Page 1

Numer 2 Maj 2014

O północy w Paryżu Studencki przewodnik po mieście

Gazeta Studencka

Warszawskie Spotkania Teatralne Subiektywna relacja z festiwalu

Największe studenckie święto Kilka słów o juwenaliach


edytorial || maj 2014

sedno || gazeta studencka

Redaktor Naczelna: Maja Maciejska Wiceredaktor Naczelny: Jakub Nicieja Dyrektor Artystyczny: Bartosz Ząbek

Agnieszka Cybulska Justyna Kierzkowska Paulina Rakowska

Marketing i Reklama: Patryk Szczepaniak Paulina Kujawa

Jakub Nicieja Monika Róża Wiśniewska

Skład: Monika Róża Wiśniewska

2

Bartosz Ząbek

Maria Dybcio Natalia Kamińska Justyna Kierzkowska Paulina Kujawa Marta Kwestarz Adrianna Maciejczyk Anka Maniecka Kamila Woldan Izabela Zadura

Kaja Dulińska Adrianna Maciejczyk Patryk Szczepaniak Bartosz Ząbek

Od redakcji W majowym numerze Sedno.PDF czuć już zbliżające się wielkimi krokami lato. Przed nami miesiąc juwenaliów – imprez studenckich, na których po prostu nie wypada nie być. Już w tym tygodniu zaczyna się święto braci studenckiej Uniwersytetu Warszawskiego, na horyzoncie widać też przygotowania do analogicznych imprez Szkoły Głównej Handlowej czy Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Możecie być pewni, że będziemy tam i my, relacjonując ich przebieg na

naszym fanpage’u oraz na stronie internetowej! Majowy numer Sedna został zdominowany przez kulturę oraz teksty lifestyle’owe. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Przeczytacie między innymi o Paryżu, vlogerkach modowych (przez niektórych nazywanych ironicznie „szafiarkami”), jak również o 34. Warszawskich Spotkaniach Teatralnych.

Strona WWW: www.gazeta-sedno.pl Facebook: facebook.com/sedno Twitter: twitter.com/GazetaSedno Kontakt dla mediów: redakcja@gazeta-sedno.pl

Kontakt biznesowy: patryk.szczepaniak@me.com

Mamy nadzieję, że majowe wydanie spełni Wasze oczekiwania. Zapraszamy do lektury!

redaktor naczelna 3


kalendarium || maj 2014 06.05 wykład ˝Values of Music˝ i warsztaty ˝Workshop in Philosophy of Music˝ Instytut Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego oraz redakcja pisma „Sztuka i Filozofia” zapraszają na warsztaty i wykład prof. Jerrolda Levinsona. Wykład odbędzie się 6 maja o godzinie 11:00 w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie przy ulicy Dobrej 56/66 w sali 316. Wstęp wolny, konieczna rejestracja. Warsztaty potrwają od 28 kwietnia do 16 maja.

08.05 debata ˝Co Solidarność dała Europie?˝

Teatr Hybrydy UW zaprasza na spektakl pt. „Zrządzenie losu” według C. Cox. Sztukę będzie można obejrzeć 16 i 17 maja o godzinie 19:00. Scena teatralna Kina Czary, ul. Chłodna 31.

4

23.05−24.05 spektakl ˝Małe zbrodnie małżeńskie˝ Teatr Hybrydy UW zaprasza na spektakl pt. „Małe zbrodnie małżeńskie” według E.E. Schmitta. Sztukę można obejrzeć  23 i 24 maja o godzinie 19.00. Scena teatralna Kina Czary, ul. Chłodna 31.

Centrum Badania Solidarności i Ruchów Społecznych IS UW zaprasza na debatę, na której gościć będzie Janusz Lewandowski i Paweł Zalewski. Spotkanie poprowadzi prof. Ireneusz Krzemiński. Debata odbędzie się o godz. 17:00 w sali 256 Biblioteki UW przy ul. Dobrej 56/66.

24.05 Juwenalia

05.05 Wystawa ˝Stanisław Skarżyński − historyczny lot przez Atlantyk˝

Wystawę przygotowano z okazji 80. rocznicy lotu przez Atlantyk. Otwarcie wystawy odbędzie się 5 maja o godz. 13:00 w Galerii Uniwersytetu Warszawskiego, znajdującej się w Pałacu Kazimierzowskim przy Krakowskim Przedmieściu 26/28.

sedno || gazeta studencka

16.05 spektakl ˝Zrządzenie losu˝

16.05 Gardenalia

09.05 Juwenalia Uniwersytetu Warszawskiego W piątek 9.05, podczas tegorocznej 20. edycji Juwenaliów wystąpią The Unicorns, Marne Szanse, Tune, Poparzeni Kawą Trzy, Dawid Podsiadło oraz Łąki Łan. Start o 16:00, wstęp bezpłatny. W tym dniu nie ma zajęć .

10.05 Juwenalia Uniwersytetu Warszawskiego 10 maja czeka na Was jeszcze więcej atrakcji. Od 16:30 zagrają Radioaktywny Świat, Maleo Reggae Rockers, Farben Lehre, Strachy na Lachy i Kult po raz 20. na Juwenaliach.

Zarządy Samorządów Studentów WDiNP i ISNS już po raz siódmy mają zaszczyt zaprosić na imprezę plenerową - Gardenalia! Odbędzie się ona za budynkami Wydziału przy Nowym Świecie 67 i 69. Początek o 15:00. Wystąpią Kim Nowak, VNM, Nandu, Rasmentalism i The Dumplings.

24 maja będzie miał miejsce wielki finał jUWenaliów 2014. Na scenie w Parku Agrykola zagrają dla Was: Włodi, W.E.N.A., Warsaw Balkan Madness, Raggafaya, Kamil Bednarek, Grubson. Wstęp dla wszystkich bezpłatny.

5


spis treści || maj 2014

sedno || gazeta studencka

12 O północy w Paryżu Adrianna Maciejczyk

8 NAJWIĘKSZE STUDENCKIE ŚWIĘTO Justyna Kierzkowska

24 Zawodowe mumbo jumbo Anka Maniecka

21 Ulubieńcy maja. Rzecz o urodowych vlogach Izabela Zadura

33 Naucz się spać Adrianna Maciejczyk

30 Bio! Fit! Wege! Adrianna Maciejczyk

Spis treści

27 Kuchenne rewolucje Marta Kwestarz

34 sam pośród miasta, czyli portret własny Justyna Szklarczyk

38 Niedosyt jest lepszy od znużenia Maria Dybcio

42 Warszawskie Spotkania Teatralne − subiektywna relacja Natalia Kamińska

48 KARZEŁ DISkO, HARDKOR PSISKO, czyli jak z Boga zrobić niebyt Justyna Szklarczyk 6

7


sedno || gazeta studencka

największe studenckie święto || maj 2014

NAJWIĘKSZE STUDENCKIE ŚWIĘTO Justyna Kierzkowska

Maj. Słońce, wiosna w pełni i ostatnie chwile spokoju przed sesją, której widmo nieubłaganie czai się za rogiem. Ale nikt jeszcze nie myśli o egzaminach, bowiem maj to przede wszystkim juwenalia – czas studenckich imprez. Historia juwenaliów Nie wszyscy studenci zdają sobie sprawę z tego, że współczesne juwenalia zawdzięcza się okrytemu złą sławą cesarzowi Neronowi, który był wielkim miłośnikiem muzyki i literatury. Z okazji zgolenia swojej młodzieńczej bródki postanowił wydać ogromną ucztę i zorganizować igrzyska, nazwane potem juwenaliami (łac. iuvenalia – igrzyska młodzieńców), w trakcie których uczestnicy, młodzi Rzymianie z arystokratycznych rodów, rywalizowali w najróżniejszych konkurencjach, zarówno sportowych jak i kulturalnych. Odbywały się wyścigi rydwanów, rzucano dyskiem, deklamowano

8

poezję i prezentowano sztuki teatralne, a wszystko to w bardzo swobodnej atmosferze i przy dużej ilości wina.

Juwenalia w Polsce Juwenalia początkami swojej historii sięgają XV wieku i związane są z corocznym świętem żaków. Jako pierwsi na pomysł zorganizowania takich uroczystości wpadli uczniowie Akademii Krakowskiej. Postanowili oni urządzić wiosną kolorowy pochód, połączony z najróżniejszymi zabawami, pokazami połykania ognia, występami żonglerów i mimów. Wszystko to w rytmie skocznej radosnej muzyki. Z dawnej stolicy

Polski święto rozprzestrzeniło się na inne miasta. Pierwsze w Polsce juwenalia, które znamy w obecnym kształcie, odbyły się 12 maja 1964 roku w Krakowie z okazji 600-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego. Około 12 tys. studentów przeszło w pochodzie z Wawelu na Rynek Główny, aby tam bawić się przy muzyce. Juwenalia w 1968 roku nie odbyły się – ówczesna władza zakazała organizowania masowych imprez ze względu na kryzys polityczny w marcu i demonstracje studentów w największych miastach Polski. Bezpośrednim powodem wybuchu zajść była decyzja o zdjęciu „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka z desek Teatru Narodowego. Wszystkie strajki zostały brutalnie przerwane przez oddziały ZOMO i ORMO. W 1981 roku juwenalia także zostały odwołane. Przyczyną takiej decyzji był zamach na życie Ojca Świętego Jana Pawła II, który miał miejsce 13 maja podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra w Rzymie. Wydarzenie to poruszyło całą Polskę. Z inicjatywy krakowskich studentów podjęta została decyzja o organizacji Białego Marszu. 17 maja ulicami Krakowa przeszedł

ogromny pochód z białymi i białożółtymi flagami. Na Rynku została odprawiona msza w intencji Jana Pawła II.

Tradycje i zwyczaje Jedną z głównych tradycji zawsze był wielobarwny radosny pochód, który przechodził ulicami miasta w rytmie muzyki. Poza wspomnianymi wcześniej pokazami ognia i występami kuglarzy w czasach średniowiecznych uczniowie wybierali spośród siebie Króla Żaków, śpiewając przy tym pieśń Breve regnum. W wielu miastach akademickich symbolicznie przekazywało się studentom klucze do bram miasta. Żacy mieli okazję zjeść potrawy przygotowane specjalnie na tę okazję i napić się dobrych trunków.

Wariacje na temat Ponieważ każda z uczelni chce zaprezentować się jak najlepiej to nazwy juwenaliów często są indywidualnie modyfikowane. Zmiany w nazwie związane są z miejscem odbywania się festiwalu lub bezpośrednio nawiązują do danej uczelni. W ten sposób na Uniwersytecie 9


sedno || gazeta studencka

największe studenckie święto || maj 2014 wyższe zabiegają o jak największe gwiazdy, żeby

JUWENALIA uw 2014

podnieść prestiż wydarzenia. Grają i śpiewają także zespoły studenckie, które studenci mogą wybierać w różnych głosowaniach i plebiscytach. Co ciekawe, wciąż podtrzymywana jest tradycja wielkiego pochodu studentów idącego ulicami miasta. Wybory Króla Żaków na wielu

9 maja

kampus główny uw

17:00 The Unicorns 18:00 Marne Szanse 19:00 Tune 20:00 Poparzeni Kawą Trzy 21:00 Dawid Podsiadło 22:00 Łąki Łan

uczelniach przekształciły się w konkurs na najmilszą studentkę i najmilszego studenta. W trakcie juwenaliów organizowane są rozWarszawskim organizowane są jUWenalia, w Zielonej Górze, mieście z tradycjami winiarskimi, odbywają się Bachanalia, które nazwą odwołują się do Bachusa – boga wina i dobrej zabawy, na Politechnice G d a ń s k i e j – Te c h n i k a l i a a U n i w e r s y t e t P r z y ro d n i c z y w Poznaniu ma Agronalia. Są nawet Delfinalia Akademii Morskiej w Gdyni. Jedynie nazwa zabawy na Wojskowej Akademii Technicznej nieco odbiega od tradycyjnego sposobu przekształcania słowa

10

„juwenalia”, bowiem studenci tej uczelni bawią się na MegaWacie.

Juwenalia współcześnie Po 1989 roku juwenalia są organizowane w coraz bardziej huczny sposób. Teraźniejsze zabawy to głównie koncerty znanych zespołów muzycznych. Niektóre z grup występują na scenie studenckiej od wielu lat i zyskały miano „juwenaliowych zespołów”. Są to między innymi T.Love, KULT, Dżem, Hey czy Myslovitz. Uczelnie

maite konkursy – na najszybsze wypicie piwa czy najdziwniejsze przebranie. Z roku na rok zwiększa się liczba sponsorów oferujących różne nagrody. Coraz częściej juwenalia organizują również poszczególne wydziały. Jak widać zabawy studenckie z biegiem wieków niewiele się zmieniły. Zmieniły się tylko czasy i okoliczności.

10 maja

kampus główny uw

17:00 18:00 19:00 20:30 22:00

Radioaktywny Świat Maleo Reggae Rockers Farben Lehre Strachy na Lachy KULT

24 maja agrykola

16:30 Włodi 17:30 W.E.N.A. 18:30 Warsaw Balkan Madness 19:30 Raggafaya 20:30 Kamil Bednarek 22:30 Grubson

11


sedno || gazeta studencka

O PÓŁNOCY W PARYŻU Adrianna Maciejczyk

Miasto zakochanych, najpiękniejsze na świecie, magiczne, cudowne, najdroższe, przeludnione… Czegokolwiek nie powiemy o Paryżu, będzie prawdą, tak samo jak to, że to miasto, które po prostu trzeba zobaczyć! Jeśli jeszcze was tam nie było, to wspaniały moment, żeby zaplanować przygodę życia.

12

13


o północy w paryżu || maj 2014

Więc kiedy jechać? Paryż można zwiedzać cały rok. Wiosną zieleń trawy zachwyca na Polach Marsowych, latem upał pcha w zacienione uliczki pełne niesamowitej architektury i w podziemia bardzo rozbudowanego metra. Jesienią znikają turyści, a liście drzew na Polach Elizejskich mienią się odcieniami złota, burgundu i mlecznej kawy. Zima – najbardziej romantyczna pora roku w Paryżu, razem z wieczornymi spacerami, trzymaniem się za ręce, oglądaniem podświetlonej wieży Eiffla. Jednak jeśli chcecie praktycznej rady, to nie polecam stolicy Francji od lipca do połowy sierpnia i w ostatnich tygodniach grudnia. Turyści i kieszonkowcy są wszędzie, a zwykła butelka wody osiąga cenę 2 euro. Do Paryża można dostać się na dwa sposoby – autobusem i samolotem. Ceny biletów są porównywalne, choć jeśli nie macie dużego bagażu na kilka miesięcy i nie macie ochoty ściśnięci siedzieć kilkanaście godzin w autobusie, zdecydowanie polecam samolot. W okolicach Paryża są trzy lotniska, z których można dostać się do miasta: Paris Charles de Gaulle 14

sedno || gazeta studencka (główny port lotniczy, do którego dojeżdża kolej podmiejska), Paris Orly (położone nieco dalej od centrum niż lotnisko Paris Charles de Gaulle) i Paris Beauvais-Tillé, około 80 km od Paryża (z którego regularnie kursują autobusy do centrum stolicy). Z Polski najdroższe są loty na Charles de Gaulle i Orly. Loty do Beauvais można znaleźć już od 69 zł (WizzAir z Katowic lub Wrocławia). Po wyjściu z lotniska musicie iść za tłumem (tak zrobiłam za pierwszym razem), który zaprowadzi was do kas biletów autobusowych. Za 16 euro w jedną stronę po około godzinie przez okno zobaczycie wieżę Eiffla. Innym sposobem dostania się do Paryża jest tzw. „covoiturage.fr”, portal oferujący wspólne przejazdy. Podróż z kimś jego samochodem to możliwość zaoszczędzenia kilku euro, jednak bez znajomości francuskiego trudno będzie dogadać się z naszym kierowcą.

Gdzie postawić pierwsze kroki? Paryż dzieli się na dzielnice oznaczone numerami. Mówimy o dzielnicach: pierwszej, siódmej,

trzynastej itd. Podzielono go na kształt ślimaka, nadając dzielnicy łacińskiej (Quartier Latin), najstarszej, pierwszy numer. Co ciekawe, aglomeracja paryska jest podzielona na tzw. „zone” – strefy. Według nich ustalone są stawki biletów komunikacji miejskiej. Najdłużej w tej stolicy byłam trzy tygodnie. W ciągu 21 dni do autobusu wsiadłam może cztery razy. Do tramwaju ani razu (jeździ tylko na obrzeżach zony 1). Natomiast

paryskie metro jest jedną z najbardziej rozbudowanych kolei podziemnych na świecie. W obrębie ścisłego centrum dojedziemy nim absolutnie wszędzie. Jeśli nie, jest jeszcze kolej podmiejska – RER. Codziennie kilkadziesiąt razy kursuje do Wersalu, Orly, Disneylandu i wielu innych miejsc. W zależności od tego, ile dni będziemy w Paryżu, będziemy musieli kupić odpowiednie bilety. Istnieją jednoprzejazdowe bilety 15


sedno || gazeta studencka

o północy w paryżu || maj 2014

strefowe oraz karty komunikacyjne. Najbardziej opłacają się te na trzy dni lub na cały tydzień. Można z nich korzystać bez względu na liczbę przejazdów w ciągu dnia i wykupić je na wybrane strefy. Co ważne, lepiej jest mieć bilet, nie tylko ze względu na kontrolerów, lecz także z powodu bramek, do których trzeba przyłożyć skasowany wcześniej bilet, aby wyjść z metra. Niektóre stacje metra, jak Châtelet, są ogromne. Châtelet to jedna z głównych stacji, krzyżuje się na niej mnóstwo linii metra i RER. W takich miejscach

16

kieszonkowców nie brakuje, a kradzieże zdarzają się bardzo często. Gdy będziecie już na większej stacji metra, poszukajcie darmowej mapy komunikacji miejskiej. To będzie wasza biblia w ciągu całego wyjazdu.

Gdzie będziemy spać? Paryż oferuje tysiące hoteli i hosteli. Te drugie oferują ceny od 18 euro za noc. Niestety, trzeba liczyć się z tym, że warunki mogą być różne, a z naszego okna nie będzie widać

Łuku Triumfalnego. Dość dobrym kanapki z szynką (czego w ogóle nie hostelem w centrum jest Vintage jedzą na śniadanie). Na początek Boutique Hostel, dnia mieszkańcy Paryskie ciekawostki któr y znajduje Francji wybiesię bardzo blirają bagietkę lub sko Sacré Cœur • Nie jest prawdą, że Francuzi nie brioche (odpo– n i e s a m o w i - pomogą ci, jeśli nie znasz fran- wiednik polskiej tego kościoła na cuskiego. Sami uczą się języków chałki) z marmoMontmartre, czyli obcych, i o ile cię zrozumieją, ladą. Popularne są posiłki wzgórzu i dziel- chętnie pomogą! poranne na nicy ar tystów. Tańszy nocleg • Kuchnia francuska została wpi- słodko i właśnie takie propozyp o d P a r y ż e m sana na listę UNESCO cje znajdziemy (zona 3), bo już za około 12 • Francuzi mają jeden z najkrót- w menu śniadae u ro , m oże c i e szych tygodni pracy w Europie niowym, jeśli już zdecydujemy się znaleźć w Domu – 35 godzin zjeść na mieście. Polskim sióstr Nazaretanek. W mieście zakocha- Niestety stołowanie się w kawiarnych można spać też za darmo, niach i restauracjach nie należy do znajdując couchsurfera. Jednak najtańszych. szukania nie można zostawiać Na szczęście samodzielne przyna ostatnią chwilę – bywa długie gotowywanie jedzenia pozwala i frustrujące. Warto też sprawdzić, zaoszczędzić sporo pieniędzy. gdzie mieszka przyjmująca nas Bagietkę kupimy za około 1 euro. osoba i w jakiej odległości od cen- Nie polecam kupowania bagietek trum będziemy mieszkać. w piekarniach sieciowych, takich jak Paul. Będą suche i zawsze ze zbyt dużą ilością mąki. Z pewnością Gdzie będziemy jeść? nie zawiedzie was pieczywo z La Mie Câline. Znaleźć dobrą piekarnię Francuzi śniadania jadają w domu, najłatwiej jest dzięki corocznemu całą rodziną, dlatego raczej nie konkursowi na najsmaczniejszą spotkamy ich w restauracjach, bagietkę. Ta, która wygra, przez pochłaniających jajecznicę czy 17


o północy w paryżu || maj 2014 kolejny rok trafia na śniadaniowy stół prezydenta Francji. Wystarczy więc sprawdzić wyniki z kilku ostatnich lat. Jeśli chodzi o dodatki do chleba, to sklepy sieciowe (m.in. Franprix) są stosunkowo drogie, dlatego zakupy lepiej robić w dużych marketach, takich jak Cora czy Carrefour.

Co będziemy zwiedzać? Każdy, kto nie ukończył 26 roku życia, ma wstęp do większości muzeów i zabytków za darmo. Co więcej, w każdą pierwszą niedzielę miesiąca wejścia do muzeów narodowych są bezpłatne. Poza wyprawą na wieżę Eiffla (wjazd na najwyższe piętro kosztuje około 13 euro) musicie zdecydowanie zobaczyć Łuk Triumfalny, skąd Champs-Élysées dojdziecie do Luwru. Muzeum poza słynną Mona Lisą posiada ogromne zbiory malarstwa i rzeźby, których po prostu nie da się zobaczyć w jeden dzień. Jeśli lubicie sztukę współczesną, koniecznie zajrzyjcie do Centre Georges Pompidou, gdzie poza genialnymi instalacjami, obrazami i konstrukcjami zachwyci was też projekt samej galerii. Budynek został zaprojektowany jakby na opak. Na 18

sedno || gazeta studencka zewnątrz znajduje się metalowa konstrukcja z rurami wijącymi się dookoła budowli, a korytarze ruchomych schodów obudowane są szkłem, co pozwala podziwiać niesamowitą panoramę Paryża. Koniecznie musicie wstąpić też do Musée d’Orsay, mieszczącego się w budynku dawnego dworca kolejowego, wyremontowanego i przekształconego w imponującą galerię impresjonistów. Będąc w Paryżu nie można zapomnieć o Pére-Lachaise – cmentarzu, na którym spoczywają m.in. Fryderyk Chopin, Oscar Wild, Edith Piaf czy Jim Morrison. Wychodząc z cmentarza warto pomyśleć o jedzeniu i udać się do dzielnicy Montmartre, gdzie wśród niesamowitej paryskiej architektury znajdziecie wiele klimatycznych restauracyjek. Wieczorem musicie udać się pod Moulin Rouge – najsłynniejszy francuski kabaret – aby zrobić pamiątkowe zdjęcia czerwonego młyna i przejść się po ulicy znanej z grzesznych uciech. Warto też zaplanować wycieczkę do Wersalu, słynnego pałacu Ludwika XIV, z zapierającymi dech w piersiach wnętrzami (m.in. Sala Lustrzana) oraz ogrodami królewskimi. Same ogrody to wyprawa na kilka godzin

– znajduje się w nich ponad sto fontann – dlatego na taką wyprawę trzeba przeznaczyć cały dzień. Jeśli znajdziecie już chwilę na zakupy, warto zacząć od wejścia do katedry Notre-Dame. Dlaczego? Ponieważ ta jedna z najsłynniejszych katedr na świecie, której budowę ukończono w 1345 roku, znajduje się bardzo blisko St. Michel. Tam traficie na mnóstwo sklepów z ubraniami czy pamiątkami. Są tam też antykwariaty, w których książki kosztują 20 eurocentów, a świetne

winyle można kupić już za 3 euro. Na bardziej ekskluzywne zakupy trzeba udać się do Printemps oraz do Galeries Lafayette – najpiękniejszych i najbardziej luksusowych domów handlowych we Francji. Podczas letnich wieczorów młodzi Francuzi spotykają się w pubach, wykorzystując „happy hours” (m.in. drugie piwo za pół ceny) albo gromadzą się nad brzegami Sekwany, gdzie tańczą lub piją alkohol. Bawią się też w klubach w okolicach Parc de la Villette. Warto zorientować 19


o północy w paryżu || maj 2014 się, jakie festiwale i imprezy będą odbywać się w czasie naszego pobytu. W Paryżu codziennie coś się dzieje, a duża część wydarzeń jest kompletnie za darmo. W Paryżu można albo zakochać się bez pamięci, albo nigdy więcej do niego nie wrócić. Jeśli dobrze mu się przyjrzymy, to zauważymy, jak bardzo majestatycznym i eleganckim jest miastem. Tu życie nie toczy się w zawrotnym tempie, jest

sedno || gazeta studencka bardzo wyważone i pełne gustu. Liczba turystów może być męcząca, ale pamiętajcie o zależności, że im dalej od centrum, tym mniejsze tłumy. Ach, i najważniejsze: nie zapomnijcie kupić breloków z wieżą Eiffla (5 sztuk za 1 euro) na stoiskach w metrze. Bon voyage!

ULUBIEŃCY MAJA. RZECZ O URODOWYCH VLOGACH Izabela Zadura Jak zrobić karierę? Wkładając w to lata ciężkiej pracy i iskrę talentu? Nie, to już passé. W czasach, gdy Internet jest medium bardziej wpływowym niż telewizja, zwłaszcza pośród ludzi młodych, a popularność zdobywają niepracujące szafiarki – celebrytki, do zrobienia „kariery” wystarczy komputer z kamerką i umiejętność powiedzenia kilku słów o najnowszej pomadce, szamponie czy idealnej długości spódnicy. Vloger to uwspółcześnione do bólu wcielenie blogera – osoba, która regularnie wrzuca do sieci filmiki, w których porusza rozmaite kwestie – od recenzji filmowych po poważne opinie o światowej polityce. Wśród ludzi zamieszkujących ten zakątek Internetu swój bastion mają vlogerki modowo-urodowe. Zwykle są to młode dziewczyny, które uznały, że posiadły już

20

wszelką wiedzę dotyczącą najnowszych trendów ciuchowych i kosmetycznych. Nie pozostaje im więc nic innego, jak oświecać lud, który dobrze umalować się i ubrać jeszcze nie potrafi. Kto i dlaczego ogląda zamieszczane przez nie filmiki? Po wygooglowaniu hasła „vlogerki moda/uroda” dowiaduję się, że jedną z najpopularniejszych 21


ulubieńcy maja. rzecz o urodowych vlogach || maj 2014 polskich internetowych wyroczni jest niejaka Szusz. Weronika z Łodzi, jak przedstawia się na swoim profilu na Youtube, kanał prowadzi już od czterech lat. „Jeśli szukasz ciekawych filmów i porad dotyczących kosmetyków, mody, a także stylu życia, to znajdziesz je tutaj. To miejsce dla wspaniałych kobiet, które nie boją się iść pod prąd”. Zachęcona, postanawiam obejrzeć kilka jej filmików. W „Ulubieńcach lutego 2014” Szusz zachwala kosmetyki, wykazując się przy tym szeroką, szczegółową wiedzą oraz łamaną angiel­ szczyzną. Sprawia sympatyczne wrażenie i mogę bez trudu zrozumieć, dlaczego liczne dziewczyny i kobiety kierują się jej poradami. Trafiam na kanał młodej warszawianki pod pseudonimem Berry Malinowska. Najnowszy filmik nosi tytuł „Kocham Wiosnę <3”. Subtelnie umalowana nastolatka przez prawie sześć minut opowiada o swoich ulubionych wiosennych kosmetykach i ubraniach. Jest słodka,

22

uśmiechnięta, nic kontrowersyjnego. Na przerwę świąteczną planuje wyjechać do Paryża. Po przejrzeniu innych filmików zauważam pewien trend: Berry dużo podróżuje. Dominikana, Bangkok, Londyn – z każdej podróży nasza vlogerka przywozi walizkę pełną ciuchów, na które przeciętny śmiertelnik raczej nie może sobie pozwolić, a następnie nagrywa filmik, w którym prezentuje po kolei wszystkie ubrania i opowiada o nich. Są to tak zwane haule. Bery często prezentuje też swój OOTD – Outfit Of The Day, czyli to, w co jest dziś ubrana. W filmikach pojawiają się oczywiście nazwy marek poszczególnych części garderoby, ich ceny, a czasem anegdoty związane z zakupem. Vlogerka nagrywa też odpowiedzi na pytania od swoich fanów i chętnie opowiada o swoim życiu prywatnym, szkole czy spotkaniach z koleżankami. Na koniec postanawiam zmienić nieco klimat. Po krótkich poszukiwaniach znajduję filmiki Ewy – Red

sedno || gazeta studencka Lipstick Monster. Dziewczyna, która zdecydowanie nie jest klasyczną pięknością, o włosach w odcieniach błękitu, zieleni i fioletu, z piercingiem nad wargą, radzi jak uniknąć makijażowej katastrofy na twarzy. Ewa jest profesjonalną makijażystką, więc udzielane przez nią porady mają poparcie w wiedzy i doświadczeniu. Z dwunastominutowego filmiku dowiaduję się kilku ciekawych rzeczy, które być może będę miała okazję wykorzystać. Vlogerka jest miła i ciepła, a na twarzy ma perfekcyjny make-up. Jakieś 90% oglądających urodowe i modowe vlogi to młode dziewczyny. Większość z nich sprawia wrażenie stałych widzów, którzy z niecierpliwością czekają na kolejne aktualizacje. Czy wiedza przekazywana przez i n t e r -

netowe wyrocznie ma jakieś zastosowanie w codziennym życiu? Oczywiście. Pytam fanek vlogerek, dlaczego oglądają filmiki. „Szukam inspiracji, w co się ubierać i jak się malować”. „Nie umiałam robić sobie ładnego makijażu, dopóki nie odkryłam kanału Ewy”. „Można się dowiedzieć, jakie produkty warto kupić, a jakie nie”. „Trafiłam tu przypadkiem, a potem bardzo polubiłam Berry, bo jest śliczna i zawsze ładnie ubrana!”. Ja także wyniosłam wskazówek z mojej vlogowej podróży. Dowiedziałam się, jaka szczotka najlepiej rozczesuje włosy na mokro i jak cieniować brwi. Popularność modowo-urodowych vlogerek jest być może współczesnym fenomenem, nie pozbawionym jednak zupełnie społecznej użyteczności. Mimo to polecam zdrową dawkę sceptycyzmu przy oglądaniu tego typu vlogów. Pamiętajmy, nie każda dziewczyna z własnym kanałem na Youtube posiada wiedzę, czasem posiada po prostu za dużo wolnego czasu.

23


zawodowe mumbo jumbo || maj 2014

sedno || gazeta studencka

ZAWODOWE MUMBO JUMBO Anka Maniecka Statystyczny student dzieli swój czas pomiędzy sen, jedzenie i Facebook, więc oczywiście rzadko zdarza mu się zabłądzić w nieznane obszary portali ekonomicznych. Dlaczego? Może dzieje się tak dlatego, że najnowsze „pudelkowe newsy” są ciekawsze, a może po prostu bardziej zrozumiałe od szokujących wieści o wskaźnikach ROC, MACD i RSI, opisujących skomplikowany proces wahań na światowych rynkach. Statystyki, słupki, wykresy i – o zgrozo – opinie ekspertów straszą niezrozumiałą, trudną i czasem nielogiczną formą. Serwisy informacyjne prorokują bezrobocie, kryzys, nędzę, potop (Noego i kamienne olbrzymy), katastrofę ekologiczną i ogólny koniec świata, a człowiek, naturalnie, zaczyna panikować. Powinniśmy się jednak na chwilę zatrzymać i zastanowić czy faktycznie nasza rzeczywistość jest

24

podobna do tej, którą dostrzegamy w teleodbiornikach. Pierwszy kwartał 2014 roku dobiegł końca, a urzędy statystyczne udostępniły liczne rankingi, dokładnie opisujące nastroje poprzednich i prognozy przyszłych etapów rozwoju gospodarczego. Ale co to dla nas znaczy? Pracujemy z różnych powodów: bo musimy, chcemy lub tak wypada. Praca jest sensem istnienia, istnienie – tylko kolejnym powodem do pracy. Przedstawiciele opinii publicznej zwykli kreować wizję studenta-obiboka, liczącego na pomoc państwa, stypendia i względnie tani alkohol (błąd! alkohol nie powinien być tylko względnie tani). Jest to krzywdzące, ponieważ

jeśli pochylimy głowy nad stertą raportów, to zauważymy ogromny odsetek studentów pracujących. W grupie 100 ankietowanych w przedziale wiekowym 19- 25, 42% pracuje, a kolejne pięć jest na etapie szukania posady. Większość z nich jest zatrudniona na podstawie umowy zlecenie lub umowy o dzieło z jednej prostej przyczyny: nikt nie chce dawać pracy niedoświadczonemu, nieelastycznemu uczniowi, zagrożonemu czyhającą za rogiem sesją i niekonsekwencją. Podpisanie klasycznej umowy jest jak wielka kumulacja w totalizatorze – możliwe, ale bardzo mało prawdopodobne. Zdaniem profesora Marka Belki, ożywien i e g o s p o d a rc ze s to p n i o w o przekłada się na sytuację rynku pracy w naszym kraju. W sektorze przedsiębiorstw został odnotowany zauważalny wzrost. Podobnie jak w poprzednich latach, więcej ludzi poszukuje pracy w usługach, głównie w produkcji detalicznej, budowlano-montażowej, rzadziej w przemyśle. Zadowolenie pracodawców rośnie, dzięki czemu

chętniej organizują kursy doszkalające rynkowe świeżynki. One zaś promują miejsce, w którym pracują, mówiąc o tym znajomym lub uprawiając zjawisko „internetowego ekshibicjonizmu”. Polega ono na udostępnianiu (zwykle na Facebooku i Twitterze) treści promujących miejsce pracy, komentowaniu ich na bieżąco lub też pozowaniu do zdjęć z subtelnym jak czołg (lub posłanka Grodzka) lokowaniem produktu. Właściciel pewnej restauracji w centrum Warszawy, z którym udało mi się zamienić kilka słów, stwierdził, że zatrudnienie młodego zespołu jest kluczem do sukcesu. „Będziesz

25


zawodowe mumbo jumbo || maj 2014 dobry dla zawodowego bobasa, Managerowie zarówno małych, a bobas, jak trochę podrośnie, średnich, jak i dużych firm, oprócz odpłaci się, czasem nieświadomie, wąsko wyspecjalizowanych pracowdarmowym PR-em. To rozwiązanie ników, chcą zdobyć osoby potrafiące myśleć logicznie, kreatywnie i zdolne win-win”. Można? Można. Student nie jest też wymagający. do umiejętnej autoprezentacji. „Gdybym miał dżem, tobym sobie Pracownik ma posiadać kwalifikacje zrobił chleb z dżemem… ale nie mam z różnych dziedzin, także humanichleba”. Jest w stanie podjąć się stycznych i społecznych. Co może każdej pracy, jeśli taka tylko napato- wydać się zaskakujące, wiedza czy się zygzakiem na jego ścieżkę teoretyczna nie jest aż tak istotna, wielkiej, bardziej rzyciowej niż życio- jeśli kandydat na nawet najniższe wej, kariery. Pomocne mogą okazać stanowisko efektywnie się komusię serwisy sugerujące oferty pracy nikuje, mocno angażuje w projekty, z różnych dziedzin, takie jak a także wykazuje chęć do ciągłej nauki i rozwoju. np. pracuj.pl. Dzięki podobnym Pracujemy z różnych Rynek pracy dla witrynom można powodów: bo musimy, studenta pozostaje otwar ty i obfity znaleźć mnóstwo chcemy lub tak wypada. w możliwości. Tak p ro p oz yc j i , c z a n i e w i e l e t r ze b a ! sem kompletnie oderwanych od zainteresowań Wystarczy trochę chcieć, przestać poszukującego, czasem z nimi narzekać i otworzyć się na ludzi. CV, spójnych. „Tak naprawdę nieważne listy motywacyjne, zdjęcia – niech co robisz, ważne, żeby tobie, i tylko nie staną Wam na przeszkodzie. Nie tobie, sprawiało to przyjemność poddawajcie się, bo żyje się tylko i satysfakcję” powiedziała mi raz. No chyba, że się jest Bondem… baristka w kawiarni, w której utknę- Jamesem Bondem. Wtedy tylko dwa. łam, pisząc ten kawałek tekstu. Należy teraz zadać najważniejsze pytanie: Czego oczekują pracodawcy od potencjalnego pracownika?

26

sedno || gazeta studencka

KUCHENNE REWOLUCJE Marta Kwestarz Znaleźliśmy już perfekcyjne lokum? Super! Czas na porządki! Osobiście nie spotkałam jeszcze studenckiego mieszkania gotowego do wprowadzenia się od zaraz – zawsze wymaga odświeżenia po poprzednich właścicielach. Od czego więc zacząć? Podział obowiązków Musicie mi zaufać – nieważne w jak dobrych stosunkach jesteście ze swoimi współlokatorami, w sprawie zmywania nie będziecie się tak dogadywać. Polecam jasny podział obowiązków. Ustalcie zasady gry, np. każdy sam po sobie zmywa, robi własne zakupy, odkurza swój kawałek podłogi i zbiera własne śmieci. Warto jednak zrobić grafik sprzątania łazienki i kuchni, a jeśli nie macie specjalnych wymagań żywieniowych czy higienicznych, możecie także podzielić się kupnem produktów (dzięki temu zaoszczędzicie nie tylko pieniądze, ale i miejsce w lodówce). Nie narzucajcie sobie zbyt wielu obowiązków. Nie oszukujcie się,

że będziecie co dwa dni odkurzać. Jeśli jednak ustalicie sobie taki grafik, postarajcie się go przestrzegać, w przeciwnym razie łatwo się pogubicie, a nie daj Boże – pokłócicie!

Odświeżenie Czy przeprowadzicie generalne sprzątanie włącznie z oknami i czyszczeniem okapu, czy po prostu odkurzycie podłogę i szafki – wszystko zależy od was. Ja, wraz z przyjaciółmi, w naszym pierwszym mieszkaniu, umyliśmy wszystkie garnki, talerze, szklanki i sztućce. Zdarliśmy nawet stary tłuszcz z okapu. Niestety, dopiero po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że „daszek” nie działa.

27


sedno || gazeta studencka

kuchenne rewolucje || maj 2014

Studenckim kosztem Nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła kilku tanich sposobów na codziennie sprzątanie kuchni. Zacznę od porad dotyczących czyszczenia mikrofalówki: do pojemnika z wodą wrzuć kilka plasterków cytryny i wstaw na około 4 minuty. Po upływie tego czasu, poczekaj jeszcze chwilę, aby resztki jedzenia poodklejały się od ścianek,

a następnie przetrzyj bawełnianą ściereczką wnętrze. Gwarantuję, że cały tłuszcz zniknie, a cytryna pozostawi przyjemny zapach. Kolejny tajnik, który stosuję w swoim mieszkaniu, to likwidator nieprzyjemnych zapachów w lodówce. Do małego plastikowego pojemniczka czy miseczki wsyp kilka łyżeczek świeżo zmielonej kawy. Wymieniaj co dwa 28

tygodnie, a zapach starej szynki będzie miał trudnego konkurenta do pobicia.

Nowy przyjaciel – ocet spirytusowy Przedstawiam najtańszy odpowiednik wszelkich środków chemicznych; za jedyne dwa złote wyczyścisz nim nawet najuciążliwszy kamień. Osad wapnia i magnezu w czajniku to najbardziej uporczywy problem w kuchni. Aby się go pozbyć, należy zagotować roztwór wody i octu, w proporcji pół na pół, a następnie wypłukać wnętrze czajnika pod bieżącą wodą. Czynność możesz powtarzać tak często, jak problem powraca. Octem możesz także dezynfekować wnętrze lodówki. Użyty w proporcji 1:1 usunie brzydki zapach oraz odkazi półki ze zbędnych bakterii.

Tani poskramiacz Kolejnym bezcennym środkiem jest soda oczyszczona. Właściwie nic innego mogłoby nie istnieć, a wy

sodą wysprzątacie całą kuchnię. W połączeniu z octem, tworzą duet idealny. Solo pomoże odświeżyć gąbeczki do zmywania. Wystarczy, że do miski z wodą wsypiesz kilka łyżek sody (na pół litra ok. dwie łyżki), zamoczysz myjki i zostawisz na noc, a rankiem dokładnie wypłuczesz. Dzięki temu przedłużysz świeżość swoich „zmywaków”. Za pomocą sody pozbędziesz się również przypaleń z żeliwnych garnków i patelni. Roztwór wody i łyżki sody zagotuj w brudnym naczyniu. Po wystygnięciu delikatnie przetrzyj zabrudzenia swoją świeżą gąbeczką. W duecie z octem, świetnie poradzi sobie z zabrudzonymi fugami. Do sody dolej trochę octu, aby utworzyć konsystencję papki. Pozostaw na fugach przez kilka minut, a następnie wyszoruj starą szczoteczką do zębów. Pozostałości spłucz wodą. Ostatnim problemem, który przynajmniej u mnie w mieszkaniu zajmował jedno z pierwszych miejsc, są niedrożne rury. Trzy długowłose piękności niestety na

każdym kroku gubią swój „pióra”, w związku z czym, średnio raz w tygodniu, zatyka nam się kanalizacja. I na to jest sposób! Wymieszaj 4 łyżki stołowe sody oczyszczonej z ¼ octu i wsyp do rury. Aby przyspieszyć działanie, zalej wrzątkiem. Od

momentu odkrycia tego cuda włosy nie są nam już straszne! Mam nadzieję, że tych kilka rad pomoże wam choć przez chwilę zapanować nad chaosem w kuchni. Mnie i moim współlokatorom zdarzyło się zużyć każde naczynie, nawet kryształowy talerz do serwowania jajek, bo nie było czystej porcelany. Kieliszków nie kupiliśmy do ostatnich dni w mieszkaniu, a czysty trunek piliśmy w podstawkach pod jajka. Najważniejsze to dogadać się między sobą i świetnie spędzać razem czas. Kuchnię, z nudów przed sesją, na pewno ktoś posprząta!

29


bio! fit! wege! || maj 2014

sedno || gazeta studencka

BIO! FIT! WEGE! Adrianna Maciejczyk Zdrowy tryb życia, aktywny tryb życia, bycie wege, bycie zen i setki innych zasad, których szanujący się fit-, biostudent powinien przestrzegać. W praktyce nie jest to ani łatwe, ani szybkie. Ale nie niemożliwe! Z naszymi prostymi zasadami ropoczęcie lub kontynuacja zdrowego życia będzie jak bułka z masłem! 1. Jedz śniadanie. Zacznij swój

dzień od dobrego pierwszego śniadania, maksymalnie godzinę po przebudzeniu. Niezależnie od pory, o której wstajesz z łóżka, posiłek

30

powinien być raczej obfity i lekkostrawny. Da on paliwo twojemu mózgowi. Co więcej, udowodniono, że jedząc więcej na śniadanie, jemy mniej na kolację. Przykładowe

menu? Dwie kanapki z chudą wędliną lub miseczka musli bez cukru, kilka liści sałaty i owoc na koniec.

2. Nie zagryzaj stresów. Przy

„nerwówkach” wydziela się hormon stresu – kortyzol. Poza negatywnym działaniem na sprawność mózgu, powoduje też tzw. otyłość brzuszną. Zapychanie się przekąskami pełnymi tłuszczu i cukru jest zajęciem dla rąk i wcale nie redukuje stresu. On sam po pewnym czasie znika, a słodycze zostają na biodrach. Jeśli musisz robić coś z rękami, spróbuj przekąsek z surowych marchewek lub sałaty.

3. Pij wodę. Picie 2 litrów wody

w ciągu doby może pomóc zwiększyć koncentrację, uniemożliwia przejadanie się i poprawia nawilżenie skóry. Jak dobrze zacząć dzień? Od wypicia szklanki wody jeszcze przed śniadaniem.

4. Unikaj jedzenia zbyt dużej ilości nawet najzdrowszych pokarmów . Rozpychanie sobie

w ten sposób żołądka jest po prostu niezdrowe i nie ma sensu. Dla większości z nas porcja mięsa wielkości talii kart w zupełności wystarczy, aby pokryć dobowe zapotrzebowanie organizmu na białko. Staraj się jeść jak najmniej chleba i wykreśl

31


sedno || gazeta studencka

bio! fit! wege! || maj 2014 z jadłospisu pszenne bułki, więcej z nich szkody niż pożytku. Próbuj także spożywać co najmniej pół kilograma warzyw dziennie, ale pamiętaj, że bez ograniczeń możemy jeść tylko te zielone.

5. Złap za rower! Zamiast jeździć

na zajęcia autobusem czy trawajem, wsiadaj na dwa kółka. To daje dodatkowe kilka minut ćwiczeń w ciągu dnia.

6. Wysiłek to zabawa! Ćwiczenia

nie będą frajdą, jeśli będą cię nudzić albo będą zbyt ciężkie. Unikaj też rutyny. Ten sam program ćwiczeń powtarzany trzeci miesiąc, jest nie tylko nudny, ale powoduje, że mięśnie przyzwyczajają się i nie rozbudowują się efektywnie. Wybieraj różnorodne programy, próbuj różnych form aktywności, nie traktuj tego jak ciężki obowiązek, ale jako przyjemność i nagrodę.

7. Drzemka! Kwadrans wygospo-

darowany na sen po południu może czynić cuda, jeśli chodzi o poziom twojej energii do pracy. Ale uwaga, nie należy drzemać zbyt długo ani blisko godzin normalnego snu.

8. W łóżku się śpi, nie pracuje

To ogromny błąd większości z nas. Pracujemy przy komputerze na leżąco, czytamy książki, a nasz mózg zaczyna wówczas myśleć: „jestem w łóżku, czyli zaraz będziemy spać, więc muszę zacząć robić się senny. Nasza efektywność drastycznie spada, a jedyne o czym myślimy to właśnie sen. Lepsze efekty osiągniemy, jeśli jakąś część pokoju wygospodarujemy tylko do nauki.

9. Żyj z kalendarzem. Mając

wiele zajęć o różnych porach i wiele rzeczy do zrobienia, zdążanie ze wszystkim może być bardzo trudne. Zacznij zapisywać co musisz zrobić. Nawet jeśli nie uda ci się wykonać każdego zadania, będziesz wiedzieć co pominąłeś i łatwiej będzie ci zapanować nad czasem. Możesz planować wszystko, łącznie z siedmioma godzinami snu.

NAUCZ SIĘ SPAĆ Adrianna Maciejczyk Wielu z nas traktuje to jako konieczność, uważamy, że to strata czasu, a potrzebną nam energię pozyskujemy z pitej właśnie piątej kawy. Ale sen, poza byciem najprzyjemniejszą czynnością w życiu studenta, jest bardzo ważną rzeczą w życiu każdego człowieka. Mamy tendencję do poświęcania naszego snu, by zdążyć przed deadline’em, „zarywamy“ noce wierząc, że lepiej się nauczymy. Jednak brak snu i zmęczenie są powodami tego, że powtarzanie staje się koszmarem i efekcie nie uczymy się wcale. Śpiąc, poprawiamy naszą zdolność koncentracji i czas reakcji, a przeznaczając na to minimum 6 godzin dziennie, jesteśmy mniej głodni i mniej podatni na stres, ponadto mamy dużo lepszy humor. Nie możemy jednak zapominać, że za duża ilość snu też jest szkodliwa. Student powinien spać 7 godzin dziennie. Ale jak to robić najskuteczniej i najefektywniej? Wykorzystaj nasze 5 rad, aby poprawić jakość swojego snu:

1. Nie przepracowuj się. Rób przerwy w trakcie pracy, postaraj się też wygospodarować jedną dłuższą chwilę, np. w czasie lunchu. Zmień wtedy otoczenie, idź na spacer, porozciągaj się i naładuj mentalnie.

2. Wieczorem, gdy wrócisz do domu, nie idź od razu do łóżka.

po 10 kilometrach biegu czy po 10 godzinach stresujących zajęć, daj sobie chwilę, by ochłonąć i się wyciszyć. Weź relaksującą kąpiel, poczytaj książkę, odpręż się i uspokój. Najefektywniej mózg wypoczywa we śnie przed północą.

3. Ćwicz. Regularna aktywność fizyczna jest najlepszym sposobem redukcji stresu. Pozwala ci to wpadać w głębszy sen.

4. Zerwij z napojami na bazie kofeiny. Za dużo kawy? To zdecy-

dowanie ma wpływ na sen, obniżając jego jakość. Potrzeba do 10 godzin, aby pozbyć się kofeiny, jaką dostarczymy sobie dzięki jednej filiżance kawy.

5. Pozbądź się niepotrzebnych gratów ze swojej sypialni. Zapewniając sobie spokój i przestrzeń do odpoczynku, wpływasz na długość swojego snu. Postaraj się nie mieszać pracy z czasem wolnym, unikaj trzymania notatek przy łóżku.

Niezależnie czy jesteś zmęczony 32

33


sam pośród miasta, czyli portret własny || maj 2014

sedno || gazeta studencka

SAM POŚRÓD MIASTA, CZYLI PORTRET WŁASNY Justyna Szklarczyk Projektowaniem naszej tożsamości w pierwszej kolejności zajął się absolut, Bóg lub czysty przypadek. Po tym wskazaniu (czasem niefortunnym z subiektywnej perspektywy) urodziliśmy się w tej części Europy, w czasie ponowoczesności, uposażeni w walizkę, w której miesza się wpływ rodziców, środowiska, etos współczesnego człowieka i sumienie. Ale zanim wręczono nam atrybut odkrywcy do manualnie wyćwiczonej dłoni, to rodzice (dwaj współwinowajcy całego zamieszania) wpajali nam w procesie socjalizacji pierwotnej prawidła funkcjonowania w społeczeństwie. Kiedy dorośliśmy na tyle, by uzmysłowić sobie ogół jako byt, który w dodatku czegoś od nas żąda, zaczęliśmy być uczestnikami socjalizacji wtórnej, której nie wymkniemy się już do końca naszych poszukiwań w świecie. I w tym miejscu zaczyna się rzecz najciekawsza.

34

Powoli wyłania się tożsamość, czy to samoistnie (tak też się zdarza), czy też przy silnym wpływie samego zainteresowanego. Tożsamość – słowo tak pojemne, jak wiedza, przestrzeń czy miłość. Na potrzeby tego tekstu przyjmijmy, że proces, jakim jest szukanie tożsamości, to odkrywanie prawdziwego „ja” w odbiciu społecznym. Ktoś zapyta, co to znaczy „prawdziwy” – wykluczając tezę, że rzeczywistość jest tylko wyobrażeniem, a zakładając, że jest namacalną przestrzenią i wyobrażeniem, to „prawdziwy ja”, to ten zgodny z moralnością, zainteresowaniami, skłonnościami etc. jednostki. Narzuca się w tym miejscu od razu pojęcie jaźni odzwierciedlonej, która w uproszczeniu znaczy tyle, że jesteśmy tacy, jak widzą nas inni. Można się sprzeciwiać, krzyczeć i buntować, ale stwierdzenie to jest nad wyraz prawdziwe. Próbując odpowiedzieć sobie na egzystencjalnie

35


sam pośród miasta, czyli portret własny || maj 2014

sedno || gazeta studencka treścią, którą otrzymaliśmy w okresie dojrzewania. Niemożliwe jest porzucenie naszego bagażu. Choć czasem boli, to ostatecznie łatwiej jest egzystować z namiastką czegoś, co już minęło. Dzieciństwo – c z a s u t r a c o n y, m oże z by t b a rd zo i d e a l i zo w a n y, j e d n a k często myślimy o nim w samych superlatywach. Nie bagatelizo w a ł a by m d r a m a tó w, k tó re przeżywają niedojrzałe oseski. A l e z a zd ro s zc zę i m p r a w d y, którą oddychają zanim wejdą w długi korytarz konformizmu.

podstawowe pytania, szukamy często odpowiedzi wśród innych, potwierdzenia, że jesteśmy taką osobą, jak myślimy. Porzucając dywagacje, które mogą zanudzić najwytrwalszego czytelnika, wróćmy do spraw znacznie bardziej dynamicznych. Trzymamy walizkę. Jest cięższa niż nam się wydawało. Rady bliskich i spokrewnionych w jakiś przedziwny sposób przez skórzaną rączkę przenikają do krwi. I krążą nieprzerwanie od serca do rozumu. Za radami

36

I jeszcze jedno. W tej uciążliwej wędrówce możemy spotkać kogoś prawdziwie bliskiego, kto będzie próbował zrozumieć i czasem pocieszy. Z pewnością samotność nie przemija, ale łatwiej jest krążyć w przestrzeni z kimś u boku, niż samemu rozmawiać z milczącym cieniem.

idą wspomnienia, potem moralność, orszak zamyka sumienie, wymieszane z czystą bielizną i książkami. I już nie uciekniemy i nie uciekamy. Świadomi utraty wolności szukamy jej namiastki w świecie. Walczymy o przestrzeń prywatną, która pozwoli nam wytworzyć iluzję tego, co utracone. Otaczamy się pięknymi przedmiotami, zbieramy albumy fotograficzne, czytamy na głos trafne zdania, ale to nic nie zmienia. Wewnątrz wciąż płynie ta sama krew, z tą samą

37


niedosyt jest lepszy od znużenia || maj 2014

sedno || gazeta studencka

NIEDOSYT JEST LEPSZY OD ZNUŻENIA Maria Dybcio Pierwszy raz ogarnął mnie tak niesamowity i przeszywający żal po skończeniu odcinka. Chciałam oglądać ten serial bez końca, minuta po minucie i przedłużać każdą chwilę do maksimum. Jednocześnie bałam się nieuchronnego końca serii. Lekkomyślnie włączałam kolejny odcinek, wiedząc że skróci to moją przyjemność. Pokusa była jednak nieokiełznana. Przez tydzień podporządkowałam temu serialowi swoje życie. Na spotkaniu pośpiesznie dopijałam piwo by szybko wrócić do oglądania. Przez kilka dni należałam do zespołu detektywów. Stałam się ich partnerką i odważnie mierzyłam się z postawionymi przed nimi wyzwaniami. Uczyłam się życia słuchając samochodowych wykładów o filozofii. Bałam się razem z nimi, cieszyłam ich radością i martwiłam problemami. Gdy przeczuwałam ich cierpienie z bezsilności przysłaniałam oczy.

38

39


sedno || gazeta studencka

„Detektyw” („True Detective”) opowiada o śledztwie prowadzonym przez partnerów: Rustina Cohle’a (Matthew McConaughey) i Martina Harta (Woody Harrelson) w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Nie próbujcie szukać dalszych informacji przed obejrzeniem pierwszego odcinka. Dajcie poprowadzić się twórcom i fabule, od której nie sposób się oderwać. W międzyczasie zastanawiajcie się, snujcie własne teorie, wpadajcie w pułapki scenarzysty. Nie oczekujcie jednak na łatwe rozwiązania. Dawno nie oglądałam tak perfekcyjnie nakręconego obrazu. Tym bardziej, że jest to serial. W dodatku kryminalny, w którym nie ma kiczu a nieścisłości dostrzeże tylko najbardziej sprawne oko (tym

40

razem nie moje). Zachwyciły mnie ujęcia – tajemnicze i mroczne krajobrazy Luizjany, a także dobre odtworzenie klimatu lat dziewięćdziesiątych. Do tego idealnie dobrana muzyka, wspaniałe aktorstwo – zawsze doskonałego Woody’ego Harrelsona i chwalonego już przeze mnie Matthew McConaugheya, a także wszelkich postaci drugoplanowych. Twórcy zadbali o wyważenie treści i umiejętnie budowali napięcie. Być może sekret tego serialu tkwi w liczbie odcinków. Jedna seria, zaledwie osiem godzin obrazu, umożliwiło twórcom opracowanie materiału doskonałego. Niedosyt jest lepszy od znużenia. Mój towarzysz serialowych podróży po Luizjanie po obejrzeniu ostatniego odcinka powiedział mi

coś ważnego: „W czasie oglądania naprawdę dobrego filmu czy serialu widz przestaje zastanawiać się nad grą aktorską. Bohaterowie przestają być wykreowanymi postaciami, a stają się ludźmi z krwi i kości. W pewnym momencie przestajesz oglądać, a zaczynasz przeżywać. Przestajesz zadawać sobie pytanie, jakbyś zachował się w danej sytuacji, bo na tę jedną godzinę sam stajesz się filmowym bohaterem. Film przestaje być dla ciebie zwykłą rozrywką, a staje się spełnieniem twoich marzeń. Wkręcasz się do tego stopnia, że zapominasz o rzeczywistym świecie”. Początkowo oboje ze szczerą sympatią nazywaliśmy ich Matthew i Woodym. Po kilku odcinkach nieodwracalnie stali się dla nas Rustem i Martinem.

Z każdym projektem Matthew McConaugheya coraz bardziej się nim zachwycam. Zatracam się w jego grze. Zachwycam niedoskonałością chudego ciała. Cieszę się widząc na ekranie nowego Matthew. Tego, który w końcu dostaje propozycje na miarę swoich możliwości. A jeśli po obejrzeniu ostatniego odcinka poczujecie tę samą pustkę, którą poczułam i ja pocieszajcie się jedną myślą – że to jeszcze nie koniec. Twórcy zapowiedzieli bowiem powstanie kolejnych części serialu. W każdej z nich pojawiać się będą jednak nie tylko nowe sprawy, ale też inni aktorzy. Być może uda mi się do tego czasu nie oszaleć z tęsknoty.

41


warszawskie spotkania teatralne - subiektywna relacja || maj 2014

WARSZAWSKIE SPOTKANIA TEATRALNE − SUBIEKTYWNA RELACJA Natalia Kamińska

Program tegorocznych Warszawskich Spotkań Teatralnych, mocno okrojony w stosunku do poprzednich edycji, spotkał się w środowisku teatralnym z ciepłym przyjęciem. Jak mówi Zdzisław Pietrasik, kurator tegorocznych WST, celem organizatorów było nie tyle pokazanie wystawień najlepszych, ile najciekawszych, wprowadzających pewne nowości. Na czym polegała wyjątkowość zaprezentowanych spektakli?

42

sedno || gazeta studencka

Posthanuszkiewiczowskie motywy, czyli klasyka + pop Słyszeliście o motocyklu Hanuszkiewicza? Twórcy polskiego teatru słyszeli. W skrócie chodzi o to, że w jego słynnej inscenizacji „Balladyny” z 1974 roku na scenę Teatru Narodowego Goplana wjechała na najprawdziwszej Hondzie. Nie jest to pierwszy przypadek uwspółcześnienia klasycznego dramatu, ale na pewno najbardziej znany. Od tego czasu zabieg ten jest, w mniej lub bardziej udany sposób, w polskim teatrze szeroko stosowany. Ów „hondyzm” udzielił się również twórcom zaproszonym na Warszawskie Spotkania Teatralne. Jan Klata i Marcin Liber postanowili przybliżyć widzowi współczesnemu dwa dramaty z przełomu wieków – „Do Damaszku” Augusta Strindberga i „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego – szukając w nich tropów, które nie zdezaktualizowały się wraz z upływającym czasem. Jan Klata, świeżo upieczony dyrektor krakowskiego Starego Teatru, znany ze skandalizu-

jących spektakli, tym razem bierze na warsztat wspomnianą w „Do Damaszku” kwestię wiary i poszukiwania Boga, a w roli poszukującego obsadza przebrzmiałą gwiazdę rocka. Tworzy spektakl ładny, który miło się ogląda, ale z którego niestety niewiele się wynosi. Zapewne przeszedłby bez echa, gdyby nie pewien niesławny epizod – podczas jednego z wystawień grupa związanych ze środowiskami prawicowymi widzów zaczęła gwizdać i krzyczeć „hańba!”, „Globisz wstyd!” i tym podobne, co miało ponoć być protestem przeciwko całej działalności Klaty na stanowisku dyrektora Starego, naiwnie przeprowadzonym podczas chyba „najgrzeczniejszego” spektaklu w dorobku reżysera. Dyskusja po spektaklu toczyła się oczywiście nie wokół tego, cośmy na scenie zobaczyli, ale głównie wokół tamtego zdarzenia, dając pretekst do biadolenia, jak to bardzo mamy dwie różne Polski. Nudy. „Wesele” z bydgoskiego Teatru Polskiego w reżyserii Marcina Libery to moim zdaniem najbardziej udany spektakl tegorocznych spotkań.

43


warszawskie spotkania teatralne - subiektywna relacja || maj 2014 Inscenizacja tekstu Wyspiańskiego dzieje się – a jakże – w realiach III RP, garściami czerpiąc z filmu Smarzowskiego pod tym samym tytułem. Goście weselni nadal są „z miasta” i „ze wsi”, choć inaczej niż sto lat temu. Więcej ich łączy, niż dzieli. Twórcom udało się przełożyć powstały w innych realiach społecznych tekst na współczesność, niewiele go zmieniając, a wręcz udowadniając, że Wyspiański nadal może nam coś o nas powiedzieć. Każdej z postaci podarowali jej własną historię, tworząc sylwetki, w których łatwo mogłam rozpoznać znajomych mi ludzi. Jedynym prawdziwie nowatorskim posunięciem było zaskakujące rozwiązanie postaci Chochoła – u Libery jest on od początku obecny na scenie w postaci pięknej, ubranej na czarno kobiety (świetna Magdalena Łaska), bacznie obserwującej zachowania bohaterów. Jest może demonem, może uosobieniem podświadomości. W drugim akcie przejmuje nad uczestnikami wesela całkowitą kontrolę, wyciągając na światło dzienne ich dążenia i namiętności.

44

sedno || gazeta studencka

Twórcy „Wesela” wpadli jednak w pewną pułapkę – stworzyli spektakl upstrzony odniesieniami, które każą odbiorcy oczekiwać, że oto przedstawia się treść dzieła w całkiem nowym świetle. Wydaje się jednak (co zresztą potwierdzają wypowiedzi artystów na spotkaniu po spektaklu), że te „wstawki” są po prostu dla samego bycia. A szkoda, bo „Wesele” to spektakl dobry, który nie potrzebuje chowania ewentualnych niedociągnięć w intertekstualnym gąszczu.

Nagość tak dosłowna, że aż namacalna Duet Janiczak i Rubin, laureaci tegorocznego Paszportu Polityki „za brawurowe spektakle, które, odsłaniając mechanizmy konstruowania oficjalnych biografii, równie wiele mówią o historii, co o współczesności” rozebrali w spektaklu Teatru im. Żeromskiego w Kielcach h i s to r y c z n ą p o s t a ć „ C a r y c y Katarzyny” tyleż w przenośni, co dosłownie – kunsztowne stroje z epoki zostały podwieszone pod sufitem, natomiast aktorzy

wcielający się w postaci historyczne pozostali albo w bieliźnie, albo całkiem nago. Silna sugestia, że historia, gdy wzięta przez popularny duet na warsztat, nie ma nic do ukrycia. A także, że będzie pisana seksem. Katarzyna pozostaje naga tak długo, jak długo pozostaje pod

czyjąś władzą. Jest przedmiotem. Jej ciało stanowi obiekt „handlu”, dopóki ona sama nie odkrywa, jak nim zarządzać i jak za jego pomocą zdobywać dominację. Jej drogę do korony alegorycznie ukazuje osobliwa scena „teatrzyku piersi” – wcielająca się w przyszłą władczynię Marta Ścisłowicz, ubrana jedynie w wiszące na szyi pudełko przypominające teatr lalek, przechadza się wśród widzów, namawiając ich, a czasem nawet zmuszając do tego, by wzięli udział w tym „teatrzyku” i dotknęli jej piersi. I wielu to robi! W drodze do tronu towarzyszy przyszłej carycy jej alter ego – Katarzyna u władzy jest ubrana od stóp do głów, i to nie byle jak – w białą (kolor czystości!) suknię niczym z portretów swojej

45


sedno || gazeta studencka

warszawskie spotkania teatralne - subiektywna relacja || maj 2014 protagonistki. Spektakl ciekawy nawet dla tych, którzy na dźwięk słów „gender studies” dostają dreszczy.

Ulimate deconstruction, czyli kto wymyślił sztukę pisania dzienników Z dziwną doprawdy propozycją wyszedł Krzysztof Garbaczewski – zainspirowany głośnym „Kronosem” Gombrowicza serwuje widzom pozbawiony fabuły performance, na który składają się fragmenty realnych wspomnień i przemyśleń aktorów, którzy przechadzają się po scenie w scenografii ilustrującej (chyba) neurony. Wysłuchiwanie ich przez dwie godziny (bez przerwy, a więc bez ratunku) było niestety niezwykle nużące. Znużenie podbite było nieznośnym uczuciem, że ktoś właśnie serwuje mi straszny banał w formie pseudointelektualnej papki. „Kronos” z Teatru Polskiego we Wrocławiu miał w zamyśle autorów inspirować do przyjrzenia się własnemu życiu, do opisania go, tak jakby przed wydaniem zapisków

46

Gombrowicza nie było wiadomo, że można prowadzić dziennik. Spektakl przypominał raczej warsztaty dla aktorów, w których uczestnictwo widza było absolutnie zbędne. Zapytany o to, czy tworzy teatr dla siebie, czy dla odbiorcy, Garbaczewski stwierdził, że tworzenie teatru dla widza to mieszczański konstrukt, który już dawno został zdekonstruowany. To chyba wystarcza za komentarz.

Nic(?) nowego Na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych nie zabrakło też spektakli twórców pojmujących teatr w sposób raczej tradycyjny. „Lód” Teatru Provisorium z Lublina wg powieści Jacka Dukaja, w reżyserii Janusza Opryńskiego, to spektakl pod każdym względem poprawny. Do plusów z pewnością należy zaliczyć baśniową scenografię i kostiumy, grę aktorską (bez mikroportów, co jest niestety coraz rzadsze) i serwowaną na żywo muzykę. Wydaje się jednak, że spektakl w pełni czytelny jest tylko dla widzów znających powieść Dukaja.

Z dużą ciekawością oczekiwałam „Antyhony” z Teatru Dramatycznego w Białymstoku. Twórcy skorzystali z dramatu Sofoklesa aby ukazać napięcia na granicy polsko-białoruskiej. Scenografia projektu Leona Tarasewicza oraz fakt, że w spektaklu biorą udział statyści z Krynek i Białegostoku kazały się spodziewać czegoś co najmniej interesującego. Niestety na próżno. Spektakl leżałby już przez fatalna dramaturgię i grę aktorską (dający nadzieję na jakąś sensowną kreację aktor wcielający się w Polinika ginie niestety po 15 minutach i leży martwy na scenie przez resztę spektaklu), zawód pogłębia iście dyskotekowa gra świateł. Statyści zostali tam umieszczeni chyba po to, żeby ich ośmieszyć – ubrani w hitony, nieskładnie próbują poruszać ustami do rzekomo „swoich” wypowiedzi z offu. A taki dobry pomysł był. S p e k t a k l Te a t r u W y b r z e ż e w Gdańsku, „Czarownice z Salem” Arthura Millera w reżyserii Adama Nalepy, stanowi trudny obiekt recenzji. Nie ma się specjalnie do czego przyczepić ani też za co pochwalić.

Ot, inscenizacja. Tyle, że zrealizowana z rozmachem.

Piątka dla scenografa Na cichą gwiazdę tegorocznych Warszawskich wyrasta Mirek Kaczmarek, który zaprojektował scenografię do aż trzech spośród ośmiu zaprezentowanych spektakli. Jego imponujące projekty do „Carycy Katarzyny”, „Do Damaszku” i „Wesela” zdecydowanie stanowiły mocną stronę tych inscenizacji. W przypadku spektaklu Klaty nawet najmocniejszą. Jeśliby więc na postawie tegorocznych Warszawskich Spotkań Teatralnych podjąć próbę zdefiniowania współczesnego polskiego teatru, to jest on efektowny, wizualnie dopracowany i nie do końca przemyślany. * W mojej relacji pominęłam spektakl „Podróż Zimowa” Elfriede Jelinek w reżyserii Mai Kleczewskiej z tego prostego powodu, że go nie widziałam. Wszyscy mówią, że był dobry.

47


sedno || gazeta studencka

KARZEŁ DISKO, HARDKOR PSISKO, CZYLI JAK Z BOGA ZROBIĆ NIEBYT Justyna Szklarczyk Krzysztof Skonieczny w swoim debiucie reżyserskim staje na ambonie i kiwa palcem. Makro spojrzenie w tym formalistycznym świecie dinozaurów i szampana zasysa twórców filmu. Niestety bez widza. Główny bohater, Marcin, na kształt człowieka widmo z „Teorematu” Piera Paolo Pasoliniego wchodzi z butami w uporządkowany świat warszawskiej bohemy. Nie wiadomo skąd, w jakim celu i dlaczego. Historia mszczącego 48

się rewolucjonisty z płaszczyzny poszkodowanego syna przeradza się w manifestacyjne odcinanie kolejnych sznurków machiny kapitalistycznej. Kolejne zapowiadane dni – odpowiednio ojca, matki i dziecka – dawkują widzowi

emocjonalny wstrząs. Trudno nie zauważyć kalki z tragedii antycznej, zresztą sami twórcy chętnie powołują się na tego kalibru wzorce, być może na wyrost. Aktorski minimalizm jest wart docenienia i może świadczyć o paradokumentalnym charakterze całej opowieści. Czterech aktorów, cztery odrębne historie – łączy je bohater dybiący z filmowego plakatu. Wstrzemięźliwa gra twarzy buduje Kowalczykowi trwały fundament na polskim poletku artystycznym, trzymam kciuki. Jaśmina Polak to dziewczyna, która namiesza. Jej głos wibruje po seansie, a kolejne role teatralne odsłaniają jej talent. Na koniec małżeńska para: Janusz Chabior i Agnieszka Wosińska. Starzy wyjadacze, zachłannie zawłaszczają każdą sekundę filmu. Trzeba przyznać, że Skonieczny ma niezwykłą zdolność doboru twarzy. I jeszcze zmiana tempa akcji, w przypadku narracji Skoniecznego warta zaznaczenia. Autor docenianych w Polsce teledysków dogłębnie opanował szybkie cięcia, którymi obłaskawia widza w sposób inteligentny. Nastawieni na dominację formy pierwotnej twórcy, z poczuciem doskonałości

oglądamy wydłużone sceny jazdy samochodem, które stają się refrenem ballady w rytmie kontrastu. Starannie dobrany układ scen, szalenie trafiona muzyka i dynamiczny obraz sprawiają, że mimo całej nadbudowy interpretacyjnej nie ma miejsca na nudę. Historia zmierza naprzód, a widz nie wysiada po napisach końcowych. „Niesiemy dla was bombę!” – to hasło właściwie trafione. Bomba estetyczna niestety nie niesie ze sobą prawdy o człowieku i czasie, w którym powstał. Staje się piękną nadbudową do intencji opowiedzianych poza ekranem. Skonieczny to zdolny człowiek, czekam na więcej z mniejszą dozą silenia się na alternatywnie fajne kino.

49

Gazeta Studencka Sedno 002 (Maj 2014)  
Gazeta Studencka Sedno 002 (Maj 2014)  

Drodzy Czytelnicy, Sedno - Gazeta Studencka z dumą prezentuje drugi numer swojego miesięcznika w formie PDF. W majowym numerze znajdziecie...

Advertisement