Page 25

Rozmowa z Przewodniczącym X Wydziału Gospodarczego dla spraw upadłościowych i naprawczych, Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy S.S.R. Marcinem Krawczykiem

mają licencję w Polsce jest bardzo mało. Z punktu widzenia ekonomiki opłacalności, należałoby tą ustawę czytać w ten sposób, żeby artykuł 23 rozciągać na te organy, które były powołane po wejściu w życie ustawy o licencji syndyka.

Co Pan Sędzia sądzi o wprowadzeniem jednej krajowej listy syndyków, zamiast list okręgowych, jak ocenia to rozwiązanie? Czy będzie taka praktyka, ze sędzia z Warszawy będzie powoływał syndyków na przykład z Krakowa czy z Gdańska?

A gdyby interpretować literalnie?

Generalnie nie przeszkadza to, że jest lista krajowa syndyków, jeśli będzie wystarczająca liczba syndyków, którzy uzyskają licencję. Problem może być, kiedy się okaże, że na liście krajowej będzie ich zbyt mało. Dla przykładu, jeśli będzie w granicach pięciuset to ja sobie z tych pięciuset będę mógł wybrać stu czy stu pięćdziesięciu tych, którym mógłbym zaoferować pracę, którzy mieszkają na terenie Warszawy. Z doświadczenia życiowego wiem, że osoba, która mieszka daleko poza miejscem, w którym będzie wykonywać swoją funkcję, to może to komplikować współpracę z sędzią komisarzem oraz wpływać negatywnie na pełnienie obowiązków. Lista krajowa to chyba dobre rozwiązanie. Teraz zawsze można sprawdzić tą listę. Wcześniej było tych list dużo, przy każdym prezesie sądu okręgowego, co powodowało komplikacje. Ponieważ syndyk był odwołany na przykład w okręgu warszawskim, a działał dalej w Koszalinie, bo nie wiedziano że jest odwołany i że może mieć to jakieś konsekwencje dla ich postępowań. Jeśli chodzi jedną listę ogólnopolską będzie na pewno czytelniejsza i informacja o zawieszeniach, odwołaniach będzie dostępna dla wszystkich. Sędziowie będą mieli jasną sytuację jeśli chodzi o status danej osoby, która będzie wykonywała funkcję.

Wydaje mi się, że byłoby to sprzeczne z zamiarami ustawodawcy. Komplikowałoby pracę sądu, bo wypadałoby w takim przypadku odwołać tych syndyków, nadzorców bez licencji po upływie terminu wejścia w życie tej ustawy. Mając na uwadze to, że syndyków z licencją jest w chwili obecnej bardzo niewielu, mogłoby spowodować, w większych miastach, dezorganizację prac. Nie sądzę, żeby ich liczba dramatycznie przyrosła do października 2010 roku. Takie jest moje zdanie. Ale czytając literalnie rzeczywiście jest problem, ale wydaje nam się, że ustawodawca nie to miał na myśli konstruując tą ustawę. Po prostu wyszło to z powodu niechlujstwa ustawodawcy, ale raczej nie było zamiarem owego wyeliminowanie tych osób. Czy środowisko sędziowskie jest jednolite pod względem takiej interpretacji? Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o opinię całej Polski, nie jestem w stanie powiedzieć Panu na sto procent. W naszym wydziale przyjmujemy co do zasady, że dajemy szansę tym syndykom, mówiąc już skrótowo, na dokończenie swoich postępowań, mimo że byli powołani po wejściu w życie ustawy i nie uzyskają licencji syndyka. Wydaje mi się w inne sądy będą stać na podobnym stanowisku jak nasz , ale to jest moje przypuszczenie. Z tymi sędziami, z którymi rozmawiałem, to uważają, że też tak należy to czynić. Poruszył już Pan sędzia problem liczby licencjonowanych syndyków, która jest w tej chwili stosunkowo niewielka. Już nawet w mediach odzywały się głosy, że po zakończeniu tego terminu - października 2010 roku, syndyków po prostu może zabraknąć. I ilu syndyków byłoby potrzebnych do funkcjonowania wydziału upadłościowego na Czerniakowskiej w Warszawie według opinii Pana Sędziego? Obecnie jest czynnych około osiemdziesięciu syndyków, takich którzy prowadzą co najmniej jedną upadłość. Musimy mieć pewną nadwyżkę, że tak powiem, nigdy nie wiadomo, ile będzie upadłości w przyszłym roku, zawsze się może coś pogorszyć. W związku z tym wydaje mi się, że potrzeba około stu syndyków, przynajmniej, jeśli chodzi o lewą stronę Warszawy. Przypominam, jest jeszcze sąd praski upadłościowy – tam też pewnie kilkudziesięciu syndyków. To jest minimum, które w mojej ocenie powinno funkcjonować na rynku warszawskim. Z kolei w całym kraju trudno mi powiedzieć. Musi ich być kilkuset w każdym razie, bo trudno sobie wyobrazić, aby syndyk z Koszalina przyjeżdżał do pracy tutaj. Czyli obecna liczba jest zdecydowanie za mała. Ta liczba syndyków, którzy mają licencje jest za mała na samą Warszawę, nie mówiąc o skali całego kraju.

numer 0 maj 2010

Czy aktualnie jest dużo syndyków spoza Warszawy zainteresowanych prowadzeniem spraw w stolicy? Pojawiają się syndycy, którzy rzeczywiście składają swoje oferty. Nie jest ich co prawda zbyt dużo, jak miałbym szacować to ostatnio kilkunastu syndyków spoza Warszawy, ale były to miejscowości, niezbyt dalekie od Warszawy. To był raczej Lublin, powiedzmy, Łódź, nie Kraków, Gdańsk. Takie miejscowości, gdzie jeszcze do Warszawy nie było tak daleko. Niedawno została powołana przez syndyków licencjonowanych Krajowa Izba Syndyków, jakie nadzieje wiąże Pan Sędzia z tą organizacją? Dochodziły do mnie sygnały, że syndycy mają zamiar stworzyć samorząd ogólnopolski i wydaje mi się, że jest to naprawdę dobry pomysł. Czy to się państwu uda to nie wiem, bo pozostają kwestie biurokratyczne. Natomiast taka rzesza syndyków jaka jest i będzie w Polsce powinna mieć swój samorząd. Należałoby go zbliżać do takich struktur, jakie mają radcy, adwokaci, którzy mają własne samorządy. Trzeba w jakiś sposób ubrać to w strukturę organizacyjną, co byłoby pozytywne nie tylko dla syndyków, ale i dla innych podmiotów. Zawód syndyka byłby wolnym zawodem takim jak inne wolne zawody; żeby syndycy mieli wpływ na pewne działania prawne czy też ustawodawcze. Posiadanie organu, jakim jest samorząd, niewątpliwie to ułatwia. Stowarzyszeń jest bardzo dużo, natomiast nie mają takiej siły przebicia jak samorząd ogólnopolski i nie są reprezentatywne dla innych podmiotów – czy to dla władzy ustawodawczej czy sądowniczej i nie mogą się wypowiadać w imieniu wszystkich syndyków w Polsce. Samorząd jest to partner do rozmowy, do tego, żeby działał na korzyść syndyków i innych osób, poprzez podniesienie jakości pracy syndyków, jakości pracy, organizował szkolenia, wyciągał wnioski dyscyplinarnych wobec syndyków, którzy się sprzeniewierzyli. Niewątpliwie jest to dobry pomysł i jak najbardziej go popieram. 23

Fenix PL nr 0  

Numer zerowy czasopisma Fenix PL

Advertisement