Page 1

Gazeta bezpłatna tworzona przez Polonię dla Polonii

Gazeta East

POLONIJNA.co.uk

Tel: 07590 271 330 (UK), 07805 232 094 (UK), Tel: 0600221323 (PL), Tel: 0600858508 (PL)

GAZETA BEZPŁATNA

Wydanie nr 17 (luty 2014)

Lincolnshire

Paczki do 15kg = £15 od 15kg do 30kg = £20

Nottinghamshire

Leicestershire

Northamptonshire

Buckinghamshire

www.gazetapolonijna.co.uk

Bedfordshire

Cambridgeshire

WOŚP 2014

G URAL E kontra Mont Blanc

Czytaj str. 12

Hertfordshire

Essex

Suffolk

Norfolk

Lady Pank

Zdrowego stylu życia smak

tuje prezen

SZY PIERW Czytaj str. 18

RAZ W

X S E 10 0 D

W Peterborough

A LEGENDGO POLSKIEA ROCK

Czytaj str. 4

Porady prawne. Rozwód w07/03/14 Anglii KONCERT 20:00 DRZWI OTWARTE 19:00 BILETY JUŻ OD £25 DOSTĘPNE NA

www.zagrajzladypank.co.uk www.theo2.co.uk/indigo2

Czytaj str. 3

A

P

R

A

S

Z

A

PARTNERZY:

Z

PATRONI MEDIALNI:

facebook.com/SigntypEvents

„Rozwód w Anglii” to cykl artykułów, które mają na celu przybliżyć Polakom zamieszkującym w Anglii procedurę wzięcia rozwodu oraz rozwiązania kwestii finansowych, które nie są tak skomplikowane jak wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Czytaj str. 15

Czytaj strona 24


2

Gazeta

Wiadomości

Wydanie nr 17 (luty 2014)

POLONIJNA.co.uk

STAN NIEWAŻNOŚCI CZYLI ŚLAD NA ZIEMI

To do nas Jezus mówi te słowa: „Wy jesteście solą ziemi”. A więc to my jesteśmy solą ziemi i światłem świata. Trudno w to uwierzyć, bo gdy spoglądamy po sobie, widzimy, że jesteśmy zwykłymi, mało znaczącymi ludźmi. To inni rządzą, wpływają na losy świata, to inni mają wielkie pieniądze i wielkie zdolności. My żyjemy na uboczu, mamy swoje malutkie-porażające kłopoty i troski, malutkie radości i gdzieżby tam nam do tego, żeby być solą ziemi!

Jesteśmy ważni tylko w oczach Boga. Nasze życie jest ważne dla Boga, a to jest istotny powód, aby było ono ważne także i dla nas. Dla Boga każdy jest po prostu jedyny i niepowtarzalny. Taka jest natura miłości, że nie jest skierowana do tłumu, masy. Zawsze jest osobista. Ale słowa o soli ziemi mówią jeszcze coś więcej. Jesteśmy niezbędni dla tej ziemi, tak jak sól jest konieczna w potrawie. Na ciebie wciąż napierają ludzie w tramwajach, na ulicy, w sklepach, w miejscu pracy – agresywni, bezczelni, opryskliwi, niekulturalni, źle wychowani, prymitywni, nienawistni, zazdrośni; wciąż jesteś zasypywany stosem problemów, spraw ważnych, drobnych, bezsensownych, na przedwczoraj, na dziś, na jutro, na pojutrze. I nie dajesz sobie rady, nie wytrzymujesz, pękasz, wściekasz się, klniesz, awanturujesz się, przezywasz, nienawidzisz, gardzisz, zazdrościsz. Nie miej pretensji ani do ludzi, ani do świata – ale do siebie, bo się nie modlisz, nie medytujesz nad sobą. Nie bój się Boga, nie bój się spojrzeć Mu twarzą w twarz. Rozmawiaj z Nim. Tylko nie uciekaj w paplaninę, w mechaniczne odmawianie pacierza, ale módl się; jednocz się z Nim i swym przekazem, bierz od Niego światło, pokój, ciszę, żebyś potem schodził z góry przemienienia z Jego siłą. Wtedy będziesz sam mógł wytrzymać ciężar życia i będziesz dawał innym to, coś nabył – jasność, mądrość, serdeczność, wyrozumiałość, dobroć, empatię... Tylko tak można żyć godnie. Na drugi świat przeniesiesz tylko swój krzyż: codzienne wyrywanie się z egoizmu – z obojętności, lenistwa, wygodnictwa, strachu, kłamstwa, hipo-

kryzji, obłudy... Świat adorujący wielkość, bogactwo, kariery, zapatrzony ślepo w powiększanie, przyspieszanie, ulepszanie – gubi się, zapomina o istocie Człowieczeństwa. I wcale przez te swoje dążenia nie gwarantuje zdrowia, długiego życia, spełnienia, szczęścia, Miłości... Nasze życie – to, jakie ono jest, dobre czy złe – ma znaczenie dla tej ziemi, dla tego świata. Złe życie to sól bez smaku. Nie ma znaczenia, przestaje być istotne, znika bez śladu. Nasze życie jest więc istotne i jest to taki rodzaj ważności, który w żaden sposób nie potrzebuje wywyższania siebie, a uniżania innych. Nie musi, dla utwierdzenia swojej pozycji, wiedzieć, że inni są mniej ważni. Wystarczy mu jego własny smak. Poczucie bezradności wobec potężnych anonimowych sił, które rządzą naszym życiem, istniało zawsze, ale chyba w ostatnich pokoleniach się nasiliło. Miniony wiek dwudziesty to także wiek mas i anonimowości. Można przypomnieć kilka słów Miłosza, który zmagał się ze świadomością znikomości ludzkich działań wobec potężnych sił, które zmieniają życie jednostek i społeczeństw. Szukając nadziei pisał: „Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach”. Pisał to widząc, jak niewiele mogły zmienić ofiary wielu ludzi wobec młynów polityki, które ustanowiły granice sowieckich wpływów w tym, a nie innym miejscu. Dzisiaj to już właściwie przeszłość, ale poczucie, że nic ode mnie nie zależy, że rządzi przypadek, wcale

Gazeta

nie zmalało. To na takie chwile i sytuacje Jezus mówi do nas: „Wy jesteście solą ziemi”. Te słowa Jezusa są antidotum na poczucie nieważności, bezsiły wobec potęgi procesów, które miotają nami, a na które nie mamy wpływu. Przecież, gdy uwierzymy, że nic od nas nie zależy, łatwo możemy zgorzknieć, zacząć narzekać, źródło wszelkiego zła upatrywać poza sobą i budować w sobie jakieś fałszywe poczucie wielkości i ważności, wyjątkowości i jedyności. Nie bez kozery mówi się przecież, że poznanie siebie samego jest osiągnięciem na miarę sukcesu! Że znamy siebie tylko na tyle, na ile nas sprawdzono… (sic!) A przecież – zależy od tego harmonijne współżycie z samym sobą, otoczeniem. Jak może ktoś, kto nie rozumie samego siebie, dogadać się z bliźnim? Jak może żyć prawdziwie, skoro skażony jest nieautentycznością? Jak można mu wierzyć, skoro on nie może zaufać samemu sobie idąc na „poważne” kompromisy będące zwykłą imitacją? Rozczarowanie, zawody, upokorzenia, zwątpienia, zadziwienia mają także swój rodowód w fakcie nieposiadania przez nas wiedzy o nas samych. Nawet jeśli już uciekamy – to nie przed sobą, a przed NIEWIEDZĄ o nas samych. Prawdziwa rozpacz... Nawet nie wiemy, czy możemy rozpaczać z powodu, że chcemy, bądź nie chcemy być sobą... Kierkegaard tak to ujmuje: „Nawet po to, aby się przejrzeć w lustrze, trzeba siebie znać, jeżeli bowiem

GAZETA BEZPŁATNA TWORZONA PRZEZ POLONIĘ DLA POLONII

POLONIJNA.co.uk

Gazeta Polonijna East Tel. 0203 3488 778 Mob. 07 851 871 891 Email: redakcja@gazetapolonijna.co.uk Nakład 10 000 szt., 24 strony Wydania archiwalne: www.issuu.com/gazetapolonijna-east

Drukarnia: www.ulotki.co.uk Wydawca: Rafał Sawicki Wywiady Gazety Polonijnej: Działy tematyczne: Dla dzieci Psycho logia Prawo

www.youtube.com/polonijnaTV

Zdrowie i Uroda Mama na Wyspach Kulinarny: Sport: Turystyka: Wędkarstwo :

- Katarzyna Campbell - Jarosław Kluczek - Beata Nowakowska-Mrozek Olga Parczewska - Anna Jaskiewicz - Małgorzata Mroczkowska - Jasiu Kuroń - Oskar Papierz, Daniel Kowalski - Kinga Plich, Sebastian Zuchowicz - Dariusz "Kerad" Gorgon

Wiadomości z Lincolnshire Wiadomości z Nottinghamshire Wiadomości z Northamptonshire Wiadomości z Essex Wiadomości z Cambridgeshire Wiadomości z Leicestershire Wiadomości z Bedfordshire Wiadomości z Suffolk

- Katarzyna Wilemberg - Sebastian Derwisinski - Może Ty?, tel: 07 851 871 891 - Może Ty?, tel: 07 851 871 891 - Jan Choiński - Może Ty?, tel: 07 851 871 891 - Może Ty?, tel: 07 851 871 891 - Może Ty?, tel: 07 851 871 891

siebie nie znamy, to widzimy nie siebie, tylko jakiegoś innego człowieka”. Można oczywiście sprawę skwitować uśmiechem i uspokajającą refleksją, że jednak „widzimy człowieka”. I jakże często wystarcza nam to za cały „proces poznawczy”. Wątpliwy substytut – żyjemy na kredyt wyobraźni, złudnych możliwości, a nie konieczności, których częstokroć nie jesteśmy w stanie sobie uświadomić. Stąd bywa – że wszystkie te nasze nadzieje i wszystkie rozpacze nie są prawdziwą nadzieją ani prawdziwa rozpaczą. Sam ten fakt jednak odczytywać można w kategoriach DRAMATU UŁOMNOŚCI NASZEJ NIEDOSKONAŁEJ KONDYCJI CZŁOWIECZEJ. Wypełnieni (bez)treścią – nieuświadomioną osobowością; dumni, że dumni, brzmią jakże często PUSTO... Ludzie! Znamię czasu: CZŁOWIEK – jako przykład koniunkturalnego mitotwórstwa. Znamię czasu?... PS. Kanwą do tych rozważań była m.in. lektura tomów „Kazań Świętokrzyskich” oraz na ich podstawie – „Medytacji biblijnych” ks. Jana Słomki. *** Machatma Gandhi Pośród śmierci trwa życie, pośród kłamstwa trwa prawda, pośród ciemności trwa światło. Stąd wnioskuję, że Bóg jest życiem, prawdą i światłem. Antoine de Saint Exupéry – Twierdza (XIX)

[...] miłe mi światło, jakie daje z siebie człowiek. Nie trzeba mi opasłej świecy. Tylko płomieniem mierzy się jej wartość. Adam Mickiewicz Szatan w ciemności łowi, jest to mocne zwierzę. Chroń się przed nim w światło, tam cię nie dostrzeże. Oscar Wilde Jak światło, prawda oślepia. Natomiast kłamstwo jest niby piękny zmierzch, co ukazuje każdy przedmiot w wyrazistym świetle. Marek Rozycki jr

Drodzy Czytelnicy! Z wielką przyjemnością oddajemy do Waszych rąk kolejny numer wydania Gazety Polonijnej. Cieszymy się bardzo, iż tak wiele fantastycznych osób entuzjastycznie przyłączyło się do nas, oferując swoją wiedzę, talent i umiejętności. Gazeta Polonijna jest miesięcznikiem tworzonym przez wielkich pasjonatów, ludzi będących blisko spraw ważnych i wartych pokazania szerszemu spektrum. Specjalnie dla Was przemierzamy setki kilometrów, rozmawiamy z ciekawymi osobami, śledzimy wydarzenia, które następnie zamieniamy w osobliwe artykuły, reportaże i felietony. Gazeta jest tworzona z myślą o Was – Polakach mieszkających na emigracji.

Dział Graficzny: Rafal Sawicki, Dariusz Dalaszyński Rysują: Szczepan Sadurski, Cezary Krysztopa, Stanisław Kościesza Fotografują: Sebastian Kuczyński, Zbyszek Bagniuk, Justyna Bartczak, Karolina Skorek, Karol Wyszyński, Wojciech Nowak, Artur Skorek, Sebastian Zuchowicz, Paweł Tomaszewicz, Janek Ptak, Beata Papierz, Oskar Papierz, Monika S. Jakubowska, Adrian Wiecha, Mateusz Jankowski Piszą: Beata Papierz, Oskar Papierz, Szczepan Sadurski, Mariusz Ciużyński, Joanna Howe, Anna Galus, Klaudia Drozd, Wojciech Nowak, Sebastian Zuchowicz, Sebastian Horbacz, Katarzyna Campbell, Kinga Plich, Anna Jaskiewicz, Jarosław Jakubiak, Iwona Janas, Karol Wyszyński, Dorota Kordecka, Joanna Pawlak, Karol Nowak, Thomas Derach, Aneta Derach, Dariusz Gorgon, Jarosław Kluczek, Jasiek Kuron, Jacek Wąsowicz, Lidia Waszti Plenzler, Justyna Bartczak, Zbyszek Bagniuk, Łukasz "Lipson" Lipczewski, Noemi Ndoloka ----------------------------------------------------------------------------------------------------

Wydawca i Reda kcja nie ponoszą odpowiedzialn ości za t reść rekl am i ogłoszeń. Redakcja nie zwraca materiałów niezamowionych. Nadesłane materiały przechodzą na własność redakcji, co oznacza jednocześnie przeniesienie na redakcję Gazety Polonijnej praw autorskich z prawem do publikacji, skracania i przeredagowywania nadesłanych materiałów. Przedr uk tekstów, zdjęć, rysunków i rekla m za mieszczonych w Gazecie Polonijn ej jest niezgodny z prawem.

Dlatego też mocno zachęcamy osoby marzące o karierze dziennikarskiej, do spróbowania swych sił i nadsyłania do nas swoich publikacji i zdjęć. Chcemy otworzyć przed Wami świat pełen barw, dać przepustkę do realizacji swych pragnień. Szczególnie zapraszamy do aktywności twórczej młodzież, która często mieszkając z dala od ojczyzny, zapomina jak piękny jest język polski i jak wiele wspaniałych kombinacji stylistycznych można osiągnąć bawiąc się słowami. Zapraszam serdecznie czytelników do lektury oraz współpracy, firmy zaś do promocji swej działalności poprzez skuteczną formę reklamy oferowanej przez gazetę. Jestesmy przekonani, iż nasze wspólne działania przyniosą wiele pozytywnych aspektów dla Was – wspaniałej Polonii mieszkającej w Wielkiej Brytanii. Redakcja


Gazeta

Wydanie nr 17 (luty 2014)

Wiadomości

POLONIJNA.co.uk

3

Wiadomości z Peterborough pod redakcją Jana Choińskiego

WOŚP 2014, Peterborough

Podaj otwartą dłoń Pamięć jest domeną ludzi serdecznych, czułych a nade wszystko wrażliwych.

Poeta zanotował: Ja widziałem młodzieńca, co w okropnej nędzy Dniem i nocą pracował, by dostać pieniędzy. Pieniędzy! które swoim przeważnie ciążeniem Przytrzymywały jego matkę na tym świecie. Poeta wybitnie wrażliwy, dostrzegający każdy okruch ludzkiego cierpienia. Sam życie przepędził w biedzie a jednak nie pozostawał głuchy na wołanie o pomoc - nie tylko w swoich utworach: zarobione grosze oddawał siostrze. Niemal w każdej chwili możemy napotkać ludzi bezinteresownych - ludzi pełniących bodajże służalczą rolę wobec tego co nazywamy człowieczeństwem. Tutaj i teraz wspominamy ledwie o rozbudzeniu jakie zainicjował Jerzy Owsiak. Potrząsnął wieloma, pokazał inny sposób zacieśniania więzi między ludźmi. Tu, w Peterborough, są także „ludzie dobrej woli”. Ci utworzyli sztab organizujący kolejną już zbiórkę pod nazwą Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Mateusz Jankowski od dwóch lat w UK. Z Polski przywiózł doświadczenia w organizowaniu imprez. I w Peterborough nie może usiedzieć, pragnie spożytkować swoją energię „dla większego dobra”. 11 stycznia tego roku, wraz ze swoimi przyjaciółmi, i wieloma oddanymi akcji - jak sam się wyraził: „usypywał z drobniaków wielkie serce”. Uczestnicy Orkiestry wypełniali „serce” brązowymi kieszonkowymi - grosikami na dobre szczęście. Tegoroczną imprezę rozplanowano na dwa dni. Pierwszego dnia, w sobotę, w zbiórce pieniędzy uczestniczyły dzieci z Sobotniej Szkoły w Peterborough. Zostały uprzedzone przez nauczycieli: miały malowane buzie, kupowały słodycze, otrzymały misie z pokaleczonymi łapkami... W Klubie Polskim nie było dużo ludzi ale wydaje się, że fundacyjna zbiórka jednak przyciągnęła. Na aukcję wstrzeliła także piłka z autografem Roberta Lewandowskiego.

Kolejny dzień - niedziela - finał. Zapowiadał się dość atrakcyjnie. Pojawiły się stoiska, chętni do uczestniczenia w imprezie zaczęli schodzić się już przed południem. Zaciekawieni powoli zapełniali brzegi Klubu Polskiego. Stąpali po parkiecie jakby ich bezpieczeństwo zależało od świateł i dźwięków. Organizatorzy przywitali po polsku i po angielsku. Nie ma takich barw, które mogłyby opisać natężenie uczuć. Niemen śpiewał o tym, że „dziwny jest ten świat”. Faktycznie, można sądzić, że na tym świecie jeszcze ciągle „człowiekiem gardzi człowiek”, mimo iż wielu ludzi podejmuje rozmaite kroki aby coś zmienić. Włączają się wszyscy wielcy - duchem i sercem - tego świata. Chcą pomagać dzieciom i tym, którzy pomóc już sobie nie mogą. Dwudzieste drugie Orkiestry granie zapaliło światełka „na zakup specjalistycznego sprzętu dla dziecięcej medycyny ratunkowej i godnej opieki medycznej seniorów”. A pluszowe

misie mają przypominać, że dziecko to też człowiek: „Kochaj mnie, nie bij mnie” - oto zawołanie do tych, którzy przemoc, wszelaką, uważają za metodę wyrąbywania sobie szacunku. Koszulka z podpisem Roberta Lewandowskiego miała być głównym wabikiem niedzielnych aukcji. Rzeczywiście, przyciągnęła wielu ciekawskich. Odniosło się wrażenie, że niektórzy przyszli do Klubu tylko dlatego aby uatrakcyjnić swoją codzienność. Człowiek jest istotą stadną potrzebuje kontaktu. Każda forma współuczestniczenia ku ogólnemu dobru jest wskazana. Tak właśnie trzeba, lecz należy uważać aby zbytni entuzjazm nie rozproszył energii i zniweczył zamierzeń. Tutaj nie ma takich obaw, albowiem przedsięwzięcia planowane są ze znacznym wyprzedzeniem a to oznacza, że należycie przemyś-lane - co zauważa także Jan Choiński foto: Dariusz "Kerad" Gorgoń


4

Gazeta

Wiadomości

Wydanie nr 17 (luty 2014)

POLONIJNA.co.uk

KABARET MŁODYCH PANÓW Jeśli kochasz muzykę i chcesz zagrać w muzycznej świątyni Londynu IndigO2, to ten konkurs jest właśnie dla Ciebie i Twojego zespołu?

dnia18 stycznia 2014 Głosowanie internautów potrwa do dnia 9 lutego 2014 do godziny 24:00 Głos w Konkursie może oddać osoba, która zarejestrowała się wcześniej na stronie Organizatora www.zagrajzladypank.co.uk Każda osoba może oddać trzy głosy dziennie, po jednym głosie na jednego uczestnika Konkursu.

Każdy z Was kto mieszka na terenie Europy może wziąć udział w naszym projekcie. Wystarczy, że zarejestrujesz się na stronie i podeślesz nam swój videoclip. Cała reszta zależy od internautów oraz naszych jurorów.

ETAP III – PÓŁFINAŁ, WYBÓR JURORÓW Dnia 10 lutego 2014 na stronie Organizatora www.zagrajzladypank.co.uk pozostaje 5 videoclipów, pięciu uczestników Konkursu Każdego dnia jury w składzie Robert Jasiewicz, Jan Borysewicz, Monika Król decyduje, który z uczestników traci szansę na występ w IndigO2 w Londynie Dnia 14 lutego 2014 wyłoniony zostanie jeden zespół lub wykonawca, który 7 marca 2014 roku wystąpi przed zespołem Lady Pank w IndigO2 w Londynie POWODZENIA SignTyp Events

Konkurs ZAGRAJ Z LADY PANK W LONDYNIE został podzielony na trzy etapy

ETAP I - REJESTRACJA Rejestracja uczestników na stronie Organizatora www.zagrajzladypank.co.uk Rejestracja rozpoczyna się 25 grudnia 2013 i potrwa do 17 stycznia 2014 do godziny 24:00

ETAP II – GŁOSOWANIE Głosowanie internautów rozpoczyna się

tuje prezen

RAZ W Y Z S PIERW X S E 10 0 D

Zapraszamy na występ Kabaretu Młodych Panów, który tworzą artyści z dużym doświadczeniem i dorobkiem scenicznym. Są z Rybnika ale zobaczyć ich można wszędzie, ponieważ ciągle jeżdżą z występami.

A LEGENDGO E POLSKI A K C RO

Sekretem ich młodości jest niejaka mata ozonowa, która gwarantuje zachowanie sił witalnych i pięknego wyglądu przez długie lata. Dzięki niej grupa długo nie straci praw do nazwy. Gdy Młodzi Panowie wychodzą na scenę, publiczność wpada w szał i płacze ze śmiechu. Nie boją się satyry społecznej i politycznej , ale dawkują ją z pomysłem i ze smakiem. Inteligentny dowcip i zaskakujące pointy są domeną ich występów.

ZAPRASZAMY NA WYSTĘP : 28.02– Nottingham – Art Theatre – Start 20.00

07/03/14

01.03– Manchester –Manchester Conference Centre– Start 20.00

KONCERT 20:00 DRZWI OTWARTE 19:00 BILETY JUŻ OD £25 DOSTĘPNE NA

02.03–Birmingham - Reportory Theatre– Start 20.00 Bilety w cenie £20 do nabycia on-line na: www.kabaretywuk.co.uk Więcej informacji na www.kabaretywuk.co.uk

www.zagrajzladypank.co.uk www.theo2.co.uk/indigo2

A

P

R

A

S

Z

A

PARTNERZY:

Z

TRONI MEDIALNI:

facebook.com/SigntypEvents


6

Gazeta

Wiadomości

Wydanie nr 17 (luty 2014)

POLONIJNA.co.uk

POLACY, A PARTIA KONSERWATYWNA

Dnia 15 stycznia 2014 zostaliśmy zaproszeni do brytyjskiego parlamentu na spotkanie organizowane przez polską społeczność z Hackney z posłami Partii Konserwatywnej. Jako Stowarzyszenie Patriae Fidelis nie mamy żadnych konotacji politycznych i partyjnych, ani w Polsce, ani na Wyspach. Natomiast jednym z celów naszej organizacji jest wspieranie i jednoczenie Polonii – w tym wypadku lobbowanie za polskimi i propolskimi radnymi i posłami każdej partii Zjednoczonego Królestwa. Głośno było ostatnio o skandalicznej wypowiedzi Premiera Camerona wobec Polaków, stygmatyzującego naszą mniejszość za branie zasiłków na dzieci, które przysługują każdemu obywatelowi uczciwie pracującemu i płacącemu podatki. Z tego powodu nie mogliśmy przegapić okazji i siedmioosobową grupą udaliśmy zapytać się Torysów jak podchodzą oni do „kwestii polskiej”.

Spotkanie zgromadziło kilkadziesiąt osób, Polaków z Hackney, ale także innych aktywistów polonijnych, kandydatów do Councilów z ramienia Conservatives, dziennikarzy, reprezentantkę polskiej ambasady Katarzynę Krause oraz dwóch MPs – Nicka de Bois oraz Andrew Rosindella. Cieszyć może również patriotycznie nastawiona grupa polskich Żydów, z którą mieliśmy okazję porozmawiać i którzy obiecali nam, że równie aktywnie włączają się w walkę przeciwko nagonce na Polaków i używania kłamliwych sformułowań typu „polskie obozy śmierci”. Trzymamy ich za słowo. Mieliśmy okazję wysłuchać kilku ciekawych przemówień Polaków, po czym Nick de Bois opowiedział o swoich pozytywnych doświadczeniach z Polakami. Mieliśmy już okazję poznać Nicka na wcześniejszych spotkaniach i pomimo jego eurosceptycznych i antysocjalistycznych przekonań, zapewniał nas, że ma ogromny szacunek do naszej mniejszości i jesteśmy przykładem najlepszych imigrantów. Następnie Andrew

Dlaczego w ostatnich miesiącach możemy zauważyć wzrost antypolskich nastrojów w brytyjskiej prasie, radiu i telewizji? Dlaczego Premier Cameron pozwala sobie na robienie z Polaków kozłów ofiarnych we wszystkich problematycznych sprawach związanych z imigracją czy systemem benefitów? Dlaczego nasza mniejszość nie zjednoczyła się i nie wywołała wrzawy po tym, gdy wybijano szyby w domach Polaków w Belfaście, czy gdy pobito motocyklistę za polską flagę na kasku? Bo jesteśmy spolegliwi, bo nie jesteśmy aktywni w życiu politycznym, bo brakuje nam Polskich Lig Przeciw Zniesławieniom oraz polskich prawników walczących w obronie naszego dobrego imienia. Bo nie organizujemy demonstracji kiedy trzeba, ani nie pisujemy do brytyjskich gazet. Z Polski słychać było głosy lidera opozycji, premiera, czy też niektórych polityków. Także nasz ambasador zachował się jak trzeba. Ale co z tego wszystkiego wynikło? Czy Cameron wycofał swoje słowa? Skądże! Kpiny z Polaków trwają w najlepsze. A będą narastać jeszcze bardziej ze względu na falę populizmu we wszystkich partiach politycznych Wielkiej Brytanii. Dlatego musimy dopilnować tego, żeby zaczęto się liczyć z nami, Polakami w Wielkiej Brytanii. Musimy być obecni w każdej partii politycznej tworząc Friends of Poland in... Labour/Conservatives/LibDems, a nawet UKIP. Nic o nas, bez nas! Musimy być we wszystkich instytucjach, współpracować z Anglikami na

Boff i Andrew Rosindell wygłosili krótkie i płomienne referaty o polsko-brytyjskiej przyjaźni i o obecnej działalności konserwatystów. Kolejną częścią wieczoru były pytania od publiki. Moje pytanie dotyczyło ostatniej wypowiedzi Camerona. Przedstawiłem Polaków, jako grupę, która wpływa pozytywnie na gospodarkę Wielkiej Brytanii, dokładając 34% więcej w podatkach w porównaniu do czerpanych benefitów (więcej niż jakakolwiek inna mniejszość, nawet od rodowitych Anglików), która zajmuje się studiowaniem i uczciwą pracą, która nie wykorzystuje systemu socjalnego, która szanuje zasady Wielkiej Brytanii, a pomimo tego została wskazana palcem, jako „ci źli imigranci”. Pytanie spotkało się z brawami całej sali, a organizatorzy spotkania odpowiedzieli, że w pełni zgadzają się z tym pytaniem i również nie są zadowoleni z próby obarczenia Polaków winą za wszystkie problemy. W kuluarach mieliśmy również okazję porozmawiać z posłem Rosindellem, który ubolewał nad wskazywaniem Polaków, jako winowajców problemów gospodarczych. Powiedział jednak, że systemy benefitów muszą się zmienić, bo nie do pomyślenia jest, żeby ludzie przyjeżdżali do Anglii nie do pracy, nie do nauki, a do wykorzystywaniu socjalu, a w kwestii imigracji główny głos ma Unia Europejska, a nie Wielka Brytania. Pozostało nam się tylko zgodzić z tą wypowiedzią, zaznaczyliśmy jednak ostro, że jeśli ze strony Partii Konserwatywnej kolejne zarzuty będą wycelowane w polską mniejszość, to z pewnością ta mniejszość zagłosuje przeciwko nim. Roz-

każdym polu. To dobrze, że Polak kojarzy się z porządnym pracownikiem, płacącym podatki i szanującym brytyjskie zasady, ale nie może kojarzyć się tylko z tym, Anglicy muszą zacząć uważać nas za równych sobie partnerów. W związku z powyższym nasze Stowarzyszenie Młodzieży Polskiej "Patriae Fidelis" zdecydowało się oddziaływać na każdą partię i dopilnowywać, by Polacy nie byli chłopcami do bicia, ale silną i zjednoczoną mniejszością. 16 stycznia wybraliśmy się na spotkanie organizowane przez Polaków z Hackney z Conservative MPs. Oprócz naszej siedmioosobowej grupy przybyło kilkudziesięciu Polaków, którzy byli zainteresowani działalnością dla polskiej społeczności, kandydaci do counsilów, dziennikarze. Ambasadę reprezentowała Pani Katarzyna Krause. Dwóch brytyjskich parlamentarzystów, Nick de Bois i Andrew Rosindell, wygłosili przemówienia o polsko-brytyjskiej przyjaźni. Opowiadali także o tym, że zależy im na Polakach, którzy szanują prawo, którzy są dobrymi imigrantami, których jedynym celem nie jest tylko wykorzystywanie systemu benefitów i odmowa jakiejkolwiek pracy. Rozumieliśmy to, natomiast musieliśmy zapytać się co spowodowało tak skandaliczny atak w stronę mniejszości z ust samego premiera. Poseł Rosindell odpowiedział nam, że nie zgadza się z wypowiedzią Camerona obarczającą Polaków za całe zło. Wyjaśnił nam również, że Wielkiej Brytanii nie podoba się obecne prawo unijne, które zabiera suwerenność brytyjskiego parlamentu oraz fakt, że imigracja jest całkowi-

mowa była bardzo ciekawa, lecz nie starczyło czasu. Umówiliśmy się w najbliższym czasie na dłuższy wywiad. Zostaliśmy oprowadzeni po całym parlamencie, zahaczyliśmy o znany Stranger’s Bar, mieliśmy okazję zwiedzić House of Commons, a także wysłuchać części sesji w House of Lords. Porobiliśmy sobie wspólne zdjęcia i poznaliśmy wielu ciekawych ludzi, z którymi z pewnością będziemy współpracować w przyszłości dla polepszenia sytuacji Polaków w UK. Dowiedzieliśmy się również o nowej inicjatywie „Polish Friends of Conservatives”, ponieważ „Conservative Friends of Poland” przestało być aktywne. Jeśli mamy być liczącą się mniejszością, to takie grupy są nam potrzebne wszędzie. Nic o nas bez nas! Mamy swoich ludzi w Lib-Dems, aktywne jest „Labour Friends of Poland”, powstało też „Polish Friends of UKIP” – to ostatnie jest szczególnie specyficzne, z racji na antypolskość retoryki tej partii. Czy ta grupa to tylko sztuczna ludzka twarz UKIPu, czy może konkretna siła, która pohamuje antypolską działalność w tej partii? O tym przekonamy się tylko rozmawiając, działając, poznając ludzi i interesując się swoim środowiskiem. Kto wie, co wydarzy się za kilka miesięcy czy lat, musimy być na wszystko przygotowani, szczególnie, że to nie koniec medialnej nagonki na Polaków w mediach. Niech Polak będzie mądry przed szkodą i niech się zainteresuje także polityką! Szczególnie, że zbliżają się wybory – wszyscy mają się liczyć z naszym zdaniem! Jurek Byczyński Patriae Fidelis

cie niekontrolowana. Wyjaśniliśmy mu, że Cameron powinien wycofać się ze swojej wypowiedzi, a kolejne antypolskie komentarze doprowadzą do coraz konkretniejszych protestów naszej mniejszości. Poseł powiedział, że jest przyjacielem Polaków, i że nam kibicuje, ale jest również za zmniejszeniem benefitów dla leniwych i niepracujących z własnej woli. W pełni się z tym zgodziliśmy. Gdyby każdemu Polakowi chciało się wybrać na wizytę do MP z własnego regionu i porozmawiać z nim na temat sytuacji mniejszości polskiej i naszej współpracy z Brytyjczykami, być może sytuacja byłaby inna. Być może ataki na Polaków nie byłyby społecznie akceptowalne. Być może ludzie liczyliby się z naszym zdaniem. Ale do tego potrzeba aktywności Polaków. W organizacjach charytatywnych, w przeróżnych instytucjach, a także w polityce. Można w polityce działać, nie będąc w żadnej partii. Można lobbować na rzecz naszych praw. Można wpływać na swoje dzielnice. W tym momencie nie można, a... trzeba. Bo jeśli nie my, to ktoś inny będzie za nas decydował. Za zorganizowanie spotkania dziękujemy polskiej społeczności w Hackney. Do następnego! Specjalnie dla Gazety Polonijnej,

Jerzy Byczyński Prezes Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej "Patriae Fidelis"


Wydanie nr 17 (luty 2014)

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Wiadomości

7

WYGODNY LOT – JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ? Długi lot niekoniecznie jest czymś, co lubicie. Nic dziwnego, w samolocie bowiem nie jest wcale wygodnie i wielu rzeczy może zabraknąć. Można zmniejszyć ten dyskomfort i zadbać o to, żeby podróż upłynęła miło.

Warstwowo – na cebulkę . Do samolotu ubierz się warstwowo. Możliwość założenia/zdjęcia poszczególnych warstw zapewni Ci odpowiedni komfort termiczny. Wygoda dla stóp. Unikaj ciasnych butów, które trudno się zdejmuje i ciasnych skarpetek. Ograniczają krążenie krwi, przyczyniając się do nieprzyjemnych dolegliwości.

Podpowiadamy jak:

3. Przezorny – zawsze ubezpieczony 1 . Must have w bagażu podręcznym Czyste ręce . Spakuj podróżne opakowanie płynu/żelu antybakteryjnego lub mokre chusteczki. Zapewnią Ci bezpieczeństwo – pozbędziesz się bakterii i lepsze samopoczucie. Owocowe orzeźwienie. Weź ze sobą musujące tabletki witaminowo-mineralne. Pełne wartościowych składników – poprawią nastrój, zaspokoją pragnienie i zadbają o odporność. Woda ugasi pragnienie. Zabierz ze sobą butelkę ulubionej wody niegazowanej. Bez względu na catering – będziesz samowystarczalny. Wyśpij się wygodnie. Spakuj podróżną poduszkę – to komfortowe oparcie głowy i możliwość zaśnięcia, nie będziesz musiał korzystać z kiepskich poduszek w samolocie. Królestwo za ciszę. W zestawie z poduszką

kup: opaskę na oczy oraz zatyczki do uszu. Pomogą Ci wypocząć podczas lotu. Głodny znaczy zły. Zadbaj o zdrową przekąskę. Kup proteinowe batony, które zaspokoją głód, ale także pozwolą zatroszczyć się o potrzeby Twojego organizmu. Komfort dla stóp. Na długi lot spakuj wygodne kapcie. Już sama konieczność siedzenia przez wiele godzin jest niekomfortowa, do tego ciasne buty – koszmar.

Obowiązkowo na nudę. Jeśli nie jesteś fanem drzemek i przesypiania podróży, weź ze sobą książkę lub kilka gazet i ulubioną muzykę.

2. Wygodny strój = wygodny lot Na luzie. Luźne ubranie zapewni Ci wygodę w każdej pozycji. Zakładanie ciasnych ubrań wywoła dyskomfort, ograniczy ruchy i nie pozwoli Ci się odprężyć.

Najcenniejsze zdrowie . Podczas podróży, rośnie ryzyko zarażenia się chorobami. Na kilka dni przed podróżą wspomóż swój system odpornościowy - łykaj preparaty z witaminą C. Najedz się lekko. Przed i w trakcie lotu zaspokajaj głód lekkimi, zdrowymi posiłkami. Wybierz proteiny, bogactwo witamin oraz produkty, zawierające dużą ilość wody. Za dużo kofeiny. Nie przesadzaj z kawą - jej moczopędne właściwości i rozdrażnienie, które powoduje – nie poprawią samopoczucia podczas lotu. % w nadmiarze. Jeśli decydujesz się na rozluźniającego drinka – poprzestań na jednym. Alkohol nie poprawi samopoczucia, dodatkowo upije Cię znacznie szybciej, niż na ziemi. Jakub Korus Centerfly.pl

W SZARYM MI DO TWARZY 8.00 rano… budzik jak zwykle dzwoni w momencie, kiedy w końcu udało mi się znaleźć wygodną pozycję. Próbuję jednym zwinnym ruchem przedrzeć się przez barykadę z poduszek , ale niestety, nie będzie to takie proste. Głęboki wdech i uff… udaje mi się bezkolizyjnie opuścić moje łoże tortur. Rozpoczyna się dziś 31 tydzień ciąży. Wyglądam z nadzieją przez okno… niestety – szaro. Granitowa zabudowa Aberdeen idealnie zespal a się z szarym niebem o poranku. Godzinę później wkraczam na teren Walker Road School. Teren przed szkołą jest jedną, wielką taflą lodu. Staram się jak mogę nadążyć za moją 5-letnią Mrówką, a przy okazji nie połamać sobie nóg. Zastanawiam się, jak udaje się dyrekcji szkoły uniknąć ma-

sakry na tym niestrzeżonym lodowisku, no i przyznaję – jestem pod wrażeniem. Dzieci pięknie ustawiają się w kolejki. Przez chwilę wsłuchuję się w panujący wokół gwar. Język polski jest tu niemal tak powszechny jak angielski o różnych akcentowych zabarwieniach. Udało się zdążyć na czas. Zadowolona z siebie, niczym po wmuszeniu w siebie kolejnej porcji czerwonego mięsa, wracam do domu. Jeszcze do niedawna w pełni czynna zawodowo, teraz staram się zorganizować każdy dzień. Jak to się dzieje, że mimo tak sporej ilości czasu do wykorzystania wciąż mi go brakuje? Zakupy to stały element tygodnia, zwłaszcza te duże w jednym z powszechnych marketów. Turlam się pchając przed sobą terkoczący wózek. Dlaczego to mnie zawsze przypada w udziale takie klekoczące cudo? Pracownik marketu spogląda na mnie z zakłopotaniem.

Portal Studiuj w UK! działa od marca 2013 roku. Jest platformą wymiany informacji, która ma za zadanie zachęcić polskich studentów do podjęcia nauki w Wielkiej Brytanii. Stworzyliśmy platformę www.studiujwuk.pl, której celem jest zapoznanie przyszłych kandydatów z ofertą edukacyjną w Wielkiej Brytanii. Pomagamy maturzystom i studentom pierwszych lat odnaleźć się w bogatej ofercie edukacyjnej w Polsce i zagranicą. Pierwszym serwisem, który uruchomiliśmy był „Zostań Studentem” (marzec 2012 roku), serwis, dla osób, które poszukują nowych rozwiązań w wyborze swojej naukowej drogi. Staramy się dotrzeć do uczniów szkół średnich, którzy wiążą swoją przyszłość ze szkolnictwem wyższym, udzielamy informacji na temat procesu studiowania, staży, praktyk lub wolontariatu.

Trudno. Staram się nie zwracać na to uwagi i dumnym krokiem podążam miedzy regałami. Po załadowaniu wszystkich ważnych i mniej istotnych sprawunków podchodzę do kasy. Stanowiska samoobsługowe zdecydowanie są mniej oblegane i udaje mi się sprawnie wypakować na taśmę. Z niebywałą gracja pakuję zakupy, płacę rachunek i spoglądam na zegarek. Yesss! Jeszcze zdążę napić się dobrej kawy. Wracam z uśmiechem do auta i pakuję siateczki. O nie!! Gdzie się podziała ta z chemią? Przeglądam raz jeszcze. Nie ma! Ciśnienie uderza do głowy. Zawieszam się zrezygnowana na drzwiach auta, analizując sytuację. Musiałam zostawić część zakupów przy kasie. Uderzenie ciepła i już wiem, że policzki mi płoną. Próbuje zapanować nad tym co się dzieje. Przecież nie stało się nic tak strasznego. Prawda? Więc dlaczego oczy zalewają mi się łzami? Akcja „Szalejący hormon” rozpoczęta. Po zmobilizowaniu swoich władz umysłowych i zatamowaniu wzbierającej niemocy wracam do sklepu. Na regałach odnajduję wszystkie zagubione produkty i szybko udaję się do kasy. W tym momencie uświadamiam sobie, że pakując zakupy do auta, na siedzeniu także zostawiłam moją torebkę, a co za tym idzie portfel! Pożar na nowo zaczyna trawić mnie od wewnątrz. Porzucam koszyk i mijając kasjera staram się zatamować narastający we mnie krzyk. Szybko udaję się do wyjścia i tuż przed samymi drzwiami zauważam swoje odbicie w lustrze. Z torebką na ramieniu!!! Puchowa kurtka i zamotany szalik całkowicie zneutralizowały jej ciężar.

Muszę usiąść… Wracam do domu już w stanie totalnego rozstrojenia. Zakupy porzucam w progu i padam na łóżko szlochając i chlipiąc. Szalejące we mnie hormony znów wygrały z moim opanowaniem i zdrowym rozsądkiem. I nawet w pełni tego świadoma nie potrafię się uspokoić. Trudno! Obiadu dziś nie będzie! 21.00 - Spać! Mrówka jeszcze prowadzi dialog z samą sobą w łóżku. Marzę tylko o tym by wtulić się w ciepłą kołderkę. Układam się w pościeli, dwie poduszki pod głowę, jedna cienka pod brzuszek, kolejna złożona miedzy uda. 21.30 – Niewygodnie… Oby do rana… Autor: Waszti Foto: Michał Banasiński


8

Felieton

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Wydanie nr 17 (luty 2014)

GRONA GNIEWU, czyli Tupet Miernoty z Kasą

Z coraz większą przyjemnością stwierdzam, iż nie opiera mi się żaden korzeń, gdy usiłuję – pod naciskiem coraz bardziej otaczającej mnie rzeczywistości – wyplenić z siebie chwast zwany Życiem. Pewne uwarunkowania, okoliczności, koniunkturę, inwestycję… emocjonalną, usprawiedliwienie (?) dla mych poczynań znajduję u Marka Twaine`a, który wyznał był: „CYWILIZACJA TO NIEOGRANICZONE MNOŻENIE NIEPOTRZEBNYCH KONIECZNOŚCI.” Choć zapewne – nie tyl ko o to tu chodzi… Wiodę zatem żywot outsidera na marginesie życia – nie wchodząc w nim w stosunki, ani tym bardziej „wszechmocne” UKŁADY KOLESIÓW Z KASIORĄ..., która jakże dodaje im splendorów i czyni zeń Fachowców od Intryg Wszelakich... ( patrz: Prezesi, Dyrektorzy, ssaki niby... Naczelne...). Staram się być z dala od głównego nurtu spraw, zdarzeń, nieprawości zjawisk…. Znudziło mi się bowiem odmienianie paciorków różańca narodowej modlitwy. A o GENERALNY CUD PRAWDY – coraz trudniej… W uzasadnieniu można by przytoczyć nieskończoną liczbę „stałych elementów gier...” – wysokiej klasy gier bliźnich przeciw bliźnim. Dlatego też ograniczę się do wyjątków. Nie załatwiam spraw w urzędach, bo nie chcę być narażony na chamstwo pracującego tam personelu. Lec by uzasadnił: „Przerost biurokracji w państwie, gdzie niedawno ukończono likwidację analfabetyzmu”. Zdążyłem się już bowiem nauczyć: JEŚLI ISTNIEJE COŚ, CZEGO URZĘDNIK W III RP NIENAWIDZI, TO USŁUGI DLA PUBLICZNOŚCI! „Odsłonięta – rzekomo – kurtyna” niczego w tym względzie nie zmienia. Nie podróżuję. Szczególnie zaś nie podróżuję środkami „masowych cierpień” – czyli państwowej komunikacji, której tabor wędruje do nieba… Nie, nie jest to rzecz o Cyganach – z cudownego obrazu, którym onegdaj prze-

myłem oczy. Nie mówię także o drogach, bo nie zabieram głosu w sprawach, których nie ma. Zamknąłem szlaban na granicy zdrowego rozsądku – dla mych podróży w czasie i przestrzeni. Nawet pociągi-widma nie straszą mnie już, bowiem nie nawykłem regulować zegarek wykorzystując przypadkowe bodźce… Mam czasomierz marki Błonie i najzupełniej wystarcza mi informacja, że chodzi najszybciej! Nie choruję! A jak! Poszukałem rezerw i nie choruję w czasach, gdy tylko KASA... CHORYCH – leczy!... Zrozumiałem wreszcie, że ja, parias, chorując – będę się tylko ośmieszał. Niedawno… , przykuty do fotela na godzinkę, zmuszony byłem oglądać audycję w TV, w której dyskutowali biedni lekarze na stanowiskach wraz z panem ministrem od chorób wszelakich – zawzięcie o p e r u j ą c słowem…. Mam dla nich szacunek, ale przyjemności nie mam i mieć nie chcę. Odkąd zaś poznałem PRAWDĘ, że medycyna – to pieniądze i życie (i to bez kas fiskalnych!!!) , po prostu nie zależy mi na jej usługach. Kiedy z pomocą „ludzi namaszczonych” zorientowałem się był, że celem większości naszych współczesnych pisarzy wydaje się być nie pisanie – na przykład dobrych powieści, powiedzmy: „luster na gościńcu” współczesnego życia bądź wegetacji, lecz promowanie siebie / kierunek w literaturze: MARKETING I ZARZĄDZANIE KOMERCJĄ / - przestałem czytać. Także portale pseudo-literackie, gdzie panuje Patos Pustki Osobowości "pisarzy"... lub też są przenoszone z ZADĘCIEM jeno "Kości" naszych Wybitnych - z jednego cmentarza na drugi... !* Poszedłem nawet dalej. Zgodziłem się bowiem ze Świętochowskim, że „wielu autorom zdaje się, że gdy w swych utworach otworzyli czytelnikowi sypialnię, klozet i łazienkę bohaterów – otworzyli w literaturze nową epokę.” Stałem się bardziej roślinny, tak więc co jak co, ale skleroza nie atakuje mego umysłu. W

ogóle przestałem oglądać telewizję, gdzie brylują – suto opłacani – celebryci i celebrytki o głupotą zamglonych oczach. Zysk i „niewidzialna ręka rynku” – promują KOMERCYJNĄ Chałę, Miernotę, Tandetę, wszelakie Barachło, która stara się szokować / mianując się gwiazdami /. Patrz: gołe tyłki w rozkrokach rozmaitych tańców, migdałki w bitwach na głosy, a także – publiczne darcie Biblii.... To nie dla mnie. Wolę wspominać słowa Celine`, że „NIE MA PRAWDZIWEJ SZTUKI BEZ TAŃCA ZE ŚMIERCIĄ”. Dowolność interpretacji tego stwierdzenia - mile widziana i oczekiwana…!* Powtórzę: przestałem oglądać telewizję i mój ulubiony program – Pegaz. Był on kiedyś czarnym koniem publicystyki kulturalnej TV. Skrzydlaty rumak, symbol natchnienia… TO BYŁO KIEDYŚ! Obraz nie kłamie: Pegaz umknął nam był, jako chabeta, a jak pamięć podpowiada – BYŁ błyskawicą i piorunem Zeusa. Waleczny!!! Kuty na cztery kopyta. RASOWY!... Nie pchał się do żłobu – żywiony treściwym obrokiem faktów i Twórczych Przekazów. Dzisiejsza chabeta mija przeszkody i w najlepszym razie pokonuje je stępa… To, oczywiście, metafora tycząca lwiej większości programów, które mają czelność się mienić, jako „kulturalne” czy "literackie".....!!! Odkąd Matka Natura zaległa na śmiertelną chorobę – nie wyściubiam nosa na jej łono. Niech sobie tony pyłów spadają na innych. Nie kąpię się w fenolu, omijam – też pojęcie rozszerzone!!! – FEKALIA, nie wdycham smrodów, TAKŻE idących z popierdujących słodko – szczególnie przed wyborami – polityków, bo mam Pański Nos... "Środowisko" przestało być naturalne, jak moje w nim bytowanie. A „Piękne Okoliczności Przyrody” umieściłem obok wspomnień „Ogrodów, z których przecież wyszliśmy…” Nie, nie wszyscy jednakże - a bardzo już nieliczni – Wrażliwi, Ludzcy i Autentyczni, pełni Empatii oraz autentycznego zaplecza Intelektualnego!!! Nie zgadzam się bowiem na podróbki z doszytymi metkami markowych Twórców Arcydzieł!..... NIE WIERZĘ W „MASOWĄ KOMPETENCJĘ” I KOLEKTYWNĄ MĄDROŚĆ WIĘKSZOŚCI, POWSTAŁĄ Z IGNORANCJI JEDNOSTEK! Zupełnie mnie nie ma, gdy ktoś udowadnia, że HONOR ma wprawdzie swoje dobre strony, ale że ma je także HAŃBA, a nawet…, że dobre strony hańby są nieograniczone! Staję się niebytem, kiedy wędruję cały w myślach, siwiejący POPRZEZ SEN O POTĘDZE ISTNIENIA…

Oczywiście, już jako jednostka w pełni rozbudzona i społecznie – obecnie /bez/użyteczna, przystępuję jednak do codziennych /bez/czynności żywiąc się PUSTYMI KALORIAMI wegetacji w stanie nieważności i postponowania wszystkich przez wszystkich: chodzę do urzędów, podróżuję, choruję, czytam, oglądam, wdycham, „uczestniczę”… Tylko we śnie zdobywam się na luksus kretyńskich konstatacji, że wszystko to – jak zwykle w naszym kraju – KOLEJNA REPETYCJA Z POWTÓRKI… A ja, no cóż, przecież nie wyleciałem sroce spod ogona!... Tak, tak, „uczestniczę” – oczywiście, bez mojego udziału… Oczywiście!... STATYSTYCZNIE RZECZ UJMUJĄC.… -----------------------------------------------------PS. Ostatnie lata sprawiły, że nasze społeczeństwo zostało podzielone, zdezintegrowane, mocno rozbite a ludzie ludziom, rodacy rodakom(!) - zgotowali piekło na ziemi. Nie ma śladu więzi ani solidarności międzyludzkiej. Nie tak drzewiej bywało, oj, nie tak… Wrodzonego – naszej nacji – CHAMSTWA, TUPETU MIERNOTY nie zmienię, agresywnych i grubiańskich typów nie wychowam. Szkoda więc mi czasu, sił i zdrowia na podejmowanie syzyfowej roboty!... CHOĆ TO PRACA STAŁA I PEWNA.... Chcę zmienić coś, czego zmienić nie sposób przecież w sumie chodzi o nasze wstrętne cechy narodowe, utrwalone historycznie, z których - nie bez przyczyny / kozery / śmieje się cała Europa. Najlepiej to podobno widać na emigracji, gdzie największym wrogiem dla Polaka jest drugi Polak. Smutne to, tragiczne wręcz, ale prawdziwe... Żydzi, Litwini, Rosjanie, Portugalczycy, Turcy, Ukraińcy, o Kurdach nie wspominając - trzymają się razem, starają się w życiu wspierać. Patrząc na Polaków nie mogą zrozumieć tej ZAWIŚCI, WROGOŚCI – wręcz: NIENAWIŚCI oraz wzajemnego podkładania sobie "świni"; RYCIA i KOPANIA dołów pod bliźnimi swymi!!! Także - wielokrotnie powtarzanych prób topienia ich w przysłowiowej już – „łyżce wody” pomieszanej z jadem i żółcią… Cóż więc się dziwić, że taka sama sytuacja panuje w każdej zbiorowości, w każdym obszarze działalności! Po prostu - jako nacja…. - TACY JESTEŚMY.... "MY, NARÓD!"... Marek Rozycki jr


JJ Services

9 North Street Rugby CV22 5AS, Tel. 01788 879 292 email: rugbybiuro@gmail.com, www.rugbybiuro.co.uk

- Usługi księgowe (self employed, Limited Company, VAT, PAYE), - Rozliczenia z podatku dla osób zatrudnionych, - Tłumaczenia przysięgłe, - Odszkodowania (polska obsługa, bez oplat) - Pomoc w ubieganiu sie o benefity i zasiłki.


10

Gazeta

Powieść

POLONIJNA.co.uk

Wydanie nr 17 (luty 2014)

Męska sprawa - Marek Kędzierski Przeor klasztoru powitał kobietę ciepłym uśmiechem, wstając zza ogromnego, pięknie rzeźbionego biurka, i wskazał gościowi wielkie krzesło naprzeciw siebie. Do tej chwili nie wiedziała, czego się spodziewać, z ulgą jednak stwierdziła, że ten krzepki jeszcze człowiek – spodziewała się raczej wiekowego starca – był jej nie tylko przychylny, ale wręcz życzliwy. Widać polecenie biskupa wiele znaczy. Mnich, który towarzyszył jej tutaj w drodze od bramy, nie odezwał się ani słowem, mimo że próbowała zagaić niezobowiązującą rozmowę. Braciszek zniknął natychmiast, gdy tylko przestąpiła próg tego pomieszczenia, wyglądającego jak biblioteka. Sięgające sufitu półki pełne były książek różnego rozmiaru i formatu. Jedynie potężne okna po prawej stronie drzwi oparły się inwazji mniej lub bardziej opasłych woluminów. Kamienna podłoga i wysokie sufity budowały atmosferę surowości żywcem wziętej z filmowej scenografii do „Imienia Róży”. Hana podała gospodarzowi na powitanie swoją piękną, smukłą dłoń. - Dzień dobry, księże... właściwie nie bardzo wiem, jak się mam zwracać... jestem wyznania mojżeszowego – powiedziała z udawaną pokorą i ujmującą niepewnością w głosie, czym miała nadzieję sobie zjednać tego człowieka. - Ojcze. Tak mnie nazywają współbracia. Przeor na pierwszy rzut oka nie sprawiał wrażenia skrytego. To dobrze, pomyślała. Natychmiast uderzył ją kojący tembr jego głosu, przepojony głęboką wiarą i dobrocią płynącą z najgłębszych zakamarków zakonnej duszy. Nieraz zastanawiała się, co kieruje tymi ludźmi, którzy od wczesnej młodości przywdziewają habit i poświęcają życie Bogu. Jej wiedza w kwestiach wiary ograniczała się do reguł psychologii społecznej. Argumenty typu „powołanie” zupełnie do niej nie przemawiały. - Nazywam się Hana Barhut. Współpracuję z pewnym amerykańskim wydawnictwem. Jestem właściwie dziennikarką i zbieram materiały do książki o ludziach określanych mianem żołnierzy fortuny – tych najlepszych z najlepszych. Chodzi mi w tym przypadku o... - …brata Jana – dokończył za nią przeor. - No... tak. Właśnie brata Jana. Chciałabym z nim porozmawiać - Prawdziwy bohater – stwierdził zakonnik w zamyśleniu. – W Rwandzie uchronił od rzezi większość pracowników misji. Gdyby nie on, czekałaby ich śmierć w straszliwych męczarniach z rąk lokalnych siepaczy. Sam zginął w walce, jak prawdziwy żołnierz. Niewątpliwie zasłużył sobie na szacunek i pamięć. Myślałem, że pani wie o jego śmierci. Spojrzał na nią lekko zdziwiony. - Słyszałam. Ta historia była dość głośna. Mam jednak pewne wiadomości z dobrze poinformowanych źródeł, które sugerują, że brat Jan nie zginął w Rwandzie – wypowiadając te słowa, Hana znowu była sobą – pewną siebie, dążącą wprost do celu kobietą. – Istnieją przesłanki wskazujące, że ten klasztor jest miejscem jego pobytu. - Będąc przeorem, na pewno coś bym o tym wiedział. Nie sądzi pani? Jego ciepły głos wciąż miał taki sam tembr i intonację. Przemknęło jej przez głowę, że albo jest doskonałym aktorem, albo ma nerwy ze stali, albo też jej informacje faktycznie są nieprawdziwe. Bez wahania pod-

jęła rzuconą rękawicę. - Jadąc tu, byłam świadkiem pewnego ciekawego wydarzenia – zablefowała. – W przydrożnym barze, niedaleko za miastem, trzech zakonników w kilka chwil rozprawiło się z agresywną bandą osiłków. Ich zachowanie daleko odbiegało od powszechnie przyjętych norm życia zakonnego. Mam wrażenie, że ojciec niekoniecznie mówi mi całą prawdę. W takim miejscu chyba nie wypada... – znacząco zawiesiła głos. Przeor przyglądał się jej ciekawie, przechyliwszy lekko głowę. Na jego twarzy nie drgnął ani jeden mięsień. Patrzył na nią z taką samą ciepłą przychylnością jak wtedy, gdy weszła do jego gabinetu. - Hmm... Ciekawe rzeczy mówi pani, pani redaktor. Redaktor Hana Bernstein. Oficer izraelskich jednostek specjalnych Sayeret MATKAL w stopniu majora. Imponujące, jak na pani raczej młody wiek. Oprócz tego praktyka dziennikarska w jednej z najlepszych agencji wywiadowczych na świecie, czyli w izraelskim Mossadzie. Ekspert w sztuce walki Krav-Maga. No i te sukcesy prasowe… Operacja, w wyniku której pojmany zostaje Mustafa Dirani. Liban 1994, Taibeh, 3 marca 2000, żeby wymienić tylko pani najbardziej prestiżowe... jakby to ująć... dokonania literackie. Mam wrażenie, że to pani niekoniecznie mówi mi całą prawdę. W takim miejscu chyba nie wypada... Hana poczuła, jak fala gorąca uderza jej do głowy. Przeciwnik okazał się jej godny. Mogła spodziewać się wszystkiego, tylko nie tego, że ten zaściankowy klecha będzie w stanie dotrzeć do informacji na jej temat i tak dokładnie ją sprawdzić. Potęga kościoła katolickiego jest niezmierzona. Przez chwilę czuła się jak mała dziewczynka przyłapana na kradzieży cukierków, starała się zachować zimną krew, tak jak ją nauczono. Obawiała się jednak, że nie zdołała ukryć przed tym niezwykłym mnichem wszystkich oznak zmieszania. Tymczasem człowiek siedzący przed nią wciąż uśmiechał się łagodnie, przeglądając się jej z życzliwym zainteresowaniem. - Ma pani trochę czasu? – mnich przerwał niezręczną ciszę. – Opowiem pani o bracie Janie, jeśli pani chce. Skinęła głową potakująco, nie chcąc, by głos zdradził targające nią emocje. To wystarczyło, by szybko wróciła do równowagi. - Bardzo chętnie posłucham – odpowiedziała. – Czy tu wolno palić? Przeor mrugnął powiekami na zgodę. Rozparł się wygodnie w swoim monumentalnym krześle i splótł dłonie na brzuchu. - Pamięta pani jesień 1978 roku, gdy konklawe w Rzymie wybierało nowego papieża...?

ROZDZIAŁ II - „Jest! Jest! Nasz jest!”. Te słowa wypowiadano, półgłosem, ale biła z nich niezmierna radość. Sąsiedzi padali sobie w ramiona, płacząc ze szczęścia. 16 października 1978 niczym się w życiu Ryśka Kamińskiego nie wyróżniał – to był taki sam dzień, jak inne – jednak panujące wokół podekscytowanie udzieliło się i jemu. Trzeba było jak zwykle wynieść śmieci, więc porwał kubełek i wybiegł na podwórko, ciekaw, co na to wszystko chłopaki. Pod klatką natknął się na Waldka. Chłopak siedział na ławeczce i mamrotał coś

pod nosem. Obok stał Mirek Ząbkowski, nazywany Mistrzem, i skubał słonecznik. Obaj miny mieli nietęgie. - Słyszeliście? Mamy papieża Polaka! – wypalił podniecony Rysiek. Spodziewanego efektu nie było. Nikt nie podskoczył z wrażenia, nikogo informacja nie poruszyła. - Nie jest, kurwa, dobrze… Nie jest dobrze. Kurwa, niedobrze. Nie jest dobrze, kurwa – słowa padające z ust Waldka wprawiły Ryśka w osłupienie. - Co ty pierdolisz? Jak niedobrze? Pogięło cię? – Rysiek nie rozumiał, o co chodzi. Mistrzu stał obok i skubał słonecznik. Nie odzywał się. Jego milczenie było bardzo wymowne. Coś się musiało stać. - Niedobrze, kurwa. Oj, niedobrze. Nie jest dobrze. Jasna cholera, niedobrze – Waldek uparcie trzymał się swojej wersji. Nagle zerwał się, jak oparzony, na równe nogi i rzucił pełne przerażenia spojrzenie najpierw Ryśkowi, potem Mistrzowi. - Mówię wam, kurwa, że nie jest dobrze – stwierdził ostatecznie i bez słowa pożegnania pognał ile sił w nogach w głąb osiedla, w sobie jedynie znanym celu. Rysiek przez chwilę widział jedynie jego długie prawie do pasa włosy, rozwiane wokół głowy. Mistrzu nawet nie podniósł wzroku – skubanie pestek uznał za zajęcie nieporównywalnie bardziej interesujące, niż zajmowanie się Waldkiem. - Co jest, Mistrzu? Wiem, że Waldka czasem wali w dekiel, ale dzisiaj to, kurde, przegiął – ogłupiały Rysiek stał z kubełkiem śmieci w ręku, nie rozumiejąc, co się dzieje. Mistrzu pociągnął znacząco nosem, spoglądając na Ryśka z politowaniem i współczuciem jednocześnie. Jego grobowy głos zabrzmiał jak zapowiedź co najmniej końca świata. Waldek był dzisiaj na rejestracji przedpoborowych. - O, kurwa! Idź w chuj! – wyrwało mu się, choć będąc dobrze wychowanym młodzieńcem, Rysiek starał się wulgaryzmów unikać. Tak go przynajmniej uczono w domu. - Wygląda na to, że idzie do syfu. - O, ja pierdolę! Zetną mu padła! – wiadomość zrobiła na nim piorunujące wrażenie, tym bardziej że taki los już niedługo mógł spotkać jego samego, z czego Mistrzu zdawał sobie doskonale sprawę. – Takie padła! Tyle zapuszczania na nic. - Nie będą się z nim pieprzyć. Ogolą na łyso i już. – Mistrzu nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. – Trzeba spierdalać – stwierdził autorytatywnie i poszedł do domu, bo tego dnia puszczali w radiu kolejny album kanadyjskiej grupy Rush, a Mirek chciał go nagrać.

Coś ty tam mówił? Wybrali naszego na papieża? – spytał na odchodnym. - Tak – odrzekł przygnębiony Rysiek. – Ale to nieważne. Nie wiem, czym się tak starzy podniecają. Rozeszli się, każdy w swoją stronę – Mistrzu do swojego bloku, a Rysiek do śmietnika. - Hej, Rychu! Słyszałeś? Mamy papieża Polaka! – obejrzał się. Przy śmietniku stał rozpromieniony Romek. – Ale teraz będzie jazda! Komunę szlag trafi, jak nic! - Co ty mi tu pieprzysz o papieżu…. Waldek był na rejestracji przedpoborowych i chyba idzie do syfu, bo dostał A1! – Rysiek zupełnie już zapomniał, że zaledwie chwilę temu sam ekscytował się niezwykłą wiadomością. - Nie pierdol! Waldek? – Romek rozpromienił się jeszcze bardziej. Był to człowiek ulepiony z innej gliny, niż pozostałe chłopaki z podwórka – porządnie ubrany i zbytnio nie przejmujący się życiem. Romek miał bzika na punkcie muzyki. O ile wszyscy normalni ludzie muzyki słuchali, to ten za wszelką cenę chciał grać. Nawet kleju nigdy nie wąchał, twierdząc, że to zabija mózg. Słowem dziwak, ale chłopaki go jakoś tolerowały. - Wiesz, co to znaczy? Każdego z nas kiedyś dupną, jak czegoś się nie wymyśli – ciągnął Romek. – Ja to bym poszedł na studia, ale, kurde, na jakie? Ciebie, chłopie, zgarną, bo kolejnej teorii względności to ty nie wymyślisz. I tak cud, że cię w tym technikum trzymają. - Ty mnie, kurde, nie obrażaj, bo jak się wkurzę... – oburzył się Romek. - No właśnie….. - Idź wywal te śmieci, bo śmierdzi jak cholera. Idę do sklepu, stara kazała kupić ocet. Zaraz jeszcze pogadamy – Romek odwrócił się i odszedł w stronę supersamu. Z kubełka faktycznie śmierdziało, ponieważ matka wywaliła skisłe ogórki. Ryśka dopadły niewesołe myśli. Waldka zgarniają do wojska, o nich też się pewnie niedługo upomną. 16 października 1978 roku życie było parszywe. - Hej, Rychu! Słyszałeś, że wybrali Polaka na papieża?! Rysiek starannie wytrząsnął śmieci do kontenera. Podekscytowanie Adasia nie zrobiło na nim najmniejszego wrażenia – spojrzał ponuro na kolegę i wycedził: - Co tam papież! Słyszałeś, że Waldek był na rejestracji przedpoborowych i dostał A1? - Nie pierdol! – wybąkał Adaś. Tego dnia hierarchia ważności informacji układała się zdecydowanie na niekorzyść papież Polaka. - To prawda, przed chwilą gadałem z Mistrzem. A Waldek to gdzieś poleciał i znowu pewnie trzeba będzie go szukać. Ciąg dalszy nastąpi ...


Gazeta

Wydanie nr 17 (luty 2014)

Wiadomości

POLONIJNA.co.uk

11

Meandry Poezji pod redakcją Andrzeja Juszczaka Wraz z dzisiejszym numerem Gazety Polonijnej dzięki uprzejmości redakcji chciałbym otworzyć cykl spotkań pod stałym tytułem MEANDRY POEZJI

MEANDRY POEZJI

Co skłania nas do czytania poezji,czego oczekujemy od poezji. Czy życie nasze nie jest jak rzeka, płyniemy do przodu opuszczamy pewne miejsca i zakręcając powracamy do poszczególnych epizodów z naszego życia .Analizując je z innej perspektywy dochodzimy do wniosku że nie tak miało być , Czy w poezji możemy doszukiwać się odpowiedzi . Chciałbym w dzisiejszej rubryce zaprezentować utwór Łukasza Malona ,autor pisze. Odchodzisz sama bez róży pachnącej Dostałaś talizman -jej twarde kolce

Słowa z pozoru proste ale powinny sprowokować nas do zadania sobie pytania jaka jest miłość prawdziwa Milczysz, lecz już nie płaczesz Cierpisz,chociaż usta mówią inaczej Puste spojrzenie na zerwany marzeń kwiat Z resztkami wspomnień opuściły świat

Jaka jest poezja? Istnieje poezja zla,dobra i bardzo dobra. Ale co się stanie gdy czytelnik zażąda poezji doskonałej, doskonałej w pełnym wymiarze tego słowa. Czy ktokolwiek może taką napisać,myślę że nie. Myślę że poezję doskonałą tworzą miejsca i zdarzenia. Bo czym jest poezja? Pięknem,smutkiem,radością, ale gdzie jest ideał smutku radości,gdzie jest ideał piękna. Zapraszam gorąco wszystkich do tworzenia i nadsyłania swoich wierszy.

Najlepsze utwory nagrodzone będą publikacją w Gazecie Polonijnej. W perspektywie jednego roku ukażą się one w tomiku który będzie pokłosiem inicjatywy Gazety Polonijnej i mojej skromnej osoby.

ANDRZEJ JUSZCZAK wraz ze Związkami Zawodowymi GMB ogłasza konkurs literacko-poetycki. Proza: (do wyboru dwa tematy) Temat nr 1: Co bym zrobił/zrobiła gdybym wygrał/wygrała milion funtów? Temat nr 2: Co nas boli/denerwuje w miejscu pracy? Jak oceniam swój status/swoją pozycję zawodową na emigracji? Poezja: (jeden wiersz,tematyka dowolna) Termin nadsylania prac: Prace proszę przysyłać na adres:

do 28.02.2014 joanna.juszczak@opoczta.pl

Dla laureatów przewidziano atrakcyjne nagrody. Termin rozstrzygniecia konkursu: Marzec 2014 Kontakt telefoniczny z organizatorem: 07442628499

Drgające serce zwiędło w ciemności Gdy niedojrzały owoc zerwano w zazdrości Jak jesienny liść przez oddech wiatru porwany Spadając na ziemie zostanie zdeptany

Odchodzisz sama bez róży pachnącej Dostałaś talizman -jej twarde kolce Kiedyś ten oddżwięk goryczy ustanie Lecz przyszłość mglista wciąż pozostanie

Łukasz Malon Wakefield

Czy pytanie nasze jest pytaniem Czy odpowiedz nasza jest odpowiedzią warto się nad tym zastanowić


12

Podróże

Koniec sezonu miał nam dać odpowiedź co zamierzamy zrobić w przyszłym roku, czy niesieni euforią po Uralu wylądujemy gdzieś w Pamirze czy też jak pęknięty balonik gdziekolwiek na glebie...Pojechaliśmy w pierwszym tygodniu października 28/9 - 06/10 w trójkę, ja - ksywka 'rzeźnik z goleniowa', Andrzej ksywka 'nogi sztangisty' i Monika ksywka 'wszystko załatwię'. Wybraliśmy jesienną aurę licząc na umiarkowane temperatury, mniejszy ruch na szlaku i odrobinę śniegu, który miał dodać smaku Alpom. Dlaczego Mont Blanc? Głównie ze względu na łatwość dojazdu jak i umiarkowane trudności techniczne jakie stawia wspinaczka na szczyt. Jedynym utrudnieniem była październikowa aura i temperatury przez co musieliśmy zabrać dodatkową ciepłą odzież i sprzęt wspinaczkowy (raki, czekan, lina 50 m). Z uśmiechami na twarzach poważyliśmy plecaki i wyszła nam tradycyjna złota 25-atka tj. 25kg bez jedzenia i wody. No cóż, po pełnym dopakowaniu wyszła nam 35 kg. Głowiliśmy się co tak naprawdę możemy zostawić na dole by odciążyć plecaki ale wyszło nam z tego raptem nic... Podejście rozpoczynamy z Le Houches – wioski, która sąsiaduje z Chamonix, stolicą francuskich Alp. Pierwszy dzień zawsze jest ciężki. To rodzaj rozgrzewki na siłowni rozciągniętej na 8-9 godzin, podczas której klniesz, słabniesz, mamroczesz do siebie, czasami widzisz dziwne rzeczy, ale idziesz do przodu. Twój przyjaciel plecak nieustająco pragnie wyrwać ci ramiona, a grawitacja leciutko okłada po twarzy. Po pewnym czasie, ty i wysiłek, zbliżacie się do siebie (można na to liczyć już drugiego dnia). I mimo, że nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia, budujecie dobrą, zdrową relację. I dokładnie taki był pierwszy dzień. Ostre podejście wypychające oddech z piersi i takież widoki - ogrom Alp przytłacza. Trzeba ostro zadzierać głowę, żeby ogarnąć wierzchołki, a potem poczuć to podekscytownie myślą, że za kilka dni my też tam będziemy! Uśmiech nie znika z naszych twarz pomimo zmęczenia, potu i dygotu przeciążonych nóg. Po to właśnie tutaj jesteśmy dostać lekki wycisk, pobyć ze sobą samym i czerpać siłę z otaczających nas gór. Zmęczeni, ale zadowoleni dochodzimy do pierwszego noclegu tj. opuszczonej stacji kolejki linowej Col du Mt.Lachat (2077m.n.p.m)

Gazeta

Wydanie nr 17 (luty 2014)

POLONIJNA.co.uk

G URAL E kontra Mont Blanc

I...siadamy. Powoli dołącza do nas równie zmęczona Monika. Po krótkiej rozmowie, mówię, że mamy jeszcze 2h marszu do lepszego noclegu. Monika powoli wstaje, dostaje kwadratowych oczu i mam wrażenie, że coś się jej pieni w kącikach ust. Ale, że co?!! Ale, że jak?! Spoglądają na mnie duże oczęta pełne trwogi, ale piana z ust nie schodzi. Ok, żartowałem, zostajemy. Śpimy bite 12h - potrzebujemy tego snu, ponieważ kolejny dzień wcale nie będzie łatwiejszy. Czekają nas odcinki w rakach i z linami. Wstajemy rano rześcy i wypoczęci, po wczorajszym wycisku nie mamy nawet zakwasów - dobrze wróży na nadchodzący dzień. Pakowanie i w góry! Naszym celem jest Baraque Forestiere des Rognes (2768 m.n.p.m), a jak góry pozwolą Refuge de Tete Rousse (3187 m.n.p.m). Kolejne ciężkie i wy-

magające podejście, miejscami ślisko i niebezpiecznie, widoczność spada do zera, idziemy w chmurach. Po kilku godzinach ciężkiej pracy lądujemy cali i zdrowi w Baraque i zastanawiamy się co dalej. Mamy jeszcze sporo czasu do wejścia, ale pogoda raczej nie sprzyja. Decydujemy iść dalej dopóki jest jasno, a potem zobaczymy. Kolejne odcinki robimy całkowicie w chmurach nie mając pojęcia, gdzie jesteśmy. Coś niby się przerzedza, coś niby majaczy, ale nikt nie zdaje sobie sprawy, gdzie dokładnie jesteśmy na mapie. W końcu GPS wskazuje 3132 m.n.p.m, ale za cholerę nigdzie nie widać schroniska. Decydujemy się na rozbicie namiotu na małej platformie, która jest częścią małego schronu. Po jakichś 30-40 minutach odrobinę się przejaśnia, schronisko jest 50m od nas! I takie są właśnie góry, nawet jeśli myślisz, że wiesz już wszystko, zawsze możesz dostać małego pstryczka w nos. Zwijamy namiot i potulni jak baranki podchodzimy do schroniska. O tej porze roku jest już zamknięte, ale na szczęście jedna z sal czeka na takich turystów jak my. Bezmiar szczęścia jest nie do opisania! Jest sucho, w miarę ciepło i bez problemów można rozprostować nogi! Raj na ziemi! Kolejny magiczny dzień. Śpimy 12 h. Rano przepakowanie i w góry! Zakładamy raki, uprzęże, kaski i czekany, bo przed nami najtrudniejszy odcinek pełen śniegu, lodu i miejsc, w których bez treningu na ściance wspinaczkowej żadne z nas nie poradziłoby sobie. Powoli pniemy się w górę. Jeden z zespołów, który za nami podąża wycofuje się, ale my się nie poddajemy. Teren jest naprawdę trudny technicznie, sporo wspinaczki z liną. Opady śniegu diametralnie zmieniają letnią drogę na Blanca, która przestaje być prostym podejściem, a staje się regularnym wspinaniem. Niektóre kursy wspinaczki zimowej zaczynają się od takich właśnie dróg. Pełno technicznych ruchów, asekuracji i wspinaczkowego balansu. Po kilku godzinach nieustającej walki

przychodzi chwila zastanowienia. Idziemy dalej czy wracamy? Mamy jeszcze czas, żeby podjąć decyzję, a za kilka godzin może być już za późno. Możemy utknąć gdzieś pośrodku podejścia bez szans na bezpieczne zejście w świetle dnia. Zaczynamy dyskutować i analizować naszą sytuację, czy dajemy radę czy raczej idziemy na granicy naszych możliwości, a niespodziewane trudności mogą nas rozłożyć na łopatki? Decydujemy się na zejście. Rozsądek bierze górę nad ambicją. Wiem, że moglibyśmy zrobić to podejście, ale koszt byłby zbyt duży, a wynik niepewny. Zaczynamy schodzić. Po kilku godzinach jesteśmy z powrotem w schronisku i na nowo dyskutujemy nad możliwością wejścia. Pod wpływem adrenaliny postanawiamy spróbować raz jeszcze kolejnego dnia. Rano po przebudzeniu, jeszcze na pryczach rozpoczynamy rozmowę i juz z chłodnymi głowami dochodzimy do wniosku, że wejście jest jednak za trudne i musi jeszcze na nas poczekać. Śniegu jest więcej niż się spodziewaliśmy, a dla niektórych z nas jest to pierwsze spotkanie z rakami i czekanem. Letnie wejście na Blanca jest ograniczone wrażliwością na wysokość i wydolnością organizmu. Zimowe (tak je nazwaliśmy ze względu na ilość śniegu) wymaga od nas dodatkowych umiejętności wspinaczki zimowej. Nie mieliśmy żadnych problemów z aklimatyzacją czy kondycją, ale złamał nas śnieg i lód. Każdy z nas zastanawiał się całą noc i nie była to łatwa decyzja, bo czuliśmy niedosyt gór i ciężko nam było wycofać się z podkulonym ogonem. Byliśmy już przecież tak blisko... Wylądowaliśmy jak pęknięty balonik na glebie... Jakie więc plany na przyszły rok? Pireneje! Mamy kilka ekscytujących opcji! Jeden ze szlaków, który bierzemy pod uwagę ma 800 km długości i sumę przewyższeń 40km...szczegóły na naszym profilu FB G URAL E. Jacek Panczuk


Gazeta

Wydanie nr 17 (luty 2014)

POLONIJNA.co.uk

Wiadomości

13

NAJNOWSZY FILM WŁADYSŁAWA PASIKOWSKIEGO JACK STRONG JACK STRONG – KRÓTKO O FILMIE Rzucił wyzwanie Imperium. Zmienił losy świata. Zapłacił za to najwyższą cenę. Jack Strong – szpieg, który ryzykował wszystko, co kochał. Władysław Pasikowski sięga po ukrywaną przez lata, prawdziwą historię największego szpiega naszych czasów. Pułkownik Ryszard Kukliński ma dostęp do najtajniejszych akt Układu Warszawskiego. Kiedy dowiaduje się o poufnych planach, które mogą doprowadzić do wybuchu III wojny światowej, postanawia działać. Podejmuje współpracę z CIA. Funkcjonując w samym środku systemu sowieckiego jest skazany na samotną walkę, o której nie może powiedzieć nawet własnej żonie. Jak długo będzie mógł działać za plecami KGB? Przekazując Amerykanom tajne dokumenty wie, że ryzykuje życiem. Nie tylko swoim, ale także swoich synów i żony. Kiedy w walce o wolność zaryzykuje wszystko, wszystko może stracić. Scenariusz filmu powstał przy współpracy z agentami CIA, a film nakręcono w trzech językach – polskim, angielskim i rosyjskim. W roli pułkownika Kuklińskiego zobaczymy Marcina Dorocińskiego (Róża, Obława, Drogówka), w postać Davida Fordena – oficera CIA, z którym Strong nawiązuje współpracę, wcielił się Patrick Wilson (Watchman. Strażnicy, Anioły w Ameryce, Prometeusz), żonę pułkownika zagrała Maja Ostaszewska (Katyń, Uwikłanie), jego synów Józef Pawłowski i Piotr Nerlewski, a agentkę CIA Dagmara Domińczyk (Kinsey, Hrabia Monte Christo). W pozostałych rolach zobaczymy plejadę cenionych polskich i rosyjskich aktorów: Krzysztofa Pieczyńskiego, Mirosława Bakę, Ireneusza Czopa, Zbigniewa

Jack Strong w reż. Władysława Pasi kowskiego – lista kin w UK i EIRE: Cineworld: Londyn – Hammersmith Londyn - O2 Londyn - Staples Corner Londyn - Wandsworth Londyn - Wood Green Aberdeen Union Square Birmingham Bradford Bristol Cambridge Dublin Edinburgh Glasgow Renfrew Street High Wycombe Luton Milton Keynes Northampton Nottingham Southampton Omniplex: Cork Limerick

Szczegóły na: www.facebook.com/JackStrongPolskiJamesBond

Zamachowskiego, Krzysztofa Globisza i Pawła Małaszyńskiego oraz Olega Maslennikova i Dimitriego Bilova. Zdjęcia zrealizowała Magdalena Górka (Paranormal Activity 3). Producentem filmu jest Scorpio Studio, koproducentami: Vue Movie Distribution, Orange Polska, TAURON Polska Energia, Sebastian Kulczyk oraz Narodowe Centrum Kultury. Film współfinansowany jest przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Dystrybutorem filmu jest Vue Movie Distribution.

JACK STRONG. Szpieg, który pokonał Imperium. W kinach Cineworld i Omniplex w UK i Irlandii od 14 lutego 2014

O PRODUKCJI To było oczywiste, że pewnego dnia prawdziwa historia szpiega, który zmienił losy świata i samotnie rzucił wyzwanie imperium doczeka się adaptacji na język filmu. Historię polskiego żołnierza, który z narażeniem życia zaczął współpracę z CIA przeciwko sowietom, można było opowiedzieć tylko w jeden, sensacyjny, sposób. W polskim kinie jest ktoś, kto z wielką wprawą potrafi utrzymać widza w napięciu – Władysław Pasikowski, tego reżysera nikomu przedstawiać nie trzeba. Twórca jednej z najbardziej kultowych postaci polskiej kultury masowej, czyli Franza Maurera granego przez Bogusława Lindę, w filmie „Psy”. Pasikowski zadebiutował „Krollem”, który w 1992 roku był najbardziej kasowym filmem polskim. Po swoim bardzo udanym debiucie, który nie tylko był filmem, który poruszał drażliwe kwestie ale był świetnym kinem akcji na wysokim poziomie. Pasikowski stał się ulubieńcem widzów, który w odważny sposób ukazuje burzliwy okres przemian społecznych bez upiększeń i zakłamań. Dotyczyło to także języka, jakim posługiwali się bohaterowie Pasikowskiego. Robiono nawet porównawcze rankingi z ilością przekleństw w jego filmach, a krytycy chętnie porównywali go do Tarantino, choć Pasikowski skromnie dodawał, że zadebiutował wcześniej niż twórca „Bękartów wojny”. Władysław Pasikowski uznany jest za wybitnego twórcę filmów sensacyjnych, a on sam świetnie się czuje w takim rodzaju kinie. Dlatego niezwykła historia płk. Kuklińskiego nadawała się na taki scenariusz doskonale. Tak właśnie powstał „JACK STRONG”. Pułkownik Ryszard Kukliński, będąc oficerem Ludowego Wojska Polskiego, współpracował z CIA pod pseudonimem Jack Strong. W latach 1971-1981 przekazał na Zachód ponad 40 tys. stron tajnych dokumentów dotyczących wojsk Układu Warszawskiego, w tym planów użycia broni nuklearnej przez ZSRR. Historia zaczyna się jak u Hitchcocka, trzęsieniem ziemi, a potem napięcie tylko rośnie. Jednym ze znaków rozpoznawczych stylu Pasikowskiego jest postać głównego bohatera. To zazwyczaj samotny, mściciel z prywatnym kodeksem moralnym, który nie ulega kom-

promisom. Pasikowski, który rzadko udziela wywiadów, powiedział tak: „Moi bohaterowie to ludzie czynu i spektakularnych akcji żołnierze, policjanci, licealistki, szpiedzy”. Tym razem bohaterem staje się szpieg. O Pasikowski krytycy piszą, że kręci amerykańskie filmy, tyle że w Polsce. Reżyser w nielicznych wywiadach mówił o swojej fascynacji kinem amerykańskim Spielbergiem, Peckinpahem czy Scorsesem. Fascynował go w nich przede wszystkim profesjonalizm, który sobie bardzo ceni, i za który ceniony jest przez współpracowników. Maja Ostaszewska, która wciela się w postać Hanny Kuklińskiej współpracę z Pasikowskim wspomina następująco: „Władysław Pasikowski na planie jest szalenie skupiony. To jest reżyser, który dokładnie wie czego chce i precyzyjnie informuje o tym ekipę. Od aktorów wymaga maksymalnego przygotowania. Dzięki takiemu podejściu na planie wszystko chodziło jak w zegarku”, a Marcin Dorociński, który wcielił się w tytułowego bohatera dodaje „Mam wielkie zaufanie do ludzi, z którymi pracuję, zwłaszcza gdy masz reżysera, który doskonale wie co chce zrobić, a Pasikowski na planie jest perfekcjonistą”. Wtóruje im Patrick Wilson,

który odtwarza postać Davida Fordena – agenta CIA, „Jestem absolutnie zachwycony pracą na planie Jacka Stronga. Mamy świetnego reżysera i świetnych aktorów. Tylko język jest inny od tego w jakim pracuję na co dzień”, dodaje z uśmiechem. I po chwili kontynuuje „Jestem niezwykle podekscytowany, przejęty, przestraszony ale szczęśliwy”. To co „Ja mam jedną misję. Moją misją jest opowiadanie ciekawych historii w zajmujący sposób i nic więcej” mówi reżyser. Nie bez powodu Pasikowski sięgnął, po ukrywaną przez lata, prawdziwą historię największego szpiega naszych czasów. Pasikowski nie ograniczył się do jednej perspektywy. W tym filmie patrzymy na pułkownika Kuklińskiego oczami Polaków, Amerykanów ale także Rosjan. Pasikowski dostał wszystko to o czym może marzyć reżyser realizujący taką fabułę. Doborową obsadę. Fascynujący temat i olbrzymie zainteresowanie. Mamy szansę dostać kawałek soczystego, mocnego kina. Dobrze zrealizowana sensacyjna opowieść o Kuklińskim bez wątpienia stanie się filmowym wydarzeniem 2014 roku.


14

Psycholog

Gazeta

Wydanie nr 17 (luty 2014)

POLONIJNA.co.uk

Psychologia: DUC IN ALTUM pod redakcją Jarosława Kluczka

„Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro? Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie, jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia. Wyjdź mu naprzeciw” – Phil Bosmans. Niemalże każdy z nas ma marzenia, jedni bardziej wygórowane inni czysto przyziemne. Czasem marzenia popychają nas do działania, robimy wszystko by je zrealizować. Droga bywa długa, żmudna, czasem niebezpieczna, ale zawsze intrygująca dla nas samych. Ale niejednokrotnie marzenia pozostają marzeniami. Nie robimy nic by choć zrobić krok do przodu w celu ich realizacji. Przez ostatni czas towarzyszyła mi myśl, co się stało z moimi dążeniami? Myślę, że nie tylko ja zadaje sobie to pytanie. Jak wyglądał mój świat przed przyjazdem do Wielkiej Brytanii, co popychało mnie do działania, a może co te działania ograniczało? Co się stało z moimi planami? Uświadomiłem sobie, że czasem kręcę się w koło, dom – praca, czasem znajomi, dom – praca. Wstajesz jesz śniadanie, idziesz do pracy, wracasz często po dwunastu godzinach, bierzesz prysznic, jesz obiad, zaglądasz na facebooka, kładziesz się spać, bo przecież rano wstajesz, jesz śniadanie, idziesz do pracy. Twój rozwój osobisty i dążenia do realizacji życiowych planów zamykają się w werehousie, wśród ciągle tych samych ludzi, bo przecież nie masz czasu poznawać nowych. Tkwisz w kręgu, który nie tylko sprowadza cię do ciągle powtarzających się czynności, ale często ściąga na dół, a marzenia to latanie, szybowanie i wolność. To realizacja samego siebie. Oczywiście nie twierdze, ze znajomości i przyjaźnie z pracy są czymś złym lub ograniczającym, ale czy sami nie zamykamy się w pewnego rodzaju emocjonalnej klatce, czy sami nie uciszamy wołania i pragnienia naszego serca. A przecież mieliśmy plany. Chciałem być…, a teraz musze pracować, bo co mi zostało. A poza pracą, prysznic, facebook, kolacja, sen, poranne śniadanie i znowu praca. Przerwij ten krąg, wyjdź z niego, złap głęboki oddech i poczuj wiatr we włosach, który cię poprowadzi. Często w realizacji naszych marzeń brakuje nam silnej woli, motywacji, czasem asertywności. Zdajemy się tłumaczyć sobie, że przecież nie jest tak źle, mam prace, za która mi płacą, mogę wyjść na imprezę lub zapłacić rachunki. Oczywiście praca, jaka by nie była jest niezwykle ważna, nawet na werehosie (przepraszam za spolszczenie). Nie da się podstawowych potrzeb człowieka związanych z mieszkaniem, rachunkami czy zakupami załatwić marzeniami. Bez zaspokojenia tych podstawowych potrzeb nie można się rozwijać, nie można pragnąć i iść do przodu, ciągle absorbować nas będzie pytanie, skąd wezmę pieniądze na to, czy na tamto. Ta sytuacja będzie nas sprowadzać na ziemię i trzymać, stąd praca jest ważnym elementem naszych dążeń. Ale czy najważniejszym? Czy tylko na tych podstawowych potrzebach mam pozostać. Czasem boli mnie, kiedy rozmawiam z ludźmi, świetnymi specjalistami w różnych dziedzinach i słyszę stwierdzenie, że jestem dobry w tym i w tym, chciałbym pracować jako… Chciałbym robić to i to. Kiedy wraz ze mną pikuje świetny socjolog, chemik, pedagog, mechanik, kucharz czy księgowy. Nie ważne jaki zawód, czuć jednak na odległość, że nie jest na swoim miejscu, że aż wyrywa się, by robić coś co lubi, kucharz gotuje, księgowy liczy, chemik robi doświadczenia, a pedagog czuwa nad rozwojem młodego pokolenia. Czasem przyzwyczajamy się do sytuacji w której jesteśmy, jest nam dobrze ze swoim rozwojowym lenistwem, czasem po prostu nie wierzymy w swoje siły i drzemiące w nas moce, mogące zmienić naszą codzienność w twórcze dzisiaj i jutro. Czasem znajomi, rodzina czy przyjaciele nie dają nam oczekiwanego wsparcia w dążeniu do celu. Cel – realizacja siebie, swoich pragnień i marzeń, jakie by nie były. Boimy się im nawet powiedzieć o nich, bo usłyszymy, a co ty głupi jesteś, masz prace na werehousie czego chcesz więcej? Czasem możemy narazić się wręcz na ośmieszenie. I tak, po raz kolejny wracamy do domu, jemy obiad, bierzemy prysznic, facebook

i idziemy spać, by rano iść do pracy, która nie daje nam satysfakcji, która jest tylko odbębnieniem godzin, bo przecież landlord zapuka po rent. Kolejnym czynnikiem, który nie pozwala nam się rozwijać, prócz wspomnianego lęku, lenistwa, braku samozaparcia jest brak celu. Nie potrafimy go dobrze sprecyzować czy określić. Nie możemy jakby zdefiniować i narysować swojej drogi, ciągle coś nam przeszkadza, doświadczenia bo raz się nie udało, brak asertywności, bo nie umiem powiedzieć NIE, brak czasu, ponieważ często nie potrafię go sobie zorganizować. Czasem zwykła niechęć. A czasem coś, o wiele bardziej złożonego jak stwierdzenie: no co ja mogę tutaj osiągnąć? Jestem tylko Polakiem! A więc brak poczucia własnej wartości. Wręcz chciałoby się powiedzieć, że jest to nasza wada narodowa. Wyszukujemy bardziej lub mniej świadomie, często dla usprawiedliwienie się przed samym sobą, wszelkich możliwych przeszkód, oby tylko mieć wytłumaczenie. Ale ja nie mogę robić tego czy tamtego, ja nie mogę być tym czy tamtym, te moje pomysły są jakieś chore. Pamiętajmy, że możemy niemalże wszystko, a nasze ograniczenia, to tylko i wyłącznie ograniczenia naszego umysłu, woli, czasem i środowiska. Wszystko tkwi w nas i naszym sposobie myślenia i postrzegania, a to możemy zmienić. Warto chwytać los we własne ręce, warto być odpowiedzialnymi za nasze dzisiaj i jutro. Nie pozwól by inny tobą kierował, kieruj sam sobą. Teraz u progu nowego roku, wielu z nas czyni przeróżne postanowienia, niech jednym z nich będzie inwestycja w samego siebie. Inwestycja, która będzie procentować. Nie bójmy się zaryzykować, włóżmy wygodne buty naszych marzeń i idźmy w nich przez życie. Wraz z Polskim Domem Kultury „ADSUM” zapraszam na cykl warsztatów pt: „ Żyć nie tylko dzisiaj”, które odbywać się będą od stycznia w Coventry. Może warto zainwestować w siebie. DIC IN ALTUM – Wypłyńcie na głębię.

Dział redaguje : mgr Krzysztof Jarosław Kluczek psycholog małżeństwa i rodziny psychoterapeuta chrześcijański e-mail: info@ducinaltum.co.uk strona: www.ducinaltum.co.uk tel: 0 7858399109


Gazeta

Wydanie nr 17 (luty 2014)

POLONIJNA.co.uk

Porady prawne

15

Porady prawne pod redakcją Beaty Nowakowskiej-Mrozek

Rozwód w Anglii. PODSTAWY ROZWODU „Rozwód w Anglii” to cykl artykułów, które mają na celu przybliżyć Polakom zamieszkującym w Anglii procedurę wzięcia rozwodu oraz rozwiązania kwestii finansowych, które nie są tak skomplikowane jak wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Inspiracją do powstania tych artykułów jest zwiększona ilość zapytań moich polskich klientów o sprawy rozwodowe w Anglii. Część moich klientów juz próbowała wszcząć postępowanie rozwodowe w Polsce, jednak sądy polskie coraz częściej odrzucają takie pozwy o rozwód uznając się za niewłaściwe i uważając, że to sądy w jurysdykcji angielskiej powinny rozstrzygać sprawy rozwodowe między polskimi małżonkami zamieszkującymi w Anglii. Dotyczy to głównie spraw kiedy o rozwód wnoszą rodzice małoletnich dzieci, a cała rodzina mieszka w Anglii. Sądy polskie kierując sie dobrem dziecka nie chcą oceniać tego, u którego z rodziców powinno przebywać dziecko lub decydować o wysokości alimentów i dlatego argumentują, że sprawa o rozwód powinna zostać wniesiona do sądu angielskiego. Należy tu zaznaczyć, że koszty samego postępowania rozwodowego w Anglii mogą być niższe niż w Polsce. W prawie angielskim istnieje pięć powodów, które mogą stanowić podstawę rozwodu. Są to: cudzołóstwo, nierozsądne zachowanie, opuszczenie współmałżonka, osobne zamieszkiwanie powyżej dwóch lat i osobne zamieszkiwanie powyżej pięciu lat.

CUDZOŁÓSTWO Postępowanie w oparciu o cudzołóstwo wymaga, by współmałżonek przyznał się do cudzołóstwa lub aby osoba, która wnosi o rozwód udowodniła cudzołóstwo współmałżonka. Sąd wymaga dowodu lub przyznania się współmałżonka do aktu se-

ksualnego cudzołóstwa. Jednak kiedy nie ma wystarczającej ilości dowodów, aby udowodnić cudzołóstwo, a współmałżonek nie zgodzi się przyznać do cudzołóstwa w ramach postępowania, to postępowanie rozwodowe można wszcząć na podstawie jego nierozsądnego zachowania, które nie wymaga przyznania.

NIEROZSĄDNE ZACHOWANIE Oznacza ono, ze Twój współmałżonek zachowuje się tak źle, że nie jesteś w stanie wytrzymać z nim dłużej. Nierozsądne zachowanie może obejmować: • Przemoc fizyczną; • Przemoc psychiczną, np. wyzwiska lub grozby; • Pijaństwo lub zażywanie narkotyków; • Odmowę ponoszenia opłat na utrzymanie gospodarstwa domowego. Opuszczenie współmałżonka Stanowi ono podstawę wszczęcia postępowania rozwodowego gdy Twój współmałżonek opuscił Cię: • Bez Twojej zgody i • bez uzasadnionego powodu, by • zakończyć Wasz związek na • więcej niz dwa lata w ostatnich dwóch i pół roku. Osobne zamieszkiwanie powyżej dwóch lat Możesz ubiegać sie o rozwód jesli mieszkacie osobno ponad dwa lata i oboje zgodziliście się wziąć rozwód. Jednak Twój współmałżonek musi wyrazić pisemną zgodę na rozwód. Osobne zamieszkiwanie powyżej pięciu lat Jesli mieszkacie osobno ponad pięć lat, to nawet jeśli Twój współmałżonek nie zgodzi sie na rozwód, to ten pięcioletni okres powinien wystarczyć, by Sąd rozwiązał Wasze małzeństwo.

Mgr prawa Beata Nowakowska-Mrozek Trainee Solicitor w kancelarii prawne j Whatley Weston & Fox Email: b.nowakowska@wwf.co.uk Tel: 01905 731 731

Rozwód w Anglii. POSTĘPOWANIE ROZWODOWE Samo postępowanie rozwodowe w Anglii, niezależnie od wyżej wymienionych podstaw, jest bardzo proceduralne. Aby je rozpocząć, należy przygotować Petycję (pozew). Jeśli macie dziecko, to również należy przygotować dokument o nazwie "Oświadczenie o ustaleniach dotyczących dzieci", który informuje Sąd, że jest dziecko w rodzinie i pozwala rozważyć i określić zasady dotyczące jego nauki itp. Bardzo często w przygotowaniu tych dokumentów pomaga solicitor. Aby przygotować te dokumenty, jest potrzebny Akt Małżeństwa wydany przez Urząd Stanu Cywilnego w Polsce. Akt Małżeństwa musi być formalnie przetłumaczony na język angielski. Gdy Petycja jest gotowa, powinna zostać wysłana do Twojego współmałżonka, a potem do Sądu. Współmałżonek powinien mieć możliwość zapoznania się z nią. Kiedy Sąd otrzyma Petycję, wtedy rozpoczyna postępowanie. Do Petycji należy dołączyć opłatę sądową.

Kiedy postępowanie zostanie rozpoczęte, Sąd wysyła dokumenty do Twojego współmałżonka z formularzem "Potwierdzenia Odbioru". Współmałżonek musi wypełnić, podpisać i odesłać ten formularz do Sądu. Jesli tego nie zrobi, musisz

ubiegać się, by sądowy komornik dostarczył mu dokumenty bezpośrednio. Po tym możesz starać się o pierwszy etap rozwodu, tzw. "Decree Nisi”. Zostanie on przyznany przez Sąd, gdy Sąd będzie przekonany, że jest wystarczająco dużo podstaw do tego, by rozwód został sfinalizowany. Zwykle nie musisz isć do Sądu by otrzymać ten dokument, ale jeśli wywiąże się spór na temat kosztów rozwodu, będziesz musiał pojawić się w Sądzie by rozwiązać ten problem. Następnie musisz poczekać 6 tygodni i 1 dzień, które upłyną od wydania „Decree Nisi”, zanim będziesz mógł ubiegać się o "Decree Absolute ", który jest ostatecznym orzeczeniem rozwodu i który kładzie kres Waszemu małżeństwu i postępowaniu rozwodowemu. W ten sposób postępowanie rozwodowe jest zakończone, ale mimo, że jesteście rozwiedzeni, to pozostają jeszcze kwestie finansowe, które należy uregulować osobno. Jak to zrobić, opiszę w następnym artykule w przyszłym miesiącu.


16

Mama na wyspach

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Wydanie nr 17 (luty 2014)

Uczę się pisać i czytać po polsku: niezbędnik emigracyjny Mama na Wyspach pod redakcją Małgorzaty Mroczkowskiej

Od dawna piszemy na naszym portalu o tym jak ważne jest zachowanie u naszych dzieci umiejętności mówienia po polsku. Niezwykle ważne jest, by mimo tego, iż na co dzień żyjemy w społeczeństwie angielskim zachować Polskość i uczyć jej od małego naszych dzieci.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Nie wszyscy mieszkamy w pobliżu polskich szkół, do których można zapisać dziecko i w ten sposób mieć gwarancję nauki języka i historii polskiej. Co zrobić, gdy w naszej okolicy brakuje takiej szkoły? Jedynym rozwiązaniem jest praca z dzieckiem w domu tak często, jak pozwolą nam na to warunki. Do domowej nauki języka polskiego niezbędne są odpowiednie książki i zestawy ćwiczeń. Najłatwiej zamówić je przez Internet z dostawą do domu w księgarni www.dzieciecyswiatksiazki.co.uk / Seria „Uczę się starannie pisać i czytać” i „Przygotowuję się do nauki pisania” to blok edukacyjny do zabaw i ćwiczeń z dzieckiem. Jeden zeszyt składa się z mnóstwa ciekawych zagadek i ćwiczeń, które w formie zabawy uczą nasze dziecko pisania i czytania. Zadania wpływają również na rozwój zręczności manualnych małych rączek. Dziecko po przerobieniu odpowiedniej ilości materiału nauczy się rozumieć i tworzyć proste zdania, a przede wszystkim rozwinie się u niego umiejętność samodzielnego myślenia. Ćwiczenia, prezentowane w formie zabawy zawierają krzyżówki, szarady, labirynty, kwadraty magiczne i najróżniejsze zagadki logiczne. To, co dla mnie wydało się najważniejsze w tych zestawach ćwiczeń, to możliwość poznania języka polskiego w różnych dziedzinach życia. Jest więc zadanie o obrażonej koleżance, ale i o choince świątecznej. Poprzez tego typu ćwiczenia nasze dzieci poznają język polski na różnych płaszczyznach życia. Polecamy!

O ubieraniu dzieci zimą: po polsku na bałwanka czy po angielsku: z gołymi nogami? Pamiętam, kiedy wiele lat temu przenieśliśmy się do Anglii, jednym z naszych pierwszych odkryć w dziedzinie myśli pozytywnych była… zima. Zima, której tutaj , czyli w Londynie tak naprawdę nie ma, a przynajmniej wtedy nie było jej wcale. Dla nas, przybyszów z mroźnej Polski, w której od dzieciństwa uczono nas, że w zimie należy się grubo ubierać, było to bardzo pozytywne rozczarowanie. Skończyło się koszmarne wkładanie rajstop pod spodnie (nareszcie!), skończyło się kupowanie rękawic, które co roku wszyscy gubili. Nie trzeba było zakładać czapek zimowych ani kożuchów. Finansowo również było to bardzo opłacalne, bo dzieciom nie trzeba było kupować kozaków ani innych butów zimowych, przez cały rok śmigały w tak zwanych adidasach. Zresztą tutejsze szkoły są na to największym dowodem: przez cały rok szkolny obowiązują czarne półbuty, które należy nosić bez względu na warunki pogodowe. Nie wolno przychodzić do szkoły ani w sandałach ani w kozakach. Zaprowadzając mojego synka codziennie do szkoły ze zgrozą obserwuję tutejsze zwyczaje ubraniowe. Zimą matki ubierają tu swoje

dzieci w spódniczki i … skarpetki. Widok gołych, zmarzniętych do czerwoności nóżek nie jest przyjemny. Jednak zapytane o przyczynę takiego stanu, matki odpowiadają, że jest to hartowanie i zdrowia i charakteru. My,

Polacy nazywamy to po prostu angielskim, zimnym wychowaniem. Może się to nam podobać lub nie, ale prawda jest, że dzieci angielskie mniej chorują i są bardziej odporne od naszych, co by nie mówić często przegrza-

nych dzieci. Nie raz pisałam tu o tym, że polskie szkraby łatwo poznać w Londynie właśnie po tych grubych czapkach koniecznie zawiązanych pod szyją i po wielkich, pikowanych kurtkach. Osobiście moje dzieci ubieram nieco lżej wychodząc z założenia, że strój dostosowujemy do strefy klimatycznej, w której aktualnie przebywamy. A Londyn to przecież nie Syberia. Chociaż kto wie? No właśnie! Klimat angielski nie przewidywał zimy. Owszem, wszyscy w czasie świąt zwłaszcza śpiewają tu o płatkach śniegu i bałwankach i każde dziecko marzy o białych świętach, które faktycznie znane tu były głównie z pocztówek i obrazków w książkach dla dzieci. Jednak od kilku lat stało się coś zupełnie nieoczekiwanego, również dla Anglików. Zima wróciła. Oczywiście nie są to minusowe temperatury takie jak w Polsce, ale nawet na nasze, wyspiarskie warunki jest to duża odmiana. Muszę przyznać, że moja rodzina również stęskniła się za zimą. Jednak nie ma to jak zmarznięte powietrze, biały puch i przepiękne gałązki drzew ozdobione szronem. I to są właśnie te delikatne klimaty, które doceniamy dopiero z perspektywy czasu i przestrzeni. Trzeba było stracić zimę, odpocząć od niej by teraz porządnie za nią zatęsknić. Niech żyje śnieg! Małgorzata Mroczkowska


Gazeta

Wydanie nr 17 (luty 2014)

POLONIJNA.co.uk

Mama na wyspach

17

BEZPŁATNE PRZEDSZKOLE W ANGLII:

DLA KAŻDEGO CZY DLA WYBRANYCH? Koszt opieki nad dzieckiem w Wielkiej Brytanii jest niezwykle wysoki. O zarobkach niań krążą legendy. Podobno w centrum Londynu niejedna opiekunka do dziecka zarabia tyle, co dobry manager w nieźle prosperującym przedsiębiorstwie. Jak zatem poradzić sobie z tym ogromnym wydatkiem, z którym my, rodzice musimy się zmierzyć?

ma trzy lata i chcemy skorzystać z darmowych 15 godzin tygodniowo, nasze dziecko może zacząć uczęszczanie w trzech terminach: Od 1 września Od 1 stycznie Od 1 kwietnia. Wszystko zależy od tego, w którym miesiącu się urodziło, np. jeśli urodziło się w lutym, to zaczyna od 1 kwietnia.

Kiedy zapisujemy dziecko do przedszkola? Jak najwcześniej, aby zarezerwować miejsce. W Londynie jest z tym duży problem dlatego warto odpowiednio wcześnie zadbać o wszystkie szczegóły. Najpierw szukamy placówki, która najbardziej nam odpowiada, potem udajemy się na spotkanie z managerem i wypełniamy odpowiedni formularz rejestracyjny.

Na co należy być przygotowanym?

W Anglii wszystkim 3 i 4-ro latkom przysługuje prawo do darmowej opieki wczesno-edukacyjnej. Oznacza to, że przez 15 godzin w tygodniu nasze dziecko otrzymuje opiekę bezpłatną. Za resztę, jeśli jest taka potrzeba musimy niestety zapłacić. Nie wszyscy wiedzą, że również dzieciom dwuletnim przysługuje bezpłatna opieka, ale tutaj należy wykazać się niskimi dochodami lub zasiłkiem Income Support.

Jak i gdzie znaleźć przedszkole? Najlepiej popytać sąsiadów lub inne mamy na placu zabaw. Można też poszukać na stronie lokalnego councilu lub w wyszukiwarce wpisać swój post code i slowa: preschool lub nursery.

Kiedy zaczynamy przedszkole? To zależy od daty urodzenia naszego dziecka. Kiedy dziecko

Na wybór bezpłatnych godzin. Zwykle rodzice mają do wyboru sesję przedpołudniową od godz. 9.00 do 12.00 lub popołudniową od 12.00 do 15.00. Można też mieszać dni i raz posyłać dziecko rano, a w inny dzień po południu.

Czy dzieci otrzymują w przedszkolu posiłek? Tak, jeśli wykupimy 3 dodatkowe godziny dziennie. Jeśli dziecko przychodzi tylko na 3 godziny, w przedszkolu otrzymuje drobny lunch w postaci owoców, za który musimy zapłacić. Małgorzata Mroczkowska http://mumsfromlondon.com/


18

Gazeta

Zdrowie i uroda

POLONIJNA.co.uk

Wydanie nr 17 (luty 2014)

Polacy na Wyspach coraz chętniej sięgają po zdrową żywność. Radykalna zmiana upodobań kulinarnych czy tylko chwilowa moda?

Zdrowego stylu życia smak Spirulina, Chlorella, Wheatgrass, Quinoa, Goji, Acai, Hemp, Sprouts, Amaranth, Tofu, Tempeh, Miso, Wakame, Nori, Kale, Chia - to tylko niektóre z wielu określeń dobrze znanych stałym bywalcom sklepów ze zdrową żywnością. Na Wyspach trwa prawdziwy boom na zdrowy styl życia. W sklepach sprzedających takie produkty coraz częściej można spotkać polskich klientów.

chwalić się mężem, który naprawdę zdrowo się odżywia.

100% NA EKOLOGICZNIE

JESTEŚMY TYM, CO JEMY Pani Jadwiga ma prawie 60 lat. Z wykształcenia jest księgową. Sama o sobie mówi: „Stara Emigracja”. Pomimo swojego wieku jest ciągle pełna energii i dobrego humoru. Do Londynu uciekła przed ponurą wizją życia w komunistycznym kraju. Od ponad 30 lat mieszka w Południowo-Zachodnim Londynie wraz ze swoim mężem Henrykiem, którego poznała przez wspólną znajomą. Pani Jadwiga przez ponad 10 lat uskarżała się na nieustające problemy z żołądkiem: częste bóle, wzdęcia, niestrawności. - Najgorszy był fakt, że czułam się cały czas ospała-opowiada. Bardzo często, już po śniadaniu nie miałam energii dosłownie na nic-dodaje. Lekarze nie mogli znaleźć odpowiedzi na jej dolegliwości, stawiając ciągle to nowe diagnozy i przepisując coraz to nowe leki. Dodatkowo siedzący tryb życia wpływał negatywnie na wagę ciała, a pani Jadwiga coraz częściej miewała bóle stawów. Poziom cholesterolu był alarmująco wysoki. -Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, co jadłam na co dzień. Oboje z mężem zawsze hołdowaliśmy tradycyjnej, polskiej kuchni-zwierza się. Na ich stole królowało bezsprzecznie białe pieczywo, przetwory mleczne, ziemniaki obficie polane tłuszczem, bigos i smażone potrawy. Ponad wszystko uwielbiali słodkości. Pewnego wieczoru, relaksując się przy filiżance herbaty, Pani Jadwiga oglądała program telewizyjny, w trakcie którego padło zdanie, które na zawsze odmieniło jej życie: „We are what we eat” (Jesteśmy tym, co jemy). I wtedy coś zaskoczyło. Zamiast polegać na lekarzach sama zaczęła szukać odpowiedzi na swoje zdrowotne problemy. Czysty przypadek sprawił, że usłyszała o sklepach sprzedających tzw zdrową żywność. Do jednego z nich, umiejscowionego nieopodal jej byłego miejsca pracy, weszła z czystej ciekawości. - Nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego. Muszę przyznać, że byłam nawet trochę sceptycznie nastawiona-opowiada z przejęciem. Jednak ponad pół godzinna konwersacja z elokwentną właścicielka sklepiku wywarła na pani Jadwidze ogromne wrażenie. - Nic nawet tego dnia tam nie kupiłam, ale wróciłam już następnego z mocnym postanowieniem, że przynajmniej spróbuję czegoś nowego. Czułam się zdesperowana-mówi. Idea wydawała się całkiem prosta: wykluczenie pewnych produktów z diety i wprowadzenie nowych miało być receptą na poprawę kondycji zdrowotnej. Wszelkie smażone potrawy zostały zamienione na duszone bez użycia oleju. Warzywa były gotowane tylko na parze. Do codziennego jadłospisu trafiły oleje tłoczone na

zimno, ziołowa herbata, surówki, owoce, biały ryż został zastąpiony brązowym. A pani Jadwiga na dobre musiała pożegnać się z białym pieczywem, przetworami mlecznymi i cukrem, rozpoczynając każdy swój dzień od probiotyku. Transformacja jednak nie była taka prosta. Najbliższe otoczenie zareagowało dosyć sceptycznie, a stare przyzwyczajenia wiele razy jeszcze wzięły górę. - Musiałam się bardzo dużo uczyć o składnikach i kombinacjach. Właściwie to na nowo musiałam się nauczyć przygotowywać potrawy, a mój mąż myślał, że postradałam zmysły. Patrzył na mnie jakbym co najmniej przyleciała z innej planety-opowiada z rozbawieniem. Od tego momentu minęło już dobrych kilka lat. Dzisiaj pani Jadwiga jest swego rodzaju ekspertem w dziedzinie zdrowego odżywiana chętnie dzieląc się swoja wiedzą i doświadczeniem z rodziną i znajomymi. Po dawnych dolegliwościach żołądkowych nie ma śladu, jak i po tych kilku zbędnych kilogramach, których w przeszłości za nic nie mogła się pozbyć. Każdy swój dzień rozpoczyna od dużego zielonego koktajlu, jest stała bywalczynią lokalnego fitness center, a na wypady do Heath Food Shops zabiera swoje przyjaciółki. Półki w jej mieszkaniu aż uginają się od fachowej literatury. - Każda wielka podróż zawsze rozpoczyna się od pierwszego małego kroku–uśmiecha. Musimy już kończyć, ponieważ jej syn Piotr przyjeżdża dzisiaj na kolację. To właśnie z myślą o nim zamierza przygotować sałatkę z Quinna z suszonymi pomidorami i tłoczonym na zimno olejem z nasion Chia (czyt czia)-to jego ulubiona.

MĄŻ TEŻ SIĘ PRZESTAWIŁ Paulina (29 lat) jest szczęśliwą mamą i żoną. Razem z mężem Tomaszem (34 lata) z zawodu informatykiem przyjechali do Londynu prawie 5 lat termu. Pomimo faktu, iż oboje byli zawsze otwarci na nowe doświadczenia kulinarne, po raz pierwszy próg sklepu ze zdrową żywością przekroczyli 3 lata temu po tym, jak dowiedzieli się, że ich ukochana córka Justyna (6 lat) musi przejść na bezmleczna i bezglutenową dietę. – To był dla nas prawdziwy szok, szczególnie, ze

sami zostaliśmy wychowani na diecie bogatej w produkty mleczne-opowiada Paulina. – A dzień bez kromki pysznego chleba uznawaliśmy za dzień stracony. Oboje długie godziny spędzili w sieci poszukując odpowiedzi. W końcu trafili na forum dla rodziców dzieci z podobnymi problemami. – Poczułam jak wielki kamień spadł mi z serca-mówi. – Czytałam dosłownie wszystko na ten temat-dodaje. To właśnie przez forum poznała Edytę (31 lat), mamę 7-letniego Patryka, który od urodzenia cierpi na skazę białkową. To właśnie Edyta zaprowadziła Paulinę i Tomasza na pierwsze zakupy do sklepu ze zdrową żywnością. Spacer pomiędzy pólkami pełnymi egzotycznych dla nich produktów zajął im dobre dwie godziny, podczas których Edyta wprowadzała ich w tajniki nowej diety. Czysta ciekawość sprawiła, że, oprócz produktów dla małej, do koszyka trafił też: deser z tofu z truskawkami, glony morskie, tłoczony na zimno olej z konopi indyjskich, suszone owoce Goji w czekoladzie jak również chleb na bazie mąki z amarantu oraz kilka batonów, które pomimo, że nie zawierały w składzie cukru, okazały się całkiem słodkie. – Po powrocie do domu rozłożyliśmy wszystko, co kupiliśmy na stole w kuchni i zabraliśmy się pospiesznie do konsumpcji-opowiada z humorem Piotr. – To było naprawdę interesujące, choć jak mi się wtedy wydawało, tylko jednorazowe przeżycie-dodaje. Czysta ciekawość wzięła jednak górę i z każdego kolejnego wypadu przywozili coraz to nowe wiktuały do spróbowania. Prawdziwym hitem okazały się suszony poniżej 40 stopni jarmuż, który jada się zamiast chipsów i lody na bazie orzechów nerkowca i syropu z agawy. Co ciekawe, to właśnie Tomek jest głównym inicjatorem rodzinnych wypadów po zdrowe jedzenie. I to właśnie on najbardziej aktywnie wyszukuje coraz to nowe produkty. – Wygląda na to, że mój mąż bardzo się w to wciągnął i dużo na ten temat czyta. I co więcej mnóstwo czasu spędza w kuchni przygotowując dla nas coraz to nowe potrawy. Są naprawdę wyśmienite–opowiada z nieukrywaną dumą Paulina. W końcu nie każda żona może po-

Martyna (29 lat) pochodzi spod Wrocławia. Jest dobrze wykształcona, uwielbia czytać, podróżować, świetnie włada językiem angielskim. Emigrację na Wyspy postrzega jako swoją wielką szansę i wyzwanie, a Londyn- jako swój drugi dom. Jej prawdziwą pasją są dietetyka i sport, a swoją edukację w zakresie zdrowego stylu życia zaczęła bardzo wcześnie, bo już w pierwszej klasie liceum. – Kuzynka mojej najlepszej przyjaciółki ukończyła studia rolnicze i bardzo często opowiadała mi o tym, ile chemii jest w żywności, którą codziennie jemy-mówi Martyna. – Bardzo się tym przejęłam i zaczęłam sama się edukować w tej kwestii. Dziesiątki przeczytanych publikacji i godziny spędzone na rozmyślaniach sprawiły, że Martyna przestawiła się wyłącznie na produkty rolnictwa ekologicznego, a Londyn-jak sama twierdzi jest-perfekcyjnym miejscem dla ludzi o poglądach podobnych do jej. Jednak prawdziwa rewolucja w jej życiu zaszła po odkryciu Raw Food Diet (dieta opierająca się gównie na konsumpcji owoców, warzyw, nasion, orzechów w naturalnym, surowym stanie. Dopuszczone jest podgrzewanie i suszenie do 41 stopni). – Moja znajoma znająca moje upodobania, w ramach prezentu urodzinowego, zaprosiła mnie do małej restauracji na kolacje-opowiada. To co trafiło na ich stół tego wieczoru było nie tylko prawdziwym majstersztykiem sztuki kulinarnej, ale było również przygotowane w duchu filozofii Raw Food. – Nie mogłam zupełnie uwierzyć, że to wszystko nie było ugotowane – opowiada Martyna. - Smak był po prostu niesamowity i czułam się po tym świetnie – dodaje. Za namową koleżanki z pracy postanowiła spróbować przez kilka miesięcy. Z czystej ciekawości. Włączyła więc mnóstwo elementów surowego odżywiania w swoją wymagającą codzienną rutynę łącząc to z treningiem fitness i jogą, jednocześnie uważnie obserwując zmiany zachodzące w jej ciele. Zielone soki z dodatkiem wheatgrass (trawa pszeniczna) na śniadanie były prawdziwym wyzwaniem dla jej kubków smakowych. – Pierwsze kilka tygodniu były naprawdę ciężkie ponieważ organizm stopniowo przyzwyczajał się do nowych źródeł pokarmu i oczyszczał się z nagromadzonych toksyn-zwierza się. A potem było już tylko z górki: więcej energii, żadnych zbędnych kilogramów. - Najbardziej niesamowita w tym wszystkich jest jasność umysłuopowiada rozentuzjazmowana. – I w końcu pozbyłam się nieustannego łaknienia czegoś słodkiego-dodaje. W jej przypadku kilkutygodniowa próba czegoś zupełnie nowego stała się ekscytującym początkiem nowego JA. A krakersy z nasion lnu (flax seeds) z surowym humusem jak również koktajl z mango, kokosowym olejem, nasionami chia i spiruliną chyba już na zawsze pozostaną jej numerem jeden. Klaudiusz Urbański


Hormony, które działają na piersi kobiety Gazeta

Wydanie nr 17 (luty 2014)

POLONIJNA.co.uk

Hormony najsilniej działają na kobiece piersi podczas trwania ciąży, wpływając na ich kształt co bardzo cieszy prawie każdą panią. Hormony również w innych etapach rozwoju piersi mają wielkie znaczenie i wpływ na ich wygląd.

Kobieta odczuwa działanie hormonów na piersi od chwili kiedy zaczyna dojrzewać a intensywniej w okresie miesięcznych cykli. Pierwsze odczucia i młoda kobieta bardzo bacznie obserwuje to co dzieje się z jej ciałem. Każda zmiana, która daje efekt w tym czasie delikatnego powiększenia piersi czyli ich nabrzmienia jest dla nastolatki niezwykle ważne i emocjonujące. Przez te odczucia uczy się ona reakcji na comiesięczne zmiany hormonalne zachodzące w jej ciele. Z czasem potrafi ona rozpoznać nadchodzącą menstruację, ale również zweryfikować niepokojące zmiany, które powinna konsultować ze swoim lekarzem. Fenomen działania hormonów na kobiece ciało jest niezwykła i jest tematem badań specjalistów. Nastęnym ważnym etapem kiedy hormony mają wielkie znaczenie to ciąża, która ma

odpowiedzialny z rozwój w tym okresie gruczołu piersiowego.

wpływ na funkcjonowanie organizmu kobiety. Hormony jakie wydzielają się podczas oczekiwania na nowego człowieczka to przede wszystkim estrogeny, które regulują wzrost gruczołów sutkowych. Kolor wokół brodawki to wpływ tych substancji na barwnik, który odkłada się wokół brodawek, które podczas ciąży zazwyczaj dają ciemniejszy kolor. Hormony-estrogeny w tym okresie silnie stymulują laktację a samą pierś do wydzielania mleka przygpotowuje hormon-progesteron

l Menopauza i jej początek jest często niezauważalny przez kobietę. l Horomy, które towarzyszą kobiecie w ciągu jej życia i jak na nią wpływają l Hormony jajnika (estrogeny)wpływają na wzrost gruczołów sutkowych, odkładanie się barwnika wokół brodawki, stymulują laktację l Hormony jajnika (progesteron) - wywołuje rozwój komórek gruczołowych, powiększenie i przygotowanie piersi do wydzielania mleka l Hormon nadnerczy (testosteron) -powoduje zatrzymanie wody i elektrolitów w organizmie l Hormon kory nadnerczy (kortykoidy)wspomaga rozwój gruczołu piersiowego, umożliwia wrażliwość na prolaktynę l Prolaktyna (hormon przysadki)- wydzielana w większej ilości po porodzie, powoduje wytwarzanie przez komórki gruczołu piersio-

Zdrowie i uroda

19

Zdrowie i Uroda pod redakcją Anny Jaskiewicz

www.feelbeauty.eu

wego l Hormon wzrostu produkowany przez przysadkę mózgową- niezbędny do rozwoju piersi w okresie dojrzewania l Hormon trzustki (insulina)- stymuluje gruczoł piersiowy w czasie ciąży, jest konieczna do wytwarzania mleka l Hormon tarczycy zwiększa wydzielanie mleka sprowokowane działaniem prolaktyny l Hormon podwzgórza (oksytocyna)- w czasie okresu laktacji kurczy mięśnie przewodów gruczołów mlekowych, wydala mleko zgromadzone w przewodach piersi przy podrażnieniu brodawki piersiowej Każda kobieta w pewnym wieku powinna zadbać o regularne badanie poziomu hormonów co przede wszystkim może pomóc w łagodniejszym wejściu w okres menopauzy oraz przechodzeniu tego okresu z mniejszym obciążeniem objawów oraz skutków wahań poziomu hormonów. Anna Jaskiewicz

IMPLANTY - ogólna charakterystyka OPIS ZABIEGU: Chirurg implantolog specjalnym wiertłem rozwierca w kości szczękowej miejsce, gdzie następnie wprowadza implant. Po sprawdzeniu wszczepu chirurg zaszywa ranę . Wszystkie implanty umieszczane w kości zostają zasłonięte błoną śluzową i są nie widoczne. Na czas gojenia się pacjent użytkuje protezę tymczasową. Po 14 dniach następuje zdjęcie szwów. Po wszczepieniu implantów rozpoczyna się proces zwany osteointegracją tzn. gojenie się tkanki kostnej wokół implantu. Cały proces osteointegracji trwa około od 3 - 6 miesięcy. Po tym czasie , następuje odsłonięcie implantu, w znieczuleniu miejscowym chirurg implantolog nacina błonę śluzową nad implantem i wkręca tzw. śrubę gojącą. Okres gojenia po odsłonięciu implanta trwa około 14 dni. Śruba gojąca ułatwia gojenie się błony śluzowej wokół implantu ,jak również modeluje kształt dziąsła pod przyszłą koronę protetyczną. Na wizycie pobiera się wycisk protetyczny i ustala się kolor przyszłej korony. W laboratorium protetycznym wykonuje się dwa elementy. Pierwszy to łącznik jest to część łącząca się bezpośrednio z implantem. Drugi element to korona protetyczna ( porcelanowa ) . Leczenie protetyczne obejmuję od 2 - 3 wizyt, pomiędzy wizytami pacjent w dalszym ciągu użytkuje uzupełnienie tymczasowe. Na ostatniej wizycie lekarz przykręca łącznik do implantu , następnie mocuje koronę protetyczną.

danie stomatologiczne. Lekarz na konsultacji wypytuje pacjenta o jego ogólny stan zdrowia, przebyte choroby oraz przyjmowane leki.Na pierwszej wizycie lekarz wyjaśnia i odpowiada na wszystkie pytania pacjenta dotyczące całego leczenia implantologicznego. Po badaniu stomatologicznym implantolog ,może określić stan i ilość kości, które pozwolą na umieszczenie implantu. U osób , które nie mają zębów już dłuższy czas dochodzi do zanikania kości ,ale i wtedy współczesna medycyna pozwala na odbudowę utraconej kości. Wtedy zabieg wszczepienia implantu poprzedzony jest zabiegiem : - Sterowania regeneracją kości - Podniesienie dna zatoki szczękowej PRZECIWSKAZANIA : Przeciwwskazania do leczenia implantologicznego : - Ciężkie choroby : ( Nowotwór, Alkoholizm, Cukrzyca ), Choroby psychiczne, Brak higieny jamy ustnej. - Palenie tytoniu - Choroby układu krążenia - Nie leczone wady zgryzu BADANIA DO ZABIEGU: Badania ,które przeprowadza implantolog : położenie zębów - sprawdzanie stanów zapalnych - sprawdzanie tkanek miekkich ich kolor i grubość - Sprawdzanie czy występują krwawienia z dziąseł - Sprawdzanie stan kości szczękowych - nawyki higieny jamy ustnej Ważne badanie - Zdjęcie pantomograficzne ( pantomogram ) Ważne badanie - morfologia krwi

PREDYSPOZYCJE/CEL :

RODZAJ ZNIECZULENIA :

Implanty stosowane są w przypadku utraty całego zęba lub wszystkich zębów celem ich odtworzenia.

Znieczulenie miejscowe. CZAS TRWANIA ZABIEGU: Trwa od pół godziny do dwóch godzin (trwanie zabiegu zależne jest od ilości wszczepianych implantów ) OBJAWY PO ZABIEGU: Ból podczas jedzenia i czasami spuchnięta

PRZYGOTOWANIE: W pierwszym etapie leczenia odbywa się wizyta u implantologa ,który przeprowadza ba-

twarz te objawy znikają po około 2 tygodniach, ale czasami u nie których trwają 4 tygodnie PRZEBIEG REKONWALESCENCJI : Stosuję się podstawowe zabiegi higieny jamy ustnej. Raz na pół roku trzeba zgłaszać się na przegląd stomatologiczny i usuwanie kamienia nazębnego. Stosowanie nici dentystycznej. MOŻLIWE POWIKŁANIA : Zaniedbanie higieny jamy ustnej doprowadzają do poważnych konsekwencji a nawet do utraty implantu. Kamień nazębny , który zalega w

okolicy implantu , może doprowadzić do zapalenia okołoimplantowego. CZAS W KLINICE/ABSENCJA: Od 0,5 godz. - do 2 godz. EFEKTY ZABIEGU: To najlepszy sposób na odbudowę braków zębowych. Ta metoda jak na razie jest najlepsza i nie zawodna .Piękne zęby i najlepszy sposób aby uniknąć protezy zębowej. ORIENTACYJNA CENA : koszt całkowity - od 4500 zł.- jeden ząb


20

Wędkarstwo

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Wynalazek techniki wędkarskiej Pellet jest stosunkowo ‘niedawnym’ wynalazkiem techniki wędkarskiej – na Zachodzie stosowany jest od ponad dwudziestu lat. Bardzo szybko zdobył popularność i stał się jednym z głównych składników zanęt jak również i podstawową przynętą, zwłaszcza na łowiskach komercyjnych. Kilka wędkarskich metod zostało wymyślonych do łowienia z jego użyciem - jak chociażby pellet waggler lub pellet feeder. Na początku zaczęto stosować do nęcenia pellet jaki jest używany w hodowli łososi i innych ryb łososiowatych jako karma (z dużą zawartością rybiego tłuszczu i białka) - z bardzo dobrym skutkiem. Pojawiły się następnie pellety zmodyfikowane (pod kątem ryb słodkowodnych), przynętowe, pasty... Przy wyborze pelletów powinniśmy zrozumieć jakie są między nimi różnice i do czego poszczególne ich typy służą. Jest to szczególnie ważne dla bezpieczeństwa samych ryb – ponieważ niektóre rodzaje pelletu mogą im zaszkodzić, zwłaszcza w zimnych miesiącach. W krajach gdzie pellety używane są powszechnie, takich jak UK, ryby w niektórych łowiskach najlepiej reagują właśnie na ten rodzaj przynęt. Ale nawet w wodach gdzie ich nigdy nie stosowano świetnie się sprawdzają.Pellet o dużej ilości tłuszczu – halibut i trout pelletTen rodzaj pelletu zawiera w swoim składzie dużą ilość białka – około 30-40%, i dużą zawartość tłuszczów – do 20%. Przy pellecie halibutowym ta ilość tłuszczu może być nawet dwukrotnie większa ( w zależności od producenta). Ma kolor ciemny – od czarnego po brązowy. Wykorzystywany do karmienia hodowlanych ryb łososiowatych znalazł zastosowanie w wędkarstwie słodkowodnym. Ma on mocny rybi zapach i świetnie sprawdza się jako zanęta i przynęta. Ryby słodkowodne okazało się uwielbiają ‘rybie’ smaki – i często słodkie zanęty przegrywają z tymi mającymi w składzie pellety o różnych granulacjach lub w formie zmielonej. Dostępne w różnych wielkościach – te zanętowe od 2 mm do kilkunastu milimetrów ( 2mm, 3mm, 4mm, 6mm, 8mm, 10mm and 14mm)– haczykowe zaś od 4mm do kilkudziesięciu ( podstawowy wymiar to 6, 8 i 11mm - sa jeszcze pellety większe, niektóre nawet o średnicy 30mm do połowu dużych karpii i sumów). Z pelletów przynętowych polecam produkty firmy Sonubaits, zwłaszcza pellet truskawkowy. To, że pellet taki ma smak lub zapach truskawki wcale nie znaczy, że tak jest w rzeczywistości – tak naprawdę śmierdzi okropnie czymś rybim, w tle może czuć coś jakby zgniłą truskawkę... Po zanurzeniu w wodzie wydzielają one olej który bardzo dobrze nęci ryby, zwłaszcza gdy jest ciepło. Pellet ten nie rozpada się w wodzie przez wiele godzin cały czas intensywnie pachnąc i uwalniając aromaty – co jest jego niebywałą zaletą. Jego wadą jest to, że ryby słodkowodne ( w przeciwieństwie do łososiowatych) nie trawią go zbyt dobrze i może być on przyczyną wielu problemów trawiennych – zwłaszcza w okresie zimowym gdy metabolizm ulega spowolnieniu - taki pellet trawi się wtedy w układzie pokarmowym kilka dni powodując sze-

reg problemów (np. letarg) i mogąc doprowadzić nawet do śmierci ryby. W wielu łowiskach w UK jego użycie jako zanęty jest zabronione. Radziłbym ostrożnie go używać – zwłaszcza wtedy gdy woda jest zimna, czyli w granicach 10 stopni lub mniej, tylko w formie dodatku do zanęt, a nie jako jej główny składnik lub oczywiście jako przynęta... Pellet o dużej ilości tłuszczu stosuje się głównie do nęcenia i połowu karpia, brzany, leszcza i klenia. Łowi się na niego także sumy i węgorze.Halibut pellet 2mm i 4mm, oraz pellet haczykowy 6mm halibut, 8mm i 11mm truskawkaPellety są pełne oleju świetnie wabiącego ryby Pellet zanętowy (carp lub feed pellet)Pellet ten powstał z myślą o uniknięciu problemów wynikających z użycia pellet ó w wysokotłuszc zo wych. Pellet zanętowy ma niską zawartość tłuszczu i białek- większą zaś węglowodanów. Pęcznieje w wodzie i szybko się rozpada. Ryby sycą się nim powoli, nawet mimo spożycia jego sporych ilości i trawią go szybko - bez problemów, niezależnie od temperatury wody. Jest on jasno szarego lub jasnobrązowego koloru.Świetny jako składnik zanęt – czy to jako dodatek do tradycyjnych zanęt na bazie bułki tartej lub pieczywa lub jako indywidualna zanęta. Kilka metod jest poświęconych połowom wyłącznie z wykorzystaniem pelletu - pellet waggler lub pellet feeder.Dostępne w różnych wielkościach – od 1 mm do kilkunastu milimetrów (1, 2mm, 3mm, 4mm, 6mm, 8mm, 11 mm)Można je barwić i dodawać różnych aromatów aby zitensyfikować ich zapach. Występują tez pellety o konkretnym smaku - np. kokosowym, truskawkowym. Działa praktycznie na wszystkie karpiowate. Niektóre firmy dodaja do tych pelletów betainę działającą stymulująco na karpie.Pellety o różnych wielkościach - 2mm, 3mm, 4mm i 4,5mm. Ten zielony jest z dodatkiem betainyPellet expanderTen rodzaj pelletu stosuje się do użycia zazwyczaj jako przynęta. Wygląda tak jak jego zanętowa wersja. Normalnie pellet ten unosi się na wodzie – i trzeba go odpowiednio przygotować. Do takiego przygotowania służą specjalne pompki pelletowe, dzięki którym powietrze znajdujące się w ziarnach pelletu zostaje zastąpione wodą. Można też spreparować go poprzez namoczenie w wodzie. Jest on mocniejszy od zanętowej wersji i nie rozpada się w wodzie tak szybko. Pellet ten może być wykorzystywany również jako zanętowy – głównie do punktowego nęcenia (wg zasady mało i często). Jego wymiary to 4, 6, 8 i 11 mm. Pellet haczykowySpecjalnie przygotowany do zakładania na haczyk, o różnych smakach i właściwościach – z mniejszą lub większą ilością oleju, o różnych kolorach. Pakowany w małe pudełeczka ma odpowiednią konsystencję i jest gotowy do użycia. Obecnie coraz więcej firm produkuje ten typ przynęty, prześcigając się w kolorach i smakach. Występuje zazwyczaj w wielkości 4 i 6mm. Warto zaopatrzyć się w kilka takich opakowań – ja polecam truskawkowy smak lub tradycyjny rybi (halibut lub fishmeal). Działa na większość karpiowatych - polecam je zwłaszcza do połowu karasia, lina, płoci i leszczy. Tekst i zdjęcia: Lucjan Śliwa

Wydanie nr 17 (luty 2014)


Gazeta

Wydanie nr 17 (luty 2014)

Kulinaria

POLONIJNA.co.uk

zależności od kilka minut (5-6 minut, w ). sta grubości cia

Zupa inspirowana przepisem Mistrza Pasikowsk iego

Składniki: 200 g jarmużu litr bulionu wołow ego 200 g pieczarek (lu b innych grzybów ) 350 g topinambu ru (można zamie nić na ziemniaki) 150 g sera białego sól, pieprzu, gałk a muszkatołowa – 1/3 łyżeczki , pieprz ziołowy – 1/ 3 łyżeczki

Przygotowanie: Jarmuż pokrój w paski. Mniejsze pi eczarki pokrój na ćwiartki, większ e na ósemki. Obier i pokrój w kostkę. z topinambura Do gotującego się rzywny lub mięsn wywaru (może by ć bulion way) dodaj pokrojon ego w kostkę to zmięknie dorzuć pinambura, gdy pieczarki. Na osta tnie 2 minuty do solą, pieprzem, ga daj jarmuż. Dopraw łką muszkatołow ą i pieprzem zioło niem dodaj pokrus wym. Przed poda zony, biały ser i de likatnie rozprowadź Do zupy możesz do . dać posiekaną pa pryczkę chili lub su a biały ser zastąpi szoną przyprawę, ć ricottą lub śmieta ną.

Naleśniki a la Gundel

Najlepsze naleśniki na szare poranki, to moim zdaniem właśnie te. Pochodzą z Węg ier (Gundel palacsinta), gdzie podawane są zarówno w formie tortu naleśnikowego, jak i normalnie. Często podawane są z flambirowanie m (polane alkoholem – alkohol podpalony). Cechuje je słodkie, niezwykle smaczne nadzienie z orzechami :) Robimy naleśniki: Składniki: 1 szklanka mąki 1 szklanka mleka 2 jajka sól woda gazowana

olej Zmiksuj mleko, mąkę, jaja i sól. Pod koniec miksowania dodaj olej. Smaż cienkie naleśniki – pamiętając, aby przed nalaniem ciasta na patelnie owa była dobrze rozgrzana. FARSZ: 100 ml rumu 30 g rodzynek 20 g kandyzowanych skórek pomarań czowych 120 g orzechów włoskich 100 ml śmietany 120 g cukru

Chałka najlepsza, domowa

– chleby, Lubię domowe wypieki Ach, łki… cha e… ow żdż ciasta dro że mo łka najlepsza domowa cha o alb mi idła pow z być z masłem, aku sm ego sam dla na ot tak , rwa leciona, słodkawego ciasta. Zap łka KuCha . posypana kruszonką i jest sze zaw dzi cho roniowej wy do łem najlepszą chałką, jaką jad tej pory. jest, aby W chałce najważniejsze (grubej) ej nie miała zbyt tward ach (wcześez 25 minut w 200 stopni prz c pie skórki. Należy ją piek, dlanik!) Nie jest to trudny wy niej dobrze rozgrzać piekar emu! tego warto spróbować sam Składniki: t w domu, wam tej, która akurat jes 600 g mąki (ja zawsze uży ), a najczęściej jest typ 480 g masła, 300 ml mleka 50 , ych 40 g drożdży śwież ka soli 50 g cukru, 2 jajka, łyżecz dodatkowo: ojowej 4 łyżki mleka w temp. pok

21

Domowy makaron z sosem z kurczakiem i marchewką

ewką: Sos z kurczakiem i march Składniki: 1 średnia cebula 3 mniejsze marchewki 350 g piersi z kurczaka 3 ząbki czosnku puszki (pokrojo2 puszki pomidorów z nych) ku łyżka suszonego tymian ej papryki słodzon sus ka ecz łyż a bat czu kiej szki sól, pieprz, natka pietru

Ciasto: o i łyżka wody. na każde 100 g mąki 1 jajk zwartą konsysZagnieć ciasto, by miało styczne i nie ela ie, tencję – było miękk j na cienkie łku wa roz . rąk kleiło się do (jakiej długości placki i pokrój je w pasy stępnie posyp Na . chcesz mieć makaron) sobie i pokrój na je ż ułó każdy pas mąką, (najlepiej jednaw dowolnej szerokości Porozdzielaj makowe) paski w poprzek. hł. sec wy karon i zostaw, aby i gotuj przez ) oną sol (po dę Ugotuj wo

pół łyżeczki cynamonu mielony

Przygotowanie: Minimum kilka godzin wcześniej – przed przygotowaniem naleśników rodzynki i pokrojone drobno skórki pomarańczowe namocz w rumie. (możesz ten etap pominąć i dodać miękkie rodzynki, takie również można namierzy ćw

1 łyżeczka cukru żółtko do posmarowania Przygotowanie: . Mąkę przesiej do miski dku śro Zrób po dołek i włóż do niego rozdrobnione drożdże – je zasyp łyżeczką cukru i zalej 3 łyżkami mleka. Zasyp na 20 minut w ciepłym delikatnie mąką i zostaw zką. miejscu, przykryte ścierec z ku rozgrzej 300 ml mleka del ron w sie cza tym W ą sob ze tko zys eczką soli. Ws masłem, 50 g cukru i łyż aj do wrzenia, ważne aby adz row dop nie – wymieszaj ciło. masło się ładnie rozpuś ość ij 2 jajka i dolej zawart wb Do mąki z zaczynem rze dob rób Wy ). , cukier, sól rondelka (mleko, masło ut, min 60 . min na jsce mie ciasto i odstaw je w ciepłe aby pięknie wyrosło. sjuej go do 200 stopni Cel Włącz piekarnik i rozgrz sza.

Przygotowanie: zklij na oliwie. Posiekaną cebulkę zes ka i przesmażaj Dodaj posiekanego kurcza . Następnie nut mi wszystko przez kilka i startą na k sne czo ęty dodaj przeciśni kę. Po 2-3 migrubych oczkach marchew zystko zagoWs nutach dodaj pomidory. lanki wody, szk pół ać tuj, możesz dol Dopraw ty. ieje stn zgę dzo jeżeli za bar 20 minut. ez prz miankiem i papryką. Duś em. Serprz pie i ą sol Na koniec dopraw truszki. wuj z posiekaną natką pie

sklepach). Orzechy włoskie zmiel dość drobno i dodaj do podgrzanej śmietany z cukr em. Przemieszaj i dodaj skórkę pomarańczow ą, rodzynki i pół łyżeczki cynamonu. Gotuj przez kilka minut, aż otrzymasz gęstą masę. Kiedy masa przestygnie, dolej do niej połowę rum u i zmieszaj.Rum (lub brandy) możesz doda ć na etapie gotowania orzechów ze śmietaną i cukrem. Wtedy alkohol w trakcie obróbki ciep lnej wyparuje, pozostawiając tylko smakowity aromat. Naleśniki posmaruj masą, zwiń lub złóż w trójkącik i serwuj polane sosem czek oladowym.

ebij je pięGdy ciasto wyrośnie, prz 3 części (z ć jeszcze raz. Podziel na nie zag i ki mis z j ścią, wyjmi w równej luj post) i każdą z nich zro 4 części zrobię oddzielny cz. Jeżeli rko wa w cy ok 3 cm. Zapleć długości wałki o średni Ci jeszdzi cho wy nie łka cha z piejak , cze w kształcie formy ej ągł okr j uży karni, to e do ierz pap na łkę cha ż i ułó mie. for w a pieczenia dookoł dzo bar w ią rob (Tak chałki w ch nia kar pie h ryc dob en żad c Nowym Yorku, wię poto wstyd! ;) ). Żółtkiem i łki cha h rzc wie j smaru do taw posyp kruszonką. Ws 200 piekarnika 25 minut – . sza sju stopni Cel Kruszonka: 2 łyżki mąki, łyżka cukru 50 g masła aż Wszystko utrzyj ze sobą, ie utk bni dro powstaną łki. cha h rzc wie grudki. Posyp


22

Gazeta

Sport

POLONIJNA.co.uk

Wydanie nr 17 (luty 2014)

Boruc wrócił i uratował dwa punkty Artur Boruc wyleczył uraz ręki i znów pojawił się w bramce Southampton. Polski bramkarz uratował zwycięstwo „Świętych” z West Bromwich. Ekipa z południowego wybrzeża wygrała sobotni mecz 1-0. Gospodarze dominowali i Boruc długimi okresami nie miał pracy, lecz gdy przyjezdni przycisnęli w końcówce, błysnął refleksem. Odbił nogą uderzenie Shane’a Longa z 4 metrów, po chwili wybronił piłkę po rzucie rożnym WBA, i zespół Southampton mógł cieszyć się z wygranej – zaledwie drugiej w 10 ostatnich ligowych meczach. Poprzednio „Święci” triumfowali 9 listopada (4-1 z Hull, z Borucem w składzie); od tamtej pory spadli z trzeciego miejsca w

DUDKA ROZSTAŁ SIĘ Z BIRMINGHAM

tabeli na dziewiąte. Artur wrócił do gry po wyleczeniu kontuzji dłoni, której doznał 1 grudnia w spotkaniu z Chelsea. Uderzył wtedy ręką o słupek, broniąc strzał Demby Ba. Rekonwalescencja przebiegła zgodnie z planem. Menedżer Southampton. Mauricio Pochettino, jest pewnie zadowolony z powrótu Boruca – bez Polaka w bramce The Saints zdobyli 5 oczek na 21 możliwych. Piłkarzy West Brom oglądał z trybun ich nowy trener, Pepe Mel. 50-letni Hiszpan przez ostatnie trzy lata pracował w Betisie Sewilla. Drużynę The Baggies poprowadzi pierwszy raz 20 stycznia przeciwko Evertonowi. Zastąpi zwolnionego w połowie grudnia Steve Clarke’a; tymczasowy menedżer, Keith Downing, będzie asystentem Mela. Grzegorz BOCZAR Foto: Agencja SPORTPRESS

Dwa zwycięstwa, remis i porażka ...to bilans drużyn polonijnej szkółki piłkarskiej London Eagles FC w kolejnej rundzie spotkań rozgrywek ligowych.

Tylko dwa miesiące trwała przygoda Dariusza Dudki z Birmingham City. Pierwszoligowy klub nie przedłużył umowy z polskim piłkarzem. Od końca października, gdy Dudka podpisał z The Blues krótki kontrakt, 30-letni pomocnik zanotował dwa występy w pierwszym zespole. Zaliczył ponad 40 minut i zobaczył żółtą kartkę w meczu z Blackpool (1-1) oraz wyszedł w „11” na spotkanie z Middlesborugh (2-2), w którym rozegrał 53 minuty.

Menedżer Birmingham, Lee Clark, nie był zaskoczony tym, że Dudce nie udało się dopasować do wymogów Championship. – Ta liga jest za szybka dla zawodników, którzy przez kilka tygodni nie grali i nie trenowali – powiedział. – Dariusz to były internacjonał i w jego grze widać jakość. Jednak gdy rozmawialiśmy po meczu z Middlesbrough, uświadomił sobie, jak szybkie jest tempo gry w tej lidze w porównaniu z ligą francuską i hiszpańską, które znał. Grzegorz BOCZAR Foto: Marek Dybaś

LONDON EAGLES U9 - TFA TOTTERIDGE U9 5-3 To było pierwsze "domowe" zwycięstwo dziewięciolatków w tym sezonie, jednak słaba końcówka spowodowała, że ostatecznie takie skromne. London Eagles prowadził już bowiem w tym meczu 5-1, jednak w trzech ostatnich minutach spotkania dał sobie wbić dwa gole. LONDON EAGLES U7 - ST JOSEPH U7 5-1 Choć wynik na to nie wskazuje pojedynek momentami był bardzo wyrównanyLondon Eagles N. Z drugiej strony trzeba zaznaczyć, że wynik mógłby być bardziej okazały, gdyby "biało-czerwoni" mieli lepiej nastawione celowniki. Tak czy owak siedmiolatkom należą się największe słowa uznania, bo to najlepszy rezultat, jaki w miniony weekend osiągnęły drużyny London Eagles w rozgrywkach ligowych. PITSHANGER U10 - LONDON EAGLES U10 3-4 Dziesięciolatkowie zagrali z aktualnym wiceliderem tabeli, Pitshanger, tworząc bardzo ładne widowisko. London Eagles cały czas gonił wynik i uratowałby ostatecznie jeden punkt,

gdyby nie kardynalny błąd sędziego, który nie uznał prawidłowo zdobytej bramki. Mecz zakończył się ostatecznie wynikiem 3-4. LONDON EAGLES U13 - HILLINGDON ABBOTS U13 3-3 O pierwszej połowie meczu można napisać tylko tyle, że się odbyła. Młode "orły" były chyba jeszcze myślami na niedawnym spotkaniu z Mikołajem, bo pod żadnym względem nie przypominały drużyny z poprzednich kolejek. Gra była chaotyczna i nerwowa, mnóstwo było też błędów tak w obronie, jak i ataku. Efektem dwie stracone bramki do przerwy, choć mogło być ich tak na dobrą sprawę kilka więcej. W drugiej połowie polscy piłkarze się ocknęli, jednak sił i umiejętności starczyło tylko na remis. To będzie dobra nauczka na przyszłość, bo do meczu skoncentrowanym trzeba przystąpić już od pierwszego gwizdka sędziego. Foto: Agencja SPORTPRESS


Gazeta

Wydanie nr 17 (luty 2014)

Sport

POLONIJNA.co.uk

23

Polska Liga Piatek Piłkarskich "Sami Swoi"

PODSUMOWANIE RUNDY JESIENNEJ W pierwszej lidze niespodzianki nie było, chyba, że uznamy za nią fakt, aż tak wyraźnej supremacji FC Cobalt, co przed sezonem nie było przecież oczywiste. Na drugim froncie prym wiedzie beniaminek. Na drugim froncie prym wiedzie beniaminek.

nie jest już tak wyraźna. Joga Bonito ma na swoim koncie 44 trafienia, a tylko trzema mniej może sie pochwalić Kiwi FC. Najlepszą defensywę posiadają wspomniany lider oraz Warriors of God. W spotkaniach drugiej ligi sędziowie sięgali po kartoniki aż 76 razy. Klasyfikację Fair-Play wygrywa jak na razie Kiwi FC, a stawkę zamyka Warriors od God, głównie za sprawą punktów karnych po meczu z FC Piona.

I LIGA Aktualny mistrz oraz lider rozgrywek wygrywał z kim chciał i jak chciał, co po jedenastu rozegranych meczach pozwoliło mu zdobyć aż dziesięciopunktową przewagę nad drugim w tabeli White Wings Seniors. W ostatnich miesiącach rywale Cobaltu za punkt honoru obrali sobie zdobycie choć jednej bramki, bo urwanie punktu było praktycznie poza zasięgiem ich możliwości. Jak na razie sztuki tej dokonały tylko trzy ekipy. KS04 Ark oraz Scyzoryki zanotowały po jednym trafieniu, a dwa gole udało się wbić ligowemu oustiderowi, FC Polska. Najlepszą dyspozycję strzelecką zaprezentowali piłkarze FC Cobalt, którzy aż 59 razy zmuszali bramkarzy rywali do wyciągania piłki z siatki. Co ciekawe, na drugim miejscu pod względem skuteczności znajdują się ekipy z dolnej części tabeli. Inter TEAM oraz PCW Olimpia zajmują w tabeli odpowiednio szóstą i siódmą lokatę, a w dotychczasowych meczach strzelili po trzydzieści goli. Klasyfikację Fair-Play otwiera KS04 Ark, który już od dłuższego czasu słynie z dżentelmeńskiej postawy na boisku. Na drugim biegunie znajduje się natomiast PCW Olimpia, co w głównej mierze jest efektem kar nałożonych na zespół w ostatnich kolejkach. Ogółem sędziowie pokazali 86 kartek.

W SKRÓCIE...

W SKRÓCIE... FC COBALT - poza zasięgiem innych drużyn. Biją wszystkie możliwe, rekordy. Jedyny możliwy kandydat do mistrzowskiej korony. WHITE WINGS SENIORS - od kilku sezonów w czołówce, ale dobre mecze przeplatają słabszymi. SCYZORYKI - tradycyjnie w ścisłej czołówce, ale kilka zwycięstw przyszło im z największym trudem. MTA LONDON CONSTRUCTION - z meczu na mecz coraz silniejsi. Waleczni, zawsze grają do końca. Niestety styl w jakim osiągają dobre wyniki nie pozwala ma wysoką pozycję w tabeli Fair-Play. KS04 ARK - po słabym początku, pozńiej odzyskali swój rytm. Kilka razy wychodzili z twarzą z beznadziejnych wydawałoby się sytuacji. Krótko mówiąc solidna drużyna. PCW OLIMPIA - grają w przysłowiową kratkę. Jak na tak silną kadrę osiągnięte pozycja wydaje się zbyt niska. Zbyt dużo uwagi poświęcają kwestią spornym, przez co - podobnie jak MTA - muszą zapomnieć o Pucharze FP.

Beniaminek z Reading najlepszy w lidze! Polonijna drużyna piłkarska z Reading już drugi rok odnosi niebywałe sukcesy. Po zeszłorocznym awansie do Reading Football League Division IV, w tym sezonie, jako beniaminek , jest jej zdecydowanym liderem. W swoim ostatnim meczu rywalem Polaków była ósma w tabeli ekipa Hurst. White Eagles rozgromił rywala aż 10-0, a połowa bramek to zdobycz Łukasza Hryniewicza, który z 25 trafieniami jest najlepszym strzelcem ligi. Po dwa razy na listę strzelców wpisali się Marcin Świerk oraz Hubert Hendzel, a końcowy wynik ładnym strzałem ustalił Mateusz Krochmal. — Jestem bardzo zadowolony z naszych dotychczasowych osiągnięć — mówi prezes klubu, Adrian Wiśniewski. — Celem numer jeden w 2014 roku jest oczywiście kolejny

INTER TEAM - bardzo słaba runda w ich wykonaniu. Po bardzo udanym poprzednim sezonie, w tym w drużynie jakby się coś zacięło. THE TWELVE TEAM - beniaminek, który walczy, jednak punktów na razie jak na lekarstwo. Trzy punkty zdobyte z outsiderem to niezbyt wielki powód do chwały. FC POLSKA - przez całą rundę płacili frycowe. Było kilka zrywów, ale na pierwszą ligę (przynajmniej jak na razie) to zdecydowanie za mało.

II LIGA W drugiej lidze rewelacją rundy jesiennej jest beniaminek - Joga Bonito - który w trzynastu spotkaniach dał sobie urwać zaledwie osiem punktów. To bez wątpienia główny faworyt do awansu, choć chętnych na końcowy sukces nie brakuje. Drugi i szósty zespół w tabeli dzielą zaledwie cztery punkty, co jest gwarantem wielkich emocji w rundzie rewanżowej. Do tego kibice londyńskiej ligi już jednak przywykli, bowiem w zeszłym sezonie rywalizacja była tu nie mniej emocjonująca. Oprócz lidera realną szansę na awans mają Finansiści, FC Piona, Warriors of God, Kiwi FC oraz Biała Wdowa. Spore ambicje mają też futboliści Power Rangers oraz Maja Team, ale marzenia o awansie muszą chyba jednak przełożyć na następny sezon. Podobnie jak w pierwszej lidze, tu również najskuteczniejszy jest lider, jednak jego przewaga

JOGA BONITO - główny faworyt do awansu. Drużyna grająca technicznie. FC PIONA - solidna ekipa z dużymi ambicjami. W październiku nie miała sobie równych. Celem jest oczywiście pierwsza liga. WARRIORS OF GOD - dobra runda, a szczególnie mecze wrześniowe, po których otrzymała tytuł druzyny miesiąca. FINANSIŚCI - spora kadra, spory potencjał. Drużynę stać na awans, ale aby tak sie stało trzeba uńikac słabszych spotkań oraz walkowerów KIWI FC - nowa ekipa w lidze, ale bardzo szybko się zaaklimatyzowała. Jeśli dalej będzie czyńic postępy awans do najlepszych jak najbardziej możliwy. BIAŁA WDOWA - po słabym początku z meczu na mecz było coraz lepiej. Spadkowicz z ekstraklasy ma zamiar do jej jak najszybciej wrócić. POWER RANGERS - udany początek sezońu, ale odejście czołowych zawodników pokrzyżowało ambitne plany. Odmłodzony skład ten sezon poświęca na zgarnie zespołu. KS PYRLANDIA - słabiutki początek, głównym powodem tak niskiej pozycji jest duża ilość pojedynków zakończonych remisem. MAJA TEAM - spora ławka rezerwowych, ale chyba mało zgrana. Osiągnięty wyniki dużo poniżej oczekiwań. FC COSMOS - tylko jedno zwycięstwo nie wystawia dobrego świadectwa. Słaby wynik tłumaczony jest problemami kadrowymi. Foto: Agencja SPORTPRESS

Młodzi piłkarze zagrali w Wakefield awans, będziemy jednak chcieli również zaznaczyć swoją obecność w rozgrywkach pucharowych. Warto również odnotować, iż największy rywal naszych rodaków - SRCC - przegrał swoje wyjazdowe spotkanie aż 1-4, dzięki czemu w ligowej tabeli White Eagles wyprzedza go o trzy punkty i ma jeszcze w zanadrzu jeden mecz więcej do rozegrania. Foto: Patrycja Januszkiewicz

Piłkarska Akademia Lions Wakefield & Leeds była organizatorem turnieju dla dzieci Raddy Cup, który 8 grudnia rozegrany został w Wakefield. Imprezę swą obecnością uświetnił reprezentant Polski oraz zawodnik Nottingham Forest, Radosław Majewski. O medale i puchary walczyli reprezentanci ośmiu klubów: Doncaster Hawks, Orzeł Bradford, Eagles FC Crewe, Orlęta Coventry, Dziambel Manchester, Soccer Przedszkolaków Manchester, Lions Wakefield oraz Lions Leeds. Młodzi piłkarze rywalizowali na czte-

rech boiskach w aż pięciu kategoriach wiekowych (U5, U7, U9, U11 oraz U13). Rywalizację do lat siedmiu wygrali gospodarze (Lions Wakefield), a wśród dziewięciolatków triumfował Orzeł Bradford. Współzawodnictwo w dwóch najstarszych grupach – U11 oraz U13 – wygrali odpowiednio Dziambel Manchester oraz Doncaster Hawks. Nagrody wręczał wspomniany wcześniej Radosław Majewski. Swoim najmłodszym kibicom chętnie rozdawał dziesiątki autografów, nie odmiawiał również wspólnych zdjęć.


Gazeta Polonijna East / luty 2014  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you