Page 1

Gazeta bezpłatna tworzona przez Polonię dla Polonii

Gazeta

Scotland

POLONIJNA.co.uk

GAZETA BEZPŁATNA

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

www.gazetapolonijna.co.uk

Edinburgh Glasgow Aberdeen Dundee Perth Inverness Stirling Falkirk Ayr Hamilton Motherwell Livingston Bathgate Alloa Abroath Forfar Brechin Montrose Elgin Broxburg Dunfermline

gURALe kontra Mont Blanc

Wesołych Świąt Gramy dla Oli

Czytaj str. 5

Czytaj str. 14

i Szczęśliwego Nowego Roku

Warszawa jesienią w obiektywie Moniki Ciski

Czytaj str. 6-7

Rozmowa Łukasza Lipczewskiego z Markiem Laskowskim po wygranej walce w Aberdeen

Czytaj str. 23


2

ROZMOWA Z SĄSIADEM Gazeta

Wiadomości

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

POLONIJNA.co.uk

To co ma głębokie znaczenie, właśnie dlatego nie jest niczemu przydatne. Hegel Jest tak, jakbym mieszkał na peryferiach rzeczywistości i tylko czasem do niej dojeżdżał. Sąsiad – taksówkarz otwiera mi oczy na świat. Misterium uświadamiana mnie celebrujemy świadcząc sobie drobne grzeczności. Role już dawno zostały rozdzielone i mój partner, dzięki swojej profesji plasuje się na dość elitarnej liście godziwie zarabiających i dostatnio żyjących rodaków. Dzieci sukcesu. Ma on do mnie stosunek ojcowski – pełen ciepła, pobłażliwości i wyrozumiałości. Nieszkodliwy wariat jestem. Zapaleniec. Fascynat. Wizjoner. Pismak. On zaś powozi zaczarowaną dorożką marki mercedes, która jest na „kontrakcie” agencji towarzyskiej – wożąc róże pachnące zawodowo. Ma także „koncesję” świadczenia usług obcokrajowcom, okupując postoje luksusowych hoteli i lotniska. Wraz z kumplami zza kółka tworzy „monopol”, a zaczarowany taksometr dyktuje warunki. Choć moja skromna osoba nie mieści się w orbicie zainteresowań człowieka interesów (patrz: wpływy, koneksje, stan posiadania) – odwiedza mnie z życzliwości, czy też może poczucia obowiązku ratowania duszy błądzącej w niebie abstrakcji, leczenia nerwicy myśli bliźniego swego. Ostatnio sąsiadom nagle skończyła się rura od odkurzacza (pretekst?), wpadają więc częściej i pożyczają moją. Każda rura ma dwa końce, więc przy okazji otrzymuję darmowe korepetycje z życia w bardzo liberalnym kapitalizmie. Wszelkie nauki przyjmuję z pokorą pomny przestrogi Saint-Exupery’ego, że „owoc, który gardzi którymkolwiek etapem wzrostu, nigdy nie dojrzeje”. Wiem także, że każdy człowiek szuka echa. Ja właśnie jestem echem mojego sąsiada. Sprawiam ponadto, że jego poczucie własnej wartości sięga zenitu. Oczywiście, próbowałem kiedyś nawiązać partnerski dialog; pamiętam, narzuciłem temat naszej rozmowy „Być czy Mieć?” Kiedy w swej zapalczywości wyznałem, że nie rzeczami żyję, ale sensem rzeczy – taksówkarz rozejrzał się po moim pokoju (zagracam wyłącznie pamięć), przeciągle spojrzał mi w oczy i zabrał do siebie na pokaz filmu na cyfrowej „plazmie” z odtwarzacza DVD. Było porno, duszno i dostatnio. Potem sąsiad płakał i śpiewał zakazane (niegdyś) piosenki, a ja rozgrzeszałem się Flaubertem, przepowiadając myśl proroczą (?), że „wzniosłe dzieła rodzą się z nie-

zwykłych wzruszeń”. Pisałem całą noc. Do szuflady. Kiedyś wypadłem z cyklu pisania i automatycznie skończyły się moje dni płodne intelektualnie – odwiedził mnie sąsiad, by ode mnie, w całkowitym spokoju i bez stresów pogadać z kochanką. Gdy wykonał codzienną tę czynność, zapalił Marlboro. Wykorzystując sytuację – spytałem o pomysł na sprzedaż; zbliża się sezon ogórkowy – co robić?! A on: – Teraz wykupuj strychy za psi pieniądz, remontuj i sprzedawaj z wielokrotnym przebiciem. Taak, wówczas to okazało się w całej jaskrawości, że NERWICA MYŚLI nie jest zaraźliwa. Sąsiad gloryfikuje swój styl życia (powiem za niego: carpe diem), a ja obstaję przy swoim. Okopaliśmy się na pozycjach. Taksówkarz-biznesmen jest przekonany o tym, że moja reduta niebawem padnie albo ja sam wysadzę ją w powietrze. Sądzi, że nieustannie podwyższając swoją stopę życiową obniża moje morale. „Bo życie to jest coś więcej niż sentymentalne porównania” – mówi i głosi pochwałę pewnego, prostego życia, które można ująć w garść i wycisnąć jak cytrynę. Odpowiadam słowami Leca: „Zając lubi buraczki – takie jest zdanie kucharza”. Mój rozmówca bierze to za aluzję i zaprasza na obiad do „Bazyliszka”. Jednak łączy nas wspólna służba. Obaj żyjemy w służbie statystyki. To dzięki nam mogą ogłosić komunikat, że statystyczny Polak ma blisko 20 tysięcy złotych na różnych kontach bankowych. Znaczy sąsiad ma w kilku bankach ponad przeciętne wkłady (plus pokaźna gotowizna na podorędziu), a także „wolne” dolary i mój dług u niego w postaci statystycznych oszczędności. Wypija spirytus statystycznie przypadający mi na głowę, korzysta z moich statystycznych wyjazdów zagranicznych, pobytów nad morzem i w górach; podrywa statystycznie przypadające mi panny i mężatki i ma – statystycznie rzecz ujmując – znacznie, znacznie więcej z demokracji niż ja. Ŕ propos! Mark Twain słusznie zauważył, że „demokracja jest to wybór przez niekompetentną większość – skorumpowanej mniejszości”. (To ja chciałem skonstatować!!!) Zabieram sąsiadowi zaś tylko statystycznie przypadający na niego papier (do drukarki), książki i gazety. Któregoś dnia stałem pod klatką bloku i czytałem ogłoszenie:

Gazeta

„Zaginął podpalany wyżeł…” – Gdybym był podpalany, też bym wziął nogi za pas – usłyszałem tubalny głos sąsiada. Po chwili siedziałem w gościach popijając whisky z colą i lodem. Moje słynne posiady z sąsiadem… Kiedy już obgadaliśmy przekręty naszej skorumpowanej władzy; wyjątkowo nagłośnione afery korupcyjne; krociowe apanaże członków i prezesów rad nadzorczych; pozazdrościliśmy prezesowi PZU

GAZETA BEZPŁATNA TWORZONA PRZEZ POLONIĘ DLA POLONII

POLONIJNA.co.uk

Gazeta Polonijna Scotland Tel. 0203 3488 778 Mob. 07 851 871 891 Email: redakcja@gazetapolonijna.co.uk Nakład: 7000 egz., 28 stron Drukarnia: www.ulotki.co.uk

Wydawca: Rafał Sawicki Wywiady Gazety Polonijnej: www.youtube.com/polonijnaTV Wydania archiwalne Gazty Polonijnej Scotland: www.issuu.com/gazetapolonijna-scotland Działy tematyc zne: Kultura: Sebastian Zuchowicz, Adrian Wiecha Zdrowie i Uroda: Anna Jaskiewicz Psychologia: Jarosław Kluczek Dla dzieci: Katarzyna Campbell Kulinarny: Jasiek Kuron Turystyka: Kinga Plich, Sebastian Zuchowicz Spo rt : Oskar Papierz, Daniel Kowalski Wędkarstwo: Dariusz "Kerad" Gorgon Małgorzata Mroczkowska Mama na Wyspach: Dział Graficzny: Rafal Sawicki, Dariusz Dalaszyński Rysują: Szczepan Sadurski, Cezary Krysztopa, Stanisław Kościesza Fotografują: Sebastian Kuczyński, Zbyszek Bagniuk, Justyna Bartczak, Karolina Skorek, Karol Wyszyński, Wojciech Nowak, Artur Skorek, Sebastian Zu-

chowicz, Paweł Tomaszewicz, Janek Ptak, Beata Papierz, Oskar Papierz, Monika S. Jakubowska, Adrian Wiecha Piszą: Beata Papierz, Oskar Papierz, Szczepan Sadurski, Mariusz Ciużyński, Joanna Howe, Anna Galus, Klaudia Drozd, Wojciech Nowak, Sebastian Zuchowicz, Sebastian Horbacz, Katarzyna Campbell, Kinga Plich, Anna Jaskiewicz, Jarosław Jakubiak, Iwona Janas, Karol Wyszyński, Dorota Kordecka, Joanna Pawlak, Karol Nowak, Thomas Derach, Aneta Derach, Dariusz Gorgon, Jarosław Kluczek, Jasiek Kuron, Jacek Wąsowicz, Lidia Waszti Plenzler, Justyna Bartczak, Zbyszek Bagniuk, Monika Ciska Grzegorz Dąbek, Karolina Gradziel, Anna Dudek, Monika Ciska, Grzegorz Dąbek, Karolina Gradziel, Anna Dudek, Katarzyna Morawska-Jaworska, Maciej Przybycień, Karol Gruszczyński ---------------------------------------------------------------------------------------------------Wydawca i Redakcja nie ponoszą odpowiedzialności za treść reklam i ogłoszeń. Reda kcja nie zwraca materiałów niezamowionych. Nadesłane materiały pr zechodzą na własnoś ć redakcji, co oznacza jednocześnie przeniesienie na redakcję Ga zety Polonijnej praw autorskich z prawem do publikac ji, skracania i przeredagowywania nadesłanych materiałów. Pr zedr uk tekstów, zdjęć, rysunków i reklam zamieszczonych w Gazecie Polonijnej jest niezgodny z prawem.

S.A., którego uposażenie wynosi milion dolarów miesięcznie (!!!); doceniliśmy spryt i dorobek Balcerowicza; także byłej prezes NBP, pani prezydent Warszawy – milionerce Gronkiewicz-Waltz i innych lepszych dzieci Boga – nie wiedzieć czemu rozmowa zeszła na temat głodu oraz bardzo licznych przypadków gruźlicy i wszawicy u dzieci w (o)polskich i bieszczadzkich szkołach.

Drodzy Czytelnicy! Z wielką przyjemnością oddajemy do Waszych rąk kolejny numer wydania Gazety Polonijnej. Cieszymy się bardzo, iż tak wiele fantastycznych osób entuzjastycznie przyłączyło się do nas, oferując swoją wiedzę, talent i umiejętności. Gazeta Polonijna jest miesięcznikiem tworzonym przez wielkich pasjonatów, ludzi będących blisko spraw ważnych i wartych pokazania szerszemu spektrum. Specjalnie dla Was przemierzamy setki kilometrów, rozmawiamy z ciekawymi osobami, śledzimy wydarzenia, które następnie zamieniamy w osobliwe artykuły, reportaże i felietony. Gazeta jest tworzona z myślą o Was – Polakach mieszkających na emigracji. Dlatego też mocno zachęcamy osoby marzące o karierze dziennikarskiej, do spróbowania swych sił i nadsyłania do nas swoich publikacji i zdjęć. Chcemy otworzyć przed Wami świat pełen barw, dać przepustkę do realizacji swych pragnień. Szczególnie zapraszamy do aktywności twórczej młodzież, która często mieszkając z dala od ojczyzny, zapomina jak piękny jest język polski i jak wiele wspaniałych kombinacji stylistycznych można osiągnąć bawiąc się słowami. Zapraszam serdecznie czytelników do lektury oraz współpracy, firmy zaś do promocji swej działalności poprzez skuteczną formę reklamy oferowanej przez gazetę. Jestesmy przekonani, iż nasze wspólne działania przyniosą wiele pozytywnych aspektów dla Was – wspaniałej Polonii mieszkającej w Wielkiej Brytanii. Redakcja


Szanowni Czytelnicy. Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku pragniemy przesłać najserdeczniejsze życzenia. Niech nadchodzące Święta będą dla Was niezapomnianym czasem spędzonym bez pośpiechu, trosk i zmartwień, aby odbyły się w spokoju i radości, wśród Rodziny i Przyjaciół.

Gazeta POLONIJNA.co.uk

od

£ 25,99


Gazeta

Wiadomości ze Szkocji

POLONIJNA.co.uk

Język Migowy na Wyspach - część 6 4

          

 

 

Po październikowych wagarach powracam ze swoją rubryką mini polsko-angielskiego słownika języka migowego. Witam ponownie wszystkich czytelnikow bardzo serdecznie. Szczerze powiedziawszy ten październikowy miesiąc nie dał mi odpocząć. Był pełen pozytywnych wraşeń róşnorodnych spotkań towarzyskich, miłości, koncertów oraz biznesowych eventów. O tym ostatnim chciałabym pokrótce opowiedzieć. Spend biznesowy w Edynburgu, który odbył się 20 października zainicjowała Kinga Plich. Zjednoczyła ona w jednym miejscu polskich biznesmenów prosperujących na

Wyspach, od których sporo się nauczylam. Na przykład obok mojego stoiska siedziała interesująca Monika, matka, miłośniczka wspinaczek górskich, a zarazem bizneswoman, załoşycielka Biura PL. Cudna kobieta! Pomocna, z pasją oraz ogromną wiedzą. Zasmakowałam równieş boczusia swojskiego od bardzo miłej pani restauratorki. Obejrzalam kilka interesujących występów i co najwaşniejsze mogliśmy my wszyscy uczestnicy Targów Biznesowych wesprzeć małą Olę, która zachorowała na raka szpiku.

Oleńko trzymamy za Ciebie kciuki! A Tobie Kingo, dziękuję za to, şe wspierasz nas

Witam, nazywam siÄ™ Andrzej Juszczak.

Jaka jest poezja? Istnieje poezja zla,dobra i bardzo dobra. Ale co się stanie gdy czytelnik zaşąda poezji doskonałej, doskonałej w pełnym wymiarze tego słowa. Czy ktokolwiek moşe taką napisać,myślę şe nie. Myślę şe poezję doskonałą tworzą miejsca i zdarzenia. Bo czym jest poezja? Pięknem,smutkiem,radością, ale gdzie jest ideał smutku radości,gdzie jest ideał piękna. Zapraszam gorąco wszystkich do tworzenia i nadsyłania swoich wierszy.

Najlepsze utwory nagrodzone będą publikacją w Gazecie Polonijnej. W perspektywie jednego roku ukaşą się one w tomiku który będzie pokłosiem inicjatywy Gazety Polonijnej i mojej skromnej osoby.

ANDRZEJ JUSZCZAK wraz ze ZwiÄ…zkami Zawodowymi GMB ogĹ‚asza konkurs literacko-poetycki. Proza: (do wyboru dwa tematy) Temat nr 1: Co bym zrobiĹ‚/zrobiĹ‚a gdybym wygraĹ‚/wygraĹ‚a milion funtĂłw? Temat nr 2: Co nas boli/denerwuje w miejscu pracy? Jak oceniam swĂłj status/swojÄ… pozycjÄ™ zawodowÄ… na emigracji? Poezja: (jeden wiersz,tematyka dowolna) OKRES NADSYĹ ANIA PRAC do 31.01.2014 Prace proszÄ™ przysyĹ‚ać na adres: joanna.juszczak@opoczta.pl Dla laureatĂłw przewidziano atrakcyjne nagrody. TERMIN ROZSTRZYGNIĘCIA KONKURSU: Luty 2014 Kontakt telefoniczny z organizatorem: 07442628499

rodakow na Wyspach i Ĺźycze sobie od Ciebie wiÄ™cej takich eventĂłw. PozwolÄ™ sobie w tym odcinku podziÄ™kować rĂłwnieĹź wszystkim uczestnikom targĂłw, zwiedzajÄ…cym, tym owocnym i mniej owocnym znajomoĹ›ciom oraz Wam moi drodzy czytelnicy za to, Ĺźe znami jesteĹ›cie, tym oto piÄ™knym sĹ‚owem DZIĘKUJĘ w jÄ™zyku migowym . SerwujÄ™ rĂłwnieĹź kolejnÄ… lekcjÄ™ Savoir-vivreGĹ‚uchych, przypominam przy tym, Ĺźe w komunikacji w jÄ™zyku migowym konieczny jest

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

kontakt wzrokowy z rozmówcą! Uderzanie w stół - Jeśli osoba Głucha je posiłek, w celu zwrócenia jej uwagi, nie powinniśmy klepać jej po ramieniu (grozi to, np. wylaniem przez nią zupy). Poprawnym zachowaniem jest stukanie w stół otwartą dłonią. Ta metoda, dzięki drganiom przenoszonym przez powierzchnię, jest skuteczna dla przywołania większej grupy osób siedzących przy jednym stole. Anna Dudek

Pochodzaca z Wielkopolski 10 letnia Wiktoria Smolarek zostala mistrzynia Szkocji w tenisie stolowym w deblu wraz ze swoja kolezanka z klubu Jennie Young. Wiktoria mieszka w Glasgow od 2007 roku. Od dwoch lat trenuje tenis stolowy w East Kilbride Table Tennis Club. Dnia 03.11 .2013 w Bathgate kolo Edinburgha odbyly sie mistrzostwa szkocji szkol podstawowych .Wiktoria zajela 1 miejsce w deblu, a 4 indywidualnie co sprawilo ze Wiktoria zostala powolana do reprezentacji Szkocji w nadchodzacych Miedzynarodowych Mistrzostwach Szkol Podstawowych ktore odbeda sie na wyspie Jersey w dniach 4- 6.04.2014.


Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Wiadomości ze Szkocji

5

Podsumowanie akcji: GRAMY DLA OLI kolejne przedmioty i vouchery do licytacje, oraz tym którzy licytowali... * tym, którzy wrzucili do puszki pieniążki większej i mniejszej wartości... za każdą monetę.., oraz każdy podpis na kartkach dla Oli...

SZCZEGÓLNE PODZIĘKOWANIA DLA :

W dniach 8 i 9 listopada w Aberdeen i Edynburgu miały miejsce dwa koncerty organizowane na rzecz 8-letniej Oli Ziętarskiej, która walczy z ciężką aplazją szpiku kostnego. Gazeta Polonijna od początku towarzyszyła tej inicjatywie. Prócz koncertów, które były kulminacyjną częścią akcji, zbierano także pieniążki poprzez sprzedaż „Los Anielos”- aniołów z masy solnej, loterie na Targach Polskiego Biznesu w Edynburgu, licytacje oraz wpłaty do puszek. Łącznie udało się uzbierać: £1937.41 i 290.05 zł! Pieniądze te w całości powędrowały na konto Oli. Oto kilka słów podziękowań od organizatorów:

„Dziękujemy wszystkim którzy: * przyszli na koncert i dzielili z nami te wzruszające chwile... *wzięli pod swe skrzydła Aniołka i tym samym naszą Oleńkę... *udostępnili nagrody w loterii oraz zainicjowali ten pomysł, a następnie ochoczo kupowali rafle... *osobom i instytucjom które zgłaszały się do nas, proponując

Artystów: * Piotr Szumlas i Jacob Zaborski - za to, że poświeciliście swój czas i talent, aby być z nami... za emocje i wzruszenia... za ciepło na przekór stopniom Celsjusza... * Bruno Lohengren i Lech Boroń - że mimo tak wielu niedogodności, które towarzyszyły Wam przez cały czas, byliście! za każdą nutę i każdy dźwięk... za serce... *Zespołowi The Drift - za to, iż od początku tak pozytywnie zareagowaliście na wiadomość o akcji... za energie która rozsadzała scenę... *Alex Sugarow ( Pawel Glowienka) - za Twoja pozytywną aurę... za uśmiech... za fantastyczna i niezbędną rozgrzewkę Ponadto dziękujemy naszemu dobremu "Duszkowi" w Edynburgu, który pomógł nam zorganizować ten koncert i którego pomoc była niezastąpiona Dziękujemy patronom medialnym: Gazecie Polonijnej, Śniadaniu po polsku, Magazynowi Emigrant, Emito.net, Polemi, oraz wszystkim którzy pomogli nam rozreklamować wydarzenie * Drużynie Szpiku - za wszystko co robią dla Oli i innych... *Dominik Robakowski - dziękujemy za projekt plakatu ORAZ DZIĘKUJEMY OLI..... ZA INSPIRACJE, ZA WOLE WALKI, ZA KAŻDY DZIEŃ... Pamiętajcie, że dobro raz wyrządzone wraca podwójnie... i tego Wam wszystkim życzymy. ” Organizatorzy akcji: Gramy dla Oli. Tekst: waszti Foto: Michał Banasiński


6

Fotorelacja z Warszawy

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Przedstawiam jesienną Warszawę w moim obiektywie:

Jakby tu zacząć… Chyba nie znam nikogo, kto choć raz nie był w Warszawie. I tak być powinno. To stolica Polski, duma wielu z nas i największe miasto w państwie. Jest piękna, zadbana, czysta, rozwijająca się, a jednocześnie szanująca tradycję; bardzo bardzo polska, ale w tym samym czasie cosmopolitańska. Co więcej, jest z pewnością bardziej „dostępna” niż wiele znanych mi metropolii.

Miałam ostatnio przyjemność odwiedzić stołeczne rewiry po mnogo-kilku-letniej przerwie, więc mam swego rodzaju dystans do oceniania postępu i rozwoju miasta. I jestem mile zaskoczona. Według definicji encyklopedycznych, Warszawa jest ‘wspaniałym ośrodkiem naukowym, politycznym i gospodarczym na skalę europejską’. Mało tego: bardzo dumnie zaprezentuję Wam mój warszawski spacer. To zaczynamy: wychodzimy na ulicę Świętojerską, potem Miodową do Placu Zamkowego. Mijamy Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat, Aleje Jerozolimskie i jesteśmy pod

Pałacem Kultury. Chwila na filiżankę dobrej kawy, minuta odpoczynku i zapraszam do Muzeum Powstania Warszawskiego na Grzybowskiej. I jeszcze jedna fotka: tramwaje na Al. Solidarności…w słońcu pięknie się prezentują. Na koniec chwila odpoczynku w Ogrodzie Krasińskich. Jest mnóstwo innych szlaków, wiele ciekawych miejsc do zobaczenia, które szczególnie imponująco wyglądają o tej porze roku. Więc jeśli macie wolny weekend i nie wiecie za bardzo co z nim zrobić, nie zastanawiajcie się długo. Kierunek: Warszawa. Tekst i zdjęcia: Monika Ciska (Sportinka)


Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Fotorelacja z Warszawy

7


8

Wiadomości ze Szkocji

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Renfrewshire Polish Association (RenPA) zaprasza na Spotkanie z okazji Bożego Narodzenia W programie przewidziane są m.in.: występ zespołu Excuse, wspólne ozdabianie choinki oraz śpiewanie kolęd przez dzieci, które uczestniczą w zajęciach muzycznych organizowanych przez RenPA. Będą także niespodzianki dla dzieci oraz świąteczne słodkości. Wstęp jest darmowy, a event jest otwarty dla wszystkich. Zapraszamy 7 grudnia o godz. 14.00. Adres: St Mirin's Parish Hall, Incle Street, Paisley PA1 1HR. Kontakt: info@renpa.org.uk, tel. 07849 532104, www.facebook.com/renpa2012.

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Inceyte to zespół grający szeroko pojętego hard rocka z dużym naciskiem na melodie i rytmikę. Kompozycje charakteryzują się zaskakującymi kontrapunktami i stonowaną elektroniką. Całość ułożona jest z matematyczną dokładnością i precyzją. Grupa w swoim instrumentalium wykorzystuje gitary 7 i 8 strunowe oraz szereg instrumentów elektronicznych sterowanych zdalnie przez komputer. Inceyte powstał w połowie 2010 roku w Edynburgu. Założycielami grupy byli Bartek i Robert , którzy po wieloletniej tułaczce po różnych formacjach zdecydowali zorganizować się i założyć band w którym mogliby realizować muzyczne plany bez żadnych kompromisów i ograniczeń. Ku wielkiemu zaskoczeniu ojców założycieli udało się szybko znaleźć perkusistę bo zaledwie po miesiącu poszukiwania pojawił się Adam. Wkrótce potem dołączył basista Paweł. Od początku 2011 grupa poszukiwała wokalisty, który byłby w stanie ogarąć złożoność kompozycji i dopełnić skład. Po wielomiesięcznych próbach z róznymi frontmanami do grupy dołczył Stuart . W pełnym składzie zespół komponuje, koncertuje i poszukuje dróg muzycznej ekspans ji. Obecnie Inceyte jest w fazie nagrywania swojego debiutanckiego albumu który powinien ukazac sie na wiosn 2014. Już teraz mozna posłuchać utwórw, które znajdą się na płycie na kanale zespolu w serwisie youtube oraz na stronie bandpage.


Wiadomości ze Szkocji

Gazeta

„Gdy spojrzę na niebo, podświadomie czuję, że te okrucieństwa 10

POLONIJNA.co.uk

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

się skończą i na ziemię powrócą spokój i ukojenie"

„Dziennik Anne Frank” należy do listy najbardziej wartościowych dokumentów świata- Pamięć Świata UNESCO. W swoim „Dzienniku” Anne stworzyła autobiografię znaną na cały świat. Jej opowieść została zekranizowana, a także przedstawiona na deskach teatru. Holocaust opisany przez trzynastolatkę jest wstrząsający z tego powodu, iż nakreśliła ona własne dojrzewanie w cieniu zagłady Żydów.

Dziewczyna, ukrywając się wraz z rodziną i przyjaciółmi, tworzyła zapiski tylko dla siebie. Wiosną 1944 roku usłyszała w rozgłośni holenderskiej w Londynie przemówienie ministra szkolnictwa na emigracji o tym, iż po wojnie należy zebrać wszystkie świadectwa cierpienia narodu holenderskiego. Niesamowita była dojrzałość tej młodej dziewczyny. Zdawała sobie sprawę z ważności jej zapisków dla przyszłych pokoleń Chciała, aby jej młodzieńczy krzyk usłyszał cały świat. Postanowiła, że gdy tylko skończy się wojna. wyda książkę. Podstawą miał być jej dziennik. Niestety, nie udało jej się tego dokonać. Zmarła na tyfus w 1945 w Bergen-Belsen, prawdopodobnie na przełomie lutego i marca. Po latach jej zapiski wydał Otto Frank, jej ojciec, który jako jedyny z ośmiu ukrywających się w oficynie, przeżył obóz koncentracyjny. Nastoletnia Anna swoje zapiski kieruje do jej nierealnej przyjaciółki Kitty. Opowiada jej o wszystkim, co dzieje się w oficynie. Dzięki temu książka jest bezcennym dokumentem mówiącym o losie Żydów podczas II wojny światowej. Z licznych wspomnień dowiadujemy się, że Anne była bardzo kłótliwa, przemądrzała. Z tego powodu jest ona bliska wielu dojrzewającym dziewczynom. Nawet

podczas wojny, jak widać, nie da się zatrzymać zegara biologicznego, zwiastującego przemianę w dojrzałą kobietę. Młoda Frank nie szczędzi krytyki wobec wszystkich „domowników” oficyny. Wielokrotnie opisuje swoją bezczelność wobec starszych,za którą jest karana. Przez to Anne jest realna. Na dodatek, jak każda nastolatka, zakochuje się. Jej opisy są bardzo żywe, pobudzające wyobraźnię. Czytając książkę, oczami wyobraźni potrafiłam dostrzec każdy zakamarek oficyny, poczuć głód, zniewolenie, przymus zachowania całkowitej ciszy przez prawie dwa lata spędzone w kryjówce. Po przeczytaniu kilku kartek miałam wrażenie, że książka jest banalna, dziecinna. Brnąc dalej w zapiski z pamiętnika, uświadomiłam sobie jak bardzo byłam naiwna. Dziennik Anny to opowieść o dojrzewaniu zduszonym w małej oficynie. Dziewczyna zmienia się- rosną jej piersi, włosy łonowe, dostaje pierwszą miesiączkę. Brakuje jej jedynie intymności. Nie zmienia się jedynie sytuacja w Europie. Żydzi są nadal narodem niechcianym w społeczeństwie i czeka go eksterminacja. W „Dzienniku” ukazany jest również problem braku własnego kąta w oficynie, jedzenia, łóżek, ręczników czy nawet podpasek. Męcząca staje się także stała współpraca, gdy ktoś”przynosi[...] nożyki (najlepszy zachowując oczywiście dla siebie),[...]inny ziemniaki,[...]kolejny wodę”. Egoistyczna natura staje się coraz bardziej widoczna. Anne pisze: „Im dłużej to trwa, tym bardziej pogarszają się tutejsze wzajemne stosunki”. Atmosfera w domu z dnia na dzień stawała się coraz gorsza, zaś domownicy tracili nadzieję na możliwość opuszczenia małego pomieszczenia i szczęśliwego zakończenia wojny. Jeden z

ukrywających się mówi: „Na czym ma mi jeszcze zależeć, przecież wkrótce umrę”. Anne jednak wierzyła i „podświadomie czuła, że te okrucieństwa się skończą i na ziemię powrócą spokój i ukojenie". Jestem przekonana, że książka powinna być wprowadzona do kanonu lektur dla gimnazjalistów. Okres dojrzewania dla wielu młodych osób jest czasem burzy. Uważam, że młodzi ludzie doceniliby swoją wolność poprzez pryzmat ukrywania się Anny Frank i siódemki bohaterów jej zapisków. Niewiele jest lektur polecanych nastolatkom, które obrazują okres młodzieńczego buntu. Jedną z nich jest „Dziennik”. Problem holocaustu staje się coraz bardziej niezrozumiały dla dzisiejszej młodzieży. Nie raz można usłyszeć niestosowne żarty dotyczące tej tematyki. Nastolatkowie stali się mniej wrażliwi. Winą tego może być literatura, którą narzuca się w szkołach. Jest ona zbyt dramatyczna, zbyt dosłowna, na dodatek jej autorami są ludzie dorośli. Autorytetem dla młodzieży w tym okresie są ich równolatkowie. Nastolatkowie nie zdają sobie sprawy, że problem holocaustu dotykał także ich rówieśników. „Dziennik” Frank jest niedocenianą formą mówienia o dramacie młodych Żydów. O ich ciałach,które dojrzewały, aby dawać życie swoim dzieciom, o ich intelekcie, który bliższy stawał się już myśleniu dorosłych i o tym jak w bestialski, nieludzki sposób zostawał zabijany poprzez przymus ukrywania się, głód, choroby, obozy koncentracyjne. Muszę przyznać, że wielokrotnie wracam do tej książki. Chcę podkreślić, że mimo tego, iż „Dziennik” pisała 13-letnia dziewczynka trafia on swoją mocą do czytelników w różnym wieku. Nie sposób zrozumieć strach ludzi muszących cały dzień i noc szeptać, nie

mogących spacerować po uliczkach swojego miasta, jednak Anne Frank przybliża tą sytuację w sposób znaczący. To dzięki prostocie słów dziecka możemy dostrzec, jak trudne dzieciństwo ich spotkało. Właściwie można powiedzieć, że wraz z dniem wybuchu wojny stały się w tak krótkim czasie osobami dorosłymi, zmuszonymi, aby walczyć o każdy dzień swojego życia. Na trzy dni przed aresztowaniem i wywiezieniem wszystkich mieszkańców kryjówki powstał ostatni zapisek. Nie odróżnia się właściwie swoim tonem od wcześniejszych. Właśnie tak działał system hitlerowców, który polegał na zaskoczeniu. Strach i bicie serca napędzały machinę holocaustu. „Dziennik Anne Frank” zmienił mnie. Po jego przeczytaniu spojrzałam na moje życie ponownie, ciesząc się wolnością i tym, że mam szansę dojrzewać i zasmakować życia w wolnej Europie. Marzena Filipiak

Polski świąteczny networking biznesowy w Glasgow

Polscy przedsiębiorcy działający na terenie Wielkiej Brytanii rosną w siłę. Obok determinacji w dążeniu do realizacji celów oraz kreatywności, z jaką podchodzą do działania, ich cechą jest także umiejętność organizacji. Owocem te j ostatniej jest czwarte spotkanie biznesowe zorganizowane w tym roku, które odbędzie się 11 grudnia w Glasgow. Organizatorami wydarzenia są Brytyjsko-Polska Izba Handlowa oraz Polish Business Link – organizacje działające na rzecz integracji środowisk polskich przedsiębiorców w UK. Grudniowe spotkanie polskich przedsiębiorców będzie miało mniej sformalizowany charakter nieformalny, w którym przedsiębiorcy będą nogli przedstawić się nawzajem oraz wymienić wizytówkami. Podczas spotkania zostanie poruszony temat samego networkingu – dlaczego jest on taki ważny, jak należy zachowywać się podczas tego rodzaju spotkań,

czego unikać. W przedświątecznej atmosferze chcielibyśmy podsumować mijający rok przy lampce wina oraz świątecznych przekąskach. Serdecznie zapraszamy Miejsce : 29 Private Members Club, 29 Royal Exchange Square, Glasgow, G1 3AJ Godzina: 17:00 – 20:00 Organizator: PBlink & BPCC Program spotkania oraz rejestracja Koszt uczestnictwa - Członek PBlink & BPCC (rejestracja online): za darmo - Firma niezrzeszona £12 - Osoby niezarejestrowane (gotówka w dniu eventu): £20 Więcej informacji: Bartlomiej Kowalczyk, twórca Polish Business Link, +44 131 202 6881, +44 78 426 130 16,

bart.k@pblink.co.uk, 97 Carrick Knowe Avenue, Edinburgh, EH12 7DG Michael Dembinski, Head of Policy, British Polish Chamber of Commerce (BPCC), +48 22 622 20 56, michael.dembinski@bpcc.org.pl, al. Szucha 3/14, 00-580 Warsaw, Poland PBlink http://pblink.co.uk/ Twórca PBlink: Bartek Kowalczyk, prowadzący of czterech lat firmę konsultingową PickleMedia w Edynburgu - oferującą usługi z zakresu komunikacji marketingowej nakierowanej na polskiego Klienta w UE Polish Business Link to portal biznesowy przeznaczona dla: polskich i brytyjskich małych oraz średnich przedsiębiorstw poszukujących partnerów handlowych w Wielkiej Brytanii oraz Polsce: dystrybutorów, franczyzobiorców, inwestorów. Misją PBlink jest promocja polskich przedsiębiorców działających na rynku brytyjskim po-

przez organizowanie prestiżowych seminariów biznesowych oraz działania promocyjnomarketingowe. British Polish Chamber of Commerce (BPCC) http://www.bpcc.org.pl/ Brytyjsko-Polska Izba Handlowa (BPCC) to rozbudowana sieć brytyjsko-polskich kontaktów biznesowych. Izba od 1992 roku działa na rzecz rozwoju polsko-brytyjskiej współpracy gospodarczej – aktywnie kojarzy potencjalnych partnerów biznesowych i promuje najlepsze praktyki. Firmy zrzeszone w BPCC reprezentują ok. 25% bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce. Izba blisko współpracuje także z ambasadą brytyjską w Polsce oraz polską w Wielkiej Brytanii.


Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Wiadomości

ŚWIĄTECZNY EDYNBURG W OBIEKTYWIE Sebastiana Kuczyńskiego

11


12

Wędkarstwo

Gazeta

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

POLONIJNA.co.uk

Integration Predator Lure Fishing Competition

10 listopada w Derby nad brzegami rzeki Derwent w ramach swoich statutowych działań Polish Anglers Association wspólnie z Angling Trust, Environment Agency i The Earl of Harrington's Angling Club który udostępnił na ten słoneczny dzień swoje łowisko, zorganizował zawody spinningowe pod roboczym tytułem Integration Predator Lure Fishing Competition. Na punkcie startowym stawiło się 61 zawodników z Anglii, Polski, Rumunii i Litwy, miłym zaskoczeniem była obecność kolegów z Fishermann Angling Club, Polskiego Klubu wędkarskiego działającego w Szkocji. Panowie

postanowili pojawić się dzień wcześniej i przetestować możliwości łowiska. Oprócz nagród ufundowanych przez organizatorów w ostatniej chwili do grona sponsorów dołączyli Dave Mutton z Speciman Fishing UK, Kamil Sulima i Predator-Maniak, wszyscy Panowie ufundowali zestawy przynęt dla zwycięzców. W tym miejscu należy wspomnieć o firmie FOX która produkuje sprzęt wędkarski. Zarząd firmy wspiera działania PAA praktycznie od samego początku istnienia Polskiego Klubu Wędkarskiego w UK fundując cenne nagrody w postaci sprzętu wędkarskiego na każdej imprezie organizowanej pod flagą PAA. Cała impreza stała po znakiem zapytania z powodu padających deszczów w regionie i podniesionego stanu wody w rzece, jednak przyroda sprzyjała organizatorom. Dzień startu okazał się słoneczny, woda w rzece wróciła jak stwierdzili Gospodarze prawie do normalnego stanu. Muszę napisać że w t/z normalnych warun-

kach organizacyjnych, prawdopodobnie cała impreza ze względu na pogodę mogła zostać odwołana jednak, duża aktywność naszych Angielskich Kolegów z The Earl of Harrington's Angling Club którzy przez ostatnie dwa tygodnie monitorowali stan rzeki, dzieląc się swoimi obserwacjami z organizatorami którzy, na podstawie powyższych podjęli decyzje pozwalającą na start w terminie. Po krótkiej odprawie, zawodnicy wyruszyli na łowisko z nadzieja na „ taką rybę”. Piętnaście minut po dziewiątej zaczęły napływać informacje o pierwszych złowionych rybach. O koło godziny 14 na punkcie startowym zaczęli się pojawiać pierwsi zawodnicy którzy ze smakiem zajadali się pieczoną kiełbaską przygotowaną przez Prezesa PAA Radosława Papiewskiego. Zgłoszono 13 szczupaków. Na najwyższym podium staną Paul Christian z British Pike Squad, zanim uplasował się Jakub Potrykus z PAA i na trzecim miejscu Mariusz Błaszczyk również z PAA. Organizatorzy obdarowali również najmłodszych uczestników zawodów i łowcę największego szczupaka. Cała impreza zakończyła się około godziny 16, przybyli na imprezę zapowiedzieli że stawią się na następne spotkanie pod flagą Polish Anglers Association. Tekst i zdjęcia Dariusz @Kerad Gorgoń


Gazeta

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Kulinaria

POLONIJNA.co.uk

13

Maćki w kapuśnic y skła

czek lub olej oże być bo m – so ię tłuste m podgardle otowania: opis przyg oczkach su drobnych o a d n j a j d o zy D tr Ze ki. ne ziemnia lę rowe, obra mąkę i startą cebu a, jk D kana). onich 2 ja bno posie ro d . ć y b (może i pieprzem aku solą sm ju le o o d praw rzanym aż na rozg nie żałuj Placki sm ce ią chrup ły y b y b (a patelni). odkładaj tłuszczu na najlepiej , iu n że a ik , wtedy Po usm rowy ręczn ie p a p a n placki czem. ciekać tłusz nie będą o karki: sw ronskładniki: Wyrzoski – kę 1cm. W niaczane rój na kost k o odaj p d i so placki ziem kg ju ię M inę ole b ro .5 d 1 o i j k e ia uszcz z ziemn dlę rozgrz . Kiedy tł so ię u t. m cz sz e e 2 n jajko iać dodaj stołow pokrojo się wytap na 4 łyżki n ie e n sz cz p a za k mą lę. Całość mięsa ostkę cebu k w ą n jo te ba pokro złoty kolor. t. katnie na li i. e d ń ie m cebula 1 sz nia skwarkam zru aże i okraszone ć ck a la w p o j u rw olej do sm rw se u Se warek , o smak d sk y st rn ia a m cz rem. pieprz Możesz za ną lub cuk śną śmieta l do smaku ski a só w k z pomidory w wyrzo skwarki – puszce 0.5 puszki cebula lub 2 pomidory solidna garść czosnek 2 ząbki czaka i w pół plastry chorizo. Po 2 – 3 minutach dodaj liśliść laurowy 4 szt. cie laurowe oraz suszony tymiane k, odczekaj 2 minuty i tymianek suszony 1 łyżka dodaj pokrojone dość grubo papryki oraz selera naciowego, stołowa czosnek i posiekane chili. Smaż parę minut i wsyp na paoliwa z oliwek telnię całość ryżu. sól morska i czarny pieprz do Po 3 minutach kiedy ryż będzie przesmażony (biały lecz smaku nie brązowawy) dodaj pomidory i bulion. Poczekaj około 10 minut, aż ryż wchłonie bulion i będ zie miękki. Jeżeli buopis przygotowania: lion odparuje zbyt szybko dolewaj go nieco więcej lub dodaj białego wytrawnego wina. Na koniec posól i poNa rozgrzanej oliwie z oliwek zeszklij cebulę pokrrojoną w pieprz. Zachęcam do improwizacji, ja dod ałem czosnku niegrubą kostkę. Następnie dodaj pok rojonego w paski kur źwiedziego i wyszło naprawdę pysz ne.

dniki: 1kg żołądków cie lęcych 1,5 kg wędzonych kości 4 marchewki 2 duże cebule 1 duży por 1 szklanka śmieta ny 2 szklanki kwasu z kiszonej kapusty 5 ząbków czosnku 5 liści laurowych 2 łyżki masła sól, pieprz do smak u opis przygotowani a: Żoładki ugotuj dw uktornie, odcedź pozostałej wodzie raz wodę. Na ugotuj wywar na datkiem liścia lau kościach wędzony rowego. Na maśle ch z dopodduś pokrojoną czosnek i pora oraz w kostkę cebulę, startą na grubych oc zk ach marchewkę. Do w paski żołądki. Ca daj pokrojone łość zalej wywarem i zagotuj. Następn kapusty i zabiel śm ie wlej zakwas z ietaną. Dopraw do smaku solą i piep Jeżeli chcesz, zeby rzem. zupa była bardzie j treściwa – podcza na maśle możesz s duszenia warzyw dodać 2-3 łyżki m ąki pszennej.

Jambalaya składniki: krewetki 200 gramów pierś z kurczaka 100 gramów chorizo 100 gramów może być odpowiednik np. kumpiak bulion drobiowy 2 szklanki ryż biały 1 szklanka użyłem basmati cebula 1 szt. średnia seler naciowy 3 łodygi papryka czerwona 1 szt. papryka zielona 1 szt.

Krążki cukinii faszerowane mozzarellą, szuszonymi pomidorami i oliwkami

owane Krążki cukinii faszer pomimi ny mozzarellą, szuszo na sób spo to i dorami i oliwkam ei dn glę wy e ykl szybkie, niezw bikom żna Mo . nie smaczne da li dać nować i zamiast mozzarel inny ser. składniki: cukinia 1 szt. oliwki czarne 1 garść w ser mozzarella 70 gramó

niaczane Placki ziem mi z wyrzoska i) (skwarkam

rść pomidory suszone 1 ga ków list a kilk – a ież bazylia św aku sm do prz pie sól i ianku odrobina suszonego tym chy bla do posmarowania opis przygotowania: w dość grube 2 cm Cukinię umyj i pokrój ki wydrąż środek, krążki. Za pomocą łyżecz edziurawić waprz uważaj jednak by nie daj kroplę oliwy, rzywa. Do każdego krążka odrobinę soli i piepsuszony tymianek oraz ygotowane krążki i rzu. Na blasze ułóż prz 160 przez 15 minut. piecz je w temperaturze do nich poszarpaną Po tym czasie dodaj e suszone pomimozzarellę oraz posiekan ez 10 minut w prz ość dory i oliwki. Piecz cał i. Przed podaniem temperaturze 180 stopn kaną drobno świeżą posyp delikatnie posie e krem z octu balsabazylią. Świetnie pasuj micznego.


14

Podróże

Koniec sezonu miał nam dać odpowiedź co zamierzamy zrobić w przyszłym roku, czy niesieni euforią po Uralu wylądujemy gdzieś w Pamirze czy też jak pęknięty balonik gdziekolwiek na glebie...Pojechaliśmy w pierwszym tygodniu października 28/9 - 06/10 w trójkę, ja - ksywka 'rzeźnik z goleniowa', Andrzej ksywka 'nogi sztangisty' i Monika ksywka 'wszystko załatwię'. Wybraliśmy jesienną aurę licząc na umiarkowane temperatury, mniejszy ruch na szlaku i odrobinę śniegu, który miał dodać smaku Alpom. Dlaczego Mont Blanc? Głównie ze względu na łatwość dojazdu jak i umiarkowane trudności techniczne jakie stawia wspinaczka na szczyt. Jedynym utrudnieniem była październikowa aura i temperatury przez co musieliśmy zabrać dodatkową ciepłą odzież i sprzęt wspinaczkowy (raki, czekan, lina 50 m). Z uśmiechami na twarzach poważyliśmy plecaki i wyszła nam tradycyjna złota 25-atka tj. 25kg bez jedzenia i wody. No cóż, po pełnym dopakowaniu wyszła nam 35 kg. Głowiliśmy się co tak naprawdę możemy zostawić na dole by odciążyć plecaki ale wyszło nam z tego raptem nic... Podejście rozpoczynamy z Le Houches – wioski, która sąsiaduje z Chamonix, stolicą francuskich Alp. Pierwszy dzień zawsze jest ciężki. To rodzaj rozgrzewki na siłowni rozciągniętej na 8-9 godzin, podczas której klniesz, słabniesz, mamroczesz do siebie, czasami widzisz dziwne rzeczy, ale idziesz do przodu. Twój przyjaciel plecak nieustająco pragnie wyrwać ci ramiona, a grawitacja leciutko okłada po twarzy. Po pewnym czasie, ty i wysiłek, zbliżacie się do siebie (można na to liczyć już drugiego dnia). I mimo, że nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia, budujecie dobrą, zdrową relację. I dokładnie taki był pierwszy dzień. Ostre podejście wypychające oddech z piersi i takież widoki - ogrom Alp przytłacza. Trzeba ostro zadzierać głowę, żeby ogarnąć wierzchołki, a potem poczuć to podekscytownie myślą, że za kilka dni my też tam będziemy! Uśmiech nie znika z naszych twarz pomimo zmęczenia, potu i dygotu przeciążonych nóg. Po to właśnie tutaj jesteśmy dostać lekki wycisk, pobyć ze sobą samym i czerpać siłę z otaczających nas gór. Zmęczeni, ale zadowoleni dochodzimy do pierwszego noclegu tj. opuszczonej stacji kolejki linowej Col du Mt.Lachat (2077m.n.p.m)

Gazeta

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

POLONIJNA.co.uk

G URAL E kontra Mont Blanc

I...siadamy. Powoli dołącza do nas równie zmęczona Monika. Po krótkiej rozmowie, mówię, że mamy jeszcze 2h marszu do lepszego noclegu. Monika powoli wstaje, dostaje kwadratowych oczu i mam wrażenie, że coś się jej pieni w kącikach ust. Ale, że co?!! Ale, że jak?! Spoglądają na mnie duże oczęta pełne trwogi, ale piana z ust nie schodzi. Ok, żartowałem, zostajemy. Śpimy bite 12h - potrzebujemy tego snu, ponieważ kolejny dzień wcale nie będzie łatwiejszy. Czekają nas odcinki w rakach i z linami. Wstajemy rano rześcy i wypoczęci, po wczorajszym wycisku nie mamy nawet zakwasów - dobrze wróży na nadchodzący dzień. Pakowanie i w góry! Naszym celem jest Baraque Forestiere des Rognes (2768 m.n.p.m), a jak góry pozwolą Refuge de Tete Rousse (3187 m.n.p.m). Kolejne ciężkie i wy-

magające podejście, miejscami ślisko i niebezpiecznie, widoczność spada do zera, idziemy w chmurach. Po kilku godzinach ciężkiej pracy lądujemy cali i zdrowi w Baraque i zastanawiamy się co dalej. Mamy jeszcze sporo czasu do wejścia, ale pogoda raczej nie sprzyja. Decydujemy iść dalej dopóki jest jasno, a potem zobaczymy. Kolejne odcinki robimy całkowicie w chmurach nie mając pojęcia, gdzie jesteśmy. Coś niby się przerzedza, coś niby majaczy, ale nikt nie zdaje sobie sprawy, gdzie dokładnie jesteśmy na mapie. W końcu GPS wskazuje 3132 m.n.p.m, ale za cholerę nigdzie nie widać schroniska. Decydujemy się na rozbicie namiotu na małej platformie, która jest częścią małego schronu. Po jakichś 30-40 minutach odrobinę się przejaśnia, schronisko jest 50m od nas! I takie są właśnie góry, nawet jeśli myślisz, że wiesz już wszystko, zawsze możesz dostać małego pstryczka w nos. Zwijamy namiot i potulni jak baranki podchodzimy do schroniska. O tej porze roku jest już zamknięte, ale na szczęście jedna z sal czeka na takich turystów jak my. Bezmiar szczęścia jest nie do opisania! Jest sucho, w miarę ciepło i bez problemów można rozprostować nogi! Raj na ziemi! Kolejny magiczny dzień. Śpimy 12 h. Rano przepakowanie i w góry! Zakładamy raki, uprzęże, kaski i czekany, bo przed nami najtrudniejszy odcinek pełen śniegu, lodu i miejsc, w których bez treningu na ściance wspinaczkowej żadne z nas nie poradziłoby sobie. Powoli pniemy się w górę. Jeden z zespołów, który za nami podąża wycofuje się, ale my się nie poddajemy. Teren jest naprawdę trudny technicznie, sporo wspinaczki z liną. Opady śniegu diametralnie zmieniają letnią drogę na Blanca, która przestaje być prostym podejściem, a staje się regularnym wspinaniem. Niektóre kursy wspinaczki zimowej zaczynają się od takich właśnie dróg. Pełno technicznych ruchów, asekuracji i wspinaczkowego balansu. Po kilku godzinach nieustającej walki

przychodzi chwila zastanowienia. Idziemy dalej czy wracamy? Mamy jeszcze czas, żeby podjąć decyzję, a za kilka godzin może być już za późno. Możemy utknąć gdzieś pośrodku podejścia bez szans na bezpieczne zejście w świetle dnia. Zaczynamy dyskutować i analizować naszą sytuację, czy dajemy radę czy raczej idziemy na granicy naszych możliwości, a niespodziewane trudności mogą nas rozłożyć na łopatki? Decydujemy się na zejście. Rozsądek bierze górę nad ambicją. Wiem, że moglibyśmy zrobić to podejście, ale koszt byłby zbyt duży, a wynik niepewny. Zaczynamy schodzić. Po kilku godzinach jesteśmy z powrotem w schronisku i na nowo dyskutujemy nad możliwością wejścia. Pod wpływem adrenaliny postanawiamy spróbować raz jeszcze kolejnego dnia. Rano po przebudzeniu, jeszcze na pryczach rozpoczynamy rozmowę i juz z chłodnymi głowami dochodzimy do wniosku, że wejście jest jednak za trudne i musi jeszcze na nas poczekać. Śniegu jest więcej niż się spodziewaliśmy, a dla niektórych z nas jest to pierwsze spotkanie z rakami i czekanem. Letnie wejście na Blanca jest ograniczone wrażliwością na wysokość i wydolnością organizmu. Zimowe (tak je nazwaliśmy ze względu na ilość śniegu) wymaga od nas dodatkowych umiejętności wspinaczki zimowej. Nie mieliśmy żadnych problemów z aklimatyzacją czy kondycją, ale złamał nas śnieg i lód. Każdy z nas zastanawiał się całą noc i nie była to łatwa decyzja, bo czuliśmy niedosyt gór i ciężko nam było wycofać się z podkulonym ogonem. Byliśmy już przecież tak blisko... Wylądowaliśmy jak pęknięty balonik na glebie... Jakie więc plany na przyszły rok? Pireneje! Mamy kilka ekscytujących opcji! Jeden ze szlaków, który bierzemy pod uwagę ma 800 km długości i sumę przewyższeń 40km...szczegóły na naszym profilu FB G URAL E. Jacek Panczuk


Polski Warsztat Samochodowy Unit 3, 412 Swanston Street Glasgow G40 4HW, tel: 0141 550 1210 email: info@f1-garage.co.uk

Mechanika, Elektromechanika, Usuwanie DPF, MOT i wiele innych

WWW.F1-GARAGE.CO.UK

Polski Zakład Okulistyczno-Optyczny oferuje: l Bezpłatne badanie okulistyczne w ramach NHS l Badanie z uwzględnieniem jaskry, zaćmy, cukrzycy, zwyrodnienia plamki (AMD), dno oka, pole widzenia l Bezpłatne soczewki okularowe dla pacjentów uprawnionych do skorzystania z NHS Optical Voucher, l Soczewki kontaktowe (toryczne, kolorowe, progresywne, twarde), l Bezpłatne okulary dla dzieci w ramach NHS, l Markowe oprawy: Gucci, Dior, Prada, Oakley, Armani, Hugo Boss, Silhouette, Carrera, Ray Ban, John Rocha, Nike, Guess l Profesjonalna i przyjazna obsługa, l Atrakcyjne ceny.

POLSKA SZKOŁA JAZDY Glasgow 111 London Road G1 5NN www.optyk .co.uk Numer Kontaktowy : 0141 237 3534

Instruktor Grzegorz (licencja ADI, DSA), Tel. 07500 896 810

Szkolenie w języku polskim, rosyjskim oraz angielskim

GLASGOW (oraz w promieniu 20 mil) Z TĄ REKLAMĄ 20% RABATU


16

Gazeta

Gazeta Polonijna dla dzieci

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

POLONIJNA.co.uk

Katarzyna Campbell

ZAGADKI *** Uszy mam duże niczym wachlarze, schładzam się nim w słonecznym skwarze, trąbę długaśną mam zamiast noska, A kim ja jestem? - Odpowiedź jest prosta. *** Gdy jestem głodna trawkę ja skubię, po łące brykać bardzo ja lubię, krótką mam grzywę, kopytka małe, na czarnej sierści paseczki białe.

ZIMOWA KRZYŻÓWKA Poziomo 2. Powstaje w górach i jest bardzo niebezpieczna 3. Służą do ślizgania się zimą po śniegu 4. Miejsce, gdzie dzieci jeżdżą na łyżwach 7. Zamarza w zimie, kiedy jest mróz 9. Tworzy różne wzory na szybie 11. Osoba, która trenuje skoki narciarskie 12. Dzieci lepią go ze śniegu

BAJECZKA O TUPTUSIU Była późna, chłodna jesień i spadł pierwszy śnieżek w lesie, pod listkami, tuż przy drzewie, mały jeżyk słodko drzemie. Licho tu nadało Burka, coś wytropił i dał nurka. Ryje w liściach, łapą drapie. - Głośno zawył! - Zranił łapę. Co za stwór w tej kopie leży? Ja - ospale odrzekł jeżyk. Cz już wiosna? Pora wstać? - Ty do wiosny chcesz tu spać? Jestem jeżem - jeż śpi zimą. - Znowu Święta cię ominą. Co świętować można w mrozy? - Na świat przyjdzie Król - Syn Boży. Opowiadał pies o Świętach, o choince i prezentach... Brr! Zimno - będę chory, muszę wrócić do swej nory. Burek pomógł oczywiście,

ZIMA Pani zima jest zajęta: bielą przywitała Święta, ścina lodem w rzece wodę, podmuch wiatru mrozi chłodem. .Rynny dachów stroi w soplach, dekoruje szyby w oknach, robi w złości zawieruchę,

jeżykowi wejść pod liście i obiecał go obudzić, by na Święta wziąć do ludzi. Wstawaj śpiochu, wstawaj prędko! - Dziś zaczyna się już Święto. Wskakuj chyżo, hop! Na sanki, ja zaciągnę cię do Anki. Przywiózł Burek pod drzwi jeża, w domu była już Wieczerza. Szczeknął: hau! Jak to robią psy, warowali, aż otworzą drzwi. Otworzyła drzwi wnet Anka, tu czekała niespodzianka, oprócz pieska, siedział jeżyk - trudno było w to uwierzyć. "Skąd ten jeżyk o tej porze? - Przecież zima, śnieg na dworze. Gdy zostanie na tym mrozie - to zamarznąć biedak może." Tuptuś - takie dostał imię, został w domku przy rodzinie. Święta jeża były piękne - on wspaniałym był prezentem.

zasypuje wszystko puchem. Gołoledzią szkli chodniki, ubaw mają tylko smyki. Drzewa szronem pookrywa, czasem bywa nieszczęśliwa, topi łzami śniegi wkoło, wtedy nie jest nam wesoło, mokre buty, zimne stopy - narzekamy na roztopy.

Pionowo 1. zimą, dzieci zjeżdżają na nich z górki 5. Silny podmuch powietrza 6. kawałek lodu, powstały po oderwaniu się od większej pokrywy lodowej 8. Zimą spada z nieba 10. Tworzy się na drogach z usypanego śniegu


Gazeta

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Psycholog

POLONIJNA.co.uk

17

Psychologia: DUC IN ALTUM pod redakcją Jarosława Kluczka

Nie było miejsca dla Ciebie, w Betlejem w adnej gospodzie. I narodziłe si Jezu, w stajni w ubóstwie i chłodzie. Nie było miejsca cho szedłe , jako Zbawiciel na ziemi , by wyrwa z czarta niewoli, nieszcz sne Adama plemi . Nie było miejsca cho szedłe , ogie miło ci zapali , i przez sw m k najdro sz wiat od zagłady ocali . Gdy lisy maj swe nory i ptaki swoje gniazdeczka dla Ciebie miejsca nie było, musiałe szuka łóbeczka. A czemu , Jezu, na wiecie, tyle łez, j ków, katuszy? Bo nie ma miejsca dla Ciebie, w niejednej człowieczej duszy. … A dzisiaj, czemu w ród ludzi, Tyle łez, j ku, katuszy, Bo nie ma miejsca dla Ciebie. W niejednej człowieczej duszy. Słowami tej pięknej kolędy chciałbym rozpocząć nasze grudniowe spotkanie na łamach „Gazety Polonijnej.” Okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku, to szczególny czas podsumowań, zamyśleń, ale i postanowień na rok przyszły. Choć ten artykuł, nie będzie ściśle psychologiczny, a jedynie refleksyjny, to mam jednak nadzieję, że wniesie choć trochę światła w nasze codzienne dni. W końcu psychologia jak żadna nauka, jest nauką o duszy (od starogreckiego Psyche = dusza, i logos = słowo, myśl, rozumowanie). Moje refleksje pragnę rozpocząć od pewnych spostrzeżeń, dotyczących nas Polaków, przebywających na obczyźnie. Spostrzeżeń, które nie tylko ciągle gdzieś mnie dotykają, czasem nawet bolą. Są trudne! Sytuacja, jak miała miejsce, w jednych z warehouse ów (od razu przepraszam za spolszczenie tego słowa), zmusiła mnie do pewnych refleksji i badań nad zjawiskami, o których napisze nieco niżej. O co chodzi? Otóż pewnego dnia, ku mojemu zdumieniu, gdy wchodziłem, na ów warehous powitał mnie, od samego niemalże progu plakat. Na plakacie osoba do złudzenia przypominająca Pana Stalina, w bardzo zdecydowanej pozie, z ręką wyciągniętą w geście wygnania. Oczywiście, kilka osób podniosło zdecydowany sprzeciw, wobec tego wizerunku, jednak obyło się tłumaczeniem, że jest to żołnierz brytyjski, w starodawnym mundurze. Nie twierdzę, że nie jest to prawda, jednakże mimo tłumaczeń, a nawet jakiegoś pisemnego sprzeciwu złożonego u zarządzających, plakat wisi tam do dzisiaj i na wszystkich werehous ach tego potentata, który swoje sklepy ma również w Polsce, i innych krajach tzw. Wschodniej Europy, zdając się mówić pracuj, bo jeśli nie, czekają cię łagry. Na początku zacząłem się zastanawiać z czego wynikł taki niezbyt, delikatnie mówiąc, taktowny „ żart”. Przychodziły różne myśli, celowość, może niewiedza i gruntowna nieznajomość historii, może świadomy zabieg, tylko czemu ma służyć? Potem po chwili powagi zaczęły pojawiać się pewnego rodzaju żarty, jednakże i one nie przyniosły skutku: „powieśmy obok Stalina – portret Hitlera, Goebellsa, czy innych sławnych zbrodniarzy wojennych”, dumny i zły Pan Stalin nadal wita pracowników „bloku wschodniego” dla przypomnienia Polaków, Rosjan, Słowaków, Czechów, na innych magazynach również Rosjan, czy Ukraińców, przypominając gorzko o minionych czasach stalinizmu, łagrów, wywózek. Może i moje reakcje, czy uwagi idą za daleko, przecież to tylko plakat, w końcu, ktoś powiedział, że osoba ta, tylko do złudzenia przypomina Stalina, w gruncie rzeczy, to żołnierz. Może i tak, nie chodzi mi jednak o plakat, ale podejście do niego nas Polaków, i to stanie się dzisiaj przedmiotem naszej refleksji. Kim jesteśmy tutaj w Wielkiej Brytanii? Czy nadal Polakami? Przecież nie Brytyjczykami, mimo iż wielu z nas może i posiada już paszport brytyjski, może wielu zrzekło się już także obywatelstwa. Ale i tak pozostaniemy Polakami!!! Jak widzą nas inni i jak my siebie widzimy? Co z naszymi kompleksami? Zastanowiło mnie jak potrafimy bronić swojej POLSKOŚCI tutaj na wyspach, tego co dla nas drogie, jak pielęgnujemy nasze tradycje, wspomnienia i dobre cechy? Czym się chlubimy, czy tylko wyczynami alkoholowymi, bigosem i ogórkiem, czy może piękną historią, wspaniałymi osiągnięciami, wybitnymi jednostkami na arenie międzynarodowej? Zastanowiło mnie jakby zareagowali muzułmanie, gdyby zamiast Stalina pojawił się ktoś, do złudzenia przypominający Mahometa? My wiemy jak!!! Ta sytuacja przyniosła mi wiele refleksji na temat wszechobecnie panującej i mówionej wielkimi literami TOLERANCJI. O poszanowaniu każdego człowieka. Nie trudno zauważyć, że żyjemy w kraju będącym zlepkiem wielu narodowości i kultur, wypływa z tego faktu niezwykłe piękno i bogactwo różnych tradycji. Niemal codziennie uczymy się, jak funkcjonują na co dzień ludzie różnych nacji, kolorów skóry, przekonań. Dowiadujemy się także, że mimo tej mieszanki można razem żyć, pracować, uczyć się. Że mimo tej mieszanki, możliwe są prawdziwe więzy przyjaźni i pokój. My Polacy. Jaki na tym tle maluje się nasz portret. Jak kojarzymy się innym ludziom wśród których żyjemy. Sami wiemy, że jednak nie najlepiej. Często widziani jesteśmy jako zakompleksiony, zaściankowy naród, który potrafi tylko pić i to w dużych ilościach, kojarzeni z wulgarnymi słowami, słyszanymi na ulicy, w sklepie, czy pracy. Czasem wstyd się przyznać! Pierwszym słowem, którego uczymy innych jest słowo na „K”, niemal każdy pracujący z Po-

lakami bezbłędnie je wypowiada. Tak przekazujemy naszą kulturę! Można by tu pisać więcej, ale chyba nie o to chodzi! Tolerancja czym ona tak naprawdę jest??? Otóż to dość ciekawe zjawisko, z etymologii słowa dość szlachetne, oznacza wytrwałość, zrozumienie, cierpliwość (łac. tolerantia – „cierpliwa wytrwałość”; od łac. czasownika tolerare – „wytrzymywać”, „znosić”, „przecierpieć”). Jednakże w zastosowaniu dość trudne. Bo czyż tolerancja nie ma swoich granic??? Nie! Nie, nie wyzywam, Broń Boże do jakichkolwiek antagonizmów na jakimkolwiek tle. Pragnę tylko na gruncie naszych rozważań nieco szerzej temu się przyjrzeć. Jednym słowem tolerancja oznacza akceptację i wolność każdego człowieka do jego własnych przekonań. O ile na tle religijnym i kulturowym ma to swoje uzasadnienie i chwalebne założenia, bo każdemu człowiekowi, należy się szacunek ze względna jego człowieczeństwo, tradycję, wiarę, o tyle w kwestii zachowań społecznych bywa z tym słowem, a raczej postawą różnie. Bo czyż mamy tolerować rytualne morderstwo, gwałt, czy inne zachowania, nawet jeśli wypływają z wiary. Czy mamy tolerować, w myśl zasady każdy ma prawo do…, to, że za ścianą maż biję żonę, matka morduje swoje dziecko, dzieci znęcają się nad rodzicami? To przecież też tolerancja, to ich przekonanie, zgoła błędne, ale przekonanie. Czyż w imię tolerancji powinniśmy wyrażać zgodę na to, iż dzieci poddają eutanazji swoich rodziców? Czyż w imię tolerancji możemy pozwolić by działa się komuś krzywda, ponieważ jej sprawca kieruje się poglądami do których ma prawo!? Czyż możemy pozwolić w imię tolerancji na to by plakat z osobą przypominającą zbrodniarza wojennego był wykorzystywany do tego by przypominać nam o naszym miejscu. Filozof Karl Popper stwierdził w swej książce Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie, że mamy prawo odmówić tolerancji wobec nietolerancji. W końcu tolerancja ma swoje granice. „Czy tolerancyjne społeczeństwo powinno akceptować nietolerancję? A co jeśli tolerując czyn „A”, społeczeństwo niszczy samo siebie? Tolerancja czynu „A” może być użyta do wprowadzenia nowego systemu myślowego, co może doprowadzić do braku akceptacji zespołu cech „B”, właściwych danemu społeczeństwu. Bardzo trudno jest znaleźć złoty środek, a różne społeczeństwa nie zawsze zgadzają się co do szczegółów. W rzeczywistości poszczególne grupy w obrębie jednego społeczeństwa często mają problemy z porozumieniem się. Niektóre państwa uznają zniesienie nazizmu w Niemczech za przejaw nietolerancji, podczas gdy w Niemczech to właśnie nazizm jest uważany za niedopuszczalnie nietolerancyjny”. Zatem sumując nieco, stwierdzić należy, że tak naprawdę tolerancja jest subiektywnym odczuciem, które łatwo może być modyfikowane na własny użytek. Czasem, jest to dość dobrym wytłumaczeniem dla naszej bezczynności wobec jawnie niesprawiedliwych czynów jednostki czy społeczeństw. Tolerancja bez miłości nie istnieje, pozostaje pustym słowem, szastanym na prawo i lewo. Zresztą przy okazji wspomnianej historii z pewnego werehous u i nieszczęsnego plakatu, tolerujemy silniejszych, słaby nie ma nic do powiedzenia. Tolerujemy tych, których się boimy, gdzie sprzeciw spowoduje wobec nas przemoc. A zatem można powiedzieć, że tolerancja również ma tutaj swój odcień negatywnych emocji, niech sobie wisi Pan Stalin, jeśli stanowczo zaprotestuję mogę stracić pracę. Godzę się świadomie na coś, co może i mnie boli, ale czyż nie po raz kolejny chyle głowę, uciekając w kąt, nawet przed odpowiedzialnością za tożsamość i historię, korzenie z których wyrosłem. W imię tolerancji. Takich sytuacji jest mnóstwo, godzimy się na wiele więcej rzeczy, ze strachu potrafimy za cenę srebrników sprzedać największe wartości. Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że musimy pracować by żyć, funkcjonować, zapewnić naszym rodzinom dobra przyszłość, w końcu rachunki same się nie zapłacą. Zastanawia mnie jednak, jaka jest cena za to wszystko, jaką cenę płacimy i przyjdzie nam zapłacić. A to, że rachunek za nasze ciche przyzwolenia wcześniej czy później otrzymamy, to pewne. Żyjemy w kraju, który nas przyjął, żyjąc w nim musimy niewątpliwe szanować jego kulturę, wartości. Ale w końcu własną pracą również budujemy ten kraj, więc miejmy tę świadomość, że jesteśmy ważnym ogniwem w rozwoju i budowaniu wspólnej przyszłości, przestając nie jako być już tylko gośćmi. Jesteśmy dobrymi pracownikami, mamy piękną historie i tradycję, która pielęgnujmy za wszelką cenę. Tylko tym możemy pokazać, że jesteśmy wspaniałym narodem. Już niedługo zasiądziemy do wigilii, jest to tradycja nigdzie nie spotykana na świecie. Podzielimy się opłatkiem na znak pokoju i miłości, w wielu domach zagrzmią pięknie słowa kolędy: „BÓG się rodzi, moc truchleje”, Zapewne wielu z nas uda się na Pasterkę, pamiętajmy wtedy, kim jesteśmy. Kończąc te różne refleksje chciałbym Każdemu złożyć życzenia Pełnych Radości i Pokoju Świąt Bożego Narodzenia, wracajcie myślami w tym czasie do najukochańszych zakątków naszej Ojczyzny, pozwólcie by w Waszych Sercach, często wypełnionych tęsknotą i lekiem narodziła się Maleńka Miłość. Przecież ta Miłość, która przyszła na świat w ubogiej szopie, zmieniła bieg historii, dała nadzieje i wyzbyła z lęku. Zaufajmy jej. Niech w Nowym Roku, dzieje się w waszym życiu wiele dobra. Wypłyńcie na głębię!!! DUC IN ALTUM! Redakcja mgr Jarosław Kluczek, psycholog małżeństwa i rodziny, psychoterapeuta chrześcijański. e-mail: info@ducinaltum.co.uk, strona: www.ducinaltum.co.uk

tel: 0 7858399109


18

Gazeta

Zdrowie i uroda

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

POLONIJNA.co.uk

Kosmetyczne zabiegi przed wielkim wyjściem. Zaplanuj już dziś!

Kiedy już zapl anowałaś zabiegi medycyny estetyczne j lu b kiedy w ogóle ich nie potrze bu j esz stajesz przed pytaniem jaki makijaż, kolor paznokci a może sztuc zne rzęsy dla pięknego do pełni enia całości. Kiedy je zaplanować ? Czy cze kać na poświąteczny czas? Wykonać same j czy może jednak zaufać kosmetyczce ? Czego potrzebujemy na wielkie wyjście? Piękny strój już wisi w szafie a ciało jest po serii zabiegów medycyny estetycznej, ale co jeszcze zrobić? 1 .Paznokcie – większość z pań decyduje się na pomoc dobrej kosmetyczki, która zastosuje pielęgnacyjne działania jak i dopieści wygląd samych paznokci wedle życzenia klientki.

Ważne by nie planować niczego na ostatni dzień przed wyjściem, bo może się okazać, że nie dostaniem terminu. Dlatego warto wcześniej zamówić sobie wizytę i spokojnie oddać się w ręce profesjonalistki. 2. Rzęsy – sztuczne, które są doklejane albo w paseczkach, kępkach i są dostępne w każdej drogerii z dokładną instrukcją oraz klejem. Dla mniej wprawnych i chcących cieszyć się powabnym spojrzeniem dłużej niż jedno wyjście polecam doczepianie rzęs metodą jeden na jeden. Niestety musimy poświęcić średnio 2 godziny by położyć się u specjalistki na taki zabieg. Poleci ona po dokładnym spojrzeniu na nasze rzęsy metodę oraz długość, grubość i rodzaj rzęs. Spotkałam się niedawno w jednym z warszawskich gabinetów z rzęsami, które są wspaniałą alternatywą dla kobiet nie mających zbyt gęstych swoich naturalnych rzęs a mianowicie z rzęsami tzw. V czyli jedna rzęsa rozchodząca się w dwie. Zabiegowi możesz poddać się już przed świętami i na noc sylwestrową nadal będziesz cieszyć się powłóczystym spojrzeniem. Rzęsy są dostępne w różnych wielkościach co daje szerokie pole do popisu i spełnienie życzenia klientki. Efekt utrzymuje się do 3 tygodni po których jeśli nadal chcesz mieć ładne efekty wizualne musisz poddać się dopełnieniu, ponieważ mogą się przerzedzać wraz z naturalnym wypadaniem naszych rzęs.

Zmarszczki to nic innego jak zmiany w procesie starzenia, które są widoczne w pierwszej kolejności. Z czasem pojawiają się na całej twarzy począwszy od drobnych zmarszczek powierzchownych przez głębokie a kończąc na głębokich bruzdach. Ich głębokość jest uzależniona od działania mięśni, grawitacji, czynników zewnętrznych, uwarunkowań genetycznych oraz naszego stylu życia. Pewnie niewiele osób wie co wpływa na powstawanie zmarszczek, po prostu przyjmują to za kolejny etap swojego życia. W wielu przypadkach można wyjaśnić dlaczego zmiany w procesie starzenia u danej osoby są takie a nie inne a u równolatka mogą być całkowicie inne. Zmarszczki to zmiany, które każdy z nas dożywając pewnego wieku doświadczy. Powstają dużo wcześniej niż mówimy o starzeniu naszego ciała. Nie ma konkretnej daty dla wszystkich w którym nagle ukazują się na naszej twarzy. Zmarszczki mogą się pojawić i zniknąć. Tak to przedziwne, ale kiedy ujawniają się te drobne i mniej widoczne przy działaniu na naszą skórę np. zabiegami, które w efekcie ujędrniają skórę, zmarszczki pod wpływem zwiększenia napięcia skóry zmniejszają się lub znikają całkowicie. Gorzej jest w przypadku zmarszczek mimicznych gdzie głównym motorem ich powstawania jest silny mięsień w danym obszarze twarzy. Nie pomogą tu zabiegi ujędrniające. Oczywiście napięcie zostanie poprawione, ale zmarszczka mimiczna pozostanie. Zastosowanie botoksu może ujarzmić silny mięsień lecz w niektórych przypadkach pozostaje zabieg z zastosowaniem preparatu wypełniającego bruzdę co daje bardzo ładny efekt optyczny. W tym miejscu pozostawiamy każdy przypadek do indywidualnej konsultacji z lekarzem. Nie każdy pacjent może zaakceptować swój wygląd po zabiegu bez charakterystycznej zmarszczki mimicznej. Myślę w tym momencie zwłaszcza o mężczyznach, którzy nie zawsze do końca przemyślą krok o zniwelowaniu zmarszczki, która towarzyszyła im prawie całe dorosłe życie. Inne zmarszczki to zmarszczki powierzchniowe, które nabywamy przy intensywnym wystawianiu twarzy na słońce.

3. M aki jaż – zrób sama, ale jeśli nie masz wprawy polecam skorzystanie z usług kosmetyczki. Termin najlepiej zrobić już teraz by mieć pewność, że 31.12 będziesz miała niecodzienny makijaż. Panie, które są specjalistkami i mają doświadczenie w używaniu kolorowych kosmetyków zalecam pomyśleć jaki ten wieczorny makijaż ma wyglądać. W sklepach jest dostępna cała gama kosmetyków , które najlepiej przetestować na sobie długo przed Sylwestrem dla pewności, że nie będzie żadnych reakcji alergicznych, które mogą silnie podrażnić skórę twarzy i oczy. Kosmetyki kolorowe to przede wszystkim dobry podkład, który będzie podstawą naszego makijażu, nie może tworzyć efektu maski ani spływać i silnie brudzić nasz strój oraz przy sylwestrowych uściskach nie pozostawiać śladu na innych uczestnikach zabawy. Polecam kosmetyki, które utrwalają makijaż, które są dostępne pod różnymi postaciami. Najlepiej popytać swoich koleżanek, które mają zawsze dobry makijaż. Na pewno doradzą i wskażą odpowiedni specyfik by nie kupować czegoś czego nie znamy w ciemno. Bardzo dobrym pomysłem są bazy pod makijaż a dokładniej pod cienie, pod podkład, które idealnie scalają kosmetyki nie pozwalając im na spłyniecie, rozmazanie czy też zmianę koloru po kilku godzinach zabawy. Dobrze dobrane kosmetyki mamy zmyć rano kiedy wrócimy z szalonej

Zdrowie i Uroda pod redakcją Anny Jaskiewicz

www.feelbeauty.eu

nocy a one pozostają w stanie nietkniętym. 4. Fryzu ra – bez dobrze ułożonych włosów nie ma dla nas kobiet wyjścia z domu a co dopiero na Sylwestra. Tutaj jak w przypadku makijażu polecamy albo skorzystanie z profesjonalnego fryzjera, który wyczaruje nam na głowie coś niesamowitego okraszonego mieniącymi się drobinkami albo zaufanie sobie samej. Termin u fryzjera co bardziej zapobiegliwe panie robią już teraz i bardzo mądrze, bo mając jedną wielką sprawę z głowy (czytaj fryzurę) możemy dopieścić inne pozostałe szczegóły. 5. Pedicure – czyli zadbanie o stopy i paznokcie. Niestety jeszcze spotyka się tzw. Sezonowe dbanie o pewne części ciała. Zimowe ubranie automatycznie zakrawa wiele a buty, które nosimy nie ukazują stanu stóp. Dbajmy o nie nie tylko z chwilą kiedy wskakujemy w odkryte obuwie, ale cały rok. Sylwester to moment kiedy przepraszamy się z pięknymi sandałkami, które odkrywają czasem zaniedbane części stóp. Regularne zabiegi pedicure dadzą nam pewność, że nasze stopy równie jak twarz, fryzura i strój będą przyciągać uwagę. Dobrze zaplanowany czas to relaks przed wielkim wyjściem. Przygotowania wcale nie muszą nas stresować i robić zamieszanie. Planuj i dodaj tym samym samej sobie luksus relaksu. Pozdrawiam Anna Jaskiewicz FeelBeauty.eu

ZMARSZCZKI ORTOSTATYCZNE, MIMICZNE I GRAWITACYJNE.

Jak powstają i jak je zminimalizować? Osoby z uwielbieniem do opalania sztucznego czy też naturalnego nie mają pojęcia jak bardzo niszczą cerę i narażają na powstawanie licznych zmarszczek powierzchownych nawet w młodym wieku. Pamiętajmy również, że z pewnymi zmarszczkami po prostu się rodzimy. Może to być charakterystyczna zmarszczka tzw. ortostatyczna czyli naturalna bruzda, która miał tata, dziadek np. na czole.

RODZAJE ZMARSZCZEK 1 . Zmarszczki osrtostatyczne Zmarszczki ortostatyczne są obecne już od narodzin pod dolną szczęką i w górnych partiach szyi. Nie są właściwym objawem starzenia, pojawiają się po zaniku dziecięcej wyściółki tłuszczowej.

2. Zmarszczki mimiczne Zmarszczki mimiczne powstają jako następstwo stałych ruchów skóry nad mięśniami mimicznymi. Pojawiają się w różnym wieku. Już w wieku około 10 lat pojawiają się na ciele, w wieku 20 - 25 lat wokół oczu. Zmarszczki mimiczne pojawiają się pod kontem prostym do linii napinania się mięśnia. Śmiech, marszczenie brwi, mrużenie oczu, grymasy twarzy charakterystyczne dla danej osoby pozostawiają stopniowo ślady w postaci pogłębiających się zmarszczek, które z czasem utrwalają się. Dynamiczna i ekspresyjna twarz gdzie mięśnie pracują więcej, tym szybciej u takiej osoby pojawiają się zmarszczki.

3. Zmarszczki grawitacyjne Zmarszczki grawitacyjne niestety są efektem działania siły grawitacji, która ciągnie naszą skórę w dół. Twarz jest wy-

stawiona non stop na widok, więc otoczenie prędzej dostrzerze efekt grawitacji na naszej buzi, ale grawitacja działa również na inne części naszego ciała, ale ten fakt możemy w sprytny sposób zawsze ukryć. Grawitacja działa na nas całe życie, więc kiedy tracimy naturalną podściółkę czyli tkankę tłuszczową na twarzy, skóra staje się mniej napięta rozpoczyna się pojawianie bruzd nosowo-wargowych, obwisłe policzki, zwiotczały podbródek. Pamiętajmy również, że istnieją metody, które czym szybciej wprowadzone w nasze życie potrafią zniwelować zmarszczki, spłycić te, które już istnieją a zabiegi chirurgii plastycznej lub medycyny estetycznej usunąć na jakiś czas. Osoby, które prowadzą stresujący tryb życia, nocne życie dokładają się do powstania zmarszczek, utraty blasku skóry. Promienie słoneczne tak bardzo przez nas oczekiwane po wielu miesiącach szarości również pogarszają stan skóry, pogarszają mechanizmy ochronne skóry, skóra pod ich wpływem robi się grubsza, łuszczy się i zmienia kolor na niezdrowy. Nie wspominając już o zmianach skórnych, które czasem mogą grozić rakiem skóry. Palenie papierosów również pozostawia niemiły ślad, zwłaszcza wokół ust gdzie powstają pionowe zmarszczki charakterystyczne dla palaczy, którzy systematycznie składają usta zaciągając się kilka razy dziennie dymem papierosowym. Na koniec trzeba wspomnieć o uwarunkowaniach genetycznych. Wystarczy spojrzeć na twarze bliskich w naszej rodzinie i znajdziemy cechy wspólne dotyczące zmarszczek. Nawet przekazane nam w genach uwarunkowania można delikatnie ujarzmić. Na więcej pytań odpowie każdy dobry specjalista, który zanim poleci zabieg i go wykona, porozmawia z pacjentem i wyjaśni mu jak jest w jego przypadku z tworzeniem zmarszczek. Anna Jaskiewicz FeelBeauty.eu


Gazeta

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

POLONIJNA.co.uk

Zdrowie i uroda

19

Zbawienny wpływ masażu na nasze samopoczucie

O magicznej mocy masażu opowiada dyplomowana Terapeutka Komplementarna & Terapeutka Masażu Lucyna Peplinska.

CZYM JEST MASAŻ? Masaż już w starożytności miał zastosowanie w medycynie. Współcześnie wykorzystujemy go w chiropraktyce, w fizykoterapii oraz w procesie rekon¬walescencji po okresie leczenia szpitalnego. Równie dużą rolę odpowiednie techniki masażu odgrywają w sporcie oraz w kosmetyce. Masaż nie tylko zmniejsza dolegliwości bólowe kręgosłupa czy głowy, ale także poprawia kondycję, przyspiesza regenerację sił. Uelastycznia stawy i mięśnie, regeneruje przemianę materii. Dobroczynnie wpływa na ciało i psychikę. Dzięki temu łatwiej pozbyć się napięć i stresów. Łatwiej też osiągnąć upragniony spokój i odprężenie. Masaż jest skutecznym elementem w procesie odchudzania. Pomaga pozbyć się schorzeń kręgosłupa, kończyn, układu krążenia. Pobudza krążenie krwi, a to sprawia, że organizm łatwiej pozbywa się toksyn. Masaż to jeden z elementów terapii osób cierpiących na nerwicę, bezsenność, depresje i bóle migrenowe całego ciała. Amerykańscy eksperci dowiedli, że masaż szwedzki bardzo pozytywnie wpływa na ludzki organizm. Redukuje stres i wywołuje uczucie euforii. Masaż szwedzki to najpopularniejszy i najczęściej wykonywany rodzaj masażu w Europie Zachodniej. Szczególnie gorąco polecam go osobom, które po raz pierwszy decydują się na wizytę w salonie masażu. Bogactwo technik masowania „szwedzkiego” czyni go niezwykle skutecznym lekarstwem, m.in. w walce ze stresem, skurczami, migreną i astmą. Decydując się na ten masaż możemy spodziewać się głębokich i dynamicznych ucisków połączonych z różnego rodzaju głaskaniem, rozcieraniem i oklepywaniem. W masażu szwedzkim często stosuje się też ugniatanie i

wibracje. Dzięki takim technikom, mięśnie mogą się całkowicie rozluźnić. Masażysta wykonuje ruchy zgodne z kierunkiem krwi pompowanej do serca. Używa głównie dłoni, niekiedy także przedramion i łokci. Pomarańczowa skórka. Jędrna i gładka skóra to marzenie każdej z nas. Na zwalczenie cellulitu, obok odpowiedniej diety i aktywności fizycznej polecam masaż antycellulitowy. Usuwa toksyny z organizmu, rozbija i rozdrabnia podskórną tkankę tłuszczową, polepsza ukrwienie skóry i mięśni. To z kolei przyspiesza przemianę materii. Do wykonywania masażu antycellulitowego używa się kremów, które zawierają substancje roślinne, stymulują metabolizm komórek, likwidują tkankę tłuszczową. Masaż ten przynosi efekty tylko wtedy, gdy jest stosowany w seriach. W czasie serii zabiegów odchudzających wskazane jest wykonywanie ćwiczeń oraz przestrzeganie odpowiedniej diety.

MASAŻ STOSOWANY PROFILAKTYCZNIE Wszyscy często powtarzamy „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Niestety bardzo rzadko stosujemy sie do tego powiedzenia. Bagatelizujemy wczesne objawy i sygnały, które wysyła nam organizm w postaci bólu. Zażywamy wszelkiego rodzaju środki przeciwbólowe. Nie tędy droga! Powinniśmy skonsultować sie z terapeutą lub lekarzem, by odnaleźć i zwalczyć przyczynę dolegliwości. Kiedy mięśnie po obu stronach kręgosłupa nie pracują jednakowo, są osłabione, nadmiernie naciągnięte lub napięte. Kręgosłup przestaje być stabilny, postawa pogarsza sie, kręgi i dyski szybciej sie „zużywają”. Wtedy właśnie organizm wysyła sygnał alarmowy w postaci bólu pleców. Zadaniem masażu jest likwidacja zwiększonego napięcia oraz wzmocnienie tkanki mięśniowej. Na ból pleców najbardziej narażone są osoby, które prowadzą siedzący tryb życia, bez wysiłku fizycznego. By temu zapobiec, warto re-

gularnie się masować. Podobnie jest z żylakami. Możemy im zapobiec, wykonując systematyczne masaże kończyn dolnych, które pobudzają krążenie krwi w żyłach. Żylaki ( stałe poszerzenie żył ) to poważny problem, nie tylko kosmetyczny, ale i zdrowotny. Pojawienie się ich jest świadectwem rozwoju przewlekłej niewydolności żylnej. Wówczas zalecane jest leczenie farmakologiczne.

nych produktów przemiany materii. W wyniku przyspieszenia przemiany materii następuje redukcja tkanki tłuszczowej. Masaże bańką chińska, podobnie jak antycellulitowe wykonywane są seriami. Należy je połączyć z odpowiednią dietą i ćwiczeniami. Oczywiście, trzeba zrezygnować z fast foodów, słodyczy, białego pieczywa i tłustych potraw.

MASAŻ NA CODZIENNE TROSKI? ZRZUCAMY NADPROGRAMOWE KILOGRAMY W zwalczaniu nadwagi niezawodny jest masaż bańką chińską. Podciśnienie, które wytwarza się w bańce podczas masażu powoduje zassanie skóry oraz tkanek, leżących pod bańką. Następuje ich intensywne przekrwienie i wyraźna poprawa stanu mało elastycznych partii ciała. Taki masaż pobudza krążenie krwi i płynów ustrojowych, pomaga pozbyć się toksyn z organizmu oraz zbęd-

Stres, zmęczenie, nieodpowiednia dieta, szybkie tempo życia wpływa na osłabienie naszego organizmu , a także na rozwój wirusów i chorób. Znaną wszystkim mantrę „W zdrowym ciele zdrowy duch” powinniśmy wziąć sobie do serca. Dobra kondycja organizmu ma bardzo duże znaczenie dla naszego ogólnego samopoczucia. Pamiętajmy, masaż to nie tylko i wyłącznie moda. Masaż to recepta na zdrowie! Profesjonalnie wykonany jest jedną z najbardziej skutecznych metod leczenia różnorakich dolegliwości. Salon masażu natomiast to miejsce które pozwoli zrelaksować i odpocząć od codziennego zgiełku.


20

Gazeta

Mama na Wyspach

POLONIJNA.co.uk

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Mama na Wyspach pod redakcją Małgorzaty Mroczkowskiej

Barbara Jurga, polska nauczycielka z Londynu, której zabroniono mówić w języku ojczystym w swoim miejscu pracy wygrała w sądzie odszkodowanie w wysokości 7 tysięcy funtów. Zastępca dyrektora przedszkola, w którym pracowała nazwał nasz język jako „dziwny” i zabronił zwracania się do dzieci w tym języku, nawet jeśli pochodziły z polskich rodzin. Proces sądowy, który zakończył się spektakularnym zwycięstwem Polki pokazuje, jak mało wiemy o przysługujących nam prawach za granicą i unaocznił jak często te prawa są łamane na niekorzyść obcokrajowców. Pani Barbaro, jak Pani myśli, o co w jednym zdaniu była ta cała „afera”? Mówiąc krótko o postępowanie niezgodne z prawem. A dokładnie o dyskryminację mojej osoby na podłożu rasowym. Prześladowano i nękano mnie w moim miejscu pracy w Londynie. Za co? Za to, że posługiwałam się językiem polskim na terenie klasy i podczas przerw, co dodatkowo kontrastowało ze stosunkiem do innych języków np. włoskiego, którym w nieskrępowany sposób posługiwała się pani Lisa Howes, zastępca kierowników przedszkola Lavendale Montessori (pani Nuala i pan Neil Todd). Chce pani powiedzieć, że w tym samym miejscu pracy posługiwano się innymi językami niż angielski i nikomu to nie przeszkadzało? Tak. Pracownicy, którzy maja włoskie pochodzenie rozmawiają miedzy sobą po włosku. Rozmawianie w języku polskim bardzo im się nie spodobało. Osobno sąd uznał, że listy z pogróżkami po odejściu z pracy były aktami dalszego nękania czy raczej gnębienia mojej osoby i włączył je do głównej sprawy o dyskryminację. Co teraz Pani czuje? Towarzyszy mi niezmienne uczucie, że prawo stało po mojej stronie, bez względu na liczne kontrowersje jakie wzbudzają sprawy dotyczące dyskryminacji. Również ulga, że sprawiedliwości stało się zadość. Sprawę rozpatrywało trzech sędziów, co ma zwykle miejsce w przypadku dyskryminacji, o przypadkowości wyroku nie może więc być mowy. Pracowała pani w przedszkolu M ontessori w północnym Londynie. To była ciekawa praca? Z Polski wywiozłam wykształcenie psychologiczne. Zanim podjęłam studia podyplomowe z zakresu metody Montessori w Londynie posiadałam już troje dzieci z późniejszej czwórki i wszystko, co dotyczyło ich rozwoju, stało się dla mnie bardzo ważne. Studia były dużym odkryciem jeżeli chodzi o spojrzenie na dziecko. Mojej pracy towarzyszyło uczucie, że uczestniczę w czymś szczególnym, odmiennym od tego, co widziałam poprzednio w edukacji małych dzieci.. Pracowałam w kilku przedszkolach Montessori i zatrudnienie w Lavendale było uwieńczeniem pragnienia, aby prowadzić taką klasę jako ‘’Room Leader’’ albo ‘’Class Manager’’. I tak też się stało. Do tego przedszkola uczęszczały polskie dzieci. Czy z ich rodzicami miała pani dobry kontakt? Tak, odpowiadając na pierwsze pytanie, w mojej klasie było troje dzieci, z tego tylko jedno o czysto polskim pochodzeniu. Polscy rodzice mówili do nich po polsku, mimo, że posługiwali się biegle angielskim i pracowali na odpowiedzialnych stanowiskach. Wspominając o tym chciałabym przełamać powszechnie panujący stereotyp, że Polacy nie uczą sie języka angielskiego na bardziej zaawansowanym poziomie. Tak, miałam dobry kontakt z polskimi rodzicami i z rodzicami innych dzieci. Jak wyglądają początki polskiego przedszkolaka w angielskiej placówce? Czy dzieci radzą sobie językowo? Powiedziałabym, że odpowiedź należy do dzieci, które są tak różne a więc i ich potrzeby są zróżnicowane. Dzieci w odróżnieniu od dorosłych zachowują się naturalnie i jakby dyktują samym sobie na ile chciałyby używać języka, w którym czują się wygodnie albo bezpiecznie czy też eksperymentować z nowym, dopiero co przyswajanym. My, jako rodzice tak naprawdę mało wiemy o tym, co dzieje się

za zamkniętymi drzwiami przedszkola. Kiedy mój syn chodził do przedszkola na południu Londynu, nie miałam pewności czy jest rozumiany przez angielskie nauczycielki, bo w domu mówiliśmy cały czas po polsku. Z czym polskie dzieci mają najwięcej trudności w takim miejscu? Najbardziej chyba z tym, że rzucone są na głęboką wodę i jedne potrafią nauczyć się pływać szybciej w odróżnieniu od innych. Postawa dorosłego jest tutaj wiodąca. Wsparcie emocjonalne poprzez zrozumienie uczucia lęku i obawy oraz braku możliwości porozumiewania się z jednej strony, a także pozawerbalne docieranie do dziecka z drugiej strony, to najskuteczniejsze koła ratunkowe . Gdy ktoś może wesprzeć poprzez rozmowę w języku ojczystym, powinien, moim zdaniem, to uczynić. Kiedy zauważyła pani pierwsze problemy w miejscu pracy? Już w 2010 roku sygnalizowałam kierownictwu o wypowiedziach o charakterze dyskryminacyjnym, z ust zastępcy placówki, pani Lisy Howes. Jak pani myśli, dlaczego kierowniczka przedszkola podjęła decyzję o niezgodnym z prawem jak się później okazało zakazie

rozmawiania w języku polskim w miejscu pracy? Przez długi okres nie było w ogóle rozporządzenia w tej sprawie na terenie przedszkola. Był natomiast oficjalny okólnik o roli języka ojczystego przy wspieraniu nie tylko emocjonalnym , ale również o jego roli w procesach uczenia, wydany przez Wydział do Spraw Szkół, Dzieci i Rodzin przy Ministerstwie Edukacji. Kierownictwo musiało nie wiedzieć, że zaglądałam do niego i dołączyłam później do dowodów sądowych. Wracając do Pani pytania sądzę, że uznali, że w ten sposób potrafią najskuteczniej zamknąć mi usta i zastraszyć mnie. Jak pani zareagowała na taką decyzję? Byłam zaskoczona. Przypuszczałam, że moje wcześniejsze listy o charakterze zażaleniowym na zachowanie pani Lisy Howes spotkają się z częściowym zrozumieniem. Tak więc napisałam na drugi dzień ręczną notatkę o niesłuszności tego zakazu. Sąd wziął ja początkowo pod uwagę, a później odrzucił z dwóch względów: po pierwsze nie miałam silnych dowodów na to, że ją dostarczyłam, a poza tym ta ręczna notatka nie miała charakteru listu zażaleniowego. Wcześniejsze listy miały taki charakter. Podjęła pani decyzję o odejściu z pracy. Dlaczego? Kierownictwo zaczęło mnie izolować , a ostatecznie poinformowali mnie o tym, że kierują moją sprawę do prawnika i poinformują mnie w odpowiednim czasie o wyniku tego postępowania. Wkrótce po tym rozchorowałam sie i mój lekarz uznał, że to wynik stresu i stanów lękowych i że nie powinnam uczęszczać do pracy. Przebywałam na zwolnieniu przez okres 3 miesięcy, podczas którego napisałam dwa kolejne listy z apelem o uzyskanie odpowiedzi na te i poprzednie listy. Taka jednak nie nadeszła. W sumie w całym okresie pracy wystosowałam kilka

listów, które spotkały sie z brakiem odpowiedzi z drugiej strony. A potem przyszedł pomysł, aby byłe miejsce pracy podać do sądu. Trudno było podjąć taką decyzję? Przed sądem pracy był kolejny list, na który nie było odpowiedzi. Była w nim pośrednia zapowiedź, że pójdę dalej. Zwrócenie sie do Sądu Pracy o rozpatrzenie sprawy było kolejnym krokiem, trudnym i niosącym lęk, tym bardziej, że nie posiadałam w tym czasie jeszcze prawnika. Jak wyglądał sam proces i jak zareagowała na to pani była kierowniczka? Po otrzymaniu listu z sądu kierownictwo przysłało mi list z pogróżkami, który był również odpowiedzią na mój ostatni list skierowany pod ich adresem. Później otrzymałam kolejny list z pogróżkami. W pierwszym liście pan Todd straszył mnie, że pozyska wszystkich pracowników na świadków, a poza tym uzyska oświadczenia od moich byłych pracodawców o rzekomo złym zachowaniu w poprzednich miejscach pracy. W drugim liście oprócz tych powyższych padały stwierdzenia, że kłamię i będę pociągnięta za to do odpowiedzialności. Dowiedziałam się również, że zwracając się do świadków o pomoc zakłócam postępowanie sądowe i usiłuję wypaczyć Wymiar Sprawiedliwości. Udało się pani to, o co niełatwo jest zawalczyć na emigracji. Myślę, że niejeden Polak mieszkający w Wielkiej Brytanii może pomyśleć sobie: u mnie w pracy jest tak samo, ale brakuje mi odwagi by zawalczyć o swoje. Pani tę odwagę miała. Pozew do sądu pomógł mi wypełnić mąż i udzielił mi początkowych rad. W pewnym momencie stało się jednak oczywistym, że bez prawnika nie będę mogła kontynuować dalej sprawy. Tutaj zbawienną rolę odegrała moja wieloletnia irlandzka przyjaciółka, która wielkodusznie otoczyła mnie opieką i wsparciem finansowym. Koszty sądowe przekraczały bowiem moje możliwości, tym bardziej, że miałam roczną przerwę w zatrudnieniu. Podjęcie kolejnej pracy sprawiło, że mogłam samodzielnie pokrywać dalsze koszty. Angielska koleżanka z pracy utrzymywała ze mną kontakt i zapewniła mnie, że wystąpi w roli świadka. Jestem tym dwóm osobom niezmiernie wdzięczna za pomoc w słusznej dla nas, Polaków sprawie. Inni świadkowie, w tym Polka, odmówiły uczestnictwa po mojej stronie. Sądzę, że wszystkim stronom, z różnych względów, towarzyszyła duża doza lęku. Od dawna mieszka pani w Wielkiej Brytanii? W 1991 roku założyłam rodzinę. Od tego momentu związałam się na stałe z Wielką Brytanią i to jakby przesądziło o naszym pobycie tutaj. Mam podwójne obywatelstwo: polskie i brytyjskie. Sama jest pani matką. Czy wychowuje pani swoje dzieci po polsku czy raczej po angielsku? W jakim języku pani do nich mówi? Mam czworo dzieci : trzy córki i syna. Z mężem Polakiem i dziećmi mówiliśmy i mówimy w domu po polsku. Moje dorosłe córki od kilku lat studiują poza domem. Rozmawiamy w dalszym ciągu tylko po polsku. Żadne z nich nie ukrywało faktu swojego pochodzenia. Na pewno wychowywałam je w duchu polskim, chociaż w sposób naturalny nabrały wielu cech brytyjskich. Chciałabym, aby moje dzieci czuły się w zgodzie ze sobą i w nieskrępowany sposób manifestowały swoje przywiązanie do dwóch kultur. Co pani by zmieniła, gdyby czas się cofnął? Brak czasu wychowując dzieci i sytuacja finansowa nie pozwalały na dalsze studia akademickie. Szkoda, ale nie żałuję długoletniego macierzyństwa w domu, to był najważniejszy i najlepszy okres w moim życiu, poza tym procentuje do dzisiaj. Zdążyłam jednak uzyskać uprawnienia tłumacza i kwalifikacje w zakresie umuzykalniania dzieci. Czy jest pani szczęśliwa? Moje dzieci to dla mnie największe szczęście i zadośćuczynienie. Świadomość, że nie jestem tutaj oryginalna sprawia, że jeszcze bardziej upewniam się w przekonaniu, że postawiłam na najmocniejszą kartę. Wszystko spod znaku serca. A dzieci innych rodziców są po części również naszymi dziećmi i to przekonanie również w sobie noszę. Bardzo dziękuję za rozmowę. Rozmawiała Małgorzata Mroczkowska


Z dzieckiem do dentysty na wyspach: czy warto korzystać z państwowej służby zdrowia NHS?

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Z państwową służbą zdrowia jest jak z dietą: są jej zwolennicy i przeciwnicy. Polskie rodziny mieszkające w Wielkiej Brytanii zdecydowanie wolą korzystać z usług polskich prywatnych klinik niż iść do dentysty państwowego.

Dzieje się tak głównie z powodu bariery językowej, która skutecznie kieruje nas do gabinetu prowadzonego, co prawda nad Tamizą ale w języku znad Wisły. Trudno się dziwić takiej postawie, bo czy człowiek z bólem zęba jest w stanie logicznie wytłumaczyć w obcym języku, co mu dolega i do tego zrozumieć, co się do niego mówi? O ile o własne zdrowie możemy dbać tak jak nam się podoba, o tyle o zdrowie naszych dzieci jesteśmy odpowiedzialni w stu procentach. Bo kto ma zadbać o zdrowe zęby naszego dziecka jak nie my, rodzice? Od czego zacząć? Od zaprzyjaźnienia się z gabinetem dentystycznym. Jest to możliwe wyłącznie wtedy, gdy dziecko ma jeszcze wszystkie zęby zdrowe. W tak komfortowej sytuacji dziecko nabierze zaufania do fotela dentystycznego i samego lekarza. Nie ma nic gorszego niż pierwsza wizyta z bólem i łzami w oczach. Jak znaleźć dobrego dentystę w swojej okolicy? Najlepiej rozpytać o to znajomych i sąsiadów. Lekarze polecani przez innych pacjentów to najlepsza rekomendacja, której nie zastąpią najlepsze dyplomy z uczelni medycznych. Jeśli nie mamy znajomych lub, tak jak to było w moim przypadku ludzie raczej odradzali swojego dentystę, polecam skontaktować się ze swoją przychodnią. Obowiązkiem GP jest poinformowanie o klinikach dentystycznych znajdujących się w okolicy, których jest całe mnóstwo. Niestety, większość z nich wygląda koszmarnie: stary budynek z maleńkim gabinetem wyłożonym pożółkłą wykładziną skutecznie odstrasza pacjentów nawet z silnym bólem. Pamiętajmy jednak, że w każdej dzielnicy jest co najmniej

jeden gabinet nowoczesny i na wysokim poziomie. Trzeba tylko szukać dotąd, aż się znajdzie. Po niecałej godzinie szukania w internecie udało mi się znaleźć w mojej dzielnicy na południu Londynu świetną, nowoczesną państwową klinikę dla mojego syna. Wizyta została ustalona na ten sam dzień, po południu. Podczas pierwszego spotkania stomatolog nie upierał się, by posadzić dziecko na fotelu dentystycznym, którym syn był bardzo przestraszony. W zamian zaproponował mu by usiadł na stołeczku w kształcie ząbka i tam obejrzał wszystkie zęby. Ponieważ wszystko było w porządku za-

Mama na Wyspach

21

proponował kolejną wizytę w następnym tygodniu. Zdziwiona zapytałam, w jakim celu. - Widzi pani – odpowiedział spokojnie – Nam nie chodzi o to, żeby przyciągnąć dziecko na siłę do gabinetu i mieć z głowy wizytę, ale o to by nauczyć go regularnych wizyt. Za tydzień dziecko będzie mniej zestresowane, bo już wie, że nic złego go tu nie spotka i powoli nauczy się siadać na fotelu. Tylko regularne wizyty uchronią jego zęby przed mało przyjemnymi niespodziankami. Byłam absolutnie oczarowana postawą dentysty mojego syna. Na koniec wizyty zapytał czy może wolałabym polskiego dentystę, bo tak się składa, że mają w swoim zespole stomatologa z Krakowa. I tu kolejna dobra wiadomość: w większości angielskich gabinetów pracują również polscy stomatolodzy. Jeśli komuś naprawdę zależy na polskiej jakości usługi, a zwłaszcza na rozmowie w języku polskim to warto poszukać takiego gabinetu. Dla dzieci wrażliwych polecamy kontakt z klinikami specjalizującymi się w obsłudze pacjentów wymagających, ze „special needs”. Umawiając dziecko do takiego dentysty nie trzeba okazywać żadnych zaświadczeń lekarskich, a mamy pewność, że lekarz został odpowiednio przeszkolony w traktowaniu wyjątkowych małych pacjentów i co najważniejsze ma do nich cierpliwość. Pamiętajmy, że leczenie zębów u dzieci do 18 –tego roku życia jest w Anglii bezpłatne. Warto korzystać z takiej możliwości i tym bardziej zachęcamy do częstych, „zapoznawczych” wizyt z dzieckiem, za które nie zapłacimy ani funta. Przed udaniem się na pierwszą wizytę z dzieckiem warto poczytać mu książeczkę dotyczącą tego tematu i tutaj polecamy serię Mądra Mysz, Zuzia idzie do dentysty. To świetne przygotowanie, przynajmniej teoretyczne przed tak wielkim krokiem w życiu dziecka, jakim jest wizyta u stomatologa. (mm)

Moje dziecko rozwija się inaczej. Wprowadzenie do pracy z dzieckiem Metodą Krakowską Rodzi się dziecko. Ten najcudowniejszy dzień staramy się utrwalić w naszej pamięci i na zdjęciach, do których potem z sentymentem wracamy. Dziecko jest śliczne, pachnące, doskonałe. Rośnie zdrowo, uśmiecha się do mamy, poznaje tatę. Istna bajka. Tak przynajmniej jest w większości przypadków. I nagle przychodzi taki dzień, kiedy czujne oko matki wychwytuje jakąś maleńką różnicę, która po wielogodzinnych przemyśleniach urasta do rozmiarów kuli ziemskiej. Z dzieckiem zaczyna dziać się coś dziwnego. Zamiast puszczać autko po dywanie, dziecko woli ustawić je w równym rządku albo odwraca samochód i bez przerwy bawi się obracając jego kółka. A może to tylko chwilowe zachowanie, może to mu przejdzie? Dziś rozpoczynamy na naszej stronie nową serię o pracy z dziećmi, które rozwijają się inaczej niż wszystkie. Na nas, matkach ciąży ogromna odpowiedzialność w kształtowaniu całego przyszłego życia dziecka. To przecież my, a nie ojcowie jako pierwsze zauważamy, że z naszym dzieckiem dzieje się coś niepokojącego. I to właśnie ojcowie bardzo często bagatelizują nasze przeczucia mówiąc: przesadzasz, jak zwykle szukasz dziury w całym, przecież jemu nic nie jest. My jednak wiemy swoje, bo to przecież matka, a nie ojciec spędza z dzieckiem całe dnie na zabawie i obserwacji. Ojciec, pracujący i dbający o zapewnienie wszystkich potrzeb swojej rodziny, nawet przy największych staraniach nie jest w stanie spędzić z dzieckiem tyle samo czasu, co matka. Jest też inny wymiar tej sprawy, mianowicie spotkania towarzyskie z innymi matkami. Ojcowie, nawet gdy idą na spacer z dzieckiem wolą zabrać je do kina czy na mecz niż do piaskownicy. Stąd ojciec ma mniej porównania do innych dzieci. Nie widzi ich i nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego jedyne i najukochańsze jest jednak nieco inne niż dzieci w jego wieku. Matka, zabierając dziecko do przyjaciółki, która ma również dzieci w podobnym wieku szybko wychwyci różnice, nawet te pozornie niewielkie i bez znaczenia. Takie obserwacje są dla wielu matek źródłem niekończącej się frustracji, co w najgorszym przypadku może doprowadzić do zaniechania spotkań z innymi dziećmi, na tle których nasze wypada bardzo słabo. Jakże często w takich sytuacjach słyszymy zdanie: Twój syn jeszcze pije z butelki? Mój już od kilku miesięcy pije ze szklanki, sama zobacz. Albo Powinnaś być bardziej stanowcza i zabronić mu tego ciągłego rzucania zabawkami. Moja Tosia w jego wieku umiała się już porządnie bawić, a nie tylko rozrabiać. Jeden problem rodzi kolejny problem. Przecież matka wie i widzi, że jej dziecko bawi się inaczej lub zachowuje w sposób odbiegający od normy (na przykład macha rączkami wokół uszu w momentach podniecenia),

ale sama nie wie, co ma z tym fantem zrobić. Kiedyś usłyszałam nawet takie zdanie od sfrustrowanej młodej mamy: No przecież nie zamknę go w czterech ścianach, on musi zobaczyć jak zachowują się inne dzieci, to się nauczy. Takie spotkania z innymi matkami i ich dziećmi powinny uświadomić nam skalę problemu: czy jest to problem mały, który przy odpowiedniej pracy da się samemu naprawić czy jest to problem sięgający dużo głębiej. Jeśli wołamy dziecko po imieniu, a ono nie reaguje, a wręcz ucieka od nas to mamy prawo podejrzewać, że ma problem ze słuchem i należy to zbadać. Matki, których dzieci rozwijały się inaczej często spotykają się z taka opinią rodziny, sąsiadów, a nawet lekarzy: - przecież on z tego wyrośnie - niech pani się nie martwi, każde dziecko rozwija się indywidualnie - jeszcze ma czas, nadrobi i będzie świetnie mówił. Najgorszy jest brak wsparcia ze strony rodziny w postaci dobrych rad typu: mój syn też w tym wieku nie mówił, a teraz gada bez przerwy albo ja także nie chodziłam do drugiego roku życia i jakoś się nauczyłam, więc nie ma się co martwić. Czy rzeczywiście nie mamy się, o co martwić? Faktem jest, że każde dziecko rozwija się indywidualnie, jedno siada już w piątym miesiącu życia, inne w siódmym. Jednak dziecko niesiedzące w dziewiątym miesiącu życia może napawać matkę niepokojem. Jak pisze prof. Jagoda Cieszyńska w swojej książce Wczesna diagnoza i terapia zaburzeń autystycznych. Metoda krakowska mamy tu do czynienia nie z rozwojem indywidualnym ale z rozwojem zakłóconym. W takim przypadku należy podjęć działania mające na celu jak najszybszą pomoc dziecku. Źródłem sukcesu jest jak najwcześniejsza interwencja terapeutyczna, a porażką jest nie podjęcie takich zadań wobec dzieci, które ewidentnie tego potrzebują. Jeśli dziecko w czternastym miesiącu życia nie mówi swoich pierwszych wyrazów, to mamy do czynienia z opóźnionym rozwojem mowy wymagającym interwencji terapeutycznej. Prawidłowy rozwój dziecka charakteryzuje się harmonijnym pojawianiem się kolejnych etapów, co możemy zaobserwować u zdecydowanej większości dzieci zdrowych. Oto, co pisze prof. Cieszyńska: „Nie wiem, skąd niektórym specjalistom przychodzi do głowy, by mamić rodziców magią czwartego roku życia. Czy ktokolwiek może przypuszczać, że zdmuchnięcie czterech świeczek na urodzinowym torcie zadziała jak czarodziejska różdżka? Dziecko, które w piątym roku życia nie mówi, w odmienny sposób buduje swój obraz świata i nigdy już nie będzie mogło włączyć funkcji językowych na takim poziomie, jak czynią to jego posługujący się językiem rówieśnicy. (…) Określenie zdąży nadrobić jest przejawem całkowitej ignorancji mówiącego, bowiem brak odpowiednich

umiejętności w pierwszych latach rozwoju dziecka skutkuje opóźnieniem wszystkich funkcji poznawczych.” Ta czarodziejska różdżka jest narzędziem dobrze znanym niejednej matce, która w środku przepłakanej nocy skrycie marzy o takim właśnie narzędziu, które pewnego dnia po prostu zaczaruje jej dziecko, które od tej pory będzie zachowywać się jak wszystkie inne. Zła wiadomość dla mam brzmi: nie ma takiej różdżki i trzeba zejść na ziemię i obudzić się ze snu, że stanie się mały cud. Dobra wiadomość jest taka, że w dzisiejszej medycynie i terapii istnieją środki i możliwości prowadzące do poprawy zachowania dzieci, które rozwijają się inaczej niż ich rówieśnicy. Cała sztuka polega na uwierzeniu w moc pracy z dzieckiem, pracy indywidualnej, zaangażowanej, która po wielu tygodniach, miesiącach i latach daje wspaniałe wyniki. Nie liczmy na to, że nauczyciel czy wychowawca w przedszkolu nauczy nasze dziecko tego, czego my nie potrafiliśmy zrobić sami. To my, rodzice jesteśmy odpowiedzialni za ich los, a nie szkoła czy inna instytucja. To matka, a nie lekarz zna dziecko najlepiej i to matka wie, czy dziecko rozwija się inaczej, czy mniej mówi lub czy przestało nagle chodzić. Nie dajmy sobie wmówić bajek w stylu, że kiedyś nauczy się samo. Pomyślmy raczej, co będzie, jeśli tak się nie stanie. Naszą negatywną energię podszytą pesymizmem i brakiem wiary w dziecko skierujmy na działanie. Uwierzmy w to, że nasz maluch również może mówić i bawić się tak jak inne dzieci. Przy użyciu odpowiednich narzędzi, takich jak terapia i praca indywidualna z dzieckiem można osiągnąć więcej niż nam się wydaje. Na zakończenie jeszcze jedno zdanie od prof. Cieszyńskiej: „Wielokrotnie podkreślam, że na początku terapii dziecko będzie się buntować, przejawiać agresywne zachowania, próbować manipulować rodzicami. Bez względu na niechęć dziecka do ćwiczeń, należy je rozpocząć natychmiast. Nikt nie ma wątpliwości, że chore dziecko musi otrzymać zastrzyk, mimo że płacze, że ranę należy zaszyć, mimo że krzyk dziecka dotyka naszego serca, że ząb musi być leczony, choć to sprawia ból. (…) Rozpoczęcie zaprogramowanych ćwiczeń pozwala rodzicom poprzez działanie podjąć walkę o zmianę jakości życia dziecka”. O szczegółach pracy z dzieckiem w domu metodą krakowską będziemy regularnie pisać na naszej stronie. Małgorzata Mroczkowska W tekście wykorzystano fragmenty książki autorstwa prof. Jagody Cieszyńskiej, Wczesna diagnoza i terapia zaburzeń autystycznych. Metoda krakowska, Kraków 2011.


22

Powieść

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Męska sprawa - Marek Kędzierski - Panie Zdzisiu... – zaczął, lecz zanim dokończył w drzwiach stanęło dwóch przybyszów napakowanych, z ogolonymi głowami i w ciężkich buciorach. Ich wygląd mówił sam za siebie. Podeszli do kontuaru. Pierwszy, wyglądający na inteligentniejszego niż kolega, oparł się łokciami o ladę. - Dobry! – rzucił na powitanie. – Kibice Śląska Wrocław są głodni. Jakieś żarełko i piwko by się przydało. Drugi obrzucił pogardliwym spojrzeniem wnętrze przydrożnego baru i jego klientów, a potem porozumiewawczo kiwnął na swojego towarzysza. Taksówkarz przezornie spuścił głowę i z nienaturalnym zapałem zabrał się za końcówkę swojego posiłku. - A macie czym zapłacić? – spytał Henio rzeczowo. - Od Polaków chcesz kasę brać, człowieku? Bardzo mnie zawiodłeś… Zapłacimy ci dobrym słowem, prawda, Orzech? Ton i słowa kibica nie pozostawiały wątpliwości co do zasobności jego portfela i chęci zapłaty. Orzech skrzywił się jeszcze bardziej pogardliwie i skinieniem głowy potwierdził słowa kolegi. Właściciel baru, trzymając nerwy na wodzy, wycedził przez zęby: - Dam wam parę piw, jeśli zaraz się stąd wyniesiecie. - No, od razu po ludzku gadasz – rozpromienił się kibic. – Jak chcesz, to potrafisz – po przyjacielsku klepnął Henia w ramię. Nieproszeni goście wyszli, niosąc siedem piw i tyleż samo słusznych porcji pieczonego kurczaka. Przywitały ich entuzjastyczne okrzyki triumfu kumpli, czekających przed barem. Tymczasem zanim dwójka kibiców dołączyła do pozostałych, sprawy przybrały obrót, którego Henio za wszelką cenę starał się uniknąć. Towarzysze Orzecha i jego kolesia nie zamierzali bezczynnie czekać na kompanów załatwiających sprawę z właścicielem baru. Nadarzyła się okazja do dobrej zabawy, z której nie mogli przecież nie skorzystać. Pięciu rosłych kiboli otoczyło stolik studentów, skupiając swoje zainteresowanie na siedzących tam dziewczynach. - Cześć, lalunia. Może masz ochotę na prawdziwego mężczyznę? Garowało się pięć lat. Nie miałem kobiety i jestem w potrzebie – rzucił zaczepnie kibic z wytatuowanymi aż po nadgarstki ramionami. Jego twarz zatwardziałego kryminalisty budziła strach już na pierwszy rzut oka. - Idziemy stąd! – zakomenderował okularnik i cała czwórka jak na komendę wstała od stołu. - Siedź, jak ci dobrze! – silne ręce bandziora posadziły go z powrotem. Reszta grupy także usiadła, nie chcąc drażnić łobuzów. - Kitek, bierz się za lalę! – krzyknął Orzech zachęcająco i pociągnął potężny łyk ze swojej butelki. Opryszkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Ku uciesze kolegów, popijających z gwinta przyniesiony właśnie złocisty napój, zręcznym ruchem wcisnął dziewczynie rękę za dekolt, czym wzbudził entuzjastyczne okrzyki podziwu i zachęty. Dziewczyna wyrwała się i z całej siły wymierzyła mu siarczysty policzek, lecz reakcja była natychmiastowa. Bandzior nie zamierzał pozostać jej dłużny. Jego żylasta dłoń wylądowała na delikatnej buzi. Dziewczyna zatoczyła się pod ciosem i upadła. Ukryła

twarz w dłoniach, po czym wybuchła głośnym płaczem. Okularnik rzucił się na oprawcę, ale błyskawiczne, precyzyjne uderzenie prosto w nos pozbawiło go wszelkich złudzeń co do szans w starciu z recydywistą. Chłopak zgiął się wpół, łapiąc się za twarz; przez palce popłynęła czerwona strużka. Druga para siedziała jak skamieniała na swoich miejscach, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Przy stole zajmowanym przez mnichów młodzi zakonnicy spojrzeli pytająco na starszego. Położyli dłonie na stole gotowi wstać i włączyć się do bitki, ale ich towarzysz zdawał się nie dostrzegać zajścia. Spokojnie dokończył posiłek, odsunął tekturową tackę i starannie wytarł usta papierową serwetką. Tymczasem wytatuowany kibic chwycił za włosy zanoszącą się od płaczu dziewczynę i przybliżył jej twarz do swojej. Dziewczyna zamilkła, sparaliżowana strachem. Brodaty zakonnik wreszcie podniósł wzrok. - Panowie, nie wszczynajcie awantur – powiedział tak łagodnym tonem, że w pierwszej chwili jego słowa w ogóle nie dotarły do agresorów. – Zostawcie tych młodych ludzi, którzy nie uczynili wam żadnej krzywdy i idźcie swoją drogą. Ton i treść wypowiedzi podziałały na napastników jak filmowa stop - klatka. Zdumienie bezczelnością klechy przeniosło uwagę bandytów na mężczyzn w habitach. - Ty mnie, księżulku, nie wkurwiaj, bo też możesz zebrać. Wypierdalać stąd, cioty, i to już! – wrzasnął wytatuowany. Zacisnął chwyt i potrząsnął energicznie głową śmiertelnie przerażonej studentki, a potem spojrzał na swoją ofiarę. Jego usta wykrzywił jadowity uśmiech. Nawet mu przez myśl nie przeszło, że mnisi mogą zignorować jego nakaz. - Do czego nam przyszło, gdy dobre słowo nie wystarcza… – brodaty mnich zwrócił się do swoich młodszych braci, wzdychając ciężko, a potem skinął przyzwalająco głową. Jego towarzysze przeżegnali się pośpiesznie i wstali od stołu. Pierwszy z nich szybkim, pewnym krokiem podszedł do wytatuowanego, który przyglądał mu się zupełnie zaskoczony, i błyskawicznym, wyćwiczonym uderzeniem w ucho posłał bandytę na ziemię. Krótkie, fachowe kopnięcie w staw kolanowy ostatecznie wyłączyło wijącego się z bólu bandziora z dalszej walki. Drugi zakonnik zajmował się już oprychami po przeciwnej stronie stołu. Dziecinnie nieporadne ataki kibiców spotykały się ze skuteczną reakcją pięści i obutych w sandały stóp zakonnika. Niemal każdy jego cios czy umiejętnie zastosowana dźwignia powodowały pęknięcie kości lub wywichnięcie stawu przeciwnika. Nie pomogły nawet wydobyte z kieszeni noże. Kilka minut później trzech kibiców Śląska Wrocław słaniało się na nogach, trzymając się oburącz za głowy. Po chwili padli na ziemię, dołączając do wijących się z bólu kompanów, a wokół stolików pozostały porozrzucane butelki i porcje kurczaków. Oszołomieni studenci powoli dochodzili do siebie. Tymczasem zakonnicy, jak gdyby nigdy nic, oddalili się w stronę Sobótki. - Jasna cholera! Niech mnie szlag… – wyszeptał w najwyższym zdumieniu taksówkarz. Wytrzeszczał oczy, gapiąc się to na pobojowisko za oknem, to na właściciela baru. – Panie Heniu, co to było?

Właściciel jadłodajni miał jednak inne zmartwienia na głowie. - Panie Zdzisiu, mam do pana prośbę. Nic pan nie widział, nic nie słyszał, a najlepiej to w ogóle tu dzisiaj pana nie było, dobrze? Po co nam obu dodatkowe kłopoty? Tamte gnoje nic policji nie powiedzą, bo to by był dla nich dyshonor. Z młodymi sam porozmawiam. - Skoro pan tak mówi, panie Heniu... Dobra, jasna sprawa. Na mnie może pan liczyć. Się rozumie – odparł taksówkarz, wciąż oszołomiony zajściem. Uścisnęli sobie dłonie i pan Henio wyszedł do studentów. Taksówkarz zastał swoją pasażerkę siedzącą wygodnie na tylnej kanapie wozu. Sprawiała wrażenie osoby głęboko pogrążonej w myślach i chyba nawet nie zauważyła jego nadejścia. Pan Zdzisio z trudem wgramolił się na fotel kierowcy, samochód zakołysał się. Rzucił szybkie spojrzenie w lusterko. Jego obecność ani na moment nie przerwała rozmyślań kobiety. - Niech pani żałuje, że nie poszła pani ze mną – powiedział, wpatrując się w odbicie pasażerki. Hana nie zaszczyciła go spojrzeniem. Nie dała po sobie poznać, że w ogóle słyszy skierowane do siebie słowa. - Szkoda, że pani nie widziała – taksiarz nie dawał za wygraną – jak dwóch księżulków rozpieprzyło bandę żuli. Było ich chyba z piętnastu, a te dwa cherlawe chłopaczki złoiły im du..., to znaczy tyłki. Aż miło było popatrzeć. Hana wbiła swój surowy wzrok w mężczyznę. - O czym pan mówi?! – ożywiła się nagle. Kobieta pochyliła się gwałtownie i chwyciła mocno oparcie fotela kierowcy. Zimno wpatrywała się w mężczyznę, czekając na wyjaśnienia. - Księżulki, no takie z kościoła... – odpowiedział pan Zdzisio trochę zbity z tropu nagłą, zupełnie niespodziewaną reakcją kobiety. – No, spuścili łomot jakimś żulkom. I to taki łomot, że ja cię przepraszam. Kobieta szarpnęła klamkę tylnych drzwi i jednym susem wypadła na zewnątrz, a potem pobiegła w kierunku baru tak szybko, na ile pozwalała jej wąska spódnica. Właściciel baru zdążył już wrócić za ladę. Przywitał ją życzliwym uśmiechem, polerując kryształowo czystą szklankę do piwa. - Czym mogę służyć? – zapytał pogodnie. - Tu byli przed chwilą zakonnicy. Gdzie poszli? – zapytała tonem nie znoszącym sprzeciwu i oparła się oburącz o kontuar. - Proszę? – najwyraźniej nie był to koniec niezwykłych wydarzeń, jakie los zaserwował tego dnia panu Heniowi. - Było tu dwóch zakonników. Pytam, w którą

stronę poszli? – irytacja w głosie Hany nie pozostawiała wątpliwości, że żąda pełnej współpracy. – Proszę pana, to sprawa najwyższej wagi. Muszę ich znaleźć i to natychmiast! Właściciel wyszynku nagle spoważniał. Dłonie polerujące szklankę zastygły w bezruchu. Widoczna przed momentem na jego twarzy życzliwość gdzieś się ulotniła. Mężczyzna wbił w atrakcyjnego natręta lodowaty wzrok. - Nie wiem, o czym pani mówi – słowa wypowiadał powoli i dobitnie, patrząc kobiecie prosto w oczy. - Niech pan posłucha... – w jej głosie zabrzmiał wyraźny ton groźby, którą zresztą łatwo mogła zrealizować, jednym celnym uderzeniem, „zachęcając” go do współpracy. Mimo mocnej budowy, pan Henio nie miałby z nią żadnych szans. - Nie, to niech pani posłucha – przerwał jej bezceremonialnie. – Nie było tu żadnych zakonników i myślę, że powinna pani sobie już pójść, bo będę musiał zadzwonić po policję. Kobieta wyprostowała się i sięgnęła do wewnętrznej kieszeni żakietu. - No, dobrze. Ile za informację? Jednym ruchem wysunęła z portfela imponujący plik banknotów. Patrzyła wyczekująco na właściciela lokalu. - Niech pani już idzie – odpowiedział spokojnie i cicho, widać było jasno, że mężczyzna uznał tę rozmowę za ostatecznie zakończoną. Hana zmarszczyła brwi i zacisnęła usta, a potem z bezsilną złością wcisnęła pieniądze z powrotem do portfela. Gdzieś na Bliskim Wschodzie z łatwością wyciągnęłaby od tego hardego mężczyzny potrzebne jej informacje. Zdawała sobie jednak sprawę, że w tym kraju, pełnym dziwnych uprzedzeń do jej ojczyzny, nie należy prowokować niepotrzebnych kłopotów. Ten człowiek nigdy w życiu nie dowie się, jak wielkie miał dzisiaj szczęście. - Do widzenia – wycedziła, odwracając się w stronę drzwi. Barman odprowadził ją wzrokiem do wyjścia. Pan Zdzisiu przechadzał się tam i z powrotem, co rusz nerwowo zacierając dłonie. Oparł się oburącz o maskę samochodu i rzucił karcące spojrzenie w kierunku zbliżającej się kobiety. - Ale mnie pani załatwiła – powiedział grzecznie, lecz z nutą pretensji w głosie. – Pan Heniu kazał mi nikomu nic nie mówić, a pani musiała się wygadać. Co on sobie teraz o mnie pomyśli? - Jedziemy – odrzekła szorstko, nie oczekując niczego innego, jak natychmiastowego wykonania polecenia. Ciąg d alszy nastąpi ....


Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Sport

23

MAREK LASKOWSKI

Łukasz Lipczewski rozmawiał z Markiem Laskowskim po wygranej walce z 16 listopada 2013 r. Ł.L : W pierwszej rundzie miałeś zdecydowana przewagę nad Martinem McCordem. W drugie j rundzie natomiast zabrakło dynamiki. Jednak runda trzecia i czwarta Zdecydowanie były na twoją korzyść. Jak oceniasz swoją walkę? M arek Laskowski: Tak, zgadzam się z twoją oceną. Pierwszą rundę zacząłem mocno, drugą faktycznie trochę przespałem, może poczułem się zbyt komfortowo, a trzecią i czwartą popchnąłem już z całej siły. Jestem zadowolony ale jednak było tam trochę elementów które muszę dopracować. Było sporo trzymania, muszę popracować nad wyjściem z klinczu i nad walką w półdystansie. Parę razy poczułem, że Martin tracił równo-

Urodzony 7 sierpnia w 1988 roku we Wrocławiu. Pięściarz (170 cm, 65.3 kg) wagi półśredniej z klubu Granite City ABC w Aberdeen. Przygodę z boksem rozpoczął w 2003 roku w klubie Gwardia Wrocław. Na ringu amatorskim odbył ponad 60 walk. Zdobył między innymi brązowy medal w Młodzieżowych Mistrzostwach Polski, zdobył Mistrzostwo Dolnego Śląska. Nabył również doświadczenia w meczach na europejskich ringach. Do Aberdeen przyjechał w 2010 roku i trenuje pod okiem Davida McAllistera. W listopadzie 2012 roku w Glasgow zadebiutował na ringu zawodowym pokonując Jasona Nesbita wynikiem 58-56. W Aberdeen 16 listopada 2013 odbył piątą walkę, wygrywając na punkty z Martinem McCordem wynikiem 39-37. Na koncie ma 3 zwycięstwa, 1 przegraną i 1 remis (3-1-1). W przyszłym roku trener David McAllister zapowiedział, że wystawi Marka na mecze o tytuł brytyjskiego mistrza w kategorii półśredniej (do 66,678 kg), a następnie o polski tytuł mistrzowski.

wagę i wtedy zawieszał się na mnie. Ł.L : Two je prawe proste dochodziły bardzo dobrze, dlaczego było ich tak mało? M .L : Czułem, że gdy wyprowadzałem prawe proste moją przednią ręką, byłem wtedy za bardzo odsłonięty i obawiałem się kontrataku. Musze przyłożyć się do większej aktywności, a obawy pozostawić mojemu trenerowi w narożniku. Ł.L : Gratuluje zwycięstwa i wiem, że tą walkę dedykowałeś swojemu synowi. M .L : Tak, to była walka dla mojego syna z okazji jego pierwszych urodzin, a także dla mojego taty, który po raz pierwszy oglądał mnie na żywo na ringu. Ł.L : Dziękuje za rozmowę i najlepsze życzenia dla syna. M .L : Dziękuje.


24

Sport

Gazeta

POLONIJNA.co.uk

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Polska - Słowacja w obiektywie Daniela Kowalskiego

Polska - Irlandia w obiektywie Daniela Kowalskiego


Gazeta

Wydanie nr 9 (grudzień 2013)

Falstart Adama Nawałki Porażka ze Słowacją (0 -2) oraz bezbramkowy remis z Irlandią to bil ans dwóch pierwszych spotkań reprezentacji pod wodzą Adama Nawałki. Pierwsze powołania Nawałki zaskoczyły wszystkich, nikt zbytnio jednak z nimi nie polemizował. W reprezentacji pojawiło się sześciu debiutantów: Kosznik, Olkowski, Mączyński, Adam Marciniak, Rafał Leszczyński oraz Tomasz Hołota. Aż trzech z nich to byli podopieczni nowego selekcjonera w Górniku Zabrze. Z jednej strony taki ruch nie dziwi, bo trener dokładnie wie na co ich stać, z drugiej jednak, w razie niepowodzenia. takie ruchy mogą wywołać krytykę i ...wywołały.

Sport

POLONIJNA.co.uk

O pierwszym meczu ze Słowacją na Stadionie Miejskim we Wrocławiu wszyscy chcą pewnie jak najszybciej zapomnieć, bo "białoczerowni" zawiedli na całej linii. Tradycyjnie już nie spisała się formacja obronna, ale nie bez winy byli też piłkarze odpowiedzialni za zadania ofensywne. Obie bramki straciliśmy po szkolnych błędach, a trzeba zaznaczyć, że wynik mógłby być bardziej okazały, gdyby nie bardzo dobra postawa Artura Boruca, który uratował "biało-czerwonych" od straty przynajmniej dwóch kolejnych goli. Bramkarz Southampton FC był bezsprzecznie najlepszym zawodnikiem naszego teamu. Po meczu ze Słowacją podzielił opinię dziennikarzy oraz kibiców. — Chyba gorzej już być nie może, więc jestem przekonany, że każdy na-

stępny mecz będzie w naszym wykonaniu juz tylko lepszy — powiedział bramkarz "Świętych". — Nie będę nikogo oceniać, bo to nie moje zadanie. Cała defensywa zagrała słabo i musimy z tego wyciągnąć wnioski. We kolejnym spotkaniu, z Irlandią, trener dokonał aż ośmiu zmian kadrowych, wymieniając praktycznie całą obronę. Nowa formacja plan wykonała, nie dupuszczając do utraty bramki. Pozostał jednak pewnien niedosyt, ponieważ po raz czwarty z rzędu nie potrafiliśmy znaleźć recepty na zdobycie gola. W dalszym ciągu trwa strzelecka niemoc Roberta Lewandowskiego. W Poznaniu miał mu w tym pomóc Jakub Błaszczykowski, którego zadaniem było dogrywanie piłek do supersnajpera Borusii Dortmund, ale nic wielkiego z tego nie wyszło. Tym razem, szczególnie w drugiej części spotkania, "biało-czerwoni" byli bardziej zdeterminowani, by osiągnąć korzystny rezultat. Sama ambicja zdała się jed-

U13: RZĄDZA REWANŻU

U9: OSKAR SHOW Aż 6-0 wygrali swój mecz dziewięciolatkowie

z London Eagles, którzy w kolejnym ligowym meczu zmierzyli się z London Athletic. Bohaterem spotkania był Oskar Fiedorczyk, który aż pięć razy wpisał się na listę strzelców. Mecz poprzedziła minuta ciszy w hołdzie poległym żołnierzom tzw. Remembrance Day. Podopieczni Bartłomieja Malczewskiego oraz Arkadiusza Stobbe od pierwszych minut narzucili swój styl gry, a mecz w przeważającej części toczył się na połowie przeciwnika. Neskuteczność oraz brak szczęścia spowodowały, że pierwsza połowa zakończyła się zaledwie

Turniej Mikołajkowy dzieci w Wakefield Polish Lions Football Academy zaprasza na mikołajkowy turniej piłkarski "Raddy Cup", który odbędzie się 8 grudnia w Wakefield. Impreza odbędzie się pod patronatem piłkarza Nottingham Forest, Radosława Majewskiego. Organizatorzy zapraszają wszystkie chętne zespoły w kategoriach: U5, U7, U9, U11 oraz U13 (mogą one ulec zmianie w zależności od ilości chętnych). Zgłoszenia przyjmowane są do 23 listopada, a koszt wpisowego to jedyne 20 funtów. Do dyspozycji będą trzy zadaszone boiska ze sztuczną nawierzchnią astroturf, nie zabraknie też innych atrakcji jak np. dmuchany zamek. Na turnieju pojawi się gość specjalny, Radosław Majewski, który wręczy dzieciakom pamiątkowe puchary i medale. Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej www.polishlions.co.uk oraz telefonicznie pod numerem 0773 525 1442. Adam WÓJCIK

nak na niewiele. To był nasz ostatni sprawdzian w tym roku. W przyszłym najprawdopodobniej zagramy z Rosją, Niemcami oraz Hiszpanią. A póżniej już eliminacje do kolejnych mistrzostw Europy. Oby nowemu trenerowi starczyło czasu na przeprowadzenie właściwej selekcji. Daniel Kowalski z Wrocławia i Poznania Fot. Daniel Kowalski / Agencja SPORTPRESS

Sukcesy „orłów” z Londynu

jednobramkowym prowadzeniem. W przerwie meczu sztab szkoleniowy zmotywował chłopców do większego pressingu, co przyniosło spodziewany efekt, bo w przeciągu kilku minut Oskar Fiedorczyk ustrzelił klasycznego hat-tricka. Razem w tym mecz strzelił ich aż pięć, a w całym obecnym sezonie dziewięć. Skład London Eagles FC U9: Mateusz Jurewicz, Tobiasz Wasilewski, Marek Kłodnicki, Krystian Wójcik, Adrian Stobbe, Łukasz Chomicz, Oskar Fiedorczyk, Sebastian Sikora. Trenarzy: Bartek Malczewski oraz Arkadiusz Stobbe.

London Eagles FC to jedna z najprężniej działających polskich szkółek piłkarskich w Wielkiej Brytanii. Klub prowadzi zespoły w aż sześciu kategoriach wiekowych, z czego aż pięć rywalizuje w ligowych rozgrywkach. Praktycznie każda z nich odnosi spore sukcesy.

25

Zwycięstwem, choć już mniej okazałym zakończył się też pojedynek grupy U13, którzy po ciekawym widowisku ograli Headstone Manor 5-3. Początek meczu bardzo dobrze ułożył się dla gości, którzy już po trzech minutach gry prowadzili 1-0. Stracona bramka podziałała na "orłów" niezwykle mobilizująco, bo już cztery minuty później Rafał Abramczyk pięknym strzałem doprowadził do wyrównania. a kilka minut później Marcin Samsel zmusił do błędu obrońcę rywala, który wpakował piłkę do własnej bramki. Jeszcze przed przerwą obie

drużyny zdobyły po bramce z rzutów karnych i pierwsza połowa zakończyła się minimalnym prowadzenim "orłów" 3-2. Druga połowa to już popis umiejętności piłkarzy London Eagles, którzy ostatecznie wygrali cały mecz 5-3.

U7: PIŁKARSKA EGZEKUCJA Aż dwadzieścia pięć bramek padło w meczu siedmiolatków London Eagles - London Athletic. Bardziej godne uwagi jest jednak to, że 24 z nich to dzieło naszych "orłów". Od pierwszych minut spotkania można było dostrzec ogromną różnicę w wyszkoleniu technicznym obu drużyn. Po pięciu minutach meczu London Eagles prowadzili już 7-0, aby nieco wyrównać poziom gry, trenerzy naszego zespołu postanowili wycofać jednego zawodnika. Mimio to obraz gry nie uległ zmianie i mecz zakończył się ostatecznie wynikiem 24-1. Skład London Eagles FC U7: Alexander Le Boudec, Dylan Czyzycki, Sebastian Surmacz, Jan Szelka, Nathaniel Jurczenia, Kacper Plak, Jakub Banaszak, Cyprian Ligieza. Trenerzy: Tomasz Dorabiala, Jacek Sendrowski. Adam WÓJCIK


To miejsce reklamowe

kosztuje tylko 25 f i czeka na Ciebie

Zadzwoń teraz: 07 851 871 891

JUST BE PHOTOGRAPHY

Justyna Bartczak fotografia artystyczna, reklamowa, reportażowa, imprezy okolicznościowe oraz sesje fotograficzne email: jbartczak.photo@gmail.com tel. 07514 099653

- NAPRAWA SAMOCHODÓW, MOTOCYKLI I QUADÓW; - DIAGNOSTYKA KOMPUTEROWA; - OPONY ORAZ SERWIS OGUMIENIA; - GEOMETRIA LASEROWA - SERWIS I PRZYGOTOWANIE DO MOT-U; - WSZYSTKIE MARKI I MODELE; - WYSOKA JAKOŚĆ I NISKIE CENY! 138 Craigshill Road, Livingston, EH54 5DT tel: 07853 869 367 (Piotr) lub 07594 314 136 (Michał) - www.pm-repair.co.uk

Wielkie wyprawy w małych grupach www.batadventure.com

To miejsce reklamowe

kosztuje tylko 25 f i czeka na Ciebie

Zadzwoń teraz: 07 851 871 891

NAPRAWA MOTOCYKLI - wymiana zestawów napędowych MATMAR - hamulce

emigracze syndycut sound system - album do ściągnięcia z fanpage’u

- wymiana płynów eksploatacyjnych - wymiana łożysk - przygotowanie motocykla do M.O.T - pomoc w oględzinach motocykla - transport motocykla oraz więcej ......

www.facebook.com/EmigraczeSyndycutSoundSystem

To miejsce reklamowe PIRAMIDA STUDIO

THE WORLD IS

TOo SMALL FOR US

303arts.com

kosztuje tylko 25 f i czeka na Ciebie

Zadzwoń teraz: 07 851 871 891

Tel: 07594 309 375 - Adres: Glenpark Ind.Est . Unit 7, Glasgow G31 1NU


DIGI SAT

POLSKA TELEWIZJA W TWOIM DOMU Krzysztof, Tel. 07963 629 407 email: digisat@post.pl

*JACKO BUILDERS EDINBURGH LTD* tel. 07784 562 637 - www.builderjacko.com

Oferujemy szeroki wachlarz usług budowlanych począwszy od kapitalnego remontu Twojego mieszkania, biura lub domu a skończywszy na drobnych naprawach bieżących. Wszystko w oparciu o jedną firmę, która wykona zadanie od A do Z


Gazeta Polonijna Scotland / grudzien 2013  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you