{' '} {' '}
Limited time offer
SAVE % on your upgrade.

Page 1

GAZETA BEZPŁATNA Nr 20, lipiec 2015

GDYNIA LATEM ZAPRASZA

Kaszub sk obrzęd i rok ow y m.i

n. So Noc św bótki – Święt y ogień iętoj ), Kwiat p ańska na Kas zubach aproci , i inne z jawiska .

str. 10-

11

Maltańskie impresje Gdynia to miasto położone w północnej Polsce, nad Morzem Bałtyckim. Mówi się o niej „miasto z morza i marzeń”. Powstała bowiem Gdynia na fali radości narodu polskiego po odzyskaniu niepodległości. Gdynianie są, według socjologów, najbardziej zadowoleni ze swego miejsca zamieszkania spośród mieszkańców wszystkich miast w Polsce.

Malta jako państwo i wyspa jest z pewnością fenomenem na skalę europejską, myślę, że rzec można, że także na skalę światową.

Fot. wikipedia.com

strona 4 i 5

W okresie letnich wakacji Gdynię odwiedzają tysiące turystów z Polski i zagranicy. Ciekawe miejsca, mnogość imprez kulturalnych i niepowtarzalna atmosfera naszego młodego miasta przyciągają co roku nad Zatokę Gdańską. O tym co, będąc w Gdyni, trzeba koniecznie zobaczyć, piszemy na str. 12. REKLAMA

O sukniach i sukienkach Najnowszy trend tego lata to białe sukienki, które nie powinny kojarzyć się z suknią panny młodej lecz ze stylem romantycznym (hafty, falbanki, podkreślona talia).

strona 8


2

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Poznaj POLSKĘ z Fundacją FLY Jeżeli masz wolny tydzień w sierpniu, zapraszamy na niezapomnianą wycieczkę na mało znane, lecz jakże piękne, wschodnie rubieże naszego kraju. Mamy jedną bazę noclegową i codziennie robimy wypady. Nie biegamy – zwiedzamy. W cenę wliczone są wszelkie koszty (przejazd, zakwaterowanie, wyżywienie (śniadania i obiadokolacje), wstępy, ubezpieczenie NNW, przewodnik). Zostało jeszcze kilka miejsc. Może weźmiesz wnuka i razem przeżyjecie wspaniałą przygodę?

W programie m.in. zwiedzanie Krasnobrodu (uzdrowisko!) z jego sanktuarium, muzeum i skansenem przy klasztorze, cudownym źródełkiem i wieżą w starym kamieniołomie; Szumy nad Tanwią; kredowe podziemia w Chełmie i jego zabytki, Hrubieszów Prusa, Staszica i Zina; stary i wspaniale odrestaurowany Zamość; Zobaczymy, jak od wieków tłoczy się olej i co naprawdę oznacza powiedzenie „lepszy rydz, niż nic”; sprawdzimy, co brzmi w Szczebrzeszynie – mieście trzech kultur; Przemyśl – miasto trzech

Fot. R.Daruk

ROZTOCZE I

biskupów i wspaniałych świątyń; zamek Krasickiego w Krasiczynie oraz Kazimierz Dolny… Termin: 16 - 22.08. Cena: 950 zł. ROZTOCZE II ZE LWOWEM W programie m.in. Ordynacja Zamoyskich: Zwierzyniec i Ośrodek Edukacyjno-Muzealny Parku Narodowego, kościół na wysepce pw. św. Jana Nepomucena; skansen w Guciowie i tajemnicza „wilgotność wąwozu”; Lublin – zamek, Muzeum Wsi Lubelskiej, podziemia pod Rynkiem i inscenizacja wielkiego pożaru, z którego wyjdziemy bez szwanku, Stare Miasto; dwudniowy wyjazd do Lwowa – cudowna atmosfera starego miasta, Cmentarz Łyczakowski i Cmentarz Orląt, Wzgórze Zamkowe, opera; Zamość – renesansowe miasto stworzone dla ludzi, a obecnie przepięknie odrestaurowane. Termin: 24 - 30.08. Cena: 1070 zł.

Dobra reklama wśród dojrzałych odbiorców zadzwoń/napisz i dowiedz się więcej tel. 505 576 676 z.ignasiak@fundacjafly.pl

Rozpoczynają się zapisy na zajęcia w Fundacji FLY na semestr 2015/2016 Uniwersytet Trzeciego Wieku przy Fundacji FLY przyjmuje zapisy na zajęcia ruchowe oraz warsztaty komputerowe, które będą się odbywać od października 2015. Opłata za semestr zajęć ruchowych wynosi 40 zł, opłata za warsztaty komputerowe - 10 zł za godzinę zajęć. Zapisy odbywają się w siedzibie Fundacji FLY w Gdyni, przy ul. Świętojańskiej 36/2, od poniedziałku do piątku w godz. 9.00 – 16.00. Serdecznie zapraszamy Wszystkich Seniorów zainteresowanych naszymi propozycjami.


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Ludzie listy piszą Czy pamiętacie Państwo, kiedy ostatnio otrzymaliście prywatny list napisany piórem, w zaadresowanej kopercie ze znaczkiem i dostarczony przez listonosza. A może pamiętacie, kiedy sami taki list napisaliście. Ja, niestety, muszę przyznać, że nie pamiętam. Zbyt szybko uległam nowej modzie i coraz częściej prowadzę moją korespondencję drogą elektroniczną. A szkoda, bo przecież taki tradycyjny list ma same zalety. Jest to świetny sposób uporządkowania swoich myśli i przelania ich na papier, porozmawiania o sprawach bardzo delikatnych, intymnych, o których nie wypada pisać w e-mailu albo zwierzyć się ze swoich trosk lub podzielić radością. To prawda, że na takie listy czeka się dłużej, ale czy nie warto poczekać. Kiedy trzymamy w ręku zapisaną kartkę, czujemy nić wiążącą nas z nadawcą. Przecież ktoś musiał poświęcić swój czas i napisać do nas, ktoś chciał z nami porozmawiać. Doceńmy ten gest i przywróćmy rytuał pisania listów niesłusznie odrzucony i niedoceniony. A oto kilka książek pełnych listów i liścików, z których poznamy ich autorów: Schmitt E.E., Oskar i Pani Róża – Oskar ma 10 lat i pisze listy do Boga. 13 wzruszających, ale jednocześnie prostych i napisanych bez patosu opowieści, pełnych ważnych myśli, wskazówek, jak akceptować cierpienie, doceniać chwile. Sobieski J., Listy do Marysieńki – Zbiór listów króla

Epistolografia to sztuka pisania listów zgodnie z obyczajami panującymi w danej epoce czy środowisku.

3

Jana Sobieskiego do ukochanej żony Marii Kazimiery. Na naszych oczach rozkwita miłość tej słynnej pary. Najpierw rodzi się flirt, później wielka miłość. Możemy prześledzić bogactwo i różnorodność miłosnych odczuć opisanych pięknym językiem. Blixen K., Listy z Afryki (1925-1931) – Bogaty wybór listów autorki Pożegnania z Afryką do przyjaciół, rodziny i znajomych. Dowiemy się z nich o jej życiu na Czarnym Lądzie, prowadzeniu farmy, o wpływie, jaki wywarła na nią egzotyczna kultura. Listy dzieci do Ojca Świętego – Książka to zbiór lisów nadesłanych do programu Ziarno. Pogodne, pełne radości i prostoty listy dzieci o wierze, nadziei i miłości. Patterson J., Listy pisane miłością – Jennifer dostaje list, który zmienia jej całe życie. Herbert Z., Listy do Muzy – Te listy odpowiedzą na pytanie, kim była tajemnicza muza Herberta , do której pisał Kochana Haluniu, Kochanie moje, Kochanie, Mój mały Ptaszku i co go z nią łączyło. Bobkowski A., Listy do Aleksandra Bobkowskiego 1940-1961 – pozwalają odkryć różne zawiłości, mity i ploteczki rodziny autora Szkiców piórkiem, Czarnego piasku. Krall H., Różowe strusie pióra – Zbiór krótkich, ale bardzo różnorodnych listów, które, jak sama autorka napisała we wstępie, ludzie do niej pisali przez pięćdziesiąt lat. Św. Katarzyna ze Sieny, Listy – Te listy są bezpośrednią opowieścią o tym wszystkim, co zobaczyła i przeżyła św. Katarzyna w swoim mistycznym świecie. Życzę miłej lektury Alina Zielińska

MŁODYM PIÓREM

Europa bliższa gdyńskim uczniom Od września 2013 roku Gimnazjum nr 4 w Gdyni im. błogosławionego księdza komandora podporucznika Władysława Miegonia uczestniczyło w projekcie Comenius Partnerskie Projekty Szkół zatwierdzonym przez Narodową Agencję Programu „Uczenie się przez całe życie”. W skład grupy partnerskiej, oprócz naszej szkoły, wchodziły szkoły  z Niemiec - koordynatora projektu, Holandii, Czech, Włoch, Hiszpanii i Szwecji. Naszym najważniejszym celem było przybliżenie uczniom kultury innych

krajów europejskich na różnych płaszczyznach. Przygotowania do udziału w projekcie zapoczątkowaliśmy w 2012 roku, kiedy rozpoczęliśmy poszukiwanie szkół partnerskich, z którymi moglibyśmy podjąć współpracę. W rezultacie włączyliśmy się w realizację projektu, który miał pokazać różne aspekty życia poszczególnych narodów, w szczególności rodzinnych domów, ich codziennych zwyczajów, obrzędów. Poprzez wykonywanie zróżnicowanych zadań, m.in.:

odgrywanie scenek, nagrania, zwiedzanie, a przede wszystkim poprzez pobyt u rodzin uczniów szkół partnerskich, zdołaliśmy pokazać naszej społeczności uczniowskiej dom z innej perspektywy. Każda wizyta w kraju partnerskim była relacjonowana całej społeczności szkolnej, co miało również przyczynić się do poszerzenia wiedzy u tych, którzy nie brali bezpośredniego udziału w naszych wyjazdach. Dodatkowym atutem naszego projektu jest fakt, że nasi uczniowie dostrzegli większą potrzebę zgłębiania umiejętności porozumiewania się nie tylko w języku angielskim, ale i innych językach europejskich. Aleksandra Szczepińska


4

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

OKIEM PODRÓŻNIKA

Fot. R.Daruk

Maltańskie impresje

Nasza grupa w okolicy Blue Grotto w stosownych koszulkach

Malta jako państwo i wyspa jest z pewnością fenomenem na skalę europejską, myślę, że rzec można, że także na skalę światową.

Fot. R.Daruk

ści St. Pawl (Święty Paweł). Właśnie od tej miejsco� wości, uroczego miastecz� ka leżącego w zatoce St. Pawl rozpoczęło się nasze, a więc wszystkich członków eskapa� dy maltańskiej poznawanie trzech wysp, jakże różnych i ciekawych: Gozo, Malta, Co� mino. Żeby dopełnić całości, podam, że także zamieszkiwa� liśmy w hotelu St. Pawl. Posąg św. Pawła góruje na maleńkiej bezludnej wysepce, którą wi� dać z bulwaru nadmorskiego. Wylatując samolotem z Gdańska pod koniec maja br., każdy z nas miał jakieś wy� obrażenie na temat tego pań� Widok na wyspę Gozo z malutkiej wyspy Comino stwa, ale nikt nie zawiódł się. Śmiem posunąć się do takiej tezy, że wracając do Polski po siedmiu dniach pobytu wszy� scy z radością i entuzjazmem mogli powiedzieć: „to były piękne dni”. Malta położona 93 km od Sycylii, w samym centrum Mo� rza Śródziemnego, przez całe wieki była pomostem między Europą i Afryką. Zachowa� ne skamieliny (m.in. zwierząt, które już wyginęły) na wyspie Gozo wyraźnie udokumento� wują, że archipelag kiedyś łą� czył się przesmykiem z Afryką. Utarło się nawet takie po� wiedzenie, że kto miał Maltę, Widok na Vallettę z miasteczka Sliema Fot. R.Daruk

Ten archipelag bardzo ma� lutkich wysp na Morzu Śród� ziemnym może tak wiele zaoferować, że każdy, kto cho� ciaż trochę jest ciekawy miejsc i ludzi, odnajdzie dla siebie ja� kąś cząstkę, która zapadnie mu głęboko ęboko boko w oczy, umysł lub ser� ce. Mnie do skorzystania z maltańskiej oferty fundacji Fly skłoniła najpierw znana mi informacja zawarta w Dziejach Apostolskich, że na tej wyspie rozbił się w 60 r.ne statek wio� zący obywatela rzymskiego, był nim uwięziony przez Rzymian Paweł z Tarsu, bardziej nam znany jako Apostoł Narodów. We wspomnianych „Dziejach” znajduje się ciekawy akapit, że na wybrzeżu Melity (taka pi� sownia) znalazł Paweł i inni rozbitkowie schronienie. „Jej mieszkańcy odnosili się do nas (rozbitków – uwaga piszącego) z wielką życzliwością, rozpalili ognisko i zaprosili nas wszyst� kich”.(...) „Ludzie darzyli nas wielkim szacunkiem, a kiedy� śmy już odjeżdżali, przynieśli nam wszystko, czego tylko nam było potrzeba”. Cytuję prawie w całości sło� wa wyryta na polskiej tablicy wmurowanej w ściany maleń� kiego kościółka pod wezwa� niem Św. Pawła w miejscowo�

ten panował nad basenem Mo� rza Śródziemnego. Nic więc dziwnego, że dzieje Malty są burzliwe, na przestrzeni wie� ków stawała się ona miejscem supremacji i wpływów różnych państw. Cywilizacja Malty zadzi� wia swoją archaicznością. Na wyspie Gozo w miejscowości Gantijana została wzniesiona już w 3500 r.p.n.e świątynia, a więc jest ona starsza niż inne świątynie najstarszych kultur świata. Takich świątyń można jeszcze więcej spotkać w róż� nych zakątkach Malty. Gdy uj� rzałam pierwszego dnia ruiny tej monumentalnej świąty� ni wkomponowanej w skalny grunt wyspy porośniętej tro� pikalną roślinnością, skąpanej jaskrawym słońcem, odczu� łam ducha epoki neolitycznej. A tuż obok na starożytnym murku rozłożył swoje wyroby kulinarne mieszkaniec wyspy: były to konfitury, likiery i syropy z opuncji (która tu króluje) – smak wyśmienity, dżemy i miody z karobu i granatu. Pełniejszą degustację tych smakołyków odbyłam już w nadmorskiej, rybackiej miej� scowości Marsaxlokk. Zapew� niam, że likier z opuncji nie ma sobie równego. Spotkania z Maltą dostar� czyły nam wielu wzruszeń, za� chwytów i niespodzianek, cza� sami potwierdziły tylko słowa już cytowane, że na Malcie ro� dowici mieszkańcy są życzliwi i przyjaźni.


Fot. R.Daruk

Rybacka wioska Marsaxlokk

Charakterystyczne maltańskie łodzie z okiem Ozyrysa na dziobie

Fot. R.Daruk

Malty, fortyfikując ją i broniąc przed różnymi inwazjami. Liczne wieże strażnicze o po­ tężnych murach zbudowano na Gozo i Malcie. Ciągle jesz­ cze czuć ducha Joannitów. Najwspanialsze zabytki to konkatedra świętego Jana Chrzciciela w Valletcie. Jest to pierwszy kościół barokowy w Europie. Ta maltańska per­ ła baroku została wzniesiona według projektu maltańskie­ go architekta Gerolama Cas­ sera. Ogrom fresków i złoceń przyprawia tu o zawrót gło­ wy. Trudno znaleźć kawałek powierzchni niepokrytej zdo­ bieniami. Są wszędzie, na ścia­ nach, sklepieniach, portalach. Osobna historia to posadzka, która jest wyłożona płytami nagrobnymi upamiętniający­ mi wyśmienitych przedstawi­ cieli zakonu rycerskiego. Stą­ panie po nich może wywołać mieszane uczucia, ale nie ma innego wyjścia, gdyż płyty marmurowe pokrywają całą powierzchnię kościoła. Do katedry przylega Orato­ rium (prywatna kaplica Wiel­ kich Mistrzów Zakonu). Naj­ ważniejszym obiektem tu jest ogromnych rozmiarów płótno zajmujące niemal całą ścianę – to obraz Michelangello Me­ risiego, znanego szerzej jako Caravaggio. Obraz pełen sym­ boliki i ukrytych podtekstów przedstawia moment śmierci Jana Chrzciciela. Valletta oferuje wiele pięk­ nych architektonicznych obiektów: Pałac Wielkich Mistrzów, barokowy kościół Świętego Pawła z relikwiami jego, Republic S�uare, Wiel­ ki Port. Z Barakka Gardens z tarasowych zacienionych ogrodów można podziwiać wyjątkową panoramę Grand Harbour (Wielkiego Portu). Jest to jeden z najbardziej nie­ zwykłych widoków miasta. Panoramę miasta z innej per­ spektywy mogliśmy jeszcze oglądać od strony zatoki, kiedy płynęliśmy stateczkiem wokół Valletty (od strony Sliemy). Państwo Joannitów prze­ trwało przeszło 250 lat – do 1798 roku, kiedy Napoleon zaanektował wyspę. Po klęsce cesarza francuskiego wyspa na 160 lat przeszła pod panowa­ nie korony angielskiej, dlatego też językiem urzędowym na Malcie oprócz języka narodo­ wego – maltańskiego, jest ję­ zyk angielski. Pragnę jeszcze się za­ trzymać na naszej wizycie na Cmentarzu Wojennym Wspólnoty Brytyjskiej w Kal­ karze. Jest to cmentarz żołnie­ rzy II wojny światowej. Malta wielokrotnie bombardowana przez Niemców i Włochów, była wielką twierdzą Angli­ ków. Pojechaliśmy złożyć hołd pochowanym tam polskim lot­ nikom i marynarzom. Zapalo­ ne znicze, krótka modlitwa, mądre słowa pana Radosława,

Lazurowe okno

Fot. R.Daruk

Autokar, stateczki, promy i motorówki pozwoliły nam spenetrować najciekawsze miejsca tych trzech wysp. Chłonęliśmy piękno pejza­ ży, gdzie skaliste zbocza wci­ nają się wprost w lazur (naj­ prawdziwszy) morza, tworząc niezwykłe klify, urwiste prze­ paście. Ponieważ na wyspach królują skały wapienne po­ datne na działanie warunków atmosferycznych, powstały tu liczne groty o fantazyjnych kształtach (np. Najsłynniejsze to Lazurowe Okno na Gozo, czy Błękitna Grota na Malcie). Zgodnie z mityczną suge­ stią zawartą w „Odysei” Home­ ra, to właśnie na wyspie Gozo znalazł schronienie Odyseusz, dzielny król Itaki, wracający po wojnie trojańskiej do oj­ czyzny. Tu w ramionach nim­ fy Kalipso znalazł wytchnienie po trudach żeglugi. Calypso Cave (Grota Kalipso) nad Za­ toką Ramla przypomina tę le­ gendę. Wyspę Gozo poznawaliśmy odkrytym autobusem z pol­ skim audio przewodnikiem, chłonąc jej przyjazny, sielski, ale czasami bardzo skalisty krajobraz. Zupełnie inna jest Malta. Oglądana stolica Valletta to jeden z najpiękniejszych ze­ społów miejskich (architektu­ ra, położenie, zabytki, sztuka). Valletta będzie nosiła w 2018 r. tytuł Europejskiej Stolicy Kul­ tury. Rzeczywiście wybór ten jest w pełni uzasadniony, gdyż nie hiperbolizuję wcale mó­ wiąc, że „rzuciła nas ona na kolana”. Historia tego niezwykłego miasta łączy się nierozerwalnie z Rycerskim Zakonem Szpital­ ników Świętego Jana z Jerozo­ limy. Odegrał on znaczącą rolę w historii Europy, głównie ze względu na swój istotny kiedyś potencjał militarny i znakomi­ tą flotę. Joannici położyli także ol­ brzymie zasługi w dziele or­ ganizacji średniowiecznych szpitali na kontynencie eu­ ropejskim. Po siedmioletniej tułaczce zakon osiedlił się na Malcie, gdzie zbudował port, szpital i warownię, z której nę­ kał okręty osmańskie. Wtedy przyjęli używaną do dziś na­ zwę Kawalerów Maltańskich. Turcy pod wodzą Sulejma­ na Wspaniałego długotrwale oblegali Maltę. Wielkie Ob­ lężenie w 1565r.nie przynio­ sło skutków. Ówczesny wielki mistrz Zakonu Jean de la Val­ lette dowodził wtedy zakonem (1557­1568). Wkrótce, po od­ parciu Turków, rozpoczęto bu­ dowę miasta, któremu nadano nazwę Valletta na cześć wiel­ kiego mistrza. Zakon stwo­ rzył wspaniale zorganizowane państwo. Stolicę przeniesiono wówczas z Mdiny (pierwszej stolicy wyspy). Kawalerowie Maltańscy stworzyli podwaliny potęgi

Fot. R.Daruk

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Widok na Wielki Port w Valletta

5 wzruszenie, refleksje na temat losu naszego narodu, przelanej krwi Polaków na różnych fron­ tach. Tę garść impresji będących odbiciem całkowicie subiek­ tywnych wrażeń autorki kończę przypomnieniem, że pieczę nad nami i całością przedsięwzięcia sprawowała oprócz „flajowego” szefostwa – Doroty i Radka, młoda pani przewodniczka Iza. Zaskarbili sobie oni naszą życz­ liwość i miłe wspomnienia. Każdy dzień naszych mal­ tańskich spotkań wypełniony był po brzegi. Pieczę nad nami (oprócz szefostwa „flajowe­ go”) sprawowała wyśmienita, taktowna, opiekuńcza i młoda pani przewodnik Iza. Zaskarbi­ li sobie u nas życzliwość i miłe wspomnienia. Maria Gromadzka P.s. dla zainteresowanych: Zatonięcie statku Świętego Pawła. Wspomnienie Święte­ go Pawła rozbitka jest jednym z najważniejszych maltańskich świąt, w którego obchodach uczestniczą przedstawiciele władz i politycy. Uroczystości odbywają się 10 lutego w Val­ letcie. Po uroczystej mszy śpie­ wanej w kościele Świętego Pawła Rozbitka figura święte­ ęte­ te­ go opuszcza świątynię, w któ­ rej z tej okazji są prezentowa­ ne wszystkie kościelne skarby. Mężczyźni, którzy niosą figurę ulicami miasta, przez kilka go­ dzin kołyszą się, naśladując fa­ lowanie morza, które wyrzuciło Świętego Pawła na maltański brzeg. Przed figurą kroczy or­ kiestra banda. Ludzie rzucają na ulice z okien białe konfetti. Język maltański. Język mal­ tański jest jedynym językiem semickim w Unii Europejskiej i jedynym językiem z tej grupy zapisywanym alfabetem łaciń­ skim. Jest mieszanką różnych wpływów – fenickich, grec­ kich, kartagińskich, łacińskich, arabskich, normandzkich, sy­ cylijskich i brytyjskich. Często można usłyszeć Maltańczyków używających w obrębie jednego zdania słów maltańskich, an­ gielskich i włoskich. Językiem tym posługuje się 500 000 osób.


6

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Ptaki czarownice czy zwiastuny szczęścia? Tej nocy spędzonej nad jeziorem długo nie zapomnę. Nagle obudzona na próżno próbowałam otworzyć oczy. Coś siedziało na mojej twarzy i, łaskocząc, pełzło ku szyi. Przerażona rzuciłam się z krzykiem do ucieczki, wietrząc groźnego napastnika, który zakradł się do domu i mnie pierwszą zaatakował. Po chwili wszyscy domownicy byli już na nogach z niemym pytaniem w zaspanych jeszcze oczach: o co tyle hałasu? rów. Zwyczajnie szukał schronienia przed deszczem, który niebawem zaczął rzęsiście padać. Jak bowiem przystało na nietoperza, na długo przed meteorologami, zwietrzył zmianę aury. Koniec końców nie zdążył długo zagrzać miejsca w naszym domu i wkrótce po ulewie wyfrunął, wywołując dyskusję na swój temat. Obciążone w Europie złą sławą nietoperze w niektórych zakątkach świata oceniane są pozytywnie. Na przykład w Chinach symbolizują szczęście i inteligencję. Adam Krzanowski pisze w Nietoperzach: Ssak ten po chińsku nazywa się fu, czyli tak samo jak czyta się znak ‘szczęście’. Szeroko rozpowszechnionym w Chinach talizmanem zwanym wu-fu, jest mały krążek, na którym drzewo z korzeniami i gałęziami, będące symbolem życia, jest otoczone przez pięć nietoperzy z głowami zwróconymi do wewnątrz. Ten talizman ma zapewnić osiągnięcie pięciu rodzajów szczęścia: długowieczności, bogactwa, zdrowia, czynienia dobra oraz przeżycia wszystkiego, co los przeznaczy. Przybyli z Indii Cyganie również traktowali nietoperza życzliwie. Przelatującego nad taborem cygańskim uważano za zwiastun wszelkiej pomyślności. Znalezione martwe, latające futrzaki noszono w sakiewkach, wierzono bowiem, że przyciągną dobra materialne. A i wedle ludowych obyczajów węgierskich nietoperz miał wróżyć wszystko, co najlepsze. Nietoperze są jedynymi w świecie przyrody ssakami, które potrafią latać, do czego używają pokrytych błoną skrzydeł przekształconych z wydłużonych kończyn przednich (prócz

Fot. wikimedia.com

Po zapaleniu światła stałam się obiektem kpin domowników, którzy, kiwając głowami, kwitowali z uśmiechem niespodziewaną wizytę nocnego przybysza. Był nim mały, skrzydlaty zwierzak, kto wie, czy nie bardziej przestraszony ode mnie. Po dokładnym zlustrowaniu delikwenta okazało się, że wielkouchym gościem jest żerca owadów, gacek szary z rodziny mroczkowatych (Plecotus austriacus). Zaprotestowałam przeciwko szyderczym spojrzeniom, mówiąc o ostrych zębach, które kryją małe pyszczki. Powoływałam się na przypadki wścieklizny. Ponieważ przy badaniu gacka nie miałam rękawiczek, już czułam pierwsze symptomy tej choroby. Na moje szczęście gacek był zdrów jak ryba. Biedak nie ma dobrej reputacji ze względu na liczne historie o wampirach i demonach, w których wykorzystywano jego postać. Stanowi w nich element mrożących krew w żyłach dekoracji. Nadto nie grzeszy urodą. Pokryty szaroburym futerkiem ma odrobinę złowieszczy wygląd. Zresztą tradycja judeo - chrześcijańska nie zostawiła na nim suchej nitki. Miał wplątywać się ludziom we włosy i urywać im głowy, być ptakiem czarownicy, wcieleniem szatana, a nawet wysysać krew niemowląt. W tradycji żydowskiej symbolizował hańbę. Według wierzeń to za jego przyczyną doszło do epidemii dżumy w XIV-wiecznej Europie. Zabicie go wróżyło pomyślność, co, jak łatwo się domyślić, spowodowało jego masowe wyginięcie. Gacek, który z mojej głowy zrobił lądowisko, nie wziął mnie za ćmę i nie miał złych zamia-

Gacek wielkouchy (szary)

kciuka zakończonego szponem). Składająca się z dwóch warstw delikatnej skóry błona ciągnie się aż do pięciopalczastych, zakończonych pazurkami, kończyn tylnych i ogona. Im szybsze okazy, tym węższe i dłuższe mają skrzydła, jak np.: borowiec (Nyctalus noctula). W zależności od gatunku jakość lotu nietoperzy jest zróżnicowana. Najszybszy nietoperz, zamieszkujący oba amerykańskie kontynenty, Lasiurus cinereus, potrafi pokonać w ciągu godziny 96 km, europejskie nietoperze poruszają się z prędkością dochodzącą do 55 km/h. Mogą przemierzyć szmat drogi. Nawet ponad 200 km w ciągu dnia. Rozpiętość ich skrzydeł też jest różna. Jeden z najmniejszych nietoperzy, występujący na terenie Polski podkowiec mały (Rhinolophus hipposideros), ma rozpiętość skrzydeł równą 25 cm, karlik malutki (Pipistrellus pipistrellus) zaledwie 20 cm, za to największy żyjący na świecie, zagrożony, owocożerny Acerodon Grzywiasty (Acerodon jubatus) z Filipin, aż 1,7 m. Kiedy badacze zajmujący się mechaniką lotu ptaków zbadali nietoperze, okazało się, że ich

lot różni się od lotu ptaka, bowiem wznosząc się, mogą zmieniać wypukłość swoich skrzydeł, a to powoduje, że panują nad ich nośnością. Ptaki, a także samoloty, chcąc zmienić nośność, poruszają lotkami na końcu swoich skrzydeł. W locie nietoperzy jest jednak coś, czego nie potrafi żaden znany na Ziemi ptak: są w stanie uderzać skrzydłami naprzemiennie. To powoduje, że ich ciało porusza się z niezwykłą dokładnością, że może pozostać całkowicie nieruchome, zupełnie opanowane. I tak np.: żywiący się nektarem kwiatów niewielki nietoperz (Glossophaga soricin), wydobywając pyłek i nektar z wnętrza kwiatu, umie wisieć w powietrzu niczym koliber. Obserwując te zwierzęta, naukowcy badający loty maszyn, doszli do wniosku, że można by umiejętności latania maszyn zbudowanych przez człowieka udoskonalić. Kto wie, czy dzięki wnikliwej analizie lotu nietoperza samoloty przyszłości nie zaczną tak precyzyjnie manewrować jak nietoperze... Większość latających ssaków prowadzi nocny tryb życia. Umieją pływać, pełzać, wspinać

się. Wszystkie spoczywają, wisząc głową w dół. Zimą w jaskiniach, studniach, latem na strychach, wieżach kościelnych czy w dziuplach. W trakcie zwisu przytrzymują się bez wysiłku tylnymi nogami dzięki połączeniu blokowemu między kośćmi, więzadłami i pazurami. Bytujące w Europie latające ssaki żywią się owadami (chrząszczami, ćmami, świerszczami, gąsienicami oraz komarami), zaś mieszkające w Azji, Afryce czy Ameryce owocami i rybami. Jedynie żyjące w tropikach ( Ameryce Środkowej i Południowej) nietoperze wampiry: zwyczajny (Desmodus osundus), białoskrzydły (Diaemus youngi) i sierścionogi ( Diphylla ecaudata), karmią się krwią ptaków i ssaków, nagryzając bezboleśnie ofiarę ostrymi zębami, tocząc z niej nawet 30 g posoki. Niestety, niemające dostępu do jedzenia w postaci zwierząt wampiry, nie są w stanie zapanować nad głodem i potrafią ukąsić człowieka. Do największego ataku nietoperzy wampirów na ludzi doszło w 2010 w Peru. Pogryzionych wówczas zostało około 500 osób, przy czym czworo ukąszonych dzieci zmarło wskutek wścieklizny. Za przyczynę tego wydarzenia uważa się wycinanie lasów deszczowych. Natura wyposażyła te, przemieszczające się pod osłoną nocy ssaki, w doskonały słuch i zdolność do echolokacji. Ich słabe oczy pełnią drugorzędną funkcję. Niezwykle czułe uszy odbierają wysłane przez krtań i odbite od otoczenia ultradźwięki, które w mózgu są przetwarzane w przestrzenny obraz sytuacji. Im bliżej smakowitego kąska, tym szybciej wraca do nadawcy odbita fala dźwiękowa. Ponieważ ultradźwięki – fale dźwiękowe mają zbyt wysoką częstotliwość, by mógł je usłyszeć człowiek, chiropterolodzy ( naukowcy zajmujący się nietoperzami) używają detektorów do przekształcenia ich w formę możliwą do obserwacji lub rejestracji. Wśród tego gatunku ssaków obserwuje się również inne sposoby porozumiewania się. Malutkie pomarańczowo-żółto-brązowe owadożerne nietoperze przylgorękie (Thyroptera tricolor) śpią zazwyczaj w młodych, jeszcze zwiniętych liściach bananowca. Ponieważ muszą codziennie szukać sobie nowych miejsc do spania, komunikują się, wykorzystując do tego zwi-


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Fot. lenorekochblog.org

zawiesza się głową do góry. Zakłada błonę lotną pod brzuch i do powstałej „kieszeni” rodzi dziecko. Noworodki są po porodzie nieowłosione, wtulają się w matkę i, chwytając łapczywie sutki, piją mleko. Nietoperze matki są wyjątkowo troskliwe. Liżą i masują językiem małe brzuszki, znoszą cierpliwie wczepione ostrymi pazurkami nietoperzątka. Matki rozpoznają głosy wydawane przez swoje dziecko od chwili narodzin. Latające ssaki nie należą do zwierząt płodnych. W ciągu roku rodzą jedno, rzadko dwoje czy więcej młodych. Nie łączą się również w pary. W większości przypadków samce i samice żyją oddzielnie, ale w koloniach. Nawet podczas snu zimowego wiszą obok siebie, bywa , że przedstawiciele różnych gatunków. Dla liczących co roku nietoperze naukowców to sprzyjająca okoliczność. Największym zimowiskiem europejskich nietoperzy jest Międzyrzecki Rejon Umocniony (woj. lubuskie) - dawny system umocnień stworzony przez Niemców w latach 1934–1944. Na obszarze 7377.4 ha, obejmującym fortyfikacje, znajduje się specjalny obszar ochrony siedlisk. W jego skład wchodzą także tereny naziemne obejmujące żerowiska i trasy migracji nietoperzy. Leżą one w Zespole Przyrodniczo - Krajobrazowym, stanowiąc otulinę podziemnych rezerwatów nietoperzy „Nietoperek” i „Nietoperek II”. Celem corocznego rachowania nietoperzy jest zebranie informacji dotyczących stanu zdrowia i warunków hibernacji oraz tras migracji. Wyniki liczenia służą do zaplanowania ochrony tych zwierząt. W styczniu tego roku, podczas przeprowadzanego w MRU liczenia, odnotowano, że największą grupę 21.111 sztuk, stanowili przedstawiciele nocka dużego (Myotis myotis). Doliczono się 4590 osobników nocka Naterrera (Myotis nattereri), 4549 sztuk nocka rudego (Myotis daubentonii), 677 mopków (Barbastella barbastellus), 461 gacków brunatnych (Plecotus auritus), 85 nocków Brandta (Myotis brandtii), 12 reprezentantów mroczka późnego (Eptesicus serotinus) i 21 przedstawicieli nocka łydkowłosego (Myotis dasycneme). Łącznie z nieoznaczonymi doliczono się 38.594 osobników z 9 gatunków, na 25 bytujących w Polsce. Inwentaryzację nietoperzy przeprowadza się w największych skupiskach hibernujących zwierząt. Między innymi na Pomorzu, w Parku Krajobrazowym Doliny Słupi, na zamku w Malborku, w Suwalskim Parku Krajobrazowym, w Olsztynie, w jaskiniach Jury Krakowsko –Częstochowskiej czy na Podkarpaciu. Nietoperze – (Chiroptera złożenie słów ręka χείρ - /cheir/

Fot.i.imgur.com

Wampir zwyczajny

Rudawka wielka

i skrzydło πτερόν –/pteron/ ‘rękoskrzydłe’) swoją nazwę w systematyce zwierząt zawdzięczają językowi starożytnych Greków. Inne narody kojarzyły te zwierzęta z myszami i tak je nazwały. Po francusku nietoperz nosi miano myszy łysej chauve-souris. Dla Rosjan to mysz fruwająca летучая мышь, podobnie w staroangielskim - mysz fruwająca flittermouse, (współcześnie - bat), w estońskim, mysz

skórzana nahkhiir. Nieznane jest pochodzenie węgierskiego słowa denevér, choć słowo vér oznacza krew. Węgrzy uciekają jednak od prób tłumaczeń zaproponowanych przez dawnych etymologów, którzy cząstkę złożenia tak odczytywali, dodając, że początkowe dene jest starą nazwą demona. Natomiast nie ma zupełnie problemów z rozszyfrowaniem polskiej nazwy złożonej nietoperz, która wystę-

puje w podobnej postaci u Słowaków czy Czechów i ma rodowód słowiański. Choć została od czasów języka starocerkiewnego mocno zniekształcona, oznacza - według Aleksandra Brücknera - niby ptaka. Dosłownie: nietota + pyrz ( pyrz –ogólna nazwa dla ptactwa). W świecie realnym nie ma czarownic, nie ma złych duchów ani ich atrybutów. Latające ssaki zostały oddemonizowane dzięki nauce i dziś straszą wyłącznie na filmowym ekranie. Są pożyteczne. Zjadają komary, rozsiewają pestki owoców, sadząc drzewa owocowe. W Polsce są pod szczególną ochroną, także „mój” gacek, który pewnej czerwcowej nocy spowodował niemałe zamieszanie. Sonia Langowska Podczas pisania tekstu korzystałam z następujących źródeł:

Fot. wikimedia.com

nięte w tubę liście. Z kolei rudawka wielka (Pteropus giganteus), bytująca w południowo – wschodniej Azji, zwana także psem latającym z powodu dużego podobieństwa do rudego psa w ciemnej pelerynie, słynie ze świetnego wzroku i węchu, i obywa się bez zmysłu echolokacji. Szukając owoców, polega na węchu, emitowanych przez samców feromonach i nie jest całkowicie niema. Generuje serię wyszukanych, bardzo wysokich dźwięków, składających się na 20 różnych odgłosów. Gody wśród żyjących na terenie Polski nietoperzy mroczkowatych i podkowcowatych zaczynają się w połowie sierpnia i trwają do końca października. Samce zaczynają śpiewać, wydając ciąg atrakcyjnych dla ich uszu zgrzytów i trzasków, znacząc wybraną przez siebie kryjówkę wydzieliną pochodzącą z gruczołów policzkowych, działającą na samice jak afrodyzjak. Po zwieńczonych sukcesem czatach, do źródła zapachu nadlatuje kilka do kilkunastu samic, mogących liczyć na zainteresowanie. Randka trwa niedługo. Wkrótce samica opuszcza partnera, a jej miejsce zajmuje kolejna. Czarnoskrzydła rudawka wielka (Pteropus giganteus), którą można oglądać w ogrodach zoologicznych, lubi ostry seks. Samiec potrafi gonić opędzającą się i krzyczącą samicę przez bez mała 45 minut, by po schwytaniu jej kochać się z nią przez pół minuty. Podobne z pyszczka do ratlerków samce innej rudawki (Pteropus scapulatus) przed kopulacją prowadzą wyrafinowaną grę wstępną. Pieszczoty nie są również obce samicom innych gatunków strefy tropikalnej. Żyjące w Europie nietoperze zapadają późną jesienią w sen zimowy, przerywany krótkimi pobudkami przeznaczonymi na uzupełnienie wody, wydalenie produktów przemiany materii czy kopulację. Przed hibernacją intensywnie żerują, by zgromadzić zapasy na zimę. Wybierając miejsce do zimowania, szukają obiektów o dużej wilgotności i chropowatych ścianach, do których będą w stanie się przyczepić. Podczas zimowego letargu, polegającego na obniżeniu temperatury ciała niemal do temperatury otoczenia, wszystkie procesy ulegają spowolnieniu. Hibernują również zapłodnione komórki rozrodcze. A samce mogą przechowywać zdolne do zapłodnienia nasienie przez siedem miesięcy, czego następstwem jest rozciągnięty w czasie cykl: zaplemnienie, jajeczkowanie, zapłodnienie i zagnieżdżenie się zarodka w ścianie macicy. Płód wybudza się wraz z samicą. Kiedy nastaje pora rozwiązania, mniej więcej w czerwcu ( dotyczy to europejskich nietoperzy), samica, znalazłszy odpowiednio zaciszne miejsce na strychu bądź w dziupli drzewa,

7

Wampir zwyczajny

Adam Krzanowski – Nietoperze Wywiad z dr Tomaszem Kokurewiczem zamieszczony na stronie PAP - Nietoperze rozpoczęły gody http://nietoperze.pl/news/no-policzyli-my-nietoperze-nietoperek-2015 No to policzyliśmy nietoperze Aleksander Brükcner - Słownik etymologiczny István Tótfalusi - Magyar etimológiai nagyszótár


8

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Z NOTATNIKA STYLISTKI

W świat stylu po różnych kontynentach

O sukniach i sukienkach

SUKIENKI o klasycznych fasonach nawiązują do regionalnych wzorów Hiszpanii i Portugalii; dominują w nich koronki i ażury. Europa zaznaczyła wyraźnie własny styl w letniej sukienkowej modzie. W Paryżu i Londynie królowały kropki, grochy, paski pionowe, poziome, ukośne, wzory geometryczne oraz asymetria w kroju. Przeważały sukienki krótkie lub bardzo krótkie. Krótkim sukienkom towarzyszyły długie kamizele w mocnych kolorach. Modne są kontrastowe połączenia. W letnim sezonie modowym styl przekroczył granice kontynentów. I tak jeden z nich przywędrował na ulice Europy (a u nas na wystawy Centrów Handlowych ) z hawajskich plaż i mieni się na maxi letnich sukienkach egzotycznymi kwiatami oraz wzorami z karaibskich raf. Sukienki stylizowane na japońskie mają kimona przewiązane szerokimi pasami. Zwolenniczki stylu boho i hippis pokazują na sukienkach wzory

Fot. RadRadzi

SUKNIE na wielkie wyjścia to obowiązkowo maxi w neonowych kolorach. Każdy z wielkich projektantów faworyzuje swój ulubiony kolor. Na wybiegach soczysta czerwień rywalizowała z żółtym, zielonym, niebieskim i fuksją. Uwagę przykuwały suknie z odważnymi wycięciami ukazującymi gołe ciało oraz suknie połączone z długą peleryną. Suknie oglądamy na modelkach. Sukienki nosimy my, na co dzień i od święta.

z Ameryki Północnej. Na styl boho składają się również wzory etniczne i styl lat 70-tych. Wokół sukienek inspirowanych kulturą Indian pojawiły się modne frędzle. Ogromne bogactwo wzorów i kolorów do stylu tego sezonu wniosła kultura Afryki, Azji i Indii. Sukienki z cienkiej bawełny naśladują afrykański batik.

Wiosenny ogród kwiatowy rozkwitł jeszcze barwniej na letnich sukienkach długich i krótkich, łącząc kultury wielu narodów. W chłodne dni uzupełnieniem sukienki będą dżinsowe kurteczki, kamizelki, koszule. Do sukienek dżinsowych obowiązkowo dobieramy kolorowe dodatki.

Osteoporoza, jak się przed nią bronić? Osteoporoza jest chorobą układu szkieletowego, która powoduje zmniejszenie gęstości mineralnej kości oraz zmiany ich mikrostruktury, co prowadzi do zwiększonego ryzyka złamań. REKLAMA

Zarówno wapń jak i witamina D odgrywają ogromnie istotną rolę w przemianie kostnej, a ich niedobór wpisany jest w patogenezę osteoporozy. Spożycie ich w pokarmach

oraz w postaci preparatów farmakologicznych jest, obok unikania używek i obok aktywności fizycznej, najistotniejszą częścią profilaktyki tego schorzenia. REKLAMA

Najnowszy trend tego lata to białe sukienki, które nie powinny kojarzyć się z suknią panny młodej lecz ze stylem romantycznym (hafty, falbanki, podkreślona talia). Nadal pozostają w modzie sukienki o prostym kroju, bez rękawów, uszyte z gładkich, eleganckich, lekko błyszczących materiałów, o długości do kolan

lub przed. Każda z nas na pewno wybierze odpowiednią dla siebie sukienkę. Jeżeli lubimy sukienki i modę, warto powiększyć naszą garderobę o trzy nowe: białą, barwną w modnym kolorze i w kwiaty lub w wielokulturowe wzory. W kolejnym numerze: Jak dobrać dodatki do letniej sukienki. Anna Cichomska

Aktywność fizyczna jest naturalna u dzieci i młodzieży, natomiast u dorosłych jest zależna od indywidualnych decyzji, a jest ona ważnym czynnikiem warunkującym uzyskanie odpowiedniej szczytowej masy kostnej. Zapewnia stabilizację szkieletu, równowagę między procesami resorpcji oraz odbudowy kości. Poprawa sprawności ogólnej zmniejsza ryzyko upadków. Mechaniczne obciążenie kości zwiększa nasilenie procesu kościotworzenia. Ruch wpływa na proces przebudowy kości, powoduje przyrost masy kostnej i wpływa na wydalanie hormonów kalciotropowych i hormonu wzrostu.

W celu wzmocnienia kości zaleca się przede wykonywanie ćwiczeń oporowych. Osteoporoza ze względu na wysokie ryzyko urazu wyklucza wykonywanie wielu ćwiczeń. Zalicza się do nich nagłe obroty i skłony, gry zespołowe, ćwiczenia z unoszeniem rąk nad głowę. Gdy osoba chora boi się upadku, warto, by ćwiczyła pod czyjąś opieką, najlepiej fizjoterapeuty. Strach przed urazem i upadkiem nie może zniechęcać do aktywności fizycznej, ponieważ to może jedynie pogorszyć sytuację zdrowotną. Klaudia Antoniak


INFORMACJE – KULTURA – SPOŁECZEŃSTWO

9

Minimalizm w łazience

Fot. Z. Tomicki

Fot. K.Pacyna

Fot. K.Pacyna

Jeszcze nie tak dawno, bo dwa, trzy pokolenia temu, łazienka w mieszkaniu była luksusem, na który pozwalali sobie tylko najbogatsi. Kiedy w końcu zawitała „pod strzechy”, długo była wstydliwym kącikiem i nikt się nim specjalnie nie chwalił. Ot, miejsce potrzebne, ale żeby zaraz pokazywać je ludziom? Dziś, gdy odwiedzamy znajomych w nowym mieszkaniu, jego zwiedzanie często zaczynamy właśnie od łazienki, z której gospodarze są niezwykle dumni. Nie dziwi zatem fakt, że pisma wnętrzarskie poświęcaj aranżacji tego pomieszczenia całe numery.

O ostatecznym charakterze wnętrza decydują detale - tu lustro w stylu vintage

Minimalizm w klasycznym biało-czarnym wydaniu

Ostateczny wygląd łazienki to często wypadkowa marzeń o luksusie, funkcjonalności oraz możliwości lokalowych i finansowych jej właściciela. Warto postawić na minimalizm, który sprawdza się właściwie zawsze i wszędzie. A w łazience w szczególności. Nie remontujemy jej przecież zbyt często, więc jeśli ulegniemy krótkotrwałej modzie, będziemy się z tym męczyć całe lata. Może nawet zaczniemy unikać wizyt w łazience? Może nas przed tym uchronić prostota wykończenia. A za trendami zawsze można podążać, dobierając dodatki, które łatwiej wymieniać - choćby co kwartał. Najczęstszym materiałem wykorzystywanym do zabezpieczenia przed wilgocią w tym miejscu są płytki ceramiczne i terakota. W sklepach mamy obecnie „klęskę urodzaju”, można w nich znaleźć wszystko, o czym marzymy: kafelki błyszczące i matowe, pokryte wzorami i gładkie, o ciekawej fakturze, maleńkie o boku 2-3 cm i ogromne, niemal metrowe.

Możliwości są nieograniczone. Projektując ściany i podłogi, najlepiej ograniczyć się do wyboru jednej z dwóch opcji: płytki jednakowe w kształcie i fakturze, ale zróżnicowane kolorystycznie lub jednobarwne, ale różne pod względem rozmiaru, faktury czy kształtu. Starannie rozplanowane we wnętrzu sprawią, że nie będzie ono monotonne. Minimalizm to także prosta i szlachetna w formie ceramika użytkowa oraz armatura łazienkowa. Wodze fantazji można popuścić dopiero przy doborze dodatków. Wanna i umywalka (i miska WC, jeśli jest w tym samym pomieszczeniu) powinny pasować do siebie, najlepiej, gdy są z tej samej linii producenta. W sklepach są ich tysiące, na każdą kieszeń. Jeśli ktoś woli kabinę natryskową, to najlepiej taką montowaną bezpośrednio na odpowiednio przygotowanej podłodze, bez brodzika, przeszkloną i jak najprostszą. Do tego obowiązkowa od kilku lat deszczownica zamiast tradycyjnej słuchawki prysznicowej. Po pierwsze wygodniejsza w użyt-

kowaniu, po drugie to taka odrobina luksusu w najmniejszej nawet łazience. Dobrze dobrane kafelki, uzupełnione szkłem, lustrami, stalą nierdzewną, czy drewnem w postaci mebli i blatów łazienkowych, to właściwie 100% gwarancji sukcesu. Wisienką na łazienkowym torcie jest oświetlenie. Z jednej strony ma zapewnić właściwą jasność pomieszczenia, z drugiej, można się nim troszkę pobawić i zainstalować w jakimś zaskakującym miejscu, np. w natrysku lub pod wanną. Do łazienki najlepiej nadaje się oświetlenie LED-owe, gdyż można je montować praktycznie wszędzie, daje znakomite światło i jest zdecydowanie bardziej ekonomiczne niż tradycyjne. W minimalistycznej łazience, nieprzytłoczeni nadmiarem detali, możemy sami wyczarować atmosferę, jakiej potrzebujemy. Sprawdzi się i na szybką poranną toaletę, i wieczorny relaks w pachnącej kąpieli. I nie znudzi nas swoim wyglądem po roku. Aleksandra Rekuć

KAWIARNIA CAFFE ANIOŁ POLECA: (Kamienica pod Pomuchlem, Gdynia, ul. Kilińskiego 6, Tel.58/625 74 44) Czwartek, 2 lipca 2015 r. Godz. 17.00 Spotkanie pasjonatów planszowych gier wojennych i historycznych. Wstęp wolny. Sobota, 4 lipca 2015 r. Godz. 19.00 Koncert jazzowy Eleonora M & Band. Wstęp 20 zł. Wtorek, 7 lipca 2015 r. Godz. 11.15 Artystyczne Drugie Śniadanie – Emilia Reiter – harfa. Program artystyczny dla dzieci i młodzieży pt. Stworzenie Świata. Wstęp wolny.   Wtorek, 7 lipca 2015 r. Godz. 19.00 Opowieści Harfowe – Emilia Reiter – harfa. Koncert muzyki klasycznej z autorskimi kompozycjami. Wstęp 20 zł.   Sobota, 11 lipca 2015 r. Godz. 19.00 Koncert Sergieja Kriuczkowa z Trio z Riverboat Ramblers. Wstęp: 20 zł.   Sobota, 18 lipca 2015 r. Godz. 19.00 Koncert najpiękniejszych ballad Bułata Okudżawy, Żanny Biczewskiej i Leonarda Cohena w wykonaniu duetu Ponad Chmurami. Wstęp: 15 zł.


10

KASZUBSKA StronA świAtA

NI MA KASZËB BEZ POLONII, A BEZ KASZËB POLŚCZI

Sobótczi ‒ Swiãti òdziń (Sobótki – Święty ogień) Doskonale znanym zwyczajem kultywowanym w wielu miejscach Polski jest palenie sobótkowych ognisk (sobótczi).

Rys. Marian Busler

Dawniej zwano je świętym ogniem lub świętym światłem. Według wierzeń, święty ogień ma moc niszczenia niewidzialnych sił ciemności. Dlatego oprócz samej zabawy, dawne ogniska sobótkowe miały na celu odstraszenie demonów od obsianych pól. Dziś pali się je w różnych miejscach, dawniej czyniono to na najwyższych pagórkach w każdej miejscowości. Obecnie sobótkowe ogniska w większym stopniu skupiają młodzież, a w czasach naszych przodków ludność całych wsi. Dawniej sygnałem do zapalenia świętego ognia był hejnał bazun. Sam moment zapalania ognia miał uroczysty charakter, czynił to zazwyczaj senior danej społeczności, wykorzystując zeszłoroczną sobótkową głownię. Sobótka była czasem pojednania, publicznie wyznawano swoje winy, oczekując przebaczenia od skrzywdzonych. Czasem jednak zdarzało się, iż podczas nocy świętojańskiej publicznie wykluczano winowajcę ze społeczności. Takie praktyki stosowano w stosunku do tych, którzy nie chcieli stanąć przed sobótkowym sądem. Po uroczystej części następowała trwająca wiele godzin zabawa wokół sobótkowego ognia. Na koniec, gdy ogień wygasał, młode pary trzykrotnie przeskakiwały nad ogniskiem w celu oczyszczenia z wszelkiego zła. Jeśli taka sztuka nie udawała się, był to znak, że w domu takiej osoby jest obecna czarownica. Wierzono, że sobótkowy ogień ma działanie oczyszczające. Dlatego też resztki spalonego drewna zabierano do domów, gdzie następnego dnia palono nimi w kominku. W południowej części Kaszub na wody jezior puszczano kawałki żarzącego się drewna. Święty ogień umieszczano także na drucianych siatkach, które zawieszano wysoko na

Dawniej sygnałem do zapalenia świętego ognia był hejnał bazun. Sam moment zapalania ognia miał uroczysty charakter, czynił to zazwyczaj senior danej społeczności, wykorzystując zeszłoroczną sobótkową głownię. łodziach. Do ognia wkładano wianek ziołowy poświęcony w oktawę Bożego Ciała. Czyniono tak z myślą o dobrych połowach. W miejscowościach, gdzie były jeziora, świętojański ogień puszczano tylko na wodę.

Nie zapalano go na wzgórzach. Rozniecał go najstarszy rybak w asyście swych młodszych kolegów. Na północnych Kaszubach istniał wśród rybaków zwyczaj palenia ognia na płyciznach w okolicy brzegu. W zależności od kierunku wiatru czyniono to na Wiôldzim Mòrzu (Morzu Bałtyckim) lub Môłim Mòrzu (Zatoce Puckiej). Każda maszoperia mocowała na długich drągach beczki wypełnione smołą, naftą i drewnem. Aby wystraszyć czarownice, strzelano do wspomnianych palących się beczek. Na brzegu w tym czasie królowały śpiewy i tańce, które trwały do momentu wygaśnięcia ognia. Zabawę przenoszono następnie do sali, gdzie trwała zazwyczaj do rana. W Helu i Karwi na morze puszczano wianki. Jeśli pozwalała na to pogoda, na wodę wypływano łodziami z muzyką i lampionami. Dobry obyczaj nakazywał, aby każda rybacka dziewczyna udała się w tym czasie na zabawę. Tego wieczora młodzi łączyli się często w pary. Pisząc o sobótkowych ogniskach, należy wspomnieć o jeszcze jednym zwyczaju praktykowanym głównie na południu Kaszub, tzw. paleniu czarownic, mającym charakter widowiska. Kulminacyjnym punktem tego spektaklu jest

oczywiście spalenie kukły czarownicy na lądzie lub na wodzie. Noc świętojańska to także czas wróżb głównie dla młodych panien. Popularnym zwyczajem jest puszczanie wianków na wodę, tzw. wianki. Jeśli wianek przepłynie i złapie go kawaler, jest to zwiastun szybkiego zamążpójścia.

Popularnym zwyczajem jest puszczanie wianków na wodę, tzw. wianki. Udając się na tegoroczne sobótki, warto pomyśleć przez chwilę o dawnej tradycji naszych przodków. Porównajmy również obrzędy świętojańskie z tymi z innych regionów Polski, a także tymi spoza jej granic. Regionalne tradycje są ogromnym bogactwem kulturowym, szczególnie obecnie w świecie popkultury. Być może nie będzie odkrywcze, ale z pewnością prawdziwe, stwierdzenie, że świat będzie ciekawy, jeśli będzie różnorodny.

Kaszubski rok obrzędowy Noc świętojańska na Kaszubach Od wieków czas przesilenia letniego jest postrzegany jako okres wyjątkowy, czasem wręcz magiczny. Do dziś obfituje on w różnego typu obrzędy i zwyczaje. Tak było i jest na Kaszubach. Znajdziemy tutaj całe bogactwo zwyczajów. Podobnie jak w przypadku innych charakterystycznych dat w kalendarzu, aby w pełni zrozumieć istotę obrzędów świętojańskich, warto cofnąć się do czasów przedchrześcijańskich. Sięgając do korzeni tego święta, możemy zauważyć, że od wieków łączyło się ono z kultem słońca, ognia i wody. To także dzień wyjątkowo hucznej zabawy i rozpusty. Nasi słowiańscy przodkowie uważali, że podczas nocy świętojańskiej każdy ma wręcz obowiązek upicia się do nieprzytomności, aby doznać boskiego tchnienia. Noc sobótkowa w zamierzchłych czasach nie była z pewnością lekcją dobrych obyczajów. Współczesne zwyczaje mają zdecydowanie łagodniejszy przebieg niż w dawnych czasach. Część pogańskich obrzędów nocy świętojańskiej przetrwała do dziś, jednak sporo z biegiem lat uległo schrystianizowaniu. Kościół katolicki związał ten dzień ze świętym Janem, który jako chrzciciel Chrystusa jest mocno związany z kultem wody.

Kwiat paproci i inne zjawiska Nieodłącznym i bardzo znanym symbolem związanym z nocą świętojańską jest kwiat paproci, który według wierzeń ludowych kwitnie o północy. Wiele niewiast stara się go znaleźć. Może to jednak uczynić kobieta rozebrana do naga. Sprawę kwiatu paproci rozstrzygnął w swym wielotomowym Słowniku Gwar Kaszubskich na tle kultury ludowej ks. dr Bernard Sychta, który pisał, że za gołymi kobietami zawsze gonią parobcy i być może dlatego jeszcze nikomu nie udało się znaleźć i zerwać tego kwiatu. Tego dnia dziwne przypadki mogą nas spotkać na rozstajnych drogach. Według starych podań możemy dowiedzieć się, że rozstawiano tam brony powiązane nicią konopną, ustawione kolcami do góry. Spieszące na sabat czarownice, jadące okrakiem na miotłach, musiały przesunąć się po wspomnianych gwoździach.


11

KASZUBSKA StronA świAtA

Od lip ciągnie wonny lipiec, nie daj słonku zboża przypiec. Na dzień świętej Anny, matki Marii Panny, upadają kłosy pod ostrzami kosy. Deszcz na Nawiedzenie Panny potrwa pewno do Zuzanny. Na święty Jakub chmury, będą śniegu fury. Od świętej Hanki chłodne wieczory i ranki. Gdy się grzmot w lipcu od południa poda, drzewom się znaczy mocna nieuroda.

Czarownice i demony Według wierzeń kaszubskich noc świętojańska to czas niezwykły. W tym okresie szczególną władzę mają demony i czarownice, które spotykają się na najważniejszym w roku sabacie. Panował pogląd, że w tym dniu po zachodzie słońca czarownice mają prawo wejść do domostw. Gdy tak się stało, na domowników mogły spaść nieszczęścia w postaci chorób, śmierci itp. Dlatego też istniał zwyczaj mający ochronić ludzi i zwierzęta przed następstwami działań sił ciemności. Polegał on na wieszaniu gałązek klonu nad wejściem do domów, w ich oknach, na rybackich łodziach, a także w celu ochrony pszczół ‒ na ulach. Owoce klonu zagrzebywano również przed progami drzwi. Skąd taki zwyczaj? Wierzono, że wymieniona roślina posiada siłę odstraszającą złe moce. Istniało powiedzenie – klón òdgóniô złé duchë (klon odgania złe duchy). Podczas nocy sobótkowej na szczególnie groźne działanie demonów było narażone bydło. Według wierzeń, czarownice i demony usiłują w tym czasie odebrać zwierzętom mleko. Aby je ochronić, stosowano różne zabiegi. Jednym z nich było kreślenie krzyży na drzwiach obór. Podobne znaki pasterze kreślili święconą kredą pomiędzy rogami bydła. Także święconą kredą znaczono magiczne koła na łbach zwierząt. Obrysowywano nią również wymiona, na których stawiano znak krzyża. Wszystkie te zabiegi miały chronić bydło przed demonami, a także przyczynić się do zdrowia i mleczności krów. Innym sposobem było podawanie w pożywieniu niewielkiej ilości dziegciu mającego dać zwierzętom ochronę przed czarami.

Ścinanie kani Charakterystycznym obrzędem kultywowanym od wieków na Kaszubach w wigilię nocy świętojańskiej jest ścinanie kani.

Kania to dość rzadko występujący ptak drapieżny z rodziny sokołów. W przysłowiach kaszubskich zapowiadał często pojawienie się suszy – pragnie jak kania deszczu; wzdicha jak kania za deszczã (pragnie jak kania deszczu; wzdycha jak kania za deszczem). Sądzono tak nie tylko na Kaszubach. Podobnie wierzono na Ukrainie. Prawdopodobnie wzięło się to od charakterystycznego głosu wydawanego przez kanię w locie. Kaszubom nasuwało to skojarzenie – pjic, pjic (pić, pić). Być może w tym stwierdzeniu tkwią korzenie charakterystycznego obrzędu kultywowanego do dziś na Kaszubach ‒ obrzędu scynania kani (ścinania kani). Wybitny językoznawca, autor słowników kaszubskich i kociewskich, ksiądz dr Bernard Sychta, podaje jeszcze inną wersję dotyczącą korzeni tego zwyczaju. Według legendy w dawnych czasach kaszubską ziemię dotknęła szczególnie silna susza, powodując wyparowanie jezior i rzek. Wówczas Stwórca, litując się nad umierającym z pragnienia ptactwem, zalecił kopać studnie. Kiedy wszystkie ptaki zabrały się do pracy, jedna tylko kania, w obawie o zabrudzenie nóg, odmówiła pracy. Spotkała ją za ten czyn zasłużona kara. Od tego czasu kania ma prawo pić krople wody wyłącznie ze szczelin kamieni. Na północnych Kaszubach twierdzono, że ukarany ptak do dziś może pić wodę tylko z morza. Z tych stron pochodzi także opowiadanie łączące kanię z postacią kobiety. Według tej opowieści, Chrystus, wędrując ze św. Piotrem po ziemi, wstąpił do jednego z domostw, aby napić się wody. Chciwa kobieta pożałowała spragnionemu Jezusowi szklanki wody, za co została przemieniona w kanię. Do dziś można usłyszeć wołanie tego ptaka – pić, pić! Inne podania ludowe mówią o tym, że kania żyła kiedyś pod postacią czarownicy. Mit znajduje odzwierciedlenie w używanych do dziś porzekadłach – pije wòdã jak kania (pije wodę jak kania). Obrzęd ścinania tego ptaka odprawiany w wigilię nocy świętojańskiej zwany jest również traceniem kani i ukazywany w widowisku. Jego treścią jest oskarżenie, osądzenie i ukaranie kukły kani, która według wierzeń kaszubskich jest winna wszelkiemu złu. W tekście oskarżenia możemy usłyszeć wiele zarzutów. Oczywiście wszystkiemu zawsze winna jest kania. Stałymi

Rys. Marian Busler

Przysłowia

postaciami tego widowiska są: szôłtës (sołtys), przësãżni (przysięgli), kat, lesny (leśniczy), rakôrz i pachołek. Spektakl skupiał dawniej mieszkańców całych wsi i odbywał się na dużym placu. W jego centralnej części na długim palu umieszczano sądzoną kanię. Następnie odczytywano długą listę jej win. Przestrzegano także, że złych ludzi czeka w przyszłości podobna kara, po czym kat ścinał znienawidzonemu stworzeniu głowę. Następnie zakopywano kukłę w przygotowanym wcześniej dole. W dawnych czasach zamiast kukły kani ścinano żywego ptaka, a w późniejszym czasie nieżywą kurę. We Władysławowie we wspomnianym widowisku udział brał jedynie kat, który ścinał symboliczny czerwony kwiat zatknięty na słupie, wznosząc okrzyk – Jak ta szabla sã swiécy, tak té kanje głowa zlecy! (Jak ta szabla się świeci, tak tej kani głowa zleci!) Do dziś nie wyjaśniono ostatecznie istoty widowiska. Być może to swoista obrona i zrzucenie swych win na sądzoną kukłę. Istnieje przysłowie – wëbrojił, a terô sã bòji jak kania na swiãtégò Jana (broił, a teraz się boi jak kania na świętego Jana). Profesor Tadeusz Linkner podaje dwie hipotezy odnoszące się niniejszego zagadnienia. Według pierwszej, obrzęd miał pełnić funkcję dydaktyczno-moralizatorską. Według drugiej, być może został zainicjowany przez duchownych krzewiących nową wiarę lub stworzony przez lud pogański porzucający swe dawne tradycje. Obrzęd ścinania kani znalazł swe stałe miejsce w literaturze kaszubsko-pomorskiej. Pisali o nim Florian Ceynowa, Jan Karnowski, Bolesław Fac, Jan Piepka, Marta Bystroń, Jan Rompski, Paweł Szefka i Jan Patock.

Poniżej wiersz Bolesława Faca nawiązujący do ścinania kani. Stary sposób na kanię Kania – milvus ptak z sokoła Ptak drapieżny z dziobem zgiętym Na bezchmurnym niebie woła Tocząc swe pragnienia pieśni A jej susza skrzydła rusza A jej śpiew ‒ w lesie śmierć Siada kania w swym strapieniu Szuka wody na kamieniu Na kamieniu suchym siada ‒ Mocna sieć na skrzydła spada Bo jej pazur ptaki raził Święty Janie! Zetną kanię Pasterz – królem, pasterz – sędzią Pasterz katem wnet tu będzie kania żywa kania z glinyCieszą się na sąd dziewczyny Tak więc z króla nakazu Pasterz ją sądzi z odrazą Kat już ścina mak czerwony Lub piwonię z gwoździa brony O, jak krwawo świeci szabla kiedy głowa kani spadła! A przy drzewie świeżo ściętym kwitnie paproć w noc dziewczętom. Obrzęd ścinania kani nie jest tak powszechnie kultywowany jak dawniej, ale możemy go spotkać w różnych częściach Kaszub. Widowisko jest od wielu lat przypominane w noc świętojańską przez Klub Studencki „Pomorania” w checzy w Łączyńskiej Hucie. W Gdyni w 2008 roku po wielu latach powróciło do tej tradycji Koło Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Wielkim Kacku. Andrzej Busler

Dobro i zło Śledząc obrzędy nocy świętojańskiej, możemy zauważyć, że według Kaszubów ten czas od dawna postrzegany był jako szczególny termin walki dobra i zła. Ślad tego znajdziemy w literaturze kaszubskiej. W utworze Pawła Szefki„Sobótka”, pochodzącym z 1958 roku, czytamy takie słowa: to je noc, gdze dzéń z nocą sã mòcëją, gdze złó z dobrym, łża z prôwdą i łaska z grzéchem wiélgą òdbywają bitwã (to jest noc, gdzie dzień z nocą się mocują, gdzie zło z dobrym, gdzie kłamstwo z prawdą i łaska z grzechem wielką odbywają bitwę). Tak, jak w naszym życiu, dobro nie zawsze triumfuje nad złem. O walce dobra i zła podczas nocy świętojańskiej możemy przeczytać również w arcydziele literatury kaszubskiej Życie i przygody Remusa, autorstwa Aleksandra Majkowskiego. Jego główny bohater, Remus, toczy w tym czasie ze złem decydującą bitwę, którą z powodu braku wiary przegrywa. Doskonale znanym zwyczajem, praktykowanym w wielu regionach Polski, jest zbieranie tego dnia ziół leczniczych. Według wierzeń mają tego dnia najsilniejsze działanie. Częstą czynnością, wykonywaną tradycyjnie w popołudnie poprzedzające noc świętojańską, było czyszczenie studni, a także sianokosy. „Na Jana zabierz sã do sana” (na Jana zabierz się do siana). „Gdyński IKS” wydaje:

Fundacja FLY

ISSN 2353-2157 ul. Świętojańska 36/2, 81-372 Gdynia tel. 58 520 50 88, 693-99-60-88 gdyński.iks@fundacjafly.pl Nakład 10.000 egz. Redaktor Naczelna Dorota Kitowska Sekretarz Redakcji Radosław Daruk Redakcja: Anna Cichomska, Radosław Daruk, Agnieszka Gondek, Magdalena Hoczyk, Sonia Watras-Langowska, Iweta Lidzbarska, Rafał Miotłowski, Paulina Pawelska, Radek Radziejewski, Aleksandra Rekuć, Alina Zielińska Korekta: Irena Majkowska Marketing: Zbigniew Ignasiak tel. 505 576 676 z.ignasiak@fundacjafly.pl Grafika: Łukasz Bieszke, Radosław Daruk Skład: ALFA SKŁAD Łukasz Bieszke, biuro@alfasklad.com.pl


12

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Czas leczy rany? Gdynia zaprasza MŁODYM PIÓREM

Cierpienie po śmierci bliskiej osoby można nieść w sobie wiele lat. Upływający czas sam w sobie nie uleczy naszych ran. Strata bliskiej osoby, niezależnie od okoliczności, konfrontuje nas gwałtownie z koniecznością zmian w całym naszym dotychczasowym życiu i nikt nas nie pyta, czy jesteśmy na to gotowi. Zdarza się, że po stracie bliskiej osoby staramy się żyć dalej w ten sam sposób, nie godząc się ze zmianami, które życie na nas wymusza. Rzucamy się w wir pracy i obowiązków, aby „odciąć się” od myślenia o śmierci i doświadczonej stracie. Czas mija, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem, a my żyjemy jakby w zawieszeniu. Kontrola, jaką mamy nad swoimi myślami i uczuciami, jest bardzo ograniczona. Nie możemy odciąć się od wybranych elementów naszej psychiki , uczuć, emocji i myśli, tych związanych z utratą bliskiej osoby. Nie możemy „wykasować” części wspomnień, które składają się przecież na to, kim jesteśmy. Wybierając taką drogę, odcinamy się od bliskich i przyjaciół, którzy wciąż są przy nas. Tracimy zdolność odczuwania uczuć pozytywnych, miłości, przyjaźni, szczęścia, a między nami i naszymi bliskimi rośnie mur zbudowany z dystansu oraz izolacji. Czas jest nam potrzebny na przebieg procesu, który poprowadzi nas do zdrowienia. Na każde kilka kroków w przód przypada krok w tył – powrót do silnych emocji oraz sprzecznych myśli, o których myśleliśmy, że są już dawno za nami. Rocznica śmierci, Boże Narodzenie, wizyta na cmentarzu, odnaleziona pamiątka – wszystko to potrafi wywołać lawinę wspomnień i uczuć do

utraconego bliskiego. Stopniowo, dzień po dniu, konfrontując się z własnymi uczuciami, uczymy się cieszyć wspomnieniami. Zdajemy sobie sprawę, że relacja z utraconą osobą i uczucia do niej są szczere, miłość prawdziwa, mimo że prawdopodobnie bywało różnie. Uczymy się czerpać siłę z tych uczuć i wspomnień, bo bardzo trudno iść dalej, niosąc ze sobą bagaż negatywnych emocji oraz sprzeczności, z którymi nie wiadomo, jak sobie poradzić. Jeżeli w przeciągu ostatnich miesięcy utraciłeś/utraciłaś bliską osobę, targają Tobą silne emocje, które Cię niepokoją, rozważ możliwość profesjonalnej pomocy. W ramach działalności Fundacji Fly rozpoczynamy zapisy do grupy wsparcia dla osób osieroconych. Grupa będzie miała charakter zamknięty. Spotkania zaplanowano od września 2015 do stycznia 2016 (8 spotkań po 2 godziny; raz na dwa tygodnie). Prowadzącymi i autorkami programu wsparcia są: Justyna Żywna – psycholog hospicyjny z kilkuletnim doświadczeniem oraz Agnieszka Gondek – psycholog, wolontariuszka hospicyjna. Szczegółowe informacje oraz zapisy w Fundacji Fly oraz pod numerem telefonu: 693-99-60-88. Justyna Żywna

IKS W KUCHNI

Udka pieczone z pomidorkami i serkiem mascarpone posypania wierzchu), sokiem z limonki i doprawiamy solą i pieprzem. Udka kurczaka myjemy, a następnie wsuwamy palce pod skórę każdego z udek, żeby między mięsem a skórą utworzyć kieszonkę. Tak powstałą kieszonkę nadziewamy serkiem. Nogi kurczaka z zewnątrz smarujemy oliwą oraz przyprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy je na kwadrans. Pomidorki mieszamy w misce z odrobiną oliwy, solą i pieprzem. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Kurczaka ukłaSkładniki: damy w naczyniu wysmarowa4 udka z kurczaka nym oliwą i pieczemy przez 30 1 serek mascarpone (250 g) minut. Następnie podlewamy 1 limonka go białym winem, dodajemy około 20 pomidorków koktajpomidorki oraz trochę ziół. lowych Pieczemy jeszcze przez ok. 30 50 ml białego wina (ewentualminut, do czasu, aż kurczak nie bulionu) ładnie się zrumieni i upiecze. duża garść świeżych ziół (uży- Wykonanie: łam oregano i rozmarynu) Serek mascarpone mie- Podajemy z ryżem lub z ziemoliwa szamy z posiekanymi zioła- niaczkami. Smacznego! Dorota Kitowska sól i pieprz do smaku mi (zachowujemy trochę do Przepis na udka od razu przypadł mi do gustu, bo wydał mi się łatwy, ale i interesujący jednocześnie. Musiałam go wykorzystać! Dzięki nacieraniu udek ziołowym serkiem mascarpone mięso nie było suche, a poprzez dużą ilość ziół także bardzo aromatyczne. Limonka i białe wino dodały wyrazistości, a pieczone pomidorki były pysznym dodatkiem.

Gdynia to miasto położone w północnej Polsce, nad Morzem Bałtyckim. Mówi się o niej „miasto z morza i marzeń”. Powstała bowiem Gdynia na fali radości narodu polskiego po odzyskaniu niepodległości. Gdynianie są, według socjologów, najbardziej zadowoleni ze swego miejsca zamieszkania spośród mieszkańców wszystkich miast w Polsce. Gdynia jest miejscem atrakcyjnym turystycznie. Słynie z kulturalnych projektów rozpoznawalnych w całej Europie, takich jak chociażby słynny Open’er Festiwal, na którym pojawiają się najlepsi artyści muzyczni z całego świata. Co roku gromadzi on dziesiątki tysięcy widzów, od 20 tys. do 80 tys. podczas kolejnych edycji. Gdynia również organizuje inne festiwale, na przykład Festiwal Filmów Fabularnych, podczas którego prezentowane są najlepsze polskie filmy powstałe w ciągu roku . Główną Nagrodą są Złote Lwy. Reprezentacyjne miejsce Gdyni to Skwer Kościuszki. Jest on przedłużeniem dwóch ulic -Świętojańskiej i 10 Lutego. To właśnie tutaj, 11 czerwca 1987 roku, z mieszkańcami Gdyni spotkał się papież Jan Paweł II. Wydarzenie upamiętnia pomnik stojący w tym miejscu. Molo Południowe, przedłużenie Skweru Kościuszki, powstało w latach trzydziestych XX wieku. Obecnie stanowi ono centrum turystyczno-rekreacyjne miasta. Przy nim cumuje ORP „Błyskawica”, niszczyciel biorący udział w II wojnie światowej, obecnie przekształcony w muzeum tak jak żaglowiec „Dar Pomorza”. Gdyńskie Akwarium kończy spacer po Molo Południowym. W nim można dowiedzieć się o ekosystemie Bałtyku i podziwiać najpiękniejsze ryby świata. Króluje wśród nich bawiąca się klockami wielka ośmiornica, a wrażenie na odwiedzających zawsze robią piranie, płaszczki, czy węgorz elektryczny. Dworzec Morski to jeden z najciekawszych zabytków Gdyni. Wybudowany został w 1933 r., a przeznaczony był do obsługi zamorskiego ruchu pasażerskiego. Tutaj cumował m.in. „Batory” i jego następca „Stefan Batory”. Niestety, budynek został poważnie uszkodzony w 1943 roku, gdy alianci bombardowali port. Mimo odbudowy dworzec nigdy nie odzyskał pełnej świetności. Obecnie mieści się w nim otwarte w czerwcu Muzeum Emigracji. Warto też zwrócić uwagę na

Domek Abrahama. To jeden z niewielu budynków pamiętających czasy dawnej Gdyni. Położony jest w głębi ul. Starowiejskiej, w otoczeniu wysokich gdyńskich kamienic. Ten ceglany domek był ostatnim miejscem zamieszkania Antoniego Abrahama zwanego Królem Kaszubów. Jego pomnik znajduje się na Placu Kaszubskim. Kiedyś domek  był  użyt-

Gdynia jest miejscem atrakcyjnym turystycznie. Słynie z kulturalnych projektów rozpoznawalnych w całej Europie, takich jak chociażby słynny Open’er Festiwal, na którym pojawiają się najlepsi artyści muzyczni z całego świata. kowany przez Muzeum Miasta Gdyni. Obecnie pozostaje w rękach prywatnych i jest niedostępny dla zwiedzających. Innym, ciekawym miejscem w Gdyni, jest stara osada rybacka na Oksywiu. W tej części miasta można trafić na zabytki sprzed setek lat, m.in. stoi tam XIII-wieczny kościół pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Miłośnicy historii, militariów, ale także pasjonaci fotografii i fani pięknych widoków, powinni złożyć wizytę w Babich Dołach, gdzie około 300 metrów od plaży znajduje się Torpedownia. Wybudowana przez władze hitlerowskie w czasie II wojny światowej była halą montażową torped oraz miejscem oddawania próbnych strzałów. To jedna z atrakcji i jeden z najczęściej fotografowanych obiektów w naszym mieście. Gdynia jest miastem pełnym interesujących miejsc, które warto odwiedzić. Zarówno turyści jak i mieszkańcy nie mogą się tutaj nudzić. Anna Kozłowska

Profile for Fundacja FLY

2015 07 Gdynski IKS nr 20  

2015 07 Gdynski IKS nr 20  

Advertisement