Page 1

NR 3 / STYCZEŃ 2014 BYDGOSKI

TAK MIESZKA

Zdzisław Pruss > str. 8-10

E

K

L

A

M

A

1498413TRBRA

R


OD REDAKCJI

PODGLĄDAMY

13 STYCZNIA 2014

2

Mamy nietypowe noworoczne postanowienie. W 2014 roku zamierzamy być bardziej wścibscy. W nowych wydaniach naszego miesięcznika będziemy częściej zaglądać do domów mieszkańców naszego regionu. Jesteśmy ciekawi, w jakim otoczeniu żyją na co dzień, jaki styl wnętrzarski preferują, do czego mają sentyment, a czego w wystroju postanowili się wystrzegać. Czy mają jakieś interesujące pasje kolekcjonerskie albo nietypowe przyzwyczajenia? Preferują wojskowy porządek czy artystyczny nieład? W jakim miejscu swojego domu przebywają najczęściej? Lubią swoje mieszkanie czy marzą o remoncie? W nowym roku będziemy prezentować nie tylko zimne, designerskie wnętrza, urządzone w nowoczesnym stylu, ale też przytulne, tradycyjne gniazdka. Mieszkania, które pokażemy, mogą być wskazówką dla urządzających swoje „M”, choć nie tylko o to nam chodzi. Istotniejsza jest po prostu atmosfera miejsca, zindywidualizowana przestrzeń, w której na co dzień żyją bohaterowie naszych artykułów: artyści, muzycy, pisarze, naukowcy, ekonomiści, lekarze, politycy, prawnicy i wielu innych. Tym razem odwiedziliśmy Zdzisława Prussa, który zajmuje się pisaniem (str. 8-10) i Natalię Falkowską-Wierczewską, która udziela się w polityce (str. 20-23). Ich domy są zupełnie różne. Mieszkanie Pana Prussa to jedna wielka biblioteka, w której czas się zatrzymał. Klimatyczne miejsce, w którym każdy fragment przywołuje wspomnienia. Tu istotne są nie tyle same zdjęcia, pokazujące, jak mieszka pisarz, ale przede wszystkim ciekawa historia, którą opowiada. Mieszkanie pani Natalii jest bliżej nowych trendów: funkcjonalne, minimalistyczne, ale jednocześnie przytulne. Zapraszamy do zwiedzania...

EMILIA IWANCIW, redaktorka prowadząca „EXPRESS-DOM.PL” WYDAWCA: EXPRESS MEDIA Sp. z o.o. Bydgoszcz, ul. Warszawska 13, tel. 52 32 60 733 Prezes Zarządu: dr Tomasz Wojciekiewicz, Redaktor Naczelny: Artur Szczepański, Dyrektor sprzedaży: Adrian Basa, Redaktorka prowadząca: Emilia Iwanciw, tel. 52 32 60 863, e.iwanciw@expressmedia.pl, Teksty: Dominika Kucharska, Hanna Tarczykowska, Janusz Milanowski, Jan Oleksy, Jakub Elwertowski, Kamil Pik, Aleksandra Chwastek, Projekt: Iwona Cenkier, i.cenkier@expressmedia.pl, Skład: Alicja Fuks, Zdjęcie na okładce: Tomek Czachorowski, Sprzedaż: Paweł Jacek, tel. 52 32 60 801, p.jacek@express.bydgoski.pl, Joanna Hynek, tel. 52 32 60 736, j.hynek@express.bydgoski.pl, Magdalena Kostrzewska, tel. 56 61 18 170, m.kostrzewska@nowosci.com.pl, Stanisław Prusik, tel. 56 611 81 32, s.prusik@nowosci.com.pl

Polub nas na

Facebooku


15814BDBRA


P O R A DY

Puść z dymem

mniej pieniędzy Czy można zaoszczędzić na opale? Radzimy, jak kupować z głową paliwa stałe. TEKST: Kamil Pik

P

aliwa stałe to nic innego jak wszelkiego rodzaju węgiel oraz zwiększające swoją popularność paliwa ekologiczne z peletem na czele. To właśnie węgiel jest najbardziej tradycyjnym w naszym kraju opałem. Często spotykamy się z określeniem, że Polska węglem stoi. Znajduje to odzwierciedlenie w kosztach ogrzewania. Węgiel ciągle jest najtańszy - nie każdy jednak. Mamy bowiem wiele jego gatunków. Do tych najpopularniejszych należą miał, orzech, eko-groszek, węgiel kamienny. Niewątpliwe zalety tego paliwa to cena, kaloryczność (jeśli jest wysokiej jakości), dostępność. Do minusów zaliczyć musimy konieczność magazynowania sporych ilości, co przy dużym stopniu pylenia może być sporym utrudnieniem. Poszukiwania rozwiązań bardziej ekologicznych i wygodniejszych w użyciu doprowadziły do wykorzystania nowoczesnych technologii do produkcji opału. Tak na rynek trafił pelet. To odzyskiwane na potrzeby produkcji energii odpady z drewna. Czym zatem palić, aby zaoszczędzić? Jak się okazuje, nie zawsze pytanie „czym”, ale „jakiej jakości” jest w tym przypadku decydujące.

13 STYCZNIA 2014

4

Kocioł i piec to dwie różne rzeczy. O piecu mówimy, gdy ogień ogrzewa bezpośrednio powietrze (np. tzw. koza). O kotle grzewczym mówimy, gdy występuje dodatkowy czynnik grzewczy - najczęściej woda (w płaszczu kotła, w grzejnikach)

KALORYCZNOŚĆ PALIWA

- Pierwsza rzecz, na którą musimy zwrócić uwagę kupując opał, a zwłaszcza węgiel, to kaloryczność tego paliwa - wyjaśnia Mariusz Dyniak z firmy HeizTechnik. - W każdym przypadku wartość ta powinna być podawana przez producenta R

E

K

>> L

A

M

A

32514BDBHA


BHA

16214TRBRA

FASTERM 13114TRBRA


P O R A DY

>>

czy właściciela składu. Życie jednak pokazuje, że dostępne informacje o kaloryczności często są podawane na wyrost. Najczęściej dostępne wartości opałowe to dla: węgla kamiennego - 21-30MJ (megadżuli), miału - 17-27MJ, węgla brunatnego - 7,5-21MJ. Jeśli zaś chodzi o pelet, to najwyższą kaloryczność będzie miał ten z drewna. Znajdziemy też taki np. ze słomy, ale o niższej kaloryczności. Pelety pierwszej klasy (wysokokaloryczne, robione tylko z trocin) oferują wartość opałową na poziomie około 18MJ. Dlaczego warto zapłacić więcej za wyższą jakość? - Dobry polski węgiel ma wartość opałową na poziomie 28MJ, ale możemy też znaleźć o połowę tańszy węgiel. Sam zetknąłem się z sytuacją gdzie węgiel opisany wartością 23MJ po przebadaniu w laboratorium okazał się mieć wartość jedynie 15MJ. W takim przypadku, aby ogrzać mieszkanie, do tego samego pułapu zużyjemy dwukrotnie więcej tego tańszego węgla - wyjaśnia Dyniak. - Warto zatem wybrać droższy wariant. Taki wybór najczęściej gwarantuje nam wyższą jakość. Jeśli chodzi o kaloryczność, to zmienia się ona w zależności od granulacji i typu węgla. Na przykład dobry miał powinien mieć około 25 MJ, orzechy 28-29MJ, kostka gruba 30-31MJ.

SZLAKA ZNISZCZY KOCIOŁ

13 STYCZNIA 2014

6

Wartość opałowa (kaloryczność) to liczba określająca ilość ciepła, która jest emitowana przy spaleniu jednostki paliwa (opału), podawana zwykle w MJ (megadżulach)

Kupując opał musimy wziąć również pod uwagę samą czynność palenia nim w kotle. - W przypadku kotłów zarówno na pelet, jak i na węgiel, istotny jest stan utrzymania instalacji grzewczej - tłumaczy Mariusz Dyniak. - Jeśli pelet będzie zawierał np. piach, to podczas spalania przetopi się on w szkło. Kolejnym elementem, który utrudni utrzymanie instalacji grzewczej, jest szlaka. W przypadku węgla powinny powstawać jej minimalne ilości, a z peletu powinien pozostawać jedynie popiół - jak z papierosa. Jeśli jednak na palniku zostaje nam dużo szlaki, to nie jest to wina kotła, a właśnie paliwa. Skuteczność palenia takim węglem będzie niższa, a kocioł trzeba będzie często czyścić, bo w przeciwnym razie po jakimś czasie nie uda się w nim nawet rozpalić ognia.

ZACHOWAJ SPRAWDZONE ZASADY

Aby uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki najlepiej sprawdzić samodzielnie danego producenta. Nie kupujmy zatem od razu dwóch ton opału, ale jeden czy dwa worki. Sprawdźmy sami, jak się spala. Jeśli spełni nasze oczekiwania, dopiero wtedy dokupmy większą ilość. W sezonie grzewczym warto pamiętać o jeszcze jednej zasadzie. Wychodząc z mieszkania na niezbyt długo, np. do pracy, nie wygaszajmy ogrzewania całkowicie. Po naszym powrocie ogrzanie zupełnie wyziębionego mieszkania będzie wymagało zużycia większej ilości opału. Jeśli zaś wietrzymy pokój, nie uchylajmy lekko okien na długi czas. Wietrzmy krótko, ale intensywnie.


17114BDBHA

24314BDBRA

2351513BDBRA


T E M AT N U M E R U : X X X

Książek tu było sześć tysięcy 13 STYCZNIA 2014

8

- Mój dom to niemal biblioteka - mówi Zdzisław Pruss, poeta, dziennikarz i satyryk, który pokazał nam swoje mieszkanie. ROZMAWIA: Kamil Pik ZDJĘCIA: Tomasz Czachorowski, Marta Pawłowska Kiedy przestąpiłem próg Pana mieszkania, moim oczom ukazał się przedpokój cały w popularnej przed laty boazerii i z obrazami na ścianie. Ta boazeria jest tutaj od zawsze, ale już niedługo zniknie. W przyszłym roku planujemy z żoną remont mieszkania. Jeśli zaś chodzi o prace zawieszone na ścianie, to są to bardzo ciekawe grafiki. Wśród autorów tych prac znajdziemy między innymi bydgoskich artystów Jana Kaję i Jacka Solińskiego. Pana mieszkanie to cztery pokoje, kuchnia i łazienka. Na lewo od wejścia znajduje się salon. Ale on chyba nie jest miejscem, gdzie koncentruje się życie w tym domu? Zgadza się. Centrum mojego świata to mój pokój. Salon pełni rolę jadalni. Tutaj też oglądamy telewizję. Na ścianach wiszą obrazy, w tym mojej żony, która wróciła do swojej pasji. Jej autorstwa są np. dwie prace, z których jedna przedstawia maki, a druga Pieczyska. Przez długi czas byłem zafascynowany Przybyszewskim, wisi więc na ścianie również portret Dagny Przybyszewskiej, namalowany przez Zbigniewa Borówkę. W salonie znalazło się również miejsce dla części mojej biblioteki. Tutaj mam książki z kategorii teatr i film oraz trochę geografii. Mam tu też „amerykański kącik”, czyli

pamiątki przywiezione z sześciotygodniowego pobytu w Stanach Zjednoczonych. U góry zaś, na szafkach, stoją nagrody, które otrzymałem za swoją twórczość. Przejdźmy lepiej do mojego miejsca. Wchodząc do Pana pokoju, moim oczom ukazał się królestwo książek. Jest ich naprawdę mnóstwo. Tutaj znajduje się główna część mojej biblioteki. Trochę książek mam też, jak pan widział, w salonie, a na resztę księgozbioru musiałem zaadaptować piwnicę. W szczytowym momencie liczył on 6 tysięcy egzemplarzy. Potem część książek rozdałem. Między innymi 500 sztuk oddałem na akcję tworzenia biblioteki w Druzgiennikach na Litwie. Obecnie mam mniej więcej cztery i pół tysiąca woluminów. Nie ma Pan kłopotu z odnalezieniem czegoś w tak potężnym zbiorze? Cały księgozbiór jest podzielony na kategorie. Na lewo od wejścia jest np. kultura bydgoska. Cała ta kategoria jest zindeksowana, a w każdej z tych książek mam jej recenzję - mógłbym więc pisać leksykony. Ponieważ jestem jeszcze przedstawicielem cywilizacji papieru, to nie używam do tego komputera, a wszystko mam zapisane w zeszytach. Przy biurku zamonto-

wałem dodatkowe półeczki, żeby część materiałów mieć pod ręką. Tu leżą, między innymi „Szopki bydgoskie” i leksykon literacki, który został napisany w tym roku. Ale maski z szopki, żadnej u Pana nie ma. No nie. Wszystkie maski, które stworzył Marek Rona, mają swoją ekspozycję w Ostromecku. Ja mam tylko w zeszytach spisane wszystkie osiemnaście szopek. Czyli każda książka ma swoje miejsce? Tak, mam to wszystko poukładane w określonym porządku. Rozbawiła mnie kiedyś prośba z Kujawsko-Pomorskiego Towarzystwa Kulturalnego. Nie mogli ustalić, w którym roku wydali jedną ze swoich pozycji. Zadzwonili więc do mnie i po dziesięciu minutach miałem dla nich odpowiedź. Czy w tej bibliotece znajduje się coś szczególnego? Z wieloma rzeczami jestem związany sentymentem. Unikatowe są np. wycinki, które zbierałem jako młody chłopak, o piłkarzu Polonii Bydgoszcz - Marianie Norkowskim. Byłem wówczas jego wielbicielem. Gdy wmurowywano tablicę upamiętniającą tego piłkarza, to udostępniłem inicjatorom tego wydarzenia swoje archiwum,


ponieważ okazało się, że nawet wdowa po tym sportowcu nie miała tak pieczołowicie udokumentowanej jego kariery.

TA K M I E S Z K A M

Na półkach są nie tylko książki. Mam tu poustawiane różne zdjęcia rodzinne. Między innymi cykl fotografii robiony z synami w tym samym miejscu co pięć lat. Pokazują upływ czasu. Bardzo wiele rzeczy też dostaję jako upominki od wielu ludzi. Nie mam sumienia się ich pozbywać, więc zajmują coraz więcej miejsca w tym moim pokoiku. Są tu, między innymi róg myśliwski od Wojtka Bąka, realizatora radiowego, czy drewniana maczuga, którą otrzymałem jako nagrodę w Bieszczadach, a także wiele innych drobiazgów. Miejsce na wolnym fragmencie ściany zajmuje obraz i karykatura. To jest narzeczeński portret moich rodziców, matka miała wtedy 18 lat, a ojciec 28. Kiedyś był to portret w pięknej ramie. Niestety przez liczne przeprowadzki zniszczyła się i musiałem to oprawić na nowo. Karykatura z kolei to ja w oczach Marka Rony.

9 13 STYCZNIA 2014

Tak jak książki w Pana gabinecie uwagę przykuwają małpy. Skąd się one wzięły? Pierwsza przyjechała ze Stanów Zjednoczonych, gdzie gościliśmy na zaproszenie mojej koleżanki - Ewy Sadowskiej, jazzowej piosenkarki. Tam, w miejscowości Princeton, kupiłem sobie jako pamiątkę pluszową białą małpkę. Otrzymała imię od miasta, z którego przyjechała. Po jakimś czasie od tej samej koleżanki przyszła pocztą druga małpka, która otrzymała imię Ewa. Jak już były dwie, to pomyślałem sobie - czemu nie trzy. Zawsze lubiłem te zwierzęta, bo ich podobieństwo do człowieka jest uderzające i przemawia do wyobraźni. Tak zaczęły pojawiać się kolejne małpki. To ja sobie jakąś kupiłem, to od kogoś dostałem, bo wiedział, że zbieram. Największą otrzymałem od syna. Obecnie jest ich 24 sztuki. Każda z nich ma imię nawiązujące do okoliczności jej nabycia, np. Dożynek był kupiony w Koronowie na dożynkach. Z czasem okazało się, że jest to trudne zbieractwo, bo wszędzie >>


TA K M I E S Z K A M >> można dostać misie, żaby, słoniki, a z małpami jest kłopot. A ten kawałek gzymsu z wkomponowanym zdjęciem stojący na półce? To coś szczególnego? To pamiątka po domu w Jabłkowie koło Wągrowca. To był przedwojenny dworek, który po wojnie przydzielono do miejscowego PGR-u i ulokowano tam mojego ojca, który został księgowym gospodarstwa. Gdy kiedyś odwiedziłem ponownie to miejsce, a dworek już był rozbierany, wziąłem sobie na pamiątkę kawałek rzeźbionego gzymsu, na którym umocowałem zdjęcie mojej mamy. Teraz stanowi wyjątkową pamiątkę po mamie, pięknym domu i atmosferze tamtego miejsca. Wnętrze tego pokoju poza regałami pełnymi książek dopełnia zaledwie kilka mebli. Dobierane były według jakiegoś klucza? Przede wszystkim miały być praktyczne i użyteczne. Biurko nie jest wielkie, ale wystarcza mi do pracy. Do tego stolik z dwoma fotelami, przy którym można usiąść i z kimś porozmawiać. Do tego rozkładany fotel-kanapa, na którym w razie potrzeby może ktoś się przespać. Niczego nie dobierałem według określonego stylu, ale tak aby było funkcjonalne. Pewnie coś się tu pozmienia po przyszłorocznym remoncie. Wspomniał Pan o dworku w Jabłkowie. Czyli mieszkanie w bloku to nie jest przestrzeń, w której się Pan wychował?

13 STYCZNIA 2014

10

Zdążyłem przeżyć wiele przeprowadzek. Dzieciństwo rzeczywiście spędziłem w pięknych dużych domach. Dopiero jako starszy uczeń i potem już jako dorosły mężczyzna przebywałem w małych mieszkaniach. Taka zmiana musiała być trudna? Urodziłem się w Wiśniewie w powiecie konińskim podczas okupacji i tam mieszkaliśmy z rodzicami w gorzelni. Nie pamiętam jednak stamtąd niczego, bo jeszcze jako malutkie dziecko razem z rodzicami przeprowadziłem się do Trzemeszna. Potem przenieśliśmy się do dworku w Smogulcu. W takich obiektach lokowano wówczas pracowników administracji PGR-ów, a takim był mój ojciec. Stamtąd przenieśliśmy się do dworku w Jabłkowie. To miejsce wspominam z szczególnie wielkim sentymentem. Tamtejsze wnętrza były pełne antyków, a w salonie stał fortepian. Co było potem? Niestety, młodo zmarł mój ojciec i musieliśmy się z mamą przeprowadzić do jednego pokoju w Wągrowcu. To było trudne szczególnie dla mojej mamy, która musiała zostawić bardzo wiele pięknych mebli i przedmiotów, do których przywykliśmy w Jabłkowie. Dlatego szukając lepszych warunków do życia, zdecydowała ona wkrótce o kolejnej przeprowadzce. W zorganizowaniu tego przedsięwzięcia pomogła jej jedna z koleżanek. Tak trafiliśmy do Bydgoszczy.

Zamieszkaliśmy ponownie w jednym pokoju z kuchnią - na ulicy Sienkiewicza. Domyślam się, że to nie był koniec przeprowadzek? Zgadza się. Potem jeszcze przeprowadzaliśmy się na ulicę Jasną. To już było po mojej maturze i w tamtym mieszkaniu mieliśmy trzy pokoje. Kolejne moje lokum to był strych na ulicy Unii Lubelskiej. Wprowadziłem się tam z moją pierwszą żoną i dopiero co urodzonym synem. Było to w 1969 roku. Pracowałem wówczas w radiu i marzyłem o lepszych warunkach. Pomocni w załatwieniu przydziału na mieszkanie okazali się koledzy z pracy. Pracując w radiu, dość krytycznie wyrażałem się o ówczesnym ustroju i władzy, a do tego nie należałem do partii, więc sam miałem małe szanse na powodzenie w tej kwestii. Natomiast ci koledzy, którzy należeli do partii, zaczęli przekonywać sekretarza mniej więcej w ten sposób „dajcie temu Prussowi jakieś porządne mieszkanie, to się na pewno uspokoi, bo to wartościowy człowiek, ale strasznie zirytowany warunkami w jakich żyje”. I tak dostałem swoje „M” na ulicy Szarych Szeregów. Po śmierci mojej pierwszej żony przeprowadziłem się po raz ostatni. Tu, na Wzgórze Wolności, do bloku, w którym mieszkam do dzisiaj. Myśleliśmy niedawno z obecną żoną o domku pod Bydgoszczą, ale doszliśmy do wniosku, że to już nie dla nas. Zostaniemy więc tutaj.


T W O JT AE MO AK TO LN I UC MA E -R UT : O RX UX ŃX

Nasz szpital na miarę XXI wieku Jesienią przyszłego roku w Toruniu rozpocznie się potężna inwestycja - rozbudowa Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego na Bielanach. Koszt: ok. 500 mln zł. TEKST: Janusz Milanowski

SOR Z PRAWDZIWEGO ZDARZENIA

Drugim niezwykle ważnym ogniwem nowej części szpitala będzie Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR), który zajmie 3 tys. m kw. Na dachu budynku znajdzie się lądowisko dla helikoptera, połączone bezpośrednio z SOR, Oddziałem Intensywnej Opieki Medycznej oraz blokiem operacyjnym. Dzięki temu szpital będzie w pełni przygotowany do udzielania pomocy ofiarom wypadków w ciągu pierwszej godziny, co jest kluczowe dla ratowania życia. Wyżej powstaną, m.in.: blok operacyjny z 10 nowocześnie wyposażonymi salami, w tym dwiema dla neurochirurgii; oddział intensywnej opieki medycznej (OIOM) z ponad 20 łóżkami. Na Bielany przeniosą się pacjenci dwóch byłych szpitali: obserwacyjno-zakaźnego i psychiatrycznego.

Na Bielany przeniosą się pacjenci dwóch byłych szpitali: obserwacyjnozakaźnego i psychiatrycznego. W starym budynku pozostanie oddział chorób wewnętrznych i kardiologia

W starym budynku pozostanie oddział chorób wewnętrznych i kardiologia. Gmach zyska nowe windy. Inwestycja obejmie także rozbudowę bloku żywieniowego i szpitalnej apteki. Zdecydowanie poprawią się warunki leczenia dla chorych, na terenie szpitala znajdzie się też wielopoziomowy parking.

NAJPIERW GŁÓWNY BUDYNEK

- Gotowy jest projekt architektoniczny, który był konsultowany z koordynatorami i kierownikami poszczególnych jednostek szpitala - mówi dr Badurek. - Kończymy kompletowanie wszystkich dokumentów niezbędnych do wystąpienia o pozwolenie na budowę. Zakładamy, że proces ten zakończy się w połowie stycznia. Wówczas wiosną możliwe będzie ogłoszenie przetargu na wykonawcę robót, a jesienią przystąpienie do budowy. W pierwszym etapie powstanie nowy, główny budynek szpitala, znacznie przestronniejszy od dotychczasowego. Według rzecznika może to potrwać do 2,5 roku. Następnie zostaną wzniesione nowoczesne budynki dla oddziałów mieszczących się obecnie w szpitalu zakaźnym i psychiatrycznym. Realizacja całości projektu powinna zająć ok. 5 lat. - Nasz szpital stanie się bardzo dużym, zintegrowanym centrum medycznym, zorganizowanym zgodnie z najwyższymi standardami - podsumowuje dr Badurek. - W mojej ocenie mówimy o inwestycji nie mniej ważnej dla Torunia jak właśnie zakończona budowa nowego mostu.

11 13 STYCZNIA 2014

S

ercem nowego, głównego budynku szpitala, zbudowanego na planie litery H, będzie nowoczesny centralny blok operacyjny. Obecnie stoi tu budynek oddziału wewnętrznego i chemioterapii nowotworów, który zostanie zrównany z ziemią. Na ich miejscu powstaną, m.in. dwie hybrydowe sale operacyjne, czyli takie, na których można jednocześnie operować i prowadzić wysokospecjalistyczną diagnostykę obrazową. - Takie rozwiązanie umożliwi przeprowadzenie w naszym szpitalu skomplikowanych zabiegów z zakresu chirurgii naczyniowej i neurochirurgii, wymagających zaangażowania wielospecjalistycznego zespołu lekarskiego - mówi dr Sławomir Badurek, rzecznik WSZ.


T W O J A O KO L I C A - B Y D G O S ZC Z

fot. Kuba Ignasiak

1


2

Bydgoskie murale zdecydowanie wyróżniają się spośród tych tworzonych w innych miastach. Znakomitą formę plastyczną łączą z perspektywą społeczną - jak dawno temu w Meksyku. TEKST: Janusz Milanowski

W

Europie przez wieki malowanie ścian było tzw. sztuką wysoką. Freski zastrzeżono niejako dla miejsc religijnego kultu i bogatych rezydencji. Murale wywodzą się z Meksyku z początków XX w. Od początku miały charakter egalitarny. Były sztuką buntu, kontestacji świata społecznego. Tworzyli ją lewicujący artyści, jak np. Diego Rivera, mąż słynnej Fridy Kahlo. W ubiegłym wieku murale najgłośniej krzyczały z murów miast Ameryki Łacińskiej, USA i z Belfastu, nawołując do tworzenia nowej podmiotowości społecznej i kulturowej.

BYDGOSKA SPECJALIZACJA

Murale w polskich miastach to odpowiedź artystów na zawładnięcie przestrzeni miejskich przez reklamę kiełbas, piwa, samochodów, bielizny czy partyjnych sloganów ugrupowań politycznych. We Wrocławiu, Gdańsku, Warszawie,

Katowicach czy Łodzi jest to odpowiedź stricte estetyczna. Samorządy tych miast zaczynają wydawać duże pieniądze, by promować się właśnie poprzez murale, rywalizując wręcz na ilość realizacji. Na tym tle wyróżniają się murale bydgoskie. Łącząc znakomitą formę artystyczną z perspektywą społeczną, świadome nawiązują do owej latynoskiej idei ściennego malowidła. - Tutaj ważniejsza jest strona społeczna i edukacyjna niż komercja czy promocja - podkreśla Marcin Płocharczyk, który swój muralowy, edukacyjny projekt rozpoczął dziesięć lat temu w Bydgoszczy. - Jednak ten charakter społeczny musi być połączony z wyrazistym produktem artystycznym.

DOBRE OGNIWA POŚREDNIE

Marcin Płocharczyk najpierw zaangażował młodych ludzi ze środowisk punkowych i hipho-

powych, działających na peryferiach oficjalnej kultury. Malowali garaże, organizowali mniejsze bądź większe wydarzenia aż po Festiwal Graffiti. Dziś niektórzy z tych ludzi należą do czołówki polskich i europejskich muralistów. Następnym etapem było wkroczenie w przestrzeń publiczną w taki sposób, żeby zaistniały w niej komunikaty ludzi wykluczonych. Chodziło, m.in. o przełamanie zawładnięcia przestrzeni publicznej przez reklamę produktów dużych korporacji oraz polityków. - Dlatego zaangażowałem bezdomnych, seniorów, więźniów czy dzieci na Londynku - wyjaśnia Płocharczyk. - Dla mnie najważniejsza jest scena społeczna. Jego zdaniem współczesne miasta ze swoimi problemami decentralizacyjnymi, bezdomnością, wykluczeniem różnych grup społecznych mogłyby się lepiej promować poprzez programy artystyczno-społeczne niż sztukę dla sztuki, >>

13 13 STYCZNIA 2014

fot. Dariusz Gackowski

T W O J A O KO L I C A - B Y D G O S ZC Z


>> która tylko upiększa. W ten sposób, oprócz sygnału przyjaznego wizerunku miasta dla ludzi, można stworzyć wiele dobrych ogniw pośrednich, uzupełniających kulturę tworzoną przez instytucje oficjalne.

REMEDIUM NA SZAROŚĆ

Bydgoski mural doskonale nawiązuje też do sztuki dla sztuki jako remedium na szarość wielkiej płyty. Warto wiedzieć, że w Bydgoszczy powstał w lipcu 2009 największy mural w Polsce na ścianie bloku przy parku Witosa. Na potrzeby tego projektu Marcin Płocharczyk powołał grupę City2City - dziewięciu młodych malarzy z Bydgoszczy, Olsztyna i Łodzi. W ciągu tygodnia stworzyli dziesięciopiętrowe dzieło „Piotruś Pan”, które trafiło do albumu „Mural Art” - Biblii światowego muralu. Warto wiedzieć, że niebieska piżamka Piotrusia w zamyśle artystów była różowa. Jednak mieszkańcy bloku nie chcieli chłopczyka w różach i artyści uczynili zadość ich gustom. Inną znakomitą realizacją w tym nurcie jest „Zmienna fortuna, od żebraka do bogacza” autorstwa Chazme (Daniel Kaliński) i Sepe (Michał Wręga) - muralistów mieszkających w Warsza-

4

fot. Tomasz Czachorowski

13 STYCZNIA 2014

14

3

wie. Malowidło na domu przy ul. Obrońców Bydgoszczy jest pomysłem Kuby Ignasiaka z Miejskiego Centrum Kultury na promocję bydgoskiego festiwalu Filmów Animowanycyh - Animocje. - To autorski pomysł malarzy, nawiązujący do ruchomych obrazów - wyjaśnia Ignasiak, administrator strony Street Art Bydgoszcz na FB. - Podstawą jest figura niemożliwa, tzw. schody Penrose’a, na których postać ludzka przemienia się z żebraka w bogacza i odwrotnie, dając złudzenie ruchu. I ten mural przeniknął do naszej popkultury, wymieniany jest w branżowych rankingach jako jedna z najciekawszych prac.

1 Fragment ogrodzenia Centrum Pomocy dla Bezdomnych Mężczyzn przy ul. Fordońskiej 422 2 Mural na ścianie kamienicy przy ul. Obrońców Bydgoszczy 11, powstał w ramach festiwalu ANIMOCJE 2013 3 „Piotruś Pan” na ścianie wieżowca przy ul. 3 Maja 4 To wspólne dzieło artystów i więźniów z Zakładu Karnego w bydgoskim Fordonie. Mural zdobi ścianę bloku przy ul. Bora-Komorowskiego 10 5 Ściana Gimnazjum nr 24 przy ul. Kościuszki


R

fot. Kamil M贸jta

E

K

L

A

fot. Tomasz Czachorowski

M

A

T W O J A O KO L I C A - B Y D G O S ZC Z 5


K R Z Y W Y M O K I E M - B Y D G O S ZC Z

Fajna ILUZJA Chciałbym, by miasto nasze bezustannie spowite było czernią nocy. By ta pora dnia nigdy nie miała końca i trwała. Jakub Elwertowski*

13 STYCZNIA 2014

16 Wędrując codziennie wieczorem zakamarkami naszej Bydgoszczy, widzę, że noc ma na nią dobroczynny wpływ. Wierzę, że staje się ukojeniem dla komunikacyjnych migren, cywilizacyjnych chorób i gangren, pulsujących wrzodów i złośliwych narośli. Mówię wam uczciwie... korzystając z chwili wolnego czasu, zaaplikujcie sobie wieczorny spacer. Zobaczycie wtedy sami, co mam na myśli. Chociażby możliwość beztroskiego poruszania się miejskimi chodnikami. Bo i brak wszędobylskich samochodów, codziennie zalewających każdy możliwy skrawek ziemi. Zamiera ruch drogowy, dzięki czemu szkoła przetrwania na ulicy nie jest już potrzebna. Przeźroczystość powietrza wyostrza wasz wzrok, dzięki czemu odkrywacie wiele nowych, niewidocznych za dnia zjawisk i efektów wizualnych.

DRUGIE ŻYCIE

Lubię Bydgoszcz nocą. Cisza i spokój wtedy dookoła. Brud i syf, tandeta i bylejakość znikają w mroku. Kolorowe neony migocą wesoło i wyraźne, zawieszone na ścianach i dachach pogrążonych w śnie budynków. Nawet te koszmarne szyldy reklamowe przybierają inną niż dotychczas jakość i wygląd. Podświetlona Bazylika czy Wieża Ciśnień, bulwary nad Brdą, Wyspa Młyńska nabierają dzięki nocnej

czerni magicznego charakteru. Kamienice, których wiele ostatnim czasem ratuje się od zguby, także otrzymują „drugie” świetlne życie. Chciałbym, by tak było możliwie jak najdłużej. By jak najdłużej nie widzieć porozrzucanych śmieci dookoła. Nie oglądać koszmarnych, szpetnych i odrapanych ścian śródmiejskich kamienic. Chciałbym, by ohydne napisy na murach zniknęły w mroku. By niektóre obskurne budki handlowe i kioski, dziurawe i krzywe chodniki, na zawsze zlały się w gładką i czystą formę. A to, że złapię „przysłowiowego” zająca? Nieważne. Lepiej nie widzieć tego, na co się upada. I oby niezliczona ilość metalowych oraz drewnianych ogrodzeń nagle rozpłynęła się i zniknęła.

w pobliskiej piekarni, drażniący smakowicie nozdrza, a nie smród nierzadko palonych opon czy innych plastikowych śmieci wydobywający się z wielu jeszcze starych kominów. Chciałbym, by ta noc trwała możliwie jak najdłużej. Nie chcę w świetle dnia widzieć ohydztwa w postaci setek, jak nie tysięcy barierek, stojących przy krawężnikach, wiatach autobusowych i deptakach. Jak nie żółte, to biało-czerwone, jak nie białe, to zielone, i do tego cały czas zakurzone i brudne. Niech bogini nocy weźmie ze sobą te wszystkie blaszane garaże, znaki drogowe i reklamy psujące miejski krajobraz. Niech zagarnie kiczowate i jarmarkowe fasady bloków mieszkalnych. Oczyści miasto z psich odchodów, gum do żucia i papierosowych petów.

MOST DA SIĘ LUBIĆ

Tak, noc najlepszą gumką do mazania, perfekcyjnym retuszerem i czarodziejem. Magiem, który trikami znanymi tylko sobie oszukuje widza. Iluzja, oczywiście. Ale za to jaka fajna, prawda? Nawet koszmarny nowy most przez Brdę, spowity w nocnej czerni, odpowiednio oświetlony, da się lubić i przyjemnie na niego popatrzeć. Rzeka, którą wreszcie można usłyszeć w centrum miasta. Zapach pieczonego chleba

*Ukończył Wydział Sztuk Pięknych UMK i Gdańską Wyższą Szkołę Humanistyczną; twórca grupy artystycznej Parter02 i Atelier Procesów Twórczych Apetyt; artysta malarz, nauczyciel specjalny w Zespole Szkół nr 30 w Bydgoszczy.


P R Z Y M R U ŻO N Y M O K I E M - TO R U Ń

ZAGRYZAJMY SIĘ

piernikiem

Promocja powinna lansować mieszkańców, a nie same widoczki. Janusz Milanowski*

Takiej piosenki uczyłem się w szkole podstawowej jeszcze za Gierka. Dalej jest o tym, że mieszkał tu Kopernik, chodził tu do szkoły i był jak my wesoły. Od tamtych czasów jakby się nic nie zmieniło, gdy pomyśleć o promocji naszego miasta. Artefaktów związanych z toruńskim kultem Kopernika jest mnóstwo. Pierniki, znakomite skądinąd, też nadal nas rozsławiają podobnie jak piernikowe artefakty. Sztandarowym jest Piernikowa Aleja Gwiazd przed Dworem Artusa. Wejdźmy na chwilę do niej...

NASZE MIĘDZYZDROJE

Przez jakiś czas koronę po Koperniku przekazaliśmy prof. Aleksandrowi Wolszczanowi, odkrywcy pierwszych planet pozasłonecznych, który w Toruniu studiował i rozpoczął karierę naukową. On też jako pierwszy wraz z Grażyną Szapołowską złożył swój autograf we wzmiankowanej alei. Spekulowano potem, że to potencjalny laureat Nobla, akcentując przy tym, że Nasz - z Torunia! I nagle nastała cisza trwająca do dziś po jesieni 2008 r., kiedy okazało się, że wybitny uczony donosił esbekom na kolegów. Laureaci Piernikowej, tacy jak prof. Wolszczan, Grażyna Szapołowska, Bogusław Linda, Janusz L. Wiśniewski, Joanna Koroniewska, jakoś nie chwalą się toruńskimi korzeniami opowiadając o swym życiu i twórczości. Aleja zresztą zdaje się obumierać, bo coraz trudniej o wybitnych, bądź chociaż w miarę znanych kandydatów z Torunia. Bydgoszczan może ucieszy fakt, że znalazł się w niej urodzony nad Brdą wybitny kompozytor Piotr Moss, który w Toruniu skończył szkołę

muzyczną. Myślę, że jest to jakiś klucz, by Piernikowa dalej trwała, bo fajny jest ten kawałek Międzyzdrojów na rynku.

GDZIE MĄDRY KONCEPT

Promocja Torunia kuleje. Od czasu do czasu wydajemy jakieś 100 tys. zł na film promocyjny, którego nigdzie potem nie uświadczysz. Magistrat w dobrej woli przekonuje wówczas dziennikarzy, że to jest to, a oni - nie bez racji - mają tylko używanie. Czego nie napiszą w swoich gazetach, to umieszczą na Facebooku i jest wesoło. A sprawa jest poważna, bo promocja to część wizji rozwoju miasta, to wskazanie, do czego ono zmierza i jakie ma ambicje. Promocja to nie tylko ładne pocztówki kręcone z wysięgników nad starówką, okazjonalne festiwalowe wydarzenia i wyliczanka liczby uczestników plus wskazanie na organizatora. Promocja to mądry koncept na całość: historii, kultury i wskazanie terenów inwestycyjnych. Dygresja a’propos kultury. Rozmawiając z ludźmi sztuki z innych miast, czuję się zawsze w obowiązku powiedzieć, że to u nas pobudowano pierwszy po II wojnie światowej budynek służący wyłącznie prezentacji sztuki współczesnej. - Naprawdę?! - słyszę niezmiennie zdumienie w głosie.

TYLE I AŻ TYLE...

Nie ma sensu wymieniać kwot przekazanych na opracowania przeróżnych strategii (ze sztandarowym dziełem Grupy Eskadra włącznie), pomysłów. Nie ma sensu wskazywać na przykłady zmarnowanych szans. A dlaczego „nie ma”? Ponieważ - moim zdaniem - i tak nie wyciągnięto z tego żadnych wniosków i jest jak jest. Z tymi wszystkimi konceptami jest jak z sauną parową w nowym Centrum Sportowym UMK. Wszystko wygląda świetnie, ale z sufitu kapią na plecy cholernie gorące krople, bo jakiś

orzeł nie pomyślał, żeby ten podwieszany sufit zrobić skośny, nie mówiąc o materiałach. Tylko tyle i aż tyle: ktoś nie pomyślał... Promocja powinna lansować (sic!) i wynosić mieszkańców, a nie same widoczki. W naszym mieście nie brakuje pasjonatów ze świetnymi inicjatywami. Przykładem niech będą Stowarzyszenie Bydgoskie Przedmieście albo znakomita grupa Toruńskie Spacery Fotograficzne. Promocja niech zakłada partycypację obywateli w tych działaniach (mówiąc unijnym językiem). Dopiero wówczas powstanie wizja miasta, które nie godzi się na przeciętność, miasta z wielokulturową tradycją pogranicza i pełnego niespokojnych, kreatorskich osobowości. I do tej wizji można dopracować strategię i nie trzeba tego zlecać jakimś zewnętrznym cwaniakom od PR - można to zrobić wspólnie z mieszkańcami.

TOAST NA KONIEC

Zakończę językiem przemówień. Miniony rok, był rokiem przełomowym w historii naszego miasta. Oddaliśmy do użytku nowy most drogowy, zwiększając w ten sposób m.in. atrakcyjność inwestycyjną miasta. W Toruńskim Parku Technologicznym powstało najnowocześniejsze w Polsce centrum przetwarzania danych Exea Data Center. Staliśmy się tym samym krajowymi pionierami świadczenia usług „w chmurze”, a Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy od początku może konkurować z gdańskim Hevelianum czy wraszawskim Kopernikiem. Zaczęliśmy budowę Sali Koncertowej na Jordankach, a na ukończeniu jest hala sportowo-widowiskowa przy ul. Bema... Zagryźmy sukces piernikiem.

*Dziennikarz, publicysta, fotograf. Miłośnik długodystansowego pływania i jazzu.

17 13 STYCZNIA 2014

„Kto w Toruniu mieszka, wesoło się śmieje, je toruński piernik - dobrze mu się dzieje.”


F I N A N S E

NOWOROCZNE

POS TANOWIENIA Święta, święta i... pusty portfel. Co zrobić, by nie odczuć poświątecznej pustki w portfelu i oszczędzić na naszych miesięcznych wydatkach? TEKST: Hanna Tarczykowska*

* HANNA TARCZYKOWSKA

13 STYCZNIA 2014

18

Menedżer z kilkunastoletnim stażem pracy w międzynarodowych bankach obsługujących klientów w zakresie kredytów hipotecznych, gotówkowych, firmowych oraz produktów depozytowych, a także dyplomowany doradca finansowy. Współzałożycielka firmy Planet Finance Broker.

N

ie jest łatwo wrócić do poświątecznej rzeczywistości, kiedy pusty portfel, a w wielu wypadkach ten piękny czas zorganizowaliśmy dzięki świątecznym ofertom bankowym. Niestety, już w styczniu bank czeka na spłatę raty kredytu gotówkowego, który zaciągnęliśmy, aby przeżyć radośnie Święta. Zatem, aby nie odczuć boleśnie powitania nowego roku, proponujemy rozpocząć pracę z kalendarzem i dokładnie notować sobie w nim nasze stałe miesięczne zobowiązania. Dzięki temu będziemy mogli terminowo dokonywać płatności i unikniemy naliczania odsetek za płatności po terminie. Dodatkowo musimy pamiętać, że każda instytucja, bank czy operator telekomunikacyjny lub dostawca innych usług za każdą nieterminową płatność obciąży nas kosztami upomnienia. Ma do tego prawo, a są to zupełnie zbędne koszty, których w ogóle nie musimy ponosić.

KILKANAŚCIE ZŁOTYCH

ANETA SZCZEŚNIAK Doradca finansowy. Posiada dyplomy i certyfikaty szkoleń z zakresu technik sprzedaży, obsługi klienta, negocjacji handlowych, zarządzania i motywowania, a także w obszarze obsługi kadr i płac oraz rozmów rocznych, prowadzonych przez renomowane instytucje szkoleniowe. Współzałożycielka Planet Finance Broker.

1480313TRTHA

Planet Finance, ul. Grudziądzka 79, Toruń tel. 56 663-53-53 | 605-169-365 | 607-494-820

www.planetfinance.pl

Kolejnym dobrym sposobem na ograniczenie zbędnych wydatków jest skorzystanie z propozycji operatorów, którzy w zamian za faktury elektroniczne, nie obciążą nas kosztami związanymi z wydrukiem i wysyłką takiej faktury. Dzięki temu oszczędzimy nawet do kilkunastu złotych miesięcznie. Banki również oferują możliwość taniego korzystania z bankowości elektronicznej i zmniejszenia tym samym kosztów bankowych, jeśli na przykład zdefiniujemy sobie przelewy lub skorzystamy z tzw. „Koszyka przelewów”. W ten sposób oszczędzimy na opłatach za przelewy lub kosztach SMS do potwierdzania wykonywanej transakcji. Należy pamiętać też, że korzystanie z bankomatów, czyli wypłata gotówki, jest często obciążone prowizją. Dlatego ważne jest, aby wypłacać z bankomatu wskazanego nam przez nasz bank, bo wówczas nie zapłacimy prowizji, a najlepiej dokonywać transakcji bezgotówkowo, jeśli to tylko możliwe.

BEZ ODSETEK

Wielu z nas jest szczęśliwymi posiadaczami kart kredytowych, ale niewielu wie, że korzyści płynące z korzystania z karty kredytowej są wówczas, kiedy pamiętamy, aby dokonywać spłaty całości zobowiązania na karcie w okresie bezodsetkowym. Tylko wtedy unikniemy wysokiego oprocentowania za nasze zakupy. Jeśli dokonamy spłaty po tym terminie, wówczas nasze zobowiązanie przechodzi w wysoko oprocentowany kredyt. Warto jest też monitorować obroty na karcie kredytowej, aby uniknąć opłaty rocznej za korzystanie z karty. Każdy bank wymaga wykonania minimum transakcji bezgotówkowych, poniżej których naliczane są opłaty roczne od 50 zł wzwyż, w zależności od banku.

DOGODNY ZAKUP WALUTY

Ustawodawca też przewidział dla nas możliwość ograniczenia kosztów związanych z korzystaniem z kredytów, zwłaszcza tych walutowych, wprowadzając ustawę antyspreadową. Daje ona możliwość samodzielnej spłaty kredytu w walucie, w jakiej został on zaciągnięty. Polega to na tym, że możemy sami zakupić walutę i wpłacić na rachunek spłaty kredytu. Dzięki dogodnemu zakupowi waluty można zaoszczędzić znacząco na różnicy kursowej.

NIEZALEŻNOŚĆ FINANSOWA

Propozycja rządu w zakresie dofinansowania przy zakupie pierwszego lokum w ramach programu MdM, który właśnie wchodzi w życie wraz z nowym rokiem, pozwoli również dokonać oszczędności, a zaoszczędzone środki można wykorzystać na remont lub nawet wpłacić na konto oszczędnościowe lub lokatę bankową. Umiejętnie korzystając z produktów finansowych i usług, uczmy się oszczędzać nawet najdrobniejsze kwoty. Wypracowując w sobie nawyk comiesięcznego oszczędzania, będziemy mogli z łatwością i bez obaw myśleć o swojej przyszłości finansowej, a nawet rozpocząć systematyczne budowanie swojej niezależności finansowej.


W N Ę T R Z A

Jak w mieszkaniu typu klitka zmieścić wszystko, co potrzebne? Pokazujemy, jak wykorzystać dostępną przestrzeń do ostatniego centymetra! TEKST: Dominika Kucharska

T

rików pozwalających optycznie powiększyć małe wnętrze jest wiele. Pamiętajmy jednak, że nawet, jeśli wykorzystamy je wszystkie naraz, to i tak nie zyskamy tego, na czym zależy nam najbardziej, czyli realnej przestrzeni. Bez dobrego planu się nie da.

MĄDRA PRZESTRZEŃ

- Jestem zwolenniczką kierowania się funkcjonalnością. Kwestie czysto estetyczne są bardzo ważne, ale w tym przypadku drugorzędne - mówi projektantka wnętrz Maja Studzińska, właścicielka firmy Fly Design. - W mieszkaniu o małym metrażu nie ma miejsca na przypadkowość - dodaje. Na liście rzeczy niezbędnych, które umożliwiają mądre wykorzystywanie przestrzeni, królują meble wielofunkcyjne. W końcu, gdy mamy do dyspo-

W domowym zoomowaniu dobrze sprawdzają się także jasne kolory. Biel, pastele są idealne. Pionowe pasy na ścianie sprawią, że pokój będzie wydawał się wyższy. Te poziome natomiast poszerzą wnętrze

zycji 10 metrów kwadratowych, na których ma zmieścić się, na przykład salon z aneksem, to klasyczną meblościankę lepiej sobie odpuśćmy. Co zamiast tego? Kanapo-stoło-półka i ścianka działowa w jednym. A może łóżko chowane w ścianie, wykorzystujące patent rodem z Peerelu? Właśnie tak! Projektanci głowią się nad tym, jak uzyskać więcej funkcji przy oszczędności metrów kwadratowych. I dzięki ich główkowaniu jeden i ten sam pokój może być sypialnią, biurem i przestrzenią do wypoczynku w jednym. Sporo łatwo dostępnych tego typu rozwiązań znajdziemy chociażby w katalogach Ikei. - Przykładem mogą być regały zawieszone na ścianie, które mają ukryte dodatkowe funkcje, takie jak wysuwane biurko czy

praktyczne schowki - mówi Maja Studzińska. Zapotrzebowanie na wielofunkcyjność dostrzegają także mniejsi producenci mebli, więc jest nadzieja, że będą ona coraz tańsze. Obecnie za innowacyjność zapłacimy trochę więcej niż za tradycyjne meble, ale ile zyskamy...

NIEPRZYPADKOWOŚĆ

Z hasłem „funkcjonalność” trzymajmy się równie blisko planując urządzenie sypialni. Oczywiście w tym pomieszczeniu pierwsze skrzypce gra łóżko. Co radzi nasza specjalistka? - Wybierajmy takie z wysuwanymi szufladami. Jeśli nasze wymarzone łóżko nie ma tej opcji możemy sami dokupić płaskie schowki. Nie marnujmy przestrzeni pod łóżkiem - podkreśla Maja Studzińska. >>

13 STYCZNIA 2014

ZOOM domowy

19


T ENMĘ AT TR ZNAU M E R U : X X X W

>>

To ważne, bo mimo że mawia się, iż problemów nie należy zamiatać pod dywan, to już wciskanie walizek czy pościeli na zmianę pod łóżko jest jak najbardziej wskazane. Dobrze, jeśli w sypialni uda nam się znaleźć także miejsce na szafę typu komandor - od podłogi do sufitu. To niezwykle praktyczne wyjście. W małych wnętrzach szafy z otwieranymi drzwiami mogą zabierać zbyt wiele miejsca. Wybierajmy więc te z drzwiami przesuwnymi. Jeśli zamiast okleiny wybierzmy lustro, to dodatkowo optycznie powiększymy pokój, ale o tym za chwilę.

UMYWALKA NA WANNIE

13 STYCZNIA 2014

20

Do kuchni zamiast stołu możesz wstawić 2 wygodne hokery. W ofertach oprócz tradycyjnych krzeseł barowych znajdziesz również krzesła z oparciem.

Łóżko piętrowe sprawdzi się również w pokoju jedynaka. Na dole można wygodnie usiąść, na górze jest miejsce do spania.

Bolączką posiadaczy mieszkań w nowym budownictwie są mikroskopijne łazienki. Co gorsza, z reguły połączone z toaletą. 4 metry kwadratowe? Damy radę. Całe szczęście w łazienkowym asortymencie znajdziemy ofertę stworzoną specjalnie do małych łazienek. Przykład? - Pomysły, gdzie umywalka jest nakładana na wyprofilowaną wannę (na zdjęciu). Jedna z firm produkuje również muszle klozetowe z zamontowaną u góry małą umywalką. Wygląda to dość futurystycznie, ale się sprawdza - mówi nasza specjalistka.


T E M AT N U MW E RN UĘ :T RX ZX AX

BIERZEMY TO POD LUPĘ

Czas na triki powiększające przestrzeń optycznie. Na początek wspomniane lustra, w których ilości nie musimy się ograniczać. W domowym zoomowaniu dobrze sprawdzają się także jasne kolory. Biel, pastele są idealne. Pionowe pasy na ścianie sprawią, że pokój będzie wydawał się wyższy. Te poziome natomiast poszerzą wnętrze. Na koniec pozostaje umiar. Chcąc zyskać więcej przestrzeni, musimy pozbyć się niepotrzebnych dodatków, bo uwaga - minimalizm powiększa.

Lustra optycznie powiększą przestrzeń w małym pokoju. Warto wykorzystać ten pomysł budując szafę lub garderobę (na zdjęciach u góry i na dole).

Firmy wychodzą naprzeciw posiadaczom małych łazienek. Modne i popularne rozwiązanie to umywalka nad wanną (na zdjęciach u góry i na dole).

21 13 STYCZNIA 2014

OK. Tylko, co jeśli wykorzystaliśmy te wszystkie podpowiedzi, a i tak brakuje nam miejsca? - Gdy sytuacja jest podbramkowa, to proponuję wielowarstwowość w górę - mówi Maja Studzińska. Projektanci nie polecają montowania pod sufitem poczciwych pawlaczy. Te już wyszły z mody i przytłaczają wnętrza. Zamiast tego nad ościeżnicą można zawiesić bardzo prostą półkę, na której możemy ustawić niemieszczące się gdzie indziej książki. Posiadacze wyższego mieszkania, np. w kamienicy, mogą się zdecydować na wybudowanie antresoli. - Jeśli na niej umieścimy łóżko czy garderobę to jest to bardzo dobre rozwiązanie - mówi Maja Studzińska.


TZ ER MÓ AB T T NO !U M E R U : X X X

ETAP

ETAP

1

Najważniejszą czynnością, od której musimy zacząć montaż szafy, jest dokładne wyznaczenie poziomicą poziomu podłogi i pionów ścian. Ewentualne krzywizny lub pochyłości będziemy musieli zlikwidować.

ETAP

2

W ścianie nawiercamy otwory do kołków. Nimi przymocujemy główne elementy konstrukcji - profile, listwy dystansowe lub ścianki boczne i tylną. Podstawiając rurę od odkurzacza możemy sprytnie zebrać pył powstały podczas wiercenia.

3

Podczas montażu będziemy musieli dociąć rozmaite elementy lub wyciąć w nich specyficzne kształty. Przydadzą się do tego dobra pilarka i wyrzynarka. Otwory natomiast możemy wykonać otwornicą lub wiertłami do drewna i zwykłą wiertarką.

Zbuduj sobie SZAFĘ Świetnym sposobem wykorzystania przestrzeni w naszym mieszkaniu są tzw. szafy wnękowe. TEKST: Kamil Pik ZDJĘCIA: Marta Pawłowska

13 STYCZNIA 2014

22

A

by zbudować szafę najpierw musimy ustalić miejsce, w którym chcemy mebel ustawić. Wybierając je musimy wziąć pod uwagę resztę wyposażenia pomieszczenia. Konieczny bowiem jest swobodny do niej dostęp, a ona sama powinna wpasować się w wystrój wnętrza. Aby przygotować taki projekt trzeba precyzyjnie zmierzyć długość, szerokość i głębokość wnęki, w której ma stanąć szafa. - Maksymalna wysokość profilu to 275 cm, szerokość to 500 cm, a głębokość powinna być nie mniejsza niż 60 cm. Powyżej tych wartości zaczyna się łączenie profili, ale to już praca raczej dla fachowca niż złotej rączki - radzi Zenon Brzeziński, projektant z firmy Komandor. - Jeżeli nasza szafa ma mieć przynajmniej 90 cm szerokości polecam drzwi przesuwane. Przy otwieraniu nie zajmują miejsca w pomieszczeniu. Szerokość potencjalnych drzwi musimy również uzależnić od tego co chcemy mieć wewnątrz szafy - dodaje.

SZKOPUŁ TKWI W WYMIARACH

Wykonywanie pomiarów będzie bardzo istotne na etapie początkowym montażu. - Najważniejsze będą poziomy i piony, które ma zachować nasza szafa. Nie zawsze jest to prosta czyn-

ność ponieważ w wielu budynkach ściany i podłogi są po prostu krzywe. Musimy zatem sprawnie posługiwać się miarą, poziomicą i kątownikiem. Jeśli krzywizny są na tyle duże, że nie wystarczy delikatnie przyciąć elementy montażowe zostawmy dystans do ściany, który schowamy pod maskownicą (listwą maskującą) - przestrzega Zenon Brzeziński. Planując wnętrze musimy na etapie projektu zwrócić uwagę na długości drążków na wieszaki i szerokość półek. Nikt nie chciałby przecież, aby po zmontowaniu zabudowy okazało się, że na półce możemy położyć półtorej koszuli - powinny zmieścić się dwie obok siebie albo jedna. Projektując szuflady musimy pamiętać, że przesuwne drzwi mają pewną zakładkę, która może uniemożliwić wysunięcie szuflady - radzi projektant. Głębokość szafy trzeba dopasować do naszych potrzeb. Jeśli planujemy montować jedynie półki wystarczy 30 cm. Jeśli zaś chcemy zamontować drążek na wieszaki powinna ona mieć co najmniej 60 cm głębokości plus zapas na ewentualne drzwi. Jeśli zamierzamy zamontować drzwi przesuwne musimy uwzględnić szerokość prowadnic. Chcąc je ukryć wewnątrz szafy trzeba dodać co najmniej 5 cm.

DO ROBOTY

Nikt nie chciałby, aby po zmontowaniu zabudowy okazało się, że na półce możemy położyć półtorej koszuli powinny zmieścić się dwie obok siebie albo jedna. Zenon Brzeziński PROJEKTANT

Montaż zaczynamy od kolejnego sprawdzenia poziomów i pionów wnęki. Na ścianach i podłodze rysujemy linie wyznaczające szafę. Następnie montujemy cokoliki i listwy dystansowe do ścian i podłogi, aby zniwelować ewentualne nierówności. - Jako pierwsze, montujemy elementy szkieletowe. Jeśli szafa oparta jest o dwie ściany montujemy jej ścianki boczne, podłogę i ścianki działowe - wyjaśnia Wojciech Szumiński, montażysta z firmy Komandor. - Wcześniej oczywiście musimy płyty przyciąć do potrzebnego rozmiaru. W nich wykonujemy wcześniej rozplanowane otwory, a następnie przykręcamy te elementy wkrętarką do ścian i podłogi. Cały czas musimy na bieżąco kontrolować zachowywanie poziomów i pionów - warto więc wykonywać taki montaż z drugą osobą do pomocy. Po zamontowaniu ścian zewnętrznych, zabieramy się za ścianki działowe. Przytwierdzamy je za pomocą kątowników przykręcanych na kołkach rozporowych. Przy pomocy kątownika dopilnować należy, aby przegrody były prostopadłe do tylnej ścianki. Ustawiając kolejne przegrody pamiętajmy o odległościach między nimi na półki czy wieszaki, które przewidzieliśmy w projekcie.


T E M A T N U M ZE R ÓU B: XT OX X!

ETAP

ETAP

4

Przed cięciem wszystko musimy odmierzyć i obrysować bardzo dokładnie. Szczególnie, jeśli wyciągać musimy niestandardowe kształty, np. montowana przy szafie listwa musi idealnie przylegać do listwy podłogowej.

ETAP

5

Pod półki przykręcamy specjalne kątowniki, na których je oprzemy. Również na tym etapie pamiętajmy, aby korzystając z poziomicy przypilnować poziomu każdej półki.

6

W zależności od naszych potrzeb i projektu, ukończone dzieło może być szafą zamkniętą drzwiami, ale równie dobrze wpasowanym we wnękę odsłoniętym systemem półek i drążków na wieszaki.

PÓŁKI I DRZWI

ZRÓB TO SAMODZIELNIE! Potrzebne elementy i narzędzia: · zakupione elementy zabudowy (płyty, listwy, tory do drzwi przesuwnych, prowadnice do szuflad, zawiasy do drzwi zamykanych, uchwyty, drążek na wiszące ubrania i rozetki, kątowniki do mocowania półek, zaślepki na śruby, listwy maskujące na ranty płyt) · wiertarka · wkrętarka lub śrubokręt · wyrzynarka i piła do drewna · młotek, nóż, papier ścierny, poziomica · kołki rozporowe o różnych rozmiarach - od 6 do 12

>>> zeskanuj kod QR lub wejdź na >>>>>>

Więcej porad szukaj na

23 13 STYCZNIA 2014

Cały czas na bieżąco musimy poziomicą sprawdzać, czy zachowane są poziomy i piony

Teraz czas na montaż półek i drążków. - Montaż półek najlepiej rozpocząć od góry - kontynuuje Szumiński. - Przy montażu każdej kolejnej pamiętajmy o zachowaniu poziomu. Najpierw wykonujemy dokładne pomiary poziomicą, rysujemy na ściankach linie wyznaczające poziom półek, zaznaczamy też miejsca na otwory (na drewniane kołeczki) lub wkręty. Po zamontowaniu kołeczków lub kątowników, na których ułożona zostanie półka jeszcze raz sprawdźmy jej poziom. Rurkę na wieszaki montujemy za pomocą uchwytów, które z reguły przykręcamy niewielkimi wkrętami do ścian szafy. Jeśli montujemy również drzwi to etap ten zaczynamy od założenia prowadnic. Najpierw górną przykręcamy do sufitu lub górnej płyty szafy, a następnie dolną do podłogi lub dna szafy. Jeśli nie otrzymaliśmy gotowych drzwi, to po przycięciu płyty na jej krawędzie gumowym młotkiem nabijamy metalowe wykończenia. - Następnie wkładamy drzwi. Muszą one idealnie pasować do przygotowanej zabudowy. Wkładamy je według schematu - najpierw góra, a potem lekko je unosząc wsuwamy dół. Jeżeli na etapie montażu konstrukcji dopilnujemy wymiarów, poziomów i pionów włożenie drzwi nie powinno sprawić trudności - kończy fachowiec. Na końcu regulujemy dolne kółeczka, przyklejamy listwy przeciwkurzowe na tory i odbijaki na krawędzie drzwi.


Przede mną dom

T E M AT N U M E R U : X X X

- Uwielbiam moje mieszkanie. Szukałam mniejszego, na innym osiedlu, ale jak weszłam do tego, od razu wiedziałam, że tu zostanę, choć nie na zawsze - mówi Natalia Falkowska-Wierczewska*. ROZMAWIA: Aleksandra Chwastek ZDJĘCIA: Tymon Markowski

13 STYCZNIA 2014

24


TA K M I E S Z K A M Co Cię tu najbardziej urzekło? Przestrzeń i balkony. Uwielbiam tę możliwość wyjścia na świeże powietrze bez opuszczania mieszkania: chwila relaksu, poranna kawa czy posiłek zjedzony w niezamkniętym pomieszczeniu, to dla mnie sposób na szybki odpoczynek. W poprzednim mieszkaniu nie miałam takiej możliwości, tu mam aż trzy balkony! Żyć, nie umierać!

Natalia Falkowska-Wierczewska, PRAWNICZKA

I to każdy od innej strony... Jeden wychodzi na ulicę Sułkowskiego, wchodzi się na niego z salonu połączonego z kuchnią. Jest dość hałaśliwy, ale wieczorami miło na nim posiedzieć. Drugi wieńczy sypialnię i rozpościera się z niego widok na zieleń podwórka. Jest bardzo duży! I ten uwielbiam najbardziej. Wciąż jestem przed jego remontem, ponieważ do tego zadania muszę się wyjątkowo dobrze przygotować. To będzie moja oaza: z hamakiem i dużą ilością kwiatów. Starczy miejsca i na stolik z krzesłami, i na inne meble, choć nie chcę tego miejsca zagracić. Pierwszoplanowa będzie zieleń i wygodne miejsca do siedzenia lub nawet leżenia. Na tym balkonie będę pewnie spędzała cały domowy czas w ciepłe dni. Na trzeci balkon wychodzi się z pokoju Twojej córki... I widać z niego podwórko z drugiej strony domu. Ten balkonik jest bardzo malutki, to raczej okno do podłogi z zewnętrzną balustradą. Jako mama córki zaraz go skojarzyłam z wyjściem dla małej królewny. Mieliście zamieszkać na Osowej Górze, a spotykamy się na Osiedlu Leśnym. Od wejścia wiedziałam, że tu już zostaniemy. Mimo, że założenia, jak sama widzisz, były zupełnie inne. Przestrzeń tego miejsca mnie zachwyciła. Wcześniej mieszkaliśmy na powierzchni 43 mkw. podzielonych na trzy pokoje, kuchnię i łazienkę. Wyobraź sobie te klitki! A w dodatku żadnego balkonu - jak w klatce. Po urodzeniu Julki, a mieszkał z nami wtedy jeszcze owczarek, podjęliśmy decyzję, że czas na zmianę lokum. Ile trwał remont? Pół roku. Mieszkanie wymagało gruntownych przeróbek? Zależało nam na tym, żeby zachować jak najwięcej elementów tego mieszkania. Udało nam się odzyskać stare parkiety, zostawiliśmy piękne, duże drzwi wejściowe, a w wewnętrznych pozmienialiśmy tylko szyby. Nawet szafy z korytarza też są oryginalne. To wszystko kosztowało sporo pracy. Mój mąż i tato własnoręcznie zdejmowali z futryn kolejne warstwy okropnej, olejnej farby, by dostać się do drewna, które szlifowali i bejcowali, by nadać mu głęboki, ciemny kolor. Zrezygnowaliśmy z przepięknych trójskrzydłowych drzwi oddzielających obecny salon od jadalni. Były mocno przeszklone, a przy naszej rozbieganej córeczce stanowiły za duże zagrożenie. Stoją zabezpieczone w piwnicy, może jak Julka podrośnie, to jeszcze je wstawimy? >>

25 13 STYCZNIA 2014

Udało nam się odzyskać stare parkiety, zostawiliśmy piękne, duże drzwi wejściowe, a w wewnętrznych pozmienialiśmy tylko szyby. Nawet szafy z korytarza też są oryginalne.


TA K M I E S Z K A M A układ funkcjonalny jest taki jaki był? Kuchnię przenieśliśmy z obecnego pokoju córki do otwartej przestrzeni dziennej, dzięki czemu zyskaliśmy dla niej osobny pokój, a trio: kuchnia-jadalnia- salon jest blisko siebie. Aranżacja wnętrza jest raczej nowoczesna. To ciepło starego domu chciałam przełamać czymś współczesnym. Ściany w szarości od dawna za mną chodziły. Wiedziałam, że to będzie kolor dominujący. By jednak nie okazało się zbyt ponuro i nudno, przełamałam go mocnymi plamami barwnymi: intensywnym różem, trawiastą zielenią, mocnym niebieskim. Ale to tylko akcenty. >> Nie wiem, bo ta otwarta przestrzeń też nam się podoba. W każdym razie drzwi są i zawsze możemy do nich wrócić.

13 STYCZNIA 2014

26

Z czegoś jeszcze musiałaś zrezygnować? Z pięknej, starodawnej łazienki, wyposażonej nawet w dzwonek, by móc wezwać lokaja. Bardzo nam się jej wystrój podobał, ale sprzęty i płytki były już tak zniszczone, że musieliśmy wszystko skuć i położyć nowe. Kafelki w niektórych miejscach poodpadały, ceramika była mocno spękana. Nie dało się już tego uratować. Obniżyliśmy nieco wysokość całego mieszkania, ale tylko o tyle, ile było to konieczne do ocieplenia sufitu.

Jakim stylem się inspirowałaś? Nie mam swojego ulubionego. Podpatrywałam rozwiązania wnętrz u innych ludzi, którzy się na tym znają, miałam też sporo własnym pomysłów. Przegadywałam je z mężem, on je akceptował i przechodziliśmy do realizacji. Urządzanie mieszkania było dla mnie wielką frajdą. Dużo jeździłam poza Bydgoszcz w poszukiwaniu wyposażenia i jak tylko udało mi się kupić coś, co uważałam, że będzie pasowało, byłam bardzo zadowolona. Panuje u Ciebie luźna, rodzinna atmosfera... Nie lubię takich sztucznych, poukładanych, zimnych wnętrz. Mieszkanie


TA K M I E S Z K A M

Był na to wnętrze jakiś pomysł, którego nie udało się zrealizować? Był. Na wyspę kuchenną całą giętą w kształcie łuku. Zrezygnowałam z niej, ponieważ, po pierwsze, w zupełności zajęłaby wolną przestrzeń, a po drugie

jej cena była zaporowa. Może znajdzie się dla niej miejsce w moim domu? Planujesz jeszcze przeprowadzkę? Myślimy z mężem o budowie domu. Działkę kupiliśmy jeszcze zanim na świecie pojawiła się Julka. Po jej narodzinach okazało się jednak, że moja babcia, która się nią opiekuje, miałaby tam za daleko i sam dojazd byłby kłopotliwy. Kupiliśmy więc to mieszkanie, ale działka czeka. Może jak córka pójdzie do szkoły, wrócimy do tego tematu? Lubię zieleń i chciałabym mieć dom z dużym ogrodem. Ale na to mamy jeszcze czas. Na razie tu czuję się dobrze.

27 13 STYCZNIA 2014

jest do mieszkania. Ma być wygodne i funkcjonalne. Poza tym nasza córeczka to wulkan energii, a my nie ograniczamy jej przestrzeni, w której może się bawić. Jest domownikiem na równych prawach z nami. W naszym mieszkaniu się żyje, każdy korzysta z przedmiotów codziennego użytku i to jest normalne. Nie chcę tu muzeum, a gdy robi się bałagan, trzeba posprzątać i tyle.

FALKOWSKA* NATALIA -WIERCZEWSKA Radca prawny, przewodnicząca Okręgu 4 Twojego Ruchu oraz Koordynatorka Europy Plus na województwo kujawsko-pomorskie. Uwielbia swoją pracę i sporty wodne. Jej hobby zawodowe to zwalczanie absurdów prawnych, które utrudniają funkcjonowanie małym przedsiębiorcom.


Drugie życie pieca

W N Ę T R Z A

Piece te kojarzyły się zwykle z starymi mieszkaniami w przedwojennych kamienicach. Dzisiaj coraz częściej odzyskują swoją świetność, stając się także elementem wystroju wnętrza. TEKST: Kamil Pik

13 STYCZNIA 2014

28

D

obrze zbudowany piec kaflowy jest niezwykle wydajny pod względem zużycia opału. W najlepszych przypadkach, raz zasypany trzymał ciepło nawet przez całą dobę - mówi Radosław Janiszewski, zdun z bydgoskiej firmy ZDUN-BUD. Piece kaflowe spotykane są najczęściej w zabytkowych kamienicach. Niestety, wiele osób ceniąc nowoczesność i minimalizm w aranżacji wnętrza, w ostatnich latach wyrzucało te, częstokroć przepiękne, zabytki techniki grzewczej, zamieniając je na ogrzewanie, np. gazowe. Dziś w wielu domach widać, że moda na piece kaflowe wraca.

PRZYWRÓCIĆ DO ŻYCIA

Nawet jeśli decydujemy się ogrzewać mieszkanie nowoczesnym systemem, to warto jeden piec pozostawić jako „wyjście awaryjne”. Odpowiednio odrestaurowując starą konstrukcję nadamy niepowtarzalny charakter wnętrzom. - Wyjątkowym akcentem mogą być przedwojenne piece. Zdobiły je przepięknek kafle, gzymsy czy przewężenia. Te stawiane w latach 70. (najbliższa kaflarnia była wówczas np. w Koronowie), z reguły nie były już tak piękne. Zarówno kafle jak i architekturę pieca zdominowała prostota - opowiada Janiszewski.

- Odrestaurowanie starego pieca kaflowego polega na rozebraniu całej konstrukcji, wymianie materiałów wewnątrz, zbudowaniu nowych kanałów i postawieniu go ponownie z tych samych, zabytkowych kafli. Jedynym warunkiem, który musi spełniać budynek, aby można było w nim postawić piec kaflowy, jest komin. Najmniejszy przewód kominowy to 14 cm na 14 cm, szersze pozwolą uzyskać lepszy ciąg. - Odtwarzając piec zabytkowy czy budując nowy pamiętajmy, że powinien on być szczelny, a kafle, nawet jeśli wymieniamy pojedyncze, powinny być doskonale dopasowane pod kątem wyglądu - zauważa zdun. - Kiedyś najczęściej piece były układane z kafli w jednym kolorze, lub ściemniających się ku dołowi pieca. Dzisiaj coraz więcej osób zlecających budowę nowego pieca decyduje się na wykorzystanie kontrastujących ze sobą kolorów kafli.

JAK TO DZIAŁA?

Piec kaflowy wykorzystuje kanały rozprowadzające ogrzane powietrze po konstrukcji. - Wielkość pieca dobiera się do kubatury pomieszczenia. Przyjmuje się następujący przelicznik - jeden kafel ogrzewa jeden metr sześcienny powietrza - wyjaśnia Radosław Janiszewski. - Jeden tradycyjny piec kaflowy służy

ILE TO KOSZTUJE? Postawienie pieca z używanych kafli to koszt od 2500 do 3000 złotych w górę za kafle oraz 2000 złotych na usługę zduna. Jeśli będziemy chcieli zrobić to z nowych kafli, to pamiętajmy, że jeden kosztuje od 50 złotych, niektóre mogą kosztować nawet 150 złotych za sztukę. Musimy więc zarezerwować około 7000 złotych na same kafle, a do tego musimy doliczyć pracę zduna oraz pozostałe materiały i akcesoria. Daje nam to kwotę 10000-12000 złotych za nowy piec.

do ogrzewania jednego pomieszczenia. Czasami jednak zdarza się ogrzewać dwa pomieszczenia, podzielone przez ścianę, na której jest piec. Wykuwamy wówczas wnękę, w której stawiamy piec ogrzewający dwa pokoje.

ZACHOWAJMY PROPORCJE

Odrębnym rozwiązaniem są zdobywające popularność piecokominki. W tych systemach w piec kaflowy wbudowywane są wkłady kominkowe, zamykane przeszklonymi drzwiczkami. - W takim przypadku możemy wykorzystać niezależny od spalin kanał powietrzny do rozprowadzenia ciepłego powietrza po innych pomieszczeniach w naszym mieszkaniu. Koszt takiego piecokominka jest wyższy od ceny pieca kaflowego o wartość wkładu kominkowego (ich ceny zaczynają się już od 1500 złotych). Dopasowując taką konstrukcję do naszego mieszkania powinniśmy stosować proporcję 1 kW mocy wkładu kominkowego na 10 metrów sześciennych pomieszczenia. W przypadku wkładów kominkowych mamy do wyboru również te z płaszczem wodnym, które możemy wykorzystać do rozgrzania tradycyjnych grzejników. Tym sposobem możemy stary piec kaflowy wykorzystać do ogrzania całego mieszkania - dodaje na koniec Janiszewski.


Jako prenumerator „Expressu Bydgoskiego” i „Nowości” otrzymujesz: tę 4 prenumera , zł miesięcznie już od 39,99 nie cz onad 240 zł ro p c ją za d ę cz osz o” u Bydgoskieg ss re p x „E ie n a 4 wyd * zł 5 ,5 1 za i” śc o w o i „N ziennie rano 4 gazetę cod do domu

* w prenumeracie dwuletniej lub trzyletniej, za 1,75 zł w prenumeracie rocznej

KUP PRENUMERATĘ

i otrzymasz nawet 3 miesiące gratis**

PRZEDŁUŻ UMOWĘ na 3 lata i odbierz KARTY PREPAID o wartości 3 x 40 zł = 120 zł

KUP PRENUMERATĘ

Kupon proszę przesłać pocztą

i otrzymasz nawet 3 miesiące gratis**

PRZEDŁUŻ UMOWĘ na 3 lata i odbierz KARTY PREPAID o wartości 3 x 40 zł = 120 zł

przy przedłużeniu na 1 rok karta prepaid o wartości 40 zł przy przedłużeniu na 2 lata karty prepaid o wartości 2 x 40 zł = 80 zł

** przy umowie rocznej - dodatkowo 1 miesiąc gratis

przy umowie dwuletniej - dodatkowo 2 miesiące gratis przy umowie trzyletniej - dodatkowo 3 miesiące gratis

ZAMÓW PRENUMERATĘ >>> Sprzedawca Prenumeraty i Biuro Obsługi Prenumeratora:

Bydgoszcz: Elżbieta Ozga • tel. 52 32 60 803 • e.ozga@expressmedia.pl Toruń: Katarzyna Maziej • tel. 56 611 81 61 • k.maziej@nowosci.com.pl


K U C H N I A

Adam poleca tołpygę Składniki: 500 g filetów tołpygi ze skórą albo 4 dzwonka tołpygi olej do smażenia oraz łyżka masła sól pieprz zielona sałata pomidory Sos: jogurt grecki majonez musztarda rosyjska grzybki w occie kapary szczypiorek 2 cytryny

13 STYCZNIA 2014

30

W aromatycznym królestwie Adama W kuchni lubię eksperymentować, ale uważam siebie za tradycjonalistę.„Food design” mam w dobrych restauracjach i... w telewizji - mówi Adam Pawłowski. TEKST: Jan Oleksy ZDJĘCIA: Jacek Smarz

N

a wspólne gotowanie zostaliśmy zaproszeni do państwa Magdaleny i Adama Pawłowskich, mieszkających w starym domu na Bydgoskim Przedmieściu. Wielkie mieszkanie. Na ogromnym stole gospodarz ustawił wszystkie produkty, potrzebne do zrobienia wytwornego dania. Przygotowywał wszystko na naszych oczach, przechodząc tylko do kuchni, by korzystać z kuchenki gazowej. Mieliśmy okazję się przekonać, że informacje o talencie kulinarnym znanego muzyka Adama Pawłowskiego nie są przesadzone.

W DZIECIŃSTWIE NIEJADEK

- W dzieciństwie jedzenie było dla mnie złem koniecznym - zwierza się pan Adam. - Rodzice, mój starszy o osiem lat brat i staruszka, nasza sąsiadka, a także gosposia, dokonywali prawdziwych cudów, żebym otworzył buzię i coś połknął - wspomina. Ale ta niechęć do jedzenia nie trwała długo.

PRZYGLĄDAŁ SIĘ MAMIE

Rybę umyć, pokroić na kawałki, posolić, popieprzyć i polać sokiem z cytryny. Odstawić na 15 minut. Usmażyć na oleju. Pan Adam zawsze najpierw robi specjalny sos do ryby, bo smażenie zajmuje tylko parę chwil. Do sosu potrzebny jest jogurt grecki, majonez (najczęściej sam kręci), grzybki w occie, kaparki, musztarda rosyjska, szczypiorek oraz dwie cytryny, jedna do wyciśnięcia do sosu, a druga - pokrojona w ćwiartki - do ryby. Składniki miesza. Rybę należy umyć, pokroić, osuszyć, posolić i popieprzyć oraz posypać bazylią, tymiankiem, czosnkiem. Obtoczyć w mące i smażyć na patelni na oleju z masłem. Gorącą rybę podajemy z zimnym sosem, a zieloną sałatą i pomidorami dekorujemy danie.

W wieku przedszkolnym z zainteresowaniem zaczął przyglądać się kulinarnym poczynaniom uzdolnionej mamy i utalentowanych babć. Lubił przesiadywać z mamą w kuchni. Obserwował jej krzątaninę. Wkrótce zaczął jej pomagać w przygotowaniu posiłków. Była to najlepsza edukacja kulinarna. - W szkole średniej, a było to Liceum Plastyczne w Supraślu, mieszkałem w internacie, gdzie czasami także trzeba było udzielać się w kuchni, co dla niektórych było karą, a dla mnie wręcz przeciwnie - wyjaśnia pan Adam. - Tam królowała wspaniała kuchnia kresowa! Nie zapomnę smaku barszczu ukraińskiego, którego kiedyś zjadłem całą

dużą wazę, pysznych cepelinów, babki ziemniaczanej czy pączkowato-sękatych racuchów drożdżowych - wymienia ulubione smaki z młodych lat.

GRAŁ I SMAKOWAŁ

Nasz gospodarz dokładnie poznał kuchnie innych narodów, muzykując zawodowo w wielu krajach Europy. - Poniekąd były to też wyjazdy gastronomiczne, bo najczęściej grywaliśmy do kotleta - śmieje się. - Smakowałem, podglądałem, dyskutowałem z kucharzami i zacząłem poważnie marzyć o własnej restauracji. Przyznam, że nawet przeżyłem tę przygodę w kochanym Toruniu. Można powiedzieć, że był to ważny epizod uczący pokory - podsumowuje swoje doświadczenia.

W KUCHNI LUBI BYĆ SAM

Muzyk chętnie gotuje w weekendy i wszystkie święta. Wtedy rządzi w kuchni. Zarówno on, jak i jego żona Magda oraz córka Zuzia szczególnie lubią ryby. Pod każdą postacią. - Bardzo lubimy tołpygę, która w smaku trochę przypomina karpia. Smaczna i soczysta. Do ryb przygotowuję specjalny sos mojej kompozycji - mówi gospodarz podczas przygotowania potrawy z tej smacznej ryby.

* ADAM PAWŁOWSKI Od urodzenia mieszka w Toruniu, artysta plastyk, projektant wnętrz, muzyk, aktualnie gra na gitarze basowej w zespole Boom Band, kocha koty, hobby - kuchnia.


K U C H N I A

express-dom.pl Tam znajdziesz przepisy.

Grzanki Adama - ze szpinakiem w sosie serowym Składniki: 2 opakowania szpinaku mrożonego (nierozdrobnionego) 2 klasyczne serki topione 12 dkg sera pleśniowego Lazur lub Rokpol 2 jaja 12 kromek pszennego chleba tostowego 2 łyżki masła 3/4 szklanki mleka 2 ząbki czosnku 1 łyżeczka cukru 2 łyżki oleju sól i pieprz do smaku cukier sól (dla 4 osób, czas przygotowania ok. 30 minut)

W kuchni jestem tradycjonalistą, najbardziej lubię gotować potrawy, które pamiętam z dzieciństwa. Adam Pawłowski

Szpinak rozmrozić, wkładając bezpośrednio do rondla, czosnek bardzo drobno posiekać i wrzucić do rozgrzanego szpinaku. Dodać sól do smaku i łyżeczkę cukru oraz łyżkę masła. Dusić przez chwilę, a następnie dolać 1/4 z 3/4 szklanki zagotowanego mleka. Następnie wszystkie sery należy rozdrobnić, włożyć do rondla wraz z łyżką masła i połową pozostałego mleka. Podgrzewać, aż ser się rozpuści, stale mieszając. W trakcie widocznego gęstnienia sosu serowego dolać resztę mleka, aż do uzyskania gładkiego zawiesistego sosu. Chlebek tostowy umoczyć na chwilę w rozkłóconych z olejem jajach, kłaść na sporą patelnię, mieszczącą 4 kawałki chleba. Do smażenia stosować wyłącznie olej. Na usmażonych na złoto tostach ułożyć szpinak, a następnie polać go gęstym sosem serowym i podawać na gorąco. Na talerzu z grzankami można ułożyć liść sałaty, pomidor, ogórek kiszony lub konserwowy według uznania. Smaczne danie łatwe do przygotowania.

31 13 STYCZNIA 2014

Chcesz przygotować potrawy na podstawie przepisu Adama Pawłowskiego? Już dziś zajrzyj na naszego Facebooka


Słoneczne mieszkania w kameralnym budynku

22 a k s ń y ul. Kc zcz s o g d y B



 w w w.ecpde v e l o p e r.p l ECP Developer, ul. Ogińskiego 20, Bydgoszcz

502 033 402, 601 936 040 43514BDBHA

OSIEDLE OLIMPIJCZYKÓW Lokale mieszkalne oraz pomieszczenia usługowe przeznaczone dla gabinetów lekarskich, przedszkola

MIESZKANIA Z PROGRAMEM „MDM” 32714BDBHA

Dom Holding Sp. z o.o. ul. Jagiellońska 21 (budynek CITIBANK-u) tel. 52/344-01-96, tel. kom. 888 086 670, biuro@dom-holding.pl

Express-dom.pl styczeń 2014  
Express-dom.pl styczeń 2014  
Advertisement