Page 1

WRSW | BRLN 2016 (WARSZAWA | BERLIN 2016)

2016

Publikacja podsumowująca program rezydencji artystycznych między Warszawą i Berlinem Organizator: Fundacja Badań Przestrzeni Publicznej TU


O FUNDACJI Fundacja Badań Przestrzeni Publicznej TU została założona w 2011 roku, w ramach Instytutu Badań Przestrzeni Publicznej działającego przy Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od 2014 roku działa niezależnie. Powstała po to, aby rozwijać działania dotyczące tematyki miejskiej, szerzej – przestrzeni publicznej. Aktualnie – w Warszawie i Berlinie. Dla nas to przede wszystkim przestrzeń wspólna, dlatego też dzięki działaniom Fundacji chcemy zrzeszać wokół siebie ludzi pochodzących z różnych środowisk – polskich i międzynarodowych: artystów, kuratorów, projektantów, badaczy miejskich, naukowców, przedstawicieli administracji publicznej, biznesu i NGO, patrzących na kwestie przestrzeni publicznej z różnych perspektyw. Chcemy budować miejsce wymiany wiedzy i doświadczeń, które mogą być wykorzystane zarówno w badaniach, jak i w praktyce. Lokalnie i międzynarodowo. Naszym głównym polem zainteresowań jest rola kapitału kulturowego i kreatywnego w kształtowaniu przestrzeni miejskiej/ publicznej miast, a także różne modele artystycznych i kulturalnych instytucji/ organizacji/ projektów, których działalność zmienia przestrzeń wokół nas – wspólną przestrzeń publiczną.


WRSW | BRLN 2015 Program rezydencji między Warszawą i Berlinem doczekał się do tej pory dwóch edycji. W 2015 roku poświęcony był przestrzeni publicznej miasta, w 2016 roku – przestrzeni publicznej (oraz prywatnej) sieci i sztuce post-internetu. Poruszając nowe tematy uzyskaliśmy szersze spojrzenie na to, jak kształtuje się i zmienia pod wpływem jego użytkowników fizyczne i cyfrowe środowisko naszych miast. W dobie nowych technologii tak samo oswojoną jak otoczenie ulic, osiedli czy miejskich parków staje się coraz bardziej niewidzialna sieć, przenikająca wszystkie sfery naszego życia. Od prywatnej, przez zawodową po polityczną, między innymi dzięki mediom społecznościowym, często stającym się punktem zapalnym protestów i ruchów kontynuowanych na placach miast. Za „wstęp” do takiego myślenia o mieście w ramach działań fundacji, uznać można projekt aplikacji mobilnej towarzyszący programowi rezydencji WRSW | BRLN 2015 (do pobrania TU). „Miasta symultaniczne” to wirtualny przewodnik w postaci mapy (dostępnej offline i online na telefony typu Android), który prezentuje przykłady przenikania się idei, stylów architektonicznych, nurtów w sztuce oraz trendów w rozwoju przestrzeni miejskiej między dwiema europejskimi metropoliami, miastami partnerskimi, Warszawą i Berlinem. Mapa obejmuje 30 lokalizacji w obu miastach, ilustrowanych zdjęciami archiwalnymi i współczesnymi, oraz opisami. Użytkownik aplikacji zwiedzając Warszawę (lub Berlin), może poznawać jednocześnie podobne w obu stolicach obiekty architektoniczne i miejsca korespondujące ze sobą ze względu na wybrane zjawiska kulturowe i wydarzenia historyczne. Dodatkowo ma okazję dowiedzieć się więcej na temat procesów, które wpłynęły na kształtowanie i zmianę tych miejsc.

Tematyką możliwości zmian i przekształcania przestrzeni miejskich oddolnie i lokalnie, zajęli się również rezydenci ubiegłorocznego programu: artystka Aïda Gómez (rezydencja w czerwcu i lipcu 2015), badaczka i artystka Lorenza Manfredi (sierpień – wrzesień 2015) oraz kolektyw artystyczny K.A.U.: Philipp Bergmann, Thea Reifler, Matthias Schönijahn (październik – listopad 2015). Rezydenci pracując głównie z mieszkańcami Pragi-Południe, Pragi-Północ i Targówka, przyglądali się miastu skupiając się na zagadnieniu komunikacji – codziennych rytuałów widocznych w przestrzeni publicznej. Każdej rezydencji towarzyszyły otwarte warsztaty realizowane we współpracy z warszawskimi artystami i badaczami – artystą grafikiem Tomaszem „Sputnikiem” Pietraszkiem, doktorantką Katedry Sztuki Krajobrazu SGGW, Martyną Cziszewską i reżyserką Małgorzatą Wdowik. W ramach wymian odbywały się również różnego typu interwencje w przestrzeni miejskiej w postaci m.in. tymczasowych instalacji, happeningu czy performansu. Celem uczestników rezydencji było wkraczanie w wybrane fragmenty miasta tak, by stały się bardziej otwarte lub inaczej niż dotychczas wykorzystywane (Aïda Gómez), badanie realnej i wyobrażonej tożsamości miejsc poprzez historie mieszkańców (Lorenza Manfredi) czy przyglądanie się sposobom funkcjonowania symboli w przestrzeni publicznej (kolektyw K.A.U, który swój projekt poświęcił prawicowemu Marszowi Niepodległości, odbywającemu się w listopadzie w Warszawie i innych miastach Polski).


K.A.U. kollektiv, „TRANSIT MONUMENTAL – Droga Niepodległości”, 2015, fot. materiały organizatora


SZTUKA SIECI


SZTUKA SIECI Sztuka sieci w Europie zyskała na popularności z biegiem lat, po upadku Żelaznej Kurtyny i wraz z rosnącą powszechnością dostępu do Internetu. Wybór tej dziedziny w ramach programu rezydencji Warszawa | Berlin 2016 w roku jubileuszu 25lecia partnerstwa miast Warszawy i Berlina jest więc z jednej strony symbolicznym odniesieniem do wydarzenia ważnego dla obu stolic, z drugiej zaś przypomina o stale obecnym i żywym dyskursie dotyczącym kwestii polskoniemieckich, współcześnie prowadzonym w dużej mierze w przestrzeni publicznej, jaką jest Internet. Rewolucja internetowa wpłynęła na niezwykle wiele aspektów współczesnego życia, w tym publicznego. Obejmuje zarówno rozrywkę, informację, jak i funkcje publiczne, obywatelskie (m.in. dostęp do informacji publicznej realizowany przez większość instytucji za pośrednictwem Internetu, informatyzacja urzędów, jak i ruchy społeczne wywodzące i organizujące się w sieci). Sztuka nie pozostaje obojętna na te przemiany. Wraz z rozwojem nowego medium awangarda artystyczna rozpoczęła eksperymenty z nim związane. W drugiej dekadzie XXI wieku sztuka Internetu stała się pełnoprawnym gatunkiem w obrębie sceny artystycznej, a środowisko sieci przestrzenią szczególnie intensywnych interakcji społecznych, pełniącego funkcję współczesnego Forum. „Przeniesienie” dyskusji w obszar Internetu zarówno fizycznie, poprzez realizację prac w sieci, a także pośrednio, poprzez tworzenie prac jej dotyczących, poszerza spektrum wspólnych dla obu miast tematów, a także zasięg potencjalnych odbiorców. Termin „post-internet” wprowadzili w latach 2006–2008 Marisa Olson i Gene McHugh. Jak tłumaczy kuratorka Natalia Sielewicz w rozmowie z Romualdem Demidenko (http://www.dwutygodnik.com/artykul/5577-ja-po-internecie.html):

„W pierwszej kolejności dotyczy to jednak sztuki, ponieważ w tym kontekście powstało samo pojęcie. Przy całej wieloznaczności zakłada ono dwie rzeczy: z jednej strony specyficzną kondycję człowieka XXI wieku, który równolegle funkcjonuje w dwóch światach – w rzeczywistości fizycznej i wirtualnej, z drugiej strony modele produkcji artystycznej, które uwzględniają tę nową sytuację i problematyzują jej konsekwencje”. Sztuka Internetu znana jako net-art pojawiła się w latach 90’. Stanowiła niejako hardware działań w sieci, opierając się głównie na kodzie html, traktując technologie jako coś zewnętrznego wobec działalności człowieka, jako swego rodzaju „oprzyrządowanie”. Net-artem zajmowali się głównie twórcy odwołujący się do kultury hakerskiej, tworzący w ramach mail-artu, czy spam-artu. Przełom w sposobach użytkowania sieci nastąpił w 2006 roku, wraz z pojawieniem się modelu 2.0, mediów społecznościowych, serwisów takich jak YouTube czy Tumblr oraz komunikatorów takich jak Skype. To pozwoliło otworzyć się użytkownikom na nowe sposoby docierania do odbiorcy, nowe możliwości autoekspresji. Z czasem technologie przestały być traktowane jako element zewnętrzny wobec naszego ciała, jako wspomniany hardware, używany w pracach takich artystów jak Orlan czy Stelarc. Stały się czymś wewnętrznym, czymś niezbędnym w życiu codziennym – software’em. Jednak początkowy zachwyt nad nowymi możliwościami został zastąpiony wątpliwościami i próbą zdiagnozowania relacji między użytkownikami w sieci. Jak kontynuując tłumaczy Romuald Demidenko w rozmowie z Natalią Sielewicz, „Pod tym względem post-internet różni się od net-artu, który działał prawie wyłącznie w przestrzeni cyfrowej i w największym stopniu do niej się odwoływał”.


Lucas Gutierrez, otwarcie wystawy „How long is your battery now?�, fot. Martyna Miller


REZYDENCJE


REZYDENCJE WRSW|BRLN 2016 Do programu rezydencji odbywającego się w 2016 roku w Ośrodku Sztuki XS na warszawskim Mokotowie, zaproszona została szóstka artystów z Berlina i Warszawy: Lucas Gutierrez, Marcelina Wellmer oraz Boris Eldagsen i Sabine Taeubner, a także Norbert Delman, Kamila Szejnoch i Jakub Słomkowski. Tematykę całego programu stanowiła przestrzeń Internetu jako pola publicznej dyskusji oraz ekspresji i krytyki społecznej (także w odniesieniu do wymiany kulturowej i debaty toczącej się w dwóch sąsiednich stolicach – Berlinie i Warszawie). Część z projektów dostępna była tylko w Internecie, większość jednak powstała jako instalacje będące komentarzem do aktualnych realiów społeczno-kulturowych w dobie nowych technologii. Każdej rezydencji artysty niemieckiego towarzyszył projekt artysty warszawskiego. Prace każdego z nich mogły ze sobą rezonować, bądź dotykać wspólnego tematu, nie było to jednak celem współpracy. Tak zbudowany program nastawiony był w większej mierze na proces i możliwość bliższego poznania się i prowadzenia dialogu artystycznego nie nastawionego na rezultaty. W XS tworzyliśmy przestrzeń alternatywną, otwartą dla mieszkańców lokalnych, jak i gości z innych dzielnic miasta, którzy szukali w nim nowej oferty kulturalnej i możliwości uczenia się o mieście i tworzeniu wspólnych przestrzeni publicznych od uczestników projektu z Berlina, metropolii, której mieszkańcy i władze podobne kwestie uznają za priorytetowe.


REZYDENCJA #1

„HOW LONG IS YOUR BATTERY NOW?” Lucas Gutierrez


„HOW LONG IS YOUR BATTERY NOW?” Pierwszy z projektów rezydentów z Berlina „How long is your battery now”? („Jak długo wytrzyma twoja bateria?”), zrealizowany w czerwcu 2016 roku, poruszał temat sposobów w jaki korzystamy Internetu oraz wyszukujemy w nim informacji. Częścią wystawy końcowej Lucasa Gutierreza była wideo-instalacja prezentująca filmy w serwisie YouTube, ilustrujące zjawiska kulturowe i społeczne w Warszawie i Berlinie, na bazie specjalnego algorytmu. Po wprowadzeniu w wyszukiwarkę haseł takich jak „sztuka”, „kultura” czy „kuchnia” w Warszawie/ Berlinie otrzymywaliśmy wynik, będący rezultatem pracy kodu, czasem potwierdzający nasze stereotypowe wyobrażenia, a czasem zupełnie od nich odległy, zaskakujący. Obiekty – rzeźby towarzyszące instalacji miały na celu skłonić widza do ponownego przemyślenia własnych sposobów interakcji w sieci oraz przyjrzenia się, jak treści wygenerowane w przeszłości stają się częścią cyfrowych odpadów (digital trash). Jak mówi sam artysta: „Za każdym razem, kiedy mówimy o naszych miastach w dobie cyfryzacji, odnosimy się do sposobu, w jaki sami odżywiamy je informacjami. Wpływamy na dany obraz i każdorazowo wytwarzamy nowy. Wyobraziwszy sobie ogromną ilość materiału, który codziennie jest digitalizowany, możemy stwierdzić, że cyfrowość przestała być medium, a stała się kontekstem, w którym zanurzone są społeczne, polityczne i kulturowe działania, stające się materiałem dla nowych form sztuki cyfrowej (…). Jeśli w nowoczesnych praktykach artystycznych, do których zaliczam sztukę post-internetu, dominuje zapętlenie i przypadek, pozostaje pytanie, jak w przyszłości będziemy zgłębiać naszą historię? Czy powinniśmy archiwizować dane dla przyszłych generacji? Czy jesteśmy w stanie kontrolować przepływ informacji? (…) Jakie treści decydujemy się udostępniać?” .

Lucas Gutierrez, otwarcie wystawy „How long is your battery now?”, fot. Martyna Miller


WYSTAWA TOWARZYSZĄCA: NORBERT DELMAN - “UNDO” Projektowi rezydenta z Berlina towarzyszyła wystawa artysty warszawskiego, Norberta Delmana, „UNDO”. Podobnie jak u Gutierreza, instalacja stanowiła próbę rozpoznania estetycznego przemijania rzeczy i zjawisk w świecie wirtualnym oraz metod archiwizacji i zapamiętywania informacji. Projekt stanowił wynik fascynacji artysty sposobami funkcjonowania internetowych platform i forów oraz tego, jak zachowania i napięcia powstające w świecie wirtualnym przenikają do świata fizycznego, gdzie opresyjna retoryka netowa wpływa na naszą tożsamość. Jak podkreśla Delman „Potęgująca się niechęć do świata fizycznego, która szerzy się w przestrzeni wirtualnej, ostatecznie musi doprowadzić do zgrzytu. W tym starciu to świat fizyczny poniesie konsekwencje tego, z czym nie poradziliśmy sobie w sieci”.

Norbert Delman, „Undo”, fot. Martyna Miller


REZYDENCJA #2

„52.5200° N, 13.4050° E 52.2297° N, 21.0122° E”

Marcelina Wellmer


„52.5200° N, 13.4050° E 52.2297° N, 21.0122° E” Odmienną od Gutierreza perspektywę wirtualnych i fizycznych połączeń między dwoma sąsiadującymi miastami przyjęła druga rezydentka z Berlina, Marcelina Wellmer (sierpień-wrzesień 2016). W instalacji wizualno-dźwiękowej „52.5200° N, 13.4050° E 52.2297° N, 21.0122° E” ciało w przestrzeni miasta przetwarzało i analizowało ukształtowanie sfery akustycznej dwóch stolic. Przez kilka dni aplikacja GPS zapisywała każdą przebytą przez autorkę projektu drogę, najpierw w Berlinie, później w Warszawie, nie wyłączając parkingów czy galerii handlowych i innych punktów nie zawsze uwzględnianych na zwykłej mapie. Dzięki graficznym zapisom GPS powstały mapy „miasta osobistego”, miasta z perspektywy drogi, która została pokonana. Dzięki nim można było zaobserwować jak zawikłane lub proste, geometryczne lub chaotyczne są przebyte trasy. Można zapytać: czy sygnał GPS kluczył w poszukiwaniu sygnału? Jaki jest ostateczny kształt obu „miast osobistych” – podobny, czy może zupełnie różny? Wylaserowany na 14 czarnych płytach MDF zapis GPS ilustrował codzienne, pojedyncze drogi. Całość tras w dwóch miastach przeniesiona została na ścianę galerii, a fragmenty tak powstałych map Warszawy i Berlina można było zobaczyć tylko przy użyciu latarki UV – aby więc dostrzec różne ich części, należało poruszać się po przestrzeni galerii XS (tak, jak po przestrzeni miasta). I jak to z miastem bywa – na końcu widać tylko tę drogę, która znajduje się tuż przed nami, albo za nami – reszta pozostaje niewidoczna. Drugim elementem instalacji Wellmer był dźwięk wydobywający się z czternastu głośników, nagrywany dzień po dniu paralelnie do zapisów GPS. Z wielogodzinnych nagrań wyodrębnione zostały najczęściej występujące motywy dźwiękowe. I również tutaj można było pokusić się o dostrzeżenie różnic lub podobieństw: czy w obu miastach panuje takie samo natężenie hałasu miejskiego?

Jak często śmieją się lub krzyczą ludzie na ulicach? Czy słychać ptaki i czy tramwaje piszczą na zakrętach? Dzięki takiej dźwiękowo-cielesnej analizie przestrzeni miejskiej mogliśmy porównać „osobiste mapy akustyczne” Warszawy i Berlina. A wszystko to stało się dziełem zaskakującego i nieprzewidywalnego „przypadku miejskiego”.

Marcelina Wellmer, „52.5200° N, 13.4050° E 52.2297° N, 21.0122° E”, fot. Martyna Miller


WYSTAWA TOWARZYSZĄCA: KAMILA SZEJNOCH - “OFFLINE” Pracy rezydentki z Berlina towarzyszyła instalacja Kamili Szejnoch „Offline”, nawiązująca do obrazu „Śmierć Marata” z 1793 roku, francuskiego malarza Jacques-Louis Davida. List widoczny na obrazie został tu zastąpiony laptopem. Wokół wanny, będącej elementem zarówno obrazu, jak i instalacji Szejnoch, rozmieszczone zostały przewody „krwionośne” tworząc system kapilarny wnętrza i domyślnie budynku. Tak jak scenę z pracy Davida cechuje sztuczny, wyidealizowany spokój, tak „Offline” zagrała surową estetyką i zdecydowanymi skojarzeniami. Instalacja nawiązywała do rytuału codziennej kąpieli i składała z najbliższych współczesnemu ciału elementów (jak woda, krew, komputer osobisty), nawiązując do doświadczenia funkcjonowania w rzeczywistości wirtualnej, które wydaje się niezwykle sensualne. Skojarzenia z krwiobiegiem świata, figurą męczennika, a nawet cudami religijnymi są tu jak najbardziej na miejscu. W końcu „Śmierć Marata” w warstwie ikonograficznej nawiązuje do przedstawień religijnych. Na obrazie Marat, jeden z przywódców Rewolucji Francuskiej, przywodzi na myśl wyobrażenia Chrystusa w scenach zdjęcia z krzyża. Marat często zażywał kąpieli, które przynosiły ulgę w jego chorobie, w wannie także pracował. W takiej właśnie chwili, według obrazu Davida, został zasztyletowany przez żyrondystkę Charlotte… W trakcie wystawy mieliśmy okazję zobaczyć go jako „męczennika” rewolucji technologicznej.

Elementem łączącym wszystkie projekty – poza pracą ostatnich rezydentów z Berlina, Borisa Eldagsena i Sabine Taeubner (październik – listopad 2016) stała się tożsamość i „technologia siebie”, jako narzędzie stwarzające nieograniczone możliwości autokreacji. W pracy Gutierreza już sam tytuł „How long is your battery now”? („Jak długo wytrzyma twoja bateria?”) nawiązywał do naszych sposobów korzystania z nowych technologii, do przywiązania do nich. Elementy wystawy rezydenta: wideo-rozmowa, punkt ładowania smartfona czy samotna kontemplacja selfie, to tylko niektóre elementy, które ucieleśniają współczesną obsesję bycia widocznym, zauważonym i obecnym online. Z kolei materiał na potrzeby projektu drugiej rezydentki, Marceliny Wellmer powstawał dzięki „przefiltrowaniu” informacji i dźwięków zbieranych przez GPS i mikrofony przez ciało podróżującej przez miasto artystki. Projekty artystów warszawskich – Norberta Delmana i Kamili Szejnoch – również odnosiły się do symbiozy i silnego oddziaływania na siebie świata wirtualnego i materialnego. Co warto podkreślić, kwestie tożsamości i społecznego wymiaru Internetu, łączące kolejne projekty realizowane w ramach programu Warszawa | Berlin 2016, pojawiły się w pracach rezydentów niejako intuicyjnie i podświadomie, nie jako celowy zabieg, a jako niezbędne narzędzie analizy ludzkiego funkcjonowania w dobie nowych technologii.


Kamila Szejnoch, „Offline�, fot. Martyna Miller


REZYDENCJA #3 „FOLLOW YOUR PET” Boris Eldagsen & Sabine Taeubner


„FOLLOW YOUR PET” Media społecznościowe i komunikatory posłużyły z kolei za kluczowe narzędzia w pracy ostatnich berlińskich rezydentów, Borisa Eldagsena i Sabine Taeubner, „Follow your pet. How to fight populism with GIFs”. Stanowiła krytykę nasilającej się fali prawicowego populizmu w Europie oraz Stanach Zjednoczonych i stała się flagowym przykładem sztuki post-internetowej, która w sieci prezentuje się najlepiej, tam funkcjonuje, rozwija się, odnosi się do bieżących wydarzeń i włącza użytkowników, jako aktywnych odbiorców. Jako że sieć jest największym polem politycznych wpływów i propagandy, duet Eldagsen & Taeubner zdecydował się wejść na tę arenę tylnymi drzwiami i stamtąd rozpocząć prawdziwą edukację polityczną. Artyści przez rok badali metody populistyczne, od Trumpa po PIS, przez Hofera aż do AfD. Współpracowali z naukowcami, aktywistami i artystami zajmującymi się aktualną sytuacją polityczną. Z ich pomocą zidentyfikowali dziesięć strategii populizmu i alfabet demagogicznych narzędzi, używanych ostatnio w polityce. Następnie metody te przeszczepili na najpopularniejszy materiał memosfery: słodkie zwierzaki. W ich pracy stały się one „koniami trojańskimi“, ilustrującymi jak nieświadomi pozostają odbiorcy pod wpływem populistycznej manipulacji, a także jak biorą w niej aktywny udział. Całość alfabetu stworzonego przez artystów dostępna jest na stronie www.followyour.pet, a krytyczne dzieła sztuki post-internetowej w postaci GIFów, można rozsyłać dalej w przestrzeń Internetu, m .in. dzięki aplikacji Messenger.

www.followyour.pet


WYSTAWA TOWARZYSZĄCA: JAKUB SŁOMKOWSKI - “DESTROJART” Wystawy w Warszawie zakończył projekt warszawskiego artysty Jakuba Słomkowskiego, „Destrojart”, nawiązującego do bloga o tym samym tytule, rozpoczętego w 2015 roku. Artysta poświęcił swoją pracę realnym aktom zniszczenia oraz przyczynom i kontekstowi takich agresywnych działań, jak i zniszczeniu w sieci, rozumianemu jako destrukcję przez nadmiar. Propozycja udziału w programie rezydencji stała się impulsem do wznowienia prac nad blogiem. Jak tłumaczy artysta, „W XS starałem się na nowo podjąć temat posiłkując się materiałami z YouTube’a, które zestawiłem z aktami zniszczenia również z moim pośrednim udziałem. Zaprosiłem do researchu osoby, które zgodziły się podzielić ze mną, a tym samym z odbiorcami wystawy, swoimi potrzebami i przemyśleniami na temat aktów destrukcji. Materiał wyjściowy, jakim są nagrania z YouTube’a, stał się uzupełnieniem malarskiej wizji, która towarzyszy mi od pewnego czasu i jest ogniwem wspólnym moich ostatnich wystaw”.

Jakub Słomkowski, „Destrojart”, fot. Martyna Miller


REZYDENCJA #4 „AUGMENTED CITY” Norbert Delman


„AUGMENTED CITY” Jednocześnie z wystawą w Warszawie, w Berlinie w galerii NON Berlin, we współpracy z fundacją berlinerpool, zrealizowana została wystawa Norberta Delmana „Augmented City” – fizyczny bieg przez wirtualną rzeczywistość. Za pośrednictwem wyświetlonej przez rzutnik projekcji widzowie zostali „oprowadzeni” po Warszawie, „towarzysząc” Delmanowi w biegu przez duszną rzeczywistość jego rodzinnego miasta. Podczas 30-minutowego biegu przez Warszawę artysta pokazał widzom stolicę z osobistego punktu widzenia, wybierając znaczące elementy kompozycji. Mieliśmy więc okazję spojrzeć na miasto z perspektywy warszawiaka, który odnosząc się do swojej młodości i czasu dorastania, kiedy był blokersem, oraz funkcjonowania w postkomunistycznym kraju po ‘89 roku, własnym ciałem napędzał parokilometrową wirtualną, emocjonalną kompozycję o stolicy. Nie była ona jedynie narracyjnym zwiedzaniem, ale próbą pokazania napięć i problemów z jakimi zmagają się obecnie ludzie w Polsce i w Warszawie. Po raz kolejny więc sieć i nowe technologie, nieodłączny środek wyrazu artystycznego, posłużyły jako narzędzie komentarza otaczającej nas rzeczywistości i publicznego dyskursu.

Norbert Delman, „Augmented City”, fot. materiały organizatora


SIEĆ PUBLICZNA - SIEĆ PRYWATNA


SIEĆ PUBLICZNA – SIEĆ PRYWATNA Poświęcenie tej edycji programu Warszawa | Berlin nowym technologiom i sztuce post-internetu, miało na celu poszerzenie pola dyskusji o przestrzeni publicznej. Tak samo jak fizyczna przestrzeń miejska nie jest przestrzenią jednorodną i rządzą nią różne prawa, tak i przestrzeń sieci poddawana jest mechanizmom prywatyzacji czy cenzury. Jest o tyle „publiczna” bo tworzona wspólnie od wspomnianych czasów przełomu w 2006 roku i emancypacji użytkownika. Jednocześnie jednak z uzyskaniem dostępu do kolejnego terytorium, konsumenci przekształcający się w prosumentów, rozpoczęli proces „ogradzania” kolejnych terytoriów sieci, ustalania norm produkcji i standardów konsumpcji. Poszerzenie pola ludzkich działań na przestrzeń wirtualną całkowicie zmieniło naturę relacji społecznych, zawodowych i ekonomicznych, czego najbardziej oczywistymi przykładami są media społecznościowe czy też pojawienie się wirtualnej waluty bitcoinów lub zjawiska sharing economy, opierającego się na poza finansowej wymianie dóbr. Te same porządki z lewej i prawej strony sceny politycznej regulujące zasady funkcjonowania w instytucjach, organizacjach czy firmach, negocjowane są w przestrzeni Internetu. Przestrzeń publiczną rozumiemy jako przestrzeń demokratyczną, współtworzoną wspólnie. Przydatne może być bliższe przyjrzenie się tej definicji na przykładzie korzystania z sieci. Po pierwsze, można zdefiniować ją jako publiczne usługi, których nie musi uprawomocniać żaden inny wymóg, jak zapewnienie mieszkańcom i obywatelom miast przestrzeni do życia. Mamy prawo spodziewać się, że będzie dostępna i nieograniczona, jeśli jednak zostanie nam zapewniona przez właścicieli prywatnych, którzy narzucają swoje zasady, jej charakter nie jest już czysto publiczny, nawet jeśli przestrzeń pozostanie otwarta. To dlatego, że dostęp do niej jest

ograniczony dla konkretnej liczby osób, posiadających konkretne zasoby finansowe, spełniających określone wymogi lub stosujących się do określonych reguł. Taką przestrzenią publiczną nie jest także najpopularniejszy (jak na razie) portal społecznościowy Facebook, będący własnością korporacji, nie regulowanej przez rząd i mimo, że dostępnej bezpłatnie, eksponującej przed użytkownikami wszechobecne materiały reklamowe, z których portal się utrzymuje. Ponadto, to właściciele takich korporacji jak Facebook decydują nie tylko o tym na jakich zasadach informacje będą udostępniane, ale też co dokładnie może być upubliczniane. Idąc jeszcze dalej, oferują gratyfikacje za udostępnianie tego, co prywatne, w postaci lajków i komentarzy (negatywne zawsze można usunąć), i rosnącej popularności w wirtualnym rankingu społecznym (a także realnym, co obrazuje system ratingu obywateli w serialu science-fiction „Black Mirror”, pozwalającego na zwiększenie lub ograniczenie możliwości życia jednostki). Regulacja dóbr w postaci informacji jest nieustannie podnoszonym tematem, jak i nieustannie zaniedbywanym z racji prywatnych czy rządowych interesów. Dotyczy trudnych do uchwycenia sytuacji i zjawisk, które wymykają się prawnikom, programistom i inżynierom czy specjalistom od prawa autorskiego. Regulowana państwowo czy administracyjnie demonstracja, może przecież zostać nagrana i wrzucona do sieci, czyli przestrzeni rządzącej się obostrzeniami innych zarządców i właścicieli. To, po jakiej sieci się poruszamy od zawsze reguluje z jednej strony silna ręka Państwa, a z drugiej niewidzialna ręka rynku. W swojej książce „The Future of Ideas” Lawrence Lessig, założyciel Creative Commons, porusza kwestie konieczności wdrożenia regulacji balansującej te


dwie siły, aby zachować Internet w postaci, być może chaotycznego, ale otwartego i demokratycznego uniwersum informacji, i nie doprowadzić do powstania czegoś w rodzaju telewizji o zamkniętym obiegu (z recenzji Lucasa Hendrich’a http://www.kurzweilai.net/review-of-lawrence-lessig-s-the-future-of-ideas). Lessig porównuje architekturę Internetu do układu dróg, które same w sobie miały być i są wspólne, demokratycznie tworzone i dostępne dla wszystkich. Same w sobie jednak nie zawierają informacji. Są fizyczną warstwą Internetu. Kolejne z nich – kod i kontent – w postaci zbiorów danych, mogą się po tych drogach poruszać, działając na drodze współpracy i innowacji. Pozostaje pytanie, jak regulować ruch. Joanna Turek


Magdalena Buczek

TRANSFORMACJE SIECI


TRANSFORMACJE SIECI Natalio, powiedziałaś wcześniej, że na fali rewolucji 2.0 internet stał się swoistą przestrzenią performansu, my sami zaś kuratorami osobistych treści. Motto, skopiowane z wywiadu jaki ukazał się w internetowym piśmie dwutygodnik.com po wystawie „Ustawienia prywatnosci” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, brzmi jak tytuł hipsterkiej wystawy i byłoby zgrabnym zakończeniem tego tekstu. Tekst ów ma odnosić się do roli Internetu od net-artu do post-internetu, Internetu jako przestrzeni publicznej i prywatnej. Od razu mam ochotę zakwestionować każde słowo w tym zdaniu. Przede wszystkim Internet jako coś osobnego, a już na pewno jako odrębna czy też dodatkowa przestrzeń – nie istnieje. Stąd podział na przestrzeń prywatną i publiczną wydaje się być zaczerpnięty z poprzedniego porządku. Sieć została przez nas zinternalizowana, a my staliśmy się przez nią zamplifikowani. Świetnie ujął to już Piotr Czerski w swoim tekście „My, dzieci sieci”, będącym próbą opisania generacji Internetu: „Sieć nie jest dla nas czymś zewnętrznym wobec rzeczywistości, ale jej równoprawnym elementem: niewidoczną, ale stale obecną warstwą przenikającą się z przestrzenią fizyczną. My nie korzystamy z sieci, my w niej i z nią żyjemy.(…) Sieć jest procesem, który dzieje się i nieustannie przekształca na naszych oczach; z nami i przez nas.”

Internet jako wyspa, przy której surfujemy na falach ułożonych z www, alternatywa do poza galeryjnego obiegu artystycznego, egalitarna baza danych i ponadnarodowa struktura społeczna – to utopia lat dziewięćdziesiątych. Wtedy, jeszcze jako nowum technologiczne, dostępne dla nielicznych, Internet mogł wydawać się odrębnym medium artystycznym, skupiającym romantyczne idee lat 60, sztukę poczty, literacki intertekstualizm podniesiony do potęgi przez hipektekst i dekonstrukcję. Zgodnie z definicją, net-art to projekt artystyczny możliwy do zrealizowania dzięki podłączonemu do sieci komputerowi i wewnątrz niego samego. Warunkiem funkcjonowania sztuki sieci była jej interaktywność. Net-art to sztuka komunikacji, czy raczej utopia komunikacji. W pewnym sensie osobność projektów net-artu polegała właśnie na ich zamknięciu wewnątrz programu i urządzenia, zwłaszcza, że były to urządzenia nieprzenośne. Pamiętam siebie zbiegającą do piwnicy domu rodzinnego, gdzie mieścił się tzw. “gabinet”, czyli rodzinna baza NASA, ze stacjonarnym komputerem dla wszystkich. Zbiegałam tam kilkanaście razy dziennie, za każdym razem, gdy chciałam sprawdzić ”update” listy dyskusyjnej nnk, protoplasty polskiego net-artu, Dominika Zacharskiego, w której się czynnie udzielałam (a dziś zapomniałam swój login!). Uczestniczenie w kilkunastoosobowej rozmowie bez dzwonków powiadomień, wymagające skomplikowanych czynności motorycznych wywołuje już tylko uśmiech. To ostatni raz kiedy widzę Internet jako odrębny, oddzielony kosmos. Kontekst przestrzenności sieci przeniósł się w rejony określające użytkownika i jego bycie lub nie-bycie (albo bycie bardziej), stan obecności, definiowany jako online i offline.


W tym sensie użytkownik może być porównany do figury flâneura – lecz podróż, czy włóczęga odbywa się w nim samym, niezależnie od realnej przestrzeni lub metaforycznej mapy. Wahadło online i offline aktywuje zmysłowe i jednostkowe doświadczenie rzeczywistości oraz własnej tożsamości. Przytoczę tu słowa Agnieszki Warnke opisującej na stronie culture.pl projekt „Random Selection”, autorki niniejszego tekstu: „Ten dzisiejszy flâneur naturalną przestrzeń wielkomiejskiej ulicy zastąpił światem wirtualnym, wprawia w ruch nie tyle ciało, co zmysły. Zmienny i zwielokrotniony przez media elektroniczne obraz rzeczywistości odbierany jest nie tylko za pomocą wzroku, lecz również zostaje poddany percepcji słuchowej czy dotykowej. Wnikliwa obserwacja przekształca się więc w sensualne doświadczenie.” Pomimo, że „Random Selection” akurat odnosi się także w swojej treści do doświadczenia realnej podróży, Warnke słusznie jednak zwraca uwagę na to, że off-on-line to ta najważniejsza jej część i rodzaj naszego doświadczenia codzienności. “Internetowość” jest dla dzisiejszego odbiocy tak naturalna i zmysłowa jak druga skóra, to już nie proteza czy przedlużenie ciała (jak proponował myśleć o mediach McLuhan), tylko część naszej tożsamości. Tożsamości, która, dzięki cyfrowej mediacji, coraz bardziej się upłynnia i multiplikuje. Jedną z najważnejszych prac net-artowych na temat tożsamości w sieci jest “Mouchette” (1996), strona stylizowana na pensjonarską amatorską witrynę internetową prawie-trzynastoletniej Holenderki o imieniu Mouchette. Nie wiadomo do końca kto jest autorką tego projektu, postać Ekran Mouchette z wystawy „Electronic Superhigway” w galerii Whitechapel, fot. Magdalena Buczek


dziewczynki nawiązuje do literackiej i filmowej bohaterki o tym samym imieniu, która właśnie w wieku 13 lat popełnia samobójstwo. Zatem internauci poznają ją na chwilę przed nim. Słodka chic-litowa estetyka strony po dłuższej obserwacji odsłania gotyckie smaczki, po płatkach roży chodzi zanimowana mucha, Mouchette w jednym z wpisów przyznaje się do samotności i narzeka na chłód ekranu, przykłada do niego usta i rozpłaszcza policzek prowokując zbliżenie z kimś, kto ją właśnie ogląda. Projekt nadal broni się swoją ironia i metatekstowością. Niedawno miałam nostalgiczną przyjemność obejrzenia go w galerii Whitechapel na wystawie „Electronic Superhigway”. Specjalnie dla Mouchette postawione zostalo biurko i krzesło, a na biurku klasyczny komputer z myszką. Na wyeksponowanej stronie z domowymi przepisami potencjalnych nastoletnich samobójczyń, wpis ostatniego użytkownika brzmiał: „Is it weird that I miss the kind of person I was when I used to visit this place years ago?”. Tym stał się właśnie net-art. Sentymentalną anegdotą. Cyfrowa tożsamość Mouchette kontrastuje z figurą Juliany Huxtable z wystawy pokazanej rok wcześniej w New Museum NYC, na triennale „Surrounded Audience”. Juliana Huxtable, postać realna – poetka, DJ-ka i artystka wizualna – zmaterializowana na wystawie w postaci naturalnej wielkości wydruku 3D autorstwa Franka Bensona, także stała się obiektem internetowego kultu oraz dziełem sztuki. Na przykładzie obu bohaterek jak w soczewce prześledzić można zmianę miedzy net-artem a post-internetem. Tutaj adolescencja, niedojrzała płciowo i submisywnie uwodząca, nieuksztaltowana cyfrowa tożsamość, tam dojrzała, doskonała, samoświadoma, transseksualna figura realnej postaci. Mouchette to byt, który uruchamia się poprzez użytkownika-vouyera,

Rzeźba Juliany z wystawy w New Museum, NYC, triennale „Surrounded Audience”, fot. Magdalena Buczek


jednak autor strony pozostaje w ukryciu. Rzeźba Juliany nie tylko ma autora, który zaistniał już w obiegu galeryjnym, ale dodatkowo odwołuje się do realnej postaci, która, podobnie jak dzisiejszy użytkownik sieci, żongluje tożsamościami – jest aktywistką, modelką, DJ-ką, poetką. Płynność “ja” nie manifestuje się tylko w kontekście płci i nie jest osiągnięta dzięki bezpiecznej anonimowości, jaką daje Internet. Tożsamość bohaterki, ale także potencjalnej użytkowniczki sieci i artystki jednocześnie, scala się i emancypuje dzięki internetowemu potencjałowi. Projekt i figura, jaką projekt generuje, manifestuje się także w przestrzeni realnej – jako artefakt – ale także poza galerią i siecią, w IRL – in real life. Podczas, gdy Mouchette pozostanie elektronicznym fantomem, na zawsze już 13-letnią dziewczynką, Juliana to postać z krwi i kości, która nie ożywa dzięki podłączeniu do sieci, ale z sieci aktywnie korzysta, a przy okazji zarabia na tym niezłe pieniądze. Romantyczna idea net-artu jako alternatywnego obiegu sztuki wyczerpała się, a post-internet zatoczył koło i wrócił do white cube. Aktywność odbiorcy internetowego zmieniła się tak, jakby wyszedł on z anomimowego czat-roomu i stał się wspołtwórcą algorytmów, swoich autorskich profili społecznościowych, wydawcą własnych materiałów wizualnych i dzwiekowych, a dzięki nowym aplikacjom i kryptowalutom – menedżerem swojego budżetu. W skrócie – jak mowi motto tego tekstu – kuratorem osobistych treści. Przygodę z taką samokreacją śledziłam we własnym długoletnim projekcie o kolejnej kobiecej bohaterce – Justinie. Realna postać, daleka kuzynka, szukająca szczęścia w Londynie ekonomiczna imigrantka z Polski, bywalczyni gejowskich klubów i imprez na Ibizie to postać, z ktorej utkałam

figurę „Justiny”, współczesnej bohaterki łotrzykowskiej. Mój udział polegał głównie na archiwizowaniu jej własnych opowieści i dokumentowaniu autokreacji, jakiej Justina dokonywała w przestrzeni mediów splecznościowych. W czasach swoich początków Facebook sugerował użytkownikom precyzowanie swojego statusu uzupełniając zdanie rozpoczynające się od własnego imienia ze słowem „jest”. Stąd tytuł pierwszej części opowieści o Justinie „Justina is”. Już samo opisywanie się w trzeciej osobie powoduje symboliczne oddzielenie się od własnej figury online i przesunięcie na pozycję narratorki własnej historii. To forma tekstualnego selfie. „Justina is tired, Justina wants to dance, dance, dance till drop, Justina wkurwia się, Justina is full of faith” – to fragment autonarracji tej bohaterki, pokazanej na wyświetlaczu ledowym w witrynie galerii XS w Warszawie. Kolejną wartwą storytellingu, już nie tak jawnie marketingową, były e-maile i prywatne wiadomości Justiny, zatem korespondencja kierowana tylko do mnie. To narracja z dluższą frazą i bardziej swobodnym językiem. Wspomniane fragmenty ujawniają jeszce inną cechę związaną z komunikacją w sieci, a mianowicie mutacje językowe, traktowanie słów, a zwłaszcza języka, jako kodu. Język oczywiście zawsze nim był, jednak dzięki pewnej umowności jaką daje nam komunikacja internetowa, z dominującym językiem angielskim i licznymi skrótami, kod staje się pełnoprawnym nośnikiem nowych znaczeń. Język Internetu nabiera cech Polari, na co zwrocił już uwagę James Bridle w swoich badaniach na temat estetyki sieci (http://new-aesthetic.tumblr.com). Pozwolę sobie przytoczyć dosyć długą definicję tego pojęcia z polskiej Wikipedii:


„Polari jest mieszanką włoskiego, romskiego, świńskiej łaciny, cockney rhyming slang, slangu marynarzy i gwary złodziejskiej. Później rozszerzył się o słownictwo z języka jidysz żydowskiej społeczności, która osiedlała się we wschodnim Londynie, gwary żołnierzy amerykańskich (przebywających w Wielkiej Brytanii podczas drugiej wojny światowej) oraz slangu użytkowników narkotyków w latach 60. XX wieku. Polari był wciąż rozwijającą się formą języka, z małym, niezmiennym jądrem słownictwa.” Zatem Polari to sztuczny kod językowy remiksujący kilka dominujących wśród zainteresowanego środowiska języków. Mutujący się pod kątem swojej użyteczności. Uwzględniający poczucie humoru oraz specyfikę mniejszości, które dzięki temu językowi, zyskują przestrzeń komunikacji, jakiej brakowało im w IRL, in real life. Taki język tworzy się też we wspomnianym już „Random Selection”, patchworkowej, slamowej narracji złożonej z tekstów napływających do mnie online, czyli korepsondencji, jaką otrzymuję i wysyłam w ramach sieci, luźnych notatek tworzonych na ajfonie i ulubionych fragmentów literackich ściąganych z czytników. Język angielski, którym posługuję się ja i większość moich interlokutorów to język wyuczony, zapośredniczający rzeczywistość, tak jak ekran osobistego urządzenia. Dlatego jego powierzchnia – jak powierzchnia często używanego smartfona – nigdy nie jest neutralna, a błędy językowe i niepoprawne akcenty to pęknięcia i smugi współtworzące obraz wizualnej i tekstowej rzeczywistości. Doświadczenie w kontekście Internetu (czy jest jeszcze coś poza nim?) zakłóca binarne pojmowanie rzeczywistości, płci, tożsamości i innych elementów naszego życia. Umocowane jest na fundamencie dynamicznego remiksu, językowej, wizualnej i ekonomicznej niedyskrecji oraz estetyce błędu. Dlatego doskonale nawiązuje do

teorii Freda Motena o „czarności” (blackness), która definiowana jest jako wirus, mutacja, siła zakłócająca tradycyjny porządek, oparty na przeciwieństwach, a tożsamość definiuje w kategoriach niepoliczalności, jako „mniej i więcej niż jedno”. To przestrzeń emancypacji i umocnienia mniejszości, wykluczenia uniwersalizmów. Przestrzeń nowej utopii. Na koniec łyżka dziegciu. Przygotowując się do pisania tego tekstu sprawdziłam dane na temat młodych internautów w krajach transformacji: Serbii, Polsce, Węgrzech, Bułgarii i Rumunii. Badania przeprowadzone na nastoletnich użytkownikach sieci z państw Unii Europejskiej w latach 2009-2011 pokazują interesujące zjawisko. Bułgaria i Rumunia są w czołówce częstotliwości użytkowania Internetu i godzin spędzonych w sieci. Jednocześnie przedstawiają najniższy współczynnik aktywnego użytkowania sieci. Podobnie, choć nie tak jaskrawo, przedstawia się sytuacja wyżej wymienionych państw, w tym Polski. Badacze nazywają to zjawisko „second-level digital divide” i wskazują na fakt, że podziały ekonomiczne i kulturowe przekładają się na podziały w kompetencjach technologicznych („digital literacy”), a także, że analfabetyzm technologiczny („digibetism”) jest częściowo dziedziczny. Internet, ta emancypacyjna utopia kuratorowania treści i tożsamości, pomimo swojej dostępności w krajach transformacji nadal wykorzystywany bywa przeważnie biernie. Jako medium nie tyle nowe, co umożliwiające tradycyjne korzystanie ze starego modelu medialnego. Według autorów badań, podział w kompetencjach cyfrowych na Zachodnią i Wschodnią Europę ma źrodła nie tylko ekonomiczne, ale także kulturowe. Aktywne korzystanie z sieci i jej


współtworzenie zależy także od poziomu poczucia sprawności technologicznej i pewności siebie. Tu wyraźny jest podział na aktywniej działających chłopców i pasywne dziewczynki, które spóźniają się w stosunku do kolegów o kilka roczników. Jednocześnie sprawniejsze są w mediach społecznościowych, gdzie ważne jest kreowanie wizerunku. Nie bez powodu trzema przykładami bohaterek przywołanymi w moim tekście są figury o kobiecych cechach: Mouchette, Juliana i Justina. #dissapointment #hopeforthebest

Magda Buczek Artystka wizualna, mieszka i pracuje w Warszawie. Studiowała na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie oraz Royal Academy of Fine Arts w Antwerpii, a także dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. W swoich pracach łączy takie media, jak fotografia, rysunek czy wideo z tekstem i performansem oraz materiałem zawłaszczonym. Tworzy intermedialne kolaże inspirowane mitologiami kultury popularnej, rytuałami inicjacyjnymi, narracjami na styku języka komunikacji wirtualnej i rzeczywistej. Jej prace pokazywane były między innymi w Berlinie (Kustlerhaus Bethanien), Nowym Jorku (WANTED Design Festival), Mexico city (SOMA), Krakowie (Bukier Sztuki) i Warszawie (XS).

Bibliografia: https://books.google.pl/books?id=OgYx8URCnU4C&printsec=frontcover&source=gbs_ge_summary_r&cad=0#v=onepage&q&f=false (Closing the gap, are we there, yet? Reflections on the persistence on second-level digital divide among adolescents in Central and Eatern Europe, Monica Barbowschi, Bianca Balea, in: The Digital Divide, Internet and Social Inequality in International Perspective, edited by Massimo Radnedda and Glenn W. Muschert, Ruthledge, 2013) http://www.ha.art.pl/felietony/2613-mariusz-pisarski-sztuka-postinternetowa-wprowadzenie-do-pozegnania-z-nowymi-mediami.html http://www.dwutygodnik.com/artykul/5577-ja-po-internecie.html http://magazynszum.pl/krytyka/lepszego-swiata-nie-bedzie-9-berlin-biennale http://artmuseum.pl/en/doc/video-performans-i-czarnosc


Boris Eldagsen, Martyna Miller

POLITYKA SIECI


PODĄŻAJ ZA KOTKIEM i dowiedz się, jak działa populizm Witaj złota rybko, żegnaj koncentracjo Badania przeprowadzone w 2015 r. przez Microsoft Corporation po raz koejny potwierdziły, że cyfrowy styl życia utrudnia koncentrację. W ciągu zalewie dekady zdolność do koncentracji skróciła się z dwunastu do ośmiu sekund. Współcześnie ludzie mają mniejszą zdolność do koncentracji niż złote rybki (średnio dziewięć sekund). Spadek odnotowano we wszystkich grupach wiekowych obu płci. Ten deficyt pociąga za sobą większą liczbę zmian. Wiele z nas odbiera telefon ponad 1500 razy w tygodniu. Właściciele używają swoich telefonów średnio trzy godziny i szesnaście minut dziennie. Na przeciętnej stronie internetowej w czasie jednej wizyty użytkownicy przeczytają co najwyżej 28% słów, a często tylko 20%. Co to oznacza dla marketingu cyfrowego? A co dla artysty, który w sieci konkurować ma z dużymi agencjami?

cji instynkty pielęgnowania. Kotki odwołują się do naszych emocji i na tym poziomie kompletnie nas rozbrajają. Podobnie robi to populizm. Odwołuje się do uśpionych atawizmów i działa na wyobraźnię. I tak jak populizm musi polegać na wytwarzaniu szumu informacyjnego, my, artyści, musimy wytwarzać hałas wizualny, aby zwrócić na siebie uwagę: ruchome obrazy, krzykliwe GIFy, szalone naklejki. Wraz ze wzrostem popularności GIF-ów i naklejek Snapchata, pojawiła się także nowa estetyka. I to właśnie ta estetyka działa w mediach społecznościowych i osiąga najwyższe efekty w postaci udostępnień i komentarzy. Gdy Sabine Taeubner i ja zostaliśmy zaproszeni do programu WRSW | BRLN, wpadliśmy na koncepcję połączenia tych wszystkich nowych elementów w projekt pod nazwą „Follow Your Pet”. Zwierzątka, populiści i trojany

Wywołać zainteresowania użytkownika? Zawalczyć o uwagę, być efektownym i atrakcyjnym? Formułować krótkie i bezpośrednie wiadomości? Czy można wyobrazić sobie coś bardziej przyciągającego uwagę niż... kotki? Kotki rządzą Internetem. Wywołują krótkie zwarcie w naszych mózgach i uderzają bezpośrednio w strefę nieświadomości. Ich wielkie oczy, niewielkie noski i okrągłe główki wywołują wykształcone w procesie ewolu-

Zaniepokojeni wzrostem populizmu na zachodzie Europy chcieliśmy sprawić, aby populistyczne strategie stały się bardziej przejrzyste. Ale jak? Entuzjastyczny zwolennik partii populistycznej nie byłby prawdopodobnie skłonny, aby przeczytać esej, w którym grozi mu się palcem i próbuje umoralniać. I nie przeczytałby go ani w formie off- ani online. Ale ów zwolennik populizmu prawdopodobnie wszedłby w interakcję z zabawnym GIF-em na swoich ulubionych platformach społecznościowych.


Dlatego też postanowiliśmy wykorzystać Internet. To największe medium naszych czasów, największy rynek handlu uwagą. I jednocześnie największy obszar wpływów politycznych i propagandowych. Jest to również miejsce, gdzie populizm się kształtuje: tworzony przez emocje rozpowszechniane w mediach społecznościowych. Zdecydowaliśmy się „strollować” sieć programując „konia trojańskiego” – krzykliwe GIFy z kotkami, opatrzone krótkimi, niejasnymi na pierwszy rzut oka nagłówkami i intrygującym adresem URL – www.followyour.pet, będące humorystyczną ilustracją tego, jak nieświadomi pozostają ludzie pod wpływem populizmu. Większość odbiorców będzie komentować, „lajkować” i przesyłać dalej GIF-y, ale nigdy nie wejdzie na stronę, do której odsyła obrazek. Niezależnie jednak od motywacji udostępnienia, zakres jego oddziaływania będzie się rozszerzał. I to właśnie chcemy osiągnąć: jak najszerszy zasięg przez dobrowolne udostępnienia. Być może 1% użytkowników wejdzie na stronę, ale jeśli 10% udostępni GIFy, wygeneruje kolejny 1% tych, którzy odwiedzą stronę, a ci podzielą się materiałem z kolejną grupą osób. Ta strategia, na zasadzie kuli śnieżnej, pozwoli rozwijać projekt, a ilość ludzi „podążających za kotkiem” będzie się zwiększać. A co znajdą na stronie ci, którzy zdecydują się na nią zajrzeć? 36 GIF-ów, z których każdy obnaża i tłumaczy inną populistyczną lub demagogiczną technikę w krótkich, prostych słowach w trzech językach: polskim, niemieckim i angielskim.

www.followyour.pet


Od kwietnia 2015 roku badaliśmy strategie populistyczne i metody demagogii stosowane w różnych krajach. Interesowały nas ekstrema, zarówno prawicowe, jak i lewicowe. W Warszawie współpracowaliśmy z naukowcami, aktywistami i artystami, którzy we własnej pracy odnoszą się do aktualnej sytuacji politycznej. Z ich pomocą zidentyfikowaliśmy dziesięć strategii populistycznych i stworzyliśmy alfabet narzędzi demagogicznych, które są szczególnie często wykorzystywane w najnowszej polityce. Teraz pozostaje nam tylko czekać, gdzie kotki dotrą, dzięki toczącej się kuli wymiany informacji. Zwróciliśmy szczególną uwagę na dwa elementy, które stanowią klamrę naszych działań: kamuflaż i odwołanie do logiki postpolityki – zaburzania poczucia pewności. Kamuflaż Jako że demokracja jest dzisiaj „jedyną grą w mieście” (przynajmniej w świecie Zachodu), niedemokratyczni liderzy, ruchy i partie są dyskwalifikowane jako niespełniające zasady uniwersalnej umowy. Zadaniem tych aktorów politycznych jest więc utrzymywanie pozoru demokracji. Jeden sposób na osiągnięcie takiego efektu leży w przejęciu języka populizmu, ponieważ posiada on silny demokratyczny sznyt. Internet jako medium uznawane za wybitnie demokratyczne posiada podobną cechę. Ale technologiczna utopia równościowego wirtualnego świata nie spełniła się. Dzisiaj Internet został zaprzężony w karby uprawiania realnej polityki, realizowania interesów banków i korporacji, pogłębiania

www.followyour.pet


inwigilacji. Wirtualny świat został skażony tymi samymi technikami manipulacji, co świat realny. Kształt przestrzeni wolności online nie jest jeszcze dookreślony. Wzrost regulacji i kontroli jest wprost proporcjonalny do wagi, jaką dana informacja odgrywa w politycznej grze. Bardzo często działania podejmowane w świecie wirtualnym są szybkie i nieoczekiwanie, tworząc precedens, na które prawo może jedynie gwałtowanie reagować (co miało miejsce w sztandarowym przypadku WikiLeaks i skandalu wokół procesu Edwarda Snowdena). „Podążanie” za czymś jest strategią wspólną użytkowników Internetu (którzy filtrują sieć w poszukiwaniu istotnych informacji) i przedstawicieli władzy (którzy śledzą wybory użytkowników w celu zbierania danych). Biorąc to wszystko pod uwagę postanowiliśmy działać w Internecie przyjmując konwencję maskarady. Zmultiplikowana gra ukrywania, odkrywania i śledzenia składa się na odwróconą logikę, która określa kondycję wirtualnej egzystencji. Poetyka sieci często posługuje się sekretem, zagadką, tajemnicą. Sugeruje kontrowersję, aby przewrotnie spowodować wzrost zainteresowania daną treścią. My posługujemy się podobną taktyką, aby uczynić populistyczne strategie bardziej transparentnymi. Rybka ma szansę złapać haczyk.

Orbita telewizyjna / postpolityka Podczas pracy nad alfabetem demagogii, Sabine zauważyła, że większość z opisywanych przez nas narzędzi manipulacji używana jest w programach telewizyjnych typu reality show. Ich obecność zmniejszyła zdolność widzów do krytycznego oglądu rzeczywistości i wyścieliła drogę populistom. Nasz ostatni projekt, SUPERHIGH, który ostatecznie przybrał kształt mokumentu realizowanego we współpracy z telewizją ARTE, wykorzystywał lub raczej imitował poczucie zaburzenia rzeczywistości wywoływane przez formułę reality show. Stworzyliśmy sytuację rzeczywistego „show”, konkursu, w którym grupa osób, poddana działaniu naturalnych środków umożliwiających uzyskanie alternatywnego stanu świadomości (takich jak specyficzny rodzaj ruchu, dźwięku lub złudzenia optycznego), oceniana była przez grupę pod wpływem narkotyków. Konwencja mokumentu i wykorzystywanie elementów estetyki programów reality show, w połączeniu z nielegalnymi substancjami (co oczywiście piętrzyło domniemania) skutecznie uniemożliwiło rozpoznanie, w której grupie znajduje się dana osoba, albo w jakim rzeczywiście znajduje się stanie. W rzeczywistości, w której nie wiadomo co jest prawdą, a co fałszem, niezwykle łatwo jest ulec wrażeniu, że wszystko jest prawdą bądź fałszem, a w związku z tym nic nie ma znaczenia. I wszystko je ma. Podstawowe dychotomie, takie jak dobro i zło, białe i czarne, słuszne i cyniczne, ważne i małostkowe, nie są już oczywiste. Projekt followyour.pet ma formułę internetowego żartu, ale tak naprawdę dotyczy ważkiego problemu współczesnego świata. Dotyczy nas wszystkich.


Chcemy demistyfikować strategie demagogiczne wykorzystując aktywną, demokratyczną siłę spontanicznych udostępnień internetowych użytkowników. Mechanizm powodzenia zależał będzie od nawyków odbiorców (osoba, która zazwyczaj nie śledzi pochodzenia treści, które udostępnia w Internecie prawdopodobnie nigdy nie odwiedzi naszej strony) i ich motywacji (aktywiści zrobią to z powodów innych od dziennikarzy pism prawicowych czy innych autorów sztuki cyfrowej). Zaprojektowane przez nas GIF-y nie epatują treścią, która przedstawiałaby poglądy określonej grupy odbiorców. Pozostają atrakcyjne wizualnie czyli neutralne, abstrakcyjne i powierzchowne. Tylko jeśli ktoś zdecyduje się zajrzeć pod powierzchnię, dostanie dodatkową porcję informacji – informacji, nie postulatów. W tym sensie projekt ma wymiar edukacyjny. Razem z Sabine wykorzystujemy odpolityczniony, homogeniczny styl internetowych treści, aby generować treść nie tyle polityczną, co panpolityczną – taką, która uświadamia powszechne strategie uprawiania wszelkich polityk, niezależnie od kolejnych wdrażanych programów. Estetyka internetowa ma potencjał jednoczenia. Kotki przesyłają sobie wszyscy, od lewa do prawa. Są więc dobrym narzędziem, aby szukać mostów porozumienia między tymi grupami, które w rzeczywistym życiu rzadko się spotykają, a jeszcze rzadziej działają w imieniu jednego interesu. Dajemy im szansę.

Boris Eldagsen & Sabine Taeubner Boris Eldagsen studiował fotografię i sztuki wizualne na Akademii Sztuki w Moguncji, sztukę konceptualną i intermedia na Akademii Sztuk Pięknych w Pradze, ukończył wydział sztuk pięknych Sarojini Naidu School of Arts & Communication w Hyderabad (Indie) oraz filozofię na uniwersytetach w Moguncjii i Kolonii. Od lat mieszka i pracuje w Berlinie. Jego prace były prezentowane w międzynarodowych instytucjach i podczas festiwali, takich jak Fridericianum Kassel, CCCP Melbourne, Athens Video Art Festival, Media Forum Moscow, WRO Media Art Biennale Wrocław i Biennale of Electronic Arts Perth. Pracuje jako konsultatnt w branży nowych technologii i multimediów oraz wykładowca. Podczas rezydencji przygotuje projekt wspólnie z Sabine Taeubner, z którą współpracuje od 2011 roku. W duecie stworzyli SUPERHIGH: intermedialny show mokumentarny, koprodukowany przez telewizję ARTE.


Katarzyna Szymielewicz

ALGORYTMY SIECI


ALGORYTM JAKO NARZĘDZIE WŁADZY Człowiek kontra algorytm

„Nauka” o ludziach

Odkąd Internet i technologie informatyczne zawładnęły rynkiem i stały się kluczowym narzędziem w walce o polityczne wpływy, ich paliwo – dane – urosły do rangi strategicznego zasobu. Nad ropą dane mają tę przewagę, że można je eksploatować bez końca. Jak jednak wycisnąć z nich realną wartość? Jak odróżnić informację nieistotną od istotnej? Czy w niezwykle złożonym systemie, w którym przyszło nam funkcjonować, da się cokolwiek z dużą pewnością przewidzieć? Nasza cywilizacja, ogarnięta obsesją postępu i racjonalności, nie znosi pytań bez odpowiedzi. Z tej próżni narodził się fetysz wielkich danych: wiara w to, że wystarczy zebrać odpowiednio dużo informacji, by zobaczyć przyszłość i zapanować nad teraźniejszością. Kto pierwszy dokopie się w tych złożach do prawdy o człowieku, ten wygra wyścig z konkurencją. Bez znaczenia, czy stawką jest długofalowa dominacja na rynku, krótkoterminowa maksymalizacja zysku czy zdobycie politycznej władzy – dzięki stale rosnącym zasobom informacji o ludziach można przewidzieć i wpłynąć na ich zachowania w każdej sferze. Czy rzeczywiście można? Fakty tracą na znaczeniu, jeśli dość dużo osób wierzy, że rzeczywistość jest inna.

Fetysz wielkich danych opiera się na przeświadczeniu, że człowiek nie jest istotą o unikalnych właściwościach, ale kombinacją powtarzalnych cech i zachowań. W przyrodzie występują kombinacje mniej lub bardziej typowe, nie mniej jednak każdą z nich da się rozłożyć na czynniki pierwsze, wydobyć związki przyczynowo-skutkowe, nazwać prawidłowości. To, co na pierwszy rzut oka może wydawać się zagadkowe, przypadkowe a nawet szalone – nieoczekiwanie wysoka suma wydana na parę butów, poważna choroba czy akt terroryzmu – tak naprawdę rządzi się ukrytą logiką, którą możemy odkryć. Potrzebny jest tylko odpowiednio duży zbiór danych o ludziach, ich codziennych czynnościach, rutynach, relacjach, nałogach, marzeniach, lękach, chorobach, problemach. I tak, w oparciu o analizę korelacji statystycznych między tym, jakie działania podejmujemy i naszymi immanentnymi cechami, budowana jest nowa „nauka” o człowieku. Ci, którzy decydują się korzystać z wielkich danych i na tej bazie podejmują decyzje, nie mają czasu na weryfikowanie pseudonaukowych hipotez. Jaką reklamę zaproponować konkretnemu konsumentowi? Komu dać kredyt i z jakim oprocentowaniem? Kogo zatrudnić? Kogo i za jaką stawkę ubezpieczyć? Komu przyznać zasiłek? Do kogo skierować polityczną propagandę i na jaki argument położyć nacisk? Komu przyjrzeć się uważniej, kiedy chodzi po sieci lub po ulicy, a kogo od razu zatrzymać? Czyje rozmowy kontrolować? To trudne decyzje dla człowieka. Stają się łatwiejsze dzięki statystyce i odpowiednio zaprogramowanym algorytmom postępowania.


Według Wikipedii algorytm to „skończony ciąg jasno zdefiniowanych czynności, koniecznych do wykonania pewnego rodzaju zadań”. Jego celem jest „przeprowadzenie systemu z pewnego stanu początkowego do pożądanego stanu końcowego”. Dopóki głównymi obszarami ich zastosowania były nauki ścisłe (szczególnie matematyka) i procesy produkcyjne (od przepisów na ciasta po taśmę, na której składane są samochody), wszystko było proste. Czy tę samą logikę można jednak zastosować do miękkich procesów społecznych? Czy w gorset zalgorytmizowanego postępowania można wcisnąć decyzje dotyczące człowieka? Czy dzięki korelacjom statystycznym można wyjaśnić, dlaczego konkretna osoba postąpiła w określony sposób, a nawet to przewidzieć? Już w drugiej połowie XIX wieku był o tym przekonany włoski psychiatra i kryminolog Cesare Lombroso, który swoją teorię „kryminalnego człowieka” stworzył w oparciu o antropometrię. Na podstawie pomiarów tysięcy czaszek zmarłych i żyjących skazańców, doszedł do wniosku, że skłonność do łamania prawa jest cechą wrodzoną. Więcej: że mamy ją w pewnym sensie „wypisaną na twarzy”. Parametry czaszek i cechy antropometryczne takie jak szerokość czoła i nosa zdaniem Lombroso pozwalają wyróżnić odmienny typ biologiczny: człowieka kryminalnego. Od takiej tezy już tylko krok do faktycznej dyskryminacji i prewencyjnych działań policji wycelowanych w osoby o „przestępczym” wyglądzie. Materiał z wystawy Nervous Systems. Quantified Life and the Social Question, HKW 2016, Berlin, fot. materiały organizatora


Dyskryminacja zaszyta w systemie W XXI wieku pseudonaukowość teorii Lombroso nie podlega dyskusji. Jesteśmy dumni z takich zdobyczy jak domniemanie niewinności w procesie karnym i uniwersalne prawa człowieka, przysługujące każdemu bez względu na pochodzenie czy kolor skóry. A jednak realna polityka państw w sferze przeciwdziałania przestępczości nadal pełnymi garściami czerpie z rasowych stereotypów. W 2012 r. w wyniku dziennikarskiego śledztwa wyszły na jaw działania nowojorskiej policji, która przez sześć lat inwigilowała lokalną społeczność muzułmańską. Operacja, której celem miało być przeciwdziałanie terroryzmowi, obejmowała ciągłą obserwację meczetów i miejsc spotkań oraz prewencyjne instalowanie podsłuchów. Jeden z dowódców policji, Thomas Galati, publicznie przyznał, że o objęciu nadzorem decydowały nie działania konkretnych osób, ale ich przynależność do grupy etnicznej i fakt posługiwania się określonym językiem. Mimo sześciu lat obserwacji nikomu z tej społeczności nie postawiono formalnych zarzutów. Po ostatniej fali zamachów terrorystycznych w Unii Europejskiej z dużym entuzjazmem przyjęto dyrektywę, która przewiduje wykorzystywanie tzw. danych PNR do walki z terroryzmem i poważną przestępczością. Dane PNR to nic innego, jak podstawowe informacje, które przekazujemy przewoźnikom rezerwując bilet na samolot. Imię i nazwisko, obywatelstwo, cel podróży, numer karty kredytowej. Jak z takich informacji wyczytać zamiar przestępczy? Zdaniem naukowców, to zupełnie niemożliwe. Zdaniem służb, całkiem proste: jeśli ktoś ma w nazwisko wpisane bliskowschodnie pocho-

dzenie lub „niewłaściwy” paszport, leci z Bejrutu do Londynu i akurat nie sam zapłacił za swój bilet, na pierwszy rzut oka wydaje się podejrzany. Projektowanie rzeczywistości Państwo w swojej polityce wykluczania innego czerpie nie tylko z zakorzenionych w społeczeństwie stereotypów. Uczy się także od rynku, który mimo (pseudo)naukowych racjonalizacji („gospodarka oparta na wiedzy”) dąży w tym samym kierunku: do uproszczonej, stereotypowej wizji człowieka i społeczeństwa. Konsumenci są dzieleni na kategorie w zależności od wieku, płci, poziomu dochodów i miejsca zamieszkania („dobra” lub „zła” dzielnica). Jeśli potrzebny jest profil psychologiczny, badacze rynku rozpoznają tylko pięć dominujących cech osobowości: neurotyczność, otwartość na doświadczenie, sumienność, ugodowość i ekstrawertyczność (tzw. wielka piątka). Kandydatów do pracy klasyfikuje się przede wszystkim w oparciu o ich sieć społeczną („jesteś tym, kogo znasz”). W Stanach Zjednoczonych partie prowadzące kampanie wyborców umieszczają na osi zdecydowany – chwiejny i dodają kluczowe etykiety „antyimigrancki”, „pro-ekologiczny”, „konserwatywny”, „libertarianin”. Skłonność do pobieżnych i upraszczających sądów bynajmniej nie sprawia, że z perspektywy ocenianego człowieka świat algorytmów jest prosty i przewidywalny. W istocie tracimy kontrolę nad tym, w jaki sposób generowane są nasze profile. Często nie wiemy nawet, kto, dlaczego i na podsta-


wie jakich informacji analizuje nasze zachowanie. Okazuje się na przykład, że dla firm ubezpieczeniowych przy ocenie ryzyka, jakie stwarza na drodze kierowca, ważniejsza niż faktyczna historia wypadków może być jego wiarygodność kredytowa (miedzy tymi czynnikami nie ma związku przyczynowo- skutkowego, ale najwyraźniej istnieje korelacja statystyczna). Z kolei banki i instytucje parabankowe, poszukując niezawodnego przepisu na wiarygodnego i wypłacalnego klienta, coraz głębiej eksplorują Internet. Na ostateczną decyzję o przyznaniu bądź odmowie kredytu może wpłynąć to, ile czasu spędziliśmy na stronie takiej instytucji, jak długo zastanawialiśmy się nad poszczególnymi polami formularza kontaktowego, z jakiego urządzenia korzystaliśmy i czy miało naładowaną baterię (!). Nowa nauka o człowieku nie szuka odpowiedzi na pytanie „dlaczego”. Obiektem jej zainteresowania są zjawiska, które dość często występują obok siebie. To, że nie ma między nimi logicznego związku jest ma znaczenia – bo przecież nie chodzi o faktyczne poznanie, zrozumienie ludzkich zachowań. Stawką jest uproszczenie niezwykle złożonej rzeczywistości do postaci prostych algorytmów, które mogą działać szybko i automatycznie. Jeśli system wykrywa zachowanie X w zestawieniu z cechą Y, ma zareagować w określony sposób. To wszystko. Przypadki, w których ta reakcja okaże się błędna, krzywdząca czy w oczywisty sposób dyskryminująca, zostaną zaklasyfikowane jako margines (statystycznego) błędu. Konkretny człowiek być może zostanie niesłusznie zatrzymany i przeszukany, nie dostanie szansy na wymarzoną pracę albo kredytu. Ale system będzie działał dalej: sprawnie i szybko. Najdotkliwszą konsekwencją opierania polityk publicznych i decyzji rynkowych o algorytmy postępowania i korelacje statystyczne nie będą jednak błędy po-

pełniane w indywidualnych przypadkach, ale nowa rzeczywistość społeczna, jaką w ten sposób tworzymy. Nieprzejrzyste, niekoniecznie logiczne, upraszczające ludzką osobowość i społeczną rzeczywistość do statystycznych modeli reguły decydują o tym, jakie usługi i komu są oferowane; jakie polityki bezpieczeństwa lub opieki społecznej wdrażają rządy; kogo uczynią wrogiem, a kogo beneficjentem. Za kilkanaście lat ludzie ukształtowani i wypromowani wedle tych reguł będą podejmować kluczowe decyzje w polityce i biznesie. Jak odzyskać miejsce dla człowieka? W sprawnie i szybko działającym systemie podejmowania decyzji, który napędza wiedza o statystycznych korelacjach i oparty o nią algorytm postępowania, nie ma miejsca na analizę osobistych motywacji, złożonych okoliczności życiowych, niespotykanych często przypadków. Dla człowieka bycie już nawet nie towarem, ale pomijalną pozycją w tabeli czy błędem statystycznym to nic przyjemnego. Z perspektywy firmy czy instytucji, która zaprojektowała ów system, dopóki algorytm postępowania się sprawdza, nie ma sensu zaglądać do środka i weryfikować danych. Ta diametralna różnica potrzeb i perspektyw musi rodzić napięcie. Jak bardzo zalgorytmizowana rzeczywistość musi zgrzytać, żeby w miejscu pomijalnego błędu na nowo pojawił się człowiek? Patrząc na zasady działania reklamy behawioralnej w sieci – która najczęściej jest chybiona, bo dotyczy przedmiotu, który właśnie kupiliśmy na innej stronie internetowej – czy logikę globalnej wojny z terroryzmem, w


której marnotrawi się gigantyczne zasoby na gromadzenie danych o wszystkich, a gubi tych naprawdę podejrzanych, trudno o optymizm. Raz naoliwiony i zaprojektowany system trudno zatrzymać, tym bardziej, że w swojej wewnętrznej logice generuje tylko takie dane, które – oderwane od rzeczywistości – uzasadniają jego trwanie. Mamy tyle kliknięć, ile założyliśmy (co z tego, że chodziło o zamknięcie wyskakującej reklamy, a nie przycisk „kup teraz”). Mamy tylu podejrzanych, by do ich obserwacji zatrudnić sztab ludzi (co z tego, że są niewinni). Tam, gdzie nie przebijają się racjonalne argumenty, trzeba wzburzać emocje, działać na wyobraźnię, wkraczać w obszar podświadomości. Tu otwiera się przestrzeń do interwencji artystycznych: obnażających odczłowieczone i wypaczone w swojej logice systemy, konfrontujących nas z długofalowymi, społecznymi skutkami ich działania, przywracające marzenia o świecie, w którym jest miejsce na unikatowość, i zrozumienie drugiej osoby. Takim głosem w obronie niepoddającego się upraszczającej analizie człowieka była wystawa Nervous Systems. Quantified Life and the Social Question, przygotowana przez berliński Haus der Kulturen der Welt we współpracy z Tactical Technology Collective w pierwszej połowie 2016 roku, z której pochodzi wiele przywołanych powyżej przykładów. Aby przebić się przez szum rozpędzonej, biznesowo-państwowej machiny potrzebujemy kolejnych – jeszcze mocniejszych, jeszcze głośniejszych.

Katarzyna Szymielewicz Prawniczka specjalizująca się w problematyce praw człowieka i nowych technologii. Współzałożycielka i prezeska Fundacji Panoptykon – polskiej organizacji broniącej praw człowieka w kontekście współczesnych form nadzoru nad społeczeństwem. Wiceprzewodnicząca European Digital Rights – koalicji 33 organizacji działających na rzecz praw cyfrowych w Europie. Członkini rady Tactical Technology Collective i Amnesty International (Polska). Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji UW oraz Development Studies w School of Oriental and African Studies. Laureatka Nagrody Radia TOK FM im. Anny Laszuk za 2012 r.. Członkini Ashoki – międzynarodowej sieci zrzeszającej przedsiębiorców społecznych.


Gautheir Lesturgie

Norbert Delman: „Augmented City�


RECENZJA WYSTAWY NORBERTA DELMANA Recenzja wystawy Norberta Delmana w Asia Contemporary Art Platform NON Berlin, 11-19.11.2016 , w ramach programu rezydencji WRSW | BRLN 2016 Norbert Delman w sportowym stroju biegnie na bieżni przed wielkoekranową projekcją kontrastowo zestawionych, przejmujących obrazów i zdjęć Warszawy. Kobiecy głos rozpoczyna alarmujące odliczanie „25 minut przed unicestwieniem”. Zwracając się do widzów, narratorka opisuje ranne miasto, rozrywane przez skonfliktowane siły. Co i raz instruuje artystę (i tym samym publiczność) aby „brać oddech i wydech”„Augmented City” składa się z synchronicznie pojawiających się, i pokrywających ze sobą obrazów w ramkach, przywodzących na myśl komputerowe okna. W ten sposób rozpoznawalne miejsca na mapie Warszawy zostają „zakłócone” przez przebitki ostatnich wydarzeń w stolicy, ujęć z relacji w mediach, zestawionych z abstrakcyjnymi kompozycjami wizualnymi.Instalacja sama w sobie (bieżnia ustawiona naprzeciw ekranu), i niektóre efekty wizualne zainspirowane estetyką cyfrową lat 90-tych, przenosi nas do salonów gier z tamtych czasów, z tą jednak różnicą, że artysta-gracz nie ma tu kontroli nad trasą, którą ma przebyć. Musi wytrzymać, aby iść dalej. I rzeczywiście, Delman nie zabiera nas na malowniczą wycieczkę po Warszawie. Atmosfera jest przytłaczająca: oglądanie warszawskich pejzaży miejskich nagle przerywają pojawiające się okna, eliptyczne przekaźniki często brutalnych relacji medialnych. Warszawska tkanka miejska pocięta jest przez sfilmowane kibolskie ustawki, demonstracje, zęby psów i kałuże krwi. Industrialna, niepokojąca kompozycja muzyczna Łukasza Dziedzica (johnlake.pl), razem z odgło-

sem kroków artysty i dźwiękiem jego ciężkiego oddechu, znacząco wzmacnia odbiór tej duszącej scenerii. Tempo filmu kontrastuje ze scenami statycznymi: postaci stojącej przed kilkoma warszawskimi symbolicznymi pomnikami i budowlami. Pałac Kultury i Nauki, Kolumna Zygmunta, czy pomnik Pomnik Małego Powstańca to konkretne ślady walk, które kształtują i określają współczesną tożsamość miasta. Przez zderzanie bieżących wydarzeń relacjonowanych przez media z tymi pomnikami przeszłości, Delman portretuje krajobraz miejski stolicy jako materiał wielowarstwowy. I rzeczywiście, możemy porównać strukturę Warszawy do przekładańca, posklejanego ze sobą z różnych czasowych „warstw”. Wielopoziomowy układ estetyki internetowej (w postaci nakładających się na siebie okien ze zdjęciami i fragmentami filmów) jest w jakiś sposób analogiczny do dynamiki gęstości urbanistycznej stolicy.Oczywiście, Warszawa jest bardzo osobliwym przykładem „miasta palimpsestu”: 85% jego powierzchni zostało zrównane z ziemią w następstwie II wojny światowej. W pracy Delmana, przestrzeń publiczna stolicy obrazuje genealogię przemocy, której niepokojące echa słyszymy również dziś. Sfilmowane pomniki zdają się przemawiać przeciwko toksycznej amnezji dotykającej większość dzisiejszych polityków w Polsce. Odnosi się do tego również występujący na początku filmu termin „unicestwienie”, zestawiony ze zdaniem kończącym „Zrównać wszystko z ziemią”, brzmiącym jak przerażające wspomnienie wydarzeń z biografii Warszawy, zwłaszcza zaś zburzenie miasta w skutek Powstania Warszawskiego w 1944 roku (co symbolizuje pomnik Pomnik Małego Powstańca). Relacje medialne prezentowane w filmie Delmana silnie wpływają na naszą wyobraźnię, oraz na to w jaki sposób postrzegamy środowisko, w którym żyjemy.


Forma instalacji Delmana nie tyle jest rezultatem pracy z nowymi mediami i Internetem, ile estetycznie naśladuje mechanizm psychiczny niejako przez Internet duplikowany. I tak jak nie myślimy w sposób liniowy, doskonale zorganizowany, w oparciu o jedno medium, tak też nie działa przekazywanie danych w sieci. Przywodząc na myśl Warszawę, przed naszymi oczami staje wiele interferujących ze sobą przedstawień. Montaż filmu Delmana zwraca uwagę na ulotność pojawiających się i zanikających obrazów, i na konieczność ich ocalenia. W pracy wykorzystywane są materiały cyfrowe, które w pewnym sensie zatrzymują ciągłe zmiany i obieg informacji, stając się poetyckim archiwum toczących się wydarzeń. „Augmented City” to estetyczna reakcja artysty na rzeczy, które dzieją się w jego rodzinnym mieście. W swoim filmie Delman odtwarza zarówno działanie skonfliktowanych sił okupantów wchodzących w warszawską przestrzeń publiczną, jaki i aktualny dyskurs publiczny. Patrząc na artystę biegnącego po bieżni naprzeciw wyświetlanego filmu, szybko staje się jasne, że nie będzie to orzeźwiająca przebieżka, ale fizyczny symbol ucieczki.

Gauthier Lesturgie Niezależny krytyk i autor tekstów o sztuce oraz tłumacz mieszkający w Berlinie. W latach 2010-2016 pracował w ramach projektów artystycznych takich jak Den Frie Centrum Sztuki Współczesnej (Kopenhaga), Critique d’art art journal, 2nd and 3rd Rennes Contemporary Art Biennal czy SAVVY Contemporary (Berlin). Regularnie pisze dla magazynów takich jak m.in. Espace art actuel (Montreal), Inter art actuel (Quebec), ETC Media (Montreal), MOMUS (Toronto), Sleek (Berlin) czy 02 (Nantes).


Norbert Delman, otwarcie wystawy „Augmented City”, fot. materiały organizatora


Jennifer Chan

SZKICE 0 POST-INTERNECIE


SZKICE O POST-INTERNECIE Fragment pełnego artykułu dostępnego na http://www.academia.edu/7508373/Notes_on_Post-Internet "Jestem użytkownikiem, będę improwizować ” – Sam Flynn TRON: dziedzictwo (2010) Bez żadnych specjalnych celów i określonej polityki termin post-internet został zagospodarowany przez krytyków, kuratorów i galerzystów, jako określenie na sztukę współczesną inspirowaną Internetem. To, co widzimy w galeriach rzadko nawiązuje do Internetu jako środowiska, ale coraz częściej spotykamy tam nowocześnie wyglądające obiekty sztuki, które zgrabnie przetwarzają istniejące tropy w historii sztuki. Praca Artie Vierkant Image Objects wygląda jak fragmenty z pracy Photoshop Cory Archangel'a, które przypominają kolorowe gradienty stron www Rafaela Rozendaala, które z kolei przywodzą na myśl obrazy Pieta Mondriana. Blog Greek New Media Shit i fałszywa dokumentacja dzieł sztuki tworzą wirtualne sieci satyrycznych odwołań, wytwarzając tym samym nieskończoną paradę błyskotliwych i konceptualnych żartów odnoszących się do sztuki. Tym samym sztuka Internetu osiągnęła szczyt ironii, jest zadowoloną z siebie pustką autotelicznych żartów użytkowników i jednocześnie beznadziejną próbą dźwignięcia utraconej powagi. Sztuka Internetu początku lat 2000 stała się czymś, co artyści kochają nienawidzić – to nowinka, pojęcie niemalże wstydliwe, technologiczny dandyzm. Jaakko Pallasvuo demonstruje te ambiwalentne tendencje artystyczne w How To / Internet, trzecim z serii filmów instruktażowych, które wykorzystują

estetykę prezentacji (slide show), aby krytykować istniejące online, tak samo jak we współczesnym świecie sztuki, hierarchie społeczne: Jak wyróżniać się w bezkresnym strumieniu informacji? ... Zachłyśnij się popkulturą początku XXI wieku i HTML5. Oczyść złożoność, zażenowanie i smutek ... Znajdź swoje położenie między lekkim nihilizmem i technooptymizmem. Nawiązuj do teorii krytycznych, ale nie czuj się wobec nich zobowiązany. Nie angażuj się politycznie. Używaj post-wszystko. Podobnie jak u białych flânerów (mężczyzn), urzeczonych zabudową i dźwiękami XIX-wiecznych miast i – dzisiaj banalną – koleją, moje doświadczenie świata zostało nieodwracalnie zmienione przez krótkotrwałość nocnych wyszukiwań w Googlu, ciekawość i wpływ oglądania filmów porno na długo przed rozpoczęciem współżycia, rozkoszowanie się wybitnymi remiksami piosenek Taylor Swift, odbywanie edukacyjnych rozmów ze starszymi artystami czy komentowanie wątków zmierzających do nikąd. Post-internet ogarnia i przekształca wszystkie rodzaje zdrożnych trendów, od sztuki wysokiej po kulturalne nisze. Jestem podmiotem skomputeryzowanym, ogólnym użytkownikiem z wygenerowanymi pragnieniami, który serfuje po internetowych trendach, tworząc niejasne skojarzenia wszystkiego ze wszystkim, wszystkim co wyszukam, czego się dowiem. Jeśli „Internet to ludzie”, jak mówi Ben Werdmuller, stałam się beznadziejnie uzależniona i wyczerpana moją potrzebą uprawomocniania siebie przez ludzi, których nawet nie spotkałam. Każdy like czy retweet po-


woduje nieznaczny skok dopaminy, ale wkrótce i to nie wystarczy. W warunkach kapitalistycznego przyspieszenia i usieciowienia ciężko jest być optymistą w kwestii twórczości online bez poczucia, że jest się jakąś formą drona. Najlepsze co można zrobić to demistyfikować te podstępne systemy dystrybucji. Nikt nie chce być wypaloną reminiscencją początku millenium. Sposoby na to jak sprzedać sztukę, lub raczej jak-nie-zostać-wydymanym-przez-przemysł-kultury i rzeczywistość kuratorskich polowań nie są wykładane w szkołach artystycznych. Tak długo, jak artyści prześcigają się, aby sprostać kultowi nowoczesności, zostajemy skazani na łaskę i niełaskę kolekcjonerów, muzeów, magazynów o sztuce i akademii. Twórcom post-internetowym korzyści mogłoby przynieść odejście od praktyk skupionych wokół mediów społecznościowych, na rzecz kreowania społeczności w fizycznej przestrzeni ich życia. Jeśli jednym z postulatów post-internetu jest przenoszenie wpływu wywieranego w Internecie na świat rzeczywisty i relacje społeczne, ważniejsze od wydarzeń wokół galerii i muzeów staje się wszystko to, co zdarza się IRL (in real life). I tego właśnie możemy uczyć się od już działających w sieci kreatywnych społeczności.

Jaakko Pallasvuo, „LOL”, 2011

(...) Nie jesteśmy martwi, a więc nasza praca jest z gruntu „nowoczesna”. Zróbmy zatem coś pożytecznego z tą na nowo odnalezioną mocą sztuki. Zajmijmy stanowisko.


WARSZTATY I SPOTKANIA


W ramach każdej z rezydencji w ramach programu WRSW | BRLN 2016 organizowane były także otwarte warsztaty i spotkania z publicznością: 13.06.2016 Jednodniowy warsztat Lucasa Gutierreza „How to cook crazy videos!” Warsztat dedykowany był artystom audiowizualnym i studentom sztuk wizualnych, designu i fotografii, zainteresowanym praktycznym wykorzystywaniem VJ-ingu. Podzielony był na moduły ćwiczeniowe, a jego rezultatem były realizacje indywidualnych i grupowych kompozycji.

13.08.2016 Spotkanie i warsztat Marceliny Wellmer „Przepraszam, czy to nowe media?” Spotkanie połączone z multimedialną prezentacją prac artystki – rezydentki programu Warszawa | Berlin 2016, dotyczyło współczesnego statusu nowych technologii, punktów stycznych estetyk cyfrowych i analogowych oraz środowiska DIY / „Zrób to sam” w Warszawie i Berlinie.

Poza stałym i spójnym, międzynarodowym programem wystaw, spotkań i warsztatów organizowanym przez Fundację Badań Przestrzeni Publicznej TU, w XS były również prezentowane wydarzenia dodatkowe – prezentacje książek (Random Selection – albumy fotografii Magdy Buczek 8.07.2016), wystawy fotografii („Centrum w Procesie” na fotografiach Marty Ankiersztejn 15.07.2016); Ania Wawrzkowicz – Stan Rzeczy 12.10.2016; Antonina Gugała – Part 1 24.10.2016) czy projekty multimedialne uznanych artystów oraz grup takich jak panGenerator – tegoroczny zdobywca Złotych Lwów w Cannes („Pozorność perfekcji” 29.10.2016).

20.10.2016 Spotkanie „How to fight populism with pets” dotyczące aktywizmu w praktykach artystycznych, współorganizowane przez Fundację Panoptykon. Prowadzenie: Katarzyna Szymielewicz Podczas spotkania Eldagsen i Taeubner przedstawili rezultaty rocznych badań nad metodami populistycznymi w Europie i Stanach Zjednoczonych. Zaprezentowali jak następnie metody te przeszczepiali na najpopularniejszy materiał memosfery: słodkie zwierzaki. W drugiej części spotkania Katarzyna Szymielewicz z Fundacji Panoptykon poprowadziłą rozmowę o (udanych) związkach sztuki współczesnej i aktywizmu, opierając się na przykładzie pracy Eldagsena i Taeubner oarz innych współczesnych artystów.

21.11.2016 Spotkanie „Art Spaces Swap” z udziałem Norberta Delmana; NON Berlin Spotkanie dotyczące warunków powstawania i sposobów funkcjonowania niezależnych przestrzeni wystawienniczych w Warszawie i Berlinie, na przykładzie galerii STROBOSKOP, prowadzonej przez Norberta Delmana, rezydenta programu WRSW | BRLN 2016.


Lucas Gutierrez, „How to cook crazy videos!”, fot. Martyna Miller

Boris Eldagsen & Sabine Taeubner, „How to figt populism with pets”, fot. Martyna Miller

Krzysztof Goliński, „Pozorność perfekcji”, fot. Martyna Miller

Antonina Gugała, „Part 1”, fot. M. Kaźmierczak


KOODYNATORKI PROGRAMU

PUBLIKACJA WRSW|BRLN 2016

Joanna Turek

Wstęp: Joanna Turek, Fundacja Badań Przestrzeni Publicznej TU, Galeria XS Artykuł TRANSFORMACJE SIECI: Magdalena Buczek Artykuł POLITYKA SIECI: Boris Eldagsen, Martyna Miller Artykuł ALGORYTMY SIECI: Katarzyna Szymielewicz, Fundacja Panoptykon Recenzja wystawy Norberta Delmana w Berlinie, „Augmented City”: Gauthier Lesturgie W publikacji został wykorzystany i przetłumaczony fragment artykułu „Notes on Post-Internet” Jennifer Chan http://www.academia.edu/7508373/Notes_on_Post-Internet

Antropolożka kultury, koordynatorka i kuratorka. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego oraz Graduate School for Social Research przy Polskiej Akademii Nauk.W ostatnich latach współpracowała z kilkoma fundacjami i instytucjami publicznymi w Warszawie i Berlinie (m.in. Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Centrum Promocji Kultury, Fundacja Bęc Zmiana w Warszawie, Plusnull e.V., berlinerpool e. V. w Berlinie) realizującymi projekty z zakresu sztuk wizualnych i badań miejskich. W latach 2009-2012 zaangażowana w prace Instytutu Badań Przestrzeni Publicznej przy Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Autorka publikacji, wywiadów. Obecnie współpracuje z organizacjami pozarządowymi i instytucjami w Warszawie i Berlinie łącząc swoje zainteresowania krytyką instytucjonalną, praktykami artystycznymi w społecznym i politycznym kontekście oraz rolą kapitału kulturowego w działaniach lokalnych.

Fotografie i filmy video: Martyna Miller Grafika i skład publikacji: Jakub Koźniewski - http://jkozniewski.com

Martyna Miller Absolwentka Instytutu Kultury Polskiej UW, edukacji medialnej na Wydziale Pedagogicznym UW oraz rocznego kursu na wydziale reżyserii w Academy of Performing Arts w Sarajewie. Zakładała klub 1500 m2 w Warszawie, współpracowała z Teatrem Dramatycznym m.st. Warszawy, Festiwalem Ciało/Umysł, Fundacją Bęc Zmiana. Realizuje projekty z pogranicza tearu, performansu i muzyki.

Asystent projektu - Kacper Wereski

szczegóły:

organizatorzy:

www.wrsw-brln.pl www.fundacjatu.wordpress.com www.facebook.com/fundacjatu www.facebook.com/xsnarbutta

partnerzy:

www.wrsw-brln.pl

BERLINER POOL ARTS NETWORK

INSTYTUT BADAŃ PRZESTRZENI PUBLICZNEJ

Lokal XS wykorzystywany na cele kulturalne dzięki pomocy m. st. Warszawy Dzielnicy Mokotów.

Projekt WRSW | BRLN 2016 współfinansowany ze środków m.st. Warszawy, Fundacji Współpracy Polsko–Niemieckiej oraz Burmistrza i Senatu Berlina.

MOBILE ARCHIVE


Warszawa | Berlin 2016 (WRSW | BRLN 2016)  

Publikacja podsumowująca program rezydencji artystycznych pomiędzy Warszawą i Berlinem, poświęcony nowym technologiom i sztuce post-internet...

Warszawa | Berlin 2016 (WRSW | BRLN 2016)  

Publikacja podsumowująca program rezydencji artystycznych pomiędzy Warszawą i Berlinem, poświęcony nowym technologiom i sztuce post-internet...

Advertisement