Page 2

wywiad

Całość, całość jest wymyślona! Jan Nowicki – wybitny polski aktor teatralny, filmowy i telewizyjny postanowił w swojej najnowszej książce „Mężczyzna i one” napisać o tym, na czym zna się najlepiej – o kobietach…

© fot. Marek Straszewski

Spytam tak, jakby pytała pana rozmówczyni z nowej książki – panie Janie, skąd taki prowokacyjny tytuł? Wziął się z felietonów drukowanych w miesięczniku „Zwierciadło”, gdzie ukazywały się w cyklu „Mężczyzna i ona”. W książce udało mi się opowiedzieć o kobietach mojego życia, co chyba jest ciekawe, a zwłaszcza wyobrażenia o nich są takie, że „daj Boże zdrowie”. Zaczął pan od felietonów w kobiecym miesięczniku… To było zabawne, gdy „Zwierciadło” zaproponowało mi współpracę, bo przecież jest to „babskie pismo”, ale z ambicjami. Nie miałem jednak dużo czasu i poprosiłem, aby współpracowała ze mną Kasia Zimmerer. I to się dobrze ułożyło, bo przy małym kieliszku świetnie nam się rozmawiało. Kasia zadawała pytania, ja zaś wymyślałem różne, często niestworzone rzeczy. Jednak po dwóch latach Kasia musiała się wycofać, a ja razem z nią. Ale redaktor naczelna „Zwierciadła” zaproponowała, abym sam pisał teksty, chociaż nie wiedziałem wtedy, czy potrafię to zrobić. I tak przez następne dwa lata pisałem teksty i otrzymywałem znakomite honorarium. Wymyśliłem sobie, że będę odpowiadał na listy od kobiet, które … sam do siebie napiszę. Przyznaje pan bardzo szczerze, że pan sam te listy-pytania wymyślał? Pewnie, że tak. Cała pikanteria tej sytuacji polega na tym, że kompletnie na kobietach się nie znam, śmiertelnie się ich boję, ale też je cenię i uważam, że są fantastyczne, chociaż za nimi za bardzo nie przepadam. Wydawało mi się, że z powodu legendy, jaka pana otacza, jest pan … feministą? Jestem, oczywiście jestem. Jak się pisze do kobiecego pisma, to trzeba być feministą. Chciałbym, żeby w moich tekstach była jakaś wartość czy poczucie humoru, jakiś sens, a wszystko bierze się z … niewiedzy. Jeżeli ktoś mówi, że zna się na kobietach, to mówi nieprawdę, bo taka wiedza w ogóle nie istnieje. One są tak niezgłębione, tak nieprzewidywalne. Kochamy nie te kobiety, które chodzą po świecie, ale te, które sobie wyobrażamy. A jak sobie coś wyobrażamy, to nie myślimy, że wybrana kobieta źle gotuje albo nie ma poczucia humoru, albo – nie daj Bóg – nie jest tolerancyjna. Dlatego dopiero nasze wyobrażenia o kobiecie są bezcenne. Moja Márta Mészáros, z którą żyłem 30 lat, na pierwszy rzut oka wyglądała tak, jakby chłopiec, który nie umie rysować, wziął kredkę i narysował na płocie kobietę, w której nic się nie zgadza. Ale po jakimś czasie, jak się jej bliżej przyjrzałem, zrozumiałem, że jest kobietą o niezwykłej urodzie, co ja

2

dostrzegam, chociaż nie jest to sprawa obiektywna i na tym to wszystko właśnie polega! Może tekst książki, chociaż składający się z małych fragmentów, tworzy całość, może jest to rodzaj powieści, jakie się dzisiaj pisze? A może jest to literatura faktu, a konkretnie zapis faktów z pańskiego życia? Coś w tym jest, ale oczywiście jest w książce cała masa zmyśleń, bo przecież tak się pisze. Więc pan jako pisarz nie trzyma się twardo spraw, jakie przeżył sam czy ktoś, kogo pan zna, tworzy pan fabuły, fikcję literacką… Nie ze mną takie rzeczy! Jestem za tym, co John Steinbeck nazywa opowieścią, która powstaje dla zabawienia zarówno słuchacza, jak i opowiadającego. Tylko kłamstwo sprowadza krzywdę czy nikczemność, ale opowiadać należy od rana do wieczora. Bardzo rzadko posługuję się prawdą, bo mnie śmiertelnie nudzi, włącznie z moją datą urodzenia! Nie mogę tego znieść! A jak się od prawdy odchodzi, to od razu zaczyna się coś dziać. W pana książce pojawia się pan Piotr czyli Piotr Skrzynecki… Pan Piotr był narkomanem rozmowy, więc dobraliśmy się jak w korcu maku. Nigdy nas nie interesowały fakty takie, jakie one są. Potrafiliśmy o tym samym mówić raz biało, raz czarno. Jeżeli tylko powiedziałem, że Andrzej Wajda jest bardzo dobrym reżyserem, to pan Piotr od razu zaprzeczał, albo było odwrotnie. Zmienialiśmy nasze zdania i po-

trafiliśmy rozmawiać przez dwie doby bez przerwy! A jak kobiety reagują na to, co pan pisze? Opowiem o tym, jak kiedyś na przyjęciu w Świnoujściu jakaś kobieta rzuciła mi się w ramiona krzycząc, że uratowałem jej małżeństwo. Uciekłem i zamknąłem się w toalecie, bo bałem się wyjść, gdyż myślałem, że spotkałem jakąś wariatkę. Jednak, jak widać, niektórym kobietom pomogły moje teksty ze „Zwierciadła”! Może to była adresatka pana odpowiedzi, zamieszczonej w książce, w której sugeruje pan, aby pokazała ją swojemu mężowi? Przyznam, że to był jedyny autentyczny list, który do mnie dotarł i na który odpowiedziałem w „Zwierciadle”. Reszta listów rzeczywiście była wymyślona. Bo przecież czy mógł do mnie napisać i zadać mi pytanie „czy pan kiedyś uprawiał samogwałt” czternastoletni Kazik ze Starej Miłosnej? Zarówno tę Starą Miłosną, jak i historię opowiedzianą w odpowiedzi ładnie pan wymyślił, jak też inne historie w tej książce. Całość, całość jest wymyślona! W książce jest też poezja… Niech pan tego, na Boga, nie nazywa poezją – to są piosenki, które są zresztą dołączone do książki na płycie CD. Napisałem już sporo piosenek, do których muzykę napisali najwybitniejsi kompozytorzy: Jan Kanty Pawluśkiewicz, Zbigniew Preisner, Zygmunt Konieczny czy Andrzej Zarycki. Jednak jak już wiem, że coś umiem, to po co mi się tym dalej zajmować. Tyle jest barw w życiu, że szkoda być tylko aktorem! A pisarzem? Dziwnie jest z tym moim pisaniem. Czy pan wie, że uprawiałem to przez dziesięć lat, dzień w dzień i na dobrą sprawę mógłbym się z tego wyżywić, ale sam pan dobrze wie, jakie są honoraria felietonisty, dość kiepskie. Pisałem do „Przekroju”, pisałem do „Wróżki”, potem jeszcze do „Gazety Krakowskiej”, co sobie najbardziej cenię, bo tam zamieszczałem krótkie teksty liczące dwa tysiące znaków, a wiadomo, że najtrudniej jest pisać krótko. Jak się może napisać więcej, to jest miejsce na dobry wstęp, trochę się poleje wody w środku, machnie dobrą pointę i człowiek spada na cztery łapy. Ale te dwa tysiące znaków czyli strona maszynopisu! To jest męka! Wtedy piszesz pięć - sześć stron i skreślasz, i skreślasz! Wyrzucasz, drzesz! Najlepsze moje teksty to właśnie te najkrótsze i proszę mi wierzyć, że moja skromność jest autentyczna.

tysiące książek zawsze pod ręką w salonie...

rozmawiał Piotr dobrołęcki

Tom Kultury nr 19 (2012)  

Przedstawiamy Tom Kultury Empiku. Znajdziecie w nim gorące nowości.

Tom Kultury nr 19 (2012)  

Przedstawiamy Tom Kultury Empiku. Znajdziecie w nim gorące nowości.

Advertisement