Issuu on Google+

Światełko w tunelu

Emilia Kwiatkowska Klasa 2ag Gimnazjum nr2 Konstancin-Jeziorna


Światełko w tunelu Kochałam Ŝycie, ale bardzo dawno temu... Teraz jest mi źle, jestem zrozpaczona. Wiecznie niespokojna, boję się. Ciągle wymiotuję, mam dreszcze i zawroty głowy. Wszystko mnie boli. Razi mnie światło. Jestem zdenerwowana i rozdraŜniona. Nienawidzę ludzi! Nienawidzę siebie! Zamknęli mnie w niewielkim pomieszczeniu i tłumaczą, Ŝe to dla mojego dobra. Nie wierzę im, juŜ nie wierzę nikomu, nawet sobie… Mówią, Ŝe muszę pobyć tu pewien czas, potem wrócę do domu. Do domu? PrzecieŜ nie mam domu… KaŜda minuta wydaje się godziną, kaŜdy dzień tygodniem, kaŜdy miesiąc wiecznością… Pół roku temu siedziałam na ławce w parku, płakałam, bo mama znów mnie uderzyła. „Rykoszet” za ojca, jak zwykle… Rodzice wciąŜ się kłócili, nie miałam spokoju w domu, nie mogłam na nich liczyć. Gdyby nie pili, miałabym chociaŜ jakieś porządne ciuchy. MoŜe wtedy znajomi z klasy by mnie lubili? UwaŜali mnie za dziwadło, nie zapraszali do siebie, nie rozmawiali na przerwach, śmiali się z moich ubrań i z tego, Ŝe się źle uczę. Chciałam mieć to, co wszyscy: normalny dom, przyjaciół i czasem pieniądze na kino. Czemu tak nie było? Nic złego nie zrobiłam. Przeklęty dzień, przeklęty wieczór… Siedząc samotnie na pomazanej sprayem ławce, myślałam, Ŝe juŜ gorzej być nie moŜe. Wtedy poznałam Damiana. Wydawał mi się moim osobistym aniołem, światełkiem w tunelu. Był inny niŜ ludzie z mojej klasy. Miły, sympatyczny, akceptował mnie i słuchał. Czułam, Ŝe jestem dla kogoś waŜna. Po raz pierwszy w Ŝyciu! Polubiliśmy się. Przychodził po mnie do szkoły, nie martwiłam się juŜ samotnymi powrotem. Pewnego dnia zaprosił mnie na imprezę do kolegi. Gdybym mogła cofnąć czas, nigdy bym tam nie poszła. To było mieszkanie w bloku, jakoś tak na trzecim piętrze. Gdy weszłam bardzo się zdziwiłam. Nie tak wyobraŜałam sobie moją pierwszą imprezę. Jedna dziewczyna skakała po tapczanie, próbowała złapać się Ŝyrandola i przeskoczyć na drugi fotel. Prawie jej się udało, tylko w kulminacyjnym punkcie poślizgnęła się o krawędź kanapy i upadła. Jakiś chłopak krzyczał do niej „ Jane, Jane, zaraz cię uratuję! To ja, twój Tarzan!”. Grupka osób dziwacznie tańczyła do muzyki techno. Wszędzie było pełno pustych butelek. Ktoś w łazience chyba wymiotował. Nagle dosłownie znikąd wyskoczył niski, piegowaty chłopak. Spojrzał na nas. Wyglądał na szczęśliwego.


– Nareszcie jesteś! Co tak długo? Jest tow…? – przerwał raptownie. – A to co za ślicznotka? – spytał. Damian zaczął szeptać mu coś do ucha i mocniej ścisnął mnie za rękę. Wreszcie weszliśmy do mieszkania. Ktoś podsunął nam pod nos alkohol. Nigdy nie piłam… Rodzice zachowywali się fatalnie, gdy byli pijani. Tu jednak wszyscy byli bardzo mili, weseli i wyluzowani. Dobrze się tu czułam, nie chciałam odstawać. Pamiętam, Ŝe bardzo duŜo piliśmy. Niezbyt wiele przypominam sobie z tego wieczoru, tylko urywki scen. Kojarzę, Ŝe Mariusz stanął na środku salonu, koło stolika i powiedział: –Ludzie, stop! Słuchajcie! Mam towar! Wszyscy zaczęli się uśmiechać i przepychać do organizatora. Damian wziął mnie za rękę i kiwnął głową. Przypuszczałam, Ŝe to narkotyki. Nigdy wcześniej niczego nie brałam. Chciałam stąd uciec, ale byłam na tyle pijana, Ŝe nie władałam dobrze swoim ciałem. Kilka osób odeszło z grupki dziwnym, tanecznym, pobudzonym krokiem. Tam była kokaina… Tłum malał, a Damian ciągnął mnie coraz bliŜej stołu. Wszyscy juŜ wzięli, zostałam tylko ja. Patrzyli na mnie i namawiali głośno do spróbowania. Wyglądałam chyba na zmieszaną. Zaczęli mnie dopingować, uśmiechali się, Damian mnie objął. – Spróbuj będzie fajnie. Polubisz to uczucie, bądź jedną z nas! – powiedział. Bardzo chciałam być jedną z nich, naleŜeć do jakiejś paczki, mieć przyjaciół. Pomyślałam, Ŝe skoro nikomu się nic nie stało, to mi na pewno teŜ nic nie będzie. Trzymałam plastikową rurkę i wciągnęłam biały proszek. Goście zaczęli bić brawo, a Damian mnie pocałował. Upewniłam się wtedy, Ŝe było warto. PrzecieŜ to tylko raz, kaŜdy próbuje narkotyków… Mijały miesiące. Z kaŜdym dniem byłam coraz bardziej uzaleŜniona. Narkotyki były łatwo dostępne. Brałam je od nowych przyjaciół. Czasem trochę amfetaminy, bo miałam waŜny sprawdzian i nie mogłam się skupić. Czasem trochę heroiny, tak dla odmiany. Po pewnym czasie nie potrafiłam bez narkotyków Ŝyć. Moje Ŝycie wymykało się spod kontroli, a ja spadałam na dno. Nikt niczego nie zauwaŜył. Dilerów spotykałam wszędzie. Znałam ich mnóstwo, kolegowałam się z nimi. Codziennie, idąc ulicą, widziałam ich „w pracy”. Często zaledwie kilka metrów obok stali policjanci. Nie robili nic. Śmieszne… Człowiek czasami bywa tak ślepy na ludzką krzywdę, przejmuje się tylko sobą. Znałam nawet takich „straŜników porządku”, którzy dobrze wiedzieli, kto w mieście jest dilerem, ale często to był „syn brata znajomego” i nie mieli odwagi, aby go zamknąć. Tak w sumie cieszyło mnie to wtedy, mogłam bezkarnie i bezproblemowo kupować tyle towaru, ile mi się podobało. Do szkoły właściwie nie chodziłam. Nic mnie do niej nie ciągnęło, nie lubię lekcji ani klasy. Na


egzaminie gimnazjalnym zdobyłam mniej niŜ połowę punktów. Miałam to gdzieś, bo i tak byłam nieklasyfikowana. Moi rodzice nareszcie mnie zauwaŜyli. W domu zrobili mi awanturę, ale i tak mnie to nie ruszyło, bo wciąŜ są kłótnie, tylko tym razem, dla odmiany ta dotyczyła mnie. Trzasnęłam drzwiami i poszłam do Damiana. Tam jest mój dom, moja rodzina. Mama krzyczała z balkonu: – Córeczko, wróć! Co ty wyprawiasz! Córeczko? Od kiedy ona tak do mnie mówi? Przyśpieszyłam kroku, ale zrobiło mi się jakoś dziwnie przykro. Nazajutrz nasza paczka postanowiła wybrać się na przejaŜdŜkę nowym kabrioletem. Chłopcy kupili go za zarobione „cięŜką pracą” pieniądze. Nie mieli prawa jazdy, ale co tam. Czerwony samochód, wiosna, wiatr we włosach i dla lepszej zabawy odrobina kokainy. Wziął kaŜdy, bez wyjątku. W radiu leciała piosenka „Highway to hell”. Nagle usłyszałam pisk opon, huk i krzyk. Świat zawirował mi przed oczami. Mieliśmy wypadek. Podobno nadjeŜdŜająca cięŜarówka nie zdąŜyła do końca wyhamować. Zginęli wszyscy oprócz mnie. Nie mam pojęcia, jakim cudem przeŜyłam. Straciłam wszystko. Jestem na odwyku. W małej sali z jednym oknem, gdzieś na drugim końcu Polski. Codziennie patrzę przez okratowaną szybę. Szukam znajomych twarzy. Tęsknię za Damianem. Nie wierzę, Ŝe nie Ŝyje. Znów jestem sama… Marzę, aby obudzić się z tego koszmaru nazywanego moim Ŝyciem. Niestety nie mogę, nie potrafię zapomnieć…


Światełko w tunelu