Page 1

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 2

25.08.2014 13:51


286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 4

25.08.2014 13:51


CZĘŚĆ PIERWSZA

„…zawsze pamiętaj o tym, że obiecałeś mi z pomocą tego srebra stać się uczciwym człowiekiem… Janie Valjean, mój bracie. Nie jesteś już we władzy zła, jesteś we władzy dobra. Kupuję twoją duszę; odbieram ją czarnym myślom i duchowi zatracenia, a oddaję Bogu!”. Victor Hugo, Nędznicy „Śmierć jest końcem każdego człowieka i dobrze jest, gdy ktoś myśli o niej”. Księga Koheleta 7, 2

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 5

25.08.2014 13:51


286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 6

25.08.2014 13:51


tom davis

tom davis

AdAnnA

Prolog

Historia, która zmieniła świat

AdAnnA Historia, która zmieniła świat

Święta Bożego Narodzenia Tłumaczenie: Agnieszka Rasztawicka-Szponar

Tłumaczenie: Agnieszka Rasztawicka-Szponar

Zgięła kolana i przyklęknęła. On siedział obok. Uchyliła lekko zasłonkę, żeby wdychać zapach „Vitalisa” i „Old Spice’a”. Lubiła znajdować się blisko mężczyzny, który nie czuł potrzeby fascynowania się jej ciałem, dotykania go ani zdobywania jej. Spojrzała przed siebie i wzniosła myśli ponad teraźniejszość. – Ojcze, wybacz mi, bo zgrzeszyłam. – Kiedy byłaś ostatni raz u spowiedzi? – zapytał. Zerknęła na niego kątem oka. – Przecież to wiesz, siedziałeś tutaj. Uniósł nadgarstek i spojrzał na datę na zegarku. Dzisiaj był piątek, a więc ostatni raz klęczała tutaj w środę. Domyślała się, że doskonale to wiedział. I zdawała sobie sprawę, że jego umysł nie był tak stary, jak mogłyby wskazywać trzęsące się dłonie i ślina w kącikach ust. A sprawdzanie daty stanowiło jedynie chwilową zmianę kierunku rozmowy. Przeciągnął kciukiem po szkiełku zegarka. Otrzymał go dawno temu w ramach podziękowania od najwyższych władz państwowych. I rzeczywiście dobrze chodził, ale nie dlatego go nosił. – To nietypowe.

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 7

25.08.2014 13:51


8

CHARLES MARTIN

– Właśnie ty spośród tylu ludzi powinieneś to wiedzieć – dodała, nie patrząc na niego. – Można zarzucić mi wszystko, ale nie to, że zachowuję się w sposób typowy. Uwielbiała diamenty. W jej szufladzie było ich pełno. Stroje szyte na miarę. Eleganckie bransoletki. Naszyjniki. Pierścionki ze szlachetnymi kamieniami. Miała ich po kilka wzorów z każdego rodzaju. Ale w ciągu ostatnich miesięcy nie nosiła ozdób. Nawet najskromniejszych. Na nadgarstku miała jedynie bransoletkę z kodem, przypominającą o niedawnym pobycie w szpitalu. – Zamierzasz tam wrócić? – zauważył, zerkając na jej nadgarstek. Pokręciła głową. – To ułatwi identyfikację ciała – wyjaśniła. Lubiła z nim żartować, ale dzisiaj nie było jej do śmiechu. Miała zapadnięte i blade policzki. Wiedziała, że to zauważył. Zanurzył kciuk w oleju i namaścił jej czoło. – Niech Bóg czuwa nad tobą, moje dziecko. Spotkali się po raz pierwszy, gdy miała szesnaście lat. I teraz po prawie dwudziestu latach tylko po nim było widać upływ czasu. Miał więcej zmarszczek. Jego skóra na dłoniach zrobiła cię cieńsza i przybyło na niej plamek. Głos nie był już tak silny i coraz częściej się łamał. Innym znowu razem łapał go atak kaszlu. Być może z powodu fajki. Nigdy jej dobrze nie czyścił. Miał już osiemdziesiąt trzy lata. A może cztery? Nie pamiętała. Siwe, proste włosy zaczesywał do góry. Ona natomiast wydawała fortunę, żeby zachować urodę. Żeby pozostać wiecznie młodą. I to działało. Wszyscy tak ją postrzegali. Tylko nie ona sama. Pomimo niezliczonych nagród, dla których brakowało jej już półek, własnej gwiazdy w Hollywoodzkiej Alei Sławy, ról w ponad trzydziestu filmach, ubrań z metkami za ośmiocyfrowe kwoty, bycia zaliczaną do grona najpiękniejszych kobiet, terminarza

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 8

25.08.2014 13:51


NIEZAPISANA OPOWIEŚĆ9

zapełnionego spotkaniami umawianymi z rocznym wyprzedzeniem oraz nazwiska i twarzy rozpoznawanych na całym świecie, czuła się bardzo słaba. Brakowało jej pewności i wiary w siebie. Przypominała zalęknione dziecko. Próbowała to ukryć, ale jego trudno było zwieść. Zawsze wydawał się jej taki elegancki. Kiedyś w przypływie szczerości powiedziała mu nawet, że nie zostałby księdzem, gdyby spotkała go jako młodego mężczyznę. – Być może masz rację. – Uśmiechnął się ciepło i pokiwał głową. – Zostawiłbyś dla mnie Boga? – zapytała, nie kryjąc zaskoczenia. – Zapytałbym Go o pozwolenie i prosił, żeby mi go udzielił – odparł, przekrzywiając głowę. Przebiegła wzrokiem po wnętrzu kościoła. – Myślisz, że pozwoliłby ci odejść? – Nie trzyma mnie tutaj na siłę – zapewnił, zerkając na grube mury. Niekiedy przychodziła tutaj tak po prostu, żeby złapać oddech. – Żadnych narkotyków – przeszła do sedna sprawy – alkoholu ani seksu. Zaklęłam tylko trzy razy, ale to nie był najmocniejszy arsenał. – Pokręciła głową i uśmiechnęła się. – W ciągu trzech ostatnich tygodni nie miałam żadnej zabawy. I to wszystko dzięki tobie. – A kiedy ostatnio dobrze się bawiłaś? – zapytał z uśmiechem. Odwróciła się i spojrzała na witraż, który znajdował się około dziewięciu metrów ponad ich głowami. Na jej twarzy odbiły się czerwone i purpurowe refleksy przenikające przez cierniową koronę. Liście rosnącej za oknem sykomory poruszyły się na wietrze, a igrające w nich promienie słońca zatańczyły na marmurowej posadzce, tworząc efekt dyskotekowej kuli. Pokręciła głową, a on pochylił się, żeby lepiej ją słyszeć. Czyżby jej głos był aż tak słaby? Była drobna, ale na scenie górowała nad światem i brała

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 9

25.08.2014 13:51


10

CHARLES MARTIN

w posiadanie cały Broadway. Podczas jej występów nie było czegoś takiego, jak tańsze miejsca, i nie dotyczyło to cen biletów. – Nie potrafię sobie przypomnieć – westchnęła. – Nie potrafisz… czy nie chcesz? – zaznaczył, unosząc brwi. – Sam zgadnij – obruszyła się. – A twoje plany? – zapytał po chwili milczenia. Nic się nie odezwała. – Jak wyglądają twoje plany? – powtórzył. – Mówiłaś ostatnio, że przestaniesz udawać kogoś innego. Że częściej będziesz sobą. – I właśnie tak robię. – Wręczył jej chusteczkę. Otarła łzy i wydmuchała nos. – Powiedziałam im. – I? – Mam kilka dni. – A potem? – Zastanawiają się nad trzema kolejnymi projektami – wyjaśniła, naśladując głos swojego agenta, i przewróciła oczami. – To mają być role życia. – Czy rzeczywiście są tego warte? – Chodzi o ośmiocyfrowe kwoty. – Wzruszyła ramionami. – Nie o to pytam? – Ale lubisz, gdy wypisuję czeki na to miejsce. – To, co robisz z pieniędzmi, to sprawa pomiędzy tobą a Bogiem. – Jesteś niesprawiedliwy. Westchnął głośno i spojrzał na nią, ale ona odwróciła wzrok. – To, co dajesz, ma większą wartość od tego, co przyjmujesz. Uśmiechnęła się i otarła kolejną łzę. – Dziękuję – szepnęła. Właśnie dlatego tak go kochała. Dawał, niczego nie oczekując w zamian. Zamyśliła się, patrząc przed siebie. – A gdzie śpisz?

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 10

25.08.2014 13:51


NIEZAPISANA OPOWIEŚĆ11

– Tu i tam. – Znowu wzruszyła ramionami. – Co ci się śni? – Nic dobrego – zawiesiła głos. Skubnęła paznokieć i spojrzała w okno. Ocean lśnił w słońcu. Ponad dachami szybowało stado pelikanów i zmierzało ku północnemu wybrzeżu, formując charakterystyczny klucz w kształcie litery V. – Czy kiedykolwiek wyznał ci ktoś, że zamierza zrobić sobie coś złego? – drążyła. – Tak. – I co zrobiłeś? – To, co mogłem, a resztę oddałem Bogu. – Zawsze wiesz, co odpowiedzieć. Milczał. Miał dla niej czas. Za to również go kochała. Będzie jej tego brakowało. I niczego więcej. Odwróciła się do niego twarzą. Wiedział, że podjęła decyzję. Była stanowcza. Kończyła to, co zaczynała. I na ogół niczego nie wyolbrzymiała, co było raczej niespotykane w jej zawodzie. – Coś jeszcze? – Czy Bóg wybacza przyszłe grzechy? – On istnieje poza czasem. – Nie pojmuję tego – wtrąciła. – Ja również – przytaknął, łagodnie się uśmiechając. – Przynajmniej jesteś w tym szczery. – Znowu spojrzała w okno. – Po co kłamać? Przecież Bóg wie, co było, jest i będzie – dokończył myśl. – To źle mi wróży. – Albo – zawiesił głos i uśmiechnął się – wręcz przeciwnie. Czekał, podczas gdy ona gniotła w dłoni chusteczkę. Potem pokręciła głową i wyjęła kopertę z kieszeni. – Wydarzenia z kilku ostatnich miesięcy dały mi do myślenia. Miałam trochę czasu, żeby to wszystko jakoś poukładać. Wybra-

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 11

25.08.2014 13:51


12

CHARLES MARTIN

łam ciebie jako wykonawcę mojego testamentu. W razie, gdyby… sam zresztą wiesz. Chcę, żebyś wszystkim się zajął. Tak na wszelki wypadek. I – przerwała, rzucając mu szybkie spojrzenie. – Wygłoś przemowę na moim pogrzebie. Wziął od niej kopertę. – A myślałem, że raczej ty przemówisz na moim. Spojrzała na rosnące za oknem drzewa, próbując uspokoić głos. I podała mu breloczek z dwoma kluczami. – Do mojego apartamentu w Sky Seven i skrytki bankowej. Znajdziesz tam wszystko, co będzie potrzebne. Mój prawnik nazywa się Swisher. Sporządził już dokumenty. – Czy nie powinien zająć się tym twój agent lub ktoś z bliskich? – Ktoś z bliskich. – Uśmiechnęła się przez łzy i odwróciła twarz. – Mój były trzeci mąż się wścieknie, ale ty wszystko dostaniesz. Zrób z tym, co chcesz. – Czy powinienem się o ciebie martwić? – zapytał, mrużąc oczy. Objęła jego dłoń dwoma rękoma. – Nie spieszy mi się. Czuję się lepiej. Naprawdę. – Zmusiła się do uśmiechu. – Po prostu planuję. Na wypadek, gdyby… no wiesz. I nic poza tym. Za dnia wszystko wygląda lepiej. – Opuściła głowę. – Ale kiedy zajdzie słońce i… za oknem zrobi się ciemno… – zawiesiła drżący głos. Zerknęła na zegarek, a potem na słońce za oknem. – Jestem już spóźniona. – Uniosła się do pozycji klęczącej. – Mój Boże, serdecznie żałuję… Przysunął się do krawędzi krzesła, po raz kolejny zanurzył kciuk w oleju i zrobił jej na czole znak krzyża, po czym położył dłoń na jej głowie. Olej wydawał się ciepły, a jego słowa rozbrzmiały echem w jej duszy. Odpuszczam tobie grzechy, w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 12

25.08.2014 13:51


NIEZAPISANA OPOWIEŚĆ13

Wstała i pocałowała go w policzek drżącymi ustami, a potem po raz drugi, zostawiając na nim swoje łzy. Chciała dodać coś jeszcze, ale zacisnęła usta i skierowała się do wyjścia. Zatrzymała się po kilku krokach, walcząc z niepokojem w sercu. – Ojcze? – szepnęła. Wstał. Miał na sobie białą albę. – Tak? – Oparł się o laskę, której wcale nie potrzebował. – Ale to zostanie pomiędzy nami, prawda? – Pomiędzy nami trojgiem – zapewnił silniejszym głosem. Ponad nim górował krzyż. Przyklęknęła jeszcze raz i zamknęła oczy. Wkrótce spotka się z Nim osobiście. – Moje dziecko – zawiesił głos i wyprostował się. Czekała, co powie. Zrobił krok w jej stronę. – Ojcze, każdy film kiedyś się kończy. Każda kurtyna w końcu opada. Uniósł palec i zmrużył oczy, jakby chciał coś dodać. Wycofała się bocznym przejściem, unikając środkowej nawy. Była sama. Pociągnęła za tylne drzwi, czując na twarzy powiew słonego powietrza. Chmury sunęły leniwie po błękitnym niebie. Owinęła głowę chustą, wsunęła ciemne okulary i ruszyła przed siebie. – Żegnaj, ojcze – szepnęła.

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 13

25.08.2014 13:51


286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 14

25.08.2014 13:51


tom davis

tom davis

AdAnnA

Rozdział pierwszy

oria, która zmieniła świat

Tłumaczenie: Agnieszka Rasztawicka-Szponar

AdAnnA

Historia, która zmieniła ś

Wigilia Bożego Narodzenia, osiemnaście godzin wcześniej

Tłumaczenie: Agnieszka Rasztawicka-Szponar

Przetarłem oczy i upiłem łyk kawy, przytrzymując kierownicę kolanami. Nikogo nie wyprzedzałem i nie byłem wyprzedzany. Jechałem po prostu swoim tempem, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Byłem w tym dobry. Prędkościomierz wskazywał około stu dwudziestu kilometrów na godzinę. Inni nocni podróżnicy zmierzający na północ jechali z podobną prędkością. Mając przed sobą sznur czerwonych tylnych świateł, wróciłem myślami do przeszłości. Dziewięć lat? A może dziesięć? Na początku czas płynął bardzo wolno. Kolejne minuty przechodziły w dni. A dni w lata. Ale teraz, gdy skupiłem wzrok na drodze przed sobą, poszczególne dni ułożyły się w jeden rząd niczym domino. Czas, który dzielił mnie od tamtego momentu, wydawał się z jednej strony mgnieniem oka, a z drugiej – długim snem. Trasa od najbardziej wysuniętego na południowy zachód punktu Florydy do jej północno-wschodniego zakątka zajęła mi nieco ponad siedem godzin. Zmieniłem pas, minąłem wielopoziomowe skrzyżowanie na północnym brzegu rzeki św. Jana, gdzie droga stanowa I-10 przecina I-95, przejechałem przez most Fullera Warrena i w końcu dotarłem do celu podróży. Szpital River City tworzył kompleks co najmniej sześciu budynków rozrzuconych wzdłuż

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 15

25.08.2014 13:51


16

CHARLES MARTIN

wschodniego brzegu. Jacksonville nie było co prawda tak znanym miastem jak Chicago, Dallas czy Nowy Jork, ale jego nocne niebo należy do najpiękniejszych widoków, jakie znam. A okazałe budynki szpitalne doskonale harmonizowały z tym tłem. Wjechałem na szóste piętro wielopoziomowego parkingu tuż przed dziewiątą, gdy kończyła się pierwsza zmiana. Zamieszanie wśród przekazującego sobie obowiązki personelu, którego liczba była teraz podwójna, miało mi ułatwić wtopienie się w tłum. Zerknąłem na zegarek. Miałem jeszcze sporo czasu. W zanurzonej w półmroku kabinie mojego samochodu założyłem na siebie granatowy kombinezon pracownika firmy sprzątającej i wsunąłem na nos jedną z kilku par okularów w grubej oprawce. Wyblakłe od słońca włosy związałem w kucyk i schowałem pod bejsbolówką. Twarz zasłoniłem białą maską ochronną i zaciągnąłem żółte, sięgające do łokcia rękawice. Nad przednią kieszenią kombinezonu wpiąłem plakietkę potwierdzającą moje umiejętności jako technika Edmunda. Na pierwszy rzut oka wyglądałem bardzo profesjonalnie, ale każdy, kto miał dostęp do komputera, bardzo szybko zorientowałby się, że Edmund Dantes nigdy nie był pracownikiem szpitala River City, lecz głównym bohaterem powieści Hrabia Monte Christo. I z całą pewnością nie zajmował się odpadami. Zawiesiłem na szyi słuchawki, a niepodłączony kabel wsunąłem pod koszulę. W ciągu ostatniej dekady normy bezpieczeństwa w szpitalach bardzo się obostrzyły, co oznaczało całodobowo działający monitoring oraz obecność wielu pracowników ochrony. Cały trik polegał na tym, żeby wiedzieć, gdzie są rozmieszczone kamery, kiedy odwrócić się do nich plecami, gdzie głębiej zaciągnąć czapkę na oczy lub przytulić się do ściany. Trzeba przyznać, że to wszystko nie usprawiedliwiało mojego przebrania, ale ten kombinezon sprawdzał się przez lata i zamierzałem z tego korzystać, dopóki ktoś nie zwróci na mnie uwagi lub nie zacznę się

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 16

25.08.2014 13:51


NIEZAPISANA OPOWIEŚĆ17

wyróżniać na tle setek pracowników szpitala. Sztuczka była prosta: Nie rzucać się w oczy. Większość ludzi nie ma zmysłu obserwacyjnego. Naukowcy studiowali przypadki napadów na bank, przepytując naocznych świadków. I bardzo rzadko zdarzało się, żeby dwoje lub więcej z nich zgadzało się w tym, jak wyglądała osoba, która obrabowała bank, w co była ubrana, co miała przy sobie i czy była mężczyzną, czy kobietą. A zatem bycie niewidzialnym nie należy wcale do trudnych zadań. W przeciągu ostatnich dziesięciu lat nauczyłem się także dosyć dużo o tym, jak być widzialnym, a zarazem niedostrzeganym. To również jest możliwe, chociaż wymaga trochę trudu. Na parterze chwyciłem żółty wózek na śmieci stojący przy doku przeładunkowym. Miał kształt litery V, wielkość porównywalną do mini coopera i przypominał skrzynię ładunkową wywrotki. Pochyliłem się do przodu i popchnąłem go do windy dla obsługi technicznej, gdzie stanęłam plecami do pierwszej kamery. Wózek spełniał kilka funkcji: tłumaczył moją obecność, zresztą i tak mało kto zwraca uwagę na faceta od śmieci; mogłem w nim ukryć moją torbę, a poza tym schować się za nim. No i jeszcze używać go jako bariery pomiędzy mną a kimś, kto szedłby za mną, co jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Oddział dziecięcy mieścił się na czwartym piętrze. Przy każdym mijanym poziomie w windzie rozlegał się charakterystyczny dzwonek, podczas gdy kamera filmowała czubek mojej czapki. Kiedy otworzyły się drzwi, poczułem znajome zapachy. Zrobiłem wdech, przywołując wspomnienia, wypuściłem powietrze i znowu je wciągnąłem. Oddział dziecięcy szpitala River City należy do najlepszych w kraju, podobnie jak pracujący tutaj personel. Trudno zmierzyć trud tych ludzi, gdyż dzieci nie należą do łatwych pacjentów. Większość z nich wchodzi przez te drzwi z dwiema dolegliwościami.

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 17

25.08.2014 13:51


18

CHARLES MARTIN

I tylko jedną z nich da się zdiagnozować. Lekarze o tym wiedzą i atakują pierwszą chorobę, a potem powoli drążą dalej. Żeby dostać się do tej prawdziwej rany. To sprawia, że dzieciaki się uśmiechają, ale trudno dotrzeć do źródła problemu. To mozolna praca. I długotrwała. A zakończenie nie zawsze jest szczęśliwe. Bez względu na metrykę, technologię czy jak najlepsze intencje, istnieją takie rany, których medycyna nie potrafi wyleczyć. I w takim oto miejscu się znalazłem. Każdy prezent zapakowałem w brązowy papier, obwiązałem czerwoną wstążką i dołączyłem do niego białą karteczkę w kratkę: Wesołych świąt. Znalazłem to na moim statku i pomyślałem, że na pewno ci się spodoba. Wracaj szybko do zdrowia. Potrzebuję nowych kolegów. Zawsze jesteś mile widziany na pokładzie. Pirat Pete. Dodałem jeszcze kartę podarunkową do sklepiku z mrożonymi jogurtami TCBY, mieszczącego się na pierwszym piętrze szpitala. Za pięćdziesiąt dolarów dzieciaki będą mogły go jeść przez całe miesiące, dzięki czemu zyskają trochę na wadze. To był dobry układ. Sklepik prowadził Tommy. Był wysokim mężczyzną o wyglądzie św. Mikołaja, miał dwa podbródki, dłonie wielkości łap niedźwiedzia grizzly, radosny uśmiech, którym potrafił rozjaśnić każdy pokój, oraz ramiona szerokie niczym żaglowiec. A że był wylewny, przytulał każdego, kto przekraczał jego progi. Pomyślałem więc, że nawet jeśli któremuś z dzieci nie zasmakuje jogurt, to przynajmniej otrzyma serdeczny uścisk. A większość i tak dostanie to i to, plus podwójną miarkę żelowych misiów lub pokruszonych ciasteczek „Oreo”. Wysiadłem z windy, minąłem dyżurkę pielęgniarek i ruszyłem przed siebie do pierwszego pojemnika ze śmieciami, trzymając się jak najbliżej ściany. Nie spieszyłem się, szedłem powolnym krokiem, zgarbiony i wpatrzony w podłogę. Nie zwracałem na siebie niczyjej uwagi ani nie szukałem kontaktu wzrokowego z kimkolwiek. Na czwartym piętrze miałem do opróżnienia osiem koszy,

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 18

25.08.2014 13:51


NIEZAPISANA OPOWIEŚĆ19

a poza tym cały czas mogłem obserwować dyżurkę pielęgniarek. Przy trzecim koszu zauważyłem, że pielęgniarki odeszły od lady recepcyjnej, więc skręciłem w stronę biblioteki. Tutaj kapelusze i czapki stanowią ważną kwestię. Nie są wymagane, ale na ścianach znajduje się szereg haczyków, na których wiszą. I prawie każdy wybiera sobie jakieś nakrycie głowy, które nosi w ciągu danego dnia. Jest ich tutaj mnóstwo. Wszystkie możliwe kształty i rozmiary, za którymi kryją się poszczególne postacie i charaktery. Począwszy od wszelkich kowbojskich wzorów po bejsbolówki, kapelusze z piórami, przyłbice i czapki malarskie, z pomponami oraz narciarskie, skończywszy na beretach. To było królestwo czapek i każdy mógł wybrać coś dla siebie. A wszystko zaczęło się kilka dobrych lat temu, gdy jedna z pacjentek – mała dziewczynka – założyła ekstrawagancki, bordowy kapelusz z dużym rondem i przymocowanym doń jeszcze większym pawim piórem. Nowy trend został szybko podchwycony. I za każdym razem, gdy pytano ją, dlaczego go nosi, a często występowała w telewizji, pstrykała w pawie pióro, szeroko się uśmiechała i mówiła: Bo to, co potrafię sobie wyobrazić, jest znacznie większe niż to, co widzę. Na oddziale przybyło czternaścioro nowych pacjentów, plus dwanaścioro dzieci, które leżały tutaj wystarczająco długo, żeby mieć swoje ulubione nakrycie głowy. Czyli razem dwadzieścioro sześcioro. No i trzeba jeszcze dodać personel oraz pielęgniarki. Razem wyszło mi czterdzieści siedem osób. Niektórych znałem po imieniu, na przykład personel pracujący tutaj już od dawna, podczas gdy o innych, powiedzmy o nowych pacjentach, wciąż niewiele jeszcze wiedziałem. Żeby poznać ich lepiej, potrzebowałem kilku miesięcy oraz kilku kolejnych wypraw do tego miejsca. Kiedy wszedłem do środka, Grant, Randy i Scott siedzieli przy komputerze i grali w Kung-fu pandę. Po ich zachowaniu widziałem, że wygrywa Randy. Raymond i Grace Ann leżeli na podłodze

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 19

25.08.2014 13:51


20

CHARLES MARTIN

i czytali książki. Lewis oraz Michelle grali przy stole w warcaby. Andrew siedział przy oknie wychodzącym na rzekę i mruczał coś pod nosem. Pozostałe dzieci rozłożyły się na poduchach, fotelach oraz sofach rozstawionych na sali. Większość z nich miała na głowie kapelusze i czapki, tak różne, jak oni sami. Przebiegłem wzrokiem po sali i zgromadzonych tam dzieciach, sprawdzając w myślach listę imion. Grant miał osiem lat i często nosił piżamy moro. Lubił makaron z serem oraz nuggetsy z McDonalda. Chciał mieszkać w domu na palach i w każdym pokoju mieć huśtawkę. Przyniosłem mu książki Paulsena Przygody Briana oraz Hatcheta. Teresa miała dwanaście lat. Lubiła pieczoną okrę oraz kurczaka i nie znosiła zastrzyków. Chciała mieszkać we Włoszech. W jej pokoju wisiało mnóstwo rysunków. Uwielbiała rysować zamki, obowiązkowo z księciem w błyszczącej zbroi. Dla niej wybrałem Prawdziwego króla oraz Akademię księżniczek. Randy skończył dziesięć lat. Lubił cheeseburgery, sportowe buty Nike oraz muzykę Justina Biebera, a na łóżku miał pluszowego lwa. Dla niego wybrałem Opowieści z Narnii. Raymond miał niedługo skończyć czternaście lat. Chciał mieszkać na łodzi podwodnej lub na farmie z wypożyczalnią motocykli terenowych. Marzył o tym, aby raz w tygodniu pracować jako prezenter wiadomości telewizyjnych. Miał żywą wyobraźnię i pochłaniał książkę za książką. Dla niego przyniosłem Władcę pierścieni i dołożyłem mu jeszcze starsze wydanie Hobbita i Simarilliona. Grace Ann była trzynastolatką. Chciała nosić soczewki zamiast okularów i zamierzała zostać aktorką, więc miała w planach operację laserową oczu oraz korekcję nosa. Uwielbiała Oprah Winfrey i marzyła o tym, żeby kiedyś zejść z wózka inwalidzkiego. Przyniosłem dla niej Kolor purpury oraz Klejnot.

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 20

25.08.2014 13:51


NIEZAPISANA OPOWIEŚĆ21

Nie wiem, ile lat miał Steven. Być może trzynaście, sądząc po pryszczach na jego nosie. Był pracowity, nosił okulary i zawsze miał przy sobie aktówkę – nie mam pojęcia, co zawierała. Mówił, że zostanie prawnikiem podobnie jak jego tata, który najprawdopodobniej był wytworem jego wyobraźni. Dla niego przygotowałem powieści Grishama, Czas zabijania oraz Raport pelikana. Scott miał około dziesięciu lat. Na chemioterapię zakładał pasek kowbojski z dwiema kaburami. Wybrałem mu osiem książek Louisa L’Amoura, począwszy od Krainy Sackettów. Isabella była najmłodsza, skończyła pięć lat. Dla niej wybrałem książki z rozkładanymi obrazkami: Piękna i bestia oraz Gdzie jest Nemo? Zdobycie tych wszystkich wiadomości nie było wcale trudne, gdyż każde z dzieci napisało wypracowanie, w którym wymieniło, o czym marzy, co lubi i czego pragnie, a pielęgniarki przykleiły te prace na drzwiach ich pokoi razem ze zdjęciami. Zatrzymałem wózek pomiędzy choinką i zamocowaną pod sufitem kamerą, udając, że opróżniam stojący obok kosz. Kiedy zamieniłem brudny worek na czysty, chowając się za wózkiem, włożyłem pod świąteczne drzewko prezenty. Odwróciłem się plecami i zacząłem się wycofywać z sali. Zasada była prosta i nigdy jej nie łamałem. Wchodziłem do sali, robiłem to, co zaplanowałem, a potem wychodziłem bez ociągania. Frankenstein był bezpieczny, dopóki się ukrywał. Jednakże chowanie się za wózkiem na śmieci w święta Bożego Narodzenia było znacznie trudniejsze. Jedno z kółek zapiszczało, co zwróciło uwagę Andrew. Odwrócił się i spojrzał w moim kierunku. – Wesołych świąt – rzucił z uśmiechem i podciągnął kolana do klatki piersiowej. Przybrał trochę na wadze i wyglądał teraz znacznie lepiej. Włosy też mu odrosły. Spod jego koszulki, tuż pod

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 21

25.08.2014 13:51


22

CHARLES MARTIN

lewym obojczykiem, wystawał centralny cewnik żylny. Skinąłem mu tylko głową, nic nie mówiąc. Wycofywałem się powoli. Śledząc otoczenie kątem oka, wyłapywałem zmiany. Postęp. Pogorszenie. Wzrost. Spadek wagi. Stali bywalcy. Niektórzy przegrywali walkę z chorobą. Dzieci z plakatów wykorzystywanych w kampaniach zbiórek pieniężnych na leczenie chorób. Każde z nich marzyło, żeby tutaj nie wracać. Ostatni kosz. Wepchnąłem wózek do biblioteki i przystanąłem. Przebiegłem wzrokiem po półkach. Pozwoliłem przemawiać do siebie swoim dawnym znajomym. Tutaj cisza brzmiała zupełnie inaczej. Ale ludzie wchodzący do biblioteki nie zwracali na to uwagi. Stanąłem więc pomiędzy szafkami i rozkoszowałem się tysiącami rozbrzmiewających jednocześnie rozmów. A każda z nich stanowiła zaproszenie. Niezwykła wrzawa. Przy moich butach pojawiły się niebieskie kapcie. To była dziewięcioletnia Sandy. Miała rude włosy i piegi na nosie oraz uczulenie na niemalże wszystko, co występowało na planecie Ziemia. Nosiła na twarzy ochronną maseczkę podobnie jak ja w tym momencie. Dwa razy zapadła w śpiączkę z powodu wstrząsu anafilaktycznego. Dla niej zostawiłem Kroniki Zaczarowanego Lasu oraz Anię z Zielonego Wzgórza. – Proszę pana – zawołała i pociągnęła mnie za nogawkę, a potem wskazała na Czarnoksiężnika z krainy Oz umieszczonego nad moją głową. Sięgnąłem po książkę. Poprzecierana okładka i znajome uczucie. Dobrze pamiętałem, kiedy ją kupiłem. I gdzie wtedy byłem. Podałem jej książkę i puściłem do niej oko. Mała roześmiała się i wróciła do sali zabaw. Zakładając na koszu nowy worek, zastanawiałem się, jak zareagowałby Czarnoksiężnik, gdyby Blaszany Drwal oświadczył, że jest uczulony na Szmaragdowy Gród.

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 22

25.08.2014 13:51


NIEZAPISANA OPOWIEŚĆ23

Kiedy cofnąłem się do drzwi, Michelle wygrała właśnie z Lewisem w warcaby i podeszła do choinki. Zauważyła wstążki, przyklęknęła i zanurkowała pod drzewkiem. – Hej, zobaczcie – zawołała i przysunęła stos paczek do siebie. Dzieci zgromadziły się wokół niej. Michelle odgrywała św. Mikołaja i rozdawała prezenty. Zostałem w sali, zawiązywałem i rozwiązywałem worek na śmieci. Ale udawanie, że jestem zajęty, szło mi marnie. Kiedyś życie nie toczyło się gdzieś obok. I nie było zarezerwowane tylko dla innych. Był taki czas, że znajdowałem się w jego centrum. Rozkoszowałem się najgłębszymi emocjami. Piłem wprost ze źródła. Aż do dna. Podejmowałem ryzyko. A to, na co patrzyłem teraz, było jedynie marną imitacją tamtych dni. Ale mogłem się przynajmniej zbliżyć do tego, za czym tak tęskniłem. Miałem ochotę ściągnąć czapkę i maskę z twarzy. Oderwać plakietkę z fałszywym imieniem i usiąść pomiędzy dziećmi, czekając, aż wszystkie te porzucone duszyczki ułożą się wokół mnie niczym bierki do gry. Wtedy otworzylibyśmy przetartą okładkę i zacząłbym czytać, a słowa dokonywałyby tego, czego nie potrafi i nigdy nie zrobi medycyna. Spośród milionów stworzeń żyjących na naszej planecie tylko człowiek posługuje się językiem. Tworzy słowa. I co więcej, składa je razem i zapisuje, a one zaczynają żyć i napełniają nas tkwiącą w nich mocą, podobnie jak uczynił to sam Bóg. Opowieść leczy złamane serca. Scala to, co się rozpada. Jest gobelinem, na którym tkamy swoje życie. Ożywczym całunem, na którym kładziemy umierające ciała, żeby powstały na nowo. I jeśli jest szczera, niczego nie ukrywa i ujawnia tylko prawdę, przypominając rzekę o wartkim nurcie. A ci, którzy nią płyną, odkrywają, że mają coś do ofiarowania, że pustka jeszcze nimi nie zawładnęła.

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 23

25.08.2014 13:51


24

CHARLES MARTIN

Krytycy protestują i twierdzą, że język przypomina zakrwawionego rzeźnika, który tylko złorzeczy, sieka, zniesławia i potępia, zostawiając blizny oraz zmasakrowane, pobite i połamane serca. Rzeczywiście opowieść jest jak miecz obosieczny, ale to nie słowa stanowią problem, lecz dłoń, która dzierży pióro. Nie wszystkie opowieści opluwają, a potem kulą się ze strachu i uciekają. Niektóre zdobywają twierdze. Wpadają do środka. Ratują. Przytulają. Wyjawiają tajemnice. Dzielą się swoimi porażkami. I powrotami. Opowieści dają życie naszym marzeniom i karmią nieśmiertelną duszę. To dotyczy każdego z nas, nawet tych, co ukrywają się za maskami czy wózkami, które nie należą do nich. – Hej! To Pete. Był tutaj – zauważył jako pierwszy Andrew. Pete jest idolem. Każdy wie o jego istnieniu, ale jego tożsamość jest tajemnicą. Niektórzy myślą, że jest lokalnym dobrodziejem, który nabrał wody w usta. Inni widzą w nim majętnego staruszka, który nie ma spadkobiercy. Mówi się także, że to jakiś przedsiębiorca lub grupa biznesmenów. Bądź drużyna piłkarska, która chce pozostać anonimowa. W ciągu tych lat zgłosiło się nawet kilku oszustów z nadzieją, że zarobią na czyjejś sławie. Ale na razie nikt nie zna prawdy. Wiadomo jedynie, że ten ktoś pojawia się kilka razy do roku zupełnie niespodziewanie – szczególnie gdy zbliżają się święta lub urodziny – a potem znika bez śladu. – On wrócił. Wrócił – wołał radośnie Raymond, jakby przekonywał sam siebie. Wózek wydawał się coraz cięższy. Powłóczyłem nogami. Na moim czole lśniły kropelki potu. Odwróciłem się. Przy ich stopach rosła sterta papieru i rozwiązanych wstążek. Przewracali kartki i uśmiechali się. Musiałem już iść. Ale to nie był koniec. Został jeszcze jeden prezent. Lizy nie było w sali zabaw. Wyszedłem z biblioteki, skręciłem w prawo i ruszyłem na koniec korytarza. Pokój dwieście

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 24

25.08.2014 13:51


NIEZAPISANA OPOWIEŚĆ25

czterdzieści dwa. Drzwi były lekko uchylone. Światło przyciemnione. Położyłem dłoń na framudze. Znałem ten pokój. Spędziłem tutaj wiele nocy. Kiedyś leżała tu Jody, ale to było dawno temu. Wziąłem prezent i otworzyłem drzwi. Spała. Miała taką bladą twarz. Grzywka przykleiła się do spoconego czoła. Kroplówka kapała miarowo. Zaokrągliły się jej policzki, co było dobrym znakiem. Dziesięcioletnia Liza przebywała w szpitalu dłużej niż inni. Jej rysunki wiszące na ścianach były oprawione w ramki, co potwierdzało tylko, że spędziła tu wiele czasu. Podobnie jak kilka zdjęć ze znanymi osobistościami, z którymi występowała w telewizji. Na stoliku obok jej łóżka stał trójwarstwowy, urodzinowy tort. W kącikach ust miała jeszcze lukier. Tutaj świętowało się urodziny dwa razy w roku. W rocznicę narodzin oraz przy wypisie. Liza urodziła się w Wigilię. Podszedłem bliżej. Moje znoszone buty zapiszczały na wypolerowanej podłodze. Położyłem prezent na jej szafce, nie wychodząc z półmroku. Miałem ochotę ochłodzić jej czoło mokrym ręcznikiem. Stanąłem nad nią i słuchałem, jak oddycha. Nie znałem jej ani ona mnie. Ale obserwowałem, jak tutaj dorasta, podobnie jak wiele innych dzieci. Widziałem, jak gubi włosy, a potem znowu jej odrastają. Prawy kącik ust miała uniesiony bardziej niż lewy, być może się uśmiechała. I kiedy tak się jej przyglądałem, przypomniałem sobie, że kiedyś naprawdę żyłem. Wyszedłem z półmroku, wysunąłem dłoń z rękawiczki i sięgnąłem poza dzielącą nas przepaść. Grzbietem dłoni pogładziłem delikatnie jej policzek. Miała gorączkę. Kiedy się odwróciłem i chciałem już odejść, odezwała się cicho. – Dziękuję – szepnęła łamiącym się głosem. Odwróciłem głowę, spojrzała na mnie, a potem przeniosła wzrok na leżący na nocnej szafce prezent. Po chwili nasze oczy znowu się spotkały.

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 25

25.08.2014 13:51


26

CHARLES MARTIN

Skinąłem głową. Usiadła i zerknęła na czerwoną wstążkę. Powoli wycofałem się w półmrok. – Mogę? – zapytała. Skinąłem głową po raz drugi. Rozwiązała wstążkę i rozwinęła ostrożnie papier, uważając, żeby go nie porwać. Przeczytała tytuł i przycisnęła książkę do piersi. Pirat Pete i tubylcy: Ziemia jest płaska. – To moja ulubiona – powiedziała z uśmiechem. Wiedziałem. – Otwórz – szepnąłem, rozkładając dłonie. Otworzyła i zatrzymała wzrok na stronie tytułowej. Była podpisana. Co prawda nie przez autora, bo jak znaleźć podpisany egzemplarz dla dziewczynki o imieniu Liza, skoro autor nie żyje… od dawna. Jednakże Elizabeth to bardziej popularne imię i zupełnie inna historia. Musnęła podpis palcami. Przypominała teraz Helen Keller przy pompie. – Elizabeth to moje prawdziwe imię. To także wiedziałem. Piłem u źródła. – Skąd to się wzięło? – Uniosła wzrok i przekrzywiła głowę. – Mój lekarz to znalazł? – zawiesiła głos. – A może to ty? – Wskazała na mnie palcem. Zapomniałem się, czas jakby stanął w miejscu. Otworzyłem już usta, żeby jej odpowiedzieć, ale wtedy usłyszałem kroki na korytarzu. Odwróciłem się szybko i chwyciłem worek ze śmieciami z łazienki, omal nie wpadając na wchodzącą do pokoju pielęgniarkę. Skuliłem głowę, wrzuciłem worek do wózka i ganiąc się w duchu za taki brak rozwagi, ruszyłem w stronę windy. Byłem już w połowie korytarza, gdy znowu usłyszałem te same kroki. – Proszę pana, przepraszam – wołała za mną kobieta.

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 26

25.08.2014 13:51


Spis treści Niezapisana opowieść . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 Posłowie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 383 Pytania do dyskusji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 391 Wywiad z Autorem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 393

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 399

25.08.2014 13:51


Tytuł oryginału : Unwritten © 2013 by Charles Martin This edition published by arrangement with Center Street, New York, NY, USA. All rights reserved. Tłumaczenie: Agnieszka Rasztawicka-Szponar Redakcja: Ewa Stuła Skład i łamanie: Ewa Burdzicka Projekt okładki: Amadeusz Targoński Zdjęcia na okładce: © lassedesignen – Fotolia.com; © olly – Fotolia.com; © Perseomedusa – Fotolia.com; © papa – Fotolia.com; © ChantalS – Fotolia.com; © Maury Mauser – Fotolia.com; © Sahua – dreamstime Druk i oprawa: ABEDIK SA – Poznań ISBN 978-83-7797-286-1 © Edycja Świętego Pawła, 2014 ul. Św. Pawła 13/15 • 42-221 Częstochowa tel. 34.362.06.89 • fax 34.362.09.89 www.edycja.com.pl • e-mail: edycja@edycja.com.pl Dystrybucja: Centrum Logistyczne Edycji Świętego Pawła ul. Hutnicza 46 • 42-263 Wrzosowa k. Częstochowy tel. 34.366.15.50 • fax 34.370.83.74 e-mail: dystrybucja@edycja.com.pl Księgarnia internetowa: www.edycja.pl

286A_Niezapisana opowiesc_srodek.indd 400

25.08.2014 13:51


Profile for Edycja Świętego Pawła

Niezapisana opowieść  

Niezapisana opowieść  

Profile for edycja