Page 1

Gdyński

GAZETA BEZPŁATNA DLA SENIORÓW I ICH RODZIN

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Nr 51, luty 2018

TŁUSTY CZWARTEK Każdy z nas ma w sobie coś z łasucha, dlatego tłusty czwartek jest jednym z naszych ulubionych dni. Tę słodką tradycję obchodzi się w wielu miejscach świata.

Weekendowe wycieczki z Fundacją FLY

strona 2 Weronika Kiczela Szkoła Podstawowa nr 48 w Gdyni REKLAMA

Fot. pxhere.com

W naszym kraju pączki cieszą się wielką popularnością. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż ludowe przysłowie przypomina „Kto w tłusty czwartek nie zje pączków kopy, temu myszy zniszczą pole i będzie miał pustki w stodole” – krótko mówiąc, będzie miał pecha. Według statystyk Polacy najczęściej jedzą pączki z dżemem, czekoladą i budyniem.

Weekend to idealny czas na wycieczkę. A Fundacja FLY przygotowała wyjątkowe wycieczki weekendowe dla seniorów: Weekend w Szczecinie – poznajemy historię i nowoczesność miasta (9-11.03.2018 r.) oraz Gotycki Toruń i Bydgoszcz pełna muzyka (23-25.03.2018 r.). W programie wycieczki do Szczecina m.in.: koncert w Filharmonii Szczecińskiej, Wały Chrobrego, Jasne Błonia, Muzeum Narodowe, Łasztownia. W programie wycieczki do Torunia i Bydgoszczy m.in.: spektakl w Operze Nova w Bydgoszczy, Muzeum Mydła i Historii Brudu, Muzeum Fortepianów w Ostromecku. Zapisy oraz szczegółowe informacje w biurze Fundacji FLY (ul. Świętojańska 36/2), w dni robocze od 9:00 do 19:00 lub telefonicznie 693 996  088, 517 383 828.


2

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Tłusty czwartek z domu w krawacie, ponieważ może on zostać odcięty przez czyhające na niego kobiety z nożyczkami. W cukierni królują pączki z najróżniejszymi nadzieniami, polewami i posypkami. Pod tym względem fantazja niemieckich cukierników nie zna granic.

Fot. pxhere.com

Francuski odpowiednik tłustego czwartku, to tłusty wtorek. Oprócz spożywania pączków i faworków, Francuzi sięgają również po gofry i tradycyjne Crepes Suzette, czyli naleśniki z sosem pomarańczowym. Brytyjczycy także świętują we wtorek i jedzą głównie naleśniki. „Pancake Tuesday”, naleśnikowy wtorek obchodzony jest też w Kanadzie, Australii, Irlandii oraz Nowej Zelandii. W Skandynawii tłusty czwartek wypada w niedzielę. Wówczas Norwegowie zajadają się pączkami, oponkami oraz słodkimi bułeczkami. W tym dniu dzieci przychodzą do szkół w przebraniach. Niemiecka odmiana tłustego czwartku celebrowana jest najhuczniej w nadreńskich miastach. W tym czasie mężczyźni nie powinni wychodzić

Weronika Kiczela Szkoła Podstawowa nr 48 w Gdyni

Ciekawostki • •

Tłusty czwartek to prawdziwe żniwa dla cukierników. Pomimo mody na bycie fit, tego dnia popuszczamy pasa i co roku zjadamy 100 milionów pączków, czyli średnio 2,5 pączka na Polaka. Istnieje tradycja, która zakłada, że kto znajdzie orzecha w pączku, czeka go szczęście. Zwyczaj zapomniany, ale prawdziwe gospodynie domowe wiedzą o takim zwyczaju i dalej go praktykują. Według cukierników idealny pączek powinien mieć minimum 400 kalorii, 55-70 gramów wagi, powinien być zrobiony z ciasta drożdżowego i usmażony na smalcu.

godziny otwarcia:

poniedziałek-piątek 10.00 – 18.00, sobota 10.00 – 14.00

Nowy Rok. Nowa ty i nowa garderoba. Świetnie! Ale co zrobić ze starą? Przekazać do sklepu charytatywnego „Z głębokiej szuflady”. Sklep charytatywny „Z głębokiej szuflady” Gdynia, ul. Świętojańska 36 (Pasaż pod sklepem „Biedronka”) tel. 515 150 420 www.zglebokiejszuflady.pl www.facebook.com/zglebokiejszuflady

Sklep charytatywny „Z głębokiej szuflady” przyjmuje nowe i używane (w dobrym stanie) ubrania, buty i dodatki damskie, męskie i dziecięce.


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

3

Fot. Archiwum Muzeum Miasta Gdyni

Fot. Archiwum Muzeum Miasta Gdyni

Dzieje kultury w Gdyni do 1939 roku

Zespół Piłkarski Rezerwa Cisowianka

Wyścigi kelnerów na al. Zjednoczenia

W cyklu swoich artykułów pragnę przybliżyć czytelnikowi fakty historyczne dotyczące kultury w Gdyni. Będą one poparte dokumentacją fotograficzną i będą obejmować lata od 1919 do 1939 roku. Chcę ukazać w nich dzieje kultury w Gdyni, kultury szeroko rozumianej, obejmującej: sport, rekreację, turystykę, literaturę, modę, taniec i muzykę. Jeśli

Mieszkańcy Gdyni w omawianym okresie byli bardzo aktywni kulturalnie, zarówno jako organizatorzy, jak i uczestnicy wydarzeń. Pierwsze zawody sportowe zorganizowano tuż po odzyskaniu niepodległości na początku lat 20. XX wieku. Gdyńska kultura pretendowała do wiodącej roli wśród miast basenu Morza Bałtyckiego. Różnorodność form organizowanych imprez budziła nieskrywaną zazdrość pobliskiego Wolnego Miasta Gdańska. Rywalizowano w popularnych dyscyplinach, takich jak piłka nożna, strzelectwo, boks czy lekko-

chodzi o sport, to na potrzeby artykułów posiłkuję się definicją prof. Wojciecha Lipońskiego, który tak ujmuje kwestię kultury fizycznej jako składowej kilku dyscyplin związanych z aktywnością fizyczną: „Za nadrzędne przyjmujemy pojęcie kultury fizycznej rozumianej jako całokształt środków, sposobów, metod i idei zmierzających do ukształtowania, doskonalenia i podtrzymywania możliwie pełnej osobowości ludzkiej w jej składnikach duchowym i cielesnym, tak w odniesieniu do jednostki ludzkiej, jak i całych społeczeństw”1.

atletyka oraz w imprezach incydentalnych, takich jak zawody szybowcowe czy bieg kelnerów. W kolejnych artykułach opiszę zawody w dyscyplinach indywidualnych i zespołowych. Ukażę rozwój gdyńskich teatrów, kin i bibliotek. Przedstawię genezę biegów ulicznych, tak bardzo obecnie popularnych oraz odkryję arkana nocnego życia międzywojennego miasta. Przedstawienie imponującego dorobku kulturowego mieszkańców Gdyni w jednym artykule jest niemożliwe. Gdynianie byli świetnymi or-

ganizatorami życia towarzyskiego, rozrywkowego i sportowego. Do lektury kolejnych artykułów na temat Dziejów Kultury w Gdyni zapraszam serdecznie pasjonatów miasta oraz wszystkich, którym na sercu leży wiedza o aktywności fizycznej oraz zdrowym stylu życia w myśl maksymy Gniazd Sokolskich: „Mens sana in corpore sano”, czyli „W zdrowym ciele, zdrowy duch”. dr Jarosław Kłodziński Radny Miasta Gdyni 1 W. Lipoński, Historia sportu, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012, s.18.

Inspirujący powrót do przeszłości. Kameralna wystawa w podziemiu Hali Targowej w Gdyni nigdzie rejestrować. Dostawcami byli głównie marynarze i ich rodziny lub osoby otrzymujące paczki od krewnych z zagranicy. Z czasem kupcy z Gdyni zaczęli samodzielnie wyruszać na europejski „szlak handlowy” w celu zdobycia najbardziej poszukiwanych w Polsce towarów, w tym do Turcji (na bazar w Istambule po swetry, dresy i kurtki), czy do Berlina (markety ALDI, dom handlowy KaDeWe - po kawy, słodycze, chemię niemiecką oraz drobną elektronikę). W Halach można było nabyć także polskie produkty eksportowe z tzw. nadwyżek lub odrzutów eksportowych, które trafiały na bazar najczęściej poprzez zaprzyjaźnionych kierowników

Kolaż – autor Piotr Gniewek

Miejskie Hale Targowe w Gdyni od ośmiu dekad stanowią ważne miejsce zakupów na mapie Polski. Szczególnie w okresie PRL obiekt był znany w całej Polsce jako miejsce, gdzie można zdobyć właściwie każdy towar, w tym poszukiwane produkty importowane, praktycznie niedostępne w państwowym handlu detalicznym. Dla wielu osób to miejsce kojarzy się ze smakiem cytrusów, kawy, niemieckich i angielskich czekolad, a także z pierwszymi kupionymi oryginalnymi jeansami, butami sportowymi „Adidas”, czy elektronicznym zegarkiem na rękę. Produkty te najczęściej trafiały do kupców w Halach poprzez tzw. transakcje prywatne (do 5 000 zł), których nie trzeba było

central handlowych lub... słynnej gdyńskiej sieci sklepów dla marynarzy „Baltona”, która w podziemiach Miejskich

używanej kurtki jeansowej, płyt winylowych, modnych okularów, czy nawet włoskich butów, stanowił dla wielu osób tańszą alternatywę nabycia wymarzonej rzeczy. Zakupom w Halach Targowych została zadedykowana specjalna wystawa czasowa w podziemiach Hali Łukowej. Zgromadzono na niej wiele oryginalnych eksponatów z lat 60-tych, 70-tych, 80-tych. Są to głównie ówczesne hity handlowe. Pierwsze kuratorskie oprowadzanie po wystawie już 10 lutego w czasie „V Dnia Kreatywnego Hal Targowych”, start o godzinie 10:00 (podziemie Hali Łukowej, Hal Targowych posiadała swój BOX 302 oraz 303). magazyn. Na Placu Targowym handlowano także produktaWięcej informacji: mi z tzw. drugiej ręki. Zakup www.haletargowegdynia.pl


4

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Powrót do natury Współcześnie wzrasta zainteresowanie ziołolecznictwem, wynika to nie tylko z faktu stosowania roślin leczniczych w przemyśle farmaceutycznym i zielarskim, ale przede wszystkim dlatego, że zioła w przeciwieństwie do leków syntetycznych mogą być stosowane przez dłuższy czas, zwłaszcza w chorobach przewlekłych. Dostarczają ponadto wielu witamin, enzymów, mikroelementów i nie mają skutków ubocznych. W medycynie ludowej ziołolecznictwo wzbogacane było wielowiekowym doświadczeniem przekazywanym z pokolenia na pokolenie. W średniowiecznej Europie benedyktyni jako pierwsi zakładali ogrody, w których uprawiano rośliny lecznicze. Za ich przykładem w ogrodach posiadłości świeckich i klasztornych wydzielano miejsca, gdzie sadzono zioła. Najczęściej obok budynków, gdzie leczono chorych. Przy kuchni znajdowały się grzędy z warzywami, a wśród drzew owocowych chowano zmarłych.

Profesor dr hab. n. farm. Mirosława Krauze-Baranowska od wielu lat prowadzi badania związane m. in. z poszukiwaniem nowych leków pochodzenia roślinnego. Jej praca polega na izolowaniu i identyfikacji aktywnych biologicznie związków chemicznych występujących w roślinach, opracowuje również metody oceny jakości leczniczej surowców roślinnych. Jest kierownikiem Katedry i Zakładu Farmakognozji z Ogrodem Roślin Leczniczych Wydziału Farmaceutycznego Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

W ramach działalności edukacyjnej dla mieszkańców Trójmiasta corocznie organizuje na terenie ogrodu GUMED Dni Otwarte Ogrodu Roślin Leczniczych. Jest autorką szeregu artykułów popularnonaukowych propagujących zgodnie z aktualną wiedzą farmaceutyczną stosowanie w celach leczniczych surowców pochodzenia roślinnego. Zioła, które mnisi hodowali, były stosowane w homeopatycznych ilościach - co to oznacza? Czym jest homeopatia? Czy poleciłaby Pani

Wydziedziczenie - kilka ważnych informacji Czasami w życiu przytrafiają się sytuacje, w któ których nie chcemy, aby majątek po naszej śmierci przy przypadł określonej osobie, której prawnie część takiego majątku przysługuje. Aby można było skutecznie odsunąć konkretną osobę od majątku spadkowego, stworzono instytucję wydziedziczenia (Art. 1008 i n. Kodeksu Cywilnego). O tym, jak napisać testament, wspominali wspominaliśmy w poprzednich artykułach. Na wstępie należy przypomnieć, iż w przypadku pominięcia dziedzi dziedziców ustawowych w testamencie, są oni uprawnie uprawnieni do otrzymania zachowku (jakiejś części majątku spadkowego). Takimi dziedzicami są małżonkowie i dzieci, bądź małżonkowie i rodzice, jeśli zmarły dzieci nie posiadał. Tym, o czym spadkodawcy często zapominają, jest fakt, iż aby taką osobę formalnie i skutecznie odsunąć od spadku, nie wystarczy pominięcie go w treści testamentu, a nawet zapis, iż ktoś ma być wydziedziczony, odsunięty od dziedziczenia i tym podobne sformułowanie. Brak spełnienia prawnych przesłanek wydziedziczenia może doprowadzić do sytuacji, w której powołani przez nas w testamencie spadkobiercy będą zobowiązani do wypłacenia części majątku spadkowego dziedzicom ustawowym w testamencie pominiętym, bądź nieskutecznie wydziedziczonym. Instytucja wydziedziczenia jest niczym innym, jak odsunięciem spadkobierców ustawowych od zachowku. Wiele osób żyje w mylnym przekonaniu, że wydziedziczyć można kogokolwiek w dowolnej formie. Otóż o podmiotach, które wydziedziczyć można, wspomnieliśmy wyżej - są to osoby uprawnione do

zachowku. Forma nie jest dowolna. Wydziedziczyć takie osoby można tylko w treści ważnie sporządzonego testamentu, jeśli zaistnieje jedna z wymienionych w kodeksie przesłanek. Istnieją 3 okoliczności usprawiedliwiające wydziedziczenie i są to sytuacje, w których: 1) Uprawniony do zachowku wbrew woli spadkodawcy postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego. Dotyczy to sytuacji, w której pomimo starań spadkodawcy, spadkobierca ustawowy stale żyje w sprzeczności ze społecznie przyjętymi zasadami. Na przyczynę tę można powołać się w przypadku, gdy osoba uprawniona do zachowku jest nadmiernie rozrzutna, uprawia hazard, czy, w skrajnej sytuacji, prowadzi działalność przestępczą. Niezbędną przesłanką jest to, aby przyszły spadkobierca stale kontynuował taką działalność pomimo nacisków spadkodawcy. 2) Uprawniony do zachowku dopuścił się względem spadkodawcy, albo jednej z najbliższych mu osób, umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci. Przesłanki z tego artykułu mogą być spełnione zarówno poprzez przestępstwo umyślne, jak i obrazę słowną lub poprzez czyn. W pierwszym przypadku przyjęte jest, aby takie przestępstwo przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności było stwierdzone prawomocnym wyrokiem sądowym. W wypadku rażącej obrazy czci taki wyrok nie jest konieczny, gdyż chodzi głównie o pewne zachowania faktycznie godzące w naszą dobrą cześć.

3) Uprawniony do zachowku uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych. Przepis jest dość jasny, gdyż chodzi o każde czynności, które jednoznacznie wskazują na brak zainteresowania spadkobiercy życiem rodzinnym i rażące zaniedbanie obowiązków wynikających z więzi rodzinnych, takie jak chociażby nie interesowanie się losami spadkodawcy, czy brak pomocy w chorobie. Gdy zaistnieje chociaż jedna z powyższych sytuacji, mamy prawo taką osobę odsunąć od zachowku. Kodeks wyraźnie normuje, iż przyczyna taka powinna wynikać z treści testamentu. Aby więc akt wydziedziczenia był ważny i skuteczny, jedna z przyczyn, poparta argumentami przemawiającymi za wydziedziczeniem, musi znaleźć się w treści aktu ostatniej woli spadkodawcy. Należy nadmienić, iż pozbawienie zstępnych, małżonka i rodziców zachowku nie pozbawia takiego uprawnienia zstępnych wydziedziczonego, nawet jeśli przeżył on spadkodawcę. Oznacza to, iż np., w przypadku wydziedziczenia syna, nasze wnuki będą uprawnione do zachowku zamiast niego. Jeśli będziemy trzymać się powyższych zasad, istnieje bardzo duża możliwość, iż zapis o wydziedziczeniu będzie skuteczny i wiążący. Tym samym wydziedziczony spadkobierca nie będzie w żadnej mierze uczestniczył w dziedziczeniu po naszej śmierci. Osoba taka z naszego majątku po prostu nic nie otrzyma. adw. Bartłomiej Owczarek


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Profesor dzisiaj leczenie za pomocą leków homeopatycznych? - Homeopatia jako praktyczny system leczenia jest praktykowana na tle historii leku roślinnego krótko, bo od około 200 lat. Stanowi element tzw. medycyny komplementarnej, a zakres i sposób stosowa-

niu roślin jako środków leczniczych opierali się na własnych doświadczeniach i przekazywanej z pokolenia na pokolenie wiedzy, spisanej np. w I wieku n. e. przez Dioskuridesa – lekarza legionów rzymskich, który w 5 księgach dzieła „De materia medica de libri quinque” opisał rośliny wykorzystywane lecz-

Prof. Mirosława KrauzeBaranowska w Ogrodzie Roślin Leczniczych Wydziału Farmaceutycznego

nia leków homeopatycznych jest oparty na długoletnich obserwacjach i doświadczeniu lekarskim. Ta kategoria produktów leczniczych w świetle prawa Unii Europejskiej jest dopuszczona do obrotu na podstawie wieloletniej tradycji ich stosowania. Leki homeopatyczne są w większości produkowane na bazie surowców roślinnych, takich jak np. koszyczek rumianku wykorzystywany powszechnie do celów leczniczych czy surowców roślinnych o bardzo silnym działaniu, czasami wręcz trujących. Kwestia różnicy między lekiem homeopatycznym a lekiem roślinnych sprowadza się głównie do dawki – w lekach homeopatycznych w większości jest ona wielokrotnie niższa. Jakkolwiek na rynku europejskim, jak i krajowym, są dostępne produkty homeopatyczne zawierające wyciągi z roślin o takim samym stężeniu, jakie jest wykorzystywane w lekach roślinnych, raczej trudno zgodzić się z poglądem, że rośliny uprawiane w zakładanych przy klasztorach ogrodach zgodnie z edyktem Karola Wielkiego, Capitulare de villis stosowano w homeopatycznych ilościach – dawkach, ponieważ homeopatia była wówczas nieznana. W początkach medycyny lekarze i zielarze w stosowa-

niczo na terenach podbijanych przez cesarstwo rzymskie. Jakkolwiek wg niektórych źródeł podaje się, że Hipokrates – ojciec medycyny, również wskazywał na możliwość leczenia danego schorzenia środkiem, którego stosowanie w bardzo wysokich dawkach daje podobne do choroby objawy. Zgodnie z obowiązującym prawem lek homeopatyczny jest takim samym produktem leczniczym, jak lek syntetyczny, czy roślinny. Inne, w porównaniu do medycyny konwencjonalnej i fitoterapii jako jej części, są podstawy i założenia homeopatii jako metody oraz jej praktyczne stosowanie, które wymaga specjalistycznej wiedzy na różnych poziomach. Obecnie nie tylko w kosmetyce wraca się do natury, ale również w lecznictwie. Nie jest to niczym nowym: po prostu wraca się do tego, co wcześniej sprawdzono. Czy dzisiaj prowadzi się badania nad właściwościami leczniczymi roślin, jakie to ma znaczenie dla rozwoju medycyny z pożytkiem dla pacjentów? - Badania nad właściwościami leczniczymi roślin rozwijają się wraz z rozwojem nauki, początkowo w obszarze chemii i farmakologii a później bio-

chemii oraz biologii molekularnej i biotechnologii roślin. W świetle tych badań rośliny są fabrykami różnych związków chemicznych, które systematycznie oddziaływają na organizm człowieka, zarówno jako składniki leków roślinnych, jak i przede wszystkim składniki codziennej diety uwzględniającej owoce i warzywa. Rośliny przez wieki były podstawowym źródłem środka leczniczego. Do wieku XVIII stanowiły podstawowe narzędzie terapeutyczne, czego przykładem są liczne zielniki m. in. Syreniusza, Dykcyonarz księdza Krzysztofa Kluka. Badania wówczas zapoczątkowane nad lekami roślinnymi owocowały wyodrębnianiem przez niektórych aptekarzy pojedynczych związków np. morfiny, której ustalenie struktury chemicznej trwało około 100 lat. Szybki rozwój chemii i syntezy chemicznej spowodował przede wszystkim rozwój leku syntetycznego, a zainteresowanie lekiem roślinnym w środowisku medycznym, ale również farmaceutycznym, drastycznie spadło. W Polsce w okresie transformacji ustrojowej lat 90-tych zaowocowało pojawieniem się sklepów zielarsko-medycznych, prowadzonych przez uczestników krótkoterminowych kursów zielarskich, a nie absolwentów uczelni medycznych, w tym farmaceutów. W ramach studiów farmaceutycznych jest wykładany przedmiot farmakognozja (wiedza o naturalnych źródłach substancji leczniczych) oraz lekach pochodzenia naturalnego, a więc farmaceuci są jedyną grupą zawodową posiadająca wiedzę w obszarze leku roślinnego i innych kategorii produktów bazujących na leczniczych surowcach, roślinnych w tym tzw. roślinnych suplementach diety. Współczesna wiedza o leku roślinnym, a więc o surowcach leczniczych roślinnych potwierdza, że jest on tak samo skuteczny jak lek syntetyczny, a jego stosowanie jest bezpieczne. Katedra, którą Pani kieruje, posiada ogród. Jakie jest jego zastosowanie i rola? - Ogrody roślin leczniczych, bo taki profil posiada Ogród Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego są przede wszystkim świadectwem historii leku, która swój początek związała z lekiem roślinnym. Wprowadzenie na rynek w XIX w. aspiryny było wynikiem badań nad naturalnymi związkami salicylowymi obecnymi m. in. w korze wierzby czy kwiecie wiązówki. Ogrody Roślin Leczniczych działające przy Wydziałach Farmaceu-

tycznych prezentują kolekcje różnych gatunków roślin przede wszystkim o znaczeniu leczniczym, ale również użytkowym, ważnych np. dla przemysłu kosmetycznego. Ponadto dają możliwość uprawy gatunków roślin, które są przedmiotem badań naukowych prowadzonych zarówno w kierowanej przez mnie katedrze, jak również innych katedrach naszego wydziału. Jednocześnie prowadzone w ogrodach uprawy dostarczają surowców roślinnych do zajęć dydaktycznych dla studentów farmacji.

Jako konsumenci zawsze mamy wybór, ale jako pacjenci powinniśmy sięgać po produkty ziołowe kontrolowane zarówno w zakresie obecności związków odpowiedzialnych za efekty prozdrowotne i lecznicze. Wiele roślin ma zastosowanie lecznicze, ale też właściwości toksyczne. Na co powinniśmy zwrócić uwagę, pijąc ziółka. Co nam może zaszkodzić? Czy można przedawkować leki ziołowe? - Stosowanie ziół wymaga specjalistycznej wiedzy i z tymi pytaniami powinniśmy zawsze zwracać się do farmaceuty/aptekarza. W produktach leczniczych roślinnych są zawarte jedynie surowce roślinne o potwierdzonym bezpieczeństwie stosowania. Natomiast w roślinnych suplementach diety różnego pochodzenia np.. azjatyckiego, co zdarzało się w przeszłości, mogą być również obecne surowce niebezpieczne dla zdrowia. Pod koniec lat 90. w krajach takich jak Belgia, Holandia czy Francja obserwowano szereg zgonów spowodowanych niewydolnością nerek u kobiet stosujących mieszanki ziołowe powodujące spadek wagi ciała. Okazało się, że ich składnikiem była błędnie rozpoznana jako lecznicza, roślina zawierająca kwasy arystolochiowe uszkadzające nerki. Czy poleciłaby Pani herbatki ziołowe kupowane na stoiskach sklepowych, traktowane jako środki służące utrzymaniu zdrowia. - Jako konsumenci zawsze mamy wybór, ale jako pacjen-

5

ci powinniśmy sięgać po produkty ziołowe kontrolowane zarówno w zakresie obecności związków odpowiedzialnych za efekty prozdrowotne i lecznicze, jak również substancje szkodzące zdrowiu, chociażby aflatoksyny pochodzące z pleśni, których obecność w produkcie ziołowym może być wynikiem nieodpowiedniego suszenia roślinnego surowca czy złych warunków jego przechowywania. Czasami zdarza się również, co wynika z opisu składu herbatki ziołowej czy suplementu diety, że nie znamy surowca roślinnego (np. liść mięty), a jedynie podana jest nazwa rośliny (np. mięta). Skład chemiczny surowca - liścia mięty i mięty jako całej rośliny jest odmienny. Czym różnią się suplementy diety, tak często reklamowane i sprzedawane masowo w aptekach, od produktów leczniczych? Co wybierać? - Różnica zasadnicza dotyczy ich jakości, która w świetle obowiązujących regulacji prawnych, nie jest kontrolowana zarówno na etapie produkcji, jak również w okresie obecności na rynku. Badania prowadzone nie tylko w Polsce, ale również w USA czy np. Holandii wskazują np. na niższe od deklarowanych zawartości substancji czynnych leczniczo, na obecność związków niebezpiecznych dla zdrowia np. w suplementach diety zawierających liście miłorzębu japońskiego. Ponieważ wprowadzenie na rynek leku roślinnego wymaga udokumentowania jego skuteczności i bezpieczeństwa stosowania, co wiąże się niekiedy z kosztownymi badaniami klinicznymi, łatwiej i taniej jest zaproponować roślinny suplement diety o takim samym często składzie jak produkt leczniczy. Dla naszego zdrowia korzystniejszym jest zatem sięganie po produkty roślinne o charakterze produktu leczniczego. Ostatnio świeże zioła stały się bardzo modne. Stawiamy doniczki z ziołami na parapetach naszych mieszkań. Które z ziół poleciłaby Pani Profesor jako mające najszersze zastosowanie w celach leczniczych, a które w naszej kuchni. - Świeże zioła są jedynie przyprawami. Jeżeli chcemy stosować zioła w celach leczniczych, to stosujmy je jako produkty lecznicze o określonej zawartości związków czynnych, bo to one decydują o ostatecznym pozytywnym efekcie. Jolanta Krause


6

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Dzielnice Gdyni - Redłowo Gdynia Redłowo to nadmorska dzielnica Gdyni znajdująca się na licznych wzgórzach morenowych. Choć zabudowę tego obszaru stanowią przede wszystkim budynki wzniesione w latach powojennych, pierwsze wzmianki o dzielnicy pojawiły się w XII wieku.

Fot. wikipedia

Wieś Redłowo została pierwszy raz wspomniana w 1362 roku przy okazji potwierdzenia granic parafii oksywskiej. Nazwa mogła powstać od określenia narzędzia rolniczego – radła. W 1365 roku gdański komtur Ludwik von Essen wystawił sołtysowi Piotrowi przywilej lokacyjny dla wsi obejmującej obszar 31 łanów. Miejscowi chłopi otrzymali prawo do połowu ryb przy jej granicach. Zostali także zobowiązani do wystawienia pachołka na wyprawy wojenne. Na początku XV wieku Redłowo obejmowało 28 łanów (ok. 476 ha). Po zakończeniu wojny trzynastoletniej w 1466 roku wieś przeszła we władanie polskiego króla. W 1472 roku Kazimierz Jagiellończyk wydzierżawił Redłowo za 100 florenów węgierskich Ściborowi z Kacka oraz jego braciom Pawłowi i Jakubowi ‒ właścicielom dóbr Mały Kack i Kolibki. Miejscowość pozostała własnością tej rodziny przez kilkadziesiąt lat. Redłowo nie powróciło w bezpośrednie posiadanie króla polskiego aż do końca istnienia I Rzeczpospolitej. Przez następne lata Redłowo przechodziło z rąk do rąk kolejnych dzierżawców. W 1570 roku wieś wydzierżawił Tomasz Sokołowski. Następnymi dzierżawcami byli Konopaccy, a od 1615 roku Jerzy Hein wraz z żoną Brygidą. W roku 1656 dzierżawcą został Daniel Ernest Cyremberg. W księdze poborowej z 1662 roku spisano mieszkańców Redłowa Wysokiego i Niskiego. W Wysokim mieszkały wówczas cztery rodziny (12 osób powyżej 10 roku życia), natomiast w Niskim sześć rodzin (21 osób powyżej 10 roku życia). Po potopie szwedzkim miejscowość doznała znacznych zniszczeń, a z trzech gospodarzy pozostało dwóch. W kolejnych latach Redłowo mieli w posiadaniu Radziwiłłowie i Sobiescy, a w XVIII wieku wieś przeszła w ręce rodziny Przebendowskich. W 1757 roku otrzymał ją chorąży pomorski Józef Antoni Przebendowski. Nie zachowała się o nim dobra pamięć, ponieważ generał odznaczał się kłótliwością i chciwością, a od 1771 roku zabiegał o przychylność Fryderyka II, króla Prus. Według przeprowadzonej w 1765 roku lustracji dóbr królewskich w Redłowie Wysokim znajdował się jeden folwark, na którego gruntach uprawiano głównie zboża, dodatkowo była tutaj owczarnia. W 1793 roku Przebendowscy sprzedali zadłużone dobra

Redłowo

rodzinne, a potomkowie Józefa Przebendowskiego podzielili między siebie pozostałe wsie – Chylonię, Cisowę i Redłowo, które stały się siedzibami Augusta Przebendowskiego. Po jego śmierci w 1808 roku, majątek redłowski wraz z Chylonią i Cisową przeszły w zarząd pruskiego Skarbu Państwa. Od 1808 roku przez najbliższe cztery lata, Redłowo dzierżawiono nieznanym osobom. Od 1816 roku majątkiem zarządzała rodzina Grubów z Wiczlina. Po śmierci Jakuba Grubby w 1843 roku folwark redłowski znalazł się w zarządzie jego spadkobierców. W 1856 roku nabył go porucznik Foss. W 1905 roku miejscowość obejmowała 484,1 ha i zamieszkiwało w niej 281 osób. W pierwszej dekadzie XX wieku następowało stopniowe zmniejszanie się powierzchni majątku. Ta tendencja utrzymała się także po powrocie tych ziem do Polski w roku 1920. W 1923 roku majątek redłowski liczył już około połowy swojej powierzchni sprzed 20 lat. Jego właścicielem był Skarb Państwa, a zarządcą niejaki Sośnicki. Sześć lat później folwark w Redłowie połączono z majątkiem w Grabówku, które wspólnie obejmowały 359 ha. W okresie międzywojennym majątek został rozparcelowany. W 1933 roku część gruntów przejęło miasto Gdynia w bezpłatną i wieczystą dzierżawę z prawem poddzierżawy. Później przekazano je Towarzystwu Budowy Osiedli. W lipcu

1934 roku Redłowo znalazło się w granicach gminy Orłowo Morskie, które niecały rok później włączono w obręb miasta Gdyni. Według planów, nad brzegiem morskim miała powstać dzielnica mieszkalna, a na Polance Redłowskiej kompleks sportowy. W 1932 roku zakończono budowę stadionu, kortów tenisowych i strzelnicy. Ponadto wytyczono ulicę Kopernika wraz z kilkoma mniejszymi, przylegającymi uliczkami. Pod koniec 1933 roku Towarzystwo Budowy Osiedli rozpoczęło budowę serii 10 domków jednorodzinnych i 16 domów bliźniaczych. Polankę Redłowską administrowaną przez TBO wydzierżawiono częściowo pod obozy wypoczynkowe. W 1937 roku zbudowano koszary dla 2 Morskiego Pułku Strzelców, a w 1938 roku na terenie Kępy Redłowskiej utworzono rezerwat krajobrazowy. W 1939 roku toczyły się tutaj ciężkie walki wydzielonego oddziału „Redłowo” pod dowództwem ppłk. Ignacego Szpunara z przeważającymi siłami niemieckimi. Redłowo Górne stało się miejscem ostrzału pancernika „Schleswig Holstein”. Poza koszarami 2 MPS, polscy obrońcy usadowili tam stanowiska baterii nadbrzeżnej i przeciwlotniczej. W wrześniowej klęsce dawne koszary stały się miejscem internowania obywateli gdyńskich, gdzie kierowano ich do obozów pracy przymusowej, obozów koncentracyjnych,

a także miejsc zagłady w Piaśnicy. W kolejnych latach, Niemcy urządzili w tym miejscu centrum szkolenia swoich wojsk lądowych i morskich. W 1946 roku w Redłowie powstał Cmentarz Obrońców Wybrzeża, na którym spoczęły m.in. prochy ppłk. Szpunara. W pierwotnych planach cmentarz miał być otoczony parkiem zieleni, podobnie jak cała dzielnica. W tym czasie, w Redłowie stanęło przedszkole i Dom Opieki Społecznej. W 1950 roku na Polance Redłowskiej powstały odkryte baseny pływackie. W 1956 roku zawiązano Osiedlowy Komitet Budownictwa Indywidualnego, który rozdysponował poszczególne tereny dla zakładów pracy. Powstało wiele spółdzielni mieszkaniowych i rozpoczęła się intensywna zabudowa dzielnicy domkami jednorodzinnymi. Taki stan nie trwał jednak długo - na początku lat 60. rozpoczęto zabudowę Redłowa Górnego

blokami z wielkiej płyty. W 1956 roku redłowskie koszary zostały opuszczone przez wojsko, a w 1959 na ich terenie powstał Szpital Morski im. PCK. W latach 1947‒1957 na terenie Kępy Redłowskiej powstała 11 Bateria Artylerii. W 1964 roku otwarto Szkołę Podstawową nr 34. W 1985 roku powstała kolejna placówka zdrowotna – Instytut Medycyny Morskiej i Tropikalnej. W 1993 roku ukończono budowę Osiedla Zielonego, a trzy lata później kościoła pw. Chrystusa Miłosiernego. W ostatniej dekadzie dzielnica była w dalszym ciągu zabudowywana przez deweloperów. Najważniejszą inwestycją na terenie Redłowa w ostatnich latach była rozbudowa Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego - największego tego typu obiektu na Pomorzu. Magdalena Drożęcka Szkoła Podstawowa nr 48 w Gdyni

Ciekawostki • •

Podczas okupacji Niemcy zmienili nazwę dzielnicy na Hochredlau; Na terenie Redłowa znajdują się liczne stanowiska archeologiczne m.in. dawne cmentarzysko grobów skrzynkowych z urnami twarzowymi z czasów antycznych. Prace badawcze potwierdzają, że osadnictwo na tym terenie występowało już w epoce brązu (1300–1100 lat p.n.e.); Na jednym z gdyńskich klifów morskich znajduje się szereg obiektów fortyfikacyjnych. To stanowiska ogniowe nadbrzeżnych pododdziałów artyleryjskich. Na obszarze Kępy Redłowskiej można napotkać pozostałość po 11 Baterii Artylerii Stałej, która powstała po II wojnie światowej.


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

7

OPOWIEDZ NAM SWOJĄ HISTORIĘ Plac Zgody

Zawsze Paryż Paryż - miasto miłości i wielu rewolucji. Kulturalna stolica świata opiewana w licznych piosenkach (uwielbiam tę w wykonaniu Zaz „Paris sera toujours Paris” – „Paryż zawsze będzie Paryżem”). To miasto warte odwiedzenia o każdej porze roku. Znajduje się tutaj około 400 galerii sztuki i 150 muzeów. To miasto zamieszkałe przez 10 mln ludzi, odwiedzane rocznie przez turystów z całego świata. Założone przez Celtów w III wieku p.n.e., w 987 r. ustanowione zostało stolicą Francji. Mieszkańcy Paryża zawsze reprezentowali olbrzymią siłę i rządzący musieli się z tym liczyć. Pierwsza rebelia wybuchła w XIV wieku. W XVII wieku król Ludwik XIV przeniósł swój dwór z Paryża do pobliskiego Wersalu. W tym samym wieku w Paryżu został zbudowany szpital dla inwalidów wojennych. W 1789 r. wybuchła Wielka Rewolucja Francuska, król Ludwik XVI i jego żona Maria Antonina cztery lata później zostali ścięci na dzisiejszym Placu Zgody. Był to czas terroru, a liderzy rewolucji, jak Desmoulins, Danton, Robespierre, Saint Just zostali zgładzeni nieco później. Kiedy w 1799 r. Napoleon Bonaparte przejął władzę, wybudował Łuk Triumfalny – symbol militarnej chwały Francji. Po obaleniu przez następne ludowe powstanie w 1848 r. króla Ludwika Filipa jego następca Napoleon III i prefekt Haussmann rozpoczęli gigantyczne prace publiczne, budując nowe, szerokie bulwary, parki, budynek opery. Nowe, szerokie ulice na planie gwiazdy miały uniemożliwić stawianie barykad. W ten sposób dzielnice rewolucjonistów zostały zniszczone, a ludzie przesiedleni do dzielnic podmiejskich. W Paryżu w marcu 1871 r. miał miejsce jeszcze jeden ruch rewolucyjny

zwany Komuną Paryską. Komunardzi utrzymali się zaledwie dwa miesiące. W XIX wieku Paryż był gospodarzem dwóch ważnych międzynarodowych wystaw. Na pierwszą zbudowano Wieżę Eiffla, a na drugą Most Aleksandra III, Wielki i Mały Pałac oraz pierwszą linię metra. Na początku XX wieku w Paryżu zamieszkali artyści z całego świata, np. Picasso, Modigliani, Matisse. Po I wojnie światowej Paryż był Mekką dla pisarzy, muzyków i malarzy, takich jak: Ernest Hemingway, Igor Strawiński, James Joyce, Josephine Baker, Salwador Dali. Te czasy oraz belle epoque możemy oglądać w filmie Woody’ego Allena „O północy w Paryżu”. Film jest hołdem złożonym temu cudownemu miastu. Paryż nie został zniszczony w czasie II wojny światowej i obecnie jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc na świecie. Moje wrażenia: Paryż po przebudowie przez Haussmanna jest cudowny. Posiada bardzo jednolitą zabudowę. Budynki mają tę samą wysokość i takie same jasne tynki. Ulice rozchodzą się na planie gwiazdy od placów. Świetnie to widać z wieży Eiffla, z Łuku Triumfalnego, z Notre-Dame. Zadziwiający jest ten widok białego miasta z zielonymi skwerami i niebieską linią Sekwany. Miasta, które rozciąga się bez końca. Wieża Eiffla z doskonałą iluminacją jest inżynieryjnym cudem. Kiedy wieczorem płynie się Sekwaną jednym z małych turystycznych stateczków,

można odnieść wrażenie, że jest to twór nie z tego świata. Nawet rozgadane chińskie turystki zamilkły, kiedy przepływaliśmy obok wieży. Usytuowana na wzgórzu dzielnica artystów Montmartre posiada wąskie uliczki, stare wiatraki. Wspaniały widok rozpościera się spod bazyliki Sacre-Coeur. Bardzo przyjemnie jest siedzieć na schodach koło bazyliki i obserwować Paryż w dole. Spacerując uliczkami Montmartre, czujemy niezwykłą atmosferę tego miejsca. Możemy obserwować prace malarzy ulicznych i poczuć zapachy doskonałej francuskiej kuchni. Całe dnie można spędzać w muzeach takich jak Luwr, czy Muzeum d’Orsey znane z kolekcji francuskich impresjonistów. Budynek muzeum jest zaadaptowanym budynkiem dworca. Monumentalna gotycka katedra Notre-Dame należy do moich ulubionych pomników Paryża. Jej fronton z posągami z Biblii i rozetą jest przepiękny, natomiast kaplica Saint Chapelle z XIII wieku (obok budynku sądu) poraża urodą świetnie zachowanych witraży. Lubię paryskie mosty i skwery ze straganami bukinistów. Lubię różowe zachody słońca. Lubię siedzieć w ogrodach Tuileries i obserwować ludzi: dzieci bawiące się stateczkami w sadzawce, starego mężczyznę karmiącego wróble, bajecznie kolorowo ubranych czarnoskórych mężczyzn. Warto odwiedzić stary miejski cmentarz Pere-Lachaise, gdzie znajduje się

Wieża Eiffla

Panorama z Wieży Eiffla

grób Fryderyka Chopina, który zmarł w Paryżu w swoim mieszkaniu przy placu Vendome. Szerokie Pola Elizejskie czasami są niesamowicie zatłoczone, a kawiarnie i restauracje wypełnione po brzegi. Zawsze odnosiłam wrażenie, że jest to miasto przyjazne wszystkim i zazdrościłam młodym ludziom studiującym na Sorbonie. Wiele młodych osób potwierdza, że czują się w Paryżu bardzo swojsko. jas

Od redakcji: Dziękujemy autorce i zachęcamy naszych czytelników do przesyłania swoich wspomnień, przemyśleń lub ciekawych historii. Korespondencję z dopiskiem „Wspomnienia” można kierować na adres biura Fundacji: ul. Świętojańska 36/2, 81-371 Gdynia, dostarczyć osobiście lub przesłać pocztą elektroniczną: wspomnienia@gdynskiiks.pl z dodaniem w temacie e-maila słowa „Wspomnienia”. Małgorzata Łaniewska


8

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Łowca przygód na Na zachodnich zboczach pasma górskiego Sierra Nevada w USA, na powierzchni ok. 3000 km2 znajduje się Park Narodowy Yosemite, którego wielkiej urody niemal dziewicze tereny liczą wiele milionów lat. Różnorodny błękitno-beżowo-zielony pejzaż Parku pełen jest pieniących się wodospadów, jezior, sekwoi i jodeł, spośród których wynurzają się granitowe skały. Częścią Parku jest atrakcyjna krajobrazowo Dolina Yosemitów - miejsce natchnienia poetów i cel wypraw wspinaczy, którzy co roku próbują zmierzyć się z formacją skalną nazwaną przez żyjących tam niegdyś Indian - El Capitan (2307 m). Minionej jesieni na szczyt monolitu, na trudną, tzw. przewieszoną skałę o nazwie droga Aurory, po raz pierwszy wspięli się polscy alpiniści: Paweł Hałdaś spod Świdnicy oraz gdynianin Mikołaj Winiarski, który zgodził się opowiedzieć o tej i innych wyprawach.1 SL - Od kiedy się wspinasz? MW - Po raz pierwszy smak wspinaczki poczułem w 2001 roku przy okazji wakacji spędzonych na obozach trekkingowych organizowanych przez Łowców Przygód spod Lęborka. Trzy lata później odbyłem sześciodniowy kurs wspinaczkowy w Dolinie Będkowskiej na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Podkrakowskie skałki, w ogóle polskie skałki, to taki poligon ćwiczebny przed wyprawą w góry. W Dolinie Będkowskiej są drogi przygotowane do wspinania. Znajdują się na nich elementy służące do asekuracji - kotwy o wytrzymałości powyżej dwóch ton. W jaki sposób odbywała się pierwsza wspinaczka? Na tzw. wędkę. To rodzaj asekuracji. Lina zabezpieczająca wspinacza biegnie w górę, przechodzi przez stanowisko i wraca do stojącego na dole partnera. Spodobało Ci się wspinanie, ale musiałeś się uczyć. Rozpo-

cząłeś naukę w Warmińsko-Mazurskim Uniwersytecie w Olsztynie na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej. Jak więc dbałeś o kondycję? Na początku w ogóle nie zdawałem sobie sprawy z tego, żeby lepiej się wspinać, należy trenować. Trzeba robić przerwy. To była pełna amatorka, błądzenie w ciemnościach i pełno braków. Wakacje 2006 roku spędziłem z moją ówczesną dziewczyną na wspinaniu w Jurze Krakowsko -Częstochowskiej i w Górach Sokolich. Dobrze nam się wspinało, ale nie robiliśmy przerw, choć powinniśmy. W tym samym roku byłem w Górach Sokolich, w turniach granitowych pod Jelenią Górą i pamiętam, że było mi ciężko. Jak wyglądała taka wspinaczka? Do niedawna wspinałem się tylko klasycznie. Wspinaczka klasyczna to jest wspinaczka przy użyciu rąk i nóg. Wykorzystuje się do tego rzeźbę skalną, natomiast punkty, które umieszcza się w ścianie i linę, traktuje się jako elementy bezpieczeństwa. Podczas wspinania symulujemy sytuacje, jakby przejście odbywało się bez sprzętu i asekuracji, jednak w sytuacji krytycznej układ liny i osadzanych punktów działa. Wspinając się, używaliście magnezji, czyli hydroksywęglanu magnezu, który zapewnia maksymalną suchość rąk podczas wspinaczki. Czy oprócz tego stosowaliście taping (plastrowanie)? Plastrowanie rąk stosuje się w specyficznych formacjach skalnych, do rys. Zamiast tapingu można założyć odpowiednio przygotowane rękawiczki, które z wierzchu pokryte są gumą. Pierwsze wspinaczki za granicą? Na pierwszą wyprawę zagraniczną pojechaliśmy w 2007 roku do Hiszpanii. Tak się szczęśliwie

złożyło, że mieliśmy darmową bazę i nie musieliśmy się martwić o dach nad głową. Wspinaliśmy się na ściany znajdujące się w kanionie El Chorro w prowincji Malaga, będącym pięknym miejscem w Andaluzji. Znajduje się tam szeroki na metr i długi na 3 km szlak, który został zbudowany w latach 1901 -1905 w celu połączenia wodospadów: Chorro i Gaitenejo. Do wybudowania tej drogi, służącej do transportu materiałów i inspekcji, wykorzystano marynarzy z Malagi, którzy potrafili się wspinać po linach oraz więźniów skazanych na śmierć, liczących na ocalenie. 21 maja 1921 roku, w dniu, w którym obchodzono uroczystości związane z otwarciem tamy, przeszedł tamtędy król Alfons XIII. Od tamtej pory szlak ten nosi nazwę Ścieżki Króla (Caminito del Rey). Po Andaluzji przyszła pora na wspinaczkę wielkościanową w Hoellentalu, czyli Piekielnej Dolinie pod Wiedniem i w Tatrach. Żeby tam się wspinać, a nie jest to łatwy teren pod względem topograficznym, trzeba mieć doświadczenie i być dobrze

przygotowanym fizycznie. Po dwóch latach letniej wspinaczki w Hiszpanii i wyjazdach krajowych, w 2010 roku udaliśmy się w Dolomity. Był to nasz pierwszy, przełomowy wyjazd zagraniczny w góry. Naszym osiągnięciem było zdobycie pierwszego filaru trzytysięcznika Tofany di Roses. Wspinaliśmy się szybko i sprawnie. I tam po raz pierwszy poczułem, że w górach może być niebezpiecznie. Byliśmy na stanowisku, na gzymsie szerokim na 30 - 40 cm, mieszczącym zaledwie stopy. W pewnej chwili odchyliłem się i, ponieważ podczas porządkowania sprzętu przez przypadek wypiąłem się ze wszystkiego, byłbym spadł, gdyby moja partnerka mnie nie złapała. Można powiedzieć, że uratowała mi życie. Wasze wspólne wspinanie się przerwał poważny wypadek twojej partnerki podczas zimowego przejścia w Tatrach, na skutek którego złamała kość udową i musiała zrezygnować z uprawiania taternictwa.

Tak, była już po kursie i umówiła się z koleżanką na wspólne wspinanie się w okresie zimy, a ja nie byłem przekonany do wyprawy ze sprzętem zimowym, a poza tym wolałem przeznaczyć pieniądze na wyprawę do Hiszpanii. W marcu 2012 r. pojechałem do Katalonii. Do Siurany. W grudniu tego samego roku udałem się do kanionu El Chorro. Tam przeszedłem 200-metrową ścianę samotnie. W sierpniu trenowałem w Tatrach z nowymi partnerami. Wówczas poznałem ekipę, z którą się wspinam do dziś, m.in. Pawła Hałdasia. Wśród nowo poznanych kolegów był wówczas Krzysiek Miller z Żelistrzewa, który 21 grudnia 2012 roku zginął w Tatrach. Była to moja pierwsza styczność ze śmiercią kogoś, kogo znałem. Bardzo przeżyłem jego odejście. Krzysztof był młodym i zdolnym taternikiem. Rok później ukończyłem uczelnię i pojechałem do Skandynawii do pracy. Trochę pracowałem, trochę się wpinałem, zdobywając dużo doświadczenia. Samotność w skałach daje

PARTNERZY FUNDACJI FLY - ZNIŻKI DLA POSIADCZY LEGITYMACJI

Salon Kosmetyczny „Mana Spa” Gdynia, Żwirki i Wigury 2a

Salon „Nord Optyk” Gdynia, Gniewska 21 box 76 Gdynia, Chylońska 251B

Restauracja „Pizza Hut” Gdynia, Świętojańska 36

Sklep „Deco Hobby” - Gdynia, ul. Abrahama 11

Merkury - Zdrowie i rehabilitację Gdynia, Starowiejska 58


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

oczyszczenie. Do tego dochodzi wymiar filozoficzno-mistyczny. Pokonanie pewnego problemu samotnie jest bardzo pouczające. Po powrocie do kraju zacząłem wspinać się z Pawłem Hałdasiem, z którym cztery lata później pokonałem drogę Aurora na El Capitanie, a w listopadzie 2013 r. rozpocząłem pracę w Klinice Weterynaryjnej. Pod m.in. moją opieką znalazły się domowe zwierzęta mieszkańców Gdyni. W okresie urlopowym 2014 r. zacząłem przygodę ze wspinaczką hakową, czyli wspinaczką techniką sztucznych ułatwień. Technika ta wykształciła się na ścianach gładkich, jakie znajdują się np. w Yosemitach. Wspinałem się z Pawłem Hałdasiem. W okresie urlopowym w 2015 r. wyjechaliśmy w Tatry, kiedy to zrobiliśmy wykaz przejść, żeby dostać się na kurs instruktorski. Pokonaliśmy drogę hakową Get Whacked (co znaczy tyle, co dostać w d…) podobną do istniejącej na El Capitanie, choć krótszą. We wrześniu 2015 roku zdałem egzamin wstępny na kurs instruktora wspinaczki skalnej Polskiego Związku Alpinizmu w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, co umożliwiło mi prowadzenie kursów wspinaczkowych. Rok później wygrałem w zespole z Jackiem Czechem jr zawody wspinaczkowe „Big Wall Sokoliki”. Zarząd PZA 11 stycznia 2017 roku na wniosek Komisji Szkolenia Wspinaczki Skalnej i Wysokogórskiej podjął decyzję o nadaniu mi tytułu Instruktora. Kiedy zrodził się pomysł wejścia na El Capitana? W 2014 roku rzuciłem pomysł, by wybrać się w Yosemity. Przez dwa lata doskonaliliśmy wspinaczkę hakową, podczas której ćwiczyliśmy najróżniejsze operacje sprzętowe, wbijając w mikrorysy różne, cienkie haki. Do wyprawy przygotowaliśmy się również teoretycznie,

Salon Fryzjerski „Virgo” Gdynia, Gniewska 21 box 28

zapoznając się z książką Chrisa McNamary - guru amerykańskiej wspinaczki w Yosemity pt.: ”How to big Wall Climb” (Jak się wpinać na wielkie ściany). Podręcznik ten jest czymś w rodzaju biblii wspinaczki hakowej i wszystko, co trzeba umieć podczas wejścia, tam jest napisane. Tak więc wszystkie potrzebne ruchy i przepinki przetrenowaliśmy w skałkach przez dwa sezony. Kiedy przybyliście do USA? 20 września 2017 roku. Przywieźliście ze sobą dużo sprzętu? Część ekwipunku tj. haki, kostki, żywność oraz wodę, podwieszaną kuchenkę, portaledge (namiot służący do spędzenia wielu dni i nocy na wielkiej ścianie) z powodu ich niższej ceny nabyliśmy przez Internet w USA. Którego dnia wystartowaliście? W piątek 29 września o godzinie 18.00 Dwa dni wcześniej na El Capitanie doszło do masywnego obrywu na East Butress, wskutek którego zginął jeden ze wspinaczy. Anglik. Czy to wydarzenie nie wpłynęło na ewentualną rezygnację ze wspinaczki? A może nie byliście świadomi, że w pobliżu doszło do katastrofy? Wiedzieliśmy o wypadku, bo huk był taki, jakby naraz zwaliło się kilka wieżowców. Zerwało całą drogą i nie było przejazdu, ale wypadek ten spowodowany był przez wodę wodospadu, która zamarznąwszy w skale poprzedniego dnia, doprowadziła do odłupania się skały. Z jak ciężkim sprzętem się wspinaliście? Wchodziliście na przewieszoną, czyli nawet nie pionową, ale nachyloną pod kątem większym niż 90⁰. To nie było łatwe.

Zakład optyczny, Karolina Szajna Gdynia, ul. Gniewska 21, box 70 (DT Chylonia)

Magia gór

Co to jest wyciąg? Jest to odległość między dwoma stanowiskami asekuracyjnymi. Długość drogi wspinaczkowej mierzy się ilością wyciągów. Ile czasu zajęło wam zdobycie Drogi Aurory? Wspinaliśmy się osiem dni, do następnego piątku, do godziny 13.00. Dlaczego ludzie w ogóle chodzą po górach? Dlaczego wieIle godzin poświęcaliście na lu poetów, pisarzy, malarzy dzienną wspinaczkę? w swoich dziełach przedstaWspinaliśmy się szybko, ro- wia tematykę górską? Dlaczebiąc około dwóch wyciągów go dla niektórych góry stają w ciągu dnia. Od rana do wieczo- się sensem życia, a czasami ra. Elementem bezpieczeństwa nawet przyczyną śmierci? podczas wspinaczki jest prędkość. Jeśli wspinacz podchodzi zbyt Niektórzy wędrują po gówolno, może mu zabraknąć wody rach tylko rekreacyjnie. Spędzają i żywności. Jedzenia, na szczęście, wakacyjny urlop w Zakopanem pozostało nam na tyle, że w dniu, i chodzą po tatrzańskich szlaw którym zakończyliśmy wspina- kach albo udają się na weekend nie, zjedliśmy obfity obiad. do Karpacza, by wejść na Śnieżkę i zdobyć inne sudeckie szczyCzym dla Ciebie jest wspity. Takie wędrówki nie wymaganaczka wysokogórska? ją świetnej kondycji, na górskich Sposobem na spędzanie wolszlakach można spotkać zarówno nego czasu, podziwianiu pięknej kilkulatków, jak i osoby będące przyrody. Przede wszystkim jest już od dawna na emeryturze. planem na spędzanie urlopów do Inni traktują góry jako elekońca życia. ment profesjonalnego treningu sportowego. Bokserzy często przyWiem, że masz dziewczynę. Czy zakładając rodzinę, zrezy- gotowują się do ważnych walk, spędzając kilka tygodni w miejscognujesz ze wspinania? Nie! Młode rodziny, które wościach położonych w pobliżu uprawiają wspinaczkę, zabierają pasm górskich. Wiąże się to z tym, dziecko np. do leżącego od Paryża że przebywanie na dużej wysokilkadziesiąt kilometrów, otoczo- kości wymaga większej wydajnego lasem z formacjami skalny- ności organizmu. Im wyżej, tym mi Fontainebleu i wspinają się na trudniej się oddycha, a co za tym idzie – człowiek męczy się o wiezmianę… le szybciej niż spacerując po plaży. A sportowcy często nawet nie choDziękuję za rozmowę. dzą po górach. Oni tam wbiegają, Sonia Langowska i to nawet na najwyższe polskie szczyty, a to wymaga naprawdę żelaznej kondycji. 1 Podczas naszego wyjazdu w YosemiNiektórzy ludzie tak bardzo ty Paweł Hałdaś i Krzysztof Zabłotny zakochują się w górach, że nie przeszli drogę Zodiak na El Capie. Tym samym szlakiem szli również Gosia Ju- mogą bez nich żyć. Ich pasją starewicz i Józek Soszyński z Gdyni. Kiedy je się wspinaczka wysokogórska. Józek nabawił się kontuzji, Gosia sama Część osób poprzestaje na wspipoprowadziła wszystkie wyciągi. Zna- naniu się na skałki z użyciem lin komitego przejścia drogi Freeraider na lub bez. Nawet w polskich TaEl Capitanie dokonał zespół z Krakowa: trach, które nie należą do najKarolina Ośka i Michał Czech. wyższych na świecie, są świetne warunki do realizowania tej pasji. Fot. M.Wilk

szlaku

Mieliśmy ze sobą 100 kg ekwipunku. Na sobie około 10 kg. Ponieważ zaczęliśmy się wspinać wieczorem (dwa dni zajęło nam przyniesienie ekwipunku pod ścianę), pierwszy nocleg, podczas którego nauczyliśmy się rozkładać portaledge, spędziliśmy na wysokości 50 m., czyli na tzw. pierwszym wyciągu.

9

System teleopieki Care Life Systems,

tel. 606 252 930

Bistro „Przystanek zupa” Gdynia, ul. Świętojańska 85

Jest też bardzo niewielka, elitarna grupa. Tak naprawdę to elita elit. Himalaiści. Oni także zaczynają od biegania po górach i wspinania się na skałkach. Ale dla nich to tylko małe kroki w realizacji górskich pasji. Przeważnie kolejnym krokiem są Alpy, a następnym najwyższe góry świata, czyli Himalaje. Ta pasja jest tak silna, że czasami staje się uzależnieniem i głównym celem życia. Dlatego tak wielu wybitnych himalaistów zginęło w górach. Wystarczy wspomnieć jednego z najwybitniejszych przedstawicieli himalaizmu w historii, zdobywcę 14 ośmiotysięczników, Jerzego Kukuczkę oraz Wandę Rutkiewicz, która zdobyła Mount Everest jako pierwsza Europejka i pierwszy Polak. Jeśli ktoś nie jest himalaistą ani alpinistą, to polskie góry dostarczą mu naprawdę sporo niesamowitych wrażeń. Każdy znajdzie coś dla siebie. Beskidzkie szlaki są bardzo odludne, więc jeśli ktoś lubi samotne wędrówki, to idealne góry dla niego. Bieszczady nie są już tak dzikie jak jeszcze kilkanaście lat temu, ale nie są aż tak skomercjalizowane i oblegane jak Tatry, poza tym oferują ogromną ilość barw, wyglądają niesamowicie szczególnie jesienią. Miłośnicy historii, szczególnie XX wieku, powinni udać się w Sudety, które kryją w sobie sporo tajemnic z czasów II wojny światowej. Jeśli komuś nie przeszkadzają tłumy turystów, a woli zdobywać bardziej wymagające szczyty, to oczywiście powinien wybrać się w najwyższe polskie góry, czyli Tatry. Michał Wilk

Restauracja „Krokodyl” Gdynia, Mylna 1 (wejście od ul. Morska/Kcyńska)


10

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Bywają takie rody, a nawet rodziny, które odciskają swój ślad na życiu narodu, jego kulturze, nauce lub zajmują poczesne miejsce w areopagu bohaterów narodowych. Do tej pierwszej kategorii artystów pędzla i pióra można z całą pewnością zaliczyć ród Kossaków. W ubiegłym roku w naszym piśmie ukazały się w kolejnych numerach trzy teksty poświęcone właśnie takiej niezwykłej rodzinie wybitnych artystów. Zaprezentowaliśmy sylwetki znakomitych malarzy z tej rodziny (wśród nich Juliusza, Wojciecha, Leona, Karola i Jerzego). Jeden obszerny tekst przywoływał postać i dokonania literackie córki Wojciecha Kossaka - wybitnej poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Pora więc przypomnieć młodszą siostrę Marii – Magdalenę (1894-1972). Ta pisarka, przede wszystkim satyryczka, znana jest pod pseudonimem Samozwaniec. Ileż ta najmłodsza latorośl Wojciecha przysparzała całej rodzinie zarówno literackiej sławy, jak i wywoływała obyczajowe oburzenie w dwudziestoleciu międzywojennym za sprawą literackich dokonań, jak i skandali towarzyskich. Obie siostry debiutowały w tym samym 1922 roku, ale nie tomik Marii stał się liREKLAMA

teracką i towarzyską sensacją. Książka młodszej przyniosła jej momentalną i wielką sławę oraz tytuł „satyryczki czy innej tam pisarki XX-lecia”. Książka „Na ustach grzechu” była zabawnym i purnonsensowym pastiszem sławnej „Trędowatej” Heleny Mniszchówny, czy innych wszelkich tego typu romansów czy romansideł, dość rozpowszechnionych w tamtej epoce (wyśmiewała też napuszoną obyczajowość polskiego ziemiaństwa). Nas, współczesnych interesuje Magdalena przede wszystkim jako autorka dwóch wspaniałych książek wspomnieniowych, poświęconych własnej rodzinie, a przede wszystkim „cudownej siostrze”. Pierwsza z nich to powieść autobiograficzna- „Maria i Magdalena”, druga nosi tytuł „Zalotnica niebieska”. Oba utwory pociągają niezwykłą aurą, stanowią też skarbnicę wiedzy o życiu artystycznym w Krakowie, przepojone nutą poezji nie stronią od ukazywania pogodnych, wręcz frywolnych stron życia. Nie mniej słynną i utalentowaną przedstawicielką rodu była Zofia Kossak-Szczucka-Szatkowska (1889-1968). Ta córka brata bliźniaka Wojciecha - Tadeusza, miała zostać malarką i nawet rozpoczęła

Fot. W.Miernickiego z lat 1945-1950. Z zasobów ipsb.nina.gov.pl

Kossakowie - cz. IV Magdalena Samozwaniec

studia w tej dziedzinie, najpierw w Warszawie, a potem w Genewie. Jednak tak się nie stało, jej faktycznym powołaniem stało się pisarstwo. Debiutem literackim była powieść „Pożoga” opowiadająca o rewolucji bolszewickiej i wojnie między białymi i czerwonymi na Wołyniu w 1917 roku. Utwór wydany w 1922 roku przyniósł jej znaczny rozgłos. Potem pojawiły się książki historyczne („Beatus sculus”, „Król trędowaty”, „Złota wolność”, „Bez oręża”), a wśród nich monumentalni „Krzyżowcy”. Bardzo pozytywnie wypowiadał się na ich temat mistrz tego gatunku Teodor Parnicki. To czterotomowe dzieło opisujące dzieje pierwszej krucjaty, a także liczne książki dla dzieci i młodzieży, legendy i żywoty świętych ugruntowały jej pozycję literacką w II Rzeczpospolitej. W 1936 roku otrzymała Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury - najważniejszej instytucji polskiej kultury okresu międzywojnia. Zofia Kossak-Szczucka dla wielu jest

przykładem głęboko wierzącej katoliczki, która przed II wojną pisywała krytycznie o Żydach, a podczas okupacji poświęciła się ich ratowaniu. W czasie wojny zaangażowała się w Warszawie w działalność konspiracyjną i charytatywną. Współredagowała pierwsze pismo podziemne „Polska Żyje”. Jest współzałożycielką dwóch tajnych organizacji podziemnych w okupowanej Polsce. We wrześniu 1942 roku wraz z Wandą Krahelską powołała do życia Radę Pomocy Żydom „Żegota”. Aresztowana na skutek donosu, wywieziona została we wrześniu 1943 roku do obozu w Auschwitz-Birkenau, a następnie przewieziona do Warszawy na Pawiak i skazana na śmierć. Dzięki staraniom władz podziemia została uwolniona w końcu lipca 1944 roku i wzięła jeszcze czynny udział w powstaniu warszawskim. Aresztowany jeden z jej synów poniósł śmierć w oświęcimskim obozie. Po upadku powstania opisała swoje wspomnienia obozowe w książce „Z otchłani”. Władze Polski Ludowej natychmiast w 1945 roku zmusiły pisarkę i jej rodzinę do przymusowej emigracji. Opuściła Polskę, wyjechała wraz z misją Polskiego Czerwonego Krzyża do Londynu. Przez 12 lat gospodarowała wraz z mężem na farmie w Kornwalii. Na Zachodzie twórczość jej cieszyła się rosnącą popularnością, książki trafiały na listy bestsellerów, a powieść „Bez oręża” znalazła się na czele „Book of the Month” w Stanach Zjednoczonych. Została przyjęta na audiencji prywatnej u królowej brytyjskiej na Afternoon Par-

ty w Windsorze. Uznana przez władze komunistyczne w kraju za „element obcy klasowo” wykreślona została na długie lata z podręczników do literatury. Po polskim Październiku w 1957 roku pisarka powraca do kraju i osiada w rodzinnych Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim. Cały czas tworzy, publikuje artykuły, pisze kolejne powieści historyczne i opowiadania („Bursztyny”) oraz wspomnienia rodzinne („Dziedzictwo”). Jako publicystka współpracuje przede wszystkim z prasą katolicką. W 1964 roku była jedną z sygnatariuszek „listu 34”, w którym przyłączyła się do protestu pisarzy w obronie swobody wypowiedzi. Umiera w kwietniu 1968 roku, ciało pisarki pochowano w Górkach Wielkich. W 1982 roku Instytut Yad Vashem w Jerozolimie przyznał pisarce pośmiertnie odznaczenie „Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata” (m.in. za współtworzenie i działalność w organizacji „Żegota” podczas II wojny światowej). W 1968 roku w Górkach Wielkich zostało utworzone muzeum jej imienia, a w roku 1984 powstało Towarzystwo im. Zofii Kossak. Jej wnukiem jest Francois Rosset (syn jedynej jej córki)profesor literatury francuskiej na Uniwersytecie w Lozannie. Kończąc nasz cykl, koniecznie należy wspomnieć o swoistym objawieniu w rodzinie Kossaków, całkiem nieoczekiwanym w ostatnim czasie, poszerzającym ich tradycję o zupełnie nową postać. Stała się nią wybitna uczona-biolożka, znawczyni Puszczy Białowieskiej, przez dziesiątki lat jej mieszkanka, a także jej monografistka - Simona Kossak (1943-2007). Jest to wnuczka malarza Wojciecha, a córka najstarszego jego syna- i kontynuatora sztuki - Jerzego. Maria Gromadzka

Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna 2018. Sztuki nadesłane 258 sztuk zostało zakwalifikowanych do udziału w jedenastej edycji konkursu o Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną. Wśród nadesłanych tekstów znajdują się utwory uznanych przez teatr twórców, takich jak: Małgorzata Sikorska-Miszczuk, Maria Wojtyszko, Jarosław Jakubowski, Mateusz Pakuła, czy Tomasz Śpiewak oraz, oczywiście, debiutantów. Do połowy lutego trzyosobowa Komisja Artystyczna w składzie: Anna Zalewska-Uberman, Mirosław Baran i Wojciech Owczarski wyłoni, spośród nadesłanych

sztuk, 40 tytułów, które przejdą do półfinału. Ogłoszenie wyników pierwszego etapu nastąpi po 15 lutego 2018. Następnie Kapituła GND w składzie: Justyna Jaworska, Ewa Guderian-Czaplińska, Jacek Kopciński, Grzegorz Niziołek, Jerzy Stuhr wybierze maksymalnie pięć tytułów, nominowanych do finału. Nazwiska finalistów poznamy pod koniec marca. Rozstrzygnięcie konkursu przez wyłonienie laureata 11. Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej nastąpi 20 maja 2018 roku podczas 13. Festiwalu Polskich Sztuk Współ-

czesnych R@Port. Do rąk zwycięzcy trafi statuetka oraz 50 tysięcy złotych. Przyznana zostanie również Alternatywna Nagroda Dramaturgiczna. W dniach 14-18 maja 2018 roku odbędą się czytania/pokazy warsztatowe sztuk nominowanych do finału konkursu. Wszelkie informacje o wynikach kolejnych etapów konkursu będą publikowane na stronie www. gnd.art.pl, a także na stronie Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni - www.teatrgombrowicza.art.pl. Marzena Szymik


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Pielgrzymując do Ziemi Świętej

Fot. M.Wedziuk

Kilka lat temu pielgrzymowałam do Ziemi Świętej. Ale czy można przez piętnaście dni zwiedzić i obejrzeć wszystko? Z pewnością – nie. Mam cichą nadzieję, że uda mi się jeszcze raz to przeżyć, może za sprawą Fundacji FLY. . .

Bazylika Narodzenia Pańskiego w Betlejem

Pielgrzymka jest najlepszym sposobem na poznanie Ziemi Świętej i zrozumienie wielu fragmentów Ewangelii, poprzez czytanie lub wysłuchanie odnośnych fragmentów w świętych miejscach, które są z nimi związane. Zwiedzanie należy rozpocząć od miasta Nazaret . To właśnie tu Anioł Gabriel zwiastował Maryi, że zostanie matką Syna Bożego i tu swoje dzieciństwo spędził Jezus. W dzisiejszych czasach ludność Nazaretu składa się z chrześcijan, muzułmanów oraz żydów. Chrześcijanie należą do różnych obrządków. W Nazarecie znajduje się wiele kościołów, klasztorów, szpitali, szkół utrzymywanych przez różne wyznania. Głównym miejscem jest Bazylika Zwiastowania, która wybudowana jest w miejscu, w którym Anioł Gabriel ukazał się Maryi. Jest ona piątym kościołem wybudowanym w tym miej-

scu, ale można w niej zobaczyć pozostałości wcześniejszych kościołów. Bazylika dominuje nad miastem. Betlejem, to właśnie to miejsce przedstawiane jest jako miejsce narodzin Jezusa, a w opisach biblijnych opisywane jako miejsce spokojnej egzystencji pasterzy. Niedaleko, w wiosce Beit Sahur, znajduje się Pole Pasterzy na którym Anioł oznajmił pasterzom narodziny Jezusa. W tym właśnie miejscu zbudowany został kościół należący obecnie do zakonu Franciszkanów. W Betlejem nad grotą, w której narodził się Jezus (miejscem uświęconym) wybudowano w pierwszej połowie czwartego wieku pierwszy kościół. Do naszych czasów zachował się tylko pierwszy ośmiokątny ołtarz. Obecny kościół wybudowany został w 530 roku nowej ery. Z zewnątrz nie wygląda na kościół, a raczej na fortecę. Wejście do

świątyni tak obniżono i zwężono, że współczesny człowiek z trudem tam wchodzi. A miało to uniemożliwić najeźdźcom wjeżdżanie do świątyni na koniach. Niesamowite wrażenie robi na wszystkich wchodzących do tego miejsca samo wejście do Groty Narodzenia. Srebrna Gwiazda wskazuje miejsce w którym narodził się Jezus. Obecnie pieczę nad świątynią sprawują chrześcijanie obrządku ortodoksyjnego, łacińskiego i ormiańskiego. Koniecznie trzeba zdobyć Górę Tabor (660 metrów) na której Jezus spotykał się ze swoimi uczniami. Ze szczytu góry widok na całą Dolinę Galilei zapiera dech w piersiach. Liczni pielgrzymi z całego świata przybywają do miasta Jardenit, położonego u ujścia Jordanu z jeziora Galilejskiego, aby zanurzyć się w świętych wodach rzeki Jordan. Ubrani w białe szaty przestrze-

gają oni skrupulatnie tradycji naśladując Jezusa, który przyjął chrzest od św. Jana właśnie w wodach Jordanu. No i wreszcie Jerozolima. Nie ma chyba innego miasta na ziemi, które byłoby powodem tak wielu konfliktów zbrojnych, co Jerozolima. W mieście znajdują się miejsca święte czczone przez trzy wielkie religie i jest ono celem pielgrzymek z całego świata. Dla chrześcijaństwa żadna inna góra nie ma tak ogromnego znaczenia religijnego i sentymentalnego jak Góra Oliwna. To właśnie w tym miejscu Jezus najwięcej przebywał podczas swojej misji w Jerozolimie. To tu nauczał Apostołów, przepowiedział zniszczenie Jerozolimy i na zboczach tej góry został pojmany i stamtąd wstąpił do nieba. Nie można wyjechać z Ziemi Świętej i nie zwiedzić wszystkich świętych miejsc Góry Oliwnej. Niesamowite

11

wrażenie robi, zwłaszcza na kobietach Kościół Grobu Matki Bożej. W kościele znajdują się ołtarze poświęcone Rodzicom Maryi. Tu została pochowana Matka Boża i z niej została wzięta do nieba. Pielgrzymi ze wszystkich stron świata tłumnie biorą udział w we wszystkich stacjach Drogi Krzyżowej która ciągnie się z Góry Oliwnej, poprzez starą część miasta i kończy w Bazylice Grobu Bożego. Bazylika została wybudowana na polecenie cesarza Konstantyna w roku 325 naszej ery. Niestety pierwotne budynki bazyliki zostały przez najeźdźców perskich zniszczone. W roku 1149 po zdobyciu miasta przez Krzyżowców wybudowali oni kościół, który przetrwał do naszych czasów. To tu jest miejsce ukrzyżowania i grób Chrystusa (ostatnie pięć stacji Drogi Krzyżowej właśnie tu się kończy). Grób Boży, najświętsze miejsce dla chrześcijan, położony jest w środkowej części Rotundy w bogato zdobionej niszy. Grób pokryty jest płytą z marmuru. Płyta ta została położona w tym miejscu w 1555 roku. Na grobie palą się dniem i nocą 42 lampki oliwne – po trzynaście dla obrządków: łacińskiego, greckiego, ortodoksyjnego i ormiańskiego oraz cztery dla obrządku koptyjskiego. W Bazylice Grobu Pańskiego strzeżone są pamiątki ostatnich godzin Pana Jezusa na ziemi. Pobożność chrześcijańska w tym miejscu lokalizuje także wiele innych wydarzeń związanych z męką, śmiercią i zmartwychwstaniem Pańskim. Franciszkanie opiekują się bazyliką od XIV wieku. Zasady współżycia chrześcijańskich wspólnot na terenie świątyni reguluje swego rodzaju kodeks praw i obowiązków który określa nie tylko godziny celebracji liturgicznych, lecz dosłownie wszystko, co dotyczy życia wspólnot kościelnych rezydujących na terenie bazyliki, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Mogłabym jeszcze o wielu ciekawych miejscach pisać, ale nie sposób opisać wszystkich. Wielu z Państwa już tam było, dla wielu te miejsca są jeszcze do odkrycia. Jedno jest pewne, te miejsca, zwłaszcza dla chrześcijan, są bardzo ważne i godne przeżyć. Tak więc, oszczędzajmy pieniążki na podróż życia dla niejednego z nas. Pisałam w listopadowym numerze IKS-a o metodzie oszczędzania poprzez zbieranie monet o nominale 5 zł. Pamiętajmy, że pięciozłotowa moneta to nie majątek, ale zbierana przez dłuższy czas z pewnością pokryć może nawet większą część pielgrzymki do Świętej Ziemi. Basia Miecińska


12

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Jak zakochać się w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym? W tym roku obchodzić będziemy 39 rocznicę powstania Parku, ale tylko tę formalną. Ślady człowieka sięgają neolitu, czyli okresu między 5500 r. p.n.e. a 1800 r. p.n.e. - tak więc, kultura jego dwunożnych mieszkańców ma przynajmniej kilka tysięcy lat. Od tamtego czasu las ten spełnia funkcję ochronne, a dzisiaj, przede wszystkim rekreacyjne i turystyczne. Jest to też wspaniała okazja, by bliżej przyjrzeć się niezwykłemu miejscu, które znajduje się pod naszym własnym nosem lub inaczej, do jakiego dostęp mieszkańcy mają dosłownie na wyciągnięcie ręki. Trójmiejski Park Krajobrazowy podzielony jest na dwie części: północną i południową. Która ciekawsza? To zależy. Przemierzając obie, najbardziej rzuciło mi się w oczy to, że część południowa jest bardziej „parkowa”, a ta północna, to wciąż nieodkryta „dzikość” - którą część polecam najbardziej? Rodzinom z dziećmi część południową, a tym, którzy łakną przygody, część północną. W Parku jest uznanych 171 pomników przyrody. W tym 66 głazów narzutowych prawnie chronionych. Najpopularniejszym jest Głaz Borkowskiego. Zgodnie z legendą Tadeusz Borkowski zakochany w Irenie Federskiej, która odrzuciła jego zaloty, wyrył na głazie napis „Tu pogrzebana miłość Federskiej i Borkowskiego”. Jakie były dalsze losy nieszczęśliwie zakochanego? Zginął na wojnie, więc może nie było warto się zakochiwać? W TPK znajduje się 10 rezerwatów. Największy z nich to wodny rezerwat przyrody Pełcznica, który zastał założony w 1999 r. i obejmuje powierzchnię równą 61,06 ha. Najmniejszym rezerwatem zaś, jest Wąwóz Huzarów. Jego powierzchnia to ledwie 2,8 ha. Jest mały... zgoda... ale na pewno ma się czym pochwalić. Na jego terenie występuje 117 gatunków roślin naczyniowych oraz 9 roślin znajdujących się na liście ginących i zagrożonych roślin naczyniowych Pomorza Zachodniego. Przez Trójmiejski Park Krajobrazowy rozplanowanych jest 14 pieszych szlaków PTTK. Najkrótszy Szlak Kępy Redłowskiej ma 5 km. Najdłuższy Wzgórz Szymbarskich 125,9 km. Razem

Fot. M.Kozielecki

3 maja w 1979 roku został utworzony Trójmiejski Park Krajobrazowy. W tym samym dniu, Partia Konserwatywna z Margaret Thatcher na czele wygrała wybory. Odbyła się też premiera filmu „Blaszany bębenek” w reżyserii Volkera Schlöndorffa, a w Gdańsku Święto Narodowe Trzeciego Maja i antykomunistyczna demonstracja pod pomnikiem króla Jana III Sobieskiego. Demonstrację zorganizowali działacze Ruchu Młodej Polski.

mamy do dyspozycji ponad 568 km, czyli... jak z Gdańska do powiedzmy... do Lublina... pieszo! Świetny pomysł i cel na 2018 rok! Jeżeli ktoś wam kiedyś powie, że zna TPK jak własną kieszeń, uwierzcie mi na słowo – kłamie! Nawet jeżeli ktoś odwiedzi wszystkiego jego szlaki, powinien pamiętać o tym, że las się cały czas zmienia i o każdej porze roku zachwyca nas czymś innym, czymś wcześniej zupełnie nieznanym. Poza oficjalnymi szlakami jest jeszcze mnóstwo nieoficjalnych tras i miejsc, które często są turystycznie „wykluczone” - i takich miejsc wartych odwiedzenia jest w TPK wy-

starczająco dużo, by uznać, że możliwości jego przemierzania są ograniczone wyłącznie naszą własną wyobraźnią. Szlak Zagórskiej Strugi, który szczególnie polecam, to najdłuższy szlak PTTK. Zaczyna się i kończy w obrębie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Szlak łączy Wzgórze św. �aksymiliana z Wejherowem i przekracza praktycznie całą część północną. Jego długość wynosi ponad 56 km. Ale najpopularniejszym szlakiem naszego regionu jest ponad czternastokilometrowy szlak „żółty”, zwany Szlakiem Trójmiejskim. Dawniej był nazywany szlakiem „Wzgórzami

GŁOSUJ

Trójmiasta” i prowadzi on nas z Gdańska do Gdyni przez całą cześć południową. Trójmiejski Park Krajobrazowy to prawie 20 tys. ha. Liczby te nic nam nie mówią, są one matematyczną abstrakcją – konstruktem mającym na celu przedstawienie czegoś w zrozumiałej dla nas formie. Ale te 20 tys. ha to powierzchnia równa ponad 27 tys. boiskom piłkarskim. Gdyby wszyscy mieszkańcy Polski w tym samym momencie odwiedzili nasz Park, zajęliby jedynie 10% jego powierzchni! A wszyscy obywatele Unii Europejskiej... zmieściłoby się ich prawie 80%! Pozostali, czyli co piąty

w plebiscycie „Dziennika Bałtyckiego” OSOBOWOŚĆ ROKU

w kategorii Działalność społeczna i charytatywna

na Radosława Daruka prezesa Zarządu Fundacji FLY nominowanego za działalność na rzecz gdyńskich seniorów i młodzieży z niezamożnych gdyńskich rodzin. Sms o treści

CH.151 na numer 72355

(koszt 2,46 zł)

Europejczyk musiałby wybrać się na plażę. �am jednak nadzieję, że nasz Park nie przyciągnie AŻ takiej uwagi turystów. Więc jak zakochać się w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym? Osoby związane z ochroną przyrody często uważają, że lekceważenie jej wynika z jej nieznajomości. �oim zdaniem, istotą naszej ignorancji i pobłażliwości, jest nasz zachodni sposób myślenia, zgodnie z którym, staramy się wszystko zamienić na liczby, nazwać, opisać i przedstawić w naukowej i obiektywnej formie. Kluczem do zakochania się w TPK jest zmiana naszego sposobu postrzegania tego, czym tak naprawdę jest LAS. Chodzi mi o sposób postrzegania przyrody oczami dziecka, a nie rodzica. Chodzi mi o to, by jeszcze raz spróbować zobaczyć to, co w przyrodzie jest najpiękniejsze – dosłownie, wszystko to, czego nie można opisać językiem nauki, ale to, co można poczuć i z czym można się utożsamić. Wracam więc myślami do swojego dzieciństwa, do momentu ,w którym po raz pierwszy rodzice zabrali mnie do lasu… mój zachwyt był czymś naturalnym oraz czymś, co w swej istocie wynikało z potrzeby odkrywania „życia” takim, jakie jest. Człowiek wykorzenił się z tej umiejętności, która teraz jest nam tak bardzo potrzebna. Odkrywanie natury i piękna przyrody to ponowne odkrywanie samego siebie. Mateusz Kozielecki LoveLasy.org


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Schroniska śmierci

Psi biznes - Koszt budowy schroniska dla 300-400 psów to jakieś 500600 tysięcy złotych – mówi pracownik OTOZ Michał Kowalski. - Oczywiście trzeba będzie również ustalić budżet, zatrudnić ludzi, kupić karmę i wyposażyć obiekt. Utrzymanie psa w schro-

nisku dla zwierząt to koszt ok. 500 zł miesięcznie. Gminy nie zawsze same prowadzą należące do siebie schroniska, często powierzają to zadanie przedsiębiorcom i organizacjom pozarządowym, co powoduje, że otwieranych jest wiele schronisk, których długoterminowy plan działania do końca nie jest przemyślany. Placówkom często brakuje pieniędzy na podstawowe produkty, takie jak żywność, czy koce, nie mówiąc o środkach czystości, czy nieopłaconych rachunkach za gaz czy prąd. Na straży psów stoi Najwyższa Izba Kontroli, która wysyła raporty do urzędów wojewódzkich, a te mają za zadanie organizację cyklicznych konferencji i spotkań z właścicielami, i przedstawicielami schronisk. Niektóre gminy płacą schroniskom za utrzymanie każdego psa. Tak było w przypadku Jerzego Harłacza, który zaczął masowo zwozić bezpańskie psy z innych gmin i powiatów, pomimo braku miejsca w swojej placówce. Pod pozorem opieki, masowo zwoził psy z całej Polski, a gminy płaciły za utrzymanie każdego psa 1-2 tys. zł. Jednak prawda była okrutna, pieniądze nie były przeznaczane na zakup karmy. Przywożone psy nie dostawały pożywienia i zmieniały się w żywe trupy. Właściciel twierdził, że „psy są na diecie”, która po 3 miesiącach kończyła się agonią – mówi Michał Kowalski. Pieskie życie Ponad połowa schronisk jest przepełniona, a program przeciwdziałania bezdomności zwierząt realizuje tylko co trzecia polska gmina. Pomimo nowych ustaw i częstych kontroli prze-

schroniska często nie posiadają kuchni, zwierzęta karmione są surowymi odpadami poubojowymi (kości, jelita), brak misek z wodą, schroniska nie posiadają instalacji wodno-kanalizacyjnych, brak wydzielonego pomieszczenia do wykonywania zabiegów leczniczych, brak izolacji zwierząt chorych, brak chłodni do czasowego przetrzymywania zwłok, nie zapewnia się możliwości swobodnego poruszania zwierząt (w małych klatkach przeznaczonych dla 2 - 4 psów stłoczonych jest ich kilkanaście), nie ma zapewnionego dostępu do wody zdatnej do picia.

prowadzanych przez NIK, większość gmin nie wdrożyła planu znakowania wszystkich zwierząt ani nie wprowadziła realnych zachęt do kastracji lub sterylizacji psów i kotów mających właścicieli. Część z gmin nie zapewniła nawet obowiązkowego wykonywania sterylizacji przez schroniska. W rezultacie rośnie liczba odławianych zwierząt, a także wydatki ponoszone na opiekę nad nimi. W 2015 roku w schronisku As w Kłomnicach podczas kontroli pracownicy SOS Animals, dokonali strasznego odkrycia. - Czegoś podobnego dawno nie widzieliśmy - mówi Krzysztof Skiermunt z SOS Animals. - Zastaliśmy skrajnie zaniedbane i przestraszone zwierzęta. Przetrzymywane w niewyobrażalnym wprost brudzie, skołtunione, niektóre poranione, pozbawione opieki weterynaryjnej, w dodatku niewysterylizowane. Po prostu dramatyczny widok. Podczas kontroli fundacji w schronisku było 380 psów i kilka kotów. Zdaniem SOS Animals skandaliczne zaniedbania nie wynikają z braku pie-

niędzy, jak próbował tłumaczyć kierownik schroniska, ale braku chęci do pracy załogi Asa. - Na terenie obiektu stały nierozpakowane budy, podczas gdy wiele psów nie miało, gdzie się schronić, bo stare po prostu się rozpadły - opowiadają członkowie fundacji. - Legowiska były nieocieplone, bez siana. Zwierzęta brodziły w swoich odchodach, bo nikt od miesięcy nie sprzątał kojców. Dostawały chleb z kaszą w koszmarnie brudnych miskach. Według wójta Kłomnic schronisko dostawało od gminy średnio około miliona złotych rocznie. Po kontroli 50 schronisk przeprowadzonych przez Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w 2016 roku w raporcie czytamy o rażących nieprawidłowościach i zaniedbaniach. Oto niektóre z nich: nie oddziela się psów od samic, samice nie są sterylizowane, nie stosuje się żadnych zasad w rozmieszczaniu psów (stare z młodymi, duże z małymi, zdrowe z chorymi i do tego jeszcze oszczenione matki z małymi) – to stwarza idealne warunki do zagryzania się psów,

Psy szczekają, karawana idzie dalej Nie sposób nie wspomnieć o przepisach dotyczących schronisk, bo wiele kłopotów z bezdomnymi zwierzętami bierze się z niedoskonałości prawa. Brakuje regulacji, które nakazywałyby gminom kontrolowanie losu zwierząt po ich wyłapaniu i umieszczeniu w schronisku. Szacuje się, że co roku w niektórych placówkach nawet połowa z nich jest uśmiercana. Czipowanie bezdomnych czworonogów znalazło się w projekcie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Opracowali go posłowie z Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Kierujący nim poseł Paweł Suski (PO) zapowiada też, że zmieniona będzie formuła uruchamiania schroniska: powiatowy lekarz weterynarii będzie musiał dokładnie przyjrzeć się placówce i dokonać formalnego odbioru. – Chcemy też zobowiązać gminy do finansowania pobytu zwierząt w schroniskach według ustalonych stawek dziennych – zapowiada Suski. Jego zdaniem taki system byłby lepszy od ryczałtowego finansowania schronisk, bo wtedy samej placówce zależałoby na jak najdłuższym życiu czworonożnych mieszkańców. Na razie nie wiadomo jednak, kiedy gotowy od ponad pół roku projekt trafi pod obrady sejmu. Łukasz Zagórski

rej ustanowione jest prawo, lokal mieszkalny do używania, a osoba ta zobowiązuje się wnieść wkład mieszkaniowy oraz uiszczać opłaty określone w ustawie i w statucie spółdzielni. Spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego może być ustanowione na rzecz członka spółdzielni albo członka spółdzielni i jego małżonka. Spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego może być ustanowione w budynku stanowiącym własność lub współwłasność spółdzielni. Spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego jest niezbywalne, nie przechodzi na spadkobierców i nie podlega egzekucji. Spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego powstaje

z chwilą zawarcia między osobą ubiegającą się o ustanowienie tego prawa a spółdzielnią w/w umowy. Umowa powinna być zawarta pod rygorem nieważności w formie pisemnej. Spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego może należeć do jednej osoby albo do małżonków. Do ochrony spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego stosuje się odpowiednio przepisy o ochronie własności. Wynajmowanie lub oddawanie w bezpłatne używanie przez członka całego lub części lokalu mieszkalnego nie wymaga zgody spółdzielni, chyba że byłoby to związane ze zmianą sposobu korzystania z lokalu lub przeznaczenia lokalu bądź jego części. Jeżeli wynajęcie lub

oddanie w bezpłatne używanie miałoby wpływ na wysokość opłat na rzecz spółdzielni, członek obowiązany jest do pisemnego powiadomienia spółdzielni o tej czynności. Umowy zawarte przez członka w sprawie korzystania z lokalu mieszkalnego lub jego części wygasają najpóźniej z chwilą wygaśnięcia spółdzielczego lokatorskiego prawa do tego lokalu. Jeżeli spółdzielnia, na mocy jednostronnej czynności prawnej, ustanowiła dla siebie odrębną własność lokalu mieszkalnego, przeniesienie własności lokalu mieszkalnego może nastąpić wyłącznie na rzecz członka, któremu przysługuje spółdzielcze prawo do tego lokalu. dr Tomasz Zienowicz adwokat

Fot. pixabay

Brudne, głodne, wychudzone, brodzące we własnych odchodach. Te, które zostały zagryzione przez inne psy lub zdechły z głodu, w kartotekach widnieją jako „psy zmarłe w sposób naturalny”. Poznajcie mroczną historię schronisk dla psów w Polsce. Białogard to niewielkie miasto położone w Zachodniopomorskiem. Tu, były radny oraz prezes TOZ Animals Jerzy Harłacz otworzył dwa schroniska dla psów. O koszmarnym prowadzeniu jednego ze schronisk, poinformowała na portalu Facebook, wolontariuszka, która pracowała w nim w 2016 roku. Z jej raportu wynika, że psy masowo znikały ze schroniska z niewyjaśnionych przyczyn (na pewno nie zostały oddane do adopcji), nie były sterylizowane ani szczepione. Zwierzęta karmiono głównie śrutą zbożową i mielonymi kośćmi. Jerzy Harłacz zdecydowanie zaprzeczył tym zarzutom, grożąc, że nie tylko będzie się od nich odwoływał, ale również pozwie inne schroniska oraz organizacje chroniące zwierzęta o pomówienia. Nie zdążył, 11 stycznia zapadł wyrok w jego sprawie. Sąd na podstawie decyzji wojewódzkiego lekarza weterynarii wydał wyrok nakazujący zamknięcie schroniska i wykreślenie go z rejestru. Harłacz poinformował, że odwoła się od tego wyroku i będzie nadal prowadził schronisko.

13

W PRAWO

Nie ma róży bez ognia W filmie o tym tytule bohaterowie Janek i Wanda mieszkają w małym pokoiku w willi, inne pokoje zajmują biura różnych instytucji. Janek często zostaje w pracy po godzinach, byle tylko za wcześnie nie wracać do ciasnego mieszkania. Pewnego dnia małżonków odwiedza niejaki Malinowski, który kiedyś mieszkał w tym samym pokoiku. Proponuje małżonkom zamianę pokoju na nowe, dwupokojowe mieszkanie, które właśnie otrzymał. Janek i Wanda początkowo są nieufni, ale w końcu dochodzi do zamiany. Okazuje się, że w no-

wym mieszkaniu mieszka już były mąż Wandy, Jerzy. Pomimo rozwodu, jako zameldowany u Wandy, ma prawo nadal mieszkać w jej mieszkaniu. Janek stara się znaleźć sposób na pozbycie się intruza. Opisana w 1974 roku sytuacja nie mogłaby mieć miejsca z prawnego punktu widzenia. Nie wchodząc bowiem w regulacje z lat 70-tych XX w. wskazać wypada, że na gruncie obecnych regulacji przez umowę o ustanowienie spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego spółdzielnia zobowiązuje się oddać osobie, na rzecz któ-


14

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Od sali gimnastycznej do czerwonego dywanu. Proszę Państwa, oto Hugh Jackman

Fot. wikimedia

Gdyby taniec, śpiew, aktorstwo i tężyznę fizyczną chciało się przedstawić jako postać ludzką, to zapewne wyglądałaby ona tak, jak Hugh Jackman. Skąd to przypuszczenie? Zapraszam do przeczytania kilku anegdot o tym sympatycznym Australijczyku.

Zacznę od jednej z moich ulubionych. W 2013 roku w Zurychu na festiwalu filmowym Hugh Jackman odbierał nagrodę Golden Icon Award, przy okazji udzielając kilku krótkich wywiadów. Jeden z nich okazał się być dosyć niecodzienny, ponieważ Jackman przerwał reporterowi Rollo Rossowi i powiedział „Przepraszam, Rollo, ale my znamy się już długo. Uczyłem Cię wf-u w szkole i chciałbym wiedzieć, jak Twój rozwój fizyczny. Czy poczyniłeś jakieś postępy”. Mimo że jako aktor Hugh opanował typową dla zawodu sztukę „udawania”, w tej kwestii jednak nie kłamał. Faktycznie, swego czasu był nauczycielem wychowania fizycznego w Uppingham School w Anglii. Ciekawe, czy byłby w stanie rozpoznać innych swoich uczniów? Kolejną rzeczą, o której być może nie wszyscy wiedzą, jest fakt, że Hugh Jackman wcielił się w postać Gastona w australijskiej musicalowej adaptacji Pięknej i Bestii. Dla Hugh była to wymarzona rola. W jednym z wywiadów powiedział, że lubi zadziorność i impertynencję Gastona. Stworzenie idealnego bohatera kosztowało Hugh także sporo pracy na siłowni, jednak nie od dziś wiadomo, że Jackmanowi samozaparcia w kwestii aktywności fizycznej nie brakuje. Czy aktora można jeszcze zobaczyć w Pięknej i Bestii? Niestety nie, ale w 2016 roku w brytyjskim The Johnattan Ross Show, w duecie z Lukiem Evansem Hugh zaśpiewał piosenkę o tytule Gaston. Na koniec będzie trochę o miłości: Hugh Jackman od

lat jest szczęśliwym i wciąż zakochanym mężem australijskiej aktorki i producentki Deborry-Lee Furnes. Kiedy ją poznał, był jeszcze na początku swojej kariery. W wielu wywiadach wspomina, jak bardzo docenia fakt, że Deb (tak pieszczotliwie nazywa ukochaną Hugh) jest z nim tak naprawdę od zawsze i nie szczędzi żonie ciepłych słów. Do dziś państwo Jackman uchodzą za jedną z najbardziej rozczulających par Hollywood. Są pozbawieni gwiazdorstwa, czy typowej (niestety) w Hollywood wyniosłości. Jakie filmy z Hugh Jackmanem mogłabym Państwu polecić? Jeśli lubią Państwo produkcje romantyczne, to obowiązkowo należy obejrzeć Kate&Leopold. Hugh gra w nim uroczego i nieporadnego XIX wiecznego arystokratę, który musi odnaleźć się w realiach lat 2000. Znajdzie się też coś dla amatorów wzruszeń i pięknych krajobrazów. W tym wypadku rekomenduję Australię (Psst! Australijski akcent Jackmana również polecam). A co z kinem familijnym? Spokojnie, tu też coś się znajdzie. Zachęcam do obejrzenia produkcji Eddie zwany Orłem. Hugh i młody aktor Taron Egerton wcielają się w niej w rolę trenera skoków narciarskich i jego niezdarnego, ale wytrwałego podopiecznego Eddiego Edwardsa. Od 29 grudnia Hugh Jackmana można zobaczyć też w kinie w musicalu Król Rozrywki. Może warto pójść i sprawdzić, czy Hugh dalej tak cudownie śpiewa? Katarzyna Małkowska

WIEŚCI Z FUNDACJI FLY Zima zapowiada się obiecująco. Fundacja FLY przygotowała dużo nowych propozycji dla seniorów. Czytajcie dalej i korzystajcie. Zajęcia dla seniorów! Nowy semestr Uniwersytetu Trzeciego Wieku przy Fundacji FLY Nie macie pomysłu na spędzanie czasu w zimne dni? To dobrze! Fundacja FLY prowadzi zapisy na zupełnie nowe zajęcia dla seniorów w semestrze letnim Uniwersytetu Trzeciego Wieku przy Fundacji FLY. Wykłady, lektoraty, zajęcia artystyczne i hobbystyczne. Psychologia pozytywna, spotkania z dietetykiem, polska ilustracja dziecięca, konwersacje z języka niemieckiego i warsztaty kreatywne. Jest w czym wybierać. Sprawdźcie sami. Zapisy oraz szczegółowe informacje w biurze Fundacji FLY (ul. Świętojańska 36/2), w dni robocze od 9:00 do 19:00 lub telefonicznie 693 996 088, 517 383 828.

Spotkania z Biblią Jak czytać i interpretować Biblię? Czy proroctwa biblijne spełniają się na przestrzeni dziejów? Czy wydarzenia opisane w Biblii znajdują potwierdzenie w odkryciach archeologicznych i wiedzy naukowej? Na takie pytania uczestnicy postarają się znaleźć odpowiedzi podczas zajęć.

Wykłady o kulturze Cykl trzech wykładów poświęconych mało znanym, a ciekawym aspektom kultury polskiej i europejskiej w kontekście pasji wykładowcy-geografa i regionalisty. Wykład I - Nobliści rodem z Polski. Czy wiesz, ilu faktycznie ich jest? Wykład drugi - Grecja - kraj bogów, słońca i oliwek, oraz wykład trzeci - Nasze małe ojczyzny.

Pozycja kobiety wybranych kulturach Zajęcia obejmują szeroko pojętą problematykę kobiety w kulturach (Judaizm, Grecja, Rzym), które wywarły wpływ na kształtowanie się miejsca kobiety w nowych warunkach społeczno-kulturowych, jakie tworzyło pojawiające się chrze-

ścijaństwo. Ponadto zajęcia obejmują pozycje i rolę kobiety od początku chrześcijaństwa aż po dzień współczesny.

Polska ilustracja dziecięca Wykłady mają na celu przybliżenie słuchaczom zjawiska ilustracji w książce dziecięcej. Historia ilustracji, zmiany, które towarzyszyły jej na przestrzeni lat oraz jej najważniejsi twórcy. Seniorzy poznają m.in. najważniejsze trendy plastyczne towarzyszące literaturze zarówno polskiej jak i zagranicznej.

Historia literatury dla dzieci i młodzieży Tematyka wykładów dotyczyć będzie zmian jakim ulegała literatura dla dzieci i młodzieży na przestrzeni wieków. W trakcie spotkań zaprezentowane zostaną: wpływ idei oświeceniowych na rozwój literatury dla dzieci i młodzieży w Europie, polska literatura dla dzieci i młodzieży w okresie zaborów, okres międzywojenny i nowe nurty w literaturze dla młodych czytelników, młody czytelnik w PRL-u, czyli od socrealizmu do 1989 roku, współczesny czytelnik dziecięcy i książka w obliczu zmian.

Warsztaty psychologiczne Na zajęciach zostaną poruszone psychologiczne mechanizmy funkcjonowania człowieka w ,,codziennym życiu”. Uczestnicy poszerzą swoją wiedzę na temat stresu, sposobów radzenia sobie ze stresem, motywacji, samooceny, relacji interpersonalnych, samowiedzy, zniekształceń poznawczych i innych pojęć z zakresu psychologii społecznej. Słuchacze nie pozostaną bierni, dzięki ciekawym ćwiczeniom warsztatowym oraz wypełnianiu testów psychologicznych.

Prawo a życie Trenerzy Stowarzyszenia OVUM zapraszają na cykl szkoleń. Omawiają w sposób ciekawy i przystępny prawne aspekty

dnia codziennego. Poruszą też ciekawe wątki z prawa międzynarodowego, o znaczeniu których nie zdajemy sobie często sprawy.

Otwarte zajęcia ruchowe w Fundacji FLY Zimą nie należy zapominać o zdrowym stylu życia i niezbędnej dawce ruchu. Warto zapisać się na zajęcia ruchowe. Fundacja FLY poleca udział w specjalnych zajęciach ruchowych: gimnastyka kręgosłupa, gimnastyka ogólnokondycyjna dla pań i gimnastyka ogólnokondycyjna dla panów. Systematyczny udział w zajęciach ma zbawienny wpływ na zdrowie. Poprawia kondycję, sprawność całego ciała oraz nastrój. Każda godzina zajęć kosztuje jedynie 10 zł. Zapisy oraz szczegółowe informacje w biurze Fundacji FLY (ul. Świętojańska 36/2), w dni robocze od 9:00 do 19:00 lub telefonicznie 693 996  088, 517 383 828.

Wspieraj Fundację FLY – bezpłatnie! Wystarczy, że zrobisz zakupy internetowe. Wejdź na https://fanimani.pl/fundacja-fly/, wybierz sklep, zrób zakupy jak zwykle i zapłać tyle, co zawsze. Sklep przekaże nam część wartości Twoich zakupów, a Ty nie zapłacisz ani grosza więcej. Zakupy można zrobić w prawie 1000 sklepach (np. Empik, Sephora, Douglas, Smyk, Tchibo). To proste. Pamiętaj o tym podczas zakupów internetowych. Im więcej środków zgromadzi Fundacja FLY, tym więcej będzie mogła organizować zajęć, wycieczek i innych ciekawych wydarzeń, właśnie dla Ciebie!

Polub profil Fundacji FLY na FB – wiedz więcej! Seniorze, chcesz wiedzieć, co interesującego dzieje się w Gdyni? Gdzie warto być? Jaką wystawę warto zobaczyć? Polub profil Fundacji FLY by wiedzieć więcej. Codziennie znajdziecie tam ciekawe propozycje dla seniorów: www.facebook.com/ FundacjaFly/


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Wędrując z Fundacją FLY! Seniorom spragnionym niezapomnianych wrażeń polecamy tygodniowe wycieczki: Zamojszczyzna i Roztocze (19-25.08.2018 r.) oraz Polesie Lubelskie (24-30.06.2018 r.). Zamojszczyzna i Roztocze.

Starożytna Albania i Macedonia (24.09-1.10.2018 r.). W programie najbardziej charakterystyczne miejsca regionu, najważniejsze zabytki i malownicze krajobrazy m.in.: zwiedzanie Albanii: miasto Vlora. Zabytkowe miasto Berat, powstałe w starożytności, wpisane na listę UNESCO. Twierdza Kalaja Berati, mu-

Kafejka internetowa w Fundacji FLY W Fundacji FLY działa internetowa kafejka. Jeżeli nie masz dostępu do komputera, czy Internetu, to przyjdź do Fundacji FLY. Tu (bezpłatnie) załatwisz swoje komputerowe sprawy. Od poniedziałku do piątku, od 9:00 do 19:00.

Konsultacje z Mediatorem Ludzką potrzebą jest dochodzenie do kompromisu i nie pozostawanie w sytuacji konfliktowej. Jeżeli jesteście Państwo z kimś w sporze czy zatargu, a odczuwacie potrzebę porozumienia i zakończenia konfliktu zapraszamy na bezpłatne konsultacje z MEDIATOREM. W każdy wtorek w godzinach od 11:30 do 12:30 w siedzibie Fundacji FLY przy ul. Świętojańskiej 36/2. Członkowie Fundacji w przyjaznej atmosferze, na zasadach poufności, bezstronności i neutralności, będą mogli indywidualnie porozmawiać z mediatorem na temat możliwości ewentualnych rozwiązań zakończenia zaistniałego konfliktu. Zapraszamy. „Gdyński IKS” wydaje:

Fundacja FLY Fot. R.Daruk

Bogata historia, perełki architektury, otwarci ludzie, gęste lasy, cisza i kontakt z naturą Roztocza - to trzeba zobaczyć i poczuć. W programie wycieczki m.in.: zwiedzanie Krasnobrodu, Kredowe Podziemia w Chełmie, Hrubieszów Prusa, Staszica i Zina, Tomaszów Lubelski oraz wspaniały Zamość - miasto wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wycieczkowicze zobaczą, jak od wieków tłoczy się olej w olejarni w Łabuni. Sprawdzą również, co brzmi w Szczebrzeszynie - mieście trzech kultur. Warto to wszystko przeżyć. Polesie Lubelskie jest wprost usiane miejscami, które oczarują nawet najbardziej wymagających podróżnych. W programie wycieczki m.in.: stary Lublin – z Zamkiem w kształcie sowy, a w nim Kaplica Trójcy Świętej z najcenniejszymi zabytkami sztuki średniowiecznej w Polsce, Starówka Lubelska i Archikatedra. Nałęczów – uzdrowisko, w którym rezydował Bolesław Prus i Stefan Żeromski. Pierwsze na świecie muzeum w Puławach, Kazimierz Dolny nad Wisłą, gdzie czuć klimat bohemy oraz przepiękny pałac Kozłówka. A po zwiedzaniu, przechadzka suchą stopą przez bagna Poleskiego Parku Narodowego. Polesie jest piękne i różnorodne.

15

W „Krainie rumianku” w Hołownie na Polesiu Lubelskim

zeum ikon. Durres- jedne z najstarszych miast Albanii, Kruja i Tirana. Via Egnatia miasto portowe, przebiegał tu szlak handlowy, którym podróżował niegdyś Apostoł Paweł. Można tu zobaczyć m.in.: fragmenty świątyni Artemidy, rzymski Odeon. Gjirokaster – miasto – muzeum z kamiennymi domkami pokrytymi szarymi łupkami; liczne uliczki są bardzo strome, dlatego też Gjirokastra zwane jest również „Miastem Tysiąca Schodów”, w 2005 roku zostało wpisane na listę UNESCO. Cytadela z XIII w., twierdza, na której terenie znajduje się, mała Cerkiew i Wieża Zegarowa. Butrint – to niewielka osada i stanowisko archeologiczne w południowej Albanii leżące na wzgórzu, otoczone wodą, pozostałości rzymskich łaźni, amfiteatr, aleja ceremonialna, Świątynia Minerwy, świątynia Asklepiosa oraz agora. Degustacja albańskich alkoholi podczas wieczoru folklorystycznego, z pokazem tańca albańskiego. Macedo-

nia. Ochryda – miasto wpisane na listę UNESCO, kościół św. Pantalejmona, Cerkiew św. Zofii i Bogurodzicy oraz teatr z czasów rzymskich. Jezioro Prespańskie z punktem widokowym, który urzeka swoim krajobrazem. Sankt Petersburg (6-10.08.2018 r.) W programie wycieczki trzydniowe zwiedzanie St. Petersburga z przewodnikiem: cerkiew i klasztor Smolny, Teatr Mariński, zabudowania Wyspy Wasilewskiej, nabrzeże Uniwersyteckie i Pałacowe, Admiralicja, budynek Sztabu Generalnego, pomnik Piotra I – Miedziany Jeździec, Plac Sztuki, pomnik Puszkina. Peterhof - letnia rezydencja Piotra I - jedno z najwspanialszych kompleksów pałacowo-parkowych na świecie. Zwiedzanie Parku Dolnego – „Rosyjskiego Wersalu” z malowniczymi ogrodami oraz baśniowej urody fontannami i kaskadami. Przejazd do Carskiego Sioła –

unikatowego zespołu pałacowo-parkowego. Zwiedzanie pałacu Katarzyny Wielkiej wraz z Bursztynową Komnatą oraz Wielką Salą Tronową. Nocna wycieczka „Zwodzone mosty Petersburga” – wywierający ogromne wrażenie widok otwieranych mostów przez Newę. Słynna panorama otwartego mostu Pałacowego z Twierdzą Pietropawłowską w tle jest jednym z symboli Petersburga. Pałac Zimowy z jednym z największych muzeów świata Ermitażem; krążownik Aurora – symbol rewolucji październikowej, Plac św. Izaaka, Sobór św. Izaaka (wnętrza), z którego złotej kopuły roztacza się najpiękniejsza panorama miasta, Newski Prospekt – główna arteria miasta, katedra Kazańska, Sobór Zmartwychwstania Pańskiego (z zewnątrz), Twierdza Pietropawłowska (najstarsza budowla miasta) z Soborem św. Piotra i Pawła (miejsce spoczynku rosyjskich carów), Sobór św. Mikołaja. Małgorzata Muzyka

ISSN 2353-2157 ul. Świętojańska 36/2, 81-372 Gdynia tel. 693-99-60-88, 517-38-38-28 redakcja@gdynskiiks.pl Nakład 10.000 egz. Redaktor Naczelna Dorota Kitowska Sekretarz Redakcji Radosław Daruk Redakcja Radosław Daruk, Maria Gromadzka, Jolanta Krause, Małgorzata Łaniewska, Irena Majkowska, Katarzyna Małkowska, Barbara Miecińska, Małgorzata Muzyka, Aleksandra Rekuć, Sonia Watras-Langowska, Michał Wilk, Łukasz Zagórski Współpraca dr Jarosław Kłodziński, Magdalena Koj, adw. Bartłomiej Owczarek, Marzena Szymik-Mackiewicz, adw. dr Tomasz Zienowicz Korekta: Irena Majkowska, Maria Gromadzka Edycja: Radosław Daruk Reklama: Aleksandra Rekuć tel. 505 576 676 a.rekuc@fundacjafly.pl Grafika: Łukasz Bieszke, Radosław Daruk Skład: ALFA SKŁAD Łukasz Bieszke, biuro@alfasklad.com.pl Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i tekstów reklamowych.


16

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Zwierzęta kontra rośliny Każdy, kto opiekuje się domowym pupilem, wie, że nie wszystko co dobre dla ludzi, dobre jest też dla zwierząt. Zagrożeniem, i to śmiertelnym, mogą też być rośliny ozdobne, które trzymamy w domu. Zanim więc przyniesiemy do domu ozdobne kwiaty, sprawdźmy, czy nie zaszkodzą przypadkiem pupilowi.

lilia

konwalia

poinsecja (gwiazda betlejemska)

dracena

amarylis

Gdy w domu jest pies Z roślin, które zdecydowanie nie powinny się znaleźć w mieszkaniu razem z psem warto wymienić przede wszystkim difenbachię, skrzydłokwiat, anturium, kalanchoe i filodendron. Wszystkie one niezwykle popularne, często goszczą w naszych domach. Tymczasem są niebezpieczne dla domowych zwierzaków, zawierają trujące nierozpuszczalne szczawiany, które mają silnie właściwości drażniące. Szczególnie niebezpieczny jest sok tych roślin, którego najwięcej jest w liściach. Spożycie liści np. diffenbachii wywołuje podrażnienie i obrzęk pyska,

i gardła, ślinotok, trudności w oddychaniu, podrażnienie żołądka. Piękny skrzydłokwiat wywołuje u psa podrażnienie żołądka, wymioty, depresję, brak apetytu, a czasem nawet śmierć. Dobra rada dla posiadaczy psów jest zatem taka, by unikać tych roślin, a przynajmniej trzymać je na tyle wysoko, by zwierzak nie mógł ogryzać liści.

bardziej podatny na zatrucie, a z racji specyficznego sposobu bycia bardzo długo (w przeciwieństwie do psa) nie okazuje żadnych objawów złego samopoczucia. Dlatego dobór roślin musi być jeszcze bardziej rygorystyczny. Prócz wymienionych wyżej unikać trzeba także draceny – jej liście są wyjątkowo toksyczne, powodują torsje (często z krwią) i silny ślinotok. Przepiękny amarylis zawiera również trujące dla kotów soki, szczególnie w cebulkach. Mogą powodować zaburzenia rytmu serca, drgawki i jak wszystkie zatrucia, silne wymioty.

Również drobna doniczkowa azalia jest dla zwierząt niebezpieczna – działa na system nerwowy i może doprowadzić do drgawek, paraliżu i śmierci z powodu zatrzymania pracy serca. Mówiąc o roślinach trujących dla zwierząt, nie sposób pominąć popularnej gwiazdy betlejemskiej, czyli poiscencji. Sezon na nią właśnie mija, pojawia się w naszych domach w okresie świąt Bożego Narodzenia. Ta niezwykle dekoracyjna roślina jest silnie toksyczna dla psów i kotów, wywołując silne torsje po spożyciu ledwie kilku liści. W domu ze zwie-

rzętami należy szukać raczej innych sposobów na dekorację okien i stołu. Opiekunowie domowych pupili powinni, dla ich dobra, starannie dobierać rośliny do mieszkania. Warto popytać sprzedawcę w kwiaciarni, sprawdzić informacje np. w Internecie lub zapytać lekarza weterynarii, przy okazji wizyty kontrolnej, czy planowana dekoracja roślinna nie sprawi nam przypadkiem więcej zmartwień niż radości. Liczy się przecież nie tylko piękno, ale i zdrowie wszystkich mieszkańców naszego domu. Aleksandra Rekuć

Gdy mieszka z nami kot Z kotem jest trochę gorzej. Nie pomoże ustawienie kwiatów na szafie, bo kot, jak wiadomo, potrafi wdrapać się wszędzie. Jest przy tym znacznie bardziej delikatny,

IKS W KUCHNI

Oponki serowe czyli pączki z dziurką

Składniki: Ciasto 25 dag mąki pszennej tortowej

1 łyżeczka sody oczyszczonej 25 dag twarogu półtłustego 5 dag cukru 1 łyżeczka cukru waniliowego 2 żółtka 4 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany 1/2 łyżeczki octu olej do smażenia (ok. 1 l) Lukier 20 dag cukru pudru 1 łyżeczka cynamonu ok. 4 łyżek wody lub mleka

Fot. pxhere

Przepyszne oponki serowe oblane lukrem cynamonowym. Doskonałe na Tłusty Czwartek – a to już 8 lutego 2018. Ciasto bardzo szybkie do przygotowania, bez dodatku drożdży, tylko na sodzie i z dodatkiem twarogu. W Tłusty Czwartek nie liczymy kalorii, zapominamy o dietach i dajemy się porwać kulinarnemu szaleństwu. Bez umiaru delektujemy się oponkami, pączkami i faworkami, by należycie pożegnać karnawał.

Przygotowanie: Twaróg rozdrobnić widelcem. Mąkę przesiać i wymieszać z sodą. Dodać rozdrobniony połączenia się składników (nie ser, cukier, żółtka i śmietanę. miksować), następnie wyroCałość wymieszać łyżką do bić ręką na gładkie ciasto (je-

oprószoną mąką, rozpłaszczyć ręką na placek o wysokości 1 cm. Wierzch ciasta oprószyć mąką. Wykrawać krążki dużą szklanką śr. 6-7 cm, a w środku wykrawać małym kieliszkiem małe kółeczka. W garnku lub w głębokiej patelni nagrzać olej, powoli i na małym ogniu oponki serowe smażyć z obu stron na złoty kolor. Następnie na papierowym ręczniku osączyć z tłuszczu. Jeszcze ciepłe polukrować. Podawać najlepiej od razu po usmażeniu, gdyż jeszcze ciepłe są najlepsze. śli jest bardzo klejące można Z porcji powstaje 20 oponek. dodać jeszcze odrobinę mąki). Smacznego! Ciasto przełożyć na stolnicę Dorota Kitowska

Profile for Fundacja FLY

2018 02 Gdynski IKS nr 51  

1 Tłusty czwartek 2 Sklep charytatywny 3 Dzieje kultury w Gdyni 4 Tłusty czwartek 4 Prawnik radzi Wydziedziczenie 5 Farmakognozja...

2018 02 Gdynski IKS nr 51  

1 Tłusty czwartek 2 Sklep charytatywny 3 Dzieje kultury w Gdyni 4 Tłusty czwartek 4 Prawnik radzi Wydziedziczenie 5 Farmakognozja...

Advertisement