Issuu on Google+

gazeta BEZPŁATNA n n n gazeta BEZPŁATNA n n n gazeta BEZPŁATNA n n n gazeta BEZPŁATNA n n n gazeta BEZPŁATNA n n n gazeta BEZPŁATNA

C Z E LA D Ź

C Z E LA

C Z E LA

MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ TEL. 693-597-199, 531-721-127 EMAIL: reklama_extrawrzesnia@wp.pl

BEZPŁATNY DWUTYGODNIK LOKALNY u nr 2 u 23 MAJA 2013 u BEZPŁATNY PROGRAM TV

MŁODZIEŻ NIE ZAPOMNIAŁA O DZIECIACH WRZESIŃSKICH Spontaniczna akcja zapoczątkowana ogłoszeniem wydarzenia na facebooku przez głównego organizatora Mateusza Kropidłowskiego sprawiła, że w rocznicę strajku 20 maja o godzinie 16 pod pomnikiem Dzieci Wrzesińskich zebrała się blisko setka osób, którzy chcieli oddać hołd bohaterom strajku. Wśród nich byli między innymi wrzesińscy harcerze, kibice Lecha Poznań oraz starsi i młodsi mieszkańcy Wrześni. Uroczystość poprowadził dyrektor Muzeum Regionalnego Sebastian Mazurkiewicz. Zaczęła się ona od wspólnego odśpiewania Mazurka Dąbrowskiego, następnie dyrektor muzeum przypomniał zebranym historię strajku: „Uczniowie Katolickiej Szkoły Ludowej zastrajkowali, nie chcieli odpowiadać modlitwy w języku niemieckim. Dzieci zastrajkowały przeciwko narzucaniu im sposobu i języka, w ja-

Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych we Wrześni powstało w 2003 roku. Kształcą się w nim studenci w dwóch specjalnościach nauczycielskich: języku angielskim i niemieckim. Na skutek nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym NKJO w całej Polsce mogą kształcić tylko do końca 2015 roku. Jaka wobec tego będzie przyszłość NKJO we Wrześni, o tym rozmawiamy z Dyrektor Urszulą Kropaczewską:

20 maja 1901 roku rozpoczął się strajk Dzieci Wrzesińskich. 112. rocznicę tych wydarzeń, uczciła w bardzo ciekawy sposób wrzesińska młodzież.

kim mają rozmawiać z Panem Bogiem. Protest polegał na tym, że dzieci nie odpowiadały nauczycielom, nie przyjmowały niemieckich katechizmów. Chciałbym podkreślić świadomość religijną i patriotyczną tych dzieci, Wy również przychodząc na to zebranie pod pomnik także podkreślacie swój patriotyzm”. Na podsumowanie prowadzący przeczytał wiersz jednego z uczestników strajku Bronisława Klimasa „Cześć Wam, Wrześniaki”. Następnie złożono pamiątkowe kwiaty, znicze i wiązanki pod pomnikiem i przemaszerowano ulicami miasta pod pomnik Bronisławy Śmidowiczówny, który przedstawia uczennicę, jak przyciska katechizm polski do piersi, a odpycha niemiecki. Zebrani uczestnicy odśpiewali wspólnie „Rotę”, odpalono także race. DOKOŃCZENIE NA STR. 2

KONIEC STUDIÓW WYŻSZYCH WE WRZEŚNI? NKJO na skutek nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym przestają istnieć w 2015 roku, jaka wobec tego przyszłość czeka NKJO we Wrześni? Czy będzie można n ad al studi ować we Wrześni? Kolegium Językowe w takiej formie jak dotychczas może istnieć do 2015 roku i to tego wszyscy studenci muszą otrzymać tytuł licencjata, po tym czasie nie będzie już możliwości zdobycia takiego tytułu w NKJO, a jest potrzebny studentom, gdyby chcieliby kontynuować naukę na studiach magisterskich. Na bazie Kolegium po 2015 nie będzie już takiej możliwości. Aby zapewnić studentom uzyskanie tytułu licencjata prowadziliśmy rozmowy z różnymi szkołami wyższymi i uniwersytetami. W tej chwili powstał nasz wspólny projekt z Państwową Wyższą Szkołą Zawodową w Gnieźnie, aby powstał oddział zamiejscowy we Wrześni.

Kierunki kształcenia były by te same? Tak oczywiście te kierunki: język angielski i niemiecki, czyli przejęcie po prostu Kolegium. Planujemy także otwarcie nowych kierunków kształcenia: administracji, ponieważ wiemy, że jest zapotrzebowanie na ten kierunek kształcenia. Na pewno nie uda się tego wprowadzić od września, tylko w dalszej przyszłości. Projekt współpracy zPWSZ wGnieźnie jest otyle ciekawy, że ta szkoła nie prowadzi kierunków kształcenia języka angielskiego i niemieckiego, więc to też możliwość rozwoju i pozyskania nowych studentów dla PWSZ w Gnieźnie. Jednocześnie też wpisujemy się w profil działalności tego typu wyższych szkół, ponieważ kształcimy zawodowo przyszłych nauczycieli. A co te zmiany w funkcjonowaniu Kolegium oznaczały by dla obecnych i przyszłych studentów? PWSZ przejmując Kolegium jest zobowiązane prowadzić proces nauczania, tak jak on jest w tej chwili, w tej kwestii nic się nie zmieni. Dla

studentów będzie otyle łatwiej, że dotychczas studenci zdawali jeden egzamin dyplomowy u nas i dostawali dyplom, który uprawniał ich donauczania języka angielskiego wprzedszkolu, szkole podstawowej, gimnazjum i szkołach ponadgimnazjalnych, po czym po tygodniu absolwenci jechali naegzamin licencjacki doPoznania, gdzie uzyskiwali dyplom licencjata, który uprawniał ich do dalszej nauki nastudiach magisterskich. Potych zmianach to będzie jeden egzamin, który byłby egzaminem zawodowym ijednocześnie licencjackim uprawniającym do kontynuowania nauki na studiach magisterskich. Po przejęciu Kolegium przez PWSZ zmieni się także forma studiów zaocznych. Do tej pory, studia zaoczne były bezpłatne, finansował je Urząd Marszałkowski. Dzięki temu tych studentów zaocznych jest naprawdę sporo imogą oni studiować zaocznie za darmo, co jest na ten moment swoistym fenomenem. Poprzejęciu Kolegium przez PWSZ studia zaoczne staną się płatne. Dzienne pozostaną jednak cały czas bezpłatne. DOKOŃCZENIE NA STR. 2


2

Czwartek, 23 maja 2013

Rozmaitości

MŁODZIEŻ NIE ZAPOMNIAŁA O DZIECIACH WRZESIŃSKICH

13 maja we Wrzesińskim Ośrodku Kultury miała inaugurację wystawa prac prac Magdaleny Kępki, wrocławskiej malarki, laureatki wielu nagród i wyróżnień. Wystawę będzie można oglądać do końca maja

DOKOŃCZENIE ZE STR. 2

10 maja wPrzyborkach nadrodze krajowej nr 92, 43-letni mieszkaniec Białorusi kierując samochodem ciężarowym Scania z naczepą, włączając się do ruchu wymusił pierwszeństwo i doprowadził do zderzenia z Volkswagenem Transitem; w wyniku kolizji kierujący Transitem oraz pasażer, auta mieszkańcy Gorzowa Wlkp. z obrażeniami ciała (złamania kończyn górnych i dolnych) trafili do Szpitala Powiatowego we Wrześni; kierowcy byli trzeźwi 15 maja zatrzymano mieszkańca powiatu kolskiego podejrzanego o włamania na terenie Rodzinnych Ogrodach Działkowych przy ul. Działkowców. Zatrzymany przyznał się do 10 włamań. W nocy z 15 na 16 maja w Nowym Folwarku z pomieszczeń hali skradziono 10 lamp oświetleniowych, 2 kotły węglowe, 28mb instalacji elektrycznej i pneumatycznej; straty oszacowano na 2 tys. zł; sprawcy nieznani

TO SIĘ STAŁO

Obchody upamiętniające strajk zakończono w muzeum, gdzie można było obejrzeć najstarszy film o strajku z 1908 roku pt. „Pruska Kultura”. Po projekcji filmu dyrektor muzeum pokazał zebranym i przytaczał fragmenty dzienników i zbiorów wierszy Bronisława Klimasa. Na koniec kilka słów organizatora akcji Mateusza Kropidłowskiego:” Patriotycznie już się udzielam na różnych marszach, które nie były organizowane przeze mnie. Czekaliśmy z kolegami czy coś będzie zorganizowane w rocznicę strajku. Okazało się, że nikt nic nie organizuje, więc stwierdziliśmy, że weźmiemy sprawy w swoje ręce i sami zrobimy. Bardzo ciesze się, że młodzież przybyła tak licznie i będzie zachęcona do udziału w różnego rodzaju patriotycznych uroczystościach w przyszłości. Mam nadzieję, że to będzie taka coroczna tradycja upamiętniająca strajk Dzieci Wrzesińskich”

18 maja w ramach gnieźnieńskich „Dni pary” na wrzesińskim dworcu PKP pojawił się zabytkowy parowóz; można było go zobaczyć, pozwiedzać i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia 19 maja we Wrzesińskim Ośrodku Kultury odbył się koncert Ireny Santor przy akompaniamencie Czesława Majewskiego 20 maja WOK gościł Wojciecha Cejrowskiego, znanego podróżnika i badacza plemion Amazonii

MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ

W nocy z 15 na 16 maja z balkonu przy ul. Wojska Polskiego skradziono rower górski o wartości 500zł 17 maja na ul. Świętokrzyskiej zatrzymano 2 nietrzeźwych rowerzystów; jeden miał 0,52 a drugi 0,56 promila 18 maja w Bierzglinie zatrzymano 57-letniego mieszkańca Wrześni, który prowadził samochód osobowy pod wpływem alkoholu; miał 0,44 promila; w tym samym miejscu zatrzymano także 42-letniego mieszkańca powiatu słupeckiego, który kierował samochodem osobowym mając1,34 promila 19 maja zatrzymano nietrzeźwego rowerzystę; miał 0,98 promila 19 maja przy ul. Parkowej zatrzymano 3 młodych ludzi; jeden z nich otrzymał zarzut posiadania środków odurzających 20 maja w Kaczanowie 63-letni mieszkaniec gminy Września kierował rowerem mając 2,3 promila 21 maja kierowca bmw zatankował70 litrów oleju napędowego na stacji przy ulicy Wrocławskiej i odjechał nie płacąc; straty oszacowano na 400 zł 21 maja w Marzeninie zatrzymano nietrzeźwego kierowcę; miał 0,62 promila

Dyżur reporterski Masz ciekawe spostrzeżenia, inicjatywy, problemy, byłeś świadkiem interesującego zda rzenia? Czekamy na Twój sy gnał. Podejmiemy interwencję w Twoim imieniu. Zadzwoń 693-597-199 lub napisz: extrawrzesnia@wp.pl

Wydawca:

KONIEC STUDIÓW WYŻSZYCH WE WRZEŚNI? Jakie perspektywy pracy maja absolwenci NKJO? Jako Kolegia Językowe już zaopatrzyliśmy miejscowy rynek pracy w wielu nauczycieli i w tej chwili nie ma problemu z nauczycielami języka angielskiego czy tez niemieckiego, choć rotacja jeszcze jest duża. Nasi absolwenci znają język na poziomie „proficient”, więc jest to naprawdę bardzo wysoki, dobry poziom języka. My dajemy im tą specjalność nauczycielską, dla niektórych dodatkową, dla niektórych wiodącą, ale dzięki takiej znajomości języka obcego nasi absolwenci mogą pracować praktycznie wszędzie. Firmy wrzesińskie, które potrzebują anglistów i germanistów chętnie zatrudniają naszych absolwentów. Najwięcej osób jest oczywiście w szkolnictwie, część z nich uczy też w Anglii, gdzie jest sporo Polaków i ta-

kie osoby znające język angielski i polski, są tam bardzo potrzebne. Czy wszystkim studentom , którzy zaczynają studia w NKJO udaje się je ukończyć? Nauka w Kolegium jest bardzo trudna i jak zaczyna powiedzmy dwadzieścia osób na pierwszym roku, to po trzech latach z tej dwudziestki do dyplomu w czerwcu przystępuje pięć osób. To są naprawdę trudne studia, ale dzięki temu możemy się poszczycić tym, że poziom jest wysoki. Egzaminy w Kolegiach Językowych po pierwszym, drugim, trzecim roku są jednakowe dla wszystkich studentów Kolegiów w całej Wielkopolsce i odbywają się w tym samym czasie, więc nie ma takiej możliwości, żeby poziom nauczania we Wrześni był niższy niż w innych miastach.

Wobec tego co stoi na przeszkodzie, aby taki oddział zamiejscowy PWSZ powstał we Wrześni? Od strony formalnej wszystkie warunki zostały spełnione, mamy poparcie naszego projektu ze strony Urzędu Marszałkowskiego, a także Starostwa, do którego należy obecny budynek Kolegium. Mamy także porozumienie z PWSZ w Gnieźnie, które chce nas przejąć, ale ostateczna zgoda należy do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Potrzebujemy zgody Ministerstwa, które może wydać zgodę w każdej chwili, ale możemy też czekać za decyzją nawet do września. Liczę na to, że jednak to będzie nabór wrześniowy, a nie ten teraz lipcowy. Z doświadczenia wiemy, że dużo osób szuka studiów we wrześniu. W zeszłym roku w tym czasie zebraliśmy jedną dodatkową dużą grupę na język angielski i jedną na język niemiecki.

A co się stanie, gdy Ministerstwo Nauki i Studiów Wyższych nie wyda zgody na utworzenie o d d z i a ł u z a m i e js c o w e g o P W S Z we Wrześni? Nie będzie naboru na pierwszy rok na przyszły rok akademicki, zostanie tylko nauka na drugim i trzecim roku. Ci studenci mają zagwarantowane kontynuowanie nauki do września 2015 roku na obecnych zasadach funkcjonowania Kolegium. Po tym czasie Kolegia Nauczycielskie w obecnej formie i strukturze w całej Polsce, w tym we Wrześni też, przestaną istnieć. Jestem jednak dobrej myśli i wierzę, że nasze starania zostaną pozytywnie rozpatrzone w Ministerstwie i NKJO we Wrześni przekształci się w oddział zamiejscowy PWSZ w Gnieźnie i nadal będzie możliwość studiowania we Wrześni. Dziękuję za rozmowę.

Extra Września na podstawie umowy franchisowej z Extra Media Sp. z o.o. Adres do korespondencji: 62-300 Września, ul. Legii Wrzesińskiej 24/44 Redaktor naczelny: Piotr Jędraszak email: extrawrzesnia@wp.pl tel. 693-597-199 Reklamy i ogłoszenia: Piotr Nowak email: reklama_extrawrzesnia@wp.pl tel: 531-721-127

Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń oraz zastrzega sobie prawo do skrótu nadsyłanych materiałów.

ALKOHOLOWY REKORD TYGODNIA

2,52 tyle promila miał rowerzysta, 31-letni mieszkaniec gmin y Wr ze śn ia z a tr zy m a n y w Nowym Folwarku


3

Temat tygodnia TO SIĘ STANIE 24 maja o godzinie 16 na kompleksie boisk przy Gimnazjum nr 2 we Wrześni będzie miał miejsce festyn rodzinny „Rodzina Trzymaj Formę”. W programie wiele atrakcji m.in. degustacja produktów zdrowej żywności, pokazy udzielania pierwszej pomocy oraz jazda na rowerze w okularach imitujących 2 promile alkoholu 24-26 maja na campingu przy ulicy Świętokrzyskiej odbędzie się III Ogólnopolskie Spotkanie Kawasaki 25 maja o godzinie 10 w Parku im. Dzieci Wrzesińskich startuje IV Rodzinny Rajd Pieszy im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Organizatorem jest stowarzyszenie Pro Bono Familiae. 25 maja o godzinie 20 we Wrzesińskim Ośrodku Kultury wystąpi Kabaret „Paranienormalni” z nowym programem „Żarty się skończyły”. Cena biletu to 50 zł. 26 maja w Sokołowie, a 2 czerwca w Kaczanowie odbędą się imprezy z cyklu „Niedziele poza miastem” 26 maja w ramach akcji „Polska Biega” organizowany jest bieg „Września biegnie pozdrowie”. Start o godzinie 10 na basenie miejskim przyul. Gnieźnieńskiej. Zapisy wsiedzibie Straży Miejskiej prowadzone są do 25 maja w godzinach 9 – 18 31 maja Rezerwat Archeologiczny Gród w Grzybowie zaprasza na specjalny program edukacyjny dla dzieci: „Muzealna akademia dziecięca”. W programie m.in. warsztaty plastyczne i ceramiczne oraz Grzybowska Akademia Małego Archeologa; Szczegóły pod nr tel. 61 880 00 76, kom. 507 513 798 31 maja o godzinie 16 w Parku im. Dzieci Wrzesińskich rozpocznie się Olimpiada Sportowa z okazji Dnia Dziecka 1 czerwca Teatr Otczapy zaprasza dzieci wraz z rodzicami do Wrzesińskiego Ośrodka Kultury na spektakl pt. „Kaszalot”. Początek o godzinie162 czerwca ogodzinie10 Wrzesiński Uniwersytet Trzeciego Wieku zaprasza na II Niedzielę rekreacyjno-sportową dla seniorów 50+. Podczas tej niedzieli będzie można przemierzyć trasę wyznaczoną przez organizatorów pieszo, nordic walking albo rowerem. Start przy obiektach WOSR przy ulicy Gnieźnieńskiej, a meta w Gospodarstwie Agroturystycznym w Nowym Folwarku 16 czerwca Ignasiak Sport organizuje „Turniej Piłki Nożnej o Puchar Ignasiak Sport” dla chłopców w wieku 10-13 lat. Zapisy oraz szczegółowe informacje pod nr tel. 537-100-151 oraz stronie internetowej na www.ignasiaksport.pl Jeśli chcesz poinformować czytelników „Extra Wrześni” o organizowanej imprezie napisz maila: extrawrzesnia@wp.pl

Z WIZYTĄ W BIBLIOTECE PEDAGOGICZNEJ Czy można wypożyczyć książkę przez internet? Tak oczywiście czytelnik może przez internet przejrzeć bazę biblioteki, sprawdzić w katalogach on-line jakie są książki, czy są dostępne, ma możliwość zamawiania, rezerwacji, sprawdzania terminu zwrotu książki, przedłużania mailowego, a więc możliwości są naprawdę spore...

Wrzesińska filia Publicznej Biblioteki Pedagogicznej w Poznaniu działa już od 1951 roku. Przez lata zmieniała się siedziba biblioteki. Początkowo usytuowana była przy ulicy Harcerskiej, później w budynku Rady Narodowej przy ul. Chopina, następnie przy ul. Dzieci Wrzesińskich. W roku 1976 biblioteka mieściła się w Ratuszu na ówczesnej ulicy Stalingradzkiej, w 1991 została przeniesiona na ulicę Batorego 8. Obecnie siedziba biblioteki mieści się w budynku Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych przy ulicy Wojska Polskiego 2 A. Poniżej zamieszczamy wywiad z sympatycznymi i zawsze gotowymi do pomocy pracownikami biblioteki: Paniami Urszulą, Haliną i Iloną: K t o n a j c z ę ś c i e j od w i e d z a b i bliotekę pedagogiczną? Z Biblioteki Pedagogicznej może korzystać każdy, kto znajdzie pozycje dla siebie. Jednak czytelnikami są głównie nauczyciele i studenci. Przewagę stanowią studenci różnych kierunków najczęściej pedagogicznych, a także ekonomii, administracji, rachunkowości. Posiadamy w miarę dużo książek z tego tematu, gdyż kupowałyśmy je jak istniała we Wrześni Wyższa Szkoła Handlu i Rachunkowości, teraz gdy ją przeniesiono może jest ich trochę mniej, ale dalej przychodzą studenci tych kierunków, bo są już nauczeni i przyzwyczajeni, że taka literatura jest tutaj. Poza tym nawet student ekonomii czy nawet politechniki może być potencjalnym nauczycielem, bo może

zdobyć przygotowanie pedagogiczne uprawniające do uczenia np. w szkołach ponadgimnazjalnych. Zdecydowanie najwięcej jest jednak studentów kierunków pedagogicznych, psychologicznych i socjologicznych, dla nich mamy najwięcej materiałów i taki jest nasz profil gromadzenia zbiorów. Jesteśmy biblioteką, która głównie jest ukierunkowana na pomoc nauczycielom w pracy dydaktycznej, merytorycznej, wspomaganie w pracy z uczniem, dlatego też robimy gotowe zestawienia bibliograficzne oraz opracowujemy artykuły z czasopism pedagogicznych, na określone tematy, o które najczęściej pytają nauczyciele. Te zestawienia można znaleźć na naszej stronie internetowej.

Co oprócz książek oferuje biblioteka? Przychodząc do biblioteki można skorzystać z pracowni komputerowej z dostępem do internetu, która umożliwia przeglądanie komputerowych katalogów naszej i innych bibliotek oraz wyszukiwanie informacji w celach edukacyjnych, każdy czytelnik ma możliwość skorzystania ze sporządzanych przez nas komputerowych zestawień bibliograficznych, pomagamy w korzystaniu z księgozbioru podręcznego w skład, którego wchodzą encyklopedie, leksykony, słowniki oraz najnowsze czasopisma pedagogiczne. Posiadamy cichą i przytulną czytelnię, która sprzyja nauce i pracy z książką

L i te ra tu ry o ja ki ej t em at yce najczęściej poszukują czytelnicy? Tematyka jest bardzo różna: rodzina współczesna, dysfunkcjonalna, autyzm, niepełnosprawność, resocjalizacja, rola rodziny, psychologia dziecka, adopcje, niedostosowanie społeczne, zarządzanie zasobami ludzkimi, controling, upośledzenie, dziecko zdolne, uczeń z problemami edukacyjnymi, wielokulturowość, eurosieroctwo, praca dla niepełnosprawnych, wykluczenie społeczne, subkultury, logopedia, wykorzystanie czasu wolnego, administracja publiczna, turystyka, polityka społeczna, seniorzy.... Rozbieżność tematów jest wielka, staramy się, żeby każdy czytelnik, który do nas przyszedł nie wychodził z pustymi rękami, jak nie znajdzie konkretnej książki, to może w innej poszukamy chociaż rozdział, albo kilka stron o interesującej go tematyce. Jak bogaty jest księgozbiór biblioteki? W tej chwili księgozbiór liczy około 22 tysięcy książek, a do tego są jeszcze czasopisma pedagogiczne (oprawione starsze roczniki – do wypożyczania, a bieżące numery – do korzystania na miejscu w czytelni), płyty CD.

W związku z tym, że Czytelnik szuka najnowszych pozycji, bo w każdej dziedzinie następują szybkie zmiany, robimy ciągłą selekcję księgozbioru. Ubytkujemy pozycje przestarzałe i zdezaktualizowane. Jakie jeszcze formy działalności prowadzi biblioteka poza wypożyczaniem książek? Wspieramy nauczycieli w ich pracy odpowiednią literaturą, zestawieniami tematycznymi, scenariuszami zajęć i imprez szkolnych. Poprzez nauczycieli bibliotekarzy, z którymi mamy największy kontakt docieramy do nauczycieli wszystkich przedmiotów nauczania. Spotkania w ramach zespołów samokształceniowych trwają już od wielu lat, zapoczątkowała je pani Irena Olejnik (kierownik filii biblioteki we Wrześni w latach 1985 – 2007 – przyp. red). W ramach spotkań, które odbywają się przeważnie cztery razy w roku doskonalimy swoje umiejętności zawodowe, wymieniamy się informacjami o warsztacie pracy nauczyciela bibliotekarza, o tym co się dzieje w regionie, o sukcesach uczniów. Oprócz szkół współpracujemy z różnymi instytucjami, np. Poradnią Psychologiczno-Pedagogiczną, Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy Gród Grzybowo. Prowadzimy także lekcje biblioteczne w szkołach, szczególnie dla maturzystów, żeby ich przygotować do korzystania z naszych zbiorów, a także innych bibliotek naukowych. Dziękuję za rozmowę.


4

Rozmaitości

Tu dostaniesz „Extra Września”

TO J E S T MIEJSCE NA T W O J Ą REKLAMĘ

Czwartek, 23 maja 2013

TO JEST MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ


IV

Czwartek, 23 maja 2013

Porady

Akcja „Motywacja” Budzisz się rano, patrzysz w lustro i już wiesz, że nadszedł ten czas, kiedy trzeba zacząć działać. Nie możesz odkładać tego na później, szukać wymówek lub czekać, że nadprogramowe kilogramy same znikną. Wiesz przecież, że nadmiar ciała zaczyna być dla ciebie przeszkodą, ogranicza twoją aktywność, odbiera siły, wpływa na stan zdrowia i poczucie własnej wartości. Decyzję podejmujesz więc natychmiastowo – dieta – słowo powracające jak bumerang, dla niektórych złowieszcze dla innych, w tym jak sądzisz dla Ciebie, wybawcze. I co dalej...?

Najtrudniejszy pierwszy krok Psycholodzy twierdzą, że najważniejsze w procesie zmian jest dostrzeżenie problemu ipodjęcie decyzji o działaniu. W świetle tej teorii wszyscy, którzy zdecydowali się na dietę, najtrudniejsze mają już za sobą. Teraz wystarczy postanowienia zamienić w czyny i gotowe. Brzmi to optymistycznie, lecz w praktyce do łatwych nie należy. U podstaw odchudzania leży motywacja nas samych, jak i naszego otoczenia. Wsparcie ze strony rodziny i przyjaciół to nieoceniona pomoc w walce z nadprogramowymi kilogramami. Dla osoby na diecie niezwykle cenne jest dobre słowo, dostrzeżenie postępów i otucha w chwili kryzysu. Gdy nie można na to liczyć ze strony najbliższych, z odsieczą przychodzi wsparcie online. Ogrom ludzi z całej Polski, a nawet z całego świata, napotyka podobne przeszkody, choć ma mniej lub więcej kilogramów do zrzucenia. Fora internetowe skupiają nowicjuszy i znawców diet. Członkowie dietetycznej społeczności forów służą radą i oparciem. W szybki sposób wybijają z głowy pomysły głodówek i drakońskich diet, rozwiewają wątpliwości i motywują do pracy nad sobą. Tworzą grupy wsparcia, które dotychczas znane były tylko w formie meetingów, odbywających się dwa, trzy razy w tygodniu. Teraz możesz korzystać ze wsparcia o każdej porze dnia i nocy. Gdy kusi wieczorne podjadanie, zamiast w kuchni znikasz przed monitorem komputera, gdzie skutecznie zostaniesz powstrzymany przed spustoszeniem lodówki. Sam jednak musisz wyposażyć się w motywację długofalową, spokojną i nieustanną, niezbędną do zmiany nawyków żywieniowych, jak i motywację chwilową, silną, która pomoże w chwilach słabości. Źródło tych motywacji jest jedno – twoje nowe, zdrowe, zgrabne ciało.

Po nitce do kłębka Cel jest jasny i klarowny – schudnąć. Ale ile? Jak szybko? W jaki sposób? Wszystkim nam zależy na maksymalnych efektach w ekspresowym czasie, przy minimalnym wysiłku. Dlatego wciąż tak popularne są diety, zakładające drastyczne obniżenie kaloryczności posiłków, obiecujące rewelacyjne efekty po 2 – 4 tygodniach stosowania. Apteczne półki uginają się od suplementów diety gwarantujących smukłą sylwetkę. W księgarniach mnożą się regały z książkami opisującymi diety cud: dopasowanymi do grupy krwi, dla mięsożerców, wegetarian itp. Wybór jest ogromny, ale co będzie dobre dla ciebie? Metoda małych kroczków czy skok na głęboką wodę? Wiele osób przechodząc na dietę zapomina, że najważniejsze jest zdrowie i wykluczenie efektu jo – jo. „Szybkie diety” przypominające niemal głodówki, powodują niedobór substancji odżywczych w organizmie i natychmiastowy powrót do poprzedniej wagi po zakończeniu odchudzania. Wycień-

czają organizm, a ich dłuższe stosowanie uniemożliwia wykonywanie codziennych czynności z powodu braku sił. Jeśli chcesz, żeby dieta była skuteczna, nie wyrządziła ci krzywdy a jej efekty pozostały na lata, podejdź do niej rozsądnie. Przed rozpoczęciem diety wybierz się do specjalisty i zrób kompleksowe badania. „Przede wszystkim warto wykonać morfologię, a także lipidogram i poziom cukru we krwi. Należy również skontrolować poziom hormonów tarczycy, które mają duży wpływ na przemianę materii. Konieczna będzie także znajomość własnego metabolizmu spoczynkowego (można go obliczyć według odpowiednich wzorów lub sprawdzić podczas badania na specjalnych wagach w gabinecie dietetycznym) oraz określenie poziomu aktywności fizycznej. Do tych informacji powinien być dobrany odpowiedni plan dietetyczny – tak, by wytwarzany deficyt kaloryczny nie był zbyt duży, aby po okresie szczuplenia uniknąć efektu jo-jo. Należy świadomie dostarczać swojemu organizmowi

składników odżywczych, aby nie doprowadzić do niedoborów. Bez niezbędnych składników nie uda się bowiem zbudować nowej sylwetki” – radzi Elżbieta Grzych – Tuleja, dietetyk z Centrum Leczenia Otyłości w Krakowie.

Na celowniku W odchudzaniu tak, jak w biznesie – najważniejsze jest dookreślenie celu. Twój cel powinien być prosty, mierzalny, osiągalny i określony w czasie. Wiesz, że możesz schudnąć, ale nie 20 kg w 3 tygodnie. Utrata wagi jest dla ciebie istotna, określ więc sobie czas, w jakim chcesz redukować kolejne kilogramy, ułóż plan. Pokonanie kolejnego etapu przyniesie ci satysfakcję i mobilizację do dalszego działania. Zauważysz efekt swoich poczynań, co stanowi największą nagrodę. Nie bój się kontroli masy ciała. Wynik na wadze nie jest karą, a wskazówką co masz dalej robić. Pamiętaj jednak, że w trakcie całej kuracji będą zdarzały się okresy w których pomimo Twoich starań wskazówka wagi nie drgnie. To czas, kiedy Twój orga-

nizm adaptuje się do nowych warunków, należy wówczas wykazać się cierpliwością i konsekwentnie trzymać się planu, a w niedługim czasie na pewno pojawią się kolejne efekty. Dietę porównać można do schodzenia po schodach, raz idziemy w dół, raz stoimy. Nie przeskoczymy też kilku stopni na raz, dlatego nastawmy się na powolną, ale za to trwałą utratę masy ciała.

W zdrowym ciele… Większość osób przechodzących na dietę to bynajmniej nie amatorzy sportu. Ograniczenie aktywności fizycznej doprowadziło ich właśnie w to miejsce, w którym ciężko już zejść z fotela. Warto uświadomić sobie na początku diety, że zmiana sposobu żywienia to tylko połowa sukcesu, dla pełnego efektu niezbędne są ćwiczenia fizyczne. Niekoniecznie trzeba zmuszać się do biegania czy robienia brzuszków, jeśli na samą myśl o tym odchodzi nam ochota na cokolwiek. Do wyboru mamy pełen wachlarz zajęć, począwszy od basenu i wodnego aerobiku, który od-

ciąża kręgosłup poprzez taniec, jogę, kickboxing, siłownię, kończąc na tenisie, siatkówce, nordic walkingu czy zwykłych spacerach. W tym przypadku, podobnie jak w zmianie odżywiania, ważna jest metoda małych kroków. Nikt nie przebiegnie maratonu bez treningu, tak jak nikt nie poprawi wydajności fizycznej bez regularnych ćwiczeń. Dla większości osób największy problem stanowi wyjście z domu. Brak motywacji i wyrobionego nawyku, przyzwyczajenie do kanapy, czasem również dyskomfort i wstyd. Do tych wszystkich osób pomocną dłoń wyciągają trenerzy z ekranów telewizorów i monitorów komputerów. W sieci znajdziemy filmiki treningowe różnych technik i dyscyplin na różnym poziomie zaawansowania. Zaczynając od ćwiczeń kanapowych trwających do 15 minut i nie wymagających podnoszenia się z ukochanego mebla, po pełen 45 minutowy trening angażujący wszystkie grupy mięśni. Ćwiczysz razem z prowadzącym w zaciszu swojego domu, słuchając dokładnych instrukcji co do poprawności wykonywanych ćwiczeń i motywacyjnych okrzyków: „Dasz radę, jeszcze tylko trzy powtórzenia, wytrzymasz!” Możesz wykonywać cały plan treningowy proponowany przez dany kanał TV czy portal społecznościowy. Nie zastąpi to ćwiczeń w plenerze czy w grupie, ale poprawi twoją wydajność i miejmy nadzieję, zachęci do dalszej aktywności. Wysiłek fizyczny powoduje bowiem wytwarzanie w organizmie endorfin, czyli daje poczucie szczęścia. Utrzymanie motywacji nie jest sprawą prostą, zwłaszcza przy odchudzaniu. Dobrze wie to każdy, kto choć raz był na diecie. Natrafiamy na przeszkody i ludzi, którzy pełnią rolę demotywatorów. Osoby redukujące wagę rezygnują z przysmaków, których jedzenie sprawiało im przyjemność, poprawiało nastrój w trudnych chwilach, a do tego muszą być silne, wytrwałe i cierpliwe, bo na efekty trzeba poczekać. Osiągnięcie celu warte jest jednak zachodu. Jemy przecież żeby żyć, a nie żyjemy żeby jeść. W utrzymaniu motywacji wszystkie chwyty są więc dozwolone. Możemy obkleić całe mieszkanie kartkami przypominającymi nam o naszym celu, poprosić rodzinę, aby każdego dnia przypominała nam, dlaczego to robimy lub kupić ubranie w wymarzonym rozmiarze i powiesić w widocznym miejscu, a potem codziennie pracować nad tym, by pasowało.

ZAWSZE SKUTECZNA REKLAMA W „EXTRA WRZEŚNIA” zadzwoń 531-721-127 ZAWSZE SKUTECZNA REKLAMA W „EXTRA WRZEŚNIA” zadzwoń 531-721-127


V

Z życia wzięte

Spirytus w gumofilcach Wejście w życie zawodowe miał przerąbane. Przez gorzałę. Nawet nie dlatego, że chciał pić, ale że częstowali. Miał szczęście, że w odpowiednim momencie się pozbierał. Tak mogłaby rozpocząć się opowieść o człowieku statecznym, inżynierze chemiku, na kilka lat przed emeryturą. Kilka obrazków w tle tej wódczanej narracji, kilka zawieszonych pytań, refleksji, dziur niepamięci do wypełnienia jakąś fabułą. Może tak? Wprawdzie znamy się od dzieciństwa, ale zawsze jakoś sporadycznie, z doskoku. Bardziej znali się nasi rodzice, nasza natomiast znajomość była bierna, raczej przypadkowa. Jak wykres sinusoidy. Kreska opadała i rosła. Budowały ją zdarzenia, epizody, emocje, w mniejszym stopniu trwałość uczuć.– Po co o tym pisać?– Dlatego, że lubię czytać to, co piszesz – zamydlił. – Sam tego nie napiszę, to pewne. Więc?– Spróbuj. Napisz tak, jak list się pisze. I wrzuć tam wszystko o sobie, co chcesz, obojętnie w jakiej kolejności. Będziesz miał spowiedź. – Człowieku, ja w życiu listu nie napisałem. Kartki z pozdrowieniami z podróży, życzenia na święta. W pismach urzędowych jestem bystry, otrzaskany z biurokracją. To owszem, ale coś innego… Więc jak? Zrób mi jakiś prezent, na moje urodziny – tu już mnie położył.– Ale będzie ostro! Bez znieczulenia!– Wal ile wejdzie – dał przyzwolenie.

Traktor Władeczka, jeśli już, pamiętam z ogródków działkowych. Miał krótkie spodnie na szelkach i pończochy zwałowane, zapinane na podwiązki. Nie inaczej ja wyglądałem. Taka moda dla gówniarzy w tamtych czasach. Chodziliśmy z rodzicami, z wiaderkiem do piasku i grabelkami. U niego na działce była huśtawka, u mnie piaskownica. Każdy szukał jakichś atrakcji dla siebie. Któregoś letniego dnia woziliśmy piasek. Z jednego końca piaskownicy w drugi. Transport był wyjątkowy – niewielki traktorek z przyczepą na gumowych kółkach. Zabawka. Się nakręciło sprężynę, jak w zegarze – jechał. Byle po równym. W pewnym momencie Władeczek odczepił przyczepkę, nakręcił sprężynę i wykonał doświadczenie brzemienne w skutki: przejechał traktorem po głowie. Ponieważ miał dość bujną czuprynę włosy wkręciły się w cały ten mechanizm. Sprawa była trud-

na do odkręcenia. Jedyne narzędzie do cięcia to sekator do żywopłotu. Nikt ze starszych, na szczęście, na to rozwiązanie się nie porwał. Władeczek szedł do domu, pomrukując, z traktorem na głowie, niemal przez całe miasto. Mnie żal było nie tyle Władeczka, co zabawki, z którą musiałem się już pożegnać. Podobnego zjawiska -chłopca idącego ulicą z traktorem na głowie – nie notowano.

Pierwsze picie Nadszedł czas taki, że z Władeczka zrobił się Władek. Wpadaliśmy na siebie rzadko, bo szkolne drogi powiodły nas w różne miejsca, do technikum i ogólniaka, a rodzice mieli już dość ogródków działkowych, pielenia zielska i strzyżenia żywopłotów. Sprzedali ten fragment miejskiej przyrody. Wieczór był sylwestrowy, prywatka, adapter, ale wszyscy czekali na gościa specjalnego, z magnetofonem szpulowym. Wyjątkowa atrakcja, wyjątkowe nagrania. Koleżanki, dziewczyny, takie tam, że by było do pary. Tylko gospodyni nadąsana, bo chłopak się spóźniał. Na dodatek z magnetofonem szpulowym „Tonette”, co w owym czasie było sporym osiągnięciem. Nadeszła już faza zgaszonego światła, pół godziny brakowało do północy, gdy wszedł. Myślę sobie: znam gościa. Przecież to Władek! Ledwo trzymał się na nogach. Jednak zdążył. Przed północą magnetofon szpulowy poszedł w ruch. I tak już było do rana.– To było moje pierwsze, przed maturalne chlanie – wspomina po latach. – Jeszcze po drodze, na ten pamiętny sylwester, wlazłem do znajomych, pochwalić się magnetofonem. No i tam mnie poczęstowali. Ledwie się wygrzebałem. Wyjechaliśmy na studia, on do Gdańska na politechnikę, ja bliżej, do Torunia na UMK i ślad po nasza ginął. Nowi ludzie, nowe towarzystwo, nowe życie, pierwsza praca. Prawdę mówiąc, nie szukaliśmy się.

Dureń Musiał to być czas karnawału, może przed sylwestrem. W każdym razie leżał śnieg, było mroźno. Szedł za facetem w marynarskiej czapce, starej, napoczętej przez mole, który

w ręku trzymał długą tyczkę, na końcu której była wielka brukiew, a w tę brukiew na wtykane na drucie kiwające się różno kolorowe, nadmuchane balony. Marynarz, jak o nim mówiono, był postacią w mieście znaną. Sprzedawał rozmaite, jarmarczne duperały własnej roboty. Budził zainteresowanie swoim wyglądem i nieustanną gadaniną, którą dziś byśmy nazwali promocją wyrobów własnych. Nagle zza zakrętu wypadł ciężarowy z żywym towarem, najwidoczniej do rzeźni. Niemal pod nogi marynarza wypadł świniak. Pokwiczał, pokwiczał i wyciągnął kopyta. Zrobiło się zbiegowisko, wtedy wpadliśmy na siebie.– Ciekawe, co ten dureń z balonami tam szuka – Władek uścisnął mi dłoń i podeszliśmy bliżej, gdzie tyczka z balonami wyznaczała centrum zdarzeń.– Rozejść się! Rozejść się! – baloniarz ryknął. -Zostaje tylko milicja, kierowca i najbliższa rodzina…– Mówiłem, że dureń – Władek sięgnął po papierosa. – No i co tam, u ciebie? Gadaj, tyle lat minęło… Mieliśmy już pierwsze lata pracy za sobą, niewielkie doświadczenie i dość tępo skrojony ogląd świata społecznego i gospodarczego w socjalistycznym wydaniu. Z jego najgorszej strony. Czasami głupiej, zabawnej, idiotycznej, gdzie prawda i kłamstwo jawiły się jako pojęcia abstrakcyjne, a kombinowanie, ocierające się o złodziejstwo, było na porządku dziennym.

Gorzelnie – Życie w podróży – tak zaczął swoją opowieść w barze „Ul”, gdzie zlatywały się roje wyposzczonych, gdzie mieliśmy wypić piwo i na tym skończyć. – Człowieku, nieustannie gnam po różnych kątach tego świata, po zagonach, wiejskich dróżkach, polnych, piaszczystych. Mówiąc o świecie mam na myśli kilka województw. Zatrudniłem się w firmie, która ma swoją siedzibę w Warszawie, przy Ordynackiej. Nazywa się Centralne Laboratorium Wyrobów Przemysłu Rolnego. Nawet dla mnie, inżyniera chemika, była to nazwa dość tajemnicza. Rzecz polega na tym, że jestem inspektorem w gorzelniach. Człowieku – przejechał się ręką

po bujnych jeszcze włosach, po których przejechał w dzieciństwie traktor – koszmarna sprawa. Jeździsz i sprawdzasz u źródeł, gdzie spiritus się rodzi. Ludzkie dramaty, pijane wsie, pijane rodziny, pijane pegeery. Najgorsze to, że jak przyjeżdżałeś stół był już zastawiony, żarcie z masarni, siwucha z własnych wyrobów. Poczęstunek, nie odmówisz. W robocie ludzie trzeźwi, po robocie nawaleni. W termoforach wynosili, pod koszulą. W jednej tylko gorzelni, na kilkadziesiąt na mojej trasie, między Warszawą a Bydgoszczą – żeby precyzyjnie nie lokalizować – nie było siły, że by ktoś coś mógł wynieść. Kontrola taka, że w gumofilcach sprawdzali. Tak ostro z tym było, ludzie żalili się, że nawet na Wielkanoc, na Boże Narodzenie, wyjątkowo od święta nie dano im nic do domu. Tak jak by deputat. Przychodzi do mnie poczciwina i mówi: panie, toć wiem, że dyscyplina, ale jak wszyscy, to wszyscy… a ten pier.…. y partyjniak, szef POP, dwie kany bierze i targa do partyjnego komitetu w gminie, czy to w porządku? Z szefami, kierownikami gorzelni, był już tak ograny i pewny, że wielu traktowało go jak swojego. Teczka na wyjściu zawsze pełna butelek, drobne próbki do laboratorium szły do drugiej, podręcznej. – Miałem przynajmniej równowagę, kiedy szedłem na przystanek pekaesu. Linię chodzenia trzymałem, a to najważniejsze.

Wesele Kiedyś poprosił go dyrektor gorzelni – duża firma to była, duży pegeer zarządzany byle jak – żeby przyjechał na ślub jego córki. Poważne zaproszenie, wraz z małżonką. Namawiany zdecydował się, ale wybrał się sam. Jak kawaler. Wszystko było dobrze do czasu zakończenia uroczystości w kościele. Potem strażacka remiza, zespół muzykantów z tejże miejscowej OSP, grających na instrumentach dmuchanych, bębnie, klawiszach płaskich, elektrycznych, wymiennie, na piersiowych i kontrabasie. Napoje w gorzelni przyrządziła grupa specjalistów, w kolorze herbaty, w butelkach po jarzębiaku i klubowej. Żeby nie było, że

dyrektora nie stać na sklepową gorzałę. Papierosowy dym, taniec wartki i z przytulaniem, muzyka gasnąca im bliżej świtu. U muzykantów na stole bez zarzutu. Czysto, żadnego śladu po alkoholu. Butelki trzymali przy nodze od stołu. Każdy wiedział, która jego. Taki zwyczaj mieli. Do tego stopnia, że jak któryś nieopatrznie pozostawił flaszkę na stole już jej nie widział. Gapił się w nią, a nie widział. Szukał gorączkowo przy nodze. Mieli też sporą rezerwę – w futerałach od akordeonu i kontrabasu. Nad ranem akordeonista wybełkotał do mikrofonu: a teraz zaśpiewam piękną piosenkę „Kałakolczik”. Jeżeli kto nie zna, kałakolczik to po naszemu kolczyk…– Za to na stolikach, poza muzykalnym stołem, co rzucało się w oczy najbardziej, to butelki. Pełno ich wszędzie. Gdy się nie mieściły stawiali na parapetach, pod stołem, pod ścianą. Nawet w wc był stolik z butelkami! Takie przyjęcie urządził córce szef gorzelni! Planowałem, że pójdę na długi rozbieg. Spokojnie, bez popędzania, nawet do połowy kieliszka łykałem. Nad ranem to już nie bardzo było wiadomo. Piję, popijam popitką – gorzała. Nalewam z weka po ogórkach -wóda. Szef gorzelni zasnął na stole, a mnie odprowadziła do domu jego małżonka. Wylądowałem w jej domu. Nie wiem czy coś się zdarzyło jeszcze. Chyba odleciałem, a może… Kto wie?

Na kwaterę – Takie historie – zapaliliśmy sięgając po drugi kufel. – Najgorsze to te wyjazdy w głęboki teren. Jedziesz i wiesz, że nie wrócisz, czasami na noc. Jadę kiedyś, nawet niezbyt daleko, za Żuromin. Idę do sołtysa, przedstawiam się, że w podróży służbowej, rozpytuję o nocleg. Da się zrobić, on na to. Idziemy. Prowadzi mnie gdzieś na skraj wsi. Kruszkowo, woła, inżyniera wam prowadzę na kwaterę. Kruszkowa, jak ją zwał, wychynęła zza węgła. Spojrzała na mnie… A po co mi inżynier, stanęła za płotem, na dodatek na noc? Jeszcze mi córkę zbałamuci. Zależało mi na noclegu, bo następnego dnia, w tej samej gorzelni, miałem jeszcze jedno

spotkanie. Pani gospodyni, podszedłem bliżej i pokazuję obrączkę, że żonaty. Takie są najgorsze, ona na to. Ino tak gadają. Sołtys coś tam próbował jeszcze tłumaczyć, gdy sprawa nieoczekiwanie sama się rozwiązała. Wyszła z obory młoda Kruszkowa, córeczka, metr dziewięćdziesiąt, szafa, dłonie jak bochny chleba, oczy wyłupiaste, obustronny zez. Więc nawet gdybym miał włochate myśli momentalnie byłem już w odwrocie. Nie ma sprawy. Wrócę, sołtysie, na stopa, albo ostatnim pekaesem. Właściwie był to moment przełomowy. Z tym jeżdżeniem po terenie, z tym goszczeniem się, żeby nie powiedzieć opijaniem pod pozorem poczęstunku. Kupiłem przechodzonego malucha. Zadziałało. Jak esperal. No, więc dziś dwa piwa i starczy…

Prawdziwa forsa Zniknął z pola widzenia na długo. W Holandii w portach, na przeładunku, jako gastarbeiter, trochę w Niemczech, przy winogronach i znów w Holandii, nawet do Finlandii go zagoniło. Pokrążył Władek po świecie bardziej odległym i w owych czasach nie dla każdego dostępnym, zrobił parę rzeczy użytecznych. Dla siebie, rodziny. Fura pieniędzy. Urządził ojcu firmę budowlaną, zaczęła się nowa Polska. W tych nowych okolicznościach znalazł się wyjątkowo znakomicie. W branży farmaceutyczno-medycznej pracuje. U siebie. Ponad pięćdziesiąt ludzi jest mu wdzięcznych za pracę. Ze spirytusem ma do czynienia w sposób śladowy, żeby nie powiedzieć marginalny. Ze szklanką whisky siada okazjonalnie, zobaczyć mecz w telewizji. – Gorzelnie i gorzała w wydaniu ekspresowym pozostały już tylko we wspomnieniach, te poczęstunki na jedną nogę, na drugą, terenowe noclegi – mówi dziś. – Podobnie jak odległy, piaszczysty teren, ponura prowincja, pekaesy, stara Kruszkowa z wsi pod Żurominem. Świat się zmienił, dlaczego nie ja? Wielu zgłupiało przez gorzałę, ja się jakoś uratowałem. A może tylko tak mi się wydaje? BOGUMIŁ DROGORÓB


5

Z życia wzięte

Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom? Daleko wszędzie – do polnej drogi, do szosy, do lasu, do wsi, do gminy. Pustka. Tylko wiatr, napędzający piasek z kiepskiej ziemi. Mówiono, że tam już nikt nie mieszka, że tylko matka z synem. Stara, schorowana, przygarbiona i on, też jakiś taki. Oni, czyli nikt. Dom już stuletni. Nad wejściem, gdzie strych, wmurowano kiedyś tablicę: 1909. Z sieni na prawo do kuchni, z kuchni do jej pokoju, z jej izby do stołowego. Na przeciw kuchni jego kwatera. Tak to wyglądało dopóki żyła. Kury wtedy chodziły po podwórku, pies zaszczekał. Czasami w sobotę przyjeżdżała córka z miasta. Jak już gorzej z nią było. Poprać, posprzątać, coś nagotować. On czasami wsiadał na motocykl i jechał piece naprawiać. Za zduna się najął. Tyle, że tej zduńskiej roboty nie za wiele. – Za mało, żeby żyć, za dużo, żeby umrzeć – przypalił papierosa, zaciągnął się, poprawił firankę w kuchni. – Się człowiek nie zdążył ożenić i tak teraz jest. Jak flaszkę otworzę, po zduńskiej robocie, to sam ją wytrąbię. Zamykam się wtedy na cztery klucze. Żeby mnie gdzieś nie niosło. Bo raz, jak wypiłem, to wsiadłem na motor i mnie poniosło. Polami gdzieś. Odnalazłem się niewiadomo gdzie. Do szpitala nie chciałem, od tego czasu kuśtykam, bo z nogą coś nie tak. W ogóle, ze mną coś nie tak. Zamykać się muszę. Gdyby matka żyła…

To już historia Pochowali ją na wiejskim cmentarzu, przy parafialnym kościółku. Wtedy usiedli z siostrą w kuchni i ona zdecydowała: wezmę Cię do siebie. – Co? Ojcowiznę chcesz sprzedać? – oburzył się. – A co z tej ojcowizny masz? Ciesz się, że masz rentę! Przez rok się zastanawiał, większość czasu spędzając w kuchni, na krześle, na którym siadała matka. Spanie sobie zrobił na kozetce, żeby po tamtych izbach nie chodzić. Na dwór też tylko, żeby drewno porąbać, psu do miski nałożyć, zobaczyć słońce z rana i księżyc z wieczora, albo listonosza powitać z rentą. Chyba, że do sklepu. Trzy kilometry w jedną stronę, rowerem. Motocyklem już nie próbował, szkoda mu było na paliwo. Coś do jedzenia i coś do picia. Małpka była poręczna, do kieszeni. Czasami jej nie dowiózł, wypijając po drodze. Jak kolarz z bidonu. Wracał po następną. Kolejny etap to już półlitrówka. A może dwie? Tak właśnie sobie życie ułożył. Siostra zajrzała, przeraziła się. Gdy matka żyła w domu pachniało pastowaną podłogą, praniem, mydlinami, wsią. Teraz zatkało ją, z odruchem wymiotnym wycofała się na podwórko. – Człowieku, coś ze sobą zrobił!!! Wtedy zapadła decyzja: sprzedajemy. Zabrała go do siebie, do miasta. Z jego rentą, z pieniędzmi za gospodarstwo i z jego mocnym postanowieniem, że już nigdy ani kropli.

Padł na kolana, przysięgał na pamięć matki i obraz Matki Bożej Częstochowskiej. W mieście wielki blok na osiedlu, jedenastopiętrowy. Mieszkanie na szóstym, winda. Ona z mężem i dwójką dzieci w dwóch pokojach, on w najmniejszym. Bał się wychodzić. Tylko razem, z całą rodziną, w niedzielę do kościoła, żeby nie zbłądzić, nie być samemu w windzie, nawet na ławce przed blokiem. Przykleił się do telewizora, na tym się skupił. Nie chciał się oswoić z otoczeniem. Szwagier pokazał mu przez okno, potem z balkonu: kiosk, duży sklep, obok skle-

pu kilka straganów. – Pójdziesz po gazetę, po mleko, po chleb, po rzodkiewki. Zapiszę na kartce. Kupisz, wrócisz.

Poszli razem Raz, drugi, trzeci. Ze szwagrem, z siostrą, z najstarszym siostrzeńcem, który był w trzeciej klasie podstawówki. Spoglądał na kiosk, sklep, na stragany warzywne, ale nieustannie odwracał głowę. Który to blok? Ten? Nie, tamten. Zaraz, a może ten? Parkingi pełne samochodów, plac zabaw, ławki, latarnie… Nie mógł jakoś zaczepić się, choć punktów odniesienia by-

ło sporo. Nie było tylko pustki, psa na łańcuchu, a wiatr załamywał się między blokami. Odważył się kiedyś w sobotę, sam. Siostra wyglądała przez okno, machała ręką, ilekroć się odwrócił. Trzymał kurs. Wyszedł, wrócił, trafił. Tak oswajał się z krajobrazem blokowisk. Z dominacją jedenastopiętrowców. Na tym krótkim dystansie czuł się coraz pewniej. Co najważniejsze – nie pił. I czuł się potrzebny, z tym chodzeniem tu i tam. Po chleb zwykły, mleko, gazetę, papierosy, bułki, chleb wieloziarnisty, wodę niegazowaną, po sery, coś z wędlin. Niemal po wszystko.

Wszystko jednak działo się na krótkim dystansie i dotyczyło skrawka ziemi, między kilkoma blokami, marketem, placem zabaw, latarniami, chodnikami, parkingiem samochodowym. Wydawało się, że już ta okolica mu się poukładała. Aż nadszedł upalny weekend…

Nie mógł zasnąć Sięgnął po papierosy – pusta paczka. Ubrał się, domownicy też już szykowali się do snu. Rzucił tylko, że zjedzie po papierosy, pięć minut. Niestety, market czynny był tylko do dwudziestej pierw-

szej. Rozejrzał się kuśtykając w prawo, w lewo. Nawinął się taksówkarz. Za proponował, że go podrzuci niedaleko, do sklepu 24 h.– Przejdę się, ciepła noc. Gdzie to jest? – Do końca ulicy, w prawo i będzie neon. Poszedł licząc kroki. Było jak mówił taksówkarz. Do końca i w prawo. Całonocny z wszelkim asortymentem. Wziął dwie paczki. Wyszedł i zapalił. Postał chwilę spoglądając na gwiaździste niebo. Jeszcze raz się zaciągnął, pokuśtykał kilka kroków w prawo, w lewo, rzucił peta i ponownie wszedł do sklepu 24 h. – Pani mi poda małpkę starogrodzkiej. – Piękna noc, co? – wydała mu resztę pieniędzy.– Piękna. W ogóle, świat jest piękny – zdobył się na równie miłą odpowiedź. Pokuśtykał do siebie, popijając. Od razu poczuł się pewniej. Przynajmniej tak mu się wydawało. Piękny świat nagle przestał być rozpoznawalny. Jedenastopiętrowce wyrastały z każdej strony. Przeszedł skrótem przez skwer i tu zaczął się dramat człowieka z pustkowia. Ten czy tamten? Może ten z prawej? Plac zabaw jest, pewnie… Zaczął palcem odliczać piętra, w prawo, do firanek do połowy okna w kuchni. Wjechał, numer się zgadzał. Nacisnął klamkę. Zamknięte. Zadzwonił. Otworzyła kobieta w nocnej koszuli, nie siostra. – Panie, zgłupiał pan, o pierwszej w nocy. Won mi stąd! Nie zdążył otworzyć gęby. Zjechał windą na dół. Siadł na ławce, zapalił papierosa. Odszedł kilka kroków, spojrzał w górę, znów zaczął odliczać piętra, w prawo do kuchennego okna, firanki do połowy. Zgadza się. Odłożył te obliczenia na palcach i ruszył w górę. Numer pasuje. -Czy ja śnię? Co to za numery!!! Dzwonię na policję – ta sama kobieta w nocnej koszuli, nie siostra. Przed zatrzaśnięciem drzwi zdążył przeprosić. Oszołomiony zszedł po schodach na piechotę. Piękna noc. Załamany usiadł na ławce. Ostatecznie noc ciepła, do rana nie tak długo. Przypomniał sobie wtedy o sklepie, 24 h. Trafił. Nawet skrótem. Małpka starogrodzkiej na dobrą noc. Już było mu wszystko jedno. Jeszcze papieros i chwila namysłu, gdy stanął przed blokiem, tym razem – tak sądził – właściwym. Odliczył wzrokiem piętra, w prawo do kuchennej firanki. Na pewno tam! Piętro właściwe, numer też. Zadzwonił. – Człowieku, żarty się skończyły – kobieta w koszuli nocnej, nie siostra, ale wciąż ta sama. – Zaraz zrobię awanturę na całą klatkę schodową! – Pani mieszka wszędzie, a ja nigdzie – tylko tyle powiedział i pokuśtykał do windy. A noc, rzeczywiście, była piękna gwiaździsta. Można powiedzieć, że romantyczna. BOGUMIŁ DROGORÓB


Rozmaitości

6

Czwartek, 23 maja 2013

RODZINNY PIKNIK Z RAKIETĄ IgnasiakSport w Chociczy Wielkiej to prężnie rozwijające się centrum rekreacji w powiecie wrzesińskim. Do tej pory znane głównie jako miejsce, którym można było pograć w squash lub tenisa w hali i skorzystać z sauny, swoją ofertę poszerzyło o szereg innych atrakcji. Tenis i nie tylko Na początku maja Ignasiak Sport otworzyło dwa korty tenisowe na tzw. „mączce ceglastej”. W opinii graczy, którzy mieli okazję już zagrać na tej nawierzchni, są to najlepsze korty w okolicy, jeśli chodzi o jakość wykonania i równość kortów. W przygotowaniu jest także boisko do siatkówki plażowej oraz jedyne w okolicy boisko do boules. Jest to gra szczególnie popularna na terenie Francji gra towarzyska z elementami zręcznościowymi. Polega ona na rzucaniu metalowymi kulami w kierunku małej plastikowej kulki, zwanej

20 maja na terenie strzelnicy LOK Września przy ulicy Ogrodowej odbyły się XVII Rejonowe Zawody w Letnim Biathlonie. W zawodach wzięło udział ponad 80 uczniów ze szkół z Gminy Września oraz Witkowa, Giecza i Kołaczkowa. 3 – osobowe reprezentacje szkół w kategoriach: szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych rywalizowały w biathlonie letnim. W skład tej konkurencji wchodził bieg po terenie (długość biegu zależała od kategorii wiekowej) oraz dwukrotne strzelanie z kbks 5,6 mm. Pierwsze strzelanie w postawie leżąc odbywało się po przebiegnięciu jednej pętli do 5 krążków z odległości 25 metrów. Następnie zawodnicy biegli drugą pętle i strzelali po raz drugi do 5 krążków z odległości 25 metrów. Za nietrafienie 1 krążka każdy zawodnik otrzymywał 30 sekund kary doliczanej do czasu biegu. Prowadzono klasyfikację indywidualną oraz drużynową, z tym że w drużynie musiała wystąpić przynajmniej jedna dziewczyna.

„świnką” lub „prosiaczkiem”. W rozgrywce każdy gracz stara się umieścić swoją bule jak najbliżej „świnki” albo wybić bule przeciwnika, która stoi najbliżej. Po wyrzuceniu wszystkich kul punkty zdobywa ten gracz, który ma kule umieszczoną najbliżej „prosiaczka”. Partię można rozgrywać jeden na jednego gracza, bądź też w drużynach dwu- lub kilkoosobowych. Jest to interesująca rozgrywka zarówno dla najmłodszych, jak i trochę starszych, bo nie potrzeba żadnych specjalnych umiejętności, żeby w nią grać.

Na jesień planowane jest oddanie do użytku hali tenisowej ze sztuczna trawą, na której oprócz tenisa, będzie można pograć także w piłkę nożną oraz inne dyscypliny sportowe.

Rodzinny piknik tenisowy 2 czerwca w godzinach 14.30 – 19 na terenie Ignasiak Sport w ramach szkółki tenisowej prowadzonej przy współpracy z Wrzesińskim Towarzystwem Tenisowym planowany jest Rodzinny Piknik Tenisowy. Do udziału zaproszono wszystkie dzieci, które szko-

LETNIE STRZELANIE

lą się w ramach szkółki. Będzie to podsumowanie dotychczasowej pracy i sportowa rywalizacja o puchar Ignasiak Sport. Dla dzieci i rodziców oprócz możliwości gry w tenisa, będzie także dmuchany zamek i pieczenie kiełbaski przy ognisku. Jest to bardzo ciekawa i interesująca propozycja na aktywne spędzenie niedzielnego popołudnia w rodzinnej i przyjaznej atmosferze. Zapraszamy do zapisywa nia się na R odzin ny Pi knik Te n i s o w y p o d n r t e l e f o n u 537100-151 albo przez stronę in ternetową www.ignasiak sport.pl

WYNIKI XVII REJONOWYCH ZAWODÓW W LETNIM BIATHLONIE KLASYFIKACJA DRUŻYNOWA Szkoły ponadgimnazjalne: LO Września ZSZ Nr 2 LO WRZEŚNIA II drużyna Gimnazja: Gimnazjum Kołaczkowo Gimnazjum Witkowo Gimnazjum nr 2 Września Szkoły podstawowe: SSP 1 Września SSP 6 Września SSP 6 Września II drużyna KLASYFIKACJA INDYWIDUALNA DZIEWCZĄT Szkoły ponadgimnazjalne: Karolina Mularczyk – LO Września Karolina Puzdrakiewicz – ZSP Września Monika Biedrowska – ZSZ Nr 2 Gimnazja: Justyna Kominek – Gimnazjum Kołaczkowo Izabela Czech – Gimnazjum Kołaczkowo Patrycja Wieszczecińska – Gimnazjum nr 1 Września Szkoły podstawowe: Dominika Maćkowiak – SSP 6 Września Olivia Wawrzyniak – SSP 1 Września Izabela Wawrzyniak – SSP 6 Września KLASYFIKACJA INDYWIDUALNA CHŁOPCÓW Szkoły ponadgimnazjalne: Mikołaj Matusiak – ZSZ Nr 2 Września Jakub Wajler – LO Września Wojciech Dyrka – LO Września Gimnazja: Krystian Kwiatkowski – Gimnazjum Nowy Folwark Hubert Regulski – Gimnazjum Kołaczkowo Paweł Stefaniak – Gimnazjum Witkowo Szkoły podstawowe: Dawid Wojdyga – SSP 6 Września Konrad Makowski – SSP 1 Września Marcin Powroźnik – SSP 1 Września


Sport TERMINARZ I WYNIKI

DIMNET NA CZELE

I kolejka 1 8.04.2013 Warta Pyzdry – Gruszka Team 3: 2 Dexon – MasterSport/Capri 5: 4 Dimnet – Lempol 10: 2

Po 4 kolejkach „Extraligi na Orliku o Puchar Prezesa Konińskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej” prowadzi drużyna Dimnetu, jako jedyny niepokonany zespół w lidze. III kolejka Gruszka Team – Dimnet 1: 6 Bramka dla Gruszka Team: Łukasz Dębicki Bramki dla Dimnetu: Artur Giżewski x 2, Patryk Kwiatkowski, Paweł Rydliński, Maciej Trawiński, Igor Zieliński M a s t e r S p o r t / C a p r i – Lem pol 4: 5 Bramki dla MasterSport/Capri: Arkadiusz Dardzikowski, Kamil Kozielski, Patryk Murlik, Mikołaj Plichta Bramki dla Lempolu: Aleksander Kaczor x 2, Jakub Kapsa x 2, Szymon Kapsa Dexon – Oldboye Victorii 0: 6 Bramki dla Oldboyi Victorii: Roman Graczyk x 3, Mariusz Cichy, Waldemar Przysiuda, Tomasz Krzyżkowiak

I RUNDA

II kolejka 25.04.2013 Dexon – Lempol 7: 4 Oldboye Victorii – Dimnet 1: 5 MasterSport/Capri – Warta Pyzdry 7: 1

VI kolejka 06.06.2013 Oldboye Victorii – Warta Pyzdry godz. 18.00 Dimnet – Dexon godz. 18.50 Lempol – Gruszka Team godz. 19.30 VII kolejka 13.06.2013 Oldboye Victorii – Gruszka Team godz. 18.00 Dimnet – MasterSport/Capri godz. 18.50 Warta Pyzdry – Dexon godz. 19.30

III kolejka 09.05.2013 Gruszka Team – Dimnet 1: 6 MasterSport – Lempol 4: 5 Dexon – Oldboye Victorii 0: 6

IV kolejka M a s t r e r S p o r t / C a p r i – O ld boye Victorii 8: 1 Bramki dla MasterSport/Capri: Filip Budasz x 2, Kamil Kozielski x 2, Mikołaj Plichta x 2, Damian Bernard, Arkadiusz Dar-

dzikowski Bramka dla Oldboyi Victorii: Jacek Krzyżkowiak Gruszka Team – Dexon 3: 3 Bramki dla Gruszka Team: Filip Janiszewski x 2, Szymon Duszyński Bramki dla Dexonu: Łukasz Sieczkarek x 2, Jakub Zakrzewicz

Lempol – Warta Pyzdry 3: 6 Bramki dla Lempolu: Marek Olejniczak x 2, Bartosz Kusy Bramki dla Warty Pyzdry: Piotr Dowbusz x 2, Michał Jarocki x 2, Bartosz Sodkiewicz x 2

II RUNDA VIII kolejka 20.06.2013 6 – 7 godz. 18.00 2 – 3 godz. 18.50 1 – 4 godz. 19.30

IV kolejka 16.05.2013 MasterSport/Capri – Oldboye Victorii 8: 1 Gruszka Team – Dexon 3: 3 Lempol – Warta Pyzdry 3: 6 V kolejka 23.05.2013 MasterSport/Capri – Gruszka Team godz. 18.00 Lempol – Oldboye Victorii godz. 18.50 Warta Pyzdry – Dimnet godz. 19.30

IX kolejka 27.06.2013 5 – 7 godz. 18.00 2 – 4 godz. 18.50 1 – 3 godz. 19.30 X kolejka 29.06. 2013 5 – 6 godz. 16.00 3 – 4 godz. 16.50 1 – 2 godz. 17.30 18.30 uroczyste zakończenie Ligi

LP

ZESPÓŁ

MECZE

PUNKTY

BRAMKI

1.

Dimnet

3

9

21:4

2.

Dexon

4

7

15:17

3.

Master Sport/Capri

4

6

23:12

4.

Warta Pyzdry

3

6

10:12

5.

Oldboye Victorii

3

3

8:13

6.

Lempol

4

3

14:27

7.

Gruszka Team

3

1

6:12


8

Sport

Czwartek, 23 maja 2013

VICTORIA POKONANA W FINALE PUCHARU POLSKI NA SZCZEBLU KOZPN Na stadionie w Kleczewie 15 maja zmierzyli się finaliści Pucharu Polski na szczeblu Konińskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej: trzecioligowy Sokół oraz czwartoligowa Victoria Września. Wrześnianie nie byli faworytem tego meczu i przegrali ostatecznie 1: 4, choć do przerwy dość niespodziewanie prowadzili 1: 0. Do Kleczewa wybrała się spora grupa wrzesińskich kibiców, nie zabrakło także Zarządu MKS Victorii Września, a także przedstawicieli władz na czele z zastępcą burmistrza Arturem Mokrackim i Naczelnikiem Wydziału Oświaty, Kultury i Sportu – Jarosławem Malickim. Spotkanie zaczęło się od nieznacznej przewagi piłkarzy Sokoła Kleczew, obrona Victorii spisywała się jednak bardzo dobrze. W 13 minucie spotkania przez stratą bramki uratował Victorię Michał Góralski, który wybił piłkę zmierzającą do siatki z linii bramkowej. Przyjezdni szukali swoich szans w kontratakach. Dwie dobre sytuacje do strzelenia bramki miał Maciej Matuszak, raz strzelił jednak wprost w ręce bramkarza, a raz minimalnie niecelnie. Gracze Sokoła zagrozili bramce Nowaczyka w 25 minucie. Paweł Lisiecki, wychowanek Victorii Września, strzelił bardzo mocno zza pola karnego, jednak niecelnie. Jedna z kontr wrześnian przyniosła im prowadzenie. Dokładne podanie ze środka pola wykorzystał Mateusz Goździaszek. Gracze Sokoła jeszcze przed przerwą dążyli za wszelką cenę do wyrównania. Zdobyli nawet bramkę, ale sędzia Reklama

asystent orzekł o pozycji spalonej i bramka nie została uznana. Kilkoma dobrymi interwencjami popisał się także bramkarz Victorii Damian Nowaczyk. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie i Victoria prowadziła 1: 0. W przerwie meczu widać było spora konsternację wśród kibiców i sympatyków miejscowej drużyny. Liczyli oni na łatwe i pewne zwycięstwo gospodarzy, a do przerwy faworyci przegrywali. Druga połowa zaczęła się od sporej przewagi piłkarzy Sokoła, którzy chcieli jak najszybciej zmienić niekorzystny rezultat. Piłkarze Victorii zostali ze-

pchnięci do głębokiej defensywy. W 57 minucie padła bramka wyrównująca. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, gracz Kleczewa pokonał Nowaczyka strzałem z główki. Zaczął się bardzo brzydki okres gry. Piłkarze jednej i drugiej drużyny nie szczędzili sobie złośliwości i brzydkich fauli. Kluczowym momentem spotkania okazała się czerwona kartka dla Davida Topolskiego. Piłkarz Victorii w ciągu dwóch minut został dwukrotnie ukarany żółtą kartką i musiał przedwcześnie opuścić boisko, osłabiając swój zespół. W 67 minucie piłkarze Sokoła strzelili drugą bramkę i od tego momentu

całkowicie przejęli kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Zawodnicy Victorii grając o jednego zawodnika mniej nie zdołali stworzyć sobie ani jednej okazji do zdobycia bramki wyrównującej. W 80 minucie Sokół Kleczew podwyższył prowadzenie po strzale z rzutu wolnego, a w doliczonym czasie gry strzelił kolejną bramkę wygrywając ostatecznie 4: 1. Zespół Victorii zagrał w składzie: Nowaczyk, Buczek, Plucner, Góralski, Groszkowski, Zieliński (82. Juchacz), Krawczyński, B. Nowicki (65. Hypki), Matuszak (75. Buczkowski)– Goździaszek (88. Bigosiński), Topolski


EXTRA WRZEŚNIA 2