Page 1

ISSN 2299-4580

bezpłatny magazyn mieszkańców

NR 17

Białystok fakty.bialystok.pl

W życiu trzeba spokojności


- Bal -

S y lw e s t r o w y

POCZĄTEK BALU GODZ. 20.00 SYLWESTROWE MENU: • • • • • • • •

4 dania gorące bufet zimnych przekąsek sałatki, pikle owoce i desery tort noworoczny napoje bez limitu 0,5 l białej wódki lub wino dla pary bąbelki do wystrzału o północy

SZAMPAŃSKĄ ZABAWĘ DO BIAŁEGO RANA POPROWADZI • DJ Paweł Bałtyk • DJ Piotr Kuźma

PODCZAS WIECZORU

POKAZ TANECZNY ORAZ LOSOWANIE NAGRÓD NIESPODZIANEK!

Cena balu: 210zł od osoby! Goście balu sylwestrowego otrzymają 20% rabatu na rezerwację noclegów Rezerwacja:

Hotel 3Trio, ul. Hurtowa 3, 15-399 Białystok tel. 85 745 54 22, e-mail: marketing@hotel3trio.pl


6 12

16 26

20 46

5 6 8 10 12 14 5 16 6 17 10 18 12 19 14 20 15 22 16 25 18 26 20 28 22 30 23 32 34 24 35 26 36 28 38 30 39 32 40 34 43 36 44 38 45 40 46 40 48

SPIS TREŚCI spis tReści

MUZYCZNA JESIEŃ TRAKTORZYSTKA, KOMANDOSKA I KOCHANKA ANDRZEJ NIE ZNALAZŁ MI MĘŻA DEGUSTACJA PIWA. TAK! DEGUSTACJA MIEJSCE NA RZEŹBĘ I KULTURĘ ZAPOMNIANY CMENTARZ Z ULICY WASILKOWSKIEJ wstępniak SIEDEM FILMÓW POD KOCYK podlaskie blogowanie z kuchni Rodem SIEDEM KSIĄŻEK POD KOCYK zRób dobRze sobie i światu ESENCJA CLUBBINGU W DOBRYM STYLU lodówkowy suRvival NA BOGATO I W OSTROGACH teatR dla doRosłych NIECH ŻYJE BAL baRmani little hell polecają – the ugly… ZAMOTANE wZ WIZYTĄ sieci W PRACOWNI BIŻUTERIA NATURALNIE nominacja 2013 RAJDY JAK NARKOTYKI uczyłem się na własnych doświadczeniach INTELIGENCJA UKRYTA W SPORCIE

dni hiszpańskie JESZCZE ZAGRAMY2013 U WAS ŚMIERĆ METAL eneRgia odnawialna NAJWAŻNIEJSZA MIŁOŚĆ RozRywka madeJEST in białystok W TYM ROKU ŚWIĘTA BĘDĄ ZIELONE! zdRowy zestaw NAJBARDZIEJ KOCHANY NA ŚWIECIE? dlaczego twój pupil GRUBASEK jest wyjątkowy PODLASIANKA „POLAKÓW kaczka confitWŚRÓD i kRokodyle łzyZ WERWĄ” CO TO JEST CHIPTUNING? dzieło stwoRzenia JAK PODKRĘCIĆ BARSZCZ? gRamy dosyć dziwne Rzeczy DWA LATA Z FUTU hemp gRu – czas podsumowań KLIMATYZACJA NA KAŻDĄ PORĘ ROKU shoRtlist ZYSKAJ WODĘ CIEPLEJSZĄ NAWET O 15 STOPNI! dowody na nieistnienie dowodu ZIMOWE FOTOGRAFOWANIE wFELIETONY słońce wchodzą gRillowce rekLaMa REKLAMA

to się czy ta

fakty.bialystok.pl twoRzymy nowe miejsce w sieci, gdzie każdy z nas codziennie znajdzie coś ciekawego do poczytania. a to dopieRo początek :) nowość! bezpłatne ogłoszenia 4 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl 4 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

fakty Białystok nR 10 kwiecień 2013 ISSN 2299-4580

NR 17 LISTOPAD 2013

Adres redAkcji ISSN 2299-4580 ul. Ciepła 1 lok. 16, 15-472 Białystok, tel. 85 87 121 80 ADRES REDAKCJI www.fakty.bialystok.pl ul. Ciepła 1 lok. 16, 15-472 Białystok, tel. 85 87 121 80 Sekretarz redakCjI www.fakty.bialystok.pl Magdalena szewczuwianiec KOORDYNATORZY PROJEKTU FOtO Maciej Słupski Piotr Narewski, Maciej słupski Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska SkŁad P. O. SEKRETARZA REDAKCJI Łukasz słupski, Magdalena szewczuwianiec Marta Starzyńska ONLINe FOTO ewelina Oszmian DreamLightz Studio online@fakty.bialystok.pl Maciej Słupski, Piotr Narewski zeSPÓŁ Iwona i rafał Bortniczukowie (Mr & Mrs Sandman), SKŁAD Grzegorz Sienkiewicz (aga’s stuff), krzysztof SOBO PawełChlebowicz, Sobolewskiagnieszka biuro@sobo.pl Szubzda, Paweł Waliński ONLINE rekLaMa Paweł Waliński online@fakty.bialystok.pl reklama@grupa-optima.pl ZESPÓŁ MaciejGrzybek, kowalczuk Grzegorz Radek Oryszczyszyn, Radek Puśko, Karol Rutkowski, Agnieszka Sienkiewicz (aga’s stuff), MarketING Krzysztof ŁukaszSzubzda, słupskiPaweł Waliński REKLAMA PrOjekt GraFICzNy LayOutu reklama@grupa-optima.pl BeiNG.PL Maria Snarska BIurO BIURO Magdalena różycka biuro@grupa-optima.pl Urszula Bondaruk biuro@grupa-optima.pl

druk: Buniak druk DRUK: Buniak Druk

redakcja nie odpowiada za treść publikowanych reklam. redakcja nie zwraca maRedakcja nienie odpowiada za treść publikowanych reklam. Redakcjaoraz nie redakcyjnego zwraca teriałów zamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania materiałów nie zamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania oraz opracowania tekstów przyjętych do druku. Opinie i poglądy autorów nie zawsze są redakcyjnego opracowania tekstówredakcji. przyjętych do druku. Opinie i poglądy zbieżne z opiniami i poglądami autorów nie zawsze są zbieżne z opiniami i poglądami Redakcji. Copyright © Grupa Optima Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright © Grupa Optima Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek języku Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek języku bez bez pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony. pisemnej zgody Wydawcy jest zabroniony.

Foto na okładce: Piotr Narewski, Maciej słupski Foto na okładce: DreamLightz Studio, Piotr Narewski reklamy nieoznaczone w numerze na str: Treści reklamowe w numerze na stronach: 2, 3, 13, 15, 23, 26, 28, 29, 39, 43, 44 2, 3, 4, 6, 8, 10, 12, 14, 16, 18, 19, 21, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 32, 34, 36, 38, 40, 42, 43, 44, 45, 47, 49, 51, 52 wydAwcA Grupa Optima Sp. z o.o. Grupa Optima Sp. z o.o. ul. Ciepła ul. Ciepła 1 lok.116lok. 16, 15-472 Białystok 15-472 Białystok

WYDAWCA


REKLAMA

F O T OR E L AC JA

Muzyczna Jesień


CZ Ł OW I E K

Traktorzystka, komandoska i kochanka

TEKST Paweł Waliński FOTO DreamLightz Studio, Piotr Narewski

O magii Podlasia, współczesnej kobiecie, teatrze i życiu z Andrzejem Beją-Zaborskim rozmawiał Paweł Waliński

Na dniach andrzejki. Kultywuje Pan jakieś obyczaje? ABZ: Kiedyś oczywiście laliśmy wosk, bawili-

tradycje: kulturowe, religijne. I na ich styku wszystko się miesza, powstaje tygiel – ale fantastyczny.

żyje. Usiądę, posłucham ciszy i jest genialnie. A tu gonitwa, kasa... Zawał zawałem pogania. W życiu potrzeba trochę spokojności.

Żona kisi kapustę nogami?

Nie to pokazuje, co trzeba?

Tak już zupełnie w kontekście realizmu magicznego... Zna Pan jakieś naprawdę odjechane zabobony?

śmy się w takie rzeczy. Teraz, kiedy stuknęła już sześćdziesiątka, ten wosk... (śmiech)

ABZ: Dokładnie. Jakieś lęki, depresyjne stany... Po co mi to potrzebne? Ale jak sięgam pamięcią, andrzejki zawsze jakoś obchodziło się uroczyście.

Jest Pan kojarzony – głównie przez rolę komendanta w filmach Jacka Bromskiego z serii „U pana Boga...” – jako symbol Podlasia, a z Podlasia Pan nie jest... ABZ: Generalnie to jestem Podlasiakiem.

Moja mama i żona stąd pochodzą, a i ja większość życia spędziłem na Podlasiu. Kocham te tereny, Podlasiem jestem cały czas zauroczony. Wczoraj wróciłem od siebie, z lasu, i jest genialnie. Szkoda, że zima idzie i nie będzie jak w buszu posiedzieć.

Czy można mówić o jakiejś magii Podlasia? ABZ: Oczywiście, że tak. Gdzie się nie ru-

szysz, to jest jakaś magia. Wystarczy pojechać za Białystok, na wieś, porozmawiać z tubylcami. Mieszkam na Czarcim Uroczysku, więc – kochany – to nie jest zabawa. Każda z tych społeczności ma swoje 6 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

ABZ: Oczywiście. U siebie na wsi biorę od

pewnej pani jajka. Bo lepsze od sklepowych, „kurzęcze”, „nasze”, niepędzone sztucznie. Pani oczywiście rozmawia „po naszemu”. Ostatnio na polu zobaczyła odcięte kurze łapki. „Oj, ta swołocz już rzuca na mnie czary!” – mówi. Pytam: „Pani Nino, jaka swołocz?!”. „O, to pan nie wie? Ta swołocz rzuci czary i nie będzie nic rosło, ozimina nie wzejdzie”. Oczywiście, że żyjemy w jakimś magicznym kulcie. Jak porozmawiasz z „tutejszymi”, to niby XXI wiek, Europa – a oni żyją w tym swoim świecie. I to jest fantastyczne.

Taki Królowy Most, tylko na trzysta tysięcy ludzi? ABZ: Tak! Jak mówił Krzysiek Dzierma [w se-

rii „U pana Boga...” grał proboszcza – red.]: po co nam ten świat? To raczej on nas potrzebuje, a nie odwrotnie. I coś w tym jest. Skąd ten ciąg ludzi na prowincję? Kupują domy, przesiedlają się. Bo ile można patrzeć na te samochody? Na prowincji inaczej się

ABZ: Nie! Moja małżonka jest normalną kobietą: matką, żoną, babcią, kiedyś była bizneswoman...

Czyli kobieta współczesna, nie magiczna? ABZ: Nie! Ona cała jest magiczna. Głównie

dlatego, że nie ma nic wspólnego z typową bizneswoman. Bo w typowej, współczesnej kobiecie sukcesu – jaka jest magia?

Finansowa? ABZ: Chyba tylko taka. Dzisiejsze kobiety są

tak wyemancypowane, że same nie wiedzą, kim są. Taka chciałaby być naraz i traktorzystką, i komandosem, i kochanką. I wielbioną, i delikatną... To są sprzeczności, że kiedy dziś patrzysz na świat, na kobietę, to... Nikt nie wymaga od niej, żeby była zawsze krucha i delikatna jak bławatek. Ale nieraz kobieta jest dziś bardziej męska niż mężczyzna.

Coś o tym wiem... Zmieniając temat – czy z Białegostoku do Warszawy jest dalej, niż z Wrocławia do Warszawy? Czy stąd trudniej się przebić do stolicy? Do mainstreamu?


CZ Ł OW I EK

tak. Bo na dwoje babka wróżyła. Może dlatego nie zatraciliśmy tego, co jest najistotniejsze: wzajemnej tolerancji, otwartości, magii, gościnności, szczerości. Fatalnie się czuję w dużych miastach. Kilka propozycji już w życiu miałem, żeby się przenieść do Warszawy. Ale nie chcę tam być.

Mamy jeden z najlepszych teatrów lalkowych w Polsce, jeśli nie w Europie. Niezły Teatr Dramatyczny. I te teatry jeżdżą, zbierają nagrody. Ale aktorzy, którzy chcieliby pograć w filmach, w telewizji, jakoś się nie przebijają. ABZ: Po pierwsze, trzeba mieć niemało szczę-

ścia. Po drugie: w zawodzie jest olbrzymia konkurencja. Więc trzeba siedzieć „tam” i pilnować swoich interesów, chodzić po castingach i opowiadać, jaki to jest człowiek fantastyczny. Bo teraz nie ma tak, że reżyser gdzieś kogoś zobaczył i przyjedzie specjalnie się tu z kimś spotkać. Wielu genialnych artystów siedzi gdzieś w Polsce i nikt o nich nie usłyszy. Po trzecie: może ktoś nie chce filmów i telewizji? Może teatr mu wystarczy...

A jak z popularnością teatru dziś? ABZ: Masa białostoczan – inteligentnych, wy-

kształconych, nie bywa w ogóle w teatrze. To dla mnie kuriozum. Nawet spośród moich kolegów. Może jedna na dwadzieścia osób z ulicy powie, że była w teatrze lalek. Reszta będzie przeświadczona, że to teatr dla dzieci. To też kwestia nośnika. Film można zo-

baczyć na DVD, włączyć radio... Teatr do ciebie nie przyjdzie. To kwestia przestrzeni, kontaktu żywy aktor-widz; taśma czy płytka tego nie oddadzą...

No i trzeba się wybrać, pachę umyć, człowiek nastawia się na pewne sacrum... ABZ: Tak. Przynajmniej jest okazja, żeby za-

jąć się osobistą higieną… (śmiech). Ale chodzi o to, że światła gasną i jest magia, a potem zapalają, i magia pryska. Inny świat. Nie ma, że pauzujemy i wychodzimy na siusiu.

Pana najbliższe plany artystyczne? ABZ: Pracuję teraz z panią Jolantą Rogow-

ską nad swoim benefisem. Będzie to spektakl „Krzywa wieża” Nadieżdy Ptuszkiny. Premierę planujemy w grudniu. Poza tym gram po całej Polsce w bardziej komercyjnych przedsięwzięciach – bo z czegoś muszę żyć. To plany najbliższe, bo ja raczej w ogóle nie planuję. Co Bogu skapnie z talerza – za to dziękuję...

Pytanie, które słyszał Pan milion razy – jakieś anegdotki związane z policją... ABZ: Policję traktuję poważnie: jak swoich, C

a oni mnie podobnie. Oczywiście tego nie M wykorzystuję, ale są skłonni łagodniej paY trzeć na drobne przewinienia, za co serdecznie dziękuję. Bo chyba jestem najbardziej CM znanym „policjantem”... MY

A za co Pan kocha „Fakty Białystok”? Jak to za co? Za fakty!

REKLAMA

ABZ: Może i tak. Ale może i dzięki Bogu, że

CY

CMY

K

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 7


OBYC Z AJ E

J

ako dziecię pochodzące z prawego łoża, z ojca – Andrzeja zrodzone, wiedziałam od razu, że trzydziestego listopada trzeba było coś lać. Skoro w poprzedniej epoce o wosk łatwo nie było, musiała wystarczyć procentowa woda na kartki. Zwłaszcza że tatko dobrze zaznajomiony był z personami, które zawsze w chwilach kryzysu mogły trunkiem poratować. W moim domu wosku na Andrzeja się nie lało. Imieniny głowy rodziny – owszem – były lane, ale zawsze czym innym; na pewno nie woskiem i na pewno nie przez klucz.

Wróżby i lanie wody

NIE ZNALAZŁ MI MĘŻA TEKST Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska

Wiadomo. Każda panna na wydaniu nie marzy o niczym innym, jak tylko o wy jściu za mąż. Kiedy to nastąpi? Kim on będzie? I le dzieci z tego wyniknie? Na te pytania od lat znają odpowiedzi różnej maści wróżki i – nie wiedzieć czemu – niejaki Andrzej.

8 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Gąsior prawdę Ci powie Panny, którym mąż potrzebny był „na gwałt”, sprowadzały do domu gąsiora. Ten miał za zadanie podejść do jednej z nich. Ot, i całe wszystko. Wybranka nie posiadała się ze szczęścia, bowiem to ona jako pierwsza miała zostać mężatką. Dziwne to były obyczaje. Chodzący gąsior na Andrzeja? Najpierw trzeba chyba było z jeden opróżnić, żeby widzieć, jak drugi – inny – sam chodzi i pannę wybiera. Ale cóż, domostwa różne, to i obyczaje różne. W moim gąsior zazwyczaj stał nieruchomo i nikomu nie wolno się było do niego zbliżać. Mało tego: zabezpieczony był jeszcze, aby zimno mu przypad-

FOT. SXC.HU

Andrzej

Choć inne panny pod koniec listopada cisną się po wróżby do Andrzejów, mój tata Andrzej nigdy nie wiedział, co i kiedy się ze mną stanie. Nie mówił nic, że kiedyś wyjdę za mąż. Może żeby mi coś wywróżył, powinnam na ową okoliczność złożyć jakiś podarek? Może złota chciał? Albo banknotów zielonych duży plik? Ale nie mówił nigdy, że potrzebuje tego ode mnie. Tak czy owak, najbliższy memu sercu Andrzej niczego nie wiedział i niczego nie przepowiedział. Za wróżbę wzięli się za to inni. Na seansach lali wodę, i to wcale nie ognistą. Tam, gdzie u wejścia do domów wiszą dzwoneczki, gdzie na stole stoi kryształowa kula, a już od progu unosi się zapach kadzidełek mających oczyszczać wszystkich i wszystko dookoła, lała się słowna woda. Prawie jak ta ognista na imieninowym stole mojego protoplasty. Panny przychodziły i zostawiały podarki, pieniądze, kosztowności, by dowiedzieć się, kiedy w końcu spotka je szczęście w postaci „tego” mężczyzny. A ów – wiadomo – wcześniej czy później i tak będzie chodził w rozklapanych papciach, z klinem od galotów w okolicy kolan, i będzie chciał, żeby mu jeść podano po pracy. Po co to? Na co ta wiedza? I czy warta ona tych wszystkich podarków i kosztowności? Chyba coś jest na rzeczy, bo od dawien dawna po dziś dzień wróżki i inne czarownice swoje złote plony mają w okolicy święta Andrzeja.


OBYCZ AJ E

kiem nie było. Koce miał na sobie oraz kożuch dziadkowy, a tatko doglądał co kilka dni, czy aby z nim wszystko dobrze. Tak pielęgnowany gąsior stał w cieple pod strażą dorosłych, aby w święto Andrzeja zabawić zgromadzonych gości. Nie widziałam nigdy, żeby chodził i żeby do panien coś mówił, ale widziałam za to, jak życia z niego ubywa. Im więcej życia mu ubywało, tym więcej radości panowało przy imieninowym stole. Panny jakoś o nic nie pytały i nie czekały. Za to solenizant nosił go z dumą, częstował tym, co było w środku i chełpił się owym gąsiorem, aż niektórym sił brakło i musieli opuścić zacne grono imieninowych gości. Może tata za mało tego gąsiora trenował? Może przegrzał pod kożuchem dziadkowym? Bo gąsior nie chodził i żadnej panny nie wybierał. Jako dziecko słyszałam tylko kilka razy, że „chodzi w gąsiorze”. Ale co to mogło być? Tego ustalić się nie dało…

Lewy but pod drzwiami W poszukiwaniach męża liczy się przede wszystkim wytrwałość. Można chodzić, błądzić, ale finalnie liczy się dojście do celu. Nie wiem, jak się ma to do sukcesu, ale szwędanie się w jednym bucie raczej do przyjemnych nie należy. Zwłaszcza w listopadzie. Jednak dla przyszłego męża wypada się poświęcić. Niegdyś panny ustawiały swoje lewe buty w odległym końcu domu i ruszały nimi naprzemiennie, by wiedzieć, która pierwsza narzuci ślubny welon. Na Andrzeja w moim domu butów było co niemiara. Nawet w odległych jego częściach. Zwłaszcza

kiedy pora opuszczenia lokalu mieszkalnego solenizanta się zbliżała, zdarzało się, że goście wychodzili w dwóch lewych butach, inni w dwóch prawych, jeszcze inni w jednym sznurowanym, a w drugim na rzepy. Muszę powiedzieć, że dojście do drzwi było nie lada wyzwaniem. A zejście po schodach urastało do miana wyższej lekkoatletyki czy wręcz gimnastyki artystycznej. Tata – wróżbita Andrzej – miał za to później do rozwikłania prywatną zagadkę. Musiał bowiem dopasować do siebie wszystkie części garderoby, które goście nieroztropnie pozamieniali między sobą z powodu wcześniej opisywanego gąsiora oraz lania wody ognistej. Trzeba było znaleźć posiadacza dwóch lewych trzewików. Dopasować do niego ciotkę, która wyszła w dwóch prawych, w tym jednym mojej rodzicielki. Takie zdolności może mieć tylko wróżbita Andrzej, nawet jeśli głowa go bolała i słyszał, jak kot za oknem za głośno człapie. Panny, które zjawiały się na zabawie andrzejkowej, jakoś zapominały na drugi dzień o powodzie, dla którego przyszło im zmierzać do drzwi w lewym bucie. Radości zaś nie było końca z powodu nie rychłego zamążpójścia, a z powodu odzyskanego obuwia. Taka magia na Andrzeja się dzieje. Pochodzenie andrzejkowych wróżb matrymonialnych nie jest do końca znane. Źródła historyczne nie mówią, skąd się to wzięło. Dla mnie andrzejki znane są od urodzenia. Co roku przeżywamy magię tego dnia.

REKLAMA

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 9


B R O WA R

Kolega Piotr – zdolny i skromny młody człowiek. Zastrzegł, że pomoże mi przygotować artykuł, tylko jeśli nie podam jego nazwiska. Nie podaję. Na co dzień pasjonuje go piwowarstwo domowe.

DEGUSTACJA PIWA. TAK! DEGUSTACJA

TEKST Grzegorz Grzybek, citybranding.natemat.pl

Dobre piwo musi być schłodzone – jeśli Twoja wiedza o piwie ogranicza się do tego stwierdzenia, sporo tracisz. Sam przekonałem się o tym, odwiedzając w towarzystwie pasjonata domowego piwowarstwa trzy białostockie knajpy. Wspólnie z kolegą Piotrem wybraliśmy trzy miejsca, o których już od jakiegoś czasu słyszę, że w temacie piwa oferują coś ponadprzeciętnego. Piotr nie należy do Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych, nie skończył kursu sensorycznego, ale za to od ponad roku sam przyrządza w domowym zaciszu piwo własnej roboty. Pasjonuje się tym, fantastycznie opowiada o piwie i procesie jego powstawania. Przez ostatni rok wyprodukował około dwustu litrów tego trunku. Poprosiłem go o wybór i przetestowanie trzech piw w każdym z lokali. Specjalnie dla Czytelników „Faktów Białystok” zdobyłem krótką recenzję i oceny w skali od 1 do 10.

KAJAR

GRAMOFON

MULTIBROWAR

Zamojskie jasne

Magnus Wiśniowy

Mahr Weisse

FOT. Z ARCH. LOKALI

OCENA SENSORYCZNA: 3 ZAWARTOŚĆ ALKOHOLU: 5,2% Za krótko leżakowało, przez co pachnie diacetylem. Smak: OK, ale diacetyl dyskwalifikuje to piwo.

10 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

OCENA SENSORYCZNA: 4 ZAWARTOŚĆ ALKOHOLU: 6% W zapachu nie czuć nic poza syropem wiśniowym. Osobiście wolę mniej monotonne piwa. W smaku wiśniowe, rumowe – nic więcej.

OCENA SENSORYCZNA: 5 ZAWARTOŚĆ ALKOHOLU: 4,9% Przyjemny zapach. Czuć banana i goździki. Smaczne. Kwaskowate i cytrusowe. Brak piany, słabo nagazowane.


B R O WA R

Kormoran jasne niefiltrowane

Baltas

OCENA SENSORYCZNA: 6 ZAWARTOŚĆ ALKOHOLU: 5,4% Bardzo delikatne. Czuć banany i goździki. Pachnie gorzej od Mahra, ale za to ma lepszą pianę. W smaku kwaskowaty, trochę cytrusowy. Gdyby nie zapach, ocena wyniosłaby 7/10.

OCENA SENSORYCZNA: 7 ZAWARTOŚĆ ALKOHOLU: 4,9% Aromat: drożdże, słód, chmiel (nie za dużo). Smak – przede wszystkim chmielowa goryczka, porządnie nachmielony lager.

Żywe OCENA SENSORYCZNA: 6 ZAWARTOŚĆ ALKOHOLU: 6% Bardzo smaczny lager. Niezepsuty. Lekka goryczka, słodowy smak. Bez zastrzeżeń.

Namysłów białe pszeniczne

OCENA SENSORYCZNA: 7 ZAWARTOŚĆ ALKOHOLU: 5% Aromat: typowy dla piw belgijskich – trochę przyprawowy, trochę cytrusowy. Smak: delikatne, kwaskowate, cytrusowe.

Fantastycznie jest wybrać się ze znajomymi jednego wieczoru do kilku miejsc w różnym klimacie. Każde, które wymieniam w artykule, oferuje nie tylko szeroki wybór piw z całego świata, ale też bardzo klimatyczne rozmowy z barmanami i barmankami. Przytulny, knajpiany charakter Gramoffonu zupełnie różni się od Multibrowaru, doskonale nadającego się na np. wyjście z kumplami na mecz. Zupełnie zaskoczył mnie Kajar w Operze i Filharmonii Podlaskiej przy Odeskiej – degustacja piwa w knajpie za 220 milionów złotych zakończona np. premierą „Traviaty” to naprawdę ciekawa propozycja.

Grand Imperial Porte

OCENA SENSORYCZNA: 8 ZAWARTOŚĆ ALKOHOLU: 8% Aromat: śliwka, ciemna czekolada, wiśnia. Smak: kawa, gorzka czekolada, trufla. Bardzo złożony smak, pełne, palone. Mocne, duża zawartość alkoholu. Typowo polskie.

REKLAMA

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 11


SZTUKA

MIEJSCE NA RZEŹBĘ I KULTURĘ TEKST Krzysztof Romaniuk FOTO DreamLightz Studio, Piotr Narewski

Pracownię ma w dawnym kurniku jego taty. Występował u niego sam Jose Torres. Jego prawdziwą pasją jest zaś ojcostwo. Kto taki? Michał Jackowski, białostocki rzeźbiarz, którego prace zdobią nasze miasto.

C

hoć budynek przy ul. Polnej 20 na Zawadach wygląda dość niepozornie, mieści się tu zarówno pracownia rzeźbiarska (na parterze), jak i miejsce, które można nazwać prywatnym domem kultury (na piętrze). Jeszcze do niedawna działała tu nawet szkoła tańca. – Zapraszam ludzi, którzy mają ciekawe pomysły, np. na wystawy, spotkania, czy warsztaty. Można organizować tu kameralne koncerty. Kilka już się zresztą odbyło. Trzy lata temu gościliśmy nawet Jose Torresa. Razem z grupką znajomych zawiązaliśmy wtedy inicjatywę Mała Havana. Zanim Torres wystąpił w Spodkach, przywieźliśmy go tutaj. I jak to z Latynosami bywa, kolacja zmieniła się w imprezę taneczną – śmieje się Michał Jackowski.

Prywatna inicjatywa kulturalna Przy Polnej 20 działa też młodzieżowy klub łuczniczy. – Na osiedlu znalazło się dwoje starszych zawodników łucznictwa, którzy powiedzieli, że chcą podzielić się swą pasją. Mam piątkę dzieci, z łuku strzela czwórka. Klub działa już od dwóch lat. Należy do niego piętnastka dzieciaków. Ostat12 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

nio byliśmy na mistrzostwach Polski. Wystawiliśmy najmłodszego uczestnika zawodów – sześciolatka, który zmagał się z dwunastolatkami. Jako że moją pasją jest ojcostwo, prowadzone są tu też warsztaty w ramach ogólnopolskiej inicjatywy „tato.net” – opowiada Michał Jackowski. Na parterze budynku (jeszcze cztery lata temu był tu kurnik) znajduje się pracownia rzeźbiarska. Łatwiej powiedzieć, czego tam nie ma, niż co tam jest. Obok siebie stoją modele Matek Boskich, aniołów, rycerzy, a nawet Księżniczka-Truskawka, której rzeźba zdobi rynek w Korycinie. W sąsiadującym pomieszczeniu pracują dwaj koledzy Michała: Łukasz Giersberg i Andrej Bakumenko. Co ciekawe, ten ostatni jest nie tylko rzeźbiarzem, ale też piosenkarzem. Gdy odwiedziliśmy ich pracownię, heblowali właśnie czterometrową rzeźbę w drewnie, która stanie w kościele NMP Matki Kościoła przy ul. Pogodnej 63. Zanim jednak rzeźbiarze zaczną pracować nad konkretną postacią, tworzą modele – zazwyczaj z gliny ceramicznej. Skale są różne – 1:3, czy nawet 1:1. W pracowni widzieliśmy modele dwóch trzymetrowych rzeźb, które staną na zapleczu Pałacu Branickich.

– Pierwsza będzie przedstawiała Pana, greckiego boga opiekuńczego lasów i pól, którego atrybutem była fletnia. Obok niego ustawiona będzie nimfa Syrinks. Według legendy, gdy Pan ją ujrzał, zapragnął ją posiąść. Nimfa, uciekając przed nim, w ostatniej chwili zamieniła się w trzcinę rosnącą nad brzegiem rzeki Ladon. Pan postanowił zerwać roślinę i połączyć poszczególne łodygi woskiem. W ten sposób powstał instrument muzyczny, wspomniana fletnia Pana – opowiada Michał Jackowski.

Rzeźbiarz i konserwator Otoczenie Pałacu Branickich zna jak własną kieszeń. To spod jego ręki wyszły też elementy rzeźbiarskie, które zdobią przepiękny Pawilon pod Orłem. Co ciekawe, ma własny pomysł na okołopałacową przestrzeń. – Namawiałbym władze miasta do stworzenia czegoś na wzór Central Parku w Londynie, gdzie lokalni artyści mogliby pokazywać swoje prace. Można byłoby stworzyć takie miejsce na dziedzińcu Pałacu Branickich. W Wersalu obok rzeźb historycznych ustawiane są współczesne (oczywiście czasowo). Mijamy szpaler klasycznych postaci, aż tu


Podróż na Lipowej Oczywiście nie zajmuje się on wyłącznie odtwarzaniem. Stworzył też na wskroś współczesną rzeźbę „Podróż”, która stanęła przy ul. Lipowej. To – symbolizujące podróżowanie – wielkie koło. – Można postrzegać tę rzeźbę jako historię życia. Koło jest popękane, w szprychy ma wplecione liście. Na przedzie siedzi zaś kukła, którą nazwałem nawigatorem. Jedno oko ma zasłonięte. Nie wiadomo więc, czy dobrze nas prowadzi. Na górze siedzą dwaj pajace. A koło pcha król. Czyli wszystko jak w życiu – śmieje się rzeźbiarz. Co ciekawe, rzeźba ma zamontowanych dziesięć wizjerów. Jeśli się w nie zajrzy, zobaczymy slajdy z różnych przedstawień Biało-

stockiego Teatru Lalek. To zresztą nie koniec ciekawych pomysłów. – Złożyłem ostatnio podanie do urzędu miejskiego, by mój projekt był kontynuowany. Z pierwotnego założenia wynikało bowiem, że koło będzie jakby odciskało na posadzce chodnika napis: „Navigare necesse est”, czyli: „Żeglowanie jest rzeczą konieczną”. Litery pokazywałyby przechodniom kierunek do Białostockiego Teatru Lalek. Na trasie miało być też ustawionych kilka mniejszych rzeźb przedstawiających kukły wykorzystywane w przedstawieniach BTL-u – mówi Jackowski. Znany jest też z rzeźb sakralnych. – Najpełniejsze z moich realizacji to rzeźby ustawione w kościele Matki Bożej Fatimskiej przy ul. Kraszewskiego 15b. Pracowaliśmy razem z Tomaszem Czajkowskim, który był odpowiedzialny za wystrój wnętrz – opowiada Jackowski. Główną ozdobą świątyni jest ponadośmiometrowa kompozycja z marmuru. Na skale klęczą dzieci z Fatimy. Nad nimi unosi się Madonna. W tle zlokalizowana jest z kolei ponadstumetrowa mozaika z kamienia i złota. W świątyni można też podziwiać niekonwencjonalne stacje drogi krzyżowej. Rzeźbiarz celowo zaburzył tu proporcje i zastosował spore zbliżenie twarzy. Robi to piorunujące wrażenie, szczególnie kiedy odpowiednio zastosuje się podświetlenie postaci.

REKLAMA

SZTUKA

nagle wyłania się wielki, złoty królik. Kontrast jest świetny. Myślę, że u nas też by się to sprawdziło – twierdzi Michał Jackowski. Oprócz rzeźbienia (a robi to w takich materiałach, jak: biały marmur, piaskowiec, granit i drewno), zajmuje się też konserwacją. – Kilka ładnych lat zajęło mi konserwowanie oryginalnych rzeźb z Ogrodu Branickich. Najbardziej kręci mnie jednak rekonstrukcja. Mamy z nią do czynienia na przykład przy dwóch wspomnianych rzeźbach. Z jednej strony odtwarzam coś w stylu klasycznym, ale dodaję też sporo od siebie – twierdzi nasz rozmówca.

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 13


PA M I Ę Ć

W

ielu z nas pewnie mija to miejsce nie podejrzewając nawet, że pobliżu znajduje się nekropolia. Choć tak naprawdę to jedynie jej skrawek. Cmentarz ewangelicki rozciągał się na znacznej części dzisiejszego osiedla w okolicy ul. Pułkowej. Bloki zaczęto tu stawiać w latach 70. dwudziestego wieku. Cmentarz był już wówczas ruiną. Zaraz po II wojnie światowej, jako odwet na wszystkim, co kojarzyło się z Niemcami, niszczono i rozkradano kamienne nagrobki. Przed całkowitą dewastacją uratował cmentarz Antoni Oleksicki, konserwator zabytków, który w 1989 roku wstrzymał decyzję ówczesnych władz o likwidacji cmentarza. Jeszcze w tym samym roku urzędnicy miejscy zlecili opracowanie koncepcji architektonicznej dla utworzenia tu lapidarium. To ostatnie powstało w latach 1994-96. Stworzyli je rzeźbiarz Jerzy Grygorczuk i Tadeusz Baks. Zbudowano murowane ogrodzenie, do którego przymocowane zostały fragmenty dawnych nagrobków. Kamienie tworzą bardzo ciekawą mozaikę, która z pewnością zachwyci wszystkich miłośników historii. Czytając zamieszczone na grobach inskrypcje można się przekonać, jak znamienitych obywateli naszego miasta tu chowano. Wśród nich są groby tak znanych fabrykanckich rodów, jak: Commichau, Moesowie, czy Hasbachowie. Co ciekawe, z grobowca tych ostatnich zachował się – stojący na terenie lapidarium – krzyż z czarnego granitu.

TEKST Krzysztof Romaniuk FOTO Karol Rutkowski

„Pocztówki z Białegostoku” – taki tytuł nosi komiks o naszym mieście autorstwa Joanny Karpowicz. Oglądając poszczególne plansze (które jak luźne scenki rodzajowe składają się w opowieść o Białymstoku), natkniemy się na tę o cmentarzu ewangelickoaugsburskim u zbiegu ul. Wasilkowskiej i 42. Pułku Piechoty (dawna ul. 27 Lipca). Znajduje się on tuż za stojącym przy skrzyżowaniu marketem.

14 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Trzeba jednak pamiętać, że nie chowano tu tylko Niemców. Był to cmentarz dla wyznawców Kościoła ewangelicko-augsburskiego, a więc również Rosjan czy Polaków. O ile zachowane inskrypcje pisane są w większości po niemiecku, to zachowała się także jedna po polsku. To nagrobek Klary Dądziło, z którego dowiadujemy się, że żyła ona 65 lat, a zmarła 3 stycznia 1937 roku. Uwagę przechodnia przykuwa też ciekawa rzeźba, którą ustawiono w jednej z wnęk muru. Przedstawia ona odzianą w długą szatę kobietę. Rzeźba jest niekompletna, posąg nie ma głowy. Cmentarz powstał pod koniec XIX wieku, kiedy zapełniała się już protestancka nekropolia zlokalizowana na dzisiejszym Rynku Siennym. Wybrano akurat miejsce przy dzisiejszej ulicy Wasilkowskiej, bo w tamtych czasach były to tereny leżące już poza miastem. Pierwszy pogrzeb odbył się tu dokładnie 27 maja 1885 roku. Najważniejszym punktem cmentarza było wzgórze z grobowcem Hasbachów oraz nieistniejąca już kaplica. Do dziś przetrwało za to mauzoleum poświęcone niemieckim żołnierzom, którzy w 1915 roku walczyli w bitwie pod Tannenbergiem. Miejsce pamięci powstało w 1916 roku. Stoi tu granitowy obelisk zwieńczo-

FOT. SXC.HU

ZAPOMNIANY CMENTARZ Z ULICY WASILKOWSKIEJ

Kobieta bez głowy


PA M I Ę Ć

ny żołnierskim hełmem. Wbrew obiegowej opinii, nie leżą więc w tym miejscu żadni hitlerowcy. W 2002 roku niemiecka fundacja „Pamięć” ekshumowała zwłoki żołnierzy pochowanych podczas II wojny światowej i przeniosła je na cmentarz niemiecki w miejscowości Bartosze koło Ełku.

Hetman fanem niemieckiego rzemiosła Faktu obecności Niemców w Białymstoku nie należy łączyć tylko z trzecim rozbiorem Polski (kiedy nasz region przypadł na krótko Prusom), czy obydwiema wojnami światowymi. Mniejszość niemiecka zaczęła się w naszym mieście formować już w czasach Jana Klemensa Branickiego. Hetman sprowadzał bowiem niemieckich rzemieślników do budowy i obsługi jego wystawnej rezydencji. Takie nazwiska, jak Herman czy Blum nikogo w XVIII-wiecznym Białymstoku nie dziwiły. W XIX wieku Niemcy współtworzyli lokalny przemysł włókienniczy, dzięki któremu pod koniec tamtego stulecia Białystok nazywany był Manchesterem Północy. Wtedy już jednak niemieckich fabrykantów zastępowali Żydzi, którzy w swych zakładach wyrabiali towar jakościowo gorszy, ale znacznie tańszy w produkcji. Pisząc ten tekst, korzystałem z książki Barbary Tomeckiej i Jolanty Szczygieł-Rogowskiej „Cmentarz ewangelicki w Białymstoku przy ulicy Wasilkowskiej”.

Lapidarium zabytkiem Służby konserwatorskie zdecydowały w tym roku o wciągnięciu lapidarium cmentarza przy ul. Wasilkowskiej do rejestru zabytków. Dotychczas cała dawna nekropolia figurowała w ewidencji zabytków. Była to jednak dość iluzoryczna ochrona, bo na znacznej części terenu nagrobków nie ma już od dawna. Sytuacja została więc uporządkowana. Na terenie dawnego cmentarza, gdzie nie postawiono bloków, rośnie obecnie zieleń miejska. REKLAMA

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 15


K U LT U R A

SIEDEM FILMÓW POD KOCYK TEKST Karol Rutkowski

Ogródki piwne dawno zniknęły z centrum. Kapryśna pogoda niespecjalnie zachęca też do dłuższych spacerów parkowymi alejkami. Korzystając z coraz dłuższych wieczorów, warto na nowo przeżyć niezapomniane chwile z bohaterami największych dzieł dużego ekranu. FORREST GUMP

GLADIATOR

Nierozgarniętego Amerykanina pokochały miliony widzów na całym świecie. Razem z tytułowym bohaterem wędrujemy przez epokę hipisów, walczymy w Wietnamie, by w końcu przekonać się, jak rokujący na nieudacznika dzieciak staje się... krewetkowym milionerem. Pełna uroku, humoru i wzruszających momentów historia „american dream” to absolutny klasyk w domowej wideotece.

Do czego zdolny jest zaprawiony w bojach legionista, pozbawiony wszystkiego, co w życiu ważne? Jak daleko mogą posunąć się ludzie owładnięci chorą żądzą władzy? Kim tak naprawdę byli z pozoru brutalni i wyszkoleni wyłącznie do walki gladiatorzy? Osadzona w realiach imperium rzymskiego produkcja Ridleya Scotta może okazać się niezwykle pomocna przy znalezieniu odpowiedzi na każde z tych pytań. Perfekcyjna scenografia, realistyczne pojedynki i świetna rola tytułowa Rusella Crowe’a na długo zostają w pamięci.

8. MILA Tylko nieliczni muzycy mogą pochwalić się wybitną grą aktorską. Eminema bez wątpienia należy do tej wąskiej grupy zaliczyć. Na opowieść o chłopaku z przyczepy kempingowej, dla którego hip-hop stał się sensem życia, wielu fanów rapera czekało z zapartym tchem. Było warto, bowiem Slim Shady nie tylko perfekcyjnie wcielił się w główną rolę, ale zadbał też o odpowiednią ścieżkę dźwiękową. Za utwór „Lose Yourself” jako pierwszy MC w historii otrzymał Oscara. Ponadto warto zaznaczyć, że scenariusz czerpie wiele wątków z życiorysu artysty.

PULP FICTION Filmy Quentina Tarantino zawsze wzbudzają emocje. Nie inaczej jest w tym przypadku. Pośród iście gwiazdorskiej obsady pojawili się John Travolta, Samuel L. Jackson oraz Bruce Willis. Niezapomniane dialogi, legendarne postaci i niesamowite zwroty akcji zapisały się grubą czcionką w historii kinematografii. Film jest świetną propozycją dla tych, którzy chcą dać się ponieść magii reżysera z Knoxville, ale nie bardzo wiedzą, co wybrać na początek.

16 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

BRAVEHEART: WALECZNE SERCE Najcenniejszą wartością każdej nacji jest wolność. W XIII wieku Szkoci musieli przejść jednak niezwykle krwawą drogę, aby wyrwać się spod jarzma angielskiej dominacji. Trzask oręża, widowiskowe krwawe bitwy i Mel Gibson w roli bohatera narodowego to tylko niektóre z atutów dzieła. Chociaż akcja filmu znacznie rozmija się z faktami historycznymi dotyczącymi Williama Wallace’a, to bez wątpienia jest to jedna z największych perełek kinematografii.

KRÓL LEW

MIASTO BOGA

Nie było w latach 90. lepszego filmu animowanego. Historia młodego króla zwierząt i jego przyjaciół na przemian bawi i wzrusza. Chociaż lata mijają, produkcja nie straciła ani trochę na swej aktualności. Świetny scenariusz, genialna ścieżka dźwiękowa i cytowane już dziś z pamięci teksty Timona i Pumby to absolutny klasyk dla widzów w każdym wieku.

Na pozór piękna i intrygująca Brazylia nie zawsze jest przyjaznym miejscem. Najlepiej wiedzą o tym mieszkańcy biednych dzielnic Rio de Janeiro. Film oparty na historii Paolo Linsa „Cidade de Deus” pokazuje prawdziwe oblicze slumsów, gdzie młodzi ludzie wplątani w wojny gangów nie mają zbyt wielu perspektyw. Warto zaznaczyć, że wydarzenia, które oglądamy, nie są literacką fikcją. Dzieło Fernando Meirellesa porusza brutalnością, jednocześnie uświadamiając widza, że świat znany z południowoamerykańskich telenowel wygląda zupełnie inaczej.


K U LT U R A

Siedem książek pod kocyk

TEKST Ewelina Oszmian

Długie jesienne wieczory najchętniej spędza się w domu, pod ciepłym kocem z kubkiem parującej herbaty w dłoni. Właśnie teraz mamy największą ochotę zanurzyć nos w książce. Polecimy Wam kilka lektur idealnych na jesienną aurę. Każdy znajdzie coś dla siebie. I NIE BYŁO JUŻ NIKOGO Agatha Christie, Kryminał

Klasyka kryminału. Najpopularniejsza powieść autorki, dawniej znana pod tytułem „Dziesięciu małych Murzynków”. Dziesięć osób, podejrzanych o morderstwo, zostaje zaproszonych do domu na wyspie. Gdy ginie druga osoba, goście szybko zdają sobie sprawę, że to, co początkowo uważali za nieszczęśliwy wypadek, jest robotą zabójcy. Postanawiają odkryć jego tożsamość, ale okazuje się, że nikt nie ma alibi. Odizolowani od społeczeństwa, niezdolni do opuszczenia miejsca pobytu, umierają jeden po drugim w sposób opisany w dziecięcej rymowance, która wywieszona jest w ich pokojach.

Przeminęło z wiatrem Margaret Mitchell, Romans

Rok 1861. Czas wojny secesyjnej – Ameryka przechodzi głębokie wewnętrzne przemiany, które na zawsze zmienią jej obraz. Świat Południa, wielkich plantacji, możnych panów i czarnoskórych niewolników odchodzi w zapomnienie, pochłaniany przez industrialną, nastawioną na przemysł rzeczywistość. Scarlett O’Hara, córka zamożnego plantatora bawełny z Georgii, ma zaledwie szesnaście lat, jednak jej duma, upór i energia wydają się nie znać granic. Kiedy jej ukochany Ashley Wilkes zaręcza się z inną kobietą, Melanią, dziewczyna na złość jemu i sobie wychodzi za mąż za jej brata.

Książka legenda, której niesłabnącą popularność przyniosła doskonała ekranizacja oraz niezapomniana postać głównej bohaterki, która nie ma sobie równych w całej historii literatury.

Bez mojej zgody Jodi Picoult, Powieść obyczajowa

Anna została poczęta, by zostać dawczynią szpiku dla swej siostry, Kate. Nigdy nie kwestionowała tej roli, choć musi żyć tak, jakby była ciężko chora. Ma dopiero trzynaście lat, a już przeszła niezliczone zabiegi operacyjne, by jej starsza siostra miała szansę wyleczyć się z białaczki. Jak większość nastolatków, Anna zastanawia się, kim jest; inaczej jednak niż przeciętna nastolatka ma poukładane życie: istnieje właściwie wyłącznie jako dopełnienie siostry. Dlatego podejmuje decyzję, która zagrozi jej rodzinie i prawdopodobnie będzie mieć fatalne konsekwencje dla Kate.

GWIEZDNY PYŁ Neil Gaiman, Fantasy

Pewnej nocy młody Tristan Thorn obiecuje swej narzeczonej gwiazdkę z nieba. Jednak by ją zdobyć, musi udać się do magicznej krainy elfów, wróżek i goblinów, z której nikt jeszcze nie powrócił. Pozycja dla czytelników kochających niesamowite przygody i czarny humor.

REKLAMA

HYPERION Dan Simmons, Sci-fi

W obliczu zbliżającej się nieuchronnie międzygalaktycznej wojny na planetę Hyperion przybywa siedmioro pielgrzymów: Kapłan, Żołnierz, Uczony, Poeta, Kapitan, Detektyw i Konsul. Mają za zadanie dotrzeć do mitycznych grobowców, by znaleźć w nich budzącą grozę istotę. Zna ona metodę, która pozwoli zapobiec zagładzie całej ludzkości. Każdy z pielgrzymów będzie mógł przedstawić jej swoją prośbę, lecz wysłuchany zostanie tylko jeden. Pozostali będą musieli zginąć.

COCO CHANEL. ŻYCIE INTYMNE Lisa Chaney, Biografia

Była szpiegiem czy ofiarą nieszczęśliwej miłości? Lisa Chaney dotarła do niepublikowanych wcześniej pamiętników i listów miłosnych Chanel. Dzięki nim ta książka to podróż w dotychczas nieznany i niedostępny świat. Zakazana miłość, narkotyki i sekrety artystycznej bohemy. Tego nie ma w żadnej innej książce o tej projektantce.

GRINGO WŚRÓD DZIKICH PLEMION Wojciech Cejrowski, Reportaż

Mądra, a jednocześnie pełna humoru książka przygodowa i podróżnicza. Sprawia, że czytelnik zaczyna się głośno śmiać. Jest to także album niezwykłych fotografii z wypraw w najdziksze rejony świata.


LOKAL

ESENCJA CLUBBINGU W DOBRYM STYLU TEKST Paweł Waliński FOTO DreamLightz Studio, Piotr Narewski

W Białymstoku co rusz otwierają się nowy pub albo klub. Mimo to osoby, które cenią sobie elegancję i kulturę, musiały decydować się albo na statyczne wieczory z lampką wina, albo ścierpieć nie zawsze sympatyczne i dobrze wychowane towarzystwo. Esencja ma ten stan zmienić.

K

lub mieści się przy Legionowej 14/16, w miejscu starego Kontaktu, ale już z innym właścicielem. Od samego wejścia – schodami wyłożonymi czerwonym dywanem – można poczuć smak luksusu. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to kontrast między stylowymi, znanymi z angielskich pubów ceglanymi ścianami, a nowoczesnym designem mebli, które przywołują na myśl najlepsze tradycje skandynawskiego minimalizmu. Wrażenie robi też wielki, dobrze wyposażony bar.

Dla każdego coś dobrego – To ma być lokal dla ludzi w wieku 25+. W większości klubów klienci to głównie ludzie młodzi. A nie każdy musi dobrze się czuć w towarzystwie dużo młodszych od siebie. Przewidujemy oczywiście drobne wyjątki, ale zależy nam na klientach, którzy dotąd nie mogli znaleźć sobie w mieście miejsca. Stawiamy na ludzi, którzy potrafią się zachować, dysponują pewną klasą – mówi nam właściciel lokalu. Muzyczna oferta klubu zapowiada się interesująco. W Esencji nie będzie rezydenta, przy każdej kolejnej imprezie o muzyczną oprawę postara się ktoś inny – miejsca na nudę więc nie będzie. Dodatkowo w Esencji będzie można posłuchać koncertów. – W każdy piątek i sobotę będzie muzyka na żywo. Jako dodatek do muzyki granej przez didżeja będzie można usłyszeć saksofon, wokal czy skrzypce. Natomiast we wtorki i środy oddajemy scenę młodym, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki na muzycznej scenie. Będą mogli się pokazać. Esencja jest też przygotowana na eventy. W eleganckim VIP-roomie można będzie zorganizować bankiet czy uroczystość: np. z okazji obrony pracy magisterskiej, doktorskiej, czy zwyczajnych urodzin. Jest też miejsce na panele dyskusyjne, prelekcje i pokazy. Właściciele są otwarci na propozycje.

Rewia smaków – Chcemy, by Esencja funkcjonowała też jako klubokawiarnia. W środku tygodnia można u nas liczyć na dobrą kawę czy dobre piwo. Na dziś mamy go aż 34 rodzaje, a planujemy mieć więcej. Stawiamy na małe dobre browary regionalne, piwa litewskie i belgijskie. Co do kawy – w menu będziemy mieli kilka stałych pozycji, ale co tydzień w ofercie będzie jakaś specjalność. Podobnie z jedzeniem: szarlotka na płatkach owsianych czy smażone banany, ale i przysmaki, które pojawiać się będą wyjątkowo w danym tygodniu. Tak samo z przekąskami wytrawnymi. W jednym tygodniu będą sakiewki, a w następnym trójkąty z ciasta do pizzy wypełnione nietypowym farszem – zachwala właściciel. Do tego solidna paleta drinków. Niżej podpisany na wejściu został poczęstowany doskonałym słodkawo-wytrawnym żurawinowym specyfikiem, z którego unosił się dymek suchego lodu. Co warto zauważyć, miłe barmanki słomki podają szczypczykami. Co już samo w sobie dowodzi, że Esencja oferuje wysokie standardy obsługi klienta. Jeśli maturę zdaliście już ładnych parę lat temu, a od innych klubów odstraszało Was chamstwo i pijaństwo, właśnie znaleźliście miejsce dla siebie. Warto sprawdzić. 18 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl


HANDEL

Na bogato

I W OSTROGACH TEKST Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska FOTO Dreamlightz Studio, Piotr Narewski

Polskie powiedzenie mówi: „Idzie luty, podkuj buty”. Ale jak na luty, skoro zimno robi się już w październiku, a w listopadzie mogą czekać już pierwsze zawieje śnieżne i oblodzone chodniki? Buty na zimę trzeba kupić natychmiast.

W

łaśnie dzwoni ostrzegawczy dzwonek, aby nie chodzić jak ostatni bałwan, czyli zimą w sandałach czy japonkach. Z trudem co roku przychodzi pożegnać się na kilka miesięcy z jedwabnymi bluzkami, lnianymi spodniami i krótkimi spódniczkami. Niestety, listopad to nie lipiec, choć to i to na „L”. Przecież nikt bez sensu nie będzie marzł, kiedy za oknem pojawia się szron, a rano trzeba skrobać szyby samochodu. Mimo to, sporo osób zwleka do ostatniego momentu, żeby kupić to co modne, i to najlepiej tanio. Wydaje się, że tego co modne nie można kupić tanio. A jednak…

Klamerki, zameczki, ostrogi Zanim kupimy buty, trzeba wiedzieć, co się w danym sezonie nosi. Skrzynki pocztowe każdego tygodnia zapychane są gazetkami ze wszelkiej maści sklepów. To z nich najlepiej dowiedzieć się, jakie fasony królują w obecnym sezonie, ale czy kupować? To już sprawa trudniejsza. Ostatnimi czasy dało się słyszeć sporo negatywnych opinii na temat marek obuwniczych znanych w całej Polsce, a obecnych w dużych galeriach handlowych. Tymczasem w Centrum Handlowym Park można kupić lepiej i nie płacić dodatkowej marży za błyszczące galeryjne podłogi. Skoro potrzebne jest nam obuwie, trzeba zadać

sobie pytanie: czy będzie ciepłe i nie rozleci się przy pierwszych roztopach? Patrząc na cieniutkie podeszwy oraz brak dodatkowej nitki trzymającej but w kupie, nie wydaje się, że ów przetrzyma zimę. W tym sezonie warto wybrać się zatem nie do galerii, w której sprzedawany jest towar dokładnie i wszędzie taki sam, ale poszukać czegoś oryginalnego w lepszym rzemiośle, z gwarancją, która zostanie przyjęta w razie problemów. Centrum Handlowe Park oferuje modne obuwie. W tym roku są to przede wszystkim różnego rodzaju trzewiki i kowbojki. Mogą być nawet takie z ostrogami. Na pewno modna jest grubsza podeszwa oraz delikatny obcas. Koturny są zdecydowanie w odwrocie. Dobrze, jeśli na górnej części buta znajdują się ćwieki lub zameczki. Można powiedzieć – takie typowe obuwie na motor, choć ze zdobieniami. Jeśli chodzi o panów, to podobnie jak u kobiet – w lokalach niedaleko dworca mogą bez problemu kupić tradycyjne kowbojki lub ich wersję ze ściętym czubem. Jeśli nie przypadną im do gustu, ciągle modne są trapery. Bardziej eleganckie fasony to oczywiście czarne, skórzane, wiązane buty, które można nałożyć nawet do garnituru. Kobiety powinny bez problemu odnaleźć w lokalach Centrum szpilki idealne na noc sylwestrową oraz karnawałowe bale i dyskoteki. W tym sezonie dominują wszelkiego ro-

dzaju błyszczące buciki na wysokiej szpilce. Im więcej w nich błyszczy, tym lepiej. Cekiny i cyrkonie mieniące się wszystkimi kolorami tęczy to hit nadchodzącego sezonu karnawałowego. Panie, które chcą wyglądać naprawdę zjawiskowo, powinny zaopatrzyć się w szpilki z motywami haftowanych kwiatów. Takich nie brakuje w lokalach Centrum Handlowego Park. Warto o tym pamiętać, jeśli dana pani ma awers do koleżanki, która przyszłaby na dyskotekę w identycznych szpileczkach. Kupowane masowo obuwie prędzej zobaczymy u koleżanki ze stolika obok, niż w miejscach handlowych oddalonych od sieciówek.

Kobiece perpetuum mobile Dziecinnie prosty mechanizm kobiety działa następująco: kupiłam buty – nie mam spódnicy. Kupiłam spódnicę – nie mam bluzki. Kupiłam bluzkę – nie mam płaszcza. Kupiłam płaszcz – nie mam torebki. Kupiłam torebkę – buty nie pasują. Zatem jeśli już kobieta ma buty, to w tym samym miejscu trzeba kupić dodatki w postaci paska i torebki. Inaczej konto bankowe zacznie się kurczyć. Tak działa owo perpetuum mobile. Centrum Handlowe Park mieści się przy ulicy Św. Rocha. Jeśli komuś nie odpowiada fason butów modnych, bez problemu znajdzie w pawilonach na przykład buty do nart. Dla każdego coś dobrego.

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 19


Niech ży je bal

IMPREZA

TEKST Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska (pomagała i doradzała Elwira Horosz)

Przygotowując się do wielkiego wyjścia nigdy nie wiadomo, czy „to ostatnia niedziela”, czy „drugi raz nie zaproszą nas wcale”. Na wszelki wypadek warto wiedzieć, jak zrobić piorunujące wrażenie na wszystkich obecnych.

Przełom roku

A jeśli bez szmaragdów i złota? Jak ktoś kicha na piórka i pióreczka? Zawsze może zgodnie z trendem odziać się w skórę i futra. Do tego obowiązkowo musi pamiętać, że co dwie długości w jednej sukience, to nie jedna. To konieczny w tym sezonie modowym mariaż dwóch długości pozwalający zachować i skromność, i pokazać nogi. Przezroczyste, lekkie tkaniny mają obowiązek romansować przekornie właśnie ze skórami i futrami. Bale, balami, ale sylwestra można spędzać także w operze, teatrze lub na wykwintnym przyjęciu wyłącznie dla dystyngowanych osób. Wówczas nie za bardzo wypada wpaść z piórami rzuconymi wokół szyi czy w złotej sukni do samego parteru. W tego typu miejscach zawsze sprawdzi się mała czarna, także modna w tym sezonie karnawałowym. Ale skoro jednak przyjdzie nam witać nowy rok, mała czarna musi być co najmniej z falbanami, drapowaniami, bogato zdobiona, w macie lub połysku. A długość? Jak kto woli: mini i maxi, w zależności od tego, co warte jest do pokazania. Sylwestrowa noc to także bale i przyjęcia wśród nieco młodszego grona. A młodość rządzi się swoimi prawami. Kobiety, które nie czują ucisku pierwszych cyfr PESEL, mogą puścić wodze fantazji. Aby było to skuteczne, muszą mieć na sobie kreację w stylu „lady in red”. Krwista czerwień od stóp do głów. Czerwień w towarzystwie zamków, haftów, żakardu, piór, ćwieków, cekinów, brokatu. Czerwień i burgund są wisienką na torcie tegorocznych trendów.

20 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Za pół roku matura

Oczywiście licząc od teraz, a nie od balu studniówkowego. Odpowiedniej kreacji na ten wyjątkowy wieczór należy zacząć szukać już teraz. Aby wyglądać naprawdę olśniewająco, trzeba wiedzieć, co jest modne. W najnowszym sezonie modne zaś są przede wszystkim połączenia czerni i bieli, przy czym biel ma być tą dominującą barwą. Taka dwukolorowa tonacja w różnych proporcjach oraz op-art w dodatkach są hitem. Znakomity, elegancki duet barw powraca z triumfem na studniówkowe bale. Także połączenie czerni z granatem sprawdzi się podczas zabawy przedmaturalnej. Jeśli młoda kobieta ma wyglądać elegancko i poważnie, to właśnie w takiej stylistyce. Dziewczęta, które nie gustują w tradycyjnych długich sukniach balowych, doskonale poradzą sobie z inną modną kreacją. To także w najbliższym sezonie będzie królowało na parkietach karnawałowych. Powraca oto właśnie gorączka disco. Zarysowane ramiona i asymetria przeniesie płeć piękną w lata 80. W tym trendzie najważniejszy jest mocny kolor: fuksja, błękit, czerń, biel, złoto oraz srebro. Metaliczne dodatki podkreślą klimat disco, a naturalne fryzury i makijaż pozwolą uniknąć karykaturalnego efektu. Można w czasie przenieść się jeszcze dalej i nadal będzie to w zgodzie z trendem jesień-zima obecnie trwającego sezonu modowego. Uwspółcześnione lata 40. i 50. fascynują i eksponują kobiecość przez duże „K”. Przyciągają wzrok mocnym kolorem, piękną tkaniną i oryginalnym wzorem. Takich kreacji, w tym właśnie stylu, nie powinno zabraknąć podczas balu studniówkowego.

Zaczynamy metamorfozy! Wyślij do nas zdjęcie całej sylwetki z prawdziwymi wymiarami na adres metamorfozy@fakty.bialystok.pl Pracujemy z najlepszymi stylistami i projektantami. Zrobimy z Ciebie prawdziwą boginię.

FOT. Z ARCH. ELWIRY HOROSZ

B

uszować po sklepach można już od tej chwili. Bez umiaru dobierać suknie, które mają ociekać przepychem w tę wyjątkową, jedyną noc w roku. Sylwester to szał ciał, szał kolorów, szał długości, szał blasku i szał przepychu. Tu oszczędności w niczym być nie może. Suknie powinny więc być naznaczone blichtrem. Damy powinny założyć klejnoty, dżentelmeni muchy! Kreacje mają ociekać złotem, pióra mienić się kolorami, wzory wirować jak w kalejdoskopie. Hafty oraz kamienie muszą błyszczeć na purpurze, szmaragdach i błękitach. Noc sylwestrowa upłynie pod silnymi inspiracjami baroku, Bizancjum, z dodatkiem etno i retro.


IMPREZA

Nie bójmy się bawić modą

-------------------------------------------

REKLAMA

Kolory znamy, ozdoby z piór i futer także, ale wypadałoby jeszcze poznać fasony oraz dodatki, które koniecznie należy właściwie dobrać, by wyglądać modnie, a nie śmiesznie. Dlatego też trzeba wiedzieć, że w bieżącym sezonie liczy się przede wszystkim obfitość. Nie ma miejsca na minimalizm. Suknie mają być rozkloszowane; im więcej, tym lepiej. Nie ma znaczenia, czy kobieta będzie bawiła się na balu sylwestrowym czy studniówkowym – klosz w sukni ma być i już. Jeśli z różnych powodów nie da się przekonać do takiego stroju, pozostają już tylko dwa warianty. Opcja „tulipan”, czyli coś, na co może sobie pozwolić wyłącznie kobieta odważna i szczupła, albo „wąska tuba”, która nie może się kończyć niżej niż w połowie łydki. Zostają jeszcze akcesoria niezbędne przy każdym stroju. Jeśli chodzi o buty, to obojętne, czy będą zakrywały palce, czy nie – mają błyszczeć. Mogą być złote, srebrne, w multikolorze, z połyskiem lakieru, ale mają błyszczeć i basta. Jakby tego było mało, wokół kostki także powinna znaleźć się ozdoba w postaci cienkiego lub grubego paska, który podkreśli i uwydatni długie nogi. Z innych ciekawych trendów dotyczących dodatków do stroju, modne w tym sezonie będą torebki z haftowanymi kwiatami. Niech to będą trójwymiarowe, multikolorowe kwiaty, które można przenieść także na obuwie lub we włosy. A teraz… Marsz na bal!

--------------------------------------------

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 21


M O DA

ZAMOTANE TEKST Ewelina Oszmian Kiedy na dworze coraz zimniej i szarzej, aż chce się założyć ciepły sweter i owinąć się wełnianym szalem. Dzianiny są oporne na modę, a każda kobieta powinna je w swojej szafie mieć.

D

zianina to materiał, który w przeciwieństwie do tkaniny jest rozciągliwy w każdym kierunku. Dzianiny zadomowiły się na dobre w naszych garderobach, ponieważ są miękkie i dobrze układają się na sylwetce. Są bardzo wygodne, przyjemne w noszeniu i nie wymagają prasowania. Dziewiarstwo to jedna z najstarszych technik wyrobu ubrań. W Europie popularna już od czasów średniowiecza, dzisiejszy kształt przybrała w połowie XIX wieku, wraz z wynalezieniem jerseyu i pojawieniem się mody na wełnianą bieliznę. Początek XX wieku to z kolei rozwój zainteresowania aktywnością fizyczną, a co za tym idzie, odpowiednim ubiorem. Miękko układające się dzianiny były wprost idealne do tego celu. To właśnie wtedy powstał dom mody Coco Chanel, która jako pierwsza promowała proste sukienki, cardigany i swetry wkładane przez głowę, podpatrzone u brytyjskich marynarzy. Uznanie zdobywają też dziergane stroje kąpielowe i materiały tworzone z włókien syntetycznych. Lata 50. i 60. to złote lata dzianin. To era dzianinowych sukienek i słynnych pastelowych bliźniaków, które tak lubiła Jacqueline Kennedy. Jednocześnie kwitła subkultura hipisów, którzy kochali dziergane swetry. Późniejszy punk z kolei lansował swetry podziurawione. W latach 90. projektanci szukali inspiracji wśród subkultur, to właśnie wtedy powstała słynna grunge’owa kolekcja Marca Jacobsa. Jak jest dziś? Dzianiny mamy pod ręką w każdej postacią i na każdą okazję. Zimą z ciepłej włóczki projektanci stworzyli prawie całą garderobę: długie swetry, dzianinowe sukienki, płaszcze, kurtki z grubej wełny i kamizelki. Przedstawiamy Wam ponadczasowe dziergane must haves.

Dzianinowa sukienka 1.

1.

FOTO Zara

22 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Proste, dzianinowe sukienki pasują do każdej figury – bez wyjątku! Potrafią ukryć brak talii, nadmiar czy niedobór centymetrów tu i ówdzie oraz rewelacyjnie podkreślają kobiece atuty. Taką sukienkę można zestawić z ramoneską czy legginsami, ozdobić dużą chustą lub wąskim paskiem zsuniętym na biodra. Będzie wyglądać świetnie zarówno z butami na płaskiej podeszwie, kozakami, czy bardzo wysokimi szpilkami.

Sweter 2.

2.

Getry 3.

3.

Ten element stroju opracowany został przez gaelickich rybaków z wysp Aran u zachodnich wybrzeży Irlandii i do dzisiejszych czasów wyrób swetrów jest jednym ze źródeł utrzymania tamtejszych mieszkańców. Tego rodzaju swetry modne były także w XX wieku, np. jako element stroju narciarskiego. Z tego okresu pochodzą norweskie kolorowe wzory ozdabiające swetry. Obszerny, gruby sweter z warkoczowym splotem to od lat hit każdego jesiennego sezonu. Najlepiej szary lub w kolorze jasnego beżu. Idealny na długie jesienne wieczory w domowych pieleszach, ale równie szykownie będzie się prezentował w górskim schronisku tuż po zejściu ze stoku. Fason unisex – świetnie zaprezentują się w nim zarówno panie, jak i panowie. Kto by pomyślał, że świat raz jeszcze oszaleje na punkcie getrów, symbolicznych dla lat 80.? Oszalał i obok legginsów to kolejny hit tego sezonu. Getry nosimy do kozaków, szpilek czy baletek. Dziergane ocieplacze można założyć do legginsów, wąskich rurek, spódniczek oraz na rajstopy. Getry można zakładać na kozaki – fajnie wyglądają i dodatkowo docieplają buty. Warto mieć w swojej szafie kilka par tych wełnianych dodatków. Mogą się przydać na łyżwy czy na spacer w mroźny dzień. Powinny jakby od niechcenia opadać, w żadnym wypadku nie powinnyśmy ich naciągać! Oprócz swojej ozdobnej roli pełnią też funkcję ocieplaczy – można założyć lekkie buty, włożyć getry wychodząc z domu, komfortowo dotrzeć na miejsce nie marznąc, a w biurze, na przyjęciu czy w teatrze po prostu je zdjąć.

Wy też możecie mieć jedyną w swoim rodzaju rzecz w swojej szafie. Specjalnie dla Was – prosty wzór na dziergany komin. Nie bójcie się – to wzór dla absolutnie początkujących. FOTO Raverly


M ODA

Czapka 4. Nie każdy kocha czapki, ale zdrowy rozsądek nakazuje je nosić. Na kształt, fason i kolor czapki duży wpływ ma panująca w danych czasach i na danej przestrzeni moda. Dziergana czapka z wyraźnym splotem to zawsze strzał w dziesiątkę. Nie tylko pasuje do niemal każdej stylizacji, to jeszcze nigdy nie wyjdzie z mody.

4.

FOTO H&M

FOTO Stefanel

Komin 5. Szalik typu komin to must have sezonu jesień-zima 2013/2014. Komin jest ulubieńcem blogerek i fashionistek, ale jego największy plus to wygoda. Ten szalik nie pałęta się wokół Ciebie, ale grzecznie trzyma się szyi, dzięki czemu świetnie grzeje!

REKLAMA

5.

FOTO Gatta

FOTO New Yorker

Materiały • Cztery motki grubej włóczki (nie więcej niż 100 m na 100 gramów) • Druty na żyłce numer 7 • Marker do oczek (wystarczy zwykły spinacz do papieru)

Wykonanie Nabierz na drut 47 oczek i połącz je w kółeczko łącząc pierwsze i ostatnie (ma zostać 46). Na połączeniu zawieś marker (spinacz). Rząd 1.– oczka prawe Rząd 2. – czka lewe Rząd 3. – oczka prawe Rząd 4. – oczka lewe Rząd 5. – oczko prawe, podwójny narzut, powtarzać do końca rzędu Rząd 6. – oczka lewe przez cały rząd. Narzuty spuszczać z drutu bez przerabiania. Przerabiać rzędy 1.-6. cztery razy. Przerobić jeszcze raz rzędy 1.-4. Zakończyć. Miłego dziergania!

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 23


24 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl


R Ę KODZ I E Ł O

Z WIZYTĄ W PRACOWNI

BIŻUTERIA NATURALNIE

S

klep i pracownia mieszczą się na poddaszu. Nie jest to oczywiste miejsce, gdyż brak tu witryny i trzeba wspiąć się na trzecie piętro. Jest jednak w centrum i ma swój niepowtarzalny, warsztatowy charakter. Kamienica jest częścią historii miasta. Na poddaszu, które teraz zajmuje pracownia, był kiedyś strych. To tworzy klimat tajemnicy, poszukiwania skarbów, wywołuje dobre wspomnienia, uruchamia wyobraźnię i wzbudza emocje. Zaczęło się od wełny. Pierwsze kulki (dużo pierwszych kulek!) powstawały w domu. Później przyszedł czas na len, a z nim na kamienie, perły, muszle, bursztyny. Apetyt rósł w miarę jedzenia. Nasze mieszkania stały się za małe na warsztat twórczy, i tak zapadła decyzja o założeniu pracowni. Kiedy trafiłyśmy w to miejsce, od razu wiedziałyśmy, że tu powstanie nasze atelier. W południe słychać nawet hejnał. Tu bije serce miasta. Domownicy odetchnęli z ulgą, a my zyskałyśmy przestrzeń do realizacji naszych projektów. I to na cały etat! Początek był trudny; bałyśmy się, że się nie uda. Jednak potrzeba realizacji pasji i satysfakcja z tworzenia przezwyciężyły strach. Działaniami twórczymi zajmowałyśmy się zresztą od czasów szkoły średniej. Przerabianie, szycie, wykonywanie ozdób, pocztówek, biżuterii, fotografia, dekoracja wnętrz – zawsze były nam bliskie. Zajęcia te są dla nas bardzo naturalne. Naturalne są także materiały, z których tworzymy nasze dzieła. Wełna i len są tradycyjne dla naszego regionu. Na takich nam najbardziej zależy, i – jak się okazuje – na takich zależy naszym klientkom i klientom. Połączenie sklepu z pracownią to duża atrakcja dla klientów, którzy mogą zobaczyć,

jak powstaje biżuteria. Wielu z nich interesuje się jej elementami, dopytuje o szczegóły wykonania. Bywa tak, że właśnie z takiego przeglądania powstają nowe, ciekawe pomysły na biżuterię, dopasowaną dokładnie do potrzeb i gustu klientki czy klienta. Realizujemy także konkretne zamówienia. Dopasowujemy, przerabiamy, naprawiamy. Od jakiegoś czasu wykonujemy biżuterię w nurcie recykling/upcykling. Wykorzystujemy elementy starych zegarków, śrubki, kluczyki. Przerabiamy także starą, nienoszoną już biżuterię. Zamiast kupować coś nowego, warto poszperać w szufladzie i wykorzystać to, co mamy, a z rozsypanych elementów powstaną nowe kompozycje i formy. Mamy stałe klientki, które wracają do nas po kolejną biżuterię, zamawiają coś na prezent albo polecają nas innym. Bardzo to sobie cenimy. Doświadczenie zdobywałyśmy w różnych miejscach, na wielu warsztatach. Dużo nauczyłyśmy się same, szukając sposobów realizacji naszych pomysłów, próbując różnych materiałów, eksperymentując. Teraz same prowadzimy szkolenia z tworzenia biżuterii i rękodzieła. Ciekawym doświadczeniem była również współpraca z białostockimi projektantkami mody – nasza biżuteria była częścią ich pokazów. Myślimy, że nasze fascynacje – czyli surowe minerały, naturalny len i recykling pozostaną z nami. Piękno natury jest poza czasem. Rozwijamy za to formy naszych prac, pojawiają się nowe pomysły, szukamy niepowtarzalnych okazów oraz nowych połączeń różnych materiałów. Najbliższy miesiąc to okres wytężonej pracy i przygotowań do sezonu prezentów świątecznych. Zapraszamy na nasze poddasze.

REKLAMA

TEKST i FOTO: Elżbieta i Daria – projektantki i założycielki pracowni Biżuteria naturalnie

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 25


R O Z M O WA

RAJDY JAK NARKOTYKI TEKST Karol Rutkowski FOTO Ewa Manasterska, Creatum, Jakala

Każdy facet, będąc niegdyś młodym kajtkiem, marzył o rajdowej przygodzie. Z Pawłem „Felixem” Danilczukiem, który miał na tyle determinacji i siły, by spełnić swoje młodzieńcze marzenia i dziś rywalizuje z najszybszymi w Polsce, rozmawiał Karol Rutkowski. Sezon powoli dobiega końca. Jak oceniasz tegoroczne starty? PD: Najbardziej zadowolony jestem z Rajdu Rzeszowskiego. Udało nam się zająć pierwsze miejsce w grupie N i podreperować stan punktów w klasyfikacji. Podczas oesów było tak gorąco, że temperatura w aucie dochodziła do pięćdziesięciu stopni. W takich warunkach ciężko utrzymać koncentrację. Dodatkowo zmagałem się z anginą. Najgorzej wspominam przeprawę przez rozmoknięte oesy na Rajdzie Polski w Mikołajkach, gdzie trudno byłoby przebić się terenowcem, nie mówiąc o rajdówce. Sam Kubica narzekał na fatalne warunki.

Przez kilka lat współpracowało z Tobą aż pięciu pilotów. Jak dobierasz sobie drugą „rajdową połówkę”? PD: Wraz ze zmianą auta i klasyfikacji rosną wymagania, którym trzeba sprostać. Maćka Gleixnera poznałem za pośrednictwem swojego mechanika. Od razu przypadł mi do gustu. Tutaj zadziałała intuicja. Mam trudny charakter i osoba siedząca obok musi być opanowana i tolerancyjna. Maciek jest naprawdę wspaniałym człowiekiem i fantastycznym pilotem. Dzięki jego uwagom i wskazówkom jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Naprawdę jestem mu bardzo wdzięczny za cały sezon.

Walczyłeś o tytuł wicemistrza grupy N. Nie czujesz niedosytu?

Nie wydaje Ci się, że media za często skupiają się na kierowcach, zapominając o tym, kto siedzi obok?

PD: Mieliśmy na celu równą i czystą walkę. Nie tytuł, bo jeszcze nie ten poziom doświadczenia. Chcieliśmy nabić kilometry i podszkolić się. W efekcie końcowym udało się zdobyć wicemistrzostwo Polski. Dla mnie to duża nagroda i satysfakcja.

PD: Załogę zawsze tworzą kierowca i pilot. Media zazwyczaj chcą rozmawiać z tymi pierwszymi. Niestety trzeba się z tym pogodzić. A Maciek nie potrzebuje barw splendoru. Czasem wręcz go zmuszam, by się gdzieś pojawił i powiedział do kamery parę słów.

Dbacie o swój wizerunek. Skąd czerpiecie pomysły na filmy promocyjne? PD: Jeden scenariusz mi się przyśnił. Innym razem miałem wizję podczas spotkania biznesowego. Mam też świetną ekipę, która urozmaica moje propozycje. Potrafimy się w tym celu zdzwonić o pierwszej w nocy. Innym razem wprowadzamy poprawki już na planie. Czasem czerpiemy inspirację z innych filmów. Staramy się jednak zachować oryginalność. Nasza grupa budzi kontrowersje. Jesteśmy chyba jedynymi, którzy w trakcie rajdu nagrywają takie scenki rodzajowe. A że nam nieźle wychodzi – o tym świadczy oglądalność.

Kilka lat startowałeś w BMW. Od jakiegoś czasu jeździsz mitsubishi. Skąd taka zmiana? PD: Tylnonapędowe auto było moją pierwszą rajdówką. Mogłem nią rywalizować zarówno w KJS, jak i Pucharze Polski. Zawsze chciałem jednak wziąć udział w mistrzostwach Polski. W tym celu kupiliśmy BMW M3 E30, które przygotowaliśmy bardzo profesjonalnie. Nie uważam tej decyzji za dobrą. Samochód nie


R O Z M O WA

Wielu młodych ludzi rozpoczyna rajdową przygodę, ale brak im determinacji. Co sprawiło, że Ty dalej jesteś w grze? PD: Głównym powodem są wysokie koszty. Mnie to nie załamało. Kiedy koledzy chodzili na dyskoteki, ja harowałem. Przyłożyłem się na początku i dzięki temu mam teraz pieniądze między innymi na kolejne starty. Ten sport jest jak narkotyk. Jak zmęczony nie wróciłbym z rajdu, po dwóch dniach mogę myśleć tylko o kolejnym starcie.

Na Podlasiu nie słychać zbyt wiele o rajdach. Czy pod tym względem odstajemy od reszty Polski? PD: Nasz Automobilklub Podlaski tłumacząc się, że nie ma środków i pozwoleń, organizuje zaledwie kilka KJS-ów rocznie. To zdecydowanie za mało. Inne automobilkluby potrafią znaleźć sponsorów czy partnerów. Nie ma nic, co mogło by zachęcić ludzi do startu. Staram się pojawiać na lokalnych imprezach, ale kiedy widzę, jak wyglądają poszczególne próby, to opadają mi ręce. Wielka szkoda, bo ludzie chcą jeździć i doskonalić swoją technikę. Dajmy im szansę wyszaleć się na takich imprezach, bo wcześniej czy później dadzą upust swoim emocjom na drogach publicznych.

Sporty motorowe też wymagają kondycji? Chodzisz na siłownię? PD: Tak, ćwiczę regularnie. Dwa razy w tygodniu gram też w squasha. Wszystkim wydaje się, że jazda polega tylko na kręceniu kierownicą. Często jednak sposób prowadzenia auta potrafi tak zmęczyć, że na końcu trzynastokilometrowego oesu wysiadam cały mokry i zmęczony.

Nie miałeś momentów, w których myślałeś, żeby odpuścić? PD: Były takie. Po moim ubiegłorocznym dachowaniu. Z jednej strony rozbiłem samochód i byłem wściekły z powodu głupiego błędu. Z drugiej strony – naciski mojej rodziny, która widząc ten wypadek bardzo go przeżywała. Wielokrotnie przypominała mi, że ten sport jest bardzo niebezpieczny i dobrze by było, bym pożegnał się z nim, zakończył to jak najszybciej. Co zrobiłem? Kupiłem nowe auto – tylko że lepsze. I problem zniknął.

Rok 2013 powoli dobiega końca. Czego możemy spodziewać się w przyszłym roku? PD: Chciałbym walczyć o tytuł mistrza w grupie N, ale najpierw musimy zebrać budżet, bo bez wsparcia nie jesteśmy udźwignąć kosztów, jakie trzeba ponieść w trakcie sezonu. W tej chwili przygotowujemy się do grudniowego Rajdu Barbórki.

REKLAMA

spełniał moich oczekiwań. Zamieniłem go na EVO IX i jestem w pełni zadowolony z mojej obecnej rajdówki.

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 27


SPORT

INTELIGENCJA UKRYTA W SPORCIE TEKST Grzegorz Trykozko FOTO za zgodą pingpong.com.pl

Ze świecą przyszłoby szukać osoby, która choć raz nie trzymała w ręku rakietki do tenisa stołowego. W ping-ponga grało się w szkole (co ciekawe, częściej na przerwie, aniżeli na lekcji WF-u), przy osiedlowych placach zabaw, na których gdzieniegdzie do dziś stoją betonowe stoły pamiętające poprzedni ustrój. Gdy głód gry dopadał w domu, wykorzystywało się meble stołowe. Za siatkę dobrze służyły wówczas kasety VHS.

T

enis stołowy kusi swoją prostotą. Nic dziwnego, że nawet nieskomplikowany umysł Forresta Gumpa bez reszty zatopił się w tej dyscyplinie. Okazuje się jednak, że nie bez przypadku nasz mózg z ciekawością absorbuje ruch małej piłeczki, która w grze w przypadku zawodowców może osiągnąć prędkość do 200 km/h. Podobnie jest ze spadającą gwiazdą. Machinalnie oderwiemy uwagę od wszelkich trosk doczesnych, gdy tylko kątem oka zauważymy niewielki obiekt błyskawicznie spalający się w atmosferze. Widocznie nasz umysł potrzebuje pewnych niestatycznych bodźców.

czy refleks. Dodatkowo jest mało kontuzjogenny. Gra w ping-ponga, co najciekawsze, przekłada się również na ludzki intelekt. Przede wszystkim chodzi o antycypację (umiejętność przewidywania). Aby precyzyjnie uderzyć piłeczkę, musimy przecież wyobrazić sobie zarówno jej tor lotu, jak również zakładaną prędkość. Do tego dochodzi też pewien „współczynnik humanistyczny”, a mianowicie nasze oczekiwania względem reakcji przeciwnika. Wszystkie te kalkulacje nasz mózg musi oszacować w niecałe pół sekundy. Mniej więcej tyle wynosi czas między uderzeniami.

Sport dla każdego

Na pewno znacie osoby, które potrafią w każdej sytuacji jak na zawołanie sypać żartami, albo takie, które momentalnie reagują w niespodziewanych sytuacjach. Osoby błyskotliwe, sprytne, spostrzegawcze mają zazwyczaj dobrze wyćwiczone śródmózgowie. To taki przewodnik między pniem mózgu a półkulami mózgowymi i międzymózgowiem. Zawiera także centra odruchów słuchowych oraz wzrokowych. Okazuje się, iż ping-pong doskonale stymuluje właśnie tę część mózgu, rozwijając też wyczucie czasu, koncentrację, kontrolę emocji i nieustępliwość. Wszystkie te cechy na pewno przydadzą nam się w szkole czy w pracy. No i sprawa dość istotna: po solidnym meczu ubędzie nam nawet kilogram wagi ciała. Ostatnimi czasy pojawiły się dziesiątki „wspomagaczy”, które zapewniają poprawę funkcjonowania naszej mózgownicy. Chodzi o naukę szybkiego czytania, tudzież zapamiętywania, szkoły języków obcych z wykorzystaniem powonienia, joga, magiczne diety, religie new age... A może by tak zwyczajnie pograć w ping-ponga?

Tenis stołowy to drugi lub trzeci (według różnych źródeł) najpopularniejszy sport na naszym globie. Malkontenci powiedzą, że to przecież narodowa dyscyplina w ponadmiliardowych Chinach, co zresztą jest prawdą. Prawdą jednak jest również to, że zalety tenisa stołowego są coraz bardziej doceniane w kulturze Zachodu. Przede wszystkim grać może każdy. Przeszkody nie stanowią wiek, sprawność fizyczna, czy też budżet (potrzebny jest stół, siatka, piłka i… partner do grania). Trenują dzieci, emeryci oraz niepełnosprawni (najlepszym przykładem jest Natalia Partyka startująca z sukcesami zarówno na olimpiadzie, jak i paraolimpiadzie). Okazuje się jednak, iż sport ten ma również jeszcze jedną, bardzo istotną zaletę.

Ping-pong dla inteligentnych Coraz częściej tenis stołowy wymienia się jako dyscyplinę kształtującą inteligencję fizyczną. Poprawia on koordynację ruchową, dynamikę, 28 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

I co z tego?


Leszek Kucharski

SPORT

skazany na ping-pong Ile miał Pan lat, kiedy zaczął trenować ping-pong?

LK:

Mam 54 lata, ale zacząłem trenować 55 lat temu. Chodzi o to, że moja mama, mistrzyni Polski w tejże dyscyplinie, grywała jeszcze, kiedy ja byłem w jej łonie. I tak już z tym ping-pongiem zostało. Nawet nie pamiętam swojego pierwszego treningu, bo podobno pierwsze kroki stawiałem przy stole tenisowym.

Czy jako dziecko zauważał Pan jakiś pozytywny wpływ ping-ponga na kształtowanie swojej osoby?

LK:

Na pewno tak. Zarówno psychofizyczny, jak i typowo intelektualny. Nasze szare komórki zawsze pracują efektywniej, gdy uprawiamy jakikolwiek sport. Ping-pong jest jednak w tym przypadku szczególną dyscypliną. Zauważyłem na przykład, że wielu dobrych matematyków świetnie radzi sobie z rakietką tenisową.

Jest już Pan po pięćdziesiątce. Czy wiek w jakiś sposób ogranicza Pana jako tenisistę stołowego?

LK:

Oczywiście moja gra nie jest już taka sama, jak kilkadziesiąt lat temu. Na nasze treningi przychodzą jednak panowie po siedemdziesiątce, a i osiemdziesięciolatek się znajdzie.

Modne są obecnie wszelkie kluby fitness. Czy tenis stołowy może zastąpić właśnie taką aktywność fizyczną?

LK:

Najważniejsze, aby trenować to, co się lubi. Chodzi po prostu o przyjemność. Jeśli ktoś lubi fitness i uprawia go, to świetnie. Jeśli jednak taka aktywność nie przynosi przyjemności, zmień ją na inną. Ja odnalazłem się w ping-pongu.

Leszek Kucharski (ur. 8 lipca 1959 w Gdańsku) – polski tenisista stołowy, medalista mistrzostw świata. Dwukrotnie uczestniczył w igrzyskach olimpijskich (1988, 1992). Najlepszym rezultatem osiągniętym na tych zawodach było szóste miejsce w grze deblowej (z Andrzejem Grubbą) w Seulu. Od 1991 r. jest trenerem.

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 29


MUZYKA

JESZCZE ZAGRAMY U WAS „Universal” – najnowsze, koncertowe dzieło grupy Anatema powstało w Bułgarii. Podsumowuje dotychczasową działalność zespołu. W pierwotnej wersji miało powstać w Białymstoku. O tym wydawnictwie, nowej płycie i wspomnieniach z naszego miasta z Vincentem Cavanaghem, wokalistą i gitarzystą zespołu, rozmawiał Konrad Sikora, dyrektor muzyczny Radia Akadera.

VC: No jasne... Pamiętam, jak kilka lat temu rozmawialiśmy o tym, aby zrobić takie wydawnictwo w Białymstoku. W pewien sposób pomysł takiej płyty właśnie wtedy się narodził. Tak się złożyło, że dostaliśmy wkrótce potem konkretną propozycję od ludzi organizujących festiwal w Bułgarii. Była bardzo konkretna. Miasto Plovdiv wyłożyło pieniądze. Chwilę wcześniej zagraliśmy koncert w Sofii. Zostaliśmy niesamowicie przyjęci przez publiczność. I klocki tak się poskładały, że zdecydowaliśmy się na nagrywanie właśnie tam. Przepraszam Białystok… (śmiech).

Ale pamiętasz Wasz koncert w naszym mieście? VC: Pamiętam, że u Was byliśmy. To był klub na terenie jakiejś uczelni [Gwint – red.]. To zapewne tam po raz pierwszy zetknąłem się z żubrówką... Mam nadzieję, że jeszcze tam kiedyś zagramy. Obiecałeś nam to. Trzymamy cię za słowo. 30 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Obejrzałem sobie ostatnio „Universal” i Wasz koncert uwieczniony na płycie „Were You There?”. Widać ogromną przepaść, jaka dzieli zespół wtedy i dziś. VC: Na pewno tak jest. Minęło wiele lat. Dojrzeliśmy. Wiele się zmieniło. Ale nadal najważniejsza jest muzyka. Nasza ciężka praca procentuje. Dziś jesteśmy mądrzejsi, więcej rozumiemy i wiemy, gdzie zmierzamy. Mieliśmy czas się wyszumieć. Teraz jest inaczej. Jesteśmy zespołem, który wciąż tkwi w procesie twórczym. Można powiedzieć, że każdego dnia piszemy i komponujemy.

No i produkcyjnie widać różnicę. Teraz chyba na więcej Was stać? VC: Przy nagraniu tego koncertu pracowało ponad 120 osób. Mam tu na myśli orkiestrę, całą ekipę techniczną i producencką. Jeśli chodzi o pieniądze, to ten jeden dzień kosztował nas więcej niż cała praca nad „Weather Systems”. Uwierz mi, poszła na to masa kasy.

Ale efekt chyba jest zadowalający? VC: Podobno tak. Jeszcze nie miałem okazji obejrzeć. Widziałem tylko te promocyjne fragmenty, które są dostępne w internecie. Jak skończy się ta trasa, to mam nadzieję odrobić zaległości. Wiem tylko, jak to wszystko brzmi, bo siedziałem w studiu przy miksie dźwięku. Z brzmienia jestem bardzo zadowolony. Obraz też zapewne wyszedł dobrze.

Denerwowałeś się przed tym koncertem? To nie był zwykły występ. Towarzyszyła Wam orkiestra symfoniczna. VC: Nie denerwowałem się, bo byliśmy naprawdę dobrze przygotowani. Dużo ćwiczyliśmy. Co prawda nie mieliśmy żadnego koncertu wcześniej, żeby wszystko to przetestować i sprawdzić, a tak zazwyczaj się robi, ale mimo to wiedzieliśmy, że powinno się udać. Miałem delikatną tremę. Pojawiła się już w trakcie pierwszego utworu, kiedy koncentrując się na śpiewaniu nagle zdałem sobie sprawę, że za moimi plecami gra nie czterech, a czterdziestu

FOT. Z ARCH. ZESPOŁU

Pamiętasz, co powiedziałem rok temu? Że to nie tak miało być...


MUZYKA

Za kilka tygodni wchodzicie do studia, aby zacząć nagrywać nowy album. Na jakim etapie jesteście, jeśli chodzi o ten materiał? VC: Mamy gotowe jakieś sześć piosenek, ale one na pewno jeszcze zmienią swoją formę i brzmienie. Jak wspomniałem wcześniej, nasza muzyka powstaje każdego dnia. Drobne pomysły, teksty. Potem wszystko ewoluuje. Wiemy już, co chcemy na nowym albumie osiągnąć. Płyta będzie na pewno dla fanów pewnym wyzwaniem. Ale mogę cię zapewnić, że to będzie nasz najlepszy album.

Rozmawiamy tuż po Waszym akustycznym koncercie. Jesteście na takiej akustycznej trasie. Może czas na kolejną płytę z cyklu „Hindsight”? VC: Nie. Na razie nie mamy tego w planie. Koncentrujemy się już na nowym albumie i nie będziemy teraz nagrywać żadnego wydawnictwa akustycznego. Może potem do tego wrócimy. Jesteśmy teraz bardzo podekscytowani nowym materiałem. Wstępny plan jest taki, że płyta pojawi się na rynku w maju.

Promujecie nowy album Anathemy, ale Ciebie ostatnio można usłyszeć również na nowych płytach grup Blackfield i Long Distance Calling. Jak do tego doszło? VC: Przede wszystkim muszę powiedzieć, że bardzo się cieszę z tych nagrań. To dwie róż-

ne historie. Bardzo cenię sobie twórczość Aviva Geffena z Blackfield. Stevena Wilsona miałem okazję poznać wcześniej. Jakoś tak się złożyło, że graliśmy razem na trasie. I któregoś dnia Aviv zaproponował mi zaśpiewanie jednej piosenki na nowym albumie Blackfield. Bardzo się ucieszyłem z tej propozycji i z niej skorzystałem. Natomiast jeśli chodzi o Long Distance Calling, to swego czasu dołączyli do nas na trasie. To było niesamowite doznanie. Bo jeszcze zanim wyszli po raz pierwszy w ogóle na scenę jako nasz support, byliśmy przyjaciółmi. Choć spędziliśmy wcześniej razem zaledwie kilka godzin. Zadziałała magia. Spotykasz kogoś i po chwili czujesz, jakbyś znał go całe życie. Potem wreszcie ich posłuchałem i bardzo mi się spodobali. Kiedy więc padła taka propozycja, nie mogłem odmówić.

Śpiewasz w utworze „Welcome Change” wspólnie z Peterem Carlsenem. VC: Taki był mój warunek, że mogę zaśpiewać, ale razem z Peterem. To niesamowity gość. Ma wyjątkowy głos. Nagrywaliśmy nasze wokale w Norwegii. Tego dnia Peter musiał rano gdzieś pójść. Chyba do dentysty. Więc ja musiałem zaśpiewać pierwszy swoje partie. Kiedy przyszedł, to ich posłuchał. I powiedział: „Aha. No nieźle, ale posłuchaj tego”. I nagrał swoją część. Na co ja mu powiedziałem, że teraz niech to on lepiej posłucha. I tak rywalizowaliśmy ze sobą do późnego popołudnia. W efekcie powstał naprawdę niezły utwór. Jeśli jeszcze nie słyszeliście płyt Petera, to koniecznie musicie po nie sięgnąć.

REKLAMA

muzyków. Poczułem wielką moc tej muzyki, mój mózg zaczął to mocno przeżywać i naprawdę mocno musiałem się starać, aby nie zawalić śpiewania.

t e n r e Int a j z i w e l Te n o f e l e T Sprawdź nasze

promocje! Skontaktuj się z nami:

85 733 33 33 Biuro Obsługi Klienta: Chrobrego 1d lok. 1 Białystok

www.koba.pl fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 31


MUZYKA

1990I+PIE)RWSZY PO VADERZE POL-Y( N O I T C E F N I DEAD KIEGO GOREGRINDU Z ZAGRANICZNĄ W

LS PIONIERZY PO TÓRY PODPISAŁ KONTRAKT F ACCIDENTS” PRZEZ O SKI ZESPÓŁ, K DRUGI ALBUM „A CHAPTER Y GATUNKU. NIEJEDEN ski H W O TEKST Pawe ł Waliń TWÓRNIĄ. IC NY JEST ZA KAMIEŃ MIL KO INSPIRACJĘ. cia, bastionem a rp a k d o P k o b o , WIELU UWAŻA POWOŁUJE SIĘ NA NICH JA o n ob Ł wschodnia jest pod j religijności. Mimo to ciężko a n M Ł ODY Z E S P Ó ia c Ś : howawcze c a z DYSKOGRAFIA EMBOWELMENT (1993) j cych się ie ją k ra ls a o p p w ó d ła k IS s D L ie 95) - SURGICA źć takie zagłęb le a n ACCIDENTS (19 z F o u nas. e c O c i, ls R o E m T P a P k w A n H tu C a g i - A m y .) n OSION (200 etalem i pokrew więto Zmarłych, pokuśmy -m rć ie m - BRAIN CORR ś H YC e niedawno Ś c ją a A J Ą C ZE Z ij m R a n i G g a egląd. w rz u p Z W L A, PR y c ją Ó u rp Ł e z c O y w E SP CI ię o krótki i nie s CE ZE ZEŚNIE KAPŻNEJ MAŚ AS L O P C Ó CH W AL. JEDNO WIĘCEJ R I CHARYZM Y Z S J T IERW LACK ME HYBA NA YSTYCZNY SIUK. P Z LAUREACI BIAŁOSTOCKIEJ WIOSNY MU JEDEN ONICZNY B NĘŁO SIĘ C HARAKTER BART” KRY ‚ ‚ ZYC ZN EJ 98 I 99. POZA SYMF Ą PRZEWI RUJE JEJ C TŁOMIEJ „ GRANIEM KLIMATYCZNEGO DEATH ME E TAL R R U BRZMIĄCEGO PO KTÓ KÓW. LID ISTA, BA SKANDYNAWSKU ZESPÓŁ – A WŁAŚC Y L IW IE Z JEG A O LIDER, MARYO, U K M N Y WO JEST NIESTRUDZONYM PROMOTOREM Z ) EKS TRE C 6 MALNEGO BIAŁOTY N (199 (1997) STOCKIEGO GRANIA. TO ON STAŁ ZA SZE ŚCI ) OM A EDYCJAMI FE8 -TARA ELDEMON 006) STIWALU BLACKSTOK, A ODGRAŻA SIĘ 008) (DVD, 200 2 2 G ( ( N E , H ŻE NA A OWEJ SZÓSTCE NIE KONIEC! OR N ’S FIR ESSIA -EDEN BLOOD M L NATION B -SCREAMING POETRY (2013) -COLD SPIRITUA IE - T HE P O DO B N A . U D N I N GR C I G OR E K U Z N A N I P O Z A A C H , N A T N E AŁY NA FALI ZAINTEREH N ST EZ W C U R PO E Y T P Z OW A E AL C ET G R M , OI H CK N ECECH R A M AC LEKICH ZESPÓŁ GOTY I L OK A L CZNYCH WĄTKÓW, KOBI IE MC Z E KOLEJN D INFECTION, WRTOWALI W N AWET W TAK DA ZIWI – SOWANIA ŁĄCZENIEM ROMANTY RUMENTARIUM Z METALEM. JAK DEA RAJEM. KONCE AZYWAŁY SIĘ N AT MOŻE NIE DZELKIEJ GO ŚPIEWU I KLASYCZNEGO INST H W KRAJU, PRZETRWAŁ SZYM K A ICH PŁYTY UK NIA. CO AKUR IŁOŚCI DO WS N Z NIEWIELU PODOBNYCRDZO PECHOWA, OD ZADE JE KO JA BA B E L G I I, C H , J A K J A P O A Z E S W O J E J M . JEDNOCZEŚNIE EKIPA AMI Z WYDAWCĄ. JAK DOIŚ DZ DO A N PROBLEM R E J O N ZN A N A JE S T O . WSZE PARAJĄCA SIĘ Z PROFIL – ŻYJĄ I WŁAŚNIE SZUKAJĄ ) W K 2 Ó A 0 M Z 0 Y IZ (2 WS NOSI ICH FACEBOOKOW K S T RE M ) K E NIN G E C I I C S Ś S A 9 S M KOLEJNEGO. AL (199 T HE M A RE) (2003) -TNYRIB SS ROTTING – (IN HORA MORTIS NOST M TU EN M TA ES -T -THE MARCY (2004) -FALLEN AGELS (2004) 6) E ) M 5 0 O 0 -N GS (2 9) ER MY EYELIDS (200 N ND -U O S E V 0 0 -LO I RU S ( 2 -G R I N D V

HE

+) 3 0 0 2 9 8, 9 1 3 99 1 ( H RM

SQUASH

99 1 ( S L E BO W

IN EXTREMIS (1996+)

4+)

DOMINIUM (1995-2006)

32 faktyBiałystok

VIA MISTICA (1998+)

A B USE D M A JE

JEDEN Z LEPIEJ ZNANYCH W KRAJU SKŁ CYCH TECHNICZNY POST-DEATH METAL ADÓW GRAJĄ- ZESP Ó . MACJA GRAJĄCA Z TAKĄ WYOBRAŹN SZKODA, ŻE FOR- LU Z Ł LOKUJĄCY SIĘ NA GRAN IĄ ZAWIESIŁA DZIAODROBINĄ SY IC MFONICZNEGO Y BLACK I DEATH METAŁALNOŚĆ. SZCZEGÓLNIE, ŻE GRANICE Z N A K U GAT Z LEKKOŚCIĄ, Z JAKĄ POLITYCY ŁAM UNKÓW ŁAMALI WIONE DIMMU BORGIR. GRANIE M ZACIETRZEWIENIA SPOD IĄ DANE SŁOWO. ON U M E PATOSE -UNKNOWN DIMENSIONS (2000) Z ZIMNEJ SKA M, KTÓRE ŁATWO POMYLIĆ NTALNE I ZABARZ PRODUKCJ -STIGMATA (2001) -SERPENTHRO NDYNAWII. A MI N E (2 0 -PSYCHO PATH FEVER (2002) 0 4 ) -...SO MAN CR EATED GOD IN -MOHOCKS CLUB (2003) HIS OWN IMA GE (2008) fakty.bialystok.pl

STY (1998+)


MUZYKA

CALM HATCHERY ( 2002 JEDEN Z PIERW SZ YCH W PO +)

1+) G STONES (2KI00I TAŃ THE GROWLIN CA, WIĄ: ZESPÓŁ PIOSEN

SAMI O SOBIE MÓ RO-PORNOA SWOJĄ MUZYKĘ OKREŚLAJĄ JAKO NEC ASZONA OKR -GRIND-GORE-CORE. W ISTOCIE JEST TO CJA NA POBEZKOMPROMISOWYM HUMOREM FORMA TEKSTAMI Z U GRANICZU GRINDCORE’A I DEATH METAL AKICH ZBOTRAKTUJĄCYMI O MORDERCACH I WSZEL CZENIACH. -DON’T SPEAK JUST LISTEN (2009)

HERTZ STUDIO (1999+)

REKLAMA

LSCE ZES P O ŁÓ W G R A J Ą C Y C H S Y M FO N IC BLACK METAL. J EDNOCZEŚNIE K A Z N Y PRZEZ KTÓRĄ PR PEL A, NAJWIĘCEJ RÓŻ ZEWINĘŁO SIĘ CHYBA N LIDERU J E J E J EJ MAŚCI MUZYKÓW. C I CHARYZMATYCZN H A R A K TE RYS T YC Z N Y MIEJ „BART” KRYSY WOKALISTA, BARTŁO-TARAN (1996) IUK. -ANGELDEMON (199 -EDEN’S FIRE (200 7) -COLD BLOOD MES 6) - THE SPIRITUAL N SIAH (2008) ATION BORN (DVD, 2008) RZADKO MUZYCZNY, NA IND NAWET NA ŁY O P A N T EK J A Ć GR STEM. PRO M POTRAFIĄ GR EO DO ICH UTWORU IE W O B I K A P ŁO H NY. C IĆ WID ARTO SPRAWDZ IUTANCKIE AKUSTYKACH. W N TROBA NIEDŁUGO WYDAJE DEB MURDER, „GORE PUPA”. VO ZATYTUŁOWANE WDZIĘCZNIE: „ Y! WYDAWNICTWO ON AND DISTORTION”. KIBICUJEM TI TORTURE, VIOLA

PROGRESYWNY METAL, MOCNO ZANURZONY W THRASHOWYCH TRADYCJACH, ALE Z HORYZONTAMI WYKRACZAJĄCYMI POZA GRANICE GATUNKU. KAPELA PERSONALNIE I WOKALNIE POWIĄZANA Z DOMINIUM. NA UWAGĘ ZASŁUGUJE SZCZEGÓLNIE ZBLIŻAJĄCA SIĘ NIERAZ DO WYCZYNÓW MIKE’A PATTONA ROBOTA WOKALISTY, ADAMA BOGUSŁOWICZA, ZNANEGO (POZA DOMINIUM) TAKŻE Z RED EMPREZ ORAZ NIEISTNIEJĄCEGO JUŻ, A FANTASTYCZNEGO ZESPOŁU JUDY4. -COMA (2003) -RED RIOT (2004) -SET YOUR MADNESS FREE (2009)

2+) Ż GRINDCORE’A Z CRU1 0 2 ( A B O R T N O V SPOTYKANY U NAS MARIA POŁY SATYRYCZ-

BRIGHT OPHIDIA (1998+)

FOT. Z ARCH. ZESPOŁÓW

PISZĄC O BIAŁOSTOCKIM METALU, TRU NIEJEDEN LOKALNY (I NIE TYLKO) ZES DNO NIE WSPOMNIEĆ O STUDIO HERTZ, W KTÓRYM CHCIAŁBY NAGRYWAĆ. A ZDARZAJĄ PÓŁ PARAJĄCY SIĘ CIĘŻSZYMI ODMIANAMI MUZYKI SIĘ STARCZY WSPOMNIEĆ, ŻE TO W TYM TEŻ KLIENCI SPOZA GRANIC NASZEGO KRAJU. WYSTU WIĘKSI NA POLSKIEJ METALOWEJ SC DIU WŁAŚNIE OSTATNIE ALBUMY NAGRYWALI NAJENIE: VADER I BEHEMOTH (ALE TAKŻE PIDŻAMA PORNO). JEŚLI JESTEŚCIE STĄD I ZAMIERZACIE NAGRAĆ PŁYTĘ, NA PRZYKŁAD MIEJSCU. PRZY UL. STRUGA 9. HERTZ JEST NA CKIE ZESPOŁY GRAACH JEDNEJ RĘKI MOŻNA WYMIENIĆ BIAŁOSTO METALOWA SCENA TRUDNO ORZEC DLACZEGO, ALE O ILE NA PALC TYLE O , IEŁKO PIEK E ASKI POZA NASZE MAŁE PODL IELE USTĘPUJĄC JĄCE NIEMETALOWĄ MUZYKĘ, KTÓRE WYSZŁY NIEW AJE SIĘ W NASZYM MIEŚCIE BARDZO MOCNA, (I HIPHOPOWA, ALE O TYM KIEDY INDZIEJ) WYD CZY OZNACZA TO, ŻE W NASZYM MIEŚCIE CZORT STRUNY TRĄCA? KIEJ. WARSZAWIE, WROCŁAWOWI, CZY SCENIE ŚLĄS SIĘ CIESZYĆ, BO JAK TRĄCA TU STRUNY JAK CZORT. POZOSTAJE YK MUZ EDEN NIEJ NIEJ NIEM TYM TAK, AŻ MOŻE NIE KARIERĘ ZA GRANICĄ, BYŁY Z NASZEGO KRAJU ZROBIŁ JAKĄŚ RZETELNĄ UCZY DOŚWIADCZENIE, JEŻELI KTOKOLWIEK ZE ŚMIERCIĄ, TRZYMAMY DDZIEŃ DOROCZNEGO ŚWIĘTA ZWIĄZANEGO TO WŁAŚNIE FORMACJE METALOWE. W PRZE KI! WIĘC ZA NASZYCH ŚMIERĆ-METALOWCÓW KCIU

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 33


MUZYKA

Najważniejsza jest miłość TEKST Karol Rutkowski FOTO BI-FOTO

Reggae cieszy się coraz większą popularnością. O tym, jak liczba fanów na Facebooku ma się do sprzedaży płyt, wartościach rastafarian i legalizacji opowiedział nam jeden z członków legendarnych East West Rockers – Adam Tersa, czyli Ras Luta. Kilka lat w grze i przy tym całkiem spory dorobek artystyczny. Skąd czerpiesz energię, by wypuszczać kolejne nieszablonowe produkcje? AT: Taki styl życia sobie wybrałem. Każdy musi coś robić. Tak jak inni siedzą nad projektami w biurze, ja nagrywam kolejne płyty.

Zdarzyło Ci się współpracować z wieloma skrajnie różnymi artystami. Jak udaje Ci się znaleźć wspólny język z tak odmiennymi charakterami? AT: Łatwo jest kreować podziały. Trudniej jednak przychodzi spotykać się na wspólnym gruncie. Zawsze podobało mi się łączenie nietuzinkowych artystów ze sobą. Stąd chociażby połączenie Pokahontaz z Mrozem czy moje z HG. Spotykamy się dlatego, że kochamy muzykę i kochamy tworzyć.

W najbliższym czasie możemy spodziewać się jakiejś niezwykłej kolaboracji?

AT: Takowa już ujrzała światło dzienne. Na fanpage wrzuciłem alternatywną wersję utworu „Jak daleko”, w której pojawił się Krzysztof Krawczyk. Nagrałem również kawałek z Khari Kill’em. W przyszłości chciałbym coś porobić z jamajskimi artystami. Na razie to jednak sfera projektów.

Jesteś kojarzony z nurtem, który od niedawna był zupełnie niszowy. Dziś nasze lokalne reggae szturmem zdobywa listy przebojów. Skąd to się wzięło?

AT: Nie zgodzę się z tym. Zespoły, które znalazły się na listach, nie spopularyzowały reggae, tylko siebie. Dzięki temu więcej ludzi niezwiązanych z tą muzyką dziś po nią sięga. Niestety niewiele osób zagłębia się w nią bardziej.

Podobno każdy rastafarianin marzy o podróży na Jamajkę. Masz w planach mały trip?

AT: Chciałbym tam popłynąć. Jednak dla rastafarian o wiele ważniejsza jest Etiopia. Tam bardziej chciałbym pojechać. Powiem jednak, że w tej wierze nie liczą się dready, symbole czy flagi. Najważniejsza jest miłość i szacunek do tego, co żyje, jak i do siebie samego. Sednem tego, co robimy i o czym śpiewamy, jest miłość. To jest najważniejsze. 34 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Pojawiłeś się na „Grubych jointach 2” w 2011 roku pośród grona artystów popierających „legalizację”. Ten postulat da radę przejść? AT: Legalizacja narkotyków, nie tylko tych miękkich, jest jedną z oznak dojrzałości całego społeczeństwa. Odpowiedzialni obywatele sami są w stanie zadecydować, w jakiego rodzaju związku chcą być i czy popierają eutanazję. W Polsce politycy chcą brać odpowiedzialność za życiowe wybory mieszkańców. To anachronizm i straszna głupota. Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje czyny. Będziemy z nich rozliczeni po śmierci przez Boga. Coraz więcej osób pali, rośnie przyzwolenie społeczne. Nie sądzę jednak, by ta bądź następna ekipa coś zrobiła. Jeśli zmiany nadejdą, to zostaną przeprowadzone w świadomości zwykłych ludzi.

Twój fanpage liczy blisko 120 tysięcy osób. Jak ta liczba ma się do ilości sprzedanych płyt?

AT: Nijak. Wydaje mi się że Facebook stworzył kategorię fana „klikającego”. Ta osoba nie interesuje się muzyką, tylko dostaje link na YouTube’a, klika i słucha sprawdzając plotki. Niestety sprzedaż płyt jest niska. Słuchacze nie chcą aktywnie wspierać tego, co im dajemy. Poza tym ludzie nauczyli się konsumpcji, ale zapomnieli, że treści ukazujące się w internecie nie wyrastają same z siebie. Ktoś musiał je nagrać czy zapłacić za studio. Gdyby jeden na dziesięciu z tych fanów na FB kupił płytę, miałbym dziś złoto. Jak widać, nie mam.

Sporo koncertujecie. Kilka razy odwiedzałeś Białystok. Jak nasza publika wypada na tle innych części Polski?

AT: Wschód Polski jest bardzo przyjemnym miejscem, mieszkańcy są bardzo otwarci. Widzimy, że chcą nas słuchać, co bardzo cieszy.

Twoje solo już śmiga. Czy jest jeszcze szansa na nowe kawałki EastWest Rockers? AT: Zawiesiliśmy bezterminowo działalność. Póki co skupiamy się na własnych projektach. Musimy odpocząć od tego, zrobić coś swojego. Potem może znów nabierzemy ochoty, aby tworzyć razem.


Z DROW I E

dziecko

zdrowie

ZER

100

OC

HE

dom

MI

%

NA TUR

I

Y

W tym roku święta będą zielone!

KA WY

z całego

świata

CZEKO LADY do

100% kakao

Balsam w kostce. Woda z tlenem. Bambusowe szczoteczki do zębów. Organiczna cola. Czekoladowa płyta CD. Muffinka do kąpieli. Brzmi nieprawdopodobnie? A jednak! Takie wyjątkowe i w dodatku zdrowe produkty są na wyciągnięcie ręki.

BUCIKI UBRANKA

DZIECIĘCE

REKLAMA

Z

a sprawą promocji zdrowego stylu życia pojawiają się w Białymstoku miejsca, w których można kupić wszystko, co eko. Zwrot ku naturze nie jest już kwestią mody. To coraz częściej świadomy wybór, choć bywa, że niekiedy i… przymus. Jak wynika z badań TNS OBOP, w Polsce odnotowuje się najwyższy odsetek alergików na świecie. Dlatego też powstają takie miejsca jak Be Natural. W ofercie sklepu znajdują się produkty specjalistyczne (począwszy od środków czystości, po kosmetyki, żywność), ale i bardziej uniwersalne. – Mamy mnóstwo ciekawych rzeczy dla tych, którzy szukają zdrowych produktów, ale jednocześnie pragną tych wyjątkowych, oryginalnych – mówi pomysłodawca sklepu Jarosław Zajkowski. – Przybliżamy smak i aromat towarów regionalnych oraz z odległych zakątków świata. Dla przykładu: czekolady na gorąco pochodzą z Wybrzeża Kości Słoniowej, a nierafinowany cukier trzcinowy z Mauritiusa. Sprowadzamy także wszelkie ekonowinki i artykuły trudno dostępne, jak liofilizowane owoce i warzywa, bezglutenowe ciastka owsiane czy makarony konnyak. Klienci poszukują produktów pochodzących z upraw ekologicznych, zwracają uwagę na to, gdzie i w jakich warunkach dany towar wyprodukowano oraz czy posiada certyfikat Fair Trade. Kupując produkty z tym znakiem wspierają oni handel oparty na uczciwych zasadach, walcząc z wyzyskiem pracowników oraz przedsiębiorców z krajów Trzeciego Świata.

olejki naturalne

Wszystko to dowodzi, że nasza wiedza i świadomość ekologiczna zmieniły się. Ale nie tylko potrzeby ewoluowały, sam produkt również uległ zmianie. Nie tyle zawartość, ile opakowanie. Producenci dbają o wzornictwo, są kreatywni i co ważne, myślą o środowisku naturalnym. Opakowania coraz częściej poddawane są recyklingowi i zyskują ponowne życie w postaci ławek ogrodowych czy doniczek. Biodegradowalne są zarówno miski dla psów, pieluchy, jak i szczoteczki do zębów. Nie dość, że produkty bio są przyjazne środowisku, to sprawiają radość innym. Idealnie nadają się na prezent. Wśród upominkowych hitów w Be Natural przodują organiczne kosmetyki pachnące tak, że chce się je zjeść, kulinarne „wynalazki” typu czekoladowe płyty CD oraz artykuły dziecięce. Milusińscy mają tu prawdziwe eldorado: zdrowe smakołyki, pyszne kaszki, obiadki oraz piękne ubranka z bawełny organicznej. Są naturalne kosmetyki do pielęgnacji (w tym do skóry atopowej, pieluszkowego zapalenia skóry), środki czystości, płyny do dezynfekcji zabawek i mycia owoców, a także pieluszki bambusowe, jednoi wielorazowe oraz szereg akcesoriów. Jeśli czujecie zapach choinki – to znak, że idą święta. Może warto podsunąć Mikołajowi pomysł na oryginalny ekoprezent. Nie bez powodu choinka jest zielona…

owocowe przetwory

miody KOSMETYKI kule

KĄPIELOWE

czekolady na gorąco

zdrowe smakołyki

herbaty eko nowości Szukanie prezentu pod choinkę wyjdzie Ci na zdrowie!

największy wybór ekologicznych produktów dla dzieci i niemowląt żywność specjalistyczna organiczne kosmetyki suplementy diety hypoalergiczne środki czystości

ul. Grochowa 11, lok. 2 www.benatural.pl fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 35


ŚW I ĘTA

G

rudzień to długo wyczekiwany miesiąc obfitujący w niespodzianki. Niektórzy jeszcze jesienią próbują odłożyć kilka złotych i już w listopadzie, kuszeni kolorowymi reklamami, rzucają się w wir zakupów. Oczywiście większość z nas i tak poczeka na pierwszą wigilijną gwiazdkę i dopiero wtedy dopadnie do choinki, zgarniając skarby z paczki, na której będzie widniało jego imię. Jednak już 6 grudnia mamy pierwszą okazję, by zafundować drugiej osobie uśmiech na twarzy.

Najbardziej kochany grubasek na świecie? TEKST Agnieszka Siewiereniuk-Maciorowska FOTO DreamLightz Studio, Piotr Narewski

Powiesić czerwoną skarpetę

FOT. SXC.HU

Jako dziecko zaczajałam się wielokrotnie, by wytropić dziadka w czerwonych gaciach z długą brodą. Nie udało mi się do tej pory. Może dlatego, że ów jegomość naprawdę niekoniecznie był grubaskiem, a jego gacie mogły tak naprawdę mieć inny kolor.

36 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Imieniny obchodzi wtedy Mikołaj. W przeddzień tej szczególnej daty każdy, kto żyw, wiesza w domu czerwone skarpety w nadziei, że rankiem następnego dnia znajdzie w nich coś miłego. Ludzie mówią, że w nocy do domu zakrada się po kryjomu pewien grubas w czerwonym stroju z długą siwą brodą i stęka przeciskając się przez komin. Zdawałoby się, że w ciemnościach, nie znając wszystkich mieszkań, musi co rusz strącić wazonik babci, popchnąć krzesło, uderzyć się najmniejszym palcem u nogi w regał z książkami... On

jednak robi to w absolutnej ciszy. To zagadka nie do rozwiązania. A i Sherlock Holmes zakończyłby karierę detektywa znacznie wcześniej, gdyby komuś wpadło do głowy powierzenie mu zadania wytropienia śladów reniferów na niebie...

Rodem z Patary Myślicie, że rzeczony tłuściutki brodacz przyjeżdża do nas z zimnej Finlandii? Nic bardziej mylnego. Prawdziwy Mikołaj przybył na świat w Patarze (dzisiejsza Turcja), w 270. r. naszej ery. Był ponoć tak pobożny i wielkoduszny, że cały odziedziczony po dość zamożnych rodzicach majątek roztrwonił na prezenty – niczym antyczny Mike Tyson, choć ten drugi majątku sam się dorobił. Druga różnica, że Mikołaj niegrzeczny jak Tyson nie był. Nie ma doniesień o tym, że kogoś pobił, zgwałcił czy odgryzł kawałek ucha. Można więc przypuszczać, iż prowadził się jak należy, modlił się i pomagał ubogim (takich świętych i teraz przydałoby się więcej). Mało tego, zdążył jeszcze ratować żeglarzy i jedno z miast ówczesnego świata od głodu. Dlatego nazywany jest Mikołajem Cudotwórcą.


Choć w początkach naszej ery nie było internetu, ani TVN24, ani Polsat News, dobre uczynki Mikołaja rozniosły się szerokim echem po całej okolicy. Nie było wyjścia – w takich okolicznościach Mikołaj musiał zostać biskupem. I został. Ale biskupem nie swojej rodzinnej miejscowości. Już wtedy znane były „słoiki” i Mikołaj, by awansować społecznie, musiał przenieść się do większej Miry. Był tak serdeczny i miły, a ludzie zapamiętali go na tyle życzliwie, że zaraz po śmierci zaczęli sami oddawać mu hołd. Szybko stał się jednym z głównych świętych. I to od razu w pakiecie, bo w Kościołach katolickim i prawosławnym naraz. Nic dziwnego, że wkrótce zaczęły powstawać świątynie pod jego wezwaniem. Jedną z nich mamy także w Białymstoku.

Sobór na Lipowej Tradycyjna bryła z cebulkowatymi kopułkami, znajdująca się w samym sercu naszego miasta, jest jednym z najstarszych białostockich obiektów sakralnych. Jej budowa rozpoczęła się jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku. Pierwotna cerkiew św. Mikołaja w Białymstoku, położona w pobliżu dzisiejszego soboru, była filią świątyni w Dojlidach. Koniecznie trzeba było ją postawić, bo w czasach zaboru rosyjskiego wraz z rozwojem przemysłu włókienniczego osiedlało się tutaj coraz więcej wiernych prawosławnych. Skoro Mikołaj jest w Cerkwi najważniejszym świętym, nie było wątpliwości, pod jakim wezwaniem wzniesiony zostanie obiekt. Łączny koszt budowy wyniósł wówczas ponad 36 tys. rubli w srebrze. Kto zaprojektował bryłę, nie da się dziś ustalić. Wiadomo natomiast, że najpierw

cerkiew była drewniana. Pracami budowlanymi kierował Dawid Zabłudowski. Sobór został zbudowany w stylu klasycystycznym, na planie krzyża greckiego, tak jak większość cerkwi. Okna budynku wieńczą łuki pełne. Posiada jedną centralnie umieszczoną półsferyczną kopułę na wysokim cokole oraz zwieńczoną kopułowym hełmem i iglicą dzwonnicę nad przedsionkiem. Dziś Białystok nie wyglądałby tak samo bez tego budynku. Sobór św. Mikołaja wsiąkł w pejzaż miasta tak samo, jak Pałac Branickich. To dobry punkt orientacyjny dla turystów i zarazem architektoniczna perełka. Szczególnie przybywający do nas z Zachodu goście, którzy nie mają żadnych cerkwi na własnym terenie, chętnie zaglądają na Lipową. Nie mogą się nadziwić pięknu świątyni. Mało kto wie, że w podziemiach cerkwi istnieje druga świątynia, której patronem jest św. Serafin z Sarowa. Znajduje się w niej ikonostas z początku XX wieku złożony z czterech ikon: Chrystusa, Matki Boskiej, św. Serafina z Sarowa i św. Aleksandra Newskiego. Sobór św. Mikołaja od 1951 r. jest katedrą diecezji białostocko-gdańskiej. Tam odbywają się najważniejsze uroczystości liturgiczne. Obok mieści się siedziba Najprzewielebniejszego Arcybiskupa Białostockiego i Gdańskiego Jakuba, który kieruje ową diecezją. I pomyśleć, że tak piękna historia, związana ze św. Mikołajem z Patary sprzed siedemnastu wieków, dotrze do Białegostoku... Więcej – że będzie stanowiła nieodłączny element kultury i historii naszego miasta. Wiemy już, że grubaskiem prawdziwy Mikołaj nie był, ale skarpety i tak warto napełnić.

REKLAMA

ŚW I ĘTA


OSOBA

PODLASIANKA WŚRÓD „POLAKÓW Z WERWĄ” TEKST Grzegorz Grzybek, citybranding.natemat.pl

Do dziś jestem pod wrażeniem plebiscytu „Polacy z werwą”. Orlen zaprosił w tym roku swoich gości – w tym mnie – do Teatru Wielkiego w Warszawie. Wśród nich znalazła się międzynarodowa gwiazda: Beth Ditto z zespołu Gossip. Prawdziwymi gwiazdami wieczoru byli jednak młodzi ludzie nominowani do nagrody, a wśród nich Basia Chrabołowska.

Z

nominowaną do nagrody „Polacy z werwą” w kategorii design Basią Chrabołowską rozmawiałem o tym, jak miasto – nie tylko Białystok – wpływa na jej pracę artystyczną i jak Basia reaguje na słowo „prowincja”.

Jak wspomina Pani Białystok? Widzi Pani jakieś zmiany? Inspirują Panią jako artystkę? BC: Bardziej czuję się związana z samym re-

gionem Podlasia. Edukacja, którą rozpoczynałam w Białymstoku, na pewno w dużej mierze mnie ukształtowała, a osoby, które tam poznałam, miały duży wpływ na mój rozwój. Jestem zdania, że osoby pochodzące z Podlasia mają szczególną wrażliwość, biorącą się z wyjątkowej natury, która nas otacza. To potrzeba zaspokojenia naturalnego piękna, bez względu na to, gdzie się znajdujemy.

FOT. Z ARCH. BASI CHRABOŁOWSKIEJ

Jak ocenia Pani estetykę polskich miast? Z jednej strony miasta zalane są reklamami, z drugiej coraz częściej na ścianach budynków można obserwować murale. BC: Wiele polskich miast osadzonych jest w różnych kontekstach historycznych i kulturowych. Wystarczy spojrzeć na Podlasie z terenami Krynek, Kruszynian i Tykocina czy na Śląsk i Opolszczyznę. Stąd ich wyjątkowość. Niestety czasy powojenne, PRL, zamknięcie na inne rozwijające się rynki zdewaluowały poczucie estetyki i to nie tylko tej w przestrzeni publicznej. Proces odkrywania tego piękna na nowo jest powolny, ale 38 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

już zauważalny (przynajmniej w większych miastach Polski). Przejawia się w szczerym dialogu mieszkańców z tkanką miasta i coraz większym pielęgnowaniu lokalnego wymiaru społeczności.

Nie wydaje się Pani, że polskie miasto zdominowały samochody i termomodernizacja? BC: Polska jest jeszcze w fazie konsumpcyj-

nego zachłyśnięcia. Na szczęście powoli świadomość społeczna rośnie, co przekłada się na coraz mądrzejsze decyzje władz miast.

Termomodernizacja może być dla artysty inspirująca? Bloki z wielkiej płyty po wielu latach okazały się dla artystów ciekawe. BC: Każde zjawisko na swój sposób może być inspirujące, bowiem zachęca nas do zadawania pytań i szukania odpowiedzi.

W ostatnim plebiscycie firmy Orlen „Polacy z werwą” znalazła się Pani wśród nominowanych. Jak to możliwe, że dziewczyna z prowincji rozumie wielki świat mody? BC: Nie przepadam za określeniem „dziew-

czyna z prowincji”. Określiłabym się raczej jako dziewczyna z Podlasia, ponieważ to bardziej obrazuje mój charakter, powiązanie z naturą i hart ducha. A jeśli chodzi o szeroko rozumianą modę, zawsze sądziłam, że chodzi o wewnętrzną wrażliwość na piękno, a nie pochodzenie.

Basia Chrabołowska jest założycielką i projektantką marki B SIDES, która obecnie rewolucjonizuje materiał, jakim jest wełna. Wychodząc od tradycji dziewiarskiej przekazanej przez babcię, autorka sięgnęła po peruwiańską wełnę z merynosów i wykorzystała ją w niestandardowy sposób. Marka B SIDES to nie tylko sweter. To wykonana w całości ręcznie damska kolekcja zawierająca sukienki, tuniki, spódnice, tuby czy bieliznę. Ubrania charakteryzują się oryginalnym krojem, minimalizmem detalu, ekspresją koloru i – ponad wszystko – doskonałą jakością. bsideshandmade.com

Podobno z Białegostoku pochodzi wiele modowych talentów. BC: Znowu wracamy do tematu szczególnej wrażliwości Podlasian... Na co dzień prowadzi Pani własną firmę? BC: Tak, założyłam ją w zeszłym roku w Warszawie. Zatem na co dzień oprócz zajęć związanych z B SIDES HANDMADE zajmuję się również koniecznymi obowiązkami związanymi z działalnością gospodarczą.

Nie cierpi na tym dusza artysty? BC: Wyróżnia mnie ciekawa cecha – łączenie potrzeby kreatywnego spełnienia z codziennym pragmatyzmem. Dzięki temu zachowuję harmonię.

Kiedy możemy liczyć na to, że białostoczanka pokaże swoje dzieła w Białymstoku? BC: Nie można tego wykluczyć. Możliwe, że

już niebawem…


TECHNOLOGIE

C

hiptuning to zwiększenie mocy oraz momentu obrotowego poprzez modyfikację oprogramowania w komputerze silnika. Twoje auto staje się dużo bezpieczniejsze podczas wyprzedzania i przyspieszania, a przy mądrym użytkowaniu może zmniejszyć się także spalanie. To nowoczesne rozwiązanie wykorzystujące w rozsądny sposób rezerwy pozostawione przez producentów samochodów. Zdaniem Grzegorza Kondziora, właściciela firmy Cartronic, takie zmiany są bezpieczne dla silnika: – Po przeprowadzonej modyfikacji klient zyskuje szybszy, sprawniejszy oraz oszczędniejszy samochód. Do tego gwarantujemy, że nasze modyfikacje nie wpłyną w jakimkolwiek stopniu na awaryjność oraz żywotność silnika. Są to doskonale przygotowane rozwiązania przetestowane na setkach samochodów.

tycznych charakterystyk mocy i momentu obrotowego. Wynika to z rozrzutu produkcyjnego, który jest normalnym zjawiskiem przy masowej produkcji. Każdy samochód to jednostka, którą musimy traktować bardzo indywidualnie. Tylko takie podejście daje gwarancję żywotności i jakości – dodaje właściciel firmy Cartronic. Innym czynnikiem jest ciągła potrzeba obniżania kosztów produkcji. Występują na rynku przypadki, w których producent oferuje samochody dok ładnie z tym samym silnikiem, ale o innej mocy. Różnica jest tylko w oprogramowaniu sterującym jego pracą.

Co to jest

FOT. Z ARCH. FIRMY

Jak to możliwe?

Jak to wygląda?

Pierwszym podstawowym krokiem jest dogłębna diagnostyka komputerowa wszystkich niezbędnych do modyfikacji parametrów samochodu oraz pomiar mocy i momentu obrotowego na hamowni podwoziowej w celu sprawdzenia zużycia pojazdu i oceny bezpiecznych granic modyfikacji. Następnie dokonuje się odczytu oprogramowania z komputera silnika. Program poddawany jest modyfikacji, zmieniane są odpowiednie parametry. Już zmodyfikowany program zapisywany jest w komputerze silnika. Ponownie wykonywany jest pomiar mocy i momentu obrotowego w celu sprawdzenia efektów pracy i poprawności działania zmodyfikowanego programu. Klient otrzymuje wyniki potwierdzone na wykresie z hamowni. Na stronie www.cartronic.pl znajdują się przykładowe modyfikacje przeprowadzone w firmie Cartronic.

CHIPTUNING?

Chiptuning, ecotuning, czy power box… To, co się kryje pod tymi zwrotami, może pozytywnie wpłynąć na Twoje auto. Jeżeli samochód to Twoja pasja, a rosnące ceny paliw psują Ci przyjemność z jazdy, powinieneś zastanowić się nad jedną z usług oferowanych przez firmę Cartronic z Księżyna.

Komputer silnika odpowiada za jego prawidłową pracę w każdych warunkach klimatycznych oraz obciążeniowych. Dodatkowo każdy silnik zbudowany jest z elementów o różnej wytrzymałości materiałowej. Konstruktorzy tworzący nowoczesny silnik muszą znaleźć złoty środek między elementami silnika, emisyjnością spalin, warunkami klimatycznymi i osobowością użytkownika. W tym celu tworzony jest program znajdujący się w ECU, którego zadaniem jest kontrolowanie i ograniczanie parametrów silnika w taki sposób, aby wyeliminować szkodliwe i niebezpieczne procesy. – Warto również zwrócić uwagę na fakt, że teoretycznie takie same nowe silniki nigdy nie będą miały iden-

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 39


KUCHNIA

M

oje dzieciństwo to zupa ogonowa. Z torebki. Lub pomidorowa. Z torebki. Za to w szkole była stołówka i tu szał – makaron z truskawkami, twarogiem, naleśniki, rosół, kotlety mielone z pieczarkami. Wszystko smaczne, nic nie zostawało na talerzach. Ten typ gotowania to na przykład wyśmienity bar w ścisłym centrum Białegostoku, znany wszystkim mieszkańcom: doskonały barszcz ukraiński, serniczki z brzoskwiniami, grochowa, buraczki. Dlaczego to wszystko jest takie smaczne? Dlaczego kolejki z baru ciągną się aż na ulicę?

Nie żałuj

Jak podkręcić barszcz? TEKST Renata Czyżewska-Siewko FOTO Michał Kulesza

Czy pamiętasz, jak Twoja babcia gotowała rosół – pewnie długo pyrkał na ogniu? A jak gotowała pomidorówkę, barszcz? Długo się zastanawiałam: dlaczego teraz te same zupy nie smakują jak w czasach naszego dzieciństwa. Oprócz oczywiście psychologii – najwcześniej doznane smaki pamięta się najbardziej, sekret tkwi w starych przepisach. I własnych warzywach…

40 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Wszystko uczciwie gotowane – oczka tłuszczu w rosole powinny być. Duże i dużo. I nie ma zmiłuj. Niech nikt Wam nie wmówi, że istnieje rosół light. Rosół to rosół. Dobry na przeziębienie, wzmocnienie, na kaca. Gotowany długo na małym ogniu, powinien wolno pyrkać – jak pan Bóg przykazał. Najlepiej z różnego rodzaju mięs (wołowiny, cielęciny, kurczaka), włoszczyzny (najlepiej z własnego ogródka). Moja babcia dodawała do niego opalaną nad ogniem cebulę – dla pięknego złotego koloru, ja dodaję grzybki suszone, lubczyk, majeranek, tymianek. Ostatnim moim odkryciem są pasternak (liście) i arcydzięgiel (także liście). Pasternak to zapomniane warzywo, niegdyś pospolicie uprawiane, a arcydzięgiel znany jest ze swoich właściwości odtruwających i regenerujących wątrobę. Lubczyk – drogie żony, Wy już wiecie, po co się go do zupy dodaje… U mnie jak na razie działa bez zarzutu. Lubczyk ma niesamowity aromat – nie od parady nazywany jest polskim maggi. Nie trzeba używać nieobojętnych dla naszego zdrowia dodatków, które obciążają nasz organizm nadmiarem soli – przyprawę do zup możemy wyprodukować sami! A smakuje ona tak samo, a nawet lepiej… Wybór należy do nas. Z własnego doświadczenia wiem, że od kiedy nie używam kostek rosołowych, zupy smakują o niebo lepiej. Ale trzeba niestety trochę potrenować, żeby wiedzieć, jakie zioła i warzywa zastąpią ten znany z kostek smak, zwany przez Chińczyków umami.

Dziś rosół, jutro pomidorowa Tak mawia mój mąż – i nie myli się zazwyczaj. Każda kobieta przyzna, że czasami po prosto nie chce się stać przy garach. I dlatego rosół jest bazą dla innych zup – dodajemy to, co mamy akurat pod ręką. Jeśli nie mamy czasu – zamrażamy. Przyda się na później, a nawet zyska na aromacie. Oczywiście zupa pomidorowa według Włochów powinna być na prawdziwym tomacie – ale nasz polski jest naprawdę dobry i nie mamy się czego wstydzić. Jeśli mamy bazę – rosół, dodajemy nasz polski koncentrat pomidorowy. Uwaga – im bardziej bę-


łam, że to luksus nie dla nas, maluczkich. Teraz zarówno i oliwa extra vergine, czerwony ocet – winny, jak i balsamiczny – są dla nas, normalnych Podlasian, dostępne cenowo. Nie zarabiamy po kilka tysięcy złotych miesięcznie, ale nareszcie możemy się raz na jakiś czas szarpnąć, zjeść dobrze i smacznie. Jak we Włoszech. Ocet winny jest uniwersalny – przyda się zarówno do barszczu, jak i marynat. Jest delikatny i lekko kwaśny zarazem. Ocet balsamiczny pasuje nawet do lodów, ale proponuję poeksperymentować najpierw z sosem do sałat, a potem próbować łączyć go ze śliwkami, cebulą, pomidorami ze śmietaną, sosem grzybowym itd. Trening czyni mistrza.

Czerwony jak cegła

Krupnik bez procentów

Barszczyk jaki jest, każdy widzi. Przez cały czas zastanawiałam się, dlaczego mój barszcz jest blady jak pośladki Norweżki w słońcu szwajcarskiego Gstaad. Kombinowałam, sypałam, zmieniałam i nic. Do czasu, gdy zaczęłam mieć własny ogródek. Nic się nie równa buraczkom wielkości piłeczki do ping-ponga i o czerwieni sztandaru Zrzeszenia Studentów Polskich. Dobrze pokręca nasz barszcz zmiażdżony czosnek roztarty z solą. Zapach co prawda ulatnia się bardzo szybko, ale działa potem jak bomba z opóźnionym zapłonem – czuć jego zachęcający aromat dopiero następnego dnia. Ale jest jeszcze jeden sekret. Czy zapach octu przyprawia Was o mdłości? Barszczyk trzeba przecież czymś zakwasić. Mnie tak, i to bardzo. Dopóki nie odkryłam octów: winnego i balsamicznego. Kiedyś myśla-

Zupa ta to właściwie odrobina naszego rosołu, kasza jęczmienna, grzyby i cebula. Najlepsza jest oczywiście następnego dnia po przygotowaniu. Pamiętajmy, że kasza bardzo mocno wchłania wodę i niewykluczone, że nazajutrz w dotychczas fajnej zupce łyżka stanie na sztorc… Krupnik doskonale działa na żołądek, kłopoty z trawieniem, zaparcia. Dobrze komponuje się z roztartym w dłoniach majerankiem, grzybami, rozgotowaną cebulką. Dodatek wędzonego boczku sprawi, że rodzina chętnie skonsumuje cały garnek po mroźnym dniu. Pieczarki – nadadzą głębokiego aromatu i doskonale połączą się smakowo z kaszą. Zieloną pietruszką lub świeżym koperkiem możemy posypać nasz krupnik bezpośrednio przed podaniem na stół. Sukces i zazdrość teściowej – murowane!

REKLAMA

KUCHNIA

dzie on koloru „zgniłego” pomidora, tym lepszy. Wiemy, że to nasz, polski pomidor, a nie barwnik spożywczy identyczny z naturalnym. Silikon w biuście też jest podobno identyczny z naturalnym, ale czy to to samo… Dodatek świeżej bazylii, majeranku i tymianku znacznie podkręci smak naszej pomidorowej. Nie zapomnijmy także o dodaniu cukru i soli – w proporcji 3:1; kwaśne pomidory muszą się zrównoważyć ze smakiem słodyczy cukru. Dodatki – makaron lub ryż. Pamiętajmy, że podwajają one swoją objętość; jedna torebka na cały garnek zupy wystarczy. Dodatek selera naciowego, tartej marchewki, pokrojonego pora – to ozdoba naszej pomidorówki.

Uniwersalna przyprawa do zup

•w  łoszczyzna (suszone liście pora, selera, pietruszki; marchewka, pietruszka i seler – pokrojone w plastry i ususzone) •p  asternak (suszone liście) • suszone grzyby (zmielone na proszek lub drobno pokrojone) • lubczyk (suszone liście) • majeranek • tymianek • oregano • pierz ziarnisty, świeżo zmielony • kilka pokruszonych liści laurowych • ziele angielskie

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 41


Peter Vrochopoulos U

KUCHNIA

rodził się w greckich Atenach, całą młodość spędził w Daytona Beach na Florydzie, gdzie w wieku piętnastu lat zaczął pracować w rodzinnej restauracji. Mając prawie 20 lat doświadczenia przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie objął stanowisko zastępcy szefa kuchni w jednej z najsławniejszych nowojorskich restauracji – Tavern on the Green. Gotował m.in. dla rodziny Kennedych, Arnolda Schwarzeneggera, Johna Travolty, Madonny, Charliego Shenna, Danny’ego de Vito, sułtana Brunei, zespołu Aerosmith i wielu innych. Po ośmiu latach w Nowym Jorku wrócił na rodzinną Florydę, by otworzyć restaurację, okrzykniętą przez prasę jako jedna z najlepszych na Florydzie: „US 1 Restaurant and Grill”. Ostatnie lata w Stanach Zjednoczonych spędził jako generalny menadżer i szef kuchni korporacji IHOP, mającej pod sobą kilkanaście restauracji. Zajmował się głównie szkoleniem kucharzy i szefów kuchni podległych mu placówek. Do Polski sprowadziła go miłość – żona Katarzyna. Mają dwójkę dzieci: Petera jr. i Gabriele. Prywatnie Vrochopoulos jest fanem swojej rodzimej kuchni śródziemnomorskiej. W wolnych chwilach zajmuje się ogrodem. Polską kuchnię chwali za dobrą jakość wieprzowiny oraz świeże warzywa i owoce. W białostockim Restaurant & Bar Cristal pracuje od sierpnia 2013 roku.

Duszone policzki wołowe PORCJA DLA 4 OSÓB

•1  kg policzków wołowych •4  łyżki oliwy z oliwek •1  średnia cebula •1  średnia marchew •4  łodygi selera naciowego •8  00 g pomidorów bez skóry •1  łyżeczka naturalnego kakao •2  szklanki czerwonego wytrawnego wina • s ól, pieprz

Policzki wołowe oczyścić z błon i usmażyć na oliwie z oliwek po ok. dwie i pół minuty na każdą ze stron. Na patelnię wrzucić pokrojone w plastry: cebulę, marchew, seler naciowy i pomidory, a następnie poczekać, aż zmiękną. Do miękkich warzyw dodać wino, naturalne kakao oraz przyprawy. Dusić na wolnym ogniu pod przykryciem przez około trzy godziny, aż mięso zrobi się miękkie i delikatne. Podawać z puree z ziemniaków lub kaszą gryczaną.

42 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl


JUBILEUSZ

Bartek

Marlena

Radek

Kamil Sylwia Maciek

Magda

Emila

Olek Piotrek

Dwa lata z FUTU 2 grudnia 2011 roku otworzyliśmy FUTU SUSHI. Restauracja FUTU SUSHI powstała z myślą tworzenia tradycyjnej kuchni japońskiej okraszonej elementami fusion. Dbamy o najwyższą jakość produktów i obsługi. Nowoczesne, ascetyczne wnętrze tworzy niepowtarzalną atmosferę w stylu Futu. Jesteśmy z Wami już dwa lata. Z tej okazji 2 grudnia przez cały dzień zapraszamy na sushi tańsze o 50%. Do zobaczenia! Dziękujemy naszym K lientom.

Białystok, ul. Lipowa 12, tel. 690 990 212 REKLAMA

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 43


TECHNOLOGIA

KLIMATYZACJA NA KAŻDĄ PORĘ ROKU TEKST Krzysztof Łazarski, dyrektor handlowy firmy OPTIMA POLSKA

Wbrew pozorom, klimatyzator może nam służyć nie tylko latem. Niewielu z nas zdaje sobie bowiem sprawę, że tego typu urządzenia posiadają również funkcję grzania.

FOT. Z ARCH. FIRMY OPTIMA

K

limatyzatory chłodzące są dziś oferowane niemal wyłącznie przez profesjonalnych producentów klimatyzacji. Wbrew powszechnej opinii, to nie one dominują na rynku – najpopularniejsze klimatyzatory są zazwyczaj standardowo wyposażane w funkcję grzania. Jeśli zależy nam na modelu z tą właśnie funkcją, powinniśmy dokonać zakupu klimatyzatora z możliwie jak największym współczynnikiem COP, który informuje, jak dużo ciepła uzyskamy z jednostki energii pobranej przez klimatyzator z sieci. Przelicznik jest prosty – w klimatyzatorze o wartości COP = 4,3 każdy kW pobrany przez klimatyzator z sieci elektrycznej zostanie przetworzony na 4,3 kWh mocy cieplnej. Najpopularniejszym rodzajem klimatyzatora jest ścienny split, składający się z jednostki wewnętrznej zamocowanej na ścianie w pomieszczeniu oraz agregatu znajdującego się na zewnątrz. Ponadto na rynku można znaleźć agregaty, do których można podłączyć 2, 3, 4, a nawet 5 jednostek wewnętrznych, tzw. multi splitów. Oprócz jednostek wewnętrznych ściennych w ofercie producentów

klimatyzacji dostępne są jednostki kasetowe przeznaczone do montażu w sufitach podwieszanych, jednostki kanałowe do zabudowy w kanałach wentylacyjnych, konsole podłogowe, montowane podobnie jak kaloryfer, oraz jednostki podsufitowe, które ze względu na duże moce i silny wentylator stosowane są w długich i wąskich pomieszczeniach.

Dogodna lokalizacja Planując umiejscowienie klimatyzatora, powinniśmy dążyć do tego, by linia freonowa, która łączy jednostkę wewnętrzną z agregatem, była możliwie jak najkrótsza. Chodzi tu nie tylko o koszt, lecz również o wydajność urządzenia. Wartości graniczne dla danego urządzenia podane są w specyfikacji technicznej. Pamiętajmy, że istotna jest nie tylko odległość, lecz także różnica poziomów. Nie można również zapomnieć o tym, że w trybie chłodzenia w jednostce wewnętrznej urządzenia zbierają się skropliny, które należy odprowadzić grawitacyjnie lub wypompować. Jeśli klimatyzacja montowana jest w już wykończonym, używanym pomieszczeniu, pomocne jest użycie korytek klima-

tyzacyjnych, w których możemy ułożyć przewody freonowe. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy zadbać o estetykę. Możemy również zaplanować takie rozmieszczenie urządzeń, by przebicie ściany znajdowało się między nimi. W mojej codziennej pracy wiele osób pyta mnie, jaką markę klima-

tyzatora wybrać. W firmie, w której pracuję, zdecydowaliśmy się na wprowadzenie do asortymentu produktów marki SAMSUNG, ponieważ jest to koncern prężnie się rozwijający, wprowadzający do swojej oferty wiele nowości i oferujący bardzo dobry współczynnik ceny do jakości.


TECHNOLOGIA

ZYSKAJ WODĘ CIEPLEJSZĄ

NAWET O 15 STOPNI! Czy wiesz, że dzięki usłudze czyszczenia piecyka gazowego możesz zaoszczędzić na ciepłej wodzie nawet kilkaset złotych w ciągu roku?

W

gazowych przepływowych podgrzewaczach wody, zwanych potocznie piecykami gazowymi, przepływająca przez wężownicę podgrzewacza woda ulega ogrzaniu. W trakcie tego procesu na wewnętrznej ściance wężownicy odkłada się osad. To między innymi od ilości tego osadu, nazywanego fachowo kamieniem kotłowym oraz od twardości wody zależy, jak długo podgrzewacz będzie funkcjonował poprawnie. Obecność kamienia w wężownicy powoduje, że woda nie osiąga odpowiedniej temperatury (następuje izolacja termiczna, w efekcie której zbyt ciepłe spaliny uciekają do komina), a czas,

który poświęcamy na uzyskanie ciepłej wody w kranie po odkręceniu kurka, ulega wydłużeniu, czasami nawet o kilkadziesiąt sekund. To z kolei skutkuje większym zużyciem wody i gazu, co rzecz jasna nie jest korzystne dla naszego portfela. Większość pracowników firm serwisujących przepływowe podgrzewacze wody ogranicza podejmowane przez siebie czynności do przeczyszczenia jego zewnętrznych elementów oraz regulacji palnika. Mało kto proponuje jednak użytkownikowi urządzenia usunięcie kamienia z wężownicy. Wbrew pozorom jest to nieskomplikowana operacja, która polega na podpięciu

wymiennika ciepła do specjalnej stacji i płukaniu tej właśnie części urządzenia środkiem odkamieniającym. Korzyści wynikające z czyszczenia kotła są wymierne. Z przeprowadzonego przez pracowników firmy OPTIMA POLSKA eksperymentu wynika, że dzięki wykonaniu tej czynności, w tym samym czasie pracy urządzenia możemy uzyskać wodę cieplejszą niż przed odkamienianiem – nawet o 15 stopni Celsjusza! Usługa czyszczenia gazowego przepływowego podgrzewacza wody kosztuje zazwyczaj od 100 do 250 złotych (jeśli przeprowadzamy odkamienianie). Pamiętajmy jednak, że właści-

wa konserwacja tego urządzenia daje oszczędności w postaci zmniejszenia kosztów ogrzania wody nawet o 34 proc., co z kolei oznacza, że operacja ta zwraca się już po kilku miesiącach! W przypadku elektrycznych przepływowych podgrzewaczy wody zwrot jest jeszcze szybszy. Co prawda w przypadku starych modeli podgrzewaczy konieczna może okazać się wymiana grzałek lub wężownic na nowe (w niektórych modelach może pojawić się korozja), jednak i tak w dalszym ciągu taka wymiana jest opłacalna. Jak się okazuje, mocno zakamienione wężownice mogą mieć sprawność nawet poniżej 50% sprawności czystej wężownicy!

REKLAMA

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 45


HOBBY

ZIMOWE FOTOGRAFOWANIE TEKST Karol Kundzicz FOTO BI-FOTO

Biały puch, rześkie powietrze, piękne widoki dziewiczej śnieżnej okrywy, zwierzyna grzejąca się w słońcu na otwartych przestrzeniach. Zima to miesiące obfitujące w mnóstwo okazji do fotografowania: mikołajki, Boże Narodzenie, sylwester, ferie zimowe i walentynki...

J

ak wiadomo, niska temperatura nie jest sprzymierzeńcem naszego narzędzia „optomechaelektronicznego”. Wszyscy producenci gwarantują bezpieczne temperatury pracy w zakresie 0-40 stopni Celsjusza. Chcemy Wam przypomnieć kilka zasad, które umożliwią długie i bezpieczne fotografowanie zimą, gdy temperatury spadają nawet poniżej rzeczonego zera.

Zanim wyjdziemy z ciepłego pomieszczenia:

•  Zabierzmy ze sobą szczelną torbę – tylko markowe produkty zapewnią bezpieczeństwo sprzętu w trudnych warunkach atmosferycznych. Nie zaszkodzi umieścić w niej granulek pochłaniających wilgoć. • Jeśli posiadamy pokrowiec chroniący przed deszczem, śniegiem czy kurzem, warto go spakować – padający śnieg sam w sobie nie jest szczególnie niebezpieczny, o ile nie jest zbyt intensywny. A jeśli jest, należy skorzystać z pokrowca. Współczesne pokrowce w niewielkim stopniu ograniczają komfort fotografowania, a ich ceny wahają się w granicach od ok. 80 do 200 zł za dobrej jakości ochronę. •  Dodatkowe zasilanie aparatu – koniecznie naładowane; doświadczenie uczy, że sprzęt elektroniczny działa lepiej, jeśli ma zasilanie. • Pędzelek do oczyszczenia aparatu ze śniegu. • Dobrej jakości filtr UV – tu również tylko markowe produkty zapewnią nam przyzwoitą jakość, ceny wahają się od ok. 60 do 400 zł – soczewka przednia obiektywu nie będzie narażona na częste tarcie, które może uszkodzić powłoki antyrefleksyjne.

46 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Na rześkim powietrzu: • Aparat śmiało możemy wyciągnąć, bo przejście z ciepłego miejsca do zimnego nie jest aż takim szokiem dla sprzętu. • Akumulatory zapasowe – tego nie powinno zabraknąć. Dość istotną kwestią jest, by były one schowane, najlepiej gdzieś blisko Waszego ciepłego ciała. Ciało może być i obce, byle ciepłe. Akumulatory LI-ION, czy też NI-MH cechują się spadkiem sprawności/ wydajności w niskich temperaturach, skutkiem tego jest mniejsza ilość zrobionych zdjęć na jednym ładowaniu danego akumulatora. • Nie ma potrzeby chowania sprzętu np. pod kurtkę, bo nic istotnego takie działanie nie zmieni – chyba że brak jest pokrowca chroniącego przed śniegiem/deszczem. • Markową torbę ze sprzętem śmiało możemy postawić na suchym śniegu, materiały użyte do jej produkcji są na tyle zaawansowane, by nie dopuścić go do kontaktu ze sprzętem. • Pilnuj torby! Aparaty fotograficzne, jak i ich akcesoria, są bardzo chodliwe wśród amatorów cudzej własności.

Wracamy do pomieszczenia: • Torba/plecak muszą być zamknięte. Kiedy wchodzimy z zimnego pomieszczenia do ciepłego następuje kondensacja pary wodnej (po to były nam potrzebne granulki od nadmiaru wilgoci). Para wodna jest bardzo szkodliwa dla układów elektronicznych i zamkniętych tubusów obiektywów, a najbardziej ich soczewek. • W żadnym wypadku nie otwieraj torby/plecaka natychmiast po wejściu do pomieszczenia! Odłóż torbę przynajmniej na trzydzieści minut. Dzięki szczelności torby temperatura na tyle się wyrówna, by nie nastąpiła kondensacja pary wodnej. Oczywiście uszkodzenie sprzętu nie jest regułą, gdy pominiesz ten krok, lecz ryzyko jest bardzo wysokie.


HOBBY

Gdy pójdzie coś nie tak:

Ważne!

Adresy serwisów fotograficznych producentów znajdziecie na stronach internetowych właściwej marki aparatu. Jeśli Twój aparat jest po gwarancji, w Białymstoku polecamy specjalistyczny Serwis Sprzętu Fotograficznego NJFoto.eu

•  Aparat upadł nam w błoto – natychmiast wyciągnij akumulator, bo napięcie podawane przez ogniwo może spowodować zwarcie w układach elektronicznych aparatu. Naprawa sprzętu będzie dość kosztowna. Zgłoś się niezwłocznie do serwisu celem wyczyszczenia i konserwacji sprzętu. •  Aparat podczas pracy cały jest w śniegu – użyj pędzelka, który wcześniej spakowałeś/łaś, wyczyść obudowę i tubus obiektywu. •  Pierścienie obiektywów pracują z dużym oporem – nic na siłę. Często jest tak, iż smar użyty do smarowania obiektywu tężeje pod wpływem niskiej temperatury; gdy opór staje się niezdrowo ciężki, obiektyw wymaga ogrzania. Ogrzanie takiego sprzętu polega na przemieszczeniu go w zamkniętej torbie do pomieszczenia o normalnej temperaturze. Po około 30 minutach wszystko wróci do normy. •  Podczas fotografowania wyskakują błędy, które nigdy się nie pojawiały w normalnej temperaturze – niektóre podzespoły (np. migawka, mechanizm podnoszenia lustra, przysłona) mają elementy, które są nasmarowane specjalnym środkiem zmniejszającym tarcie (smarem), sytuacja podobna jak opisana wyżej. •  Aparat się nie włącza – nie wpadaj w panikę; często się okazuje, iż usterka jest błaha. Wyjmij akumulator, zgłoś się do serwisu, opisz dokładnie okoliczności przed, jak i w momencie wykrycia usterki. •  Dziwna rosnąca plamka w wizjerze lub na soczewce obiektywu – tu nie ma żartów, najprawdopodobniej jest to grzyb. Z biegiem czasu się rozrasta. Trzeba zaaplikować czyszczenie części w serwisie fotograficznym, i to piorunem. Mały grzyb daje się z powodzeniem wyczyścić. Nie wszystkie sytuacje jesteśmy w stanie przewidzieć. Pozostaje nadzieja, że żadna z wyżej wymienionych sytuacji się Wam nie przytrafi. REKLAMA

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 47


FELIETON

SUPERBOHATEROWIE NA MIARĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI

INSPIRUJĄCY ROGAL Z KMINKIEM

TEKST Paweł Waliński

TEKST Krzysztof Szubzda

P

oważnie traktując swój fach felietonowy, za każdym razem, zanim siądę do pisania, nabywam sporą ilość prasy, by znaleźć inspiracje. Dziś postanowiłem zaszaleć i do pół kilograma gazet dorzuciłem rogal z kminkiem. Gdy doszedłem do kasy, rozpoczęło się rzecz jasna ogólnosklepowe dochodzenie, jaki jest kod na rogala. Bo wiecie Państwo, że dla ekspedientki rogal z kminkiem nie kojarzy się z pysznym śniadaniem, tylko z jakąś pięciocyfrową liczbą typu 22085. Nie wiem, jak to ułatwia życie, ale nie po raz pierwszy doświadczyłem, jak utrudnia. I tak zamiast w gazetach, inspirację znalazłem w rogalu. Drążąc temat, odkryłem, że utrudniające i bezsensowne kody sprawdzają się w wielu instytucjach. Na przykład strażnik więzienny, zgodnie z Rozporządzeniem Rady Ministrów w sprawie szczegółowych warunków stosowania środków przymusu bezpośredniego oraz użycia broni palnej lub psa służbowego przez funkcjonariuszy Służby Więziennej z 20 listopada 1996 r., przypisuje piętnaście kodów piętnastu czynnościom osadzonego. Nigdy bym nie zaryzykował ograniczenia czynności osadzonego do piętnastu, ale być może jest to taka lista TOP 15! Ustalono więc z mocy prawa, że osadzony może szarpać się lub uderzać, wykrzykiwać, płakać, spokojnie spać, śmiać się, śpiewać, mamrotać, jeść, pić, stać bez ruchu, chodzić, leżeć lub siedzieć, załatwiać się, odbywać chwilowe zwolnienie lub wykonywać rzeczy inne. Ale nie dotknęliśmy jeszcze dna bezsensu; owym dnem jest przypisanie każdej czynności kodu cyfrowego. Być może służba więzienna zajęta baczną obserwacją pensjonariuszy nie ma czasu na zbędną gadaninę w stylu: „Uwaga, włamywacz Jerzy śpiewa”, tylko raportuje: „12 wykonuje 6”. My, ludzie spoza kryminału, przypisaliśmy kody tylko dwóm czynnościom, zwanym pieszczotliwie: jedyneczką i dwójeczką. Rozporządzenie akurat tych jakże odmiennych kwestii nie rozdziela, opisując obie czynności trzynasteczką. Kody są też specjalnością ankieterów. Pewien natarczywym ankieter, któremu kończył się termin zlecenia i nie mógł znaleźć aktywnego zawodowo czterdziestolatka, posiadacza czteroletniej terenówki w dieslu, poprosił mnie ostatnio, bym dla dobra polskiej statystyki wcielił się w rolę poszukiwanego respondenta. Najpierw były rutynowe pytania w stylu: „Czy jako czterdziestoletni posiadacz terenówki w dieslu wyżej sobie cenię widok z okna, udany seks czy niepodległość Polski?”. Potem przeszedł do tzw. przebiegu dnia. Usłyszawszy, że po przebudzeniu zjadłem śniadanie, upewnił się, czy w domu, i wpisał „2304”. – 2304 to kod śniadania we własnym domu – wyjaśnił. – A śniadanie u wujostwa? – zapytałem. – Nie ma takiego wyszczególnienia. Jest śniadanie w punkcie gastronomicznym/poza miejscem zamieszkania/inne wyżej niesklasyfikowane. Postanowiłem sprawdzić wydolność systemu kodów i powiedzieć prawdę o moim dniu. – Po śniadaniu odwiedziłem zaprzyjaźnionego iluzjonistę, zamknąłem się z nim w szafie do rozcinania ludzi i napiliśmy się bimbru. Ankieter wpisał dziewięć cyferek we wszystkie przewidziane w formularzu kratki, co niechybnie oznaczało, że wykonałem ekstremalnie dziwną czynność przynajmniej jak na czterdziestoletniego właściciela czteroletniej terenówki w dieslu. 48 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

K

ilka dni temu oglądałem „Człowieka ze stali” i „Wolverine’a”. Czyli kolejne odsłony niekończącego się pochodu superbohaterów przez nasze ekrany. Oba filmy były moim zdaniem średnie, ale stanowiły przyczynek, by zajrzeć na pewien poważny portal filmowy i sprawdzić, ile jeszcze szykuje się nam podobnych premier. Wyliczać nie ma sensu, poprzestańmy na stwierdzeniu, że dużo. Pewnie nawet więcej, niż by się chciało. A co z polską sceną superbohaterską? Nie ma takowej. Poza ostatnimi, nieśmiałymi próbami komiksowymi w postaci Białego Orła i mniej poważnych: Wilqa, czy Ratmana, polscy superbohaterowie to Szarik i Borewicz. Jeden – pies. Drugi – pies na baby. Jeden walczył z Niemcem, drugi z cinkciarzami handlującymi niemiecką walutą. Jeden używał do walki paszczy, drugi używał kobiety podłej reputacji i Old Spice’a. Nie stawali w szranki z żadnymi kosmitami, Jokerem, cyborgami, czy nazistami-zombie. Co najwyżej Fronczewski jakąś babę w Chałupach czy na innych Mazurach utopił i trzeba było mu to udowodnić. Jaki kraj, takie superbohaterstwo. Ot, zupełnie na miarę naszych możliwości. Ale Polska Polską, PRL PRL-em. A gdyby tak mieć superbohatera z Podlasia? Naszego własnego, białostockiego? Puśćmy wodze fantazji. Nasz lokalny superczłowiek musiałby mieć sumiasty wąs w manierze prezydenckiej – wpół drogi między Wałęsą a dawnym Komorowskim. Nie nosiłby trykotów jak koledzy z Zachodu – miałby sumiennie wpuszczoną w spodnie koszulę opinającą obowiązkowy piwny bandzioch. Jak Supermana zmóc może tylko kryptonit, naszego fachurę zmagałby jeno metanol i nieświeże śledzie. W biografii, miast tragedii i morderstwa rodziców wzorem Batmana, miałby historie o likwidacji podlaskiego zagłębia włókienniczego, pośredniaku i mieszkaniach socjalnych. Imię też miałby jakieś lokalne... Na przykład Mietek. To znaczy po cywilnemu Mieczysław. Jego superbohaterska ksywka mogłaby brzmieć „Mocarz”. Pierwsze polskie tłumaczenie imienia Supermana brzmiało (z przyczyn niewiadomych) „Burzan”, więc „Mocarz” jest jak znalazł. Mocarz miałby w mieście dużo roboty. Ale dzięki niemu inwestycję, o której pisze mój felietonistyczny sąsiad po prawej, zrealizowano by w ciągu tygodnia. Jednym uderzeniem z bańki bowiem przewierciłby choćby i dwa tunele. Mocarz siłą swojego autorytetu zmusiłby też menażerów spożywczych dyskontów do zaprzestania wyzysku pracowników. Wziąłby za mordę nazioli z Leśnej i Zielonych. Podwyższył emerytury i renty. Zrównał nam zarobki do średniej w innych dużych miastach. Chroniłby Dojlidy przed amebą, przeciągnął small business z galerii z powrotem do centrum miasta. Adoptował wszystkie bezpańskie koty. Zrobił tak, żeby kartę miejską wystarczyło podbić raz po doładowaniu. Rozprowadziłby karty parkingowe po wszystkich sklepach i kioskach. Sumiennie odtykałby fontannę przy cerkwi świętego Mikołaja. Zmusiłby odpowiedzialnych do planowego odbioru śmieci. Sprawiłby, że w kebsach nie dorzucaliby oszukańczo frytek zamiast mięsa. Poszerzyłby Białkę na tyle, żebyśmy jak w Paryżu mieli plażę w samym centrum. Samego Konona przekonałby, że coś jednak będzie. Tak. Mocarz miałby dużo roboty.


FELIETON

MAŁE MIASTO BIAŁYSTOK TEKST Radek Oryszczyszyn

N

iedawno zwiedziłem kolejny spektakularny sukces naszych drogowców, którzy w pocie czoła wykopali tunel pod skrzyżowaniem między aleją Piłsudskiego a ulicą Sienkiewicza. Inwestycja wygląda imponująco. Nie dość, że kompletnie sparaliżowała ruch w centrum miasta, to na pewno bardzo dużo kosztowała. Dzięki niej Białystok nabierze jeszcze bardziej wielkomiejskiego charakteru. Będzie, jak nie przymierzając, pod warszawską Rotundą. Albo w londyńskim czy tokijskim metrze. Gwar, tłum, grajkowie, bary z kanapkami, ogólne zamieszanie, zgiełk i hałas – czyli to wszystko, czego nam w Białymstoku od zawsze brakowało. Nie mogę pojąć sensowności tej kosztownej i kompletnie niepotrzebnej inwestycji. Wszędzie na świecie z centrów miast konsekwentnie ruguje się indywidualny ruch samochodowy na rzecz pieszych, rowerzystów i komunikacji publicznej. Tymczasem w samym śródmieściu realizowana jest inwestycja, która kompletnie przeczy logice. Przejścia podziemne – nie dość, że drogie i niepraktyczne – są samym źródłem kłopotów. Kwitnie w nich przestępczość. Utrudnione możliwości korzystania z nich mają osoby niepełnosprawne, a także rowerzyści. Prawie zawsze pojawiają się w nich problemy z czystością i odpowiednią klimatyzacją.

Po co więc robi się z alei Piłsudskiego kolejną trasę szybkiego ruchu, gdzie piesi i rowerzyści spychani są do podziemia, aby umożliwić kierowcom mknącym w wygodnych i klimatyzowanych autach przejazd bez zatrzymywania się? Dlaczego nie bierzemy przykładu z miast, w których śródmiejskie trakty są tak zaprojektowane, by to pieszy był najbardziej uprzywilejowanym uczestnikiem ruchu? Na takich ulicach, jak Lipowa, Legionowa, Sienkiewicza, Skłodowskiej czy aleja Piłsudskiego, powinni oni bezpiecznie przekraczać jezdnię na pasach zbudowanych w formie progów zwalniających, by kierowca nie miał możliwości przyspieszenia, widząc osobę zbliżającą się do zebry. A dozwolona prędkość poruszania się po drogach – zredukowana do 30 kilometrów na godzinę. Jest dosyć symptomatyczne, że ten pierwszy tunel w centrum miasta jest tworzony obok budynku, w którym powstała pierwsza w Białymstoku winda. Małomiasteczkowe ambicje zwyciężyły z poczuciem zdrowego rozsądku i racjonalnym wydatkowaniem publicznych pieniędzy. Jak ktoś niedawno słusznie zauważył na Facebooku, to mieszkaniec wsi musi wszędzie dojechać wozem albo bryczką. Jakże typowym i wiele mówiącym o naszej mentalności jest widok McDonaldsów czy KFC, gdzie do dziury w ścianie, gdzie obsługiwani są klienci zmotoryzowani, stoi ogromna kolejka, podczas gdy w środku, przy kasach, nie ma nikogo. A na parkingach stoją dziesiątki aut, w których ludzie, w barbarzyńskich warunkach, zażerają się tymi hamburgerami i kurczakami, zamiast kulturalnie spożyć posiłek przy stole. Samochody to jeden z największych fetyszy małych miast, którym wydaje się, że za pomocą kilku prostych machnięć łopatą, wylania tu i ówdzie betonu, położeniu granitowych krawężników oraz poświeceniu w oczy gawiedzi kolorowymi neonami da się dokonać zmiany w głowach. Być może jesteśmy dużym miastem, bo mieszka tu nas trzysta tysięcy, mamy galerie handlowe i obwodnice, ale przez cały czas jesteśmy mali w naszych ambicjach i mentalności.

REKLAMA

DLACZEGO BILETY NA ELEKTRONICZNEJ KARCIE MIEJSKIEJ TO ROZWI¥ZANIE OSZCZÊDNE, WYGODNE I £ATWO DOSTÊPNE?

PUNKTY DO£ADOWANIA PORTMONETKI

OSZCZÊDNOŒÆ

Bilety kupione za pomoc¹ portmonetki s¹ tañsze od kupionych w kiosku lub u kierowcy w autobusie. Kupuj¹c bilet w kasowniku mo¿na zaoszczêdziæ od 10 groszy do nawet 7 z³otych na jednym przejeŸdzie! TO SIÊ OP£ACA! WYGODA

Jedna karta zastêpuje wszystkie bilety papierowe. Mo¿na na niej zakodowaæ bilet trzymiesiêczny, miesiêczny i dekadowy oraz zakupiæ bilet 3-dniowy weekendowy, 24-godzinny i jednorazowy na wszystkie strefy taryfowe. DOSTÊPNOŒÆ

W jednym z 24 punktów sprzeda¿y biletów mo¿na wgraæ na kartê bilet okresowy lub do³adowaæ portmonetkê. Do³adowanie portmonetki jest równie¿ mo¿liwe w jednym z 50 punktów do³adowania portmonetki. Bilet okresowy mo¿na równie¿ zakupiæ przez Internet, za pomoc¹ strony www.ekarta.bialystok.pl PUNKTY SPRZEDA¯Y BILETÓW BKM 1. Antoniukowska 24/1 2. Boh. Monte Cassino 5 lok. U-2 3. Gajowa 68a p.1 4. Kolejowa 12 5. Ko³³¹taja 75 6. Mickiewicza 14 7. Pozioma 2 8. Rumiankowa 21

9. Rzymowskiego 22 10. Sienkiewicza 1/1 - budynek BCMB 11. Sienkiewicza 5 12. Sienkiewicza 55A 13. Sienkiewicza 81/3 lok. 14 14. Sk³adowa 11 15. Sk³odowskiej 2/1 Central 16. S³onimska 6

17. Swobodna 54 18. Upalna 1A lok. 6 19. Wasilkowska 49A 20. Wiejska 60 lok. 4 21. Zagumienna 7A 22. Zaœcianki 1 23. KLEOSIN, ul. Ojca Tarasiuka 2 24. WASILKÓW, ul. Koœcielna 69

Kolporter S.A. 1. 42. Pu³ku Piechoty 2 2. Boles³awa Chrobrego 16A 3. Choroszczañska 24 4. Dubois 6/5 5. Klepacka 4 6. Kolejowa - dworzec PKP 7. Legionowa 28 8. Ryska 1 9. Sienkiewicza 81 10. Œwiêtojañska 15/46 CH ALFA, poziom 0 11. Œwiêtojañska 15/46 CH ALFA, poziom 1 12. Wysoki Stoczek 54 13. Upalna 3 14. Zwierzyniecka 19/1 15. ¯abia 20

PSS Spo³em Bia³ystok 16. Bema 89/2 17. Brzechwy 3 18. Dojlidy Fabryczne 8 19. Gajowa 68 20. Ko³³¹taja 50 21. Mieszka I 6 22. Pietrasze 2 23. Rynek Koœciuszki 15 24. Warszawska 79 25. Wroc³awska 5 26. Wyszyñskiego 6 27. Sk³odowskiej 6 28. S³onimska 2/1 29. Traugutta 1 30. Wiejska 70a

TRAFIKA-NORD 31. Andersa 38 32. Wyszyñskiego 6 33. Lipowa34 34. Mickiewicza 15 35. Wasilkowska 4 36. Tysi¹clecia Pañstwa Polskiego 8C

INNE 37. Antoniukowska 1 38. Antoniukowska 56 39. Boh. Monte Cassino 8: na dworcu PKS 40. Boh. Monte Cassino 8: przed dworcem PKS 41. Edukacyjna 1 42. Pogodna 11A/1U 43. Rzymowskiego 22 44. Sienkiewicza 5 45. Warszawska 16-18 46. Choroszcz, Sienkiewicza 29A 47. Choroszcz, Powstania Styczniowego 8C 48. Juchnowiec, Klonowa 2 49. Wasilków, Plater 2 50. Wasilków, Bia³ostocka 7A

www.komunikacja.bialystok.pl fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 49


TU NAS ZNAJDZIESZ

6-ŚCIAN PUB

FREE – WAY

Warszawska 30

Św. Rocha 14a lok. 11 Lipowa 37

AKCENT

FUKS PIZZERIA

Rynek Kościuszki 17

Grochowa 3

KAWELIN Legionowa 10

KIERMUSY Dworek nad Łąkami Kiermusy 12 Legionowa 30 lok. 103

POLIKLINIKA ARCISZEWSCY Zamenhofa 19

PRUSZYNKA Grochowa 3 Berlinga 17a

ALCHEMIA

FUTU SUSHI

KRAINA SMYKA

QMEDICA

Lipowa 4

Lipowa 12

Kopernika 42

Waszyngtona 30/1U

ALFA CENTRUM

GOSPODA PODLASKA

KULA HULA

POLSKIE RADIO BIAŁYSTOK

ALCHEMIA PUB ul.Lipowa 4

GUNGA CAFE p. 0 lok. 13 ESPRESSO BAR p. 2 lok. 27

Świerkowa 1

QUATTRO PIZZERIA

ARISTO HOTEL

GRAM OFF ON

LABALBAL

Kilinskiego 15

Malmeda 17

Warszawska 21 lok. 3

TRATTORIA CZARNA OWCA

GRAN VIA

MIĘDZY ZĘBAMI

RETROSPEKCJA

Lipowa 6

Świętokrzyska 5 lok. U3

Wiejska 65 lok. 2

GRODNO

MOTOPUB

SPONTI

Sienkiewicza 28

Młynowa 14

Alfa Centrum

Lipowa 24

BTL

Żelazna 9

Jurowiecka 31

BIAŁOSTOCKI TEATR LALEK Kalinowskiego 1

Wysoki Stoczek 54

BOK

GRYFAN

NEW OPTICA

SPÓŁDZIELNIA

Legionowa 5

Lipowa 6

Antoniukowska 56 lok. 38

Skłodowskiej-Curie 8 /1

CENTRUM ZDROWIA

GUSTO ITALIANO

TCHIBO

SUPERNOVA DENTAL CLINIC

KEN 50/U4 Mickiewicza 39/U7

CHAMPIONS SUPLE SHOP Mickiewicza 27

Starobojarska 12 lok. 8u ul. Sienkiewicza 46

HOMESCHOOL Żelazna 9 lok. 12a

Alfa Centrum, parter, lok. 24

Golf Park Lipowy Most Borki 29

Warszawska 39 lok. 8

TAKE2GO Atrium Biała

COLOSSEUM

HOTEL 3 TRIO

LITTLE HELL

TANIA KSIĄŻKA

Kopernika 5

Hurtowa 3

Lipowa 4

Kolejowa 12/3

CZARCI PUB&JADŁO

HOTEL BRANICKI

LONDON ACADEMY

TEATR DRAMATYCZNY

Białówny 9/1

Elektryczna 12

HOTEL POD HERBEM

MANIAC GYM

TOKAJ

Wiejska 49

Warszawska 79a

Malmeda 7

Skłodowskiej-Curie 3

EFEKT PROFFESSIONAL

Częstochowska 3 Św. Mikołaja 1 lok.

Zamenhofa 25

EMPIK

Sienkiewicza 3 Świętojańska 15 Miłosza 2 Hetmańska 16

ESKULAP Nowy Świat 11c Malmeda 6 Białówny 9/1

FITNESS PLACE PEJO Leszczynowa 25

FORD BIACOMEX Elewatorska 39

50 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

HOTEL PODLASIE 27 Lipca 24/1

INSTYTUT URODY Warszawska 57 lok. 4

INSTYTUT ZDROWEGO ODŻYWIANIA Częstochowska 18 lok U1

OPERA I FILHARMONIA PODLASKA

VILLA TRADYCJA Włókiennicza 5

WARSZAWSKA 39 Warszawska 39

Odeska 1

JUBILECH

PIZZA HUT

WILLA PASTEL

Słonecznikowa 21

Sienkiewicza 3

Waszyngtona 24a

KAMELEON

PIZZA SAVONA

Białówny 4 lok. 19 Białówny 5 lok. 11 Malmeda 13 lok. 25

Rynek Kościuszki 8 Pogodna 11F Legionowa 9/1

ZDROWA SPIŻARNIA Świętojańska 8


r

a

d

i

o

87.7 FM

fakty.bialystok.pl

faktyBiałystok 51


52 faktyBiałystok fakty.bialystok.pl

Fakty Białystok 017  

Listopadowy numer bezpłatnego magazynu mieszkańców Białegostoku

Fakty Białystok 017  

Listopadowy numer bezpłatnego magazynu mieszkańców Białegostoku

Advertisement