Issuu on Google+

NR 5/2012

Poznań, 3 listopada 2012 Jednodniówka pamięci Romana Wilhelmiego

Roman Wilhelmi


2 Goniec sceny na piętrze

Zaczęło się od tablicy

Roman Wilhelmi to prawdopodobnie ten poznaniak, który w ciągu ostatniego pięciolecia zrobił w mieście największą karierę. Żadna chyba inna postać: polityk, artysta, działacz społeczny nie stała się w tym czasie tak mocno kojarzona z  miastem, jak Wilhelmi właśnie. Gdy na początku 2008 roku powstał pomysł, by upamiętnić go jako Syna tej Ziemi, trzeba było niemal udowadniać urzędnikom, sponsorom i  ludziom życzliwym, że to żadna pomyłka, że aktor, choć warszawski, jest tutejszy. Mało kto dziś pamięta, ale początkowym zamierzeniem pomysłodawców akcji upamiętniania Wilhelmiego było umieszczenie tablicy pamiątkowej na kamienicy przy Roosevelta – niemal naprzeciwko mostu Teatralnego. To tam m.in. mieszkał nieletni jeszcze Roman z rodzicami i rodzeństwem. W kamienicę tę codziennie wpatrują się tysiące osób stojących na przystanku tramwajowym, nie wiedząc nawet, jaka wiąże się z nią historia. Może kiedyś jeszcze się dowiedzą. Rozmowy z właścicielem budynku nie przyniosły rezultatu. Wtedy też w Fundacji sceny na piętrze Tespis narodził się pomysł, by tablica pamiątkowa pojawiła się na budynku teatru przy Masztalarskiej. Szybko okazało się, że nie ma w Poznaniu

lepszego miejsca: tylko tutaj Wilhelmi grał, gdy grał w Poznaniu, tu miał trzy ważne w swoim dorobku premiery teatralne, w tym tę ostatnią w jego życiu. Członkowie fundacji do listopada 2008 roku, czasu odsłonięcia tablicy zaprojektowanej przez Marię Kanię byli zgodni co do tego, że przypadająca 3 listopada, w  rocznicę śmierci aktora uroczystość będzie zwieńczeniem operacji „Wilhelmi”. Jednak już wkrótce pojawiły się kolejne pomysły i wiążąca się z nimi konieczność kontynuowania Dni Romana Wilhelmiego. Trudno dziś dociekać, kto tak naprawdę rzucił hasło: postawimy Wilhelmiemu ławeczkę, zbierzemy pieniądze, znajdziemy godne miejsce. Wprawdzie w  2008 czy 2009 roku było jeszcze za wcześnie na tak śmiały projekt, ale zaczęły kiełkować inne. Powstała strona internetowa www.romanwilhelmi.pl , dokumentująca fakty z życia aktora. Znalazły się osoby, które zaczęły nękać władze miasta pytaniami, czy Roman Wilhelmi nie powinien mieć swojej ulicy. Jednocześnie wśród poznaniaków rosła świadomość, że Olgierd Jarosz i Stanisław Anioł to tak naprawdę poznańska pyra. W  2010 roku mieszkańcy miasta dali temu wyraz w ankiecie na patrona ulicy, zorganizowanej

przez Głos Wielkopolski. Roman Wilhelmi zajął w niej trzecie miejsce, bijąc tak kojarzące się ze stolicą Wielkopolski osoby, jak Arkady Fiedler, Krzysztof Komeda, czy Jerzy Kurczewski! W  trakcie kolejnych Dni Romana Wilhelmiego gościliśmy w Poznaniu wybitnych aktorów, reżyserów, współpracowników i  przyjaciół aktora: Henryka Talara, Filipa Bajona, Grażynę Barszczewską, Zdzisława Wardejna. Z  roku na rok potrzeba silniejszego zaakcentowania wagi, jaką należy

przywiązywać do faktu, że Roman Wilhelmi to obywatel Poznania była coraz mocniejsza. Kryzys ekonomiczny pokrzyżował plan stworzenia ławeczki, pomysł ograniczono do nie mniej dumnego, choć ekonomiczniejszego pomnika. W  czerwcu 2011 roku, w  75. rocznicę urodzin aktora, na planie Poznania pojawił się skwer Romana Wilhelmiego. Od tego momentu wiadomo już było na pewno, że bez stojącego na tymże skwerze pomnika miasto się nie obędzie… Rafał Pogrzebny

Jak Rafał wyciął mi kafał Poznałem Rafał w on czas, gdy był głosem w Radio RMI FM. Był (i nadal jest) naładowanym energią inicjatywnym pomyleńcem, ergo entuzjastą. Mniemam, że Jego pomysły rodziły się ze szlachetnego serca i kompletnej nieznajomości realiów w otaczającej, gęsto usianej progami i barierami, rzeczywistości. Ten szczęściarz nie dopuszczał myśli, że Jego wypieszczony projekt może spalić na panewce. Był rok 2007, gdy Zarząd Fundacji, uwiedziony wizją Rafała, przyjął uchwałę rekomendującą Walnemu Zgromadzeniu Fundatorów Fundacji przyjęcie projektu realizacji Dni Romana Wilhelmiego w Poznaniu. No i stało się. Inicjatywa Rafała Pogrzebnego otworzyła kalendarz wydarzeń, których realizacja „wycięła” z  mojego życiorysu pięć lat. W największym skrócie: rok 2008 – 3 listopada w  kolejną rocznicę śmierci aktora – odsłonięcie tablicy-epitafium, rok 2011 – 6

czerwca 75 rocznica urodzin Aktora – zieleniec u  zbiegu ulic 23 lutego i  Masztalarskiej otrzymuje patrona; Skwer im. Romana Wilhelmiego, rok 2012 – 3 listopada 21 rocznica śmierci Aktora i Obywatela Miasta Poznania – odsłonięcie obelisku upamiętniającego w przestrzeni publicznej, na skwerze jego imienia, podczas obchodów V Dni Romana Wilhelmiego w Poznaniu. Drogi Rafale, rzeczywiście „wyciąłeś” mnie, samorządowcom Miasta, Powiatu i Województwa niezłą siurpryzę! Ale jak to wszystko udało się zrealizować w  konfrontacji z  zawiłymi procedurami administracyjnymi i  ostatecznym sfinansowaniem – zabiorę ze sobą do grobu. Kropka. Kolejny raz w  moim życiu – wielość szczęśliwych okoliczności, empatii w  tym: niezwykłą szczodrobliwość Darczyńców-Współinwestorów, aktywność członków Społecznego Komitetu Realizacji

Projektu, członków Komisji Kultury Rady Miasta Poznania, Starosty Poznańskiego, udział Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego oraz wielu Firm: Autostrada Wielkopolska, Selgros i  Solaris Bus and Coach oraz ponad setki Osób Cywilnych i Prawnych – sen o rzeczywistości, czyli spełnienie marzenia, stało się faktem. Faktem wpisującym się w  zalążki mitotwórcze Grodu Przemysła, faktem materialnego upamiętnienia Człowieka Stąd – Syna Poznania, Syna Ziemi Wielkopolskiej. Nadto – przykładem, że należy podejmować trudne realizacje i znajdujące się na peryferiach politycznego zainteresowania. Wracając do Rafała Pogrzebnego, od którego wszystko się zaczęło, po czteroletniej kadencji Członka Rady Programowej Fundacji, został Członkiem Zarządu Fundacji Tespis. Może się ustatkuje? Romuald Grząślewicz


Goniec sceny na piętrze

3

Spotkanie dwóch Romanów

Jeden i  drugi poznaniak, obaj artyści. Nigdy nie spotkali się tak by ze sobą porozmawiać, chociaż do dziś Roman Kosmala rzeźbiarz wspomina kreację Romana Wilhelmiego aktora w  Scenie na Piętrze w  spektaklu „Dwoje na huśtawce”. Ta rola tkwi w pamięci Kosmali, który po latach znowu spotkał się z  Wilhelmim, tym razem bardzo blisko tworząc portret wielkiego aktora. - Ogromnym szokiem było dla mnie to, że miałem zmierzyć się z tym tematem. Co prawda złożyłem swój projekt w Scenie na Piętrze, ale nie do końca byłem przekonany, że to właśnie moja wizja zostanie doceniona. Po oswojeniu się z  myślą, że to właśnie ja będę pracował nad pomnikiem Wilhelmiego zacząłem zastanawiać się jak zrealizować swój pomysł. Wyszedłem z koncepcją popiersia, ponieważ najbardziej była ona bliska mojej wizji aktora wybitnego, ale zarazem skromnego. Biłem się z  myślami jaki duży ma być w całości pomnik, jak duże ma być popiersie. Kolejnym eta-

pem było rozpoczęcie prac nad twarzą, jak go ubrać, jak przedstawić. Największe emocje przysporzyła mi praca nad samą twarzą. Przejrzałem dziesiątki zdjęć niemal ze wszystkich ról i  w  każdym wieku. Często charakteryzacja przeszkadzała by ująć te najważniejsze cechy aktora w  cywilu, takiego poza sceną i  planem filmowym. Nie było więc łatwe stworzenie swoistej kompilacji moich obserwacji, które miały dać tę jedną twarz skupiającą wiele osobowości znanych nam z  teatru i  filmu, zachowując jednakże jego prywatne oblicze. To było największe wyzwanie czasami całymi dniami siedziałem w pracowni modelując twarz w glinie i kiedy wydawało mi się, że już mam to co chciałem, wracałem po kilku dniach i zaczynałem od nowa swoje poszukiwania. Do ostatecznego wizerunku dochodziłem więc dość długo, ale tego czasu nie uznaję za stracony, ponieważ był to wspaniały okres twórczy, w którym ewoluował projekt i  trwały zmagania z  tak odpowiedzialnym

tematem. Cały czas podchodziłem do swojej pracy bardzo emocjonalnie. Uspokoiłem się dopiero wtedy, kiedy w  moim subiektywnym odczuciu trafiłem z  odwzorowaniem osobowości i  rysów twarzy. Dzisiaj mogę powiedzieć, że zaprzyjaźniłem się już z  Romanem Wilhelmim. Najtrudniejszym chyba jednak momentem będzie kon-

frontacja z  ludźmi, którzy przyjdą na odsłonięcie obelisku. Wiem, ze muszę z  pokorą przyjąć to co tam się wydarzy i  jak zostanie oceniona moja wizja. Dzisiaj jednak też wiem jedno - gdybym jeszcze raz miał podjąć się tego wyzwania, zrobiłbym to jeszcze raz, ale jaki byłby efekt nie wiem... Wysłuchał: Juliusz Podolski


4 Goniec sceny na piętrze

Wmurowanie aktu erekcy

Włodzimierz Łęcki podpisuje akt erekcyjny tuż przed jego wmurowaniem.

Adam Wilhelmi podpisuje akt erekcyjny.

Elżbieta Podolska, dziennikarz Gło su Wielkopolskiego i sekretarz Fundacji umieszcza wydanie Gło su Wielkopolskiego z dnia 17 wrz eśnia. Rafał Pogrzebny wkłąda do tuby kartkę pocztową wydaną z okazji V Dni Romana Wilhelmiego.

mala Romuald Grząślewicz i Romana Kos akt ją cza iesz rzeźbiarz, twórca obelisku um pod m any tow erekcyjny w otworze przygo przyszłym cokołem.

Adam Wilhelmi zamurowuje akt erekcyjny.

Liczne grono poz na


Goniec sceny na piętrze

yjnego 17 września 2012

5

st preambuły oraz Romuald Grząślewicz odczytuje tek itetu Honorowego. listę Darczyńców oraz skład Kom

Włodzimierz Łęcki wkłada do tuby, która została zamurowana pod cokołem pomnika, akt erekcyjny.

icząca Komitetu Krystyna Łybacka, wiceprzewodn . Honorowego dorzuca... trzy grosze

Romuald Grząślewicz prezes Fundacji sceny na pietrze Tespis pokazuje licznie zgromadzonym tubę, która za moment zostanie wmurowana pod cokołem obelisku.

znaniaków oraz oficjeli przybyło wmurowanie aktu erekcyjnego.

Starosta Poznański Jan Grabkowski zakręca uroczyście tubę.

Na skwerze Romana Wilhelmiego zrobił się spory tłum.

awędkę ucieli sobie Po uroczystości sympatyczną pog helmim. Romana Kosmala z Adamem Wil


6 Goniec sceny na piętrze

Lista Darczyńców‑Współinwestorów Inicjatywa zbiórki pieniędzy na dofinansowanie projektu „Obelisk Romana Wilhelmiego” spotkała się z życzliwością Widzów Sceny i na dzień 20.10.2012 roku wpłaty zamknęły się kwotą 28.373,11 złotych Darczyńcy: Urszula Piszczorowicz Gertruda Kado-Cichoradzka Edmund Piotr Klaus Tadeusz Musiał Romuald Broniecki Irena Siwek Zygmunt Miedziński (2X) Andrzej Patalas Ryszard Tadeusz Mikołajczak Sadzide Murat-Błażejewska Halina Czerwińska Janina Chodera (2x) Danuta Gorońska (2X) Bartłomiej Ostrowski Danuta Siudzińska-Grajek Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej Danuta Rohde Barbara Martyńska

Ryszard Markow Krystyna Szwierz Edmund Dudziński Czesław Domagała Marian Sobczyński Andrzej Boruszak Wojciech Zdrojowy Elżbieta Schiffter Janusz Dobierski Aleksandra Kołodziejczak Paweł Olejniczak Elżbieta Zielińska Andrzej Pazda Jerzy Stroński Elżbieta Stępień Zygmunt Miedziński AGMART s.j. Paweł Leszek Klepka Elżbieta i Hanna Smolińskie Romuald Grząślewicz Włodzimierz Łęcki Antoni Szczuciński Janusz Fajfer Hanna i Rafał Pogrzebny Bogusław Nater Ireneusz Gołębiewski Jacek Kałek Maciej Szymański Grażyna Matusiak Ryszard Danecki Irena Gosieniecka

Łukasz Gołębiewski Halina i Stanisław Czajkowscy Jolanta i Grzegorz Szpot Danuta Rataszewska Grzegorz Walkowiak Zdzisław Kowalski Lena Bednarska Krzysztof Styszyński Jacek Ruśniak Waldemar Zalaszewski Elżbieta i Bogusław Zalewscy Jerzy Borowski Małgorzata Miedzińska Adam Wilhelmi Wojciech Tulibacki Ewa Kiernicka-Józefiak Janusz Kosiński Adam Trybusz Andrzej Nowaczewski Krzysztof Zaworski Krzysztof Grześkowiak Krystyna Łybacka Jacek Kałek Wiesława i Andrzej Bobińscy Kazimierz Metzler Konrad Śniatała Bogdan Lubczyński Marian Król Tadeusz Winkiel Anna i Romuald Szperlińscy Tadeusz Bartosz

Jan Gorlas Jerzy Domicz Maria Kowal Bogumił Nierychlewski Aleksander Przybylski Henryk i Andrzej Nowakowscy Ewa i Piotr Tabaka Andrzej Mańkowski Maciej Duszczak Solange Olszewska, Tomasz Karczewski, Elżbieta Własna. Łukasz Matuszczak, Elżbieta i Tadeusz Kuraś, Grzegorz Bórkowski Mirosław Jakubowski Andrzej Wituski Wojciech Bobek Ewa Budna Joanna i Piotr Hareńscy Tomasz Bukowski Ewa Roger Elżbieta i Janusz Michalak Krystyna Perczak Jan Grabkowski Andrzej Bartkowiak Elżbieta i Juliusz Podolscy Róża i Ryszard Dembińscy Kinga Zaworska Emilia Bulska-Mrowińska Dziękujemy

Społeczny Komitet Realizacji Projektu Przewodniczący WŁODZIMIERZ ŁĘCKI Wiceprzewodnicząca KRYSTYNA ŁYBACKA

Wiceprzewodniczący JAN GRABKOWSKI Członkowie

WIOLETTA BARTKOWIAK LENA BEDNARSKA LENA BRETES KRYSTYNA GWOŹDZICKA GRAŻYNA KULCZYK BARBARA MARTYŃSKA BEATA MITMAŃSKA SOLANGE OLSZEWSKA TOMASZ KARCZEWSKI PAWEŁ LESZEK KLEPKA JANUSZ KOSIŃSKI ADAM TRYBUSZ

STEFAN MIKOŁAJCZAK TOMASZ NOWICKI ANDRZEJ PATALAS MACIEJ PRZYBYLAK BARTŁOMIEJ OSTROWSKI ARTUR RÓŻYCKI ANTONI SZCZUCIŃSKI ANDRZEJ TOMACZAK ADAM WILHELMI ANDRZEJ WITUSKI KRZYSZTOF ZAWORSKI

Sekretarz/Kwestarz ROMUALD GRZĄŚLEWICZ


Goniec sceny na piętrze

V Dni Romana Wilhelmiego

7

Fot. K. Styszyński

Odsłonięcie obelisku 3 listopada, godz. 17.00

Joanna Rawik dla radia

„Sammy” znów na deskach Sceny... 3 listopada, tak jak ponad dwie dekady wcześniej, widownia Sceny znów podziwiać będzie Romana Wilhelmiego w monodramie Kena Hughesa. Tym razem będzie to już niestety jedynie pokaz telewizyjnej realizacji, udostępnionej przez Telewizję Polską. Spektakl na podstawie tekstu Hughesa z Romanem Wilhelmim w roli tytułowej dwukrotnie reżyserował Zdzisław Wardejn. W 1990 był to spektakl Teatru TV „Sammy”. Rok później Wardejn przygotował z Wilhelmim wersję sceniczną  sztuki dla Sceny na Piętrze. Było to 24 kwietnia 1991 roku. Ta premiera była ostatnią w karierze aktora. Realizację Teatru TV, prawdopodobnie niepokazywaną nigdzie od lat, zobaczą uczestnicy uroczystości związanych z odsłonięciem pomnika Romana Wilhelmiego. Sam reżyser, opowiadając o współpracy z Wilhelmim przyznał, że była to realizacja jego aktorskiego marzenia. - On mi mówił, że chętnie zagrałby jakiś monodram. Ja mu wtedy po-

wiedziałem o sztuce Hughesa, którą kiedyś zrobił Cybulski, dodając, że też możemy to zrobić dla telewizji. On się do tego bardzo zapalił. Potem Romuald Grząślewicz zaproponował, czy nie zrobilibyśmy tego dla Sceny na Piętrze. Wtedy spróbowaliśmy przełożyć język telewizyjny na teatralny – powiedział Zdzisław Wardejn. Jak podkreślił, w trakcie prac nad „Sammym”, Wilhelmi, choć już chory, był w bardzo dobrej formie. Na deskach Sceny w trakcie premiery nie obyło się jednak bez małej wpadki. - W spektaklu Wilhelmi wielokrotnie rozmawiał przez telefon. W trakcie premiery zapomniał o dwóch telefonach. Przeskoczył je i ciągnął sztukę gdzieś dalej – powiedział Wardejn. - Siedziałem z tyłu na widowni, ale obiegłem dookoła teatr, stanąłem za kulisami i mówię: Romek, zapomniałeś! Wtedy Wilhelmi, już nie po kolei, odegrał te brakujące telefony, żeby wszystko się zgadzało – dodał. Rafał Pogrzebny

Na uroczystości odsłonięcia obelisku pojawi się Joanna Rawik, któa przygotowuje dla Radia Tok FM reportaż o Romanie Wilhelmim. W wydawnictwie jubileuszowym z okazji 20-lecia Fundacji sceny na piętrze, które ukazało się na początku września piosenkarka pisze o Romania Wilhelmim. Cieszy się niezmiernie, że mogła wystąpić na Scenie, na której grał Wilhelmi. Dodaj, że jest tu tablica upamiętniającą urodzonego w Poznaniu wybitnego aktora; - ... którego oryginalny talent, moim skromnym zdaniem, został zaledwie częściowo ukazany w filmach. Na szczęście istniał teatr,

jednak bez możliwości utrwalenia kreacji. Z  upływem lat wysuwa się na godne miejsce nadzwyczajna w artystycznym wymiarze rola Nikodema Dyzmy, którą czas pozwala docenić należycie. Wilhelmi rozsadził tutaj wszystkie ramy, prezentując bogatą postać na pograniczu farsy i tragedii, godną starożytnej sztuki teatru Grecji. Nawet w swoim pokoleniu był Romek rzadkim okazem rasowego człowieka teatru i bez trudu wyobrażam Go sobie wędrującego z  trupą Tespisa. Takiego ARTYSTĘ wprowadził poeta Tespis na scenę, zmieniając gruntownie jej oblicze.

Tablica na Wildzie Roman Wilhelmi urodził się w Poznaniu - to wiemy wszyscy. Nie każdy jednak wie, że jego pierwszym adresem była ul. Sikorskiego na Wildzie. To tu się urodził, tu był ochrzczony. Rada Osiedla Wilda ufundowała pamiątkową tablicę poświęconą aktorowi, aby upamiętnić wildeckie początki

jego biografii. Tablica zawieszona zostanie na pięknej zabytkowej kamienicy na początku ul.Sikorskiego. Zapraszamy wszystkich miłośników talentu Romana Wilhelmiego na uroczyste odsłonięcie 1 grudnia 2012r. o godz. 15:00. Dorota Hammermeister


Każdy z nas jest trochę aktorem Rozmowa z Adamem Wilhelmim, bratem wielkiego aktora Zbliża się termin odsłonięcia pomnika Romana Wilhelmiego na skwerze jego imienia prz ul. Masztalarskiej w  Poznaniu. Co Pan czuje? - Jestem szczęśliwy, że doszło do tego, że dożyłem tego momentu, kiedy Romek będzie miał w Poznaniu pomnik. Zasłużył na to. Urodził się w  tym mieście, tutaj mieszkał, a potem już jako znany aktor wracał i  grał w  Scenie na Piętrze. Powinniśmy dbać o  pamięć o  takich właśnie ludziach. Czy Roman Wilhelmi mówił o tym skąd pochodzi? - On się tym chwalił. Występował tutaj, przyjeżdżał tak często jak tylko mógł, jak czas mu pozwalał, a  przecież był bardzo zajęty. Bardzo dużo grał i  stale przygotowywał kolejne role. Jaka jest Pana ulubiona rola w wykonaniu brata? - Filmowa to gospodarz domu, czyli Anioł z  serialu „Alternatywy“, natomiast w teatrze to ze spektaklu „Tramwaj zwany pożądaniem“. Przed odsłonięciem pomnika bę-

dzie czas, żeby zowu zobaczyć, wrócić do jego sztuk i filmów. Mam spore archiwum, będzie więc co oglądać. Zrobimy sobie rodzinny wieczór filmowy i  wspomnieniowy. Dla wielu serial Alternatywy nadal jest bardzo aktualny. - Proszę zobaczyć, co się dzieje dookoła. Ciekawe skąd Romek i reżyser wiedzieli, że teraz nadajdą czasy Aniołów – gopodarzy domów. Skąd oni wiedzieli, że własnie tak będzie. To cała prawda o  dzisiejszych czasach. Nie chciał Pan nigdy zostać aktorem spróbować swoich sił jak brat? - Nie, nigdy, Zresztą nie miałbym z nim żadnych szans. On był za dobry, żeby się z  nim ścigać. Każdy z  nas jest trochę aktorem i  musi w życiu zagrać mnóstwo ról. Kiedy myśli pan o  bracie, jakie jest Pana pierwsze wspomnienie? - To bardzo trudne ale chyba jego pierwsze role w teatrze w Warszawie. Jeździliśmy na spekatkle całą

Roman Kosmala i Adam Wilhelmi

rodziną z  rodzicami. Siadaliśmy w  pierwszym rzędzie i  przeżywaliśmy. Byłiśmy bardzo wzruszeni, Romek też. Pamiętam też, że tuż przed jego wyjazdem z  Poznania na studia wziął udział w konkursie recytatorskim. Był najlepszy i  wygrał aparat fotograficzny, który mu natychmiast ktoś ukradł. Poznaniacy też pamiętają. - To dzięki młodym ludziom takim jak Marcin Rychcik, który napisał książkę i  Rafałowi Pogrzebnemu, który wymyślił całą akcję. To wspaniale, że właśnie do nich trafiają role, w których grał Romek. Serce rośnie, że młode pokolenie się tym interesuje i chce pamiętać. Nas już nie będzie, a kolejne młode roczniki będą poznawały jego twórczość, bo te filmy i seriale będą powtarzane. Był bardzo zajętym człowiekiem z  kalendarzem wypełnionym po brzegi. - Pamiętam jak byłem w  szpitalu tydzień przed śmiercią Romka. Nie wiedziałem, że umiera do momentu, kiedy zostałem wezwany pez lekarza do gabinetu. Kiedy powiedział mi w  jakim brat jest stanie, świat mi się zawalił. Wróciłem do

pokoju i  musialem natychamist wrócić do rzeczywistości, by nie dać nic po sobie poznać. Romek właśnie rozmwiał z reżyserem z Paryża i umawiał się na kolejną rolę, i wyjazd jesienią. Był perfekcjonistą grającym całym sobą. - Bardzo dużo czasu poświęcał przygotowaniom do roli. Pracował wiele godzin dziennie, często do późnej nocy. Potrafił czasem koło 1-2 w  nocy zadzownić do reżysera, żeby coś wyjaśnić, dowiedzieć się, dopytać. Dla niego rola, scena, film, aktorstwo były najważniejszą sprawą w życiu. Jaka była jego największa zaleta i wada? - Zaleta, to chyba to, że bardzo kochał życie, a  wada to ta jego wielka... pracowitość. 3 listopada odsłonięcie pomnika Romana Wilhelmiego według projektu Romana Kosmali. Jakie wrażenie zrobił na Panu ten obelisk? Uważam, że jest zbliżony do prawdy. Myślę, że Romek obserwuje wszystko to, co się teraz dzieje i cieszy się. Rozmawiała: Elżbieta Podolska

Goniec Sceny na Piętrze Jednodniówka Redakcja: Elżbieta i Juliusz Podolscy Zdjęcia: Archiwum Sceny na Piętrze, Elżbieta Podolska, Juliusz Podolski, Archiwum Roman Kosmala Projekt graficzny i przygotowanie: tel. 602 601 830

Druk: Drukarnia SERIKON® - www.serikon.pl


Goniec sceny n piętrze nr 5 Rok 2012