__MAIN_TEXT__

Page 1

Jolanta Sąsiadek

NADZWYCZAJNIE ZWYCZAJNA Życie św. Faustyny Kowalskiej, Apostołki Bożego Miłosierdzia

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 2-3

21.08.2013 09:10


Jolanta Sąsiadek

NADZWYCZAJNIE ZWYCZAJNA Życie św. Faustyny Kowalskiej, Apostołki Bożego Miłosierdzia

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 2-3

21.08.2013 09:10


Jolanta Sąsiadek

NADZWYCZAJNIE ZWYCZAJNA Życie św. Faustyny Kowalskiej, Apostołki Bożego Miłosierdzia

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 2-3

21.08.2013 09:10


Konsultacja merytoryczna: s. Elżbieta Siepak ZMBM

Wstęp

Korekta: Ewa Stuła Skład i łamanie: Tomasz Mstowski Projekt okładki: Anna Kawecka Zdjęcia: s. 2-15 wkładki: Jolanta Sąsiadek; s. 16 wkładki: Stanisław Markowski Druk i oprawa: Nihil obstat dla wydania pierwszego: ks. prof. zw. dr hab. Henryk Wejman, cenzor Szczecin, 25 stycznia 2005 roku Imprimatur dla wydania pierwszego: bp Jan Wątroba, Wikariusz Generalny Kuria Metropolitalna w Częstochowie 23 lutego 2005 roku (L.dz. 100/2005) ISBN 978-83-7797-259-5 Wydanie drugie uzupełnione: 2013 © Edycja Świętego Pawła, 2013 ul. Św. Pawła 13/15 • 42-221 Częstochowa tel. 34.362.06.89 • fax 34.362.09.89 www.edycja.pl • e-mail: edycja@edycja.pl Dystrybucja: Centrum Logistyczne Edycji Świętego Pawła ul. Hutnicza 46 • 42-263 Wrzosowa k. Częstochowy tel. 34.366.15.50 • fax 34.370.83.74 e-mail: dystrybucja@edycja.pl Księgarnia internetowa: www.edycja.pl 100 lat apostolstwa paulistów na świecie (1914-2014)

Czy święci mogą fascynować młodych XXI wieku? Tak! Świadczy o tym samo życie i choćby ta książka. Do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach przyjeżdżają tysiące młodych ludzi z całego świata, aby uklęknąć przy relikwiach św. Siostry Faustyny, zobaczyć miejsce, w którym żyła i rozmawiała z Jezusem, a także pracowała i pisała swoje wielkie dzieło: Dzienniczek, zawierające orędzie miłosierdzia skierowane przez Jezusa do całego świata. Czym św. Siostra Faustyna imponuje młodym, czym budzi ich podziw? Dlaczego pociąga, staje się bliska jak siostra, matka czy przyjaciółka? Przecież po ludzku patrząc na jej życie, nic wielkiego nie uczyniła, aby stać się idolem: nie zajmowała wysokich urzędów, za życia nie zdobyła sławy, nie miała pieniędzy, nie zwiedzała egzotycznych krajów, nie dokonała żadnych spektakularnych dzieł. A jednak jej życie było niezwykle barwne i fascynujące, bo przeżywane w najgłębszej zażyłości z Bogiem, takiej jak dziecka z ojcem, oblubienicy z oblubieńcem, przyjaciela z przyjacielem. Bóg dla św. Siostry Faustyny był przede wszystkim Ojcem bogatym w miłosierdzie, który z miłości powołał do istnienia cały kosmos i człowieka, i dla niego posłał swego Syna, aby w ludzkiej naturze dokonał dzieła zbawienia i pozostał z nim aż do skończenia

5

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 4-5

21.08.2013 09:10


Konsultacja merytoryczna: s. Elżbieta Siepak ZMBM

Wstęp

Korekta: Ewa Stuła Skład i łamanie: Tomasz Mstowski Projekt okładki: Anna Kawecka Zdjęcia: s. 2-15 wkładki: Jolanta Sąsiadek; s. 16 wkładki: Stanisław Markowski Druk i oprawa: Nihil obstat dla wydania pierwszego: ks. prof. zw. dr hab. Henryk Wejman, cenzor Szczecin, 25 stycznia 2005 roku Imprimatur dla wydania pierwszego: bp Jan Wątroba, Wikariusz Generalny Kuria Metropolitalna w Częstochowie 23 lutego 2005 roku (L.dz. 100/2005) ISBN 978-83-7797-259-5 Wydanie drugie uzupełnione: 2013 © Edycja Świętego Pawła, 2013 ul. Św. Pawła 13/15 • 42-221 Częstochowa tel. 34.362.06.89 • fax 34.362.09.89 www.edycja.pl • e-mail: edycja@edycja.pl Dystrybucja: Centrum Logistyczne Edycji Świętego Pawła ul. Hutnicza 46 • 42-263 Wrzosowa k. Częstochowy tel. 34.366.15.50 • fax 34.370.83.74 e-mail: dystrybucja@edycja.pl Księgarnia internetowa: www.edycja.pl 100 lat apostolstwa paulistów na świecie (1914-2014)

Czy święci mogą fascynować młodych XXI wieku? Tak! Świadczy o tym samo życie i choćby ta książka. Do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach przyjeżdżają tysiące młodych ludzi z całego świata, aby uklęknąć przy relikwiach św. Siostry Faustyny, zobaczyć miejsce, w którym żyła i rozmawiała z Jezusem, a także pracowała i pisała swoje wielkie dzieło: Dzienniczek, zawierające orędzie miłosierdzia skierowane przez Jezusa do całego świata. Czym św. Siostra Faustyna imponuje młodym, czym budzi ich podziw? Dlaczego pociąga, staje się bliska jak siostra, matka czy przyjaciółka? Przecież po ludzku patrząc na jej życie, nic wielkiego nie uczyniła, aby stać się idolem: nie zajmowała wysokich urzędów, za życia nie zdobyła sławy, nie miała pieniędzy, nie zwiedzała egzotycznych krajów, nie dokonała żadnych spektakularnych dzieł. A jednak jej życie było niezwykle barwne i fascynujące, bo przeżywane w najgłębszej zażyłości z Bogiem, takiej jak dziecka z ojcem, oblubienicy z oblubieńcem, przyjaciela z przyjacielem. Bóg dla św. Siostry Faustyny był przede wszystkim Ojcem bogatym w miłosierdzie, który z miłości powołał do istnienia cały kosmos i człowieka, i dla niego posłał swego Syna, aby w ludzkiej naturze dokonał dzieła zbawienia i pozostał z nim aż do skończenia

5

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 4-5

21.08.2013 09:10


świata. Siostra Faustyna odkrywa przed nami Boga, który jest blisko człowieka – bliżej niż drugi człowiek, choćby najbardziej kochający, bliższy niż człowiek sam dla siebie. Właśnie ona w XX wieku odkryła tę rzeczywistość, o której pisze św. Jan w swojej Ewangelii, że dusza w stanie łaski uświęcającej (pełniąca wolę Bożą) jest mieszkaniem Trójcy Świętej. Rzeczywiście, Bóg jest blisko, jest bliżej, niż to sobie wyobrażamy. Dyskretnie towarzyszy człowiekowi zawsze i wszędzie, jest obecny w jego troskach, cierpieniach i radościach, gotowy pomóc, podnieść, umocnić, przebaczyć, gdy spotka się z aktem skruszonego serca. Święta Siostra Faustyna uczy kontemplacji Boga w codzienności, odkrywania Jego obecności nie tylko w słowie i sakramentach, ale także we własnej duszy, w wydarzeniach życia i w drugim człowieku. Jej życie było niezwykle bogate i piękne, bo przeżywane z Jezusem, „we dwoje”, we wszystkich okolicznościach każdego dnia. Dlatego było tak szczęśliwe, choć przecież nie pozbawione cierpienia – i to wielkiego cierpienia, które niosła z sobą nieuleczalna wówczas gruźlica, a także trudności w wypełnianiu prorockiej misji, zlecanej jej przez Jezusa, oraz cierpienia przyjmowane dla ratowania grzeszników, szczególnie tych, którym zagrażała utrata zbawienia. Święta Siostra Faustyna nie tylko odkrywa przed nami tajemnicę miłości miłosiernej Boga do każdego człowieka, ale także uczy, jak na nią odpowiadać. Pokazuje najkrótszą drogę do zjednoczenia z Bogiem na ziemi, która wiedzie przez postawę zawierzenia

6

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 6-7

i czynną miłość bliźniego. Od niej nauczyliśmy się mówić: „Jezu, ufam Tobie”. Ona też ukazuje, co to znaczy ufać. Nie chodzi tutaj o jakieś pobożne uczucie czy intelektualną akceptację prawd wiary, ale o taką życiową postawę człowieka wobec Boga, jaką ma dziecko wobec kochającego ojca. Człowiek poznający Boga jako kochającego Ojca wie, że pragnie On tylko szczęścia dla swojego dziecka, dlatego Jego wola – zawarta w przykazaniach, obowiązkach stanu czy też rozpoznawanych natchnieniach Ducha Świętego – jest wyrazem Jego miłości i zmierza do dobra dziecka, zarówno doczesnego, jak i wiecznego. Dlatego św. Siostra Faustyna, poznając tajemnicę Miłosierdzia Bożego i kontemplując ją w codzienności, często mawiała, że wola Boża jest dla nas samym miłosierdziem – i pełniła ją zawsze, także wtedy gdy była przykra i bolesna dla ludzkiej natury, ale za to oczyszczająca, wyzwalająca z tego, co w człowieku słabe, małe i grzeszne. Święta Siostra Faustyna uczy także postawy miłosierdzia wobec bliźnich. W swoim Dzienniczku napisała: „Każdy ze świętych Twoich odbija jedną z cnót Twoich na sobie, ja pragnę odbić Twoje litościwe i pełne miłosierdzia Serce, chcę je wysławić. Miłosierdzie Twoje, o Jezu, niech będzie wyciśnięte na sercu i duszy mojej jako pieczęć, a to będzie odznaką moją w tym i przyszłym życiu” (Dz. 1242). Została nazwana Apostołką Bożego Miłosierdzia, bo przybliża współczesnemu człowiekowi tę tajemnicę wiary nie tylko słowem, ale także życiem i modlitwą. Na polecenie Pana Jezusa przekazała Kościołowi nowe formy kultu Bożego Miłosierdzia:

7

21.08.2013 09:10


świata. Siostra Faustyna odkrywa przed nami Boga, który jest blisko człowieka – bliżej niż drugi człowiek, choćby najbardziej kochający, bliższy niż człowiek sam dla siebie. Właśnie ona w XX wieku odkryła tę rzeczywistość, o której pisze św. Jan w swojej Ewangelii, że dusza w stanie łaski uświęcającej (pełniąca wolę Bożą) jest mieszkaniem Trójcy Świętej. Rzeczywiście, Bóg jest blisko, jest bliżej, niż to sobie wyobrażamy. Dyskretnie towarzyszy człowiekowi zawsze i wszędzie, jest obecny w jego troskach, cierpieniach i radościach, gotowy pomóc, podnieść, umocnić, przebaczyć, gdy spotka się z aktem skruszonego serca. Święta Siostra Faustyna uczy kontemplacji Boga w codzienności, odkrywania Jego obecności nie tylko w słowie i sakramentach, ale także we własnej duszy, w wydarzeniach życia i w drugim człowieku. Jej życie było niezwykle bogate i piękne, bo przeżywane z Jezusem, „we dwoje”, we wszystkich okolicznościach każdego dnia. Dlatego było tak szczęśliwe, choć przecież nie pozbawione cierpienia – i to wielkiego cierpienia, które niosła z sobą nieuleczalna wówczas gruźlica, a także trudności w wypełnianiu prorockiej misji, zlecanej jej przez Jezusa, oraz cierpienia przyjmowane dla ratowania grzeszników, szczególnie tych, którym zagrażała utrata zbawienia. Święta Siostra Faustyna nie tylko odkrywa przed nami tajemnicę miłości miłosiernej Boga do każdego człowieka, ale także uczy, jak na nią odpowiadać. Pokazuje najkrótszą drogę do zjednoczenia z Bogiem na ziemi, która wiedzie przez postawę zawierzenia

6

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 6-7

i czynną miłość bliźniego. Od niej nauczyliśmy się mówić: „Jezu, ufam Tobie”. Ona też ukazuje, co to znaczy ufać. Nie chodzi tutaj o jakieś pobożne uczucie czy intelektualną akceptację prawd wiary, ale o taką życiową postawę człowieka wobec Boga, jaką ma dziecko wobec kochającego ojca. Człowiek poznający Boga jako kochającego Ojca wie, że pragnie On tylko szczęścia dla swojego dziecka, dlatego Jego wola – zawarta w przykazaniach, obowiązkach stanu czy też rozpoznawanych natchnieniach Ducha Świętego – jest wyrazem Jego miłości i zmierza do dobra dziecka, zarówno doczesnego, jak i wiecznego. Dlatego św. Siostra Faustyna, poznając tajemnicę Miłosierdzia Bożego i kontemplując ją w codzienności, często mawiała, że wola Boża jest dla nas samym miłosierdziem – i pełniła ją zawsze, także wtedy gdy była przykra i bolesna dla ludzkiej natury, ale za to oczyszczająca, wyzwalająca z tego, co w człowieku słabe, małe i grzeszne. Święta Siostra Faustyna uczy także postawy miłosierdzia wobec bliźnich. W swoim Dzienniczku napisała: „Każdy ze świętych Twoich odbija jedną z cnót Twoich na sobie, ja pragnę odbić Twoje litościwe i pełne miłosierdzia Serce, chcę je wysławić. Miłosierdzie Twoje, o Jezu, niech będzie wyciśnięte na sercu i duszy mojej jako pieczęć, a to będzie odznaką moją w tym i przyszłym życiu” (Dz. 1242). Została nazwana Apostołką Bożego Miłosierdzia, bo przybliża współczesnemu człowiekowi tę tajemnicę wiary nie tylko słowem, ale także życiem i modlitwą. Na polecenie Pana Jezusa przekazała Kościołowi nowe formy kultu Bożego Miłosierdzia:

7

21.08.2013 09:10


obraz z podpisem „Jezu, ufam Tobie”, święto Bożego Miłosierdzia (od roku 2000 wpisane już na stałe do kalendarza liturgicznego Kościoła powszechnego), Koronkę do Bożego Miłosierdzia (podyktowaną jej przez Pana Jezusa w języku polskim, a dziś odmawianą nawet w narzeczach afrykańskich) i Godzinę Miłosierdzia – modlitwę w chwili Jego konania na krzyżu. Święta Siostra Faustyna ma już miliony czcicieli, a mówiąc językiem młodzieżowym: wielbicieli na całym świecie. Są wśród nich młodzi, którzy z entuzjazmem poznają tajemnicę Miłosierdzia Bożego i głoszą ją światu poprzez świadectwo życia w duchu ufności i miłosierdzia, słowem i modlitwą, prosząc o Miłosierdzie Boże dla całego świata. Są to ludzie szczęśliwi, bo poznają i doświadczają miłości miłosiernej Boga, a tylko człowiek kochany i kochający jest szczęśliwy, bo widzi sens i wartość swojego życia, które zawiera się w miłości. Pierwsze wydanie książki Nadzwyczajnie zwyczajna ukazało się w setną. rocznicę urodzin św. Siostry Faustyny. Książka została napisana przede wszystkim dla młodzieży, ale korzystać z niej mogą wszyscy. Czyta się ją jednym tchem, gdyż nie tylko opisuje życie i misję św. Siostry Faustyny, ale także odbieranie jej osoby i posłannictwa przez ludzi młodych, żyjących w XXI wieku. Obok św. Siostry Faustyny bohaterkami książki są również dwie młode dziewczyny: Ewelina i Kasia. Zetknęły się ze świętą jakby przez przypadek i zostały przez nią oczarowane. Książka Jolanty Sąsiadek jest też niezwykle rzetelnym dokumentem życia św. Siostry Faustyny, bo opartym na źródłach: nie tylko na Dzienniczku

Apostołki Bożego Miłosierdzia, ale także na wspomnieniach osób, które ją znały, oraz na materiałach archiwalnych i na wizji lokalnej w miejscach jej narodzin dla ziemi i nieba. Życzę wszystkim czytelnikom, aby za przykładem św. Siostry Faustyny, a także Eweliny i Kasi, dali się porwać miłości miłosiernej Boga. s. M. Elżbieta Siepak ZMBM sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach

8

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 8-9

21.08.2013 09:10


obraz z podpisem „Jezu, ufam Tobie”, święto Bożego Miłosierdzia (od roku 2000 wpisane już na stałe do kalendarza liturgicznego Kościoła powszechnego), Koronkę do Bożego Miłosierdzia (podyktowaną jej przez Pana Jezusa w języku polskim, a dziś odmawianą nawet w narzeczach afrykańskich) i Godzinę Miłosierdzia – modlitwę w chwili Jego konania na krzyżu. Święta Siostra Faustyna ma już miliony czcicieli, a mówiąc językiem młodzieżowym: wielbicieli na całym świecie. Są wśród nich młodzi, którzy z entuzjazmem poznają tajemnicę Miłosierdzia Bożego i głoszą ją światu poprzez świadectwo życia w duchu ufności i miłosierdzia, słowem i modlitwą, prosząc o Miłosierdzie Boże dla całego świata. Są to ludzie szczęśliwi, bo poznają i doświadczają miłości miłosiernej Boga, a tylko człowiek kochany i kochający jest szczęśliwy, bo widzi sens i wartość swojego życia, które zawiera się w miłości. Pierwsze wydanie książki Nadzwyczajnie zwyczajna ukazało się w setną. rocznicę urodzin św. Siostry Faustyny. Książka została napisana przede wszystkim dla młodzieży, ale korzystać z niej mogą wszyscy. Czyta się ją jednym tchem, gdyż nie tylko opisuje życie i misję św. Siostry Faustyny, ale także odbieranie jej osoby i posłannictwa przez ludzi młodych, żyjących w XXI wieku. Obok św. Siostry Faustyny bohaterkami książki są również dwie młode dziewczyny: Ewelina i Kasia. Zetknęły się ze świętą jakby przez przypadek i zostały przez nią oczarowane. Książka Jolanty Sąsiadek jest też niezwykle rzetelnym dokumentem życia św. Siostry Faustyny, bo opartym na źródłach: nie tylko na Dzienniczku

Apostołki Bożego Miłosierdzia, ale także na wspomnieniach osób, które ją znały, oraz na materiałach archiwalnych i na wizji lokalnej w miejscach jej narodzin dla ziemi i nieba. Życzę wszystkim czytelnikom, aby za przykładem św. Siostry Faustyny, a także Eweliny i Kasi, dali się porwać miłości miłosiernej Boga. s. M. Elżbieta Siepak ZMBM sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach

8

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 8-9

21.08.2013 09:10


I Prolog Sen o Faustynie „Jutro pośpię dłużej” – obiecuje sobie Ewelina, układając się wygodnie w pościeli. Szczelnie owija kołdrą całe ciało, by nigdzie nie dochodziło chłodne powietrze, wdzierające się do pokoju przez uchylone okno. „Wreszcie niedziela, jedyny dzień, kiedy mogę dłużej zostać w łóżku; nie goni szkoła ani inne obowiązki” – cieszy się w duchu, szukając najlepszej pozycji i miejsca na poduszce. Odreagowując zmęczenie po pracowitym dniu, przytula do policzka ukochaną maskotkę, bladoróżowego zajączka Maksia. Zamyka oczy i zapada w sen. Mocny, życiodajny sen, który zwykle wyłącza wszystkie zmysły, otula ciemnością i ciszą, pozwala dobrze wypocząć, zregenerować siły. Tym razem jednak nocny błogostan nie zagłusza wyobraźni, lecz ją uruchamia. Jak żywe pojawiają się senne wizje… ***

11

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 10-11

21.08.2013 09:10


I Prolog Sen o Faustynie „Jutro pośpię dłużej” – obiecuje sobie Ewelina, układając się wygodnie w pościeli. Szczelnie owija kołdrą całe ciało, by nigdzie nie dochodziło chłodne powietrze, wdzierające się do pokoju przez uchylone okno. „Wreszcie niedziela, jedyny dzień, kiedy mogę dłużej zostać w łóżku; nie goni szkoła ani inne obowiązki” – cieszy się w duchu, szukając najlepszej pozycji i miejsca na poduszce. Odreagowując zmęczenie po pracowitym dniu, przytula do policzka ukochaną maskotkę, bladoróżowego zajączka Maksia. Zamyka oczy i zapada w sen. Mocny, życiodajny sen, który zwykle wyłącza wszystkie zmysły, otula ciemnością i ciszą, pozwala dobrze wypocząć, zregenerować siły. Tym razem jednak nocny błogostan nie zagłusza wyobraźni, lecz ją uruchamia. Jak żywe pojawiają się senne wizje… ***

11

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 10-11

21.08.2013 09:10


Ciemny granat obsypanego gwiazdami nieba wiruje coraz szybciej i szybciej. Zamienia się w błękit usiany puszystymi cumulusami. Białe obłoki przesuwają się, przysłaniając wielką, jaskrawą kulę słońca. Droczą się ze światłem, zapraszając je do swojej swawolnej zabawy w berka. Ewelina, oglądając podniebne igraszki, z zadartą głową idzie asfaltową drogą, prowadzącą pod górę, wśród pól i łąk. Gdy po lewej stronie jezdni pojawiają się zabudowania, skręca w prawo, w stronę lasu. Słychać coraz wyraźniej śpiew ptaków. Wyasfaltowany trakt przechodzi w kamienistą ścieżkę wijącą się wśród drzew. Idą nią pojedyncze osoby, całe rodziny. Małe i coraz większe grupy zaczynają tworzyć tłum. Im wyżej, tym więcej pielgrzymów. Na szczycie góry stoi biały klasztor. Jego charakterystyczna sylwetka z dwoma wieżami, skąpana w wiosennym słońcu, przyciąga wzrok. Na co dzień – otoczony wysokim, kamiennym murem – zamknięty jest dla ludzi z zewnątrz. Dziś otworzył bramy. Mnisi świętują odpust i wpuszczają gości do swojego domu. Radość ogarnia Ewelkę, że tak wspaniale trafiła. Uśmiecha się do mijających ją osób, macha ręką do dzieci niosących kolorowe baloniki. „Jaki piękny jest świat” – wzdycha, zbliżając się do kościoła. Ludzie cieszą się, rozmawiają, co rusz wybuchają śmiechem. I nagle wśród tego falującego, rozradowanego tłumu Ewelina dostrzega postać, która przykuwa jej uwagę. Niewysoka, smukła zakonnica idzie samotnie, skupiona. Nie rozgląda się wokół jak wszyscy, nie zadziera głowy, by spoglądać na ptaki i konary drzew. Idzie krętą drogą przed siebie, jakby bała się, że zanim dotrze na szczyt, mnisi zamkną bra-

12

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 12-13

mę. Spieszy się, jakby chciała możliwie najszybciej wejść na klasztorny dziedziniec, poczuć jego klimat i wtopić się w miejsca, gdzie ojcowie i bracia od wieków kontemplują Jezusa Zbawiciela, Jego nieskończoną miłość. – Faustyno! – Ewelce wyrywa się okrzyk, którym chce zatrzymać oddalającą się siostrę. – Faustyno, zaczekaj! Chcę pójść z tobą, porozmawiać, wypytać cię o wszystko, czego o tobie nie wiem. Poczekaj! Proszę! Dziewczyna biegnie co tchu w piersiach, chce dogonić zakonnicę. Przecież to niepowtarzalna okazja spotkać świętą, podać jej rękę, pogratulować uporu, wytrwałości i wiary. Podziękować za Jezusa Miłosiernego, Jego łaskami słynący obraz, który od ponad sześćdziesięciu lat przyciąga ludzi z całego świata. Drukowaną miniaturkę tego wizerunku, przywiezioną z Łagiewnik, Ewelina zawsze ma przy sobie. Ten obrazek jest jej szczególnie bliski w chwilach największych cierpień, trudów i niepowodzeń. Niestety, zakonnica znika w tłumie. Jeszcze przez moment w prześwicie klasztornej bramy dziewczyna widzi czarną postać w charakterystycznym welonie. Próbuje odnaleźć ją między starymi budynkami. Bezskutecznie zagląda we wszystkie zakamarki między klasztornymi obiektami, obchodzi zabytkową studnię. – Czy brat wie, dokąd poszła Siostra Faustyna? – pyta napotkanego młodzieńca w habicie. – Czy pani widziała zakonnicę, która tędy weszła? – zwraca się z nadzieją w głosie do młodej kobiety z dzieckiem na ręku. – A może wy coś wiecie? – zaczepia parę rówieśników.

13

21.08.2013 09:10


Ciemny granat obsypanego gwiazdami nieba wiruje coraz szybciej i szybciej. Zamienia się w błękit usiany puszystymi cumulusami. Białe obłoki przesuwają się, przysłaniając wielką, jaskrawą kulę słońca. Droczą się ze światłem, zapraszając je do swojej swawolnej zabawy w berka. Ewelina, oglądając podniebne igraszki, z zadartą głową idzie asfaltową drogą, prowadzącą pod górę, wśród pól i łąk. Gdy po lewej stronie jezdni pojawiają się zabudowania, skręca w prawo, w stronę lasu. Słychać coraz wyraźniej śpiew ptaków. Wyasfaltowany trakt przechodzi w kamienistą ścieżkę wijącą się wśród drzew. Idą nią pojedyncze osoby, całe rodziny. Małe i coraz większe grupy zaczynają tworzyć tłum. Im wyżej, tym więcej pielgrzymów. Na szczycie góry stoi biały klasztor. Jego charakterystyczna sylwetka z dwoma wieżami, skąpana w wiosennym słońcu, przyciąga wzrok. Na co dzień – otoczony wysokim, kamiennym murem – zamknięty jest dla ludzi z zewnątrz. Dziś otworzył bramy. Mnisi świętują odpust i wpuszczają gości do swojego domu. Radość ogarnia Ewelkę, że tak wspaniale trafiła. Uśmiecha się do mijających ją osób, macha ręką do dzieci niosących kolorowe baloniki. „Jaki piękny jest świat” – wzdycha, zbliżając się do kościoła. Ludzie cieszą się, rozmawiają, co rusz wybuchają śmiechem. I nagle wśród tego falującego, rozradowanego tłumu Ewelina dostrzega postać, która przykuwa jej uwagę. Niewysoka, smukła zakonnica idzie samotnie, skupiona. Nie rozgląda się wokół jak wszyscy, nie zadziera głowy, by spoglądać na ptaki i konary drzew. Idzie krętą drogą przed siebie, jakby bała się, że zanim dotrze na szczyt, mnisi zamkną bra-

12

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 12-13

mę. Spieszy się, jakby chciała możliwie najszybciej wejść na klasztorny dziedziniec, poczuć jego klimat i wtopić się w miejsca, gdzie ojcowie i bracia od wieków kontemplują Jezusa Zbawiciela, Jego nieskończoną miłość. – Faustyno! – Ewelce wyrywa się okrzyk, którym chce zatrzymać oddalającą się siostrę. – Faustyno, zaczekaj! Chcę pójść z tobą, porozmawiać, wypytać cię o wszystko, czego o tobie nie wiem. Poczekaj! Proszę! Dziewczyna biegnie co tchu w piersiach, chce dogonić zakonnicę. Przecież to niepowtarzalna okazja spotkać świętą, podać jej rękę, pogratulować uporu, wytrwałości i wiary. Podziękować za Jezusa Miłosiernego, Jego łaskami słynący obraz, który od ponad sześćdziesięciu lat przyciąga ludzi z całego świata. Drukowaną miniaturkę tego wizerunku, przywiezioną z Łagiewnik, Ewelina zawsze ma przy sobie. Ten obrazek jest jej szczególnie bliski w chwilach największych cierpień, trudów i niepowodzeń. Niestety, zakonnica znika w tłumie. Jeszcze przez moment w prześwicie klasztornej bramy dziewczyna widzi czarną postać w charakterystycznym welonie. Próbuje odnaleźć ją między starymi budynkami. Bezskutecznie zagląda we wszystkie zakamarki między klasztornymi obiektami, obchodzi zabytkową studnię. – Czy brat wie, dokąd poszła Siostra Faustyna? – pyta napotkanego młodzieńca w habicie. – Czy pani widziała zakonnicę, która tędy weszła? – zwraca się z nadzieją w głosie do młodej kobiety z dzieckiem na ręku. – A może wy coś wiecie? – zaczepia parę rówieśników.

13

21.08.2013 09:10


Zarzucani pytaniami ludzie patrzą na Ewelinę szeroko otwartymi oczami, jakby nie rozumieli, o co ich pyta. Zawiedziona i zrezygnowana staje przed wejściem do kościoła. – Faustyno, gdzie jesteś? – Dziewczyna patrząc w głąb świątyni, coraz słabszym głosem mówi do siebie, nie licząc już właściwie na odpowiedź. – Ja wiem, że chciałaś trafić do zakonu kontemplacyjnego, tak bardzo potrzebowałaś więcej modlitwy, czasu na medytacje, rozmowy z Panem Bogiem i wsłuchiwanie się w Jego przesłanie. Ale tutaj przecież nie możesz zostać. Tutaj są tylko mężczyźni. Więc nie uciekaj przede mną. Wróć! Opowiedz mi o sobie i Jezusie. Przecież masz już wszystko, czego chciałaś… *** Ewelka czuje gorące łzy na twarzy. Nie bardzo wie, co się stało. Otwiera oczy. Za oknem jest jeszcze całkiem ciemno. Przypomina sobie, że chciała dłużej pospać. „Przecież jest niedziela – myśli nerwowo kłębią się w głowie – mogę wylegiwać się do woli. Żeby tylko zdążyć na Mszę św. o 12.00 i jeszcze przed południem z Panem Bogiem zacząć najpiękniejszy dzień tygodnia. Więc czemu, mając taką perspektywę, nie śpię smacznie? Dlaczego płakałam? Co mnie zbudziło?”. Powoli, opornie powracają senne obrazy. Niebo zasnute pierzastymi chmurami, wiosenna zieleń lasu, świergot ptactwa i ostre promienie słoneczne przebijające się przez bujne gałęzie drzew. „Biegłam pod górę. Kogo ścigałam, kogo tak bardzo chciałam dogonić?”

14

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 14-15

– zastanawia się dziewczyna. „Szłam do jakiegoś klasztoru” – uporczywe myśli nie dają spokoju. „Co za bzdury?! Słyszałam wprawdzie wczoraj w radiu o jubileuszu krakowskich kamedułów, ale gdzie Rzym, gdzie Krym? Kiedy ja ostatnio byłam w Krakowie? Ze dwa lata temu, w Łagiewnikach. No właśnie – dociera do niej odkrywcza myśl – przecież to była Siostra Faustyna. Ale teraz nie wybieram się ani do sanktuarium Bożego Miłosierdzia, ani w ogóle do Krakowa. A już na pewno nie na zakonne jubileusze. Nic z tego nie rozumiem!”. Ewelina przewraca się na drugi bok nieco poirytowana. – Panie Jezu, daj mi jeszcze zasnąć – prosi błagalnym szeptem, by nie obudzić rodziców śpiących w sąsiednim pokoju. Niestety, sen nie powraca. Za oknem wciąż jest czarno. Ewelka leży z szeroko otwartymi oczami, jakby już było południe. Boi się spojrzeć na podświetloną tarczę zegara, by nie zdenerwować się jeszcze bardziej. Chce się wyciszyć, uspokoić. „Mama mówi, że na bezsenność najlepsza jest szklanka ciepłego mleka albo… liczenie baranów” – przypomina sobie dziewczyna i uśmiecha się do swoich myśli. „To beznadziejne!” – konstatuje z goryczą. „Podgrzanego mleka nie znoszę, a liczenie baranów… Kto to wymyślił? Kiedyś doliczyłam do stu osiemdziesięciu dziewięciu i całkowicie odechciało mi się spać. Chyba nie ma dla mnie ratunku. Mam noc w plecy. Katastrofa! A co gorsze, to wszystko przez świętą, którą mama tak bardzo lubi”. Ewelina już całkiem przytomnie przypomina sobie postać ze snu. – Może to jakiś znak? Może ona chce czegoś ode mnie? – przemawia cichutko do siebie, po czym kieruje

15

21.08.2013 09:10


Zarzucani pytaniami ludzie patrzą na Ewelinę szeroko otwartymi oczami, jakby nie rozumieli, o co ich pyta. Zawiedziona i zrezygnowana staje przed wejściem do kościoła. – Faustyno, gdzie jesteś? – Dziewczyna patrząc w głąb świątyni, coraz słabszym głosem mówi do siebie, nie licząc już właściwie na odpowiedź. – Ja wiem, że chciałaś trafić do zakonu kontemplacyjnego, tak bardzo potrzebowałaś więcej modlitwy, czasu na medytacje, rozmowy z Panem Bogiem i wsłuchiwanie się w Jego przesłanie. Ale tutaj przecież nie możesz zostać. Tutaj są tylko mężczyźni. Więc nie uciekaj przede mną. Wróć! Opowiedz mi o sobie i Jezusie. Przecież masz już wszystko, czego chciałaś… *** Ewelka czuje gorące łzy na twarzy. Nie bardzo wie, co się stało. Otwiera oczy. Za oknem jest jeszcze całkiem ciemno. Przypomina sobie, że chciała dłużej pospać. „Przecież jest niedziela – myśli nerwowo kłębią się w głowie – mogę wylegiwać się do woli. Żeby tylko zdążyć na Mszę św. o 12.00 i jeszcze przed południem z Panem Bogiem zacząć najpiękniejszy dzień tygodnia. Więc czemu, mając taką perspektywę, nie śpię smacznie? Dlaczego płakałam? Co mnie zbudziło?”. Powoli, opornie powracają senne obrazy. Niebo zasnute pierzastymi chmurami, wiosenna zieleń lasu, świergot ptactwa i ostre promienie słoneczne przebijające się przez bujne gałęzie drzew. „Biegłam pod górę. Kogo ścigałam, kogo tak bardzo chciałam dogonić?”

14

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 14-15

– zastanawia się dziewczyna. „Szłam do jakiegoś klasztoru” – uporczywe myśli nie dają spokoju. „Co za bzdury?! Słyszałam wprawdzie wczoraj w radiu o jubileuszu krakowskich kamedułów, ale gdzie Rzym, gdzie Krym? Kiedy ja ostatnio byłam w Krakowie? Ze dwa lata temu, w Łagiewnikach. No właśnie – dociera do niej odkrywcza myśl – przecież to była Siostra Faustyna. Ale teraz nie wybieram się ani do sanktuarium Bożego Miłosierdzia, ani w ogóle do Krakowa. A już na pewno nie na zakonne jubileusze. Nic z tego nie rozumiem!”. Ewelina przewraca się na drugi bok nieco poirytowana. – Panie Jezu, daj mi jeszcze zasnąć – prosi błagalnym szeptem, by nie obudzić rodziców śpiących w sąsiednim pokoju. Niestety, sen nie powraca. Za oknem wciąż jest czarno. Ewelka leży z szeroko otwartymi oczami, jakby już było południe. Boi się spojrzeć na podświetloną tarczę zegara, by nie zdenerwować się jeszcze bardziej. Chce się wyciszyć, uspokoić. „Mama mówi, że na bezsenność najlepsza jest szklanka ciepłego mleka albo… liczenie baranów” – przypomina sobie dziewczyna i uśmiecha się do swoich myśli. „To beznadziejne!” – konstatuje z goryczą. „Podgrzanego mleka nie znoszę, a liczenie baranów… Kto to wymyślił? Kiedyś doliczyłam do stu osiemdziesięciu dziewięciu i całkowicie odechciało mi się spać. Chyba nie ma dla mnie ratunku. Mam noc w plecy. Katastrofa! A co gorsze, to wszystko przez świętą, którą mama tak bardzo lubi”. Ewelina już całkiem przytomnie przypomina sobie postać ze snu. – Może to jakiś znak? Może ona chce czegoś ode mnie? – przemawia cichutko do siebie, po czym kieruje

15

21.08.2013 09:10


głos gdzieś w odległą przestrzeń i woła szeptem: – Hej! Faustynko! – Patrząc w sufit, zwraca się do zakonnicy, która jest już w niebie. – Skoro przerwałaś mój błogi sen, to powiedz, czego chcesz? Może coś cię męczy, może czegoś pragniesz? Cisza. Tylko firanka porusza się, targana nocnymi podmuchami wiatru. Zniechęcona, znudzona przewracaniem się z boku na bok, Ewelina wysuwa rozgrzane stopy spod kołdry. Owiewa je zimne powietrze, więc szybko chowa nogi. Ale tylko na moment. Po chwili siada na łóżku. Rozgląda się po pokoju, przyzwyczajając wzrok do ciemności, wyskakuje bosymi stopami na miękki dywan i włącza światło. Szybkim ruchem sięga do biblioteczki po książkę, którą dostała na imieniny dwa lata temu. Do dzisiaj nie przeczytała jej w całości, choć wiele razy zaczynała. Nie skończyła nie dlatego, że jej się nie podobała czy była nudna. Po prostu nie miała czasu, zawsze była jakaś inna lektura, którą musiała szybko przeczytać. – Czy o to ci chodzi, Faustyno? – Ewelina zaskoczona tym odkryciem pyta zbyt głośno jak na nocną porę. Słysząc swój donośny głos, odruchowo przykłada dłoń do ust i przybierając błagalny wyraz twarzy, dodaje już ciszej: – Daj spokój, wyluzuj! Chyba z tego powodu nie wpędzisz mnie w bezsenność i doły? Nie odkłada jednak książki, jakby nie była pewna, co może ją czekać, gdy to zrobi. Przekręca wyłącznik światła i pokój znów spowija mrok. Wskakuje pod kołdrę, przykłada do ściany poduszkę, opiera się o nią, włącza nocną lampkę i zaczyna czytać.

16

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 16-17

II Helena z Głogowca Marianna i Stanisław Kowalscy Urodziła się o godzinie 8.00 rano 25 sierpnia 1905 roku w Głogowcu, pięćdziesiąt kilometrów od Łodzi, w byłym powiecie tureckim (obecnie łęczyckim). Dwa dni później ks. Józef Chodyński, proboszcz parafii pod wezwaniem św. Kazimierza w Świnicach Warckich ochrzcił ją, nadając imię Helena. Tego dnia około godziny 13.00 do kościoła przyniósł swoją córeczkę Stanisław Kowalski, który stawił się tam z dwoma świadkami, rolnikami z Głogowca – Franciszkiem Bednarkiem i Józefem Stasiakiem. Chrzestnymi dziecka byli Marianna Szewczyk i Konstanty Bednarek. Helenka była trzecim dzieckiem Marianny, z domu Bawej, urodzonej 8 marca 1875 roku w Mniewie, i Stanisława Kowalskiego, urodzonego 6 maja 1868 roku w Kraskach.

Dziewczyna przenosi wzrok znad równiutkich rzędów liter na wyłaniającą się z mroku ścianę. Wpatruje się w wiszące na niej rodzinne fotografie. „Jej mama urodziła się 8 marca – powtarza w myślach przeczytaną

17

21.08.2013 09:10


głos gdzieś w odległą przestrzeń i woła szeptem: – Hej! Faustynko! – Patrząc w sufit, zwraca się do zakonnicy, która jest już w niebie. – Skoro przerwałaś mój błogi sen, to powiedz, czego chcesz? Może coś cię męczy, może czegoś pragniesz? Cisza. Tylko firanka porusza się, targana nocnymi podmuchami wiatru. Zniechęcona, znudzona przewracaniem się z boku na bok, Ewelina wysuwa rozgrzane stopy spod kołdry. Owiewa je zimne powietrze, więc szybko chowa nogi. Ale tylko na moment. Po chwili siada na łóżku. Rozgląda się po pokoju, przyzwyczajając wzrok do ciemności, wyskakuje bosymi stopami na miękki dywan i włącza światło. Szybkim ruchem sięga do biblioteczki po książkę, którą dostała na imieniny dwa lata temu. Do dzisiaj nie przeczytała jej w całości, choć wiele razy zaczynała. Nie skończyła nie dlatego, że jej się nie podobała czy była nudna. Po prostu nie miała czasu, zawsze była jakaś inna lektura, którą musiała szybko przeczytać. – Czy o to ci chodzi, Faustyno? – Ewelina zaskoczona tym odkryciem pyta zbyt głośno jak na nocną porę. Słysząc swój donośny głos, odruchowo przykłada dłoń do ust i przybierając błagalny wyraz twarzy, dodaje już ciszej: – Daj spokój, wyluzuj! Chyba z tego powodu nie wpędzisz mnie w bezsenność i doły? Nie odkłada jednak książki, jakby nie była pewna, co może ją czekać, gdy to zrobi. Przekręca wyłącznik światła i pokój znów spowija mrok. Wskakuje pod kołdrę, przykłada do ściany poduszkę, opiera się o nią, włącza nocną lampkę i zaczyna czytać.

16

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 16-17

II Helena z Głogowca Marianna i Stanisław Kowalscy Urodziła się o godzinie 8.00 rano 25 sierpnia 1905 roku w Głogowcu, pięćdziesiąt kilometrów od Łodzi, w byłym powiecie tureckim (obecnie łęczyckim). Dwa dni później ks. Józef Chodyński, proboszcz parafii pod wezwaniem św. Kazimierza w Świnicach Warckich ochrzcił ją, nadając imię Helena. Tego dnia około godziny 13.00 do kościoła przyniósł swoją córeczkę Stanisław Kowalski, który stawił się tam z dwoma świadkami, rolnikami z Głogowca – Franciszkiem Bednarkiem i Józefem Stasiakiem. Chrzestnymi dziecka byli Marianna Szewczyk i Konstanty Bednarek. Helenka była trzecim dzieckiem Marianny, z domu Bawej, urodzonej 8 marca 1875 roku w Mniewie, i Stanisława Kowalskiego, urodzonego 6 maja 1868 roku w Kraskach.

Dziewczyna przenosi wzrok znad równiutkich rzędów liter na wyłaniającą się z mroku ścianę. Wpatruje się w wiszące na niej rodzinne fotografie. „Jej mama urodziła się 8 marca – powtarza w myślach przeczytaną

17

21.08.2013 09:10


informację – to tak jak moja… Tylko matka Faustyny w 1875 roku, a więc… – liczy, bezszelestnie poruszając wargami – osiemdziesiąt lat wcześniej. A ona – 25 sierpnia 1905 – wprawdzie miesiąc inny, ale dzień taki sam jak moich urodzin, a więc dokładnie… siedemdziesiąt cztery lata i osiem miesięcy przede mną. I na dodatek jej ojciec był z maja, tak jak mój… Co za dziwny zbieg okoliczności…” – pogrąża się w zadumie. „Czy oni też tak bardzo się kochali? Jaka była ta Marianna? A Stanisław?”. Ewelina spogląda na końcowe strony książki, gdzie jest kilkadziesiąt fotografii. Szybko przewraca kartki, by dotrzeć do tych, które ją interesują. W świetle nocnej lampki archiwalne zdjęcia są niewyraźne. Na tych upamiętniających dużą liczbę osób niektóre twarze trudno rozpoznać. Dziewczyna wytęża wzrok, by przyjrzeć się dokładnie ludziom, o których przed chwilą czytała, i zapamiętać ich. Zatrzymuje się dłużej przy dwóch fotografiach. Na pierwszej uwieczniono mężczyznę, którego wiek trudno byłoby określić. Ma ciemne włosy i taki sam zarost. Sumiaste wąsy i broda sprawiają, że niełatwo dostrzec, jaką ma minę. W ciemnym garniturze i śnieżnobiałej koszuli ze stójką sięgającą aż po brodę siedzi na tle kamiennej ściany domu w Głogowcu. Sprawia wrażenie skupionego i przejętego obecnością fotografa, przy którym nie czuje się swobodnie. To Stanisław Kowalski, mąż Marianny i ojciec Heleny. Druga przedstawia niewysoką kobietę o ciepłej, łagodnej twarzy. Na głowie ma białą chustkę przewiązaną do tyłu. Ciemną suknię od pasa w dół zakrywa nieskazi-

18

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 18-19

telnie biały, wykrochmalony fartuch. Kobieta uśmiecha się dobrotliwie. Ewelka przypomina sobie, że w jednym z rozdziałów Marianna opowiada o Helence. Wertuje kartki w poszukiwaniu tego fragmentu. Jest! „Wszyscy ją kochali – mówi matka Helenki. – Ona była wybrana i najlepsza z dzieci. Pokorna i cicha, chętna do każdej roboty i do pomocy wszystkim, a jednocześnie wesoła i zawsze uśmiechnięta. Nieraz mówiłam innym dzieciom, by brały z niej przykład, żeby były jak ona, pracowite, posłuszne i dobre dla każdego. Helenka miała litość dla ludzi i dla zwierząt. Dzieci nieraz śmiały się z niej, wołając: «Ach, ty babo litościwa», ale jej to nie zrażało. Nigdy nikomu nie odmówiła. To było prawdziwie błogosławione dziecko. Urodziła się jako trzecia nasza córka. W 1902 przyszła na świat najstarsza Józia, a rok później – Ewa (w domu nazywaliśmy ją Gienią). Porodu ich obu omal nie przypłaciłam życiem, toteż mając trzydzieści lat z lękiem oczekiwałam trzeciego dziecka. Tymczasem ona przyszła na świat bez żadnych komplikacji, a i następnych siedmioro też urodziłam bez najmniejszych problemów. To błogosławione dziecko uświęciło moje łono”.

W dalszych wspomnieniach Marianna powraca pamięcią do wcześniejszych lat. Podkreśla, jak długo przyszło im czekać na potomstwo… Poznała Stacha w Dąbiu, gdzie mieszkała, będąc panną. On, jako cieśla, budował coś w tamtejszym browarze. Jej matka już nie żyła, a druga żona ojca uważała, że dziewczyna powinna iść za mąż. Pobrali się 28 października 1892 roku. Marianna

19

21.08.2013 09:10


informację – to tak jak moja… Tylko matka Faustyny w 1875 roku, a więc… – liczy, bezszelestnie poruszając wargami – osiemdziesiąt lat wcześniej. A ona – 25 sierpnia 1905 – wprawdzie miesiąc inny, ale dzień taki sam jak moich urodzin, a więc dokładnie… siedemdziesiąt cztery lata i osiem miesięcy przede mną. I na dodatek jej ojciec był z maja, tak jak mój… Co za dziwny zbieg okoliczności…” – pogrąża się w zadumie. „Czy oni też tak bardzo się kochali? Jaka była ta Marianna? A Stanisław?”. Ewelina spogląda na końcowe strony książki, gdzie jest kilkadziesiąt fotografii. Szybko przewraca kartki, by dotrzeć do tych, które ją interesują. W świetle nocnej lampki archiwalne zdjęcia są niewyraźne. Na tych upamiętniających dużą liczbę osób niektóre twarze trudno rozpoznać. Dziewczyna wytęża wzrok, by przyjrzeć się dokładnie ludziom, o których przed chwilą czytała, i zapamiętać ich. Zatrzymuje się dłużej przy dwóch fotografiach. Na pierwszej uwieczniono mężczyznę, którego wiek trudno byłoby określić. Ma ciemne włosy i taki sam zarost. Sumiaste wąsy i broda sprawiają, że niełatwo dostrzec, jaką ma minę. W ciemnym garniturze i śnieżnobiałej koszuli ze stójką sięgającą aż po brodę siedzi na tle kamiennej ściany domu w Głogowcu. Sprawia wrażenie skupionego i przejętego obecnością fotografa, przy którym nie czuje się swobodnie. To Stanisław Kowalski, mąż Marianny i ojciec Heleny. Druga przedstawia niewysoką kobietę o ciepłej, łagodnej twarzy. Na głowie ma białą chustkę przewiązaną do tyłu. Ciemną suknię od pasa w dół zakrywa nieskazi-

18

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 18-19

telnie biały, wykrochmalony fartuch. Kobieta uśmiecha się dobrotliwie. Ewelka przypomina sobie, że w jednym z rozdziałów Marianna opowiada o Helence. Wertuje kartki w poszukiwaniu tego fragmentu. Jest! „Wszyscy ją kochali – mówi matka Helenki. – Ona była wybrana i najlepsza z dzieci. Pokorna i cicha, chętna do każdej roboty i do pomocy wszystkim, a jednocześnie wesoła i zawsze uśmiechnięta. Nieraz mówiłam innym dzieciom, by brały z niej przykład, żeby były jak ona, pracowite, posłuszne i dobre dla każdego. Helenka miała litość dla ludzi i dla zwierząt. Dzieci nieraz śmiały się z niej, wołając: «Ach, ty babo litościwa», ale jej to nie zrażało. Nigdy nikomu nie odmówiła. To było prawdziwie błogosławione dziecko. Urodziła się jako trzecia nasza córka. W 1902 przyszła na świat najstarsza Józia, a rok później – Ewa (w domu nazywaliśmy ją Gienią). Porodu ich obu omal nie przypłaciłam życiem, toteż mając trzydzieści lat z lękiem oczekiwałam trzeciego dziecka. Tymczasem ona przyszła na świat bez żadnych komplikacji, a i następnych siedmioro też urodziłam bez najmniejszych problemów. To błogosławione dziecko uświęciło moje łono”.

W dalszych wspomnieniach Marianna powraca pamięcią do wcześniejszych lat. Podkreśla, jak długo przyszło im czekać na potomstwo… Poznała Stacha w Dąbiu, gdzie mieszkała, będąc panną. On, jako cieśla, budował coś w tamtejszym browarze. Jej matka już nie żyła, a druga żona ojca uważała, że dziewczyna powinna iść za mąż. Pobrali się 28 października 1892 roku. Marianna

19

21.08.2013 09:10


miała zaledwie siedemnaście lat, a Stanisław – dwadzieścia cztery. W rodzinnym domu panny młodej odbyła się skromna uroczystość weselna. By przybliżyć sobie to wydarzenie i wyobrazić, jak mogło ono przebiegać, Ewelina znów sięga do ilustracji. Przygląda się fotografii parafialnego kościoła pod wezwaniem św. Mikołaja w Dąbiu nad Nerem. Przez otwarte drzwi widać jego wnętrze. Rozjaśnia je światło kościelnych kandelabrów i migoczących świec. Sto dwadzieścia jeden lat temu, 28 października, przed uroczystą Mszą św. na pewno panowała w nim cisza. Nieliczni krewni i przyjaciele młodej pary wypełniali przednie ławki. Dalej siedzieli przypadkowi świadkowie zaślubin. Dźwięki dzwonków i organów wypełniły świątynię. Młoda para klęczała przed ołtarzem. Marianna w białej, skromnej sukni, obok odświętnie ubrany Stanisław. Ich ręce oplatała złocista stuła. „Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozłącza” – dobitnie brzmiały słowa wypowiadane przez kapłana. Po błogosławieństwie i życzeniach młodzi oraz ich najbliżsi krewni przeszli przez miasteczko do domu Michała Baweja, ojca Marianny. Kolejne zdjęcie pokazuje skromny, niewielki budyneczek w Dąbiu, stojący przy ulicy, gdzie mieścił się także browar. Według relacji rodziny, to w nim mieszkali Bawejowie i tutaj w dniu ślubu Marianny kobiety uwijały się, by jak najszybciej podać gościom parujący na ciepłym piecu weselny obiad. Na stołach pojawiły się talerze i wypełnione jadłem miski. Potraw było niewiele, ale wszystko pachnące i smaczne, świeże i swojskie, bo z gospodarstw

20

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 20-21

krewnych i znajomych mieszkających w okolicznych wioskach. Ewelina powraca do tekstu książki. Jakiś czas po ślubie kupiliśmy niewielką posiadłość w Głogowcu – czyta opowieść Marianny. – To cicha i spokojna wieś, położona po drugiej stronie Świnic Warckich, należąca do tamtejszej parafii pod wezwaniem św. Kazimierza. W niej przez jakiś czas mieszkała rodzina Stanisława. Nasze gospodarstwo to był kawałek ziemi kończący się pod lasem.

Fotografie przedstawiają nizinne okolice Świnic i Głogowca. Widoczne na nich słońce zatacza szeroki łuk i chyli się ku zachodowi. Barwiąc czerwienią ciemny błękit nieba, oświetla szeroką, piaszczystą równinę, porosłą żytem i lichymi łąkami. Przygaszona zieleń traw sięga ciemnego pasa malowniczego, liściastego lasu wyłaniającego się na horyzoncie. Szpaler dębów, olch, jesionów i klonów urozmaicają gdzieniegdzie wyrastające sosny, których w głębi jest coraz więcej. Tam właśnie, między rozrzuconymi wśród pól i stojącymi rzędem wzdłuż drogi wiejskimi chatami, widać posiadłość Kowalskich. Młodzi kupili dziesięć mórg gruntu (siedem i pół morgi pola uprawnego oraz dwie i pół morgi łąk) i stary dom. Żadne ze zdjęć nie przedstawia pierwotnego wyglądu gospodarstwa nabytego przez Mariannę i Stanisława. Z umieszczonych w przypisach relacji krewnych oraz mieszkańców wsi i okolicy wynika, że kupiona przez Kowalskich chałupa była w złym stanie, więc posta-

21

21.08.2013 09:10


miała zaledwie siedemnaście lat, a Stanisław – dwadzieścia cztery. W rodzinnym domu panny młodej odbyła się skromna uroczystość weselna. By przybliżyć sobie to wydarzenie i wyobrazić, jak mogło ono przebiegać, Ewelina znów sięga do ilustracji. Przygląda się fotografii parafialnego kościoła pod wezwaniem św. Mikołaja w Dąbiu nad Nerem. Przez otwarte drzwi widać jego wnętrze. Rozjaśnia je światło kościelnych kandelabrów i migoczących świec. Sto dwadzieścia jeden lat temu, 28 października, przed uroczystą Mszą św. na pewno panowała w nim cisza. Nieliczni krewni i przyjaciele młodej pary wypełniali przednie ławki. Dalej siedzieli przypadkowi świadkowie zaślubin. Dźwięki dzwonków i organów wypełniły świątynię. Młoda para klęczała przed ołtarzem. Marianna w białej, skromnej sukni, obok odświętnie ubrany Stanisław. Ich ręce oplatała złocista stuła. „Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozłącza” – dobitnie brzmiały słowa wypowiadane przez kapłana. Po błogosławieństwie i życzeniach młodzi oraz ich najbliżsi krewni przeszli przez miasteczko do domu Michała Baweja, ojca Marianny. Kolejne zdjęcie pokazuje skromny, niewielki budyneczek w Dąbiu, stojący przy ulicy, gdzie mieścił się także browar. Według relacji rodziny, to w nim mieszkali Bawejowie i tutaj w dniu ślubu Marianny kobiety uwijały się, by jak najszybciej podać gościom parujący na ciepłym piecu weselny obiad. Na stołach pojawiły się talerze i wypełnione jadłem miski. Potraw było niewiele, ale wszystko pachnące i smaczne, świeże i swojskie, bo z gospodarstw

20

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 20-21

krewnych i znajomych mieszkających w okolicznych wioskach. Ewelina powraca do tekstu książki. Jakiś czas po ślubie kupiliśmy niewielką posiadłość w Głogowcu – czyta opowieść Marianny. – To cicha i spokojna wieś, położona po drugiej stronie Świnic Warckich, należąca do tamtejszej parafii pod wezwaniem św. Kazimierza. W niej przez jakiś czas mieszkała rodzina Stanisława. Nasze gospodarstwo to był kawałek ziemi kończący się pod lasem.

Fotografie przedstawiają nizinne okolice Świnic i Głogowca. Widoczne na nich słońce zatacza szeroki łuk i chyli się ku zachodowi. Barwiąc czerwienią ciemny błękit nieba, oświetla szeroką, piaszczystą równinę, porosłą żytem i lichymi łąkami. Przygaszona zieleń traw sięga ciemnego pasa malowniczego, liściastego lasu wyłaniającego się na horyzoncie. Szpaler dębów, olch, jesionów i klonów urozmaicają gdzieniegdzie wyrastające sosny, których w głębi jest coraz więcej. Tam właśnie, między rozrzuconymi wśród pól i stojącymi rzędem wzdłuż drogi wiejskimi chatami, widać posiadłość Kowalskich. Młodzi kupili dziesięć mórg gruntu (siedem i pół morgi pola uprawnego oraz dwie i pół morgi łąk) i stary dom. Żadne ze zdjęć nie przedstawia pierwotnego wyglądu gospodarstwa nabytego przez Mariannę i Stanisława. Z umieszczonych w przypisach relacji krewnych oraz mieszkańców wsi i okolicy wynika, że kupiona przez Kowalskich chałupa była w złym stanie, więc posta-

21

21.08.2013 09:10


nowili wybudować nową. Stawianie domu Stanisław powierzył fachowcom, ale stolarskie roboty przy nim wykonywał własnoręcznie. Gdzieś około 1900 roku nowa, niewielka, ale solidna chałupa Kowalskich była gotowa. Stanął parterowy dom z jasnego, wapiennego kamienia, zwanego rożniatowskim, zdobiony czerwoną cegłą i kryty strzechą. Jego mury, wykonane z najtańszego w tej okolicy budulca, wydobywanego w pobliskim Rożniatowie, do dziś prezentują się całkiem dobrze. Cięty na prostokątne kawałki kamień, łączony gliną i ozdobiony czerwonymi cegłami umieszczonymi nad oknami i w narożnikach budynku, przez ponad sto lat zachował się w zupełnie dobrym stanie. Parterowa chałupa Kowalskich znakomicie wkomponowała się w wiejski krajobraz Głogowca. Skromne, ale solidne zabudowania mieszkalne i gospodarskie tworzyły prostokąt zamknięty ogrodem, w którym drzewa owocowe mieszały się z rabatami kwiatów. Patrząc od drogi, po prawej stronie podwórka, obok studni z drewnianym żurawiem, stała obora. Prostopadle do niej, a równolegle do chałupy znajdowała się niewielka stodoła, do której przylegała drewutnia, gdzie latem mieścił się też warsztat ciesielski Stanisława. Z obory wydobywały się charakterystyczne odgłosy bydła. Z ogrodu pachniało miętą, różami i innymi kwiatami. Drzewa owocowe, otoczone rojem pszczół, też wydawały intensywną woń. Szum wiatru, szelest liści i traw przerywały co jakiś czas muczenie krowy i świergot ptaków. To wyobrażenie pełnej wiejskiego uroku okolicy wywołuje uśmiech na twarzy dziewczyny.

22

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 22-23

Przypominając sobie wszystkie przeczytane i zasłyszane opowieści o Kowalskich, z niekłamanym podziwem przygląda się ich codziennym zmaganiom. Ta pobożna, pracowicie i uczciwie żyjąca para pod wieloma względami mogła być wzorem nie tylko dla swoich sąsiadów. Tak niewiele mieli, tak ciężko musieli pracować i tyle trudów pokonywać, a jednak znosili to wszystko z zasługującą na uznanie godnością i pogodą ducha. Przez dziesięć lat byli sami, bez dzieci, tylko we dwoje, więc mieli czas, by zadbać o wszystko. Stanisław po ojcu był rolnikiem, ale wyuczył się też na cieślę. Był pracowity, solidny i uczciwy. Wiele rzeczy potrafił zrobić, więc ludzie chętnie brali go do pomocy przy różnych robotach. W ciągu dnia chodził pracować w okolicznych gospodarstwach, a wieczorami obrabiał własną ziemię. Oczekując potomstwa, jakoś dawali sobie radę. Warunki, w jakich żyli, trudno dziś sobie wyobrazić, a mimo to Kowalscy wydają się Ewelinie bliscy. Tak bardzo różnią się od jej rodziców, a jednak nie opuszcza jej przeświadczenie, że mają z nimi coś wspólnego. Ma wrażenie, jakby znała ich od lat. Zarówno skrytego, trochę oschłego, a czasami wybuchowego Stanisława, jak i łagodną, cierpliwą, dobroduszną Mariannę. On, roztropnie planujący wszystkie roboty, precyzyjnie dzielił dzień, by starczyło czasu na zarobek u innych i doglądnięcie własnej gospodarki, a przede wszystkim na modlitwę – dla Kowalskiego najważniejszą. Nie brakowało mu więc zajęć i zwykle nie starczało dnia, by im wszystkim podołać. Przy tym był tak

23

21.08.2013 09:10


nowili wybudować nową. Stawianie domu Stanisław powierzył fachowcom, ale stolarskie roboty przy nim wykonywał własnoręcznie. Gdzieś około 1900 roku nowa, niewielka, ale solidna chałupa Kowalskich była gotowa. Stanął parterowy dom z jasnego, wapiennego kamienia, zwanego rożniatowskim, zdobiony czerwoną cegłą i kryty strzechą. Jego mury, wykonane z najtańszego w tej okolicy budulca, wydobywanego w pobliskim Rożniatowie, do dziś prezentują się całkiem dobrze. Cięty na prostokątne kawałki kamień, łączony gliną i ozdobiony czerwonymi cegłami umieszczonymi nad oknami i w narożnikach budynku, przez ponad sto lat zachował się w zupełnie dobrym stanie. Parterowa chałupa Kowalskich znakomicie wkomponowała się w wiejski krajobraz Głogowca. Skromne, ale solidne zabudowania mieszkalne i gospodarskie tworzyły prostokąt zamknięty ogrodem, w którym drzewa owocowe mieszały się z rabatami kwiatów. Patrząc od drogi, po prawej stronie podwórka, obok studni z drewnianym żurawiem, stała obora. Prostopadle do niej, a równolegle do chałupy znajdowała się niewielka stodoła, do której przylegała drewutnia, gdzie latem mieścił się też warsztat ciesielski Stanisława. Z obory wydobywały się charakterystyczne odgłosy bydła. Z ogrodu pachniało miętą, różami i innymi kwiatami. Drzewa owocowe, otoczone rojem pszczół, też wydawały intensywną woń. Szum wiatru, szelest liści i traw przerywały co jakiś czas muczenie krowy i świergot ptaków. To wyobrażenie pełnej wiejskiego uroku okolicy wywołuje uśmiech na twarzy dziewczyny.

22

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 22-23

Przypominając sobie wszystkie przeczytane i zasłyszane opowieści o Kowalskich, z niekłamanym podziwem przygląda się ich codziennym zmaganiom. Ta pobożna, pracowicie i uczciwie żyjąca para pod wieloma względami mogła być wzorem nie tylko dla swoich sąsiadów. Tak niewiele mieli, tak ciężko musieli pracować i tyle trudów pokonywać, a jednak znosili to wszystko z zasługującą na uznanie godnością i pogodą ducha. Przez dziesięć lat byli sami, bez dzieci, tylko we dwoje, więc mieli czas, by zadbać o wszystko. Stanisław po ojcu był rolnikiem, ale wyuczył się też na cieślę. Był pracowity, solidny i uczciwy. Wiele rzeczy potrafił zrobić, więc ludzie chętnie brali go do pomocy przy różnych robotach. W ciągu dnia chodził pracować w okolicznych gospodarstwach, a wieczorami obrabiał własną ziemię. Oczekując potomstwa, jakoś dawali sobie radę. Warunki, w jakich żyli, trudno dziś sobie wyobrazić, a mimo to Kowalscy wydają się Ewelinie bliscy. Tak bardzo różnią się od jej rodziców, a jednak nie opuszcza jej przeświadczenie, że mają z nimi coś wspólnego. Ma wrażenie, jakby znała ich od lat. Zarówno skrytego, trochę oschłego, a czasami wybuchowego Stanisława, jak i łagodną, cierpliwą, dobroduszną Mariannę. On, roztropnie planujący wszystkie roboty, precyzyjnie dzielił dzień, by starczyło czasu na zarobek u innych i doglądnięcie własnej gospodarki, a przede wszystkim na modlitwę – dla Kowalskiego najważniejszą. Nie brakowało mu więc zajęć i zwykle nie starczało dnia, by im wszystkim podołać. Przy tym był tak

23

21.08.2013 09:10


zasadniczy i wymagający, że strach było mu się sprzeciwić i w czymś podpaść. Bywał srogi i nieustępliwy, ale z jego regułami klarownie i mocno osadzonymi w realiach trudno było się nie zgadzać i dyskutować. Tym bardziej że Stanisław nie tylko umiał czytać, ale i kochał książki. Szczególnie te pobożne, wśród których na pierwszym miejscu było Pismo Święte, a zaraz po nim żywoty świętych. Miały one swoje poczesne miejsce w domu Kowalskich. Choć w wiejskiej chałupie to rzadkość, Stanisław w swojej, w Głogowcu, zgromadził całkiem pokaźną biblioteczkę. Starannie dobierał pozycje, które powinny też poznać jego dzieci. Przez lata wczytywał się w nie, więc jego wiedza o Bogu i świecie była mocno ugruntowana. Wprowadził w domu i pielęgnował zwyczaj głośnego czytania książek. Robił to sam, póki córki i synowie nie poszli do szkoły. Potem ten obowiązek, chętnie i z radością, przejęła Helenka. Marianna wydaje się Ewelce znacznie bliższa. Pewnie dlatego, że w kontaktach z ludźmi była zgoła inna – ciepła, serdeczna, wyrozumiała. Ale tak naprawdę trzymała się tych samych zasad, tylko nie nazywała ich tak kategorycznie i nie egzekwowała równie bezwzględnie jak jej mąż. Jednak w ważnych, życiowych sprawach zawsze go popierała. Ona także nie marnowała ani sekundy, przeznaczając na każdą czynność dokładnie tyle czasu, ile potrzeba. Ogarnięcie izby, przedsionków, zamiatanie podwórka, gotowanie posiłków, pranie, prasowanie – wszystko dokładnie wyliczone, by każdą pracę wykonać starannie i na czas. Żeby wszędzie było czysto, jedzenie smaczne, a najlich-

24

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 24-25

sza nawet odzież pocerowana, porządnie naprawiona, uprana i wyprasowana. Dziewczyna wczytuje się w dalsze losy bohaterów. Gdy dom był już gotowy, a Kowalscy wciąż nie mieli dzieci, Marianna zaczęła się martwić, że nie zaznają radosnego śmiechu i gwaru swoich pociech, a starość przyjdzie im spędzić samotnie. Toteż pierwsze symptomy zapowiadające zmianę tej sytuacji przyjęła z wielką radością. Czekała jednak z powiadomieniem o nich męża do czasu, gdy będzie pewna swoich przypuszczeń. Nadszedł on w ciepły, słoneczny, sierpniowy dzień. Zbliżała się pora obiadu i Marianna jak zwykle wybrała się do Stemplewa, gdzie właśnie pracował Stanisław. Szła polami i łąkami w stronę lasu. Po drodze musiała jeszcze minąć niewielki zagajnik. Niosła ciepły obiad mężowi, więc spieszyła się, żeby potrawy, zdjęte niedawno z pieca, nie wystygły. Mimo szybkiego kroku, taka wędrówka zawsze była dla niej okazją do przemyślenia ważnych spraw, zastanowienia się nad przyszłością. Tym razem miała w głowie tylko jedno. Jak to będzie, kiedy rodzina się powiększy? Na samą myśl o tym na twarzy kobiety pojawił się uśmiech. Od pewnego czasu nie miała już żadnych wątpliwości, że pod jej sercem bije młode serduszko ich pierwszego dziecka. Bardzo chciała podzielić się tą nowiną ze Stachem, ale czekała na dobry moment. Może dzisiaj? Tak bardzo się cieszyła, chociaż wiedziała, że kiedy na świat przyjdą dzieci, będzie im się trudniej utrzymać. Po kobiecemu martwiła się o to, ale głośno tych obaw nigdy nie wyjawiała, bo Stachu by się gniewał.

25

21.08.2013 09:10


zasadniczy i wymagający, że strach było mu się sprzeciwić i w czymś podpaść. Bywał srogi i nieustępliwy, ale z jego regułami klarownie i mocno osadzonymi w realiach trudno było się nie zgadzać i dyskutować. Tym bardziej że Stanisław nie tylko umiał czytać, ale i kochał książki. Szczególnie te pobożne, wśród których na pierwszym miejscu było Pismo Święte, a zaraz po nim żywoty świętych. Miały one swoje poczesne miejsce w domu Kowalskich. Choć w wiejskiej chałupie to rzadkość, Stanisław w swojej, w Głogowcu, zgromadził całkiem pokaźną biblioteczkę. Starannie dobierał pozycje, które powinny też poznać jego dzieci. Przez lata wczytywał się w nie, więc jego wiedza o Bogu i świecie była mocno ugruntowana. Wprowadził w domu i pielęgnował zwyczaj głośnego czytania książek. Robił to sam, póki córki i synowie nie poszli do szkoły. Potem ten obowiązek, chętnie i z radością, przejęła Helenka. Marianna wydaje się Ewelce znacznie bliższa. Pewnie dlatego, że w kontaktach z ludźmi była zgoła inna – ciepła, serdeczna, wyrozumiała. Ale tak naprawdę trzymała się tych samych zasad, tylko nie nazywała ich tak kategorycznie i nie egzekwowała równie bezwzględnie jak jej mąż. Jednak w ważnych, życiowych sprawach zawsze go popierała. Ona także nie marnowała ani sekundy, przeznaczając na każdą czynność dokładnie tyle czasu, ile potrzeba. Ogarnięcie izby, przedsionków, zamiatanie podwórka, gotowanie posiłków, pranie, prasowanie – wszystko dokładnie wyliczone, by każdą pracę wykonać starannie i na czas. Żeby wszędzie było czysto, jedzenie smaczne, a najlich-

24

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 24-25

sza nawet odzież pocerowana, porządnie naprawiona, uprana i wyprasowana. Dziewczyna wczytuje się w dalsze losy bohaterów. Gdy dom był już gotowy, a Kowalscy wciąż nie mieli dzieci, Marianna zaczęła się martwić, że nie zaznają radosnego śmiechu i gwaru swoich pociech, a starość przyjdzie im spędzić samotnie. Toteż pierwsze symptomy zapowiadające zmianę tej sytuacji przyjęła z wielką radością. Czekała jednak z powiadomieniem o nich męża do czasu, gdy będzie pewna swoich przypuszczeń. Nadszedł on w ciepły, słoneczny, sierpniowy dzień. Zbliżała się pora obiadu i Marianna jak zwykle wybrała się do Stemplewa, gdzie właśnie pracował Stanisław. Szła polami i łąkami w stronę lasu. Po drodze musiała jeszcze minąć niewielki zagajnik. Niosła ciepły obiad mężowi, więc spieszyła się, żeby potrawy, zdjęte niedawno z pieca, nie wystygły. Mimo szybkiego kroku, taka wędrówka zawsze była dla niej okazją do przemyślenia ważnych spraw, zastanowienia się nad przyszłością. Tym razem miała w głowie tylko jedno. Jak to będzie, kiedy rodzina się powiększy? Na samą myśl o tym na twarzy kobiety pojawił się uśmiech. Od pewnego czasu nie miała już żadnych wątpliwości, że pod jej sercem bije młode serduszko ich pierwszego dziecka. Bardzo chciała podzielić się tą nowiną ze Stachem, ale czekała na dobry moment. Może dzisiaj? Tak bardzo się cieszyła, chociaż wiedziała, że kiedy na świat przyjdą dzieci, będzie im się trudniej utrzymać. Po kobiecemu martwiła się o to, ale głośno tych obaw nigdy nie wyjawiała, bo Stachu by się gniewał.

25

21.08.2013 09:10


Posłowie

W książce Nadzwyczajnie zwyczajna starałam się przybliżyć postać ubogiej dziewczyny, prostej, niewykształconej zakonnicy, która została wielką świętą, choć po ludzku wszystko stawało jej na przeszkodzie, by osiągnąć choćby niewiele. A ona zdobyła tak dużo. Pokazałam ją najlepiej, jak umiałam, starannie wykorzystując udostępnione mi przez Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia materiały archiwalne i literaturę zebraną w bibliotece Stowarzyszenia Apostołów Bożego Miłosierdzia „Faustinum” w Łagiewnikach. Niczego nie zmyślałam. Unikałam pisania o tym, co rodzi wątpliwości, a jeśli nie było to możliwe, maksymalnie wykorzystywałam potwierdzone informacje, by fabuła była przynajmniej w najwyższym stopniu prawdopodobna. Każdy opisany przeze mnie fragment życia Heleny Kowalskiej oparty jest na dokumentach, relacjach rodziny, znajomych, jej korespondencji z siostrami zakonnymi, księżmi i krewnymi. Kronikarską pracę umożliwiły mi, udzielając wszelkiej pomocy, siostry pracujące w „Faustinum”, na czele z s. Elżbietą Siepak – i za to chcę im bardzo gorąco podziękować. Dziękuję też ks. Januszowi Gorczycy, ówczesnemu dyrektorowi wrocławskiego oddziału Gościa Niedzielnego, że cierpliwie znosił czas, gdy pisanie o św. Faustynie wyłączało mnie z pracy redakcyjnej.

271

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 270-271

21.08.2013 09:10


Posłowie

W książce Nadzwyczajnie zwyczajna starałam się przybliżyć postać ubogiej dziewczyny, prostej, niewykształconej zakonnicy, która została wielką świętą, choć po ludzku wszystko stawało jej na przeszkodzie, by osiągnąć choćby niewiele. A ona zdobyła tak dużo. Pokazałam ją najlepiej, jak umiałam, starannie wykorzystując udostępnione mi przez Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia materiały archiwalne i literaturę zebraną w bibliotece Stowarzyszenia Apostołów Bożego Miłosierdzia „Faustinum” w Łagiewnikach. Niczego nie zmyślałam. Unikałam pisania o tym, co rodzi wątpliwości, a jeśli nie było to możliwe, maksymalnie wykorzystywałam potwierdzone informacje, by fabuła była przynajmniej w najwyższym stopniu prawdopodobna. Każdy opisany przeze mnie fragment życia Heleny Kowalskiej oparty jest na dokumentach, relacjach rodziny, znajomych, jej korespondencji z siostrami zakonnymi, księżmi i krewnymi. Kronikarską pracę umożliwiły mi, udzielając wszelkiej pomocy, siostry pracujące w „Faustinum”, na czele z s. Elżbietą Siepak – i za to chcę im bardzo gorąco podziękować. Dziękuję też ks. Januszowi Gorczycy, ówczesnemu dyrektorowi wrocławskiego oddziału Gościa Niedzielnego, że cierpliwie znosił czas, gdy pisanie o św. Faustynie wyłączało mnie z pracy redakcyjnej.

271

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 270-271

21.08.2013 09:10


Przede wszystkim jednak jestem wdzięczna mojej córce za wyrozumiałość i podtrzymywanie na duchu. Jej i moim Rodzicom dedykuję tę książkę, dziękując Bogu za wszystkich ludzi, których postawił na mojej drodze.

Bibliografia

Materiały źródłowe. Archiwum św. Siostry Faustyny w Krakowie-Łagiewnikach 1. Wspomnienia o Siostrze Faustynie według okresów jej życia: – wspomnienia z okresu dzieciństwa; – wspomnienia z okresu pracy zarobkowej przed wstąpieniem do zgromadzenia; – wspomnienia z okresu nowicjatu; – wspomnienia z pobytu w domach Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia; – wspomnienia z lat dziecięcych i młodzieńczych, zebrane przez s. Bernardę Wilczek. 2. Wspomnienia członków rodziny o Siostrze Faustynie: – oświadczenie rodzeństwa; – wspomnienia Marianny Kowalskiej, matki Siostry Faustyny; – wspomnienia Stanisława Kowalskiego, brata Siostry Faustyny. 3. Wspomnienia osób świeckich o Siostrze Faustynie: – wspomnienia Aldony Lipszyc, pracodawczyni Heleny Kowalskiej, oraz jej córki Marii. 4. Wspomnienia osób duchownych o Siostrze Faustynie: – wspomnienia ks. Edmunda Eltera, jezuity; – wspomnienia ks. Michała Sopoćki.

273

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 272-273

21.08.2013 09:10


Przede wszystkim jednak jestem wdzięczna mojej córce za wyrozumiałość i podtrzymywanie na duchu. Jej i moim Rodzicom dedykuję tę książkę, dziękując Bogu za wszystkich ludzi, których postawił na mojej drodze.

Bibliografia

Materiały źródłowe. Archiwum św. Siostry Faustyny w Krakowie-Łagiewnikach 1. Wspomnienia o Siostrze Faustynie według okresów jej życia: – wspomnienia z okresu dzieciństwa; – wspomnienia z okresu pracy zarobkowej przed wstąpieniem do zgromadzenia; – wspomnienia z okresu nowicjatu; – wspomnienia z pobytu w domach Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia; – wspomnienia z lat dziecięcych i młodzieńczych, zebrane przez s. Bernardę Wilczek. 2. Wspomnienia członków rodziny o Siostrze Faustynie: – oświadczenie rodzeństwa; – wspomnienia Marianny Kowalskiej, matki Siostry Faustyny; – wspomnienia Stanisława Kowalskiego, brata Siostry Faustyny. 3. Wspomnienia osób świeckich o Siostrze Faustynie: – wspomnienia Aldony Lipszyc, pracodawczyni Heleny Kowalskiej, oraz jej córki Marii. 4. Wspomnienia osób duchownych o Siostrze Faustynie: – wspomnienia ks. Edmunda Eltera, jezuity; – wspomnienia ks. Michała Sopoćki.

273

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 272-273

21.08.2013 09:10


5. Wspomnienia osób konsekrowanych o Siostrze Faustynie: – wspomnienia s. Katarzyny Steinberg, franciszkanki. 6. Wspomnienia sióstr ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia o Siostrze Faustynie: – wspomnienia s. Klemensy Buczek; – wspomnienia s. Justyny Gołofit; – wspomnienia s. Ireny Krzyżanowskiej z lat 1956, 1965; – wspomnienia m. Michaeli Moraczewskiej; – wspomnienia s. Borgii Tichy; – wspomnienia s. Zuzanny Tokarskiej. 7. Opinie dotyczące Siostry Faustyny Kowalskiej: – opinia grafologa; – oświadczenie w sprawie uczęszczania Heleny Kowalskiej do szkoły podstawowej; – zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia psychicznego. 8. Listy Siostry Faustyny – opracowanie krytyczne. 9. Dokumenty osobiste i rodzinne Heleny Kowalskiej – Siostry Faustyny.

274

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 274-275

Literatura

Chróściechowski J. MIC, Historia nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego w naszych czasach, Zgromadzenie Marianów, Veritas Foundation Press, Londyn 1975. Grygiel L., Zawierzyć Bożemu Miłosierdziu. Mistyka Siostry Faustyny, Wydawnictwo Znak, Kraków 2000. Święta Siostra Faustyna Kowalska, Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2001, wydanie X. Tarnawska M., Siostra Faustyna Kowalska. Życie i posłannictwo, Katolicki Ośrodek Wydawniczy Veritas, Londyn 1987. Witko A., Święta Faustyna i nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego, Wydawnictwo Zakonu Pijarów, Kraków 2001. Wzorce osobowe świętych polskich kanonizowanych przez Jana Pawła II, Wydawnictwo Unum, Kraków 2001.

275

21.08.2013 09:10


5. Wspomnienia osób konsekrowanych o Siostrze Faustynie: – wspomnienia s. Katarzyny Steinberg, franciszkanki. 6. Wspomnienia sióstr ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia o Siostrze Faustynie: – wspomnienia s. Klemensy Buczek; – wspomnienia s. Justyny Gołofit; – wspomnienia s. Ireny Krzyżanowskiej z lat 1956, 1965; – wspomnienia m. Michaeli Moraczewskiej; – wspomnienia s. Borgii Tichy; – wspomnienia s. Zuzanny Tokarskiej. 7. Opinie dotyczące Siostry Faustyny Kowalskiej: – opinia grafologa; – oświadczenie w sprawie uczęszczania Heleny Kowalskiej do szkoły podstawowej; – zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia psychicznego. 8. Listy Siostry Faustyny – opracowanie krytyczne. 9. Dokumenty osobiste i rodzinne Heleny Kowalskiej – Siostry Faustyny.

274

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 274-275

Literatura

Chróściechowski J. MIC, Historia nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego w naszych czasach, Zgromadzenie Marianów, Veritas Foundation Press, Londyn 1975. Grygiel L., Zawierzyć Bożemu Miłosierdziu. Mistyka Siostry Faustyny, Wydawnictwo Znak, Kraków 2000. Święta Siostra Faustyna Kowalska, Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2001, wydanie X. Tarnawska M., Siostra Faustyna Kowalska. Życie i posłannictwo, Katolicki Ośrodek Wydawniczy Veritas, Londyn 1987. Witko A., Święta Faustyna i nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego, Wydawnictwo Zakonu Pijarów, Kraków 2001. Wzorce osobowe świętych polskich kanonizowanych przez Jana Pawła II, Wydawnictwo Unum, Kraków 2001.

275

21.08.2013 09:10


Spis treści

Wstęp. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5

I. Prolog Sen o Faustynie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11

II. Helena z Głogowca Marianna i Stanisław Kowalscy. . . . . . . . . . . . . . . . . 17 Serce dziecka. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 29 Komunia Święta. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 45 Niespełniona uczennica. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 59 Na służbie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 66 W drodze do upragnionego celu. . . . . . . . . . . . . . . . 85 „Mizerotka i… nic obiecującego”. . . . . . . . . . . . . . . 108

III. Siostra Faustyna Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 113 Ufna postulantka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 127 Nowicjuszka – radosne dziecko Boże . . . . . . . . . . . 140

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 276-277

21.08.2013 09:10


Spis treści

Wstęp. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5

I. Prolog Sen o Faustynie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11

II. Helena z Głogowca Marianna i Stanisław Kowalscy. . . . . . . . . . . . . . . . . 17 Serce dziecka. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 29 Komunia Święta. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 45 Niespełniona uczennica. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 59 Na służbie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 66 W drodze do upragnionego celu. . . . . . . . . . . . . . . . 85 „Mizerotka i… nic obiecującego”. . . . . . . . . . . . . . . 108

III. Siostra Faustyna Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 113 Ufna postulantka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 127 Nowicjuszka – radosne dziecko Boże . . . . . . . . . . . 140

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 276-277

21.08.2013 09:10


Poślubiona Jezusowi. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 151 Wizerunek Oblubieńca . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 168 Spełnione obietnice . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 180 Cuda. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 204

IV. Epilog Miłosierdzie nie jest snem ani bajką . . . . . . . . . . . 249 Posłowie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 271 Bibliografia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 273 Literatura. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 275

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 278

21.08.2013 09:10


Spis treści

Wstęp. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5

I. Prolog Sen o Faustynie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 11

II. Helena z Głogowca Marianna i Stanisław Kowalscy. . . . . . . . . . . . . . . . . 17 Serce dziecka. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 29 Komunia Święta. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 45 Niespełniona uczennica. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 59 Na służbie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 66 W drodze do upragnionego celu. . . . . . . . . . . . . . . . 85 „Mizerotka i… nic obiecującego”. . . . . . . . . . . . . . . 108

III. Siostra Faustyna Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 113 Ufna postulantka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 127 Nowicjuszka – radosne dziecko Boże . . . . . . . . . . . 140

259A_Nadzwyczajnie_inside.indd 276-277

21.08.2013 09:10


Profile for Edycja Świętego Pawła

Nadzwyczajnie zwyczajna  

Nadzwyczajnie zwyczajna  

Profile for edycja