka, aby łzy ktoś wytarł.

Jeśli nie masz poczucia humoru, Napisz sobie na twarzy: Jestem gburem, nie dotykaj, O śmiechu możesz pomarzyć.

Ma naturo, Pisze do Ciebie słów aurą ponurą, Tą, którą nie da się przyprawić brawurą. No bo chwilka, Rzeczy nie pasujących odnalazłem kilka, Stałych od wieków a nie ulotnych na kształt motylka.

Jeśli potrafisz się śmiać, Ze wszystkich, lecz nie z siebie, Weź się zamknij gdzieś w pokoju, Wychodź tylko w potrzebie. Jeśli nie wiesz jak się śmiać, To nie wychodź do ludzi, Ćwicz przed lustrem swą mimikę, Aż śmiech w sobie obudzisz.

Ci co byli, Jak żyli, jedno wciąż mówili, Że w chwili, dzień się ku nocy chyli. Kiedy rozkwit? Był kiedyś w Polsce Miłosz, Kochanowski, A teraz ciężar polskiej klasy, sam dźwiga Ostrowski. A więc zamilcz, Teraz się nie pisze pod lipami, A spokój harmonię przekazu, urozmaica bitami.

Jeśli nie cenisz w ludziach, Pozytywnej energii, Weź zdobądź dystans do siebie, Od zlej miny się oderwij. Jeśli ktoś z Ciebie żartuje, Potem żartuje sam z siebie, Weź to przyjmij z uśmiechem, A poczujesz się jak w niebie.

Wielką chmurą, Jest przysłonięte niebo zwane kulturą, Od kiedy pieniądz jest sztuki sygnaturą. Kiedy się to skończy... Nie wiesz więc nie pytam, Jak zwykle dzień chwytam, ty się zastanów a ja znikam

Na koniec tego tekstu, Trzeba rozebrać go z pozorów, Wprost: Boli mnie, że ludzie nie mają poczucia humoru.

$b@

Marzę Co przyniesie mi jutro, jutro się okaże, Zmieniam nastawienie, wyzbywam się marzeń, Które ostatnio powodują cykl złych zdarzeń, Przybierają często, różne z przeobrażeń. Co z tego że marzę, jak widzę złe twarze, A sumienie doznaje, co rusz pakiet obrażeń, Nie umiem o tym myśleć, nie wiem jak to wyrażę, Myślę, że z marzeniami za zbyt wiele ważę. Nie wiem jak to oddać, to szczyt mych wyobrażeń, Marzenia objęte stanowczo zbyt surowej karze. Może jest jakiś sposób, z pamięci to wymarzę, Może się uda, po jakimś magicznym wywarze? Śni mi się czasem, że laserem was rażę, A świat zaczyna od nowa, historię swych wydarzeń. Zobaczyłem, UPS, spostrzegłem. chyba że, Nastawienie gdzieś zgubiłem, niespodziewanie marzę, Na koniec tego tekstu, sens uleciał jak w parze, Jestem tego świadomy - niepotrzebne komentarze. $b@

26

LIBERTA

kwiecień 2010

$b@


Wiosennie

Upragniona wiOsNA Mamy już dosyć zimy, ponurych i mroźnych dni. Każdy z utęsknieniem wyczekuje wiosny. Tęsknimy za spacerami wśród zielonych traw i przejażdżkami rowerowymi. Tęsknimy za czasem, w którym wszystko budzi się do życia. Z zimowych pesymistów stajemy się wiosennymi optymistami, dla których wszystko jest możliwe. Świat przyrodniczy rozkwita, ptaki przylatują z ciepłych krajów, na drzewach pojawiają się liście. Nasze serca zaczynają szybciej bić, rozkwita miłość. Nabieramy chęci, mamy siły i chcemy działać. Kiedy rano budzi nas słońce, aż chce nam się wstać, mimo że na zegarku wybiła dopiero 6. Patrzymy na świat inaczej. Wszystko wydaje się takie proste i przyjemne. Mamy w sobie wewnętrzną radość, którą przenosimy na innych. Czas już zdjąć z siebie grube płaszcze, a czapki, szaliki, rękawiczki schować głęboko w szafie, zimie zaś pora powiedzieć „do widzenia”. Nadszedł już czas, aby zaprosić do naszej codzienności wiosnę i cieszyć się nią aż do gorącego lata, czego sobie i wszystkim życzę. Aga

Plebiscyt W RAMACH WIOSNY, NA KTÓRĄ Z UTĘSKNIENIEM WSZYSCY CZEKALIŚMY, REDAKCJA PRZYGOTOWAŁA KONKURS NA NAJLEPSZEGO NAUCZYCIELA. W 8 KATEGORIACH, KTÓRE ZARÓWNO MY – ORGANIZATORZY, JAK I WY – GŁOSUJĄCY, POTRAKTOWALIŚMY Z PRZYMRUŻENIEM OKA. NA PODIUM ZNALEŹLI SIĘ:

Najbardziej kreatywny – p. Karolina Cichocka, s. Bogusława Belok Najbardziej błyskotliwy – p. Stanisław Piechota Najbardziej uśmiechnięty – s. Anna Papierz Najsympatyczniejszy – s. Anna Mańczak Z poczuciem humoru – p. Tomasz Stankowski, p. Agnieszka Raczkowska Cool – s. Małgorzata Nowakowska Z najpiękniejszymi oczami – p. Anna Turek Najprzystojniejszy – p. Kamil Kiereta oprac. Qba

LIBERTA

kwiecień 2010

27


Humor Jasiu czeka z mamą na samolot. Jasiu: - Mamo siku. Mama na to: - Nie, bo zaraz przyleci samolot. Po jakimś czasie: - Mamo leci! - Gdzie?! - Po nogawkach. Na lekcji przyrody pyta się pani Jasia, jaki jest największy las na świecie. Jasiu odpowiada Las Vegas. Przychodzi baba do lekarza: - Panie doktorze, bardzo boli mnie brzuch! - A co pani jadła? - Puszkę śledzi. - Czy były świeże? - Nie wiem, nie otwierałam! W restauracji rodzina posila się promocyjnym obiadem. Zostaje sporo resztek i ojciec prosi kelnera: - Czy może pan nam zapakować te resztki? Wzięlibyśmy dla pieska... - Hurrra!!! - krzyczą dzieci. - Będziemy mieć pieska..! Siedzi Jasiu na ławce, a koło niej siedzi kobieta w ciąży. Jasiu pyta: - Co pani tu ma? - Dziecko. - A kocha je pani? - Bardzo. - To dlaczego je pani zjadła? Zajączku, dlaczego masz takie krótkie uszy? - Bo jestem romantyczny. - Nie rozumiem. - Wczoraj siedziałem na łące i słuchałem śpiewu słowika. Tak się zasłuchałem, że nie usłyszałem kosiarki... Żona wysyła informatyka po zakupy. - Kup parówki, a jak będą jajka to kup dziesięć. Koleś po wejściu do sklepu pyta: -Czy są jajka? -Tak- odpowiada sprzedawca. - To poproszę 10 parówek. List z wakacji : Jest pięknie .Świetnie wypoczywam. Bądźcie spokojni. Nie martwcie się o mnie. P.S Co to jest epidemia? oprac. EMI

28

LIBERTA

kwiecień 2010


Rozrywka

1. Dopasuj: Skowronka pieśń to… Jedna jaskółka… Gdy suchy marzec, kwiecień … Kiedy żurawie wysoko latają… Gdy przyjdzie wiosna hoża…

…nagradza, bo deszcz sprowadza. …prędkiej się wiosny ludzie spodziewają. … o wiośnie wieść. …pójdzie zima do morza …wiosny nie czyni. oprac. ASIA

2. Rozwiąż rebus:

rzębina

3. Rozwiąż krzyżówkę:

LIBERTA

kwiecień 2010

29


Akcja

Transplantacja – jestem na tak 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16

1. Zdolność organizmu do obrony, może powodować odrzucenie przeszczepu. 2. Tkanka, z której zbudowany jest szkielet. 3. Struktura kontrolująca przepływ krwi w sercu, tkanka wykorzystywana do przeszczepu. 4. Skutek nieodwracalnego uszkodzenia mózgu (dwa słowa). 5. Wydziela hormon regulujący poziom cukru we krwi. 6. W Polsce w temacie przeszczepiania narządów obowiązuje … domniemana. 7. Centralny punkt układu krążenia. 8. Proces, w którym układ odpornościowy niszczy przeszczepiany narząd. 9. Narząd produkujący mocz. 10. Grupa komórek spełniająca tą samą funkcję. 11. Część układu pokarmowego, w której wchłaniane są substancje odżywcze. 12. Tkanka transportująca tlen, substancje odżywcze i produkty przemiany materii. 13. Duży narząd, którego główne zadanie to oczyszczenie organizmu z trucizn. 14. Tkanka oka przeszczepiana w celu przywrócenia wzroku. 15. Organizacja nadzorująca pobieranie narządów w Polsce. 16. Tkanka, która znajduje się we wnętrzu kości; produkuje komórki krwi (dwa słowa). Prawidłowo rozwiązane hasło należy przesłać drogą elektroniczną na e-mail stowarzyszenie@przeszczep.pl z podaniem swojego imienia i nazwiska, adresu szkoły oraz tradycyjnego adresu pocztowego. Wśród nadesłanych prawidłowych rozwiązań, co miesiąc rozlosowane będą gadżety związane z tematyką transplantacyjną.

30

LIBERTA

kwiecień 2010


Post Scriptum

Post Scriptum z Filipin Mam na imię Zuzanna i jestem uczennicą drugiej klasy Liceum Ogólnokształcącego Sióstr Urszulanek SJK w Pniewach. Szkoła ta od lat jest zaangażowana w Adopcję Serca, o której pragnę Wam opowiedzieć. W pierwszej klasie Siostra Teresa Ślazyk opowiedziała nam o możliwości zaadoptowania dziecka na odległość, co dla niektórych z nas brzmiało mało poważnie, choćby przez obraz wykreowany za pomocą mediów. Słysząc hasło „a d o p c j a n a o d l e g ł o ś ć ” można mieć przed oczyma obraz znanych aktorów i piosenkarzy tulących przed kamerą małego Murzynka, któremu postanowili bohatersko ocalić życie i zapewnić rozwój. Obraz ten, często bombastyczny, może zrodzić wątpliwość, czy w naszym przeciętnym życiu adopcja na odległość ma w ogóle sens? Czy faktycznie jest formą pomocy, czy też charytatywną legendą sprzedawaną w telewizji? W obecnych czasach mieszkańcy dalekich, często bardzo ubogich krajów borykają się z ogromnymi problemami. Ciężką sytuację odczuwają szczególnie dzieci, które nie mają możliwości nauki, co przekreśla ich rozwój już na starcie. I nagle w świecie pozbawionym blasku fleszy, na lekcji religii pada pytanie:  Czy chcecie pomóc takim ludziom? Nie mieliśmy wątpliwości, że chcemy podjąć to wyzwanie i w miarę możliwości włączyć się w Adopcję Serca. Jak wygląda to w praktyce? Raz w miesiącu wpłacamy drobne sumy na utrzymanie, naukę i wszelkie potrzeby dziecka. Pieniądze te raz na dwa miesiące wysyłane są do jednego z krajów misyjnych. Dzięki tym drobnym ofiarom zawsze uzbiera się kwota, która wystarczy na pokrycie miesięcznych kosztów związanych z rozwojem naszego podopiecznego. Przy okazji przedstawiam Wam Jenice, śliczną i niezwykle spontaniczną, dziewięcioletnią Filipinkę. Wybór nie był przypadkowy – na Filipinach posługę misyjną pełnią siostry ze zgromadzenia Urszulanek, które doskonale znają potrzeby filipińskich dzieci. Początki adopcji były proste. Wszyscy bardzo chętnie płaciliśmy, wysyłaliśmy kartki świąteczne, pamiętaliśmy o niej w modlitwie. Z czasem jednak już nie było tak łatwo. W Adopcję Serca łatwo wkradają się rutyna i zapomnienie. Pragnę Wam jednak powiedzieć, że świadomość tego, że egoizm może być powodem zaniedbania „naszego” dziecka motywuje nas do pokonywania własnych słabości. Adopcja Serca jest nie tylko pomocą finansową. To również głęboka więź jaka łączy nas z Jenice i jej rodziną. Dzięki kontaktom, jakie mamy z siostrami misjonarkami, możemy doświadczyć jej radości i życzliwości, a na zdjęciach, które czasem dostajemy, zawsze widać szczery uśmiech. Wyobraźcie sobie, że ten uśmiech może gościć na tej czy innej twarzy również dzięki Wam! W liście od mamy Jenice, Anity, możemy przeczytać: „Kochani dobroczyńcy, dziękuję Wam za wsparcie, jakim darzycie moją córkę. My, jako rodzice, jesteśmy bardzo wdzięczni za Waszą pomoc. Niech Was Bóg błogosławi”. Czytając taki list, (który brzmi prawie jak wyjęty z Biblii) można poczuć, że po kropce są kolejne słowa. Uradowani tym, że większa jest przyjemność z dawania aniżeli z brania, w głębi siebie czytamy dalszy ciąg wiadomości, post scriptum napisane ciepłem serca. Post scriptum z Filipin. Zuzanna Brodowska

LIBERTA

kwiecień 2010

31


Maturzyści

Nasi tegoroczni maturzyści niewiele po przekroczeniu murów szkoły po raz pierwszy

1B 2007/2008

1A 2007/2008

1TGH 2006/2007

32

LIBERTA

kwiecień 2010

Liberta 11  

kwiecień 2010

Advertisement