Page 37

Wydanie nr 4 (czerwiec 2013)

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Sport

37

Agata Dzięciołowska i Grzegorz Dąbek polskimi bohaterami w Edynburskim Maratonie

W dniach 25 i 26 maja 2013 odbył się Edinburgh Marathon Festival, w którym udział wzięli Agata Dzięciołowska oraz Grzegorz Dąbek. Oboje biegli w szczytnych celach. W jakim celu zdecydowałaś się wziąć udział w maratonie? – zapytaliśmy Agatę. – Zdecydowałam się wziąć udział w biegu maratońskim z dwóch powodów: pierwszy był taki, iż chciałam pomóc mojej przyjaciółce z dzieciństwa w zbieraniu pieniędzy na bardzo kosztowne leczenie. Moja przyjaciółka ma na imię Kamila i choruje na stwardnienie rozsiane. Z Kamilą znamy się od dziecka, chodziłyśmy razem do zerówki i nasi rodzice przyjaźnili się latami. Jesteśmy w tym samym wieku. U Kamili zdiagnozowano stwardnienie jak miała 18 lat. Jedynym lekarstwem, które w tym momencie zdecydowanie jej pomaga i znacznie zmniejsza niepełnosprawność jest lek o nazwie Tysabri. Lek ten nie jest refundowany w Polsce, a kosztuje 6.600 złotych miesięcznie. Często, gdy mówię ludziom na co zbieram pieniądze, to spotykam się z reakcją zniechęcenia. Parę osób powiedziało mi: "Ale wiesz, Agata, przecież ty nawet nie masz jakiejś kwoty docelowej? Ile ty możesz zebrać? Na jedną miesięczną dawkę? Przecież to nic w skali życia". Wszystkim, a jest takich osób wiele, odpowiadam: "Wyobraźcie sobie, że jest lekarstwo, które może mi przywrócić wzrok i że jedna miesięczna dawka kosztuje 6.600 złotych. Czy uważalibyście, że zbieranie pieniędzy nawet na jedną taką dawkę, która sprawiłaby, że mogę widzieć jeden miesiąc, jest bez sensu? Każdy miesiąc życia jest cenny! Przedłużenie sprawności fizycznej na miesiąc ma niewymierną wartość. Każdy dzień chodzenia bez kuli dla Kamili jest warty przebiegnięcia maratonu! Drugim powodem, dla którego włożyłam tyle trudu w bieg i przygotowania do maratonu było to, iż chciałam zwrócić uwagę ludzi zdrowych na Kamilę i na życie z niepełnosprawnością. Chciałam pokazać, że obie żyjemy w świecie osób zdrowych, które nie wyobrażają sobie co oznacza niepełnosprawność. Nie chodziło mi o to, aby ludzie odczuwali żal lub smutek, ale wręcz przeciwnie! Chciałam, aby zobaczyli jak cenne, jak pełnowartościowe i jak inspirujące może być życie kogoś, kto na co dzień uważany jest za słabszego i mniej wytrzymałego niż zdrowa większość. Chciałam, aby ludzie zachwycili się jak dużo można dać z siebie, samemu

mając niewiele, tzn. skoro ja, sama będąc osobą niepełnosprawną mogę dać z siebie tak dużo – przebiec dla Kamili maraton, to ci, którzy mają o wiele więcej: zdrowe, silne nogi, widzące oczy, mogą dać jeszcze więcej! Wspaniale to opisałaś. Powiedz nam Agato, jakie uczucia towarzyszyły Ci podczas biegu? – Przed startem czułam ogromny strach. Bałam się jak wytrzymam tak ogromny wysiłek fizyczny i czy nie załamię się psychicznie podczas biegu. Jak wystartowałyśmy z Charlie, która jest moją przyjaciółką i biegnącym przewodnikiem zarazem, to czułam się bardzo silna i wytrzymała fizycznie. Wystartowałyśmy z dużą prędkością i szybko wysunęłyśmy się na sam przód maratończyków. Czułam wielką energię i siłę, żeby biec jak najszybciej i jak najdłużej. Pierwsze 24 km poszło jak strzała: bez bólu, bez zatrzymywania się. Potem zaczęło się robić trochę ciężej. Oczywiście myślałam o Kamili, o wszystkich, którzy obiecali modlić się za mnie i o tych, co mi kibicowali i pokładali silną wiarę w to, że mi się uda. W momentach najbardziej krytycznych, które zaczęły się pojawiać od 40 km myślałam o tym stwardnienu rozsianym i o tym, że mimo, iż ja teraz czuję ból, mam wybór się zatrzymać i poddać. Kamila zaś, która choruje, nie ma takiej możliwości. Myślałam, że maraton to podobnie jak w chorobie, są chwile lepsze i chwile gorsze i człowiek musi być silny, musi dotrwać do mety! Czy idea pomagania innym, myśl, że robisz to w szczytnym celu dodawała Ci przysłowiowych skrzydeł? – Oczywiście, że tak. Cel, dla którego to zrobiłam był najważniejszy. Wierzę, że nie bez powodu Pan Bóg postawił mnie w miejscu i czasie na drodze, gdzie Kamila odbywa swoje życie. Uważam jednak, że nie chodzi tutaj o idee pomagania innym, ale o coś głębszego. Idea pomagania innym sugeruje, że ktoś, kto jest wspaniałomyślny, z dobrego serca, decyduje się dać coś innym, biednym z jakiegoś powodu ludziom. Ja nie daje z siebie. Ja daje z tego czym sama zostałam obdarowana. Moje zdrowe nogi, moje silne serce i żelazna wola nie są moją zasługą. To wszystko dar od Boga, z którego chce zrobić jak najlepszy pożytek dla innych. Wszyscy otrzymaliśmy za darmo zdrowie i życie, więc dlaczego mielibyśmy go za darmo nie dawać innym! Jakie masz kole jne plany, nowe pomysły na działania mogące pomóc Twej przyjaciółce?

– Akcja maratońska okazała się dużym sukcesem, mimo iż napotkałyśmy z Kamilą wiele przeciwności, np. niemożność zbierania pieniędzy używając najbardziej popularnych w Wielkiej Brytanii stron jak justgiving i virginmoneygiving. Miałyśmy również problemy z założeniem konta na zbieranie pieniedzy, etc. Moim, coraz już mniej skrytym marzeniem jest założenie fundacji w Wielkiej Brytanii, która mogłaby ułatwić tego typu zbieranie pieniędzy dla Kamili. Jeszcze nie wiem, jak się dokładnie do tego zabrać, ale powoli zacznę się dowiadywać. Mam również książkę o misu Wojtku podpisaną przez autorkę, która została oddana w moje ręce, aby ją wystawić na aukcję i pieniądze z akcji przeznaczyć na leki dla Kamili. Cały czas się coś dzieje i ludzie dobrej woli się deklarują, żeby pomóc lub coś zorganizować. Obie z Kamilą jesteśmy ogromnie wdzięczne, wzruszone i przeszczęśliwe z powodu tak otwartych i szczodrych w dawaniu ludzi! Dziękujemy z całego serca wszystkim, którzy przyczynili się do wszystkich dotychczasowych sukcesów w zbieraniu pieniędzy na leczenie Kamili. Drugim polskim uczestnikiem był Grzegorz Dąbek reprezentujący Renfrewshire Polish Asso-

ciation (RenPA). Poprzez udział w maratonie, Grzegorz wspierał stowarzyszenie w działaniach skierowanych na rzecz dzieci. – Miałem super zabawę. Bieg sprawił mi niesamowitą przyjemność, co najważniejsze mam świadomość, że zrobiłem pozytywny gest i mogłem pomóc w zorganizowaniu Dnia Dziecka w Renfrewshire Polish Association. – mówił Grzegorz po zakończonym maratonie – Czuję się tak, jakbym był jednym z ogniw Wszechświata, łączę się z nim, emanuję swoje emocje na zewnątrz odbierane z natury, które są przekazywane do nas. Sport sprawia, że jestem silniejszy. Łatwiej mi w życiu. U mnie nie ma czegoś takiego, że nie potrafię. Wszystko jest do wykonania, każde zadanie, każdy plan, działanie. Potrafię manipulować swoimi emocjami w taki sposób, aby z mojej podświadomości wykluczyć niepozytywne systemy przekonań. Sport jest jedną z moich pasji, która pomaga mi w sprecyzowaniu moich wartości dostarczających mi nowych strategii, energii, wiary, które ukierunkowują mnie w działaniu i osiąganiu celów – podkreślał maratończyk. Gratulujemy naszym maratończykom ukończenia biegu i pięknych idei towarzyszącym im podczas zmagań. Tekst: Kinga Plich

Gazeta Polonijna Scotland / czerwiec 2013  
Gazeta Polonijna Scotland / czerwiec 2013  
Advertisement