Page 1

Strach przed „nawiedzonymi” obywatelami - str. 2

Kwiecień, 3/2012

Dzieci bawią się razem, a dorośli osobno? str. 2

Zgrzyt Zgierska Gazeta Niezależna

Egzemplarz bezpłatny

Biedny nie znaczy gorszy O protekcjonalnym tonie i krzywdzących stereotypach dotyczących osób w gorszej sytuacji materialnej, zaprezentowanych w Ilustrowanym Tygodniku Zgierskim, pisze łódzki socjolog, Wojciech Woźniak. W artykule „Biedny po babci” (Ilustrowany Tygodnik Zgierski, nr 5 (1032) rok XXI), autorka – Grażyna Zdrojewska, podaje wiele ciekawych i bolesnych danych dotyczących sytuacji mieszkańców Zgierza: poziomu bezrobocia, także długotrwałego, jak również dostępności pomocy społecznej. Liczby te okrasza jednak komentarzem, który każe nam się zastanowić, czy nawet te malejące środki wydawane na wsparcie społeczne z budżetu miejskiego nie są de facto nonsensownym marnotrawstwem. Problematyką warunków życia ludności dotkniętej ubóstwem, jak również zasad funkcjonowania polityki społecznej i tego jak wpływa na nią publiczny obraz ludności biednej tworzony przez media zajmuję się od dłuższego czasu. Interesuję się tym, jak wygląda to zarówno u nas, jak i w wielu innych krajach, z których uniwersytety współpracowały w programach badawczych z Uniwersytetem Łódzkim. Stąd chciałbym odnieść się do niektórych stwierdzeń zawartych we wspomnianym artykule. Biedni i niemoralni Autorka tekstu posługuje się

klasycznym typem opisu osób w trudnej sytuacji materialnej, który Adam Leszczyński, dziennikarz Gazety Wyborczej i historyk z Polskiej Akademii Nauk nazwał dyskursem „protekcjonalnym”. Ludzie ubodzy są w nim traktowani jak dzieci, które w przypadku niesubordynacji trzeba kontrolnie skarcić. Leszczyński o innym przykładzie podobnej narracji pisał: „protekcjonalność widoczna jest w sposobie opowiadania, w diagnozach i w języku: dziennikarka pisze o swoich bohaterach <<pan Gienio i pani Bronia>>. O wybitnym uczonym, polityku i biznesmenie chyba nie napisałaby <<Pan Zdzisio>>”. Kolejnym elementem widocznym w artykule jest stereotypizacja biedy i biednych. Pozytywnych przykładów w przywoływanym tekście właściwie nie ma, poza jednym zdaniem o 35-letniej kobiecie nie mogącej znaleźć pracy. Skoro zaś główny bohater artykułu, pan Waldek, nie pracuje, bierze zasiłek i „robi na czarno” to pewno taka jest norma, pomyślą niektórzy czytelnicy, tym bardziej, że każdy z nas spotkał się z podobnym przypadkiem lub – częściej - o nim słyszał. Uogólnianie tego zjawiska i stwierdzenia w rodzaju

„panów Waldków jest na pęczki” są po prostu krzywdzącą stygmatyzacją. Opartą często na „dowodzie anegdotycznym”, gdy widząc kogoś odpowiadającego pewnym stereotypowym charakterystykom generalizujemy jego obraz na całą kategorię społeczną przezeń reprezentowaną. Każdy z nas zetknął się kiedyś z nieprzyjemnym i niekompetentnym urzędnikiem, każdy przeczytał w gazecie bzdurny artykuł. Stereotyp złośliwego urzędasa i niedouczonego pismaka dla wykonywujących te zawody jest z pewnością przykry, jednak niewiele może im w rzeczywistości zaszkodzić. Biednych rozpowszechniany przez media stereotyp może skrzywdzić w bardzo praktyczny sposób. Skoro są najczęściej nieudacznikami lub oszustami, możemy łatwo zapomnieć, że są również naszymi współobywatelami. W badaniach prowadzonych przez socjologów z UŁ nader często okazywało się, że politycy, działacze społeczni, pracownicy socjalni zapominają iż biedni, klienci pomocy społecznej prawo do wsparcia mają zagwarantowane w konstytucji. Ciąg dalszy na str 3

Fot. Daniel Kuliński (CC BY-NC-SA 2.0)

Razem - dla siebie i innych

dzielniami” albo „kooperatywami” były zakładane w celu samoobrony słabszych jednostek przed wyzyskiem. Działały wówczas liczne spółdzielnie produkcyjne i handlowe, kooperatywne placówki edukacyjne czy medyczne. Dziś, po trudnych dla autentycznej spółdzielczości czasach PRL, mamy do czynienia z odnową ruchu. Świadczą o tym liczne spółdzielnie socjalne, czy powstające jak grzyby po deszczu kooperatywy spożywcze. O tradycjach, odrodzeniu i ideach ruchu spółdzielczego pisze Michał Sobczyk.

Większość Polaków i Polek na dźwięk słowa „spółdzielnia” widzi oczyma wyobraźni instytucjonalne molochy. Są temu winne np. spółdzielnie mieszkaniowe, będące PRL-owskim reliktem, z wszechwładnym prezesem na czele. Tymczasem, takie „spółdzielnie” z prawdziwą spółdzielczością mają w istocie niewiele wspólnego. Idea spółdzielczości wywodzi się jeszcze z czasów przedwojennych. Organizacje, nazywane właśnie „spół- Czytaj na stronie 4

Zgierska „Siłaczka”

O Wielkiej Nocy słów kilka

O Stefanii Kuropatwińskiej, założycielce zgierskiego Kolegium Nauczycielskiego, która całe życie poświęciła przygotowywaniu przyszłych pokoleń nauczycieli, pisze Robert tarzyński, dyrektor Muzeum Miasta Zgierza.

O ile znaczna część zwyczajów związanych z Wigilią ma swój rodowód przedchrześcijański, o tyle obrzędowość wielkanocna jest w dużej mierze inspirowana katolicyzmem i wykorzystuje tylko pewne elementy kultury pogańskiej. Być może właśnie dlatego świętowanie Bożego Narodzenia jest głębiej w nas zakorzenione?

Czytaj na stronie 7

Czytaj na stronie 6


2

Dzieci i Ryby

Co to znaczy robić różne rzeczy wspólnie? Czy lepiej działać razem czy oddzielnie? Jak częściej ludzie coś robią – razem czy osobno? O te ważne, aczkolwiek niedoceniane sprawy, zapytałam dzieci – przedszkolaki i drugoklasistkę. Karolina: Co to znaczy robić coś wspólnie? Szymek (6 lat): To znaczy, że... robić coś razem, w zespole. Razem można na przykład rysować motyle! I razem można zrobić coś szybciej. Częściej robią coś razem dzieci, bo się bawią. Jak gram w grę, to zawsze proszę tatę, żeby mi przeszedł pieskiem na most i ominął rekina. I tak właśnie wtedy robimy coś wspólnie.

Rys. Blanka Pustelnik

„Dziecko nie może myśleć «jak dorosły», ale może dziecięco zastanawiać się nad poważnymi zagadnieniami dorosłych; brak wiedzy i doświadczenia zmusza je, by inaczej myślało.” Janusz Korczak

Strach przed „nawiedzonymi” obywatelami Bez przełomu w zakresie partycypacji obywatelskiej w Zgierzu. Rada Miasta odrzuciła uchwałę dającą uprawnienia uchwałodawcze mieszkańcom.

Najpierw jednak - krótkie omówienie pozostałych punktów obrad. W ramach interpelacji, radni pytali między innymi o remont szkoły podstawowej nr 10 oraz plany powstania w Zgierzu spalarni śmieci. Pówrócił także, jak bumerang, temat zasiadania w radach nadzorczych. Mimo pozytywnych opinii prawnych, wniosek o wprowadzenie do rady nadzorczej PEC sp. z o.o. Iwony Wieczorek został odrzucony przez referendarza sądowego. Na tą decyzję zostały złożone dwie skargi, w tym jedna autorstwa Pani Prezydent. Wśród interpelacji znalazł się też wniosek o likwidację Ilustrowanego

Tygodnika Zgierskiego i utworzenie w jego miejscu miesięcznika informacyjnego. W trakcie posiedzenia, Rada Miasta nadała kilka tytułów honorowych. Medal VII Wieków Zgierza otrzymali, z okazji 45-lecia Towarzystwa Przyjaciół Zgierza, zasłużeni członkowie TPZ: ks. Marcin Undas i historyk Adam Zamojski. Tytułem „Zasłużony dla Miasta Zgierza” odznaczono Stowarzyszenie Telewizji Kablowej „Centrum”, Grzegorza Krysiaka i zgierski hufiec ZHP. Honorowym Obywatelem Miasta Zgierza został natomiast ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski. W punkcie uchwał radni i radne przyjęli uchwały dot. rozwiązania MKT sp. z o. o. oraz projekt Programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt. Najwięcej kontrowersji wzbudził, złożony przez radnego Mięsoka, projekt wprowadzający w Zgierzu obywatelską inicjatywę uchwałodawczą.

może robić swój inaczej i jak to połączymy to dopiero powstanie coś niesamowitego. Jak częściej postępują dorośli? Błażej (4 lata): Dorośli to razem nie robią dużo rzeczy. A bawią się razem jak dzieci? Błażej: Nie! Każdy w oddzielnym domu. Jak pracują to też każdy w innym domu.

Szymek, Błażej, Marika, Gabrysia (chórem!): ODDZIELNIE! A kto częściej współpracuje, dzieci czy dorośli? Antonina: ...Chyba dzieci. Nie wiem dlaczego i nie umiem tego wytłumaczyć, ale nie dorośli...

Powinniśmy, proszę PańGabrysia (6 lat): Dorośli to mogą stwa, pochylić się chyba nad pracować razem. Ale czasami le- tym co i jak myślą o naszym piej pracować oddzielnie... codziennym życiu dzieci. Gdzie jest ten moment w życiu Marika (5 lat): Wspólnie jak coś człowieka, że kończy się przesię robi to jest bardziej wesoło. My waga wrażliwości serca nad z Gabrysią robimy wspólnie ma- racjonalnym kalkulowaniem, mie niespodzianki. My tak robimy, że lepiej jednak, aby każdy z bo jesteśmy siostry, a mamie jest nas „pracował w oddzielnym miło. domu”. Antonina (lat 8): Robić coś wspólMoże warto pamiętać, że nie, to znaczy współpracować, Tymek (4 lata): Razem to można „razem można rysować możeby nas było więcej. Wtedy jest robić wszystko, ale ludzie częściej tyle!”. A może wiele motyli... fajnie i bardziej wesoło. Razem robią wszystko oddzielnie. „i jak to połączymy, dopiero pomożna zrobić ciekawsze rzeczy, bo wstanie coś niesamowitego!”. każdy ma inne talenty. Jak robimy Jak myślicie. Częściej ludzie rowspólnie jeden obrazek to każdy bią coś wspólnie, czy oddzielnie? Karolina Miżyńska

Dzięki projektowi, grupa już 100 mieszkańców/mieszkanek Zgierza (w toku obrad Mięsok zmienił tę liczbę najpierw na 200, potem na 300) miała by możliwość przedkładania własnych projektów uchwał pod głosowania Rady Miasta. Zdaniem autora uchwały, miała ona na celu upodmiotowienie mieszkańców. Wpisywała by się ona także w coraz powszechniejszy trend zwiększania udziału obywateli we władzy. Argumenty Mięsoka spotkały się z oporem większości radnych. Zdaniem przeciwników, obywatelska inicjatywa uchwałodawcza mogłaby doprowadzić do „anarchii”. Niektórzy radni, np. Zdzisław Sobczak (PO), wyrazili strach, „znając pobudzenie i nawiedzenie niektórych obywateli…”. Powszechna była także opinia, że istnieje obecnie wystarczająco dużo mechanizmów partycypacji, tylko nie są one dostatecznie wykorzystywane. Projekt uchwały został odrzucony stosunkiem głosów 14 do 8, z 1 wstrzymującym się. Za był wnioskodawca oraz radni i radne klubu PO, z wyłączeniem Zdzisława Sobczaka.

Od redakcji Używając terminologii piłkarskiej można napisać, że runda wiosenna w zgierskim samorządzie rozpoczęła się od przegranej obywateli. Pomysł obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej spotkał się ze strony większości radnych z dużą nieufnością i niezrozumieniem. Gdy słyszałem zdania mówiące o możliwej „anarchii” jako konsekwencji uchwały, z ciekawości wszedłem na słupskie portale informacyjne. W Słupsku obywatelska inicjatywa uchw. funkcjonuje już pięć lat. Na wspomnianych portalach brak jednak informacji na temat płonących samochodów, rabowanych sklepów czy porywanych urzędników miejskich. Podobnie zresztą z kilkunastoma miastami w całej Polsce. W Sopocie obywatele nie tylko mają prawo składania

uchwał. Uczestniczą oni także w procesie konstruowania budżetu miasta. Natomiast grupa co najmniej 25 obywateli posiada także prawo wprowadzania poprawek do uchwał zgłaszanych przez radnych. Nawet, jeśli w omawianym projekcie uchwały były zapisy prawne, które wymagały uściślenia czy poprawek, to ostatecznie pomysł upadł ze względu na strach radnych przed realnym prawem mieszkańców do stanowienia prawa we własnym mieście. Zaskakujący jest opór gabinetu Prezydent Wieczorek, wyrażony ustami Grzegorza Leśniewicza. Po dobrej decyzji włączenia się w projekt „Decydujmy razem”, władze zatrzymały się przed zrobieniem kolejnego kroku w kierunku obywatelskiej partycypacji. Mateusz Mirys

Adres redakcji: ul. Rembowskiego 36/40, 95-100 Zgierz, tel. 511 202 214 , www.gazetazgrzyt.pl, e-mail: kontakt@gazetazgrzyt.pl Redaguje zespół: Michał Bykowski (DTP), Karolina Gierszewska (korekta), Weronika Jóźwiak (koordynatorka projektu), Bartosz Tyrcha (grafika), Ilona Majewska (administracja www), Mateusz Mirys (redaktor naczelny), Jan Świeczkowski (grafika) Współpraca: Hanna Łuczak, Alina Łęcka-Andrzejewska (Zgierski Uniwersytet Trzeciego Wieku), Karolina Miżyńska, Patrycja Malik Wydawca: Stowarzyszenie Wielokulturowy Zgierz, ul. Rembowskiego 36/40, 95-100 Zgierz Partnerzy: WOZ - Die Wochenzeitung, Stowarzyszenie Homo Faber, Młodzi Socjaliści Nakład: 10 000 egzemplarzy


3 Oferty pracy w Zgierzu w jednym z portali internetowych. Liczba ofert: 4, stan na dzień 02.04.2012

Dokończenie ze str 1 Dopóki sami nie znajdziemy się w sytuacji, która zmusza nas do szukania wsparcia państwa i jego agend, lekceważonej pomocy społecznej i pogardliwie traktowanego ZUSu często o tym zapominamy, jak i o tym, że poszanowanie i ochrona godności osoby ludzkiej jest prawem obywatelskim. Biedni bo gorsi Efektem są, oprócz protekcjonalnego tonu, często spotykane praktyki stygmatyzujące i piętnujące zachowania biednych, stosowane przez instytucje mające zapewniać wsparcie. Dotyczy to również postaw wobec dzieci, wydawałoby się szczególnie niewinnych swej sytuacji. Skoro, jak pisze Grażyna Zdrojewska, biedę rozumianą jako styl życia dziedziczy się po babci i rodzicach, to po co traktować dzieciaki z biednych rodzin mniej protekcjonalnie niż ich rodziców i dziadków. Skutki takiego postrzegania ubogich są fatalne z punktu widzenia zarówno jakości życia tych osób, jak i skuteczności działań pomocowych. W badaniach spotykaliśmy się z przypadkami segregowania dzieci w szkolnych stołówkach w

zależności od tego, czy ich posiłki finansowali rodzice, czy pomoc społeczna; z sytuacjami gdy dzieci z ubogich rodzin dostawały w wyprawce szkolnej jednakowe plecaki, w efekcie czego cała gmina wiedziała, u kogo w domu jest najbiedniej, czy z nauczycielami, którzy nie widzieli nic zdrożnego w tym, że dzieci, których udział w koloniach sfinansowała pomoc społeczna nazywano publicznie mopsikami (od MOPS – Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej). Tego typu etykietowanie jest złe nie tylko z powodu dyskomfortu osób naznaczanych. Strategia obwiniania ofiary – osoby w trudnej sytuacji materialnej i jej wtórna wiktymizacja podminowuje skuteczność działań pomocowych, a często tłamsi motywację do starań o poprawę sytuacji. Sprzyja bowiem, szczególnie u młodych, budowaniu negatywnych autodefinicji, mogących prowadzić do całkowitej rezygnacji z walki o wydostanie się z trudnego położenia („wszyscy wiedzą, że ze mnie nic nie będzie, bo jestem ze złej rodziny, dzielnicy, sąsiedztwa… po co mam się starać skoro nikt się po mnie nie spodziewa niczego dobrego?”). Autorka ma rację, że dziedziczenie stylu życia w obrębie rodzin ubogich bywa proble-

Fot. Shack Dwellers International

mem, myli się jednak utożsamiając to zjawisko z dziedziczeniem biedy jako takiej, rozumianej jako po prostu niedostatek materialny, jak również demonizując przykład płynący z domu rodzinnego jako determinujący przyszłość dziecka. Nie tylko wpływ najbliższej rodziny, ale także otoczenia szkolnego, sąsiadów, nauczycieli, osób do których zwracamy się po pomoc, ale i mediów ma znaczenie dla sposobu postrzegania siebie, choćby poprzez coś, co w socjologii nazywamy jaźnią odzwierciedloną, a co jest obrazem własnej osoby budowanym w oparciu o reakcje i opinie innych osób, których źródłem są często właśnie stereotypy, a nie nasze realne działania. Kursy dokształcające, o których entuzjastycznie wypowiada się autorka artykułu, bywają niezwykle cenną szansą dla osób bezrobotnych, pod warunkiem jednak, że są jakkolwiek skoordynowane z popytem na pracę w danej okolicy. Czy rzeczywiście zgierski urząd pracy dysponuje ofertami pracy w wymienionych zawodach, których można się wyuczyć dzięki wymienionym szkoleniom (kwiaciarka, magazynier, operator koparki, kasjerka, grafik komputerowy)? W dzisiejszym (26 marca 2012) dodatku do łódzkiej Gazety Wybor-

czej z ofertami pracy nie znalazłem żadnego ogłoszenia skierowanego wprost do przedstawicieli tych profesji. Autorka artykułu bardzo słusznie zwraca uwagę na to, jak niskie i od lat nie waloryzowane, są progi uprawniające do świadczeń pomocy społecznej (351 PLN na osobę w rodzinie i 477 dla osoby samotnej). Obniżanie wskaźników tzw. ubóstwa ustawowego (odsetka osób uprawnionych do świadczeń) przez brak ich waloryzacji choćby o poziom inflacji, powinno być raczej powodem do wstydu i za-

cji, Irlandii i nigdy nie spotkałem się ani z pojęciem policji socjalnej, ani z traktowaniem tropienia wyłudzeń jako priorytetu w działaniach pomocy społecznej. Przeciwnie, w krajach w których działa ona najlepiej, oparta jest na radykalnym, często wręcz naiwnym zaufaniu. W wielu przypadkach zresztą, kontrola świadczeń jest niekonieczna, bo są one przyznawane na zasadzie uniwersalistycznej – należą się wszystkim niezależnie od sytuacji finansowej (tak jak w Polsce becikowe). Po prostu wiadomo z praktyki, że powoływanie admini-

Podobnie jak autorka zgierskiego tygodnika, ksenofobiczne angielskie tabloidy wskazują, że masowe oszukiwanie systemu pomocy społecznej jest jakoby cechą charakterystyczną Polaków. żenowania oraz medialnych nacisków na władze. Jesteśmy, o ile mi wiadomo, jedynym krajem w Europie, gdzie progi te są niższe od minimum egzystencji, czyli wyliczanej cyklicznie przez warszawski Instytut Pracy i Spraw Socjalnych wartości koszyka dóbr, które niezbędne są do zaspokojenia absolutnie podstawowych potrzeb jednostki – prawie 90 procent tej kwoty to wydatki na żywność i mieszkanie, reszta (czyli w sumie ok. 50 PLN miesięcznie) to m.in. środki na leki, higienę osobistą i odzież. Zadziwiające jest stwierdzenie o „policji socjalnej”, jakoby powszechnej na Zachodzie i tropiącej nadużycia dokonywane przez osoby wyłudzające świadczenia. Współkoordynowałem projekt badawczy, w którym realizowaliśmy badania nad służbami społecznymi, ich pracownikami i klientami m.in. w Finlandii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, we Włoszech, czytałem naukowe opracowania i słuchałem referatów na konferencjach dotyczących funkcjonowania polityki społecznej m.in. w Holandii, Fran-

stracyjnych instytucji kontrolnych, mających tropić przypadki wyłudzeń (lub nawet sprawdzać dochody starających się o świadczenia) jest często z punktu widzenia państwa znacznie bardziej kosztowne niż przymknięcie oka na niewielkie, biorąc pod uwagę wysokość zasiłków, straty wynikające z ich nienależnej wypłaty. Radykalne środki zwiększające kontrolę wypłacanych świadczeń wprowadził ostatnio brytyjski rząd Davida Camerona. W dużej mierze pod naciskiem tamtejszej prasy brukowej twierdzącej, podobnie jak Grażyna Zdrojewska, że wyłudzanie zasiłków jest powszechną praktyką. I podobnie jak autorka zgierskiego tygodnika, ksenofobiczne angielskie tabloidy wskazują, że masowe oszukiwanie systemu pomocy społecznej jest jakoby cechą charakterystyczną Polaków. Co charakterystyczne, wszyscy piszący o masowej skali wyłudzeń nigdy nie powołują się na jakiekolwiek dane stosując retorykę: „powszechnie wiadomo, że…”. Ciąg dalszy na stronie 4


4

Razem - dla siebie i innych Spółdzielnie były w PRL jednym z symboli przymusu w życiu społecznym oraz braku efektywności w gospodarce. Dziś coraz więcej osób odkrywa, że podobnie jak przed wojną, autentyczna spółdzielczość może stać u podstaw świetnie prosperujących firm oraz innowacyjnych inicjatyw społecznych. Ponieważ system nakazowo-rozdzielczy wypaczył zarówno ideały, jak i zasady funkcjonowania spółdzielczości, warto zacząć od próby zdefiniowania „prawdziwej” spółdzielni. W szerszym znaczeniu można za nią uznać każde dobrowolne i samorządne zrzeszenie osób, które postanowiły „zsumować” swoje zasoby – umiejętności, kapitał czy siłę nabywczą – by lepiej zaspokajać wspólne potrzeby ekonomiczne, społeczne czy kulturalne. Jak najpełniejsze odpowiadanie na konkretne potrzeby społeczne pozostaje ich zasadniczym celem, odróżniając je np. od spółek kapitałowych, które koncentrują się na maksymalizacji zysku swoich właścicieli. Racją istnienia zdrowych spółdzielni mieszkaniowych jest budowa i/lub administrowanie nieruchomościami w interesie ogółu lokatorów i lokatorek; spółdzielnie pracy są formą samoorganizacji na rynku zatrudnienia, wzmacniającej pozycję tworzących je osób; kooperatywy spożywców oraz grupy producenckie służą odpowiednio konsumentom oraz rolnikom, m.in. umożliwiając im omi-

janie pośredników, i tak dalej. Prawo zawęża pojęcie spółdzielni do przedsięwzięć, które dążą do zaspokajania owych potrzeb na drodze działalności gospodarczej, prowadzonej w formie przedsiębiorstwa. Działa ono w oparciu o prawo spółdzielcze oraz wewnętrzny statut, który określa ponadto ramy działalności społecznej, prowadzonej przez spółdzielnię na rzecz członków i członkiń oraz ich otoczenia. Sama forma prawna nie przesądza jednak o realnie kooperatywnym charakterze danej inicjatywy. Przykładowo, nawet najbardziej demokratyczny statut nie gwarantuje powszechnego zaangażowania uczestników i uczestniczek w jej funkcjonowanie, dlatego część firm spółdzielczych, zwłaszcza dużych, niełatwo w praktyce odróżnić od np. spółek akcyjnych. Choć nadal mogą mieć one istotne zalety w porównaniu do swoich typowo komercyjnych odpowiedników, czego przykładem może być spółdzielczość oszczędnościowo-kredytowa, to nie one są bohaterkami pięknej historii pożytków z solidarnego i demokratycz-

Dokończenie ze strony 3

nam ich oceniać, moralizować na ich temat i po prostu poprawiać sobie samopoczucie myśląc źle o tych, którzy są niżej od nas w hierarchii społecznej. Grudniowy raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju opisujący temat w międzynarodowej perspektywie wskazuje, że w Polsce nierówności dochodowe mierzone dystansem pomiędzy dochodami najbogatszych i najbiedniejszych 10 procent społeczeństwa wzrosły w ciągu ostatnich dwóch dekad najbardziej ze wszystkich kilkudziesięciu krajów należących do OECD. Ciesząc się z tego, że przeciętnie rzecz biorąc większości z nas powodzi się coraz lepiej warto się zastanowić nad myślą najsłynniejszego dzisiaj polskiego naukowca, socjologa Zygmunta Baumana:

Podobne do zastosowanych w przywoływanym artykule argumenty należały do żelaznego zestawu środków retorycznych, za pomocą których państwo buduje poparcie dla wycofania się z obowiązku dbania również o tych na dole społecznej hierarchii („po co wspierać biednych, skoro sami są winni”). W polskim kontekście trudno mówić o dalszym wycofywaniu się państwa z zobowiązań wobec najuboższych, bardzo niskie progi, niewielkie świadczenia, najniższy w Europie odsetek bezrobotnych mających prawo do zasiłku, jak i najkrótszy czas ich pobierania świadczą o tym dobitnie. Jeżeli jednak uwierzymy, że rzeczywiście każdy biedny jest sobie winny, bardzo łatwo przyjdzie

nego współdziałania. Historia nauczycielką współpracy Polska ma wspaniałe tradycje gospodarki nie nastawionej na zysk, sięgające czasów zaborów, a następnie międzywojnia. Działały wówczas liczne spółdzielnie

dóbr konsumpcyjnych, pożyczek czy oświaty, oferowały ubezpieczenia społeczne... Spółdzielnie są zrzeszeniami tych, którzy są bezradni w pojedynkę i przez to wyzyskiwani. Jednostki gospodarczo słabe organizują się w spółdzielnie, aby przez prowadzenie wspólnego przedsiębiorstwa chronić się przed wyzyskiem. Lepiej zaspokajać swoje potrzeby, podnosić swoje gospodarstwo lub usuwać, a przynajmniej zmniejszać krzywdę przy sprzedaży swojej pracy lub jej wytworów – pisał w 1936 r. Jan Wolski, gigant polskiej spółdzielczości pracy. Rzeczywistość społeczno-gospodarcza tamtych czasów potwierdzała skuteczność

Jednostki gospodarczo słabe organizują się w spółdzielnie, aby przez prowadzenie wspólnego przedsiębiorstwa chronić się przed wyzyskiem. produkcyjne i handlowe, kooperatywne placówki edukacyjne czy medyczne, ambitne spółdzielcze wydawnictwa itp. W warunkach skrajnej biedy spontanicznie zawiązywały się inicjatywy, które zapewniały swoim członkom i członkiniom pracę, ułatwiały dostęp do

propagowanej przez niego formuły. Dość powiedzieć, że „Społem” było przed wojną największą i najnowocześniejszą instytucją handlową na ziemiach polskich, chroniąc setki tysięcy rodzin przed zachłannością kupców-kapitalistów. Wybitni ludzie kultury, jak

Stefan Żeromski czy Maria Dąbrowska, aktywnie angażowali się wówczas w ruch spółdzielczy, a liczne formacje polityczne miały w programach wspieranie tej formy gospodarowania. Niestety, po 1945 r. zabrakło przestrzeni dla aktywności społeczno-gospodarczej znajdującej się poza kontrolą Partii. Spółdzielczość de facto znacjonalizowano i włączono w scentralizowaną machinę gospodarczą państwa, przyznającą jej „z rozdzielnika” zasoby i zadania produkcyjne. Potrzeby członków/członkiń czy klientów/ klientek, a nawet rachunek ekonomiczny zeszły na dalszy plan. Spowodowało to, że kolejna zmiana ustroju zastała ten sektor rozwiniętym, ale słabo zarządzanym i obciążonym licznymi negatywnymi skojarzeniami. Co więcej, sami członkowie i członkinie, nie mający w spółdzielniach zbyt wiele do powiedzenia, przestali o nich myśleć jako o wspólnym dobrze. Ogólna podejrzliwość wobec działań zbiorowych oraz kult konkurencji i indywidualnego sukcesu, a ponadto skrajnie niesprzyjająca spółdzielczości polityka państwa, dopełniły dzieła. Choć wiele podmiotów noszących tę nazwę przetrwało transformację, a pewien ich odsetek stara się być wierny tradycyjnym wartościom ruchu kooperatywnego, w pewnym momencie piękne słowo „spółdzielnia” do końca utraciło swój dawny blask.

„Na podobieństwo nośności mostu, której nie mierzy się wszak średnią wytrzymałością przęseł lecz mocą nośną najsłabszego z nich, albo mocy łańcucha, której nie mierzy się przecież średnią wytrzymałością ogniw, ale mocą najsłabszego z nich, jakości społeczeństwa nie należy mierzyć przeciętną bytowych warunków, lecz jakością życia najsłabszej jego części”. Dr Wojciech Woźniak jest adiunktem z Katedrze Socjologii Ogólnej Uniwersytetu Łódzkiego. Zajmuje się problematyką polityki społecznej i nierówności społecznych. Źródło: emmahostel.pl


5 Źródło: emmahostel.pl

Deklaracja Spółdzielczej Tożsamości, przyjęta przez Międzynarodowy Związek Spółdzielczy w 1995 r. i zawierająca wytyczne, przy pomocy których spółdzielnie wprowadzają swoje wartości do praktyki:

I Zasada: Dobrowolnego i otwartego członkostwa II Zasada: Demokratycznej kontroli członkowskiej III Zasada: Ekonomicznego uczestnictwa członków i członkiń IV Zasada: Autonomii i niezależności V Zasada: Kształcenia, szkolenia i informacji VI Zasada: Współpracy pomiędzy spółdzielniami Powrót do korzeni Dobrowolne współdziałanie w imię zaspakajania wspólnych potrzeb jest jednak tak naturalną formą życia społecznego, że na dłuższą metę nawet sojusz realnego socjalizmu z dzikim kapitalizmem okazał się dla niego zbyt słabym przeciwnikiem. Powoli, ale nieustająco pojawiają się nowe inicjatywy oparte o klasyczne zasady spółdzielcze, zakładane przez ludzi wolnych od popeerelowskich stereotypów, a nierzadko bezpośrednio zainspirowanych przedwojenną polską kooperacją. Szczególnie krzepiący przykład „nowej spółdzielczości” stanowią niektóre spółdzielnie socjalne, oraz ruch kooperatyw spożywczych. Pierwszy z wspomnianych typów spółdzielni, których funkcjonuje już w Polsce ok. 500, ma na celu przywracanie na rynek pracy osób, które z jakichś powodów się na nim nie odnajdują. Znajdują w nich swoje miejsce niepełnosprawni, byli więźniowie, uchodźcy czy osoby wychodzące z uzależnienia, ale także niepokorna młodzież, dla której oczywistym modelem jest partnerska współpraca, a nie sztywne hierarchie i „wyścig szczurów”. Liczą zazwyczaj od pięciu do dziewięciu członków/członkiń i w większości zajmują się świadczeniem różnego rodzaju usług, od kopiowania dokumentów czy pielęgnacji terenów zielonych po specjalistyczne testy stron internetowych, pod kątem ich użyteczności dla osób o różnych niepełnosprawnościach. W naszym

regionie w formule spółdzielni socjalnej działają m.in. zgierska DELA, prowadząca Karczmę „Raz na Wozie” w Parku Kulturowym Miasta Tkaczy, konstantynowski KONSTANS, oferujący usługi opiekuńcze i porządkowe, czy łódzkie: klub muzyczny DOM, hostel LaGranda (założony przez grupę aktywistów i aktywistek obywatelskich, zaangażowanych m.in. w promocję samoorganizacji społecznej) oraz bistro „Zaraz wracam”. Z kolei pączkująca spółdzielczość spożywców opiera się na genialnie prostej obserwacji, że zorganizowani konsumenci i konsumentki mogą kupować taniej (po cenach hurtowych, z pominięciem pośrednictwa) i z gwarancją jakości. Kooperatywy konsumenckie, mające jak na razie nieformalny charakter, najpełniej realizują tradycyjne ideały spółdzielcze. Nakazują one m.in. otwartość na nowych członków i członkinie, niezależnie od ich pochodzenia społecznego czy poglądów, pielęgnowanie wewnętrznej demokracji (zgodnie z zasadą „jeden człowiek-jeden głos”), oraz współpracę z innymi inicjatywami spółdzielczymi, w formie np. wymiany wiedzy czy usług. Wszystkie te cechy kooperatywy spożywców, zdaniem duchowego ojca polskiej spółdzielczości, Edwarda Abramowskiego, czynią z niej „szkołę społeczną”, w której ludzie uczą się sami radzić nad swoimi sprawami, organizować je, działać zbiorowo i solidarnie, reformować warunki swego bytu własnym umysłem i własnymi si-

łami, gdzie poznają w praktyce złożony mechanizm ekonomiczny i społeczny dzisiejszego życia i sposoby zarządzania nim.

VII Zasada: Troski o społeczność lokalną

Od serca, ale z kalkulatorem Spółdzielczość bez wątpienia nie stanowi panaceum na wszystkie bolączki społeczne. Nie jest też wolna od patologii, np. na tle unijnych dotacji, płynących wartkim strumieniem do tej kategorii przedsiębiorstw. Wreszcie, w niektórych przypadkach swego rodzaju idealizm, wpisany w kooperatywne formy prowadzenia działalności biznesowej, utrudnia efektywne konkurowanie z podmiotami typowo komercyjnymi. Nie ulega jednak wątpliwości, że zdrowa spółdzielczość może odegrać w życiu społecznym ważną rolę, zwłaszcza jako lokalny dostawca produktów czy usług, których nie chce lub nie potrafi dostarczyć rynek ani państwo. Odbudowa struktur spółdzielczych oraz, co chyba jeszcze trudniejsze, etosu kooperatywnego, idącego w poprzek dominujących wzorców kulturowych – to zadanie na lata, jeśli nie dziesięciolecia. Sen o spółdzielczej potędze ziści się jedynie wówczas, jeśli ta forma aktywności przyciągnie ludzi ambitnych i przedsiębiorczych, łączących zmysł biznesowy ze społecznikowską wrażliwością. Kto wie, może niektórzy i niektóre z nich właśnie czytają ten tekst? Michał Sobczyk

Kongres UTW W dniach 19 - 20 marca reprezentacja słuchaczek i słuchaczy Zgierskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku wzięła udział w Ogólnopolskim Kongresie Uniwersytetów Trzeciego Wieku, zorganizowanym w ramach Europejskiego Roku Aktywizacji Osób Starszych i Solidarności Międzypokoleniowej, który w Polsce obchodzony jest jako Rok Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Warszawski Kongres odbył się pod honorowym patronatem Małżonki Prezydenta RP – Anny Komorowskiej oraz merytorycznym Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego. Wśród debatujących o wyzwaniach dla UTW nie zabrakło przedstawicieli Uniwersytetów z całej Polski, organizacji pozarządowych działających na rzecz seniorów (takich jak Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”), polityków i naukowców. Rezultatem

Kongresu jest wypracowanie misji dla UTW, która została wyrażona w „Apelu Grupy inicjatywnej”. Jego myślą przewodnią jest uczynienie Uniwersytetów Trzeciego Wieku partnerem w wypracowaniu polityki senioralnej państwa. Tym samym UTW wychodzą poza wyobrażenie organizacji, których jedyną rolą jest prowadzenie lokalnych działań adresowanych do wąskiego grona osób starszych. Środowisko osób „trzeciego wieku” chce w pełni partycypować w procesie diagnozy potrzeb oraz wypracowywaniu rozwiązań, katalogowania dobrych praktyk, które pozwolą Polsce zmierzyć się ze starzeniem społeczeństwa. Więcej o Kongresie przeczytacie na stronie internetowej Zgrzytu. Alina Łęcka-Andrzejewska


6

O Wielkiej Nocy słów kilka Przykładowy „święconkowy koszyczek” (należący do Wojewody Sapiehy) składał się m.in. z: 12 pieczonych jeleniz pozłoconymi rogami (symbolizujących 12 miesięcy), ciast – mazurków, bab w ilości 52 sztuk, baranka ulepionego z masła z brylantowymi źrenicami... O tradycjach wielkanocnych pisze Ilona Majewska Wielkanoc to najważniejsze święta dla Kościoła Katolickiego wpisujące się w ludową obrzędowość powitania wiosny. Choć istotne z religijnego punktu widzenia, Święta Wielkanocne dla większości Polaków ustępują magii Bożego Narodzenia. Współczesności nie udało się ich aż tak skomercjalizować, ale podobnie jak w przypadku Bożego Narodzenia, wiele zwyczajów zaginęło, a większość zatraciła swoją symbolikę i sens. Dlaczego Wielkanoc nie jest dla nas tak ważna jak Boże Narodzenie świętowane nawet przez osoby niewierzące? Czy tylko z

Mówiąc o Wielkanocy warto odnieść się do czasu przełomu zimy i wiosny. Dla człowieka kultury ludowej, którego rytm życia był wyznaczany przez przyrodę, był to czas trudny, przełomowy zima symbolizowała śmierć, a wiosna nadejście życia. Wyobrażano sobie, że pokonany przez Chrystusa diabeł, przykuty łańcuchem wewnątrz ziemi, cały rok spędza na rozkuwaniu kolejnych ogniw. Zima to czas kiedy sukces diabła zaczyna być widoczny – przyroda pogrążona jest w śmierci. Dopiero pierwsza wiosenna burza i pioruny zsyłane przez Boga na nowo przy-

Może w naszej kulturze, która spycha na bok treści związane ze śmiercią, łatwiej jest nam świętować narodziny Jezusa niż jego śmierć? powodu komercyjnej oprawy – prezentów, choinki i urokliwych dekoracji? A może w naszej kulturze, która spycha na bok treści związane ze śmiercią, łatwiej jest nam świętować narodziny Jezusa niż jego śmierć? Pewnie w jakimś stopniu też, ale patrząc głębiej warto przypomnieć, że Kościół Katolicki wpisywał swoje święta w już istniejący kalendarz obrzędowy. Boże Narodzenie nałożyło się na bardzo ważny czas – obchodzone przez Słowian 24 grudnia święto zmarłych, świętowanie przesilenia zimowego oraz pogańska wiara, że 25 grudnia to dzień narodzin Niezwyciężonego Słońca. O ile znaczna część zwyczajów związanych z Wigilią ma swój rodowód przedchrześcijański, o tyle obrzędowość wielkanocna jest w dużej mierze inspirowana katolicyzmem i wykorzystuje tylko pewne elementy kultury pogańskiej. Być może właśnie dlatego świętowanie Bożego Narodzenia jest głębiej w nas zakorzenione, bez względu na to czy wierzymy czy nie.

kuwają diabła, dając nadzieję, że na ziemi zacznie znów królować życie. Aby pożegnać się z zimą w niektórych regionach Polski topiono w rzece czy bagnie kukłę, która miała symbolizować zimę/ śmierć. Współcześnie zwyczaj ten przypisany jest dzieciom, które 21 marca topią Marzannę. Od środy do środy, czyli od Popielca do Judaszek Przygotowania do Wielkanocy rozpoczynały się wraz z Środą Popielcową, która kończyła okres karnawałowej zabawy. Rygory Wielkiego Postu były egzekwowane z surowością, której nie znajdziemy współcześnie. Był to czas powagi, rezygnowano z wszelkich rozrywek: tańca, śmiechu, gier, gwizdania. Niewskazane było obnoszenie się z pogodnym obliczem (miały za to grozić ognie piekielne). Post wpisywał się w przednówkową biedę chłopskich gospodarstw – kończyły się zimowe zapasy, oszczędnie wydzie-

lano racje żywności, najbiedniejsi aby przeżyć zmuszeni byli do pożyczania (często na lichwiarskich zasadach) zboża. Pewnym wyłomem w upływającym na Gorzkich Żalach i poważnej atmosferze poście był 1 kwietnia oraz Niedziela Palmowa (zwana Kwietną). Na pamiątkę wjazdu do Jerozolimy wprowadzano do kościołów wózek z figurą Chrystusa siedzącego na osiołku w asyście radosnej procesji, dzieci rzucających kwiaty i palm, które dzięki poświęceniu zyskiwały moc magiczną. Krzyżyk wykonany z gałązek palmy i wetknięty w ziemię miał zagwarantować urodzaj, palemka zatknięta za święty obraz odpędzała chmury gradowe, a zjedzenie trzech poświęconych bazi chroniło przed infekcjami gardła. Palmy różniły się w zależności od regionu pochodzenia – kurpiowskie zdobiono kwiatami i wstążkami z bibuły, w sieradzkim kwiatkami z pierza, a góralskie wieńczył czub bazi. W Wielką Sobotę należało je spalić, a popiół przechowywać aż do przyszłorocznej Środy Popielcowej. Obyczajowość Wielkiego Tygodnia rozpoczynały całkowicie zapomniane wielkośrodowe „judaszki”. Przygotowywano gałganową kukłę, wypchaną słomą, zrzucano ją z wieży kościelnej, bito kijami, a następnie czekał ją los podobny do Marzanny – pozostałości kukły były topione lub rozwiewane przez wiatr.

postnym jedzeniem żegnali się nim symbolicznie - wieszano śledzia na przydrożnych konarach, rozbijano garnki z żurem, towarzyszyły temu okolicznościowe wierszyki. Kolejny dzień upływał na kulinarnych przygotowaniach – gotowano i wypiekano w zależności od bogactwa gospodarstwa przysmaki, które miały zostać poświęcone. Święcenie odbywało się najczęściej na dworze, gdzie ze swoimi koszykami schodzili się mieszkańcy wsi. Opisy święconego przygotowywanego przez najmożniejszych wciąż robią piorunujące wrażenie - przykładowy „święconkowy koszyczek”, (należący do Wojewody Sapiehy) składał się między innymi z: 12 pieczonych jeleni z pozłoconymi rogami (symbolizujące 12 miesięcy), ciast – mazurków, bab w ilości 52 sztuk (tyle ile tygodni w roku), 365 babek, baranka ulepionego z masła z brylantowymi źrenicami, niezliczonej liczby pisanek, kraszanek oraz adekwatnej ilości trunków- np. 8760 kwart miodu i 365 gąsiorków węgrzyna. Wszystkie przysmaki miały czekać do niedzieli. Kiedy o świcie dzwony i strzelby oznajmiały Zmartwychwstanie mieszkańcy wsi ruszali do kościoła. Po mszy obdarowywano się pisankami, składano szybkie życzenia i śpieszono się do świątecznego stołu aby spędzić przy nim resztę dnia. Wodą, rózgą lub gnojówką… Rozrywkowy charakter miał Poniedziałek Wielkanocny – obecnie nie rozróżniamy śmigusa od dyngusa, ale były to dwa różne

Pożegnać żur, powiesić śledzia Znacznie poważniejszy był charakter kolejnych dni Wielkiego Tygodnia - czwartek był dniem pobożnej modlitwy, skupienia i ciszy – dzwony kościelne zastępowały drewniane kołatki. Co zamożniejsi mogli sobie pozwolić na wyprawę do Kalwarii Zebrzydowskiej, Pacławskiej czy Wejherowskiej gdzie odbywały się spektakularne widowiska pasyjne. W Wielki Piątek poza obowiązkowym odwiedzeniem Grobu Pańskiego w Kościele, należało wykąpać się w rzece – miało to oczyszczającą moc i gwarantowało piękną cerę. Zmęczeni

Rys. Hanna Łuczak

obyczaje. Śmigus polegał na oblewaniu wodą czy uderzaniu dziewcząt rózgą z palmy, natomiast dyngus to obdarowywanie podarkami. Nie powinno nas dziwić i oburzać, kiedy w Lany Poniedziałek płyną ulice, a wyjście na rodzinny spacer nie uchodzi nam na sucho – to dowód na to, że niektóre tradycje wciąż są żywe i mają się dobrze. Tego dnia oblewano się, wrzucano do rzek, potoków, czasem wodę wspierała gnojówka. Od domu do domu wędrowali przebierańcy, którzy za swoje piosenkarskie popisy otrzymywali piękną pisankę. Wraz z końcem Poniedziałku powracano do codziennych prac, obowiązków, skromniejszego jedzenia. Chociaż współczesność to już całkiem inny świat, w którym można kupić wszystko gotowe: od palmy i cukrowego baranka aż do umalowanych pisanek, warto zapamiętać, że „święto to odwrócenie czasu codziennego”. Może warto przeżyć te Święta zgodnie z tą definicją. Jeśli na co dzień ślęczymy przed komputerem, zasypiamy przy telewizorze, a z bliskimi rozmawiamy 8 minut dziennie, z tego 4 przez telefon, poruszamy się samochodem, albo szybkim truchtem, może warto zrobić sobie prezent i przeżyć ten czas na opak? No i dajmy sobie spokój z tym zakupowym szaleństwem, wielką wystawnością i kupowaniem trzy razy więcej żywności niż będziemy w stanie zjeść – Wojewody Sapiehy i tak nie uda nam się przebić. Ilona Majewska


7

Zgierska „Siłaczka” Gdyby nie jej osobiste zaangażowanie i zabiegi dotyczące budowy, to termin realizacyjny Seminarium Nauczycielskiego przesunąłby się na dalsze lata. Szkoła otrzymała patrona i nazwana została imieniem Stefana Żeromskiego. Doktor Kuropatwińska postawiła przed młodzieżą ideał nauczycielki „Siłaczki”. Zapisała w historii zgierskiej oświaty wspaniałą kartę jako twórczyni obiektów Seminarium Nauczycielskiego oraz jako znakomity pedagog i wychowawca przyszłej patriotycznej kadry nauczycielskiej. Jej ideowym przewodnikiem był Stefan Żeromski. Swoje uczennice wychowywała w kulcie dla autora „ Przedwiośnia” i „Siłaczki”. Stefania Kuropatwińska urodziła się 7 kwietnia 1886 r, w Łazach koło Łukowa na Podlasiu, w rodzinie inteligenckiej. Dzieciństwo i pierwsze lata szkolne spędziła w Siedlcach. Ukończyła w 1902 r. II Gimnazjum Rządowe w Warszawie. Następnie wyjechała do Szwajcarii, gdzie ukończyła Wydział Fizyko-Chemiczny Uniwersytetu w Genewie. Tam też doktoryzowała się z dziedziny chemii. W Szwajcarii osobiście poznała wybitnego pisarza – Stefana Żeromskiego. Po powrocie do kraju w 1908 r. przez rok pracowała w prywatnym Seminarium Nauczycielskim w Żyrardowie, a następnie w Sosnowcu, gdzie w 7-letniej Szkole Handlowej Józefy Siwkowej uczyła fizyki i chemii aż do wybuchu I wojny światowej. W latach 1914-1916 uczyła w różnych szkołach średnich Warszawy, pracując jednocześnie nad likwidacją analfabetyzmu wśród robotników (wspólnie z bratem Walerianem). Od 1 sierp-

nia 1916 r. do 21 grudnia 1917 r. pracowała w Seminarium Nauczycielskim w Siennicy na Podlasiu. Ponadto przez pół roku uczyła w Seminarium Nauczycielskim w Lublinie (do końca 1918 r.). W Warszawie uczestniczyła w kursie dla organizatorów seminariów nauczycielskich, które zaprogramowało i zrealizowało Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Powyższe Ministerstwo 1 stycznia 1919 roku powierzyło dr Stefanii Kuropatwińskiej zorganizowanie Seminarium Nauczycielskiego w Zgierzu. Żeńskie Seminarium Nauczycielskie utworzono 2 lutego 1919 r., a jego przełożoną została dr Stefania Kuropatwińska. Warunki nauki dla młodzieży w nowej placówce były złe. Wobec trudnej sytuacji dr Kuropatwińska postanowiła wybudować nową szkołę i internat. Władze administracyjne miasta Zgierza wykupiły pod budowę nowego obiektu szkolnego 8 ha gruntów przy zbiegu ulic 3 Maja i Mielczarskiego. Akceptacja nastąpiła także na szczeblu ministerialnym (MWRiOP), które przyznało kredyty, wybrało także zespół architektów, którzy opracowali projekt na podstawie najlepszych szwedzkich rozwiązań w tej dziedzinie. Najpierw stanął w 1925 r. budynek internatu. W 1927 r. oddano do użytku budynek szkolny, który został wy-

posażony w bardzo dobry sprzęt. Szkoła była okazała i bardzo funkcjonalna. Wiele energii i czasu poświęciła jej dr Kuropatwińska i można przypuszczać, że gdyby nie jej osobiste zaangażowanie i zabiegi dotyczące budowy, to termin realizacyjny przesunąłby się na dalsze lata. Szkoła otrzymała patrona i nazwana została imieniem Stefana Żeromskiego. Doktor Kuropatwińska postawiła przed młodzieżą ideał nauczycielki „Siłaczki”. Zespół nauczycielski w swej codziennej pracy także utrwalał ten ideał. Zgodnie z ustawą o nowym ustroju szkolnictwa, w Zgierzu zamknięto Seminarium i w roku 1937 powołano Żeńskie Liceum Pedagogiczne o kursie 3-letnim. Kandydatki do liceum musiały posiadać ukończone czteroletnie Gimnazjum. Liceum to funkcjonowało do końca sierpnia 1939 r. Niemcy po wkroczeniu do Zgierza zajęli budynki szkolne na szpital wojskowy, usuwając nauczycieli i pracowników gospodarczych z zajmowanych na terenie szkoły prywatnych mieszkań. Stefania Kuropatwińska w czasie okupacji była współorganizatorem na terenie Zgierza i powiatu łódzkiego tajnego nauczania. Z polecenia władz rządu podziemnego objęła funkcję koordynatora oświaty w powiecie łódzkim. Po wojnie dr Kuropatwińska wspólnie z pierwszym powojen-

nym prezydentem miasta – Aleksandrem Metelskim czyniła starania o reaktywowanie Liceum Pedagogicznego. Starania te ziściły się dopiero w końcu stycznia 1946 r. Przypłaciła to pogarszającym się stanem zdrowia. 11 marca 1948 r. – umiera. Pochowana została w grobowcu rodzinnym, obok swojej matki w Siedlcach. Podczas uroczystości pogrzebowych pożegnała ją najstarsza z absolwentek słowami: „Żyła z nami, pracowała dla nas i kochała nas. Dawała nam swoją wiedzę, swój czas, siły i uczucia. Uczyła nas w każdym człowieku widzieć brata

i w każdym cenić człowieczeństwo. „Siłaczkę” stawiała nam przed oczyma i sama była nią do końca”. Opracowano na podstawie: Mikołajczyk Szczepan: Wybitni Zgierzanie, Fundacja Muzeum Miasta Zgierza 1994. Czapiewska Jadwiga: Stefania Kuropatwińska, twórczyni i dyrektorka Zakładu Kształcenia Nauczycieli w Zgierzu (maszynopis w zbiorach Muzeum Miasta Zgierza). Robert Starzyński

Strona redagowana przy współpracy Muzeum Miasta Zgierza


8

G Wielkanocny pasztet z fasoli i soczewicy Wegańskie Ciasto Wielkanocny pasztet

1 szklanka białej fasoli (namoczonej dzień wcześniej, następnie ugotowanej do miękkości) 2 szklanki zielonej soczewicy (ugotowana do miękkości) 2 cebule 2 ząbki czosnku 2 duże marchewki 1 korzeń pietruszki ½ szklanki orzechów włoskich 2 łyżeczki curry (według gustu – można dodać więcej) 1 jajko (opcjonalnie – w wersji wegańskiej bez jajka) garść płatków owsianych pieprz, sól 2 łyżki oliwy

Cebulę i czosnek drobno pokroić i podsmażyć na oliwie, dodać startą marchewkę, pietruszkę – smażyć do miękkości, następnie dodać fasolę i soczewicę – podsmażyć, przyprawić, zblenderować na gładką masę. Dodać orzechy, płatki owsiane (ewentualnie jajko). Całość przełożyć do formy keksowej wysmarowanej olejem i wysypanej bułką tartą. Piec temperaturze 180 C przez ok. 50 min. Wyjąć z foremki, ostudzić. Idealny do kanapek z razowego chleba, w towarzystwie świeżych warzyw, kiełków. Pasztet należy przechowywać w lodówce – nie traci świeżości przez ok. tydzień.

Wegańskie ciasto Inne niż wszystkie – bez jajek, masła, mleka, proste w wykonaniu, a mimo to pyszne i słoneczne. W sam raz na wiosenny, świąteczny stół. Przepis pochodzi z wegańskiego blogu Hello Morning. Jeśli posiadamy mrożone maliny możemy ułożyć je na cieście przed upieczeniem, gotowe ciasto możemy posypać cukrem pudrem, polukrować (3/4 szklanki cukru pudru i 2-3 łyżek soku z cytryny) lub udekorować listkami świeżej mięty. 1 cytryna 1,5 szklanki mąki 0,5 szklanki cukru trzcinowego 3/4 szklanki wody 5 łyżek oleju 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1 łyżeczka cukru trzcinowego z prawdziwą wanilią 1 łyżeczka octu balsamicznego Wykonanie: Skórkę z cytryny zetrzeć na tarce o małych oczkach. Z połowy cytryny wycisnąć sok. Dodać olej, ocet i wodę i dokładnie ze sobą wymieszać. W drugiej misce wymieszać mąkę, cukier, wanilię i proszek do pieczenia. Do suchych składników wlać płynne i wymieszać przy pomocy miksera. Ciasto wyjdzie bardzo gęste. Przełożyć je do natłuszczonej foremki na tartę, piec przez ok. 20 -25 minut w temperaturze 180 C.

Ogłoszenia drobne WOKALISTA poszukiwany Do kapeli nastawionej na granie Poszukiwani Latarnicy Rock’n’Rolla (inspiracje: Polski Cyfrowej! Kiss, Rainbow, Deep Purple, Stowarzyszenie „Miasta AC/DC). Posiadamy własny w Internecie” (SMWI) sprzęt, miejsce na próby. wspołnie z Ministerstwem Kontakt: generacja@vp.pl Administracji i Cyfryzacji (MAC) rozpoczęło realizację Projektu systemowego – Fotografia w CKD działania na rzecz rozwoju Centrum Kultury Dziecka szerokopasmowego dostępu do zaprasza do udziału Internetu, współfinansowanego w następujących projektach w ramach VIII osi fotograficznych: priorytetowej Programu Operacyjnego Innowacyjna Okiem Zgierskich Artystów: Gospodarka 2007-2013. MAC „Kiedy śmieje się dziecko, pomoże budować internetowe śmieje się cały świat” sieci szerokopasmowe a oraz konkursu Foto Jam. Stowarzyszenie „Miasta Działania adresowane są w Internecie” poprowadzi do fotografów/fotografek projekt Latarników Polski amatorów. Zgłoszenia oraz Cyfrowej – animatorów informacje: Krystian Śmiałek, wspierających pokolenie 50+ CKD ul. Rembowskiego cyfrowym świecie. Osoby 17, mail: smialekk@wp.pl, zainteresowane uzyskaniem tel. 509 719 665. kompetencji Latarnika Polski Cyfrowej prosimy o kontakt z p.Michałem Golemo ze Ulica Alternatywna Stowarzyszenia „Miasta w Wielokulturowy Zgierz Internecie” – koordynatorem poszukuje osób do współpracy pracy Latarników (+48 502 przy realizacji projektu 358 454 ). Więcej informacji „Ulica Alternatywna – uzyskać można w serwisie przestrzeń dla różnorodności www.latarnik.mwi.pl lub w w Wielokulturowym Zgierzu” profilu: www.facebook.com/ oraz do współtworzenia polskacyfrowa. i kolportażu gazety „Zgrzyt”: wielokulturowy@gmail.com

Czujesz niedosyt? Zajrzyj na stronę

gazetazgrzyt.pl Bo są rzeczy ważne i ważniejsze. Rys. Stanisław Łuczak

Projekt finansowany przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej

Zgrzyt, wydanie: kwiecień, 03/2012  

Kwietniowy numer Zgrzytu.