Page 21

KWARTALNIK LAKTACYJNY nr 2/2016 21

Chustoświrka Agnieszka Brojanowska

Kiedy rodzi się dziecko, rodzi się też matka. A kiedy rodzi się chustoświrka? U mnie urodziła się w drugiej połowie kwietnia, w środku nocy, na Facebooku, przy zakupie siódmej chusty, gdy córka miała już ponad 8 miesięcy. Chyba wtedy... Bo wcześniej to raczej nie... A może? Czas ciąży był dla nas czasem podejmowania decyzji, jak wychowamy naszą córkę. Część planów nie zdała egzaminu, część wprowadziliśmy z  sukcesem w  życie. Pewni byliśmy dwóch rzeczy: z dzieckiem trzeba dużo rozmawiać i dużo je nosić. A w czym nosić? Na rękach? Gdzieś, kiedyś rzuciły mi się w  oczy chusty; chyba znajoma miała zdjęcie z  dzieckiem w  chuście. Aby dowiedzieć się czegoś więcej, pod koniec ciąży kupiłam książkę „Dobrze nosić” i po jej lekturze byłam już pewna, że chcę nosić w chuście maluszka. Potem urodziła się ONA! Była cudna i  ciągle chciała być blisko mamy. Spotkanie z doradcą noszenia to był strzał w dziesiątkę! Nasza cudowna doradca po konsultacjach pożyczyła nam jedną ze swoich chust, a ja tego samego dnia wieczorem usiadłam do komputera i w sklepie internetowym producenta chust kupiłam naszą pierwszą własną. Była to chusta 100% z bawełny, długość 4,6 m dobrana przez doradcę na konsultacjach. Kiedy już do nas dotarła, rozpoczęło się codzienne motanie córeczki. Nagle okazało się, że mam czas ugotować obiad, pozmywać naczynia, wstawić pranie. I, co najważniejsze, mogę nosić i kołysać moją śpiącą młodzież przez 2–3 godziny i nie boli mnie kręgosłup, a ręce nie odpadają.

Kolejnej chusty w planach nie było, bo i  po co? Pasiaczek się sprawdzał. Jednak po kilku tygodniach dostałam prezent. W jej żakardowym wzorze zakochałam się od pierwszego wejrzenia! To wtedy chyba do mnie dotarło, że chusta to nie tylko przyrząd do opieki nad dzieckiem, ale część mojej i córki garderoby. Faktura tej chusty jest odmienna od poprzedniej, bo i splot różny, i skład. Chusta ta jest grubsza i bardziej sprężynująca. Niedługo w moje ręce trafiła prywatna chusta i osobiste nosidło mei tai mojej siostry, w  których nosiła syna. Chusta brązowa, 100% bawełny, nie urzekła mnie swoim wyglądem, ale była niesamowicie miękka (nosiła już kilkoro dzieci). Robiłam z niej hamak dla córeczki. Na konsultacjach okazało się, że zwykła brązowa chusta ma szwy na krawędziach w różnych kolorach, co pozwoliło mi ogarnąć, która krawędź którędy idzie w wiązaniu na plecach. Od tej pory jest to nasza ulubiona chusta na plecak. Pomiędzy przygarnięciem brązowej chusty, a  przeznaczeniem jej na plecak, w naszym domu pojawiły się jeszcze dwie inne. Tym razem były to chusty kółkowe. Odkryłam, że ich potrzebuję, gdy zbliżał się mój powrót do pracy po półrocznym urlopie macierzyńskim. Mam szczęście, że część obowiązków służbowych mogę wypełniać z córką w chuście, a kółkowa umożliwia szybkie motanie malucha. Wybór padł na chustę z wzorem chemicznym, że względu na fakt, że w pracy zajmuję się chemią, a wzór na tej chuście to wzór strukturalny cząsteczki oksytocyny. Chusta ta wyszła Chustośwrka, Agnieszka Brojanowska

Kwartalnik laktacyjny numer 2/2016  
Kwartalnik laktacyjny numer 2/2016  

Letni numer Kwartalnika Laktacyjnego