Page 1

ISSN 2299-4580

bezpłatny magazyn mieszkańców

NR 16

Białystok fakty.bialystok.pl

LOWLANDERS GO! GO!


8

22

30

5 6 8 10 12 14 16 18 20 22 25 26 27 28 29 30 32 34 36 38 40 42 44 45 46 48

spis treści

nr 16 październik 2013 ISSN 2299-4580

UP TO DATE 2013 Lowlanders – więcej niż drużyna Społeczna Koncepcja Węglowa ABC FITNESS Poszukiwacze skarbów Zimno, ciemno i krew się leje Najtrudniejsza ze sztuk makijażu Czas posprzątać garaż Jak kopie łoś Independence Day Modna i stylowa panna młoda Mruczący pomiot szatana Kobiecie da się dogodzić Radio z magią Japońska tradycja kulinarna „Stara baba, a bawi się lalkami“ Nie oceniaj książki po... czytniku MMA nie tylko dla twardzieli? Białystok poruszył Warszawę Czas nie stoi w miejscu Mały metraż, duże możliwości Jak ogrzać dom? Dary lasu na talerzu Z wizytą w savoyu Od Jana Chrzciciela do Biskupa Męczennika FELIETONY REKLAMA

4 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok Adres redakcji ul. Ciepła 1 lok. 16, 15-472 Białystok, tel. 85 87 121 80 www.fakty.bialystok.pl KOORDYNATORZY PROJEKTU Maciej Słupski Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska P. O. SEKRETARZA REDAKCJI Marta Starzyńska FOTO DreamLightz Studio Maciej Słupski, Piotr Narewski SKŁAD SOBO Paweł Sobolewski biuro@sobo.pl ONLINE Ewelina Oszmian online@fakty.bialystok.pl ZESPÓŁ Grzegorz Grzybek, Radek Oryszczyszyn, Radek Puśko, Karol Rutkowski, Agnieszka Sienkiewicz (aga’s stuff), Krzysztof Szubzda, Paweł Waliński REKLAMA reklama@grupa-optima.pl Maria Snarska BIURO Urszula Bondaruk biuro@grupa-optima.pl druk: Buniak Druk Redakcja nie odpowiada za treść publikowanych reklam. Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania oraz redakcyjnego opracowania tekstów przyjętych do druku. Opinie i poglądy autorów nie zawsze są zbieżne z opiniami i poglądami Redakcji. Copyright © Grupa Optima Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek języku bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony.

Foto na okładce: Krzysztof Taiji Treści reklamowe w numerze na stronach: 2, 3, 4, 7, 9, 10, 11, 13, 15, 16, 17, 19, 21, 23, 24, 25, 27, 28, 29, 31, 33, 35, 37, 39, 41, 42, 43, 45, 47, 49, 51, 52

WYDAWCA Grupa Optima Sp. z o.o. ul. Ciepła 1 lok. 16 15-472 Białystok


F O T OR E L AC JA

UP TO DATE 2013


SPORT

Lowlanders więcej niż drużyna TEKST Karol Rutkowski FOTO BI-FOTO Narkotyki, orgie, całonocne balangi – tak zwykle kojarzymy futbolistów za sprawą medialnych afer. Niewielu z nas zdaje sobie jednak sprawę, że football amerykański to przede wszystkim przemyślana taktyka oparta na inteligencji, sprycie i zwinności. Wbrew pozorom, siła ma tu drugorzędne znaczenie.

M

edialna otoczka nie jest dziełem przypadku. W Stanach dyscyplina ta urosła do rangi religii, w której najlepsi zawodnicy swoim blichtrem potrafią niekiedy przyćmić gwiazdy dużego ekranu. O popularności narodowego sportu Amerykanów przekonujemy się na każdym kroku. „Ostatni skaut” czy „Batman – Mroczny Rycerz powstaje” to tylko kilka z całego wachlarza hollywoodzkich produkcji, przez które w mniejszym lub większym stopniu przewija się temat footballu. Jak pokazują wyniki, w Polsce również cieszy się on coraz większą popularnością. W przyszłym roku prawdopodobnie podwoi się liczba drużyn biorących udział w ligowych zmaganiach.

Pierwsze przyłożenie Początki białostockich rozgrywek footballu amerykańskiego sięgają połowy minionej dekady. Wówczas to Bartłomiej Grochowski – pełniący później funkcję trenera drużyny – postanowił spróbować zaszczepić tę ideę w rodzinnym mieście. Wcześniej osobiście poznał prawa rządzące tym sportem, grając w Anglii i Szwecji. Informacja o pierwszym spotkaniu padła na forum Jagiellonii. Mimo zimowej aury, na treningu w parku Antoniuk stawiła się spora grupa chętnych. Powoli zaczął się również wyłaniać trzon obecnej ekipy. Z czasem nieformalny związek kilku osób rzucających piłką przekształcił się w oficjalne stowarzyszenie. Wówczas wszystko zaczęło nabierać tempa. Już w sezonach 2007-2009 drużyna grała w pierwszej lidze PLFA. Dwa 6 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

lata później do Białegostoku ściągnięty został profesjonalny szkoleniowiec z USA – Wayne Anderson Jr. Niestety olbrzymia wiedza nie szła w parze z charyzmą, przez co po rocznym kontrakcie wrócił on do rodzinnego Miami. Lowlandersi jednak dalej konsekwentnie kroczyli obranym przez siebie szlakiem.

Trudne realia Mimo upływu lat i wielu trudach, drużyna dalej zmaga się z problemem braku odpowiedniego miejsca do rozwijania swoich umiejętności. – Trenujemy, gdzie możemy. Cały sezon przećwiczyliśmy w parku przy ul. Wierzbowej – mówi Rafał Bierć, prezes stowarzyszenia. Problemem są również pieniądze. Oprócz dotacji z miasta, zawodnicy opierają się głównie na własnych funduszach. Brak odpowiedniego zaplecza poważnie ogranicza możliwości futbolistów. Mimo barier, drużyna cały czas pracuje nad formą. Bardziej doświadczeni zawodnicy po odpowiednich szkoleniach [organizowanych przez Polski Związek Footballu Amerykańskiego – red.] nieustannie analizują nagrania z rozgrywek, aby przekazać wiedzę swoim kolegom. Członkowie zespołu sami też przygotowują boisko do gry. O efektach włożonej pracy najlepiej świadczą wyniki. Lowlandersi z powodzeniem zmagają się w pierwszej lidze PLFA szturmując szczyt tabeli. W ostatnim sezonie na osiem spotkań tylko jedno zakończyło się przegraną białostoczan – z Husarią Szczecin. Ponadto dwóch


naszych zawodników zostało powołanych do kadry Polski w futbolu amerykańskim. Sukcesy cieszą, jednak wiele jest jeszcze do zrobienia. Wyjazdy, sprzęt i wynajem obiektów treningowych kosztują, dlatego cały czas poszukiwany jest solidny sponsor, który pomoże drużynie rozwinąć skrzydła. Żaden z członków zespołu nie siedzi z założonym rękami czekając na mannę z nieba. Panowie bardzo często promują swoją dyscyplinę podczas różnego typu imprez. Zawsze też chętnie wspierają wszelkie inicjatywy charytatywne, odwiedzają najmłodszych w szkołach i przedszkolach. Wielu z nich regularnie oddaje krew. Wspólna pasja i determinacja w działaniu sprawiły, że stali się dla siebie przy tym czymś więcej niż tylko kolegami z boiska. Można powiedzieć, że dziś to swego rodzaju „kompania braci”. Nasi futboliści zyskali też wierne grono kibiców. Wszystko za sprawą braci Dąbrowskich, którzy wraz z grupą znajomych zadbali o to, by gracze nie czuli się osamotnieni zarówno na wyjazdach, jak i podczas zmagań w rodzinnym mieście. – To naprawdę nieziemskie uczucie, kiedy cały stadion skanduje za naszymi plecami: „Lowlanders – go, go!” – wspomina Rafał Bierć. Każdy z nas chociaż raz miał okazję spotkać się z footballem amerykańskim: czy to oglądając reklamę sportowych butów w serwisie YouTube, czy kolejną komedię osadzoną w realiach amerykańskich college’ ów. Niewielu z nas ma jednak pojęcie o zasadach tej niezwykle emocjonującej gry, w której nie liczą się tylko szybkość i siła, ale też spryt, zwinność i taktyka. Do rozegrania meczu wystarczy prostokątna murawa o długości 120 jardów (109,728 m) oraz szerokości 53 i 1/3 jarda (48,768 m). Trzeba ją jednak wcześniej odpowiednio przygotować malując linie poprzeczne symbolizujące odległość(zwykle co dziesięć jardów) oraz ustawić bramki. O tym, która z drużyn rozpoczyna pojedynek, decyduje tradycyjny rzut monetą. Następnie zawodnicy, aby utrzymać piłkę, muszą w czterech próbach przenieść ją w kierunku pola punktowego przeciwnika o co najmniej dziesięć jardów. Przy czwartym podejściu mogą ją wykopać. Przy trafieniu w bramkę drużyna otrzymuje 3 punkty. Zadaniem rywali jest skuteczne przejęcie piłki. Żadna ze stron nie ma łatwo, bowiem każda z akcji musi być starannie zaplanowana, praktycznie w każdym calu. Nie ma tu miejsca na solowe popisy. Klucz do sukcesu stanowią przede wszystkim strategia i inteligencja.

REKLAMA

Orzeł czy reszka

Czas szlifować formę Chociaż tegoroczne rozgrywki dobiegły końca, lowlandersi nie planują wakacji. Przed nimi jeszcze wiele pracy – zarówno nad formą, taktyką, jak i promocją wciąż jeszcze mało znanego footballu amerykańskiego. Cały skład jednak z optymizmem patrzy w przyszłość. W końcu przede wszystkim od ich nastawienia zależy to, ile ciężkich jardów uda im się wspólnie pokonać.

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 7


I N I C J A T Y WA

Budżet obywatelski: Społeczna Koncepcja Węglowa TEKST Radek Puśko

P

anowie Damian Dworakowski i Piotr Jać ze stowarzyszenia Kreatywne Podlasie, bo to oni odpowiadają za ten projekt, postanowili doprowadzić do porządku byłe tereny powojskowe na Węglówce. W zgłoszonej koncepcji czytamy, że zamiarem pomysłodawców jest przekształcenie tej części miasta w przestrzeń przyjazną oraz umożliwiającą samorealizację i zaspokajanie potrzeb wszystkich jego mieszkańców. Dlatego też, w przeciwieństwie do pozostałych projektów, możemy mówić, że jest to projekt uniwersalny. – Społeczna Koncepcja to projekt kompleksowych zmian na terenie powojskowym w Białymstoku przy ul. Węglowej. Obejmuje różne działania, które mają zwiększyć bezpieczeństwo, poprawić dostępność, atrakcyjność i przyjazność całego terenu dla

8 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

białostoczan. Jest to – z jednej strony – sprzątanie, z drugiej – wprowadzenie nowych inwestycji, z trzeciej – poprawa dojazdu i oznakowania, zwiększenie dostępności dla różnych środowisk oraz ogólna rewitalizacja, tak żeby Węglowa była bardziej aktywna – mówi Piotr Jać. Jeśli już ktoś postanowi oddać swój głos na Społeczną Koncepcję Węglowej, prosimy – pamiętajcie, że to dopiero wstępny etap prac, w wyniku których Węglówka stanie się miejscem dosłownie dla wszystkich. – Trzy najważniejsze zmiany, które zgłosiliśmy do budżetu obywatelskiego, to po pierwsze uporządkowanie terenu, usunięcie śmieci, wyrównanie gruntu i uprzątnięcie zieleni. To podstawowa inwestycja, bo od niej zależy bezpieczeństwo i dostępność tego terenu. Po drugie: tereny sportowo-rekreacyjne, czyli bo-

fot. Społeczna Koncepcja Węglowa

Od 7 października możemy głosować na wybrane przez siebie projekty do białostockiego budżetu obywatelskiego. Tegoroczna edycja budżetu propozycjami inwestycyjnymi głównie stoi, dlatego postanowiliśmy przybliżyć projekt – co prawda również inwestycyjny – ale przy tym niezwykle prospołeczny. Jest nim Społeczna Koncepcja Węglowa.


I N I C J A T Y WA

iska, place zabaw, tereny do ćwiczeń sportów miejskich – czyli wszystko to, co będzie tam przyciągało białostoczan i będzie zapewniało sporo ciekawych form spędzania czasu wolnego. Po trzecie: dostępność komunikacyjna, czyli przejście przez tory kolejowe od ul. Poleskiej i nowe oznakowanie terenu. Tak, żeby wchodząc na Węglową można było od razu wiedzieć, gdzie jesteśmy, gdzie możemy iść i czego możemy się tam spodziewać – dodaje Piotr Jać. Ktoś może zapytać: dlaczego akurat mam głosować w budżecie obywatelskim na Węglówkę? Warto wiedzieć, że projekt ten nie jest inicjatywą pojedynczej organizacji pozarządowej. Jest to podsumowanie pomysłów wielu mieszkańców Białegostoku. W trakcie przeprowadzonych konsultacji to mieszkańcy miasta rozmawiali o Węglowej, spotykali się na tym terenie i tworzyli wizję jego przyszłości. Jest to zatem pomysł różnorodnych środowisk i wielu białostoczan. – Węglowa jest miejscem, które przyciąga nie tylko wydarzenia zupełnie lokalne, osiedlowe – ale też imprezy dla całego miasta, projekty o randze ogólnopolskiej i transgranicznej. Dlatego zachęcam do głosowania na rewitalizację Węglówki, bo jest przedsięwzięcie dedykowane dla całego Białegostoku i wszystkich jego mieszkańców – podsumowuje Piotr Jać. REKLAMA

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 9


sport

ABC FITNESS TEKST dr Joanna Zapolska – general manager fitness klubu Maniac Gym, wykładowca w Zakładzie Dietetyki i Żywienia Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku

Fitness dla zdrowia to systematyczne uczestnictwo w różnych formach ruchowych, najczęściej z myślą o zmianie sylwetki, a rzadziej z myślą o poprawie zdrowia. Zależy nam na pozbyciu się nadwagi i fałdów tłuszczowych oraz wyszczupleniu sylwetki. Niezależnie od tego, jakie przesłanki decydują o podjęciu aktywności, systematyczny ruch może „uzdrowić” nasze ciało i duszę. Niewiele osiągniemy przez głodówkę czy „dietę cud”, ponieważ przy odchudzaniu tracimy wodę i mięśnie, a tkanka tłuszczowa się nie zmniejsza. Potrzebny jest nam regularny wysiłek fizyczny i racjonalne zasady odżywiania, aby nie wystąpił znów efekt jo-jo, poprawiały się zdrowie i kondycja, a sylwetka korzystnie się zmieniała.

Minimum aktywności dla zdrowia – Światowa Organizacja Zdrowia

(WHO) zaleca minimum 30 minut aktywności fizycznej każdego dnia. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mogą pozwolić sobie na to, aby codziennie ćwiczyć. Można jednak ćwiczyć rzadziej – na przykład trzy razy w tygodniu, ale za to wydłużyć czas ćwiczeń. Aby jednak efekty poprawy kondycji psychofizycznej były widoczne, wypada podejmować aktywność częściej.

fot. Z ARCH. AUTORA

Cardio w fitness to ćwiczenia wpływające na układ krążenia, czyli

poprawiające naszą wydolność, popularnie kondycję. Najkorzystniej wpływają na naszą sylwetkę ćwiczenia aerobowe, inaczej nazywane tlenowymi. Poprzez działanie na układ krążenia dostarczają one tlen i składniki odżywcze do mięśni. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że trening aerobowy jest tak istotny w pozbywaniu się nadmiaru tkanki tłuszczowej. Odpowiednio dobrany trening pozytywnie wpływa na układ krążenia, co zmniejsza ryzyko chorób serca i schorzeń związanych z otyłością oraz poprawę poziomu cholesterolu. Do tego dochodzi wzmacnianie kośćca, zapobieganie 10 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

osteoporozie, zwiększenie odporności na stres, a także poprawa samopoczucia i zmniejszenie skłonności do depresji. Ale przede wszystkim jest to działanie na poprawę ogólnej wydolności fizycznej. Trzeba jednak pamiętać, że efektywność redukcji tkanki tłuszczowej wiąże się z odpowiednią intensywnością stosowanych ćwiczeń.

Intensywność ćwiczeń wpływa na to, jakie będą efekty treningów. Wysiłek dynamiczny (bieganie, tenis, squash, intensywny aerobik i step, gry zespołowe) powoduje, że energia pobierana jest głównie z glikogenu mięśniowego, co może powodować zmniejszanie się mięśni, natomiast nie jest uaktywniana tkanka tłuszczowa. Podobnie, gdy stosujemy głodówkę lub dietę ze znacznie obniżoną kalorycznością. Wysiłek o niskiej i umiarkowanej intensywności, trwający powyżej 40 minut (szybki spacer, jogging, jazda na rowerze, pływanie, aerobik z niską i umiarkowaną intensywnością) uaktywnia głównie wolne kwasy tłuszczowe, czego efektem jest redukcja tkanki tłuszczowej. Oczywiście im większa intensywność ćwiczeń, tym więcej kalorii spalamy, jednak zmniejsza się wtedy procent pochodzący z tłuszczów i szybciej dochodzi do spalania mięśni poprzez zużycie glikogenu mięśniowego. Trening odchudzający zmniejsza poziom tkanki tłuszczowej w wyniku wysiłku fizycznego i odpowiedniej diety, przy bilansie energetycznym, który musi być ujemny. Sugerowany jest wysiłek tlenowy o niskiej umiarkowanej intensywności, trwający około 40-60 minut, uaktywniający ogólnie tkankę tłuszczową. Jeśli celem są zmiany kształtu sylwetki, należy włączyć trening siłowy, aby uaktywniać głównie tkankę tłuszczową podskórną. Należy pamiętać, że w pierwszych dniach treningu występuje przyrost masy mięśniowej ciała, który jest spowodowany bilansem szokowym.


sport

Podstawowa przemiana materii – to ilość energii, jaką należy dostar-

czyć organizmowi, aby zapewnić prawidłowe działanie narządów wewnętrznych w warunkach zupełnego spokoju fizycznego i psychicznego, na czczo oraz w optymalnym klimacie. Energia zużywana jest na oddychanie, pracę serca, odbudowę i wzrost komórek. PPM mierzy się w kilokaloriach (kcal). Podstawowa przemiana materii stanowi około 50-70% dobowego wydatku energetycznego człowieka. Jest również proporcjonalna do masy mięśniowej. Jeśli masa mięśniowa się zwiększy, wzrasta także podstawowa przemiana materii. Zmniejszenie podstawowej przemiany materii następuje wraz z wiekiem, po zakończeniu wzrostu średnio o 2% na 10 lat — z tego powodu osoby starsze wymagają znacznie mniej kalorycznych posiłków. Często jednak zmniejszona PPM związana jest ze schorzeniami, przyjmowanymi lekami oraz stosowaniem diet niskoenergetycznych.

Otyłość trzewna to nie tylko problem estetyczny, ale i zdrowotny. Ilość tkanki tłuszczowej w naszym organizmie jest zmienna, ale gdy mamy do czynienia z nadwyżką, może się ona znacznie odkładać wewnątrz jamy brzusznej. Tak umiejscowiona zwiększa ryzyko występowania czynników kardiometabolicznych. Osoby z otyłością brzuszną częściej cierpią na schorzenia metaboliczne, choroby układu krążenia, choroby naczyniowe, cukrzycę oraz choroby układu ruchu. Rozpoznanie wykonuje się poprzez pomiar obwodu pasa do bioder – za pomocą taśmy lub specjalistycznego badania składu ciała na analizatorze, wyrażony jako wskaźnik WHR (waist-hip-ratio); norma to: kobiety 0,8, mężczyźni 0,9. Natomiast przy pomiarze samego obwodu na poziomie pępka nie powinien on przekraczać 102 cm u mężczyzn oraz 88 cm u kobiet. REKLAMA

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 11


t u rysty k a

Poszukiwacze skarbów TEKST Grzegorz Grzybek, citybranding.natemat.pl FOTO Adam Jaroszewicz

Jeśli Twój pies wykopał ostatnio na spacerze po lesie nietypowe pudełko z intrygującą zawartością – wiedz, że nie jest to wiadomość z przeszłości. To skarb.

G

eocaching to zabawa w poszukiwanie skarbów za pomocą odbiornika GPS. Tutaj nie ma barier płci, wieku, majętności. Ideą przewodnią jest znalezienie ukrytego – odpowiednio wcześniej w terenie – pojemnika „geocache” i odnotowanie tego faktu na specjalnej stronie internetowej lub notesie – logbooku. Uczestnicy zabawy na co dzień utrzymują ze sobą kontakt i organizują cykliczne spotkania, więc poza rozrywką jest szansa na poznanie ciekawych ludzi. Ilu geochacherów jest w Białymstoku?

Na terenie Polski znajduje się blisko 9,5 tys. skrytek. W Białymstoku jest już wielu fanów tej zabawy. O liczebność lokalnej grupy i powody zaangażowania w geochaching zapytałem Adama Jaroszewicza – białostockiego geocachera. – W samym Białymstoku, jak podejrzewam, jest około setki geocacherów, jednak tych najaktywniejszych jest około dwudziestu. Wkręciłem się, bo geocaching to możliwość odkrywania ciekawych miejsc, często takich, o których nie pisze się w przewodnikach. Bo kto chciałby zwiedzać np. stare zniszczone budynki, bunkry, zapory przeciwczołgowe, ruiny kościołów czy starych cegielni? Często są to bardzo zaśmiecone obiekty, o których świat dawno zapomniał. Jednak geocaching nie sprowadza się wyłącznie do zwiedzania ruin. Często mamy do czynienia z obiektami kultu, zabytkami, pięknymi miejscami: parkami, lasami, skwerami, pomnikami upamiętniającymi różnego rodzaju wydarzenia. Frajda polega na tym, że w każdym z nas jest jakaś cząstka, która pragnie zwiedzać, podróżować, a przede wszystkim odkrywać – i tutaj właśnie pojawia się geocaching, który skupia te wszystkie pragnienia. Pozwala w prosty sposób je realizować. Dodatkowo poznajemy historię miejsca, w którym ukryty jest skarb, zwany potocznie „keszem”. Patrząc na geocaching, dochodzę do wniosku, że nudne dni nie istnieją. Istnieją tylko nudni ludzie i każdemu z nas zdarza się należeć do tego grona. Ruszmy wyobraźnią i spróbujmy geocachingu. Zapowiada się ciekawa zabawa… 12 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl


REKLAMA

t u rysty k a

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 13


L iterat u ra

Zimno, ciemno i krew się leje TEKST Ewelina Oszmian

Każdy miłośnik kryminałów czytał choć jeden z nich. Surowa sceneria koła podbiegunowego to wymarzone tło dla okrutnej zbrodni i wielkiej zagadki. Cały świat oszalał na punkcie skandynawskich kryminałów.

P

o raz pierwszy przeciętny Kowalski zetknął się z skandynawską zbrodnią w 2008 roku, kiedy została wydana w Polsce seria „Millenium” Stiega Larssona. Mimo że książki te wśród krytyków mają opinię przydługich, nudnych i zbyt upolitycznionych, to lawina ruszyła. Świat oszalał na punkcie skandynawskich powieści detektywistycznych, które zaczęto tłumaczyć na wszystkie możliwe języki. Historię skomplikowanego śledztwa Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander kupił ponad milion polskich czytelników. Sam Larsson nawet nie dowiedział się o nieprawdopodobnym sukcesie swoich książek, ponieważ umarł na atak serca, zanim wydano pierwszy tom trylogii. Oprócz „Millenium” rekordy sprzedaży w Polsce biją także książki o Kurcie Wallanderze autorstwa Henninga Mankella (na świecie sprzedano 20 milionów egzemplarzy w 35 językach), mroczne kryminały Camilli Läckberg i Åsy Larsson, a ostatnio – krwawe powieści Jo Nesbo. Ten ostatni jest zresztą reklamowany jako „drugi Larsson”, co wystarcza, by jego książki rozchodziły się jak świeże bułeczki.

fot. SXC.HU

Sekret sukcesu Na powodzenie skandynawskich powieści kryminalnych składa się wiele elementów. Po 14 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Polecamy: pierwsze: wyraziści i świetnie scharakteryzowani przez narratora bohaterowie, którym nie brak w życiu trudności. Nie są to postaci nadmiernie wyidealizowane ani zbyt zdeprecjonowane i dlatego czytelnik może się z nimi łatwo identyfikować. Po drugie: powieści kryminalne krajów Północy wyróżnia również świetnie skonstruowana fabuła, oparta zazwyczaj na dopracowanej w najmniejszych szczegółach intrydze, która do końca lektury pozostaje niewyjaśniona. I wreszcie po trzecie, najważniejsze: najpopularniejsze skandynawskie kryminały oprócz precyzji fabularnej wyróżnia również publicystyka, którą autorzy przemycają na kartach swych dzieł. Tematy takie jak: przemoc wobec kobiet lub dzieci, handel żywym towarem albo dziecięcymi organami stały się istotne głównie dlatego, że zwrócono na nie czytelniczą uwagę właśnie w tak zbeletryzowanym gatunku jak powieść kryminalna. – Jakiś czas temu zamieniłam amerykańskie miasta pełne przestępców na zimną i tajemniczą Skandynawię z jej ponurymi mieszkańcami, pełną sekretu prowincją i szaleńcami kryjącymi się wśród zwykłych ludzi. Wszystkie te historie są przesycone chłodem i choć zdarzają się szczęśliwe zakończenia, to pozostaje silna świadomość istnienia przemocy i zła – mówi Dominika Snarska, białostocka studentka i mól książkowy. – Na kartach książek pojawiają się postacie z krwi i kości, niepozbawione wad i słabości. Są jednak w stanie przeciwstawić się zmiennym kolejom losu i pokazać, że każdy z nas ma w sobie siłę, która może zmienić bieg wydarzeń – dodaje.

Henning Mankell „O krok”

Noc świętojańska. Troje przyjaciół dla zabawy odgrywa w lesie zaplanowaną wcześniej maskaradę. Nie wiedzą, że są obserwowani. Po dwóch miesiącach policja odnajduje ich ciała, każde z pociskiem w głowie. Ginie również jeden ze współpracowników komisarza Wallandera. Czy coś łączy obie sprawy? Wallander szuka mordercy, ten jednak wyprzedza go zawsze o krok...


L iterat u ra

Karin Fossum „Nie oglądaj się”

Wielkanoc 1974 r. Z Valö, małej wyspy w pobliżu Fjällbacki, znika bez śladu rodzina. Na pięknie nakrytym świątecznym stole zostaje obiad wielkanocny, ale w domu nie ma nikogo – znikają wszyscy z wyjątkiem rocznej córeczki Ebby. Po latach Ebba wraca na wyspę jako dorosła kobieta. W rodzinnych stronach pragnie wraz z mężem otrząsnąć się po śmierci małego synka. Postanawiają wyremontować i otworzyć dla gości stary ośrodek kolonijny, którym wiele lat temu zarządzał surowy ojciec Ebby. Wkrótce po rozpoczęciu prac remontowych oboje omal nie giną w tajemniczym pożarze. Równie tajemnicze są stare ślady zaschniętej krwi odnalezione pod zerwaną podłogą w jadalni. Do akcji wkracza wkracza Patrik Hedström. Czy zdoła wyjaśnić zagadkę z przeszłości?

Jo Nesbo „Pierwszy śnieg”

REKLAMA

Karin Fossum dość często określa się mianem „królowej norweskiego kryminału”. W małym i cichym norweskim miasteczku, w którym wszyscy znają sekrety swoich sąsiadów, ginie kilkuletnia dziewczynka. Dzień później policja znajduje zwłoki młodej dziewczyny, Annie. Do obu spraw zostają wyznaczeni doświadczony inspektor Konrad Sejer i jego energiczny pomocnik Jakub Skarre. Czeka ich niezwykle trudne zadanie. Muszą rozszyfrować skomplikowane relacje między Annie a jej rodziną i znajomymi. Tylko w ten sposób poznają tajemnicę, którą znała ofiara, i przy okazji odkryją coś więcej niż tylko ślad zabójcy...

Camilla Läckberg „Fabrykantka aniołków”

Jest listopad, w Oslo właśnie spadł pierwszy śnieg. Birte Becker po powrocie z pracy do domu chwali syna i męża za ulepienie bałwana w ogrodzie. Nie jest on jednak ich dziełem. Stają przy oknie – i widzą, że bałwan jest skierowany twarzą w stronę domu. Patrzy wprost na nich. W tym samym czasie komisarz Harry Hole otrzymuje anonimowy list podpisany „Bałwan”. Zaczyna dostrzegać wspólne cechy dawnych, niewyjaśnionych spraw. Okazuje się, że wraz z pierwszymi oznakami zimy do gazet trafia informacja o nowym morderstwie. Ofiara jest zawsze zamężną kobietą, a jednocześnie w pobliżu miejsca zbrodni pojawia się bałwan. Wszystko wskazuje na to, że po Oslo i okolicach znów krąży seryjny zabójca. fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 15


OBYCZ AJ E

Najtrudniejsza ze sztuk makijażu TEKST Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska

Panie kosmetyczki z pewnością byłyby zadowolone z tego, że klient podczas zabiegów nie wnosi uwag, nie wierci się i nie narzeka. Są jednak fachowcy, którzy mimo że mają bezgłośnych klientów, o efekt końcowy drżą najbardziej...

O

dejście bliskiej osoby jest zawsze trudne. Żal, ból i pustka, jaką pozostawia po sobie zmarły, są często nie do opisania. Trudno zebrać myśli, zdecydować o czymś. Najtrudniej podejmować decyzję, kiedy wiadomo, że on czy ona już nic nie powiedzą. Formalności urzędowe i kościelne wydają się nie mieć końca. Niekiedy to dobrze, bo nie ma czasu na rozpacz – trzeba działać, i to szybko. Są jednak sposoby, by ten czas nieco wydłużyć. Dać sobie oraz innym trochę oddechu i zastanowienia, co dalej…

fot. SXC.HU i z arch. autora

Pokazać się światu ostatni raz Dzięki technologii, którą wynaleziono jeszcze w starożytnym Egipcie, można pobyć dłużej z bliskimi, choć niestety tylko ciałem. W obecnym świecie wygląda to nieco inaczej niż tysiące lat temu. Nie ma już konieczności życia wiecznego, nawet po śmierci. Kult jednostki nie sprawdził się. A balsamowanie to zupełnie inna sztuka. Nie podejmie się jej byle kto, ale osoba wyłącznie do tego przeszkolona, o ogromnej wrażliwości i poczuciu estetyki. Wielu osobom bardzo zależy, by w dniu ostatecznego pożegnania wyglądać dobrze. Zawczasu kupują ubrania i obuwie. Chcą, by pamiętano je takimi, jakimi byli za życia. Właśnie im z pomocą przychodzą balsamiści. To wyjątkowi specjaliści od kosmetyki pośmiertnej. Chyba nie można wyobrazić sobie trudniejszego zadania w kwestii estetyki ciała. Dzięki bardzo trudnej pracy tych ludzi osoba zmarła może być pewna, że zostanie zapamiętana dobrze. Nowe techniki oraz coraz to doskonalsze produkty do wykonywania zabiegów balsamacji sprawiają, że odejście bliskiego człowieka może być znacznie mniej bolesne. Łatwiej jest pogodzić się z ostatecznym pożegnaniem osoby bliskiej sercu, jeśli patrzymy na jej pogodną twarz i naturalny kolor skóry. 16 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Specjaliści od tych bardzo delikatnych zabiegów wiedzą doskonale, jak sprawić, by pokazanie się światu ostatni raz było właściwie odebrane. Najważniejsza sprawa, by zebrani żałobnicy jak najmniej odczuli oznaki śmierci.

Tanatopraksja pomaga żyjącym Jakkolwiek trudno będzie się zdecydować na zabieg tego rodzaju, to warto zapamiętać kilka podstawowych kwestii. Zmarłemu nie dzieje się krzywda, nie są łamane kości (czego wiele osób się obawia), ciało traktowane jest z godnością, a rodzinie i bliskim pozostaje więcej czasu na ostateczne pożegnanie. Zwłaszcza przy dłuższym transporcie zmarłego balsamacja to najlepszy środek konserwujący. Dotychczas nie wynaleziono lepszego sposobu, by zachować ciało w jak najmniej naruszonej formie przez dłuższy czas, mimo że od epoki starożytnego Egiptu technologia poszła do przodu krokami milowymi. Właśnie dlatego balsamacja jest wymogiem sanitarno-epidemiologicznym w przypadku wystawienia ciała na widok publiczny, jak i w przypadku transportu zwłok między państwami. Inaczej konieczna jest kremacja. I wówczas nie można już zobaczyć się i pożegnać ostatni raz. Jak może pomóc to żyjącym? Otóż może. Jeśli ciało będzie musiało pozostać dłużej w domu lub na widoku publicznym, konieczne jest wysterylizowanie zmarłego, głownie ze wszelkich bakterii gnilnych, które bytują w ciele po śmierci. Przed położeniem wieka trumny w wielu kulturach i religiach rodzina oraz bliscy żegnają zmarłego pocałunkiem. Nie zdają sobie zupełnie sprawy z tego, że mogą zapaść na groźne choroby. A zabiegi tanatopraksji są całkowicie bezpieczne dla otoczenia. Wykonywane są we wszystkich krajach Unii Europejskiej.


OBYCZ AJ E

Czasowa konserwacja

Ekspert doradza Najważniejszy przy balsamacji zwłok jest aspekt sanitarny. Praca jest trudna, ale zawsze czuję satysfakcję, kiedy rodzina po ceremonii pogrzebowej dziękuje mi za to, jak wyglądał ich krewny. Myślę, że w niedalekiej przyszłości zabieg tanatopraksji stanie się standardem, tak jak w krajach Europy Zachodniej i obu Amerykach. Zabiegi wykonuję na zlecenie, ponieważ współpracuję z domami pogrzebowymi w całym województwie.

Powrócić do żywych jeszcze na chwilę Balsamowanie, jakkolwiek się to słowo może kojarzyć, jest sztuką. Osoby zajmujące się profesjonalnie tanatopraksją wiedzą doskonale, czego i w jakich proporcjach użyć. W trakcie wielogodzinnego szkolenia dowiadują się, jak przebiega skomplikowany proces chemiczny zachodzący w ciele zmarłego. Dodatkowo muszą mieć zmysł estety, plastyka i poniekąd kosmetyczki. Dziś do balsamacji wykorzystuje się przede wszystkim płyny na bazie formaliny. Nie powodują one typowego rozkładu zwłok, ale ich powolne zasuszanie. Specjaliści muszą wiedzieć dokładnie, ile i czego użyć oraz jak długo można wystawiać zmarłą osobę na widok publiczny. I tym zadaniom potrafią sprostać. Przywrócenie po raz ostatni naturalnego wyglądu nie jest łatwym zadaniem. Dzięki ich trudnej i odpowiedzialnej pracy, na twarzach bliskich nie widać oznak śmierci. Osoby, które poddały balsamacji swoich krewnych twierdziły, że widząc ich spokojne oblicza łatwiej było pogodzić się z odejściem. Tak działa nasza podświadomość. Czujemy ulgę lub chociaż mniejszy ból, jeśli nie daje się zauważyć żadnego grymasu czy oznak cierpienia. Dziś balsamacja staje się coraz bardziej popularnym zabiegiem wykonywanym w branży funeralnej. Trzeba pamiętać, że usługa nie jest droga, bo jej koszt to niewiele więcej od wieńca pogrzebowego. Dzięki specjalistom z tej branży można mieć pewność, że to praktyczny i tani sposób likwidowania oznak choroby, cierpienia, urazów w ciele. Używając odpowiednich preparatów, tanatopraktyk może spowodować, że z twarzy zmarłego znikają plamy, zsinienia i widoczne urazy. Jeśli tuż przed pochówkiem trzeba pokazać się ludziom ostatni raz, warto skorzystać z takiego kosmetycznego zabiegu, zamówić go można jeszcze za życia.

REKLAMA

Radosław Halicki, tanatopraktor/balsamista


MOTO

Czas posprzątać garaż TEKST Karol Rutkowski FOTO DreamLightz Studio, Piotr Narewski Sezon ogórkowy za nami. Plaże Bałtyku i pola namiotowe już dawno opustoszały. Zanim jednak długie wieczory poświęcimy leżakowaniu pod kocykiem z kubkiem ciepłej herbaty, pamiętajmy o naszych ukochanych „czterech kółkach”. W nadchodzącym sezonie nie będą miały łatwo.

J

esienna aura nigdy nie sprzyja kierowcom. Chociaż wrzesień cieszy nas widokami złotolistych konarów drzew, październik zazwyczaj wita nas chłodnymi porankami oraz rzęsistymi opadami deszczu. Warto więc odpowiednio wcześniej zadbać o komfort i  bezpieczeństwo podróży w  tym niezbyt przyjemnym okresie.

Popołudnie z mechanikiem Stan techniczny auta po serii letnich wojaży często pozostawia wiele do życzenia. O ile z jazdy popularnymi szlakami turystycznymi przywieźliśmy ze sobą garść pamiątek i zdjęć, o tyle nasz pojazd wcale nie musi miło wspominać długodystansowych wypraw. W pierwszej kolejności powinniśmy dokładnie sprawdzić zawieszenie i układ hamulcowy. Wiele stacji diagnostycznych oraz autoryzowanych warsztatów posiada specjalistyczny sprzęt, który dokładnie zweryfikuje, czy przypadkiem któryś z elementów nie wymaga natychmiastowej wymiany. Kilometry przejechane po polskich dziurawych i nierównych drogach często odbijają się właśnie na przegubach, wahaczach i amortyzatorach. Ich zły stan może bardzo niekorzystnie wpłynąć na działanie systemów kontroli trakcji, ułatwiających chociażby nagłe wytracenie prędkości na śliskiej nawierzchni. Szczególnej troski wymagają też 18 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

podzespoły odpowiadające za hamowanie. Jeśli stan okładzin, tarcz lub płynność pracy zacisków budzi nasze wątpliwości, niezwłocznie należy oddać auto w ręce fachowców. Lepiej jest nieco wcześniej zapłacić za serwis, niż stwarzać zagrożenie na drodze.

Lubię Cię, bo jesteś córką wulkanizatora... Pewnego jesiennego poranka trzeba będzie w końcu wyciągnąć z czeluści naszego garażu komplet zimowych „kapci”. Dotychczasowe, tak przez nas ubóstwiane aluminiowe obręcze na kilka miesięcy spoczną pomiędzy starą lodówką a wiertarką i kartonem z kasetami VHS. – Aby zatrzymać auto poruszające się na letnim ogumieniu z  prędkością 50 km/h potrzeba 63 metrów. Dzięki zimówkom dystans ten można skrócić o połowę. Ponadto wpływają one na bezpieczeństwo, a także komfort podróży – mówi Robert Ziniewicz z firmy Rob Car. – „Letniaki” nie są przystosowane do ciężkich warunków. Jazda na nich jest obarczona dużym ryzykiem, bowiem kierowcy mogą mieć kłopoty nie tylko z zatrzymaniem, ale też z płynnym startem spod świateł na śliskiej nawierzchni – dodaje Ziniewicz. Przed zmianą opon warto sprawdzić, jak wyglądają one po ostatniej zimie. Jakiekolwiek spękania, pęcherze, rozwarstwienia czy innego typu defekty oznaczają nieuniknioną

wizytę u wulkanizatora. Lepiej zainwestować w nowy komplet, niż przez pazerność ryzykować życiem swoim, pasażerów i innych uczestników ruchu. Nie oszczędzajmy też na regulacji geotermii kół. Ta prosta czynność wykonana w profesjonalnym serwisie może znacznie poprawić stabilność samochodu podczas jazdy. Ponadto niewłaściwe ustawienia są jedną z najczęstszych przyczyn nadmiernego zużycia bieżnika. Pamiętajmy, że to właśnie opony odpowiadają za kontakt auta z podłożem. Tak więc bezdyskusyjnie należy o nie właściwie zadbać.

Deszcz, śnieg i przymrozki Nikt z nas nie przepada za niskimi temperaturami. Auta, chociaż mówić nie mogą, zapewne też wolą grzać się w blasku sierpniowego słońca niż marznąć pod chmurką. Chłód nigdy nie sprzyja akumulatorom. Wiele warsztatów oferuje przeprowadzenie testu, dzięki któremu dowiemy się, czy ogniwa poradzą sobie w mroźne poranki. Regularna konserwacja zacisków też nie zaszkodzi. Każdy szanujący się kierowca powinien pośród standardowego wyposażenia swojego samochodu umieścić kable rozruchowe. Nawet jeśli bateria nigdy nas nie zawiedzie, być może będziemy musieli pomóc sąsiadowi.


MOTO

Popularny o tej porze roku śnieg z deszczem znacznie ogranicza widoczność. Trudno poruszać się z wysłużonymi wycieraczkami. Najczęstszą oznaką zużycia piór są smugi oraz wszelkiego rodzaju inne zabrudzenia, które pozostawiają one na zewnętrznej stronie szyby. Całe szczęście jest to jeden z najtańszych i najprostszych w wymianie elementów. Poradzi z tym sobie nawet największy motoryzacyjny żółtodziób.

Śnieg, marznący deszcz i tony rozsypywanej przez pługi śnieżne soli nie wpływają dobrze na lakier pokrywający karoserię ukochanych czterech kółek. Co prawda możemy je skrzętnie ukryć w garażu na długie chłodne miesiące, jednak to rozwiązanie mija się z celem. Zewnętrzną powłokę pojazdu można w bardzo prosty sposób uchronić przed korozją. Wystarczy tylko kilka zabiegów kosmetycznych, o wiele tańszych od wiosennej wizyty u lakiernika. – Zimą lakier naszego auta jest wystawiony na działanie zmiennych warunków atmosferycznych – mówi Jarek Szmurło, członek Astra Klub Polska. – Warto pomyśleć o zabezpieczeniu nadwozia dobrym woskiem, który stworzy solidną warstwę ochronną. Na rynku jest szeroki wachlarz pomocnych kosmetyków. Najlepszym rozwiązaniem na mroźne dni i noce są woski twarde, które nakładamy ręcznie. Średni czas, jaki będziemy potrzebować, to ok. 1-2 godziny. Samochód możemy nawoskować samodzielnie. Trzeba mieć jednak odpowiednie ku temu warunki. Przed rozpoczęciem procesu należy dokładnie umyć i wysuszyć auto. Następnie specjalnym aplikatorem nakładamy wosk na lakier. Po przeschnięciu polerujemy karoserię ściereczką z mikrofibry. Pamiętajmy jednak, że preparat musi się wchłonąć i odparować. Starannie wykonany zabieg na pewno przyniesie efekty. Przekonamy się o nich już wiosną.

REKLAMA

Poleruj, nie gadaj

Nie zapominaj się Opony zimowe, nowe wycieraczki i perfekcyjnie działający układ hamulcowy nie zapewnią nam bezpieczeństwa na drodze, jeśli sami nie zachowamy należytej ostrożności. Pomimo wysokiej skuteczności najnowszych systemów bezpieczeństwa, nie zapominajmy o tym, że to właśnie my jako kierowcy mamy najwięcej do powiedzenia na szosie.

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 19


T R A DYC JA

Jak kopie łoś TEKST Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska FOTO DreamLightz Studio, Piotr Narewski

Znawca trunków wącha każdy z nich po kolei i mówi: „To jest chateau z południowej części góry, to angielskie ale, a to żytnia… Żytnia 14 m. 8”. Prawdziwy spec wie wszystko.

P

amiętacie, jak nasze służby mundurowe wysadzały w powietrze niewielkie fabryczki w lesie pod Czarną Białostocką? Aż się serce krajało, że tyle dobra szło z dymem. A przecież to czysta ekologia, żadnych związków chemicznych, których nazw nie da się nawet wypowiedzieć. Leśne dziadki i wujkowie z duchem puszczy w sercu prowadzili swoje biznesy z dala od zatłoczonych miejskich ulic. Komu to przeszkadzało? Niestety tak się składa, że przeszkadzało – głównie fiskusowi, który nie trzymał łapy na akcyzie. Wiele lat temu nasi bracia Szkoci, nękani przez Anglików, nauczyli się unikać prawa po swojemu. Tak pędzili po wrzosowiskach, nie dając się złapać najeźdźcom, że upędzili całkiem dobrą whisky. Choć whisky zaczynała jako zwykły bimber, dziś przynosi pokaźne wpływy do budżetu.

fot. SXC.HU

Krzyż puszczony przez mnichów Kilka lat temu przyjechał do nas gość. Z daleka, bo z Antypodów. Pierwszy raz w życiu miał okazję być w naszym regionie. Radości nie było końca z powodu śniegu, lodu i, nie wiedzieć czemu, rosyjskiego szampana. Tego ostatniego pochłaniał butelkami i zastanawiał się, jak ściągnąć takie cudeńko do swego kraju. Nie udało się ustalić, dlaczego ten bąbelkowy napój, zakupiony po taniości, w praktyce prawie na niego działał. Ot, człowiek z Antypodów, to i organizm jakiś inny. Może trochę igristoje sponiewierało, ale od takiej ilości powinno położyć na amen. A ten tak się rozsmakował, że do „trupa” było mu daleko. Trzeba było nauczyć człowieka, że my też nie cienkie Bolki i pokażemy, co umiemy. W tym celu gość został wywieziony na wieś pod Hajnówkę. Uprzedzony, że to nie będą „bąbelki”, ale coś znacznie trudniejszego do metabolizacji w organizmie. Australijczyk na miejscu dziwił się: „Toż to czyściutka whisky! Tylko jakim cudem jest biała i w takich dziwnych butelkach?”. Nijak nie dał sobie wytłumaczyć, że to mimo wszystko inny specjał, a zatem również inne ma działanie. Siedział z miejscowym ludem, popijając nasz rodzi20 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

my, ekologiczny trunek, zagryzał – jak każdy – słoniną (choć nie wiedział, że to mięso, i że jest jadalne), a także cebulą lub ogórkiem. Wiadomo: gość w dom, Bóg w dom. Jeszcze kilkakrotnie dostał informację, że rzeczony trunek to nie „bąbelki” i działa inaczej. Dziwnym trafem zaczął rozumieć język polski, choć howoryli tam po swojemu. Gospodarze z kolei widać podświadomie nauczyli się niegdyś angielskiego, bo tłumacza po kilku kieliszkach już nie było trzeba. Biesiada po naszemu trwała dobre kilka godzin, aż gospodarzowi przypomniało się, że krowy trzeba podoić. Zagraniczny gość stwierdził, że skoro korzysta z wiejskiej kuchni i baru, to musi pomóc przy robocie. I w tym momencie jak wstał, tak legł. Nogi zepsuły się na amen. Nadziwić się nie mógł, co się stało. To siedział, to leżał na podłodze, serce miał pełne chęci, ale nogi popsute. Chodzić się nie dało. Oto nasza whisky i jej cudowne działanie. Mózg zostawia całkiem sprawny (do czasu), ale nogi odbiera. Coś za coś. No i oczywiście bimberek okazał się najlepszym translatorem wszechczasów. Google mogłoby się wiele nauczyć od naszych leśnych dziadków, którzy pod osłoną nocy przygotowują tajne specjały po lasach i stodołach.


Kopnięcie łosia i dziobnięcie bociana Po lasach chodzą nie tylko grzybiarze czy fani kijków od nart. Można ich wypatrzeć. Chadzają w kapeluszach, stroju moro i obowiązkowo ze strzelbą na ramieniu. To myśliwi. Po długich godzinach spędzonych w trawie, między drzewami czy na ambonie, zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym potrzebują czegoś na ogrzanie. Bo bigos nie grzeje już tak jak kiedyś. Za to trunek leśny – owszem. Bo co to za atrakcja polować, kiedy dziczyznę w razie niepowodzenia w terenie można kupić w sklepie i wrzucić do bigosu? Żadna! Ale że nasz polski lud jest pomysłowy i lubi sięgać po owoce zakazane, myśliwi dorobili się trunku, który jest dostępny tylko w ich własnym gronie. Nazywa się „Kopnięcie łosia”. A nieco mniejszy kaliber, choć tylko z nazwy – „Dziobnięcie bociana”. Procenty wytwarzane w nadbiebrzańskich trzęsawiskach to już nie freestyle. Producenci zadbali o to, by każdy smakosz, zwłaszcza początkujący, znał ich działanie. Stąd obszerna informacja na etykiecie oraz kulturalnie przesłane życzenia, kończące się słowami: „Niech Ci się darzy tak we dnie i w nocy, byś nie musiał prosić sąsiada pomocy. A bacz uważnie, gdy sięgasz po kielich, aby Cię koledzy nieść w dom nie

musieli. By się nie wstydziły za rodzica dziatki – żyj długo, szczęśliwie, mądry bądź i gładki”. I  jeszcze ostrzeżenie wyraźnym czerwonym drukiem: „Stosować z umiarem – woltaż ponadstandardowy! Nadmierne spożycie odbiera nogi i rozum…”. Dbałość o klienta przede wszystkim. Gdyby producentom przyznawano nagrodę za uczciwość handlową, ci z pewnością byliby w czołówce. Produkt regionalny znad Biebrzy ma już w Polsce taką markę i renomę, że zlecenia przychodzą nawet ze środowisk muzycznych stolicy. Widać, że co dobre, medialnej reklamy nie potrzebuje. W tym przypadku nie ma mowy, że coś nie zadziała jak opisano, zwłaszcza w części ostrzegawczej.

REKLAMA

T R A DYCJA

Epilog Amerykanie tracili życie na poszukiwaniu złota. Alchemicy wyrywali sobie włosy z głowy szukając kamienia filozoficznego. Hiszpanie nakradli w Ameryce Południowej cennych świecidełek. A Polacy znaleźli swój własny sposób na dostatek bez kruszcu. Nauczyli się przerabiać kartofle oraz wszelkie owoce i zboża na bimber.

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 21


A

HISTORIA

merykanie potrafią pokazać, ile dla nich znaczy Dzień Niepodległości. W 1996 roku powstał nawet dedykowany temu wydarzeniu film z Willem Smithem w roli głównej. W owym obrazie dzielni Amerykanie, z samym prezydentem na czele, ratują swój kraj przed inwazją obcych. Film miał swoją premierę 4 lipca, kiedy w całym kraju świętowany był Independence Day. Ale nasi koledzy po drugiej stronie Atlantyku potrafią też obchodzić swoje święto niepodległości bez zbędnego patosu. Odbywają się tam wówczas tradycyjne rodzinne spotkania z ogromnym stekiem na grillu, a wieczorem można podziwiać pokazy sztucznych ogni. W Polsce nikt nie grilluje w Dniu Niepodległości, nie spotyka się rodzinnie w plenerze. Niestety przyszło nam cieszyć się wolnością późną jesienią, kiedy jest zimno i na dodatek często pada deszcz. My zresztą przeżywamy to święto zupełnie inaczej; zwłaszcza my, białostoczanie.

REKLAMA

Zimny listopad

Wielkimi krokami zbliża się kolejna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. W 1918 roku po ponad 120 latach niewoli i zaborów wróciliśmy do rodziny niepodległych europejskich państw. W  wyniku działań wojennych, głównie na froncie zachodnim, Niemcy musieli pogodzić się z porażką. Ponieśli przy tym wiele dotkliwych strat. Nasi zaborcy pierwszy raz stanęli przeciw sobie. To szansa, której nie można było zmarnować. Polacy nie przegapili tej okazji. Dlatego dziś możemy świętować Dzień Niepodległości. W dniu, kiedy Niemcy podpisywali bezwarunkowy akt kapitulacji, w Białymstoku nadal przebywały niemieckie wojska. Tutaj w listopadzie nie wszyscy cieszyli się z końca wojny. Kiedy na zachód od Bugu wojska polskie maszerowały ulicami miast, a kobiety rzucały im kwiaty pod nogi, w Białymstoku Niemcy przekazywali władzę w polskie ręce. Nikt z ówczesnych władz Polski nie interesował się specjalnie losem naszego miasta, traktowano tę sprawę jako wewnętrzną politykę Rosji i dopiero z upływem czasu pojawił się przedstawiciel nowo powstałego polskiego rządu. Formalnie Białystok został przyłączony do II Rzeczpospolitej na początku sierpnia 1919 roku. Jednak aby Białystok ostatecznie stał się polskim miastem, znów trzeba było chwycić za broń. Dopiero w wyniku wygranej Bitwy Warszawskiej z sierpnia 1920 roku nasze miasto znalazło się granicach przedwojennego państwa polskiego.

Cieszmy się niepodległością

Z jednej strony urządzamy oficjalne miejskie (i oczywiście centralne) uroczystości z okazji Narodowego Święta Niepodległości (tak brzmi jego pełna nazwa), a z drugiej kompletnie zapominamy o białostockich bohaterach i o tym, że wróciliśmy do 22 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Independence Day TEKST Radek Puśko FOTO DreamLightz Studio, Maciej Słupski

Zdecydowana większość państw na całym świecie ma w swoich kalendarzach jeden dzień, kiedy na nowo wszyscy stają się jednością. Tego dnia organizowane są liczne parady, pokazy wojskowe, koncerty, wystawy, inscenizacje i tym podobne wydarzenia. Polska także ma swój Dzień Niepodległości, który obchodzony jest 11 listopada.

granic Rzeczypospolitej kilka miesięcy po oficjalnym odzyskaniu niepodległości. Wolnością i pokojem nie cieszyliśmy się długo, ponieważ już rok później nacierała na Białystok Armia Czerwona i nie daliśmy rady oprzeć się ponownie wrogiej sile. Ostatecznie jednak jesteśmy wolni, Białystok jest polski, a my możemy spotkać się przy pomniku Józefa Piłsudskiego, by oddać hołd wszystkim, którzy przelali krew za niepodległą Ojczyznę. Nasz Dzień Niepodległości jest inny od amerykańskiego. Nie mamy fajerwerków i steków na grillu, ale w sercach rośnie duma. Żadna potrawa i najlepsze sztuczne ognie nie dorównają emocjom z poczucia wywalczonej wolności. Niezależnością należy i wypada się cieszyć, tak samo jak pamiętać o niej i szanować ją każdego dnia. W tak ważnym dniu może bądźmy dla siebie mili i uśmiechajmy się. Znów bądźmy razem – dla tych, których z nami już nie ma, ale o których pamiętamy nadając nazwy ulicom od ich nazwisk. Bądźmy razem! Weźmy biało-czerwone flagi, udekorujmy okna i balkony, a wieczorem pójdźmy na spacer – może ulicą 11 Listopada…


COŚ NA ZĄB

Japońska tradycja kulinarna

Zrób SUSHI razem z nami! Krok 1.

Ugotuj krótkoziarnisty ryż według przepisu na opakowaniu, a międzyczasie przygotuj:

Krok 2.

O

drobina sake, nietuzinkowy smak oraz walory estetyczne tworzą niepowtarzalną atmosferę. Pragniesz nowych doznań kulinarnych? Zasmakuj niebagatelnej przyjemności i poznaj piękno smaku sushi w FUTU SUSHI Restauracja FUTU SUSHI mieści się w  centrum Białegostoku, przy ul. Lipowej 12. Lokal wyróżnia estetyczne, nowoczesne wnętrze z japońskimi elementami wystroju. Bogaty wybór dań zaspokoi nawet najbardziej wyrafinowane kulinarne gusta. Nasze dania zawdzięczają swoją wyjątkowość połączeniu tradycyjnych japońskich receptur ze smakiem oraz doświadczeniem innych kultur i kuchni. Niezwykłe sushi w stylu fusion i aromatyczne tatary to nasza specjalność.

Sushi – tradycyjna japońska potrawa, wbrew pozorom bardzo prosta w przygotowaniu.

Krok 3.

Krok 4.

Krok 5.

Krok 6.

• a lgi morskie (nori) – suszone wodorosty w płatach • łososia • warzywa: awokado, sałatę karbowaną • dodatki: sos sojowy, wasabi, marynowany imbir

Nori układamy na macie lśniącą stroną w dół. Zwilżamy dłonie wodą i  nabieramy garść ryżu. Ryż rozprowadzamy równomiernie na powierzchni nori. Wybrane składniki (łosoś, sałata, awokado) rozkładamy na środku alg. Matę ze wszystkimi składnikami zwijamy, zatrzymując się około 2,5 cm od brzegu nori. Matę delikatnie unosimy i zwijamy dalej, aż brzegi wodorostów złączą się. Jednocześnie lekko uciskamy rolkę, aby ryż ze składnikami stworzył całość. Rolkę kroimy na pół ostrym nożem, połówki układamy obok siebie i kroimy na trzy części. W ten sposób otrzymujemy sześć sztuk sushi. FUTU SUSHI życzy smacznego!

REKLAMA

TNE BEZPŁA ERENIE T A ZY N DOWO STOKU PRZY O BIAŁEG MÓWIENIU A Z . IN M

30 ZŁ

...Odrobina sake, nietuzinkowy smak oraz doznania estetyczne towarzyszące degustacji tworzą niepowtarzalną atmosferę...

Pragniesz nowych doznań kulinarnych? W FUTU SUSHI zasmakuj niebagatelnej przyjemności i poznaj piękno smaku tradycyjnej kuchni japońskiej! Zapraszamy, Zespół FUTU SUSHI Białystok, ul. Lipowa 12, www.futusushi.pl tel. 690 990 212 fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 23


24 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl


T R E N DY

Modna i stylowa panna młoda Choć moda ślubna wydaje się być małą cząstką wielkiego świata mody, każdy przyzna, że przynajmniej raz w życiu przyciąga ona naszą uwagę na dłuższą chwilę… O tym, czym zaskoczy nas moda ślubna i towarzyszące jej fryzjerstwo w 2014 roku opowiedzą Elżbieta Wierzbicka właścicielka sieci Salonów Ślubnych: CYMBELINE, MON CHERI BOUTIQUE, BELLISSIMA EXCLUSIVE, WIKTORIA oraz Rafał Więcławski z salonu fryzjerskiego Ralf&Jack Hair Spa Salon.

imo że ten obszar mody jest bardzo mocno ukierunkowany, to jednak podobnie jak w trendach ulicznych czy haute couture można zaobserwować w nim inspiracje i wpływy odzwierciedlające bieżące tendencje. Rok 2013 to szczególnie mocny wpływ retro z naciskiem na lata 20. i 30. minionego wieku. Szczególnie widoczne jest to w zwiewnych i romantycznych sukniach opinających lekko sylwetkę panny młodej. Szyte są one z lekkiej koronki, zdobione błyszczącymi cekinami lub kryształami, oczywiście w kolorach bieli, kremu, wanilii, ale również w szczególnie popularnej brudnej bieli, która sprawia, że suknia wygląda jak pożyczona z babcinej szafy.

fot. z Arch. AUTORA

Ombre i glamour Suknię oczywiście uzupełnia się dodatkami, takimi jak pióra, kapelusze, diademy, opaski lub koronkowe welony. W bardziej odważnych, seksownych kreacjach pojawiały się wycięte w literkę V dekolty z tyłu pleców, z mocno zabudowaną górą z tiulu, koronki lub ażurowej siateczki. Najczęściej wybierane kolory dodatków to srebro, złoto, mięta, fuksja, intensywna czerwień lub błękit, a nawet czerń. Styl ombre, czyli efekt cienia, który również odznaczył się mocnym wpływem we fryzjerstwie, najlepiej wygląda na poszarpanych tiulowych spódnicach. Pojawiła się tendencja do komponowania i stopniowego przechodzenia materiałów o najciemniejszej barwie w barwę najjaśniejszą. Najczęściej są to odcienie herbaciane. W nadchodzącym roku trendy nie zmieniają się diametralnie, jednak widać w nich zdecydowanie bogatsze wpływy. Kreacje przestają być skromne, projektanci lansują modę w stylu filmu „Wielki Gatsby”. Złota era Hollywood odżyła nie tylko na ekranach kin, ale i na wybiegach designerów. Spektakularne suknie wykończone połyskującymi w słońcu atłasami w kolorach złota bądź srebra przyciągają wzrok. Im więcej – tym lepiej. Styl glamour powraca. Projek25 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

tanci promują suknie z króciutkimi rękawkami w stylu Grace Kelly. Kolejne nowości to: długie rękawy (nadają elegancji i szyku całemu strojowi ślubnemu), suknie z kołnierzykami w bardzo nowoczesnym stylu, cieniutkie delikatne ramiączka, luźne suknie z podkreśloną talią. I jeszcze jeden nowy trend: krótkie suknie kończące się w okolicy uda. C

Bogata suknia, skromna fryzura

M

Fryzury ślubne nie muszą ściśle podążać za modą. Najważniejsze, aby poprawiały urodę panny młodej i komponowały się ze stylem sukni ślubnej. W dniu ślubu kobieta powinna wyglądać przede wszystkim pięknie. To jest jej dzień! Fryzura musi pasować idealnie do typu urody i kształtu twarzy. Podstawowa zasada mówi, że im bogatsza suknia, tym delikatniejsza i skromniejsza powinna być fryzura. Ze strojnością nie należy bowiem przesadzać. Oczywiście zasada ta działa również w drugą stronę – przy skromnej sukni „bogata” fryzura wygląda bardzo dobrze. W trendach na rok 2013 charakterystyczne było skupianie się na naturalnym pięknie nieco niesfornych włosów. Na tym, by fryzura wyglądała dziewczęco, nie dodawała pannie młodej lat, a wręcz przeciwnie – by kilka odjęła… Pomimo tych naturalnych wpływów, koki nie odeszły w niebyt. W dalszym ciągu zaobserwować można nieco klasyczny, a zarazem ponadczasowy styl upięć włosów w banana, czy klasyczny prosty lub asymetryczny kok. Na roku 2014, tak jak w modzie ślubnej, stawiamy na elegancję; „Wielki Gatsby” i styl glamour królują. Pojawiają się włosy mocno zaczesane do tyłu z wysoko upiętym kokiem w stylu vintage, pięknie, misternie wyczesane fale z mocno zaznaczonym przedziałkiem z boku lub na środku, a słowa klucze to symetria i styl. Wspaniałym dodatkiem do ślubnej fryzury będą delikatne kontrastujące opaski lub wstążki. Y

CM

MY

REKLAMA

M

CY

CMY

K

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 25


HOBBY

N

ajwięcej fałszywych przekonań powstało w wyniku porównywania kotów z psami. Ale przecież to zupełnie różne zwierzęta. Nikt przecież nie usiłuje porównywać psa z koniem lub z fretką. A z kotem owszem, zazwyczaj na niekorzyść tego ostatniego. Postaramy się rozprawić z najbardziej rozpowszechnionymi kocimi przesądami.

Mit: Kocia skórka jest świetna na reumatyzm Fakt: Stwierdzenie to jest jak najbardziej prawdziwe, ale pod warunkiem, że wewnątrz skórki znajduje się żywy kot. Ma on wyższą temperaturę ciała niż człowiek, jest doskonałym żywym termoforem. W dodatku jego sierść się elektryzuje, więc rzeczywiście może przynosić ulgę. Sama skórka jest całkowicie bezużyteczna.

Mit: Koty duszą noworodki i przegryzają im ruszającą się grdykę Fakt: Nobel dla tego, kto widział u niemowlęcia grdykę. Koty nie

duszą dzieci i nie wysysają z nich oddechu, jak wierzono w średniowieczu. Co do zasady jednak, nie powinno się pozostawiać dzieci i zwierząt razem bez nadzoru. Wiele kotów chce również „ogrzać” dziecko – i w tym celu mogą się na nim układać. I tutaj konieczna jest kontrola... Nie ma jednak najmniejszych przeciwwskazań, aby dzieci i koty mieszkały razem. Wszystko zależy tylko od zdrowego i odpowiedzialnego podejścia dorosłych.

REKLAMA

Mit: Każda kotka przynajmniej raz w życiu powinna mieć młode Fakt: Nie istnieją żadne medyczne przesłanki ku temu, aby kotka

rodziła „dla zdrowia”. Dla kotów, jak i dla większości zwierząt, akt płciowy nie jest przyjemnością taką jak dla ludzi. To wyłącznie zew natury spowodowany przez hormony. Olbrzymie masy włóczących się kotów, wyrzucone, utopione lub otrute kocięta oraz wiecznie przepełnione schroniska dla zwierząt to skutki braku kontroli nad rozmnażaniem się kotów.

Mit: K ot zawsze spada na cztery łapy Fakt: O ile koty instynktownie spadają nogami w dół i mogą prze-

trwać upadek z dużej wysokości, może się również zdarzyć, że w wyniku takiego „lotu” kot połamie sobie kości. Zestresowany, obolały kot najczęściej zaszywa się w jakiejś „dziurze” i jeśli ma poważne obrażenia, umiera tam w cierpieniu.

Mit: Koty piją tylko mleko Fakt: Koty zazwyczaj lubią mleko, ale nie potrzebują go w swo-

jej diecie. Większość kotów po mleku ma biegunki, ponieważ krowie mleko jest przeznaczone wyłącznie dla cieląt. Jeśli już koniecznie chcemy dawać kotu mleko, kupmy mu takie z obniżoną zawartością laktozy.

Mit: Koty przywiązują się tylko do miejsca Fakt: Kot przyzwyczaja się do miejsca... na człowieku. To zwie-

rzęta terytorialne i dlatego wciąż znaczą swój rewir. Ale wpisane w naturę zachowania nie świadczą o tym, że kotom na ludziach nie zależy. Kot nie ma kłopotu z rozpoznaniem, kto jest jego właścicielem i poznaje go nawet po dłuższej rozłące, często okazując żywiołową radość. Nie ma także problemu z zabieraniem kotów na wakacje, jeżeli nasz egzemplarz nie stresuje się zbytnio podróżą i zmianą miejsca. Są koty, które wszędzie czują się jak u siebie, o ile mają swojego człowieka w zasięgu wzroku.

Mit: Czarne koty przynoszą pecha Fakt: Tak samo jak piątek trzynastego, stłuczone lustro, rozsy-

pana sól... Z pewnymi przesądami nie ma co dyskutować. Choć to trochę dziwne i żenujące, że w XXI wieku są ludzie, którzy wierzą w takie bzdury!

Mruczący pomiot szatana TEKST Ewelina Oszmian FOTO Grzegorz Oszmian Podobno powodują bezpłodność, zabijają niemowlęta, popijają je mlekiem. Spadają zawsze na cztery łapy. A dodatkowo ich skóra świetnie działa na reumatyzm. Koty od wieków są ofiarami wyssanych z palca stereotypów.


MIEJSCE

Kobiecie da się dogodzić TEKST Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska FOTO DreamLightz Studio, Piotr Narewski

Czy wiecie, że istnieje sposób, by zadowolić absolutnie każdą kobietę? To nie żart! Wystarczy dać jej kartę kredytową i posłać na zakupy. Jednak aby się do końca nie zrujnować, można iść z nią lub określić ścisłe terytorium polowania na ciuchy.

M

ężczyzno, skoro nie wiedziałeś, o czym można tyle klepać językiem przy kawie, to wiedz, że już od lipca ona wraz z  koleżankami planuje Wasz wspólny, niezapomniany wieczór sylwestrowy. To nic, że jeszcze lato, przecież wszystko samo się nie zorganizuje. A skoro mamy już październik, jest to ostatni gwizdek, by przemierzyć ze trzydzieści sukienek. W końcu nie ma mowy, że będzie ubrana w to samo, co Karolina czy Magda. No, a jak jeszcze Justyna kupi sobie choćby podobny szaliczek, będziesz miał trudny wieczór i zero zabawy, choćbyś szampana pił od Bożego Narodzenia.

Jak ją uszczęśliwić? Skoro wszyscy chcą się świetnie bawić i cieszyć Nowym Rokiem, trzeba wiedzieć, gdzie się udać po tę cholerną kieckę, żeby mieć święty spokój na resztę miesięcy. Na pewno odradzam wszelkie sklepy z końcówkami

kolekcji, bo może i portfel zostanie pełniejszy, ale istnieje większa szansa, że ona kupi to samo, co ta Karolina, z którą tyle miele ozorem przez telefon. A wtedy wiesz, co Cię czeka… Foch za fochem, jak przed okresem napięcia miesiąc w miesiąc. Galerie omijaj szerokim łukiem, bo tam są markowe rzeczy, nie tanie, i co gorsza można szybciej natrafić na coś, co właśnie kupiła ta Magda albo Justyna. No i tu dochodzimy do ściany. Gdzie iść? Proste – zabierz swoją kobietę do innego centrum. Będzie miała tyle samo sklepów do wyboru, co w galerii, tak samo dobre gatunkowo rzeczy, ale na bank nie trafi się nic, co mają te jej koleżaneczki. Przy dworcu PKS znajduje się takie Centrum. W październikowe dni nie spocisz się latając za nią, bo przecież przejście z pawilonu do pawilonu jest na świeżym powietrzu. Będzie też szansa, że i ona ochłonie, a to oznacza szybszy wybór sukienki i zaoszczędzoną kasę w port-

felu. W Centrum Handlowym Park jest po prostu taniej. Zamiast płacić za kawałek szmatki (bo i tak nie zrozumiesz, czym różni się szyfon od żorżety) po trzysta złotych lub więcej, możesz wydać niecałą stówkę. Jedno jest pewne. W tym miejscu praktycznie nie da się kupić dwóch takich samych sukienek. No i  tym sposobem sylwestra masz z głowy. Potem zostanie jej już tylko fryzjer i kosmetyczka. Ale to już oddzielny temat.

Bądź dżentelmenem do końca Skoro już udało Ci się z nią wyjść, a jeszcze nie dostałeś palpitacji serca i nie masz instynktu zabójcy, okaż jeszcze resztki uśmiechu. Ona na pewno nie zlekceważy, jeśli zechcesz kupić nową koszulę lub spodnie. Możesz nie wierzyć drogi mężczyzno, ale kupowanie czegoś dla Ciebie to też jej pasja. Może Tobie nie przeszkadzają dziurawe gacie i  jeansy z  wypchniętymi kolanami, ale ją trafia szlag i chętnie by wywa-

liła to na śmietnik – gdyby nie fakt, że chodziłbyś z gołym tyłkiem. Pamiętaj: skoro już jesteś w miejscu, gdzie masz wszystko o jedną trzecią taniej – nie zrujnujesz się, nawet gdyby Ci przyszło raptem do głowy kupić nowy garnitur. W ostateczności jest to jakieś rozwiązanie – pójść do pawilonu z czymś dla siebie, a nie słuchać o  kolorach i  zaszewkach z  boku czy patkach nie z  tej strony. Idź jak człowiek, kup sobie coś; a nuż przyda się, kiedy wyjdziesz z kumplami. Kto wie, czy nie nadarzy się okazja, by wypić piwo także w towarzystwie obcych kobiet? A wtedy lepiej jednak wyglądać na gościa z klasą, nie? Centrum Handlowe Park ma jeszcze jedną fajną cechę. Po udanych zakupach na bank jesteś głodny, więc możesz z nią pójść na pizzę i lody. Wszystko pod ręką, w  jednym miejscu, i znów oszczędzasz. Przypomnij sobie, ile kosztują kurczaczki w galerii lub shoarma. fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 27


MEDIA

Radio z magią TEKST Konrad Sikora, dyrektor muzyczny Radia Akadera

To jest zupełnie nowe Radio Akadera. Muzyka popularna, ale zawsze ze znakiem dobrej jakości. Prezenterzy, którzy obserwują świat i bezkompromisowo go komentują. – Chcemy stworzyć radio ciepłe, przyjazne i miłe dla ucha. Dbamy o każdą nutę, która pojawia się na antenie. To muzyka popularna, ale zawsze wysmakowana – tłumaczy redaktor naczelna Akadery Julitta Grzywa. Ponadto co godzinę proponujemy: najświeższe serwisy z kraju i ze świata oraz (rano i po południu) newsy lokalne. Codziennie o 8.10 – rozmowy o najważniejszych sprawach Białegostoku. Będzie też dużo konkursów z atrakcyjnymi nagrodami – już w październiku do zdobycia: płyty, książki, kursy języków obcych i zestawy gadżetów z naszym nowym logo.

Audycje autorskie Jazz, blues, rock progresywny, piosenka poetycka, chill out i klubowe granie. Miłośnicy najróżniejszych gatunków muzycznych na pewno znajdą w Akaderze coś dla siebie. Codziennie wieczorne pasmo poświęcone jest audycjom autorskim. Takiej muzyki nie usłyszycie nigdzie indziej!

fot. z Arch. RADIA AKADERA

Strefa Kibica

28 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Wspólnie z portalem Jagiellonia.net zapraszamy na godzinny magazyn poświęcony żółto-czerwonym. Poważne i mniej poważne rozmowy na temat tego, co słychać w drużynie, spotkań ligowych, a także

różnych spraw związanych z piłką nożną. W środę o 18 zapraszamy do „Strefy Kibica”.

Daj się usłyszeć! Radio Akadera stara się promować zdolnych muzyków, którzy dopiero wspinają się po szczeblach kariery. Dla nich przygotowaliśmy listę przebojów „Bez hologramu”, którą w każdy czwartek od 18 poprowadzi Sylwia Łuniewska. Wciąż czekamy na Wasze zgłoszenia. Najlepsze utwory trafiają na playlistę Akadery!

„Białystok muzyczny” To uzupełnienie listy przebojów i konkurs skierowany do zespołów z regionu. Chcesz, aby Twoja piosenka trafiła na naszą antenę, a oprócz tego pojawiła się na specjalnej składance płytowej? Nie czekaj! Podziel się z nami swoją twórczością.

„Białystok poetycki” Wyjmij swoje wiersze z szuflady. Prześlij je do nas. Masz szansę usłyszeć je na antenie w audycji „Między wierszami” Michała Czarneckiego lub opublikować je w tomiku „Białystok poetycki 2013”. Wszystkie informacje o naszych konkursach i audycjach znajdziesz na:  

www.akadera.bialystok.pl


r

a

d

i

o

87.7 FM

www.akadera.bialystok.pl

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 29


„Stara baba, a bawi się lalkami” HOBBY

TEKST Paweł Waliński

fot. oldschooldolls.blogspot.com

Z Ewą, gospodynią bloga OLDSCHOOL DOLLS, o jej kolekcjonerskiej pasji rozmawiał Paweł Waliński Jak się zaczęła Pani przygoda z kolekcjonowaniem lalek? Ewa: To niestety nieuleczalne i trwa od dzieciństwa. Zawsze kochałam lalki. Były moimi nieodłącznymi towarzyszkami. Jeszcze pod koniec szkoły podstawowej, która kiedyś trwała osiem lat, kupiłam sobie za oszczędności lalkę Skipper. W czasach liceum i studenckich zamiłowanie nieco przygasło, choć nadal lubiłam pooglądać lalki na sklepowych półkach. Pasja wróciła w 2011 roku, kiedy zorientowałam się, że wszystko, o czym kiedyś marzyłam, mogę mieć na własność, bo jest dostępne na portalach aukcyjnych. Jak duża jest Pani kolekcja? E: Nie liczyłam ostatnio, ale szacuję, że znajduje się w niej około 130-140 lalek. Czym kieruje się Pani w doborze kolejnych lalek do kolekcji? Firma, marka, styl? E: Najbardziej lubię Barbie z ery „Superstar“, zawężonej do przełomu lat 70. i 80. oraz Rodzinkę Heart. To przez sentyment do lat szczenięcych, kiedy marzyłam o nich, nie mogąc ich mieć. Teraz mam ich zdecydowanie więcej, niż mogłam sobie jako mała dziewczynka wymarzyć. Dominują oczywiście Barbie, ale ponieważ lubię różnorodność, pojawia się w moim zbiorze kilka Kir, PJ, Whitney oraz cała ekipa Rock Starów. I oczywiście Heart Family, z moją ulubioną parą Babci i Dziadka Heart na czele.

30 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Jak się obecnie przedstawia Pani lista życzeń? E: Nie mam określonych planów co do mojej kolekcji. Większość lalek, które znajdowały się na mojej liście życzeń już zdążyłam kupić, bo nie były trudne do odnalezienia. W zasadzie została mi tylko Barbie Benetton, ale tu chciałabym mieć Teresę, a nie jej blondwłosą koleżankę. Od kiedy zobaczyłam ją na własne oczy podczas ubiegłorocznych wakacji, marzy mi się też Grace Kelly w sukni ślubnej, mimo że zupełnie nie wpisuje się w ramy mojego zbiorku. A z jeszcze innej beczki: nie pogardziłabym panią Monsieur z „Flaunt It“ oraz Matką Gertrudą z „Zaplątanych“. Czy w Polsce jest dużo ludzi z podobną pasją? E: Myślę, że kilkaset osób. Zrzeszamy się na forach internetowych. Jaki jest najbardziej wartościowy okaz w Pani kolekcji? E: Nie kupuję drogich lalek kolekcjonerskich. Najcenniejsze są dla mnie te, które przetrwały moje własne dzieciństwo, a potem liczne przeprowadzki, czyli Fleur i Barbie St. Tropez. Jak na Pani pasję reaguje otoczenie: rodzina, przyjaciele? E: Moi bliscy tyle już ze mną przeszli, że nie dziwi ich żadne z moich zainteresowań. Damska część rodziny i przyjaciół chętnie ogląda moje zbiory, dzieci lubią się moimi lalkami bawić. Niektórych fascynuje to, jak przywracam dawny blask zaniedbanym, opuszczonym lalkowym „brudasom“. Znajomi czytują mojego bloga (www.oldschooldolls.blogspot.com) i poganiają do umieszczania nowych wpisów.


fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 31


KU L T U R A

Nie oceniaj książki po... czytniku TEKST Ewelina Oszmian FOTO Grzegorz Oszmian Kiedy zamówiłam swój pierwszy czytnik e-booków, moja mama spytała: „Po co ci to? Przecież nic nie zastąpi prawdziwej książki!”. E-book miał być tylko marną namiastką, chwilową modą. Zbędnym, w gruncie rzeczy, gadżetem. A po trzech dniach użytkowania stał się moim urządzeniem pierwszej potrzeby. Jak to się mogło stać?

C

zytniki e-booków to takie urządzenia, za pomocą których możemy czytać książki, specjalnie sformatowane w taki sposób, by nasz sprzęt mógł je odczytać. Z danych Instytutu Książki wynika, iż rynek e-czytników w Polsce szacuje się już na 100 tys. sztuk, przy czym najpopularniejsze, z ok. 50-proc. udziałem w rynku, są czytniki Kindle. Są zazwyczaj nieduże, ekranik ma zaledwie 6 cali, tyle co notes. Nie wyglądają efektownie – nie obejrzymy na nich filmów, nie sprawdzimy maila, nie posłuchamy muzyki. Wielu użytkowników ta „ubogość” czytników zniechęca. W erze coraz tańszych tabletów technomaniacy wolą wybrać urządzenie wielofunkcyjne. A to błąd. Cały sekret tkwi w wyświetlaczu.

Papier za szybką Tablety, tak jak telefony i komputery, mają wyświetlacz LCD. Ekran ten charakteryzuje się m.in. dużą jasnością wyświetlanego obrazu. A to męczy nasze oczy. W związku z tym długo sobie na takim ekraniku nie poczytamy – rozboli nas głowa. O ile nie wyczerpie się wcześniej bateria. Tutaj na scenę wkracza czytnik e-booków, zwany czasem e-readerem. Urządzenia takie korzystają z technologii e-ink, czyli elektronicznego atramentu. W ogromnym uproszczeniu 32 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

działa to tak: w płynie zanurzone są maleńkie kapsułki z atramentem. Kiedy przez ekran przebiegnie prąd, naelektryzowane kuleczki układają się w słowa. Czytnik pobiera prąd wyłącznie podczas zmiany strony, czyli układania nowych sekwencji kuleczek. To powoduje więc nieprawdopodobną żywotność baterii – mój czytnik, przy bardzo intensywnym użytkowaniu, ładuję co trzy tygodnie. Ekran e-readera nie świeci. Wygląda w przybliżeniu jak kartka papieru pod matowym szkłem. Żeby korzystać z czytnika, musimy mieć normalne oświetlenie, jak przy tradycyjnej książce. Za to mamy pełen komfort czytania w słońcu. Na ekranie LCD nie jest to możliwe. To właśnie te różnice technologiczne czynią czytniki tak wyjątkowymi urządzeniami. Wybierając swój pierwszy model trzeba być czujnym. Nieuczciwi producenci często sprzedają jako czytniki „tablety dla ubogich” – tanie wyświetlacze LCD, mały ekran i mało funkcji. A to jawne oszustwo. Prawdziwy czytnik ma ekranik e-ink i jest przeważnie biało-czarny. „Przeważnie”, bo pojawiają się pierwsze urządzenia z kolorowym e-papierem, ale technologia ta jest jeszcze w powijakach.


KU L T U R A

Biblioteczka w kieszeni Za początek historii e-booków uważa się rok 1971. W tym roku M.S. Hart uruchamia Projekt Gutenberga (polegający na tworzeniu elektronicznych wersji książek dostępnych do tej pory tylko na papierze), którego zasoby w 1987 roku obejmowały zaledwie dziesięć e-booków. Rok 1971 to także rok, w którym Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych została wydana w wersji elektronicznej i stała się pierwszym e-bookiem. Za początek rynku e-booków w Polsce uznaje się rok 2000, w którym ze strony internetowej Świata Książki można było ściągnąć za darmo plik w formacie DOC z powieścią Olgi Tokarczuk „Dom dzienny, dom nocny”. Dziś nie ma żadnego problemu z dostępem do elektronicznych książek. Niemal każde wydawnictwo wydaje swoje tytuły zarówno w formie tradycyjnej, jak i w formie elektronicznej. Bardzo często e-booka można upolować za ułamek ceny papierowego wydania. Najpopularniejsze formaty sprzedawanych e-książek to epub i mobi. Często słyszy się, że czytniki mają jakieś konkretne wymagania co do formatu tekstu i sprawia to użytkownikom problemy. To tylko po części prawda. Czytniki mają co prawda jakieś konkretne wymagania co do plików, ale każdy program do zarządzania biblioteczką potrafi je przerobić do pożądanego formatu w kilka sekund.

Programy takie są darmowe i intuicyjne w obsłudze. W pamięci urządzenia możemy przechować kilka tysięcy tytułów. Łatwo więc się w nich zgubić. Na szczęście program komputerowy sam nam biblioteczkę skataloguje, a na czytnik możemy wgrywać tylko te książki, które na bieżąco czytamy. Ja używam do obsługi swojej biblioteczki najpopularniejszego (i darmowego) programu Calibre, ale mamy do wyboru cały szereg oprogramowania.

300 gramów relaksu Kiedy kupowałam mój czytnik, miałam go używać tylko podczas częstych wyjazdów. Zawsze czytałam bardzo dużo i urządzenie miało być alternatywą dla walizek wy-

ładowanych ciężkimi tomami. Jak każdy mól książkowy uwielbiam zapach książek, przekładanie kartek, ich cichy szelest. Ale nagle się okazało, że mogę zabrać ze sobą na weekend czterdzieści pozycji i na bieżąco zdecydować, którą chcę czytać. Mogę brać ze sobą do autobusu książki, które w papierze mają tysiąc stron i nie martwić się, czy będę miała czas do nich zajrzeć. Do obsługi czytnika potrzebuję jednej dłoni, więc drugą mogę mieszać w garnku lub głaskać kota. To małe, nieistotne rzeczy, które sprawiają, że niemal zupełnie porzuciłam papierową lekturę. Dlatego wszystkie mole książkowe powinny przestać się bać tych złych czytników. Bo może się okazać, że to początek wspaniałej przygody!

Słowniczek: e-reader/czytnik: urządzenie służące do czytania specjalnie sformatowanych książek w formie elektronicznej epub/mobi: formaty plików, w których sprzedawane są książki e-ink/e-papier: technologia, w której stworzone są ekrany czytników. Taki ekran wygląda jak prawdziwy papier, nie świeci i nie męczy oczu Calibre: darmowy program komputerowy do obsługi naszej e-biblioteczki Kindle: najpopularniejsza na świecie marka czytników, produkowana przez księgarnię Amazon REKLAMA

ZUS? OFE? A może złoto? TEKST Marcin Leoszko Może się wydawać, że wybór pomiędzy ZUSem a OFE jest wyborem zero-jedynkowym. Nic bardziej mylnego. Można stworzyć własny system emerytalny, niezależny od państwa, czy też instytucji finansowych, a oparty o… metale szlachetne.

Państwo w przyszłości nie zapewni nam godnej emerytury - to jest niemal pewne. Lecz może się okazać, że parafrazując klasyka może „nie być niczego”, zwłaszcza pieniędzy…. Sam fakt, że rząd swobodnie zmienia zasady gry w trakcie jej trwania i swobodnie dysponuje oszczędnościami obywateli, które są zgromadzone w OFE, może dawać dużo do myślenia. Dlatego powinniśmy pomyśleć o utworzeniu własnego funduszu emerytalnego. Działanie takiego funduszu oparte byłoby na systematycznych zakupach złota, lub srebra dokonywanych w formie fizycznej. Jedna uncja (31,1 g) srebra to na chwilę obecną około 88

złotych, złota – 4.340 złotych. Dokonując co miesiąc zakupów w wysokości 500 złotych w przeciągu 40 lat można odłożyć na swoim „koncie emerytalnym” kwotę około 220 tys. złotych. A trzeba pamiętać, że przez ten czas metale szlachetne uchronią wartość nabywczą pieniądza (inflacja nie dotknie naszych oszczędności), ubezpieczą przed ewentualnymi zawirowaniami gospodarczymi, patrząc przez pryzmat historyczny - dadzą zysk z zainwestowanych pieniędzy, oraz w 100% uniezależnią od państwa i stojących na jego czele polityków. Dlatego lepiej jak najszybciej wziąć sprawy w swoje ręce.

Oddział w Białymstoku Oddział w Białymstoku ul. Lipowa 19/21 (II piętro) | tel.: +48 85 874 60 57 ul. Lipowa 19/21 (II piętro) | tel.: +48 85 874 60 57 Oddział Otwarty: pn.-pt. Oddział Otwarty: pn.-pt. godz. 10:00-18:00 godz. 10:00-18:00 fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 33


sporty wal k i

Rodzina MMA

MMA nie tylko dla twardzieli?

Do niedawna sądziłem, że golf to nudnawy sport dla nowobogackich zgredów. Tym większą miałem przyjemność, gdy pierwszy raz udało mi się posłać na kilkadziesiąt metrów niewielką, białą piłeczkę kijem kupionym w Internecie za 43 zł. Fajna sprawa – o ile ma się kilka piłek, a polem gry jest łąka za lasem. TEKST Grzegorz Trykozko FOTO Unia Sportów Walki M

W

iększość sportów obciążonych jest jakimś mitem. Na siłownię chodzą same „karki”, bieganie to nuda, w kosza grają jedynie wysocy, a MMA trenują tylko wytatuowane zabijaki. Przekrój społeczny wśród trenujących mieszane sztuki walki jest jednak bardzo szeroki. MMA [ang. mixed martial arts] stało się pełnoprawnym sportem. 34 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Coraz częściej mówi się o włączeniu tej dyscypliny do igrzysk olimpijskich.

Trenujesz – chudniesz – Coraz częściej przychodzą do nas dziewczyny. Zresztą panie zapewniają ostatnio świetne gale na KSW [polska federacja MMA – red.]. Zauważyłem, że kobiety podchodzą bardzo poważnie do tematu. Zaczynają

trenować również starsze osoby. Będąc ostatnio w naszym klubie „Okniński Białystok”, zauważyłem kilku chłopaków po czterdziestce. Ich trening wyglądał bardzo fajnie – mówi Leszek Gorczak, białostocki promotor MMA i instruktor sztuk walki. W Białymstoku przybywa klubów, gdzie można trenować najrozmaitsze sporty walki. Na zajęciach judo kilkuletnie dzieciaki robią przewroty, a ich rodzice doskonale wiedzą, że ich pociechy wyrabiają przy tym sprawność i koordynację. Boks świetnie modeluje figurę, dlatego coraz chętniej rękawice zakładają dziewczyny. Wiele osób ćwiczy samoobronę, no bo takie czasy...

Wśród trenujących MMA widoczna jest pozorna sprzeczność . Im krwawsza walka, tym zawodnicy dłużej dziękują sobie nawzajem po jej zakończeniu. W pozornie zdehumanizowanym sporcie odnaleźć można pewną kulturę, która kojarzona jest zazwyczaj ze wschodnimi sztukami walki. – MMA to cała filozofia i styl życia. Ryzyko, pasja; mnóstwo rzeczy decyduje o wzroście popularności tej dyscypliny. Pieniądze nie są tu jakieś imponujące, szczególnie w mniejszych organizacjach sportu – podkreśla Leszek Gorczak. – MMA ćwiczą jednak osoby, które preferują określony styl życia. Jest to dla nich krok ku temu, aby sprawdzić swoje umiejętności, siłę woli, charakteru. To tacy współcześni gladiatorzy. Walczą jak wrogowie, ale często poza ringiem są przyjaciółmi. To jest właśnie piękno tego sportu – zauważa Gorczak. Mamed Khalidov także to potwierdza: – Na sali jesteśmy jedną rodziną. Czasami jest nas na treningu nawet trzydziestu i robimy sobie przeróżne żarty. Bywa zabawnie, a po chwili znów bijemy się po twarzach… – dodaje ze śmiechem Khalidov. Z socjologicznego punktu widzenia światek MMA faktycznie nosi znamiona subkultury. Zawodnicy hołdują podobnym wartościom, choć podkreślają, że sala treningowa otwarta jest dla każdego – o ile oczywiście taka osoba będzie ciężko pracować. Trenerzy zwracają szczególną uwagę na bezpieczeństwo. Przede wszystkim należy postawić na sa-


sporty wal k i

modoskonalenie. Należy wzmacniać kondycję, szkolić elementy zarówno stójki, jak i parteru. Dopiero po wielomiesięcznych treningach zawodnik gotowy jest do pierwszych sparingów. Obowiązkowe są wówczas ochraniacze.

Przepustka do lepszego życia Zawodowe MMA wciąż zakazane jest w wielu krajach. Również w Polsce często zarzuca się temu sportowi zbytnią brutalność. Po publiczności przychodzącej na gale widać jednak, że nie są

to już wyłącznie ludzie żądni krwi, lecz znawcy. Chętni, by oglądać techniczne MMA. Dla kilku zawodników okazało się ono również receptą na lepsze życie. – W Groznym nie było łatwo. Dzięki MMA jestem kimś – podkreśla Mamed Khalidov. Zapytany, do jakiego wieku zamierza zajmować się sportem, odpowiada: – Dziewięćdziesięciu lub dziewięćdziesięciu pięciu lat. Oczywiście żartuję. Myślę, że przede mną jeszcze pięć lat czynnego uprawiania sportu. No i trzeba będzie powiedzieć: stop.

Rozpoznawany już nie tylko przez miłośników MMA. Ten, kto nie widział go walczącego w klatce, kojarzyć będzie z reklam tudzież programów... Wystąpił u Kuby Wojewódzkiego. Zagrał epizod w „M jak miłość”. Prywatnie bardzo spokojny, wyluzowany. W oktagonie nie jest już taki miły. Urodzony w Groznym zawodnik wagi półciężkiej nie przegrał żadnego pojedynku od ponad trzech lat. FB: Gdy zaczynałeś pierwsze treningi, myślałeś już o wielkiej karierze, czy po prostu lubiłeś trenować MMA? Mamed Khalidov: Pamiętam, że sprawiały mi one wtedy dużą przyjemność. Nie sądziłem jednak, że to wszystko tak się rozkręci i będę w tym miejscu, gdzie jestem teraz. Nie myślałem też, że federacja KSW będzie tak potężna, a ja będę jej częścią. Czy treningi wciąż sprawiają ci frajdę, czy też traktujesz je już tylko jako pracę? M.K.: Owszem, to jest moja praca. Jednak kiedy zacznę treningi traktować wyłącznie jako pracę, automa-

tycznie będę przegrywać. One są dla mnie pewną ucieczką. Człowiek, jak sam wiesz, im jest starszy, tym w jego życiu pojawia się więcej problemów. Przychodząc na zajęcia zostawiam je wszystkie gdzieś na zewnątrz. Po jednej z walk powiedziałeś, że przeciwnik musiałby złamać Ci rękę, aby z Tobą wygrać. Poświęciłbyś zdrowie dla tej dyscypliny? M.K.: Rzeczywiście, przeciwnik założył mi dźwignię na ramię i było nieciekawie. Jakoś jednak z tego wyszedłem. Po walce powiedziałem, że musiałby mi złamać tę rękę, abym się poddał. Zrozumiano to jednak trochę na wyrost. Po prostu szkoda by mi było tych wszystkich przygotowań. Taka kontuzja mogłaby zakończyć całą moją karierę. Jednak na jednej z gal rzeczywiście miałeś złamany palec, co było widoczne, nawet w telewizji. Czy adrenalina jest wówczas tak duża, że nie odczuwa się bólu? M. K.: Nieprawda, to cholernie boli. Dwa razy miałem podobne złamanie, w dodatku raz dochodziło do tego zbicie nogi, która bolała jeszcze mocniej. Raz widziałem swoją własną kość. Owszem, adrenalina jest, ale ona nie łagodzi tego bólu do końca. Ból jest częścią tego sportu.

REKLAMA

Mamed Khalidov wojownik kompletny

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 35


Białystok poruszył Warszawę TEKST Radek Puśko

Z Białegostoku wyjechali do stolicy, tam się spotkali i bliżej poznali. Okazało się, że łączą ich pasje, a ich największą miłością jest płyta winylowa. Postanowili więc połączyć siły i wspólnie się rozwijać. Tak powstał kolektyw Move Move.

K

ażdy z nas zna z pewnością podobne historie. Ktoś wyjechał, ktoś otworzył firmę i tak dalej. Miejsce nieważne – zamieńcie sobie Warszawę na Londyn, Dublin czy inne większe miasto. Historia z rozwojem zawodowym będzie się zgadzać. Nie będziemy jednak zachęcać w  poniższym tekście do opuszczania rodzinnych stron. Sami staramy się codziennie udowadniać, że można się rozwijać wszędzie. My z przyczyn oczywistych polecamy Białystok, ale grupa ludzi, o której opowiemy, swoją przestrzeń znalazła właśnie w stolicy naszego kraju.

fot. Z Arch. zespołu

Poruszyć ciało, umysł i serce Move Move to kolektyw czterech didżejów i promotorów (jedna dziewczyna – Ola teks i jej trzech kolegów), wielkich pasjonatów płyty winylowej, dobrego brzmienia i muzyki elektronicznej z najwyższej półki. Co prawda Białystok reprezentowany jest tylko przez płeć brzydką (Cyryl, Antz i Imidi są rodowitymi białostoczanami), ale jedyna dama w tym towarzystwie również

36 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

MUZYKA

poczuwa się do związków ze stolicą Podlasia. Poza tym Antz ciągle mieszka w Białymstoku – jak sam mówi – daje jeszcze szansę naszemu miastu. Z Białegostoku pochodzi też nieformalny manager grupy – Wojtek, również zawodowo związany z Warszawą. Jak podkreśla Cyryl, lider ekipy, połączył ich Białystok. Kolektyw jest doskonałym przykładem twórczego rozwoju i dążenia do realizacji marzeń przy jednoczesnym szacunku do korzeni i rodzinnych stron. – Wszyscy graliśmy i  występowaliśmy samodzielnie dużo wcześniej, zanim zaczęliśmy robić to pod wspólnym szyldem. Ze względu na łączącą nas przyjaźń i wyznawanie tych samych wartości często graliśmy wspólnie – podkreśla Cyryl. Ponadto sposób, w jaki organizują swoje imprezy, nieustanna promocja muzyki elektronicznej oraz ich niegasnąca miłość do niepowtarzalnego nośnika, jakim jest winyl, zostały docenione. Niebieskie stwory [patrz logo grupy – red.] z Move Move miały przyjemność gościć i oczywiście grać w przeróżnych klubach – od Bałtyku po Tatry, od Grodna po Berlin. Najczęściej można ich spotkać w warszawskim Luzztrze, ale także w modnych ostatnio: Niedorzecznych, Placu Zabaw czy Temacie Rzece. Ostatnim znaczącym sukcesem kolektywu było zaproszenie do oficjalnej współpracy przy organizacji niemieckiego festiwalu „Nagle nad Morzem”, który odbył pod Kołobrzegiem 23-25 sierpnia. – Pierwszą imprezę jako Move Move zagraliśmy w Olsztynie w sierpniu ubiegłego roku. Jak by nie patrzeć, działamy dopiero rok. A zagraliśmy już ponad sześćdziesiąt imprez. Czy to dużo? Raczej tak, biorąc pod uwagę, że rok ma 52 weekendy. Dzięki wspólnemu projektowi staliśmy się rozpoznawalni – mówi Cyryl.

Mimo że na muzycznej scenie Mazowsza i Podlasia są dość krótko, to w trakcie swojego rocznego istnienia Move Move zdążyli już zagrać z wieloma dużymi „nazwiskami” europejskiej sceny ambitnej elektroniki (Sascha Braemer, Leon Vynehall, Lake People, FJAAK) oraz czołówką polskich artystów.

Miłość do płyty winylowej Członkowie kolektywu oczywiście pracują. Każdy poranek, od poniedziałku do piątku, poświęcają na nierówną walkę z budzikiem. Kawa, śniadanie i marsz do pracy, bywa że w garniturze. Chyba że ktoś ma „na popołudnie”, wtedy do porannego zestawu dochodzi drugi posiłek. W tle zawsze jest oczywiście muzyka, która towarzyszy naszym bohaterom dosłownie na każdym kroku. Prawdziwa muzyczna dusza objawia się jednak po pracy, kiedy każdą wolną chwilę ekipa Move Move przeznacza na surfowanie po internecie i niezliczone wizyty w warszawskim sklepie Side One. Spędzają tam godziny wyszukując najciekawsze płyty z  disco, wszelkimi odmianami house’u czy techno. Jak sami mówią, nie zamykają się w jednym stylu. Wprost przeciwnie, wszystko jest zmiksowane razem w jednym wielkim kotle, a następnie serwowane na imprezach z nieprawdopodobnym energetycznym sosem oraz odrobiną szaleństwa. Move Move nie potrafią usiedzieć w miejscu – już sama nazwa symbolizować ma ruch, działanie, zabawę, podróże. A przede wszystkim dawać impuls do robienia pozytywnych rzeczy. Towarzystwo didżejów nie zapomniało oczywiście o  rodzinnym mieście. W  Białymstoku kolektyw Move Move gości często i  bardzo systematycznie. Średnio raz w  miesiącu można ich spotkać w  klubie Metro, gdzie na najlepszym soundsystemie w Polsce nieustannie zaskakują, prezentując efekty swoich muzycznych poszukiwań. Jak sami podkreślają, Białystok na polskiej mapie sceny elektronicznej jest doskonale znany. Klub Metro to w Polsce legendarna marka, a ich znajomi od festiwalu Original Source UP2Date robią niesamowitą robotę, którą doceniają ludzie w całym kraju. Tak oto goniąc za marzeniami i pamiętając o swoich korzeniach, rodowita mławianka i trzech białostoczan opanowują scenę muzyki elektronicznej w Warszawie. „Fakty Białystok” życzą powodzenia i zachęcają do częstszych wizyt w rodzinnym mieście. Więcej o  kolektywie oraz informacje, gdzie możecie ich usłyszeć, znajdziecie na Facebooku pod adresem https://www.facebook.com/movemovecollective/info


m u zy k a

Czas nie stoi w miejscu

Wielu z Waszych Jesteście w grze już ponad dwadziestarych kumpli dziś ścia lat. Nie myślicie o emeśmiga do pracy z neseserem ryturze? i koszulą zapiętą na ostatni guzik. WP: Policjant idzie na emerytuCo sprawiło, że jeździcie kilometrami od TEKST i FOTO Karol Rutkowski rę po piętnastu latach. Muzycy grają, miasta do miasta – zamiast wstać, popracować póki mają coś do przekazania, póki sprai wrócić na noc do domu? wiają przyjemność słuchaczom. W przeciwnym Joka kiedyś powiedział: „Hip hop wyrasta od miasta do miasta”. My też jeździmy od miasta do miawypadku jest to wbrew sobie, wbrew fanom i czasami sta. Lubimy to robić, grać koncerty, poznawać nowe miejwbrew historii. Dobry przykład to The Beatles. Wydaje mi sca i ludzi. Czerpać emocje z kolejnych występów. Cały czas się, że chłopaki powinni dalej funkcjonować, ale nie mnie to sprawia to nam przyjemność. Nesesery i koszule pod oceniać. My lubimy to, co robimy. Nigdzie się nam nie szyję nas nigdy nie interesowały. spieszy. Nie zakładamy daty rozwiązania zespołu Składy kapel co rusz się zmieniają. Jakim cudem Wy wciąż czy końca przygody z muzyką. Gramy tyle, ile jest ode mnie starszy Mick Jagger. się dogadujecie? Z emeryturą bym się wstrzymał. Z Adamem Mikołajewskim, perkuOd pamiętnego koncertu w Jarocinie w sistą, gram już 22 lata, nie licząc 1990 roku trochę się wydarzyło. Jak poddwuletniej przerwy. Filip i Konchodzicie do zmian, które zaszły na scenie rad grają z nami od 1998 roku. muzycznej? Na początku zmienialiśmy skład. W pewnym momencie spotkała Jak śpiewał Dezerter: „Wolność się jednak grupa ludzi, która była spadała jak grom z jasnego nieba”. Kiedy zakładałem zespół zdeterminowana w działaniu. w 1986 roku, nikt nie marzył W 2005 roku podjęliśmy decyzję, o tym, że komuna upadnie że rzucamy wszystkie inne zajęi doczekamy się wolnego ryncia i skupiamy się na graniu. Skoku. Wypadki potoczyły się jedro funkcjonujemy, znaczy, że się nak inaczej. Przyzwyczajonym udało. Jest kilka rzeczy, które nas do układów z władzą trochę się razem trzymają: przyjaźń, muzyka i poniekąd praca. urwało. Niektórzy nie mogli się odnaleźć w nowej rzeczywistoKilkanaście płyt w dyskografii to niezły ści. Czasy się zmieniły. Młodzież wynik. Wielu artystów z takim dorobkiem ma inne priorytety. Dobry gapopada w rutynę. Da się jej uniknąć? dżet czy fajna fura stanowią cel, Niektórzy grają dziesięć lat a nie środek. Naszym najwięki mówią o zastoju twórczym. Tuszym pragnieniem było granie taj nie ma reguły, wiek nie musi nic oznaczać. Wszystko zależy koncertów i wydawanie płyt. od tego, jak silna jest miłość do Dzisiaj młoda kapela najchętniej nagrałaby sześć programów muzyki, determinacja, siła przew TV, a za koncert brała piętnatrwania i wiara w siebie. Jesteśmy starymi wiarusami. Dla nas ście tysiaków. Podejście młodego pokolenia wszystkie inne rzeczy są istotne, jest bardziej konsumpcyjne. Ale ale w przypadku FL najważniejsą i dobre strony. Mamy większy sza jest twórczość. Jeśli ktoś uwadostęp do instrumentów, więcej żał inaczej, pożegnał się z kapelą. miejsc do grania koncertów i meW ciągu kilku lat Wasz styl ewoluował. dia, które dają szansę się przebić. Jak sama nazwa wskazuje, gramy bardzo różne klimaty. Każdy z Dużo znaczy też internet.

Dziewięć albumów, wiele lat na scenie i multum nowych pomysłów. Farben Lehre, mimo zmiany trendów, dalej trzyma się dawno obranej linii z dobrym skutkiem. O ewolucji na rynku muzycznym, wspomnieniach z Białegostoku i urokach koncertowego życia opowiedział nam Wojciech Paliwoda – wokalista i założyciel dobrze znanej punkowej grupy.

38 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl


m u zy k a

nas wychowywał się na punk rocku. Gdy człowiek stoi w miejscu, to się cofa. Nie dokonaliśmy jednak rewolucyjnych zmian. Jesteśmy wierni gitarowemu graniu, nie kombinujemy za dużo. Aczkolwiek na ostatniej płycie podejmujemy pierwsze próby eksperymentów. Farben Lehre AD 1986 i 2013 łączy jednak ten sam duch. Są inne umiejętności, inni muzycy i inne czasy, ale uważam, że duch pozostał ten sam. Ducha nie gaście… Zdawać by się mogło, że era punk rocka bezpowrotnie przeminęła. Wy jednak nie spuszczacie z tonu. My robimy swoje. Nas trendy nie interesują. Punk rock był skierowany przeciwko modzie i mówił, że to tylko, co prawdziwe, jest ważne – a nie to, co jest na topie. Popatrz na grupę KULT. Zawsze są sobą, bez znaczenia, co jest na fali. Dążymy do tego samego. W maju światło dzienne ujrzał Wasz kawałek z Gutkiem. Sporo Was dzieli. Co sprawiło, że zdecydowaliście się na takie połączenie klimatów? Gutek jest powiązany z obozem Kalibra 44 od samego początku. Darzymy się z tą ekipą

wzajemnym szacunkiem. Kiedyś graliśmy nawet wspólny koncert. Poza tym mam duże uznanie dla kunsztu wokalnego Gutka. Takich prawdziwych i skromnych postaci brakuje na rynku. Od razu go polubiłem. Czy jest szansa na to, że pojawicie się na nowej płycie składu z Katowic? Mam bardzo osobisty stosunek do K44. Miałem też okazję poznać Magika. Nasze spotkanie utkwiło mi w pamięci. Nie jestem fanem hip hopu, ale się bardzo szanujemy. Gdybym dostał propozycje, zgodziłbym się. Kiedy nowy album? Nie mamy ciśnienia na nagrywania płyty po płycie. Mamy pełen luz. W tym roku chcemy wypuścić Projekt Punk, który zagraliśmy na Przystanku Woodstock. To będzie nasz typowy wkład w historię tego gatunku. Jeśli wszystko się uda, weźmiemy się za projekt Farben Lehre Akustycznie. Nie należy traktować go jednak jako nowego albumu. W tym układzie nowy krążek pojawi się najwcześniej za dwa-trzy lata. Może na trzydziestolecie kapeli? Nie chciałbym jednak wybiegać w przyszłość aż tak daleko.

REKLAMA

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 39


W Ł A SN Y K ĄT

TEKST Agnieszka Sienkiewicz

Małe, ciasne, ale własne – to powiedzenie sprzed lat wciąż brzęczy w uszach niejednej osoby rozważającej zakup mieszkania. Nie metraż jest jednak najważniejszy – niewielkie, a dobrze zaaranżowane mieszkanie może stać się wspaniałym lokum na lata.

P

rzeglądając oferty białostockich deweloperów łatwo zauważyć, że najchętniej kupowane są mieszkania małe. Metraż w granicach 30-45 m² cieszy się zdecydowanie największą popularnością. Duże mieszkania, choć z niższą ceną za metr kwadratowy, nieraz bardzo długo pozostają bez właściciela. Jak urządzić niewielką przestrzeń? Odpowiedzi jest wiele, a nowatorskie rozwiązania umożliwiają ciekawą aranżację małej powierzchni. Nieważne, czy mowa o mieszkaniu w nowoczesnym apartamentowcu, czy o kawalerce otrzymanej w spadku po babci – żadne z nich nie musi być nudną klitką!

O czym pamiętać? – Wybierając mieszkanie, trzeba zwrócić uwagę nie tylko na jego metraż. Może się okazać, że nasze 50 m² będzie dużo trudniej urządzić, niż mniejsze mieszkanie o powierzchni 40 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

ok. 30 m² – mówi Ada Szydłowska, architektka wnętrz. – Ważne jest rozmieszczenie okien, ponieważ właśnie od niego zależne będzie postawienie dodatkowych ścianek. Inna ważna sprawa to przyłącza i piony. Musimy pamiętać, że nie zawsze istnieje możliwość przeniesienia kuchni czy łazienki w  inne miejsce niż pierwotne, co z kolei utrudnia wykorzystanie przestrzeni – dodaje. Kupno kawalerki wcale nie oznacza, że musimy na dobre zamieszkać w jednopokojowym mieszkaniu. Istnieją różne sposoby wydzielenia miejsca do jedzenia, relaksu i przede wszystkim spania, bowiem każdy potrzebuje choć trochę intymności. Ciekawym rozwiązaniem na wyodrębnienie zakątka z łóżkiem jest zamontowanie mobilnych ścianek, np. z matowego szkła. Z kolei wybierając mebel do spania, warto zwrócić uwagę, czy posiada on schowki umożliwiające ukrycie rzadziej używanych przedmiotów. Przestrzeń, któ-

fot. ISTOCK.COM i Z Arch. FIRMY JAZ-BUD

Mały metraż, duże możliwości


W Ł A SN Y K ĄT

179

dawna były kojarzone z rajską plażą wyklejoną na ścianie u cioci. Tera, można zamówić fototapetę z dowolnym zdjęciem, np. amerykańskiej metropolii lub fotografią sosnowego gaju. Jednak i z tym elementem trzeba uważać. Jak wskazuje architektka, należy wybierać obrazy, które posiadają przestrzeń, perspektywę – w przeciwnym wypadku efekt może być wprost odwrotny od zamierzonego. W małych pomieszczeniach powinniśmy unikać dużej ilości różnych kolorów oraz zastanowić się nad stworzeniem wnęk z węża mi LED w ścianach i sufitach, które w dużym   stopniu zmieniają wygląd mieszkania. 

289

246 Pokój z aneksem kuch.

120

23.68 m²

O2

150

145

535

8

545

27.71 m² Nr 114 M1

90

Łazienka

O9

235

213

4.03 m²

206.5

8

320.5

90

O1

150

Balkon 4.32 m²

Czarodziejskie sztuczki

  0 100 200 300  

N





224



 4.45 m² Balkon

258.5

311



  90 375

O1



150 



8

90  O9 235

224

311 Pokój z aneksem kuch. 21.88 m²

8

34.83 m² Nr 139 M2

221.5

Pokój 9.06 m²

302

Iluzja jest największym sprzymierzeńcem niewielkich mieszkań. Dzięki sprytnym trikom możemy sprawić, że nawet najmniejsze pomieszczenie będzie sprawiało wrażenie bardziej przestrzennego. Powszechnie znanym i stosowanym od lat „powiększaczem” jest lustro. Ponadto jeśli dobrze je ustawimy, możemy za jego pomocą wprowadzić większą ilość światła do zacienionych partii mieszkania. – Bardzo często używam luster. W jednym ze swoich projektów umieściłam jedno w kształcie okna. Trzeba było podejść bardzo blisko, by się przekonać, że to iluzja – mówi Ada. Ciekawy efekt wizualny możemy również osiągnąć dzięki fototapetom, które do nie-

8

Przy małych mieszkaniach najczęstszym i największym problemem jest, jak zmieścić w nich wszystkie rzeczy. Jest na to sposób – zadbajmy, aby w naszym mieszkaniu pojawiły się głównie meble o dużej pakowności. Zamiast konsoli, na której co najwyżej zostawicie klucze czy torebkę, wybierzcie komodę z szufladami, a będziecie mieli miejsce na zdecydowanie więcej rzeczy – radzi projektantka. Najlepszym rozwiązaniem jest zamówienie mebli u stolarza, bo nie dość, że będą idealnie dopasowane do wnętrza, to dodatkowo możemy liczyć na profesjonalną radę fachowca. Wbrew pozorom, zrobienie mebli na wymiar nie jest luksusową usługą. Koszt jest porównywalny do ceny mebli sklepowych, zaś jakość wykonania z reguły dużo wyższa. Obok tych potrzebnych i  praktycznych przedmiotów, lubimy też otaczać się sentymentalnymi pamiątkami czy po prostu ładnymi ozdobami. Warto postawić na ich niebanalną ekspozycję – wykorzystajmy ściany nie tylko na powieszenie obrazka czy lusterka, możemy stworzyć ciekawą kompozycję z niewielkich wieszaków, która prócz funkcji praktycznej stanie się oryginalną ozdobą – podpowiada nasza rozmówczyni.

Problem małej łazienki dotyczy głównie mieszkań w starszym budownictwie. Lata temu dzielono sanitariaty na dwa osobne pomieszczenia – łazienkę z wanną, pralką i umywalką oraz toaletę. W blokach z wielkiej płyty często sedes umieszczony jest tak, że siedzi się na nim „z nosem w drzwiach”. Z kolei w nowszych blokach, aby zaoszczędzić na przestrzeni, projektuje się jedno pomieszczenie, w  którym usytuowane są wszystkie niezbędne sprzęty. Nie zawsze jednak trzeba trzymać się utrwalonych schematów. Ada Szydłowska radzi: – Jeżeli Twoja łazienka jest mała, nie bój się przeniesienia pralki w inne miejsce, np. na korytarz. Stwórz strefę gospodarczą, gdzie prócz pralki stanie deska do prasowania, wiadro z mopem czy suszarka na pranie – rzeczy tak często zapominane przy projektowaniu wnętrz. Strefa ta nie musi być wydzielonym pomieszczeniem, wszystko można ukryć w szafie; ważne by znajdowała się w sąsiedztwie z kuchnią lub łazienką ze względu na doprowadzenie i odprowadzenie wody.

Łazienka

120

224

O2

150

3.89 m²

189

Upchać i ozdobić? Możliwe!

Mała łazienka

8

303

REKLAMA

0 N

rą powinniśmy przeznaczyć na daną strefę w mieszkaniu, zależeć będzie od prowadzonego przez nas stylu życia. – Zadajmy sobie pytania: co będę robił/robiła w moim mieszkaniu, ile czasu spędzam w każdym z pomieszczeń w obecnym miejscu zamieszkania, jaka jest moja osobowość i w jaki sposób lubię spędzać czas wolny. Jeżeli jesteśmy osobami lubiącymi zapraszać gości, przypuszczalnie będziemy musieli poświęcić swoje cenne metry na duży salon z jadalnią kosztem zmniejszenia sypialni – zauważa Ada Szydłowska.

100

200

300











   



fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 41




DOM

Jak ogrzać dom?

Koszty ogrzewania domu wraz z podgrzewaniem ciepłej wody użytkowej stanowią przeciętnie od 70 do 80 proc. rocznych kosztów jego eksploatacji. Jednego sposobu na to, by tanio i dobrze ogrzać dom, nie ma. W niniejszym artykule prezentujemy kilka sprawdzonych przez branżowych ekspertów rozwiązań.

fot. Z ARCH. FIRMY OPTIMA

42 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Kominki

Kotły

Pod potocznie rozumianym hasłem „kominek” kryją się dwa rodzaje instalacji. Jeśli występuje ona w zestawieniu z płaszczem wodnym i jest podłączona do centralnego ogrzewania, wówczas możemy mówić o  grzejnikach. Z  kolei jeśli ciepło jest rozprowadzane za pośrednictwem kanałów powietrznych, jest to tzw. wkład kominkowy, a więc swego rodzaju piec. Ogrzewanie kominkiem bardzo dobrze sprawdza się w okresie wiosennym i jesiennym, kiedy wystarczy palić w nim wieczorem (wtedy kominek utrzyma ciepło do rana, do wyjścia do pracy). Rzecz jasna wiele zależy tu od właściwego ocieplenia domu.

Kolejnym sposobem na ogrzanie domu są kotły – urządzenia, które są dziś praktycznie bezobsługowe. Kotły dzielimy na olejowe (na dziś najdroższe w eksploatacji, ich sprawność to ok. 90 proc.) oraz gazowe (zastosowanie w nich ma LPG lub gaz ziemny, a ich sprawność może sięgać nawet 109 proc.). Co prawda propan butan jest niemalże tak samo drogi jak olej, jednak kocioł na LPG ma od niego większą sprawność – może być on bowiem urządzeniem pracującym w  technice kondensacyjnej, obecnie najoszczędniejszej. Wśród pozostałych rodzajów kotłów należy wymienić te, w których używany jest węgiel (w tym również popularny ekogroszek) oraz biomasę. Popularne są zwłaszcza te drugie, ponieważ możemy w  nich palić peletem, słomą czy chociażby owsem. Kotły na biomasę są niezwykle wygodne w użytkowaniu, ponieważ są wyposażone w zapalarkę, dzięki której samoczynnie się włączają, gdy istnieje zapotrzebowanie. No i co najważniejsze, paliwem nie jest w nich paliwo kopalne, lecz substancja odnawialna, którą tak naprawdę sami jesteśmy w stanie wyprodukować.

Pompy ciepła Na chwilę obecną najniższe koszty eksploatacyjne zapewniają pompy ciepła, które mogą zarówno grzać, jak i chłodzić dom. Możemy wyróżnić dwa rodzaje tego typu urządzeń: są to pompy powietrzne (typu powietrze-woda) i gruntowe (typu woda-woda). Popularne są zwłaszcza te pierwsze, ponieważ ich parametry są zbliżone do pomp gruntowych, lecz przy znacznie mniejszym nakładzie inwestycyjnym (nie jest konieczne wwiercanie się w ziemię). W  tych drugich dolnym źródłem może być wymiennik gruntowy (pionowy lub poziomy) a także – choć dużo rzadziej stosowane – studnie głębinowe.

Zdaniem eksperta Krzysztof Łazarski, dyrektor handlowy firmy OPTIMA POLSKA: Najczęściej przedstawianym przez przeciwników odnawialnych źródeł energii argumentem jest kwestia ich ceny. Prawdą jest, iż cena energii od nich pochodzącej jest większa niż cena energii pochodzącej ze źródeł konwencjonalnych. Jednak bardzo szybko maleje za sprawą rozwoju rynku oraz technologii. Jeśli zastanowić się nad tym głębiej, każdy dostrzeże, że energia odnawialna to nie tylko energia. Jest to przede wszystkim niezależność od zasobów (których nie przybywa), czy od politycznych wpływów zachodnich i wschodnich mocarstw, a także czyste powietrze, rzeki i lasy. Prawa ekonomii mówią, że to, co najrzadsze, jest najcenniejsze – wystarczy spojrzeć na wzrost cen oleju opałowego na przestrzeni ostatnich 10-15 lat. Należy zdać sobie sprawę z tego, że w rozwijającym się kraju potrzeby energetyczne będą rosły. Tylko OD NAS zależy, jak rozwiążemy ten problem. Czy nasze dzieci będą płacić tysiące złotych arabskim szejkom lub rosyjskim oligarchom, czy może będą właścicielami mikroźródeł?

fot. Z ARCH. Autora

Z

anim podejmiemy decyzję o tym, w jaki sposób ogrzewany będzie nasz dom, warto zadać sobie kilka pytań. Po pierwsze, powinniśmy zastanowić się, jakiego opału będziemy używać (warto też zastanowić się, w jakim stopniu będzie on drożał w kolejnych latach). Po drugie, spróbujmy określić, ile czasu będziemy w stanie poświęcić na obsługę zainstalowanych przez nas urządzeń. Po trzecie, powinniśmy realnie ocenić, ile tak naprawdę chcemy i jesteśmy w stanie zainwestować w instalację grzewczą. I w tym momencie należy zadać sobie najważniejsze pytanie: czy rzeczywiście chcemy kupić najtańsze rozwiązanie, którym będzie piec na węgiel? A może warto zainwestować w droższe urządzenie, które da nam komfort eksploatacji przez najbliższe kilkadziesiąt lat?


DOM

Wyprodukuj sobie prąd Już dziś każdy może produkować energię elektryczną na swoje potrzeby, a nawet sprzedawać jej nadmiar do zakładu energetycznego. Wszystko za sprawą ustawy, która na nowo reguluje rynek energetyczny w Polsce.

P

od nazwą „mały trójpak” kryje się podpisana w sierpniu br. przez prezydenta Bronisława Komorowskiego nowelizacja prawa energetycznego. Dokument ten pozwala na otwarcie rynku energii dla tzw. prosumentów i sprzedaż samodzielnie wyprodukowanej przez nich energii do sieci dystrybucyjnej. Potencjalni inwestorzy nie muszą już starać

się o koncesję na wytwarzanie energii elektrycznej. Co więcej, „mały trójpak” daje im możliwość odsyłu nadwyżki energii do zakładu energetycznego bez potrzeby prowadzenia działalności gospodarczej do mocy zakontraktowanej każdego budynku Jak zauważają eksperci z firmy OPTIMA POLSKA, za 1 kW energii elektrycznej w gospodar-

stwie domowym średniej wielkości płacimy ok. 50-60 groszy. Tymczasem jej cena netto to ok. 20 groszy. Oznacza to, że za przesyłanie 1 kW energii elektrycznej płacimy nawet… 40 groszy! – To oczywiste, że o wiele bardziej korzystne jest wykorzystanie wyprodukowanej przez siebie energii do własnych potrzeb – przyznaje Paweł Wyszyński, właściciel firmy. – Jednym z mi-

nusów „małego trójpaku” jest to, że cena 1 kW energii została w nim ustalona na 16 groszy. Ta kwota nie zachęca do tego, by energię odsyłać do zakładu energetycznego, ponieważ w ten sposób jako producent niewiele na tym zarobimy. Tę energię zawsze jednak możemy wykorzystać i w ten sposób uniezależnić się od zewnętrznego dostawcy – dodaje.

REKLAMA

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 43


DARY LASU NA TALERZU TEKST Urszula Kochanowska

Wystarczy pół godziny jazdy samochodem w dowolnym kierunku od Białegostoku, by telefon w kieszeni zgubił zasięg, a świeże powietrze wypełniało płuca. W okolicznych lasach i puszczach człowiek nie zginie, a już na pewno nie z głodu.

Jeleń poza rykowiskiem Z pewnością dzieci oglądające bajkę o Jelonku Bambi nie byłyby uszczęśliwione wiedząc, że właśnie zjadają swojego bohatera. Ale przecież wiedzieć nie muszą. Kiełbasa z mięsa jelenia jest naprawdę doskonała. Co prawda na sztuce robienia tego rodzaju wyrobów trzeba się znać, ale wystarczy podpytać znajomych myśliwych, a wszystko się rozjaśni. Zaraz po święcie zmarłych, bo już 3 listopada, myśliwi grasują po naszych lasach, by świętować Hubertusa. Warto wówczas zasilić ich szeregi i zobaczyć, jak przyrządzana jest dziczyzna. W takim dniu w lesie na pewno nie da się zginąć z głodu. Wystarczy nie pchać się na linię strzału, a tajniki oprawiania mięsa można poznać za darmo. Kiełbasa z jelenia, sarny lub dzika to rarytas. Podobnie jak szynka, kumpiak, bitki, pieczeń i tradycyjny bigos. Wszystko to jest zjadliwe, a nade wszystko zdrowe. Bo jak ma nie być zdrowe, skoro taki jeleń czy dzik łazi sobie po lesie, skubie trawkę i gałęzie, które nigdy nie widziały żadnego nawozu. I nawet zajączek, który kica beztrosko po polach, na talerzu będzie smakował doskonale, jeśli tylko wymoczy się go dostatecznie długo w mleku i otworzy okna na oścież podczas pieczenia. Bo zanim zniknie w czeluściach układu pokarmowego, zając potrafi zapachem uprzykrzyć życie. Co nie zmienia faktu, że po wszystkim jest smaczny i bardzo obfity w witaminki.

Wytropić szatana w runie leśnym Wytropić tak, ale na pewno nie zabierać do domu. Bo borowik szatański potrafi czynić totalny armagedon w naszym organizmie i sprawiać, że niczym pantera będziemy rzucać się ku sławojce. Można za to skupić się na podbrzeźniaczkach, kaniach, podgrzybkach, kurkach, maślakach i oczywiście borowikach, po spożyciu których nie czekają nas wizyta w szpitalu lub nieprzyjemności żołądkowe. Las to raj dla tych, którzy lubią nałożyć gumowce i błąkać się po podmokłym terenie w poszukiwaniu czegoś na ząb. A przynieść do domu można i coś w gratisie, na przykład stworzenia, które dziwnym trafem są wkręcone tak głęboko w skórę, że tylko lekarz może je umiejętnie wykręcić. Cóż... Natura też korzysta jak umie z naszej obecności na własnym terenie. Kto nie umie ugotować grzyba do zamarynowania w słoiku, zawsze może go położyć i wysuszyć. Ale jest i inny patent. Nieumyte i nieobrane grzyby można włożyć do torebek foliowych i szybko poddać procesowi zamrażania na kość. Zimą to przysmak jak znalazł. Po odmrożeniu można dopiero obrać je z paprochów i igieł, odlepić resztki ślimaka i cieszyć się świeżutką zupą grzybową. Z dodatkiem boczku z dzika zapewnią, że od talerza nie odejdzie się za szybko. Ale w końcu zimą i tak potrzebne są kalorie.

Czerwona goryczka Nasze lasy kryją prawdziwe skarby. Dzisiejsza medycyna naszpikowana jest chemią, a przecież można leczyć się bardziej naturalnie. Na terenach podmokłych, raczej wręcz bagiennych rośnie pewna zapomniana roślina. Dziś mało kto o niej pamięta. Nazywa się kalina. Na surowo jej owoców nie da się jeść. Są tak niedobre, że prędzej wyjdą tą samą drogą, co weszły. Ale po ugotowaniu z dużą ilością cukru, owoce kaliny są świetne na dolegliwości ciążowe i comiesięczne bóle kobiece. Lepszego lekarstwa na kaszel też chyba nie wynaleziono. Napar z owoców tego krzewu potrafi zapewnić spokojne noce, kiedy płuca zaczynają grać niechciane melodie. W październiku po jagodach, malinach i poziomkach zostało tylko wspomnienie, ale za to owoce kaliny utrzymują się do grudnia. Jako że ptactwo może nas uprzedzić, trzeba rwać, ile mocy w bicepsach. Niech więc skarby lasu goszczą na naszych talerzach i cieszą podniebienia. Skorzystajmy, zanim jeszcze nikt nie wpadł na pomysł wstawienia do niego drzwi i sprzedaży biletów wstępu. REKLAMA


wizytą

na talerz u

w SAVOYu

Restauracja SAVOY, Wine Bar Bon Ton oraz Hotel Aristo na nowo odkrywają dla białostoczan kamienicę przy Kilińskiego 15, w której przed wojną działała znana w całej Polsce księgarnia Józefa Zawadzkiego i mieściła się siedziba „Gazety Białostockiej”.

W

najbliższym czasie w hotelu Aristo zostanie otwarty pierwszy w Białymstoku winebar z własnym importem, w którym będzie można spróbować każdego wina w kieliszkach firmy Riedel. Podczas dokonywania selekcji wina do Winebaru Bon Ton, sommelier Marcin Korpacz połączył doskonałą jakość z niewygórowaną ceną. Na miejscu będą mogli Państwo uczestniczyć w kolacjach komentowanych, jak i degustacjach. Dowiecie się więcej o winach: w jaki sposób są produkowane, dlaczego jedne nam smakują, a drugie stają nam korkiem w ustach? Co najważniejsze, większość win będzie można degustować w niewielkich ilościach (na kieliszki). Wszystko to połączymy z wiktuałami przygotowanymi przez szefa kuchni, Pawła Zawadzkiego.

Roladka z perliczki z karczochami na maśle oraz rukolą i marchwią na smażonych ziemniakach (4 porcje)

Wina z kolekcji Winebar Bon Ton proponowane na jesień przez Marcina Korpacza, sommeliera Winebaru Bon Ton w hotelu Aristo

Perliczkę trybujemy z kości tak, by nie uszkodzić skóry. Mięso wraz ze skórą rozkładamy na desce, doprawiamy cynamonem, sokiem z limonki, solą i pieprzem oraz słodką papryką. Na mięsie rozkładamy rukolę oraz pokrojoną w długie, cienkie paski marchew. Roladkę zawijamy w folię spożywczą i gotujemy około 45 min. Ugotowaną roladkę podsmażamy na złoto i kroimy w plastry o grubości 1,5 cm. Ugotowane ziemniaki kroimy w plastry i podsmażamy razem z cebulą i boczkiem na złoty kolor. Następnie ugniatamy je w bulionówkach i wykładamy na talerz. Karczochy podsmażamy na maśle z natką pietruszki. Danie dekorujemy świeżym tymiankiem. Smacznego!

Leone De Castris Villa Larena Primitivo IGT Salento Włoska winnica Leone De Castris z regionu Puglia została założona w 1665 roku. Nazwa butelki – Villa Larena pochodzi od niewielkiej posiadłości i winnicy położonych w regionie Salento. Sam szczep winorośli Primitivo w tej butelce daje nam nuty zapachowe wanilii, kawy, dymu z wędzarni i suszonych owoców. W smaku jest ciężkie, długie i pełne wytrawne, lecz w pewnej chwili czujemy słodycz w postaci gorzkiej czekolady, owoców czarnej porzeczki, suszonych śliwek i malin.

• 1 perliczka • 100 g rukoli • 1 duża marchew • cynamon • sok z limonki • sól • pieprz • słodka papryka •8  00 g ugotowanych

ziemniaków • 100 g wędzonego boczku

• 1 cebula •1  00 g oleju

słonecznikowego •4  00 g marynowanych

karczochów • 100 g masła • 1 pęczek natki pietruszki • ś wieży tymianek

i świeżo mielony pieprz do dekoracji fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 45


Od Jana Chrzciciela do Biskupa Męczennika TEKST Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska FOTO Karol Rutkowski Minęło dopiero czterdzieści lat, odkąd jest świątynią katolicką. Kościół pod wezwaniem świętego Wojciecha w 1973 roku stał się pełnoprawnym domem dla wiernych wyznania rzymskokatolickiego. A w pejzażu Białegostoku jest od ponad stu lat.

ZABYTKI

P

rzy jednej z najstarszych ulic naszego miasta stoi zabytkowy budynek. Do niedawna górował nad innymi przy Warszawskiej. Dziś nie ma wieży, która w wyniku pożaru zawaliła się 15 września tego roku. Choć kościoły na świecie płonęły i zawalały się w gruzy setki i tysiące razy, to w Białymstoku żywioł wydawał się mniej zachłanny. Mimo to, dziś na Warszawskiej jest smutno. Kiedy kościół płonął, ludzie setkami wylegli na ulicę i modlili się wspólnie, jak gdyby z dymem z wieży ulatywała duża część naszej historii, tradycji i ducha miasta. Kiedy najpierw unosił się dym, coraz gęstszy, a potem pojawiły się płomienie, parafianie mieli łzy w oczach. Ciężko było uwierzyć, że pożar tak dobrze utrzymanego budynku w ciągu kilkudziesięciu minut odmienił oblicze całej ulicy, osiedla i parafii. Świadkowie tego zdarzenia dokumentowali je na wszelkich możliwych nośnikach. Zapisy z 15 września 2013 roku utrwalone na fotografiach i różnego rodzaju nagraniach pozostaną dla potomnych. Obiekt jednak stoi nadal. Brak mu tylko wieży. Kościół pod wezwaniem świętego Wojciecha zostanie odbudowany i zapewne posłuży jeszcze tysiącom wiernych. Jak również historykom, ponieważ jest jednym z najstarszych budynków sakralnych w Białymstoku.

Zaczęło się od Jana Chrzciciela

46 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Kościół został zbudowany w latach 1909-1912 ubiegłego wieku na miejscu wcześniejszej świątyni pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Od samego początku miał taką bryłę jak obecnie. Projekt przygotowała firma łódzkiego przedsiębiorcy budowlanego Jana Wendego. Architektura kościoła i detal architektoniczny wzorowały się na wielkich niemieckich, romańskich katedrach. Neoromanizm był wówczas stylem dominującym w kościołach protestanckich, tak popularnych w Łodzi. Skoro to ewangelicy z miejscowej gminy białostockiej ufundo-

wali jego budowę, obiekt musiał różnić się od wzniesionego kilka lat wcześniej kościoła farnego. Charakterystyczny dla budynków sakralnych ówczesnej Łodzi, dzisiejszy kościół pod wezwaniem świętego Wojciecha stanowi w naszym mieście zabytek unikalny. Wojny nie oszczędzały niczego, także budynków. Świątynia została mocno zniszczona, ale nie na tyle, by zniknąć z naszej mapy architektonicznej. Pierwsi wierni kościoła, jeszcze pod wezwaniem Jana Chrzciciela, to Niemcy oraz białostoccy fabrykanci i robotnicy. Przychodzili tam nawet ludzie o polskich nazwiskach. Wszak świątynia to świątynia – modlić się można wszędzie. Aż do zakończenia II wojny światowej był to kościół protestancki.

Powojenna zawierucha Wojna i pierwsze lata po niej nie były łaskawe dla całego Kościoła katolickiego. Władze komunistyczne nie ułatwiały zadania przy odbudowie zabytków nawet takich jak ten przy Warszawskiej. Kościół św. Wojciecha był bardzo zniszczony. Niemal całe wyposażenie rozkradziono – włącznie z ławkami i organami. Dopiero w 1944 roku władze przekazały budynek pod zarząd Kościoła rzymskokatolickiego. Wówczas powoli przeprowadzono jego remont i uzupełniono wystrój. Łatwo nie było, ponieważ początkowo władze miejskie chciały adaptować świątynię na cele świeckie – kino lub magazyn. Ostatecznie udało się jednak utrzymać obiekt jako miejsce sakralne. Z czasem było lżej. W marcu 1973 roku sprawy własności pomiędzy Kurią Biskupią w Białymstoku a Konsystorzem Ewa ngel icko-Augsbu rsk i m w Warszawie zostały uregulowane aktem kupna-sprzedaży. W kwietniu 1997 roku do kościoła zostały uroczyście wprowadzone relikwie św. Wojciecha, a świątynię podniesiono do rangi Sanktuarium Wojciechowego. Obecnie parafia liczy około ośmiu tysięcy wiernych.


fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 47


FELIETON

MĘSKA PRZYGODA I KOBIECE SKOJARZENIA TEKST Krzysztof Szubzda

W

ydawało mi się, że zjawisko kolejki za mięsem zanikło jakiś czas temu wraz z proszkiem IXI, temperówką na żyletkę, gumą arabską i czynem społecznym. Tymczasem niedawno zadzwonił do mnie kumpel i obwieścił, że jutro rzucają schab bez kości po trzy kilogramy na osobę i czy bym nie poratował? Pech w tym, że tenże kumpel pomógł mi ostatnio przy aucie. Auto co prawda nie odpaliło, ale poczucie zobowiązania wynika, jak wiadomo, z intencji. Musiałem zgodzić się bez namysłu. – A więc tak… – zaczął następnego dnia bladym świtem. – Sklep otwierają o ósmej. Będziemy tam pół godziny wcześniej. Przed drzwiami powinno być około trzydziestu osób i nie mniej niż 300 kg schabu. Nawet jeśli ekspedientki zabunkrują jedną trzecią pod ladą, to dla pierwszej pięćdziesiątki wystarczy. Około 7.45 otwierają drzwi, ale nie biegniemy. Idziemy szybkim krokiem do kas. Wyścig zaczyna się dopiero za bramkami. To będą starsi ludzie, ale nie lekceważ przeciwnika. Kiedyś na promocji kawy jakaś kobieta upadła i nikt jej nie pomógł, a takiemu starszemu panu, kiedy biegliśmy po czteropaki Harnasia, spadł kapelusz i też nikt nie zawrócił. To są twarde reguły gry. Kiedy otworzą bramki, wszyscy uderzają najszerszą alejką. Wtedy wykorzystasz to, że jesteś szczuplejszy i młodszy, i pobiegniesz za przyborami szkolnymi, potem w lewo, i walisz prosto na rybny. Przy rybach znów w lewo i jak dobrze pójdzie, przybiegniesz w pierwszej dziesiątce. Specjaliści od asertywności pewnie wiedzieliby co zrobić, ja jestem specjalistą od innych rzeczy, więc musiałem skłamać, że super. Bladym świtem milczące szeregi łowców schabu zwarły się przed sklepem. Każdy skoncentrowany jak gepard przed skokiem na antylopę, jak strzelec wyborowy przed najważniejszym w życiu strzałem. I nagle zaczyna się! Wybija ósma! Drzwi! Bramki! Wyścig! Próbuję realizować założenia taktyczne, ale konsternacja paraliżuje mi ruchy. Może i bym podbiegał, ale ta żenująca banalność celu… W konsekwencji ni to chodem, ni to ćwierćtruchtem docieram do działu mięsnego na szarym końcu. Ostatnią porcję schabu otrzymuje kobieta przede mną. Kumpel spogląda na mnie jak kapral na kompanijną ofermę, jak nauczyciel wf na swego klasowego kalekę. Puszczają mu nerwy. – Stary, to nie scena! Takie jest właśnie życie! To jest promocja schabu! Co ty myślałeś – że się przespacerujesz po sklepie jak Wokulski po Nowym Świecie, a uprzejma ekspedientka poprosi cię o autograf na mięsie? – Przepraszam, jeśli chcesz, to kupię ci inny schab. – To nie o to w życiu chodzi – usłyszałem. Zasępiłem się nad tym zdaniem i spróbowałem wyciągnąć wnioski. Zawiodłem kumpla, nie dostałem schabu, i nie wiem, o co w życiu chodzi. Coś z tym muszę zrobić. I zrobiłem. Po południu kupiłem ćwiartkę świniaka. Zawiozłem do kumpla, rzuciłem mu na stół czterdzieści kilogramów mięsa i próbując zaimponować, powiedziałem: – Pokaż mi, gdzie jest schab, sam go wytnę. Zapachniało krwią, mięsem, przygodą i męską przyjaźnią. Ciąłem, kroiłem, skórowałem, wyrywałem kości, zapomniałem o całym świecie, odrzucałem wszystkie telefony, nawet od takiej słodkiej, temperamentnej Ani. – Napisz do niej, że nie możesz – warknął kumpel, wyciągając łopatkę. – I co mam jej napisać? – spytałem zastygając z ociekającym krwią nożem. – Napisz, że rozbierasz świnię. I tak napisałem. Wkrótce dostałem odpowiedź: „No, ładnie się wyrażasz. Więc jak już zaliczysz koleżankę, to zadzwoń…”. 48 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

WSZYSCY BOIMY SIĘ OBCIACHU TEKST Konrad Dulkowski, dyrektor artystyczny teatru TrzyRzecze

I

dę ze znajomą przez Białystok. Moje trampki dożyły kresu, więc zdejmuję je i wywalam do kosza. Nie będę jak bohater wiersza Tuwima pociągał odklejoną podeszwą. Lato. Idę na bosaka. Znajoma, gdyby tylko nie zależało jej na znajomości ze mną, pewnie szłaby dziesięć metrów z tyłu. Bo co ktoś sobie pomyśli? Nie wyśmiewam jej lęków. Każdy boi się ośmieszenia z innych powodów. Jeden nie podejdzie do dziewczyny, bo pamięta, jak wyśmiano go, gdy podrywał klasową piękność (po latach okazuje się zazwyczaj, że wyrosła na nieforemną tlenioną blondynę, wiodącą marny żywot u boku męża robola, przedkładającego oglądanie Polsatu Sport nad romantyczne uniesienia; ta konstatacja umili Wam zjazd absolwentów już przed trzecią wódką). Inna będzie sobie pluła w brodę, że nie zareagowała wystarczająco asertywnie, gdy szef proponował w biurze masaż szyi. Bo on powie, że tylko niósł pomoc, i zostanie wyśmiana. Każdy boi się czegoś innego. Białostoczanie boją się wyjść na wsiowych. Chwilę zajęło mi zrozumienie, dlaczego niszczy się piękne drewniane domy w Białymstoku. Irytowałem się, kiedy słyszałem komentarze naszych widzów – że spektakl świetny, tylko postarajcie się o porządny lokal w miejsce tej budy. Na nic tłumaczenie, że prawie stuletnie wnętrze stanowi o klimacie i wyjątkowości sceny. Nie, teatr to marmury i złocone klamki, plusz i kandelabry – dopiero takie wnętrze wyczerpuje aspiracje obcowania ze sztuką! Szedłem przez Białystok ze znajomą (tym razem obuty). „Patrz, jaki piękny dom” – powiedziałem o drewnianym budynku, którego jasna stolarka okien pięknie kontrastowała z rysunkiem słojów drewna podkreślonych ciemną bejcą. „Eee, normalny, ale ten to jest ładny” – wskazała stojący po przeciwnej stronie ulicy kilkunastopiętrowy apartamentowiec; najwyraźniej wyraz fallicznych kompleksów inwestora. „U nas na wsi takich nie ma” – wyjaśniła mi swój zachwyt obiektem wystającym z parterowej okolicy jak członek z włosów łonowych. Drewniane domy symbolizują wszystko, od czego białostoczanie chcą uciec. Tę wieś, z której wyjechali do miasta, do lepszego życia. Białystok powstał z komasacji okolicznych wsi. Przez lata przyjezdni wyśmiewali kury, jakie spotykali, gdy tylko skręciło się z centrum w jedną z bocznych uliczek. Dlatego ofiarą sąsiada z piłą motorową padły bzy i jabłonie, a Rynek Kościuszki przypomina betonową patelnię zamiast dawnego zielonego skweru. Ale nie da się uciec od swoich kompleksów. Im bardziej się staramy, tym mocniej je podkreślamy. Chłopcy obnoszący z dumą emblematy znanych marek na swoich sportowych wdziankach podkreślają pochodzenie z miejsc, gdzie funkcjonalność ubioru górowała nad podążaniem za trendami. Warszawiacy protestujący przeciwko neonowi przedstawiającemu słoiki jako symbol miasta tylko potwierdzają swój kompleks pochodzenia. Nikt się nie przyzna, że ma rodzinę spod Bielska – wszyscy to potomkowie warszawskich powstańców spłodzeni podczas obrony PASTY. Nie ośmieszajmy się jak oni. Wycinanie tradycyjnej tkanki Białegostoku nie stworzy nagle metropolii. Kiedy do TrzyRzecza przyjeżdżają ludzie z Warszawy czy Gdańska, fotografują się przed budynkiem. Nie spotkałem nikogo z przyjezdnych, kto zachwyciłby się budynkiem ZUS-u w kształcie skoczni narciarskiej albo hotelem Gołębiewski (w mniej cywilizowanych krajach za takie koszmarne projekty obcina się architektowi ręce; święcie w to wierzę). Za to wielu było zauroczonych Bojarami albo fragmentem Młynowej, gdzie można spotkać hodowaną w ogrodzie kozę. Na tym – z głową – można budować charakter miasta. I chrzanić poczucie obciachu!


C

TEKST Radek Oryszczyszyn

Katalog czynności bezsensownych

FELIETON

zasami nie warto pytać ludzi o hobby, bo mogą sobie uświadomić, jak bardzo pozbawione sensu jest ich życie. Jest wiele czynności, bezcelowych, jałowych czy pozbawionych logiki, które wykonujemy z poczuciem osobistej pasji i ogromnym zaangażowaniem, poświęcając im swój czas, zdrowie i pieniądze. Takie na przykład zbieranie grzybów. Grzyb ma zerową wartość odżywczą, składa się zasadniczo z wody i jest bardzo ciężkostrawny. Spożywanie grzybów niesie ze sobą ryzyko zatrucia. Mimo to miliony Polaków co roku, od bladego świtu przedzierają się przez chaszcze pełne pająków, kleszczy, ślimaków, żab i innego paskudztwa, ryzykując przeziębienie i inne choroby, o których strach myśleć. I jeszcze są na tyle bezczelni, że mówią o „przyjemności”. Nie po to wyszliśmy z lasu, nauczyliśmy się budować domy, uprawiać rośliny i hodować zwierzęta, by teraz wracać z powrotem do poziomu ściółki, mchu, jednym słowem – gleby. Do grona pokrewnych hobby, których bezsensowność śmiało możecie próbować podważyć, jest uprawianie tak zwanych ogródków działkowych. Centra naszych miast zasiedlają dziwni ludzie zamieszkujący przypominające wioski hobbitów z powieści Tolkiena domki, altanki, czy też kurne chatki. Podczas gdy na zewnątrz toczy się normalne miejskie życie – ludzie jeżdżą autami, spacerują, umawiają się na randki – ci polscy hobbici, najczęściej półnadzy, spoceni i ogorzali, grzebią w ziemi grabkami, pielą grządki, podlewają kabaczki. Nikt mnie nie przekona, że robią to dla tych kilku marchewek, kilkunastu ogórków, paru pomidorów, które są w stanie zebrać z tych miniupraw. Więc pytam: po co? Są ludzie – znam nawet kilku takich – którzy z własnej woli łażą po rozżarzonych węglach, zbierają kłaczki z pępka, strzelają mlekiem z oka albo zawodowo udają zmarłego przed rodziną

i znajomymi. Są to jednak czynności ekscentryczne, nierzadko prawdopodobnie wynikające ze szczególnej konstrukcji psychicznej zwolenników takich zabaw. Co natomiast kieruje osobnikami, którzy potrafią godzinami stać nad wybranym akwenem, wpatrując się w chybotający się na wodzie spławik – tego pojąć doprawdy nie potrafię! Tym bardziej, że – widziałem to na własne oczy – jeśli jakimś cudem któraś głupia ryba da się nabrać na tani trik z błyszczącą przynętą, zwycięzca tej potyczki nie zabiera jej do domu, aby posypawszy solą i usmażywszy zjeść, ale – o zgrozo! – wypuszcza ją z powrotem, nie poprosiwszy nawet o możliwość wypowiedzenia życzenia! Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości, że interesowanie się ludzką naturą jest fascynujące? Każdego dnia zderzamy się z czynnościami bezcelowymi, wykonujemy je, czerpiemy z nich radość i satysfakcję. Za moich czasów zbierało się puszki po napojach gazowanych, naklejki z gum do żucia i prospekty reklamowe koncernów motoryzacyjnych. Aby uzyskać te ostatnie, pisało się coś w stylu: „Bitte Sie ferme fre prospekt nalepe” i przysyłali. Cóż ci ludzie z działów reklamy Volkswagena czy Volvo musieli sobie myśleć, wyciągając ze skrzynek pocztowych tysiące takich listów z Polski? Czy da się znaleźć jakiś sens w tym bezsensie? Skoro ludzie – i to masowo – grzebią bez celu łopatą w ziemi, przetrząsają lasy w poszukiwaniu grzybów, kolekcjonują kłaczki z pępka, zbierają pluszowe misie, udają denatów albo łowią ryby po to, by je wypuszczać, musi być w tym szaleństwie jakiś sens. Bo przecież to, co właśnie tu przed Państwem wyprawiam– kolekcjonowanie czynności pozbawionych sensu – jest w istocie również czymś mało sensownym.

REKLAMA

DLACZEGO BILETY NA ELEKTRONICZNEJ KARCIE MIEJSKIEJ TO ROZWI¥ZANIE OSZCZÊDNE, WYGODNE I £ATWO DOSTÊPNE?

PUNKTY DO£ADOWANIA PORTMONETKI

OSZCZÊDNOŒÆ

Bilety kupione za pomoc¹ portmonetki s¹ tañsze od kupionych w kiosku lub u kierowcy w autobusie. Kupuj¹c bilet w kasowniku mo¿na zaoszczêdziæ od 10 groszy do nawet 7 z³otych na jednym przejeŸdzie! TO SIÊ OP£ACA! WYGODA

Jedna karta zastêpuje wszystkie bilety papierowe. Mo¿na na niej zakodowaæ bilet trzymiesiêczny, miesiêczny i dekadowy oraz zakupiæ bilet 3-dniowy weekendowy, 24-godzinny i jednorazowy na wszystkie strefy taryfowe. DOSTÊPNOŒÆ

W jednym z 24 punktów sprzeda¿y biletów mo¿na wgraæ na kartê bilet okresowy lub do³adowaæ portmonetkê. Do³adowanie portmonetki jest równie¿ mo¿liwe w jednym z 50 punktów do³adowania portmonetki. Bilet okresowy mo¿na równie¿ zakupiæ przez Internet, za pomoc¹ strony www.ekarta.bialystok.pl PUNKTY SPRZEDA¯Y BILETÓW BKM 1. Antoniukowska 24/1 2. Boh. Monte Cassino 5 lok. U-2 3. Gajowa 68a p.1 4. Kolejowa 12 5. Ko³³¹taja 75 6. Mickiewicza 14 7. Pozioma 2 8. Rumiankowa 21

9. Rzymowskiego 22 10. Sienkiewicza 1/1 - budynek BCMB 11. Sienkiewicza 5 12. Sienkiewicza 55A 13. Sienkiewicza 81/3 lok. 14 14. Sk³adowa 11 15. Sk³odowskiej 2/1 Central 16. S³onimska 6

17. Swobodna 54 18. Upalna 1A lok. 6 19. Wasilkowska 49A 20. Wiejska 60 lok. 4 21. Zagumienna 7A 22. Zaœcianki 1 23. KLEOSIN, ul. Ojca Tarasiuka 2 24. WASILKÓW, ul. Koœcielna 69

Kolporter S.A. 1. 42. Pu³ku Piechoty 2 2. Boles³awa Chrobrego 16A 3. Choroszczañska 24 4. Dubois 6/5 5. Klepacka 4 6. Kolejowa - dworzec PKP 7. Legionowa 28 8. Ryska 1 9. Sienkiewicza 81 10. Œwiêtojañska 15/46 CH ALFA, poziom 0 11. Œwiêtojañska 15/46 CH ALFA, poziom 1 12. Wysoki Stoczek 54 13. Upalna 3 14. Zwierzyniecka 19/1 15. ¯abia 20

PSS Spo³em Bia³ystok 16. Bema 89/2 17. Brzechwy 3 18. Dojlidy Fabryczne 8 19. Gajowa 68 20. Ko³³¹taja 50 21. Mieszka I 6 22. Pietrasze 2 23. Rynek Koœciuszki 15 24. Warszawska 79 25. Wroc³awska 5 26. Wyszyñskiego 6 27. Sk³odowskiej 6 28. S³onimska 2/1 29. Traugutta 1 30. Wiejska 70a

TRAFIKA-NORD 31. Andersa 38 32. Wyszyñskiego 6 33. Lipowa34 34. Mickiewicza 15 35. Wasilkowska 4 36. Tysi¹clecia Pañstwa Polskiego 8C

INNE 37. Antoniukowska 1 38. Antoniukowska 56 39. Boh. Monte Cassino 8: na dworcu PKS 40. Boh. Monte Cassino 8: przed dworcem PKS 41. Edukacyjna 1 42. Pogodna 11A/1U 43. Rzymowskiego 22 44. Sienkiewicza 5 45. Warszawska 16-18 46. Choroszcz, Sienkiewicza 29A 47. Choroszcz, Powstania Styczniowego 8C 48. Juchnowiec, Klonowa 2 49. Wasilków, Plater 2 50. Wasilków, Bia³ostocka 7A

www.komunikacja.bialystok.pl fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 49


TU NAS ZNAJDZIESZ

KAMELEON

PIZZA SAVONA

Warszawska 30

Św. Rocha 14a lok. 11 Lipowa 37

Białówny 4 lok. 19 Białówny 5 lok. 11 Malmeda 13 lok. 25

Rynek Kościuszki 8 Pogodna 11F Legionowa 9/1

AKCENT

FUKS PIZZERIA

KAWELIN

Rynek Kościuszki 17

Grochowa 3

Legionowa 10

POLIKLINIKA ARCISZEWSCY

Alchemia

FUTU SUSHI

Lipowa 4

Lipowa 12

alfa centrum

GOSPODA PODLASKA

6-ŚCIAN PUB

FREE – WAY

ALCHEMIA PUB ul.Lipowa 4

GUNGA CAFE p. 0 lok. 13 ESPRESSO BAR p. 2 lok. 27

Kiermusy 12 Legionowa 30 lok. 103

PRUSZYNKA Grochowa 3 Berlinga 17a

KPKM

QMEDICA

Składowa 11

Waszyngtona 30/1U

POLSKIE RADIO BIAŁYSTOK

Aristo HOTEL

GRAM OFF ON

KRAINA SMYKA

Kilinskiego 15

Malmeda 17

Kopernika 42

Trattoria Czarna owca

GRAN VIA

KULA HULA

Lipowa 6

Jurowiecka 31

GRODNO

LABALBAL

RETROSPEKCJA

Sienkiewicza 28

Warszawska 21 lok. 3

Wiejska 65 lok. 2

Lipowa 24

BTL

Żelazna 9

KIERMUSY Dworek nad Łąkami

Zamenhofa 19

Białostocki Teatr Lalek Kalinowskiego 1

Świerkowa 1

QUATTRO PIZZERIA Wysoki Stoczek 54

BOK

GRYFAN

MIĘDZY ZĘBAMI

SPONTI

Legionowa 5

Lipowa 6

Świętokrzyska 5 lok. U3

Alfa Centrum

Centrum zdrowia

GUSTO ITA LIANO

MOTOPUB

SPÓŁDZIELNIA

Młynowa 14

Skłodowskiej-Curie 8 /1

HIALURON

NEW OPTICA

Słonimska 2

Antoniukowska 56 lok. 38

SUPERNOVA DENTAL CLINIC

KEN 50/U4 Mickiewicza 39/U7

Champions SUPLE SHOP Mickiewicza 27

Starobojarska 12 lok. 8u

TCHIBO

COLOSSEUM

HOMESCHOOL

Kopernika 5

Żelazna 9 lok. 12a

Alfa Centrum, parter, lok. 24

CZARCI PUB&JADŁO

HOTEL 3 TRIO

LITTLE HELL

Hurtowa 3

Lipowa 4

D3 STUDIO

HOTEL BRANICKI

Jaroszówka 63

Zamenhofa 25

LONDON ACADEMY

Skłodowskiej-Curie 3

Efekt Proffessional

Częstochowska 3 Św. Mikołaja 1 lok. 7 Warszawska 55/1

ESKULAP Nowy Świat 11c Malmeda 6 Białówny 9/1

FITNESS PLACE PEJO Leszczynowa 25

50 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

TAKE2GO Atrium Biała

TEATR DRAMATYCZNY Elektryczna 12

TOKAJ Malmeda 7

HOTEL POD HERBEM

MANIAC GYM

VILLA TRADYCJA

Wiejska 49

Warszawska 79a

Włókiennicza 5

EMPIK

Sienkiewicza 3 Świętojańska 15 Miłosza 2 Hetmańska 16

Białówny 9/1

Warszawska 39 lok. 8

HOTEL PODLASIE 27 Lipca 24/1

INSTYTUT URODY Warszawska 57 lok. 4

INSTYTUT ZDROWEGO ODŻYWIANIA Częstochowska 18 lok U1

OPERA I FILHARMONIA PODLASKA

WARSZAWSKA 39 Warszawska 39

WILLA PASTEL Waszyngtona 24a

Odeska 1

JUBILECH

PIZZA HUT

Słonecznikowa 21

Sienkiewicza 3

ZDROWA SPIŻARNIA Świętojańska 8


fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 51


52 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Fakty Białystok 016  

Październikowe wydanie darmowego miesięcznika mieszkańców Białegostoku

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you