__MAIN_TEXT__

Page 1

gazeta bezPłatna Nr 33, sierpień 2016

waKacyjne pOdrÓŻe

Koziołek Matołek łączy pokolenia

strona 12

Fot. Radradzi

Problem Gdyni - rowerzyści na chodnikach

strona 9

Fot. lubichowo.gdansk.lasy.gov.pl

Pierwsze skojarzenie z Koziołkiem Matołkiem to dobre dzieciństwo, takie beztroskie, kolorowe i bezpieczne. Zawsze, jak był Koziołek Matołek, to byli rodzice, była babcia, był brat i siostra, czyli dom, rodzina, bezpieczne dzieciństwo – wspomina w wywiadzie Robert Tondera, aktor występujący w najnowszym słuchowisku o Koziołku Matołku.

PO ZDROWIE, SPOKÓJ, CISZĘ I PRZYGODĘ

LASY W OKOLICY LUBICHOWA Jeśli chcecie dotknąć czystej natury, dzikiej i nieskażonej przyrody to warto wybrać się na Kociewie. Rejon ten jest szczególnie atrakcyjny dla wszystkich, którzy cenią sobie aktywny wypoczynek. Są tu wielkie tereny leśne, zwłaszcza Bory Tucholskie, będące źródłem zdrowego mikroklimatu, żywicznych lasów sosnowych. Lasy stanowią około 60 % powierzchni.

Większość tych terenów objęta jest ochroną z uwagi na szczególne walory przyrodnicze, zróżnicowanie terenu, klimat i liczne akweny wodne z chronionymi siedliskami ptaków.

Jednym z najważniejszych jest Obszar Chronionego krajobrazu Borów, Gniewski Obszar Chronionego Krajobrazu, Nadwiślański Obszar Chronionego Krajobrazu, te-

reny posiadające wyróżniające się krajobrazy i ekosystemy. Zwłaszcza Dolina Dolnej Wisły, gdzie znajdują się siedliska takich ptaków jak gągoł, derkacz, rybitwa białoczelna, zimorodek, a spośród zwierząt można tu spotkać bobry, wydry, wilki. Największą atrakcją turystyczną obok lasów są liczne jeziora. Jolanta Krause

REKLAMA

gdańsk-sopot-gdynia w jednej strefie (nie pobieramy opłat powrotnych)

na i taryfie

1,80 zł/km z postoju i na telefon w pierwszej taryfie. Honorujemy płatność kartą.

ZADZWOŃ I REZERWUJ KURS

58 19 660 58 302 23 03 660 619 660


2

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

waKacyjne pOdrÓŻe

Po zdrowie, spokój, ciszę i przygodę Jeśli chcecie dotknąć czystej natury, dzikiej i nieskażonej przyrody to warto wybrać się na Kociewie. Rejon ten jest szczególnie atrakcyjny dla wszystkich, którzy cenią sobie aktywny wypoczynek. Największym na Kociewiu jest jezioro Kałębie zwane „Morzem Kociewskim” (468 ha). Spotkać tu można miłośników zmagań z nieprzychylnymi siłami natury, usiłującymi złapać wiatr w żagle. Ponadto Kałębie jest rezerwatem sandacza. Trzecim co do wielkości jeziorem na Kociewiu jest Jezioro Borzechowskie Wielkie. Wody jeziora zaliczono do I klasy czystości, a teren wokół niego objęty jest strefą ciszy. Na jeziorze znajduje się kilka wysp, na jednej z nich nazwaną Wyspą Starościńską odnaleźć można ruiny zamku, w którym w latach 1581- 1772 mieściła się siedziba starostów kociewskich. Drugim pod względem wielkości jest Jezioro Krąg (424 ha), ale maksymalna głębokość jego nie przekracza 2 m. Przeważającą część obszaru stanowią wilgotne łąki, będące ostoją ptactwa wodnego. Spotkać tu można białoszytkę, dzięcioła czarnego. Przy-

ciąga ono pięknem krajobrazu i dlatego chronione jest w ramach programu „Natura 2000”. Kociewskie Pojezierze to przede wszystkim liczne akweny wodne, malownicze jeziora i urokliwe leśne jeziorka położone wśród sosnowych lasów, porośnięte trzcinami i niezliczonymi gatunkami traw. Wzdłuż płynących tu rzek Wdy i Wierzycy rozciągają się nadrzeczne łąki pełne ptactwa i zwierząt. Jednym z piękniejszych terenów są okolice Chwarzna koło Starej Kiszewy. Rozległy obszar łąk porastają wierzby i olchy, spotkać tu można stada żurawi, których klangor rozbrzmiewa wiosną i wczesną jesienią. Zarówno Wierzyca, jak i Wda to rzeki, które świetnie nadają się na spływy kajakowe. Płynąc Wierzycą od Starej Kiszewy, gdzie niedawno zbudowano nowoczesną przystań rzeczną, dociera się do miejsc dla Kociewia niezwykle ważnych ze względów

historyczno-kulturowych. Mija się zachowany we fragmentach kiszewski zamek krzyżacki, wokół którego w okresie pełni zobaczyć można ducha rycerza w białym płaszczu. Wieś Pogódki, pięknie położona na zachód od Skarszew, wyróżnia się zróżnicowanym krajobrazem. Jej początki sięgają XII wieku. Znajduje się tu m. in. piękny barokowy kościół św. Piotra i Pawła, pozostałości wczesnośredniowiecznego grodziska, 150 -letni las bukowy, głazy narzutowe. Następny etap to Skarszewy, których założycielami byli joannici. Do dzisiaj zachował się zamek joannicki z XIII wieku i pochodzące z tego samego okresu XIII wieczne mury obronne z resztkami baszt. Stolicą regionu jest Starogard Gdański. Szlak rzeczny prowadzi przez zabytkowe centrum miasta. Płynąc dalej,   dociera się do elektrowni wodnej w Owidzu. Można tu zwiedzić grodzisko będące rekon-

strukcją grodu piastowskiego z XI wieku. Tuż przed Pelplinem rzeka płynie, tworząc liczne meandry i zakola. Miasto jest siedzibą diecezji i znajdują się tu liczne zabytki: monumentalna bazylika katedralna i zespół pocysterski. Ostatni etap to miasto Gniew położone na wzgórzu, na którym góruje zamek pokrzyżacki z przełomu XIII i XIV wieku. Płynąc Wdą przez Bory Tucholskie, ma się wrażenie, że płyniemy górską rzeką wzdłuż wysokich i urwistych brzegów. Trasa prowadzi przez obszary stanowiące rezerwaty przyrody, dzikie i nieujarzmione. Jednym z najpiękniejszych jest rezerwat Brzęki, gdzie znajduje się skupisko jarząbu brekini będącego dziś drzewem rzadko spotykanym oraz rezerwat jeziora Ciche. Stworzono go celem zachowania śródleśnych jezior z unikalną roślinnością. Liczne rezerwaty rozciągające się wzdłuż Wdy chronią cenne ekosystemy wodno-błotne

z rzadkimi i chronionymi gatunkami roślin oraz środowisko lęgu ptactwa wodnego i błotnego. Na szlaku Wdy spotkać można zabytki techniki: na przykład elektrownię wodną w Żurze zbudowaną w 1930 roku . Budowę tej największej elektrowni w ówczesnej Polsce nadzorował uczeń prof. Gabriela Narutowicza - Szwajcar Hans Hurzeler. Zasilała ona m. in. port i miasto Gdynię. Cenne walory przyrodnicze ma Wdecki Park Krajobrazowy z rzadkimi gatunkami flory i fauny, z wytyczonymi trasami spacerowymi obejmującymi zróżnicowane pod względem ukształtowania tereny. I wreszcie w końcowym biegu Wda przecina Świecie - miasto, w którym znajdują się pozostałości zamku krzyżackiego z XIV wieku, obecnie zabytek klasy zerowej i  najwyższa krzywa wieża w Polsce. Kociewie jest jednym z piękniejszych regionów Polski z licznymi szlakami turystycznymi i rowerowymi, zabytkami architektury, niepowtarzalnymi krajobrazami. A co najważniejsze, można tu spotkać dziką przyrodę i przeżyć przygody. Jolanta Krause

Co byk robi w składzie porcelany, czyli słów kilka o języku Nasz świat nie byłby taki piękny bez wielu ciekawych powiedzonek. Przecież Polacy uwielbiają bawić się słowem! Co ciekawe, taką zabawę możemy sobie zapewnić również, posługując się językiem angielskim. Jego niektóre zwroty są bardzo zbliżone do naszych.

Język angielski to nie tylko słówka i regułki gramatyczne. Warto również poznać angielskie idiomy. Niektóre z nich są nawet bardzo zabawne! Zacznijmy od tematyki „zwierzęcej”. Chyba wszyscy znamy kogoś, kto zachowuje się jak słoń w składzie porcelany. Ta-

kie określenie ma również swój odpowiednik w języku angielskim. Jednak jego bohaterem nie jest sympatyczne zwierzę z trąbą, ale… byk (ang. bull)! Po angielsku powiemy zatem to be like a bull in a china shop. Brzmi to dosyć śmiesznie, prawda? Ciekawe, jak Anglicy

zareagowaliby na naszego Trąbalskiego z wiersza J. Tuwima? Zajmijmy się teraz innym tematem, o którym tak bardzo lubią rozmawiać Polacy: pogodą. Wszyscy wiemy, że kiedy złapie kogoś ulewny deszcz, to ta osoba wygląda jak zmokła kura. W języku angielskim

REKLAMA

SPŁYWY KAJAKOWE Park Krajobrazowy „Dolina Słupi” Spływy kilkugodzinne, całodniowe, wielodniowe

Od września wyjazdy na grzybobranie do Łupawska

Specjalna oferta dla grup 8-osobowych wynajem busa + spływ Doliną Słupi wyjazd z Gdyni - godz. 8.00 powrót do Gdyni - godz. 18.00

REZERWACJE NOCLEGÓW TEL. 501-246-752

REZERWACJE TERMINU TEL. 668-12-90-70

mówimy to look like a drowned rat, co w wolnym tłumaczeniu oznacza: Wyglądać jak utopiony szczur. Rozumiem, że uznaje się tego gryzonia za szkodnika, ale chyba nie życzmy mu tak źle, prawda? Warto przywołać jeszcze jeden zabawny idiom związany z deszczem: rain cats and dogs. Jeśli przetłumaczylibyśmy go dosłownie na język polski, to okazałoby się, że pada kotami i psami. Coś tu chyba nie zgadza się? Na szczęście mamy swój odpowiednik: leje jak z cebra. Teraz się trochę rozmarzmy i posłuchamy piosenki Cyndi Lauper „True Colors”. Co ciekawe, tutaj też wkradł się idiom. Jaki? Otóż, w swoim utworze Cyndi śpiewa do swojego ukochanego Show me your true colors. Co to oznacza? Show your true colors to dokładnie to samo, co nasze pokaż swoją prawdziwą twarz. W wielu piosenkach można znaleźć takie językowe smaczki, dlatego warto czasami zamiast wertować kartki słownika, nastawić

radio nieco głośniej. Kto wie, może usłyszmy coś ciekawego? Na zakończenie osłodźmy sobie trochę życie. Chyba każdy z nas lubi od czasu do czasu zjeść jakieś ciastko, czy cukierek. Ba, nawet niektórzy z nas mają do nich słabość. Tego rodzaju nałóg możemy wyrazić w języku angielskim i powiedzieć: to have a sweet tooth. Nie próbujmy jednak dosłownie tłumaczyć tego określenia, bo wyjdzie nam, że mamy słodki ząb, a to nie jest raczej możliwe. Aby uniknąć językowego bałaganu, zamieszczam mały słowniczek, dzięki któremu będą mogli Państwo powtórzyć poznane zwroty: to be like a bull in a china shop – być jak słoń w składzie porcelany to look like a drowned rat – wyglądać jak zmokła kura rain dogs and cats – leje jak z cebra to show your true colors – pokazać swoją prawdziwą twarz to have a sweet tooth – mieć słabość do słodyczy Katarzyna Małkowska


3

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Fot. R.Radziejewski (3)

Od muralu do detalu Czerwiec przez ostatnie 5 lat był w Gdyni zdecydowanie „monumentalny” za sprawą Festiwalu Traffic Design. W tym roku jednak powstały zaledwie dwa murale, za to bohaterem tegorocznej edycji był detal architektoniczny. To nawiązanie do modernizmu – kierunku w architekturze stawiającego na prostotę i funkcjonalność. Gdynia i modernizm to naturalny związek, i dobrze, że organizatorzy festiwalu zwrócili na niego uwagę. Już jesienią Stowarzyszenie Traffic Design pokazało, że nie samym mo-

numentalizmem żyje, skupiając swoją uwagę na szyldach rzemieślniczych (Re:design – rzemieślnicy i artyści razem, Gdyński IKS nr 27, luty 2016). Z tym większą ciekawością czekali więc wielbiciele sztuki użytkowej na 6 edycję Festiwalu Traffic Design. I było warto.

„Współczesny Salon Gdyński” - konkurs dla projektantów Od 25 do 28.08.2016 r. odbywać się będzie w Gdyni już VI edycja Weekendu Architektury. Podobnie jak w poprzednich latach towarzyszyć mu będzie konkurs dla projektantów wnętrz połączony z wystawą i debatą pokonkursową. W tej edycji przedsięwzięcia uczestnicy konkursu będą mieli za zadanie zaprojektowanie nowoczesnego, estetycznego oraz wielofunkcyjnego

„Współczesnego Salonu Gdyńskiego”, który można szybko przetransformować np. w sypialnię, jadalnię, czy salę kinową lub reprezentacyjny salon - wyjątkowe miejsce spotkań z charakterem. Ostateczny termin przysyłania prac to  18 sierpnia 2016 r. 

O urodzie modernizmu decydują detale i właśnie one były motywem przewodnim czerwcowych działań artystów. Dzięki temu powstały w tym roku dwie bramy. O obu można śmiało powiedzieć, że to użytkowe dzieła sztuki. Widać w nich inspirację gdyńskim modernizmem,

pasują do otoczenia, nie usiłują być czymś innym, nie pchają się nachalnie w oczy ze swoją pseudo-secesją ani nie straszą bylejakością. Można powiedzieć: bramy to bramy. Mają dobrze strzec wjazdów na posesje i tyle. Ale miło na nie popatrzeć, są dokładnie na swoim miejscu i cieszą swoim

widokiem wszystkich. Autorami projektów są Paweł Ryżko (ul. Abrahama) i Gosia Stolińska (ul. 10 Lutego). Wspomnieniem po Festiwalu są również dyskretne, ale bardzo wysmakowane, kratki ściekowe zamontowane w ciągu chodników ul. 10 Lutego. Są, a jakby ich nie było. Uważny przechodzień jednak dostrzeże ich urodę. A zagubiony odnajdzie adres, bo na wszystkich wypisana jest nazwa ulicy. Ot, detal taki. Niepozorny, a jakże przyjazny. Kratki są autorstwa Typy Studio. Jeszcze jedno miejsce wkrótce zyska blask dzięki artyście zaproszonemu do udziału w Festiwalu Traffic Design. Niby w centrum, ale jednak ukryte, trochę wstydliwe, trochę zapomniane. Z całą pewnością nielubiane, choć praktyczne – przejście podziemne obok Pogotowia Ratunkowego (przedłużenie ul. Żwirki i Wigury). Na odsłonięcie czeka tam płaskorzeźba autorstwa Ziemowita Liszka ze Studia Mozi będąca interpretacją obrazu Chazmego „Megapolis”. Koniecznie trzeba tam zajrzeć, bo prace nie ograniczyły się tylko do zamontowania dzieła. Stowarzyszenie Traffic Design zgrabnie przeszło od ogółu do szczegółu, przenosząc ciężar uwagi na niedoceniany i często pomijany detal architektoniczny. A przecież, w architekturze jak w modzie, o ostatecznym wizerunku decydują dodatki. Pozostaje mieć nadzieję, że w temacie dodatków Stowarzyszenie ma jeszcze wiele do powiedzenia. Aleksandra Rekuć

Kulinarna Świętojańska – czyli street food festiwal w sercu Gdyni

20 sierpnia odbędzie się w Gdyni festiwal w duchu „street food” . Jest to promujący, popularny nurt miejski w Europie i na świecie, integrujący, przyciągający ludzi o podobnych pasjach oraz zainteresowaniach kulinarnych. W godzinach od 12:00 do 17:00 ulica Świętojańska na Więcej informacji: www.weekendarchitektury.pl odcinku od ul. Żwirki i Wigury oraz www.modernizmgdyni.pl do ul. Wybickiego zamieni się w kulinarny salon miejski. Na kilkudziesięciu stoiskach gdyńscy restauratorzy oraz lokalni producenci zaprezentują swoje kulinarne osiągnięcia. Celem wydarzenia jest propagowanie zróżnicowanej kuchni opartej na naturalnych składnikach, a także edukacja kulinarna, dlatego pośród stoisk z jedzeniem nie zabraknie także tych edukacyjnych zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Poza

główną atrakcją, jaką będzie przede wszystkim wyśmienite jedzenie, odbędą się konkursy, pokazy gotowania w wykonaniu gdyńskich szefów kuchni. Po osiemdziesięciu latach reaktywowany zostanie „Bieg

kelnerów” – jedyny w swoim rodzaju wyścig, który odbywał się w Gdyni jeszcze w latach trzydziestych XX w. Wszystko będzie się działo przy akompaniamencie świetnej muzyki jazzowej granej na żywo.


4

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Miażdżyca - objawy, skutki i profilaktyka Miażdżyca to rozwijający się latami proces chorobowy dotyczący głównie dużych i średnich naczyń tętniczych. Polega on na uszkodzeniu ścian tętnic, powodując ich stwardnienie i stopniowe zwężanie się, aż do całkowitego zamknięcia (niedrożności). Bywa określany mianem „korozji tętnic”. Zdrowe tętnice przypominają gładkie, elastyczne rurki, kurczą się i rozszerzają, co zapewnia swobodny przepływ krwi. Niestety, z wiekiem naczynia twardnieją, na ścianach tętnic odkładają się cząsteczki tłuszczu, białka i sole wapienne. Jeśli we krwi krąży zbyt dużo cholesterolu (zwłaszcza tego o niskiej gęstości, czyli LDL), odkłada się on w ścianach tętnic w postaci tzw. złogów, inaczej blaszki miażdżycowej. Dochodzi wówczas do ograniczenia przepływu naczyniowego, następnie do zwężenia i usztywnienia naczyń. Skutkiem tego jest stopniowe, a niekiedy nagłe i zagrażające życiu, ograniczenie zaopatrzenia w tlen i składniki odżywcze poszczególnych narządów, w tym REKLAMA

W początkowym etapie miażdżyca bywa trudna do zdiagnozowania, gdyż wzrost ilości cholesterolu we krwi lub nieprawidłowa proporcja jego frakcji zwykle przez długi czas nie daje żadnych niepokojących objawów.

Fot. http://pl.freeimages.com/

Miażdżyca to przewlekła choroba cywilizacyjna doprowadzająca do długotrwałego lub ostrego niedokrwienia wielu narządów. Może się ona pojawić u części ludzi już w dzieciństwie, a z wiekiem stopniowo narastać.

tych najważniejszych – serca i mózgu. Miażdżyca nadal jest zagadką medycyny i jej przyczyny nie zostały do końca poznane. Powstaje na skutek bardzo złożonych procesów zależnych od wielu czynników (obecnie znamy kilkaset). Do najbardziej

istotnych należą: czynniki genetyczne, płeć, wiek, palenie tytoniu, nadciśnienie tętnicze, nadwaga, dieta wysoko tłuszczowa, cukrzyca, zaburzenia gospodarki lipidowej, a także zbyt mała aktywność fizyczna. W początkowym etapie miażdżyca bywa trudna do

zdiagnozowania, gdyż wzrost ilości cholesterolu we krwi lub nieprawidłowa proporcja jego frakcji zwykle przez długi czas nie daje żadnych niepokojących objawów. Dopiero, gdy nasze tętnice zwężone są co najmniej o połowę, pojawiają się objawy takie jak: szybsza męczli-

wość, trudności z koncentracją i zapamiętywaniem. W bardzo rzadkich przypadkach złogi cholesterolowe odkładają się w skórze i widać je jako żółte zgrubienia, zwykle w okolicy powiek, w zgięciu łokcia, pod piersiami. Mogą również pojawić się bóle w klatce piersiowej zwane wieńcowymi, z czasem ból taki pojawia się nawet po niewielkim wysiłku. W zaawansowanej miażdżycy złogi cholesterolowe mogą zajmować więcej niż połowę przekroju naczynia i pod wpływem np. podwyższonego ciśnienia wewnętrzna ściana naczynia może pękać, a szybko sklejające się w miejscu pęknięcia płytki krwi tworzą skrzep, który w każdej chwili może się oderwać od ścianki i z krwią popłynąć np. w kierunku serca (dochodzi wtedy do zawału), mózgu (dochodzi do udaru), płuc (powstaje zator). Miażdżyca rozpoznawana jest na podstawie objawów niedokrwienia zajętych narządów, zaniku/osłabienia tętna chorych tętnic, a potwierdza się ją w badaniach obrazowych (USG Doppler, angiografia, koronarografia). Ryzyko zagrożenia miażdżycą można też oszacować, badając poziom całkowitego cholesterolu, jego frakcji LDL i HDL oraz stężenie trójglicerydów we krwi. Miażdżyca jest chorobą nieuleczalną, przewleką i postępującą. Najważniejsze jest zapobieganie jej rozwojowi poprzez właściwą dietę, wysiłek fizyczny, niepalenie tytoniu oraz leczenie tzw. czynników ryzyka. Jeśli jednak miażdżyca rozwinie się, należy te działania zintensyfikować, jak również wdrożyć w wielu przypadkach odpowiednie leczenie spowalniające proces miażdżycowy, stosując między innymi leki obniżające poziom cholesterolu oraz poprawiające ukrwienie narządów. W przypadkach, gdy miażdżyca jest bardzo zaawansowana, u wielu chorych wykonuje się zabiegi przywracające przepływ krwi do narządów poprzez me-

Miażdżyca jest chorobą nieuleczalną, przewleką i postępującą. chaniczne poszerzanie tętnic lub tworzenie „obwodnic” – angioplastyka wieńcowa (balonikowanie) i „by-passy”. Wymienione zabiegi nie leczą trwale choroby, łagodzą jej przebieg i związane z nią dolegliwości. Zaprzestanie leczenia farmakologicznego i profilaktycznego (dieta, wysiłek fizyczny) zniweczy efekt leczenia zabiegowego i nie spowolni przebiegu choroby. Ewelina Kniga


5

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

OpOwiedz nam swOją histOrię

Polka rokendrolka z Neptunem Odbyłam je na następujących statkach: m/s Sienkiewicz - zachodnia strona Ameryki Południowej, m/s Zamość dwa razy dookoła Morza Śródziemnego, m/s Józef Chełmoński - podróż dookoła świata z zachodu na wschód i m/s Praca - podróż do Chin. Już słyszę: „ale się chwali, ale miała dobrze”. Nie przejmuję się tym. W życiu nie ma nic za darmo. Teraz, po 47 latach małżeństwa w ciągłych rozłąkach, nie byłoby co wspominać, a tak coś w sercu zostało. Przykre, ale prawdziwe. Życie w małżeństwie przeszłoby obok życia. Podczas tych podróży tyle się działo, z każdej wynosiłam moc wrażeń, tak że mogę z każdego rejsu opowiedzieć ciekawą anegdotkę. Na początku opowiem, jak zaprzyjaźniłam się z Neptunem, który chciał mną zawładnąć i podporządkować sobie, ale się nie dałam. Zdarzyło się to w 1974 r. podczas mojej pierwszej podróży statkiem PLO m/s Sienkiewicz do Ameryki Południowej, na Oceanie Atlantyckim, między Azorami a Zatoką Biskajską. Przeszłam tam najprawdziwszy parodniowy chrzest morski. Było to spotkanie z żywiołem, z którego nie ma wyjścia. Trzeba było je cierpliwie przetrwać i poddać się władaniu Neptuna, który był bezlitosny. Była piękna pogoda, nic nie wskazywało, że nagle się zmieni. Na mostku kapitanowie wiedzieli, co nas czeka, barometr leciał „na łeb” w dół. Neptun się przyczaił, zacierał ręce, „będzie polka rokendrolka”. Nagle zawył, ryknął i porwał statek do szalonego tańca. Ogromny huk, łomot, wszystko się wali, trzeszczy. Wokół kipiel. Góry wody przewalają się przez statek, który nagle staje dęba, potem leci gwałtownie w dół, kręcąc przy tym ósemki. Śruba wychodzi z wody, statkiem zaczyna okropnie łomotać. Neptun szalał, nie odpuszczał. Statek z załogą dzielnie się bronił, ale trzeba było cierpliwie przetrwać i poddać się władzy pana mórz. Marynarze, twardzi ludzie, nie przyznają się, że się boją, że chorują. A jednak

Fot. na-pulpit.pl

Czy to jawa, czy sen? Jednak te historie zdarzyły się naprawdę. Będąc żoną marynarza PLO, miałam możliwość raz na dwa lata popłynąć w rejs. W czasie 35 lat pracy męża w PLO udało mi się odbyć pięć podróży.

to prawda, jak przywali, to nie ma mocnych. Nie było lekko, trzeba było oddać koncertowo daninę Neptunowi. Le-

W następnych podróżach przeżyłam o wiele gorsze sztormy. Dałam radę, bo już wiedziałam, że ocean co chwilę zmienia swój obraz. żałam w koi pozbawiona sił, oblewał mnie strach, w głowie łomotało i ciągle dręczyła mnie myśl: jak ja tę podróż przetrwam. Bałwany waliły REKLAMA

i tłukły w moje schronienie, wył wiatr. Wymyśliłam sobie, że wstanę i wyjdę z kabiny, jak tylko zobaczę ląd. Mąż się przestraszył, bo prawie nic nie jadłam, leżałam. Co będzie dalej? Ocean się uspokoił, zaświeciło słońce, zrobiło się ciepło, a ja dalej leżę. Wtem ktoś puka do kabiny. Mówię proszę. Wchodzi cieśla okrętowy i powiada, że ma sprawę, musi pobrać wymiary. Mówię dobrze, ok. Wyjął miarę i zaczął mierzyć koję, na której leżałam. Wybałuszyłam oczy ze zdziwienia i pytam, po co to robi, a on na to, że jako cieśla musi być przygotowany na każdą okoliczność. Czy Pani zrozumiała, co powiedziałem? Miał przy tym bardzo poważną minę. Z mojej strony nastąpiła reakcja natychmiastowa. O nie! Wyskoczy-

Neptun oszalał w gniewie Brwi zmarszczył i wzburzył morskie fale Wiatr niszczycielsko pognał nad ląd Rycząc pieśń zniszczenia (W. A. Bobrzycki „Gniew bogów”)

łam z koi, nie patrząc, że obcy człowiek w kabinie. Mówię mu, że wszystko w porządku, bo wreszcie dotarło do mnie, o co chodzi. W następnych podróżach przeżyłam o wiele gorsze sztormy. Dałam radę, bo już wiedziałam, że ocean co chwilę zmienia swój obraz. Co chwilę wygląda inaczej, co chwilę czym innym zachwyca. I każdy zobaczy coś innego, niepowtarzalnego, pięknego. Morał z opisanego zdarzenia jest taki, że nie można tak łatwo się poddać, tylko trzeba walczyć z przeciwnościami losu i swoją niemocą. Tak mi zostało do dziś. Ciągle o coś

walczę. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Chyba, że na własne życzenie. Wiesia Januszewska Od redakcji: Dziękujemy autorce i zachęcamy naszych czytelników do przesyłania swoich wspomnień, przemyśleń lub ciekawych historii. Korespondencję z dopiskiem „Wspomnienia” można kierować na adres biura Fundacji: ul. Świętojańska 36/2, 81-371 Gdynia, dostarczyć osobiście lub przesłać pocztą elektroniczną: wspomnienia@gdynskiiks.pl z dodaniem w temacie e-maila słowa „Wspomnienia”. Małgorzata Łaniewska

REKLAMA

Fundacja FLY i OWR POSEJDON

zapraszają we Wrześniu br do KRYNICY MORSKIEJ ! - Fantastyczny dwutygodniowy relaks z zabiegami w okresie

06.09 - 20.09.2016 r. - bardzo atrakcyjna oFerta, tylko

1.260 zł od osoby ! Pobyt obejmuje: - zakwaterowanie w pokojach 2 i 3 osobowych standart* - 3 posiłki dziennie serwowane do stolika - 3 zabiegi dziennie - opieka animatora, 2 wieczorki taneczne, ognisko - fakultatywne wycieczki, rejs statkiem, wyjazd do Malborka itp. * dopłata do pokoju 2 osobowego komfort 180 zł

Informacje i zapisy: Fundacja FLY Gdynia ul. Swiętojańska 36/2 Tel 693 99 60 88, 517 38 38 28


6

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Wśród witomińskich wzgórz królujesz Matko nam... W rozwidleniu ramion kolumny spoczywa kula ziemska osiągająca w średnicy 2,5 m, na której stoi trzymetrowy odlew z brązu – replika kamiennej rzeźby Matki Bożej z Dzieciątkiem na lewej ręce. W kopule znajduje się akt erekcyjny i kamień węgielny, który został poświęcony przez Papieża Jana Pawła II. Na pomniku, na dwóch różnych poziomach, ustawione są jeszcze dwie figury wykonane z brązu: św. Wojciecha - chrzciciela Gdańska i pierwszego patrona Polski oraz Papieża Jana Pawła II. Chcę Państwu przedstawić historię powstania i losy figury NMP Królowej Świata. Kamienna rzeźba Matki Boskiej z Dzieciątkiem, z berłem i jabłkiem oznakowanym krzyżem, stała na trzymetrowym cokole przy trakcie łączącym wioskę rybacką Gdynia z jedynym w tych stronach kościołem św. Michała Archanioła na Oksywiu. Podobno postawili ją około roku 1910 rybacy jako votum dziękczynne za uratowanie życia podczas sztormu. Później modlili się przy niej również o pomyślny powrót do domu z połowów. Postument z figurą Matki Boskiej Królowej Świata oraz ziemia, na której stała (obecnie Plac Kaszubski z przylegającą ulicą Migały), były własnością księstwa Ewy i Janusza Czetwertyńskich. Mieszkali oni w istniejącej do dziś willi „Laguna” przy ul. Starowiejskiej. Obok parceli państwa Czetwertyńskich w latach 30. siostry szarytki zbudowały szpital. Z jego okien widać było kamienną sylwetkę Matki Boskiej. Kobiety z oddziału położniczego widziały z okien Matkę Boską i modliły się do niej o pomyślne porody. Rodziną Ewy Czetwertyńskiej byli Szmidtowie. Stefan Szmidt był kapitanem marynarki, pierwszym dowódcą Flotylli Wiślanej i jednym z założycieli Stoczni w Gdyni. Natomiast jego żona, Izabella, zajmowała się pracą społeczną. Wzięła czynny udział w plebiscycie 1920 roku. Chodziła do domów kaszubskich i namawiała do głosowania za Polską. Rodzina prowadziła kasyno, restaurację „Morskie Oko” i kino „Lido”. Po wybuchu

wojny w 1939 roku rodzina Szmidtów i Czetwertyńskich opuściła Gdynię. Figura Matki Bożej przetrzymała zawieruchę wojenną. Po latach wojennej tułaczki rodzina wróciła do Gdyni. Izabella Szmidtowa walczyła o odzyskanie majątku. Zmarła w 1949 roku i została pochowana na cmentarzu witomińskim. Po latach, ze względów politycznych, cała rodzina musiała emigrować do Kanady. Część ich posiadłości przy ul. Migały nabyli Antoni i Helena Poponiowie, którzy prowadzili tam ogrodnictwo. I tak figura Matki Boskiej znalazła się w tej rodzinie. Madonnę z Dzieciątkiem otoczyły krzewy i kwiaty. Państwo Poponiowie, w wyniku wywłaszczenia w 1971 roku, musieli przenieść się na Witomino, gdzie przy ulicy Długiej założyli ogrodnictwo. Figura powędrowała wraz z nimi. Ówczesne władze pozwoliły tylko, aby sam cokół pozostał na miejscu, natomiast rzeźbę państwo Poponiowie musieli zabrać ze sobą. Takie to były przecież czasy. W latach 80-tych często bywałam w ogrodnictwie po kwiaty i warzywa. Trochę to był pretekst do odwiedzin tych przemiłych, mądrych ludzi. Bardzo intrygowała mnie stojąca pośród kwiatów figura Matki Boskiej. Wielu mieszkańców Witomina również wspomina Królową Świata stojącą w zaciszu ogrodniczej pracowni. W 1996 roku pani Popoń, po śmierci męża, sprzedała ogrodnictwo. Musiała w ciągu tygodnia opuścić dom. W malutkim mieszkanku, które kupiła, rzeźba by się nie zmieściła. I wtedy razem z córką postanowiły udać się do proboszcza swojej parafii na Witominie ks. Zygfryda Leżańskiego z wiadomością, że pragną mu podarować figurę Madonny. Oczywiście, ksiądz proboszcz zgodził się przyjąć ten niezwykły dar. Czasu było bardzo mało. Figura nie zmieściła się do osobowego samochodu, bo ważyła 150 kg. Przez jeden dzień figurę zobowiązał się przechować mieszkający na przeciwko ogrodnictwa sąsiad pani Popoń. Proboszcz z mieszkańcami przewiózł na taczce z wielkim pietyzmem

Fot. B.Miecińska

Na wysokiej 27 metrowej kolumnie u zbiegu ulic Stawnej, Wielkokackiej i Hodowlanej, na skwerku im. Księdza Józefa Mówińskiego na gdyńskim Witominie stoi Madonna Gdyńska.

rzeźbę właśnie do tych sąsiadów po drugiej stronie ul. Długiej. Na drugi dzień zorganizowano samochód bagażowy i dużą drewnianą skrzynię, w której to czterech mężczyzn bezpiecznie przewiozło figurę na plebanię przy ul. Hodowlanej. Podczas prac renowacyjnych zdjęto z posą-

gu pięć warstw farby olejnej, wypełniono ubytki oraz nadano kolorystykę nawiązującą do naturalnych barw jasnego kamienia. Rzeźba jest sygnowana napisem „Ojciec i syn. Poznań”. Według rozpoznań rzeczoznawców posiada ona cechy charakterystyczne dla sztuki sakralnej początku XX wieku.

Figura po renowacji pozostała w parafii Podwyższenia Krzyża Św. w Gdyni Witominie. Powoli zaczęła dojrzewać śmiała idea szczególnego uhonorowania Matki Bożej przez mieszkańców tej dzielnicy. Jej inicjator – ks. proboszcz Zygfryd Leżański – zapodał ją do wiadomości w połowie 1997 r. Po raz pierwszy padła nazwa: Pomnik Matki Bożej Gdyńskiej - Gdynia 2000. Stworzenia projektu pomnika podjął się mgr inż. Tomasz Lew z Sopotu. Ukonstytuował się Honorowy Komitet Budowy Pomnika, na czele którego stanęli: metropolita gdański ks. arcybiskup Tadeusz Gocłowski, prezydent Gdyni, posłanka na Sejm Franciszka Cegielska i ks. prałat Zygfryd Leżański. W styczniu 1998 roku Urząd Miasta zaakceptował lokalizację: pomnik ma stanąć na skwerze przy styku ulic Stawnej i Wielkokackiej. Wykonawstwa trzech rzeźb podjął się rzeźbiarz Tadeusz Marek Sycz. Kamień węgielny pod budowę pomnika poświęcił w 1999 roku Jan Paweł II, zaś pomnik został poświęcony w 2002 roku przez abp. Tadeusza Gocłowskiego. Lista mieszkańców i osób zaangażowanych w budowę jest bardzo długa. W dolnej części kolumny umieszczone są trzy marmurowe tablice z inskrypcjami. Obok nich jest jeszcze jedna tablica, bez żadnych napisów, będąca symbolicznym hołdem wdzięczności dla tych wszystkich, którzy przyczynili się do wzniesienia monumentu. A ja wyrażam żal, że mieszkańcy Witomina i goście nie mogą podziwiać już prawie stuletniej figurki Matki Bożej Gdyńskiej w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego. Stoi bowiem ona na plebanii w miejscu niewidocznym dla ogółu. W planach ks. prałata Zygfryda Leżańskiego miała stać w innym miejscu. Przechodniu, przystań na chwilę i zadumaj się nad historią Matki Bożej Gdyńskiej, zwanej teraz przez mieszkańców Matką Boską Witomińską. Za pomoc w przybliżeniu mi historii Matki Bożej Gdyńskiej pragnę serdecznie podziękować ks. prałatowi Zygfrydowi Leżańskiemu, proboszczowi parafii pw. św. Wawrzyńca w Luzinie. Barbara Miecińska


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

W labiryncie minojskich tajemnic Ogromny, przypominający labirynt pałac króla Minosa, w którym Tezeusz miał pokonać potwora Minotaura, istnieje naprawdę. Jego fragment został odkryty w 1878 roku przez greckiego archeologa Minosa Kalokairinosa, a dwadzieścia lat później przez Anglika Arthura Evansa, który, idąc tropem wcześniejszych badań archeologicznych oraz legend, odkupił wzgórze u stóp gór Ida i poprowadził zakrojone na szeroką skalę prace archeologiczne i rekonstrukcyjne. W trakcie żmudnych robót wykopaliskowych stopniowo zaczęły się wyłaniać mury kilkukondygnacyjnego pałacu pochodzącego z ok. 2000 r. p.n.e. Odkryto fragmenty kolumn, salę tronową, elementy systemu wodno-kanalizacyjnego. Na widok odnalezionego tronu Minosa archeologów ogarnęło wzruszenie. Z podziwem dla dawnych mistrzów spoglądali na freski, mozaiki, ogromne pitosy czyli naczynia służące do przechowywania żywności, wanny, figurki przedstawiające postacie ludzi i byków, obosieczne siekiery Dedala oraz unikatową złotą biżuterię. Wśród artefaktów odnalezionych na terenie pałacu znajdowały się także tabliczki gliniane pokryte nieznanym pismem, nazwanym przez Evansa pismem linearnym A, wywodzącym się najprawdopodobniej z systemu hieroglificznego używanego w starożytnym Egipcie. Sposób zapisu na niewielkich prostokątnych lub mających kształt liści tabliczkach był dowolny. Znaki – ideogramy (umowne wyobrażenia postaci ludzkich, zwierząt, rzeczy) oraz cyfry i liczby kreślono z prawej strony do lewej bądź na odwrót. Pismo to nie do końca zostało rozszyfrowane. Wiadomo, że nie są to ani modlitwy, ani poezja, ale zapisy inwentarzowe. Co ciekawe, gliniane tabliczki, których niewielka ilość dotrwała do naszych czasów, ocalały dzięki...pożarom. Dla potomnych utrwalił je ogień. W Knossos natrafiono także na artefak-

Fot. S.Langowska (4)

Kreta - największa wyspa Grecji - jest uważana za kolebkę cywilizacji europejskiej. Stąd miał wyruszyć w swój tragiczny lot Ikar, syn Dedala - budowniczego pałacu w Knossos. To tutaj, według mitów helleńskich, urodził się ojciec bogów Zeus i to tutaj został wykarmiony w jednej z grot przez kozę Amalteę.

ty pokryte pismem linearnym B, wywodzącym się z pisma A, znanym na terenie Myken czy Peloponezu, a odczytanym przez Johna Chedwicka w 1953 roku. Nim Arthur Evans przystąpił do badań w Knossos, na południu Krety zaczął prowa-

Oglądany z bliska dysk robi ogromne wrażenie, szczególnie na kimś, kto od lat zaczytywał się w historii pisma. dzić wykopaliska urodzony na terenie Austro –Węgier Włoch Federico Halbherr. Po kilku latach pracy jego ekspedycja przyniosła niespodziewane

owoce. Oto w 1900 roku odsłonięto w Fajstos fragmenty pałacu wprawdzie mniejszego od włości Minosa, ale zbudowanego z podobnym zamysłem architektonicznym. Podobnie jak w Knossos budowla w Fajstos pełna była pozostałości po ówczesnych mieszkańcach. Wśród naczyń z resztkami miodu, glinianych figurek i tabliczek (z pismem A i B) używanych przez kolejne cywilizacje zamieszkujące Kretę, znaleziono rzecz przypominającą kształtem współczesną płytę CD. Wieczorem 3 lipca 1908 roku jeden z robotników zatrudnionych w Fajstos dojrzał wystający z ziemi kawałek ceramiki. Podniósł go i stwierdził, że trzyma w rękach gliniany krążek o średnicy ok. 16 cm i grubości o ok. 2 cm. Znalezisko zaniósł do Luigiego Perniera, archeologa uczestniczącego w ekspedycji Halbherra. Po oczyszczeniu dysku z resztek piasku okazało

się, że jest on pokryty po obu stronach biegnącymi spiralnie znakami. Luigi Pernier ocenił jego pochodzenie na XVI w p.n.e., a w swoim pamiętniku zanotował, że napisu nie da się odczytać. Dysk z Fajstos, przechowywany wraz z artefaktami z Knossos, jest obecnie prezentowany w Muzeum Archeologicznym w Heraklionie. Jego obie strony pokryte są znakami, które zostały odciśnięte w glinie za pomocą stempli przedstawiającymi wizerunki ryb, ptaków, roślin, toporów, głów w hełmach, sylwetek człowieka, okrętów oraz naczyń. Napisy składają się z 45 różnych znaków ułożonych spiralnie od środka ku krawędzi dysków. W sumie na obu stronach znajduje się 241 znaków tworzących inskrypcję o nieznanej treści. Ponieważ na dysku widnieje 61 różnych kombinacji ideogramów (30 na stronie

7 A i 31 na stronie B), zastanawiano się nad ich znaczeniem, sposobem odczytywania i rolą, jaką ów tajemniczy krążek mógł pełnić w życiu mieszkańców Fajstos. Od chwili jego odkrycia do dziś naukowcy prześcigają się w próbach odszyfrowania zagadki. I tak dysk miał być tablicą astronomiczną, planszą do gry, czy przesłaniem z kosmosu... Zdaniem Arthura Evansa, który jako jeden z pierwszych zajął się analizą semantyczną dysku, spośród 45 znaków jedynie kilka przypomina te, które stosowano w piśmie linearnym A. Uznał więc, że dysk, jako jedyny o tym kształcie artefakt, pochodzi spoza Krety. Kolejni badacze z dużą dozą fantazji twierdzili, że dysk może być rodzajem kalendarza, wskazówką religijnej inicjacji dziewcząt, pozaziemskim przekazem czy, jak chce nowozelandzki lingwista Stephen Roger Ficher, wezwaniem do wojny. Brak drugiego, podobnego do pokrywającego dysk z Fajstos napisu, uniemożliwia jego odczytanie Nie wiadomo, jak należy analizować jego treść: czy od środka do krawędzi, czy może odwrotnie. Nie jest jasne, która strona dysku inicjuje inskrypcję. Wreszcie zastanawia sam sposób wykonania znaków, których nie skreślono rysikiem, a wytłoczono za pomocą jakichś przyrządów do odciskania. I to na długo przed wynalazkiem Chińczyków, o Gutenbergu nie wspominając. Nikt dotąd nie potwierdził jego autentyczności, ponieważ grecka strona nie wyraziła zgody na poddanie dysku badaniom potwierdzającym jego wiek. W związku z tym pojawiły się teorie próbujące obalić autentyczność znaleziska z Fajstos. Największym antagonistą okazał się amerykański naukowiec dr Jerome Eisenberg, który stwierdził, że dysk jest falsyfikatem wykonanym i podrzuconym przez Luigiego Perugiego w celu przyćmienia odkrycia Arthura Evansa. Według Eisenberga dysk w porównaniu z innymi wypalonymi przez ogień tabliczkami ma zbyt równe krawędzie. Nadto jest jedynym tego typu znaleziskiem w basenie Morza Śródziemnego. Zastrzeżenia dyrektora nowojorskich Królewsko – Ateńskich Galerii budzi także sposób powstania tajemniczych znaków, niestosowany przez Minojczyków, Dorów czy Achajów. Oglądany z bliska dysk robi ogromne wrażenie, szczególnie na kimś, kto od lat zaczytywał się w historii pisma. Dysk bowiem zdobił niejedną okładkę książki poświęconej temu zagadnieniu. Jest jednym z najczęściej odtwarzanych wzorów biżuterii: kolczyków, wisiorków i bransolet sprzedawanych na Krecie. I, mimo zastrzeżeń ze strony J. Eisenberga, darzonym przez Greków ogromnym szacunkiem. Sonia Langowska


8

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

dOm i wnętrza

Wymiana okien – jak wybrać optymalnie?

Koniec lata to idealny czas na wymianę okien. Trzeba się jednak spieszyć. Na zamówione okna trzeba poczekać ok. 2-6 tygodni. Warto też wiedzieć, jak wybrać właściwie.

Nie dajcie się zwieść – okno o najwyższych parametrach we wszystkich zakresach nie jest potrzebne każdemu. Odporność na obciążenie wiatrem – ma sześć klas. W polskim klimacie zupełnie wystarczająca jest klasa C2, która dopuszcza ugięcie profilu skrzydła przy wietrze wiejącym z prędkością 130 km/h. W najwyższej klasie C6 takie ugięcie nastąpiłoby dopiero przy wietrze o prędkości ponad 200 km/h. REKLAMA

Wodoszczelność – ma 10 klas, a na polskie warunki wystarczy 7A, która oznacza, że okno w murze może zacząć lekko przeciekać dopiero wówczas, gdy deszcz będzie niesiony prostopadle do okna wiatrem o prędkości 80 km/h. Właściwie niemożliwe do osiągnięcia. Właściwości akustyczne (Rw) – optymalne właściwości tłumienia hałasu zewnętrznego daje Rw = 33-35, wyższe stosuje się np. w pobliżu lotnisk, autostrad. Przenikalność cieplna okna (Uw) – na wartość tego współczynnika ma wpływ za-

okien, jeśli to on został wybrany w pierwszej kolejności. Okna pełnią wiele funkcji i muszą być dobrze zamontowane. Inaczej będą generować same problemy.

Do mieszkania w bloku nie sprawdzą się np. okna energooszczędne. Jak widać, do wymiany okien też można się przygotować, nawet będąc kompletnym laikiem. Wystarczy poświęcić chwilę na zrozumienie parametrów okna i sprawdzić, jakie są faktyczne potrzeby. Takiemu klientowi nikt nie wmówi, że powinien wydać pieniądze na coś, czego nie potrzebuje. Aleksandra Rekuć

Podstawowy poradnik kupującego i sprzedającego nieruchomość

Źródło windmar.com.pl

Żeby nie kupić kota w worku, warto poznać swoje potrzeby. Choćby po to, żeby nie dać się namówić na okna, które przysporzą co najwyżej siwych włosów. Nie dajcie się zwieść – okno o najwyższych parametrach we wszystkich zakresach nie jest potrzebne każdemu. Do mieszkania w bloku nie sprawdzą się np. okna energooszczędne. Mogą stać się nawet przyczyną pleśni i wilgoci w mieszkaniu. Jak sprawdzić i wybrać parametry? Każde okno jest zaopatrzone w tabelę zawierającą informacje:

cza ilość światła słonecznego, jakie przez okno przeniknie do wnętrza. Nie istnieją szyby, które przepuszczałyby 100% światła. Niemniej im wyższy parametr, tym lepszy. Współczynnik całkowitej przepuszczalności energii promieniowania słonecznego (Solar Factor) – mówi, ile ciepła słonecznego dotrze do wnętrza. Wartości optymalne w naszym klimacie to te powyżej 60%. A na lato obowiązkowe zasłony lub rolety. Niezwykle ważny jest montaż okien. Wybierając firmę, która się tym zajmie, najlepiej popytać znajomych, sprawdzić opinie na forach internetowych – piszą przede wszystkim niezadowoleni klienci i daje to dość dokładny obraz oferowanych usług. Można też poprosić o rekomendację producenta

równo rama okienna (Uf), jak i szyba (Ug). Obecnym standardem rynkowym są okna o Uw = 1,2-1,3 W/(m2.K), Okna o współczynniku poniżej 1,0 stosowane są w domach energooszczędnych i pasywnych. I tylko tam. Przepuszczalność powietrza – ma cztery klasy, z których czwarta jest najwyższa i w praktyce oznacza nieprzepuszczanie powietrza do pomieszczenia. Taką klasę powinny mieć okna w domach z wentylacją mechaniczną! Do bloku wystarczy klasa 1-2. Współczynnik przepuszczalności światła (Lt) – ozna-

Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, kiedy zacząłem pisać ten artykuł, to ta, że nie da się stworzyć poradnika, który obowiązywałby przy wszystkich transakcjach. Zawsze powtarzam, że każdy przypadek jest inny i każda sprzedaż czy kupno wymagają indywidualnego podejścia. Można jednak stworzyć coś na zasadzie spisu ogólnych porad, powtarzalnych, o których warto pamiętać w każdej sytuacji, gdy dokonujemy kupna lub sprzedaży nieruchomości. Zacznę od sprzedającego, którego transakcja jest obarczona z reguły mniejszym ryzykiem. To, co powinien zrobić sprzedający, to na pewno zgromadzić wszelkie dokumenty związane z nieruchomością, a niezbędne do sprzedaży. Powinien też zwrócić uwagę na zapisy w umowach, tak by nie godziły w jego bezpieczeństwo, tj.: terminy umów, terminy przelewów, czy wreszcie termin wydania nieruchomości. To, na co powinien zwrócić baczną uwagę, to sposób zapłaty całej kwoty sprzedaży. I tu wymienię najbardziej popularne formy: - gotówka (bardzo rzadko spotykana forma rozliczenia), - przelew (jednorazowy, na raty, tego samego dnia lub w terminie do 3 dni roboczych), - kredyt hipoteczny (umowę kredytu trzeba powołać w treści aktu i zawsze się z nią zapoznać, by mieć pewność, że kredyt jest przyznany na zakup przedmiotowej nieruchomości). Natomiast dla kupującego to już bardziej skomplikowana operacja. To kupujący musi zachować wyjątkową ostrożność. Najważniejsza jest dogłębna weryfikacja dokumentów dostarczonych przez sprzedającego. Z nich powinno wynikać, czy nieruchomość nadaje się do kupna, czy jest bez jakichkolwiek obciążeń i roszczeń osób trzecich. Z tychże dokumentów dowiemy się też, kto jest faktycznie właścicielem. Trzeba też zwrócić uwagę na określenie bezpiecznych terminów płatności czy wydania lokalu. To ważne ze względu na ustalone warunki transakcji oraz możliwość unieważnienia jej z powodu ich niedotrzymania. Warto mieć na uwadze, że kupujący ponosi koszt sporządzenia aktu notarialnego. Jako ten, który płaci, ma absolutne prawo wyboru kancelarii notarialnej. Do spraw formalnych dochodzą jeszcze aspekty techniczne i stan sprzedawanej nieruchomości. Warto zrobić wszystko, co się da, aby ustrzec się tzw. wad ukrytych. Sądzę, że gdy macie Państwo wątpliwości co do dokonywanej transakcji, czy nie posiadacie odpowiedniej wiedzy, to warto skorzystać z usług rzetelnego profesjonalisty zajmującego się pośrednictwem na rynku nieruchomości. Koszt takiej usługi może często okazać się wielokrotnie niższy od kwoty, którą możecie stracić wskutek niestarannego działania i podejmowania pochopnych decyzji. Sebastian Smoliński


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

9

Problem Gdyni - rowerzyści na chodnikach Rowerzystów jest coraz więcej, młodszych i starszych pasjonatów dwóch kółek. Wiele też osób, czy to z powodów komunikacyjnych, np. dojazdów do pracy, czy tylko rekreacyjnych, przesiada się z samochodów na rowery. Nie jest to większym problemem, kiedy ma to miejsce na terenach podmiejskich lub tam, gdzie przygotowano odpowiednią drogę dla rowerzystów – ścieżki rowerowe. Jest wiele miejsc w Polsce: tak jak np. w Inowrocławiu, gdzie można objechać całe miasto, korzystając ze ścieżek rowerowych ciągnących się wzdłuż prawie wszystkich ulic miasta. Każdy ma swoje miejsce, samochody na jezdniach, rowerzyści na ścieżkach, piesi na chodnikach. Niestety, inaczej jest w Gdyni, a szczególnie w Centrum. – Wielu turystów odwiedzających Gdynię przyznaje, że w ich miastach rowerzyści dostosowują się do przepisów i poruszają się jezdniami, owszem są i tacy, którzy korzystają z chodników, ale nie jest to tak zauważalne i nagminne jak w naszym mieście – informuje Rafał Studziński z Samodzielnego Zespołu ds. Komunikacji Rowerowej Zarządu Dróg i Zieleni. A jak wygląda to na co dzień? Czy szanowane jest prawo pieszego do bezpiecznego poruszania się po chodniku ? Aby doświadczyć tego, co ma miejsce na chodnikach takich ulic jak: Starowiejska, 10 Lutego czy Władysława IV, wystarczy wybrać się na krótki spacer. Ni stąd, ni zowąd możemy zostać „zaatakowani” dzwonkiem pędzącego chodnikiem rowerzysty. Dobrze, gdy użyje on dzwonka, bo wtenczas będziemy mieli jakąś szansę uskoczyć w bok, zejść z toru jazdy. Kiedy jednak nie zauważymy cichego „slalomisty”, to wtenczas potrącenie mamy pewne. Sytuacja najczęściej kończy się pyskówką. Gorzej, kiedy konieczna będzie wizyta w Pogotowiu Ratunkowym. Znacznie gorsza jest sprawa związana z ulicą REKLAMA

Świętojańską – tutaj mają miejsce „sportowe” wyścigi chodnikowe. Otóż „zawody” te polegają na tym, że start odbywa się na lewym i prawym chodniku na wysokości Urzędu Miasta, a wygrywa ten „zawodnik”, który pierwszy dojedzie do Placu Kaszubskiego. Czy to tylko głupota, czy już patologia społeczna ? Jak zgodnie przyznają przedstawiciele magistratu, Straży Miejskiej i Stowarzyszenia Rowerowa Gdynia, jazda rowerowa po chodniku, z wyłączeniem dwóch przypadków, jest przekroczeniem norm prawnych i wykroczeniem drogowym. Tylko co z tego? Każda z wymienionych instytucji widzi problem inaczej. Zarząd Dróg i Zieleni w Gdyni, tworzący infrastrukturę miasta, prowadzi prace nad uspokojeniem ruchu na ulicach śródmieścia – wdrażaniem programu oznakowania prawnie zobowiązującego kierujących do ograniczenia prędkości do 30 km/h. Na jezdniach tych ulic mają pojawić się również rozwiązania dla rowerzystów – oznakowanie toru i kierunku ruchu rowerów, szczególnie jeżeli jest to jazda „pod prąd” . Aktualnie ma to już miejsce na ul. 3 Maja, a być może tak będzie kiedyś na ul. Świętojańskiej. Wszystko po to, aby zachęcić rowerzystów do korzystania z bezpiecznej jezdni i jednocześnie uniemożliwić szybką jazdę autom. Łukasz Bosowski z Rowerowej Gdyni stwierdza, że bez rozsądnej organizacji ruchu na ulicach rowerzyści zawsze wybiorą własne bezpieczeństwo. Dlatego też Stowarzyszenie

wspiera projekty uspokajania ruchu w Centrum, Chyloni czy Karwinach. Wskazuje jednak, że w powyższym programie są błędy. Na przykład połączenie ulicy 10 Lutego z ulicą Morską konserwuje autostradową koncepcję centrum miasta i znów „wciska” rowery na chodniki. Mimo licznych próśb i konsultacji z magistratem, urzędnicy pozostają nieprzekonani, zdaniem Stowarzyszenia, do zmiany złych rozwiązań. Danuta Wołk-Karaczewska, rzecznik prasowy Straży Miejskiej podkreśla, że Straż będzie zdecydowanie reagować na sytuacje, kiedy łamane jest prawo i pojawi się realne zagrożenie dla uczestników ruchu pieszego. I tak też się dzieje, że w codziennej pracy strażnicy stosują nie tylko pouczenia, ale również bezwzględną restrykcję w postaci mandatów i wniosków do sądu wobec rowerzystów, którzy nie respektują obowiązujących przepisów. Okazuje się jednak, że większość zatrzymanych na gorącym uczynku podczas jazdy po chodnikach przyznała, że nie ma świadomości, że popełnia wykroczenie, jeszcze inni twierdzili, że obawiają się jeździć po ulicy, więc korzystają z chodników. Z powyższego wynika, iż jeszcze wielu z nas cierpi na „pomroczność jasną”, bądź też nigdy nie słyszała o przepisach ruchu drogowego lub o zwykłej kulturze drogowej. A co sądzą na ten temat nasi Czytelnicy – czekamy na uwagi( adres redakcja@gdynskiiks.pl pozostaje do Państwa dyspozycji). X

Naszym Czytelnikom

– miłośnikom dwóch kółek – przypominamy Art. 33 Ustawy Prawo o ruchu drogowym (tekst jednolity Dz. U. z 2012 r. Nr 0, poz. 1137) stanowi: 5. Korzystanie z chodnika lub drogi dla pieszych przez kierującego rowerem jednośladowym jest dozwolone wyjątkowo, gdy: – opiekuje się on osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem – szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów – warunki pogodowe zagrażają bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni (śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź, gęsta mgła), z zastrzeżeniem ust. 6. 6. Kierujący rowerem, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest obowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym. Wszystkie przepisy z Kodeksu Drogowego dotyczące rowerzystów zebrane są na stronie: wrower.pl/prawo/kodeks-drogowy-dla-rowerzystow.html REKLAMA


10

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

patrOni naszych ulic

Jan Kasprowicz (1860 – 1926)

„Od morza jesteśmy, od morza Od szumnych bałtyckich wód Z świeżości ich siłę swą czerpię Nasz polski odwieczny ród” (Jan Kasprowicz, Baltia; 1924)

Urodził się 12 grudnia 1860 r. we wsi Szymborze (od 1934 r. dzielnica podmiejska miasta Inowrocławia), w jednej z najbiedniejszych szymborskich rodzin. Ojciec Piotr (1 VIII – 15 II 1893) pochodził z Inowrocławia z dzielnicy Nowe Ogrody. Matka Józefa Klofta (9 III 1837 – 31 XII 1914) pochodziła z Szymborza. Ich wspólne gospodarstwo wynosiło niespełna 24 ary ziemi ornej w Szymborzu i Inowrocławiu. Ojciec przyszłego poety był analfabetą. Zachowały się bowiem dokumenty, na których w miejscach koniecznego podpisu, widnieją trzy krzyżyki (a i to bardzo nieudolne), matka natomiast potrafiła i czytać, i pisać. Podobno Józefa Kasprowiczowa urodziła czternaścioro dzieci (ale wg najmłodszej siostry Jana Kasprowicza – Anny Roliradowej „babusia nos miała dziwiętnaście”); w wielu opracowaniach biograficznych podawana jest liczba szesnaściorga dzieci. Niestety, brak jest jakichkolwiek wzmianek o zmarłym rodzeństwie Kasprowicza w księgach metrykalnych. Prawdopodobnie umierały bezpośrednio po porodzie, były w domu chrzczone „z wody” przez babkę (położną) i natychmiast chowane na pobliskim cmentarzu. Wieku dojrzałego dożyło pięcioro – Franciszka (Francka lub Frąsia) (1863–1926) zamężna Antczakowa, Anna (1870–1947) zamężna Roliradowa, Józef (1875–1937) i Władysław (1880–1903). Mimo wielu trudów Józefa Kasprowiczowa postanowiła wykształcić swego najstarszego syna, mając nadzieję, że Jan zostanie księdzem. Pierwsze nauki od 1867 r. pobierał w Szymborzu. Uczył go Andrzej Dybała (później zmienił nazwisko na „bardziej miejskie” – Dybalski). I to właśnie jemu zawdzięcza poeta nie tylko wiedzę elementarną, ale i rozbudzenie własnej godności i świadomości narodowej. W trzy lata później, w 1870 r. rozpoczął naukę w pruskim gimnazjum w Inowrocławiu (od 1926 r. szkoła nosi imię Jana Kasprowicza). Był to

trudny okres dla Jana Kasprowicza jako ucznia, bowiem w tym czasie nasiliła się akcja germanizacyjna prowadzona przez pruskie władze bardzo brutalnie nie tylko w szkołach, ale także w życiu publicznym. Stąd też zaczęły się pierwsze próby tworzenia tajnych organizacji krzewiących polskość, historię Polski, język polski i religię. Dlatego też już od 1874 r. Kasprowicz należał do Towarzystwa Filomackiego im. Wincentego Pola. I właśnie w tej tajnej organizacji po raz pierwszy przyszły poeta ujawnił cechy swego charakteru: upór, umiejętność postawienia na swoim i formułowania jasnych stanowisk. Mniej więcej w tym czasie zaczął pisać pierwsze wiersze. Najstarsze pochodzą z 1877 roku, a zatem pisał je siedemnastoletni chłopak, osiemnastolatkowi w 1878 r. poznańskie wydawnictwo „Lech” wydrukowało „dla zachęty” pierwszy sonet „Poranek”, a w 1882 r. warszawskie „Kłosy“ opublikowały kilka wierszy. Pomógł tym razem Józef Ignacy Kraszewski, dzięki którego wstawiennictwu wiersze zostały podpisane Jan K. Dopiero petersburski „Kraj” utwory nieznanego poety podpisał pełnym imieniem i nazwiskiem Jan Kasprowicz. Jest rok 1880. Przyszły poeta musi opuścić niegościnne mury inowrocławskiego gimnazjum, bowiem krótko przed maturą wdał się w konflikt z nauczycielem Niemcem, rozpoczynając czteroletnią tułaczkę po gimnazjach w Poznaniu, Opolu i Raciborzu. Zatem maturę, w 1884 roku uzyskał po czternastu latach nauki w gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu. Te lata nauczyły go odporności na upokorzenia i nędzę, z jaką musiał się borykać w swym dorosłym życiu. Od 1885 roku Jan Kasprowicz prowadził szeroko rozumianą działalność dziennikarską i publicystyczną. Pisywał artykuły do warszawskiego „Przeglądu Tygodniowego” i lwowskiego „Przeglądu Społecznego”. Z myślą o zdobyciu zawodu rozpoczął studia w Lipsku, następnie Wrocławiu i Lwowie.

Fot. wikimedia.org

Poeta, dramaturg, dziennikarz, krytyk literacki i teatralny, prof. Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie (obecnie Uniwersytet im. Iwana Franki).

Lipsk okazał się dla przyszłego profesora uniwersyteckiego miastem zbyt drogim, we Wrocławiu aresztowano go za sprzyjanie socjalistom, we Lwowie chciał tylko ukończyć studia (było to miasto należące do zaboru austriackiego), ale to we Lwowie „zakotwiczył” się na długie lata. W tym mieście ukończył studia. W 1904 roku doktoryzował się na podstawie rozprawy o liryce Teofila Lenartowicza, w 1908 roku uhonorowano go tytułem profesorskim i powierzono kierowanie - specjalnie dla niego utworzoną - katedrą literatury porównawczej. W latach 1921–1922 pełnił funkcję rektora Uniwersytetu we Lwowie. Pomimo nawiązywania w twórczości do historii, kultury, gwary i pejzażu z Kujaw większość utworów Jana Kasprowicza powstaje i ukazuje się drukiem we Lwowie. Pierwszy tomik „Poezje” Jana Kasprowicza ukazuje się w grudniu 1888 (z datą 1889) jako 257.-259. tom Biblioteki Mrówki. I jeśli w tym tomi-

ku znalazło się wiele wierszy o tematyce społecznej, to już kilka lat później tomik „Anima Lachrymans” (1894) zawiera utwory poświęcone tematyce młodopolskiej; sporo tu metafizyki i symbolizmu. Od romantycznej literatury uwalnia się w poemacie „Miłość” (1895), gdzie źródłem natchnienia jest przyroda tatrzańska. Dzięki „Hymnom” (1902) stał się Kasprowicz przedstawicielem dualistycznej koncepcji metafizycznej, w której świat pojęty jest jako walka Dobra i Zła. „Hymny” mają bardzo głębokie podłoże religijne, ale też ogromne walory społeczne. Wydana w br. przez Muzeum im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu jako reprint „Księga ubogich” (wydanie z 1916) zawiera mnóstwo odniesień do przyrody tatrzańskiej, ale jest także jakby „godzeniem się z życiem”. To tu znajduje się jeden z najsłynniejszych wierszy Jana Kasprowicza „Rzadko na moich wargach, niech dziś to warga

ma wyzna, jawi się krwią przepojony najdroższy wyraz Ojczyzna” (wiersz XL). W sumie, w latach 1889 – 1927 ukazało się kilkanaście tomików poezji Jana Kasprowicza i kilka dramatów. Był też Kasprowicz – w swoim czasie – znanym i cenionym tłumaczem arcydzieł literatury niemieckiej, francuskiej, angielskiej i flamandzkiej. Lata profesorskie wypełnione były pracą nie tylko dydaktyczną, ale i społeczną. Udzielał się w różnych organizacjach patriotycznych. W 1920 roku brał udział, razem ze Stefanem Żeromskim, w propagandowej akcji przedplebiscytowej na Warmii i Mazurach. Po przejściu na emeryturę w 1923 roku kupił dom na Harendzie koło Zakopanego. W domu tym zmarł 1 sierpnia 1926 roku. Pochowano go początkowo na Starym Cmentarzu w Zakopanem, od 1933 spoczywa w Mauzoleum wybudowanym ze składek społecznych obok domu na Harendzie. Jan Kasprowicz trzykrotnie wchodził w związki małżeńskie. Jego pierwszą żoną była Teodozja z Szymańskich (1852–1889). Małżeństwo to zawarte w 1886 roku zakończyło się rozwodem; w 1889 roku Teodozja popełniła samobójstwo. Drugą żonę Jadwigę z Gąsowskich (1869–1927) poślubił w Krakowie w 1893 roku. Małżeństwo także zakończyło się rozwodem w 1905 roku. Trzeci związek zawarł w 1911 roku z córką carskiego generała Marią Bunin (1887?–1968), która stała się wykonawczynią jego poetyckiego testamentu. Tylko z drugiego małżeństwa Jan Kasprowicz miał dzieci – córkę Janinę (1893–1980) zamężną Małaczyńską i Annę (1895–1988) zamężną Jarocką. Z Anną i Janiną przyjaźniłam się do ich śmierci, to one przekazały mi mnóstwo nieznanych i dotąd niepublikowanych informacji dotyczących rodziny Jana Kasprowicza. Janina Małaczyńska miała dwoje dzieci – córkę Ewę (1919–1998) i syna Jana (1921– 1980?). Jej mąż Zdzisław jako oficer WP został zamordowany w Starobielsku i pochowany na Polskim Cmentarzu Wojennym w Charkowie. Ale to już zupełnie inna historia. Janina Sikorska


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Pokolenie kamperów Młode pokolenie filmowców nareszcie dochodzi do głosu. A chodzi o realizację pełnometrażowych filmów przez młodych debiutantów. W ich produkcjach wybrzmiewają problemy i życiowe rozterki trzydziestolatków. „Kamper” jest jednym z nich. Młode małżeństwo żyje w sfinansowanym przez rodziców mieszkaniu. Ona to pasjonatka gotowania i marzycielka. On (tytułowy Kamper) to chłopiec w ciele dojrzałego mężczyzny, pasjonat i tester gier komputerowych, na których zarabia niemałe pieniądze. Można powiedzieć – wszystko gra. Z tym, że ona w pewnym momencie przyznaje się do zdrady, a on, nie potrafiąc sobie z tym poradzić, również ucieka w cudze (kobiece) ramiona. Pojawia się problem, którego oboje nie potrafią rozwiązać. Jak więc zachowa się Kamper? Podpowiedź podsuwa Łukasz Grzegorzek, młody reżyser i scenarzysta filmu. W środowisku graczy okre„Gdyński IKS” wydaje:

Fundacja FLY

ISSN 2353-2157 ul. Świętojańska 36/2, 81-372 Gdynia tel. 58 520 50 88, 693-99-60-88 redakcja@gdynskiiks.pl Nakład 10.000 egz. Redaktor Naczelna Dorota Kitowska Sekretarz Redakcji Radosław Daruk Redakcja: Radosław Daruk, Maria Gromadzka, Jolanta Krause, Aleksandra Kurek, Irena Majkowska, Katarzyna Małkowska, Barbara Miecińska, Radek Radziejewski, Aleksandra Rekuć, Sonia Watras-Langowska, Małgorzata Łaniewska, X, Łukasz Zagórski, Alina Zielińska Korekta: Irena Majkowska, Maria Gromadzka Marketing: Zbigniew Ignasiak tel. 505 576 676 z.ignasiak@fundacjafly.pl Grafika: Łukasz Bieszke, Radosław Daruk Skład: ALFA SKŁAD Łukasz Bieszke, biuro@alfasklad.com.pl Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i tekstów reklamowych.

ślenie „kamper” ma wydźwięk negatywny. Kampuje osoba, która ukrywa się przed resztą graczy i strzela ze swojej kryjówki znienacka. Jest to

Można powiedzieć – wszystko gra. Z tym, że… zachowanie ogólnie potępiane w grach komputerowych. Kampowanie cechuje osobę, która nie potrafi zaryzykować, boi się dynamiki gry i brakuje jej odwagi lub umiejętności, by zmierzyć się z przeciwnikami. To prosta metafora, którą Łukasz Grzegorzek tworzy w odniesieniu do życia Kam-

pera. Ten, gdy pojawia się problem, nie potrafi się z nim zmierzyć. Snuje się, imprezuje w samotności, upija się, biega. Oglądając zmagania Kampera, można odnieść wrażenie, że reżyser tak widzi całe pokolenie – niedojrzałe i niepotrafiące sprostać życiu codziennemu. W „Kamperze” dodatkowo uderza to, że bohaterzy nie potrafią rozmawiać. Owszem, mówią, ale nie potrafią się komunikować. Nie potrafią rozmawiać o swoich rozterkach, problemach i marzeniach. To smutny widok. Historia, jaką stworzył reżyser, jest dosyć prosta lecz autentyczna i to jest jej atut. Niestety, sposób jej zobrazowania nie zadowala. Film nie zmusza widza do refleksji, nie wzrusza, nie zachwyca obrazami ani montażem. Na szczęście broni się muzyka. Na plus można również zaliczyć kreacje aktorskie. Kamper wraz z żoną stworzyli naprawdę dobrą „chemię” na ekranie. „Kamper” zaciekawia historią, ale brakuje mu niestety „smaczku”. Z kina wychodzi się z dużym niedosytem i wręcz rozczarowaniem, bo miało być tak emocjonująco, a nie było. Pomimo wszystko „Kamper” zakwalifikował się do Konkursu Głównego Festiwalu Filmowego w Gdyni i wraz z innymi piętnastoma filmami powalczy o Złote Lwy. Być może Jury dostrzeże w nim drugie dno. Aleksandra Kurek

FUNDACJA FLY ZAPRASZA NA WYCIECZKI Dolny Śląsk + Praga – Policzymy krasnale we Wrocławiu, zjedziemy pod ziemię sprawdzić, co ciekawego słychać w sztolniach, zachwycimy się krajobrazem Kotliny Kłodzkiej i Gór Stołowych, odwiedzimy sąsiadów i ich piękną stolicę. Co jeszcze w programie? Skalne Miasto, pałace i zamki, góry i wiele innych atrakcji. Dolny Śląsk czeka na odkrycie. Termin: 18-24 września 2016, cena: 1040 zł Środkowe Włochy – Toskania – Tuż przed rozpoczęciem kolejnego roku nauki, zanim zapanują chłody i deszcze ostatnia okazja, by poprawić opaleniznę i doładować akumulatory. Skąpana w słońcu, pełna pięknych zabytków Florencja Medyceuszy, Siena, Piza, Arezzo, rzymska kolonia w Lucca czekają właśnie na Was. Termin: 19-26.09.2016, cena – 3.085 zł Na naszych wycieczkach: poznajemy kulturę, ludzi, przyrodę i religie odwiedzanych miejsc nie biegamy – zwiedzamy rezerwujmy noclegi w możliwie jak najmniejszej liczbie hoteli cena obejmuje wszystkie koszty (Przejazdy lub przeloty w obie strony, noclegi w hotelach w pokojach 2- i 3-osobowych, śniadania i obiadokolacje, realizację programu zwiedzania, bilety wstępów , ubezpieczenie KL, NNW i dodatkowo ubezpieczenie od leczenia chorób przewlekłych)

WYPOŻYCZALNIA STROJÓW KARNAWLOWYCH Fundacja FLY zwraca się z apelem do wszystkich mieszkańców o przekazanie niepotrzebnych już strojów karnawałowych i ich elementów do przygotowywanej WYPOŻYCZALNI STROJÓW KARNAWAŁOWYCH, która zostanie uruchomiona przy Sklepie Charytatywnym „Z głębokiej szuflady”. Z radością przyjmiemy zarówno kompletne stroje jak też poszczególne elementy – kapelusze, apaszki, paski, kamizelki, zabawne elementy garderoby i gadżety, które można wykorzystać. Na Państwa dary czekamy codziennie w Sklepie charytatywnym „Z głębokiej szuflady” od poniedziałku do piątku od 10.00 do 18.00 w soboty od 10.00 do 14.00 w Gdyni, ul. Świętojańska 36, Pasaż „W Starym Kinie” Dochód z wypożyczalni przeznaczony zostanie na działalność Klubu Młodzieżowego FLY w zakresie wyrównywania szans edukacyjnych młodzieży gimnazjalnej z gdyńskich rodzin.

11

ZAPROSZENIE DO SKLEPU CHARYTATYWNEGO „ZGŁĘBOKIEJ SZUFLADY” Fundacja FLY zaprasza codziennie do Sklepu Charytatywnego„Z głębokiej szuflady” w Pasażu „W Starym Kinie” przy ul. Świętojańskiej 36 w Gdyni. Sklep czynny jest od poniedziałku do piątku w godz. 10.00 – 18.00, w soboty od 10.00 do 14.00. Za symboliczne kwoty można tu nabyć książki, ceramikę, zabawki, płyty DVD/CD oraz winylowe, biżuterię, bibeloty, drobne AGD. Dochód przeznaczony zostanie na wsparcie Klubu Młodzieżowego FLY w zakresie wyrównywania szans edukacyjnych dla młodzieży z niezamożnych rodzin. Zachęcamy także do przeszukania szaf, szuflad, pawlaczy i schowków i przynoszenie zbędnych w domu przedmiotów do sklepu – dostaną dzięki temu nowe życie i przyczynią się do rozwinięcia działalności Klubu.

ZAPISY NA ZAJĘCIA Fundacja FLY informuje, że prowadzi zapisy na zajęcia ruchowe i komputerowe w semestrze zimowym 2016/2017, odbywające się w ramach Uniwersytetu Trzecie Wieku przy Fundacji FLY w Gdyni. Projekt uzyskał dofinansowanie z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Socjalnej w ramach Programu ASOS na lata 2014-2020. Szczegółowy grafik znajduje się na stronie www.fundacjafly.pl w zakładce„Plan zajęć”. Koszt uczestnictwa w zajęciach ruchowych – 40 zł za semestr, a w warsztatach komputerowych – 10 zł za 1 godzinę. Płatne przy zapisach. Informacje i zapisy w biurze Fundacji FLY w Gdyni. ul. Świętojańska 36/2 od poniedziałku do piątku od 9.00 do 16.00. Telefon kontaktowy 693-99-60-88, 517-38-38-28

WOLONTARIUSZE Fundacja FLY poszukuje ludzi z pasją - wolontariuszy do prowadzenia zajęć ruchowych, wykładów, lektoratów oraz zajęć hobbystycznych w ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku przy Fundacji FLY w Gdyni. Nie wymagamy doświadczenia – liczy się pasja, wiedza i umiejętności oraz chęć dzielenia się nimi z innymi ludźmi. Fundacja oferuje: – wyposażone sale dydaktyczne (w tym własną salę rekreacji ruchowej) – możliwość zdobycia doświadczenia, – doskonałą atmosferę pracy, – referencje, – zwrot kosztów dojazdu środkami transportu publicznego. Zgłoszenia zawierające cv oraz krótki opis proponowanych zajęć prosimy przesyłać na adres biuro@fundacjafly.pl


12

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

OKiem pOdrÓŻniKa

Cel tego miejsca jest jeden: stworzyć zwierzętom warunki jak najbliższe naturalnym. Pomysł zagospodarowania terenu jest bardzo podobny do safari. Park zajmuje ogromne połacie ziemi z jeziorami, rzeką i lasem. Oprócz zwierząt, które zostały odratowane, można tu znaleźć wiele gatunków silnie zagrożonych wyginięciem, między innymi krokodyle syjamskie, niedźwiadki miodowe, a także zwierzęta, których mięso cenione jest na rynku azjatyckim. Sanktuarium proponuje różne atrakcje, między innymi przechadzkę z przewodnikiem, karmienie młodych, spacer

fansshare.com

Khmerskie „sanktuarium zwierząt” Phnom Tamao Wildlife Rescue Centre jest zlokalizowane o godzinę jazdy skuterem z Phnom Penh. To niesamowite miejsce jest rajem dla wszystkich zwierząt, z których większość doznała w przeszłości wiele cierpienia i bólu.

Koziołek Matołek łączy pokolenia Pierwsze skojarzenie z Koziołkiem Matołkiem to dobre dzieciństwo, takie beztroskie, kolorowe i bezpieczne. Zawsze, jak był Koziołek Matołek, to byli rodzice, była babcia, był brat i siostra, czyli dom, rodzina, bezpieczne dzieciństwo – wspomina w wywiadzie Robert Tondera, aktor występujący w najnowszym słuchowisku o Koziołku Matołku.

Międzynarodowy Festiwal Artystyczny „Koziołek Matołek łączy pokolenia” to wyjątkowa okazja, by starsi i młodsi wspólnie szlifowali swoje talenty. Punktem wyjścia jest „Druga księga przygód Koziołka Matołka”, w której Koziołek Matołek pojawia się w Gdyni. W tym roku obchodzi ona piękny jubileusz 90 urodzin i należy do tego samego pokolenia, co Koziołek i seniorzy, którzy mogą wziąć czynny udział w konkursie. Zapraszamy dzieci i młodzież, wolontariuszy, seniorów, w szczególności dzieci z domów dziecka, czy ośrodków szkolno-wychowawczych. Im bardziej różnorodnie, tym lepiej. Zachęcamy do udziału również aktywną Polonię. Wystarczy, że w miejscu, gdzie mieszkacie, stworzycie zespół, składający się z przynajmniej dwóch pokoleń i wspólnie nakręcicie 10 minutowy film na podstawie: „Drugiej księgi przygód Koziołka Matołka”. Sfilmowana interpretacja może być do-

wolnym artystycznym kolażem. Forma ekspresji jest dowolna: od sztuki teatralnej, teatrzyku kukiełkowego, czy animacji poklatkowej z plastelinowych figurek, po taniec ludowy, hip-hop, słuchowisko, czy zupełnie inną aktywność. Wszystko można dowolnie łączyć. Wystarczy puścić wodze fantazji... Efekt zależy od kreatywności i różnorodności grupy. Udział w konkursie wymaga pracy zespołowej. Każdy znajdzie tam miejsce dla siebie. Potrzebni są nie tylko aktorzy i reżyser, ale osoby, które wykonają stroje i dekoracje, nagrają i zmontują film itp. Festiwal to autorski projekt założycielki fundacji Kreatywnie Pokoleniom – Cieszymy się ogromnie, że finał festiwalu odbędzie się 7 grudnia 2016 r. w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni, w pięknej sali, przygotowanej dla 300-osobowej publiczności. Podczas gali zobaczymy najlepsze finałowe filmy, spośród

których najlepszy zostanie wybrany przez profesjonalne jury, m. in. Macieja Damięckiego, Cezarego Kwiecińskiego i Roberta Tonderę. – mówi prezes fundacji. – Oprócz nagród rzeczowych, zwycięzcy wezmą udział w nagraniu teledysku. Wszystko zaczęło się od pomysłu

na słuchowisko o Koziołku Matołku. Był to powrót do dzieciństwa, powrót do pasji, do wyjątkowych chwil… Celem projektu jest wspieranie rozwoju potencjału dzieci i młodzieży przez zaproszenie do wspólnego działania osób o różnym doświadczeniu. Międzypokoleniowy dialog poszerza perspektywę młodego pokolenia i pomaga dostrzec, że siła leży w różnorodności. Twórcza praca zespołowa kojarzy mi się z uśmiechem, ekscytacją i ogromnym poczuciem satysfakcji. Idąc tropem osób podążających za marzeniami, zgadzam się z myślą Steve’a Jobsa, „żeby czuć satysfakcję, trzeba wierzyć, że robi się wielkie rzeczy, a żeby robić wielkie rzeczy, trzeba kochać to, co się robi”. Wszelkie pytania prosimy kierować na adres mailowy: aleksandra-malinowska1@ wp.pl lub dzwonić pod nr 663 075  087. Do końca września mogą się zgłaszać konkursowe zespoły, które do 20 listopada 2016 r. przesyłają przygotowane filmy. Jeśli masz wrażliwą i utalentowaną duszę, i nie boisz się wyzwań, ten festiwal jest dla Ciebie. Szukamy ludzi z pasją, takich jak TY! Aleksandra Malinowska

w którym mieszka ponad 700 zwierząt. Sanktuarium znajduje się w Kings w Kalifornii. Trafiają do niego głównie koty bezdomne, stare, ranne, które potrzebują pomocy w codziennym funkcjonowaniu. Koci dom powstał 23 lata temu i do tej pory udało się uratować ponad 23 tysiące stworzeń. Każde z opisanych przeze mnie miejsc i wiele innych na całym świecie jest otwarte na wolontariuszy i chętnie przyjmie ludzi do pomocy. W zamian za pracę właściciele oferują nocleg i wyżywienie. Praca czasami bywa trudna, męcząca, ale satysfakcja, niesamowite przeżycia i świadomość niesienia pomocy bezbronnym zwierzętom pozostaną w nas na całe życie. Zachęcam zatem, by przy najbliższym planowaniu wakacyjnych podróży odwiedzić strony internetowe, które oferują tego typu przygodę. W takich miejscach nie trzeba spędzić dużo czasu, aby dać wiele szczęścia i troski cudownym stworzeniom. Łukasz Zagi Zagórski

iKs w Kuchni

Zapiekane łódeczki z cukinii

Fot. polki.pl

Ocalić zwierzęta

w towarzystwie słoni. Cena za całodzienny pobyt to jedynie 10$. Można również zgłosić się do pracy jako wolontariusz. Uważam, że byłoby to na pewno niezapomniane przeżycie. Kolejnym miejscem, które zostało stworzone przez ludzi dla zwierząt, jest Farm Sanctuary, czyli sanktuarium dla zwierząt hodowlanych, które mieści się w Stanach Zjednoczonych. Dzięki temu przedsięwzięciu tysiące zwierząt uniknęło śmierci. W tym niecodziennym zwierzęcym sanktuarium możemy spotkać krowy, kury, indyki, świnie, kaczki i wiele innych hodowlanych stworzeń. Właściciele farmy prowadzą program edukacyjno – integracyjny, który ma na celu uświadomienie ludziom, że zwierzęta są naszymi przyjaciółmi, a nie naszym jedzeniem. Starają się również kształcić odwiedzających na temat szkodliwości masowych hodowli, które fatalnie wpływają na nasze zdrowie i środowisko. Na koniec coś dla fanów kotów. To, na prawie 12 hektarowej posiadłości, koci dom,

Wakacje to czas upałów. Często nie mamy wtedy ochoty ani na długie stanie w kuchni, ani nawet na tradycyjne obiady. Świetną propozycją na letni obiad mogą być warzywa, których nie brak na osiedlowych straganach. Polecam szybką i lekką potrawę z cukinii z kilku prostych składników. Składniki na 4 szt.: cukinia 2 jajka kurze lub 4 jajka przepiórcze 4 małe łyżeczki oliwy aromatyzowanej czosnkiem sól, pieprz suszony tymianek Wykonanie: Cukinię umyć, przekroić wzdłuż i wszerz by uzyskać 4 łódeczki. Każdą z nich wydrążyć łyżeczką. Do każdej łódeczki wlać łyżeczkę oliwy, a także oprószyć ją solą, pieprzem i roztartym tymiankiem. Wbić do środka jajko. Zapiekać w piekarniku, aż jajka się zetną. Podawać ze zsiadłym mlekiem. Smacznego! Dorota Kitowska

Profile for Fundacja FLY

2016 08 gdynski iks 33  

1 Po zdrowie ; 2 Po zdrowie ; 2 Co byk robi w składzie porcelany ; 3 ARG Kulinarna Świętojańska ; 3 Od muralu do detalu ; 4 Miażdżyca ; 4 S...

2016 08 gdynski iks 33  

1 Po zdrowie ; 2 Po zdrowie ; 2 Co byk robi w składzie porcelany ; 3 ARG Kulinarna Świętojańska ; 3 Od muralu do detalu ; 4 Miażdżyca ; 4 S...

Advertisement