{' '} {' '}
Limited time offer
SAVE % on your upgrade.

Page 1

GAZETA BEZPŁATNA Nr 17, kwiecień 2015

WIELKANOC

Gdy dźwięk dzwonów do nas mknie, Na święcone spieszmy się I zwiastujmy dobrą wieść, Że nadzieja, miłość jest. Z okazji Świąt Wielkiej Nocy życzymy Państwu, aby zaduma nad sensem życia i śmierci w ten czas wielkanocny łączyła się z nadzieją i miłością oraz radosnym nastrojem wiosennym. REKLAMA

A oto jak opisał Władysław Reymont w powieści „Chłopi” czynność malowania jaj we wsi Lipce w domu Boryny. „A pod kominem, w samym świetle ognia, siedziały zgodnie Jagna z Józką, zajęte pilnie kraszeniem jajek, a każda swoje z osobna chroniła i kryjomo, aby się barzej wysadzić. Jagusia najpierw myła swoje w ciepłej wodzie i wytarte do sucha dopiero znaczyła w różności roztopionym woskiem, a potem wpuszczała we wrzątek bełkocący w trzech garnuszkach, w których je kolejno zanurzała. Żmudna była robota, bo wosk miejscami nie chciał trzymać albo jajka w rękach się gnietły lub pękały przy gotowaniu, ale w końcu naczyniły ich przeszło pół kopy i nuż dopiero okazywać sobie i przechwalać się piękniej kraszonymi. Kaj się ta było Józce mierzyć z Jagusią! Pokazywała swoje, w piórkach żytnich i cebulowych gotowane, żółciuchne, białymi figlasami ukraszone i tak galante, jak mało która by potrafiła, ale ujrzawszy Jagusine, gębę otwarła z podziwu i markotność ją chyciła. Jakże, to aż mieniło się w oczach, czerwone były, żółte, fiołkowe i jak lnowe kwiatuszki niebieskie, a widać było na nich takie rzeczy, że prosto nie do uwierzenia: koguty piejące na płocie, gąski na drugim syczały na maciory uwalone w błocie; gdzie znów stado gołębi białych nad polami czerwonymi, a na inszych wzory takie i cudeńka, kiej na szybach, gdy zamróz je lodem potrzęsie. Dziwowali się temu oglądając raz po raz, a kiej Hanka powróciła z Jagustynką z kościoła, też wzięła się patrzeć, ale nic nie rzekła, jeno stara przejrzawszy wszystkie szepnęła w zdumieniu: - Skąd się to bierze u ciebie?... no, no … - Skąd? …a samo tak z głowy pod palce przychodzi! Uradowana była! - Dobrodziejowi by parę zanieść! - Święcił jutro będzie, to mu podam, może weźmie.” Wł. Reymont Chłopi, Warszawa 1958, t.2, s.1oo Wybrała Irena Majkowska


2

Informacje – Kultura – Społeczeństwo

Lepszy rydz niż nic Roztocze to kraina łącząca Wyżynę Lubelską i Podole. Ciągnie się od Kraśnika po Lwów i jest naprawdę wyjątkowa. Co w niej tak niezwykłego? Przepięknie położona wyżyna może się poszczycić największą liczbą dni słonecznych w roku – jest ich ponad 100!

W niezwykle urokliwym krajobrazie znalazły swoje miejsce kultury polska, żydowska i ukraińska, mieszając się i uzupełniając wzajemnie. Pełno tu pamiątek i pomników dawnych czasów, a także ciągle żywych tradycji i zwyczajów. Może właśnie dlatego region posiada drugie miejsce w Polsce pod względem liczby produktów regionalnych. Bardzo wiele tych unikatowych smaków powstało dzięki produkowanemu od XVII wieku „Olejowi świątecznemu roztoczańskiemu”. Nie ma drugiego takiego w Polsce. W okresie międzywojennym olejarnie funkcjonowały niemal w każdej wsi i wiążą się z nimi ciekawe historie. Jak opowiada pan Tomasz Kostrubiec z Ruszowa, który wraz z żoną prowadzi tradycyjną olejarnię, najciekawsze dotyczą zwyczajów związanych z tłoczeniem oleju. Do tej pracy zabierali się wyłącznie mężczyźni. Gorą„Gdyński IKS” wydaje:

Fundacja FLY

ISSN 2353-2157 ul. Świętojańska 36/2, 81-372 Gdynia tel. 693-99-60-88, gdyński.iks@fundacjafly.pl Nakład 10.000 egz. Redaktor Naczelna – Dorota Kitowska Sekretarz Redakcji – Radosław Daruk Redakcja: Żaneta Buba, Anna Cichomska, Radosław Daruk, Agnieszka Gondek, Magdalena Hoczyk, Sonia Watras-Langowska, Iweta Lidzbarska, Rafał Miotłowski, Paulina Pawelska, Radek Radziejewski, Aleksandra Rekuć, Alina Zielińska Korekta: Irena Majkowska Grafika: Łukasz Bieszke, Radosław Daruk Skład: ALFA SKŁAD Łukasz Bieszke, biuro@alfasklad.com.pl

cy czas przygotowywania oleju przypadał w adwent. Mężczyźni w olejarni spędzali niekiedy nawet dwa tygodnie, śpiąc tam, jedząc i pijąc – niekoniecznie olej. Nic dziwnego zatem, że cały rok czekali na czas przedświąteczny, aby w słusznej sprawie uwolnić się spod kontroli kobiet. Po wsiach krążyły legendy o tym, co to się działo w olejarni. Olej, który z racji czasu tłoczenia zyskał miano świątecznego, wykorzystywany był głównie do przygotowywania potraw wigilijnych. To, co z niego zostało, służyło mieszkańcom regionu do wzbogacania diety na przednówku. Nic przecież nie powinno się zmarnować. Olejarnie produkowały trzy rodzaje oleju: rzepakowy, lnia-

ny i rydzowy. Wszystkie z roślin uprawianych w regionie. Najciekawsza wydaje się nazwa „olej z rydza czy też rydzyka”, jak chcą niektórzy. Wbrew pozorom to nie olej z grzybów. Rydzyk to pospolita nazwa lnianki, która zawdzięcza ją rudawemu kolorowi nasion. Robiono z niej olej już trzy tysiące lat wcześniej niż z rzepaku. Uprawiano go tam, gdzie inne uprawy się nie udawały, stąd powiedzenie „lepszy rydz niż nic”. Jest też druga historia związana z tym porzekadłem: niegdyś, z racji łatwości uprawy, olej rydzowy był najbardziej dostępny. Biedni chłopi, żeby nie jeść suchego chleba, smarowali nim chleb. Wszystkie oleje produkowane w Ruszowie są wpisane na

Listę Produktów Tradycyjnych, a olej świąteczny trafił na nią jako pierwszy z Lubelszczyzny. Został też wybrany „Najlepszym polskim produktem regionalnym” i otrzymał nagrodę Perła 2008 na Międzynarodowych Targach Poznańskich POLAGRA „Smaki Regionów”. Dziś olej świąteczny roztoczański wytwarzany jest przez cały rok i z powodzeniem sprzedawany tym, którzy cenią tradycję i zdrową żywność. Odwiedzając z Fundacją FLY gospodarstwo edukacyjne Olejarnia Świąteczna we wsi Ruszów w gminie Łabunie, można poznać proces produkcji tego wyjątkowego oleju i skosztować oryginalnych potraw regionalnych, których nie byłoby bez oleju świątecznego (np. gołąbków z kapusty kiszonej w główkach, czy prawdziwego cebularza lubelskiego). Wszystko to jest starannie przyprawione barwną opowieścią gospodarza, pełną anegdot i zabawnych historyjek. Aleksandra Rekuć Na wycieczkę na Roztocze zapraszamy od 16 do 22 sierpnia, koszt wycieczki – 950 zł. Szczegółowe informacje oraz zapisy w biurze Fundacji FLY w Gdyni, ul. Świętojańska 36/2. Zapraszamy na Roztocze!

Się kręci! Klub Młodzieżowy FLY działa jak dobrze naoliwiona maszyna – są uczniowie, są wolontariusze i są postępy. Nagle chemia okazała się łatwą dziedziną nauki, a matematyka stała się logiczna i policzalna. Klub Młodzieżowy FLY przeżywa ostatnimi czasy prawdziwe oblężenie. Podejrzewamy, że to dzięki naszym wspaniałym wolontariuszom, którzy nieustannie motywują uczestników do nauki i rozwijania swoich pasji. W naszym grafiku pojawiły się lekcje gry na gitarze, a także „Klubowe Debaty”, podczas których uczniowie mają szansę nauczyć się retoryki oraz popracować nad poprawnością językową. Z radością informujemy, że Klub nie ogranicza się tylko do typowo szkolnej nauki. W podskokach wychodzimy poza ramy szkolnego nauczania! W jedną z marcowych sobót wybraliśmy się wspólnie do Gdańska, aby na Starówce odnaleźć najważniejsze zabytki. Każdy z uczestników otrzymał fotografię, którą należało odpowiednio dopasować do faktycznie istniejącego miejsca. Wszyscy poradzili sobie śpiewająco! Punktem kulminacyjnym wycieczki (i zarazem najbardziej emocjonującym) był udział w grze NoEscape. Podzieliliśmy się na dwie pięcioosobowe grupy, a  następnie zostaliśmy zamknięci w dwóch osobnych pokojach. Mieliśmy tylko godzinę, aby się z nich wydostać. Co to były emocje! Krzyk, pisk i „mega” stres, ponieważ czas nieubłaganie płynął, a zagadki, które należało rozwiązać, nie miały końca… Na szczęście w ostatnich trzech sekundach (!) jednej z grup udało się znaleźć klucz i otworzyć drzwi. A druga grupa została w pokoju na zawsze… No dobra, wygrani przybyli im z odsieczą i otworzyli pokój z drugiej strony J… Aleksandra Kurek


3

INFORMACJE – KULTURA – SPOŁECZEŃSTWO

Czekolady słodki smak Czy można sobie wyobrazić świat bez czekolady? Oczywiście, że nie. Czekolada nie tylko poprawia krążenie krwi, ale również poprawia nastrój, dodaje wigoru i działa jak afrodyzjak. Powstaje z miazgi kakaowej, tłuszczu kakaowego i środka słodzącego. Zgodnie z obowiązującymi normami powinna zawierać nie mniej niż 35% suchej masy kakaowej. W zależności od jej ilości wyróżniamy: gorzką (przynajmniej 70%), mleczną (do 50%), białą (do 33%), deserową (powyżej 50%). W wyrobach czekoladopodobnych zawartość kakao nie przekracza 7%. Przez wieki czekoladę podawano tylko w postaci płynnej. Głęboki, intensywny smak mieszano z różnymi dodatkami. Pierwszą czekoladę w tabliczkach wyprodukowano z kakao, cukru i koziego mleka dopiero w roku 1839 w Niemczech. Od tego czasu jej smak zamknięto w różnych formach. Bez względu jednak na kształt i smak, powierzchnia czekoladowej tabliczki powinna błyszczeć, a przy łamaniu powinien wydobywać charakterystyczny trzask. Czekoladzie niezwykle trudno się oprzeć, ale by docenić te wspaniałe walory, trzeba się w niej rozsmakować i jeść ją z umiarem, ponieważ jest

Nie wierzcie, że czekolada jest substytutem miłości. Miłość to substytut czekolady Mirinda Ingram

12 kwietnia - Światowy Dzień Czekolady Czekolada to smakołyk, który uwielbia cały świat. Słodycz ta szybko wprawia nas w dobry nastrój, sprawia, że czujemy się zadowoleni i pełni energii. Zawarty w niej magnez kojąco wpływa na nasz układ nerwowy, a cynk i selen zwiększają wydzielanie endorfiny czyli tzw. hormonu szczęścia. Czekolada zawiera również lecytynę, dzięki której nasza pamięć jest lepsza, a chęci do pracy i nauki o wiele większe... Historia czekolady Zalety kakaowca odkryli około 3 tysiące lat temu Olmekowie. Majowie oraz Aztekowie ulepszyli recepturę czekolady, dodając do niej np. wanilię lub paprykę. Uważali oni, że czekolada jest napojem bogów, dlatego tylko wyższe klasy społeczne mogły ją pić. Ziarna kakaowca były tak cenne, że używano ich jako środka płatniczego. Przykładowo, za 100 ziaren można było kupić niewolnika. Do Europy ziarna kakaowca dotarły w 1502 roku. Przywiózł je Krzysztof Kolumb. Jednak nie cieszyły się one większym zainteresowaniem. Dopiero, gdy w 1528 roku Ferdynand Cortez sprowadził je do Hiszpanii i tamtejsi mnisi wzbogacili recepturę o cukier i cynamon . Później przysmak ten trafił na dwór Ludwika XIV, a czekolada stała się popularna i zawładnęła podniebieniami wszystkich Europejczyków. W 1828 roku Konrad Jan van Houten wyprodukował kakao w proszku, a pierwsza tabliczka czekolady powstała w 1849 roku w Cadbury’s. W 1867 roku pojawiła się bombonierka. Początkowo czekoladę serwowano wyłącznie na królewskich i arystokratycznych stołach, ale w XIX w. stała się ona dostępna dla każdego. W Warszawie w 1851 roku młody cukiernik z Berlina otworzył pierwszą w Polsce pijalnię czekolady. Przysmak ten tak bardzo wszystkich oczarował, że w 1893 roku powstała fabryka Wedla. Wkrótce wedlowskie specjały stały się słynne na całym świecie. Zaczęto je nawet podrabiać, ale założyciel, Karol Wedel, postanowił każdy smakołyk pieczętować rodowym nazwiskiem. Przemysł czekoladowy rozwijał się nie tylko w Warszawie. W 1910 roku otwarto nową fabrykę w Krakowie. Był to „Wawel” założony przez Adama Piaseckiego.

bardzo kaloryczna (100 g to 500-700 kcal).Różnorodność gatunków, jakie pojawiają się na naszym rynku, pozwala odkryć bogactwo smaków i aromatów, a jest w czym wybierać. Czekolada występuje w różnych postaciach. Na całym świecie powstają muzea czekolady, organizowane są festiwale, targi, konkursy, a 12 kwietnia obchodzimy nawet Dzień Czekolady. Ta zniewalająca słodycz jest również bohaterką wielu książek. Życzę więc Państwu dobrej lektury przy Słodkie ciekawostki filiżance aromatycznej czeko- – nazwa „czekolada” pochodzi z języka Azteków, a słowo „xocolatl” oznaczało gorzką wodę; lady. Alina Zielińska – największa tabliczka czekolady powstała w 2011 roku i ważyła 5792 kilogramy; – zapach czekolady wpływa pozytywnie na fale mózgowe, które są odpowiedzialne za relaks; – na 450g czekolady potrzeba około 400 ziaren kakaowca; – pomysł na ciasteczko z czekoladą został sprzedany firmie Nestle w zamian za dożywotni zapas czekolady; – czekolada ze względu na oksydanty, które zawiera, zmniejsza ryzyko zawału serca nawet o 1/3; – flawonoidy zawarte w kakao spowalniają proces starzenia oraz zapobiegają zmianom nowotworowym; – na całym świecie za czekoladę ludzie płacą 7 miliardów rocznie. Monika Myśliwy Gimnazjum nr 20 w Gdyni

SPOTKANIE Z…

Spotkanie z Hanną Cygler Każda nowa książka jest dla mnie nowym wyzwaniem i przygodą. A ponieważ przygody – jak wiadomo – najlepiej przeżywa się wspólnie, więc do takiej wspólnej przygody zaprasza nas na swojej stronie Hanna Cygler. Hanna Cygler jest autorką 16 książek. Jak sama mówi, pisze przede wszystkim dla własnej przyjemności, chociaż chce również sprawić przyjemność czytelnikom. Być może dlatego jej książki czyta się szybko, a bohaterowie wzbudzają wiele sympatii. Są to na

pozór pogodne utwory o miłości i przyjaźni, ale tylko na pozór. Ponieważ nic w życiu nie przychodzi łatwo i bardzo często nie jest tak, jak nam się wydaje, na kartkach utworów Hanny Cygiel pojawiają się także codzienne zmagania, które potrafią pokonać nawet tych

najsilniejszych i najbardziej odpornych. Bohaterowie, ludzie mocno poranieni, poszukując swojego miejsca w życiu, muszą dokonywać wyborów, zmierzyć się z zadaniami, pokonać stojące na drodze przeszkody. Życie bohaterów toczy się na tle dobrze znanych, przy-

najmniej średniemu pokoleniu, przemian społeczno-polityczno-gospodarczych. Ich losy przeplatają się z zawiłymi losami przyjaciół, rodziny i znajomych. Mieszkają i żyją tuż obok nas, w miejscach dobrze nam znanych, które możemy odwiedzić, pewnie dlatego chętnie o nich czytamy. Ciekawie zbudowane postacie, niespodziewane zwroty akcji, wyrazisty język, bohaterowie o różnych twarzach to wszystko sprawia, że książki Hanny Cygler czyta się z przyjemnością. Alina Zielińska


4

Informacje – Kultura – Społeczeństwo

Jak chwytać dzień Jak chwytać dzień? Oczywiście za pomocą języka naturalnego, którego uczymy się od dzieciństwa, a także obcych, pozwalających na międzynarodową komunikację. Język bowiem jest instrumentem kształtującym naszą osobowość, wpływającym do pewnego stopnia na nasze zachowanie, na relacje miedzy ludźmi oraz poznawanie świata, na przyswajanie rzeczywistości materialnej i duchowej. Każdy język naturalny jest systemem znaków umownych i posiada właściwą dla siebie gramatykę ( reguły, które rządzą tworzeniem wyrazów i zdań). Nie ogranicza się jedynie do rozwiązywania problemów w komunikacji bez jakiegokolwiek wpływu na świat realny. Jak to wygląda w praktyce? O tym, że kategoria rodzaju gramatycznego jest pojęciem konwencjonalnym, możemy przekonać się podczas tłumaczenia z języka nieposiadającego go w ogóle, a będącego bardzo sprawnym narzędziem porozumiewania się. Za przykład niech posłuży język węgierski, który doskonale obywa się bez pojęcia rodzaju, co najwyżej sprawiając kłopot translatorom na polski, gdyż nie wiadomo, czy ő to on, ona czy ono. Istnienie w językach słowiańskich czy germańskich kategorii rodzaju – wg językoznawców absolutnie sztucznej – ma reperkusje wyobrażeniowe, modelujące postrzeganie rzeczywistości. Słowo ‘statek’ w języku polskim jest rodzaju męskiego, to określając go, przydajemy mu cechy typowo męskie: dobrze zbudowany, duży, mocny. Angielski odpowiednik statku ‘ship’ jest rodzaju żeńskiego i bywa określany przymiotami kobiecymi: piękny, smukły. Amerykańska badaczka Leara Boroditsky z Massachusetts Institute of Technology zafascynowana teorią Benjamina Lee Worfa, według którego język kształtuje postrzeganą rzeczywistość, podała kilka innych przykładów percepcji świata przez pryzmat języka: klucz - po hiszpańsku ‘clave’ jest rodzaju żeńskiego, więc zazwyczaj występuje w kontekście cech charakterystycznych dla istot żeńskich: delikatności, magiczności czy niewielkiego rozmiaru. ‘Klucz’ w języku niemieckim, tak jak i w polskim, jest z kolei rodzaju męskiego i przypisuje mu się właściwości męskie: ząbkowany, źle dopasowany, często używany. Postrzeganie świata, myślenie, po części zachowanie narzuca nam język. Do podobnych wniosków doszedł amerykański językoznawca Daniel Everett, który

po ukończeniu kierunku Misji Zagranicznych w Instytucie Biblijnym w Chicago, odbyciu kursu na Letnim Uniwersytecie Lingwistycznym dla misjonarzy został wysłany w 1977 roku do Ameryki Południowej, by zbadać język Pirahã, będący dialektem języka Mura, którym włada się w stanie Amazonas w Brazylii. Mimo wcześniejszych kontaktów badaczy amerykańskich z niewielkim, liczącym wówczas około 700 osób plemieniem, wciąż niewiele o nim wiedziano. Również dlatego, że jego członkowie nie byli w stanie przyswoić sobie żadnego języka obcego, mimo wcześniejszych prób nauczenia ich portugalskiego. Daniel Everett żył wraz z żoną wśród Pirahã przez sześć lat. Poznał ich język, obyczaje, a pobyt zaowocował rozprawą doktorską (1983) oraz pracą naukową (2005) pt.: Ograniczenia kulturowe w gramatyce i poznanie u ludów Pirahã. Zachwiała ona teorią Noama Chomsky’ego dotyczącą zdolności generowania pojęć złożonych w każdym języku przez wykorzystanie myśli jako składowych pozostałych - w formie zdań podrzędnych. Początki wspólnego życia prof. Daniela Everetta ze społecznością pirahańską nie były łatwe. Pewnej nocy, znając już podstawy języka i niemało słów, zaczął się wsłuchiwać w to, co między sobą mówią. Okazało się, że wojownicy planują go zabić, gdy tylko na niebie pokaże się Księżyc. Przerażony pobiegł zabarykadować się wraz z żoną i dziećmi w domu, uprzednio zdążywszy zamknąć wojownikom broń, łuki i strzały. Po rozpracowaniu ich niecnych planów, zaskoczeni tym wydarzeniem Indianie, nabrali do niego szacunku. Odtąd naukowiec i gospodarze żyli w wielkiej przyjaźni. Pirahã to indiańskie plemię zbieracko – łowieckie żyjące u ujścia rzeki Maici w północno –zachodniej Brazylii w stanie Amazonas. W 2010 roku liczyło ono już tylko 420 osób i nigdy nie wytworzyło własnej historii. Historyczne jest to, co pamięta najstarszy członek grupy. Kulturę stanowi

Daniel Everett z Piraha

Rodzina z dzieckiem

W kajaku

zbiór osobistych doświadczeń mieszkańców. Członkowie grupy wierzą w istnienie istot bez krwi, demonów (xigagaí), w sfery wyższe i niższe, ale już w życie pozagrobowe nie. Nieznane są im rytuały religijne

ani mit o stworzeniu świata. Obce im są pojęcia abstrakcyjne. W nocy, w lęku przez wężami i innymi groźnymi zwierzętami, Pirahã śpią niewiele, najwyżej dwie godziny. Choć

nie brakuje im pożywienia, jedzą niewiele, wręcz głodzą się po to, by – jak mówią – być tigisái (twardzi). Nie znają słów na określenie dalszych pokrewieństw poza kręgiem najbliżej rodziny, np baíxi oznacza rodzica, dziadka lub kogoś starszego, xahaigí - rodzeństwo, mężczyznę lub kobietę, hoagí lub hoísai syna, kai - córkę, a słowem piihí nazywa się pasierba, ulubione dziecko, dziecko w ogóle lub jednego nieżyjącego rodzica. Nie posługują się liczebnikami, bo ich nie znają. Potrafią jedynie rozróżnić, że czegoś jest mało lub dużo. Próby nauczenia dorosłych członków plemienia rachunków spełzły na niczym, jedynie dzieci potrafiły przyswoić sobie liczebniki. Nie powiodła się także nauka pisania i czytania. Kiedy pojęli, że Daniel Everett próbuje ich język utrwalić w piśmie, zrezygnowali, twierdząc, że nie zapisują słów, a na lekcjach pojawiają dlatego, że profesor jest miły i częstuje ich popcornem. W języku Pirahã występuje najmniejsza ilość fonemów w porównaniu z innymi językami: 8 spółgłosek i 3 samogłoski, ale i dwa tony, których wysokość ma wpływ na znaczenie wyrazów. Język ten ma również postać gwizdaną, używaną podczas polowania oraz odmianę, którą się mówi z pełnymi ustami. Rzeczowniki nie odmieniają się przez przypadki, ale wyrazy oznaczające ruch lub stan czyli czasowniki, owszem. Nie istnieje forma wielokrotnego dopełniacza np. ‘czubek ogona jaguara’ ani odrębne słowa nazywające kolory. Barwę się opisuje, porównując ją do rzeczy mającej podobny odcień. Nie ma czasu przeszłego, najważniejsza jest teraźniejszość. Pirahã nie są jednak mało inteligentni czy odporni na wiedzę. Zdaniem Daniela Everetta są ludźmi, którzy potrafią nazwać wszystkie gatunki zwierząt i roślin w dżungli. Znają zachowania wszystkich zwierząt. Własne środowisko znają lepiej niż Amerykanie swoje. Wiedzą mnóstwo rzeczy, o których inni mieszkańcy globu nie mają pojęcia. Według naukowca największą wartością Pirahã jest brak przymusu. Nikt nie mówi innym, co ma robić. To przejawia się w systemie społecznym i braku liderów. Ci rdzenni mieszkańcy dorzecza Amazonki „chwytają dzień” i są przekonani, że ważne jest tylko tu i teraz. Sonia Langowska ¹ Daniel L. Everett (2008) Don’t sleep. There are Snakes. Pantheon Books


Informacje – Kultura – Społeczeństwo

5

„Jeszczech do śniadań było daleko, a już powstał rwetes i krzątanina, dzieci zaś, wypędzone z chałup, by nie przeszkadzały, nosiły się po drogach grzechocąc a klekotając w kołatki. Nawet mało która poszła na mszę, odprawiającą się dzisiaj bez grania i dzwonienia. Szła już bowiem ostatnia pora, bych się zabierać do porządków świątecznych, a głównie do wypieku chlebów i zaczynania na placki a owe wymyślne kukiełki, toteż prawie w każdej chałupie okna i drzwi stały szczelnie poprzywierane, by ciast nie zaziębić, buzowały się ognie, a z kominów biły dymy w pochmurzone niebo. (…) Nawet w kościele szła robota: parobek księży zwoził z lasu świerczki, a organista wespół z Rochem i Jambrożym jął przystrajać grób Panajezusowy. A że wedle starego obyczaju, od piątku rana aż do niedzieli nie godziło się jeść ciepłej warzy, więc głodowali źdźebko na chwałę Pańską, poprzestając na suchym chlebie i ziemniakach pieczonych” Wł. Reymont, Chłopi

Czego nie wiecie o Wielkanocy najważniejsze ze świąt dla jego wyznawców, jest dniem ustawowo wolnym od pracy. W kościele katolickim to czas adoracji Krzyża, procesji do Grobu Pańskiego i Drogi Krzyżowej, zainicjowanej w średniowieczu przez franciszkanów. Rozpoczyna się ona, zgodnie z przekazem dotyczącym czasu zgonu Jezusa na krzyżu, o godzinie 15.00. Po sprzątaniu mieszkań, mającym nie tylko znaczenie dla higieny, ale stanowiącym wymiatanie zimy, następują kulinarne przygotowania do świąt. Wciąż jeszcze w wielu domach warzy się barszcz biały, zupę cytrynową lub chrzanową, piecze mięso i pasztety. I, mimo bogatej oferty sklepów, wypieka się baby drożdżowe, żółte babki szafranowe oraz mazurki. Gdzieniegdzie formuje się paschę - pochodzący ze wschodu przysmak z surowego twarogu i bakalii. W piątek wieczorem przygotowuje się koszyk ze święconką, krasząc go hojnie listkami bukszpanu i przykrywając białą serwetą. Do środka wkłada się chleb, jajka malowane farbkami, moczone w cebuli, korze dębu bądź malwie, mięso na pamiątkę baranka, którego spożywał Jezus podczas uczty paschalnej z uczniami w Wieczerniku, sól chroniącą przed zepsuciem, pieprz, chrzan, miód oraz baranka. Święci się także napoje. Obyczaj święcenia potraw jest stary i sięga nawet VII wieku n.e. Jeszcze w międzywojniu to w domach święcono wszystkie pokarmy, które miano spożyć, wystawiając je na ozdobionych hiacyntami i bukszpanem stołach. Mieszkańcy wsi nieśli jedzenie do najbogatszych sąsiadów lub stawiali kosze z pokarmem pod kapliczkami lub pod krzyżami i tam oczekiwali nadejścia księdza. Tradycja święcenia potraw znana jest chrześcijanom obrządku wschodniego i zachodniego. Malowane jajka są ważnym symbolem świąt Wielkiej Nocy. Jednak zwyczaj ich kolorowania sięga czasów przedchrześcijańskich. Pierwsze pisanki liczą sobie 4000 lat i pochodzą z Mezopotamii. Jajka barwiono także w starożytnym Rzymie, Egipcie i Chinach, gdzie obdarowywano się nimi w dniu nadejścia wiosny. Jajka te inkrustowano miniaturami przedstawiającymi kwiaty wiśni i ptaki. W Sudanie zdobiono je wersetami z Koranu, w Egipcie

Fot. Bartosz Mleczko (lgddolinasanu.pl)

Wielkanoc - najstarsze i najradośniejsze święto chrześcijańskie celebrowane jest w aurze wiosny i jej atrybutów: budzącej się do życia przyrody, soczystej zieleni i śpiewu powracającego zza morza ptactwa. Jej religijnym symbolem jest zmartwychwstały Chrystus, człowiek - Bóg odnoszący zwycięstwo nad śmiercią. Święto jest ruchome, obchodzone w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca między 22 marca a 25 kwietnia, po trwającym czterdzieści dni poście. W jego ornamentyce, prócz pierwiastków chrześcijańskich i starotestamentowych, pojawiają się ludowe, sięgające czasów pogańskich. Pierwszym barwnym zwiastunem Wielkiej Nocy jest rozpoczynająca Wielki Tydzień Niedziela Palmowa - zwana także Kwietną lub Wierzbną, którą obchodzi się na pamiątkę przybycia Jezusa do Jerozolimy. Tego dnia wierni przychodzą do kościoła z kolorowymi palmami symbolizującymi odradzające się życie. Najpiękniejsze polskie palmy pochodzą z obszaru Kurpiów. Wykonane są z pnia świerku owiniętego wrzosem i ozdobionego kwiatami z bibułki i wstążkami. Powszechnie palmy wyplatano z gałązek wierzby zerwanych w Środę Popielcową i wstawianych do wody, by zakwitły przed Wielkanocą. Znaleźć w nich można było błękitne barwinki, bukszpan i gałązki porzeczki. Palmy palono w Wielką Sobotę, a popiół pozostawiano do kolejnej Środy Popielcowej. Po Niedzieli Palmowej rozpoczyna się Wielki Tydzień, który, wraz z przypadającym Triduum Paschalnym, jest najświętszym czasem chrześcijan. W Wielki Czwartek, zwany w Czechach i Niemczech Zielonym, odprawia się przed południem Mszę Krzyżma¹ świętego . W jej trakcie kapłan błogosławi oleje chorych. Celebrowaną wieczorem Mszą Wieczerzy Pańskiej rozpoczyna się Triduum Paschalne. Opróżnione zostaje tabernakulum, które do Nocy Zmartwychwstania pozostaje puste. Odśpiewaniu hymnu Chwała na wysokości Bogu towarzyszy bicie dzwonów. Po kazaniu przełożony wspólnoty obmywa stopy dwunastu mężczyznom na pamiątkę gestu Chrystusa. Czyn ten wyraża prawdę, że Kościół jest po to, by służyć ludziom. Wielki Piątek w kościele ewangelickim traktowany jako

- sylwetkami skarabeuszy. Najstarsze kolorowe jajka odnalezione w Polsce na wyspie Ostrówek w pobliżu Opola pochodzą z X w. i mają rodowód słowiański. Wzory na nich zostały nakreślone roztopionym woskiem, a skorupkę zanurzano w wywarze z ochry i z łupin cebuli. Odnalezione jajka i te w sumeryjskiej Mezopotamii, i w średniowiecznej Polsce oznaczały to samo: nowe życie. Malowanie jaj w czasach przedchrześcijańskich pełniło wiele funkcji. Także magicznych. W ich ornamentyce była ukryta pewna symbolika. Słowiańskie motywy słoneczne wskazywały na wieczność i odrodzenie, wzory geometryczne na nieskończoność świata. Ogromne znaczenie odgrywały kolory jajek. Czerwień i biel oddawała cześć duchom opiekuńczym, czerń połączona z bielą duchom ziemi. Zieleń nawiązywała do odrodzenia się przyrody. W Wielką Sobotę, będącą porą oczekiwania, chrześcijanie katolicy odwiedzają wystawione w kościołach Groby Pańskie. W średniowieczu groby te były niezwykle skromne, w epoce baroku wykonane z przepychem. Osiemnastowieczne dekorowano pozytywkami, ba! nawet ptaszkami w klatce. W czasie zaborów czy w chwilach, które wymagały zademonstrowania jedności narodowej, pojawiały się elementy patriotyczne. Święto Zmartwychwstania zaczyna się w sobotę po zachodzie słońca. W kościele rozpoczyna je liturgia światła. Tej nocy po raz pierwszy powraca po pięćdziesięciu dniach radosny śpiew Alleluja! (z hebrajskiego halelu-Jáh!)². Wigilia Paschalna kończy się mszą i procesją rezurekcyjną, po której wierni wracają do domu. Uroczyste śniadanie Niedzieli Wielkanocnej w wielu polskich

domach rozpoczyna się dzieleniem jajka, symbolizującego Chrystusa oraz nowe życie, które przedostało się jak kurczę przez skorupkę jajka. W pierwszym dniu świąt w Niemczech, Wielkiej Brytanii i w niektórych regionach Polski pozostających przez wieki pod wpływami niemieckimi, np.: na Pomorzu, w Poznańskiem czy na Śląsku, po śniadaniu wielkanocnym dzieci wyruszają na poszukiwanie ukrytego przez rodziców koszyka wyściełanego kolorową postrzępioną bibułką, zawierającego zająca z czekolady lub marcepana i cukierki w kształcie jajek. Pierwsza wzmianka o tym zwyczaju pochodzi z 1682, choć niektórzy badacze wywodzą go od kultu starogermańskiej bogini Ēostre - patronki światła, poranka i odrodzenia. Imię bogini – według językoznawcy i baśniopisarza, autora Deutsche Mythologie Jacoba Grimma – ma źródło w staroniemieckim słowie austrōn i oznacza ‘ruch ku wznoszącemu się słońcu’. W nagłosie wyrazu słychać pobrzmiewający indoeuropejski rdzeń aus-, który odnaleźć można także w imieniu greckiej bogini świtu Eos. Od imienia Ēostre, o której w VIII w n.e doniósł światu anglosaski teolog, filozof i matematyk Beda Czcigodny, nazwano miesiąc, przypadający w kalendarzu starogermańskim na porę kwietnia. Wtedy, kiedy ziemia się odradzała i przygotowywała do rodzenia plonów, oddawano cześć bogini świtu, wiosny i płodności. Palono ogień, zakopywano jajka na polu, by skłonić ziemię do wydania dorodnych owoców, a także by chronić je przed gradem. Następnie, wraz z nadejściem chrześcijaństwa, festiwal wiosenny zastąpiono chrześcijańską Wielkanocą, która do dziś w języku angielskim i niemieckim nazywa się Easter. To z postacią

Ēostre łączony jest zając lub królik, który choć mniejszy od szaraka, jest do niego podobny. Bogini miała się pokazywać w towarzystwie kur i zajęcy. W ikonografii przedstawiano ją nawet z głową zająca uważanego za symbol płodności. Poniedziałek wielkanocny, zwany również lanym, a na Kaszubach dëgòsem to dzień śmigusa – dyngusa, czyli oblewania dziewcząt wodą dla zapewnienia im urody, powodzenia i płodności. Na Pomorzu i Kaszubach chłoszcze się je brzozowymi witkami. Słowo ‘śmigus’ Aleksander Brückner wywodzi od wyrazu niemieckiego Schmeckoster, oznaczającego poniedziałek wielkanocny, kiedy bito się rózgami i oblewano wodą. Wyraz ‘dyngus’, także o etymologii niemieckiej, wskazywał na ‘okup’ i oznaczał wykupienie się pisankami od ponownego oblania. Z czasem oba zwyczaje połączyły się w jeden. Esencją Wielkanocy jest zmartwychwstanie i rozpoczęcie nowego życia. Treścią germańskiego święta wiosny były narodziny natury i pożegnanie zimy, żydowskiej Paschy z kolei - obchodzonej przez Jezusa i apostołów - wyjście z domu niewoli egipskiej i inicjacja nowego. Wszystkie te uroczystości, wchłonięte przez chrześcijańską Wielkanoc, łączy wspólne przeżywanie ludzkiej radości z triumfu, jaki odniosło życie nad śmiercią. Sonia Langowska ¹ Krzyżmo – mieszanina oliwy i balsamu służąca do namaszczania podczas udzielania sakramentów chrztu, bierzmowania, święceń kapłańskich. ² Alleluja (z hebrajskiego halelu-Jáh) – Wychwalajcie Jahwe! Wśród społeczności chrześcijańskiej rozumiane jako zwrot Wesołych świąt!


6

Informacje – Kultura – Społeczeństwo

Kwiecień w przysłowiach

Pierwszy kwietnia, bajów pletnia.

Kto groch sieje w Wielki Wtorek – za garniec zbierze worek.

WIELKANOCNE ZWYCZAJE

do jedzenia przybrały kolor czerwony. Magdalena rozdała je apostołom lecz jajka zmieniły się w ptaki. Inna zaś legenda mówi o biednym chłopie niosącym w koszyku jajka na targ. Po drodze spotkał Chrystusa dźwigającego krzyż. Chłop pomógł Zbawicielowi, za co spotkała go nagroda. Jajka w koszyku z białych stały się czerwone. Kolorowe jajka, zwane malowankami, pisankami, skrobaczkami, kraszankami, w zależności od sposobu, w jaki je ozdabiano, otaczane były szacunkiem. Obdarowywano nimi na szczęście księdza, służbę, sąsiadkę. Jajka te długo przechowywano w domu lub zakopywano w ogrodzie albo na polu, co pomagać miało przy zbiorach, chroniąc je od suszy, gradobicia i powodzi. Na Podlasiu po rezurekcji spieszono się do domu, bo kto prędzej przybędzie, u tego najpierwszy będzie sprzęt z pola. Podobnie było na Białorusi i Pomorzu. Tutaj wierzono, że kto pierwszy siądzie do jedzenia, ten pierwszy skończy siejbę. W Opoczyńskiem z Wielkanocą związane było obowiązkowe upieczenie trzech bochenków chleba: jednego dla ubogich, drugiego dla sług kościelnych. Trzeci, wraz z rózgą poświęcona w Niedzielę Palmową, obnosiło się dokoła pola, potem dzieliło między bydło, a resztki zakopywało się. Wszystko to miało sprowadzać szczęście, urodzaj i zdrowie. Opracowano na podstawie „Kalendarza na rok 1932” Irena Majkowska

Fot. Bartosz Mleczko (lgddolinasanu.pl)

Jajko jest nieodzowną częścią święconego. Znajdowało ono szerokie zastosowanie w zwyczajach ludowych i to nie tylko we wszystkich prawie krajach Europy, ale także np. w Indiach. Według mitu hinduskiego świat tkwił w przestworzach na kształt jaja, które rozdzierając się, wyłonił z siebie ziemię i niebo. W Grecji przypisywano jaju cudowne właściwości lecznicze, np. gdy ktoś był chory, dotykano go jajem, zbierającym w sobie jakoby zło. Potem, jako nieczyste, zakopywano je na rozdrożu. Białorusini, wypędzając po raz pierwszy wiosną bydło na pole, kładli pod progiem jajko ze święconego, by żadne „złe oczy” nie zaszkodziły bydłu, które miało chować się zdrowo. Ale jajko spełniało także inną, jakby higieniczną rolę. Jeśli gospodarz potoczył je po podłodze, to wypędzał z chaty pchły. Woda po gotowaniu jaj była u Hucułów lekarstwem na ból oczu. Po spożyciu uczty wielkanocnej Huculi tłukli święcone jajka, co miało przynosić szczęście. Toczyli też je po stole. Czyje dalej poleciało, ten wygrywał. Ale przy gotowaniu jaj nie wolno było mówić o zmarłych, bo to miało wnosić śmierć do domu. Jaki jest związek malowanych jajek z Wielkanocą? Istnieje na ten temat szereg pięknych legend. Jedna z nich opowiada o rozpaczającej Magdalenie, której ukazał się anioł, przyrzekając Zmartwychwstanie Pana. Gdy uradowana wróciła do domu, wszystkie jajka przygotowane

Pisanki pani Teresy Podolak (LGD Dolina Sanu)

Nazwa dyngus pochodzi prawdopodobnie z języka niemieckiego. Dingen oznacza „wykupywać się”, a staroniemieckie dünguuss to „kałamarz, chlust wody”. Istnieje również teoria, że nazwa śmigusdyngus powstała z polskiego wyrazu „śmigać”smaganie. Fot. http://en.wikipedia.org/

Jajko wielkanocne w obrzędach i wierzeniach ludowych

Śmigus dyngus Śmigus-dyngus to zwyczaj związany z Poniedziałkiem Wielkanocnym. Zwany jest też Lanym Poniedziałkiem. Kubek, garnek, butelka czy wiaderko to niezbędne rekwizyty drugiego dnia świąt. Wystarczy napełnić je wodą, znaleźć ofiarę i… zabawa gotowa. Czy zastanawiamy się jednak, skąd wziął się ten zwyczaj? Historia sięga XIV wieku. Wtedy pierwszy raz wspomina o nim czeski kaznodzieja Konrad Waldhauser. Zwyczaj ten związany był z obchodzonymi w Poniedziałek Wielkanocny praktykami Słowian. W ten sposób czcili oni odejście zimy i świętowali początek wiosny. Początkowo Śmigus i Dyngus były dwoma osobnymi świętami. Z biegiem czasu przestano rozróżniać, które na czym polega i zlały się one w całość. Dyngus oznaczał polewanie się wodą, a śmigus chłostanie gałązkami. Obecnie są to nazwy wymienne. Zwyczajem śmigusa było „bicie” witkami wierzby albo palmami po nogach i oblewanie się zimną wodą. Symbolizowało to oczyszczenie z brudu, chorób i grzechów. Słowianie wierzyli również, że polewanie się wodą sprzyja płodności i dlatego oblewaniu podlegały najczęściej panny. Kobieta, której nie oblano, czuła się obrażona i zaniepokojona, bowiem ozna-

czało to brak zainteresowania ze strony mężczyzn. Natomiast chłopiec, który wychłostał lub oblał najwięcej panien, mógł się cieszyć większym powodzeniem i szczęściem. Z biegiem czasu na zwyczaj śmigusa nałożył się zwyczaj tzw. dyngusowania, który dawał możliwość wykupienia się pisankami z podwójnego lania. Gdy panna wolała wrócić do domu sucha i niesmagana, mogła się od tych wyczynów wykupić tradycyjną pisanką lub innym rarytasem ze świątecznego stołu. Podczas dyngusa składano także wizyty znajomym i rodzinie. Wręczano wtedy podarunki oraz zaopatrywano gości w żywność na drogę .Wizytom towarzyszyły także śpiewy o charakterze ludowym i religijnym. Zwyczaj związany z śmigusem dyngusem obchodzony był głównie na wsi. Gospodarze o świcie wychodzili na pola i kropili je wodą święconą. Żegnali się przy tym znakiem

krzyża i wbijali w grunt krzyżyki wykonane z palm poświęconych w Niedzielę Palmową . Miało to zapewniać urodzaj i uchronić plony przed gradobiciem . Matki albo starsze kobiety w rodzinie obijały palemkami łydki młodych dziewczyn, żeby zapewnić im zdrowie i zgrabne nogi. W tym samym celu objeżdżano pola w procesji konnej. W Niedzielę Palmową gospodarze poświęconą palmą ostukiwali domy, budynki gospodarcze i zwierzęta, by chronić je od zła. A potem, przez cały rok, palmy, na wypadek burzy stawiano w oknach, by chroniły przed piorunami. Zwyczaje te spotyka się do dzisiaj, zwłaszcza na południu Polski .W miastach korzystano ze śmigusa-dyngusa bardzo skromnie, spryskując panny najwyżej wodą różaną. Nie ma pewności co do tego, skąd tak naprawdę pochodzi popularny polski zwyczaj oblewania się wodą


INFORMACJE – KULTURA – SPOŁECZEŃSTWO

7

Kwiecień – plecień, bo plecie trochę zimą, trochę latem, a przeplata wszystko kwiatem. Grzmot w kwietniu dobra nowina, już szron roślin nie pościna.

Turki Wielkanoc, podobnie jak inne święta, ma swoje tradycje i zwyczaje. Najpopularniejsze z nich, obchodzone w całej Polsce, to np. „święcenie koszyka” w Wielką Sobotę, „szukanie zajączka” w Wielką Niedzielę oraz śmigus - dyngus, czyli lanie się wodą w Poniedziałek Wielkanocny. Istnieją jednak i takie tradycje, które obchodzone są tylko w wybranych regionach Polski.

w Poniedziałek Wielkanocny. Niektórzy twierdzą, że przywędrował on z Jerozolimy, gdzie schodzących się i rozmawiających o zmartwychwstaniu Jezusa Żydów rozganiano sprzed okien wodą. Nazwa dyngus pochodzi prawdopodobnie z języka niemieckiego. Dingen oznacza „wykupywać się”, a staroniemieckie dünguuss to „kałamarz, chlust wody”. Istnieje również teoria, że nazwa śmigus- dyngus powstała z polskiego wyrazu „śmigać”- smaganie. Na Morawach Lany Poniedziałek znany jest jako szmigrust lub oblevacka, na Słowacji jako oblievacka lub kupacka. Zwyczaj ten również przejęli Węgrzy. Do dziś praktykuje się tam oblewanie dam wodą i perfumami. Ciekawostką jest fakt, iż oblewanie stało się tak niebezpieczne, że prawnicy zaczęli interpretować je jako zakłócanie spokoju. Oblanie wodą przypadkowych osób na ulicy, rowerzysty lub jadącego samochodu, nie mieści się w ramach zwyczaju. Możliwe jest zapłacenie mandatu w wysokości nawet 500 zł. Dziś zwyczaj ten uwielbiany jest przez dzieci, które ochoczo od samego rana oblewają się nawzajem lub sprawiają psikusy najbliższym. Nie sposób zostawić w ten szczególny dzień na kimś suchej nitki. Pamiętajmy jednak, by oblewać się z umiarem! Anna Kozłowska Gimnazjum nr 20 w Gdyni

Na południu, od bardzo dawna, obchodom Świąt Wielkiej Nocy towarzyszą tzw. Turki, czyli Straż Grobowa, która istnieje w Polsce od XVII wieku. Ma ona na celu pełnienie wart przy Grobach Pańskich od Wielkiego Piątku aż do Niedzieli Wielkanocnej. Tradycja wywodzi się z czasów odsieczy wiedeńskiej. W wyprawie Jana III Sobieskiego brali udział chłopi, którzy wracając z wygranej bitwy, ubrani byli w zdobyte, orientalne mundury. Swoim wyglądem wywoływali popłoch, a mieszkańcy wołali: „Turki idą!”. Chłopi natomiast szli do kościoła podziękować Bogu za szczęśliwy powrót, a następnie pełnili wartę przy Grobie Pańskim. Nazwę „Turki”, według ludowych podań, strażnicy grobu otrzymali dlatego, że pełnili wartę ubrani w tureckie stroje. Straże Grobowe za czasów Augusta III składały się z drabantów królowej i oddziałów artylerii konnej. W miastach i miasteczkach wartę pełniły oddziały wojskowe. Były one odziane w paradne mundury, które od XIX wieku zostały wzbogacone o orientalne elementy (turbany, szable tureckie). Jednak mieszkańcy Grodziska Dolnego, położonego w województwie podkarpackim, nie poprzestali na wartach i czuwaniu przy grobach. Od dwudziestu lat są tam organizowane parady upamiętniające dzielne oddziały straży. Pomysł na przywrócenie do życia wymierającej tradycji wielkanocnej zrodził się w głowie ówczesnego wójta Grodziska. Obecnie parada rozpoczyna się w Niedzielę Wielkanocną. Polega ona na trzykrotnym przemarszu galowo ubranych grup strażaków z pobliskich miasteczek i wiosek przy akompaniamencie orkiestry grającej marsza Turków. Uczestnicy prezentują fantazyjne mundury zbliżone wyglądem do starych ludowych ubiorów odświętnych. Niektóre z nich natomiast kultywują tradycje kosynierów kościuszkowskich. Parada kończy się w kościele mszą św. koncelebrowaną. Po niej Turki mają zwyczaj odwiedzania miejscowych księży i prezentowania musztry paradnej. Powtarzają to jeszcze wielokrotnie podczas „chodzenia po domach”. W tym czasie straż odwiedza mieszkańców, prezentując musztrę przed domami parafian. Co dwa lata można podziwiać przegląd Straży Grobowej, w której uczestniczą Turki z całej Polski. Po uroczystej mszy oddziały maszerują w zwartym szyku na miejscowy stadion. Tam na widzów i uczestników parad czekają różne atrakcje - głównie są to pokazy musztrowe w wykonaniu poszczególnych grup. Podtrzymywanie tradycji Straży Grobowej w Gminie Grodzisko Dolne i okolicach niezwykle ubogaca święta Wielkiej Nocy. Ponadto przyczynia się do rozwoju gminy, przyciąga bowiem do niej turystów, a co najważniejsze, stanowi powód do wspólnego spędzania czasu i okazję do doskonałej zabawy. Hanna Czerwińska Gimnazjum nr 20 w Gdyni

Jan Twardowski

WIELKANOCNY PACIERZ Nie umiem być srebrnym aniołem – ni gorejącym krzakiem – Tyle Zmartwychwstań już przeszło – a serce mam byle jakie. Tyle procesji z dzwonami – tyle już alleluja – a moja świętość dziurawa na ćwiartce włoska się buja. Wiatr gra mi na kościach mych psalmy – jak na koślawej fujarce – żeby choć papież spojrzał na mnie – przez białe swe palce. Żeby choć Matka Boska przez chmur zabite wciąż deski – uśmiech mi swój zesłała jak ptaszka we mgle niebieskiej. I wiem, gdy łzę swoją trzymam jak zloty kamyk z procy – zrozumie mnie mały Baranek z najcichszej Wielkiej Nocy. Pyszczek położy na ręku – sumienia wywróci podszewkę – Serca mojego ocali Czerwoną chorągiewkę. Jan Twardowski, Miłość zdjęta z krzyża, Poznań-Inowrocław 2001, s. 99


8

Informacje – Kultura – Społeczeństwo

Fot. pixabay.com

Wiosna – najlepszy czas na odchudzanie

Gdy noworoczne postanowienia dotyczące odchudzania nie zostały spełnione, a wielkanocne obżarstwo jest coraz bliżej, powoli zaczynamy myśleć o wakacjach. Wizja pokazania się w letnich ubraniach, sukienkach lub stroju kąpielowym, spędza sen z powiek niejednej osobie. Wiosną budzą się w nas motywacje, których próżno szukać zimą.

Korzyści rozpoczęcia diety właśnie o tej porze roku jest wiele. Jedna z nich, to pojawienie się wielu świeżych warzyw i owoców, które dają szerokie pole do popisu w kuchni. Możemy przygotować mnóstwo lekkich dań zawierających witaminy i związki mineralne, co pozytywnie wpłynie na nasze samopoczucie. Ładna pogoda spowoduje większą chęć wyjścia na spacer oraz aktywne spędzanie czasu, dzięki czemu łatwiej będzie zmotywować się do uprawiania sportu. Dzień wiosną jest zdecydowanie dłuższy, a słońce i wyższe temperatury poprawiają nastrój, ���������������������������������� co pomaga w walce z przesadnym objadaniem się słodyczami. Dzięki temu, że słońce wschodzi wcześniej i łatwiej wstaje się z łóżka, w planie dnia bez problemu znajdziemy czas na nowe sportowe wyzwania. Zimowe obżarstwo i długie wieczory pod kocem odchodzą w zapomnienie. Energię słoneczną w zimie zastępuje energia pochodząca z jedzenia, co w następstwie powoduje stopniowe przybieranie na wadze. Gdy nadchodzą cieplejsze dni, potrzeba jedzenia w dużych ilościach maleje, ponieważ „zimową depresję” i zastępowanie słońca kalorycznymi smakołykami mamy już za sobą. Wiosną wszystko jest łatwiejsze, także odchudzanie. Jeśli więc pragniesz zrzucić kilogramy bez drastycznych diet i ogromnego wysiłku - będzie to najlepsza pora na zmiany! Magdalena Hoczyk REKLAMA

Słowo przeciw słowu Wielu osobom termin „debata” przywodzi najczęściej na myśl telewizyjne występy, w których udział biorą zawodowi mówcy i rozmaici działacze polityczni. W szczególności nasilają się one w okresie przedwyborczym, gdy kandydaci starają się jak najczęściej pokazywać w mediach, żeby, wykorzystując popularność, zdobyć upragnione stanowisko. Często nie zwracamy uwagi, że tak naprawdę z wymianą argumentów i toczeniem rozmaitych dyskusji, stykamy się w życiu na co dzień. Dotyczy to zarówno relacji towarzyskich, jak i tych bardziej formalnych, z którymi mamy do czynienia na przykład w szkole czy w pracy. W ramach samej edukacji formalnej sztuka debatowania jest nadal pomijana, stąd głównym inicjatorem szerzenia wiedzy w tym zakresie są w Polsce organizacje pozarządowe i kluby uniwersyteckie. Mimo nieuwzględnienia zajęć z zakresu komunikacji w programach szkół, często pracodawcy oczekują od swoich pracowników zdolności w zakresie porozumiewania się oraz przedstawiania spójnych, merytorycznych argumentów. Na czym polega nauka de-

batowania? W ramach spotkań odbywających się pod okiem trenerów, uczestnicy zapoznawani są ze wszystkimi elementami, takimi jak: autoprezentacja, mowa ciała, chwyty erystyczne i sposoby przygotowywania przemówień. Elementy teoretyczne łączone są z ćwiczeniami

W ramach samej edukacji formalnej sztuka debatowania jest nadal pomijana… praktycznymi, które umożliwiają wzrost poziomu pewności siebie, a także przełożenie zdobytej wiedzy na umiejętności. Nieodzownym elementem takich warsztatów są również debaty treningowe, które

przeprowadzane są najczęściej w formie brytyjskiej debaty parlamentarnej, bądź w formie debaty oksfordzkiej. Uczestnicy tych debat dzielą się zawsze na dwie strony, z których jedna ma za zadanie popierać argumentami wylosowany temat, a druga mu zaprzeczać. Mówcy niekoniecznie muszą prywatnie zgadzać się z przedstawioną przez siebie argumentacją, gdyż celem tych debat nie jest toczenie dyskusji ideologicznych, a podnoszenie własnych kompetencji, m.in. poprzez poprawne formułowanie logicznych argumentów. O popularności debat na świecie świadczy liczba międzynarodowych turniejów, które corocznie przyciągają mówców z największych ośrodków akademickich z rozmaitych państw. Również w Polsce coraz częściej organizowane są wydarzenia promujące tę formę aktywności. Takie zajęcia dla młodzieży odbywają się również w Fundacji FLY. Są one prowadzone przez doświadczonych trenerów z Klubu Debat CONVERTUM działającego przy Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego. Więcej informacji na stronie www.convertum. pl, a także www.facebook.com/ CONVERTUM. Tomasz Solarski

Rehabilitacja w zapobieganiu i leczeniu chorób układu krążenia u seniorów W ostatnich latach w rehabilitacji kardiologicznej wzrasta, także u osób starszych, zainteresowanie treningiem siłowym. Wykazano, że jest to bezpieczna i korzystna forma ćwiczeń w rehabilitacji pacjentów z chorobą wieńcową i niewydolnością krążenia, a także z przewlekłymi chorobami płuc. Jego główną rolą u osób starszych powinno być hamowanie spadku masy mięśniowej i związanych z tym zmian funkcjonalnych. Zalecany minimalny standard to ćwiczenia dwa razy w tygodniu. Taki trening poREKLAMA

woduje u uprzednio nie trenujących osób 80-90% przyrostu siły. W celu zapewnienia właściwego wypoczynku nie zaleca się w treningu zdrowotnym sesji częściej niż trzy razy w tygodniu. Każda sesja to pojedynczy zestaw ćwiczeń czyli jedna seria obejmująca 8-10 głównych grup mięśniowych. Dla każdej z tych grup powinno wykonywać się 10-15 powtórzeń. Obciążenie początkowe powinno wynosić 30-40% obciążenia maksymalnego dla mięśni górnej połowy ciała i 50-60% dla mięśni dolnej połowy ciała.

Ćwiczenia siłowe w połączeniu w ćwiczeniami aerobowymi, np. w formie Nordic Walking, są doskonałą formą utrzymania sprawności. Nordic Walking jako aktywność prozdrowotna okazuje się być odpowiedni dla pacjentów kardiologicznych, ponieważ w skuteczny sposób zwiększa zarówno ich kondycję, jak i wytrzymałość tlenową. Niektórzy wyliczają, że w marsz typu Nordic Walking angażuje się aż 90 proc. wszystkich mięśni. Serce zmuszane do częstego wysiłku podczas treningu wszechstronnie dostosowuje się do nowych, większych wymagań. Objawia się to jego rozrostem i powiększoną zdolnością do przepompowywania krwi, co wiąże się z obniżeniem tętna i ciśnienia krwi. Pamiętajmy, że nasze serce to nasz największy przyjaciel. Klaudia Antoniak Fizjoterapeuta Centrum Merkur


INFORMACJE – KULTURA – SPOŁECZEŃSTWO

Znalazłam szczęście Rozmowa z aktorką Beatą Buczek-Żarnecką Jak to się zaczęło? Poszła Pani do szkoły teatralnej z powołania, czy może z przypadku? Już w wieku dziesięciu lat chciałam zostać aktorką. Skąd to się wzięło, mogę tylko przypuszczać. Kiedy miałam sześć lat, zapisałam się do zespołu dziecięcego i zaczęłam występować na scenie. I trwało to przez cały okres nauki szkolnej. Jednak w ostatniej klasie liceum zakochałam się i z powodu chłopaka chciałam pójść na jakieś „normalne” studia. Ale, że z miłości zostały tylko pył i złamane serce, to wróciłam do realizacji pierwotnych planów.

Fot. radradzi

Czy kiedy decydowała się Pani na zostanie aktorką, miała Pani świadomość tego, co Panią czeka? Po części… Wiedziałam, że będę na scenie w blasku reflektorów i już samo to będzie cudowne. Studia były dla mnie bardzo trudne ze względu na pokonywanie barier, przełamywanie wstydu, uruchamianie emocji, „odsłanianie” siebie. Przez pierwszy rok byłam przekonana, że mnie wyrzucą. W związku z tym ciężko pracowałam, bo wierzyłam, że dzięki ciężkiej pracy mogę coś osiągnąć. I tak się stało. J Czy miałam świadomość tego, co mnie czeka ?… Tylko po części…

ju zwanego pożądaniem”, zwariowana Antonina ze „Związku otwartego”, Toine z „ Piaf ”, a z najnowszych to rola Pani z „ Pokojówek”, dziewki z „Historii filozofii po góralsku”. Z bajkowych postaci bardzo lubiłam Mimi z „101 Dalmatyńczyków” oraz Królową Śniegu. Świetną zabawą jest dla mnie „Dzień świra”, gdzie gram czternaście postaci. Miałam szczęście do Co jest najtrudniejsze w Pani dobrych ról, ale nie sposób je wszystkie wymienić. zawodzie? Na początku najtrudniejsze było dla mnie „obnażanie się”. Rok temu obchodziła Pani Nie tyle fizyczne, co psychicz- 25 -lecie pracy artystycznej. ne. Lęk przed ośmieszeniem się, Jak, Pani zdaniem, zmienił stres związany z próbowaniem, się teatr na przestrzeni tych świadomość tego, jak wiele mu- kilkunastu lat? Wydaje mi się, że jest mniej szę się nauczyć. Reżyserzy zazwyczaj poprawiają to, co jest nie klasyki w teatrach. Nie wiem, tak, a nie mówią, co idzie świet- czy są to oczekiwania widzów, nie. Zwłaszcza, że tego pierwsze- czy dążenia twórców do tego, aby wprowadzać dramaturgię go na początku jest więcej. Każda rola niesie inne wy- współczesną. Słusznie, czy niezwania, wymaga innych emo- słusznie? Nie wiem, nie oceniam cji, użycia odmiennych środków tego. Po prostu to obserwuję. Na początku lat dziewięćwyrazu, czasem rola „ leży” aktorowi, a czasem nie i trzeba się dziesiątych było mniej widzów zmagać z materią, w której się w teatrach, co było związane nie czuje. Trudności zależą tak- z sytuacją ekonomiczno-poliże od etapu życia, na którym je- tyczną naszego kraju. Nie trwało to jednak długo. Po kilku latach steśmy. chudych wróciły lata dla teatru łaskawe. W Gdyni, na szczęście, Które role są Pani widzów nie brakuje. W dzisiejulubionymi? Na pewno Masza w „Mewie” szej rzeczywistości podoba mi Czechowa, Blanche z „Tramwa- się, iż pomimo otaczających nas

W teatrze widz z ostatniego rzędu nie ujrzy na scenie mrugnięcia okiem aktora, a telewizja daje tę możliwość. Można przekazać myśl, uczucie, czy emocje oczami, ledwie zauważalną mimiką twarzy. Telewizja wymaga, jak my to mówimy, środków bardziej „ściągniętych”. Jednak to nie znaczy uboższych. Powiedziałabym, że bardziej subtelnych. Czyli teatralne spektakle w telewizji można by porównać bardziej do filmu niż teatru? Tak, na pewno. Dają on możliwość innej gry aktorskiej. Nie wszystko musi być powiedziane głośno. Mikrofon wyłapie każdy szmer, a czasem, żeby przekazać emocje, trzeba powiedzieć coś szeptem, takim, który na scenie będzie mamrotaniem pod nosem. Teatr Telewizji daje tę możliwe. To jest świetny trening dla aktora kiedy gra tu i tu. mediów, teatr nadal jest ciekawą Gdzie woli Pani grać? Na alternatywą dla odbiorcy. deskach teatru, czy przed kamerą? Nie boi się Pani, że przy poNa deskach teatru gram stępie dzisiejszej technologii dużo więcej i bardzo to lubię. teatr odejdzie do Internetu? Czuję scenę i widza, którego na Nie boję się, ponieważ po- planie filmowym nie ma. Za kastęp technologiczny obserwuje- merą stoi sztab ludzi, którzy nie my od wielu lat, ale jednak pełne są moją widownią, tylko stroną widownie w polskich teatrach korygującą. Za to w pracy z kaświadczą o tym, że żywy teatr merą lubię intymność i, że to co jest „produktem” pożądanym. Ja buduje się „kawałkami”, potem sama łaknę kontaktu z żywym tworzy całość. człowiekiem i internet czy telewizja nie są w stanie tego za- Wymarzona rola? stąpić. Internet jest, oczywiście, Nie mam konkretnie sprepotężnym medium służącym cyzowanej postaci. Chciałabym komunikacji, wspierającym grać role, które nie zawsze koedukację, ułatwiającym docie- jarzą się w oczywisty sposób ranie do najodleglejszych za- z moim wyglądem. Role, w któkątków naszego globu, zapew- rych trzeba sięgnąć do mroczniającym rozrywkę, ale nie jest nych zakamarków samego siew stanie zastąpić tego, co w życiu bie, uruchomić emocje bliskie najważniejsze - spotkania z dru- szaleństwu, czy granicy obłędu, gim człowiekiem. zmierzyć się ze swoja fizycznością. To wielkie wyzwanie dla W Teatrze Telewizji występo- aktora. wała Pani w takich sztukach, jak: „Dobrze” w reżyserii Czym jest dla Pani teatr? Tomasza Mana, czy w „SzklaTo druga część mojego żynej Klatce” wyreżyserowanej cia. To moja pasja, hobby, ukoprzez Mirosława Borka. chanie i świat, w którym żyję. Czym różni się występowaTo spełnienie mojego marzenie na deskach Teatr Miejnia, które daje mi satysfakcję skiego, a graniem w Teatrze i uszczęśliwia mnie. Telewizji? Granie „do kamery” wyma- Dziękuję za rozmowę. ga innych środków: mniejszych Iweta Lidzbarska gestów, innej mimiki twarzy.

9

KAWIARNIA CAFFE ANIOŁ POLECA: (Kamienica pod Pomuchlem, Gdynia, ul. Kilińskiego 6, Tel.58/625 74 44) Wystawa fotografii Anielskie Malowanie - Iwona Sękowska. Wystawa artystycznego malarstwa na szkle do 10 kwietnia 2015r. Wstęp wolny. Sobota, 28 marca 2015r. Godz. 19.00 Koncert Sergieja Kriuczkowa z Trio z Riverboat Ramblers. Wstęp: 20 zł. Niedziela, 29 marca 2015r. Godz. 17.00 Recital. Valeriy Filipov (Ukraina) zaprasza na muzyczną podróż do różnych zakątków świata. Wstęp: 25 zł. Środa, 1 kwietnia 2015r. Godz. 19.00 Koncert From The Distance Tour. Dominic John Sebastian - gitara, wokal, Paweł Chyziewicz - low whistle, bouzouki, akordeon, harmonijka ustna, Bartosz Zawodniak - cajon, perkusjonalia. Bilety w cenie 12 zł w przedsprzedaży w Caffe Anioł i 15 zł w dniu koncertu. Środa, 8 kwietnia 2015r. Godz. 19.00. Koncert Pieśni i Piosenki Bułata Okudżawy i Włodzimierza Wysockiego Julia Vikman – gitara, pianino, wokal. Wstęp 20 zł. Czwartek, 9 kwietnia 2015r. Godz. 19.00 Koncert Formacji Muzycznej Piąte Piętro. Wstęp 20zł. Sobota, 11 kwietnia 2015r. Godz. 17.00 Wernisaż wystawy fotograficznej Zuzanny Kościuszko „Wykopaliska ze Strychu” (11-17 kwietnia 2015r. - wystawa zdjęć studyjnych oraz autorskich portretów w studio Sobota, 11 kwietnia 2015r. Godz. 19.00 Koncert zespołu Mr.Jones. Karolina Kuraś – vocal, Artur Przygoda – guitars, Krzysztof Rozwadowski – bass, Sławomir Jarosz – drums. Wstęp: 15 zł. Niedziela, 12 kwietnia 2015, godz. 18.00 Koncert MICHAŁ & ROBERT GUZIK - gitara klasyczna. W programie utwory m.in.: Ennio Morricone, Leszka Możdżera, Sergio Assada, Jana Sebastiana Bacha, Sergio Mendesa i Astora Piazzolli. Bilety: 15 zł. Bliższe informacje na temat wszystkich imprez w kawiarni na www.caffeaniol. pl w zakładce Aktualności.


10 CIEKAWE MIEJSCA

Acting studio Studio aktorskie w Gdyni powstało po wieloletniej pracy nad programem nauczania różnych technik teatralnych. Postanowiliśmy wyjść naprzeciw tym, którzy wiążą swoje plany ze sceną, a także osobom mającym na celu poprawienie samoświadomości. Stwarzamy warunki do uzyskania wszelkich informacji na temat tego, od czego zacząć przygotowanie i jak przejść ten proces do samych egzaminów wstępnych do szkół aktorskich i wokalno-aktorskich… Na podstawie doświadczeń wypracowaliśmy metodę zapewniającą wysoką frekwencję i skuteczność w egzaminach wstępnych do szkół artystycznych. Współpracujemy z aktorami, wokalistami i tancerzami różnych technik, dając uczestnikom możliwość rozwoju w wielu kierunkach. Z młodzieżą pracujemy nad ciałem i samoświadomością, tak niezbędnymi czynnikami w zawodzie aktora . Grupy dorosłe specjalizują się w coachingu w zakresie samoświadomości, poprawnej wymowy i autoprezencji. Mamy również coś dla najstarszej grupy wiekowej i zarazem najważniejszej w naszym społeczeństwie, dzięki której możemy się rozwijać i spełniać swoje marzenia. Grupa Tańczący Senior jest dla osób o niespożytej sile woli i chęci aktywnego spędzania czasu na zasłużonym odpoczynku. Uczestnicy spotykają się w przemiłej atmosferze przy dźwiękach muzyki w rozmaitych stylach. Poprawiają kondycję fizyczną, poznają ćwiczenia, które można wykonywać nawet w domu. Dzięki tym zajęciom grupowym Seniorzy spędzają poranek wśród rówieśników, a w wolnych chwilach, przygotowani praktycznie i fizycznie, wybierają się na potańcówkę. Kolejną grupą dla najstarszych osób jest Kreatywny Senior. Grupa ta powstała z myślą

o tych, którzy cenią sobie indywidualność i mają własne propozycje. Tutaj pojedyncza osoba ustala program zajęć. W porozumieniu z grupą proponuje i realizuje swoje plany. Zajęcia w grupie dla osób pracujących głosem skierowane są do nauczycieli, trenerów, konferansjerów, a zajęcia indywidualne w konkretnym przypadku pozwalają na praktyczne wykorzystanie zdobytej wiedzy. Nasza siedziba znajduje się w Akademii Muzyki Rozrywkowej. Rozpoczęła ona działalność jako Fabryka Wokalu czyli Studio Piosenki dla Dzieci, Młodzieży i Dorosłych. Przez 5 lat swojej działalności Fabryka wykształciła wielu laureatów Festiwali Piosenki Dziecięcej i Młodzieżowej w Polsce oraz festiwali i konkursów zawodowych, takich jak Spotkania Zamkowe w Olsztynie, czy Top Music Festival w Gdyni. Głównym założeniem Fabryki i obecnie działającej Akademii MR jest przede wszystkim skupienie się na człowieku jako jednostce, stąd indywidualne zajęcia i programy. Przez odpowiednią motywację stawiamy na rozwój pasji i osobowości. Ponieważ Fabryka Wokalu ograniczała się do kształcenia wokalistów i ludzi z pasją, więc powstała inicjatywa rozszerzenia działania na dodatkowe zajęcia z instrumentów, tańca, aktorstwa, realizacji dźwięku, gospel, jak i rozszerzenia zajęć z zakresu tematycznego, tj. pisania tekstów, kreatywnego myślenia, psychologii artystów, komponowania muzyki, eksperymentów muzycznych. W akademii działa 15 zawodowych instruktorów, między innymi: Mateusz Brzeziński, Karina Marszałek, Michał Kusz, Anna Krawczykowska, Karolina Pruś, Sebastian Ślusarczyk, Tomasz Imienowski, Sławomir Dumański, Paweł Osicki. Dla każdego z nich sztuka stanowi nie tylko wartość na polu zawo-

dowych, ale jest również pasją i sposobem na życie, co przekłada się na zajęcia z uczniami. Siła ich pasji potrafi pociągnąć za sobą kolejne osoby. Akademia swoje zajęcia kieruje do dzieci w wieku od 5 lat, jak i do młodzieży, dorosłych oraz seniorów. Zaplecze akademii to 5 sal wykładowych, w tym kameralna sala koncertowa. Każda sala wyposażona jest odpowiednio do charakteru prowadzonych w niej zajęć. Każda posiada pianino oraz nagłośnienie, instrumenty dodatkowe, a także specjalne wyciszenie. Obecnie w akademii uczy się stacjonarnie około 50 uczniów. Z sali prób korzystają takie zespoły, jak: „Ikenga Drummers”, „Elektricity”, „Salsa band”, „Mrs Marshall”, „Zielińska”. Co czwartek również w naszej akademii odbywają się spotkania GOSPEL, grupy studentów Akademii Muzycznej w Gdańsku, który prowadzi Karolina Pruś. Akademia docelowo chciałaby stać się miejscem spotkań artystów, ludzi z pasją do muzyki, aktorstwa i tańca, ludzi, którzy nie zamykają się na jeden sposób myślenia, nie boją się swoich słabości, poszukują nowych rozwiązań, a przy tym mile spędzają czas i dążą do rozwoju swojej pasji. Pragniemy stworzyć grupę Gospel dla Seniorów, tak by seniorzy mogli miło spędzić czas w rytmach muzyki rozrywkowej. Stworzono więc prawdziwy „kombajn” zajęć dla każdej grupy wiekowej. Młodzież dostaje solidną porcję wiedzy na temat samoświadomości i zawodu aktora, wokalisty, czy instrumentalisty, seniorzy usprawniają ciało podczas zajęć ruchowych, w innych grupach uczą się aktorstwa, a w kolejnych miło spędzają czas, rozwijając własną kreatywność, czy umiejętności wokalne w rytmach gospel. A to wszystko w siedzibie fundacji Qartystom przy ul. Hryniewickiego 10, budynek 60 (obok Sea Towers), Gdynia. Więcej informacji na stronie www.actingstudio.pl. Zapraszamy. Mateusz Brzeziński

Grupy dorosłe specjalizują się w coachingu w zakresie samoświadomości, poprawnej wymowy i autoprezencji.

Z NOTATNIKA STYLISTKI

Moda wielkanocna

Święta Wielkanocne to święta rodzinne i towarzyskie. Pierwszy dzień świąt spędzamy w gronie rodzinnym, w drugi dzień odwiedzamy się nawzajem. Wielkanoc obchodzimy z szacunkiem dla tradycji, kultywując towarzyszące temu świętu zwyczaje. Już Jan Kochanowski apelował: „Dzieci rady mej słuchajcie Ojcowski rząd zachowajcie: Święto niechaj świętem będzie, Tak bywało przed tym wszędzie.” (Pieśń świętojańska o Sobótce) Warto posłuchać poety i podkreślić wagę Świąt Wielkanocnych odpowiednim ubiorem. Zero nonszalancji, preferowana elegancja. Proponuję na spotkanie w Niedzielę Wielkanocną klasyczne formy stroju uszytego ze szlachetnych materiałów z wykorzystaniem wiosennych trendów modowych. Kolejny raz podkreślę: akcentujemy w ubiorze kolor. Możemy wykorzystać obowiązującą w tym sezonie zasadę kontrastu. Góra i dół w różnych kolorach. Jeżeli lubimy kolor czarny, to należy go połączyć z białym. Zawsze modna jest biała bluzka. Tej wiosny: romantyczna, koronkowa, gipiurowa, ozdobiona kokardą lub falbankami. Elegantką uczyni nas prosta lub kimonowa jedwabna koszula. Spódnicę wybieramy zgodnie z trendami (ołówkową, kopertową, rozkloszowaną) z dobrego materiału. Jeżeli zdecydujemy się na spodnie, to na pewno klasyczne, proste, wąskie albo szerokie, długie, nie rurki ! Pożądany jest też garnitur (marynarka dłuższa, dopasowana), nawet w połączeniu ze skromną białą koszulą wypadnie on elegancko. Polecam również garsonkę w pastelowym kolorze (żakiet krótki z baskinką, dla niektórych pań - kimono). Nie zatrzymuję się nad sukienkami, bo sukienki koktajlowe zawsze są modne i zawsze odpowiednie. W doborze biżuterii obowiązuje raczej minimalizm. Obuwie klasyczne, chociaż do garnituru, żeby przełamać narzucający się mimo woli dress cod, radzę dobrać małą torebkę w jaskrawym kolorze i w takim samym kolorze szpilki. W Wielkanocny Poniedziałek wybieramy bardziej fantazyjny strój, czyli białą bluzkę zamieniamy na wzorzystą (kwiaty, op-art, paski i grochy ). Do jedwabnej bluzki z kokardą zakładamy skórzaną lub zamszową spódnicę. Modny w tym sezonie kombinezon (dżinsowy wykluczony) też jest na właściwym miejscu. Niech ten drugi dzień świąt również w modzie będzie bardziej radosny, a mniej dostojny.

SESJA MODY

Ten sezon modowy niesie z sobą wiele możliwości, przede wszystkim zachwyca nas swoją kolorystyką zarówno na święta, jak i na co dzień. Moje kursantki (z warsztatów stylu) przygotowały kolorowe, wiosenne stylizacje. Fotografował je Radek Radziejewski, młody, utalentowany fotoreporter z Fundacji FLY. Mnie zdjęcia zachwyciły, a Was drogie czytelniczki? Anna Cichomska


INFORMACJE – KULTURA – SPOŁECZEŃSTWO

11

OSOBOWOŚCI MINIONEGO STULECIA

Krzepiąca żałoba Wielki Post dla wielu z nas jest czasem pogłębionej refleksji i zadumy nad życiem. W tym szczególnym okresie częściej niż zwykle powracamy myślą do wspomnień o naszych bliskich, którzy odeszli. Niekiedy żal po stracie kochanego człowieka jest tak silny, że latami nie możemy pogodzić się z jego utratą. Nie ma uniwersalnego wzoru na dobre przeżycie żałoby. Jedyną niezawodną metodą jest wsłuchanie się w siebie, w swoje potrzeby i robienie tylko tego, czego aktualnie potrzebujemy i na co jesteśmy gotowi. Każda żałoba jest inna, a każdy sposób jej przeżywania – o ile przynosi nam ulgę – dobry. Przejście przez ten bolesny okres wymaga pracy psychicznej i wewnętrznego wysiłku. Musimy sami przeżyć i przeboleć stratę, która nas dotknęła. Psycholodzy wyróżniają pięć głównych etapów, które po śmierci bliskiej osoby przechodzi większość z nas.

ZAPRZECZENIE - „To niemożliwe, to nieprawda!” Przeżywający utratę nie jest w stanie w nią uwierzyć, znajduje się w przejściowej fazie szoku. Osoby w stadium zaprzeczenia bardzo często charakteryzują się tendencją do izolacji. Na pierwszy rzut oka mogą sprawiać wrażenie odrealnionych, jakby przebywały w innym, dostępnym tylko sobie, świecie. Czasem zaprzeczanie stracie jest tak silne, że utrudnia kontakty z innymi ludźmi. Osoba osierocona może nie mieć ochoty na zwierzenia, rozmowy lub całkowicie unikać kontaktu z innymi. GNIEW – „To wszystko prawda, mój bliski nie żyje!” Nie można w nieskończoność zaprzeczać rzeczywistości. Pierwsza reakcja, którą jest szok, ustępuje miejsca świadomości straty. Osoba osierocona przeżywa bardzo silne emocje gniewu, rozżalenia, wściekłości, poczucia niesprawiedliwości. Może zadawać sobie budzące złość pytania: „Mój ojciec zawsze zdrowo się odżywiał, nie pił, nie palił, dlaczego umarł on, a nie inny mężczyzna, nie mający rodziny i uzależniony od alkoholu?” Osoba znajdująca się w tej fazie żałoby może swoją złość ukierunkowywać na lekarzy, pielęgniarki, innych ludzi, Boga. Gniew może też nie mieć jednego konkretnego adresata, ale zmieniać go w zależności od okoliczności. Poczucie rozżalenia i niesprawiedliwości jest trudne, a czasem niemożliwe do opanowania.

TARGOWANIE SIĘ – „A może gdyby …?” Na tym etapie bliscy zmarłego mogą zastanawiać się, „co by było gdyby?”, „A może gdybym zabrała męża do innego lekarza, to nadal by żył..?”, „Gdybym wcześniej zauważył objawy, to może mama zostałaby wyleczona?” , „Może mogłam się więcej modlić o zdrowie syna..?” Często osoba znajdująca się w tej fazie przejawia ogromne poczucie winy, które nie pozwala jej normalnie funkcjonować. Osierocony cały czas myśli o zmarłym. Czasem, mimo braku realnych powodów, obwinia się o jego śmierć i nie jest w stanie skupić się na czymś innym. Osoba, która utraciła kogoś bliskiego, żyje cały czas przeszłością, trudno jej odnaleźć się w teraźniejszości. DEPRESJA – „Mój bliski już nigdy nie wróci …” To przedostatni z pięciu etapów żałoby. Rodzina zmarłego często na długi czas pogrąża się w smutku i rozpaczy. Do świadomości osieroconych dociera fakt, że ktoś bliski definitywnie odszedł. Spełnianie codziennych zadań i obowiązków w tym czasie jest bardzo trudne, zdarza się, że wręcz niemożliwe. Poczucie beznadziejności, smutku i tęsknoty za zmarłym jest obezwładniające. POGODZENIE SIĘ – „Zawsze będę pamiętać o moim bliskim”. Ostatecznym efektem przejścia trudnego i bolesnego procesu żałoby jest akceptacja nieodwracalnej utraty. Osoba, która pogodziła się ze śmiercią kogoś bliskiego, stopniowo zaczyna powracać do „normalności” . Wspomnienia zaczynają być bardziej przyjemne niż bolesne, pojawiają się nowe plany, ambicje i cele. W niektórych okresach mogą jednak pojawiać się nasilone uczucia smutku i żalu, np. w czasie Świąt Bożego Narodzenia, Wielkiej Nocy, Święta Zmarłych, rocznicy śmierci czy urodzin. Warto pamiętać, że dobre przeżycie żałoby zawsze powoduje umocnienie. Człowiek, który zaakceptował śmierć bliskiej osoby i pomyślnie przeszedł cały proces godzenia się ze stratą, pewnego dnia spostrzega, że jest silniejszy niż wcześniej. Agnieszka Gondek

Pol Pot (1925/1928-1998) Czerwoni Khmerzy Część 3 Czerwoni Khmerzy uderzali nie tylko we własny naród, eksterminowali bowiem także zamieszkujące Kambodżę mniejszości: etniczne – Wietnamczyków i Chińczyków (obie grupy poniosły po blisko 40 proc. strat osobowych) oraz religijne – muzułmanów (tzw. Czamów – 30 proc. strat) i katolików (prawie 50 proc.). Unicestwiono niemal w całości duchowieństwo buddyjskie (spośród ok. 60 tys. mnichów przeżyło zaledwie 1 tys.). Wszystkich w praktyce władza zaliczyła do kategorii miejskiej bądź szeroko rozumianej inteligencji. Jednocześnie terror nie ominął samych Czerwonych Khmerów. Czystki wśród nich osiągnęły niespotykany w pokrewnych systemach totalitarnych poziom 50 proc. W miarę trwania rewolucji kampuczańskiej co rusz dochodziło do wymiany kadr, zwłaszcza niższego szczebla, w następstwie „spisków” i szukania „wrogów wewnętrznych”. Rezultat był taki, że na odpowiedzialne stanowiska rekrutowano coraz młodszych funkcjonariuszy (w tym i wiele kobiet), częstokroć młodzież i, co gorsza, dzieci. Mrocznym symbolem reżimu stało się stołeczne więzienie Tuol Sleng (znane jako S-21). Niegdyś była to szkoła średnia, gdzie Pol Pot wykładał historię. Trafiali do niego jedynie Czerwoni Khmerzy, którzy popadli w niełaskę, również ci stosunkowo wysoko postawieni w hierarchii (m.in. kilku ministrów rządu Demokratycznej Kampuczy) oraz ich rodziny. Z kilkudziesięciu tysięcy przetrzymywanych tam osób przeżyły dosłownie jednostki. Niedaleko tej katowni znajdowały się osławione „pola śmierci”, na których likwidowano więźniów. Dzisiaj budynek ten pełni rolę muzeum, w którym prezentowane są fotografie pomordowanych. W myśl ideologii gruntownej rewolucji likwidacji uległa np. instytucja rodziny. Pod groźbą kary śmierci zakazano chociażby używania elektryczności czy pieniędzy (stały się one nagle bezwartościowe, spore ich ilości leżały potem na ulicach wyludnionego Phnom Penh), a nawet śmiechu (traktowanego jako przejaw indywidualizmu). Naturalnie, jak zawsze w tego typu systemach, wyłączona z tych obostrzeń była elita władzy. Żaden inny podobny reżim na globie nie próbował wprowadzać w życie tak absurdalnych założeń programowych. Różne są szacunki co do liczby ofiar lat 1975-1979. Na ogół mieszczą się one w przedziale liczbowym 1,5-2,8 mln (a wręcz i 3 mln), zatem, biorąc pod uwagę 7,5-8 mln ludność tamtej Kambodży, oznacza to ubytek jej mieszkańców od 20 do 35 proc. Czyli proporcjonalnie Pol Pot „przewyższył” mającego najwięcej ludzi na sumieniu Mao Zedonga, którego koncepcje ideologiczne stawiał za wzór. Zmarł na pograniczu kambodżańsko-tajlandzkim w kwietniu 1998 r., nieomal dwie dekady po zakończeniu jego dyktatury. Oficjalnie na malarię, mimo że okoliczności jego śmierci pozostają do dzisiaj niejasne. Za życia nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej za zbrodnie tyranii, którą stworzył, bo i przez dłuższy czas nie było do tego stosownego „klimatu”: i międzynarodowego, i w samej Kambodży. Dopiero zupełnie niedawno tylko trzy osoby z tzw. świecznika zostały osądzone przez właściwy trybunał: Nuon Chea (prawa ręka Pol Pota i jego zastępca, główny ideolog reżimu), Khieu Samphan (głowa państwa) i Kaing Gueak Eav („Towarzysz Duch” / czyt. ”doik”/; komendant S-21). Wszyscy otrzymali karę dożywotniego pozbawienia wolności. Rafał Miotłowski

Z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru przypadającego na 27 marca 2015 r. Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni przygotował premierę. Tym razem na deskach naszej sceny wystawiony zostanie wielki, zaskakująco aktualny dramat Szekspira „Otello”. To historia kontrowersyjnej miłości, nieodwracalnych w skutkach manipulacji

i zabójczej namiętności. Otello kocha Desdemonę wielką, szaleńczą miłością. Jednak wciągnięty przez opętanego zazdrością Jagona w sieć kłamstw i intryg, popełnia największą zbrodnię, zabija ukochaną. Nie ma odwrotu. To świat, w którym emocje są na usługach interesów, a wzniosłe ideały rozbijają się o cynizm i wyrachowanie. Na scenie zobaczymy miłość, manipulacje

i morderstwo, a także krwawe skutki grzechu. Spektakl, według przekładu Stanisława Barańczaka, wyreżyserował Waldemar Raźniak. W głównych rolach zobaczymy Mateusza Nędzę (zastępującego Macieja Wiznera) w roli Otella, Dorotę Lulkę w roli Desdemony, a Rafał Kowal wcieli się w rolę Jagona. Opracował: Radosław Daruk

Fot. www.bonjourcommuniste.fr

Premiera „Otella” w Teatrze Miejskim

Elena i Nicolae Ceausescu z wizytą u Pol Pota (1978 r.). Pierwszy z prawej - Khieu Samphan


12

INFORMACJE – KULTURA – SPOŁECZEŃSTWO

Kolosy za rok 2014 rozdane! Niezwykłe przygody, wspaniałe eksploracje i ryzykowne wyczyny – są takie trzy dni w roku, kiedy możemy o nich słuchać, oglądając jednocześnie znakomite prezentacje, mające je nam przybliżyć. Pełne sale w hali Gdynia Arena i po raz pierwszy w kolejnym, nowym obiekcie, w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym. Tak można streścić 17. Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów. Pokazy tej największej w Europie imprezy podróżniczej w Gdyni trwały jak zwykle trzy dni, od 13 do15 marca 2015 r. Najlepszą piątkową prezentacją, według widowni, była relacja „Mustang. Tajemnice Królestwa L” (Krzysztof Gutteter, Eliza Kugler, Paula Rettinger-Wietoszko, Krzysztof Podniesiński, Marta Żuchowska - otrzymali oni też nagrodę dziennikarzy), a także z wyprawy dookoła świata „1405 dni” w wykonaniu Magdaleny Jurkowskiej-Bogusz i Tomasza Bogusza. Wśród piątkowych prezentacji wyobraźnię poruszyła również ekipa prezentująca „Busem przez świat”. To szczególny projekt podróżniczy. Grupa młodych ludzi starym busem była w czasie 5 lat już na 5 kontynentach w 52 państwach. Prezentowali oni m.in. swoje niskobudżetowe ekspedycje do Ameryki i Australii. Były też inne poruszające prezentacje, np.: Piotra Bodery, który przebył Japonię, Tajwan, Hongkong, Tajlandię, Malezję i Singapur, grając, filmując i testując szybkość mobilnego Internetu; Adama Szostka „Long’n’roll”, któremu w podróży po laotańskich miasteczkach, w buddyjskich klasztorach w Nepalu, czy na egipskiej pustyni stale towarzyszyła deskorolka i longboard jako środki transportu, a także jako metoda nawiązywania kontaktów z miejscową młodzieżą, ochoczo próbującą własnych sił na tych ekstremalnych dla nich pojazdach. Pomysł kolejnej ekspedycji, by jako pierwsi przejechać na longach wybrzeża Malezji i pokonać 1000 km dystansu na deskach, którego Adam Szostka jest współautorem, pretendował do Nagrody im. Zawady. Także Anita Demianowicz i jej „Kobieta (i) wulkan”, będąca kontynuacją podróży przez Amerykę Środkową, z Panamy przez Kostarykę do Nikaragui, zaciekawiła zebraną publiczność. Przez trzy miesiące „wyrodna żona”, jak sama się nazwała podróżniczka ze względu na pozostawienie męża w domu i samotną podróż, dzieliła czas na wspinaczkę na wulkany, volcano boarding, a także wywiady z kobietami żyjącymi w kulturze macho. Sympatię audytorium wzbudził też Eugeniusz Dmochowski i jego „Druga odyseja trzeciego wieku”. Latem ubiegłego roku, znany nam z wcześniejszych Kolosów leciwy „włóczykij” urodzony w 1937 roku (!) wraz z 18-letnią wnuczką zrealizował drugą podróż dookoła świata. Szlak ich wyprawy biegł przez Indie, Singapur, Australię, Nową

Zelandię, Argentynę, Peru i Stany Zjednoczone. Sobota na Kolosach to przede wszystkim najgłośniejsze nazwiska tegorocznej edycji: Olek Doba, Denis Urubko, Tomek „Czapa” Mackiewicz, Piotr Strzeżysz, Andrzej Bargiel, Łukasz Supergan. A więc na kogo zwróciliśmy szczególną uwagę? Rok 2014 należał oczywiście do Aleksandra Doby, zatem nie mogło go zabraknąć na gdyńskiej imprezie. Gości w Gdyni prawie od początku, a wyróżnienie odebrał pierwszy raz czternaście lat temu. W tym roku otrzymał nagrodę specjalną. W sobotę zrelacjonował publiczności najdłuższą w historii kajakarstwa morskiego wyprawę – „Transatlantyk. Reaktywacja”. Tego samego dnia gościem specjalnym Kolosów był Denis Urubko, czyli jeden z najwybitniejszych obecnie himalaistów. Denis zdobył Koronę Himalajów i jako pierwszy człowiek stanął zimą na wierzchołkach Makalu i Gaszerbruma II. Przedstawił on interesujący pokaz na temat swojej górskiej wyprawy. O wyprawach górskich mówił również w sobotniej prezentacji Andrzej Bargiel. W zeszłym roku udało mu się wejść w rekordowym czasie 14 godzin na ośmiotysięcznik Manaslu, a później zjechać z jego szczytu na nartach. Otrzymał wyróżnienie w kategorii „Alpinizm”. Raport Olka Ostrowskiego z samotnego wejścia na Czo Oju też został wyróżniony w kategorii „ Alpinizmu”. W niedzielę była sposobność do wzruszeń, a to za sprawą Tomka Mackiewicza i jego niebywałego, piątego podejścia do zimowego zdobycia nadal niedostępnego szczytu Nanga Parbat. Mówił o przedsięwzięciu, jakim była próba wejścia na 7800 metrów i o upadku, który mógł się fatalnie skończyć. Tego dnia miała też miejsce wizyta Janusza Gołąba, który relacjonował, jakie to uczucie stanąć na wierzchołku K2 w sześćdziesiątą rocznicę zdobycia tego szczytu. Na szczególną uwagę zasługiwały prezentacje m.in.: Tomasza Kawy i jego opis ekspedycji „Szybowcem nad Himalajami”, nagrodzony w kategorii „Wyczyn Roku”; podsumowanie Dariusza Bartoszewskiego z zeszłorocznych penetracji jaskini Hagengebirge; opis fascynującej podróży Piotra Strzeżysza „Z Muminkami na południe, czyli rowerem z Alaski do Patagonii” nagrodzonego w kategorii „Podróże” oraz Nagrodą Publiczności za Najlepszą Prezentację Kolosów 2014. O swoich niebywałych wyczynach mówili także lubiani przez widzów Kolosów samotnicy, czyli Piotr Strzeżysz, który sfinalizował

przejazd rowerem z północy na południe Ameryki i Łukasz Supergan, który w ubiegłym roku, przemierzając góry Zagros, przeszedł Iran („Góry lodu i ognia. Pieszo przez Iran”). Atrakcyjne były też raporty żeglarskie z podróży śladami Władysława Wagnera. W trakcie trwania tej wyprawy udało się opłynąć świat dookoła. Interesujący był też raport z rejsu jachtem „Lady Dana 44” dookoła bieguna północnego. W ubiegłym roku został on nagrodzony w kategorii „Żeglarstwo”. Ryszard Wojnowski również w tym roku otrzymał nagrodę w tej kategorii. Zebranych zainteresowała także prezentacja „Polska stratosfera, czyli balonowe rekordy” o rekordowym locie balonem, który trzech dzielnych i odważnych przypieczętowało skokiem ze spadochronem. Wyróżniono go w kategorii „Wyczyn Roku”. Uwagę przyciągnęła też sesja z pokazem Krzysztofa Suchowierskiego z zimowego rowerowego przejazdu przez Jakucję „Drogami pamięci. Rowerem przez mroźną Jakucję” wyróżnionego w kategorii „Wyczyn Roku”, podobnie jak przedstawienie interesującego filmu Uciec na Pitcairn. W hali Gdynia Arena od piątku do niedzieli można też było oglądać fotografie prezentowane w ramach ekspozycji Foto Glob i wystawę zdjęć Tomasza Piecha „Ludzie w moich podróżach”. Oprócz tego w hali Gdynia Arena obecni byli wydawcy książek oraz czasopism globtroterskich, a także wytwórcy oraz dystrybutorzy sprzętu outdoorowego. Szczytowy punkt programu to zawsze uroczystość wręczenia nagród. Odbyła się ona w niedzielę tj. 15 marca. Atrakcji było wiele, zatem wybór zwycięzców był trudny. Finał, w trakcie którego wręczono statuetki za największe globtroterskie osiągnięcia zeszłego roku, poprowadzili Sylwia Bukowicka i Tomek Michniewicz. Laureaci Kolosów otrzymali statuetki, które przedstawiają postaci przypominające swym obliczem sławne figury z Wyspy Wielkanocnej. Adam Pustelnik został nagrodzony w kategorii Alpinizm, a Sopocki Klub Taternictwa Jaskiniowego i Sekcja Grotołazów Wrocław za eksplorację jaskiń. Super Kolos znalazł się w rękach Janusza Kurczaba za wytyczenie nowych dróg w Tatrach, Alpach, Hindukuszu, Karakorum oraz Himalajach i znaczny udział w krzewieniu polskiego alpinizmu. Tegoroczne Kolosy, jak zwykle, odznaczały się wysokim poziomem. Zainteresowanie słuchaczy było ogromne. Większość publiczności stanowili zapaleńcy podróży, pragnący, wprawdzie pośrednio, ale jednak, przeżyć niesamowite przygody. Kolosy są wspaniałą imprezą, przenoszącą nas do najbardziej intrygujących części świata. Dzięki nim możemy, nie wydając pieniędzy, ani nawet nie wyjeżdżając z Gdyni, oglądać to, co nie zawsze jest dla nas dostępne. Paulina Pawelska

IKS W KUCHNI

Sernik dla diabetyków i nie tylko Wyśmienity sernik na święta oraz inne rodzinne spotkania. Zobacz ten przepis i upiecz do niedzielnej kawy pyszny sernik na herbatnikach. Nie musisz przygotowywać ciasta na spód, wystarczy wyłożyć dno formy herbatnikami, nałożyć masę serową i upiec. Przepis Basi Miecińskiej. Składniki: 1 kg chudego twarogu 8 całych jajek 250 g masła (82 % tłuszczu mlecznego) 300 g (1,5 szklanki) ksylitolu czyli cukru brzozowego 4 łyżki stołowe skrobi ziemniaczanej 4 łyżki mąki pszennej herbatniki BE BE (ilość w zależności od wielkości formy) Przygotowanie: Dwukrotnie mielimy twaróg. Przemieloną masę twarogową mieszamy z żółtkami jaj i masłem pokrojonym w kostkę, aż do uzyskania jednolitej konsystencji. W oddzielnej misce miksujemy białka jaj z ksylitolem, aż do uzyskania napowietrzonej pianki. Herbatnikami wykładamy dno formy. Ubitą pianę z białek jaj i ksylitolu przekładamy małymi porcjami do miski, gdzie wcześniej wymieszaliśmy masę twarogową. Teraz delikatnie (unikamy energicznych ruchów) mieszamy z drugą masą tak, aby wyrosło wysokie ciasto (białka jaj odpowiadają za wzrost ciasta tak, jak drożdże w cieście zwyczajnym, dlatego staramy się, aby zbyt energetycznymi ruchami nie doprowadzić do odpowietrzenia masy). Gdy uzyskamy jednolitą konsystencję obu mieszanek, wylewamy masę na herbatniki, równo rozlewając ją po całej formie. Nagrzewamy piekarni do 160 stopni i dopiero do tak nagrzanego wkładamy formę z ciastem. Sernik piecze się około godziny. Po zakończeniu pieczenia pozostawiamy ciasto na 10 minut w stygnącym piekarniku i dopiero po tym czasie wyjmujemy go. Porcja 100 g tego sernika liczy poniżej 200 kcal. Smacznego!!! Ksylitol (alkohol cukrowy) to cukier pochodzenia naturalnego. Pozyskiwany jest w Finladii najczęściej z drewna brzozy. Używać go powinny głównie osoby, które z różnych względów nie mogą lub nie powinny (chorzy na cukrzycę), bądź nie chcą używać cukru. Praktycznie to jedyny cukier dla cukrzyków. Jest tak samo słodki jak zwykły, jednakże zawiera 40% mniej kalorii. Jeśli optycznie porównać ksylitol z tradycyjnym cukrem, nie zauważy się praktycznie różnicy, ale w działaniu są one swoimi przeciwieństwami. Przede wszystkim ksylitol nie fermentuje w przewodzie pokarmowym jak laktoza, sacharoza, fruktoza, glukoza. Tak jak cukier stosować go można w wysokich temperaturach. Ksylitol wytwarza w organizmie odczyn zasadowy, co oznacza, że wskazany jest przy: – infekcjach górnych dróg oddechowych (tj. katar, infekcja gardła, zatok) – działanie antybakteryjne, – suchości w ustach (stymuluje wydzielanie śliny), – tworzeniu się bakterii gnilnych (przeciwdziała ich powstawaniu), – chorobach dziąseł i próchnicy zębów, np. paradontozie, – zapaleniu ucha środkowego, – niemiłym zapachu z ust, – nadkwasocie żołądka, astmie i alergii, – bakteryjnym zakażeniu płuc i oskrzeli (jako środek zapobiegawczy). Dorota Kitowska

Profile for Fundacja FLY

2015 04 gdynski iks  

W NUMERZE: Życzenia Wielkanocne, Malowanie jaj w „Chłopach” Reymonta, Klub młodzieżowy FLY - Się kręci, Słowo przeciw słowu, Lepszy rydz...

2015 04 gdynski iks  

W NUMERZE: Życzenia Wielkanocne, Malowanie jaj w „Chłopach” Reymonta, Klub młodzieżowy FLY - Się kręci, Słowo przeciw słowu, Lepszy rydz...

Advertisement