Page 1

TOP 10 TRANSFERÓW LA LIGA: LIPCOWA KARUZELA TRANSFEROWA W HISZPANII | BYSTRE OKO: WYGRAJ KOSZULKĘ!

GŁOWĄ W MUR? SZKODA ZDROWIA!

DAVID VILLA DOBRA OKAZJA CZY GŁUPIA SPRZEDAŻ?

POLITYKA TRANSFEROWA ZMIENIA SWÓJ KIERUNEK

UTRACONE POKOLENIE? CZYLI O BRAKACH W LA MASII

A I N O L A KATPIGUtŁórąCE W Wiedza, ksiadać! z po musis

CZY GALACTICOS RZECZYWIŚCIE BYLI GALAKTYCZNI?

TYLKO U NAS: WYWIAD Z JERZYM ENGELEM, CZYLI DLACZEGO TAK DUŻY WPŁYW LEO MESSIEGO W SZATNI JEST NIEDOBRY?


FlashBlogFCB Miesięcznik o FC Barcelonie

Zespół redakcyjny: Przemysław Kasiura redaktor naczelny Maciej Baranowski redaktor naczelny Olga Juszczyk Ewelina Kwit Mary Kowalik Adam Fattah Szymon Ludowski Nazar Smereczański Paweł Szczudło Oktawian Jurkiewicz Adam Wielgosiński Maciej Ryszka Dariusz Kosiński



ARTYKUL

Kim jesteś, Tato?

Obszerny artykuł o nowym trenerze FC Barcelona

WYWIAD

Leo Messi nie może rządzić szatnią

Wywiad z Jerzym Engelem



ARTYKUL

Koniec ostentacyjnej polityki transferowej?

Jak zmiana trenera wpłynie na transfery klubu?

 

Ile Katalończyka Echo meczu z Lechią Gdańsk w Polaku? FELIETON



ARTYKUL

Top 10 transferów La Liga na starcie okienka transferowego Najgorętsza nazwiska i największe sumy!



FELIETON

Byle tylko nie dać za wygraną przeciwnościom

Zespół grafików: Przemysław Kasiura Maciej Baranowski Wydawca: Przemysław Kasiura tel 785 320 540 email: przemyslaw.kasiura@blogfcb.com Dział reklamy: Olga Juszczyk tel 662 162 267 email: olga.juszczyk@blogfcb.com

ARTYKUL

David Villa w Atletico Madryt

 

FELIETON

Głową w mur

Felieton Adama Fattaha o nieustępliwości prezesów.

CATAOLGA Wszystkie treści opublikowane na łamach miesięcznika internetowego Flash BlogFCB są autorstwa redaktorów BlogFCB.com. Wszelkie prawa do nich są zastrzeżone. Serwis BlogFCB.com współtworzą: Olga Juszczyk, Ewelina Kwit, Mary Kowalik, Julia Kupa, Adam Wielgosiński, Nazar Smereczański, Szymon Ludowski, Adam Fattah, Przemysław Kasiura, Paweł Szczudło, Mateusz Daniel, Maciej Ryszka, Dariusz Kosiński, Oktawian Jurkiewicz.

Wyruszamy w podróż po Katalonii

 

Christo Stoiczkow niepokorny geniusz?



Historia kontrowersyjnego i utalentowanego piłkarza Barcy

ARTYKUL

Symbol Sukcesu

Maciej Ryszka o Pepie Guardioli

ARTYKUL

Czy Galacticos byli tacy Galaktyczni?

Okiem rywala: Carlo Ancelotti i dusząca klatka

Darek, fan Realu Madryt, opowiada o nowym szkoleniowcu Królewskich

FOTOSTORY Na okładce: Kim jest “Tato” Martino? Źródło zdjęcia: todayonline.com

LA HISTORIA

 

OKIEM RYWALA

Jarosław Bieniuk zawstydził gwiazdy Dumy Kataloni.

Utracone Pokolenie?

Co czeka młodych piłkarzy z Barcy?

Świetna okazja czy głupota FC Barcelona?



ARTYKUL



BYSTRE OKO

Znajdź różnice między obrazkami i wygraj koszulkę!





STARCIE GWIAZD

Kto jest lepszy: David Luiz czy Daniel Agger?

QUIZ

Quiz - sprawdź swoją wiedzę!




3

? . . . e ż , z s e i w Czy

SŁOWO WSTĘPU

NIESPRAWIEDLIWA KONKURENCJA KONTRA TRADYCJA

“Im więcej ciebie, tym mnie”, mógłby zaśpiewać Leo Messi Neymarowi po towarzyskim meczu z Taj- landią. Gdy tylko Brazylijczyk użądlił gospodarzy, Leo w odpowiedzi ukąsił dwukrotnie. Duet tych dwóch piłkarzy zapowiada nam się bardzo obiecująco, co tylko sprawia, że rywalizacja w La Liga w przyszłym sezonie będzie nadal ciekawa. Rozgrywki mogą być jednak jeszcze bardziej atrakcyjne, jeśli ziszczą się zamiary Komisji Europejskiej. Otóż w  Hiszpanii takie kluby jak Barcelona, Real Madryt, Atletico Madryt czy Athletic Bilbao traktowane są jako organizacje... non-profit. Wszystko przez strukturę władzy, gdzie władza wybierana jest przez socios, czyli wszystkich członków klubu. Będąc organizacją non-profit wyżej wymienieni potentaci posiadają różne przywileje, między innymi możliwość wsparcia finansowego od państwa. Czego zatem domaga się KE? Oczywiście zmiany struktury i przemianowanie firm na spółki akcyjne. To godzi w uczucia wielu konserwatystów i tradycjonalistów, którzy nigdy przenigdy nie nazwaliby siebie “akcjonariuszami” zamias “socios”. Teoretycznie byłaby to spora zmiana, ale w prak- tyce - jedynie bardziej sformalizowana. Aby znaleźć odpowiedź na pytanie: “Po co to wszystko?”, wystarczy spojrzeć na obroty klubów, które są w Hiszpanii uprzywilejowane. Są zdecydowanie wyższe od tych, które nie pobierają pomocy finansowej od państwa. “To jest naruszenie praw konkurencji!” grzmią urzędnicy unijni. I mają całkowitą rację.

Z S A M STRE BY KO? O

Nie od dziś wiadomo, że Barcelona i Real to najbardziej znane marki światowego futbolu. Atrakcyjność klubów napędza marketing i  jed- nocześnie zasila konto firm Rosella i Pereza. To wiąże się jeszcze z  większymi wpływami od dystrybutorów telewizyjnych, przez co oba kluby zgarniają znaczną część puli kapitału przeznaczonego dla 20 klubów La Liga. Czy pomoc finansowa należy się tym mniej czy bardziej potrzębującym? Odpowiedź jest prosta, ale właśnie w Hiszpanii jest na opak. Mimo 32% podatku CIT na duże firmy, finansowi giganci iberyjskiej piłki nożnej radzą sobie relatywnie dobrze. Choć sprawa dotyczy prawa hiszpańskiego, niesprawiedliwość sięga aż po całą Europę. Przykładowo Barcelona, za pomoc od państwa, może zakupić sobie Neymara, który doprowadzi zespół do awansu do Ligi Mistrzów, pokonując kolejne szczeble w drabince. Pomimo różnych stawek podatkowych między krajami, Realowi i Barcelonie łatwiej jest wygrać w europejskich pucharach, niż innym zespołom. Nie tylko dlatego, że mogą sobie zagwarantować miejsce w pucharach, klepiąc biedne Levante lub Deportivo, ale również dlatego, że takiemu Manchesterowi United, Juventusowi czy Olympique Marsylia nie pomaga państwo. I jak tu być prezesem Barcelony i prowadzić politykę oszczędnościową, jak wszyscy podkładają kłody pod nogi? Nie da się. Ale da się z przyjemnośią poczytać sierpniowy numer Flash BlogFCB, do czego serdecznie zachęcam!

Weź udział w konkursie, znajdź pięć różnic pomiędzy zdjęciami i wygraj mistrzowską koszulkę! Więcej na str. 35

Gerardo Martino to 51. trener klubu FC Barcelona, w tym to czwarty szkoleniowiec z Argentyny. Ostatnio klub z Katalonii był dowodzony przez Argentyńczyka w sezonie 1983/84, a był nim uważany za jednego z najlepszych trenerów w historii Cesar Luis Menotti. Zwycięzca Mundialu ‘78 z reprezentacją Albicelestes nie sprawdził się w zespole “Dumy Katalonii”,

Według ostatniej ankiety katalońskiego dziennika “Sport” to Alexis Sanchez jest faworytem kibiców do występowania w ataku obok Messiego i Neymara. W Chilijczyka wierzy aż 64% ankietowanych, za nim z 23% głosów jest Pedro i Tello z siedmioprocentowym poparciem.

Neymar przejmując po Thiago “11” stał się pierwszym reprezentantem “Canarinhos” w tym stuleciu noszącym ten numer na koszulce. Wcześniej był nim Rivaldo w sezonie 1999/2000, zanim przejął “10” po Luisie Figo. Później z “11” grali: Overmars, Lopez, Zambrotta, Bojan i Thiago. FC Barcelona aż trzykrotnie mierzyła się do tej pory w Superpucharze Hiszpanii z Atletico Madryt. Wszystkie te potyczki padły łupem “Blaugrany”. Odbyły się one w sezonach 1991/92 1992/93 i 1996/97. Dwukrotnie Barca występowała w roli mistrza Hiszpanii. 6. sierpnia 1992 FC Barcelona dowodzona przez Johana Cruyffa odniosła najwyższe zwycięstwo w towarzyskim meczu, grając przeciwko V.V. Smilde ‘94. Mecz zakończył się wynikiem 20:1. Dziś ta drużyna gra w 8. lidze holenderskiej.


?

Kim jesteĹ›,

TATO


ARTYKUŁ

5

Habemus Tata! Gerardo Martino podpisał dwuletnią umowę z FC Barceloną, na podstawie której zastąpi on Tito Vilanovę na stanowisku trenera katalońskiego zespołu. Dla kibiców Barcy postać Martino, czwartego argentyńskiego szkoleniowca w historii Blaugrany, może być jednak sporą niewiadomą. Nic w tym jednak dziwnego, skoro popularny ‘Tata’ nie prowadził jeszcze żadnego europejskiego zespołu, a w ciągu swojej szesnastoletniej kariery piłkarskiej rozegrał w Europie zaledwie 15 meczów. Kim więc tak naprawdę jesteś, ‘Tato’?

G

erardo Daniel Martino przyszedł na świat 20 listopada 1962 roku w Rosario, w Argentynie. Tak, zgadza się, w tej samej miejscowości urodził i wychował się Lionel Messi. Przypadek? Wątpię… Już jako dziesięciolatek Martino pojawił się w szkółce miejscowego klubu Newell’s Old Boys i został prędko zauważony jako niezwykle utalentowany środkowy pomocnik. W dorosłym zespole czerwonoczarnych zadebiutował już siedem lat później, w czerwcu 1980 roku. Na Estadio El Coloso del Parque ‘Tata’ spędził zdecydowaną większość swojej piłkarskiej kariery, broniąc barw Newell’s aż przez około 14 lat. Przez ten czas rozegrał aż 505 meczów (klubowy rekord!), zdobywając w nich 35 goli. Jego niecodzienna kreatywność i dobrze rozwinięta umiejętność kontroli nad piłką przyczyniła się także do zdobycia przez Old Boys trzech tytułów mistrzowskich w Argentynie oraz awansu do finału Copa Libertadores w roku 1988. Finał ten Argentyńczycy jednak przegrali, a ich pogromcą okazał się urugwajski Nacional Montevideo (1-3 w dwumeczu). W momencie, gdy trenerem macierzystego klubu Leo Messiego był legendarny Marcelo Bielsa (w 2009 roku stadion czerwono-czarnych został nazwany Stadionem im. Marcelo Bielsy), Martino zdecydował się na wyjazd

do Europy, do hiszpańskiego Tenerife. Tam jednak, grając z numerem ‘10’, był w stanie rozegrać zaledwie 15 spotkań, po czym wrócił z powrotem do Rosario. Również w 1991 roku udało mu się po raz pierwszy (i ostatni) wystąpić w reprezentacji Argentyny, w zwycięskim 2:0 towarzyskim meczu z Węgrami, który przy okazji był także debiutem na trenerskiej ławce ‘Albicelestes’ Alfio Basile. Na koniec kariery, w 1994 roku, ‘Tata’ zaczął podróżować nie tylko po Argentynie, ale i po całym kontynencie południowoamerykańskim. Przez dwa lata występował w takich klubach jak CA Lanus (Argentyna), Barcelona SC (Ekwador) oraz O’Higgins (Chile), ale nie zrobił w nich większej furory i w 1996 roku zdecydował się zawiesić piłkarskie buty na kołku. Odpoczynek Martino od futbolu trwał jednak krótko. Już w 1998 roku objął on drugoligowy argentyński klub Almirante Brown de Arrecifes. Ani tu, ani w Platense (1999) czy w Instituto de Cordoba (2000) zbyt długo nie pracował. Kariera trenerska Argentyńczyka rozwinęła się na dobre dopiero, gdy zdecydował się on na przeprowadzkę do sąsiedniego Paragwaju. W 2002 roku ‘Tata’ objął tamtejszy Club Libertad, który rok wcześniej dopiero co wrócił do paragwajskiej Ekstraklasy. Efekty

pracy Gerardo Martino w tym klubie były piorunujące. Już w pierwszym sezonie drużyna zwyciężyła w Torneo Apertura (tł. ‘sezon otwarcia), a następnie zdobyła mistrzostwo Paragwaju. Kolejne rozgrywki w wykonaniu Libertad były jeszcze lepsze – zespół w  lidze wygrał wszystko, co było możliwe Torneo Apertura, Torneo Clausura (tł. ‘sezon zamknięcia’) oraz obroniła tytuł mistrzowski. Imponujące, nieprawdaż? To wszystko sprawiło, że Argentyńczykiem błyskawicznie zainteresował się inny, zdecydowanie bardziej utytułowany klub w Paragwaju – Cerro Porteno. El Tata ponownie okazał się człowiekiem, który jest w stanie odmienić wszystko jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Teraz to Cerro Porteno stało się w jednej chwili murowanym kandydatem do mistrzowskiego tytułu i te przedsezonowe aspiracje błyskawicznie potwierdziło wygrywając wszystko - Torneo Apertura, Clausura i ogółem mistrzostwo Paragwaju. Po drugiej z rzędu paragwajskiej ‘potrójnej koronie’ Martino zdecydował, że potrzebuje kilku miesięcy odpoczynku dla siebie i dla rodziny, w związku z czym zrezygnował z pracy w klubie z Asuncion. Co ciekawe, szybko okazało się, że ‘Tata’ nie jest w stanie zbyt długo wytrwać bez futbolu. Już w po-


6

ARTYKUŁ

łowie 2005 roku wrócił do ojczyzny i został zatrudniony w zespole Colon de Santa Fe. Tam jednak musiał przeżyć pierwszy poważniejszy trenerski zawód, bowiem jego zespół grał zwyczajnie słabo, a ‘Tata’ po rozegraniu 21 spotkań został zwolniony i zdecydował się na kolejną przygodę w Paragwaju. To właśnie w Santa Fe Martino przerwał inną swoją nieprzeciętną trenerską passę – po raz pierwszy w siedmioletniej karierze trenerskiej jego drużyna przegrała dwa mecze z rzędu. Nigdy wcześniej mu się to nie przydarzyło. Powrót do Paragwaju okazał się ‘strzałem w dziesiątkę’, bo swoją drugą przygodę z Club Libertad Gerardo

Flash BlogFCB Sierpień 2013

Martino ozdobił jeszcze jednym triumfem w Trofeo Apertura, a także kolejnym mistrzostwem Paragwaju. Z końcem 2006 roku przed Argentyńczykiem pojawiła się życiowa szansa na spory trenerski awans. Pół roku wcześniej reprezentacja Paragwaju nie spisała się najlepiej w Mistrzostwach Świata w Niemczech, gdzie, po porażkach z Anglią i Szwecją (dwa razy po 0:1) oraz jedynym zwycięstwie nad Trynidadem i Tobago, zakończyła zmagania już na fazie grupowej, co spotkało się ze spory rozczarowaniem ze strony kibiców i dymisją selekcjonera Anibala Ruiza. Wobec swoich sukcesów ligowych, również po powrocie z nieudanej krótkiej przygody w Argentynie, ‘Tata’ błyskawicznie stał się nowym murowanym kandydatem do tej funkcji. W marcu 2007

roku nominacja Gerardo Daniela Martino na selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Paragwaju stała się faktem. Debiut argentyńskiego szkoleniowca miał miejsce 25 marca w Monterrey (Meksyk), gdzie Paragwajczycy przegrali minimalnie z gospodarzami 1:2. Co ciekawe, pierwsze zwycięstwo ekipy Martino przyszło w meczu z dokładnie tym samym rywalem, rozegranym w Mexico City dwa miesiące później. Paragwajczycy przygotowywali się wtedy do Copa America i pokonali ‘El Tri’ 1:0 – jedynego gola w tym spotkaniu zdobył Oscar Cardozo. Sam turniej rozegrany w Wenezueli brutalnie jednak zweryfikował oczekiwania Taty i jego współpracowników. Zaczęło się fantastycznie, bo po rozgromieniu Kolumbii aż 5:0 i pokonaniu gościnnie występujących


w Copa America Amerykanów 3:1, Paragwaj zapewnił sobie awans do ćwierćfinału. Do rozegrania wciąż pozostawało jedno spotkanie grupowe przeciwko Argentynie, jednak porażka 0:1 przeciwko tak silnemu rywalowi nie mogła zmącić nastrojów w zespole, który już mógł się przygotowywać do pojedynku z Meksykiem w fazie pucharowej. Tam jednak stało się coś, czego absolutnie nikt się nie spodziewał. Drużyna Gerardo Martino została brutalnie rozjechana przez meksykański walec, który przecież kilka tygodni wcześniej został przez nią

gwajczycy poradzili sobie dopiero po rzutach karnych, ale ich zmęczenie przyćmił fakt, że właśnie osiągnęli najlepszy wynik na mistrzostwach świata w całej historii swojego kraju. Gerardo Martino po raz kolejny okazał się kimś wyjątkowym w paragwajskiej piłce i nie mogła tego zmienić nawet minimalna ćwierćfinałowa porażka 0:1 z późniejszymi mistrzami świata – Hiszpanią. Rok później, latem 2011 roku, historia zatoczyła koło, bowiem turniej Copa America 2011 był ostatnim ak-

‘Tata’ sprawił, że już w kolejnej rundzie, Torneo Clausura Newell’s byli szóstym zespołem argentyńskiej Primera Division. To jednak był dopiero przedsmak tego, co kibiców z Rosario miało czekać w sezonie następnym.

pokonany w meczu towarzyskim. 0:6 w  ćwierćfinale Copa America – to przerosło najczarniejsze sny Paragwajczyków, ale na szczęście dla siebie samych działacze tamtejszej federacji nie zdecydowały się na zwolnienie argentyńskiego trenera. Nałożyli na niego za to zadanie awansu oraz pokazania się z jak najlepszej strony na Mistrzostwach Świata w Republice Południowej Afryki. Z czasem efekty pracy Martino stawały się coraz bardziej widoczne. W eliminacjach do afrykańskiego mundialu Paragwajczycy potrafili pokonać między innymi Brazylię oraz Argentynę, zajmując w nich ostatecznie trzecie miejsce, premiujące awansem do turnieju finałowego. Do najlepszej w strefie CONMEBOL reprezentacji Brazylii Paragwaj stracił zaledwie jeden punkt, co z pewnością bardzo dobrze rokowało dla nich na przyszłość, szczególnie że los był niezwykle łaskawy dla ekipy La Albirroja, przydzielając im mundialową grupę F z Włochami, Słowacją oraz Nową Zelandią. Do RPA reprezentacja Paragwaju jechała zjednoczona i w bardzo dobrych nastrojach, co zaprocentowało już w pierwszym meczu turniejowym przeciwko ówczesnym mistrzom świata – Włochom, który zakończył się remisem 1:1. Wygrana nad Słowacją 2:0 oraz bezbramkowy remis z Nową Zelandią pozwoliły drużynie prowadzonej przez ‘Tatę’ wygrać swoją grupę i w 1/8 finału trafić na nie najsilniejszą Japonię. Z ‘Samurajami’ Para-

Kim jesteś, Tato?

centem ‘Taty’ w roli szkoleniowca kadry Paragwaju. Jeśli jednak myślicie, że argentyński trener został zwolniony po nieudanym występie swojego zespołu, to nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo się mylicie. Paragwaj, po ograniu między innymi Brazylii, został wicemistrzem Ameryki Południowej, ustępując jedynie w samym finale Urugwajowi. Sam Martino z 72 meczami w roli selekcjonera okazał się najdłużej pracującym szkoleniowcem paragwajskiej kadry w historii, a za swoją pracę otrzymał od prezydenta Paragwaju, Fernando Lugo, Medal Honoru. Po wspaniałej kilkuletniej przygodzie z reprezentacją Paragwaju, Martino po raz pierwszy zasiadł na ławce trenerskiej swojego ukochanego klubu – Newell’s Old Boys. Miało to miejsce w grudniu 2011 roku, gdy sytuacja ekipy z Rosario była bardzo nieciekawa. Pierwszy klub Leo Messiego zajął w Torneo Apertura dopiero 18. miejsce (na 20 drużyn). ‘Tata’ sprawił, że już w kolejnej rundzie, Torneo Clausura Newell’s byli szóstym zespołem argentyńskiej Primera Division. To jednak był dopiero przedsmak tego, co kibiców z Rosario miało czekać w sezonie następnym. Ci sami Old Boys, którzy sezon wcześniej walczyli w dolnych rejonach tabeli, teraz stali się jednym z głównych kandydatów do tytułu mistrzowskiego. Jeszcze w Trofeo Apertura zespół Martino był drugi, ale w Clausurze nie miał sobie równych, a w dodatku zdołał awansować do półfinału Copa Li-


8

ARTYKUŁ

bertadores. Do postawienia kropki nad ‘i’ zabrakło tak naprawdę tylko zwycięstwa w Superfinale argentyńskiej ekstraklasy, bo w nim czerwono-czarni pechowo przegrali z triumfatorem Apertury – Velezem Sarsfield 0:1. Te wszystkie sukcesy z klubem z Rosario, zarówno na ławce trenerskiej, jak i na piłkarskiej murawie, sprawiły, że Gerardo Daniel Martino jest jedną z pięciu klubowych legend, ulubieńcem kibiców Newell’s, na równi z Leo Messim, Diego Maradoną czy też Marcelo Bielsą, którego imieniem nazwany jest stadion argentyńskiego klubu. Zresztą część tej budowli ‘należy’ także do Martino, bowiem jedna z trybun jest właśnie poświęcona nowemu trenerowi Barcy. Nie ma kibica w Paragwaju czy czerwono-czarnej części Rosario, który powiedziałby choćby jedno złe słowo na tego szkoleniowca, który jako piłkarz był idolem niejakiego Jorge Messiego (tak, tak, mówimy o ojcu Leo). Nie da się ukryć, że zarówno preferencje ‘papy’ Messiego, jak i dobre słowa jego syna o Martino wpłynęły w jakimś stopniu na decyzję Sandro Rosella i Andoniego Zubizarrety. Popularny ‘Tata’ to trener równie wybitny, co w Europie absolutnie nieznany i poniekąd też niedoceniany. Po tym, jak Teraz, po raz pierwszy w swojej karierze, będzie miał szansę udowodnić swoje nieprzeciętne zdolności w jednym z największych klubów na świecie – FC Barcelonie.

Flash BlogFCB Sierpień 2013

Gdy już znamy niemal całą biografię nowego mistera, warto zapoznać się ze stylem, który prezentuje jako szkoleniowiec. Pod tym względem w Argentynie mówi się o nim jako o ‘uczniu Marcelo Bielsy o znacznie mniej wybuchowym temperamencie’. Martino dba o dosłownie wszystkie aspekty, które mogłyby przynieść zespołowi korzyści. Trzyma drużynę niezwykle zwartą oraz zgraną, a każdego zawodnika poznaje ‘od podszewki’ i wie o nim dosłownie wszystko, żeby w każdej chwili wiedzieć, jak do niego dotrzeć. Przy linii bocznej jest jak dyrygent kierujący swoją orkiestrą, ale na konferencjach prasowych odcina się od jakichkolwiek prowokacji czy aroganckich zaczepek. To zwyczajnie nie w jego stylu. Stylu, któremu podobnie jak swojej filozofii gry, jest bezwarunkowo wierny. A czym jest owa ‘filozofia gry Gerardo Martino’? Już na pierwszy rzut oka widać, że jest ona zbiorem tego wszystkiego, co jest kochane w Katalonii. Piorunujący pressing, gra na niezwykle wysokiej intensywności oraz w 100% nastawiona na podania – to charakteryzuje wszystkie drużyny prowadzone przez ‘Tatę’, a jednocześnie także i Barcelonę w tych ostatnich jakże pięknych i wypełnionych sukcesami latach. Biada temu, kto się do nich nie dostosuje. Argentyński szkoleniowiec zdaje

sobie sprawę z tego, że najważniejszy jest styl prowadzonej przez siebie drużyny i najczęściej ustawia ją w systemie 4-3-3, bardzo płynnie przechodzącym w 4-1-4-1. To sprawia, że skrzydłowi mają znacznie więcej zadań defensywnych, ale za to w ataku mają być skutecznie wspomagani przez bocznych obrońców, a wtedy do pary stoperów dołącza defensywny pomocnik. Krócej mówiąc, wszyscy bronią i wszyscy atakują, czyli po prostu ‘futbol totalny’. Czy ta ‘tiki-tata’ wypali? Wszyscy w Barcelonie nie mają co do tego żadnych wątpliwości. ‘Tato’, powodzenia! Jakub Seweryn jakub.seweryn@blogfcb.com


10

ARTYKUŁ

Koniec ostentacyjnej polityki transferowej? Neymar i nic. Tak aktualnie wygląda bilans Barcelony "na plus" w tym okienku transferowym. Choć Vilanovę ponownie zaczął trapić nowotwór, zarząd musi odłożyć emocje na bok i dalej kontynuować rozwijanie swojej "polityki transferowej", która i tak nie wygląda(ła) zbyt imponująco. Czy przybycie Gerardo Martino do Barcelony zmieni w jakimś stopniu kierunek transferowej ekspansji Dumy Katalonii? Może Rosell zaufa "Tacie", a ten sprowadzi kolejne, nieoszlifowane dotąd piłkarskie diamenty z Ameryki Południowej, czy jednak Sandro z Zubim wezmą wszystko w swoje ręce?

PRZEMYSŁAW KASIURA

Neymar i nic. Tak aktualnie wygląda bilans Barcelony „na plus” w tym okienku transferowym. Choć Vilanovę ponownie zaczął trapić nowotwór, zarząd musi odłożyć emocje na bok i dalej kontynuować rozwijanie swojej „polityki transferowej”, która i tak nie wygląda(ła) zbyt imponująco. Czy przybycie Gerardo Martino do Barcelony zmieni w jakimś stopniu kierunek transferowej ekspansji Dumy Katalonii? Może Rosell zaufa „Tacie”, a ten sprowadzi kolejne, nieoszlifowane dotąd piłkarskie diamenty z Ameryki Południowej, czy jednak Sandro z Zubim wezmą wszystko w swoje ręce? Wszystko co dobre rozpoczęło i zakończyło się na transferze Neymara, tuż przed startem okna transferowego. Barcelona romansowała z Santosem i ojcem piłkarza przez miesiące, co i tak nie wskazywało do końca na to, że Brazylijczyk w ogólnym rozrachunku trafi właśnie do stolicy Katalonii. W rezultacie 57 milionów zostało wydane przez Rosella i spółkę, co jednoznacznie wskazywało na to, że od teraz rozpocznie się etap sprzedawania i wypożyczenia kilku zbędnych graczy w Barcelonie. Nikt się jednak nie spodziewał, że odbędzie się to przy udziale takich, a nie innych zawodników, za takie, a nie inne pieniądze. Choć wysokie zarobki nieco w tym transferze przeszkadzały (7,5 mln euro za sezon), to mimo wszystko sprzedanie za dwa miliony euro (wciąż dobrze grającego) Davida Villi, to jak oddanie dobrze oszlifowanego diamentu za bezcen. 16 bramek z czego 10 w La Liga, pięć w Copa del Rey i jeden w Lidze Mistrzów to bilans, który uplasował Asturyjczyka w czołówce strzelców Barcelony. A przecież grał dwukrotnie

Flash BlogFCB Sierpień 2013

rzadziej od Alexisa czy Pedro, którzy statystycznie nie dorastali do pięt Davidovi. Pisaliśmy zresztą w trakcie sezonu o niesprawiedliwym pomijaniu Davida Villi przy powoływaniu pierwszego składu. Wiadomo było, że Asturyjczyk zostanie sprzedany prędzej czy później, ale wydawało się, że jego umiejętności zasługują na trochę więcej niż tylko dwa (w porywach do pięciu) miliony euro.

Fontasa, który został sprzedany za milion euro do Celty Vigo. Redukcja składu na najbliższy sezon działa niczym kompresacja w Winrarze. Później, w trakcie sezonu, okaże się, że defensywny pomocnik będzie musiał zagrać tymczasowo na środku obrony, a na napadzie będzie grał Adriano. Pod koniec okienka transferowego drużyna zmieni nazwę na Barca.rar.

Sprawa Thiago była o tyle kontrowersyjna, że sam piłkarz miał być godnym następcą Xaviego w Barcelonie. Doprawdy mało można było znaleźć przesłanek ku temu, żeby Hiszpan miał opuścić stolicę Katalonii. Sam zawodnik podkreślił, że główną motywacją do zmiany klubu był Guardiola, choć nieoficjalnie mówi się, że rzekomy konflikt z Vilanovą mógł doprowadzić do zniechęcenia się zawodnika do gry z Leo Messim i spółką. Jeśli to byłoby prawdą, Thiago mógłby sobie teraz pluć w brodę. Gwarancji gry w podstawowym składzie w Bayernie to on nie ma, szczególnie, że przyjdzie mu konkurować z prawdopodobnie najsilniej obstawioną linią pomocy na świecie. A, jak już dobrze wiemy, Vilanova nie będzie trenować FC Barcelony. O ironio!

Byłoby bardzo niezręcznie, gdyby lista transferów do klubu rozpoczynała i kończyła na jednym nazwisku. Na pewno zdają sobie z tego sprawę Rosell, Zubizarreta oraz jeszcze niedawno Vilanova. Szkoda tylko, że ostentacyjność, upór i w rezultacie brak powodzenia przy ściągnięciu Thiago Silvy z PSG, systematycznie uszczupliło listę potencjalnych środkowych obrońców, mogących zasilić skład Barcelony. Mówiło się o Marquinhosie, Koscielnym, Mathieu i o innych, którzy podpisali już kontrakty ze swoimi lub obcymi zespołami. Teoretycznie Barca jest najbardziej zainteresowana Davidem Luizem, aczkolwiek Mourinho musiałby pomylić swoje proszki na uspokojenie z czymś innym, żeby doszło do transferu Brazylijczyka. Wśród mediów pojawia się jeszcze nazwisko Daniela Aggera, ale czy na pewno Duńczyk jest w stanie odmienić linię defensywy Barcelony? Rynek klasowych stoperów się zawęża, a nawet można rzec, że teraz przyjdzie Barcelonie już tylko „grzebać” wśród kart zawodników o średnich predyspozycjach. Są jeszcze tacy, których forma w Barcelonie może eksplodować. Doświadczenie jednak uczy, że więcej jest przypadków a’la Czygrinski, aniżeli a’la Pique. Czas nagli, a Barcelonie środkowy obrońca potrzebny jest tak samo, jak prawiczkowi gwiazda porno.

Jeśli skład przepełniony jest ambitnymi i młodymi piłkarzami, wręcz prosi się o to, aby pozwolić im się ogrywać na obcych boiskach. Z tego samego założenia wyszedł zarząd Barcelony, wysyłając Deulofeu do Evertonu, Rafinhę do Celty Vigo oraz Bojana Krkicia do Ajaxu. Dodatkowo niemal na pewno Ibrahim Afellay oraz Isaac Cuenca pożegnają się tymczasowo z Camp Nou, aby budować swoją reputację gdzieś indziej. Wyjątek zastosowano u Andreu


j

Nie dość, że z transferami był i jest kłopot, to jeszcze całkiem niedawno doszło do medialnej szopki, którą - co jak co - rozpoczął Pep Guardiola. Były trener Barcelony bez ogródek opowiedział o swoich relacjach z zarządem Barcelony, ale również z Tito Vilanovą. Jeden zarzuca drugim, że nie dawali mu spokoju, a drudzy odpowiadają pierwszemu, że kłamie i nie odwiedzał potrzebującego w szpitalu w Nowym Jorku. Nikt właściwie nie wie po co to komu, ale najwyraźniej relacje poluźniły się już na tyle, że można o nich opowiadać publicznie na konferencjach prasowych. Gdy Barcelona natychmiastowo potrzebuje sprowadzić jakiegokolwiek dobrego stopera, na konferencjach tematem numer jeden był konflikt z Guardiolą. Panowie, serio? Najbardziej fascynujące jest jednak to, że ci, którzy charakteryzowali się gwiazdorską i kiczowatą polityką transferową, dzisiaj powinni uczyć Rosella i Zubizarretę jak zarabia się pieniądze na transferach. Mowa oczywiście o Realu Madryt, który zdążył już zarobić podczas obecnego okienka transferowego... 64 i pół miliona euro! To ponad połowa więcej niż udało się uzyskać Barcelonie, a Królewscy

sprzedali zaledwie jednego zawodnika więcej. Perez zarobił 6 milionów na Pedro Leonie, 12 na Raulu Albiola, niemalże 10 na Callejonie i aż 37 milionów euro na... Gonzalo Higuainie! Real pozbył się tych graczy, którzy nie tworzyliby niezbędnego elementu w zespole z Madrytu. I to za takie pieniądze, że teraz można sobie śmiało pozwolić na zakup takiego gracza jak Gareth Bale. Barcelona - gdyby nie sprzedała Thiago, co prawdę mówiąc nie było planowaną sprzedażą - po stronie przychodów miałaby zaledwie trzy miliony euro. Polityka oszczędnościowa? Nie. To nieudolność zarządu Blaugrany. Ale wszystko może się jeszcze zmienić. Paradoksalnie nawrót choroby Vilanovy, któremu oczywiście serdecznie współczuję, może wyjść Barcelonie na dobre. Nowy trener to zmiana relacji z władzami klubu oraz powiew świeżości, pomysłów i wiedza. Wiedza, składająca się przede wszystkim z nowych nazwisk. Na dodatek jest to szansa dla kilku młodych graczy, takich jak Sergi Roberto, którzy za rządów Vilanovy mogli co najwyżej podawać wodę Xaviemu w przerwie, lub oglądać mecze swojego zespołu za free z loży VIP. Gerardo Martino jest konkretny, zna się na futbolu rodem z Ameryki Łacińskiej i jest niewątpliwie

Koniec ostentacyjnej polityki transferowej?

ekspertem, jeśli chodzi o znajomość piłkarzy z brazylijskiej, argentyńskiej, czy kolumbijskiej ekstraklasy. Można domniemać, że z trio Vilanova-Rosell-Zubizarreta Barcelona nadal przebijałaby ofertę za Thiago Silvę, aż w końcu szejk wykupiłby pół składu wykorzystując klauzulę wykupu. Jednym słowem nie działoby się nic. Z Gerard Martino szansa na pozyskanie defensora wzrasta, tylko jakiej klasy byłby ów obrońca? La Liga startuje już za niewiele ponad tydzień, a do Barcelony dołączył zaledwie jeden zawodnik. Takiej bessy na rynku transferowym Barcelonie nie miała od lat. Przypomina mi się lato 2005 roku, gdy do składu dołączył jedynie Santiago Ezquerro oraz Mark van Bommel. Czyżby czekała nas powtórka z rozrywki? Wiele na to wskazuje, bo trudno jest uwierzyć w sprowadzenie środkowego defensora, a co dopiero jeszcze kogoś do środka pola, w zamian za Thiago. Nie chcę być złym prorokiem, ale Barcelona znowu będzie cierpiała na brak wartościowych zmienników. Rotacje pozycji, wystawianie do gry kontuzjowanych graczy i leczenie „na zawrót głowy”... Gerardo, teraz już wszystko w twoich rękach!


12

WYWIAD

“Leo Messi nie moze rzadzic szatnia”

ytimg.com

Mecz Barcelony z Lechią Gdańsk oglądał pan na żywo? Tak. Skoro wybierałem się już w sobotę na to spotkanie, to co było zrobić? Spakowałem manatki i pojechałem drugi raz we wtorek (śmiech). W Barcelonie dużo się ostatnio dzieje. Rezygnacja Tito Vilanovy faktycznie może mieć aż tak duży wpływ na zawodników? I tak, i nie. Myślę, że to może wyjść na początku sezonu. Tito miał swoją filozofię prowadzenia drużyny. Przyjdzie Martino, który ma podobną wizję futbolu, ale to zawsze nowy trener. Potrzeba czasu, aby wkomponował się niejako w ten zespół i klub. Nowy szkoleniowiec to też zapewne zmiana planu przygotowań. Dlatego uważam, że początek sezonu dla Barcy może nie być taki, jakiego oczekiwaliby kibice. Co pan w ogóle sądzi o Tito Vilanovie? Chociaż zdobył mistrzostwo Hiszpanii, to i tak wielu kibiców go krytykowało, choćby po przegranym półfinale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Wie pan, na Vilanovę w poprzednim sezonie trzeba patrzeć trochę inaczej. On przede wszystkim walczył z ciężką chorobą i z tego powodu nie mógł prowadzić tej Barcelony tak, jakby chciał.

Flash BlogFCB Sierpień 2013

Trener i działacz piłkarski. Mistrz Polski z Polonią Warszawa. Były selekcjoner reprezentacji Polski, z którą - po 16 latach posuchy - awansował na mistrzostwa świata. W Korei i Japonii Polacy przegrali dwa mecze, wygrali jeden. Prowadził też m.in. Wisłę Kraków, Legię Warszawa, Aris Limassol i APOEL Nikozja. - Myślę, że w przekroju całego sezonu to Barcelona okaże się lepsza od Realu Madryt. Zwycięży jej filozofia stawiania na wychowanków, bo Real wciąż jest zależny od armii zaciężnej mówi Jerzy Engel w rozmowie z Flash BlogFCB.com.

Przed kluczowymi meczami w sezonie nie było go przy drużynie, leczył się w Nowym Jorku. Trzeba mieć to na uwadze. Wiadomo, że taka choroba nie pozwala się też do końca skupić na swojej pracy. Tito pewnie nie przypilnował wszystkiego. Być może błędy popełnili specjaliści od przygotowania fizycznego, może nie tak ułożono taktykę. Proszę sobie przypomnieć Messiego w tych najważniejszych meczach. Argentyńczyk praktycznie statystował na boisku. Do tego Vilanovie posypała się obrona. To wszystko składa się na to, że trudno jednoznacznie ocenić Hiszpana. Ale ostatecznie to trener zawsze odpowiada za wszystkich, więc to na głowę Tito posypały się gromy. Jego zastępcą będzie Gerard Martino. To dobry wybór? Trochę mi się nie podoba to, że on już na wstępie dał do zrozumienia, że dostał pracę w Barcelonie, bo wstawiał się za nim Leo Messi. Tak nie powinno być. Ktoś może odebrać to tak, że Martino nie ma mocnej pozycji w szatni, że rządzą zawodnicy. Nie wydaje mi się jednak, żeby tak było. Z tego co wiem, to szkoleniowiec z twardą ręką, z zasadami. Ma podobną wizję futbolu do Vilanovy i Guardioli, można więc przypuszczać, że będzie niejako kontynuował to, co oni rozpoczęli. Na pewno ma tez swoje pomysły na Barcelonę, dlatego zobaczymy, jak to będzie wyglądało.

Wspomniał pan o tym wstawiennictwie Messiego. Takie słowa Martino nie wskazują na to, że teraz to właśnie gwiazda Barcelony będzie miała najwięcej do powiedzenia w szatni? Jeśli tak miałoby być, to lepiej, żeby Barcy nie obejmował żaden szkoleniowiec. Trener to taka postać, która jest w klubie właściwie najważniejsza, tym bardziej takim klubie, jak Barcelona. Nikt, nawet największa gwiazda, nie może mu mówić, co ma robić. To szkoleniowiec odpowiada za wyniki, to on ma ustalać skład i taktykę. To w końcu on potem odpowiada za nią głową. Nie sądzę, żeby Martino dał sobie dmuchać w kaszę Messiemu, choć te jego wypowiedzi były trochę niefortunne. Barcelona to już nie tylko Messi, teraz to także Neymar. W Europie jest trochę niedoceniany. Co pan myśli o Brazylijczyku? Myślę, że wkomponuje się w skład Barcelony szybciej niż kiedyś Cristiano Ronaldo w skład Manchesteru United. Doskonale pamiętam, że kiedy Portugalczyk przychodził do Manchesteru, to na początku grał ogony, ewentualnie połówki. Wydaje mi się, że Neymar od początku będzie stanowił jedno z ważniejszy ogniw Blaugrany. Ma ku temu wszelkie przesłanki.


Cristiano, o którym pan wspomniał, dziś gra w Realu. Tam też wielkie zmiany - Carlo Ancelotti będzie lepszym trenerem niż Jose Mourinho?

Kto zatem wygra ligę - Real, czy Barcelona? Bo nie ma chyba wątpliwości, że te dwa kluby znów rozstrzygną tę sprawę między sobą?

W dzisiejszym futbolu, na takim poziomie, nie ma chyba lepszych i gorszych trenerów. Każdy z nich ma swoją filozofię. Mourinho stawia na ostrą defensywę popartą błyskawiczną kontrą. Ancelotti wywodzi się z włoskiej szkoły trenerskiej, więc też bliska jest mu formacja obronna. Teraz sukces nie zależy aż tak bardzo tylko od taktyki. Liczy się wiele innych czynników. Jestem ciekaw, czy Ancelotti złapie odpowiednią chemię z drużyną, to bardzo ważne. Wiemy przecież, jak znaczny wpływ na szatnię „Los Blancos” miał konflikt pomiędzy Mourinho a Casillasem. Takie czynniki, trochę pozasportowe, budują wyniki.

Myślę, że górą będzie Barca. Zwycięży jej filozofia stawiania na wychowanków, którzy mają od małego wpojoną wizję Barcelony, ten gen. Real wciąż za bardzo zależny jest od armii zaciężnej. A Liga Mistrzów dla Bayernu? Bawarczycy pod wodzą Guardioli są niemal skazywani na obronę tytułu.

no i właśnie ten Pep Guardiola. Wszelkie zadatki na to, aby znów sięgnąć po ten laur są. Z drugiej strony, nikomu jeszcze nie udało się obronić pucharu Ligi Mistrzów. Łatwiej wygrać Ligę Mistrzów, niż przystępować potem do rozgrywek jako obrońca trofeum. Będzie się działo, na pewno Z Jerzym Engelem rozmawiał Szymon Ludowski szymon.ludowski@blogfcb.com beinsport.tv

To będzie na pewno ciekawa sprawa. Początek sezonu, te pierwsze wyniki gier towarzyskich, mają imponujący. Ogromny budżet, świetne transfery,

Trener to taka postać, która jest w klubie właściwie najważniejsza, tym bardziej takim klubie, jak Barcelona. Nikt, nawet największa gwiazda, nie może mu mówić, co ma robić.

Wywiad z Jerzym Engelem: Leo Messi nie może rządzić szatnią

Zwycięży jej filozofia stawiania na wychowanków, którzy mają od małego wpojoną wizję Barcelony, ten gen. Real wciąż za bardzo zależny jest od armii zaciężnej.


14

ARTYKUŁ

TOP 10 TRANSFERÓW

1

Flash BlogFCB Sierpień 2013


PART II

LA LIGA W POŁOWIE OKIENKA TRANSFEROWEGO*

*STAN NA 3 SIERPNIA 2013 ROKU

1. VILLA - 2 MLN BARCELONA - ATLETICO

2. HIGUAIN - 37 MLN REAL MADRYT - NAPO

LI

3. THIAGO - 25 MLN BARCELONA - BAYERN

4. ILLARA - 30 MLN REAL SOCIEDAD - REAL

MADRYT

5. ALBIOL - 12 MLN REAL MADRYT - NAPOLI

6. CALLEJON - 9.5 MLN REAL MADRYT - NAPOLI

7. NEGREDO - 25 MLN SEVILLA - MANCHESTER CITY

8. GAMEIRO - 7.5 MLN PSG - SEVILLA

9. G. DOS SANTOS - 6 MLN MALLORCA - VILLARREAL

10. DEMICHELIS - ZA DARMO ICO

MALAGA - ATLET

Top 10 transferów La Liga w połowie okienka transferowego

TOP 30 NAJDROZSZYCH TRANSFERÓW LA LIGA W 2013 ROKU 1. Falcao 2. Neymar 3. Higuain 4. Isco 5. Soldado 6. Illaramendi 7. iago 8. Negredo 9. Jesús Navas 10. Bojan Krkic 11. Raul Albiol 12. Barrada 13. Callejon 14. Iago Aspas 15. Beñat Etxebarria 16 Luis Alberto 17. Gameiro 18. Tino Costa 19. Carlos Bacca 20. Léo Baptistão 21. Daniel Carvajal 22. Cristian Zapata 23. Pedro Leon 24. Giovani dos Santos 25. Casemiro 26. Pizzi 27. Jimenez 28. Jeremy Toulalan 29. Tomas Pina 30. Yacine Brahimi

Atletico -> Monaco Santos -> Barcelona Real M. -> Napoli Malaga -> Real M. Valencia -> T-nham Real Soc. -> Real M. Barcelona -> Bayern Sevilla -> M. City Sevilla -> M. City Roma -> Barcelona Real M. -> Napoli Getafe -> Al Jazira Real M. -> Napoli Celta -> Liverpool

60 mln euro 57 mln euro 37 mln euro 30 mln euro 30 mln euro 30 mln euro 25 mln euro 25 mln euro 20 mln euro 13 mln euro 12 mln euro 10 mln euro 9.5 mln euro 8.2 mln euro 8 mln euro

Betis -> Bilbao Sevilla -> Liverpool PSG -> Sevilla Valencia -> Spartak

8 mln euro 7.5 mln euro 7 mln euro

FC Brugge -> Sevilla

7 mln euro

Rayo -> Atletico

7 mln euro

Bayer -> Real M.

6.5 mln euro

Villarreal -> Milan

6 mln euro

Real M. -> Getafe

6 mln euro

Mallorca -> Villarreal

6 mln euro

Sao Paolo -> Real M. Atletico -> Benfica Benfica -> Atletico

6 mln euro 6 mln euro 6 mln euro

Malaga -> Monaco

5 mln euro

Mallorca -> Villarreal

5 mln euro

Rennes -> Granada

4 mln euro

Źródło: Transfermarkt.pl stan na 3 sierpnia 2013


Ile

wP OL A

Wizyta FC Barcelony w naszym kraju to miało być wielkie święto dla kibiców. I było, szkoda tylko, że nie dla wszystkich. Wystarczyła oprawa i kilka okrzyków, żeby

ci „prawdziwi” poczuli się urażeni.


e Katalo ńczyka

AK

U?


18

FELIETON

Nie jestem fanem Fan Clubu Barca Polska. Myślę, że stali czytelnicy Bloga FCB wiedzą dlaczego. Nie można jednak przejść obojętnie wobec tego, co zorganizowali w Gdańsku. Wspaniała oprawa, która wyraźnie zrobiła wrażenie na Leo Messim. Bezcenne chwile, kiedy z podziwem patrzyła na sektor polskich kibiców Barcelony, kiedy szturchał kolegę obok i pokazywał mu, co przygotowali. Niestety, jak to zwykle w polskim piekiełku bywa, szybko znaleźli się tacy, którzy zaczęli krytykować zachowanie kibiców w Gdańsku. To prawdziwi kibice, ultrasi. Przede wszystkim nie spodobały im się okrzyki o niepodległości Katalonii. I  tu muszę się z  nimi zgodzić. Też nie potrafię zrozumieć, jak Polacy mogą mieszać się w sprawy Hiszpanii. Rozumiem kibicowanie Barcelonie, ale już bezsensownego podłączania pod to polityki - zupełnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że Blaugrana jest specyficznym klubem, ale nie przesadzajmy. Polak krzyczący o niepodległości Katalonii, który - poza FCB - ma z nią niewiele wspólnego jest śmieszny i groteskowy. I nie przekonają mnie argumenty podnoszone przez co niektórych (co ciekawe, nazwiska ciągle się powtarzają) o tym, że na Camp Nou byli już tyle razy, że nie zliczą, a w ogóle to mają tyle przyjaciół w Katalonii, że też już ciężko zliczyć. Z niecierpliwością czekam, aż te osoby zrzekną się polskiego obywatelstwa i wyjadą na

Flash BlogFCB Sierpień 2013

Półwysep Iberyjski, aby przyjąć katalońskie obywatelstwo. Mają je jak w banku, bo są bardziej katalońscy niż najbardziej rodowici Katalończycy. Z drugiej strony ultrasom nic nie przeszkadzało, aby wywieszać transparenty o tym, że Kosowo jest serbskie. Zatem czegoś tu nie rozumiem. Jedni mogą, a drudzy

gle były tak cicho. Rozumiem, że tak właśnie zachowują się ci prawdziwi kibice. Na poziomie. Kwestia niepodległości Katalonii to dla mnie właściwie jedyna, za którą można skrytykować polskich kibiców Barcelony, którzy znaleźli się na PGE Arenie. Oprawa była pierwszorzędna, coś wspaniałego, już o tym pisałem. Niestety, tutaj też niektórych mocno boli w dołku,

Z niecierpliwością czekam, aż te osoby zrzekną się polskiego obywatelstwa i wyjadą na Półwysep Iberyjski, aby przyjąć katalońskie obywatelstwo. Mają je jak w banku, bo są bardziej katalońscy niż najbardziej rodowici Katalończycy.

nie? Powtórzę raz jeszcze, że te okrzyki były dla mnie żenujące, ale nie mniej, niż gadanie o Kosowie i o tym, że ultrasi „siedzą w temacie”, a ludzie w Gdańsku to gimbaza. Ciężko nie bronić penyi w tym momencie, bo wydaje mi się, że jednak niejednego by zaskoczyli znajomością historii Katalonii. Nie mniej żenujące, niż okrzyki o niepodległości, były te o strzelaniu gola kurwom, które na-

bo przecież jak to - żeby tak zagranicznemu klubowi robić oprawy? Wywieszać flagi?! No śmieszne Janusze! Polski kibic ma kibicować tylko i wyłącznie polskiej drużynie, chodzić na mecze lokalnej drużyny, zdzierać gardło na stadionie, wydawać kasę na oprawy i spędzać noce na komendzie za to, że stał na schodach, a nie siedział na krzesełku. Amen!


Cóż, ja akurat nie mam problemu z polską piłką. Uwielbiam Ekstraklasę, staram się oglądać każdy mecz kolejki. Oprócz tego, że ściskam kciuki za Barcę, kibicuję również Legii Warszawa. Mało tego, mam takiego fioła, że chodzę również na mecze lokalnej drużyny. Ba! Potrafię także pójść na mecz dzieciaków czy „szóstki” piłkarskie, w których grają totalni amatorzy. Lubię piłkę, po prostu. W każdym wydaniu. Ale doskonale rozumiem, że są tacy, którzy polskiej piłki nie znoszą, nie mogą na nią patrzeć, wybrali tylko Barcelonę i koniec. Cóż, nie pochwalam tego, ale rozumiem. Krytykowanie ich i czepianie się o to, że zrobili oprawę zagranicznemu klubowi to śmiech na sali. To tak, jakby czepiać się fanów Depeche Mode, że poszli na ich koncert. Powinni przecież w tym czasie iść na Perfect czy Lady Pank! A już najlepiej, odnaleźć lokalny klub i wesprzeć jakiś lokalny zespół! Polscy kibice, którzy zarzucają fanom Barcelony, że mają kompleksy względem Europy, sami są tych kompleksów najlepszym przykładem. Nie potrafią zrozumieć, że pewne marki osiągnęły globalny poziom. Że taka Barcelona to jednak trochę więcej niż Lechia Gdańsk. Wystarczyło posłuchać, co mają do powiedzenia na temat Lechii zawodnicy Barcelony. - Alexis, co wiesz o Lechii? - Wiem, jak się nazywa! No właśnie. Ludzie, nie ta skala. Mecz w Gdańsku nie był meczem dla kibiców Lechii (o nich za chwilę). Kibice

Lechii nie potrafią na co dzień zapełnić PGE Areny, a na Ekstraklasę chodzi po pięć tysięcy ludzi. O czym więc tutaj mówimy? Lechia, w porównaniu do Barcy, nie jest żadną marką. ŻADNĄ. Dlatego mecz w Gdańsku był zorganizowany dla kibiców Barcelony. I to, że ktoś ma pretensje o to, że zjechali się z całej Polski, jest śmieszne. Tym bardziej, że na stadionie pewnie nie zabrakło także zagranicznych gości. Co ciekawe, kibiców Lechii (tych prawdziwych, oczywiście), również zabrakło w większej liczbie. Nie dlatego, że olali cały ten medialny cyrk związany z Super Meczem, ale dlatego, że… nikt nie zechciał dać im biletów za pół darmo. To dopiero absurd! Ludzie, którzy na co dzień nie potrafią zapełnić swojego stadionu, przez co jego właściciele muszą szukać innych sposobów zarobku (np. mecz z Barceloną), mają jeszcze czelność obrażać się, że nie dostaną nagrody. A kolejne stado idiotów krzyczy: precz z Januszami, piłka dla ultrasów! Ludzie, czy wyście naprawdę oszaleli? Musieli przyjechać Janusze z całej Polski, żeby zapełnić stadion, który ostatni raz komplet widział na Euro 2012, a wy jeszcze chcecie nagród? Wielki ukłon dla organizatorów, że wypięli się na was, bo i tak wystarczyło kilkudziesięciu półgłówków, żeby „strzelcie kurwom gola” poszło w świat. Żeby było jasne - nie mam nic przeciwko ultrasom. Wręcz przeciwnie - oprawy, śpiewy, flagi, doping, to wszystko sprawia, że polska liga jest wyjątkowa. Że chociaż kibiców mamy na światowym poziomie. Ale ci „prawdziwi” muszą czasem zejść na ziemię i zrozumieć,

Ile Katalończyka w Polaku?

że nie są nadludźmi, że ktoś ma prawo nie kibicować polskiej drużynie, że ktoś nie ma takiego, za przeproszeniem, pierdolca jak oni. Z kolei polscy kibice Barcelony muszą zrozumieć, że bycie bardziej katalońskim niż Katalończycy jest śmieszne i groteskowe. Bo są Polakami, a kibicowanie Barcelonie zmusza ich właśnie do tego, żeby byli wierni regionowi, z którego się wywodzą. „Nie mówię szeptem, gdy mówię skąd jestem”. Jestem z Polski. Tak jak Ty, Ty i Ty. Więc nie pajacuj i nie krzycz następnym razem o niepodległości Katalonii, bo Ci to nie przystoi.

Szymon Ludowski szymon.ludowski@blogfcb.com


20

FELIETON

Nie zawsze miło jest przekonywać się o tym, że życie jest nieprzewidywalne, a w piątek 19 lipca polscy Cules doświadczyli tego aż za bardzo. Stało się tak z dwóch powodów: materialistycznych i sentymentalnych. W Internecie ludzie przeżywali to zarówno z jednego, jak i drugiego powodu. Warto przyjrzeć się raczej tylko temu drugiemu.

Przeniesiono spotkanie FC Barcelony z Lechią Gdańsk, o czym zaważyło naprawdę smutne wydarzenie losowe. To takie dziwne, bo dla nas jest to właśnie bardzo smutne, na początku było też rozczarowujące, a dla Tito Vilanovy to trzecia najgorsza wiadomość w życiu. Musieliśmy to jednak przecierpieć i chwilowo odłożyć koszulki i szaliki z powrotem do szafy. Trudno sobie wyobrazić, co takiego przeżył były trener Blaugrany, gdy poznał wyniki badań dotyczących, jak przypuszczam, leczonej rok i dwa lata temu ślinianki. Po pierwsze, przed nim znów ciężka walka o życie, a po drugie, był zmuszony opuścić klub, dla którego chciał jeszcze tyle zrobić. Z pewnością pocieszający jest fakt, że do tej pory Vilanova wygrywał tą okropną chorobą. W takich sytuacjach, wiadomo, od chorego zależy jedynie, czy chce walczyć. To na pewno nie łatwe, ale, mówiąc kolokwialnie, do trzech razy sztuka, prawda? Dotychczas Tito był kimś w stylu bohatera dla całej społeczności Barcelony, ba, pewnie także dla milionów pozostałych sympatyków piłki nożnej. Nie chodzi o to, że chorując przestał nim być, wręcz przeciwnie, nazwijmy to kolejnym wyzwaniem. Vilanova przyznał, że teraz także zrobi wszystko, by skutecznie zwalczyć chorobę, a gdy mu się uda, po prostu potwierdzi to, że faktycznie, należy mu się tytuł bohatera. Podejmując się mówienia o takich „przygodach”, jak nawrót bardzo niebezpiecznej choroby, trzeba przede wszystkim patrzeć pozytywnie. Jestem pewna, że wszyscy prawdziwi Cules szczerze wierzą, że i tym razem Tito poradzi sobie z nowotworem. Nawet jeżeli znajdzie się bowiem ktoś, kto uważa, że nie ma po co zawracać sobie głowy wiarą, bo będzie jak będzie, to sam tak naprawdę poprze bycie optymistą. Jeżeli nie wiemy, jak będzie, to nie mamy nic do stracenia, zakładając ten lepszy scenariusz. A to właśnie jest potrzebne tym, którzy chcą dalej żyć, ale najpierw muszą zmierzyć się z wielką przeszkodą. Każde zaciśnięte kciuki kibiców Blaugrany zmotywują jej byłego trenera. marca.com

Flash BlogFCB Sierpień 2013


Byle tylko nie dać za wygraną

przeciwnościom Oczywiście, to deprymujące, że przed samiusieńkim startem presezonu, szkoleniowiec Barcelony musiał powrócić do leczenia. Z pewnością zamierzał zdobyć z Azulgraną jeszcze niejedno trofeum, a teraz nikt nie wie, kiedy będzie w stanie to zrobić. Szczerze jednak liczę na to, iż prędzej czy później zdrowie pozwoli mu na spełnianie takowych czy innych marzeń. Martwi po prostu to, że nie wiemy kiedy, a niedosyt pozostawia fakt, że dowiedzieliśmy się o tym tak znienacka, dosłownie godziny przed pierwszym meczem towarzyskim. I to jaki meczem! Meczem, na który czekało tysiące polskich Cules. Myśląc o tym odnoszę wrażenie, że słowa wsparcia właśnie od nich byłyby dla Vilanovy niezwykle cenne. W jego sytuacji każdy miałby zapewne wyrzuty sumienia, że zawiedzie tysiące fanów, choć przecież to nie jego wina. Na szczęście można było znaleźć takie portale poświęcone Barcy, które umożliwiły nam przekazanie owych słów wsparcia, bez względu na to, czy umiemy język hiszpański, czy nie. Swoją drogą, nie wiem, czy to nie ciekawsze dostać pozdrowienia w obcym języku. Wracając jednak do samego Tito, jako członka sztabu szkoleniowego FC Barcelony, bezsprzecznie zasłużył on na słowa uznania. Pracował na rzecz Dumy Katalonii już parę ładnych lat, a ostatnie 12 miesięcy był głową drużyny. Barcy wiodło się raz lepiej, raz gorzej, jednak jedno trofeum Vilanova może sobie przypisać i śmiało się nim chwalić, bo ubiegły sezon La Ligi pod jego wodzą Katalończycy zaliczyli śpiewająco. Wcześniej był prawą ręką Pepa Guardioli, o którego zasługach chyba nie ma potrzeby wspominać – a tym samym nie ma

potrzeby mówić, że także Tito dołożył do nich swoje cegiełki. Być może będzie to wyglądać na naciągane, ale również dzięki niemu kibice Barcelony przeszli prawdziwy test na wierność klubowi... kilkakrotnie polały się łzy, ale przecież wybrałam bycie optymistką, więc jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Rzeczywistość jest więc taka, że Tito prawdopodobnie będzie zapamiętany jako naprawdę dobry, ale może jednak nie wybitny trener. Jak wspomniałam, bardziej należy go szanować jako człowieka, którego trzykrotnie spotkała prawdziwa tragedia. Owszem, teraz łatwo mówić o leczeniu z 2011 i 2012 roku, bo zakończyło się sukcesem, ale to trzeba było przetrwać, tak na dobrą sprawę, nie będąc w pełni spokojnym. Wierzę, że niedługo i o tym nawrocie choroby będziemy mówić jako o kolejnym udanym leczeniu, ale zanim to się stanie, również musimy cierpliwie poczekać na rozwój wydarzeń. Wobec tego, pomimo że bardzo mało od nas zależy, jeszcze raz proponuję, by trzymać kciuki za Tito. Na pewno wielu Cules doskonale o tym wie i to robi. Tito Vilanovę spotkał ogromny pech i sądzę, że nie ma sensu mieszać w to niesprawiedliwości losu, bo skoro już się na nią natknęliśmy, nic na to nie poradzimy. Może nas denerwować, zgadza się. Zawsze można jednak udowodnić samemu sobie i owemu losowi, że jesteśmy silniejsi, niż jego niesprawiedliwość, pokonując przeciwności nawet wielkiego kalibru, prawda?

Byle tylko nie dać za wygraną przeciwnościom

Mary Kowalik mary.kowalik@blogfcb.com


David Villa w Atletico footballrenders.com

świetna okazja czy głupota FC Barcelony? Kiedy 8 lipca przeglądałam newsy ze świata sportu jedna wiadomość z Hiszpanii wzbudziła moje ogromne zdziwienie i wywołała zdecydowanie negatywne emocje. Wszelkie media z Półwyspu Iberyjskiego informowały o transferze Davida Villi do Atletico Madryt. Oczywiście El Guaje przechodzący do Los Rojiblancos nie jest jakąś wielką niespodzianką. Szok powoduje jednak inny aspekt transferu Hiszpana do stolicy. Dobrze, że nie stałam gdy dowiedziałam się na jaką kwotę opiewa kontrakt bo mogłabym się mocno potłuc przy upadku. 2,1 mln euro + zmienne, które w sumie dadzą ok 5 mln euro. Taka suma za Villę to jak superpromocja z hasłem „czyścimy asortyment, bierz co chcesz niemal za darmo”. Powiedzmy sobie szczerze 5 mln za Davida Villę to nic, nic, i jeszcze raz nic. Pomyśleć, że jeszcze w maju mówiło się dużo o planowanym transferze El Guaje do Tottanhamu. Kwestia wydawała się poważna, także już powoli przyzwyczajałam się do myśli, że będzie go można w zaczynającym się właśnie sezonie zobaczyć na boiskach angielskiej Premier League. Oferta z Londynu, jak donosiły media miała opiewać na 12 milionów euro. Zważając na fakt, iż Duma Katalonii zapłaciła za Villę 40 milionów euro, kiedy zawodnik zdecydował się opuścić Valencię w 2010 roku strata i tak wydaje się zbyt duża. Aż strach te 40 milionów zestawiać z 5 milionami z kontraktu z Atletico. Nowy pracodawca Villi z Vicente Calderón jest niezłym zespołem, trzeba to przyznać. Jeszcze trudno stawiać ich w jednym rzędzie z najlepszymi w Europie, ale fak-

Flash BlogFCB Sierpień 2013

tem jest, że zwycięzca Ligi Europy 2012 w zeszłym sezonie La Liga od 3. do 26. kolejki zajmował drugą pozycję w tabeli. Nie można powiedzieć, że Atletico jakoś bardzo w Primera Division namieszało, bo w rezultacie Real zajął drugie miejsce pozostawiając lokalnego rywala na trzecim. Aczkolwiek ciekawe, że ktoś w tę czołówkę się wcisnął i przez wiele kolejek był przed Królewskimi. Dodatkowo ekipa Diego Simeone wygrała Copa del Rey pozostawiając Real bez trofeum, co również zasługuje na uwagę. Swoją drogą zakupy w tej międzysezonowej przerwie wyszły Los Rojiblancos całkiem nieźle. Atletico sprzedało Radamela Falcao do AS Monaco za 60 milionów euro, kupując przy tym na jego miejsce Davida Villę za 5 milionów. 55 baniek piechotą nie chodzi. El Guaje to z pewnością zawodnik wartościowy. Wspaniały czas zanotował trzy lata temu. Najpierw cudowne gole na wygranych przez Hiszpanię mistrzostwach świata w RPA, które dały mu status króla strzelców turnieju (ex aequo z trzema innymi zawodnikami). Później przejście do FC Barcelony i udany pierwszy sezon na Camp Nou z 18 golami w Primera Division. Niestety sielankę przerwał dramat, który były barceloński numer 7 przeżył podczas klubowych mistrzostw świata w Japonii w 2011 roku. Złamanie nogi wykluczyło go z gry w ekipie Guardioli na ponad pół roku i uniemożliwiło występ na EURO w Polsce i na Ukrainie. Chciałabym przeanalizować po krótce to, czy sezon 2012/13, czyli pierwszy sezon po kontuzji był rzeczywiście w jego wykonaniu tak słaby, jak wielu twierdzi, włączając szefostwo Dumy Katalonii. Oczywiście statystyka będzie tu nieoceniona. Żeby zrozumieć decyzję


ARTYKUŁ

o sprzedaży tego napastnika trzeba przyjrzeć się osiąganym przez niego rezultatom. Po złamaniu Villa już nie jest już takim samym graczem jak kiedyś, nie osiągnął w zeszłym sezonie tak dobrych wyników, do jakich już nas zdążył przyzwyczaić. Nie wrócił jeszcze do dawnej świetności. Zadajmy sobie szczerze pytanie, czy dostał wystarczająco dużo szans od Vilanovy by wrócić na 100%…? Moim zdaniem nie. Kiedy Villa wszedł na boisko w meczu z Realem Sociedad, czyli w pierwszym meczu po kontuzji i strzelił w nim gola cieszyłam się jego szczęściem. Koszulka, którą ukrył pod klubową i którą w czasie celebracji zdobytej bramki zaprezentował pokazywała wdzięczność jego rodzinie za wsparcie podczas rekonwalescencji i powrotu do sprawności fizycznej. Byłam zadowolona, że wraca Villa bo to jeden z moich ulubionych graczy w szeregach Blaugrany. Brakowało go w drużynie podczas tych długich miesięcy gdy noga się zrastała. Ale później Villa już nie grał tak dużo, Tito Vilanova częściej wystawiał Alexisa Sancheza, który pojawił się w Barcelonie w 2011 roku za 37,5 miliona euro (26 milionów + 11,5 zmiennych), a więc kwotowo kosztował Barcę podobne pieniądze co El Guaje.

oraz za Fabregasem, który zaliczył więcej tylko o jedno trafienie. W ramach Copa del Rey El Guaje 5 razy posłał piłkę wprost do siatki, co daje mu pozycję numer jeden, wyprzedził nawet Leo Messiego, który w rozgrywkach w ramach Pucharu Króla uzyskał jeden gol mniej. Do tego wszystkiego Villa dołożył jedno trafienie w Champions League, co również daje mu trzecie miejsce w ekipie, ale ex aequo z kilkoma kolegami z drużyny, którzy również w Lidze Mistrzów tylko raz pokonali bramkarza przeciwnika. Także jak widać jeśli chodzi o gole barce-

23

lońska siódemka jest w ścisłej czołówce. Czy zawodnik z TOPu najlepszej drużyny świata jest wart 2,1mln euro w porywach do 5 mln…? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam… Zapewne, żeby właściwie ocenić Villę to nie wystarczy. Z uwagi na to, że nie ma w drużynie z Camp Nou zawodnika o identycznej charakterystyce jak Hiszpan zestawię jego wyniki z Alexisem Sanchezem. To do gracza z numerem 9 Villa był w tym sezonie bardzo często po-

Czy rzeczywiście można powiedzieć, że Villę należało sprzedać, bo był słaby, bo marnował okazje, nie strzelał itp.? Można Villę lubić jak ja, ale równie dobrze można go nie lubić. Pewnie ile ludzi tyle opinii i uwag może się pojawić pod jego adresem. Aczkolwiek ktoś kiedyś powiedział, że liczby nie kłamią. Oczywiście statystyki nam wszystkiego nie powiedzą. Usłyszałam też kiedyś ciekawe zdanie a propos tego, że statystyce też do końca wierzyć nie można. Dlaczego? Posłuchajcie Drodzy Czytelnicy tego, co powiedział kiedyś pewien mężczyzna: „Nie biję mojej żony, ale mój sąsiad swoją bije codziennie. Statystycznie każdy z nas bije swoją żonę co drugi dzień”. Także statystyka nam na pewno każdej decyzji klubu nie wyjaśni i nie opowie wszystkiego o danym zawodniku, aczkolwiek ilość spędzonych na boisku minut w stosunku do strzelonych goli na pewno już da nam jakiś obraz sytuacji i skali działania zawodnika na rzecz drużyny. Zacznę od jego występów na tle drużyny. El Guaje zagrał w zeszłym sezonie w 28 meczach La Liga, w 10 z cyklu Ligi Mistrzów oraz w 5 spotkaniach rozgrywanych w ramach Pucharu Króla. To łącznie 2373 minuty spędzone na boisku w tych 43 spotkaniach. Jeśli chodzi o najważniejszą statystykę, jaką można oceniać takiego zawodnika jak David Villa, czyli gole również to wygląda w jego przypadku nieźle. W lidze strzelił 10 goli, co jest trzecim rezultatem w drużynie i ustawia go za Messim, który zostawił w tej klasyfikacji wszystkich daleko w tyle Ronald Martinez/Getty Images South America

David Villa w Atletico


ARTYKUŁ

równywany i to z nim musiał walczyć o miejsce w składzie i przede wszystkim o cenne minuty na boisku. Chilijczyk zagrał w jednym meczu więcej niż Villa w zeszłym sezonie, ale spędził na murawie ponad 250 minut więcej niż Hiszpan. Mimo, że dostał od Vilanovy więcej minut na udowodnienie swoich umiejętności jego wynik trafień jest zdecydowanie gorszy od obecnego zawodnika Atletico. Sanchez zaliczył ich 11 (8 – la liga, 1 – Liga Mistrzów oraz 2 w ramach Pucharu Króla). Villa strzelał w zeszłym sezonie zatem co 148 minut a Sanchez tylko co 239, wynik mówi sam za siebie. Jeśli chodzi natomiast o asysty tu góruje Chilijczyk, który obsłużył kolegów znakomitym podaniem 44 razy, podczas gdy El Guaje zrobił to 28 razy. Można też wyniki Davida konfrontować z rezultatami innego ofensywnego zawodnika, którym jest Pedro. W takim wypadku również Villa jest lepszy od swego rodaka, który biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki zagrał meczów tyle samo co Villa, ale czasu dostał na boisku zdecydowanie więcej, bo aż 1 000 minut. Barceloński numer 17, który prawdopodobnie w zaczynającym się lada chwila sezonie jak donoszą hiszpańskie me-

Czy zatem decyzja o sprzedaży tego gracza za śmieszne pieniądze do Madrytu była słuszna? Jak wyglądałby dorobek El Guaje gdyby dostał tyle minut gry co Pedro?

dia przejmie numer na koszulce po Villi zaliczył trafień zdecydowanie mniej niż jego reprezentacyjny kolega i mniej niż Sanchez, bo tylko 9 (7 w la liga, oraz po jednym w Lidze Mistrzów i Copa del Rey). Pedro Rodríguez stosunek bramek do spędzonych na boisku minut ma również zdecydowanie groszy niż Villa i Sanchez, bo strzelał w zeszłym sezonie co 373 minuty. Oczywiście do Messiego nie ma co porównywać, ale jak pokazują liczby zeszły sezon może nie był najlepszy w wykonaniu Hiszpana, aczkolwiek nie można również powiedzieć, że był strasznie słaby. Może nie jest to idealne zestawienie, ale w Barcelonie do innych zawodników nie ma sensu Villi przyrównywać, także na tale Sancheza i Pedro wypada on zdecydowanie korzystniej. Czy zatem decyzja o sprzedaży tego gracza za śmieszne pieniądze do Madrytu była słuszna? Jak wyglądałby dorobek El Guaje gdyby dostał tyle minut gry co Pedro? Tu możemy tylko gdybać, bo niestety się tego nie dowiemy. Jedno jest pewne: Villa nawet po kontuzji, dostając niewiele szans na grę potrafił je w minionym sezonie wykorzystać lepiej od ofensywnych kolegów z drużyny.

Niestety mimo takich wniosków Villa, przynajmniej na razie nie wróci na Camp Nou. Trzeba się przyzwyczajać do jego widoku na Vicente Calderón.

Getty Images Europe

Flash BlogFCB Sierpień 2013

Niestety mimo takich wniosków Villa, przynajmniej na razie nie wróci na Camp Nou. Trzeba się przyzwyczajać do jego widoku na Vicente Calderón. Mam nadzieję, że tam będąc po odejściu Falcao numerem jeden, dostanie porządną szansę na pokazanie na co go stać. Rynek piłkarski to machina napędzana dużą kasą. Już 40 czy 50 milionów za zawodnika przestaje kogokolwiek dziwić, jeśli chodzi o najlepsze europejskie ligi. Co jakiś czas media bombardują nas informacjami o domniemanych transferach i  niebotycznych kwotach, które mają się znajdować w kontraktach zawodników. Ostatnio mówi się o transferze Bale’a do Madrytu za 100 mln euro, także pewnie takie pieniądze za jednego zawodnika to tylko kwestia czasu. I jeśli już komuś uda się jakąś roszadą między klubami opinię publiczną wprawić w osłupienie, to często powodem jest ogromna kwota, jaką zawodnik otrzyma za zmianę drużyny. A tu pojawia się transfer, który szokuje z powodu zbyt małej sumy w kontrakcie. Ach Sandro Rosell to potrafi zaskakiwać …

Getty Images Europe

24


Utr acone Pokolenie? Niedawny eksodus Thiago Alcantary do Monachium wstrząsnął nie tyle szatnią, co kibicami Barcelony. 22-letniego pomocnika okrzyknięto niewdzięcznikiem, a trenera za którym poszedł – zdrajcą. Pep Guardiola to przecież Cule z krwi i kości. Jak on mógł wyciągnąć tylnymi drzwiami następcę najlepszego rozgrywającego w historii klubu? W niedalekiej przyszłości to urodzony we Włoszech Thiago, z numerem sześć na koszulce miał zachwycać 90-tysięczną publiczność na Camp Nou. W niedalekiej przyszłości...

która nigdy by nie nadeszła?


26

ARTYKUŁ

Pokolenie VAN GAALA 18 sierpnia 1998 roku. Majorka. Barcelona rywalizuje na Balearach w pierwszym meczu o Superpuchar Hiszpanii. Od początku spotkania na murawę w pomarańczowej koszulce wybiega nieznany nikomu Xavier Hernandez Creus, który zastępuje kontuzjowanych Guardiolę i Alberta Celadesa. Młodziutki zawodnik z przedziałkiem na czole, zdecydowaną

większość podań wykonuje na swojej połowie do najbliżej ustawionego kolegi. Występ wieńczy pięknym uderzeniem posyłając futbolówkę w samo okienko bramki gospodarzy. Duma Katalonii przegrała 1:2, ale wygrała o wiele więcej... O czym przekonaliśmy się sześć lat później gdy Xavi ciosem karate zdobył bramkę na Santiago Bernabeu, upokarzając Królewskich i rozpoczynając cudowną erę Franka Rijkaarda i Ronaldinho. W pierwszym sezonie pod wodzą Louisa Van Gaala Xavi zagrał w 27 meczach, z czego przebywał na murawie 1949 minut. O blisko 80 minut dłużej od Guardioli. Dobre występy młodziutkiego pomocnika nie przeszły bez echa. - Rozum podpowiadał, żebym odszedł, serce dyktowało, bym został. Wówczas było nie do pomyślenia, abym mógł liczyć na sukces w Barcelonie, ponieważ Guardiola miał przed sobą przynajmniej cztery, pięć lat gry na najwyższym poziomie. A zatem ja miałbym wtedy 25! Chciałem grać i w Milanie mi to gwarantowano – wspominał Xavi w swojej autobiografii „Barca moim życiem”. Creus był o krok od podpisania umowy z Rossoneri, lecz na drodze do transferu stanęła jego matka. Rok później w bordowo-granatowych barwach zadebiutowała inna ikona obecnej Barcelony. 2 października w spotkaniu przeciwko Valladollid pierwsze kroki w seniorskiej kadrze postawił prawy obrońca Carles Puyol. Tarzan zadomowił się na stałe w podstawowej „11” wybiegając na boisko w 37 meczach. Minęły kolejne trzy lata i Van Gaal znów nie bał się postawić na młodego i niepozornego zawodnika jakim był Andres Iniesta. Trupioblady i niezwykle szczupły piłkarz w pierwszych dwóch sezonach zagrał w 26 meczach. Primera Division podbił w trzecim sezonie: zanotował 46 występów. Holendrowi przez kilka lat pracy w Barcelonie można było zarzucać naprawdę wiele. Kłótnie z prasą i Rivaldo czy stworzenie holenderskiej kolonii nie były mile widziane w Katalonii. Pomimo dwukrotnego sięgnięcia po mistrzostwo kraju i raz po puchar Króla, Van Gaal wyleciał pozostawiając po sobie kilkuletnią posuchę, w której Barca nie sięgnęła po ani jedno trofeum (nie biorę pod uwagę drugiego podejścia Van Gaala w sezonie 2002-2003). Niezbyt dobrze wspominany człowiek Ajaksu Amsterdam zastał Barcelonę drewnianą, a zostawił murowaną... w liczbie wychowanków. To pod jego egidą swoje umiejętności pokazywali nie tylko Xavi, Puyol czy Iniesta, ale również Gabri, Pepe Reina, Gerard Lopez, Ivan De La Pena oraz Thiago Motta. Nie są to nazwiska powalające na kolana, ale z pewnością kluczowe dla Barcelony na początku XXI w. Jedynie Pepe Reina szybko stracił miejsce w składzie kosztem „tego śmiesznego Bonano” jak stwierdził onegdaj komentator sportowy Andrzej Zydorowicz. Również obecny Bayern Monachium swoją potęgę tworzy w oparciu o wychowanków wyciągniętych z rezerw przez... Van Gaala. Thomas Muller, David Alaba, Diego Contento, Holger Badstuber i Bastian Schweinsteiger (przekwalifikowany ze skrzydła do środka drugiej linii) odegrali znaczące role w zdobyciu przez Bawarczyków potrójnej korony w ostatnim sezonie.


Pokolenie GUARDIOLI Czy to znaczy, że Van Gaal jest cudotwórcą? Nic bardziej mylnego. Holender najzwyczajniej w świecie postawił na młodych, na znacznie tańszy produkt własnej szkółki. Coś czego nie robili ani Guardiola, ani Tito Vilanova. Pepa ciężko winić o cokolwiek. Człowiek, który zdobył 13 tytułów w trakcie czterech sezonów zasługuje na wieczną chwałę w sercach i umysłach wszystkich wyznawców barcelonizmu. A jednak Guardiola dostał piłkarzy ukształtowanych przez poprzedników. Sam do kadry seniorskiej ściągnął dwóch niezwykle ważnych graczy: Sergio Busquetsa i Pedro. Ile obaj znaczą dla Dumy Katalonii, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Guardiola wprowadził do kadry zaledwie dwóch lub aż dwóch ważnych graczy. W zależności od punktu widzenia szklanka zawsze jest do połowy pusta albo pełna. W tym przypadku była pełna na czas trwania kadencji Pepa i pusta w okresie zarządzania przez Vilanovę. Obecny trener Bayernu nie pozostawił Tito w spadku kolejnych diamentów mogących zająć miejsce eksploatowanych do granic możliwości Xaviego czy Messiego. Inna sprawa, że zastąpienie dwóch wirtuozów godnych najwspanialszego panteonu jest raczej niemożliwe. Ale próbować trzeba, bo obaj wiecznie grać nie będą. Za kadencji Pepa przez Barcelonę przewinęło się wiele nazwisk. Niektóre tak jak Victor Sanchez, Jonathan Dos Santos, Jonathan Soriano, Marc Muniesa czy Gai Assulin okazały się zbyt słabe na wymagania stawiane przez kibiców największego klubu świata. Inne nie otrzymały należytej szansy. W latach 2009-2013 niedoszły następca Puyola Andreu Fontas zagrał w 16 meczach. Jefrren w 34 (2006-2011), Oriol Romeu w dwóch (2010-2011). Bez większego żalu pożegnano Giovaniego Dos Santosa i Marca Crosasa. Znamienne, że żaden z wymienionych zawodników nie zrobił oszałamiającej kariery poza Camp Nou. Szczególnie Gai Assulin – zawodnik

,,

Pepa ciężko winić o cokolwiek. Człowiek, który zdobył 13 tytułów w trakcie czterech sezonów zasługuje na wieczną chwałę w sercach i umysłach wszystkich wyznawców barcelonizmu. mający tworzyć z Messim parę piłkarskich katów. Jednakże Izraelczyk po głośnym odejściu do pełnego petrodolarów Manchesteru City szybko poszedł na wypożyczenie do Brighton & Hove Albion by ostatecznie wylądować w Herculesie Alicante. Przy Busquetsie i Pedro celowo ominąłem Thiago Alcantarę, który kluczowym zawodnikiem dla Guardioli nie był nigdy. Najczęściej grał w meczach ze słabeuszami lub ogony przeciw potentatom. W latach 2010-2012 Alcantara 62 razy wychodził na boisko, z czego tylko ośmiokrotnie w spotkaniach Ligi Mistrzów.


28

ARTYKUŁ

Pokolenie TITO Vilanova odziedziczył po Guardioli jedną bardzo irytującą cechę – niechęć do robienia zmian. W ostatnich latach nasi ulubieńcy często spuszczali rywalom tęgie lanie prowadząc do przerwy 4:0. Praktycznie za każdym razem Guardiola i Vilanova na dokonanie zmian czekali do ostatniego kwadransa meczu pozostawiając na placu gry wymordowanego wieloma bojami Xaviego czy Iniestę. Poniższe przykłady spotkań, w których Barcelona wygrała mecz po kilkunastu bądź kilkudziesięciu minutach charakteryzują jak rzadko Vilanova korzystał z nowego narybku prosto z barcelońskiej szkółki. A to zaledwie cztery przypadki, choć z pewnością jest ich więcej:

Niewykorzystanie przez Guardiolę potencjału drzemiącego w Montoyi, Thiago czy Bartrze wyszło Barcelonie bokiem w lutym i marcu 2013 roku gdy Tito przebywał w Nowym Jorku, a posadę pierwszego trenera piastował Jordi Roura. Dotkliwe porażki z Realem Madryt czy AC Milan nie były dziełem przypadku: najbardziej doświadczeni zawodnicy nie wytrzymywali fizycznie trudów sezonu, przedłużonego przez zmagania m.in. w reprezentacji Hiszpanii. W godzinie próby Roura kompletnie zapomniał o młodych zawodnikach, którzy odciążyliby ledwo powłóczących nogami Xaviego lub Alvesa. W odstawkę poszedł nawet Cristian Tello – jeden z najlepszych debiutantów ostatnich lat.

1. kolejka Barcelona - Sociedad 5:1. Z ławki wchodzą: Pique, Iniesta i Villa. 9. kolejka – Rayo – Barcelona 0:5. Z ławki wchodzą: Alexis, Bartra (81 minuta) i Dos Santos (84 minuta) 13. kolejka – Levante – Barcelona 0:4. Z ławki wchodzą: Montoya za kontuzjowanego Alvesa (15 minuta), Adriano i Thiago (78 minuta) 14. kolejka: Barcelona- Bilbao 5:1. Z ławki wchodzą: Muniesa, Thiago i Song (wszyscy 74 minuta). Barca prowadziła 4:0 po 57 minutach.

Za kadencji Tito, Thiago Alcantara zagrał w 32 meczach – dużo, ale gdy spojrzy się na minuty, to ta liczba już nie jest tak imponująca. Reprezentant Hiszpanii przebywał na boisku przez 1698 minut, co daje średnio 53 minuty na mecz – nawet Alex Song grał dłużej – 1895 minut.

We współczesnym świecie praktycznie każdy wymaga od nas natychmiastowych rezultatów. W pracy, w szkole i na uczelni musimy osiągać odpowiednie wyniki na zawołanie. Czas to luksus, na który może sobie pozwolić naprawdę niewiele osób. W tym FC Barcelona – jedna z najpotężniejszych drużyn świata, klub kochany i nienawidzony przez setki milionów ludzi. Od kilku lat utrzymujący się na samym szczycie, osiągający wyniki o jakich jeszcze dekadę temu nikt nie marzył. A jak wiadomo – przebywanie na Mount Evereście dużo kosztuje – zdrowia, pieniędzy i nerwów. Tak jak u

Carlesa Puyola, który zagrał w zaledwie 22 meczach notując pod tym względem najgorszy wynik w karierze. Najwyższy czas pogodzić się z tym, że zdobywanie sześciu pucharów w jednym sezonie to jakaś anomalia, coś nienormalnego, co nie powinno mieć miejsca. Etap niezniszczalnego i nieomylnego Puyola, Xaviego czy Iniesty powoli dobiega końca. Czas się z tym pogodzić i poszukać ich następców, których wraz z odejściem Thiago nie widać.

Flash BlogFCB Lipiec 2013

Piotr Bera piotr.bera@blogfcb.com


Czy tylko ja mam od początku lipca deja vu? Od pierwszego dnia siódmego miesiąca roku, aż do nawrotu choroby Tito Vilanovy, czytać mogliśmy wypowiedzi typu: “Podoba mi się Thiago Silva”, “Jesteśmy nim mocno zainteresowani”, “Silva idealnie pasowałby do naszej filozofii”, “Brazylijczyk ma DNA Barcy”. I tak dzień w dzień. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, w końcu trwa sezon ogórkowy, kluby chcą ściągnąć do siebie jak najlepszych piłkarzy, ale w tym przypadku jest pewien problem. Prezes paryskiego klubu Nasser Al-Khelaifi, nie chce nawet słyszeć o możliwości sprzedaży swojego stopera.


30

FELIETON

serwował go i mu ufa. Dodatkowo transfer 24-latka nie powinien przekroczyć “gigantycznej” sumy transferu Davida Villi. To już jest jakaś alternatywa. Mam nadzieję, że Martino, będzie zaskakiwał podobnymi pomysłami nie tylko nas, ale i rywali.

1%

Na tym temat powinien się zakończyć. Barcelona jednak nie zrozumiała wyraźnego przesłania. “Nie sprzedamy Thiago Silvy za żadne skarby”, oznacza według Barcelony “Próbujcie. W końcu ulegniemy”. Naprawdę obawiałem się, że saga z Brazylijczykiem będzie trwać do samego końca okna transferowego. Zgadzam się, że stoper PSG, to obecnie najlepszy piłkarz na swojej pozycji. Pasuje niemal idealnie na następcę Puyola. Podobne warunki fizyczne, umiejętność liderowania całą linią obrony - ciężko o takich zawodników. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że Barcelona Vilanovy nie miała żadnego planu B. Były już trener Blaugrany widocznie uważał, że albo coś uda się według jednego schematu, albo nie uda się wcale. Mecze z Bayernem Monachium uświadomiły mi, że potrzeba nam obok wieżowca (czyt. Pique, Bartra), stopera szybkiego, który może nie potrafi włączyć się do ataku tak jak robi to Gerard, ale będzie czyścił wszystko przed naszą bramką. Ale temat Silvy wydaje się - dzięki Bogu - zamknięty. Oczywiście, chciałem, żeby powód rezygnacji z zawodnika zdobywców Pucharu Konfederacji, był inny, ale rzeczywistość jest jaka jest. Przychodzi nowy trener, z nowym pomysłem. Martino ma podobno już swojego wybrańca - Santiago Verginiego. I mimo, że polskie barcelonismo zadrżało, bo to “kompletny no name”, to ja mam inne spojrzenie na całą tę sytuację. Przypominam, że Silva przenosząc się z Brazylii do Włoch (konkretnie do Milanu), miał

Flash BlogFCB Sierpień 2013

już 25 lat! I co? Grać trochę umie. Ja obawiam się zupełnie innej rzeczy. Santiago to kolejny gigant. Ma 190 centymetrów z okładem. Co prawda nie obejrzałem ani jednego jego występu, ale obawiam się, że może mu zabraknąć kroku, dwóch lub trzech kiedy w pojedynku biegowym zmierzyć będzie się musiał z C.Ronaldo, albo, nie daj Boże, z Riberym. To jest jednak moje zdanie, które może być błędne. Tata przebywał z tym chłopakiem niemal codziennie. Ob-

A co słychać u rywali? Madryt po katastrofalnym poprzednim sezonie postanowił znów głęboko sięgnąć do kieszeni. Mimo, że kibice Królewskich śmieją się z naszej obrony (z  resztą słusznie), zapomnieli, że ich defensywa jest w takiej samej rozsypce. Ramos złapał formę a’la Pique. Genialne spotkania przeplata z fatalnymi. O postawie Pepe nie można powiedzieć absolutnie nic dobrego, dlatego spuśćmy na nią zasłonę milczenia. Dodatkowo sprzedany został Albiola, a Carvalho przeniósł się do Monaco. W ataku też lipa. Posiadanie genialnego C.Ronaldo zapewnia co prawda około 50 goli w sezonie, ale co z resztą. Higuain jest już w Napoli. Benzema jest najzwyczajniej w świecie na Real za słaby, a w końcu Real marzy o La Decimie. A o dziesiąty Puchar Europy z nieopierzonymi Moratą i Jese będzie bardzo ciężko. I kiedy wydawać by się mogło, że po transferach Isco, Casemiro i Illary, nasz największy rywal rzuci wszystkie swoje siły by wzmocnić obronę i środek ataku, Perez kolejny już rok z rzędu wali głową w londyński mur. Daniela Levy’ego szlag trafia już na samo słowo “Madryt”. Rok temu Tottenham oddał Królewskim Modricia, który grał raczej średnio, a teraz nie ma zamiaru pozbywać się swojego lidera - Bale’a.

50%


10%

Do tego duetu, dołączyć można także Davida Moyes’a i jego Manchester United. Szkot uparł się na Fabregasa, ale tu sytuacja jest dużo klarowniejsza. Po odejściu Thiago Cesc zdaje sobie sprawę, że już niedługo zastąpi Xaviego w roli lidera drugiej linii, dlatego sam stanowczo odmawia. Mimo to, Czerwone Diabły podsyłają kolejne oferty.

Prezydenci powinni też pamiętać, że ich celem nie jest tylko wystawianie i wysyłanie czeków, ale też utrzymywanie pozytywnego wizerunku klubu i dobrych relacji z rywalami. Dziś ci dwaj panowie bezskutecznie walą makówkami w mur, tylko rozdrażniając prezesów PSG i Tottenhamu. Żeby tylko w przyszłości, to się na nich nie odbiło.

Rosell i Perez nie rozumieją, że Barcelona i Real i tak są w  świecie futbolu, delikatnie mówiąc, nielubiane.

20%

Głową w mur

Adam Fattah adam.fattah@blogfcb.com


32

LA HISTORIA

Christo Stoiczkow - niepokorny geniusz Wiele razy już wspominałem, jak wielką sympatią i sentymentem darzę futbol lat ’90. Były to czasy wielkich piłkarzy jak Laudrup, Romario, Shearer, Zidane czy Ronaldo. Gdybym miał jednak stworzyć jednoosobową reklamę tego okresu, to z  pewnością mój wybór padłby na niepokornego Bułgara – Christo Stoiczkowa. Trudno o  bardziej wyrazistą postać tych lat. Anglia przeżywała

wybryki Cantony, a Katalonia miała Stoiczkowa – piłkarskiego geniusza, którego nikt nie postawiłby swojemu dziecku za wzór. W  czasach genialnych, ale niewyrazistych liderów Barcy – Xaviego, Iniesty czy Messiego, tęsknię jeszcze bardziej za takimi graczami jak Christo, zwłaszcza pod nieobecność Carlesa „lwie serce” Puyola. Widziałem klęski Barcelony jak pasillo zrobione Realowi w 2008r. czy zeszłosezonową kompromitację przeciwko Bayernowi. W oczach piłkarzy Blaugrany widziałem smutek, żal, jednak nie dostrzegłem tam choć iskry wściekłości lub żądzy rewanżu. Wirus Pepa Guardioli i będący jego konsekwencją boiskowy stoicyzm mają się więc jak najlepiej. Zapraszam do lektury na temat gościa, który jest dokładnym przeciwieństwem większości dzisiejszych graczy klubu FC Barcelona. Przed Państwem Christo Stoiczkow! Aby zrozumieć, jak wielką determinację i serce do gry miał ten napastnik, wystarczy przytoczyć jego boiskowe pseudonimy:Sztylet, Wściekły Byk, Wulgarny Bułgar, El Pistolero. Dzisiejszy kibic pewnie wyobraża sobie mieszankę Gennaro Gattuso, Diego Costy i  Mario Balotellego, czemu przyznaję zupełną rację. 4 maja 1990r. Johan Cruyff za 400 milionów peset sprowadził z  CSKA Sofia prawdopodobnie najbardziej

Flash BlogFCB Sierpień 2013

wyrazistą osobowość w historii klubu z Katalonii. Wiedział, co robi. Już wtedy Bułgar miał opinię wyjątkowego piłkarza i wojownika. Świat po raz pierwszy usłyszał o  nim po pamiętnym finału Pucharu Bułgarii, w którym zmierzyły się wrogie kluby z  Sofii:CSKA i  Levski. Po meczu rozpętała się bójka, w  której


uczestniczyli piłkarze i sztab szkoleniowy obu drużyn, a nawet sędziowie tego spotkania. 19-letni Christo był wyróżniającą się postacią w trakcie meczu, w  bójce po jego zakończeniu, a  także jakiś czas po meczu, kiedy to zdaniem piłkarzy Lewskiego wbiegł do ich szatni, wykrzykiwał w ich kierunku wulgaryzmy, a także powtarzał:”Puchar jest nasz! Puchar jest nasz!”. Za udział w incydencie został zawieszony na wiele miesięcy, ale to nie na wiele się zdało, ponieważ po odbyciu kary wypowiadał się w  mediach na temat władz ligi w sposób dalece niestosowny.

,,Skazali mnie ludzie, którzy nie mieli pojęcia o futbolu. Nigdy nie grali w piłkę. Nie odróżniali jej od arbuza” Christo Stoiczkow

reszcie zespołu. Z pewnością twórca Dream Teamu na początku lat ‘90 fazie miał wiele dylematów na temat Christo. Z  jednej strony był naprawdę szybkim i  skutecznym napastnikiem. Już w  pierwszym sezonie pobytu w  Katalonii trafił 21 razy do siatki w 38 meczach(podczas całej przygody z  Barceloną zdobył 118 goli w 254 meczach). Z drugiej strony stwarzał problemy z  powodu swojego zachowania; już w  pierwszym El Clasico wrzeszczał w  kierunku sędziego i nadepnął mu celowo korkiem na stopę. Stoiczkow po raz kolejny został zawieszony, lecz

Stoiczkow jednak grał na tyle dobrze(w tym przeciwko Barcelonie, w  półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów), że Cruyff podjął ryzyko sprowadzenia go do swojej drużyny. Jak się okazało, Bułgar szybko stał się jedną z najważniejszych postaci w  klubie, a  jego determinacja i waleczność służyły przykładem

,, Szybko zrozumiałem na czym polega rywalizacja Katalonia – Madryt. Trzeba wybrać, albo jesteś z nimi albo z nami. Jeśli trzymasz z Barçą, Real to twój wróg. Ja wybrałem Barcelonę ”

Christo Stoiczkow - niepokorny geniusz

mimo przymusowego 2-miesięcznego odpoczynku we wszystkich rozgrywkach, zdobył w tym sezonie Trofeo Pichichi. Obrońcy rywali, między innymi legenda Realu, Fernando Hierro, bardzo źle wspominali grę przeciwko „El Pistolero”. Podobno Stoiczkow korzystając z nieuwagi arbitra deptał, szczypał, kopał, pluł, mówiąc krótko idea fair play nie była jego życiowym celem. Jak sam mówił, na boisku nie miał rywali, tylko wrogów, a każdy mecz traktował jak ostatni w karierze. Jako piłkarz był w pełni świadom swojej klasy, jego ego wzrosło jeszcze bardziej w 1994r.,


34

LA HISTORIA

kiedy został Królem strzelców włoskiego Mundialu, a dziennikarze France Football wręczyli mu Złotą Piłkę. Czując się w  pełni zadomowiony w  Barcelonie nie wahał się krytykować samego Johana Cruyffa, który ówcześnie miał w  Barcelonie status porównywalny do tego, jak szanowało się Pepa Guardiolę przed odejściem. Na wieść o  zainteresowaniu Barcy Brazylijczykiem Romario Christo stwierdził, że wydawanie 500 milionów peset na obcokrajowca byłoby głupotą i że w tej sytuacji wolałby za własne pieniądze kupić innego gracza(nieprzypadkowo wybór padł na jego przyjaciela, Lubo Peneva). Innym razem krytykował Cruyffa za wystawanie w składzie swojego syna, Jordiego. Jak się okazało, klub cenił bardziej holenderskiego szkoleniowca, niż Bułgara, co skończyło się jego transferem do Parmy w sezonie 1995/96. Rok później wrócił, pogodził się z grą w cieniu innego Brazylijczyka, Ronaldo, jednak już rok później popadł w  kolejny konflikt z Luisem van Gaalem i znów musiał opuścić klub. Nie zmieniło to jego wielkiej miłości do Katalonii i klubu FC Barcelona, czego dowodem może być fakt wywieszenia Senyery na balkonie hotelu, w którym mieszkał wraz z  reprezentacją Bułgarii

podczas Mundialu ’98 oraz późniejsze wypowiedzi w mediach, osądzające źle wykonującego swoją pracę Van Gaala czy jak zawsze krytykujące wszystko, co miało związek z madryckim Realem. Dziś mieszka w Barcelonie i przyjaźni się z Cruyffem i Laportą, którego wspierał w  wyborach prezydenckich w 2003r.

Trudno obok Stoiczkowa przejść obojętnie. Można podziwiać jego atomowe strzały, szybkie rajdy i piękne gole lub nienawidzić za niesportowe zachowanie. Zdaniem Johana Cruyffa każdy zespół powinien mieć w szatni przynajmniej jednego takiego gracza, słowa te potwierdza Diego Simeone, szkoleniowiec Atletico Madryt, w odniesieniu do Diego Costy. Pewne jest to, że barcelonismo zapamiętało Christo Stoiczkowa jako stuprocentowego cule, który w  każdym meczu dawał z  siebie wszystko dla drużyny, którą kocha. Pewien dziennikarz napisał kilka lat temu napisał felieton „Messi jest psem”, twierdząc, że Leo jest przedstawicielem wymierającego gatunku wśród piłkarzy, ponieważ walczy do końca, nie symuluje i  ma niekończącą się obsesję futbolu. Wydaje mi się, że Christo należał do tego samego gatunku, po prostu był niepokornym rottweilerem, który nie przebierał w  środkach, nie udawał, że kogoś lubi, gdy było inaczej i nie kalkulował. Żywa skamielina futbolu. Nazar Smereczański nazar.smereczanski@blogfcb.com

Flash BlogFCB Sierpień 2013


Wyruszamy

w podr贸偶 po Katolonii!

Ca taO

lga


36

CATAOLGA

W poprzednim numerze Flasha zapowiadałam Wam, drodzy Czytelnicy, początek serii felietonów. Cykl CataOlga będzie próbą przedstawienia Katalonii taką jaką jest - piękną, krnąbrną krainą z bogatą historią pisaną przez walecznych ludzi, oddanych bez reszty swojej ziemi. Lecz zanim zajmiemy się zawiłością dziejów, musimy umiejscowić tę krainę na mapie. Katalonia leży na północnym wschodzie Hiszpanii i rozciąga się na terytorium ponad trzydziestu dwóch tysięcy kilometrów kwadratowych, na którym mieszka przeszło siedem milionów mieszkańców. Tyle w gestii statystyk. Jest to region dalece wykraczający poza wszelkie miary znane zwykłym śmiertelnikom. Matka natura obdarzyła Katalonię wyjątkową, jak na Półwysep Iberyjski, różnorodnością krajobrazu. Katalonia bowiem ma do zaoferowania ponad pięćset kilometrów wybrzeża: Costa Brava słynie z pięknych plaż tłumnie odwiedzanych przez turystów z całego świata, przez co turystyka, a dokładnie przemysł hotelarski jest silnie rozwinięty w tej części Hiszpanii. Miłośnicy pieszych wędrówek także nie mogą narzekać, bo to właśnie górzysty krajobraz jest charakterystyczny dla Katalonii. W północnej części krainy rozciąga się pasmo Pirenejów, gór oddzielających Półwysep Iberyjski od reszty kontynentu - szczyty przekraczają wysokość 3000 metrów, przez co są także nie lada gratką dla miłośników białego szaleństwa. W górski pejzaż wkomponowany jest masyw Montserrat, miejsce skąd roztacza się zapierający dech w piersiach widok na

Katalonię. Warto poświęcić cały dzień na pobyt w tym miejscu, wjechać kolejką na szczyt, by następnie rozpocząć spacer po charakterystycznych, przypominających dziecięce klocki, skałach. Można to zrobić w sposób czysto amatorski, jak również z użyciem odpowiedniego sprzętu.

Matka natura obdarzyła Katalonię wyjątkową, jak na Półwysep Iberyjski, różnorodnością krajobrazu. Katalonia bowiem ma do zaoferowania ponad pięćset kilometrów wybrzeża (...)

Jeśli spojrzymy na mapę Katalonii, tę polityczną, zobaczymy mnóstwo granic - dziwne jak na kraj, który tak bardzo walczy o jedną tylko granicę - tę oddzielającą od Hiszpanii. Skąd wzięły się owe granice? Otóż bezduszne władze hiszpańskie dokonały w połowie XIX wieku podziału terytorialnego swoich granic. Nie liczyło się dla nich nic, nawet uwarunkowania lokalne. Katalonia jest autonomiczną jednostką podzieloną, podobnie jak Hiszpania, na mniejsze prowincje. Wyróżniamy cztery - Barcelona, Tarragona, Girona i Lleida, których nazwy pochodzą od stolic tychże prowincji. Największą jest Barcelona zamieszkiwana przez blisko pięć milionów ludzi. Każda z czterech prowincji katalońskich dzieli się na komarki, które jednak nijak się mają do kulturowych, geograficznych czy społecznych czynników. Są to jedynie sztywne ramy wyznaczone przez władze państwa. Co warto jednak zaznaczyć, to fakt, że porównując katalońskie komarki z ich odpowiednikami w innych wspólnotach, te mają bardziej rozległe kompetencje w sprawowaniu władzy. Jeśli chodzi o urbanizację, to nie samą Barceloną Katalonia żyje. Niewątpliwie jest to imponujące miasto, pełne


interesujących zabytków, lecz w głębi lądu także czekają na nas perełki. Nastrojowe, średniowieczne miasteczka urzekają swą tajemniczością, odnosi się wrażenie jakby czas się tam zatrzymał i życie upływało pod dyktando praw natury. Wyjątkowo urokliwe są, coraz rzadziej występujące, wioski rybackie. Rybołówstwo nie jest już główną gałęzią katalońskiego przemysłu, więc miejscowości, które kiedyś pełne były kutrów rybackich, teraz są pełne hoteli, klubów i wszystkich innych atrakcji spieszących zaspokoić zachcianki turystów. Do niedawna, a dokładnie do 2008 roku, kiedy to Europa, a także Hiszpania zaczęły odczuwać negatywne skutki kryzysu, hotele i prywatne apartamenty były rozchwytywane jak świeże bułeczki. Niemcy i Anglicy tłumnie przybywali bądź na wakacje, bądź osiedlali się tu na stałe, by w idealnym klimacie spędzać złote lata emerytury. Mieli ku temu fantastyczne warunki, gdyż Katalonia leży w strefie klimatu podzwrotnikowego, umiarkowanie wilgotnego. Oznacza to, że oprócz słonecznego wybrzeża ma również do zaoferowania bogatą florę. Katalonia jest regionem bardzo zróżnicowanym przyrodniczo. Znajduje się tu czternaście parków naturalnych i wiele więcej niezarejestrowanych terenów zielonych. Najbardziej znanym parkiem narodowym jest Aigüestortes. Wiedząc już gdzie znajduje się Katalonia, możemy ruszać w naszą wirtualną podróż. Oczami wyobraźni przenieśmy się do miejsca, gdzie słońce świeci praktycznie zawsze, a pogoda zimą jest niczym najłaskawsza polska jesień. Stańmy na wzgórzach katalońskich szczytów, wsłuchując się w szum morza. Dopiero teraz jesteśmy

należycie przygotowani, by dowiedzieć się o największym skarbie Katalonii, o jej mieszkańcach. Jak już wspomniałam, w Katalonia ma około 7 milionów obywateli. Jednak Katalończycy rozsiani są po całym globie – w dużych grupach znajdziemy ich we Francji (300 tys.), Argentynie (170 tys.), Meksyku, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Andorze czy we Włoszech. Skupmy się jednak na tych, którzy zamieszkują swój kraj. Większość z nich to zadeklarowani katolicy, jednak pośród Katalończyków znajdziemy też ateistów i agnostyków. W Katalonii używa się oczywiście języka katalońskiego, ale na ulicach tamtejszych miejscowości nie powinno być problemów przy porozumiewaniu się w hiszpańskim czy francuskim.

Olga Juszczyk olga.juszczyk@blogfcb.com

Polacy to, według stereotypu, złodzieje i pijacy, Włosi to nieźli kochankowie, Niemcy są dokładni, a Hiszpanie mają temperament. A jak jest z Katalończykami? Otóż oni są niezwykle uparci. Naród ten cechują dążenia narodowo-wyzwoleńcze i silne aspiracje do uzyskania największej autonomii spośród obecnych prowincji Hiszpanii, czy ostatnio nawet ogłoszenie całkowitej niezależności. W 2006 roku Katalończycy dopięli swego i zostali uznani za osobny naród, co poparli w referendum. Jeśli więc będziecie w Katalonii, to pamiętajcie – to nie Hiszpanie, tylko dumni Katalończycy! Ale o tym, w następnej odsłonie CataOlgi.


notichampions.com

SYMBOL

SUKCESU - Zwycięstwo nad Bayernem byłoby symbolem sukcesu w nowym sezonie - powiedział na konferencji prasowej zorganizowanej tuż przed meczem o Superpuchar Niemiec, obrońca Borusii Dortmund, Mats Hummels. Mecz na Signal Iduna Park pokazał, jak wiele jeszcze pracy na treningach musi wykonać Pep Guardiola ze swoim zespołem.

Piłkarze Borussi Dortmund dumnie podnieśli w górę puchar za zwycięstwo pierwszego prestiżowego trofeum w tym sezonie. Ma 53 cm wysokości i waży 5,5 kg. Superpuchar Niemiec został zdobyty. A w świat popłynęła ważna wiadomość. Wielki Bayern Monachium z wielkim Pepem Guardiolą nie są nie do pokonania. Naturalnie, że nas cieszy wygrana pierwszego trofeum w tym roku - powiedział Roman Weidenfeller. - Bardziej chyba niż gdybyśmy wygrali Ligę Mistrzów. 25 maja w Londynie, to Bayern triumfował zdobywając Puchar Europy (2:1), aby później wygrać jeszcze DFB-Pokal. W sezonie 2012/2013 Bawarczycy zdobyli także szczyt tabeli niemieckiej Bundesligi, co łącznie zapewniło im trzy wielkie tytuły w jednym sezonie. Spektakularny sukces, jeszcze przed nadejściem "ery Guardioli". Po odejściu Juppa Heynckesa, katalońska miotła nie miała zbyt wiele do sprzątania. Po pozyskaniu przed zakończeniem sezonu Mario Goetzego, a następnie iago Alcantary, w serca i rozumy monachijskich kibiców wlano hektolitry nadziei, na co najmniej powtórzenie sukcesów Heynckesa.

Flash BlogFCB Sierpień 2013

Pod słońcem Dortmundu Biała, elegancka koszula Pepa Guardioli była mokra pod pachami od potu. Męczył się nie tylko trener, ale także i zawodnicy. Upał był niemiłosierny, a Bayern od 6. min przegrywał na westwalskim stadionie 1:0, po bramce zdobytej w ekwilibrystyczny sposób głową przez Marco Reusa. Podczas krótkich pauz na uzupełnienie płynów, Guardiola instruował swoich piłkarzy jak mają się jeszcze lepiej zachowywać na boisku po stracie bramki. Emocjonalne zachowanie trenera Dumy Bawarii w trakcie trwania spotkania jakby znalazło swoje ujście podczas dość nietypowej sceny, kiedy podczas rozmowy z zawodnikami w pewnym momencie, ni z tego, ni z owego wypalił liścia na twarz iago Alcantary, który być może nie do końca zgadzał się z rolą jaką przydzielił mu trener. Takie zachowanie nie jest niczym nowym w wykowyko naniu byłego szkoleniowca Blaugrany. Tak było w Barcelonie, kiedy "ciosy" otrzymywali tacy gracze jak Leo Messi, Cesc Fabregas, Dani Alves czy Bojan Krkić. Na jednym z "bawarskich" treningów, tyłek Arjena Robbena także przekonał się jak bolesny potrafi być kopniak bossa. - Dobrze przepracowaliśmy okres przygotowań przed startem Bundesligi. Przynajmniej tak myśleliśmy. Okazało się zupełnie co innego. Musimy pracować jeszcze ciężej, aby za parę dni wyglądać jeszcze lepiej - powiedział po spotkaniu kapitan Bawarczyków Philipp Lahm. Tak oto swoją opinię na temat spotkania wyraził Pep Guardiola. - Mógłbym być zadowolony z naszego występu i podejścia, gdyby nie to, że dziś stanęliśmy naprzeciw lepszej drużyny. Do rozpoczęcia Bundesligi zostało nam 10 dni i w tym czasie zamierzamy wyeliminować przytrafiające się błędy. To porażka, którą musimy przyjąć, a naukę

wziąć sobie do serca. Ogólnie jednak zagraliśmy dobrze. Po przerwie zdołaliśmy wrócić do meczu i doprowadzić do wyrównania, ale po kilku kolejnych minutach Borussia prowadziła już 3:1. Ponownie złapaliśmy kontakt, jednak przy wyniku 4:2 było po sprawie. iago potrzebny, czyli... niepotrzebny Guardiola chciał z polotem wbić się w sezon i pokazać na co stać jego zawodników. Wystawił silną "jedenastkę", która jednak wyraźnie straciła na jakości pod nieobecność Francka Ribery'ego i Manuela Neuera. W obronie zabrakło Dantego, a wystawienie strzelca samobójczej bramki Van Buytena, było chyba zbyt grubym nieporozumieniem? Pomysł Guardioli na wystawienie Alcantary tuż przed linią obrony, to kolejna kula w płot. Bayern posiada mega kadrę z takimi klasowymi pomocnikami jak Gustavo, Martinez, Schweinsteiger, Kroos, Ribery, Robben, Mueller, Shaqiri i Goetze. iago kosztował blisko 22 mln ale na razie jednak nie klei mu się gra z kolegami. Pep sprawdza - metodą prób i błędów, możliwości jakie drzemią w każdym z zawodników indywidualnie, oraz jak spójni są jako drużyna. Heynckes stosował w swoim zwycięskim sezonie system rotacji na pozycjach, Guardiola postawił na częste wymiany nawet czterech lub pięciu zawodników

Tego typu praktyki odbijają się czkawką w Barcelonie do dziś. Do tego panujące tam do tej pory przekonanie, że ważniejsze od wygranej jest posiadanie piłki. Nudne klepanie piłki kosztem zdobyczy bramkowych? Bzdura. Bzdura. Po trzykroć bzdura!


sportklub.pl

w trakcie meczu. Taka taktyka wydawać by się mogła zrozumiałą. Katalończyk chce znaleźć takie punkty na boisku, w których gracze w każdym spotkaniu będą dawali z siebie 200% zaangażowania. O ile pomysł Guardioli na brak "stałej jedenastki" odpowiada do tej pory dyrektorowi sportowemu Matthiasowi Sammerowi, o tyle już Uliemu Hoenesowi nie specjalnie. – Nie zgadzam się z taką taktyką (eksperymentowanie składem przyp.aut). Siłą drużyny jest jej zgranie. Uważam, że siedmiu, ośmiu piłkarzy powinno mieć pewne miejsce w jedenastce. Wymienianie za każdym razem graczy wygląda na zbyt skomplikowane i może nie pomóc tej drużynie - wyraził swoje obawy prezes monachijskiego klubu. Nadmiar "dobra" w zespole sprawia, iż Pep wyraźnie ma problemy z obsadą stanowisk. Jak ważny jest choćby Ribery podczas ustalania wyjściowego składu, doskonale wie hiszpański szkoleniowiec Gwiazdy Południa. - Ma ogromne serce i jest w pełni wykwalifikowanym graczem. To Carles Puyol tego zespołu - powiedział Guardiola. Cieszę się, że tak widzi mnie trener. Trenuję jeszcze silniej, każdego dnia nabieram coraz większej ochoty, aby wystartować lepiej jak w poprzednim sezonie. Lecz niezależnie od tego, co kierowało byłym trenerem Barcelony, już stawianie na iago i to na początkowym etapie prowadzenia niemieckiego zespołu, jest pewnym niedopatrzeniem. Od początku nie byłem za sprowadzeniem na Allianz Arena syna Mazinho. Nie żebym był jakimś wybitnym fachowcem, ale niemal od razu zauważyć daje się pewna "niedogodność" dla innych graczy. Przejście iago z Barcelony niemal natychmiast zaburzyło pewną hierarchię w zespole.

Umiejętności oraz talentu byłego piłkarza Barcelony nie odmawiam, ale z drugiej strony, czy ostatnio wybrany Piłkarzem Roku w Niemczech Bastian Schweinsteiger pogodzi się z utratą miejsca w składzie na rzecz 22-letniego młodziana? Przy opcji przeniesienia Hiszpana z brazylijskim paszportem do przodu, ucierpi z całą pewnością ktoś z czwórki Götze, Kroos, Robben, Mandzukić. To zawodnicy o uznanej marce, nie tylko na niemieckim, ale również światowym rynku. Czy zgodzą się usiąść na ławce, na rzecz „tylko” utalentowanego piłkarza? Rysy na wazie Na pięknej wazie Bayernu powoli zaczynają pojawiać się rysy. Zgrzyty na linii trener-zawodnicy bądź trener-dyrektor sportowy wcześniej czy później pojawią się, jeśli Guardola zacznie stosować praktyki i kultywować przyzwyczajenia z Barcelony. Mówię tu choćby o sytuacji, w której Javier Mascherano przesunięty został do obrony (w Bayernie tak postąpiono z Martinezem), brak w zespole klasycznego stopera i nagminne upieranie się na transfery graczy ofensywnych (Götze, Alcantara). Tego typu praktyki odbijają się czkawką w Barcelonie do dziś. Do tego panujące tam do tej pory przekonanie, że ważniejsze od wygranej jest posiadanie piłki. Nudne klepanie piłki kosztem zdobyczy bramkowych? Bzdura. Bzdura. Po trzykroć bzdura! Pozostając fanem Guardioli, ale jednak obiektywnym, nie pokuszę się mimo wszystko o bardziej zdecydowaną ocenę jego pracy na początku sezonu, moim zdaniem najwybitniejszego trenera w ostatnim czasie zwłaszcza, że nikt nie twierdził iż w Monachium Hiszpan będzie miał z górki. Otrzymał jednak od Heynckesa niemal na talerzu gotowy produkt, opatrzony najwyższą klasą jakości. Zadanie było pozornie proste i cel na początek sezonu jeden: niczego nie spieprzyć.

Symbol sukcesu

– Oczywiście zdobywanie tytułów jest wspaniałe, ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi powiedział Guardiola. Stawiam pytanie: to o co chodzi? To ja poproszę o numer telefonu do tego dilera. Co oni tam w tej Hiszpanii palą, że później w niemieckiej prasie czytamy "kwiatki", przy których wypowiedzi prezesa PIS-u to pikuś? Xavi po przegranym dwumeczu z Bayernem w Lidze Mistrzów (0:7) powiedział, że jego drużyna była lepsza, bo dłużej utrzymywała się przy piłce(?!). Zmiana systemu z 4-2-3-1 Heynckesa na 4-1-4-1 Guardioli wywołuje coraz więcej kontrowersji. Sammer mówił o "nowej erze", która istnieje jednak jedynie na papierze. Śmiało swoje niezadowolenie okazują tacy piłkarze jak Martinez, Mandziukić, czy Schweinsteiger. Z przyjścia Guardioli chyba najbardziej zadowoleni są Robben i Ribery. Lahm i Neuer póki co, też nie rozwiązują języków. Wracając krótko do Holendra, to wydaje się on być zachwyconym wszystkim, co się dzieje wokół zespołu: – To jest najlepszy zespół, w jakim kiedykolwiek grałem. Trener wprowadza nowe rzeczy. To nas odświeża i sprawia, że nie staniemy w miejscu. Przed nami wiele meczów, długi sezon i potrzebujemy wielu graczy na wysokim poziomie. Życzę Guardioli jak najlepiej. Bo jak zacznie zdobywać tytuły, zamknie usta wszystkim tym, którzy nie nadążają za jego ideami. Ale do tego nie wystarczy zagrać paru meczów w mniej prestiżowych pucharach, które stanowią jedynie preludium dla kibiców przed wszystkim tym, co czeka Bayern Monachium w trakcie 51-sezonu Bundesligi i piłkarskich świąt podczas europejskich oraz kontynentalnych pucharów.

Maciej Ryszka, Schemmerberg, Niemcy maciej.ryszka@blogfcb.com


40

ARTYKUŁ

Koleżanka Marysia napisała ostatnio na blogu notkę pod tytułem “Na pewno wiecie, komu kibicujecie?”. Takie samo pytanie powinni zadać sobie również

kibice Realu Madryt.

Czy GA


ALACTICOS

byli tacy

GALAKTYCZNI? Kiedy zaczynamy interesować się piłką nożna, próbujemy znaleźć sobie piłkarza czy też drużynę, którą zamierzamy wspierać. Zazwyczaj kierujemy się obecną modą na dany zespół. Nie inaczej było ze mną. Gdy ja zacząłem swoją przygodę z futbolem, wszyscy mówili wyłącznie o Ronaldinho, więc nie chciałem być gorszy od rówieśników i także kibicowałem Barcelonie. Czy to jest sezonostwo? Chyba nie, bo Katalończykom kibicuje od gola Rooniego z Chelsea w 2005r. i kiedy dostawaliśmy łomot 4-1 od Realu i robiliśmy im szpaler, jakoś nie przestałem Barcy wspierać. Pośród osób starszych próżno szukać sympatyków Blaugrany, większość kibicuje Realowi. A dlaczego? Bo oni wychowali się na erze “Galacticos”. Zazwyczaj osoby starsze lubią wypomnieć młodszym swój wiek, a jeśli jest to fan “Los Blancos”, który pamięta czasy Zizou, Beckhama czy

Figo, to zapewne powie coś w stylu: “Ee tam, za moich czasów to był Wielki Real. Laliśmy każdego, a ta Barcelona to nam do pięt nie dorastała i grała w Pucharze UEFA. “ Prawdą jest, że za Gasparta potęgą nie byliśmy, ale czy tamten Real był na tyle dobry, by nazywać go “galaktycznym”? Umownie erę Realu zacząć można od roku 2000. Wtedy to zdobyli Ligę Mistrzów oraz ściągnęli do swojego zespołu pierwszą gwiazdę, Luisa Figo. Za 56 milionów dolarów postanowił przejść do największego wroga i jednocześnie stał się najdroższym zawodnikiem świata. Przyjście Portugalczyka dało Realowi Madryt 28. mistrzostwo ligi. Za drugim i trzecim miejscu znaleźli się kolejno Deportivo i Mallorca, a tuż poza podium rozgrywki zakończyła Barca. Mimo braku sukcesu końcowego, to do FCB należały rekordowe zwycięstwa


42

ARTYKUŁ

na wyjeździe (0-6 z Realem Sociedad) i u siebie (7-0 z Athletikiem Bilbao). Co ciekawe, w sezonie 2000/2001 nie było ani Sevilli, ani Atletico Madryt, które rok wcześniej spadły do Segunda Division. W Pucharze Króla stołeczni odpadli już w  1/32 finału, gdzie ulegli 2-1 Toledo z Segunda B. Barcelona zakończyła swój udział wtedy w  półfinale, gdzie nie dała rady Celcie Vigo. W Lidze Mistrzów Real odpadł w półfinale z Bayernem Monachium, późniejszym tryumfatorem. Barca z kolei zakończyła na pierwszej fazie grupowej (wtedy jeszcze rozgrywano dwie fazy grupowe). W jej grupy wyszło Leeds United (półfinalista) oraz AC Milan. Wiadomo, że mistrzostwo jest pełne, kiedy pokona się odwiecznego rywala. Tym razem tego świadkami nie byliśmy, bowiem na jesień “Galacticos” przegrał w Katalonii 2-0 (gole Simao i Luisa Enrique) a u siebie zaledwie zremisował (2 gole Raula i Rivaldo). Sezon 2001/2002 Real zaczął od sprowadzenia Zinedine Zidane’a za 73,5 miliona euro z Juventusu Turyn. Sezon sportowy rozpoczęto Superpucharem Hiszpanii, który “Królewscy” wygrali w dwumeczu z Realem Saragossa. Sprowadzenie Francuza nie spełniło jednak oczekiwań kibiców. Real zakończył sezon na trzecim miejscu ze stratą dwóch punktów do Deportivo (wicemistrza) i  dziewięciu do Valencii (mistrza). Barcelona po raz kolejny zakończyła sezon tuż poza “pudłem”, tracąc dwa “oczka” do klubu ze stolicy. W Pucharze Hiszpanii dopiero w  finale przegrali z  Deportivo La Coruna. Co więcej, przegrali ten finał na Estadio Santiago Bernabeu. Barca z kolei już w 1/32 odpadła z Figueres. Brak trofeów na krajowym podwórku Realem zrekompensował w Lidze Mistrzów. W I fazie grupowej nie dał szans Anderlechtowi Bruksela, Lokomotiwowi Moskwa i AS Romie. Barca również wygrałą swoją grupę i zajęła pierwsze miejsce przed Bayerem Leverkusen, Olimpiquem Lyon i Fenerbahce Stambuł. II faza grupowa to także popis dwóch hiszpańskich klubów. Barca zostawiła w tyle Galatę, Romę i Liverpool, a Real FC Porto Spartę Praga i Panathinaikos Ateny. W 1/4 Real ograł obecnego tryumfatora Ligi Mistrzów, Bayern Monachium. Barcelona poradziła sobie z grupowym rywalem “Los Blancos”, Panathinaikosem. W półfinale doszło do wielkiego El Clasico. W pierwszym meczu, na Camp Nou, Madrytczycy wygrali 2-0 po golach Raula i McManamana. Na Bernabeu był remis i to Real zagrał, a właściwie ograł, w finale Bayer Leverkusen. W ligowych “Klasykach” Barcelona musiała uznać wyższość rywala na Bernabeu, gdzie poległa 0-2. U siebie stać ją było na co najwyżej remis. Przygotowania do sezonu 2002/2003 to przede wszystkim sprowadzenie Ronaldo z Interu Mediolan za 45 milionów euro. Na sukces nie trzeba było długo czekać,

Flash BlogFCB Sierpień 2013

gdyż rozgrywki zaczęto od Superpucharu Europy. Tam pokonali Feyenoord Rotterdam 3:1. W lidze także nie mieli sobie równi. Zostali mistrzem Hiszpanii, mając dwa punkty przewagi na drugim Real Sociedad. Sezon ten był porażką Barcy w lidze. Katalończycy zajęli dopiero 6. miejsce w krajowych rozgrywkach. W Pucharze Króla Real dotrwał do ćwierćfinału. Tam w pierwszym meczu zremisował z Mallorcą 1-1, by później na wyjeździe zebrać lanie 0-4. Klub z Balearów w tamtym sezonie wygrał Puchar Króla, co oznaczało, że oba klubu ponownie spotkają się w przyszłym roku w Superpucharze Hiszpanii. Barca po raz kolejny nie przeszła 1/32 i nie dała rady Noveldzie. Liga Mistrzów była o tyle ważna dla “Królewskich”, ponieważ chcieli, jako pierwsi w historii, ją obronić. Jak wiadomo nie udało im się to. W półfinale odpadli z Juventusem Turyn, który później przegrał w finale z AC Milanem. Z Juve w ćwierćfinale odpadła z kolei “Duma Katalonii”. W El Clasico padały dwa remisy, na Camp Nou nie padły bramki, a na Bernabeu gole strzelali Ronaldo i Luis Enrique. Tradycyjnie już przed kolejnym sezonem przyszła kolejna gwiazda. W 2003r. do Madrytu przyszedł David Beckham z Manchesteru United. Klub z Old Trafford otrzymał za ten transfer 37,5 miliona euro. Sezon Real znowu zaczął od Superpucharu Hiszpanii. W  dwumeczu wygrał 4-2 z Mallorcą i wziął tym samym rewanż za odpadnięcie z  zeszłorocznej edycji Pucharu Króla. Wielkie nazwiska i superpuchar. To miał być sezon Realu. W lidze Madrytczycy dali ogromną plamę. Czwarte miejsce- oto ich pozycja. Wielcy “Galacticos” poza podium. Sensacyjnym mistrzem została Valencia. Za nią na drugim miejscu Barca a na trzecim Depor. Co ciekawe, Realowi zabrakło trzech punktów do wicemistrzostwa i ośmiu do tryumfu. W Pucharze Hiszpanii przegrali w finale 3-2 po dogrywce z Realem Saragossa, który wcześniej wyeliminował w ćwierćfinale Barcelonę. W Lidze Mistrzów, zreformowanej, w której nie było już dwóch faz grupowych, Real wygrał grupę, nie notując

porażki. W 1/8 finału podopieczni Carlosa Queiroza odprawili z  kwitkiem Bayern Monachium, lecz w  ćwierćfinale nie dali rady AS Monaco, które awansowało do finału, ale przegrało go z FC Porto prowadzone przez Jose Mourinho. Bilans ligowych “Klasyków” nie wskazał drużyny lepszej w bezpośrednich starciach, bowiem i Real, i Barca przegrały u siebie 1-2. Sezon 2004/2005 również zaczęto od transferu. Po raz kolejny zaczerpnięto wzmocnień z  Wielkiej Brytanii. Formację ofensywną wzmocnił Michael Owen. Klub przelał na konto Liverpoolu 12 milionów euro. W lidze pierwszy raz od dłuższego czasu mistrzostwo zdobyła Barcelona, mając cztery punkty przewagi nad odwiecznym rywalem. W  Pucharze Króla “Los Merenques” odpadli w  1/16 finału z  Realem Valladolid. Barca fazę wcześniej także pożegnała się z rozgrywkami o Puchar Hiszpanii, przegrywając z Gramenet. W Lidze Mistrzów hiszpańskie giganty wyszły z  grupy z  drugich miejsc. Przed Realem w  grupie był Bayer Leverkusen. Wielkiemu Realowi strzelił gola nawet Jacek Krzynówek. Barca z kolei nie dała rady być wyżej niż Milan. Swój udział w europejskich pucharach i  Real, i  Barca skończyły w  ćwierćfinałach. W  El Clasico u siebie Barcelona wygrała 3-0 (gole strzelali Eto’o, Ronaldinho


i van Bronckhorst). Z kolei w Madrycie lepszy był Real (Owen, Zizou, Ronaldo, Raul - Eto’o, Dinho). Sezon 2005/2006 był przełomowy, ponieważ po raz pierwszy nie ściągnięto żadnej wielkiej gwiazdy do Madrytu, a  wręcz przeciwnie, sprzedano aż dwie. Za 25 milionów euro do Newcastle United odszedł Michael Owen oraz pozbyto się Luisa Figo, który za darmo odszedł do Interu Mediolan. Sprzedaż tych dwóch graczy nie okazała się zbyt trafna, bowiem mistrzostwo obroniła Barcelona. Realowi zabrakło aż 13 punktów do zdobycia tytułu. Co więcej, gdyby miał tylko 3 punkty mniej, znalazłby się na 5. miejscu. Lecz nie ma co gdybać i porozmawiajmy o kolejnych faktach. Faktem jest, że w tym samym sezonie w Pucharze Króla wielcy “Galacticos” doznali najbardziej zawstydzającej porażki. W  ćwierćfinale Pucharu Hiszpanii Barca odpadła z Realem Saragossa, która w półfinale zmierzył się właśnie z “Los lancos”. W Saragossie Real przegrał aż 6-1! Zidane, Ronaldo, Robinho, Beckham, Carlos, Ramos, Casillas - te nazwiska nie zatrzymały bardzo dobrej wówczas Saragossy. Cztery gole Ikerowi władował Diego Milito, kolejne dwa Ewerthon. Honor uratował Julio Baptista. W rewanżu Real zerwał się do odrabiania strat, lecz wygrana 4-0 nie okazała się wystarczająca. Sezon 2005/2006 był o tyle gorszy, że na “Królewskich” spadła klątwa 1/8 finału Ligi Mistrzów. Na tym poziomie odpadli oni z Arsenalem Londyn. Ten sezon uznawany jest za schyłek ery “Galacticos”, koniec rządów Zidane’a, Ronaldo czy Beckhama. Porażka 0-3 na Bernabeu z Barceloną tylko utwierdziła ludzi w przekonaniu, że czas tych wielkich już nastąpił. Na Camp Nou Real dał radę zremisować. Choć w 2006r. grał jeszcze Beckham, Ronaldo i Carlos, to katastrofalny wręcz sezon sprawił, że po sezonie 2005/206 nastąpił symboliczny koniec ery “Galacticos”. W sześć lat sześć trofeów: 2x mistrzostwo Hiszpanii, Liga Mistrzów, 2x Superpuchar Hiszpanii i Superpuchar Europy. To na pewno znaczy wiele, ale czy wystarczająco, by nazywać ich najlepszą drużyną w historii? Czy ‘galaktycznymi’ nazywa się tych, którzy kończą ligę na czwartym miejscu? Czy ‘galaktycznymi’ nazywa się tych, co przegrywają 1-6 z Realem Saragossa? Czy ‘galaktycznymi’ nazywa się tych, zbierają manto 0-3 od odwiecznego rywala? Śmieszy mnie, kiedy ktoś mówi, że “Pep Team” nie dorasta do pięt “Galacticos”. Kiedy Pep przegrał różnicą pięciu, czterech a nawet trzech goli w Barcelonie? Nigdy! Tylko dwa razy zdarzyło mu się przegrać różnicą dwóch goli (3-1 z Interem i 2-0 z Herculesem). Więc ty, kibicu drogi, kiedy będziesz chciał powspominać wielkie zwycięstwa “Galacticos” i będziesz chciał powiedzieć, że lepszej drużyny nie było, pomyśl również o ich wielkich porażkach.

Czy Galacticos byli tacy galaktyczni?

Adam Wielgosiński adam.wielgosinski@blogfcb.com


44

OKIEM RYWALA

Garnitur szyty na miarę Letnie zakupy Włocha na rynku transferowym pokazują, jaką wizję taktyczną zamierza wprowadzić w swoim nowym zespole. Włodarze „Królewskich” wydali sporo pieniędzy na sprowadzenie na Santiago Bernabeu Isco i Asiera Illaramendiego, ale oba te transfery z całą pewnością były przemyślane. Młodzi Hiszpanie to zawodnicy bardzo dobrze czujący się z piłką przy nodze, a przy okazji potrafiący grać z pierwszej piłki. Dokładając do tego chociażby Mesuta Özila i Lukę Modricia wszystko zaczyna się układać w jedną, spójną całość. „Królewscy” mają „dusić” rywali na ich połowie, rozgrywając piłkę na 30. metrze przed ich bramką i szukając okazji do dobrej centry lub prostopadłego podania w pole karne. Mając w swoich szeregach tak świetnych rozgrywających, jak Özil, Isco czy Modrić, napastnicy Realu Madryt powinni być dosyć często obsługiwani otwierającymi podaniami, a wiele będzie zależało od ich skuteczności.

OKIEM RYWALA:

CARLO ANCELOTTI

I DUSZĄCA

KLATKA

Czy były menedżer paryżan zastąpi Harrisona Forda w roli legendarnego Indiany Jonesa? A może tytułowa klatka będzie karą dla nieposłusznych piłkarzy Los Blancos? Nic bardziej mylnego! Cały piłkarski świat zastanawia się, jak zmieni się gra Realu Madryt pod wodzą Carlo Ancelottiego. W przeciwieństwie do Jose Mourinho, Włoch nie będzie przykładał tak dużej wagi do kontrataków i gry skrzydłami, a skupi się na taktyce nazywanej „duszącą klatką”. Co w praktyce oznaczać będzie to niewiele mówiące określenie?

Flash BlogFCB Lipiec 2013

W przeciwieństwie do typowej tiki-taki FC Barcelony, „Królewscy” będą jak najszybciej przemieszczali się na połowę rywali i tam będą rozciągali grę, czekając na znalezienie luki w szeregach defensywnych przeciwników. Bardzo dobrym przykładem takiej piłki była bramka zdobyta przez Casemiro w spotkaniu przeciwko Bournemouth. Brazylijczyk zagrał piłkę do Angela Di Marii i od razu ruszył do przodu. Argentyńczyk popisał się cudownym, prostopadłym podaniem mijającym trzech angielskich obrońców, a Casemiro ze sporym spokojem wpakował piłkę do siatki. Duszenie rywali w przypadku ataków pozycyjnych i piekielne kontry, wypracowane jeszcze za czasów e Special One - w teorii ten plan wydaje się być niemalże perfekcyjny. Jak będzie naprawdę? Przekonamy się już niebawem. Skuteczność, czyli sporo do poprawienia W chwili, gdy piszę ten tekst, Gonzalo Higuain właśnie podpisuje kontrakt z Napoli, a w barwach Realu pozostało tylko trzech napastników. „Tylko”, ponieważ, poza Karimem Benzemą, który wciąż nie może odnaleźć zadowalającej formy, Carlo ma do wyboru dwa nieopierzone talenty - Alvaro Moratę i Jese Rodrigueza.

Czy trzej muszkieterowie będą w stanie razem zapewnić tyle bramek, ile Cristiano Ronaldo w pojedynkę? Wszystko zależy od Karima Benzemy, jednak jego występy w meczach towarzyskich nie wróżą niczego dobrego. Francuz wciąż jest ociężały, brakuje mu błysku w grze, a jego skuteczność jest daleka od wymaganej. Co w takim przypadku powinien zrobić duet trenerski Ancelotti-Zidane? Sprowadzić Zlatana Ibrahimovicia. Szwed nie pogra w Realu Madryt dłużej


beinsport.tv

niż dwa sezony, jednak w tym czasie jest w stanie robić to na naprawdę wysokim poziomie i zdobyć kilkanaście bramek w sezonie. Alternatywą dla Szweda jest zakup Luisa Suareza. Krnąbrny Urugwajczyk to jeden z najlepszych napastników na świecie i z całą pewnością doskonale pasowałby do nowej taktyki „Królewskich”. W tym przypadku problemem jest jednak cena i spora liczba chętnych na sprowadzenie gracza Liverpoolu.

Okiem rywala: Zmiana warty


Leo, pokazaæ Ci jak siê gra?

ech... no poka¿ gra siê tak...

...I TAK...

...I TAK...

TAK

SIÊ GRA!

Flash BlogFCB Sierpień 2013

OJ CH£OPCZE,


ROZRYWKA

47

BYSTRE OKO Popisz się spostrzegawczością i weź udział w naszej zabawie! Co miesiąc w magazynie Flash BlogFCB publikowane będą dwa (prawie) identyczne zdjęcia. Waszym zadaniem jest znalezienie

pięciu różnic

między oboma zdjęciami. Graficy Flash BlogFCB bardzo się postarali, aby zabawa była trudna i wymagała maksymalnego skupienia. Wszystko dlatego, ponieważ ta gra jest warta świeczki! Jedna osoba, której dopisze największe szczęście, wygrywa dowolną koszulkę ze sklepu BlogFCB.com (adres: http://www.blogfcb.com/sklep). Jakie są zatem zasady zabawy? Wyślij do nas na redakcja@blogfcb.com poprawinie wyartykułowane różnice między oboma obrazkami. Jedynie precyzyjne i dokładne określenia różnic będą brane pod uwagę:, np. “Górne zdjęcie: Na lewym uchu u Xaviego nie ma włosów”. Drogą losowania wybierana będzie jedna osoba, która poprawnie poda wszystkie pięć różnic. Wyniki ogłaszane są w kolejnym numerze Flash BlogFCB. Życzymy powodzenia! Zwycięzcą w naszym czerwcowym Bystrym Oku okazał się Czytelnik o nazwie mejla: mimol2@**********.pl.Gratulujemy i prosimy o napisanie do nas na redakcja@blogfcb.com

Fotostory | Bystre oko


STARCIE GWIAZD

DANIEL AGGER

DAVID LUIZ

48

VS Ogólnie Nie da się ukryć, że jeden i drugi piłkarz to stoperzy z najwyższej światowej półki. Obaj są bardzo skuteczni w odbiorze piłki, grze głową, a do tego grają niezwykle twardo. Daniel Agger jest niespełna 29-letnim zawodnikiem Liverpoolu, który w angielskim klubie gra od siedmiu lat. Jest bardzo doświadczony nie tylko w Premier League, ale też w europejskich pucharach i rozgrywkach międzynarodowych. W barwach reprezentacji Danii rozegrał ponad 50 spotkań. David Luiz jest mniej doświadczonym (od 2,5 roku w Premier League, 25 spotkań w  reprezentacji Brazylii) graczem londyńskiej Chelsea, ale też jest 2,5 roku młodszy i na pewno nie można mu odmówić wielkich umiejętności. Poza tym, Brazylijczyk, w przeciwieństwie do Duńczyka, miał już okazję triumfować w takich rozgrywkach, jak Liga Mistrzów, Liga Europejska czy Puchar Konfederacji.

Flash BlogFCB Sierpień 2013

Warunki fizyczne Daniel Agger i David Luiz są pod tym względem bardzo dobrze obdarzeni. Obaj mierzą około 190 cm (kolejno 191cm i 189cm), ale na pewno na uwagę zasługuje fakt, że Brazylijczyk jest cięższy oraz silniejszy i waży 84 kg wobec 79 kilogramów swojego kolegi z fachu. Jeśli chodzi o warunki fizyczne, obaj piłkarze nie mają się czego wstydzić. Walory ofensywne Zarówno Agger, jak i David Luiz, są bardzo dla bramkarza przeciwnika przy stałych fragmentach, gdzie wykorzystują swoje świetne warunki fizyczne oraz umiejętność gry głową. Obaj także bardzo dobrze radzą sobie z wyprowadzeniem piłki, dzięki czemu mogą się starać o angaż w Barcelonie. Na korzyść Brazylijczyka w tym aspekcie szalę przeciąga jego znakomity strzał z dystansu i rzutu wolnego, którym w poprzednim sezonie wielokrotnie dawał się we znaki rywalom. Cena Na koniec warto rozstrzygnąć czynnik ekonomiczny związany ze sprowadzeniem jednego i drugiego piłkarza. Krótko mówiąc, który z piłkarzy okazałby się dla Barcy zwyczajnie tańszy? Wydaje się, że pod tym względem zwyciężyłby Agger, bo sprowadzenie jego ze słabego ostatnio Liverpoolu

powinno być prostsze i tańsze oraz powinno wynieść maksymalnie od 25 do 30 milionów euro. Gorzej z Davidem Luizem, który nie dość, że jest zawodnikiem londyńskiej Chelsea, to jeszcze prowadzonej przez wroga publicznego nr 1 w Katalonii – Jose Mourinho. Wygląda na to, że przeprowadzka Brazylijczyka na Camp Nou, o ile w ogóle jest ona możliwa, może kosztować Dumę Katalonii około 45 milionów euro. Podsumowanie Tak Daniel Agger, jak i David Luiz prezentują bardzo podobny poziom. Może minimalnie lepszy jest reprezentant Brazylii, który na dodatek jest 2,5 roku młodszy od Duńczyka, ale też będzie zapewne od niego znacznie droższy. No i teraz dylemat przed zarządem Barcy – pozyskać lepszego, młodszego piłkarza za większe pieniądze, czy też minimalnie słabszego za rozsądną cenę. Znając Sandro Rosella, można się spodziewać tego drugiego rozwiązania.

Jakub Seweryn jakub.seweryn@blogfcb.om

1:D 2:C 3:C 4:D 5:A

David Luiz i Daniel Agger – to nazwiska tych dwóch zawodników pojawiają się najczęściej w kontekście transferu środkowego obrońcy do FC Barcelony. Dlatego też postaramy się rozstrzygnąć, która opcja jest lepsza dla Blaugrany – ta duńska czy może brazylijska?


ROZRYWKA

QUIZ

Paweł Szczudło pawel.szczudlo@blogfcb.om

1. Ile lat ma Gerardo “Tata” Martino - nowy trener FC Barcelona?

2. Ile bramek w barwach pierwszej drużny Barcelony zdobył Thiago Alcantara?

A: 45

B: 58

A: 12

B: 5

C: 60

D: 51

C: 7

D: 15

3. W którym roku Luis Suarez reprezentując barwy FC Barcelona zdobył Złotą Piłkę?

4. Do jakiego klubu na roczne wypożyczenie trafił Gerard Deulofeu?

A: 1957

B: 1962

A: Liverpool

B: Newcastle

C: 1960

D: 1954

C: Everton

D: Stoke

5. Ile bramek w 39 występach w barwach reprezentacji zdobył Neymar?

A: 24

B: 35

C: 20

D: 18

49


Flash BlogFCB Sierpień 2013  

Już jest! Najnowszy numer miesięcznika Flash BlogFCB! W nim znajdziecie między innymi jedyny w swoim rodzaju wywiad z Jerzy Engelem, obszern...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you