Page 1

czerwiec - wrzesień 2018

Prolaktyna

relacja z konferencji

Sen niemowląt

Wywiad z Jamesem McKenną

Własne plemię

Wywiad z Nancy Mohrbacher

BLW

na wakacjach

numer 2/2018

Dobre karmienie


Wydawca: Fundacja Promocji Karmienia Piersią ul. Częstochowska 20/17 02-344 Warszawa Redaktor Naczelna: Agata Aleksandrowicz Zastępczyni Redaktor Naczelnej: Małgorzata Jackowska Zuzanna Kołacz-Kordzińska Reklama: Zuzanna Kołacz-Kordzińska www.kwartalnik-laktacyjny.pl kontakt@kwartalnik-laktacyjny.pl reklama@kwartalnik-laktacyjny.pl

Zespół: Julita Hypki Anna Marcinkowska Pamela Kucińska Agnieszka Remiasz Magdalena Komsta Monika Zielińska Olga Machuta-Rakowska Katarzyna Friedlein Paulina Tracz

ZDJĘCIA I GRAFIKI: Pixabay; Archiwum własne redakcji i czytelniczek

OKŁADKA: fot. Katarzyna Bonczek www.facebook.com/happyfactoryfotografia NA OKŁADCE: Marta Moeglich z córką www.facebook.com/babkizpiersiami KOREKTA: Anna Dudało SKŁAD TEKSTU: Agata Aleksandrowicz Maria Szmidt Wszelkie prawa zastrzeżone © Kwartalnik Laktacyjny 2018

Anna Jakóbik Aleksandra Szpiegowska Kinga Lalowicz Anna Trojanowska Anna Koronkiewicz-Wiórek Katarzyna Sitarska Karolina Morze Marta Kostka Współpraca, tłumaczenia: Jan Szelągiewicz

Wydawca nie ponosi odpowiedzialności za treść materiałów reklamowych. Drukowanie i dystrybuowanie w formie elektronicznej i papierowej bez zgody Redakcji jest zabronione. Treści zawarte w publikacji mają charakter jedynie informacyjny i nie stanowią porady medycznej ani nie mogą być jako porada medyczna traktowane. W przypadku wątpliwości należy skonsultować się z dobrym lekarzem lub doradcą laktacyjnym.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Od Redakcji Od Redakcji

Witajcie "Lato, lato, lato czeka..." – nasz słoneczny numer Kwartalnika właśnie ujrzał światło dzienne. Wiosna jest dla nas czasem intensywnej pracy i okresem, kiedy wydarzenia związane z karmieniem piersią dzieją się w całej Polsce. Nic w tym dziwnego. Polski Tydzień Karmienia Piersią trwa od Dnia Matki do Dnia Dziecka. W kwietniu natomiast nasza Fundacja organizuje coroczną konferencję

PROLAKTYNA. Relacje z tego wydarzenia przeczytacie i obejrzycie w tym numerze Kwartalnika. Mamy dla Was też wyjątkowy wywiad z naszą gościnią specjalną Nancy Mohrbacher IBCLC FILCA oraz wywiad z Jamesem McKenną o tym, jak sypiają dzieci. W tym kwartale tematem numeru jest dobre i przyjemne karmienia piersią. Jak je osiągnąć? Czy jest ono w ogóle możliwe? Żeby się dowiedzieć, musicie przeczytać nasz najnowszy numer! Miłej lektury!

Agata Aleksandrowicz Zastępczyni Redaktor Naczelnej


Spis treści

Spis treści 3. Od Redakcji 4. Spis treści 6. Sesja okładkowa 10. Mleczny skrót 12. Koniec zabawy w chowanego 14. PROLAKTYNA 2018 – Relacja z udziału on-line 16. PROLAKTYNA 2018 – Relacja 24. MLEKOTEKA

28. Bliskościowy produkt roku 2018

52. Dobra mleczna droga

30. Temat numeru: Dobre karmienie piersią

62. Ojciec, pomoc w karmieniu piersią

32. Łatwe karmienie – jak to osiągnąć?

64. Wsparcie ojca a łatwe karmienie piersią

34. Po prostu piersią…

66. Jasne strony karmienia piersią

44. Przyczyny niepokoju przy piersi 49. Breast crawl, czyli samodzielne podpełznięcie do piersi przez noworodka

71. Aspekty prawne hospitalizacji matki karmiącej piersią lub karmionego dziecka


75. Własne plemię – realne oczekiwania i siła w każdej z nas 81. Dlaczego noszenie ma znaczenie? 82. Zrozumieć sen niemowlaka 86. Nocne karmienie piersią 88. Ochrona przeciwsłoneczna w ciąży i podczas karmienia

93. Zdrowie intymne kobiet

108. W świecie mobili Montessori

96. Czworo dzieci. Cztery drogi

112. Po ojcowskiej stronie mocy

97. Rodzic u logopedy. Kiedy trzeba iść do specjalisty?

118. Kim jest Małyssak?

100. Kącik trenera personalnego. Wzmacniamy stabilizację centralną 106. BLW na wakacjach

122. Przegląd mody letniej


Na okładce: Marta Moeglich z córką www.facebook.com/babkizpiersiami Marta – kobieta, żona, mama, doula, promotorka karmienia piersią, właścicielka warszawskiej kawiarni "Spacerowka". Do niedawna nauczycielka, która wciąż mocno wierzy w siłę edukacji. Taką, wraz ze wsparciem, daje, współprowadząc i tworząc Babki z Piersiami.

Zdjęcia: Katarzyna Bonczek www.facebook.com/happyfactoryfotografia/ Wszystko zaczęło się od aparatu fotograficznego taty, który fascynował mnie, od kiedy pamiętam. Niejednokrotnie marzyłam, by wziąć go do rąk, sama, i poznać tajemnicę jego działania. Stało się! W wieku pięciu, a może sześciu lat zrobiłam swoje pierwsze zdjęcie. Fascynacja nie wygasła, a z jeszcze większą mocą dała o sobie znać, kiedy zostałam mamą. Najpierw Mai, a za kolejne trzy lata Maksa. Każdego dnia w kadrach zapamiętywałam naszą codzienność. Tak zrodziło się kolejne marzenie – a gdyby tak zapamiętywać szczęście innych za pomocą zdjęć? Moje marzenie właśnie się spełnia, a Happy Factory to moje trzecie, najmłodsze dziecko. Naturalność i prawda to rzeczy, które zamykam w kadrach. Dlaczego? Naturalność i prawda tak pięknie wychodzą na zdjęciach.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


7


Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


9


lat z 20,8 pg TEQ(równoważnik

MODYFIKACJA toksyczności)/g tłuszczu w 1998 SKŁADU MIESZANKI do 7,2 pg TEQ/g tłuszczu w 2015 MLEKOZASTĘPCZEJ NIE roku. ZMNIEJSZA RYZYKA ZACHOROWANIA Źródło: www.jstage.jst.go.jp/article/jea/ NA CUKRZYCĘ advpub/0/advpub_JE20170032/_articTYPU 1 le/-char/ja// Wiadomo, że karmienie mieszanką mlekozastępczą zwiększa ryzyko zachorowania na cukrzycę, zwłaszcza wśród niemowląt z grup ryzyka. Badanie przeprowadzone wśród 2159 niemowląt i trwające 11,5 roku wykazało, że modyfikacja składu mieszanki polegająca na zmniejszeniu rozmiaru cząsteczek białka mleka krowiego nie wpływa na zmniejszenie ryzyka zachorowania w porównaniu do standardowej mieszanki.

POCHODZENIE BIAŁKA W TRAKCIE ROZSZERZANIA DIETY MOŻE WPŁYWAĆ NA ROZWÓJ ANTROPOMETRYCZNY

Mleczny skrót

W USA przeprowadzono badanie wśród 64 niemowląt, które pomiędzy 5 a 12 miesiącem życia spożywały 3 gramy białka na kilogram masy ciała dziennie. W jednej grupie niemowląt głównym źródłem białka były produkty mleczne, a w drugiej – mięso i przetwory. W ciągu 7-miesięcznej obserwaŹródło: www.sciencedaily.com/rele- cji badacze stwierdzili wyższe ases/2018/01/180102114154.html wskaźniki długości do wieku w grupie „mięsnej”, natomiast w grupie „mlecznej” wyższe ZAWARTOŚĆ DIOKSYN wskaźniki masy ciała do wieku. W MLEKU KOBIECYM Badano również poziom insulinopodobnego czynnika wzrostu i wiążącego je receptora, jednak nie odnotowano wpływu źródła Dioksyny należą do zanieczysz- białka na ich ilość. czeń środowiskowych pochodzących z przemysłu (np. pro- Źródło: doi.org/10.1093/ajcn/nqy038 dukcji papieru), transportu drogowego oraz procesów spaUDZIAŁ W lania (węgla, olejów, odpadów, PROGRAMACH pożarów lasów). U człowieka EDUKACYJNYCH A mogą powodować zaburzePEWNOŚĆ I DŁUGOŚĆ nia hormonalne, bezpłodność, KARMIENIA PIERSIĄ uszkodzenia wątroby czy rozwój nowotworów. Człowiek jest narażony na dioksyny poprzez Kanadyjskie badaczki przeprowaekspozycję środowiskową, w dziły metaanalizę 17 badań potym spożycie żywności (grillowa- święconych wpływowi edukacji i ne mięso, oleje rybie), a związki wsparcia laktacyjnego (zarówno te kumulują się w tłuszczu, stąd osobistego, jak również z wykorzymogą przenikać do mleka ko- staniem mediów elektronicznych) biecego. Badacze z Japonii przez w okresie ciąży lub po porodzie na 18 lat (1998–2015) badali próbki pewność i poczucie kompetencji pochodzące od 1194 zdrowych w karmieniu oraz na długość wykobiet karmiących piersią swoje łącznego karmienia. Udział w tego pierwsze dziecko. Stwierdzono, typu programach przyczynia się do że zawartość dioksyn w mleku znacznego zwiększenia pewności i zmniejszyła się na przestrzeni poczucia kompetencji w karmieniu


w 4–6 tygodniu laktacji, co przekłada się na wydłużenie okresu wyłącznego karmienia piersią. Źródło: onlinelibrary.wiley.com/doi/ abs/10.1111/mcn.12607

OGRANICZONY WYBÓR WARZYW W GOTOWEJ ŻYWNOŚCI DLA NIEMOWLĄT Zielone warzywa są jednym z bardziej wartościowych żywieniowo i zdrowotnie warzyw, niestety są też bardziej gorzkie w porównaniu z większością warzyw. Badacze z USA sugerują, że trudności we wprowadzeniu ich do diety dzieci mogą być związane z tym, że niemowlęta, którym rozszerzano dietę z wykorzystaniem gotowych produktów dla niemowląt, nie poznały tego smaku w początkach rozszerzania diety. Przeprowadzona przez nich analiza prawie 550 produktów do żywienia niemowląt wykazała, że jedynie 52 z nich składały się z pojedynczego warzywa, przy czym w żadnym przypadku nie było to zielone warzywo. W produktach wieloskładnikowych głównym składnikiem w 24% były pomarańczowe i czerwone warzywa (bataty lub marchew) i jedynie w 1% – jakikolwiek z zielonych warzyw. Badacze podkreślają, że prowadzi to do braku możliwości spełnienia jednego z najważniejszych zaleceń w okresie rozszerzania diety, czyli podaży różnorodnych produktów spożywczych, co ma negatywny wpływ na późniejsze preferencje i zachowania żywieniowe dziecka.

PETYCJA O REFUNDACJĘ PORADY LAKTACYJNEJ Pomysł na petycję zrodził się po programie "Pytanie na śniadanie" w którym już po raz drugi jako gość rozmawiałam na temat trudności w karmieniu piersią. Myślę, ze refundacja usług CDL to prawdziwa promocja karmienia naturalnego – mówi Anna Jaworska autorka bloga MumMe, która stworzyła petycję w sprawie refundacji NFZ wizyt CDL. Petycję, którą możecie podpisać, znajdziecie pod adresem: www.bit.ly/2KW59Fm

MAMA GATHERING 2018 6-8 LIPCA | STACJA WOLIMIERZ

MAMA to festiwal, który tworzą Mamy, dlatego cała infrastruktura zbudowana jest tak, by pomóc kobietom wykorzystać czas dla siebie w pełni tak, aby nie traciły niczego z powodu bycia Rodzicem. Na zdecydowaną większość zajęć ze strefy MAMAzone i wszystkie w Źródło: \www.sciencedaily.com/releOPENzone można wchodzić z ases/2018/04/180410110855.html bobasami. Dla starszych dzieci mamy opcję leśnego przedszkola oraz wiele ciekawych zajęć. Mama jest 100% kids friendly. Zapraszamy Was z całą rodziną! Tak, mężczyźni też spędzą z nami magiczny czas. Tegoroczna edycja MAMA Gathering dzieli się na dwie strefy:

MAMAzone – dostępna TYLKO dla kobiet, TYLKO po wykupieniu karnetu MAMA i dokonaniu rezerwacji na konkretne warsztaty ( w przedsprzedaży rejestrujesz się online). OPENzone – dostępna dla wszystkich po wykupieniu karnetu OPEN. Tutaj na wszystkie wydarzenia – dla dzieci i dorosłych – obowiązuje wstęp wolny. Wybierasz i dołączasz do grupy na miejscu. W pojedynczych przypadkach z racji ograniczeń przestrzennych może nastąpić naturalne ograniczenie liczby uczestników. W OPENzone znajdują się też wszystkie wydarzenia artystyczne – koncerty, przedstawienia itd. Pełne opisy wydarzeń znajdziecie pod grafikiem każdego dnia festiwalu: http://mamagathering.pl/program/


Widzimy je niemal codziennie – w parku, centrum handlowym, restauracji lub kościele. Często przez nasz brak zrozumienia czy nadmierną ciekawość chowają się przed nami w toaletach albo siadają w najbardziej zakamuflowanych miejscach. Mowa tu o matkach karmiących piersią w miejscach publicznych. Najnowsza kampania społeczna pod hasłem #konieczabawywchowanego ma poszerzyć świadomość Polaków na temat karmienia piersią w miejscach publicznych. Akcja odbędzie się w ramach Ogólnopolskiego Tygodnia Karmienia Piersią. Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Rzecznik Praw Dziecka – Marek Michalak oraz Rzecznik Praw Obywatelskich.


Czy mogę karmić piersią na oczach wszystkich? Czy muszę schować się w wyznaczonym miejscu do karmienia lub – co gorsza – w toalecie? Jak reagować na złe spojrzenia i niemiłe zaczepki ze strony obcych ludzi? Czy stosownie jest patrzeć na kobietę, gdy karmi piersią? To tylko kilka wątpliwości, które pojawiają się w głowie każdej matki karmiącej piersią i osób znajdujących się w jej otoczeniu. Pytania te często wynikają z niechęci – wyrażanej w codziennym życiu i internecie – skierowanej do młodych matek, ale również z niewystarczającej wiedzy i edukacji społeczeństwa w tym temacie. Wielość obiekcji związanych z karmieniem piersią w miejscach publicznych doprowadza do tego, że mamy zaczynają „bawić się” w chowanego. Niestety, ta zabawa nie daje przyjemności. Z kolei mała wiedza społeczeństwa na temat karmienia piersią sprawia, że staje się ono tematem tabu. Mamy mają prawa! Główną ideą kampanii społecznej „Vademecum kultury karmienia piersią w miejscach publicznych” pod hasłem #konieczabawywchowanego jest pokazanie, że karmienie piersią jest naturalną czynnością, a kobiety nie powinny wstydzić się karmienia swojego potomstwa w miejscach publicznych. Ba! Mają przecież do tego całkowite prawo. Jedną z odsłon kampanii będzie publikacja „Vademecum kultury karmienia piersią w miejscach publicznych dla mam i otoczenia” z poradami skierowanymi nie tylko do karmiących mam, ale przede wszystkim do osób przebywających w ich otoczeniu: gości restauracji oraz właścicieli lokali gastronomicznych, klientów galerii handlowych i zarządców sklepów, osób współuczestniczących we mszy oraz księży, a także spacerowiczów spędzających wolny czas w parkach. Kampania została zrealizowana we współpracy z blogerkami – Hafiją, SuperStyler, Nebule, Mamalą – oraz ekspertami: psycholog dr hab. Anną Szuster-Kowalewicz, socjolożkami dr hab. Dorotą Hall i dr Magdą Grabowską, antropolożką dr hab. Magdaleną RadkowskąWalkowicz oraz ekspertem savoir-vivre Adamem Jarczyńskim. Inicjatorem i fundatorem kampanii społecznej „Vademecum kultury karmienia piersią w miejscach publicznych” pod hasłem #konieczabawywchowanego jest NutroPharma, właściciel marki Femaltiker, preparatu, który wspomaga karmienie piersią i którego skuteczność została potwierdzona w badaniu klinicznym. Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Rzecznik Praw Dziecka – Marek Michalak oraz Rzecznik Praw Obywatelskich. Partnerami merytorycznymi są: Centrum Nauki o Laktacji im. Anny Oslislo, Fundacja Promocji Karmienia Piersią, Fundacja Bank Mleka Kobiecego, Fundacja Kraina Mlekiem i Miłością Płynąca, Fundacja Rodzić po Ludzku, Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Patronem medialnym jest Radio Kolor, M jak Mama, Dobra Mama oraz portal dla rodziców dzidziusiowo.pl. Partnerami kampanii są Blue City, Sphinx, Centrum Opatrzności Bożej oraz Vitapil Mama. Celem kampanii jest budowanie świadomości, że karmienie piersią jest czynnością naturalną, a prawem każdej matki jest nakarmienie piersią swojego dziecka w miejscach publicznych. Więcej informacji można znaleźć na www.konieczabawywchowanego. pl.


Prolaktyna — relacja z udziału on-line Anna Marcinkowska

Prolaktyna to coroczne, organizowane już od 3 lat przez Fundację Promocji Karmienia Piersią wydarzenie laktacyjne w Warszawie. Całodzienne, jednodniowe wykłady i panele kuszą tematyką oraz osobami prelegentów z kraju i zagranicy. W tym roku po raz pierwszy osoby, które chciały wziąć udział w Prolaktynie, a nie mogły pojawić się w stolicy osobiście, mogły wziąć udział w streamingu on-line. Z radością skorzystałam z tej opcji i jestem pod dużym wrażeniem organizacji i jakości transmisji na żywo. Cena uczestnictwa on-line była w moim odczuciu bardzo atrakcyjna i umożliwiła bierne uczestnictwo w wydarzeniu osobom, które musiałyby pokonać długą drogę do Warszawy z innych części kraju czy (jak w moim przypadku) świata. Jest to także doskonała opcja dla tych, którzy chcieli wiedzieć, co w laktacyjnej trawie piszczy, a w czasie Prolaktyny mieli inne zobowiązania. Po zakończeniu transmisji live uczestnicy otrzymują dostęp do nagrania, materiały z konferencji oraz potwierdzenie uczestnictwa. Dzięki tej fantastycznej opcji zyskałam ogromną porcję wiedzy bez pokonywania ponad 2000 kilometrów – coś wspaniałego! Szczerze polecam!

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


reklama

15


Relacja z

PROLAKTYNY 2018 Zdjęcia: Karolina Szewczyk www.facebook.com/carolinafotostudio/


To była już trzecia edycja Konferencji PROLAKTYNA organizowanej przez Fundację Promocji Karmienia Piersią. PROLAKTYNA to wydarzenie integrujące środowisko laktacyjnych profesjonalistów (doradczyń i konsultantek laktacyjnych, położnych, promotorek karmienia piersią, doul), pasjonatów i aktywnych mam. Całodniowa konferencja pozwala nie tylko na zdobycie nowej wiedzy, ale też nawiązanie kontaktów, wymianę doświadczeń i towarzyskie spotkania w kuluarach. W tym roku naszym gościem zagranicznym była Nancy Mohrbacher – wybitna specjalistka w dziedzinie laktacji, Międzynarodowa Konsultantka Laktacyjna i członkini Międzynarodowego Towarzystwa Konsultantów Laktacyjnych, autorka książek i licznych tekstów dla rodziców oraz podręczników i materiałów szkoleniowych dla profesjonalistów. W czasie konferencji Nancy zaprezentowała cztery tematy: Naturalne prawa karmienia piersią – karmienie piersią to naturalny, fizjologiczny proces, w którym ogromną rolę pełni fizyczna bliskość, odpowiadanie na sygnały i potrzeby dziecka, dbanie o potrzeby młodej matki i wsparcie otoczenia. Tymczasem w dzisiejszych czasach często tych podstawowych rzeczy brakuje. W trakcie wykładu Prelegentka przypomniała nam o podstawowych prawach i fizjologicznych uwarunkowaniach laktacji, o tym, co ją wspiera i jak wykorzystać to w codziennej pracy. Wsparcie laktacyjne dla mam karmiących odciąganym mlekiem – coraz częściej mamy, które z różnych powodów nie mogą karmić dzieci bezpośrednio z piersi, decydują się na karmienie swoim odciąganym mlekiem. Taki sposób karmienia wiąże się często z dodatkowymi trudnościami, nie tylko technicznymi (odciąganie mleka, wybór sprzętu do odciągania i podawania mleka), ale też emocjonalnymi. W czasie wykładu Prelegentka dzieliła się swoimi doświadczeniami w pracy z mamami odciągającymi mleko.


Kodeks WHO jako narzędzie zmian – kodeks WHO, czyli Kodeks Marketingu Produktów Zastępujących Karmienie Piersią. Jego zadaniem jest ochrona karmienia naturalnego w kontekście działań marketingowych dotyczących wszelkich produktów mogących zastępować mleko kobiece – mleka modyfikowanego, żywności uzupełniającej dietę niemowląt, butelek, smoczków itp. Wiadomo, że te produkty w pewnych sytuacjach mogą być potrzebne, ale reklama i marketing ich dotyczący nie powinien, zgodnie z kodeksem, w żaden sposób wpływać na decyzje rodziców o rezygnacji z karmienia naturalnego. Pierś, butelka i otyłość dziecięca – co wiadomo o wpływie sposobu karmienia na programowanie metabolizmu dziecka, rozwój nadwagi i otyłości w dzieciństwie i późniejszym życiu. W trakcie konferencji naszymi gośćmi byli też: Alice Delemare z Fundacji Changing Markets. Przedstawiła ona niezwykle ciekawy wykład dotyczący

praktyk producentów mleka modyfikowanego, którzy

przedstawiają swoje produkty jako „zdobycze wiedzy naukowej”, podczas gdy według raportu Fundacji Changing Markets wiele działań opartych jest nie na wiedzy naukowej, a na badaniach preferencji konsumentów i jest elementem działań marketingowych. Dr Paweł Grzesiowski, pediatra, immunolog, który opowiedział o kształtowaniu mikrobioty organizmu dziecka od pierwszych chwil po narodzinach i o tym, jak karmienie piersią i mleko matki wpływa na kolonizację układu pokarmowego dziecka . W panelu dyskusyjnym nasza Prezeska, Małgorzata Jackowska, rozmawiała o opiece laktacyjnej w polskich szpitalach ze specjalistkami – dr n. med. Urszulą Bernatowicz-Łojko, dr hab. n. med. Marią Wilińską, mgr Agnieszką Muszyńską CDL i prof. dr hab. n. med. Barbarą Kowalewską-Kantecką.


PROLAKTY odbędz 6-7 kwiet


YNA 2019 zie siÄ™ tnia 2019


Akcja

MLEKOTEKA 2018

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Za nami kolejna Akcja Mlekoteka – coroczne, ogólnopolskie wydarzenie promujące karmienie mlekiem kobiecym, organizowane przez dwie promotorki karmienia piersią: Izę Frankowską-Olech i Izę Sztanderę w ramach działań Fundacji Promocji Karmienia Piersią przy współpracy z Fundacją Rodzić po Ludzku i Fundacją Bank Mleka Kobiecego. W tym roku była to wyjątkowa edycja, ponieważ projekt obchodził pięciolecie swoich działań. Z tej okazji podczas Akcji Finałowej w Szpitalu Specjalistycznym Św. Rodziny w Warszawie odbyła się niezwykła debata: „Czego potrzebuje dzisiejsza matka, by z sukcesem karmić piersią?”. Wśród zaproszonych gości byli: • Joanna Pietrusiewicz – Fundacja Rodzić po Ludzku, • Agnieszka Muszyńska – Certyfikowany Doradca Laktacyjny, położna, Szpital Karowa • Agata Aleksandrowicz – Fundacja Promocji Karmienia Piersią, autorka bloga www.Hafija.pl • Matylda Kozakiewicz – mama, autorka bloga www.Segritta.pl • Natalia Sitarska – mama, autorka bloga www.Tasteaway.pl • Magdalena Nehring-Gugulska – dr n. med. IBCLC, Centrum Nauki o Laktacji Rozmowę poprowadziła Anna Kowalczyk – dziennikarka od ponad dekady (Polskie Radio, Radio PiN, Przekrój), opiniotwórcza blogerka od ponad 3 lat Oczywiście był też urodzinowy tort, masa życzeń i dużo uśmiechów w towarzystwie przyjaciół Mlekoteki. Między 24 maja a 7 czerwca Akcja Mlekoteka opanowała Polskę! W różnych jej częściach można było wziąć udział w bezpłatnych wydarzeniach, takich jak: wykłady, warsztaty oraz spotkania ze specjalistami z dziedziny laktacji i nie tylko, projekcjach filmów, wystawach, kręgach „Mlecznych opowieści”, sesjach fotograficznych i flash mobach. W tym roku Akcja Mlekoteka zawitała do 60 miejsc, w których spotkało się ponad 1 000 uczestników. W wydarzeniach brały udział kobiety w ciąży, mamy z małymi i większymi dziećmi, ojcowie, babcie, całe rodziny.

25


Honorowy patronat nad Akcją objęli: Rzecznik Praw Dziecka i Rzecznik Praw Pacjenta. W ciągu 5 lat w Akcji wzięło udział około 5 tysięcy uczestników, setki zaproszonych specjalistów, a spotkania odbyły się w ponad 200 miejscach w Polsce i kilku na świecie, m.in. w Paryżu, Londynie, Holandii. Akcja organizowana była zarówno w małych kawiarniach, szkołach rodzenia, jak i szpitalach. Lokalnymi Organizatorkami Akcji są wyjątkowe, niezwykle zaangażowane kobiety z pasją, które w swoim środowisku umożliwiają kobietom spotkania z ekspertami, otrzymanie rzetelnej i aktualnej wiedzy na temat mleka kobiecego, karmienia piersią i wielu innych tematów związanych z niemowlętami i czasem okołoporodowym. Wśród nich są: doradczynie i konsultantki laktacyjne, promotorki karmienia piersią, doule, a także lokalne aktywistki, którym na sercu leży to, by każdy rodzic miał dostęp do aktualnej wiedzy na temat żywienia małych dzieci. Kolejna Akcja już za rok, śledźcie fanpage Mlekoteki, a tymczasem gorąco zapraszamy Was do wzięcia udziału w projekcie „Inwestycja życia”. Dziewczyny po raz kolejny chcą Wam pokazać, jak ogromną moc ma Wasze ciało. Kobiece mleko może być inwestycją życia dla matki i jej dziecka. Fantastyczne badania dr Foteini Kakulas, wcześniej Foteini Hassiotou, Australia 2012 (Hassiotou et al. 2012) pokazały, że karmiąc swoim mlekiem, przekazujemy maleństwu m.in. 17 milionów komórek macierzystych dziennie! Komórek, które mają cudowną zdolność zamieniania się w każdą inną komórkę ciała, a które my, kobiety, możemy bezpłatnie bankować w naszym potomku! Na stronie Mlekoteki znajdziecie kalkulator, który przeliczy, ile komórek macierzystych podarowało Wasze ciało. Sprawdźcie i koniecznie podzielcie się tą informacją ze światem! Niech wie, jak wielką moc ma kobiece ciało!


Przez cały rok możecie dołączać również do spotkań grup wsparcia Mlekoteka, które odbywają się co miesiąc w ponad 20 miejscach w Polsce (m.in. Warszawa, Siedlce, Poznań, Łódź, Płock) – aktualne informacje znajdziecie w zakładce wydarzenia na fanpage’u Mlekoteki.

wszystkie zdjęcia: Karolina Zięba | Czułości www.facebook.com/czulosci


Zagłosuj w konkursie na

Bliskościowy produkt roku 2018

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


JUŻ PO RAZ DRUGI MOŻECIE ZAGŁOSOWAĆ NA SWOJE ULUBIONE PRODUKTY RODZICIELSKIE! ZGŁOSZENIA PRZYJMUJEMY W KATEGORIACH: ¶¶ BLISKOŚCIOWA ¶¶ BLISKOŚCIOWA

KSIĄŻKA DLA DZIECI

KSIĄŻKA DLA RODZICÓW

¶¶ NOSZENIE

DZIECI

¶¶ KARMIENIE

DZIECI

¶¶ SEN ¶¶ AKCESORIA

RODZICIELSKIE

¶¶ BLISKOŚCIOWA

ZABAWKA

FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY ZNAJDZIECIE POD ADRESEM: https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSdd3zBC_Sks1J19Djc78mA_ aZxmvouhG3CHtXYdRFaZdWkyFA/viewform?usp=sf_link REGULAMIN: http://kwartalnik-laktacyjny.pl/wp-content/uploads/2018/02/regulaminbliskociowy-produkt-roku-2018-1.pdf

29


Temat numeru

Temat numeru

Dobre karmienie piersiÄ…

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018

Zdjęcie: Designed by yanalya / Freepik


31


Łatwe karmienie - jak to osiągnąć? Anna Marcinkowska

C

Dobry poród, pozytywne karmienie, spokojne macierzyństwo. Każda z nas tego chce, prawda? Reklamy i seriale pokazują świat odrealniony, z kokardkami i ubraniami pod kolor dekoracji w cichym mieszkaniu. Z drugiej strony otoczenie mam często sądzi, że trzeba „przygotować się na najgorsze” i raczy je okropnymi historiami z bolesnym morałem. A my, kobiety, spinamy się, przygotowujemy na walkę, trud i ból lub przeciwnie – piękno niczym z serialowego obrazka.

C

zas przerwać ten zaklęty krąg i zacząć w zamian przygotowywać się na piękno (choć może nie jak z katalogu, a z kilkoma brudnymi kubkami w tle), prostotę (choć nie bez znaków zapytania), autentyczność i pozytywną nieidealność! PRZEDE WSZYSTKIM SIĘ PRZYGOTUJ Wiele mam z perspektywy czasu stwierdza, że pochłonęły je rzeczy przyjemne – wybór wózka, kompletowanie miłej oku wyprawki, przygotowywanie pokoiku dla dziecka, studiowanie fotelików samochodowych. W ferworze przygotowań zapomniały o karmieniu piersią. A noworodek gwizdał na ubrania, wózek i pokoik – jednak bliskość i jedzenie były ważniejsze. W razie wątpliwości brakowało wiedzy, do której można było się odwołać. Jaka jest na to rada? Przygotuj się do karmienia jako najważniejszej dla dziecka inwestycji w przyszłość. Pomoże w tym lektura Kwartalników, sprawdzonych książek, dobrych merytorycznie blogów i portali, dobra szkoła rodzenia. To najważniejsze, co możesz zrobić dla siebie i dziecka. Zadbaj, by ktoś bliski dzielił choć część tej wiedzy i był w stanie zastosować ją w praktyce po porodzie. Porozmawiaj z partnerem o Twoich potrzebach, powiedz, jakiego wsparcia oczekujesz. PRAKTYKA – JAK JEST NAPRAWDĘ? Otocz się pozytywnymi ludźmi, mamami, którym się udało. Zapytaj, jaka jest ich recepta na

sukces. Rozmawiaj, zapisuj, sprawdzaj. Poproś o wsparcie, gdy będziesz go potrzebować. Słuchaj prawdziwych, dobrych historii, ucinając bezcelowe straszenie. Jeśli możesz, przebywaj z rodzicami noworodków i niemowląt i obserwuj, jak funkcjonują, pytaj, zapamiętuj. To ci się przyda! JAK TO BĘDZIE? Zastanów się, co jest dla Ciebie ważne, i wybierz odpowiedni szpital, lekarza, położną. Znajdź dobrą doradczynię laktacyjną lub promotorkę karmienia piersią, kontakt z nimi może przydać się po porodzie. Napisz plan porodu, który pozwoli ci uzmysłowić sobie potrzeby i będzie punktem wyjściowym do omówienia roli partnera, szczególnie gdy trzeba zdecydować się na pobyt w nieidealnej placówce. Pierwsze 40 dni to okres wyjątkowy, bywa też najbardziej wymagający. Pamiętając o tym, będziesz mogła łatwiej poradzić sobie z wyzwaniami. Z czasem będzie coraz łatwiej i bardziej przewidywalnie. Nawet nie obejrzysz się, gdy osiągniesz poziom ekspercki! DOBRE POCZĄTKI KARMIENIA Pozytywny początek daje podwaliny na przyszłość i dalsze losy karmienia. Zebrana zawczasu wiedza zaprocentuje, choć po porodzie nadchodzi moment na… poddanie się emocjom, podpowiedziom intuicji, budowaniu więzi z

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Najważniejsza wiedza dotycząca tego okresu to: wczesne oznaki głodu u dziecka, wskaźniki efektywnego karmienia, pojemność żołądka dziecka oraz to, że sygnałem do rozpoczęcia wytwarzania pokarmu jest oddzielenie łożyska. Masz pokarm! Dziecko może od razu ssać i przyjmować pierwsze, niewielkie porcje siary. PLANOWANIE WYPOCZYNKU Dobre karmienie i dobre początki wymagają zadbania o siebie tak, by można było zadbać o dziecko. Warto włączyć tryb przetrwania i nie zajmować się sprawami innymi niż kontakt z maluszkiem i wypoczynek. Lepsza regeneracja to lepszy nastrój i szybszy powrót do formy. To dobry stan psychiczny, tak ważny podczas pierwszych kroków w nowej, rodzicielskiej roli. ZADBAJ O WYGODĘ Nauka karmienia jednym przychodzi niezwykle łatwo, innym z większym trudem. Szybka inicjacja karmienia (do godziny po porodzie), kontakt „skóra do skóry” czy podpełznięcie do piersi ułatwiają karmienie. Karmienia w pierwszych tygodniach będą łatwiejsze, gdy zastosujesz naturalną pozycję, której celem jest przekazanie pałeczki dziecku i całkowita wygoda matki. Łatwość podejścia naturalnego pokazuje Nancy Morbacher w filmach zamieszczonych na oficjalnym kanale YouTube Nancy, w kompilacji „Natural breastfeeding How-Tos”.

KARMIENIE POZA DOMEM Mama karmiąca jest integralną częścią społeczeństwa – nie może być z niego wykluczona przez sposób karmienia dziecka. Jest to najwygodniejszy i najdyskretniejszy sposób, choć niektórym mamom karmienie publiczne sprawia kłopot. Przyda się wtedy wsparcie partnera lub obecność karmiącej przyjaciółki dla kurażu. RADZENIE SOBIE KOMENTARZAMI

Temat numeru

dzieckiem. Natura włącza bowiem mamom prawą półkulę, dzięki czemu zakochują się w swoich dzieciach. Ojcowie doskonale sprawdzają się jako adwokaci swych powiększonych rodzin, podczas gdy mamy zapoznają się z dzieckiem i dochodzą do siebie.

Z

NIECHCIANYMI

Pewność siebie i wiara w intuicję jest kluczem do dobrego samopoczucia. Grupa wsparcia, własna „wioska” dają poczucie wspólnoty i przynależności. Gdy jednak czyjeś uwagi sprawiają, że zaczynamy wątpić, rodzą w nas strach – włączmy asertywność. Zwróćmy się do autorytetu, by odzyskać wiarę w siebie i wrócić na obraną wcześniej ścieżkę. Z DZIECKIEM PEWNE SĄ TYLKO ZMIANY

Trudno nie zgodzić się z tym powiedzeniem. Uzbrojona w tę świadomość, nie zdziwisz się skokiem rozwojowym, innym podejściem do karmienia w czasie choroby, innym potrzebom w czasie ząbkowania. Elastyczność ułatwi wyjazdy, chwile rozłąki, adaptację dziecka w żłobku, powrót do pracy. Karmienie wspomoże rozwój psychiczny dziecka i wyzwania z tym związane. POCZĄTEK MINĄŁ, A CO POŹNIEJ?

Działaj w zgodzie ze sobą i w otwartej na potrzeby relacji z dzieckiem. Potrzeby obu stron! Bądź autentyczna i autentycznie wsłuchana w siebie. Lubisz samotne spacery, wypady na siłownię dla spuszczenia pary, pójście do fryzjera lub kosmetyczki? A może masz potrzebę uczenia się lub wcześniejszego powrotu do pracy mimo chęci kontynuowania karmienia? To się nie wyklucza. A może twoim pragnieniem jest spędzać jak najwięcej czasu z dzieckiem i to jest twój priorytet? Słuchaj siebie i działaj zgodnie z wewnętrznym głosem.


Po prostu

piersią... Paulina Tracz

P P

rzyszłe mamy często słyszą, że karmienie piersią to walka, przysłowiowe krew, pot i łzy. Karmione i straszone są wizjami poranionych brodawek, deficytów mleka, noworodków wiszących u ich piersi, wiecznie głodnych, których nie da się odłożyć do łóżeczka… Młodym mamom często mówi się, że na pewno będzie ciężko, że początki muszą być trudne, że muszą się nastawić na batalie. A gdyby tak w prezencie od swoich najbliższych (i tych dalszych też) kobiet dostały opowieść, obietnicę, że karmienie jest przyjemne? Gdyby dowiedziały się o sobie, że są stworzone do karmienia? Gdyby usłyszały, że wystarczy zdać się na naturę i instynkt, to karmienie po prostu się dzieje, bo piersią karmi się po prostu…? Kiedyś na swoim blogu napisałam, że nic prostszego i bardziej naturalnego mnie w życiu nie spotkało niż karmienie piersią. Ale to moje przeżycie przyjemności i spokoju związanego z karmieniem piersią, to doświadczenie z mojej drugiej mlecznej drogi z młodszym synkiem. Karmienie starszego synka wspominam jako chaos, wątpliwości, pytania, zwątpienie we własne możliwości. A dlaczego? Bo kierowana „dobrymi radami” zaczęłam kombinować, protestowałam i buntowałam się, gdy moje dziecko chciało zasypiać i spać przy piersi, nie dało się odłożyć do łóżeczka. Jakże żałuję, że książki „Po protu piersią” autorstwa Gill Rapley i Tracey Murkett nie przeczytałam na początku swojego macierzyństwa. Ileż by mi to wyjaśniło, jakby mnie to uspokoiło i ukoiło. Bo dopiero gdy przestałam walczyć z moim synem, gdy przyjęłam do wiadomości, że nasza więź, a jego potrzeba bycia blisko, na piersi, w utuleniu, jest jak najbardziej naturalna, normalna, to właśnie wtedy to karmienie zaczęło być przyjemne. Po prostu. Tematem przewodnim tego numeru Kwartalnika jest karmienie piersią, które daje przyjem-

ność, spokój, przynosi błogostan, zabezpiecza dobrostan i mamy, i dziecka, jest normalne, naturalne, wynika z symbiozy zrozumienia potrzeb dziecka oraz natury samego karmienia piersią. Potrzeba nam dobrych historii. Opowieści o karmieniu, które krzepią, wzmacniają, które uruchamiają w nas naturę. I z takimi właśnie opowieściami do Was przychodzę. Z książki „Po prostu piersią” wybrałam najpiękniejsze cytaty, zdania, które uspokoją każdą mamę, tę debiutującą oraz tę, która ma za sobą już niejedną przygodę związaną z karmieniem piersią. Z tymi fragmentami spotkałam się z trzema mamami, ciekawa ich doświadczeń, przeżyć. Zapraszam do tych rozmów. Moje bohaterki to: Agnieszka Połomska, mama trzyletniej Ani i rocznego Adasia, Olga Niekurzak, mama prawie 2,5-letniej Tosi, znana w sieci ze swoich rysunkowych poczynań jako Mama pixelowa (www.facebook.com/mamapixelowa/) oraz Sylwia Antkowicz, czyli Młoda mama pisze (http://www.mlodamamapisze.com/), mama dwuletniej Ali. POZWOLIĆ DZIECKU NA KORZYSTANIE Z JEGO INSTYNKTÓW „Baby-led breastfeeding oznacza pozwolić dziecku na korzystanie z jego instynktów i zrozumieć, jak można pomóc swojemu ciału odpowiadać na potrzeby dziecka, aby wspólnie cieszyć się swobodnym i bezstresowym karmieniem piersią.” „Każde dziecko rodzi się z instynktem ssania piersi, a każda matka, zanim jej dziecko przyjdzie na świat, zaczyna produkować mleko.” „Karmiące matki i ich dzieci są ze sobą zestrojone na głębokim poziomie biologicznym. Nazywa się je czasami diadą – dwoma osobnikami tak ściśle ze sobą związanymi, że postrzegane są jako całość. Ciało matki odżywia dziecko (do-

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


emat numeru

Paulina Tracz (www.5razones.pl) ze swoim dwuletnim synkiem Tadziem

fot: Marzena Rej-Brodowska Photolifestyle


starcza mu składników odżywczych), z kolei zapotrzebowanie dziecka na pokarm wpływa na produkcję mleka u matki.”

emat numeru

„Stworzenie więzi jest dobre nie tylko dla rozwoju i dobrostanu dziecka, ułatwia też rodzicielstwo. Hormony związane z karmieniem piersią sprawiają, że matka chce wychodzić naprzeciw potrzebom dziecka, ułatwiają też ich interpretację.” Kwartalnik Laktacyjny: Czy czujesz, że karmienie piersią wpłynęło na szczególną więź z dzieckiem, ułatwiło Ci zrozumienie dziecka? Agnieszka Połomska: Zdecydowanie tak. Ania, moja pierworodna, miała ogromne potrzeby bliskości. Jako świeżo upieczona mama, karmiona w mass mediach podejściem, w którym dziecko ma osobne łóżeczko, śpi samo, bawi się samo, mocno zderzyłam się z rzeczywistością. Ania nie była roześmianym bobaskiem z reklam pieluch. Chciała być blisko cały dzień, dzięki karmieniu piersią miałyśmy okazję pielęgnować naszą więź. Ja czułam sens mojej stałej obecności z dzieckiem, a ona spokojnie brała z niej to, czego najbardziej potrzebowała. Olga Niekurzak: Zdecydowanie wpłynęło. A zacznę od tego, że choć w dzisiejszych czasach dostęp do bardziej lub mniej sprawdzonej wiedzy jest na wyciągniecie ręki, ja w macierzyństwo wskoczyłam kompletnie zielona. Pracowałam do 9 miesiąca ciąży, potem przeprowadzka kilkaset kilometrów od dotychczasowego mieszkania. Wiecznie brakowało mi czasu, także na to, by jakoś zapoznać się z tematem macierzyństwa, zanim urodzę. Kiedy już na świecie pojawiła się córka, te momenty karmienia były jak sesje u terapeuty – czas stawał w miejscu, nie było bałaganu, naczyń w zlewie, liczyło się tu i teraz. Wyciszyłam się i poczułam, z jak kruchą, potrzebującą mnie istotką mam do czynienia. Czy można ją rozpieścić, spełniając jej potrzebę bliskości? Stosowanie się do „porad”, jakie tłoczono mi do głowy jeszcze w ciąży, kompletnie przestało mnie interesować. Liczyła się tylko córka i nasza więź, a karmienie piersią było tego podwalinami. Sylwia Antkowicz: Wierzę, że głęboką więź z dzieckiem można uzyskać bez karmienia piersią. Jednak myślę też, że to karmienie wzmaga tę więź. Mnie karmienie piersią pokazało, że to nie my – rodzice – mamy podporządkować

dziecko swoim zasadom, ale mamy podążać za potrzebami dziecka. Karmienie piersią już od początku świetnie mi to pokazało. Karmienie co 3 godziny? Tak myślałam w ciąży. A gdy urodziłam, wsłuchałam się w córkę, przystawiałam ją do piersi, gdy tylko płakała, czyli na początku co jakieś pół godziny. Karmienie piersią pokazało mi, że wychowanie córki może być łatwe – jeśli będę działać zgodnie z jej potrzebami i jej rozwojem. To karmienie piersią zapoczątkowało u mnie pewien mój własny sposób wychowania. Być może wiele w nim z rodzicielstwa bliskości, ja się śmieję, że można mnie nazwać leniwą mamą. A to dlatego, że mój sposób na wychowanie jest prosty, nie wymaga ode mnie wiele wysiłku, a przy tym mam wrażenie, że służy córce najbardziej. Nie musiałam się męczyć z uczeniem jej spania we własnym łóżku. Dopóki chciała – spała z nami. A potem sama pokazała, że jest już gotowa zasypiać w swoim łóżeczku. Tak samo było z samoodstawieniem – nie musiałam wymyślać sposobu, jak oduczyć ją picia mojego mleka. Tu znów poczekałam, aż ona sama będzie gotowa. Takich przykładów jest jeszcze wiele, jak chociażby z nauką odpieluchowania. WSPÓLNE SPANIE „Badania dowodzą również, że matki karmiące piersią zaznają więcej spokojnego snu niż te, które karmią butelką, zwłaszcza gdy w nocy mają dziecko blisko siebie. Dzieje się tak nie dlatego, że dziecko nie musi czekać na przygotowanie posiłku – hormony związane z karmieniem piersią z natury mają zapewnić obydwojgu odprężenie i uczucie senności, ułatwiając im szybkie ponowne zapadnięcie w sen.” KL: Jak wyglądało, wygląda Wasze wspólne spanie? AP: Pierwsze dziecko spało w kołysce i nocne pobudki były dla mnie bardzo ciężkie. Obawiałam się wspólnego spania z racji cięcia cesarskiego – nie byłam na tyle sprawna, żeby móc karmić na leżąco. Z drugim dzieckiem, urodzonym siłami natury, nawet w szpitalu razem spałam – faktycznie szybciej zasypiałam i nie liczyłam czasu do kolejnej pobudki. Od razu rozwinęła się między nami symbioza. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, jak często karmiłam nocą, to po prostu się działo.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


ON: Początkowo spałam z córką tylko popołudniami, w ramach wspólnej drzemki. Moja mama powtarzała, że matka powinna odpoczywać, kiedy dziecko odpoczywa, więc ja wzięłam sobie jej poradę do serca. Bardzo to polubiłam. Ze wspólnym dzieleniem łóżka w nocy sprawa była bardziej skomplikowana. Jednak po kilku miesiącach dojrzałam także do tego.

dalej kontynuowałam karmienie. Wydawało im się, że nocne karmienia i później wstawanie do pracy to zbyt duży wysiłek. A ja nie czułam się przez to zmęczona. KARMIENIE PIERSIĄ DZIAŁA KOJĄCO „(…) karmienie piersią jeśli przebiega sprawnie – jest przyjemne! Na większość matek działa kojąco. Niektóre mówią, że daje im uczucie ciepła. Jeszcze inne opowiadają, że dzięki niemu odprężają się i lekko «odpływają». Ten czynnik dobrego samopoczucia to naturalny element karmienia piersią i szczególnej bliskości, którą ze sobą niesie.”

I tak od dwóch lat śpimy razem – są sielankowe i spokojne noce, ale i te ciężkie, gdy córka budzi się co pół godziny i miętosi moje piersi tak, że nie sposób zasnąć. Z perspektywy czasu to się jednak zaciera. W pamięci zostają tylko te najprzyjemniejsze momenty, kiedy wtulone w moją pierś dziecko zasypia, a ja mam poczucie, że przy nim jestem w stanie góry przenosić.

KL: Czy dla Ciebie karmienie też jest/było przyjemne, fajne, błogie, czy jest/było szczególnym czasem?

SA: Początkowo broniłam się przed współspaniem. Chyba wynikało to z opinii otoczenia. Ja sama, gdy byłam niemowlakiem, spałam nie dość, że w łóżeczku, to jeszcze w innym pokoju. Często słyszałam pytania, czy Ala śpi sama, i opowiadanie o innych dzieciach z dumą, że one zasypiają u siebie i przesypiają tak całą noc. Przełamałam się, gdy zorientowałam się, że wstawanie do Ali bardzo mnie męczy. Budziła się co 2–3 godziny, a gdy odkładałam ją do łóżeczka, zaśnięcie zajmowało jej pół godziny. Miałam wrażenie, że ledwo zasnęłam, a znów do niej wstaję. Dlatego zaczęłam ją zabierać do naszego łóżka. Różnica była ogromna. Zasypiała od razu po karmieniu. Ja także. Dzięki temu te pobudki co kilka godzin wybudzały mnie tylko na kilkanaście minut. Mnie zostawało całkiem sporo czasu do spania. Czułam się bardziej wyspana, dzięki czemu lepiej funkcjonowałam w dzień.

AP: Od około 5 miesiąca życia pierwszego dziecka poczułam przyjemność i odprężenie. Aż do teraz karmienie jest dla mnie wyjątkowym doświadczeniem, czyli przez 31 miesięcy. Wiem, że daje ukojenie w chwilach głodu, pragnienia, zmęczenia, bólu, potrzeby bliskości. Czuję się spełniona. ON: Jest przyjemne. Bywa nieprzyjemne. Ale to szczególny czas, nasz czas, dla mnie – magia. I nawet jeśli zdarzy się nam cięższy dzień czy noc, zawsze przywołuję myśl, że córka rośnie i nie wiem, ile tego szczególnego czasu nam jeszcze zostało. SA: W moim przypadku polubienie karmienia przyszło z czasem. Tuż po porodzie miałam poranione brodawki, mimo że Ala podobno była dobrze przystawiana do piersi. Poranione brodawki plus karmienie co pół godziny sprawiało, że piersi nie miały kiedy się zregenerować. Pamiętam, że początkowo karmiłam tylko dlatego, że wiedziałam, że to korzystne dla dziecka. Należałam też do grup wsparcia i tam matki często pisały o tym, jak bardzo lubią karmić i jaka to piękna przygoda. Ja na początku tak nie czułam, ale chciałam karmić, by przekonać się, że to uczucie się pojawi. Chciałam przekonać się, co inne kobiety w tym widzą. I dzisiaj polecam każdej mamie przygotować się na to, że początki mogą być bolesne, ale takie nie jest całe karmienie. Po kilku tygodniach piersi nie były już poranione, karmienie nie sprawiało bólu. Była wpatrzona we mnie córka. Widziałam jaką radość sprawia jej karmienie. Karmienie zdecydowanie było naszym czasem, chwilą bycia tylko

Przez pierwsze pół roku Ala spała z nami prawie co noc. Później jakoś sama pokazała, że jest gotowa na łóżeczko. I tak większość nocy spała sama, a dopiero nad ranem (4–6 godzina) budziła się na karmienie i nie chciała już być odkładana do łóżeczka, więc brałam ją do nas. Jednak mimo że w nocy spała u siebie, to budziła się na mleko co najmniej kilka razy. A mnie to nie męczyło. Bo to były ekspresowe pobudki. Łóżeczko było tuż obok nas. Płakała, ja ją brałam, karmiłam na siedząco przez maksymalnie 10 minut, po czym Ala od razu zasypiała, a ja razem z nią. W zasadzie takie wstawanie do niej było dla mnie prawie niezauważalne. Często rano nie potrafiłam przypomnieć sobie, ile razy do niej wstawałam. Wiele osób dziwiło się, że po powrocie do pracy (Ala miała 13 miesięcy)

37


dla siebie. Rzadko zajmowałam się w tym czasie czymś innym (typu oglądanie telewizji, przeglądanie internetu w telefonie). KIEDY DAJESZ PROWADZIĆ SIĘ DZIECKU...

Temat numeru

„Karmienie piersią jest najbardziej efektywne, gdy masz dziecko blisko przy sobie, zwłaszcza przez pierwsze kilka godzin i dni, i dajesz mu się prowadzić.” „Dzięki karmieniu piersią, którym kieruje dziecko, pomagasz swoim piersiom pracować naturalnie. Oznacza to rozruszanie laktacji w pierwszych dwóch tygodniach i pozwalanie dziecku na ssanie, ilekroć tego potrzebuje, i tak długo, jak tego potrzebuje. Karmienie w ten sposób daje pewność, że dziecko otrzymuje niezbędne składniki odżywcze, a produkcja mleka dostosowuje się do jego zmieniającego się apetytu.” „Gdy noworodek zostaje położony na brzuchu matki w kontakcie skóra do skóry, instynktownie porusza głową i wierci się w poszukiwaniu piersi. Dzięki temu do krwiobiegu matki dostaje się prolaktyna. Prolaktynę wykrywa czuły obszar na każdej komórce produkującej mleko – hormon przygotowuje te komórki do działania, włącza je.” „Gdy matka i dziecko są blisko, do krwiobiegu matki zostaje uwolniony inny ważny hormon, oksytocyna. Nazywa się ją często hormonem miłości.”

pierwszą potrzebą, którą realizowałam. Karmiłam ją na żądanie przez całą naszą mleczną drogę (czyli prawie 2 lata). Przystawiałam ją do piersi, gdy płakała lub gdy pociągała moją bluzkę. A gdy była starsza i widziałam, że robi się marudna, to po prostu pytałam, czy chce mleczko. Nie wyobrażam sobie też karmić dziecko przez konkretną liczbę minut. Co później? Schować pierś, gdy dziecko czuje, że jest np. dopiero w połowie jedzenia? To tak, jakbym miała zabrać jej teraz talerz z zupą, bo moim zdaniem już się najadła. Na szczęście dzieci karmionych piersią nie da się przekarmić. One same wiedzą, ile potrzebują zjeść. A dla mnie to kolejna zaleta – karmiąc piersią, czułam, że zapewniam jej wszystkie niezbędne składniki odżywcze. Dzisiaj, gdy już nie karmię, czasami boję się, że je za mało. Wtedy wiedziałam, że nawet jeśli nie miała apetytu na stałe posiłki, to mlekiem sobie to wyrównywała. DZIECIE RODZĄ SIĘ Z INSTYNKTEM SSANIA PIERSI

NATURALNYM

„Dzieci rodzą się z naturalnym instynktem ssania piersi i nie trzeba ich tego uczyć. Na początku potrzebują jednak wielu okazji do praktyki, jeśli chcemy, by szybko stały się w tym dobre. Karmienie piersią, którym kieruje dziecko, to zaufanie umiejętnościom dziecka i danie mu mnóstwa czasu na naukę.”

„Istota karmienia, którym kieruje dziecko: na żądanie, tak długo, jak tego potrzebuje w trakcie danego karmienia, najpierw jedna pierś, potem druga…”

„Dzieci rodzą się z silnym instynktem ssania piersi. Od pierwszych chwil chcą odnaleźć pierś i aby tego dokonać, powielają bardzo charakterystyczny schemat zachowania, który im w tym pomaga. Rozpoznanie instynktów swojego dziecka – i pozwolenie mu na korzystanie z nich – daje mu najlepszą szansę na efektywne ssanie piersi.”

KL: Czy dostosowałaś się i stosowałaś się do tego „kierownictwa” dziecka w karmieniu piersią?

„Daj dziecku czas na odkrycie dotyku twojej skóry i niepowtarzalnego zapachu, pozwól mu stopniowo podpełzać do piersi.”

AP: Zdecydowanie tak. Wierzyłam, że dziecko ma instynkt, który zapewnia mu przeżycie, który zapewnił całej ludzkości przeżycie.

KL: Jak wyglądało Wasze pierwsze karmienie?

ON: Tak. Nigdy nie limitowałam mojej córce dostępu do piersi. Bywały dni, gdy wisiała mi to na jednej, to na drugiej, od rana do wieczora, a ja... no cóż po prostu to zaakceptowałam :-). SA: Zdecydowanie tak. U nas, gdy Ala płakała, to przystawienie jej do piersi było praktycznie

AP: Starsza córka urodzona przez cesarskie cięcie miała spore problemy ze złapaniem piersi. Mimo że uzbroiłam się w lekturę „Warto karmić piersią i co dalej?” M. Nehring-Gugulskiej – teoria nie chciała się spotkać z praktyką. Wybrałam szpital, który zaraz po operacji umożliwiał przystawienie dziecka do piersi. Córka nie mogła się zassać, więc strzykawką wyciągnęłam trochę

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


siary. Początki miałyśmy bardzo trudne. Synek urodzony siłami natury zaczął jeść od razu. Nie miał problemów ze złapaniem brodawki, jadł spokojnie. Jestem przekonana, że jego start miał spore znaczenie w naszej drodze mlecznej.

si, to bym się nie odważyła. W końcu wzięłam ją po prostu w ramiona – najzwyczajniej w świecie, bez żadnych wymyślonych pozycji – i przystawiłam do piersi. Ssała, była spokojna. A ja? Zdziwiłam się, że to jest takie łatwe. Że nic nie trzeba robić. Że ona sama wie, jak ssać.

ON: Wszystko pamiętam jak przez mgłę. Było to chwilkę po porodzie, który zniosłam naprawdę dobrze. Rodziłam w małym mieście, w razie problemów o doradcy laktacyjnym można było pomarzyć. Ale, jak już wspomniałam, w macierzyństwo wskoczyłam całkiem zielona. Wychowałam się w domu, gdzie karmienie piersią było oczywiste, mam dużą rodzinę i widok mamy dającej maluszkowi pierś był dla mnie całkiem naturalny. Zatem bez większego zastanowienia po prostu przystawiłam córkę do piersi, a ta zaczęła ją ssać – z lepszym lub gorszym skutkiem. Nie martwiłam się, czy się uda, to się po prostu działo, a gdy nie wychodziło, próbowałam dalej. I ta moja niewiedza akurat w tym przypadku chyba się przydała – nieświadomość tego, z jakimi trudnościami borykają się inne mamy, sprawiła, że do tematu podeszłam na luzie, bez poczucia, że może się nie udać. I się udało.

PIERWSZE DWA TYGODNIE MIODOWY Z DZIECKIEM

MIESIĄC

„Istotą tego okresu jest spędzenie jak najwięcej czasu w kontakcie skóra do skóry. Tulenie dziecka na ciepłej klatce piersiowej, gdzie może trącać nosem pierś i karmić się, gdy zechce, pozwala na optymalne wykorzystanie jego instynktów. Przyczynia się również do wyrzutów prolaktyny i oksytocyny, co wywołuje produkcję mleka i uruchamia instynkty, które każą matce karmić dziecko, i ułatwia przystosowanie się do macierzyństwa.” KL: Czy doświadczyłaś tego tzw. haju oksytocynowego? Jak wspominasz ten Wasz miodowy miesiąc? AP: Z pierwszym dzieckiem z pewnością nie miałam tego typu doznań. To była raczej walka z samą sobą, każde przystawienie było bardzo bolesne i wiązało się ze stresem. Z kolejnym faktycznie odbierałam ten czas szczególnie. Spędziłam go głównie w łóżku z maleństwem.

SA: W naszym przypadku pierwsze karmienie nie było idealne. Zawinił niestety personel, jak to się zdarza w wielu przypadkach. Ale z drugiej strony nasz początek pokazuje też, że karmienie może być łatwe, nawet jeśli zaczyna się z opóźnieniem. W naszym przypadku pierwsze przystawienie odbyło się po kilkunastu godzinach od porodu. Po próbach naturalnego porodu musiałam mieć cesarkę. Takiej opcji kompletnie nie przewidywałam, nie wiedziałam, jakie są standardy w moim szpitalu po cesarce. Gdy córka się urodziła, położono mi ją na klatce piersiowej... na kilka minut. Potem Alę dostał tata i to on ją kangurował. Niestety, w szpitalu był wówczas zakaz odwiedzin (poza porodówką) i musiał wyjść do domu. Była noc, żadna z położnych nie przyniosła mi córki pomimo moich próśb. Dostałam ją dopiero po spionizowaniu, 12 godzin od porodu. Położyłam się z nią i tak leżałyśmy. Położna wyszła. Mogłam jedynie poprosić o radę koleżankę z łóżka obok. Dla niej to było drugie dziecko. Wiedziała, jak karmić, ale nie była jeszcze spionizowana, więc jedynie mogła mnie wesprzeć dobrym słowem. I tak leżałyśmy z Alą chyba z pół godziny. Widziałam, że szuka piersi, rusza buzią tak, jakby chciała ssać. A ja nie wiedziałam, jak się za to zabrać. W ciąży oglądałam obrazki ze zdjęciami różnych pozycji do karmienia. I nie mogłam sobie żadnej przypomnieć. Pewnie gdyby nie to jej szukanie pier-

ON: Rodzina, przyjaciele – wszyscy wokół bardzo mi sprzyjali, więc ja mogłam się skupić tylko i wyłącznie na córce. A wybuch pozytywnych emocji, ta miłość, jaka na mnie spłynęła, jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało, i tak prawdopodobnie nie pozwoliłaby mi skupić się na czymś innym niż własne dziecko :-). Zaskoczyło mnie to wszystko, moje kalkulacje na chłodno w trakcie ciąży kompletnie tego nie przewidziały. Chłonęłam jej zapach, przyglądałam się, jak zasypia przy piersi, czułam dotyk jej malutkich rączek... to była dla mnie czysta magia. SA: Początek macierzyństwa wspominam pozytywnie. To był czas dla nas, taki na poznanie się. Bez wyznaczania sobie żadnych innych celów. W życiu jestem perfekcjonistką – przeszkadza mi brudne mieszkanie, dzień, w którym „tylko” ugotowałam obiad i wyszłam z dzieckiem na spacer uważam za stracony. Mówię wówczas, że nic nie zrobiłam. Na co dzień wyznaczam sobie mnóstwo zadań. Tak było nawet na macierzyńskim. Jednak te pierwsze tygodnie były czasem, gdy nikt ode mnie niczego nie oczeki-

39


Temat numeru

wał (otoczenie oraz ja sama) poza opieką nad dzieckiem. Było karmienie prawie bez przerwy, było kangurowanie, kąpiele, spacery. Miałam wcześniej doświadczenie w opiece nad dziećmi – pracowałam w żłobku. Ale to nie było to samo. Nigdy wcześniej nie opiekowałam się takim maluszkiem. Początkowo bałam się pierwszego przystawiania do piersi, przebierania, kąpieli – a później okazało się, że wszystko to jest proste. ZASYPIANIE PRZY PIERSI „Dziecko nie musi być głodne lub spragnione, aby chcieć – i potrzebować – karmienia. Karmienie piersią daje dzieciom komfort, ciepło i poczucie bezpieczeństwa, daje też pokarm i napitek – i nie ma możliwości, aby przekarmić będące na piersi dziecko. (…) Odpowiadanie na żądania dziecka ułatwi zarówno rodzicielstwo, jak i karmienie piersią.” „Karmienia nocne są istotne. Noworodki nie wiedzą, że ich rodzice uznali noc za czas do spania.” „Dzieci często zasypiają przy piersi. To najbardziej naturalna rzecz na świecie...” KL: Czy to zasypianie przy piersi, a potem spanie przy dziecku, przyszło Ci swobodnie, czy było dla Ciebie naturalne? AP: Tak, odbieram to jako coś naturalnego. Pierś do drzemki, do snu. Wierzę, że to pierwsze ukojenie wrażeń i stworzenie bezpiecznej przestrzeni. ON: Jednym z moich postanowień na początku ciąży było niepozwolenie dziecku, by ze mną spało. Teraz sama się sobie dziwię, ale w moim ówczesnym, naiwnym myśleniu to miał być sposób, by nie uzależnić od siebie zbytnio niemowlaka. Straszono mnie bowiem „okropnymi“ konsekwencjami ciągłego noszenia noworodka, więc zawczasu chciałam jakoś temu zapobiec. Owszem, za dnia dostęp do mnie był nielimitowany, zdarzało się, że córka praktycznie cały czas wisiała mi na piersi, a gdy byłam zmęczona, zaliczałyśmy nawet wspólne drzemki, ale ok. 23 w nocy karmiłam ostatni raz i córka zazwyczaj spała do 6–7 rano we własnym łóżeczku. Nawet jeśli się zbudziła w nocy, to wstawałam, karmiłam, usypiałam i z uporem maniaka odkładałam do łóżeczka. Po ok. 4 miesiącach praktykowania tego frustrującego rytuału córka zaczęła częściej się budzić w nocy, więc zostałam z dylematem:

albo po prostu wpuścić ją do mojego łóżka na stałe i w końcu się wyspać, albo dalej upierać się przy swoim nieracjonalnym postanowieniu. Wybór był oczywisty. Szybko sprzedałam łóżeczko, a materac, na którym śpimy, położyłam na podłodze. Mniej więcej właśnie wtedy trafiłam po raz pierwszy na publikacje z nurtu rodzicielstwa bliskości, które tylko utwierdziły mnie w sensowności podjętej decyzji. I tak już ciągniemy od ponad dwóch lat. Kocham to, nie wyobrażam sobie robić inaczej i nie mogę zrozumieć, dlaczego tak długo się przed tym wzbraniałam. SA: Dzisiaj, gdy wspominam sobie zasypianie Ali przy piersi, to od razu się uśmiecham. To był piękny etap. I znów mam wrażenie, że pozwalający mi na odrobinę lenistwa – ale takiego z korzyścią dla dziecka. Uwielbiałam to, że Ala zasypiała przy piersi. Dzięki temu nie musiałam kombinować, w jaki sposób położyć ją spać. W dzień czasami, gdy zasnęła mi przy piersi, zostawałyśmy już w takiej pozycji i razem odpoczywałyśmy. Innym razem odkładałam ją do łóżeczka. W nocy takie zasypianie przy piersi znów było przydatne – dzięki temu ja lepiej spałam. Dzisiaj, gdy Ala ma już ponad 2 lata i nie jest karmiona piersią, nie śpi z nami, cieszę się na te rzadkie chwile, gdy mogę ją zabrać do siebie. Gdy Ala jest chora,wówczas śpi z nami, a dla mnie to miły powrót do czasów karmienia piersią – mogę się na nią napatrzeć i poprzytulać. POWRÓT MAMY DO PRACY KL: Jak poradzić sobie z powrotem do pracy? Opisz, proszę, swoje doświadczenia związane z karmieniem piersią i powrotem do pracy? ON: Chociaż pierwotnie tego nie planowałam, zostałam mamą pracującą z domu. Przede wszystkim dlatego, że chciałam pozostać blisko własnego dziecka i mieć możliwość karmić jak najdłużej – zatem moja córka wciąż ma do mnie nielimitowany dostęp :-). SA: W moim przypadku było o tyle łatwo, że wracałam do pracy, gdy Ala miała 13 miesięcy. Nie była noworodkiem, dla którego mleko jest podstawą diety. Miała już dobrze rozszerzoną dietę, chętnie jadła stałe posiłki, potrafiła pić z kubka. Wiedziałam, że sobie poradzi beze mnie i bez mojego mleka. Ala szła do żłobka. Na początku zastanawiałam się, czy jakoś ją przygotować na zmiany. Jednak jestem pedagogiem, kiedyś pracowałam w żłobku i rzadko (niestety), ale zdarzały się mamy karmiące piersią. Dzięki nim wie-

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


działam, że dziecko świetnie rozumie, że mleko może dostać tylko od mamy, a gdy jej nie ma, to trzeba sobie radzić inaczej. Bywały dzieci, które w domu zasypiały tylko przy piersi, a w żłobku zasnęły na leżaczku same – nawet nie zdążyłyśmy je pogłaskać, przytulić. Dlatego stwierdziłam, że nie będę robić nic na zapas. Nie będę jej ograniczać mleka, zwiększać odstępów między karmieniami. Ciągle była karmiona piersią i tak poszła do żłobka. Nie uprzedziłam opiekunek o karmieniu piersią, bo wiedziałam, że personel często bywa uprzedzony do tego. A moje dziecko było łakomczuchem. Uwielbiało jeść, więc wiedziałam, że nie muszę przynosić mleka do żłobka. Pierwsze kilka dni Ala chodziła do żłobka, gdy ja jeszcze nie pracowałam. Była w nim na 2–3 godziny. Potem miałam szkolenie i byłam w pracy 6 godzin, następnego dnia 8. Potem różnie, bo mam pracę według grafiku. Czasem idę do pracy na 6–8 godzin, innym razem 12–13. Jednak dzięki takiemu początkowi i Ala, i moje piersi miały czas, żeby przyzwyczaić się do zmian. Wcześniej rzadko zdarzały się przerwy między karmieniami dłuższe niż 3–4 godziny. Teraz z każdym dniem pracy ten czas się wydłużał. Pierwsze dni, gdy byłam w pracy maksymalnie 8 godzin, poszły gładko. Ala w żłobku dobrze funkcjonowała, po pracy ją odbierałam. Mleka domagała się dopiero w domu – ale tuż po przyjściu. Rzucała się wówczas na pierś i to było jej 10–20 minut, gdy jadła i patrzyła na mnie. Pierwsze 12 godzin w pracy było dla nas wyzwaniem. Mnie piersi nabrzmiały, poczułam w nich kłucie. Na szczęście, tak było tylko przez dwie pierwsze zmiany w pracy. Później piersi się przyzwyczaiły. Nie odciągałam mleka w pracy. Dlaczego? Nigdy nie nauczyłam się współpracować z laktatorem. Gdy byłam z Alą w domu, nie czułam takiej potrzeby. W pracy też stwierdziłam, że dam bez

tego radę i rzeczywiście po dwóch pierwszych „dwunastkach” później już piersi nie nabrzmiewały. A Ala i jej pierwszy cały dzień beze mnie? O ile początkowo pracowałam po 6–8 godzin, nie było problemów. Potem przyszła pierwsza „dwunastka”. Zawiozłam ją rano do żłobka, a odebrał ją tata. Całe popołudnie i wieczór spędzili razem. Ja wracałam ok. 22, więc czekało ich

także pierwsze usypianie. Tak, tata, mimo że angażował się w wychowanie Ali, wcześniej chyba jej nie usypiał. Co prawda Ala i ze mną rzadko zasypiała już przy piersi, ale obawy były. Zasnęła szybko. Tylko że wybudzała się co 15 minut, aż do mojego powrotu. Wtedy od razu ją nakarmiłam i zasnęła na dłużej. Kolejnego wieczora już było lepiej. Już się nie budziła przy tacie, a dopiero gdy ja wróciłam z pracy. Po powrocie do pracy karmiłam piersią jeszcze przez 8 miesięcy. Ala szybko zrozumiała, że w żłobku nie ma mleka. Mleka nie ma również, gdy


Temat numeru

zostaje z tatą. Ale gdy byłyśmy razem, jadła jak dawniej. Zawsze rano przed wyjściem do żłobka obowiązkowo musiało być mleko. Potem tuż po powrocie do domu – jeśli to ja ją odbierałam, lub wieczorem tuż po moim powrocie – jeśli byłam w pracy cały dzień. Do tego kilka karmień w nocy i mnóstwo w dni wolne. Tu chciałabym jeszcze poruszyć kwestię mojego zmęczenia. Wiele mam wie, że można karmić piersią także po powrocie do pracy, ale boi się, że fizycznie nie da radę. Że przez zmęczenie dadzą za wygraną. Ja nie czułam większego zmęczenia niż wcześniej. Ala budziła się w nocy, ale to były kilkuminutowe pobudki. Przystawiałam ją do piersi, jadła, a potem od razu obie zasypiałyśmy. Nie musiałam jej usypiać. Takie pobudki nie były dla mnie uciążliwe. KARMIENIE DO SAMOODSTAWIENIA „Jeśli czujesz, że dziecko zakończyło karmienie, zanim ty jesteś w stanie to zaakceptować, przypomnij sobie, że baby-led breastfeeding opiera się na zaufaniu decyzjom dziecka przez cały ten okres – włącznie z tym, że dziecko wie, kiedy kończy się jego zapotrzebowanie na pierś.” KL: Jak wyglądało Wasze zakończenie drogi mlecznej? Czy było to z inicjatywy dziecka? AP: Córeczka odstawiła się koło 22 miesiąca życia – byłam już w ciąży i sądzę, że zmiana smaku mleka przyczyniła się do tego. To były dla mnie trudne chwile. Poczułam się mniej potrzebna. W końcu zrozumiałam, że nadszedł czas na kolejny etap w naszej więzi. Młodszy synek ma już rok i wciąż jest na piersi. I niech to jeszcze trwa!

dużo. A odstawienie Ali nie było gwałtowne. Stopniowo coraz rzadziej piła z piersi, co sprawia, że jednak myślę, iż było to samoodstawienie wynikające z jej gotowości. Gdy masz dziecko tzn. „cycoholika”, to łatwo nie zauważyć, że samoodstawienie się zaczyna. Ala jadła kilka-, kilkanaście razy na dobę. Nagle zorientowałam się, że od kilku tygodni nie je w ogóle w nocy. Później, że jest mniej karmień w dzień. Gdy miałam wolne i byłyśmy cały dzień w domu, to ja przypominałam jej o mleku, pytałam, czy chce. Później zostały nam tylko poranne karmienia, tuż po przebudzeniu. Pewnego dnia powiedziałam do partnera, że właśnie zdałam sobie sprawę, że Ala ostatni raz była karmiona kilka dni temu... Taki stan trwał jeszcze chwilę. Aż przyszło ostatnie karmienie. Dobrze je pamiętam. Grudniowy poranek. Obudziła się, wzięłam ją do naszego łóżka, przyniosła sobie książeczki. Po chwili zaczęła marudzić, więc zapytałam, czy chce mleko. Było podekscytowane „tak” i radosne oczy. Po czym, gdy ją przystawiłam do piersi, pociumkała kilka razy, odepchnęła się i powiedziała „nie”. Przez następne dwa tygodnie pytałam, czy chce mleko. Zawsze słyszałam „nie”. Dlatego mam wrażenie, że u nas to był wybór dziecka – to ona pomimo moich przypomnień nie chciała już mleka. Dzisiaj, gdy to piszę, zakręciła mi się łezka w oku. Chciałam karmić minimum dwa lata (choćby ze względu na odporność dziecka). Nie udało się. Staram się myśleć, że nie miałam na to wpływu. Bo to ona wybrała.

NO: Wciąż się karmimy :-). SA: Ala odrzuciła pierś, mając rok i 9 miesięcy. Czytałam, że samoodstawienie pojawia się najwcześniej u 2-, 2,5-letnich dzieci. Ala była młodsza. Zastanawiałam się, czy możemy mówić o samoodstawieniu, czy jednak porzuceniu mleka. Wiem na pewno, że zaprzestanie karmień nie było moją inicjatywą. Czasami myślę, że może gdybym nie wróciła do pracy, Ala chciałaby być karmiona dłużej. Bo jednak praca sprawiła, że w dzień rzadziej była karmiona. Udało nam się karmić przez 8 miesięcy po powrocie do pracy – to Cytaty pochodzą z książki "Po prostu piersią" Gill Rapley, Tracey Murkett Mamania, Warszawa 2015


na zdjęciu czytelniczka Kwartalnika: Aleksandra z synem Antosiem


Przyczyny niepokoju przy piersi

Temat numeru

Czasem zdarza się, że zamiast pięknego jak z obrazków w telewizji czy reklam w gazetach karmienia piersią – gdy maluszek spokojnie leży i wpatruje się w nas pełnym uwielbienia wzrokiem, a potem łagodnie zapada w sen – doświadczamy czegoś zgoła innego. Dziecko szarpiące się, wpadające w płacz w trakcie picia mleka, odrywające się z krzykiem, niespokojne lub w jakiś inny sposób dające znać o swoim niezadowoleniu to wbrew pozorom dość częsta sprawa. Ale nie należy tego traktować jako normy, nie powinno się tego ignorować czy liczyć na to, że „samo przejdzie”. Agnieszka Remiasz

fot: Designed by yanalya / Freepik

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


N N

ie można też odczytywać takiego zachowania zawsze jako objawu głodu. To niestety bardzo często mylna interpretacja, która prowadzi do problemów z laktacją (nieuzasadnione podanie mieszanki mlekozastępczej). Warto mieć świadomość tego, jakie mogą być przyczyny niepokoju przy piersi, i nauczyć się przynajmniej częściowo je eliminować. Warto także ZAWSZE pokazać się zaufanej lub polecanej doradczyni laktacyjnej, by dowiedzieć się w którym kierunku szukać rozwiązania.

„łapania” pierwszego najsilniej wypływającego mleka w pieluszkę, chłodnych okładów czy pozycji naturalnej, czyli karmienia „pod górkę”. Warto też w takim wypadku skorzystać z porady doradczyni laktacyjnej lub neurologopedy, by dowiedzieć się, jakie techniki będą dla nas najlepsze.

Oto niektóre z tych kierunków:

To z kolei nadprodukcja pokarmu, która również sprawia, że maluch nie nadąża ze spijaniem całego mleka. Często powiązana z hiperaktywnym wypływem, ale dodatkowo piersi są przepełnione, szybko „uzupełniają zapasy”. Bywa, że dziecku trudno uchwycić brodawkę, przyrosty malucha są raczej z tych większych, czasem występują objawy przekarmienia laktozą (strzelające lub spienione, zielone i kwaśne kupki, bóle brzuszka, duża ilość gazów). Rozwiązaniem jest po raz kolejny wizyta u doradczyni laktacyjnej, zazwyczaj pod okiem specjalisty wdraża się blokowanie karmień w celu spowolnienia produkcji mleka. Czasem warto także zrobić diagnostykę u lekarza, bo duża nadprodukcja może być objawem głębszych problemów.

HIPERLAKTACJA

SKOK ROZWOJOWY

To nie jest naukowa teoria, to bardziej rozważania i obserwacje, z których wynika że niektóre dzieci dość mocno odczuwają kolejne etapy rozwoju neurologicznego i psychoruchowego, co objawia się różnymi chwilowymi zmianami dotychczasowego zachowania. Na przykład raczkowanie – kamień milowy w dążeniu do samodzielności, często-gęsto powiązane z pogorszeniem się nocnego spania oraz kilkudniową (a nawet kilkunastodniową) zmianą zachowania przy piersi. Niektóre maluchy nagle potrzebują bujania albo szumu, inne stuprocentowej ciszy czy nawet ciemności, by zjeść. Po czym poznać, że to skok rozwojowy? Dziecko w trakcie lub zaraz po „cięższym okresie” ma jakieś nowe umiejętności, a dodatkowo wskaźniki skutecznego karmienia piersią pozostają z grubsza zachowane.

ZBYT WOLNY WYPŁYW Niektóre mamy reagują chwilowym zachwianiem odruchu oksytocynowego, który odpowiada za wypływ pokarmu, np. w wyniku bardzo silnego stresu. Zdarza się też, że spowolniony wypływ mleka związany jest z pojawieniem się miesiączki lub w wyniku kolejnej ciąży. Maluch może się wtedy denerwować i ssać dłużej niż zwykle, ale zazwyczaj nie wymaga to żadnych dodatkowych interwencji i mija samo po kilku dniach (no, w ciąży może nie być tak kolorowo – czasem produkcja faktycznie ostro zwalnia). Grunt to obserwacja wskaźników skutecznego karmienia i znów – unikanie pochopnego podania mieszanki, tylko przede wszystkim konsultacja ze specjalistą.

CHĘĆ ODBICIA Niemowlęta karmione piersią zazwyczaj nie muszą odbekiwać lub nie muszą tego robić tak często jak dzieci karmione innymi metodami. Ale są także egzemplarze, którym połknięte do brzucha powietrze mocno przeszkadza i to już w trakcie picia mleka. Bąbel powietrza dusi, miejsce na mleko się kończy, dyskomfort rośnie. To może prowadzić do różnego rodzaju szarpania się czy odpychania i łapania piersi z powrotem. Jak rozpoznać? Warto po prostu odessać dziecko (np. poprzez wsunięcie małego palca w kącik ust) i sprawdzić, czy mu się soczyście nie odbije.

ZA WOLNA PRODUKCJA POKARMU Zdarza się (choć niezmiernie rzadko), że mama doświadcza rzeczywistego niedoboru pokarmu. Przy podejrzeniu takiej przyczyny należy przede wszystkim sprawdzić wskaźniki skutecznego karmienia i poradzić się specjalisty. Powodem może być, jak wyżej było wspomniane, ciąża, mogą być problemy hormonalne, nieprawidłowości w ssaniu czy przystawianiu albo np. niewłaściwe postępowanie laktacyjne (karmienie

ZBYT SZYBKI WYPŁYW Hiperaktywny wypływ mleka rozpoznajemy dość prosto – mleko tryska pod ciśnieniem jak z węża strażackiego przy najmniejszej nawet stymulacji brodawki. Albo po kilku chwilach od zassania dziecko nagle nie nadąża łykać, odrywa się i zalewa pokarmem. Można spróbować

45


Temat numeru

na godziny, używanie smoczka na wczesnym etapie, nieuzasadnione dokarmianie itd.). Warto zaopatrzyć się wcześniej w numer telefonu do polecanej doradczyni laktacyjnej i w razie kryzysu czy większych wątpliwości – natychmiast się konsultować.

NAPIĘCIE MIEŚNIOWE, ASYMETRIA, KRĘCZ SZYI ITP. Dzieci z problemami natury fizycznej mogą mieć także problem ze spokojnym piciem mleka. Czasem dlatego, że jedna strona im bardziej odpowiada i przystawione do „nieulubionej” piersi protestują, czasem – ponieważ obniżone lub podwyższone napięcie mięśniowe powoduje dyskomfort i problemy ze ssaniem. W każdym razie warto ten trop wykluczyć i pokazać się fizjoterapeucie. Może okazać się, że ćwiczenia pod opieką specjalisty zlikwidują również kłopoty z karmieniem piersią. WĘDZIDEŁKO

Krótkie wędzidełko podjęzykowe to bardzo częsta przyczyna problemów z efektywnym pobieraniem pokarmu. Często objawem jest właśnie niepokój przy piersi, niskie przyrosty wagi czy długie ssanie. O diagnozę niestety trudno, ponieważ to kwestia nadal mało znana. Najlepiej pokazać się neurologopedzie lub doradczyni laktacyjnej, choć rozpoznanie powinien umieć zrobić również laryngolog, stomatolog czy chirurg. Jeśli podejrzewacie za krótkie wędzidełko – nie wahajcie się szukać pomocy. A gdy zostanie zdiagnozowane – nie wahajcie się podcinać. Nawet jeśli na wczesnym etapie nie sprawia ono widocznych problemów, może w przyszłości utrudnić rozwój mowy. CHOROBA GARDŁA, UCHA, NOSA Gdy dziecko zaczyna nam marudzić przy piersi i coraz trudniej je nakarmić – warto wykluczyć przyczyny zdrowotne, takie jak zapchany nosek, ból ucha, który przy przełykaniu się nasila, czerwone podrażnione gardło itp. Sami, gdy macie katar, pewnie tracicie apetyt, a maluch dodatkowo w czasie jedzenia musi oddychać przez nos, więc pobieranie mleka staje się udręką. Pediatra powinien rozwiać wątpliwości w tym zakresie. (Pamiętajcie o zaglądaniu do uszek!).

INNE INFEKCJE (OSKRZELA, PŁUCA, UKŁAD MOCZOWY ITP.) Jeśli gardło, uszy i nos czyste, to można przyjrzeć się także głębszym przyczynom zdrowotnym. Osłabienie wynikające z walki z infekcją, może przekładać się na brak siły do ssania mleka. Wprawdzie większość dzieci raczej właśnie ssie wtedy jak noworodek, uzupełniając kalorie, wszystkie niezbędne wartości i jeszcze pobierając zastrzyk probiotyków oraz przeciwciał. No, ale są też dzieci, które nagle robią odwrót od piersi. Trzeba wtedy kombinować z podawaniem drogocennego mleka innymi metodami (np. bidon, kubeczek) i czekać na powrót sił do ssania. ZĄBKOWANIE Wybijające się zęby mleczne mogą narobić dużo zamieszania, wpłynąć na sen, marudzenie, apetyt, nawet na karmienie piersią. Część dzieci będzie w momencie bólu ssać intensywniej, ponieważ mleko matki działa jak uniwersalny poprawiacz jakości życia małego człowieka, ale są i takie egzemplarze, które w tych trudnych chwilach nie będą chciały nawet otworzyć paszczy. Schłodzone gryzaki i inne uśmierzacze bólu mogą trochę pomóc, ale najbardziej uparci i tak wolą przeczekać. Na znak, że to było to – zobaczycie nowy biały ząbek. PLEŚNIAWKI Bywają bolesne, więc mogą wpływać na chęć picia mleka. Jeśli maluch nagle odmawia ssania ukochanego cycusia – warto sprawdzić, czy w buzi nie pojawił się biały nalot, i w razie wątpliwości – pokazać się pediatrze. Czasem pleśniawki u dziecka połączone są z grzybicą piersi mamy, ale to nie jest reguła. Obie te przypadłości mogą pojawiać się niezależnie, dlatego trzeba zachować czujność i wykluczyć taką przyczynę nagłych fochów przy karmieniu. REFLUKS Refluks dzielimy na fizjologiczny, czyli taki, który nie sprawia dziecku większego dyskomfortu i nie wpływa na przyrosty wagi oraz patologiczny, czyli taki, który w jakiś sposób przeszkadza w prawidłowym rozwoju. Czasem bywa ukryty, tzn. cofanie pokarmu nie skutkuje ulaniem, tyl-

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


PRZESZKODY TYPU: NOWE PERFUMY, KOSMETYKI, ŁATWE ROZPRASZANIE SIĘ DŹWIĘKAMI CZY KOLORAMI, PRZEBODŹCOWANIE

ko treść żołądka podnosi się, a potem wraca. Kwasy mogą podrażniać przełyk, więc czasem maluchy zaczynają denerwować się w związku z całym aktem karmienia. O refluks można pytać pediatrę, ale specjalistą od chorób układu pokarmowego jest gastroenterolog.

Są dzieci wrażliwce, takie, którym wystarczy zmiana otoczenia lub wizyta gości, by kompletnie wybić je z rytmu i spowodować szarpaninę przy piersi. Są maluchy wyjątkowo wrażliwe na zapachy, smaki, kolory czy dźwięki, którym „zaatakowanie” danym bodźcem czasowo rozwali wewnętrzną równowagę. To może być nadwrażliwość sensoryczna, może być cecha niektórych high-need babies, a może być jakąś przejściową fazą. Zastanów się, czy nie użyłaś nowych perfum, nowego kosmetyku, który ma obcy dla dziecka smak lub zapach. A może robiliście coś zupełnie innego niż zwykle?

ALERGIA Alergia poprzez mleko mamy to dość rzadkie zjawisko, na pewno rzadsze, niż by się mogło wydawać. Jeszcze rzadziej zdarza się tak, że dziecko nie ma żadnych innych objawów reakcji alergicznej, oprócz właśnie nieprzyjemnych doznań z przewodu pokarmowego, zazwyczaj występujących właśnie w trakcie pobierania pokarmu. Przy podejrzeniu alergii pokarmowej należy skonsultować się z alergologiem. Zazwyczaj wdraża się dietę eliminacyjną na określony czas i jeśli nastąpiła poprawa, robi odpowiednią prowokację, zawsze pod okiem specjalisty. Jeśli objawy wracają – diagnoza potwierdzona, jeśli nie – musimy szukać, gdzie indziej.

STRAJK LAKTACYJNY Na koniec pozostało jedno – niewyjaśniony bunt na piersi. Zazwyczaj czasowy, przejściowy i samomijający. Należy uzbroić się w tonę cierpliwości. Nie mylić z samoodstawieniem, które praktycznie nigdy nie odbywa się z dnia na dzień i nie wiąże się z fochami przy piciu mleka, tylko ze stopniowo zmniejszającą się liczbą karmień. Jeśli podejrzewacie strajk o nieznanym podłożu, warto odciągać mleko dla podtrzymania laktacji na odpowiednim poziomie i próbować podać je np. kubeczkiem czy w bidonie z miękką słomką. Ma to takie plusy, że maluch otrzyma porcję najbardziej wartościowego dla niego pokarmu (zwłaszcza ważne dla dzieci poniżej roku!). A gdy strajkujący ssak jakby nigdy nic wróci do piersi, nie będzie musiał na nowo rozkręcać produkcji.

MIESIĄCZKA MAMY, CIĄŻA MAMY Te dwa stany mogą wpływać na gospodarkę hormonalną, a tym samym powodować problemy z podażą pokarmu lub zwolniony wypływ. W przypadku miesiączki – wszystko wróci do normy, trzeba uzbroić się w odrobinę cierpliwości. W przypadku ciąży – różnie bywa. Czasem laktacja „wraca do siebie” po początkowych zawirowaniach, czasem produkcja znacząco spada i nie bardzo da się cokolwiek z tym zrobić. Tutaj już trzeba rozpatrywać sprawę indywidualnie, zależnie od potrzeb, oczekiwań i możliwości mamy oraz dziecka.

Powodów niepokoju przy piersi może być naprawdę mnóstwo. Nie wątpcie od razu w swoje piersi, nie upatrujcie w takim zachowaniu braku pokarmu czy mega głodu. Zachowanie dziecka NIE JEST wskaźnikiem skutecznego karmienia. O tym, jak one wyglądają i na co należy zwracać uwagę, możecie przeczytać w poprzednim numerze Kwartalnika Laktacyjnego na stronie 64.

47


reklama

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Breast crawl,

Temat numeru

Anna Marcinkowska

czyli samodzielne podpełznięcie do piersi przez noworodka

Breast crawl, czyli podpełznięcie i przyssanie się do piersi przez noworodka, brzmi jak rzecz niemożliwa. Przecież noworodki są całkowicie bezbronne, mają ograniczone możliwości poruszania się i potrzebują rodziców na każdym kroku. Noworodek pełzający zaraz po porodzie? I sam przysysający się do piersi? Bez pomocy? Okazuje się, że jest to nie tylko możliwe, ale ma znaczący pozytywny wpływ na dalsze karmienie dziecka.

N N

PIERWSZE MINUTY NA ŚWIECIE

ie ma pełzania do piersi bez kontaktu „skóra do skóry”. Nowy trend w znaczącym stopniu oddaje hołd naturze. Badania pozwalają naukowcom zrozumieć, dlaczego medycyna pozostaje bezradna w obliczu instynktu i zagłuszanie go przynosi opłakane skutki. Już wiemy, że poprawianie natury nam nie wychodzi. Dzięki obserwacjom instynktownych, naturalnych zachowań zaczynamy rozumieć, skąd problemy związane z rozłąką matki i dziecka po porodzie.

Zdrowy noworodek, ułożony na ciele mamy wkrótce lub natychmiast po porodzie, uspokaja się i zaczyna eksplorację. Dzieci oddzielone od matek płaczą nieukojone. Badania z 1987 roku pokazują, że dzieci stają się coraz aktywniejsze po pierwszych 15 minutach od porodu, są w stanie poszukiwać i ssać pierś oraz swoje paluszki, a wszystkie zasypiają do 150 minuty po porodzie. Gdy przeoczymy ten newralgiczny moment gotowości, pierwsze karmienie będzie opóźnione o kilka-kilkanaście godzin, a pozytywne aspekty z wczesnej inicjacji karmienia zaprzepaszczone.

Kontakt „skóra do skóry” stabilizuje funkcje niedojrzałych układów dziecka. Powoduje, że ciała matek przechodzą istną burzę hormonalną, oksytocyna ułatwia wypływ mleka i skurcze macicy, uwalniana do krwiobiegu wspomaga produkcje prolaktyny; następuje zakochiwanie się w dziecku. Dziecko na piersiach mamy ma się zaskakująco dobrze – o wiele lepiej niż w rękach kogoś z personelu czy zawinięte w kokon. Jest u siebie. Znajomy zapach, jest ciepło, przytulnie, miękko, można wpatrywać się w twarz mamy i słuchać ukochanego głosu. A gdy maluch, położony natychmiast po porodzie na brzuchu matki, poleży tam wystarczająco długo, w pewnym momencie zacznie pełznąć do piersi, by wędrówkę zakończyć pierwszym, samodzielnym posiłkiem.

PEŁZANIE W PRAKTYCE

Pierwszy kwadrans na brzuchu mamy to odpoczynek dla malucha. Później dziecko staje się coraz aktywniejsze. Używa wszystkich zmysłów, by zapoznać się z nowym otoczeniem. Wczuwa się w ciepłą miękkość brzucha mamy, widzi ciemne otoczki i brodawki, z zainteresowaniem wpatruje się w fascynującą twarz mamy, słucha jej miłego, dobrze znanego głosu. Ssie i wącha swoje palce, noszące przyjemny smak i zapach płynu owodniowego. Wyczuwa zapach piersi, które kuszą go podobną nutą i powodują, że zaczyna odpychać się stopami i kolanami, by powędrować wyżej. Do 6 tygodnia życia instynkt pełzania zaniknie. By znaleźć bro-

49


dawkę, dziecko lekko unosi się, kręci i kiwa głową, wierci się – może także odwracać się w jej kierunku, ocierać się o pierś. W końcu zacznie ssać, a wrodzona preferencja smaku słodkiego sprawi, że od pierwszego łyka stanie się koneserem matczynego pokarmu. PEŁZANIE – JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ? Po porodzie połóż się wygodnie z pomocą partnera, położnej lub douli, oparta o poduszki. Kontakt „skóra do skóry” wymaga nagości, ale możesz okryć ramiona. Dziecko nie powinno być rozdzielane z mamą ani myte, może być osuszone i okryte lekką, niekrępującą ruchów tkaniną. Doświadczona położna dokona oceny dziecka na brzuchu mamy. By ułatwić podpełzniecie, należy uzbroić się w cierpliwość – często potrzeba aż godziny na rozpoczęcie ssania piersi. Dziecko będzie robiło sobie przerwy w pełznięciu. Nie należy mu pomagać ani podtrzymywać główki – to opóźni proces uczenia się. Nieprzerwany kontakt z dzieckiem i próby poruszania się malucha oraz towarzyszące temu fale napływającego hormonu miłości odwracają uwagę mamy od rodzenia łożyska i ewentualnego szycia krocza, jeśli zachodzi taka potrzeba. ZALETY PEŁZANIA Badania wykazują, że podpełznięcie do piersi przez dziecko zwiększa szanse na uzyskanie zalet z wczesnej inicjacji karmienia. Wśród zalet tych wyróżniamy utrzymanie odpowiedniej temperatury ciała dziecka, lepsze i szybsze osiągnięcie umiejętności ssania, pozyskanie siary jako pierwszego, bogatego w przeciwciała pokarmu, a kontakt ze skórą kolonizuje dziecko bezpieczną florą bakteryjną matki, co jest kluczowe dla odporności dziecka (a w niektórych przypadkach wręcz dla jego przetrwania). Wspomaga skurcze macicy, przyspiesza wydalenie łożyska, redukuje utratę krwi u matki i przeciwdziała anemii; prowadzi do lepszego poziomu cukru we krwi noworodka i lepszych wyników innych biochemicznych parametrów w pierwszych godzinach od porodu. Wspomagając wcześniejsze oddanie smółki, prowadzi do niższej intensywności żółtaczki noworodków. Wspomaga wczesny i długotrwały sukces w karmieniu piersią, tworzenie więzi między matką i dzieckiem, może odgrywać rolę we wspomaganiu rozwoju układu nerwowego dziecka.

PEŁZANIE W SYTUACJACH NIEIDEALNYCH Dzieci senne (przez środki przeciwbólowe podane mamie) dopełzają do piersi wolniej, nawet w przeciągu 2–3 godzin – bliskość ciała mamy utrzymuje je w aktywności, podczas gdy odłożone mogłyby spać godzinami. W przypadku niemożności odwleczenia w czasie ważenia dziecka zaleca się zrobienie tego natychmiast po porodzie, a następnie umożliwienie dziecku podpełznięcie do piersi. Jeśli należy szybko przenieść się z sali porodowej do innego pomieszczenia, warto dokonać tego bez przerywania kontaktu „skóra do skóry”. Cesarskie cięcie utrudnia, ale nie uniemożliwia wczesnej inicjacji karmienia. Gdy szpital zezwoli, dziecko może być pokazane mamie, zaleca się kontakt „policzek do policzka” i położenie malca na klatce piersiowej mamy. Tradycyjne dopełznięcie jest niemożliwe przez umiejscowienie operacji, ale dziecko może zacząć ssać jeszcze na sali operacyjnej przy pomocy mamy i personelu. W przypadku narodzin dziecka o niskiej masie urodzeniowej lub przedwcześnie, podpełznięcie do piersi jest możliwe i udaje się, jeśli stan dziecka zezwala na podjęcie próby. Ania R., 37 lat, dwoje dzieci, tłumaczka medyczna, przyszła doula: Urodziłam dziecko w domu. Po porodzie położna umieściła synka na dole mojego brzucha – pępowina była bardzo krótka, więc zaproponowała odczekanie kilku minut i położenie go wyżej. Pierwsze 10 minut były dla mnie czasem na uświadomienie sobie, że właśnie zostałam mamą. Położna przecięła pępowinę – wtedy pierwszy raz zobaczyłam twarz synka i mogłam patrzeć z bliska na istotę, którą dotychczas znałam „tylko” z uczucia przepływającego między nami. Synek zaczął się rozglądać i unosić głowę. Później zaczął odpychać się nóżkami od mojego brzucha. Mijały minuty, syn powoli podciągał się najpierw w stronę lewej, potem prawej piersi. W końcu zdecydował się na lewą. Położna pomagała nieznacznie, podkładając mu ręce pod odpychające się stopy. Dostawienie się do piersi zabrało kilka kolejnych minut, a potem było kilka prób uchwycenia brodawki. Gdyby nie chęć odpoczęcia po porodzie, pewnie pomogłabym synowi i przystawiła go do piersi. Teraz już wiem, jak wspaniale jest to zaprojektowane przez naturę – matka ma czas uzmysłowić sobie, co właśnie się wydarzyło, a dziecko może zacząć swoją pierwszą opowieść.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


na zdjęciu czytelniczka Kwartalnika: Aga z córką Lilą


Dobra

Temat numeru

Mleczna droga zebrała: Agata Aleksandrowicz

fot: Designed by Freepik

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


brak, ale mleko było w takiej ilości, w jakiej potrzeba, wszystko było w porządku. Brodawki bolały, ale szybko przeszło. Smarowałam mlekiem, lanoliną. Nawet nie zorientowałam się, kiedy przestało boleć. Wiedziałam, że podczas karmień moim przyjacielem stanie się telefon, książka, komputer, bo będzie to trwało i trwało. Potem się okazało, że z czasem powinno to trwać krócej, ale u nas się nic nie zmieniło. Pediatra przy rutynowej kontroli zasugerowała weryfikację wędzidełka. Spotkaliśmy się z certyfikowanym doradcą laktacyjnym i rzeczywiście – wędzidełko! Pani stomatolog je przycięła, a Janek nie uronił ani łzy, wręcz przeciwnie, cały czas się uśmiechał. Janek nauczył się źle ssać, ale i tak dobrze przybierał na wadze, a po wizycie u pani stomatolog stopniowo czas karmień się skracał.

Zacznijmy od okresu ciąży. Albo nawet i przed nią. Nigdy nie podobały mi się karmiące kobiety. Jak to? Karmić dziecko z wywaloną piersią? Przecież to obrzydliwe. Przecież butelka jest fajna! Ale w moim otoczeniu przybywało kobiet karmiących piersią. Gdy zaszłam w ciążę, zaczęłam się zastanawiać. Miałam wątpliwości. Wiedziałam już, co będzie dla mnie i mojego dziecka najlepsze. Ale wielkim problemem dla mnie była sama myśl o karmieniu w obecności innych, w miejscach publicznych. Do tej pory nie wiem, dlaczego mnie to tak przerażało. Chyba bałam się ludzi, którzy myśleli tak jak ja na początku. Przez okres ciąży dużo czytałam, dużo rozmawiałam i słuchałam o karmieniu piersią – przygotowałam się do tego dość dobrze. Planowałam karmić pół roku, góra rok – bardzo przekonywał mnie argument, że karmienie piersią uzbroi dziecko w to, co najlepsze, a mnie może ochronić przed nowotworem piersi.

Przeszlismy juz wiele: katary, goraczki, rosnace zeby, rozne smutki, smuteczki a piers zawsze pomagala. Bo karmienie to nie tylko jedzenie I picie ale I ogromna bliskosc. Nasza mleczna droga trwala 15 miesiecy I zakonczyla sie niespodziewanie poniewaz zaszlam w druga ciaze I ilosc mleka zmalala drastycznie. Janek sam zadecydowal, ze to koniec choc czasem jeszcze lyknie troszke przy zasypianiu wieczorem. Ciesze sie, ze on sam o tym zadecydowal I jednoczesnie ciesze sie, ze mielismy az 15 miesiecy cudownej mlecznej historii. Jestem wdzieczna za to I za ludzi, ktorzy mnie wspierali a bylo ich calkiem duzo:) choc bylo czasem ciezko, bywalam zmeczona, sfrustrowana to jestem przekonana, ze bylo warto. Mam nadzieje, ze nastepna mleczna historia przede mna

Nadszedł czas porodu. Trwał cały dzień, dla mnie wieczność. Kiedy Janek pojawił się na świecie, byłam trochę otumaniona (dolargan ). Kiedy położna powiedziała, że mogę nakarmić syna, myślałam sobie, że żartuje, bo skąd mam mieć pokarm? Myślałam, że będę coś czuć, ale nie. Wszystko stało się tak po prostu, tak zwyczajnie. Mleko zaczęło się produkować od razu. W szpitalu byłam trzy dni, synek większość czasu był przy mnie. Wiedziałam, że muszę go przystawiać, więc z uporem maniaka przystawiałam go prawie cały czas. Lewa, prawa, lewa, prawa. I tak robiłam po powrocie do domu. Nawału

Ewa Koczwara

53


Mam na imię Marcelina. Jestem mamą 17-miesięcznego Stefka. Chciałabym się z Wami podzielić moją historią o upadkach, jakich doświadczyłam na początku drogi mlecznej, a następnie wzlotach i trwającej do dziś przygody z laktacją.

emat numeru

Zanim zaszłam w ciążę, pomiędzy mlekiem matki a mlekiem modyfikowanym stawiałam znak równości, bo nie wiedziałam nic na temat jednego i drugiego. Wiadomość o tym, że jestem w ciąży, zmobilizowała mnie do lektury na temat mleka matki, jakie przynosi korzyści i jaki to jest superfood. Przypadkiem trafiłam na bloga pani Agaty Hafija.pl. Przeczytałam wiele artykułów zamieszczonych na jej stronie i z każdym nowym, budziło się we mnie przekonanie, że gdy tylko przytulę maluszka do piersi, przekażę mu to, czym obdarzyła nas, kobiety, natura – eliksir miłości, zdrowia i radości. Przygotowana z teorii i zmobilizowana do granic możliwości, oczekiwałam chwili, gdy przystawię Stefcia do piersi. Zależało mi na tym, żeby od razu został mi przekazany, żeby nawiązał się między nami cielesny kontakt „skóra do skóry” i żebym mogła w spokoju przystawić dziecko do piersi. Stefcia urodziłam siłami natury. Pamiętam, co się działo tuż po narodzinach syna. Niestety, moje wyobrażenia na temat przystawiania dziecka do piersi i pomocy ze strony personelu szybko uległy rozwianiu, po zderzeniu się z rzeczywistością. Stefcia nie dostałam od razu, najpierw był ważony, mierzony i osuszany. Z racji olbrzymiego wysiłku i zmęczenia nie sprzeciwiałam się temu. Gdy przekazano mi dziecko jeszcze na sali porodowej, czym prędzej podałam mu pierś. Ponieważ był to mój pierwszy raz w życiu, nie wiedziałam do końca, czy robię to dobrze, czy źle. Wykuta z teorii, starałam się robić to, jak najlepiej potrafiłam. Po przewiezieniu nas do sali, przystawiałam Stefcia najczęściej, jak się dało. Niestety, synek nie mógł złapać moich sutków. Prosiłam położne o pomoc, podchodziły, chwytały pierś i przykładały dziecko, ale bezskutecznie. Syn się nie najadał. Niestety, sięgnęłam w szpitalu po mleko modyfikowane. Za każdym razem, gdy szłam po kolejną porcję, czułam się przegraną, a w oczach położnych widziałam wyrodną matkę. Tak hormony namieszały mi w głowie.

Dopiero w dniu wypisu przyszła do mnie zaprzyjaźniona położna i pomogła mi po raz kolejny przystawić Stefcia. Powiedziała wówczas, że bez specjalnych nakładek się nie obejdzie, że Stefcio musi mi wyciągnąć sutki. Po powrocie do domu, w warunkach jak najbardziej sprzyjających karmieniu piersią, starałam się przystawiać synka. Popłynęła siara. Następnego dnia dostałam nawału. Stefcio spijał moje mleko na tyle, ile mógł, resztę odciągałam laktatorem. Niestety, karmieniu piersią towarzyszył ból sutków. Stosowałam maści, delikatnie łagodziłam ból przy pomocy mojego mleka, wcierając go w obolałe sutki. Za każdym razem, gdy przystawiałam dziecko do piersi, towarzyszyła temu skrzywiona mina, ponieważ moment chwycenia sutka sprawiał mi ogromny ból. Nakładki zsuwały mi się z piersi, dziecko się denerwowało i ja też płakałam. Chciałam się poddać. Z pomocą przyszedł mój mąż i powiedział: „spróbuj jeszcze jeden dzień, nie poddawaj się, zobaczysz szybko ściągniemy nakładki”. Zaprzyjaźniona położna również mnie dopingowała i monitorowała, jak wyglądają poczynania schodzenia z nakładek. Zejście z nich trwało miesiąc. Najpierw bezpośrednio udało mi się przystawić dziecko do lewej piersi. Poczułam wówczas euforię, nieopisaną radość. Potem przyszła kolej na prawą pierś. Zanim synek skończył 1,5 miesiąca, karmiłam go bez korzystania z nakładek. Wyłącznie moim mlekiem karmiłam go przez kolejnych 5 miesięcy. Dopiero gdy ukończył 6,5 miesiąca, podałam mu pierwszy posiłek stały. Stefcio pięknie przybierał w tym czasie na wadze, a ja z kolei miałam cudownie pobudzoną laktację, mogłam odciągać swoje mleko i magazynować w zamrażarce, w razie wzmożonego zapotrzebowania na nie w trakcie skoków rozwojowych. Dziś ten 17-miesięczny śmieszek nadal spija moje mleko. Powrót do pracy nie okazał się w żaden sposób przeszkodą do tego, aby kontynuować karmienie piersią. Potrzebowaliśmy jedynie wypracowania odpowiedniego planu dnia. Przygoda z laktacją okazała się być jedną z najpiękniejszych przygód w moim życiu. Niesamowitym uczuciem jest to, gdy maluszek kładzie na mojej piersi swoje malutkie rączki i wpatruje się we mnie tymi swoimi wielkimi, niebieskimi oczami. Chwilo trwaj wiecznie.

Marcelina Giernacka


Kiedy zaszłam w ciążę, jako punkt honoru przyjęłam wyedukowanie się w kwestii niemowląt i opieki nad nimi, co poszło na tyle sprawnie, że w 9. miesiącu byłam pewna dwóch rzeczy: urodzę naturalnie i będę karmić piersią! Po długim porodzie zakończonym cesarskim cięciem w celu ratowania życia synka, byłam w kiepskim stanie fizycznym. Nie było kontaktu „skóra do skóry”, przystawienia do piersi, spokoju. Małego zabrali na oddział dla noworodków, gdzie był razem z tatusiem, a mnie do sali pooperacyjnej.

szym miesiącu życia małego. W szpitalu nikt nie sprawdził, czy mały dobrze ssie, czy ma dobre wędzidełko. W domu okazało się, że z jedną piersią problemu nie ma, druga jednak miała płaską brodawkę i karmienie sprawia ból. Hmm... ból to mało powiedziane – po tygodniu wyłącznego karmienia miałam odgryzione pół brodawki. Bałam się karmić, krzyczałam i płakałam z bólu, a mały z mlekiem łykał krew. Chciałam się poddać, podać butelkę, nie męczyć nas, ale mąż nie pozwolił. Przez tydzień odciągałam mleko laktatorem i podawałam małemu co drugie karmienie, bo zdrową piersią karmiłam normalnie. Następnie przez dwa tygodnie na poranioną brodawkę stosowałam nakładki. Trzy tygodnie pozwoliły wygoić się piersi, a mały z radością zrezygnował ze wspomagania sylikonem.

Trzy godziny po operacji przywieziono mi synka, na siłę wciśnięto w pierś i stwierdzono, że takimi piersiami się karmić nie da, mąż ma kupić nakładki, a tymczasem jaką firmę mleka sztucznego wybieram na dokarmianie. Przepłakałam całą noc – zawiodłam mojego synka, nie dałam mu najlepszego startu w życie, tylko szybką operację, butlę i nawet nie mogłam go przytulić.

Nasza cudowna położna środowiskowa, Pani Ewa, pokazała mi, jak karmić spod pachy, doradzała, jak leczyć ranę i jako jedyna poza mężem stale powtarzała, że nie ma diety matki karmiącej, a karmienie piersią i spanie z dzieckiem to najlepsze, co mogę takiemu maluszkowi dać. Dzięki tym dwóm osobom, mojemu mężowi i Pani Ewie, karmimy się z synkiem niemal 11 miesięcy. Początki były trudne, wspominam je ze smutkiem, ale warto było walczyć. Mało tego! Wychowałam sobie w domu laktoterrorystę – mężowi marzy się, bym karmiła synka do 3 roku życia, z dumą chwali się, że mały karmiony jest piersią, a ciężarnym koleżankom radzi, by karmiły swoje maluchy piersią i to jak najdłużej.

Następnego dnia, gdy przywieźli małego do pokoju, przystawiłam go do piersi, a on od razu załapał, o co chodzi. Byłam taka dumna z siebie, z niego i moich piersi, które były pełne mleka! Cały dzień karmiliśmy się z małymi przerwami na sen. W nocy, z powodu bardzo złego samopoczucia, musiałam oddać małego na oddział noworodkowy. Myślałam, że skoro cały dzień był na piersi, to w nocy przywiozą go na karmienie. Myliłam się. Odwieziono go do mnie o piątej nad ranem z zimnym „więcej mleka nie może dostać, a cały czas płacze”. Było mi cholernie źle, że tak potraktowano mojego szkraba, a jednocześnie byłam szczęśliwa, wyszeptałam mu do uszka, że już nigdy nie zostanie sam, beze mnie. Od tego momentu karmiłam już tylko piersią.

Dominika Surma

Po wyjściu ze szpitala było ciężko. Synek przez pierwsze dwa miesiące był na piersi 18/24 h, poza tym był nieodkładalny. Nieocenionym wsparciem okazał się mój mąż – pracował, sprzątał, gotował, wstawał z nami na nocne karmienia. Miał trudne zadanie, zwłaszcza w pierw-

karmienie w plenerze

55


Chcę podzielić się z Wami moją pozytywną historią laktacyjną. Jej bohaterem jest ktoś zupełnie niezwykły – mój starszy synek.

emat numeru

Adaś miał rok i 9 miesięcy, kiedy na świat przyszła jego siostra. Od początku włączaliśmy go we wszystko, co działo się dookoła nowego członka rodziny. Łatwo jest znaleźć jakieś zajęcie starszemu rodzeństwu przy przewijaniu czy kąpieli, ale jak miałby pomóc w karmieniu piersią? Adaś znalazł sposób. Jak tylko powiem, że siostra jest głodna, i przygotowuję się do karmienia, Adaś biegnie do kuchni i przynosi mi z szafki butelkę wody (poprosiłam go o to kilka razy, a on zapamiętał). Potem wybiera książkę i siada koło

Moja przygoda z karmieniem piersią rozpoczęła się 5 lutego 2017 roku o godzinie 10.40. To wtedy urodziła się moja córka. Nie ukrywam, że nasze początki nie należały do łatwych. Brak pokarmu, brak pomocy w szpitalu. Córka poznała smak mleka modyfikowanego. Ale ja – zdeterminowana, ze wsparciem męża, przyjaciółki Asi – postanowiłam zawalczyć. Przez trzy dni w domu wstawałam co trzy godziny, walczyłam z laktatorem i udało się! Pojawił się pokarm. Jaka ja byłam z siebie dumna! Karmię 13,5 miesiąca. Nie miałam nawału, zapaleń ani zastojów. Karmiłam na spacerach, w kościele, w sklepie i w restauracjach, przy znajomych, w odosobnieniu i przy obcych. Teraz wróciłam do pracy na ½ etatu i... nie myślałam, że córka tak dobrze zniesie te rozstania z maminymi piersiami.

mnie, żebyśmy mogli razem czytać podczas, gdy siostra pije mleko. Oczywiście, jak każdy starszy brat zaczepia swoją siostrę, chlapie na nią wodą w wannie itd., ale fakt, że rozumie, że na czas karmienia muszę usiąść, a siostra potrzebuje względnej ciszy, jest dla mnie ogromnym ułatwieniem. Cieszę się, że umieliśmy znaleźć dobre dla wszystkich rozwiązanie, które pozwala mi nakarmić w spokoju córeczkę i jednocześnie spędzić czas z synkiem.

Dorota Milewska

Mąż mocno mnie wspiera bardzo, m.in. przyjeżdżał z córką na karmienia na uczelnię, na której musiałam skończyć semestr. Przyjaciółka odpowiadała na wszelki pytania, nawet te głupie. Przeczytałam ostatnio to, co napisała jedna z czytelniczek: „że karmienie piersią to nie łut szczęścia”. Zgadzam się z tym w 100%, gdybym nie zawalczyła, gdybym nie miała wsparcia, gdybym nie czytała wcześniej Hafiji, zapewne moje dziecko do dziś piło by mleko modyfikowane, bo ja „nie miałam pokarmu”. A tak, przed nami jeszcze sporo cyckowych przygód.

Magda Dratwa

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Designed by Photoduet / Freepik Od zawsze wiedziałam, że będę karmić piersią. Kiedy będąc w ciąży, śniłam o dziecku, to właśnie śniło mi się najczęściej, jak karmię córeczkę piersią.

Owszem, były przykre chwile – nasłuchałam się, że mała ma kolki, bo pewnie źle ją karmię, że za mało przybiera lub że muszę przestać karmić w dzień, bo jak mnie nie ma, to ciężko ją uśpić... Mimo to trzymam się dzielnie i jestem bardzo pewna swego – wiem, że daję córce to, co najlepsze. Dzięki m.in. promotorom karmienia piersią mam mnóstwo argumentów obalających atakujące zewsząd mity.

Wszystkie koleżanki, które przede mną miały już dzieci, ostrzegały mnie, że karmienie jest trudne i bolesne, że to nie przychodzi tak od razu, że jest dużo problemów i mija sporo czasu (nawet 2 tygodnie!), zanim się tego nauczymy. Słuchałam tego, co mają do powiedzenia doświadczone koleżanki, ale nigdy nie wierzyłam w to, że będę miała jakieś problemy. Karmienie piersią własnego dziecka uważałam za najbardziej naturalną rzecz pod słońcem!

Mała ma niecałe 14 miesięcy i karmię ją nadal. To dla mnie jeden z największych przywilejów macierzyństwa. Zwłaszcza teraz, kiedy córka jest już na tyle duża, żeby okazywać swoją radość wiedząc, że zaraz ją nakarmię. Nie ma nic cenniejszego niż pełen szczęścia, szczery uśmiech dziecka.

W szkole rodzenia mówiono o tym, jak ważne są pierwsze chwile po narodzinach dla udanego karmienia piersią. Niestety, u nas kontakt „skóra do skóry” trwał tylko chwilkę – córeczkę zabrano na obserwację z powodu zielonych wód płodowych. Mimo to, kiedy w końcu wróciła do mnie, przystawiłam ją do piersi tak, jakbym robiła to od zawsze, a mała od razu wiedziała co robić. Nie miałyśmy absolutnie żadnych problemów z karmieniem, a piersi nie bolały mnie nawet w połowie tak bardzo jak się tego spodziewałam.

Życzę każdej mamie takiego pozytywnego myślenia o karmieniu piersią, ogromnej wiary w siebie i zaufania do dziecka.

Marta Pazik

57


emat numeru

Przyznam szczerze, że będąc w ciąży, mało interesowałam się karmieniem piersią. Wiedziałam, że bardzo chcę, by moje dziecko dostało ode mnie to, co najlepsze. Nie przypuszczałam wówczas, że może to być trudne, że coś pójdzie nie tak. Mówiłam sobie, „wszystko będzie ok., dasz radę, tyle mam karmi to i ty dasz radę”. Do porodu przygotowałam się książkowo. Nawet wykupiłam prywatne spotkania z położną, a jak się na miejscu okazało, także doradcą laktacyjnym. Przekazała mi cenną wiedzę, którą miałam wykorzystać podczas porodu w szpitalu. Rozmawiałyśmy także o karmieniu piersią. Powiedziała mi, że zawsze mogę na nią liczyć, jeśli pojawią się u nas jakieś problemy. Nauczyła nas pielęgnacji noworodka. To miał być nasz pierwszy, wyczekany i upragniony synek, więc zarówno wielka radość, jak i mega stres, towarzyszyły mi i mężowi. Chcieliśmy umieć wszystko i wiedzieć wszystko. Urodziłam Antka 30 kwietnia 2017 roku. Od samego początku, gdy tylko poznałam przybliżony termin porodu, czyli połowa maja, wiedziałam, że urodzę wcześniej. Chodziłam i do każdego mówiłam: „zobaczycie, weekend majowy spędzę w szpitalu” i wykrakałam. 29 kwietnia rano od godziny piątej zaczęły sączyć mi się wody. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to wody płodowe. Myślałam, że zwyczajnie popuściłam, wstając z łóżka, ale gdy obudziłam się około 7.00 i znów w drodze do łazienki „coś” pociekło mi po nodze, nie miałam już złudzeń. Obudziłam męża słowami: „Kamil, zaczęło się, odchodzą mi chyba wody. Nie jestem pewna, czy to wody, ale chyba tak”. Do szpitala dotarliśmy około godziny 9.00. Przywitała nas nasza położna, u której mieliśmy szkołę rodzenia. Wiedziałam, że będzie miała wtedy dyżur, bo parę dni temu, po raz ostatni spotkaliśmy się z nią na lekcji. Zdradziła nam swój grafik na kilka dni do przodu. Stres od razu był mniejszy, gdy wiedziałam, że na sali porodowej mam zaufaną osobę. Po pierwszych badaniach lekarz stwierdził, że dziś muszę urodzić. Ale akcja porodowa,

mimo że wody odchodziły coraz bardziej, nie postepowała. Trafiłam na salę przedporodową i tam miałam cierpliwie czekać. Co jakiś czas personel zaglądał i sprawdzał, czy z nami wszystko jest ok. Tak czekałam na rozwój wydarzeń całą noc aż do rana. Nowa zmiana zadecydowała, że czas na wywołanie porodu. Dostałam kroplówkę i wszystko się zaczęło. Daruję sobie szczegóły związane z samym porodem (nie trwał długo). Dodam tylko, że wiedza nabyta ze szkoły rodzenia na mało się zdała, tam na miejscu miałam wrażenie, że wszystko robię nie tak. Za dużo stresu, wiele emocji, mega wyczerpanie robiło swoje. Urodziłam w około trzy godziny (jak na pierworódkę to ekspres). Antek, gdy trafił na moje piersi, od razu się do jednej przyssał. Zupełnie sam, nikt go nie przystawił. Sam znalazł sobie pierś i zaczął ssać. Położna (tak na marginesie, anioł, nie kobieta), która przyjmowała mój poród, stwierdziła, że to będzie „cycuś mamuni” i z biegiem czasu mogę potwierdzić, że miała rację. W szpitalu było wszystko ok. Antek bez problemu chwytał pierś, najadał się. Raz dostał niestety mleko modyfikowane, na które nie bardzo chciałam się zgodzić, ale stwierdzono na oddziale, że ma za niski cukier i musi dostać mieszankę. Na szczęście, kolejne wyniki były już dobre i nie proponowano mieszanki. Z nawałem, który nadszedł w trzeciej dobie po porodzie, też sobie poradziłam. Mały ssak świetnie współpracował i pomagał ściągać nadmiar pokarmu. Wróciliśmy do domu, do naszej codzienności. Antek pokochał cyca, miałam wrażenie, że nic innego nie robię, tylko go ciągle karmię. Nie wiedziałam, czy to jest normalne. Zastanawiałam się, czy przypadkiem nie je za dużo. Były też cenne rady otoczenia, w stylu: „masz za chudy pokarm, dlatego tak wisi na cycku” albo „podaj smoczek”. Na to drugie niestety się skusiłam i podałam. Brak wiedzy, doświadczenia i naciski, zrobiły niestety swoje. Jednak

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


otrzeźwiło mnie w porę i jak szybko go dostał, tak jeszcze szybciej go zabrałam. Zauważyłam, że ten plastikowy „dzyndzel” zaczął zaburzać odruch ssania u mojego dziecka. Antek jakby zapomniał, jak łapać pierś. Mój mąż przerażony płaczem dziecka zaczął w nocy robić butlę, a ja poczułam się, jakby mi ktoś w twarz dał. Powiedziałam sobie: „o nie, tak łatwo się nie poddam” i udało się. Chwycił znów cyca, najadł się do syta i zasnął. Smoczka już oczywiście nie zobaczył. Jednak czułam, że moja wiedza na temat karmienia jest niewystarczająca. Stwierdziłam, że muszę poszukać fachowych informacji, żeby mieć argumenty na dyskusje i dyplomatycznie dziękować za kolejne „cenne” rady. Trafiłam do grupy „karmienie piersią” na Facebooku i na stronę Hafija.pl, obie poleciły mi moje koleżanki, które są wielkimi zwolenniczkami naturalnego karmienia. Dziękuję im za to do dziś.

etapie leczenia, a ja, im bliżej było do zabiegu, bałam się go jak diabli. Do dziś pamiętam, jak w poczekalni oblewały mnie zimne poty ze strachu. Trafiłam na stół. Szybko poszło. Potem miesiąc czekania na wyniki. Zaraz po zabiegu nie czułam się źle, ale personel obandażował mi piersi tak mocno, że myślałam, że mi wybuchną. Po powrocie do domu zdjęłam bandaż, bo wiedziałam, że biustu matki karmiącej nie można ściskać. Jednak zalecenia były takie, że chociaż na noc tą jedną pierś powinnam delikatnie usztywnić, aby szybciej się wszystko goiło. To był wielki błąd. Obudziłam się z wielkim bólem i całą czerwoną piersią. Zadzwoniłam zaniepokojona do doradczyni laktacyjnej. Kazała przyjechać czym prędzej do gabinetu ginekologa, który prowadził moją ciążę (ona tam pracowała jako położna). Przyjęły mnie bez kolejki. Okazało się, że po zabiegu zrobiło mi się zapalenie. Dostałam antybiotyk i wskazówki, co mam dalej robić. Męczyłam się z tym długo. Nie mogłam na dodatek karmić „chorą” piersią, bo nadal mleko było bardzo zabarwione krwią. Nie chciałam takiego podawać dziecku. Karmiłam drugą, a z tej po zabiegu mleko odciągałam laktatorem. Dopiero dostawiłam Antka do „chorej” piersi po tygodniu. Zapalenie jednak było tak silne, że nawet antybiotyk średnio sobie z tym radził. Dopiero po kolejnej dawce przeszło.

Około 3. miesiąca szczęśliwego karmienia wyczułam w piersi mega wielkiego guza. W pierwszej chwili myślałam, że to zastój albo coś podobnego. Tylko że to nie bolało. Postanowiłam dla spokoju zrobić USG. Diagnoza nie była zadowalająca: „guz niewiadomego pochodzenia, konieczna konsultacja onkologiczna”. Przestraszyłam się, że to może być coś poważnego. Nie wiedziałam, czy dalsze karmienie z takim guzem jest bezpieczne. Umówiłam się szybko na wizytę do onkologa. Tam sprawy też sprawnie się potoczyły, kolejne badanie USG, po którym dostałam skierowanie na biopsję mammotomiczną. Przestraszona wróciłam do domu i starałam się znaleźć odpowiedzi na wiele pytań, które kłębiły się w mojej głowie: „czy będę mogła karmić po tym zabiegu”, „jeśli tak, to po jakim czasie”, „czy to aby na pewno jest bezpieczne u kobiet karmiących”. Zadzwoniłam do położnej ze szkoły rodzenia, zarówno doradczyni laktacyjnej. Starała się mnie uspokoić, mówiła że wszystko będzie ok., żebym się nie bała. Zapewniała, że pomoże mi na każdym

Po miesiącu przyszedł czas na poznanie wyniku: fibroadenoma, łagodny guz piersi. Lekarz na wizycie kontrolnej uspokoił mnie, zalecił kontrolne USG za pół roku i kazał szczęśliwie karmić piersią dalej. Karmimy się nadal (obecnie 13 miesięcy) i końca nie widać. Jednak po zabiegu pierś stała się podatna na częste zastoje i zapalenia. Mimo to nie poddajemy się i z całych sił mocno walczymy, by nasza mleczna przygoda trwała jak najdłużej.

Judyta Wójcik

59


na zdjęciu czytelniczka Kwartalnika: Marta z córką Zuzią Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


61


Temat numeru

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018 fot: Designed by Freepik


Ojciec pomoc w karmieniu piersią Agata Aleksandrowicz

„Ojcowie, dziadkowie i inni krewni mają znaczący wpływ na sposób karmienia dzieci; matki efektywniej karmią piersią, kiedy mają wsparcie swoich rodzin, chociażby w postaci postawy pozytywnie zachęcającej do karmienia oraz w podziale obowiązków domowych.” From the first hour of life” © United Nations Children’s Fund (UNICEF) October 2016

R

ola ojca w karmieniu piersią dziecka jest nieoceniona. Mimo że mężczyźni nie mogą dziecka karmić, to ich wiedza, zaangażowanie i postawa są ważnymi czynnikami determinującym sukces laktacyjny.

pierwszą linią obrony karmienia piersią, kiedy pojawiają się problemy. Bardzo często pierwsze kroki zaradcze w przypadku trudności są efektem „domowej narady”. Głos partnera jest znaczący! Partner może pojechać do sklepu po mleko i butelkę w przypadku obawy mamy o to, czy dziecko się najada, lub zadzwonić po doradcę laktacyjnego.

Najważniejszą rolą jest wsparcie, jakie mogą okazać partnerce. Nie chodzi tu jedynie o wsparcie organizacyjne w podawaniu wody, kanapki czy usypianiu dziecka. Ogromne znaczenie ma wsparcie emocjonalne dla kobiety w tym wrażliwym momencie rozpoczęcia laktacji i pierwszych miesiącach po porodzie. Żeby wsparcie ze strony ojca było efektywne, niezbędna jest edukacja skierowana do obydwojga rodziców jednakowo. Często ojcowie traktowani są w procesie edukacji jako jej mniej istotni uczestnicy.

Ojcowie często mają trudność w zrozumieniu, dlaczego kobieta poświęca tak dużo swojego zaangażowania, czasu, siły i emocji karmieniu piersią. Waga i istota procesu żywienia dziecka mlekiem matki powinna być dla nich wiadoma i jasna, tak żeby mieli zrozumienie dla wysiłku i pracy partnerki. Jeżeli jest coś, co na pewno powinnyśmy robić w kierunku promocji karmienia piersią, to edukacja skierowana na równi do obydwojga rodziców jest jednym z najważniejszych elementów laktacyjnej układanki. Nie należy wykluczać ojców z tematów kiedyś postrzeganych jako jedynie kobiece: poród, połóg, karmienie piersią.

Nic bardziej mylnego! Ojcowie są stroną decyzyjną tak samo jak matki i mimo że oni nie karmią piersią, to decyzje co dożywienia dzieci często podejmowane są wspólnie przez mamę i tatę. Dlatego tak ważne jest, żeby ojcowie znali korzyści z karmienia piersią dla dziecka, mamy i rodziny. Istotne jest, żeby znali fizjologię laktacji równie dobrze jak matki. Wiedza ta pozwala na udzielanie matce właściwego wsparcia w oparciu a aktualną wiedzę na temat karmienia piersią. Ojcowie, którzy posiadają wiedzę na temat karmienia piersią, na równi z matką są w stanie nie tylko wydajnie wspierać kobietę, ale też być

Współczesne rodzicielstwo to rodzicielstwo obydwojga zaangażowanych rodziców. Ojcowie nie są już niemymi obserwatorami ciąży, porodu i opieki nad maluchem. Wiedza, jaką ma ojciec, i jego postawa względem karmienia piersią dziecka są jednymi z ważniejszych determinant sukcesu karmienia piersią matki.

63


Wsparcie ojca

a łatwe karmienie piersią – opowieści mam Anna Marcinkowska

Jak ważne jest wsparcie partnerów, wiedzą wszystkie mamy, zarówno te, które je mają, jak i te, którym go brakuje. Zgrany rodzicielski zespół to klucz do sukcesu i przyjemnego karmienia. Zapytałam znane mi mamy karmiące, co najbardziej cenią sobie we wsparciu mężów. W każdej opowieści jak mantra powtarzało się ogarnianie rzeczywistości, by mama mogła skupić się na sobie i dziecku. Mężowie i partnerzy sprzątali, gotowali, załatwiali sprawy urzędowe i zakupy, odciążając mamy fizycznie i psychicznie. Choć coraz rzadziej te czynności należą wyłącznie do kobiet, były jednak szczególnie mocno doceniane, gdyż tego odciążenia bardzo potrzeba po porodzie i na początku laktacyjnej drogi.

J J

ak ważne jest wsparcie partnerów, wiedzą wszystkie mamy, zarówno te, które je mają, jak i te, którym go brakuje. Zgrany rodzicielski zespół to klucz do sukcesu i przyjemnego karmienia. Zapytałam znane mi mamy karmiące, co najbardziej cenią sobie we wsparciu mężów. W każdej opowieści jak mantra powtarzało się ogarnianie rzeczywistości, by mama mogła skupić się na sobie i dziecku. Mężowie i partnerzy sprzątali, gotowali, załatwiali sprawy urzędowe i zakupy, odciążając mamy fizycznie i psychicznie. Choć coraz rzadziej te czynności należą wyłącznie do kobiet, były jednak szczególnie mocno doceniane, gdyż tego odciążenia bardzo potrzeba po porodzie i na początku laktacyjnej drogi. Wiolka C.: Gdyby nie mąż odmawiający kupienia mieszanki, odpuściłabym karmienie w czasie kryzysu, gdy syn widział tylko pierś. Gdy odstawiłam synka z przyczyn zdrowotnych po 2 latach karmienia, wspierał mnie, bo widział, jak mnie to bolało. Iza C.: Mąż pilnował, by w szpitalu nie podano córce mieszanki (byłam osłabiona po cesarce). Na wszelkie uwagi na temat mojej diety od razu ucina temat, co jest ogromnym wsparciem.

Anna W.: Mąż wziął miesiąc urlopu i zajmował się nami po porodzie. Leżałam w czyściutkiej sypialni, karmiłam, czytałam i spałam na zmianę. Ciężko znosiłam połóg, ale to był piękny, spokojny czas. Obiady przynosiła kochana babcia mojego męża. Mąż uznał, że karmienie to moja decyzja, a każdą będzie mi ułatwiał. I tak też zrobił. Justyna M.: Mąż z czasem wypracował sobie swój system usypiania maluchów, obalając w ten sposób mit, że bez mamy i piersi nie zasną. Magdalena W.: W mojej rodzinie był kult smoczka, butelki i mieszanki. To mój mąż znalazł Hafiję i Mleczne Wsparcie – czytał, podsuwał mi artykuły. Wspierał mnie w każdym momencie drogi mlecznej – wziął urlop po porodzie, nosił i usypiał Małą na rękach, toczył batalie z ludźmi, którzy prawili „mądrości” na temat karmienia. W rezultacie nasza córcia była karmiona 26 miesięcy do samoodstawienia. Monika G.: Ciąża zagrożona, nie mogłam chodzić do szkoły rodzenia, leżałam 3 miesiące w szpitalu. Mój kochany chodził sam, nagrywał i tłumaczył mi, jak karmić. Podczas zajęć przykładał lalkę do piersi, żeby mi w domu pokazać.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


jak nie mam czasu dla niego, stara się, bym mogła odpocząć i się zrelaksować. Patrzy na mnie z taką miłością w oczach, gdy karmię, że to po prostu bajka.

emat numeru

Kiedyś Hafija pisała, że wchodzi on... w białej pelerynie. To mój mąż. Obalał mity przewianych piersi, braku pokarmu i kolki po złej diecie. Po porodzie zabrał mnie na wyżerkę do KFC i nigdy nie krytykował.

Kasia S.: Czytaliśmy razem o karmieniu, gdy byłam w ciąży, i jak tuż po porodzie płakałam, że nie dam rady i nic nie pamiętam, to wszystko mi przypominał. Zawsze mnie uspokajał.

Dominika B.: Mąż wspierał mnie od początku, bo się na szczęście nasłuchał od swojego kuzyna o dobroci karmienia – choć mnie zdziwiło, że faceci rozmawiają o takich rzeczach. Ostatnio usłyszałam, jak mówił, że synek będzie karmiony do 2 lat albo dłużej.

Weronika K.: Leżałam z trzymiesięczną córką w szpitalu, lekarze kazali ją kategorycznie odstawić od piersi i podawać mieszankę ze względu na zielone kupy i refluks. Byłam załamana. Mój mąż, widząc to, spędził całą noc na czytaniu artykułów i stwierdził, że nie będziemy jej odstawiać. Udowodnił mi, że refluks i nietolerancja laktozy nie są przesłankami do odstawienia, a moje mleko jest najlepsze dla jelit córki. Dzięki niemu karmimy się do dziś!

Magdalena W.: Pomagał przystawiać noworodka, bo nie potrafiłam. Pocieszał, że musimy się tego nauczyć, bo nie od razu wszystko się umie. Spokojnie zjeżdżał po 16 razy z drogi, bym mogła nakarmić, bo dziecko się domagało. Akceptował współspanie, żebym nie musiała biegać do dziecka. Nie chciał dawać smoczka i butelki. Nie rozumie, jak coś w karmieniu może innych obrzydzać.

Monika G.: Nie byłoby tego cudownego czasu, gdyby nie mąż. W szpitalu proponowano mi mieszankę, a ja przez to w domu pełna obaw zastanawiałam się, czy nie będzie tak lepiej dla dziecka. Mąż powiedział, że chyba żartuję, bo przecież zawsze chciałam karmić piersią. Później były skoki i szarpanina przy piersi zamiast spokojnego ssania. Wtedy uspokajał nas, żartował i w ten sposób pomagał córce się dostawić. Minął już rok i oboje wiemy, że nie byłoby karmienia, gdyby nie on.

Maja P.: Nigdy nie zapomnę, jak ośmiomiesięczna córka przechodziła skok rozwojowy i przez dwa dni odmawiała piersi. Przy każdej próbie dostawienia był krzyk. Partner zabierał Małą do drugiego pokoju, tulił i tłumaczył, że pierś jest OK i musi pić, żeby nie być głodna. Później na śpiocha mi ją przystawiał. Wypłakiwałam oczy, a on mi dawał gadki motywacyjne. Ostatnio córka robiła wykład znajomym, że tylko mama ma mleczko, bo tata dał spróbować i nie leci. Gdy ktoś powtarza córce, że jest za duża na pierś, on jej tłumaczy, że nie ma słuchać głupot.

Małgorzata S.: Zawsze przed nocnym karmieniem przewijał i rozbudzał córkę, żebym miała 10 minut snu więcej. A potem przynosił ciasto i razem kruszyliśmy na dzidziusia o 4 rano.

Katarzyna C.: Mąż dzielnie mnie osłaniał, kiedy trzeba było karmić na spacerze, bo karmienie publiczne bardzo mnie krępowało. Zawsze powtarzał, że sposób karmienia to moja decyzja. Wybór karmienia piersią wspiera do tej pory, już 1,5 roku.

Kasia C.: Mąż przynosił mi po porodach do szpitala tony truskawek, lody, pomidory i ogórki z pieprzem. Wiedział, że to nie moja „wina”, że dziecko płacze. Wstawał w środku nocy i siedział koło mnie z chusteczkami, gdy karmiłam setny raz i płakałam ze zmęczenia. Karmił dzieci odciąganym mlekiem, żebym mogła studiować. Wysyła mnie co jakiś czas na tygodniowe wakacje. Jest ekspertem od karmienia wśród znajomych. Rano zabierał dzieciaki, żebym mogła odespać karmieniowe nocki.

Marta W.: Mąż od początku wspierał mnie i mówił, że smoczek nie jest potrzebny, a on się wszystkim zajmie, ja mam tylko karmić. Pomagał w trudnym zejściu z nakładek – dzięki niemu się nie poddałam. Zaproponował wspólne spanie, bo synowi było z nami dobrze. Nie narzeka,

65


karmienia piersią Jasne strony

S

Anna Trojanowska

W natłoku często sprzecznych informacji, w stresie towarzyszącemu narodzinom Dziecka, poznawaniem go oraz redefiniowaniu siebie w nowej roli, roli Mamy – zbyt często zapominamy, że wciąż karmienie piersią dla wielu kobiet jest niezwykle magicznym i pozytywnym doświadczeniem. Karmienie piersią naprawdę może być usłane różami – skupione na kolcach, nie zapominajmy jednak o kwiatach.

S

woimi opowieściami dzielą się z Wami trzy Mamy: Asja Michnicka – mama, aktywistka i pedagożka zawodowo zajmująca się szeroko pojętym „słowem”, twórczyni bloga mamanaroslinach.pl; Monika Garboś – mama trójki, aktywna trenerka, pasjonatka CrossFitu i treningu funkcjonalnego, autorka bloga trenermama.pl; Marysia Górecka - na codzień menadżerka chaosu wywołanego przez trójkę jej dzieci, autorka bloga mamygadzety.pl. OPOWIEDZ O SWOJEJ RADOŚCI Z KARMIENIA PIERSIĄ, CZYM JEST DLA CIEBIE KARMIENIE? Asja: Nigdy nie myślałam, że karmienie piersią będzie tak ważną częścią mojego macierzyństwa. Myślałam, że to po prostu czynność jak każda inna, przy dziecku. Tak bardzo się myliłam! Dla mnie karmienie piersią to magia i nie

boję się tego słowa – oczywiście, są trudne dni, są chwile zwątpienia, czasem jest stres, ale te chwile bliskości, zwolnienia w dniu naładowanym zajęciami, spokoju i wyciszenia, bycia tu i teraz, są dla mnie bezcenne. Monika: Jestem mamą trójki dzieci. Każde z nich udało mi się karmić piersią, za każdym razem droga mleczna była dłuższa. Pierwszy raz 11 miesięcy, drugi 13, a trzeci trwa już 14 miesięcy i jeszcze nie ma się ku końcowi, decyzja o tym, że to już ostatnie karmienie, jest trudna, przynosi refleksję, że jakiś etap nieodwracalnie się kończy, czas płynie, a dziecko staje się coraz doroślejsze i bardziej samodzielne. To kolejne odcięcie pępowiny, zgoda na to, że nie jestem już niezbędna, a ja zawsze bardzo lubiłam tą świadomość, że jestem dla moich dzieci niezastąpiona przez te pierwsze kilka miesięcy.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


może być to nic trudnego! Szybko zweryfikowałam swoje ciążowe wyobrażenia, początki mieliśmy trudne, ale teraz postrzegam je wyłącznie jako nauczkę na przyszłość – żeby bardziej ufać sobie i swoim kompetencjom. I żeby zawsze mieć pod ręką numer do dobrej CDL. Moje dziecko karmi się już ponad siedem miesięcy. Używam zwrotu „karmi się”, bo dla mnie to proces całkowicie sterowany przez niego. Ufam mu, że doskonale wie, ile potrzebuje zjeść i kiedy. CZY KARMIENIE ZMIENIŁO MÓJ SPOSÓB POSTRZEGANIA MACIERZYŃSTWA? Asja: Tak. Nie myślałam, że karmienie piersią jest aż tak wygodne, intuicyjne, że może sprawiać przyjemność. Miałam wyobrażenie o karmieniu piersią jako o dostarczeniu pożywienia dziecku, tyle. Tymczasem są to piękne chwile spokoju i bliskości albo naprawdę komfortowy i szybki sposób na zaspokojenie głodu czy pragnienia dziecka, gdy np. jesteśmy poza domem. Karmienie piersią ma dla mnie tyle wymiarów! Staram się dostrzegać i być wdzięczna za te pozytywne strony naszej mlecznej drogi i stawiać je ponad tymi trudnymi chwilami, przez które przechodziliśmy. Szybka pomoc specjalistki, wsparcie wśród najbliższych, wiedza o karmieniu piersią – to wszystko sprawiło, że nawet trudnościom udało się zaradzić, a samo karmienie piersią jest teraz po prostu piękną przygodą.

Marysia: Blaski karmienia piersią odkryłam dopiero przy drugim dziecku. Pierwsza mleczna przygoda była raczej drogą przez mękę, którą zakończyłam z ulgą. Kiedy urodziłam drugie dziecko, do karmienia piersią podeszłam z innym nastawieniem, nie było to coś, co muszę zrobić, ale coś, czego chcę spróbować. Jeśli się uda, to fajnie, jeśli nie, to trudno. Nie wiem, jakie zasługi miało to moje niespinanie się karmieniem piersią, ale już w pierwszej dobie okazało się, że karmienie piersią jest banalnie proste. Nie ma problemu z przystawieniem, ilością mleka, płaczem dziecka. Okazało się, że można dziecko przystawić, nakarmić i odłożyć najedzone, że karmienie nie trwa godzinę, tylko dziesięć minut.

Monika: Gdy byłam w pierwszej ciąży, miałam 23 lata. Sama nie wiem skąd, ale od początku miałam głęboką wiarę i przekonanie, że wszystko chcę robić jak najbliżej natury. Nie brałam pod uwagę cesarskiego cięcia, znieczulenia do porodu i nawet nie kupiłam butelki do karmienia. Czułam, że to oczywiste, że będę karmić piersią, i tak rzeczywiście było. Od samego początku karmiłam syna wyłacznie naturalnie, nie zastanawiajac się, ile jadł, jak często, jak długo, czy przybiera, czy nie. Po prostu wiedziałam, że nie ma dla niego nic lepszego niż pierś, i wierzyłam, że jako mama dam mu to, co najlepsze. To było totalne zaufanie do swojego instynktu. Bo przecież jeszcze wtedy nie miałam żadnego doświadczenia, a internet i przepływ informacji, i wiedzy nie były w tamtym czasie tak sprawne jak dziś. Wszystkie moje dzieci karmiłam wyłącznie piersią do 6 miesiąca. Żadne z nich nie ssało smoczka, więc karmienie zaspokajało ich cały instynkt ssania. Budzili się w nocy często, myślę,

JAKA BYŁA TWOJA DROGA MLECZNA? OPOWIEDZ O TYM, W JAKI POZYTYWNY SPOSÓB WPŁYNĘŁA NA TWOJE MACIERZYŃSTWO? CZY MOŻE W OGÓLE ZMIENIŁO TWÓJ SPOSÓB POSTRZEGANIA MACIERZYŃSTWA? Asja: Odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży, wiedziałam, że będę chciała karmić piersią moje dziecko. To było bardzo naturalne dla mnie, nawet nie nazwałabym tego „decyzją”. Po prostu chciałam karmić piersią i wiedziałam, że to jest najlepsze dla mnie i dziecka. Przyjęłam za pewnik, że będę wiedziała, jak to się robi, i nie

67


że nie tak bardzo z głodu, jak z potrzeby przytulenia się i bliskości. Bywały chwile, że czułam się zmęczona, rano nawet nie pamiętałam, ile razy karmiłam w nocy. Wiem jednak, że czas mija bardzo szybko, nawet nie wiemy kiedy – dzieci idą już do przedszkola, stają się samodzielne, rosną jak na drożdżach. Nieprzespane noce za chwile staną się tylko wspomnieniem, a więź, jaką zbudowałam z dziećmi, śpiąc z nimi, przytulając się, dając im poczucie bezpieczeństwa w moich ramionach – zostanie na zawsze. Da im solidne podstawy dla zdrowej i silnej psychiki, do budowania pewności siebie i poczucia własnej wartości. Marysia: Myślę, że karmienie piersią może mieć bardzo różny wpływ na to, jakimi mamami jesteśmy. Gdy przy pierwszym dziecku karmienie piersią mnie frustrowało i nie potrafiłam sobie z nim dać rady, byłam bardzo zestresowana, a każde karmienie wzbudzało negatywne emocje. To nie miało dobrego wpływu ani na mnie, ani na dziecko. Kiedy po drugiej i trzeciej ciąży okazało się, że karmienie może być proste i wygodne, to zaczęłam bardzo lubić te chwile. Karmienie było takim momentem wyciszenia, kiedy nie mogę skupić się na niczym innym poza dzieckiem. Z perspektywy czasu widzę, że jest to bardzo potrzebne w świecie, w którym tak trudno skupić się na czymkolwiek dłużej niż na sekundę. W JAKI SPOSÓB WPŁYNĘŁA NA TWÓJ ROZWÓJ ZAWODOWY, CZY CI PRZESZKODZIŁA, CZY MOŻE WRĘCZ PRZECIWNIE POZWOLIŁA ROZWINĄĆ SKRZYDŁA? Asja: Dla mnie karmienie piersią jest przede wszystkim, oprócz aspektu bliskościowego, superwygodne. Karmię, kiedy moje dziecko tego potrzebuje i tam, gdzie akurat jesteśmy. Doceniam komfort tego, że nawet w trakcie spotkań zawodowych po prostu mogę nakarmić syna, w zasadzie nie przerywając rozmowy. Zauważyłam, że im bardziej ja traktuję naturalnie i swobodnie karmienie piersią, tym ludzie mnie otaczający uważają to również za najzwyklejszą rzecz na świecie – dziecko karmione piersią jest głodne, mama proponuje mu pierś. Tyle. A że akurat w trakcie spotkania biznesowego w kawiarni? Głód niemowlaka nie zna litości, więc trzeba się dostosować. Monika: Jestem jedną z tych kobiet, które macierzyństwo zainspirowało do zmiany planów

zawodowych. Chciałam pogodzić pracę z wychowywaniem dzieci i przebywaniem z nimi przez większość dnia. Ponieważ zachwycił mnie nurt rodzicielstwa bliskości, postanowiłam popularyzować go na naszym terenie poprzez organizację zajęć i aktywności dla mam z maluszkami. Dzięki temu mogłam pracować i jednocześnie być z dziećmi. Marysia: Gdy po pierwszej ciąży wróciłam do pracy (po niecałych 5 miesiącach od porodu), karmienie piersią zaczęło frustrować mnie jeszcze bardziej. Odciąganie mleka, przechowywanie go w pracy, zastanawianie się, czy to na pewno wystarczy, sprawiało, że jak najszybciej chciałam się pożegnać z karmieniem piersią, bo przerwy w pracy wcale mi w nim nie pomagały. Urlop macierzyński był po prostu zdecydowanie za krótki, by móc bez problemu karmić piersią dłużej niż pół roku. Gdy po drugiej ciąży wróciłam do pracy po 9 miesiącach od porodu, to zupełnie nie odczułam tego problemu, który miałam wcześniej. Moja córka była na tyle duża, by wytrzymać 8 godzin bez mleka mamy i móc nadrabiać braki wieczorem, w nocy i rano. Bardzo się cieszyłam, że nie muszę się bawić w odciąganie pokarmu, tylko mogę skupić się po prostu na pracy. JAKIE TWOIM ZDANIEM SĄ NAJWIĘKSZE POZYTYWY KARMIENIA PIERSIĄ? CO DLA CIEBIE BYŁO TĄ NAJJAŚNIEJSZĄ STRONĄ KARMIENIA? Asja: Bliskość, poczucie, że daję mojemu dziecku to, co najlepsze, a z bardziej przyziemnych rzeczy: wygoda i oszczędność. Mogę nakarmić dziecko, kiedy ma taką potrzebę i w zasadzie wszędzie. Od razu. Podciągam bluzkę (albo rozciągam dekolt) i już. Świat na chwilę się zatrzymuje. Co do oszczędności – szczerze mówiąc – dopiero teraz ją odczuwam. Na początku naszej mlecznej drogi borykaliśmy się z trudnościami wymagającymi pomocy CDL, której konsultacje rzadko gdzie są w Polsce refundowane. Kilka spotkań nadwyrężyło nasz budżet, ale było warto. Karmimy się do tej pory bez problemów. W końcu mogę powiedzieć, że karmię piersią z czystego lenistwa. Monika: Okres karmienia piersią przynosi korzyści nie tylko dla dziecka, ale dla Mamy również. Jest świetną motywacją do tego, aby odżywiać się zdrowo, zrezygnować z używek, żyć

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


zajęciach. Karmię wszędzie i nie jest to dla mnie niekomfortowe. Przecież daję jeść i pić mojemu dziecku, to najzwyklejsza rzecz pod słońcem. Dzięki ogólnie pojętemu rodzicielstwu bliskości, które w moim przypadku przejawia się też poprzez karmienie piersią, poznałam wiele cudownych mam, z którymi łączy mnie nie tylko podejście do macierzyństwa. Czuję, że nadajemy na tych samych falach i bardzo się wspieramy w codziennych sprawach i wyzwaniach. Dobrze jest pogadać z kimś, kto po prostu cię doskonale rozumie. Dzięki karmieniu piersią syna zainteresowałam się ogólnie tematyką laktacji, w wielu aspektach. Zaczęłam czytać, dokształcać się, szukać informacji. Na swoim blogu piszę też o karmieniu piersią, bo po pierwsze, jest to dla mnie szalenie ważny temat, a po drugie, jest tyle mitów i półprawd wokół karmienia piersią, że to aż niesamowite. Za każdym razem, o wrzuceniu na profile społecznościowe zdjęcia koktajlu z masłem orzechowym albo pasty z fasoli, dostaję wiadomości lub komentarze „ale przecież karmisz...?”.

bardziej świadomie. Nawyki przyswojone w tym czasie zostają już na zawsze. Oprócz niesamowitych doznań związanych z więzią i bliskością, karmienie piersią to przede wszystkim wygoda. Uwielbiałam czas, kiedy dzieci były wyłącznie na piersi. Przed wyjściem z domu nie musiałam niczego pakować, planować, przygotowywać. W każdym miejscu, w każdej chwili mogłam usiąść i nakarmić. W nocy budzę się na dosłownie kilka sekund, kiedy dziecko zaczyna ssać, natychmiast zasypiam z powrotem.

Tak, karmię. Karmię i jem wszystko to, na co mam ochotę. Jeśli choć jedna mama dzięki tej mojej pisaninie dowie się, że może leczyć się i zażywać większość leków, karmiąc piersią, że płacz noworodka niekoniecznie oznacza, że jest głodny (i jakie są wskaźniki skutecznego karmienia), albo po prostu pozwoli sobie na kubek kawy i kawałek czekolady (albo tabliczkę), to według mnie warto. Temat karmienia piersią na stałe zagościł w moim życiu, również zawodowym poniekąd. Jest jeszcze tyle do zrobienia!

Marysia: Ponieważ jestem osobą bardzo praktyczną, to zdecydowanie największą zaletą karmienia piersią była dla mnie wygoda. Nie musiałam bawić się w przygotowywanie mleka, podgrzewanie wody do odpowiedniej temperatury, bieganie nocą do kuchni. Więcej spałam i mogłam być bardziej aktywną mamą niemowlaka, bo wyjście z dzieckiem nie było jakimś wielkim logistycznym wyzwaniem.

Monika: Moja droga mleczna trwa już w sumie 3 lata i 2 miesiące. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że aby karmić, nie trzeba spełniać żadnych wyjątkowych warunków. Nie ma znaczenia rozmiar biustu, kształt brodawek, usposobienie, wykonywany zawód. Jedyne, co naprawdę ma znaczenie i wpływ na sukces w karmieniu to wewnętrzny luz i niezmącona wiara w siłę własnej natury, siłę kobiecości.

CZY MOŻE KARMIENIE PIERSIĄ PRZYCZYNIŁO SIĘ DO ISTOTNYCH ZMIAN W TWOIM ŻYCIU? BYŁO KATALIZATOREM PEWNYCH PRZEMIAN? NOWYCH ZNAJOMOŚCI, PRZYJAŹNI?

Marysia: Cała ta moja mleczna droga nauczyła mnie cierpliwości, większego skupienia na potrzebach dziecka i zrozumienia, że karmienie piersią to nie tylko dostarczanie pokarmu, ale bardzo ważny filar poczucia bezpieczeństwa malucha i budowania bliskości między mamą a dzieckiem.

Asja: Dzięki temu, że karmię piersią, czuję prawdziwą wolność i swobodę. Często spędzamy całe dnie poza domem, jeździmy na spotkania, chodzimy po galeriach i muzeach, uczestniczymy w

69


na zdjęciu czytelniczka Kwartalnika: Gosia z synem Mikołajem

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Pobyt w szpitalu matki karmiącej piersią z hospitalizowanym dzieckiem lub dziecka karmionego piersią z hospitalizowaną matką

aspekty prawne

dr n. prawn. Anna Koronkiewicz-Wiórek

Trudnym doświadczeniem zarówno dla matki, jak i dla dziecka, jest konieczność hospitalizacji jednego z nich. Paradoksalnie, może być to trudniejsze dla dzieci karmionych piersią, zwłaszcza tych najmniejszych, karmionych wyłącznie piersią, a więc siłą rzeczy wymagających bardzo częstej, nierzadko stałej, obecności matki, zwłaszcza gdy to ona ma być hospitalizowana.

O O

W takim przypadku szpital nie ma prawa obciążać matki opłatą za pobyt z dzieckiem (koszty te pokrywa NFZ). Refundacja pobytu matki karmiącej piersią w szpitalu z dzieckiem nie przysługuje, jeżeli trafiają oni do szpitala już po wypisie porodowym (odnośnie do tej sytuacji zob. pkt b poniżej).

bowiązujące przepisy prawne nie gwarantują bowiem możliwości stałego pobytu w szpitalu przy chorej matce jej dziecka karmionego piersią. Korzystniejsza prawnie jest natomiast sytuacja, w której to pacjentem jest dziecko. W niniejszym artykule zwięźle przedstawiono kwestie prawne z tym związane. W tym celu wykorzystano zwłaszcza udostępnione na stronie FPKP stanowiska relewantnych organów (tj. Rzecznika Praw Pacjenta, Rzecznika Praw Dziecka i Ministerstwa Zdrowia).

b) Hospitalizacja karmionego piersią dziecka po wypisie porodowym W tej grupie mieszczą się zarówno noworodki karmione piersią, które są hospitalizowane już po wypisie porodowym, jak i dzieci starsze – przepisy prawne nie różnicują ich sytuacji z uwagi na wiek. Te same regulacje odnoszą się do hospitalizowanych dzieci niekarmionych piersią (przepisy odnoszą się generalnie do dzieci, niezależnie od faktu ich karmienia bądź niekarmienia piersią).

PRZYPADEK 1: POBYT MATKI W SZPITALU Z HOSPITALIZOWANYM DZIECKIEM KARMIONYM PIERSIĄ

Z prawnego punktu widzenia można tu wyróżnić dwie sytuacje. a) Pobyt matki karmiącej piersią w szpitalu z hospitalizowanym dzieckiem w krótkim czasie po porodzie przed wypisem porodowym (tzw. „przedłużona hospitalizacja matki karmiącej piersią z powodu stanu zdrowia dziecka – od 5 doby od porodu”)

W celu pozostania z chorym dzieckiem w szpitalu można powołać się na art. 34 ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (t.j. Dz.U. z 2017 r., poz. 1318 ze zm., dalej: ustawa o prawach pacjenta),

71


ustanawiający prawo pacjenta do dodatkowej opieki pielęgnacyjnej, co w praktyce sprowadza się do możliwości przebywania rodziców/opiekunów z dzieckiem w szpitalu. Art. 34 ustawy o prawach pacjenta 1. Pacjent ma prawo do dodatkowej opieki pielęgnacyjnej. 2. Przez dodatkową opiekę pielęgnacyjną, o której mowa w ust. 1, rozumie się opiekę, która nie polega na udzielaniu świadczeń zdrowotnych, w tym także opiekę sprawowaną nad pacjentką w warunkach ciąży, porodu i połogu. Ustawa nie precyzuje zasad realizacji prawa pacjenta do dodatkowej opieki pielęgnacyjnej. Zaznaczyć jednak należy, że pacjent-dziecko ma prawo do szczególnej opieki zdrowotnej (art. 68 ust. 3 Konstytucji RP), a przepisy prawne przewidują pewne udogodnienia z tym związane. » W oddziale dziecięcym zapewnia się dodatkowe łóżka w pokojach dzieci lub w odrębnym pomieszczeniu przeznaczone dla rodziców lub opiekunów dziecka, a także pomieszczenie higieniczno-sanitarne wyposażone dodatkowo w natrysk dla rodziców lub opiekunów dziecka (część V pkt 8 i pkt 10 załącznika nr 1 do rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 26 czerwca 2012 r. w sprawie szczegółowych wymagań, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia podmiotu wykonującego działalność leczniczą, Dz.U. poz. 739). » W przypadku hospitalizacji dzieci na oddziale neonatologii (neonatologia; neonatologia drugi poziom referencyjny; neonatologia trzeci poziom referencyjny) świadczeniodawca powinien zapewnić stanowisko do odciągania pokarmu oraz sprzęt chłodniczy do przechowywania mleka kobiecego, a w ramach trzeciego poziomu referencyjnego – także dostęp do sprzętu służącego do pozyskiwania pokarmu kobiecego w przypadku realizacji „Programu wczesnej stymulacji laktacji dla ośrodków neonatologicznych i położniczych trzeciego poziomu referencyjnego” (załącznik nr 3 do rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 22 listopada 2013 r. w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego, t.j. Dz.U. z 2017 r., poz. 2295 ze zm.). Pacjenta nie można pozbawić prawa do opieki pielęgnacyjnej, korzystanie z niego może

jednak zostać ograniczone przez kierownika podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych lub upoważnionego przez niego lekarza w dwóch sytuacjach: w przypadku wystąpienia zagrożenia epidemicznego lub ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów (art. 5 ustawy o prawach pacjenta). Jeżeli realizacja omawianego prawa skutkuje kosztami poniesionymi przez podmiot leczniczy, koszty te ponosi pacjent (w przypadku dziecka – jego przedstawiciel ustawowy). Wysokość opłaty rekompensującej wspomniane koszty ustala kierownik podmiotu, uwzględniając rzeczywiste koszty realizacji omawianego prawa. Informacja o wysokości opłaty i sposobie jej ustalenia jest udostępniana w lokalu zakładu leczniczego podmiotu leczniczego (por. art. 35 ustawy o prawach pacjenta). » Rzecznik Praw Pacjenta wskazuje, że kierownik podmiotu może nie pobierać żadnej opłaty, jak również może umorzyć ustaloną opłatę lub rozłożyć ją na raty. Jeżeli rodzica nie stać na opłacenie pobytu z dzieckiem w szpitalu, a kierownik nie uwzględnił prośby o nieobciążanie opłatą lub rozłożenie jej na raty, można poprosić o pomoc ośrodek pomocy społecznej. PRZYPADEK 2: POBYT W SZPITALU DZIECKA KARMIONEGO PIERSIĄ Z HOSPITALIZOWANĄ MATKĄ W tym przypadku matka może powołać się na art. 33 ust. 1 ustawy o prawach pacjenta, ustanawiający prawo pacjenta do kontaktu osobistego z innymi osobami. Taką osobą może być właśnie karmione piersią dziecko. Art. 33 ustawy o prawach pacjenta 1. Pacjent podmiotu leczniczego wykonującego działalność leczniczą w rodzaju stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne w rozumieniu przepisów o działalności leczniczej ma prawo do kontaktu osobistego, telefonicznego lub korespondencyjnego z innymi osobami. Pacjenta nie można pozbawić tego prawa, korzystanie z niego może jednak zostać ograniczone przez kierownika podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych lub upoważnionego przez niego lekarza w trzech sytuacjach: w przypadku wystąpienia zagrożenia epidemicznego; ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów; ze względu na możliwości organiza-

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


cyjne podmiotu (art. 5 ustawy o prawach pacjenta). Dwie ostatnie sytuacje pozostawiają duże możliwości interpretacyjne, co w praktyce może niestety być wykorzystywane przez szpitale w celu odmowy stałego przebywania na terenie oddziału karmionego piersią dziecka z jego hospitalizowaną matką.

niczego (np. dyrektora szpitala), a w przypadku naruszania przepisów przez szpital – zawiadomić Rzecznika Praw Pacjenta (RPP). W sytuacji opisanej jako „przypadek 1a” można zawiadomić również NFZ. RPP najlepiej zawiadomić pisemnie, prosząc o wszczęcie postępowania wyjaśniającego w sprawie (wzór wniosku i adres RPP dostępny jest na stronie http://www.rpp.gov.pl/kontakt/ wniosek-o-wszczecie-postepowania-wyjasniajacego/), ewentualnie drogą mailową (kancelaria@rpp.gov.pl), załączając skan (zdjęcie) pisma podpisanego przez osobę zgłaszającą. W razie jakichkolwiek wątpliwości najlepiej wyjaśnić je telefonicznie, dzwoniąc na ogólnopolską bezpłatną infolinię RPP (800 190 590).

Koszty realizacji wspomnianego prawa obciążają pacjenta – por. „przypadek 1b” powyżej. CO ZROBIĆ, JEŻELI PERSONEL MEDYCZNY UNIEMOŻLIWIA MATCE KARMIĄCEJ PIERSIĄ POBYT Z DZIECKIEM W SZPITALU? W takiej sytuacji najlepiej zwrócić się o wyjaśnienie sprawy do kierownika podmiotu lecz-

Niniejszy tekst nie stanowi i nie zastąpi porady prawnej.

reklama

73


na zdjęciu czytelniczka Kwartalnika: Kasia Kruszewska z córką Nadią

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Własne plemię realne oczekiwania i siła w każdej z nas Z Nancy Mohrbacher, IBCLC, FILCA rozmawiała Karolina Morze

KL: Czyli najważniejsze słowa dla trzylatka. NM: Dokładnie. KL: Czy miło spędzasz czas w Polsce? NM: O tak, bardzo. Dzięki ciepłemu powitaniu przez Fundację. Mieliśmy zorganizowaną dwudniową wycieczkę po Warszawie, podczas której zapoznaliśmy się z jej historią, i był to duży zaszczyt móc dowiedzieć się więcej o waszym kraju. Byłoby wspaniale odwiedzić Polskę jeszcze kiedyś. KL: Porozmawiajmy przez chwilę o Twojej pracy. Spotykasz się z kobietami karmiącymi każdego dnia. Z jakim problemem najczęściej zgłaszają się po pomoc do Ciebie? NM: W ciągu 36 lat, podczas których byłam zaangażowana w karmienie piersią, miałam różne role i doświadczenia zawodowe. Byłam doradcą osób udzielającym wsparcia matkom karmiącym, konsultantką laktacyjną w prywatnej firmie, przez 8 lat pracowałam jako konsultantka laktacyjna i edukator laktacyjny w tworzeniu programów dla karmienia piersią, pracowałam w programach laktacyjnych w korporacjach, gdzie zajmowałam się matkami wracającymi do pracy, a teraz prowadzę szkolenia dla personelu w szpitalach w USA blisko miejsca, gdzie mieszkam. Więc byłam zaangażowania na wiele różnych sposobów. Myślę, że właściwie są trzy takie najczęstsze problemy w karmieniu piersią: obawa przed niewystarczającą produkcją mleka, ból brodawek i kłopoty z przystawianiem dziecka do piersi. I myślę, że główną przyczyną tych wszystkich problemów i zmartwień jest fakt, że większość mam wychowała się w otoczeniu karmiącym butelką, a my często staramy się odwzorować nawet nieświadomie to, co wyniosłyśmy z naszych wczesnych lat życia – a w tym przypadku wiedzę o karmieniu bu-

K

wartalnik Laktacyjny: Czy byłaś już kiedyś w Polsce? Jak Ci się podoba do tej pory i czy planujesz kiedyś wrócić? Nancy Mohrbacher: To moja pierwsza wizyta w Polsce, ale mam tu rodzinne powiązania, co sprawia, że mój pobyt jest tym bardziej ekscytujący. Moja synowa dorastała w Gdańsku i przeniosła się do USA w wieku 13 lat. Mam dwóch wnuków, którzy mają 3 i 6 lat i chodzą do polskiego przedszkola i szkoły. Znam kilka polskich słów, ale wątpię, żeby były bardzo pomocne. Znam: „majtki”, „frytki”, „koparka” i „pociąg”.

75


telką – na karmieniu piersią, a to po prostu nie zadziała. KL: Co uważasz za największą przeszkodę w osiągnięciu celu dla tej grupy pacjentek? NM: Myślę, że największą przeszkodą jest to, że matki mają nierealistyczne oczekiwania dotyczące karmienia piersią. Jeśli nie miały wcześniej doświadczeń z karmieniem piersią albo nie wychowały się w kulturze, gdzie karmienie piersią jest powszechne, często nawet jeśli ich bieżące doświadczenia są normalne, one same niekoniecznie zdają sobie z tego sprawę. Matka może mieć zupełnie normalne własne doświadczenia z karmieniem, ale myśleć, że coś jest strasznie nie tak, jak trzeba, a wynika to z tego, że po prostu nie wie, jak wyglądają normy karmienia piersią. KL: Czy takie czynniki jak niska samoocena, deprywacja snu czy brak wsparcia, także wpływają na problem z osiągnięciem sukcesu w karmieniu piersią? NM: Powiedziałabym raczej, że to brak wiedzy o tym, jak działa karmienie piersią i czego się spodziewać, karmiąc naturalnie, są zaraz po nierealistycznych oczekiwaniach głównym sprawcą problemów. Przeprowadzono nawet badanie w grupie matek, które zaczęły podawać swoim dzieciom sztuczną mieszankę bardzo wcześnie – już w szpitalu i odkryto, że przyczyną takiego działania, którą większość matek podała, była niewiedza, jak wygląda normalne zachowanie noworodka. Dzieci zachowywały się normalnie, ale kobiety nie rozumiały tego zachowania i sądziły, że były to oznaki zbyt małej produkcji mleka, co skłoniło je do podania mieszanki. KL: Codziennie spotykamy się z powszechnym niezrozumieniem karmienia piersią i słyszymy wielokrotnie powtarzane i utrwalane różne mity, jak na przykład te dotyczące diety matki karmiącej. Jakie są mity, z którymi spotykasz się najczęściej? NM: Myślę, że jeśli objedziesz cały świat, dowiesz się, że opinia ludzi o tym, co mama karmiąca może, a czego nie może jeść podczas laktacji, jest inna w każdym miejscu. W USA wiele osób uważa, że karmiąca nie powinna jeść cebuli, czosnki i kapusty, co jest zabawne, bo mamy badania, które wykazały, że spożycie dużej ilo-

ści ekstraktu z czosnku (takiej ilości, że zapach czosnku był wyczuwalny w odciągniętym mleku) powodowało, że dzieci chciały jeść częściej i więcej mleka. To pomogło nam zrozumieć, że niektóre substancje odpowiedzialne za smak potrawy przechodzą do mleka i dlatego dzieci karmione piersią wykazują większą otwartość na nowe pokarmy, gdy już je wprowadzamy, niż dzieci karmione butelką, które otrzymują ten sam smak przez cały czas. Dzieci karmione piersią dostają próbkę w mleku mamy tego, co dostaną później z rodzinnego stołu. Więc wydaje mi się dziwne przekonanie, że kobieta powinna zrezygnować z jakiejś potrawy, bo to właśnie jest dla dziecka korzystne, żeby doświadczyło ekspozycji na różnorodne smaki. W różnych kulturach mity dotyczące żywienia matek karmiących różnią się między sobą. Pamiętam jedną mamę, która przyszła do mnie i powiedziała, że rozważa zakończenie karmienia piersią, bo ma straszną ochotę na tajskie jedzenie, które wydawało się jej zabronione podczas karmienia piersią. Na co ja odparłam – a jak myślisz, co jedzą Tajki karmiące piersią? Zaczęła się śmiać i powiedziała, że to najlepsza rzecz, jaką ktokolwiek jej ostatnio powiedział. KL: Jakie inne mity czy błędne przekonania najbardziej przeszkadzają w osiągnięciu sukcesu w karmieniu piersią? NM: Jest wiele mitów i błędnych przekonań dotyczących karmienia piersią. Jednym z najczęstszych, jakie mają olbrzymi wpływ na sukces w karmieniu naturalnym, to wyobrażenie o tym, jak wygląda normalny schemat karmienia dziecka. Wiele matek wychowanych w kulturze karmienia mieszanką nie zdaje sobie sprawy z tego, że stosuje normy karmienia mlekiem modyfikowanym do karmienia piersią. Dzieci karmione piersią mają tendencję do grupowania karmień, na przykład wieczorem mogą się domagać jedzenia co półtorej godziny, godzinę, pół lub przez cały czas, a innym razem zrobić sobie 4–5-godzinną przerwę na drzemkę. Wydaje im się, że gdyby ich mleko było wartościowe i w wystarczających ilościach, dziecku wystarczyły by regularne 2–3-godzinne odstępy czasu między karmieniami. To wcale nie jest zasada, która dotyczy dzieci karmionych piersią. To powszechny mit, który powoduje, że wiele matek zaczyna podawać swoim dzieciom mieszankę. Niepotrzebnie.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


KL: Więc każda kobieta, która szuka pomocy w laktacji otrzyma ją?

Wiele kobiet uważa też, że wraz z upływającym czasem odstępy między karmieniami się wydłużą – i jest to norma, ale dla dzieci karmionych butelką i nawet nie jest to zdrowa norma! U dzieci karmionych piersią schemat dziennego karmienia nie zmienia się znacznie w pierwszym półroczu życia.

NM: Nie powiedziałabym, że jest aż tak dobrze. Nie każdy jeden szpital posiada doradcę laktacyjnego. Ale mamy bardzo rozbudowaną sieć grup pomocy matka-matce. Osobiście nadal jestem aktywnie zaangażowana w pomoc w takiej grupie w mojej okolicy. Trzy razy w miesiącu organizujemy spotkania dla mam, które potrzebują wsparcia i nie pobieramy za to żadnych opłat, robimy to jako wolontariusze. Więc można udać się do poradni laktacyjnej, do prywatnego gabinetu doradcy laktacyjnego (to inny rodzaj przychodni), mamy wolontariuszy w grupach wsparcia, część szpitali pozwala korzystać nieodpłatnie swoim pacjentkom z konsultacji laktacyjnych w przychodniach przyszpitalnych. Obecnie obowiązujące, choć kontrowersyjne przepisy, zwane jako Obama Care umożliwiają kobietom skorzystanie z pomocy laktacyjnej w takiej przychodni nieodpłatnie – przychodnia wystawia rachunek ubezpieczycielowi (nawet jeśli ubezpieczenie nie pokrywa takiej wizyty) i dostaje zwrot kosztów. To kolejny motywator do posiadania wśród personelu doradcy laktacyjnego.

Jestem ciekawa, jak wygląda opieka laktacyjna w USA? Jest darmowa czy trzeba za nią płacić, a może finansuje ją ubezpieczenie? Jak jest z dostępnością takiej opieki? NM: Prawie każdy szpital w USA zatrudnia IBCLC. Wiele z tych szpitali prowadzi także przychodnie, gdzie mogą się udać mamy po porodzie, jeśli potrzebują pomocy lub wsparcia, także wiele gabinetów pediatrycznych zapewnia dostęp do konsultanta laktacyjnego. Jest też kilku pracujących prywatnie i w Departamencie Zdrowia Publicznego. Ostatnim razem, jak sprawdzałam, w USA było ponad 15 000 Certyfikowanych Konsultantów Laktacyjnych. KL: Rząd widzi zapotrzebowanie na tak wykwalifikowany personel w szpitalach? NM: Właściwie to rząd nie ma z tym nic wspólnego.

KL: Czy w USA są farmaceuci specjalizujący się w farmakoterapii laktacji? Skąd personel medyczny czerpie informacje o bezpieczeństwie stosowania leków podczas laktacji?

KL: Więc jak to się dzieje? 15 000 to sporo. NM: To dlatego, że szpitale widzą zapotrzebowanie na taki personel i dostępność pomocy laktacyjnej. W USA szpitale konkurują o pacjentów, ponieważ za każdego przyjętego pacjenta szpital otrzymuje fundusze. Koszty leczenia pokrywa ubezpieczenie, które zazwyczaj wynika z zatrudnienia, i jeśli dany szpital znajduje się w sieci ubezpieczyciela, ubezpieczenie pokryje koszty wizyty w poradni laktacyjnej. Wiele szpitali uważa, że zatrudnianie konsultantów laktacyjnych zwiększy ich popularność.

NM: Cóż, był taki czas, kiedy wielu lekarzy i farmaceutów korzystało ze źródła, które nie było zbyt korzystne dla pacjentek karmiących piersią. To „Physycians Desk Reference” [*], który był niczym innym jak kompilacją ulotek leków w jednej książce. Czego się dowiedzieliśmy z używania tego źródła, to to, że firmy farmaceutyczne nie dbają o to, czy kobieta karmi, najważniejsze dla nich jest uniknąć pozwów, więc w większości przypadków umieszczają na ulotce informację, że nie można karmić piersią podczas stosowania danego leku. Jest jeden człowiek, Thomas Hale, który zdecydowanie specjalizuje się w farmakoterapii laktacji. Stworzył InfantRisk Center, bazę wiedzy i centrum pomocy dla matek karmiących oraz specjalistów, gdzie można napisać na forum lub zadzwonić na bezpłatny numer i uzyskać rzetelne informacje oparte na dowodach na temat danego leku. Mamy też takie źródła jak LactMed (również jako aplikacja na telefon), które są rzetelne. Coraz więcej

KL: Czy każdą kobietę stać na ubezpieczenie, które pokryje koszt konsultacji z doradcą laktacyjnym? NM: Nie każdą kobietę będzie na to stać, ale szpitale są zobowiązane do pomocy każdemu, kto się zgłosi, bez względu na posiadane ubezpieczenie czy jego brak, więc za wizytę nie zostanie pobrana dodatkowa opłata.

77


specjalistów aktualizuje swoją wiedzę o leczeniu kobiet w okresie laktacji, co jest wspaniałą nowiną. Osobiście nie spotkałam się z tym, żeby farmaceuta udzielił błędnej informacji pacjentce. Jeśli jednak chodzi o lekarzy, to zdarza się często słyszeć, że zaleca odstawienie dziecka od piersi bez próby sprawdzenia profilu bezpieczeństwa danego leku podczas laktacji. To jest smutne, bo w tej chwili wiemy, że ryzyko wynikające z podania dziecku mieszanki jest znacznie wyższe niż ryzyko spowodowane tą niewielką ilością leku, jaką dziecko przyjmie wraz z mlekiem leczonej mamy.

są nieważne. I szczerze – sądzę, że jest to zupełnie zrozumiałe, że po takich doświadczeniach kobieta czuje negatywne emocje, zwłaszcza jeśli jej potrzeby nie zostały nawet wspomniane. Dobrym rozwiązaniem w takiej sytuacji byłoby przeszkolenie osób udzielających wsparcia mamom karmiącym, które pomogłoby zrozumieć, że karmienie piersią to w zasadzie element relacji między mamą i jej dzieckiem. Ci, którzy udzielają wsparcia, muszą wiedzieć, że nie ma jednego dobrego sposobu, że pomoc musi być zindywidualizowana i przede wszystkim – udzielana z szacunkiem.

KL: Chciałabym teraz skupić się na naszym udzielaniu wsparcia mamom karmiącym. Czasami słyszymy określenie „laktoterroryści” w odniesieniu do osób, które pomagają kobietom w okresie laktacji. Czy ktoś oskarżył Cię o bycie laktoterrorystką? A może znasz inne podobne określenia?

KL: Wiele młodych mam zwykle przez jakiś czas po porodzie szuka wsparcia w rodzinie i bliskich. Większość z nich nie posiada jednak wiedzy o karmieniu piersią, daje złe rady, udziela niewłaściwie pomocy, przysparzając kobiecie jeszcze więcej stresu i zmartwienia. Czy jest to także problem, który zauważasz w swojej praktyce? Czy masz na to jakieś rozwiązanie?

NM: W USA mamy inne słowa, które czasami słyszałam, jak „nipple-nazi” czy „brestpolice” [**]. I byłam bardzo ciekawa, skąd się wzięły, bo większość ludzi, którzy siedzą w karmieniu piersią, jest ekstremalnie wrażliwa na uczucia matek. Więc poszukałam trochę i znalazłam badania, w których pokazano, że czasami osoby wspierające matki w karmieniu piersią mają bardzo medyczne czy techniczne podejście do tematu i wykazują tendencję do pomijania uczuć matki, skupiając się na jednostronnej rozmowie. Udzielają bardzo wielu informacji, mówią, co i jak ma być zrobione, tak jakby nie było innej opcji, traktują kobietę, jakby była tylko dodatkiem do piersi i pozostawiają ją z wrażeniem, że jej potrzeby

NM: Myślę, że to powszechny problem, bo wiele kobiet ma negatywne doświadczenia związane z karmieniem piersią z przeszłości, więc jeśli jedna z nich okaże się być twoją matką lub teściową, to gdy urodzi się twoje dziecko, może to być wyzwanie. Jednym z antidotów na taką sytuację są grupy wsparcia dla mam, które pojawiają się w Polsce. To, co uważam za ważne dla młodej mamy, to przebywanie w otoczeniu innych mam w tej samej sytuacji – to doskonały sposób, żeby nauczyć się, jak wygląda normalne karmienie piersią, i poczuć, że nie jest się odosobnionym przypadkiem. Świeżo upieczona mama może czuć się bardzo wyobcowana. Każda matka powinna wyjść do innych matek, znaleźć swoje plemię, które będzie ją wspierało w osiągnięciu tego, czego pragnie. Ojciec jest w tym czasie bardzo ważny, bo nie tylko dba o dobrobyt dziecka, ale też jest strażnikiem mamy, i jeśli widzi, że goście, znajomi, rodzina nie wspierają jej i powodują u niej złe emocje, może spróbować ograniczyć kontakt z tymi ludźmi albo zachęcać inne wspierające osoby do spędzania z nią więcej czasu. To naprawdę ważna i wspaniała rola dla ojca. KL: Karmienie piersią nie zawsze jest łatwe i naturalne, tak jak byśmy tego chciały. Niektóre kobiety nie radzą sobie z karmieniem

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


z powodów psychologicznych. Jak rozpoznać, że kobieta ma problemy, które wykraczają poza nasze kompetencje, i jak jej pomóc?

piersi i swojego dziecka. Poza tym takie miejsca są wspaniałym źródłem dobrego i wartościowego wsparcia. A wsparcie jest prawie tak samo ważne w osiągnięciu celu jak wiedza o karmieniu piersią.

NM: Myślę, że nie jest to tak skomplikowane, jak się wydaje. Matka prawdopodobnie powie o tym sama. Jeśli kobieta czuje presję, żeby przestać karmić, lub chce zakończyć karmienie, to stanie się jasne bardzo szybko. Jeśli pojawiają się jakieś problemy, na które nie mamy wpływu, zwykle pytam mamy, czy gdy problem zostanie rozwiązany, dalej będzie chciała karmić – i jeśli odpowiedź to „tak” – pomożemy jej wtedy wrócić do karmienia. Ale jeśli matka nie chce karmić dalej, jej odpowiedź będzie brzmiała „nie”, wówczas naszym zadaniem jest pomóc odstawić dziecko spokojnie i bezpiecznie. W moim kraju kobiety często dostają zalecenie, żeby zakończyć karmienie gwałtownie, a to może być bardzo bolesne doświadczenie. Dla niektórych kobiet ból związany z nagłym odstawieniem dziecka od piersi jest najgorszy ze wszystkich, jakie kiedykolwiek doświadczyły, gorszy od bólu porodowego. A nie ma żadnego powodu, dla którego odstawianie miałoby tak wyglądać! Takie nagłe zakończenie karmienia sprawia, że kobieta jest narażona większe ryzyko zapalania piesi i innych poważniejszych stanów. Więc jest bardzo ważne, żeby osoby wspierające mamę pomogły jej i jej dziecku przejść przez to spokojnie i komfortowo. Nawet gdy karmienie piersią już się kończy, nadal możemy pomóc tym kobietom i ich dzieciom.

Dla osób wspierających kobiety w karmieniu

piersią najważniejsze jest, żeby skupić się na uczuciach matki. Jeśli mama jest wytrącona z równowagi i smutna, nie będzie w stanie przyjąć jakiejkolwiek wiedzy, którą chcielibyśmy jej przekazać. Nie będzie w stanie się na niej skupić i zapamiętać, nasze wysiłki nie będą miały dla niej znaczenia w takim stanie. Musimy być przygotowani na to, żeby umieć pomóc jej rozmawiać o uczuciach i określić, jakie są jej cele w karmieniu piersią. Dobrze jest wyrazić akceptację i zrozumienie dla jej sytuacji – nawet jeśli wybór matki może nie być zgodny z wiedzą i przekonaniami osoby udzielającej wsparcia, możemy powiedzieć np.: „Widzę, jak bardzo czule dbasz o swoje dziecko, to szczęście mieć taką mamę”. Gdy mama nie czuje odrzucenia z naszej strony, a raczej pozytywną afirmację, czuje, że może nam zaufać i staje się bardziej otwarta na rzeczy, które mamy jej do powiedzenia. Matki mogą zapomnieć wszystko, o czym mówimy, ale nie zapomną o tym, jaki uczucia w nich wzbudzaliśmy. To powinniśmy mieć zawsze na uwadze, rozma-

KL: Co poradziłabyś wszystkim mamom, a co osobom wspierającym mamy karmiące – na czym powinniśmy się skupić, co jest najważniejsze? NM: Moim numerem jeden na liście porad dla mam zawsze jest: „znajdź swoje plemię”, tak mówimy u nas. Miejsce, gdzie możesz być z innymi kobietami karmiącymi i nie czuć się tak wyobcowana. Tam możesz nauczyć się wszystkiego, co trzeba o karmieniu piersią, o normalnych zachowaniach noworodka i niemowlęcia i mieć normalne oczekiwania wobec siebie, swoich

79


wiając ze świeżo upieczoną mamą, niezależnie od tego, jak toczy się droga mleczna. KL: I ostatnie pytanie: czy zdarza Ci się lub zdarzało w przeszłości, że czułaś się przytłoczona lub miała wątpliwości, że robisz właściwą rzecz? A może nigdy nie wątpiłaś w słuszność swojej ścieżki kariery? Co sprawia, że idziesz ciągle naprzód? NM: W zasadzie to chyba nigdy nie miałam takich momentów. Myślę, że miałam bardzo dużo szczęścia. Powiedziałabym, że dziś rzeczą, która sprawia, że idę dalej, są kontakty i więź z ludźmi, których spotykam podczas podróży, którzy wykonują tę całą pracę w celu poprawy sytuacji, i fakt, że posuwają się naprzód. Mimo że przed nami jest jeszcze mnóstwo pracy, wszędzie widzę ruch w kierunku stworzenia warunków bardziej przyjaznych karmieniu piersią. I stale inspiruje mnie praca osób, takich jak wolontariusze Fundacji Promocji Karmienia Piersią tu w Polsce. To niesamowite widzieć, jak praca kilkunastu kobiet, które dysponują wiedzą, mają wizję i wprowadzają ją w życie, zmienia obraz karmienia piersią na tak dużą skalę. Gdy napisałam swoją pierwsza książkę „Breastfeeding answers

made simple”, był to na prawdę wspaniały moment, uświadomiłam sobie, że książka sprzedaje się na całym świecie i zmienia coś, że ma znaczenie. I potem International Board of Lactation Examiners (IBLCE) umieściła ją na liście wymaganych do przeczytania pozycji. To było jedno z tych niesamowicie budujących doświadczeń, kiedy zrozumiałam, że nawet ktoś taki jak ja, a ja nie mam medycznego wykształcenia, może zebrać wyniki badań, złożyć je razem w postaci książki, i mieć taki wpływ na świat. Jedną z rzeczy, które zauważyłam przez te wszystkie lata pracy to to, że większość ludzi nie docenia swoich możliwości, swojego wpływu na świat. Ja już nigdy nie zwątpię, bo widziałam, jaki wpływ ma moja praca i praca innych ludzi wokół mnie, i myślę, że to bardzo inspirujące. KL: To, co mówisz, jest bardzo przekonywujące. Dziękuję bardzo za inspirującą rozmowę i mam nadzieję, że jeszcze nas odwiedzisz. [*] coś podobnego jak nasz Pharmindex [**] w wolnym tłumaczeniu „suto-nazi”, „biustowa policja”

fot. Karolina Szewczyk www.facebook.com/carolinafotostudio

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


artykuł sponsorowany

Dlaczego noszenie

ma znaczenie? Joanna Bogdan

Opowieść ta zaczyna się w miejscu, w którym projekt LennyLamb nie istniał nawet w sferze marzeń. W spokojną majową noc na warszawskim Bemowie w pewnej rodzinie pojawiło się pierwsze dziecko. Świat młodych rodziców stanął na głowie. Brak snu i “koszmar spacerów”. Nowy członek rodziny – cudowny niemowlaczek – nie akceptował wózka. Jego krzyk podczas wszelkich prób podróżowania roznosił się na trzy sąsiednie osiedla. Wtedy właśnie wkroczyła w ten świat chusta do noszenia dzieci z całą swoją mocą i dobrodziejstwem. Pomogła uporządkować codzienność, a spracery przekształciły się w przyjemność i niesamowitą przygodę. Z dzieckiem w chuście każda rzeczywistość stała się dostępna. Młodzi rodzice postanowili podzielić się ze światem doświadczeniem, jak “kawałek szmaty” zmienił ich rodzicielstwo. Chusty i nosidła nie były w Polsce ani znane, ani dostępne. Postanowili więc założyć manufaktu-

rę produkującą chusty. Znaleźli takich samych zapaleńców jak oni. Walka o spełnienie marzeń nie była łatwa. Po drodze były kłopoty finansowe, problemy z pracownikami i klientami i moment, w którym projekt LennyLamb stał się bezdomny. Ktoś zawiódł ich zaufanie. Wykorzystał. Pojawiło się zwątpienie w sens tego, co stworzyli. Wiedzieli jednak, że nie ma przedsięwzięcia, w które bardziej by wierzyli. Dzisiaj LennyLamb to tętniąca życiem firma mieszcząca się wśród łąk i lasów. Bohaterowie tej opowieści przeszli wiele i wiele się nauczyli. I ciągle chcą dzielić się wiedzą, która jest sercem ich działania. Dlatego tak się uparli, by książka: „Dlaczego noszenie ma znaczenie?” została wydana w Polsce. Nie możesz tego przegapić.


sen niemowląt Zrozumieć

Z prof. James McKenną rozmawiała Magdalena Komsta | Tłumaczył Jan Szelągiewicz

K

wartalnik Laktacyjny: Czego rodzice powinni spodziewać się w temacie snu dziecka – na etapie niemowlęcym, po pół roku, po roku i dalej? JMK: Chyba spodziewać się niespodziewanego, rozwój snu dziecka jest absolutnie nieliniowy, rzadko kiedy przechodzi gładko z jednego etapu do następnego, bardziej zaawansowanego i przewidywalnego. To tak po prostu nie działa. Przez pierwsze trzy do pięciu lat życia ludzkich niemowląt umiejętności społeczne, emocjonalne i intelektualne rozwijają się powoli, dojrzewają niejako równolegle, często wpływając na siebie nawzajem. Podczas tych kluczowych lat rozwoju, codzienne doświadczenia poszerzają zakres spraw i rzeczy, o których dzieci myślą, którymi się martwią, przejmują, pociągając za sobą tym samym zwiększoną potrzebę otuchy i obecności rodzica, szczególnie nocą. Rodzice w krajach Zachodu cierpią z powodu wygórowanych, nierealnych oczekiwań i stawiania naszych wyobrażeń na temat snu dzieci ponad ich realnymi biologicznymi potrzebami w tej kwestii. To właśnie fałszywe przekonania głęboko zakorzenione szczególnie w zachodnich społeczeństwach stoją za „problemami ze snem”, które spędzają sen z powiek tylu rodzicom, choć w rzeczywistości „problemy” te wynikają z niedopasowania współczesnego, miejsko-centrycznego stylu życia i typowo zachodniego myślenia do biologicznych potrzeb dziecka, które to niedopasowania należałoby raczej próbować łagodzić niż zwalczać. Kluczowe dla całego procesu jest zrozumienie, że dziedziczne biologiczne i neurologiczne potrzeby niemowląt nie dadzą się uciszyć czy nawet wyeliminować tylko dlatego, że wymagałaby

tego nasza kultura. Obwinianie dziecka za nieutulony płacz separacyjny czy jego nieumiejętność dostosowania się do umownych i narzucanych odgórnie norm, które nie mają z nimi nic wspólnego, a wręcz działają przeciwko nim, jest jak obwinianie ofiary za popełnione na niej przestępstwo. Bliski kontakt między niemowlętami a ich rodzicami jest kluczowy nie tylko dla formowania się relacji między nimi, ale ma również głęboki wpływ na fizjologię (poziomy hormonów i kształtowanie się połączeń między neuronami, a co za tym idzie, samej architektury mózgu) optymalnego rozwoju naczelnych. Nie ma żadnych podstaw, żeby myśleć, że dzieci powinny dla własnego dobra przesypiać całą noc (najlepiej w oddzielnym posłaniu) tak szybko, jak to tylko możliwe. Podejście takie nazywamy konsolidacją snu niemowlęcia, a powstało ono i w zasadzie mogło jedynie powstać w społeczeństwie, które porzuciło karmienie piersią na rzecz butelki i mleka modyfikowanego. Co więcej, pomimo powracającego nacisku na karmienie piersią w kręgach rodzicielskich funkcjonują tak zwani trenerzy snu, których poglądy są absolutnie niekompatybilne z tym, jak powinno wyglądać karmienie niemowląt przez pierwszy rok ich życia. Struktura snu proponowana przez trenerów nie występuje, a nawet nie powinna występować naturalnie u niemowląt. Jednym z najpoważniejszych problemów współczesnej zachodniej pediatrii jest niechęć do uznania tego, że konsolidacja snu u niemowląt jest drugorzędna względem krótko- i długoterminowych korzyści płynących z nocnych karmień piersią! Nocne karmienia prowadzą do i zależą od częstych wybudzeń, a te z kolei, jak dowodzą nasze badania w laboratoriach snu przy Uniwersytecie Notre Dame i Uniwersytecie Kalifornijskim w

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


83 fot: Designed by Photoduet / Freepik


Irvine, pełnią u dziecka funkcje ochronne i są całkowicie zdrowym elementem snu dziecka. Częstsze pobudki, średnio co dwie-trzy godziny, pozwalają nie tylko zoptymalizować sesje nocnych karmień, ale również umożliwia niemowlętom „zresetowanie” częstości oddechów i bicia serca, zapobiegają one też wpadnięciu w głębszy sen, który dla niemowlęcia jest niekoniecznie dobry. Wybudzenie eliminuje przedłużone bezdechy czy przerwy w oddychaniu, niejako wymusza rozpoczęcie oddychania, a to bardzo ważny element całego procesu, który może być tłumiony przez przestrzeń sypialną, która skłania niemowlę do pozostania nienaturalnie długo w głębszych stadiach snu. Wyjście z fazy trzeciej i czwartej, kiedy to nawet dorośli potrzebują mocnych bodźców, żeby się wybudzić, jest dla niemowląt nie lada wyzwaniem, równie trudne bywają powiązane z tym wyjściem czynności, takie jak choćby reinicjacja oddechu. A wszystko to utrudnia samotny sen, karmienie butelką i tym podobne wynalazki. U starszych dzieci te głębokie fazy snu są istotne i przynoszą prawdopodobnie wiele korzyści; natomiast nie znamy takowych w pierwszych sześciu-ośmiu miesięcach życia niemowląt. I choć nieprzerwany głębszy sen niemowląt jest z pewnością wygodny dla rodziców (szczególnie dla pracujących rodziców), a niektórzy wręcz upatrują w nim pewnego „trofeum towarzyskiego”, nie oznacza to niestety, że sen taki współgra z „oczekiwaniami” niemowlęcego organizmu czy też z tym, co uważamy, za biologicznie właściwe w perspektywie ogólnogatunkowej. I rzeczywiście, z takiej szerokiej perspektywy właściwsze i zdrowsze jest to, co nazywamy piersiospaniem, tj. spanie niemowlęcia w jednym łóżku z trzeźwym, oddanym opiekunem (przy braku znanych czynników szkodliwych), gdyż sen taki ma bardzo pozytywny wpływ zarówno na behawior, jak i fizjologię matki i dziecka. KL: Którą z nonsensownych porad na temat snu dzieci słyszy Pan powtarzaną najczęściej? JMK: Pozbawione wszelkiego sensu jest promowanie samotnego snu u dzieci i twierdzenie, że to „dobre dla dziecka”. Nie zliczę, ilu ludzi jest przekonanych, że to prawda. Tymczasem pogląd taki może być naprawdę niebezpieczny, szczególnie w pierwszym roku życia dziecka. Samotny sen jest czynnikiem ryzyka tzw. „śmierci łóżeczkowej” (SIDS); niemowlę śpiące z dala od rodziców pozbawione jest ich czujności, ich

szybkiej reakcji na sygnały i bodźce wysyłane przez dziecko (i vice versa). W naszym laboratorium udało nam się dowieść, że bliskość rodziców i kontakt z tzw. „inspekcjami” rodzicielskimi rzeczywiście regulują neurologicznie niedojrzały organizm niemowlęcia i proaktywnie chronią jego życie i zdrowie. Myślenie, że dzieci muszą być trenowane do snu, jest pozbawione sensu. Trening snu jest absolutnie niepotrzebny, prędzej czy później każde dziecko samo zaczyna regulować swój sen i uczy się samo z powrotem zasypiać po wybudzeniu, z reguły następuje, kiedy jest ono psychologiczne i fizjologicznie na to gotowe, kiedy pozwala na to rytm życia rodziny i jego własne potrzeby. Każde dziecko rozwija się w tym zakresie w swoim tempie, na przestrzeni licznych etapów rozwojowych (przebiegających zarówno w dzień, jak i w nocy) dzieci uczą się samodzielności, tutaj definiowanej jako umiejętność przebywania samemu w pokoju, umiejętność nawiązywania przyjacielskich relacji lub samodzielnego rozwiązywania niewielkich problemów. Rozwój tej samodzielności dotyczy każdego obszaru życia dziecka, nie tylko jego umiejętności czy chęci zaśnięcia samemu, bez konieczności wzywania rodziców na pomoc. W przeciwieństwie do tego, co powtarzają trenerzy snu, brak konsolidacji snu wcale nie pogarsza jego jakości czy powoduje trudności ze snem w latach późniejszych. Co więcej, nie powinniśmy w żadnym wypadku traktować faktu uwarunkowania niemowlęcia do samouspokojenia jako jakiegokolwiek moralnego osiągnięcia z jego strony. Samodzielne uspokojenie i zaśnięcie po wybudzeniu nie jest w żadnym wypadku kamieniem milowym w rozwoju dziecka ani nie ma ono znaczenia dla jego późniejszego życia; to całkiem nowy, bardzo zachodni konstrukt, który ma na celu odciążenie rodziców w nocy, dla dziecka nie ma on żadnych korzyści rozwojowych, skazuje je jedynie na dość nieprzyjemne doświadczenia w raczej młodym wieku. KL: Ma Pan jakieś rady w zakresie usypiania? JMK: Najważniejszy jest spokój. Lepiej też nie nastawiać się na szybkie zmiany. Nie słuchać ludzi twierdzących, że z dzieckiem jest coś nie tak, że nasze rodzicielstwo jest do bani, jeśli dziecko nie śpi tak, jakbyśmy tego chcieli, jeśli nie chce spać samo lub nie chce przesypiać nocy. Żadna z tych rzeczy nie jest dla niemowlęcia ani naturalna, ani pożądana. Zadaniem niemowlaka

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


jest być przy piersi tak często, jak to tylko możliwe, a nie przesypiać noce. Zadaniem dziecka jest za wszelką cenę pozostać w bliskości rodziców. Tak właśnie niemowlęta komunikują nam, czego im najbardziej trzeba, a mianowicie bliskości. Muszą karmić swój rosnący mózg, a robią to, wymieniając bodźce z rodzicami, zarówno bodźce sensoryczne, jak i te płynące w mleku matki, uzupełnione o jego najważniejsze składniki, takie jak witaminy, kwasy tłuszczowe, przeciwciała, komórki macierzyste i setki innych składników bioaktywnych dostarczanych dziecku przez mleko i kontakt z matką. Tak więc powtórzę raz jeszcze, zadaniem dziecka jest szukanie kontaktu z nami. Starajmy się postrzegać to jako komplement, który szybko zamieni się we wzajemnie rozpoznawalny symbol miłości i oddania. Związane z tym wszystkim zmęczenie i niewygoda w końcu znikną, ale lepiej nie nastawiać się, że stanie się to szczególnie szybko. Co więcej, powinniśmy bardziej martwić się akceptowaniem przez niemowlę separacji z rodzicem: dlaczego niemowlę nie protestuje, kiedy jest oddzielane od matki, osoby, od której zależy jej życie? Innymi słowy, nie lada ironią jest przylepianie dzieciom, które nie chcą spać same lub przesypiać nocy łatki „niegrzecznego”, podczas gdy w rzeczywistości jest odwrotnie, dzieci naturalnie reagują płaczem na sytuacje i środowiska, które uważają za zagrażające ich zdrowiu czy dobrobytowi, takie jak np. separacja z opiekunem. Instynktowny płacz nie tylko pozwala komunikować specyficzne potrzeby, ale od pierwszych dni życia pomaga przywołać opiekuna do dziecka, które czuje się zagrożone.

ru na zasypianie, który przetrwałby w starciu z tymi codziennymi zmianami, które powodują, że każda noc jest wyjątkowa i nie przypomina poprzedniej. Choć może się wydawać, że dzieci są złośliwe albo mają jakieś ukryte zamiary i dlatego zachowują się tak, a nie inaczej, to trzeba pamiętać, że dzieci nie mają „zachcianek” (te wymagają zaawansowanych zdolności poznawczych), mają jedynie potrzeby. Nie próbują nam celowo niczego utrudniać, są niejako ofiarami swojej własnej niedojrzałości i braku jakiejkolwiek kontroli nad tym, co się z nimi dzieje. Polecałbym też unikać przywiązywania się do jednej specyficznej przestrzeni sypialnej, rodzice muszą być gotowi na zmieniające się potrzeby niemowlęcia i ich samych. Elastyczność jest tu kluczowa. Nasze badania pokazują, że sen dziecka zmienia się nawet w obrębie jednej nocy. Niemowlęta często odkładane są do łóżeczka na początku nocy, ale i tak są stamtąd zabierane na czas karmień czy odwrotnie. Należy pamiętać, że nasze życie rzadko kiedy poddaje się wojskowemu drylowi. Elastyczność i umiejętność kreatywnego reagowania na zmiany będą nieodzowne. Trzeba być gotowym na szukanie niekonwencjonalnych rozwiązań na zmiany pojawiające się w naszym życiu wraz z rozwojem dziecka, zwłaszcza jego rosnącą świadomością i dojrzałością. Jeśli praktykujemy współspanie, należy unikać spania na kanapach, wersalkach, łóżkach wodnych, należy też unikać ciasnych przestrzeni sypialnych, wszystkie one niosą ze sobą pewne niebezpieczeństwo. Podobnie niebezpieczne jest współspanie w stanie odurzenia alkoholem czy narkotykami. Jeśli w naszym posłaniu nie ma miejsca, bądź nie jest ono w pełni bezpieczne, wskazane jest układanie dziecka w łóżeczku czy dostawce stojącej przy krawędzi naszego łóżka lub stosowanie innych rozwiązań, które pozwolą nam spać z dziećmi w obrębie jednego pokoju. Najnowsze badania pokazują, że dzieci śpiące samotnie są dwukrotnie bardziej narażone na SIDS.

KL: A może jakieś rady w temacie ponownego uśpienia dziecka? JMK: Po pierwsze, trzeba pamiętać, że dzieci nie budzą się bez powodu i podobnie jak i my czasami nie mogą zasnąć, bo ich ciało im na to nie pozwala. Oczywiście, niemowlęta lubią ciemne, ciche pomieszczenia, wieczorne rutyny, szepty i wokalizacje, w zasypianiu pomaga im też pozostawanie w kontakcie z rodzicem. Ale musimy być gotowi na to, że nie ma magicznego wzo-

85


Nocne karmienie piersią

N

Katarzyna Sitarska

Z doświadczenia wiem, że podwójne karmiące nocki to najtrudniejszy element karmiącej drogi. Często to właśnie przez ciężkie noce mamy bliźniaków decydują się zakończyć karmienie. Dlatego dziś chcę Wam opisać, jak to było u nas, co nam pomagało i co bym dziś zrobiła inaczej, żeby sobie ułatwić to zadanie.

N

ocy z pierwszych tygodni praktycznie nie pamiętam, do 5 tygodnia bliźniaki były dokarmiane, a ja ze swoimi aspiracjami nauki karmienia o każdej porze ledwo ogarniałam, co się dzieje wokół mnie. Jakoś to przetrwaliśmy, Tatuś przewijał, a ja z nauką skupiłam się bardziej w ciągu dnia. Po 5 tygodniu, kiedy maluchy zaczęły już jeść tylko z piersi, zaczęliśmy prawdziwie naszą przygodę. W pierwszych miesiącach karmienie odbywało się na poduszce do karmienia bliźniąt. Kupno takiej poduszki może ułatwić pierwsze tygodnie, kiedy dzieciaki chcą jeść non stop we dwójkę. Obecnie możecie dostać polską poduchę zaprojektowaną przez bliźniaczą mamę karmiącą – TwinnyLU. Zrobiłam sobie „legowisko” przy ścianie i karmiłam. Do około 8 tygodnia karmiłam na zmianę pojedynczo, dzieciaki budziły się co około 3 godziny na zmianę, więc krótko licząc, co 1,5 godziny miałam karmienie, a potem, kiedy nauczyłam się karmić dwójkę jednocześnie, było dużo sprawniej. Do około 5 miesiąca bliźniaki spały w swoich łóżeczkach, a ja wstawałam do nich na karmienie.

Nie umiałam jeszcze wtedy karmić na leżąco, ale wiedziałam, że bez tego długo nie pociągnę. Postanowiłam więc skupić się na tym, aby jak najszybciej nauczyć się karmić na leżąco i aby dzieciaki mogły spać ze mną. Kiedy wzięłam maluchy do siebie na pierwsze noce, nie mogłam uwierzyć, jakie to było rewelacyjnie posunięcie. Już po pierwszej nocy wstałam „w miarę” wyspana. Pamiętam te jasne oczy w lustrze, dobry humor i ogólne zadowolenie. Gdybym to zrobiła wcześniej, pewnie zaoszczędziłabym sobie sporo ciężkich chwil. I tak przesypialiśmy noce przez wiele miesięcy, ja leżałam w środku towarzystwa i odwracałam się raz do Kuby, raz do Amelki. We wspólnym spaniu cudowne jest to, że natura to wszystko dobrze zaprogramowała. Otwierasz rano oczy i nie wiesz, ile było pobudek i co się dokładnie działo, bo wszystko w nocy dzieje się instynktownie. Takie niewybudzanie to najlepszy sposób na przetrwanie nocek dla każdej mamy karmiącej. Jest to związane również z faktem, że jest się w pozycji poziomej dużo dłużej. Nie pamiętam dokładnie od którego miesiąca przestaliśmy też maluchy przewijać w nocy,

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


reklama

chyba około 10. Wtedy też mogłam w pozycji leżącej przetrwać całą noc. Dodatkowo, światło ma ogromne znaczenie w procesie wybudzania. Przy przewijaniu na początku włączaliśmy delikatnie ciemną lampeczkę, a później przewijałam po ciemku. To ważne, żeby nie włączać światła, nawet przy korzystaniu z toalety w środku nocy. Dla procesu regeneracji im ciemniej, tym lepiej. Do około 1,5 roku z uwagi na warunki spałam sama z dzieciakami, później dołączył do nas tatuś i spaliśmy wspólnie. Dzieciaki budziły się średnio co trzy godziny dosyć długo, był też czas, że pierwsze kilka godzin przesypały ciągiem, a potem wisiały na mnie od 4 do rana. Kiedy skończyły dwa lata ograniczyłam karmienia nocne, kiedy miały 2,5 roku odstawiły się od piersi same. Teraz mają prawie 3 lata, mają swoje łóżka i coraz więcej nocy przesypiają. Przychodzą czasem nad ranem albo jedno, albo oboje i śpimy wszyscy razem. Także, mamusie/ rodzice, nie bójcie się spać z dziećmi – kiedyś pójdą do swoich łóżek . A to zdecydowanie ułatwia karmienie szczególnie w naszym podwójnym przypadku! Dobrej nocy.


Karolia Morze

Ochrona przeciwsłoneczna w ciąży i podczas karmienia piersią

Nareszcie nastały ciepłe dni, możemy zrzucić nadmiar garderoby, wyjść swobodnie na zewnątrz i rozkoszować się długo wyczekiwanymi promieniami słońca. Przy korzystaniu z dobrej pogody warto odpowiednio się zabezpieczyć przed szkodliwym działaniem promieniowania UV.

D

LACZEGO TRZEBA CHRONIĆ PRZED PROMIENIAMI UV?

D

SKÓRĘ

Nadmierna ekspozycja na promieniowanie słoneczne niesie za sobą pewne zagrożenia. Efekt oddziaływania zależy od długości fali, czasu i dawki naświetlania oraz rodzaju narażonej tkanki. Promieniowanie UVA (długość 315–400 nm) to 95% całego promieniowania docierającego do skóry, które oddziałuje na tkanki znajdujące się pod skórą. To główna przyczyna uszkodzeń skóry wywołanych przez promienie UV, odpowiada za fototoksyczność, fotoalergie oraz fotostarzenie, stymuluje do powstawania zmian nowotworowych. Intensywność natężenia promieniowania UVA nie zmienia się w ciągu dnia, jest niezależna od pory roku oraz pogody, przenika przez chmury oraz szyby. Promieniowanie UVB (280–315 nm) pochłaniane jest w całości przez naskórek, powoduje opaleniznę i czasami reakcje fotoalergiczne, pośrednio wpływa na uszkodzenie komórek oraz na procesy immunologiczne. Odpowiada głównie za zaczerwienienie skóry występujące 12–24 godziny od ekspozycji na światło oraz pigmentację skóry występującą 48–72 godziny po ekspozycji. Wpływa na produkcję witaminy D. Najsilniejsze natężenie promieniowania UVB występuje między 10.00 a 15.00 oraz w okresie letnim. W znacznym stopniu filtrowane jest przez ozon w atmosferze, chmury oraz szyby [1,8].

W JAKI SPOSÓB MOŻNA CHRONIĆ SKÓRĘ PRZED PROMIENIOWANIEM? Prewencja uszkodzeń skóry poprzez stosowanie środków ochrony przeciwsłonecznej jest zalecana wszystkim osobom. W okresie największego niebezpieczeństwa niepożądanej reakcji na światło osoby z grup ryzyka chorób skóry wywoływanych promieniowaniem (chorzy na choroby tkanki łącznej, porfirie, łuszczycę, AZS, leczący zmiany skórne preparatami dziegciu, stosujący dziurawiec, hormonalne preparaty antykoncepcyjne, hormonalną terapię zastępczą, leczący trądzik), kobiety ciężarne i karmiące (z uwagi na znaczne zmiany hormonalne sprzyjające powstawaniu przebarwień skóry i dermatoz) powinni szczególnie chronić skórę przed promieniowaniem UV, stosując filtry przeciwsłoneczne o wysokim współczynniku SPF. Powszechnie stosowany podział związków promieniochronnych stosowanych na skórę zależy od ich właściwości chemicznych. Rozróżniamy filtry nieorganiczne oraz organiczne. Filtry nieorganiczne, zwane także fizycznymi, odbijają i rozpraszają promieniowanie. Powszechnie używane są dwutlenek cynku oraz dwutlenek tytanu w postaci bardzo rozdrobnionego proszku. Dwutlenek tytanu chroni przed UVA długim (340–400 nm) oraz UVB, tlenek cynku przed UVA (całe spektrum) oraz UVB. Substancje są dobrze tolerowane, rzadko podrażniają skórę i są fotostabilne. Jednak zwykle nie stosuje się ich samodzielnie, ponieważ wymagane stężenia do zapewnienia wystarczającej ochrony UV utrudniają tworzenie stabilnego preparatu, tworzą aglomeraty na skórze, powodując nierównomierne rozprowadzanie, barwią i łatwo ulegają usunięciu. Filtry organiczne absorbują promieniowanie, ulegając przemianom fotochemicznym.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


PRZYKŁADY LEKÓW WCHODZĄCE W REAKCJE ZE SŁOŃCEM POWODUJĄCE FOTOTOKSYCZNOŚĆ

POWODUJĄCE FOTOUCZULENIA

DOKSYCYKLINA, TETRACYKLINA, CIPROFLOKSACYNA, SLFONAMIDY, IBUPROFEN, KETOPROFEN, CELEKOKSYB, MELOXICAM, FUROSEMID, HYDROCHLOROTIAZYD, IZOREINOINA, ATORWASTATNA, SIMWASTATYNA, ITRAKONAZOL, PERAZYNA, CHLOPROMAZYNA, DILIAZEM, AMIODARON, CHINIDYNA, PAKLITAKSEL, ASTEMIZOL, CETERYZYNA, LORATADYNA, PROMETAZYNA

NAPROKSEN, GLIPIZYD, CHLORPROMAZYNA, HYDROCHLOROTIAZYD, DIFENHYDRAMINA, CETERYZYNA, PROMETAZYNA, SULFAMETOKSAZOL, POCHODNE HORMONÓW PŁCIOWYCH (HORMONY, LEKI ANTYKONCEPCYJNE, HTZ)

fot: Designed by tirachard / Freepik

89


Podczas działania promieni UV z substancją filtrującą zachodzą reakcje fizyczne i chemiczne, które powodują rozproszenie lub pochłonięcie promieniowania z zachowaniem stabilności cząsteczek. Niestety, czasami filtry chemiczne ulegają rozkładowi, który powoduje spadek właściwości fotoochronnych preparatu i potencjalne działanie toksyczne [4]. Filtry chemiczne prawie zawsze używane są w mieszaninach, ponieważ pojedyncza substancja w dopuszczalnych stężeniach nie zapewnia wymaganej ochrony przeciwko promieniowaniu UVA i UVB. Dodatkowo, do kosmetyków z filtrami dodaje się antyoksydanty lub ekstrakty roślinne o działaniu przeciwzapalnym oraz stabilizatory, które zapobiegają niekorzystnym reakcjom łańcuchowym rozpadu substancji filtrującej, minimalizując ryzyko szkodliwego działania na organizm [3,4]. Filtry UV występują w kosmetykach w różnych proporcjach w zależności od stopnia ochrony. Współczynnik ochrony przeciwsłonecznej SPF daje informację o efektywności ochronnej danego filtra przed promieniowaniem UVB. Oznacza, o ile dłużej można skórę chronioną danym preparatem poddać działaniu słońca w porównaniu ze skórą niechronioną bez ryzyka wywołania reakcji rumieniowej. Skuteczność ochrony rośnie wykładniczo wraz ze wzrostem wartości SPF – filtr SPF 15 chroni przed UVB w 93%, SPF 30 w 97%, SPF powyżej 30 w około 98% [7]. Europejski Związek Przemysłu Kosmetycznego dzieli preparaty światłochronne na następujące kategorie [5] • • • •

Niski stopień ochrony – SPF 6–10 Średni stopień ochrony – SPF 15–25 Wysoki stopień ochrony – SPF 30–50 Bardzo wysoki stopień ochrony – SPF powyżej 50

JAKIE PREPARATY W CIĄŻY I PODCZAS KARMIENIA PIERSIĄ? Czego unikać Z uwagi na wysokie stężenie hormonów płciowych w ciąży i podczas karmienia piersią panie w tym okresie są narażone na większe ryzyko wystąpienia fotodermatoz lub fotoalergii. Są to schorzenia dermatologiczne objawiające się zmianami skórnymi w postaci swędzenia, pokrzywki, przebarwień, pęcherzy lub poparzeń

słonecznych. Kobiety w tym okresie muszą szczególnie dbać o ochronę przeciwsłoneczną. Jak dotąd mimo istnienia wielu teorii dotyczących szkodliwości preparatów przeciwsłonecznych nie udokumentowano ich niekorzystnego wpływu na zdrowie ludzi w dawkach stosowanych w preparatach dopuszczonych do obrotu na terenie Polski. Badaniami nad potencjalną toksycznością przeprowadził m.in. komitet naukowy ds. produktów konsumenckich (SCCP). Ze względu na budowę chemiczną zbliżoną do estrogenów – żeńskich hormonów – część z filtrów (benzofenony, pochodne kamfory, pochodne PABA, pochodne kwasu cynamonowego) podejrzewana jest o oddziaływanie z receptorami estrogenowymi (działanie proestrogenne; substancje przenikające zaznaczone na czerwono w tabeli 1). Mimo braku dowodów na szkodliwe oddziaływanie tego typu substancji w stężeniach stosowanych w preparatach przeciwsłonecznych, zaleca się unikanie ich stosowania, w szczególności podczas ciąży i karmienia piersią. Jak wybierać filtr? Kupując preparat z filtrem, kobieta ciężarna lub mama karmiąca powinna wybierać produkty, które nie zawierają potencjalnie szkodliwych substancji. Większość skutecznych preparatów zawiera minimum trzy substancje chemiczne filtrujące, jeśli w preparacie jest mniej, może to oznaczać, że nie zapewni odpowiedniej ochrony. Nadmiar składników również nie jest korzystny z uwagi na interakcje substancji światłochronnych, więc preparaty, które mają ich pięć i więcej, mogą działać drażniąco na skórę podczas reakcji ze światłem z uwagi na złą stabilność. U dzieci poniżej 1 roku życia preferowane są filtry mineralne. Następnie wybieramy postać najwygodniejszą do użycia, która pomoże w regularnej aplikacji, np. spray dla dzieci na całe ciało, emulsje do skóry podrażnionej, odpowiednie kremy filtrujące, matujące lub nawilżające do twarzy. Ogólne zasady postępowania w okresie narażenia na promieniowanie UV: 1. Unikaj nasłonecznienia skóry, zwłaszcza w czasie kiedy promieniowanie słoneczne jest najintensywniejsze – od godziny 11.00 do godziny 15.00. Zwracaj uwagę, by dzieci zawsze w tym czasie były odpowiednio ubrane i bawiły się w cieniu. 2. Noś nakrycie głowy i zakładaj je również dzieciom.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


3. Chroń oczy, stosując odpowiednie okulary przeciwsłoneczne. 4. Chroń czerwień wargową – stosuj pomadki ochronne z filtrami. 5. Używaj filtrów przeciw UVA i UVB na odsłoniętym ciele, pamiętaj o aplikacji odpowiedniej objętości kosmetyku oraz o powtarzaniu aplikacji co 2 godziny lub po każdej aktywności czy kąpieli. 6. Obserwuj swoją skórę, skórę dziecka, szczególnie znamiona. Jeżeli zauważysz zmianę zabarwienia, powiększanie się, krwawienie, czerwoną obwódkę wokół znamienia – zgłoś się do lekarza. 7. Jeśli Ty lub dziecko zażywacie leki mogące powodować reakcje na światło, poinformuj lekarza lub zapytaj farmaceuty. 8. Nie stosuj na skórę przed opalaniem żadnych kosmetyków, leków, które nie są przeznaczone do opalania (również perfum, wód toaletowych). ZASADY STOSOWANIA PREPARATÓW ŚWIATŁOCHRONNYCH Stosując filtry, trzeba pamiętać, żeby bezpośrednio po aplikacji nie stosować innych kosmetyków. Kremy i maści lecznicze (np. na trądzik) powinny być stosowane, zanim zostanie nałożony filtr i w takim odstępie czasu, żeby lek zdążył się wchłonąć i nie wchodził w interakcje z substancją światłochronną. Filtr powinien spełniać kryteria estetyczne – można dobrać taki preparat, który odpowiednio nawilża skórę suchą lub matuje skórę tłustą, bez konieczności stosowania dodatkowych kosmetyków, które mogłyby zmniejszyć skuteczność preparatu przeciw promieniowaniu UV. Preparat przeciwsłoneczny trzeba nakładać regularnie na całą eksponowaną skórę, po każdej kąpieli czy aktywności fizycznej [6]. Ważne jest też, żeby przechowywać opakowanie z filtrem we właściwych warunkach (temperatura pokojowa, nie zamrażać, nie przegrzewać, nie przekładać do innych opakowań) i nie używać po terminie przydatności. Gdy już to wszystko wiemy, mamy nasz idealny preparat w dłoni – wystarczy zaaplikować i cieszyć się dobrą pogodą. Życzę wszystkim czytelnikom samych pogodnych dni na nadchodzące wakacje!

CECHY IDEALNEGO FILTRA UV [2, 16] FOTOSTABILNY SKUTECZNIE ROZPRASZA LUB EMITUJE POCHŁONIĘTĄ ENERGIĘ POPRZEZ OBOJĘTNE DLA ORGANIZMU PROCESY NIE PRZENIKA W GŁĄB SKÓRY NIE JEST TRANSPORTOWANY DO WNĘTRZA KOMÓREK, GDZIE MÓGŁBY USZKODZIĆ DNA NIEWRAŻLIWY NA TEMPERATURĘ WODOODPORNY NIE WCHODZI W INTERAKCJE Z CZYNNIKAMI ŚRODOWISKA (JAK POT, CHLOR BASENOWY ETC.) NIE ROZKŁADA SIĘ DO TOKSYCZNYCH DLA ŚRODOWISKA ODPADÓW

Bibliografia [1] Śpiewak R., Szewczyk K.: „Fotodermatozy: Choroby skóry prowokowane przez światło”, Ochrona Zdrowia Wojsk w Tropiku, Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Medycyny i Techniki Hiperbarycznej, Gdynia 2008, str. 120–133. [2] Sambandan D.R., Ratner D.: „Sunscreens an overview and update”, J Am Acad Dermatology, 2011, 64:748–758. [3] Śpiewak R.: „Choroby fotoalergiczne – diagnostyka i leczenie”, Alergologia Immunologia, 2008, 5(3-4): 101–105. [4] Damiani E., Baschong W., Greci L.: „UV filter combinations under UV-A exposure: Concomitant quantification of over-all spectra stability and molecular integrity”, J Pchotochem Photobiol B: Biology, 2007, 87:95–104. [5] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 z dnia 30 listopada 2009 roku. [6] Bojarowicz H., Bartnikowska N.: „Kosmetyki ochrony przeciwsłonecznej. Część II. Wybór optymalnego preparatu”, Problemy Higieny i Epidemiologii, 2014, 95, 602–608. [7] González S., Fernández-Lorente M., Gilaberte-Calzada Y.: „The latest on skin photoprotection”, Clinics in Dermatology, 2008, 26, 614–626. [8] Balk S.J.: „Technical report – ultraviolet radiation: a hazard to children and adolescents”, Pediatrics, 2011, 127, 791–817.


reklama

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Paulina Tracz

Zdrowie intymne kobiet Przed nami lato, które sprzyja aktywnemu wypoczynkowi. Rower, kąpiele w basenie, w morzu… Ale tym formom aktywności fizycznej czasami towarzyszy dyskomfort związany z strefą intymną. O zdrowiu intymnym, w tym o zdrowych nawykach higieny intymnej (nie tylko latem), a także o raku sromu rozmawiam z dr Martą Blumską-Janiak, specjalistką położnictwa i ginekologii, ginekologii estetycznej, laseroterapii ginekologicznej, właścicielką FemiClinic – Kliniki Przyjaznej Kobietom www.femiclinic.pl.

93


K K

wartalnik Laktacyjny: Dosłownie przed chwilą obejrzałam reklamę producenta produktów do higieny intymnej. Jak sprawdziłam ofertę, to okazuje się, że mają produkty dla kobiet w różnym wieku oraz dla kobiet w ciąży… czyli ich asortyment odpowiada różnym kobiecym przypadkom. Czy faktycznie nasze potrzeby związane z higieną intymną różnią się ze względu na wiek, czy zmieniają się, gdy jesteśmy w ciąży? Dr Marta Blumska-Janiak: Higiena okolic intymnych nie różni się znacząco od wieku. Wiele z tych preparatów różnicuje grupę odbiorców, aby po prostu zwiększyć sprzedaż, ułatwić wybór. Kobiety, stojąc przed półką z mnóstwem preparatów do higieny intymnej, nie wiedzą, co wybrać. Etykiety „dla kobiet w ciąży”, „dla kobiet po menopauzie” przyspieszają decyzję. Jeśli w ogóle musimy kupować te artykuły, ważniejszy jest skład produktu, czyli taki, o jak najmniejszej liczbie niewłaściwych, alergizujących, sztucznych związków. Powinniśmy wybierać płyny na bazie ziół, naturalnych składników. Warto również zwrócić uwagę, że pH pochwy oraz przedsionka pochwy (okolica wejścia do pochwy, między wargami sromowymi mniejszymi) jest kwaśne, dlatego unikajmy mydeł o pH zasadowym. Dla utrzymania fizjologicznej flory bakteryjnej pochwy, czyli dominacji pałeczek kwasu mlekowego, nie należy stosować profilaktycznej irygacji pochwy i nadmiernego podmywania się, aby nie wypłukiwać prawidłowych, dobrych bakterii. KL: Zostańmy jeszcze w świecie reklam. Spotkałam się też z reklamami produktów, które mają pomóc kobietom poradzić sobie samodzielnie z różnymi infekcjami, czy to bakteryjnymi, grzybicznymi czy też mieszanymi, albo dyskomfortem typu suchość pochwy; sugerują mimochodem, że można sobie z nimi poradzić bez wizyty u lekarza. Czy to dobry pomysł, żeby wizytę u lekarza zastąpić wizytą w aptece w celu zakupienia takiego preparatu? Jakie są konsekwencje działania na własną rękę? MB-J: Z reguły moje pacjentki znają siebie i wiedzą, na jakim etapie należy zgłosić się do mnie

po leki na receptę. Lekki dyskomfort w pochwie i okolicach intymnych, czyli początek zapalenia, z reguły można zatrzymać samodzielnie. W takiej sytuacji pomocne jest stosowanie specjalnej płukanki pochwy z następowym przyjęciem globulek z pałeczkami kwasu mlekowego. Alternatywnie, tabletki dopochwowe z antyseptykami i związkami chemicznymi zmniejszającymi pH pochwy. W przypadku pacjentek z zapaleniami grzybicznymi, które potrafią rozpoznać objawy, dostępne są w aptekach leki bez recepty na tę przypadłość. Pamiętać należy, że jeśli w obu przypadkach po 2–3 dniach objawy nie ustępują, należy zgłosić się na konsultację do ginekologa. Faktycznie istnieją sytuacje, kiedy pomocne jest stosowanie globulek nawilżających, czyli np. z kwasem hialuronowym. Myślę tu o pacjentkach stosujących antykoncepcję hormonalną oraz pacjentkach z objawami atrofii urogenitanej w wieku około- i pomenopauzalnym. Warto wspomnieć, iż w przypadku przewlekłych niepokojących objawów skóry sromu należy koniecznie zgłosić się do ginekologa, ponieważ mogą one wskazywać na poważne choroby okolic intymnych od liszaja do nawet nowotworu złośliwego, jakim jest rak sromu. KL: W ostatnich latach bardzo głośno się mówi o raku piersi i o raku szyjki macicy, o tym, jak wygląda profilaktyka, jak często trzeba się badać. Tymczasem całkiem znienacka swoje żniwo zbiera rak sromu. Co nam wiadomo o tym raku? MB-J: Jest stosunkowo rzadkim nowotworem narządu płciowego. Często daje niespecyficzne objawy przedrakowe. Właśnie dlatego łatwo go przeoczyć. Występują dwie grupy zagrożonych kobiet. Rak sromu rzadziej występujący, rozwijający się u młodszych kobiet głównie w wieku okołomenopauzalnym. Jest konsekwencją przewlekłego zapalenia wirusem brodawczaka ludzkiego (HPV wysokoonkogenny) objawia się owrzodzeniami oraz zmianami skóry koloru różowego, czerwonego albo białego – płaskimi lub wypukłymi. Niestety, coraz częściej obserwujemy przypadki tego raka sromu u młodszych kobiet nawet około 30 r.ż.. U starszych kobiet

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


około 70 r.ż. częściej występuje nowotwór w wyniku przewlekłych chorób sromu – np. liszaja – pod postacią bezbolesnego, twardego guzka.

Nie należy korzystać bez zabezpieczenia z sedesów w toalecie publicznej. Po wypróżnieniu się podcierać się od przodu do tyłu. Należy unikać ogólnodostępnych jacuzzi.

KL: Jakie objawy powinny nas zaniepokoić i zaalarmować, i definitywnie skierować nasze kroki do lekarza?

KL: Jak wygląda profilaktyka raka sromu? MB-J: Raz w miesiącu bierzmy lusterka w dłonie i oglądajmy się. Raz w roku konieczna jest także kontrola u ginekologa. Wszelkie przewlekłe objawy skóry okolic intymnych powinny nas również obowiązkowo skierować do lekarza.

MB-J: Przewlekłe, czyli niemijające zmiany wyglądu skóry okolic intymnych: zaczerwienienia, zbielenia, przesuszenie skóry, złuszczanie się, narośla. Ból samoistny oraz przy stosunku płciowym. Pękanie skóry. W takich sytuacjach koniecznie pobieram wycinek do badania.

KL: Przed nami lato. A lato zachęca do ruchu: rower, bieganie, kąpiele w morzu, basenie, jeziorze… Aktywność sportowa jest super, ale obarczona ryzykiem złapania czegoś, często towarzyszy jej dyskomfort związany ze strefą intymną (otarcia, odparzenia po jeździe rowerem). Jak im zapobiegać? Jak zadbać o higienę intymną właśnie latem?

Nie można również zapomnieć o zmianach barwnikowych, czyli tzw. pieprzykach. Jeśli pojawiają się nowe lub zmieniają swój wygląd, koniecznie należy je wyciąć i przesłać do badania histopatologicznego. Zdarza się, że rozpoznajemy czerniaka skóry. KL: Spotkałam się z opiniami różnych lekarzy ginekologów i dermatologów, że m.in. nasze nawyki higieniczne: pełne chemii płyny do higieny intymnej, perfumowane podpaski, wkładki higieniczne, papier toaletowy, które wysuszają, podrażniają, i uczulają skórę… mogą wpływać na powstawanie tego nowotworu.

MB-J: Po kąpieli w miejscu publicznym należy wziąć prysznic, a następnie przebrać się w drugi, suchy kostium. Uczulam, że jeśli jest osobny prysznic dla kobiet na pływalniach, nie należy się wstydzić. Trzeba zdjąć sztuczny kostium kąpielowy i normalnie się umyć. Zachowania Polek w tym zakresie mnie przerażają. Ostatnio po basenie ja i moja córka byłyśmy jedynymi rozebranymi kobietami pod prysznicem. Kogo my się wstydzimy? Nie dziwię się, że tak wiele kobiet ma problem po pływaniu w miejscu ogólnodostępnym z nawracającymi, grzybicznymi zapaleniami pochwy.

MB-J: W świetle setek badań dotyczących wpływu zanieczyszczonego środowiska versus występowania nowotworów jesteśmy pewni, że im mniej „sztuczności” w naszym życiu, tym zdrowiej. Co dotyczy również kosmetyków i artykułów higienicznych. Czyli wybierajmy bezzapachowe, jak najprostsze wkładki higieniczne, jak najzwyklejszy papier toaletowy.

Jeśli moje pacjentki mają tendencje do infekcji intymnych, polecam im stosowanie globulek z pałeczkami kwasu mlekowego po takich pływalniach.

KL: Jak zatem prawidłowo zadbać o higienę intymną?

Niestety, moda na obcisłe spodnie i sztuczną bieliznę nie pomaga nam, szczególnie latem, w zachowaniu zdrowia. Najlepszy jest dostęp świeżego powietrza do okolic intymnych. Wybierajmy bawełnianą bieliznę i luźną naturalną, przewiewną odzież.

MB-J: Zasady są proste: raz dziennie niezbyt głębokie podmywanie się, czyli mycie wzgórka łonowego, warg sromowych mniejszych i większych. A po stosunku płciowym zawsze oddanie moczu z następowym podmyciem się. Niestety, wbrew modzie nie zaleca się całkowitego usuwania włosów okolic płciowych – pomagają w ochronie narządów płciowych przed zarazkami.

95


Czworo dzieci Cztery drogi Katarzyna Skruch

Jestem mamą czworga dzieci. Moja droga w laktacji trwała, ba! trwa (bo obecnie karmię) już prawie 4,5 roku. Nigdy nie była łatwa, mogę wiele napisać, jak to jest karmić wcześniaki. TAK, mam czworo wcześniaków. I każda droga ku karmieniu była inna – jednak najważniejsze – WYGRANA, z czego jestem niezmiernie dumna. Zawsze będę wszystkim mówić, że wcześniaki da się karmić piersią! Trzeba jednak o sprawę powalczyć.

P P

ierwsze swoje dzieci urodziłam, mając 23 lata. Z racji niedoświadczenia i młodego wieku nie przyszło mi nigdy do głowy, że nie dam rady wykarmić dwoje dzieci. Zaskoczyły mnie w 35 tygodniu ciąży, wtedy też ogarnęło mnie przerażenie, że się nie uda. Płacz jednak nie pomógł, tylko praca z laktatorem kupionym na szybko. Nawał przyszedł w 3 dobie po porodzie przez cesarskie cięcie i nie było łatwo go opanować. Nosiłam dzieciom mleko, byli nim karmieni na oddziale. Byłam krainą mlekiem płynącą, mogłam taką ilością wykarmić dwie pary bliźniaków. Nigdy nie zapomnę, jak położne z zaskoczenia dostawiły mi syna do piersi, łezka zakręciła mi się wtedy w oku. Dotarło do mnie w 100%, że zostałam mamą. W domu było karmienie i tylko karmienie. Daliśmy radę przez 2 lata: syn – 2 lata, córa odstawiła się sama po 18 miesiącu życia.

Po 11 latach zew natury szeptał mi w ucho i szeptał… Zdecydowaliśmy się na trzecie dziecko. Syn urodził się wcześnie, bo w 33 tygodniu ciąży, w stanie ciężkim, wtedy nie było mi w głowie, co z moim mlekiem, a jedynie, by wszystko dobrze się ułożyło. Byłam w błędzie – moje mleko dla niego to lek. Zaczęłam działać. Kropelki mleka pojedynczo wypełniały laktator. Błagałam w myślach o szybki nawał i tę szansę, by jak najszybciej zanieść synowi mleko – najlepsze, co dla niego miałam. Wraz z gorączką nadeszła laktacja, także w trzeciej dobie. Mleko kapało, potok mleka za jednym razem wypełnił butelkę. Byłam szczęśliwa, mogąc zanosić pokarm systematycznie. Po wyjściu do domu nie

było łatwo. Synek wolał jeść z butelki, jednak nie odpuszczałam, karmiąc go na przemian z piersi i butelki. Po 6 miesiącach takiego wysiłku poddałam się, wygrała butla. Z perspektywy czasu żałuje, że nie walczyłam. W 2015 roku życie zaskoczyło mnie mocno. Miałam zostać mamą. I znowu, córeczka urodziła się przedwcześnie 34 tygodniu ciąży. Pomyślałam, że tym razem nie poddam się tak łatwo jak ostatnio! Mimo problemów po porodzie z córeczką wiedziałam, że musi być dobrze. Ponownie, w trzeciej dobie popłynął potok mleka. Systematycznie ściągałam pokarm, który małej bardzo smakował, co bardzo mnie podbudowywało. Gdy córcia trafiła już do mnie na oddział, niestety nie chciała jeść z piersi, od razu spała, przez co nie przybierała na wadze. Smutek mnie pokonał. Jednak stwierdziłam, że może jeść z butli, damy radę. Z butelki szło jej wspaniale! Zaczęła przybierać. Wypis do domu zbliżał się wielkimi krokami. W domu, o dziwo, malutka odrzuciła butelkę na rzecz piersi! Byłam w siódmym niebie. Karmimy się do dziś, lada chwila córka skończy 22 miesiąc życia. Na temat karmienia mogłabym napisać naprawdę dużo, wiem jednak jedno, wcześniaki da się wykarmić, nawet po cesarskim cięciu (miałam trzy) – wbrew temu, co się o tym mówi. Marzę, by iść na kurs promotora karmienia, by wspierać mamy w walce o karmienie piersią, mamy, które mają wcześniaki, ale i też te, które sobie nie radzą.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Rodzic u logopedy

Kiedy trzeba iść do specjalisty? Ania Jaźwińska-Chren

Z

„Jeszcze ma czas, spokojnie”. „To chłopiec, oni zaczynają mówić później”. „Daj dziecku spokój, rozwija się w swoim tempie”. „Mój też nie mówił długo, a teraz proszę, jaka gaduła”. „Nie szukaj problemu tam, gdzie go nie ma”. „Też wymyśliłaś, przecież jemu/jej nic nie jest” itp., itd.

Z

To ten czas, kiedy od komunikacji za pomocą krzyku i płaczu (które to komunikaty my, rodzice, musimy sobie sami rozszyfrować) dziecko przechodzi do świadomej zabawy swoim głosem, by zakończyć ten etap długo wyczekiwanym pierwszym słowem. W tym okresie najważniejszymi zjawiskami są głużenie i gaworzenie. Czym się różnią? Głużenie pojawia się ok. 2–3 miesiąca życia i jest zjawiskiem bezwarunkowym, co oznacza, że dziecko nie ma jeszcze świadomości, że wydaje z siebie różnorodne odgłosy. Celem głużenia jest ćwiczenie narządów mowy. Co innego w przypadku gaworzenia, które powinno pojawić się ok. 6 miesiąca życia. Jest to już świadome powtarzanie dźwięków, które dziecko słyszy w swoim otoczeniu i same z siebie wydobywa.

pewnością wielu rodziców słyszało takie słowa, kiedy pełni niepokoju o rozwój mowy swojego dziecka dzielili się obawami z rodziną, przyjaciółmi, być może także z lekarzem pediatrą. Czy dawały one chwilowy spokój? Czy rozwiewały wszelkie wątpliwości? Jestem przekonana, że pytanie: „Czy mowa mojego dziecka rozwija się prawidłowo?” na pewno powracało. A wraz z nim kolejne: „Czy nie za wcześnie do logopedy?”. Bardzo często spotykam się z tym pytaniem, kiedy jest najlepszy czas na konsultację logopedyczną. Odpowiedź jest prosta: wtedy, kiedy cokolwiek w rozwoju mowy dziecka budzi wątpliwości rodzica. Nieprawdą jest, że do logopedy można pójść dopiero z 5–6-latkiem (tak, spotkałam się z taką opinią). Kontakt z logopedą powinien nastąpić jak najszybciej – nie czekaj, niezwłocznie udaj się na wizytę! Logopeda powinien zająć się dzieckiem w każdym wieku i wesprzeć rodzica swą wiedzą i radą. Nie każdy przecież musi wiedzieć, jak rozwija się mowa dziecka.

Warto zwrócić także uwagę na rozwój rozumienia mowy. Około 7–8 miesiąca życia dziecko zaczyna reagować na mowę, obserwuje bacznie osoby mówiące. Nie rozumie jeszcze sensu wypowiedzi, ale doskonale czyta jej melodię. Ok. 10 miesiąca może pojawić się zjawisko zwane echolalią – oznacza to, że dziecko powtarza słowa wypowiedziane przez siebie lub przez innych.

JAK POWINIEN PRZEBIEGAĆ PRAWIDŁOWY ROZWÓJ MOWY?

Ok. 1 roku życia pojawiają się pierwsze słowa, może być to upragnione przez nas, matki, „mama” lub zdradzieckie „tata” bądź „baba”.

No właśnie, jak to jest z tą mową? Kiedy i co powinno powiedzieć dziecko? Po czym poznać, że dzieje się coś niepokojącego? Mowa rozwija się od urodzenia do 7 roku życia. W literaturze logopedycznej okres ten podzielono na cztery etapy: I. Okres melodii trwający od urodzenia do 1 roku życia

Dodatkowo, jako „maniaczka” komunikacji niewerbalnej, zwracam uwagę na obecność bardzo istotnego gestu wskazywania palcem. Jest on bardzo ważny, świadczy o gotowości dziecka

97


do intencjonalnego użycia słów. Stanowi wstęp do najważniejszej umiejętności komunikacyjnej – wyrażania próśb. Powinien pojawić się w okolicach 9–10 miesiąca życia. II. Okres wyrazu trwający od 1 do 2 roku życia To czas, kiedy dzięki burzliwemu rozwojowi motorycznemu rozkwita także mowa. Dziecko styka się z coraz większa liczbą nowych zjawisk i przedmiotów, które trzeba nazwać. Rozumienie mowy na tym etapie jest znacznie lepsze niż tzw. nadawanie. Oznacza to, że nasz maluch może nie wypowiadać zawrotnej liczby słów, ale rozumie znacznie więcej. Dziecko powinno reagować na proste polecenia, jednak brak reakcji nie zawsze oznacza niezrozumienie naszych słów (zjawisko to nazywam roboczo „słuchem selektywnym” – warto zaobserwować, na jakie polecenia reakcja jest natychmiastowa, a przy których dziecko „głuchnie”). Między 14 a 15 miesiącem życia następuje wybuch nazywania i liczba pojedynczych słów wypowiadanych przez dziecko znacząco wzrasta. Bardzo często zamiast słów pojawiają się w tym okresie wyrażenia dźwiękonaśladowcze: piesek to „hau”, a autko to „bum”. Normą jest też to, że dziecko upraszcza wyrazy do formy, którą jest mu łatwiej wypowiedzieć (zazwyczaj to pierwsza lub ostatnia sylaba), zatem miś to „mi”, a ciocia to „cia” (a czasem zabawniejsze skróty). Nie powinien rodzica martwić brak takich głosek jak: s, z, c, dz, sz, ż, cz, dż, r. Na tym etapie są one zastępowane przez prostsze głoski: ś, ź, ć, dź, j lub l. Echolalia może pojawiać się nadal i jest to jeszcze zjawisko uznawane za normę – także, rodzice, uważajcie na to, co mówicie! Ok. 2 roku życia powinny pojawić się pierwsze zdania złożone z dwóch wyrazów, najczęściej są to rozkazy kierowane do rodziców (np. „mama da”, „tata cho”) lub zdania opisujące to, co dziecko widzi (np. „auto bum”, „miau pi”). III. Okres zdania trwający od 2 do 3 roku życia To okres, w którym dziecko przyswaja najwięcej nowych słów. Jego wypowiedzi stają się coraz bardziej złożone: początkowo 2–3-wyrazowe, z czasem zaczynają składać się nawet z 4–5 wyrazów. Mowa dziecka na tym etapie powinna być już zrozumiała dla otoczenia, choć nadal może

być niedoskonała. Zamiana głosek trudniejszych na łatwiejsze, opuszczanie sylab na początku lub końcu wyrazów, przestawianie głosek w wyrazach (np. „kałpa” zamiast „łapka”), błędy w odmianie wyrazów to zjawiska uznawane za normę w tym okresie. Co bardzo ważne: mimo iż samo nie wymawia poprawnie wszystkich głosek, dziecko wie, jak powinny one brzmieć. Zdarzają się liczne zabawne sytuacje, kiedy dziecko poprawia dorosłych specjalnie wypowiadających słowo w nieprawidłowym brzmieniu (np. „nie safa, tylko safa”). Echolalia jeszcze jest uznawana za zjawisko normalne, jednak etap powtarzania powinien zakończyć się w wieku 3 lat. Pod koniec tego okresu powinny pojawić się głoski s, z, c, dz. Głoski sz, ż, cz, dż oraz r nadal mogą być zastępowane przez łatwiejsze (ś, ź, ć, dź, s, z, c, dz, l). IV. Okres swoistej mowy dziecięcej trwający od 3 do 7 roku życia To okres, który w pewnym momencie zamienia się w horror dla dorosłych – dziecko wypowiada się zdaniami bardziej złożonymi i zaczyna zadawać tysiące pytań, na które koniecznie trzeba odpowiedzieć. Kiedyś natknęłam się na informację, że dzieci w wieku od 3 do 5 lat zadają średnio aż 437 pytań dziennie! Na wyjątkowość tego etapu rozwoju mowy mają wpływ neologizmy, które pojawiają się w dziecięcym słowniku. Kreatywność dziecięca nie zna granic. Jeden z moich podopiecznych usilnie przekonywał mnie kiedyś, że nazwa „samochód” jest mocno nietrafiona – przecież samochód nie chodzi, a jeździ. Do tego nie sam, bo musi mieć kierowcę. Jego zdaniem znacznie bardziej odpowiednim określeniem byłby „czterokół”. „Pachniuszek” zamiast „dezodorant”, „naiglić” zamiast „nawlec na igłę”, „wodoplujka” zamiast „fontanna” – takie słowotwory potrafią skutecznie poprawić humor nam, dorosłym. Dziecko 5-letnie powinno być w stanie stworzyć dłuższą wypowiedź (opowiadanie, w którym zachowana jest kolejność zdarzeń i zależności przyczynowo-skutkowe), wyjaśnić znaczenie słów, opisać wygląd i funkcję znanych mu przedmiotów. W wieku 6 lat natomiast pojawiają się kolejne umiejętności, m.in. wyodrębnianie głoski na początku, na końcu i w środku wyrazu; wyklaski-

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


• Nadmierne ślinienie się po 1 roku życia może

wanie liczby sylab w wyrazie; wymyślanie słów zaczynających się na konkretną głoskę; określanie kierunku (np. „w dół”, „do góry”, „w bok”) oraz położenia przedmiotów w przestrzeni (np. „nad”, „pod”, „obok”).

wynikać z obniżonego napięcia mięśniowego w okolicy ust lub być objawem infekcji dróg oddechowych, astmy, alergii

Przy słabo rozwiniętej mowie dźwiękowej brak poszukiwania innych środków komunikacji (m.in. uboga komunikacja niewerbalna, niewykorzystywanie gestu w formie komunikatu)

Artykulacja prezentuje się następująco: w 4 roku życia dziecko powinno wymawiać głoski s, z, c, dz. Między 4 a 5 rokiem życia może, ale nie musi pojawić się głoska r. Głoski sz, ż, cz, dż pojawiają się w 5 roku życia. W tym samym czasie głoska r może być już wypowiadana lub dopiero pojawiać się w mowie dziecka. W wieku lat siedmiu dziecko powinno mieć ukształtowaną prawidłową wymowę wszystkich głosek i wypowiadać się w sposób gramatycznie poprawny. Tak wyglądają książkowe normy, ale jak wiadomo, każde dziecko rozwija się we własnym tempie. Jednak znaczne opóźnienia w pojawianiu się poszczególnych etapów rozwoju mowy powinny skłonić rodziców do wizyty w gabinecie logopedycznym. Co to znaczy „znaczne”? Według literatury: nie powinny przekraczać 6 miesięcy. Według mnie: lepiej nie czekać tak długo. Polecam udać się do specjalisty, kiedy opóźnienie wynosi od 1 do 2 miesięcy.

• Brak najprostszych słów po 1 roku życia • Brak łączenia wyrazów w zdania po 2 roku życia

• Mowa niezrozumiała dla otoczenia u dziecka po 3 roku życia

• Echolalie utrzymujące się powyżej 3 roku życia

• Brak prawidłowej artykulacji głosek typowych dla poszczególnych etapów rozwoju mowy

Nie warto czekać i liczyć na to, że „wyrośnie z tego”, jak podpowiadają niektórzy. Nie zawsze wyrośnie, a problem może się nasilić i pojawią się wyrzuty sumienia „mogliśmy zrobić coś wcześniej”.

JAKIE ZJAWISKA POWINNY ZDECYDOWANIE ZANIEPOKOIĆ RODZICA?

Scenariuszy jest kilka. Albo usłyszycie, że problemu nie ma i odetchniecie z ulgą (wyznaję zasadę, że lepiej dmuchać na zimne niż potem pluć sobie w brodę). Albo okaże się, że faktycznie coś jest na rzeczy i będzie można zainterweniować odpowiednio wcześnie i podjąć wszelkie możliwe kroki, aby rozwinąć/usprawnić komunikację i mowę naszego dziecka.

Do logopedy warto zgłosić się, jeżeli rodzice obserwują: Trudności ze ssaniem piersi i jedzeniem (połykaniem, gryzieniem, żuciem) – bardzo często ich przyczyną jest skrócone wędzidełko podjęzykowe, zaburzenia w obrębie napięcia mięśniowego, zaburzenia związane z odruchami ze sfery ustno-twarzowej

Szkoda marnować cenny czas – wczesna interwencja może zdziałać cuda! Dlatego zachęcam – nie bójcie się logopedów, szturmujcie gabinety!

• Brak lub ubogie gaworzenie może to być

sygnał m.in. problemów ze słuchem (dzieci niedosłyszące nie gaworzą), opóźnionego rozwoju mowy lub zaburzeń o podłożu neurologicznym Brak lub uboga reakcja na mowę innych (np. brak reakcji na polecenia) może oznaczać m.in. problemy ze słuchem lub być objawem zaburzeń o podłożu neurologicznym Oddychanie przez usta może być objawem nieprawidłowej budowy narządów mowy (skrócone wędzidełko podjęzykowe), wad anatomicznych (m.in. przerośnięte migdałki gardłowy i/lub podniebienne; skrzywiona przegroda nosowa), chorób lub infekcji (m.in. alergia, astma, nieżyt nosa), złych nawyków (m.in. ssanie kciuka, zbyt długie używanie smoczka lub butelki)

Bibliografia: Demel Genowefa, Minimum logopedyczne nauczyciela przedszkola, Warszawa, WSIP 1978. Kaczmarek Leon, Nasze dziecko uczy się mowy, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1982. red. Grabias Stanisław, Pansiuk Jolanta, Woźniak Woźniak, Logopedia. Standardy postępowania logopedycznego. Podręcznik akademicki, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2015. red. Grabias Stanisław, Kurkowski Marek, Logopedia: teoria zaburzeń mowy, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2012.

99


Kącik trenera personalnego Wzmacniamy stabilizację centralną

Z

Anna Trojanowska

Z

agadnienie mięśni głębokich oraz stabilizacji centralnej stało się obecnie niezmiernie popularne. Mięśnie głębokie spełniają bardzo istotną funkcję. Wynika to z tego, że mięśnie głębokie wykonują pracę podczas każdego aktu ruchowego. Nawet kiedy podnosimy dziecko, wstajemy z łóżka, podnosimy torbę z zakupami, powinny i muszą zapracować nasze mięśnie głębokie, nasza stabilizacja centralna. Mięśnie odpowiadające za stabilizację centralną to mięśnie brzucha, lecz również wszystkie mięśnie przyczepione do kręgosłupa lub miednicy. Skupię się na (patrząc od dołu): mięśniach dna miednicy, (od góry) przeponie, (od przodu): mięśniu poprzecznym brzucha, a od tyłu: mięśniu wielodzielnym. Tworzą tak zwany core – stabilizują nasz kręgosłup, powinny dawać silne centrum. Mięśnie centrum opróćz stabilizacja środkowej części ciała przekazują również siłę do ramion i nóg, chronią kręgosłup oraz miednicę przed kontuzjami, pomagają utrzymać prawidłową sylwetkę. Zanim przejdziemy do jakichkolwiek programów treningowych, zacznijmy od absolutnego fundamentu, czyli od nauki aktywowania w/w mięśni. Można to zrobić w najprostszych pozycjach i właśnie od takich pozycji należy zaczynać. Polecam również wykonanie w warunkach domowych bardzo prostego testu, który pozwoli Wam ocenić siłę Waszego centrum.

Ułóż się wygodnie na plecach, nogi ugięte w kolanach, stopy przylegają do podłoża. Na klatce piersiowej składamy na krzyż ręce i z takiej pozycji próbujemy przejść do pozycji siedzącej oraz ją utrzymać, bez odrywania stóp od podłoża. Obciążanie w tym teście stóp lub wkładanie nóg po drążek jest niedozwolone – w ten sposób stymulujemy taśmę przednią i bardzo często udaje się go „zaliczyć”, nie oznacza to jednak, że mięsień poprzeczny brzucha pracuje w sposób prawidłowy.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


JAK NAUCZYĆ SIĘ AKTYWOWAĆ MIĘŚNIE GŁĘBOKIE ORAZ JAK JE TRENOWAĆ? Pierwsza rzecz, na którą powinniśmy zwrócić uwagę, to oddychanie torem piersiowym oraz torem brzusznym. Ułóż jedną rękę na brzuchu, drugą na klatce piersiowej – kiedy chcemy nauczyć się oddychania torem brzusznym, staramy się oddychać tak, by uniosła się ręka, którą trzymamy na brzuchu, natomiast ta na klatce piersiowej pozostała nieruchoma. I odwrotnie, w przypadku oddychania torem piersiowym, oddychamy, próbując unieść rękę na klatce piersiowej w taki sposób, by ręka na brzuchu pozostała nieruchoma. Układamy się w takiej pozycji jak do testu, który wykonywaliśmy przed chwilą. Nabieramy powietrza do brzucha, wypuszczamy je – i mocno ściągamy pępek do kręgosłupa, staramy się wręcz ten pępek do kręgosłupa przykleić. Nie rób jednak tego na siłę, wyobraź sobie raczej, że tworzysz misę pomiędzy pępkiem a kością łonową. Górne mięśnie brzucha staraj się mieć rozluźnione. Utrzymujemy tę pozycję przez około 10–15 sekund. W trakcie tego napięcia oddychamy torem piersiowym. Odpocznij kilka sekund. Powtórz 10 razy. Przy pierwszych próbach wykonywania tego ćwiczenia, warto samemu wyczuć palcami napięcie mięśnia poprzecznego brzucha, by to zrobić, odnajdź kolce biodrowe przednie górne, jest to dosyć łatwe, ponieważ są to wystające kości. Kiedy je już odnajdziemy, schodzimy kciukami odrobinę do środka, w momencie ściągania pępka do kręgosłupa powinniśmy w tej pozycji pod palcami poczuć napięcie mięśnia poprzecznego brzucha. W kolejnych krokach można sobie oczywiście tę pozycję utrudnić poprzez dodania ruchu nogą czy też dodania elementu destabilizacji poprzez podłożenie pod nogę krążka sensomotorycznego czy półpiłki. Poniżej przedstawiam Wam kilka przykładowych ćwiczeń, które przyczynią się do wzmocnienia Waszej stabilizacji centralnej, a co za tym idzie, pozwoli Waszym organizmom lepiej funkcjonować, a Wam po prostu zdrowiej żyć. Zacznij od krókiej rozgrzewki. Może być to typowa rozgrzewka ogólna i stawowa, którą znasz i lubisz, lub moje propozycje rozgrzewkowe, które przedstawiłam poniżej.

Przejdź do klęku podpartego. Naprzemiennie wykonaj wyprost raz lewej, raz prawej nogi. To samo wykonaj w przypadku rąk. Wykonaj po 10 powtórzeń na każdą kończynę. Wykonaj te same duchy również w leżeniu na brzuchu, dołóż w tej pozycji również unoszenie górnej części korpusu ze ściągniętymi łopatkami.

101


W klęku podpartym wykonaj koci grzbiet.

W leżeniu na brzuchu ustaw dłonie pod barkami i wypchnij się z nich, by rozciągnąć mięśnie brzucha. Pamiętaj, by w tej pozycji nie zawisnąć na obręczy barkowej, nie zapadać się, lecz aktywnie pracować barkami, cały czas odpychając się od podłoża.

Na koniec rozgrzewki przejdź do siadu japońskiego. Przejdźmy teraz do ćwiczeń składających się na część właściwą treningu. Celem tego ćwiczenia jest poprawa koordynacji mięśniowej pomiędzy mięśniami gorsetu i kończyn, uczy również wykorzystania mięśnie pośladkowego większego do prostowania biodra.

WYSIĘGANIE PO PRZEKĄTNEJ

Ustaw się w pozycji klęku podpartego. Dłonie powinny znajdować się bezpośrednio pod barkami, a kolana pod biodrami. Głowa powinna być w pozycji neutralnej, nie zadzieraj ani nie opuszczaj głowy. Aktywuj mięśnie brzucha, delikatnie podciągając pępek do góry, a jednocześnie zwracaj uwagę na to, by nie garbić pleców. Jednocześnie unieś prawą stopę i lewą dłoń. Wyciągnij palce ręki do przodu, a palce stóp do tyłu tak daleko, jak tylko możesz. Napnij pośladek. W tak rozciągniętej pozycji wytrzymaj 5 sekund, po czym powoli opuść dłoń i stopę. Powtórz to samo dla drugiej pary kończyn. Wykonaj 2 serie, po 10 powtórzeń na każdą stronę.

UNOSZENIE BIODER Z ODSUWANIEM STÓP Celem tego ćwiczenia jest rozluźnienie chronicznie napiętych mięśni przedniej części ciała, nauka angażowania mięśni pośladkowych i kulszowo-goleniowych podczas prostowania bioder. Zacznij, leżąc na plecach ze zgiętymi kolanami i stopami ustawionymi około 15–20 cm od pośladków. Ręce ułóż luźno wzdłuż boków. Napnij pośladki, podkurcz kość ogonową i unieś biodra z podłogi. Trzymając biodra wysoko w górze, odsuń prawą stopę od ciała aż do pełnego wyprostowania nogi, po czym przyciągnij ją z powrotem. Powtórz ten sam ruch lewą stopą, cały czas utrzymując biodra w tej samej pozycji. Wykonaj 2 serie, po 10 powtórzeń na każdą nogę.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


PRZYSIAD PRZY ŚCIANIE Z PODWIJANIEM MIEDNICY Celem tego ćwiczenia jest nauka kontroli nad mięśniem poprzecznym brzucha podczas pracy mięśni nóg. Zacznij w pozycji przysiadu, opierając się o ścianę. Kolana powinny być zgięte pod kątem prostym, lecz jeśli odczuwasz w tej pozycji ból, przesuń plecy po ścianie nieco wyżej. Tył głowy, łopatki, środek pleców i pośladki powinny dotykać ściany. Dolny odcinek pleców ma tworzyć lekki łuk tak, by można było wsunąć dłoń pomiędzy plecy a ścianę. Cały czas utrzymując kontakt ze ścianą, powoli opuść kość ogonową w kierunku ziemi i wciągnij dolne mięśnie brzucha, aż poczujesz, że dolny odcinek pleców dotknął do ściany. Wykonaj 1 serię, 10 powtórzeń.

SUPERMAN Zacznij od położenia się na podłodze twarzą w dół. Ręce wyciągnij przed siebie. Delikatnie napnij pośladki i powoli zacznij odrywać klatkę piersiową, dłonie oraz stopy od podłoża. Wytrzymaj 20 sekund. Wróć do pozycji wyjściowej i pozwól dłoniom, klatce piersiowej oraz stopom opaść na podłoże. Wykonaj 2 serie, z 10 sekundami przerwy między nimi.

PŁYWANIE Ćwiczenie analogiczne do supermena, z tym że zamiast izometrycznego napięcia mięśni, wykonujemy dynamiczną pracę rękami oraz nogami, zupełnie jakbyśmy pływali. Wykonuj ćwiczenie przez 20 sekund. Wykonaj 2 serie, z 10 sekundami przerwy między nimi.

PRZYSIADY NA KRZESŁO Celem tego ćwiczenia jest wzmocnienie całego gorsetu mięśniowego. Przysiad jest jednym z najczęściej wykonywanych przez człowieka ruchów. Pomyśl, ile razy w ciągu dnia wsiadasz i wysiadasz z auta, korzystasz z toalety, siadasz na krześle lub schylasz się by coś podnieść – wszystkie te ruchy zawierają w sobie elementy przysiadu. Ponieważ ruch ten wykonywany jest tak często, niezmiernie ważne robienie tego poprawnie bez obciążania kolan oraz bioder. Stań plecami do krzesła ze stopami rozstawionymi na szerokość bioder. Unieś palce wewnątrz butów, przenosząc cały ciężar ciała na pięty. Zanim zaczniesz opuszczać się na krzesło, wypchnij biodra do tyłu tak daleko, jak tylko się da. Zwróć uwagę, by kolana nie wyszły przed palce stóp. Wykonaj dwie serie, po 15 powtórzeń.


WSPINACZ Celem tego ćwiczenia jest nauczenie wykorzystania mięśni gorsetu do stabilizacji miednicy w czasie poruszania nogami. Zacznij w pozycji jak do pompki. Ściągnij łopatki, by zabezpieczyć się przed garbieniem pleców. Wyprostuj kręgosłup i aktywuj mięsień poprzeczny brzucha, przyciągając dolne mięśnie brzucha do kręgosłupa. Bez kołysania biodrami powoli przyciągnij prawe kolano w kierunku lewego łokcia (na tyle, na ile pozwala Ci mobilność Twojego ciała). Głowę utrzymuj, tak, by była naturalnym przedłużeniem kręgosłupa. Wykonaj ćwiczenie na drugą nogę. Wykonaj 2 serie po 12 powtórzeń (po 6 na nogę).

PODPÓR NA PRZEDRAMIONACH BOKIEM TZW. SIDE PLANK Celem tego ćwiczenia jest poprawa aktywacji mięśni skośnych brzucha. Połóż się na prawym boku, opierając na prawym przedramieniu, tak aby łokieć znajdował się bezpośrednio pod barkiem. Od lewego barku do lewej kostki ciało powinno tworzyć linię prostą. Unieś lewe biodro. Wytrzymaj 10 sekund. Zmień stronę. Wykonaj 3 takie serie, z 10 sekundami odpoczynku pomiędzy.

PODPÓR NA PRZEDRAMIONACH PRZODEM TZW. PLANK Celem tego ćwiczenia jest równomierne zaangażowanie wszystkich mięśni gorsetu, poprawa koordynacji między mięśniami górnej i dolnej części pleców oraz dolnych mięśni brzucha. Plank jest dzisiaj ćwiczeniem bardzo popularnym, jednak by przekonać się o jego dobroczynnym działaniu, należy pamiętać o prawidłowej technice jego wykonywania. Oprzyj się na przedramionach i palcach stóp. Łokcie ustaw bezpośrednio pod barkami, a stopy rozstaw na szerokość około 20–25 cm. Szyję trzymaj tak by głowa była naturalny,m przedłużeniem kręgosłupa. Staraj się delikatnie ściągać łopatki, by uchronić plecy przed zgarbieniem. Również lędźwiowy odcinek kręgosłupa nie powinien być wygięty w żadną ze stron. Nie zapominaj o oddychaniu! Wytrzymaj 20 sekund. Wykonaj 3 serie, z 10 sekundami przerwy pomiędzy.

Gdy nabierzesz nieco siły, planka możesz sobie utrudniać. Przykładowo, odrywając na chwilę jedną z dłoni i dotykając nią boku maty. Możemy również „maszerować” na łokciach, nie odrywając stóp. Kolejnym utrudnieniem będzie przejście z podporu na przedramionach do zwykłego podporu przodem poprzez dźwignięcie się na rękach. Modyfikacji jest pełno, lecz sam podpór przodem jest ćwiczeniem wymagającym (przy odpowiedniej technice i napięciu mięśni), więc daj sobie czas. To wszystko! Pamiętajcie, by po ćwiczeniach poświęcić 5 minut na wyciszenie ciała i rozciągnięcie mięśni!

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


na zdjęciu czytelniczka Kwartalnika: Karolina z synem Stasiem

105


Olga Luca Machuta-Rakowska

BLW

na wakacjach Konsultacja merytoryczna: Małgorzata Jackowska

Czy da się podróżować z niemowlęciem i małym dzieckiem na BLW? Co podawać, jak sobie radzić z bałaganem i czy dziecku to nie zaszkodzi? Okazuje się, że to wcale nie takie trudne.

P

Podróże z dziećmi to zawsze wyzwanie, a gdy mamy maluchy, dużym stresem jest myśl o ich żywieniu podczas wakacji. I podczas gdy ze starszymi jest w miarę łatwo (i tak wybiorą frytki, a nadrobią bananem), to w przypadku niemowlęcia, któremu właśnie rozszerzamy dietę, sprawa wydaje się bardziej skomplikowana. „Wydaje się”, ale wcale nie jest to takie trudne! Dla ułatwienia podzielmy jedzenie na kilka kategorii. 1. GOTOWANE SAMODZIELNIE Jeśli planujecie gotowanie na wakacjach dla siebie, to oczywiście będziecie gotować też dla dzieci i wówczas cała sprawa jest dość prosta. Trzeba jednak pamiętać o tym, że w wielu turystycznych miejscowościach nie ma w sklepach produktów, do których w mieście mamy łatwy dostęp. Jeżeli używacie w kuchni mleka roślinnego, niesiarkowanych suszonych owoców, pesto czy nasion chia, to najlepiej zrobić zapas i wziąć je ze sobą. Wszystko, co jest trudniej dostępne, ekologiczne, do kupienia tylko w wielkich marketach lub delikatesach, może być niemożliwe do zdobycia na miejscu. Oczywiście, nie ma nic złego w rezygnacji z tych produktów i bazowaniu na rzeczach dostępnych lokalnie, sezonowych. W takiej sytuacji warto zawczasu sprawdzić, czy w miejscu, do którego się wybieramy, jest lokalny targ lub gospodarstwo prowadzące sprzedaż. Jeżeli natomiast jedziecie do większej miejscowości, to niemal na pewno znajdzie się tam jakiś market lub sklep dyskontowy, w którym można znaleźć wiele produktów dobrej jakości i z prostym składem, nadających się również do podawania niemowlakowi.

2. RESTAURACJE, ZAJAZDY, HOTELE Restauracyjne jedzenie budzi w nas lęk: obawiamy się soli, cukru, przypraw, nieznanych, tajemniczych składników. Najlepiej wybrać najmniej przetworzone produkty z menu lub porozmawiać z kelnerem o tym, jakie są inne możliwości. Zazwyczaj nie jest żadnym problemem zrobienie makaronu i warzyw na parze bez soli lub nieposolenie innego dania, które jest przygotowywane od podstaw. Oczywiście, wiele produktów szykuje się wcześniej i jeśli mięso leży już w marynacie, a ryż jest gotowany od razu na cały dzień, to nie unikniemy soli. Dobrze jest więc wziąć pod uwagę długość wyjazdu i częstotliwość jadania w lokalach: jeżeli to raczej wyjątek niż reguła, nie ma się czym martwić. Pamiętajmy tylko o tym, żeby po powrocie z wakacji wrócić także do dobrych przyzwyczajeń. Dobrym rozwiązaniem są restauracje wegetariańskie czy wegańskie, przykładające zwykle wagę do jakości produktów, a także gospodarstwa agroturystyczne. Z kolei korzystając z małych, prywatnych garkuchni dla turystów, możemy porozmawiać z gospodarzami – zapewne zgodzą się zrobić dla malucha część obiadu osobno i będą z fascynacją patrzeć, jak sam je. Unikajmy dań smażonych, zwłaszcza w głębokim tłuszczu, przygotowanych z dodatkiem kostki rosołowej czy glutaminianu sodu. Maluch, który posługuje się już łyżką, może w restauracji zjeść na przykład kaszotto. Jako mały posiłek sprawdzą się też koktajle owocowe. Dobrym wyborem jest jedzenie grillowane na tacce, a także sezonowe warzywa i owoce.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


W hotelu można wybrać z bufetu śniadaniowego to, co dziecko zna i lubi, albo zalać wrzątkiem własną mieszankę płatków owsianych z dodatkami. Większość niemowląt jada śniadania symbolicznie lub wcale, bo są syte po porannym karmieniu piersią. 3. PRZEKĄSKI Jak już wspomniano, warto zabrać z domu to, co może być trudno dostępne w małych sklepikach: chipsy owocowe czy warzywne, dobre suszone owoce i tego typu przekąski. Prawie wszędzie natomiast dostaniemy dobre pieczywo, kefir albo jogurt naturalny, owoce czy marchewkę. W połączeniu z karmieniem piersią na żądanie pozwoli to bez problemu przetrwać czas pomiędzy głównymi posiłkami.

Pamiętajmy, że dziecko w wieku 6–8 miesięcy powinno dostawać 2–3 posiłki dziennie, ale nie zamiast mleka, tylko dodatkowo, do spróbowania i poćwiczenia, o co właściwie chodzi z tym jedzeniem. Starsze dzieci (powyżej 9 miesięcy) powinny otrzymywać 3–4 posiłki i w tym wieku zwykle wiedzą już, że można się tym najeść tak samo jak mlekiem. CO JESZCZE SIĘ PRZYDA? Żelazny zestaw do jedzenia poza domem: śliniak, ubranko na zmianę, własne naczynia. Te w restauracjach zwykle są za duże i dziecku trudno sięgnąć do jedzenia, może też zrzucić talerz i go stłuc. Kubeczek na wodę. I mój faworyt: czysta, mokra ściereczka w torebce strunowej. W restauracjach warto nakładać dziecku małe porcje (mniej porozrzuca), a nie warto zamawiać dla niego całego dania (nie zje tyle); weźcie raczej dla siebie coś, czym można się bezpiecznie podzielić z pociechą. Pamiętajcie o dostępie do wody i do mleka mamy, szczególnie w gorące dni. I na koniec – jeśli wasz niemowlak podczas wakacji będzie pił tylko mleko i wzgardzi stałymi

pokarmami, nie przejmujcie się. Może ma za dużo wrażeń albo jedzenie na wakacjach nie smakuje tak samo i ta zmiana jest dla niego trudna. Warto proponować, ale nie warto się stresować i robić z tego problemu. Może też być tak, że maluch z pasją rzuci się poznawać nowe miejsca od strony kulinarnej (jak moja córka, która entuzjastycznie wciągała smażone szprotki w całości). Wtedy róbcie zdjęcia, będziecie je podziwiać, gdy nadejdzie dwulatkowa wybiórczość pokarmowa. Smacznego wypoczynku!


Z Magdaleną Bartnicką, twórczynią marki MobiLove rozmawiała Zuzanna Kołacz-Kordzińska

Montessori W świecie mobili

K

wartalnik Laktacyjny: Jak wygląda mój standardowy dzień? Magdalena Bartnicka: Standardowych dni niewiele jest w moim kalendarzu, bo przy dwójce dzieci i dwóch pracach panuje niezły chaos, szczególnie o poranku. Nad ranem niezależnie, czy jest środek tygodnia, czy weekend, budzę się z małą Wandzią przy piersi, starszą Ewką z drugiego boku i mężem połową ciała śpiącym poza łóżkiem, a w zasadzie poza materacem, bo odkąd mamy dwójkę dzieci wszyscy przenieśliśmy się na wielki materac rozłożony na środku salonu. Tak nam pasuje, takie nasze gniazdko. Zasypiamy zawsze we dwoje, ale w nocy przybywają do nas dziewczynki i gniazdko się zapełnia. Śmiejemy się, że nigdy nie wiemy, obok kogo

się rano obudzimy. Na co dzień pracuję w biurze, udało mi się jednak skrócić etat i wycyganić dwa dni na moją ulubioną pracę w MobiLove. Mała Wandzia zostaje z babcią, którą zatrudniliśmy jako nianię. To było najlepsze rozwiązanie pod słońcem – taka kochająca i uczynna babcia. Po pracy wszyscy spotykamy się w domu, jemy i wspólnie rysujemy w ramach poobiednich warsztatów wymyślonych przez moją pięciolatkę. Wieczorne rytuały zazwyczaj są podobne: kąpanie, często wspólne, bo to dla mnie sama radocha, nie wspominając o aspektach ekologicznych i ekonomicznych. Przed snem czytamy wspólnie, aktualnie drugi tom Muminków. Około 21.00 kończy się dzień rodzinny, a zaczyna wieczorna regeneracja, choć często w moim przypadku jest to praca nad mobilami. W weekendy, jak tylko jest to możliwe, uciekamy za miasto, by cieszyć się urokami wiejskiego życia.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Nocami obserwujemy niebo przez nasz ogromny teleskop, który zakupiliśmy z mężem z pieniędzy ślubnych.

więcej! Dla swojej drugiej córeczki Wandy stworzyłam mobile oparte o pedagogikę Montessori. Pokazywałam moje mobile również innym dzieciom i mamom mniej sprawnym manualnie, i takim, które po prostu nie mają czasu czy ochoty na ręczne prace. Stąd powstał pomysł, żeby tworzyć mobile Montessori również dla innych. Mobile składam ręcznie, ze starannością i dbałością o detal. Używam głównie papieru, dlatego są one takie lekkie i zwiewne. Do wprowadzenia mobili w ruch używam żyłek i drucików, przygotowywanych przez mojego tatę. Powoli tworzymy razem rodzinną manufakturę. Zainteresowanie mobilami rośnie, mam coraz więcej zamówień, dużo mam dzwoni z pytaniami, proszą o radę, rozwiewają wątpliwości. Misją marki MobiLove jest wspomagać najmłodszych w rozwoju i pokazywać im piękno świata. To są dla mnie kluczowe wartości. Pragnę je przekazywać dalej i dzielić się nimi przy pomocy moich mobili.

KL: W jakim momencie życia pomyślałaś o stworzeniu MobiLove? Opowiedz trochę o swojej firmie. MB: Już od dawna przygotowywałam się do tego kroku, czułam rosnącą potrzebę niezależności, głównie możliwości pracy poza miastem, zgodnie z własnym harmonogramem. Zdradzałam również pewne artystyczne zdolności i chęci – robiłam między innymi łapacze snów. Ale punktem zwrotnym były narodziny mojej drugiej córeczki Wandy – jej oraz moja fascynacja mobilami Montessori. Przygotowując wyprawkę dla drugiej córki, zapoznałam się bliżej z pedagogiką Marii Montessori. Gdy 5 lat temu na świat przyszła moja pierwsza córka Ewa, moja wiedza była znacznie uboższa, a i zainteresowanie aktywnym wpływem na rozwój niemowląt dopiero raczkowało. Powszechne były opinie o tym, że niemowlęta należy otaczać pastelami, odkładać do łóżeczka, żeby się nie przyzwyczaiło, itd. Teraz już powoli wracamy do wiary we własną intuicję. I dobrze! Ufajmy sobie

KL: Wróćmy do Twoich córeczek. Karmiłaś je piersią? Co było dla Ciebie najtrudniejsze, a co najbardziej Ci pomogło? MB: Moja mleczna droga była dość wyboista. Najcięższy był początkowy ból i nieustanna myśl, że robię źle, skoro dziecko przeze mnie płacze i cier-

109


pi. A najlepszą pomocą okazała się doradczyni laktacyjna! Pierwszą córeczkę karmiłam dość krótko, tylko 4 miesiące. Miałam okropne bóle, nie znalazłam niestety pomocy, wszyscy lekarze i pomoce laktacyjne były bezowocne. Nikt nie wiedział, co mi dolega. Karmienie było okupowane płaczem i zaciskaniem zębów. Szybko się skończyło. Być może zbyt szybko się poddałam. Przy Wandzie znalazłam świetną doradczynię laktacyjną, która uratowała mnie z opresji, pokazując i tłumacząc dokładnie wszystkie aspekty karmienia piersią. Kilka dni po porodzie miałam ogromny nawał i gorączkę. Zwijałam się z bólu i zimna. Wandzia spała nieopodal, zawinięta w rożek. Doradczyni laktacyjna od razu rozebrała nas obydwie, położyła koło siebie, sprawnie ułożyła córeczkę na piersi i po prostu wszystko zaskoczyło. Po 20 minutach gorączka minęła, a ja już wiedziałam, jak mam karmić swoją córeczkę. Niedługo miną dwa lata naszej wspólnej mlecznej drogi! Wciąż uwielbiam tę bliskość. KL: Jako mamie prowadzącej działalność gospodarczą, jak Ci się wydaje, co najbardziej by pomogło kobietom wracać do aktywności zawodowej po urodzeniu dzieci? MB: Muszę sprostować – jestem w Inkubatorze, nie mam swojej działalności. Właśnie takie instytucje jak Inkubatory Przedsiębiorczości uważam za pomocne w stawianiu pierwszych kroków. Krótszy czas pracy, elastyczne godziny oraz możliwość pracy z domu – takie opcje pozwalają szybciej i sprawniej wrócić do aktywności zawodowej. Jednocześnie sprawiają, że rozstanie z maluszkiem jest stopniowe i mniej bolesne. KL: Zdradzisz, jakie masz plany na przyszłość? MB: Bardzo chcę rozwijać Pracownię Mobili, widzę w tym ogromny potencjał, a opinie, jakie otrzymuję od mam, uskrzydlają mnie, pozwalają pisać optymistyczne scenariusze. Codziennie mam ręce pełne pracy. Chcę, by mobile stały się elementem dobrze przygotowanej wyprawki na równi z pięknymi kocykami i ubrankami, które często kupujemy, by zaspokoić swoje własne potrzeby estetyczne. To, jeśli chodzi o rozwój zawodowy. A życiowo? Wczoraj po raz pierwszy pomyślałam o trzecim dziecku (uśmiech). KL: Dziękuję za rozmowę!

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


111


Z Jarkiem Kanią, twórcą bloga „Ojcowska strona mocy” rozmawiała Zuzanna Kołacz-Kordzińska

mocy

Po ojcowskiej stronie

Ojcostwo od razu mnie doświadczyło – będąc w podróży, musiałem nosić oba nasze plecaki.

K

wartalnik Laktacyjny: Co myślałeś o sobie jako tacie, gdy oczekiwaliście pierwszego dziecka? Jarek Kania: Wiedziałem, że muszę się wiele nauczyć i że przede mną ciężkie zadanie, bo wiadomość o pierwszym dziecku spadła na nas dość niespodziewanie w czwartym miesiącu naszej podróży poślubnej. Według planu mieliśmy przed sobą jeszcze 8 miesięcy podróży, w tym

miesiąc pracy na podreperowanie budżetu, ale pojawienie się Róży mocno zrewidowało nasze plany. Naszą pierwszą decyzją po potwierdzeniu wyników przez lekarza w Sydney było objechanie Australii na stopa, bo w sumie jak nie teraz, to pewnie nigdy. Następnie polecieliśmy do Chile i tam spotkaliśmy się z matroną – połączeniem położnej, psychologa i douli. Rozmowa z tą niezwykle ciepłą, spokojną i przenikliwą kobietą ukształtowała moje podejście do ojcostwa i pomogła nam kontynuować naszą podróż przez kolejne 4 miesiące. Najważniejsze dla mnie było uświadomienie sobie, że już jestem tatą. W tej chwili. Nie stanie się to w momencie porodu, ale już teraz, gdy w łonie mojej żony rozwija się dziecko, jestem ojcem i moim ojcowskim zadaniem jest otoczenie obojga opieką. A to oznaczało między innymi ciężkie zadanie noszenia dwóch plecaków naraz – Jola miała tylko torbę z suchym prowiantem na czarną godzinę. Z tamtego okresu najmocniej wspominam dwie rzeczy – wieczorne opisywanie dziecku wszystkich wspaniałych miejsc i widoków, które mijaliśmy podczas podróży przez Amerykę Południową, a potem Północną. Drugą rzeczą było to, że: „Jestem głodna” i „Jestem śpiąca” przestały być jedynie wskazówką do szukania miejsca na nocleg lub jakiejś przekąski, ale dawały mi 2 minuty na ogarnięcie się i zaspokojenie sennych lub kulinarnych życzeń mojej żony. KL: Co myślisz o sobie jako tacie teraz? JK: Cały czas brzmią we mnie słowa, które 10 lat temu usłyszałem w Santiago de Chile, że moim zadaniem jest opieka i zapewnienie bezpieczeństwa mojej żonie i dzieciom. I to właśnie staram się robić. Zapewniać bezpieczeństwo na tych płaszczyznach, na których toczy się nasze życie – w sferze fizycznej, psychicznej, finansowej, a także cyfrowej, która jest teraz coraz częstszym tematem w związku z dorastaniem mojej córki.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


KL: Jesteś czasem zmęczony?

na też zadać sobie nieco trudu, by wspólnie z dzieckiem odkrywać cyfrowy świat. Na pewno jest to czasochłonne, ale pozwala zbudować silną, opartą na wzajemnym zaufaniu relację, która będzie procentować w przyszłości. Co wybierzesz, zależy tylko od Ciebie.

JK: Pytanie powinno brzmieć raczej, czy są takie momenty, że nie jestem zmęczony? Ostatnie półtora roku jest dla nas ciężkie, oboje często budzimy się już zmęczeni po nockach przerywanych płaczem i karmieniem. A przy trójce dzieci do nocnych interwencji dochodzą jeszcze dzienne aktywności ze starszymi, szkoła, nauka, praca. Nie jestem superbohaterem ani maszyną. Nikt z nas nie jest, ale niestety często to ignorujemy i zapominamy o sobie oraz swoich potrzebach i koncentrujemy się na realizacji potrzeb dziecka. Na dłuższą metę to prowadzi do frustracji i złości na dziecko, bo przecież my się tak dla niego staramy, wypruwamy sobie żyły, a ono robi sceny i czegoś tam nie chce. Zmęczony umysł ogranicza wszystkie bodźce, które do nas docierają. Zapewnienie mu nieco odpoczynku pomaga spojrzeć na nasze życie z boku, zresetować nasze pokłady złości i na nowo pokochać nasze dzieci, żonę i życie. Dlatego polecam sobie i każdemu rodzicowi odpoczynek. Pranie może czasem poczekać. Zmywanie też.

KL: Tematy tematami, ale nurtuje mnie coś jeszcze – lubisz bardzo cyfrę „5”? (uśmiech) JK: Jasne. Jest nas pięcioro, codziennie przybijam z dziećmi piątkę i chciałbym być ojcem na pięć. Ale zauważyłem też, że czasem łatwiej nam przyswoić informację z zestawienia niż z długiego artykułu. Dlatego postanowiłem ruszyć z cyklem „Piątki w piątki”, gdzie co tydzień przedstawiam krótką listę pięciu rzeczy z jednej dziedziny, dzięki którym możemy stawać się lepszymi rodzicami i małżonkami. I powiem Ci, że zebranie myśli na taki wpis, gdzie nie ma miejsca na wodolejstwo, pomaga usystematyzować wiele rzeczy, więc ja też jak najbardziej z nich korzystam.

KL: Jaka jest „ojcowska strona mocy”? Różni się bardzo od „matczynej”?

KL: A czego nauczyło Cię bycie rodzicem? JK: Przebaczenia. Cierpliwości. Miłości. Względem dzieci. Względem żony. I względem siebie.

JK: Oczywiście. Jako ludzie, kobieta i mężczyzna jesteśmy sobie równi. Ale jesteśmy inni.

KL: Opowiesz trochę o tym, jak – jako partner i tata – wspierałeś swoją żonę w karmieniu piersią? Jak wyglądały Wasze mleczne drogi?

Inaczej patrzymy na świat, na codzienność, a nasze myśli są konstruowane na bazie innych doświadczeń. I to nie jest wcale tak, że ja nie wiem, jak to jest być w ciąży, karmić piersią czy nawet mieć okres. Wiem, ale z innej perspektywy. A ponieważ to kobiecy głos głównie wybrzmiewa w tych sprawach, to dlatego warto byśmy my, ojcowie, mężczyźni, również mówili o tym, co dla nas wszystkich jest przecież rzeczą naturalną. Jeśli będziemy ze sobą rozmawiać, pokazywać wzajemne punkty widzenia i dostrzegać różne postrzeganie tych samych spraw, unikniemy wielu konfliktów i kłótni.

JK: Z każdą z córek było inaczej. U Róży od początku było koszmarnie. Niestety, nie mam najlepszego zdania o szpitalnym wsparciu dla młodych matek, które chcą karmić piersią, ale z jakichś powodów nie tryskają pokarmem na lewo i prawo jak wóz strażacki. Jola bardzo chciała, ale nie szło i widziałem, jak z tego powodu cierpiała, a ja okropnie męczyłem się, patrząc, jak tonie w wyrzutach sumienia, że jest kiepską matką. Po kilku tygodniach codziennej, 24-godzinnej, nierównej walki musieliśmy wprowadzić sztuczny pokarm. Z Bereniką, drugą córką, poszło o wiele lepiej. W przeciwieństwie do Róży, która była trzytygodniowym wcześniakiem, Berenika urodziła się równo w dzień terminu. Była większa i wyraźnie silniejsza, a poza tym Jola po doświadczeniach sprzed 2 lat inaczej się przygotowała i reagowała. Pojawiły się za to inne problemy, jak nawał, który

KL: Na swoim blogu poruszasz kilka ważnych tematów, takich jak przemoc czy bezpieczeństwo w sieci – czujesz misję? JK: To, o czym piszę w większości dotyczy mnie osobiście. Temat świadomego wprowadzania dziecka w świat telefonów komórkowych pojawił się w naszej rodzinie wraz z wręczeniem córce pierwszej komórki. Można dać dziecku telefon tak po prostu i patrzeć na efekty, modląc się, by obrażenia nie były zbyt duże, a moż-

113


choć fizycznie bardziej odczuwalny, psychicznie na pewno jest dla kobiety łagodniejszy niż długotrwały brak pokarmu. Z trzecią córką, Sarą, osiągnęliśmy poziom mistrzowski. Jola karmiła naturalnie do 18. miesiąca życia, choć ze względu na zaoczne studia, często to ja w weekendy służyłem za butelkowego, podającego wcześniej ściągnięte mleko. Czasem jeździłem też pod uczelnię, by robić kółka wózkiem i czekać na przerwę, bo laktator był za mało wydajny i tylko Sara mogła ulżyć Joli w bólu przeładowanych piersi. Patrząc na każdą z naszych historii, myślę, że wspierałem żonę na tyle, na ile potrafiłem i na ile w danej chwili było potrzeba. Dla mężczyzny o wiele wygodniejsze jest, kiedy kobieta karmi piersią, bo wtedy nie trzeba wstawać w nocy do dziecka, bo przecież i tak się nie pomoże. Przy karmieniu butelką można robić dyżury i zamieniać się co noc lub dwie, by chociaż jedno z rodziców się wyspało. Teraz, gdy już etap karmienia piersią jest za nami, to zawsze, gdy na ławce w parku czy w sklepie widzę karmiącą matkę, to naprawdę się wzruszam. Głęboko wierzę w to, że ta tak naturalna i podstawowa dla nas ludzi czynność jest wspaniałym narzędziem budowania bliskości z dzieckiem i ponadczasowym symbolem macierzyństwa. KL: I na koniec: często Cię pytają, kiedy synek?

Nie rezygnujemy z podróżniczej pasji. Cała nasza rodzina na Bali.

JK: Regularnie (śmiech). Ale na szczęście kolega z podobnym dobrodziejstwem jak ja powiedział mi, że jeśli coś się robi dobrze, to nie ma co zmieniać. I tego się trzymam.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


na zdjęciu czytelniczka Kwartalnika: Paulina z córką Natalią

115


na zdjęciu czytelniczka Kwartalnika: Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018 Marta z Zuzią i Pawełkiem


117


Kim jest Małyssak?

Katarzyna Kołodziejczyk – żona, mama 2 córek, z ponad 5 letnim stażem karmienia piersią, Promotorka Karmienia Piersią, z zawodu mgr. inż. elektroniki i telekomunikacji, amatorka ilustratorka niem sztucznym. Te powody oraz moje pozytywne doświadczenia w karmieniu piersią (notabene po cięciu cesarskim) skłoniły mnie do tego, aby karmienie piersią promować. W 2013 roku (rok po urodzeniu starszej córki) otrzymałam tytuł Promotorki Karmienia Piersią i wtedy też założyłam stronę malyssak.pl. Dodam, że aktualnie mój sumaryczny czas bycia mamą karmiącą to już ponad 5 lat. KL: Małyssak – czym jest Twoja inicjatywa? Co do tej pory zrobiłaś w ramach swoich działań?

Kwartalnik Laktacyjny: Dziękuję, że znalazłaś czas na wywiad. Katarzyna Kołodziejczyk: Dziękuję za zaproszenie! Zacznę od tego, że jestem mamą dwóch córek, pojawienie się pierwszej z nich na świecie zmieniło w dużym stopniu moje życie. Zrezygnowałam z pracy jako informatyk i zaczęłam swoje działania społeczne. Miałam ogromną potrzebę mówienia o karmieniu piersią w sposób pozytywny, gdyż sama przed porodem nie spotykałam mam karmiących. Czy wyobrażasz sobie, że do czasu pierwszej ciąży widziałam tylko jeden raz dziecko karmione piersią? Nie mogę sobie przypomnieć żadnej innej sytuacji! Z kolei doświadczenia mojej mamy wiązały się z karmie-

KK: Gdy pierwsza córka pojawiła się na świecie, miałam wrażenie, że jest jak mała myszka, która ssie pierś, i do głowy przyszło mi określenie, dla którego wykupiłam domenę i założyłam stronę „Małyssak – Strefa przyjazna karmieniu piersią”. Najpierw powstała strona, którą po prostu tworzyłam z przyjemnością – był to czas tylko dla mnie. A potem przyszedł czas na działania w realu. Do tej pory w ramach projektu Promocja Karmienia Piersią zorganizowałam 16 stoisk podczas bydgoskich imprez plenerowych. Na takich stoiskach rozmawiałam z ludźmi o karmieniu piersią i przekazywałam im rzetelne materiały. Ale były to również miejsca z wygodnym fotelem czy kanapą, w których mamy odwiedzające dany festiwal czy jarmark karmiły swoje maluszki. Z kolei osoby, które mijały takie karmiące mamy, mogły się na nie napatrzeć, co uważam nie jest bez znaczenia. Zapraszam serdecznie do zajrzenia na stronie do kategorii wpisów „Relacje foto z promocji w plenerze” – na twarzach uwiecznionych na zdję-

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


przygotować, tak że córeczka podczas mojej nieobecności piła tylko moje mleko, a ja odciągałam mleko z piersi w przerwach – obie świetnie sobie poradziłyśmy. Nabrałam przekonania, że dbanie o swoje potrzeby wcale się nie wyklucza z byciem dobrą mamą, a wręcz je wspiera, co przy pierwszej córce wcale nie było dla mnie takie oczywiste. Choć oczywiście pomoc innych dorosłych jest tu niezbędna.

ciach mam widać, że karmienie piersią może dać dużo radości. Oprócz stoisk przeprowadziłam 20 bezpłatnych spotkań dla przyszłych i obecnych rodziców, na których przygotowywali się do karmienia lub rozmawiali ze mną na tematy okołolaktacyjne. Aktualnie, z pewnych względów osobistych skupiam się w większym stopniu na działaniach online – jak zauważyłaś, zapraszając mnie do tej rozmowy pod kątem moich ilustracji. Publikuję więcej treści na stronie – wcześniej była ona raczej wizytówką moich działań. Jednak wszystkie te działania mają na celu budowanie pozytywnego wizerunku karmienia piersią. Chcę szczególnie trafiać do takich osób, które są na etapie, na którym sama byłam przed pierwszą ciążą – są zupełnie nieświadome istnienia karmienia piersią. Dlatego też zapraszam do promowania karmienia piersią razem ze mną poprzez przyklejenie na szybę swojego auta naklejki mojego projektu „Jedzie z nami Małyssak”. Można ją nabyć w sklepie internetowym Małyssak.

Wracając do pytania. Rysowanie było wokół Małegossaka ze mną od początku. Bo Małyssak powstał najpierw jako szkic mojej córki przy piersi na kartce papieru, potem z tego szkicu zrobiłam logo i dopiero powstała strona. Starsza córka wie, że ten maluch na logo i na wspomnianej naklejce to ona. Kolejnym rysunkowym punktem w mojej historii jest to, jak wygrałam konkurs na logo Banku Mleka Kobiecego w Toruniu. Zajrzyjcie na fanpage banku. Logo, które tam zobaczycie, zostało zaprojektowane właśnie przeze mnie. Więc przez długi czas ten potencjał był we mnie i sobie drzemał, ale dopiero szkolenie u Agaty pozwoliło mu wybrzmieć i się urzeczywistnić. No i pewna dojrzałość, bo teraz wiem, że aby dobrze rysować, trzeba po prostu rysować, rysować, rysować…

KL: Na Facebooku znajdziemy Twoje ilustracje okołolaktacyjne. Skąd pomysł na taką formę działań? KK: Gdy drugi małyssak się pojawił na świecie, znalazłam informację, że w Bydgoszczy odbędzie się szkolenie rysowniczki, ilustratorki Agaty Jakuszko-Sobockiej, i po raz pierwszy poczułam, że to jest to! Że jest to szkolenie, na którym muszę po prostu być. Druga córeczka miała wtedy 3 miesiące i musiałam przygotować się na 9-godzinną rozłąkę z nią. Ale wcale mnie to nie przerażało, gdyż moja motywacja była ogromna. Był to moment szczególny z punktu widzenia karmienia piersią, bo udało mi się do niego

I potem zaczęły powstawać pierwsze ilustracje. Przypominam sobie Twoje słowa, na jednym z wykładów dotyczących tego, jak biznes produktów mlekozastępczych szkodzi karmieniu naturalnemu. Mówiłaś wtedy o tym, że jeżeli widzimy coś wielokrotnie, to automatycznie staje się to nam bliższe i zaczynamy to lubić. I dotyczy to szczególnie logo firm w szpitalach i przychodniach. Chcę swoimi ilustracjami tworzyć przeciwwagę do wszechobecnych reklam

119


mleka sztucznego (choć walka trochę jest nierówna!). Jasne jest, że muszą to być ilustracje ładne, przyciągające wzrok. Aby ludzie polubili karmienie piersią, zanim jeszcze cokolwiek się o nim dowiedzą. Taka idea, ale czy mi się to uda w praktyce? KL: Jak wygląda praca nad taką laktacyjną ilustracją? KK: Jeśli chodzi o stronę czysto techniczną to najpierw jest szkic ołówkiem na papierze. Potem poprawiam rysunek specjalnym markerem. Następnie skanuję i już w komputerze nakładam kolory. Czasem, jak trzeba, to mogę coś poprawić w programie graficznym. Czasem ilustracje długo we mnie dojrzewają, zanim znajdą się na papierze narysowane ołówkiem, a czasem po prostu wpadają do głowy i widzę je oczami wyobraźni. Jeśli chodzi o część merytoryczną, to też bywa, że muszę spędzić trochę więcej czasu nad tym, żeby przekazać poprzez ilustrację rzetelne informacje i bez zbytnich uproszczeń. KL: Skąd czerpiesz inspirację do swojej pracy? Jak przychodzą Ci do głowy pomysły na ilustracje? KK: Po pierwszym, wspomnianym już szkoleniu dostałam po prostu ćwiczenie do wykonania – narysować przepis. To cóż miałam narysować innego jak nie przepis na udane karmienie piersią? Tak powstała moja pierwsza ilustracja. Długo nad nią pracowałam – dopracowywałam szczegóły. Jednak samą inspiracją może być wszystko. Czasem trzeba po prostu zacząć i wtedy coś samo przychodzi do głowy. Ogromnym

źródłem inspiracji są dla mnie komentarze mam na fanpage’u Małyssak. Tak na przykład powstała ilustracja, gdzie maluch wita mamę wracającą z pracy słowami „Cześć cycusia!”. Nie byłoby tej ilustracji, gdyby nie to, że jedna z mam podzieliła się swoim doświadczeniem. Mamy długo karmiące wiedzą, o co chodzi. Zachęcam więc do pisania i komentowania na fanpage’u Małyssak. Kto wie, czy nie zostaniesz moją inspiracją właśnie TY, czytelniczko! KL: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość? KK: Na pewno planuję trochę więcej merytorycznych, edukacyjnych ilustracji. Może zilustrowanie jakichś ciekawostek czy faktów na temat karmienia piersią. Już pojawiło się rysunkowe rozwinięcie pierwszego punktu przepisu na udane karmienie piersią, a będą też kolejne. W przyszłości też planuję tworzyć graficzne notatki z ciekawych wydarzeń czy konferencji związanych z karmieniem piersią. A w zamyśle mam też pewien rysunkowy filmik, ale jeszcze nie wiem, czy mi się uda go zrealizować. Może też powstanie jakiś nowy produkt w formie plakatu. To tyle, jeśli chodzi o rysowanie. Wbrew pozorom nie mam wiele czasu na rysowanie, ale staram się wykorzystywać do tego każdą wolną chwilę. Czasem to moment, gdy siedzę z córeczką na podłodze (starsza jest w przedszkolu, a mąż w pracy), ona się bawi, a ja mam taką twardą podkładkę i rysuję na kolanie. To działa, dopóki mała nie zauważy, że mam ołówek w ręku. Jeśli chodzi o inne działania, to póki co daję sobie czas do zastanowienia.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


artykuł sponsorowany

Przegląd Mody Letniej Znów przyjdzie maj, a z majem bzy… – a żeby mama karmiąca piechotą do lata nie szła w przykrótkich snach, prezentujemy Wam dzisiaj kilka propozycji ubiorów zaprojektowanych specjalnie, by odpowiadać Waszym potrzebom.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Lato to czas uroczystości rodzinnych, trudno czasami wybrać kreację, w której będziemy się czuły elegancko i kobieco, a jednocześnie spełni ona nasze wymagania odnośnie komfortowego karmienia piersią. Z ratunkiem przychodzi Silk&Milk (www.silkandmilk.pl) polska firma stworzona przez dwie Mamy. Mają na swoim koncie wiele propozycji, nas jednak szczególnie urzekła suknia Catalonia. Klasyczny krój tej sukni przełamuje piękny dekolt w stylu hiszpańskim, który zmysłowo otula ramiona. Karmienie umożliwiają dwa bardzo wygodne suwaki, które pozwolą na dyskretne nakarmienie w trakcie każdej rodzinnej uroczystości. Suknia uszyta jest z wysokiej jakości dzianiny, bardzo miękkiej i przyjemnej w dotyku. Nikt nie przejdzie obok Was obojętnie!

123


Kolejna propozycja to sukienka w modnej długości midi od Milk&Love (www.milkandlove.pl) – można założyć ją do trampek i stworzyć uniwersalny zestaw do mniej zobowiązujących okazji, ale również pasuje do szpilek, jeśli zależy nam na eleganckim i kobiecym ubiorze na spotkania wymagające stroju wyjściowego. Nietuzinkowy dekolt w kształcie łezki podkreśla kształt biustu, a karmienie umożliwiają niezwykle wygodne dwukierunkowe suwaki. Pas sukienki zdobi przepięknie haftowany kwiatowy wzór, ten detal sprawia, że sukienka jest oryginalna i niepowtarzalna. Rozkloszowany fason nie tylko jest bardzo kobiecy, ale także jednocześnie maskuje niedoskonałości sylwetki, które chciałybyśmy ukryć. Sukienka jest bardzo miękka i wygodna dzięki użytym materiałom wysokiej jakości.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


125


GranatOVO – ta marka znana jest przede wszystkim ze swoich sukienek do porodu, jednak szyją również wysokiej jakości ubrania do karmienia, które idealnie sprawdzają się, gdy maluszek jest już z nami. Prócz podstawowej sukienki do karmienia i bluzki z długim rękawem, możemy wy-

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


brać też taki zestaw: miękkie szorty wykończone uroczą wstążeczką oraz t-shirt, w którym wygodnie można karmić piersią. Dzięki rozcięciom na bokach nie musimy się martwić, że odsłonimy zbyt wiele, gdyż brzuch zasłania elastyczny panel z dzianiny dopasowujący się do kształtów każdej z nas. Zestaw jest tak wygodny, że znakomicie sprawdza się jako ubiór do spania, a jednocześnie, dzięki uniwersalnemu krojowi, stanowi świetny strój na wakacyjne wypady i codzienną aktywność. Lato tylko nie tylko sytuacje wymagające stroju wyjściowego, lecz także czas relaksu, grillowania, wygrzewania się z maluszkiem na trawie – w takim przypadku warto sięgnąć po t-shirt i szorty od granatOVO (www.granatovo.com).

127


Oto coś, co dziewczynki lubią najbardziej! Przepiękna, kolorowa, a do tego bardzo wygodna sukieneczka na każdą okazję – można w niej pójść na urodziny do babci, jak i pobrykać na placu zabaw albo na plaży. Wykonana z polskiej dzianiny wysokiej jakości (co widać i czuć), przez polskiego producenta, w składzie ma 92% bawełny i 8% elastanu. Wykonana z dbałością o najmniejszy detal, zachwyci i córcię, i mamę. Dostępna w siedmiu rozmiarach. Polecamy! Sukienka FLOWER FOLK Honsiu Misiu www.honsiumisiu.pl cena: od 99 zł

Honsiu Misiu www.honsiumisiu.pl/ Letnie ogrodniczki cena: 49 zł Honsiu Misiu to producent megawygodnych ubrań dla najmłodszych. Wizytówką marki są wysokiej jakości tkaniny, żywe kolory i nowoczesny design. Ogrodniczki dla niemowlaka Honsiu Misiu to idealna propozycja na gorące dni na plaży. Wykonane są w 100% z bardzo miękkiej bawełny. Są przewiewne i leciutkie. Mają regulowane szeleczki, które można krzyżować na pleckach (otrzymujemy wtedy krótsze szelki) lub zapinać równolegle (wtedy są nieco dłuższe). Bardzo dobrze się piorą i nie tracą fasonu. Dostępne są w różnych kolorach i wzorach, m.in. w kwiaty, grochy, kangury czy kotwice.


Spodnie dresowe w kolorze musztardowym Honsiu Misiu wykonane są z wysokiej jakości bawełny z dodatkiem elastanu. Dzięki uniwersalnemu krojowi nadają się zarówno do zabawy na placu zabaw, ale także na co dzień do przedszkola. Krój sprawia, że jest to świetna propozycja zarówno dla chłopca, jak i dla dziewczynki. Bardzo dobrze się noszą i świetnie się piorą. Nie rozciągają się ani nie defasonują po praniu (nawet kilkukrotnym). Spodnie Classic dostępne są w kilku kolorach do wyboru, m.in. szarym, bordowym, à la jeans i czarnym. Honsiu Misiu www.honsiumisiu.pl/ Spodnie CLASSIC musztarda cena: 79 zł


Kurtka albo może raczej bluza wykonana ze splotu jak w chuście do noszenia dzieci Lenny Lamb. Stylowa i wygodna, a jednocześnie ciepła, świetnie sprawdzi się na popołudniowe wiosenne i letnie spacery, ale też jako element ubrania nawet na bardziej oficjalne spotkania rodzinne. Dostępna w wersji dziewczęcej lub chłopięcej w kilku pięknych kolorach. Superjakość materiału gwarantowana!

Lenny Lamb www.pl.lennylamb.com LennyBomber kurtka cena: 155 zł

Spodenki LennyBaggy www.pl.lennylamb.com Cena: 115 zł Spodenki z materiału na chustę? Firma LennyLamb, która słynie z produkcji przepięknych chust bawełnianych, właśnie rozszerzyła swój asortyment o odzież dziecięcą. Kolorowe, wykonane z tkaniny chustowej, 100% bawełnianej (przez co bardzo oryginalne), przyjemne w dotyku, przewiewne spodenki o kroju typu baggy gwarantują swobodę ruchów przy każdym pierwszym kroku (u maluszków) oraz beztroskę w trakcie bardziej zaawansowanych wygibasów i eksploracji w przypadku starszaków. Uzbrojone są w szeroki, elastyczny pas, który nie ugniata dziecięcego brzuszka, oraz ściągacze, które można dowolnie podwinąć, wywinąć, dzięki czemu spodenki rosną razem z dzieckiem. Wzmocniony krok materiałem, z którego wykonany jest pas i ściągacze, sprawia, że te spodenki są nie do zdarcia, zatem to piękny zakup na lata. Szyte w rozmiarach od 62 do 98. Kolor i beztroska! To teraz poprosimy o takie wygodne portaszki dla mam!


Nosidło ergonomiczne Mała Jodełka Tęcza Light Lenny Lamb www.pl.lennylamb.com cena: 622,15 zł Nosidełka Lenny Lamb to już klasyka – ergonomiczne, miękkie, z szerokim panelem, wygodne dla dziecka i rodzica. Mała Jodełka to wspaniały wybór na lato – w składzie ma bawełnę oraz wiskozę bambusową, o gramaturze 250g/m2. A do tego te wakacyjne, wesołe kolory! W mojej opinii, to co jest szczególnie cenne w nosidełkach Lenny Lamb to możliwość ich doskonałego dopasowania, bezpieczna trzypunktowa klamra uniemożliwiająca odpięcie, możliwość regulacji pasów ramiennych w czterech miejscach oraz wyprofilowany panel. Polecamy serdecznie!


Chusty firmy Tula są znane na całym świecie nie tylko dlatego, że spełniają wszystkie normy bezpieczeństwa, są miękkie, nośne i dobrze współpracują podczas ich zawiązywania, ale również dlatego, że są absolutnie piękne i niebanalne. Chusta Aurora Galileo jest chusta tkaną, w 100% bawełnianą i dostępna jest w 6 rozmiarach – od 2,7 do 5,2 m. Polecamy!

Chusta tkana Tula Aurora Galileo www.babytula.pl cena: od 538 zł


Innowacyjne rozwiązanie wprowadzone przez cenioną i znaną na całym świecie firmę Tula, które pomoże każdemu rodzicowi w noszeniu najbardziej potrzebnych rzeczy, takich jak portfel, telefon czy zapasowa pieluszka dla malucha. Tula Hip Pouch to nerka, którą można nosić na cztery sposoby: można ją zawiesić na ramieniu, nosić na bakier, zapiąć na biodrach lub na pasie biodrowym nosidełka Tula. Do tego zachwyca wzorami oraz przemyślanymi detalami, takimi jak satynowa wyściółka czy złoty zameczek. Tula Hip Pouch www.babytula.pl cena: 139 zł

Torba Tula www.babytula.pl cena: 350 zł

A to propozycja dla tych, którzy wybierają się na dłuższą wyprawę i potrzebują większej torby, lub tych mam, które zakończyły przygodę z noszeniem, ale chcą mieć pamiątkę po ukochanej chuście na zawsze. Torba Tula posiada idealny rozmiar, regulowane, zawiązywane ramię, zapięcie, dzięki któremu będziecie czuć się bezpieczniej. A do tego jest piękna i miękka – jak chusty firmy Tula.


Chusta i torba Pegasus Sensimo Slings www.sensimoslings.com cena: torba ok. 253 zł, chusta ok. 511 zł Oto przedstawiamy Wam olśniewający komplet Pegasus od Sensimo Slings! Cudowna chusta wraz z torbą z tego samego materiału dodadzą szyku i niewymuszonej, zupełnie niebanalnej elegancji i wyjątkowości każdej właścicielce. Skład materiału to 97% bawełny, a dodatek 3% lurexu, czyli błyszczącej przędzy, nadaje chuście blasku i błysku. Chusta doskonale współpracuje i bardzo dobrze się dociąga, choć jest z tych, które potrzebują nieco miłości do pełnej miękkości. Torba natomiast to absolutny szał – ogromna, wygodna, z dwiema parami rączek do noszenia – krótszymi i dłuższymi. Pięknie wykończona w środku, z jedną kieszonką wewnątrz i trzema po zewnętrznej stronie. Zobaczysz, że zmieścisz w niej wszystko i nadal będziesz czuć się kobieco, atrakcyjnie i niezwykle modnie. Polecam!


Termos Obiadowy Comet Rockland www.rockland.com.pl Sugerowana cena detaliczna: 89,99 zł Termos obiadowy Comet jest elegancki i wytrzymały. To świetna propozycja na biwak i wypad na piknik. Długo utrzymuje temperaturę płynu – nawet do kilkunastu godzin. Wykonany z tworzywa odpornego na ekstremalne użytkowanie. W zestawie znajdują się dwie końcówki. Termos posiada zawór bezpieczeństwa, dzięki któremu gorąca para wodna nie wystrzeli podczas otwierania pojemnika.

Ręcznik chłodzący Mission EnduraCool Sugerowana cena detaliczna: 79,99 PLN www.mission.com Ręcznik chłodzący to produkt renomowanej marki Missions, która używana jest przez najlepszych sportowców na świecie. Jest lekki i można go zabrać ze sobą na każdą wyprawę lub trening. Po zmoczeniu i odciśnięciu zachowuje niską temperaturą na około 2 h. Dzięki temu może skutecznie odświeżyć ciało podczas np. letniej wycieczki. Odpowiednio użytkowany zachowuje swoje właściwości przez wiele lat.

Plecak piknikowy ROCKLAND Sunny Day www.rockland.com.pl Sugerowana cena detaliczna: 199,99 zł

Wyposażony w naczynia i sztućce plecak piknikowy. Teoretycznie dla dwóch osób, praktycznie świetny w czasie rodzinnych biwaków. Posiada dwie kieszenie: większą – przeznaczona do transportu jedzenia i napojów wyłożona jest folią izolacyjną, co pozwala na utrzymania w nim stałej temperatury, niezależnie od warunków panujących na zewnątrz. Druga kieszeń, frontowa – wyposażona jest w sprzęt piknikowy, na który składają się sztućce, talerze, szklanki, serwetki, korkociąg z nożykiem czy nawet otwieracz do konserw. Pojemność: 11,5 l, waga: 1,12 kg.


Sprawdzą się podczas zabaw i spacerów w mieście i na plaży, jak również podczas pieszych wycieczek w nierównym terenie. Konstrukcja opiera się na zastosowaniu wodoodpornej, syntetycznej skóry oraz kauczukowej, antypoślizgowej podeszwy zewnętrznej. Pomiędzy nimi znajduje się wkładka ze specjalnej, piankowej warstwy. Dopasowuje się ona do kształtu dziecięcej stopy, równocześnie chroniąc ją przed zapoceniem oraz wstrząsami. Dodatkowe zabezpieczenie daje gumowy otok chroniący dziecięce palce przed ryzykiem mechanicznych urazów. Gdy szkrab wejdzie w sandałach do wody, swoją funkcję spełni szybkoschnąca wyściółka.

Sandały KAMIK Crab www.kamik.com Sugerowana cena detaliczna: 189 zł

Sandały Teva Midform Universal Geometric Sugerowana cena detaliczna: 339,99 PLN www.teva-eu.com Teva to marka wysokiej jakości sandałów turystycznych, sportowych i lifestylowych. Sandały Teva Midform Universal Geometric wykonane są ze skóry naturalnej, dzięki czemu są bardzo wygodne. Zapinane na regulowane rzepy. Mają bardzo dobrze wyprofilowaną podeszwę. Zdecydowanie są świetnym wyborem dla aktywnych osób, które cenią sobie wygodę podczas długich wycieczek pieszych. Sandały wyróżniają geometryczne wzory na paskach.

Sandały TEVA Hurricane XLT2 www.teva-eu.com Sugerowana cena detaliczna: 149,99 zł Sandały idealne dla całej rodziny – dostępne zarówno w wydaniu damskim, męskim, jak i dziecięcym. Przydać się mogą w każdym miejscu: na turystycznych szlakach w niższych partiach gór, na płaskim i nierównym terenie, w sąsiedztwie rzek, jezior czy morza. Cholewkę tworzy w nich system kompatybilnych, poliestrowych pasków, łączonych za pomocą klamr i wytrzymałych rzepów. Przyczepność do podłoża niezależnie od panujących warunków atmosferycznych zapewni wytrzymała, kauczukowa podeszwa Rugged Durabrasion Rubber ™. A do tego wszystkiego w opinii małej użytkowniczki sandały są po prostu bardzo ładne, wygodne i zapewniają komfort zwłaszcza w upalne dni.


Gra planszowa „Food Truck” www.nk.com.pl cena: 24,90 zł Świetnie zilustrowana i wciągająca gra, która pozwala się wcielić we właściciela food trucka. Gracze muszą podjąć decyzję, czy bardziej opłaci się sprzedaż sushi, hamburgerów, pizzy, a może koktajlu z jarmużu? Autorzy gry nie zapomnieli także o tym, z czym na co dzień muszą się zmierzyć właściciele food trucków, czyli o pogodzie, która albo będzie naszym sprzymierzeńcem, albo pokrzyżuje nasze plany. Gra wciąga wszystkich graczy (może być ich od 3 do 6), i małych, i dużych (8–108 lat), a niedługa rozgrywka (około 30 minut) pozwala na szybki rewanż. Gra "Fliper" www.foxgames.pl cena: 44,99 zł Gra "Fliper" to gra na refleks dla dzieci, które uczą się liczyć i czytać. Polega na jak najszybszym odgadnięciu, ile owoców jest na karcie lub na dopasowaniu owocu do cyfry na karcie. Rozgrywka trwa niedługo – około 10–15 minut i jest bardzo dynamiczna. Świetna na letni piknik i urlop. Solidne opakowanie zajmuje bardzo mało miejsca i zmieści się w każdym bagażu wakacyjnym.

Gra „Super nogi stonogi” www. egmont.pl cena: 69,99 zł Wesoła gra dla całej rodziny będąca kontynuacją znanej wszystkim gry „Nogi stonogi”. Wersja ta posiada elementy znane z pierwszej części oraz cztery nowe rozszerzenia. Wielość elementów pozwala na stosowanie różnych kombinacji i wersji gry i pozwala na przeprowadzenie rozgrywki nawet między sześcioma osobami. Rzucaj więc kostką i zdobywaj buty dla swojej stonogi!

Gra "Rurka wodna" www.foxgames.pl cena: 89,99 zł Gra wakacyjna dla dzieci. Polega na zbudowaniu jak najdłuższej (i jak najbardziej atrakcyjnej) zjeżdżalni wodnej. Żeby stworzyć własną zjeżdżalnię, gracze dokładają wylosowane przez siebie kafelki. Gra najlepiej się sprawdzi z więcej niż dwoma graczami. Rozgrywka trwa około 25 minut. Gra jest bardzo wciągająca i nieskomplikowana.

Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018


Gra „Game over” www.nk.com.pl cena: 24,90 zł Prosta, wciągająca gra dla dzieci od 5 roku życia gwarantująca szybką, emocjonującą rozgrywkę. Dla miłośników gier komputerowych, których chcemy przekonać, że gry pudełkowe też są super. Zadaniem graczy jest znaleźć klucz i skrzynię ze skarbami w korytarzach labiryntu, jednak będą im przeszkadzać różne stwory – albo je pokonają, albo game over – i zaczynają wędrówkę jeszcze raz.

Gra „Pora na stwora" www.nk.com.pl cena: 40 zł „Pora na Stwora” to świetna gra rodzinna z krótkimi rozgrywkami i prostymi zasadami. Mamy do wyboru dwa warianty: jeden rozwija kreatywność dzieci, drugi – refleks i spostrzegawczość. Doskonały sposób na rodzinną rozrywkę i oswajanie stworów z szaf, spod łóżek i innych dziecięcych fantazji.

Gra „Kurnik” Reiner Knizia, Nikola Kucharska www.nk.com.pl cena: 24,90 zł Gra pamięciowa oparta na zasadach podobnych do „Memory”. Zadaniem graczy jest odnalezienie jajek we właściwych kolorach. Tylko która kura wysiaduje jaki kolor? Byłby łatwiej, gdyby kury się ciągle nie przesiadały! Mimo ich ruchliwości już czterolatek będzie miał świetną zabawę i spore szanse na zwycięstwo. Gra angażuje od 2 do 5 graczy i jest krótka (około 15 minut). Dużą jej zaletą są także ładne obrazki. W naszej rodzinie najbardziej przypadła do gustu pięciolatce i mnie, bo lubimy gry, które wciągają, ale nie trwają zbyt długo.

139


Seria „Rok w….” www.nk.com.pl cena za egzemplarz: 49,90 zł W skład tej niezwykle ciekawej serii wchodzą tomy: „Rok w lesie”, „Rok w przedszkolu”, „Rok w mieście”, „Rok na wsi”, „Rok w Krainie Czarów”. To opowieści o różnych miejscach, takich jak wieś czy przedszkole, które zmieniają się i przeobrażają w różnych miesiącach roku. Na pełnych elementów i detali rozkładówkach dzieci mogą odkrywać te światy, uczyć się zmienności pór roku, ćwiczyć spostrzegawczość i myślenie logiczne, rozwijać słownictwo i umiejętność opowiadania, trenować wyobraźnię. Do tego każda z tych pozycji została inaczej zilustrowana, dzięki czemu dzieci mają okazję poznać różne style rysunku. Gorąco polecamy!

Ogóras. Ale jazda! www.gwfoksal.pl cena: 26,99 zł Komu nie zakręci się w oku łezka na wspomnienie dzieciństwa? Kto nie chciałby pokazać dziecku, jak było kiedyś? Czują to rodzice, czują to dziadkowie. A „Ogóras” w tym pomaga i to w wielkim stylu. Książka zabiera dziecko w świat ubrany w słowa przez Elizę Piotrowską, a narysowany przez Joannę Gębal charakterystyczną dla czasów PRL-u kreską na szarym, makulaturowym papierze. Świat autobusów-ogórków, syrenek, nys. Świat, którego już nie ma… W rzeczywistości Elizy Piotrowskiej auta mają uczucia, rozmawiają, uczą. Krótkie, ciekawe opowiastki przypominające haiku wciągają dziecko w świat motoryzacji, ale też przy okazji – empatii, przyjaźni, miłości. Przyjacielski zabytkowy Ogóras zabiera nas w optymistyczną podróż łączącą pokolenia.


Zadziwiające życie. Dlaczego każdy z nas jest wszechświatem? M. Maynerick Blaise www.egmont.pl cena: 49,99 zł Nowa pozycja z ulubionej przeze mnie serii wydawnictwa Egmont „ART”. I tym razem książka zachwyca zarówno pomysłem, jak i wykonaniem i przedstawieniem tematu. To jakże refleksyjna książka, przepięknie zilustrowana, która pokazuje, jak wszystko w świecie jest ze sobą połączone. To niezwykła opowieść o więziach między człowiekiem a otaczającym go wszechświatem. Polecam wybrać się w tę zadziwiającą podróż razem z dzieckiem. Zwierzokracja O. Woldańska-Płocińska www.publicat.pl cena: 49,90 zł „Zwierzokracja” to wspaniała pozycja wydana przez wydawnictwo Papilon, a napisana i zilustrowana przez znaną Olę Woldańską-Płocińską – książka, którą powinno poznać każde dziecko. To opowieść o zwierzętach, o przenikających się światach – dzieci i zwierząt, o wrażliwości i empatii, której tak bardzo potrzebujemy dzisiaj. „Zwierzokracja” składa się z 38 rozkładówek z kolorowymi, dużymi ilustracjami oraz krótkimi, ciekawymi tekstami. A do tego, kupując tę książkę, wspieracie zwierzaki będące pod opieką Stowarzyszenia Otwarte Klatki oraz Fundacji Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva!muzea, stadiony – pełne szczegółów i detali, które można odkrywać przez wiele godzin. Obrazy uzupełnione zostały opisami, ciekawostkami i danymi, by stworzyć niezwykłe kompendium cudów architektury dla dzieci i młodzieży. Gdzie się chowa śnieżna sowa? Znajduj zwierzęta na wszystkich kontynentach A. Claybourne www.nk.com.pl cena: 49,90 zł To jedna z tych pozycji, które uwielbiają moje dzieci – ogromne ilustracje pełne mniejszych i większych szczegółów, wśród których sprawne oko ma za zadanie wyłonić konkretne elementy. A do tego to niezwykła księga małego podróżnika i przyrodnika – pozwala odkrywać poszczególne kontynenty, strefy klimatyczne, a także zwierzęta je zamieszkujące, te bardziej znane i te zupełnie bajkowe, jak patelnica niebieskoplama czy moloch straszliwy.

Kolorowy las. Co tu nie pasuje? N. Holtfreter www.nk.com.pl cena: 19,90 zł Książka dla małych bystrzaków. Wprawne oko trzy- lub czterolatka z niewielką pomocą rodzica zauważy, co nie pasuje w kolejnych obrazkach. Czasem jedna z mrówek zgubiła drogę i idzie w złym kierunku. Czasem to pudel trafił do watahy wilków i dobrze byłoby go odnaleźć. Plus za proste, ale urocze ilustracje. Angażująca lektura w sam raz na zajęcie małego człowieka na kilkanaście minut podczas oczekiwania w przychodni lub podczas chwili odpoczynku na plażowym ręczniku.

141


Kwiaty od Eli, Ela na plaży, Piłka Eli, Ubranka Eli www.zakamarki.pl cena za egzemplarz: 19,90 zł Książeczki o Eli są dedykowane dla najmłodszych czytelników, czyli mają kategorię 0+. Rzeczywiście są bardzo proste w przekazie i krótkie, ale jednocześnie bardzo nieszablonowe. Najpierw rzucają się w oczy piękne ilustracje autorki, która z delikatnością i dbałością o szczegóły portretuje główną bohaterkę. Maluchy od razu lubią Elę, to taka sama dziewczynka jak one, złości się i marszczy nosek, uśmiecha, dziwi, próbuje zrozumieć świat. Ela przeżywa miniprzygody, w każdej książeczce inną. Czasem bawi się piłką i pies gdzieś ją chowa, czasem chciałaby pozbyć się wszystkiego, co ma na sobie, jak typowy dwulatek, czasem jest na plaży i łowi kraby, a w opowieści o kwiatach wychodzi sama z domu, by zerwać bukiet dla mamy. Jeśli szukacie czegoś, co jest w stanie utrzymać uwagę dziecka rocznego czy dwuletniego, to opowiastki o Eli są w sam raz. A na końcu można jeszcze porozmawiać, bo każda z nich troszeczkę nas czegoś uczy. Kajtek i Miś, Kajtek i Tosia J. Wieslander,T. Wieslander, il. J. Ahlbom www.zakamarki.pl cena za egzemplarz: 29,90 zł Oto dwie książeczki pełne opowiadań o Kajtku, jego koleżance Tosi i misiu, z którym Kajtek co noc zasypia w swoim łóżeczku. Każda z części składa się kilkunastu rozdziałów, z których każdy może być traktowany jako osobna historia, a czytane razem tworzą opowieść o dziecięcym świecie, pełnym odkryć, zagadek, eksperymentów i emocji. „Kajtek i Miś” to część pierwsza, w części drugiej – „Kajtek i Tosia” – nasi bohaterowie są już nieco starsi, ale nadal tak samo chętni do przeżywania mniejszych i większych przygód. Moja Polska K. Sołtyk, E. Moyski www.gwfoksal.pl cena: 34,99 zł Album o Polsce, który nie pokazuje jej po prostu o d strony historycznej czy geograficznej, lecz zawiera w sobie setki ciekawych postaci, miejsc, wydarzeń historycznych, które autorka nazywa dobrami narodowymi. Na łamach tej pozycji znajdziecie takie rozdziały jak: symbole narodowe, rekordy i osobliwości, wieszcze narodowi, tradycja i folklor, przyjaciele dzieci, a także zdobywcy Himalajów czy Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Ciekawa pozycja, również dla starszych dzieci.


Jano i Wito. W domu Wiola Wołoszyn, Przemek Liliput www.mamania.pl cena: 29,90 zł Druga (po „Jano i Wito. W trawie”) książka o dwóch braciach. To prosta, niedługa historyjka o łatwiej do zrozumienia fabule i ładnych, bliskich każdemu maluchowi ilustracjach. Wraz z Janem i Witem szukamy w domu klucza od drzwi wejściowych, za którymi moknie tata. Mój trzylatek chętnie szuka klucza i bardzo go bawią wyrazy dźwiękonaśladowcze – znak rozpoznawczy serii. Polecam dla maluchów!

Kiedyś A. McGhee, P.H. Reynolds www.mamania.pl cena: 29,90 zł „Kiedyś” to przepiękna i bardzo wzruszająca, choć oszczędna w słowach, opowiastka o macierzyństwie, miłości, upływającym czasie, zmianach, które są istotą naszego życia, wreszcie o przemijaniu. Pięknie zilustrowana, poruszy nie tylko dziecięce, ale i – a może przede wszystkim – dorosłe serca. Polecamy!

Ale buzie! A. Sandecka www.egmont.pl cena: 24,99 zł „Ale buzie!” to kolejna pozycja z serii „ART”, tym razem będąca inspiracją i proponująca wesołą zabawę dla całej rodziny. Książka składa się z serii przeróżnych niedokończonych twarzy, które można ozdobić dołączonymi do niej naklejkami lub też rysując samodzielnie. Dużo zabawy, która rozwija kreatywność już u najmłodszych artystów.


Na roześmianym niebie M. Cuevas www.nk.com.pl cena: 24,90 zł To pozycja dla dzieci nieco starszych, tych, które chętnie wsłuchają się we wzruszającą opowieść o chłopcu, który chciał latać. Dziesięcioletni główny bohater to chłopiec, który wykluł się z jajka znalezionego przez tatę na chodniku. Czuje się trochę samotny mimo miłości rodziny i marzy o lataniu jak ptaki. Problem w tym, że nie ma skrzydeł… Czy uda mu się spełnić marzenie? Przeczytajcie sami.

O tym można rozmawiać tylko z królikami A. Höglund www.zakamarki.pl cena: 29,90 zł Niesamowita, pełna wrażliwego spojrzenia, empatii i uważności opowieść o wszystkich tych, którzy czują się inni, nieprzystający, niedopasowani. Trzynastoletni narrator wprowadza nas w swój skomplikowany świat, nie bojąc się trudnych emocji, pytań bez odpowiedzi, potrzeb wymagających zaspokojenia. Do tego książka jest pięknie zilustrowana – wszystko to sprawia, że chwyta za serce. Obowiązkowa lektura nie tylko dla dojrzewających nastolatków, ale i ich rodziców, i wszystkich dorosłych, którzy też kiedyś byli dziećmi.

GIRL POWER. Opowieści dla dziewczyn, które chcą zdobyć świat C. Paul www.publicat.pl cena: 36,90 zł Oto pozycja dla każdej dziewczynki – mniejszej, większej i tej, która mieszka w zupełnie dorosłej skórze, dla dziewczynki nieśmiałej i odważnej, dla tej, która się boi, tej, która nie jest pewna, czego potrzebuje albo czy da sobie radę. Książka ta jest pełna wspaniałych, ekscytujących historii kobiet i opowieści pełnych przygód, a do tego zawiera zadania do zrobienia i praktyczne triki. Napisana przez również inspirującą kobietę, która przekazuje dziewczynkom myśl: „odważ się, świat należy do Ciebie”.


Słońce i jej kwiaty R. Kaur www.otwarte.eu cena: 34,90 zł Kolejny tom wierszy absolutnie cudownej Rupi Kaur, która z delikatnością, a zarazem siłą, opowiada o kobiecości, dojrzewaniu, samodzielności, podejmowaniu wyborów, o sile, pragnieniach i potrzebach. Autorka w najnowszym, pięknie wydanym tomiku, ukazuje, że ludzie są jak kwiaty i też czasem potrzebują zwiędnąć, by móc narodzić się na nowo. Polecam!

Wspólne dorastanie. Miłość i szacunek w rodzinie C. González www.mamania.pl cena: 34,90 zł Carlos González znany i kochany przez polskich rodziców hiszpański pediatra powraca z kolejną książką, tym razem traktującą o dorastaniu oraz więzi ze starszym dzieckiem. Z właściwym sobie poczuciem humoru i lekkim piórem zmaga się z przeróżnymi rodzicielskimi pytaniami, które pojawiają się zaraz po tym, gdy znikają te związane z karmieniem czy usypianiem. Z miłością, uważnością i szacunkiem do drugiego człowieka, podsuwa podpowiedzi i rozwiązania dotyczące np. stosowania kar i nagród, korzystania z telewizji, wspólnych posiłków, a także autorytetów, rozwodu czy narkotyków.

Gotuję, nie marnuję. Kuchnia Zero Waste po polsku S. Majcher www.gwfoksal.pl cena: 49,99 zł W naszych domach marnuje się bardzo dużo żywności (w Polsce wyrzucamy 9 milionów ton jedzenia rocznie!). W książce Sylwii Majcher znajdziemy wiele rad i propozycji, które pozwolą nam ograniczyć straty żywności (a przy okazji wydatki na żywność) od samego początku, czyli zakupu, do końca – wykorzystania resztek. Autorka doradza, w jaki sposób wybierać i przechowywać żywność, żeby służyła nam jak najdłużej, a przepisy zawierają wiele kreatywnych pomysłów na wykorzystanie mało atrakcyjnych resztek, przywiędłych warzyw i owoców, jak również na wykorzystanie części warzyw, których na ogół nie spożywamy (genialne pesto z liści rzodkiewki!).


Aniołek Dziadunia Ketchup Łagodny www.ogrodekdziadunia.pl cena: 7 zł Ketchup o bagatym smaku naszych polskich pomidorów. Łagodny nadaje się idealnie do kanapek czy przekąsek dla dzieci oraz jako dodatek do dipów. W składzie ma same naturalne składniki, co zdecydowanie czyni go moim ulubionym ketchupem na stole. Truskawkowa poezja Syrop z truskawek www.ogrodekdziadunia.pl cena: 12 zł Przepyszny syrop wykonany z samych naturalnych składników – polskich truskawek. Jest wspaniale gęsty i stanowi świetny dodatek do herbaty, ale też idealny do rozcieńczania w wodzie. Świetnie prawdza się także jako polewa do placków, pankejków i naleśników. Diabełek Dziadunia Ketchup Pikantny www.ogrodekdziadunia.pl cena: 7 zł Świetny ketchup do potraw grillowych, wędlin, mięs i kiełbas. Ma bardzo wyrazisty pomidorowo-pikantny smak. Nadaje charakteru burgerom i frytkom. Mimo tego, że ketchup jest ostry, polubił go mój syn! Ogromny plus za wspaniały naturalny skład.

Musztarda chrzanowa z miodem www.ogrodekdziadunia.pl cena: 6 zł Musztarda idealna na letnie wieczory przy grillu. Wyraźnie czuć w niej ostrość goryczycy złagodzonej przez dodatek miodu. Charakteru nadaje musztardzie dodatek chrzanu. Świetna do marynat mięsnych i do dressingów sałatkowych!


Sylveco Lipowy płyn micelarny cena: 20,50 zł www.sylveco.pl Skuteczne usuwanie makijażu, pielęgnacja i łagodzenie podrażnień dla suchej i zmęczonej cery. Piękny, ziołowy zapach. Lipowy płyn micelarny Sylveco zawiera naturalne składniki: lipę szerokolistną, aloes i proteiny owsa. Bardzo polecamy do wieczornej pielęgnacji i demakijażu.

Biolaven Odżywczy krem do rąk cena: 16 zł www.biolaven.pl Krem do przesuszonej i podrażnionej skóry dłoni, zawierający naturalne pielęgnujące składniki: masło shea, olej z pestek winogron, skwalan i lecytynę sojową. Dodatkowo naturalny olejek lawendowy, który nadaje mu przyjemny i łagodny zapach. Przeznaczony do pielęgnacji skóry dłoni ale sprawdzi się również do pielęgnowania stóp i ciała.

Vianek Orzeźwiająco-energetyzujący żel pod prysznic www.sylveco.pl cena: 16,99 zł Wspaniały żel o delikatnym, orzeźwiającym zapachu, który dba o skórę, poprawia jej nawilżenie i elastyczność, odżywia i oczyszcza. W składzie znajdziecie między innymi: odświeżający ekstrakt z szałwii, a także kwas jabłkowy z sorbitolem, które wiążą wodę w naskórku, poprawiając jednocześnie jej nawilżenie. Polecam bardzo zwłaszcza osobom z suchą skórą.


Łagodząca pomadka ochronna www.sylveco.pl cena: 10 zł Bardzo łagodna szminka ochronna o delikatnym smaku bananowym, idealnie natłuszczająca i nawilżająca. W składzie zawiera szereg naturalnych olejów roślinnych – słonecznikowy, jojoba, sojowy, kokosowy – oraz maseł: shea i kakaowe, które chronią przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Przebadana dermatologicznie, może być z powodzeniem używana również przez dzieci.

Zestaw „Gładkie ciało” www.sylveco.pl cena: 59,99 zł Oto zestaw dla każdej kobiety, która walczy z cellulitem albo po prostu lubi poddawać się kosmetycznym zabiegom pielęgnacyjnym. W skład zestawu wchodzą: ujędrniający żel pod prysznic o zapachu wiśniowo-cynamonowym, ujędrniające mydło z olejkami geraniowym i różanym, rozgrzewający olejek cynamonowy oraz Celustoper – innowacyjne narzędzie z elastycznymi pręcikami do intensywnego masażu ciała, którego celem jest redukcja komórek tłuszczowych i stymulacja mikrokrążenia. Polecamy!


Vianek Wzmacniający krem do twarzy na noc cena: 30,99 zł www.vianek.pl Krem do wymagającej i delikatnej cery naczynkowej. Jego zadaniem jest odżywić i wzmocnić skórę, jednocześnie łagodzi występowanie zaczerwienienia. Krem zawiera azeloglicynę, która wzmacnia naczynka i łagodzi rumień, ekstrakt z nasion kasztanowca działający przeciwzapalnie i przeciwstarzeniowo oraz substancje łagodzące – alantoinę i panthenol. Pięknie pachnie i dobrze się wchłania.

Vianek Wzmacniający krem do twarzy na dzień cena: 30,99 zł www.vianek.com Podobnie jak pozostałe kremy w łagodzącej serii Vianek, krem na dzień pomaga w łagodzeniu podrażnień i zmniejsza objawy rumienia często występujące w przypadku cery naczynkowej. Zawiera naturalne składniki, w tym ekstrakt z owoców borówki brusznicy i olej z czarnej porzeczki, które działają przeciwutleniająco i wzmacniają naczynka. Dodatkowo krem na dzień zawiera dodatek tlenku cynku i zielony pigment, które poprawiają koloryt skóry i działają ochronnie przeciw promieniowaniu UV. Oba kremy są sprzedawane w wygodnych i higienicznych opakowaniach z pompką, dzięki czemu kontakt kremu z powietrzem i bakteriami z naszych palców jest ograniczony, a dawkowanie bardzo łatwe.


Felicea www.felicea.pl Wszystkie kosmetyki Felicea są naturalne, nie zawierają parabenów i konserwantów i nie są testowane na zwierzętach. Na dodatek mają certyfikat Gluten Free, więc nadają się również dla osób chorych na celiakię. Na dodatek są po prostu świetne, wydajne, przystępne cenowo i bardzo dobre.

Naturalny puder cena: 39 zł Puder mineralny, który dzięki swoim składnikom zapewnia miękkie wykończenie makijażu, wypełnienie drobnych zmarszczek i działanie antybakteryjnie. Bardzo dobrze się rozprowadza i lekko matuje skórę. Dostępny w dwóch odcieniach. Odpowiedni dla wegan, bo nie zawiera żadnych składników pochodzenia zwierzęcego.

Naturalny róż cena: 29 zł Prasowany róż zawierający naturalne składniki pielęgnujące i antybakteryjne – ekstrakt z bambusa, kaolin i krzemionkę. Dostępny w trzech odcieniach, świetny do wykończenia makijażu dla różnych karnacji. Wegański i bezglutenowy.

Naturalny cień do powiek cena: 29 zł Świetny wybór dla osób z wrażliwą okolicą oczu i alergiami. Jeżeli przestałyście używać cieni do powiek ze względu na podrażnienia, to ten puder pozwoli Wam wrócić do ulubionego makijażu. Jest dostępny w sześciu odcieniach, ma delikatny połysk i nie tylko daje kolor, ale też pielęgnuje powieki dzięki zawartości składników mineralnych.


Naturalna kredka do oczu cena: 29 zł Piękne, intensywne kolory, hipoalergiczna formuła i naturalne składniki. Do wyboru zarówno klasyczna czerń, brąz i grafit, jak i bardziej odważne odcienie – szmaragd, mocny błękit i granatowy ametyst. Kredka jest miękka, dobrze się temperuje i pozwala na uzyskanie precyzyjnej kreski.

Naturalny błyszczyk cena: 24 zł Doskonale rozprowadza się na ustach, ma piękny połysk i dużą gamę kolorów do wyboru. Pielęgnuje i nawilża, chroni usta przed wysuszeniem, jednocześnie nadając kolor i połysk.

Naturalna szminka do ust cena: 29 zł Naturalna pielęgnacja i bogaty wybór odcieni. Pielęgnuje usta, nawilżając je i nadając im barwy. Dobrze się rozprowadza i utrzymuje na ustach. Zawiera naturalne olejki i woski, które zapewniają składniki przeciwutleniające i pielęgnujące: witaminę E, wielonienasycone kwasy tłuszczowe i skwalen. Pomadka ma lekko perłowy odcień i świetnie kryje.


Kwartalnik Laktacyjny | 2/2018

Kwartalnik Laktacyjny 2/2018  

Letni numer Kwartalnika Laktacyjnego

Kwartalnik Laktacyjny 2/2018  

Letni numer Kwartalnika Laktacyjnego