a product message image
{' '} {' '}
Limited time offer
SAVE % on your upgrade

Page 1


Okładka: Romana Gałkowska Produkcja i skład: autorka Poznań 2020


Mojej cรณrce, Romce


niezamierzony wiersz o blak frajdej rozłazimy się jak zepsuty zamek błyskawiczny na środku podłogi dane wrażliwe czekają kto je przydepnie i pójdzie dalej grać swoją rolę albo podrzucać kwestie naturszczykom, co myślą: kochać jak to łatwo powiedzieć, wypiąć się we właściwym czasie tym, którzy nie sypną, za to poleją black label, wkalkulowane koronkowe gacie i durex za pięćdziesiąt procent. gdyby tyle liczyła wódka - nikt by nie wstał, ani nie miał żadnych wątpliwości. kto dzisiaj bez spiny rżnie głupa lub kobiety w średnim wieku? rozłazimy się, przytrzymując palcem, bo może jednak się zazębi?


niezamierzony wiersz o folołersach nikogo nie mam, więc po 14 h w korpo lajkuję Tokarczuk,która na Twitterze banuje mnie i połowę Polski. no b(l)a! nie mam dredów i wolę Atwood, podobno to wstyd, mój najlepszy kumpel od czasu, gdy na apelu szkolnym recytowałam "Bagnet na broń", przynajmniej wiem co robić, gdy przyjdą na Facebooka. nikogo nie mam, więc piszę smsa, "już wracam kochanie", żebyś mógł na lajcie skasować historię i ugotować jajka. bo wiadomo, co było pierwsze. gdy stalkuję na Insta własną córkę, mail donosi, że jednak mam kogoś, @mopman łoczing mi dej baj dej. chłopak spod kiosku z szotami za 2,50 opowiada o tej, jak jej tam z Insta, która mu wysłała zdjęcie swoich cycków, nie ma sensu się jarać, bo może wcale nie jej? nikogo nie mam, za 34 lata będę wyglądać lepiej, niż teraz. Czesław stawia na pęcherz i pawia, to nic dopóki sił jednak iść, będę iść.


niezamierzony wiersz o LGBT i przejęciu kontroli nad światem śniłam, że jestem gejem i kupuję skarpetki w internetowym sklepie Stonewall (akurat nie było krawatów) rano zadzwoniłam do matki dokonać coming outu, a ona, że obiad jest u ciotki w niedzielę o czternastej jakby moje gejostwo nie obchodziło nikogo, poza zdrowym jądrem narodu, gotowym w każdej chwili przyjebać ile sił w wyklętych pięściach jakbym była bohaterką Sienkiewicza, Kuby, nie Henryka (tak dla porządku) nawracającym guzem na zaleczonej piersi społeczeństwa gdy wszystkie ciotki tego świata w niedzielę wydają obiady, ochoczo, jak kwartalną premię, ja mogę zarobić w mordę, za cichy chód po chodniku.


niezamierzony wiersz o rękodziele (gdzieś w Polsce) Zandberg orze Morawieckiego. tymczasem ktoś kręci rurki z gazet, inny tnie scyzorykiem kawałki drewna i maluje w tęczę. taką, proszę ja was deprawację, sensoryczną deprywację, stan, w którym gdzieś jesteśmy, choć udajemy, że nie, to nie my (tę grę słów wszyscy złapią i nikt się nie nabierze, taki lajf). wiara i potencjał,maksimum angażu, bo właściwy status - połową sukcesu. podobno emocje wpływają na real, gdy giną tysiące, piszmy antologie! Zandberg orze Morawieckiego, a żony nadal są gwałcone, zamyka się im usta niechcianym fiutem. knebel anno domini, co nas nie zabije, w końcu wykrztusimy.


niezamierzony wiersz o skwarze dla Ulki Jakubowskiej czas wziąć cycki w ryzy, nie tyle ciąć, co bardziej poskładać. systematyczność ma wiele zalet. wyprzedaż biustonoszy, gdy wciskasz za trzydzieści dziewięćdziesiąt dziewięć z nadzieją, że nie wyskoczą spod bluzki i po trzecim piwie w Dragonie nie trzeba będzie upychać rozpaczliwie, jak wszystkiego innego, tak odległego od fizyczności jak, nie przymierzając Bergmann od Bayer Full. i nie zapominaj o sutkach! są zdradliwe jak przyjaciółki z podstawówki, tylko czekają, by wyjść na jaw.


niezamierzony wiersz o czerwonych światełkach na dachach wieżowców

leć mała, nad poziomy i blok, gdzie żółta gęba księżyca wystaje jak żul na przystanku nocnego. może ktoś się zlituje i zabierze nas w podróż tak daleką, jak Neverending Story? w snach mam wciąż trzynaście lat, czekam i boję się zawalić, bo czym jest dzielna i dlaczego nie można jej pomnożyć? jak jaj od szczęśliwych kur, z na maksa szczęśliwego kurnika? leć mała, vege kotlety w proszku z aplikacją Rossmann taniej o jakieś trzydzieści procent i świat poczeka, aż wrócisz, a okiem słońca natchniesz tych od Ray Bana.


niezamierzony wiersz o turbofeminie z melanchujnią kolejny raz niosę ci przemoc w kubku od kawy, skosztuj powoli, nie udław się proszę zbyt szybko. teraz jest czas goryczy, nazwania dziadersem albo lepiej chujem, bo grunt to wygłosić własną wersję prawdy. tymczasem uciekam z psującej się "piątki" na trasie do zajezdni dokładnie w miejscu, w którym zaginęła Ewa Tylman. miastowa młodzież i Podsiadło zawodzą, więc kluczę po Rzeczypospolitej, gdzie osiedlowy gang wyklętych karmi amstafa browarem. zeszliśmy na żubry, a ja ci niosę przemoc. w ekotorbie z nadrukiem startupu.


niezamierzony wiersz o umieraniu I Tacie w tym sezonie modne są spodnie udające spódnicę, albo odwrotnie? nigdy nie wiem co lepiej udaje co a kto, kogo? sąsiad z bloku naprzeciwko wypala co rano fajkę w samych slipach, wśród doniczek z lawendą i begonią, rosną nam dupy i inne rzeczy na "de" jak dedur i demoll co sobotę pod klatką. dozorczyni na miejscu,narzędzia w piwnicy. słońce i nic, tylko lać wodę, nim ktoś zwróci resztę w rabatach. grać na zwłokę, odbierać awizo, liczyć stopnie w górę. piętra w dół, ilość wlewów na wenflon, z drugiej strony nie ma to jak dożylnie i na legalu. może dziś jest pierwszy dzień reszty twojej chujni, szoł mast goł on, lub równie chwytliwe hasła. zaprzyjaźniona onkologia, jest dobry dzień, jak okno pogodowe w Karakorum, "jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął". dziś jeszcze nikt nie umarł. dopiero południe.


niezamierzony wiersz o wyginaniu

wyginiemy w ciągu jednego pokolenia naszego cziłały, naszego kota, naszej świnki morskiej, naszych rybek nie będzie komu karmić i zdechną na puchatym dywaniku, pod lodówką Beco, w klatce i w akwarium. wraz z naszymi gaciami z Intimissimi, kieckami z H&M, kiełbasą z Lidla i butelką Kropli Beskidu. bo nasza jest ziemia, święta co nas nosi, pluton i uran i dwutlenek węgla. nasz jest ten beton, słup oczu wpatrzonych w jedno homo sanctus. nie do wyjebania.


niezamierzony wiersz o zaangażowaniu zanim nastanie dzień odziedziczymy ziemię już nogę mamy w szparze drzwi Sylvia Plath - "Grzyby" kto nie ma zdjęcia, niech pierwszy rzuci ściółką choćby na niewielką odległość, a potem padnie w liście, najlepiej zamaszyście, bo co się rozłoży - zaiste uwiecznimy choć za nic mieć będzie koszyki, przerabiane ze święconego na eko and vegan friendly. módlmy się: chroń nam nogi i kapelusze panie od deszczu, dreszczu i ustaw w szeregu, niewidocznych gołym okiem, byle dalej od skraju i zapaleńców, daj czas na branie, nabranie, lub ... (nie kończy się wersu jednosylabowo) kto się nie zna, temu wyrzucają, kto rano wstaje, kto sieje wiatr, a ja rosnę i rosnę, latem, zimą, na wiosnę, a jesień? Średniowiecza.


niezamierzony wiersz o zaprawianiu o nienawiści do chemii mogłabym tydzień, tchem jednym, jak ten atom tlenu w h2o, ale na słój patrząc nową w sobie miłość odkrywam, do tych warzywek pięknych, pękatych zielonych, jak grubaśne paluszki w słoiku ścieśnionych, gdzie pachnący koper, czosnek, jak śnieg biały, pochrzaniony obficie, kiedy marzę skrycie i czekam, aż zajdzie reakcja - takie życie, onegdaj ja się zaprawiałam, dziś to rzucam i idę do Lidla z siatami. myśl ma jasna oraz cel chwalebny, winter is comming, ale wciąż ogórek, ogórek, zielony ma garniturek, jak przepis, tymczasem coś się burzy pod gazą, więc czekamy, kto pierwszy cel wyznaczy, Let's get together and feel all right


niezamierzony wiersz o złych ludziach "myśli żołnierz, w dupie z wami i waszymi wojnami!" Lao Che prababci Magdalenie 1898 - 1996 czterdziesty pierwszy to był chyba, a sad piękny! rozkwitały jabłonie, grusze i kobiety. te w chustkach, co już prawie wszystko widziały, ale tego chyba jeszcze nie i te, które miały dopiero zobaczyć. córki nie wiem gdzie, syna zabrali, a ja po prostu znałam niemiecki, bo dziadek był Austriakiem i dostałam po nim ten zegar, co wisi w dużym pokoju, a ten pokój tak niewielki dziecko, kilkanaście metrów. myślałam, w 1914 się udało, to teraz też, bo jak inaczej? porzucić, odejść, poddać się? nadal mam tę chustkę, co ją wtedy założyłam.


niezamierzony wiersz (za)duszny jesień panie, więc dzwonię do ojca, umawiam się na doroczny grobbing, i czekam na cynk od ciotki w kwestii tegorocznych trendów. w aplikacji Lidla sprawdzam promocyjne kupony na znicze, gdyż zamiast przepłacać, wolę kupić litr whisky (choć prawdziwa Polka kupiłaby czystą) i wychylić za pamięć, bo zdrowie im już na nic, podobnie jak modlitwa. są tam, a my tu i nie zmienią tego pobożne życzenia, stroiki za siedem dych i hektolitry wódy, choć może uda się, przy odrobinie determinacji, zamiast białych myszek, ujrzeć o północy wybitnego poetę.


niezamierzony wiersz o bunkrach strach pojawi się gdy będziesz odchodził po gładkich powierzchniach klatki opuszczonych budynków jak studnie wchłoną światło ocalałych żarówek przez puste ramy okien zobaczysz ulice ułożone na wzór i podobieństwo tych którzy mówią że tutaj zło klei się do ust dlatego głos usłyszysz tylko w swojej głowie pojawi się gdy będziesz odchodził nieznośny jak dźwięk tłuczonego szkła w martwych szybach wind jedynie powietrze nie zatrzyma się nagle uderzy o dno


niezamierzony wiersz o ikonie Eugeniuszowi Dyckiemu nie ma mnie w domu twoim panie. autobus potrącił cyklistkę, patrzymy na jej ciało głodni i oszukani przez czas nie zdążymy na modły, kolacje, odciąganie mleka. gdybym umiała - modliłabym się o cieknące piersi i rozciągniętą skórę. nie ma mnie w domu twoim panie. zabrali jej ciało: głowę z połową otwartych ust, ruszamy. ofiara spełniona.


Spis treści: niezamierzony wiersz o blak frajdej niezamierzony wiersz o folołersach niezamierzony wiersz o kolaboracji niezamierzony wiersz o LGBT niezamierzony wiersz o rekodziele niezamierzony wiersz o skwarze niezamierzony wiersz o światełkach niezamierzony wiersz o turbofeminie z melanchujnią niezamierzony wiersz o umieraniu niezamierzony wiersz o wyginaniu niezamierzony wiersz o zaangażowaniu niezamierzony wiersz o zaprawianiu niezamierzony wiersz o złych ludziach niezamierzony wiersz zaduszny niezamierzony wiersz o bunkrach niezamierzony wiersz o ikonie

Profile for Magdalena Gałkowska

wiersze niezamierzone  

wszystko to, co napisałam, a czego nie ma

wiersze niezamierzone  

wszystko to, co napisałam, a czego nie ma

Profile for emgie75
Advertisement