Page 1

PROLOG Tradycyjnie zasiadłem z rodziną do stołu. W niewielkim pomieszczeniu, ok. 9m2, jak to na blok z wielkiej płyty przystało, stał okrągły, całkiem pokaźny stół. Swoim rozmiarem sprawiał, że pokój wydawał się jeszcze mniejszy, niż w rzeczywistości. Nie był on jakieś świetnej jakości – ot zwyczajny, stół z ok. lat 70-80. Beżowa farba zdobiła ściany pomieszczenia, a z sufitu zwisał kryształowy klosz na 6 żarówek. Przez okna z poprzedniej epoki wkradały się promienie zimowego słońca, poważnie ograniczone przez stylem odpowiadające reszcie pokoju firanki. Nie pamiętam które to już święta, od tego, co miało miejsce pare lat temu…

I wszedł Wojtek do domu. Zdjął ciemne, jeansowe spodnie, które położył na krześle obrotowym, koszulkę, którą rzucił na ziemię i natychmiast położył się do łóżka. Rodzice już spali, więc nie musiał się martwić pytaniami o to, czy odrobił lekcje, czy nauczył się do jutrzejszego sprawdzianu.. Budująca klimat snu muzyka z radio pozwoliła mu zasnąć w ciągu kilku minut. W pokoju, z dość typowym dla bloków parkietem i zestawem mebli, który pomalowaną sklejką miał imitować ciemny dąb, nastała totalna ciemność i cisza. Nawet radio, ze względu na ustawiony automatyczny wyłącznik przestało grać. Jedynie na biurku, na którym leżał jego pamiętnik grała symfonia słów, która zbudziła go nagle w nocy i skłoniła do refleksji. Refleksji, która pomogła mu zmienić parę spraw w swoim życiu – teraz na wiele rzeczy patrzał zupełnie inaczej. Po czym niezwłocznie usnął, budząc się tak jak codziennie o 7:00 żeby wstać do szkoły.


EPIZOD 1 Sam nie wiem jak opowiedzieć tę historię, więc myślę, że jakieś dziwne i niezbyt ogarnięte rzeczy w tej książce mogą mieć miejsce. Na początek dodam może, że jestem Wojtek. Urodzono mnie w Gdańsku. Powtarzam - urodzono. Ja nie miałem na to żadnego wpływu Nie była to moja decyzja, ani nie zrobiłem tego z własnej woli. Nikt się mnie o nic nie pytał – po prostu urodzono mnie. Potem było już za późno, żeby to cofnąć. Sięgając do wspomnień z dzieciństwa, które tak dobrze wspominam (jako jeden z najlepszych okresów w moim życiu!) pamiętam, jak mój dziadek zawsze robił mi budyń na kolację. Dla małego chłopca, jakim wtedy byłem, była to największa ceremonia. Porównywalna myślę z podaniem dłoni na ‘Przekażcie sobie znak pokoju’. Dziadek mieszkał w dwu pokojowym mieszkaniu w bloku. Wchodząc do klatki zawsze czuło się zapach papierosów albo spod 7, albo spod 5. Spod piątki do pewnego czasu, dopóki mieszkający tam palacz(śmierć im!) nie potknął się o próg w kuchni i nie wywrócił, ponosząc przy tym śmierć. Dziadek mieszkał na drugim piętrze. Szanowna korekto, droga redakcjo – zdaję sobie sprawę z tego powtórzenia i zajebiście(!) się z niego cieszę. Maszerując na tą drugą kondygnację(patrzcie, tutaj już bez powtórzenia – prawdziwy pisarz Wojtek Urbaniak nieziemsko wybrnął z sytuacji) czuć było ciepło, które wydobywało się z mieszkania rodziców moich rodziców. Przychodząc do nich w odwiedziny, czy to na weekend czy tylko po przedszkolu, zawsze dostawałem budyń. Dziadek zabierał mnie do wąskiej kuchni, bardzo wąskiej kuchni, co w takich mieszkaniach jest rzeczą normalną, sadzał mnie na blacie i robiąc ten budyń przekazywał mi swoje prawdy życiowe. Z politycznych rzeczy pamiętam tylko, że mówił, że czerwona mafia najchętniej zbierałaby haracz od proboszczów.

OLOL  

KSIAZKA OLOL