Issuu on Google+

NR 10 (20) LISTOPAD 2013 CENA: 9,90 ZŁ (W TYM 5% VAT)

29649X

ROZMOWA Z PROF. JACKIEM HENNIGIEM

Awantura o GMO umrze śmiercią naturalną Kopalnie będą robić paliwa

MUŁ WĘGLOWY, Z ODPADU STANIE SIĘ PRODUKTEM ENERGETYCZNYM

Zielone opony chronią środowisko

MNIEJSZE TARCIE OBNIŻA EMISJĘ CO2 I REDUKUJE ZUŻYCIE PALIWA

www.ekorynek.com


Wyróżnieni godłem „Eko-Inspiracja 2013”, nominowani do plebiscytu.


Spis treści

Spis treści

AWO 28 R P

NIA ZE

Kwiatek do kożucha,

CZYLI OZE PO POLSKU

Zegar bije

ANSE N I I F

Y 12 W DAR

CSR

DLA EFEKTYWNOŚCI ENERGETYCZNEJ

C

SA

SR 20

M

OR

WYDARZENIA

8 Awantura o GMO umrze śmiercią naturalną. Rozmowa z profesorem Jackiem Hennigiem z Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie 12 Kwiatek do kożucha, czyli OZE po polsku 15 STENA EkoStacja - szwedzki koncept w Warszawie 16 COP 19: cały świat musi zadbać o zrównoważony rozwój

20 Dialog z otoczeniem: efektywny czy efektowny

ZIELONE IT

22 Najbardziej ekologiczne są komputery wirtualne 26 Wirtualizacja: opcja IT bardziej korzystna środowiskowo. Rozmowa z Piotrem Fąderskim, menedżerem VMware na Polskę i kraje bałtyckie oraz Krzysztofem Waszkiewiczem, starszym inżynierem systemowym w VMware

ZĄD

FINANSE I PRAWO

28 Zegar bije dla efektywności energetycznej 30 Inwestycje w elektrownie wiatrowe: lokata kapitału dla każdego? 34 Pieniądze na redukcję emisji ze spalin

SAMORZĄD

36

36 Krakowski alarm smogowy zaczyna przynosić efekty

OZE

40 Przyszedł czas na użytkowe obiekty eko

LO

22

N E IT

Dialog z otoczeniem:

EFEKTYWNY CZY EFEKTOWNY

Najbardziej ekologiczne

SĄ KOMPUTERY WIRTUALNE 4

www.ekorynek.com

10 (20) | 2013

42 Nadjeżdża kolejowy boom 46 Odpowiedzialne spojrzenie na nawożenie w PUŁAWACH 48 Z odpadów kopalnie będą robić paliwa 51 Węglowy kolos pod kroplówką 54 Wielkie galerie handlowe nie oszpecą metropolii 56 Myto zyskowne, ale niebezpieczne 59 Wytwarzanie kruszyw lekkich z osadów ściekowych

Krakowski alarm

SMOGOWY ZACZYNA PRZYNOSIĆ EFEKTY

PRZEMYS

ZIE

PRZEMYSŁ

Węglowy kolos

Ł

ŚRODOWISKO

60 Trudno zagospodarować osady po ściekach 62 Zielone opony chronią środowisko 65 Outsourcing jest w Łódzkiem silny i ma wiele do zaoferowania 66 Polska czysta genetycznie 69 Na ekspansję łupkową stawia Ukraina

EKOMOTO

71 Luksusowe limuzyny coraz oszczędniejsze

51

EDUKACJA

76 Nauka o lesie jednak poszła w las

POD KROPLÓWKĄ 10 (20) | 2013

www.ekorynek.com

5


odwiedg portal

Od Redakcji

K

W NASTĘPNYM NUMERZE: CZY PROSUMENCI W POLSCE DOSTANĄ SZANSĘ Listopadowy projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii rozczarował najbardziej tych wszystkich, którzy są zainteresowani produkcją zielonej energii we własnym zakresie, zwłaszcza z wykorzystaniem fotowoltaiki. Brak systemu wsparcia dla prosumentów, na wzór tego jaki otrzymują oni w Niemczech czy w Wielkiej Brytanii sprawia, że wytwarzanie energii we własnym domu jest mało opłacalne. Wprawdzie nowe prawo stwarza taką możliwość, ale mini elektrownie w domach to przedsięwzięcie dla pasjonatów. Czy na ratunek przyjdzie prosumentom Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej? CZAS NA MIESZKANIA ZEROENERGETYCZNE Rynek mieszkań i nowych domów wychodzi z dołka, o czym świadczy prawie podwojenie liczby nowo rozpoczętych inwestycji mieszkaniowych. Zgodnie z prawem unijnym Polska powinna wdrażać dyrektywy, które zakładają, iż w perspektywie kilkunastu najbliższych lat każdy nowobudowany dom, mały i z wieloma lokalami, musi mieć nowoczesny system gospodarujący ciepłem, a docelowo skazani jesteśmy na budownictwo określane mianem zeroenergetycznego. Czy polscy deweloperzy, rozpoczynając kolejne inwestycje, mają to na względzie? Czy nowe mieszkania i domy oferowane na rynku potrzebują mniej energii cieplnej i obniżą się nasze rachunki za ogrzewanie?

ADRES REDAKCJI Ekologia i Rynek ul. Łotewska 9 a 03-918 Warszawa ADRES INTERNETOWY www.ekorynek.com BIURO Tel.: 22 429 41 17 biuro@ekorynek.com REDAKTOR NACZELNY Zbigniew Biskupski tel.: 536 897 536 z.biskupski@ekorynek.com ZESPÓŁ REDAKCYJNY Tomasz Cudowski, Stanisław Koczot, Joanna Kosmalska, Małgorzata Pietkiewicz, Krzysztof Polak, Urszula Stokowska, Joanna Wiśniewska

6

www.ekorynek.com

olejny projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii potwierdza to, co od dawna już widać gołym okiem, że rząd przestał się liczyć z głosem opinii publicznej, nie tylko zresztą co do przyszłości energetyki w Polsce. Idea społeczeństwa obywatelskiego, społeczna gospodarka rynkowa, fundamenty na których miała być budowana III. RP poszły w zapomnienie. Sprawujący władzę uznali, że akt wyborczy jest dostateczną legitymacją do podejmowania decyzji, a debatę nawet na forum parlamentu – zastąpiła dyscyplina partyjna, podporządkowująca proces legislacyjny mechanizmom maszynki do głosowania. Źle to wróży na przyszłość. I choć demokracja jest bezlitosna, i wcześniej czy później, za nieliczenie się z opinią obywateli politycy poniosą nieuchronną karę, to jednak jako społeczeństwo, wskutek arbitralnie podejmowanych oraz nietrafionych decyzji zapłacimy niestety srogą cenę. Jedną z kluczowych dziedzin, której to dotyczy, jest właśnie stan i przyszłość polskiej energetyki, którą obecni dysponenci władzy chcą dalej opierać na monokulturze węglowej, dla której listkiem figowym ma być współspalanie biomasy, a władzę koncernów paliwowych utrwalić poprzez atom plus mglistą wizję energii łupkowej. Polskie konsultacje nad OZE przypominają grę na przetrzymanie – wy (opinia publiczna) mówcie swoje, a my (władza) zrobimy co chcemy, bo mamy większość w Sejmie i Senacie. Tak więc energetyka prosumencka w rzeczywistości ma się dalej sprowadzać do solarów ogrzewających wodę. Przedsiębiorcy chcący produkować energię w małych instalacjach owszem, nie będą już musieli uzyskiwać koncesji, ale o jakimkolwiek wsparciu niech zapomną. Ci zaś, którzy chcieliby z obecnymi gigantami konkurować, niech stają do aukcji i biorą całe ryzyko na siebie. Iście makiaweliczny zabieg – dać coś wszystkim, w rzeczywistości chroniąc interesy establishmentu. Takie jest wszak prawdziwe przesłanie najnowszego projektu ustawy o OZE. Choć formalnie są podstawy prawne do podłączenia mikroinstalacji do sieci, to związane z tym formalności i koszty, w tym także należność za wyprodukowany prąd, w rzeczywistości nie dają prosumentom, poza romantycznymi entuzjastami – żadnych szans. To samo dotyczy przedsiębiorców i ich małych instalacji. Aukcje dla potencjalnych dużych przedsiębiorców to karykatura przetargów na budowę autostrad, które doprowadziły do bankructwa wiele świetnie do tej pory funkcjonujących firm z branży budowlanej. Dlaczego nie chcemy skorzystać z cudzych wzorów – Niemcy, Wielka Brytania, a jeśli już to z krajów, w których OZE zostało zmarginalizowane? Nasi zachodni sąsiedzi nie tylko bezpieczeństwo energetyczne, ale cały swój dobrobyt zbudowali wdrażając coś, co miało być polskim patentem, czyli ideę społecznej gospodarki rynkowej. Ba, nawet Francuzi, którzy w drugiej połowie ubiegłego stulecia postawili na elektrownie atomowe i od tamtej pory nie martwią się o niedobory prądu, poświęcili kilka lat na debatę społeczną, by ostateczne ustalenia co do przyszłości energetyki miały kształt niekwestionowanej umowy społecznej. Jeśli bezpieczeństwo energetyczne Polski, które aktualnie rządzący obiecywali nam wygrywając wybory, ma się opierać na aksjomacie, że rząd wie lepiej co dobre dla obywateli, to trudno być spokojnym o przyszłość. Zbigniew Biskupski

WSPÓŁPRACOWNICY Paweł Barnik, Małgorzata Biernacka, Robert Krzemiński, Iwona Jackowska, Stanisław Dojs, Jacek Dymowski, Julian Kamiński, Jerzy Kwiatkowski, Michał Moroz, Agnieszka Pabiańska, Antoni Wesołowski, Elżbieta Zocłońska REKLAMA Kluczowi klienci Tomasz Kargul Tel.: 536 884 534 t.kargul@ekorynek.com Projekty specjalne Piotr Ługowski Tel.: 536 884 532 p.lugowski@ekorynek.com Rozwój i Innowacje Tomasz Śpiewak Tel.: 536 884 537 t.spiewak@ekorynek.com

WYDAWCA New Business Look Sp. z o.o. ul. Łotewska 9 a 03-918 Warszawa NIP 113-286-16-91 ZARZĄD SPÓŁKI Prezes: Jacek Szczęsny Wiceprezes: Marcin Hołubiec Członek zarządu: Zbigniew Biskupski DYREKTOR DS. SPRZEDAŻY Robert Gołaszewski DRUK Zakłady Graficzne MOMAG Ul. Farbiarska 28/32 97-200 Tomaszów Mazowiecki

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, zastrzega sobie prawo skracania artykułów, a także zmiany ich tytułów. Przedruk artykułów lub ich fragmentów wymaga zgody wydawcy. Artykuły nie zawsze odzwierciedlają poglądy redakcji. Treść ogłoszenia jest zamieszczana na odpowiedzialność zamawiających. Redakcja zastrzega sobie możliwość odmówienia zamieszczenia ogłoszenia niezgodnego z interesem wydawcy. Nakład: 10 000 egz.

PROJEKT I SKŁAD Łukasz Pawlak requiem@requiem.serpent.pl

10 (20) | 2013

WYDARZENIA

WYDANIE ONLINE

WYPOWIEDZI EKSPERTÓW

PATRONATY

Ekologiczno-biznesowy portal internetowy, połączony treściowo z magazynem Ekologia i Rynek, zawierający wiele najbardziej aktualnych wiadomości ze świata ekobiznesu, gospodarki, energetyki, motoryzacji itp.


Wydarzenia

Wydarzenia

Awantura o GMO

UMRZE ŚMIERCIĄ NATURALNĄ

Rozmowa z profesorem Jackiem Hennigiem z Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie

ŹRÓDŁO: ARCHIWUM

Inżynieria genetyczna to nowa nazwa, nowa jakość, ale zdecydowanie stary proceder?

Produktów modyfikowanych genetycznie jest blisko 2 tysiące. To nie tylko rośliny, ale także bakterie czy grzyby. Na przykład drożdże wykorzystywane w przemyśle piwowarskim.

8

www.ekorynek.com

– Historia ludzkości to historia krzyżowania zarówno roślin, jak i zwierząt w celu podniesienia ich jakości. Jest tak stara, jak nasza cywilizacja. Od momentu, kiedy poznano podstawy genetyki, możemy to robić bardziej precyzyjnie. Wcześniej ten proces był nieświadomy, długotrwały, a wyniki nie do końca przewidywalne. Poznanie struktury materiału genetycznego w latach 60., to był pierwszy krok do rewolucji, która dokonała się w nauce. Drugi dokonał się w późnych latach 70., kiedy przeprowadzono pierwsze eksperymenty, które umożliwiły celowe zmiany w obrębie materiału genetycznego. Powstała technologia, nazwana inżynierią genetyczną, dająca możliwość ingerencji w konkretnych miejscach w materiale genetycznym. Co jest istotą tej ingerencji? – Wklejanie bądź usuwanie z materiału genetycznego precyzyjnej ilości cegiełek budujących spirale DNA – kwasu dezoksynukleinowego. Obrazowo można to porównać do łańcucha korali, który można przedłużyć

10 (20) | 2013

lub skrócić usuwając lub dodając pojedyncze koraliki. Jesteśmy w stanie wyjmować pewne fragmenty genów lub sekwencje, które nie kodują białek a pełnią funkcje regulatorowe, dodawać je lub usuwać, co prowadzi do zmiany fenotypu organizmu. W wyniku tego procesu, łańcuch genetyczny w jakimś osobniku, roślinie czy bakterii nabiera nowej cechy albo się jakiejś pozbywa. Czy wiedza o tym, że w łańcuchu DNA jakiś fragment determinuje określoną cechę, jest kluczowa dla tego procesu? – Nauka potrafiła dojść do takiego etapu rozwoju, że jesteśmy w stanie to określić. Użyjmy znowu porównania. Załóżmy, że ilość genów w komórce to biblioteka; możemy dokładnie podać tom i stronę, na której znajduje się określony fragment genomu, który odpowiada za syntezę konkretnego białka. Ono natomiast jest odpowiedzialne za jakąś cechę. Na przykład za to, że jesteśmy bardziej odporni na choroby, a przy braku tego białka – bardziej podatni. To niezwykle głęboko sięgająca wiedza, dotycząca informacji determinującej życie. – Można powiedzieć, że udało nam się dotrzeć do najniższego poziomu, niżej już chyba niczego nie ma. Chyba? – Jestem naukowcem, nie powinienem mówić kategorycznie, ale na razie nie wyobrażamy sobie, że może być jeszcze niższy, bardziej zaawansowany poziom informacji. Poziom kwasu dezoksynukleinowego (DNA), zapisu w trójkowym kodzie genetycznym uważany jest za podstawę życia. Czy to prawda, że pierwszą zmodyfikowaną genetycznie rośliną była petunia? – To fakt, choć zadecydował przypadek. Technologia powstała w Eu-

10 (20) | 2013

ropie. Jej twórcą jest dr Jeff Schell, który pracował na Uniwersytecie w Gandawie, w Belgii. Zmodyfikował w istocie naturalny proces. Otóż jedna z bakterii ma możliwość przenoszenia fragmentu swojego materiału genetycznego do genomu rośliny. To naturalny proces, który istnieje od momentu, kiedy ta bakteria się pojawiła. Jeff Schell oraz Marc Van Montagu wykorzystali to i wstawili, przy pomocy tej bakterii, obcy gen do genomu petunii. To było w 1984 roku. Uważa się to za pierwszy eksperyment w dziedzinie inżynierii genetycznej, prowadzący do transformacji rośliny. Ta technologia przy użyciu bakterii Agrobakterium tumefaciens nadal jest wykorzystywana, choć także i udoskonalana, ponieważ ta bakteria działa tak jedynie w przypadku roślin dwuliściennych; należało więc opracować inną drogę dla roślin jednoliściennych, do których należą chociażby zboża, i to się udało. Poznanie genotypu to lata 60., pierwszy eksperyment lata 80., a dzisiaj połowa ludzkości uprawia i zjada żywność modyfikowaną genetycznie… – Tak, wszystko potoczyło się lawinowo. Na pozór ta technologia wydaje się bardzo skomplikowana, ale tak nie jest. Prawie każde laboratorium uniwersyteckie w Polsce mogłoby ją stosować i wykorzystywać. Problemem jest przeniesienie osiągnięć laboratoryjnych w skali mikro do skali makro, do hodowli czy uprawy. Możemy określoną cechę do genotypu rośliny wprowadzić, potem ustabilizować, aby ta cecha była trwała. Następnie, na drodze normalnej produkcji należy uzyskać dostateczną ilość materiału siewnego. To wymaga czasu i inwestycji. Mimo wszystko, ten proces, od momentu pojawienia się zapotrzebowania na określona cechę do uzyskania gotowego produktu ją zawierającego, jest niedługi. Proces selekcji i produkcji nowych odmian ziemniaków dokonywany drogą tradycyjną, to nie mniej niż 12 – 15 lat. Przy pomocy inżynierii genetycznej można go skrócić do 5 lub 7 lat.

Z pomidorem, który był pierwszą, jadalną rośliną zmodyfikowaną – poszło szybko. Już na początku lat 90. był dostępny dla ogrodników. – Pomidor jest pierwszym przykładem komercjalizacji efektów badań inżynierii genetycznej. To miękki owoc, który podczas transportu może ulec deformacji i rozpoczyna się proces gnilny. Spowolniono więc proces rozkładu pektyn i dłużej może pozostać jędrny i świeży. Pierwsze próby na dużą skalę dotyczyły modyfikacji roślin uprawnych w kierunku zmniejszenia ich podatności na choroby wirusowe i bakteryjne, wywoływane przez grzyby, zarówno w trakcie produkcji, jak i potem podczas przechowywania. Chodziło o zmniejszenie kosztów, jakie ponosiliśmy z uwagi na choroby roślin. Drugim istotnym elementem była intensyfikacja produkcji żywności. Chodziło o wyhodowanie takich gatunków, które odporne by były na herbicydy, niszczące chwasty. Udało się to w przypadku soi. Kukurydza, bawełna zawierają natomiast gen wyizolowany z bakterii glebowej (Bacillus) toksyny Bt, który dla niej czy dla nas jest nieszkodliwy, natomiast dla owadów, które mogą ją niszczyć, tak. Nota bene kukurydza odmiany tzw. MON 810 to jedyna modyfikowana roślina dopuszczona do uprawy na terenie UE. Czyli to jednak ekonomia dyktuje warunki. – Zdecydowanie zmniejsza się chemizacja uprawy, ilość środków ochrony roślin, a równocześnie zwiększa plonowania. Mimo tych korzyści, ekolodzy są przeciwni uprawom takich roślin. – To kwestia pojmowania ekologii. Jestem uczonym, i nauka którą uprawiam jest racjonalna. Moje opinie oparte są nie tylko o wiedzę, ale i praktykę. Nie widzę w tych, dopuszczonych niemal na całym świecie do uprawy roślinach, zagrożeń. Często jednak w tych kwestiach wypowiadają się naukowcy z innych dziedzin,

www.ekorynek.com

9


Wydarzenia podpierają się swoim autorytetem, formułują kategoryczne opinie, że to szkodliwe, nieekologiczne. Ja zacząłem się zajmować tą dziedziną wiedzy w latach 80. w USA, czyli jestem z nią związany niemal od początku. Moje badania dotyczyły tytoniu. Potem, już w Polsce, ziemniaka. Tutaj osiągnęliśmy duży sukces. Badaliśmy mechanizmy odporności, choć w celach laboratoryjnych, a nie komercyjnych, ale udało nam się uzyskać odmianę ziemniaka, która jest znacznie bardziej tolerancyjna na czasowy niedobór wody niż ten dotychczas uprawiany.

P

omidor jest pierwszym przykładem komercjalizacji efektów badań inżynierii genetycznej. To owoc, który podczas transportu może ulec deformacji. Spowolniono więc proces rozkładu pektyn i dłużej może pozostać i świeży.

Ziemniak jak wielbłąd? – Nie tylko potrafi on przy małej wilgotności gleby rosnąć, ale gdy zwiększa się wilgotność szybciej się regeneruje. To istotne, bo w Polsce standardowo nie stosuje się nawadniania upraw. Tego typu modyfikacja powinna zainteresować rolników? – W Polsce istnieje moratorium na uprawy modyfikowane genetycznie, więc choć mamy odnośny patent, ziemniak taki uprawiany jest jedynie eksperymentalnie. Rozmawialiśmy głównie o roślinach jadalnych, na dodatek takich, których nie uprawiamy, co najwyżej sprowadzamy, ale w naszym życiu obecnych jest wiele innych produktów, będących efektem modyfikacji genetycznej. – Kiedyś czytałem w prasie niemieckiej artykuł, którego autor zadał sobie trud policzenia takich produktów. Jest ich blisko 2 tysiące. To nie tylko rośliny, ale także bakterie czy grzyby. Na przykład drożdże wykorzystywane w przemyśle piwowarskim. Najlepszym przykładem, którego zasadności ani zdrowotności nikt nie kwestionuje jest... ser żółty. Do jego produkcji używany jest enzym (chymozyna), podpuszczka mikrobiologiczna. Pierwotnie jej źródłem były żołądki cieląt, z których izolowano te enzymy. W latach 80. wyodrębniono

10

www.ekorynek.com

gen, odpowiedzialny za syntezę tego enzymu, został on wprowadzony do bakterii i ona „produkuje” podpuszczkę. Zawiera go ponad 90 proc. serów. Szereg mikroorganizmów jest stosowanych do produkcji antybiotyków. One robiły to w sposób naturalny, ale mało efektywny z naszego punktu widzenia. Dzięki modyfikacjom genetycznym robią to wydajniej. Ogromna grupa szczepionek uzyskiwana jest także dzięki inżynierii genetycznej. Spektrum produktów jest bardzo szerokie. Skąd zatem taki opór wobec inżynierii genetycznej. Czy to tylko ignorancja? – Przede wszystkim opór dotyczy głównie Europy, a nie świata. A ponadto głównie roślin uprawnych, jadalnych. Sceptycy używają argumentów, że wprowadzenie ich do środowiska może spowodować nieobliczalne i nieprzewidywalne skutki, choć nie potrafią ich wymienić. Coś, co jest nieprzewidywalne, jest także niebadalne. Dobrze, że gdy sprowadzono do Europy pomidory nie było tych sceptyków. Możemy jeść keczup i zupę pomidorową, a wszak to zdecydowanie obca dla naszego kontynentu roślina? – Ilość organizmów, które nas otaczają, pierwotnie rosnących w innych

strefach klimatycznych, jest ogromna. I nie mówimy, że są nienaturalne. Sceptycyzm może nas jednak drogo kosztować. W Europie inżynieria genetyczna powstała, posługuje się z nią z pożytkiem cały świat, a my stajemy się powoli skansenem? – Sądzę, iż dwie przyczyny powodują, że Europejczycy są tak sceptyczni. Po pierwsze, praktycznie nie żyją już ludzie, którzy doznali wielkiego głodu. Ostatni taki był w Irlandii w XIX i na początku XX wieku. Nie ma takiego przekazu mentalnego, historycznego. Europa jest zamożna, stać nas na drogą żywność. Jeszcze. Do momentu, kiedy szybko rozwijające się kraje azjatyckie, nie wzbogacą się do takiego poziomu, że cena żywności dramatycznie wzrośnie. Wtedy zrozumiemy, zwłaszcza biedniejsze kraje Europy, że nie stać nas na żywność produkowaną drogą technologią. Wtedy cała awantura o GMO umrze śmiercią naturalną. Wymusi to ekonomia. Możliwości tej technologii są gigantyczne. Te 2 tys. produktów to mało. Dlaczego mało? Ponieważ koszt prowadzenia badań jest tak wysoki, zwłaszcza w Europie, wiele świetnych pomysłów pozostaje w laboratoriach. Świat je komercjalizuje, a my chowamy do szuflady? – My wydajemy gigantyczne pieniądze, by sprawdzać czy dane rośliny, czy inne produkty GMO, nie mają negatywnego wpływu na nasze zdrowie. Zajmuje się tym Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (ang. EFSA), w którego pracach uczestniczyłem. Byli tam ludzie o różnych poglądach, także zagorzali przeciwnicy GMO. Urząd wydaje certyfikaty, moim zdaniem kierując się niezwykle obiektywnymi kryteriami, ale one także są kwestionowane przez sceptyków. Z poglądem o bliżej nieokreślonych zagrożeniach trudno polemizować.

Rozmawiała Joanna Kosmalska

10 (20) | 2013


Ekologia i Rynek nr 20