Page 1

Wywiad z organizatorami W sieci e-rewolucji W ramach Mieszkania Poezji, w Izbie Drukarstwa odbył się panel dyskusyjny o roli współczesnych pism wydawanych w Internecie, poprowadzony przez Grzegorza Jędrka. Spotkanie zatytułowane „Pisma (nie)zależne, pisma czasów erewolucji - wokół młodych pism literackich” zgromadziło przy stole sześciu redaktorów polskich pism literackich. Wśród nich znaleźli się: Roman Honet, Leszek Onak ("Rozdzielczość Chleba"), Rafał Gawin ("Arterie"), Natalia Malek ("Wakat"), Ewelina Kuryłek ("Dworzec Wschodni").

- Nazwa tego panelu jest trochę myląca, bo niektóre z tych pism nie dotarły do e-rewolucji lub ciężko je takimi nazwać, ale na pewno łączy je wspólna energia – zapowiedział Grzegorz Jędrek. Dzięki wprowadzeniu o początkach każdego z nich, o środowiskach literackich, które tworzą, zgromadzona widownia mogła się zapoznać z profilami pism. - Minęło pięć lat od zamknięcia „Studium”. W latach 90. tworzenie pisma to była spontaniczna decyzja. Przyszedłem na spotkanie i postanowiliśmy po prostu je zrobić. To był wielki sukces, przygoda i frajda. „Studium” ukazywało się w latach 1995-2008. Było dwumiesięcznikiem, z nakładem trzech tysięcy egzemplarzy - wspominał Roman Honet. Warszawski „Wakat” działa od 2006 i wydawany jest przez Staromiejski Dom Kultury. – Nasze pismo jest nieregularnikiem. Ukazuje się wtedy, gdy są na to fundusze. Zasada jest taka, że z dwóch wydań internetowych tworzymy kompilacje, wydając jedno na papierze – mówiła Natalia Malek. Natomiast początki „Arterii” sięgają nieco wcześniej, bo 2004 roku. Jego pierwszy numer ukazał się w ramach festiwalu „Puls Literatury” w Łodzi. - Dobrze, że został wydany w bodajże 300 egzemplarzach i jest już niedostępny. Pomysł wziął się z tego, że „Tygiel Kultury” był staroliteracki i Łodzi potrzebne było nowe pismo – wyjaśniał Rafał Gawin. Intrygująca nazwa „Rozdzielnia Chleba” kryje pod sobą całkowicie cybernetycze pismo. - Korzystamy z papieru tylko w celach promocyjnych. Zauważyliśmy, że gdy krytycy dostają do ręki książki, tomiki, to ukazuje się więcej recenzji. Do tej pory wyszedł jeden numer pisma. Planujemy wydawać jedno

Miasto Poezji, Lublin 3-7 czerwca 2013

na dwa lata. Minęło już półtorej roku, więc wkrótce ukaże się drugi numer - zapowiadał Leszek Onak. Lubelskie pismo „Dworzec Wschodni” także należy już do czasów e-rewolucji. - Nasze środowisko skupiało się najpierw wokół spotkań, potem ta idea dzięki pomocy Ewy Solskiej przekształciła się w powstanie pisma. Wydajemy utwory osób do których mamy zaufanie i pokładamy nadzieję. „Dworzec Wschodni” może nie zawsze jest równy, ale wiarygodny – powiedziała Ewelina Kuryłek. Gdy padło pytanie o popularyzację literatury w czasopismach z reguły można było usłyszeć odpowiedź, że najpierw pisma zaczynały od publikacji utworów autorów związanych ze środowiskiem, z miastem, w którym wydawane jest czasopismo. Następnie sięgały dalej, po twórców ogólnopolskich. Kiedy Internet nie był jeszcze workiem bez dna, tworzenie pisma miało inny wydźwięk. - Gdy tworzyliśmy pismo, nie wiedzieliśmy nawet co to jest propagowanie. Kojarzyło nam się wyłącznie z propagandą. Ale gdybym teraz miał stworzyć je znów na nowo, na pewno miałoby swoją odsłonę internetową, bo w tym jest ogromna przyszłość – powiedział Roman Honet.

Gabriela Bogaczyk

Znajdź nas również online: http://issuu.com/edukacjatnn


2

3 x Miciński Twórczość Tadeusza Micińskiego, jednego z najważniejszych autorów Młodej Polski, stała się tematem środowego spotkania w Ośrodku „Brama Grodzka - Teatr NN”. Rozpoczęto od dyskusji, następnie zaprezentowano film inspirowany jego utworami, a zakończono fragmentem słuchowiska. W rozmowie, prowadzonej przez prof. Pawła Próchniaka, wzięli udział prof. Wojciech Gutowski, prof. Jarosław Ławski oraz dr Tomasz Kozak – znawcy dzieł młodopolskiego twórcy. Rozmowa toczyła się wokół jego poezji, prozy i dramatów. Niestety twórczość ta jest współcześnie bardzo słabo znana, ponieważ część utworów obecnie nie jest w ogóle wznawiana. Dodatkowo teksty Micińskiego uchodzą za trudne, dlatego sięga po nie jedynie wąska grupa odbiorców. -Nie martwi mnie, że Miciński nie trafi do szkół. Miciński był, jest i będzie pisarzem elitarnym, czytanym przez erudytów. Zostanie pisarzem trudnym. Jako taki będzie miał czytelników do końca świata – powiedział prof. Jarosław Ławski. Rzeczywiście jest w tym trochę racji – poezja Micińskiego jest mroczna, pełna symboli, mistycyzmu. W rozmowie na jej określenie pojawia się termin „lucyferyzm chrystusowy”. Interpretacja twórczości Micińskiego nie jest jednoznaczna. Momentami burzliwy przebieg spotkania pokazał jak różnie patrzą na jego twórczość badacze zebrani przy stoliku. Jedni widzą w niej ducha Hegla, inni dostrzegają przede wszystkim piękno słów. Bez wątpienia jest jednak wyjątkowa.

Wiersze Micińskiego oddziałują silnie na wyobraźnię, co zostało wykorzystane w filmie zrealizowanym przez Tomasza Kozaka, który został następnie zaprezentowany zebranym w Sali Czarnej. Powstała w 2006 roku Lekcja lucyferyczna składa się z fragmentów różnych tekstów Micińskiego, ilustrowanych kolażem scen z przeróżnych filmów. Ich zestawienie jest bardzo skrajne – od Egzorcyzmów Emily Rose, przez Harrego Pottera i Władcę pierścieni, po Dwóch takich co ukradli księżyc czy Mikrokosmos. W konsekwencji powstał pełen niepokoju obraz, pokazujący jak bardzo teksty poety są uniwersalne. Na zakończenie publiczność miała okazję wysłuchać niezwykłego, bo tworzonego na żywo słuchowiska na podstawie fragmentu Xiędza Fausta. Rozdział Zniszczenie Mesyny przeczytali Marcin Sudziński oraz Łukasz Downar, natomiast akompaniowali im muzycy z grupy PITZ z Rzeszowa. Delikatne dźwięki instrumentów potęgowały mistyczny nastrój czytanego tekstu. Słuchowisko stanowiło kontynuację projektu zrealizowanego podczas zeszłorocznego Miasta Poezji. Jak powiedział za zakończenie Paweł Próchniak – Chociaż minęło sto lat od czasu kiedy Miciński tworzył, jego słowa nadal mogą mieć moc i są ludzie którzy potrafią wydobyć z nich coś niezwykłego i sprawić, że będziemy ich chcieli słuchać. Wioleta Rybak

Fot. W. Rybak

Miasto Poezji, Lublin 3-7 czerwca 2013


3

Windą do poezji Pomysł na windy poezji zrodził się bardzo spontanicznie, w czasie jednego ze spotkań Koła Naukowego Etnologów w Instytucie Kulturoznawstwa UMCS. Studenci uznali, że tym razem warto odczarować przestrzeń uniwersytetu. Mieszkań, jak sami mówią, każdego roku jest sporo. Pomysł na to terytorium poezji był także związany z przebudową „Starej Humanistyki”, czyli Wydziału Filozofii i Socjologii UMCS, gdzie po dostosowaniu budynku dla osób niepełnosprawnych, jednym z elementów wystroju stała się szklana winda. Winda w czasie akcji były niezwykła, bo jeździły w niej studentki, członkinie koła, ubrane w kolorowe chusty, z kwiatami w dłoni. Wśród słuchających byli głównie wykładowcy, czyli ci odważni, którym nie straszna mała przestrzeń i których zaskoczyła ta miła odmiana akademickiej codzienności. Niektórzy jeździli kilka razy, by móc wysłuchać całego wiersza lub wsłuchać się ponownie w ulubiony fragment. Jak na etnologów przystało dominowała poezja ludowa, tym razem z motywem drogi. Słuchaczom najbardziej utkwił fragment wiersza mówiącego o tęsknocie za porzuconą, rodzinną wioską. Akcje studenckie w czasie Miasta Poezji mają różną jakość, z pewnością jednak są podyktowane potrzebą serca i poczuciem, że uniwersytetowi, czyli miejscu wspólnemu, odwiedzanemu przynajmniej kilka razy w tygodniu warto czasem dodać smaku i koloru. To udało się dzięki ożywieniu windy. Żałuję tylko, że wielu studentów częściej przygląda się tego typu działaniom, bojąc się oddać przyjemności z bezpośredniego w nich udziału.

e.j.

Zanim debiut nastanie Piątka młodych poetów zaprezentowała wczorajszego wieczoru swoje utwory w Mieszkaniu Poezji w Izbie Drukarstwa Ośrodka „Brama Grodzka - Teatr NN”. Spotkanie poprowadził Konrad Góra. Poezja łatwą nie jest, zwłaszcza kiedy zaczyna się dopiero publikować albo czeka się na debiut książkowy. Kolejne spotkanie z cyklu Mieszkania Poezji miało na celu zaprezentowanie utworów poetów, którzy jeszcze nie dorobili się własnego tomiku wierszy. Swoje wiersze przeczytali Justyna Bednarska, Szymonem Domagała-Jakuć, Paweł Hajduk, Rafał Rutkowski oraz Rafał Różewicz. Zgromadzona publiczność - w większości inni poeci przybyli na festiwal nagradzali „debiutantów” to brawami, a to uśmiechami aprobaty lub dezaprobaty. ach

Miasto Poezji, Lublin 3-7 czerwca 2013


4

Poezja „zwyczajnym okiem” Czy Lublin rzeczywiście można nazwać „Miastem Poezji”? Jak ważna jest poezja w naszym życiu codziennym i jak wygląda ona z punktu widzenia „przeciętnego Kowalskiego”? Uzyskanie odpowiedzi na te pytania to z pewnością jeden z celów, dla których powstał festiwal „Miasto Poezji”. W ciągu pięciu dni jego trwania, niejednokrotnie możemy znaleźć dowody na żywe zainteresowanie słowem pisanym, mówionym, a często też odgrywanym i śpiewanym. Możliwości interpretacji jest wiele, czego dowodzą sami artyści inspirując i przenosząc nas w nieco inny, wyobrażony przez nich świat. Postanowiliśmy sprawdzić jak ten wspomniany „świat” wygląda w oku mieszkańców naszego miasta. Czy jest przyjemniejszy? Bardziej kolorowy? Spacerując wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia mieliśmy wiele okazji przyjrzeć się temu z bliska. Ludzie czekający na przystanku, śpieszący się do pracy lub szkoły - to widok, który możemy zobaczyć codziennie. Czy w tym szybkim tempie życia znajdują czas na chwilę poetyckiej refleksji? Okazuje się, że tak. Choć zajęci własnymi sprawami, często trafiają z szarej rzeczywistości wprost w okładki najróżniejszych powieści, poezji, opowiadań czy nawet bajek. Czy więc ta artystyczna forma spędzania czasu rzeczywiście „odchodzi do lamusa”? Zapytaliśmy o to mieszkańców Lublina.

trafimy albo nie lubimy czasem oderwać się od tego wszystkiego. Książki to fajna sprawa ale tylko wtedy, kiedy czytamy je dla siebie.. a nie bo tego od nas wymagają. – mówi Paweł, uczeń II klasy liceum. - Lubię czytać. Może to i prawda, że książki dla większości teraz to już „starocia”, ale tak naprawdę, wiele osób nie tylko je czyta... niektórzy nawet sami piszą. Szkoda, że tak mało jest okazji do pochwalenia się tym co przecież gdzieś w nas ciągle jest. – dodaje Klaudia, również uczennica II klasy liceum. Czy to więc dobry znak dla wszystkich wielbicieli literatury? Czy warto tworzyć takie festiwale? A może czas je rozszerzyć? Jedno jest pewne. Poezja nigdy nie stanie się „passé”, a to jak będziemy dbać o jej trwałość i aktualność, to tylko nasza, osobista inwencja twórcza. Tomasz Ślusarski

- Poezja? Jasne, że czytam. To najlepsza forma relaksu po ciężkim dniu. Co prawda trochę już zapomniana, ale wciąż aktualna – mówi w wywiadzie Pan Krzysztof. - Gdzie najczęściej czyta Pan poezję? - Raczej w domu, to najlepsze miejsce. Kiedy dzieci już śpią i znajdę chwilę wolnego czasu dla siebie. Jedni oglądają telewizję, inni „buszują” w internecie, a ja? Czytam to co kiedyś wydawało mi się straszną nudą i obciachem. - Nudą? „Obciachem”? Co ma Pan na myśli? - To, że do takiego rodzaju sztuki trzeba dorosnąć. Nie łatwo jest ją czytać. Poezję trzeba się nauczyć rozumieć i wyciągać z niej to co dla nas istotne. Kiedy jest się młodym, nie często interesują nas sprawy „wyższej” kategorii. Miałem to samo, wiem co mówię. Teraz, kiedy mam swoje lata patrzę na to trochę inaczej. Czy to oznacza, że aby czytać poezję potrzebny jest odpowiedni wiek „dojrzałości literackiej”? Nie mogliśmy zostawić tego pytania bez odpowiedzi. Postanowiliśmy zapytać o to młodzież z lubelskich szkół.

GAZETA MIASTA POEZJI

- Myślę, że nie ma żadnej bariery wiekowej. To zależy od nas samych. To prawda, że większość z nas ma teraz dużo innych, bardziej rozrywkowych zajęć, ale to nie oznacza, że nie po-

Redakcja: Gabriela Bogaczyk, Agata Chwedoruk, Tomasz Ślusarski, e.j. . Redaktor Naczelna, skład: Wioleta Rybak: wioletarybak@wp.pl online: http://issuu.com/edukacjatnn

Miasto Poezji, Lublin 3-7 czerwca 2013

Gazeta Miasta Poezji nr 4  

Gazeta Miasta Poezji nr 4, 6 czerwca 2013

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you