Issuu on Google+


Od redakcji

W

ychodząc naprzeciw oczekiwaniom postanowiliśmy wstrzymać wydawanie Magazynu Kulturalnego “Pod Tytułem” dając odpocząć czytelnikom. Niestety naciski i upór niektórych sympatyków spowodował wydanie obecnego numeru za co serdecznie przepraszamy. Redakcja

W numerze: KRONIKA WYDARZEŃ KULTURALNYCH

Str. 4 Teatr bez widza nie istnieje - Andrzej Fabisiak Str. 5 3xNIE - Patryk Kalkowski STRONY PASJONATÓW

Str. 3 Kolekcja Wiesława Borowskiego - Daniel Chrzanowicz Str. 12 Jesień pod żaglami w BTŻ - Andrzej Ostropolski KLUB KSIĄŻKI

Str. 6 Corinne Hofmann: W różowych okularach na czarny ląd - A.K. Str. 6 Mario Vargas Llosa: Szelmostwa Niegrzecznej Dziewczynki - Anna Kempisty GALERIA JANUSZA BACHMURY

Str. 7 Biskupiec Magiczny - Piotr Kubarewicz. STRONY PANA ANDRZEJA O I JEGO GOŚCI

Str. 10 Z przymrużeniem oka - Andrzej Olczak Str. 11 Wiersze wybrane - Małgorzat Milewska KOMIKS

Str. 15 BC 3 RUN - Mariusz Iljasiuk. NASI SPONSORZY

Redaktor naczelny: Andrzej Olczak Sekretarz redakcji: Justyna Kalkowska Zespół redakcyjny: Andrzej Olczak, Janusz Bachmura, Mariusz Iljasiuk, Mariola Iljasiuk, Daniel Chrzczanowicz, Piotr Kubarewicz, Anna Kubarewicz, Patryk Kalkowski, Agnieszka Włodkowska-Zegarowicz. Autorka Fotografii wykorzystanej na okładce: Justyna Kalkowska. Autorka fotografii wykorzystanej na ostatniej stronie: Mariola Iljasiuk.

Osoby, które chcą wesprzeć finansowo wydawanie magazynu prosimy o dokonywanie wpłat na konto: Bank Spółdzielczy w Szczytnie. Oddział w Biskupcu 35 8838 1031 2006 0319 9081 0001 z dopiskiem „Pod Tytułem”

str. 2 Pod Tytułem

Serdecznie zapraszamy do współtworzenia magazynu „Pod Tytułem”. Materiały prosimy wysyłać na adres e-mail: pod_tytulem@o2.pl Redakcja zastrzega sobie prawo do niepublikowania nadsyłanych materiałów


Strony pasjonatów

kolekcja wiesława borowskiego W tym wywiadzie pragniemy przybliżyć Państwu okoliczności powstania pokaźnej kolekcji aparatów fotograficznych mieszkańca Biskupca pana Wiesława Borowskiego. Rozmawia Daniel Chrzanowicz. PT: Jakie były początki kolekcji? Zaczęło się od 20 egzemplarzy, gdy zebrałem już 200 zamarzyłem o 300, a obecnie posiadam już 600 i zaczynam myśleć o 1000 egzemplarzy. Około 50-60% aparatów jest sprawna. Zbieram także aparaty uszkodzone. Wychodzę z założenia, że każdemu przedmiotowi należy się szacunek, bo przecież jest to efekt czyjeś pracy. Wiele zabytków pozostaje nienaprawiona mimo, że nie spełnia swoich dawnych funkcji jest cennym obiektem. PT: Czy zamierza Pan rozbudowywać zbiór? Planuję systematycznie powiększać swoją kolekcję. Bardzo chciałbym zdobyć niemiecki aparat firmy Leica. Dokładnie chodzi mi o egzemplarz z okresu międzywojennego. Niestety ceny tych aparatów osiągają bardzo wysoki poziom. Interesuje mnie każdy aparat, który został kiedykolwiek wyprodukowany, może być to nawet zwykła jednorazówka. Nie muszą być one wartościowe. Chodzi mi o to, żeby ukazać jakie egzemplarze zostały kiedykolwiek wyprodukowane na świecie. Często na pierwszy rzut oka aparaty tej samej firmy wyglądają na takie same, a jednak różnią się szczegółami. PT: Jakie są plany związane z kolekcją? Chciałbym, żeby kolekcja ujrzała światło dzienne, to jest żeby była dostępna dla zwiedzających. Mam tu na myśli na początek wystawę. Chciałbym, aby stało się to właśnie po raz pierwszy w naszym Biskupcu. W przyszłości muszę opisać każdy egzemplarz z kolekcji. Mam tu namyśli najistotniejsze dane dotyczące nazwy aparatu, daty produkcji i kraju pochodzenia. Chodzi o najważniejsze informacje mogące zainteresować zwykłego człowieka nie mającego pojęcia o fotografii. Jest to pracochłonne zajęcie, na szczęście pomagają mi w tym koledzy Zdzisław Ciuś i Krzysztof Szostak. Często osoby oglądające moją kolekcję przypominają sobie, że mieli dokładnie taki sam aparat. Zdarza się, że był to ich pierwszy, który dostali na komunię czy od dziadków. Jest to dla mnie bardzo miłe, gdy moja kolekcja staje się powodem wspomnień oglądających. W 2009 roku moim zbiorem zainteresował się redaktor Jacek Niedźwiecki, który opublikował artykuł na jego temat w „Gazecie Olsztyńskiej”. PT: Tak duża kolekcja zajmuje dużo miejsca... Tak. Początkowo problem stwarzał sposób ukazania ekspozycji. Aparaty nabywałem i nie zastanawiałem się gdzie je będę trzymał. Z pomocą przyszedł szwagier Jan Gabrusewicz, stolarz z Rzecka. Obecnie mnóstwo czasu pochłania czyszczenie i konserwacja kolekcji. Pomaga mi w tym moja żona i córka Ewelina. Czasem nie nadążamy z odkurzaniem! W latach siedemdziesiątych zajmowałem się fotografią. Z tego okresu pozostały mi powiększalniki, suszarki, kuwety i inne akcesoria niezbędne w ciemni, to wszystko uzupełnia kolekcję. Na koniec. Chciałbym podziękować wszystkim osobom, które przyczyniły się do powiększenia kolekcji. Mam tu na myśli przede wszystkim moich synów Roberta i Adama oraz profesjonalnych fotografów Janusza Bachmurę i Zygmunta Kotwasińskiego. Dużą pomoc otrzymałem od mojego brata Ryszarda Borowskiego, który obecnie mieszka w Szwecji, ale zawsze dobrze wspomina nasze miasto. Często podkreśla przywiązanie do niego i określa się mianem lokalnego patrioty.

Pod Tytułem str. 3


Kronika wydarzeń kulturalnych

TEATR BEZ WIDZA NIE ISTNIEJE Andrzej Fabisiak Zastępca dyrektora Teatru imienia Stefana Jaracza w Olsztynie Poziom spektakli prezentowanych podczas tegorocz- że warunkiem wspólnego kreowania przedstawienia jest nej edycji PAFT był wyższy niż w poprzednim roku. Mie- wiarygodność aktorów, widzowie muszą im uwierzyć. liśmy okazję zobaczyć różnorodność konwencji teatral- Grupa Cekin z Węgoja zaprezentowała bardzo radosne, nych: od teatru pantomimy, poprzez teatr tańca i ruchu barwne przedstawienie. Jego szczególną wartością była do teatru dramatycznego. Bardzo ciekawe poszukiwania znakomita sekcja muzyczna, a sam spektakl zawierał twórcze pokazały, że źródłem teatru może być nie  tylko w  sobie dużo dowcipu i sytuacji komicznych, dzięki literatura i dramat, ale także muzyka, malarstwo, ruch czemu możliwe było spojrzenie na świat z rezerwą i dyczy taniec. Te różne inspiracje tworzyły oryginalny język stansem. Teatr studencki CEZAR pokazał spektakl skonteatru, charakterystyczny dla każdego zespołu. Właśnie centrowany na tańcu. W sposób bardzo efektowny, przy ten język poczynając od realistycznych konwencji do bar- dobrej technice grupa przedstawiła swoisty dyskurs na dzo umownych, pełnych metafor, znaków plastycznych, temat dobra i zła. W sztuce Teatru Nieskromnego z Olszsymboli, świadczy o bogactwie teatru i możliwościach tyna zobaczyliśmy ostrą diagnozę tego, co dzieje się w  naszym społeczeństwie. twórczych wykonawców. Obrazują Spektakl zaprezentowany to  zespoły, które wystąpiły podczas podczas Przeglądu to spekPrzeglądu Alternatywnych Form Tetakl na pograniczu teatru abatralnych. surdu i umownego realizmu, Teatr Dźwięku przedstawił interesuoryginalnie zagrany przez jące widowisko, które w sposób bardzo młodych aktorów. Grupa teoryginalny bazuje na pomysłach sięatralna ZMYSŁ z  Ostródy gania do źródeł kultury. Jest to bardzo pokazała widowisko sterylne cenny przykład tworzenia przez grupę i kompletne. Był to metafowszystkich elementów teatru, od scenoryczny dyskurs o procesie grafii i to jest zrozumiałe, bo większość tworzenia sztuki, a to ważteatrów amatorskich tak czyni, ale takne, aby teatr nie był dosłowże poprzez budowę instrumentów czy ny, aby aktorzy w rozmowie układów tanecznych. To bardzo cenny z widzami nie odkrywali przykład sięgania do  antropologii, w wszystkich prawd, pozostatym przypadku kultury aborygenów, wiali inteligencji widza taciekawej próby przedstawienia magii jemnicę i pretekst do rozwawiary i szamaństwa, tej egzotycznej żań intelektualnych. Zmysł dla nas społeczności. Generalnie twopokazał dwie bardzo cenne w rzenie muzyki na żywo podczas spekTeatr Światło i Dźwięk z Olsztyna, teatrze, symultaniczne płasztaklu jest czymś godnym polecenia i fot. Archiwum Organizatora czyzny rozmowy z widzami: czymś, co stanowi odrębną wartość. Podczas spektaklu „Czas Snu” widzieliśmy rytualne za- emocjonalną i intelektualną. Nowy spektakl ostródzkiej klinanie rzeczywistości w imię poznawania człowieka i grupy Przebudzeni „Odlot” to zderzenie różnych postaw przyrody. Można odnieść wrażenie, że  bohaterem tego ludzkich. Technokracji z jednej strony i apoteozy marzeń spektaklu jest natura, ale myślę, że bardziej precyzyjnym i chęci spełnienia z drugiej strony. Spektakl zrealizowany byłoby wskazanie na człowieka, który musi współgrać prostymi środkami, bardzo czytelny, jednocześnie buduz naturą, tworząc z nią harmonijną jedność. Spektakl jest jący bogatą, pełną napięć dramaturgię. Teatr Ubogi Reoparty na bardzo prostych zabiegach teatralnych, pry- lacji z Sopotu to teatr ruchu, a sam spektakl skupił się mitywne dźwięki budują napięcie i dramaturgię spekta- na pracy z przedmiotem. Na przykładzie „ogrywania” klu. Przedstawienie potwierdza tezę, która towarzyszyła rekwizytów – krzeseł artyści przedstawili metaforyczwielu spektaklom, że nie ma różnicy pomiędzy aktora- ną wizję relacji międzyludzkich - od więzi do rozpadu. mi z niepełnosprawnością intelektualną i tak zwanymi Przedstawienie było dobrze skomponowane i czytelne. sprawnymi. Okazuję się, że aktorzy udowodnili, że ich Teatr Światło i Cień z Olsztyna udowodnił jeszcze jedną ekspresja i spontaniczność są tak silne, że bez problemu tezę, że jeśli rozmawiamy o rzeczach ważnych, to dobrze nawiązują kontakt z publicznością. A przecież wiemy, jest mieć przy tym poczucie humoru. Po prostu mówienie

str. 4 Pod Tytułem


Kronika wydarzeń kulturalnych

3 x NIE

Teatr Ubogi Relacji z Sopotu, fot. Archiwum Organizatora

o sprawach istotnych z humorem jest bardziej skuteczne i na dłużej zapada nam w pamięć. Należy zauważyć, że spektakl jest oparty na znakomitej i pięknej literaturze polskiej, aktorzy sięgnęli do Kitowicza i Chmielowskiego. Ponadto grupa fantastycznie buduje oryginalne sytuacje sceniczne i w sposób bardzo umowny tworzy interesujący język teatru. Spektakl spełnia jednocześnie jeden z podstawowych warunków dobrego przedstawienia, polegający na tym, że zawsze artyści muszą zakładać, iż z drugiej strony siedzi inteligentny widz, który jest ważny i wymagający. Nad prawie wszystkimi spektaklami unosiła się wartościowa, szlachetna idea, że tak naprawdę pragniemy po prostu porozumiewać się z innymi ludźmi i być przez nich akceptowani. Aktorzy bardzo świadomie w swoich spektaklach posługiwali się retoryką empatii, budując nadzieję na wzajemne zrozumienie, na wspólne budowanie świata. Takie doświadczanie teatru nas nie tylko ubogaca, ale jest też drogowskazem do budowania sensu naszego życia. Powtórzę lansowaną już podczas tego Przeglądu tezę, że nie ma teatru zawodowego, amatorskiego, sprawnych i niepełnosprawnych, jest teatr dobry albo zły. Tegoroczna edycja Przeglądu Alternatywnych Form Teatralnych udowodniła nam, że Teatr jest najpiękniejszą ze sztuk, łączącą wszystkich ludzi, otwartych na innych, niespokojnych, niepokornych, kreatywnie uczestniczących w dialogu o naszej rzeczywistości. Organizatorem Przeglądu Alternatywnych Form Teatralnych było Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Biskupcu. 19 listopada 2010 na deskach Biskupieckiego Domu Kultury wystąpiło osiem amatorskich zespołów teatralnych, między innymi grupy teatralne tworzone przez osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Przegląd został zrealizowany przy wsparciu finansowym Samorządu Województwa Warmińsko-Mazurskiego, Starostwa Powiatowego w Olsztynie i Gminy Biskupiec.

Listopad jest miesiącem ponurym wilgotnym i smutnym i chyba tylko wczesna wiosna jest równie przygnębiająca, dlatego też należy dokonać wszelkich starań, by słotę i chłód przezwyciężyć. Można to załatwić przy pomocy fermentacji lub tak jak My, tj. Pro Cultura organizując przegląd filmów wszelakich. Dlatego też 27 listopada dzięki wsparciu Powiatu Olsztyńskiego, Starosty Powiatu Olsztyńskiego, Gminy Biskupiec, Burmistrz Biskupca, Biskupieckiego Domu Kultury oraz sponsorów przeprowadziliśmy przegląd filmów niezależnych, niekomercyjnych i nieprofesjonalnych, krótko: 3xNIE. W tym roku można było obejrzeć filmy: „Podróże na luzie” Piotra Pacewicza; „Wiedziałem”, „Pogrzeb 2”, „Niezwykłe Miejsce”, „StripField-Przystanek” Michała Madeły; „Manyfields” Artura Michalika; „Kamień” Wojciecha Antosika; „Spowity” Mateusza Placeka; „Świnka” Mateusza Trusewicza; „Do Dna”, „Arcy kórwa morderca”; „Sitkom” Macieja Głowińskiego; „Jeżyk” Krzysztofa Matysa; „Spacer po Krakowie”, „ O Potrzebie Świętego Spokoju” Przemysława Tymińskiego; „Pipeta” Rafała Stankiewicza; „Katton: Kryptonim PSI” Teamu Bushmenoidzi; „Death ride”, „Krwawy księżyc” Błażeja Kujawy; „Pan od historii”, „Misja” Piotra Filipowicza; „Fascynacja” Bernarda Kamińskiego, „TV” Studia Filmowgo Dembuf Gang; „Ból Głowy”, „Pan Prowizorka” z ZF Sebastian; „Dżuma”, „Musztarda w biedzie celem odmóżdżenia z wampiryzmu medialnego” Ded Fly Prodakszyns; „Nędza” Filipa Rudnickiego, oraz filmy z Biskupca: „Shitman” Piotra Misiaka i „ BC3Ball” BC3RUN Team. Za wszystkie filmy serdecznie dziękujemy autorom. Tym razem najlepsze filmy przeglądu był wybierane przez publiczność. Oto wyniki: 1. „BC3Ball” BC3RUN Team 2. „Shitman” Piotr Misiak 3. „Podróże na luzie” Piotr Pacewicz, Adam i Krzysztof Sobczak . W przerwach pomiędzy filmami publiczność mogła wygrać nagrody, ufundowane przez wyżej wymienione instytucje jak również przez Pub Fugazzi, Lemon Pub, Restaurację na Rynku, Pizzerię Festina i Bar Przystań. Dziękujemy wszystkim osobom zaangażowanym w organizację przeglądu, a także widzom za przybycie i czynny udział w konkursach. Mamy nadzieję, że udało nam się choć na chwilę rozproszyć listopadowy nastrój i zaprezentować filmy, które pokazały, że nie trzeba dysponować milionowym budżetem, aby stworzyć coś wartościowego.

Patryk Kalkowski

Pod Tytułem str. 5


Klub książki

w różowych okular ach na czarny ląd Choć Corinne Hofmann nie jest znaną na świecie pisarką, jej powieść pod tytułem „Biała masajka” stała się bestsellerem. Książka ta została przetłumaczona na piętnaście języków. Autorka nie musiała długo myśleć nad pomysłem na książkę. „Biała masajka” jest autopsją z czterech lat życia, które spędziła w Kenii. Dziś Corinne Hofmann mieszka w swej rodzinnej Szwajcarii. W 1986 roku Corinne wyrusza wraz swym narzeczonym w podroż do Kenii, która zmienia jej życie na zawsze. Poznaje tam przypadkiem masaja Lketinge, zakochuje się w nim i odtąd wszystko dzieje się błyskawicznie. Dla niego zostawia narzeczonego, porzuca swe życie w Szwajcarii i zamieszkuje w niecywilizowanej wiosce masajów, gdzie nieraz nęka ją głód i choroby. Po wielu administracyjnych problemach w końcu zostaje jego żoną. Kierowana miłością znosiła wiele przeciwności losu, poświęciła nawet swe kontakty z rodziną. Kiedy przyzwyczaiła się do ciężkiego życia na czarnym lądzie na świat przychodzi upragniona córeczka. Odtąd wszystko się zmienia. Corinne zaczyna doświadczać co oznacza bycie żoną nie tylko muzułmanina, ale też człowieka, który tak naprawdę nie zna świata cywilizacyjnego i jego liberalnych zasad. Mimo miłości ani Lketinga, ani ona nie potrafią poradzić sobie z kulturowymi, a co za tym idzie również mentalnymi różnicami. „Biała Masajka” to powieść poruszająca wiele wątków. Na pierwszy plan wyłania się tu naturalnie miłość autorki i bohaterki do zupełnie obcego i odmiennego mężczyzny. Hofmann na własnym przykładzie pokazuje, co znaczą przysłowiowe „różowe okulary”. Mimo, iż mieszkała w nieludzkich warunkach to miłość wciąż nie pozwalała jej myśleć o tych niedogodnościach. „Biała Masajka’ to opowieść o odwadze, jaką niewątpliwe trzeba mieć, by na własne życzenie zrezygnować z luksusu i zamieszkać gdzieś, gdzie wszystko rządzi się zupełnie innymi prawami niż w Europie. Ta książka obala stereotypy. Nie da się ukryć, że tak naprawdę wiedza przeciętnego Europejczyka o codziennym życiu w Afryce, szczególnie w tych dzikich jej częściach jest niska. Corinne Hofmann na własnej skórze przekonała jak jest tam na prawdę. Ludzie z Afryki

A.K. często narażeni są na choroby, na brak dostępu do służby medycznej. Nęka ich głód. To przykre, ale fakt ten nie zmienił się specjalnie mimo, iż od wydarzeń opisanych w książce minęło ponad 20 lat. Codziennie ciężko pracują, by zdobyć pieniądze na wyżywienie. Wioska jest ich rodziną, z która dzielą się zabitą zwierzyną, czy tak po prostu, po europejsku- odwiedzają nawzajem popijając herbatę. Ci ludzie tak naprawdę niewiele różnią się od ludzi z „lepszego świata”. Mają swoje marzenia, plany, codzienne życie, które wypełnione jest jakże ważnymi dla nich obowiązkami. Warto także wspomnieć o czymś, w czym tamci ludzie podwójnie przerośli ludzi z lepszego świata - o tolerancji. Jak wspomina Corinne, autorka i bohaterka książki, gdy przyjechała w głąb Kenii, w miejsca gdzie turyści prawie wcale nie zajeżdżają wszyscy wołali na nią mzungu - co znaczy „biała”. Dzieci biegały za nią na ulicy, dorośli dotykali jej jasnej skóry, bo wielu z nich widziało białoskórą pierwszy raz w życiu. Autorka nigdy nie wspomina jednak o żadnych nieprzyjemnościach ze strony miejscowych z powodu swojej rasy. Swoje zdziwienie tubylcy okazywali raczej w sposób przyjazny, czasem wręcz zabawny. W ten sposób czarnoskórzy z Afryki dają białym, jak się uważa- cywilizowanym, powód do wstydu. Nawet dziś, w XXI wieku, czarnoskórych nie tylko w Polsce, ale i na świecie spotyka wiele przykrości z powodu swojej rasy. Warunki, w jakich żyją tamci ludzie, sytuacje w jakich się codziennie znajdują, problemy z jakimi musza się zmagać dają im duży zakres tolerancji wobec świata i wobec ludzi. Mało może ich zadziwić. Dużym walorem powieści Hofmann jest fakt, iż autorka wcale nie zmusza czytelnika do rozważań i przemyśleń. Nie sugeruje, na co powinno się zwrócić uwagę. Ona po prostu tylko opowiada swoją historię. To od czytelnika zależy, jakie wnioski wysunie z tej lektury, co poruszy go najbardziej. Czy będzie to opowieść o miłości, czy może opowieść o trudnym związku katoliczki z muzułmaninem lub o mentalności „ludzi z Afryki”. Ta książka zawiera wszystkie te, a może i więcej wątków pełnych emocji i uczuć włożonych przez autorkę. A najciekawsze jest to, że jest prawdziwa, bo napisało ją samo życie.

„Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” Mario Vargas Llosa, peruwiański współczesny pisarz, jest tegorocznym laureatem literackiej Nagrody Nobla. Jest autorem licznych powieści i opowiadań, a także sztuk teatralnych. Książka „Szaleństwa niegrzecznej dziewczynki” to fascynująca, pełna erotyzmu historia miłości współczesnej, pozbawionej romantyzmu, perwersyjnej, toksycznej i inspirującej. Ricardo przez niemal pięćdziesiąt lat zwią-

str. 6 Pod Tytułem

zany był z niegrzeczną dziewczynką – kobietą fatalną, która pojawiała się i znikała budząc i odbierając nadzieję, decydując o jego życiu. Losy bohaterów ukazane są na tle najnowszej historii świata – przemian politycznych zachodzących w XX wieku. Przeczytałam kilka powieści Llosy, ale ta podobała mi się najbardziej. Polecam!

Anna Kempisty.


Galeria Umrze miasto, jeżeli budowa jego będzie zakończona… Antoine de Saint-Exupéry

Biskupiec Magiczny W Biskupcu, podobnie jak w wielu innych prowincjonalnych miasteczkach, można być albo malkontentem, albo fascynatem otaczającej przestrzeni. Jednak znaczną większość społeczności lokalnej można określić jako umiarkowanych pragmatyków, najczęściej okazjonalnie i  wybiórczo zakochanych w Naszym Mieście. Nie ma w tym nic dziwnego, trudno być zauroczonym codzienną drogą do pracy, szkoły czy osiedlowego sklepiku. Co więcej, myślę, że, permanentny zachwyt podczas spaceru przez Biskupiec psycholog zakwalifikowałby jako jednostkę chorobową. Tym bardziej nie dziwi fakt, że pomysł zorganizowania cyklu sesji fotograficznych, których motywem przewodnim byłoby poszukiwanie magii w przestrzeni Biskupca, wiele osób przyjęło z ograniczonym zachwytem, znacząco pukając się w głowę. Na szczęście pasja i zaangażowanie nie są towarem deficytowym w Pro Culturze. Do działania na rzecz uchwycenia magii Biskupca zaangażowało się wielu członków stowarzyszenia, a także młodzież z Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego, Zespołu Szkół w Biskupcu i Gimnazjum w Węgoju, a nawet biskupieccy freerunnerzy. W maju, czerwcu i wrześniu odbyło się kilka sesji fotograficznych w różnych miejscach Biskupca. Celem spotkań było pokazanie przestrzeni miejskiej w konwencji realizmu magicznego, odrealniając rzeczywistość poprzez wprowadzenie do znanego nam otoczenia wyreżyserowanych magicznych sytuacji. Jak się okazało część sesji, zwłaszcza tych, w których pojawił się „ogień” i pokazy fireshow przybrały charakter happeningu i same w sobie zaczęły tworzyć „magiczny klimat”. Zwieńczeniem akcji było przygotowanie wystawy fotografii, współfinansowanej przez Urząd Miejski w Biskupcu. Na pewno udało się osiągnąć jeden z głównych celów projektu, jakim była aktywizacja i integracja fotografów amatorów z Gminy Biskupiec. Jednak podczas przygotowań do wernisażu, na etapie wyboru zdjęć i przygotowywania odbitek okazało się, że najlepsze pomysły jeszcze nie zostały zrealizo-

Piotr Kubarewicz wane. Pozostał niedosyt, na szczęście niedosyt twórczy, który szybko przekształcił się w równie twórcze postanowienie o kontynuacji projektu i uzupełnienie magicznych zdjęć Biskupca o aurę zimową i wiosenną. Odpowiadając na pytanie o „magię Naszego Miasta”, muszę przyznać, że faktycznie Biskupiec nie posiada wielu naturalnych wdzięków i klimatu właściwego Wenecji czy Pradze. Jak pokazały działania w ramach projektu „Biskupiec Magiczny”: wspólne sesje fotograficzne o różnych porach dnia i nocy, chwila zatrzymania i oderwania się od codzienności, pozwoliły spojrzeć na otaczającą rzeczywistość z innej perspektywy. Wiele miejsc zmieniło się, nabrało nowego światła i nowego znaczenia. Ale co najważniejsze, klimat i magię miejsca stworzyli ludzie, którzy spotkali się po obu stronach obiektywu. Podobnie jak w literaturze realizm magiczny w fotografii jest możliwy, jeśli uda się uchwycić zwykły, codzienny świat i niezwykłą, odrealnioną osobę, która „opowie” nam swoją historię. Tak więc, wiara w magię Tego Miasta jest możliwa jeśli Tu, na swojej drodze spotkamy odpowiednie osoby, dzięki którym inaczej spojrzymy na to, co nas otacza. Z tym większym zapałem już dziś zapraszam w imieniu Pro Cultury wszystkich amatorów fotografii na kolejne sesje zdjęciowe i poszukiwanie nowego spojrzenia na codzienną rzeczywistość.

fot. Piotr Kubarewicz

Pod Tytułem str. 7


str. 8 Pod Tytułem


Pod Tytułem str. 9


Strony Pana Andrzeja i jego Gości

Z przymrużeniem oka.

O

statnie lato i jesień rozleniwiło nas słońcem i niezwykłym jak na ten rejon świata ciepłem. Raj dla grzybiarzy, którzy pustoszyli nasze lasy wracając do domów z koszami pełnymi grzybów. Wyprawy do lasu przypomniały mi znajomego, który odkrywając uroki Warmii i Mazur, w towarzystwie żony wybrał się samochodem na grzyby. Pierwsza wyprawa obfitowała w  niespodzianki. Kolega szybko zebrał cały kosz różnokolorowych grzybów. Małżonka osłupiała. Po selekcji w koszu zostały trzy jadalne grzyby. Znajomy określił dosadnie gdzie ma takie grzybobranie i odtąd każdy wyjazd do lasu wyglądał podobnie: krzesełko, stoliczek, kawka, gazety – to było jego królestwo. Pikanterii dodaje fakt, iż  małżonka nie miała wogóle orientacji przestrzennej, w związku z czym przywiązywała sznurek do samochodu i szła w las rozwijając kłębek. Któregoś razu wracając po sznurku zobaczyła, że jest przywiązana do drzewa, a auta i męża nie ma. W panice zaczęła biegać od drzewa do drzewa. Po kilku minutach z  krzaków wynurzył się mąż i ze złośliwym uśmieszkiem spytał” No jak tam – nadobna grzybiarko? Jak długo musiał uciekać przed rozwścieczoną małżonką niestety nie powiedział. Andrzej Olczak

str. 10 Pod Tytułem

27/06/2010 Dzisiaj w nocy przyszedł do mnie Chłopiec mały Przydeptywał co nieco Nogawki piżamy, które mu się plątały Przyszedł zaspany I cichutkim głosikiem mnie poprosił Czy możesz dać mi misia swego? Bo burza jest I bardzo boję się. I tak patrzył na mnie swymi oczkami niewinnymi Że dałam mu misia starego I przykazałam misiowi By bronił chłopca małego Przed wszelkimi duchami złymi I wrócił chłopiec do siebie Wzrokiem go tylko odprowadziłam Bo choć do snu utulić go chciałam To z miejsca ruszyć się nie potrafiłam I mój misio stary z nim poszedł I niechaj go chroni przed nocną trwogą Dla mnie on tak często opiekunem bywał I wiem, że tym maleństwem Też będzie się dobrze opiekować


Strony Pana Andrzeja i jego Gości

26/03/2008 04/03/2010 We śnie mnie dzisiaj odwiedziłeś Na chwilę krótką Lub na nieco dłuższą Późno już było Więc się koło mnie położyłeś I schowałeś mnie przed światem W swych ramionach zaułku We śnie mnie dzisiaj odwiedziłeś Czułam twój oddech wpleciony w moje włosy I spokój czułam taki normalny Bo był przy mnie ktoś Kto się przejmował moim losem We śnie mnie dzisiaj odwiedziłeś I czułam ciepło twych ramion i ich siłę I było mi dobrze Bo po prostu byłeś blisko A potem znów się obudziłam A ciebie nie było

Mały kamyk na polnej drodze Samotnie leżał, choć było ich wielu Mróz go przenikał Słońce przypiekało A deszcz obmywał łzy ronione po cichu Bo choć wokół pełno kamieni I choć ich dola tak jest podobna To jest samotny kamyk ten mały Brak mu ciepła i miłości Razu pewnego polna drogą Szło młode dziewczę pełne zadumy Wzrok opuściło na polną drogę Brak jej było odwagi do tego by śmiało marzyć I nagle, tuż na jej drodze Słonka promyk coś jej pokazał Czymś ją tam skusił i zaciekawił Sięgnęła, więc ręką po ten skarb ciekawy I nagle w dłoni swej ukryła Mały kamyczek Szary i skromny I choć tak skromny Tak dobrze leżał w jej dłoni I ciepło dawał, choć prawdziwego serca nie miał I również mały kamyk poczuł Że nie jest już tak samotny na świecie I że jest ktoś Kto go w swej dłoni schowa i schroni I kto da mu ciepło w noce ciemne i śnieżne zamiecie Lecz również dziewczyna Zyskała w małym kamyku talizman i przyjaciela Gdy jest jej smutno Gdy wiary brakuje Rękę wkłada do kieszeni I zamykając w niej kamyk mały Potrafi uwierzyć Że nie ma rzeczy niemożliwych w świecie I że jeżeli uwierzy to będą się marzenia spełniały

Pod Tytułem str. 11


Strony pasjonatów

Jesień pod żaglami w BTż

N

Andrzej Ostropolski

a lądzie jesień „zaczyna się mimozami”. Na wodzie pustką na jeziorach. Warunki do żeglowania stają się ekstremalne, wieją silne wiatry, jest zimno, a do tego potrafi padać deszcz i deszcz ze śniegiem. I wtedy zaczynają wychodzić na wodę amatorzy ostrzejszego pływania. I o tym chciałem parę słów napisać. Sezon żeglarski w BTŻ zamknęliśmy XVII regatami „O błękitną wstęgę jeziora Dadaj” . Od początku organizatorem jest ZHP - kolega Krzysztof Kowalski. My już kolejny raz z rzędu udzielamy w naszym porcie gościny. Startujący zawodnicy dali nam sporą porcję emocji. W końcowym etapie było już widać zwycięzców. Dwie łódki z Olsztyna (wielokrotni mistrzowie Polski) i nasza łódka Omega OPTIX ze sternikiem Łukaszem Ostropolskim i załogantem Maćkiem Strzałkowskim. Po przepłynięciu kilku kilometrów trzy jachty zbliżały się do linii mety. Nasi wygrali o 1m. Łukasz w 2008 r był na „Błękitnej” trzeci, w 2009 r. drugi, a teraz zwycięstwo. Biorąc pod uwagę krótki staż żeglarski to waga wygranej jest spora. Od kilku już lat zapraszani jesteśmy do Olsztyna przez Jacht Klub Polski na Regaty „ O Puchar Babiego Lata” odbywające się na jeziorze Krzywym. Rok temu wyścigi odbywały się w bardzo silnym wietrze 8-9 skali B. Piękne zwycięstwo odniósł „Awanturnik”- nasz jacht z BTŻ – armator Szczepan Kawiecki i Piotr Pachucki. Po minięciu linii mety jako pierwszy i zwrocie do pomostu dostał potężne uderzenie wiatru i położył się na bok. Siła była potężna, bo sternika rumpel (część steru) wyrzucił z łódki, nam pozostało czekać. Trwało to nie długo, ale dla załogi wieczność; dzielny „Awanturnik” stanął pionowo na kilu. Po wyciągnięciu z wody okazało się, że zgięty jest miecz i płetwa sterowa – elementy wykonane z blach o grubości jednego centymetra. Nasze dwie OMEGI zostały zdyskwalifikowane: jedna zaliczyła wywrotkę, druga musiała się wycofać z porwanymi żaglami. W tym roku wystartował również Awanturnik oraz Omega OPTIX ze Sławkiem Romaniukiem i Łukaszem Ostropolskim. Sędzia podzielił łodzie na dwie klasy: otwarto pokładowe (Omegi) i kabinowe. Wiadomo było, że nasz Awanturnik nie ma szans już na starcie. Do wyścigu stanęły jachty typu FAX. Są to kabinowe łódki regatowe, mocno odchudzone, z dużą powierzchnią żagli i śmiało ogrywające nawet Omegi. Wiatr był raczej słaby i to ustawiało Awanturnika na dalszym miejscu. Z kolei załoga Omegi odniosła spory sukces. Zajęła drugie miejsce w swojej klasie (na dwanaście łódek). Przegraliśmy z załogą Omegi, która profesjonalnie startuje w regatach o Mistrzostwo Polski. A naprawdę niewiele brakowało. Impreza odbywała się 25-26 września 2010 r. W tym roku odbyły się w dniu 02 października 2010 r. XVII regaty łodzi dwumasztowych na jeziorze Mamry pod nazwą „O Niedźwiedzie Mięso”. Są to regaty łodzi typu DZ jak nazwa wskazuje dla „twardzieli”. Organizatorem jest Chorągiew Węgorzewska ZHP. Podział jest na łodzie harcerskie i nieharcerskie. Startowało siedem DZ w tym trzy nieharcerskie. Nasi członkowie startowali już wiele razy jako załoganci w zaprzyjaźnionych obsadach. W tym roku Jarek Misiak i Sławek Romaniuk rzucili hasło: startujemy jako BTŻ. DZ wyczarterowaliśmy z mariny z Rynu, załogę 9 osób skompletowaliśmy bez problemu. Pogoda była łaskawa - wiatr do 3st. B i piękne słońce. Oprócz nas dwie DZ z Olsztyna: „Bo Warmia” YKP Olsztyn, „Rekin” UWM Olsztyn. Łódki i załogi zdobywające kilkakrotnie mistrzostwa Polski. My dysponowaliśmy dobrą łodzią nie starą, ale porównania nie były korzystne dla nas. Nasza normalna standard, tamte pełne podorabianych patentów, żagle powiększone o 6-7 m2 i miny tamtych załóg – wieloletni pewni zwycięzcy.

Żeglowanie po Zatoce Gdańskiej. Fot. Jarosław Misiak

str. 12 Pod Tytułem


Strony pasjonatów Starujemy, planowane są trzy wyścigi po trójkącie na środku Mamr. Pierwszy wyścig - jesteśmy drudzy – nie jest źle. Drugi i trzeci pierwsze miejsce. Konsternacja, ale i oklaski od komisji sędziowskiej pracującej na statku, duże emocje zwłaszcza przy dopływaniu do linii mety w mistrzowski sposób ogrywając inne załogi. Ogromna w tym zasługa sternika Jarka Misiaka oraz taktyka Sławka Romaniuka. Nie umniejszam też zasług załogi. Jesteśmy nie opływani, ale komendy wykonywane były błyskawicznie, bo jachty i takielunek znamy. Smak zwycięstwa jest wspaniały - uznało nas dziewięciu. Odebraliśmy trofeum – skóra dzika udająca niedźwiedzie mięso. Od kilku już lat piszemy petycje do Władz Żeglowanie po Zatoce Gdańskiej. Fot. Andrzej Przeradzki. Biskupca o pomoc przy kupnie łodzi DZ dla BTŻ. DZ jest to szalupa okrętowa na której postawiono dwa maszty i powieszono żagle. Załoga to maksimum dwanaście osób. Idealna do celów szkoleniowych – wymagająca, ale bardzo bezpieczna. Uczy pływania w grupie, w przypadku braku wiatru płynie się na wiosłach. Idealna do promocji ewentualnego sponsora lub miasta – trzy duże żagle. Nasi żeglarze poszli za ciosem i w dniach 8,9,10 października wybrali się na morze. Grupa ośmiu kolegów wynajęła jacht w Gdyni wraz z kapitanem i ruszyła w piątek rano w rejs. Udało się popływać po Zatoce Gdańskiej przy całkiem żeglarskiej pogodzie. Nocleg był w porcie w Gdyni. Noc była zimna 3 st.C i trochę zmarzli. Wynajęty jacht służył głównie do startów w regatach. Wyposażenie odchudzone maksymalnie. Koje to były lekkie hamaki, brak ogrzewania, ubikacji, ciepłego natrysku, możliwości gotowania , czyli normalne wyposażenie jachtu morskiego. Postanowiono pływać tylko po zatoce z noclegami w portach. Sobota drugi dzień rejsu, na noc załatwiono farelkę i nie było już zimno. Nocleg w porcie w Gdańsku. Przestało dmuchać, uruchomiono „katarynę” (silnik) bardzo głośno pracującą. Z soboty na niedzielę nocleg w porcie na Helu z ambitnym wypłynięcia w morze. Niedziela to samo – brak wiatru. załoga śmieje się – warunki jak na naszym Dadaju w momencie flauty. Koledzy pływający już dużo po morzu podsumowali wyprawę, że  to Neptun potraktował nowicjuszy bardzo łagodnie, żeby ich nie zrazić do pływania po morzu, a raczej zachęcić do kontynuacji wypadów. Na koniec jesieni wzięliśmy jeszcze udział w III edycji Regat z okazji Święta Niepodległości, zorganizowanych na jeziorze Krzywym w Olsztynie. Załoga BTŻ Biskupiec w składzie: Sławek Romaniuk, Jarek Misiak, Szczepan Kawiecki, Krzysztof Gzyl, Jurek Urban, Piotr Pachucki i Andrzej Przeradzki, Piotr Misiak startowała wyczarterowaną jednostką Bruno. W klasie DZ Sport zajęliśmy trzecie miejsce spośród czterech startujących załóg. Zawody były bardzo zacięte i różnice na mecie tylko jednopunktowe.

Regaty na jeziorze Dadaj. Fot. Andrzej Przeradzki.

Pod Tytułem str. 13


Pamiętnik Przeżyłem w życiu wiele. Cz. 8 29 kwietnia 1944 roku mieliśmy potyczkę pod Wilkańcami. Zginęło trzech naszych żołnierzy: kapral ps. „Wichura” erkaemista ps. „Kruk”, strzelec ps. „Granat”. Ze  strony wroga straty były dużo większe 9 zabitych, 7 rannych, 13 wziętych do niewoli. Naszych żołnierzy pochowaliśmy w Butrymańcach na cmentarzu parafialnym z honorami wojskowymi w asyście księdza z mszą świętą. Wziętych do niewoli rannych opatrzono, zaś zdrowym zabrano umundurowanie, dano stare szmaty, nakarmiono oraz dano po szklaneczce bimbru i nazajutrz puszczono wolno. Nie chcieliśmy zemsty dla wojska litewskiego. Byli to młodzi chłopcy zmobilizowani przeciw partyzantom Polskim i Rosyjskim, tak zwani „Pleczawiczusowie” od nazwiska ich generała. W maju 1944 roku przy koncentracji naszego V batalionu i II batalionu ps. „Krysia” zdobyliśmy Ejszyszki. W naszej kompanii strat nie było. Wojsko Litewskie przed naszym natarciem uciekło w popłochu, a winni urzędnicy administracyjni uciekli razem z wojskiem. Trafili w zasadzkę pod Koleśnikami na oddziały ps. „Łupaszki” i „Sztremara” z brygady Wileńskiej. O stratach w potyczce pod Koleśnikami nic nie wiadomo. 1 lipca 1944 roku potykaliśmy się w Bastunach. Zostałem ranny od pocisku moździerzowego, zniesiono mnie z pola walki, ale Bastuny zostały rozbrojone i zdobyte. Bez żadnych strat zdobyliśmy dużą ilość broni i amunicji.

str. 14 Pod Tytułem

Dominik Rurys Później brałem udział w operacji Ostra Brama przy zdobywaniu Wilna w ramach akcji Burza. Tam zostałem awansowany do stopnia kaprala i odznaczony krzyżem walecznych. Po zakończeniu operacji Ostra Brama nasze oddziały zostały w większości rozbrojone przez armię Sowiecką i internowane, ale grupa około tysiąca żołnierzy wyrwała się z okrążenia pod dowództwem majora ps. „Kotwicz” i dostała się do puszczy Rudnickiej. Jak maszerowaliśmy puszczą, silny zmotoryzowany oddział sowiecki próbował nas okrążyć i rozbroić. Major wydał rozkaz zajęcia stanowisk bojowych, sam wystąpił przeciwko kolumnie zmotoryzowanej i  powiedział, że jeśli nie wycofają się to otworzy ogień bojowy. Sowieci widząc tak liczną grupę gotowych do walki żołnierzy odstąpili od nas i kolumna opuściła teren puszczy. My natomiast dotarliśmy marszem forsownym nad jezioro Kiernowo i tam rozłożyliśmy się obozem. Dowódca „Kotwicz” zwołał odprawę oficerów, w której zapadła decyzja o rozwiązania grupy, z założeniem jednak, ze cześć ochotników ruszy z majorem na zachód, pozostali będą na terenach swojej działalności i pozostaną w konspiracji. Należałem do tych, którzy wybrali tę drugą możliwość i dołączyłem do grupy około stu żołnierzy, pod wodzą „Orwida” z pierwszej kompanii pierwszego plutonu.Ruszyliśmy w stronę folwarku Stare Rakliszki. Bez większych przeszkód, omijając kręcące się po puszczy oddziały sowieckie, dotarliśmy w zamierzone miejsce nad rzeką Solczą. Dotarliśmy tam wczesnym świtem następnego dnia. Dowódca grupy „Orwid” gęsto ubezpieczał oddział małymi placówkami a my wszyscy nieludzko zmęczeni nocnym marszem przez puszczę zapadliśmy w kamienny sen. Kiedy już odpoczęliśmy postanowiliśmy zamelinować w puszczy karabiny i broń długą. Każdy kto miał krótką broń i granaty mógł zabrać ze sobą i  udać się do swojego miejsca zamieszkania, zgodnie z rozkazem pełniącego obowiązki komendanta Okręgu majora „Kotwicza”. Musieliśmy przejść do działalności konspiracyjnej według starego przydziału sprzed operacji „Ostra Brama”. Pożegnaliśmy się, następnie przeprawiliśmy się wpław przez rzekę Solczę, bo most był spalony i udaliśmy każdy na swoją stronę.


Pod Tytułem str. 15


Magazyn jest wydawany przez Stowarzyszenie Pro Cultura

Wydawanie Pod Tytułem wspierają:


Pod Tytułem