{' '} {' '}
Limited time offer
SAVE % on your upgrade.

Page 1

100-lecie Odzyskania niepOdległOści

Gdyński

GAZETA BEZPŁATNA DLA SENIORÓW I ICH RODZIN

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

nr 60, listopad 2018

100-lecie Odzyskania niepOdleGłOści „Barwy ojczyste” Czesław Janczarski Powiewa flaga, Gdy wiatr się zerwie, A na tej fladze Biel i czerwień. Czerwień to miłość, Biel serce czyste. Piękne są nasze barwy ojczyste. naszym drogim czytelnikom z okazji 100-lecia Odzyskania niepodległości składamy najserdeczniejsze życzenia długich lat życia w polsce, w której panować będzie Miłość i serce czyste. Redakcja „Gdyńskiego IKS”

Zabawa andrzejkowa z Fundacją FLY zapraszamy na zabawę andrzejkową „Rock’n’Roll - lata ‘60”. Odbędzie się ona 23 listopada (piątek) od godz. 16.00 do 21.00 w kas catering przy ul. szkolnej na pogórzu. Mile widziane rock’n’rollowe stroje lub akcenty. W programie: przebojowa muzyka lat sześćdziesiątych i nie tylko, obiad, ciasto, kawa, herbata (rock’n’rollowe napoje we własnym zakresie). Bilety do nabycia w biurze Fundacji Fly. ReKlAMA

Pogoda na naukę języków obcych, czyli porozmawiajmy trochę po angielsku

strona 12


100-lecie Odzyskania niepOdległOści

Sklep charytatywny „Z głębokiej szuflady” Gdynia, ul. Świętojańska 36 (pod sklepem Biedronka) godziny otwarcia:

poniedziałek-piątek 10.00 – 18.00, sobota 10.00 – 14.00

tel. 515 150 420 www.zglebokiejszuflady.pl www.facebook.com/zglebokiejszuflady

Okazja czyni… kolekcjonera starocie, pamiątki, bibeloty i klamoty. Rzeźby, obrazy, oryginalne dekoracje, starodruki, monety i wiele innych przedmiotów. Za niewielką cenę.

Sklep wny y t a t y char y” zuflad s j e i k bo „Z głę leca swoje po je! kolekc


100-lecie Odzyskania niepOdległOści

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

3

Magiczne właściwości kasztanów Co sprawia, że te małe ciemnobrązowe nasiona są aż tak atrakcyjne dla wielu osób? Kasztany uwielbiane są przez dzieci. Dlatego rodzice przynoszą je do domu, by zrobić dla swoich pociech kasztanowe ludziki i zwierzątka. Nasiona kasztanowca znajdują także zastosowanie jako element jesiennego wystroju mieszkania. Niektórzy traktują je jako zmienną dekorację, podobnie jak kwiaty, które wymieniają co kilka dni. Wiele osób kładzie kasztany obok komputera czy telewizora, ponieważ naukowcy udowodnili, że te niezwykłe nasiona działają jak odpromienniki. Tak jak drzewa pochłaniają powietrze zanieczyszczone przez nasze kominy i rury wydechowe, tak kasztany pochłaniają szkodliwą energię wydzielaną przez urządzenia elektroniczne, których jest w naszych domach coraz więcej. Najciekawsze jest to, że nasiona kasztanowca posiadają również właściwości lecznicze. Kasztanowe wyciągi, wywary i roztwory pomagają w lecze-

Fot. pixabay

Jest październik, miesiąc, w którym z drzew spadają kasztany i niczym dywany pokrywają chodniki. nie leżą jednak zbyt długo na kostce brukowej czy trawie, bo już wtedy, gdy zaczynają dojrzewać i spadać w zielonych łupinach, pod rozłożystymi gałęziami kasztanowców pojawiają się ich amatorzy. W parkach i przy ulicach można spotkać dziesiątki ludzi, od kilkuletnich dzieci po osoby w wieku emerytalnym, którzy zbierają kasztany.

niu żylaków, hemoroidów, zakrzepów, obrzęków, odmrożeń czy stłuczeń. Również w farmaceutyce znajdują zastosowanie maści i żele ułatwiające leczenie niewydolno-

ści żylnej, żylaków i obrzęków. Natomiast preparaty z kasztanowca zawarte w kremach i maseczkach wzmacniają naczynia krwionośne i poprawiają elastyczność skóry.

Wiele roślin i drzew posiada właściwości lecznicze. Dobrym przykładem jest brzoza, do której warto się przytulać, gdy boli głowa, a sok z jej pnia jest stosowany przy leczeniu chorób reumatycz-

nych, gastrologicznych czy nawet nowotworowych. Ale to o nasionach kasztanowca mówi się, że mają magiczne właściwości. Może jest w tym ziarno prawdy.. Michał Wilk

Fotograficzny zew od morza Fotografia morska od lat w Gdyni cieszyła się szczególną estymą. „Miasto z morza i marzeń” przebijało się błyskawicznie do wyobraźni milionów Polaków, w tym także emigrantów rozsianych po całym świecie. Już przed wojną entuzjazm budziły fotografie nowoczesnego portu morskiego, transatlantyków, Daru Pomorza, czy takich miejsc jak np. dworzec morski, Nabrzeże Pomorskie, czy dzielnica Oksywie.

fot. Marta leśniakowska i Nagroda

Nieoceniony wkład w rozwój fotografii morskiej Gdyni był dziełem Janusza Uklejewskiego, gdyńskiego artysty, fotografika, autora kilkuset pocztówek, wieloletniego współpracownika Centralnej

Agencji Fotograficznej, „Gazety Morskiej”, „Marynarza Polskiego” oraz legendarnego „Morza”. W latach 50. i 60. z powodzeniem rozwijał się nurt fotografii reportażowej. Jednym z jej prekursorów w Gdyni był znakomity artysta-fotograf Tadeusz Link, który choć słynął głównie z fotografii teatralnej (taniec, balet, dokumentacja spektakli), to jego niektóre cykle zdjęć, w tym pejzaże oraz reportaże z życia codziennego portu, należy uznać za fundamentalne dzieło fotograficzne - zapisu morsko-portowego DNA miasta. Podobnie jak Tadeusz Link, inny gdyński twórca, Hipolit Śmierzchalski, łączył pasję do fotografii teatralnej z tematyką morską. Wiele osób pamięta go dobrze jako fotografa pokładowego trans-

atlantyku TSS Stefan Batory (1978-1988). W tegorocznej, III edycji konkursu „Legenda Morska w Obiektywie”, syn Hipolita Śmierzchalskiego - Maurycy Śmierzchalski, przewodził obradom jury. Na konkurs wpłynęło w pięciu kategoriach ponad 200 prac. Laureatami konkursu zostali: Marta Leśniakowska, Elwira Kruszelnicka, Magdalena Korzewska, Ewa Tulińska, Magdalena Rosman, Dariusz Sobiecki oraz Iwona Krzyżaniak-Jasiewicz. Wystawę pokonkursową można oglądać do końca listopada w budynku Gdyńskiego Centrum Filmowego. Prezentowane są zarówno prace laureatów, jak i dodatkowo wybrane przez jury najlepsze fotografie konkursowe, wydrukowane na planszach w formacie 50x70.


4

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

100-lecie Odzyskania niepOdległOści

Juljan Rummel * Sen o Gdyni cz. 8. (pisownia oryginalna) W Gdyni przemieszała się krew polska ze-wszystkich dzielnic z pewną domieszką krwi obcej różnych narodowości i ras. Wytworzyło to typ ludzi zdolnych, pracowitych, dzielnych i uczynnych. Codzienna łączność z całym światem, codzienne obcowanie z cudzoziemcami (obliczają, że łącznie z marynarzami do Gdyni przybywa rocznie około 200.000 cudzoziemców) nakoniec klimat i stałe obcowanie z morzem wyrobiły z gdynian ludzi milczących, śmiałych, pewnych siebie, lecz niezarozumiałych, ludzi o szerokich poglądach, umiejących mierzyć zjawiska na należytą skalę, doskonale orjentujących się w życiu międzynarodowem i zwykle doskonale wyspecjalizowanych fachowców. Skończyły się czasy, gdy Polak wyjeżdżał z kraju, aby być eksploatowany. Dawno już nauczono się wyjeżdżać, aby eksploatować świat. Tysiące gdynian pracuje zagranicą, gdzie są chętnie widziani, jako rzetelni i zdolni pracownicy. Z nich się wyrobił szereg kupców o znaczeniu międzynarodowem. odgrywających znaczną rolę w kolonjach zamorskich. Wiele pożytecznych instytucyj społecznych zawdzięcza swe powstanie w Gdyni kupcom gdyńskim. Opowiadano o jednym kupcu, którego pamiętają w Gdyni, jako jeszcze chłopca do posyłek w jednem z biur maklerskich, a który się dorobił w handlu z Dalekim Wschodem w okresie odrodzenia Chin ogromnego majątku. Gdy niedawno odwie-

dził on Gdynię, i zaczęto przy nim rozmawiać o palącej konieczności wybudowania w Gdyni jeszcze jednego basenu – z czem zwleka się wskutek braku kredytów, milcząc wyjął książeczkę czekową, wypisał czek na 10 miljonów złotych i doręczył go Prezesowi Rady Portu z żądaniem natychmiastowego przystąpienia do robót. Tak postąpił swego czasu Książe de Galliera w Genui, gdzie falochron jego kosztem zbudowany nosi teraz jego imię. Utarło się powiedzenie, że „gdynianinowi można ufać”. Zasady uczciwości, rzetelności, porządku i akuratności (gdynianie są punktualni co do minuty) były oddawna krzewione w szkołach gdyńskich od klas najniższych. Wprowadzenie tych zasad w życie szeregu pokoleń ogromnie się przyczyniło do powstania w Gdyni największego środowiska handlowego na północy Europy. Było to i pozostaje ogromną zasługą nauczycielstwa polskiego, które w ciągu szeregu lat wpajało te zasady w podrastajace pokolenie z systematycznością, a nawet bezwzględnością. Lecz ta mrówcza i skromna praca nauczyciela była jedną z podwalin rozwoju Gdyni, a jednocześnie i umocnienia stanowiska Polski na świecie, jednem ze źródeł jej bogactwa. Gdynianie mają ambicję polegania na samych sobie, a nie na stosunkach i na protekcji. To nastawienie pielęgnowane oddawna w Gdyni stworzyło silne charaktery, umiejące przezwyciężać przeszkody. Nic więc dziwnego,

że gdynianie wszędzie są pierwsi. Gdynianie zawsze kochają swoją Gdynię. Pozostają jej patrjotami niezależnie od tego, dokąd ich zapędzi los i o swoim mieście nigdy nie zapominają. Mały chłopak, sprzedający na ulicy gazety, wydrapie oczy każdemu, kto ośmieli się odezwać nieprzychylnie o Gdyni. Znowu nam opowiadają historję powstania w porcie domów odpoczynkowych dla robotników. Pewien kupiec, który się wybił z pośród robotników portowych, zbudował w obrębie portu dwa domy wypoczynkowe dla robotników, oczekujących pracy lub mających przerwę w pracy. Te domy z taniemi jadłodajniami posiadają sale, czytelnie, umywalnie i natryski. Za kilka złotych rocznie robotnik może mieć szafkę dla swego ubrania. Może on zatem po skończeniu pracowitego dnia wymyć się, przebrać, siąść na swój rower i już porządnie ubrany jechać do domu, gdzie na niego czeka żona z obiadem, a potem praca we własnym ogródku. Pielęgnowanie ogródków stało się jedną z namiętności gdynian. Bardzo na to wpłynęły urządzane od szeregu lat przez Magistrat konkursy ogródków, a jednocześnie i powstanie instytucji instruktorów i poradni ogrodniczych, zorganizowanych przez Gdyńskie Towarzystwo Miłośników Ogrodnictwa. *** Obiad się przeciągnął. Postanowiliśmy wyjść na powietrze i przejść się trochę przed snem.

Wyszliśmy na rzęsiście oświetloną ulicę. Właśnie skończyła się opera — a grano tego wieczora operę F. Nowowiejskiego „Legenda Bałtyku”. Tysiące ludzi i tysiące samochodów przypominały wieczór w Londynie. Lecz po pól godzinie w mieście panowała zupełna cisza. Gdynianie lubią się bawić, lecz umieją pracować. Zdala było słychać szum przychodzących do portu pociągów, ryki syren okrętowych. Ciągnęły przez puste ulice samochody ciężarowe z towarami, które będą jutro naładowane na statki i wysłane daleko w świat. Następnego dnia po doskonale przespanej w wygodnem łóżku nocy budzimy się dość wcześnie. Pławię się z rozkoszą w ślicznej kaflowej wannie. Razem z rannemi gazetami przynoszą do numeru prospekty Agencji turystycznej W. Butkis proponujące różne wycieczki. Zabieramy je sobie do przejrzenia w czasie rannego śniadania w restauracji na parterze. Studiujemy całą tę literaturę, popijając smaczną kawę i poprostu gubimy się w mnóstwie wycieczek, jednej ponętniejszej od drugiej. Proponują nam wycieczkę do Jastrzębiej Góry, do Szwajcarji Kaszubskiej, do Żarnowca, Juraty; Jastarni, do portu w Hallerowie itd. Okazuje się, że możemy z wielką łatwością zwiedzić wyspę Bornholm, w ciągu jednej nocy być w Szwecji, tak samo przez noc możemy znaleźć się w Kłajpedzie, nie mówiąc o dalszych wycieczkach morskich.

Dowiadujemy się, że kilka lat temu pewne towarzystwo terenowe wykupiło wszystkie tereny w Jastarni i stworzyło nowoczesną miejscowość letniskową ze wszelkiemi wygodami, którą warto zwiedzić. Warto zwiedzić także lotnisko w Zagórzu, do którego dojeżdża się szybko koleją podziemną, wychodzącą z Orłowa i świetnie obsługującą miasto i jego okolice. Oglądamy fotografię pięknego parku nadmorskiego w Hallerowie, do którego powstania przyczynił się Wojewoda Kirtiklis. W Hallerowie z chwilą powstania parku skoncentrowało się faktycznie całe morskie rybołówstwo polskie. Powstały tam nad wielkiem morzem ośrodki żeglarskie różnych organizacyj społecznych i związków sportowych, których członkowie zajmujący s:ę żeglarstwem zamieszkują w hotelu im. gen. Zaruskiego. W związku z tern przy porcie powstało rozlegle, długie, zwrócone frontem ku morzu schludne i ładne miasto o 7.000 ludności. Lecz nie mamy dużo czasu na studiowanie prospektów. Pozostawiamy to na później i wychodzimy z restauracji. W hallu spotykamy się ze znajomymi. Poznajemy grupę Anglików, którzy przyjechali do Gdyni — jedni grać w golfa, drudzy łowić ryby w okolicach Wejherowa. Wszyscy przyglądają się Gdyni nietylko z punktu widzenia turystyki ale i interesu, zamierzając poczynić znaczne inwestycje. Janina Wasylka Radna z Grabówka * Juljan Rummel, Sen o Gdyni, Gdynia 1934. Gdyński Związek Propagandy Turystycznej Wykonano w Pomorskiej Drukarni Rolniczej S.A. w Toruniu.

inauguracja nowego sezonu w Teatrze Miejskim w Gdyni Nowy sezon teatralny 2018 -2019 w Teatrze Miejskim rozpoczął się premierą komedii – farsy „Hotel Westminster” Ray cooney’a. O tym, jak przyjęła sztukę publiczność, niech zaświadczy fakt, że bilety zostały już wyprzedane na wiele przedstawień. Ray Cooney to brytyjski współczesny komediopisarz określany jako mistrz farsy. Należy on do czołówki najpopularniejszych angielskich pisarzy komediowych. Sam uważa siebie za twórcę współczesnej farsy. „Hotel Westminster” to jego interpretacja współczesnych czasów i dzisiejszego społeczeństwa. To spojrzenie na typy ludzkie doskonale nam znane. Świat tradycji jeszcze istnieje, ale zaczyna tracić charakter, zmienia się, chociaż nie zawsze wiadomo, w jakim zmierza kierunku. Conney w sposób łagodny, zawoalowany pisze o końcu wartości dawnej Europy, o jej rozpadzie. W sztuce widoczny jest brak oparcia u bliskich sobie ludzi, upadek zasad moralnych. Hotel już trochę zmurszały, ale

to jeszcze porządna, stara, dobra Europa. Nie ma już w nim dawnej galanterii zachowań, seks wypiera miłość, panuje duchowa pustka. W sztuce widzimy przedstawicieli najwyższej kasty społecznej. Niestety, nie dorastają oni do pełnionych funkcji. Do władzy dochodzą ludzie bardzo często z przypadku i to oni budują nową rzeczywistość. Ale ponieważ jest to farsa, to ma nas to bawić. I tak właśnie się dzieje się na deskach Teatru Miejskiego. Jest małżeństwo ważnego wiceministra, zdradzające się wzajemnie. W tej roli piękna Beata Buczek Żarnecka i przeuroczy Szymon Sędrowski. Jest sekretarz owego ministra dzielnie walczący z pokusami zdrady, ale wciągnięty w krętactwa małżonków. W tej

roli Bogdan Smagacki, doskonały w tej humorystycznej roli. Jest jak zwykle prześmieszna Elżbieta Mrozińska w roli radnej stojącej na straży moralności. Musi też być piękna sekretarka, kochanka ministra. A w tej roli seksowna Monika Babicka. Oczywiście jest również obsługa hotelu: Mariusz Żarnecki jako dyrektor, Dorota Lulka jako recepcjonistka jakby z dawnych czasów. Kapitalny w roli cwanego chińczyka, pełniącego funkcję kelnera, jest Maciej Wizner. Za przynoszoną w dzbankach kawę oraz serwowany szampan każe sobie płacić słone napiwki. Jest też Piotr Michalski jako przysłowiowy rogacz, czyli mąż sekretarki, bezrobotny aktor, którego sprytna żona wysłała na narty, żeby nie przeszkadzał

w schadzkach kochanków. Jest również Marta Kadłub jako bardzo uczynna pokojówka oraz Maciej Sykała jako portier. Sztuka w reżyserii Bogdana Cioska jest bardzo dynamiczna. Aktorzy mają bardzo trudne zadanie. Teatr nie ma sceny obrotowej, a Katarzyna Skawińska, która opracowała ruch sceniczny, wymaga od obsady aktorskiej wręcz matematycznej precyzji. Ale aktorzy doskonale dali sobie radę z tym trudnym zadaniem. Scenografię i kostiumy zaprojektował bardzo ciekawie Andrzej Witkowski, a podkład muzyczny Maciej Dąbrowski. Jeżeli lubicie Państwo farsę, to koniecznie udajcie się do Teatru Miejskiego”, żeby obejrzeć „Hotel Westminster” Raya Conney’a.

Jak zapowiada Dyrektor Artystyczny teatru, Krzysztof Babicki, będziemy w tym sezonie mogli wkrótce obejrzeć sztukę „Bankiet”, którą na podstawie trzech nowel Witolda Gombrowicza przygotowuje dla teatru Tadeusz Bradecki. Paweł Huelle napisał dla Teatru Miejskiego sztukę „ Znaczy Kapitan” na podstawie powieści Karola Olgierda Borchardta. Natomiast na lato, stale współpracujący z teatrem Jacek Bała, wyreżyseruje sztukę, która będzie próbą spojrzenia na twórczość Agnieszki Osieckiej pod roboczym tytułem „Życie to nie bal”. Teatr Miejski serdecznie zaprasza również na wiele spektakli z repertuaru na październik i listopad 2018 r. Basia Miecińska


100-lecie Odzyskania niepOdległOści

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

5

Zapomniane asy przestworzy Mieli opinię najskuteczniejszych, byli najbardziej znaną jednostką lotniczą Polskich Sił Powietrznych. Znaleźli się w niej piloci, którzy po klęsce wrześniowej przez Rumunię, Węgry przedostali się do Francji. Polskich lotników traktowano tu protekcjonalnie, Francuzi mieli słabe pojęcie o przebiegu kampanii wrześniowej. Wkrótce sami doświadczyli niemieckiej agresji i w przeciwieństwie do Polaków walczyli niechętnie. W powietrzu unikali atakowania samolotów niemieckich, polscy lotnicy walczący u ich boku podejmowali walkę sami. „Dla nich Niemiec w powietrzu to coś, przed czym zamyka się oczy, aby go broń Boże długo nie widzieć” - tak pisał o nich polski lotnik. Francuzi nie rozumieli  zapału i determinacji polskich żołnierzy. Docenił jednak wysiłek Polaków głównodowodzący armii francuskiej gen. Weygand, mówiąc o postawie polskich żołnierzy, że gdyby miał więcej dywizji polskich, powstrzymałby Niemców. Premier Rządu Polskiego na emigracji, Władysław Sikorski, widząc klęskę Francji, zwrócił się do Anglii i uzyskał zapewnienie nowego premiera Winstona Churchilla, że „Razem zwyciężymy lub razem zginiemy”. Niestety, zaproszenie do Anglii dla Polaków wystosowane przez króla Jerzego VI obejmowało tylko 50 osób . W niewielkim porcie Libourner u ujścia Loary czekał na członków rządu polskiego krążownik marynarki brytyjskiej Arethusa wysłany na rozkaz króla angielskiego. Francuzi w tym czasie zamknęli Polakom łączność radiową i telefoniczną, utrudniali żołnierzom przedostanie się na „Wyspę ostatniej nadziei». Sikorskiemu zależało na uratowaniu resztek wojsk polskich z Francji. Dzięki jego interwencji Anglicy zabierali Polaków na swoje okręty podczas ewakuacji własnych wojsk z Francji. W sumie 75% lotników, tj. około  8,5 tysiąca, przedostało się na drugą stronę Kanału La Manche. Generałowi Sikorskiemu nie udało się zapewnić autonomicznego charakteru Polskich Sił Powietrznych, były one zintegrowane  z jednostkami RAF-u. Pierwszym z polskich dywizjonów myśliwskich był utworzony 13 lipca 1940 roku na lotnisku Leconfield 302 Dywizjon Myśliwski „Poznański». Drugi z polskich dywizjonów, 303 Myśliwski „Warszawski» im. Tadeusza Kościuszki, sformowano 2 sierpnia1940 roku na lotnisku Northolt, dowodził nim mjr Zdzisław Krasnodębski. Obok niego polskimi eskadrami dowodzili Witold Urbanowicz i Lu-

dywizjon 303 zakończył swoją służbę 11 grudnia 1946 roku, kiedy Witold łokuciewski - ostatni dowódca dywizjonu - zdjął z samolotu odznakę. Ten symboliczny gest zakończył okres walk polskich lotników w obronie Wielkiej Brytanii.

Dywizjon 303 - Jan Zumbach, Stefan Witorzeńć, Zygmunt Bieńkowskim (Ministry of information Second World War Official collection)

dwik Paszkiewicz, zaś ze strony Anglików mjr Ronald Kellet, nazywany «Dyziem», Jon Kent «Kentowski» i Athol Forbes. Najbardziej barwnymi postaciami dywizjonu byli: Jan Zumbach, Mirosław Ferić i Witold Łokuciewski. Nazywano ich „trzema muszkieterami». Do Dywizjonu 303 trafił też Czech Jozef Frantisek, który po kapitulacji Czechosłowacji w 1939 roku uciekł do Polski, uważając się za jej honorowego obywatela. Dowództwo angielskie, podobnie jak Francuzi, nie dowierzało ich umiejętnościom. Doświadczonym pilotom kazano ćwiczyć na trzykołowych rowerach w takich formacjach jak w powietrzu. Przewidywano, że Polacy trafią do Lotniczej Rezerwy Ochotniczej, zaważyły na tym uprzedzenia klasowe. W skład rezerwy wchodzili wszyscy, którzy stali na niższym szczeblu brytyjskiej drabiny społecznej, którzy nie byli ani oficerami, ani dżentelmenami. Straty, jakie poniósł RAF we Francji w ludziach i sprzęcie, zmusił dowództwo do zmiany stosunku wobec lotników polskich. Od ósmego sierpnia trwała „Bitwa o Anglię». Hermann Goering zaplanował akcję „Adler Tag», której celem było zniszczenie brytyjskiej obrony. Do osiemnastego sierpnia zginęło 154 pilotów, brakowało 200, wracający z walk lotnicy padali ze zmęczenia. Młodzi po krótkim szkoleniu nie mieli szans na przeżycie. Polaków na-

dal nie dopuszczano do bojów z Niemcami. Sytuacja zmieniła się po dziewiętnastym sierpnia. W tym dniu, gdy Luftwaffe atakowała wybrane cele, Dywizjon 303 trenował symulowane ataki. Porucznik Paszkiewicz zauważył dużą grupę niemieckich bombowców i myśliwców, oderwał się od szyku i zaatakował jedną z maszyn. To przekonało Ronalda Kelleta, że dywizjon nadaje się do działań bojowych. Po raz pierwszy przekonano się o jego możliwościach 31 sierpnia, kiedy wysłano go przeciwko niemieckim bombowcom, które drugi raz tego dnia szykowały się do zbombardowania strategicznych celów w Londynie. Wyruszyły dwie eskadry w sile 13 samolotów. W niespełna kwadrans zniszczono 6 maszyn wroga, nie ponosząc żadnych strat. Niesubordynacja Polaków, która tak drażniła sztywnych Anglików przestrzegających przepisów, okazała się zbawienna w powietrzu, kiedy działanie na własną rękę i brawura decydowało o wyniku bitwy. Przekonał się o tym Athol Forbes dowodzący 7 września Polakami podczas wielkiej bitwy powietrznej nad Londynem. Nie zauważył lecących w stronę doków londyńskich niemieckich bombowców. Ludwik Paszkiewicz, zdając sobie sprawę z zagrożenia, wyłamał się z szyku, krzycząc do pozostałych przez radio „Do ataku! Za mną!” Wszyscy łącznie z Forbesem, który zo-

rientował się w końcu w sytuacji, podążyli za nim. Witold Urbanowicz napisał tego dnia „Byliśmy jak tuzin myśliwskich psów rozrywających na strzępy dzika», a Forbes zafascynowany postawą Polaków w sprawozdaniu do dowództwa relacjonował: „... dorniery spadały z nieba jak kuropatwy, czasem po dwa naraz». W kwadrans zestrzelono 14 maszyn i uniemożliwiono atak na Londyn. Szef bazy w Northolt Stanley, Vincent, nie dowierzając raportom o liczbie zestrzeleń Dywizjonu 303, postanowił sprawdzić osobiście, jak działają Polacy, którzy już obrośli legendą. Leciał swoim hurricane`em za dywizjonem, nad Horsham Polacy starli się z dużą liczbą niemieckich dornierów.  Lotnicy z 303 uderzali niejednokrotnie z samobójczym impetem w kierunku niemieckich bombowców. Vincent, będący sam świetnym pilotem, próbował włączyć się do walki, musiał jednak trzymać się z boku, bo nurkujące z szaleńczą brawurą samoloty Polaków uniemożliwiały mu jakikolwiek ruch. „Raptem niebo zapełniło się płonącymi samolotami, spadochronami i kawałkami rozwalonych skrzydeł, a wszystko rozegrało się z oszałamiającą prędkością». Po wylądowaniu na ziemię powiedział: „Mój Boże oni ich naprawdę koszą». Taktykę Polaków działania na własną rękę, w luźnych szykach przejęli też Anglicy. Pola-

cy w przeciwieństwie do pilotów angielskich, którym wpojono ostrożność, byli szaleńczo odważni, podchodzili tak blisko do samolotów wroga, że wydawało się, że uderzą w nie. Podobno Niemcy na widok zbliżających się Polaków wyskakiwali z bombowców. Kellet po wojnie napisał, że udało mu się przeżyć wojnę dzięki Polakom. Ich niezwykłe koleżeństwo i strategia osłaniania uszkodzonych samolotów i kolegów ewakuujących się na spadochronach budziła podziw wśród Anglików.  Kulminacyjnym dniem walki o Wielką Brytanię był 15 września, Goering, skierował przeciw Wyspie wszystkie siły sądząc, że RAF został zdziesiątkowany. Podczas tej bitwy Polacy stanowili 20% wszystkich lotników. Dywizjon poniósł niewielkie straty - zginął jeden pilot, jeden był ranny. Dywizjon stracił 3 samoloty, kilka powróciło mocno uszkodzonych. W okresie „Bitwy o Wielką Brytanię» pisano, że jeden Polak jest wart 10 Francuzów, a piloci polscy są lepsi od najlepszych angielskich. Sekretarz króla Jerzego VI podkreślał, że „...gdyby wszyscy nasi sojusznicy byli Polakami, to do tej pory ta wojna potoczyłaby się całkiem inaczej». Byli najpopularniejszymi bohaterami tej wojny. Dyrektor BBC gratulował im osiągnięć, pisząc „Niech żyje Polska». Przeciętny Anglik nie miał pojęcia o Polsce, posługiwano się stereotypami o dzikim kraju leżącym na wschodzie. Szybko pozbywano się uprzedzeń wobec Polaków. Pisano o ich szarmanckim zachowaniu wobec kobiet, fantazji i szaleńczej brawurze. Zasługi polskich lotników doceniono tuż po wojnie. Brytyjski minister lotnictwa Archibald Sinclair przekazał lotnikom list, w którym dziękował za ich wkład w zwycięstwo aliantów. Kilka miesięcy później rząd brytyjski w obawie o relacje z Moskwą, zmienił politykę wobec Polaków, próbując ich zmusić do opuszczenia kraju. Szybko zapomniano o ich zasługach, pojawiły się napisy „Anglia dla Anglików». Zapomniano, że Dywizjon 303 był najskuteczniejszą jednostką walczącą w obronie Wielkiej Brytanii. Na defiladzie zwycięstwa Polacy byli tylko widzami.   Cytaty pochodzą z książki „Sprawa Honoru, Dywizjon 303 Kościuszkowski. Zapomniani bohaterowie II Wojny Światowej” autorstwa Lynne Olson i Stanleya Cloud. Jolanta Krause


Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

100-lecie Odzyskania niepOdległOści

Fot. R.daruk

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Fot. R.daruk

6

charakterystyczna architektura Bordżomi

Kutaisi. Fontanna ze skarbami Kolchidy

Wspomnienia z kraju, gdzie Wycieczka 01.X. – 09.X.2016.

Gruzja to piękna, trudna i doświadczona ziemia, pełna historii, średniowiecznych, tajemniczych monastyrów, bezcennych zabytków związanych z początkami chrześcijaństwa, unikalnych skarbów w postaci podziemnych, skalnych miast, ziemia z dziewiczą przyrodą oraz niebotycznym Kaukazem, niepowtarzalnymi widokami i wreszcie z pogodnymi, serdecznymi ludźmi, których, oprócz słynnej gościnności połączonej z radością życia, cechuje patriotyzm idący w parze z niezłomnością w walce o tożsamość i godność. Naszą wędrówkę po tej historycznej ziemi rozpoczęliśmy od jednego z najstarszych miast na świecie, bo od liczącego prawie 4 tysiące lat – Kutaisi. Jest to drugie co do wielkości miasto Gruzji, liczące około 200 tysięcy mieszkańców, stolica Imeretii, krainy leżącej w zachodniej części kraju. Sercem Kutaisi jest okazały Plac Dawida Agmaszenebelego (Dawida IV Budowniczego), postaci wielce zasłużonej w historii Gruzji, jednego z najważniejszych jej władców. W centralnej części placu widnieje fontanna ze

złoconymi figurami zwierząt nawiązującymi do starożytnej Kolchidy, ponieważ zachodnia Gruzja to starożytna Kolchida, czyli dawna kolonia greckiego Miletu. Najważniejsze obiekty skupiły się w bliskim sąsiedztwie placu, a są to między innymi: Teatr, Muzeum Historyczne, Muzeum Sportu, tuż obok wielki park rozrywki z ciekawą subtropikalną roślinnością, dającą wytchnienie podczas upalnych dni lata. Najcenniejszą budowlą sakralną jest Katedra Zaśnięcia Bogurodzicy, nazywana potocznie Katedrą Bagrati (powstała za panowania króla Bagrata III, czyli na początku XI wieku). Usytuowana jest na szczycie stromego wzniesienia na północnym brzegu Rioni. Jest to jeden z symboli gruzińskiej państwowości wpisany w roku 1994 na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Podobnie bezcennym zabytkiem jest Monastyr Gelati ufundowany przez króla Dawida IV Budowniczego. Przy jego wznoszeniu podobno pracował sam władca. Monastyr Gelati znajduje się w pięknej okolicy, odległej o kilkanaście kilometrów od Kutaisi, a w jego skład

Fot. R.daruk

i takim miejscem, gdzie spotykają się dwa różne światy, jest gruzja - leżąca na pograniczu nowoczesnej europy i tradycyjnej, egzotycznej, kolorowej azji. To niewielki, górzysty kraj zakaukazia, bo liczący bez mała 70 tys. km2 powierzchni i liczący około 4,5 mln. mieszkańców, od północy graniczący z Rosją, od wschodu z azerbejdżanem, od południa z armenią i Turcją, a od zachodu oblewają go ciepłe wody Morza czarnego. cztery piąte powierzchni gruzji zajmują góry, które ciągną się w północnej i południowej części kraju. Jest to kaukaz Wielki z najwyższymi szczytami szchara (5068m n.p.m.) i kazbek (5033m n.p.m.) oraz kaukaz Mały o wysokości do 2850m n.p.m. Od głównego pasma kaukazu Wielkiego oddzielają się mniejsze pasma, opadające bezpośrednio ku morzu i nizinie kolchidzkiej.

Monastyr Gelati. o lewej budynek Akademii

wchodzą 3 kościoły (zbudowane w tym samym stylu). Najważniejsza jest katedra Matki Boskiej z zachowanymi bezcennymi freskami z okresu XII – XVIII wieku. Dwie pozostałe świątynie to kościół św. Jerzego i św. Mikołaja. Monastyr Gelati był najważniejszym ośrodkiem naukowym i kulturalnym kraju. Tu znajdowała się słynna akademia, którą założył król Dawid IV. Kształci-

ła ona znanych na całą Europę filozofów i teologów. Zwano ją drugą Jerozolimą albo drugą górą Athos. Monastyr Gelati jest do dziś jednym z symboli złotej ery w dziejach Gruzji. Wykładowcy (gruzińscy i cudzoziemscy) byli starannie wybierani, co gwarantowało jakość edukacji. W akademii wykładano nauki ścisłe i humanistyczne, pisano kroniki oraz tłumaczono zagraniczne

dzieła. W pobliżu akademii znajduje się południowa brama z grobowcem tego wspaniałego władcy Gruzji. Mieszkaliśmy w ładnym hotelu usytuowanym na wzgórzu, skąd z tarasu rozciągał się ciekawy widok na miasto. Wieczorem, po obiadokolacji wybraliśmy się do centrum, by popatrzeć, jak wygląda Plac Dawida i wieczorne życie mieszkańców miasta. Plac


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

7

Fot. R.daruk

Fot. R.daruk

100-lecie Odzyskania niepOdległOści

Nowoczesne konstrukcje w Batumi

Skalne miasto Wardzia. Trzęsienia ziemi zniszczyły dwie trzecie miasta

spotykają się dwa światy współczesnego Batumi), dalej wieża zegarowa, ciekawa wieża gruzińskiego alfabetu, kilka świątyń z reliktami przeszłości, liczne kawiarnie, restauracje oraz słynna nadmorska promenada o długości 7km. Wieczorem wszystko, nawet palmy, podświetlają wielobarwne reflektory; możemy więc sobie wyobrazić, jak wygląda czarnomorska perła nocą. Unikalnym, wręcz magicznym zjawiskiem w całej Gruzji, są wspomniane na wstępie klasztory skalne. Jedziemy, by „podążając przeszłości śladem, dotknąć miejsc historii świętych, żywych mitem, cichą sławą pięknych”. I takim legendarnym z tych skalnych klasztorów jest Wardzia na wysokości 1300 m n.p.m. To labirynt jaskiń, komnat i korytarzy wykutych w skale masywu Eruszeti. Kompleks zaczął powstawać w XII wieku. W jego skład wchodziły pomieszczenia mieszkalne, stajnie, piekarnie, piwnice, spichlerze, pomieszczenia z księgozbiorami i świątynie. Na przestrzeni wieków najazdy wrogów, wojny, a także trzęsienia ziemi spowodowały znaczne zniszczenie tego skalnego miasta. Obecnie Wardzia jest klasztorem, w którym żyje podobno tylko garstka mnichów. Zwiedzaliśmy ten labirynt wywołujący niesamowite wrażenie. Z tarasów rozciąga się panorama na całą okolicę. Wracając z Wardzi, wstąpiliśmy do słynnego kurortu Borjomi, leżącego w głębokim, zielonym wąwozie przeciętym przez nurt

Kury (Mtkwari). Wędrowaliśmy po parku zdrojowym, który w dalszej części przechodzi w dziewiczy górski las. Spacerowaliśmy, smakując wodę mineralną „Borjomi”, znaną od ponad tysiąca lat (woda węglanowo-sodowo-fluorkowa, naturalnie gazowana, ożywcza, między innymi wzmacniająca system odpornościowy). Drugim, bardzo ciekawym skalnym skarbem, jest Upliscyche (Uplistsikhe), położone 14 km na wschód od Gori. To najstarszy zabytek Gruzji (II wiek p.n.e.) i jeden z najważniejszych punktów handlowych na Jedwabnym Szlaku. Miasto składa się z części wewnętrznej (skalnej) oraz zewnętrznej, gdzie rezydowali lokalni przywódcy, o czym świadczy nazwa Upliscyche, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy „twierdza władcy”. Kiedy w Gruzji rozpoczął się proces chrystianizacji (IV wiek), Upliscyche straciło znaczenie na rzecz Mcchety, a następnie Tbilisi. W IV wieku p.n.e. miejsce to było najważniejszym cywilizacyjnym i religijnym ośrodkiem wschodniej Gruzji. Dzisiejsze Uplisccyche jest efektem długotrwałych i żmudnych prac archeologicznych. Poszczególne obiekty były sukcesywnie odsłaniane, a najlepiej zachowana jest część środkowa i górna miasta (widoczne są przedchrześcijańskie świątynie i mieszkalne pieczary). Nad całością kompleksu góruje trzynawowa bazylika. Widoczna jest też główna ulica, od której odchodzą

boczne przejścia oraz schody, a także tajemny tunel, którym mieszkańcy mogli ewakuować się nad rzekę w czasie najazdów wroga. Jednym z najpiękniejszych miast Zakaukazia jest Signagi – „miasto wiecznej miłości”, które jest położone w regionie zwanym Kachetią. To obszar przyjaznego klimatu i niekończących się winnic. Miasto po niedawnej kompleksowej renowacji jest wyjątkowo malownicze jako zespół urbanistyczny kamiennych kościołów oraz starych, kachetyjskich domów, z których większość pochodzi z XVIII i XIX wieku. Spacerując po stromych, brukowanych uliczkach, czuliśmy klimat niektórych toskańskich miasteczek. Ze wzgórza podziwialiśmy przepiękny widok na rozległą Równinę Alazani, po czym czekał na nas wspaniały poczęstunek w stylowej restauracji z regionalnymi potrawami i gruzińskim winem. Wszak Gruzja jest ojczyzną wina! Produkuje się je głównie właśnie w Kachetii. Wina gruzińskie słyną z doskonałej jako-

ści, a tradycja uprawy winorośli sięga dziewięciu tysięcy lat. Zwiedzaliśmy znajdujący się w pobliżu monastyr Bodbe. Jest to kompleks klasztorny i siedziba biskupów kachetyjskich. Położony on jest 2 km od Signagi. Obiekt słynie jako miejsce śmierci i pochówku św. Nino, która w IV wieku nawróciła Gruzję na chrześcijaństwo. W tym miejscu zbudowano kościółek, który na przestrzeni wieków był kilka razy przebudowywany, a dzisiejszy jego kształt pochodzi z IX stulecia. Wnętrze prostej trzynawowej bazyliki pokrywają freski. Grobowiec św. Nino znajduje się w jednym z narożników kościoła. Obecnie monastyr funkcjonuje jako opactwo i jest jednym z głównych miejsc pielgrzymek w Gruzji. Grażyna Schlichtinger Źródła: Przewodnik Gruzja Pascal, Foldery i mapy przywiezione z wycieczki. Gdańsk, październik 2018 r.

Fot. R.daruk

z podświetloną fontanną tętnił życiem, a w przyległym do placu parku odpoczywało mnóstwo ludzi z bawiącymi się dziećmi, osobami jeżdżącymi na wrotkach, rowerach, grającymi w lokalnego „berka”. W pobliżu Kutaisi zwiedzaliśmy Jaskinię Prometeusza. Udostępniono ją do zwiedzania dopiero w roku 2011. Dotychczas odkryto 17 komnat, trasa liczy prawie 1,5km długości. Baśniowe wrażenie sprawiały, z towarzyszącą nam muzyką klasyczną, fantastyczne, barwnie podświetlone stalagmity i stalaktyty. Miłym dniem była wycieczka na wybrzeże Morza Czarnego. Trasa wiodła na południowy-zachód przez nizinną, żyzną Imeretię, która dzięki subtropikalnemu klimatowi, wodom i urodzajnym glebom stanowi doskonałe warunki do uprawy roślin, a zwłaszcza winorośli. Można rzec, iż jest spichlerzem Gruzji. Mieszkańcy Imeretii tworzą odrębną grupę etniczną, która posługuje się własnym dialektem. Batumi, stolica Adżarii, jest jednym z najpiękniejszych miast czarnomorskiego wybrzeża, jest mieszanką architektury w różnych stylach i kolorach, obiektów bardzo nowoczesnych, awangardowych, jak również wiekowych, zabytkowych. Znajdują się tu liczne muzea, galerie, piękne parki, między innymi Park Cudów, delfinarium, ogród zoologiczny, korty tenisowe, liczne pomniki, między innymi pomnik miłości Ali i Nino, place ze słynnym Piazza i pieszym Mostem Pokoju (oba obiekty są symbolami

Upliscyche. Najstarsze skalne miasto w okolicach Gori


8

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

100-lecie Odzyskania niepOdległOści

HeReZJe, ScHiZMY, SeKTY W poprzednich numerach „gdyńskiego iks” pisałem o wybranych nierzymskokatolickich wyznaniach chrześcijańskich. U niektórych czytelników mogły powstać wątpliwości, czy to są jakieś herezje, czy – co gorsza – sekty. sądzę, że warto przybliżyć czytelnikom te pojęcia i wyjaśnić, co te nieprzyjemne słowa tak naprawdę znaczą i czy są rzeczywistym zagrożeniem. Z punktu widzenia Kościoła rzymskokatolickiego sprawa jest dosyć jednoznaczna. Oficjalnie pojęcia „schizma” i „herezja” określa Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 751. Schizmą określa się te wyznania, które – przy zachowaniu nauki katolickiej - odrzucają władzę papieską. Tak naprawdę jednak schizma jest łagodniejszą formą herezji, gdyż prymat Piotrowy jest przecież częścią dogmatyki katolickiej. W historii chrześcijaństwa najważniejszą schizmą był ostateczny rozłam między chrześcijaństwem zachodnim i wschodnim (prawosławnym) w 1054 r. (tzw. Wielka Schizma Wschodnia). Ponadto warto wspomnieć o Wielkiej Schizmie Zachodniej w ramach katolicyzmu w latach 1378 – 1417, kiedy to panowało 2, a nawet czasami 3 papieży równocześnie. Kolejną schizmą było odłączenie się kościoła anglikańskiego w 1534 r. (jego protestantyzacja – i to niecałkowita - nastąpiła dopiero w II połowie XVI w.). W późniejszych latach schizmą było powstanie kościołów starokatolickich w XIX i XX w. oraz tradycjonalistycznych w XX w. odrzucających władzę obecnych papieży. Literalnie rzecz biorąc, schizma dotyczy jedynie Kościoła Rzymskokatolickiego z uwagi na jego scentralizowaną

strukturę. Jednak podobne zjawiska, choć o nieco innym charakterze, można zaobserwować w prawosławiu. W XVII w. doszło w Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej do odłączenia się grup nieakceptujących reformy patriarchy Nikona. Nazwano je staroobrzędowcami. Oficjalnie Cerkiew Rosyjska uznała ich wyznawców za heretyków, jednak tak naprawdę są oni schizmatykami. Obecne kontrowersje między Patriarchatami Moskiewskim i Konstantynopolitańskim także grożą znacznym oddaleniem się noszącym cechy schizmy. Z kolei pojęcie herezji wywodzi się z greckiego słowa oznaczającego naukę czy wybór i oznacza te doktryny, które w znacznym stopniu odbiegają od nauki katolickiej. Początkowo oznaczało jedynie konkretną naukę i nie miało znaczenia negatywnego. Dopiero w chrześcijaństwie to pojęcie nabrało wydźwięku pejoratywnego. Lista herezji jest bardzo obszerna. Pierwsze z nich pojawiały się już w okresie formułowania się doktryny chrześcijańskiej między III i V w. n.e. i stopniowo były odrzucane na soborach. Część z nich była krótkotrwała i tak jak powstały, tak szybko znikały. Ale było też sporo takich (np. manicheizm), które stanowiły poważ-

ne wyzwanie dla chrześcijaństwa i zniknęły dopiero po kilku wiekach. Część z nich nadal funkcjonuje w formie szczątkowej. Także i później pojawiało się wiele poglądów uznanych za sprzecznych z katolicyzmem. Tak naprawdę, wszystkie kościoły protestanckie są kościołami heretyckimi, choć dzisiaj nie używa się tego terminu. W przeszłości herezje uznawano za pożyteczne (!) ze względu na stymulowanie do precyzowania nauki chrześcijańskiej (następnie tylko katolickiej), potem były zwalczane przez Świętą Inkwizycję (co chyba najbardziej znamy), ale od II Soboru Watykańskiego raczej podkreśla się elementy łączące niż dzielące. Dzisiaj zatem pojęcie herezji nie wzbudza takich emocji jak niegdyś. Należy jednak podkreślić, że ani schizmą, ani herezją nie jest apostazja (całkowite odrzucenie religii). Herezje mają także prawosławni i protestanci, choć w tym przypadku trudniej jest ocenić prawowierność doktryny ze względu na odrzucenie orzeczeń wszystkich soborów poza siedmioma pierwszymi oraz w przypadku protestantyzmu, przyjęcie prymatu Biblii i akceptacja różnego jej rozumienia. Heretykami nie są także wyznawcy religii niechrześcijańskich (np. islamu, buddyzmu, judaizmu, hin-

duizmu itd.), choć i oni mają swoje własne herezje. Większe jednak obecnie emocje budzi pojęcie sekty. Najczęściej kojarzy się ono ze zniewoleniem, „praniem mózgu” i w ogóle zagrożeniem. Sprawa jednak nie jest taka prosta. Samo słowo „sekta” wywodzi się z łacińskiego słowa „secare” oznaczającego odcięcie, odłączenie się, bądź z łacińskiego słowa „sequor” – iść za kimś. Wielu religioznawców odrzuca jednak to pojęcie z dwóch powodów. Po pierwsze, budzi ono jednoznacznie negatywne konotacje, a po drugie, badacze nie są zgodni, jakie kryteria należy przyjąć, żeby konkretną organizację uznać za sektę. Co więcej, Stolica Apostolska także w sposób umiarkowany używa tego sformułowania (choć go nie odrzuca), właśnie z powodu negatywnego odbioru społecznego. Częściej raczej proponuje się sformułowanie „nowy ruch religijny”. W polskim prawie nie ma pojęcia sekty, a związek wyznaniowy. W Polsce w mowie potocznej zbyt często określa się różne wyznania jako sekty. Najczęściej dotyczy to wyznań niewielkich, mało znanych, bądź o niezwykle oryginalnych poglądach. Określając je mianem sekty, sugeruje się zagrożenie. A tak naprawdę większość z nich żadnego

zagrożenia nie stwarza. Niemniej jednak istnieją grupy destrukcyjne o charakterze psychomanipulacyjnym, które rzeczywiście są niebezpieczne, zwłaszcza dla młodych ludzi, którzy przeżywają młodzieńcze bunty i szukają swojej drogi. Zrozumiałe jest, że zmiana wyznania najbliższych (zwłaszcza na mniej znane) budzi opory i obawy, z różnych przyczyn. Jak jednak rozpoznać te, które mogą być rzeczywiście niebezpieczne? Podstawowe elementy, które powinny wzbudzić niepokój to: niechęć do rejestracji, nieograniczona władza przywódcy, duży nacisk na gromadzenie pieniędzy i brak kontroli ich wydatkowania, utrudnianie (a wręcz uniemożliwianie) odejścia z organizacji, utrudnianie kontaktu z rodzinami i otrzymywania informacji ze świata, nadmierna kontrola życia członków organizacji, wymaganie zakładania rodzin wewnątrz organizacji, szerzenie negatywnego podejścia do świata zewnętrznego i kształcenia pozareligijnego, mocne przekonanie o nieomylności i jedynozbawczości organizacji, przedstawianie pewnych zasad w miarę upływu czasu inaczej niż na początku zaangażowania, a przede wszystkim wskazywanie na możliwość (a w określonych przypadkach na konieczność) popełniania czynów niezgodnych z elementarnymi zasadami prawa i współżycia społecznego. Takie cechy organizacji powinny zapalać lampkę ostrzegawczą w głowach zarówno zainteresowanych przystąpieniem do organizacji, jak u osób im najbliższych. Niezależnie, czy nazwiemy tę organizację sektą, grupą czy ruchem religijnym. Dariusz Latoszek

W praWO

contra vim mortis non est medicamen Ta łacińska sentencja w swej oryginalnej wersji brzmi „contra vim mortis non est medicamen in hortis”, co znaczy, że „przeciwko mocy śmierci nie ma nie ziół w ogrodach”, w których się je uprawia dla lepszego życia ludzi z nich korzystających. Starożytni, tak jak i my obecnie, obchodzili Święto Zmarłych, wspominając ich dokonania i życie. Ponieważ moje artykuły dotyczą obowiązującego prawa, w tym szczególnym miesiącu pragnę zwrócić uwagę czytelników na regulacje dotyczące cmentarzy tak często odwiedzanych przez nas w tym okresie. Otóż, w myśl polskich regulacji zakładanie i rozszerzanie cmentarzy komunalnych należy do zadań własnych gminy. O zamknięciu cmentarza komunalnego decyduje właściwa rada gminy lub rada miasta po zasięgnięciu opinii właściwego inspektora sanitarnego. Utrzymanie cmentarzy komunalnych i zarządzanie nimi należy do właściwych wójtów lub burmi-

strzów, czy prezydentów miast, na których terenie cmentarz jest położony. Na każdym cmentarzu powinien być dom przedpogrzebowy lub kostnica służące: 1) do składania ciał osób zmarłych do czasu ich pochowania; 2) do wykonywania oględzin zwłok ludzkich dla celów sądowo-lekarskich, sanitarnych oraz policyjnych; 3) do wykonywania innych czynności związanych z chowaniem zwłok. Użycie terenu cmentarnego po zamknięciu cmentarza na inny cel nie może nastąpić przed upływem 40 lat od dnia ostatniego pochowania zwłok. Po upływie powyższego terminu wójt lub burmistrz, czy prezydent miasta

może wydać decyzję o użyciu terenu cmentarnego na inny cel zgodny z planem zagospodarowania przestrzennego. Użycie terenu cmentarnego na inny cel jest dopuszczalne pod warunkiem zachowania znajdujących się na jego terenie zabytków, które mogą być przeniesione w inne miejsce po uzyskaniu pozwolenia wojewódzkiego konserwatora zabytków. Grób nie może być użyty do ponownego chowania przed upływem 20 lat. Po upływie tych lat ponowne użycie grobu do chowania nie może nastąpić, jeżeli jakakolwiek osoba zgłosi zastrzeżenie przeciw temu i uiści opłatę przewidzianą za pochowanie zwłok. Zastrzeżenie to ma skutek na dalszych

20 lat i może być odnowione. Dozwolone są umowy przedłużające termin, przed upływem którego nie wolno użyć grobu do ponownego pochowania. Zwłoki osób zmarłych nie mogą być chowane przed upływem 24 godzin od chwili zgonu. Najpóźniej po upływie 72 godzin od chwili zgonu zwłoki powinny być usunięte z mieszkania celem pochowania lub w razie odroczenia terminu pochowania – złożone w domu przedpogrzebowym lub kostnicy do czasu pochowania. Zwłoki osób zmarłych na niektóre choroby zakaźne powinny być natychmiast po stwierdzeniu zgonu usunięte z mieszkania i pochowane na najbliższym cmentarzu w ciągu 24 godzin

od chwili zgonu. Prawo pochowania zwłok ludzkich ma najbliższa pozostała rodzina osoby zmarłej, a mianowicie: 1) pozostały małżonek(ka); 2) krewni zstępni; 3) krewni wstępni; 4) krewni boczni do 4 stopnia pokrewieństwa; 5) powinowaci w linii prostej do 1 stopnia. Zwłoki niepochowane przez podmioty wymienione wyżej mogą być przekazane do celów dydaktycznych i naukowych uczelni medycznej lub innej uczelni prowadzącej działalność dydaktyczną i naukową w zakresie nauk medycznych lub federacji podmiotów systemu szkolnictwa wyższego i nauki prowadzącej działalność naukową w zakresie nauk medycznych. Decyzję w sprawie przekazania zwłok wydaje, na wniosek uczelni lub federacji, właściwy starosta. adw. dr Tomasz A. Zienowicz


100-lecie Odzyskania niepOdległOści

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

9

OpOwiedz nam swOją histOrię

Memento mori Pod nogami szelest opadłych liści, nad nami feeria jesiennych barw. Idziemy wzdłuż Jeziora Klasztornego Aleją Filozofów w stronę kartuskiej kolegiaty pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Z daleka widać charakterystyczny dach w kształcie wieka trumny. Kiedyś chodziły tędy ciche, zadumane postacie mnichów w białych habitach, odmawiając brewiarz i rozmyślając o nieuchronności przemijania. Tę nieuchronność symbolizowało wyrażenie memento mori (łac. pamiętaj o śmierci). Pozdrowienie to było używane przez kontemplacyjne zgromadzenia zakonne, przede wszystkim przez kamedułów, kartuzów i trapistów. To przestroga przeciwko zbytnim dążeniom ku sprawom przyziemnym. Życie ziemskie i wszelkie z nim związane dobra, o które tak zachłannie zabiegamy, są marnością nie wartą trudów i starań. Przecież wszystko to przepadnie wraz z naszym odejściem. Kartuzi – katolicki zakon męski i żeński o bardzo surowej regule, został założony w 1084 r. przez św. Brunona z Kolonii. Nazwa pochodzi od ich pierwszej siedziby La Grande Chartreuse (Wielka Kartuzja) pod Grenoble we Francji. Mnisi kartuscy, nawet współcześnie, zachowują post od pokarmów mięsnych, a w każdy piątek, jak również w wigilię uroczystych świąt poszczą o chlebie i wodzie. Aby zachować wewnętrzne skupienie i ciszę, do dzisiaj nie używają telefonów komórkowych, radia, telewizji i internetu. Informacje ze świata przekazuje im przeor, a klasztor opuszczają jedynie w ostateczności. Ich siedziby (kartuzje) położone są zwykle na uboczu i otoczone murem, a mnisi żyją samotnie w eremach. Obecnie na świe-

cie istnieją 24 kartuzje (w tym 5 żeńskich), a łącznie przebywa w nich około 370 mnichów i 66 mniszek. W 2006 r. wszedł na ekrany kin film Philipa Groninga „Wielka cisza”, opowiadający o życiu w głównym klasztorze kartuzów w Alpach Francuskich, wspomnianym już La Grande Chartreuse. To surowy film dokumentalny, który w swej czystej formie bliski jest spokojnemu, kontemplacyjnemu życiu w klasztornych murach. Bez muzyki, jedynie z klasztornymi śpiewami, bez wywiadów, komentarzy i dodatkowych materiałów doskonale oddaje obowiązujące tu od wieków zasady zachowania milczenia, modlitwy, pracy i przebywania w samotności. Do Kartuz na Kaszuby sprowadził kartuzów pobożny szlachcic Jan z Rusocina. W 1380 r. przybyli tutaj pierwsi zakonnicy z Pragi czeskiej, a trzy lata później zaczęto budować gotycki kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Świątynię otaczało z trzech stron 18 eremów (pustelni zakonników), a nad brzegiem Jeziora Klasztornego usytuowano budynki gospodarcze: słodownię, młyn, piekarnię, browar, spichlerz, stajnie, dom pożarny i rybacki. W XVIII wieku przebudowano dach kartuskiej kolegiaty, nadając jej kształt wieka trumny. Kościół poklasztorny w Kartuzach może się poszczycić, jako jedyny w Polsce, obiciem ściennym ze złoconego kurdybanu (specjalnie wyprawionej skóry cielęcej, owczej lub koziej). Zachowały się również piękne barokowe stalle. W Złotej Kaplicy znajduje się najcenniejszy gotycki zabytek świątyni: piękny ołtarz w formie tryptyku. Godne szczególnej uwagi są również znajdujące się tam barokowe i rokokowe relikwiarze,

a liczne epitafia i płyty nagrobne w świątyni nie pozwalają zapomnieć o przemijaniu. Nad wejściem do kolegiaty, pod chórem zawieszony jest zegar, którego wahadło zdobi Anioł Śmierci z kosą, przypominając o nieuchronnym końcu wszystkiego. To również symboliczne odwołanie do wspomnianej dewizy kartuzów. Bardzo nas poruszył

siaj żyjemy w cywilizacji życia i użycia. Dawne memento mori zostało zastąpione przez carpe diem (chwytaj dzień). Nie jesteśmy oswojeni ze śmiercią. Mówimy o niej przyciszonym głosem i chętnie omijamy niemiły nam temat, skupiając się na drobiazgach i pokusach dnia codziennego. Ukrywamy ją dyskretnie za murami szpitali i drzwiami hospicjów. Nie przywiązujemy też takiej wagi, jak niegdyś, do duchowego aspektu życia, wizja piekła już nie przesłania nam radości życia. Z drugiej strony wypadki, różne tragiczne zdarzenia, śmierć znanych osób czy celebrytów, często są atrakcyjnym tematem medialnym. Żałoba, kiedyś uwidoczniona w stroju, dzisiaj jest prawie niespotykana. Ale kiedy już przychodzi „sucha kostucha - ta mistrz wykidajło wyłączyć nam prąd w środku dnia” - jak pisała Agnieszka Osiecka, a śpiewa Maryla Rodowicz - prawie zawsze jesteśmy zdziwieni i źli. Jeszcze nie teraz ! Jeszcze mam tyle do zrobienia!!!

ten widok. Rytmiczny i spokojny rytm wahadła uzmysłowił bowiem, że czas pędzi, nigdy nie stoi w miejscu, ani się nie cofa. Z całą bezwzględnością, z każdym wahnięciem Anioł Wielki Żniwiarz przybliża nas do tego, co nieuniknione i ostateczne. Przybliża wszystkich: tych wielkich i tych maluczkich, choć nie zawsze sprawiedliwie. Dewiza A. M. memento mori jako ciągle aktualna znajduje się również na Od redakcji: Dziękujemy zegarze słonecznym wmurowanym już współcześnie na przy- autorom i zachęcamy naszych czytelników do przesyłania porze prezbiterium. swoich wspomnień, przemyW roku 1826 po kasacji śleń lub ciekawych historii. klasztoru, rząd pruski rozparceKorespondencję z dopiskiem lował klasztorne dobra, a ostatni mnich zmarł w 1859 r., a pocho- „Wspomnienia” można kierować na adres biura Fundacji: wany został w jedynym zachoul. Świętojańska 36/2, 81-371 wanym do dziś eremie. Gdynia, dostarczyć osobiście Cisza i spokój tego miejlub przesłać pocztą elektrosca, a także zbliżające się Święniczną: wspomnienia@gdynto Zmarłych sprzyjały naszej zadumie i refleksjom o tym, skiiks.pl z dodaniem w temacie jak obecnie podchodzimy e-maila słowa „Wspomnienia”. Małgorzata Łaniewska do spraw ostatecznych. Dzi-


10

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

100-lecie Odzyskania niepOdległOści

Masoni a Piłsudski W niepodległej Polsce nastąpiło odrodzenie polskiego wolnomularstwa. W 1920 roku istniejące loże zjednoczyły się w Wielką Lożę Narodową. Działające od XVIII wieku nie stworzyło wspólnej doktryny ani ideologii łączącej światowe wolnomularstwo. W swoim założeniu była masoneria organizacją o nastawieniu charytatywnym, zaś celem było zbudowanie społeczeństwa na zasadach „braterstwa i miłości powszechnej». Tolerancja, poszanowanie godności drugiego człowieka, wolność słowa, sumienia, hasła solidarności, propagowanie świeckiego wychowania, walka z fanatyzmem i klerykalizmem przysporzyły masonerii wielu wrogów nie tylko w kościele katolickim. Elitarny charakter, symbolika i rytuały przyczyniały się do utrwalenia w świadomości społecznej mitu o podejrzanych i destrukcyjnych działaniach masonów, a także ich wpływów na kształt polityki i sytuacji społecznej. Podstawą ich działalności, zgodnie z duchem wolnomularstwa, było braterstwo i praca dla ludzkości, a jedyną zasadą, według której należy ułożyć  relacje międzyludzkie, była tole-

rancja i wolność. Pierwsze lata niepodległości, kiedy kształtował się ustrój Polski, był okresem trudnym dla wolnomularzy. Powstanie republiki burżuazyjno-demokratycznej i oparcie funkcjonowania państwa na konstytucji marcowej jako jednej z najnowocześniejszych w Europie dawało gwarancję utrwalenia demokracji w Polsce. Stało się inaczej. Środowiska liberalne w niepodległej Polsce były słabe, bo wolność jednostki utożsamiano z wolnością narodową i od jej urzeczywistnienia uzależniano wolności jednostkowe. Z relacji działaczy masońskich związanych z Józefem Piłsudskim wynikało, że miał on wpływ na powstanie Wielkiej Loży Narodowej. Sam odmawiał przystąpienia do masonerii, ale zachęcał swoich ludzi do udziału w jej pracach, zwłaszcza podczas rokowań pokojowych. Liczył na ich kontakty z masonerią międzynarodową i propagowanie rozwiązań korzystnych dla polskiej racji stanu. Piłsudski był pragmatykiem i według niego masoneria mogła przysłużyć się państwu. W 1908 roku Stefan Żeromski zaproponował Piłsudskiemu przystąpienie do

ruchu wolnomularstwa, a ten swoją odmowę tłumaczył, że nie chce być zależny od nikogo, W niepodległej Polsce kierował do Wielkiej Loży Narodowej swoich współpracowników spośród legionistów i peowiaków. Wkrótce specjalnym rozkazem zakazano oficerom przynależności do wolnomularstwa. Poparcie dla polityki Piłsudskiego wynikało z nadziei, że jako jedyny spośród polityków dysponuje siłą i autorytetem zdolnym dokonać istotnych zmian w sytuacji wewnętrznej Polski. Dlatego uważa się, że wolnomularze pomogli Piłsudskiemu w przejęciu władzy w wyniku zamachu majowego w 1926 roku. Przekonywali społeczeństwo, że dla dobra ogółu konieczne jest ponowne przejęcie władzy przez Piłsudskiego. W rządzie pomajowym znalazło się wielu masonów, łącznie z premierem prof. Kazimierzem Bartlem. Piłsudskiemu nie chodziło o odwdzięczenie się, zależało mu na przekonaniu zachodniej Europy do swoich rządów i uzyskaniu poparcia. Po raz kolejny Piłsudski użył organizacji wolnomularskiej dla realizacji własnych celów.

Postawienie Augusta Zaleskiego, masona, na czele Ministerstwa Spraw Zagranicznych miało przekonać rządy europejskie, że polityka Polski jest stabilna. Wielu masonów nie poparło przewrotu, widząc w nim pogwałcenie konstytucyjnego porządku, wolności i swobód obywatelskich. Hasło uzdrowienia moralnego (sanacja) początkowo sprawiało wrażenie, że w życiu publicznym władza kierować się będzie zasadami praworządności. Utworzenie obozu w Berezie Kartuskiej, do którego kierowano przeciwników politycznych bez postępowania sądowego, ograniczanie swobód demokratycznych i wolności obywatelskich,  zdobyczy socjalnych stanowiło zagrożenie systemu demokratycznego w Polsce. Usunięcie z lóż masońskich ofi-

cerów i ludzi związanych z polityką spowodowało, że wolnomularstwo polskie straciło wpływ na sytuację wewnętrzną i przemiany społeczne, w tym również światopoglądowe. Ci, którzy tworzyli wolnomularstwo w powojennej Polsce, jak chociażby Józef Dąbrowski, przyciągali ludzi wpływowych dla zeświecczenia i  zdemokratyzowania państwa polskiego. Błędna ocena osoby Piłsudskiego i jego polityki zaważyła na zmianie orientacji wolnomularstwa po śmierci Marszałka. Odmówiono poparcia polityce obozu sanacji po 1935 roku. Przeciwko antydemokratycznym i faszystowskim tendencjom protestowali nie tylko ludzie lewicy, twórcy kultury i nauki, ale również polscy masoni, którzy skrępowani początkowo kultem Piłsudskiego ponownie występowali w obronie praworządności i liberalnej demokracji. Aktywność obywatelska przed wojną uznawana była jako najlepszy sposób na próby ograniczania swobód i praw obywatelskich, i do tego zachęcali publicyści i pisarze związani z ruchem wolnomularskim. Dzisiaj również społeczeństwo obywatelskie może wymuszać na rządzących zmianę polityki, która bardziej odpowiadałaby rzeczywistości społecznej i aspiracjom wolnościowym. Jolanta Krause


100-lecie Odzyskania niepOdległOści

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

11

Nadchodzą długie jesienne wieczory. To idealny czas, żeby pomarzyć o wyjazdach w ciekawe rejony Polski, albo o zagranicznych wojażach. Na przyszły rok przygotowaliśmy szereg ciekawych propozycji. Zapisy ruszyły na początku października. Warto pamiętać, że cena uwzględnia wszystkie koszty, a program uwzględnia możliwości i oczekiwania seniorów. Szczegółowe informacje i zapisy w biurze Fundacji FLY, ul. Świętojańska 36/2 w Gdyni. Serdecznie zapraszamy.

BAŁKANY: cHORWAcJA, BOŚNiA i HeRceGOWiNA 2019 DZIEŃ 1. CZECHY Przejazd na nocleg i obiadokolację w okolice Mikulova. DZIEŃ 2. AUSTRIA Zwiedzanie Pałacu Schönbrunn. Dawna letnia rezydencja cesarzowej Sisi. To jeden z najpiękniejszych barokowych budynków w Europie. Zachwyca czarującym krajobrazem parkowym, Palmiarnią, Gloriettą i ogrodem zoologicznym. DZIEŃ 3. CHORWACJA: PLITVICKIE JEZIORA Prze-

jazd do Plitvickich Jezior urzekają niezwykłą scenerią 16 tarasowo ułożonych jezior połączonych ze sobą 92 wodospadami. Miejsce pełne niezliczonych strumyków i strumieni, potoków, rzeczek oraz stawów i dzikich rozlewisk. Urody temu miejscu dodają 2 największe jeziora - Kozjak i Prosczansko, które zajmują prawie dwie trzecie wodnego obszaru parku. Cud natury wpisany na Listę Dziedzictwa UNESCO. DZIEŃ 4. SPLIT Największe miasto Dalmacji. Zwiedzanie jednej z najwspanialszych, zachowanych do dziś, budowli z czasów imperium rzymskiego – pałacu Dioklecjana wpisanego na listę UNESCO, spacer po Rivie. DZIEŃ 5. MEDJUGORJE, MOSTAR Przejazd do Medjugorje. Jest to miejsce kultu Matki Bożej Królowej Pokoju. Objawienia miały miejsce w 1981 r. we wsi Bjakovici w parafii Medjugorje. Zwiedzimy Sanktuarium i odbędziemy spacer do Góry Objawień. Następnie przejedziemy do Mostaru - zwiedzimy zabytkowe centrum miasta: Kamienny Stary Most - wpisany na listę UNESCO, meczet.

Zwiedzimy również Starą Carsiję - jest to starówka na prawym brzegu Neretwy, mury miejskie z XVI w. DZIEŃ 6. DUBROVNIK. Perła Adriatyku! W programie spacer po pięknej kamiennej starówce, wpisanej na listę UNESCO, otoczonej najdłuższym systemem fortyfikacyjnym w Europie. Następnie spacer po Placa, tętniącej życiem arterii starego miasta, od Wielkiej Fontanny Onufrego do Placu Luža z reprezentacyjnymi budowlami: wieżą zegarową, pięknym pałacem Sponza i kościołem św. Błażeja, patrona miasta. Zwiedzanie katedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Czas wolny na delektowanie się urokami Dubrovnika, które zapierają dech w piersiach. DZIEŃ 7. SZYBENIK / WIZYTA W WINNICY, TROGIR Wyjazd do SZYBENIKA. Malowniczo położonego u ujścia rzeki Krka do Adriatyku. Spacer ulicami starego miasta. Zwiedzanie najpiękniejszej budowli sakralnej Dalmacji: Katedry Św. Jakuba znajdująca się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Budowana przez kilku ar-

Fot. pixabay.com

Wędrując z Fundacją FLY

chitektów w XV i XVI w. łączy w sobie elementy stylów gotyckiego i renesansowego, w całości jest zbudowana z kamienia. Zadziwiają bardzo realistyczne płaskorzeźby wykonane przez pierwszego architekta katedry Jurija Dalmatyńca. Przejazd do chorwackiej winnicy na degustację wina. TROGIR - piękne, średniowieczne miasto otoczonego morzem, wśród roślinności śródziemnomorskiej. Spacer wąskimi uliczkami starego miasta, wpisanego na listę UNESCO: rynek, ratusz, kościół św. Jana Chrzciciela, zwiedzanie budowanej przez cztery wieki katedry św. Wawrzyńca. DZIEŃ 8. ZAGRZEB. Zwiedzimy: historyczne centrum miasta ze średniowieczną zabu-

dową; wokół placu św. Marka na starym mieście znajdują się budynki rządowe i jest to polityczne centrum miasta i kraju. Kościół św. Marka – główny kościół starego miasta (z XIV w.), dominujący w zabudowie i punkt orientacyjny miasta. Kamenita vrata – kamienna brama – jedna z bram do miasta (wschodnia); jedna z niewielu pozostałości po okalających miasto murach obronnych. Wieża Lotrščak – obecnie punkt widokowy na Dolne Miasto. DZIEŃ 9. POWRÓT. Wyjazd w stronę Polski. Zakończenie wycieczki w godzinach wieczornych. Termin 23.04 - 01.05.2019 Cena 2.800 ZŁ

Zapisy na wykłady, zajęcia hobbystyczne, ruchowe i lektoraty Fundacja Fly zaprasza seniorów na zapisy na wykłady, zajęcia hobbystyczne, ruchowe i lektoraty – i semestr 2018/2019. Wykłady: Niezwykła Słowiańszczyzna Co łączy Tatry z chorwackim Adriatykiem? Gdzie odbywa się najbardziej szalony festiwal w Europie? Bez czego nie wyobrażają sobie życia mieszkańcy Bałkanów? Odpowiedzi na te i szereg innych pytań znajdziecie Państwo podczas zajęć zatytułowanych „Niezwykła Słowiańszczyzna”. W ramach cyklu, prowadzonego przez doktorantów z Uniwersytetu Gdańskiego, pragniemy przybliżyć słuchaczom zarówno kulturę, tradycje i zwyczaje krajów słowiańskich, jak i opowiedzieć o miejscach wartych odwiedzenia, zarekomendować najciekawszą literaturę, czy filmy z regionu oraz podyskutować o bieżących wydarzeniach. Szczególną uwagę chcielibyśmy skupić na Słowianach południowych, a więc krajach takich jak: Chorwacja, Serbia czy Bośnia i Hercegowina, ale nie zapomnimy z pewnością o sąsiadach z Ukrainy czy Rosji, a nawet o rodzimych akcentach. Zapraszamy na wspólną podróż po niezwykłej Słowiańszczyźnie! Historia powszechna Podczas zajęć uczestnicy zapoznają się z dziejami określonych państw i narodów na przestrzeni XX wieku, a nawet z uwzględnieniem XXI wieku. Często omawiane będą historie dalekich krajów (Azja wschodnia i południowo-wschodnia, Antypody, Oceania). Spacerkiem po Trójmieście Po wakacyjnej przerwie rozpoczynamy spotkania z cyklu „Spacerkiem po Trójmieście”. Wycieczki pro-

wadził będzie licencjonowany przewodnik po Trójmieście - Roman Mroczkowski. Program obejmuje m.in. zwiedzanie: kościoła św. Michała Archanioła, Cmentarza Marynarki Wojennej, Ratusza Starego Miasta, Wielkiego Młyna, Pomnika Heweliusza, przejście trasą ostatniej drogi Zbigniewa Godlewskiego i Janka Wiśniewskiego. Podróże na emeryturze Inspirujące spotkania, których gospodarzami są podróżujący seniorzy. Przybliżą Oni rozmaite zakątki świata, zaproponują ciekawe pomysły na aktywne spędzanie wolnego czasu oraz podadzą szereg wskazówek pomagających zorganizować egzotyczną podróż. Ryby i rybołówstwo w Morzu Bałtyckim Wykład prowadzony przez Włodzimierza Grygiela – od ponad 40 lat pracownika Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni. W czasie wykładów omówione zostaną między innymi takie zagadnienia jak: podstawowe terminy dotyczące ichtiologii, mórz, rybołówstwa i ekologii morskiej, bioróżnorodność ichtiofauny Bałtyku, ryby rzadko występujące i obce w Bałtyku, zmiany stanu zasobów ryb w Bałtyku w ostatnim 20-leciu, polskie rekreacyjne wędkarstwo morskie, potencjalne konflikty w rybołówstwie bałtyckim. English Book Club Book Club (Angielski Klub Książki). Każde spotkanie będzie dotyczyło innej książki. „Forest Gump” będzie pierwszą omawianą pozycją. Rozmowy będą swobodne i inspirujące do…kolejnych rozmów. Oczywiście po angielsku.

El mundo hispano Zajęcia dla pasjonatów krajów hiszpańskojęzycznych. Tematyka zajęć to: kultura, język, historia, wymiana zainteresowań i pasji tematycznych. Pożądana znajomość języka hiszpańskiego.

Zajęcia hobbystyczne: Warsztaty rękodzieła Jeśli chcesz nauczyć się robić prawdziwe cuda z przedmiotów codziennego użytku, przyjdź na zajęcia z warsztatów rękodzieła. Klub gier planszowych Jeśli chcesz ciekawie spędzić 2 godz., gimnastykując swój intelekt w atmosferze zdrowej rywalizacji i zabawy, przyjdź do klubu gier planszowych. Na razie oferujemy gry: „My rummy”, „Scrable”, „Labirynt”, „Blef ”, „Dixit”, „Kalambury”.

Ruchowe: Gimnastyka ogólnokondycyjna dla pań Starszy wykładowca Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu oraz trener akademii fitness zaprasza na zajęcia łączące różne elementy ruchowe: z muzyką, siłowe, rozciągające, koordynacyjne, równoważne i relaksacyjne. Zajęcia dla pań.

lektoraty: Język rosyjski Zajęcia dla początkujących.


12

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

100-lecie Odzyskania niepOdległOści

Pogoda na naukę języków obcych, czyli porozmawiajmy trochę po angielsku tylko ludźmi i mamy skłonność do różnych zachowań. Niektórzy z nas mają tendencję do przesady i do robienia tak zwanej burzy w szklance wody. Po angielsku robi się to nieco inaczej. W tym przypadku burzę robi się w…kubku od herbaty (storm in a teacup). Jeśli chodzi o etymologię tego określenia, to przyznaję się bez bicia, że jest to tylko moje przypuszczenie, ale może ma to coś wspólnego z brytyjskim zamiłowaniem do herbaty? Skoro już mamy rozmawiać o pogodzie w języku angielskim, to porozmawiajmy o tym, co często pojawia się w Londynie, a u nas nierzadko jest jesiennym motywem przewodnim: o deszczu. Niestety, zdarza się, że nie jest to „kapuśniaczek”. Jakiego określenia użyć, żeby brzmiało to trochę zabawniej? Najlepiej zrobić

Pomoc w nauce dla chętnych

IKS W KUCHNI

Szybkie ciasto jogurtowe z jabłkami ciasto jest smaczne, puszyste i wilgotne. Robi się je prosto i szybko, poradzi sobie z nim każda początkująca gospodyni. Przygotowanie nie zabiera dużo czasu, a efekt jest pyszny.

Klub Młodzieżowy FLY to inicjatywa skierowana do młodzieży klas VII, VIII szkoły podstawowej oraz III gimnazjum, pochodzącej z gdyńskich niezamożnych rodzin. Ma on na celu wyrównywanie szans edukacyjnych uczestników poprzez organizację pomocy w nauce, zajęć pozalekcyjnych oraz opieki świetlicowej. W roku szkolnym 2018/2019 oferujemy uczniom wyżej wymienionych klas korepetycje z matematyki, fizyki, chemii, a także z języka polskiego oraz języka angielskiego. Zajęcia te prowadzone są przez wolontariuszy. Odbywają się od poniedziałku do piątku w godzinach od 16.00 do 19.00. Poza zajęciami wyrównawczymi oferu-

jemy młodzieży również udział we współtworzonych przez nich samych zajęciach ogólnorozwojowych, na których poruszane są tematy z komunikacji interpersonalnej, umiejętności społecznych oraz samoświadomości. W ramach swojej działalności zapraszamy młodzież do uczestnictwa w propozycjach Klubu, czy udziału w wolontariacie, m. in. w sklepie charytatywnym „Z głębokiej szuflady” działającym przy naszej Fundacji. Więcej informacji można uzyskać na stronie internetowej www. fundacjafly.pl w zakładce „KM FLY” oraz na Facebooku. Natalia Bochno koordynator KM FLY

Składniki:

blaszka kwadratowa o boku 20 cm 1 kubeczek jogurtu naturalnego (125 ml ) umyj kubeczek i odmierzaj nim kolejne składniki: 3 kubeczki mąki 2 kubeczki cukru 1 kubeczek oleju roślinnego 4 jajka (oddzielnie białka i żółtka) 3 łyżeczki proszku do pieczenia jabłka pokrojone w talarki cukier puder do oprószenia ciasta Przygotowanie:

Białka ubić na sztywną pianę, następnie dodawać po kolei żółtka i ubijać mikserem dalej, stopniowo dodawać cukier, olej i jogurt. na koniec delikatnie

to w języku obcym i powiedzieć: it’s raining dogs and cats. Powiedzenie wzięło się podobno stąd, że kiedyś podczas srogich deszczów psy i koty lubiły chować się w dachach pokrytych strzechą. Niestety, wobec sił natury zwierzęta były bezbronne i często były „zmywane” ze swojego tymczasowego schronienia. Oczywiście, jakkolwiek ciekawie nie brzmiałoby to powiedzenie, życzę Państwu, jak najrzadszych deszczowych doświadczeń. Na koniec tego artykułu chciałabym życzyć Państwu to feel on cloud nine, to znaczy, poczucia ogromnego szczęścia. Jesienią pogoda się zmienia, dni stają się coraz krótsze, ale świat jest też bardzo kolorowy, a spacery dużo bardziej ciekawe. Dlatego, nawet jeśli it’s raining dogs and cats, don’t make a storm in teacup, wyjdźmy i zajdźmy do pobliskiej kawiarni na herbatę. Kto wie, może poznamy kogoś nowego i będziemy mogli break the ice? Wtedy na pewno będziemy mogli feel on cloud nine. Katarzyna Małkowska

„Gdyński iKS” wydaje:

Fundacja FlY

issn 2353-2157 ul. świętojańska 36/2, 81-372 gdynia tel. 693-99-60-88, 517-38-38-28 redakcja@gdynskiiks.pl nakład 10.000 egz. Redaktor Naczelna dorota kitowska Sekretarz Redakcji Radosław daruk Redakcja Radosław daruk, Maria gromadzka, Jolanta krause, Małgorzata łaniewska, irena Majkowska, katarzyna Małkowska, Barbara Miecińska, sonia Watras-langowska, Michał Wilk, łukasz zagórski

Fot. myladylaura.wordpress.com

Zacznę od tych znanych również w naszych rodzimych stronach. Wyobraźmy sobie teraz sytuację, w której jesteśmy na przyjęciu. Musimy wymyślić coś, żeby przełamać lody. Na pewno raźniej będzie nam z myślą, że nasi anglojęzyczni „koledzy” też muszą się nad tym głowić. Skąd ta pewność? Cóż, sami używają określenia break the ice, które oznacza dokładnie to samo, co u nas. Pewnie zdążyli już Państwo zapomnieć, co wspólnego ma lód z pogodą. Pozwoliłam sobie jednak wybiec trochę w przyszłość i przenieść się do zimy; pory roku, która obfituje w śnieg, a woda zamarza i przeistacza się właśnie w…lód. Kolejny idiom postaram się omówić jak najszybciej, bo dotyczy sporów, a o tym nie należy mówić za dużo. Jesteśmy jednak

https://www.freepik.com

O czym najczęściej rozmawiają polacy? Myślę, że najpowszechniejszym tematem konwersacji jest … pogoda. a czy można używać„pogodowych” określeń, nie do końca odnosząc się do tego, co dzieje się za oknem? Oczywiście! zapraszam do przeczytania o kilku ciekawych angielskich idiomach.

Współpraca dr Jarosław kłodziński, Magdalena koj, adw. Bartłomiej Owczarek, Marzena szymik-Mackiewicz, Janina Wasylka, adw. dr Tomasz zienowicz

wmieszać łyżką mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. ciasto przełożyć do foremki wyłożonej papierem do pieczenia i wyłożyć na nie pokrojone w kawałki jabłka. piec w 175 stopniach około 40 min. po przestudzeniu oprószyć cukrem pudrem. smacznego! Dorota Kitowska

Korekta: irena Majkowska, Maria gromadzka edycja: Radosław daruk Reklama: tel. 508 245 584 promocja@fundacjafly.pl Grafika: łukasz Bieszke, Radosław daruk Skład: alFa skład łukasz Bieszke, biuro@alfasklad.com.pl Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i tekstów reklamowych.

Profile for Fundacja FLY

2018 11 Gdynski IKS nr 60  

1 AS TAXI ; 1 Życzenia z okazji 100-lecia Niepodległości ; 2 Sklep charytatywny ; 3 Fotograficzny zew od morza ; 3 Magiczne właściwości...

2018 11 Gdynski IKS nr 60  

1 AS TAXI ; 1 Życzenia z okazji 100-lecia Niepodległości ; 2 Sklep charytatywny ; 3 Fotograficzny zew od morza ; 3 Magiczne właściwości...

Advertisement