Page 1

Sherlock Holmes wczoraj i dziś

#3

Spoty wyborcze Władimira Putina

Gra o tron

ISSN 2084-5170

Nazywam sie Kloss,

Hans Kloss


OcEnIaM FiLmY WyGrYwAm NaGrOdY


Co w numerze

rys. Maciej Sankowski

EDITORIAL 5

SZERLOKOLOGIA 40

NEWSY

TEMAT Z OKŁADKI NAZYWAM SIE KLOSS, HANS KLOSS

46

ZESTAWIENIE FILMRADARU CI WSPANIALI NAZIŚCI W SWYCH ODLOTOWYCH MUNDURACH

56

(niekoniecznie poważnie zaserwowane)

6

RELATYWNIE ŚWIEŻE PREMIERY 10 WYNIKI KONKURSU 30 POWSZECHNA FLUORYZACJA 31 KSIĄŻĘ POKOJU: GRZĄSKIE PIASKI DEMOKRACJI LAPSUS FILMOWY 34 PRAWO PIERWSZEJ NOCY W CHORYM KINIE 36 FEMINISTKI W MISECZKACH F

WESTEROS JESZCZE BARDZIEJ FASCYNUJĄCE 64 16 MINUT HISTORII KINA 72 RECENZJE 79


#3

ISSN 2084-5170

Filmradar jest wydawany przez: Filmaster sp. z o.o. ul. Stryjeńskich 19/50 02-791 Warszawa

Porta Capena sp. z o.o. ul. Świdnicka 19/315, 50-066 Wrocław

Współpracownicy: Tomasz Chmielik, Sławomir Domański, Adam Jakubczak, Paweł Kabron, Agata Malinowska, Marta Marczak, Bartłomiej Paszylk, Michał Pudlik, Ida Szczepocka, Agata Wasilewska, Krzysztof Witalewski, Emil Wittstock, Tymoteusz Wronka Korekta: Marta Świerczyńska korekta@filmradar.pl

Wydawca: Adam Błażowski Borys Musielak

Projekt graficzny i skład: Mateusz Janusz (Studio DTP Hussars Creation) skład@filmradar.pl

Redaktor naczelny: Piotr Stankiewicz piotr.stankiewicz@filmradar.pl tel. 535 215 200

Reklama: Support Media Sp. z o.o. Ewa Micek e.micek@supportmedia.pl tel. 22 312 40 88 kom. 668 276 516

Z-ca redaktora naczelnego, PR i kontakty z dystrybutorami: Anna Mazurek anna.mazurek@filmradar.pl tel. +48 791 801 011

w w w. f i l m r a d a r. p l Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, jednocześnie zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów i poprawek w nadesłanych materiałach.


Editorial

J-23

znowu nadaje, a Filmradar znowu wykrywa ciekawe filmy i  seriale oraz intrygujące tematy. Trzeci numer znowu ma wszystkiego więcej – stron, artykułów i recenzji. Zapewne też czytelników, ale to pokaże najbliższa przyszłość. Będzie trudno, bo numer poprzedni zaliczył rekordową „oglądalność”, co jest dla nas jasnym sygnałem, że to, co robimy, ma sens. A pejzaż prasy w Polsce zmienia się dynamicznie na naszych oczach. Powstają nowe tytuły (vide magazyn Agory), stare tracą czytelników lub okopują się na zdobytych pozycjach, powoli zamieniając się w prasę firmową. Trudno po trzech numerach wyrokować, jakie miejsce zajmie Filmradar. Jesteśmy jednak przekonani, że profesjonalne medium elektroniczne pozwalające sprawnie poruszać się w gąszczu oferty filmowej i serialowej jest tym, czego brakowało na polskim rynku. W numerze, jak wnosić można po okładce, spory tekst o  fenomenie Hansa Klossa w  polskiej popkulturze. Trudno o  bardziej rozpoznawalną serialową polską twarz. Swoją drogą to fenomen, że w takim kraju jak Polska, bohaterem zbiorowej wyobraźni jest niemiecki oficer, dodajmy radziecki szpieg. Jest to chyba jakaś odmiana syndromu sztokholmskiego. Przy okazji mała polecanka. Jeśli chcecie Państwo przeczytać naprawdę dobrą książkę o  radzieckim szpiegu w  szeregach armii niemieckiej, gorąco polecam Dwa oblicza zdrady Arona Schneyera. Jest to niesamowicie wciągająca, tchnąca autentyzmem i w gruncie rzeczy przewrotna lektura.

Co poza tym? Świetne felietony – panowie Chmielik, Domański i Kabron tym razem znowu uderzyli z  mocą. Tematyka szeroka: polityka bliska i  daleka, sterowanie masami oraz szczypta erotyki. Ponadto ciekawy i  przekrojowy artykuł dotyczący serialowego zjawiska jakim jest Sherlock produkcji BBC. Polecam również relację Tymoteusza Wronki z  przedpremierowego pokazu prasowego drugiego sezonu Gry o tron. I jak zawsze: recenzje (tym razem czternaście), zestawienie Filmradaru (tym razem naziści), przegląd premier filmowych z  naszymi komentarzami (tym razem dwadzieścia). Na wiosnę wszystko rośnie, jak widać. Życzę jak zawsze miłej lektury, ciekawych seansów i tym, którzy planują – udanych randek. W kinie i gdzie sobie wykoncypuje. W następnym numerze obszerny tekst Karola Kosakowskiego o stylistyce noir w filmie i kulturze popularnej. Do zobaczenia za miesiąc. Piotr Stankiewicz

5


NEWSY (niekoniecznie poważnie zaserwowane)

OPRAC. A. MAZUREK

Z rodzicem czy bez? Fani Obcego już nie mogą się doczekać premiery Prometeusza, prequela, który może lub na pewno wyjaśni wszystko. Atmosfera wokół filmu gęstnieje z każdą chwilą. Zwłaszcza że reżyser Ridely Scott (ten od Blade Runnera i Gladiatora) zapowiada, że chce zrobić „jak najagresywniejszy film” jaki tylko się da. Wszystko super, tylko co na to producenci, którzy zamierzają zbić na tej produkcji niezłą kapuchę? Wiadomo, że im wyższą kategorię wiekową dostanie film, tym więcej nastolatków obejrzy go... nielegalnie na własnym kompie. No, chyba że zdecyduje się pójść do kina z dorosłym, bo sławetna kategoria PG-13 przewiduje w USA taką możliwość. To jak? Z mamusią czy z tatusiem? Nie ma to jak zabawka z duszą Niech was nie zmyli niewinna buzia, niebieskie oczęta, rudawo-blond włoski i napis na pudełku „dla dzieci powyżej lat trzech”. Laleczka Chucky powraca! Kto pamięta krwawą sagę, rozpoczętą jeszcze pod koniec lat 80., ten doskonale wie, że ta zabawka potrafi mieć naprawdę mordercze zamiary. Udowodniła to przecież aż w pięciu filmach, stając się przy okazji klasyką horroru. Wiadomo już, że trwają przygotowania do remake`u pierwszego epizodu historii sadystycznego mordercy, Charlesa Lee Raya, którego dusza wchodzi w lalkę i za jej pomocą dokonuje kolejnych, makabrycznych zabójstw. Jakby tego było mało, ma powstać także spin-off opowiadający historię rodziny (sic!) Chucky’ego. To już może lepiej kupić Barbie... 6


NEWSY

Sięgnął dna – dosłownie James Cameron (ten od Avatara i Titanica w wersji 2D i 3D) postanowił zejść na dno Rowu Mariańskiego, czyli jakieś 10 898 m w głąb Oceanu Spokojnego. Samotną wyprawę reżysera na dno najgłębszego znanego na Ziemi rowu oceanicznego zamówił telewizyjny kanał National Geographic. Przy okazji wydało się, że Cameron nakręcił nie tylko materiał dla telewizji, ale także do swojego nowego filmu, który opisze jego wyprawę w wersji 3D i który ma pojawić się na dużych ekranach ponoć jeszcze w tym roku. To się nazywa upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Zeus dokopie Batmanowi Fani Liama Neesona, którzy już widzieli go w  Gniewie Tytanów (gdzie zagrał Zeusa) i w Przetrwaniu mogą zacząć znów zbierać się do wyjścia do kina. Aktor pojawi się w kolejnej odsłonie sagi o człowieku-nietoperzu. Ponownie wcieli się w postać Ra’s al Ghula – największego przeciwnika Batmana. (Pierwszy raz pojawił się w  filmie Batman: początek). Przypominamy, że Mroczny rycerz powstaje ma trafić do kin 20 lipca.

7


NEWSY

Krytyk pozwany za... krytykę Jeśli jakimś cudem umknął wam ten news w środkach masowego przekazu lub przegapiliście liczne wpisy na różnych internetowych stronach, informujemy, że Tomasz Raczek (współprowadzący cykl „Perły z lamusa” z Zygmuntem Kałużyńskim, znany szeroko jako krytyk i recenzent filmowy) został pozwany do sądu przez twórców filmu Kac Wawa za to, że ośmielił się wyrazić niezbyt pochlebne zdanie na temat tejże produkcji. Podobno Jacka Samojłowicza (współproducenta) szczególnie ubodło stwierdzenie: „Ten film jest jak choroba, jak nowotwór złośliwy: zabija wiarę w  kino i  szacunek do aktorów... Szczerze i nieodwołalnie odradzam pójście na KAC WAWA do kina. Ten film powinien ponieść klęskę frekwencyjną – może to nauczyłoby czegoś producentów. WSTYD!”. Zarzucił on krytykowi przekroczenie granic etyki i nawoływanie do bojkotu, co miało się odbić na kiepskich wynikach frekwencyjnych i  tym samym na porażce finansowej produkcji. No bo przecież wszyscy wiedzą, że Kac Wawa wybitnym filmem jest. 8

Hermiona chce się zabić Gwiazda sagi o Harrym Potterze, Emma Watson, zagra w  produkcji Your Voice in My Head. Film jest adaptacją książki Emmy Forrest, która rozpoczęła karierę dziennikarską w  wieku lat trzynastu, a  w  wieku dwudziestu jeden lat pojawiła się u niej depresja i próby samobójcze. Za kamerą ma stanąć David Yates (ten od Harry’ego Pottera m.in. właśnie), zaś psychiatrę walczącego o Forrest i zmagającego się z własną śmiertelną chorobą ostatecznie zagra Stanley Tucci, choć wcześniej kandydatami do tej roli byli George Clooney i  Tom Hanks. Premiera zapowiadana jest na rok 2013. Borat nadaje ton Sacha Baron Cohen, wcielający się w postać Borata w filmie pod tym samym tytułem może dumnie wpisać sobie do CV stworzenie... hymnu państwowego Kazachstanu. To właśnie bowiem jego wersję organizatorzy zawodów strzeleckich w Kuwejcie uznali za prawdziwą i odtworzyli złotej medalistce Marii Dmitrienko podczas dekoracji na pudle. Słowo “ups” w tym miejscu zabrzmi chyba jak eufemizm.


NEWSY

Muppety mają wreszcie swoją gwiazdę Aż pięćdziesiąt trzy lata od emisji pierwszego odcinka z żabą Kermitem w jednej z głównych ról, Muppety w końcu doczekały się własnej gwiazdy na słynnym Hollywood Walk of Fame. Na ceremonii odsłonięcia pojawili się m.in. Kermit, Miss Piggy, Gonzo i Zwierzak. Jak będziecie w Hollywood, to dla ułatwienia w znalezieniu podpowiadamy, że gwiazda ma numer 2466. Nie wiadomo tylko, czy licząc od prawej, czy od lewej... Ciągu dalszego nie będzie To już prawie pewne, że nie powstanie sequel Johna Cartera. Zaledwie dziesięć dni po premierze wytwórnia Walta Disneya oficjalnie ogłosiła porażkę projektu. To chyba absolutny rekord, żeby tak szybko przyznawać się, że się dało ciała i nakręciło totalną kichę. W specjalnie wydanym, oficjalnym komunikacie Disney poinformował, że przewiduje straty w wysokości jakichś 200 mln dolarów. Tym samym studio znajdzie się przez kolejne miesiące pod kreską. What a shame...

9


NIE RELATYW MIERY E R P E Ż E ŚWI Ą: KOMENTUJ

PIOTR STAN

KIEWICZ OR

AZ ANIA MA

ZUREK

HISTERIA. ROMANTYCZNA HISTORIA WIBRATORA PREMIERA: 02.03.2012 Hysteria reżyseria: Jonah Lisa Dyer, Tanya Wexler obsada: Maggie Gyllenhaal, Hugh Dancy komedia/romans, Wielka Brytania, 2011, 95 min., dystr. Hagi

ANIA MAZUREK

Historia o kobiecych orgazmach w kostiumach rodem z epoki, w której pokazywanie łydek i kolan było be. Hm... PIOTR STANKIEWICZ

Łeee… Ja czekam na film o masturbacji jugosłowiańskich partyzantów. Na przykład w formie onanistyczno-komunistycznego narodowo-wyzwoleńczego manifestu.

10


PREMIERY

BÓG ZEMSTY PREMIERA: 02.03.2012 Seeking Justice reżyseria: Roger Donaldson obsada: Nicolas Cage, Guy Pearce, January Jones dramat/thriller, USA, 2011, 99 min., dystr. Kino Świat

ANIA MAZUREK

Czy Cage jako koleś mszczący się za żonę przez cały film ma cały czas ten sam zmęczony wyraz twarzy? Jeśli tak, to chyba najlepsza rekomendacja dla tej produkcji. PIOTR STANKIEWICZ

Kolejna perła polskiej translacji. A Cage jak Cage, ma tylko jeden wyraz twarzy mniej od Clinta Eastwooda.

11


NIE RELATYW MIERY E R P E Ż E ŚWI JAK UPOLOWAĆ FACETA PREMIERA: 09.03.2012 One for the Money reżyseria: Julie Anne Robinson obsada: Katherine Heigl, Jason O’Mara, Daniel Sunjata komedia/kryminał, USA, 2012, 92 min., dystr. Monolith

ANIA MAZUREK

Przepis na kryzys związany z ukończeniem przez babę trzydziestki? Zostać łowcą głów – prawda, jakie to proste? PIOTR STANKIEWICZ

Tu w Polsce można zawsze zostać komornikiem, chociaż swego czasu Andrzej Chyra obrzydził wszystkim ten piękny zawód.

12


PREMIERY

JOHN CARTER PREMIERA: 09.03.2012 John Carter reżyseria: Andrew Stanton obsada: Taylor Kitsch, Lynn Collins, Willem Dafoe familijny/fantastycznonaukowy/fantasy, USA, 2012, 133min., dystr. Forum Film

ANIA MAZUREK

Naziści w kosmosie już byli, to czemu weterana wojny secesyjnej nie może porwać na obcą planetę UFO? PIOTR STANKIEWICZ

Hołd złożony literaturze pulp, która zrodziła w Amerykanach potrzebę obcowania z bohaterami typu „larger than life”. Kogoś takiego właśnie łaknęła niegdyś Bonnie Tyler.

13


NIE RELATYW MIERY E R P E Ż E ŚWI ZAPISKI Z TOSKANII PREMIERA: 09.03.2012 Copie conforme reżyseria: Abbas Kiarostami obsada: Juliette Binoche, William Shimell dramat, Francja, Iran, Włochy, 2010, 106min., dystr. Gutek Film

ANIA MAZUREK

Antykwariuszka udająca żonę brytyjskiego pisarza, której fikcja miesza się z rzeczywistością. To pewnie przez wdychanie tych grzybów na starociach. PIOTR STANKIEWICZ

Nie, to czyste RPG, tylko zamiast smoka jest Juliette Binoche.

14


PREMIERY

RAJ NA ZIEMI PREMIERA: 23.03.2012 Wanderlust reżyseria: David Wain obsada: Paul Rudd, Jennifer Aniston, Justin Theroux komedia, USA, 2011, 98min., dystr. UIP

ANIA MAZUREK

Neohipisowska opowieść o tym, że jak zaczyna brakować kasy, to nagle świat okazuje się piękniejszy. Plus Jeniffer Aniston i Paul Rudd w rolach głównych. Zapowiada się kolejny kamień milowy w historii amerykańskiej kinematografii. PIOTR STANKIEWICZ

Chciałbym dożyć chwili, gdy Jennifer Aniston zagra w remake`u Wożąc panią Daisy. Chyba że ubiegnie ją Meg Ryan.

15


NIE RELATYW MIERY E R P E Ż E ŚWI PRZETRWANIE PREMIERA: 23.03.2012 The Grey reżyseria: Joe Carnahan, Ian Mackenzie Jeffers obsada: Liam Neeson, Dermot Mulroney akcja/dramat/thriller, USA, 2012, 117 min., dystr. Monolith

ANIA MAZUREK

Prawdziwe kino dla prawdziwych facetów, czyli poradnik skauta, szkoła przetrwania i survivalowe know-how w cenie zaledwie jednego kinowego biletu. PIOTR STANKIEWICZ

Ktoś wyraźnie zazdrości Bearowi Gryllsowi.

16


PREMIERY

OSTATNIA MIŁOŚĆ NA ZIEMI PREMIERA: 23.03.2012 Perfect Sense reżyseria: David Mackenzie obsada: Eva Green, Ewan McGregor, Connie Nielsen dramat/romans, Dania, Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania, 2011, 92 min., dystr. Gutek Film

ANIA MAZUREK

Prawdziwa Love Story z elementami S-F. Brrr... PIOTR STANKIEWICZ

Ej, weź się. Superfilm będzie. Zakochałem się niegdyś w Ostatnim brzegu.

17


NIE RELATYW MIERY E R P E Ż E ŚWI GNIEW TYTANÓW PREMIERA: 30.03.2012 Wrath of the Titans reżyseria: Jonathan Liebesman obsada: Sam Worthington, Rosamund Pike akcja/fantasy/przygodowy, USA, 2012, dystr. Warner

ANIA MAZUREK

Neeson jako Zeus, Fiennes jako Hades. Zdaje się, że bogowie powinni łazić nago, ale niestety kostiumolodzy też muszą mieć pole do popisu przy takich produkcjach. PIOTR STANKIEWICZ

Kino sandałowe znowu udowadnia, że nie umarło. I będzie łatwiej zrobić remake w Bollywood.

18


PREMIERY

SKOWYT PREMIERA: 30.03.2012 Howl reżyseria: Rob Epstein, Jeffrey Friedman obsada: James Franco, Mary-Louise Parker dramat, USA, 2010, 90min., dystr. Mayfly

ANIA MAZUREK

Allen Ginsberg (ten od poezji i bitników) wydaje z siebie skowyt, za który chcą go zlinczować. PIOTR STANKIEWICZ

Zamiast grzecznie popełnić samobójstwo, jak Wojaczek, Bursa czy Stachura. Ameryka to jednak wspaniały kraj.

19


NIE RELATYW MIERY E R P E Ż E ŚWI TITANIC PREMIERA: 13.04.2012 Titanic reżyseria: James Cameron obsada: Leonardo DiCaprio, Kate Winslet katastroficzny/melodramat, USA, 1997, 194min., dystr. Imperial – Cinepix

ANIA MAZUREK

Leo i Kate znów na dziobie z rozportartymi ramionami. Tym razem w wersji 3D, więc uważajcie, żeby wam palcami oczu nie wybili! PIOTR STANKIEWICZ

Obowiązkowo z piosenką o przeszczepie serca w tle.

20


PREMIERY

AMERICAN PIE: ZJAZD ABSOLWENTÓW PREMIERA: 13.04.2012 American Reunion reżyseria: Jon Hurwitz, Hayden Schlossberg obsada: Jason Biggs, Alyson Hannigan komedia/romans, USA, 2012, dystr. UIP

ANIA MAZUREK

A wydawało się, że formuła się wyczerpała i już kolejnej części po prostu nakręcić się nie da... PIOTR STANKIEWICZ

Myślę, że nie doceniasz siły nabywczej kolejnego pokolenia spragnionego mortadeli i paprykarza szczecińskiego.

21


NIE RELATYW MIERY E R P E Ż E ŚWI ARIRANG PREMIERA: 13.04.2012 Arirang reżyseria: Kim Ki-duk obsada: Kim Ki-duk dokumentalny, Korea Południowa, 2011, 100min., dystr. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

ANIA MAZUREK

Wyłącznie dla znawców tematu i wideorecenzji Michuka na Filmasterze (http://michuk.filmaster.pl/artykul/sen-wideorecenzja) PIOTR STANKIEWICZ

Myślę, że kino metafizyczne sporej grupie osób przywodzi na myśl następujący ciąg skojarzeń: macanki po ciemku – amfetamina – przedmiot, z którego jestem zagrożony.

22


PREMIERY

GHOST RIDER 2 PREMIERA: 13.04.2012 Ghost Rider: Spirit of Vengeance reżyseria: Mark Neveldine, Brian Taylor obsada: Nicolas Cage, Violante Placido akcja/fantastycznonaukowy/komiksowy, USA, 2012, 95 min., dystr. ITI Cinema

ANIA MAZUREK

I znów Cage tym razem jako Johnny Blaze na motorze. Czacha dymi. PIOTR STANKIEWICZ

Aj pliz ju! Dont mejk mi łocz dis mówi. Znaczy ja mówię.

23


NIE RELATYW MIERY E R P E Ż E ŚWI REC 3 PREMIERA: 13.04.2012 [Rec] Genesis reżyseria: Paco Plaza obsada: Leticia Dolera, Diego Martin thriller/horror/dramat, Hiszpania, 2012, 80min., dystr. Kino Świat

ANIA MAZUREK

Jak już nie można nakręcić kontynuacji, to pozostają jeszcze prequele. „Obraz ma szansę przejść do historii za sprawą najlepiej ubranych zombie w dziejach horroru! Wszystko dzięki współpracy twórców z luksusowym domem mody ślubnej – Rosa Clará, w którym zaprojektowano i wykonano kostiumy dla całej obsady filmu” – reklamuje dystrybutor. PIOTR STANKIEWICZ

Osobom gustującym w gorzej ubranych żywych trupach, polecam obraz Striptizerki zombie (Zombie strippers), ze znaną pewnej grupie odbiorców, skromnie odzianą Jenną Jameson. 24


PREMIERY

STREETDANCE 2 PREMIERA: 13.04.2012 StreetDance 2 reżyseria: Max Giwa, Dania Pasquini obsada: Falk Hentschel, Sofia Boutella dramat/muzyczny/romans, Wielka Brytania, 2012, dystr. Monolith

ANIA MAZUREK

Taneczne popisy i ewolucje w kolejnej odsłonie i w wersji 3D. Plus łzawa historyjka o chłopaczku, którego wyśmiali po nieudanym występie i który szuka odwetu tworząc supergrupę taneczną. Prawda, jakie to nowe i odkrywcze? PIOTR STANKIEWICZ

Widziałem zwiastun w kinie. Słaba gra aktorska i mało plenerów, ale fajne mają dresy.

25


NIE RELATYW MIERY E R P E Ż E ŚWI ŻYCIE TO JEST TO PREMIERA: 13.04.2012 La Chispa de la vida reżyseria: Alex de la Iglesia obsada: Salma Hayek, Santiago Segura, Nacho Vigalondo dramat, Hiszpania, 2012, 98min., dystr. AP Manana POD PATRONATEM

ANIA MAZUREK

Zamach na goniących za tanią sensacją pismaków i nieznających granic PR managerów, czyli zjadliwie ironiczna komedyjka o biednym kolesiu, któremu spadają na głowę same nieszczęścia i żona w postaci Salmy Hayek. PIOTR STANKIEWICZ

Dla samej Salmy Hayek niejeden facet wbiłby sobie pręt w dowolną część ciała. I jeszcze ta sława.

26


PREMIERY

POŁÓW SZCZĘŚCIA W JEMENIE PREMIERA: 20.04.2012 Salmon Fishing in the Yemen reżyseria: Lasse Hallstrom obsada: Emily Blunt, Ewan McGregor, Kristin Scott Thomas dramat/komedia/romans, Wielka Brytania, 2011, dystr. Monolith

ANIA MAZUREK

Historia o tym, jak przy odpowiednich układach i za odpowiednią kasę nawet łososie w Jemenie da się łowić. PIOTR STANKIEWICZ

Norwegia drży i wysyła noty protestacyjne. Ciekawe, co my byśmy powiedzieli, gdyby Chińczycy zaczęli robić oscypka.

27


NIE RELATYW MIERY E R P E Ż E ŚWI STRASZNIE GŁOŚNO, NIESAMOWICIE BLISKO PREMIERA: 27.04.2012 Extremely Loud And Incredibly Close reżyseria: Stephen Daldry obsada: Tom Hanks, Sandra Bullock, Thomas Horn dramat, USA, 2011, 129min., dystr. Warner

ANIA MAZUREK

Leczenie traumy po 11 września - 11 lat później. PIOTR STANKIEWICZ

My Polacy też mamy swoje traumy. Mamy też lekarstwo – cotygodniowa lektura „Uważam Rze”.

28


PREMIERY

IRON SKY PREMIERA: 27.04.2012 Iron Sky reżyseria: Timo Vuorensola obsada: Udo Kier, Julia Dietze, Christopher Kirby fantastycznonaukowy/komedia, Finlandia, 2012, 93min., dystr. Kino Świat

ANIA MAZUREK

Byli już kowboje i UFO, teraz są naziści i UFO. Jak chcecie znać więcej szczegółów, to poczytajcie wywiad Agaty Malinowskiej z reżyserem filmu w poprzednim Filmradarze. PIOTR STANKIEWICZ

Pomysł jest tak odjechany, że aż korci, żeby stwierdzić – pozycja obowiązkowa. Szkoda, że kompletnie nierealistyczny. Przecież gdyby naziści skryli się na Księżycu, dostaliby wpier… od Pana Twardowskiego.

29


WYNIKI KONKURSU:

rys. Maciej Sankowski

No i są. Wyniki naszego konkursu z  poprzedniego numeru Filmradaru. Prosiliśmy Was o  dopisanie zabawnego komentarza do rysunku autorstwa Maćka Sankowskiego. Dzięki za wszystkie przesłane propozycje! Po burzliwej naradzie redakcyjnej ostatecznie książki o  Jerzym Hoffmanie, ufundowane przez zaprzyjaźnione z  nami wydawnictwo Marginesy wędrują do:

..bo wiesz lubię rzeźbić, poza tym w Ciemności i tak nie będzie widać...

1 W tym roku filmy nominowane do Oskara były wyjątkowo drewniane

1) Sebastiana Bukowskiego 2) Jana Beleziny 3) Tymoteusza Wronki. Wszystkim panom serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt z redakcją (redakcja@filmradar.pl) , celem podania adresów, na które mamy przesłać nagrody.

2 Każdy ma swojego Oskara na miarę możliwości

3 30


FELIETON

TOMASZ

Chmielik

POWSZECHNA FLUORYZACJA

Książę pokoju: Grząskie Piaski Demokracji „Państwa takie jak te oraz ich sprzymierzeńcy terroryści tworzą oś zła, zbroją się, by zagrozić pokojowi na świecie. Poprzez dążenie do zdobycia broni masowego rażenia rządy te stanowią poważne i rosnące zagrożenie. Mogą one zaopatrywać w tę broń terrorystów, dając im środki do realizowania swej nienawiści. Mogą oni zaatakować naszych sojuszników lub próbować szantażować Stany Zjednoczone. W  każdym z  tych przypadków cena obojętności może okazać się katastrofalną”1. Tym mocnym cytatem z  George’a  Busha pragnę rozpocząć kolejną odsłonę zmagań z  ukrytymi treściami edukacyjnymi amerykańskiej kinematografii. Jednym z  kluczowych zagadnień owej edukacji jest wojna z terroryzmem, co zresztą nie powinno 1

G. W. Bush, fragment orędzia prezydenta Stanów Zjednoczonych z dnia 29 stycznia 2002 roku, cyt. za: http://pl.wikipedia.org/wiki/O%C5%9B_z%C5%82a, 20 marca 2012.

zbytnio dziwić, jeżeli wziąć pod uwagę fakt, że różnego rodzaju konflikty na Bliskim Wschodzie, podczas których biały chłopak z Teksasu walczy o demokrację, trwają już ponad dziesięć lat. W tym czasie został rozwinięty język propagandy, sprawiający, że ludziom miłującym wolność mocniej biją serca, gdy pomyślą o  udziale Amerykanów i ich sojuszników w słusznym czynie zaprowadzania pokoju na świecie. Pomińmy kwestię ekonomicznej opłacalności prowadzenia samej wojny z terroryzmem, ponieważ propagandowo sprawy te zostały już dawno usunięte poza nawias oficjalnego dyskursu. Interesując się wyłącznie tym, co próbuje nam się sprzedać pod płaszczykiem czystej rozrywki, przyjrzyjmy się twórczemu rozwinięciu powyższego cytatu w Księciu Persji: Piaskach czasu. Motorem napędowym dla fabuły filmu jest broń, rzekomo ukryta w świętym mieście Alamut. Co prawda, nie jest to broń masowego rażenia, ale mimo to rozpala ona wyobraźnię widza. Persja czuje się zagrożona, ponieważ broń może wpaść w ręce jej wrogów, czyli – przekładając na współczesny język – terrorystów. Pamiętajmy, że mowa tutaj o  mocarstwie, więc frontalny atak na jego granice nie wchodzi raczej w  grę. Podstępnym wrogom pozostaje za31


FELIETON

tem uciekać się do niecnych metod, wśród których wyobraźnia podsuwa chociażby skrytobójstwo lub ataki na ludność cywilną. Zagrożenie niekontrolowanego użycia broni, nawet jeżeli to zaledwie pogłoska, jest na tyle straszne, że musi doprowadzić do jedynej słusznej w danym momencie reakcji ze strony Persji, czyli ataku na Alamut. W całej intrydze istotne jest wprowadzenie wątku wewnętrznego wroga. Wróg tego rodzaju nastaje zazwyczaj na życie innej postaci archetypicznej, tj. dobrego władcy. Jest to zarazem wróg straszliwy, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo, kto nim jest, to zaś powoduje, że stopień zagrożenia stale wzrasta. Podejrzenia w  takiej sytuacji muszą paść na „obcego”, na kogoś, kto nie pasuje do obrazu idealnego społeczeństwa, grupy czy rodziny. W filmie wybór pada na Dastana, przybranego syna władcy, którego wywyższył on z  plebsu. Zwróćmy uwagę na podwójną 32

symbolikę tego czynu. Z jednej strony los Dastana to potwierdzenie amerykańskiego snu, z  drugiej zaś przestroga

przed zagrożeniem płynącym ze strony „innych”. Wszak to „oni” od zawsze zatruwają studnie, porywają chrześcijańskie dzieci, by utoczyć z nich krwi, oraz podkładają brudne bomby. Należy o tym


FELIETON

pamiętać, nawet przy wręczaniu wiz. Zauważmy, że Książę Persji opowiada w zasadzie o  gloryfikacji prostego człowieka i  jego czynu wojennego. Dastan pozostaje poza układem, więc jedynie on może odkryć spisek i zdemaskować knowania wewnętrznego wroga. Ludność tubylcza, którą spotyka na swojej drodze, okazuje się pozytywnym zbiorowym bohaterem całej opowieści. Ludzie ci, powszechnie uznawani za bandytów i przemytników, są tak naprawdę prawego serca. Dastana różni od nich wyłącznie kultura, w której się wychował, łączą natomiast człowieczeństwo i  uniwersalna dla gatunku ludzkiego prawość moralna. Odczytując przesłanie wprost, Arabowie to miłujący pokój ludzie, bez których pozytywne zakończenie filmu nie byłoby w ogóle możliwe. W Piaskach czasu rolę wewnętrznego wroga odgrywa wywiad wojskowy. Żądny władzy generał Nizam fabrykuje pogłoski o  broni, aby osiągnąć swoje własne cele polityczne. Jest to kolejny ukryty przekaz, mający na celu wzmocnienie mitu dobrego władcy. Sprawiedliwy władca może co prawda podjąć złą decyzję, ale jedynie wtedy, gdy zostanie rozmyślnie wprowadzony w  błąd. Przywódca imperium dobra nie może się wszak mylić, ponieważ stanowiłoby to nieusuwalną sprzeczność logiczną. Co innego jego otoczenie – to właśnie na nie musi spaść cały ciężar win, ponieważ tylko w ten sposób zasada racjonalności dla całego systemu może zostać zachowana. Piaski czasu potrafiące cofnąć jego upływ i  zapobiec całemu złu to kolejny

symbol, tym razem wskazujący na czystość intencji najeźdźców. Jeżeli czynią zło, dzieje się tak wyłącznie dlatego, że zostali wprowadzeni w błąd. Tak naprawdę nie mają jednak niecnych zamiarów i  kieruje nimi wyłącznie ciekawość poznawcza. Dastan jest wszak zauroczony odmiennością Taminy i jej kultury, a  Bliski Wschód przyrównuje się do pięknej, aczkolwiek kapryśnej kobiety. Czasami tylko ów propagandowy mit rozpada się w drobny mak, gdy palone są Święte Księgi lub dochodzi do kolejnej masakry ludności cywilnej w wykonaniu jednego z miłujących pokój najeźdźców. Czasu zaś cofnąć się niestety nie da…

33


FELIETON

SŁAWOMIR

Domański LAPSUS FILMOWY

Więcej tekstów tego autora na blogu: http://lapsus.filmaster.pl

Prawo pierwszej nocy Tym razem zafascynowały mnie dwa krótkie filmy, których cichym bohaterem jest Władimir Putin. Cichym, bo obecnym tylko na papierze. Ale za to jak obecnym! Już prawie miesiąc po wyborach, a ja po raz setny patrzę na krasawice, chcące ofiarować swe młode ciała samcowi superalfa. Mało tego – nie tylko ciała. Także swoje głosy. Głosy na miarę ponad 60-procentowego poparcia i  zwycięstwa w  pierwszej turze wyborów. To już za nami. Nasi rodzimi politycy też szukają recepty na wyborcze wiktorie. Może ta podpowiedź będzie skuteczna? A szukać po czesku znaczy… wiadomo co. Kozetka u psychoanalityka. Krasawica na niej ułożona zdradza objawy nerwi34

cy natręctw. Mówi, że boi się pierwszego razu. Że chciałaby go przeżyć z miłości. Rosyjski Pan Freud odpowiada, że nie ma co się bać. Jej kochankowi można wierzyć. To sam Władimir Wielki – car Rosji, który spogląda przyjaźnie z okładki czasopisma „Times”. Rosjanin i  kosmopolita w  jednym. Gdy krasawica udaje się na miejsce, gdzie odbyć się ma defloracja, zauważamy, że jest to lokal wyborczy. Na koniec niedwuznaczny napis informuje nas: „Pierwszy raz – tylko z Putinem”. W dawniejszych czasach obowiązywała piękna tradycja – primae noctis, czyli tak zwane „prawo pierwszej nocy”. Udzielny władca danego terytorium miał prawo do pierwszej nocy z  młodą mężatką. Było to ze wszech miar słuszne. Władca, jako że był pierwszy, nie był już zazdrosny. Małżonkowie mogli zatem sypiać spokojnie, bez obaw, że wysłannicy władcy pojawią się którejś


FELIETON

ją obroni. Tylko On spłodzi z nią następnych maładców i  krasawice – naród zwycięzców. Tylko w nim ten piękny, wielki gen siły i tryumfu. Tylko z nim orgazm jak tsunami, który zmiecie wszystko, co sła-

nocy u ich drzwi. W  Rosji ta piękna tradycja powraca. W  tym kontekście przestaje być Władimir Putin carem, a  staje się dobrym wujciem. Tym, co to posadzi na kolanka, pogłaszcze po płowej główce, przytuli, popieści. Itede. Itepe. „O  czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna? Kiedy z pąka zamienia się w kwiat?”. Teraz już wiemy – marzy o mężczyźnie w sile wieku. Dojrzałym, silnym, władczym facecie. Nie o jakimś mydłku z telewizora. Tylko z kimś takim młoda krasawica będzie czuć się bezpiecznie. Tylko z  kimś takim może śmiało patrzeć w przyszłość. Z takim tatą, wujkiem, przyjacielem i  kochankiem w  jednym, młoda Rosja może czuć się szczęśliwa. Z  kimś takim będzie piękna i wielka. On ją uwiedzie. On ją powiedzie. On ją osłoni. On

be i wątpliwe. Krasawico, dziewico, Rosjo – nie wahaj się. Otwórz się przed nim, jak Europa przed nadciągającymi Mongołami. Putin na koniu. Putin na polowaniu. Putin na niedźwiedziu. Putin w batyskafie. Putin na stepie. Putin w kosmosie. Putin na Syberii. Putin nurkujący w Bajkale. Bajkał wódki nurkujący w Putinie. I tylko jedno pytanie. Gdzież wam Donku, Jarku, Antku, Bronku, Stefku, Waldku do niego? Polska też jest kobietą. 35


FELIETON

PAWEŁ

Kabron W CHORYM KINIE

Więcej tekstów tego autora na blogu: http://doktor_pueblo.filmaster.pl

Feministki w miseczkach F To będzie tekst o  Russie Meyerze i jego wielkiej filmowej fascynacji. Fascynacji kobiecymi biustami. Olbrzymimi biustami, dodajmy. Gdy na konferencji prasowej jedna z obecnych na sali kobiet zarzuciła Meyerowi, że interesują go tylko cycki, reżyser odparował: „Ależ to tylko połowa prawdy”. Kilka dni temu minęła 90. rocznica urodzin tego reżysera. To chyba dobra okazja, żeby napisać parę słów o  jego wielkim, często wręcz monstrualnie wielkim, kinie. Zanim Russ Meyer zaczął robić to, co pokochał nad życie, szlifował swój warsztat jako fotograf wojenny (towarzyszył m.in. armii Pattona). Po powrocie z wojny kontynuował początkowo karierę fotografa (pracując m.in. dla „Playboya”), szybko postanowił jednak poświęcić się sztuce filmowej. W  swoich filmach robił niemal wszystko: pisał scenariusze, reżyserował, montował, a  także produkował i  zajmował się dystrybucją. Oczywiście przeprowadzał również castingi. Od początku obsesją Meyera było kręcenie fil36

mów z kobietami o bardzo specyficznym typie urody: talii wąskiej jak osa i  piersiach wielkich jak... No cóż, wielkich jak tylko się da. Meyer szukał odtwórczyń głównych ról po całym świecie, nie przejmując się ich słabym angielskim czy brakiem umiejętności aktorskich. Wśród jego najważniejszych odkryć wymienić trzeba Darlene Grey (Mondo Topless), Shari Eubank (Supervixens), Kitten Natividad (Up!, Beneath the Valley of the Ultra-Vixens), Turę Satanę, Lori Williams, Haji (Faster Pussycat, Kill! Kill!) czy Lornę Maitland (Lorna). Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że Meyer był zwykłym erotomanem, kręcącym tanie pornosy. Nic z  tych rzeczy. Nagości wcale nie było w filmach Meyera aż tak dużo. Jego bohaterki pozostawały często ubrane, co prawda z  trudem, jednak mieszcząc swoje obfite kształty w krępującej je odzieży. Najważniejszą kwestią, która sprawiła, że Meyer przeszedł do historii kina, był specyficzny typ bohaterki, który wykreował. Kobiety pojawiające się w jego filmach były silne i drapieżne. Nie były bezbronnymi lalkami w  rękach mężczyzn! Przeciwnie, to one bawiły się nimi, dominowały, torturowały, porzucały. Wszystko to sprawiło, że Meyera


FELIETON

uważa się za jednego z pionierów kina feministycznego (ze względu na urodę bohaterek jest to oczywiście feminizm przez duże F). Warto nadmienić, że sam reżyser ironizował wszelkie nadinterpretacji jego filmów, uparcie powtarzając, że jest męskim szowinistą, który kręci filmy tylko dla cycków i kasy. Meyer nakręcił ponad dwadzieścia filmów, jednak co najmniej dwóm z  nich należy się szczególna uwaga, ze względu na kultowy status, jaki zdołały osiągnąć. Pierwszy to Faster, Pussycat! Kill! Kill!, arcydzieło kina seksploatacji (sexploitation). Nakręcone w 1965 roku jest najbardziej znanym przedstawicielem tzw. gotyckiego okresu w  twórczości reżysera, charakteryzującym się mrocznym wydźwiękiem, podkreślonym użyciem czarno-białej taśmy. Zdaniem Meyera tytuł zawierał w sobie wszystko to, co najbardziej liczy się w  filmie: szybkość („faster”), seks („pussycat”) oraz przemoc („kill”). Tym, co wyróżnia film na tle innych produkcji, jest to, że po raz pierwszy w  historii źródłem przemocy w  sposób

tak zdecydowany są kobiety. Trzy dziewczyny, striptizerki z nocnego klubu, grane przez niesamowite Turę Satanę, Lori Williams i  Haji, terroryzują, porywają, manipulują, zabijają. Film nazywany jest odą ku czci przemocy kobiet. Ani fabuła, ani aktorstwo (nie najlepsze) nie są tu ważne. Ważny jest niesamowity, pustynny klimat, upał i  zbrodnicza kobieca perwersja. Ten typ silnych bohaterek girl power zawdzięczamy właśnie Meyerowi. Drugi tytuł to Beyond the Valley of the Dolls, czyli Poza doliną lalek, nakręcony w  1970 roku. Scenariusz Meyer napisał wspólnie ze swoim przyjacielem, znanym krytykiem filmowym, Robertem Ebertem. Reżyser zadbał o obecność w filmie pięknych kobiet (Cynthia Meyers, Erica Gavin), choć jak na standardy jego filmów ich biusty są relatywnie nieduże. Film jest satyrą na blichtr Hollywoodu i  wielu klasycznych rozwiązań narracyjnych, spotykanych w filmach z tego okresu. Jest też autoironiczny. Gdy jedna z  bohaterek drugiego planu zaczyna zaczepiać głównego boha37


tera jawnie erotycznymi tekstami, ten wypala: „Skąd ty bierzesz te teksty, ze swoich filmów porno?”. To samo można powiedzieć o całej fabule Poza doliną lalek (do

pewnego momentu), która wygląda na żywcem wyjętą z pornosa. Trzy seksowne dziewczyny, członkinie grupy rockowej, przyjeżdżają do Los Angeles, gdzie jedna z  nich odnajduje swoją seksowną ciotkę, mającą seksowne koleżanki itp. Tyle tylko, że Ebert i  Meyer fenomenalnie bawią się tu różnymi konwencjami, kpiąc przy okazji z drobnomieszczańskiej obłudy i zepsucia celebrytów. Wszystkiemu towarzyszą błyskotliwe dialogi, opary marihuany i  rockowa muzyka, a  ilość nieoczekiwanych zwrotów akcji wystarczyłaby, żeby wypełnić co najmniej kilka filmów. Film okazał się wielkim hitem, a sam Meyer uważał go za swoje największe dzieło. 38

Russ Meyer zmarł w 2005 roku w wieku osiemdziesięciu dwóch lat. W  ostatnich dwudziestu latach swojego życia nie kręcił już filmów. Niezbyt odpowiadały mu nowe kanony urody. Jednak jego wpływ na kulturę jest nie do przecenienia. Co najmniej trzy zespoły muzyczne zapożyczyły nazwy z  jego filmów (Faster Pussycat, Vixen i  Mudhoney), nawiązania do jego twórczości znaleźć można w  utworach Garbage (Supervixen), White Zombie, Sublime czy teledyskach A Perfect Circle (Bikini Bandits). Zespół Sex Pistols zatrudnił Meyera do nakręcenia filmu o  grupie, który ostatecznie nie został ukończony. Oczywiście dług wdzięczności u  Meyera ma właściwie całe kino klasy B, szczególnie to spod znaku „sex and violence”. Do fascynacji jego twórczością wprost przyznają się John Waters (nazywający Faster Pussycat... najwybitniejszym filmem w historii) i John Landis, ale wyraźne wpływy Meyera widać też u Tarantino (Kill Bill). Filmy Russa Meyera stały się klasyką, a reżysera nazywa się Fellinim kina erotycznego. Chyba nieźle jak na faceta, którego interesowały w życiu tylko cycki?


39


SZERLOKO LOGIA Agata Malinowska Więcej tekstów tego autora na blogu: http://esme.filmaster.pl

40


B

yło Sherlocków wielu, ale żaden z nich nie używał zamiast fajki plastrów nikotynowych, a  już na pewno żaden nie posługiwał się z  tak wielką wprawą smartfonem, nie mówiąc już o prowadzeniu własnej strony WWW. Witajcie w świecie, w którym Sherlock Holmes nigdy nie żył w epoce wiktoriańskiej, a  pojawia się dopiero w XXI wieku… i jest dzieckiem Internetu! Sherlock – błyskotliwy i ekscytujący serial wyprodukowany przez BBC – zakończył w styczniu swój drugi, zaledwie trzyodcinkowy sezon. Fani detektywa z Baker Street już czekają na kolejną odsłonę, próbując rozwikłać zagadkę, którą zakończył się szósty epizod.

Na nowo czytając Conan Doyle’a Pomysł na uwspółcześnioną wersję przygód Sherlocka Holmesa narodził się w głowach Marka Gatissa i Stevena Moffata, scenarzystów innego serialu BBC, który także warto poznać, Doktora Who (Moffat jest również scenarzystą Przygód Tintina). Idea nie jest szczególnie nowatorska – już filmy Universalu z lat 40. XX wieku przedstawiały przygody detektywa w  czasie II wojny światowej. W  przypadku Sherlocka kluczowym pytaniem nie jest jednak „co?”, ale „jak?”, bowiem lifting, jaki zafundowali Holmesowi autorzy, jest dość radykalny i świetnie odzwierciedla różnicę między Anglią wiktoriańską a  współczesną. Jednocześnie cały serial jest pełen od-

niesień do kanonu, wplecionych tak zręcznie i w tak dużej liczbie, że nie trzeba nawet sięgać do wywiadów z twórcami, by dojść do wniosku, że obaj są zagorzałymi miłośnikami twórczości Artura Conan Doyle’a. Doskonałym przykładem na metodę pracy duetu Moffat i  Gatiss jest odcinek rozpoczynający pierwszy sezon – Studium w  różu – nawiązujący do powieści Studium w szkarłacie. Podobnie jak w książce Holmes i doktor Watson poznają się i decydują wynająć wspólnie mieszkanie na Baker Street u  pani Hudson. Pojawia się również charakterystyczny motyw – słowo RACHE, w  powieści napisane krwią na ścianie, w serialu wydrapane na podłodze. Jednak zarówno fabuła, obracająca się wokół tajemniczej serii samobójstw, jak i  ekstrawagancki styl realizacji, są oryginalną autorską wizją, doskonale pasującą do naszych cyfrowych czasów. Serialowy Sherlock Holmes do biblioteki zagląda prawdopodobnie tylko wówczas, gdy jest pewien, że znajdzie w niej trupa. Podstawowymi źródłami informacji są dla niego Internet, który nosi ze sobą w telefonie, i, zgodna z  doylowskim kanonem, własna fenomenalna pamięć. Ewoluuje również relacja z Watsonem. W dobie obyczajowej swobody słowa „mój przyjaciel” nabierają nowych znaczeń, niezupełnie przypadających do gustu doktorowi, który właśnie wrócił z wojny w Afganistanie (jak ta historia lubi się powtarzać!) i  chciałby poznać jakąś miłą damę… Och, i  możemy się pożegnać ze zwrotami typu „mój drogi Watsonie”. Bohaterowie mówią do siebie po imieniu. 41


Siedem twarzy

Holmesa – wybór subiektywny NIEMA – Sherlock Holmes baffled (1900) – pierwszy film, w którym pojawia się legendarny detektyw. Krótki, zaledwie trzydziestosekundowy, zapoczątkował długi i  owocny związek Sherlocka z X muzą. CZARNO-BIAŁA – seria filmów z  Basilem Rathbone – ten amerykański Sherlock to sam wdzięk i  klasa. Obowiązkowa fajka, emblematyczna czapka oraz „elementarne, drogi Watsonie”, a  do tego fabuły dość bezceremonialnie traktujące kanon i  niekiedy całkiem otwarcie wykorzystywane w  celach propagandowych w czasie II wojny światowej. No cóż, ostatecznie, lata wcześniej, sam Conan Doyle też nie wstydził się zatrudnić Holmesa do walki z  niemieckim wywiadem.

Kolejne dwa odcinki pierwszej serii odcinają się od kanonu, przedstawiając Sherlocka w oryginalnych historiach, by zakończyć sezon dramatycznym cliffhangerem. Wstrzymywanie oddechu przez ponad rok zapewne było dla fanów ciężkim przeżyciem, jednak trzy nowe epizody w  pełni im to wynagradzają, są pełnymi fantazji wariacjami na temat kultowych opowiadań. Widzom dane jest poznać Irenę Adler, która z  wiktoriańskiej awanturnicy przeistoczyła się w  homoseksualną dominę, poczuć dreszczyk rodem z  Archiwum X, zwiedzając wojskową bazę Baskerville, wreszcie doświadczyć pojedynku z arcywrogiem Holmesa, Jimem (sic!) Moriartym. A  wszystko to zakończone wściekle zagadkowym zwrotem akcji, który rozpalił internetowe fora. Jest nad czym dyskutować. Mocne, trzymające w napięciu, dowcipne i wciągające opowieści, odświeżająca postać, wydawałoby się, muzealna, to główna zaleta serialu.

Intelektualna rozrywka, multimedialny entourage Sherlock zapewnia przyjemność, którą coraz trudniej znaleźć w kinie rozrywkowym, ostatnimi czasy intensywnie testującym stężenie głupoty, na jakie można narazić widza bez utraty wpływów z biletów. Wszyscy, którzy narzekali, że fabuła Sherlocka Holmesa Guya Ritchie’ego prezentuje poziom przeciętnej kreskówki o Scooby-Doo, otrzymali wreszcie kawał porządnej, choć może nieco mniej wi-


ANIMOWANA – Wielki mysi detektyw (1986) – Sherlock w przebraniu Bazyla z Baker Street, niezwykle inteligentnej, egocentrycznej myszy. Nieustępliwie depcze on po piętach demonicznemu szczurowi, profesorowi Rattiganowi, któremu głosu użycza sam Vincent Price. Ta mało znana animacja Disneya to prawdziwa gratka dla sherlockowych fanboyów w  każdym wieku i dyskretny hołd dla Basila Rathbone’a, po którym dzielny bohater odziedziczył imię. SZCZENIACKA – Piramida strachu (1985) – nastoletni Holmes i  Watson na tropie tajemnicy z  akcentami staroegipskimi. Film wyprodukował sam Steven Spielberg, mistrz familijnego kina przygodowego. I choć Piramida... z pewnością nie może konkurować z jego własnymi najsłynniejszymi produkcjami, nieźle nadaje się na niedzielną rozrywkę. UKRYTA – Dr. House – fakt, że postać słynnego lekarza-mizantropa ma w sobie wiele z Sherlocka, jest tajemnicą poliszynela. Jeśli chcecie się przekonać, sprawdźcie numer jego domu. Po detektywie House odziedziczył spostrzegawczość, biegłość w sztuce dedukcji, a zapewne i wiernego przyjaciela o nazwisku na literę W. NIEOGOLONA – Sherlock Holmes (2009) i Sherlock Holmes: Gra cieni (2011) – do Holmesa zagranego przez Roberta Downeya Jr. jak ulał pasuje określenie „lumpeninteligencja”. Szybki w umyśle, pięściach i dialogach, amator pijalnych wynalazków, mistrz surrealistycznych przebieranek i  wątpliwej pożyteczności przyjaciel. Prawdziwy detektyw na nowy wiek.

43


Sherlocków dwóch, a co z klasyką?

44

Cecha

Kanon

Sherlock Holmes Sherlock (BBC) (2009)

Ulubiony nałóg

fajka, kokaina

fajka, spirytus

plastry nikotynowe

Ulubiony gadżet

lupa

zestaw wytrychów

smartfon

Ubiór

tweedowy płaszcz

przypadkowy wybór tweedowy z szafy, zaskakująco markowy płaszcz efektowny

Nakrycie głowy

deerstalker

dowolne, obowiązkowo wymięte

najczęściej biega z gołą głową

Sztuka walki

pięściarstwo, baritsu

Wing Chun z elementami szermierki i brazylijskiego ju-jitsu

styl uliczny

Doktor Watson

stateczny lekarz

sarkastyczny karciarz

adrenaline junkie


dowiskowej, kryminalnej opowieści. I to z  pięcioma doskonałymi sequelami oraz dostępnymi w  sieci fikcyjnymi blogami Holmesa (www.thescienceofdeduction. co.uk) i  Watsona. Zagorzali miłośnicy detektywa mogą również odwiedzić Sherlockology (www.sherlockology.com), nieoficjalną stronę fanowską, z której można dowiedzieć się, jaki krawat nosi Moriarty (Alexander McQueen w eleganckie czaszki) i jak zwiedzać Londyn śladami bohaterów serialu. Wieść niesie, że płaszcze Belstaffa, w  których Sherlock zwykł chadzać po mieście, stały się nagle niezwykle popularne, choć „holmesowski” model kosztuje ponad tysiąc funtów. Multimedialność Sherlocka, a  nawet efektowność scenariusza nie powinny jednak uśpić naszej czujności i powstrzymać od zadania najważniejszego pytania. Czy gdyby Sherlock Holmes żył dziś, byłby taki jak ów młody, arogancki socjopata o oryginalnej urodzie Benedicta Cumberbatcha i umyśle przypominającym rozpędzony pociąg? Nie jest to wcale wykluczone. Nie ma wątpliwości, że detektyw funkcjonując w  wielkim, nowoczesnym mieście, korzystałby z zapałem z najnowszych zdobyczy techniki, choć topografię Londynu zapewne nadal nosiłby ze sobą w głowie – dla wygody. Co zaś do paskudnego, spójrzmy prawdzie w oczy, charakteru, scenarzyści wiedzą przecież doskonale, że Conan Doyle wyposażył swego bohatera w  ogromne ego i  samotnicze skłonności. We współczesnym świecie, w  którym bohaterem masowej wyobraźni zostaje cyniczny lekarz uzależniony od leków przeciwbólowych, jego trudna oso-

bowość miałaby doskonałe warunki do przybrania postaci niemal patologicznej. Oglądanie serialu jest trochę jak stabilny związek, może nawet małżeństwo. Spędzacie razem długie jesienne i zimowe wieczory przez całe lata – Ty i Twój makiaweliczny papież, s o c j op at yczny lekarz, sympatyczny seryjny morderca, mafijny boss z  Atlantic City. Pierwotna fascynacja powoli zamienia się w  przywiązanie, a  spokojna pewność, że po letnich przygodach w plenerze znów czekają cię telewizyjne przyjemności, dostarcza tak potrzebnego poczucia stabilizacji. Jeśli jednak chcesz związać się z  Sherlockiem, odrzuć precz ciepłe kapcie i  przygotuj się na burzliwy, miesięczny romans. A  potem – nieuchronną frustrację, że to jeszcze cały rok do kolejnego spotkania.


Nazywam sie Kloss,

Hans Kloss Adam Jakubczak, Sławek Domański Więcej tekstów Sławka Domańskiego na blogu: http://lapsus.filmaster.pl

46


N

iedługo przed rokiem 1965 scenarzysta Andrzej Szypulski przebywał w Londynie, gdzie obejrzał dwa pierwsze filmy z  Bondem: Dr. No i  From Russia with Love. Tak narodził się pomysł polskiego filmu szpiegowskiego o polskim agencie, który wciela się w  oficera niemieckiej Abwehry, Hansa Klossa . Wkrótce stanie się on jedną z  pierwszych autentycznych ikon popkultury rodem z  PRL-u. Doskonale napisany scenariusz, ciekawie zapętlona fabuła, świetne kreacje wybitnych polskich aktorów, a  przede wszystkim charyzmatyczna rola Stanisława Mikulskiego sprawiły, że postać Hansa Klossa na trwałe wpisała się w  historię naszej kinematografii. Co nas urzeka do dziś w  tym fenomenie? Co sprawia, że możemy w  tym wypadku mówić o  pierwszym kultowym zjawisku, w  czasach, gdy słowo „kultowy” praktycznie nie funkcjonowało?

Czego nie usłyszycie w nowym filmie Wszyscy pamiętają znany motyw muzyczny autorstwa Jerzego Matuszkiewicza. Pragnę donieść, zaspoilować, zakablować, że jeśli ktoś pragnie usłyszeć go w  tym filmie, srodze się zawiedzie. A  wielka szkoda, bo jest to jeden z  tych nieśmiertelnych motywów, które starszych widzów przenoszą w malowniczą krainę dzieciństwa. Jakie by nie były przyczyny, niewykorzystanie legendarnej melodii dla filmu jest wielką stratą. Zresztą ten motyw muzyczny doczekał się wielu przeróbek. Wystarczy wspomnieć takie perełki jak piosenka zespołu Dzieci Kapitana Klossa Pieśń o bohaterze. Do motywu legendarnego szpiega odwoływali się twórcy kabaretowi (m.in. kabaret OT.TO w  piosence „Stirlitz i  Kloss”) czy Waldek Pawlukiewicz w popularnym, rapowanym kawałku „J-23”. Są też przeróbki techno jak ta w  wykonaniu Amadeo. Zarówno Mikulski, jak i  Karewicz także nie omieszkali stworzyć własnych, śpiewanych dygresji na temat polskiego agenta wszech czasów. Wszystkie te kąski zostały zebrane na płycie dodanej do książki Bogdana Bernackiego Stawka większa niż życie. Serial wszech czasów.

47


Mów mi Janek

Radziecka odpowiedź na Hansa Klossa Gdyby we wspólnocie państw RWPG rozwinęły się instytucje prawa autorskiego, twórcy postaci Hansa Klossa zapewne opływaliby w ruble. A to za sprawą niejakiego Maxa Otto von Stirlitza, który rozpalił wyobraźnię milionów mężczyzn i zmysły milionów kobiet w  większości krajów demoludów.

Agent J-23 to naprawdę Stanisław Kolicki, urodził się w Kościerzynie pod Gdańskiem. Studiował na Politechnice Gdańskiej i był absolwentem tajnej podchorążówki w  Kłajpedzie. Był więźniem

Akcja Siedemnatu mgnień wiosny toczy się w schyłkowym okresie wojny, wiosną 1945 roku. Głęboko zakonspirowany

obozu jenieckiego w Królewcu, z którego uciekł i  przedostał się do Związku Radzieckiego. Tutaj został przeszkolony do służby wywiadowczej, co było spowodowane jego fizycznym podobieństwem do oficera Abwehry, Hansa Klossa. Otrzymał tam kryptonim J-23 i  przez cztery lata prowadził działalność dywersyjną głównie na tyłach wroga. Przystojny, inteligentny, przebiegły, odważny, oddany sprawie walki z hitleryzmem, polski patriota – te określenia w  przypadku agenta Janka nie są przesadzone. Jest on do dziś wcieleniem doskonałej męskości i  wierności sprawie. „Gdzie ci mężczyźni prawdziwi tacy?” – pytanie retoryczne, bo Kloss był i pozostanie uosobieniem męskości doskonałej. 48


Dziewczyny Klossa

W związku z  powyższym trudno się dziwić, że Kloss, podobnie jak Bond, topił jak wosk serca niemieckich (i  nie tylko) dziewczyn. Nawet najbardziej zindoktrynowane adeptki nazistowskiej ideologii wobec jego uroku przemieniały się w  delikatne, czułe kobiety. Agent Janek miał wiele twarzy: nazistowskiego oficera dla Niemców, dobrego patrioty dla swoich i  eleganckiego dżentelmena dla pań, których przez serial przewinęła się cała plejada. Oto tylko niektóre z nich. Marta Becher, typowa Niemra, zaborcza i  zazdrosna, jest wierna Hansowi tak samo jak Hitlerowi; kuzynka Edyta, mądra, piękna, kobieca, tutaj nawet sam Kloss uczuciowo się dekonspiruje; Benita von Hemmig z odcinka Ostatnia szansa – kolejna kobieca ofiara, wykorzystana do realizacji zadania; radiotelegrafistka Irena,

Jest też seria produktów winopodobnych korzystająca z nośnej nazwy

radziecki agent jako Standartenführer SS wniknął w struktury Ministerstwa Bezpieczeństwa Rzeszy. Zadaniem Stirlitza jest zdobycie informacji, który z wysoko postawionych urzędników III Rzeszy zamierza zawrzeć w  Szwajcarii separatystyczny pokój z aliantami. Serial, nie ma co ukrywać, jest słabszy niż Stawka…, mniej dynamiczny, zrealizowany z  mniejszym rozmachem i  wyobraźnią. Niemniej jego przystojny, niesamowicie inteligentny i opanowany główny bohater (Wiaczesław Tichonow) stał się na długie lata ikoną. Miał nawet swoje nemezis w postaci niezbyt lotnego Heinricha Müllera, któremu jednak daleko do bezczelnego uroku Hermanna Brunnera. To, co łączy Klossa ze Stirlitzem, poza oczywistymi podobieństwami, to podobne koleje kariery aktorskiej obu odtwórców tych postaci. Zarówno w  przypadku Tichonowa, jak i Mikulskiego, sława zdobyta dzięki rolom hitlerowców przyćmiła ich wcześniejsze i późniejsze dokonania, sprawiając, że na zawsze w  zbiorowej pamięci (niezasłużenie) pozostali aktorami jednej roli. Anegdota głosi, że Wiaczesław Tichonow po przewiezieniu do szpitala wojskowego z powodu zawału, w trakcie przyjęcia zapytany o stopień, odpowiedział: Standartenführer. Kto nie zna Stirlitza, słyszał z  pewnością co najmniej kilka o  nim dowcipów. Paradoksalnie ironia i  szyderstwo towarzyszące tej postaci przedłużyły jej żywot w  powszechnej świadomości. Jakiś czas temu obserwowaliśmy analogiczną niemal sytuację w przypadku Chucka Norrisa. Na koniec zaś piosenka pt. Stirlitz i Kloss w wykonaniu kabaretu OT.TO: h t t p : / / w w w. y o u t u b e . c o m / w a t ch?v=j_4biRoQcgc Piotr Stankiewicz

49


Hans Kloss cytaty: Kloss: „Takie sztuczki nie ze mną, Brunner. Zapominasz z kim mówisz.” Kloss: „Wyjątkowa z ciebie kanalia, Brunner!” (słowa „Brunner, ty świnio” nigdy w serialu nie padają!)

wcielona kobiecość, polska dziewczyna, zapatrzona w polskiego Bonda prawie tak samo jak przeciętna odbiorczyni serialu. Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest postać Ewy Fromm, podwójnej agentki, będącej godnym przeciwnikiem agenta Janka.

Brunner, ty świnio!

Nie wiadomo, czy określenie, że wszyscy go kochamy jest na miejscu, ale bez tej postaci nie potrafimy sobie dziś wyobrazić serialu. Doskonała kreacja Emila

Kloss: „Schowaj tę pukawkę durniu, póki jeszcze mam ochotę z tobą rozmawiać Brunner: „Nie mogę patrzeć na bitego człowieka, nie mogę! Jeżeli bije ktoś inny.” Brunner: „Piąstkę to ty masz nie najgorszą, Hans...” Brunner: „Ręce, ręce, ręce, Kloss!” (zapamiętane jako „Rączki, rączki Hans”) Ponadto: „W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle.” „J-23 znowu nadaje!” „Jak powinien wyglądać prawdziwy Nordyk? Blondyn jak Hitler, smukły jak Goering, wysoki jak Goebbels.”

50

Karewicza łączyła w jedno typowy czarny charakter z kojarzącym się komicznie karykaturalnym wizerunkiem nazisty. Z postacią Brunnera identyfikujemy się o tyle, że podoba nam się jego cynizm – nie wierzy w ideologię, traktując ją jedynie jako narzędzie do realizacji własnych celów.


Brunner jest świnią, ale świnią w perfidny sposób sympatyczną – kombinatorem i cwaniakiem, który doskonale kontrastuje z  perfekcyjnym wizerunkiem Klossa. Jest zatem Hermann B. uzupełnieniem głównego bohatera, bowiem niemożliwość pełnej identyfikacji odbiorcy z idealną kreacją J-23, jest kompensowana przez negatywny wymiar jego „gorszej połowy”. Mimo że postać wykreowana przez Karewicza występuje tylko w kilku odcinkach, to nie sposób sprowadzić jej tylko do tego skromnego wymiaru. Dopiero w  Klossie i Brunnerze możemy przejrzeć się w pełni. A tekst „Brunner, ty świnio!” w filmie w  ogóle nie pada – to wiedzą nad Wisłą nawet małe dzieci.

51


52


Kloss i światy alternatywne

Tzw. Expanded Universe w przypadku Klossa to cała sfera różnorodnych popkulturowych zdarzeń. Po pierwsze grane na żywo przedstawienia teatru telewizji, które dały początek serialowi. Andrzej Zbych – Zbigniew Safjan i  Andrzej Szypulski w jednym – oprócz filmowego scenariusza stworzył wersje książkowe i  komiksowe (autorem rysunków był Mieczysław Wiśniewski). Utwory te nie są dokładnym przeniesieniem fabuł odcinków serialu. Choćby prawdziwe nazwisko głównego bohatera to Moczulski, a  nie Kolicki. Autorzy dodawali też nowe wątki i  bohaterów. Nawet historie serialowe są potraktowane tutaj inaczej, na przykład w pierwszym z cyklu komiksie Agent J-23 jest ukazana brawurowa ucieczka Klossa z jenieckiego transportu, znajdują się tu także sceny z obozu pracy, a w filmie tego nie zobaczymy. W  czasach PRL-u  dostać komiks z Klossem było niezwykle trudno, trzeba było mieć świetne znajomości u pani kioskarki, natomiast książki były absolutnymi hitami na rynku księgarskim. Komik-

sy miały dla fanów tę zaletę, że wydłużały historię Klossa. W serii komiksowej jest aż pięć zeszytów, które nie mają swoich odpowiedników w serialu, w tym ostatni dziejący się już jakiś czas po wojnie.

Historią bez precedensu było powstanie w Katowicach muzeum Hansa Klossa – żadna inna postać filmowa w Polsce nie doczekała się takiego zaszczytu. Burzliwe dzieje tego lokalu i dramatyczne okolicz53


ności jego zamknięcia zostały opisane w na poły dokumentalnej powieści Dariusza Rekosza Zamach na muzeum Hansa Klossa. Wspomniane wyżej zjawiska to tylko wierzchołek góry lodowej pod tytułem Hans Kloss (może ktoś pamięta teleturniej poświęcony Stawce, słuchowiska radiowe albo maratony w oglądaniu serialu). Dziś doczekaliśmy się w końcu wersji kinowej. Czy Stawka większa niż śmierć spółki Vega i Pasikowski spełni pokładane w niej oczekiwania fanów kultowego serialu?

J-23 znowu nadaje

Twórcom filmu przyświeca odwieczne pragnienie: mieć ciastko i zjeść ciastko. W  filmie jest pokusa pełnowymiarowego naśladownictwa Bonda, który podróżuje po różnych zakątkach globu. Tym razem jest to nie tylko podróż w przestrzeni, ale i w czasie. Pozwala to wprowadzić do scenariusza zarówno postać Klossa z czasów wojny w  trakcie oblężenie Konigsbergu, z  wątkiem grabieży legendarnej Bursztynowej Komnaty, jak i bardziej współczesną historię z lat siedemdziesiątych, gdzie sta54

rzy dobrzy znajomi – Stanisław Mikulski i Emil Karewicz – znowu się spotykają. To nie lada gratka dla fanów serialu. Niestety pojawia się błąd niepotrzebnego mieszania konwencji. Podobny problem położył niegdyś Złoto dezerterów. Konwencja filmu przygodowego w  stylu Indiany Jonesa była z  góry skazana na niepowodzenie. Oczywiście warto było próbować, ale nie tak chałupniczymi metodami. Pokusa gry konwencjami jest w filmie widoczna nie tylko w wątku współczesnym. „Młody” Kloss z  karabinem maszynowym to jako żywo sam John Rambo, a  atak Sowietów na Konigsberg wygląda niczym horda orków z  Władcy pierścieni. Oczywiście można taką stylistyczną żonglerkę uprawiać, byle czynić to z głową i gracją. Takiej całościowej koncepcji filmowi Vegi brakuje, ale największa szkoda, że w  tym wszystkim zatraca się gdzieś duch serialowego pierwowzoru. Z  duetu Kot i  Adamczyk na wyróżnienie zasługuje ten drugi w roli Brunnera. Właśnie dlatego, że nie tworzy nowej postaci, ale udanie naśladuje postać wykreowaną przez Karewicza. Tymczasem rola Kota jest papierowa, można powiedzieć komiksowa – brak tutaj wielkowymiarowości pierwotnego Klossa. Na całe szczęście scenarzysta w  osobie Władysława Pasikowskiego nie zrezygnował z żonglerki klasycznymi cytatami. W oczach prawdziwego fana Stawki większej niż życie właśnie ten (i tylko ten) zabieg ratuje nowy film.


55


CI WSPANIALI

NAZIŚCI

W SWYCH ODLOTOWYCH MUNDURACH Może nie wszyscy wiedzą, że niemieckie mundury projektował Hugo Boss, ale od razu widać, co znaczy markowy ciuch. Jednocześnie zwracamy się do Daniela Olbrychskiego: Szanowny Panie Danielu! Jeśli Pan nas czyta, proszę nie ciąć szablą monitora! 56


Charlie Chaplin jako Dyktator Hynkel Dyktator (1940)

Ostoja demokracji już wiedziała, że wojna ze śmiesznym kurduplem jest nieunikniona, więc wysłała w awangardzie swojego śmiesznego kurdupla, który uczynił tamtego jeszcze śmieszniejszym.

Kaszlenie i charkanie zamiast wylewania z siebie bezsensownego słowotoku powinny być pozycją obowiązkową na szkoleniu z  przemawiania. Zwłaszcza wśród polityków.

Jurgen Prochnow jako Kapitan U-boota Okręt (1981)

Tym razem to oficer marynarki i mundur nieco inny, ale wciąż robi wrażenie. No i równie dobrze mógłby walczyć o demokrację.

Niestety na nic kreacja Prochnowa. W tym miejscu przypomina mi się bezlitośnie wykorzystany do jakiejś techno-rąbanki przewodni motyw muzyczny z tego filmu. 57


Guy Siner jako porucznik Hubert Gruber ‘Allo ‘Allo! (1982-1992) serial TV

Miłość na tyłach (frontu) do francuskiego restauratora i mały czołg, który powinien zostać stałym elementem parad równości.

Fizjonomia dobrodusznego wujcia z góry skazuje go na sympatię widzów. Nawet wybacza mu się, że nosi faszystowski mundur.

Piotr Adamczyk jako Lars Rainer Czas honoru (2008) serial TV

Niepospolity umysł, subtelność i skuteczność – taki Kloss, tylko że nie jest radzieckim szpiegiem.

Ten sam aktor gra papieża, Chopina i nazistę. Takie rzeczy to tylko w Polsce... albo mamy niedobór dobrych aktorów.

Przypominam, że papieża grał też John Voight. 58


Piotr Pręgowski jako Hermann Brudner Halo Hans (2007) serial TV

Mundur niemiecki może nie uczynił z Pręgowskiego amanta, ale bez cudów. I tak jest lepiej.

W tym przypadku stwierdzenie, że mundur każdemu dodaje uroku to wierutne kłamstwo! Z  tego kanarka amanta nie będzie...

Borys Szyc jako Untersturmführer Matheas Beer

Tajemnica twierdzy szyfrów (2007) serial TV

W Stanach niemal każdy aktor musi choć raz zagrać kowboja. Wiele wskazuje na to, że u nas prawidłowość ta tyczy się niemieckiego oficera. Chyba że jestem przeczulony.

Jesteś przeczulony! A Szyc ma też na liście swoich aktorskich dokonań fenomenalny dubbing (podobnie zresztą jest w  przypadku Adamczyka). Obu panów wolę zdecydowanie w rolach Rasta-Myszy z Luźnego Składu (Szyc) i Zygzaka McQueena (Adamczyk) 59


Christoph Waltz jako Pułkownik Hans Landa Bękarty wojny (2009)

Jeśli historia ma zapamiętać ten film, to z pewnością ta kreacja jest jednym z powodów. Drugi to „bondżorno” Brada Pitta.

Paskudna gęba (Waltza oczywiście, a nie Pitta). Nawet jak się uśmiecha, to paskudnie. Idealny do tej roli.

Udo Kier jako Wolfgang Höss Iron Sky (2012)

Nie mogło zabraknąć kosmicznych faszystów, którzy zawładną wyobraźnią polskich widzów już niedługo. Ciekawe, czy mają klingońskie jednostki SS.

Po Kowbojach i obcych oraz Iron Sky czekam na Samurajów w starciu z UFO

60


Hugo Weaving jako Red Skull Kapitan Ameryka (2011)

Przystojniak. W kasynie oficerskim z pewnością obsługiwany bez kolejki.

Umówmy się, nawet fryzura Elronda we Władcy Pierścieni mu nie zaszkodziła!

Tom Cruise jako Claus von Stauffenberg Walkiria (2008)

Tom Cruise jako archetyp dobrego Niemca, choć trochę niskiego jak na Aryjczyka. Niestety na końcu dobry Niemiec jest martwy. I jest propagandowo niezręcznie.

Niezręcznie jest już na myśl o tym, że Cruise nawet nie usiłuje mieć niemieckiego akcentu.

61


James Coburn jako sierżant Steiner Żelazny krzyż (1977)

Sierżant Steiner jest twardy i w nic nie wierzy, zwłaszcza w ideologię za którą walczy. I jak tu go nie podziwiać.

Trzeba, a nawet należy!

Michael Caine jako Kurt Steiner Orzeł wylądował (1976)

I znowu jest kogo podziwiać, dobry i prawie skuteczny niemiecki oficer z zasadami. I nie ginie na końcu – przynajmniej według autora powieści, która stała się kanwą scenariusza, Jacka Higginsa.

A potem orzeł odleciał.

Ed Harris jako major Koenig Wróg u bram (2001)

Nazista na tropie rosyjskiej duszy, która nie wiedzieć czemu, nie akceptuje wyższości niemieckiej kultury. 62


Gdyby nie scena zabójstwa małego chłopca, można by go pomylić z „tym dobrym”.

Thomas Kretschmann jako kapitan Wilm Hosenfeld Pianista (2002)

Zmęczony wojną meloman, dzięki któremu polska muzyka rozrywkowa jest bogatsza o takie przeboje jak Czerwony autobus czy Trzej przyjaciele z boiska.

Brak mi słów.

Bruno Ganz jako Adolf Hitler Upadek (2004)

Scena narady nad mapą była już tyle razy parodiowana, że nie pozostaje nic innego, jak potwierdzić, że choć brak tu munduru od Hugo Bossa, to teksty z pseudo-Upadku należą dziś do kultowych.

wzrok.

Tiaaa…. I ten przenikliwy 63


WESTEROS JESZCZE BARDZIEJ FASCYNUJĄCE fot. HBO

Relacja z przedpremierowego pokazu drugiego sezonu serialu HBO – Gra o tron 64


P

ierwszy sezon Gry o tron bez wątpienia był spektakularnym sukcesem. Przyciągnął rzesze widzów, nie tylko należących do grona fantastów. O  jego zaletach powiedziano już wszystko, więc przypomnę tylko najważniejsze: świetna, pełna spisków i  zwrotów akcji fabuła (tutaj oczywiście największe zasługi ma powieść George’a  R. R. Martina stanowiąca kanwę scenariusza), wyraziste postaci i świetna gra aktorska czy wreszcie tak charakterystyczna dla produkcji HBO mieszanka przemocy i erotyzmu, od której krew szybciej krąży w żyłach. Oczekiwania wobec drugiej serii były więc spore; tym bardziej że będące dla niej podstawą Starcie królów jest powieścią jeszcze ciekawszą i  bardziej wciągającą

niż tom otwierający cykl, od którego serial wziął swoją nazwę. Po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków drugiej

odsłony można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że będzie ona jeszcze bardziej udana i przysporzy widzom licznych emocji. Przesłanek ku temu jest co najmniej kilka.

Przede wszystkim początek drugiego sezonu jest znacznie bardziej dynamiczny, niż miało to miejsce w przypadku premierowej serii. Co prawda, jest trochę skakania między lokacjami, przedstawiania nowych postaci i wątków, ale całość znacznie szybciej nabiera tempa i rozmachu. Z jednej strony, to zrozumiałe, gdyż nie trzeba widzowi kreować 65


całego obrazu, ale z drugiej liczba nowych rodów, postaci i  wątków sprawia, że nie jest możliwe zrobienie tego po łebkach. Te elementy sprawiają zresztą, że nie ma pojawiających się we wcześniejszym sezonie przestojów. Nie bez znaczenia jest również dodanie sporej dawki humoru (niekiedy czarnego) – już nie tylko Tyrion (Peter Dinklage) sprawia, że widz wybucha śmiechem. To prawdopodobnie również jedna z  głównych przyczyn, z  powodu których twórcy zdecydowali się na większe rozbieżności w  stosunku do oryginału. Co prawda ogólny zarys fabularny się zgadza z  literackim pierwowzorem, ale jak na razie w  drugim sezonie nie ma prawie żadnych scen wprost przeniesionych z  książki, co było częste szczególnie na początku pierwszej serii. Tym razem już po dwóch odcinkach widać, że niektóre wątki będą prowadzone inaczej niż u Martina. Część została pominięta, inne poszatkowane 66


lub połączone, a w skrajnych i – dodajmy – nie jednostkowych przypadkach zmieniony został ich przebieg. Może okazać się to ciężkim ciosem dla fanatycznych miłośników książki, ale wszystkie te modyfikacje należy docenić, gdyż w przeważającej

pożegnał się już z Grą o  tron), to warunkiem koniecznym jest świetna gra aktorska. Pod tym względem nadal prym wiedzie

większości dokonane zostały z wyczuciem i, co najważniejsze, w  duchu martinowskiej prozy. Widać to na przykład w  scenach z udziałem Petyra i Cersei, bohaterów, których czytelnik na dobre poznaje dopiero w  późniejszych tomach. W  serialach muszą istnieć wyraziste postaci; to one są magnesem przyciągającym widzów do kolejnych odcinków. Jeśli nie ma głośnych nazwisk (a  jak wiemy Sean Bean

grający Tyriona Lannistera Peter Dinklage, kradnący każdą scenę, w której się pojawia. Ma się wręcz wrażenie, że 67


podchodzi do swojej roli z jeszcze większym luzem i  dezynwolturą, co w istocie świadczy o doskonale opanowanym warsztacie. Świetny jest też młody Jack Gleeson w roli króla Joffreya. Wystarczy na niego spojrzeć, a  już się wie, jaki to z  niego tchórzliwy skur…yn. Warto jeszcze wspomnieć o udanych epizodach Maisie Williams, która świetnie spisuje się w  roli zadziornej Aryi Stark. Nowe postaci co prawda nie dały się jeszcze zbyt dobrze poznać, ale wydaje się, że w więk-

szości są dobrane bardzo dobrze, jeśli weźmiemy pod uwagę ich książkowe pierwowzory. Podobać się może Stannis Baratheon (Stephen Dillane), Davos Seaworth (Liam Cunningham) czy Balon Greyjoy (Patrick Malahide), choć ten ostatni wygląda jak podstarzały metalowiec. Roz68

czarowuje jak na razie jedynie Melisandre (Carice van Houten), która – chociaż piękna zimną urodą – nie budzi należnego tej postaci respektu. Raczej ma się wrażenie, że to jakaś zwykła dziewka próbująca odgrywać osobę groźną, tajemniczą i uwodzicielską. Te elementy oczywiście się pojawiają, ale nie wynikają z  samej postaci, a ze scenariusza. Zmiany w stosunku do cyklu dotyczą również losów poszczególnych bohate-


rów. Inaczej, ale ładnie i konsekwentnie już od pierwszego sezonu, jest na przykład prowadzony Theon. Niestety ten zabieg twórców czasem też obdziera jakąś postać z  tego, co stanowiło jej największy atut, a  nie oferuje czegoś równie istotnego w zamian (jak u  przywołanego wyżej Theona). Dotyczy to między innymi świetnie dobranego Stannisa, który błyskawicznie łamie swoje ideały, chociaż w tym przypadku można było się częściowo tego domyślać na podstawie książki. Co innego jednak spekulacje, a  co innego pokazanie tego wprost (jak w  przypadku słynnej gejowskiej sceny z udziałem Lorasa i Renly’ego). To jedna z nielicznych wad serialu: w  pogoni za pikanterią czasem giną gdzieś subtelności. W drugim sezonie podrasowano również scenografię. Wreszcie są prawdziwe plenery, spektakularne ujęcia krajobrazu, a nie scenografie przypominające teatr telewizji. Do tego dochodzą efekty specjalne: w  dwóch odcinkach jest ich pewnie więcej niż w  całym pierwszym sezonie, aczkolwiek nie zawsze zrealizowane zostały na światowym poziomie. Równie istotne są detale widoczne w  ubiorach, przedmiotach, wystrojach wnętrz i  tak dalej; chociaż ten element był dopieszczony i  w  pierwszym sezonie. Widać, że

w serial wpompowano większe pieniądze, co przyniosło zamierzony efekt, a  świat Westeros wreszcie nabrał barw. Dwa pierwsze odcinki drugiego sezonu wywierają bardzo dobre wrażenie. Zabawa jest przednia i widz dziwi się, że tak szybko kolejne epizody się kończą. Warto było czekać, a jeśli poziom zostanie utrzymany (a może nawet podniesiony – wszak fabuła dopiero będzie się rozkręcać), to szykuje się produkcja jeszcze lepsza niż premierowy sezon. Nic, tylko oglądać. Tymoteusz Wronka 69


70


71


16 MINUT

HISTORII KINA Krzysztof Witalewski Więcej tekstów tego autora na blogu: http://kw86.filmaster.pl

72


rzy kinematografii nie mieli w tej kwestii szczególnego wyboru. Ze względów technicznych pierwsze dzieła braci Lumière czy Georges’a  Meliès musiały być filmami krótkometrażowymi. Później krótki

Filmy braci Quay

Płonące istoty, Jack Smith

Ile

czasu potrzeba, żeby językiem filmu opowiedzieć spójną, zamkniętą historię? Zwycięzcy konkursu Filminute 2011 udowadniają, że w zupełności wystarczy sześćdziesiąt sekund. Od jednominutówek aż po godzinne formaty telewizyjne, krótkie filmy są ważną częścią zarówno historii, jak i  współczesnej panoramy kina. Pionie-

Filmy braci Quay

metraż stał się świadomym wyborem i ulubioną formą autorów filmów niezależnych, awangardowych i  eksperymentalnych, a  także studentów i  początkujących filmowców. Twórcy tacy jak Man Ray czy wspomniany Meliès nie mieli problemu z tym, żeby w  kilka minut zawładnąć wyobraźnią widza i oczarować zmysły. Luis Buñuel i  Salvador Dali w  szesnastominutowym 73


Kiedy w Austrii Peter Tscherkassky maltretuje w ciemni fragmenty starych hollywoodzkich taśm, tworząc zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych obrazy o  zawiłej akademickiej podDrżące trąby, Natalia Brożyńska

Psie andaluzyjskim rozsadzili celuloidową taśmę surrealizmem, konfrontując publiczność z całkowicie nowym sposobem opowiadania. Ucztą dla oczu są krótkie filmy przedstawicieli nowojorskiego undergroundu lat sześćdziesiątych. W  mrocznych wnętrzach loftów, na rozgrzanych słońcem dachach i  w  bagiennych plenerach pojedyncze rolki szesnastomilimetrowej taśmy, nierzadko przeterminowanej lub kradzionej, zapełniali swoimi wizjami między innymi Kenneth Anger, Jack Smith i Andy Warhol. Dziś mistrzowie krótkiej formy mają godnych następców, takich jak londyńscy alchemicy kina, bracia Quay, powołujący do istnienia niesamowite światy, w których ożywa proza Roberta Walsera i Brunona Schulza. Autorzy krótkich form reprezentują całe spektrum artystycznych postaw. 74

Scorpio Rising, Kenneth Anger

budowie, w Teksasie Kelly Sears wyczarowuje ze starych rycin i  fotografii animowane kolaże, które wywołują dreszcz prostymi, acz błyskotliwymi odwołaniami do kulturowego bagażu wspólnego dla całej globalnej publiczności. Po krótką formę sięgają też czasem reżyserzy, których doskonale znamy jako autorów filmów pełnometrażowych, by wspomnieć choćby Davida Lyncha czy Guya Maddina. Węgierski operator i  reżyser, Sándor Kardos, wykorzystuje krótkie filmy jako poligon doświadczalny dla


kina, stworzony dla upamiętnienia jubileuszu sześćdziesięciolecia festiwalu w Cannes. Filmami mało znanych twórców, studentów i  debiutantów też warto się zainteresować, przecież do tej właśnie kategorii należy przebój wszystkich ubiegłorocznych festiwaPlastikowa torba, Ramin Bahrani li, zdobywca Filmastera w  kategorii filmu krótkometrażowego, Drżące trąby Natalii Brożyńskiej! nietypowych sposobów rejestrowania Co chyba najważniejsze, mimo iż od obrazu – ostatnio wykorzystał kamerę kilkudziesięciu lat w  kinowej dystryburejestrującą obraz w  procji królują filmy pełnomieniu trzystu sześćdziemetrażowe, dostęp do sięciu stopni do ukazanieprzebranych zasobów Garść linków: nia świata z  perspektywy krótkiego kina nigdy nie Międzynarodowy owada, w  adaptacji Przebył łatwiejszy. Ogromu Festiwal Filmów miany Franza Kafki. Z kotreści dostarczają Vimeo Jednominutowych lei John Cameron Mitchell i  YouTube (żeby się nie Filminute: w  przerwach od filmów pogubić, warto zacząć od http://bit.ly/filminute2011 fabularnych reżyseruzasubskrybowania odNajlepsze filmy je teledyski – dla Bright powiednich kanałów). krótkometrażowe Eyes (polecam!) i  Scissor Na krótkie filmy możdostępne online – Sisters (wspominam dla na też trafić w  telewizji, według użytkowników porządku). a  w  większych miastach portalu Quora: http://b.qr.ae/16minut Zdarzają się też przeddziałają wyspecjalizowasięwzięcia, w  ramach któne DKF-y oraz goszczą Kanał Future Shorts rych swoje etiudy tworzą rozmaite przeglądy i konna YouTube: całe rzesze mistrzów kina. kursy, takie jak Future http://bit.ly/futureshorts Projekt Lumière i  spółka Shorts, Short Waves czy Drżące Trąby, obejmuje prace czterdzieManhattan Short. OczyNatalia Brożyńska: stu reżyserów, którym dano wiście krótkie metraże http://bit.ly/drzaceTraby do dyspozycji kinematograf zajmują też ważne miejsce identyczny z  tym z  1895 w programie wielu tradyroku i  po trzy pięćdziecyjnych festiwali, wśród sięciokilkusekundowe rolki taśmy. Z  kolei których wspomnieć wypada chociażby Kocham kino to zbiór trzydziestu trzech Krakowski Festiwal Filmowy i  również krótkich filmów połączonych motywem... krakowski – Etiuda & Anima. 75


76


No i przyszło nam omawiać kawał prawdziwie męskiej prozy! Kto wie, może za jakiś czas pojawi się u Krzysztofa Schechtela? Męska proza, której entuzjastyczne recenzje piszą głównie anonimowe osoby płci żeńskiej, i to chyba dość młode, biorąc pod uwagę treść tekstów zamieszczonych na stronie wydawcy! „Książka jest dobrą rozrywką i ciekawym materiałem dydaktycznym, ponieważ doskonale przystosowuje nas do zaistniałej sytuacji.

Czytelne opisy pozostałości po przyrodzie, potwornie uderzają w nasz obraz o jej pięknie”, „trafiła się niezła perła, kupię ją w prezencie Mikołajkowym Najbliższym” (ortografia oryginalna). Ciekawe zjawisko!

77


RECE

Wszystkie Odloty Cheyenne’a 80 | Hugo i jego wynalazek 83 | Kobieta w czerni 86 | John Carter 89 | B Histeria 108 | Iron Sky 112 | Igrzyska śmierci 115 | James Bond. Szpieg, którego kochamy. Kulisy najdłu


ENZJE

Bóg zemsty 92 | Skóra, w której żyję 95 | Gniew tytanów 98 | City Island 102 | Przygody Tintina 105 | uższego serialu w dziejach kina 118 | Moneyball – Nieczysta gra 120


RECENZJA

WSZYSTKIE ODLOTY CHEYENNE’A POBUDZA INTELEKTUALNIE

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

T

Więcej tekstów tego autora na blogu: http://lamijka.filmaster.pl

Ida Szczepocka Tytuł: Wszystkie odloty Cheyenne’a Tytuł oryginalny: There must be the place Reżyseria: Paolo Sorrentino Obsada: Sean Penn, Frances McDormand, Judd Hirsch Produkcja: Francja, Irlandia, Włochy 2011 Dystrybutor: ITI Cinema Sp. z o.o.

80

#3

ytułowy Cheyenne odbywa podróż w przeszłość i  przyszłość jednocześnie. Jest to podróż realna i duchowa. Podjęta, by zmierzyć się z demonami swojej własnej historii, historii swojego ojca i historii świata. Dzięki tej podróży odnajdzie samego siebie z  przyszłości i  stworzy na nowo siebie teraźniejszego. Uda mu się zdjąć maskę, wyjść z niepełnoletności i osiągnąć dojrzałość. Cheyenne to podstarzała gwiazda muzyczna, bardzo przypominająca Roberta Smitha z The Cure. Po śmierci dwójki swoich fanów, dwadzieścia lat wcześniej, porzucił granie. Żyje z  fortuny, której dorobił się w trakcie kariery. Traci czas, grając na giełdzie, chodząc po sklepach, spotykając się ze swoją młodą przyjaciółką Mary, grając w  pelotę ze swoją żoną. Codziennie rano starannie nakłada makijaż – pudruje twarz, maluje oczy, podkreśla szminką usta oraz tapiruje swoje ufarbowane


RECENZJA

na czarno włosy. Ubiera się w wysokie czarne, sznurowane buty, czarne bojówki i ciemną kurtkę. Swoim wyglądem straszy lub/i bawi przechodniów. Jego ruchy są delikatne, powolne, niepewne. Głos brzmi zazwyczaj jak szept, pozbawiony intonacji, jakby należał do wiecznie zmęczonej osoby. Przeciwieństwem Cheyenne’a  jest jego praktyczna, nieumalowana, preferująca uniseksowy styl żona. Jest strażakiem, wykonuje więc zawód społecznie ważny. Mimo, a może właśnie z powodu przepaści, która ich dzieli, dogadują się ze sobą znakomicie, dzielą to samo poczucie humoru, a  łącząca ich miłość jest niemal namacalna. Życie Cheyenne’a, choć dostatnie, pełne miłości i  akceptacji przyjaciół (gothki Mary

#3

81


RECENZJA

i podrywacza Jeffrey’a), nie jest w  opinii jego samego udane. Potwierdza to powtarzane przez niego kilkakrotnie zdanie: „Coś tu jest nie tak. Nie wiem, co, ale coś jest...”. Jeśli się dokładniej przyjrzeć osobom, które spotyka na swojej drodze, to wiele z nich jest jeszcze dziwniejszych od niego: wytatuowany od stóp do głów tatuażysta, Indianin autostopowicz, który bez słowa wsiada do samochodu Cheyenne’a, a  po pewnym czasie wysiada w  środku niczego i odchodzi w kierunku zachodzącego słońca, dziewczyna w czerwonej, obcisłej sukience, robiąca wszystko z  ukochanym psem i  utożsamiająca się z  nim do tego stopnia, że nie używa zaimka „ja”, tylko „my”, i tak dalej... Cheyenne nie jest więc dziwaczniejszy od świata, w którym żyje, choć można by tak przypuszczać. To właśnie jemu udaje się odbyć podróż, która pozwala mu pokonać traumy, dorosnąć, zmyć makijaż i  zrzucić strój gotha, niepasujący przecież do starzejącego się mężczyzny. Jak to w tego typu filmach bywa, impulsem do podjęcia drogi ku przemianie jest tragiczne wydarzenie, w  tym przypadku więcej niż jedno. Najbardziej bezpośrednie to śmierć ojca i zadanie, które mu pozostawił – znalezienie oprawcy z Auschwitz. Poza tym również własne starzenie się, bezdzietność, coraz bardziej doskwierająca Cheyenne’owi, oraz niezadowolenie ze swojego życia. Postać grana przez Seanna Penna jest niezmiernie świadoma siebie, również 82

#3

własnej śmieszności. Aktorowi udało się perfekcyjnie zagrać tę rolę, oddając niuanse zachowania, które mogłyby łatwo umknąć widzowi, lecz dzięki Pennowi stanowią często sedno sceny. Również partnerujący Pennowi aktorzy dotrzymali mu kroku, szczególnie Frances McDormand, grająca żonę Cheyenne’a i  Judd Hirsch, łowca nazistów. Wszystkie odloty Cheyenne’a to nakręcony przez Włocha, Paolo Sorrentino, prawdziwie amerykański film drogi (i zarazem swoisty „Bildungsfilm”), nie mogło w nim więc zabraknąć pięknych, amerykańskich krajobrazów, zapierających dech w piersiach bezkresnych przestrzeni. Kamera wykonuje płynne, powolne ruchy, przybliża się lub oddala hipnotyzując widza. Muzyka, która momentami przechodzi w mroczny free jazz, skomponowana przez pojawiającego się w  filmie Davida Byrda, lidera formacji The Talking Heads oraz Willa Oldhama, znanego szerzej jako Bonnie „Prince” Billy, to kolejna mocna strona filmu. Muzyka, zdjęcia i  fenomenalny Sean Penn wystarczyły, by powstał film, od którego nie można się oderwać.


RECENZJA

POBUDZA INTELEKTUALNIE

HUGO I JEGO WYNALAZEK

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

M

Michał Pudlik Tytuł: Hugo i jego wynalazek Tytuł oryginalny: Hugo Reżyseria: Martin Scorsese Obsada: Ben Kingsley, Sacha Baron Cohen, Ray Winston, Asa Butterfield, Chloe Grace Moretz Produkcja: USA, 2011 Dystrybutor: United International Pictures Sp. z o.o.

artin Scorsese przyzwyczaił widzów do pokazywania Ameryki przez pryzmat kina gangsterskiego (Ulice nędzy, Chłopcy z ferajny, Kasyno), biograficznego (Wściekły byk, Aviator) czy zaangażowanego społecznie (Taksówkarz). Tym razem zdecydował się na film familijny, by ukazać nam początki kinematografii. Pytanie tylko, czy w dobie wszechwładnego Internetu można tak opowiedzieć historię reżysera pierwszych niemych filmów, by u młodych i nieco starszych widzów rozbudzić miłość do X muzy? Na podparyskim dworcu kolejowym Gare Montparnasse poznajemy chłopca o  imieniu Hugo, który po śmierci ojca zajmuje się wraz z  wujem konserwa-

#3

83


RECENZJA

Już od samego początku urzekają niesamowite zdjęcia i scenografia, wraz z  efektami specjalnymi nagrodzone zasłużonymi Oscarami. Dynamiczna

cją dworcowych zegarów. W wolnych chwilach podkrada części i  narzędzia, by dokończyć naprawę humanoidalnego automatona, jedynej pamiątki po tacie. Pragnie rozwiązać zagadkę jego działania i  powstania. Ta ciekawość doprowadza go do zawarcia znajomości ze zgorzkniałym sprzedawcą

w dworcowym sklepiku ze starociami, która będzie dlań przyczynkiem do wspaniałej przygody i niezapomnianej lekcji życia. 84

#3

praca kamery przeplatana nieruchomymi planami, gęstymi od tętniącego życia i szczegółów, pokazuje nam w pełnej krasie dworcowy świat, jak i złożoność zegarowych mechanizmów, o  które dba główny bohater. Wszystko wypełnia muzyka Howarda Shore’a, okraszona znakomitymi efektami dźwiękowymi – również


RECENZJA

nagrodzonymi statuetką Akademii. Mimo to przez sporą część seansu wieje nudą. Postacie są jednowymiarowe, aktorstwo pozostawia wiele do życzenia, a sama historia zanadto nie wciąga. Jeśli był to celowy zabieg reżysera, by zwieść widzów przed niesamowitą podróżą przez historię początków kina, zaserwowaną w drugiej części, to należą mu się wyłącznie brawa. W  oparciu o  autentyczną postać reżysera niemych filmów Georges’a  Meliesa poznajemy, zapoczątkowaną przez wynalazek braci Lumiere, fascynującą opowieść o  tworzeniu kina, przenoszeniu marzeń na celuloidową taśmę i  sile wyobraźni. Ożywają na nowo nieme dzieła z  początku wieku – jak choćby słynna Podróż na księżyc. Jesteśmy świadkami wjazdu pociągu na stację w  Ciotat (pierwsza projekcja braci Lumiere) czy też wypadku na dworcu Montparnasse (słynne zdjęcie z  lokomotywą zwisająca z dworcowego okna). Oglądamy kulisy pracy nad pierwszymi filmami i  szczegóły związane ze scenografią czy rozwiązaniami technicznymi. Obserwujemy też upadek wielkiego reżysera tamtych czasów, metaforycznie zadający pytanie o  kondycję i  kierunek, w którym zmierza współczesne kino. Hugo i jego wynalazek nie jest filmem przełomowym, w przeciwieństwie do wielu wcześniejszych produkcji Scorsese. Scenariusz w wielu miejscach utyka na mieli-

znach, gra aktorów nie powala. Film broni się świetnymi zdjęciami i udźwiękowieniem, niemniej to zbyt mało, by nazwać go arcydziełem czy nawet filmem wybitnym. Jednak podróż w odległe czasy początków kinematografii, okraszona znakomitymi efektami wizualnymi sprawia, że jeszcze długo po zakończonej projekcji czujemy coś, co tak trudno opisać słowami, a  tak rzadko widzimy dziś na ekranach – magię kina w czystej postaci. #3

85


RECENZJA

KOBIETA W CZERNI NIEZOBOWIĄZUJĄCA ROZRYWKA

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

C

Tomasz Chmielik Tytuł: Kobieta w czerni Tytuł oryginalny: The Woman in Black Reżyseria: James Watkins Obsada: Daniel Radcliffe, Janet McTeer Produkcja: Kanada, Szwecja, Wlk. Brytania 2012 Dystrybutor: Best Film

86

#3

zym powinien wyróżniać się dobry film grozy? Kobieta w czerni udowadnia, że przede wszystkim fenomenalną scenografią, która zauroczy widza od pierwszego do ostatniego ujęcia. Oczywiście równie ważny jest sensowny scenariusz. W  tym przypadku na potrzeby filmu zaadaptowano powieść Susan Hill o  tym samym tytule, co pozwoliło uniknąć nakręcenia kolejnej błahej opowiastki, w której duchy straszą widza raczej swoim przerażającym debilizmem niż nadnaturalną aurą. Z kolei obsadzenie w roli głównej Daniela Radcliffe’a, czyli (nie)sławnego Harry’ego Pottera, było dość ryzykownym posunięciem, ponieważ jego udział część widzów może zniechęcić do odwiedzenia kina. W  trakcie seansu zostajemy jednak momentalnie oczarowani sposobem, w  jaki młody brytyjski aktor stara się przełamać wielce niekorzystny stereotyp aktora jednej roli. Kobieta w czerni to opowieść o tajemnicy, która zamieniła życie mieszkańców prowincjonalnego miasteczka Crythin Gifford w  piekło. W  tym miejscu żadne dziecko nie jest bezpieczne, a  posępny dom na Węgorzowych Moczarach przy-


RECENZJA

prawia o drżenie serca każdego, kto chociażby spojrzy w jego stronę. Zawsze, gdy w  pobliżu opuszczonej posiadłości ktoś zauważy ubraną na czarno kobiecą postać, umiera kolejne dziecko. To właśnie tutaj trafia młody londyński notariusz Artur Kipps (Daniel Radcliffe), który ma za zadanie uporządkować sprawy spadkowe byłej właścicielki ponurego domostwa. Ścigany przez swoje własne demony Kipps bardzo szybko przekona się o tym, że miejscowe legendy nie są wyłącznie rojeniami prostych umysłów. Siłą filmu jest sposób przedstawienia całej historii. Jest to kino europejskie, co z  samej swojej definicji eliminuje popularny ostatnio w  Hollywood trend straszenia poprzez wzbudzanie u widza coraz większego obrzydzenia. Nie uświadczymy tutaj prymitywnego epatowania wnętrznościami oraz równie prostackich zabiegów wzbudze-

#3

87


RECENZJA

dla powstania nawiedzonego domu na Węgorzowych Mokradłach była Zagłada domu Usherów Poego. Miłośnicy klasycznych wiktoriańskich opowieści grozy zakochają się w owej niepokojącej kreacji od pierwszego wejrzenia, wyczekując z  narastającym

nia u widza pożądanych emocji poprzez wywołanie uczucia szoku. Tu mamy do czynienia z  opowieścią grozy utrzymaną w  konwencji gotyckiego horroru, która przywodzi na myśl dzieła Sheridana Le Fanu, Edgara Allana Poego czy Howarda Phillipsa Lovecrafta. Nastrój budowany jest poprzez stopniowe dodawanie kolejnych nadnaturalnych elementów, powodujących, że przedstawiana na ekranie historia staje się z minuty na minutę coraz bardziej niepokojąca. Ogromna w  tym zasługa scenografii, która przenosi widza wprost na mgliste mokradła, skrywające w  swym plugawym wnętrzu ponurą nawiedzoną posiadłość. Osoba odpowiedzialna za ten element zasługuje na najwyższe uznanie. Uczucie wszechobecnej melancholii i alienacji wciska widza w fotel. Wszystko w tym filmie skażone jest entropią, wydobywającą na światło dzienne najgłębsze odcienie szarości. Z dużą dozą pewności można założyć, że inspiracją 88

#3

podnieceniem momentu, kiedy „głęboki, zatęchły staw (…) zamknie się ponuro i bezgłośnie nad szczątkami Domu Usherów”. Dzieło wieńczy jego otwarte zakończenie, które może być odczytane na wiele różnych sposobów. Przede wszystkim rodzi ono wiele pytań, na które twórcy nie udzielają odpowiedzi. Jest to kolejny walor filmu w  dobie łzawych i  kiczowatych szczęśliwych finałów. Kobieta w  czerni udowadnia, że kino europejskie nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa i wciąż ma ogromnie dużo do zaoferowania ludziom ceniącym sobie wysokiej klasy rozrywkę.


RECENZJA

JOHN CARTER NIEZOBOWIĄZUJĄCA ROZRYWKA

J

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

ohn Carter to film, któremu znacznie łatwiej zarzucić, że czegoś nie ma, niż pochwalić za to, że coś ma. Nie znajdziemy tu bowiem technicznej innowacyjności, jak w Avatarze, reżyserskiej maestrii, jak w Przygodach Tintina, błyskotliwości, jak w  Sherlocku Holmesie, czy aktorskich popisów, jak w Klątwie Czarnej Perły. Nie możemy liczyć nawet na solidny „gwałt i  ultrakuku” (cytując Alexa DeLarge z  Mechanicznej pomarańczy), bowiem jest to film

Więcej tekstów tego autora na blogu: esme.filmaster.pl

Agata Malinowska Tytuł: John Carter Reżyseria:  Andrew Stanton Obsada: Taylor Kitsch, Lynn Collins, Willem Dafoe, Mark Strong Produkcja: USA, 2012 Dystrybutor: Forum Film

Disneya, a te celują co najwyżej w  kategorię PG-13. Co zaś się tyczy powieści, której John Carter jest ekranizacją, to zważywszy na jej pulpowe pochodzenie i  zbliżające się stuletnie (sic!) urodzi#3

89


RECENZJA

piękna, dzielna i mądra, a co ważniejsze – zagrożona małżeństwem z  prymitywnym i  okrutnym władcą wrogiego miasta. W  tej sytuacji Carter nie ma innego wyjścia, jak tylko stać się międzyplanetarnym bohaterem i nareszcie dać się polubić. Z obu zadań wywiązuje się

ny, logika i oryginalność będą z  pewnością ostatnimi na liście jej grzechów. Jeśli zatem zaakceptujemy fakt, że na tle filmów przygodowych z  ostatnich lat John Carter nie wyróżnia się właściwie niczym, możemy wyjść z  seansu całkiem zadowoleni. Tytułowy bohater to kapitan wojsk konfederatów, który przeniesiony na Marsa musi ratować Czerwoną Planetę przed upadkiem. Zanim jednak właściwa opowieść na dobre się rozpocznie, będziemy musieli przetrwać trzy prologi i  naukę chodzenia w  słabszej niż ziemska grawitacji. A  także pokonać lekkie zniecierpliwienie, które budzi w  nas główny bohater: kudłaty grubianin, do którego trudno czuć cokolwiek przypominającego sympatię. Na szczęście potem jest już tylko lepiej – Mars, zwany tutaj Barsoom, roztacza przed nami swój bizantyjski przepych i  mroczne niebezpieczeństwa. Wkrótce pojawi się również księżniczka – 90

#3

z wdziękiem, choć bez przesadnej finezji. Jeśli chcieć wskazać, czego w Johnie Carterze brakuje najbardziej, prawdopodobnie byłby to zdrowy dystans do literackiego oryginału. Gdyby potraktować powieść Burroughsa nieco odważniej, jako punkt wyjścia do autorskiej wizji, moglibyśmy otrzymać film nie tylko ładny, ale też wyrazisty. Zapewne takie właśnie plany miał wobec Księżniczki z Marsa Robert Rozdriguez, który otarł się o ten projekt, gdy prawa do ekranizacji należały jeszcze do wytwórni Paramount. Andrew Stanton, reżyser sympatycznych filmów dla dzieci, nie potrafił wykrzesać z siebie wystarczającej arogancji. Możliwe zresztą,


RECENZJA

że zorientowanej prorodzinnie wytwórni Carter nakręcony z większym pazurem po prostu nie był potrzebny. Kilka trafnych wyborów obsadowych (Lynn Col-

zdolny w jakiś cudowny sposób ożywić pomysły z  pozoru bezsensowne. Ożywić, a  czasem również nadać im siłę, która, choć nie umiała przekonać umysłu, z pewnością potrafiła poruszyć wyobraźnię. Disneyowska adaptacja dziedziczy tę cechę, wznosząc ja na poziom monumentalny dzięki tłustemu budżetowi. Kto chce poczuć ową atmosferę fantastyki za grosik, pragnąc przy tym całkowicie niegroszowej realizacji, niechaj poważnie rozważy wycieczkę do kina.

lins jako księżniczka, Mark Strong w roli tajemniczego Matai Shanga, głos Willema Dafoe użyczony liderowi prymitywnego plemienia Tharków) i wizualny splendor nie rozpraszają niestety ogólnej bezpłciowości, która czyni film jedynie grzeczną przygodą dla chłopców. Nie pomaga również odtwórca głównej roli, Taylor Kitsch, nie wypadający szczególnie wiarygodnie ani w  scenach walki, ani w  scenach miłosnych, ani nawet w  tym, co stanowi wypełniacz między jednym a  drugim. Aby być całkowicie uczciwym trzeba jednak przyznać, że dla widza odrobinę zorientowanego w  klimatach amerykańskiej pulpowej literatury z  początku XX wieku, obejrzenie Johna Cartera może mieć pewne zalety. Mimo niedostatków w sztuce konstruowania fabuły, mimo słabostek niejednokrotnie utwory te charakteryzował bezpretensjonalny eklektyzm, #3

91


RECENZJA

BÓG ZEMSTY NIEZOBOWIĄZUJĄCA ROZRYWKA

„J

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

esteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. Ta maksyma, dotycząca rozgrywek sportowych w USA, idealnie pasuje do mechanizmów rządzących pracą w Hollywood. Dwóch wytrawnych graczy z Fabryki Snów – Nicolas Cage i Roger Donaldson – postanowiło w myśl tej zasady zabłysnąć znowu na firmamencie zarezerwowanym wyłącznie dla prawdziwych gwiazd. Z ich współpracy powstał film Seeking Justice,

Michał Pudlik Tytuł: Bóg zemsty Tytuł oryginalny: Seeking Justice Reżyseria Roger Donaldson Obsada: Nicolas Cage, Guy Pearce, January Jones. Produkcja: USA, 2011 Dystrybutor: Kino Świat

92

#3

w polskim, jak zwykle dowolnym, tłumaczeniu Bóg zemsty. Jednak siły wyższe nie wsparły tej heroicznej próby wdrapania się na szczyt filmowego rzemiosła, raczej doprowadziły do wydłużenia nań drogi lub zgoła ją uniemożliwiły.


RECENZJA

Obraz opowiada historię przeciętnego nauczyciela z liceum (Cage), który po napadzie i  gwałcie na swojej pięknej żonie (Jones) korzysta z  propozycji otrzymanej od nieznajomego mężczyzny spotkanego w  szpitalu (Pearce), aby dać nauczkę sprawcy przestępstwa. Niestety, zaciągnięty dług – w  postaci ukarania złoczyńcy – przyjdzie w  końcu spłacić. Jednakże forma i  wymagania owej rekompensaty niekoniecznie przypadną bohaterowi do gustu, co sprowadzi na niego jeszcze więcej kłopotów. Scenariusz, pisany z  myślą o  budowaniu napięcia i  poczucia osaczenia głównego bohatera, jest sztampowy i przewidywalny. Jednowymiarowe postacie niczym nie zaskakują, ponadto po raz kolejny Cage daje asumpt do stwierdzenia, że jest aktorem jednego wyrazu twarzy. Kolejne

nielogiczności i nieprawdopodobieństwa piętrzą się niemiłosiernie, do tego tempo akcji jest nierówne. Wszystko zanurzone w  sosie wewnętrznych rozterek głównego bohatera, których Nicolas nijak nie potrafi oddać. Nawet potencjał tajemniczej organizacji, samozwańczo stojącej w swym mniemaniu na straży sprawiedliwości, niknie wśród absurdów i ogranych rozwiązań. Finał zaś może doprowadzić miłośników tanich filmów oglądanych w  latach dziewięćdziesiątych minionego stulecia – jeszcze na kasetach VHS – do rozrzewnienia i fali wspomnień, nieprzystających jednakowoż do czasów współczesnych. Brak jakiegokolwiek poczucia humoru jest tylko kolejnym gwoź-

#3

93


RECENZJA

ser, który daje Anthony’emu Hopkinsowi możliwość w zagraniu roli życia (Prawdziwa historia), robi bardzo dobrą Angielska robotę czy nawet z  takiego nie-aktora, jakim jest Kevin Costner, potrafi wykrzesać iskry (Bez wyjścia), może popełnić

dziem wbitym w wieko głucho opadające nad tym obrazem. Nicolas Cage uparcie próbuje udowodnić, że parę naprawdę dobrych filmów z  jego udziałem – choćby Dzikość serca, Pan życia i  śmierci, Adaptacja czy Zostawić Las Vegas – było jakimś niesamowitym przypadkiem, zapewne zawdzięczanym wyłącznie swojemu sławnemu wujowi, Francisowi Fordowi Coppoli. Jeśli, do czego ma oczywiście prawo, nie czyta scenariuszy przed przyjęciem roli, powinien przynajmniej zmienić agenta pchającego go w  coraz większe szmiry i  chłam. Nie jest on jedynym uznanym aktorem dezawuującym i  rozmieniającym na drobne swoją – powoli przebrzmiałą – sławę, jednak parę produkcji z jego udziałem pozwalało, by rościć miłośnikom dziesiątej muzy prawo do oczekiwania po nim większej dozy szacunku dla widza i  zawodu, który wykonuje... Druga smutna konstatacja wiąże się z  osoba Rogera Donaldsona. Jak reży94

#3

tak kiepski film? Amplituda poziomów pomiędzy wyżej wymienionymi obrazami a Bogiem zemsty powinna skłonić tego pana do zastanowienia się nad udaniem się na spokojną emeryturę. Film zdecydowanie dla widzów niewymagających, celebrujących wyłączenie procesów myślowych i  logiki w  czasie seansu. Nic tu nie zaskakuje, wiele zaś rozczarowuje. Największą zagadką filmu pozostaje pytanie, jak taki mydłek, grany przez Cage’a, zdołał pojąć za żonę tak atrakcyjną kobietę, jak postać grana przez January Jones. Skądinąd jej uroda jest jednym z niewielu atutów tej produkcji. No, chyba że i nad tym czuwał wielki wuj...


RECENZJA

RYJE BERET

SKÓRA, W KTÓREJ ŻYJĘ

Co

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

do jednego na pewno można Pedro Almodovarowi zaufać: tworząc swoje filmy, nie boi się zaszaleć, a jego szaleństwo łatwo udziela się widzom. I  choć ostatnimi czasy było to szaleństwo znacznie bardziej kontrolowane niż w najwcześniejszych dokonaniach reżysera, to nigdy go tak naprawdę nie brakowało. Skóra, w  której żyję to powrót właśnie do tej esencji szaleństwa z dawnych lat, kto więc ceni sobie przede wszystkim takie dzieła Almodovara jak Zwiąż mnie czy Kika, ten i tym razem nie powinien się zawieść.

Więcej tekstów tego autora na: bpaszylk.com

Bartłomiej Paszylk Tytuł: Skóra, w której żyję Tytuł oryginalny: La piel que habito Reżyseria: Pedro Almodóvar Obsada: Antonio Banderas, Elena Anaya, Jan Cornet, Marisa Paredes. Produkcja: Hiszpania 2011 Dystrybucja na DVD: Gutek Film

Ów powrót do korzeni zainspirowała książka Thierry’ego Jonqueta pt. Tarantula, będąca opowieścią o tajemniczym związku łączącym utalentowanego chi#3

95


RECENZJA

rurga plastycznego z piękną kobietą. I choć u przeciętnego czytelnika powieść raczej nie wywoływała skojarzenia z twórczością Almodovara, słynny hiszpański reżyser podobno odnalazł w  niej kawałek siebie. A  następnie tak poprzycinał fabułę historii Jonqueta, tak obsadził i  tak sprokurował jej ekranizację, że po seansie nie mamy wątpliwości: Skóra, w której żyję to przede wszystkim popis Almodovara, a dopiero w następnej kolejności adaptacja książki Jonqueta. Głównego bohatera filmu, chirurga plastycznego Roberta Ledgarda, gra Antonio Banderas, co należy odczytać jako kolejne nawiązanie do zwariowanych początków kariery Almodovara (Banderas zagrał wówczas w kilku filmach reżysera, m.in. we wspomnianym 96

#3

Zwiąż mnie). Ledgard więzi w swym cudnym, nowocześnie urządzonym domostwie jeszcze cudniejszą kobietę: Verę (Elena Anaya). Przez długi czas widz musi zastanawiać się, jakie relacje łączą tę dwójkę: chirurg jest wyraźnie zafascynowany swoją „pacjentką”, a  z  jego rozmów z kolegami po fachu dowiadujemy się, że stara się stworzyć dla niej specjalny, superwytrzymały rodzaj sztucz-


RECENZJA

nej skóry, ale przecież widać wyraźnie, że przy tym wszystkim traktuje ją chłodno, tak jakby nie żywił wobec niej żadnych cieplejszych uczuć; z kolei Vera, choć zdarza jej się okazać wściekłość z  powodu uwięzienia, to jednocześnie bez oporów poddaje się eksperymentom chirurga, a  później także go uwodzi. Jak więc doszło do sytuacji, której jesteśmy świadkami? Dlaczego Vera potrzebuje przeszczepów sztucznej skóry? I dlaczego Ledgardowi tak bardzo zależy, aby skóra była ognioodporna? A  wreszcie: skąd ta ambiwalencja uczuć pomiędzy lekarzem i pacjentką? Na wszystkie te pytania otrzymamy jak najbardziej satysfakcjonujące odpowiedzi, nie należy jednak liczyć, że Almodóvar będzie się spieszył z  ich udzielaniem. Skóra, w  której żyję to nieustanna gra z widzem, a reżyser to gracz wystarczająco wprawny i  inteligentny, aby nie odsłaniać zbyt szybko wszystkich kart, przez długi czas trzymający nas w  niepewności i  przez całą rozgrywkę zachowujący

pokerową twarz. No właśnie, ta pokerowa twarz dla jednych widzów będzie pewnie znaczącą zaletą filmu, a dla innych – jego największą wadą. Bo choć Almodóvar czaruje kolorami, wnętrzami i  – przede wszystkim! – urodą Eleny Anayi, to brak tutaj jakiegoś prawdziwie ognistego uczucia. Tak, tak, zapewne takie było najprawdopodobniej zamierzenie reżysera, bo niby kto potrzebuje uczucia w filmie opisującym chłodny, psychopatyczno-medyczny związek lekarza i pacjentki? A jednak w efekcie znacznie trudniej się przejąć czyimkolwiek losem, mimo że Almodóvar tradycyjnie serwuje swoim postaciom serię ostro traumatycznych przeżyć. Cieszmy się jednak, bo Skóra, w której żyję to mimo wszystko fascynujące kino, do tego dowodzące, że reżyser bez strachu zapuszcza się w nowe rejony, tym razem sąsiadujące już przecież z kinem grozy – fabularnie najnowszemu dziełu Almodovara wcale nie tak daleko przecież do klasycznych Oczu bez twarzy (1960, reż. Georges Franju) czy Okropnego doktora Orloffa (1962, reż. Jesus Franco), uznawanego za pierwszy horror, jaki powstał w Hiszpanii. #3

97


RECENZJA

GNIEW TYTANÓW NIEZOBOWIĄZUJĄCA ROZRYWKA

E

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

fektowny trailer i logo Warner Bros to gwarancja wysokobudżetowego widowiska zza oceanu. Tytuł zaś powinien nam powiedzieć już niemal wszystko, bowiem produkcje o  mitycznych bohaterach od dawna niczym nie zaskakują. Gniew tytanów to kontynuacja Starcia tytanów. Mijają lata od pokonania Krakena. Półbóg Perseusz

Więcej tekstów tego autora znajdziesz na jego blogu: http://exellos.filmaster.pl/

Emil Wittstock Tytuł: Gniew tytanów Tytuł oryginalny: Wrath of the Titans Reżyseria: Jonathan Liebesman Obsada: Sam Worthington, Liam Neeson, Ralph Fiennes, Edgar Ramirez Kraj i rok produkcji: USA 2012 Dystrybutor: Warner Bros

98

#3

jest rybakiem samotnie wychowującym syna. Jednak spokojne życie nie może trwać wiecznie. Bogowie rządzący światem zaczynają tracić moce, tym samym również jego życie jest zagrożone. Potężny Chronos, ojciec bogów mitologicznej Grecji, pragnie wykorzystać słabość bóstw i wydostać się z  piekieł Tartaru, do których został strącony. Tymczasem bogowie Hades i  Ares, przechodzą na


RECENZJA

złą stronę. Strącają wielkiego Zeusa do podziemnego świata i zabijają Posejdona. Istnienie świata wisi na włosku. Jedynie Perseusz, syn Zeusa, może wygrać starcie z  bogami i  uratować mityczny świat. Nie należy się obawiać, że nieznajomość mitologii greckiej przeszkodzi w  zrozumieniu tego widowiska. „Mitologizowanie” ogranicza się bowiem do wspomnianych postaci oraz Hefajstosa i syna Posejdona – Agenora. Reszta ogromnego panteonu bóstw i półbogów została pominięta. Aczkolwiek okoliczności są jak najbardziej antyczne. Epicki starożytny świat, u  wybrzeży Morza Śródziemnego, jest świetnie odwzorowany: od surowego klimatu poczynając, na cyklopach-gigantach kończąc. Jak przystało na hollywoodzkie produkcje, nie ma potknięć w wymuskanej scenografii czy charakteryzacji, choć

niektóre panie, pomimo trudów wojny, zawsze wyglądają świeżo i powabnie. W  przeciwieństwie do panów, którymi przyzwoicie przeorano grecką ziemię. Mamy w  filmie przekrój typowych charakterów z  filmów o  wielkich bohate-

#3

99


RECENZJA

rach. Słabi ludzcy bogowie, komicznie oszalały Hefajstos, dzielny, acz niezbyt inteligentny Agenor. Wprowadzenie tych dwóch ostatnich okazuje się zadziwiająco dobrym posunięciem. W efekcie, co jakiś czas, na ekranie pada całkiem śmieszny żart, który rozładowuje atmosferę. Są i bohaterki, na przykład piękna wojowniczka Andromeda, której towarzyszy

nieustraszony Perseusz. Skoro wspomniano kobietę i mężczyznę, musi też być miłość. Na szczęście ten wątek w filmie nie dominuje, dzięki czemu akcja nie zmienia się w rzewny melodramat. Chociaż i tego nie zabrakło. Przejawia się on w wielkiej miłości Perseusza do syna. Miłość ojcowska nie jest już na szczęście tak banalna i  schematyczna, jak wątki romantyczne w tego typu produkcjach. Miłość męska, której obecność (albo brak), obok zemsty jest zresztą katalizatorem wszystkich prezentowanych w filmie wydarzeń. Mainstreamowe kino 3D uparcie nie wykorzystuje swoich możliwości, a szkoda. Kilka popisowych chwytów, pod100

#3

niebnych batalii, to za mało, by widz nie kończył seansu z poczuciem niedosytu. Dostaje przede wszystkim demolkę, która wcale nie jest totalna, a jedynie prosta i efektowna. Nie wystarczy to jednak nawet, aby podnieść u  widza adrenalinę choćby do połowy oczekiwanego poziomu. Cóż z  tego, że można by długo wymieniać uznanych speców od efektów specjalnych mających udział w  tym przedsięwzięciu, skoro ich możliwości zostały wykorzystane jedynie w  skromnej części. W  rezultacie Gniew tytanów to niestety kolejny, schematyczny film doskonale pasujący do nurtu kina o wielkich bohaterach dla dużych chłopców. Uchwycone są w  nim wszystkie niezbędne dla gatunku elementy, które jednak nie potrafią już, choćby minimalnie, zaskoczyć. Dzisiejszy widz oczekuje i  wymaga nowych rozwiązań, emocji i  niespodzianek. W  przypadku tego filmu jedynie doraźnie się pokrzepi, gdyż, na nowości nie ma co liczyć. Może, gdyby tytułowych Tytanów rzeczywiście było kilku, sprawa wyglądałaby inaczej. Niestety, jest tylko jeden.


RECENZJA

OdwiedĹş nas#3na facebooku!101


RECENZJA

CITY ISLAND NIEZOBOWIĄZUJĄCA ROZRYWKA

G

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

łówny bohater Vince Rizzo (w tej roli Andy Garcia, kojarzony z Ojcem chrzestnym III lub, jak kto woli, z  właścicielem kasyna, który dał się obrobić jedenastce Daniela Oceana) to strażnik więzienny, który prędzej pozwoli żonie myśleć że pokerowe wieczory to przykrywka dla romansu, niż przyzna się, że chodzi na kurs aktorski. Żałosne? Czytajcie dalej: jego żona Joyce

Więcej tekstów tego autora znajdziesz na jego blogu: http://mazureq.filmaster.pl

Ania Mazurek Tytuł: City Island Reżyseria: Raymond De Felitta Obsada: Andy Garcia, Julianna Margulies, Steven Strait, Emily Mortimer, Ezra Miller , Dominik García-Lorido Produkcja: USA 2009 Dystrybutor: Vision

102

#3

(Julianna Margulies) temperamentna jest i ponętna – to jej trzeba przyznać. W  końcu sam „Dżordż” Clooney miał z  nią romans w  Ostrym dyżurze. Dodajcie do tego wcielenie zła, czyli Kevina, o którym trzeba porozmawiać (Ezra Miller świetnie gra nastolatka z obsesją ero-


RECENZJA

tyczną na punkcie puszystych kobiet), i już robi się całkiem ciekawie. A  gdy pojawia się jego siostra, która oficjalnie studiuje, a naprawdę jest striptizerką i tańczy na rurze w  podrzędnym barze, okaże się, że mamy do czynienia z  rodzinką z piekła rodem. A  to dopiero początek całej serii tajemnic, sekretów i  kłamstw skrywanych z  mniej lub bardziej błahych powodów przez wszystkich członków rodziny. Ich początków już nikt nawet nie pamięta. Cała familia Rizzo kisi się we własnym sosiku wykrętów i  przekrętów, pozorując i  udając przed resztą członków rodziny, że wszystko gra. Co wcale nie

oznacza świętego spokoju przy wspólnych posiłkach. Wprost przeciwnie. Efekt jest, delikatnie rzecz ujmując, piorunująco-wybuchowy. Dzikich awantur i kłótni nie brakuje. Z  każdą sceną fabuła jeszcze bardziej się rozkręca. Oto Vince senior dostaje do pary na kursie aktorskim atrakcyjną młodą kobietę (dziwnie podobna do Holly

#3

103


RECENZJA

Golightly ze Śniadania u Tiffany’ego Emily Mortimer). Zaraz potem rozpoznaje w  jednym z  więźniów, Tonym Nardello (ganiający na planie głównie z gołą klatą Steven Strait), swojego syna, którego istnienia nigdy nie zdradził przed własną żoną i postanawia sprowadzić go pod byle pretekstem do własnego domu. To uruchomia lawinę kolejnych niedomówień, kłamstewek oraz dwuznacznych sytuacji. 104

#3

Wydawać by się mogło, że spirala tajemnic i kłamstw znajdzie ujście w  jakimś totalnie zakręconym zakończeniu. Tego zabrakło, by uznać film za naprawdę dobry. Jednak chyba ciężko byłoby wymyślić scenarzystom coś totalnie odjechanego na finał, nie wpadając przy tym w obłudę i sztuczność. Zamiast tego dostajemy scenę rodem z  greckiej tragedii, a w końcu także i... happy end, którego tak naprawdę można się było spodziewać od samego początku. I dlatego tę produkcję można postawić na półce tuż obok komedii romantycznych i  obejrzeć ją na przykład w trakcie nudnej imprezy lub po prostu na poprawę humoru.


RECENZJA

PRZYGODY TINTINA NIEZOBOWIĄZUJĄCA ROZRYWKA

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

Na

Więcej tekstów tego autora znajdziesz na jego blogu: http://exellos.filmaster.pl/

Emil Wittstock Tytuł: Przygody Tintina Tytuł oryginalny: The Adventures of Tintin Reżyseria: Steven Spielberg Obsada: Jamie Bell, Andy Serkis, Daniel Craig, Simon Pegg, Nick Frost Produkcja: Nowa Zelandia, USA 2011 Dystrybutor: United International Pictures Sp. z o.o.

Zachodzie trudno znaleźć kogoś, kto nie zna serii komiksów o przygodach Tintina. Dzielny rudzielec, z  charakterystycznym loczkiem nad czołem, podbił serca czytelników i  stał się ikoną. Urokowi dzieła belgijskiego rysownika, Hergégo, nie oparli się nawet Steven Spielberg i  Peter Jackson, którzy z rozmachem zrealizowali trójwymiarową adaptację jednego z  kultowych komiksów. Film rozpoczyna się od symbolicznego wprowadzenia. Uliczny rysownik, do złudzenia przypominający Hergégo, szkicuje młodzieńca siedzącego tyłem do widza. Nie widzimy, kim dokładnie jest pozujący, ukazane są tylko fragmenty jego sylwetki. Możemy go obserwować za pośrednictwem rysownika, który próbuje sobie przypomnieć, kogo przypomina mu model. „Ależ oczywiście!”, mówi w  końcu, „znam pana z  gazet. Jest pan reporterem?” – pyta, nasuwając odpowiednie konotacje z  pierwowzorem. „Dziennikarzem” – odpowiada chłopak, którego komiksową podobiznę, zaczerpniętą prosto z dzieł Hergégo, prezentuje po chwili rysownik. Krótki moment, w  którym na #3

105


RECENZJA

ekranie spotykają się klasyczny wizerunek i komputerowa wersja Tintina, jest symbolicznym przywołaniem pierwowzoru filmowego bohatera, po blisko siedemdziesięciu latach od jego stworzenia. Jak gdyby Hergé przekazywał pałeczkę Spielbergowi, pozwalając mu na kontynuację swojej serii. Po tym krótkim wstępie następuje szybka prezentacja pozostałych bohaterów: nieodłącznego przyjaciela Tintina – psiaka Milusia, detektywów: Jawniaka i Tajniaka oraz Kapitana Baryłki. Poznajemy też zagadkę, której obecność jest nieodłącznym elementem tych historyjek. W kilka chwil, za pomocą prostych znaków, widz całkowicie zanurza się w  filmowej przestrzeni, jak gdyby znał ten świat od dawna. Punktem wyjścia dla fabuły filmu jest komiks Skarb szkarłatnego Rackhama. Tintin na pchlim targu kupuje model okrętu, który okazuje się elementem zagadki; ta zaś oczywiście prowadzi do ukrytego skarbu. Wokół jego poszukiwań skupia się historia opowiedziana w  filmie. Jednakże Spielberg nie adaptuje wiernie komiksu. Miesza różne przygody rudego bohatera, co wydłuża czas projekcji do blisko dwugodzinnego 106

#3

widowiska. Bo tym w istocie jest film – spektakularnym widowiskiem. Kolejne perfekcyjnie wykonane pościgi i  wybuchy, doskonała animacja i  niesamowite tempo stanowią najmocniejszy atut filmu. Z drugiej strony można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie efekty specjalne, nie byłoby czego oglądać. Zbyt szybkie tempo okazuje się bowiem zabójcze dla fabuły. Główny wątek filmu – rozwikłanie tajemnicy – zatraca się w  dynamicznych sekwencjach. Te przynoszą odpowiedzi na pytania, których widz nie zdążył nawet zadać. Wprawdzie zbliżone tempo prezentują same komiksy, ale tam ich krótka intensywna forma doskonale się sprawdza, czego nie można powiedzieć o filmowej adaptacji. Niestety pewne uproszczenia kładą się rów-

nież cieniem na kultowych postaciach. Młody Tintin, którego głównymi atrybutami powinny być bystrość i spryt, zostaje spłycony do bohatera rodem z komputerowych zręcznościówek. Z  kolei Kapitan Baryłka jest stereotypowym, zapitym marynarzem, przez co


RECENZJA

postać ta dużo traci względem pierwowzoru. Steven Spielberg, reżyserując Przygody Tintina, powrócił do lat, w których tworzył pierwszego Indianę Jonesa. Puścił wodze fantazji i  z  pełnym impetem zrealizował filmową adaptację komiksu, której powstanie przekładał przez ponad dwadzieścia lat. W szalonym tempie miesza motywy wymyślone kilkadziesiąt lat temu przez Hergégo, udowadniając, że mimo upływu lat dzieło stworzone przez rysownika ani trochę się nie zestarzało. Jego wizji

brakuje jednak oryginalnych rozwiązań. Młodzieńcza euforia Spielberga okazuje się zgubna i prowadzi do przesytu. Reżyser w  jednym filmie próbuje zawrzeć wszystko, co w  komiksowym oryginale najlepsze, ale wszystkiego pokazać się nie da. Na szczęście, ów przerost formy nad treścią w  tym przypadku może dostarczyć również całkiem przyzwoitej rozrywki.

#3

107


RECENZJA

HISTERIA POBUDZA INTELEKTUALNIE

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

Czy historia powstania wibratora może być romantyczna? Twórcy filmu Histeria. Romantyczna historia wibratora udowadniają, że tak. Akcja filmu toczy się w Londynie, w roku 1880. Młody lekarz Mortimer Granville zaczyna pracę u  doktora Roberta Dalrymple’a, który prowadzi prywatną praktykę leczenia Brytyjek z  tytułowej histerii. Lekarz wywołuje u  pacjentek paroksyzm (dziś powiedzielibyśmy – orgazm) za pomocą wewnątrzpochwowego masażu. Z  czasem uczeń staje się mistrzem. Mortimer w  natłoku pacjentek zaczyna mieć pro-

Agata Wasilewska Tytuł: Histeria Tytuł oryginalny: Hysteria Reżyseria: Tanya Wexler Obsada: Hugh Dancy, Maggie Gyllenhaal, Felicity Jones, Rupert Everett Produkcja: Wielka Brytania, 2011 Dystrybutor: Hagi

108

#3

blemy z przemęczoną dłonią. Pomaga mu przyjaciel – bogacz, ekscentryk i wynalazca. Wspólnie tworzą elektryczny


RECENZJA

przyrząd do masażu. Drugi, romantyczny wątek to perypetie miłosne głównego bohatera i dwóch córek doktora Dalrymple’a  – Emily i  Charlotte. Pierwsza jest uosobieniem ówczesnych cnót kobiecych (skromna, prawidłowo prowadząca dom, stonowana, znająca swoje miejsce), druga jest kobietą wyzwoloną (jak na tamte czasy, oczywiście). Warstwa fabularna oczarowuje, może nie tyle swoim kunsztem, co aurą

Tytułową histerią tłumaczono kiedyś prawie wszystkie kobiece dolegliwości, poczynając od bólu głowy, bezsenności, utraty apetytu na nerwowości i agresji kończąc. Mężczyźni uważali za szkodli-

subtelnej seksualności. Jest tu mowa o seksie, jednak nie w  sposób wulgarny. Patrzymy na ekran zafascynowani, nieco odarci z własnej intymności. Czujemy, że nie powinniśmy patrzeć, a jednak tego pragniemy. Razem z bohaterkami kobiecymi miotamy się między staroświeckim wychowaniem i  pragnieniem wyzwolenia. Bo o  tym przede wszystkim jest ten film; to opowieść o  przekraczaniu granic, walce o  zmiany, zarówno na gruncie nauki, jak i moralności. #3

109


RECENZJA

(Charlotte) gra brawurowo i z  wdziękiem, o  tyle Hugh Dancy (Mortimer) wydaje się powielać pewien schemat. Widz może odnieść wrażenie jakby widział na ekranie Hugh Jackmana,

we wszystkie zachowania, które, i c h z d a n i e m , odbiegały od normy. Kobiety były ignorowane, nikt nie zwracał uwagi na ich potrzeby. Mężczyźni negowali nawet pragnienie osiągnięcia satysfakcji seksualnej. Temu wszystkiemu przeciwstawia się Charlotte Darlymple, świadoma siebie i zmian, które za chwilę nastąpią. Uniwersytety jeszcze nie kształcą kobiet, ale ona już wie, że to się zmieni. Tymczasem robi co może, pomagając kobietom, które znalazły się w trudnej sytuacji materialnej i życiowej. Jej poglądy zdaje się podzielać główny bohater, który jest wspaniale wykształcony i  wciąż się edukuje, śledząc najnowsze medyczne doniesienia i  próbując wcielać je w  życie. Niestety napotyka na opór starych wyg, uważających, że najlepsze wciąż jest upuszczanie krwi pacjentowi jako remedium na większość przypadłości. To historia z wyraźnym i jasnym przesłaniem. Gra aktorska również jest przekonująca, wyrazista i  oddająca ducha epoki. Może nawet momentami aż nazbyt wyrazista. O  ile Rupert Everett jest ujmująco powściągliwy, a  Maggie Gyllenhall 110

#3

z jego manierą zawsze pewnego siebie faceta, mogącego zdobyć wszystkie kobiety świata. Pozorna lokalność, wyraziste postaci, historia wynalazków (z elektrycznością i telefonem w tle) są pokazane z dużym wdziękiem i humorem. Nie możemy jednak zapomnieć o tym, co najistotniejsze. Histeria opowiada historię równouprawnienia, mówi o  równych szansach, o  traktowaniu kobiet z  szacunkiem i  zrozumieniem. To także nawoływanie do życia z sensem, namawianie do bycia prawym i  uczciwym wobec siebie, a także uświadomienia sobie, że pomaganie innym to inwestycja w przyszłość. I chociaż niektórzy bohaterowie zdają się o tym zapominać, być może odnajdą właściwą drogą. Jak wielu z nich się to uda oraz czy uda się to widzowi, należy się przekonać samemu.


RECENZJA

#3

111


RECENZJA

IRON SKY NIEZOBOWIĄZUJĄCA ROZRYWKA

P

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

odobno istnieją ludzie, którzy wierzą w obecność nazistów na Księżycu. Bez najmniejszych zastrzeżeń należy się zgodzić, że ten intrygujący pomysł zasługuje na jakieś twórcze rozwinięcie. Może nawet pełnometrażowe. Po obejrzeniu Iron Sky, filmu

Więcej tekstów tego autora znajdziesz na jego blogu: esme.filmaster.pl

Agata Malinowska Tytuł: Iron Sky Reżyseria: Timo Vuorensola Obsada: Udo Kier, Julia Dietze, Christopher Kirby Produkcja: Finlandia, Niemcy, Australia, 2012 Dystrybutor: Kino Świat

112

#3

zabawnego, choć raczej nierównego, nie sposób pożałować dobrego słowa, by nie zniechęcać innych twórców, którzy być może w przyszłości zechcą ekranizować inne spiskowe teorie. Wynik sześcioletnich wysiłków reżysera i  zorganizowanej wokół filmu internetowej społeczności zadziwia nie tylko srogą tematyką, ale i  gatunkową wszechstronnością. Jest to odrobinę czarna, nerdowska komedia political i scien-


RECENZJA

ce fiction, zapewne jedyny taki okaz we Wszechświecie. Nie wystarczy bowiem umieścić na Księżycu nazistów, trzeba jeszcze określić, cóż oni tam robią, a to wymaga zdecydowanie interdyscyplinarnej wyobraźni. Zaczynamy więc od wątków SF: opuściwszy Ziemię w  latach 40. XX wieku, naziści przegapili wynalezienie tranzystora, a  do przygotowania porządnej inwazji na niczego niespodziewającą się ludzkość lampowe komputery to jednak trochę za mało. Kiedy więc okazuje się, że Ziemianie dysponują technologią, której tak brakuje w Księżycowej Rzeszy, dowództwo decyduje się wysłać szpiegowską misję, składającą się z  demonicznego Klausa, uroczej Renate i… wybielonego Afroamerykanina Jamesa (to dłuższa historia). Po lądowaniu, oczywiście na terenie Stanów Zjednoczonych, naziści trafiają do gabinetu pani prezydent, niepokojąco podobnej do Sary Palin – i film staje się nagle polityczną satyrą, by zaraz potem znów skręcić w stronę science fiction… Cała ta, trzeba powiedzieć dość szalona historia, pełna jest mniej lub bardziej branżowych żartów, wśród których znajduje się na przykład pa-

rodia słynnej sceny z Upadku, w  której Hitler urządza żywiołową awanturę swoim najbliższym oficerom. Znajdą tu coś dla siebie zarówno internauci, jak i  miłośnicy filmu czy konkretnie SF, jednak przeciętny widz będzie się zapewne bawił równie dobrze. Bowiem w Iron Sky celem, a zresztą i środkiem, jest właśnie zabawa, a nie pieniądze czy artystyczne pretensje. Nawet dość poważne w swojej wymowie sugestie, jakoby współcześni politycy używali retoryki pokrewnej hasłom nazistowskim, ubrane są w  pocieszne

#3

113


RECENZJA

mi jest naszpikowana, a w  konsekwencji nie wciąga. Pamięta się więc głównie poszczególne zabawne sceny, ale streszczenie meandrów scenariusza sprawia już pewien problem. O  aktorstwie lepiej nie mówić. Nawet Udo Kier w  roli księżycowego Führera wypada dość bezbarwnie, zapewne nie z  powodu spadku formy, tylko po prostu

szaty. Można się zapewne oburzać na „rozmiękczanie” nazizmu, poprzez użycie go jako obiektu żartów, ale każdy, kto miałby dostać z tego powodu apopleksji, zapewne padł jej ofiarą już trzy lata temu, oglądając Bękarty wojny. Znawcom kina zaś nie trzeba uświadamiać, że taki nazizm, nazizm rodem z kina klasy B, dawno już odkleił się od swego historycznego kontekstu i  funkcjonuje samodzielnie jako poręczna etykieta. Gdyby zebrać całą ludyczną energię, jaką naładowane jest Iron Sky, i użyć jej do zapewnienia filmowi ogólnej porządności w  kategoriach scenariuszowo-aktorskich, otrzymalibyśmy arcykomedię. Niestety wady są zbyt ewidentne, by dało się przejść nad nimi do porządku dziennego: bałaganiarska opowieść, zaludniona postaciami płaskimi jak kartka papieru, nie unosi ciężaru gagów, który114

#3

dlatego, że nie ma czego grać. Z drugiej strony, chociaż nie do końca jest czym się emocjonować, to z pewnością jest na co popatrzeć, bo koncepcja plastyczna i efekty specjalne budzą niekłamany podziw. Każdy, kogo nie wbije w  fotel widok międzygwiezdnej floty zeppelinów, zmierzającej ku Ziemi do wtóru muzyki Laibacha, musi być całkowicie niewrażliwy na Prawdziwą Sztukę. Na koniec uwaga, że wszelkie ostrzeżenia tracą moc w  przypadku filmu o  nazistach z  Księżyca. Nie ma sensu więc próbować kogokolwiek zniechęcać, zwłaszcza że mimo wszystko bardzo łatwo ulec dwuznacznemu urokowi tej nieziemskiej przygody. A  zatem – do zobaczenia w Walhalli!


RECENZJA

IGRZYSKA ŚMIERCI NIEZOBOWIĄZUJĄCA ROZRYWKA

Na

Zdjęcia: Materiały dystrybutora

seans Igrzysk śmierci warto zabrać ze sobą dziecko (patrz ostatnie zdanie recenzji). W przypadku braku potomstwa – własnego lub znajomych – wystarczy to wewnętrzne, które w  każdym z  nas gdzieś tkwi, miejmy nadzieję. Tylko wówczas zaprezentowana historia uderzy w  nas z  należytą siłą, pozwalając nie zastanawiać się nad ewen-

Piotr Stankiewicz Tytuł: Igrzyska śmierci Tytuł oryginalny: The hunger games Reżyseria: Gary Ross Obsada: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Woody Harrelson, Donald Sutherland Produkcja: USA 2012 Dystrybutor: Forum Film Poland sp. z o.o.

tualnymi mieliznami scenariusza czy grą aktorską, której daleko do szekspirowskiego dramatu BBC. Bo przecież nie o to tu chodzi. Raczej o  przyjemnie (w  kontekście fabuły stanowi to pewnego rodzaju nadużycie semantyczne) spędzone na seansie chwile, emocje towarzyszące sprawnie poprowadzonej i ciekawej fabule oraz ewentualnie refleksje na poziomie #3

115


RECENZJA

gimnazjalnym. Jednak paradoksalnie nie jest to banalny film dla młodzieży. Oto mamy do czynienia z Ameryką przyszłości, na gruzach której powstał organizm państwowy o  nazwie Panem. Ponad siedemdziesiąt lat przed zawiązaniem akcji rozegrała się wojna domowa (czy też bunt) przeciwko władzy central-

116

#3

nej, której pokłosiem jest danina składana co rok przez każdy zbuntowany dystrykt. Danina ta polega na dostarczeniu dwóch uczestników w wieku pomiędzy dwanaście a osiemnaście lat na organizowane corocznie w  stolicy tzw. Głodowe Igrzyska. Polegają one na morderczych zmaganiach biorących w nich udział nastolatków, z  których tylko jeden może wyjść żywy. Wszystko to zaś jest na bieżąco komentowane w studio przez telewizyjnych prezenterów i obserwowane na gigantycznych telebimach przez zepsutych i pozbawionych ludzkich odruchów mieszkańców Kapitolu, czyli stolicy Panemu. Teren igrzysk to zamknięty kompleks porośnięty lasem, naszpikowany jednocześnie kamerami w  taki sposób, aby widzom nie umknął żaden fragment widowiska. Jak łatwo się domyślić, jednym z  uczestników jest główna bohaterka Katniss Everdeen (Jennifer Lawrence); jej udział jest o tyle ciekawy, że zgłasza się ona na ochotnika, zastępując tym samym swoją 12-letnią siostra, która została wylosowana w tym roku. Film mógłby być zwykłą, pełną akcji i ważnych prawd młodzieżową historią z lekko zarysowanym romansem w  tle, gdyby nie kilka elementów. Po pierwsze sporo jest tu nienachalnej symboliki i  intertekstualnych nawiązań. Zarówno


RECENZJA

do w warstwie wizualnej, jak i fabularnej. Łatwo przywołać takie obrazy jak Truman show, Krew bohaterów czy książki SF – Pole bitwy z  lotu ptaka Kiryła Bułyczowa czy Dźwięk rogu Sarbana. Wyraźnie widoczne są inspiracje stylistyką starożytnego Rzymu i siłą rzeczy scenografią nazistowskich

imprez. Sama ceremonia losowania kandydatów do Głodowych Igrzysk przypomina złagodzoną wersję Umschlagplatz. Po drugie niebanalna jest zaserwowana widzowi wizja przyszłości. Z jednej strony zacofane, biedne i  zgnębione dystrykty, z  drugiej wysoko rozwinięta technicznie stolica ze zwyrodniałym społeczeństwem odpychająco udekorowanych kobiet i zniewieściałych mężczyzn. Aktorka wcielająca się w  główną bohaterkę jest dobrana nader szczęśliwie, jej niebanalna, nieco plebejska uroda doskonale kontrastuje z  otaczającym ją światem i  przypisaną jej przez fabułę rolą. Nawet romans, który zakładamy, że od pierwszych scen potoczy się w przewidywalny sposób, zaskakuje, może nie tyle oryginalnością, co brakiem schematyzmu widywanego jakże często w  takich produkcjach. Z  pewnością zawdzięczmy to oryginałowi, czyli

powieści (obecnie już cyklowi) Suzanne Collins, wydanej w naszym kraju przez Media Rodzina. Sama Collins porównywana jest na Zachodzie do Stephenie Meyer, autorki Sagi Zmierzch. Co ciekawe książka Igrzyska śmierci jest bardzo wysoko oceniana na przykład w serwisie BiblioNETka.pl, którego społeczność słynie z bezlitosnego stosunku do kiepskiej literatury serwowanej jako kolejny bestseller. W  tym filmie znajdziemy wszystko, czego możemy oczekiwać od hollywoodzkiego filmu dla młodzieży i dorosłych dzieci: nasyconą akcją fabułę, kuźnię młodego charakteru, łatwe do zdefiniowania przesłanie i  bohaterów, z  którymi bez problemu będziemy się utożsamiać już po kilku minutach projekcji. Jest jednak i coś więcej: ponura wizja przyszłości z  wszechmocnymi mediami i  wręcz diabolicznym prezenterem, społeczeństwo złaknione krwi i  igrzysk oraz pytanie, do jakiego stopnia można człowieka zniewolić? Na koniec wypada dodać, że bigoci decydujący o  przyznawaniu kategorii wiekowej uznali, że film o  mordujących się nastolatkach w  pełni nadaje się dla 13-letniego widza, wszak nie uświadczy on tu rozbieranych scen. #3

117


RECENZJA

JAMES BOND. SZPIEG, KTÓREGO KOCHAMY. KULISY NAJDŁUŻSZEGO SERIALU W DZIEJACH KINA

KSIĄŻKA

Nie

Więcej tekstów tego autora znajdziesz na jego blogu: http://mazureq.filmaster.pl

Ania Mazurek Tytuł: James Bond. Szpieg, którego kochamy. Kulisy najdłuższego serialu w dziejach kina. Autor: Michał Grzesiek Wydawnictwo: Bukowy Las Liczba stron: 582 Cena: 59,9 zł

118

#3

jaram się Bondem. Nie należę do grona fanatycznych wielbicieli Agenta Jej Królewskiej Mości, więc do książki Michała Grzesieka James Bond. Szpieg, którego kochamy zajrzałam z pewną rezerwą. Pomysł jest niezły: zamiast kolejnej, klasycznej monografii dostajemy pięćset osiemdziesiąt stron naszpikowanych informacjami, anegdotami i ciekawostkami, o których mogą nie wiedzieć nawet najgorętsi wyznawcy 007. Konstrukcja książki też nie przypomina klasycznej rozprawy: wstęp, rozwinięcie, zakończenie. To raczej zbiór cytatów, obudowanych scenami i historiami z i spoza planu. Zdecydowanie najsłabszą stroną tej pozycji jest jej warstwa graficzna. Książka Grzesieka, żeby nie było wątpliwości, traktuje o filmowych adaptacjach kryminałów Iana Fleminga. A te przyzwyczaiły nas do zawrotnych budżetów kolejnych produkcji, coraz bardziej widowiskowych scen wybuchów, pościgów i  oczywiście pięknych kobiet. Mamy więc prawo liczyć na to, że to opasłe tomiszcze będzie zawierać coś więcej niż tylko kolorową, 12-kartkową wszywkę.


RECENZJA

Sama treść, choć bez wątpienia ciekawa dla miłośników Bonda, chwilami znuży, szczególnie tych mniej zaangażowanych. Natłok anegdot i wesołych dykteryjek, płynący w  powodzi nazwisk i  faktów może przyprawić o zawrót głowy. Zwłaszcza u  kogoś niezorientowanego w  temacie, dla kogo nie ma większego znaczenia, czy agenta 007 gra Sean Connery, czy Daniel Craig, i komu jest wszystko jedno, jaka piękność tym razem pojawia się u  jego boku, kto i dlaczego jest jego największym antagonistą ani jakie gadżety najsłynniejszy brytyjski agent będzie miał tym razem na podorędziu. Jeśli lubicie patrzeć na całą serię z  przymrużeniem oka i  specjalizujecie się w  wyszukiwaniu niedorzeczności w  scenariuszach poszczególnych filmów, sięgnijcie po tę książkę, żeby nadrobić i  uzupełnić wiedzę potrzebną do kolejnego prześmiewczego seansu. Jeśli zaś zaliczacie się do grona „bondofilii”, to dla Was pozycja obowiązkowa. Przeczytajcie ją zatem sumiennie, od deski do deski, żeby przekonać się, jak mało jeszcze wiecie o  ulubionym agencie dżentelmenie.

#3

119


RECENZJA

MONEYBALL – NIECZYSTA GRA KSIĄŻKA

R

Więcej tekstów tego autora na: bpaszylk.com

Bartłomiej Paszylk Tytuł: Moneyball – Nieczysta gra Autor: Michael Lewis Tłumaczenie: Andrzej Magnuszewski Wydawnictwo: Sonia Draga 2011 Liczba stron: 360 Cena: 34,90 zł

120

#3

odaku, nie lękaj się tej książki! Nawet jeśli kompletnie nic nie wiesz na temat baseballu, dzieło Michaela Lewisa wciągnie cię, rozbawi i zaskoczy. A kto wie, może po jego lekturze niespodziewanie dla siebie samego zaczniesz z uwagą śledzić rozgrywki Major League, zamiast frustrować się poziomem krajowej ligi piłkarskiej. Moneyball – Nieczysta gra to opowieść o zaskakujących sukcesach niezbyt bogatej drużyny baseballowej Oakland Athletics. W  ciągu ostatniej dekady dowiodła ona niezbicie, że sukces w tym sporcie nie musi się opierać przede wszystkim na zasobności portfela. A w zasadzie dowiódł tego sprytny dyrektor klubu, Billy Bane, niegdyś dobrze rokujący gracz, a  obecnie prawdziwa gwiazda wśród zarządzających Oakland Athletics (pomimo początkowych obaw, że po sukcesie w  prowadzeniu Oakland Atheltics odejdzie do zamożniejszej konkurencji, niedawno przedłużono mu kontrakt do 2019 roku). Bane przez długi czas zmagał się z niemożnością stworzenia zadowalającej go drużyny, ponieważ najlepsi zawodnicy zawsze znajdowali przystań w  szeregach lepiej opłacanych klubów. W  końcu jed-


RECENZJA

nak postanawił, że czas skończyć z opieraniem się na sportowych przesądach i  uprzedzeniach i  trzeba raczej poszukać nowoczesnego, bardziej godnego zaufania sposobu analizy wad i  zalet kandydatów. Początkowo spotkało się to z oporem jego współpracowników przyzwyczajonych do oceniania zawodników po wyglądzie czy wedle własnej intuicji, ale dzięki uporowi Bane’a, w  wyborze przyszłych zawodników Oakland Athletics decydującego znaczenia nabrał zupełnie nowy system statystyk, który pozwolił stworzyć dobry, a jednocześnie ekonomiczny zespół. W  Stanach Zjednoczonych książka Lewisa osiągnęła tak duży sukces, że… poważnie przyczyniła się do osłabienia pozycji Oakland Athletics w  amerykańskiej lidze baseballu. Otóż ujawniony w niej sposób prowadzenia statystyk pomagających w  selekcji graczy okazał się tak skuteczny, że także inne liczące się drużyny zaczęły z niego korzystać. Trudno jednak mieć do autora pretensje o to, że nieco utrudnił karierę bohaterom swojego dzieła. Po pierwsze dlatego, że lektura książki sprawia naprawdę dużą przyjemność, a przy tym otwiera czytelnikowi oczy na pewne przykre fakty wiążące się ze współczesnym sportem zawodowym. Po drugie Moneyball – Nieczysta gra to bez wątpienia rzecz napisana z czystej miłości do baseballu i, w  bardziej ogólnym wymiarze, do sportu, którym nie rządziłby pieniądz. Lewis przyznaje zresztą we wstępie: „Napisałem tę książkę, ponieważ zakochałem się w  tej historii. W  jej centrum jest człowiek, którego życie zawodowy baseball wywrócił do góry nogami

i który znalazł metodę żeby mu się za to odwdzięczyć”. A  jak się ma książka do zrealizowanego niedawno na jej podstawie filmu? Przede wszystkim jest ona zapisem autentycznych wydarzeń z życia Bane’a i losów Oakland Athletics, a  nie tylko ich przybliżeniem, jak to ma miejsce w ekranizacji. Niektórzy czytelnicy mogą to uznać za wadę, bo książkowy Bane nie jest tak przystojny jak Brad Pitt, a  jego asystent Paul DePodesta raczej nie przypomina rozczulającego genialnego dzieciaka, jakiego w  filmie sportretował Jonah Hill (z tego względu DePodesta zażądał zresztą usunięcia swojego nazwiska ze scenariusza adaptacji). Jeśli jednak komuś zależy, aby poznać prawdziwy sekret sukcesu Oakland Athletics, a przy tym dowiedzieć się czegoś więcej na temat sportowej przeszłości Bane’a, ten będzie musiał sięgnąć po książkę Lewisa.

#3

121


RECENZJA

NOWA STRONA LITERADARU! www.literadar.pl

122

#3

Filmradar. Magazyn o filmach. Nr 3/2012  

Filmradar z numerem 3, a w nim m.in.: Szerlokologia stosowana, czyli duży tekst Agaty Malinowskiej o wszystkim, co chcielibyście lub powinni...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you