Page 1


|WYROK

Cudownie.

N i e z n a c i e m n i e . J e s t e m b ł ę d e m s y s t e m u . To k s y n ą w waszej świadomości. Wirusem. Wstydem. Szyderstwem. Jestem martwym wzrokiem waszych nienarodzonych dzieci. Stalową belką w waszych sercach. Jestem wściekłym psem.

Czytasz dzieciom bajki na dobranoc o siłach dobra, które zawsze wygrywają? Zapewniasz im dobrą edukację i zdrowe pełne witamin posiłki? Uczysz szacunku wobec s t a r s z yc h ? Ko n s e k w e n t n i e p r z y g o t o w u j e s z d o r o l i w społeczeństwie obywatelskim?

K i e d y ś n a z y w a l i m n i e p r o f e s o r e m . Te r a z m ó w i ą , ż e j e s t e m s z a l o n y. K i e d y ś z e ł z a m i w o c z a c h b i l i b r a w o . Te r a z k o p i ą m n i e p o t w a r z y. N i e n a w i d z ę w a s . Wszystkich razem i każdego z osobna. Jestem żywym po ciskie m gnie wu . Rakie tą po wie tr ze – z ie mia. Pe wne go dnia będę waszym gościem, płonącą pochodnią na świątecznym stole. Zorzą końca na porannym niebie. Ostatnią wiadomością wieczornego dziennika.

Brawo. Wierzysz, że świat da się uratować, ludzkość osiągnie wyższy stopień świadomości. Nie jest jeszcze za późno. Przecież naukowcy wciąż pracują, odkrywają i prowadzą badania. Mamy autorytety moralne i duchowych przywódców. W końcu uda się za ła twić problem biedy na świecie. Wszyscy będą mieli jedzenie i dach nad głową. I powód, by dożyć jutra.

Był czas, kiedy mówiłem, pisałem. Słuchali, dyskutowali, dorabiali ideologie. Ich pozbawione mądrości mózgi. Ich zimne serca i precyzyjne dłonie. Złoty cielec ich dążeń – gnijące zwłoki na poboczu drogi do niką d. Po mi mo te go, ż e je ste ście tak dale ko, mo gę was dotknąć. Wiem to. Jestem świadkiem waszej agonii.Nie odróżnisz, kto jest, po której stronie. Nie będziesz wiedzieć czy to, co się dzieje jest dobre czy złe. Będzie Z pozoru wszystko wygląda dobrze, królestwo złudzeń tak, ponieważ to, co nazwiesz nie będzie tym, co jest perfekcyjnie zorganizowane. Nauczyli cię widzisz. Wszystkie twoje mądrości sczezną w jednej powtarzać. Uczynili mistrzem kłamstwa. c h w i l i . C h w i l i n i e d ł u ż s z e j n i ż p s t r y k n i ę c i e p a l c a m i . To Czujesz się mądrym? Oczytanym? Interesujesz się r o ś n i e w t e d y, g d y n i e p a t r z y s z . R o z w i j a s i ę . M a s z t y l e filozofią i sztuką? spraw, zajęć, obowiązków. Biegniesz. Fa n t a s t y c z n i e . Dbasz o prawa zwierząt, nie jesz mięsa i używasz ekologicznych worków na śmieci? Jesteś religijny i p r ze s t r z e g a s z z a s a d s p o łe c z nyc h ? Ko c h a s z s w ó j m a ł y zielony ogródek i psa? Nie robisz zakupów w h i p e r m a r k e t a c h i o g l ą d a s z n a B B C p r o g r a m y o Tr z e c i m Świecie?

Będziesz musiał się zatrzymać. Wtedy wykonam wyrok. Będzie bolało.


|PÓŁ PRODUKT GARMERAŻERYJNY DO

SPOŻYCIA W OBRÓBCE TERMICZNEJ

|R.I.P „Bardzo krótka przestrzeń czasu przez bardzo krótki czas przestrzeni.” James Joyce „Ulisses”

Jestem cały twój Zapisz mnie W księdze niesmaku

Trzeba to zostawić to trup

Na liście tych, co Do odstrzału

wtedy wszystko się zacznie na nowo od początku

Pod ścianą płaczu Pomiędzy świątyniami Wykrzyknę ci w twarz Smutny Dowcip Który boli Kiedy szron ozdobi Ciche martwe pola Słupy trakcyjne Wykresy danych Nie będzie nikogo Kto odczyta zapis Z czarnej skrzynki

na innych warunkach jednak – powtórzą wszystko jeszcze miliard razy – wściekli wbiją gwoździe trzy w to krzywe lustro.


| ESPERAL

mnie wiązał jak psa, jak sukę ty skurwielu! Dlaczego mnie bijesz, już cię nie kocham, zobacz to są twoje dzieci, tak gnoju twoje, twoje, twoje, twoje gnoju są twoje dzieci są gnoju…chłopiec i dziewczynka.

Ś w i ę t o B o ż e g o P o r o n i e n i a . S z p i t a l . Tr z y d z i e s t y ó s m y r a z . R ó ż n e o d d z i a ł y, ł ó ż k a , l e k a r z e . I n n e d i a g n o z y i Ładne jak z obrazka. Lubię je ubierać, albo patrzeć jak leki. Zawsze ten sam punkt. Zakratowane okno i t o w a r z y s t w o l u d z i b e z t w a r z y. Ś c i a n y p o ż ó ł k ł e o d d y m u ś p i ą . A n i o ł k i . M u s z ę j e m i e ć n a o k u , t e n m a ł y s t r a s z n i e rozrabia, za to ona jest grzeczna, poukładana. z pa pierosów, telewizor zamykany w dębowej szafie. Wszystkiego pilnuje. Dzieci w tym wieku tak nie robią, Wo ł a n i e o p o m o c , d u d n i e n i e n i e r ó w n y c h o d d e c h ó w . Pajęczyny kroplówek podczas detoksu. Patrzące z oddalisą bardziej bezmyślne. Roztrzepane. On sam raz z a m g l o n e p o s t a c i . S y r e n a k a r e t k i , ł z y, g r o ź b y i k r z y k i . p o s z e d ł d o p r z e d s z k o l a , w k r ó t k i c h s p o d n i a c h i k a l o s z a c h . Ta m s ą t a k i e w y k o p y, w o ł a ł a m , b i e g a ł a m . Nierówny puls, uderzenia pięści. Lament tych dzieci. Dostał lanie. Już wie, że nie wolno. W s z ę d z i e k r e w . S k o w y t . Ta k i s z l o c h t r o c h ę b e z n a m i ę t n y. D z i w n y p ł a c z . C z a s a m i t a k s i ę p ł a c z e , j a k n i c n i e c z u j e s z . Tu p o t m a ł y c h s t ó p n a k l a t c e s c h o d o w e j . Martwię się o niego zaczął pić, jak ojciec. Dobrze, że ta Ujadanie psa spod trzynastki. c ó r k a j a k a ś t a k a r o z s ą d n a . Ta k i d o n i e g o p o d o b n y. N i e , nic nie wiem, podobno go wyrzuciła na zbity pysk i znowu pije. Nie, ja go pod dach nie wezmę, rozwód Pani nazwisko, imię, miejsce zamieszkania, kod mam, na dzieci nic nie daje. Nie interesuje się nic, p o c z t o w y, n u m e r d o w o d u , h i s t o r i a c h o r o b y, s t a n niech na ulicy zdechnie najwyżej. Skończy jak ojciec w c y w i l n y, o s t a t n i o b r a n e l e k i , n u m e r y t e l e f o n ó w d z i e c i , męża, krewnych…czy ma pani piżamę, pas tę do zębów, cierpieniu, ba bkę ca łe życie oszukiwa ł, pieniędzy nie dawał, dziwki, nie…podobno nie pił…jak nam się układa, p a p i e r t o a l e t o w y, g r z e b i e ń … i l e l a t p a n i p i j e , c z y t y c h dobrze, no wiesz jak to facet do soboty piwo, ale leków było dużo, ma pani halucynacje, chce w y m i o t o w a ć … m o ż e h e r b a t y, p o ś c i e l c z y s t a , n i e n i k t n i e z a r a b i a , p r z y n o s i d o d o m u , n o w y t e l e w i z o r, m a l u c h a pytał o panią…jutro przyjdzie lekarz, jest postęp, msze remontuje, żona jego to nagle umarła, tak też dwójkę ma, już prawie dorosłe. święte są od ósmej… N i e n a w i d z ę w a s ! G ó w n o w i e c i e ! Te p i g u ł k i s ą z a s ł a b e , nie mogę spać. Dajcie mi silniejsze. Za mało. Więcej. Czy ty kurwa rozumiesz, że nie wytrzymam. Rozumiesz to! Rozumiesz! Rozumiesz! Nie patrz tak, gdzie jest ordynator? Jak to w domu?! Zadzwonisz? Gówno zadzwonisz! Nienawidzę cię! Masz ohydną mordę. Zo ba c z ta m… w idz is z to. Uc is z je , za b ij! Zr ó b c o ś ! Bo że nienawidzę cię ty skurwysynie! Co mi robisz? Za co? Gnoju pytam, za co! Nie chcę zastrzyku, nie będziesz

P i s m o z e s z k o ł y, ż e n i e c h o d z i . To j u ż t r z e c i a . Z n o w u g o w y r z u c ą . Ta k t o j e s t b e z m ę s k i e j r ę k i . Te k o l e ż a n k i jakieś mają kolczatki, swetry powyciągane…towarzystwo narkomańskie…ta jego dziewucha w Monarze czy coś terapie robi, w weekendy go nie ma jeździ do niej. Nie, nie uczy się pracuje w sklepie. Na magazynie.


Córka, tu dobrze, do studium chodzi, ekonomicznego. Ma chłopaka, zaradny handluje czymś czy szyje, wiesz nie wiem dokładnie.

Doktorze możemy już przestać. Słabo się czuję. Muszę s i ę p o ł o ż y ć . Ta k m i l e p i e j . N i e … c i e p ł o m a m y. S y n rzadko przychodzi nie lubi szpitali. Córka też dziecko m a t e r a z w d o m u p r a n i e , g o t o w a n i e , z a k u p y. M ą ż zaradny interesy prowadzi. Dba o nią. Mnie nie lubi, Jak to się u pani zaczęło, kiedy w jakich jakoś też za nim nie przepadam. Lekceważy mnie, okolicznościach, po ślubie zaraz, jak pani mówi, że nic mówi, że jestem pijaczką. Co on wiedzieć może, jak zainteresowania nie miał, no tak a tu dzieci małe i pani całe życie wszystko miał. W sumie oni nie wiedzą, nie wtedy lepiej się robiło, a z rodzicami…ojciec r o z u m i e j ą j a k t o j e s t t a k a c h o r o b a . To w r o d z i n i e despotyczny a matka też chorowała, to pani mówi, że zostało, moja matka też była chora. Mam nadzieję, że wstrząs na tym pogrzebie, u pani w domu wylew miała dalej nie pójdzie. Syn to mi się zdaje słaby trochę, taki j a k d o b r a n o c k a b y ł a i p r o b l e m z l e k a m i , b e z s e n n o ś ć , a w p ł y w o w y. J a k s i ę u r o d z i ł t o s t r a s z n i e c h u d y, mąż wtedy już z tą kobietą, po tej pani operacji w c z e ś n i a k , k i l o s i e d e m s e t . C ó r a p o n a d t r z y, w i e m , ż e odszedł, ale to nie był złośliwy nowotwór i wszystko na ona sobie radę da. Nie rozmawiają ze sobą. Syn za pani głowie…tyle lat sama...wtedy siostra jego kartkę granicę wyje chał nie dz wo n i. Po do bno do br ze , ko le ga z o s t a w i ł a w d r z w i a c h , ż e u m a r ł … j a k p i e s p a n i m ó w i , n a m ó w i ł . O n t a m w i e d o k t o r, c o ś p i s z e . M y ś l ę , ż e o d ż y c i a u l i c y, p i ł d o k o ń c a , m a r s k o ś ć i n o w o t w ó r k r t a n i , trochę ucieka. Z takiego pisania, to nic nie ma d e n a t u r a t , z z a w o d u k r a w i e c , f a c h d o b r y, s w ó j z a k ł a d przecież. Może za tą granicą mu się odwidzi. Kiedyś to miał…jak pani na tej terapii manualnej, lepiej…sen, no wiersz napisał jak piłam bardzo. Dał i wyszedł szybko. niech pani opowie… W s z y s t k o w e k r w i . To p a m i ę t a m . P e ł n o n o w o r o d k ó w w Wiersz, strasznie smutny i długi. Nie, nie pamiętam, o t a k i c h a l u m i n i o w y c h m i e d n i c a c h . To b y ł o z a r a z p o czym. p o g r z e b i e . P ł a k a ł y n i c n i e m o g ł a m z r o b i ć . Te n k r z y k m n i e p a r a l i ż o w a ł z a c z ę ł a m s i ę m o d l i ć . Ta k j a k n i g d y w ż y c i u . P r o s i ć ż e b y n i e p ł a k a ł y, n i e s k o m l a ł y. P ó ź n i e j b y ł o p r o s e k t o r i u m , t a k i e z i m n e w s z y s t k o . B i a ł e . Ta k było strasznie cicho. On tam leżał siny i pomarszczony jak starzec. Na jego nodze była kartka. Wiersz, strasznie smutny i długi. Nie, nie pamiętam, o czym. Bo ja go przed śmiercią widziałam jeszcze w tym stanie. S y n m u d a ł p a p i e r o s y, t o b y ł a j a k a ś m e l i n a . S t r a s z n i e śmierdziało. Chodziło, żeby od mieszkania się odpisał. Płakał, powiedział że żałuje. Córka płakała. I w tym ś n i e t e n p ł a c z s ł y s z a ł a m , p a m i ę t a m . Ta k i s z l o c h t r o c h ę b e z n a m i ę t n y. D z i w n y p ł a c z . C z a s a m i t a k s i ę p ł a c z e , j a k nic nie czujesz.


|KAN 13

W tobie Lśnienie.

Dlatego wszystko jeszcze trwa rodzi jaśnieje pamiętam ten moment twój cichy sen za ścianą zapach kubek zielonej herbaty zima – za oknem grzbiety dachów śnieg cisza miasto mapa wszystkich dróg i te jedyne drzwi za którymi – znalazłem ciebie.

Błysk czekać pod powiekami bezszelestnie przyjdzie. Czerwień pokrywa dachy rozlewa światło rozrywa tkanki. Bez świadków świat skurczony do rozmiaru dłoni zakuty w pieść głuche uderzenia cisza. i... zdzieram szkliwo oczu by zobaczyć uwierzyć.


w a r u n k i . To j e m u b u d u j ą o ł t a r z e m a n i a k a l n i s a d y ś c i i m o r d e r c y, t o o n p a t r z y p r z e z ź r e n i c e s k a z a ń c ó w z a r a z przed egzekucją. W nim kiełkuje szaleństwo. Jeżeli z d o ł a s z u c i e c , n i e w a h a j s i ę a n i s e k u n d y. A l e n a j g o r s z e jest to, że wiesz doskonale, że ucieczka jest niemożliwa. Bo to narasta w tobie, tam ma źródło i W t e d y, g d y z o b a c z y ł a j e p o r a z o s t a t n i w t e l e w i z j i b y ł a p u n k t d o c e l o w y. P o k o n a ć g o , t o z w y c i ę ż y ć w s z y s t k i e dobranocka. W jednym momencie jej twarz stężała a r m i e ś w i a t a . J e s t t o w y c z y n n a d l u d z k i . To – b y ł o w j e j nabierając dziwnego zwierzęcego wyrazu. Blade palce oczach, patrzyło na mnie. W tym mieszkaniu na jednym d e l i k a t n y c h d ł o n i w b i j a ł y s i ę z a c i e k l e w o p a r c i e f o t e l a . z m i l i o n ó w s z a r y c h b l o k o w i s k z o b a c z y ł e m Ś m i e r ć . Ta k Oczy na wpół szalone i przerażone w jednej chwili stały to nazywają. I za życia ciężko coś o niej powiedzieć. się odległe, dziwnie zapadnięte do środka, wpatrzone w Lepiej milczeć. Oddać pokłon, czuć respekt. c o ś n i e z t e g o ś w i a t a . To s i ę c z u ł o . W t y m p o k o j u t y l k o Ścisnęła moją rękę. Mocno, gwałtownie, dłoń była o n a t o w i d z i a ł a . Ty l k o o n a z t y m b y ł a i m i a ł a t e g o mokra i ciepła. Pełna miłości. Nie mogła mówić. I wtedy świadomość. Jej łzy rozpryskiwały się bezgłośnie o stało się coś niesamowitego – zobaczyłem jej uśmiech. krawędź stołu. Przestrzeń gęstniała przemieniając Niczym błysk w jednej chwili rozdzierający neony r e s z t k i t l e n u w f a l e g ę s t e j k a d z i . Z a o k n e m w y ł y p s y, p o r w a n e s p a z m e m n a g ł e g o s z a l e ń s t w a . To b y ł a g r a n i c a m r o k u , t a k t e n w i d o k o d c i ą ł w s z e l k i s t r a c h . P ł a k a ł e m . Po kó j o ddycha ł świa t łe m, wsz ys tko by ło wyraź ne i s n u i j a w y. proste. Właśnie – proste. Poczułem, że są, tutaj, teraz. Wie m, że je widz ia ła . Pe wno ść. Zaufanie . Mó wi ła zawsze, że one są zbudowane ze światła i miłości. Gdy To b y ł a s z c z e l i n a p o m i ę d z y j e j ż y c i e m i ś m i e r c i ą . przyjdą do Ciebie wszystko się zmieni. W jednej chwili Siedziałem na przeciw niej z otwartymi ustami z s t a n i e s z s i ę k i m ś i n n y m . N a z a w s z e . To j e s t ł a s k a . kołatającym ze strachu sercem. Nic, żadnego ruchu, s ł o w a . J e d y n i e o b e c n o ś ć , r o l a b i e r n e g o ś w i a d k a . Ty l k o B ł o g o s ł a w i e ń s t w o . C u d . O n e m i e s z k a j ą w e w n ą t r z , n i e t y l e i a ż t y l e . J a k k t o w o l i . N i e b o z a o k n e m s c z e r n i a ł o s p a d a j ą z n i e b a , n i e r o d z i i c h m g ł a a n i w i a t r. S ą w to bie . Pe wne go dn ia mo że je o dnajdz ie sz . A lbo z gubisz ła miąc ciszę nagłym grzmotem. Uja danie psów, błysk i odbite w powierzchniach mebli, jej niesamowita twarz z na zawsze. Potrzebna jest miłość – tak się rodzą, gdy w b i t y m i w e m n i e b ł ę k i t n y m i o c z y m a . P o w i e m w a m , ż e t oj ą z a b i j e s z n i g d y i c h n i e z o b a c z y s z . J e z u s j e r o d z i ł z każdym oddechem, ożywiał za każdą stacją swojej jest taki moment, gdy nie jesteś w stanie nic k a ź n i , a o n i j e z a b i j a l i j e d n e g o p o d r u g i m . Ta k m ó w i ł a . powiedzieć, zrobić, ba pomyśleć nawet. Możesz tylko W i d z i a ł a j a k j e z a b i j a j ą n a w ł a s n e o c z y. Ty l k o , ż e i c h patrzeć. A twoje ciało mimowolnie odmawia posłuszeństwa, zaczyna tańczyć poruszane nie dającymi się nie da zgładzić, mordowali je tylko w samych sobie. Z g ł u p o t y, n i e n a w i ś c i , g n i e w u . P a m i ę t a m J e z u s a b e z się pohamować falami drgawek. nóg i rąk na parapecie jej okna, owiniętego w srebrną N a r a s t a c o ś n a j g o r s z e g o , t o , p r z e d c z y m k a ż d y z f o l i ę . Z a w s z e m i a ł a d l a n i e g o ś w i e ż e k w i a t y. Z n a l a z ł a n a s u c i e k a ł , b u d z i ł s i ę z a l a n y p o ś r o d k u n o c y. S t r a c h . g o n a ś m i e t n i k u w i e l k i e g o m i a s t a . O k a l e c z o n e g o . Te n To t a l n y p a n i c z n y s t r a c h . J e g o e s e n c j a . P o j a w i a s i ę ołtarz na parapecie był najpiękniejszym, jaki widziałem. wszędzie, w tobie, na zewnątrz, napływa bezlitośnie rozsadzając twój mózg. Przejmuje kontrolę, dyktuje

|ANIOŁY


|PUNKT ZERO

|IX

To rośnie

Ławka ogromne miasto pełne żywych i umarłych

rozwija się

papieros

wciąż odwracając głowę usta ciało

szczury w kanałach tunele

próbujesz uciec

idą niczym wojsko

słowo –

– tylko kompas zegarów dudni defilada musztra cieni

pocisk wystrzelony w nicość za plecami

Naprzeciw

echa gromkich braw oddechów modlitw

Egzekucyjny pluton.

przed tobą dłoń pisząca wiersz rysująca okrąg – miejsce bez wyjścia.


|NUMER Wystroił się jak szczur na otwarcie kana łu. Krawat w b o r d o w e g r o c h y m a r y n a r a w p a s y, s p o d n i e w k a n t . Lansera lata dwudzieste. Swobodny styl z odrobiną e l e g a n c j i . Ta t w a r z o p o w i a d a p a j ę c z y n ą z m a r s z c z e k , bruzd i blizn o jego niesamowitym życiu. O upadkach i w z l o t a c h , o c h w i l a c h r o z p a c z y, g r o z y i s z c z ę ś c i a . Siedzimy za dużym okrągłym stołem. Jest wigilia. Po traw je st z ale dwie kil ka, kupio ne na wyno s w bar ze O s t r y g a p o p r z e c i w n e j s t r o n i e u l i c y.

wtedy w obozie jak wkładał jej obrączkę na palec też tak na niego patrzyła. Nikogo i nigdy tak nie kochał. Po ko nal i raze m p ie kło. Nikt, kto ta m n ie był nie ma o tym pojęcia. Piszą o tym książki a nigdy tego nie widzieli. Nie wąchali, nie dotykali. Nie obcowali z naturą zła. Energią Piekła. Nie patrzyli w oczy jego sług. Nie czuli ich uderzeń i gniewu. Pyta, kto dał im prawo spłaszczania tego do p o z i o m u f a k t ó w , d a t , r u b r y k . Te g o , c z y m t o b y ł o n i e d a się opisać, zrozumieć, utrwalić. I wie, że to tylko czeka, choć ludziom wydaje się, że to się już nie z d a r z y. A d l a t e g o , k t ó r y w i e j a k n i e w i e l e t r z e b a b y t o z siebie wydobyć już nigdy sprawa nie jest zakończona. Widział jak to przejmuje kontrolę nad tymi, którzy się zarzekali. Jak łamie twardych, jak omamia nieustępliwych.

Jest czerwone wino bułgarskie o smaku cierpkim i delika tnej woni, sprzyja jące nurtowi słów. Jego dłonie w c i ą ż s ą w r u c h u , c a ł y c z a s z a p l a t a j e w d z i w n e f i g u r y, konstelacje. Ich dynamika jest dopełnieniem, nieodłącznym elementem każdego zdania. Długie palce, To j e s t w n a s , c z e k a n a m o ż l i w o ś c i , w a r u n k i . I n i e c h pajęczyna żył. Ma dziewięćdziesiąt lat. Przeżył nikomu się nie wydaje, że nie ma tego w własnym trzydzieści trzy tysiące dni, blisko siedemset wnętrzu. Nie waż się mówić, że nikogo nigdy nie d z i e w i ę ć d z i e s i ą t t y s i ę c y g o d z i n . M a z m ę c z o n e o c z y, zabijesz. Kłamiesz, musisz o tym wiedzieć. Bo są obola łe od widzia nych obrazów. Mówi, że chce już momenty takie, że nim zdążysz o tym pomyśleć już to odpocząć. Odetchnąć. Już czas - powiada. Ona odeszła, zrobisz. Nim zdążysz złożyć obietnicę już ją złamiesz. c h c e b y ć j u ż z n i ą . W i e r z y, ż e t a k b ę d z i e . Te r a z p r z e s t a ł Ta k j a k o n . Z a b i ł . G o ł y m i r ę k o m a , p a t r z ą c w o c z y, już rozumieć ten świat. Zresztą nigdy go chyba nie c z u j ą c g a s n ą c y o d d e c h n a t w a r z y. B y ł m a j , t o p a m i ę t a . ro z umia ł. Po bie ż nie o d cz asu do cz asu mie wa ł je dyn ie B e z c h m u r n e s z a f i r o w e n i e b o . D e l i k a t n y w i a t r. Z a p a c h takie wrażenie. I wie, że z upływem czasu wcale się to kwiatów. Odór śmierci. Zabił i dla tego żyje. Absurdalne. nie zmienia, kurtyna wciąż więcej zasłania niż odkrywa. Kuriozum. Zastanawiające. Co czujesz? Ta j e m n i c a p o z o s t a j e t a j e m n i c ą . Choć jest Boże Narodzenie czarny staroświecki telefon m i l c z y. W s z y s c y b l i s c y n i e ż y j ą , z o s t a l i z a m o r d o w a n i . P o u k ł a d a n i w s t o s y, p r z e m i e n i e n i w p y ł . O n a u m a r ł a dwadzieścia lat temu. Wylew. Pamięta jej ostatnie spojrzenie i to jak prosił by ostatni raz na niego spojrzała. Zrobiła to i umarła. Płakał. Pamięta, że

Że są rzeczy nieuniknione. Bliskość z tym, kogo mordujesz jest rodzajem miłości. Jak to możliwe? Nie w i e . N i e p o t r a f i w y t ł u m a c z y ć . To b y ł ż o ł n i e r z . K a p r a l z We r m a c h t u . L a t d w a d z i e ś c i a t r z y. Z i e l o n e o c z y, p e ł n e strachu, przerażenia, później odpłynęły za horyzont


powiek. Jak już biegł, na złamanie karku, przed siebie, n a o ś l e p . J a k z w i e r z e . W i d z i a ł g o j a k g a ś n i e , z n i k a . Te n obraz został na zawsze. Jak ten numer na ręce. Ciąg c y f r. Te l e f o n d o p i e k ł a . Fa b r y k a c i e r p i e n i a , g m a c h u p o d l e ń . B y l i ś m y t a m r a z e m na wycie cz ce . Po dz ie sią tkach la t. Dla mn ie to tylko o b ó z , j e d e n z w i e l u . D l a n i e g o m i e s i ą c e , g o d z i n y, m i n u t y. K t ó r e o d d a ł , z a k t ó r e z a p ł a c i ł s a m y m s o b ą . Tu t a j j ą p o z n a ł i t u j ą p o ś l u b i ł . Tu t a j p o c z ę l i d z i e c k o , k t ó r e o n i z a m o r d o w a l i . Tu t a j z a b i l i j e g o o j c a , s i o s t r ę , m a t k ę . Tu t a j u ś m i e r c i l i j e g o w i a r ę . Tu t a j z a c z ę ł a s i ę j e j c h o r o b a , k t ó r a j ą z a b i ł a . Tu t a j o b i e c a ł s o b i e o d s z u k a ć m i ło ś ć . Za w sz e l k ą c e nę . Ko c h a ć . J e ż e l i i s t n i e j e B ó g t o tylko w tym, tylko tak. Układał kamienie na grobach, stosy kamieni. Chciał go spytać gdzie jest? Gdzie? W t e d y o n a z a w s z e p a t r z y ł a m u w o c z y. N i c u j ą c g o n a wskroś. Był tam, w tym spojrzeniu, patrzył na niego. Jej wybaczenie było brakiem pytań. Mówi, że jeżeli tego n i e z o b a c z y s z z n a c z y, ż e z m a r n o w a ł e ś ż y c i e . C z a s , p ó k i go masz – szukaj. Odwraca głowę, patrzy w okno na obsypane śniegiem miasto. Zjada pieroga. Spogląda na jej fotografię stojącą na nocnym stoliku. Uśmiecha się. Wiem, że już n i c w i ę c e j n i e p o w i e . Ta k j a k w t e d y, g d y p o k a z a ł m i t o m i e j s c e , g d z i e s i ę t o s t a ł o . Ta m g o z a b i ł . Ta m u r a t o w a ł ż y c i e . Ta m o d z y s k a ł s z a n s ę n a m i ł o ś ć . S p o j r z a ł w n i e b o i zamilkł.


|Plastik embrion kodyfikacja

|perpetum mobile To jest z lekka niezdarne, polepione niedbale, a...jednak podobno się rusza, obraca, tętni, pracuje prze-po-twarza, przenika, prześlizguje się z malutkiego odcinka czasoprzestrzeni, cząstki, atomu...jeszcze mniej i mniej, aż do niemożliwego nic jakieś symboliczne, diaboliczne zagięcia przestrzeni embriony, systemy, organizmy wszystko wypełnione cieniem, wiecznym kimś stojącym, za, przed, po zasoby podzielonych na pół części, równo symetrycznych Tak to się rodzi, wylewa, kostnieje, tak to dostajesz słowo - sztuka klejenia odpadków Napisać "ogrom miłości", "sprawiedliwość", "piękno" pokazać - wydepilowane organy rodne, gorzką tęsknotę, wydolność serca.

Widziałem ludzi Jak się kołyszą Drgają Skulone małe szczeniaki Dłonie im wrastają w twarz Toną w czarnym oku studni

Na dnie bez dna We dnie na dnie We mnie na mnie Szczekają złe psy i ludzie Są jak małe poręczne lusterko

Wciąż mi przypominają Kim jestem Byłem Będę Znam zapach zielonych łąk i dużych słoneczników Pamiętam upozorowane uczucia Beznamiętne twarde zasady kłamstwa Czym się ochronisz przed czarnym wiatrem? Jak zmyjesz to wszystko z rąk? Co zostało zapomniane? Kim jest robak z tego snu? Matką Ojcem Wyrocznią Żylastym korytarzem Soczystym okiem Nirwaną martwą jak płód strasznych kobiet Tam w tym czymś tworzysz się ty Tam pływasz I połyka cię wielkie światło Oto jestem...


|Nic powleka oczy martwych kotów sprawozdania sportowe zalega na wyblakłych fotografiach wypełnia każde puste zdanie karmi upośledzone neurony do krwi, snu, końca barwi modne t-shirty maluje pełne usta gwiazd porno nadaje ton uderzeniom pięści zamyka i otwiera każde przedstawienie wypełnia czas klaruje smak haszyszu potęguje moc głębokiej setki przepływa przez ciepłe ciała podczas stosunku trudno to zauważyć zrozumieć

uwierzyć

EGZIST|1  

POEZJA | PROZA| FOTOGRAFIA

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you