{' '} {' '}
Limited time offer
SAVE % on your upgrade.

Page 1

GAZETA BEZPŁATNA Nr 36, listopad 2016

W LISTOPADZIE 1918 ROKU „WYBUCHŁA” POLSKA

Jolanta Krause

strona 6

Zwycięstwo państw ententy w I wojnie światowej usankcjonowane podpisaniem kapitulacji Niemiec w Compiegne 11 XI 1918 roku oznaczało dla Polski odzyskanie niepodległości i początek budowy wolnego państwa. W II Rzeczypospolitej dzień 11 listopada uznawano za pierwszy dzień niepodległości i święto narodowe.

Col. R. Daruk

Po zamachu majowym w świadomości społecznej utrwalano przekonanie, że pierwszy dzień niepodległości należy wiązać z przyjazdem Józefa Piłsudskiego do kraju. Po szesnastu miesiącach odosobnienia w Magdeburgu zjawił się w Warszawie 10 listopada o godzinie 7 rano. Już w październiku Rada Regencyjna zwróciła się do kanclerza Niemiec, księcia Maksymiliana Badeńskiego, z prośbą o zwolnienie Piłsudskiego z więzienia. Dopiero 7 listopada pod wpływem radykalizacji nastrojów w Niemczech kanclerz nakazał uwolnienie go i w dwa dni później został wyekspediowany do Warszawy specjalnym pociągiem składającym się z lokomotywy i jednego wagonu. Pociąg przybył następnego dnia o 7 rano, na dworcu oczekiwało go niewiele osób.

Kafejka internetowa w Fundacji FLY W Fundacji FLY działa internetowa kafejka. Jeżeli nie masz dostępu do komputera, czy Internetu, to przyjdź do Fundacji FLY. Tu (bezpłatnie) załatwisz wszystkie swoje komputerowe sprawy. Od poniedziałku do piątku, od 9:00 do 19:00.

Pokażemy Wam Polskę, jakiej nie znacie!

Jak co roku zapraszamy Seniorów na unikalne wycieczki krajowe w ramach cyklu „Wędrując z Fundacją FLY”.

strona 8-9

REKLAMA

ZADZWOŃ I REZERWUJ KURS

58 19 660 58 302 23 03 660 619 660

Gdańsk-Sopot-Gdynia w jednej strefie (nie pobieramy opłat powrotnych) na I taryfie

1,80 zł/km

Z postoju i na telefon w pierwszej taryfie. Honorujemy płatność kartą.


2

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo


3

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Spotkanie z tajemniczym Teatr Kamishibai Krótka historia Kamishibai zwany inaczej papierowym teatrem, teatrem obrazkowym, teatrem ilustracji lub teatrem narracji wywodzi się z XI wieku. Początkowo zajmowali się nim buddyjscy mnisi, którzy wędrowali po kraju z ilustrowanymi zwojami. Później wędrowni opowiadacze jeżdżący rowerem, do którego mieli przymocowaną drewnianą skrzynkę, a w schowkach zbiór kolorowych kart. Wszędzie tam, gdzie byli słuchacze, zatrzymywali się i opowiadali lub czytali różne historie. Jeszcze do połowy XX wieku teatr kamishibai był jedną z najbardziej znanych i lubianych rozrywek ulicznych w Japonii. I mimo iż wypierany jest przez nowe, to jednak nie został całkowicie zapomniany. Można powiedzieć, że przeżywa po raz drugi swoją po- Kamishibai pularność. To z niego właśnie wyrosła słynna japońska sztuka ryso- (kami-papier, shibai-sztuka) wania komiksów zwana mangą . to tradycyjna japońska Do Europy kamishibai zawitał sztuka opowiadania za w drugiej połowie minionego pomocą słów i obrazów. wieku i szybko stał się narzędziem wykorzystywanym w pracy przez bibliotekarzy, nauczycieli przed- z wykorzystaniem drewnianej szkoli i szkół podstawowych. skrzynki – butai, która po rozłożeniu przypomina parawan oraz Czym jest kamishibai? kartonowe plansze. Każda plansza przedstawia fragment opowieści. Kamishibai to sztuka gło- Jedną jej stronę pokrywa duża, śnego czytania lub opowiadania prosta ilustracja, druga zawiera

Na zdjęciu Urszula Ziober animatorka Zielonej Grupy

tekst oraz miniaturowy obrazek. Butai stoi zwrócona do publiczności, a opowiadający znajduje się z boku lub z tyłu i opowiada, zmieniając karty. Na czym polega magia papierowego teatru? Teatr kamishibai nadaje się do pracy z dziećmi i młodzieżą w każdym wieku. Coraz częściej sięgają po niego również dorośli. Jest nieduży i lekki, więc można go wszędzie zabrać ze sobą. Dziecko, słuchając opowieści,

ogląda ilustracje, co ułatwia mu zrozumienie tekstu. Pobudza to jego wyobraźnię i kreatywność. Skupia uwagę i rodzi pytania. Praca z teatrem kamishibai przynosi korzyści również opowiadającemu. Pozwala zapomnieć o tremie, łagodzi lęk przed mówieniem. Daje także poczucie akceptacji i zwiększa motywację. Zależnie od sposobu zastosowania może pomóc rozwijać sprawność słuchania, mówienia, pisania, czytania, naukę języka obcego, czy też rozwiązywać problemy wychowawcze.

Fotografia z pasją w Halach Targowych „Zakupy z ludzką twarzą” to hasło, które najlepiej oddaje charakter zakupów i handlu w historycznym kompleksie miejskich Hal Targowych przy ulicy Wójta Radtkego 36 w Gdyni. W odróżnieniu od wielkich centrów handlowych, czy samoobsługowych marketów, w tradycyjnych halach i targowiskach mamy bezpośredni kontakt ze sprzedawcą, często nawiązujemy z nim rozmowę. Możemy np. zapytać o interesujące nas produkty, czy zasięgnąć bezpłatnej porady kulinarnej. Pod tytułem „Zakupy z ludzką twarzą” od trzech lat odbywa się konkurs fotograficzny Hal Targowych. Jego celem jest promocja obiektu, w tym wyróżnienie miejsca przez osobowość samych kupców, czy działających tu od lat rzemieślników. W zeszłym roku zwyciężyła fotografia - Portret zastany starszej pani w kapeluszu słomkowym sprzedającej forsycje na Placu Targowym autorstwa Olgi Subocz. Niezwykle plastyczny,

rozświetlony kadr, może przypominać obrazy holenderskich mistrzów, ale przede wszystkim skupia uwagę na człowieku. Właśnie humanistyczny wymiar zakupów udało się najlepiej wyeksponować zeszłorocznej laureatce prezentowanej fotografii. W tym roku można przesyłać na konkurs prace w trzech kategoriach, w tym „Portret zastany”, „Zakupy z ludzką twarzą” oraz „Plac Targowy - fotografia makro”. Co istotne, w każdej kategorii zostanie przyznana I nagroda (łącznie trzy nagrody po 500 zł), zaś kilkadziesiąt wyróżnionych prac znajdzie się na tradycyjnej wystawie pokonkursowej w Hali Łukowej. Czy w konkursie ponownie zobaczymy sugestywne, realistyczne portrety popularnych kupców, czy może otrzymamy fotograficzne impresje - inspiracje dziełami martwej natury Van Gogha? To zależy od Państwa. Prace zgłaszać można do 22 listopada. Informacje o konkursie na stronie www.haletargowegdynia.pl oraz facebook.com/haletargowegdynia

Sztuka opowiadania Należy przygotować odpowiednie miejsce. Butai powinna stać na podwyższeniu, a słuchający siedzieć nieco niżej na dywanie lub miękkim podłożu. Wcześniej przygotowujemy sobie również odpowiedni tekst. Dobieramy treść oraz czas trwania opowiadania do poziomu językowego słuchających oraz do ich wieku i możliwości koncentracji. Historie mogą mieć krótką formę (2-3 ilustracje) lub dłuższą (kilkanaście ilustracji). Sposobem na ich ożywienie jest mimika twarzy, gesty, intonacja, rekwizyty, tempo opowiadania. Zastosowane elementy nie powinny być przypadkowe, musimy o nich pomyśleć i zaplanować je wcześniej. Opowiadanie musi być spokojne, swobodne i naturalne, chyba, że tekst wymaga od nas innej interpretacji. Jeśli często będziemy wykorzystywać teatr kamishibai w naszej pracy, możemy wypracować swój własny, niepowtarzalny styl. Pamiętajmy jednak, że taka forma sprzyja naturalnej komunikacji i spontaniczność jest dopuszczalna. Niedawno w Gimnazjum nr 4 w Gdyni zorganizowano warsztaty dla bibliotekarzy oraz nauczycieli przedszkoli i szkół podstawowych. Poprowadzili je animatorzy z Zielonej Grupy w Poznaniu. Stowarzyszenie to stara się popularyzować wykorzystywanie teatru kamishibai w pracy z dziećmi w różnym wieku i na różnych zajęciach. Cieszymy się, że tylu pedagogów w naszym mieście jest zainteresowanych pracą z tajemniczą skrzynką. Już dziś zapraszamy na następne zajęcia. Czas spędzony z teatrem kamishibai jest niezapomnianą przygodą nie tylko dla słuchających, ale również opowiadających. Alina Zielińska


4

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Młodzież z Gimnzjum nr 4 w Gdyni, po raz drugi, wzięła udział w międzynarodowym programie edukacyjnym Destination Imagination, mierząc się z kreatywnym rozwiązywaniem różnych zadań. Uczniowie z klasy matematycznej i sportowej mieli szansę rywalizować z rówieśnikami z całego kraju. Drużyna zaprojektowała i wykonała konstrukcję z drewna, ważącą jedynie 30 gramów, która jednocześnie była instrumentem muzycz-

nym. Poddana została również testowi na wytrzymałość - utrzymała obciążenie 353 kg! Ponadto w kreatywny sposób opowiedzieli historię muzycznego bohatera i samodzielnie stworzyli scenografię, zachwycając ekspertów. Jeden z kostiumów został zaprezentowany także na wystawie innowacyjności. Młodzież w brawurowy sposób przebrnęła także przez zadanie, o którym wcześniej nic nie wiedziała, a na wykonanie którego miała jedynie 5 minut. Ich wysiłki, kreatywność, spontaniczność i zaangażowanie doprowadziły drużynę do tytułu MISTRZA POLSKI. Jest to pierwsza i jedyna drużyna w historii programu

Fot. Gimnazjum nr 4

Czy gimnazjaliści z Grabówka pojadą

BOHATEROWIE NASZYCH ZIEM

Generał brygady Stanisław Dąbek (1892 – 1939) Dowódca Bohaterskiej Obrony Wybrzeża Bieg wydarzeń międzynarodowych w Europie pod koniec lat 30. XX wieku wskazywał na niewątpliwy konflikt wojenny w większej skali. Dotychczasowe podboje Niemiec: Saara, Austria, Kłajpeda, Czechosłowacja, coraz to zwiększały potęgę Niemiec. Odbywały się one niestety bez militarnej odpowiedzi państw sprzymierzonych z napadniętymi. Następna w kolejności miała być Polska, lecz tutaj Niemcy zdawali sobie sprawę, że mimo dużej przewagi sił, nie tak łatwo uda się im zdobyć Polskę. Naród polski miał czego bronić, nawet w obliczu miażdżącej przewagi wroga, nie wolno było tej wolności i kraju oddać bez walki. Państwo polskie z trudem odradzało się po 123 latach rozbiorów przez zaborców Niemcy, Austrię i Rosję oraz niewoli . Legiony Polskie utworzone przez Józefa Piłsudskiego walczyły w I Wojnie Światowej na wszystkich frontach. Bagnetami wyrąbywały wschodnie granice Polski, walcząc z bolszewikami i Ukraińcami, były pod Dyneburgiem i w Kijowie. Powstańcy krwią płacili za wolność i przynależność ziem do Polski w trzech powstaniach śląskich, dwóch wielkopolskich. Trudne plebiscyty przeprowadzone na Śląsku, w Wielkopolsce i na Mazurach, a także wygrana wojna z bolszewikami w roku 1920, ostatecznie przesądziły o kształcie granic II Rzeczypospolitej. To były wartości, których należało strzec. Z trzech zaborów

budowano nową, jednolitą organizację Państwa Polskiego, jednolitą administrację, sądownictwo i szkolnictwo. Kraj rozwijał się, budowała się Gdynia, nasze „okno na świat”, budował się Centralny Okręg Przemysłowy na południu kraju i wszystko szło ku lepszemu. Byliśmy dumni z Polski i chociaż nie była ona zbyt silna gospodarczo, mocna była patriotyzmem, wolą walki i jej obrony, siłą gorących serc wszystkich Polaków, którzy swoją ojczyznę kochali. Bieg historycznych wydarzeń wskazywał jednak na to, że znowu przyjdzie nam bronić naszego kraju i złożyć nową daninę krwi, aby bronić Polski, jej honoru i wolności. Niemcy hitlerowskie w 1938 i 1939 roku coraz natarczywiej żądały od Polski zgody na przyłączenie Gdańska do Rzeszy Niemieckiej, a także korytarza do Prus Wschodnich, który odcinałby Gdynię i Kaszuby od reszty kraju. Polska stanowczo się temu sprzeciwiała, a więc nastroje były coraz bardziej wojenne, chociaż był to tylko pretekst, bo Niemcy chciały zagarnąć całą

Polskę. W tych wojennych przygotowaniach wszystko działo się coraz bardziej nerwowo i pospiesznie. W ten sposób na Dowódcę Lądowej Obrony Wybrzeża wyznaczono pułkownika Stanisława Dąbka, doskonałego oficera Wojska Polskiego, zaprawionego w I Wojnie Światowej w walkach na froncie włoskim, w walkach z Ukraińcami o Lwów i w wojnie z bolszewikami w 1920 r. Płk Stanisława Dąbka zawiadomiono telegramem w dniu 21.07.1939, że ma natychmiast udać się do Gdyni i objąć nowe stanowisko oraz wiążące się z tym obowiązki. Płk. Stanisław Dąbek urodził się 28.03.1892 r. w Nisku (dawne woj. lwowskie), niedaleko obecnej Stalowej Woli. Maturę zdał w 1911 r. i podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Lwowskim. W 1914 r. ukończył austriacką Szkołę Oficerów Rezerwy. W I Wojnie Światowej walczył w Karpatach, gdzie został ciężko ranny. Następnie walczył na froncie włoskim, skąd po upadku Austrii przywiózł do kraju kompanię wojska złożoną z Polaków wraz z pełnym

uzbrojeniem. W listopadzie 1918 roku został zawodowym oficerem Wojska Polskiego. Kolejno zajmuje różne stanowiska i awansuje. W 1922 r. zostaje dowódcą batalionu 8 Pułku Piechoty Legionów, a w 1924 r. zostaje awansowany do stopnia podpułkownika. W latach 192830 jest Komendantem Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty w Tomaszowie Mazowieckim, a następnie w Zambrowie. Wychowankowie obu szkół o doskonałym przygotowaniu i świetnej dyscyplinie swoją nienaganną służbą przyczynili się do powstania legendy płk. St. Dąbka jako człowieka prawego, niezłomnego, odważnego, zdyscyplinowanego, o rozległej wiedzy, wymagającego od innych i od siebie bardzo wiele. W ramach zasług zostaje płk. St. Dąbek mianowany dowódcą 7 Pułku Piechoty Legionów w Chełmie Lubelskim, a następnie dowódcą 37 Pułku Piechoty legionów stacjonującego w Złoczewie, leżącego na wschód od Lwowa. Zdając pospiesznie to stanowisko, wezwany telegramem,

23.07.1939 r. przyjechał do Gdyni. W ramach powierzonych obowiązków szybko zorientował się, że sytuacja obronna Wybrzeża jest bardzo zła. Nie ma ustalonych wcześniej w planach budowy ogromnych umocnień stałych. Duża część młodych ludzi, około paru tysięcy, ma przydziały wojenne do jednostek w głębi kraju. Istnieje ogólny bałagan organizacyjny, są braki w uzbrojeniu, amunicji, żywności, transporcie. Niemniej jednak nadludzkim wysiłkiem swoim, swojego sztabu i administracji Gdyni udaje mu się przezwyciężyć trudności. W wyniku zebrania różnych jednostek żołnierzy i grup obrońców w dniu 1 września 1939 r. dysponuje siłą ok. 15 000 ludzi. Wysiłkiem wielu cywilnych osób zbudowane zostają liczne umocnienia ziemne na najważniejszych liniach obrony. Teren jest trudny do walki, ponieważ są to przeważnie wzgórze morenowe o bardzo zróżnicowanej rzeźbie, z dużą ilością dróg i ścieżek bardzo mylących w orientacji. W tym krajobrazie wyraźnie odcięta rozległą i podmokłą doliną rzeki Redy od całości jest Kępa Oksywska,. Kończyły się przygotowania wojenne, wyjechały rodziny oficerów na wyraźne żądanie płk. Dąbka wyjechała też żona pułkownika, pani Irena Dąbek. Oni byli gotowi do walki. Zbigniew Koziarz


5

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

do Chin? w Pekinie. Przewidywany koszt wyjazdu 8-osobowej drużyny to około 40 tysięcy złotych. Udział w programie DI to przygoda mojego życia, którą zapamiętam na zawsze. Wyjazd do Chin to największe marzenie całej naszej drużyny – mówi uczestniczka programu Paulina Woźniak. Młodzież sama stara się o pozyskanie pieniędzy przez pakowanie zakupów w sklepach, organizowanie koncertów, loterii fantowej, sprzedaż wyrobów własnych. Aby udział w Azjatyckiej Olimpiadzie stał się możliwy, zwracają się o wsparcie finansowe. Każda suma przekazana na ten cel zbliży uczniów do

Ostatni list Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci. Chwiejna waluta. Nie ma dnia, by ktoś wieczności swej nie tracił. (Wisława Szymborska „Rehabilitacja”)

Ale szczególnie boleśnie przeżyłem - i po dzień dzisiejszy z żalem wspominam – aresztowania i wywózkę do lasów Syberii tylko dlatego, że walczyłem z Niemcami w szeregach AK. Zostałem potraktowany jako element politycznie niepewny i przekazany w obce ręce NKWD. Jednakże na moje szczęście los mi sprzyjał. Zesłanie przeżyłem.

Porządkując z siostrą rodzinne dokumenty po naszym zmarłym wuju Czesławie, natrafiłyśmy na pożółkłą kopertę, z której wypadł list i zdjęcie. Jak się okazało, to ja byłam ich adresatką. Po uważnej lekturze okazało się, że oprócz listu, który był tylko niejako wstępem, koperta powinna zawierać spisane przez wuja wspomnienia z okresu młodości. Niestety, nie było ich. Nie znalazłam ich również po dokładnym przejrzeniu zawartości pudła z pamiątkami. Nie mam pojęcia, co mogło się stać z nimi. Być może wuj po ich przeczytaniu chciał nanieść poprawki, dodać nowe fakty wydobyte z pamięci i nie zdążył przepisać ostatecznej wersji. Nigdy już tego się nie dowiem. Tak więc, jedynym świadectwem, że Wuj Czesław istniały, jest ten list. A zdjęcie, które Ci również Wszystkich Świętych, Dzień Zaduszny i cały listopad, to przesyłam, zostało wykonane czas wspominania tych, którzy w lipcu 1943 r. w 21-szą roczod nas odeszli - swoich najbliż- nicę moich urodzin. Mimo szych, rodziny, przyjaciół. W ten młodego, pięknego wieku, sposób zatrzymujemy pamięć jestem na zdjęciu zamyśloo tych osobach. Początkowo ny, zatroskany, poważny. Rok i ja miałam zamiar napisać kilka 1943 to apogeum walki z okusłów, ale doszłam do wniosku, pantem. Ja wtedy miałem już że najlepszym wspomnieniem za sobą przeszło dwa lata tej Beata Buczek-Żarnecka, Elżbieta Mrozińska, o moim wuju Czesławie będzie walki. Każdy dzień niósł zaOlga Barbara Długońska grożenia dla życia. Nic więc ten krótki list, jego ostatni list. Przytaczam go w całości bez dziwnego, że te przeżycia nieśmiała romantyczka, naj- skrótów i poprawek. Na życze- rysowały się nawet na młomniej doświadczona w miłości. nie rodziny zamiast pełnych dzieńczej twarzy. To właśnie od niej po pierw- imion podałam inicjały. Przesyłając Ci wspomnieszym spotkaniu odszedł ukonia miałem, mam na myśli chany. W rolę tego najważniejWarszawa, dn. 18.07.2005 również D. Niech chociaż po szego w ich życiu wcielił się części, pozna niepodległoRafał Kowal. Doskonale zagrał Cześć M. ściową działalność wuja. kobiecą postać. Wspaniale wyTrzymajcie się dobrze, caglądał w mini sukience, a nóg Przesyłam Ci w załączeniu łuje Cię i pozdrawiam Pana Z. w butach na wysokich obca- dwa krótkie wspomnienia. JedWuj Czesław sach może mu pozazdrościć no to fragmenty z końca okuniejedna dziewczyna. Przy tym pacji niemieckiej z akcji „BuM-a. P-a ten wokal, ach! rza”, a drugie opowiada o moich W roli barmana wystąpił przeżyciach jako zesłańca sybeOd redakcji: Dziękujemy przez chwilę wróciły do nich Maciej Sykała. ryjskiego. Wspomnienia napi- Autorce i zachęcamy naszych wspomnienia dawnej wielkiej Sztukę wyreżyserował Józef sałem głównie z myślą o rodzi- czytelników do przesyłania miłości. Jak kończy się sztuka, Opalski, a przepiękne kostiu- nie. Chciałbym, żeby zachował swoich wspomnień, przemynie powiem, to trzeba zobaczyć my zaprojektowała Zofia de się jakiś ślad tamtych czasów, śleń lub ciekawych historii. na scenie.W sztuce grają trzy Ines, która jest również autorką trudnych pod każdym wzglę- Korespondencję z dopiskiem aktorki. Beata Buczek – Żar- subtelnej scenografii. Ciekawą dem. Walka z okupantem była „Wspomnienia” można kienecka w różowych, cukierko- aranżację muzyczną przygoto- nakazem. Panował duch wal- rować na adres biura Funwych sukienkach jest przeuro- wał Piotr Salaber. ki. Młodzi i starsi w poczuciu dacji: ul. Świętojańska 36/2, cza. Bardzo charakterystyczna, Jest to spektakl w klimacie obowiązku wobec ojczyzny 81-371 Gdynia, dostarczyć wywołująca salwy śmiechu, filmów Pedro Almodóvara. stawali do walki z okupantem osobiście lub przesłać poczkiedy śpiewa piosenkę „Gdzie W smutne, jesienne wieczo- w szeregach oddziałów konspi- tą elektroniczną: wspomniesię ukryłeś”, jako podstarzała ry przyda się Państwu „wypad” racyjnych świadomi związane- nia@gdynskiiks.pl z dodaharleyówa, jest Elżbieta Mro- do baru „Cafe Luna” w Teatrze go z tym ryzyka. A ryzyko było niem w temacie e-maila słowa zińska. Trzecia z pań to Barba- Miejskim w Gdyni. ogromne. Wiem to z własnego „Wspomnienia”. ra Olga Długońska - delikatna, Basia Miecińska doświadczenia. Małgorzata Łaniewska

Fot. Joanna Siercha

Na jesienny wieczór „CAFE LUNA” w Teatrze Miejskim w Gdyni „Cafe Luna” to sztuka napisana dla Teatru Miejskiego przez Annę Burzyńską. Treść sztuki jest prosta, wręcz banalna. Odwieczne czekanie kobiet na tego jedynego, najważniejszego, najlepszego w życiu mężczyznę. Trzy kobiety w różnym wieku siedzą w opustoszałym z racji późnej godziny barze. Asystuje im tylko znudzony barman, który z chęcią by się ich pozbył. Kobiety przychodzą tu co noc, aby wspominać, marzyć i oczekiwać ukochanego. Popijając drinki, kłócą się, wspominają swoje pierwsze spotkania i miłość. Nieważne, że to było dawno i krótko. Są rozczarowane, niekochane i niedowartościowane. Ale wierzą, że ich los się odmieni, bo niby dlaczego nie miałoby tak się stać? Dlatego tu siedzą w każdą noc. Ten jedyny nie musi być piękny, może, jak mówi jedna z nich, mieć „uśmiech kostuchy”, aby tylko kochał. Kobiety, oczekując na tego jedynego, nucą przejmujące piosenki. Śpiewają, prosząc Boga w modlitwie „Panie Boże, daj, proszę, faceta”. Po tej właśnie śpiewanej modlitwie pod koniec spektaklu zjawia się dawny ukochany wszystkich trzech kobiet. Na ironię przebrany jest za artystkę kabaretową. Ma na sobie krótką, seksowną sukienkę, buty na wysokich obcasach, perukę z burzy blond włosów. Jednak zostaje szybko zdemaskowany. To ukochany i wspominany przez każdą z nich. Kobiety zdzierają z niego przebranie i ubierają w pożyczone od barmana ubranie. Pragną, by choć

OPOWIEDZ NAM SWOJĄ HISTORIĘ

Nowy sezon teatralny w Teatrze Miejskim w Gdyni i nowa premiera „Cafe Luna”.

Fot. z archiwum rodzinnego

z województwa pomorskiego, która osiągnęła tak wielki sukces. Przygotowując uczniów do udziału w konkursie, mogłam zaobserwować ich ogromny rozwój. Nabrali oni pewności siebie oraz rozwinęli wiele umiejętności ważnych w XXI wieku, takich jak: współpraca, odpowiedzialność za siebie i innych, zdolność myślenia rozbieżnego, które pomaga odnaleźć się w wielu nowych sytuacjach – podkreśla terenerka Anna Drotlew Uczniowie uzyskali prawo do reprezentowania kraju podczas Azjatyckiej Olimpiady Kreatywności Destination Imagination, która odbędzie się w dniach 9-12 grudnia

realizacji marzeń. W zamian za wsparcie szkoła zaoferuje świadczenia reklamowe, takie jak: prezentowanie logo sponsorów w trakcie pobytu w Chinach, podziękowanie Darczyńcom w mediach, na stronie internetowej i na portalach społecznościowych, umieszczenie baneru reklamowego na hali sportowej szkoły. Jako pierwsza zaoferowała wsparcie Akademia Morska w Gdyni, za co młodzież serdecznie dziękuje. Wpłaty z dopiskiem „Destination Imagination” prosimy przekazywać na konto Stowarzyszenia Przyjaciół Gimnazjum nr 4 w Gdyni 63 1440 1026 0000 0000 1142 1512. Więcej szczegółowych informacji można uzyskać u opiekuna grupa – Anny Drotlew pod numerem telefonu 504 22 55 77. Alina Zielińska


6

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyńskie świątynie różnych religii (cz. 2) W poprzednim numerze opisałem dwie świątynie nierzymskokatolickie, które wywodzą się z tradycji katolickiej. Najwięcej jednak wyznań wywodzi się z tradycji protestanckiej. Najogólniej przyjmuje ona, że jedynym źródłem wiary jest Biblia składająca się z 66 ksiąg (katolicy i prawosławni przyjmują 73 księgi), zbawienie uzyskuje się przez łaskę (a nie uczynki), jedynym pośrednikiem jest Jezus Chrystus, odrzuca władzę papieża, jego nieomylność, kult świętych, obrazów i figur, a także dogmaty o Niepokalanym Poczęciu i Wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny. Wbrew powszechnemu mniemaniu protestanci uznają i wierzą w Matkę Boską; jedynie odrzucają kult maryjny. Protestanci uznają wyłącznie dwa sakramenty (chrztu i Komunii Świętej udzielanej pod dwiema postaciami), choć w niektórych wyznaniach w tej tradycji są niewielkie różnice. Komunia Święta najczęściej przyjmowana jest jako wyłącznie pamiątka Ostatniej Wieczerzy, podczas gdy doktryna katolicka naucza, że następuje przeistoczenie. Właściwie wszystkie wymienione poniżej wyznania akceptują te zasady. Przy ulicy Krasickiego można zobaczyć kaplicę Adwentystów Dnia Siódmego. To wyznanie powstało w XIX w. w USA. Cechą charakterystyczną ich

doktryny jest święcenie soboty (czyli biblijnego szabatu) zamiast niedzieli oraz nauka o świątyni niebiańskiej, czyli realnym miejscu w niebie, w którym usługuje Jezus Chrystus. Od 1844 r. trwa oczyszczanie tej świątyni. Jest ono przygotowaniem do ponownego nadejścia Jezusa i Sądu Ostatecznego. Wyznawcy tego kościoła uważają, że ciało ludzkie jest świątynią ducha i w związku z tym odrzucają wszelkie używki, w tym także mocną herbatę i kawę. Nie akceptują nauki o nieśmiertelności duszy. Praktykują chrzest jedynie dorosłych, Komunię Świętą oraz obrzęd umywania nóg, traktując go jako obrzęd pokory. Przy ulicy Akacjowej uwagę zwraca wysoka siedziba Kościoła Nowoapostolskiego. Nawiasem mówiąc, jest to siedziba ogólnopolska tego wyznania. Powstało ono również w XIX wieku. Wówczas jednym z bardziej znanych i aktywnych kaznodziejów był Edward Irwing. Jego nauki doprowadziły do powstania prądu zwanego irwingianizmem, który podzielił się na szereg wyznań i z nich właśnie Kościół Nowoapostolski jest największy. Wyznawcy uważają, że powstali jako wskrzeszenie urzędu

apostolskiego przed ponownym przyjściem Jezusa. Tym samym obecni przywódcy są następcami dwunastu apostołów, a naczelny duszpasterz nosi miano Głównego Apostoła. Akceptują trzy sakramenty – chrztu (udzielanego także dzieciom), Świętej Wieczerzy oraz święte pieczętowanie (w praktyce odpowiednik bierzmowania). Przy ulicy Oficerskiej natomiast można znaleźć zbór Kościoła Chrystusowego w RP. Nazwa może trochę się mylić z Kościołem Chrystusowym w Polsce, który ma swoją siedzibę w Sopocie. To dwa odrębne związki wyznaniowe. Uważają, że jedność należy zachować jedynie w sprawach zasadniczych, a różnorodność w kwestiach drugorzędnych, stąd doktryna obejmuje jedynie tematy podstawowe. Praktykują chrzest dorosłych. Jeszcze niedawno nie istniały w Gdyni kościoły zielonoświątkowe. Dzisiaj największy z nich Kościół Zielonoświątkowy ma 2 zbory (przy ulicy Karnkowskiego i Zamenhoffa). Zieloświątkowcy uważają, że zesłanie Ducha Świętego opisane w Biblii to nie wydarzenie jednorazowe, ale że poprzez głęboką modli-

twę można doznać tzw. Chrztu w Duchu Świętym połączonego z darami Ducha Świętego, takimi jak: dar mówienia językami, prorokowania, uzdrawiania itp. Cechą charakterystyczną jest spontaniczne uwielbianie Boga. Nabożeństwa są zatem pełne śpiewów, modlitw, klaskania, a nawet tańców. Mają surowe zasady moralne – odrzucają homoseksualizm, seks przed- i pozamałżeński, aborcję, eutanazję, niszczenie zapłodnionych komórek jajowych i manipulacje genetyczne. Akceptują antykoncepcję, ale z wyłączeniem środków wczesnoporonnych. Stosują wyłącznie chrzest osób dorosłych. Na zakończenie wyznanie budzące największe kontrowersje - Świadkowie Jehowy. Oni także wywodzą się z tradycji protestanckiej, choć dzisiaj ich doktryna ma niewiele wspólnego z podstawowymi zasadami protestanckimi. W przeciwieństwie do pozostałych wyznań odrzucają dogmat o Trójcy Świętej, uważając, że Stwórcą jest Bóg Ojciec o imieniu Jehowa (które należy czcić), natomiast Jezus jest jego pierwszym stworzeniem. Głoszą rychłe nadejście Królestwa Bożego, które zostanie poprzedzone

W listopadzie 1918 roku „wybuchła” Polska O przyjeździe Piłsudskiego działacze Polskiej Organizacji Wojskowej dowiedzieli się o 2 w nocy, nie było więc czasu, żeby powiadomić społeczeństwo Warszawy. Dopiero kilka godzin później ludzie wychodzący z kościołów przekazywali sobie informacje o powrocie Komendanta. Przed jego domem przy ulicy Moniuszki zbierały się tłumy. Piłsudski był   zmęczony, przez wiele godzin prowadził rozmowy, których celem było stworzenie koalicji z rządem fachowców. Miał niewiele czasu, żeby nareszcie zobaczyć się z rodziną   i   po raz pierwszy zobaczyć córkę Wandę, która urodziła się w lutym 1918 roku, kiedy przebywał w   więzieniu. Wszystkie jego myśli pochłaniały sprawy rodzącego się państwa.  Miał nadzieję, że w obliczu jego odbudowy zamilkną wszelkie spory i uda się przezwyciężyć istniejące różni-

ce. Najważniejszym zadaniem w tym momencie było stworzenie armii dla obrony młodego państwa polskiego. Warszawa jesienią 1918 r. pełna była wojsk niemieckich i polskich żołnierzy służących w „Polnische Wehrmacht”. Pod koniec października siły te przeszły pod władzę Rady Regencyjnej i dowództwo gen. Rozwadowskiego jako Polska Siła Zbrojna. W kawiarniach i na ulicach spotkać można było dowborczyków,  byłych legionistów i  zwolenników Piłsudskiego skupionych w Polskiej Organizacji Wojskowej. Działająca od 1914 roku POW w początkach 1918 roku skupiła się na stworzeniu masowego ruchu antyokupacyjnego skierowanego głównie przeciwko Niemcom. Dowództwo POW wyznaczyło do akcji dywersyjno - terrorystycznej tzw. oddziały lotne, których zadaniem było zdobycie broni i pienię-

dzy. Najgłośniejsza akcja miała miejsce pod Bąkowcem niedaleko Radomia. W wyniku napadu na pociąg oddziałów lotnych zdobyto 1.800 000 koron, co zapewniło POW swobodę działania. Działały również oddziały kobiece liczące około 800 osób. Zajmowały się one wywiadem, gromadziły broń i wykonywały pracę organizacyjną. W połowie października Komenda Naczelna w Warszawie zdecydowała się na akcje terroryzujące policję, ale spotkało się to z akcjami odwetowymi ze strony Niemców. Wszędzie zamachowcy umieszczali napisy „Precz z zaborcami, niech żyje Józef Piłsudski”. Już 1 listopada na rozkaz płk. Edwarda Rydza -Śmigłego POW przystąpiła do rozbrajania żołnierzy austriackich, a pomiędzy 7 a 10 XI Rydz przystąpił do realizacji planów wyzwolenia kraju, a następnie stworzenia armii.

Na terenie Warszawy rozkazał podjęcie czynnej akcji przeciwko Niemcom. Wysłannicy nie zdążyli wykonać jego instrukcji, bo 10 XI przyjechał Piłsudski. W Warszawie krążyły najróżniejsze opinie i plotki na jego temat. Powtarzano sobie, że był przyjacielem Lenina, jego żołnierzy nazywano „socjałami”, powołując się na to, że nie nosili korony na orzełku. O Piłsudskim mówiono, że był dobrym organizatorem akcji ekspriopriacyjnych. Z tych „bandyckich napadów”, jak określali te działania przeciwnicy Komendanta, finansowano m. in. pomoc dla rodzin uwięzionych bojowców. W pierwszym tygodniu listopada w Warszawie okupacja niemiecka przestała istnieć. Gubernator Beseler 8 XI potajemnie opuścił Warszawę, a oddziały Polskiej Siły Zbrojnej i POW rozpoczęły rozbrajanie Niemców Większość żoł-

Sądem Ostatecznym. Odrzucają naukę o nieśmiertelności duszy. Uważają, że wszyscy powinni poznać tę nowinę o nadejściu Królestwa Bożego i dlatego głoszą swoją naukę, chodząc po domach i stojąc przy stojakach z literaturą. Jak powszechnie wiadomo, odmawiają transfuzji krwi oraz służby wojskowej. Mają niezwykle surowe zasady moralne, odrzucają palenie tytoniu, hazard, gry liczbowe, pijaństwo, kłamstwo, oszczerstwo. Nie akceptują żadnych świąt i rocznic, takich jak Boże Narodzenie, Wielkanoc, Nowy Rok, urodziny, imieniny, rocznice ślubu itd. Jedynym wyjątkiem jest rocznica śmierci Jezusa (odpowiednik Wielkanocy). Ich kult jest niezwykle prosty, gdyż opiera się wyłącznie na studiowaniu Biblii i ich pisma „Strażnica”. Wyjątek stanowi chrzest (tylko dorośli) najczęściej odbywający się w czasie zgromadzeń na stadionach i halach oraz obchodzenie wspomnianej pamiątki śmierci Jezusa. W przeciwieństwie do innych wyznań chrześcijańskich rocznicę śmierci Jezusa obchodzą zawsze 14 dnia miesiąca nissan (wg kalendarza żydowskiego), a więc może mieć to miejsce w każdym dniu tygodnia. Chrztu i pamiątki nie traktują jako sakramentów. Z tych względów trudno nazwać ich obiekty mianem świątyń. Oni sami nazywają je „Salami Królestwa”. W Gdyni są dwie takie sale – przy ulicy Nasypowej i Kcyńskiej. Oprócz tych mniejszości religijnych można znaleźć wyznawców także innych wyznań chrześcijańskich, a również niechrześcijańskich jak np. hinduizm i buddyzm. Ale to już zupełnie inny temat. Dariusz Latoszek

nierzy, zmęczona czteroletnią służbą, oddawała broń bez oporu,. Gdzieniegdzie dochodziło do strzelaniny,10 XI po obu stronach były ofiary śmiertelne. Niemcom odbierano broń na ulicach i posterunkach, robiła to młodzież szkolna a nawet kobiety. Zakończenie wojny, koniec okupacji i radość z uzyskanej niepodległości wywołały euforię, nie czuło się chęci odwetu. Już wieczorem 11 listopada Warszawa była wolna nie tylko za sprawą ludności cywilnej, ale przede wszystkim na skutek współdziałania PSZ, POW, dowborczyków, oddziałów harcerskich i byłych legionistów. Niemcy zwrócili się do Piłsudskiego o bezpieczny przebieg ewakuacji, godząc się na polskie kierownictwo. Apel Komendanta do mieszkańców o spokój przyniósł spodziewane rezultaty tym bardziej, że postrzegany był jako mąż opatrznościowy, od którego domagano się rozwiązania trudnej sytuacji, jaką była rodząca się niepodległość. Jolanta Krause


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Bufiaste i zbyt długie rękawy sweterka i spódnica za kolano Dior

Sweter w warkocze

Klisze z lat 80 Nie jest konieczne, by tegoroczne jesienno - zimowe propozycje projektantów traktować jak sacrum. Ważne jest to, by z galimatiasu kolorów, faktur i form wybrać rzeczy najlepiej pasujące do figury, typu urody i temperamentu. Na wybiegach pojawiły się klisze ubrań z lat 80. uwypuklające ramiona. Począwszy od bluzek, a skończywszy na żakietach. I to odrobinę martwi, bo poszerzone materiałem ciało na linii barków skraca optycznie nawet najbardziej wysmukłą szyję. Na szczęście noszenie bufiastych rękawów nie jest obowiązkowe, bo - prócz tych charakterystycznych znaków modowych prezentowanych ongiś przez aktorki serialu „Dynastia” - w ofercie kreatorów znalazły się płaszcze i kurtki puchowe oversize świetnie otulające ciało, chroniące przed zimowymi mrozami, bez poduszek. Czy obszerne okrycia oznaczają odejście od obcisłych i krótkich kurteczek i ramonesek, znakomicie podkreślających walory szczupłej sylwetki, okaże się niebawem. Faktem jest, że niezaznaczające talii zbyt duże ubrania wychodzą naprzeciw osobom z nadwagą. Przyglądając się ręcznie dzierganym swetrom, można wieszczyć, że tej jesieni i zimy to one zrobią największą karierę. Dziane z wełny kardigany w barwie

sosny, ozdobione warkoczami, rombami, wzorami plastrów miodu czy liści okolonych ażurem, surduty sięgające za kolana skuszą najbardziej wybredne oko. Czyżby więc zaczęły się rządy maxi? Chyba jeszcze nie, ponieważ długość do połowy łydki nie jest absolutnie kanoniczna. Wśród demonstrowanych spódnic widać i krótkie, i wielowarstwowe z tiulu w kolorze karmazynu, rozszerzane, sięgające kolan i, co charakterystyczne, ozdobione kontrafałda- Szamerowany przód żakietu Dolce& Gabbana mi oraz wąskimi, dawno niewidzianymi na wybiegach, plisami. Wypatrzyć też można sukienki wąskie i obcisłe oraz w kształcie trapezu, z za długimi rękawami, symbolizujące powrót do kobieSztuczne cości, która ukryta za wprawfuterko dzie praktycznymi spodniami przez lata stała się niezauważalna, unisexualna. Sukienki, jeśli gładkie, są ozdobione koronką, falbankami, żabotem lub haftem motywów kwiatowych. Haftem wyrazistym kolorystycznie pokryte są mankiety, kołnierzyki czy całe spódnice. Czerwone kwiaty z muliny zdobią także

7 wiecznie modne jeansy. Na antypodach żeńskiego charme’u znalazły się kreacje z elementami typowo męskimi w formie ozdób mundurowych, nawiązujących do czasów Księstwa Warszawskiego. Dominującym kolorem jesienno–zimowych płaszczy jest popielaty we wszystkich jego odcieniach, elegancko komponujący się z barwą ochry, karminu czy bieli. Szerokie palta w tonie gołębich piór, ozdobione dosyć szerokimi rewersami łączone są z ciemnopopielatymi spodniami, uwaga, coraz szerszymi, o długości 7/8. I butami na platformach, na szczęście różnej grubości. Ale nie tylko. Do sukienek czy spódnic nosi się elastyczne lub zamszowe kozaki za kolano w różnych kolorach, na płaskiej podeszwie, niewysokim obcasie lub słupku rozszerzającym się od podeszwy ku dołowi. Projektanci nie pożegnali jeszcze obcisłych rurek, wiedząc, że żaden krój spodni, jak ten, tak dobrze nie podkreśli zgrabnych i długich nóg. Ale co zdarzy się wiosną w temacie fasonu nogawek, pozostaje na razie słodką tajemnicą. Dotychczas zostały skrócone do długości 7/8. Jako że polska zima nie lubi żartować, a jasnoszare płaszcze dość szybko się brudzą, kolejną godną uwagi propozycją kolorystyczną, z której warto skorzystać, są różne odcienie granatu, czerwieni i bordo. Clou sezonu to z przodu ciemnoniebieskich płaszczy dwurzędowe zapięcia na złote lub srebrne guziki. Na topie znajdują się również kabaty w biało-czarną kratę lub brązowo – beżową pepitkę. Na niektórych pokazach pojawiły się modelki w sztucznych futerkach w kolorze ostrego różu czy seledynu, z raglanowym rękawem i niedużymi torebkami uszytymi z tego samego sztucznego misia. Czy te ostre i odrobinę sztuczne akcenty kolorystyczne trafią na podatny grunt, to się jeszcze okaże. W każdym razie torebki nosić się będzie mniejsze, z frędzlami lub z aplikacjami, np. w kształcie złotych inicjałów producentów. Moda niczym zwierciadło odbija nastroje społeczeństwa, szczególnie niepewność i brak stabilności współczesnego świata. Dawno nie widziano takiego konglomeratu formy i kolorystyki jak podczas pokazów mody „jesień – zima 2016”. Wytworne suknie balowe, nawiązujące do czasów świetności i kontrastujący z nimi szamerunek wojskowy, zdobiący damskie żakiety przypominają o kruchości pokoju. Z kolei oferta ciepłych, luźnych swetrów z delikatnej włóczki jest dyskretną sugestią powrotu do robótek na szydełku czy drutach, bo tylko w ten sposób będzie można wykonać sweter o niepowtarzalnym wzorze i kroju, aby wyróżnić się w tłumie. A o to przecież w sztuce mody chodzi. Sonia Langowska


8

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

WĘDRUJĄC Z FUNDACJĄ FLY

Pokażemy Wam Polskę, jakiej nie znacie! Jak co roku zapraszamy Seniorów na unikalne wycieczki krajowe w ramach cyklu „Wędrując z Fundacją FLY”. Chcemy poznawać Polskę z zupełnie innej strony, nie wędrujemy utartymi szlakami, docieramy do miejsc niezwykłych, wartych propagowania, ale mało znanych. Razem odkrywamy ich piękno i opowiadamy o nim innym. Programy wszystkich wycieczek opracowujemy sami we współpracy z lokalnymi przewodnikami i znawcami regionów. Odwiedzamy hotele zanim zakwaterujemy w nich naszych seniorów, sprawdzamy na miejscu przewodników i ich umiejętności, korzystamy tylko ze sprawdzonych przewoźników. Jesteśmy dumni z tego, że co roku kilkaset osób wyjeżdża z nami w różne zakątki kraju, a po powrocie zachęca do tego samego swoich przyjaciół i znajomych. Na naszych wycieczkach: – poznajemy kulturę, ludzi, przyrodę i religie odwiedzanych miejsc – nie biegamy – zwiedzamy – wszystkie noclegi mamy w jednym miejscu – cena obejmuje wszystkie koszty (dojazd, zakwaterowanie, wyżywienie, wstępy, opiekę pilota i przewodnika, ubezpieczenie NNW (za granicą również KL), broszurę-przewodnik i pamiątkowy t-shirt) Zapraszamy do poznawania Polski z Fundacją FLY!

PODLASIE Termin: 3-9 maja 2017 Cena: 1.140 zł (dla posiadaczy legitymacji Fundacji FLY 1.090 zł)

Dzięki Przyjaciołom z Podlasia poznajemy ciekawych ludzi i prawdziwie wielokulturowy region z jego magiczną przyrodą. Odwiedzimy liczne cerkwie, skit, meczet, tatarską jurtę, synagogę, rezerwaty, pałace… W programie m.in. Supraśl, Białystok, Hajnówka, Białowieża, Bielsk Podlaski, Drohiczyn, Kraina otwartych okiennic, Cerkiew w Michałowie i Gródku (freski

Jerzego Nowosielskiego), Szlak tatarski: Sokółka, Kruszyniany, Muzeum Żydowskie w Tykocinie i wiele innych…

ROZTOCZE

ROZTOCZE Termin: 19-25 sierpnia 2017 Cena: 1.140 zł (dla posiadaczy legitymacji Fundacji FLY 1.090 zł)

Tereny dawnej Ordynacji zamojskiej to region piękny i mało znany. Bogata historia, perełki architektury, otwarci ludzie, niesamowita przyroda Roztocza – to trzeba zobaczyć. W programie m.in. zwiedzanie Krasnobrodu (uzdrowisko!) z jego sanktuarium, muzeum i skansenem przy klasztorze, cudownym źródełkiem i wieżą w starym kamieniołomie; Szumy nad Tanwią; kredowe podziemia w Chełmie i jego zabytki; Hrubieszów Prusa, Staszica i Zina; stary i wspaniale odrestaurowany Zamość; serce Ordynacji zamojskiej w Zwierzyńcu. Zobaczymy, jak od wieków tłoczy się olej i co naprawdę oznacza powiedzenie „lepszy rydz, niż nic”; sprawdzimy, co brzmi w Szczebrzeszynie – mieście trzech kultur, posmakujemy regionalnej kuchni…

PODKARPACIE Termin: 27 sierpnia – 2 września 2017 Cena: 1.140 zł (dla posiadaczy legitymacji Fundacji FLY 1.090 zł)

Bojkowszczyzna i Łemkowszczyzna dzisiaj… Bieszczad z jego biesami i czadami, zielone wzgórza nad Soliną, krośnieńskie szkło i podkarpacka nafta; z nutką nostalgii i humoru zapisanej na kartach „Zemsty” przez Aleksandra hrabiego Fredrę… W programie m.in. XVI-wieczny Zamek w Sanoku ze zbiorami ikon oraz największą kolekcją obrazów, rzeźb i fotografii Zdzisława Beksińskiego, największe w Polsce plenerowe Muzeum Budownictwa Ludowego (ar-

chitektura łemkowska), szlak architektury drewnianej Podkarpacia (Bojkowskie cerkwie), cudowne bieszczadzkie pejzaże, zamek w Kamieńcu, krośnieńskie Muzeum Podkarpacia i Muzeum Rzemiosła, Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowego w Bóbrce, Muzeum Zamkowe w Łańcucie ze stajnią, wozownią, storczykarnią i wystawą ikon, Muzeum Gorzelnictwa, zapora na Solinie i rejs statkiem po jeziorze Solińskim i wiele innych…

KOTLINA JELENIOGÓRSKA I DREZNO Termin: 29 lipca – 4 sierpnia 2017 Cena: 1.200 zł (dla posiadaczy legitymacji Fundacji FLY 1.150 zł)

Pałace, ogrody, Karkonosze i czar przedwojennych uzdrowisk z wypadem do sąsiedniego Drezna. W programie m.in. szklarskie tradycje regionu, wodospad na Szklarce, huta szkła kryształowego „Julia”, Dolny

POLESIE

PODKARPACIE


9

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo JELENIOGÓRSKIE

DOLNY ŚLĄSK

PODLASIE

LUBUSKIE I POCZDAM

Informacje i zapisy: Fundacja FLY, ul. Świętojańska 36/2, 81-372 Gdynia Tel. 693-99-60-88, e-mail: biuro@fundacjafly.pl Śląsk w miniaturze, uzdrowiska i zamki (Świeradów-Zdrój, Cieplice-Zdrój); Stolica Saksonii – Drezno (m.in. Plac Zamkowy, Zwinger, Zamek Królewski, Kościół Mariacki, Frauenkirche, tarasy Bruhla, rynek Starego Miasta); Karkonosze – Świątynia Wang w Karpaczu, Dolina Parków i Ogrodów (Wojanów, Łomnica, Mysłakowice), Jelenia Góra; Lwówek Śląski, Szwajcaria Lwówecka, Bolesławiec i jego ceramiczne tajemnice i wiele innych…

TAJEMNICZY DOLNY ŚLĄSK i PRAGA Termin: 10-16 czerwca 2017 Cena: 1.200 zł (dla posiadaczy legitymacji Fundacji FLY 1.150 zł)

Podziemne Miasto, Skalne Miasto, szyby i sztolnie, Góry Stołowe, uroki uzdrowisk i potęga CK-twierdzy... W programie m.in. perła Dolnego Śląska - zamek w Książu; Kotlina Kłodzka (Kaplica Czaszek i Skansen w Kudowie-Zdroju, panorama Gór Stołowych, Twierdza Kłodzka, Kopalnia Złota w Złotym Stoku. Poznamy Szlak Podziemi - Podziemne Miasto w Osówce. Zobaczymy pałace Dolnego Śląska, Góry Sowie, i oczywiście stolicę Dolnego Śląska – przeuroczy Wrocław. Poznamy tajemnicę warzenia piwa „Opat” w browarze Broumov. Odwiedzimy także stolicę naszych południowych sąsiadów – Pragę (m.in. rynek i stare miasto, Hradczany, katedra św. Wita, Most Karola).

POLESIE LUBELSKIE Termin: 25 czerwca – 1 lipca 2017 Cena: 1.140 zł (dla posiadaczy legitymacji Fundacji FLY 1.090 zł)

Urocze i mało znane tereny leżące między Podlasiem a Roztoczem. W programie m.in. stary Lublin wraz z zamkiem, starówką, podziemną trasą i bogatym skansenem, w którym czas zatrzymał się i nie goni nikogo. Przejdziemy suchą stopą przez bagna Poleskiego Parku Narodowego i przyjrzymy się rosiczce. Zaznamy uroków Nałęczowa, zobaczymy pierwsze na świecie muzeum w Puławach w parku pałacu Czartoryskich, poczujemy na dobre klimat bohemy w Kazimierzu nad Wisłą. Spojrzymy na Wisłę z ruin zamku w Janowcu. Zwiedzimy rezydencję Zamojskich w Kozłówce. Zapuścimy się nad Bug do Włodawy (Muzeum Synagogalne), a także nawiedzimy Monaster św. Onufrego w Jabłecznej. Zwiedzimy Kodeń i Krainę Rumianku. Polesie jest piękne!

ZIELONOGÓRSKIE – SZLAKIEM WINA I MIODU Termin: 5-11 września 2017 Cena: 1.200 zł (dla posiadaczy legitymacji Fundacji FLY 1.150 zł)

Zielonogórskie winobranie słynie w całej Polsce i dlatego naszą wycieczkę organizujemy w czasie, gdy w stolicy lubuskiego świętuje się winne żniwa. W programie Zielona Góra

z jej uroczą starówką, Palmiarnią i bachuskami. Zobaczymy kościoły i zamki joannitów (Rycerzy Maltańskich), pałace i ogrody, podziemia Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. malownicze ujście Warty do Odry, czy Szlak Kościołów Drewnianych. Staniemy u stóp świebodzińskiego megapomnika Chrystusa Króla. Od pszczelarza posiadającego ponad dwa tysiące uli dowiemy się wiele o hodowli pszczół i pozyskiwaniu miodu, którego z przyjemnością skosztujemy. Odwiedzimy Poczdam z jego największymi atrakcjami - rezydencją Cecilienhoff, w której miała miejsce konferencja poczdamska oraz pałac i ogrody Sanssouci. Zgłębimy tajemnicę prowadzenia winnicy i spróbujemy zielonogórskiego wina. Weźmiemy także udział zielonogórskim winobraniu..

KIELECCZYZNA I GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE Termin: 9-15 lipca 2017 Cena: 1.140 zł (dla posiadaczy legitymacji Fundacji FLY 1.090 zł)

Kielce - świętokrzyska stolica (Kadzielnia najpiękniejszy kamieniołom, malownicza Skałka Geologów, pomnik dzika (jedyny w Polsce), Park Staszica, Aleja Gwiazd, Ulica Sienkiewicza, Wzgórze Zamkowe). Dąb Bartek. Zamek w Chęcinach. Jaskinia Raj. Sandomierz – Wzgórze Zamkowe, wąwóz św. Jadwigi do Kościoła św. Jakuba z portalem niebios; ucho igielne, Rynek

z ratuszem, Brama Opatowska, Collegium Gostomianum, Dom Długosza oraz Katedra. Ujazd – Zamek Krzyżtopór. Św. Krzyż (inaczej nazywany Łysą Górą 595 m n.p.m): Świętokrzyski Zespółu Klasztorny: kościół Świętej Trójcy, Kaplica Oleśnickich z relikwiami Krzyża Świętego, krypty ze spoczywającym w nich Jeremim Wiśniowieckim, Muzeum REKLAMA

Misyjne Ojców Oblatów. Zamek w Bodzentynie. Ćmielów – Żywe Muzeum Porcelany. Opatów – kolegiata Św. Marcina. Szydłów - polskie Carcassone. Kurozwęki - w krainie świętokrzyskich bizonów i pałac Popielów z XIV w. Rytwiany – Pustelnia Złotego Lasu i Muzeum Filmu „Czarne Chmury”, którego akcja rozgrywała się w Rytwianach.


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Fot. forum.leroymerlin.pl

10

Aranżacja mieszkania Kiedyś moda wnętrzarska zmieniała się co pokolenie lub dwa, w XX wieku co dekadę. Ostatnio każdy rok przynosi zmiany, a równolegle funkcjonuje wiele stylów. Żeby się w tym nie pogubić, trzeba zrobić jakiś plan. Po pierwsze i najważniejsze - trzeba sobie odpowiedzieć na jedno pytanie: jakie REKLAMA

wnętrza lubię najbardziej? Warto przypomnieć sobie te mieszkania, w których od razu poczuliśmy się dobrze. Można przejrzeć pisma wnętrzarskie, żeby podpatrzeć najciekawsze pomysły, wybrać coś dla siebie, czasem można też znaleźć proste triki na upiększenie mieszkania. Kiedy już wiadomo, co lubimy, a czego nie, ła-

twiej będzie podejmować konkretne decyzje. Zróbmy przegląd tego, co mamy w domu. Nie wszystkie meble musimy wystawiać za drzwi, czasem niewielkie zabiegi pomogą nadać im nowe życie. W szafkach i pawlaczach mogą też czekać na lepsze czasy modne teraz dodatki. Dokupujmy tylko to, co naprawdę jest potrzebne. Szkoda kasy. Dobrze jest przemyśleć starannie kwestię kolorów. Nie każdemu będzie odpowiadał styl skandynawski, wszechobecna biel i szarość. Jeśli ktoś lubi np. bordo czy fiolet, to nie powinien się przejmować, że akurat w tym sezonie te kolory nie są modne. To jego mieszkanie i jemu ma być w nim dobrze. Najlepiej ustalić paletę składającą się z 2-,3 kolorów i tego się trzymać. Łatwo przesadzić i wtedy mieszkanie zamiast przytulne, stanie się męczące dla właściciela. Pamiętajmy też, że nie każdy kolor pasuje wszędzie. Przemyślmy, czy aby na pewno będzie się dobrze spało w pomarańczowej sypialni? Warto też zadbać o dobre oświetlenie. A dobre, to znaczy

Fot. forum.leroymerlin.pl

W wystroju wnętrz, jak w modzie, trendy zmieniają się co roku. Nowe kolory, nowe aranżacje, zupełnie inne meble. Wnętrze, jak garderobę, możemy co roku odświeżyć, czerpiąc inspirację z najnowszych katalogów. Ale nie dajmy się zwariować. To nasze mieszkanie i nam przede wszystkim powinno się podobać.

wielopunktowe. Jedna lampa sufitowa to stanowczo za mało. Lampy powinny pojawić się w różnych miejscach, oświetlać odpowiednio różne strefy użytkowe. Wtedy, kiedy trzeba, pokój zaleje jasne światło, a innym razem stworzymy ciepły, rodzinny nastrój. Spróbujmy spojrzeć na wnętrze inaczej. Zamiast ustawiać meble pod ścianami, przemyślmy, jakie strefy są nam potrzebne np. wypoczynkowa, jadalniana, może kąt do pracy. Warto zaznaczyć te stre-

fy meblami. Środek pokoju nie musi być pusty. Strefa do tańca nie jest przecież potrzebna nikomu na co dzień. To, co ważne przy aranżowaniu na nowo własnego mieszkania, to właśnie to, że jest ono nasze, własne. Nie na pokaz, nie do żurnala, tylko dla tych, którzy w nim mieszkają. Ma być dla nich prawdziwym domem, w którym czują się dobrze. A czy jest to zgodne z najnowszymi trendami, to już kwestia drugorzędna. Aleksandra Rekuć


11

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Miasto (nie)zrównoważone

Fot. radradzi

Władze Gdyni zapytały w tym roku swoich mieszkańców, jak powinno wyglądać miasto w roku 2030. Zdaniem gdynian największym zagrożeniem jest niekontrolowany wzrost ruchu samochodowego, a za największą potrzebę uznali budowę terenów rekreacyjnych i pozostawienie więcej przestrzeni dla pieszych, zwłaszcza w centrum miasta, któremu grozi paraliż komunikacyjny.

Fot. radradzi

To, co dla mieszkańców państw wysoko rozwiniętych stało się oczywiste w latach osiemdziesiątych XX w., w Polsce wciąż uważane jest za fanaberie grupy nawiedzonych „eko-terorystów”. Tymczasem przyszłość jest nieunikniona – miasta są dla ludzi, a ludzie poruszają się po nich różnymi środkami lokomocji. Przestrzeń jednak nie jest z gumy, widać to zwłaszcza w śródmieściach. Rozpoczął się bój o dominację na ulicach. Z roku na rok przybywa samochodów. Ich liczba w Polsce (liczona statystycznie na każde 1000 mieszkańców) przekroczyła średnią unijną już w 2013 r. I ciągle rośnie. Na ulicach jest więc coraz ciaśniej, coraz trudniej jest znaleźć miejsce parkingowe, hałas staje się nie do wytrzymania, szczególnie w centrum miasta. Rośnie też poziom zanieczyszczenia powietrza. Świat ocknął się w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku i postawił na zrównoważony rozwój. Ideę tę zdefiniował raport WCED z 1987 r. – „Nasza wspólna przyszłość”: Na obecnym poziomie cywilizacyjnym możliwy jest rozwój zrównoważony, to jest taki rozwój, w którym potrzeby obecnego pokolenia mogą być zaspokojone bez umniejszania szans przyszłych pokoleń na ich zaspokojenie.” Na nas, obecnych mieszkańcach miast, spoczywa obowiązek zadbania, żeby tu się po prostu dało żyć również w przyszłości. Europa poszła w kierunku odzyskiwania w centrach miast przestrzeni dla ludzi. Przeprowadzono wiele badań zakrojonych na szeroką skalę, sprawdzono natężenie ruchu i jego wpływ na życie mieszkańców, zapytano samych zainteresowanych, czego tak naprawdę oczekują, co najbardziej utrudnia im życie. Wykorzystano niezależne badania naukowe do przeanalizowania i zdefiniowania zagrożeń. Wszędzie wnioski z tych badań były takie same. Należy wyprowadzić większość ruchu samochodowego z centrów, zmienić nawyki komunikacyjne, przebudować miasta tak, żeby stałe się bardziej przyjazne dla wszystkich użytkowników. Na takich zmianach najwięcej tracą zmotoryzowani. To od nich oczekuje się, że ustąpią, przesiądą się do komunikacji miejskiej lub na rowery. I jeszcze, że będą się z tego cieszyć. Ale to, że zmiany są konieczne, widać wszędzie. Także w Gdyni. Od kilku lat dys-

kutowane są kierunki rozwoju komunikacji w mieście. Padają różne propozycje. Z jednej strony poszerzenie ulic i zwiększenie ich przepustowości. W obliczu rosnącej liczby samochodów rozwiązanie wydaje się słuszne. Przejedzie ich więcej, będą krócej stać w korkach. Tylko czy aby na pewno? Doświadczenia państw, które ten etap mają za sobą, wskazują na coś diametralnie odmiennego. Poszerzone ulice generują większy ruch i wzrost liczby użytkowników. W efekcie korki rosną, bo wszystkich ulic poszerzyć się nie da. Szybszy przejazd przez centrum odbija się na bezpieczeństwie innych użytkowników. Brak miejsc parkingowych sprawia, że kierowcy krążą w poszukiwaniu wolnych paru metrów, tracąc czas i nerwy. A potem często i tak muszą dojść pieszo, i to dość daleko. Postulat budowania parkingów wielopoziomowych jest trudny do wykonania. Po pierwsze, kto ma to robić, po drugie, na czyich terenach, po trzecie – kto będzie je obsługiwał i z jakiego źródła? Zwłaszcza, że jest oczekiwanie, że parkingi będą bezpłatne. Może zatem przesiąść się na rower? I zdrowo i modnie. Tylko niezbyt bezpiecznie. Rowerzyści to właściwie miejski wróg publiczny nr 1. Często zresztą na własne życzenie. Lawirują między samochodami, pędzą

po chodnikach, strasząc przechodniów i przejeżdżając przez przejścia dla pieszych. Żeby choć trzymali się na tych przejściach prawej strony! Trzeba sobie jednak powiedzieć jedno. W Gdyni bardzo trudno jest być rowerzystą. Brakuje dróg rowerowych, a wiele dotychczasowych inwestycji jest, delikatnie mówiąc, kontrowersyjna. Cykliści walczą o każdy centymetr, o prawo do kontra ruchu, pokazują opracowania, dane z innych miast, które lepiej sobie radzą z tym problemem. Na razie idzie jak po grudzie.

Postulat budowania parkingów wielopoziomowych jest trudny do wykonania. Po pierwsze, kto ma to robić, po drugie, na czyich terenach, po trzecie – kto będzie je obsługiwał i z jakiego źródła? Zwłaszcza, że jest oczekiwanie, że parkingi będą bezpłatne. Wcale nie lepiej mają piesi. Chodniki, jak sama nazwa wskazuje, służą do parkowania

samochodów i jazdy na rowerze. A, i jeszcze do chodzenia. Jeśli ktoś nie ma innego wyjścia i musi. Wędrówka pieszo w centrum to dopiero jest sport ekstremalny. Jeśli uda mu się przecisnąć bezpiecznie między ścianą, a zaparkowanymi autami, umknąć rozpędzonym często rowerzystom i zapragnie przejść na drugą stronę, to musi wykazać się kondycją. Światła, zwłaszcza te w systemie Tristar (z obserwacji autora), są dla szybkich i sprawnych. Ludzie starsi, mniej sprawni, rodzice z małymi dziećmi lepiej niech się trzymają swojej strony ulicy albo wybierają przejścia dwuetapowe. Wtedy może zdążą. Żeby jednak być sprawiedliwym, piesi to nie tylko ofiary nadmiernego ruchu w śródmieściu. To często także jego skuteczne zagrożenie. Niektórzy nie uznają wyznaczonych pasów. Nikt im nie będzie mówił, gdzie mają przechodzić przez jezdnię. Mają swój rozum i wiedzą lepiej. I niech się kierowcy w swoich blaszakach nie zachowują tak, jakby jezdnia była tylko dla nich. Przed decydentami miasta wielkie wyzwanie. Trzeba będzie pogodzić ogień z wodą. Z przeprowadzonych ostatnio konsultacji społecznych jasno wynika, że gdynianie chcą w mieście więcej zieleni, przestrzeni do odpoczynku, bezpieczeństwa i zmniejsze-

nia ruchu samochodowego. Mieszkańcy centrum, bo to oni najliczniej wzięli udział w badaniach, postulują uspokojenie ruchu, odbudowanie terenów zielonych, proszą o infrastrukturę dla ludzi, nie dla samochodów. W perspektywie najbliższych 15 lat Gdynia musi wypracować zmiany, które rozpocząć się muszą w głowach wszystkich użytkowników przestrzeni miejskiej. Trzeba uwierzyć wynikom badań, że pieszy łatwiej dotrze do sklepu czy zakładu usługowego, bo idąc, widzi więcej niż kierowca, który nawet w strefie tempo 30 skupia się na wymijaniu zaparkowanych aut i szukaniu miejsca dla siebie. Trzeba przekonać mieszkańców wszystkich dzielnic do komunikacji miejskiej. A to można osiągnąć tylko dzięki jej dostępności i dobrej siatce połączeń. Powinno się dać rowerzystom szansę na swobodne przemieszczanie po wyznaczonych drogach, dać im szansę do bycia nieuciążliwym dla innych. Rowerzystów będzie przybywać i nie ma co udawać, że się tego nie widzi. Wszyscy chcemy żyć w przyjaznym, czystym i bezpiecznym otoczeniu. Ale możemy to osiągnąć tylko wspólnym wysiłkiem. Jeśli każdy się troszkę posunie, to zmieścimy się wszyscy. A przecież o to chyba chodzi. Aleksandra Rekuć


12

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Fot. buroma.com

Zespół cieśni nadgarstka

Zespół cieśni powstaje na skutek intensywnego i długiego ucisku nerwu pośrodkowego na poziomie nadgarstka, a zjawisko zmniejszenia wolnego miejsca dla tego nerwu nazywa się ciasnotą kanału nadgarstka. Nerw pośrodkowy na poziomie nadgarstka odpowiada za czucie, potliwość, grę naczyniową (a więc możliwość adaptacji do zimna) kciuka, palców wskazującego i środkowego. Przyczyną objawów choroby jest najczęściej obrzęk zapalny nerwu lub tkanek otaczających oraz zwyrodnieniowe lub pourazowe zmniejszenie ograniczonej przestrzeni kanału nadgarstka. Początkowy ucisk na włókna nerwu pośrodkowego doprowadza do zaburzenia ich odżywiania, co wywołuje wtórny obrzęk i nasila dolegliwości. Objawy schorzenia to początkowo: uczucie mrowienia w nadgarstku i w okolicy kciuka palca wskazującego i środkowego oraz połowy palca serdecznego, zanik mięśni kłębu, osłabienie chwytu i brak możliwości zaciśnięcia REKLAMA

ręki w pięść, brak precyzji oraz wypadanie przedmiotów trzymanych w ręku. Objawy wynikają z bezpośredniej kompresji nerwu pośrodkowego w obrębie kanału nadgarstka. Początkowo dolegliwości występują najczęściej w nocy, nasilając się przy podniesionej kończynie, a zmniejszając po jej opuszczeniu. Często chory po przebudzeniu, odczuwając mrowienie w ręku, ignoruje je, tłumacząc to nieprawidłowym ułożeniem podczas snu. Kiedy choroba się nasila, mrowienie i ból mogą budzić chorego w nocy Objawy nasilają się również przy czyn-

nościach wykonywanych przy zgięciu nadgarstka, takich jak np. kierowanie samochodem lub mycie naczyń. Najczęstszymi przyczynami ucisku nerwu, odpowiedzialnymi za występowanie tego zespołu, są przerastanie troczka ścięgien mięśni zginaczy nadgarstka, zmiany zwyrodnieniowo-wytwórcze kości nadgarstka oraz obrzęk pochewek ścięgien znajdujących się w kanale nadgarstka. Schorzenie to może być wynikiem reumatoidalnego zapalenia stawów, czy też efektem łamania stawu nadgarstkowego, ale również może

mieć charakter zawodowy. Powodować ją może wtedy np. długotrwałe używanie myszki komputerowej. Wywołują ją również anatomiczne anomalie rozwojowe jak dodatkowe ścięgna czy mięśnie. REKLAMA

Początkowo przy leczeniu zespołu cieśni nadgarstka wykorzystuje się wszelkie dostępne metody nieoperacyjne, głównie zabiegi fizjoterapeutyczne, takie jak terapia dłoni mająca na celu zmniejszenie ucisku na nerw pośrodkowy oraz zabiegi z zakresu fizykoterapii mające na celu zmniejszenie obrzęku i stanu zapalnego. W sytuacji, gdy leczenie zachowawcze nie przynosi efektu lub też objawy zespołu powracają, należy rozważyć podjęcie decyzji o leczeniu operacyjnym. Ewelina Kniga


13

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo CZTERY I DWA KÓŁKA

Kupujemy samochód używany Znane porzekadło mówi, że każdy kierowca, właściciel samochodu cieszy się dwa razy; raz, kiedy go odsprzedaje i drugi raz, kiedy kupuje kolejne auto. Tę pierwszą sytuację na razie zostawmy, a zajmijmy się tą drugą kwestią.

Jedną z najlepszych form zakupu jest bezpośredni kontakt z właścicielem upatrzonego samochodu. Osobista rozmowa daje szanse zapoznania się z historią auta, mamy również możliwość odbycia jazdy próbnej, możemy prowadzić negocjacje ceny i dokonać zakupu bez marży. Istotna uwaga dla sprzedających: zamieszczenie ogłoszenia o sprzedaży za szybą pojazdu może być potraktowane przez straż miejską i policję jako prowadzenie handlu obwoźnego i obciążone odpowiednią opłatą. Takie teraz nastąpiły zmiany w przepisach. Giełdy samochodowe to raczej już historia, a jeszcze nie tak dawno na placach Słomczyna, Poznania czy Pruszcza Gdańskiego stało tysiące aut oczekujących na nabywców. Atutem była lokalizacja, możliwość odbycia krótszej lub dłuższej jazdy testowej, zawarcie transakcji na miejscu oraz natychmiastowe jej uczczenie kawą lub pachnącą kiełbasą z rożna. Kiedyś bardzo popularnym miejscem poszukiwań ofert były profesjonalne gazety z ogłoszeniami np. Giełda samochodowa czy Anonse. Obecnie tę rolę na rynku przejął Internet. Jest to największe źródło wiedzy o sprzedaży aut używanych. Na naprawdę wielu portalach możemy odnaleźć dziesiątki tysięcy ofert. Jednak i ta propozycja ma kilka wad. To my musimy udać się po wybrany samochód, nierzadko bardzo daleko, co znacznie podnosi koszty jego nabycia. Opisy ogłoszeń internetowych są albo niepełne, albo mijające się z prawdą o faktycznym stanie technicznym auta, a załączane zdjęcia często retuszowane w Photoshopie. Zdarza się też, że po przyjeździe na miejsce auta już nie ma „bo właśnie przed godziną został sprzedany”. Komisy samochodowe są bardzo różnorodne, od dużych, zadbanych i profesjonalnie prowadzonych, do małych należących często do przypadkowych osób, niewiele znających się na motoryzacji. Zarówno na tych większych, jak i na „ tych na klepisku”, królują auta sprowadzone z Zachodu. Sporo ma po-

Fot. www.freepik.com

Gdzie znajdziemy oferty sprzedaży samochodów używanych

wypadkową przeszłość, są porozbijane i byle jak naprawione. Plagą jest też to, że wiele aut ma cofnięte liczniki przebiegu; niby legalnie, ale tylko wówczas, kiedy ten fakt nie jest znany handlującemu. Komisy zlokalizowane przy autoryzowanych punktach dilerskich to dobre miejsce do zakupu. Prawie wszystkie ASO prowadzą wyspecjalizowane programy sprzedaży aut używanych utworzone przez oficjalnych importerów. Największe programy to Das Welt Auto grupujące VW, Skodę i Seata, Autoexpert Fiata, Toyota Pewne Auto, Ford używane czy Opel Gwarantowane. Zalety zakupu auta właśnie w takim programie to: dokonany pełny przegląd przez dilera, wymienione zepsute i wyeksploatowane części, możliwość uzyskania gwarancji, no i pewność, że zawsze można wrócić w to miejsce, bo przecież diler szybko się nie „zwinie”. Jaki samochód wybrać Kryteria, jakimi kierują się kupujący, są bardzo różne. Moim zdaniem, najbardziej istotnym czynnikiem powinna być potrzeba posiadania samochodu np. tylko do jazdy po mieście, dla całej rodziny, na dojazdy do pracy, na długie trasy przemierzane przez handlowców, do zarobkowania. To kryterium w obecnym czasie wydaje się być najważniejsze, bo

tzw. wożenie powietrza mija się z celem i generuje niepotrzebne koszty. Pamiętajmy, duże auto to najczęściej duży silnik, spore spalanie (Pb) i znacznie większe opłaty ubezpieczeniowe. Praktyczność i ekonomia przede wszystkim. Lamborgini pozostawmy snobom. Drugi czynnik to zasobność portfela wskazująca i mająca przełożenie na wiek samochodu i jego eksploatowanie. Bardzo korzystny wybór to zakup auta 2 –, 4 - letniego. Dlaczego? Nabywca auta nowego „zainwestował” już w utratę wartości, jaka ma miejsce zaraz po wyjeździe za bramę salonu, ale nadal samochód jest nowoczesny, jeszcze z gwarancją, Koszty utrzymania, a przede wszystkim serwisu, będą niskie. Złotym środkiem wydaje się też być zakup auta mającego 5, 6 lat. Możemy tu znaleźć zadbany egzemplarz z pierwszych rąk, z wiarygodnym przebiegiem nie przekraczającym 100 tys. km. Dla auta z silnikiem benzynowym nie będzie oznaczało to większej awaryjności; z dieslem, szczególnie turbodislem może już być różnie. Znacznie maleje cena aut 10 - letnich i starszych, ale ryzyko niebotycznie rośnie. O ile w klasie aut małych i średnich trafimy na prawdziwą perełkę, to w klasie aut dużych, luksusowych możemy wpaść na przysłowiową minę, którą będzie np. potrzeba wymiany silnika, bądź całego zawieszenia,

co może przekroczyć całkowitą wartość auta. Trzeci czynnik, niemniej ważny, to jak ma być zasilane nasze nowe auto: benzyną, gazem, czy olejem napędowym. To zagadnienie przedstawię szerzej w drugiej części artykułu. Dopiero na samym końcu postawiłbym na markę i modę. Jedni poważają tylko auta niemieckie, bo są podobno solidne. No, może kiedyś – bo obecnie w rankingach są bardzo daleko, natomiast przyznać trzeba, że łatwo dostępne są części i jest wiele wyspecjalizowanych warsztatów naprawczych. Auta japońskie, nowoczesne, bezawaryjne, ale z drogim serwisem. Auta koreańskie, „depczące po piętach” markom japońskim, coraz ładniejsze i dobre technologicznie i,co ważne, tańsze od japońskich. Auta francuskie, generalnie najbardziej komfortowe, z dość tanim serwisem, ale i sporą usterkowością. Jak zawsze jest też Fiat, ze sporą paletą aut i możliwością napraw prawie wszędzie. A moda? Cóż zmienia się szybko, przeminął czas sedanów i vanów, teraz na topie są SUWy i crossowery. Wybór jest bardzo subiektywny. Bezpieczny zakup czyli prawidłowa dokumentacja Kupować prywatnie czy od firmy? Zawsze rzecz używana posiada tzw. rękojmię. Jednak-

że zakres odpowiedzialności osoby prywatnej sprzedającej auto jest mniejszy niż firmy, przy czym sprzedający i tak bezterminowo odpowiada za wady przez niego utajone. Podstawowa zasada jest jedna, zawsze upewnijmy się, od kogo kupujemy auto i nigdy, pod żadnym pozorem, nie podpisujmy dokumentów in blanco. Występuje kilka rodzajów dokumentów przeniesienia własności, a zależy to od sprzedającego – czy jest osobą fizyczną, czy podmiotem działalności gospodarczej. Umowa kupna-sprzedaży to dokument, gdy sprzedającym jest osoba fizyczna. Jeśli jednak cena pojazdu przekracza 1000 zł, dodatkowo trzeba będzie wypełnić druk PCC-3 i uiścić 2% podatku w urzędzie skarbowym. Faktura VAT marża wystawiana jest przez firmę, która obraca towarem handlowym – samochodem - w celu dalszej odsprzedaży. Faktura VAT z pełnym 23% procentowym vatem służy zakupowi na firmę. Można będzie go odliczyć, obniżając koszty w prowadzonej firmie. O ekonomicznych aspektach zakupu samochodu używanego, sposobach jego sfinansowania, różnorodnych trikach sprzedających, jak nie dać się oszukać, napiszę w kolejnej, drugiej części artykułu już w następnym wydaniu. X


14

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Międzypokoleniowy Festiwal Filmowy Fundacja „Kreatywnie Pokoleniom” organizuje Międzypokoleniowy Festiwal Filmowy „Koziołek Matołek łączy pokolenia”. Jego celem jest rozwijanie talentów dzieci i młodzieży poprzez twórczość filmową z wykorzystaniem doświadczeń ludzi różnych pokoleń. Festiwal ma charakter międzynarodowy i skierowany jest do wszystkich, którzy są kreatywni i mają ochotę na wspólną zabawę. Szukamy osób o różnych talentach, którzy chcą przeżyć filmową przygodę. Efektem artystycznych działań zespołów mają być maksymalnie 10-minutowe filmy ilustrujące „Drugą księgę przygód Koziołka Matołka”. Mogą

być one efektem współpracy grup nieformalnych różnych placówek, takich jak: przedszkola, szkoły, domy kultury, świetlice środowiskowe, domy dziecka, kluby seniora czy kluby młodych mam. Projekt łączy ludzi o różnych zainteresowaniach, jest otwarty na różnorodność i daje możliwość łączenia dowolnych technik artystycznych, takich

w Gdyni zostanie zaprezentowanych 5 najciekawszych filmów przed profesjonalnym jury: Katarzyną Figurą, Elżbietą Benkowską, Maciejem Damięckim, Cezarym Kwiecińskim i Robertem Tonderą. Zwycięski zespół otrzyma zaproszenie na warsztaty filmowe organizowane przez Gdyńską Szkołę Filmową. Festiwal wpisuje się w filmowy charakter Gdyni obcho-

jak: pantomima, recytacja, animacja, taniec, śpiew, gra aktorska, teatr kukiełkowy, rzeźba itp. Każda filmowa scena może być zrobiona inną techniką, a konkursowe filmy mogą otrzymać formę artystycznego kolażu. Filmy należy nadsyłać do 20 listopada 2016 r. Wszystkie dzieła zostaną zaprezentowane internetowej publiczności, a 7 grudnia 2016 r.

Pofestiwalowe refleksje uczniów klasy II A Od kilku lat uczniowie Gimnazjum nr 4 biorą udział w Festiwalu Filmów Fabularnych. Oglądają filmy, uczestniczą w spotkaniach z twórcami, piszą recenzje. Swoimi wrażeniami podzielą się z Państwem Natalia, Roksana, Zuzanna, Agata z klasy II A.

Na granicy z … Film pod tytułem Na granicy rozpoczął się bardzo ciekawie i tajemniczo. Ojciec z dwójką synów wybrał się na wyprawę w Bieszczady. Zamieszkują w odciętej od cywilizacji górskiej bazie, gdzie panują trudne warunki. Pewnego dnia zjawia się nieznajoma osoba. Zakłóca ich pobyt, powoduje zamęt i niepokój. Reżyserowi filmu Wojciechowi Kacperskiemu udało się stworzyć klimat, jaki panuje w thrillerze. Zimowy nastrój wywoływał ciarki i dreszcze. Jeśli chodzi o akcję, była przewidywalna, a film sam w sobie nudny i monotonny. Uwagę widza przyciągało jedynie miejsce akcji i czołówka. Większość aktorów odegrała swoją rolę dobrze, świetnie okazywała emocje i uczucia. Niestety, niektórzy mówili za cicho, a na dodatek zbyt głośna muzyka ich zagłuszała. Sądzę, że każdy powinien sam ocenić ten film, ponieważ każdy ma swój gust. Jednak, moim zdaniem, ten film marnuje nasz czas, nie jest w stanie zainteresować widza. Być może dla fanów thrillerów klimat, jaki panuje, jest ciekawy i godny uwagi, ale dla młodzieży i miłośników komedii nie. Zuzanna Pawlak Łzy i śmiech Niedawno miałam przyjemność obejrzeć Planetę singli w reżyserii Mitji Okorna. Film

zaprezentowano na 41. Festiwalu Filmowym w Gdyni. Komedia romantyczna, intrygujący tytuł oraz sam fakt występowania tej projekcji na festiwalu motywowały mnie do bardziej szczegółowej oceny, która zmieniała się z każdą minutą seansu oraz potrzebna mi była do napisania tej oto recenzji. Cała klasa była ciekawa tego filmu. Szliśmy do teatru, wymieniając między sobą poglądy, snując domysły, jak to wszystko będzie wyglądało. W końcu weszliśmy do ogromnej sali, w której ku memu zdziwieniu widać było puste fotele. Usiedliśmy na swoich miejscach, zgasły światła. Na ekranie zobaczyliśmy czołówkę festiwalu. Zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie. Poczułam, że jestem na ważnym wydarzeniu i nie mogę zachowywać się tak, jak chcę, lecz obowiązują mnie pewne normy. Patrzyłam dalej na ekran. Początek filmu niezbyt ciekawy, ponieważ miałam wrażenie, że akcja jest błaha. Stopniowo poznawałam następne wątki, które dały produkcji kontury, a muzyka barwę. Świetnie napisany scenariusz, który zmusił mnie do łez, radości i zadumy. Gra aktorska – rewelacyjna. Większość aktorów znałam z innych projekcji, lecz w tej przeszli sami siebie. Szczególnie wyróżnić mogę Agnieszkę Więdłochę za główną rolę Ani. Grała bez zarzutu, bardzo czysto oraz idealnie oddawała emocje bohaterki. Poza tym, jeżeli akcja

dzącej w tym roku jubileusz 90 urodzin. Obecność gali w Trójmieście nie jest przypadkowa, gdyż w drugiej księdze Koziołek Matołek faktycznie przybył do Gdyni. Wszelkie szczegóły znajdziecie Państwo na stronie www. fb.com/KreatywniePokoleniom oraz u organizatora pod numerem telefonu 663 075 087. Aleksandra Malinowska

jest dynamiczna i zawiera dużo elementów komicznych, nie może zabraknąć Macieja Stuhra, który dziedzicząc talent po tacie – przebił wszystkich. Bardzo zaskoczył mnie montaż. Pięknie połączone sceny i idealne wyczucie sytuacji - właśnie tego mi brakowało! Podsumowując – gorąco zapraszam wszystkich do obejrzenia tego filmu. Dostarczy wielu wrażeń i niezapomnianej zabawy. Na pewno na waszej twarzy pojawią się łzy szczęścia i smutku.. Zresztą zobaczcie Państwo sami! Roksana Wołosz Śmiechowa uczta Film Planeta singli w reżyserii Mitji Okorna sprawił, że przez cały czas niemal dusiłam się ze śmiechu. Później koleżanki powiedziały mi, że słychać mnie było w całej sali kinowej. Fabuła filmu opowiada o romantycznej Ani, która za namową znanego prezentera telewizyjnego zgadza się wziąć udział w jego reality show wyśmiewającym ludzi, którzy szukają miłości przez Internet. Głównych bohaterów zagrali Maciej Stuhr i Agnieszka Więdłocha. Spodziewałam się, że ta komedia mnie rozbawi, ale że aż tak? W filmie wystąpiło bardzo dużo sytuacji komicznych, które za każdym razem śmieszyły widza. Ciekawa i spójna fabuła zachęcała, by oglądać Planetę

singli dalej. Może nie był to film brawurowej akcji, ale nie nudziłam się. Zdarzenia miały miejsce się na kilku planach. Najbardziej podobała mi się gra aktorska Macieja Stuhra, szczególnie w scenie, kiedy w ostatnim odcinku jego programu pokazał swoje rany i powiedział, że żałuje tego, co zrobił. Okazało się, że pod skórą zarozumiałego łamacza serc kryje się wrażliwy, zakochany mężczyzna. Jedna z ostatnich scen, kiedy przyjechał w zbroi na białym koniu, była szczególnie śmieszna i nietypowa. W filmie najbardziej podobała mi się scenografia. Dobrano ją odpowiednio do naszych czasów. Moje serce podbiło mieszkanie Tomka Wilczyńskiego - bogato wyposażone, nowoczesne. Chciałoby się zamieszkać w takich cudownych wnętrzach. Film dostarczył mi wielu niezapomnianych wrażeń i z chęcią obejrzę go jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze raz. Produkcja nie miała na celu spowodować u widza lawiny przemyśleń a bawić. A to reżyserowi, całej ekipie i aktorom doskonale się udało. Agata Hajduk Na granicy z... W piątek, razem z większością klasy, wybrałam się na Festiwal Filmowy do Teatru Muzycznego. Obejrzeliśmy film Na granicy w reżyserii Wojciech Kasperskiego. Produkcja nie podobała mi się, właściwie tylko piękny zimo-

wy krajobraz powstrzymał mnie od zaśnięcia (wyglądał nawet zbyt pięknie, aby mógł być kręcony w Polsce). Co do scenografii: stara górska baza wyglądała beznadziejnie. Sprawiała wrażenie ruiny, która zaraz się rozleci, a nie mocnej konstrukcji, która wytrzymała (i wytrzyma) wiele lat. Myślę, że twórca bardzo się starał, ale niezbyt mu wyszło. Jeśli chodzi o język, to w wypowiedziach bohaterów przeważały przekleństwa. Nudne dialogi nie pomagały w zainteresowaniu widzów. Fabuła filmu z pozoru była ciekawa: ojciec i dwaj synowie „rzucają wszystko i wyjeżdżają w Bieszczady”. Myślę, że część widowni przyszła na film z powodu tego popularnego w Internecie powiedzenia. Tak naprawdę, to część mojej klasy zasnęła już na początku projekcji. Akcja toczyła się powoli, była nudna, aż do końcówki, którą mogłabym określić jako „totalną masakrę”, ponieważ bohaterowie nawzajem zaczęli się zabijać. Nie podobało mi się również to, że większość wypowiedzi postaci zbudowana została według mniej-więcej takiego schematu: „szept, szept, szept, szept, BARDZO GŁOŚNE PRZEKLEŃSTWO, szept, szept, szept”. Te pozostałe elementy wypowiedzi składały się tylko z szeptu, bądź wyłącznie z krzyków. Przy tych ostatnich szczerze podziwiałam osoby śpiące. Moim zdaniem, nie warto oglądać Na granicy, ale, może komuś innemu inaczej niż mnie, film może się spodobać. Miał być to thriller, a zamiast strachu wzbudził we mnie niechęć. Nie obejrzałabym go jeszcze raz. Natalia Pionke


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

15

CO NOWEGO W FUNDACJI FLY?

Odkryj nieznane – zapisz się na wycieczkę do Uniejowa

Będzie się działo – Bal Andrzejkowy!

Fundacja FLY prowadzi zapisy na wycieczkę do Uniejowa (18-20.11). Uniejów to niewielkie miasto województwa łódzkiego, w którym wiele się dzieje i wiele można tu zrobić. W programie wycieczki m.in.: wizyta w wyeksploatowanych komorach solnych Kłodawskiej Podziemnej Trasy Turystycznej, pobyt w Kompleksie Termalno-Basenowym Uniejów (gorące kąpiele w leczniczych solankach), zwiedzanie Miasta Łęczyca i romańskiej Kolegiaty w Tumie, wizyta w Kruszwicy i Mysiej Wieży. Małgorzata Muzyka

Są Andrzejki, jest zabawa. Taka jest (niepisana) zasada. Dlatego Fundacja FLY zaprasza seniorów na Bal Andrzejkowy - 25.11.2016. Motywem przewodnim imprezy będą lata 20. ubiegłego wieku. Przebrania mile widziane. Zatem, jeśli macie w szafach długie suknie, perły, kapelusze, rękawiczki i małe torebeczki, to doskonale wpasujecie się w ten styl. Panowie mogą włożyć wieczorowe stroje i…cylindry. Bilety w cenie 45 zł (dla posiadaczy legitymacji FLY), 50 zł (dla pozostałych osób), do nabycia w biurze Fundacji FLY od poniedziałku do piątku, od 9:00 do 19:00. Ilość miejsc ograniczona.

Zajęcia w Uniwersytecie Trzeciego wieku przy Fundacji FLY Nowy semestr i nowe zajęcia w Uniwersytecie Trzeciego Wieku przy Fundacji FLY to doskonała okazja, by wyjść z czterech ścian oraz zdobyć brakującą wiedzę i umiejętności. Z bogatej oferty zajęć Fundacji FLY polecamy takie wykłady, jak: „Przezorny zawsze ubezpieczony – wszystko o ubezpieczeniach” i „Finanse bez tajemnic”. „Przezorny zawsze ubezpieczony” to wykład, podczas którego dowiecie się wszystkiego o ubezpieczeniach. Jak prawidłowo ubezpieczyć mieszkanie i samochód? Jak postępować w razie

szkody? Jak prawidłowo czytać polisy? Co w nich jest, a czego nie ma? Zabierzcie posiadane polisy ze sobą. Będzie okazja, by przeanalizować je wspólnie z wykładowcą. Zajęcia poprowadzi pan Jarosław Barbarski z Biura Inicjatyw Gospodarczych Optimal. Wiedzę o ubez-

pieczeniach można uzupełnić zagadnieniami z finansów. Na zajęciach „Finanse bez tajemnic” poruszone zostaną aspekty praktyczne finansów i rozwiązywania problemów finansowych słuchaczy. Wykład poprowadzi Danuta Kosikowska. Jeśli jednak taką wiedzę już posiadacie, to polecamy trochę rozrywki. Na spotkaniach „Poezja dla każdego” można nie tylko poznawać twórczość znanych i regionalnych artystów, ale również samemu tworzyć poezję. W ubiegłym roku utwory, napisane pod kierunkiem Anny Furman, seniorzy opublikowali w tomiku poetyckim pt. „Spotkania poetyckie w Fundacji FLY”. Zajęcia w ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku przy fundacji FLY są współfinansowane z budżetu miasta Gdyni oraz MRPiPS (Program ASOS 2014 – 2020).

Coraz więcej dziedzin życia przenosi się do sieci. Nie inaczej jest z wolontariatem. E-wolontariat, wolontariat elektroniczny lub wolontariat wirtualny, bo takie są jego nazwy, powoli zdobywa zwolenników także w Polsce. Czym jest e-wolontariat? To wszelkie działania podejmowane w internecie (dobrowolnie), bez oczekiwania wynagrodzenia. Przyświeca im jakiś społeczny cel. E-wolontariusz dzieli się swoim czasem, wiedzą i umiejętnościami z wybranymi organizacjami za pośrednictwem Internetu. Najczęściej są to fundacje i stowarzyszenia. Również instytucje kultury, muzea i festiwale współpracują z e-wolontariuszami. Najczęściej poszukują one osób, które sprawnie poruszają się w obszarze marketingu, Internetu, mediów społecznościowych, edukacji i tłumaczeń. E-wolontariusze tłumaczą teksty, piszą pisma, projektują grafiki i strony internetowe, udzielają korepetycji.

Fot. pixabay.com

E-wolontariat

Elektroniczny wolontariat ma wiele zalet. Przede wszystkim to oszczędność czasu i pieniędzy. Wolontariusz nie spędza pół dnia, goniąc po mieście. Nie wydaje pieniędzy na komunikację miejską. Siada przed komputerem, kiedy chce i ma czas. Wykonuje zadania - pomaga. Ważną zaletą e-wolontariatu jest brak ograniczeń związanych z miejscem zamieszkania. Wolontariusz zdalnie może

współpracować z wieloma organizacjami z całej Polski i z zagranicy. E-wolontariat ma jedną wadę - brak fizycznego kontaktu z ludźmi, z którymi pracujecie. Najczęściej e-wolontariuszami zostają młodzi ludzie, którzy spędzają sporo czasu przed komputerem. Ale e-wolontariuszem może zostać każdy. Nawet senior. Wystarczy czas, umiejętności i dostęp do sieci. Małgorzata Muzyka

Potrzebujesz pomocy prawnej? Przyjdź do Fundacji FLY! Gubisz się w przepisach prawnych? Potrzebujesz konsultacji prawnej? Przyjdź do Fundacji FLY (ul. Świętojańska 36/2). Tu otrzymasz bezpłatne wsparcie w ramach Studenckiej Uniwersyteckiej Poradni Prawnej. Studenci ostatnich lat wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego udzielać będą bezpłatnej pomocy prawnej mieszkańcom Gdyni. Dyżury będą odbywać się w każdą środę, w godzinach 16:00 – 19:00, w siedzibie Fundacji FLY! Daj sobie pomóc. Przyjdź do Studenckiej Uniwersyteckiej Poradni Prawnej w Fundacji FLY.

Poznaj historię Pomorza i Kaszub. Daj się zauroczyć! Jeśli jeszcze nie poznaliście historii Pomorza i Kaszub, to teraz macie okazję, by to nadrobić. Uniwersytet Trzeciego Wieku przy Fundacji FLY i Kaszubskie Forum Kultury zapraszają Seniorów w każdą środę o godzinie 11:00 na cykl wykładów „Historia Pomorza i Kaszub”. Wykład wygłosi dr Tomasz Rembalski, wybitny historyk i sekretarz Instytutu Kaszubskiego w Gdańsku. Poznaj Pomorze i Kaszuby! Jego piękno i historię. Daj się zachwycić! Przyjdź na wykład! Zapisy w biurze Fundacji FLY od poniedziałku do piątku, od 9:00 do 19:00.


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Kuchnia filipińska Oficjalna historia Filipin zaczyna się w 1521 roku, kiedy to portugalski żeglarz Ferdynand Magellan wysiadł na wyspie Homonhon i zawarł pakt z ówczesnym władcą wysp radżą Humabon.

Placki z dyni – przepis na jesień!

Dyniowe placuszki z powodzeniem mogą zastąpić tradycyjną, ziemniaczaną wersję placków. To świetne urozmaicenie jesiennej kuchni! Placki z dyni są szybkie w przygotowaniu, bardzo smaczne i odpowiednie zarówno na obiad, jak i deser. Można je bowiem przygotować w wersji na ostro i na słodko.  Składniki: 0,5 kg miąższu z dyni (bez skóry i pestek) 2 jaja 2/3 szklanki mąki pszennej tarty Imbir pieprz czarny sól 1 łyżka oliwy z oliwek

Fot. Ł. Zagórski

Dotyczył on pomocy hiszpańskiej floty w wojnie przeciwko hinduskim najeźdźcom. W zamian radża zgodził się przyjąć chrześcijaństwo. Ten pakt okazał się tragiczny w skutkach dla historii i kultury Filipin. Wraz z chrześcijaństwem nastąpił długi i krwawy okres kolonizacji i wyzysku gospodarczego Filipin. Nie dajmy się zwieść banalnym historiom, które głoszą, że Hiszpanie przywieźli prymitywnym ludom europejską cywilizację, która pomogła mieszkańcom w rozwoju gospodarki,ekonomii i nauki. Ponad 300 lat kolonizacji hiszpańskiej doprowadziło do olbrzymiej biedy. Ten archipelag składający się z prawie siedmiu tysięcy wysp, noszący nazwę na cześć hiszpańskiego króla Filipa II, stał się głównym źródłem uprawy i importu przez zachodnie cywilizacje tytoniu, przypraw i owoców tropikalnych,a także złota. Trwający kilkaset ekonomiczno- gospodarczy wyzysk zapoczątkowany przez Hiszpanów i kontynuowany przez Amerykanów (90 lat kolonizacji) oraz Japończyków (okupacja kraju podczas drugiej wojny światowej) doprowadził ten kraj do skrajnego ubóstwa. Do tego dodajmy geograficzne położenie Filipin narażonych na ciągłe katastrofy naturalne. W latach 1987–2000 odnotowano tam 523 klęski żywiołowe, co daje średnio 37 na rok. Pomimo tak burzliwej historii, ciągłej walki z naturalnymi katastrofami i ogromnej biedy, pierwszą rzeczą po przyjeździe na Filipiny, która od razu rzuca się w oczy, to szczery uśmiech i serdeczność ludzi. Uwagę przykuwa również wszędobylska architektura hiszpańska i niezliczona ilość kościołów chrześcijańskich, ale także piękno natury i widoki zapierające dech w piersiach oraz (jak już wspominałem wcześniej) serdeczność ludzi, szybko pozwalająca zapomnieć o konsekwencjach kilkusetletniej kolonizacji. Burzliwa historia Filipin ma również wielki wpływ na filipińskie potrawy, dzięki czemu mamy do czynienia z istną paletą międzynarodowych smaków. Północ kraju opanowana jest przez potrawy pamietające czasy kolonizacji hiszpańskiej i amerykańskiej, środkowa część Filipin to kuchnia łącząca walory smakowe Chin, Malezji i Indonezji, natomiast wschodnia część kraju

IKS W KUCHNI

Fot. smaczny.pl

16

to połączenie kuchni tradycyjnej z kuchnią Bliskiego Wschodu. Ponad 5% tego skrajnie katolickiego kraju to muzułmanie. Na żadnej azjatyckiej kuchni europejczycy nie odcisnęli takiego piętna jak na Filipinach. Jest to widoczne nie tylko w nazwach dań, żywcem przeniesionych z Półwyspu Iberyjskiego, ale także w sposobie ich przyrządzania oraz w produktach codziennie używanych. Do tych podstawowych należą na przykład pomidory. Gulasz pochero czyli kurczak duszony w pomidorach z bananami i chorizo to najlepszy przykład fuzji kuchni filipińskiej z hiszpańską. Zresztą w krajach azjatyckich raczej nie jada się gulaszy. Potrawa pochero to harmonia różnorodnych smaków. Przypisuje się jej również walory lecznicze, jest doskonałym posiłkiem podczas wysokich temperatur, ponieważ ociepla organizm, co powoduje większą tolerancję ciała na upały. Filipińska kuchnia to szereg łatwych potraw, a produkty bez większych problemów można kupić w polskich sklepach. Udka z kurczaka, sos sojowy, świeży czosnek, ocet winny, olej, liście laurowe i brązowy cukier to składniki tradycyjnego dania zwanego adobo. Przepis jest banalnie prosty. Z sosu sojowego, octu i świeżego czosnku robimy marynatę, którą wcieramy w udka i odstawiamy na 30 minut. Smażymy później udka przez 10 minut z dwóch stron

na patelni, po czym wlewamy resztę marynaty, trochę wody i wrzucamy liście laurowe. Dusimy przez 50 minut, po czym… sypiemy 5 łyżeczek brązowego cukru i gotujemy jeszcze przez 5 minut. Filipińczycy są moimi bezkonkurencyjnymi faworytami w dziedzinie słodzenia niemalże wszystkich potraw i napoi, których miałem możliwość skosztować. Począwszy od słodkiego śniadaniowego pieczywa i ekstremalnie słodkiej herbaty, każdego ażdego dnia towarzyszył mi słodkawy posmak ryb, warzyw, dań głównych, a nawet i ryżu. Oczywiście, słodycze i cukiernicze wypieki osiągają na Filipinach skrajny poziom zawartości cukru, a najpopularniejszym deserem jest bez wątpienia leche flan przywieziony przez hiszpańskich kolonizatorów. Ten słodki przysmak jest kremem karmelowym na bazie jaj, mleka, cukru i wanilii. Cukier karmelizuje się, tworząc brązową skorupę okrywającą krem. Leche flan podaje się na zimno. Smakując filipińskich potraw, nie można zapomnieć o tak zwanym „street food”, czyli ulicznym jedzeniu, a w szczególności o bbq. Co ciekawe, zapiekane mięso na drewnianych patyczkach przywędrowało do Azji z krajów arabskich, a następnie holenderscy kolonizatorzy przywieźli ten przysmak do Europy. Najbardziej popularny jest bbq satay, czyli mięso marynowane w sosie orzechowym.

Główne składniki tej marynaty, oprócz orzechów, to olej sezamowy, chilli, kolendra, sos sojowy, kurkuma i kecap manis (gęsty sos sojowy). Kurczaka, lub inne mięso, smaruje się bardzo dokładnie wcześniej przyrządzoną marynatą i odstawia na kilka godzin pod przykryciem. Następnie kładzie się na rozgrzany grill, obraca i smaruje co jakiś czas marynatą, aż mięso będzie gotowe. Znakomitym dodatkiem jest świeżo wyciśnięty sok z limonki, którym delikatnie polewamy nasze danie. Zresztą grillowanie stało się prawdziwą obsesją Filipińczyków, a na drewnianych patyczkach piecze się niemal wszystko. Najczęściej dostępne są tenga (świńskie uszy), adobong (marynowane kurze nóżki), isew (marynowane świńskie lub kurze jelita), czy betamax (grillowana krew kur, którą suszy się w pojemniku, aż nabierze postać gęstej, galaretowatej masy). Potrawy filipińskie nie cieszą się tak dużą popularnością, jak z innych azjatyckich kuchni. Głównymi składnikami dań jest cukier, ocet, mięso, sos sojowy, a ilość używanych przypraw jest stosunkowo skromna w porównaniu z potrawami z innych azjatyckich krajów. Należy jednak pamiętać, że gusty i smaki są często subiektywne, więc nie powinniśmy do końca się nimi kierować. Powinniśmy sami odkryć to, co proponuje filipińska kuchnia. Łukasz Zagi Zagórski

Przygotowanie: Dynię zetrzyj na tarce. Do oddzielnej miski wbij jajka, dodaj oliwę, imbir, sól i pieprz. Całość intensywnie ubijaj. Masę dodaj do dyni. Starannie wymieszaj. Dodaj mąkę. Dokładnie połącz ją z masą. Placki smaż na rozgrzanym oleju do chwili aż będą rumiane. Można podawać je ze śmietaną, jogurtem, albo sosem pomidorowym. Smacznego! Dorota Kitowska „Gdyński IKS” wydaje:

Fundacja FLY

ISSN 2353-2157 ul. Świętojańska 36/2, 81-372 Gdynia tel. 58 520 50 88, 693-99-60-88 redakcja@gdynskiiks.pl Nakład 10.000 egz. Redaktor Naczelna Dorota Kitowska Sekretarz Redakcji Radosław Daruk Redakcja: Radosław Daruk, Maria Gromadzka, Jolanta Krause, Aleksandra Kurek, Irena Majkowska, Katarzyna Małkowska, Barbara Miecińska, Radek Radziejewski, Aleksandra Rekuć, Sonia Watras-Langowska, Małgorzata Łaniewska, X, Łukasz Zagórski, Alina Zielińska Korekta: Irena Majkowska, Maria Gromadzka Marketing: Zbigniew Ignasiak tel. 505 576 676 z.ignasiak@fundacjafly.pl Grafika: Łukasz Bieszke, Radosław Daruk Skład: ALFA SKŁAD Łukasz Bieszke, biuro@alfasklad.com.pl Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i tekstów reklamowych.

Profile for Fundacja FLY

2016 11 gdynski iks 36  

1 W listopadzie 1918 roku "wybuchła" Polska. 3 Fotografia z pasją na Halach Targowych. 3 Spotkanie z tajemniczym Teatrem Kamishibai. 4 i 5 „...

2016 11 gdynski iks 36  

1 W listopadzie 1918 roku "wybuchła" Polska. 3 Fotografia z pasją na Halach Targowych. 3 Spotkanie z tajemniczym Teatrem Kamishibai. 4 i 5 „...

Advertisement