Issuu on Google+


Zapraszamy na naszą stronę www.da.pr.radom.pl JESTEŚMY NA FACEBOOKU da-radom@wp.pl


Rektorzy radomskich szkół wyższych dla Gazety Akademickiej o planach na nowy rok akademicki Prof. dr hab. inż. Mirosław Luft POLITECHNIKA RADOMSKA Wyzwania, które stają przed Politechniką Radomską u progu nowego roku akademickiego, związane są ze strategią dalszego rozwoju uczelni, ukierunkowaną przede wszystkim na umocnienie jej pozycji, a w dalszej perspektywie na przekształcenie Politechniki Radomskiej w Uniwersytet Techniczno-Humanistyczny. Rozwój własnej kadry naukowo-dydaktycznej, wysoki poziom badań naukowych i procesu dydaktycznego oraz poprawa infrastruktury socjalnej i warunków studiowania wyznaczają uczelni kierunkowe cele strategiczne. U progu nowego roku akademickiego do studentów I roku kieruję serdeczne życzenia wszelkiej pomyślności oraz satysfakcji ze studiowania na Politechnice Radomskiej. Życzę Wam, moi kochani, żeby okres Waszej adaptacji w środowisku akademickim trwał jak najkrócej. Studentom lat starszych życzę wytrwałości w studiowaniu oraz wielu osobistych i naukowych sukcesów, uwieńczonych bardzo dobrym dyplomem ukończenia studiów!

Doc. dr Elżbieta Kielska WYŻSZA SZKOŁA HANDLOWA Jeśli chodzi o plany WSH na najbliższą przyszłość, będziemy kontynuować prace dotyczące uzyskania praw doktoryzowania na kierunku administracja oraz uruchomimy studia drugiego stopnia na kierunku pedagogika. Chcemy obok istniejącej ścieżki anglojęzycznej utworzyć pełne studia w języku angielskim we współpracy z uniwersytetem zagranicznym, aby umożliwić naszym studentom zdobycie podwójnego dyplomu. Planujemy zorganizować kilka konferencji naukowych, także międzynarodowych, m.in. (wspólnie z Kościołem katolickim) konferencję poświęconą moralnym i prawnym aspektom wychowania w rodzinie. Już w październiku tego roku rozpoczynamy wydawanie Gazety Radomskiej, nowego pisma adresowanego do lokalnej społeczności. Istotnym zamierzeniem jest pozyskanie nowych grantów edukacyjnych (zarówno z MNiSW, jak i z UE), jak również zacieśnienie współpracy z przedsiębiorstwami i lokalnym samorządem. Mamy świadomość służebnej funkcji uczelni wobec otoczenia społecznego, stąd plany stworzenia w WSH centrum promocji kultury politycznej: zorganizujemy otwarte dla szerokiej publiczności debaty z kandydatami na urząd Prezydenta Radomia, wykłady otwarte i międzynarodowe, dyskusje dotyczące kluczowych dla mieszkańców Radomia problemów w ramach Radomskiego Salonu Dyskusyjnego, i wiele innych. Studentom u progu nowego roku akademickiego życzę, by jak najlepiej wykorzystali swe szanse. Życzę dobrych wyników w nauce i czerpania pełnymi garściami z tego, co mają do przekazania profesorowie. Przede wszystkim jednak życzę gotowości do podejmowania śmiałych wyzwań, pasji w jakiejś dziedzinie, zaangażowania w działalność studencką: samorząd, wolontariat, koła naukowe i konferencje, badania naukowe i redagowanie Gazety Akademickiej. Dzisiaj rację mają aktywni, a nie bierni. Aby do czegoś dojść, trzeba po prostu wyruszyć w drogę.

Dr Maria Pierzchalska WYŻSZA SZKOŁA NAUK SPOŁECZNYCH I TECHNICZNYCH W RADOMIU Miło mi poinformować, iż nowy rok akademicki rozpoczniemy w nowej siedzibie przy ul. Wodnej 13/21, gdzie studenci znajdą bardzo dobre warunki do nauki. Rok akademicki 2010/2011 rozpoczynamy dziewięcioma kierunkami studiów, na które uzyskaliśmy pozwolenie MNiSW, co czyni nas liderem wśród radomskich szkół wyższych. Od października 2010 roku jako jedyna uczelnia w Radomiu uruchamiamy nowy, bardzo „na czasie” kierunek – budownictwo. Innym bardzo modnym kierunkiem, na który uzyskaliśmy zgodę, jest kosmetologia. Od nowego roku akademickiego studenci WSNSiT mogą wyjeżdżać na studia oraz praktyki zagraniczne w ramach programu Erasmus. Odnosimy sukcesy także w pozyskiwaniu środków unijnych, dzięki którym


snoszkolnej z językiem angielskim. Kolejnym nowatorskim przedsięwzięciem WSNSiT jest Akademia Młodego Geniusza, w ramach której uczelnia będzie organizować zajęcia edukacyjne dla dzieci, prowadzone przez nauczycieli akademickich oraz zaproszonych specjalistów. Wszystkim młodym ludziom şyczę bardzo przemyślanych decyzji o wyborze kierunku studiów oraz wytrwałości w dąşeniu do ambitnych celów. ŝyczę równieş, aby młodzi zdolni radomianie podejmowali naukę w Radomiu, poniewaş radomskie uczelnie specjalnie dla nich uruchamiają nowe kierunki kształcące w zawodach poszukiwanych na rynku pracy.

Dr Zbigniew Kwaśnik RADOMSKA SZKOŠA WYŝSZA Radomska Szkoła Wyşsza w nowym kolejnym roku akademickim, dąşąc do przygotowania swoich studentów do rozwoju zawodowego i osiągania sukcesów w dalszej zawodowej karierze, chce nie tylko przekazać im najwyşszej jakości wiedzę, ale takşe wykształcić w nich określone umiejętności, które pozwolą absolwentom sprostać wyzwaniom stawianym im przez gospodarkę na lokalnym i globalnym rynku XXI wieku. Jesteśmy uczelnią dynamicznie rozwijającą się, dobrze wpisującą się w rozwój regionu, a nasza wysoka pozycja i ranga została osiągnięta dzięki działalności naukowo-badawczej oraz licznym kontaktom międzynarodowym. Wysoka ocena naszej uczelni, która ściśle współpracując z regionem, podejmuje liczne działania i innowacyjne projekty promujące nasze miasto Radom, przynosi nam zaszczyt i jeszcze bardziej zobowiązuje do osiągania najwyşszych standardów. ŝyczę zatem wszystkim ludziom rozpoczynającym studia trafnego wyboru z szerokiej oferty kształcenia oraz aby uzyskana wiedza i umiejętności, udokumentowane dyplomem uczelni, stały się dobrą kartą przetargową w konkurencji „rozwój zawodowy�. Studentom zaś oraz absolwentom Radomskiej Szkoły Wyşszej şyczę, aby ukończenie studiów przyspieszyło rozwój ich kariery – rozwój oznacza przecieş moşliwość realizacji marzeń.

Ks. dr Jarosław Wojtkun WYŝSZE SEMINARIUM DUCHOWNE Wyzwanie, jakie stawia sobie seminarium na progu kaşdego kolejnego roku akademickiego, wyznacza ta sama idea: przygotowanie kapłanów zdolnych do dzielenia z Bogiem Jego troski o człowieka. Chcemy, aby w naszym seminarium ziarno powołania rozwijało się w owoce szlachetności, dobroci i umiłowania zadań, jakie wyznacza Bóg tym, których powołuje. Celem jest zawsze wychowanie umysłu, serca i sumienia zdolnego podjąć posługę kapłańską z odwagą i ofiarnością. Naszym kandydatom do kapłaństwa, tym zwłaszcza, którzy rozpoczynają swoją formację w seminarium, şyczę coraz głębszego umiłowania drogi powołania, którą wyznacza Bóg w şyciu kaşdego z nas.

REKLAMA W GAZECIE AKADEMICKIEJ t%PDJFSBNZEPXT[ZTULJDISBEPNTLJDIVD[FMOJ t1SPNVKFNZBLUZXOPʯʉTUVEFOUĂ˜X t4UBXJBNZOBXBSUPĘŻDJXB˃OFX˃ZDJVBLBEFNJDLJN %P’ʇD[EPOBT SFLMBNVKTJĘ’X(B[FDJF"LBEFNJDLJFK *OGPSNBDKBNBSFLBEBND[ZL!GTFQM

Nasi Przyjaciele


Pod górę idzie się niekiedy z trudem… Wywiad Gazety Akademickiej z Księdzem Biskupem Henrykiem Tomasikiem

Nazywany jest „biskupem od młodzieży”. Dlaczego? Może dlatego, że bardzo długo był duszpasterzem akademickim, może z powodu wieloletniego zaangażowania w organizację Światowych Dni Młodzieży, a może przez to, że posiada umiejętność mówienia wprost o rzeczach trudnych – cechę, którą tak cenią młodzi ludzie… W rozmowie z Gazetą Akademicką wspomina czasy studenckie, radzi, jak dobrze wykorzystać okres studiów i tłumaczy, dlaczego Kościół nie podąża ślepo za duchem czasu. Biskup Henryk Tomasik. GAZETA AKADEMICKA: Możemy przypuszczać, że czasy studenckie w przypadku Księdza Biskupa odbiegały od stereotypowego życia akademickiego. Jak Ksiądz Biskup wspomina ten okres swojego życia? Ksiądz Biskup Henryk Tomasik: Przeżywałem dwa rodzaje studiów. Pierwsze – to studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Siedlcach. Był to czas odkrywania powołania. Czas pogłębiania formacji chrześcijańskiej oraz przygotowania do pełnienia misji duszpasterskiej. W czasie tych studiów miałem krótką przerwę. Kilku seminarzystów zostało wezwanych do odbycia zasadniczej służby wojskowej. Byłem w tej grupie. Jednak zostałem zwolniony ze względu na chorobę. To taka mała życiowa przygoda. Kolejny etap – to studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po dwu latach pracy duszpasterskiej w parafii Radoryż Kościelny rozpocząłem studia na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej KUL. Studia te zostały zakończone doktoratem z zakresu antropologii kardynała Karola Wojtyły. Oczywiście studia te różniły się nieco od poprzednich – seminaryjnych – ale był to również bardzo ciekawy czas. A jak się studiuje, będąc już księdzem? Chyba trudno pogodzić tyle obowiązków… Tak, ale to bardzo odmładza człowieka, ponieważ studiuje się z osobami dużo młodszymi. Trzeba chodzić na zajęcia, na zaliczenia, na egzaminy – to zdecydowanie odmładza… A czy znalazł Ksiądz Biskup wówczas także czas na jakieś spotkania towarzyskie w gronie studentów? W czasie tych studiów miałem bardzo dużo zajęć. Musieliśmy, obok normalnych zajęć, uzupełniać niektóre przedmioty z zakresu studiów seminaryjnych. Ponadto włączałem się w różne formy pracy duszpasterskiej. Oczywiście, uczestniczyłem we wszystkich wydarzeniach naszego roku studiów. Nie było jednak zbyt dużo czasu na życie towarzyskie. Przez 17 lat pracował Ksiądz Biskup jako duszpasterz akademicki. Co zdecydowało o tym, że poświęcił się Ksiądz Biskup temu zajęciu na tak długo? Była to przede wszystkim decyzja mojego biskupa ordynariu-

bardzo ciekawa. Niezwykle interesującym wyzwaniem jest towarzyszenie młodym ludziom w kształtowaniu ich życia duchowego i postawy wiary. To bardzo absorbuje. Zmusza do poszukiwań. Uczy cierpliwości. Kształtuje wrażliwość. Bardzo lubiłem tę pracę.

Dlaczego warto, by młodzi ludzie angażowali się w działalność duszpasterstwa akademickiego? Ogromną stratą dla młodego człowieka jest to, że nie angażuje się w jakąś formę duszpasterstwa. Rozwojowi intelektualnemu powinien towarzyszyć szeroko rozumiany rozwój życia duchowego. Młodemu człowiekowi, który wchodzi w dorosłe życie, potrzebne jest systematyczne pogłębianie wiary. „Wielka wiedza zbliża do Pana Boga. Mała wiedza od Niego oddala” – mawiał Pasteur. Duszpasterstwo akademickie jest ogromną szansą dla młodego człowieka. Służy ono nie tylko pogłębianiu wiedzy religijnej. Pomaga w formowaniu życia prawdziwie chrześcijańskiego. Ułatwia łączenie wiedzy i wiary, religii i kultury. Umożliwia doświadczanie wspólnoty i odkrywanie Kościoła. Młody człowiek ceni tylko to, w co się zaangażuje. Zatem bardzo ważne jest to, aby zaangażował się właśnie w sprawy wiary. Będzie wówczas ją należycie cenił. Może doprecyzujmy – jakie konkretne korzyści płyną z formacji w duszpasterstwie akademickim? Decyzja zaangażowania w pracę duszpasterstwa akademickiego jest wyznaniem wiary. Jest to także znak poczucia odpowiedzialności za jej dalszy rozwój. Praca w duszpasterstwie akademickim pomaga w pogłębianiu wiedzy i motywacji religijnej, w doświadczeniu Kościoła-Wspólnoty oraz w odkrywaniu własnego miejsca w tej wspólnocie wiary, uczy także prawdy o Kościele Powszechnym. Duszpasterstwo akademickie pomaga w przygotowaniu do ważnych zadań życiowych, a szczególnie do sakramentu małżeństwa. Można nawet powiedzieć, że jest to szansa poszerzania horyzontów intelektualnych i kształtowania dojrzałej osobowości.


Wielu młodych ludzi zadaje sobie pytanie: „czy w dzisiejszych czasach wiara jest w ogóle możliwa”? Czy zaangażowanie w działalność duszpasterstwa akademickiego może być remedium na takie chwile zwątpienia? Wokół nas jest bardzo dużo pięknych postaw życiowych. Wiele z nich jest konsekwencją dojrzałej wiary. Młodemu człowiekowi zagraża wiele niebezpieczeństw. „Świat chce uczynić Pana Boga wielkim nieobecnym” – ostrzegał nas wszystkich Ojciec Święty Jan Paweł II. Jeżeli młody człowiek nie będzie miał mocnych fundamentów, wówczas mogą pojawić się trudności związane z różnym teoriami dotyczącymi świata i człowieka. Potrzebny jest mocny fundament, mocny kręgosłup. Duszpasterstwo akademickie jest ogromną pomocą. Czy mógłby Ksiądz Biskup udzielić nam, studentom porady, jak warto przeżyć okres studiów, by jego owocem nie był wyłącznie dyplom uczelni? Jeden z doświadczonych duszpasterzy akademickich mawiał przed laty: „Naszym studentom trzeba mówić: Nie najważniejsze jest to, abyś skończył studia. Najważniejsze jest to, abyś się zbawił na studiach”. Oczywiście, ważne jest to, aby ukończyć studia. Ważne jest także przygotowanie do pełnienia istotnych zadań w społeczeństwie, w Ojczyźnie i Kościele. Bardzo ważne jest kształtowanie dojrzałej osobowości i dojrzałej wiary. Owocem tego będzie odpowiedzialne zaangażowanie w sprawy drugiego człowieka, w życie społeczne, w sprawy Ojczyzny; w troskę o to wielkie dziedzictwo, któremu na imię Polska. Kolejne pytanie dotyczy dość szeroko komentowanych ostatnimi czasy relacji: „seks a młodzi” i „seks a Kościół”. Wśród młodych Polaków można zaobserwować rosnący sceptycyzm wobec katolickiej etyki seksualnej. Filozof Jan Hartman skomentował ten fakt w następujący sposób: „Głos Kościoła nie może trwale rozmijać się z przekonaniami i obyczajowością wyznawców, wobec czego musi jakoś za nim nadążać. Czym szybciej nadążą, tym lepiej dla jego popularności”. Księże Biskupie, czy Kościół musi nadążać? Misja Kościoła nie zakłada zyskiwania popularności. Kościół istnieje, aby pomóc ludziom w odkrywaniu Pana Boga, kształtowaniu postawy wiary i w osiągnięciu zbawienia. A zatem musi pokazać drogę jasną i pewną. Nie taką, która będzie modyfikowana pod wpływem jakiegoś wydarzenia, zmieniających się poglądów, emocji… W przyrodzie istnieją określone prawa. Naukowcy odkrywają je, a nie konstruują. W ten sposób rozwija się nauka. Podobnie jest w przypadku moralności: istnieje obiektywny porządek moralny, który ukazuje kierunek działania. Jest drogowskazem dla naszej wolności. Nie możemy, na przykład, podważyć prawdy, że Radom jest w Polsce. Tu głosowanie nic nie pomoże. Taka jest rzeczywistość. Są pewne zasady stałe, niezależne od zmieniających się poglądów niektórych osób. Uznanie obiektywnego porządku moralnego to także uznanie świętości Pana Boga, który jest jego twórcą. Ważne też jest to, aby widzieć sens poszczególnych wartości. Seks nie może być interpretowany jako wartość autonomiczna. Należy na niego patrzeć w kontekście odpowiedzialnej miłości oraz rodziny, małżeństwa i troski o dziecko. To jest także sfera, która ujawnia dojrzałość osobową lub jej brak. Nie można odłączyć miłości od odpowiedzialności. Dlatego są i będą zawsze stałe, niezmienne zasady. Właśnie w trosce o człowieka i rodzinę. A więc priorytetem dla Kościoła nie jest popularność tylko… Zbawienie cz��owieka. A pod górę idzie się niekiedy z trudem.

Od wielu lat Ksiądz Biskup jest zaangażowany w przygotowania Światowych Dni Młodzieży. Najbliższe spotkanie odbędzie się w Madrycie. Dlaczego warto tam być? Każdy Światowy Dzień Młodzieży jest wielkim świętem wiary – tak mówi Ojciec Święty Benedykt XVI. Jest to piękne doświadczenie Kościoła-Wspólnoty oraz Kościoła Powszechnego. Młodzi ludzi odkrywają fakt, że nie jesteśmy sami. Obok są inni młodzi, reprezentujący różne kultury, kontynenty i mający podobne problemy, radości, pytania. Doświadczenie dużej wspólnoty jest niezwykle potrzebne młodemu człowiekowi. Potrzebne jest także doświadczenie wiary we wspólnocie. Udział w Światowym Dniu Młodzieży poszerza horyzonty. Pokazuje głębokie, wspaniałe wymiary życia chrześcijańskiego i dobrze rozumianej wiary. Bardzo serdecznie zapraszam do Madrytu na to wspaniałe wydarzenie, którym będzie XXVI Światowy Dzień Młodzieży. Dziękuję za rozmowę Wywiad przeprowadziła Anna Sobkiewicz


Orędzie Ojca Świętego Benedykta XVI z okazji XXVI Światowego Dnia Młodzieşy Madryt 2011 – Część I L)-5-7'5=@1).-1(0="/!(1)D",2@)M./-. „Zakorzenieni i zbudowani na Chrystusie, mocni w wierze� (por. Kol 2,7)

Drodzy Przyjaciele, często powracam myślami do Światowego Dnia Młodzieşy, który odbył się w Sydney w 2008 roku. Przeşyliśmy tam wielkie święto wiary, podczas którego Duch Boşy działał z mocą, tworząc silną wspólnotę między uczestnikami przybyłymi z całego świata. Spotkanie to, podobnie jak i poprzednie, zaowocowało obficie zarówno w  şyciu wielu młodych jak i całego Kościoła. Teraz nasze spojrzenie kierujemy w stronę najblişszego Światowego Dnia Młodzieşy, który odbędzie się w  sierpniu 2011 roku w Madrycie. Juş w 1989 roku, na kilka miesięcy przed historycznym upadkiem Muru Berlińskiego, pielgrzymka młodych zatrzymała się w Hiszpanii, w Santiago de Compostela. Obecnie, w chwili kiedy Europa w  szczególny sposób potrzebuje odnalezienia swoich chrześcijańskich korzeni, mamy spotkać się w Madrycie, podejmując temat: „Zakorzenieni i zbudowani na Chrystusie, mocni w wierze� (por. Kol 2, 7).

!"#$%&'()*)+'(,-).-/!(0'()')0")0'1)2"3(4)5'6)7$2$4&'(8)')$1"&0'"4&'()5'6)) *)*'(/!(8)4".)*"5)0"$&!-0-8)#(90')*2!'6&!0-%&':; Zachęcam Was do wzięcia udziału w tym wydarzeniu, tak waşnym dla  Kościoła w  Europie  i  dla  Kościoła powszechnego. Pragnę, by wszyscy młodzi ludzie, zarówno ci, którzy podzielają naszą wiarę w Jezusa Chrystusa, jak i ci, którzy są niezdecydowani, wątpią lub nie wierzą w Niego, uczestniczyli w tym doświadczeniu, które moşe okazać się decydujące dla ich şycia. To doświadczenie Jezusa Chrystusa, który powstał z martwych i şyje, i Jego miłości do kaşdego z nas.

<-=*'(/2!"1>)<"1'6="1)1?4)#-7@=)*)A-3-0'')0")BCD;)E-)0"#/"*26)*'(3.'()#/!(F@&'(8)1-F0")*=(2@)0"9"2-*"G)5*-4()2$&H-*()".$1$3"=-/@ 1. U ĹşrĂłdeĹ&#x201A; waszych najwiÄ&#x2122;kszych pragnieĹ&#x201E; Na przestrzeni wszystkich wiekĂłw, tak jak i teraz, wielu mĹ&#x201A;odych ludzi doĹ&#x203A;wiadcza gĹ&#x201A;Ä&#x2122;bokiego pragnienia osobistych wiÄ&#x2122;zi naznaczonych prawdÄ&#x2026; i solidarnoĹ&#x203A;ciÄ&#x2026;. Wielu z nich pragnie zbudowaÄ&#x2021; autentyczne przyjaĹşnie, zaznaÄ&#x2021; prawdziwej miĹ&#x201A;oĹ&#x203A;ci, stworzyÄ&#x2021; trwaĹ&#x201A;Ä&#x2026; rodzinÄ&#x2122;, osiÄ&#x2026;gnÄ&#x2026;Ä&#x2021; speĹ&#x201A;nienie osobiste i  poczucie bezpieczeĹ&#x201E;stwa, ktĂłre sÄ&#x2026; gwarancjÄ&#x2026; jasnej i  szczÄ&#x2122;Ĺ&#x203A;liwej przyszĹ&#x201A;oĹ&#x203A;ci. WspominajÄ&#x2026;c wĹ&#x201A;asnÄ&#x2026; mĹ&#x201A;odoĹ&#x203A;Ä&#x2021;, uĹ&#x203A;wiadamiam sobie, Ĺźe stabilnoĹ&#x203A;Ä&#x2021; i bezpieczeĹ&#x201E;stwo nie sÄ&#x2026; kwestiami pierwszoplanowymi dla mĹ&#x201A;odych ludzi.

I)4")*9"%0'()5-7'()$%*'"2-1'9"18)F()<"#'(F)=(F)7@9)19-2@)JK)I3(F) -0)0"5)2-7/!()!0" Wprawdzie waĹźnym jest, by mieÄ&#x2021; pracÄ&#x2122;, ktĂłra zapewnia Ĺ&#x203A;rodki utrzymania, jednak lata mĹ&#x201A;odoĹ&#x203A;ci to czas poszukiwania peĹ&#x201A;ni Ĺźycia. Warto o tym pamiÄ&#x2122;taÄ&#x2021;. PatrzÄ&#x2026;c w przeszĹ&#x201A;oĹ&#x203A;Ä&#x2021;, przede wszystkim pamiÄ&#x2122;tam, iĹź nie chcieliĹ&#x203A;my zadowoliÄ&#x2021; siÄ&#x2122; zwyczajnym Ĺźyciem klasy Ĺ&#x203A;redniej. DÄ&#x2026;ĹźyliĹ&#x203A;my do wiÄ&#x2122;kszych, nowych idei. PragnÄ&#x2122;liĹ&#x203A;my odkryÄ&#x2021; sedno Ĺźycia, jego wspaniaĹ&#x201A;oĹ&#x203A;Ä&#x2021; i piÄ&#x2122;kno. W duĹźej mierze postawa ta byĹ&#x201A;a wynikiem czasĂłw, w  ktĂłrych ĹźyliĹ&#x203A;my. Podczas wojny i dyktatury nazistowskiej byliĹ&#x203A;my w pewnym sensie â&#x20AC;&#x17E;stĹ&#x201A;amszeniâ&#x20AC;? przez strukturÄ&#x2122; wĹ&#x201A;adzy dominujÄ&#x2026;cej. ChcieliĹ&#x203A;my wiÄ&#x2122;c wyswobodziÄ&#x2021; siÄ&#x2122;, by odkryÄ&#x2021; peĹ&#x201A;niÄ&#x2122; moĹźliwoĹ&#x203A;ci ludzkich. MyĹ&#x203A;lÄ&#x2122;, Ĺźe do pewnego stopnia, to usilne pra-

NBHEBTLSPL!HNBJMDPN

pokoleniu. Poszukiwanie czegoĹ&#x203A; wiÄ&#x2122;cej poza  codziennoĹ&#x203A;ciÄ&#x2026; Ĺźycia i  pracy, pragnienie czegoĹ&#x203A; prawdziwie wiÄ&#x2122;kszego, jest naturalnÄ&#x2026; czÄ&#x2122;Ĺ&#x203A;ciÄ&#x2026; mĹ&#x201A;odoĹ&#x203A;ci. Czy jest ono pustym marzeniem, ktĂłre blednie wraz z  przybywajÄ&#x2026;cymi latami? Nie! Kobieta i mÄ&#x2122;Ĺźczyzna zostali stworzeni do rzeczy wspaniaĹ&#x201A;ych, do wiecznoĹ&#x203A;ci. Nic poza  tym nie jest wystarczajÄ&#x2026;ce. MiaĹ&#x201A; racjÄ&#x2122; Ĺ&#x203A;w. Augustyn, gdy pisaĹ&#x201A;: niespokojne jest nasze serce, dopĂłki nie spocznie w  Tobie. Pragnienie odnalezienia sensu Ĺźycia jest znakiem dzieciÄ&#x2122;ctwa BoĹźego i â&#x20AC;&#x17E;znamieniemâ&#x20AC;? jakie w nas zostawiĹ&#x201A;. BĂłg jest Ĺźyciem, i dlatego kaĹźde stworzenie dÄ&#x2026;Ĺźy do peĹ&#x201A;ni Ĺźycia. BÄ&#x2122;dÄ&#x2026;c stworzonym na podobieĹ&#x201E;stwo BoĹźe, czĹ&#x201A;owiek robi to w wyjÄ&#x2026;tkowy sposĂłb, dÄ&#x2026;ĹźÄ&#x2026;c do miĹ&#x201A;oĹ&#x203A;ci, radoĹ&#x203A;ci i pokoju. Rozumiemy zatem, Ĺźe niedorzecznoĹ&#x203A;ciÄ&#x2026; byĹ&#x201A;oby dÄ&#x2026;ĹźyÄ&#x2021; do wyeliminowania Boga, by pozwoliÄ&#x2021; ĹźyÄ&#x2021; czĹ&#x201A;owiekowi.

+'()1-F0")!/-!$1'(G)&!9-*'(.")7(!)N-,";)+'7@)*5!@5=.-)4"50(8)"3() *5#?9&!(50@)%*'"=)*-3')0'(2-/!(&!0-%&' BĂłg jest ĹşrĂłdĹ&#x201A;em Ĺźycia. OdrzuciÄ&#x2021; Go oznaczaĹ&#x201A;oby odsunÄ&#x2026;Ä&#x2021; siÄ&#x2122; od ĹşrĂłdĹ&#x201A;a Ĺźycia, i w sposĂłb nieunikniony, pozbawiÄ&#x2021; siÄ&#x2122; speĹ&#x201A;nienia i radoĹ&#x203A;ci: â&#x20AC;&#x17E;stworzenie bowiem bez StwĂłrcy zanikaâ&#x20AC;? (II SobĂłr WatykaĹ&#x201E;ski, Gaudium et spes, 36). Obecna kultura, w niektĂłrych czÄ&#x2122;Ĺ&#x203A;ciach Ĺ&#x203A;wiata, a przede wszystkim na Zachodzie, dÄ&#x2026;Ĺźy do wykluczenia Boga bÄ&#x2026;dĹş do uznania wiary jako sprawy prywatnej, bez Ĺźadnego wpĹ&#x201A;ywu na Ĺźycie spoĹ&#x201A;eczne. I chociaĹź zbiĂłr wartoĹ&#x203A;ci, ktĂłre stanowiÄ&#x2026; fundament spoĹ&#x201A;eczeĹ&#x201E;stwa pochodzi z Ewangelii â&#x20AC;&#x201C; wartoĹ&#x203A;ci takie jak znaczenie godnoĹ&#x203A;ci osoby ludzkiej, solidarnoĹ&#x203A;ci, pracy i rodziny â&#x20AC;&#x201C; zauwaĹźamy proces pewnego rodzaju â&#x20AC;&#x17E;znikniÄ&#x2122;cia Bogaâ&#x20AC;?, pewnej amnezji, jeĹ&#x203A;li nie zupeĹ&#x201A;nego odrzucenia chrzeĹ&#x203A;cijaĹ&#x201E;stwa i wyparcia siÄ&#x2122; skarbu otrzymanej wiary, z ryzykiem utraty najgĹ&#x201A;Ä&#x2122;bszej wĹ&#x201A;asnej toĹźsamoĹ&#x203A;ci. Z tego powodu, drodzy Przyjaciele, zapraszam Was do pogĹ&#x201A;Ä&#x2122;bienia Waszej wiary w Boga, Ojca naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Wy jesteĹ&#x203A;cie przyszĹ&#x201A;oĹ&#x203A;ciÄ&#x2026; spoĹ&#x201A;eczeĹ&#x201E;stwa i KoĹ&#x203A;cioĹ&#x201A;a! Jak pisaĹ&#x201A; apostoĹ&#x201A; PaweĹ&#x201A; do chrzeĹ&#x203A;cijan w Kolosach, Ĺźyciodajnym jest mieÄ&#x2021; korzenie, solidne fundamenty! I to staje siÄ&#x2122; prawdziwe szczegĂłlnie dzisiaj, kiedy wielu nie ma trwaĹ&#x201A;ych punktĂłw odniesienia, na ktĂłrych mogĹ&#x201A;oby zbudowaÄ&#x2021; swoje Ĺźycie, doĹ&#x203A;wiadczajÄ&#x2026;c w ten sposĂłb poczucia gĹ&#x201A;Ä&#x2122;bokiej niepewnoĹ&#x203A;ci. SzerzÄ&#x2026;cy siÄ&#x2122; relatywizm, wedĹ&#x201A;ug ktĂłrego wszystko jest tak samo waĹźne, gĹ&#x201A;oszÄ&#x2026;cy, Ĺźe nie istnieje Ĺźadna obiektywna prawda ani Ĺźaden absolutny punkt odniesienia, nie prowadzi do prawdziwej wolnoĹ&#x203A;ci, lecz do  niepewnoĹ&#x203A;ci, zagubienia i  konformizmu wobec chwilowych mĂłd. Jako mĹ&#x201A;odzieĹź, jesteĹ&#x203A;cie upowaĹźnieni, by przejÄ&#x2026;Ä&#x2021; od  starszych pokoleĹ&#x201E; stabilne punkty odniesienia, ktĂłre pomogÄ&#x2026; Wam w podejmowaniu decyzji i na bazie ktĂłrych zbudujecie swoje Ĺźycie: tak jak mĹ&#x201A;ode roĹ&#x203A;liny, ktĂłre potrzebujÄ&#x2026; podpory, by potem zapuĹ&#x203A;ciÄ&#x2021; gĹ&#x201A;Ä&#x2122;bokie korzenie i przeistoczyÄ&#x2021; siÄ&#x2122; w mocne drzewa, zdolne, by wydaÄ&#x2021; owoce. Watykan, 6 sierpnia 2010, Ĺ&#x161;wiÄ&#x2122;to Przemienienia PaĹ&#x201E;skiego. BENEDYKT XVI CiÄ&#x2026;g dalszy w kolejnym numerze Gazety Akademickiej TĹ&#x201A;umaczenie: Krajowe Biuro Organizacyjne Ĺ&#x161;wiatowych Dni MĹ&#x201A;odzieĹźy


Bardzo prosta formuła: Rozpoczynamy Eucharystią o godzinie 1800. Przed projekcją jest zwykle krótkie wprowadzenie – kim jest reżyser, co było inspiracją, jakie były okoliczności powstania filmu, jak został przyjęty przez krytykę. Pilnujemy, by na tym etapie nie padły żadne zbędne słowa, które mogą zaważyć na odbiorze filmu. Po projekcji zaczynamy rozmawiać. Dyskusja ma swoją dynamikę; na początku pierwsze wrażenia, po nich przychodzi czas na ocenę filmu i próby interpretacji. W tym momencie zwykle zaczyna się polemika i niekiedy ostra wymiana zdań. Niezbyt liczna grupa jest pewną zaletą, udział w dyskusji nie jest limitowany, atmosfera sprawia, że można swoje opinie prezentować bez lęku, pozwalając na dygresje luźno związane z filmem. Dobór prezentowanych filmów: Wybieramy obrazy polecane przez uczestników klubu. Ktoś wstaje i mówi: widziałem taki film, warto go zobaczyć i pogadać o nim… Jeśli propozycji jest więcej, głosujemy i demokratycznie wybieramy. Drugą kategorię prezentowanych filmów poprzedzają nieco dłuższe wprowadzenia. To obrazy takich reżyserów, jak Bergman, Fellini, Forman, Kieślowski… Dzięki seansom DKF-u poznajemy światową klasykę filmową. Zapraszamy: Czas: sobota, godz. 1800 Miejsce: Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego, ul. Górnicza 2 (osiedle Akademickie)

Poprosiliśmy kilkoro uczestników Akademickiego Dyskusyjnego Klubu Filmowego o wskazanie, jaki film w ich prywatnym rankingu zajmuje miejsce nr 1. Oczywiście Wyspa Pawła Łungina. To przejmujący film o ludzkiej słabości, pokucie i prawdziwej świętości. Kiedy oglądałem go pierwszy raz, wbiło mnie w fotel aż po sprężyny. Taki film nie mógł powstać na Zachodzie, jest zbyt mistyczny, wielowymiarowy, mądry. Piękne zdjęcia pokazujące dziką syberyjską przyrodę. Polecam! ks. Marek Adamczyk Najlepszy moim zdaniem film, jaki miałam okazję zobaczyć na DkF-ie, to Boże skrawki Jerzego Bogajewicza. Niesamowita historia o tym, jak dzieci różnorako, każde na swój sposób, przeżywają trudny okres wojny. Dużo symbolicznych obrazów skłaniających do refleksji. Anka Piekarczyk


Cienista dolina Richarda Attenborough – dlaczego zapamiętałam ten film? Mistrzowska gra aktorska (Anthony Hopkins, Debra Winger), piękne zdjęcia, odpowiednio dobrana muzyka, nieprzeciętne dialogi. Ale to nie wszystko. Podstawą, jest dobry scenariusz. Niebanalna historia przyjaźni, miłości odkrywania sensu cierpienia. Brawurowo ukazana sztuczność arystokratycznej etykiety. I pojawijące się pytanie człowieka wierzącego o obecność Boga w jego życiu. Anna Kowalczyk Czeski to język jedyny w swoim rodzaju – szczególnie dla nas, Polaków :). Czeski film Kola Jana Sveraka to wzruszająca opowieść o przyjaźni między małym chłopcem a dorosłym mężczyzną, która powstała w wyniku splotu różnych sytuacji. To film, dzięki któremu inaczej spojrzałem na mojego małego bratanka… i na nowo odkryłem kino czeskie. Tomasz Motyka Cienista dolina Richarda Attenborough. Film opowiada historię brytyjskiego pisarza C.S. Lewisa, autora znanego najbardziej z „Opowieści z Narni” oraz dzieł o charakterze filozoficzno-religijnym. Bohater wiedzie spokojne życie starego kawalera i szanowanego profesora. Sprawia wrażenie tak wielkiego autorytetu w dziedzinie filozofii, iż wydawałoby się, że o życiu wie wszystko. Okazuje się jednak, że cały jego świat wywraca się do góry nogami, gdy spotyka młodą amerykańską poetkę Joy Gresham. Przyjaźń, a później miłość, która się między nimi rodzi, zmienia jego spojrzenie na ważne w życiu sprawy, szczególnie na cierpienie, którego teraz już nie uniknie. Polecam szczególnie wszystkim, którzy poszukują prawdziwej, bezinteresownej miłości i może trochę już stracili wiarę w jej istnienie. Asia Wieczorek Film Zmiana pasa w reżyserii Rogera Mitchella to przejmująca opowieść o dwóch diametralnie różnych mężczyznach, których jedyną wspólną cechą jest pośpiech, z jakim zmierzają do załatwienia ważnych dla siebie spraw. Mała stłuczka – spowodowana niefortunną zmianą pasa – skutkuje w życiu bohaterów zaskakującymi konsekwencjami. Film o zawziętości, podejmowaniu decyzji, przebaczeniu i sile, dzięki której człowiek może nadawać bieg swojemu życiu. Ania Godlewska

WATYKAŃSKA LISTA FILMÓW W 1995 roku z okazji stulecia narodzin kina Kongregacja do Spraw Środków Masowego Przekazu ogłosiła listę 45 filmów fabularnych, które jej zdaniem zawierają szczególne wartości religijne, moralne i artystyczne. Listę podzielono na trzy kategorie podkreślając, że wybór filmów ma charakter subiektywny. Filmy o szczególnych walorach religijnych Andriej Rublow – reż. Andriej Tarkowski (1966) Misja – reż. Roland Joffe (1986) Męczeństwo Joanny d’Arc – reż. Carl Teodor Dreyer (1928) Widowisko pasyjne – reż. Ferdynand Zecca i Lucien Nonguet, Francja (1902–1905) Franciszek, kuglarz Boży – reż. Roberto Rossellini (1949) Ewangelia wg św. Mateusza – reż. Pier Paolo Pasolini (1964) Teresa – reż. Alain Cavalier (1986) Słowo – reż. Carl Teodor Dreyer (1955) Ofiarowanie – reż. Andriej Tarkowski (1986) Św. Franciszek z Asyżu – reż. Liliana Cavani (1972) Ben Hur – reż. William Wyler (1959) Uczta Babette – Gabriel Axel (1987) Nazarin – Louis Buňuel (1958) Monsieur Vincent – Maurice Cloche (1947) Oto jest głowa zdrajcy – Fred Zinnemann (1966) Filmy o szczególnych walorach moralnych Gandhi – Richard Attenborough (1982) Nietolerancja – David Wark Griffith (1916) Dekalog – Krzysztof Kieślowski (1987) Do widzenia chłopcy – Louis Malle (1987) Dersu Uzała – Akira Kurosawa (1975) Drzewo na saboty – Ermanno Olmi (1978) Rzym, miasto otwarte – reż. Roberto Rossellini (1945) Tam, gdzie rosną poziomki – reż. Ingmar Bergman (1958) Siódma pieczęć – reż. Ingmar Bergman (1956) Rydwany ognia – reż. Hugh Hudson (1981) Złodzieje rowerów – reż. Vittorio De Sica (1949) Życie jest cudowne – reż. Frank Capra (1947) Lista Schindlera – reż. Steven Spielberg (1993) Na nabrzeżu – Elia Kazan (1954) Harfa Birmańska – Kon Ichikawa (1955) Filmy o szczególnych walorach artystycznych Odyseja kosmiczna 2001 – reż. Stanley Kubrick (1968) La Strada – reż. Federico Fellini (1954) Obywatel Kane – reż. Orson Welles (1941) Metropolis – reż. Fritz Lang (1926) Dzisiejsze czasy – reż. Charles Chaplin (1936) Napoleon – reż. Abel Gance (1927) 8 1/2 – reż. Federico Fellini (1962) Towarzysze broni – reż. Jean Renoir (1937) Nosferatu – reż. Wilhelm F Murnau (1922) Dyliżans – reż. John Ford (1939) Lampart – reż. Luchino Visconti (1963) Fantazja – reż. J. Algar (1940) Czarodziej z Oz – reż. Victor Fleming (1939) Szajka z Lawendowego Wzgórza – reż. Charles Crichton (1951) Małe kobietki – reż. George Cukor (1933)


Czy potrafisz się modlić? Kolejny kurs językowy, warsztaty z asertywności, a może szkolenie z zakresu zarządzania czasem… A sfera duchowa? Duszpasterstwo Akademickie wychodzi naprzeciw obecnie panującemu trendowi stałego podnoszenia kwalifikacji i proponuje: Szkoła Modlitwy. Do kogo i w jakim celu jest skierowana? Czy dorosły katolik naprawdę potrzebuje nauki modlitwy? Rozmowa z księdzem Markiem Adamczykiem. GAZETA AKADEMICKA: Czy w dzisiejszych czasach naprawdę istnieje potrzeba przeznaczania czasu na naukę czegoś, co większość z nas – choćby w stopniu podstawowym – potrafi? Ksiądz Marek Adamczyk: Większość ludzi odczuwa potrzebę modlitwy. Bardzo rzadko spotykam osobę, której to pragnienie nie dotyczy. Często słyszę natomiast: bardzo bym chciał, ale brak mi czasu na modlitwę, albo nie wiem, jak się modlić… klepać wyuczone formułki to chyba trochę za mało, ale inaczej nie potrafię. O potrzebie nauki modlitwy świadczy też bardzo duże zainteresowanie, jakim cieszy się projekt księży jezuitów – rekolekcje ignacjańskie, na które trzeba się zapisywać ze sporym wyprzedzeniem. Istotą tych rekolekcji jest przeżycie czterech bądź siedmiu dni w krystalicznej ciszy, w celu doznania czegoś głębszego. Zaskakujące jest, że to zwłaszcza ludzie młodzi pragną przeżyć takie doświadczenie. Szkoła Modlitwy jest zatem odpowiedzią na takie zapotrzebowanie? Jest raczej próbą zaradzenia takim potrzebom. Chodzi o konkret, podanie gotowych recept. Jeśli brakuje ci czasu, to zarezerwuj choć jedną godzinę w tygodniu. Jeśli nie wiesz, jak się modlić, to pozwól, że będziemy podpowiadać pewne rozwiązania, schematy medytacji. Sugerując, na co zwrócić uwagę, pozostawimy jednak olbrzymi obszar wolności, chodzi przecież o osobiste spotkanie z Bogiem. Jaki jest program Szkoły Modlitwy? Wiele osób mówi mi o próbach modlitwy Pismem Świętym. Niestety, po przeczytaniu fragmentu Ewangelii nie za bardzo wiedzą, co dalej z tym zrobić… My, na spotkaniach Szkoły Modlitwy w ciągu roku akademickiego, chcemy poznać w praktyce dwie metody: lectio divina i medytację ignacjańską. Najpierw przedstawiamy schemat, a potem się modlimy. Na kolejnych spotkaniach przed medytacją dopowiadamy jakieś szczegóły, np. zwracamy uwagę na kontekst historyczny danego fragmentu Biblii albo omawiamy szerzej dany element ze struktury medytacji. Słowa „element” i „struktura” brzmią w kontekście rozmowy o modlitwie nieco odstręczająco… Sam jestem trochę zakłopotany, mówiąc o tym, bo zarówno technika, jak i sposób nie jest przecież w modlitwie najważniejszy. Najważniejszy jest Pan Bóg. Jeśli człowiek ma dobrą wolę, klęka przed Nim, daje mu czas i jest w tym wierny, to On go poprowadzi… Ale wracając do „elementu” i „struktury” . Tylko na początku człowiek pilnuje się, żeby jego medytacja odbywała się według punktów, potem – kiedy stanie się nawykiem – przechodzi się płynnie, jakby mimochodem, od jednego etapu do drugiego, koncentrując na samej modlitwie. Jak Ksiądz zachęciłby Czytelników naszej gazety do uczestnictwa w Szkole Modlitwy? Serdecznie polecam przeczytanie zamieszczonych poniżej świadectw, w tym wypowiedzi Marcina, jednego z uczestników spotkań. Jestem przekonany, że studenci potrzebują modlitwy, a jeśli są znużeni, to raczej modlitwą odklepywaną w pośpiechu, znużeni jej powierzchownością. Słowem, zapraszam w każdą środę o 19.00 na Górniczą. Dziękuję za rozmowę

Co mi dało uczestnictwo w Szkole Modlitwy – świadectwo Marcina Żyjemy bardzo szybko. Spieszymy się, biegniemy, na wiele rzeczy brakuje nam czasu. Potrzebujemy chwili wytchnienia, spokoju, zastanowienia nad własnym życiem. Wreszcie jako chrześcijanie, ludzie wierzący, potrzebujemy modlitwy, czyli osobistego spotkania z Bogiem. Próbujemy się modlić, lecz czasami czujemy, że nie bardzo potrafimy. Odmówienie kilku formuł wyuczonych w dzieciństwie nie wystarcza nam. Potrzebujemy relacji… osobistej relacji z kochającym Bogiem. Jest takie miejsce, w którym możemy doświadczyć, czym jest głęboka modlitwa. Możemy nauczyć się jej po to, aby w codziennym życiu móc coraz lepiej i wyraźniej dostrzegać obecność Boga oraz pogłębiać z Nim naszą relację. Takim miejscem jest duszpasterstwo akademickie. Cieszę się, że mogę uczestniczyć w tych spotkaniach. Jest to dla mnie chwila zatrzymania się w pędzie codzienności. Dzięki tej modlitwie mam szansę poznawać, jaki naprawdę jest Bóg i budować swoją z Nim przyjaźń. Mogę doświadczyć tej bezwarunkowej akceptacji, której tak często nie możemy znaleźć u tych, u których jej szukamy. Po spotkaniach tych często czuję w sercu pokój i nadzieję oraz mam nowe spojrzenie na wiele codziennych, czasami bardzo trudnych spraw i sytuacji. Wszystkim, którzy chcieliby spróbować, czym jest pogłębiona modlitwa i którym zależy na tworzeniu coraz głębszej relacji z Bogiem szczerze polecam udział w Szkole Modlitwy. O paktowaniu z Panem Bogiem i potrzebie modlitwy… – świadectwo Pawła Kilkudniowa wędrówka kończyła się Eucharystią na Świętym Krzyżu. Starannie przygotowana celebracja, śpiew, kadzidło, a ja czułem straszliwą senność. Nic dziwnego, spałem raptem dwie godziny. Pokusa była duża, ławki były wysokie, więc jak się człowiek lekko pochylił, to drzemka była niewidoczna. Kiedy kończyło się odczytywanie Ewangelii, poczułem, że nie dam rady walczyć i powiedziałem w myślach: Panie Jezu, idę spać, ale mierzę czas i tak długo, jak będzie trwała homilia, tak długo będę się modlił każdego dnia przez tydzień przed Najświętszym Sakramentem. Kiedy usłyszałem słowa „Wierzę w jednego Boga…” zerwałem się na równe nogi i spojrzałem na zegarek – 30 minut. Byłem trochę zły, ale słowo jest słowo. W poniedziałek poszedłem po wykładach na adorację i myślałem, że mnie skręci, pół godziny to jednak bardzo długo. We wtorek zabrałem Pismo Święte i było już trochę lepiej. Pomyślałem, że jeśli już mam klęczeć 30 minut, to niech z tego będzie pożytek i robiłem wszystko, aby ten czas zagospodarować. Byłem na adoracji przez wszystkie 7 dni tygodnia, a w poniedziałek poszedłem znowu i tak chodzę już trzeci miesiąc, i ani nie chcę, ani nie potrafię zrezygnować.


PODRÓŻE AKADEMICKIE

Pre-ERASMUS – wersja dla artystów Studia artystyczne to jedne z najbardziej ekscytujących i ciekawych studiów – mówili. Wszyscy – i artyści, i nieartyści. Zresztą, nawet gdyby tak nie było, pewnie skończyłoby się podobnie – Akademia Muzyczna im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. To kawał drogi od Radomia – kwitowali niektórzy. Fakt... Ale w obliczu możliwości studiowania u wymarzonego profesora nie było ani chwili wahania. Po czterech latach z czystym sumieniem mogę stwierdzić: pod pewnymi względami studia jak każde inne. To truizm, że na każdych studiach trzeba się starać jak najlepiej rozwijać, przy jednoczesnym nawiązywaniu znajomości. Co więc myśleli ONI, mówiąc jedne z najbardziej ekscytujących? Pewnie chodziło o PODRÓŻE! Tak, to zdecydowanie ten przywilej artystów, przywilej poznawania różnych krajów i kultur „na raty”, przy pomyślnych wiatrach w regularnych odstępach czasu i w podobnych dawkach. Dotychczasowe studia stoją więc dla mnie pod znakiem Niemiec, Francji, Włoch i USA. Niemcy – raj dla osób, które przyjechały coś ZROBIĆ! Niemiecka punktualność, porządek i konsekwencja to nie legenda! Do dziś pamiętam ten obrazek... Próba orkiestry ustalona na 1000. O 945 wszyscy muzycy siedzą na swoich miejscach. O 955 koncertmistrz wstaje i orkiestra się stroi. W tym też momencie dyrygent przeprasza osobę, z którą pije kawę. O 959 mistrz batuty wkracza do sali. Próba zaczyna się punktualnie o 1000. Pociągi kursują bez najmniejszego opóźnienia, a jeśli już się to zdarzy, wszyscy pasażerowie natychmiast są informowani o przyczynie. I z każdej strony uśmiechy. Sztuczne, niesztuczne – niech każdy osądzi, jak zechce. W każdym razie jest miło. Poza tym przyjechałam tu poniekąd do pracy...

Francja – kraina serów i wina. To, co najbardziej zapadło mi w pamięć, to fakt, iż nie można było się dogadać w żadnym języku poza francuskim. To świetnie, bo jestem osobą, która nie pała miłością do tego języka... Cóż, umiejętności porozumiewania się na migi też są pożyteczne. To prawda, Francuzi są eleganccy. Do tego są dumni ze swojej muzyki, ale organy w kościołach zamykają na klucz. I spróbuj tylko chcieć dotknąć instrumentu! (wydało się: gram na organach). Włochy – miejsce, w którym czas nie istnieje. Początek festiwalu muzyki chóralnej. Koncert zapowiedziany na godz. 2100 (!). I o 2100... kościół zamknięty... 2115 – kościelny otwiera. Im-

Polska grupa zaprzyjaźniła się z włoskim sekstetem wokalnym. Umawiamy się więc na kawę, na 1900. 1850 SMS: Będziemy o 1930. 1930 wiadomość: Przyjdziemy o 2030. 2025 ostatni już SMS: Jednak nas nie będzie. Gdy Włosi widzą barierkę z napisem „nie wchodzić!”, zaczynają się zastanawiać, jak tę barierkę obejść (skąd my to znamy...). Może dlatego gros Polaków czuje się tak dobrze w słonecznej Italii? USA czy raczej Nowy Jork – absolutnie, bezsprzecznie, zdecydowanie WSZYSTKO! W takiej mieszance każdy znajdzie coś dla siebie. Kolory skóry – do wyboru, do (nomen omen) koloru! Style ubierania – jakie style? Można nosić wszystko ze wszystkim! Skórzany płaszcz i kalosze? Proszę bardzo! Luksusowy apartamentowiec obok ledwo trzymającego się sushi baru? Jasne! Prorok na stacji metra? Ależ oczywiście! Jak to wszystko ogarnąć, zachowując jednocześnie własną – narodową i osobistą – tożsamość? Jak się zachować, słysząc kolejną „wspaniałą” opinię o Polakach typu: Wasz naród nigdy do niczego nie dojdzie, bo wy nic nie robicie dobrze. Zwyczajnie. Bo zawsze warto być sobą. Dla ludzi, którym nie pasujesz, i tak odpadasz w przedbiegach, a możesz pokazać inną (a może właśnie tę właściwą?) stronę swoich rodaków. Szczególnie, gdy po dłuższym pobycie usłyszysz zdanie: Jesteś zupełnie inna niż wszyscy Polacy, taka pracowita i miła. Oczywiście osoba, która to mówi, nie spotkała wcześniej żadnego Polaka... Oto mój Pre-ERASMUS, bo ten właściwy dopiero się zacznie w Polsce, kraju, który nadaje się do tego, by coś w nim ROBIĆ! Mira Cieślak


S

zóstego sierpnia moje trzy przyjaciółki i ja pierwszy raz w życiu wyruszyłyśmy na pielgrzymkę. Świeżo upieczone studentki, więc z grupą akademicką 21. Udało nam się spakować i wstać o 6 rano, teraz będzie już tylko z górki! Czyżby? Dzień I 16 km Już pierwszego dnia wyszły na jaw braki w bagażu – o ile na deszcz byłyśmy przygotowane, to zaskoczyło nas, że słońce tak mocno grzeje (w końcu mamy dopiero po 19 lat…). Ale to nic, jeden ze sprzedawców (chwała im!) jadących za pielgrzymką miał kapelusze, czym uratował nas pewnie przed udarem. Również dzisiaj dowiedziałyśmy się, że pielgrzymka to nie wycieczka i na spóźnialskich nie czeka – pierwszy, ale nie ostatni raz biegłyśmy przez całą kolumnę, żeby dotrzeć do naszej grupy. Dobiegłyśmy do jej końca i tam już zostałyśmy, ale okazało się, że wleczenie się na tyłach nie jest mniej męczące, wręcz przeciwnie. Co chwila byłyśmy poganiane przez brata porządkowego, który zresztą tak to „polubił”, że w kolejnych dniach pilnował już tylko przodu grupy. Swoją drogą, zwracanie się do siebie per siostro/ bracie przez co najmniej cztery pierwsze dni wywoływało u nas śmiech. Dotarcie do noclegu to połowa sukcesu, musimy jeszcze rozbić namiot. No i umyć się w innowacyjnych prysznicach – z wielką butlą pełną zimnej wody wchodzi się za zasłonkę. Tylko akurat spadł deszcz, a zasłonki u góry nie ma… Na szczęście zdobyłyśmy się z Olą na odwagę i pukanie do domów z prośbą o prysznic się opłaciło – umyte w cieplutkiej wodzie wróciłyśmy na apel, po czym szybko schowałyśmy się wszystkie w śpiwory. Jutro też trzeba wstać o 6… Dzień II 26 km Dzisiaj zapoczątkowałam codzienny rytuał wizyt w sanitariacie, z którego wyszłam ze stopami fioletowymi od jakiegoś roztworu (brat Czarek z karetki twierdzi, że wyjdzie mi to na dobre, wierzę mu). Biedne, nigdy nie były tak zmasakrowane, a należą do tancerki, więc dużo przeżyły. Po tym doświadczeniu w końcu wiem, że skarpetki do sandałów to nie kwestia dziwnej pielgrzymkowej mody, tylko wygody i ochrony dla nóg, której moje balerinki nie zapewniały. Dobrze mieć ciocię w okolicy noclegu, prysznic, grill… Od jutra koniec z luksusami, zostajemy prawdziwymi pielgrzymami! Dzień III 23 km Nocleg pełen wrażeń. Pierwszy „pogodny wieczór”, czyli tańce i gry (niektórych do tej pory nie ogarniam, co jest np. z tym Goofim!?). Podczas gdy my z Agatą się bawimy, Kasia i Ola zaopatrują nas w Biedronce i przeżywają chwile grozy, obserwując łapanie przez policję przestępcy. Nie na darmo bracia porządkowi ostrzegali, że w Stąporkowie trzeba się pilnować. W nocy miejscowi przypuścili zresztą atak na bagażówkę i pole namiotowe, ale nasi dzielni porządkowi przyjęli rzucane przez nich jajka na siebie. Dzień IV 29 km Dzisiaj naszą grupę odwiedził proboszcz parafii św. Królowej Jadwigi, przy której mieści się DA. Dobrze wiedział, jak wkraść się w serca padających pielgrzymów – dostaliśmy tyle drożdżówek, ciast i arbuzów, że brały razem z nami udział nawet w wieczornej modlitwie Dzień V 23 km Czyżby kryzys? Zostajemy z Olą osaczone w namiocie przez

Radom – Jasna Góra. Jedna siaj obudzić. Nieważne, że minutę przed 6, co oznaczało pójście na mszę w piżamach! Z tego wszystkiego opracowałyśmy sposób chodzenia, dzięki któremu szłyśmy raźnym krokiem. Trzymałyśmy się małymi palcami i co jakiś czas zmieniałyśmy je na kolejne – jakim cudem ta czynność niwelowała zmęczenie do tej pory pozostaje dla nas tajemnicą. Jedno jest pewne, bez oparcia w przyjacielu już dawno groziłaby mi dezercja. Dzień VI 31 km Zadanie na postój dla pielgrzymkowych debiutantów – oprócz odganiania komarów, zapleść wianek. A to oznacza, że czeka nas tradycyjny chrzest. Bynajmniej nie symboliczny, bo księża Marek i Darek wody nam nie szczędzili. Ale w ten upał powinniśmy być im wdzięczni za ochłodę. Dzień VII 27 km Ależ skąd, wcale nie przejechałyśmy z Agatą paru kilometrów w sanitarce, nie… Kiedy w końcu docieramy na nocleg, nie wierzymy w nasze szczęście – kolega jadący dzisiaj w bagażówce rozłożył nam namiot, a na dodatek w aptece na polu namiotowym można wziąć ciepły prysznic za 5 zł! To nic, że ze dwie godziny spędziłyśmy w kolejce. Dzień VIII 20 km Ostatni raz gonimy grupę o poranku. Póki co jakoś lżej się idzie, w końcu to już finisz. W Mstowie, przed mszą dla całej radomskiej pielgrzymki, my z Agatą – świeżo po miłosnych zawodach – nie omieszkałyśmy obejść na kolanach krzyża, co ma ponoć przynieść dobrego męża, zobaczymy… Następny


pielgrzymka, dwa spojrzenia przystanek – Przeprośna Górka, skąd widać już Częstochowę – i szok, tutaj ludzie naprawdę się przepraszają, a nawet dają sobie kwiatki. Już tylko kawałek do celu, ale chyba najbardziej hardcore’owy – zero cienia i rozpływający się asfalt. I wreszcie – Jasna Góra! Udało się nam! Dzięki Bogu… Na którymś postoju podzieliłyśmy się z księdzem Darkiem wątpliwościami, czy aby nie przeżywamy pielgrzymki „mało duchowo”. Bo najczęściej czułyśmy się jak na wyprawie, zajęte a to szukaniem toi toia, a to opatrywaniem stóp. Ksiądz uspokoił nas jednak mówiąc, że to normalne i że owoce tych rekolekcji w drodze przyjdą później, bo w trakcie nie ma siły na szczególne duchowe doznania. Jak krwawiły mi nogi, nie myślałam górnolotnie „to dla Ciebie, Boże”, tylko że mnie boli i muszę coś z tym zrobić. Dopiero z perspektywy czasu wiem, że wiara to nie fajerwerki, a Boże znaki można na pierwszy rzut oka przegapić. Chyba właśnie ta subtelna ingerencja w każdy aspekt życia, które dla ludzi mojego pokolenia musi być pełne wrażeń, jest w wierze najbardziej niesamowita. Pielgrzymka pozwoliła mi to docenić. Teraz wierzę, że cokolwiek robię, gdziekolwiek nie dotrę, odkrywając świat, w każdym bodźcu obecny będzie Bóg. Dla tego przekonania warto przejść te 200 km. Marysia Domagała

iamthecokegirl@yahoo.com

W

ostatnie wakacje miałem możliwość przez osiem dni kolejny raz pielgrzymować wraz z grupą akademicką na Jasną Górę. Kolejny też raz pielgrzymka zaczęła się dla mnie kilkanaście dni wcześniej, gdyż brałem udział w jej logistycznym przygotowaniu. Dla mnie przygotowania te są tak samo ważne, jak samo pielgrzymowanie, pozwalają mi na pełniejsze uczestniczenie w pielgrzymce, no i w naturalny sposób wykluczają mnie z grona osób, które mogą narzekać na jakieś niedociągnięcia organizacyjne :) Można powiedzieć, że tegoroczne pielgrzymowanie niczym nie różniło się od poprzedniego. Ta sama trasa, prawie wszystkie noclegi w tych samych miejscach, tyle samo miejsca na bagaże co w roku poprzednim. Ale wszystko inne, co najważniejsze w czasie pielgrzymki, jest mało widoczne dla oczu i odbywa się w sercu każdego z uczestników. Dla mnie najważniejsza w tym czasie jest konieczność fizycznego odłączenia się od codzienności. Oczywiście nie jest to na szczęście ucieczka od problemów i wszystkich spraw do załatwienia, ale odsunięcie ich na bok, w celu lepszego ich zrozumienia i przyjrzenia się im z innej perspektywy. Grupa akademicka jest specyficzna pod wieloma względami. Idą w niej zwykle osoby studiujące oraz będące zaraz przed studiami lub tuż po studiach. Siłą rzeczy średnia wieku wynosi około dwadzieścia parę lat. Uczestnicy na co dzień prowadzą bardzo aktywny tryb życia, co przekłada się również na nieco inne oczekiwania odnośnie do samej pielgrzymki. Mimo że w grupie akademickiej duże znaczenie mają konferencje, dla mnie nie one są najważniejsze podczas drogi. To, co jest sensem pielgrzymowania, zawsze odbywa się na linii człowiek – Bóg i jest uzależnione od otwarcia i chęci na wykorzystanie tego czasu. Dlatego tak niezwykle ważny jest czas milczenia podczas dnia i możliwość osobistej modlitwy, bo jest to czas, który siłą rzeczy muszę wykorzystać na zmierzenie się z własnymi myślami i nie mogę go przygłuszyć muzyką, rozmową ani innymi aktywnościami. W tym roku zdecydowanie pozytywnym zaskoczeniem był fakt, iż w pielgrzymce nie było osób przypadkowych, które chciały w ten sposób zapełnić swój wakacyjny czas. Można było to bardzo wyraźnie odczuć podczas całej drogi, noclegów, w trakcie wielu rozmów. Praktycznie każdy z  uczestników idących na Jasną Górę musiał zrezygnować ze swoich zajęć, wziąć urlop, musiał zreorganizować swoje obowiązki, co świadczy o tym, iż chciał wykorzystać czas pielgrzymowania właściwie. michal.wojutynski@gmail.com


Minitest Sprawdź, co wiesz o sakramencie małżeństwa 5. Kto jest szafarzem sakramentu małżeństwa (tzn. kto udziela tego sakramentu?) A) sakrament małżeństwa udzielany jest przez księdza, który uroczyście przyjmuje przysięgę małżeńską B) sam małżonkowie jako szafarze łaski udzielają sobie nawzajem sakramentu małżeństwa, wypowiadając wobec Kościoła swoją zgodę C) sakrament udzielany jest przez całą wspólnotę wiernych uczestniczącą w liturgii ślubnej

Rozwiązanie testu: fot. Anna Piotrowska

1. Sakrament małżeństwa jest nierozerwalny, w wyjątkowych przypadkach sąd kościelny, po przeprowadzaniu procesu i przesłuchaniu świadków może jednak udzielić kościelnego rozwodu. A) prawda B) fałsz 2. W każdym sakramencie można wyróżnić widzialny znak (symbol), który jest istotnym elementem sakramentu, oraz niewidzialną łaskę, która mu towarzyszy. W przypadku sakramentu małżeństwa… A) widzialnym znakiem są obrączki B) widzialnym znakiem jest zgoda małżeńska (przysięga) C) uroczyste podpisanie odpowiednich dokumentów 3. Sakrament małżeństwa sprawia, że między małżonkami pojawia się szczególny rodzaj więzi A) ma on jednak mniejsze znacznie, niż relacje łączące dzieci i rodziców (w tym przypadku chodzi przecież o więzi krwi), dlatego nawet po ślubie dzieci zobowiązane są do posłuszeństwa rodzicom (Czcij ojca swego i matkę swoją). B) tak mocnej, że jak stwierdzi Księga Rodzaju stanowią „jedno ciało”. Małżonkowie są zobligowani do szacunku wobec swoich rodziców, ale zobowiązania wobec małżonka są ważniejsze. 4. Małżeństwo sakramentalnie – według nauczania Kościoła – ma dwa podstawowe cele: A) wzajemną miłość (dobro małżonków) oraz spłodzenie i wychowanie potomstwa B) zabezpieczanie sytuacji materialnej małżonków oraz zagwarantowanie stabilności społecznej C) zagwarantowanie możliwości życia sakramentalnego małżonków i ochrzczenia dzieci

Katechizm Kościoła Katolickiego dostępny na stronie www.katechizm.opoka.org.pl/

1. Odpowiedź B. Małżeństwo raz zawarte jest nierozerwalne. Może się jednak zdarzyć, że poważne przyczyny sprawiły, że małżeństwo nie zostało zawarte (np. jedna z osób została zmuszona do zawarcia związku małżeńskiego). Orzeczenie sądu kościelnego nie dotyczy rozwodu, ale stwierdzenia, że małżeństwo nigdy nie zostało zawarte. 2. Odpowiedź B. (Katechizm Kościoła Katolickiego 16251632) 3. Odpowiedź B. Wyjątkowość więzi, jaka łączy małżonków, potwierdzona jest wielokrotnie. Chrystus w rozmowie o nierozerwalności małżeństwa zacytował Księgę Rodzaju: dlatego opuści człowiek ojca i matę swoją i złączy się ze swoją żoną i będą oboje jednym ciałem. Słowo „opuści” nie wydaje się przypadkowe. Zobowiązania dorosłych dzieci wobec rodziców precyzyjnie opisuje Katechizm Kościoła Katolickiego. Możemy tam przeczytać między innymi, że posłuszeństwo wobec rodziców ustaje wraz z usamodzielnieniem się dzieci, pozostaje jednak szacunek, który jest im należny na zawsze (KKK 2217). Zachęcam do lektury całego paragrafu. 4. Odpowiedź A. (KKK 1601) 5. Odpowiedź B. (KKK 1623) Opracowanie: ks. Marek Adamczyk


Weekendowe spotkania dla narzeczonych Spotkanie weekendowe to propozycja dla tych, którzy nie chcą iść do ślubu z marszu. „Weekend dla narzeczonych” obejmuje 16 tematów. Na wstępie małżonkowie dzielą się z narzeczonymi swoimi doświadczeniami, a księża przemyśleniami, ukazując małżeństwo jako powołanie do odpowiedzialnego i sensownego życia, potem narzeczeni omawiają konkretny temat, posługując się przygotowanymi materiałami. Nic nie mówią publicznie. To, co najważniejsze, narzeczeni przeżywają razem. Ze względu na charakter spotkań konieczna jest obecność obojga narzeczonych. Kurs stanowi integralną całość, dlatego wymagane jest uczestnictwo we wszystkich spotkaniach. „Weekendy dla narzeczonych” odbywać się będą w ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego przy ul. Górniczej 2 w Radomiu (os. Akademickie) w następujących terminach: 3-5 grudnia 2010 (piątek – 1730-2100, sobota – 900-1800, niedziela – 900-1400) – zapisy do 15 listopada 18-20 marca 2011 (piątek – 1730-2100, sobota – 900-1800, niedziela – 900-1400) – zapisy do 4 marca 27-29 maja 2011 (piątek – 1730-2100, sobota – 900-1800, niedziela – 900-1400) – zapisy do 12 maja Zapisy i informacje: ks. Marek Adamczyk marek.adamczyk@fse.pl (48) 360 79 40 fot. Cezary Stawczyk

Weekendowy kurs… dla narzeczonych! Większość z nas nie przeżyje nic „wielkiego” w życiu. Nieliczni stają się milionerami, wygrywają mercedesy, otrzymują Nagrody Nobla czy przeżywają egzotyczne podróże. Jednakże wszyscy możemy przeżyć małe radości. Pocałunek w policzek. Pełnię księżyca. Zachód słońca. Szczery uśmiech drugiej osoby. Miłość i wsparcie do końca życia. Każdy z nas może korzystać z nich w obfitości. Tak naprawdę zależy to tylko od nas, od naszego wyboru, na co tak naprawdę stawiamy. Okresem przełomowym dla mnie i mojego przyszłego męża było uczestnictwo w kursie dla narzeczonych. Jest to nowoczesna forma przygotowania do zawarcia sakramentu małżeństwa. Według nas jest to ,,kurs na miłość, wierność i uczciwość małżeńską”. Stwarza on okazję do zatrzymania się w biegu życia. Daje możliwość postawienia sobie pytań: Jaką rolę będzie odgrywał Bóg i sprawy religijne w naszym życiu małżeńskim? Czy nasze hierarchie wartości pokrywają się? Czy patrzymy w tym samym kierunku? Czy potrafimy rozmawiać ze sobą i znaleźć kompromis? Ten weekend otworzył nam oczy, ale co najważniejsze, na nowo uświadomiliśmy sobie, że MIŁOŚĆ jest celem naszej „podróży przez całe życie”.

Weekend dla narzeczonych – od irytacji do fascynacji… Na początku była irytacja. Gorączka przygotowań do wesela wprowadza rodzaj nerwowego pośpiechu i zmęczenia, są takie chwile, kiedy człowiek traci wiarę, że zdoła wszystko ogarnąć. Wystarczy wtedy drobny problem z czymś, co wydawało się załatwione, i przychodzi wybuch. Mnie zirytował kurs przedmałżeński. Okazało się, że nie mam zaświadczenia ze szkoły średniej, swoją drogą nie jestem pewny, czy kiedykolwiek je miałem. Ksiądz w kancelarii był stanowczy, do ślubu pozostały trzy miesiące, a jedyny wolny termin obejmował tzw. kurs weekendowy. Byłem wściekły. Trzeba roznieść zaproszenia, pozałatwiać setki spraw, a tu muszę zmarnować cały weekend. Kiedy usiadłem w piątek wieczorem na pierwszym spotkaniu, miałem tylko dwa cele: nie zrobić prowadzącym awantury i otrzymać zaświadczenie. O takich kursach słyszałem od znajomych: krościata stara panna i egzaltowany ksiądz w teoretyczny i wzniosły sposób opowiadają o sprawach, o których nie mają pojęcia. Myśl o tym, że być może będę zmuszony do aktywnego uczestnictwa – tzn. do zabierania głosu – gdzieś wewnątrz mnie wzbudzała gniew. Nie wyobrażam sobie, bym miał o swoim związku mówić publicznie. To, co usłyszałem na pierwszej konferencji, nie budziło oporu, pomyślałem nawet, że gdyby nie moja złość i szczególny tryb uczestnictwa w kursie, to wszystko mogłoby być strawne. Po wprowadzeniu rozdano nam kartki; mieliśmy odpowiedzieć na kilka pytań, a potem omówić to ze swoją drugą połową. Wybierałem odpowiedzi na chybił trafił i wpisywałem od niechcenia bzdury. Potem przyszła Ona, spojrzała mi w oczy i z tym swoim uśmiechem powiedziała: wiesz co, wejdźmy


Po kolejnych konferencjach, kiedy spotykaliśmy się nad zapisanymi kartkami papieru, pośpiesznie rozpoczynaliśmy rozmowę i zawsze okazywało się, że brakowało nam czasu na jej dokończenie. Niby to wszystko było już przegadane, ale po łebkach, tematy były lekko muśnięte, teraz nawet trudne kwestie zostały dopowiedziane. Było kilka spięć, ale były też chwile, w których się wzruszyłem. Dobrze, że nikt nam nie przeszkadzał, że byliśmy sami. Słuchaliśmy wprowadzeń, a potem mogliśmy tylko we dwoje rozmawiać na temat. Nie pod każdym zdaniem konferencji byłem skłonny podpisać się bez zastrzeżeń. Antykoncepcja, model życia religijne-

go, prawne regulacje związane z sakramentem małżeństwa; miałem pewne wątpliwości, ale w tym wszystkim była logika, nie było głupstw, obraz był spójny i klarowny, na kilka kwestii spojrzałem inaczej. No i msza, która kończyła kurs, „próba generalna” ślubnej Eucharystii, dla mnie bomba, ale o tego rodzaju przeżyciach nie mówię i nie piszę, bo to zbyt osobiste. Chciałbym to przeżyć jeszcze raz, za kilka lub kilkanaście lat. Będzie inaczej, wiele chwil i doświadczeń będziemy mieli za sobą… no i nie będę potrzebował zaświadczenia. Paweł

TYLKO DLA POSZUKUJĄCYCH

Bóg się szanuje Bóg nie lubi łatwizny i bylejakości. Stąd w relacjach ze sobą wymaga od człowieka wysiłku. Począwszy od drogi, jaka do Niego prowadzi, czyli wiary. Z przyjęciem wiary mamy zazwyczaj trudności, choć wydawałoby się, że powinno być łatwo, gdyż wiara to dar – łaska Boga. To coś, co jest nam dane bez naszego w tym udziału i nie możemy na to zasłużyć. Należy

Mimo wszystko podejmowane są poważne próby ogarnięcia rzeczywistości wiary. Trzeba przyjąć, że ze względu na jej nadprzyrodzone pochodzenie, ani filozofia, ani nauki przyrodnicze, ani żadne inne nie są odpowiednimi narzędziami do przeniknięcia Bożej tajemnicy. Bo czyż Bóg – Idea Platona, Bóg – Pierwsza Przyczyna Arystotelesa, jednym słowem bogowie wymyśleni przez ludzi identyfikują się z Bogiem Objawienia? Pewnie jakoś na Niego wskazują, ale tylko tyle. Podobnie filozoficzne tzw. dowody na Jego istnienie, „coś” o Nim mogą podsunąć. Bóg, któremu można przypisać istnienie, ale który nie ma dla mnie realnej wartości, który jest abstrakcyjny, z którym nie wchodzę w relację, nie jest Bogiem chrześcijan. Oto dlaczego chrześcijaninowi nie wystarcza „jakiś” jeden, udowodniony, istniejący Bóg. Nie wystarczy naturalny, rozumowy monoteizm. Jako chrześcijanie wierzymy, że jesteśmy dla Boga ważni. Że się nami interesuje. On sam do nas zaczął mówić, siebie przedstawiać. Objawił się. I to tak, że możemy coś z tego pojąć. Samo Objawienie jest już tajemnicze, przedstawia Go, jednocześnie nie ukazując. Według tradycji biblijnej Jahwe jest Bogiem, który się ukrywa, który nas szuka, ale którego jednocześnie i my musimy poszukiwać. „Prawdziwie Tyś Bogiem ukrytym [Deus absconditus], Boże Izraela, Zbawco!” (Iz 45,15). Paradoks – Objawienie ukazuje ukrywającego się Boga! A może to dyskrecja Boga, który nie fot. Zbigniew Niemirski „ Gość Niedzielny” chce się narzucać? To hołd złożony wolności człowieka. Tylko Bóg ukryty potrafi ustanowić z ludźmi głęboki, osobowy związek wolności i miłości, a nie do ponadnaturalnej rzeczywistości, tak jak sam Bóg. Zatem konieczności. łaska wiary niektórych irytuje, bo nie można z zewnątrz wpłynąć na Ofiarodawcę. Bóg kogoś obdarowuje lub nie. A jeśli Ale najważniejsze, ten Bóg jest Osobą. Jako Osoba wychosię otrzyma już dar wiary, można go przyjąć lub odrzucić. Nie dzi naprzeciw innych osób – ludzi. Jest Osobą w znaczeniu można jednak negować czegoś tylko dlatego, że się tego nie pełnym, tzn. Tym, którego trzeba odkryć, poznać, zaakceptodoświadcza. Kultura laicka zajmuje się instytucjami (np. Wa- wać, by móc ukochać, jak każdą inną osobę. Bóg otoczył się tykan, Kościół, hierarchia), które opierają się na wierze, choć ciemnościami, aby wiara stała się bardziej pasjonująca, a tako niej samej nie ma żadnego pojęcia. Stąd też próby ukazy- że chyba, aby mieć prawo do przebaczenia naszej odmowie wania spraw wiary w perspektywie świeckiej dają tak nie- (Jean Guitton).


Zaczynamy…? Zaczynamy…! Kolejny rok, w perspektywie kolejne dostojne dźwięki hymnu o radości, wprowadzające w atmosferę rzeczywistości uczelnianej pracy. Jeszcze można by przewrotnie i z pewnym przymrużeniem oka powspominać czas wakacji, pożałować lata, aby w końcu pocieszyć się myślą, że najprawdopodobniej – mamy nadzieję – nie było ono ostatnie w naszym życiu i zdążymy się nim jeszcze nacieszyć. W tym skądinąd zupełnie sensownym myśleniu kryje się jednak dość subtelna pułapka – pułapka usypiającego odprężenia, że iuvenes dum sumus świat zatrzymał się dla nas i pozwala cieszyć się swoją, oczywiście pozorną, ale jakże sympatyczną i przyjazną trwałością. A w tej trwałości najbardziej pociągające wydaje się zrozumienie praw świata, które akceptujemy, a które bardzo często są po prostu wygodne i niewymagające i które pozwalają czuć się na tym świecie jak u siebie. Pułapki część dalsza polega na tym, iż w dalszym ciągu nie ma w tym czegoś rażąco złego – przecież funkcjonować trzeba, a najlepiej robi się to, znając prawa i wymagania otoczenia… A to chyba nie jest jednak do końca tak. Nasze bowiem życie z woli Boga podporządkowane jest strzałce czasu, który się przetacza jak woda w Heraklitejskiej rzece, który nie ma w sobie nic z cykliczności, kolistości lub zastoiska, ale biegnie wprzód, nie zatrzymując się i nie zawracając. Jest ciągle nowy, ciągle inny i ciągle stawiający nowe, niepowtarzalne zadania do rozwiązania. Rzecz jest ważna i namysłu godna, mimo że może zostać odczytana jako truizm. Truizmem jednak nie jest. Przede wszystkim dlatego, że czas dany w tym konkretnym roku akademickim nie powtórzy się już nigdy, tak jak nie powtórzą się okoliczności i wezwania w nim zakotwiczone. Tu spieszę z uspokojeniem, iż z całą pewnością pojawią się inne i – być może – lepsze. Te jednak, przeznaczone na ten konkretny moment – niewykorzystane przepadną, unosząc ze sobą niesprawdzalne, a przecież przeznaczone do wykonania dobro. Nie ma zatem dwóch podobnych dni, tak jak nie ma okoliczności usprawiedliwiających „leniwe i sympatyczne przeżywanie życia”. Sekundy są niepowtarzalne tak jak zadania, które z ich prądem przypływają. Aby więc, by odpowiedzieć na wymagania świata i wtopić się w jego nurt wymagana będzie odpowiednia postawa. Pierwszym jej elementem jest uznanie siebie za element powołany do kształtowania świata w każdej chwili i na każdym odcinku. Jest to postawa totalnie zaprzeczająca powszechnemu nie-

jest dominująca, bo atrakcyjna – lubimy w wielu miejscach być, różne rzeczy poznawać, różne okoliczności kreować. Natomiast linearnie rozwijający się świat, taki jaki go zamierzył Bóg, wymaga pracowników wielu, ale pracujących cicho i skutecznie w każdej chwili na swoich odcinkach. Wtedy nie będzie mowy o wybieraniu tylko lepszych momentów albo łatwiejszych zadań. Każda chwila przyniesie bowiem coś, z czym muszę się zmierzyć, bo jest ona po prostu przeznaczona dla mnie. Ktoś powie – utopia. I tak, i nie. Być może tak, bo nie jest powiedziane, że wszyscy zaakceptują cichy i pokorny model pracy na swoim stanowisku. I z pewnością również nie. Bo stojąc u początku kolejnego roku pracy – być może właśnie takiej pracy – zawsze możemy ofiarować go Bożej Opatrzności, co jest – paradoksalnie – również aktem zdrowego rozsądku. Fakt ten wskazuje bowiem na rozumowo swobodnie uchwytną rzeczywistość, w której ja jako „ja” odnajduję się dopiero w zależności od Kogoś, kto jest poza mną i większy ode mnie. Nikt nie jest bowiem chyba na tyle szalony, aby uważać, że na nim rzeczywistość, w której przyszło mu żyć, zaczyna się i kończy. Mój osobisty wkład w kształtowanie świata jest tylko i wyłącznie – a może aż – mocnym kolejnym dowodem na to, że nie jestem samowystarczalny, sam sobie, sam dla siebie.

I dlatego może warto popatrzeć na najbliższe dziesięć miesięcy jako na niepowtarzalną okazję do złożenia daru z siebie dla wszystkich, dla wspólnego dobra, przez robienie tylko tego, co do mnie należy. I druga strona medalu: ile dobrych rzeczy, które są przewidziane dla mnie, abym je w tym czasie wykonał, utonie w niebycie tylko dlatego, że małodusznie je zlekceważyłem? Takie myślenie i takie postawy nie są bardzo trudne do przyjęcia i włączenia w życie, zatem… Zaczynamy! Leszek Wianowski


NAUCZYCIELE I WYCHOWAWCY

Geometria wiary Rozmowa z Piotrem Gruszką Dr Piotr Gruszka Zawód – nauczyciel akademicki na Wydziale Mechanicznym Politechniki Radomskiej, wykładowca geometrii wykreślnej i rysunku technicznego oraz teorii mechanizmów i maszyn Specjalizacja – optymalizacja zużycia energii w procesach technologicznych oraz kinematyka i dynamika mechanizmów i manipulatorów Stan cywilny – żonaty, razem z żoną wychowuje piątkę dzieci Zainteresowania – wędrówki po tatrzańskich szlakach GAZETA AKADEMICKA: Rozpoczął się nowy rok akademicki, dla rozpoczynających studia to bardzo ważny moment w życiu, coś się zmienia, nowe środowisko, nowi ludzie, nowe obowiązki, nowe wyzwania. Pamięta Pan początek swoich studiów? Piotr Gruszka: Szczerze mówiąc, to szczegółów nie pamiętam. W życiu każdego młodego człowieka, po zamknięciu pewnego etapu życia maturą, rozpoczęcie studiów otwiera nowy rozdział. Ja studiowałem w swoim mieście rodzinnym i nie był to okres związany z opuszczeniem środowiska rodzinnego, co sprawiło, że start zapewne był łatwiejszy. Niektórzy twierdzą, że rodzaj uprawianej nauki – to co się studiuje – ma wpływ na styl życia. Inaczej myślą i działają humaniści, inaczej studenci politechniki. Czy ten stereotyp ma odbicie w rzeczywistości? Jakie jest miejsce humanistyki w życiu inżyniera? Rzeczywiście istnieje taki stereotyp i jego istnienie jest zrozumiałe. Humanista zajmuje się ludźmi, ich historią, sposobem myślenia; bezpośrednim przedmiotem zainteresowania inżyniera jest przedmiot martwy. Istnieje pokusa, by w procesie kształcenia kwestie humanistyczne zepchnąć na margines. Tak było w trakcie i moich studiów, i tak jest obecnie. Życie inżyniera nie sprowadza się jednak tylko do projektowania maszyn i urządzeń. Każdy z nas żyje w środowisku rodzinnym, wokół nas funkcjonują inni ludzie i relacje z nimi nie mogą być budowane w taki sam sposób, jak projektowanie maszyn. Również inżynierowie w procesie swej edukacji potrzebują świata wartości. Rozumiem, że Pan znalazł na to swój sposób? Tak, to było uczestnictwo w duszpasterstwie akademickim i duszpasterstwie pielgrzymkowym. To była przestrzeń, w której odnalazłem dla siebie odpowiedzi na wiele osobistych pytań, typowych dla tego okresu. Nie da się w życiu wszystkiego zmierzyć, zważyć, przeliczyć, zastosować takie czy inne prawo fizyki, trzeba rozwiązywać również problemy związane z wartościowaniem swoich postaw, swojego stosunku do otoczenia, do ludzi, z którymi na co dzień się przebywa.

Czasy studenckie. Piotr Gruszka i ks. Zdzisław Domagała

Jak wyglądało życie tego środowiska, duszpasterstwa akademickiego, w tym czasie? Uczestniczyłem w życiu duszpasterstwa akademickiego w Radomiu, formacja przebiegała – tak to przynajmniej pamiętam – w dwóch płaszczyznach. Jedną z nich było zdobywanie konkretnej wiedzy dotyczącej wiary czy wartości moralnych, i to się odbywało w ramach wykładów. Drugą płaszczyznę formacji stanowił bezpośredni kontakt z ludźmi, którzy w tym duszpasterstwie uczestniczyli. W moim przypadku była to grupa prawdziwych przyjaciół, kolegów, znajomych. Nie stanowiliśmy jakiejś wyizolowanej, anonimowej grupy, która spotykała się raz czy dwa razy w tygodniu w salce katechetycznej. Mogliśmy rozwijać nasze wspólne zainteresowania, prowadzić dalej nasze dyskusje, kłócić się czasami o różne ważne dla nas sprawy także poza duszpasterstwem. Jakie były propozycje programowe duszpasterstwa akademickiego, jakie tematy poruszano na spotkaniach, jakie były formy pracy? Formy pracy były zróżnicowane. Bardzo istotnym elementem była cotygodniowa niedzielna Eucharystia, która była sprawowana w kaplicy specjalnie dla środowiska akademickiego. Natomiast jeśli chodzi o cotygodniowe spotkania, to w poszczególnych dniach tygodnia były to wykłady dotyczące przygotowania do sakramentu małżeństwa, historii Kościoła i Polski, zagadnień z teologii moralnej czy nauczania Ojca św. Jana Pawła II. Ważne były również rekolekcje adwentowe i wielkopostne


dy na Mazury lub w Tatry. Wypoczynkowi towarzyszyły liczne rozmowy. Ten czas uczył nas życia w grupie, w trochę innych warunkach. Był także okazją do głębszych przeżyć religijnych poprzez uczestnictwo w codziennej liturgii eucharystycznej. Duszpasterstwo akademickie było powiązane w tym czasie z pieszą pielgrzymką na Jasną Górę. W tradycyjnej formule duszpasterstwa spotykają się głównie studenci, ludzie w tym samym wieku, o podobnych lub zbliżonych zainteresowaniach, podobnym spojrzeniu na różne problemy. Natomiast kontakt z duszpasterstwem pielgrzymkowym sprawiał, że obok nas były osoby starsze, o innych doświadczeniach życiowych. Ich obecność była ważna, zmieniali nasze myślenie samą swoją postawą, swoim świadectwem. Jestem przekonany, że im szersza formuła spotkań w DA, im szerszy krąg ludzi, tym lepiej, choćby w perspektywie przygotowania do małżeństwa. Czym dla Pana jest małżeństwo? Jest drogą realizacji powołania. To jest chyba najprostsza odpowiedź. Taką drogę wybrałem przekonany, że do tego powołuje mnie Chrystus. A recepta na dobre małżeństwo? Czy uniwersalna recepta na dobre małżeństwo w ogóle istnieje? Ja mogę mówić o swoim doświadczeniu. Recepta na dobre małżeństwo leży w sferze wiary i wspólnie podzielanych wartości. Jeżeli dwoje młodych ludzi akceptuje te same wartości, to po ślubie odpada problem przekonywania się do swych racji i konkretnych decyzji podejmowanych codziennie, od banalnych, do tych najważniejszych. Ważne jest również to, z jakiego środowiska pochodzi współmałżonek. Zazwyczaj podstawowe wartości czerpiemy z rodzinnego domu i jeśli tam doświadczyliśmy autentycznego życia religijnego, to łatwiej zbudować trwały związek. Wiara, modlitwa to bardzo ważny element w życiu, zarówno w okresie przygotowania się do małżeństwa, jak i potem w samym związku małżeńskim. W naszym małżeństwie bardzo istotna jest wspólna Msza Święta. Od samego początku staraliśmy się uczestniczyć razem w każdej niedzielnej Eucharystii, staraliśmy się z żoną ograniczać do absolutnego minimum sytuacje, gdy chodziliśmy na msze w różnych godzinach. Wspólna Eucharystia, razem z dziećmi, jeżeli staje się centrum niedzieli, jest źródłem siły, która potem pozwala rozwiązywać różne problemy. Posługujemy się schematem, według którego istnieją dwa sposoby postrzegania świata, racjonalny, oparty na

– magiczny, sentymentalny, prymitywny. Czym jest wiara dla wykładowcy geometrii wykreślnej? Jeśli chcielibyśmy już użyć tego porównania, do geometrii wykreślnej, to jest to zbiór twierdzeń, zasad i definicji, według których układam swoje życie. Wiara jest bardzo ważna w życiu każdego człowieka, jest też dla każdego jakimś wyzwaniem. W moim odczuciu podział na tych, którzy wierzą i są nieracjonalni, i tych, którzy studiują nauki ścisłe i bardzo racjonalnie i logicznie postrzegają rzeczywistość, jest sztuczny. Ja osobiście nie widzę sprzeczności pomiędzy naukami ścisłymi a wiarą, te sfery się przenikają. Nie można udowodnić za pomocą metody naukowej, że Pana Boga nie ma. Nie ma człowieka na świecie, który posiadłby pełnię wiedzy. Moje naukowe doświadczanie wskazuje raczej, że odpowiedź na jedno pytanie często rodzi następne. W życiu racjonalne działania w oparciu o prawa przyrody nie wystarczają. Natrafiamy na takie sytuacje – przynajmniej większość z nas – których nia potrafimy wytłumaczyć w sposób racjonalny, stajemy się w pewnych sytuacjach życiowych bezradni. I tu jest miejsce na to zasadnicze pytanie: czy człowiek może obejść się bez Boga? Może niektórzy właśnie w ten sposób dochodzą do wiary. Istotne są konsekwencje wiary. Jeżeli przyznaję, że jestem człowiekiem wierzącym, to w swej pracy zawodowej, niekoniecznie poświęconej badaniom naukowym, ale również w pracy dydaktycznej, muszę być wierny tym zasadom, które wyznaję.

Jakie są Pana marzenia, co powinno się zdarzyć, by można było powiedzieć „jestem człowiekiem spełnionym, udało się”? O marzeniach mówi się raczej, kiedy ma się naście lat. Moje marzenia z tamtego okresu młodzieńczego, dorastania były związane z rodziną, z posiadaniem dzieci. Dzisiaj związane są z już dorastającymi dziećmi. To się chyba spełniło? To się spełniło i trudno chcieć czegoś więcej. Chciałbym, żebyśmy się nigdy nie zagubili w tym naszym wzrastaniu. Chciałbym, żebyśmy mogli, patrząc na nasze życie z perspektywy następnych lat, czuć satysfakcję i ulgę, że nie pogubiliśmy się w naszym powołaniu małżeńskim. Dziękujemy za rozmowę


ZAPRASZAMY DO ROTTERDAMU

Ó n ÊN Ê£ÓÊÊN ÊÓ

ä £ ä Ê q Ê £ Ê N Ê£

N Ó ä££

Ê Ê

/>ˆâj 2OTTERDAM °vÀ

ÜÜÜ°Ì>ˆâi

Wziąć udział w pielgrzymce zaufania w Holandii znaczy... ... przeżyć pięć dni z tysiącami młodych ludzi z całej Europy i z innych stron świata; ... odkryć na nowo Kościół jako zaczyn komunii w ludzkiej rodzinie; ... poznać gościnność rodzin oraz kulturę kraju i budować przyszłość pełną pokoju; ... modlić się razem śpiewem i w ciszy oraz otworzyć się na piękno komunii z Bogiem; ... pogłębić wiarę i spotkać świadków nadziei, którzy szukają tego, jak żyć ewangelią pośród wyzwań naszych czasów. Zapraszamy na spotkania przygotowujące do wyjazdu na Europejskie Spotkanie Młodych w Rotterdamie. W każdy poniedziałek w DA przy Górniczej po Mszy św. o 19:00 modlimy się kanonami z Taize. Wszystkich zainteresowanych zapraszam na spotkania i proszę o kontakt: da-radom@wp.pl

WTORKOWE KATECHEZY LITURGICZNE Możemy odnieść czasem wrażenie, że liturgia Mszy św. i nabożeństw kościelnych jest dla nas niezrozumiała. Problem nie leży oczywiście w samej liturgii, ale w naszej nieznajomości znaków, symboli, gestów, jakimi Kościół od wieków posługuje się dla oddania relacji między Bogiem a człowiekiem. Zapraszam do wspólnego odkrywania znaków Bożej obecności w liturgii, uczenia się, w jaki sposób Pan Bóg przemawia do nas w Kościele. W każdy wtorek po Mszy św. o 19 w Ośrodku DA przy Górniczej 2. ks. Artur Chruślak arturchruslak@wp.pl


NAUCZYCIELE I WYCHOWAWCY

Maestro Wspomnienie o Ryszardzie Balmowskim – na kasety magnetofonowe. Zgromadził duże archiwum, z którego czerpał potem na lekcjach historii muzyki. A historia muzyki była pasją Profesora. Potrafił zasypać rozmówcę faktami z życia jakiegoś mało znanego kompozytora, którego temat przypadkiem wypłynął. Właściwie Profesor lubował się w historii… wszystkiego! W próbnej wersji tekstu o dziejach chóru do albumu jubileuszowego zamieścił wszystko, co tylko – celowo bądź przypadkiem – zachował w pamięci. A był naprawdę spostrzegawczy: w ośrodku wypoczynkowym w Ustroniu Morskim domki oznaczone były literami w kolejności zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a mieszkania w domkach – cyframi przeciwnie do ruchu wskazówek... Zainteresowania pozamuzyczne to moje nieszczęście, dlatego że są zbyt duże i w związku z tym nie mam na nie czasu. Nie można wszystkiego naraz studiować, aczkolwiek moja biblioteka

Ryszard Balmowski – znany zapewne każdemu, kto choćby otarł się o kształcenie muzyczne w Radomiu. Absolwent poznańskiej Akademii Muzycznej – dwóch kierunków: teorii muzyki i chóralistyki. Jedyny w Radomiu wychowanek Stefana Stuligrosza. Założyciel, kierownik artystyczny i dyrygent Chóru Politechniki Radomskiej. Nasz – Profesor. Był w stanie nauczyć śpiewu niemalże głuchego. I był gotów robić to aż do skutku. Ja mogę spotkać się z wami w nocy o północy, żeby was douczyć, tylko czy wy będziecie chcieli? On nigdy się nie poddawał. To uczniowie, chórzyści nie wytrzymywali morderczego tempa pracy. Ja nigdy nie zniechęcam się z powodów merytorycznych. Karol Zawłocki, bas: Próba to ciężka praca, a prowadzący je profesor Balmowski potrafi powtarzać każdy fragment w nieskończoność. Wykorzystywał czas próby do ostatniej chwili, a zazwyczaj – jeszcze dłużej. Nie uznawał pracy z wydajnością niższą od maksymalnej. Nigdy nie narzekał na zmęczenie: Ja, kiedy pracuję, to odpoczywam. Nigdy nie robił przerw. Jak sam podkreślał – w czasie próby nigdy nie wychodził za potrzebą. Szedł jak czołg: sukces czy porażka – cokolwiek by się nie zdarzyło, do kolejnej próby przystępował z jednakowym zapałem. Jakub Gajny, tenor: Nasz profesor jest niezniszczalny! Nie marnował czasu: Usiłuję nauczyć się języka hiszpańskiego… na przystankach autobusowych. Zamiast czekać bezczynnie te kilka minut, wolę przerobić sobie fragment lekcji. Pracował nie tylko całymi dniami. Sam mówił, że miewał w zwyczaju wstać w środku nocy, popracować ze dwie godzinki i znowu iść spać. Nocami słuchał radia, bo wtedy nada-

obejmuje wiele dziedzin. Muzyka stanowi w niej jedną trzecią. Dwie trzecie to są książki pozamuzyczne: historia powszechna, historia filozofii, różne monografie, fizyka, chemia, biologia, literatura piękna, teoria literatury... Z literatury pięknej proza i poezja: Różewicz, Gombrowicz, Leśmian, Staff. Ja nie mam fascynacji muzycznych, jeśli chodzi o jednoznaczne ukierunkowanie na epokę czy kompozytora. Dla mnie każda dobra muzyka jest godna słuchania. Od średniowiecza po współczesność; oczywiście z wyjątkiem disco polo. Słuchał wytrwale: przed imprezą jubileuszową jedna z koleżanek przygotowała składankę współczesnych utworów do tańca. Płytę przekazała Profesorowi, który miał być tylko pośrednikiem. Przesłuchałem całość! – oznajmił zadowolony następnego dnia. Kilka godzin muzyki klubowej... Szczególnie lubił uczyć harmonii muzycznej – dziedziny muzyki, która określa, w jaki sposób łączyć ze sobą różne dźwięki w akordy, tak by ich współbrzmienie było odpowiednie. Przedmiot ten wymaga nie tylko znakomitego słuchu, ale też znajomości matematyki oraz umiejętności logicznego myśle-


Pamiątka z obozu wakacyjnego, Dźwirzyno 2007

gencją – to przecież streszczenie przymiotów Profesora! Dla uczniów radomskiej szkoły muzycznej harmonia u Balmowskiego była jak horror u Hitchcocka: połączenie geniuszu z przerażeniem. Uzyskanie choćby oceny dostatecznej było dużym osiągnięciem życiowym. Profesor był bardzo wymagający. Jeden z naszych chórzystów zaliczał harmonię jeszcze podczas wakacyjnego obozu szkoleniowego. Każdego popołudnia, kiedy inni podążali na plażę, Maciek dostawał od Profesora nowe – świeżutkie, specjalnie dlań ułożone! – zadanka do rozwiązania. Zaliczenie harmonii na piątkę wymagało wiedzy na poziomie akademickim. Po latach studenci kierunków muzycznych przyznają, że po lekcjach u Profesora uczelnie wyższe wiele już ich nie nauczyły... Zrobimy jeszcze kadencyjkę – zarządzał z radością po zakończeniu zasadniczej części rozśpiewki. Kadencja taka składa się z kilku akordów, których wykonanie kolejno po sobie wymaga wyrobienia właśnie słuchu harmonicznego. Patrz, jakie to trudne! – cieszył się, zaskoczywszy chórzystów trudnym ćwiczeniem. Profesor był zwolennikiem wojskowej dyscypliny (jeden z jego synów został saperem...). Postawa odpowiedzialności była dla niego tak oczywista, że uznawał, iż każdy z chórzystów po prostu sam powinien się dyscyplinować. Niestety podejście to okazywało się nieskuteczne. Wbrew swoim – i naszym! – oczekiwaniom Profesor zdolności kierowniczych nie

miał. Co gorsza usiłował wszystkiego dopilnować osobiście. Próbował myśleć o wszystkim, a sprawy załatwiał poprzez wielokrotne powtarzanie tego samego innymi słowami. Zajmowało to zwykle około pół godziny na początku próby. Jednym ze stałych tematów był problem frekwencji: Przecież nie mogę pracować z pustymi krzesłami! Przekażcie, ludki, kolegom, żeby przychodzili na próby. Tego rodzaju połajanki wysłuchiwali oczywiście nie ci, co powinni – tamtych przecież właśnie nie było... Niektórzy chórzyści świadomie przyjęli zatem zwyczaj przychodzenia na próbę z odpowiednim opóźnieniem – przecież i tak nie zacznie się punktualnie, bo najpierw będzie pogadanka obyczajowa. W ten sposób stałe kazania Profesora odnosiły skutek dokładnie odwrotny od zamierzonego: „chóroludy” spóźniały się jeszcze bardziej. Nie zaczynał, nie kontynuował próby, dopóki nie nastała cisza. Kiedy cisza nie następowała, zaczynał wypowiadać – coraz głośniej – uwagi w rodzaju: ja mam czas, ja poczekam, wolę stracić całą próbę, niż pracować w bałaganie. W czasie śpiewania utworu nie dopuszczał żadnych uwag czy żartów. Natychmiast przerywał: Z powodów dyscyplinarnych – od samego nowa! Ale na próbach bywało wesoło. Profesor lubił się śmiać i lubił rozśmieszać. Próba pełna była swoistego języka, zupełnie niezrozumiałego dla osób z zewnątrz. Nogi z głowy – padało do osoby siedzącej z nogami założonymi jedna na drugą. Pępki do kręgosłupa – oznaczało, że należy usiąść prosto i wziąć porządny oddech. Trzymaj się powietrza – uważaj, żeby nie zafałszować. Nie bij się – kiedy Profesor uznał, że dyskutujący chórzysta nie ma racji, lecz szkoda czasu na formułowanie argumentów... Czasem tworzył omyłkowo nowe maksymy, które potem weszły na stałe do naszego języka: Praca albo efekty!, Źle powiedziałem, ale dobrze mówię! Ważność długich wypowiedzi zwykł podkreślać, dodając na koniec: I dlatego. Był maksymalistą. Występowałby wszędzie, śpiewając wszystko. Bis musiał być – jak nie dla publiczności, to dla Profesora. Nasz chór był prawdopodobnie jedynym w czterechsetletniej historii sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej, który od głównego ołtarza w tamtejszym kościele zaśpiewał „Cucarachę”! W Kołobrzegu kazał targać pianino elektroniczne na występ do katedry, odległej o jakieś trzy kilometry od ośrodka, w którym mieszkaliśmy. Musiał być akompaniament; nic to, że pianina i tak nie było słychać... Profesor lubił zaskakiwać. Zdarzało mu się – czasem przez pomyłkę, a czasem dla fantazji – zmienić następstwo części utworu w czasie występu albo podać dźwięki w zupełnie innej tonacji niż na próbach. Profesor opuścił nas w sposób dla siebie typowy. Przez zaskoczenie. Właściwie nie był to zły moment: odszedł, będąc u szczytu sławy, w ferworze pracy, planując kolejne próby i występy. Zabrakło go na pierwszej próbie po Wielkanocy. A gdyby jednak się pojawił, co by nam wtedy powiedział? Na pewno by się nie rozczulał. Po prostu wziąłby się do roboty: Nie ma czasu, ludki! Jedziemy z tym koksem! Szacunek dla Profesora! Wspominał: Łukasz Zaborowski, bas


Gazeta Akademicka poleca „Zapasy z życiem” to nowa powieść Erica-Emmanuela Schmitta, jednego z najbardziej poczytnych francuskich pisarzy, autora popularnej, również w Polsce, książki „Oskar i pani Róża”. Jun samotnie zmaga się z rzeczywistością, żyjąc i pracując na ulicach tłocznego Tokio. Przykre doświadczenia z rodzinnego domu sprawiają, że chłopiec stara się zapomnieć o przeszłości. Niestety jego przyszłość również nie rysuje się różowo. Życie nie polega przecież jedynie na tym, by przeżyć. Początkiem pozytywnych zmian są skierowane do Juna słowa mistrza sumo – Widzę w tobie grubego gościa. Od tej chwili nic już nie jest takie samo. Mistrz staje się przewodnikiem nastolatka na drodze ku poznaniu siebie i własnej wartości. Odkrywa drzemiącą w nim siłę i pomaga stawić czoło traumom z dzieciństwa. Jak potoczą się losy Juna? Czy stanie się „grubym gościem” i wygra „zapasy z życiem”? Warto zagłębić się w lekturę, by poznać odpowiedzi na te pytania. Schmitt oczarowuje czytelnika prostotą i mądrością. Ta mikropowieść przekazuje ważne życiowe prawdy, ukazując piękne i jednocześnie trudne relacje z najbliższymi. Podsyca wiarę w drugiego człowieka i uczy, że zawsze jest jakiś anioł, który nad nami czuwa. Autor udowadnia, że bez względu na to, w jakim miejscu na świecie przyszło nam żyć, każdy z nas potrzebuje miłości i wiary w codziennych zmaganiach z życiem. Po książkę warto sięgnąć chociażby po to, by uśmiechnąć się przy ostatnim zdaniu wypowiedzianym przez głównego bohatera. Tym, którzy będą mieli ochotę na więcej, polecam wcześniejsze utwory francuskiego powieściopisarza. Magda Skrok magda.skrok@gmail.com

Powrót do początków jazzu – Lady Day Billie Holiday, jedna z najlepszych wokalistek jazzowych XX w. Zaczynała jako śpiewaczka w jednym z klubów w Harlemie w Nowym Jorku. Pochodziła z biednej rodziny. Oba te czynniki miały wpływ na jej twórczość jazzową. W jednym z najbardziej znanych utworów „Strange Fruit” dostrzegamy protest przeciwko uprzedzeniom rasowym. Piosenki artystki są melancholijne i pełne żalu. Wokalistka w swych utworach korzysta ze swobody improwizacji, jaką oferuje jazz. W jej twórczości słyszymy dużą różnorodność interpretacyjną i naturalność wykonania. Operuje swym głosem tak, by rozwijać każdy utwór i nadawać mu inny charakter. Styl ten, jakże charakterystyczny dla twórczości Billie, spowodował dużo zamieszania wśród mieszkańców Nowego Yorku. Płyta „Blue Billy” stała się jednym z najbardziej pożądanych krążków muzyki jazzowej. Utwory takie jak „Night and day” czy „Prelude to a kiss” są wykonywane przez współczesnych wokalistów. Smutek w jej utworach jest wynikiem chęci wydostania się z czarnego getta, a także pragnienia uwolnienia innych prześladowanych ludzi. Słuchając tej płyty, zanurzamy się w niepowtarzalnym klimacie klubów lat 30., gdzie samotni siedzą zamyśleni, otoczeni dymem papierosów. Nagrania pochodzące z tej płyty zachowują swoisty klimat charakterystyczny dla Lady Day. 17 lipca 1959 roku Billie Holiday umiera, jednak jej twórczość w dalszym ciągu jest pożądana. Piosenkarka staje się ikoną jazzu, a jej muzyka wywiera ogromny wpływ na współczesnych muzyków. Holiday została uhonorowana pośmiertnie nagrodą Grammy i znalazła się w Rock and Roll Hall of Fame and Museum w Cleveland. Historię wokalistki możemy przeczytać w jej biografii „Billie Holiday” wydanej przez Julie Blackburn w 2007 roku. Ela Moczoł e.moczol@gmail.com

Wydawca: Diecezjalne Duszpasterstwo Akademickie w Radomiu Siedziba redakcji: ul. Górnicza 2, 26-600 Radom; e-mail: marek.adamczyk@fse.pl Redakcja: ks. Marek Adamczyk, ks. Artur Chruślak, Maria Domagała, Kinga Dżbik, Anna Gruszka, ks. Zbigniew Gaczyński, Michał Jachimkowski, Joanna Marzec, Elżbieta Moczoł, ks. Mirosław Nowak, Joanna Rychel, Magda Skrok, Anna Sobkiewicz Foto: ks. Zbigniew Niemirski („Gość Niedzielny”), Marcin Kuncewicz, Cezary Stawczyk, al. Wojciech Prawda, Archiwum Duszpasterstwa Akademickiego Opracowanie graficzne: bernatjoanna@gmail.com, mateuszfirlej@gmail.com Opracowanie wydawnicze: Jacek Pacholec



Gazeta Akademicka, pazdziernik 2010