Page 1

Reklama

Dowiedz się więcej w Internecie –

www.naszraciborz.pl

13 luty 2009 Rok II, nr 7 (10) cena: 2 zł (w tym 7% VAT) ISSN 1689-5606 nr indeksu 249971 www.naszraciborz.pl

Wi

Raciielka b Krzy orska ż ówka

Prezydent jeździ za podpisami

Film dobry na dopalacze?

Patent na morderstwo

Prezydenci śląskich miast oraz posłowie i senatorowie podpisali się pod apelem do ministra Grzegorza Schetyny w sprawie likwidacji Śląskiego Oddziału Straży Granicznej. » str. 2

Dwudziestominutowy film zrealizowany na zlecenie ratusza, który trafi do szkół, ma pomóc w przekonaniu młodzieży o szkodliwości zażywania dopalaczy. 19 lutego odbędzie się poświęcona im konferencja w Domu Kultury Strzecha. » str. 3

„Pacjentowi podaje się plastikowy worek wypełniony helem. Pacjent sam zakłada worek na głowę, zaciskając wokół szyi. Dusi się powoli, dostaje drgawek.” » str. 4

Donald chciał nam zabrać dotację » str. 3

KŁOPOTY naukowca z Raciborza 9 771689 560901

07 >

fot.: Marta Błażejowska / AG

Reklama

Racibórz » Przez polskie media przetacza się fala dyskusji na temat kłopotów dr. Marka Migalskiego, pochodzącego z Raciborza politologa i komentatora telewizyjnego. Na Uniwersytecie Jagiellońskim odmówiono mu otwarcia przewodu habilitacyjnego. » str. 5 Reklama


2 » Aktualności »

Polityka to gałąź przemysłu

Kurier tygodniowy Z powiatu Nauka drogą do sukcesu

W związku z licznymi zapytaniami dotyczącymi stypendiów dla szczególnie uzdolnionych uczniów z terenu powiatu raciborskiego, Starostwo Powiatowe informuje, że 9 lutego z Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach wpłynęło porozumienie na rzecz partnerskiej współpracy przy realizacji projektu systemowego pt. Nauka drogą do sukcesu na Śląsku w ramach Poddziałania 9.1.3 Pomoc stypendialna dla uczniów szczególnie uzdolnionych Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki w Województwie Śląskim współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego. Porozumienie, po podpisaniu przez zarząd powiatu zostanie przekazane Liderowi projektu tj. Śląskiemu Urzędowi Marszałkowskiemu w Katowicach. W chwili obecnej lista potencjalnych stypendystów z terenu powiatu raciborskiego znajduje się Urzędzie Marszałkowskim, który podejmie uchwałę o przyznaniu stypendiów. Po spełnieniu wszystkich wymogów formalnych powiat raciborski prześle do szkół zawiadomienia o przyznaniu stypendium ich uczniom.

Otwarte serca dzieciom

Zarząd powiatu podpisał ze Stowarzyszeniem Otwarte serca dzieciom umowę na prowadzenie od 1 września 2009 r. wielofunkcyjnej placówki opiekuńczo-wychowawczej typu socjalizacyjno -interwencyjnego. Placówka przeznaczona będzie docelowo dla 20 dzieci i młodzieży do lat 18, obojga płci, liczyć będzie 12 miejsc socjalizacyjnych i 8 miejsc interwencyjnych. Placówka prowadzona będzie przez Stowarzyszenie w Kuźni Raciborskiej przy ul. Mickiewicza 7. Warunkiem przyjęcia dzieci przez placówkę jest jej rejestracja do 31 sierpnia 2009 r. przez Wojewodę Śląskiego. Kontrolę merytoryczną prawidłowości wykonywania zadania sprawować będą pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Raciborzu. Umowa została zawarta na czas określony do 31 sierpnia 2014 r.

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Polityka jest jedną z gałęzi przemysłu rozrywkowego – stwierdził kiedyś ekscentryczny muzyk rockowy i prowokator Frank Zappa. Powiedzenie to jak ulał pasuje do wydarzeń w Raciborzu. Schyłek tamtego roku przyniósł nam głośną batalię o pub Koniec świata i strategiczną z punktu widzenia priorytetów miasta dysputę o kulturze, a początek tego roku kilka innych wydarzeń, m.in.: otwarcie psiej toalety niedaleko szkół, które zamiast pionierskiego wychodka wolałyby z pewnością nowoczesny kompleks boisk; żywą dyskusję na forum Rady Miasta o fanaberiach obywateli, którzy nie chcą ulicy imienia Ulitzki; debatę o fladze Raciborza (cóż, nie da się ukryć, że sam w niej uczestniczę, ale z przekonania, że temat trzeba w końcu załatwić), która stała się wśród komentatorów portalu naszraciborz. pl symbolem tematów zastępczych; wreszcie pomysł władz (zasłyszany w Radio Vanessa), by znaleźć nazwy dla raciborskich rond, co – ośmielę się zauważyć - może być niewykonalne, bo wszystkie tego

typu obiekty z wysepką o średnicy około 2-3 metrów z definicji mają w metryce wpisane „Ronda Hajduka. Oczywiście na cześć obecnego starosty, który je wymyślił. Życie to teatr, zwykło się mówić, tyle że w raciborskim wydaniu jest on coraz mniej strawny. Mieszamy nieustannie w tej samej zupie, obracając się wokół tematów ważnych i błahych, tyle że te drugie, dziwnym raciborskim trafem, mają większą siłę przebicia, budząc wśród włodarzy okolicznych gmin uśmiechy politowania. Zacząłem się nawet zastanawiać, jaka to tajemna moc pcha naszych ojców miasta w kierunku czworonogów. Z psimi kupami kojarzy się już przecież prezydentura Andrzeja Markowiaka, a grozi to również – czego mu nie życzę – obecnemu pryncypałowi, któremu niespodziewane kryzys gospodarczy przeszkodzi w realizacji ambitnych bądź co bądź planów budowy krytej pływalni czy 50-metrowego basenu pod Oborą. Dorobek Mirosława Lenka nie wygląda skromnie na tle jego poprzed-

ników, ale polityczni oponenci będą pewnie dostrzegać właśnie ów nieszczęsny wychodek przy Żorskiej, przez co raciborska polityka nie straci swojego kolorytu. - Musimy używać czasu jako narzędzia, nie jako leżanki – przekonywał John Fitzgerald Kennedy. Ta myśl, jak wynika z moich obserwacji, przyświeca na przykład władzom Pietrowic Wielkich, bo - nie licząc mało trafionego pomysłu z fotografowaniem wszystkich psów w gminie - mają nosa do planowania. A ich plan jest prosty. Rolnicze i krawieckie niegdyś Pietrowice mają się stać terenem: przyjaznym dla przemysłu, zamieszkania, rozwoju małej i średniej przedsiębiorczości oraz produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Pierwsze sukcesy są – zdobycie unijnej dotacji na budowę centrum wystawienniczego i otwarcie nowoczesnego zakładu produkcji Eko-Okien. A teraz konia z rzędem temu, kto w jednym zdaniu zdefiniuje, jaki to plan mają (miały) władze Raciborza, nie tylko tej, ale i poprzednich ka-

dencji? Oczywiście nie chodzi mi o strategię przetrwania na stanowiskach czy propozycje z ulotek wyborczych, ale o wizję miasta za 10, 20 czy 30 lat, o fundamenty pod rozwój. Ktoś powie, że to nie jest takie proste, bo poczynania determinuje demografia, siła sąsiednich aglomeracji czy sytuacja gospodarcza w kraju. Odpowiem jednak, że w XIX wieku plan ówczesnych władz Raciborza był najprostszy z możliwych, najgenialniejszy z genialnych. Magistrat uznał, że ludziom trzeba po prostu umożliwić działanie, dać ziemię, stworzyć odpowiednie warunki do prowadzenia biznesu i nie wtrącać się do tego, co robią. Interes kręcił się sam. Władze szybko odcinały kupony, bo wiedziały, że ich sukces zależy od rzutkich obywateli, a nie od samego istnienia władzy dla siebie samej. Zastanawia mnie więc, co stoi na przeszkodzie, by do tych wzorców nawiązał raciborski magistrat. Wystarczy przecież położyć solidny fundament pod rozwój przedsiębiorczości (wprowadzić w końcu od daw-

na zapowiadaną uchwałę w sprawie zwolnień w podatku od nieruchomości, liberalny plan przestrzenny pozwalający ludziom czerpać korzyści z ich własności i nie bujać w obłokach z cenami nieruchomości) oraz dać wyraźny sygnał, że priorytetem są kreatywni i przedsiębiorczy ludzie we wszystkich dziedzinach życia, a nie kolejna kadencja. Taka zmiana filozofii rządzenia przyniesie owoce – miastu rozwój a władzy satysfakcję i choćby możliwość bezstresowego realizowania się w tematach miękkich typu kolorystyka flagi. Odnoszę wrażenie, że każda kolejna władza w Raciborzu, która oprze się tylko na fundamencie własnego geniuszu, zamiast biznesem, kręcić będzie jedynie własnym stołkiem, a ludziom dalej serwować wciąż te same dania.

Racibórz » Prezydenci śląskich miast oraz posłowie i senatorowie podpisali się już pod apelem do ministra Grzegorza Schetyny w sprawie likwidacji Śląskiego Oddziału Straży Granicznej. Chcą, by to w Raciborzu miał komendę nowy oddział chroniący polsko-czeską granicę.

Prezydent jeździ za podpisami (waw) Podpisy pod apelem zbiera prezydent Mirosław Lenk. W piątek jedzie do Katowic na spotkanie z wpływowym europosłem Jerzym Buzkiem, byłym premierem. – Chcemy się wprosić do gabinetu premiera Donalda Tuska i przedstawić argumenty za Raciborzem – mówi Lenk. Na razie jego działania poparli m.in. prezydenci Katowic, Bielska-Białej, Gliwic czy Rybnika. Wszyscy uznają, że siedziba nowego oddziału powinna być blisko górnośląskiej aglomeracji, bo to tu pogranicznicy, działający teraz

Wydawca:

Fabryka Informacji WAW & Margomedia s.c. Grzegorz Wawoczny, Margomedia Sp. z o.o. ul. Opawska 4/6, 47-400 Racibórz, tel. +48 32 755 14 88, fax +48 32 415 84 83

Redaguje zespół:

Redaktor naczelny – Grzegorz Wawoczny Dyrektor artystyczny – Marek Plewczyński Dyrektor techniczny – Łukasz Pawlik

Redakcja dziennikarska:

47-400 Racibórz, ul. Opawska 4/6, tel. +48 605 685 485, tel. +48 32 755 14 88, redakcja@naszraciborz.pl

Redakcja techniczna:

47-400 Racibórz, ul. Staszica 22 IV p., tel./fax +48 32 415 84 83

Reklama w gazecie i na portalu:

tel. +48 32 755 14 88, reklama@naszraciborz.pl Joanna Reichel – jr@naszraciborz.pl, Grzegorz Zimałka – gz@naszraciborz.pl

Druk:

Agora Poligrafia S.A., Tychy Teksty dziennikarskie i zdjęcia są chronione prawem autorskim. Kopiowanie rozwiązań graficznych zabronione. Materiałów nie zamówionych nie zwracamy.

głównie w głębi kraju, mają najwięcej roboty. W obszernym piśmie do Schetyny Lenk podkreśla, że komenda Śląskiego Oddziału spełni wymagania lokalowe nowej formacji, przeszła odpowiednie remonty, blisko stąd do wzmiankowanej aglomeracji i sieci dróg, w tym autostrad, a miasto zapewni funkcjonariuszom dodatkową pulę mieszkań. Wskazuje także na negatywne skutki umiejscowienia komendy poza Raciborzem. Najważniejszy to utrata pracy przez około 200 osób z naszego regionu i migracje funkcjonariuszy z rodzinami.

Reklama

Przypomnijmy, że nowy oddział dla ochrony polskoczeskiej granicy ma powstać na bazie Śląskiego i Sudeckiego Oddziału Straży Granicznej. Obydwa zostaną zlikwidowane. Pozostaje jednak problem umiejscowienia komendy nowej formacji. Walczą o nią Racibórz i Kłodzko w Dolnośląskim. Za tą drugą lokalizacją, jak wieść niesie, optuje pochodzący z Wrocławia wicepremier Grzegorz Schetyna. Interpelację w tej samej sprawie do ministra Schetyny skierował niedawno poseł Henryk Siedlaczek (PO).

Mirosław Lenk Reklama


« Aktualności « 3

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Racibórz » Dwudziestominutowy film zrealizowany na zlecenie ratusza, który trafi do szkół, ma pomóc w przekonaniu młodzieży o szkodliwości zażywania dopalaczy. 19 lutego odbędzie się poświęcona im konferencja w Domu Kultury Strzecha. Tylko, czy to cokolwiek pomoże?

Film dobry na dopalacze? (waw) Dopalacze to substancje pochodzenia roślinnego lub syntetycznego. Stosowane są m.in. w napojach energetyzujących. Kupują je legalnie w specjalnych sklepach głównie młodzi ludzie, bo uważają, że pomagają im w nauce albo dobrej zabawie. W Raciborzu stało się o nich głośno z chwilą otwarcia sklepu przy Solnej, działającego

w ramach ogólnopolskiej sieci. Lokalni włodarze natychmiast zawiązali front walki z tymi specyfikami. Prezydent Mirosław Lenk powiedział, że działanie sklepu mu się nie podoba, podobnie jak wiceprzewodniczącemu Rady Miasta Piotrowi Klimie. Na wyrazach niezadowolenia się jednak skończyło, bo placówka działa legalnie. Skorzystała też na szumie medialnym w raciborskich mediach, a teraz

Region » Nie trzeba było długo czekać na pierwsze korekty samorządowych planów. Po cięciach w budżecie państwa, największe polskie metropolie zmniejszają tegoroczne wydatki. Ich skala przeraża. W samej Warszawie korekta opiewa na 500 mln zł. Co będzie w raciborskich samorządach?

Raptowne cięcia w metropoliach.

Co u nas? (w) O sprawie pisze portal finansowy money.pl. - O blisko 800 milionów złotych będą w tym roku szczuplejsze budżety wybranych dużych polskich miast. Wszystko przez spodziewany spadek wpływów z podatków od firm oraz osób fizycznych - czytamy w nagłówku do tekstu pt. Największe polskie miasta muszą ciąć wydatki. Na podstawie analiz ekonomistów i własnych, money. pl przyjął, że wpływy samorządów z PIT, czyli udziału w poReklama

datku płaconym przez obywateli, będą mniejsze o 6 proc., a w CIT (podatek dochodowy od firm) o 30 proc. Jak to się ma do Raciborza? Tegoroczne wpływy magistratu z PIT oszacowano na 31,4 mln zł. Korekta 6 proc. w dół oznacza brak 1,88 mln zł. W przypadku CIT jest to 840 tys. zł. Razem do miejskiej kasy może nie wpłynąć 2,72 mln zł. Tyle kosztuje rocznie utrzymanie Gimnazjum nr 1! W przypadku Kuźni Raciborskiej dziura w budżecie może wynieść 250 tys. zł.

pewnie znów zyska darmową reklamę, bo 19 lutego o godz. 10.00 w Domu Kultury Strzecha odbędzie się konferencja na temat dopalaczy. Złoży się na nią 6 wykładów i debata. Każdy może wziąć w niej udział udział. Zagadnienie zostanie przedstawione od strony medycznej, psychiatrycznej, psychologicznej, socjologicznej, społecznej, prawnej, etycznej. Organizatorem jest Śląska Izba Aptekarska,

Piotr Klima

Urząd Miasta Racibórz, Śląski Uniwersytet Trzeciego Wieku, Stowarzyszenie Podaj Rękę, Centrum Psychologiczne w Katowicach, a także Szkoła Podstawowa nr 4 w Raciborzu. Ratusz zlecił przygotowanie filmu. Dwudziestominutowa projekcja wypełni część konferencji. Potem kopie trafią do szkół. Organizatorzy są przekonani, że podjęte działania przyniosą pozytywny skutek. Chcą

bowiem przekonać młodzież, że choć można je nabyć legalnie, to ich zażywanie nie pozostaje bez wpływu na zdrowie i psychikę. Potwierdzają to zresztą niektórzy naukowcy. - W skład dopalaczy wchodzą substancje psychoaktywne, takie jak kofeina, guaranina czy będą pochodną amfetaminy efedryna. Substancje te zmieniają stan psychiczny. Uczą tego, że można coś łyknąć i od razu poczuć się lepiej. Tak się zaczyna uzależnienie psychiczne. Te substancje są szczególnie niebezpieczne, gdy zmiesza się je z alkoholem, którego działanie dopalacze potęgują. W Irlandii odnotowano wysoką śmiertelność z tego powodu - uważa dr. Bohdan Woronowicz, kierownik Ośrodka Terapii Uzależnień w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie (wypowiedź dla dziennika Rzeczpospolita). Czy uzależniają? - Tego do końca nie wiadomo. Wiele substancji ma takie możliwości, ale uzależnia się od nich niewiele osób. Paradoks polega na tym, że te najsilniej uzależniające, jak nikotyna czy alkohol, są legalne, a substancje przez wielu uważane za nieszkodliwe, a w każdym razie nieuzależniające, jak marihuana, mają status nielegalnych - twierdzi prof. Jerzy Vetulani z Instytutu Farmakologii PAN (dla "Rz"). W Sejmie znajdują się projekty ustaw zakazujących sprzedaży dopalaczy.

Racibórz » Dokończenie budowy szpitala w Raciborzu było na celowniku ministrów szukających oszczędności w budżecie państwa. - Mamy nadzieję, że obroniliśmy inwestycję - zdradza starosta Adam Hajduk, który w tym celu gościł w stolicy, w czasie gorączkowych obrad rządu.

Donald chciał nam zabrać dotację (w) - 3 lutego trzyosobowa delegacja samorządowców z powiatu raciborskiego udała się do Warszawy, aby w poszczególnych ministerstwach omówić kwestie związane z opieką zdrowotną i drogownictwem. Poseł Henryk Siedlaczek, starosta raciborski Adam Hajduk oraz przewodniczący Rady Miasta Tadeusz Wojnar uczestniczyli w spotkaniu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego oraz Ministerstwie Zdrowia, gdzie rozmawiali o środkach na dokończenie bu-

Reklama

dowy Szpitala Rejonowego w Raciborzu - brzmiał oficjalny komunikat Starostwa Powiatowego z 4 lutego. Już po spotkaniu rozmawialiśmy ze starostą Hajdukiem. Zdradził nam, że wyjazd związany był głównie z obawami o finansowanie dokończenia budowy szpitala przy ul. Gamowskiej. Na ten rok powiat miał obiecane 18 mln zł z budżetu państwa. Trwająca bowiem od lat 80. inwestycja miał dawniej tzw. charakter centralny. Cały czas pieniądze na nią przekazywano więc z Warszawy. W tym roku mają przyjść ostat-

nie. Jak się okazuje, mogło ich jednak nie być. - Poinformowaliśmy w ministerstwie rozwoju regionalnego oraz zdrowia, że te 18 mln zł mamy już praktycznie wydane. Potrzebujemy ich na zapłacenie faktur. Przetargi, mając zapewnienie finansowania, ogłaszaliśmy bowiem w tamtym roku. Prace ruszyły, większość już się zakończyła - mówi starosta. Nie wie jeszcze oficjalnie, jaką decyzję podjął rząd pod wodzą Donalda Tuska. Z nieoficjalnych przecieków wiadomo, że raciborska inwestycja się ostała.

Reklama

Kurier tygodniowy Punkt NFZ w Raciborzu

Przypominam, że mieszkańcy powiatu raciborskiego oraz ościennych mogą załatwiać formalności związane z wydawaniem Kart Ubezpieczenia Zdrowotnego, Europejskich Kart Ubezpieczenia Zdrowotnego oraz potwierdzania zleceń na zaopatrzenia ortopedyczne i inne środki pomocnicze w raciborskiej siedzibie NFZ. Po 7 latach nieobecności, Sekcja Obsługi Ubezpieczonych, podległa rybnickiej Delegaturze Śląskiego Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia, powróciła do Raciborza i mieści się w Szpitalu Rejonowym w Raciborzu, przy ulicy Gamowskiej 3. NFZ Sekcja Obsługi Ubezpieczonych w Raciborzu czynna jest: od poniedziałku do piątku w godzinach od 8.00 do 16.00. Numer telefonu.: 032 417 01 75.

Z Raciborza Przeprowadzka PKO

Placówka PKO BP przeniesie się z dotychczasowej siedziby przy ul. Mickiewicza do galerii Zborowa. Jak się dowiedzieliśmy, zajmie połowę tego nowoczesnego obiektu. Budynek w sąsiedztwie Rynku miasto wystawi na sprzedaż. Początkowo PKO BP planowało przenieść się na ul. Opawską, do budowanego przez Nowoczesną City Center Racibórz. Teraz, jak wynika z naszych informacji, zdecydowało się na galerię Zborowa przylegającą do starej winiarni. W części obiektu jest już bank i gotowe, ekskluzywne pomieszczenia dla firm. Druga połowa czeka na adaptację, właśnie pod potrzeby PKO BP. Budynek, w którym bank zajmuje teraz parter i piętro, należy do miasta. – Jest już uchwała Rady Miasta o jego sprzedaży. Trwają podziały geodezyjne. Potem nastąpi wycena – informuje prezydent Mirosław Lenk. Górną partię obiektu zamieniono kilka lat temu na mieszkania. Ich najemcy mają prawo pierwokupu lokali.

Plac Długosza z rabatem

Ratusz podejmie się drugiej próby sprzedaży placu Długosza. Ubiegłoroczna,


4 » Aktualności » Kurier tygodniowy z ceną wywoławczą 15 mln zł, zakończyła się fiaskiem. Teraz stawka za atrakcyjny grunt w sercu Raciborza ma być niższa. Licytacja, jak poinformował nas prezydent Mirosław Lenk, odbędzie się najprawdopodobniej w maju. Do tego czasu zostanie sporządzona druga wycena. Władze spodziewają się, że wartość nieruchomości spadnie, bo trwa kryzys i deweloperzy nie garną się do kupowania terenów. Poprzednia, z ubiegłego roku, opiewała na 14 mln zł. Cenę do przetargu ustalono o milion złotych wyższą. – Niezależnie od efektów wyceny, za mniej niż 12 mln zł nie chcemy sprzedać – zapewnia prezydent. Z naszych informacji wynika, że kupnem placu była zainteresowana gliwicka PA Nowa, która zbudowała Kaufland, a teraz posiada działkę przy pl. Konstytucji 3 Maja (stoi tu bar Klepka). Zaoferowała ponoć 10 mln zł. Przypomnijmy, że oferta miasta dotyczy 0,83 ha od ulicy Basztowej do parkingu przy pomniku św. Jana Nepomucena. W planie przestrzennym teren jest przeznaczony pod usługi komercyjne, m.in. budowę galerii handlowej.

Pływalnia do poczekalni

Z powodu kryzysu i przewidywanych mniejszych wpływów do miejskiej kasy, budowa krytej pływalni na Ostrogu musi poczekać na lepsze czasy. Prezydent zapowiada, że inwestycja ruszy najwcześniej w 2010 roku. Prace nad dokumentacją również zakończą się później niż planowano. Dokumentacja miała być gotowa w lutym. Teraz ratusz informuje, że wykonawcy przedłużono termin jej oddania do kwietnia. Powód? Konieczność wprowadzenia poprawek do projektu, zgłoszonych przez specjalistę z ministerstwa sportu. Przypomnijmy, że magistrat chce pozyskać na budowę rządową dotację, bo obiekt ma spełniać wymogi niezbędne do organizacji zawodów pływackich rangi mistrzowskiej. Musi więc uwzględnić płynące z Warszawy sugestie, dotyczące m.in. zagospodarowania wolnych przestrzeni, poprawy funkcji SPA czy energochłonności. – Cena dokumentacji nie wzrośnie, Reklama

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Racibórz » Aleksander Wichtowski z Pszowa, który był gościem obchodów Tygodnia Honorowego Krwiodawstwa w Raciborzu, w ciągu całego swojego życia oddał 110 litrów krwi. Przeciętny człowiek ma jej około 4-5 litrów! Iwona Świtała

Bohater z wyboru

To– zobacz WZBUDZA EMOCJE! komentarze na portalu www.naszraciborz.pl

Patent na morderstwo Ryszard Frączek „Pacjentowi podaje się plastikowy worek wypełniony helem. Pacjent sam zakłada worek na głowę, zaciskając wokół szyi. Dusi się powoli, dostaje drgawek.” Agonia jednego z mężczyzn trwała godzinę, opowiada Rzeczypospolitej prokurator Jürg Vollenweider. Przedstawiona historia to jeden z opisów zarejestrowanej eutanazji (bo tak nakazuje jeszcze prawo), stosowanej przez lekarza Ludwiga Minellego, prezesa organizacji Dignitas. Hel to doskonały patent, mówi Mirelli. Człowiek, który go wdycha traci przytomność i często nie jest świadomy, że się dusi. Ma jeszcze jeden plus - jest ogólnodostępny, zwłaszcza, gdy lekarz współpracujący z Dignitas zrezygnował z wypisywania recept na pentobarbital (pentobarbital sodu – składnik wszystkich leków na epilep-

AGENCJA PRACY

SZUKASZ PRACY? SZUKASZ PRACOWNIKA? znajdziemy rozwiązanie! R E K R U TA C J A , S E L E KC J A , L E A S I N G , O U T S O U R C I N G

Racibórz, ul. Długa 12

sję powodujący śpiączkę i zatrzymanie akcji oddechowej. Pacjent umiera najpóźniej po godzinie od zażycia środka. W Polsce pentobarbital sodu stosowany jest do eutanazji małych zwierząt). Nasuwa się refleksja. Jaka jest granica między pomocą w samobójstwie, a morderstwem i kim jest lekarz, którego powołaniem jest zapobiegać cierpieniom, a nie zabijać? Zwykło się mówić, że jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Wspomniany wcześniej Ludwig Minelli, szwajcarski lekarz od 10-ciu lat zajmujący się wyłącznie eutanazją, za swoje usługi bierze do 5 tys. funtów - ponad 20000 zł. Niedawno Minelli ujawnił na łamach gazety Le Monde, że lekarze z Dignitas w ostatnich latach pomogli popełnić samobójstwo 868 osobom. Co ciekawsze, w Szwajcarii nazywani są spadkobiercami nazistów, o czym potwierdza wspomniana wyżej Reklama

najnowsza technika uśmiercania pacjenta za pomocą helu. Wymowne są tu słowa polskiego kardiologa Ryszarda Fenigsena: Działania lekarza i każdego rozumnego człowieka dobrej woli nie do tego powinny zmierzać, by wytępić ludzi cierpiących, ale do tego, by usuwać cierpienie. Rzec można, że eutanazja niejednokrotnie stała się biznesem. I bynajmniej, nie uwierzę w dobroczynne odruchy litości i miłosierdzia „podających” śmierć. Przykładów znajdziemy bez liku np. słynna sprawa handlu ludzką śmiercią w łódzkim pogotowiu.

Cierpienie jest Wielką Tajemnicą.

Dlaczego nie przynieść cierpiącemu ulgi, kiedy nie ma już szans na przeżycie? Właśnie taki argument pada, kiedy słyszymy o zdarzających się pomyłkach wśród lekarskich diagnoz. Cierpiący buntuje

DobreButy

Praca w Polsce Praca w Holandii

od poniedziałku do piątku w godz. 8.00 do 16.00

Jego przygoda z krwiodawstwem rozpoczęła się w 1957 roku, kiedy pracował na kolei. Pewnego razu doszło do wypadku, wykoleił się pociąg i lekarze potrzebowali krwi dla ofiar. Postanowiono zorganizować zbiórkę. Wichtowski zgłosił się na ochotnika i po raz pierwszy oddał krew. Później pracował na kopalni „Anna” w Pszowie, gdzie przystąpił do kopalnianego Klubu Krwiodawstwa i wtedy też zaczął oddawać krew już regularnie. Robił to nie tylko dla innych, ale również dla siebie, wychodząc z założenia, że i on może kiedyś potrzebować czyjejś krwi. Ma dziś 72 lata i nie może już być dawcą, ale mimo to promuje takie działania i namawia młodych, by właśnie w ten sposób pomagali innym ludziom, zwłaszcza teraz, kiedy zasoby w bankach krwi są coraz mniejsze. Z dumą także opowiada o swoich licznych odznaczeniach, które zdobył w czasie swojej misji. Najważniejsze wśród nich jest Kryształowe Serce.

tel. 032 419 18 76-77 kom. 0695 452 125, 0609 632 957 e-mail: raciborz@inperson.pl

Racibórz ul. Opawska 9

się przeciwko całemu światu. Czy wobec tego lekarz-zabójca ma się stać kolejnym jego wrogiem? Czy nie powinien raczej przywracać nadzieję i walczyć, aby to ona umarła ostatnia?

Cierpienie jest Wielką Tajemnicą.

I chodzi tu o pewność, której nie ma. Bo jaką sprawność umysłu ma chory porzucony przez najbliższych, faszerowany lekami odurzającymi, uspokajającymi czy przeciwbólowymi. A jeżeli lekarz po ludzku się myli?

Cierpienie jest Wielką Tajemnicą.

Jeszcze gorsze są naciski wywierane przez rodzinę, która ma już dość męczarni z chorym. Cóż… Dobrze, że zwykle jest inaczej. Mój przyjaciel do końca usługiwał chorej teściowej. Mył. Karmił. Czasem przyszedł się wyżalić. Było mu ciężko, ale… walczył. Pewnie wielu powie: to nie proste. Faktycznie. Bo to nie jest proste. To heroizm.

Reklama

Niejednokrotnie widziałem w życiu cierpienie. Miało ono różne oblicza. Nieraz słyszałem: chciałbym umrzeć. W takiej chwili bywałem bezradny, ale nawet przez myśl nie przeszłaby mi wizja eutanazji. Dziś przypominają mi się słowa z testamentu księdza Pieczki: Tak bardzo chciałem żyć, ale jeżeli jest taka wola Ojca… Dziś (9 lutego) rano przerwano całkowicie odżywianie Eluany Englaro, znajdującej się w domu opieki w Udine na północy Włoch, podały wczorajsze media. Elanie nie dano się wypowiedzieć. A jeżeli ma inne zdanie?

Elana umiera na oczach świata. Powtórzę za dr nauk humanistycznych, Pawłem Przywarą z Kul-u: Eutanazja jest pierwszym krokiem do, można by rzec, ostatecznego rozwiązania wielu problemów związanych z działalnością socjalną. Powtórzę i zamyślę się nad sobą.


 Aktualności  5

PiÄ…tek, 13 luty 2009 Âť www.naszraciborz.pl

Racibórz  Przez polskie media przetacza się fala dyskusji na temat kłopotów dr. Marka Migalskiego, pochodzącego z Raciborza politologa i komentatora telewizyjnego. Na Uniwersytecie Jagiellońskim odmówiono mu otwarcia przewodu habilitacyjnego.

KĹ OPOTY raciborskiego naukowca

niej wymienianych ksiąşek. Jeśli dodamy jeden tekst opublikowany przez niego przed obroną pracy doktorskiej w listopadzie 2001 r., to, sumując wszystkie strony, otrzymujemy dorobek, jak na 40-letniego badacza, nawet ilościowo, zasługujący tylko na słabą ocenę (źródło gazeta.pl). Na łamach Gazety Wyborczej Migalski odpowiadał: Podsumowując, po przeczytaniu tego typu „merytorycznych� zarzutów moja początkowa radość ustępuje smutkowi. Bo zadaję sobie pytanie ile ksiąşek musiałbym opublikować, şeby prof. Zyblikiewicz uznał mój dorobek za satysfakcjonujący do dopuszczenia mnie do habilitacji? 18? A ile artykułów zagranicą - 34? A gdyby bibliografia liczyła 10 stron? Czy jeślibym dwukrotnie powiększył swój dorobek nauko-

fot.: Marta BĹ‚aĹźejowska / AG

(waw) 40-letni Marek Migalski jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Śląskiego. Na swojej macierzystej uczelni nie próbował otworzyć przewodu habilitacyjnego, bo uznał, şe i tak się nie uda. Powód? Krytyka, jaką skierował wcześniej pod adresem swojego szefa, prof. Jana Iwanka, dyrektora Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim, byłego współpracownika SB. Profesora w liście otwartym broniła potem większość kadry Instytutu, a politolog z Raciborza miał popaść w niełaskę. Przewodu habilitacyjnego nie udało się otworzyć na Uniwersytecie Wrocławskim. Reklama

13 stycznia wszczęcia odmówiła takşe Rada Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, choć wcześniej uznano, şe jego dorobek naukowy jest wystarczający. Dorobek ten później został zresztą zakwestionowany przez prof. dr hab. Lubomira Zyblikiewicza z Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. W opublikowanym przez Gazetę Wyborczą liście napisał m.in.: Otóş, wbrew temu, co twierdzi wcześniej, kaşdy z głosujących miał moşliwość zapoznania się z jego dorobkiem. Nawet pobieşne przyjrzenie się dostarczonym publikacjom pozwala stwierdzić, şe

Agencja Pracy PRACA W NIEMCZECH Legalna praca, zameldowanie, ubezpieczenie, zasiłek dla dzieci. Zjazdy co 2 tygodnie. Darmowe mieszkanie.

Renomowana Niemiecka ďŹ rma budowlana oferuje pracÄ™ dla: Âť cieĹ›li szalunkowych DOKA, PERI Âť murarzy Âť pomocnikĂłw Âť operatorĂłw dĹşwigĂłw

Racibórz, ul. Batorego 5, pok. 215, II piętro tel. 032 410 47 24, kom. 0 603 859 629

rzecz się ma zgoła inaczej niş często w tych dniach powtarza. Biorąc pod uwagę dorobek powstały po doktoracie, a więc nie uwzględniając publikacji pracy doktorskiej, 'Koncepcja "mostu między Wschodem a Zachodem" Edwarda Benesza' (dr Migalski nie wspomina o şadnych zmianach) i pracy habilitacyjnej, pozostaje 9 pozycji, w których teksty Jego autorstwa liczą w sumie 386 stron. Dość często w naukach społecznych to objętość jednej tylko ksiąşki. Co więcej, potrafi dr Migalski przypisać sobie "ksiąşki", w których jego autorstwa jest po 1 (jednej) stronie. Po "swych" ksiąşkach wymienia on "pozostałe publikacje naukowe", w liczbie 27, przy czym niektóre z nich stanowią części juş wcześ-

1 Reklama

wy, nie usłyszałbym jednak, şe coś z tymi przypisami jednak jest nie tak? I ostatnie juş pytanie - ile razy, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, tacy Zyblikiewicze wykazali „słaby dorobek naukowy� takich Migalskich i jaki to miało wpływ na polską naukę? Pod adresem Migalskiego zaczęło się pojawiać wiele anonimowych zarzutów. Na forum Wydziału Nauk Społecznych UŚ zasugerowano, şe w 1988 r. zatrzymany przez milicję, miał wsypać swoich kolegów. – To świństwo. Nic takiego nie miało miejsca – zapewnia Migalski. – Nie tylko nikogo nie wsypałem, ale sam mam status pokrzywdzonego – mówił naukowiec dziennikowi „Rzeczpospolita�. Na te ostatnie za-

1S[ZLPNJOLV

rzuty odpowiedzieli zresztą koledzy Migalskiego. - W imieniu byłych członków Grona Młodzieşy Niezaleşnej w Raciborzu proszę o opublikowanie na Waszych łamach naszego oświadczenia w związku z anonimowymi doniesieniami w Internecie i prasie o rzekomym „niegodnym� zachowaniu się dr. Marka Migalskiego – napisali do redakcji dziennika naszraciborz.pl. W imieniu byłych członków Grona Młodzieşy Niezaleşnej w Raciborzu proszę o opublikowanie na Waszych łamach naszego oświadczenia w związku z anonimowymi doniesieniami w Internecie i prasie o rzekomym „niegodnym� zachowaniu się dr. Marka Migalskiego podczas zatrzymania przez SB w maju 1988 r. Zaznaczam, şe wszystkie osoby podpisane pod naszym pismem wyraziły zgodę na publikację. Z wyrazami szacunku, Dariusz Oleszowski. OŚWIADCZENIE: W związku z anonimowymi pomówieniami pojawiającymi się w niektórych mediach, my nişej podpisani dawni członkowie Grona Młodzieşy Niezaleşnej w Raciborzu oświadczamy, iş wszelkie insynuacje, jakoby nasz kolega Marek Migalski zachował się niegodnie podczas zatrzymania przez SB w maju 1988 roku, są nikczemnym oszczerstwem. Marek, któremu nadano status osoby pokrzywdzonej, wykazał się w trakcie przesłuchań odwagą i bezkompromisowością, naszą ocenę w pełni potwierdzają materiały byłej SB udostępnione w ramach obowiązujących procedur. Podpisali: Beno Benczew, Grzegorz Czerniak, Dariusz Jadczyszyn, Joanna Maksym-Benczew, Dariusz Oleszowski, Aleksander Polowy, Jan Surga, Marian Wasiczek, Zbigniew Wieczorek i Rafał Wypiór. Marek Migalski występujący często w telewizji jako komentator polityczny, stale współpracuje z Rzeczpospolitą. Zasłynął po przedostatnich wyborach parlamentarnych, przed którymi trafnie przepowiedział zwycięstwo PiS. W naszym mieście nadal mieszka jego matka. Często bywa w rodzinnych stronach. Przyjaźni się z Tomaszem Pietrzykowskim, pochodzącym równieş z Raciborza byłym wojewodą śląskim. Ukończył I LO. W czasach rządów Andrzeja Markowiaka był wicedyrektorem biura Euroregionu Silesia. Wcześniej był nauczycielem języka polskiego. Studia politoligiczne ukończył w 1999 r.

Reklama

2%34!52!#*!

1

0SHBOJ[VKFNZ

XFTFMB LPNVOJF CBOLJFUZ TUVEOJĂŠXLJ VSPE[JOZ LPNFSTZ TUZQZ [BCBXĂ TZMXFTUSPXÂ? JOOFJNQSF[ZPLPMJD[OPuDJPXF

2ACIBĂ?RZ -ARKOWICE UL'LIWICKA TEL KOM

Kurier tygodniowy natomiast w wyniku zmian spadną koszty utrzymania pływalni – przekonuje prezydent Mirosław Lenk. W tym roku rząd, z powodu kryzysu, obciął o 36 mln zł planowane wydatki na inwestycje w infrastrukturę sportową. Racibórz więc nawet nie występuje o wsparcie. – Będziemy go potrzebować w 2010-2011 roku – dodaje Lenk. Równieş zapisana w tegorocznym budşecie miasta kwota na rozpoczęcie inwestycji zostanie najprawdopodobniej wycofana, bo coraz bardziej realny jest spadek wpływów i stąd konieczność poczynienia oszczędności. Władze szacują, şe całkowity koszt budowy pływalni nie powinien przekroczyć 30 mln zł.

Prace społecznie uşyteczne

Juş czwarty rok miasto Racibórz organizuje przy współpracy z Powiatowym Urzędem Pracy i Ośrodkiem Pomocy Społecznej prace społecznie uşyteczne. 15 stycznia 2009 roku nastąpiło podpisanie ze Starostwem Powiatowym porozumienia w tej sprawie. Pracę znajdzie 27 osób bezrobotnych bez prawa do zasiłku, korzystających z pomocy społecznej. Koordynatorem programu jest Referat Promocji Urzędu Miasta w Raciborzu. Od 2006 roku liczba osób uczestniczących w wykonywaniu prac społecznie uşytecznych zwiększyła się dwukrotnie. Obejmują: prace porządkowo-gospodarcze, remontowe, administracyjno-biurowe i kuchenne. Główną korzyścią dla gminy jest przede wszystkim wykonywanie tych prac na rzecz społeczności lokalnej. Prowadzone działania, a w szczególności prace porządkowo-gospodarcze poprawiają estetykę miasta Raciborza i są korzystne dla jego mieszkańców.

Msza za śp. Antoniego Kucznierza

Raciborska Izba Gospodarcza informuje, şe 17 lutego (wtorek) o godz. 18.00, w kościele p.w. Św. Jana Chrzciciela w Raciborzu Ostrogu odbędzie się msza święta w trzydziesty dzień po śmierci Śp. Antoniego Kucznierza.


6 » Aktualności » Kurier tygodniowy Inkubator dla przedsiębiorców

W ramach oferty Inkubatora przedsiębiorcy mogą przez 18 miesięcy nieodpłatnie korzystać w Polsko-Czeskim Ośrodku Współpracy Gospodarczej przy ul. Batorego ze stanowisk w specjalnie przygotowanym pomieszczeniu biurowym z dostępem do sieci teleinformatycznej. Wnioski, które zostaną złożone w chwili gdy nie będzie wolnych lokali, zostaną wpisane na listę rezerwową. Będą rozpatrywane w pierwszej kolejności, w przypadku zwolnienie się lokali.

Pożegnanie ferii

Dzieci, które w czasie przerwy zimowej brały udział w zajęciach organizowanych przez kluby osiedlowe Itaka, M 5 i Cegiełka, działające przy Spółdzielni Mieszkaniowej Nowoczesna, pożegnały w piątek ferie. W czasie minionych dwóch tygodni na uczniów czekało mnóstwo atrakcji. Oprócz tego, że każdego dnia mogli uczestniczyć w zajęciach organizowanych w siedzibach klubów, przygotowano dla nich również szereg wycieczek, zarówno na terenie Raciborza, ale także do Brennej, Wisły i stadniny koni pod Rybnikiem. Największą popularnością cieszyły się wyjścia do kina i oczywiście na basen, lodowisko oraz kręgielnię, gdzie poświęcano się dobrej zabawie, i czynnemu wypoczynkowi. Niestety frekwencja nie dopisała na takim poziomie, jak w latach poprzednich, ze względu na panującą grypę, która większość dzieci zatrzymała w domu, mimo to, Jadwiga Osadców – kierownik Klubu Osiedlowego Itaka, jest zadowolona z przebiegu tych dwóch tygodni. – Dołożyliśmy wszelkich starań, żeby dzieci mogły atrakcyjnie spędzić ferie zimowe i jesteśmy zadowoleni, bo ten krótki okres wystarczył, by nawiązały się nowe przyjaźnie, które na pewno będą trwać. Najważniejsze jest jednak to, że ciągle mamy licznych odbiorców, bo gdyby ich nie było, to na nic nasze starania. Przerwa zimowa, jak zwykle szybko minęła i przyszedł czas, żeby się pożegnać i z nową energią wrócić do codziennych obowiązków oraz zajęć szkolnych. Postanowiono zrobić Reklama

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Racibórz » W raciborskim magistracie debatowano nad projektami raciborskiej flagi. Przy okazji wyszło na jaw, że wzór herbu miasta przyjęty w latach 60. XX wieku jest niezgodny z pierwowzorem.

ZOBACZ RELACJĘ TV! www.tv.naszraciborz.pl/site/movie/99.htmlml

Flaga dla Raciborza – kłopoty z kolorami tach raciborskiej flagi dyskutowali: wymieniony dr Mika, Paweł Newerla, plastyk Marian Zawisła i niżej podpisany Grzegorz Wawoczny. W projektach tych pojawia się kolor żółty. Internauci w swoich komentarzach wskazują, że proponowane flagi Raciborza zbliżone są do hiszpańskiej flagi narodowej. Większość głosów jest krytycznych. - W takich sprawach liczą

się fakty, zaszłości historyczne i dokumenty. To bierze pod uwagę komisja heraldyczna przy Ministrze Spraw Wewnętrznych i Administracji. Od jej opinii zależy decyzja ministra. Wiemy, że nie zawsze opinia ta jest pozytywna. Pierwszy projekt herbu powiatu raciborskiego nie zyskał przecież akceptacji - tłumaczył Mika. Problem z flagą jest więc taki, że zastosowanie

Region » Grypa zaatakowała w tym roku wyjątkowo mocno. Najlepszym na nią sposobem okazały się szczepionki, które uwzględniały wirusa H3N2.

dycyjny sezon grypowy - przekonuje. - Mamy kilkadziesiąt osób dziennie z grypą bądź infekcjami górnych dróg oddechowych - mówi lek. med. Janusz Michalik z Panaceum przy ul. Wojska Polskiego. Jak twierdzi zaczyna się od infekcji wirusowej, z którą, jeśli gorączka nie ustąpi w ciągu kilku dni, należy przyjść do lekarza. Do tego czasu pozostają domowe metody leczenia, a więc różne zestawy leków reklamowanych jako przeciwgrypowe, oraz leżenie w łóżku. Doktor Michalik ostrzega jednak, że wirus wywołujący chorobę może prowadzić do szeregu powikłań bakteryjnych (zapalenie płuc i oskrzeli), na które niezbędny jest antybiotyk. Szczególnie zagrożenie wirus niesie dla osób mających

(waw) - Nie ma wątpliwości, że koloru żółtego w herbie Raciborza dawniej nie było - twierdzi dr Norbert Mika, powołując się na pracę Johanna Siebmachersa z 1605 r. - W jego opracowaniu jest zawarte najstarsze znane wyobrażenie naszego herbu i są w nim tylko dwa kolory - czerwony i biały. Takie były barwy księ-

stwa raciborskiego - dodaje. W obecnym herbie, oficjalnie przyjętym uchwałą Rady Miasta, żółte jest półkole. Jak się okazuje, zdecydowano tak w latach 60. XX wieku. - To były czasy, kiedy na zasady heraldyki nie zwracano uwagi. Taka radosna twórczość komentuje dr Mika. 5 lutego w magistracie, na zaproszenie wiceprezydent Ludmiły Nowackiej, o projek-

Opłacało się zaszczepić (waw) W pierwszy tydzień lutego w województwie śląskim zanotowano rekordową liczbę zachorowań na grypę - raportuje Wojewódzka Stacja Sanitarno -Epidemiologiczna (WSSE) w Katowicach. W czołówce statystycznej był powiat raciborski. To tłumaczy duże absencje w urzędach i zakładach pracy oraz pełne przychodnie. Liczby mówią same za siebie. Od 23 do 31 stycznia do WSSE zgłoszono 8639 nowych przypadków grypy i zachoro-

wań grypopodobnych. 63 osoby musiano hospitalizować. W kolejnym tygodniu było jeszcze gorzej. Od 1 do 7 lutego zachorowań było już 10.364. Na piętnaście stacji powiatowych, raciborska znalazła się na „wysokim” piątym miejscu. W ostatnim tygodniu stycznia odnotowała 775 przypadków, w pierwszym lutego 663. Najwięcej, bo aż 2330 było ich w powiecie bielskim. Dane nie oddają jednak w pełni obrazu epidemii. Część przychodni nie jest objęta programem statystycznym. Wielu ludzi nie

decyduje się również na wizytę u lekarza, polegając na sprawdzonych domowych metodach, czyli leżeniu w łóżku oraz na miksturach z czosnku i miodu. Problemów nie mieli ci, którzy zdecydowali się na ten sezon zaszczepić. Szczepionki uwzględniały bowiem wirus H3N2, który jest odpowiedzialny za szybki wzrost zachorowań. W opinii Marii Dengel z raciborskiego Sanepidu, duża liczba zachorowań utrzyma się w całym pierwszym kwartale. - To tra-

Reklama

w niej koloru żółtego wynikałoby z kolorystyki oficjalnego dziś herbu miasta, który jednak nie odpowiada przedwojennej tradycji. Mówiono co prawda o możliwości dostosowanie kolorystyki herbu do pierwotnej, czyli zrezygnowania z koloru żółtego, ale prezydent Mirosław Lenk, który z racji wyjazdu na ferie nie uczestniczył w dyskusji, ucina teraz wszelkie spekulacje. – Zmiany herbu nie będzie – zapewnia w rozmowie z nami. Do końca lutego ma powstać projekt flagi, nad którym pracuje Marian Zawisła. Uzasadnienie historyczno-heraldyczne napiszą Norbert Mika i Paweł Newerla. Na wniosek Grzegorza Wawocznego zaproszeni uczestnicy spotkania skierowali do prezydenta wspólny wniosek, by jedno z miejsc w Raciborzu nosiło imię św. Marcelego. Św. Marceli papież to patron Raciborza, który, jak chce tradycja, w 1290 r. uratował miasto przed najazdem Rusinów. Przed wojną część pl. Długosza nosiła jego imię. Była też ulica św. Marcelego, wiodąca od baszty do Nowego Targu (obecnie też pl. Długosza). Obecnie patron Raciborza jest coraz bardziej zapomniany. Grzegorz Wawoczny zaproponował, by Marcelemu poświęcić mały skwer między ul. Batorego a Młyńską. Uczestnicy uznali to za dobry wybór. Zadeklarowali również, że chętnie będą doradzać prezydentowi w ramach stałej komisji historycznej, której opinia może być przydatna w sprawach chociażby nazewnictwa. kłopoty z układem krążenia czy cukrzyków. Europę, jak donoszą media, trawi właśnie wirus grypy A H3N2. W ubiegłym roku szczep ten wywołał ostrą epidemię w Stanach Zjednoczonych i na całym kontynencie amerykańskim. W tym sezonie wirus zaatakował Europę i rozwija się w zatrważającym tempie. Przedostał się do Środkowej Europy z Wielkiej Brytanii i Portugalii. Do powiatu raciborskiego przeszedł z pobliskich Czech. Wirusa H3N2 uwzględniały szczepionki na ten sezon. Na szczepionkę trzeba wydać około 30 zł. Na specyfiki przeciwgrypowe oraz antybiotyk z powodu powikłań bakteryjnych nieraz dwa razy więcej. Do tego przez tydzień leżymy w łóżku.


« Aktualności « 7

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Przeczytane w Krzyżanowickich Gminnych Wieściach Bieńkowice » Polowanie wigilijne to jedna z najstarszych tradycji polskiego łowiectwa. Jeszcze nie tak dawno polowanie to organizowano w wigilię Bożego Narodzenia. Dziś obyczaj ten nieco się zmodyfikował, większość kół przekłada go na niedzielę poprzedzającą Święta.

Racibórz » Najnowsze dzieje Raciborza nie doczekały się dotąd zbyt wielu opracowań. Lukę wypełnia praca Radosław Niklewicza poświęcona sytuacji miasta w latach 1945-1947.

Wigilijne polowanie (tb) Decyduje o tym w większości opór domowników, którzy nie wyobrażają sobie, by myśliwy miał się spóźnić na najważniejszą w roku kolację. Polowanie ma charakter bardzo uroczysty, są to łowy

myśliwych dwóch młodych członków koła. Jak nakazuje tradycja uklękli przed łowczym i wypowiedzieli tekst ślubowania. Po polowaniu myśliwi układają ze zwierzyny tzw. pokot. Jest to sposób ułożenia upolowanej zwierzyny, którą kładzie się w

Radosław Niklewicz i dr Ludmiła Nowacka

Iwona Świtała

Reklama

ustalonej kolejności na prawym boku. To szybka i wizualna informacja o wynikach polowania, ale również rodzaj hołdu oddawanego zwierzynie zdobytej w trakcie łowów. Łowczy składa wtedy raport ile i jakiej zwierzyny upolowano. Sygnaliści grali także na zakończenie polowania i dali sygnał na posiłek. W tym dniu przed posiłkiem myśliwi dzielili się opłatkiem. Wśród gości, którzy złożyli świąteczne życzenia byli wójt Leonard Fulneczek i burmistrz Krzanowic Manfred Abrahamczyk. Potem był tradycyjny poczęstunek – wyśmienity karp wędzony na ognisku. Obowiązkiem myśliwych jest dokarmianie zwierzyny leśnej, a miłym obyczajem wigilijnego polowania są odwiedziny przy paśnikach – zwierzynie też należy się prezent. Najpierw nakarmić, a potem można skorzystać z przyjemności łowów.

to jednak w sposób szczególny, dlatego wszystkich, którzy uczestniczyli w programach przygotowanych przez kluby osiedlowe, zaproszono do DK Strzecha, gdzie podsumowano minione dwa tygodnie, natomiast zwieńczeniem wspólnie spędzonego czasu był występ grupy artystów z Katowic, przebranych za klauny, którzy nie musieli się wysilać, by zachęcić dzieci do zabawy. Balony, piosenki, dobra muzyka, tańce i konkursy np. na dmuchanie balonów – tak upłynął ostatni dzień ferii zimowych.

I Ty możesz zostać Indianinem

Narodziny komunizmu opisane niemal rodzinne. Jeśli są goście to najbardziej zaprzyjaźnieni. Atmosfera polowania przepełniona jest klimatem świąt. Święto ma również zwierzyna. W dobrym tonie leży, by większość uchodziła nie strzelana. Łowy nie trwają długo. Zwykle kilka symbolicznych pędzeń. Takie wigilijne polowanie zorganizowało 21 grudnia 2008 roku Koło Łowieckie „Bażant”, na które zaproszono także czeskich sąsiadów. Rankiem przy leśniczówce w Bieńkowicach spotkali się na zbiórce myśliwi, aby rozpocząć łowy. Sygnał na zbiórkę i powitanie, a potem apel na łowy grali na rogach sygnaliści. Łowczy powitał przede wszystkim gości i jak zwyczaj nakazuje pola i knieje, sprawdził listę obecności, przypomniał w skrócie regulamin, na co się w tym okresie poluje, jak bezpiecznie obchodzić się z bronią. W tym dniu odbyła się także uroczystość pasowania na

Kurier tygodniowy

Radosław Niklewicz, wykładowca raciborskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej na kierunku historia, ma za sobą kolejne sukcesy. Niedawno uzyskał stopień doktora i promował swoją książkę „Społeczeństwo a władza na ziemi raciborskiej w latach 1945 – 1947”. Publikację zadedykował 4-letniemu synowi Adamowi. – Interesuję się historią naszego miasta, a temat, który poruszyłem w mojej książce nie został po 1989 r. dogłębnie opracowany. Książka powstawała w dwóch etapach. Najpierw pisałem pracę doktorską, gdzie samo zbieranie materiałów zajęło mi 1,5 roku, później przyszedł pomysł, aby wyniki tych badań zaprezentować szerszemu gronu. Nie musiałem długo przekonywać władz uczelni, aby opublikować efekty mojej pracy. Dodatkowo dopingował mnie mój promotor, profesor Michał Lis z Opola. (...) – mówi Radosław Niklewicz. Podstawę źródłową Społeczeństwa a władzy… stanowią zespoły akt przechowywane w raciborskim archiwum. Po analizie treści tych dokumen-

Reklama

tów autor skorzystał z zasobów Archiwów Państwowych w Katowicach i Opolu. – Kiedy wydawało się, że baza tekstów źródłowych jest już prawie kompletna, rozpocząłem kwerendę w Archiwum Akt Nowych w Warszawie. W trakcie badań uzyskałem również zgodę na korzystanie z bogatych zbiorów Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach i Wrocławiu. Cenne archiwalia znalazłem ponadto w opolskim Archiwum Diecezjalnym, dlatego polecam zwłaszcza przyszłym historykom, by nie ograniczać się do akt IPN-u, ale konfrontować je również z archiwaliami pochodzącymi z urzędów państwowych i instytucji kościelnych – stwierdza dr Niklewicz. Praca została podzielona na cztery rozdziały, które dążą do zachowania układu chronologiczno – problemowego. – W warunkach swobody badań i ogłaszania ich wyników, nie poprzestałem tylko na przedstawieniu decyzji Wielkiej Trójki, czy omówieniu kształtowania się struktur władzy w mieście i powiecie, ale (...) poszedłem o dwa kroki dalej i opisałem społeczeństwo tworzące się po wojnie w Raciborskiem, jak również

TANIA ODZIEŻ

NAJWIĘKSZY SKLEP W REGIONIE (1000 m2)

Racibórz, Bosacka 52 pon.-pt. w godz.: 9.30-17.30, sob.: 9.00-14.00

ukazałem nastawienie ludności do przedstawicieli władzy i sił przymusu – opowiada Radosław Niklewicz. W książce przytoczono także kilka anegdot opowiadanych w Raciborskiem po II wojnie światowej. Jedną z nich opowiedział pracownik raciborskiego urzędu skarbowego. Napisał on „dużymi literami POLSKA, po czym skreślił najpierw PSL, potem AK i stwierdził, że z Polski po wyborach pozostało zero” - pisze w swej pracy Niklewicz. Publikacja porusza ponadto problemy związane z weryfikacją narodowościową, wysiedleniami Niemców z powiatu raciborskiego, konfliktami pomiędzy ludnością napływową a tutejszą, a także z nastawieniem przedstawicieli różnych grup społecznych – duchowieństwa, uczniów, nauczycieli do panującej władzy. Przy czym autor zastrzega, że jego książka nie powstała po to, by odgrzebywać stare konflikty, ale żeby „dać mieszkańcom ziemi raciborskiej możliwość odszukania śladu historii swej rodziny i chwilowej refleksji nad pokoleniem, które powoli odchodzi do przeszłości”. (...) Radosław Niklewicz zdradził nam, że nosi się z zamiarem stworzenia kolejnej publikacji, tym razem znacznie bardziej obszernej, dotyczącej powojennej historii Górnego Śląska lub całej Polski. Książka Społeczeństwo a władza na ziemi raciborskiej w latach 1945 – 1947 została wydana nakładem ok. 200 egzemplarzy i jest dostępna w księgarniach Sowa, a także w PWSZ.

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna ogłosiła nowy konkurs plastyczny. Warunkiem udziału jest wykonanie pracy plastycznej na podstawie przeczytanej lektury, oczywiście o tematyce indiańskiej lub wykonanie totemu (do 3 m wysokości), pióropusza lub biżuterii (np. talizman). Termin złożenia prac w bibliotekach upływa 20 marca 2009 r. Uroczyste wręczenie nagród zwycięzcom i otwarcie wystawy odbędzie się 27 marca o godz. 16.00 w Bibliotece przy ul. Kasprowicza 12. Szczegółowy regulamin konkursu dostępny na www.biblrac.pl

Imprezy ŚUTW

Plan wykładów i imprez Śląskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w siedzibie przy ul. Londzina (obok apteki św. Mikołaja): 13 lutego – wielki bal karnawałowy, restauracja Raciborska, 17 lutego godz. 16.00 – konferencja pt. Ks. Prałat Carl Ulitzka – duszpasterz i zasłużony dla Raciborza, 19 lutego godz. 10.30. – konferencja Dopalacze i e-papierosy - aspekty medyczne, psychologiczne, socjologiczne, prawne, społeczne i etyczne, 20 lutego godz. 17.00 – wykład o Narodowym Funduszu Zdrowia, mgr farm. Grzegorz Zagórny, 24 lutego godz. 16.00 – wykład Oferta Biblioteki Pedagogicznej dla słuchaczy ŚUTW, Agata Śliwicka, kierownik placówki, 3 marca godz. 16.00 - spotkanie przy herbatce Być kobietą, być kobietą.

Dyżury radnych

Plan dyżurów radnych miejskich, które odbywają się w biurze Rady Miasta przy ul. Batorego 6, pok. 106, co poniedziałek w godzinach od 15.00 do 16.00. 16 lutego – Marcin Fica, 23 lutego – Marian Gawliczek.

Z Krzanowic Po prostu dobry klub

11 lutego w Domu Kultury w Borucinie otwarto świetlicę opiekuńczo-terapeutyczną.

Reklama

SPECJALISTYCZNA PRAKTYKA LEKARSKA choroby wewnętrzne i nerek, usg

lek.med.

ALEKSANDRA CZEKAJŁO SPECJALISTA CHORÓB WEWNĘTRZNYCH, NEFROLOG

RACIBÓRZ, UL WILEŃSKA 1 REJESTRACJA: 032 415 87 29 KOM. 602 430 607 PRZYJMUJE: ŚRODA, PIĄTEK: 15.30-18.00


8 » Aktualności » Kurier tygodniowy Gmina pozyskała na nią pieniądze z Regionalnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Katowicach oraz Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Młodzież coraz chętniej odwiedza to miejsce. - Za blisko 24 tys. zł udało się gruntownie odnowić jedno pomieszczenie borucińskiego Domu Kultury, zakupić biurka, stoły i krzesła, do tego trzy stanowiska komputerowe połączone z Internetem, telewizor, kamerę cyfrową, projektor multimedialny i wieżę stereo – wylicza dyrektor Marian Wasiczek. Świetlica, nazwana po prostu Dobrym Klubem, czynna jest w tygodniu od 17 do 21, czasem nawet w sobotę, w zależności od potrzeb. Nad młodzieżą czuwa Maria Rzeźnicka. – Mają tu miejsce na organizowanie imprez, np. Walentynek, odrabiania zadań, spędzania wolnego czasu w gronie rówieśników – dodaje Wasiczek. Mówi, że klub został dobrze przyjęty przez młodych mieszkańców wsi. Dziennie przychodzi ich tu ponad dwudziestu. Dziś na otwarciu obecni byli burmistrz Manfred Abrahamczyk oraz miejscowi radni. To trzecia taka placówka w gminie Krzanowice. Kolejna ma powstać w Bojanowie.

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Racibórz » Wydarzenie do sali widowiskowej Strzechy przyciągnęło w piątkowy wieczór jedynie około osiemdziesięciu osób, więc artystka zaprezentowała się na scenie w kameralnym nastroju. Towarzyszyło jej tylko dwoje muzyków – pianista i basista.

Kameralny recital

Katarzyny Groniec

Racibórz » W Raciborzu można oglądać wystawę ceramiki ze zbiorów Muzeum Śląska Opolskiego i Wsi Opolskiej. Na uroczyste jej otwarcie, 6 lutego, do naszego Muzeum przyjechała Stefania Topola, znana kroszonkarka i jednocześnie prezes Stowarzyszenia Twórców Ludowych w Opolu.

Ceramika opolska w muzeum Iwona Świtała Zebranych gości przywitała dyrektor muzeum – Joanna Muszała – Ciałowicz, która głos oddała Julicie Ćwikłej,

pracy, stale oblegany przez wszystkich ciekawych sztuki zdobienia wydmuszek i naczyń z porcelitu. – Tradycja zdobienia jajek przetrwała 1000 lat. Kiedyś przeważało skromne

ZOBACZ RELACJĘ TV! www.tv.naszraciborz.pl/site/movie/102.html

IŚ Wystąpiła boso w czarnej, zwiewnej sukni, przewiązanej białą wstęgą, która dodała jej uroku, zaś cały występ, odbywający się przy ściemnionym świetle, przybrał charakter literackiej teatralności i ekspresji. Katarzyna Groniec (ur. 22 lutego 1972 w Zabrzu), piosenkarka i aktorka, zadebiutowała na Festiwalu Młodych Talentów w Poznaniu, gdzie zdobyła główną nagrodę, później przyszła pora na pierwszoplanową rolę Anki w musicalu Metro (1991). Współpracowała z warszawskimi teatrami Buffo i Ateneum. W zeszłym roku otrzymała Dyplom Mistrzowski Nagrody im. Aleksandra Bardiniego za wybitne osiągnięcia w piosence aktorskiej. Do tej pory wydała pięć płyt. Pierwsza, która ukazała się w 2000 r., nosiła tytuł Mężczyźni. W jej repertuarze znajdziemy subtelne i melancholijne piosenki o miłości, utwory kabaretowe i filmowe. Podczas 1,5 - godzinnego, piątkowego koncertu zaprezentowała single ze swojej ostatniej płyty. Drugą piosenką, którą zaśpiewała, było wyznanie bezwarunkowej miłości – utwór promujący płytę Przypadki (2007), noszący tytuł Będę z Tobą.

Grzebanie basa

Chór Cecylia w Krzanowicach zaprasza na tradycyjne Grzebanie basa, które odbędzie się 21 lutego o godz. 19.00 w Domu Kultury w Krzanowicach. Bilety w cenie 80 złotych od pary są do nabycia u Marii Ploschka w Krzanowicach ul. Zawadzkiego 51 w godzinach 15-18. Rezerwacja telefoniczna 032 410 81 19. W cenie biletu wliczono; danie obiadowe, ciastko, kawa i zimne napoje. Przygrywa zespół Ex aequo.

Spotkanie wiejskie

Plan zebrań wiejskich: 22 lutego świetlica w Pietraszynie godz. 10:00, 22 lutego DK Reklama

KREDYTY

RZ _ á bVZbP ° VZY ^ ZW T O L N d U Y P ° S T [Z _ P N e Y P

Mniejsza rata,

lżejsza spłata

ZOBACZ RELACJĘ TV! www.tv.naszraciborz.pl/site/movie/104.html

kierowniczce działu etnografii Muzeum w Raciborzu i głównej sprawczyni oraz pomysłodawczyni nowo otwartej wystawy. – Warto odwiedzić naszą nową propozycję, przedstawiającą rozwój ceramiki opolskiej w latach 1967-2006. To okazja, by podziwiać urocze filiżanki, solniczki, wazy z łyżkami, a nawet całe zastawy stołowe. Najstarsze egzemplarze pokazują ceramikę drapaną na ufarbowanym porcelicie, natomiast te najbardziej współczesne porcelanę malowaną za pomocą farb i obsady – mówi raciborska etnograf. W czasie wernisażu można było także kupić dzieła Stefani Topoli oraz osób zrzeszonych w Cepelii Opolskiej. Kroszonkarce, przy specjalnym stoliczku, urządzono mały warsztat

kwiatowe wzornictwo, teraz jest ono coraz bardziej skomplikowane, co można zauważyć na konkursach, w których biorą udział nawet trzy lub cztery pokolenia kroszonkarek. Na jednym z takich konkursów pojawił się pomysł, by zrobić coś, co sprawi, że wzornictwo jajek przetrwa jeszcze długie lata. Zajęła się tym Cepelia Opolska, która zadbała o to, żeby twórczość ludową przenieść na porcelanę – mówi Stefania Opola. W otwarciu wystawy wzięli również udział przedstawiciele obu muzeów, które udostępniły swoje zbiory – Małgorzata Goc – kierownik działu etnografii Muzeum Śląska Opolskiego oraz dyrektor Muzeum Wsi Opolskiej – Jarosław Gałęza.

Racibórz » Na Wydziale Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego w Sosnowcu odbyły się Zawody Okręgowe XXXV Olimpiady Geograficznej I XVIII Olimpiady Nautologicznej. Wzięło w nich udział troje reprezentantów Raciborza: Dorota Piszcz z I LO, Jolanta Rumpel z II LO i Wojciech Kaczmarczyk z Gimnazjum Nr 5 w Raciborzu.

Sukces Wojtka Kaczmarczyka G5 Po pierwszym dniu zawodów okręgowych, w których wzięło udział 84 uczestników z województwa śląskiego, do ścisłego finału przeszło tylko

24 zawodników. Racibórz i powiat raciborski reprezentował tylko gimnazjalista z „Piątki” Wojciech Kaczmarczyk, który po pierwszym i drugim dniu zmagań z trudnymi zadaniami zajął ostatecznie 6 miejsce.

Okazało się, że w gronie najlepszych z województwa jest jedynym gimnazjalistą. Wojciech Kaczmarczyk mógł startować w Olimpiadzie Geograficznej dla licealistów, gdyż w ubiegłym roku został laurea-

tem Wojewódzkiego Konkursu Przedmiotowego z Geografii, ma Indywidualny Tok Nauki z geografii w Gimnazjum Nr 5 i wykonał pracę badawczą do I etapu Olimpiady. Opiekunem ucznia jest Róża Szramek.

połącz swoje kredyty w jeden, ciesz się MNIEJSZĄ RATĄ RACIBÓRZ

pn-pt w godz. 9.00-17.00 ul. Drzymały 26/26 (obok Urzędu Skarbowego) tel. 032 418 12 75 www.silesia2000.pl

Wojciech Kaczmarczyk - czwatry od prawej


« Aktualności « 9

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Racibórz » W Elektrociepłowni Kielce S.A. ruszył blok energetyczny produkujący energię z odnawialnych źródeł. Generalnym wykonawcą obiektu jest Rafako S.A.

ZOBACZ RELACJĘ TV! www.tv.naszraciborz.pl/site/movie/101.html

RAFAKO

buduje pod klucz A. Dik 5 lutego odbyło się uroczyste uruchomienie nowego bloku energetycznego. Obiekt będzie produkować energię m.in. z biomasy, czyli odnawialnego źródła energii. Jest to jedna z pierwszych zrealizowanych tego typu inwestycji w Polsce. Generalnym wykonawcą w systemie „pod klucz” była Fabryka Kotłów RAFAKO S.A. z Raciborza w konsorcjum z Zakładami Remontowymi Energetyki Katowice S.A. z Katowic. - Do tej pory RAFAKO specjalizowało się głównie w produkcji i montażu kotłów oraz instalacji ochrony środowiska. Obiekt w Kielcach jest dla nas powodem do dumy. Możemy się nim pochwalić w kraju jak i za granicą. Świadczy o tym, że RAFAKO zdobyło referencje generalnego realizatora obiektów energetycznych – mówi Wiesław Różacki, prezes zarządu i dyrektor generalny RAFAKO S.A. z Raciborza. Prezes podkreślił również, że większość prac zrealizowana została w oparciu o polskich podwykonawców i producentów. - Jest to jeden z pierwszych tego typu zrealizowanych projektów w Polsce, a na pewno pierwszy i największy, jeżeli chodzi parametry i wydajność kotła na biomasę – mówi Grzegorz Podsiadło z RAFAKO S.A., kierownik projektu EC Kielce. Blok składa się z dwóch kotłów, węglowego OR 50 oraz na biomasę OS 20, turbiny parowej oraz urządzeń towarzyszących. Firma RAFAKO S.A. odpowiadała za dostawę i montaż obydwu kotłów wraz z urządzeniami towarzyszący-

mi i składowiskiem biomasy, prace wyburzeniowe i budowlane oraz całą infrastrukturę związaną z funkcjonowaniem bloku energetycznego łącznie z wyprowadzeniem ener-

gii elektrycznej na zewnątrz. ZRE Katowice S.A. realizowały pracę z zakresu dostawy i montażu turbiny, wymiennika oraz innych urządzeń. Wartość kontraktu wynosiła ponad 87

mln zł. Projekt został zrealizowany w terminie19 miesięcy, czyli rekordowo krótkim. RAFAKO S.A. podpisało umowę z Elektrociepłownią Kielce S.A. 1 czerwca 2007 r. Odbiór

techniczny obiektu nastąpił 18 grudnia 2008 r. Kocioł OS 20 o wydajności 20 t pary/h został zaprojektowany jako kocioł do spalania biomasy pochodzenia drzewnego. Paliwo gwarancyjne stanowią zrębki o granulacji 1-5 cm, wartości opałowej 8,1 – 9,8 MJ/kg, wilgotności 42 – 51 proc. Oprócz instalacji podawania biomasy do kotła zainstalowano układ rozdrabniania biomasy wyposażony w specjalny rębak pozwalający na przygotowanie paliwa z biomasy wielkogabarytowej, np. konarów lub korzeni drzew oraz roślin energetycznych, czyli witek wierzby. W skład bloku wchodzi również kocioł rusztowy parowy OR-50 o wydajności 50 t pary/h spalający miał węglowy. Spalana w kotle biomasa zaliczana jest do odnawialnych źródeł energii, obok wiatru, wody, czy słońca. Jest przyjazna środowisku, ponieważ ogranicza zużycie paliw kopalnych oraz emisję do atmosfery CO2, powodującego efekt cieplarniany. Nie bez znaczenia są także korzyści ekonomiczne. Ze sprzedażą „zielonej” energii do sieci elektroenergetycznej wiąże się możliwość handlu świadectwami pochodzenia za każdą wyprodukowaną w ten sposób megawatogodzinę (MWh) energii elektrycznej. Wygenerowany przy tej okazji CO2 nie jest wliczany do przyznanego poszczególnym krajom europejskim limitu emisji. Do pozyskiwanie energii z alternatywnych źródeł obligują przepisy prawne, idące w ślad za dyrektywami Unii Europejskiej. Do 2020 r. w Polsce „zielona energia” ma stanowić 15 proc. energii sprzedanej przez przedsiębiorstwa energetyczne odbiorcom końcowym. To ponad dwukrotnie więcej niż obecnie. Dyrektywa 2001/77/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 27 września 2001 r. w sprawie wspierania produkcji na rynku wewnętrznym energii elektrycznej wytwarzanej z odnawialnych źródeł. 1. Odnawialne źródła energii - oznaczają odnawialne, niekopalne źródła energii (energie: wiatrową, słoneczną, geotermiczną, falowa, pływów, wodną, biomasy, gazu z odpadów, gazu z zakładów oczyszczania ścieków i biogazów); 2. Biomasa - oznacza podatne na rozkład biologiczny frakcje produktów, odpady i pozostałości z przemysłu rolnego (łącznie z substancjami roślinnymi i zwierzęcymi), leśnictwa i związanych z nim gałęzi gospodarki, jak również podatne na rozkład biologiczny frakcje odpadów przemysłowych i miejskich; 3. Energia elektryczna produkowana z odnawialnych źródeł energii - oznacza energię elektryczną produkowaną przez elektrownie wykorzystujące wyłącznie odnawialne źródła energii, jak również pewną ilość energii elektrycznej wytwarzanej z odnawialnych źródeł energii w elektrowniach mieszanych, wykorzystujących także konwencjonalne źródła energii wraz z odnawialną energią elektryczną wykorzystywaną do pompowania w elektrowniach szczytowo-pompowych, z wyłączeniem energii elektrycznej produkowanej w elektrowniach szczytowo-pompowych.

Kurier tygodniowy w Bojanowie godz. 15.00, 23 lutego OSP w Wojnowicach godz. 18.00, 26 lutego DK w Krzanowicach godz. 18.00 i 2 marca DK w Borucinie godz. 18.00.

Z Krzyżanowic Zebranie założycielskie

13 lutego (piątek) o godz. 18.00 w sali obrad Urzędu Gminy w Krzyżanowicach odbędzie się zebranie założycielskie krzyżanowickiego Koła Emerytów Rencistów i Inwalidów. W trakcie zebrania będzie możliwość zapisania się do Koła (chętni proszeni są o przyniesienie legitymacji emeryta). Zostanie także wybrany Zarząd.

Z Pietrowic WLK. Dla młodzieży

13 lutego w kościele w Pawłowie odbędzie się nabożeństwo dla młodzieży całego dekanatu Pietrowice Wielkie. Początek o godz. 19.00. Plakat na stronie www.pawlow.opole.opoka.org.pl.

Z RudnikA Sesja po feriach

11 lutego odbyła się sesja Rady Gminy. Tematem dyskusji było: zabezpieczenie przeciwpowodziowe oraz przeciwko gwałtownym opadom deszczowym, gospodarka wodna na terenie gminy, sprawozdania z działalności komisji: oświatowej, komunalnej oraz rewizyjnej, polityka informacyjna gminy oraz finansowanie oświaty. Głosowano nad uchwałami w sprawie: realizacji programu PEAD 2009, oddania w użyczenie nieruchomości na czas oznaczony, oddania w najem nieruchomości, udzielenia pomocy finansowej powiatowi oraz zmiany uchwały budżetowej na rok 2009.

Z regionu Lewe tłoczenie w Rybniku

Najpierw zlecał tłoczenie płyt w dwóch firmach w Warszawie i Rybniku. Następnie nielegalne nośniki trafiały do jego firmy w Ząbkach. Po ostatecznej obróbce transportowano je na rynek Europy Zachodniej. Policja zlikwidowała największe w Europie pirackie tłocznie płyt. Oprócz pomysłodawcy całego procederu w ręce policjantów wpadli również: współwłaściciel tłoczni w Warszawie i jego pracownik oraz członek zarządu firmy w Rybniku. To największe w Unii Europejskiej tłocznie pirackich płyt zlikwidowane przez Policję. Straty powstałe w wyniku działalności grupy szacuje się na co najmniej 10 mln złotych. Gdy stołeczni policjanci ustalili, że na jednej z posesji w Ząbkach działa nielegalna wytwórnia płyt, nawet nie podejrzewali, że będą mieć do czynienia z tak profesjonalnie działającą tamponiarnią. W pomieszczeniach przemysłowych trwał właśnie proces produkcyjny. W jednym pomieszczeniu przygotowywane były foliowe koperty na płyty, w drugim natomiast


10 » Gospodarka » Kurier tygodniowy maszyna nanosiła właśnie tampondruk. Wszystko wskazywało na to, że od pewnego czasu na posesji wytwarzane są płyty cd i dvd z muzyką i filmami. Wśród zabezpieczonych 42 tys. nośników znaleziono także tytuły filmów, których polska premiera nastąpi dopiero pod koniec lutego m.in.: „Slumdog. Milioner z ulicy” czy „The Wrestler” („Zapaśnik”). Zatrzymano pomysłodawcę całego procederu - 38-letniego Krzysztofa M. Z ustaleń wynikało, że do firmy w Ząbkach dostarczano płyty, które Krzysztof M. zlecał wytłoczyć w firmach w Warszawie i Rybniku. Jeszcze tego samego dnia po południu policjanci z wydziału dw. z przestępczością gospodarczą KSP przeszukali pomieszczenia firmy na Pradze Północ. Zabezpieczono tam około 14 tys. nielegalnie skopiowanych płyt cd i dvd. Podobnie jak w Ząbkach zabezpieczono też kilkadziesiąt matryc służących do kopiowania pirackich utworów. Zatrzymano współwłaściciela firmy, 31-letniego Wojciecha W., i jego pracownika – 33-letniego Roberta S. W tym samym czasie stołeczni policjanci zwrócili się do komendy miejskiej Policji w Rybniku i policjantów z wydziału dw. z przestępczością gospodarczą śląskiej komendy wojewódzkiej o przeszukanie pomieszczeń tłoczni w Rybniku. Już po kilku godzinach znany był efekt tych wspólnych działań. Zabezpieczono dowody świadczące o tym, że Krzysztof M. zlecał tej firmie tłoczenie nielegalnych płyt z muzyką i filmami. Zatrzymano członka zarządu – 41-letniego Tomasza R. Tego samego dnia został on przekonwojowany do Warszawy. Cała czwórka zostanie dziś przesłuchana w prokuraturze. Wszyscy usłyszą zarzuty. Zapadną też decyzje o zastosowaniu wobec nich środków zapobiegawczych. Sprawa od samego początku objęta była nadzorem wydziału dw. z przestepczością gospodarczą biura kryminalnego KGP. Podczas realizacji nawiązano kontakty z policjantami krajów UE oraz przedstawicielami organizacji chroniącej prawa autorskiej IFPI. To największe wytwórnie pirackich płyt zlikwidowane dotychczas w Unii Europejskiej. Wszystko wskazuje na to, że grupa zajmowała się produkcją oraz dystrybucją nielegalnych muzycznych i filmowych nośników co najmniej od kilku miesięcy. Płyty przeznaczone były na rynek Europy Zachodniej. Szacuje się, że straty powstałe w wyniku przestępczego procederu sięgają ponad 10 mln złotych. Podczas realizacji zabezpieczono łącznie około 54 tys. nośników cd i dvd z muzyką i filmami o wartości około 5 mln złotych.

Strażacy podpalacze

Za plagą podpaleń stodół w Olzie w gminie Gorzyce stało dwóch członków miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. (…) Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu 24- i 28-latka. Przyznali się do sześciu podpaleń! Grozi im 10 lat więzie-

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Racibórz » Już od dawna wiadomo, że niepełnosprawność nie jest chorobą, trzeba tego tylko nauczyć nasze społeczeństwo, bo los niepełnosprawnych jest nadal ciężki i często są oni traktowani jako ludzie gorszej kategorii. W Raciborzu to się zmienia, choćby dlatego, że od 2 lutego istnieje ośrodek Fiesta, szkolący przyszłych kierowców, w tym także osoby niepełnosprawne i niesłyszące. reczek bliźniaczek (pisaliśmy o tym na naszraciborz. pl). Nasza szkoła będzie pracować, a właściwie już pracuje według nowoczesnych zasad. Posługujemy się programem SPS – System Profesjonalnego Szkolenia, na który posiadamy certyfikat. Wykłady prowadzone są przy pomocy sprzętu multimedialnego, co znaczy, że każda lekcja jest wyświetlana, dodatkowo kursant, wszystko może na bieżąco śledzić w podręczniku,

Mirosław Wróblewski

Niepełnosprawni to wdzięczni kursanci Iwona Świtała - Kilka lat temu, do ośrodka, w którym pracowałem jako instruktor jazdy, przyszła osoba z aparatem słuchowym. Byłem świadkiem tego, jak ją odesłano z kwitkiem, dając do zrozumienia, że nie ma szans na to, by zostać kierowcą. To mi się nie spodobało i na własną rękę postanowiłem zrobić coś, by pomóc. W ten sposób nauczyłem jeździć nie tylko tę niesłyszącą osobę, ale i dziesięć kolejnych. Muszę powiedzieć, że kursanci pozbawieni zmysłu słuchu o wiele lepiej radzili sobie ze sprzęgłem, niż ci w pełni sprawni. Mają po prostu lepsze wyczucie, są bardziej wrażliwi. Do tej pory mamy ze sobą kontakt – wspomina założyciel ośrodka Fiesta, Mirosław Wróblewski. – To było moje pierwsze doświadczenie z osobami niepełnosprawnymi i wtedy pojawił się pomysł, by stworzyć własny ośrodek, który będzie szkolił również takich ludzi, ale mogło to być tylko marzenie, bo przeszkodą był brak pieniędzy na rozkręcenie własnego biznesu. Postanowiłem wyjechać za granicę. Pracowałem w Holandii, Belgii, Irlandii i na Litwie. Gromadzenie funduszy zajęło prawie 3 lata. Na miejscu zostali moi przyjaciele Ryszard Mielczarek oraz Dariusz Mosek, instruktorzy nauki jazdy w Fieście, którzy przez cały ten czas mieli kontakt z kursantami. W powstaniu ośrodka dużą rolę odegrał również Krzysztof Skowronek, za co jestem mu bardzo wdzięczny – opowiada Mirosław Wróblewski. - Ruszyliśmy 2 lutego 2009, w dzień narodzin moich có-

który otrzymuje już na pierwszych zajęciach. Do dyspozycji są także komputery, służące do rozwiązywania testów teoretycznych i na nich również odbywa się egzamin wewnętrzny. Jeszcze przed naszą rozmową, na kurs postanowił zapisać się Tomasz Szkwara, na co dzień poruszający się na wózku inwalidzkim. – Już najwyższa pora, by zrobić prawo jazdy. Dzięki temu będę samowystarczalny. Niestety do tej pory w Raciborzu nie było takich możliwości. Fundacja Osób Niepełnosprawnych proponowała mi 3-tygodniowy kurs dla kierowców w Warszawie, ale taki wyjazd byłby dla mnie bardzo uciążliwy, bo musiałbym porzucić obowiązki służbowe – opowiada świeżo upieczony kursant. - Naukę zaczynam jeszcze w tym miesiącu i nie mogę doczekać się, kiedy odbiorę samochód. Na początek zabieram książki, by zapoznać się z zasadami jazdy, jeszcze przed rozpoczęciem kursu - dodaje. – Zależy nam, żeby nasi klienci zdawali testy już za pierwszym razem i żeby byli rozważnymi, opanowanymi kierowcami, dla których najważniejsze jest bezpieczeństwo na drodze. Dzięki temu zmniejszą się też kolejki oczekiwania na termin egzaminu zewnętrznego, który teraz odbywa się w Jastrzębiu Zdroju – tłumaczy Ryszard Mielczarek. – Duży nacisk na pewno będziemy kłaść na pierwszą pomoc. Osoby niesłyszące będą mogły liczyć na tłumacza języka migowego, zaś niepełnosprawni na samochody przystosowane do ich potrzeb. Do tej pory problemem ośrodków było odgórne narzucenie marki samochodu, który ma być wykorzystywany do nauki jazdy. Będąc za granicą zauważyłem, że kursanci jeżdżą różnymi markami, więc wygląda na to, że tylko w Polsce mamy takie ograniczenia, jednak zawsze można znaleźć rozwiązanie każdego problemu i my też jakoś sobie z tym poradziliśmy – opowiada założyciel ośrodka. - Ale do Fiesty zapraszamy oczywiście wszystkich, bez względu na wiek; panie i panów, także osoby, które wiele lat temu zrobiły prawo jazdy, ale obecnie nie jeżdżą, jak również wszystkich którzy chcą zostać kierowcami, a nawet tych, którzy boją się wsiąść za kierownicę i z różnych względów mają przed tym wewnętrzne opory. Uczymy bezstresowo, co naszym zdaniem jest najważniejsze, bo każdy kierowca popełnia błędy, zwłaszcza podczas codziennej jazdy na pamięć czy powrotu z długiej trasy. Trzeba pamiętać, że sztukę jazdy samochodem poznajemy przez całe życie, więc bardzo ważne jest to, w jakich warunkach zdobywaliśmy swoje pierwsze umiejętności. Na pewno nie polecamy korzystania z rad i lekcji prowadzenia pojazdu, świadczonych przez bliskie nam osoby, bo proszę nam wierzyć, grozi to awanturą – mówią ze śmiechem Mirosław Wróblewski i Ryszard Mielczarek.


« Gospodarka « 11

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Kurier tygodniowy

Racibórz » Zakład Wodociągów i Kanalizacji Sp. z o.o. chciałby ratować zabytkową wieżę ciśnień. - To wspaniały obiekt, ale brakuje nam pomysłu na jego wykorzystanie - mówi Krzysztof Kubek, prezes wodociągów.

Wieża

czeka na pomysł

(waw) Wieża ciśnień przy ul. 1 Maja wchodzi w skład majątku ZWiK. To spółka, której udziały w całości kontroluje miasto. Wieża, choć zabytkowa, nie została wpisana do rejestru. Od lat stoi bezużyteczna. - W czeskim Boguminie taką wieżę zamieniono na hotel. Nasza prezentuje ciekawe rozwiązania architektoniczne. Może okazać się dobrym miejscem na prezentowanie sztuki. Być może ktoś widzi inne wykorzystanie obiektu. Czekamy na sugestie. Może też znajdą się osoby, które zechcą tu prowadzić biznes - mówi prezes Kubek. Na razie nie ma żadnych planów odnowienia wieży ani pieniędzy. - Czas jednak zacząć o

tym rozmawiać, bo obiekt ulega degradacji. Jesteśmy ciekawi opinii mieszkańców - przyznaje szef raciborskich wodociągów. Stare wieże ciśnień są wykorzystywane są jako hotele, restauracje, galerie lub muzea. - To bardzo ciekawy obiekt – nie ma wątpliwości Tomasz Malkowski, architekt, dziennikarz katowickiej Gazety Wyborczej. Podobnych na Górnym Śląsku jest jednak znacznie więcej. Raciborska nie stanowi więc unikatu, ale trudno sobie wyobrazić krajobraz tego rejonu miasta bez niej. Weszła do użytku dokładnie 23 września 1874 r. Ma 25 metrów wysokości. Decyzję o jej budowie podjęto rok wcześniej. Magistratowi nie udało

się wówczas porozumieć z Brzeziem w sprawie dostarczania do miasta wody z tamtejszych źródeł. Czerpano ją z Odry, oczyszczano w filtrach piaskowych i pompowano do mieszczącego 500 m sześc. zbiornika na szczycie budowli. Stąd płynęła do mieszkań. Pompy tłoczące wodę miały moc 30 KM, czyli raptem 4 KM więcej od silnika fiata 126 p. W latach 30. wieża była za słaba, by zaopatrzyć rozrastające się miasto. Zdecydowano o budowie nowej wieży na wzgórzu w Starej Wsi. Ta jednak wytwarzała zbyt duże ciśnienie i nie weszła na stałe do użycia. Dziś są tu biura zakładów Mieszko. Stara wieża ciśnień góruje nad przemysłową częścią Raciborza. To, nie licząc zakładu karnego, jedyny w tym rejonie obiekt, który zachował pierwotną architekturę i część dawnego wyposażenia. W Zakładzie Wodociągów i Kanalizacji zachowały się nawet jej plany. Pozostałe obiekty miejskich wodociągów zostały gruntownie zmodernizowane. Sąsiednią przedwojenną rzeźnię miejską zaadaptowano na obiekt handlowy. Cukrownię zamknięto i najprawdopodobniej zostanie wyburzona. Została tylko wieża, dziś bezużyteczna i zamknięta, by nie wszedł tu nikt niepożądany. Wewnątrz sprawia ponure wrażenie, choć jest świadkiem 134 lat historii miasta. Wszystko, na każdej kondygnacji takie samo – małe pomieszczenia wokół klatki schodowej wiodącej na szczyt, aż do zbiornika. W ścianach okrągłe otwory, przez które można oglądać panoramę okolicy. Ściany szare, brudne, tu i ówdzie ozdobione napisami sprzed kilku lat. Wnętrze, co tu kryć, jest mało

funkcjonalne. Nie nadaje się na hotel czy restaurację. Od biedy można tu urządzić muzeum i pokazywać stare urzą-

dzenia techniczne. Może warto pomyśleć o urządzeniu to galerii graffiti bądź innych wydarzeniach typu performance.

nia. Ostatni pożar stodoły miał miejsce w Olzie w minioną sobotę. - Podpalacze zaatakowali po kilkumiesięcznej przerwie. Tym razem ich „łupem” padł budynek stojący tuż obok remizy strażackiej. Kilka dni później policjanci z Gorzyc wytypowali i zatrzymali sprawców - mówi Marta Czajkowska, rzecznik wodzisławskiej policji. - Mężczyźni tłumaczyli, że podpalali, by potem pomagać w akcjach gaśniczych. I rzeczywiście brali w nich udział - dodaje. Plan działania podpalaczy był prosty. Wybierali stare, zazwyczaj opuszczone już stodoły, włamywali się do środka i rzucali zapalone zapałki na znajdujące się w środku siano. Tak samo zrobili w minioną sobotę. Ogień pojawił się w nocy. Około 3.40. Alarm wszczęli mieszkańcy Olzy, którzy bawili się w pobliskim Wiejskim Domu Kultury. Jak udało nam się dowiedzieć, na miejscu pożaru jako pierwsi pojawili się właśnie zatrzymani ochotnicy. - To od razu wzbudziło moje podejrzenia. Potrafili dokładnie wskazać, w którym miejscu stodoły zostały wyłamane dwie deski i którędy podpalacz dostał się do środka - powiedział nam wczoraj Marian Katryniok, prezes OSP w Olzie. Już po pierwszych pożarach, które miały miejsce prawie rok temu podejrzewał on, że są dziełem zatrzymanych mężczyzn. - Już wtedy dałbym sobie głowę uciąć, że w tych podpaleniach palce maczał ten młodszy chłopak, ale nikt go za rękę nigdy nie złapał. Próbowałem go nawet wykluczyć z OSP, ale w zarządzie brakowało jednomyślności. Sam nie mogłem podjąć takiej decyzji mówi prezes. - W poniedziałek spotka się zarząd OSP i teraz już na pewno zostaną oni wykluczeni ze straży. Całe szczęście, że ich złapali. Teraz mieszkańcy w końcu przestaną żyć w strachu - dodaje. Zatrzymani ochotnicy byli już w przeszłości karani za inne przestępstwa. - Młodszy miał na swoim koncie wyroki w zawieszeniu za pobicie, zniszczenie mienia i jazdę samochodem pod wpływem alkoholu - wylicza Marta Czajkowska. Źródło: Dziennik Zachodni – www.polskatimes.pl

Światło ze Śląska

Stowarzyszenie Humanistyczne Europa, Śląsk, Świat Najmniejszy zaprasza na panel dyskusyjny pt.: Lux ex Silesia. Słowa. Obrazy. Przestrzenie. Odbędzie się ono 19 lutego o godz. 17.00 w rybnickim Muzeum. Wykłady wygłoszą: dr hab. Irma Kozina: Polski street art na tle sztuki ulicy na świecie (Matylda Sałajewska z Katowic i inni twórcy polscy i zagraniczni); dr Jacek Kurek: Światło jest najważniejsze; dr Zbigniew Kadłubek: Półmrok. Organizatorem panelu jest Stowarzyszenie Humanistyczne: Europa, Śląsk, Świat Najmniejszy, Stowarzyszenie Przyjaciół Uniwersytetu Śląskiego oraz Muzeum w Rybniku.


12 » Oświata »

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Grzegorzowice » W minionym tygodniu uczniowie starszych klas Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Grzegorzowicach oraz Zakladni Skola w czeskich Kobierzycach wyjechali na wspólny wypoczynek do Wisły.

Polsko-czeski wyjazd do Wisły Daniela Płoszczyca Wyjazd odbył się w ramach Programu Operacyjnego Współpracy Transgranicznej 2007-2013 - Fundusz Mikroprojektów Euroregionu Silesia. Celem było wdrażanie do aktywnego spędzania czasu wolnego wspólnie z rówieśnikami, a także integracja i znoszenie barier językowych wśród młodzieży polskiej i czeskiej. Najwięcej czasu młodzież spędziła na stokach ośrodka narciarskiego Cieńków, gdzie pod okiem instruktorów uczyła się jazdy na nartach. Nabyte w szybkim tempie umiejętności narciarskie uczniów zaskoczyły nawet instruktorów, którzy pozwolili młodzieży zjeżdżać z najwyższej góry. W programie znalazł się również wyjazd na basen Delfin w Skoczowie oraz do parku wodnego Tropikana

w Hotelu Gołębiewski. Wieczory upłynęły czeskiej i polskiej młodzieży w wesołej atmosferze, pełnej zabaw, konkursów oraz tańców. Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni uczestnicy wrócili do domu, czekając już na następne spotkanie z nowopoznanymi kolegami.

Wyjazd ten był jednym z wielu działań projektu „Razem przez cały rok”, który jest współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz z budżetu państwa „Przekraczamy granice”.


« Ludzie « 13

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

WITAMY W RACIBORZU

Dawid Piechulla jest drugim dzieckiem Eweliny i Grzegorza, którzy mają już jednego syna -2,5 letniego Michałka. Chłopczyk w momencie przyjścia na świat, czyli 1 lutego 2009, ważył 2950 g i miał 51 cm wzrostu. Rodzina mieszka w Sławikowie.

Paskal Mosek przyszedł na świat 5 lutego 2009. Jest trzecim dzieckiem Violetty i Tomasza, którzy do tej pory byli rodzicami 7-letniego Oskara i 5-letniej Oliwii. Chłopiec w momencie narodzin ważył 2860 g i miał 54 cm wzrostu. Rodzina mieszka w Raciborzu.

Jan Herok jest pierwszym dzieckiem Barbary i Piotra, mieszkających w Raciborzu. Przyszedł na świat 6 lutego 2009. W momencie narodzin ważył 4300 g i miał 58 cm wzrostu.

Henryk Skrzyp przyszedł na świat 2 lutego 2009. W momencie narodzin miał 56 cm wzrostu i ważył 3000 g. Jego rodzicami są Alicja i Daniel, mieszkający w Baborowie, których jest pierwszym dzieckiem.

Denis Kocjan przyszedł na świat 5 lutego 2009. W chwili narodzin ważył 3820 g i miał 54 cm wzrostu. Szczęśliwymi rodzicami są Wioleta i Gerard, mieszkający w Borucinie, którzy do tej pory byli rodzicami 3,5-letniego Kevina.

Filip Ciuraszkiewicz jest drugim dzieckiem Sabiny i Janusza z Raciborza, którzy do tej pory byli rodzicami 12-letniej Agnieszki. Filip przyszedł na świat 5 lutego 2009. W chwili narodzin ważył 3150 g i miał 55 cm wzrostu.

Syn Magdaleny Szrader i Andrzeja Kici urodził się 3 lutego 2009. W momencie przyjścia na świat ważył 2740 g i miał 52 cm wzrostu. Rodzina zamieszka w Łęgu.

2 lutego przyszła na świat córeczka Soni Polak. Mama zastanawia się jeszcze, jakie imię dać maleństwu. Mała raciborzanka w chwili narodzin ważyła 3200 g i miała 54 cm wzrostu.

Krzanowice » 60 lat pożycia małżeńskiego mają za sobą państwo Jadwiga i Józef Pawliczkowie z Krzanowic. Oboje pochodzą z tej miejscowości, ale zanim się pobrali, losy rzuciły ich w różne strony świata. Pan Józef wracał do domu zza oceanu.

Ciągnęło ich w rodzinne strony (waw) Diamentowe gody państwa Pawliczków uroczyście obchodzono 7 lutego. W krzanowickim kościele św. Wacława odbyła się uroczysta msza święta, a potem rodzinne spotkanie. Dokładnie 60 lat temu, 6 lutego, jubilaci zawarli ślub cywilny, a dzień później kościelny. Krótko przed tym pan Józef miał jeszcze na imię Erich, a nazwisko Pawlitzek. Władze polskie uzależniły zgodę na ślubny kobierzec od spolszczenia danych w metryce. – Nie było z tym problemów, bo Józef to moje drugie imię – śmieje się 90-letni jubilat. Jego żona ma 88 lat. Oboje są w świetnej kondycji. – Trzeba dużo pracować i nie objadać się. To bardzo ważne – zdradza receptę na długie zdrowie pani Jadwiga. Ufają z mężem, że dożyją żelaznych godów. Oboje znali się od dziecka. Kiedy pani Jadwiga skończyła 15 rok życia, wyjechała do Wrocławia na utrzymanie bezdzietnych krewnych. W stolicy Dolnego Śląska skończyła szkołę średnią, a potem pielęgniarską – specjalizacja pediatria. Następnie trafiła do Berlina i tam doczekała końca wojny. Z powrotem do Krzanowic wstrzymywała się do lipca 1948 r. – Brat był w niemieckim wojsku i dostał się do niewoli. Pisał żeby zaopiekować się rodzicami – wspomina. Od pewnego czasu korespondowała z p. Józefem. Spotkali się w Berlinie w 1948 r. Przyszły mąż wrócił właśnie z niewoli w USA. Jego wojenne losy mogłyby zapełnić karty opasłego tomu. Młody wysoki blondyn z Krzanowic, syn kołodzieja, w 1938 r.

został wcielony do niemieckiego wojska, a pół roku wcześniej spędził w obozie pracy. Trafił do koszar w Opolu. Wszedł w skład ekipy mechaników obsługujących wojskowe wozy. Stamtąd trafił do Francji, w okolice Lille, a potem do Dortmundu, gdzie formowała się Deutsche Afrika Korps generała Erwina Rommla (niemiecki korpus ekspedycyjny). Jego oddział przetransportowano samolotami do Włoch a następnie do Afryki Północnej. Walczył pod Tobrukiem i El Alamein. Przeszedł szlak od Masa Matru do Kairu. Aliancka operacja Torch, rozpoczęta 8 listopada 1942 roku, zmusiła Rommla do głębokiego odwrotu i wycofania się do Trypolitanii. Połączone siły Włoch i Niemców skapitulowały 13 maja 1943 r. Do niewoli dostało się 275 tys. żołnierzy

niemieckich. Wśród nich był p. Józef. Więzili go Anglicy a potem Amerykanie, w obozach w Tunisie i Casablance. Ostatecznie trafił do USA. Po zakończeniu wojny chciał wrócić do Krzanowic. Nie wiedział o co chodzi, gdy pokazano mu mapę Polski w czerwonej obwódce. Namawiano, by pojechał do Niemiec zachodnich i tam się osiedlił, ewentualnie do Niemiec Wschodnich. Dziwił się, dlaczego nie dostaje zgody na wyjazd. Kiedy w końcu oświadczył, że chce wyjechać do Niemiec, natychmiast odzyskał wolność. – Wtedy się zorientowałem, że chcieli mnie odwieść od wyjazdu do Krzanowic, do Polski – przekonuje. Przyjechał do Berlina. Tu spotkał się z Jadwigą. W maju 1948 r. wrócił do Krzanowic. Dwa miesiące później przyjechała jego przyszła żona.

W Polsce ludowej nie spotkały go żadne represje, nie licząc konieczności zmiany imienia i spolszczenia nazwiska. Przejął ojcowski warsztat i świadczył usługi kołodziejskie. Mimo wieku jeszcze trzy lata temu był aktywny zawodowo. Pani Jadwiga przez 23 lata pracowała w krzanowickim szpitalu. Oboje po wojnie mieli problem z językiem polskim. Mówili tyko po niemiecku. Z czasem, rozmawiając z ludźmi, „załapali” gwarę morawską. Zapisali się na kurs polskiego. Doczekali się dwójki dzieci i trójki wnuków. Syn Rajmund mieszka w domu rodzinnym mamy. Jubilaci, z córką Kornelią i wnuczką Agnieszką, na ojcowiźnie pana Józefa. 10 lutego odwiedził ich burmistrz Manfred Abrahamczyk. Przyniósł kwiaty i specjalne tableau z dedykacją.

Fot. arch. rodzinne


14 » Kultura »

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Pietrowice Wielkie » Po roku przerwy, 7 lutego w hali sportowej przy szkole w Pietrowicach Wielkich, rozgrywane były VII Halowe Młodzieżowe Zawody Sportowo-Pożarnicze powiatu raciborskiego. Do rywalizacji stanęło dziesięć drużyn, najwięcej z gminy Kuźnia Raciborska. Zmagania odbywały się w trzech konkurencjach. OSP Turze

Młodzi strażacy z Turza

NAJLEPSI W HALI

(w) Początkowo udział w zawodach zapowiedziało aż siedemnaście zespołów młodzieżowych, ale ostatecznie na starcie pojawiło się tylko dziesięć. Pierwszy raz miała się odbyć rywalizacja drużyn dziewczęcych. Maków, Zabełków oraz Turze nie wysłały jednak swoich teamów i na placu boju pozostały tylko reprezentantki OSP Miedonia. Wśród pozostałych drużyn mieszanych (w większości złożonych z chłopców, choć dziewcząt też przyjechało niemało) rywalizowały: OSP Zabełków, OSP Kuźnia Raciborska, OSP Ruda Kozielska, OSP Roszków, OSP Turze, OSP Jankowice, OSP Pietrowice Wielkie, OSP Krowiarki oraz OSP Siedliska. Rozegrano trzy konkurencje: elementy ćwiczenia bojowego, bieg sztafetowy, a także stanowisko przyrządów, armatur i węzłów.

Wyniki: 1. OSP Turze 107 pkt. (Roman Mosch, Michał Liszka, Max Żurek, Kamil Pieruszka, Joanna

2.

3.

4. 5. 6. 7. 8. 9.

Czech, Anna Mieszko, Natalia Suchanek, Kasia Czogała, Justyna Piechula, Klaudia Piechula, op. Andrzej Grycman) OSP Ruda Kozielska 121 pkt. (Sebastian Belkius, Adrian Dyrszka, Klaudia Kręcichwost, Patryk Masarczyk, Tomasz Masarczyk, Łukasz Ptaszek, Nikol Piecha, Marta Piecha, Monika Wilk, Monika Nocoń, op. Łukasz Grochol) OSP Pietrowice Wielkie 121 pkt. (Damian Herud, Klaudia Herud, Dominika Taraszewska, Daniel Krybus, Marcin Staniek, Dawid Rutyna, Adam Moc, Edyta Zachwey, Sandra Kurka i Gabriela Posmyk, op. Jan Herud) OSP Jankowice 122 pkt. OSP Zabełków 124 pkt. OSP Siedliska 139 pkt. OSP Kuźnia Raciborska 140 pkt. OSP Roszków 149 pkt. 9. OSP Krowiarki 184 pkt.

1. OSP Miedonia (Dz) 151 pkt.

OSP Zabełków

OSP Miedonia

OSP Krowiarki

OSP Kuźnia Raciborska

OSP Siedliska

OSP Jankowice

OSP Ruda Kozielska

OSP Roszków

OSP Pietrowice Wlk.


–4–

bor Łubowice znajdowały się do 1945 r. Później majątek znacjonalizowano. Nie posiadamy informacji o początkach pałacu w Łubowicach. Najprawdopodobniej już od czasów średniowiecza istniała tu budowla typu rezydencjonalnego, w XVI/XVII w. mająca charakter dworku, najpóźniej z początkiem XVIII w. przekształcona w pałac, który w 1703 r. miał kaplicę i swojego kapelana. W 1780 r. budowlę gruntownie zmodernizował Karol Wenzel von Kloch. Nie zachowały się bliższe informacje na temat tej inwestycji. W nadanym wówczas kształcie pałac przejęła rodzina von Eichendorff, ale z racji ciągłych tarapatów finansowych nie przeprowadziła żadnej przebudowy czy znaczącego doposażenia wnętrza. Na wnętrza tej dwupiętrowej szlacheckiej siedziby, w czasie kiedy należała do rodziny von Eichendorff, składały się: pokój stołowy z parkietem, na którym wyłożono herb tegoż rodu (gałąź dębu z czterema żołędziami), sala balowa, zwana bawialną, biblioteka i salon muzyczny oraz szereg pokoi mieszkalnych dla domowników i gości. Na południe od pałacu znajdował się ogród w stylu angielskim, modnym wówczas wśród bogatej śląskiej szlachty, zaś na północ folwark. Z pałacu rozciągał się wspaniały widok na Odrę. Szczególne wrażenie na łubowickim wzgórzu musiał robić ogród. Sam Eichendorff tak wspominał otoczenie rodzinnej siedziby: „Moje najwcześniejsze wspomnienia toną w wielkim, pięknym ogrodzie. Długie aleje ze ścianami równo przystrzyżonych wysokich drzew rozbiegają się we wszystkich kierunkach, pomiędzy nimi zaś rozpościerają się wielkie rabaty kwiatowe. Wśród tego szemrzą cicho fontanny, a chmury przepływają wysoko ponad cienistymi alejami”. Z pamiętników poety wiemy też, że po parku chadzały pawie. Dziś w parku rosną kilkusetletnie dęby, klony, lipy, spowite bluszczem robinie akacjowe. W dolnej części zachował się staw ze sztuczną wyspą. Ciekawostką jest dwurzędowa, licząca sobie ponad dwieście metrów aleja grabowa, zwana też Aleją Zajęczą. Ciekawostką jest fakt, że na poddaszu pałacu, za czasów Eichendorffów, znajdowało się małe obserwatorium z lunetą, zwaną też tubusem. Poeta Joseph wielokrotnie wspomina w swoich pamiętnikach ten rzadki wówczas instrument służący do obserwacji astronomicznych i „podglądania” okolicy. Z tej atrakcji z lubością korzystali goście Eichendorffów. Spore wrażenia robi-

Numery archiwalne do nabycia w redakcji - tel 032 755 14 88

zarządzał syn Harrasowskiego, Franciszek Wilhelm Józef, który w 1756 r. zdecydował się na sprzedaż ojcowizny Gottliebowi Rudolfowi Gusnarowi z Komorna. Ten dziewięć lat później odsprzedał Łubowice Marii Eleonorze von Kloch. Z jej małżeństwa z Karolem Henrykiem przyszła na świat córka Karolina. Ta w 1784 r. wyszła za mąż za Adolfa von Eichendorffa ze starej szlachty brandenburskiej, notowanej już od XIII w., z końcem XVIII w. chylącej się jednak ku upadkowi. Mimo tego to właśnie Eichendorffowie odcisnęli największe współczesne piętno na Łubowicach. Z małżeństwa Adolfa i Karoliny przyszedł bowiem na świat Joseph Karl Benedikt (17881857), słynny poeta doby romantyzmu, który rozsławił Łubowice dzięki swej poezji, co rusz nawiązującej do zapisanych w pamięci rodzinnych stron. Adolf, były oficer pruski, nie był najlepszym gospodarzem, a do tego miał poważną wadę – rozrzutność i skłonność do spekulacji, na których tracił sporo gotówki. W latach młodości swojego syna musiał się wielokrotnie ukrywać przed wierzycielami. Do tego pokłócił się później z Josephem. Poszło o ożenek. Ojciec wybrał synowi hrabinę Julię Hoverden, siostrzenicę i spadkobierczynię po Johannie Friedrichu von Eichdendorff, panie na Tworkowie i Szylerzowicach. Ten mariaż dawał rodzinie spory zastrzyk tak potrzebnej gotówki. Joseph wybrał tymczasem Aloysię Annę Victorię von Larisch (1792-1855), córkę Johanna von Larisch, nie najbogatszego właściciela ziemskiego z Pogrzebienia. Rodzice nie przyjechali na jego ślub w 1815 r. we Wrocławiu. Młode małżeństwo musiało tułać się po Niemczech, gdzie Joseph jako absolwent prawa szukał zatrudnienia w administracji. Na zastrzyk w postaci dochodów z ojcowizny nie miał co liczyć. Ścigany przez dłużników ojciec zmuszony był bowiem sprzedać za trzysta tysięcy talarów rodzinne dobra: Sławików, Suminę, Górki, Radoszowy i Łubowice. Te ostatnie zostały wystawione na licytację w 1823 r. Nabył je radca sądowy Wilhelm Zöllmer. W 1839 r. sprzedał je Karolowi Wichurze, a ten w 1851 r. znalazł na nie kupca - zamożnego żydowskiego bankiera Salomona Meyera von Rothschild, który jednak nie wiązał z Łubowicami przyszłości, bo już 28 kwietnia 1852 r. sprzedał je Wiktorowi von Ratibor, właścicielowi rozległych dóbr zamkowych w Raciborzu, panu na Rudach. W rękach rodziny von Rati-

Zamki i pałace ziemi raciborskiej cz. 4

ły też skowronki, na które polowano w parku. Ptaki umieszczano w zimie między oknami pałacu, zdobiąc parapety mchem i wyrzezanymi z kasztanów grzybkami. Na dworze panował mróz a państwo cieszyli się widokiem ptaków latających między właściwym oknem a dodatkowym skrzydłem zakładanym na zimę. W 1858 r. rozpoczęła się trwająca dwa lata gruntowna przebudowa pałacu przez księcia von Ratibor. Budowli nadano cechy neogotyckie. W tej formie jej wygląd zachował się na wielu pocztówkach. W przechowywanym w Archiwum Państwowym w Raciborzu zespole Komory Książęcej znajdują się też datowane na 1909 r. dokładne plany pałacu. Książę von Ratibor nie zdecydował się jednak na gruntowną przebudowę wnętrza. Jego rodzina stale rezydowała w Rudach. W Łubowicach przebywała rzadko. Nad powojennym stanem świetnej niegdyś budowli ubolewał w swoich wspomnieniach pt. „Podróż w krainę dzieciństwa” Horst Bienek, pisarz urodzony w Gliwicach, zajmujący się tematyką Górnego Śląska. Pisał: „Ruina schowana jest głęboko w lesie (…). Na podstawie fragmentów muru można się jedynie domyślać pierwotnej architektury zamku. Po pożarze plądrowano, chłopi z okolicy zbierali stąd cegły, żeby naprawić swoje domy. Aleja zamkowa całkowicie zarosła. To nie jest melancholijny obraz stawania się i przemijania, nie jest to ponadczasowa aura upadku ani malownicza romantyka ruin, lecz brutalne zniszczenie przez człowieka”.

Joseph von Eichendorff

W miejscowości tej, wchodzącej obecnie w skład gminy Rudnik a znanej głównie za sprawą poety romantycznego Josepha von Eichendorffa, zachowały się relikty największego w Polsce grodziska kultury łużyckiej . Istnienie pradziejowej osady potwier-

–1–

dzają liczne wątki legendarne mówiące o zaginionym mieście pod Łubowicami, po którym pozostały rzekomo podziemne korytarze. Ich źródłem były z pewnością przypadkowe odkrycia archeologiczne, jakich dokonywano tu na przestrzeni ostatnich setek lat.

Dowodzi tego chociażby wzmianka, która 13 kwietnia 1889 r. ukazała się na łamach Nowin Raciborskich. „Na podwórzu dominialnem w Łubowicach w powiecie raciborskim – brzmi jej treść – powstała przedwczoraj nagle skutek zapadnięcia się ziemi dziura na

Ruiny pałacu w Łubowicach

Pałac i Grodzisko kultury łużyckiej

Łubowice - Lubowitz

Zamki i pałace ziemi raciborskiej cz. 4


blisko rzeki Odry. Zajmowało obszar około 25 ha. Zabudowany chatami majdan zlokalizowano we wschodniej części. Resztę stanowiło zaplecze gospodarcze, pola uprawne i zagrody. Tu też w razie niebezpieczeństwa chroniła się ludność stale bytująca poza osadą. Na wolnych przestrzeniach znajdowały się gliniane piece. Od stron: południowej, zachodniej i północnej dostępu do grodu bronił zachowany do dziś wał ziemny sięgający nieraz 5-7 metrów wysokości. Najstarsze obwarowania o prostej palisadowej formie zbudowano tu już około 900 r. p.n.e. Dwukrotnie przebudowane osiągnęły z czasem monumentalną formę, mając 12 m szerokości u podstawy i 8 m wysokości oraz około 2,5 km długości. Konstrukcję wieńczyła palisada z pomostem dla obrońców. Najeźdźcy musieli także sforsować fosę. Zbudowanie tak dużego obiektu było reakcją miejscowej ludności na

Zamki i pałace ziemi raciborskiej cz. 4

40 metrów głęboka i trzy do czterech metrów szeroka. Co nagłe to zapadnięcie się ziemi spowodować mogło, dotąd nie wiadomo. Ludzie mówią, iż w miejscu tem ma się znajdować głęboko ganek podziemny. O mało co nie zapadł się wraz z ziemią parobek, który właśnie na tem miejscu stał z parą wołów”. Tego typu odkrycia z pewnością poruszały wyobraźnię niemieckich archeologów amatorów. Już w latach 70. XIX w., niejaki oberlejtnant Steckel badacz entuzjasta z Raciborza, natrafił w Łubowicach na przedmioty z epoki brązu. Po nim szczęścia szukali tu inni zapaleni odkrywcy tajemnic przeszłości. W 1928 r. niemieccy archeologowie, nadzorujący wznoszenie budynku żandarmerii, odkryli tu cmentarzysko ciałopalne z epoki brązu. W 1933 r. znany niemiecki badacz G. Raschke natrafił w Łubowicach na pochówek datowany przez niego na 1000-800 r. p.n.e. (IV okres łużycki). Po 1945 r. doniosłe dla nauki odkrycia w Łubowicach stały się udziałem polskich archeologów z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pracami kierowali wytrawni znawcy, m.in. prof. Marek Gedl oraz prof. Jan Chochorowski. Niestety, wbrew woli i interesom środowiska nauki, bezpowrotnie utracono wschodnie partie grodu, gdzie w XIX w. powstało założenie parkowe przy pałacu rodziny von Eichendorff, a w 1960 r., z polecenia władz, rozpoczęto eksploatację pokładów żwiru, niszcząc przy tym nie przebadane dotąd relikty kultury łużyckiej. Dotychczasowy, dość bogaty dorobek badaczy pozwala w znacznym stopniu odtworzyć wygląd pradziejowego grodziska. Usytuowane zostało na dogodnym do obrony wzniesieniu –2–

zagrożenie ze strony koczowników stepowych posuwających się na ziemie południowej Polski od strony Kotliny Karpackiej i Niziny Węgierskiej. Bytując dotychczas w otwartych, niczym nie chronionych nadodrzańskich osadach, populacja ta potrzebowała bezpiecznego schronienia. To z czasem stało się centrum osadniczym, zbliżonym do tzw. protomiast, określanych w nauce mianem grodów typu biskupińskiego, adaptujących na północnych terenach Europy Środkowej południowe wzorce cywilizacyjne. Nakazywały one wznosić na dogodnym do obrony obszarze, według określonego wzorca architektoniczno-urbanistycznego, silnie ufortyfikowane grody będące centrami drobnej wytwórczości i wymiany handlowej początku epoki żelaza. Zapleczem żywnościowym było dla nich silnie eksploatowane najbliższe otoczenie. Wzmiankowanej wymianie handlowej sprzyjało w Łubowicach dogodne położenie grodu na tzw. szlaku bursztynowym. Mianem tym określa się dziś nie tylko zjawisko polegające na wymianie prowadzonej między starożytnym południem a barbarzyńską północą, w tym głównie obfitym w bursztyn brzegiem Bałtyku (kopalną żywicę znaleziono również w Łubowicach), lecz także transfer technologii, myśli i idei, całkowicie obcych dla ludności całego dorzecza Odry czy Wisły. Efekty pracy archeologów w Łubowicach dowodzą, że na przestrzeni około trzystu lat funkcjonowania tutejszego grodu, doszło do znacznego awansu cywilizacyjnego jego mieszkańców. Ci bowiem, obok umiejętności rolniczego i najprawdopodobniej hodowlanego wykorzystania okolicznych żyznych gleb lessowych, posiedli również zdolność wytwarzania towarów na wymianę, a odnalezione tu bogato zdobione naczynia są z pewnością efektem znacznego wyrobienia estetycznego miejscowych rzemieślników. Towarzyszące grodowi cmentarzysko ciałopalne na wzgórzu brzeźnickim dowodzi z kolei funkcjonowania prymitywnego systemu wierzeń opartych na kulcie ognia i Słońca. Palenie zwłok na stosie stanowiło u starożytnych formę oczyszczenia duszy z substancji materialnej i nadanie jej uszlachetnione formy duchowej. Umieszczenie zaś obok urn z prochami przedmiotów codziennego użytku (szpile, paciorki, guziki, bransolety) oraz mis z pożywieniem oznacza, że ludność ta – w sposób zbliżony do Egipcjan – wierzyła w życie

pozagrobowe. Usytuowanie samego cmentarzyska z dala od grodu na eksponowanym sąsiednim wzgórzu było z pewnością symbolem oddzielenia świata żywych od umarłych . Świadczy to wszystko o znacznym zorganizowaniu pradziejowego społeczeństwa łubowickiego, szacowanego na około tysiąc osób (mieszkańcy grodu i związanych z nim osad). Mimo to niewiele wiemy o strukturze tegoż społeczeństwa. Podstawą jego funkcjonowania była zapewne rodzina na co wskazuje kształt domostw (drewniane półziemianki z otworem na palenisko i drążonymi w ziemi jamami - spiżarniami) i ich wyposażenie. Gród nie pełnił roli centrum władzy. Ta spoczywała najprawdopodobniej w rękach rady starszych, co zbliża tutejszą demokrację do wzorców greckich. Jedynie na czas obrony decyzje składano w rękach jednej osoby, być może najbardziej doświadczonego wojownika. Odkrycia dowiodły, że

miejscowi wojowie posługiwali się procą i łukiem prostym. Uzbrojenie starszyzny stanowiły dodatkowo miecze i sztylety. Nie natrafiono natomiast na ślady uzbrojenia obronnego. Musiało się więc ono opierać co najwyżej na kaftanach skórzanych. W VI w. p.n.e. gród został spalony. Dało to kres całemu związanemu z nim osadnictwem. Tłem burzliwych wydarzeń były najprawdopodobniej dręczące wówczas Europę Środkową najazdy wojowniczych Scytów z czarnomorskich stepów. Na przełomie VII/VI w. p.n.e. żądni łupów i sławy napastnicy opuścili Azję Przednią i przemieszczali się przez Siedmiogród na Nizinę Węgierską, dalej Morawy i południe dzisiejszej Polski, siejąc powszechny

łowych na ten temat, jak i doniesień archeologicznych. Być może to ostatnie wynika z faktu, że badacze nie mieli okazji badań terenu obecnego pałacu, gdzie mogą się znajdować relikty średniowiecznej budowli. Począwszy od XV w. Lubowscy zaczęli się pozbywać majątku w Łubowicach. Wieś najprawdopodobniej została podzielona między męskich przedstawicieli tego rodu, gdyż na kartach źródeł znajdujemy szereg transakcji, których przedmiotem są Łubowice. I tak część wsi nabył w 1486 r. Franciszek Hoschek z Grzegorzowic, zaś trzy lata później, za dwieście guldenów, kolejną dokupił jego brat Waniek Hoschek. Sprzedawcami w tym drugim przypadku byli Jerzy i Jan von Lubowitz, a umowę potwierdził książę raciborski Jan. Wywodzący się z podrybnickiego Bełku Hoschkowie podawali sąsiadujące z Łubowicami Grzegorzowice jako swoją rodową siedzibę, co sugeruje istnienie tu gródka lub małego zamku. Nie weszli jednak w posiadanie całych łubowickich włości. Z 1536 r. pochodzi co prawda wzmianka o sprzedaży Łubowic Wacławowi Wranińskiemu przez Jana Czeplę i Jerzego Hoschka, ale jeszcze w 1551 r. część wsi była w posiadaniu Marcina Lubowskiego, który również zdecydował się sprzedać ją wspomnianemu Wacławowi. Władztwo Wranińskich, władających także pobliskim Sławikowem, rozciągnęło się na blisko sto lat. W 1646 r. od spadkobierców Zygmunta Wacława Wranińskiego zadłużony majątek Łubowice kupił Adam Lichnowski z Woszczyc, ze zwykłej szlacheckiej linii tego rodu (jego wuj Karol Maksymilian był protoplastą linii baronowskiej, hrabiowskiej i książęcej, władającej Hradcem i Krzyżanowicami). Zapłacił 6 tys. talarów. Po nim wieś dzierżył jego trzykrotnie żonaty syn Franciszek Albrecht, protestant z wyznania, który zmarł tu w 1699 r., każąc się wcześniej pochować w miejscowym kościele. Jego syn Erdmann sprzedał Łubowice w 1723 r. Antoniemu Ferdynandowi von Harrasowski na Strzybniku, mężowi Marii Karoliny von Salisch, córki starosty raciborskiego. Transakcja opiewała na kwotę 10,5 tys. talarów. Nowy nabywca trzykrotnie stawał na ślubnym kobiercu. Dwie pierwsze małżonki dość szybko przeszły do wieczności, zaś trzecia, Karolina von Gusnar przeżyła Harrasowskiego, rezydując stale w Łubowicach, co sugeruje, że musiał tu istnieć jakiś dworek o charakterze rezydencjonalnym. Wsią

Zamki i pałace ziemi raciborskiej cz. 4

strach. Na swojej drodze niszczyli grody i uprowadzali ludność. Zniszczenia w Łubowicach były tak znaczne, że resztki miejscowej społeczności nie były już w stanie odtworzyć grodu. Przeszkodą było również tzw. wahnięcie subatlantyckie, jakie nastąpiło około 700 r. p.n.e. Efektem zmian klimatycznych, jakie wywołało to zjawisko, było znaczne oziębienie klimatu i wzrost wilgotności. Naruszyło to podstawy lokalnej gospodarki rolnej, zmuszając ludność do migracji w inne regiony.

Pamiątka po Eichendorffach

Średniowieczne Łubowice wyłaniają się z mroków dziejów w drugiej połowie XIV w. Wieś wzmiankowana jest w datowanym na 1376 r. dokumencie z listą osiemnastu parafii wchodzących w skład archiprezbiteratu raciborskiego. W 1431 r. książęta raciborscy Wacław

Wnętrze starego pałacu

i Mikołaj podarowali Łubowice małżonkowi niejakiej Doroty Jomki. Następnie mamy informację, że swoją siedzibę rodową posiadali tu Lubowscy, stary górnośląski ród szlachecki (Lubowscy von Lubowitz). Rodzina miała majątki w księstwach raciborskim, opolskim i cieszyńskim. Jednak tylko w tym ostatnim jej członkowie byli wpisani do stanu rycerskiego. Nie wiadomo, czy za czasów Lubowskich w Łubowicach był gródek obronny lub mały zamek. Należy uznać to za bardzo prawdopodobne ze względu na dogodne ukształtowanie terenu. Lokalizacja budowli na nadodrzańskim wzniesieniu nadawało jej wyjątkowy charakter obronny. Niestety brak zarówno jakichkolwiek wzmianek źród-

–3–


« Gospodarka « 17

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Kornica » - To musi się udać – mówił wczoraj Mateusz Kłosek, prezes EkoOkien, które otworzyły właśnie nowoczesny zakład w Kornicy, dający 380 miejsc pracy. Sen z oczu spędza jednak firmie kryzys gospodarczy i początki wojny cenowej między krajowymi producentami w branży.

MŁODY BIZNESMEN nie boi się ryzyka Standard nowego zakładu, który zbudował Kłosek, mogłaby wzbudzić zachwyt niejednego zachodniego przedsiębiorcy. Hala produkcyjna o powierzchni 6900 m kw., do tego magazyn i część biurowa. Wykończenia z wysokiej jakości materiałów. Wokół wszystko uporządkowane, wybrukowany plac, całość ogrodzona i oświetlona. Na hali nowoczesne zgrzewarki głowicowe oraz centra obróbcze. Całość inwestycji w 75 proc. została sfinansowana z długoterminowego kredytu. Pracować tu będzie 380 osób. Kłosek stawia na nowoczesne podejście do pracownika. Będzie ich woził do pracy, zapewniał tanie posiłki. Przy nowoczesnych maszynach pracują kobiety. Jest ich

– W tamtym roku były kłopoty ze znalezieniem chętnych, ale dziś ma pełne biurko podań. Cóż, kryzys. Znów ludzie szukają roboty, a nie robota ich – mówi jeden z pośredników pracy w Raciborzu. Około 40 proc. załogi Eko-Okien pochodzi z powiatu raciborskiego, rybnickiego i głubczyckiego. Reszta z Raciborza. Eko-Okna zrywają jednak związki ze stolicą powiatu. Zakład przy Łąkowej będzie zlikwidowany. Cała firma przeniesie się do Kornicy. Kłosek chciał inwestować w Raciborzu, ale okazało się, że nie ma odpowiednich terenów. – Działki, które nas interesowały albo nie miały uregulowanej własności, albo proces pozyskania pozwolenia na budowę byłby zbyt długi – mówił wczoraj na specjalnie zwołanej konferencji przed otwar-

-Okien, wykonane przez wychowanków Młodzieżowego Domu Kultury, przedstawiające najładniejsze miejsca Raciborza. – Wystawa jest podziękowaniem dla władz miasta Racibórz za wieloletnią współpracę – napisała firma w komunikacie. Przy Opawskiej zostawi jedynie sklep firmowy, bo generuje on 2 proc. całych obrotów spółki. W Kornicach też nie było łatwo. Kłopoty sprawił teren. – Musieliśmy wywieźć 38 tys. m sześc. ziemi – mówi Kłosek. Zachętą były jednak zwolnienia z podatku od nieruchomości, jakie wprowadziła gmina Pietrowice Wielkie. – Nasza gmina ma charakter rolniczy. Musimy to zmieniać. Ulgi dla firm i tego typu inwestycje są dowodem, że działamy skutecznie. W środowisku lokalnym jest duże zainteresowa-

w całej firmie około 40 proc. Na niektórych odcinkach produkcją mogą się pochwalić nawet większą wydajnością od mężczyzn. Kadrę Kłosek rekrutuje z całych okolic. Średnie pensum brutto to 2500 zł.

ciem zakładu. Na uroczystości miał być prezydent Mirosław Lenk. Wysłał swojego zastępcę Wojciecha Krzyżka, któremu Kłosek dał wystawę prac plastycznych „Piękny Racibórz”. To malowidła na oknach Eko

nie pracą w tej fabryce – mówił wójt Pietrowic Andrzej Wawrzynek, zapowiadając, iż będzie walczył nie tylko o biznes, ale ludzi chcących budować domy. Tutejszy samorząd przygotował już 2 ha atrakcyj-

Grzegorz Wawoczny

Mateusz Kłosek wierzy w sukces

nych działek. – To jedna z nielicznych gmin, która ma zdrowe podejście do biznesu. Tu są właściwe fluidy – podkreślał starosta Adam Hajduk. Kłoskowi dał zegar z herbem powiatu, że odmierzał „dobry czas”. Prezes Eko-Okien chciałby dziś wiedzieć, jak długo potrwa jeszcze kryzys i jak się odbije na jego branży. Firma należy do 10. największych w Polsce, a otwierając nowy zakład jeszcze bardziej zwiększyła swoje moce produkcyjne. W tym roku najprawdopodobniej ich nie wykorzysta. - Chcielibyśmy utrzymać sprzedaż na poziomie 2008, czyli około 90 mln zł – mówi Mateusz Kłosek. Gorzej może być z zyskiem. Wysoki kurs euro sprawia, że spółka musi więcej płacić za półprodukty (60 proc. elementów do okien importuje), a spadek zamówień na rynku sprawia, że inni producenci zaczynają konkurować ceną. – Dostrzegamy początki małej wojny cenowej – oświadczył prezes, dodając jednak, iż wierzy w sukces nowego przedsięwzięcia. – Większość naszej produkcji trafia do indywidualnych odbiorców, którzy szybko płacą. Faktem jest, że w Polsce mamy nadwyżki mocy produkcyjnych w branży okiennej. Jeśli jednak wynegocjujemy dobre ceny u dostawcy i będziemy kontrolować koszty, to musi się dodać – dodał na konferencji. Spółka kieruje teraz swoją uwagę na rynki zagraniczne. Dotąd korzystała z 300 krajowych i zagranicznych punktów dealerskich. Zatrudniła handlowca, który ma szukać nowych rynków zbytu.

Starosta Adam Hajduk i wójt Andrzej Wawrzynek


18 » Gospodarka »

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Kuźnia Raciborska » Grupa Rafamet może się powiększyć o kolejne podmioty. - Na razie przyjęliśmy pozycję obserwatora w stosunku do dwóch polskich producentów obrabiarek. Zanim podejmiemy jakieś decyzje, chcemy mieć pewność, że będą leżały w interesie Rafametu oraz wszystkich akcjonariuszy – mówi E. Longin Wons, prezes zarządu.

Rafamet chce przejmować FUM PORĘBA: Prezes Longin Wons

ADK Chodzi o Dąbrowską Fabrykę Obrabiarek Ponar-Defum oraz Fabrykę Urządzeń Mechanicznych Poręba. W przypadku drugiej z wymienianych firm spółka z Kuźni Raciborskiej już podjęła pewne kroki, wykupując jej wierzytelności od jednego z zagranicznych banków. Dodatkowym argumentem przemawiającym na korzyść planowanej akwizycji jest fakt, że Fum Poręba od października znajduje się w portfelu spółek Agencji Rozwoju Przemysłu, która jest także wiodącym akcjonariuszem Rafamet S.A. Sprzyjałoby to konsolidacji branży. - Jeżeli zaistnieją ku temu odpowiednie warunki i rozwój sytuacji będzie się komponował z naszą strategią rozwoju,

wówczas Rafamet być może podejmie się bycia liderem procesu konsolidacji branży producentów obrabiarek. Wszystko jednak zależy od wielu czynników. Dlatego też musimy wszystko skrupulatnie przeanalizować, by nie narażać na ryzyko naszej spółki i akcjonariuszy. Firmy, o których myślimy, nie są w najlepszej kondycji finansowej. Jeżeli te inwestycje będą przekraczały nasze możliwości finansowe to najprawdopodobniej się z nich wycofamy – mówi prezes E. Longin Wons. W Polsce istnieje kilku producentów obrabiarek, jednak przede wszystkim są to urządzenia seryjne i gabarytowo mniejsze niż te, jakie produkują Rafamet (największe), Fum Poręba i Ponar-Defum. - Konsolidacja branży wokół tych

Rafamet » Trzeci kwartał 2008 r. był dla Rafametu niezwykle pracowity. Wyniki finansowe są zdecydowanie lepsze niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. To najnowsze dane. Wyniki za IV kwartał poznamy pod koniec lutego. Na tegoroczne finanse spółki będą rzutować opcje walutowe.

Sprzedaż rośnie ADK Dla całej Grupy Kapitałowej Rafamet z Kuźni Raciborskiej wyniki za trzy kwartały roku 2008 zamykają się zyskiem netto w wysokości 2,4 mln złotych oraz wartością sprzedaży w wysokości blisko 79 mln złotych. To znacznie lepiej niż w poprzednim roku. W analogicznym okresie roku 2007 r. grupa wykazywała 563 tys. zł zysku netto przy sprzedaży wartej 63,7 mln zł. W trzecim kwartale 2008 r. spółka podpisała m.in. serię wysoko rentownych trzech kontraktów z japońskim kontrahentem na łączną kwotę prawie 11,8 mln euro. Wartość tego kontaktu stanowi niemal połowę wyniku sprzedaży osiągniętego w roku poprzednim.- Projekt ten będzie kotwicą planu produkcji i sprzedaży na lata 2009 – 2010 – mówi E. Longin Wons, prezes zarządu.

Nadzieje na przyszłość spółka wiąże także z rynkiem chińskim. W tym kwartale nastąpił odbiór techniczny obrabiarki nadtorowej o napędzie ciernym do obróbki kolejowych zestawów kołowych przeznaczonej dla jednego z wiodących chińskich producentów lokomotyw. - W Chinach rusza ogromny program inwestycyjny przewidziany na lata 2009 - 2015. Są już rozpisane międzynarodowe przetargi na różnego rodzaju elementy infrastruktury kolejowej oraz urządzenia techniczne dla tej branży, w tym obrabiarki do obróbki kołowych (kolejowych oraz metro) zestawów pojazdów szynowych. Rafamet, jako jedna z 3-4 wiodących firm na świecie w tej niszowej branży, będzie uczestniczyła w tych inwestycjach, pytanie tylko, w jakim zakresie? Mamy nadzieję, że referencje zdobyte przy ostatnim projekcie pomogą nam przy rozstrzyga-

trzech firm byłaby rozsądnym rozwiązaniem, tym bardziej, że przez pewien czas w „odległej historii” stanowiły one jeden organizm gospodarczy. Fum Poręba była zakładem nr 1, Rafamet nr 2, Ponad-Defum nr 3. Wówczas taki eksperyment gospodarczy zakończył się niepowodzeniem, ale to nie znaczy, że obecnie, w warunkach konsolidacji produkcji i kapitału do takiego pomysłu nie należy powracać – mówi prezes Rafametu. Plany związane z akwizycjami kolejnych podmiotów wynikają ze strategii rozwoju Rafametu. - To najprostszy sposób zwiększenia mocy produkcyjnych – nie kryje prezes Wons. Rafamet ma zapełniony portfel zamówień na rok 2009 oraz częściowo na rok 2010, czyli lata, w których – jak progno-

zują specjaliści – efekty światowego kryzysu gospodarczego będą mocniej odczuwalne. - Myśląc o przyszłości Rafametu nie możemy brać pod uwagę jedynie najbliższego roku, czy dwóch, lecz planować w kategoriach bardziej strategicznych, obejmujących 7- 15 lat do przodu. Gdzie wówczas będzie Rafamet, jaką będzie mieć pozycję na rynku, czy będzie potrafił sprostać konkurencji? Wierzymy, że w przyszłości szansą dla naszej firmy byłoby posiadanie dużego zaplecza produkcyjnego i obróbczego. Na pewno korzystne będzie poszerzenie naszej oferty handlowej o wyroby tradycyjnie produkowane przez te dwie firmy, które mają ukształtowaną markę i pozycję na rynku – podsumowuje prezes E. Longin Wons.

niu i nowych przetargów na tym rynku – przyznaje prezes. Kolejnym atutem producenta z Kuźni Raciborskiej jest fakt, że w swej historii dostarczył już do Chin ponad 200 obrabiarek specjalnych dla kolejnictwa. Na korzyść Rafametu może również zadziałać fakt ocieplenia stosunków dyplomatycznych widocznych po ostatniej wizycie polskiej delegacji rządowej w Chinach. Kolejnym wydarzeniem, charakteryzującym trzeci kwartał 2008 r. jest rozpoczęcie przez spółkę inwestycji własnych, zakrojonych na szeroką skalę. - Budujemy dwie potężne frezarki bramowe, które znacznie zwiększą nasze możliwości produkcyjne. Z tego też powodu zmieniliśmy cele emisyjne – wyjaśnia prezes E. Longin Wons, zapewniając, że prace posuwają się w rekordowo szybkim tempie. Dwie instalacje planowo mają być oddane do eksploatacji na przełomie lutego i marca oraz maja i czerwca 2009 r. Konieczność zwiększenia możliwości produkcyjnych wiąże się z pozyskaniem przez spółkę pełnej kontraktacji na rok 2009 i pozyskiwaniem znaczących zamówień na lata następne. Powinno to ustrzec firmę przed skutkami globalnego kryzysu. – Robimy wszystko aby kryzys w jak najmniej-

szym stopniu dotknął naszej firmy. Mamy płynność finansową, dobre wyniki, odpowiedzialną i doświadczoną załogę oraz optymistyczne perspektywy sprzedaży. Nie wiemy natomiast, który z naszych dostawców może mieć problemy. Dlatego też obecnie skupiamy się na weryfikacji zagrożeń w tym zakresie. Sprawdzamy stan realizacji i aspekty finansowe obecnych dostawców naszych najistotniejszych komponentów i dokonujemy selekcyjnych, jednoznacznych decyzji, tak aby możliwie najlepiej zabezpieczyć realizowane aktualnie oraz w przyszłości przedsięwzięcia produkcyjno - handlowe – zapewnia prezes Wons. Prezes nie kryje też obaw związanych z realizacją prognozy rocznej zysku netto na poziomie 4 mln zł netto dla grupy kapitałowej. Pomimo systematycznie poprawiającej się sytuacji firmy, pojawiły się czynniki, które mogą utrudnić osiągnięcie zakładanych celów. Jednym z nich są konieczne do utworzenia nowe rezerwy z tytułu odpraw emerytalnych i innych dla sporej grupy pracowników, którzy uzyskali prawo do wcześniejszych emerytur (chodzi o grupę mężczyzn, którzy uzyskują uprawnienia emerytalne, podobnie jak kobiety, po 40 la-

Fabryka Urządzeń Mechanicznych z Poręby jest producentem uniwersalnych tokarek średnich i ciężkich. Zakres produkcji obejmuje zarówno tokarki konwencjonalne oraz sterowane numerycznie do obróbki metalu m.in. tokarki kłowe, uchwytowe oraz specjalistyczne o max. ciężarze przedmiotu obrabianego do 100.000 kg i średnicy toczenia do 4300 mm. W ofercie firmy znajdowały się do niedawna również frezarki bramowe oraz ciężkie wiertarko-frezarki i odlewy o wadze do 8 ton. źródło: www.fum-poreba.pl

PONAR-DEFUM:

Dąbrowska Fabryka Obrabiarek PONAR-DEFUM z Dąbrowy Górniczej istnieje na rynku od ponad 125 lat. Specjalizuje się w produkcji szerokiej rodziny wiertarko-frezarek w zakresie średnic wrzeciona od 100 mm do 180 mm i tokarek karuzelowych o średnicy stołu 1100 mm i 1400 mm. W ofercie fabryki są wiertarko-frezarki suportowe sterowane CNC, wiertarko- frezarki płytowe sterowane CNC, centra obróbkowe poziome, frezarko-wytaczarki wyposażone w głowicę indeksowaną, tokarki karuzelowe - konwencjonalne i sterowane CNC, stoły przesuwno-obrotowe - sterowane CNC. źródło: www.defum.com.pl

Opcje problemem 6 lutego Rafamet przekazał informację o wiążących spółkę umowach na tzw. opcje walutowe. To przez nie część polskich firm ma teraz kłopoty finansowe. Doprowadziły m.in. do upadłości pszczyńskie Elwo z grupy Rafako. 5 lutego Rafamet dokonał strukturyzacji kolejnej transakcji zabezpieczającej kontraktowe przepływy gotówkowe firmy, przypadającej do rozliczenia ostatniego lutego 2009 r. W okresie od listopada 2008 r. do lutego 2009 r. spółka dokonała strukturyzacji kilku transakcji zabezpieczających, poprzez ich bezkosztowe rozwiązanie i zawarcie nowych umów, na podstawie których jest zobowiązana do odsprzedaży łącznie kwoty 2,9 mln euro (tj. 9,7 mln zł). Łączna wartość transakcji zabezpieczających przekroczyła wartość 10 proc. kapitałów własnych po strukturyzacji transakcji dokonanej 5 lutego 2009 r. Transakcje zabezpieczające będą realizowane w okresie od listopada

2009 r. do września 2010 r. Najwyższą wartość ma transakcja zawarta 16 stycznia 2009 r., zobowiązująca Rafamet do odsprzedaży kwoty 800 tys. euro po kursie 3,30 29 stycznia 2010 r. Wszystkie otwarte transakcje zabezpieczające dotyczą kwoty 13,2 mln euro, co stanowi około 50% posiadanych i realizowanych kontraktów w tej walucie. Szczegółowa informacja zawierająca ujemną wycenę finansowych instrumentów zabezpieczających zostanie przedstawiona w skonsolidowanym rozszerzonym raporcie za IV kw. 2008 r. W związku ze strukturyzacją finansowych instrumentów zabezpieczających, mających charakter transakcji typu ratio forward, ich wycena będzie odnoszona poprzez koszty finansowe na wynik finansowy. Ujemna wycena pozycji odnoszonych na wynik finansowy Rafametu będzie częściowo kompensowana poprzez przeszacowanie stanu należności eksportowych, dokonujące się w związku z deprecjacją złotego.

tach pracy). Drugim czynnikiem będącym troską dla firm eksportujących swoje wyroby są również ogromne wahania kursów dewiz. - Niemniej podtrzymujemy prognozy na ten rok. Będzie to trudniejsze, niż zakładaliśmy. Dlatego też spółka dokonuje ogromnych starań aby poprzez zwiększoną wartość sprzedaży osiągnąć prognozowany zysk netto. Pra-

cujemy również nad bezkosztowym rozwiązaniem problemu zabezpieczeń walutowych zawartych na początku III kwartału br. Natomiast na pewno plan przychodów zostanie nie tylko zrealizowany, ale także przekroczony. To właśnie daje nam podstawy podtrzymania na ten moment prognoz roku 2008 – zapewnia prezes Wons.


« Zdrowie « 19

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

HOROSKOP

Region » Odkąd zażywa zimnych kąpieli na łonie natury opuściły go wszelkie dolegliwości. Leki stały się zbędne, a organizm rwie się do sportu.

BARAN

Twoje oczekiwania nie będą w tym tygodniu współgrać z możliwościami. Staraj się więc zachować samokontrolę we wszystkim, co robisz. Wszelkie decyzje muszą być podejmowane z dużą ostrożnością. Najlepiej słuchać teraz głosu serca.

BYK

Przed Tobą całkiem miły tydzień. Współpracownicy okażą się teraz bardzo sympatyczni i chętni do współpracy. Niewykluczone, że Twoje sprawy finansowe ulegną znacznej poprawie. Życie towarzyskie zacznie rozkwitać, zaś w sprawach uczuciowych korzystne zmiany.

BLIŹNIĘTA

Planowane podróże lepiej na razie odwołać. Niepowodzenia z nimi związane mogą mieć niekorzystny wpływ na Twój wizerunek w pracy. Wolny czas poświęć udoskonalaniu wiedzy na tematy zawodowe. Możliwe, że będziesz poddany ocenie. Zaufaj intuicji.

MORSY

RAK

odporne na mrozy Iwona Świtała Marian Hampel urodził się w Nieboczowach i jako dziecko bał się wody. Trzykrotnie uniknął utonięcia w Odrze, która płynęła 100 metrów od jego rodzinnego domu. Jednak z biegiem życia pokonał lęk i od jakiegoś czasu można o nim powiedzieć, że jest zapalonym morsem. Jego przygoda z kąpielami w lodowatej wodzie zaczęła się w 2007 roku, kiedy Nowy Rok postanowił uczcić, zanurzając się w raciborskiej żwirowni. Temperatura wody nie przekraczała wtedy około 4 -5˚C i choć takie zimowe kąpiele zdarzały się już wcześniej, to od tego czasu Marian Hampel myśli o sobie jak o morsie. To był jednak dopiero pierwszy krok. Kolejnym było zapisanie się na wiosnę 2008 roku do klubu Morsy Dębowa. Namiary klubu znalazł syn pana Mariana i dzięki temu, raciborski mors nie był już sam. 12 października rozpoczął bowiem sezon z około 60 innymi osobami, mającymi tę samą, co on pasję. Aby móc zażyć kąpieli w zimnej wodzie, za każdym razem pokonuje na rowerze prawie 33 km w jedną stronę. W

ten sposób dostaje się nad jeziora pożwirowe w Dębowej. Morsy spotykają się zawsze w weekendy, o 12.00 w południe. Przed każdym wejściem do wody konieczna jest kilkominutowa rozgrzewka. Raciborzanin dociera na miejsce już rozgrzany jazdą na dwóch kółkach, więc przed wejściem do wody musi zawsze trochę ochłonąć. Kąpiel trwa od 10 do 15 minut. Nigdy nie moczy się głowy. - W wodzie nikt się nie nudzi. Opowiada się dowcipy i jest mnóstwo śmiechu, a każda kąpiel jest po prostu frajdą opowiada raciborski mors. – Bycie morsem daje wewnętrzną siłę. Nie myśli się o problemach, ale woda nie lubi złych ludzi, trzeba z nią postępować delikatnie, jak z kobietą i podchodzić do niej z szacunkiem, bo to żywioł, szczególnie ta zimna – mówi Marian Hampel. Ale zimna woda daje też zdrowie, dlatego krioterapia nieprzypadkowo stała się ostatnio bardzo popularna. – Bycie morsem polecam wszystkim młodym i starym od 7 do 77 lat, bo to zabawa na 122! I można wyrzucić wszystkie leki – dodaje po cichu Hampel, który nie dość, że raz lub dwa razy w tygodniu zażywa

Ten tydzień zapowiada pomyślność w pracy i nauce. Postaraj się więcej czasu poświęcić tym zajęciom. Dzięki energii, jaka będzie Cię teraz przepełniać, uda Ci się wiele spraw załatwić o wiele szybciej, niż byś się tego spodziewał. Dokonuj właściwych wyborów.

LEW

Ten tydzień przyniesie Ci wiele korzyści. Sprawy zarówno zawodowe jak i osobiste ułożą się bardzo dobrze. W związkach już istniejących nadarzy się okazja do zacieśnienia wzajemnych więzi. Bądź optymistycznie nastawiony do życia.

PANNA

Marian Hampel - po lewej

zimnych kąpieli na łonie natury, to jeszcze bierze udział w różnego typu akcjach związanych z tą pasją. 17 stycznia, wspólnie z dziesięcioma innymi osobami z Klubu Morsy Dębowa, podjął próbę ustanowienia rekordu świata w zimowym pływaniu sztafetowym. Tego dnia przepłynęli 2200 metrów i czekają czy znajdą się kolejni śmiałkowie, którzy osiągną lepszy wynik. Dwa tygodnie później pokonywał 7600 metrów od skrzyżowania kanału Gliwickiego z Kłodnicą do Koźla. Już 1 lutego brał udział w Przeciąganiu Smoka przez Wisłę w Krakowie, tuż u podnóża Wawelu. 12 lutego pana

Mariana czeka kolejna podróż, tym razem do Mielna, gdzie będzie zażywał kąpieli z około 1000 morsów z całej Polski. W minionym weekend wystąpił z porannej audycji Dzień Dobry TVN. Co ciekawe, kąpiele w lodowatej wodzie to nie jedyna pasja Mariana Hampla, który w czasie sierpniowego Memoriału Strażackiego zakosztował również skoków na bungee (zrobił to aż 4 razy). Kilkakrotnie odwiedził także park linowy znajdujący się w Oborze. Trzeba przyznać, że takie wyczyny zdarzają się niewielu 60-latkom, a panu Marianowi kondycji i werwy mógłby pozazdrościć niejeden 20-latek.

Przed Tobą dni, sprzyjające nawiązywaniu znajomości i związków uczuciowych. W pracy zaistnieją okazje do zawodowych inspiracji i realizacji celów życiowych. Możliwe sukcesy w każdej sferze życia. Możesz liczyć na ciekawe propozycje.

WAGA

Ten tydzień będzie całkiem miły i spokojny. Staraj się unikać wszystkiego, co mogłoby zepsuć jego dobrą atmosferę. Wykorzystaj każdą chwilę w sposób konstruktywny. Snuj plany na przyszłość, teraz będziesz bardzo obiektywny.

SKORPION

Nie będzie ani łatwo ani spokojnie. Niefortunna bieg wydarzeń prawdopodobnie sporo namiesza w Twoim życiu. Swoimi emocjami i nierozważnym zachowaniem zrazisz do siebie ludzi. Naucz się panować nad emocjami i staraj się nie denerwować.

STRZELEC

W tym tygodniu nie będziesz miał zbyt wiele czasu dla bliskich. Z tego też powodu, nie oczekuj z ich strony zrozumienia czy pomocy. Nie prowokuj konfliktów z otoczeniem. Dobrze planuj wydatki, bo sytuacja finansowa może ulec pogorszeniu.

KOZIOROŻEC

Początek tygodnia niesie z sobą kłopoty i nieporozumienia. Współpracownicy będą Ci utrudniać realizację zamierzeń. Nie łatwo będzie o pomoc czy wsparcie. Twój zły nastrój udzieli się innym. Na później odłóż wszystkie ważne sprawy, a w zamian zadbaj o wypoczynek.

WODNIK

Stosunki z otoczeniem, a szczególnie z bliskimi staną się teraz bardziej przyjazne. Pojawi się możliwość rozwiązania problemów zawodowych, ale bądź ostrożny, bo możesz wszystko popsuć nieprzemyślanym działaniem. Panuj nad nerwami, a na pewno dobrze na tym wyjdziesz.

RYBY

W tym tygodniu poświęć się pracy twórczej, która może dać znaczące rezultaty. Od czwartku trzeba się liczyć z pogorszeniem samopoczucia. Będzie to nie najlepszy moment na poważne rozmowy, bo o konflikt bardzo łatwo. Zachowaj ostrożność za kierownicą.


20 » Kuchnia regionalna »

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Region » Zapotrzebowanie na bobrze przysmaki były dawniej tak duże, że zwierzęta te całkowicie wytrzebiono na Górnym Śląsku. Padły ofiarą myśliwych, bo możni zajadali się bobrzymi ogonami.

Plusk z bobra

– przysmak na post (waw) Szczególne miejsce w wielu dokumentach książąt opolsko -raciborskich zajmują bobry. O połowie oraz hodowli tych zwierząt stanowiły książęce regale. Nie można więc było tego czynić bez przywileju władcy. Przy dworze w Raciborzu i Opolu działała grupa myśliwych wyspecjalizowanych w polowaniach na bobry. W 1222 roku książę Kazimierz, pozwalając na osiedlenie się niemieckich kolonistów w dobrach biskupich w Ujeździe, przyznał im dochody z rybołówstwa i młynarstwa, wyłączając prawo polowania na bobry, których nogi i ogony uważano na książęcym stole za smakowity kąsek. Ten sam władca, przenosząc w 1228 roku z Rybnika do Czarnowąsów klasztor norbertanek, zwolnił siostry z obowiązku utrzymania służby bobrowniczej. Wojewoda Klemens i jego brat Wierzbięta, którzy na prośbę Kazimierza opolsko-raciborskiego uczestniczyli w budowie nowych murów dla zamku w Opolu, dostali za to dziewięć wsi, dwadzieścia pługów ziemi w trzynastu osadach oraz prawo polowania na bobry. W 1245 roku jego syn książę Mieszko Otyły, darując biskupstwu wrocławskiemu Poniszowice w okolicach Toszka, zwolnił

tamtejsze stawy od obowiązku przyjmowania książęcych myśliwych bobrów. W datowanym na 1258 rok przywileju gospodarczym dla klasztoru w Rudach, książę Władysław zapisał, iż obok prawa do łowiectwa i rybołówstwa, cystersi mogą eksploatować gony bobrowe. Nadania miały dla mnichów duże znaczenie. Ich ziemie gęsto porastały lasy, które były ostoją tych zwierząt. Za wchodzącym dawniej w skład dóbr zamkowych Proszowcem, obecnie część Raciborza, na Odrze była wyspa, a za nią tama, gdzie łączyły się ramiona rzeki. Jedno to tak zwana stara Odra. Drugie określano mianem „Struzina”. Rybacy łowili tu łososie i jesiotry oraz bobry. Ich ogony i tylne łapki musieli oddawać na zamek wraz z określoną ilością ryb. Bobry straciły na znaczeniu w XIV/XV wieku, kiedy to zwierząt tych po prostu zaczęło brakować. Jeszcze w XII wieku nadania obejmujące prawo do polowań na nie były rzadkością. W XIII wieku występują już znacznie częściej, co może sugerować, że władcom znacznie łatwiej było się już pozbyć czegoś, co nie przynosiło takich zysków, jak dawniej. Sprawa staje się jasna, jeśli uwzględnimy, że jeszcze w X-XI wieku futra z bobrów były

cenionym w całej Europie towarem, a nawet, tak jak skórki wiewiórcze, środkiem płatniczym, wypartym w XIII wieku przez pieniądz kruszcowy. Wrogami bobrów na Górnym Śląsku stali się osadnicy. W XII/XIII wieku obejmowali łatwiejsze do zagospodarowania, bezleśne tereny położone na lewym brzegu Odry. Z czasem musieli się podjąć karczowania lasów na przeciwległym brzegu rzeki. Takie zadanie stanęło między innymi przed mnichami rudzkimi, których nadanie obejmowało gęste bory. Karczując lasy człowiek niszczył naturalne siedliska bobrów. Zanikanie gatunku było tak szybkie, że w XVI wieku – jak czytamy w kronice Rybnika – „nie słychać już nic o nich”, choć w podrybnickich lasach dawniej aż roiło się od tych zwierząt. Sytuację mógł ratować rozwój hodowli, ale informacje na ten temat, w przeciwieństwie do wcześniejszych przywilejów obejmujących łowiectwo, są nader skromne. Nieliczne już wówczas bobry zaspokajały zapewne kulinarne potrzeby dworów. Z czasem w ogóle znikły z górnośląskiego krajobrazu. Pojawiły się ponownie pod koniec lat 90. XX wieku, ale już w drodze sztucznej introdukcji . Obecnie kilka rodzin bytuje w lasach rudzkich. W czym tkwił średniowiecz-

ny fenomen bobra? W X wieku, jak wspomniano, ceniono jego skórę. W tymże stuleciu arabski geograf Ibn Hauqal twierdził, że bobrze futra w Hiszpanii pochodziły z rzek słowiańskich i transportowano je statkami z zatok Morza Bałtyckiego. Zygmunt Gloger w swojej Encyklopedii Staropolskiej przytacza rejestr, podany w 1229 roku przez Jaśka z Makowa księciu Konradowi Mazowieckiemu, z którego wynika, że na XIII-wiecznym Mazowszu prowadzono hodowlę bobrów, uważając przy tym,

by maść zwierząt była jednakowa i ciemna. Posiadanie żeremi bobrowych traktowano jako symbol bogactwa i prestiżu. Upolowane bobry przynoszono na książęcy dwór i tam – dla lepszej kontroli – dopiero je oprawiano. Futra bobrowe można było mieć wyłącznie z nadania króla bądź z zakupu od jego bobrowniczego. Jeśli ktoś posiadał futerko z innych źródeł, był traktowany jako kłusownik i surowo za to karany. Wspomniany bobrowniczy miał nie tylko za zadanie polować na te zwierzęta, ale opiekować się siedliskami czyli gonami i żeremiami, nazywanymi także bobrowniami. Na bobry polowano w różnych porach roku. Latem podczas łowów używano specjalnie przeszkolonych psów tropiących. Dla pozyskania skórek starano się polować tylko w zimie. Wyrąbywano wtedy przeręble i zakładano sidła bądź też zasadzano się i kiedy bóbr podpłynął do otworu zabijano go. Po upolowaniu zwierzę należało czym prędzej wysuszyć. W przeciwnym razie skórka zamarzała i traciła swoje walory. Dla książąt opolsko-raciborskich szczególne znaczenie, jak wynika z zachowanych dokumentów, miały walory smakowe bobrów. W Encyklopedii Staropolskiej Glogera czytamy: „kuchnia polska przyswoiła do potraw rybnych i bobry robiąc z nich i na post kiełbaski, potrawki plusk, czyli ogon ceniąc nade wszystko, jadano go w ścisłe nawet posty, utrzymując, że zwierz ten należy do ryb, ponieważ ogon ma łuskami pokryty”. Ogromne zainteresowanie

bobrem wynikało z wysokiej wartości pozyskiwanych zeń łupieży. „Bobra wyszukiwano dla skóry, która pomagała podagrykom i paralitykom, dla sadła, którym smarowano chorych, dla strojów, które znów wracały zdrowie człowiekowi, broniły od epilepsji, pomagały w chorobach kobiecych”. Ów strój bobrowy zwano castoreum. Była to substancja o silnym zapachu piżma, wysuszona na czerwono-brunatny proszek, używana do wyrobu pachnideł lub też jako przyprawa do potraw. Najważniejsze znaczenie miała jako lekarstwo na wszelkie choroby. „W dawnej sztuce leczenia poszukiwana była lepka maść pachnąca, znajdująca się u bobra w dwóch pęcherzykach (...) zwana w aptekach strojem bobrowym. Dziś ten środek lekarski wiele stracił na swej wziętości”. Jeszcze w XIX wieku twierdzono, że: „strój bobrowy na zdrowy organizm wzięty zupełnie jest obojętny, w chorym organizmie działa pobudzającym sposobem na mózg i mlecz kręgowy, szczególnie zaś na niższego brzucha, przy chorobliwej drażliwości i czułości w tej sferze. Użyty w bardzo wielkich daniach działa podniecająco, przymnaża ciepło i przeziew skóry, przyśpiesza prędkość pulsu. Strój bobrowy używa się w następujących chorobach: histerii, hipochondrii, przy wyczerpanej czułości nerwowej, osobliwie mózgu i mleczu, w napadach nerwowych, bólu głowy, omdleniach, biciach serca, w kurczach piersiowych, zawrotach głowy i migrenach, w newralgii niższego brzucha, a najbardziej przy porodzie u położnic”.


« Kuchnia regionalna « 21

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

a Kołdunki z bobr

ięso yć wszystkie m brową, odłącz robbo ę jd nk na zo ić ec ro pi Wziąwszy mo mięso sk sa , ki ew kapl u i ły an ucić ży enia gałg od kości, odrz ć na tarce korz miarę, trochę ze tr U . ać ek si niej, lecz nie tragonu, soli w , cokolwiek es część łoju wowianą łyżeczkę e do ilości mięsa, trzecią ni z plewki, najow o pieprzu. Stos oczyszczoneg k, re ne obrać od go zagotowanych, łowego, kruche óch li kilka w łusce dw bu ce em ć, ni ka da ie drobniej us zmięszać, z do o tk ways to sz go w zy to ć, ijając tak pr z łuski, usieka ego. kołdunki, zaw an ać w ow ko ał rm zw fo ro jaj. Poczem robionego i legały, spuśasta, dobrze za czynia nie przy ą durszlane mięso do ci na do y ab ą, ci żk oś ły ln ć pi ra z czem wyb Gotować zpuścić do ek zasolony; po ro , ąt rz ek w is łm na y pó sz ciw nie popsuć, na y , i tartym ab ki e, un ni łd óż ko tr kową, os lonem, zalać bu ym apetyt i ch oi su ok z ł, jak zasp ku gorąca masła ty ar n owi. Te . osypać ejszemu smak parmazanem i najdelikatni dz go do e ni w nasyci, tak ró rzyszek; Źródło: M. Pa sanych. pi i ch eologiczny ch ar ch ła ód Bóbr w źr

Jak przyrządzić bobrowe ogony Odwarzywszy ogon bob rowy, który ieżeli chcesz możesz w szt uki porąbać, który w occie i soli odwarzywszy uwierć w czosnku jak masło, octu winneg o, oliwy albo masła, przywarz i daj na stół. Źródło: K. Bockenheim , Przy polskim stole, Wr ocław 1998.

Reklama


22 » Sport »

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Nie tylko

zapasy Dominik Pięk ma 12 lat i uczęszcza do szkoły w Bieńkowicach. Zapasy trenuje od listopada 2006 r. Zaczynał w kategorii dzieci. Przechodząc do młodzików od razu zdobył złoty medal podczas Memoriału im. Jana Czaji w Katowicach. Pierwszy medal (brązowy) wywalczył podczas Turnieju im. Wiktora Zarzeckiego w Kędzierzynie Koźlu w 2007 r. Dziś ma w dorobku 11 krążków. Najcenniejszy, jak twierdzi, zdobył na Wojewódzkim Turnieju Klasyfikacyjnym Dzieci w zapasach w stylu wolnym w Brzeźnicy w październiku ubiegłego roku. To był jego pierwszy złoty medal, choć trenuje zapasy w stylu klasycznym. W maju ubiegłego roku zdobył tez złoto w Pucharze Śląska w Rudzie Śląskiej. Zajmuje się nie tylko sportem. Służy jako ministrant w kościele, bierze udział w różnych przedstawieniach szkolnych oraz w biesiadach śląskich. Nauka tekstu to dla niego pestka. Brał udział w Konkursie Godki Śląskiej. Gra w trampkarzach w LKS Bieńkowice. Od najmłodszych lat jego pasją są także traktory. Ma ich pełną szufladę – dostawał w prezencie wszystkie modele, jakie się pojawiły.

David Buba ma 9 lat. Jest uczniem II klasy szkoły w Tworkowie. Zapasy zaczął trenować w kwietniu 2008 r. To niespełna rok, ale na swoim koncie ma już dwa medale w kategorii żaków – brązowy i złoty. Rodzice są bardzo zadowoleni, że ich syn poważnie traktuje treningi. - David to raczej waga ciężka, więc na balety to się nie nadaje – śmieje się mama. Mimo swojej wagi jest bardzo sprawny i zwinny. Razem z tatą trenują brzuszki w domu na specjalnym przyrządzie. Poza zapasami interesuje się piłką nożną. Jego druga pasja to gitara. Zaczął grać na niej jeszcze będąc przedszkolakiem. TB, opr. w

Owsiszcze » LKS Owsiszcze pozostaje co prawda w cieniu raciborskiej Unii i Dębu Brzeźnica, ale może się pochwalić niezłym dorobkiem medalowym swoich zawodników. W tym roku klub będzie świętował 10. rocznicę założenia sekcji.

10 lat zapasów w Owsiszczach (tb) Na matach w Owsiszczach trenuje dziś 25 chłopców w wieku od 8 lat do kategorii młodzików, wszyscy w stylu klasycznym. Podczas turniejów międzynarodowych i zawodów rangi mistrzostw Śląska zdobyli w minionym roku łącznie 31 medali: 11 złotych, 8 srebrnych i 12 brązowych. Najcenniejszy jest brązowy krążek Kamila Klona zdobyty na Ogólnopolskim Międzynarodowym Turnieju Barbórkowym w Katowicach. 1 września minie równe 10 lat od założenia sekcji. - Pa-

Region » Wiosną ruszy druga runda rozgrywek piłkarskich, ale problemy pozostaną pewnie te same - poziom sędziowania, nieodpowiednie zachowania kibiców czy bezpieczeństwo, o które dba niewiele zarządów.

Dziadek w kółku na boisku Grzegorz Zuber Co wpływa na słaby poziom sędziowania? Przyczyn jest kilka. Jedna z nich to kibice, a raczej presja, jaką tworzą. Nie ma co ukrywać, większość z nich przychodzi nie tylko po to, aby dopingować swój klub. Wiele razy można spotkać się z sytuacją, kiedy nie zajmą jeszcze miejsca na trybunach, a już pytają, gdzie można kupić piwo. Efekt tego jest taki, że

sędzia musi później wysłuchiwać przez 90 minut obraźliwych wyzwisk. Można sobie wyobrazić, jak wyglądałaby praca każdego z nas, gdyby przez półtora godziny kilkadziesiąt osób obrzucałyby nas pewnymi epitetami. Jakimi? Zapraszam na mecz. Wśród kibiców utarł się obraz sędziów, o których mówi się „dziadek, który biega w kółku na środku boiska”. Każdy mógłby wymienić kilku.

"Dziadkowie” nie mogą podejmować właściwych decyzji, bo nie kontrolują przebiegu gry. Stąd biorą się m.in. rzuty karne po faulu na 20 metrze czy kartki w przeciwną stronę. Tajemnicą poliszynela pozostaje, jak sędziowie starych dat są w stanie przejść zaprawę kondycyjną? Jeśli przez nią przechodzą, to jakiego wysiłku wymagają od nich władze związku? Wątpliwość budzą testy sędziowskie. Pytania, jakie

się na nich stawia, nie nastręczyłyby większych kłopotów przeciętnemu kibicowi oglądającemu mecze piłkarskie w telewizji. Czy wobec takiej sytuacji można dziwić się słabemu poziomowi sędziowania? Podokręg tłumaczy się brakiem chętnych do przejścia testów sędziowskich. To jednak nieprawda. Młodzi sędziowie są. Może warto dać szanse kobietom, które bardzo dobrze sobie radzą choćby w piątej li-

miętam nasze początki, zaczynaliśmy treningi na siennikach i materacach. Teraz w Zabełkowie trenujemy na przepięknej sali, nawet o takiej nie marzyłem - mówi trener Julian Bolewski. Na treningi z Owsiszcz przychodziło początkowo 30 młodzieńców. Wytrwała dziesiątka. W Zabełkowie na początku trenowało 50 chłopców, po trzech miesiącach została połowa. - Nie wszyscy będą odnosić sukcesy i to ich zniechęca - twierdzi trener Bolewski. Podkreśla jednak, że treningi poprawiają kondycję fizyczną, sprawność i odwagę. Poza tym sport po-

zwala odciągnąć młodzież od zagrożeń czy nałogów. – Zapasy to ciężki sport i wymaga dyscypliny – wyjaśnia. Na początku jest rozgrzewka, czyli biegi, gimnastyka i rozciąganie. Niektórzy się tym nudzą, ale trener tłumaczy, że jest to niezbędne. Potem przechodzą do zajęć technicznych – najpierw do chwytów z manekinem, potem z zapaśnikiem. To ćwiczy kondycję, refleks i wytrzymałość. - Sport to przede wszystkim zdrowie, trenować trzeba od małego – mówi Bolewski. Wyniki to sprawa przyszłości. Nie wszyscy będą „Małyszami”.

dze? To być może ograniczyłoby wyzwiska w stronę sędziów, których nierzadko muszą słuchać także dzieci. Kobiety zbluzgać nie wypada. Na boiskach rzuca się w oczy brak porządkowych. Regulamin mówi jasno o konieczności zabezpieczenia dziesięciu wyraźnie oznaczonych osób. Niewiele klubów stosuje się do tego przepisu. Wina leży po stronie zarządów, które najzwyczajniej to zaniedbują, a także sędziów, którzy nie zwracają na to uwagi. Na trybunach spotkają się kibice takich zespołów, jak: Kornowac, Brzezie, Krzanowice, Samborowice, czy Rud. Słyną z entuzjastycznego kibicowania i emocjonalnego przywiązania do barw klubowych. A kibice, po wypiciu kilku piw, różnie reagują na doping przeciwnika.

Na co więc czekają zarządy i sędziowie? Aż ktoś kiedyś weźmie się za łby? Nie musi zresztą dojść do bójki, by stała się tragedia. Przykład z raciborskich rozgrywek klasy A. Jakieś pół metra od boiska, przed ławkami trenerskimi, przechodziła młoda kobieta z około 5-cio letnim dzieckiem. Nagle wybita z wielką siłą piłka przeleciała tuż przed twarzą dziecka, a chwilę później dwóch rozpędzonych piłkarzy niemal wpadło na jego matkę. Można za to winić jej nieodpowiedzialność, ale żaden z kibiców nie może znajdować się pół metra od boiska. Ci z kolei poruszają się w nieprzepisowej odległości od niego zupełnie swobodnie, a na ławkach trenerskich siedzą dziewczyny piłkarzy. Nikt nie reaguje.


« Sport « 23

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Krzanowice » KS 05 Krzanowice w tabeli A klasy znajduję się za plecami ścisłej czołówki z niewielką stratą. Trener Grzegorz Wojtas chce, by na wiosnę jego zespół powtórzył wynik z rundy jesiennej. Dojdzie do kilku zmian taktycznych z nadzieją na odniesienie spektakularnych zwycięstw z drużynami z czołówki.

KS Krzanowice - taktyczne roszady Runda jesienna, zdaniem Wojtasa, wypadła pozytywnie. Do wicelidera z Górek Śląskich Krzanowice tracą sześć oczek. Strata mogłaby być mniejsza, gdyby nie punkty odebrane za zwycięstwo nad Tworkowem. W zespole Krzanowic wystąpił nieuprawniony zawodnik. Zarząd zapomniał o kartce z po-

lizując grę swojego zespołu, znalazł sposób, który może zagwarantować jeszcze lepszy wynik. Jego zdaniem do poprawy należy przede wszystkim rytm gry. - Było wiele spotkań, w których graliśmy dobrze przez jakiś czas, a później zdarzał się zastój, gra już nam nie wychodziła. Ale po chwili ponownie zaczynaliśmy grać. Chciałbym, aby ta gra miała

powego rozgrywającego, który będzie dzielił piłką. To na pewno zwiększy efektowność gry, lecz może okazać się, że nie jest gwarantem poprawy skuteczności. Wszystko to za sprawą dwójki napastnikówTomasza Pieczarka i Marcina Wojnarowskiego. Obaj są zaprzeczeniem modelu napastników, w którym jeden jest tzw. „lisem” pola karnego, podczas

przedniego sezonu, która została przełożona na obecny. Po pierwszym spotkaniu, mimo zwycięstwa na boisku, punkty pojechały do Tworkowa. Grzegorz Wojtas chce powtórzyć wynik z jesieni. Ana-

bardziej wyrównany rytm, bez tych przerw- mówi Wojtas. Kluczem do rozwiązania może okazać się zmiana w środku pola. Szkoleniowiec Krzanowic chce wśród swoich zawodników znaleźć ty-

kiedy drugi schodzi do środka pola, by pomóc w rozegraniu piłki. Obaj to zawodnicy z ciągiem na bramkę, szybcy, przebojowi, silni w pojedynkach jeden na jeden, lubiący cofać się po piłkę.

Grzegorz Zuber

Trener Wojtas zapowiada walkę o miejsce w składzie na bokach pomocy, co w razie opcji gry z rozgrywającym jest niezbędne, ponieważ w rundzie jesiennej brakowało tam piłkarzy szybkich, potrafiących wygrać pojedynek z obrońcą i dośrodkować, bądź zejść do środka i stworzyć większe zagrożenie. W razie pojawienia się w zespole rozgrywającego, system gry może kolidować ze stylem gry ich największej broni - wspomnianego duetu napastników. Do tej pory Krzanowice strzeliły 32 bramki, z czego Pieczarek 11 a Wojnarowski 6. Bramki z dośrodkowań padały prawie wyłącznie po stałych fragmentach, reszta była efektem albo szybkich kontrataków, albo ataków pozycyjnych, które kończyły się strzałami- rzadko dośrodkowaniami. Jeśli w Krzanowicach pojawi się rozgrywający, trener Wojtas będzie musiał też znaleźć wyjście z innego problemu. Otóż może się okazać, że nie ma w zespole silnych skrzydeł - zawodników, którzy będą potrafili przytrzymać piłkę, grać spokojnie, wy-

mieniając piłką z napastnikami lub środkowymi pomocnikami. A jeśli się uda dośrodkować, to czy napastnicy będą potrafili grać w powietrzu tak skutecznie, jak w ataku pozycyjnym, do czego byli do tej pory przyzwyczajeni, a z czego wywiązywali się wzorowo, często w pojedynkę wygrywając mecze? Poza zmianą ustawienia, podopieczni Wojtasa będą pracować nad siłą, szybkością i wytrzymałością. Ponadto kilku zawodników będzie musiało znaleźć drogę do osiągnięcia pełni swoich możliwości. Marcin Wojnarowski czy Mateusz Hońca potrafią zdecydowanie więcej - twierdzi Wojtas. Zespół zostanie poważnie osłabiony, ponieważ z powodu obowiązków edukacyjnych do dyspozycji trenera nie będzie najlepszy obrońca kryjący, Tomasz Szafarczyk. Są jednak i pozytywy. Trenera Krzanowic cieszy zaangażowanie, z jakim podchodzą do treningów jego piłkarze. - Stali się zespołem, nikt na nikogo się nie obraża, są zwartą grupą, która mają jeden, wspólny cel

- mówi Wojtas. Ta grupa piłkarzy ma za zadanie powtórzyć świetne spotkania, jakie Krzanowice rozegrały z Gosławem czy Krzyżkowicami. Ponadto w rundzie wiosennej chcą zmienić niekorzystny bilans spotkań z Górkami Śląskimi. Na koniec trener Grzegorz Wojtas prosi kibiców i mieszkańców Krzanowic o wspieranie swojej drużyny. - Zrobiliśmy duży krok do przodu, piłka krzanowicka się rozwija, a w przyszłym sezonie chcemy znaleźć się w ścisłej czołówce, a już teraz na wiosnę postaramy się o zwycięstwa ze znaczącymi zespołami. Kibice by nam w tym na pewno pomogli- mówi. Do tej pory na meczach pojawiała się niewielka ich grupa. - Chodzimy na mecze, bo chłopaki naprawdę grają dobrze, i to grają prawie za darmo. Co oni mają z tej gry? Zniżkę u miejscowego rzeźnika? Nie ma pieniędzy, ale jest ciekawa drużyna, a trener wykonuje kawał dobrej roboty twierdzi jeden ze starszych kibiców KS 05 Krzanowice.

Reklama

SKLEP Z OBUWIEM I ODZIEŻĄ SPORTOWĄ KULTOWE - KLASYCZNE - KOLEKCJONERSKIE W naszej ofercie znajdziesz takie modele jak: AIR JORDAN, LEBRON, NIKE DUNK, NIKE VANDAL, NIKE AIR FORCE 1, NIKE SB, NIKE 6.0, NIKE AIR MAX

ZAPRASZAMY Racibórz, ul. Ludwika 4 pn.-pt. 10.00-18.00 sob. 10.00-14.00

WWW.SNEAKERS4U.PL


Kupon nr 7/09

24 » Reklama »

Krzyżówka

Nagrodę za rozwiązanie hasła z krzyżówki z numeru 5/2009, otrzymuje Pani Weronika Struk z Raciborza – Gratulujemy! Prosimy o odbiór nagrody w siedzibie redakcji w godz. 9.00-15.00.

Litery z pól ponumerowanych od 1 do 26 utworzą rozwiązanie – myśl Oskara Wilde’a

Piątek, 13 luty 2009 » www.naszraciborz.pl

Wygraj opracowanie Grzegorza Wawocznego pod tytułem „Kuchnia raciborska – kulinarne podróże po dawnej i obecnej ziemi raciborskiej”. Wśród naszych Czytelników, którzy nadeślą na kartkach pocztowych hasło będące rozwiązaniem krzyżówki wraz z naklejonym kuponem (z lewej strony), wylosujemy jedną osobę, która otrzyma egzemplarz tej książki. Czekamy do 20 lutego 2009.

7-2009-[10]  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you