Page 1

Priscilla Shirer

Priscilla Shirer Gina Detwiler


802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 2

18.09.2017 13:22


Priscilla Shirer Gina Detwiller

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 3

18.09.2017 13:22


802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 4

18.09.2017 13:22


Jacksonowi, mojemu pierworodnemu Synowi, mojemu Księciu Wojownikowi P RISCILLA SHIRER

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 5

18.09.2017 13:22


802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 6

18.09.2017 13:22


Część pierwsza

Kraina Ahoratos

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 7

18.09.2017 13:22


Tytuł oryginału: The Prince Warriors © 2016 B&H Publishing Group Nashville, Tennessee © 2016 by Priscilla Shirer Wszystkie prawa zastrzeżone. Tłumaczenie: Agnieszka Szponar Korekta: Ewa Micyk Skład i łamanie: Justyna Rzeszutek Projekt okładki, rysunki: Jon Davis Druk i oprawa: Drukarnia im. A. Półtawskiego – Kielce ISBN 978-83-7797-802-3 © Edycja Świętego Pawła, 2017 ul. Św. Pawła 13/15 • 42-221 Częstochowa tel. 34.362.06.89 • fax 34.362.09.89 www.edycja.com.pl • e-mail: edycja@edycja.com.pl Dystrybucja: Centrum Logistyczne Edycji Świętego Pawła ul. Hutnicza 46 • 42-263 Wrzosowa k. Częstochowy tel. 34.366.15.50 • fax 34.370.83.74 e-mail: dystrybucja@edycja.com.pl Księgarnia internetowa: www.edycja.pl

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 8

18.09.2017 13:22


ROZDZIAŁ PIERWSZY

Staw

D

ziwny był ten staw. Evan wiedział o tym od chwili, gdy tylko spojrzał w jego ciemną głębinę. Co kryło się na jego dnie? Potwór? Podobny do tego w Szkocji? Zaraz, jak nazywało się tamto jezioro? Lock Ness? Coś w tym stylu. Evan stał przez chwilę w bezruchu i drżał lekko w oczekiwaniu na coś, co może wyskoczyć z wody i go pożreć. Żywego. Za jednym razem. Tak, miał nadzieję, że byłoby to jedno połknięcie. Myśl o byciu przeżuwanym była nie do zniesienia. Był wystarczająco mały, żeby stwór połknął go w całości. W przypadku Xaviera, jego starszego brata, wyglądałoby to inaczej. Xavier był wielki i silny. I nosił fajne imię. Miał nawet bicepsy i włosy pod pachami. Evan spojrzał na swoje chude i nieowłosione ręce. Żadnych mięśni do podziwiania. Nieważne ile podciągnięć zrobił na gałęzi olbrzymiego, starego dębu w ogrodzie za domem, mięśnie i tak nie chciały urosnąć. – Idziesz dzisiaj? 9

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 9

18.09.2017 13:22


Książęta z Ahoratos

Evan odwrócił się i zobaczył swojego brata, który stał na starej oponie zawieszonej na najgrubszej gałęzi starego dębu. Wisiała już tam, gdy rodzice kupili dom. – Zrobisz to dzisiaj? – zapytał Xavier z miną mądrali, a kąciki jego ust uniosły się w szyderczym uśmieszku. Od dwóch miesięcy, od kiedy tylko przeprowadzili się tutaj z miasta, Evan stawał na pomoście i wpatrywał się w staw z nadzieją, że pewnego dnia zbierze się na odwagę i do niego wskoczy. Pokaże w końcu Xavierowi, że się nie boi. Złożył przysięgę, że zrobi to do końca lata. Zanim pójdzie do czwartej klasy w nowej szkole. Myślał, że do tego czasu będzie miał za sobą przynajmniej ze sto skoków. Ale do rozpoczęcia roku szkolnego został tylko tydzień, a on nie skoczył ani razu. Każdego dnia, gdy tylko stawał na pomoście i drżał cały ze strachu, od razu pojawiał się tam Xavier i przypominał mu o obietnicy. – Chcesz, żebym cię popchnął? – rzucił Xavier, uśmiechając się jeszcze szerzej. – Idź stąd – odparł Evan, zaciskając zęby i pięści. Odwrócił się twarzą w stronę stawu. Skacz! Skacz! – motywował siebie w myślach, ale zostało to zagłuszone przez coraz głośniejsze docinki brata. – No dalej, przecież to łatwizna. – Xavier zeskoczył z opony i podszedł niespiesznym krokiem do pomostu. Stanął obok Evana. Był od niego wyższy o dziesięć centymetrów. Ale czasami Evanowi wydawało się, że górował nad nim przynajmniej o metr. – Spójrz na mnie. Xavier wziął rozbieg, wybił się i zanurkował w stawie niczym skoczek na olimpiadzie, wydając przy okazji zwycięski okrzyk. Evan cofnął się o kilka kroków, unikając ochlapania. – Idź sobie! – wrzasnął.

10

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 10

18.09.2017 13:22


Staw

– No dalej, tchórzu – zawołał Xavier, podpływając do pomostu. Podciągnął się i wyszedł z wody. – Po prostu to zrób. – Wyciągnął rękę, żeby złapać Evana, ale ten odepchnął go ze złością. – Zostaw mnie! – Tchórz! – powtórzył Xavier i parsknął śmiechem. – Tchórz! – wołał, wykonując rytualny taniec tchórza. Evan nienawidził tego tańca. Xavier wyglądał wtedy głupio, ale zawsze osiągał to, co zamierzał, czyli wyprowadzał go z równowagi. Evan poczerwieniał na twarzy, odwrócił się i rzucił z impetem na brata. Obydwaj stoczyli się z pomostu na błotnisty brzeg stawu. Jeden cios – pomyślał Evan. Dowalę mu tylko raz i będę szczęśliwy. Tym razem myśl była bardziej nachalna. – Chłopcy! – krzyknęła mama z werandy. Oczywiście ich obserwowała. Evanowi przeszło przez myśl, że faktycznie mogła mieć oczy z tyłu głowy, tak jak im powtarzała. – Co się dzieje? – Ja nic nie zrobiłem! – zawołał Xavier, zanim Evan zdołał cokolwiek powiedzieć. – Chciałem tylko pomóc mu skoczyć… – Kłamiesz! – Evan był tak wściekły, że aż drżał na całym ciele. Wyrzucił pięść w kierunku brata, ale chybił o jakieś dwadzieścia centymetrów. – Evan! Natychmiast do domu! – wrzasnęła mama gardłowym głosem. Nie wróżyło to nic dobrego. Evan odsunął się od Xaviera i wstał. Był pokryty błotem. Czuł gorąco na twarzy, jakby z jego karku wychodziły języki ognia. Xavier również stanął na równe nogi. Zrzucił błoto z ramion, w jego oczach malował się szyderczy uśmiech. – Evan! – powtórzyła mama. – Marsz do domu! – Tchórz – szepnął Xavier. Evan zdusił w sobie chęć płaczu i pomaszerował w stronę werandy.

11

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 11

18.09.2017 13:22


Książęta z Ahoratos

Xavier patrzył za odchodzącym bratem i czuł się nieswojo. Wiedział, że Evan bał się skoczyć do stawu. Mógł jakoś go zachęcić. Ale za każdym razem, gdy próbował, źle to się kończyło. Myślał, że naśmiewając się z brata, rozzłości go na tyle, że ten w końcu skoczy. Niestety nie zadziałało. A w ogóle to nie skutkowało nic, co robił. Nie układa się między nami – pomyślał. Pewnie dlatego tak jest. I zawsze będziemy już wrogami. Przyzwyczaił się do tego, że jest starszym bratem. Kiedyś nawet mu się to podobało, że miał troszczyć się o Evana, pilnować, żeby nie wpadł w tarapaty. Kiedy Evan był niemowlakiem, Xavier wyciągnął go z łóżeczka i trzymając za nogi, głową do dołu, zaniósł brata do sypialni, gdzie spali rodzice. – Zobaczcie! – zawołał dumnie. – Mam Vana! Pamiętał, że mama bardzo się zdenerwowała, ale tata się śmiał. Tymczasem ostatnio wciąż ze sobą walczyli. Evan wkurzał się z powodu najdrobniejszych rzeczy. Xavier domyślał się, że był zazdrosny, ponieważ on był wyższy i lepiej sobie radził prawie ze wszystkim. Nie dziwne, przecież był o cztery lata starszy. I co z tego, że miał swój telefon? I mógł o godzinę później kłaść się spać? I zawsze wybierano go jako pierwszego, gdy formowano drużynę do koszykówki? Sprawy tak się po prostu miały, i tyle. Xavier wszedł do domu po dłuższej chwili, gdy mama kończyła właśnie strofować Evana. Określano to w ich domu jako wprowadzanie Rozporządzenia o zamieszkach. Skąd się właściwie wzięło całe to rozporządzenie? Będzie musiał to sprawdzić. Lubił czytać o takich rzeczach. Kiedy pytał o to tatę, słyszał zawsze jedną odpowiedź: „Sam to sprawdź”, co dla Xaviera było równoznaczne z: „Nie mam pojęcia”. Ale im był starszy, tym bardziej docierało do niego, że tata chciał, aby tam gdzie to było możliwe, sam się dokształcał. Evan otrzymał zakaz opuszczania swojego pokoju do kolacji. A potem miał wcześniej położyć się do łóżka. Zatem nici 12

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 12

18.09.2017 13:22


Staw

z gry w koszykówkę na boisku. Xavier czuł wyrzuty sumienia. Powinien iść do kuchni i wyjaśnić mamie, że to on sprowokował Evana. Zamiast tego poszedł jednak do swojego pokoju i wpisał w telefonie hasło: Rozporządzenie o zamieszkach. Na ekranie pojawiło się kilka linków. „Rozporządzenie wprowadzone w 1714 roku przez rząd Wielkiej Brytanii. Akt prawny miał zapobiegać rozruchom i zwoływaniu buntowniczych zgromadzeń…” Co to są rozruchy? Xavier sprawdził znaczenie słowa. Chaos. Czyli Rozporządzenie o zamieszkach miało na celu karanie ludzi, którzy wprowadzali chaos. Okej, brzmiało sensownie. Ale czy to działało? Xavier przeczytał artykuł do końca. Wyglądało na to, że niekoniecznie. Wywnioskował, że nie da się napisać ustawy, która zakazywałaby szerzenia chaosu i wymagać, żeby wszyscy jej się podporządkowali. – Xavier! Chodź tutaj i nakryj do stołu! – zawołała mama z kuchni. Nadeszła pora kolacji, czyli za chwilę tata wróci do domu. Xavier wsunął telefon do kieszeni spodni i zszedł do kuchni. Uwielbiał swój telefon – dostał go zaledwie kilka miesięcy temu, gdy przeprowadzili się tutaj z miasta. Pomyślał, że jest to próba przekupienia go za konieczność rozstania się ze starą okolicą. Ale wtedy usłyszał, że ma dzielić się telefonem z młodszym bratem. Telefon do spółki z dziewięcioletnim bratem? Skąd rodzice wzięli taki pomysł? Z jakiegoś beznadziejnego poradnika o wychowaniu? – Nakryj do stołu – wyrzuciła mama jednym tchem, gdy tylko wszedł do kuchni. Po tych słowach odwróciła się, żeby wyjąć coś z piekarnika. – Teraz jest kolej Evana – zaprotestował Xavier. – Obydwaj jesteście świetni w pamiętaniu, czyja to kolej, prawda? – zauważyła mama głosem ostrzejszym niż zwykle. – Zrób to, proszę. Nie mam czasu się sprzeczać. 13

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 13

18.09.2017 13:22


Książęta z Ahoratos

Nie mam czasu się sprzeczać. Kolejne z ulubionych powiedzonek mamy. Jak można nie mieć czasu na sprzeczki? Przecież to nie miało sensu. Xavier uznawał sprzeczanie się za jedną z najważniejszych umiejętności w życiu. Myślał nawet o tym, żeby zostać adwokatem jak dorośnie. Albo zawodowym koszykarzem. Nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji. Nakrył do stołu. Tata wszedł do jadalni z teczką w ręku, pocałował mamę w policzek i położył dłoń na ramieniu Xaviera. – Jak ci minął dzień, synu? Przeze mnie Evan ma kłopoty – pomyślał, ale zachował to dla siebie. – Całkiem dobrze – odparł. – I to wszystko? – zdziwił się tata. – Graliśmy w piłkę na boisku. – Xavier wzruszył ramionami. – Pan J. Ar mówi, że mam potencjał. – Właśnie takiego słowa użył pan J. Ar. Potencjał. Xavierowi spodobał się ten wyraz. – Wieczorem znowu mamy mecz. Mogę iść? – Myślę, że tak. A gdzie Evan? – W swoim pokoju – wyjaśniła mama. – Przerwa w zabawie. (Tak mama określała karę). Znowu się pobił. – Do bójki trzeba dwóch, prawda? – zauważył tata i spojrzał podejrzliwie na Xaviera. – Nic nie zrobiłem! – odrzekł Xavier i wzruszył ramionami, najbardziej niewinnie jak tylko potrafił. – Evan się wkurzył, bo ciągle się boi skoczyć do stawu. Więc wyładował się na mnie. – Zrobi to, jak będzie gotowy – uspokoiła mama. – Nalałeś już wodę do szklanek na stole? Xavier napełnił szklanki zimną wodą i pomógł mamie rozłożyć widelce oraz pozostałe naczynia. Zachowywał się teraz wzorowo. Jestem dobrym synem.

14

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 14

18.09.2017 13:22


Staw

– Gotowi na rozpoczęcie roku szkolnego? – zapytał tata, podkradając zieloną fasolkę z półmiska na barku. – To już w następnym tygodniu. – Chyba tak – stwierdził Xavier. Unikał myślenia o szkole. Nowa szkoła w nowym miejscu, zupełnie nieznane dzieciaki. Ale nie chciał, żeby tata pomyślał, że się boi lub coś w tym stylu. Właściwie to się nie bał. Na boisku był już znany. Dobrze sobie radził w sporcie i to było najważniejsze. Zawsze jednak gdzieś w głębi duszy zastanawiał się, czy faktycznie był wystarczająco dobry. Xavier uniósł wzrok i zauważył, że tata bacznie mu się przygląda, jakby czytał w jego myślach. – Nie martw się, tato. – Xavier uśmiechnął się nieśmiało. – Będzie dobrze. Tata odwzajemnił jego uśmiech.

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 15

18.09.2017 13:22


ROZDZIAŁ DRUGI

A jak Ahoratos

L

evi kończył właśnie ostatnie kreski na szkicu. Musiał narysować wszystkie szczegóły. Do tej pory powinien znać już ten symbol na pamięć. Widywał go w snach wystarczająco często. Znak przypominał zniekształcone N lub X, w zależności od tego, pod jakim kątem się patrzyło. Każdego ranka budził się z tym symbolem w pamięci. I wciąż słyszał w myślach tę nazwę: Ahoratos. Co to było? Co oznaczało to słowo? I dlaczego go prześladowało? Usiadł na ławce w Centrum Rekreacyjnym Cedar Creek, skąd doskonale widział skate park. Miał przy sobie deskorolkę. Wszyscy jego znajomi już jeździli i ćwiczyli nowe triki. Na parkingu obok zbierała się grupa dzieciaków, żeby rozegrać mecz koszykówki. Levi przyjrzał się im uważniej i zauważył, że po boisku maszerował Xavier, ten nowy dzieciak. Wyrzucił ręce do góry i śmiał się głośno. Xavier bardzo szybko stał się królem koszykówki albo za takiego się uważał. – Hej, Levi! Stary, chodź do nas i pokaż, co potrafisz! – zachęcali znajomi z rampy w skate parku. – Za chwilę – zawołał Levi i ziewnął. Uwielbiał jeździć na desce, ale w tym momencie był za bardzo zmęczony. Te sny nie dawały mu spokoju. Ahoratos… Słowo to unosiło się w jego myślach niczym piórko. Sunęło to w jedną stronę, to w drugą. Było blisko, ale zawsze poza jego zasięgiem. – Co jest, Levi? Nie masz ochoty pograć?

16

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 16

18.09.2017 13:22


A jak Ahoratos

Głos taty wyrwał go z zamyślenia. Uniósł wzrok i zobaczył tatę stojącego nad nim z rękoma założonymi na piersi. James Arthur, znany wśród dzieciaków jako pan J. Ar. Na szyi miał zawieszony gwizdek, co oznaczało, że będzie sędziował podczas meczu koszykówki. – Nie, dzięki. – Co tutaj masz? – zapytał tata, zatrzymując wzrok na szkicowniku. Levi przytulił blok ze szkicami do piersi, tak, żeby tata nie zobaczył jego rysunków. Nie był pewien, czy chce, aby inni dowiedzieli się o jego pasji do rysowania. Szkicowanie nie było trendy. Poza tym tata i tak nie wiedziałby, co to za dziwne symbole i po co Levi w ogóle je rysował. Zresztą on sam nie miał o tym pojęcia. – Nic takiego – odparł, czując niemalże znudzone spojrzenie taty, które spoczęło na czubku jego głowy. – No cóż, może następnym razem, dobrze? – Pewnie, może być fajnie. Levi odprowadził tatę wzrokiem, gdy ten potruchtał na boisko do koszykówki. Właśnie to robił teraz jego tata: truchtał. Twierdził, że nie może biegać, bo zbyt intensywnie grał kiedyś w futbol i nadwyrężył sobie kolana. Podążyła za nim grupka dzieciaków, jak zawsze zresztą. Dzieciaki uwielbiały tatę Leviego. Spędzał na boisku wiele wieczorów, nawet po całym dniu pracy. Chciał zapewnić dzieciakom dobrą zabawę. I bardzo dobrze, że tutaj przychodził. Bez niego na boisku panowałby kompletny chaos. Do pilnowania porządku na terenie całego kompleksu przydzielono tylko jedną osobę. I była nią studentka, która pojawiała się na kilka godzin. Większość czasu i tak siedziała w biurze, czytała notatki z jakiegoś letniego kursu, na który uczęszczała, piła herbatę owocowo-korzenną ze Starbucksa i esemesowała z przyjaciółmi. Wojownicy ninja mogliby spuszczać się po linie z dachu, a ona i tak nie zwróciłaby na nich uwagi.

17

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 17

18.09.2017 13:22


Książęta z Ahoratos

– Levi! Nagle przed Levim stanęła Brianna Turner. W dłoni, jak zwykle zresztą, trzymała błyszczyk do ust w tubce. Najwyraźniej dopiero co go sobie nałożyła, ponieważ jej usta wyglądały tak, jakby pocałowała miskę z brokatem. Było ponad 26ºC, a ona miała na sobie leginsy w czarno-białe paski i różową bluzę z kapturem, której kieszenie przyozdobione były cekinami. Schowała błyszczyk do kieszeni bluzy i usiadła ciężko na ławce obok Leviego. Błyszczyk na jej ustach pachniał brzoskwiniami. – Cześć, Bean!1 – rzucił Levi, chociaż wiedział, że nie lubiła tej ksywki. Sam już nie pamiętał, dlaczego tak ją nazywał. Może dlatego, że była szczupła jak fasolka szparagowa. A może łatwiej było to powiedzieć niż Brianna.– Mogę zobaczyć, co narysowałeś? – Brianna przysunęła się, żeby zerknąć do szkicownika. Jej gęste i długie loki, przytrzymywane z trudem przez grubą błyszczącą opaskę, nieomalże nie uszkodziły mu oka. – Nic ciekawego. – Levi próbował chronić przed nią szkicownik, ale ona i tak mu go wyrwała.

1

Bean (ang.) – fasola (przyp. tłum.).

18

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 18

18.09.2017 13:22


A jak Ahoratos

– Zaraz… widziałam to już! – zawołała i zmrużyła oczy, co zwykle robiła, gdy o czymś intensywnie myślała. Levi powoli przekręcił kartkę, pokazując jej rysunek. – Te końce powinny być inne. – Wzięła od niego ołówek i poprawiła szkic. – Widzisz? O tak to wyglądało. Były bardziej pofalowane. – Widziałaś to już? – zapytał zdumiony Levi. – Kiedy? Brianna zrobiła głęboki wdech, jakby nie chciała o tym mówić. – Zeszłej nocy. I przedostatniej. I jeszcze wcześniej. Levi zamrugał powiekami i otworzył usta. – Widziałaś to? Jakby we śnie? – Tak. – Ja też. – Poważnie? – szepnęła Brianna. Najwidoczniej poczuła ulgę, że nie było to tylko jej doświadczenie. – To takie dziwne! Jak to możliwe, że nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? – Ty też mi o tym nie wspomniałaś. Jak to możliwe? – Pomyślałbyś, że zwariowałam – wyjaśniła, wzruszając ramionami. – Podobnie było ze mną. Odkąd Levi sięgał pamięcią, Brianna – Bean – była jego najlepszą przyjaciółką. Na początku jej zachowanie bardzo go denerwowało, nie było łatwo. Brianna mieszkała w niewielkim domku obok, wraz z dziadkami oraz trzema starszymi siostrami. Kiedy byli młodsi, nie miała nikogo w swoim wieku do zabawy, więc przychodziła do domu Leviego. Było mu jej szkoda, więc początkowo chętnie ją gościł. Z biegiem czasu Brianna zaczęła jednak za bardzo naciskać, żeby robili wszystko według jej zamysłu. Mama Leviego tłumaczyła mu, że dziewczynka jest najmłodsza w rodzinie, poza tym dziadkowie nie stawiali jej wymagań, dlatego tak się działo. Pomysły Brianny doprowadzały Leviego do szaleństwa. Jak choćby ten, gdy brała figurki Avengers i swoje lalki Bar19

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 19

18.09.2017 13:22


Książęta z Ahoratos

bie, urządzając im podwieczorki przy herbacie. Na szczęście wyrosła z tego. Ale kiedy grali w Monopol lub w Uno, ustalała własne zasady, a potem jeszcze je zmieniała, gdy coś jej nie pasowało. Najgorzej było, kiedy grali w koszykówkę, a ona mówiła wszystkim, co robią nie tak, jakby była trenerem. Szczęśliwie, teraz rzadko grała w piłkę, bo nie chciała popsuć sobie fryzury, która nagle stała się dla niej czymś niezwykle istotnym. Levi kompletnie tego nie rozumiał. Z czasem Levi przywykł do obecności Brianny. Lubił słuchać jej opowieści, które wymyślała na poczekaniu. Kiedyś poprosił ją, żeby opowiedziała mu historię o źdźble trawy i Brianna natychmiast zaczęła opowiadać epicką historyjkę o źdźble trawy, które za wszelką cenę próbowało uniknąć bycia skoszonym przez kosiarkę. Brianna potrafiła go rozbawić, więc tolerował jej apodyktyczny charakter. – Co to jest, jak myślisz? – zapytał ją Levi. Wiedział, że Brianna będzie miała coś do powiedzenia w tej kwestii. Jak zwykle zresztą. – Ten symbol to Alef – wyjaśniła. – Odpowiednik naszej litery A, tyle że w innym języku. – Skąd wiesz? – Jakiś czas temu dziadek Tony dał mi pewną starą księgę. Na jej okładce widnieje identyczny symbol. Kiedy czytałam książkę, zapytałam dziadka o ten symbol. Powiedział, że to A jak Ahoratos. Ahoratos! Levi słyszał to słowo w snach. Nazwa brzmiała zbyt dziwnie, żeby to mógł być czysty przypadek. Brianna inaczej jednak wymawiała ten wyraz: A–HOR–a–tos, podczas gdy on słyszał inne brzmienie: A–hor–A–tos. Ale było to bardzo zbliżone i pewnie jej wersja była prawidłowa. – Ahoratos – powtórzył. – Co to oznacza? – To nazwa królestwa, o którym mówi książka. – Nigdy jej nie czytałem. Dlaczego więc to mi się śni? 20

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 20

18.09.2017 13:22


A jak Ahoratos

– A może ją przeczytałeś, tylko nie pamiętasz. Albo ja ci o niej mówiłam. Mogło tak być – pomyślał Levi. Bean nawijała przez cały czas, a on nie zawsze jej słuchał. – Briaaaaaannnna! Gdzie jesteś? – zawołała głośno jakaś dziewczyna z hali sportowej. – Miałaś nam pomagać! – Muszę iść – oznajmiła Brianna, zeskakując z ławki z głośnym westchnieniem. – Nie poradzą sobie beze mnie. – Spojrzała tęsknym wzrokiem w stronę boiska, gdzie rozpoczął się właśnie mecz koszykówki. – Chodź – zachęciła Leviego lekkim kuksańcem. – Pomożesz nam dekorować salę na dyskotekę. Potrzebujemy kogoś wysokiego do wieszania serpentyn. – Bean, nie lubię dekorować. To zadanie dla dziewczyn. Idę pojeździć trochę na desce. Twarz Brianny spochmurniała, jakby jego słowa głęboko ją zraniły. Nie mógł sobie jednak pozwolić, żeby tak często widywano ich razem. A szczególnie przy takich zajęciach jak dekorowanie sali. – No dobrze, to idź. – Brianna obróciła się na pięcie i odeszła, wzdychając przy tym ostentacyjnie. Levi wzruszył tylko ramionami, włożył szkicownik do plecaka, wziął kask oraz deskę i ruszył w stronę skateparku. Jego tata oraz kilku innych ojców wybudowało tor obok boiska, żeby dzieciaki mogły ćwiczyć w bezpiecznym miejscu. Były tam rampy, półki, rury do ślizgu, a nawet funbox, czyli duża platforma do skoków z dołączonymi do niej rampami. Kilkunastu młodych skaterów doskonaliło swoje triki oraz przewroty. Większość z nich przystanęła na moment, żeby przybić piątkę z Levim, gdy ten szedł w kierunku minirampy. Tam ćwiczyli jego znajomi: Jeff, Logan i Mikey. – W samą porę – zawołał Jeff. – Pogaduszki z dziewczyną? Za mało czasu, co? 21

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 21

18.09.2017 13:22


Książęta z Ahoratos

– To nie jest moja dziewczyna – rzucił poirytowany Levi, po czym przykucnął, żeby poprawić sznurówki przy swoich nowiutkich vansach. Chciał, żeby koledzy je zauważyli. Przywiązywał dużą wagę do butów, ale te były wyjątkowe. Sięgały za kostkę i miały złoty pasek na boku. Nie powinien w nich chodzić. Mama kupiła mu je do szkoły i nie byłaby zadowolona, gdyby je teraz zarysował. Ale przecież musiał je rozchodzić. Poza tym były zbyt fajne, żeby ich nie zakładać. Skaterzy jeździli po rampie i ćwiczyli różne triki. Levi miał właśnie poćwiczyć skoki na funboksie, gdy usłyszał hałas dochodzący z sali gimnastycznej. Głośne śmiechy i krzyk. Inni zawodnicy również się zatrzymali i spojrzeli w tamtym kierunku. – Co tam się dzieje? – zapytał Mikey. – Sprawdźmy to – zasugerował Levi. Skaterzy zostawili swoje deski i ruszyli pospiesznie w stronę sali. Levi wszedł do środka jako pierwszy. Zobaczył Briannę oraz inne dziewczyny. Zbite w gromadkę, stały skulone pod ścianą i ściskały w dłoniach dekoracje. Wyglądały na przestraszone, ale niektóre z nich się śmiały. Spojrzał na Briannę, po jej minie poznał, że była wściekła. Na środku sali panoszyło się czterech wyrostków. Śmiali się niczym pustynne hieny, pokazując na białą postać, która wiła się na podłodze. Po kilku sekundach Levi zorientował się, że to był jakiś dzieciak, tyle że cały owinięty papierem toaletowym. – Patrzcie! Mumia! Uwagę Leviego zwróciły okulary w czerwonych oprawkach oraz czarna czupryna wystające spoza zwojów papieru. Manuel – pomyślał, ciężko przy tym wzdychając. Niezdarny, ale bystry chłopak, który często padał ofiarą głupich żartów. Levi usłyszał, że jego koledzy skaterzy śmieją się wraz z całą resztą. Brianna zmarszczyła brwi i spiorunowała ich 22

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 22

18.09.2017 13:22


A jak Ahoratos

wzrokiem. Najgroźniejszy z wyrostków, chłopak o imieniu Landon, pochylił się nad Manuelem. – On chyba płacze! Pewnie tęskni za mamusią – drwił z niego, przybierając cienki, szyderczy ton. Wybuchła kolejna salwa śmiechu, jeszcze bardziej rechotliwego. Żart był okrutny. Landon prawdopodobnie nie miał pojęcia, że mama Manuela zmarła niespełna rok temu. A może zdawał sobie z tego sprawę i dlatego to powiedział. Manuel wymachiwał rękoma i nogami, podejmując kolejne próby uwolnienia się ze zwojów papieru. – Chłopaki, popatrzcie na niego – rzucił Jeff, trącając Leviego łokciem. – On naprawdę zaraz się rozpłacze. – Przestańcie – wrzasnęła Brianna, maszerując w kierunku Landona i jego bandy z zaciśniętymi pięściami. Była nastawiona bojowo, ale to wywołało jeszcze większy rechot wśród łobuzerii. Levi podszedł do niej, próbując odciągnąć ją z linii ognia. Brianna jednak go odsunęła. – Pilnuj własnego nosa, księżniczko – warknął Landon i popchnął ją. Brianna omal nie upadła, ale Levi powstrzymał impuls podążenia jej z pomocą. Byłaby na niego zła, że traktuje ją jak jakąś delikatną laleczkę. Natychmiast się wyprostowała i pomacała ręką opaskę na głowie, żeby sprawdzić, czy się nie przesunęła. Czterech wyrostków wciąż naśmiewało się z Manuela. – Hej, dzieciaku, co jest nie tak? Nie możesz chodzić? – pytali z drwiną, podczas gdy Manuel przewracał się, usiłując stanąć na nogi. Brianna stanęła obok Leviego, jej brązowe oczy płonęły złością. – Musisz mu pomóc! – szepnęła ochrypłym głosem. Levi wziął głęboki oddech, bo cóż innego mógł zrobić? Szkoda mu było Manuela, ale nie chciał mieć rozwalonego nosa. Nie na oczach wszystkich swoich kumpli. 23

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 23

18.09.2017 13:22


Książęta z Ahoratos

W tym samym momencie otworzyły się drzwi od dyżurki i stanęła w nich studentka Mary Stanton. W jednej dłoni trzymała telefon, a w drugiej kubek kawy ze Starbucksa. – Co wy robicie? – zapytała wyraźnie zdenerwowana tym, że oderwano ją od pisania esemesów. Spojrzała na Manuela i wydała z siebie stłumiony okrzyk. – Co wy wyprawiacie?! – Nic takiego, panno Stanton – odparł Landon z udawaną niewinnością, próbując przy tym zachować powagę. Stojące za nim wyrostki rżały ze śmiechu. Było ich czterech, więc studentka nie jawiła się im jako przeciwnik godny uwagi. – Musisz zawołać swojego tatę! – szepnęła Brianna Leviemu do ucha. – Panna Stanton sama nie da rady. Brianna miała rację. Levi doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Tylko pan J. Ar mógł uspokoić tych chłopaków. Levi miał już się odwrócić w stronę drzwi, gdy coś przykuło jego uwagę. Nad głową Landona zobaczył coś błyszczącego, co po chwili zniknęło. Levi zamrugał oczami, zastanawiając się, co to mogło być. Chciał już to zignorować, ale znowu to zobaczył. To coś miało złoty kolor, mierzyło kilka centymetrów i obracało się w powietrzu, odbijając przy tym światło. Nagle uświadomił sobie, co to było: symbol, który prawie co noc pojawiał się w jego snach. Narysował go wcześniej w swoim szkicowniku. Blask tego przedmiotu był tak olśniewający, że wszystko dookoła Leviego – rozrabiające wyrostki, jego koledzy, dziewczyny i cała sala – zatonęło w półmroku. Zupełnie jakby symbol ten posiadał własny punktowy reflektor. Oczy Leviego zaszkliły się, tak jak w momentach, gdy zbyt długo oglądał telewizję. – Co z tobą? – zapytała Brianna, klepiąc go po ramieniu. – Nie widzisz tego? – wymamrotał Levi, wskazując na przedmiot nad głową Landona. – Czego? Brianna spojrzała w kierunku, w którym patrzył Levi i zaniemówiła. Levi wiedział już, że zobaczyła to samo co on. Ode24

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 24

18.09.2017 13:22


A jak Ahoratos

tchnął z ulgą. Cieszył się, że to, co widział, nie było wytworem jego wyobraźni. Obydwoje wpatrywali się w tajemniczy obiekt, nie zwracając uwagi na panujące dookoła nich zamieszanie. Tak, to był ten symbol. A jak Ahoratos. Przedmiot ten unosił się w powietrzu i cały lśnił, jakby był skąpany w jakimś nieziemskim blasku, którego sam był źródłem. Nikt inny jednak go nie widział. Tylko Levi i Brianna. Do sali wpadł tata Leviego. – Co się tutaj dzieje? – zawołał, a jego głos rozległ się echem po całej sali, wyrywając z transu Leviego i Briannę. Rozrabiające wyrostki cofnęły się, ustały również szydercze śmiechy. Pan J. Ar, wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna, wzbudzał respekt. Podszedł do Manuela i pomógł mu wstać. Mary Stanton także podbiegła do chłopca, skłonna do pomocy, teraz gdy niebezpieczeństwo zostało zażegnane. – Wszystko w porządku, chłopcze? – zapytał pan J. Ar. Manuel pokiwał głową, najwyraźniej był jeszcze zbyt przerażony, aby wydobyć z siebie głos. Pan J. Ar powierzył go opiece panny Stanton, która pomogła mu uwolnić się ze zwojów papieru na tyle, żeby mogli pójść do biura. Rozgniewany wzrok pana J. Ara spoczął na czterech wyrostkach. Levi poczuł ciarki na plecach. Doskonale wiedział, co oznaczało to spojrzenie w momentach, gdy coś nabroił. W oczach jego taty malowało się zwykle mnóstwo współczucia, ale w momentach takich jak ten, przeszywał delikwenta wzrokiem. – Nic mu nie zrobiliśmy – zaprotestował Landon i spojrzał wyzywająco na pana J. Ara, broniąc się przed jego karcącym wzrokiem. Wyglądało na to, że zupełnie się nie bał. Ten chłopak był odważniejszy – albo znacznie głupszy – niż Levi sądził. – Chłopcy, wracacie do domu. I to już. – Mężczyzna nie podniósł głosu. Nie musiał. 25

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 25

18.09.2017 13:22


Książęta z Ahoratos

Landon jeszcze przez chwilę utrzymał swoje harde i zimne spojrzenie, po czym roześmiał się i powolnym krokiem ruszył w stronę drzwi, a za nim jego koledzy. – Dobrej zabawy – wymamrotał jeszcze na odchodne. Tajemniczy symbol, unoszący się nad głową Landona, przesuwał się wraz z nim. Teraz był jeszcze większy i wyraźniejszy. – Musimy zdobyć to coś! – szepnęła Brianna, ciągnąc Leviego w kierunku wyjścia. – Nie, Bean. Ty chyba zwariowałaś – odparł Levi, ale i tak wyszedł z sali. Lśniący przedmiot fascynował go, poza tym obawiał się, że Brianna może znowu postawić się tym wyrostkom. Nadal potrzebowała opieki, nawet jeśli myślała inaczej. Kiedy znaleźli się przed drzwiami, zobaczyli, że Landon przystanął przy fontannie, żeby się napić. Symbol wciąż wisiał nad jego głową, cały czas się obracał i lśnił intensywnym blaskiem. – To nasza szansa! Teraz gdy nie patrzy! – przynagliła Brianna. Koledzy Landona odeszli trochę dalej, więc w tym momencie był zupełnie sam. – Ja to zrobię – zakomunikował Levi, odcinając Briannie drogę. – Ciebie powaliłby jednym ruchem. Pewnie i mnie powali – pomyślał. Ale ja przynajmniej lepiej to zniosę. Pewnym krokiem podszedł do wodotrysku z pitną wodą, nad którym był pochylony Landon. Stanął za nim, udając, że też chce się napić. I wtedy energicznym ruchem sięgnął po symbol wirujący nad jego głową. W tym samym momencie Landon wyprostował się, uderzając głową w rękę Leviego. Odwrócił się do niego, jego wielka twarz aż poczerwieniała. – Uważaj, idioto! – warknął. – Co robisz? – Nic – odparł Levi i przeczesał włosy palcami. – Nad twoją głową latał jakiś wielki robak… zamierzałem go odgonić. – Robak? – zapytał zaniepokojony Landon. 26

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 26

18.09.2017 13:22


A jak Ahoratos

– Tak, taki wielki i czarny. Zaraz, jak wy je nazywacie? – Chrząszcz czarnorogi – wyrzuciła Brianna, przybierając pozę mądrali. – Nazywają go też Lupinas Ala… Maribunta, czy jakoś tak. Ma żądło wielkości czubka od długopisu. Zwykle trafia nim pomiędzy oczy i wstrzykuje jad prosto do mózgu. – Żartujecie sobie, co? – Landon wytrzeszczył oczy, które po chwili znowu zmalały. – Nie – zapewniła Brianna poważnym tonem. – Aż nie chce się wierzyć, że nigdy wcześniej go nie widziałeś. Maribunta ma teraz sezon godowy. Nie czytałeś ulotek, w których mówią o tym, co zrobić w razie użądlenia przez maribuntę? Levi próbował ukryć uśmiech. Brianna uwielbiała wymyślać różne historyjki. A Landon najwyraźniej jej uwierzył. – Co ty w ogóle… – zaczął Landon, po czym machnął ręką. – Nie wierzę. – Znowu przyleciał! – krzyknął Levi. – Pochyl głowę! Levi i Brianna zrobili udawany unik, tymczasem Landon przykucnął prawie do ziemi, zasłaniając głowę dłońmi. Levi tylko na to czekał. Sięgnął ręką po symbol. To coś naprawdę istniało i było twarde jak kamień. Zdziwiło to Leviego, ponieważ przedmiot był przeźroczysty. Można było przezeń patrzeć. Nie miał jednak czasu o tym myśleć, ponieważ ogarnęło go dziwne uczucie przyciągania, któremu trudno było się oprzeć. Miał wrażenie, że jest unoszony ku niebu. Bean poczuła to samo, bo chwyciła go za łokieć. Wydała z siebie stłumiony okrzyk. Wszystko dookoła nich wirowało, jakby było wciągane przez tajemniczy wir, niczym woda spływająca do otworu odpływowego. W przypływie impulsu Levi chciał zatrzymać to zjawisko, uwolnić się od niego, ale nie był w stanie. A może wcale tego nie pragnął. Całe to przeżycie było przerażające, ale musiał dowiedzieć się, co wydarzy się potem. Świat dookoła wirował tak szybko, że nie mógł złapać oddechu. Przy27

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 27

18.09.2017 13:22


Książęta z Ahoratos

lgnął mocno do dziwnego symbolu w kształcie A, podczas gdy Brianna trzymała go mocno za ramię. – Leviiiiiiii! – Słyszał, jak go wołała, ale jej głos dobiegał z oddali, jakby niesiony przez wiatr. Wszystko wokół – sala gimnastyczna, trawa, drzewa, Landon – zlało się w jedną wielką plątaninę barw, po czym zniknęło mu sprzed oczu.

Landon zerknął przez ramię, szukając potwornych robaków ze śmiertelnymi żądłami. Ale ich nie zobaczył, podobnie jak dwojga dzieciaków. Gdzie oni poszli – pomyślał. Przecież przykucnął tylko na kilka sekund. Dziwne. Tak czy inaczej, nie było ich. Tchórzliwe bachory. Zmyślili całą tę historyjkę o robakach. No tak, na pewno. Niby że miał się tego wystraszyć. Wyprostował plecy, rozejrzał się dookoła, sprawdzając, czy nikt nie widział całego zajścia. Wypiął pierś do przodu i ruszył przed siebie pewnym krokiem. Policzy się z tymi szczeniakami, jak tylko ich zobaczy.

Levi i Brianna stali obok siebie i pełni zdumienia rozglądali się dookoła. Dziwny symbol A zniknął im sprzed oczu. Właściwie to nic nie widzieli. – Gdzie jesteśmy? – zapytała Brianna. – Nie mam pojęcia – odparł Levi i znowu zaczął się rozglądać, próbując zorientować się w sytuacji. Jak daleko sięgał wzrokiem, nie widział niczego poza białym piaskiem i czerwonym niebem.

28

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 28

18.09.2017 13:22


Spis treści Część pierwsza: Kraina Ahoratos . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Rozdział I: Staw . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 Rozdział II: A jak Ahoratos . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 16 Rozdział III: Smoki, ciemny las i woda . . . . . . . . . . . . . . . 29 Rozdział IV: W Jaskini. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 43 Rozdział V: Woda na pustyni. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 55 Rozdział VI: Skok do kałuży . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 62 Rozdział VII: Księga. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 71 Część druga: Droga zbroi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 79 Rozdział I: Brama do zguby. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 81 Rozdział II: W pułapce . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 88 Rozdział III: Droga bez powrotu. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 95 Rozdział IV: Pomocna dłoń. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 104 Rozdział V: Pocałunki motyli. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 114 Rozdział VI: Szalona przejażdżka. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 123 Rozdział VII: Zamek w chmurach. . . . . . . . . . . . . . . . . . . 132 Rozdział VIII: W kopule. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 142 Rozdział IX: Książę ciemności . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 149 Rozdział X: Powrót do początku. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 155 Rozdział XI: Przebudzenie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 161 Rozdział XII: A jak Aplikacja . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 166 Część trzecia: Raz uwolniony, zawsze wolny. . . . . . . . . . Rozdział I: Wodne tornado. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Rozdział II: Most nad przepaścią . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Rozdział III: Chaos . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Rozdział IV: Klucz do wolności. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Rozdział V: Naprawdę wolny. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Rozdział VI: Magiczne buty. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 251

181 183 199 211 216 228 233

18.09.2017 13:22


Zakończenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 241 Podziękowania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 249 O Autorkach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 251

802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 252

18.09.2017 13:22


802A_Mlodzi_wojownicy_inside_druk.indd 253

18.09.2017 13:22


tem bracia usłyszeli potężny trzask. Drzewo przed nimi pękło wzdłuż na pół. Jego poszarpane brzegi iskrzyły się czerwono niczym żarzące się węgielki w ryczącym ogniu. – Piorun! – krzyknął Xavier. Zeskoczyli ze ścieżki w chwili, gdy spalone drzewo runęło na ziemię, zostawiając za sobą deszcz płonących iskier. Evan poczuł, jak w jednym momencie traci całą swoją odwagę. Jeśli to był sen, to stał się zbyt koszmarny: śmiertelne błyskawice, walące się drzewa, dudnienie, od którego drżał cały las, złowieszczo ciemne niebo. Teraz Evan marzył tylko o tym, żeby się obudzić. Skądś jednak wiedział, że to nie był sen... – Witajcie w Ahoratos – odezwał się dziwny stworek w purpurowym płaszczu. – Świat, w którym żyjecie na co dzień, jest tylko cieniem Prawdziwego Świata. To świat, w którym toczy się zaciekła walka, a wasz prawdziwy wróg ciągle was okłamuje. – Ale jak mamy walczyć z tym wrogiem? – zapytał Xavier, spoglądając na młodszego brata. – Przecież jesteśmy tylko dziećmi. – Tutaj w Ahoratos jesteście prawdziwymi wojownikami. Książętami Wojownikami – zapewnił Ruah z uśmiechem. _________________

Książęta z Ahoratos to pierwsza część trylogii Priscilli Shirer „Młodzi Wojownicy”. Autorka przenosi młodych, odważnych czytelników do niewidzialnego świata, w którym czekają na nich przygody, gdzie toczy się prawdziwa walka dobra ze złem. Akcja – pełna napięcia, zabawnych sytuacji i intrygujących historii – wciąga młodych czytelników na całym świecie tak bardzo, że nie potrafią się oderwać od książki i z niecierpliwością oczekują kolejnych przygód Książąt Wojowników.

www.edycja.pl

802A_Mlodzi_wojownicy_cover_SREBRO.indd 1

Priscilla Shirer

W

Książęta z Ahoratos  

Świat, w którym żyjecie na co dzień, jest tylko cieniem Prawdziwego Świata. To świat, w którym toczy się zaciekła walka, a wasz prawdziwy wr...